/Magazyn_135_09_001_0001.djvu

			PIŚMIENNICTWO W W. X. POZNAŃSK1EM OD r. 1850
I CHARAKTER TEGOŻ W POPRZEDZAJĄCYCH LATACH,
t R I E Z
ANTONIEGO GAŁECKIEGO.
IV.
Zaczynamy od dziennikarstwa. Przed rokiem zawiązanego
Towarzystwa przyjaciół navk sprawozdanie na walnem zebraniu
12 lutego 1858 czytane, temi poczyna się słowy: „Wielkie
„xięztwo Poznańskie zostawało w ciągu lat ostatnich pod wzglę¬
dem nauk, umiejętności i oświaty rodzimej w nader smutńem
„położeniu. W powszechności senność, rozstrój lub bezwładne
„zobojętnienie na dolę bieżącą i niepamięć na przyszłość; bez
j(widomego wyrazu życia, bez ogniska, doktóregoby się stacza¬
my usiłowania umiejętne pojedynczych i na odwrót, z którego-
„by sączyła się dla nich zachęta i pokrzepiająca podnieta do wy¬
trwania w pracy i czynnej trosce o zachowanie jeżeli niepod-
„niesienie oświaty krajowej: oto wierny obraz położenia nasze¬
go, jaki nam przedstawiał dziesiątek nieomal lat upłynionych...“
Fakt ten rzeczywiście prawdziwy zapisaliśmy już na pierwszej
karcie niniejszego pisma. Powyżej skreślonym obrazem stara¬
liśmy się go wyjaśnić i wytłómaćzyć. Konieczną bowiem wi¬
dzimy smutnego objawu tego konsekwencyę w poprzedzającym
24
		

/Magazyn_135_09_002_0001.djvu

			go składzie rzeczy, w nim jedynie źródła tamtego dopatrując.
Tak nagle rozbudzona czynność, na tak nienaturalnej i nie¬
właściwej drodze, tyle nadzwyczajnym, explozyjnym zbiegiem
wypadków wywołana ruchliwość, wytrybywona w sztucznem
elektrycznem cieple roślina , zbyt nagłe, zbyt bujne a wiotkie
wypuściła wjednej chwili latorośle, aby do dłuższego ożywia¬
nia tychże żywotnych soków starczyło. Musiało ich braknąć,
musiały przestać niebawem, zaopatrywać rozległe gałęzie i odno¬
gi w przyzwoity pokarm. Przeminęły wypadki, zadowolniła się
wytężona ciekawość, zakończył się sprzecznie z pragnieniem
zwrót całej sprawy. Prędko przeto przeszła gorączkowa ru¬
chliwość w stau znużenia i osłabienia, wysilenie w bezwładność,
czujność w odrętwienie. W całem pośpiesznem działaniu tych
Jat leży wina; niebyło spokoju, niebyło rozwagi, poczucia o po¬
trzebie wytknięcia sobie pracy skromnej, powolnej , która ni¬
gdy od razu, ale dopiero w toku lat wydaje zbawienne owoce.
Raptowne, szeroko zakreślone podjęcie roboty publicznej,
niemogło zapewnić sobie ani materyjału, ani pomocy, ani dość
obszernego pola, na któremby swobodnie rozwinąć się mogło.
Tyle pism peryodycznych naraz wydawanych, którym niewol-
no było pokazać się za granicy małego kraiku, niebyło w stanie
zabezpieczyć sobie ani pracy podsycającej je, ani (że tak się
wyrazimy) konsumpcyi ich. Pierwsza przeszkoda musiała je
zwalić, pierwsze wstrząśnienie zburzyć cały gmach na wątłej
wsparty podwalinie. Przebieg ten widzieliśmy. Zostało kilka
po r. 1850, ale i z tych część albo krótko już wegetowała, al¬
bo jak skołatany, zużyty okręt lawirowała chwilę, aż nareszcie
wolno, za poprzednikami w głębię przeszłości się spuściła. Po¬
wtarzamy, że stosunek ten niebył wcale zrównoważeniem szali
przekonań, zniesieniem spornego punktu lub nasyceniem po¬
trzeb,— nie:— potrzeby zostały, może w mniejszej liczbie, ale zni¬
kło ich uczucie, co zresztą wcale niejest paradoxem.
		

/Magazyn_135_09_003_0001.djvu

			41
Z pomiędzy czterech pism, które po dniu 30 czerwca 1850
w prowincyi zostały , gdyśmy już o Szkółce niedzielnej, Szkole
Polskiej poprzednio mówili, a o Ziemianinie jako zbiorze spra¬
wozdań posiedzeń towarzystw gospodarskich, tłómaczeń najwię¬
cej artykułów agronomicznych obcego źródła, niewiele jest do
powiedzenia; pozostaje zatrzymać przez chwilę uwagę nad do¬
tąd wychodzącym Przeglądem Poznańskim, pismem wysokiego
znaczenia i wartości, a które jak wzmiankowaliśmy w r. 1845
założonem zostało. Umyślnie prawie wstrzymaliśmy się z po¬
mówieniem o nim do tego miejsca, w którem, ułatwiwszy się
z czem innem, swobodniej mu teraz słów parę poświęcić mo¬
żemy.
Gdy wichrem zachodnim wniesione ziarna nowych pojęć,
teoryj, padły w większą część umysłów,— gdy kiełkując zda¬
wały się wyłącznie niemi owładnąć,— gdy w skutek tego złud¬
nym pozorem nowości zdawały się zwrócić ich działalność ca¬
łą i usiłowania wszelkie na drogę mylną, obcą myśli narodo¬
wej, wstrząsając porządkiem, tradycyą , religiją i wszelkiemi
podwalinami stosunków społecznych:—garstka obywateli xięz-
twa oparłszy się temu popędowi chwili, pragnęła zwrócić oko
i uwagę ziomków na niebezpieczny kierunek, w który się więk¬
szość rzuciła; podniosła przeto głos w celu nawołania z niego
na tor, który w swem sercu i przekonaniu za najwłaściwszy dla
kraju uważała. Sądząc, że jak od zawiązku narodu naszego,
religija Katolicka była głównym jego moralnym pierwiastkiem,
głównym czynnikiem życia, z sprawami jego najściślej złączo¬
na,— tak i teraz stanowisko na tej posadzie oparte, będzie naj¬
pewniejszym, w skutkach najpomyślniejszem krajowi, wreszcie
najzrozumialszem. Strzeżenie prawd religii Katolickiej od ska¬
żenia w narodzie, uważając za najpierwszy obowiązek, pragnęła
czuwać, aby wszelki objaw życia, pracy publicznej, niestawał
z niemi w sprzeczności. Na tych tedy zasadach, na tych pra-
		

/Magazyn_135_09_004_0001.djvu

			gnieniach—w najlepszej wierze, najszczerszej miłości kraju i ziom¬
ków, postanowiono przemówić pismem peryodycznem, które na¬
zwano Przeglądem Poznańskim.
Więle podówczas narobiło wrzawy i zdziwienia gdy na pierw¬
szych kartach tego pisma redakcya zrobiła wyznanie wiary
swojej, jasno, szczerze i dobitnie wypowiedziawszy czego chce,
jak pojmuje rożne stosunki życia, objawy i kierunek myśli obe¬
cny—jaM drogę i podstawę swej pracy zakreśla. Wielom
niepodobała się tu otwartość,' inni wątpili w prawdziwości po¬
budek, a iimi od razu przeciwnikami się oświadczyli. Prze¬
czuwał to przyjęcie Przegląd, i dla tego mówiąc o wszelkiej pra¬
cy w myśli Chrześcijaństwa podjętej, wołał: ,,Pracujmy całe
„życie, prącujmy bez ustanku, używajmy lylko środków dobrych,—
„Wtedy choć nam się niewszystko powiedzie, choć boleśnych
„doznamy zawodów, będziemy mogli zasmucić się, niezniechę-
„cirny się nigdy.“
Ą kreśląc obraz bieżącej epoki przejścia, zachwiania się
podwalin społeczeństwa, dodaje: ,,Nas wiara spokojnymi czyni;
„wiemy, że jak Chrystus uratował świat Rzymski rozpadający
„się zepsuciem, tak objawienie Chrześcijańskie ochroni i zbawi
„oświatę Europejską, którą napada niemoc zgrzybiałości.“ Zwra¬
cając się zaś do kraju: „My Polacy—mówi—którzy tak często
„za popędem obcych idziemy, wyobrażenia gdzieindziej zużyte
„tak długo zwykle przerabiamy, czyż znowu będziemy czekali
,,aż porwie nas ruch ogólny, czyż własnem uczuciem, z wła¬
dnego popędu niestaniemy przy nauce ojców naszych, nauce po¬
łączonej ściśle z przeszłością i przyszłością narodu tarczyjego
„w teraźniejszości,— nauce wreszcie, która wsiąkła w krew’ lu-
„du tak, że tylko na niej się opierając, zdołamy w dopełnieniu
„obowiązku wyraźnego czasów naszych, podnieść klassę naj¬
niższą do moralnej godności człowieka?“
Na tej tedy nauce ojców, nauce z przeszłością złączonej pra-
		

/Magazyn_135_09_005_0001.djvu

			43
gnie redakcya widzieć rozwijający się pochód teraźniejszości. Po¬
stanawia energicznie czuwać nad tym kierunkiem i gorliwie
ostrzegać o zboczeniach; wszakże przeczuwając trudną drogę
zawodu, tak jeszcze bliżej objaśnia stanowisko swoje, gdy koń¬
czy wstępne przy zajęciu jego słowo (1845. s. 2G): „Katoli¬
kom niezgadzającym się z nami w zdaniach oświadczamy, że
„żadna niecierpliwość krokami naszemi niekieruje i że niema tak
„silnego pociągu, któryby nas we współzawodnictwo ze szko¬
dami nieehrześcijariskiemi wplątać zdołał; wiemy, że tylko po¬
kora duchu, pogoda wewnętrzna i zaufanie w Bogu, mogą nas
„doprowadzić do jasnego odwiecznych prawd pojęcia i słowom
„naszym dać płodność i powagę. Widzimy z drugiej strony jak
„przy ciągle drażnionej działalności ludzkiej, pośpiech, brak wia-
„ry w przyszłość, wzgląd na chwilowe okoliczności, moc ży¬
wotną* najświetniejszym usiłowaniom odbierają, jak wysilenie
„żeby prawodawczą oblec togę, naukę dzisiejszą pozbawia wa-
„gi prawdziwej. W Bogu nadzieje nasze składając, gorączko¬
wej się niepoddamy gorliwości: zresztą oczy nasze w każdej
„chwili zwrócone są na kościół, jemu w rzeczy dogmatu przy-
„znajemy zupełną władzę ostrzegania i nagany. Oprócz tego
„nam o prawodawstwo niechodzi, prawodawstwo mamy dosko¬
nałe: nieprzychodzimy nauczać, to do kapłanów należy, nasz
„zawód jest świecki. Jeśli zdołamy obudzić miłość i ufność do
„obecności, większe zajęcie dla najważniejszych na świecie za-
„dań, surowsze przekonanie o obowiązkach, sumienniejszą pra¬
cowitość i porządniejszy specyalny wszelkiej pracy kierunek
„w młodem pokoleniu, od którego tyle się spodziewamy i tyle
„wymagamy, powiemy żeśmy cel nasz osiągnęli.
„Raz jeszcze powtarzamy, że Przegląd Poznański niebędzie
„i być niemoże od początku organem ściśle odznaczonej opinii re-
„ligijnćj; współpracownicy nasi, którzy się w odmiennych miej¬
scach i w kierunkach odmiennych ukształcili, przynoszą ró-
		

/Magazyn_135_09_006_0001.djvu

			44
,,żność w zdaniach i różność w metodzie. Dziś podajemy punkt
„środkowy dla usiłowań do jednego dążących celu, z czasem,
„jeśli Bóg pobłogosławi, jedność się myśli na tem polu wyrobi.
„Na co od razu wszyscy się zgadzamy, to na to, że nauka na-
,,sza jest przedewszystkiem nauką żywą i budzić w ludziach
wiarę i cnotę, piękność i poświęcenie powinna.
„Pismo nasze będzie nosiło kolor literacki, krytyce wiele
„miejsca poświęcimy, tylko nie krytyce niespokojnej, zaczepnej,
„nienawistnej, ujemnej, jakby się wielu wyraziło, ale poważnej
,,i uczciwej, której, jak to widzimy w pismach Angielskich, dzie¬
ją brane pod zastanowienie podają sposobność rozbierania ob¬
szernie przedmiotu zwykle mającego wielką czasową żywot¬
ność. Kwestyi rzeczy miejscowych, będziemy dotykać w mia-
,,rę ich ważności i względu na pożytek a możebność. Każdą
„pracę naukową choćby przytrudną dla ogółu czytających,
„pracę z działu umiejętności ścisłych lub filozoficznych chętnie
„przyjmiemy.
„Przeciwnicy przekonań naszych, choćby najzaciętsi, cie-
„szyć się powinni, że im pole do próby otwieramy; niech nas
„tylko wszyscy bez wprzód powziętych uprzedzeń słuchać ze-
„chcą. Z naszej strony ufamy, że w czytającej Polskiej po¬
wszechności jest już tak wysoki stopień wykształcenia, że jej
„poważnie z wyobrażeń swoich zdawać sprawę i poważnego się
„od niej spodziewać rozbioru można. Stawamy przed ziomka-
„mi uzbrojeni w szczere chęci, w wytrwałość i cierpliwość, spo¬
dziewamy się, że nam sprawiedliwością w sądach otuchy do¬
radzą.“
Wyłożony ten plan pracy z całą usilnością starał się Prze¬
gląd przez trzynaście lat istnienia swego przeprowadzać. Nie¬
zwyczajna, rzadka wytrwałość, jedynie najgorętszem umiłowa¬
niem celu wywołana, dozwoliła mu przebyć ciężkie walki
z wszystkiemi przeszkodami jakie tylko w podobnej pracy na-
		

/Magazyn_135_09_007_0001.djvu

			45
potkać można; walki, które kosztowały niezawodnie wiele po¬
święceń, trudów i mozoły. O ile nam znane te stosunki nie¬
wierny czy które Polskie pismo potrafiło tyle prób pokonać.
Choćby nie dla wszelkich innych powodów, to dla tego już po¬
winno sobie szczery zjednać szacunek i uznanie.
Pod względem ściśle naukowym, Przegląd Poznański stanął
od razu na stopniu wyższego wykształcenia. Z gotowemi za¬
sobami wziął się do pracy. Artykuły jego, mianowicie wstępne,
dotykające zarówno działu historycznego, moralnego, jak i kwe-
styj czasowych, nosiły cechę starannego obrobienia, usiłowań
wTyczerpnięcia przedmiotu, poglądu wyższego, rozleglejszego,—
odziewając się zawsze charakterem poważnym, spokojnym.
Redagowane z namysłem nie na dzisiaj tylko, niestracą war¬
tości swej choć i w późniejszym czasie.
Krytyka, zajmując obszerny dział, wolna od osobistości, u-
przedzeń, wywarła niemały wpływ na piśmiennictwo krajowe.
Sądem wszechstronnym, surowym może za nadto , ale wypo¬
wiedzianym zawsze przyzwoicie, ze znajomością traktowanego
przedmiotu; musiała zjednać sobie przyznanie u piszących i u
czytających. Co tylko ważniejszego, z jakiego bądź działu li¬
teratury krajowej, a w wielkiej części i obcej się skończone u-
kazało, przychodziło zawsze pod troskliwy rozbiór.
Belletrystyka właściwa, poezya najmniej miejsca zajęła
w Przeglądzie ; najmniej też zdawał się na nią zwracać on uwa¬
gi. Niesłychanie za to wiele (co mu głównie za winę poczy¬
tują) materyałów podał dohistoryi nowocześnej kościoła w kra¬
ju i zagranicą tak wewnętrznej jak i zewnętrznej, zastępując
w tej mierze brak stosownego w Polsce organu, szczególniej po
upadku ostatniego pisma religijnej treści w Poznaniu. Równie
ważnych wiele notat zapisał do bijografij umierających znako¬
mitości naukowych lub politycznych.
Słowem (zniewoleni wstrzymać się od szczegółowego po-
		

/Magazyn_135_09_008_0001.djvu

			46
jedyńczych artykułów rozebrania, a musząc się ogólnikami po¬
sługiwać), wynurzając zdanie nasze o zbiorowej pracy przez
Przegląd Poznański dokonanej, o stanowisku, które zajmuje,
z przyjemnością wyznajemy, że niemamy dosyć słów na wyra¬
żenie całego szacunku uznania, które dla pisma tego posiada*
my. Dzisiaj, gdy zewsząd pomyślne głosy w kraju słyszeć
się dają, wzywające do pracy poważniejszej, surowszej, poży¬
teczniejszej— nie dla zabawy , pomniejszych widoków, ale ku
wyższemu celowi, w obszerniejszym zakresie przedsiębranej—
uważalibyśmy za najszczęśliwszy zwrót w piśmiennictwie, gdyby
pojedyncze usiłowania przejęły się tym charakterem, tym na¬
strojem, tem uszanowaniem i miłością szlachetnego celu, oraz
tą żarliwą, niezmordowaną wytrwałością, jeżeli nie temi zasa¬
dami w szczegółach, których lat tyle Przegląd dawał dowody.
Zarzuty, którebyśmy mieli temu pismu do zrobienia, są w sto¬
sunku do zalet małe, i dla tego streszczając je pokrótce, zosta¬
wimy je, z zarzutami przez wielką część czytającej i piszącej
publiczności mu robionemi.
Pora, w której Przegląd powstał, dla przeprowadzenia przy¬
jętych przez niego zasad, była już najnieprzyjaźniejszą. Oględne
uszanowanie przeszłości, tradycyi, religii, przyjęcie tychże za
podstawę w rozwoju bieżącego życia, nie zaś obalanie tego
wszystkiego, dla błyszczącego w mgłach marzeń światełka—
poczytane być musiało w owym czasie za zbrodnię, odstępstwo:
wyklęte mianem stronnictwa arystokratycznego , ultra-konser-
watycznego i tym podobnych epitetów nomenklatury postępo¬
wej. Wyraziliśmy poprzednio nasze przekonania w tej mierze—
tu więc własnych uwag nic dodać niemamy.
Obok tego zarzucano Przeglądowi, że jest pismem, które
chce być literackiem a przeładowywa swoje kolumny artyku¬
łami treści religijnej. Podzielamy w znacznej części to spo¬
strzeżenie, uważając zbyt często nieproporcyę jednych do dru-
		

/Magazyn_135_09_009_0001.djvu

			47
gich. Przypominając wszakże położone na wstępie założenie
redakcyi, w którem ta oświadczyła wyraźnie, że jej pismo ma
mieć barwę religijną, widzimy wtem tylko lojalność i konsek-
wencyę. Zbytnie zapełnianie się pracami tego rodzaju, dozwa¬
la się tłómaczyć wszakże chęcią pomagania w kształceniu się
duchownym, przywiązaniem wielkiej wagi do spraw kościoła
Katolickiego, nakoniec uczuciem potrzeby zwrócenia większej
baczności na takowe ogółu, który zajęty wszystkiem, tem co
religii i kościoła się dotyczę, zdawał się najmniej interesować.
Jeden z najprawdziwszych zarzutów, który robiono Przeglą¬
dowi, a do którego w zupełności się przychylamy, jest, że sto¬
jąc na stanowisku wiernie Katolickiem, w sądzeniu wszelkich
spraw, objawów i t. d., skłonnym jest do potępienia, skoro tyl¬
ko w rzeczy, którą ocenia, niewidzi tej żarliwości, tego gorące¬
go tchnienia religijnego, którem sam oddycha. Postawiwszy za
zasadę: że wszystko powinno się rozwijać, wypływać, kierować
pomyśli Katolickiej,— trzyma się tejże zaściśle, zasurowo. Za-
ściśle,: zasurowo, nic żebyśmy oderwaniu się potakiwali, ale że
niepodobna wątpić, iż może praca jakaś mieć wartość, prawą
intencyę, szlachetny cel, chociaż nieprzebija się w niej wszędzie
dobitnie i wyraźnie myśl religijna w pierwiastku; że może być
dobrym, prawowiernym Katolikiem jeszcze i ten, kto ściśle, bacz¬
nie form niezachowuje, czyniąc to nieraz nie z braku chęci, do¬
brej woli, czystej wiary, ale przez zapomnienie, mniejszą skru¬
pulatność, lub w końcu zapatrywanie się na formę samą z in¬
nego stanowiska. Przegląd nieuznaje innych celów w ostatnim
wyniku, jak tylko religijny lub polityczny, jak to świeżo powtó¬
rzył (1857), mówiąc o piśmiennictwie peryodycznem. Chociaż
jednak zgadzamy się w zupełności z słowami jego w r. 1850
wyrzeezonemi: „że Katolicyzm niejest tylko dla nas dodatkiem,
„przypadłością narodowości Polskiej, ale jej integralną częścią
„i żywolnem tchnieniem, że on podnosi nas ze stanowiska po-
2
		

/Magazyn_135_09_010_0001.djvu

			48
„gariskiego odosobnienia na godność Chrześcijańsko-społe czne-
t,go narodu , mającego posłannictwo w dziejach oświaty,“—
pragnęlibyśmy w zastosowaniu wielkiej tej prawdy do sądu o
rzeczach krajowych więcej czasem wyrozumiałości i pobłażania.
Zamało ich ma Przegląd, pomimo uczynionej w tym względzie
na wstępie obietnicy. Między mnóztwem przykładów cytuje¬
my jeden. W ostatnim poszycie r. 1857 oceniając jedno /.naj¬
lepszych dziś pism Polskich, oddając mu zasłużone pochw-ały—
ubolewa jednak, że wniem, ,,tak jak w największej liczbie xią-
„żek i pism Polskich znać ogólne uszanowanie dla religijnych
„rzeczy, ale skoro przychodzi do wniosków praktycznych, za-
„raz napotykamy połowiczność i obojętność, ubarwione pozora-
„mi umiarkowania, bezstronności, wytrawności, wyższego po¬
dglądu , w końcu uniesienia dla wszystkiego co nacechowane
„genijalnością, lub co ma wartość umiejętną. Zaiste gdyby praw¬
da takich tylko znajdywała obrońców, łacnoby ją fałszywe fi-
„lozofije oraz fałszywe poezye w dziedzinie umysłu i serca po¬
konały.“
Niepodzielamy tej obawy: zanadto żywo wrosła i wsiąkła
w krew’ narodu wiara ojców, aby pojedyricze osłabienia, błę¬
dy, lub niedość gorące w każdej chwili oświadczenia , na ca¬
łość zgubny wpływ wywrzeć miały.
Tem postępowaniem szkodzi i szkodził Przegląd wiele sobie
i sprawie swojej. Dodawszy mentorski, z góry traktujący ton
zawsze się przebijający, ową świadomość o wyżynie w'1'asnej
ciągle pokazywaną,— stało się, że większość się zraziła, poszła
chętniej za mylnym nawet rozgłosem , bo drażniona ciągle ,
skłonniejszą była do tego. Przegląd chciał być ostrzegającym
nauczycielem; lecz mylną obrał metodę. Zamiast dać się po¬
kochać pierwiej, łagodnością, pobłażaniem nawet w pewnych
granicach ; zamiast kazać umiłować zasady, które chciał głosić,
być więcej wyrozumiałym na to, że niepodobieństwem, aby one
		

/Magazyn_135_09_011_0001.djvu

			49
od razu, powszechnie przyzaanerai i w życiu zastosowanemi by¬
ły,— zraził Jo siebie surowością, szorstkością pewną, i został
tylko tyra nauczycielem, którego szacują, ale którego nieko-
chają, którego się boją, od którego stronią. Głoszona nauka
vyięcej jeszcze na tern straciła.
Przegląd niejest wolny od zbytniego zaufania siłom wła¬
snym. W poprzednim względzie widocznein to było , ale jest
jaśniejszein w okoliczności, która nierównie więcej od poprzed¬
niej zaszkodziła jemu i jego zasadom.
W całym kraju nienawidzonym jest zakon Jezuitów. Zdanie
Przeglądu inne w tej mierze; wyjawił je kilka razy otwarcie,
lecz niezadowolnił się tem. Sądził, że potrafi przerobić opiniję
słuszną czy niesłuszną, uprzedzenie czy przekonanie, i począł nie¬
zmordowanie walczyć w obronie Jezuitów. Z dziwną wytrwa¬
łością śledził każde słowo, każdy wiersz gdziebądź przeciw nim
wyrzeczony i zamaszyście zaraz gromił, protestował i osłaniał.
I tu widzimy znowu niewyrozumiałość niezastosowanie się do
usposobienia narodowego, wreszcie zbyt ciasne zapatrywanie
się. Cóż bowiem dokazał ? Jezuitom niepomógł, opinii nieprze-
robił, ściągnął na siebie powszechną niechęć, nieufność, nazwę
Jezuickiego organu— odstręczył i zaszkodził w największy sposób
poczciwej pracy, szlachetnym dążnościom swoim. Niepojmu-
jemy zkąd powstała ta nieoględność w piśmie, którego redakcya
dała dowody rzadkiego bystrego spojrzenia, przeniknienia
i przewidzenia najzawikłańszych kwestyj! Powinien był poświę¬
cić Przegląd płonną walkę dla sprawy daleko ważniejszej, któ¬
rą miał spełnić— lub zadowolić się na jednorazowem objawie¬
niu zdania swojego. Dotkliwie co chwila daje uczuć ogół Prze¬
glądowi niechęć swoję;— świeżo zarzucają go pisma publiczne,
najpopularniejsi autorowie (*), większość czytająca, pociskami
(*) Najniesłuszni: jszy , najboleśniejszy wysiedl zarzut od p. Kraszew-
		

/Magazyn_135_09_012_0001.djvu

			50
najboleśniejszemu nieuzasadnionemi, niechcąc widzieć w obec
niezręcznego postępowania jego, szczerości i prawości pobudek.
Mało kto ma może tyle szacunku, uznania i najszczerszego
skiego. Niedawno obwinił 011 partyę Przeglądu (partyi pismo to
niestanowi żadnej, sekciarstwem niejest, lecz trzymaniem się zasad
nader zwyczajnych, narodowi wspólnych , co zresztą każde pismo
czasowe mieć powinno, i choćby miało odrębny jakiś kierunek, jeszcze
współpracownicy partyi niestanowią), ze chłopu nie ma za Bozkie
stworzenie, cnotą nawet ku niebu wznieść mu się niepozwa-
la, a iv raju mu miejsca zazdrości. Uważamy za obowiązek
sumienia jako bawiący tu na miejscu, znający dokładnie te stosunki,
wreszcie mający właśnie sposobność przypatrzenia się tymże we wzglę¬
dzie gospodarskim, uroczyście oświadczyć, że p. Kraszewski popełnił
wielką niesprawiedliwość. Niewchodząc w iadną polemikę, pobieżne
mu odezwaniu się temu niechcąc jej cienia nawet nadawać, nieszu
kając powodów, które p. K. do wyrzeczenia podobnych zarzutów skło
niły, ani świadectw i zasad, na których mógł je oprzeć— pragniemy
zgodnie z sumieniem, z przekonaniem tylko, a właśnie poparci znajo
mością gospodarskich stosunków u tych ludzi, którzy ową niby par
tyę stanowią— krzywdę odeprzeć. Znamy bliżej kilka powiatów
w Poznańskiem ; niezdarzyło nam się spotkać ludu tak poczciwego
tak pracowitego, tak moralnego a dobrze się mającego, jak w Kościan
skiein iSzremskiem, w tych właśnie majątkach, którycli posiadaczy
p. Kraszewski powyższemi pociskami obrzucił. Spotykaliśmy tam
wszędzie urządzone kosztowne szpitale, ochrony, szkółki ; obchodze¬
nie się z ludem więcej psujące go pobłażliwością, łagodnością niż su¬
rowością ; rzadką troskliwość o stan jego materyalny i moralny ;
niewidzieliśmy wypadku, aby potrzebujący miał odmówioną jakąbądź
pomoc. Najmilsze, pamiętne wrażenie wynosimy z obejrzenia tego
wszystkiego, i nieprzestaniemy starać się, aby podobny system obcho¬
dzenia się z ludem był naśladowany. Tem więcej przeto zabolały nas
krzywdzące , niesłuszne i nieuzasadnione zarzuty p. Kraszewskiego.
Podniosłszy głos w obronie prawdy, nie dla żadnych postronnych po¬
wodów, wiemy dobrze, iż on uwzględniony niebędzie. Wystąpić prze¬
ciw tej popularności, tej powadze, któremi imie p. K. uświetnione,
nam, prawie nieznanym, jest dla zyskania wiary u ogółu zupełnie
		

/Magazyn_135_09_013_0001.djvu

			51
współczucia dlatego pisma, co my; ale mimo to niemożemy się
wstrzymać od zarzutu , że sam sobie w wielkiej części powyż-
szemi zboczeniami zaszkodził. Jesteśmy najmocniej przekonani,
że każdy kto zechce z dobrą wiarą, względnością przystąpić do
rozpoznania wartości Przeglądu, znajdzie tam wszystko, co mu
szacunek i uznanie nakaże. Tyle nagromadzonej nauki, zdolno¬
ści, uczciwych dążności, zostaną na później bogatym materyałem
i skarbem; staną się one kiedyś w pięknej swej prawdzie i dla
większości zrozumiałe, przystępne i pożądane. Szkoda, że dzisiaj
niepotrafił Przegląd do niój przemówić i zjednać ją sobie: wnaj-
obszerniejszern kole, na które się dodatnio oddziałało, leży tylko
miara zasługi; dla indywidyów nielicznych niewarto było tyle
mozoły, poświęceń i cierpienia.
Pismo to zaczęło z rokiem bieżącym czternastą rocznicę
swego istnienia; przebywa właśnie pod wszystkieini względami
nową walkę, próbującą wytrwałości jego, a grożącą dalszemu
wydawnictwu. Mamy nadzieję, że ta sama żarliwość i energija
która go dotąd broniła, i teraz pozwoli trudne okoliczności zwy¬
ciężyć; byłoby niewymowną dla nas pociechą i radością, gdyby
słaby głos z serca i przekonania płynący, pogodził z jednej stro¬
ny ogół Polski z tyle zacnem pismem, a z drugiej zwrócił uwa¬
gę redakcyi na wskazane uchybienia
Wracamy do przejrzenia pism peryodycznych, bieżącego
okresu nowo założonych.
Od 1-go lipca 1850 r. zaczął wychodzić Goniec Polski, ma¬
jący zastąpić upadłą gazetę. Przechował jej ducha, umiarko¬
wany, wytrawny sąd , spokojny koloryt i staranną redakcyę,
którą się głównie zajmował Wład. Bentkowski pod firmą A.
płonnem, prawie śmiesznem. Doskonale wiemy o tern; dla takich
jednak względów niemogliśmy stłumić wewnętrznego głosu obowiąz¬
ku względem sumienia, rzetelności i prawdy. *)
*) Szanując wszelką, byle na dobrej wierze opartą opiniję, zostawiliśmy
		

/Magazyn_135_09_014_0001.djvu

			52
Rosego. Z największemi walcząc przeszkodami do końca r. 1851
wychodził—wreszcie zmuszony im uledz, przestał w tym czasie
ukazywać się i odtąd nieposiada xięztwo porządnej politycznej
gazety.
Z początkiem r. 1856 pod redakcyą dr. Julijana Zaborowskie¬
go powstało pismo Przyroda i Przemysł, badaniom tych obojga
poświęcone. Nad podziw zdołało się nietylko utrzymać, ale ido
pewnego stopnia wykształcenia dojść w tej tyle zaniedbanej ga¬
łęzi nauki. Popularnym wykładem, dobremi rycinami zyskało
sobie czytelników, a pracą najzdolniejszych naszych naturalistów
(Zejsznera, Mejera, Czyrniańskiego, Jastrzębowskiego, Szenica,
Sosnowskiego, Szafarkiewicza, Urbańskiego, Mieczyńskiego i t. d.)
wartość wewnętrzną podnieść. Rokuje najlepsze nadzieje, a
otwiera najświeższą chwilę ożywienia się ruchu literackiego
wxięztwie Poznańskiem. Tak więc posiada ono obecnie na¬
stępne pisma: Przegląd Poznański, Przyrodę i Przemysł, Zie¬
mianina i Gazetę w. x. Pozn.
Do xiążek raczej niż do pism peryodycznych policzyć wy¬
pada co rok ukazujące się od 1850 Pokłosie, zbierankę literac¬
ką na dochód sierot. W sześciu tomach, które wyszły, napoty¬
kamy tam ulotne płody rozmaitych pisarzy, rozmaitej wartości;
poezyi najwięcej. Cel szlachetny, trud zacny wstrzymują od
bliższej analizy. W każdym razie dobra to publikacya, mogą-
w całości wyżej przytoczone zdanie zacnego autora; uważamy wszakże'
za powinność naszę wynurzyć, że niepodzielamy zaostro wyrzeczone¬
go sądu o Kraszewskim. Dobre chęci uzwględniają się w pisarzach
zaledwie poczynających występować na arenie piśmiennictwa; od ta¬
kich zaś jak pracownicy Przeglądu wyglądamy czynem wypowiedzia¬
nych chęci. Kraszewski niewiedział o innych wewnętrznych pobud¬
kach, jakiemi się kieruje redakcya Przeglądu, oprócz tych, jakie ta wy-
jawia'piśmienme. Ztąd i zdanie jego niemogło opierać się na domysłach
o owych dobrych chęciach, ale na faktach. Dodajmy jeszcze, że
w tym razie Kraszewski był tylko echem opinii publicznej.
(Przyp. Red.)
		

/Magazyn_135_09_015_0001.djvu

			53
ca być powierzoną w ręce czytelników młódszćj generacyi.
Roczniki za 1857 i 1858 jeszcze z druku niewyszły.
Jak powiedzieliśmy na początku uwag naszych,— w ostat¬
nich latach czynność na polu literackiej pracy w xięztwie przez
mieszkańców jego okazana, prześcigniętą została przez inne pro-
wincye kraju naszego tak liczbą jak i wartością, a nadewszystko
pozbawioną stałego i wyraźnego łącznością ciągu, w któryni-
bądź oddziale nauki lub helletrystyki. Dorywcze to i zaczęte do¬
piero usiłowania.
Wyjątek stanowią może prace jednego z pomiędzy nas mę¬
ża, prace, które oko całego kraju na siebie zwróciły, a rozmia¬
rem i świetnością przechodzą wszelkie dotąd tego rodzaju pró¬
by. Łatwo się domyśleć, że tylko o uczonym i zasłużonym Ty¬
tusie hr. Działyńskim tu mowa. Wydawnictwa jego pomni¬
ków dziejowych , czerpanych w sławnej i zamożnej biblijotece
Kurnickiej, zalecają się jak wiadomo trafnym doborem, troskliwą
redakcyą, umiejętnemi objaśnieniami i przepyszną edycyą. Sze¬
reg ich znaczny, dostarczył już krajowi najciekawszego mate-
ryału do badań naukowych; następne postępując coraz dalej,
uzupełnią pomnikową tę pracę. Użalanie się powszechne na
nieprzystępność ich, z powodu niepopularnej w skutek tak oka¬
załego wydania ceny, ma pewną słuszność za sobą; z drugiej
jednak strony jest rzeczą wiadomą, że tego rodzaju dzieła zo¬
stają zawsze w rękach nielicznego grona badaczy. Ogół się
niemi niezajmie. Tamci zaś uwzględniając wewnętrzną wartość
mniej na cenę zważają (*). A trudno do tyła ograniczyć upodo-
(*) Lecz niesamych tylko badaczów 7, powołania zajmuje przeszłość ro¬
dzinnego kraju: laki np. fakt dziejowy, jak sejm Lubelski 1569,
obchodzi każdego, kto tylko ma do czynienia z piórem; a tymczasem
niekażdemu środki pozwalają nabywać kosztowne choć arcy-piękne
xiążki,— wolałby je mieć na szarym papierze, byle o kilkanaście zło¬
tych taniej. Gdyby głos nasz doszedł do hr. Działyńskiego, ośmieli-
		

/Magazyn_135_09_016_0001.djvu

			banie szanownego wydawcy, znajdującego zadowolenie w tem,
że kiedy wszystkie kraje posiadają już najozdobniejsze publika-
cye rzeczy malej wartości, on pierwszy własnym kosztem oble¬
ka ogłaszane przez siebie pomniki przeszłości naszej szatą na
jaką zasługują. Warto przy sposobności wspomnieć i o tem,
że tak wysoka cena nakładaną bywa przez xięgarzy, którzy nie¬
pomni jak tanio nabywają rzeczone dzieła od wydawcy, podno¬
szą ją dla publiczności w dwójnasób (*).
Historyka nieposiada obecnie w. x. Poznańskie. Oprócz
Łukaszewicza (o którego publikacyach powyżej mówiliśmy), po¬
jedyncze najmniej znane ustępy z głęboką nauką , krytycznie
libyśmy się, wyrażając życzenie wielu, przełożyć zasłużonemu na po¬
lu ojczystego piśmiennictwa mężowi prośbę, aby krom świetnych exem-
plarzy, które dostawać się będą zamożniejszym, kazał odbijać część
nakładu wydawanych przez się dzieł mniej świetnie dla mających ogra¬
niczone środki. Powstałe tym sposobem okrawki summ łożonych
na wydania , możeby kiedy sprawiły lubownikom ozdobnych xiążek
najmilszą niespodziankę, może dałyby im w ręce nieznaną prawie pier¬
wszą edycyę dzieł Kochanowskiego , wykonaną w podobiźnie... Ale
czy niezawiele tylko chcemy od zacnego rodaka, który krajowi tyle
już wyświadczył przysługi ?
[Przyp. Red.)
(*) Wydania Działyńskiego są: Zbiór praw Litewskich od r. 1389-—
1529, tudzież rozprawy sejmowe o tychże prawach od 1544—1563,
1841. Acta Tomiciana, Otom. 1852—7. Liber Geneseos illuslns
familia Schidloviciae, 1852. Annales domus Orzelsciae perJoannem
Orzelski castellanum Rogosniensem , 1854. Annales Stanislai Ori-
chovii Okszii , 1854. Źródłopisma do dziejów Unii korony Polskiej
i w. x. Litews. Dyaryusz Lubelskiego sejmu Unii, 1856. Lites ac res
gestae inter Polonos ordinemque Cruciferoruin. Zabytek dawnej mo¬
wy Polskiej, 1857. Drukuje się żywot Jana Zamojskiego przez Ilei-
densteina.
		

/Magazyn_135_09_017_0001.djvu

			55
opracowującego (*), dorabia się na tom polu imienia Kazimierz
Jaróchowski. Rozpoczęta jego praca około skreślenia Panowa¬
nia Jagusia II, a doprowadzona w wydanym tomie do chwili
wstąpienia Karola XII na ziemię Polską, jest pięknym począt¬
kiem. Przedewszystkiem zaleca się sumiennem obrobieniem i
wyczerpaniem znanych autorowi źródeł, pomimo, że w wielu
poglądach i ocenieniach niezawszeby się z nim zgodzić można;
oraz że znać, iż autor niewyrobił sobie dość spokojnego sądu,
nieotrząsnął się z draźliwości na pojęcia, które dzisiejszą mierząc
skalą, inaczej się wydają, niż uważane pod wpływem i okolicz¬
nościami czasów któremi się trudni. Wydawnictwem pięciu
dotąd tomów Teki Gabryela Junoszy Podoshiego, obfitującej w bar¬
dzo ciekawe dokumenta, relacye sejmowe, listy i t. d. od 1717—
1733, przysłużył się wielu badaniom historycznym.
X. kanonik Jan Jabczyński napisał nader pracowitą xiążkę
p. t. Rys historyczny miasta Dolska, 1857. Praca sucha, bez
wszelkiej krytyki, artystyczności, zalecająca się jedynie wypi¬
saniem wizyt biskupich z archiwum kapituły Poznańskiej.
Dobre szkolne kompendyum zebrał prof. gimn. dzisiejszy bi¬
bliotekarz xięgozbioru imienia Raczyńskich w Poznaniu, Anto¬
ni Popliński, p. n. Hislorya powszechna dla klass średnich szkół
realnych, 1850. Podobnie Błociszewski wydał Hisloryę po-
wszechną, i tom. Pomniejszych prac, mniejszą gruntownością
się zalecających , dla postronnych widoków podjętych, jak np.
Co się działo w Polsce od samego początku, aż do pierwszego roz¬
bioru ? 1852, bezimiennego autora— Rozprawy tyczące się dziejów
pierwotnych Polski, przez S. 1852—Jenerał Bem w Siedmiogro¬
dzie 1854 i t. p. trudno do dzieł historycznej wagi zaliczyć.
Z pomiędzy chlubnie przysługujących się literaturze, opraco-
(*) Drukuje on obecnie nakładem Żupańskiego, niesłychanie podobno cie¬
kawe Dzieje Kościołów w Wielkiej Polsce, w 4 toniach.
3
		

/Magazyn_135_09_018_0001.djvu

			56
waniem zabytków dawnej epoki piśmiennictwa naszego, głów¬
nie na wszelkie uznanie zasługują: Józef Przyborowski i dr. Ry-
markiewicz. Piór wszy wydał r. 1857 Wiadomość o pismach i
życiu Jana Kochanowskiego, owoc długich , sumiennych i zdol¬
nych badań nad największym Polskim piewcą. Zebrane szcze¬
góły o życiu, stosunkach jego , podane najdokładniejsze biblio¬
graficzne wiadomości, umiejętny przegląd krytyczno-porównaw-
czy, niepozostawiają nic do życzenia, jak tylko aby autor da¬
lej podobną pracą nas obdarzał. Ma to być niejako wstępem
do zamierzonego wydania wszystkich dzieł Kochanowskiego, na¬
kładem Żupańskiego, których redakcyą ma się zająć p. Przy¬
borowski.
Dr. Rymarkiewicz wydał zaś 1855 Zbiór rytmów Kaspra
Miaskowskiego, poprzedzony pouczającą i piękną przedmową, rzu¬
cającą wiele światła na jego życie i literackie stanowisko. Ten¬
że wydawca ogłosił (1856) trzy tomy Wzorów prozy na wszyst¬
kie jej rodzaje, stopnie i kształty, dla szkół przeznaczone.
Dzieł religijnej treści pojawiło się w ciągu bieżących ośmiu
lat bardzo mało. Przykro to wprawdzie, ale trudno pominąć
zarzutu, że duchowieńsfwo nasze, prawie wcale niezajęte umy¬
słową pracą, a pojedynczo, kiedy niekiedy pojawiające się pło¬
dy zbyt są nieliczne i drobne, aby ten zarzut unieważnić mogły.
Zamało zdaje się przywiązywać wagi, czy zamało mieć' chę¬
ci, do zatrudnienia się obszerniejszą piśmienną pracą. Zdaniem
liaszem jest przecię głównym obowiązkiem przemawiać publicz¬
nie w sprawach religii, ze strony duchowieństwa wszędzie , a
bardziej w prowincyi Poznańskiej niż gdzicbądź indziej; sze¬
rzyć naukę nietylko opowiadaniem jej z kazalnicy, ale utrwalać
ją słowem pisanćm; walczyć nietylko przykładem, głosem, ale
i piórem przeciw obojętności, błędom, nieświadomości i nieprzy¬
jaciołom kościoła Katolickiego.
Boleśnem jest, powtarzamy, że niewywiązują się z tych obo-
		

/Magazyn_135_09_019_0001.djvu

			57
wiązków kapłani nasi tak, jak im to ich powołanie, stanowisko,
urząd wreszcie nakazuje; smutną koniecznością, że w braku wła¬
ściwych apostołów, muszą się imać trudnego zadania, nieraz
ludzie mniej uzdolnieni w rzeczach teologii, aby jako tako, po¬
wierzchownie przynajmniej, coraz gwałtowniejszej potrzebie za¬
radzać.
Zapisujemy kilka ważniejszych płodów religijnej treści.
X. Jan Jabczyński wydał: Kazania i mowy mianeprzez zna¬
komitych mówców duchownych, 1850. Zbiór ten obejmuje 33 ka¬
zań i mów z połowy XVIII w. aż do dzisiejszych czasów; mię¬
dzy innemi spotykamy tam jedną mowę Krasickiego, mianą pod¬
czas koronacyi Stanisława-Augusta , bardzo małej wartości;
jedno kazanie Kołłątaja, jedno Wyrwicza, pięć Karpowicza,
trzy Łańcuckiego, Przeczytariskiego, Piramowicza i t. d. W na¬
stępnym tomie ma ich się więcej ukazać tak z bliższych jak i
obecnych czasów.
XX. Prusinowski i Janiszewski ogłaszali pojedyńczo mowy
przygodne swoje, na różnych pogrzebach i uroczystościach
miane.
Niewiadomy autor spisał w r. i 854: Dzieje błogosławionego
ojca Andrz. Boboli.
X. W. Lewandowski wydał mały Katechizm Rzymsko-Ka¬
tolicki dla niższych klass, 1857.
\
X. Wincentego Łańcuckiego Kazania i mowy ukazały się
nakładem N. Kamieńskiego w r. 1856 wydane przez x. Teodo¬
ra Kilińskiego.
X. Putjatyckiego Pismo o religii naturalnej i objawionej, 1854,
zasługuje ze wszech miar na uwagę.
Xięgarnia J. B. Langego w Gnieźnie, przysłużyła się wyda¬
niem trzech tomików Żywotów świętych dla dzieci, 1854—57,
bezimiennie.
X. Antoni Tyc (obecnie dziekan przy kościele Trzemeszeń-
		

/Magazyn_135_09_020_0001.djvu

			58
skim) opowiedział Dzieje Nowego i Starego przymierza, dla użyt¬
ku młodzieży szkolnej, 1850. Wydał był dawniej (1841) Lek-
cye i ewangelije na wszystkie niedziele i święta, podług prze¬
kładu Wujka. Roczniki do rozszerzania wiary na całej kuli ziem¬
skiej, wydawane nieregularnie małemi zeszytami w Poznaniu,
są słabem tłómaczeniem wiadomości o missyach w krajach nie¬
chrześcijańskich, z obcych pism czerpanych.
X. Jeremijasza Smętosza Siedm kazań o męce Pańskiej, 1850,—
x. Fr. Wawrowskiego Pisma św. Augustyna, 1852,— Krótkie
a poufne odpowiedzi na zarzuty przeciw religii, z Francuzkiego
tłómaczone 1853,— Powinności Chrześcijańskie czyli katechizm
missyjny i t. p. są częścią małej wartości broszur, które dość
licznie wydają xięgarnie na prowincyi: w Gnieźnie , Lesznie,
Pleszewie, Inowrocławiu, w celu zasilania jarmarcznych czytel¬
ników pomiędzy ludem.
Przekładami płodów obcej literatury trudniono się dosyć.
Szczególniej dostarczyło kilku professorów, prac zdolnych na
tem polu, spolszczając starożytnych niektórych pisarzów utwory.
Antoni Bronikowski nauczyciel gimn. w Ostrowie przełożył:
Ekonornikon Xenofonta, 1857. Obecnie zajmuje się tłóma¬
czeniem Platona.
Zygmunt Węclewski naucz. gimn. w Poznaniu: Choefory
traged. Eschylosa,—Agamemnon trag. tegoż autora, 1856.
Dr. Marcelli Motty, prof. szk. realnej w Poznaniu, wydał
wierszem Listy Horacyuszu, 1856, oraz Satyry jego, 1853;
prócz tego Bukoliki Wirgilego, 1852.
Dr. Antoni Małecki, dawniej naucz. gimn. w Poznaniu, na¬
stępnie dyrektor gimn. w Krakowie, potem prof. filologii staro¬
żytnej na uniwersytecie Jagiellońskim,— przeniesiony w r. 1853
do Insprucka w Tyrolu, wykładający obecnie od dwóch lat hi-
storyę literatury Polskiej we Lwowskim uniwers., przetłóma-
czył Elektrę Sofoklesa, 1854.
		

/Magazyn_135_09_021_0001.djvu

			59
Ludwik Jagielski zadał sobie wiele pracy nad przekładem
Frityofowej Sagi Izajego Tegnera; wszakże obraniem niezwyczaj¬
nej formy języka i rytmu, uczynił ją prawie nieprzystępną; a
jako osobliwość w swym rodzaju zawsze podziwienia godną.
Andrzej-Edward Koźmian (*), syn świeżo zmarłego sławne¬
go piewcy Ziemiaństwa, (którego Pamiętniki i poemat Stefan
Czarniecki obecnie Żupański drukuje), ślicznym, wiernym i ar¬
tystycznym przekładem Makbeta Szekspira (1857) nanajchlub-
niejsze zarobił imie. W całości i szczegółach wykończona ta
praca, równa się oryginałowi. Myśl, charakter wielkiego utwo¬
ru najznamienitszego dramatyka i poety nic niestraciły na tem
wspaniałem tłómaczeniu. Pierwszą to podobną pracę zdobyła
Polska literatura.
Jenerał Franciszek Morawski, przełożył w r. 1853 pięć poe¬
matów lorda Byrona.
Niewiadomy autor rozpoczął dobrze ttómaczyć Dzieje An¬
gielskie Macaulaya, i wydał dotąd tom jeden, 1854; dalszych
oczekujemy.
Podobnie nieznanego pióra wyszedł Żywot św. Weroniki
z Włoskiego, 1836, i O sposobie osiągnięcia prawdy z Balmes'go,
1853.
Hieronim Feldmanowski, przełożył ze Szwedzkiego Obrazki
i Jmprowizatora Andersena, 1857. Znającym ten język ocenie¬
nie zostawiamy.
Na polu nauk ścisłych, pojawiały się usiłowania w różnych
(*) Tłómacz znany już z znakomitego w swoim rodzaju Życiorysu Dar•
tłornieja Nowodworskiego. Oprócz tego napisał O kmiotku Pol¬
skim, 1843, i wydał Rękopism historyczny Polski, dworzani¬
na i wy chowańca Zygm.-August u, 4845, oraz Wyciągi
Piotrowickie. Najczęściej bezimiennie rozsyłał po dziennikach mnóz-
two pomniejszych szkiców, artykułów , korespondencyj, cechujących
się potoczystym stylem, dowcipem, interesującemi wiadomościami.
		

/Magazyn_135_09_022_0001.djvu

			60
gałęziach wiedzy. Głównym zlewem badań w dziedzinie histo-
ryi naturalnej, jest jak już mówiliśmy, powstała w r. 1856
Przyroda i Przemysł. Redaktor dr. Julijan Zaborowski (autor
doktoryzacyjnej rozprawy: Be triplici in maleria cohaerendi statu,
1856), professor szkoły realnej w Poznaniu, wraz z kolegami
swymi d-rem Szenicem, Studniarskim, d-rem Szafarkiewiczem,
ogłaszają tu najwięcej swych poszukiwań.
D-r Gąsiorowski ukończył w 1855 obszerne i znakomite dzie¬
ło p. t. Zbiór wiadomości do hisłoryi sztuki lekarskiej w Polsce,—
Praca której wartości niepodobna nam naznaczyć, której waż¬
ność i pożytek sam tytuł wskazuje (*).
D-r Matecki pismem O słownictwie chemicznem Polskiem sta-
(*) Pobieżnie notujemy nasuwającą nam się uwagę. Ciekawą byłoby
rzeczą dowiedzieć się, gdzie leży powód, że u nas w Polsce, w sto¬
sunku do liczby lekarzy, z których wielu bardzo chlubne imiona zy¬
skało w swej okolicy zdolnością, nauką, znajomością przedmiotu, tak
mało pojawia się ich prac piśmiennych w tej sztuce ? I) Niemców co
doktor to pisarz. Dostojność doktora (jakiej bądź nauki) zdaje się
wkładać obowiązek pracowania publicznie, ogłaszania rezultatów swej
pracy słowem pisanem. U nas tytuł doktora zbyt często bywa osta¬
tecznym celem wysilenia się, krańcem naukowej dążności. Jak stu¬
dent po examinie rozpoczyna doktor długie wakacye swoje.’ Ufny,
że jest istotnie doctissirnus vir jak w dyplomacie mu powiedziano,
nieczuje potrzeby spytania siebie, czyby ten superlativus niedał się
w części słusznie na comparativus zamienić, i czy dla tego niewy-
pada mu teraz jeszcze uczyć siebie, a po drodze i drugich ? Używa
starannie tytułu swego na biletach wizytowych, podpisach i t. d., wy¬
mienianie go w potocznej rozmowie słyszy z rozkoszą, ale zbyt rzad¬
ko, wyjątkowie wypełnia obowiązki z tą godnością spojone. Na za¬
rzut ten zasługują głównie lekarze. Tytuł doktora uważają za po¬
trzebny tylko po to, aby aptekarz zrobił zapisaną receptę. Opatrze¬
ni w kilkadziesiąt formułek (których niezapomnieć starają się), żyją
spokojnie i niewinnie na świecie Bożym, a poważnie spoglądając na
laików, poświęcają się dla dobra ludzkości!
		

/Magazyn_135_09_023_0001.djvu

			61
rał się ustalić zawikłaną jeszcze nomenklaturę tej nauki u nas.
(W r. !840, wydał był xiążkę: O najnowszych sposobach leczenia
skrzywień ludzkiego ciała , oraz : Poradnik dla młodych matek ,
czyli fizyczne wychowanie dzieci w pierwszych siedmiu latach).
Joachim Szyc wydał niedokładną Geografiję dawnej Polski,
1852. Dr. Szafarkiewicz Historyę naturalną dla szkół, 1850.
Zawadzki Geografiję ogólną, 1852. Mittelstaedt ogłosił Uwagi
nad gospodarstwem wiejskiem, 1851. Adam Krzyżtopór (pseud.
Tomasza hr. Potockiego), bardzo ważne i gruntowne spostrze¬
żenia p. n. O urządzeniu stosunków rolniczych w Polsce, 1851.
F. X. Sempiński Opis hist. geograficzny w. x. Poznańskiego, 1853.
Kazimierz Szulc, ciekawą rozprawę: O głównych wyobrażeniach
bałwochwalczych naszego ludu, napisaną w celu sprostowania
niektórych mylnych uwag, zawartych w Lelewela Bałwochwal¬
stwie Słowian, i Berwińskiego Studyach nad literaturą ludową.
Kazimierz Szulc dał się był już poznać zebranemi badaniami
nad Słowianami Illyryjskimi w rozprawie p. n. De origine et
redibus veterum Illyriorum, tudzież rozpoczętem wydawnictwem
Znicza we Wrocławiu, będąc na tamtejszym uniwersytecie.
Znicza wyszło dwa zeszyty w 1851 i 52 roku. Zadaniem tego
pisma miało być zjednoczenie pracy młodzieży uniwersyteckiej
Polskiej w jednym organie, nie w celu pouczania narodu, lecz
aby tym sposobem ułatwić sobie samym kształcenie naukowe,
podawaniem zdobytych wiadomości w różnych wszechnicach
krajowych i zagranicznych, biblijotekach publicznych i t. p. Do¬
bre chęci wydawców rozbiły się o nieprzychylność ze strony
ogółu, krzywo patrzącą na literacką pracę młodzieży, nieufa-
jąc jej, uważając w tem oderwanie się od studyów i t. p. Jed¬
ną z najlepszych rozpraw, którą pisemko to podało była: 0 soł¬
tysach w Polsce przez Marońśkiego.
		

/Magazyn_135_09_024_0001.djvu

			02
Dr. Hipolit Cegielski (*) wydał w r. 1851 wyborny Zbiór
wzorów poezyi, nauką o tejże poprzedzony, w którym umiejętnie
pomieścił najlepsze ustępy Polskich śpiewaków. W r. 1852
ogłosił rozprawę O słowie Polskiem i konjugacyach jego. Przed
miesiącem ukończył druk doskonałego dziełka, opisującego Ma¬
chiny i narzędzia rolnicze za najlepsze uznane, którem się bar¬
dzo gospodarzom przysłużył.
Belletrystykę właściwą, powieść i poezyę najmniej w tym
peryodzie Wielkopolanie uprawiali. Pióro Pauliny Wilkońskiej
przywłaszcza sobie Poznańskie, gdyż od pewnego czasu osia¬
dła w niem autorka. Lecz właściwie płody jej mogą się zali¬
czyć od r. 1856 dopiero między tutejsze. Poprzednie (**) dru¬
kowała w Warszawie. Od tego więc czasu wydała Irenę, po¬
wieść 1856,— Panią podkomorzynę, pow. 1857,—i Obrazek Po¬
znański, 1857. Wszystkie te trzy prace pisane dobrym stylem,
odziane nader rzewnym charakterem, podjęte więcej dla myśli,
tendencyi, niż sztuki. Fikcyi, dramatyczności brak im zupełny.
Jest to najsłabsza strona jej pióra. Najlepszym z tych trzech
szkiców jest Pani podkomorzy na i ma najwięcej wykończenia. Słab-
(*) Do r. 1848 prof. gimn. w Poznaniu, autor dobrej gramatyki Grec¬
kiej. W skutek politycznych zajść, opuściwszy katedrę, założył han¬
del żelaza , a od r. 1854 fabrykę machin rolniczych, zaopatrującą
nietylko prowincyę Poznańską, ale i część Królestwa Polskiego wyro¬
bami, których opinija ustaloną została. Szacowny ten mąż, zwal¬
czywszy przesądy, przyczynił się niesłychanie do podniesienia przemy¬
słu, do zwrócenia znacznych kapitałów w ręce Polskie. Zasługa ta
jego jest też należycie ocenioną , głosem powszechnego poważenia,
który otacza zacnego professora.
(**) Wieś i miasto, 1841. Za późno i jeszcze dość wcześnie, 1846.
Tak się dzieje, 1848./ Poranki i wieczory—obrazy, szkice i powie¬
ści, 1847. Godzina rozrywki, 1849. Wawrzyna, 1851. Hele¬
na, Wróżka, 1855. Różni ludzie, 1855.
		

/Magazyn_135_09_025_0001.djvu

			63
sza Irena, grzesząca przesadą; razem z poprzednią zalecają się
głównie moralną stroną. W idealnej piękności narysowane tam
charaktery kobiet, wskazane ich obowiązki i zakres życia. To
też było zapewnie celem autorki w jej pracy.
Obrazek Poznański zbyt pośpiesznie skreślony, jest tylko
jednostronnym, słabym szkicem stosunków tutejszych na tle
walki dwóch narodowości. Wiele zalet— wiele braku,— chęć
poczciwa.
Jedyny, prawdziwy wieszcz, podpierający przybytek poezyi
w kraju Wielkopolskim, chlubnie znany i po za jego granicami,
jest sędziwy nasz Franciszek jenerał Morawski, tłómacz Byro¬
na. Mało pisał na większy rozmiar, lecz mnóztwem drobnych
wierszy, bajek, dał się pokochać czytelnikom Polskim. Autor
Wizyty w sąsiedztwo wydał w r. 1850 miłe, piękne opowiada¬
nie wierszem, p. t. Dworzec mego dziadka. Prosta, rzewna ta
dykcya z upodobaniem była czytaną i jak najlepiej przyjętą.
Tom ulotnych pcezyj drukował w Wrocławiu. Bajki porozrzu¬
cane w różnych pismach, czekają zbiorowego wydania. W rę-
kopiśmie ma szanowny autor tłómaczenie Andromaki Rasyna
(równające się jak słyszeliśmy oryginałowi), przedstawianej nie¬
gdyś z świetnem powodzeniem w Warszawie. Pierwszem odzna¬
czeniem się jenerała Morawskiego potęgą słowa, była mowa po¬
wiedziana na śmierć xcia Józefa Poniatowskiego w Sudan— dziś
wyczerpana z handlu, pomimo kilku wydań, w których się
ukazała.
Dr. Małecki probował swego talentu na polu dramatycznej
poezyi w dwóch pracach, które wydał, a mianowicie: List że¬
lazny tragedyę, i Grochowy Wieniec komedyę, 1856. Pod wzglę¬
dem zdolności dramatycznej, odmówiono jej tłómaczowi Elektry.
Poetyczna, zwłaszcza zewnętrzna strona, dowodzi już znacznego
wyrobienia pióra. Grochowy wieniec zasługuje jeszcze tein na u-
4
		

/Magazyn_135_09_026_0001.djvu

			64
wagę, że osnuty jest na treści jednego ustępu Pamiętników Pa¬
ska, których autor główną gra rolę.
Pod pseudonymem Maryi z Gniezna, wyszły tamże 3 tomy
jej Poezyj religijnych, 1857. Poczciwe myśli ale bardzo słabo
wyrażone. Wodnistość, rozwlekłość, przesadzona sentymen-
alność są ich cechami.
T. Klonowski wydał Zbiór pieśni i piosneczek z notami,
1854.
Dr Antoni Bronikowski, prócz rozrzuconych tu i ówdzie
drobnych, często udatnych wierszy, ogłosił poczet ich większy
p. n. Mnernonion, fragment, 1852. Bronisławy Kamińskiej, Le¬
gendy historyczne, 1852 , i bezimiennego autora (Miniszewskie-
go) Legenda o królu Lechu, opowiadanie Olesia, 1850, dopełnia¬
ją tak szczupłego poczetu poetycznych utworów tej epoki.
W dziale pism beletrystycznych musimy pomieścić jeszcze
Studya o literaturze ludowej Ryszarda Berwińskiego, 1855—
wchodzące w ich liczbę traktowanym przedmiotem. Pomi¬
nąwszy tę okoliczność, że stanowisko, z którego się autor w swych
Studyach zapatrywał na literaturę ludową, zdanie jego własne
o tejże, wymagają specyalnego rozstrząśnienia, jako nietylko zu¬
pełnie odmienne, ale i sprzeczne ze zwykle dotąd przyjętemi,—
z przyjemnością zapisujemy, że sposób obrobienia kwestyi po¬
ważny, sumienny i z niemałą zdolnością. Tej ostatniej dowiódł
już po części dawniej Berwiński w swych Powieściach Wielko¬
polskich 1840, i Poezyach 1844, któremi nawet pewne imie so¬
bie wyrobił;—lecz po pierwszy raz przekonał, że potrafi być
poważnym, zająć się pracą pożyteczniejszą, ważniejszą w ozna¬
czonej dążności. Wszystkie bowiem jego utwory, tak razem
imiennie wydane, jak i w pismach do których należał umieszcza¬
ne, choć noszą cechę pewnego talentu, nie są ujęte stałą zasa¬
dą, charakterem, w jakimś wyraźnym kierunku. Wiersze zwy¬
kle ckliwe, czasem polotne, często niezgrabue—raz wznoszące
		

/Magazyn_135_09_027_0001.djvu

			65
się piękną, poetyczną myślą dosyć wysoko— drugi raz spada¬
jące najniżej rozpustnym śmiechem, syczące Hejnowskim cyniz¬
mem bez Hejnowskiego dowcipu.
Wzorem podobnej mięszaniny z przewagą ostatniego pier¬
wiastku jest w części drugiej poezyi zawarty niby poemat p. t.
Don Juan Poznański. Liche, plotkarskie wierszydło, bez formy
i sensu—osnute na jakiejś miłosnej awanturze, a co gorzej jak
niesie kronika miejscowa, własnej. Z całej tej ramoty najlep¬
szy ówczterowiersz, malujący zwięźle mięszaninę pojęć w xięz-
twie Poznańskiem w onym czasie , zamieściliśmy na wstępie
trzeciej części naszego pisma. Powtarzamy przeto, że z przy¬
jemnością zapisujemy obok zacytowanej nowej pracy, inny, lep¬
szy zwrót autora, obecnie daleko od kraju bawiącego (*).
Pomijając drobne różne broszury , efemerycznej wartości i
istnienia (bo trudno się o nie dopytać nieraz nawet) pisemka
politycznej treści,— wypada uzupełnić nasz przegląd wzmianką
o xięgarskim ruchu , a właściwiej wydawnictwie wielu bardzo
utworów literackich z innych stron kraju nadesłanych.
Wydawców rzeczy Polskich mamy w prowincyi następnych:
w Poznaniu, Zupańskiego, Merzbacha, Kamieńskiego i Popliń-
skiego; w Lesznie, Giinthera; w Gnieźnie, Langego; w Pleszewie,
Putjalyckiego.
Najczynniejszym, najwięcej zasługi mającym jest xięgarz i wy¬
dawca Poznański, Jan-Konstanty Żupański. Zamiłowany w za-
(*) Zastrzegamy sobie, że mówimy tu tylko o rodzaju pracy, nie o
jej wartości, tak co do autora jak i co do tej xiążki. Inaczej bowiem
wyrazićby się nam przyszło roztrząsając ją. Berwiński w czasie
pierwszej swej manijery należał do bezwarunkowych chwalców lu*
du;— w Studyach udowodnią on, że tenże w swoich obrzędach, po¬
jęciach, zwyczajach i t. d., ma dużo nieswojskiego, z tradycyą nie-
związanego, co zostało naniesione razem z Chrześcijaństwem przez
duchownych i uczonych.
		

/Magazyn_135_09_028_0001.djvu

			68
ły, ludu i mieszkańców małego miasta i okolicy, przez dostar¬
czenie im papieru, piór i ołówków, sprowadzenie żądanych
xiążek, wydrukowanie czasem jakichś kantyczek , pieśni, Zło¬
tych ołtarzyków, powinszowali i t. p., niż właściwe pomaganie
rozwojowi piśmiennictwa. Pomimo tego wydawał Lange, Ta¬
deusza Wolańskiego poszukiwania archeologiczne w Polskim i
Niemieckim języku, różne żywoty świętych, katechizmy, czy¬
telnie ludowe, poezye religijne Maryi z Gniezna, jakąś powieść
z Niemieckiego p. t. Dzieci wdowy i t. d.
Przytoczone w powyższym spisie nieliczne objawy umysło¬
wych usiłowań 1850—57 w Poznariskiem, przez miejscowych
dokonane autorów—niedają, jak to już powiedzieliśmy, ani
obrazu dobrze uorganizowanej zasobnej pracy, ani są wyrazem ja¬
kichś widocznych celów, jakiegoś kierunku— lecz są więcej przy-
padkowemi, drobnemi datkami pracy rozstrzelonej. Przyjmo¬
wane przez miejscową publiczność obojętnie (*), napotykające
mnóztwo trudności z drukarzami, władzami i t. d., niemiały żad¬
nych warunków, któreby wzrostowi ich sprzyjały, zespoleniu
pomagały. Coraz większe też zniechęcenie, odwrócenie się od
umysłowej w ogóle a piśmiennej, publicznej pracy w szczególe—
odrętwienie , senność widoczniejszą się stawała. Zasmucającą
ukazywała się przyszłość, codzieri gwałtowniejsza potrzeba
zmienienia stanu rzeczy. Spostrzeżenie to zaczynało się sze¬
rzyć; prawdą jego zaczęto się silniej przejmować. Kilku gor-
(*) Ważna np jak mówiliśmy Teka Podoskiego, podajaca wiele nie¬
znanych materyałów do historyi Jana-Kazimierza, Korybuta, Jana III
i Sasów— rozchodzi się W całym nakładzie po za granicami xięz-
twa, gdy w niem 15 tylko exemplarzy sprzedano !
Biblioteka Główna UMK
300047898854
		

/Magazyn_135_09_029_0001.djvu

			69
liwszych, energiczniejszych ludzi powzięło myśl zawiązania; się
w koło , któreby spoiło w okręgu swym rozrzucone ogniwa
pracy, łańcuchem miłości oświaty narodowej, posługi publicz¬
nej i dobrego celu. W ten sposób zawiązało się w roku zesz¬
łym w Poznaniu Towarzystwo przyjaciół nauk. Zadanie jego
w ogóle: pielęgnowania nauk i umiejętności Polskich—wynikło
z powyższego położenia rzeczy. Bliżej zaś oznaczyło sobie od¬
działywać w tym kierunku najprzód na własną prowincyę, wy-
szukając w niej wszystko, co ma dobrą wolę zajęcia się umy¬
słową pracą, a przygarniając do siebie zagrzewać do rozwinię¬
cia tejże. W zawiązku swoim przechodziło towarzystwo na¬
sze już wiele bardzo groźnych trudności; zdaje się, że główne
zwalczone, — a istnienie zapewnione. Obecnie rozpoczęte już
prace , utworzone dwa wydziały, zebrane fundusze, zyskane
większe zaufanie i wewnątrz i zewnątrz. Właściwa organiza-
cya, kierunek , zakres działania wyrabia się. Jak najlepsze
rokujemy sobie nadzieje, ufni	Bożą i współczucie ro*
1 i i i 1
daków!
Pisałem w w. x. Poznańskiem, -
d. 18 marca 1858.
		

/Magazyn_135_09_030_0001.djvu

			Biblioteka Główna UMK
300047898854