Dzieje porozbiorowe narodu polskiego ilustrowane. T. 1

/? RCSIG6K., ŁÓPŻ
>>>
B.
■
i
■
>>>
I
I
>>>
p——1————Wi	■■■■■■
\ ■ \*?'*V',^'vVŁ ■ '\'3’,'“-V'*5' *'^rS\°‘r H V^v41C’{-V H

.
I
i
>>>
"
ilustrowane
Napisał Prof. Dr. August Solołowsli
z ilustracyami oraz reprodukcyami obrazów
]V[atejki, Gersona, "•■	J^ozena,
Staehowisza,	/ I Ryszkiewieza
p	k '§	i innych
U	1 W- Kossaków, f |jW mistrzów polskich.
>>>
jlpMOJiem l\e,mypom.
Bapiuaea óhh 3 CeumnOpn 1904 loda.
Druk i Nakład Tow. Akc. Wydawniczo-Drukarskiego „ Wiek" — Warszawa, Nowy-Świat M GL
>>>
LEGIONY POLSKIE WE WŁOSZECH.
Urzędowy tytuł legionów polskich we Włoszech brzmiał: LegioDS poloraises auxiliaires de la Lombardie. — Legiony
polskie pomocnicze w Lombard} i.
(Pod’ug ryciny w spółczesnej wj danej w Norymberdze 1799 r).
>>>
o
1,
Od trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej Polskiej w r. 1795
do kongresu wiedeńskiego 1815 r.
częsc PI6RWSZA.
Lata porozbiorowe do utworzenia Księztwa Warszawskiego 1807 r.
RZECI ROZBIOR. W icść o zwycięztwie Rosyan
Jpod Maciejowicami i kapitulacyi Warszawy
wywołała nieopisaną radość na dworze pru¬
skim. Wobec stosunków pomiędzy dworem Fryde¬
ryka Wilhelma II a dworem petersburskim, powo¬
dzenia oręża rosyjskiego w Polsce mogły, jak się
wyraża współczesny komunikat,- być dla Prus „tylko
nieskończenie rozkoszne^; a jednak z tem zadowole¬
niem łączyła się „nieprzyjemność, że pruskie wojska
królewskie potknęły się w przedsięwzięciu dokona-
nem tak szybko i tak szczęśliwie bez ich udziału11.
Dyplomacya pruska nie była oczywiście skłonną do
wyprowadzenia należytych konsekwencyj z faktu,
przyznawanego z taką pokorą. Nie mogąc w otwartej
walce wojennej zdobyć polskich terytoryów, Prusy
postanowiły je wytargować w drodze dyplomatycz¬
nych rokowań. Okoliczność, że armia pruska musiała
się uznać w wojnie Kościuszkowskiej za pobitą, rów¬
nie mało wstrzymała króla pruskiego od roszczenia
sobie praw do udziału wr nowym rozbiorze Polski, jak
poniesione klęski nie przeszkodziły pruskim wodzom
żądać części zdobytych przez Kosyan polskich armat,
mimo narażenia się przez to na pogardę jaką im z te¬
go powrodu okazał ataman Denisów. Ula Prus argu¬
mentem było tylko to, że potrzebowały powetować
sobie na wschodzie uszczerbki poniesione w walkach
z Francuzami, w szczególności utratę Moguncji i od¬
danie Holandyi na łup zwycięzkiej armii Konwentu.
W podobnem położeniu znalazła się i Austrya
pobita przez Francuzów nad Roerą i nad Renem.
Zażądał teraz rząd austryacki, jako odszkodowań za
walkę zFrancyą, odstąpienia województw: lubelskie¬
go, chełmskiego, krakowskiego i sandomierskiego.
Jakkolwiek żądania Austryi obejmowały także tery-
torya, które Prusy uważały za swoją własność, Cesa¬
rzowa Katarzyna II przyjęła je życzliwie, pruskie na¬
tomiast zapytania, prośby i postulaty, pozostawiła
bez odpowiedzi. Sprawa trzeciego rozbioru miała być
rozstrzygnięta na konferencyach, które się rozpoczęły
dnia 18 grudnia 1794 r., w Petersburgu. Wojska ro¬
syjskie, nie czekając na rezultat rokowań, zajęły
tymczasem Litwę i Wołyń, a z sejmem kurlandskim
i księciem Piotrem Bironem, rozpoczęto rokowania
o odstąpienie Kurlandyi państwu rosyjskiemu.
Rosyę reprezentował na petersburskiej konle-
rencyi, minister Ostermann; Prusy, Tauentzien; Au-
stryę, Ludwik Cobenzl. Wśród narad, Tauentzien był
zupełnie odosobniony, podczas gdy Cobenzl i Oster¬
mann ciągle czynili sobie wzajemne ustępstwa. Żar¬
łoczny w żądaniach Tauentzien, widząc, że istnieje
zamiar pozostaw ienia Prus prawie w tych granicach,
jakie uzyskały dawniej przy rozbiorze w r. 1793, chwy¬
cił się rozpaczliwego środka; w celu wymuszenia dla
swego monarchy daleko idących ustępstw, wystąpił
z propozycyą zaniechania rozbioru Polski. Odpowiedź
Ostermanna brzmiała: „Trzy dwory uznały koniecz¬
ność tego podziału w interesie własnego bezpieczeń¬
stwa i utrzymania samych siebie11. „Zgadzamy się
we wszystkich punktach", dorzucił Cobenzl, zwraca¬
jąc się do Ostermanna, „otwórzmy protokół i podpisz¬
my traktat; zechcą Prusy iść z nami, tem lepiej, nie
zechcą, obejdziemy się bez nich“. Tauentzien, usły-
>>>
GENERAŁ JA|Si	DĄBROWSKI.
(Według sztychu Villerey’a.)
>>>
szawszy to, zerwał się z miejsca, głosem drżącym
z gniewu zaprotestował przeciw wszelkim uchwałom
bez udziału Prus powziętym i opuścił salę narad.
Daremnie doprowadzony do rozpaczy dyplomata
pruski kołatał, aby mógł być dopuszczony przed obli¬
cze Imperatorowej; odpowiedziano mu za każdym ra¬
zem, że Cesarzowa jest chora. Tymczasem w dniu 3
stycznia 1795 r., Cobenzl i Ostermann podpisali trak¬
tat rosyjsko-austryacki. Austrya przystępowała do
drugiego traktatu podziałowego, przyjmowała do wia¬
domości deklaracye rosyjskie w sprawie nowego roz¬
bioru, oraz zawarła tajny sojusz z Rosyą, w celu
powstrzymania zaborczych dążeń króla pruskiego.
W myśl tej umowy Rosya otrzymała 2,030 mil kwa-
projekcie zaniechania rozbioru nie było już mowy.
Jedną z największych trudności stanowiło pytanie,
komu ma przypaść Kraków i przyległe do niego tery-
toryum; rząd pruski oświadczał, że nie odstąpi od żą¬
dania tego miasta dla siebie, ponieważ jest mu ono
niezbędne, aby osłaniać Szlązk przed ewentualnym
atakiem Austryi; dyplomacya austryacka dowodziła
przeciwnie, że Galicya nie ma dla niej żadnej warto¬
ści, jeśli twierdza krakowska nie będzie jej osłaniała
przed Prusami.
Wreszcie w dniu 24 października 1795 r., podpi¬
sane zostały w Petersburgu dwa traktaty, jeden po¬
między Rosyą a Prusami, drugi pomiędzy Rosyą
a Austryą. Kwestya Krakowa została jednak w nich
Pałac „pod Blaehą”.
(Według fotografii z natury.)
dratowych, Austrya cztery południowe województwa
(przeszło 1,000 mil kwadratowych); resztę (687 mil
kwadratowych) rdzennie polskiego kraju, a więc
udział wcale wspaniały, zdecydowano się pozostawić
Prusom, które groziły wojną i w tym celu przygoto¬
wywały się jawnie do pokoju z Prancyą, ale pozosta¬
wiano tylko pod tym warunkiem, że król pruski za¬
twierdzi i poręczy podział Polski, dokonany przez oba
cesarskie dwory. Nie ułagodziło to pełnego zawiści
antagonizmu pomiędzy Berlinem i Wiedniem, udo¬
bruchało jednak króla pruskiego o tyle, że ułatwiło
dalsze rokowania prusko-austryacko-rosyjskie, pro¬
wadzone równocześnie z rokowaniami o pokój pomię¬
dzy Francyą a Prusami, a nawet przez czas dłuższy
jeszcze po ich ukończeniu. Oczywiście o pruskim
ominięta. Konsekwencyą traktatów październiko¬
wych była abdykacya króla Stanisława Augusta,
podpisana w trzydziestą pierwszą rocznicę jego koro-
nacyi, w dniu 25 listopada 1795 roku.
Traktaty październikowe uzupełnione zostały
szeregiem dalszych aktów i konwencyj, a w szcze¬
gólności decyzyą Cesarzowej Katarzyny Ii-ej z dnia
10 października 1796 r., co do rozgraniczenia szcze¬
gółowego ziem polskich pomiędzy Austryę i Rosyę,
konwencyą z dnia 5 grudnia 1796 i 26 stycznia 1797
roku, z przyjęciem do wiadomości aktu abdykacyi
króla Stanisława Augusta i z ostatecznemi decyzya-
mi w sprawie rozbioru, a wreszcie konwencyą z dnia
31 stycznia 1797 r., postanawiającą rozgraniczenie wo¬
jewództwa krakowskiego pomiędzy Austryę i Prusy
>>>
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
-
Pałae Rzeczypospolitej.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich,)
\
m
>>>
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Ratusz na Starem |Sflieśeie.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
i
>>>
8
Pierwsze lata po trze¬
cim rozbiorze i po wkro¬
czeniu Prusaków do War¬
szawy, są w rozwoju spo¬
łecznym i duchowym naro-
idu chwilą ciężkiego prze¬
silenia. Nastąpić musi prze¬
wrót w przyzwyczajeniach
upodobaniach, w poję¬
ciach i uczuciach, nastro¬
jach i charakterach, kie¬
runkach i dążeniach ogółu,
przewrót tem jaskrawszy,
że właśnie dziejowa kolej
rzeczy sparaliżowała do¬
szczętnie ledwie zaczęte
przed czterema laty ożyw¬
cze próby przeistoczenia
narodowego organizmu, na
innych podstawach podję¬
te, a zmierzające do wy¬
tworzenia rzeczywistych
warunków samodzielnego
politycznego bytu. Zdarze¬
nia, które doprowadziły do
upadku Rzeczypospolitej,
były wstrząśnieniem tak
silnem, że bieg myśli ogól-
STANISŁAW TREMBECKI.
(Według litogr. Laveille.)
nych i rzeczy publicznych,
odrazu rzucony został siłą
gwałtowną wypadków na
tory sprzeczne z temi, po
których naród szedł przez
wieki. Zoryentowanie się
w nowych warunkach,
przyzwyczajenie się do
nich i przystosowanie, nie
mogło być dziełem jednej
chwili: to też umysły wy¬
prowadzone z równowagi
nie znajdując nigdzie pun¬
ktu oparcia, poszły z po¬
czątku rozbieżnie w naj¬
sprzeczniejsze drogi, we
wprost przeciwległe bie¬
guny: melancholijnej apa-
tyi lub rozpasanej żądzy
użycia.
We współczesnej li¬
teraturze i poezyi, nielicz¬
ne są ślady wrażenia, ja¬
kie na szlachetniejszych
i wyższych umysłach wy¬
warła nagła, a tak zasadni¬
cza zmiana stosunków.
Pomnikiem piśmienniczym
Ogród „Zofiówka” Szczęsnego Potockiego.
(Według sztychu w „Pologne pittoresque“ Chodźki.)
>>>
9
uczuć tej przełomowej chwili są zaledwie dwa dzieła,
których treść tylko w odpisach i dopiero znacznie
później ogłoszona została drukiem. Dwudziestopię¬
cioletni książę Jerzy Adam Czartoryski pisze wów¬
czas swojego „Barda Polskiego1*, dzieło miarą uczu¬
cia tak wysokie, głębią myśli tak poważne, że przez
jednego z naj wybitni ej szyoh historyków' literatury
polskiej, uważane jest za pierwszy świt owej wiesz-
autora „Barda“ były „poezyą czynów i cierpień".
Bo poezyę rymowaną zarzucił potem istotnie najstar¬
szy syn księcia generała ziem podolskich i Izabelli
z Flemingów, przeznaczony do wielkiej roli w roz¬
biorowych dziejach swojego narodu. Jeden z histo¬
ryków, kreśląc jego profil dziejowy, pisze o nim traf¬
nie, że „nie szukać w nim rysów ducha rodowych;
po pradziadzie przez matkę, kanclerzu litewskim, je-
FRANCISZEł^ DYOJM1ZY
(Według współczesnej litografii.)
czej epoki poezyi polskiej, która w trzydzieści lat
później rozkwitła pod tchnieniem geniuszu Adama
Mickiewicza. Treścią poematu księcia Czartoryskiego
jest obraz Polski po upadku, ukazywany młodzieńco¬
wi przez barda z lutnią w ręku; jego myślą jest: po¬
święcenie, cnota i wierność uczuć przedstawione od¬
tąd jako powołanie i obowiązek. Niemcewicz, który
pod koniec życia ogłosił ten poemat przyjaciela lat
młodości, pisał w przedmowie, że późniejsze losy
śli wziął rozum stanu i senatorską powagę, nic nie
wziął z dumy, zaciętości ani prywaty; po rodzicach,
jeżeli żywą swojską trądycyę i uczuciowrą wrażliwość,
nic ze zmysłowej gorączki ani lekkomyślnego opty-
mizmu“. Wychowywany w Różance nad Bugiem,
potem pod okiem rodziców' w pałacu Błękitnym
w Warszawie, książę Adam Jerzy pobierał w Puła¬
wach, ognisku życia umysłowego epoki, systematycz¬
ną i staranną naukę, pod kierunkiem uczuciowego
>>>
10
poety Kniaźnina i uczonego klasyka Gródka, przyjaź¬
nił się z Niemcewiczem, stykał z Karpińskim oraz
z Ignacym i Stanisławem Potockimi. Podróże po Niem¬
czech i Anglii i krzyż „Yirtuti Militari“, zyskany pod
udało mu się zyskać przyjaźń późniejszego Cesarza
Aleksandra.
W ciągu dziejów niniejszych postać księcia
Adama ukazywać się nam będzie jeszcze wielokrot-
#
UUL»IAH UI^SYH fllEJS/ICEWlCZ.
(Według współczesnej litografii.)
Grannem, były najważniejszemi wydarzeniami w mło¬
dości księcia. Mniej więcej wtedy, gdy pisał „Barda
Polskiego", musiał wyjechać wraz z młodszym bra¬
tem Konstantym do Petersburga, gdzie niebawem
nie aż do roku 1861, roku jego śmierci, jako postać
jednego z najwybitniejszych ludzi całej epoki.
Drugiem dziełem poezyi odzwierciadlającem
uczucia, ogarniające jednostki zdolne do wypowiada-
>>>
11
•nia się pisanem słowem, jest poemat „Świątynia Sy-
billi'4, stworzony przez cichego jeszcze wówczas
i mało znanego proboszcza w Kazimierzu, księdza
Jana Pawła Woronicza. Woronicz miał wtedy lat
trzydzieści ośm; urodzony w Taj kurach na Wołyniu
z matki Kmitównej, ukończył studya teologiczne
u misyonarzy w Warszawie, a podczas sejmu cztero¬
letniego pracował w sprawach duchownych przy kil¬
ku ówczesnych biskupach. Król mianował go infu-
szej, a tak popularnej rodziny w kraju, napisać elegię.
Gdy autor rozpacza nad koleją rzeczy, Sybilla karci
go za małowierność i każe szukać przyczyny tego, co
się stało we własnych błędach, ukazując na przymie¬
rze z Bogiem, jako na drogę, po której odtąd dążyć
należy.
Te dwa wyjątkowo podniosłe tony, choć potem
odezwą się wielkiem echem,-odosobnione są na razie
w piśmiennictwie, które przebywa zgodnie z kolejami
IGNACY KRASICKI
w ostatnich latach życia.
(Według stalorytu w „Pologne pittoresque“ Chodźki.)
łatem i dał mu probostwo liwskie; w roku 1795 otrzy¬
muje Woronicz od Czartoryskich probostwo w Kazi¬
mierzu i dzięki temu bywa często w Puławach. Xizki,
raczej otyły, o pełnej twarzy i rysach regularnych,
miał na twarzy w tych czasach Woronicz wyraz głę¬
bokiego smutku, który mu już na zawsze pozostał.
„Świątynia Sybilli44 była w Puławach zbiorem pamią¬
tek po wielkich w dziejach Polski ludziach: korzysta
z tego Woronicz aby pod kształtem modnego wówczas
opisowego poematu i panegiryku na cześć najpierw-
narodu ciężkie chwile przesilenia. Kołłątaj zamknię¬
ty jest na ośm lat w twierdzy Ołomunieckiej i choć
pisze tam „Rozbiór krytyczny zasad historyi o po¬
czątkach rodu ludzkiego" oraz „Naukę o należytoś-
ciach i powinnościach człowieka4*, to pisma te wyjdą
dopiero pod koniec jego życia, albo po jego śmierci.
Naruszewicz od chwili wypowiedzenia mowy przy po¬
łożeniu kamienia węgielnego pod kościół Opatrzności
w rocznicę Trzeciego .Maja 1792 roku zamilkł zupeł¬
nie i spędza ostatnie chwile wśród melancholii i osa-
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
T
12
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok kordegardy gwardyi konnej koronnej.
(Z obrazu Zygmunta Voj?la w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
motnienia w Janowie; umiera wtedy, kiedy ten, z któ¬
rym związał swe losy, Stanisław August czekał
w Grodnie na chwilę wyjazdu do Petersburga, dnia
6 lipca 1796 roku. Staszyc w Wiedniu z Zamoyskimi.
Niemcewicz przebywa w Petersburgu. Trembecki
także jest w Petersburgu, przy boku króla Stanisła¬
wa; godząc się z położeniem, na odgłos nowej wojny
z Turcyą w 1796 roku pisze wiersz do księcia Repni-
na. Po śmierci króla osiada w Tulczynie, nietylko
jednając się ze Szczęsnym Potockim, na którego da¬
wniej gromy ciskał, ale przygotowując swój sławny
panegiryk dla niego, dla jego „Zofiówki41 i dla osób,
na których Szczęsnemu zależy. Karpiński z rezygna-
cyą wprawdzie wywodzi „Żale Sarmaty", zawiesza
jednak lutnię, której ostatnie dźwięki zeszpecił fał-
szywemi tonami i oddaje się zapamiętale rolnictwu.
Wykwintny, modny, hulaszczy Zabłocki, złamany
niedolą osobistą (stracił żonę), rzuca świat, zamyka się
w murach seminaryum duchownego, wychodzi ztam-
tąd jako ponury, zamknięty w sobie kapłan na to tyl¬
ko, aby resztę życia poświęcić, jako proboszcz w Koń-
skowoli, opiece (a potem żalowi) nad przyjacielem,
poetą, którego bardzo kochał, a który najsilniej ze
wszystkich odczuwając wstrząśnienia ogólne, przypła¬
cił je aż mrokiem umysłu. Poetą tym był Franciszek
Dyonizy Kniaźnin, tłumacz „Pieśni Ossyana", nauczy¬
ciel księcia Adama Jerzego i jego rodzeństwa, skryty
niegdyś wielbiciel księżniczki Maryi, późniejszej nie¬
szczęśliwej księżny Ludwikowej Wirtemberskiej,
owej Amerylli, której poświęcony jest tkliwy „Rozma¬
ryn14; urodzony w Witebsku 1750 r., wychowany przez
Jezuitów, próbował jakiś czas nowieyatu; po skaso¬
waniu zakonu wrócił do stanu świeckiego i poświęcił
się pracy w bibliotece Załuskich: zabrał go ztamtąd
do Puław na sekretarza i nauczyciela dzieci książę
generał ziem podolskich. Jeden z najstaranniejszych
formą, najzacniejszych zamiarem, najszczerszych
uczuciem poetów Stanisławowskiej epoki, nie był
głębokim w myślach, ani potężnym w słowie: uderzał
jednak w struny nowe, wykraczające naturalnością
i prawdą poza ciasny zakres dotychczas w poezyi pol¬
skiej odzywających się tonów, zdobywał się na dźwię¬
ki rodzime, podobne do tych, które brzmiały na lutni
Kochanowskiego i które potem wybuchnąć miały peł¬
ną melodyą romantycznej epoki. Przywiązanie do
kraju i tradycyi narodowej górowało u niego nad
każdem innem uczuciem; podyktowało mu ono ustę¬
py w „Cyganach41, i cały szereg ód, między któremi:
„Oda nazwycięztwo pod Wiedniem", „Oda do wąsów44
i „Matka obywatelka44 powtarzane były długo przez
dorastające pokolenia. Gdyby jednak nawet nic wię¬
cej nie pozostało ze wspomnienia po Kniaźninie, jak
to, że ukształtował umysł i serce księcia Adama i że
pod wpływem wydarzeń współczesnych wpadł w obłą-
>>>
kanie, w którem przeżył lat dwanaście do zgonu
w 1807 r.,—_j iiż to samo zapewnia mu trwałe miejsce na
wstępnych kartach porozbiorowych dziejów narodu.
Zresztą prócz kilku ulotnych wierszy na cześć
ostatniej wojny, piśmiennictwo polskie tych lat wstęp¬
nych ogranicza się tylko do tego co napisze i wyda
książę biskup warmiński, także już stojący u schyłku
życia (um. 1801 r.). Otoczony względami króla prus¬
kiego, Krasicki przebywa jakiś czas w Berlinie, pod¬
daje się łaskom, a nawet pisze wiersze na życzenie
Fryderyka Wilhelma II. Równy, spokojny umysł
księcia poetów umiał, godząc się z położeniem, nie
zapominać ani o przywiązaniu do społeczeństwa i kra¬
ju, ani o swoich wobec nich obowiązkach. W osta¬
tnie] części „Podstolego“ ukazuje postać pułkownika
zamkniętego w domu i w sobieto postać, której
uczucia w niejednem w głębi duszy dzieli uśmiech¬
nięty, zawsze pogodny na zewnątrz biskup-filozof.
Chyląca się ku ruinie „kamienica w Kukurowicach"
była przedmiotem jego serdecznej troski, to też i te¬
raz, kiedy runęła, rozumie, że bezradna rozpacz nie
jest godna ludzi rozsądnych i trzeźwych, tak jak sza¬
lona żądza zabaw nie odpowiada godności i powadze
chwili. Obdarzony arćybiskupstwem gnieźnieńskim
osiada w Skierniewicach i tu szuka sposobów, jakie-
mi mógłby oddziaływać korzystnie w dodatnim du¬
chu na rodaków. Przychodzi mu na myśl, że Plu-
tarch napisałby „Żywoty zacnych mężów“. Tłómaczy
tedy owe „życia“ i sam kilkanaście nowych we¬
dług nich sporządza. Widząc, że wydawnictwa
peryodyczne ustały i że żadne nowe książki polskie
nie pojawiają się w druku, książę biskup sam się
zabrał w roku 1798 do redagowania i wydawania
czasopisma „Co tydzień", drukując w niem swoje
bajki, przypowieści i aforyzmy, aby opowiadaniami
o poświęceniach dla sprawy publicznej oddziaływać
przeciwko nałogowi zabaw, który nadewszystko
ogarniał pruską Warszawę, ale i w austryackim Lwo¬
wie szerzył demoralizacyę serc.
We Lwowie był przynajmniej ważny czynnik
narodowy: teatr. Nie było go w Warszawie, gdzie
całą rozrywkę teatralną stanowiła „trupa konnych
heców“ i piękna włoszka Angelika Chiarini, za którą
szalała złota młodzież ówczesna: Antoni i Franciszek
Ostrowski, Michał Potocki, Jerzy Białopiotrowicz,
Roztworowski, adjutant Rautenstrauch, pułkownik
Józef Gedroyć, Jan i Stanisław Dębowski, Józef Kos¬
sowski i wielu innych, którzy „sypali garściami klej¬
noty i złoto“ ku zgorszeniu i oburzeniu ludu. Teatr
w Warszawie został zamknięty z chwilą wybuchu
Kościuszkowskiej wojny. Wojciech Bogusławski
przeniósł się do Lwowa, z trudem przeprowadzając
swoje przybory przez austryacką komorę. Początki
we Lwowie były bardzo trudne, bo dyrektora teatru
polskiego zmuszono do opłacania grubych danin pro¬
tegowanemu i subwencyonowanemu przez rząd tea¬
trowi niemieckiemu, rozporządzającemu jedynym
budynkiem teatralnym. Bogusławskiemu pozwolono
grać przez trzy dni w tygodniu za opłatą całej trze¬
ciej części dochodu. Potem zredukowano liczbę pol-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WILKU.
Widok koszar Ujazdowskich i Łazienek.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
KSiążą uózEp poniatowski.
(Według portretu olejnego, malowanego przez Józefa Grassi’ego 1794 r.)
Ze zbiorów Hr. A. Potockiego.
>>>
16
skich przedstawień do jednego dnia w tygodniu. Bo¬
gusławski znalazł sit; w kłopotach pieniężnych; wy¬
ratował go pożyczką stary Wacław Rzewuski, autor
„Żółkiewskiego" i „Władysława pod Warną“, trage-
dyj napisanych przed laty dwudziestu kilku. Mimo
tych wszystkich przeszkód Bogusławskiemu wiodło
się coraz pomyślniej, podczas gdy przedstawiciel
sceny niemieckiej Bulla coraz dotkliwsze ponosić za¬
czął straty. Ostatecznie doszło do tego, że Bogusław¬
ski zapłaciwszy długi niemieckiego teatru, objął go
we Lwowie, który pod wpływem Bogusławskiego
nauczył się po polsku, aby skomponować muzykę do
jego opery „Izkahar, król Guaxary“; i odtąd już stale
muzykę do polskich oper komponował. Treścią „Iz-
kahara“ są losy Indyan uciskanych przez Hiszpanów;
opera, jakkolwiek pierwsze przedstawienie przecią¬
gnęło się do wschodu słońca, wywołała wielki zapał
we Lwowie. Z oryginalnych komedyj Bogusławskie¬
go, wystawiono podówczas „Spazmy modne“. W ro¬
ku 1796 pojawił się po raz pierwszy na polskiej sco-
KSI/\Żą ADfljyI CZARTORYSKI,
generał Ziem Podolskich, ojciec ks. Adama Jerzego.
(Wedł. portretu Preka z natury, ryt. A. Teppler.)
we własne przedsiębiorstwo. Przez zimę odbywały
si; przedstawienia w dawnym kościele Franciszkań¬
skim; na lato zbudował sobie Bogusławski amfiteatr
pod gołem niebem w ogrodzie Jabłonowskich. Wszy¬
stkich wybitniejszych warszawskich aktorów, z wy¬
jątkiem Truskolaskich i Hempińskich, wziął Bogu¬
sławski z sobą do Lwowa. Grywał też z nimi opery
Paesiella i Cimarosy; do tych, które sam pisał, do¬
rabiał muzykę Józef Elsner (ur. 1769 r.), syn stolarza
z Grotkowa na Szlązku, dyrektor opery niemieckiej
nie „Hamlet" Szekspira, tłómaczony przez Bogusław¬
skiego z trzeciej ręki. W roku 1799 kontrakt lwow¬
ski się skończył, sytuacya polityczna zapowiadała
zmiany poważne, a pani Truskolaska owdowiawszy
pisała listy do Bogusławskiego z Warszawy, aby
przybywał wraz z nią organizować polski teatr w sto¬
licy. Mimo poważnych strat materyalnych rzucił tedy
Bogusławski Lwów i zabierając Elsnera, przeniósł sit;
na nowo do Warszawy, gdzie rozpoczął swoje ostatrie.
przez lat czternaście trwające przedsiębiorstwo.
>>>
1
Wyższe sfery towarzyskie przez czas nieobec¬
ności Bogusławskiego w Warszawie radziły sobie
urządzaniem francuzkich teatrów amatorskich. Pierw¬
szy taki teatr urządzony był u pani Sołtykowej, z do¬
mu Sapieżanki; grywali na tej scenie KWilecki, Bia-
łopiotrowicz, Wasilewski i Jelski, oraz panny Kune-
gunda Giedroyciówna i panna Rozwadowska. Ruch
ożywił się z chwilą, kiedy w roku 1798 książę Józef
Poniatowski osiadł w Jabłonnie. Drugie towarzystwo
teatralne wnet zawiązało się w pałacu Radziwiłłow-
skim (Paca); organizowały przedstawienia panie Po¬
tocka, Tyszkiewiczowa, Walewska i Sobolewska,
przy pomocy pani de Yauban, panien Favre, Ci-
ban poznała księcia Józefa i jego siostrę w Brukselli
w r. 1793. Chorowity jej wdzięk wywarł silne wraże¬
nie na księciu, który w zabawkach i w miłostkach^szu-
kał zapomnienia trawiącej go zgryzoty. Uczucie dla
pani de Vauban było jednak stalszem nad wszystkie
inne i odegrało ważną rolę w jego życiu; w testamen¬
cie jeszcze pisał o niem, że „unosi je z sobą po za
grób“. Kosztowne i bez rachunku prowadzone życie
w Wiedniu wymagało znaczniejszych pieniędzy, niż
posiadał książę Józef; dostarczał ich ukochanemu
bratankowi król Stanisław August, jakkolwiek sam
był ciągle trapiony nietylko cierpieniem fizyczneni
i zgryzotą moralną ale i kłopotami majątkowemi. Do-
Pałae w Puławach.
(Według sztychu w „Pologne pitfcoresque“ Chodźki.)
chockiej i Trębickiej, oraz panów: Ludwika Radzi¬
wiłła, pana de Vauban, diuka de Gramont, Fleuryego,
Priebesa, Rautenstraucha, adjutantów księcia Józefa,
a t potem barona Kickiego, Pokutyńskiego, Fr. Po¬
tockiego, M. Grabowskiego i innych; tłok na tych
przedstawieniach bywał tak wielki, że za miejsce
płacono po kilka dukatów.
Książę Józef Poniatowski po wyjeździć króla do
Grodna opuścił Warszawę i przebywał przez cztery
lata w Wiedniu w towarzystwie siostry swojej Maryi
Teresy Tyszkiewieżowej, nie żyjącej z mężem żo¬
ny referendarza Wielkiego księztwa Litewskiego,
oraz Henrietty de Yauban z domu de Brabantane,
żony oficera i emigranta francuz riego. Pani de Vau-
piero po zgonie Cesarzowej Katarzyny interesa ma¬
jątkowe króla zostały o tyle za pośrednictwem Repni-
na uregulowane, że spłaceniem jego długów zająć się
miała komisya trylateralna, złożona z przedstawi¬
cieli trzech mocarstw rozbiorowych; królowi dano
nadto dowolny zarząd posiadanego majątku i 200,000
dukatów rocznej pensyi. Ponieważ król w prowadzo¬
nych przez Repnina rokowaniach nalegał także na
wyposażenie księcia Józefa, Cesarz Paweł przyznał
księciu na wieczne czasy dziedzictwo starostw przez
niego dawniej otrzymanych na Litwie i cesyą matki
mu przekazanych t. j. Uszpola, Zyzmor i części sta¬
rostwa wielońskiego, którego znaczną część skonfi¬
skowali Prusacy. Równocześnie zamianował Cesarz
>>>
księcia generał - lejtenantem w wojsku rosyjskiem
i przeznaczył mu pułk kirasyerów kazańskich; po
ożywionej koresporidencyi
ze stryjem, książę wyko¬
nał w poselstwie rosyj-
skiem w Wiedniu przysię¬
gę homagialną i napisał
do Cesarza list z podzięko¬
waniem, prosił jednak o
uwolnienie go ze służby
wojskowej, tłomacząc się
złem zdrowiem i zapewnia¬
jąc, że i w innej armii nie
przyjmie stopnia, gdyby
mu go zaofiarowano.
Pani Tyszkiewiczowa
zawiozła wiadomość o tem
do Grodna w chwili, kiedy
król w lutym 1797 wsku¬
tek otrzymanego wezwania
wyjeżdżał na stały pobyt
do Petersburga. Wskutek
listu księcia i przedstawień
Repnina Cesarz Paweł od¬
wołał nominacyę na gene-
rał-lejtenanta i zamienił ją
mianowaniem na wielkie¬
go przeora Zakonu maltań¬
skiego; mundur maltański
jako neutralny miał uła¬
twić księciu przybycie na
nieustająca i konieczność
Świątynia Sybilli w Putawaeh.
Według sztychu w „Pologne pittoresque“ Chodźki.)
koronacyę Cesarza. Febra
picia wód badeńskich unie¬
możliwiła przyjechać księ¬
ciu wcześniej, jak dopiero
po zgonie króla (12 lutego
1798 r.). Król umarł na¬
gle, bez zostawienia testa¬
mentu. Współspadkobier-
cy księcia: ekspodkomorzy
Kazimierz Poniatowski, je¬
go dzieci Stanisław i Koli¬
sta n cya Tyszki e w i czo wa
i siostry pani Krakowska
Branicka, pani Zamoyska,
wojewodzina podolska, i jej
córka Mniszchowa — zrze¬
kli się spadku, który był
raczej ciężarem i nie wy¬
starczyłby na zapłacenie
wszystkich należytości,
w razie gdyby oddano go
] wstępowaniu konkurso¬
wemu. Książę Józef wy¬
płacał wszystkich, przy-
jąwszy i nieruchome dobrą
króla w Polsce pruskiej
z dobrodziejstwem prawa
inwentarza. Interesy kró¬
la. dotyczące także teatru,
mennicy, niektórych za-
Puławy: „Parehatka”.
(Według sztychu w „Pologne pittoresque“ Chodźki.)
>>>
19
budowań zamkowych, Łazienek, Ujazdów a były
tak zawikłane, że nawet w epoce księztwa warszaw¬
skiego nie zdołano ich całkowicie ukończyć. Książę
sprzedał Pusłowskiemu starostwa na Litwie, ale stan
jego majątkowy poprawił się dopiero wtedy, gdy po
zgonie matki (generałowa Poniatowska przebywała
w I )oxau w Czechach) otrzymał połowę spadku i gdy
książę Józef do Warszawy siostrę i panią de Yauban.
Myśli jego były dalekie od nadziei, żeby kiedykol¬
wiek mógł jeszcze być czemś innem niż bohaterem
miłostek i złotym młodzieńcem, nadającym ton sto¬
licy. Czuł się skrępowany zobowiązaniem, a zresztą
niechętnie patrzył na sprawę formowania legionów
włoskich i przelewania krwi polskiej pod sztandarami
IZABEL.L.A Z FUEJN/IINGÓW KSIĘŻNA CZARTORYSKA,
matka księcia Adama Jerzego.
(Według współczesnego olejnego portretu.)
Napoleon w roku lf07 nadał mu dobra Zyple, jako
część należnego księciu starostwa Wielońskiego, za-
sekwestrowanego przez Prusaków.
Książę zamieszkał wreszcie w Jabłonnie, o dwie
mile od Warszawy za Pragą; miejscowość ta pocho¬
dziła ze spadku po prymasie Poniatowskim. Zimową
siedzibę stanowił pałac „pod Blachą“ przy zamku
królewskim w Warszawie. W lecie 1798 sprowadził
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
rewolucyi francuzkiej, do której miał wyniesiony
z dworu stryja wstręt. Sympatye księcia były raczej
po stronie Anglii. Jeżeli książę wspominał kiedy
o służbie wojskowej, to mówił, że jedyną armią,
w której by przystało mu służyć jest armia angielska.
Wieczne święto, wieczne festyny i wieczna zabawa
królowały tymczasem „pod Blachą41: pani de Yauban
opanowywała księcia, a nietylko jego, bo i całe towa-
i
>>>
rzystwo warszawskie z każdym dniem więcej, a po
odjeździe pani Tyszkiewiczowej do Paryża sama już
robiła honory pani domu „pod Blachą". Na pierwsze
wrażenie nieładna, nerwowa, kapryśna nie jednała
sobie przyjaciół; panowała jednak nad Warszawą, bo
panowała nad księciem Józefem. Decydowała nie¬
przybyciu do Warszawy. Oburzano się na to, ale ze
względu na księcia, który był bożyszczem towarzy¬
stwa warszawskiego, znoszono to cierpliwie.
Emigranci francuzcy, którzy napłynęli do War¬
szawy w ogromnej masie, podsycali wogóle gorączkę
zabaw i użycia, wnosząc z sobą rozluźnione pojęcia
MARYfl Z CZARTORYSKICH KSiąŻ^A WIRTEMBERS^A,
siostra księcia Adama Jerzego.
(Według współczesnego olejnego portretu.)
tylko w sprawach domowych i majątkowych, ale
i w osobistych sprawach księcia; kierowała nawet
jego przygodami miłosnemi. Damy towarzystwa war¬
szawskiego były wprost sterroryzowane; żadnej
z nich pani de Vauban nie odwiedzała, a od każdej
z nich wymagała przedstawienia się natychmiast po
obyczajowe. Nic brakło wśród nich ludzi najgorsze¬
go gatunku, wyzutych z najprostszych pojęć moral¬
nych, nie brakło zwykłych rzezimieszków, oszustów
i ladacznic, strojących się w fałszywe piórka tytułów
i dobrego urodzenia. Prócz arystokratów rzeczywi¬
stych, pomiędzy którymi był i mąż pani de Yaubali,
>>>
obojętny na jej stosunek do księcia, a z których nie¬
którzy jak p. de St. Cyr i kapitan Deuzel osiadali
w kraju na stałe, poświęcając się kupiectwu i zawią¬
zując ścisłe, nawet rodzinne węzły z ludnością pol¬
ską, pojawiały się także podejrzane figury, zdolne
tylko do szulerstwa, pieczeniarstwa, stręczenia i roz¬
pusty jak chevalier de Caudene, vicehra-bia de Cera-
lie, chevalier de St. Yille, de Chanon, Plumetas, Pe-
tit-Jean, oraz awanturnice: starsza i młodsza Freron,
Molier, Griffon i inne. Indywidua te, wciskające się
w charakterze guwernerów i guwernantek do domów
polskich, zatruwały młode umysły przedwczesnem
gotówki potrzebnej na życie nad stan i na rozpustę
młodzieży. Kiedy straż uwięzić musiała pewnej no¬
cy gromadkę przebieraj ących wszelką miarę młodzień¬
ców, gubernator Kohler polecił wszystkich odprowa¬
dzić do domów, a nazajutrz do ich żon i matek roze¬
słał adjutantów z ironiczną prośbą, aby miały wię¬
ksze baczenie na mężów i synów. Do rozprzężenia
obyczajów przyczynił się także nie mało teatr fran-
cuzki, sprowadzony za protekcyą pani Vauban pod
dyrekcyą pp. Fourse i Duclos, ze znaczną liczbą ład¬
nych a rozpustnych aktorek.
Paweł i Mikołaj Sapiehowie, niechętni Ponia-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Poeiejów od przejazdu yyiśniowieekiego.
(Z obraził Zygmunta Vogla w zbioracli ordynacyi Krasińskich.)
zepsuciem. Złota młodzież Warszawy szukała chęt¬
nie towarzystwa emigrantów francuzkich; „pili i ba¬
wili się z nimi — pisze jeden z pamiętnikarzy — po¬
jedynkowali się i bili za lada fraszkę na kułaki, pra¬
wili obrażające uszy koncepty w miejscach publicz¬
nych, tłukli szyby po szynkowniach w nocy i rozga¬
niali szyldwachy pruskie z posterunków, okpiwali się
handlując na konie, psy lub dubeltówki, wałęsali się
rok rocznie za granicę na karty i rozpustę, wykradali
córki rodzicom, hańbili cudze żony i siostry, i odrą¬
bywali wzajemnie nosy i uszy“. Rząd pruski bardzo
chętnem i życzliwem okiem widział szerzącą się coraz
bardziej rozwiązłość obyczajów i dbał o to, aby ułat¬
wić posiadaczom nieruchomego majątku dostanie
towskiemu i temu duchowi, jaki się szerzył z pałacu
„pod Blachą", gorąco popierali teatr narodowy, skoro
Bogusławski nanowo zawitał do Warszawy. Stronni¬
cy pani Yauban i wielbiciele aktorek francuzkich
wygwizdali przez zemstę tragedyę „Sierota chiński",
przerobioną z Woltera przez Trembeckiego. Przyja¬
ciele Sapiehów odpłacali teatrowi francuzkiemu pię¬
knem za nadobne, przyczem nieraz i krew się polała.
W pałacu „pod Blachą11 gromadzi się z biegiem
lat coraz szersze grono „dowcipnisiów, próżniaków,
śmiałków", którzy bawią, śmieszą i pochlebiają księ¬
ciu dla smacznych obiadów i „dobrego wina". Stały¬
mi rezydentami i gośćmi pałacu „pod Blachą" byli:
Friebus, Rautenstrauch, Bebduski, Pokutyński, Mer-
>>>
mmmmm
KSiąŻą ADAM JERZY CZARTORYSKĄ-
(W e d ł u g oryginalnego rysunku Ksawerego Preka.)
Ze zbiorów p. Soubise-Bisier.
>>>
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Uliea Poboeznej bramy.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
24
lini, Suchodolski, Białopiotrowicz, Kwilecki, Wasi¬
lewski, Wyżkowski, Bolesza, Hulewicz, Dłuski, Pru¬
szak, Gomoliński, Grotus, Dzbański, Kącki, Noan-
rzewski, Matusewicz, Kamieniecki, Miączyński, To-
liński, Potoccy, Brzostowscy, Dembowscy, Oborscy,
Ostrowscy, Kuleszowie, Szymanowscy i inni obok
licznej gromady emigrantów francuzkich. Młodzież
bywająca „pod Bla¬
chą" nosiła jednolity
strój: zielony frak
z podszewką żółtą,
kołnierz czarny, zło¬
cone guziki z koni¬
kiem, u dołu podpis
„Jabłonna", spodnie
papuzie, kamizelkę
paliową, pończochy
po kolana i trzewiki
ze sprzączkami. Naj¬
piękniejsze kobiety
z arystokracyi war¬
szawskiej zdobiły sa¬
lony księcia: panie
Mar celowa, Stanisła¬
wowa i Sewerynowa
Potockie, Ludwikowa
Radziwiłłowa, pani
Bronikowska z domu
Krasińska, Adamowa
i Anastazowa Walew¬
skie, Franciszkowa
Sapieżyna, Matusewi-
czowa, Cichocka, Ka¬
mieniecka i inne.
Przeciwne pała¬
cowi „pod Blachą"
stronnictwo skupiało
się na salonach Win¬
centego lir. Krasiń¬
skiego i żonyjego Ma¬
ry i Radziwiłłównej,
pasierbicy Stanisła¬
wa Małachowskiego.
Wspólnie z bratem
Józefem, Kazimie¬
rzem i Stanisławem
Małachowskimi, oraz
Piotrem, Francisz¬
kiem i Tomaszem Łu¬
bieńskimi zakłada hr.
Wincenty związek
„Przyjaciół Ojczyz-
ny“ mający się wy-
różnjać statecznością obyczajów i myśli w sprawie
publicznej. Stowarzyszeni mieli się schodzić co
wieczór, a dla odróżnienia od młodzieży z „pod
Blachy" nosić mieli czarne fraki, mosiężne lakie¬
rowane czarne guziki z godłem kotwicy; z bie¬
giem czasu narady „Przyjaciół Ojczyzny" przeniesio¬
ne zostały do sali rycerskiej pałacu Małachowskich;
FRYDERYK
król
(Według sztychu
mieli rotę przysięgi, którą każdy nowoprzyjęty skła¬
dał; zaprowadzono także różne stopnie dla stowa¬
rzyszonych.
O innem tymczasem towarzystwie myślą dawni
uczestnicy królewskich czwartkowych obiadów, zbie¬
rający się na poufne zebrania wr domu Stanisława
Sołtyka, późniejszego senatora-kasztelana Królestwa
Polskiego. Sołtyk rzu¬
cił na owych zebra¬
niach myśl, aby
w tych trudnych
chwilach, w których
polski język i polska
nauka pielęgnowane
były tylko wr wileń¬
skiej a po części za¬
ledwie w krakow¬
skiej Akademii, utwo¬
rzyć naukową insty-
tucyę narodową, któ-
raby skupiała całe
życie umysłowe pol¬
skiego społeczeń¬
stwa, cały ruch jego
piśmienniczy i nau¬
kowy. Dnia 16 listo¬
pada 1800 r. zapada
u Sołtyka postano¬
wienie utworzeniaTo-
warzystwa Przyjaciół
Nauk. Dnia 23 listo¬
pada w pijarskiej
klasztornej bibliote¬
ce zbiera się na pierw¬
sze zgromadzenie
konstytuujące 13 o-
sób; między nimi: Ta¬
deusz Czacki, Alber-
trandi, Matusewicz,
Stanisław Potocki i
Franciszek Dmo¬
chowski. Zebrani po¬
stanawiają wezwać
do udziału w Towa¬
rzystwie wszystkie
znakomitości współ¬
czesne, a więc na
pier wszem miejscu
WJL»HEIjM Ib	arcybiskupa Krasic-
pruski.	kiego, Stanisława
Bergena z roku 1792)	Trembeckiego, Kar¬
pińskiego, tłómacza
„Wenery w Knidos"
Józefa Szymanowskiego, księcia generała ziem po¬
dolskich, Staszyca, dawnego redaktora „Gazety na¬
rodowej i obcej" Mostowskiego, jednego z najgor¬
liwszych członków komisyi edukacyjnej w wy¬
dziale ksiąg elementarnych Piramowicza, i Igna¬
cego Potockiego. Kopczyński i Linde mają się zająć
językoznawstwem; Czacki i Maksymilian Ossoliński
>>>
25
I	1
KSiąoz ADAM Naruszewicz.
(Urn. C lipca 1796 r.)
Według litografii Żylińskiego.
dnianiujej niemieckimi kolonistami, którzy tłumnie
przyjeżdżali wózkami przez psy ciągniętemi. Książę
Józef nie mógł być wyjątkiem i dlatego, mimo całej
chęci skaptowania go sobie, prośbie jego o zwrócenie
zabranej mu ziemi, odmówiono.
Stan Galicyi pod rządem austryackim. Rząd au-
stryacki, zająwśzy część Rzeczypospolitej, zraził sobie
wkrótce umysły wszystkich warstw społecznych i wy¬
wołał powszechne niezadowolenie. Całą administracyę
oddano rzeszy niemieckich urzędników, nieznających
ani języka ani kraju, skłonnych do przekupstwa, bo¬
gacących się zarówno kosztem ludności, jak i samego
rządu. Język urzędowy, z początku polski lub łaciń¬
ski, zamieniono od roku 1785, na niemiecki i zalecono
urzędnikom, aby w przeciągu lat trzech albo nauczy¬
li się po niemiecku, albo też ustąpili z posad zajmo¬
wanych. Przymus pod tym względem posunięto tak
daleko, że rozciągnięto go nawet na deputatów sta¬
nowych, oświadczając z góry, „iż żaden o deputata
urząd starający się, który niemiecki język (sic!) nie
posiada, zgromadzeniu Stanów do elekcyi ani proje¬
ktowany, ani od tychże obranym być nie może“.
Gdy zaś szkoły nowe, rozpowszechniające znajomość
języka niemieckiego, założono dopiero na początku
roku 1784, równał się warunek powyższy zupełnemu
niemal wykluczeniu Polaków od służby publicznej.
Jakoż w ogłoszeniach współczesnych spotykamy tyl¬
ko wyjątkowe konkursy na jakieś niższe posady urzę¬
dowe w Galicyi i Bukowinie, główny zastęp urzęd¬
ników napływał z Wiednia, gdzie mało troszczono się
o wybór ludzi i ich uzdolnienie.
historyą; Śniadecki z Krakowa i Poczobut z Wilna
astronomią. Zapraszają także ks. Pilchowskiego,
autora broszury o „Poddanych w Polsce", oraz Ale¬
ksandra Sapiehę, autora książeczki o południowej
Słowiańszczyżnie. Pierwszym prezesem Towarzystwa
został Albertrandi; pierwszym sekretarzem Franci¬
szek Dmochowski. Cele religijne i polityczne miały
być z Towarzystwa wykluczone.
Z okazyi powtórnego pobytu Fryderyka Wil¬
helma III w Warszawie przedłożono mu prośbę o za¬
twierdzenie Towarzystwa, które aż do r. 1802 istniało
tajemnie. Nic było powodu, aby zatwierdzenia od¬
mówić. Król przyjęty już przy pierwszym przyjeź-
dzie w Jabłonnie przez pułkownika Wyżkowskiego,
na Pradze przez księcia Józefa, zadowolony był
z Warszawy i z przyjemnością do niej w roku 1801
wracał, tem chętniej więc pozwolenia na rzecz tak
pochwały godną i tak niekosztowną dla rządu udzie¬
lił. Królowa oczarowana była księciem: na zamku za¬
czął się szereg uczt dla polskiej arystokracyi, książę
nawzajem wywdzięczał się festynami. Ozdobiono go
wstęgą Czarnego Orła, nie mógł jednak uprosić cof¬
nięcia konfiskaty dóbr wielońskich. Rządy pruskie
w Warszawie i w kraju objętym nazwą Prus Połu¬
dniowych już w końcu XVIII wieku polegały na pro¬
gramie eksmisyi żywiołu polskiego z ziemi i zalu-
CESARZ JOZEf II.
(Według sztychu Engelhardta.)
>>>
•26
Administracya, wykonywana przez organy tego
rodzaju, miała służyć przedewszystkiem politycznym
celom rządu, a nie potrzebom kraju. Społeczeństwo,
używające dotąd nieograniczonej prawie swobody
i dobrobytu materyalnego, ujęto zwolna w karby no¬
wego biurokratycznego porządku. W pierwszym rzę-
ICfJflCY
(Ur. 1751, i
Według litogn
dzie utraciła szlachta swoje przywileje i przemożne
w kraju stanowisko. Patentem z dnia łt października
1772 r. zniesiono tytuły wojewodów, kasztelanów i t. p.
i zakazano używać ich pod karą 300 czerwonych zło¬
tych, zaprowadzając równocześnie nowy podział ad¬
ministracyjny na sześć cyrkułów, podlegających wła¬
dzy namiestnictwa we Lwowie. Ustały zatem sej¬
miki, przycichło gwarne życie publiczne, a „deputa-
cya sejmowa11 wybrana po raz pierwszy w roku 1782,
miała tylko możność przedkładania próśb najpoddań-
szych u stóp tronu. Nawet ruch ekonomiczny, sku¬
piający się na t. zw. kontraktach dworskich, ograni-
POTOCKI.
im. 1809 r.)
ifii Śli wiekiego.
czono w Cen sposób, że od roku do roku zezwalano
osobnym patentem na zgromadzenia tego rodzaju.
O wiele dotkliwiej jeszcze dał się uczuć system
rządowy pod względem materyalnym. W spadku po
Rzeczypospolitej objęła Austrya w Galicyi olbrzymie
| dobra stołowe i królewszczyzny. Liczono 72 staro-
>>>
stwa oprócz ekonomii królewskich, z których jedną
(samborską) inwentarz z roku 176-ł ocenił na 4,173,750
złp. O rozległości tych majątków możemy powziąć
pewne wyobrażenie, jeżeli zważymy, że np. w wo¬
jewództwie krakowskiem, niezupełnie wcielonem
stycznia 1773 roku ogłoszono, że królewszczyzny
przechodzą na własność cesarzowej i jej następców
i że dotychczasowi posesorowie pozostają wprawdzie
w dożywotniem ich posiadaniu, ale mają płacić poło¬
wę dochodów do skarbu cesarskiego. Równocześnie
.
STANISŁAW AUGUST.
(Według; litografii z ostatniego jego portretu, malowanego w r. 1797 przez panią Yiger-Lebrun.)
do Austryi, było 225 Avsi i 37 miasteczek starościń¬
skich.
Wszystkie te dobra znajdowały się bądź w rę¬
kach dożywotników, bądź dzierżawców, którzy do
skarbu Rzeczypospolitej płacili kwartę lub nizki
czynsz dzierżawny. Obecnie patentem z dnia 28
do podniesienia intraty nakazano sporządzić i przed¬
stawić władzom administracyjnym nowe inwentarze
majątków, podług których dzierżawcy obowiązani
byli uiszczać opłaty skarbowe. Wyjątek stanowiły
dobra, nieprzynoszące więcej jak 1,000 złotych pol¬
skich dochodu.
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
4
>>>
Oprócz dóbr koronnych zabrał rząd także ma¬
jątki pojezuickie, za panowania Józefa II wcielił do
funduszu religijnego posiadłości zniesionych zako¬
nów, skonfiskował dobra należące do fundacyj ko¬
ścielnych polskich w Galicyi, a niosące z górą 100,000
złotych polskich intraty. W ten sposób, po dolicze¬
niu dochodów z żup wielickich i bocheńskich, stano¬
wiła Galicya dla cesarstwa nabytek nadzwyczajnie
cenny, najobfitsze może w tej chwili źródło docho¬
dów, które przy rozumnej gospodarce w przyszłości
nieobliczone mogło dawać korzyści. Rząd nie po¬
przestał jednak na tem, lecz wprowadził w roku 1778
monopol tytoniowy, a skupiwszy żupy od właścicieli
prywatnych, w zamian za dobra koronne, urządził
stopniowo monopol soli.
rozglądał się w administracyi i wywiózł z kraju wra¬
żenia dla ówczesnej biurokracyi bardzo niekorzystne.
Nie podobał mu się ani namiestnik (hr. Pergen), ani
komenderujący (generał Haddig), którego żona, ksi꿬
niczka Lichnowska z domu, kobieta zła, skąpa i za¬
lotna, trzymała męża pod pantoflem, ani urządzenia
kraju, a już najmniej duchowieństwo i żydzi.
Natychmiast po powrocie do Wiednia wystoso¬
wał też do Pergena kwestyonaryusz, obejmujący 154
pytań, na które żądał odpowiedzi. Namiestnik, czy¬
niąc zadość rozkazowi, złożył obszerny raport, gdzie
pomiędzy innemi poruszył także sprawę ruską i bi¬
skupa lwowskiego Szeptyckiego, jako też kler grec-
ko-katolicki w najgorszych przedstawił barwach, nie
oszczędzając przy tem i duchowieństwa łacińskiego.
PAMIĄTKI PO STANISŁAWIE AUGUŚCIK.
JN/farmurowy pałae: rezydeneya Stanisława Augusta w Petersburgu.
(Według fotografii z natury.)
Pobór rekruta, nieznany dotąd, ustanowienie ceł
i opłat stemplowych dopełniło miary fiskalnego sy¬
stemu, który zaciężył teraz ołowianem brzemieniem
na ludności, wolnej do niedawna jeszcze od podat¬
ków podobnego rodzaju i przywykłej do składania
groszowych zaledwie poborów na potrzeby Rzeczy¬
pospolitej.
Po łagodnych rządach Maryi Teresy (1780) na¬
stąpiła gorączkowa epoka reform józefińskich. Młody
cesarz, od początku t. zw. „rewindykacyi“ królestw
Galicyi i Lodomeryi, zajmował się bardzo troskliwie
losem nowych prowincyi. W roku 1773 odbył on —
wbrew odradzaniom matki — pierwszą swoją podróż
galicyjską; zabawił we Lwowie przez sześć dni, zwie¬
dził wszystkie znaczniejsze miasta, badał stosunki,
Ola polepszenia tych smutnych stosunków nie
uczynił rząd wiedeński wiele. Ustanowiono osobną
kancelaryę galicyjską (kanclerzem został hr. Wrbna),
nieudolnego Pergena zastąpił Haddik, a następnie
Henryk książę Auersperg; szlachtę i magnatów za¬
częto głaskać tytułami i urzędami honorowemi, na¬
dano dyplomy hrabiowskie Sierakowskim" i Dziedu-
szyckim, potwierdzono dawniejsze tytuły tego rodza¬
ju, ustanowiono deputacyę Stanów, która miała rząd
o potrzebach kraju informować, utworzono Colle¬
gium N o b i 1 i u m dla młodzieży szlacheckiej
w gmachu zbudowanym dla Pijarów przez sufra-
gana Głowińskiego, zresztą pracę nad organizacyą
Galicyi powierzono osobnej deputacyi, obradującej
w Wiedniu.
>>>
29
Dopiero panowanie Józefa II (1780—1790) spro¬
wadziło na kraj cały szereg reform, po części poży¬
tecznych, wogóle szkodliwych.
Dążność germanizacyjna, widoczna już za cza¬
sów Maryi Teresy, stała się osią nowego systemu.
Zorganizowano wprawdzie szkoły ludowre, trywialne,
normalne i główne, założono sześć gimnazyów i w ro¬
ku 1784 uniwersytet we Lwowie, ale językiem wy¬
kładowym był obok łacińskiego głównie niemiecki,
Zamoyskiego za „czyn patryotyczny“ osadzenia 80
kolonistów niemieckich w dobrach, do ordynacyi
należących.
Po szkołach i chłopach przyszła kolej na żydów.
Józef II, pomimo zasad wolnomyślnych, stwierdzo¬
nych w t. zw. patencie tolerancyi, wydanym w r. 1781,
nie był przyjacielem „narodu wybranego11. To też
rozporządzenia jego, gdyby je ściśle wykonywano,
groziły żydom zupełną prawie ruiną materyalną.
PAMIĄTKI PO STANISŁAWIE AUGUŚCIE.
ł^ośeiół Ś«tej Katarzyny w Petersburgu, gdzie spoezywają zwłoki Stanisława Augusta.
(Według- dawnej litografii.)
profesorowie przeważnie niemcy; bo język polski —
zdaniem radcy gubernialnego, Korandy — nie nada¬
wał się do wykładów szkolnych.
Obok szkół miał rozpowszechniać znajomość
niemczyzny teatr niemiecki we Lwowie, a po wsiach
koloniści niemcy, korzystnemi warunkami zwabieni
do kraju. Jak gorliwie cesarz sprawą kolonizacyi
niemieckiej się zajmował, świadczy cyrkularz z dnia
17 stycznia 1785 roku, zawierający uznanie dla hr.
Uniwersał z 2-1 stycznia 1785 roku zabraniał dopusz¬
czać izraelitów „do areridowania dóbr poddańskich,
młynów, intrat jarmarkowych i paśnych, dziesięcin
i wywodzenia soli“; inne rozporządzenie tego rodzaju
nie pozwalało im posiadać domów drewnianych,
trudnić się wyszynkiem wódki i piwa. Tą drogą odej¬
mowano żydom dotychczasowy sposób zarobkowania,
a zarazem nakładano na nich nowe ciężary: pobór
do wojska, znaczne opłaty od mięsa koszernego,
>>>
tfrA
_	_ \
PAMIĄTKI PO STANISŁAWIE AUGUŚCIE.
Wnętrze kośeioła Ś-te] Katarzyny, gdzie są złożone z prawej strony pod płytą posadzki zwłoki Stanisława Augusta.
(Według fotografii z natury.)
>>>
Tron Polski,
znajdujący się w Muzeum Arsenału w Moskwie.
(Według fotografii z natury.)
PAMIĄTKI PO STANISŁAWIE AUGUŚCIE,
>>>
32
kazano przyjmować nazwiska stałe, rodzinne — rozu¬
mie się niemieckie — i polecono rabinom księgi me¬
trykalne prowadzić w języku niemieckim.
O wiele pożyteczniejszą była działalność Józe¬
fa II, w zakresie reformy stosunków włościańskich.
Rozpoczęły się one w roku 1781 od ustanowienia
osobnych adwokatów chłopskich (Unterhausadvo-
cat), którzy pokrzywdzonym porady prawnej udzie¬
lać mieli. Nie była to instytucya nowa, bo w Polsce
wprowadził ją już przedtem Stanisław August, ale
dobrze pojęta i działająca bez uprzedzeń mogła rze¬
czywiście niejedno nadużycie powściągnąć i smutną
dolę stanu włościańskiego polepszyć. Przy ogólnym
jednak kierunku polityki rządowej i przy nienawi-
stnem dla szlachty polskiej usposobieniu biurokracyi
niemieckiej stawało się to rozporządzenie źródłem
prześladowań, chłopu zaś, pogrążonemu w ciemnocie,
niewielką przynosiło ulgę.
W rok później (27 marca 1783 roku) ukazał się
uniwersał, znoszący niewolnicze poddaństwo (Leibei-
genschaft). Poddany mógł skutkiem tego przenosić
się z jednej wsi do drugiej, uczyć się rzemiosł i sztu¬
ki i żenić się bez pozwolenia dziedzica.
Dalsze patenty z roku 1784 i 1786 zmniejszyły
znacznie prestacye pańszczyzniane i określiły do¬
kładnie ilość i czas trwrania dni roboczych. Prawo
sukcesyjne chłopskie zastrzegało własność gruntu
najstarszemu synowi, który młodsze rodzeństwo
spłacić był obowiązany.
Dziedzicom pozostało i nadal sądownictwo pa-
trymonialne. Wykonywali je pod kontrolą właści¬
cieli t. zw. justycyaryusze, zatwierdzeni przez wła¬
dze cyrkularne. Kto się władzy patrymonialnej zrze¬
kał, ten oddawał ją za stosowną opłatą najbliższemu
magistratowi.
Inne przepisy wcale rozumne i dobrze obmyśla¬
ne, miały na celu podniesienie rolnictwa, chowu
bydła, hodowli drzew owocowych i t. p. A jednak
mimo tych wszystkich ulepszeń i ustaw postępowych
i humanitarnych dola ludu wiejskiego niewielkiej
ulegała zmianie. Fiskalizm, przygniatający całe spo¬
łeczeństwo, pobór do wojska i uciążliwa służba woj¬
skowa, nietaktowne postępowanie urzędników, po¬
garda, jaką okazywali na każdym kroku niemal nie-
tylko chłopu, ale wr wryższym jeszcze stopniu szlach¬
cie i inteligencyi, budziły w kraju słuszne niezado¬
wolenie.
Włościanin, jakkolwiek od poddaństwa uwol¬
niony, zbiegał gromadnie — pomimo surowych zaka¬
zów władzy — za granicę, do Polski, a szlachcic,
posiadający szczególniej majątek za kordonem,
w Rzeczypospolitej, ograniczony pod względem za¬
mieszkania swego i wychowania dzieci, a nadto tra¬
piony samowolą urzędników, znosił cierpliwie ten
stan poniżenia i pogardy, w jaki popadł od czasu
rozbioru; duchowieństwo wreszcie, oburzone zniesie¬
niem zakonów i ostremi przepisami rządowemi, spo¬
glądało ze słuszną niechęcią na system rządowy sprzy¬
jający innowiercom, a bezwzględny dla katolickiego
kościoła. Niezadowolenie rosło więc nietylko w spo¬
łeczeństwie polskiem, ale i pomiędzy tymi, których
sprowadzono dla Galicyi jako „pionierów cywiliza-
cyi“. Ignacy Pesler, profesor hermeneutyki i języków
wschodnich na uniwersytecie lwowskim, uderzył
w sztuce swojej „Sidney", wystawionej w niemiec¬
kim teatrze Toscaniego w roku 1787, na reformy jó¬
zefińskie tak dobitnie, że czemprędzej ze Lwowa
uchodzić musiał. Szczęśliwszym był protest polski,
ułożony przez anonima (JO. ZG.) i doręczony cesa¬
rzowi w styczniu roku 1790.
„Starzec osiemdziesięcioletni — pisał ów wy¬
mieniony — nigdy nie splamiony kłamstwem, wierny
poddany trzeciego z kolei monarchy, ośmielam się
zanieść do tronu prawdę, której nie znasz Najjaśniej¬
szy Panie. Ratuj królestwa Galicyi i Lodomeryi,
gdyż umysły srodze się burzą. Szlachcic i chłop,,
obaj sarkają przeciw shańbieniu religii. Świątynie
Boże sprofanowane, zakonnicy i duchowieństwo z nich
wygnani, religia sama sprofanowana. Dobra szla¬
checkie są tak obarczone długami, że szlachta gali¬
cyjska w trzech czwartych składa się z krydataryu-
szów. Obietnice W. Ces. Mości tak obracane bywają
wr igraszkę, że już nikt nie daje im żadnej wiary...
Handel z dniem każdym upada; kupców mniej, niż
ich było przed rewindykacyą, towary, z dziedzicz¬
nych krajów sprowadzane są drogie i liche... Przed¬
stawienia, przesyłane do W. Ces. Mości rzadko do¬
znają rezolucyi, największa ich część pozostaje bez
skutku... Zapobież Najjaśniejszy Panie tym klęskom,
nim rzeczy dojdą do ostateczności, gdyż, jeśli odmó¬
wisz cierpliwym galicyanom sprawiedliwego posłu¬
chu, cierpliwość ich w szał się zamieni".
Nie dziw, że Józef II, któremu dobrej woli nikt
odmówić nie może, czuł się mocno dotkniętym supli¬
ką anonima i że natychmiast zażądał od ówczesnego
namiestnika galicyjskiego (hr. Brigido) obszernego
sprawozdania o położeniu kraju. Brigido, człowiek
prawy, przyznał słuszność skargom anonima i nie taił
wcale, że w Galicyi powszechne i groźne panuje nie¬
zadowolenie. Utworzono w7ięc czemprędzej osobną
komisyę w Wiedniu dla zbadania nadużyć, zgodzono
się na zaprowadzenie ulg pewnych, zmniejszenie po¬
datków, na ustępstwa dla kościoła i kleru, ale wśród
tego umarł Józef II (20 lutego 1790 roku) i na tron
wstąpił brat jego wielki książę toskański Leopold II.
Był to człowiek innej miary i odmiennego zu¬
pełnie usposobienia. Polityk trzeźwy i spokojny,
liczący się z postępem i wymaganiem czasu, ale
w działaniu ostrożny i wolny od gorączkowych pory¬
wów swego poprzednika. Jako książę toskański zy¬
skał on już sobie sławę zdolnego administratora, te¬
raz—objąwszy rządy Austryi, zawikłanej w nieszczę¬
śliwą wojnę turecką i podminowanej ogólnem nieza¬
dowoleniem— dowiódł niebawem, że i wr najtrudniej¬
szych okolicznościach, kieruiąc się rzadkim rozu¬
mem politycznym i wrodzonym sobie taktem, potrafi
groźną burzę zażegnać i państwo skołatane od nie¬
chybnej, jak się zdawało katastrofy uchronić.
Względem Polski Leopold II odrazu zajął stano¬
wisko przyjazne. Nie dając się tak jak brat bałamu-
>>>
■eić widokami na rozbiór Porty ottomańskiej, widział
on raczej w Rzeczypospolitej naturalnego sprzymie¬
rzeńca Austryi, zagrożonej podobnie jak Polska —
przewrotnością gabinetu berlińskiego.
Niepoślednią rolę odgrywała w tej kombina-
cyi — tak prostej zresztą — kwestya galicyjska. Nic
■dziwnego, że Polacy, uciskani przez system józefiń¬
ski, wszystkie nadzieje swoje pokładali w sąsiedniej
Polsce, że mianowicie od rozpoczęcia czteroletniego
sejmu i zbliżenia się Prus do Rzeczypospolitej, ocze¬
kiwali z niecierpliwością chwili wyzwolenia i powro¬
tu na łono ojczyzny. Usposobienie to wyzyskiwał
domiony o wszystkiem, zwrócił uwagę rezydenta
austryackiego w Warszawie na działanie deputacyi
galicyjskiej, wskutek czego rząd austryacki wzmoc¬
nił siły zbrojne w Galicyi i zaczął śledzić pilniej niż
dotąd malkontentów.
Niezadowolenie trwało jednak dalej i sprawo¬
zdanie hr. Brigido mówiło raczej za mało, niż za wie¬
le. Alians prusko-turecki, zawarty dnia 31 stycznia
1790 roku i grożąca ztąd wojna pomiędzy Prusami
a Austryą, pokrzepiła na nowo nadzieje patryotów
galicyjskich. Za sprawą Lucchesiniego utworzył się
komitet tajny, mający na celu przygotowanie powsta-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Poeiejów od przejazdu LkCdóehowskiego.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
dla swoich celów dwór berliński i jego reprezentant
w Warszawie, Lucchesini. W październiku r. 1789
pojawił się projekt pruski odzyskania Galicyi, za któ¬
rą Polska oczywiście miała zapłacić Gdańskiem i To¬
runiem.
Naczelnicy stronnictwa patryotycznego w sej¬
mie zajęli się gorąco tą myślą; zaczęto się porozu¬
miewać z Galicyanami za pośrednictwem Ignacego
Morskiego, w grudniu przybyła deputacya galicyjska
do Warszawy, ale gdy król Fryderyk Wilhelm na
pokątne układy z obcymi zgodzić się nie chciał, a co
ważniejsza, gdy nadzieja uzyskania tą drogą Gdań¬
ska i Torunia okazała się problematyczną, spełzły
rokowania na niczem. Co gorsza, Stackelberg, uwia-
nia wr Galicyi; wysłany przez niego Kazimierz Rze¬
wuski zawiązał we Lwowie osobny komitet galicyj¬
ski, do którego wchodzili najwybitniejsi przedstawi¬
ciele duchowieństwa, szlachty i inteligencyi.
W tej chwili nastąpiła zmiana w rządzie wsku¬
tek śmierci Józefa II i komitet lwowski uznał za sto¬
sowne rozpocząć działanie. Do Wiednia wyjechała
deputacya na powitanie nowego cesarza. Należeli do
niej: Józef Ossoliński, książę Stanisław Jabłonowski,
Mikołaj Potocki i Jan Batowski. Leopold II przyjął
deputatów łaskawie, obiecywał wiele, a w istocie nie
jedną ulgę wprowadzić kazał natychmiast.
Ośmielony tem i zachęcony z Warszawy komitet
wystąpił jawnie, ukonstytuował się w domu arcybi-
>>>
skupa Kickiego, jako komisya doradcza dla deputa-
cyi wiedeńskiej i doniósł o tem namiestnikowi.
Xa tę wiadomość poruszył się kraj cały, za¬
wrzało w całej pełni dawne życie sejmikowe, a wyra¬
zem tego ruchu był adres do tronu, ułożony przez
Ossolińskiego dnia 23 kwietnia 1790 roku, a wyraża-
ludzi), osiadłego namiestnika w kraju, zniesienia
ustaw emigracyjnych, prawa nemine m c a p t i v a -
bimus, założenia banku krajowego i przywrócenia
praw kościoła z czasów przedjózeflńskich.
Cesarz przyjął adres, zapewnił delegatów tak
jak poprzednio o swojej życzliwości, oświadczył, że
KSiąDZ HUGO KOŁŁĄTAJ.
(W edług sztych u z dzieła „Pologne pittoresque“ Chodźki.)
jący skargi i życzenia kraju. Domagano się tam mia¬
nowicie: sejmów co dwa lata, rozszerzenia prawa wy¬
borczego tak, aby każdy szlachcic, płacący 75 złr.
podatku, w sejmie mógł zasiadać, reprezentacyi
miast, niepodwyższania podatków, oddania admini-
stracyi skarbowej krajowi, wojska narodowego (40,000
zamierza Galicyi nadać odpowiednią konstytucyę
i memoryał Ossolińskiego powierzył kancelaryi na¬
dwornej do zbadania.
Nie mamy najmniejszego powodu podawać
w wątpliwość intencyi i zamiarów Leopolda II wzglę¬
dem galicyjskich poddanych, to pewna jednak, że
>>>
cesarz znał dokładnie machinacye pruskie, wiedział
0	działaniu komitetu warszawskiego i dlatego nie
spieszył się wcale z załatwieniem sprawy tak ważnej
1	niebezpiecznej dla całości państwa. Nie można też
zaprzeczyć, że żądania, zawarte w memoryale Osso¬
lińskiego, miały znaczenie niezmiernie doniosłe i że—
przyznane w tej chwili — równały się oderwaniu
Galicyi od państwa. Z austryackiego zatem stano¬
wiska była taktyka Leopolda II zrozumiała i trafna.
wpłynęła z jednej strony interwencya Anglii, z dru¬
giej stanowcza odmowa Polski odstąpienia Gdańska
i	Torunia.
Od tej chwili zawisły losy Galicyi i Rzeczypo¬
spolitej na ostrzu miecza, W Wiedniu toczyły się
wprawdzie dalej narady nad konstytucyjnem urzą¬
dzeniem Galicyi; w sierpniu roku 1790 przedstawił
Ossoliński nowy, zmodyfikowany projekt cesarzowi,
nazwany Charta Leopoldina. Zażądano tam
PAMIĄTKI PO STANISŁAWIE AUGUŚCIE.
Trumna, w której spoezywają zwłoki Stanisława Augusta.
Puszka mieszeząea seree.
STANISLAUS AUGUSTUS
REX POLON I AB MAGNUS IIUX L1THUAN1AE
INSIGNE DOCtIMENTUM UTRIUSQUE FORTUNAE
PROSPERAM SAP1ENTER DIVERJ5AM FORTITER TULIT
0B1IT PETR0P0L1 KAL. FEBR. MDCCXCV111
NATUS ANNOS LXV1.
PAULUS i AUTOCRATOR
ET IMPERATOR T0TH'S RCSS1AE
AMICO ET H0SP1T1
POSDIT.
flapis na płyeie grobowej.
(Rysunki z natury wykonane w 1898 roku.)
Puszka
mieszeząea wnątrznośei.
Puszczono rzecz całą w odwłokę, zażądano od
deputacyi galicyjskiej pewnego zmodyfikowania żą¬
dań, a tymczasem ząkrzątnięto się około rozwikłania
zagmatwanej sytuacyi politycznej.
Przedewszystkiem należało wyjaśnić swój sto¬
sunek do Prus i uwolnić się od grożącego z tamtej
strony niebezpieczeństwa. Stało się to na zjeździe
w Reichenbachu, gdzie gabinet berliński zrzekł się
swoich planów zamiennych co do Galicyi, a Leopold II
wszelkich zaborów w Turcyi. Na te postanowienia
koronacyi cesarza na króla Galicyi i Lodomeryi, za¬
przysiężenia konstytucyi, rządu autonomicznego,
wrolnego handlu solą, zwrotu zabranych kapitałów
kościelnych i publicznych do utworzyć się mającego
banku narodowego, wreszcie łacińskiego języka
urzędowego.
Ale przeciw projektowi tak sformułowanemu
wystąpiła kancelarya czeska, mianowicie hr. Kolo-
wrat, tak, że cesarz oddał memoryał do rozpatrzenia
osobnej komisyi obradującej pod przewodnictwem
l)zieje Porozbiorowe Tom I
5
>>>
3(3
arcyksięcia Franciszka. Tam dopiero objawiły się
właściwe zamiary biurokracyi i kamarylli dworskiej.
„Dopóki galicyanin — takie było zdanie komisyi —
uważać się będzie za Polaka, dopóki nie pozbędzie
się swego charakteru narodowego, dopóty jątrzyć go
i niezadowoleniem przejmować będzie wszelkie po-
równanie między jego stanem, a stanem tych, którzy
żyją pod rządami Rzeczypospolitej... Prawdziwy za¬
tem interes austryeckiej monarchii polega na tem,
aby naród ten powoli w ludność niemiecką
przekształcić, jego zwyczaje, sposób myślenia
i uprzedzenia zmienić, jednem słowem aby go wyna¬
rodowić".
Wobec takiego usposobienia komisyi były
wszelkie usiłowania deputacyi galicyjskiej daremne.
Raz jeszcze, po ogłoszeniu konstytucyi .'i-go maja,
nosił się cesarz z myślą jakiejś reformy dla Galicyi,
zasięgał pod tym względem opinii namiestnika hr.
Brygido, ale śmierć rozwiała i te marzenia. Leopold II
umarł 28 lutego 1792 roku, a następca jego Franci¬
szek II rozpoczął panowanie swoje od pozbycia się
niewygodnej dla rządu deputacyi galicyjskiej z Wie-
PAMIĄTKI PO STANISŁAWIE AUGUŚCIE.
Katafalk wzniesiony na obehód pogrzebu Stanisława Augusta.
(Według kompozycyi Ces. architekta Y. Brenna —• ryt. Juz. Lepeine.)
>>>
.‘57
dnia. Prawda, że stało się to dopiero po ukończeniu
nieszczęśliwej wojny polsko-rosyjskiej za rządów
Targowicy, w chwili, gdy drugi podział Polski był
rzeczą postanowioną i gdy Galicya wszelkie utraciła
poparcie. Odtąd przez lat 70 blizko kierował się rząd
wiedeński względem galicyjskich poddanych swoich
przytoczonemi wyżej zasadami komisyi, czyli dążył
stale do wynarodowienia zarówno Polaków jak i Ru¬
sinów.
Powstanie kościuszkowskie raz jeszcze nastrę¬
czało Austryi sposobność wmieszania się do spraw
polskich z korzyścią dla siebie i dla Rzeczypospolitej.
Kościuszko—jak
wiemy — trzymał się
względem cesarstwa
zasady ścisłej neu¬
tralności i pokładał
pewrne nadzieje wży-
czliwem jakoby uspo¬
sobieniu gabinetu
wiedeńskiego. Rze¬
czywiście Austrya,
zajęta wtedy wojną
francuzką i obawia¬
jąc się o ogołoconą
z wojska Galicyę, za¬
chowywała się wobec
powstania z początku
biernie, pozwalała na¬
wet wychodźcom bez¬
bronnym szukać
przytułku na teryto-
iyum galicyjskiem,
oddziałów zaś po¬
wstańczych nie roz¬
brajała, lecz wzywała
do powrotu za grani¬
cę. Jakoż ośmieleni
tem Wyszkowski i
Łaźniński przeszli
z oddziałami swemi
przez Galicyę nad
Wisłę.
Niebawem jed¬
nak zmieniły się sto¬
sunki. Gabinet wie¬
deński, oglądając się
na pomoc Prus i Rosyi
w wojnie francuzkiej, nie chciał skompromitować się
wobec swoich sprzymierzeńców, wyparł się zatem
przez usta swego rezydenta w Warszawie, p. de Ca-
che wszelkich związków z powstaniem, a poddanym
swoim w Galicyi zalecił, aby się zachowywali spo¬
kojnie i w insurekcyi udziału nie brali.
Zamiast zająć Kraków, tak jak ostatecznie
chciał Kościuszko, wpuszczono tam Prusaków, przy¬
patrywano się długo i bezczynnie gospodarce pru¬
skiej w Polsce i dopiero wtedy, gdy los wojny zda¬
wał się nie sprzyjać powstaniu, gdy Kościuszko po¬
niósł klęskę pod Szczekocinami, a Prusacy obiegli
Warszawę, ruszyły wojska austryackie w Sandomier¬
skie, w celu „spokojnej okupacyi“ tego kraju. Gabi¬
net wiedeński wyłączony od udziału w drugim roz¬
biorze, chciał w ten sposób błędy dawniejsze na¬
prawić.
Wyniknęły ztąd poważne zawikłania pomiędzy
mocarstwami, odżył dawny antagonizm prusko-au-
stryacki, Thugut był gotów nawet zgodzić się na od¬
budowanie Polski, byle tylko Prusakom dokuczyć.
Nic dziwnego zatem, że w tem położeniu wszel¬
kie usiłowania republikanów francuzkich zwróciły
się przeciw Austryi, że w ostatecznem pognębieniu
tego mocarstwa upa¬
trywali paryzcy dy¬
plomaci możność za¬
warcia trwałego po¬
koju i że gotowi byli
użyć wszelkich ku
temu ś r o d k ó w.
W’ pierwszym rzędzie
nastręczali się tu Po¬
lacy, Galicyanie, gnę¬
bieni przez rząd wie¬
deński.
W Paryżu trzy¬
mano się zawsze jesz¬
cze dawnego planu
koalicyi francuzko-
turecko - szwedzkiej,
która — uderzając na
Rosyę i Austryę rów¬
nocześnie — mogła
potężną uczynić dy-
wersyę. W tej kom-
binacyi mieli odegrać
Polacy rolę niepo¬
ślednią. Dyrektoryat
po obaleniu teroryz-
mu i terorystów, za¬
bierając się do wy¬
konania tego zamia¬
ru, zwrócił też znacz¬
nie pilniejszą uwagę
na sprawę polską i
wychodźców pol¬
skich, bawiących
w Paryżu.
W tym czasie
właśnie powstała niezgoda w łonie deputacyi polskiej
w Paryżu, o której niebawem mówić będziemy. Bars
i Wybicki usunęli się, kierunek naczelny polityki
emigracyjnej przeszedł w ręce Mniewskiego.
Pierwszym objawem tej zmiany było wysłanie
na Wołoszczyznę w roli agenta Ksawerego Dąmbrow-
skiego. Człowiek ten młody, liczący zaledwie lat 24,
niespokojny i znaczenia chciwy, zajął się natych¬
miast bez wiedzy i pytania Ogińskiego, którego no-
minacyę na posła w Konstantynopolu sam podpisał,
organizacyą wojskową wychodźców, zgromadzonych
na Mołdawii, a że Turcy byli przyzwyczajeni do za-
JVUCflAŁ STACHOWICZ.
(Według litografiii I. F. Piwarskiego, z autoportretu Stachowicza.)
>>>
38
wiązywania konfederacyi, taką nadał jej formę, i sam
został jej marszałkiem.
Było to działanie w wysokim stopniu lekkomyśl¬
ne i nierozważne, bo konfederacya podobna istniała
już od 6 stycznia 1796 r. w Krakowie i delegaci gali¬
cyjscy (Jabłonowski i Rymkiewicz) zawieźli świeżo
Ogińskiemu akt konfederacki. Tworzenie zatem no¬
śną rękę, układał się z Paswanem Oglu, baszą widyń-
skim i przygotowywał wszystko do wyprawy na
Galicyę.
W Galicyi panowało —jak to wiemy — wielkie
niezadowolenie; patryoci tamtejsi krzątali się gorli¬
wie i przysposabiali się do powstania na wypadek
wojny tureckiej; na Węgrzech wrzały także umysły
TADEUSZ CZACKI-
f 1813 r.
(Według litografii z portretu Pitsehmana.)
wego związku po za granicami kraju musiało obu¬
dzić niechęć u swoich — i jak najgorsze wyobrażenie
o	niezgodzie Polaków u obcych. Ale Ksawery Dąm-
browski nie troszczył się o to, przeciwnie jego przy¬
jaciel i wielbiciel, pułkownik Kosmowski, wysłany
do Konstantynopola, czernił przed ambasadorem fran-
cuzkim Ogińskiego, a on sam, połączywszy się z „ha¬
łaśliwym" szlachcicem Denyską, politykował na wła-
i	eksfranciszkanin, Józef Martinowics, tworzył na
współkę z Hajnoczym i Laczkowicsem jakieś rozległe
sprzysiężenie „jakobińskie11.
Rząd rosyjski śledził bacznem okiem ów ruch
na Węgrzech i w Galicyi, zbierał dokładne dosyć
o nim wiadomości i już na początku roku 1795 ostrze¬
gał gabinet wiedeński o grożącem dla państw obu nie¬
bezpieczeństwie. Wskutek tego zażądano natych-
>>>
KSIĄDZ UflH PAWEŁ* WORONICZ.
(Według olejnej reprodukcyi z popiersia, wykonanego około 1790 roku.)
Ze zbiorów p. Soubise-Bisier.
>>>
40
miast sprawozdania o stanie Galicyi od tamtejszego
gubernatora (hr. Mailatha), ale namiestnik, uspokojo¬
ny raportem komenderującego generała Harnóncour-
ta, nie przywiązywał wielkiej wagi do doniesienia
Suworowa.
W Węgrzech za to wziął się rząd energiczniej
do dzieła; spisek Martiiiowicsa odkryto i uczestników
stracono (20 maja 1795 roku).
Bezczynność i nędza, w jakiej spędzili emigran¬
ci polscy przymierający głodem na wołoskiej ziemi
rok cały, łudzeni zwodniczemi obietnicami konsulów
i ambasadorów francuzkich, wywarły wpływ demo¬
ralizujący na usposobienie ludzi gorących. Iiylo to
lię i Bulgaryę szczęśliwie i stanął w Bukareszcie,
gdzie generał Carra-Saint-Cyr zaczął się uskarżać na
Ksawerego Dąmbrowskiego. Jakoż z rozmowy zDąm-
browskim dowiedział się Ogiński o właściwych jego
zamiarach. Ogłosiwszy się naczelnym wodzem wojsk
polskich i litewskich, chciał on uzbroić wychodźców,
zgromadzonych w Mołdawii i wtargnąć z nimi do
Galicyi, aby stanąć we Lwowie w dzień Trzech Króli,
w czasie kontraktów, odbywających się w tem mie¬
ście. Tam miał zabrać wszystkie nagromadzone ka¬
pitały, uzbroić pospólstwo i wywołać powstanie
w duchu socyalnym. Wysłuchawszy tego wszyst¬
kiego podskarbi, zakazał Dąmbrowskiemu imieniem
V
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Koszary artyleryi konnej.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacja Krasińskich.)
też wielką niesumiennością ze strony rządu republi¬
kańskiego, wychodźców polskich, ufających w opie¬
kę i pomoc Prancyi, używać za narzędzie do skom¬
promitowania Turcyi, lub wciągnięcia jej w wojnę
rosyjsko-austryacką. Proste umysły tułaczów nie
poznały się na tej grze dyplomatycznej; pierwszy
przeniknął ją — prawda, że dość późno — Ogiński
i zostawiwszy na swojem miejscu (w Konstantyno¬
polu) generała Rymkiewicza, wyjechał do kraju, aby
zbadać stan umysłów w prowincyach do Prus i Au-
stryi przyłączonych i uwiadomić później ambasadora
Auberta du Bayet.
W towarzystwie Denyski i porucznika Rzodkie-
wicza przejechał on przez zadżumioną wtedy Rume-
Auberta du Bayet podejmować cokolwiek bez zezwo¬
lenia ambasadora francuzkiego, zgromadził następnie
oficerów polskich i zalecił im, aby się zachowali spo¬
kojnie i oczekiwali jego powrotu z Galicyi, dokąd je-
dzie w celu porozumienia się z wpływowymi patryo-
tami tej prowincyi. Rzeczywiście też, uwiadomiwszy
jeszcze generała Carra-Saint-Cyr o planach Ksawe¬
rego Dąmbrowskiego, przeprawił się Ogiński nocą
przez granicę galicyjską i znalazł chwilowo schro¬
nienie u hr. Waleryana Dzieduszyckiego w Jabłon¬
nie, zanim go władze austryackie z Galicyi wystra¬
szyły.
Tymczasem Ksawery Dąmbrowski, łudząc się
ciągle obietnicami francuzkiego ambasadora i na-
>>>
41
dzieją pomocy Passwana Oglu, czynił przygotowania
do wyprawy galicyjskiej i oczekiwał niecierpliwie
rozkazu z Konstantynopola. Tak-minęły zimowe mie¬
siące, minął już i kwiecień, kiedy nagle przywiózł
kuryer z Carogrodu wiadomość o zawieszeniu broni
w Leoben, a zarazem kategoryczne polecenie od
Auberta du Bayet, aby rozwiązano konfederacyę i aby
legioniści złożyli trzykolorowe odznaki francuzkie.
Uderzeni jak gromem nie wiedzieli, co z sobą począć.
Najrozsądniejsi i ci zapewne, co jakieś fundusze po¬
siadali — a takich było nie wielu — puścili się do
Włoch i wstąpili do legionów, inni, na ich czele Ksa¬
wery Dąmbrowski, zachęceni łagodnością Pawła I,
zgłosili się do konsula rosyjskiego Seweryna z proś¬
bą o pozwolenie powrotu do kraju, czego im też nie
odmówiono. Dąmbrowski wstąpił do wojska rosyjskie¬
go. Reszta z Denyską powzięła szalony zamiar ude¬
rzenia na Galicyę.
Dwustu tych desperatów przeprawiło się rze¬
czywiście dnia 28 czerwca przez Dniestr pod Zale¬
szczykami, ale — napadnięci natychmiast przez prze¬
ważające siły austryackie — polegli jedni w walce
nierównej, drudzy — wzięci do niewoli — zostali po¬
wieszeni. Denysko w kilkadziesiąt koni uszedł na
Wołoszczyznę.
Niedorzeczny i rozpaczliwy czyn Denyski zwró¬
cił baczniejszą uwagę na krzątania i zabiegi patryo-
tów galicyjskich, wysyłających młodzież na Woło¬
szczyznę i do Włoch. Na podstawie papierów, zna¬
lezionych u dwóch agentów emigracyjnych (Kocha-
WOJCIECH BOGUSŁAWSKI.
(Według sztychu Ligbera z r. 1803.)
Ze zbiorów rodzinnych p. Zofii z Bogusławskich Kozłowskiej.
>>>
42
nowskiego i Wojczyńskiego) aresztowano Waleryana
Dzieduszyckiego, Raciborskiego, Lewińskiego i Wy-
gońskiego; generał Kniaziewicz i szel Drzewiecki,
bawiący podówczas we Lwowie, uniknęli szczęśliwie
więzienia i umknęli za granicę.
czący na długi czas oba te mocarstwa z jej polityką,
popchnęła je do walki z republikańską Prancyą i —
korzystając z kłopotów, w jakie wojna ta pogrążyła
gabinet berliński i wiedeński — wystąpiła w roli ar¬
bitra, godzącego zwaśnionych sprzymierzeńców, re-
GEHHF^flŁi JOZEF
(Z litografii Sliwickiego, z wydawniciwa hr. Chodkiewicza „Portrety wsławionych Polaków1*.)
Rosya zajmowała natenczas we wschodniej Eu¬
ropie pierwszorzędne stanowisko dzięki szczęśliwej
i przedsiębiorczej polityce Katarzyny II. Upoko¬
rzywszy Turcyę i rozebrawszy Polskę w spółce z Pru¬
sami i Austryą, zadzierzgnęła tem samem węzeł, łą-
gulującego sprawy wewnętrzne Niemiec, dyktując
niemal prawa w Wiedniu zarówno jak i w Berlinie.
Gdy z Londynu płynęły pieniądze, zasilające wyczer¬
pane do dna kasy austryackie, wyczekiwał Thugut
zbrojnej interwencyi z Petersburga, Berlin oglądał
>>>
się trwożliwie na swego przyjaciela z nad Newy, na¬
wet potężna Anglia gotowa był przyjąć z zadowole¬
niem posiłki, jakich dostarczyć jej mogła tworząca
się wtedy dopiero marynarka rosyjska, słowem... cała
monarchiczna Europa w mniejszym lub większym
stopniu ubiegała się o względy Imperatorowej Kata¬
rzyny II, schlebiała jej zamiarom, korzyła się u stóp
jej tronu. Jedna tylko republikańska Francya, nie
złamana w swoim uporze, a nawet zwycięzka, sta¬
wiała czoło tej monarchicznej koalicyi i — uważając
wania w Petersburgu o małżeństwo z najstarszą
Wielką Księżniczką, słynną z piękności, siostrą Cesa-
rzewicza Aleksandra.
Układy dojrzały już do tego stopnia, że król ja¬
ko narzeczony przybył do nadnewskiej stolicy, że
wyprawiano dla niego bale i festyny dworskie, kiedy
nagle małżeństwo rozbiło się o kwestyę religijną,
o	żarliwość protestancką młodego monarchy, który
żadną miarą nie chciał pozwolić na to, aby małżonka
jego miała publiczną kaplicę prawosławną w Stock-
GENERAŁ* STANISŁAW JVTOKRO|MOWSKb
f 1821 r.
(Litografował I. F. Piwarski.)
Rosyę za równie niebezpiecznego jak Anglików nie¬
przyjaciela, nosiła się z groźnemi wprawdzie, lecz za¬
razem i cokolwiek fantastycznemi planami o wznie¬
ceniu powstania w głębi cesarstwa, o poruszeniu
Turków i Szwedów, o zażegnaniu wielkiego pożaru
wojennego nad Dniestrem, nad Czarnem morzem
i	u granic Pinlandyi. Fantazye raczej te niż usiłowania
nie odniosły żadnego skutku. Zręczność dyplomacyi
rosyjskiej obok nieudolności francuzkich ambasado¬
rów powstrzymały leniwych baszów od wszelkich
zapędów wojennych, a król szwedzki (Gustaw IV),
zamiast sprzymierzyć się z republiką, nawiązał roko-
holmie. Dotknięta tem do żywego Katarzyna II, dnia
17 listopada 1796 roku zakończyła życie. Na tron
wstąpił jej syn Paweł i rozpoczęła się epoka nowa,
zupełnie od poprzedniej odmienna.
Cesarz Paweł, jakkolwiek z urodzenia do tronu
przeznaczony, nie brał dotąd żadnego w sprawach
publicznych udziału. Paweł spędzał życie dotychcza¬
sowe w zupełnem odosobnieniu; w lecie przebywał
w Pawłowsku, o pół mili od Carskiego Sioła, przenosił
się następnie do Gatczyny, i w tych miejscach ustron¬
nych stworzył sobie świat odrębny, podług własnej
fantazyi i swoich nawyknień. Wielbiciel Fryderyka II
Dzieje Porozbiorowc. Tom I.
>>>
i urządzeń pruskich, które poznał podczas bytności
swojej w Berlinie, ćwiczył Paweł—podług tego wzo¬
ru — swoją maleńką armię Gatczyńską i zaprawiał
obu synów (Aleksandra i Konstanego) wcześnie do
ki Książę z niechęcią i oburzeniem nawet na ten
świat, co się około tronu gromadził i na sprawy pu¬
bliczne wpływ wielki wywierał. W ten sposób nabrał
Cesarzewicz Paweł przekonania, że polityka Cesarzo-
N
O
c"
N
OS
g
P
P
N
c-
&
p
p
o
w
X
2.
S’
N-
SD
rr
C
O
tr
o
3
o
s
OJ
X
o
i
||
isafM'
służby wojskowej. Na tem zajęciu upływał mu czas.
Zamknięty w sobie, otoczony ludźmi miernych zdol¬
ności, lub dworakami, nie biorąc wcale udziału
w przyjęciach i zabawach dworskich, spoglądał W ie!-
wej Katarzyny jest błędna i że to wszystko z gruntu
odmienić należy.
Z tem przekonaniem objąwszy władzę, rozpo¬
czął Paweł rządy swoje od usunięcia filarów dotych-
>>>
45
czasowego systemu. Gniew Cesarski udsrzał gro¬
mem. Platon Zubow, wszechwładny dotąd, zakopał
się w dobrach swoich litewskich i wyjechał nieba¬
wem za granicę. Od gorszych losów uchroniła go
ko Bezborodko, bardzo zdolny i trzymający się zdała
i od intryg, pozyskał względy Cesarza. Mianowany
księciem, obsypany łaskami, zachował on nadal
wpływ na politykę. Marków przeciwnie, został wy-
-S
O
W
o
JQ

N
1-
o
(3
c
N
W
3
4-
(0
OT
a
o
ho
SI
O
SI
przytomność umysłu; na wieść bowiem o ciężkiej
chorobie Cesarzowej pchnął brata swego Mikołaja
do Gatczyny, aby uwiadomić Pawła o niechybnej już
katastrofie. Z innych wielkości dworskich jeden tyl-
słany na Sybir, Tutolmin i Bergman, kreatury Zubo-
wów, poszli pod sąd, Suworow popadł w niełaskę,
Passka wywieziono w głąb Kosyi; nowi ludzie z gat-
czyńskiego otoczenia, przyjaciele niegdyś Pio-
>>>
Pflfll SEWERYNO W A POTOCKA-
(Według portretu M. Bacciarellego ze zbiorów w Łazienkach.)
>>>
t
48
tra III, zajmowali najbardziej wpływowe miejsca
i posady.
Po zmianach osobistych przyszła kolej na zmia¬
nę systemu w dwojakim kierunku: polityce we¬
wnętrznej i zagranicznej. W zarządzie administra¬
cyjnym powiał duch nowy i pod wielu względami dla
poddanych korzystny. „Na prowincyach — pisze
czypospołitej i Polaków da się podzielić dość wyraź¬
nie na trzy okresy. Pierwszy przygotowawczy, sięga
do roku 1772. Charakterystyczną cechą jego jest
powolny, lecz stały wzrost wpływu rosyjskiego
w Warszawie, rozwijająca się w tym czasie ostrość
Repnina, zakończona walką konfederatów barskich,
po której nastąpił pierwszy rozbiór kraju. Posiadłszy
KSIĄDZ O^UF^V KOPCZYflSKI.
f 1817 r.
(Podług litografii Piwarskiego.)
książę Adam Czartoryski w swoich pamiętnikach —
gubernatorowie cywilni, generał - gubernatorowie
i wszyscy wojskowi stali się uważniejszymi w pełnie¬
niu swych obowiązków, zmienili obejście się z pod¬
władnymi i strzegli się nadużyć". Szczególniej miesz¬
kańcy polskich prowincyj poczuli tę zmianę.
Polityka Cesarzowej Katarzyny względem Rze-
tą drogą część Inllant i Białą Ruś, a nosząc śię w my¬
śli z wielkiemi przeciw Turcyi planami, złagodziła
cokolwiek Imperatorowa Katarzyna II postępowanie-
swoje względem Polski i Polaków.
Objęcie polskich prowincyi, raczej formalne niż
faktyczne, bo wojska rosyjskie stały na Białej Rusi
już od lat ośmiu, odbyło się nieznacznie i spokojnie.
>>>
49
Kreczetnikow, naczelnie dowodzący w tych okoli¬
cach, przygotował się już dawno do roli, jaką miał
odegrać; wyuczył się po polsku, z mieszkańcami
utrzymywał przyjazne stosunki, był grzeczny w obej¬
ściu, umiarkowany w wymaganiach i tern pozyskał
sobie tak umysły, że — gdy przyszedł we wrześniu
do Rosyi i polecający złożenie przysięgi homagialnej
do końca września. Pierwsze kroki rządu przyniosły
pewien rodzaj ukojenia.
Ukaz Cesarzowej zabezpieczył wolność wyzna¬
nia i prawa własności; władzę administracyjną objął
ulubieniec Imperatorowej, łagodny i sprawiedliwy
HS. BISKUP UAN AkBERTI*A|MDY.
t 1832 r.
(Z rysunku S. Marszałkiewicza litografował Aschenbrenner.)
roku 1772 z wojskiem do Potocka — witali go uro¬
czyście i biskup Smogorzewski i sufragan biskupa
wileńskiego Towiański. Niebawem żażądał generał
spisu ludności, kazał wbijać słupy o barwach rosyj¬
skich, wreszcie dnia 15 września uderzono w bębny,
odczytano ukaz, zwiastujący przyłączenie Białej Rusi
generał Czerniszew i przez pewien czas wszystko szlo
dawnym trybem. Duchowieństwo z Jezuitami na
czele wykonało przysięgę poddańczą. Odtąd zakon
Lojoli szczególniejszych względów Cesarzowej i rzą¬
du rosyjskiego doznawał.
Kiedy w roku następnym papież Klemens XIV
>>>
zniósł zakon Jezuitów, oparły się temu wyrokowi sto
licy apostolskiej dwa tylko mocarstwa: protestant-
ckie Prusy i prawosławna Rosya. Fryderyk II chciał
przez to — o ile się zdaje — wywołać niesnaski po¬
między katolickimi poddanymi swoimi i uważał za¬
kon skasowany za dogodne do tego narzędzie. „Ten
dobry Franciszkanin (Klemens XIV) — pisał do Vol-
taire’a w drwiącym tonie — zostawi mi moich ko¬
chanych Jezuitów, których prześladują wszędzie. Ja
zachowam z nich dobre ziarno, ażeby użyczyć z nie¬
go tym, którzyby kiedyś chcieli u siebie pielęgnować
tę i’zadką plantę“.
Katarzyna II naśladowała ten przykład z innych
cokolwiek pobudek; uległość Jezuitów, okazana przy
zajęciu Białorusi, dawała
Cesarzowej rękojmię, że
będą oni i młodzież szkol¬
ną wychowywali w duchu
dla rządu przychylnym.
Tak wśród wstrząśnień re¬
ligijnych, które dotknęły te
kresy polskie, zachowali
Jezuici w całości przywi¬
leje swoje i wolność nau¬
czania, doznawali życzli¬
wej opieki generał-guber-
natorów Czerniszewa i Po-
tiemkina.
Inaczej postąpiła so¬
bie Cesarzowa Katarzyna
z duchowieństwem świec-
kiem. Dobra kapituły wi¬
leńskiej, której członkowie
okazali tyle krnąbrności
i zuchwalstwa, zostały
skonfiskowane, cała admi-
nistracya i hierarchia ko¬
ścielna popadła w zupełną
od rządu zawisłość. Wzglę¬
dy polityczne nie pozwala¬
ły na to, aby zwierzchnic¬
two nad katolikami, miesz-
kającemi na Białej Rusi,
sprawowali biskupi polscy,
senatorowie Rzeczypospo¬
litej. Ukazem z dnia 14 gru¬
dnia 1772 roku ustanowiła Cesarzowa dla wszystkich
swoich poddanych katolickich osobne biskupstwo,
które miało być podniesione niebawem do godności
arcybiskupiej i metropolitalnej, z siedzibą w Mohyle¬
wie. Pierwszym biskupem białoruskim został w ro¬
ku 1773 zalecony przez biskupa wileńskiego Massal¬
skiego kanonik tamtejszy ks. Stanisław Bohusz-Sie-
strzencewicz, ekskalwin, człowiek wykształcony,
w językach biegły i pełen ogłady. Równocześnie
prawie z instalacyą Siestrzencewicza zakazano kato¬
likom namawiać prawosławnych do zmiany wyzna¬
nia, a duchowieństwu — bez pozwolenia rządu—ogła¬
szać bulle papiezkie, lub jakiekolwiek inne akta po¬
dobnego rodzaju.
Na tych wstępnych robotach upłynęło lat ośm.
Przez ten czas wprowadzono administracyjny podział
kraju, spisano ludność i opodatkowano ją, nadano
całej prowincyi charakter rosyjski i zdecydowano
wreszcie, że wszystko jest gotowe na przyjęcie Cesa¬
rzowej, która wtedy właśnie (w roku 1780) wybierała
się na pierwszy zjazd z Józefem II do Mohylewa.
Wistocie zjechała Cesarzowa Katarzyna II w towa¬
rzystwie Potiemkina, Czerniszewa i licznego orszaku
dygnitarzy do Połocka, gdzie jej wspaniałe zgotowa¬
no przyjęcie z iluminacyą i mowami okolicznościo-
wemi. O. Czerniewicz, prowincyał Jezuitów, wręczył
Cesarzowej dwa utwory poetyczne, opiewające jej
wielkość. Przekonawszy się naocznie o stanie odzy¬
skanych prowincyi, przed¬
sięwzięła Cesarzowa dalsze
kroki w celu zupełnej ich
asymilacyi.
Pierwszym było wy¬
gnanie arcybiskupa grec-
• ko - katolickiego, Smogo¬
rzewskiego, za to, że starał
się bez wiedzy Imperatoro-
wej u króla Stanisława Au¬
gusta o metropolję kijow¬
ską, osieroconą po śmierci
Szeptyckiego w roku 1778.
Cesarzowa Katarzyna od¬
rzuciła kandydaturę ks.
Wagińskiego, którego po
Smogorzewskim polecał
król polski i zabroniła ad¬
ministratorowi Lisowskie¬
mu mianować probosz¬
czów na opróżnione pa¬
rafie.
Drugie postanowienie
Cesarzowej dotyczyło ko¬
ścioła katolickiego. Kiedy
papież Pius VI, nalegał na
Imperatorową o obsadze¬
nie arcybiskupstwa połoc-
kiego, otrzymał w odpowie¬
dzi list zakończony żąda¬
niem, aby mianował Sie¬
strzencewicza arcybisku¬
pem Rusi i przeznaczył mu na sufragana kanonika Be-
nisławskiego. Wywiązała się z tego powodu korespon-
dencya między Rzymem a Petersburgiem, przyczem
Cesarzowa Katarzyna żądała zatwierdzenia dokona¬
nej tymczasem przez siebie nominacyi Siestrzence¬
wicza. „Papież — tak pisała — nie może wiedzieć,
że wielka część białoruskich katolików należała do
naszej prawosławnej religii, że ich przodkowie przy¬
jęli rzymską wiarę w skutek prześladowań, dozna¬
nych od Polaków i w skutek podejść i podstępów
rzymskich księży. Ci więc oczekują tylko skinienia,
aby powrócili do naszej prawosławnej wiary, którą
porzucili wbrew swojej woli, której ślady wyryte głę¬
boko w ich sercu, której dogmaty są o tyle droższe
Kleofas ogi^ski-
(Według; olejnego współczesnego portretu.)
>>>
51
dla ludności, że nigdy nie zostają w sprzeczności instalacyi Siestrzencewiczowi na arcybiskupa mohy-
z zasadami rządu i władzą cywilną, z dobrem i poli- i lewskiego, a Benisławskiego wyświęcił Jia sufragana.
cyą państwa".	| p0 tym akcie dopiero pojawił się ukaz, mianujący
Pius VI zgodził się wreszcie na żądanie Cesa¬
rzowej Katarzyny i wysłał do Petersburga nuncyusza
Archettiego, który w roku 1784 udzielił kanonicznej
Bazylianina Lisowskiego arcybiskupem grecko-kato-
lickim w Połocku.
W śród tych wypadków nastąpiła ważna zmiana;
(Ze współczesnej litografii.)
Dzieje Torozbiorowc. Tom I.
>>>
CESARZ PAWEŁ* I.
(Według wizerunku pomieszczonego w dziele N. K. Szildera.)
>>>
Czerniszew przeniesiony na gubernatora do Moskwy,
ustąpił miejsca wszechwładnemu Potiemkinowi. Ja¬
kie zamiary żywił w głębi duszy ów zdobywca Kry¬
mu, tego dokładnie określić niepodobna. To pewna,
że tu na Białej Rusi odegrał rolę ciekawą, że zakupił
znaczne dobra, pomiędzy Szlązkiem a Orszą położo¬
ne, że stał się opiekunem gorliwym Jezuitów i że —
wiem do niego—jak już wspomnieliśmy — tylko
szlachtę białoruską, lub pochodzącą z ościennych
prowincyi polskich.
Zanim jednak przyszło do wykonania pomysłów
Potiemkina, zmieniły się okoliczności, nastąpił sejm
czteroletni, wojna i drugi rozbiór Polski i odtąd też
rozpoczyna sit; trzeci okres polityki petersburskiego
Wielcy Książęta ALEKSANDER i KONSTANTY
w dziecinnym wieku.
(Z portretu znajdując
z jego zapewne inieyatywy — nakazała Cesarzowa
utworzyć ze szlachty zaściankowej białoruskiej sześć
chorągwi (cztery w mohylewskiem, a dwie w połoć-
kiem namiestnictwie) i jedną ze znakomitszej szlach¬
ty, gdzie żołnierze mieli stopnie oficerskie, a dowódcy
stali na równi z generałami. Nieliczny ten zaciąg
(1,400 ludzi) miał charakter polski, przyjmowano bo-
ego się w Ermitażu.)
dworu w sprawach polskich, trwający aż do śmierci
Katarzyny II.
W drugim rozbiorze utraciła Polska na rzecz
Rosyj całą Ukrainę, po prawym brzegu Dniepru po¬
łożoną, Podole i część Wołynia, w Litwie krainę po¬
cząwszy od Drui do Pińska. Pod względem kościel¬
nym należały te prowineye do dyecezyi wileńskiej,
>>>
ypwMwi
Cesarz Paweł daje wolność Tadeuszowi ł^ośeiuszee.
(Według sztychu angielskiego z rysunku Orłowskiego.)
>>>
Uwolnienie jerieów polskieh przez Cesarza Pawła.
(Według sztychu angielskiego z rysunku Orłowskiego.)
>>>
kamienieckiej, kijowskiej, łuckiej i żmujdzkiej, z któ¬
rych jedna tylko (kijowska) dostała sio w całości pod
panowanie rosyjskie. Biskup kijowski, ks. Kacper
Kolumna Cieciszowski, rezydujący wraz z.kapitułą
w Żytomierzu, utrzymał też skutkiem tego nienaru¬
szone fundusze i stan swej dyecezyi.
Za przykładem rządu poszedł arcybiskup Sie-
strzencewicz i włączył pod swoją w ładzę nietylko od¬
padłe od Rzeczypospolitej części dyecezyi wileńskiej,
lecz także i powiaty, podległe dotąd biskupowi ki¬
jowskiemu. Dalszej działalności tego rodzaju prze¬
szkodziły ukazy organizujące administracyę kościel¬
ną w ten sposób, że reszto dyecezyi wileńskiej i całą
łucką — o ile w kordonie leżała — oddano wr zarząd
ks. biskupowi Cieciszewskiemu z tytułem biskupa
pińskiego, nad dyecezyą kamieniecką zaś przełożono
ks. Sierakowskiego, jako biskupa latyczowskiego.
Skutkiem drugiego rozbioru dostali się do Ro-
syi: metropolita grecko-katolicki Rostocki, biskup
piński i turowski, koa-
djutor turowski ego bi¬
skupa Bułhak i sufra-
gan Butrymowicz, wy¬
święcony dla części ar-
cybiskupstwa połockie-
go, a więc ogromna wię¬
kszość dyecezyi grecko¬
katolickich.
Wiktor Sadkow¬
ski, który rezydował ja¬
ko opat archimandryta
w Słucku, postanowił
potargać węzły religij¬
ne, jakie łączyły lud¬
ność ruską z narodem
polskim. Poparł Sad¬
kowskiego w tem usiło¬
waniu całym swoim
wpływem i znaczeniem
u dworu generał-guber-
nator Tutolmin i wspól¬
nym ich zabiegom udało
się pozyskać na tę działalność tak zezwolenie Cesa¬
rzowej, jak i naj. synodu petersburskiego.
Ukazał się manifest Imperatorów ej, wzywający
grecko-katolicką ludność, aby do kościoła prawo¬
sławnego powróciła, a w ślad za nim podobnej treści
odezwa Wiktora Sadkowskiego i biskupa mohylew-
skiego, Jerzego Kunickiego. Utworzono komisye
osobne, z duchownych prawosławnych i urzędników
gubernialnych złożone, które objeżdżały parafie
i przeprowadzały dzieło zjednoczenia.
Metropolicie Rostockiemu dano pensyę doży¬
wotnią i kazano mieszkać w Rzymie lub Petersbur¬
gu, podobnie jak i biskupom Horbackiemu, Bułhako¬
wi i Butrymowiczowi; Bazylianów utrzymano przy
klasztorach i fundacyach, jakie przy nich jeszcze po¬
zostały, a władzę pasterską nad całą ludnością grec¬
ko-katolicką poruczono arcybiskupowi połockiemu,
Lisowskiemu. Dla nawróconych unitów ustanowio¬
no biskupstwa: podolskie w Kamieńcu, wołyńskie
w Ostrogu i mińskie w Słucku. Ostatecznie dwa mi¬
liony ludności grecko-katolickiej nawrócono na pra¬
wosławie.
Przygotowania do insurekcyi kościuszkowskiej
i samo powstanie dały hasło do tem surowszego po¬
stępowania. Generał Tutolmin, z rezydencyi swojej
w Nieświeżu, zarządzający nowo utworzonemi guber¬
niami (mińską, zasławską i bracławską), wydał groź¬
ne rozporządzenia przeciw krzywoprzysięzcom, ku¬
szącym się o zakłócenie pokoju i cichości powszech¬
nej, przypominał, że te kraje, na mocy rozbioru Rze¬
czypospolitej odpadłe, oddawna do wszechrośyjskie-
go berła należą i nakazywał surowo donosić o bun¬
towniczych zamysłach urzędnikom miejskiej i ziem¬
skiej policyi. Za edyktami Tutolmina szły ukazy
^cesarskie, tworzące komisyę śledczą pod prezyden-
cyą generał-lejtnanta Ossipowa w Smoleńsku.
Cesarzowa Katarzyna okazywała się teraz ła¬
skawsza i na tej zmianie jej usposobienia opierano
pewne nadzieje. Jakoż
polityka, zalecająca nie¬
jakie względy dla pobi¬
tych, czasem czyjaś in-
stancya osób wpływo¬
wych, dawały możność
skompromitowanym od¬
zyskania skonfiskowa¬
nych już majątków.
Książę Eustachy San-
guszko zawdzięczał oca¬
lenie swoje romantycz¬
nej swej przygodzie
w Krakowie, dokąd udał
się 7. narażeniem życia,
aby widzieć zwłoki uko¬
chanej przez siebie Ja¬
nowej Potockiej, złożo¬
ne w grobach kościoła
X. P. Maryi; oboźna
Prozorowa za staraniem
Bukatego i za wsta¬
wieniem się osobistem
%	I
w Petersburgu uzyskała zwrot majątku, kazano przy-
tem jej synów małoletnich wtenczas przywieźć do
stolicy' na służbę w gwardyi, a córki oddać na wy¬
chowanie do petersburskiego instytutu panien. Po¬
dobny warunek co do synów postawiono księciu
Czartoryskiemu. Prozorów uratowała wreszcie am-
nestya, udzielona przy wstąpieniu na tron przez Ce¬
sarza Aleksandra I. Czartoryscy zastosowali się do
woli Imperatorowej.
Z wiosną roku 1795 przybyli młodzi książęta —
Adam i Konstanty Czartoryscy — zaopatrzeni w listy
polecające od Repnina, pilnującego teraz w Grodnie
Stanisława Augusta — do stolicy i po wizytach u Zu-
bowów i przedstawieniach u dworu uzyskali wreszcie
przychylny wyrok Imperatorowej, która darowała im
cały majątek rodziców, liczący — podług szacunku
w Rosyi używanego — 43,56(5 dusz męzkich.
Ukaz z 18 sierpnia i następny, regulujący spra-
j wy grecko-katolickiego kościoła, były to już w tym
Pałae marmurowy: miejsee zamieszkania
Kośeiuszki w Petersburgu.
(Według- angielskiego drzeworytu z r. 1825.)
>>>
okresie ostatnie akty polityczne. Śmierć przecięła
dalszą działalność Cesarzowej Katarzyny.
W dziewięć dni po śmierci matki, zajechał Pa¬
weł I wspaniałym otoczony orszakiem przed pałac
Orłowa, gdzie się znajdował Kościuszko. Znakomity
rosyjski historyk panowania Cesarza Pawła generał
X. K. Szilder opisuje obszernie ten ważny dziejowy
mpment i towarzyszące mu okoliczności. Podajemy
więc te ustępy w przekładzie z opowiadania Szildera:
„Cesarz Paweł po wstąpieniu na tron przede-
wszystkiem przypomniał sobie o polskich więźniach,
którzy aż od 1794 roku trzymani byli w Petersburgu
stawione jest ponure więzienie, nie mające nic wspól¬
nego z byłym pałacem księcia G. G. Orłowa. Nad
wejściem do tego pałacu jesźcze znajdował się napis:
„Gmach wdzięczności").
„Paweł powiedział do Kościuszki, że dawno
współczuł jego losowi, ale nie mógł nic dlań uczynić,
obecnie już może wynagrodzić więźnia za jego dłu¬
gie cierpienia. „Jesteś pan wolny —- dodał Cesarz —
ja sam pragnąłem przynieść wam tę pocieszającą
wiadomość" (Vous etes librę, je voulais moi menie
vous apporter cette bonne nouvelle). Kościuszko był
tak wzruszony, że nic mógł wymówić słowa. Cesarz
43W.
li i i I I II i i i i i i I I I I i i 111 I i i II i liflljljpLŁLJ I I I, Ł U-i-U:
Pałae w Jabłonnie: rezydeneya ks. tJózefa Poniatowskiego.
(Z drzeworytu francuzkiego.)
i postanowił dać im wolność; wolnością obdarzył
także później i innych Polaków, zesłanych przez Ka¬
tarzynę. W niedzielę 16/28 listopada 1796 roku Ce¬
sarz w towarzystwie Następcy tronu przyjechał do
pałacu Marmurowego, gdzie w dolnej części przeby¬
wał pod ścisłym nadzorem raniony więzień Kościusz¬
ko. (Pałac będący miejscem zamieszkania Ko¬
ściuszki — pisze w dopisku Szilder — w niektórych
opowiadaniach zamieniony został na więzienie. Niem¬
cewicz nazywa w swoich pamiętnikach miejsce za¬
mieszkania Kościuszki „Palais d’Orloff“. Tymczasem
na niektórych sztychach upamiętniających odwie¬
dziny więźnia polskiego przez Cesarza Pawła, przed-
rozrzewniony, a może ujęty jego pomieszaniem zaczął
mówić z nim przyjaźnie, usiadł obok niego, starał się
go uspokoić i wzbudzić jego zaufanie. 'Wreszcie Ko¬
ściuszko znalazł słowa dla wyrażenia swojej wdzięcz¬
ności i wspomniawszy o swoich rodakach, zapytał,
czy będą wolni i inni Polacy więźniowie. „Oni także
będą wolni—odpowiedział Cesarz — chociaż w mojej
Radzie wielu oświadczyło się przeciwko uwolnieniu
Potockiego i Niemcewicza. Uważają ich za zbyt nie¬
bezpiecznych. Czy chcesz pan — dodał — dać mi sło¬
wo i poręczyć za ich dobre sprawowanie?" Kościusz¬
ko odpowiedział, że za Niemcewicza ręczy, odnośnie
zaś do Potockiego, nie może przyjąć żadnego zo-
>>>
58
bowiązania, nie zniósłszy się z nim poprzednio. Paweł
Piotrowicz był bardzo zadowolniony z tej otwartości
Kościuszki, która poręczała uczciwość jego zamiarów
i pozwolił mu pojechać do Potockiego, kiedy tylko
zechce. Następnie Kościuszko prosił Cesarza o po¬
zwolenie udania się do Ameryki. Monarcha wyraził
swoją zgodę i obiecał dostarczyć generałowi środków
dla urzeczywistnienia tej podróży. Wielki Książę
Aleksander był tak rozrzewniony chorobliwym i smu¬
żę przeciw Rosyanom“ — rzekł Kościuszko, klękając
przed Monarchą41 *).
„Kościuszko uczciwie dotrzymał przyrzeczenia
i po wstąpieniu na tron Aleksandra I ani w r. 1806,
ani nawet 1812 nie podążył za Napoleonem do Polski.
„Przy odwiedzinach Potockiego Cesarz wykazał
właściwy mu dowcip i wzruszającą uprzejmość. „Ja
wiem — powiedział on do Potockiego — żeś pan bar¬
dzo cierpiał. Jesteś pan wolny, ale daj pan obietnicę
Wejśeic do JVIuzeum pałacowego w Jabłonnie.
(Według litografii Floryana Lipińskiego.)
tnym wyglądem Kościuszki, że przy pożegnaniu ob¬
jął go kilkakrotnie ze łzami w oczach *).
„Według drugiej wersyi Paweł rzekł jeszcze do
polskiego generała: „Takiemu odważnemu rycerzowi
nie wypada być bez szpady. Weźcie moją“. Cesarz
wyjął ją z porte-epee i podał głęboko wzruszonemu
Kościuszce. „Wzywam Boga na świadka, że ofiaro¬
wanej mi szpady Cesarza rosyjskiego nigdy nie obna-
') .Julian Ursyn Niemcewicz: „Notes sur ma captivite
a St. Petersbourg en 1794, 1795 et 1796. Paris, 1843. Por. str.
180 182.
pozostać w spokoju. Rozsądek powinien nakazać tę
konieczność. Nowe usiłowania mogą tylko ściągnąć
na was nowe nieszczęścia. Zawsze byłem przeciwny
rozdziałowi Polski, jest to akt równie niesprawiedliwy
jak niepolityczny; ale obecnie to już fakt spełniony. “
(„Te same myśli — stwierdza Szilder w dopisku —
wypowiedział Cesarz Paweł do księcia Stanisława
Poniatowskiego, kuzyna byłego króla polskiego Sta¬
nisława Augusta11: „Yous savez combien j’aime la
') Patrz N. K. Szildera „Cesarz Paweł Pierwszy". Za¬
rys historyczno-biograficzny. St.-Petersbnrg, 1901 r.
>>>
59
Pologne et ce que je ferais pour la retablir, mais je
trouve ces choses si complfetement acheYćes, que ce¬
la m’est devenu impossible" !).
„Dla przywrócenia Polski niezbędnem jest
współdziałanie i zgoda trzech mocarstw na zwró¬
cenie zabranych części; ale czy jest możliwem,
aby Austrya, a głównie król pruski oddali swoje
części? A wszak nie mogę ja jeden oddać należą-
wać w spokoju". (Promettez moi de yous tenir tran-
quille. La raison nieme doit yous en faire voir la ne-
cessite. De nouvelles tentatives ne pourraient que
vous attirer de nouveaux malheurs. J’ai toujours ete
oppose au partage de la Pologne; c’etait un acte
aussi injuste qu’impolitique, mais il est consomme.
Pour retablir votre pays il faudrait le concours, le
consentement de trois puissances, & restituer ce
flL.EKSRNDER ORŁiOWSKb
ur. 1770, umarł 1832, oficer i artysta malarz, według autoportretu z 21 roku życia.
(Rytował na miedzi Karol Dietrich.)
cej do mnie części i osłabić się wtenczas, kiedy oni
się wzmocnili? to niemożliwe. Czyż ja jeden obowią¬
zany jestem wypowiedzieć im wojnę, aby ich do tego
zmusić? To wydaje mi się jeszcze mniej możliwem.
Kraj mój bardzo potrzebuje spokoju. Widzi pan więc,
że pan powinien poddać sio okolicznościom i pozosta-
*) So\ivenir du prince Stanislas Poniatowski. Revue
d’histoire diplomatique. 1895. Por. str. 523.
qu’elles ont pris: y-a-t-ił la moindre probabilite que
1’Autriche et surtourt le roi de Prusse rendent leurs
parts? Dois je tout seul rendre la mienne, m’affaiblir,
tandis qu’ils se sont renforces? Impossible. Dois-je
tout seul leur faire la guerre pour les y contraindre?
Encore moins. Mon empire 11’a que trop besoin de la
paix. Vous Yoyez donc qu’il faut yous soumettre aux
circonstances et rester tranquiłle“).
„Potocki wzruszony otwartą i łaskawą mową
Dnieje Poroibiorowe. Tom l.
>>>
60
 'esarza dał niu z całą uczciwością żądane przyrze-
czenie“ ]). „AY początku grudnia wszyscy uwięzieni
Polacy opuścili Petersburg. Kościuszko udał się
przez Wenecyę i Anglię do Ameryki, po pożegnal¬
nej audyencyi u Monarchy w Pałacu Zimowym.
Cesarz ofiarował Kościuszce l,ooo dusz, a na prośbę
jego dar ten został zamieniony na pieniądze, na sku¬
tek czego 23 listopada 1796 roku rozkazano wydać
mu 00,000 rubli z gabinetu 2).
„Dnia -29 lutego 1796 r. ogłoszona była w uka¬
zie senatu amnestya dla wszystkich wogóle Polaków,
którzy podlegali karom, więzieniom lub zesłaniu,
z powodu zajść w Polsce. Cesarz rozkazał „wszyst¬
kich uwolnić i odesłać do dawnych miejsc zamiesz¬
kania, a zagranicznych, jeśli zechcą, i zagranicę.
" O wykonaniu tego senat ma poczynić natychmiasto¬
we odnośne rozporządzenia, poleciwszy komu należy,
aby ze strony urzędów gubernialnych i innych władz
ziemskich zastosowane zostały środki, by ci uwol¬
nieni zachowywali się spokojnie i wzorowo, nie za-
’) Niemcewicz: Notes. Str. 183—184.
‘-) Wydatki Cesarza Pawła 1 w ciągu pierwszych
trzecli tygodni jego panowania. „Ruskąja Starina“, 1883.
tom VIII, str. 1)9. W tym samym spisie wydatków zapisano
1,641 rubli kop. 30 za kupione dla generała porucznika Ko¬
ściuszki różne rzeczy, odzież i karetę.
wiązując żadnych szkodliwych stosunków pod groźbą
najsurowszej kary“.
„ Względy okazane przez Cesarza Pawła polskim
działaczom rozszerzyły się także na zdetronizowane¬
go króla polskiego Stanisława Augusta, przebywa¬
jącego w Grodnie od chwili rozbioru Rzeczypospoli¬
tej. Cesarz zaprosił go do siebie do Petersburga -27
lutego 1797 roku. Król przybył w galowej karecie do
pałacu Marmurowego, który wyznaczono mu jako
miejsce zamieszkania, gdzie wysokiego gościa ocze¬
kiwał Cesarz Paweł i W ielcy Książęta Aleksander
i Konstanty. (Na letni pobyt króla przeznaczono pa¬
łac Kamienno-Ostrowski). Cesarz otoczył króla po¬
zbawionego ziemi królewskiemi honorami i traktował
go z najbardziej wyszukanemi względami. (Poseł
saksoński Welker sam w depeszy z dnia 28 listopada
1796 roku pisze: „Comme Tempereur em isage le par-
tage de la Pologne tres impolitiąue de la part de la
Russie, cc prince ne cache pas son sentiment sur cet
evenement. II a menie dit a Stanislas Poniatowski,
qu’il avait toujours desaproure et regarde comme
tres injuste tout ce qui s’etait fait en Pologne et que
si les choses n’etaient pas alle aussi łoin et que les
autres puissances ne fussent pas melees, il retabli-
rait volontiers ce royaume. Le prince Repnin, dont
les sentiments sont tres religieux et tiennent du mar-
WARSZAWA Z KUNCA XVIII WIKKU.
ł^oszary Ujazdowskie od gośeińea.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskie li.)
>>>
til
tinisme, doit le fortifier dans cette idee, et 1’empereur
a invite par une lettre en latin le roi de Pologne
a venir iei; dans cette lettre il se sert de l’expres-
sion: tu es rex)“. *)
W pierwszych dniach lutego 1798 r. Stanisław
August uskarżać sit; począł na silne bóle głowy. Dnia
11	lutego o godz. 8 zrana zażył przepisane lekarstwo
i mówił nawet, że się czuje zdrowszym. W jakąś
chwilę potem, gdy zbliżył się do okna „dla obserwo¬
wania gradusu mrozu na termometrze1* uczuł mocne
dzwonienie w głowie, a niebawem i wielką słabość
z krztuszeniem się i nudnościami. Wezwano lekarza
dr. Baklera i kapelana ks. Jurewicza, którzy pomogli
królowi rozebrać się i położyć do łóżka. Dr. Bakier
i namaścił go Olejami Świętemi. Około północy rzę¬
żenie w piersiach ustało; przez kilka godzin otocze¬
nie łudziło się nadzieją polepszenia. O siódmej rano
symptomy konania ponowiły się; o ósmej rano dnia
12	lutego 1798 r. ostatni król polski już nie żył.
Nazajutrz zabalsamowano ciało króla; serce
i wnętrzności złożono w osobnych naczyniach. Zwło¬
ki umieszczono na razie w pokoju sypialnym, przy¬
brane w mundur wojskowy polski i polskie ordery.
Metropolita grecko-unicki Rostocki odprawił pierw¬
sze modły. Cesarz Paweł, dowiedziawszy się o zgo¬
nie króla, osobnym ukazem wyznaczył komisyę ża¬
łobną. Komisya zajęła się przygotowaniem w „pokoju
okazałym* pałacu Marmurowego tronu i łóżka z lamy
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Pałac Prymasowski.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
dwukrotnie puszczał krew i przykładał wizykatorye.
Stan króla pogorszał się jednak z każdą chwilą. Sta¬
nisław August kilka dni przedtem odbył spowiedź:
powołując się na to poprosił księdza Jurewicza o roz¬
grzeszenie i odmówienie z nim żalówr skruchy. Po
kilku• pierwszych słowach powtórzonych wyraźnie
za księdzem, stracił mowę, a o godzinie 11 przed po¬
łudniem i przytomność. Wtedy ksiądz Jurewicz
udzielił konającemu królowi ogólnego rozgrzeszenia
') „Cesarz Paweł Pierwszy". Zarys historyczno-bio-
gruficzny N. K. Szildera, St.-Petersburg, 1901 r. To samo
w dziele: „Cesarz Aleksander Pierwszy, jego życie i panowa¬
nie"—N. K. Szildera. St.-Petersbnrg, wydanie A. S. Suwori-
na, 1897 roku. Tom I.
srebrnej. Przy stopniach tronu ustawiono pięć
taboretów z takiejże materyi i rozłożono na nich pięć
orderów. Pod baldachimem tronu zawieszono herb
orła białego z ciółkiem na piersiach, nad łóżkiem po¬
wyżej wezgłowia wyhaftowano na karmazynowym
aksamicie cytrę królewską; koronę złotą ustawiono
z prawej strony tronu na osobnym stoliku. Wysta¬
wiono także ołtarz do odprawiania nabożeństwa.
Dnia 22 lutego po południu na pokojach żałobnych
zjawiła się warta lejbgwardyi konnej: czterech szyld¬
wachów stanęło przy tronie; przybył równocześnie
arcybiskup mohylewski Siestrzencewicz z licznem
duchowieństwem. 0 godzinie ó-tej popołudniu zja¬
wił się Cesarz Paweł, z Wielkim Księciem Konstan-
>>>
STANISŁAW SOŁiTYK-
(Według portretu malowanego około 1790 r. przez J. Clirzc. Lampi’ego.)
Ze zbiorów p. Morawskiej.
>>>
Aflflfl Z KS. SAPIEHÓW SOŁTYSOWA.
(Z miniatury współczesnej.)
>>>
(4
tym, księciem Goudę i księciem d’Knghien: otworzo¬
no pokój sypialny. Siedmnaście osób z dworu kró¬
lewskiego przeniosło łóżko paradne ze zwłokami króla
na tron pod baldachimem. Dwóch szambelanów kró¬
la, dawnych jego pułkowników-adjutantów, dwóch
oficerów gwardyi pieszej ze szpontonami krepą okry-
temi ustawili się przy tronie. Podkomorzy książę
Kurakin podał Cesarzowi koronę ze stolika; Paweł
oddawszy pokłon zwłokom zbliżył się do tronu.
Dwóch szambelanów rosyjskich podniosło głowę
w trumnie i uroczyście przeniesiono do „Castrum
doloris“ przy udziale Cesarza, obu Wielkich Ksią-
żąt i obu książąt francuzkich. Książę Kurakin niósł
koronę królewską. Trumnę konwojowało ducho¬
wieństwo, czterech oficerów ze szpontonami i ośmiu
gwardzistów w srebrne zbroje przybranych. Od tego
dnia ogłoszono żałobę dworską na cztery tygodnie.
Posłowie zagraniczni odwiedzali w „Castrum do-
loris“ ciało króla.
O	godzinie 8 zrana dnia 5 marca poczęli się
KSiążą d’ENGHiEN-
(Znajdował się na pogrzebie Stanisława Augusta.)
Podług współczesnej litografii.
.a
króla u wezgłowia, a Cesarz włożył własnemi dłońmi
koronę na głowę królewską. Arcybiskup podał Ce¬
sarzowi wodę święconą: kolejno Cesarz, W. Ks. Kon¬
stanty i obaj książęta francuzcy dokonali ceremonii
poświęcenia zwłok. Wielki Książę Aleksander był
wówczas cierpiący i tem wytłómaczył swoją nieobec¬
ność. Od tej chwili codziennie oprócz osób dworu
królewskiego dyżur przy zwłokach króla miało
dwóch szambelanów, dwóch kamerpaziów i czterech
paziów rosyjskich: mistrzem pogrzebowej ceremonii
ustanowiony został hrabia Gołowkin.
Dnia 26 lutego popołudniu umieszczono zwłoki
zjeżdżać przed pałac Marmurowy „kawalerowie ro¬
syjscy czterech pierwszych klas przybrani w żałobę
z pleuressami, w płaszcze czarne z długiemi ogonami
i	w kapelusze duże okrągłe z zawieszoną krepą czar-
ną“. Ośmnaście tysięcy wojska w paradzie utworzy¬
ło szpaler do samego kościoła katolickiego. Szwa¬
dron gwardyi konnej w zbroi srebrnej stanął na cze¬
le olbrzymiego pochodu z siedmiu przedziałów uszy¬
kowanych według ceremoniału dworskich pogrze¬
bów. W pierwszym przedziale jechała ośmiokonna
kareta królewska, oraz koniuszy i podkoniuszy kró¬
lewscy w mundurach wojskowych, w drugim prze-
>>>
65
dziale dwór cesarski, w trzecim chorągiew żałobna
z herbem królewskim i druga świetna z herbami kró¬
lewskimi, oraz konie króla. W czwartym przedziale
postępowali marszałkowie i dygnitarze dworu, w pią¬
tym niesiono koronę i ordery królewskie, w szóstym
szło duchowieństwo z arcybiskupem Siestrzeńcewi-
czem, biskupem Rostockim i biskupem francuzkim
z Rennes Degirac’iem na czele, za nimi karawan
ośmiokonny. Za zwłokami postępowali: I. P. Mni-
szecli, książę Michał Lubomirski, książę Franciszek
ścią. Sześć posągów wyobrażało: Religię, Szczodro¬
bliwość, Męztwo, Pobożność, Umiejętność i Sprawie¬
dliwość, wśród nich stały dwie kolumny z urnami.
Kościół kirem wybity: na ścianach rzęsiście oświe¬
tlone herby i cyfry królewskie. Sześciu oficerów
trzymało straż przy trumnie; 12 żołnierzy gwardyi
konnej w zbrojach srebrnych stało przy katafalku.
Nabożeństwo celebrował arcybiskup Siestrzencewicz
przy muzyce Józefa Kozłowskiego. Wojsko dawało
trzykrotnie salwę z ręcznej broni. W" kościele obecni
GEN- RO|VIOHLD KS. GEDROYC.
(Ze sztychu w „Pologue pittoresque“ Chodźki.)
Sapieha, kawaler orderów ])olskich Walicki, koman¬
dor maltański Raczyński, kawaler maltański Ghrep-
towicz, oraz osoby z dworu króla. Cesarz z Wielkimi
Książętami stał przy paradzie wojskowej i postępo¬
wał przy liniach żołnierskich z boku trumny ze spu¬
szczoną w dół szpadą. Wojsko oddawało zwłokom
honory, (idy ciało wniesiono do kościoła, Cesarz zo¬
stał przy wojsku.
Katafalk kościelny (którego reprodukcya poda¬
na na str. 36), zbudowany był z wielką wspaniało-
byli wszyscy ministrowie dworów zagranicznych.
Nazajutrz odprawił nabożeństwo nuncyusz papiezki
arcybiskup de Litta; dnia 7 marca znowu arcybiskup;
dnia 8 marca znowu nuncyusz papiezki. Kondukt od¬
śpiewali: arcybiskup, biskup Rostocki, infułat De-
derka, biskup Degirac i nuncyusz, poczem trumnę
zamkniętą w drugiej trumnie miedzianej spuszczono
do sklepu, w którym do dziś spoczywa obok popio¬
łów króla Stanisława Leszczyńskiego, zamkniętych
w małej skrzynce. W prawem ramieniu krzyża ko-
>>>
66
KSiąDZ KACPER KAZIMIERZ CIECISZOWSKI,
metropolita arcybiskup moliylewski.
(W edług współez
ścioła u wejścia do zakrystyi, po nad grobem króla,
Cesarz Paweł kazał umieścić na posadzce czarną
wielką płytę z belgijskiego granitu, a na niej łaciń¬
ski napis, ułożony metalowemi zgłoskami: „Stani¬
sław August, król Polski, wielki książę Litewski;
niepospolity przykład złej i dobrej doli; pomyślną
rozumnie, przeciwną mężnie znosił; zmarł w Peters¬
burgu 1 lutego 1798 r. w 66 roku życia. Paweł I
es n ej litografii.)
Samowładca i Imperator Rosyi— Przyjacielowi i Go¬
ściowi położył14 ').
*) Szczegóły o zgonie i pogrzebie zaczerpnięte są z J&Ns
16, 24 lutego oraz 4 marca 1798 roku „Gazety korespondenta
warszawskiego i zagranicznego11. Ilustracye przedstawia¬
jące pałac Marmurowy, w którym król przepędził koniec ży¬
cia, kościół, w którym leży, oraz pamiątki po nim podane na
str. 28, 29, 30, 31 i 35 niniejszego dzieła.
>>>
67
TOMASZ WflWRZECKI.
(Ze współczesnego olejnego portretu.)
Francya i Europa wobec sprawy polskiej. Już
w ostatnich czasach istnienia Rzeczypospolitej, do
najszkodliwszych złudzeń, jakim ulegało społeczeń¬
stwo polskie należało przeświadczenie, że Polska
jest niezbędnie potrzebną do utrzymania' równowagi
europejskiej i że zatem państwa sąsiednie i bardziej
oddalone nawet, nie zezwolą na rozbiór lub uszczu¬
plenie granic Rzeczypospolitej. Im słabszym był
rząd i im mniej wpływu wywierała Polska na spra¬
wy europejskie, tem pewniejszą stawała się — zda-
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
(i*
niem tych domorosłych polityków—jej egzysteneya.
Z tego opacznego i naiwnego pojmowania rzeczy wy¬
płynęła logiczna wprawdzie, lecz dziwaczna zarazem
zasada, że „Polska nierządem stoi“. Utrzymywano
LUDWIK hr. von COBE^ZL.,
ambasador i minister dworu austryackiego •]- t809 r.
(Ze stalorytn Richtera.)
więc ten nierząd dla wygody jednych, którym się
myśleć i pracować dla dobra publicznego nie chciało
i dla korzyści drugich, co—wziąwszy raz w monopol
dygnitarstwa i starostwa—do udziału w nich nikogo
dopuścić nie chcieli, a w bezrządzie i anarchii ni-
czem nieograniczonej zażywali wolności. A jeżeli
jakieś niespodziewane wypadki przerwały ten błogi
stan nieczynności i używania, jeżeli nad Rzeczypo¬
spolitą groźne zawisły chmury, wtedy szukano pomo¬
cy u mocarstw przyjaznych, łub przyjaźń udających
i wkładano na nie obowiązek obrony państwa, które
samo siebie bronić nie chciało; udawano się o inter-
wencyę do Ojca św., do cesarza rzymskiego, do króla
francuzkiego lub do sułtana, powołując się przytem
na odwieczne pakta, zawarte wśród innych zupełnie
warunków i nie mające w tej chwili mocy obowiązu¬
jącej. Od czasów Jana Kazimierza opierała lekko¬
myślna ta i krótkowidząca polityka nadzieje swoje
głównie na Prancyi; Czartoryscy, bystrzejsi i więcej
doświadczeni, lawirowali pomiędzy Prusami i Rosyą,
i przechylili się ostatecznie ku Petersburgowi. Sejm
czteroletni widział zbawienie Rzeczypospolitej w ści¬
słym sojuszu z Prusami; twórcy powstania kościusz¬
kowskiego szukali pomocy w Paryżu i kokietowali
z Austryą, słowem każde stronnictwo opierało nadzie¬
je swoje na obcej pomocy i na kruchych kombina-
cyach politycznych.
Nic dziwnego zatem, że i po ostatnim podziale,
kiedy Polska utraciła swój byt polityczny i zniknęła
z karty europejskiej, dla tych co pozostali, jedyn;[
kotwicą wydawało się odbudowanie Rzeczypospolitej
przez mocarstwa obce, z Polską zaprzyjaźnione lub
w przywróceniu jej bytu mające interes. Myśl ta plą¬
tała się już po głowie Stanisława Augusta, kiedy —
przed przystąpieniem swojem do konfederacyi Tar-
gowickiej — ofiarował koronę polską linperatorowej
Katarzynie II dla wnuka jej W. Ks. Konstantego;
obecnie nie mogło być mowy wprawdzie o sekundo-
geniturze rosyjskiej w Polsce, ale za to otwierały się
widoki nowe, łatwe, jak się zdawało, do urzeczywi¬
stnienia.
Pierwszy wpadł na nie Jan Henryk Dąbrowski.
Urodzony w roku 1755 w Pierzchowcu (w wojewódz¬
twie krakowskiem, niedaleko Bochni), wstąpił on
wcześnie do wojska saskiego i tam wykształcił się
na dzielnego i z nowożytną taktyką dobrze obznaj-
yVII±Ifl]VT PITT,
angielski minister od r. 1783- 1801.
(Ze stalorytu współczesnego.)
mionego oficera. W roku 1789 powołany do ojczyzny
opuścił Dąbrowski, za zezwoleniem elektora, służbę
obcą i wszedł w stopniu wicebrygadyera do armii
narodowej, gdzie — że użyjemy słów samego króla
>>>
t9
Stanisława Augusta — „spełnił i przeszedł nawet
oczekiwania". Ścisłe przestrzeganie karności, pew¬
na szorstkość w obejściu i nieoglądanie się na wzglę¬
dy towarzyskie i hierarchiczne, narobiło mu wielu
nieprzyjaciół. Narzekano na jego pedantyzm nie¬
miecki, nazywano go z przekąsem „Niemcem“, ale
pod tą grubą powłoką żołnierskiej surowości i pozor¬
nego germanizmu biło serce gorące, ukrywał się
umysł do czynów skory, duch poświęcenia pełen
i wolny od wszelkich pobudek egoistycznych. Nie
bawiąc się wiele w politykę, wiedział Dąbrowski tyle
tylko, że w chwili upadku Rzeczypospolitej jedna
Francya może mieć interes w ratowaniu Polski.
Projekt polegał na tern, aby zgromadziwszy całą ar¬
mię polską w jednym punkcie, wyruszyć z nią na
Szlązk, Morawy, Bawaryę ku Strasburgowi i prze¬
drzeć się w ten sposób do Francyi. Już wtedy, „każ¬
dy krok obliczono doskonale, choć nie brano zbyt
wiele w rachubę przeszkód, które przełamuje raczej
silna wola i wytrwałość, niż siła fizyczna". Teraz
Dąbrowski widział jedyny ratunek przyszłości w do¬
prowadzeniu do skutku tego zdumiewającego i śmia¬
łego planu. Siły zbrojne na które mógł liczyć oceniał
pessymistycznie na 20,000 żołnierza; oficerowie byli
zdania, że można liczyć na 40,000 skupiwszy wszyst¬
kich rozbitków stupięćdziesięciotysięcznej armii ko-
ł^ośeiół w Puławach z poezątku XIX wieku.
(Akwaforta K. A. Richtera, ze zbiorów ks. Włodz. Czetwertyńskiego.)
ściuszkowrskiej; nadto sądzili, że można było rozpo¬
rządzać 200 działami i dwoma milionami florenów
w kasie skarbu.
Dąbrowski w gorących słowach wykazywał, że
trzeba Warszawę opuścić ze wszystkiem, co się da
z niej zabrać i stworzyć rząd centralny wśród obozu,
choćby nawet przyszło siłą zabrać króla i ówcze¬
snych członków Rady Najwyższej jako prawowitych
reprezentantów narodu. Oficerowie potakiwali gorąco
Dąbrowskiemu, kiedy mówił, że naj większem nie¬
szczęściem byłoby związać los Polski z obroną War¬
szawy. Wódz pokazywał narysowaną przez siebie
mapę i plany operacyj wojskowych na wypadek roz-
i
W obozie na drodze krakowskiej odwołany
z bydgoskiej wyprawy, dowiedział się generał Dą¬
browski o klęsce pod Maciejowicami. W nocy z 6-go
na 7-go listopada 1794 roku zebrał dokoła siebie
wszystkich swych oficerów i zawiadomił ich, że prze¬
słał naczelnikowi narodowej siły zbrojnej Tomaszowi
Wawrzeckiemu projekt doniosłych działań i że lada
chwila oczekuje od niego odpowiedzi. Projekt ten
powstał w umyśle Dąbrowskiego jeszcze wówczas,
gdy w r. 1790 służył jako wicebrygadyer pod komen¬
dą generała Byszewskiego w obozie w Łowiczu,
a wyraźne już przybrał formy tego samego roku
w Krakowie podczas narad z generałem Wodzickim.
>>>
Pałae kadetów.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
maityeh sytuacyj. Prusaków zbyt dobrze znał Dą- okazało się w praktyce niemożliwe z powodu zbyt
browski, aby się miał obawiać, że zdołają zatrzymać wielkich odległości, niezawodnie dla uniknięcia nie-
ten jedyny w dziejach pochód; zresztą można było pewnych szans pościgu i przywrócenia pokoju, za¬
mieć pewność, że-Francya poprze zuchwałe przedsię- chwianego już wówczas stanowczo na wschodzie
wzięcie wszystkiemi możliwemi środkami. Gdyby Europy, rządy rosyjski i pruski musiałyby się wi-
nawet połączenie się wojsk polskich z francuzkiemi dzieć skłonione do rozpoczęcia negocyacyj. Armia
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
>>>
Dąbrowski ani chwili nie wątpił, że uzyskałoby się
wtedy pokój korzystny dla kraju, a zdawał sobie
sprawę, żelkapitulacya na łaskę zwycięzcy uratuje
szczegóły wyprawy przez środek Europy; urzeczy¬
wistnienie jej uważano za rzecz pewną.
Nazajutrz w porannych godzinach przybył ku-
kilkudziesięciotysięczna z królem i członkami rządu
byłaby naprawdę uważaną za reprezentacyę narodo¬
wą, której ofiarować należy tylko honorowe warunki.
tylko chwilowo Warszawę. Oficerowie przyjęli ol¬
brzymie plany Dąbrowskiego. Nikt się nie kładł
na spoczynek; wśród rozgorączkowania omawiano
>>>
PAPIEŻ PIUS VI.
(Z portretu HickeFa rytował Jacob.)
>>>
rycr 'Od Wawrzeckiego. Wawrzecki donosił, że pro¬
jekt Dąbrowskiego poddany został decyzji rady
wojennej, która pochwaliła plany generała, lecz
uznała, że projekt był niewykonalny, bo król dobro¬
wolnie nie chce porzucić Warszawy, a lud otacza
Zaw iadomił wreszcie W awrzecki, że opuszcza War¬
szawę z wszystkimi żołnierzami, którzy zechcą za
nim pójść i dał Dąbrowskiemu rozkaz połączenia sit;
z nim wre wskazanem miejscu.
Dąbrowski był nad wryraz przygnębiony. Wkrót-
GE|ME**AŁi	KfU AZIE WICZ.
(Sztycli James Hopwood’a, według portretu Józefa Kwiatkowskiego.)
w szystkie wTejścia do zamku i grozi buntem, gdyby
ktokolwiek śmiał siłą uprowadzić króla ze stolicy.
Wawrzecki wyraził dalej przekonanie, że nie może
liczyć na energię oficerów i żołnierzy zniechęconych
niepowodzeniem i nie mających zaufania do wodzów.
ce potem nie było już armii polskiej. Wawrzecki
jeszcze przez tydzień z głodnem i rozprzęgającem sic
wojskiem maszerował drogą krakowską; ze ścigają¬
cymi go generałami rosyjskimi żadnej nie chciał za¬
wrzeć kapitulacyi, a gdy już stracił możność oporu,
>>>
74:
dał się wziąć do niewoli dnia 17 listopada 1794 roku.
Zwycięzka dywizya Dąbrowskiego złożyła broń pod
Radoszycami, a generał sam zamieszkał tymczasowo
Propozycye wstąpienia do armii pruskiej lub
rosyjskiej czynił mu kilkakrotnie zarówno rząd pru¬
ski, jak i rząd rosyjski, bezskutecznie jednak. Wspo-
Bfip §
ZYGMUNT VOGELi,
twórca widoków starej Warszawy.
(Z litografii Piwarskiego, według portretu Aleks. Kokulara.)
w Warszawie, skąd mimo protekcyi Suworowa i in- j mnieć należy, że był zamiar uczynienia podobnych
nych rosyjskich generałów nie mógł uzyskać pozwo- propozycyj księciu Józefowi Poniatowskiemu, ale
lenia na wyjazd zagranicę.	| niektóre oświadczenia księcia wpłynęły na to, że mu
>>>
ich nie postawiono. Król Stanisław August przed
wyjazdem do Grodna wezwał do siebie Dąbrowskiego
i zapytał co dalej myśli robić z sobą. Generał od¬
powiedział królowi to samo co mówił kolegom
w obozie, że ma zamiar kiedyś udać się do Paryża,
a tymczasem przynajmniej wyjechać do Saksonii.
Król oświadczył, że radby mu być użytecznym u ele¬
ktora saskiego i doręczył mu list polecający, z któ¬
rego jednak Dąbrowski żadnego później nie uczynił
użytku. List brzmiał jak następuje:
„Wielce miłościwy bracie i krewny! Winienem
złożyć dzięki Waszej książęcej Mości za udzielone
przed trzema laty pozwolenie przejścia w służbę oj¬
czyzny własnej, będącemu w służbie Twojej panu
Dąbrowskiemu; wypłacam się dziś tem chętniej
z długu wówczas zaciągniętego, ile że ten oficer spła¬
cił i przeszedł nawet wszystkie oczekiwania nasze
w swojej odznaczającej się służbie, przez którą zjed¬
nał sobie szacunek nietylko moich współrodaków,
lecz nawet tych, przeciw którym walczył tak walecz¬
nie i umiejętnie, iż mu w wojsku pruskiem ofiarowa¬
no stopień, który tu posiadał, a generałowie rosyjscy
z tych samych powodów, gotowi byli względem nie¬
go zrobić całkiem szczegółowy wyjątek (faire de
lUi un cas tout particulier), okazując mu przy -
tem najżyczliwsze przyjęcie. Dziś gdy przeznaczenie
Polski zostawiło generała Dąbrowskiego bez posady,
pragnie on znaleźć na czas jakiś schronienie w pań¬
stwie Waszej Najjaśniejszej Wysokości pod Twoją
łaskawą protekcyą. I to jest właśnie, o co Cię pro¬
szę przez wdzięczność dla tego walecznego człowie¬
ka, który prawdziwie dowiódł, że umiał służyć swe¬
mu królowi. Zacne uczucia dobroczynne i szlache¬
tne Waszej Książęco-Elektorskiej Mości nie pozwa¬
lają mi wątpić o skutku mej prośby. Proszę jedno¬
cześnie przyjąć tem sercem, z jakiem je wynurzam,
Uroczyste przyjęcie w Dyrektoryaeie 21 listopada 1795 r.
(Z rysunku Duplessis-Bertaux.)
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
10
>>>
TG
zapewnienie o mym wysokim szacunku i prawdziwej
przyjaźni, z którą jestem wielce Miłościwy Bracie
i Kuzynie Waszej Najjaśniejszej Wysokości dobrym
bratem i krewnym. Stanisław August, król. Warsza¬
wa 17 grudnia 1794 r.“
Czy nadzieje, jakie żywił Dąbrowski w pomoc
Francyi, były usprawiedliwione? Historya na to mu¬
si odpowiedzieć przecząco, musi jednak także uznać,
że nie brakło okoliczności, które poniekąd tłómaczy-
ły złudzenia. Ostatnim urzędowym przedstawicielem
Francyi w Polsce był Descorches, markiz de Saint
Croix. Po 10 sierpnia
1792 roku Descorches
na wiadomość o upad¬
ku1 królestwa w Pa¬
ryżu i tryumfie rewo-
liicyi opuścił War¬
szawę, zostawiając
w niej zwykłego
chargć d’affaires,
Bonneau. Mimo iż
Bonneau otrzymywał
już instrukcye od re¬
wolucyjnego rządu
i że się już za repu¬
blikańskiego przed¬
stawiciela uważał,
zmuszony został
przez dwór Stanisła¬
wa Augusta do no¬
szenia żałoby po Lu¬
dwiku XVI-tym. Kie¬
dy Rosyanie zajęli
Warszawę w r. 179J3,
Bonneau został are¬
sztowany dnia 7 mar¬
ca tegoż roku. Zamia¬
nowany posłem pol¬
skim przy Konwencie
Barss z przykrością
przekonał się o niepo¬
rozumieniu, jakie ist¬
niało między nim a
Konwentem, nie mo¬
gącym zrozumieć
przywiązania Polski
do konstytucyi tak
identycznej duchem
z tą właśnie, którą obalił 10 sierpnia; mimo to jednak
udało mu się doprowadzić do tego, iż dnia 21 bru-
maira roku III (11 listopada 1794) wysłany został
do Warszawy, jako przedstawiciel Konwentu oby¬
watel Piotr Parendier, niegdyś sekretarz Ignace¬
go Potockiego. Rozkazy i instrukcye, jakie otrzy¬
mał Parendier streszczały się w tem, że miał zbadać
szanse korzyści dla Francyi z ewentualnej dywersyi,
jakiejby się można było od strony Polski spodziewać,
zapewniając jej wolność przeciwko arystokracyi we¬
wnątrz kraju. Parendier zastał już tylko gruzy; cen¬
na dywersya Polaków spełniła tymczasem swoje za¬
danie ze świetnym dla Francyi skutkiem.
Dwór rosyjski w roku 1794 nosił się z myślą
wojny z Francyą, były to jednak bardzo chwiejne
i nieuchwytne projekty. Cesarzowa Katarzyna II
sama zredagowała memoryał o środkach przywróce¬
nia we Francyi siłą władzy monarchicznej: stracenie
Ludwika XVI wywołało w Imperatarowej tak silne
wrażenie, że zachorowała obłożnie. Poleciła natych¬
miast zerwać traktat handlowy z Francyą, zabronić
okrętom francuzkim wstępu do portów, zabronić wy¬
wozu zboża rosyjskiego do trapionej głodem Francyi,
wypędzić z granic Rosyi wszystkich Francuzów,
którzyby wzbraniali
się złożyć przysięgę
wyrzekającą się „za¬
sad bezbożnych i
przewrotnych oraz
zbrodni spełnionej
przez uzurpatorów
władzy we Francyi
na osobie króla“. Ty¬
siąc Francuzów zło¬
żyło tę przysięgę, na¬
rażając rodziny po¬
zostałe we Francyi
na zemstę Konwentu.
Na otwarte wojenne
działanie Cesarzowa
nie mogła się jednak
zdecydować; liczyła,
że Austrya, Prusy i
Gustaw III szwedzki
potrafią we Francyi
przywrócić porządek;
aby pobudzić energii;
królów pruskiego i
szwedzkiego Impera-
torowa wysyłała tyl¬
ko umyślnie pocztą
do swoich przedsta¬
wicieli w Berlinie i
Sztokholmie listy, po¬
równywaj ące z obu¬
rzeniem wahanie się
królów z zapałem ge¬
nerałów francuzkich;
w traktacie pomiędzy
Szwecyą i Rosyą za¬
wartym w Drotning-
liolm była wprawdzie umowa, iż 6,000 Rosyan razem
z 16,000 Szwedów udać się ma na eskadrze angielsko-
rosyjskiej na wybrzeża normandzkie; plan ten spełzł
jednak na niczem wskutek zamordowania Gustaw a III
przez Ankarstróma. Po klęsce Prusaków pod Valmy
Imperatorowa nie kryła swojej pogardy dla pobitych.
Emigranci arystokratyczni, wypędzeni z Moguncyi
i Turynu napływali do Rosyi coraz liczniej: hrabia
d’Artois przyjęty został z odznaczeniem. Imperato¬
rowa obiecała mu subsydya na „wojnę świętą“;
wręczyła mu złotą szpadę wysadzaną dyamenta*
mi z napisem: „Avec Dieu pour le Roi“, mó¬
wiąc: „Jestem przekonana, że raczej zginiesz, niż
JVTaryanna ze Świdzińskieh
IaANCKOROTiSKA,
kasztelanowa połaniecka.
(Według litografii Sonntaga.)
>>>
byś się miał dać odwieźć od użycia jej dla świętego
celu“.
Wiedział o tem wszystkiejn Dąbrowski, nie
wiedział jednak, że Imperatorowa mówiła do Chra-
powickiego jeszcze w r. 1791, iż „łamie sobie głowę,
aby zaangażować dwór wiedeński i berliński w spra¬
wach francuzkich“, że potem zwierzała się Osterman-
nowi w słowach: „Mam dużo niedokończonych przed¬
sięwzięć, trzeba więc, aby tamci byli tak zajęci,
aby mi nie mogli przeszkadzać", że wreszcie do Ru-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WltiKU.
Koszary artyleryi koronnej.
Pałae Tyszkiewiczów.
(Z obrazów Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
78
miancowa mówiła: „Moje stanowisko jest zajęte
i moja rola wyznaczona: biorę na siebie czuwanie
nad Turkami, Polakami] i Szwecyą... Szwecya jest
trapiona przez demokracyę, Polska także pełna Ja¬
kobinów, Turcy drażnieni i męczeni przez demokra-
tów“. Potem, po zwyciężeniu Kościuszki, Imperato-
z Prusami i przez swego ambasadora w Londynie
Semena Woroncowa stara się zyskać pomoc Angli¬
ków dla ukarania Prus za politykę „perfidną i zdra¬
dziecką". Nawet jeszcze w lipcu 1796 roku gniewa
się na Grimma, że się „zanadto interesuje sprawami
Italii“. Dopiero na kilka dni przed zgonem w listo-
JOZEf MAKSYJS/TIUJAJSI OSSOLiIjiSKl,
członek deputacyi galicyjskiej w Wiedniu, założyciel biblioteki we Lwowie, urodzony 1748, umarł 1826 roku.
(Litografia Sliwickiego z wydawnictwa Chodkiewicza „Portrety wsławionych Polaków".)
rowa myśli tylko o wojnie z Persyą, na którą wysyła
armię pod dowództwem Waleryana Zubowa. Wycofa¬
nie srę Prus z wojny francuzkiej utwierdza tylko Im-
peratorową w przekonaniu, że „nie powinna się mię-
szać do kłótni“, właśnie dla tego, że Hiszpanja i Pru¬
sy przekonały się ojej bezużyteczności. W czerwcu
1795 roku myśli już tylko Katarzyna II o wojnie
padzie 1796 roku przygotowuje reskrypt mianujący
Suworowa naczelnym wodzem sześćdziesięcioty-
sięcznej armii dla wspomożenia Austryi w wojnie
z Prancyą i przeprowadzenia z Pittem rokowań
o pożyczkę wojenną miliona funtów szterlingów.
Rewolucyjna dyplomacya Francyi od pierwszej
chwili natomiast liczyła się z niebezpieczeństwem,
>>>
79
jakie zagrażało ze strony Rosyi śmiałemu dziełu
utwierdzenia republiki we Francyi. Pierwszą czyn¬
nością ambasadora francuzkiego w Stambule, zamia¬
nowanego przez rząd 10 sierpnia 1792 roku, hrabiego
de Semonville miało być wzniecenie wojny pomiędzy
mimo, że admirał Truguet zjawił się w Dardanelach
z 8 statkami i 8 fregatami; równocześnie atoli w wiel¬
kiej tajemnicy nawiązała Porta konferencye z drago¬
manem szwedzkim, sprzyjającym Francyi, Muradżą
d’Ohssonem. Ohsson radził rządowi tureckiemu, aby
IGNACY ZAKRZEWSKI-
(Litografia Śliwickiego z wydawnictwa Chodkiewicza „Portrety zasłużonych Polaków".)
Turcyą a Rosyą. Semonville otrzymał do rozporzą¬
dzenia na ten cel 8 milionów. Miał obiecywać rzą¬
dowi tureckiemu poparcie pieniężne Francyi i udział
francuzkiej floty w wojnie. Rząd turecki jednak ule¬
gając wpływom Rosyi nie chciał przyjąć Semonrilla,
nie tylko uznał rzeczpospolitą we Francyi, lecz tak¬
że, aby udzielił życzliwego i gościnnego przyjęcia
emigrantom polskim. Porta zastosowała się do tej
rady: stosunek dyplomatyczny z Francyą załatwiono
w ten sposób, że byłego posła w Warszawie Descor-
>>>
chesa przysłał Konwent do Konstantynopola, jako
swego tajnego agenta. Descorches pracował ener¬
gicznie nad doprowadzeniem do skutku koalicyi po¬
między Francy;}, Szwecyą, Danją, Polską i Turcyą
przeciwko Rosyi, Prusom i Austryi. Wiemy o tem,
że jednym z planów bezczynnie siedzącego w Pary¬
żu przed 13 Vendemaira Bonapartego był wyjazd do
Konstantynopola na czele urzędowej misyi mającej
na celu zreorganizowanie tureckiej artyleryi. Prze¬
nikliwy umysł Korsykanina przewidywał wtedy
prawdopodobieństwo zawikłań na wschodzie, wśród
których mógłby znaleźć sposobność odznaczenia się
tak namiętnie upragnionego. Zanosiło się wtenczas
istotnie na komplikacye, wśród których czynne po¬
ły pośmiewiskiem Francuzów, a czyniły ją zdolną
jedynie do obrony, nigdy do ataku; dyplomacya zu¬
żywała się na zbyt subtelne kombinacye. Od chwili
drugiego rozbioru Polski na dworze wiedeńskim
istniała głucha i zawzięta nienawiść przeciw Prusom,
doprowadzonym przez rozwiązłego a nabożnego Fry¬
deryka II do opłakanego rozkładu. Armia pruska
była przeciwieństwem austryackiej; zdolna do ataku,
nie umiała bronić własnego terytoryum. Dyplomacya
znała się tylko na intrygach: aljans austryacko-pru-
ski był —jak słusznie piszą Vast i Rambaud—istną
ciuciubabką, w której każda strona szpiegowała się
zazdrośnie i starała się sprzymierzeńca jak najlepiej
wywieźć w pole. Od samego początku wojny z Fran-
KS. ANTONI HENRYK RADZIWIŁŁ.
(Według sztychu T. Anderleina. ze zbiorów lir. Zygmunta Rzyszczewskiego.)
parcie sprawy polskiej mogło się stać dla Francyi
interesem politycznym. Klęska jednak pod Macie¬
jowicami i wzięcie Warszawy bardzo te kombinacye
pokrzyżowały; osłabły one jeszcze bardziej po pokoju
bazylejskim.
Armia Konwentu rozporządzała pół milionem
dobrze uzbrojonych ludzi, milionem strzelb, 7,000
dział, 12 milionami tuntów saletry. Francya odda¬
wała wojnie wszystko co miała, wszystkich swoich
ludzi, całą swoją egzystencyę; koalicya natomiast
prowadziła walkę według odwiecznych metod, żarta
wewnętrzną niezgodą, pchana naprzód własną iner-
cyą. Cała maszyna państwowa Austryi pogrążona
była w sennym letargu; powolne ruchy jej armii by-
cyą Prusy gotowe były każdej chwili ją zakończyć.
Była mowa nawet o tem, że książę Brunszwiku ma
zostać naczelnym wodzeni armii francuzkiej i popro¬
wadzić ją przeciwko Austryi. Rokowania trwały nie¬
ustannie aż do chwili wykluczenia Dantona z Komi¬
tetu Ocalenia Publicznego. Cała wojna króla pru¬
skiego z Francyą prowadzona była tylko w tym ce¬
lu, aby lepiej uśpić nieufność austryacką i zapewnić
sobie tem wygodniej nowe akwizycye w Polsce.
Z drugiej strony także Prusy nie pozwoliłyby za
żadną cenę na powiększenie Austryi kosztem Fran¬
cyi. Podział Polski rozpoczął niesnaski pomiędzy
Austryą a Prusami, projekt podziału Francyi zao¬
strzył je jeszcze gwałtowniej.
>>>
81
Konwent rozpoczął wojnę z uczuciowych isto¬
tnie pobudek. Dekret z 10 listopada 1792 roku obie¬
cywał pomoc wszystkim ludom pragnącym się wy¬
swobodzić, a Konwent czuł się powołany do „obda¬
rzenia wolnością" całej ludzkości. Belgia i kraje
znaczyło to w razie klęski przygotować ruinę Fran-
cyi; w razie zwycięztw, pośrednim ich skutkiem by¬
łaby łatwo ruina Rzeczypospolitej: generał zwycięz-
ki wśród wojskowej demokracyi stałby się niebawem
absolutnym panem. „Wojna doprowadziłaby w ten
FH- M- Von TJ-tUGUTT.
(Ze sztychu Griinera.)
nadreńskie nie chciały jednak przyjąć narzuconej
z zewnątrz swobody. To otrzeźwiło Dantona do tego
stopnia, że w ogóle walka o losy duchowe i politycz¬
ne innych ludów wydała mu się chimerą. Oswobo¬
dzić inne ludy z bronią w ręku, rozumował Danton,
sposób do wznowienia królestwa we Francy To też
polityka Dantona ograniczała cele wojny z koalicyą
do ubezpieczenia naturalnych granic Francyi. Na
posiedzeniu Komitetu Ocalenia Publicznego 13 kwie¬
tnia 1793 roku Danton wypowiedział mowę, mającą
>>>
82
pewne znaczenie dla polityki francuzkiej wobec Pol¬
ski. „W chwili entużyazmu — mówił — uchwaliliście
dekret, którego motyw jest niewątpliwie piękny.
Wynikałoby z tego, że dekret ten zobowiązuje was
do spieszenia z pomocą także kilku patryotom, któ¬
rzy chcieliby wywołać rewolucyę dajmy na to w Chi¬
nach! Nam trzeba przedewszystkiem myśleć o za¬
chowaniu naszego ciała politycznego i o uorganizo-
waniu wielkości francuzkiej“. Konwent powziął
w myśl tych wywodów uchwałę oświadczającą
pomyślnego wojny z ubezpieczeniem naturalnych
granic Francyi. Danton postanowił zrzec się jakie¬
gokolwiek działania na rzecz Polski; co więcej pole¬
cił agentom, aby „nie sprzeciwiania się Francyi („la
non - opposition“) aktom postanawiającym rozbiór
Polski użyli jako środek pojednania z trój przymie¬
rzem („la triplice“ —jak wówczas mówiono) dzielą¬
cym pomiędzy siebie polskie ziemie“ '). Le Brun
w myśl życzeń Dantona prowadził egoistyczną poli¬
tykę targów, ustępstw i kompensacyi: oczywiście
KS. IaUDyylKfl i ANTOfll RHDZIWIŁiŁ..
(Ze sztychu panny Von der Borcli ryto wał w 1798 roku Sintzenich.)
Ze zbiorów hr. Zygmunta Ttzyszczewskiego.
„w imieniu ludu francuzkiego, że się nie będzie mię-
szał w żaden sposób do rządu innych mocarstw";
oświadczył jednak także, że „da się pogrzebać raczej
pod własnemi ruinami, niżby miał ścierpieć, aby ja¬
kiekolwiek inne mocarstwo mięszało się w wewnętrz¬
ne rządy Rzeczypospolitej44. Bezzwłocznie po tej
uchwale Danton rozpoczął rokowania z dworami
europejskiemi. Agenci dyplomatyczni francuzcy
rozjechali się na wszystkie strony, aby działać w du¬
chu rozerwania koalicyi i dopomódz do zakończenia
dla sprawy polskiej musiało to mieć skutki najfa¬
talniejsze.
Jeżeli Robespierre wystąpił przeciwko tej poli¬
tyce i przeciwstawiał jej frazesy ogólnoludzkiego
braterstwa, kierował się w tem jedynie nienawiścią
do Dantona: los Polaków był mu równie obojętnym,
*) Ob. Le directoire executif: La diplomatie et les
guerres par H. Yastet A. Bambaud. Hist. Gen. Lavisse—Ram-
baud. Tom VIII, str. 284.
>>>
83
jak Dantonowi, a niedalej jak dwa lata przed tem sam
przemawiał gorąco przeciw „uzbrojonemu misyonar-
stwu“. Ciekawa była dyskusya przeprowadzona na
posiedzeniu z 24 kwietnia 1793 roku. Kosmopolita
pruski Anacharsis Cloots, zamianowany -26 kwietnia
1792 roku na Zgromadzeniu Prawodawczem honoro¬
wym obywatelem Francyi, wystąpił z projektem aby
Konwent zadecydował, że jego członkowie są „nie-
aby prawodawca Francyi zapomniał przez chwilę
o wszechświecie i zajmował się tylko własnym kra¬
jem; chcę tego egoizmu narodowego, bez którego
sprzeniewierzymy się naszym obowiązkom. Kocham
wszystkich ludzi; kochani w szczególności wszyst¬
kich ludzi wolnych; ale kocham więcej ludzi wol¬
nych we Francyi, niż wszystkich innych ludzi na
świecie". Ostatecznie Robespierre obalił Dantona; Le
IGNACY POTOCKI.
nr. 1791 r. f '20
(Podług sztychu współczesnego ze
tylko przedstawicielami Francyi lecz całego rodzaju
ludzkiego". Robespierre na tem samem posiedzeniu
przedstawił projekt deklaracyi praw człowieka po¬
stanawiający między innemi, że „ludzie wszystkich
krajów są braćmi i mają pomagać sobie jako obywa¬
tele jednego państwa." Wniosek Robespierra nie •
został jednak uchwalony a dantonista Robert odpo¬
wiedział wśród oklasków zgromadzenia: „Chcę
sierpnia 1809 r.
zbiorów p. Ignacego Wolskiego.)
Brun poszedł do więzienia, potem na szafot; sprawa¬
mi zagranicznemi kierował Deforgues, ślepo posłusz¬
ny Robespierrowi.
Od tej chwili ustały negocyacye z dworami mo¬
carstw. Przedstawicieli Francyi rządy zagraniczne
wydalały, znieważały i więziły, Francyę reprezentuje
na zewnątrz tylko kilku tajnych agentów, kryjących
się starannie i otrzymujących bardzo nieregularnie
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
11
>>>
Koszyki w 1785 roku.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
skąpe zasiłki pieniężne; nie mają oni ani możności, Francya cierpiała tak długo, jak długo pozorować go
ani sposobności traktować z mocarstwami a zadanie było można niebezpieczeństwem grożącem z ze-
ich polega jedynie na podburzaniu ludów przeciwko wnątrz.
rządom. „Epoce terroru we Francyi odpowiada na	Ludzie 9 thermidora wrócili do Dantonowskiej
zewnątrz polityka próżni" pisze Rambaud. Zwycięż- polityki „granic naturalnych'1. Dubois-Crancć pro-
two pod Fleunis położyło koniec terrorowi, który jektuje i opracowuje aljans z Prusami, przy którym
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
>>>
dość wyraźnie mówi o odszkodowaniu Prus na {
wschodnich granicach. Zdobycie Holandyi i lewego
brzegu Renu przez Francuzów odbierało Prusom
ochotę do dalszej walki, którą od samego początku
kiem dla zwycięzkiej republiki i już w sześć dni po
bitwie maciejowickiej wycofał swoje wojska z za¬
chodniego pola wojny, zaniepokojony żywo porozu¬
mieniem austryacko-rosyjskiem co do aneksyi Tur-
XI
3
O
X,
O
SJ
C/J
O-*
10	c/J
ffl	5
S*	UJ
U	S
«
t-
(3
.
C
c
ft ■§
o
-w
o
X

N
N
Ł-
c
w
£
o
r3o
o

p
g
Sb
S2
prowadziły tylko niechętnie i rozbijało w puch plan,
jaki powstał przez chwilę w głowie Fryderyka Wil¬
helma, aby „Polskę zdobyć sobie nad Renem*. Rząd
pruski przejmował się coraz to większym szacun-
cyi, Wenecyi, Bawaryi i Polski. Rząd francuzki przy¬
ciśnięty kłopotami wewnętrznemi a przedewszyst-
kiem brakiem pieniędzy, pragnął gorąco rozbić koa-
licyę, zyskać sobie w Prusach sprzymierzeńca
>>>
tmpl HENRYK DĄBROWSKI.
wódz Legionów Włoskich, w mundurze generała francuzkiego z czasów Dyrektoryatu.
(Sztych angielski I. Collyer’a w zbiorach ordynacyi hr. Krasińskich.)
>>>
KS. STANISŁAW BOHUSZ-SIESTRZHNCEWICZ,
arcybiskup mohylewski, (prowadził kondukt pogrzebowy króla Stanisława Augusta).
(Mezzotinta C. W. Seeligera, wykonana 1807 r. w Petersburgu. Ze zbiorów ordynacyi lir. Krasińskich.)
>>>
88
i przynajmniej część ciężarów wojennych na niego
zwalić.
Licząc na znaną chciwość gabinetu berlińskie¬
go i na oziębienie stosunków pomiędzy Fryderykiem
Wilhelmem II, a Austryą i Petersburgiem, zaczęli
członkowie Komitetu Ocalenia Publicznego kusić
pełnomocników pruskich widokami nowych zaborów.
Prancya i Prusy — tak mówiono w Paryżu Harniero-
wi, sekretarzowi poselstwa pruskiego — mają jedna¬
kowy interes. Austrya, rozgoryczona klęskami świe¬
żo poniesionemi, knuje zamachy na ujarzmienie nie¬
zawisłych stanów Rzeszy niemieckiej, Rosya dąży do
panowania nad światem. Ażeby te zamiary zniwe¬
czyć, należy utworzyć ścisłe przymierze pomiędzy
Francyą a Prusami i wciągnąć do niego Szwedów,
Duńczyków i Turków; gabinet berliński mógłby wte¬
dy otrzymać Hanowrer, jako wynagrodzenie za posia¬
dłości na lewym brzegu Renu.
Konferencye pokojowe pomiędzy Francyą a Pru¬
sami rozpoczęły się w Bazylei dnia 12 stycznia 1795
roku. Imieniem Francyi występował Barthelemy,
dyplomata z zawodu, więc obeznany z dyplomatyczną
tradycyą. Prusy zastępował Hardenberg, mąż stanu
0	dość otwartej głowie, ale korzący się przed siłą
1	nie dość uparty w postanowieniach. Barthelemy
żądał imieniem Konwentu uznania Rzeczypospolitej
oraz ustanowienia Renu granicą Francyi. Harden¬
berg targował się, żądał przedewszystkiem kompen¬
saty na księztwach kościelnych i projektował neu-
tralizacyę Niemiec północnych, marzył bowiem o fe-
deracyi północno-niemieckiej, w której Prusy wywie¬
rałyby hegemonię. Traktat został podpisany z pew¬
nym pośpiechem 5 kwietnia 1795 r. Barthelemy oba¬
wiał się rozruchów w Paryżu i zgodził się na neutra-
lizacyę Niemiec północnych; Hardenbergowi zależa¬
ło, aby przez pokój na granicy zachodniej, zapowie¬
dziany już w Petersburgu przez Tauentziena, wy¬
wrzeć nacisk na dyplomacyę rosyjską w celu uzy¬
skania tem korzystniejszych warunków przy osta¬
tecznych umowach o rozbiór Polski; godził się więc
na odstąpienie lewego brzegu Renu. Barthelemy
przyrzekł nadto przyjąć pośrednictwo króla Prus na
korzyść wszelkich państw niemieckich, któreby się
udały pod jego protekcyę; wr sekretnych zaś artyku¬
łach zapewnił Prusom odpowiednie kompensaty za
utracone na rzecz Francyi terytorya.
Polacy przebywający w Wenecyi i w Paryżu
żywo interesowali się przebiegiem francuzko-pru-
skich rokowań pokojowych. Franciszek Barss, jak¬
kolwiek nie miał już charakteru dyplomatycznego,
czynił jednak ciągle o sprawach polskich poufne
przedstawienia Konwentowi, a Barthelemy, wydając
Wybickiemu w Bazylei paszport na przejazd do Pa¬
ryża, nazwał w nim Barssa urzędownie „przedstawi¬
cielem interesów polskich w Paryżu". Pomiędzy
Barssem i Barthelemym z jednej strony, a Michałem
Ogińskim i Piotrem Potockim w Wenecyi z drugiej
wywiązała się ożywiona korespondeneya za pośred¬
nictwem kupcówr z Tryestu. Polacy nalegali, aby
wT warunkach pokoju Francyą zażądała od Prus nie-
tylko cofnięcia się z prowincyj polskich, ale nawet
kooperowania z rządem francuzkim przy poruszeniu
sprawy polskiej. Daremnie przedstawiał Barss, że
król pruski musiałby te warunki przyjąć, bo dążył
do pokoju za wszelką cenę. Odpowiedziano mu
w prost, że stawianie takich warunków' Prusom jest
rzeczą niepodobną do urzeczywistnienia; są one zbyt
twarde a Francya nie może narażać rokowań na roz¬
bicie się z powodu sprawy polskiej, poniew aż spiesz¬
no jej zabliźnić rany anarchii i terroru, przywrócić
finansowy porządek i przerwać szereg zwycięztw dla
dania armii wypoczynku. Po podpisaniu pokoju,
kiedy Barss, zaniepokojony jego treścią, dowiadywał
się o jego szczegóły, zapewmiono go, że w traktacie
niema żadnej wzmianki o Polsce i że Francya bynaj¬
mniej rozbioru Polski nie gwarantowała. Dodawano
także szereg łudzących obietnic, zapewniając, że po¬
kój bazylejski nie może być długotrwałym, bo koali-
cya innych mocarstw nie jest rozwiązana i trudno
wątpić, że Prusy prędzej czy później dadzą się nano-
wo wr nią wciągnąć.
Poseł francuzki w Wenecyi Lallemant otrzymał
niebawem od Konwentu polecenie zaopiekowania się
znajdująćemi się w tem mieście Polakami, między
którymi prócz Piotra Potockiego i Michała Ogińskie¬
go byli z osób wybitniejszych: Stanisław Sołtyk,
bracia Wyszkowscy, Franciszek Dmochowski, Ko¬
łysko, Tadeusz Wyzgierd, Nagórski, Karol Prozor
i	inni. Wszyscy Polacy mieli być przez Lallemanta
traktowani na równi z poddanymi francuzkimi. Gdy
w miejsce odwołanego z Konstantynopola przedsta¬
wiciela Francyi Maryana Descorches następcą jego
zamianowany został obywatel Rajmund Yerninac,
polecono mu zwrócić się osobiście do Polaków" wt We¬
necyi imieniem Komitetu Ocalenia z oświadczeniem,
że rząd francuzki, „wrolny od jarzma anarchistów
niebezpieczniejszych dla niego, niż wszystkie siły
zagraniczne, interesuje się specyalnie narodem pol-
skim“. Yerninac miał, rzekomo z własnej woli, re¬
prezentować interesy polskie wobec Porty, życzył
sobie jednak mieć przy sobie ko*oś cieszącego się
zupełnem zaufaniem i pełnomocnictwem narodu pol¬
skiego. Polacy w eneccy wrybrali do tej misyi Ogiń¬
skiego, synowca hetmana wielkiego litewskiego, któ¬
ry po upadku konstytucyi majowej wyniesiony zo¬
stał na urząd podskarbiego litewskiego. Polacy pa-
ryzcy zatwierdzili ten wybór a Barss listem z dnia
20 sierpnia 1795 r. wysyła rodzaj manifestu do „pa-
tryotówr w WTenecyi“. Pełnomocnictwo, jakie rów¬
nocześnie otrzymał Ogiński, podpisane było przez
Barssa, Prozora, Wybickiego, Dmochowskiego,
Mniewskiego, Ksawerego Dąmbrowskiego, a więc
przez wszystkie odcienia ówrczesnej opinii przebywa¬
jących po za krajem Polaków; zatwierdzone ono zo¬
stało także przez Komitet Ocalenia w Paryżu na
cztery dni przed wysłaniem, 29 thermidora roku III.
Przysłano je do W'enecyi drogą urzędową na ręce
Lallemanta. Według brzmienia informacyi — taką
nazwę nosiło pełnomocnictwo — „patryoci polscy bę¬
dąc przekonanymi o konieczności wysłania jak naj-
>>>
prędszego do Porty ottomańskiej jednego ze swych
współobywateli odznaczającego się dobrą sławą, ta¬
lentami i rozsądkiem, zwrócili oczy jednozgodnie na
obywatela Michała Ogińskiego". Ogiński miał starać
się o poparcie sprawy polskiej przez Portę ottomań-
ską i ofiarować za to Turkom w razie powodzenia —
traktat handlowy. Między innemi miał uzyskać tak-
winien był Ogiński domagać się, aby Turcya pomno¬
żyła siły zbrojne i rozpocząwszy wojnę z Rosyą zaję¬
ła odporne wobec Austryi stanowisko. Ostatecznym
celem dyplomatycznych zabiegów było połączenie
czterech państw: Francyi, Turcyi, Szwecyi i Danii
przy pomocy Polaków. Instrukcya w tym duchu
ułożona dowodziła niepospolitej naiwności autorów.
KSiązą L.UDWIK FERDYNAND PRUSKI,
szwagier ks. Antoniego Radziwiłła, wskazywany przez gen. Dąbrowskiego jako kandydat do objęcia tronu polskiego.
(Ze współczesnego sztychu.)
że Ogiński od dywanu dla ewentualnego rządu pol¬
skiego schronienie „w kilku kantonach Mołdawii41,
najlepiej w raji chocimskiej lub botuszańskiej, w ką¬
cie między Bukowiną a Podolem. Tam się mieli gro¬
madzić Polacy, tam miała Rzeczpospolita francuzka
za zezwoleniem Porty nadesłać park artyleryi, dosta¬
wić zapas karabinów i amunicyi. Równocześnie po-
Mniemali oni, że Turcya upokorzona i pobita w dwóch
wyprawach, wytęży wszystkie siły, poświęci wszyst¬
kie zasoby i postawi na kartę byt swój dla uzyskania
traktatu handlowego z państwem, którego przywró¬
cenie było wielce problematyczne. Argumentować
w ten sposób mógł tylko polityk, żadnego nie posia¬
dający doświadczenia, ale nie mąż stanu. Dla uspra-
>>>
90
wiedliwienia swego postępowania i owych instrukcyi
mogli Polacy paryzcy powoływać się tylko na popar¬
cie rządu francuzkiego. Jakoż nie ulega wątpliwości,
że rząd ten zajmował się gorliwiej niż dotąd sprawą
polską, że pragnął przymierza z Turcyą, Szwecyą
i Danić], ale celem tych usiłowań był tylko interes
Francyi, która zrujnowrana pod względem finanso¬
wym i zagrożona przez koalicyę, potrzebowała pomo¬
cy i zapewnienia skutecznej dywersyi. Otóż zdawało
się francuzkim dyplomatom, że biorąc wr opiekę na¬
ród polski, a więc działając w myśl haseł rewTolucyi,
poruszą tem łatwiej mocarstwa do połączenia się
z republiką. Obok tego miał rząd francuzki nadzieję,
że uda mu się wr krajach polskich wywołać ruch
zbrojny.
W tej myśli, a zapewne nie bez porozumienia
się z Komitetem Ocalenia Publicznego, pragnęli Po¬
lacy paryzcy i weneccy zgromadzić w Mołdawii pew¬
ną liczbę rodaków i zorganizować ich wrojskowo.
Ztąd jak z konia trojańskiego, można było wr każdej
chwili pokusić się o zajęcie Galicyi lub wzniecić po¬
wstanie wr dawnych południowych wojewTództwrach.
Broni miała dostarczyć Francya, chociaż kto znał
ówczesny stan skarbu francuzkiego, ten mógł słusz¬
nie o szczerości tych obietnic. powątpiewać. Cały
ten plan był w rzeczywistości demonstracyą, urzą¬
dzoną przez rząd republikański wr celu zastraszenia
jego nieprzyjaciół i wywarcia nacisku na Austryę.
Za narzędzie mieli służyć Polacy, wierzący dobro¬
dusznie wr szczerość dyplomacyi francuzkiej. Że tak
STANISŁAW HRABIA ORDYNAT ZAMOYSKI,
ur. 1775 roku f 1856 roku.
(Według olejnego portretu ze zbiorów ordynaeyi hr. Zamoyskich.)
>>>
dl
było istotnie, dowodzi okoliczność, iż na lep obie¬
tnic francuzkich nie dały się złapać osobistości
poważniejsze i mające cokolwiek więcej doświad¬
czenia. Na Wołoszczyznę nie poszedł ani Henryk
Dąbrowski, ani Wybicki, ani Prozor, ani Wyszkow¬
ski, ani Łaźniński, a dowództwo całej akcyi objął
Ksawery Dąmbrowski, jedynie w wątpliwej wartości
pamiętnikach Kosmowskiego wyniesiony na genial¬
nego wodza i niezrównanego bohatera *).
Ogiński pod nazwiskiem Jana Riedel opuścił
mając żadnych zasiłków pieniężnych, bo cały fun¬
dusz jakim rozporządzał nie przenosił 2,000 dukatów,
a i te były prywatną jego własnością, szczątkami
magnackiej niegdyś fortuny, przyczepiony w roli
podrzędnej do ambasady francuzkiej, niepewny na¬
wet własnej służby, która zdradzała wszystkie jego
czynności, był Ogiński prawdziwą igraszką dwu¬
znacznej gry dyplomatycznej. W Konstantynopolu
zaszły tymczasem znaczne zmiany. Yerninac, który
w Wenecyi najlepszemi ożywiony był nadziejami,
ZOFIA Z KS. CZARTORYSKICH ZAMOYSKA.
(Z portretu olejnego pani Viger-Lebrun, będącego własnością p. Alfreda Kublickiego-Piotucha.)
Wenecyę 4 listopada 1795 r.; po wielu przeszkodach
dostał się do Livorno, zkąd mógł odpłynąć dopiero
5 lutego 179G r. Towarzyszył mu generał Kołysko.
Po pięciu miesiącach błąkania się po dalekich lądach
i morzach ujrzał poseł polski szczyty Seraju i zawi¬
nął wreszcie szczęśliwie do Stambułu. Znalazł się tu
w położeniu trudnem i niebezpiecznem zarazem. Nie
’) „Pamiętniki Kosmowskiego“ są źródłem, z którego
czerpać trudno;; dowiedziono, że Kosmowski albo był źle
poinformowany albo umyślnie mijał się z prawdą w pewnych,
wypadkach.
skarżył się teraz na obojętność Dywanu, na intrygi
ambasadorów, podkopujących wpływ francuzki u Por¬
ty. Poseł rosyjski hr. Koczubej nie szczędził zabie¬
gów, aby wojnę turecką zażegnać; Turcy zaś coraz
bardziej tracili zaufanie do Prancyi. „Jeżeli — mó¬
wili do Ogińskiego — Francya nie mogła nic uzy¬
skać dla Polski w negocyacyach z dworem berliń¬
skim, niepodobną jest rzeczą, aby Turcy sami mogli
działać na korzyść Polaków i ściągać na siebie no¬
wego nieprzyjaciela, to jest króla pruskiego, który
połączyłby się z innymi nieprzyjaciółmi Turcyi, aby
Dzieje forozbiorowe. Tom I.
12
>>>
tylko utrzymać, posiadłości, zyskane w Polsce" ').
Równocześnie z odjazdem Ogińskiego wielu Po¬
laków przeniosło się do Paryża, aby być bliżej głów¬
nego ogniska ówczesnej polityki. Wśród kolonii pol¬
skiej w Paryżu odznaczali się prócz posła Franciszka
i
się z nimi blizkimi węzłami przyjaźni Kazimierz De-
laroche, syn pełnomocnika króla Francyi w Mołda¬
wii i w Polsce. Delaroche widząc, że z każdym
dniem napływa do Paryża coraz to więcej Polaków,
postanowił przez gorącą dla narodu polskiego sym-
rr.
c
d
Barssa: Józef Wybicki, Józef Lipski, Dyonizy Mniew-
ski, Jan Dembowski, Romuald Giedroyć, Adam Bro-
nicz, Józef Wielhorski, Gabryel Taszycki. Połączył
*) Ogiński: „Pamiętniki", t. II, str. 100.
patyę wytworzyć dla przybywających punkt zborny.
Umeblował tedy i przeznaczył na ten cel dom przy
Faubourg St. Honore, noszący nazwę: „hotel Dies-
bach“. W hotelu Diesbach odbywały się bale, wie¬
czory, obiady, niekiedy na 40 osób, na które Dela-
>>>
roche tracił resztki majątku. Z wybitnych Francu¬
zów, których Delaroche pragnął zainteresować
sprawą polską, bywali na tych przyjęciach: Chenier,
Thibodeau, Freron, La Harpe, Rousselin, Ta Ima, pa¬
nie Beauharnais, Tallien, Louvet, La Gorce i inne.
go pełnomocnika Francyi w Polsce. Najbliższe sto¬
sunki utrzymywał Delaroche z Józefem Wybickim,
Franciszkiem Barssem i byłym oboźnym litewskim
Karolem Prozorem. W tem gronie wyłoniła się myśl,
aby podjąć projekt Dąbrowskiego i utworzyć pod
Po ośmiu miesiącach wielkich wydatków, chcąc za¬
pewnić Polakom stałą siedzibę, odstąpił im cały swój
dom, służbę, meble, srebro, bieliznę i zapasy żywno¬
ści: na administratora polskiego domu uproszono
Augusta Bonneau, brata Jana Aleksandra, ostatnie-
opieką Rzeczypospolitej polski rząd w Paryżu, a pod
sztandarami francuzkimi polską armię. Dzięki sto¬
sunkom Delaroche’a udało się Wybickiemu wejść
w ścisły, poufny a wpływowy stosunek z dyrektorya-
tem, który powierzał mu niektóre korespondencye
>>>
HflPOliEOfl BOflRPflRTE,
jako wódz armii włoskiej.
(Według portretu olejnego Guerin’a.)
>>>
*
JÓZEFINA BEflUHflRNfl!S
z czasów odwiedzania hotelu Diesbach.
(Podług współczesnego olejnego portretu.)
I
>>>
96
pocztą przychodzące (lo przeglądania i zdawania
o	nich raportu. Daw ało to Wybickiemu sposobność
do częstego przedstawiania interesów polskich; wy¬
wodów jego słuchano w dyrektoryacie ciekawie i in¬
teresowano się istotnie coraz więcej kwestyą polską.
Oczywiście było to zainteresowanie bardzo plato-
niczne, zwłaszcza, że jesień 1795 roku mimo skutków
traktatu bazy lej skiego nie była dla Francy i nader
pomyślna. Prusy i Hiszpanja przestały wprawdzie
być jawnymi nieprzyjaciołami, ale austryackie woj¬
ska pod Clerfaitem i Wurmserem odrzuciły armię
trancuzką po za Ren, a w Wandei wojna domowa
wrzała w całej pełni. Nie zdawała sobie z tego spra¬
wy grupa kasztelana Mniewskiego, łudząca się tem,
że Prancya wyruszy lada dzień przeciw Rosyi, Pru¬
som i Austryi. Obwiniano tedy Barssa i Wybickie¬
go, że źle prowadzą sprawę. Mniewski postanowił
rzecz ująć we własne ręce i wydał huczny obiad dla
deputowanych, którzy przyrzekli dopuścić delegata
skrajnej grupy polskiej do mowy przed kratkami
ciała prawodawczego. Daremnie Wybicki i Prozor
przestrzegali przed wykonaniem przedsięwzięcia.
Dnia 21 WTześnia 1795 r. stanął istotnie przed ciałem
prawodawczem pewien polski duchowny, eks-pijar
„w szkole księdza Kołłątaja wychowTany“ (nazwiska
nie przekazał nam Wybicki), który „nieszczęściem
do obszernych swoich wiadomości, pewnego nie
przyłączał charakteru." Mówca ten wygłosił nie¬
zręczną oracyę domagającą się natychmiastowej
zbrojnej interwTencyi francuzkiej w sprawie polskiej.
Wśród ciała prawodawczego „powszechny powstał
krzyk, aby mówca polski milczał i od kratek od¬
szedł". Oczywiście fałszywy i nietaktow ny ten krok
zrazić musiał niemało Dyrektoryat do jakiejkolwiek
odnośnie do Polaków inicyatywy.
Pomimo tego Barss, Delaroche, Wybicki i Pro¬
zor, znając sympatye nowoinianowanego ambasadora
Francyi w Berlinie Caillarda dla Polaków i chcąc
z nich korzystać wTysłali wTe wrześniu za pośrednic¬
twem „walecznego i ze wszech miar godnego Polaka'*
majora Forestiera obszerny memoryał streszczający
ówrczesne żądania Polakówr. Więc naprzód szło
0	utworzenie polskiej korporacyi reprezentacyjnej
pod protekcyą rzeczypospolitej francuzkiej; zasiada¬
liby wr niej posłowie wielkiego sejmu. Drugim ży¬
czeniem była prośba o pozwrolenie „rekrutowania
1	formow ania korpusów" polskich" pod powagą tego
sejmu i opieką Francyi; korpusy te mogłyby służyć
nietylko w Polsce, lecz „wszędzie gdzieby okoliczno¬
ści tego wymagały;1* takie korpusy — zdaniem auto¬
rów' memoryału—łatwo byłoby organizować z dezer¬
terów', a oficerowie i żołnierze pozostali jeszcze w kra¬
ju pospieszyliby niewątpliwie połączyć się pod cho¬
rągwiami polskiemi. Funduszów na te cele miała
dostarczyć Francya, a „zwrotu tych pieniędzy nie
odmówiłby niewątpliwie naród polski** z chwilą na¬
stania pokoju powszechnego po spodziewanych zwy-
cięztwach. Na wypadek gdyby^te projekty wydały
się zbyt śmiałemi proponowrał memoryał „utworzenie
ze szczątków dawnej armii polskiej osobnej legii,“
która wr najniepomyślniejszym razie „mogłaby uzy¬
skać we Francyi prawa obywatelstwa dopełniwszy
swych powinności w armii francuzkiej**, Myśli te —
zapewrniał memoryał — pochodzą nie od kilku jedno¬
stek oderwanych, lecz od wielkiej części Polaków'
dobrej woli a przedewszystkiem od Polaków' wojsko¬
wych. Memoryał ten pozostał bez odpowiedzi.
W końcu roku 1795 Kazimierz Delaroche w' to-'
warzystwie młodego oficera z pułku Mokronowskie-
go, Eliasza Tremo (także Francuza rodem, niegdyś
urzędnika intendentury na dworze Stanisława Augu¬
sta, potem jeńca pruskiego), wyjechał z Paryża—po¬
niekąd w sprawach finansowych hotelu Diesbach
i	wierzycieli francuzkich ubezpieczonych na dobrach
króla Stanisławra Augusta oraz na dobrach prywat¬
nych skonfiskowanych przez rząd pruski — głównie-
zaś w celu zawiązania stosunków pomiędzy Polaka¬
mi przebyw ającymi wr Paryżu a krajem, w szczegól¬
ności zaś generałem Dąbrowskim, którego Delaroche,
Barss i Wybicki upatrzyli odrazu na w odza projek¬
towanych przez siebie polskich korpusów. Obaj po¬
jechali przez Bazyleę, jako handlarze podążający
z towarem do Lipska. W Lipsku zatrzymał się De¬
laroche; Tremo pojechał przez Drezno i Poznań do
Warszawy, zajętej już wówczas przez wojska pru¬
skie. Z największemi ostrożnościami udało mu się
kilkakrotnie widzieć Dąbrowskiego i poinformować
go o planach Wybickiego i Barssa oraz o obawach,
jakie żywiono w hotelu Diesbach, że wodzowie pol¬
scy ulegną pokusie przyjęcia ofiarowanych im stopni
w armiach mocarstw. Dąbrowski zapewnił Trema,
że ani on, ani książę Józef Poniatowski takiej propo¬
zycji żadną miarą nic przyjmą i że kilku zaledwie-
oficerówr zgodziło się odebrać wypłacany na żądanie
czteroletni żołd. Narady Eliasza Tremo z Dąbrow¬
skim odbywały się w domu kasztelana Połanieckiego-
„Na Kanonii** tuż obok zamku. Wkrótce potem dnia
6 lutego 1796 roku, Dąbrowski wyjechał do Berlina.
Organizacya korpusów polskich przy armii fran¬
cuzkiej. Ambasador Francyi w Berlinie Caillard
w szeregu relacyi przesyłanych swremu rządowi 12,
13 i 19 marca donosił, że generał Dąbrowski „wojow¬
nik, który był postrachem Prusaków, podniósł po¬
wstanie wr Wielkopolsce, wziął Bydgoszcz i opanował
kasy rządowe — po przybyciu do Berlina był przed¬
miotem szczególniejszych względów dw oru pruskie-
go“, i że „tak samo jak Madalińskiemu zrobiono mu
ofiarę, aby go wciągnąć w służbę, której jednak
wcale nie chciał przyjąć**. Caillard notuje, że
„w przekonaniu Dąbrowskiego los Polski jest W' ręku
króla pruskiego** i zapewnia, że „Dąbrowrski jest dla
swego kraju narzędziem bardzo drogiem; ma talenta
i	środki, jest chciwy sławy**. Zwracał przytem am¬
basador uwagę, że trzeba Dąbrowskiego koniecznie
zjednać dla Francyi, nadewszystko zaś w tym wy¬
padku gdyby wrojna między Turcyą a Austryą wy¬
buchnąć miała.
Dnia 17 marca przedstawił się generał Dąbrow¬
ski królowi Fryderykowi Wilhelmowi II. Przedtem*
już ministrowie pruscy ponowili mu propozycyę-
>>>
97
■wstąpienia do służby pruskiej. Dąbrowski odpowie¬
dział, że nie chce być obdarzany łaskami, gdy jego
towarzysze broni są nieczynni i że wszedłby w służ¬
bę pruską tylko z 30,000 ludźmi, gdyby król pruski
av porozumieniu z rządem francuzkim chciał się
przychylić do ujęcia się za Polakami. Gdy królowi
zakomunikowano oświadczenia Dąbrowskiego, wy¬
słuchał ich w milczeniu. „Generał był przedstawio¬
ny królowi i dworowi av mundurze generała w służ¬
bie polskiej, co nadzwyczajnie" —jak donosił Cail-
lard do Paryża — „zdziwiło ministrów cudzoziem¬
skich i miejscowych". Król chciał Dąbrowskiemu
■dać posłuchanie szczegółowe, lecz na jego odpowiedź:
także, że Dąbrowski „doskonale przyjęty został przez
dawnego biskupa warmińskiego Krasickiego, dzi¬
siejszego prymasa polskiego, męża pełnego światła,
którego bardzo król poważa i często się radzi w spra¬
wach bieżącej polityki." „Postępowanie króla z Dą¬
browskim jest tem godniejsze uwagi — pisze Cail-
lard—że przed sześciu miesiącami uważał go on jako
rewolucyonistę i nasuwa tę myśl, że Prusy nie będą
mogły długo utrzymać się w Polsce".
Wkrótce potem wręczył generał Dąbrowski
gabinetowi berlińskiemu memoryał, projektujący
zorganizowanie rewolucyi w posiadłościach austryac-
kich, a w szczególności we Lwowie, Jarosławiu, Lu-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Ogrody księeia podkomorzego Poniatowskiego na Soleu.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacji Krasińskich.)
„że nie mając zamiaru ani prosić go o żadną łaskę,
ani czynić mu żadnej propozycyi, ten szczególny
wzgląd zdawał mu się być niepotrzebnym*“ odstą¬
piono od tego postanowienia. Król rozmawiał z ge¬
nerałem przeszło godzinę. Rozmowa toczyła się
„o ostatniem powstaniu polskiem, o oblężeniu War¬
szawy". Fryderyk II powiedział, iż nie z własej wi¬
ny nie mógł dopiąć swojego celu i urzeczywistnić
życzliwych dla Polski zamiarów. Kiedy jednak Dą¬
browski zaczął rozwijać swoje poglądy na prawdopo¬
dobieństwo, że Polacy chętnie wybraliby króla pru¬
skiego lub księcia z domu pruskiego konstytucyj¬
nym królem Polski, król umilkł i zmienił przedmiot
rozmowy. Caillard, zdając o tem relacyę, notuje
blinie, Sandomierzu i Krakowie. Według tego pro¬
jektu król pruski z chwilą wybuchu rewolucyi powi¬
nien był „ogłosić manifest, w którymby powiedziano,
że: ponieważ cesarz austryacki nie ma wcale wojska
w tej części swego państwa, wkroczą tam wojska
pruskie, aby utrzymać porządek i spokojność". Rów¬
nocześnie z tym manifestem korpus pruski zajmować
miał województwa krakowskie, lubelskie i bielskie,
aż pod góry Karpackie, by stać się panem całego le¬
wego brzegu Bugu. Niebawem król pruski mógłby
ogłosić siebie albo księcia swego domu (zapewne
księcia Ludwika Ferdynanda) królem konstytucyj¬
nym Polaków pod gwarancyą rzeczypospolitej fran-
cuzkiej i zwołać do Poznania zawieszony sejm z roku
>>>
98
1791 przy udziale ambasadorów mocarstw sprzymie¬
rzonych. Kierunek spraw politycznych objąłby am¬
basador rzeczypospolitej francuzkiej, a generał fran-
cuzki dowództwo nad armią: byłoby to konieczne ze
względu na nieufność Polaków do Prus. Dąbrowski
przedstawiał wyczerpujący plan strategiczny na wy¬
padek wojny. W pierwszych chwilach całą siłą ar¬
mii polskiej byłoby tylko lekkie wojsko, składajace
się z kawaleryi i strzelców, dla służby w przednich
strażach i rekonensansach, do niszczenia magazy¬
nów, zabierania bagaży i niepokojenia przeciwnej ar¬
mii. Wielkopolska wystawiłaby 30,000 piechoty,
uzbrojonej i ubranej przez króla pruskiego, a dowo¬
dzonej przez oficerów pol¬
skich. Niebawem armia
polska mogłaby wynosić
100,000 ludzi. W tym sa¬
mym czasie możnaby pod
opieką armii francuzkiej
wystawić korpusy polskie
z Polaków przęby wającyc h
zagranicą. Te korpusy mo¬
głyby być potrochu wysy¬
łane do Polski. Jest wszel¬
kie prawdopodobieństwo,
że wielka liczba z wojsk
austryackich przechodziła¬
by wówczas do takich kor¬
pusów. Poprzedzałyby one
armię francuzką, idąc
wzdłuż granic pruskich i
w razie potrzeby przeszły¬
by do Szlązka, aby zakryć
ten kraj, jakoteż Saksonię
przed najściem Austrya-
ków. Zdaniem Dąbrowskie¬
go Austrya pogodziłaby się
ym stanem rzeczy. Ze
strony Węgrów i Siedmio¬
grodu spodziewał się gene¬
rał przynajmniej neutral¬
ności; podobnież ze strony
Danii, która mogłaby flotą
swą zadeklarować morze
Bałtyckie neutralnem.
W Porcie Ottomańskiej wi¬
dział Dąbrowski jawnego sprzymierzeńca Prus i Fran-
cyi; nie był tylko pewnym roli, jaką odegra Szwecya.
Między innemi argumentami, przemawiającymi za tym
planem działania, przedstawiał Dąbrowski niebezpie¬
czeństwo grożące ze strony Austryi, która, będąc pa¬
nią Krakowa, każdej chwili wpaść może na grzbiet
Szlązka ku Odrze. Przestrzegał w końcu króla pru¬
skiego, że jeśli nie ujmie sobie czynami Polaków, oni
w przypadku wojny „zawsze mu będą raczej prze-
c wni, niż życzliwi".
Pismo to, traktujące sprawę całą niemal wy¬
łącznie z wojskowo-strategicznego stanowiska i da¬
jące chlubne świadectwo o bystrości i uzdolnieniu
autora, świadczy, że plan Dąbrowskiego nie był ni-
czem innem, jak tylko rozszerzeniem kombinacyj
politycznych „Komitetu Ocalenia Publicznego", a ści¬
słe stosunki generała z ambasadorem Caillardem
każą się domyślać, że Dąbrowski działał w porozu¬
mieniu z ministrem francuzkim, który tą drogą pra¬
gnął wybadać także zamiary gabinetu berlińskiego.
Memoryał pozostał bez odpowiedzi, a co gorsza,
rząd pruski z przejętych szesnastu listów pisanych
do Dąbrowskiego z Warszawy pod adresem nieja¬
kiego Masoniusa, wpadł na trop spisku Delarochea,
który nawiązał także stosunki z konfederacyą zawią¬
zaną w Krakowie 6 stycznia. Spisek rozciągnął się
także i na Lwów, gdzie wśród szalonych orgij poroz-
biorowego karnawału, pa-
tryoci (adwokat Franci¬
szek Węgleński, Nowa¬
kowski, Grzymała i Wale-
ryan Dzieduszycki) przy¬
gotowywali umysły do ry¬
chłego już w ich mniema¬
niu wybuchu. Zaczęły się
więc aresztowania i śledz¬
twa w Berlinie i w War¬
szawie; uwięziono Fores-
tiera i Masoniusa (czy Mar-
doniusa?). Dąbrowski sam,
nie czując się bezpiecz¬
nym, wyjechał do Drezna.
Dąbrowski przybył
do stolicy saskiej 13 czerw¬
ca 1796 roku; znajdował
się tam właśnie przybyły
z Warszawy Tremo, z któ¬
rym generał zawiązał tym¬
czasem serdeczne i ścisłe
stosunki; obaj nie rozdzie¬
lali się już odtąd. W Dreź¬
nie spotkał się także Dą¬
browski z księciem Tadeu¬
szem Romualdem Giedroy-
ciem, zwycięzcą z pod Sa¬
łat. Giedroyć wzięty do
niewoli pod Radoszycami
razem z Wawrzeckim, wy¬
puszczony został na wol¬
ność pod war unkiem, że nie
będzie nigdy walczył z Rosyą. Udał się natychmiast
do Paryża i tam znosił się z członkami dyrektoryatu,
uspasabiając ich przychylnie dla Polaków. Bywał
częstym gościem u pani de Beauharnais, cieszył się
jej przyjaźnią i poznał u niej młodego korsykanina,
generała Napoleona Buonaparte, z którym nieraz
o Polakach rozmawiał. Teraz jechał na Litwę, aby
odwiedzić rodzinę i zbadać stan umysłów w rodzin¬
nych swoich okolicach. Skończyło się jednak na
projekcie, bo wszystkie trzy mocarstwa rozbiorowe
zabroniły księciu wstępu w swoje granice; dopiero
Fryderyk Wilhelm III pozwolił mu w roku 1798 od¬
wiedzić Warszawę; na Litwę dostał się Giedroyć nie
wcześniej aż w r. 1801 po wstąpieniu na tron Cesarza
SEWERVK POTOCKI-
(Według współczesnej litografii.)
>>>
Aleksandra. Książę nie był wtajemniczony w plany
Wybickiego i nic nie wiedział o misyi Trema do Dą¬
browskiego. W hotelu Diesbach nie lubiono księcia
dla jego wyniosłości i ambicyi, i miano do niego ura-
Delaroche. Podejrzenia jakie książę miał w Paryżu,
że grupa Wybickiego ukrywa przed nim swoje pla¬
ny, zamieniły się w pewność; nie ulegało dla Gie-
droycia już wątpliwości, że Wybicki z Dąbrowskim
W

XI

o
X
o
w
tS3

£

N
m
O
m
2
« s
C u
N °
O A
"2 o
.o 2
3 .2
O.
(8
Jfi
o
-o
N
a
s
a
ŁD
si
-O
O
SI
zę, że na własną rękę porozumiewał się z Dyrekto-
ryatem. W Dreźnie w domu Ziebergów spotkał ksią¬
żę Dąbrowskiego w towarzystwie Trema; wkrótce
dowiedział się o żywej korespondencyi jaką przepro¬
wadzali z bawiącym ciągle w Lipsku Kazimierzem
’)2ieie Porozbiorowe. Tom I.
przygotowują jakąś akcyę bez jego udziału. Książę
był tem silnie rozgoryczony i rozdrażniony: sądził,
że z dawnych wodzów polskich nikt nie był od niego
godniejszym do objęcia naczelnego dowództwa nad
wojskiem, któreby się utworzyło ewentualnie we
13
>>>
100
Francyi. Nietylko urodzeniem, ale i wiedzą wojsko¬
wą oraz osobistym bohaterstwem czuł się wyższym,
niż Dąbrowski. Gorączkowy temperament nie po¬
zwolił księciu długo się kryć z niechęcią; to też mię¬
dzy nim a Dąbrowskim zaczęły się wywiązywać
w Dreźnie sceny przykre i bolesne. Kazimierz Dela-
roche poinformowany przez Eliasza Tremo o jaskra¬
wych niesnaskach pomiędzy obu generałami, bez¬
zwłocznie przyjechał z Lipska, gdzie ciągle przeby¬
wał. Udało mu się zaapelować do szlachetnych uczuć
księcia i przedstawić mu, że powinien uczynić ofiarę
z miłości własnej; Giedroyć zrzekł się swoich ambi-
cyj i nie wahał się przeprosić Dąbrowskiego. To zaj¬
ście jednak oraz wiadomości, jakie nadchodziły z Pa¬
ryża o trwającej niezgodzie wśród mieszkających
tam Polaków i o rozchwianiu się zebrań w hotelu
Diesbach, odstręczały zwolna Dąbrowskiego od za¬
miaru udania się do Paryża dla urzeczywistnienia
myśli korpusów polskich pod opieką rzeczypospolitej
francuzkiej.
Tymczasem Delaroche w Dreźnie otrzymał
wezwanie z Berlinaod księcia wojewody wileńskiego
Michała Radziwiłła, aby zechciał objąć u niego miej¬
sce sekretarza; po otrzymaniu wyjaśnień, że w ro¬
dzinie księcia zajść mogą wydarzenia, niesłychanie
doniosłe, i że potrzeba jego rady i zręczności, aby je
umieć wryzyskać, Delaroche nic zawahał się ani
chwili, pojechał do Berlina i został sekretarzem księ¬
cia, odmawiając jednak przyjęcia pensyi, aby módz
na wszelki wypadek zachować sobie całkowitą
swobodę.
Książę wojewoda wileński osiedlił się w' Berli¬
nie w styczniu 1795 r. Książę zakupił jeden z naj¬
piękniejszych pałaców w Berlinie i kazał go umeblo¬
wać z prawdziwie królewrską wspaniałością. Podwoje
pałacu otworzyły się ze staropolską gościnnością dla
wybitnych sfer towarzyskich stolicy Prus: podziwia¬
no też powszechnie przepych przyjęć, stanowiących
jaskrawy kontrast z małostkową oszczędnością, któ¬
rej na każdym kroku pilnie przestrzegał król pruski.
Książę sam był wielkim znawcą malarstwa, dzieci
miał ogromnie muzykalne, to też pałac Radziwiłłów
na placu Wilhelma stał się niebawrem środowiskiem
dobrego tonu, życia artystycznego i dbałości o sztu¬
ki piękne. Arystokraci pruscy uważali sobie za za¬
szczyt otrzymać zaproszenie na salony^księcia woje¬
wody, a w całym Berlinie mówiono tylko o uroczy¬
stościach, jakie się tam odbywały.
Wypadkiem, który wywołał powołanie Delaro-
clie’a do Berlina, był niespodziewany blizki stosunek
pokrewieństwa, w jaki wchodzili Radziwiłłowie z pa¬
nującą pruską rodziną królewską. Radziwiłłowie
spokrewnieni byli już poniekąd z domem branden¬
burskim: książę na Birżach Janusz poślubił niegdyś
córkę elektora Jana Jerzego. 1 tym razem córka
księcia Ferdynanda, brata królewskiego, zakochała
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Pałae Prymasowski.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
się gorąco w młodym księciu Antonim, synu woje¬
wody wileńskiego. Księżniczka Ludwika tak sta¬
nowczo pragnęła tego związku, że potrafiła złamać
opór króla i jeszcze energiczniejszy opór ministrów.
Gabinet berliński przedstawiał oprócz zarzutów me-
zaljansn, także trudności finansowe i polityczne.
Książę wojewoda usunął jednak przeszkody pieni꿬
ne, stwarzając majorat dla księcia Antoniego, docho¬
dami przewyższający dochody pruskiej linii Ferdy-
nandowej. Król ostatecznie ustąpił, wytłómaczywszy
sobie, że małżeństwem tem zyska swojej rodzinie po¬
pularność wśród Polaków; wiedział zaś dobrze, jak
wysoką rzeczywistą wartość polityczną może mieć
cego króla o korzyściach politycznych małżeństwa;
w toku rozmowy udało sie Delarochowi przypomnieć,
że radości z powodu związku rodziny Radziwiłłów
z domem panującym nie odczuwają jeńcy polscy,
zamknięci w twierdzach pruskich: Madaliński, Gra¬
bowski i Giełgud. Książę Ludwik Ferdynand na¬
tychmiast udał się do króla i wymógł na nim wysła¬
nie kuryerów z rozkazem uwolnienia więźniów.
W istocie zdawało się, że Polacy zyskają w Prusach
życzliwego sprzymierzeńca. Mniemał tak szczegól¬
niej Dąbrowski, który z wychowania i pierwszej
służby wojskowej miał zawsze do Niemców pewną
słabość. To też mimo, że leżał chory w łóżku w Drez-
Podpisanie traktatu pokojowego w L»oeben 1797 roku.
(Według stalorytu z obrazu Lethiere’a.)
sympatya narodu. Książę Antoni znalazł w ksi꿬
niczce Ludwice, jakkolwiek o pięć lat starszej od
niego, kobietę wyższą, która naprawdę zasługiwała
na uczucie, jakie budziła. Dom ich, obecny pałac
kanclerza Niemiec, będący przedtem własnością
Schulenburgów, stał się ogniskiem dla arystokracyi
rodu, nauki i sztuki. Szczególniej muzyka pielęgno¬
wana była wr pałacu Radziwiłłów. Sam książę kom¬
ponował nic bez talentu, a jego muzyka do „Fausta"
ma niewątpliwą wartość artystyczną.
Na kilka dni przed ślubem odwiedzał księcia
wojewodę brat Ludwiki, książę Ludwik Ferdynan l.
Przy rozmowie obecny był Delaroche, któremu po¬
wierzono zredagowanie memoryału przekonywują-
nie z powodu stłuczenia się przy upadku, zerwał się
i pojechał do Berlina. Zdziwił się Delaroche, ujrzawr-
szy generała, o którym sądził, że jest dawno wr Pary¬
żu. Dąbrowski zakłopotany odpowiedział, że chciał
się porozumieć z nim i z Caillardem, ale wreszcie
przyznał się do wiary w pomoc Prus. Nie podzielał
tych złudzeń Delaroche, ale radził Dąbrowskiemu,
aby dla zamaskowania planów zmierzających do
utworzenia korpusów polskich we Francyi, przedsta¬
wił się na dworze. Gdy Dąbrowski zaproponował,
aby dowództwo mających utworzyć się we Francyi
legionówr powierzyć raczej jednemu z uwolnionych
właśnie generałów, Delaroche w gorączkowych sło¬
wach oświadczył, że zdolności administracyjne i woj-
>>>
GENERAŁ KAROL* KNIAZIE WICZ.
(Sztych. Oleszyńskiego, z portretu Byczkowskiego.)

*
>>>
104
skowc Dąbrowskiego są najwyższe i że on właśnie
przez rząd francuzki lędzie najmilej widziany. Dą¬
browski odzyskał energię, zaczął bywać u Radziwił¬
łów i Ferdynandów i konferował nieustannie z agen¬
tami poselstwa francuzkiego Dodunem, Chateaugi-
ronem i Caillardem młodszym. Pewnego dnia u Ra¬
dziwiłłów książę Ludwik Ferdynand wobec Dąbrow¬
skiego i Delaroche’a krytykował żywo ministerstwo
praskie, że nie umie przywiązać do siebie wodzów
polskich. Deleroche zauważył: „Wasza Wysokość
ma o tyle więcej jeszcze słuszności, że inne mocar¬
stwo nie zaniedba tego uczynić". Daremnie książę
cuzkiej nie dopuszcza cudzoziemców do wojskowej
służby." Tem mniej nie radzi jednak Caillard Dą¬
browskiemu przyjmować stopnia w wojsku pruskiem.
Jedynem polem działania dla generała jest na razie
zdaniem Caillarda „naprowadzenie Polaków na dro¬
gę jedności i położenie końca zgorszeniom, jakie za¬
chowaniem się swojem czynią wychodźcy41. Równo¬
cześnie jednak przysłał Caillard Dąbrowskiemu go¬
rące listy rekomendacyjne do paryzkiego rządu i do
wodzów francuzkich. Otrzymawszy je generał bez¬
zwłocznie puścił się w dalszą podróż. W drodze
z Lipska do Francyi przedstawił się Dąbrowski gene-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok końskiego targu.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
Ludwik usiłował używać swego wpływu na korzyść
Polaków; za mieszanie się do polityki król skazał go
na stały pobyt w Minden.
Nie zwlekał już dłużej Dąbrowski z wyjazdem
do Paryża; zatrzymał się jednak w Lipsku, oczeku¬
jąc instrukcyi i listów od ambasady francuzkiej
w Berlinie. Dopiero 13 sierpnia nadeszła odpowiedź
Caillarda na przynaglające listy, jakie do niego Dą¬
browski z Lipska pisał. Odpowiedź ta jest chwiejną
i wymijającą. Ambasador oświadcza, „że niestety
nie widzi otwartego pola dla znakomitych talentów
Dąbrowskiego, bo konstytucya Rzeczypospolitej fran-
rałom Jourdanowi, Kleberowi, Bernadottemu i Cham-
pionetowi, zwierzając im swoje zamiary: wszyscy
przyjmowali go serdecznie i obdarzyli polecającemi
listami. Dnia 30 października 1796 roku przybył Dą¬
browski do Paryża; już w dziesięć dni potem przed¬
stawił Dyrektoryatowi obszerną notę, • projektującą
utworzenie polskich korpusów, które po raz pierwszy
zyskują w tym dokumencie nazwę: „legionów".
Memoryał Dąbrowskiego rozpoczynał się od
uwag politycznych przedstawiających „położenie pół¬
nocy jako zbyt niepokojące południowe mocarstwa".
„Jest rzeczą niewątpliwą — pisał Dąbrowski — że
>>>
105
ostatnia rewolucya polska, chociaż spiesznie rozpo¬
częta i prowadzona bez wsparcia mocarstw intereso¬
wanych w sprawach polskich przyczyniła się do
zmiany frontu koalicyi. Jakichże skutków nie moż-
naby sobie obiecywać z nowego planu interwencyi,
który byłby następstwem systematu skombinowane-
go i rozmyślnego; celem tego planu byłoby przygoto¬
wanie środków, za pomocą których zobowiązaćby
można Prusy do walki z sąsiadami". Legiony fran-
cuzko-polskie sformować się mające przy armii rze-
czypospolitej nad Renem i we Włoszech, służyć mia¬
ły jako „korpusy ochotników przy świcie armii rze-
czypospolitej francuzkiej, zostawać pod rozkazami
generałów republikańskich, i za przeznaczeniem
wskazanem im przez rząd francuzki w myśl zawar¬
tych z nim układów"; służyliby w nich „generałowie
polscy, którzy z odznaczeniem odbyli dwie ostatnie
kampanje w Polsce, oficerowie, którzy odmówili
służby w armiach mocarstw koalicyi, oraz galicyanie
gwałtownie wepchnięci w służbę cesarza austrya-
ckiego“. Dąbrowski przedstawiał, że oficerowie i woj¬
skowi Polacy umieszczeni przy świcie armii francuz¬
kiej przejęliby się zasadami republikańskiemi i wnie¬
śliby je do swego kraju, że wprowadziłoby się nieład
w armię austryacką, z którejby Polacy żołnierze
tłumnie dezertowali. Wśród korzyści, jakie odnie¬
śliby Polacy, wymienia Dąbrowski na pierwszem
miejscu, że umieszczonoby zaszczytnie wojskowych
polskich pozostawionych bez sposobu utrzymania
a zdolnych do walki i że danoby sposobność „do dalszej
ich nauki przez branie czynnego udziału w uczonych
operacyach armii francuzkiej". Osobny korpus two¬
rzyć się miał w Siedmiogrodzie, aby postawić dom
austryacki w niemożności prowadzenia dalej wojny
obecnej i odwieść Austryę na długo od usiłowań roz¬
poczynania jej pod jakimikolwiek pozorami.
Przewiduje w swoim memoryale Dąbrowski, że
ta formacya „mogłaby wzbudzić cień podejrzenia
w gabinecie berlińskim". Sądzi jednak, że gabinet
berliński powinien być zawiadomiony, iż Polacy woj¬
skowi nie mogą według konstytucyi francuzkiej słu¬
żyć pod sztandarami francuzkimi, że więc znajdują
się przy tej armii tylko dla własnego wykształcenia,
gotując się wnijść w służbę któregokolwiek ze sprzy¬
mierzeńców Prancyi. Korpusy zresztą działając tyl¬
ko z francuzkiego popędu i pod bezpośrednim kie¬
runkiem Prancyi, nie mogłyby nic przedsięwziąć
przeciw interesom Prus zagwarantowanym przez
Francyę. Poruszył zresztą i tu Dąbrowski myśl wy¬
sunięcia brandenburskiej kandydatury do tronu pol¬
skiego „o ileby się to zgadzało z ogólnym systemem
pacyfikacyjnym według planów rzeczypospolitej
francuzkiej". Co do kwestyi funduszów, z których
miałyby być korpusy utrzymywane liczył Dąbrowski
na pomoc Polaków, („którzy jakkolwiek ogólnie dziś
zniszczeni ostatniemi rewolucyami polskiemi, nie
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Pawilon koszar gwardyi pieszej koronnej.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
zawahają się przed ofiarami",) na kapitały holender¬
skie, ulokowane na hypotekach dóbr narodowych
polskich za francuzkiem poręczeniem, na kredyt
udzielony przez Turcyę, i wreszcie na zasiłki rządu
rzeczypospolitej francuzkiej w broni i amunicyi wo-
swoich przeciw Prancyi byłaby zmuszoną podzielić
je dla zapewnienia sobie spokoju we własnych kra-
jach“. Memoryał kończy się wyrażeniem gotowości
do dalszych wyjaśnień, powołaniem się na Descor-
che’a, Barthelemy’ego i Caillarda, oraz słowami: „Czu-
JOZEf" SULKOWSKI,
urodzony 1771 zabity w Kairze 1798 roku,
(Ze sztychu zamieszczonego w
jennej. W konkluzyi raz jeszcze kładł Dąbrowski
nacisk na to, że sam tylko plan wywołania ruchu
powstańczego w Galicyi może zniweczyć now'e kom-
binacye koalicyi północnej Europy. Wybuch ten
pobudziłby także malkontentów wigierskich wr taki
sposób, że „Austrya zamiast użyć wszystkich sił
adjutant Bonapartego w wojnie Włoskiej.
,Pologne pittoresque“ Chodźki.)
ję, że przyjęcie tego projektu zawisło najwięcej od
zaufania, i akie rząd francuzki pokłada w tym, który
go przedstawia11.
Rok 1796 wytworzył tymczasem nowe położenie.
Zwycięztwa Bonapartego i żywsze zainteresowanie
się Francyi sprawami polskiemi istotnie podniosły
>>>
107
ducha, a wiadomość o gromadzących się na Woło-
szczyżnie wychodźcach podniecała energię. Zaczęto
więc wyprawiać młodych ludzi do wołoskich legionów
i znoszono się z Ogińskim, który jednak zrażony fa¬
talnym obrotem rzeczy i bezpłodnością swoich sta¬
rań u Porty, zdał wreszcie swoje posłannictwo
Rymkiewiczowi i powracał przez Galicyę i Berlin,
i wymusiwszy na drobnych dynastach włoskich
ogromne kontrybucye, nie troszczył się wcale o roz¬
kazy Dyrektoryatu i za główny cel działań wojen¬
nych położył sobie zdobycie Włoch północnych.
Pełen genialnych pomysłów, niesiony na falach
powodzenia, rozbijał on jedną armię cesarską po dru¬
giej; zniósł Wurmsera pod Castiglione, Alvinczyego
&
CYPRYA N GODEBSKI-
(Według litografii Letronne’a.)
wśród tysiącznych przygód i niebezpieczeństw, do
Paryża, gdzie stanął 2 lutego 1797 roku.
Zabiegi dyplomatyczne brały obrót niepomyśl¬
ny. Ani Verninac, ani następca jego generał Aubert
du Bayet nie zdołali nakłonić Porty do wojny z Ro-
syą i Austryą; punkt ciężkości politycznej przenosił
się zwolna do głównej kwatery młodego Korsykani¬
na, który, rozbiwszy armię austryacko-sardyńską
pod Arcole, Quazdanowitcha pod Rivoli, zdobył Man-
tuę, wymusił na Papieżu Piusie VI korzystny dla re¬
publiki traktat w Tolentino i przeniósłszy teatr woj¬
ny w głąb krajów południowych austryackich, zmu¬
sił gabinet wiedeński do rozejmu w Leoben dnia
8 kwietnia 1797 roku.
Im większe i bardziej niespodziewane były te
zwycięztwa włoskie, tem mniej ważną okażywała się
Izieje Porozbiorowe Tom I
>>>
108
myśl koalicyi, projektowanej przez rząd republikań¬
ski, mniej potrzebną dywersya w Galicyi.
Polityka Dyrektoryatu zeszła na drugi plan,
najpotężniejsi dotąd i najbardziej wpływowi uginali
Nic naturalniejszego więc, że i usiłowania pa-
tryotów polskich skierowały się ku tej nowej gwiaź¬
dzie. Sami dyrektorowie, kiedy stawił się przed nimi
Dąbrowski z listem polecającym generała Klebera,
się przed wolą młodegoljbohatera, który świat zadzi¬
wiał olśniewającemi błyskami swego geniuszu i po¬
wodzenia, a próżne kasy rządowe zapełniał złotem,
wyciśniętem na przerażonych dynastach włoskich.
wodza armii nad Sambrą i Meuzą, odesłali go do Bo-
napartego, do którego pod datą 28 października 1796
roku wystosowali odezwę, proponującą oddanie Po¬
laków na żołd tymczasowego rządu Medyolanu i Mo-
>>>
109
deny. Dwie ważne przeszkody wstrzymywały Dą¬
browskiego czas jakiś od podróży do Włoch. Oto
najpierw Zajączek, urażony osobiście krytyką Dą¬
browskiego, zawartą w świeżo wydanem dziełku
o wojnie roku 1794 *), wyzwał go na pojedynek, a kie¬
dy usiłowaniom przyjaciół powiodło się zatarg ten
uśmierzyć, brakowało pieniędzy na opędzenie kosz¬
tów podróży.
wił ciężko strapionych wypadek. Major Zabłocki,
adjutant Dąbrowskiego, przywiózł niespodzianie dla
generała i Wybickiego 1,000 czerwonych złotych od
generała Dziewanowskiego. Opłacono więc natych¬
miast długi zaciągnięte, resztę oddano Dąbrowskie¬
mu i Wielhorskiemu, którzy bezzwłocznie ruszyli do
Wioch.
Dnia 2 grudnia 1796 roku stanął nareszcie Dą-
F^AflCISZEK KARPIŃSKI.
(Z drzeworytu Bojarskiego według portretu olejnego.)
Polacy w Paryżu, pozbawieni wszelkich docho¬
dów, żyli wtedy w największej nędzy; W7ybicki jadał
na kredyt u jakiegoś poczciwego restauratora, Bars,
Wielhorski i Dąbrowski, pogrążeni w niedostatku,
żadnych nie mieli funduszów. Z kłopotu tego wyba-
’) („Beitrag zur Geschichte des polniscłien Hevolution
im Jahre 1794“. Frankfurt und Leipzig 1796.).
browski w głównej kwaterze Bonapartego w' Medyo-
lanie. Dla wodza francuzkiego imię Polaków nie było
już obcem.
W najbliższem otoczeniu Napoleona znajdował
się wtedy Józef Sułkowski, oficer młody i zdolny. Na
niego to zwróciła uwagę deputacya paryzka. Pole¬
cono Ogińskiemu, żeby porozumiał się z nim, aby
pozyskać Bonapartego. Ogiński, stosując się do rady
>>>
110
Sulkowskiego, napisał list do Napoleona, który za¬
czynał się od dytyrambów na cześć zwycięzkiego
wodza i od tłómaczenia Bonapartemu, że jakkolwiek
rozniosłszy sławę imienia francuzkiego przez zwy-
cięztwa „stał się już godnym tytułu obywatela zasłu¬
żonego ojczyznie i mógłby odpocząć pod cieniem zdo¬
bytych laurów“, że jakkolwiek „kary era jego, otyłe
świetna o ile niebezpieczna, zdobyła mu już miejsce
zaszczytne obok ludzi sławnych, których pamięć
przekazała starożytność11, i że jakkolwiek wreszcie
„ma prawo już do nagrody bohater, który walczył tyl¬
ko na to, aby zapewnić pokój Europie, to jednak są
jeszcze zadania jego godne“. W dalszym ciągu listu
opowiada Ogiński Bonapartemu, że Polacy pragną
brać udział w jego niebezpieczeństwach i wieńczyć
go nowemi laurami. Wyrażał dalej Ogiński przeko¬
nanie, że talenty wojskowe przezwyciężą nastręcza¬
jące się trudności, oraz nadzieję, że Polacy nie będą
opuszczeni • przez Francyę; powoływał się w szcze¬
gólności na to, iż przyjaźń i zaufanie, jakie Polacy
mają dla Francuzów, nadają im prawo do starań bra¬
terskich i potężnej opieki ze strony Francyi. Bona¬
parte, przeczytawszy list, zamyślił się i dał odpo¬
wiedź dwuznaczną. Obiecał po skończeniu wojny we
Włoszech zająć się Polakami; wyrażał sympatyę dla
Polaków i zapewniał, że ich wysoko ceni, ale prze¬
strzegał przed złudzeniami co do pomocy zagranicz¬
nej i pięknemi słowami, które do żadnego celu nie
doprowadzą, przyczem dodał, że „zna język dyploma¬
tyczny i niedołężnośćTurków". Bądź co bądź Polacy
przebywający za granicą wytłómaczyli sobie słowa
Bonapartego korzystnie: widzieli w nich niejaką
zachętę dla projektu utworzenia korpusów-
Na pierwszem jednak posłuchaniu (5 grudnia
1796 r.) przyjął Bonaparte Dąbrowskiego zimno, nie¬
mal niechętnie, może dlatego, że przybywał z polece¬
niem od Dyrektoryatu i odprawił go krótko słowami:
„Kazałem na próbę uformować batalion z Polaków;
panowie możecie być w nim umieszczeni jako ofice-
rowieu.
Na szczęście zjawił się w tej chwili w głównej
kwaterze Amilkar Kosiński, który — uzyskawszy
naturalizacyę — odbył już całą kampanię roku 1796
w stopniu kapitana kwatermistrza. Jego wpły¬
wom i przyjaznym stosunkom z szefem sztabu Ber-
thierem powiodło się usposobić Napoleona przy¬
chylniej.
Bonaparte wezwał do siebie nagle Dąbrowskie¬
go, przyjął go nadzwyczaj uprzejmie, wyrażał się
z najwyższem uznaniem o jego czynach wojennych,
Pole bitwy pod fło-s/i (4 grudnia 1798).
Litografia P. Pillera we Lwowie.
(Ze zbiorów p. B. Hillera.)
>>>
chwalił waleczność Polaków, a wreszcie polecił ge¬
nerałowi, aby wszedł w układy z rządem lombardz-
kim co do formowania legionów. W daleką przy¬
szłość zapatrzony Korsykanin wolał w ten sposób
przywiązać Polaków do swej osoby, i dzielnego żoł¬
nierza polskiego mieć w swej armii, niż oddawać
sprawę polską w ręce bezsilnego i bałamutnego Dy-
rektoryatu.
Wiedział zresztą Bonaparte, że ustawy republi¬
kańskie nie pozwalają na przyjmowanie cudzoziem¬
ców do służby wojskowej francuzkiej, podczas gdy
administracya lombardzka, niezwiązana temi przepi¬
sami, mogła postępować całkiem swobodnie i — nie
kim i niemieckim) ogłosił Dąbrowski 20 stycz. 1797
odezwę zwołującą Polaków do służby w legionach.
Powoływał się w nie] na swoją przeszłość bojową
i zaznaczając, że Francya tryumfuje, powoływał do
skupienia się pod jej sztandary, które są „sztandara¬
mi honoru i zwycięztw". Odezwa datowana była
„w kwaterze głównej w Medyolanie, dnia l-go Plu-
viose roku V-go Rzeczypospolitej francuzkiej". Pod¬
pis pod nią brzmiał: „Polski generał-porucznik: Jan
Dąbrowski".
Odezwa Administracyi generalnej lombardzkiej
wydana 3 lutego 1797 r. zredagowana została w sło¬
wach pełnych entuzyazmu dla narodu polskiego.
Oddanie generałowi Dąbrowskiemu na Kapitolu w dniu 8 maja 1798 r. ehorągwi JSflahometa
zabranej z Łoretto.
(Staloryt z dzieła p. t. „Storia del la Polonia" de Bernardo Zeidler Firenze 1831 r.)
oglądając się na Francyę— tworzyć wojsko odrębne,
poddane jednak pod naczelną komendę francuzkiego
wodza. Polecony jak najlepiej przez Napoleona, uło¬
żył się Dąbrowski bez trudności z Lombardami i dnia
■9 stycznia 1797 roku podpisano obustronnie kon-
wencyę.
Utworzenie legionów polskich, w strój wojskowy
polski przybranych, polskiej słuchających komendy,
ozdobionych kokardą republikańsko-francuzką i na
epoletach o barwie włoskiej napisem, streszczają¬
cym krótko hasło owej epoki: „Gli uomini libri
sono fratelli“ („Wolni ludzie są braćmi") — stało
się faktem dokonanym.
W czterech językach (polskim, włoskim, francuz-
Ostatni ustęp tej odezwy brzmiał: „Wskutek
zasad głęboko wpojonych w serca ludu lombardzkie-
go, administracya generalna Lombardyi, upoważnio¬
na przez naczelnie dowodzącego armią włoską, gene¬
rała Bonapartego stosowne poczyniła układy z gene¬
rałem Dąbrowskim, Polakiem, mającym odpowiednie
upoważnienie. Te więc układy mieć mają znaczenie
aktu uroczystego; i wszystko co zostanie uchwalo-
nem pomiędzy administracyą generalną Lombardyi,
w imieniu ludu lombardzkiego z jednej, a pomienio-
nym generałem w imieniu patryotów jego narodu
z drugiej strony, takie samo ma mieć znaczenie".
Podpisali: Porcelli prezydent, Visconti reprezentant.
Ugoda zawarta między „administracyą gene-
>>>
112
ralną Lombardyi w imieniu ludu lombardzkiego z je¬
dnej strony a obywatelem Dąbrowskim, generałem-
porucznikiem polskim w imieniu swych współroda¬
ków działającym z drugiej strony, ofiarujących swe
służby w celu odzyskania wolności lombardzkiej,
poparta przez naczelnego wodza armii włoskiej
Bonapartego", obejmowała następujące warunki:
1)	Korpusy polskie, które się sformują w Lombardyi,
zatrzymają tytuł: „Legionów Polskich, posiłkujących
Lombardyę". 2) Ubiór, znaki wojskowe i organiza-
cya tego korpusu, zbliżać się będą jak można najwię¬
cej do zwyczajów pol¬
skich. 3) Lud lombardz-
ki widziałby z przyje¬
mnością przy uniformie
Polaków szlify kolo¬
rów narodowych lom-
bardzkich, z napisem:
„Gli uomini liberi
sono fratelli“. Prócz
tego, wszyscy oficero¬
wie i żołnierze będą no¬
sili kokardę francuzką
jako narodu protegują¬
cego ludzi wolnych. 4)
Żołd, utrzymanie, i to co
jest przyznane wojsku
lombardzkiemu, będzie
wspólnem korpusowi
polskiemu, to jest: ro¬
zumie się według regu¬
laminu wojsk francuz-
kich. 5) Administracya
generalna Lombardyi
wydawać będzie paten¬
ty na oficerów i urzęd¬
ników we wspomnianym
korpusie na przedsta¬
wienie generała Dą¬
browskiego, lub tego,
który naczelnie będzie
dowodził swym korpu¬
sem; zastrzegając sobie
prawo przedstawienia
natychmiast swych u-
wag co do osób, jeżeli
tego uzna potrzebę. Wy¬
żej wspomniane paten-
ta mają być potwier¬
dzone i podpisane przez
generała gubernatora Lombardyi, jako wprost do
tego upoważnionego od generała naczelnego wo¬
dza armii włoskiej. 6) Lud lombardzki deklaruje
niniejszem, iż uważać będzie zawsze Polaków, jako
prawdziwych braci swych, nie zaś jako wojsko cu¬
dzoziemskie; i wskutek tego administracya general¬
na przyznaje im najformalniej prawa obywatelstwa
lombardzkiego, które nie będzie im wcale przeszka¬
dzało udać się do ognisk własnych w przypadku po¬
trzeby, tak w razie gdyby Lombardya była rzeczy¬
wiście uznana wolną, lub też gdyby się taką nie mo¬
gła utrzymać w teraźniejszej wojnie. To zobowiąza¬
nie ma być ogłoszone w odezwie wystosować się ma¬
jącej do Polaków przez administracyę lombardzką.
Artykuły 7, 8 i 9 propozycyj (dotyczące szczegó¬
łów) będą wykonane bezzwłocznie i ile można naj¬
energiczniej. 10) Cały ten układ będzie przedsta¬
wionym naczelnemu wodzowi armii włoskiej do po¬
twierdzenia i podpisu11. Układ podpisano w Medyo-
lanie w pałacu administracyi generalnej lombardz¬
kiej, „dnia 16 Nivóse roku V-go Rzeczypospolitej
francuzkiej, a pierwszego wolności lombardzkiej".
Wódz naczelny zatwier¬
dził układy powyższe.
Podpisali ugodę: Bona¬
parte, Porcelli prezy¬
dent, Visconti reprezen¬
tant, Clevera sekretarz.
Ostateczna orga-
nizacya korpusu legio¬
nów polskich przedsta¬
wiała się jak następuje:
„Sztab Główny: Generał-
Porucznik Dąbrowski,
naczelny dowódzca. 1)
Adjutant sztabu głów¬
nego Eliasz Tremo ma¬
jor, 2-gi adjut. Zawadzki
kapitan. Pierwsza legia:
Szef legii Wielhorski
generał - major polski.
Szef drugi Strzałkowski.
Pierwszy major legii
Zabłocki. Trzech sze¬
fów batalionowych 1)
Białowiejski, 2) Fores-
tier, 3) Grabowski. Dru¬
ga legia: Szef legii Rym¬
kiewicz generał-major
polski. Szef drugi Ko¬
siński. Pierwszy major
legii Chamand. Trzech
szefów batalionowych:
1)	Ludwik Dembowski,
2)	Lipczyński, 3) Zagór¬
ski. Artylerya: Szef ba¬
talionu Axamitowski.
Każda legia winna była
się składać: z sztabu
głównego legii i z trzech
batalionów piechoty;
każdy batalion winien był się składać: z sztabu bata¬
lionowego i z dziesięciu kompanij, to jest: jednej kom¬
panii grenadyerów, jednej kompanii strzelców, i oś¬
miu kompanij prostych żołnierzy (fizylierów).
„Skład sztabu głównego legii: Jeden dowódzca
legii; jeden dowódzca legii w zastępstwie; jeden ma¬
jor legii; dwóch adjutantów majorów'; jeden kwater¬
mistrz kasyer; dwóch adjutantów poruczników; jeden
chirurg naczelny: jeden tambur major; jeden mistrz
muzyki; ośmnastu muzykantów; jeden krawiec; je¬
den szewc; sześciu puszkarzy.
Ks. ANDRZEJ BOGORYA WOŁiŁłOWICZ,
wielki referendarz litewski, senator Królestwa Polskiego,
pierwszy biskup kujawsko-kaliski.
(Rysunek Olszewskiego, według portretu znajdującego się
w pałacu biskupim we Włocławku.)
>>>
113
„Skład sztabu głównego batalionowego: jeden
szef batalionu; jeden major; jeden kapitan adjutant
major; jeden kwatermistrz: jeden chirurg starszy;
starszy (major); czterech sierżantów; jeden kapral-
furyer; ośmiu kaprali; dwóch doboszy; stu czterech
żołnierzy.
D

X

O
o
CS3


S3
CO
o
tn
u
x
o
C
(3
b
ca
a
c
(O
E
j-f
U
N
tf
•rO
2
c
B
s
O
CO
X
o
w
*s
'w
CtJ
Łh
W
o
Ph
o
c3
f-
2
O) N
W
£
c3
"5)
O

Ć
P
a
bD
tsJ
O
SJ
jeden adjutant pod-oflcer; jeden tambor-major; jeden
sierżant saperów; dwunastu saperów.
„Skład jednej kompanii piechoty: jeden kapitan;
jeden porucznik; jeden podporucznik: jeden sierżant
„Jedna kompania artyleryi składała się: z jedne¬
go kapitana dowódzcy; z jednego kapitana en secon-
de ;z jednego porucznika; z dwóch podporuczników
en seconde; z jednego sierżanta starszego (majora);
>>>
114
z pięciu sierżantów; z jednego kaprala fury era; z dzie¬
sięciu kaprali; z dwóch doboszy; z kanonierów
pierwszej klasy; z kanonierów drugiej klasy.
„Mundur polski miał być całkiem zachowa¬
ny, to jest: kurtka, pantaliony i czapka. Szlifa,
draganki i kordony oficerskie srebrne przerabiane
jedwabiem karmazynowym. Kolor ubioru sztabu
głównego generalnego i piechoty miał być granat
francuzki, dla artyleryi zielony; ozdoby i wyłogi
sztabu głównego generalnego karmazynowe, szlify
i guziki srebrne.
„W pierwszej legii: Pierwszy batalion tak samo.
Drugi batalion, ozdoby i t. d. zielone, szlify złote.
Trzeci batalion ozdoby i wyłogi żółte, szlify srebrne.
„W drugiej legii: pierwszy batalion: ozdoby, wy¬
łogi i lampasy czarne, szlify srebrne. Drugi batalion:
ozdoby, wyłogi i lampasy niebieskie, szlify srebrne.
Trzeci batalion: ozdoby, wyłogi i lampasy różowe,
szlify srebrne. Artylerya: ozdoby, wyłogi i lampasy
czarne, szlify złote.
„Rozlokowanie legii: Sztab główny, pierwszy
i trzeci batalion pierwszej legii w Bolonii. Drugi ba¬
talion tej samej legii w Ferrarze. Pierwszy batalion
drugiej legii w Mantui. Drugi batalion tej samej
legii w Tortonie. Trzeci batalion tej samej legii wraz
z zakładem obu legii w Medyolanie“.
Natychmiast po podpisaniu umowy z rządem
lombardzkim rozpoczęła się praca organizacyjna za¬
równo szybka, jak i skuteczna. Szef batalionu Ko-
! siński, wysłany do Piemontu, a major Eliasz Tremo
?	^ 6togr. JffejZen,
ł^arta wojny 1796 roku.
(Z atlasu bitew Wórtla.)
>>>
LEGIONY POLSKIE WE WŁOSZECH.
Urzędowy tytuł legionów polskich
e Włoszech brzmiał: Legions polonaises auxiliaires de la Lombardie.—Legiony
polskie pomocnicze w Lombardyi.
(Podług ryciny współczesnej wydanej w Norymberdze 1799 r).
>>>
vaus&m
>>>
115
do Francyi, zbierali ochotników pomiędzy jeńcami
austryackimi i odsyłali ich do Medyolanu, gdzie pod
bezpośrednim kierunkiem Dąbrowskiego urządzono
koszary, szyto mundury, przygotowywano broń i ryn¬
sztunek.
Wszystko wiodło się pomyślnie; w trzy tygo¬
dnie po ogłoszeniu odezwy Dąbrowskiego liczył już
odgłos Dąbrowskiego pospieszyli wnet z kraju — po¬
mimo kordonów i przeszkód rozmaitych — dawni
wojskowi polscy: Dembowski, Borowski, Konopka,
bracia Downarowicze, z Wołoszczyzny brygady er
Liberadzki, tak, że luki zapełniały się szybko i nie¬
bawem można było przystąpić do uformowania pierw¬
szego batalionu fizylierów i dwóch kompanii artyle-
PAPIEŻ PIUS VII.
łtytował Samuel Amsler z rysunku C. Hermanna.
(Ze zbiorów p. Ignacego Wolskiego.)
legion 1,127 żołnierzy, podzielonych na dwa bataliony:
grenadyerów i strzelców. Pierwszym dowodził major
Strzałkowski, który poprzednio już wstąpił w służbę
lombardzką, a obecnie — wziąwszy dymisyę — prze¬
szedł pod sztandary narodowe, drugim Kosiński.
Młodemu wojsku groziły jednak dwa wielkie
niebezpieczeństwa; brak oficerów i brak pieniędzy.
W pierwszym względzie łatwiej było o radę, bo na
ryi, ubranych w mundur zielony z czarnemi wyłoga¬
mi. Większą trudność sprawiała kwestya pieniężna,
ale i na to znalazł środek w nieograniczonem swojem
poświęceniu i niespożytej energii Dąbrowski. Prze¬
brany, pod obcem nazwiskiem, nie zważając na nie¬
bezpieczeństwo, jakie mu groziło pospieszył on w ro¬
dzinne strony, sprzedał dziedziczny Pierzchowiec
szambelanowi Kępińskiemu i uzyskane ze sprzedaży
Dzieje Torozbiorowe. Tom I.
15
>>>
pieniądze ofiarował wspaniałomyślnie na potrzeby
legionów. Po poddaniu się Mantui poprowadził
w dniu 13 marca 1797 r. do tej twierdzy na rozkaz
naczelnego wodza Dąbrowski 2,000 legionistów, po¬
zostawiając zakład rekrutów pod kierunkiem Konop¬
ki w Medyolanie, gdzie sztyftowano artyleryę polską.
Dowództwo batalionu fiizyljerów otrzymał Ludwik
Dembowski.
Pierwszą sposobność do odznaczenia się znaleźli
Polacy podczas zaburzeń ludowych w Romanii. Gdy
Bonaparte na papieżu Piusie VI wymusił odstąpienie
tej prowincyi i ogromną kontrybucyę w kwocie
30,000,000 franków, wybuchło powstanie chłopskie
w górach i w okolicach Brescii. Wysłani w te oko¬
lice Strzałkowski z Liberadzkim i Kosińskim rozpę¬
dzili łatwo bandytów i źle uzbrojone włościaństwo,
twach ostatnich armię francuzką odtrącić na nowo
ku brzegom Mincionu, a nawet pokusić się w razie
powodzenia o odzyskanie Lombardyi. Ale demorali-
zacya, w jaką popadło wojsko austryackie skutkiem
klęsk tylu, wywarła i na naczelnego wodza wpływ
przygnębiający. Zamiast skupić wszystkie swoje siły
i całą potęgą uderzyć na nieprzyjaciela, rozrzucił ar-
cyksiążę w drobnych oddziałach wojsko swoje nad
Piawrą i w Gorycyi, sądząc, że wr ten sposób po¬
wstrzyma postępy Francuzów.
Tymczasem Bonaparte z właściwą sobie szyb¬
kością ruszył całą masą ku północy, rozbił pod Ta-
gliamento słabszego przeciwnika i — opanowawszy
twierdzę Palmanuova i Treviso — wtargnął w głąb
Karyntyi, zagrażając już samemu Wiedniowi.
Wiadomość o tych powodzeniach Francuzów
Patae w Jabłonnie: rezydeneya ks. tJózefa Poniatowskiego.
(Z litografii współczesnej.)
a łagodnem i ludzkiem postępowaniem jakoteż wzo¬
rową karnością pozyskali sobie sympatye i przychyl¬
ność Włochów, zrażonych okrucieństwem i chciwo¬
ścią francuzkiego żołnierza.
Legioniści, spełniając przykry i trudny swój
obowiązek względem nowych sprzymierzeńców, czy¬
nili to w nadziei, że danem im będzie rychło na in¬
nym teatrze wojny i wśród odmiennych okoliczności
złożyć dowody swojego męztwra i poświęcenia. Jakoż
wypadki wojenne zdawały się sprzyjać ich zamiarom.
Po nieudałych usiłowaniach oswobodzenia oblę¬
żonej Mantui i po rozgromieniu trzech armii au-
stryckich, powołała rada wrojenna wiedeńska — na
obronę już nie Włoch, lecz krajów dziedzicznych —
zwycięzkiego dotąd nad Kenem arcyksięcia Karola.
Znamienity zresztą wódz ten, mógł — działając
szybko — zebrać znaczne siły i przetrzebioną w bi-
poruszyła żywo Dąbrowskiego. Mniemał on, że teraz,
gdy zwycięzka armia francuzka posuwa się w głąb
krajów austryackich, nadeszła chwila do działania
dla Polaków. Legiony, liczące wrtedy już 5,000 ludzi
i zaopatrzone wr odpowiednią ilość armat, mogły by¬
ły zdaniem jego przez Dalmacyę, Bośnię i Serbię
przedrzeć się na Wołoszczyznę i ztamtąd wykroczyć
do Galicyi. Pojawienie się w tych okolicach korpusu
polskiego, walczącego pod sztandarami polskiemi,
skłoniłoby Turcyę do działania, rozerwałoby siły nie¬
przyjacielskie i wywołałoby powszechne w ziemiach
polskich pod panowaniem austryackiem powstanie.
Projekt Dąbrowskiego przedstawiony Bonapar¬
temu z Mantui z dnia 5 Germinal roku V-go przed¬
stawiał, że: „Jeżeli rząd francuzki pragnie wywołać
silną przeszkodę przeciw cesarzowi austryackiemu,
trzeba, aby dziś działał tak jak działano niegdyś
>>>
117
w wojnie amerykańskiej, gdzie posłano natychmiast
wprost do Waszyngtonu wsparcie w ludziach i pie¬
niądzach. Ten projekt ma korzyść niekompromito-
wania Prancyi w przypadku nieudania się, a jego
wykonanie obudzi niechybnie Turcyę z owego snu
letargicznego, w którym się obecnie zagrzebała. Oto
jest dążący ku temu celowi projekt. Przyłączonoby
rac przez dwa miesiące żołd. Trzykroć sto tysięcy
franków powinnoby być oddane do jego kasy woj¬
skowej dla przedsięwzięcia operacyi następującej:
kolumna udałaby się natychmiast do Piumy, a ztam-
tąd obróciłaby drogę na Carlstadt, aby niepokoić
nieprzyjaciela, który będąc słabym cofnąćby się mu¬
siał ku Calpie i Coronnie, aby wzbronić republika-
TERESA Z POpilflTOWSł^ICfi TYSZKIEWICZ O WK.
(Z miniatury współczesnej.)
do korpusu polskiego, dwa tysiące piechoty francuz-
kiej, pięćset koni i potrzebną służbę artyleryi na
sześćdziesiąt dział. Legia polska we Włoszech silna
sześcioma tysiącami ludzi, mogłaby, działając z po¬
śpiechem, dostać się do Palmanuovy w dniach dwu¬
dziestu uzbrojona i ubrana, i tam złączyć się z odnoś¬
nym korpusem francuzkim; to wojsko winno odbie-
nom przejścia przez te dwie rzeki; lecz oszukawszy
go takim strategicznym ruchem, kolumna ta rzuciła¬
by się na terytoryum tureckie. Polacy wyprawiliby
natychmiast do Konstantynopola negocyatorów dla
usprawiedliwienia się z tego kroku przed Wysoką
Portą. Turcy—przyjaciele Polaków, mieszkańcy Dal-
macyi, Serbii, Mołdawii i Wołoszczyzny tureckiej
>>>
Legiony Polskie.
(Według autentycznego rysunku, wydanego w Norymberdze w 1799 roku.)
>>>
Sztandar pahometa, zdobyty przez dana III pod Wieiniem» ofiarowany Dąbrowskiemu przez legionistów.
(Z dzieła L. Chodźki „Histoire des Legicms“.)
>>>
Widok ogrodu ks. Kazimierza Poniatowskiego na Soleu.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
wszyscy naturalnie nieprzyjaciele domu austryackie-
go, nieprzeszkadzaliby wcale Polakom, a ci prze¬
szedłszy te prowincye weszliby do Bukowiny i Gali-
cyi, części składających dawną Polskę, które prze¬
pełnione są ludźmi przywiązanymi do swego kraju.
Cesarz austryacki uderzony najściem tak niespodzie-
wanem i szybkiem, będzie musiał wreszcie wrystawić
siłę przeciw tej kolumnie, a tem samem oderwać od
swego korpusu na lewem skrzydle armii włoskiej
część wojska dla obrony własnych krajów. Lecz owa
P
Salon w domu kasztelanowej Połanieekiej: miejsee narad Eljasza Tremo z Dąbrowskim.
(Z rysunku w zbiorach p. A. Kraushaara.)
>>>
121
kolumna polska stanie się wnet wielkim i nakazują¬
cym poszanowanie korpusem armii; tysiące Polaków,
którzy dziś marnieją w Wołoszczyznie i Dalmacyi,
połączą się ze swymi braćmi broni; powstanie wy¬
buchnie jednocześnie we wszystkich częściach daw¬
nej Polski dziś pod rządem austryackim będących,
a korpus austryacki, który przechodzić będzie przez
Węgry i Siedmiogród, aby ścigać z boku kolumnę pol¬
ską (gdyż cesarz austryacki nie odważyłby się wnijść
na terytoryum tureckie z bojaźni, aby nie ściągnął
uszczęśliwiony widokiem spadającego ciężaru nowej
wojny północnej na kark odwiecznego nieprzyjaciela
swej korony, porozumie się z Rosyą i może zgodnie
z Pawłem I-ym przywoła sprawę polską na stół.
W razie gdyby się ten projekt nie udał, nikt na tem
nie straci, jak to dowiodę zaraz: 1) Polacy formujący
dziś legię, gdyby ich plan się nie udał, wrócą do
punktu z którego wyszli, gdy plan przedsiębrali
i szukać będą raz jeszcze przytułku za granicą.
2)	Wojskowi francuzcy, którzy z Polakami dzielić
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU
Widok uliey Długiej.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
na siebie nowego nieprzyjaciela) i aby ją zatrzymać
w jej postępach i przeszkodzić wkroczeniu do Bukowi¬
ny, wpadnie między dwa ognie, i nietrudno go będzie
rozbić. Sułtan jest zbyt interesowanym w tej sprawie,
aby nie miał podać ręki Polakom w ich marszach
i będzie zmuszonym sformować armię obserwacyjną
na granicach teatru wojny. Cesarz rosyjski Paweł
nie jest dziś, wedle swych zasad, zbyt dalekim od
ulepszenia losu Polaków, patryoci mogliby z nim na¬
wet porozumiewać się i pochlebiać sobie nadzieją
otrzymania skutku swoich starań. Król pruski
będą chwałę i niebezpieczeństwa tego przedsięwzię¬
cia, będą zawsze na każdy, przypadek protegowani
przez rząd turecki, i mogą być odesłani do Francyi.
3)	W końcu, rząd francuzki pod opieką którego legia
polska się znajduje, pośrednio tylko wmięszany w tę
wyprawę, nie może w żaden sposób kompromitować
się, i będzie wynagrodzony pieniędzmi. Lecz zarzuci
mi kto może, że Turcy oprą się przechodowi Polaków,
i nie pozwolą im przejść przez swoje kraje: odpowia¬
dam na to, że byłoby nadzwyczajnie trudno spotkać
się z takiemi przeszkodami, gdyby jednak kiedykol-
>>>
wiek mogły one mieć miejsce, Polacy wówczas mie¬
liby to zadowolenie, iż okazali, że niemasz niebezpie¬
czeństwa, na któreby nie byli gotowi rzucić się.“
Zdawało się przez chwilę, że Bonaparte, zadzi¬
wiający świat śmiałością swoich pomysłów, przy¬
chylnie przyjął przedstawienia Dąbrowskiego. Le¬
giony polskie zostały wezwane na linię bojową; Dą¬
browski, wśród ogólnego powstania w Weneckiem,
zagrożony przez Mieszające się po bokach i tyłach
korpusu oddziały wojska weneckiego, oganiając się
w prawo i w lewo, szedł na czele grenadyerówr swo¬
ich pełen najlepszej myśli do Palmanuova (17 kwie-
bywszy1 do Włoch znalazł korpus, liczący już sześć
tysięcy ludzi, uformowany pod okiem obywatela-ge-
nerała, z którym cieszył się nadzieją zbierania laurów.
Ubolewał Dąbrowski, że układy przedwstępne pokoju
zachwiały wszystkie jego nadzieje, ale stwierdzał, że
nic w świecie nie jest w stanie skłonić korpusu pol¬
skiego do porzucenia zamiarów. Zwracał Dąbrowski
uwagę na to, że w chwili, gdy pokój powszechny ma
ustalić przeznaczenie mocarstw Europy, nikt nie za¬
śpi swoich własnych interesów; więc i Polacy, któ¬
rzy w przeciągu pięciu miesięcy oddaleni o trzysta
mil od swego kraju zdołali dokonać zorganizowania
STAfllSŁiRW MAŁACHOWSKI-
marszałek limitowanego sejmu konstytucyjnego.
(Ze stalorytu z dzieła „La pologne pittoresque“ L. Chodźki.)
tnia 1797) gdzie wszelkie oddziały polskie ściągać się
miały. Kosiński, walcząc mężnie nad Adygą, dotarł
aż do Cordogio. Dąbrowski z Palmanuova bez wy¬
tchnienia udał się do głównej kwatery francuzkiej,
by od Napoleona uzyskać ostateczne zatwierdzenie
swego planu, kiedy w drodze doszła go wiadomość
o podpisaniu preliminaryów pokojowych w Loeben.
Z kwatery głównej w Reggio dnia 22 Messidora
roku V-go Dąbrowski napisał do Bonapartego pełen
żalu list w imieniu współrodaków i braci broni. Za¬
znaczywszy, że Polacy jednomyślnie zwrócili oczy
ku Bonapartemu, przypominał Dąbrowski, że przy-
sześciutysięcznego korpusu, pozbawieni możnych
przyjaciół, pragną otrzymać za pośrednictwem repu¬
bliki francuzkiej i cisalpińskiej prawo reprezentacyi
narodowej na kongresie pokojowym. Dąbrowski
prosił o radę, w jaki to mają sposób uczynić i zakoń¬
czył powierzeniem ich losu w ręce generała, wyraża¬
jąc przekonanie, że nie mógłby ich powierzyć w lep¬
sze ręce. Bonaparte odpisał z Medyolanu 25 Messi¬
dora, chwaląc sprawność Dąbrowskiego w departa¬
mencie Reggio i wyrażając zadowolenie z waleczności
legionów. Przyrzekał wszystko przyspieszyć, coby
mogło by5 Polakom użyteczne: obiecywał, że jeśli
>>>
123
sprawa układów załatwioną zostanie, Dąbrowski
otrzyma pewną ilość wojska francuzkiego i włoskie¬
go dla uformowania dywizyi liniowej; tymczasem
jednak wydawał jedynie polecenie, aby legioniści
ćwiczyli się nieustannie wrobieniu bronią i ewolu-
cyach wojskowych. Na żądanie przyznania miejsca
w kongresie odpowiedział Bonaparte, że Dąbrowski
czuje sam zapewne, jakby to było trudnem; zakoń¬
czył uwagą, źe zależy od czasu i przeznaczeń, aby
mógł życzliwość dla Polaków w życie wprowadzić.
Zawiedziony w swoich nadziejach Dąbrowski
podążył do Gracu, gdzie usłyszał z ust Bonapartego
najwyższe pochwały dla waleczności Polaków. Rów¬
nocześnie otrzymał Dą¬
browski rozkaz cofnięcia
się do Treviso.
Jeszcze aż do trakta¬
tu w Campo-Formio (27
października 1797) zosta¬
wiał Bonaparte Dąbrow¬
skiego w pewnych złudze¬
niach, że wobec niepew¬
nego pokoju z Austryą ży¬
czeniom co do przerzuce¬
nia legionów przez Wę¬
gry do Galicyi ostatecz¬
nie uczyni zadosyć. Rów¬
nocześnie minister spraw
zagranicznych w Paryżu
Delacroix namawiał
Ogińskiego, Wybickiego
i Barssa, aby zajęli się
wywołaniem zbrojnego ru¬
chu w Galicyi, niechciał
jednak przytem zaciągać
imieniem Francyi żadnych
zobowiązań politycznych.
Po wcieleniu Lombardyi
do republiki cisalpińskiej
straciła tymczasem zna-
-czenie umowa łącząca Dą¬
browskiego z rządem Lom-
bardzkim. Cisalpińska ad-
ministracya generalna
zwróciła się wprawdzie
do generała w dniu 18
maja z wezwaniem do dal¬
szego organizowania legionów, i zawarła w pół
roku potem nawet dość korzystną z nim konwencyę,
ciało prawodawcze jednak odmówiło zatwierdzenia
umówionym postanowieniem. Nie udał się także
projekt zwołania do Medyolanu posłów limitowanego
sejmu konstytucyjnego. Narbutt i Kochanowski
którzy mieli się tem w kraju zająć zostali uwięzieni,
a marszałka Małachowskiego przytrzymali na grani¬
cy Austryacy.
Legiony zostawione więc zostały już prawie od
samego początku własnemu losowi, jakkolwiek bez
wahania przelewały krew na każdy rozkaz Napoleo¬
na, dopomagając mu do dzieł tak sprzecznych z ich
sympatyami, jak do ujarzmienia Włoch i do rozbioru
republiki Weneckiej. Pierwsze poważne ofiary po¬
niosły legiony w Weronie: szło o to, aby zdobyć to
miasto i ukarać je za rzeź Francuzów dokonaną
w święta wielkanocne 1797 r. Mężny Liberadzki
w ataku na bagnety pierwszy wdarł się na wały We-,
rony i poległ bohaterską śmiercią. Strzałkowski
uspokajał powstanie w Reggio. Tymczasem zewsząd
zdążali Polacy pod sztandary Dąbrowskiego. Biało-
wieyski zebrał we Francyi 1,000 ochotników. Knia-
ziewicz przybył z czterdziestu oficerami i objął do¬
wództwo nad pierwszą legią. Dnia 3 lipca 1797 było
już zorganizowanych 6,000 ludzi. O traktacie pokoju
w Campo-Formio kładą¬
cym kres nadziejom Dą¬
browskiego, dowiedziały
się legiony w Mestro pod
Wenecyą, w chwili, kie¬
dy lada dzień oczekiwały
rozkazu wyruszenia na
Węgry.
Mimo tych wszyst¬
kich rozczarowań, kult dla
Bonapartego nie pozwolił
legionistom upaść na du¬
chu. Wierzono, że prędzej
czy później pożar wojen¬
ny musi ogarnąć Europę
i że wtedy Bonaparte bę¬
dzie się starał spłacić dług
wdzięczności zaciągnięty
wobec legionów. To też
kiedy w rok potem odpły¬
wał Bonaparte do Egiptu,
przy jego boku stał gene¬
rał Józef Zajączek, który
z legionami się nie łączył,
jakkolwiek wstąpił do służ¬
by Bonapartego jeszcze
przed pochodem na Wie¬
deń i dowodził korpusem,
stojącym w Lincu, 'utrzy¬
mującym czucie z armią
Jouberta w Tyrolu. Oprócz
Zajączka odpłynęli przy
boku Bonapartego do Egip¬
tu Józef Sułkowski, Józef
Łazowski i Józef Grabiński. Sułkowski już nie wró¬
cił — dnia 9 października 1798 r. podczas powstania
w Kairze zginął broniąc się nad podziw walecznie.
Zanim przejdziemy do opowiadania o dalszym
losie legionów polskich, wrypada nam wrócić do
skreślenia obrazu stanu politycznego i urządzeń
prawnych i administracyjnych, wśród jakich żyło
społeczeństwo polskie w Prusiech i w Austryi aż do
chwili, gdy w dziewięć lat potem pojawiła się wśród
niego zwycięzka armia napoleońska.
Rząd Pruski, rozpocząwszy od razu z jaskrawym
naciskiem politykę germanizacyjną, za jeden z naj¬
ważniejszych środków działania uważał wyzucie pol-
\
GEflEl^AŁi B. KOŁYSKO.
(Z litografii paryzkiej w zbiorach p. Ignacego Wolskiego.)
Dzieje Porozbiorowe Tom I
16
>>>
124
skiego żywiołu z posiadania ziemi i zalanie jej osad¬
nictwem niemieckiem. Już w ostatniej ćwierci sie¬
demnastego wieku Brandeburgia, zapełniona Hugo-
notami, wysyła z całą swobodą ludność do Prus
Wschodnich. Na granicy Wielkopolski w tym czasie
tworzą osady przybysze z Holandyi, Palatynatu
i Szwajcaryi. Nie gardzono przy tem pierwotnem
osadnictwie nawet chłopami z Litwy i Polski; ale
tylko w ten sposób, że dostają oni grunta otoczone
koloniami niemieckiemi. Fryderyk I doznaje zawodu
ze strony słowiańskich przybyszów, choć z taką
umiejętnością ogrodniczą rozsadzanych; nakazuje
więc w 1739 roku kolonizować tylko zniemczonymi
Polakami (Deutschpolen), uznawał bowiem ich siłę
rozrodczą pod względem ilości dzieci. Dzisiejsze na¬
rzekania pruskich mężów stanu nad szybkim wzro¬
stem liczby Polaków są tylko powtarzaniem słów
obu pierwszych Fryderyków. Przybyszami z Polski
osiedlano wtedy tylko Brandeburgię, a plemionami
germańskiemi Prusy Wschodnie i Pomorze. Fryde¬
ryk II tworząc wielką armię, prowadził przez swych
agentów prawdziwy handel ludźmi. Kupowano wszę¬
dzie chłopów rozrosłych, a z pogranicza polskiego
huzarzy pruscy chwytali z gościńców i chat parob¬
ków. W taki to oryginalny sposób werbunkowy ar¬
mia pruska w 17:30—1740 posiadała około 30,000 ob-
KRÓu FRYDERYK wiL*HEMvr ni.
(Ze sztychu współczesnego.)
>>>
125
cych poddanych, a w 1751 już 80,000, t. j. blizko po¬
łowę całej siły zbrojnej. Olbrzymią część trzeba po¬
liczyć na rachunek dla naszego narodu. Dzisiejsi
Europy. Przyjaciel Woltera dawał osadnikom albo
większą połać ziemi z 30 morgów (4—5 huf magde¬
burskich), ogród, łąkę, -ł woły, 3 krowy, albo mniej-
-a
6)
M
O
C
O
C
cd
x i	*
£
O —
O
3 J5
•o w
o
u 
cn
°
x k"	O a
Ci Kila	*0 łb
S3
.3
O
S!
: - •*rzr~r
zresztą agenci Argentyny i Brazylii mogą wzory swe szą o jednej hufle. Historycy oceniają wydatki kolo-
czerpać z ogłoszeń i reklam Fryderyka II, rozrzuca- nizacyjne Fryderyka II na dwadzieścia pięć milio-
jącego ponętne obietnice po wszystkich krajach nów talarów i do trzech milionów mórg ziemi. Przy
>>>
126
takim systemie znakomicie wzrosła ludność ówcze¬
snego państwa pruskiego przed pierwszym rozbio¬
rem Polski. Stefan Komarnicki :) oblicza, że w okre¬
sie lat 1668—1750 przybytek jest 1,5 milionów na
2,7 t. j. że ludność Prus powiększyła się o 1,2 miliony.
oprócz Gdańska, województwa malborskie, chełmiń¬
skie z wyjątkiem Torunia, całą Warmię i część Wiel¬
kopolski po rzekę Noteć z oboma jej brzegami, po¬
cząwszy od granic nowej Marchii do Wisły pod For¬
donem. Pierwiastkowo wojsko fryderykowe zajęło
GENERAŁ. dÓZEf ZAJĄCZEK-
(Według litografii Śliwickiego z wydawnictwa hr. Chodkiewicza.)
WTiadomo, jak oddawna Fryderyk II przygoto¬
wywał zabór sąsiednich ziem. Fryderyk II otrzymał
mocą pierwszego rozbioru całe Pomorze polskie
*) Polska na Zachodzie. Lwów, 1894 r.
więcej, aniżeli układy z Rosyą i Austryą dozwalały
(w 1773 r. 15 miast, 516 wsi, w 1774 r. nowych 13
miast i 380 wsi). Były więc wielkie trudności tak
w zawarciu traktatu jak i przy regulacyi granic.
Królestwo pruskie ostatecznie w 1772/3 r. zyskało
>>>
Wjazd generała Dąbrowskiego na Kapitol.
(Według obrazu Suchodolskiego, ze zbiorów p. Gabryela Wierzbowskiego.)
>>>
128
645 mil kwadratowych i 510,000 ludności !). Praca
kolonizatorska trwa i wzmaga się bez przerwy, tak,
że wedle Rimplera 2) w 1786 r. liczba osadników wy¬
nosi pól miliona. Cały nabytek z pierwszego rozbio¬
ru, rząd berliński podzielił na dwie kamery (regen-
cye) kwidzyńską i bydgoską. Ta ostatnia po obu
brzegach Noteci nosi odtąd nazwę obwodu Notec¬
kiego—Netzedistrict. (Przy tworzeniu Ks. Warszaw¬
skiego, część południową obwodu noteckiego — 164
mil kwadratowych — włączono do tegoż Księztwa,
a 52 mil kwadr, stanowią dzisiejsze powiaty wałecki,
większą część złotowskiego i wschowski, t. zw. Pru-
z 1748 r. i „Codex Fridericianus Marchicus“. Tylko
dla spraw dawniej rozpoczętych służyć miały za za¬
sadę korrektura pruska i prawo chełmińskie, a w No-
teckiem zbiór Herburta łaciński. Zdawałoby się
z pozoru, że opieka Fryderyka II nad rolnictwem,
budowa kanału bydgoskiego, poparcie w miastach
przemysłu tkackiego i skórzanego, nowe szkoły—ma¬
ją za cel ogólny dobrobyt; tymczasem w rzeczywi¬
stości stanowią tak ongi, jak i dziś sposoby germani-
zacyi. Oto co pisze Fryderyk II do prezesa regencyi
Domharda: „Najpierwszym środkiem, któryby zdołał
wszczepić w tych niewolniczych ludzi (t. j. Polaków)
Dr. fryderyk Gedieke.
sy Zachodnie od 1807 r.). Obecna regencya bydgo¬
ska przy pierwszym rozbiorze dostała się królowi
pruskiemu, ale powiaty gnieźnieński, witkowski,
prawie cały wągrowiecki i większa część mińskiego
i mniejsza mogilnickiego dopiero po 1815 roku we¬
szły do regencyi bydgoskiej.
Nowy władca spieszył się też z urządzeniem
sądowem i administracyjnem. Patent notyfikacyjny
z 28 września 1772 roku, oraz instrukcya z 21 wrze¬
śnia 177;} r. wprowadza „Corpus juris Fridericiani“
’) Preussische Statistik XLVIII, 1879 r.
2) Dr. H. Rimpler: Domiinen politik etc. Leipzig, 1880.
Prof. }4enryk Liudwik |VIeierotto.
lepsze pojęcia i zwyczaje, powinno być usiłowanie
zmięszania ich z Niemcami, choćby to stać się miało
w samym początku z dwoma lub trzema w każdej
wiosce“. W r. 1777 w regencyi kwidzyńskiej pewien
Polak kupił majątek od Niemca; prezes regencyi do¬
stał naganę w słowach: „Zamiarem J. K. Mości jest
kupować dobra polskiej hołoty, aby się jej pozbyć,
a Niemców utrzymać przy ziemi, gdyż ci tylko są
pożądani". We współczesnej instrukcyi czytamy:
„Z Polakami nie trzeba się bawić w grzeczności, ale
odrazu woźnego na kark im pakować".
Fryderyk II z własnej szkatuły wyznacza
200,000 talarów na szkoły; do r. 1780 założono ich 58
WIZYTATOROWIE SZKÓŁ PRUS POŁUDNIOWYCH.
>>>
MINISTROWIE I URZĘDNICY PRUSCY W ZIEMIACH POLSKICH.
Wilhelm flntoni von I^lewitz.	Jan Krzysztof Woelner.
Karol Jerzy von H°ym,	c T Beyme.	Henryk Julian von Goldbcek.
Eberhard Julian -s/on ]VTassow.	Otto Kar°l Fryderyk von Voss.
>>>
130
KAROL, KURPUŚLStęi.
(Według litografii Sonntaga w zbiorach p. I. Wolskiego.)
katolickich i 177 protestanckich, a sprowadzono
z Saksonii 163 nauczycieli. Dobra skarbowe tak zwa¬
ne domeny i lasy państwowe powstają ze starostw
polskich, dóbr pojezuickich i poklasztornych, a wy¬
noszą w 1793 roku ogółem 209,850 mórg magde¬
burskich, lasy zaś 480,000 morg. Starostowie tylko
na jeden rok zostali w posiadaniu; po upływie tego
czasu dochód uległ szacunkowi, a same grunta są
wypuszczone w trzyletnią dzierżawę, potem sześcio-
znajduje chętnych osadników z Saksonii i Turyngii.
Największą wędrówkę plemion germańskich wywo¬
łuje budowa kanału bydgoskiego. Rocznie pracuje
tutaj około 6,000 robotników, którzy potem wraz z ro¬
dzinami już o powrocie do ojczystych krajów nie
myślą. T. Morawski oblicza w pierwszych trzech la¬
tach budowy przybyszów na 14,000.
Germanizacya tak'zapoczątkowana przez Fry¬
deryka II trwra i rozwija się za pośrednictwem osad-
letnią, aż wreszcie biorą je w administracyę t. zw.
amty i leśnictwa. Posiadacze zaś otrzymują doży¬
wotnie „kompetencye“. Do owych domen dołączono
skonfiskowane dobra szlachty za udział w powstaniu
Madalińskiego w ilości 35 amtów i 18 leśnictw. W do¬
menach polityka kolonizacyjna ma odpowiedni grunt
‘ dla siebie. Na działkach ziemi osiadają zwabieni
wrygodnemi warunkami przybysze z Palatynatu
i Szwabii, w części ze Szlązka i Meklemburga, a je¬
dnocześnie przemysł tkacki i garbarski po miastach
nictwa do chwili obecnej i słusznie Stefan Komar-
nicki pisze: „pobrzeża nad Notecią, do 1772 roku po¬
litycznie i etnograficznie kraj polski, stały się skut¬
kiem późniejszej dopiero szerokiej kolonizacyi nie¬
mieckiej i wielu czynników wespół z nią działają¬
cych krajem przeważnie niemieckim".
Drugi rozbiór Polski, zatwierdzony przez Sejm
grodzieński w 1793 roku dał królowi pruskiemu ogó¬
łem nowych 1,060 mil kwadr, i 1,200,000 mieszkań¬
ców. Odpadły od Rzeczypospolitej ziemia dobrzyń-
>>>
131
ska, województwo płockie, część mazowieckiego,
a na prawym brzegu Wisły: ziemia zakroczymska,
ciechanowska, różańska, nurska, łomżyńska, wiska,
większa część trockiego i żmujdzkiego województwa
na lewym brzegu Niemna, od strony zaś Prus Wschod¬
nich i Noteci odpada reszta województwa poznań¬
skiego, gnieźnieńskiego, inowrocławskiego, kaliskie¬
go i sieradzkiego, ziemia wieluńska, częstochowska,
część rawskiego i brzesko-kujawskiego.
Z mocy trzeciego rozbioru 1795/6 roku obej-
zwleka z wprowadzeniem nowych porządków admi¬
nistracyjnych i sądowych, tworzy z krainy przyłą¬
czonej prowincye: a)PrusyPołudniowre mające
departamenty: poznański, kaliski i warszawski;
b) Prusy Nowrowschodnie z dwoma departa¬
mentami: płockim i białostockim; c) Księztwo Sie¬
wierskie z częścią wrojewrództwa krakowskiego włą¬
czono do Szlązka pod nazwą Neu Schlesien.
Edykt królewski z 28 marca 1794 roku tymczasowo
dozwala stosować miejscowre zwryczaje i ustawy, ale
UOZEF KSAWERY ELSNER,
znakomity muzyk polski, ur. 1769 1854 r.
(Ze współczesnej litografii.)
mują pruskie władze resztę rawskiego, część mazo¬
wieckiego na lewym brzegu Wisły za Warszawą,
dalej województwa podlaskie, żmujdzkie na prawym
brzegu Bugu, na lewym Niemna, nadto część wroje-
w'ództwya krakowskiego i księztwo siewierskie, ogó¬
łem now'ych 997 mil kwadr, i 943,000 mieszkańców.
Razem król pruski do 1807 roku dzierżył '/5 część
dawnej Polski, czyli 2,702 mil kwadr, i przeszło 2'/,
miliona ówczesnej ludności.
Rząd berliński tak samo jak po 1772 roku nie
wryłącza z nich odrazu ustrój sądowy i procedurę;
przyjmuje zbiór Trębickiego za obowiązujący. Wkrót¬
ce jednak deklaracya królewrska z 30 kwietnia 1797
i tejże daty patent z 30/IY 1797 r. wyprowadza do cy¬
wilnych stosunków7 „Allgemeines Landrecht“ ogło¬
szony 5 lutego 1794 roku i obowiązujący w państwie
pruskiem od 1 czerwca 1794 r. wraz z ordynacyą są¬
dową i depozytową. Cofnięto wrstecz normy „Land-
rechtu" co do posagu, czyli tak zwTanych sum ewik-
cyonalnych. W sprawrach dawrniej wszczętych i co
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
17
>>>
132
do praw nabytych podstawą do rozstrzygnięcia dla
sądów ma być zbiór Trębickiego w Prusiech Połu¬
dniowych, a Herburta w Zachodnich, wreszcie gdzie¬
indziej statut litewski, ustawy magdeburskie i clieł-
UÓZEf SZYMANOWSKI,
poeta, członek Tow. Przyjaciół Nauk w Warszawie,
ur. 1748 f 1801 r.
(Ze współczesnego sztychu.)
mińskie. Patent królewski z 10 sierpnia 1795 roku
wprowadza od 31 grudnia 1796 roku hypotekę pru¬
ską, dla ziem zaś wcielonych po trzecim rozbiorze od
1799 roku. Ustawa hypoteczna nosiła miano „Allge-
meine Hypotheken Ordnung“ z 20 grudnia 1793 roku,
a z Landrechtu z części I-szej tytuł 20 od § 390—535.
Tak zwana w dawnej Polsce reluicya, t. j. przywilej
egzekwowanego dłużnika i spadłych z tabeli subha-
stacyjnej kredytorów do wykupu dóbr z rąk wierzy¬
cieli, którym majątek przysądzono — została ograni¬
czona rozporządzeniem królewskiem z 24 listopada
1801 do końca 1802 roku.
Z kolei nową gospodarkę finansową rząd berliń¬
ski rozpoczyna od czasowego zostawienia normy po¬
datków, ale zaraz podwyższa tę normę. I tak ofiara
10 grosza z dochodu ziemskiego ulega zwyżce do da¬
niny 24 groszy, podymne i pogłówne żydowskie
podwojono, cło, akcyza, stemple regulować się mają
podług zasad pierwotnego państwa pruskiego. Rząd
miał zamiar podwyższyć podatek gruntowy i rozpo¬
czął czynność katastrową, ale myśli tej tymczasowo
zaniechał skutkiem powstania zbrojnego w Południo¬
wych Prusiech. Słusznie Skarbek pisze, że dla rzą¬
du pruskiego były dwie drogi prowadzące do nowej
organizacyi kraju: jedna zachować tymczasowro daw¬
ne urządzenia, dawnych urzędników i język krajowy,
zastrzegając sobie na później reformy na zasadzie
jednostajnych norm w całem państwie, — druga zaś
poczytać wszystko, co dotąd istniało, za niebyłe,
zniszczyć odrazu dawne kształty i sposoby procedu¬
ralne, wprowadzić nowych wykonawców. Pierwsza
droga była dalszą, lecz pewniej prowadzącą do wy¬
tkniętego celu. Prusacy zanadto przekonani o braku
sił polskiego ludu postanawiają od jednego zamachu
zniszczyć wszystko i wszystkich.
Z chwilą zajęcia kraju ustały wszelkie magi-
stratury. Naczelnemi władzami w każdym z pięciu
departamentów były kamery do spraw administra¬
cyjnych zwane pierwiastkowo „Kriegs und Domanen
Kammer". Jak sama nazwa przekonywa, do obo¬
wiązków owych izb należało zaopatrzyć wojsko
w środki potrzebne, urządzać dobra i lasy skarbowe,
pobór podatków, bezpieczeństwo ogólne i porządek
czyli polieya, dalej szkoły i nadzór nad duchowień¬
stwem. W każdym znów powiecie urzęduje landrat,
a w miastach stad trat jako urzędnicy wykonaw¬
czy, policyjni i skarbowi. Wkrótce w osobie landrata
jednoczy się zarząd powiatu, a ma on do pomocy
IGNACY TAŃSKI,
poeta, ojciec Klementyny Hofmanowej. ur. 17151 -j- 1805 r.
(Ze współczesnej litografii.)
kreisratów po miastach, justycyaryuszów
po wsiach prywatnych zwanych dominiami, amty
zaś w domenach. W zakresie sądowniczym, natych¬
miast po zajęciu kraju tworzy rząd berliński „Justitz
>>>
133
komisye“, a czasowo dozwala rozstrzygać spory niż¬
szym sądom polskim, ale ogranicza orzecznictwo do
sporu przed 1 czerwca 1796, aż wreszcie znosi je
wszystkie w 1799 roku.
Kiedy ustał ostatni ślad dawnej magistratury
w każdym departamencie jest t. zw. regencya
z 2-ma wydziałami. Jeden z dyrektorem na czele
stanowi pierwszą instancyę, a drugi pod zwierzchnic-
ciągu i z nią łączy się tendencya wywłaszczenia
z dóbr polskich właścicieli. O konfiskatach była mo¬
wa wyżej. Z wielkim sprytem rząd pruski bierze się
do szlachty polskiej zniszczonej majątkowo skutkiem
ostatnich klęsk politycznych, jakie kraj przechodził.
Oto zdradziecko ułatwia kredyt potrzebującym go¬
tówki, tworzy więc fundusz ze swobodnych sum ban¬
kowych, kas inwalidów, z zapisu wdów i sierot i pie-
twem naczelnego prezesa regencyi drugą instancyę.
Spory o 200 talarów i więcej szły w drodze rewizyi
do Berlina. Regencye sądzą sprawy kryminalne.
Niższą władzą sądową były znów „Kreisjustiz
Kommissionen" do sporów mniejszych i do in-
strukcyi czynności delegacyjnych. „Justitzkomisa-
rze“ są też notaryuszami. W końcu „Kreisge-
r i c h t e“ w sprawach drobnych, w opiekach i hypo-
tekach. Polityka kolonizacyjna trwa w dalszym
niądze łatwo wypożycza. Rezultat był piorunująco
fatalny dla wielu, bardzo wielu lekkomyślnych. Nie¬
długo posypały się subhastacye i przymusowe sprze¬
daże dóbr ziemskich. Pułapka szybko działająca
udała się rządowi pruskiemu przy pomocy kapitałów
depozytowych, prywatnych i nowowprowadzonej hy-
poteki. Trzeba tutaj cofnąć się wstecz, aby zdać so¬
bie sprawę, co Prusacy wprowadzają nowego pod
względem urządzeń cywilnych.
UflH PIOTR HORBLiljM de la GOURDAI^E,
malarz i pedagog, ur. 1745 -]• 1830 r.
(Z portretu Jeuffroy litografował Piwarski.)
>>>
JÓZEf SUŁKOWSKI,
adjutant Bonapartego, zabity w Kairze 1798 r.
(Według sztychu S. Łukomskiego z litografii Engelmanna w zbiorach H. Piątkowskiego.)
>>>
135
W dawnej Polsce jeszcze w XV stuleciu statut
z 1459 roku tworzy normę, że wszelkie prawo rze¬
czowe do nieruchomości winno być ujawnione przez
teki, jako takiej: „potior jure, qui potior tem-
pore“, t. j. pierwszeństwo zaspokojenia należności
z dóbr w miarę kolejnego wpisu długu, inaczej
GENERAŁ LkEOIOjMÓW JÓZEF WIEUHORSKI.
Urodzony 1760 f 1817 roku.
(Z litografii Seweryna Oleszczyńskiego.)
wpis do akt publicznych. Z mocy znów ustawy j pierwszeństwo pożyczek porządkiem zapisów w akta.
z 1588 roku mieliśmy tak zwaną prioritas („causa Od 1588 roku istniały u nas klasy, czyli jak się dziś
prioritatis“), czyli ustaloną zasadę każdej hypo- mówi numera hypoteczne długów, kolejno obciąża-
>>>
130
jacych dany majątek ziemski. Nasza dawna hypo-
teka polska zapewniała pożądane wszędzie postula¬
ty: bezpieczeństwo, specyalność, jawność, niepo-
gdyż w dawnej Polsce znano „rozbiór", „eksdywi-
zyę“, czyli właściciela niewypłacalnego sąd zmuszał
do oddania dóbr wierzycielom, w naturze ziemię b:o-
N
o
o*

o
er?
a
o
X
X
B)
x
o
Qj
3
O
W
Ul
X
5'
to
0
*0
1
N
ro
a
3
w
01-
o
o-
ri
P-

OT
ESJ

O
O

a
dzielność i pierwszeństwo. Brakowało tylko oddziel¬
nej księgi, a choćby oddzielnej rubryki dla każdej
nieruchomości. Brakowało subhasty (wprowadzonej
dopiero na sejmie 1793 r.), t. j. sprzedaży publicznej,
rącym. Hypoteka pruska uzupełnia owe braki, zno¬
sząc reluicyę, t. j. wykup, ustalając przymusową
sprzedaż dóbr, ułatwia szybką egzekucyę. W każdej
zresztą hypotece ujawnionemi są: obszar, cena nie-
>>>
137
ruchomości, wedle ostatniego aktu kupna lub dzia¬
łów, ograniczenia i długi obciążające w kolejnym
porządku. Pewnemi bywają tylko ostatnie wiado-
nabywca nie zadawalnia się cyfrą zapisaną, ale obej¬
rzy wpierw i odpowiednio do swych potrzeb oceni.
Rozumny znów posiadacz korzysta z kredytu hypo-
b
K

X!

O
o
S3

£

CO
«
i *
(0
(.
c
o
ffl
ce
P

r3
O o
O 2
N
0	J,
o
'Ul
o
X
X
o
■o
te
o

ŁO

SI
A
o
S3
mości, t. j. długi. Wartość rzeczywista dóbr, jako
wartość każdego przedmiotu zależy od warunków
ekonomicznych czasu i miejsca, ulega zmianom,
a cyfra tranzakcyi tkwi stale w książce. Rozsądny
tecznego wedle swych sił i możności spłaty, lecz nie
powinien powodować się jakąkolwiek ceną swego
majątku.
Po upadku Rzeczypospolitej, zbyt szybko prze-
>>>
Pałae w Putawaeh wr 1300 roku.
(Akwaforta K. A. Richte a ze zbiorów ks. Włodzimierza Czetwertyńskiego.)
>>>
139
prowadzona przez władze pruskie regulacya hypo-
teczna nie dawała rękojmi, czy w książkach zapisane
są rzeczywiste wartości dóbr, gdyż suma kupna lub
działów rodzinnych rzadko odpowiada realnemu sta-
DYZ|VIA BOjiCZfl TOMASZEWSKI,
autor „Jagiellonidy", urodzony 1751 f 1821 roku.
(Ze współczesnej litografii.)
nowi rzeczy, tembardziej, gdy w końcu XVIII i na
początku XIX stulecia wyjątkowo drogą była u nas
ziemia. Przyczyna wysokiego szacunku leżała w ła¬
twym zbycie produktów surowych i zboża za grani¬
cą. Elementarne prawdy ekonomiczne rzadko wte¬
dy były znane, a Berlin z naiwności korzystał. Złu¬
dzeniu bowiem ulegał właściciel, któremu się zda¬
wało, że jest bogatym, licząc cenę dóbr podług chwi¬
lowego dochodu, złudzeniu wierzyciel, jeśli dawał
pieniądze znaczne na drugi, trzeci i następne numera
hypoteczne, dla tego że bankierzy berlińscy i żydzi
zapisują swe wierzytelności na pierwszem miejscu,
„bt przecież wartość dóbr wniesiona w książkę wy¬
starczy na pokrycie i daje bezpieczeństwo odbioru*4.
Złudzenie zwiększało się wrobec łatwego kredytu
w formie gotówki, tak zawsze potrzebnej, czy na no¬
wą reformę gospodarską, czy na spłatę jakiego zale¬
głego ciężaru, czy sched wrspółsukcesorów, czy na
posagi dla dzieci, czy wreszcie na postawienie domu
całego na lepszej stopie, niż dotychczas.
Rząd pruski miał na celu wywłaszczyć jak naj¬
większą ilość posiadaczy ziemskich i wciągnął w ową
grę hazardu kredytowego nie tylko drobne sumy
skarbowe, ale depozyty wdów, sierot, inwalidów
i prywatne banki berlińskie. Poznań i Warszawa
stały się eldoradami, gdzie przybywa mnóstwo agen¬
tów, a niektórzy z nich wynajmują pałace i są z po¬
zoru mało dostępni. Szlachcic chcąc otrzymać
audyencyę musi wpierw za pośrednictwem adwoka¬
tów albo faktorów umówić się o tak zwany wtedy
„duser“, albo kuban, czyli łapówkę, musi ów datek
wręczyć panu. plenipotentowi banku lub kasy, aby
można wejść w prawidłowe układy. Pzy podobnej
manipulacyi ten i ów bierze od hałatowego żydka
pieniądze z lichwiarskim procentem na „duser“,
a gdy już weźmie pożyczkę, opłaca komisowe i fak-
torne kilku rajfurom od setki z góry; mała suma
idzie do kieszeni, wysoka cyfra stoi w książce hypo-
tecznej. Powtarzała się stara historya: liczono
oberżniętemi dukatami, a wymagano procentu i kapi¬
tału monetą z pod stempla. Najwięcej korzystają
z łatwego kredytu obdłużeni ziemianie i młodzież
nieopatrzna: jednym z nich zdawrał się ratunek moż¬
liwym, inni chcieli pochwycić trochę gotówki wobec
grożącego bankructwa, jeszcze inni czują potrzebę
swobodnej hulanki. "W ielu bierze pieniądze celem
kupna obszernych dóbr dla spekulacyi i ambicyi.
W końcu każdy mający spłatę sukcesorów brał pie¬
niądze i wypłacał schedy niebacząc, że przyjdzie od¬
dać wierzycielom bajeczne sumy. Mnóstwo ludzi
szło na pewną zgubę. Pamiętnikarze mówią ze zgro¬
zą, jak bawi się Warszawa, tańczy na zabój, a duka-
dflH POTOCKI,
historyk i podróżnik, urodzony 1761 f 1815 roku.
(Z olejnego portretu w zbiorach wilanowskich.)
Dzieje Porozblorowc, Tom I
18
>>>
140
ty płyną do rąk afe¬
rzystów, handlarzy,
ladacznic, szulerów.
Szał dziwny ogarnia
większe miasta i dwo¬
ry w
Stosunek rzą¬
dzących i rządzo¬
nych w nowej części
państwa pruskiego
był dość oryginalny.
Obcy gryzipiórek
w charakterze urzęd¬
nika patrzał z ironicz¬
ną pogardą na wszyst¬
ko i na wszystkich,
sądził, że z nim przy¬
bywa do „dziewicze¬
go" wedle jego opinii
kraju jakaś wyższa,
1)0 germańska kultu¬
ra. Deklamacye na
odtąd lada pismak z
Widok Werony,
pod której murami popłynęła po raz pierwszy krew legionistów
(maj 1797 r.). Z litografii współczesnej.
temat cywilizacyi zachodniej
różnych „pressów" i „blattów"
ada umudurowany chłystek powtarzać będzie przez
całe XIX stulecie. Pruski kancelista i pruski dzien¬
nikarz ignoruje dzie¬
sięć wieków rozwoju
historycznego naro¬
du, rozwoju, którego
szczegółów nie zna
i znać nie chce, a
mniema, jakoby świat
poczynał się z chwi¬
lą, gdy on tutaj przy¬
wędrował. Szlachcic
ówczesny lekceważył
nowych hierarchów,
chłop ich nienawi¬
dził, mieszczanin pa¬
trzył z obojętnością,
żyd odznaczał się na¬
tręctwem do płaskiej
usługi i denuncyacyi.
Przemysł oczywiście
w takich warunkach
nie wzniósł się wca-
lichym towarem pru-
le, kraj cały zalany został
skim.
Polityka wywłaszczająca dosięga oprócz wła¬
ścicieli większych dóbr, przy pomocy kredytu hypo-
Widok JVTantui, pierwszej kwatery legionów polskieh od 13 marea 1797 r.
(Z drzeworytu niemieckiego.)
>>>
WAkSZAWA Z KOŃCA X\'III WIEKU.
tecznego, jeszcze klasę rolników, pracujących do- chleba po miastach, a w części wynosi się za grani-
tychczas na cudzych gruntach. Pierwszą ofiarą po- cę: jedni na wschód, gdzie tak szybkiej reformy nie
lityki są urzędnicy polscy w administracyi i sądów- przeprowadzono, drudzy na zachód -szukać służby
nictwie, jak powiedziano wyżej i liczni oficyaliści wojskowej. Dla rządu pruskiego obojętną była nie-
z dawnych starostw i majątków poduchownych. dola wysadzonych z posad biedaków, obojętnym
Ogromna ilość zależnej szlachty osiada bez kawałka ubytek i wędrówka wygnańców.
Widok wieży Marszałkowskiej i pozostałyeh murów dawnej Kaskady.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich,)
>>>
142
Stosunek włościan do dworu pozostaje nie¬
zmieniony, a tylko tak zwani „justycyaryusze" niby
do pomocy dodani dziedzicom i przez nich płatni,
skutkiem czego w oczach chłopów ,,pan“ jest przy¬
czyną zguby, nie zaś biorący rekruta rząd pruski.
Żołnierz przy srogiej dyscyplinie, długiej służbie
mącą wodę i zaostrzają niechęć, gdy się sposobność i ciągłych europejskich wojnach rzadko wraca do
nadarzy. Rząd pozwala, aby dziedzic wedle swego rodzinnej ziemi.
wyboru wrysłał wskazaną z góry liczbę rekrutów,	Kolonizacya przybiera nowe lormy. Kieruje
>>>
143
nią sam Fryderyk Wilhelm III i Dyrektoryum gene¬
ralne berlińskie. Skarb nie szczędzi pieniędzy, spro¬
wadza rolników z Wirtembergii, Meklemburgii i Ho-
i półzłotka strawnego na dobę dopóki mu gruntu nie
wydzielą, bądź do karczunku, bądź do uprawy. Każ¬
da w ten sposób sprowadzona rodzina kosztuje około
o
'tO

N
U
(3
X

o
w
o
a
Gf £
3
CD
G
o
u
in
•~n
a
u
a
o
a
0*
3
■U
c
(0
V
o
a
(3
X
N
O
63
landyi. Gorliwością kolonizacyjną odznacza się zwła- tysiąca talarów. Kapitan Rossard kolonizacyę obli-
szcza minister Schroetter, wielkorządca Prus Nowo- cza do 1806 roku na 5,500 dusz, 1,111 familii i 51,439
Wschodnich. Osadnik dostaje półzłotka na milę morgów rozdanej ziemi. Rząd hojnie szafuje dobrami
>>>
144
skonfiskowanemi. Jak świadczy Zerboni pod samym
Hoymem, wielkorządcą Prus Południowych (którego
potem zastąpił Voss, niechętny kolonizacyi, bo mu
się wydała zbyt kosztowną i nie prowadzącą do ce¬
lu), rozdano ziemi donataryuszom za dwadzieścia
milionów ówczesnych talarów, t. j. przestrzeń kolo¬
salną. Ogółem wtedy przeszło w Prusiech Południo¬
wych do rąk obdarowanych 241 majątków w 52 dzia¬
łach. Wówczas np. Lucchesini dostał starostwo mię¬
dzyrzeckie, książę Hohenlohe sześć majątków, hr.
Liittichau starostwo kopanickie, hr. Kaiserling sześć
dóbr, ks. Wirtemberski trzy majątki itp. itp. Król
w 1796 r. zabrania obdarowanym odstępować, a na¬
wet wydzierżawiać Polakom bez względu na formę
aktu. Taki np. ks. Oranii dostaje 50,000 talarów na
kupno majątku od Jabłonowskiego, gdzie zaraz spro¬
wadził 2,500 Niemców. Przykład owego księcia jest
naśladowany przez donataryuszów, tak, że do 1806
roku wpływa ewangelików z różnych stron na ziemię
polską do trzydziestu tysięcy głów. Pod nazwą
„czarnej księgi“ dwu urzędników pruskich z owego
czasu opowiada z jakiem zuchwalstwem każdy
wyżej położony i ustosunkowany szlachcic pruski
brał udział w rabunku, tak ziemi jak i grosza skar¬
bowego, tytułem otrzymywania patryotycznej zapo¬
mogi. Równocześnie w Prusach południowych na
przestrzeni kilkudziesięciu tysięcy morgów magde¬
burskich osiadło przeszło 10,000 kolonistów nie¬
mieckich.
Co się tyczy oświaty rząd pruski zostawia lud
w ciemnocie, zakłada szkoły niemieckie po miastach
i dla swych kolonistów po wsiach i osadach. W du¬
chu germanizacyjnym prowadzone jest niemieckie
gimnazyum w Poznaniu i korpus kadetów. Taki sam
cel ma liceum warszawskie, gdzie tylko niższe czte¬
ry klasy są na poły polskie, wyższe niemieckie; nad¬
zór naukowy ma osobna władza zwana „eforatem“.
Tolerowane są jeszcze szkoły pijarskie i prywatne
zakłady w Warszawie Konstantego Wolskiego, Hau-
kego, Łęskiego i t. p. Zamożniejsza szlachta ówcze¬
snym zwyczajem trzyma u siebie guwernerów fran-
cuzkich, którzy uczą odrobinę historyi, mytologii
i „talentów", t. j. muzyki i tańca.
Odmówiono prośbie o założenie uniwersytetu
w Warszawie, a natomiast powołano do życia nowe
katedry z wykładem łacińskim przy uniwersytetach
w Królewcu, Wrocławiu i Frankfurcie nad Odrą, aby
tam zwabić młodzież polską. W zakresie spraw ko¬
ścielnych unikał natomiast rząd pruski jakichkol-
, wiek zatargów z Rzymem, niemniej jednak czuwano
nad przeprowadzeniem i w tym zakresie systemu
państwowego. Po zgonie biskupa warmińskiego Mia-
skowskiego w roku 1804 powierzono administracyę
dyecezyi arcybiskupowi gnieźnieńskiemu Raczyń¬
skiemu. Stworzono nowe biskupstwo rzymsko-kato¬
lickie w Wigrach i grecko-katolickie w Supraślu.
Kraj odpadły do Austryi stanowił część .Małopol¬
ski, która przed pierwszym rozbiorem składa się
z trzynastu poddziałów, to jest, z księztwra oświęcim¬
skiego i Zatorskiego, dwu samoistnych ziem: chełm¬
skiej i halickiej, oraz z dziesięciu województw: kra¬
kowskiego, sandomierskiego, kijowskiego, ruskiego,
Rokosz pod Kairem, w ezasie którego zginął Józef Sułkowski.
(Według stalorytu z obrazu barona Gros’a.)
>>>
lVo
wołyńskiego, podolskiego, lubelskiego, bełzkiego,
podlaskiego i bracławskiego.
Księztwo oświęcimskie i Zatorskie miało dwa
powiaty w Zatorze i Oświecimie. Ziemia chełmska
tak samo: w Chełmie i Krasnym Stawie. Ziemia zaś
halicka trzy w Haliczu, Trębowli i Kołomyi. Woje¬
wództwo znów krakowskie dzieliło się na siedm po¬
wiatów: Kraków, Sącz, Biecz, Proszowice, Księżno
(Książ), Lelów, Szczyrzyce. W Sandomierskiem są
powiaty: Sandomierz, Radom, Chęciny, Opoczno,
Korczyn, Stężyca, Wiślica, Pilzno. Województwo
ruskie miało trzy ziemie: a) Lwowską z dwoma sta¬
rostwami grodowemi Lwowskiem i Żydaczowskiem;
b) Przemyską z powiatami Przemyskim i Przewor¬
skim; c) Sanocką. Województwo wołyńskie dzieli
sielskiego), część województwa sandomierskiego
(późniejszy cyrkuł tarnowski i północny dział rze¬
szowskiego), część województwa bracławskiego bełz¬
kiego (galic. cyrkuł żółkiewski), część województwa
wołyńskiego właściwie powiatu włodzimierskiego
(Lodomeria), część województwa podolskiego, t. j. po¬
wiat Czerwonogrodzki (rastrum rebrum, galic.
cyrkuł czortkowski).
Przed pierwszym rozbiorem mieliśmy w zaję¬
tych ziemiach naszych trojaki rodzaj sądownictwa:
A) dla szlachty a) sądy ziemskie (judicia ter-
restia) złożone z sędziego, podsędka i pisarza,
wszystkich z wyboru, a pisarz przyjmował nadto
akta dobrej woli do ksiąg ziemskich, jakby dziś na¬
zwać można akta notaryalne i hypoteczne; b) sądy
Powstanie w okolieaeh Kairu, 30 Vendemiaire roku VII (21 września 1798).
(Zgon szefa brygady adjutanta Józefa Sułkowskiego.)
Ze sztychu Lecaudue.
się na trzy powiaty: Łuck, Włodzimierz (Lodomeria)
i Krzemieniec. Województwo podolskie też trzy: Ka¬
mieniec, Latyczów, Czerwonogród. Województwo
lubelskie trzy: Lublin, Łuków, Urzędów. Wojewódz¬
two bełzlde pięć powiatów: Bełz, Busk, Grabowiec,
Horodła, Lubaczów. W województwie podlaskiem są
trzy ziemie: drohicka, bielska i mielnicka, a w brac-
ławskiem województwie trzy powiaty: Bracław, Win¬
nica, Zwinogród.
Układ zawarty 5 sierpnia 1772 r. między Rosyą,
Austryą i Prusami, zatwierdzony przez sejm polski
traktatem z 18 września 1773 roku oddaje na wła¬
sność Austryi oprócz starostwa spizkiego całe woje¬
wództwo ruskie, ziemię halicką (oprócz chełmiń¬
skiej), część województwa krakowskiego (późniejsze
cyrkuły galicyjskie: bocheński, sandecki i część ja-
grodzkie czyli starościńskie składające się ze
starosty, podstarosty (vice-capitaneus judex
castrensis), podsędka i pisarza do spraw krymi¬
nalnych. W nagłym* wypadku kontrakty i tutaj
przyjmowano. B) Sądy duchowne biskupie
dla przestępstw księży, w sprawach o zniewagę reli-
gii, krzywdę majątku kościelnego, rozwody, separa-
cye. C) Sądy miejskie były radzieckie z bur¬
mistrzem i radnymi do spraw cywilnych i opieki,
oraz wójtowskie, inaczej ławnicze do występków,
spraw o posiadanie, spadek. Szlachta odwołać się
miała prawo do Trybunału w Lublinie, mieszczanie
do sądu asesorskiego w Warszawie, w potocznych
sprawach do starosty, w sprawach zaś konsystorskich
arcybiskupi przyjmowali apelacyę od wyroku bisku¬
piego. Taki był ustrój w zarysie magistratury polskiej.
>>>
146
Rząd austryacki z mniejszą bezwzględnością,
aniżeli rząd pruski rozpoczął gospodarkę w zajętej
prowincyi. Władze wojskowe w celach poboru re¬
kruta spisują w rok od 1772 roku ludność (Popula-
tionsbiicher); w 1785 roku ów urzędowy rejestr
zaznacza w królestwie Galicyi i Lodomeryi 118 miast,
śnia 1772 roku zawiadamia wszystkich z osobna
i każdego komu o tem wiedzieć należy, że komisa¬
rzem pełnomocnym i gubernatorem kraju jest Jan
Antoni hr. Pergen. Nowy wielkorządca już 16 paź¬
dziernika 1772 roku znosi urzędy wojewodów, pod-
wojewodzich, oraz „inne godności i dostojeństwa
WŁADYSŁAW JABŁONOWSKI (zwany ]VlUI*ZYriięiE]Vr)
generał brygady w sztabie legii pierwszej Dąbrowskiego a następnie wódz legionów wysłanych na San Domingo.
Umarł 1802 roku.
(Z rysunku Julii Grodzickiej litografował Kurnatowski w Poznaniu. Własność biblioteki hr. Krasińskich.)
192 miasteczek i 6,160 wsi z ludnością 3,229,061 J).
Naczelną władzą dla „rewindykowanego" kraju jest
galicyjska kancelarya nadworna.
Manifest cesarzowej Maryi Teresy z 11 wrze-
) „Wiener Żeitung“ 11 z. 1786 r.
z wypełnieniem należytej sprawiedliwości niezgadza-
jące się“, a 20 października hrabia ogłasza, że do¬
tychczasowi sędziowie obowiązani są „tymczasowo"
sprawować swe obowiązki, ale w imieniu „najjaśniej¬
szej cesarzowej rzymskiej, węgierskiej i czeskiej
królowej". Nikt nie ma prawa odwoływać się do
>>>
147
trybunałów i sądów polskich po za kordonem. Do¬
piero w końcu 1773 roku wezwano szlachtę z ówcze¬
snych sześciu cyrkułów (Bełz, Halicz, Lwów, Pilzno,
Sambor i Wieliczka) do wyboru deputatów celem
złożenia przysięgi homiagalnej, fur sich und in
die Seele aller ihrer Committenten. Uro¬
czystości owej asystowali 29 grudnia 1773 roku hr.
Pergen i umyślnie z Wiednia wysłany hr. Wratislaw.
Ceremonję kościelną przysięgi od „powolnych i przy¬
wiązanych poddanych" zakończono salwami z ręcz¬
nej broni i armat, iluminacyą, obiadem i maskara¬
dą. „Bawiono się wyśmienicie i wybornie11, twier¬
dzi urzędowy sprawozdawca.
Jeszcze 4 stycznia 1773 roku hr. Pergen tworzy
pod osobistym kierunkiem Najwyższy rząd gu-
bernatorski, jako apelacyę od wyroku, gdzie po¬
przednio rozstrzygał bądź trybunał lubelski, bądź
asesorya, a zarazem kasacyę rewizyjną i restutycyjną
i co do próśb o łaskę cesarską, jako pierwszą instan-
cyę, gdy rzecz szła o dziesięciny, przywileje testa¬
mentu, świętokradztwo, bluźnierstwo. W niższem
sądownictwie wielkorządca nie usuwa dawnych
urzędników, ale ci ostatni bez znajomości języka nie-
. mieckiego i nowych form kancelaryjnych sami pro¬
szą coraz częściej o dymisyę. Miejsca wakujące
natychmiast są zajmowane przez łakomych Czechów
i	wiedeńczyków. Wiadomo, jak ówczesny współ-
cesarz Józef II, syn Maryi Teresy, był spragniony
poznania nowonabytej prowincyi. Lwów w dniu 31
lipca 1773 roku miał szczęście oglądać oblicze owego
wszechstronnego reformatora, któremu się przez ży¬
cie całe zdawało, że ludzie są na to przeznaczeni, aby
na nich wypróbowywać różne doktrynerskie projek¬
ty. Józefowi II nic się nie podobało w Galicyi, a naj¬
mniej szlachta, żydzi, więzienia, administracya i są¬
dy. Rozpytywał się o kazamaty, o ilość wyroków,
o	sposoby ■ egzekucyi, sam bowiem próbował ongi
z dobrej woli kajdan żelaznych w Spielbergu. Dla
rewizyi urządzeń galicyjskich wysłany przez cesarza
hrabia Bourguinion składa raport bardzo nieprzy¬
chylny dla Galicyi, wraz z projektem nowych urzą¬
dzeń. W miesiącu lutym 1774 r. ustępuje hr. Pergen
z dworu hrabiemu Andrzejowi Hardikowi, wkrótce
zaś Hardik hrabiemu Auersperg. W kilka miesięcy po
tem, bo w lipcu, zamiast „najwyższego sądu“ utwo¬
rzono we Lwowie Regis Tribunal, który późnie]
nosić będzie nazwę „K. K. Tribunale“. Naprędce
zestawiona procedura z dnia 15 czerwca 1774 (Ge-
richtsordnung) staje się dla wszystkich obowią¬
zującą dopóki nie weszła w życie nowa ustawa sądo¬
wa (allg. Gerichtsordnung) z 1 maja 1781 r.
w poprawnem wydaniu z 1796 r., która z pewnemi
zmianami przetrwała przez całe stulecie. Trybunał
królewski był sądem dla szlachty, ale polski szlach¬
cic aby korzystać mógł z przywileju, musiał wpierw
jako „Ritter von“ być wpisanym do metryki ry¬
cerskiej we Lwowie. Niewylegitymowany ulega
zwierzchnictwu magistratów miejskich, a w drodze
fransuzko-polskie oddziały w Weneeyi
(czerwiec 1797 r.).
Ze sztychu Reville’a.
Dzieje Porozbiorowo Tom I.
19
>>>
odwołania się consilium appellationum ist¬
niejącemu od 8 lipca 1775 roku do spraw karnych-
Rada apelacyjna pierwiastkowo rozpatrywała wyroki
zapadłe w dawnych sądach polskich i sądzi wedle
ustaw Rzeczypospolitej. W chwili przyłączenia Gali.
cyi do Austryi rolę kodeksu kryminalnego odgry¬
wała od 1768 roku Constitutio criminalis
Tlieresiana, potocznie zwana Nemesis The.
r e s i a n a, zlepek z dawnych Halsgerichts-Ord-
nungen cesarza Ferdynanda z roku 1655 (F e r d i -
nandea) i Józefa I z 1707 (Jo sep hi na). Gdy
znajdzie się dziś ciekawy czytelnik, który zechce
przerzucić krwawe kar¬
ty owej „Nemesis",
dreszcz go przejmie po
wszystkich kościach.
Redaktorowie tego zbio¬
ru najsurowsze kary
przeznaczali dla zbrod¬
niarzy, jak żywopalenie,
ćwiertowanie lub druz¬
gotanie kołem od głowy
do stóp albo naodwrót,
wleczenie po ziemi, u-
cięcie w sposób zwykły
lub przez rozpalone,że¬
lazo ręki, nogi, języka,
piersi kobiecych, prę¬
gierz, piętnowanie na
plecach, policzku, war¬
dze, chłosta karbaczem,
rózgą, roboty publiczne,
kajdany;indagacyęjed¬
nak z pomocą tortur
zniesiono już 1776 roku.
„Nemesis Theresiana“
uchyloną zostaje przez
Józefiński kodeks
z 13 stycznia 1787 roku,
w poprawniej szem wy¬
daniu z .3 września 1803
roku, obowiązujący aż
do zbioru z 1852. Dla
stosunków cywilnych
patent z 4 marca 1780
roku wprowadza liypo-
tekę inaczej t a b u 1 ą
lwowską zwaną. Polskie
ustawy dawne stosują sądy galicyjskie aż do 1 maja
1787 roku. Odtąd bowiem Ustawa Józefińska
wchodzi w życie ze zmianami późniejszemi za Leo¬
polda II i nosi miano Kodeksu zachodnio-ga-
licyjskiego wedle patentu z 13 lutego 1797, a dla
Galicyi Wschodniej od 1 stycznia 1798 r., a trwa aż
do obecnego powszechnego prawa prywatnego z 1812
roku.
Jednocześnie z królewskim trubunałem powstał
specyalny sąd dla spraw skarbowych (od 1774 do
1784) pod tutułem Consessus in causis sum-
mi principis et comissorum przezwany jed¬
nym wyrazem K o n s e s. Przed forum owem wnoszo¬
no wszelkie skargi co do „oszukań cłowych", wykro¬
czeń przeciw monopolom fiskalnym, ukrywania de¬
zerterów, konstytucyi i królewszczyzn dawnych.
Uniwersał hr. Pergena z 28 stycznia 1773 r. obwiesz¬
cza, że zabiera się dobra stołowe i koronne na rzecz
cesarzowej rzymskiej. Skarb austryacki jednak zna¬
lazł się w kłopocie, nie miał bowiem dokładnego re¬
jestru królewszczyzn, więc dekret nadworny z 3 ma¬
ja 1777 roku wyznacza nagrody dla tych, którzy do¬
niosą o bezprawnych posiadaczach, dożywotni kac h
i t. p. Skutkiem fałszywych denuncyacyi powstaje
wiele procesów przed
Konsesem.
Kasacya Jezuitów
przypadła prawie razem
z pierwszym rozbiorem
Rzeczypospolitej. Rząd
wiedeński wielce pra¬
widłowo objął dobra je¬
zuickie, ale ze względu
na posesorów, dzierżaw¬
ców i stosunki ze świec-
kiem duchowieństwem
oraz z powodu skarg na
jurysdykcyę biskupią
z prawem odwołania się
do arcybiskupa i nun-
cyusza papiezkiego ce¬
sarz Józef II ustanawia
Judicium utilitare
delegatum mixtum,
sąd świecko - duchowny
w 1778 r. we Lwowie.
Biskup wdraża śledz¬
two i o wyroku swym
donosi Radzie apelacyj¬
nej, która deleguje dwu
radców, a ci razem z de¬
putatami konsystorza
pod przewodnictwem
prezesa Rady apelacyj¬
nej albo wyrok zatwier¬
dzają albo łagodzą.
Naturalnie nie u-
stawały skargi na
szlachtę i magnatów,
jako na tych, co spowo¬
dowali upadek Rzeczypospolitej; pod wpływem nie¬
dawnych zmian i wypadków, oprócz narzekań i bia¬
dań są i szkalowania. Do podobnego rodzaju należał
alarm z Galicyi przesłany do Wiednia o nadużyciach
opiekunów i kuratorów małoletnich. Rzecz natural¬
na, rząd wiedeński tworzy od 21 czerwca 1774 roku
C o m m i s i o p u p i 1 a r i s dla wyższych stanów.
W dawnej Rzeczypospolitej mieliśmy radę star¬
szych krewnych, inaczej familijną, gdy w Austryi
istniał ad hoc urząd sierocy. Ustanowiona nowa
instytucya nie mogła się połapać co do praw o mało-
letności w Polsce. Wedle naszych statutów kto za-
JERZY LiUDWIK EGIDY von KÓJ-U--ER,
gubernator warszawski za czasów- pruskich.
(Ze sztychu współczesnego.)
>>>
STANISŁAW SZCZĘSNY POTOCKI-
(Z portretu Lamprego w zbiorach hr. Mikołaja Potockiego w Paryżu.)
>>>
150
warł związeK małżeński lub komu rodzice oddali
majątek staje się sui juris. W ten sposób młodzie¬
niec wedle ustawy z 1768 roku ze skończonym 18 ro-
praw politycznych i udziału w sejmikach dość było
mieć lat 18, aby zaś zostać posłem 23, ale do prostej
administracyi własnym majątkiem wystarcza lat 18.
N
o
c'
ESJ
orę
B
o
crq
p-
P
SO
W
a
o
X
T
SS
O

U
3
o
3
a
N
(5)
X



ES
W
O
O

X

h*H
H
CJ
kiem wychodził z pod opieki (acta legitima), Nowej komisyi pupilarnej ta rozmaitość nie podobała
w 20 roku maannusdiscretionis, a zupełną zdol- się więc powołując się na dekreta Maryi Teresy z 1751
ność w 24 (competentia annorum). W zakresie i 1753 r. rozpościera skrzydła opiekuńcze nad wszyst-
>>>
kimi co nie skończyli lat dwudziestu czterech.	Dla stosunków handlowych rozkaz z 14 wrze-
Szlachta oponuje, piętrzą się spory, które przecina śnia 1774 r. urządza system ksiąg kupieckich, ustawa
specyalna instrukcya p. t. Constitutio tutorea znów p. t. Ordo cambialis z 22 lipca 1775 r. obej-
X
O
o
•csl
£
SJ
co

w
N
Ł.
•o
c
a,
o
cn
j
-w
o
cn
o
c
(h
(3
O
-w
o
X
X
o
■O
-d
'w
cS
M
o
CS
d
Ti
o
2
N
*
c3
"3)
O
a
fcD
ta
c3
rO
O
SJ
z 2 maja 1778 roku. Spisano kataster majątków sie¬
rocych i słuchano rachunków, wydając „absolutoria"
lub „monita“.
muje przepisy wekslowe i targowe; wreszcie od 1 lu¬
tego 1776 r. w szeregu nowych władz rozpoczyna swe
czynności sąd handlowy i wekslowy I i II in-
>>>
152
stancyi we Lwowie. Obok niego jest urząd roz¬
jemczy kupiecko-rzemieślniczy z 40 człon¬
ków pod urzędową nazwą Vierzig-Manner-Amt.
Z czasów Rzeczypospolitej pozostały sąd or¬
miański we Lwowie skasowano w 1785 r., a sprawy
żydowskie w ostatniej instancyi rozstrzygał Ober-
Landrabinalgericht lwowski.
Między pierwszym i dwoma ostatnimi rozbio¬
rami Polski podziały administracyjne były następne:
Najpierw jest 6 cyrkułów z 19 dystryktami, w roku
noników kapitulnych; c) stanu miejskiego: z dwu
tylko deputatów miasta Lwowa. Sejm postulatowy
ma praWo obradować i w przedmiocie poboru rekru¬
ta i podatków, ale jedynie „w jaki sposób“ (quo
modo) mogą być wykonywane postulaty rządowe,
lecz zabronionem jest mówić „czy“ (cur) i kiedy
mają być spełnione. Słowem charakter sejmu był
właściwie doradczy, a stanowczą jest do 1867 roku
biurokracya centralistyczna niemiecko-czeska z ten-
dencyą germanizatorską, wyzyskiem fiskalnym, uci-
Wfcjście franeuzkiej armii i legionów polskieh do Rzymu
(3 maja 1798 r.).
Ze sztychu Bertault.
1782 zmiana na 18 cyrkularnych urzędów oprócz
księzwa oświecimsko-zatorskiego, które tworzy osob¬
ną jednostkę. W każdym cyrkule urzęduje tak zwa¬
ny po polsku starosta z tytułem Kreishauptmann
z władzą policyjno-administracyjną i zarazem sądową
odnośnie do sporów między dominium szlacheckiem
i włościanami. Na czele kraju stroi gubernator. Obok
niego sejm postulatowy, złożony z trzech stanów:
a) magnatów, t. j. z tytułami kiążęcemi, hrabiowskie-
mi, baronowskiemi, arcybiskupów, biskupów, infuła¬
tów; b) przedstawicieli stanu rycerskiego ze szlachty
płacącej najmniej 75 złotych reńskich podatku i ka¬
skiem politycznym i ekonomicznym. Krótko rządy
sprawował hr. Hadik, dłużej powszechnie nielubiany
Henryk hr. Auersperg (1774—1780), za którego po¬
wstała komisya ekonomiczna w Jarosławiu, z celem
pośredniczenia w handlu płótnem i skórami. W 1778
roku ogłoszono ustawę cechową i celną, a tytoń mo¬
nopolem rządowym, w 1779 roku Brody wolnem
miastem. Pobór wojskowy, podatki, szykany urzęd¬
nicze są powodem licznego wychodźctwa mimo suro¬
wych zakazów emigracyi. Po raz drugi zjeżdża do
Galicyi w maju 1780 roku cesarz Józef II, ale mnogie
skargi nie mają skutku, gdyż Galicyę jako kraj zaję-
>>>
153
tyjure postlimini przeznacza do swych doświad¬
czeń reformatorskich. Jeszcze przed przyjazdem
cesarza Józefa II hr. Auersperg ustąpił, a miejsce
jego zajmuje Józef hr. Brigido (1780—1794) człowiek
z natui’y dobry i taktowny. Za jego staraniem zało¬
żono uniwersytet lwowski: józefiński 1784 roku zam¬
knięty wkrótce, bo w roku 1805, przedtem we Lwo¬
wie po zmienionej akademii jezuickiej było od 1773 r.
kolegium medyczne, od 1776 roku studya filozoficzne
i prawnicze, oraz klasy łacińskie tak tu w stolicy
kraju, jak w Zamościu, Stanisławowie, Przemyślu
i Tarnowie, oraz szkoły normalne w miastach obwo-
szczyzniany (Unterthanigkeit) ze swobodą oso¬
bistą, lecz z powinnością do robocizn i świadczeń
względem dworu. W Galicyi cesarz od 1782 r. kasuje
54 klasztory, a z dóbr tworzy oddzielny „fundusz re¬
ligijny" i określa w 1885 r. taksę należności kościel¬
nych, wprowadza w tymże roku język niemiecki do
sądów, w 1788 r. podatek wojenny, który za Leopol¬
da II i Franciszka II wzrósł do rozmiarów bardzo
wysokich. W r. 1790 powstaje cenzura rękopisów
do druku i stemplowanie gazet.
Skutkiem trzeciego rozbioru Polski Austrya do¬
stała 50,000 kil. kw., t. j. resztę województwa kra-
Kamera Prus Południowyeh od strony ogrodu I^raslriskieh.
(Z akwarelli wykonanej w 1800 r.)
dowych. W roku 1781 cesarz Józef II ogłasza słyn¬
ny patent tolerancyjny względem wyznań
chrześcijańskich. Co do żydów wolno im było tru¬
dnie się przemysłem i handlem, dzierżawić dobra
szlacheckie, a zabroniono mieć gruntów chłopskich,
młynów\ dziesięcin i wyszynku. Od roku 1789 nad
142 gminami żydowskiemi naczelną władzą jest
kahał lwowski. Cesarz Józef II zasypuje całe pań¬
stwo austryackie patentami, dekretami wr najroz¬
maitszym kierunku, budząc wszędzie powszechne
niezadowolenie. Szczegółowo w Galicyi znosi 5 kwie¬
tnia t. zw. poddaństwo niewolnicze (Leibeigen-
schaft) zamieniając na stosunek poddaństw pań-
kowskiego, sandomierskiego i lubelskiego, ziemię
chełmską, część Litwy, Mazowsza i Podlasia. Naby¬
tek otrzymał nazwę Nowej albo Zachodniej Galicyi
z oddzielnym gubernatorem Margelikiem i dopiero
w r. 1803 połączony został z królestwem Galicyi i Lo-
domeryi; dzielił się on na G cyrkularnych obwodów.
Skutkiem wojny napoleońskiej i pokoju w Schón-
brun dnia 14 października 1809 r. Zachodnia Galicya,
t. j. Kraków, Kielce, Sandomierz, Zamość, Lublin
przyłączono do Księztwa Warszawskiego. Cyrkuł
tarnopolski, część złoczowskiego, brzeżańskiego i za-
leszczyckiego zajęła Rosya. Od 1805 roku zamiast
uniwersytetu lwowskiego jest liceum o czterech „stu-
>>>
ZOflfl POTOCKA, żona SZCZąSflEGO (greezynka CZEŁICZE, poprzednio WITTÓW**).
(Z portretu Lampfego w zbiorach hr. Mikołaja Potockiego w Paryżu.)
>>>
155
dyach“ filozoficznem, teologicznem, prąwniczem i chi-
rurgicznem. Od 1810 r. gubernatorem mianowany
Piotr hr. von Goess.
Przychylne usposobienie Cesarza Pawła dla Po¬
laków, objawione zaraz na wstępie panowania uwol¬
nieniem Kościuszki i jeńców Opolskich, budziło wszę¬
dzie sympatyę dla ludzkiego monarchy. Kościuszko
opuścił Petersburg dnia 19 grudnia 1796 roku i przez
Finlandyę, Sztokholm i Anglię] udał się w towa¬
rzystwie Niemcewicza i młodego oficera Libiszew-
GE^ERAŁi BERTHIEf*.
(Z olejnego portretu oarona Gros’a w zbiorach ks. Wagram w Paryżu.)
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
156
skiego do Ameryki. Na rozkaz Cesarza major Udom
towarzyszył Kościuszce aż do Sztokholmu, gdzie po¬
seł rosyjski miał polecenie odwiedzać go i dowiady¬
wać się o zdrowie codziennie. W każdem mieście,
przez które przejeżdżał, okazywano Kościuszce żywe
zainteresowanie. Dnia 18 sierpnia 1797 roku okręt
„Adriana", który wiózł Kościuszkę i Niemcewicza
zawinął do Filadelfii. Mieszkali naprzód w Filadel¬
fii, w Nowym Yorku, w Elisabethtown, w Nowym
Brunświku, gdzie Niemcewicz poznał przyszłą żonę
swoją panią Zuzannę Kean, wreszcie znowu w Fila¬
delfii na Second-Street, gdzie odwiedzał często Ko-
wiele majątków skonfiskowanych, obdarzył hojnemi
nadaniami kilku Polaków jak 1 lińskiego i Ludwika
Tyszkiewicza; przyjmował do służby wojskowej daw¬
nych oficerów polskich, komendę trzech pułków hu¬
zarskich powierzył Polakom i polecił im dobrać sobie
oficerów z byłych wojsk polskich. Z pociechą dowia¬
dywali się o tem wychodźcy zgromadzeni na Wo-
łoszczyźnie, opuszczeni przez Francyę w chwili,
w której po traktatach w Leoben i Campo Formio
stali się jej niepotrzebni. Byli też skazani na osta¬
teczną nędzę.
Wódz ich Ksawery Dąmbrowski rozpoczął po-
Dom ks. biskupa Albertrandego na ł^anonii, miejsee pierwszych ze-brań
Warszawskiego Towarzystwa Przyjaeiół Tlauk.
(Według fotografii z natury.)
ściuszkę późniejszy król francuzki Ludwik Filip.
W Filadelfii zaprzyjaźnił się Kościuszko z Tomaszem
Jeffersonem. Na wiosnę 1798, około 26 marca, otrzy¬
mał Kościuszko listy z Europy, które silne sprawiły
na nim wrażenie; spisał pospiesznie testament i nic
uprzedzając Niemcewicza wyjechał do Francyi za
paszportem, wyrobionym przez Jeffersona u posła
francuzkiego na nazwisko Tomasza Kanberga. Unia
28 czerwca 1798 r. okręt, na którym jechał, przypły¬
ną do Bayonny.
Nic poprzestał Cesarz Paweł na dowodach las- '
kawości względem Kościuszki i jego towarzyszy bro¬
ni. W początkach roku 1797 Cesarz kazał zwrócić
rozumiewać się z Petersburgiem za pośrednictwem
konsula rosyjskiego w Bukareszcie i zwrócił się
wreszcie do Cesarza z prośbą o przyjęcie go do ro¬
syjskiej służby wojskowej. Po dwóch miesiącach
nadeszła odpowiedź pomyślna. Cesarz ukazem wy¬
danym 26 czerwca 1797 roku postanowił, że generał-
major polskiej służby Ksawery Uąmbrowski w tymże
stopniu przyjęty zostaje do kawaleryi i że ma ufor¬
mować pułk dragonów z Polaków zwerbowanych
w polskich gubernijach. Werbunek tego polskiego
pułku rozpoczął się rzeczywiście. Niebawem jednak
książę Repnin, generał-gubernator litewski, posłał do
Petersburga raport o odkryciu tajnego sprzysiężenia
>>>
Ks. JS/mRCIfl POCZOBUT«ODIaAl^ICKI,
astronom-obserwator, rektor Akademii Wileńskiej.
(Ze współczesnej litografii.)
w Wilnie i w Łucku. Obwiniano spiskowców o sto¬
sunki z Francyą, o wysyłanie ochotników do legio¬
nów polskich we Włoszech, o zbieranie składek
i tworzenie patryotycznego związku na Litwie.
Rozpoczęło się natychmiast śledztwo, prowa¬
dzone przez Repnina, a zakończone wyrokiem, zła¬
godzonym cokolwiek przez Cesarza na instancyę
senatu. Nie wiadomo, czy z tego powodu, czy z in¬
nego dostał się do więzienia Ksawery Dąmbrowski
i przesiedział tam do roku 1801; później uwolniony,
wstąpił znowu do służby, doszedł do stopnia generał-
lejtenanta i podczas powstania w roku 1830 odzna¬
czył się wr służbie rosyjskiej.
Nagła zmiana stosunku do Polaków była |
w pewnym związku z polityką zagraniczną. Wstą¬
piwszy na tron chwycił się Cesarz Paweł systemu
wręcz przeciwnego zamiarom matki. Kanclerz Os-
termann wystosował natychmiast z polecenia Cesa¬
rza okólnik do mocarstw, w którym oznajmiał, że
„wojska, przeciwko Francyi skierowane za poprzed¬
niego panowania, na wojnę nie pociągną, wiele bo¬
wiem okoliczności zniewala do ofiarowania ukocha¬
nym poddanym niejakiego odpoczynku po tylu i tak
długich niepokojach". Równocześnie wydano odpo¬
wiednie do generałów dowodzących rozkazy i odwo¬
łano tlotę rosyjską, która z angielską była połączona.
Na wiadomość o tej zmianie posypały się żale i wy¬
rzuty z Wiednia i z Londynu, ale Cesarz nie dał się
zachwiać w swojem postanowieniu, reklamacye zby¬
wał krótko i stanowczo słowami: „Nie żądam rad'1.
„Wiem, co się komu należy". „Liczę się tylko ze
swojemi interesami". Interesy te, zdaniem jego,
wymagały pokoju; chciał więc pogodzić Austryę
z Prusami, zawrzeć pokój z Francyą, uznając nawet
republikańską formę rządu i godząc się na granicę
Renu. Z takim programem pojechał książę B. N.
Repnin do Wiednia i Berlina i w pruskiej stolicy
miał nawiązać poufnie układy z ambasadorem fran-
cuzkim Caillardem.
Dyplomacya francuzka była z usposobienia Ce¬
sarza niezmiernie zadowolona. Caillard marzył już
o przymierzu francuzko-prusko-rosyjskiem, o zgnę¬
bieniu zupełnem Austryi i odosobnieniu Anglii, za¬
pomniał jednak przytem, że różowe te nadzieje zawi¬
sły znacznej części od dobrej woli i współdziałania
Prusakówr, którzy w Petersburgu dotąd dawnego nie
stracili kredytu, a zaniepokojeni względami, jakie
Paweł okazywał Polakom, nie entuzyazmowali się
wcale dla francuzko-rosyjskiej przyjaźni, rozporzą¬
dzającej pułkami polskiemi nad Niemnem i legiona¬
mi Dąbrowskiego nad Padem. Nie można zaprze¬
czyć, że w społeczeństwie polskiem, pojednawcza
polityka Pawła I obudziła pewne nadzieje. Mówiono
wiele o zaszczytnem przyjęciu, jakie zgotował Cesarz
wezwanemu do Petersburga Stanisławowi Augusto¬
wi; wyobrażano sobie, że Poniatowski będzie sku¬
tecznym orędownikiem spraw polskich u tronu;
szlachta, zgromadzona w Mińsku w celu wyboru de¬
putatów na koronacyę do Moskwy, ułożyła petycyę
do tronu, a nawet wódz legionów polskich Dąbrowski
w swoim projekcie wyprawy galicyjskiej, przedsta¬
wionym Bonapartemu, mniemał jak wiemy, że „Ce¬
sarz rosyjski nie jest dziś, wedle swych zasad, zbyt
Ks. JÓZEF JAKUBOWSKI,
przedtem oficer artyleryi, matematyk i pedagog,
ur.~1743 f 1814 r.
(Ze współczesnej litografii.)
>>>
T
‘
GENERflŁi-MRtJOI? STRfllSŁiflW WODZIC^I,
później prezes senatu Rzeczypospolitej Krakowskiej, urodzony 1764 f 1843 roku.
(Litografia M. Eajansa z olejnego portretu Józefa Brodowskiego.)
>>>
T
GEflERflŁ.«flDdUTflflT STANISŁAW f ISZEI^,
szef batalionu w legionach włoskich, potem szef sztabu armii księztwa warszawskiego, urodzony 1770 -'f 1812 r.
(Z oryginalnego rysunku panny Schwerdgeburtli w zbiorach p. W. Kłobukowskiego.)
>>>
dalekim od ulepszenia losu Polaków, że patryoci mo¬
gliby pochlebiać sobie nadzieją otrzymania skutku
swoich starań.
AYidoki tego rodzaju nie mogły podobać się
w Berlinie. Rząd pruski wiedział doskonale, że po¬
ruszenie sprawy polskiej w tym lub owym sposobie
czech. To też nic dziwnego, że gabinet berliński,
zamiast pomagać Francuzom w porozumieniu z Eo-
syą, działał wręcz przeciwnie i—korzystając ze swo¬
jej roli pośredniczącej — starał się budzić w Peters¬
burgu nieufność do Francyi i Polaków.
Skutkiem tych zabiegów była zapewne instruk-
MICHAŁ PŁOlilSKI,
malarz i rytownik.
(Według autoportretu litografował I. F. Piwarski.)
narazi dynastyę Hohenzollernów na straty teryto-
ryalne, że Prusy będą musiały oddać przynajmniej
Warszawę z Mazowszem i Wielkopolską, że nie
utrzymają się długo w posiadaniu dolnej Wisły, nie¬
zbędnej dla państwa polskiego i że za to wszystko
mogą otrzymać w najlepszym razie z łaski Francu¬
zów jakieś nieokreślone wynagrodzenie w Niem-
cya, którą otrzymał dnia 5 czerwca 1797 roku hr.
Panin, wysłany do Berlina w celu rokowania z Fran-
cyą. Miał on mianowicie żądać takiego traktatu
handlowego z republiką, „aby zbytkowne towary
francuzkie nie pożerały prac i potu rolnika i ręko¬
dzielnika rosyjskiego11 i domagać się, aby rząd repu¬
blikański nie mieszał się do opieki Rosyi nad emi-
>>>
IGI
grantami francuzkimi i w reszcie, aby nie popierał
Polaków.
W trzy miesiące potem wykonano w Paryżu
zamach 17 Fructidora (3 września); Augereau, mia¬
nowany gubernatorem stolicy, zgniótł siłą zbrojną
stronnictwo umiarkowane; Barthelemy został uwię¬
ziony, Carnot ratował się ucieczką, ster rządu chwy¬
ciła w ręce swoje partya radykalna i przywróciła
natychmiast dawne prawa przeciw księżom i szlach¬
cie, skazując niemiłych sobie posłów na deportacyo
lub wygnanie.
zamierza poruszyć sprawę polską, i zabroniono wstę¬
pu Francuzom do Rosyi.
Na początku 1798 r. nadeszły z Berlina nowe do¬
niesienia w raporcie do Panina; rozesłano je guber¬
natorom, badano i przyznano wreszcie, że „ludności
miejscową] na żaden sposób odpowiedzialną za to
czynić nie można".
Głuche z początku, a następnie nieco dokład¬
niejsze wieści o wyprawie, gotującej się wr porcie tu-
lońskim, wznieciły w Ces. Pawle obawy. Nie przy¬
puszczał on wprawdzie ani na chwilę, aby Bonapar-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU
Widok uliey )VIarszałkowskiej,
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacji Krasińskich.)
Ten nowy tryumf jakobinizmu oburzył do ży¬
wego Cesarza Pawła i zapalił go gniewrem przeciw
Francyi.
W listopadzie też Cesarz nakazał utworzyć
w Rosyi korpus z emigrantów' francuzkich, Ludwiko¬
wi XVIII dał schronienie w Mitawie, otoczył go cere¬
moniałem monarszym, gA\rardyą honorową i w yzna¬
czył mu na utrzymanie -200,000 rubli, Panina zaś
upomniał, aby wr rozmowrach swoich z Caillardem za
daleko się nie posuwał. Równocześnie zwrrócono pil¬
niejszą uwagę na dyskretne doniesienia z Wiednia
i Berlina, utrzymujące stanowczo, że rząd francuzki
te śmiał się kusić o Egipt, mniemał jednak, że zamia¬
rem jego jest wylądować w Albanii, połączyć się
z Ali baszą i Paswanem Oglu i na półwyspie bałkań¬
skim wywołać groźne niepokoje, kto wie, może przez
Wołoszczyznę sięgnąć za Dniestr i prowineye pol¬
skie wezwać do powrstania. Ażeby temu przeszko¬
dzić, zgromadzono znaczne siły na wybrzeżach Czar¬
nego morza, wojenne statki rosyjskie krążyły pomię¬
dzy Odessą i Sebastopolem, w Konstantynopolu zape¬
wniono sułtana, że Cesarz z całą swoją potęgą w ra¬
zie wrojny pomagać mu będzie. Równocześnie flota
bałtycka połączyła się znowu z angielską i wzięła
>>>
162
ł^s. AUEKSA1MDŁR SAP1EJ4A,
podróżnik i naturalista.
(Według portretu Lampi’ego.)
Ks. EUSTACHY SHPIEJ4fl.
(Według portretu Lampi’ego.)
udział w blokadzie holenderskich wybrzeży. Tak
bez urzędowego wypowiedzenia wojny Francuzom,
rozpoczął właściwie Cesarz Paweł walkę z republiką;
nad pogodzeniem Habs¬
burgów z Hohenzollernami
'pracował od maja 1798 ro¬
ku Repnin razem z Pani-
nem w Berlinie.
Tymczasem nastąpi¬
ły wypadki, które nietylko
utwierdziły Cesarza w nie-
przyjaznem dla Francyi
usposobieniu, ale popchnę¬
ły go nawet do gwałtow¬
nych wysileń w celu zwal¬
czenia jakobinizmu i coraz
to groźniejszego ducha re¬
wolucyjnego. Doszła mia¬
nowicie do Petersburga
wiadomość, że nowy od
8 lutego 1798 r. poseł fran-
cuzki w Wiedniu, generał
Jan Baptysta Bernadotte,
który jeszcze przed pięciu
laty był sierżantem i akcen¬
tował w sposób brutalny
jakobińskie przekonania,
nietylko otacza się w Wie¬
dniu Polakami, a jednego
z nich uczynił nawet swo¬
im sekretarzem, ale nie
wahał się przedstawić Thu-
gutowi planu poruszenia
sprawy polskiej. Plan ten
opierał się na wywodach
wysłanych przez generała
Anna z Tyszkiewiczów
l^o Voto Aleksandrowa Potoeka,
2*o voto Dunin«yYąsowieżowa,
bratanka króla Stanisława Augusta.
(Z portretu zamieszczonego w wydaniu paryzkiem
„Pamiętników Anny Potockiej", dokonanem przez
Kaz. Stryjeńskiego.)
Dąbrowskiego z Rimini poi datą 6 Yentose roku VI
(28 stycznia 1798). Sprzeczne są te wywody z pro¬
jektami, zamiarami i poglądami, jakie wygłaszał Dą¬
browski w poprzednich
swoich memoryałach,
przedstawianych już to
rządowi pruskiemu, już
Dyrektoryatowi, już wresz¬
cie Bonapartemu. Dą¬
browski nie przyznaje się
też w pamiętnikach swo¬
ich do autorstwa wywo¬
dów przedstawionych Ber-
nadottemu: twierdzi on,
że notę ową nadesłał mu
„jeden Polak znakomity
przez swe talenta, swój
patryotyzm i ważne urzę¬
dy, które piastował w Pol¬
sce". Misy a wręczenia
Bernadottemu memorya-
łu powierzona została kapi¬
tanowi Biernackiemu „zna¬
komitemu i bardzo zdol¬
nemu oficerowi". Memo-
ryał, przeznaczony wy¬
łącznie dla Bernadottego,
przedstawiał życzliwość
opinii publicznej wśród
Polaków dla cesarza au-
stryackiego i projektował
osadzenie na tronie kon¬
stytucyjnym polskim arcy-
księcia Karola austryackie-
go, ożenionego z księżnicz¬
ką saską. Francya miałaby
>>>
163
się zobowiązać do utrzymania Karola na tronie pol¬
skim. Autor memoryału zapewnia, że Szwecya, Tur-
cya i Anglia patrzyłyby przyj aznem okiem na taki
obrót rzeczy, Ilosya zaś i Prusy, nie mogłyby sobie
tego zataić, że rozpoczynając wojnę z cesarzem au-
stryackim, jako sprzymierzeńcem Prancyi, wystawi-
rowi i zasadom; dwoisty tryumf na południu i na
północy uzupełni chwałę Francyi“. Niechęć do ze¬
zwalania na powiększanie się wpływów domu au-
stryackiego obala memoryał argumentem, iż powię¬
kszenie to byłoby tylko urojone. „Charakter narodo¬
wy Polaków, nawykłych do walki nieustannej z wła-
CHSflRZ PAWEŁ I.
(Według sztychu Klaubera wykonanego w r. 1797 z portretu Voual’a.)
łyby odrazu na niebezpieczeństwo przyszłość swoją,
bo miałyby do czynienia z sześciu państwami; „nad¬
to różne okoliczności nie pozwoliłyby im zjednoczyć
sił swoich dość znacznych, aby stawić czoło takim
nieprzyjaciołom". Memoryał zapewniał, że „rola,
jaką by Francya odegrała w tej pacyfikacyi była
właściwą jej godności i szlachetności, jej charakte-
snym monarchą, wywołałby dla arcyksięcia Karola
największe trudności; mieliby się oni jeszcze więcej
na baczności przeciw zachciankom tegff, który ze
względu na potęgę swego domu byłby w ich oczach
przedmiotem nieustannego czuwania i nieufności;
oprócz tego zaufanie, jakie mieliby w protekcyi Rze¬
czypospolitej francuzkiej, ośmieliłoby ich mieć zaw-
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
21
>>>
164
W. Ks. flljEKSflflDHR.
(Z portretu w młodocianym wieku malowanego przez
Lampie’go.)
sze oczy zwrócone na kroki swego króla, a doświad¬
czenie i pamięć uchroniłyby ich od zaślepienia i dały
możność uniknięcia sideł, w któreby usiłowano ich
wplątać14. Rząd francuzki po zawarciu odnośnego
traktatu z cesarzem Austryi, miał łącznie z rządem
republiki cisalpińskiej uznać konstytucyjny sejm
polski, zwołać się właśnie mający na terytoryum cis-
alpińskiem, oraz wspierać go w układach z mocar¬
stwami o pokój powszechny.
W ślad za wiadomością o projektach Bernadot-
tego otrzymano w Petersburgu doniesienie o zajęciu
Malty przez Bonapartego i wypędzeniu Johannitów
oraz o wylądowaniu Kościuszki w Bayonnie i konfe-
rencyach jego z ministrem Tayllerandem. O tym
ostatnim fakcie donosiła ambasada francuzka a list
przesłany przez Kościuszkę Cesarzowi Pawłowi dnia
4 sierpnia 1798 r. nie pozwalał wątpić o jego teraź-
niejszem usposobieniu.
Zosobna każde z tych zdarzeń, z wyjątkiem
może zdobycia Malty, nie miało wielkiego znaczenia,
ale zestawione razem obok siebie i połączone ze zmia¬
nami, jakie się dokonywały w środkowej Europie, mo¬
gły i musiały zaniepokoić Ces. Pawła I. Wiedział Ce¬
sarz, że przy końcu r. 1797 popadła batawska republika
w zupełną od Prancyi zawisłość, że ten sam los zgo¬
towano Rzeczypospolitej cisalpińskiej, że w Szwaj-
caryi utworzono republikę helwecką, a teraz świeżo
wypędzono papieża z Rzymu i na Kapitolu uroczy¬
ście ogłoszono Rzeczpospolitą Rzymską. Nie można
było wątpić ani na chwilę, że ten ruch republikański
ogarnie cały półwysep apeniński. Jakoż wszystkie
okoliczności zdawały się potwierdzać te przewidy¬
wania. W czerwcu roku 1798 obsadzili Francuzi cy¬
tadelę turyńską i zawładnęli Piemontem; wielki ksią¬
żę toskański czekał, rychło go republikanie wypędzą
z Florencyi, a dwór neapolitański — mimo całej nie¬
nawiści do Jakobinów — okupywał wątpliwą przy¬
jaźń republikanów pieniędzmi i upokarzającemi
ustępstwami.
Niektóre zdania mowy Bonapartego wypowie¬
dzianej na uroczystości ku chwale traktatu w Campo
Formio 10 grudnia 1797 r. żywo już zaniepokoiły dy¬
plomatów mocarstw środkowo-europejskich. Wyraże¬
nia takie jak „1’ere des gouvernements repre-
sentatives“, oraz ,,1’Europe entiere deviend-
ra libre“ były wyraźną zapowiedzią zbrojnej pro¬
pagandy rewolucyjnej. Kierujący polityką zagra¬
niczną członek Dyrektoryatu Rewbell nie krył się
z planem przeszczepienia rewolucyi na wszystkie oś¬
cienne mocarstwa. Najważniejszym jednak moty¬
wem dla francuzkiej polityki zaczepnej był brak pie¬
niędzy w skarbie francuzkim i potrzeba utrzymywa¬
nia armii po za granicami kraju kosztem wojennego
rabunku. Bonaparte marzył już przytem o panowa¬
niu nad światem. Zależało mu na popchnięciu Dy¬
rektoryatu w politykę awanturniczą, aby módz usu¬
nąć się, wsławić zdobyciem Egiptu, i w chwili kry¬
tycznej zjawić się dla odegrania roli wybawcy. Cały
epizod misyi Bernadottego w Wiedniu, począwszy od
wyboru samego posła, był ukartowany rozmyślnie,
w celu zaostrzenia stosunków; instrukcye jakie poseł
otrzymał zmierzały oczywiście do wywołania zatargu.
Taki sam charakter miała niewątpliwie propozycya
odnosząca się do sprawy polskiej; charakterystycz¬
nym jest szczegół, że Tayllerand równocześnie uspo¬
kajał Prusy zapewnieniem, według którego ich udział
W- Ks. KONSTANTY.
(Z portretu w młodocianym wieku malowanego przez
Lampi’ego.)
>>>
JÓZEF AUGUST Hr. mifiSKI,
generał-inspektor kawaleryi wojsk koronnych, potem szambelan, radca tajny i senator rosyjski, starosta ułanowski,
członek petersburskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Urodź. 1763, um. 21 lutego 1844 r.
(Z olejnego portretu znajdującego się w rodzinnych zbiorach Hr. Aleksandra Ilińskiego-Kaszowskiego.)
>>>
166
w rozbiorze Polski miał być całkowicie zabezpieczo¬
ny. Dnia 12 kwietnia 1798 roku odbył Bernadotte
z Thugutem naradę w tym przedmiocie. Odpowiedź
z okien swojego mieszkania sztandar trójbarwny,
który spowodował zaburzenia, podobno wywołane
przez agentów prowokacyjnych Bonapartego,—a jak-
O
ts
O?
1 3
O
a*}
P-
B
P
W
E
o'
F
a
o
x
x
o
£
X
rt
c
ts
i
o-
s

fd
cw
ESI
CSI
w
o
o
X
c
M
W
c!
Thuguta była stanowcza; rząd austryacki był zde- kolwiek Bonaparte w swoich pamiętnikach przypisu-
cydowany niepozwolić na jakąkolwiek interwencyę je wszystko wyłącznie nietaktowi Bernadottego, hi-
na korzyść Polaków. Nazajutrz wywiesił Bernadotte storya musi w tem uznać raczej przebiegłe posunię-
>>>
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
cia na szachownicy politycznej, mające służyć egoi- zdołał wybrać się w drogę do Egiptu a Dyrektoryat
stycznym ambicyom genialnego Korsykanina. Mnie- w obawie nowej wojny zatrzymał generała. Bonapar-
mał, że Bernadotte zdoła wywołać wojnę z Austryą, te wysłał bezzwłocznie listy do Cobenzla, ubolewając
w chwili, gdy on już opuści Prancyę. WTbrew prze- nad losem Europy, grożąc „klątwą ludów i potomno-
widywaniom Bonapartego Bernadotte powrócił do ści“, temu ktoby wywołał wojnę. Cobenzl, który
Paryża wprzód, nim przyszły wybawiciel Francyi tymczasem objął po Thugucie kierownictwo sprawa-
Widok wieży Marszałkowskiej i szpitala S-go Łazarza w 1785
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
-
168
mi zagranicznemi, oświadczył gotowość natychmia¬
stowego przyjazdu do Rastatt dla porozumienia się
z Bonapartem. Gdy ta odpowiedź uspokoiła Dyre-
ktoryat, Bonaparte zamiast do Rastatt odjechał do
Tułonu, aby ztamtąd wyruszyć w drogę, a Cobenzla
zbył szyderczym listem. Przed wyjazdem jeszcze
czynił Bonaparte wszystko co mógł, aby za pośred-
o zwycięztwie Nelsona pod Abukir, flota turecka
połączyła się z rosyjską"przeciwko Francyi. Austrya
natomiast nie kwapiła się do nowej z Francyą wrojny.
Koterya familijna Bonapartego i jego przyjaciele, któ¬
rzy mieli służyć za narzędzia jego polityki (a w pierw¬
szym rzędzie należał do nich minister spraw zagra¬
nicznych Tayllerand), nie dali za wygrane: Włochy
JÓZEF KOZŁOWSKI,
dyrektor muzyki Cesarskiej i opery w Petersburgu, twórca *Requiem“ wykonanego na pogrzebie Stanisława Augusta.
Urodź. 1757 t 1825 r.
(Według litografii Pohl’a w Warszawie, ze zbiorów Biblioteki lir. Przeździeckich.)
nictwem informacyj dostarczanych przedstawicielo¬
wi Prus w Paryżu uwikłać Rosyę w wojnę z Turcyą.
Jednem słowem nie zaniedbał niczego, aby na
czas swojej nieobecności w Europie wywołać w niej
pożar olbrzymi, bellum omnium contra omnes,
w którejby tylko jedne Prusy nie miały brać udziału,
jako sprzymierzone z republiką. Rachuby Bonapar¬
tego co do Rosyi zawiodły; przeciwnie, na wiadomość
miały się stać polem ich intryg, których koszta spła¬
cać niebawem musieli i polscy legioniści. Ludzie,
kierowani przez koteryę bonapartystowską, polityce
francuzkiej we Włoszech nadawali charakter postę¬
powania stosowanego tylko w kraju podbitym i ujarz¬
mionym. Nie mówiło się już wcale o wyswobodzeniu
półwyspu apenińskiego; nikt nie myślał nawet o sza¬
nowaniu wolności obu republik stworzonych przez
>>>
Bonapartcgo. Narzucono im konstytucyę na wzór
francuzkiej i domagano się wypłacania olbrzymich
kontrybucyj. Republika cisalpińska musiała utrzy¬
mywać 25,000 żołnierzy francuzkich i wypłacać im
żołd 18 milionów franków. To też gdy zażądano od
niej wypłacenia jeszcze dziesięciu milionów, uczy¬
niła próbę oparcia się temu wyzyskowi. Generał
Berthier siłą rozpędził reprezentantów republiki
Królestwa Sardynii. Generał Berthier, potem gene¬
rał Massena rządzili w Republice Rzymskiej, łupiąc
najcyniczniej dawne Państwo Kościelne i przetrzy¬
mując ośmdziesięcioletniego Piusa VI po klasztorach
w Sienie, Plorencyi, Parmie, Piacenzy, Turynie, Wa-
lencyi wreszcie, gdzie umarł w kilka tygodni po
przyjeździe. Król Neapolu Ferdynand IV, z krwi
burbońskiej i jego żona Marya Karolina, rodzona
ł^AZHVIIEiąZ wojisiihkowsk1.
artysta-malarz f 1812 r.
(Z autoportretu litografo wał I. F. Piwarski.)
i utworzył komisye rządzące, złożone z oddanych
Francuzom jednostek. Oburzenie przeciwko Fran¬
cuzom wzrastało wśród Włochów z każdym dniem.
Zachowanie się posłów francuzkich Guiguenć’go
w Turynie i Garata w Neapolu dolewało oliwy do og¬
nia. Generał Brune bez wiedzy Dyrektoryatu zajął
cytadelę turyńską, przygotowując kres panowaniu
Karola Emanuela IV w Piemoncie i wogóle istnieniu
siostra ostatniej królowej Francyi, Maryi Antoniny,
zrozumieli z zachowania się Garata, że nadchodzi
chwila, w której Neapol musi stoczyć bój o swoją
niezawisłość. Kiedy więc poseł francuzki zawiado¬
mił lakonicznie króla o zdobyciu przez flotę Bona-
partego wysp do niego należących, Malty, Gozzo
i Comino, kiedy zażądano, aby daninę płaconą dotąd
papieżowi Neapol składał odtąd Francuzom — Marya
>>>
170
Karolina, ulegając wpływom Nelsona i jego przyja¬
ciółki Emmy Hamilton, żony posła angielskiego
w Neapolu, jęła czynić gorączkowe do wojny przy¬
gotowania. Thugut nie obiecywał pomocy austryac-
kiej wprzód, nim Rosya nie wystawi zapowiedzianej
przeciw Francuzom armii, ale wysłał najzdolniejsze-
Prancyi i konfiskatą jego francuzkich dóbr. Cesarz
Paweł podjął teraz tę myśl z zapałem, w miejsce
polskiej odnogi zakonu, ustanowił dla niego rosyjski
wielki przeorat i sam pozwolił się wybrać wielkim
mistrzem. Wiemy już, że księcia Józefa Poniatow¬
skiego uczynił wielkim przeorem. Odtąd wojnę
AIiEKSflflDER fir. CHODKIEWICZ,
wierszopis i chemik, honorowy członek Akademii Wileńskiej, założyciel pierwszej litografii w kraju, potem generał brygady
i kasztelan senator Król. Polskiego, członek Warszawskiego Tow. Przyjaciół Nauk, urodź. 1776 f 1838 r.
(Ze współczesnej litografii.)
go z wodzów Austryi, generała Macka, aby się zajął
organizacyą wojskową Neapolitańczyków.
Zdobycie Malty przez Bonapartego i wydalenie
z niej rosyjskiego konsula wpłynęło ostatecznie na
postanowienie Cesarza Pawła. Już za panowania Ce¬
sarzowej Katarzyny zakon Maltański ubiegał się
o protektorat Rosyi, zaniepokojony rewolucyą we
z Francyą uważał Cesarz już za swój obowiązek.
Uzbrojono dwie floty rosyjskie: flota czarnomorska
miała się połączyć z eskadrą turecką, opanować wy¬
spy Jońskie i uwięzić znajdujące się tam garnizony
francuzkie. Flota bałtycka miała przewieźć do Ho-
landyi -20,000 ludzi. Sześćdziesięciotysięczna armia,
złożona z żołnierzy, którzy już brali udział w wojnach
>>>
171
z Turcyą i z Polską, pod dowództwem Suworowa,
miała wyruszyć do Włoch. Część tej armii pod roz¬
kazami Rimskiego-Korsakowa była przeznaczona dla
Szwajcaryi. Wypadki, przygotowane przez Bonapar-
tego miały się nakoniee rozegrać, w kształcie nieco
innym wprawdzie, niż go pierwotnie ułożył, zawsze
jednak wystarczającym, aby posłużyły za szczeble
do dyktatury wojskowej i do panowania nad świa-
KSIĘŻflH JrtARYfl Z CZARTORYSKICH WIHTEJVTBE^St^A,
siostra ks. Adama Jerzego, autorka „Malwiny", urodzona 15 marca 1768, umarła 21 października 1854 roku.
(Według kopii wykonanej w miniaturze przez Lesseur’a z portretu olejnego Fuggera, ze zbiorów lir. Tarnowskich w Dzikowie.)
Diieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
172
tem, o którem marzył pod skwarnem słońcem po¬
łudnia.
Legioniści polscy tymczasem, jakkolwiek sro¬
dze zawiedzeni w swoich nadziejach, spełniali dalej
trudne swoje i niewdzięczne zadanie w służbie Rze¬
czypospolito] cisalpłńskiej. Używano ich—jak zwy¬
kle — do uśmierzania rozruchów, do rozpędzania
band chłopskich, nie troszcząc się zresztą o utrzyma¬
nie i wyżywienie polskiego żołnierza. „Wojsko na¬
sze — są słowa Dąbrowskiego — było źle ubrane
i niepłatne. Więcej jak czterdziestu oficerów nad¬
liczbowych znajdowało się przy korpusie. Większa
nosić nazwę „Legionów polskich, posiłkujących
Rzeczpospolitą cisalpińską“ i pobierać żołd i całe
utrzymanie na równi z wojskami cisalpińskiemi. Ale
konwencya nie otrzymała sankcyi ciała prawodaw¬
czego i nie polepszyła też wrcale smutnego losu lo-
gionistówr. Owszem rząd cisalpiński, jak gdyby speł¬
nił wszelkie swoje obowiązki względem Polaków,
wymagał od nich coraz to większych i cięższych
usług, pchał głodnych i bosych na pierwszy ogień,
kazał im zdobywać warowną twierdzę papiezką San
Leone, gdzie ranę odniósł adjutant Tremo, odpierać
wojsko idące na odsiecz, a wreszcie użył legionów
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU
Widok ułiey ^VTazowieekiej.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
ich liczba pełniła służbę podoficerów, reszta zastępo¬
wała oficerów chorych lub nieobecnych. Rząd nie
chciał im przyznać naw et żywności w racyach; nie¬
którzy z nich, więcej zamożni, utrzymywali się kosz¬
tem własnym, a oficerowie w czynnej służbie odstę¬
powali innym jedną dziesiątą część miesięcznego
żołdu i dzielili się z nimi swremi racyami i kwaterami.
Żołnierze z przyczyny drogości życia byli jak najgo¬
rzej żywieni11. Aby tym opłakanym stosunkom ko¬
niec położyć, zawarł Dąbrowski z Dyrektoryatem
Rzeczypospolitej cisalpińskiej dnia 17 listopada 1797
roku konwencyę, mocą której wojsko polskie miało
do stłumienia rozruchów w republice Rzymskiej
i wysłał je na załogę do wiecznego miasta, ponieważ
wojska francuzkie tam rozłożone, miały odpłynąć
w znacznej części na wyprawę egipską. Przez Pesa-
ro, Ankonę, wybrzeżem Adryatyku, a następnie przez
Spoletto, szli legioniści, wszędzie po drodze — ku
wielkiemu zdziwieniu Włochów — dając dowody
szczególnej pobożności i uszanowania dla władz ko¬
ścielnych. W Imoli podejmował u siebie Dąbrow¬
skiego i jego oficerów przez dłuższy czas kardynał
Chiaramonte (późniejszy papież Pius VII), rozmawiał
z nimi często i odchodzących błogosławił z rozrzew-
>>>
173
nieniem; w Pesaro kardynał Saluzzo, ostatni legat
papiezki w Polsce, witał serdecznie legionistów
i wspomniał z przyjemnością gościnność i pobożność
polską, którą poznał w Warszawie. W Loretto wresz¬
cie czekała legionistów najmilsza niespodzianka.
Oto kapitan Kosakiewicz odebrał rozkaz, upoważnia¬
jący go do zabrania ztamtąd chorągwi Mahometa
zdobytej pod Wiedniem i przysłanej wraz z szablą
przez Jana III w darze Najśw. 1*. Maryi Loretańskiej.
Klingę od szabli (bo rękojeść drogiemi kamieniami
a następnie napełnił zaufaniem serca Włochów ku
nieznanym przybyszom. Nawiązały się też przyjazne
stosunki pomiędzy legionistami, a ludnością rzym¬
ską, wogóle niezbyt przychylną Francuzom. Nieba¬
wem jednak powstały wśród samych Polaków nie¬
snaski i starcia. Stronnictwo, zdawna nieprzychylne
Dąbrowskiemu i Kniaziewiczowi, wysłało z Paryża
deputacyę do Rzymu, której celem było obu genera¬
łów usunąć i dowództwo legionów oddać Jerzemu
Grabowskiemu, niegdyś inspektorowi wojsk litew-
JS/IARCIN MOUSKI,
autor „Stanislaidy“ i wielu okolicznościowych wierszy.
(Ze współczesnej litografii.)
wysadzoną sprzedały już przedtem ręce świętokradz-
kie), wręczono uroczyście generałowi Dąbrowskiemu,
chorągiew złożono w głównej kwaterze legii. W dniu
3 maja weszły nakoniec legiony do Rzymu. Generał
Kniaziewicz zajął Kapitol z pierwszym batalionem
i artyleryą i zatknął sztandar francuzki na jego mu-
rach. Dąbrowski przemawiał krótko do legionistów.
Widok żołnierzy polskich, odmiennych posta¬
cią, obchodzących nabożnie miejsca święte, modlą¬
cych się ze skruchą po kościołach, zadziwił najpierw,
skich i Rymkiewiczowi. Roboty tej podjęli się:
Ostrowski, Neuman, sam Grabowski, Władysław Ja¬
błonowski i znany z hałaśliwego usposobienia Woj¬
ciech Turski (Albert Sarmata). Korzystając z nieza¬
dowolenia, jakie panowało pomiędzy legionistami
z powodu niedostatku, zaczęli ci agitatorzy pocichu
czernić Dąbrowskiego i zbierać przeciw niemu pod¬
pisy. Niegodne zamiary i knowania deputatów od¬
krył jednak wcześnie Kniaziewiczowi Chłopicki, po¬
dówczas major w legii pierwszej, a ten ostrzegł Dą-
>>>
174
browskiego, który — porozumiawszy się z naczelnie
dowodzącym generałem Championetem—najburzliw¬
szych delegatów odesłał pod eskortą do Francyi, le¬
gionistów zapewnił, że odtąd nominacye oficerów od¬
bywać się będą za ogólną zgodą i porozumieniem,
Jabłonowskiemu i Grabowskiemu powierzył organi-
mogącem wywrzeć wpływ poważny. Memoryał z oka-
zyi nowej konwencyi, jaką Dąbrowski zawierał z Rze-
cząpospolitą cisalpińską, zwracał uwagę, że legioni¬
ści nie mogą się uważać za najemników i że rozcza¬
rowani gotowi dać posłuch agentom mocarstw, któ¬
rzy przedstawiają im, że bez żadnej dla siebie korzy-
flRCYKSiązą flUSTRYAC^I KHROLi,
kandydat do tronu polskiego według projektu generała Dąbrowskiego.
(Z miedziorytu Hornemana.)
zacyę legii rzymskiej, a sam pospieszył do Medyola-
nu, aby od rządu cisalpińskiego wykołatać nareszcie
żołd i środki utrzymania dla legionów.
Do Paryża wysłał Dąbrowski adjutanta Tremo,
który pomagał do zredagowania obszernego memo-
ryału w sprawie legionów, podpisanego nazwiskiem
ści przelewają krew za obcą sprawę. Licząc się z prą¬
dami panującemi w Paryżu memoryał zapewniał, że
Polacy przeciw królowi pruskiemu nic przedsiębrać
nie zamierzają, ostrze argumentów zwrócone było
natomiast przeciw Austryi. Dyplomacya pruska śle¬
dziła konferencye Trema z wybitnymi Polakami prze-
>>>
175
bywającymi w Paryżu, oraz liczne uroczystości o ofi-
cyalnym charakterze, na których ci Polacy zwracali
na siebie uwagę. W październiku 1798 r. przedstawi¬
ciel paryzki Prus, Sandoz Rollin, donosił, że najgło¬
śniejszy z nich udał się przez Hamburg do Galicyi,
aby tam wzniecić powstanie, że używa imienia Duf-
resnoy, i że wreszcie ma weksle na 800,000 franków
utworzenia nowej legii polskiej przy armii reńskiej,
później zaś nad Dunajem.
Rząd francuzki zbywał te przedstawienia i żą¬
dania milczeniem, łudząc się może nadzieją, że igra¬
jąc sprawą polską zdoła powstrzymać Rosyę od
udziału w grożącej jej wojnie. Tymczasem krew pol¬
ska płynęła strugami na polach bitew włoskich. Przy
GE^ERHŁi S. K. B- MO^RONOWSKI.
Umarł 1821 roku.
(Według litografii K. Simona w Poznaniu w zbiorach biblioteki lir. Przeździeckich.)
płatne w Amsterdamie i Hamburgu. Wywołało to
ruch pomiędzy dyplomatami w Berlinie, w Dreźnie
i w Wiedniu. Za radą jednego z nich rozciągnięto
nadzór nad Ignacym Potockim, mieszkającym w Ku¬
rowie pod Lublinem. Wiadomości te były lałszywe,
niepokoje płonne. Żaden z wybitnych Polaków w Pa¬
ryżu nie wyjeżdżał dalej jak do Brukselli i Moguncyi.
Natomiast powstaje wówczas w Paryżu tylko projekt
uśmierzeniu powstania w republice Rzymskiej ponie¬
śli Polacy dotkliwe straty, a zaledwie powrócili do
Rzymu, wybuchnęła wojna neapolitańska. Królowa
Karolina, ufna w pomoc angielską i austryacką, nie
chciała czekać na zawiązanie koalicyi, lecz pierwsza
dała hasło do walki. Popierał ją całym swoim wpły¬
wem Nelson, który, zniszczywszy flotę francuzką pod
Abukirem — w tryumfie powrócił do Włoch, aby
>>>
znienawidzonych Jakobinów czemprędzej za Alpy
wyrzucić. Słaby król uległ namowom żony i przed¬
stawieniom angielskiego bohatera i — oddawszy na¬
czelne dowództwo nad wojskiem przysłanemu z Wie¬
dnia generałowi Maćkowi, który uchodził za genial¬
nego strategika — kazał mu uderzyć na Rzym, pod¬
czas gdy Nelson miał zająć Livorno. Początek wy¬
prawy był bardzo pomyślny. Generał Championnet
wszystko, jak horda najdzikszych barbarzyńców.
Bohaterzy wobec spokojnego mieszczaństwa i bez¬
bronnego ludu okazali się najnikczemniejszymi tchó¬
rzami w boju. Ho kiedy Championnet —zgromadziw¬
szy wszystkie oddziały swoje pod Monterose — zwró¬
cił się przeciw najeźdźcom, została potężna armia
neapolitańska w przeciągu dni kilku ze szczętem roz¬
bita, w czem niemałą zasługę mieli Polacy.
KAROL, BOROMEUSZ SWIERZAWSKI,
artysta dramatyczny, zmarły 1806 roku.
(Z litografii Sonntaga.)
liczebnie słabszy, opuścił wieczne miasto, aby siły
swoje skoncentrować, król Ferdynand odbył wjazd
tryumfalny do Rzymu i wezwał Papieża do powrotu,
ale zamiast skorzysta i z pierwszego wrażenia i ude¬
rzyć na nieprzyjaciela, zaczął oblegać garstkę Fran¬
cuzów i republikanów rzymskich, zamkniętych
w zamku św. Anioła, podczas gdy żołnierze neapoli-
tańscy rozlali się po mieście, rabując i niszcząc
Wypadki te wydarzyły się pod nieobecność
Dąbrowskiego. Wyjechał 011 do Medyolanu, ażeby
u naczelnego wodza (generała Brune) uzyskać po¬
mieszczenie dla oficerów nadliczbowych i rząd cisal-
piński skłonić do wypłacenia legionom zaległego
żołdu. Jakoż zabiegi generała odniosły pomyślny
skutek:; major Tremo powiózł do Rzymu potrzebne
pieniądze 23 Brumaira (13 listopada); kapitan Dem-
>>>
T
177
bowski przywiózł (dopiero 9 Frimaira) nowe mundu¬
ry. Artylerya umieszczona w Rzymie otrzymała roz¬
kaz cofnięcia się do Mantui i przybyła tam 5 listopa-
rym dowodził Forestier, połączywszy się z pierwszym
batalionem w Terracinie miał trzymać straż przednią
na granicach Neapolu. Pierwszy i trzeci bata on
£3
W
W
X
o
X
o
w
cs:

cs:
co
es
0
01
»
X
J5
o
a
3
b
to
S
j-t
X
o
•O
W
o
ci
a
fcc
o

fcO
N
O
Cs!
da. Strzałkowskiemu polecono zostać w Medyolanie,
gdzie miał oczekiwać na dyplomaty dla oficerów od
Dyrektoryatu. Dnia 7 listopada drugi batalion, któ-
pozostały w Rzymie. Taki był rozkład legii, gdy wy¬
buchła wojna z Neapolem.
Drugi batalion rozpoczął się cofać ku Rzymowi
>>>
178
JAN HENRYK DĄBROWSKI-
(Sztych Ant. Oleszczyńskiego z oryginału Gładysza.)
Ze zbiorów biblioteki hr. Przeździeckich.
ł
przez bagna pontyńskie. Pierwszy i trzeci obozowały
dnia 24 listopada pod Terra Nova w okolicach Alba-
no, aby pokrywać odwrót innych wojsk, które ściga¬
ne przez nieprzyjaciela, połączyły się z niemi 25 li¬
stopada. W Rzymie zawrzały umysły, legia polska
wkroczyła więc tam już nazajutrz nanowo i rozbiwa-
kowała się na placu Nawońskim. W nocy tej samej
doby Championnet zostawiwszy w zamku św. Anioła
800 ludzi, pod komendą szefa batalionu Waltera,
któremu przyrzekł za 20 dni zwycięzko powrócić,
dał rozkaz do odwrotu z Rzymu. Odwrót dokony¬
wany był w trzech kolumnach w najzupełniejszym
porządku na Monterose. Nad przyodzianą i pokrze¬
pioną cokolwiek legią, stanowiącą część prawego
skrzydła pochodu, objął dowództwo Kniaziewicz.
Dnia 8 Frimaira całe prawe skrzydło pod dowódz¬
twem naczelnem generała Macdonalda zajęło pozy-
cyę naprzeciw Monterose; legia polska była na le¬
wej flance. Nazajutrz zajęła pozycyę w Civita Ca-
stellana ze znaczną częścią wojsk francuzkich. Dnia
11 Frimaira (1 grudnia 1798) Kniaziewicz otrzymał
rozkaz przejścia przez Tyber i uderzenia na wojsko
neapolitańskie silnie obwarowane pod Magliano.
Wódz neapolitański spostrzegłszy poruszenia
legii zwrócił się z atakiem na lewą flankę. Kniazie¬
wicz wysłał drugi batalion legii i dwa szwadrony ka-
waleryi francuzkiej pod dowództwem pułkownika
Chamanda. Chamand dzielnie powstrzymał atak.
Kniaziewicz tymczasem z resztą legii rzucił się na¬
przód na bagnety. W'ziął szturmem okopy neapoli-
tańskie, zabrał wszystkie wojenne zapasy i znaczną
liczbę jeńców. Neapolitańczycy uciekali w popłochu,
porzuciwszy namioty. Wślad za Kniaziewiczem po¬
sunęły się wojska francuzkie i wzięły pozycye. Legia
polska zajęła stanowiska w Borghetto i Ponta Felice
nad Tybrem.
Tymczasem wszystkie miasta i miasteczka pań¬
stwa Rzymskiego połączyły się z Neapolitańczykami
przeciw Francuzom. Generał Kniaziewicz otrzymał
rozkaz wzięcia szturmem miasta Fabbrica i Fallari.
Podczas gdy Francuzi bili się z Neapolitańczykami
pod Monterose, Polacy szli na bagnety przeciw za¬
cięcie broniącej się ludności miejscowej. Padł na
polu walki porucznik Gosławski i 20 żołnierzy, ci꿬
kie rany otrzymał kapitan Brzychwa i trzydziestu
innych legionistów. Legia stanęła ostatecznie na
stanowisku w pobliżu Fallari na prawem skrzydle
korpusu generała Macdonalda.
Dnia 4 grudnia armia neapolitańska pod do¬
wództwem Macka uderzyła na armię francuzko-pol-
ską stojącą na wyżynie rówminy pomiędzy Boccano,
Nepi i Civita Castellana. Mack atakował środkiem
swojej armii centrum Francuzów, którzy cofali się
zwolna ku Civita Castellana. Generał Kniaziewicz
na czele legii polskiej i rzymskiej uderzył na postę-
j pujących Neapolitańczyków sądząc błędnie, że ma
do czynienia z lewem skrzydłem Macka. Niespodzie¬
wanie ukazało się ono Kniaziewiczowi w chwili ata¬
ku, wyruszając z lasu Falari i uderzając na bok i ty¬
ły jego armii. Kniaziewicz zostawia tedy pierwszy
i trzeci batalion legii pod komendą Białowieyskiego
w ataku frontowym, a sam zwraca się z resżtą bry¬
gady na następującego nieprzyjaciela i rzuca go
w rozsypkę. Wszystkie trudy, jakie podjął hrabia
de Saxe dowodzący atakiem lewego skrzydła Neapo¬
litańczyków, aby powstrzymać uciekających, nie
zdały się na nic, a gdyby Białowieyski mógł był wy¬
konać szybciej otrzymane rozkazy, udałoby się Knia¬
ziewiczowi otoczyć całe skrzydło. Sam hrabia de
AUEKSANDER MRCDONAUD,
generał armii włoskiej.
(Według sztychu Levachez'a.)
>>>
skiemi, rzucało broń i biegli połączyć się z legioni¬
stami. Potrzeba było coraz więcej mundurów, ale ka¬
pitan Dembowski, który je musiał przywieźć dla le¬
gii złemi drogami i brakiem środków transporto¬
wych, zatrzymany został w Ankonie. Oddział złożony
z 200 Polaków pod dowództwem kapitana Toma¬
szewskiego wysłany został dla uśmierzenia buntów
chłopskich w okolice Civita-Vecchia. W nocy z 15 na
16 grudnia przed bramą św. Jana Lateraneńskiego
pojawił się oddział neapolitański, nie wiedzący o tem,
że Rzym był już w rękach Francuzów. Z udziałem
generała Dąbrowskiego Francuzi zabrali do niewoli
generała Pignatellego wraz z tysiącem ludzi; legia
jednak nie brała udziału w tej utarczce.
Pobici na wszystkich punktach, zaczęli się
Neapolitańczycy cofać ku Gaecie. Potężna ta wa¬
rownia, mająca dział 70 i 200 ludzi załogi, mogła po¬
wstrzymać przez pewien czas pochód Francuzów,
ale poddała się po pierwszych strzałach generałom
Dąbrowskiemu i Reyowi, którzy z jednym batalio¬
nem polskim i kilkoma działami podstąpili pod mury
twierdzy. Zdobyto przy tej sposobności na nieprzy¬
jacielu wiele koni, a pod Mondragone zabrano sta¬
dninę królewską. Korzystając z tego, wyjednał Dą¬
browski u naczelnego wodza pozwolenie na uformo¬
wanie pułku kawaleryi polskiej, który niebawem
w sile 300 ludzi stanął na linii bojowej. Szefami
KSiąŻNR ANNA SHPIEŻY1MA.
(Z miniatury współczesnej.)
Saxe dostał się w ręce polskich grenadyerów; ocaliła
go ostatecznie osobista odwaga, odniósł jednak ci꿬
ką ranę. Szesnaście armat, trzy tysiące jeńców,
sztandary i zapasy stały się łupami Kniaziewicza,
którego Macdonald wyniósł natychmiast za to świetne
zwycięztwo na stopień generała brygady. Bitwa ta
nosi w dziejach nazwę bitwy pod Nepi albo bitwy
pod Civita Castellana ’).
Brygada generała Kniaziewicza brała następnie
udział w oblężeniu miasta Calvi, które poddało się
bez oporu. Mniej więcej w tym czasie przybył do
obozu generał Dąbrowski, który 11 Frimaira opuścił
Medyolan. Dąbrowski nie odbierał jednak komendy
okrytemu sławą Kniaziewiczowi, lecz przyłączył się
do sztabu generalnego Macdonalda. Armia fran-
cuzko-polska ścigała w zwycięzkim pochodzie cofa¬
jącego się na Rzym generała Macka. Dnia 25 Frimai¬
ra (15 grudnia) Dąbrowski ze sztabem generalnym
wkroczył do Rzymu opuszczonego już przez nieprzy¬
jaciela; legia stanęła obozem przy bramie San Loren-
zo z frontem zwróconym do Tivoli i Frascati. Wielu
Polaków, dezerterów z armii austryackiej w ciągu
roku czwartego i piątego, których teraz przemocą
zmuszono, aby służyli pod sztandarami neapolitań-
’) „Hist. leg.“ Chodźki, t. II, str. 93, 94, 95.
ALEKSANDER ^S. SAPIEJ-IA,
urodź. 1773 r. w Strassburgu, zm. w Dereczynie pod Zelwą,
(gub. Grodzieńskiej) 9'września 1812 r., członek W arsz. Tow.
Przyjaciół Nauk, potem szambelan Napoleona I-go, członek
rządu tymczasowego na Litwie.
(Z miniatury współczesnej.)
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
23
>>>
szwadronów zostali: Eliasz Tremo, Biernacki i Berek
Joselowicz.
Po takich klęskach upadł nieprzyjaciel zupeł¬
nie na duchu, w obozie jego powstało zamieszanie,
gromady półnagich lazaronów, wyległszy z Neapolu,
wygrażały „zdrajcom"; generał Mack, niepewny ży¬
cia wśród tej zgrai dzikiej, sam oddał się w ręce
Francuzów; nazajutrz kapitulował Neapol, a na gru-
ski przez dzikie chłopstwo neapolitańskie; ciężkie
rany odnieśli kapitanowie Kosiński i Kochański, nie
licząc już strat w szeregowcach, pomiędzy którymi
śmierć także obfite zbierała żniwo. W nagrodę za
tyle poświęceń zlecił generał Championnet Kniazie-
wiczowi zaszczytną misyę do Paryża, w celu ofiaro¬
wania Dyrektoryatowi sztandarów, zdobytych na
Neapolitańczykach. Zabrawszy z sobą adjutantów
TADEUSZ JSflflTUSZEWICZ,
ur. 1765, um. w Bononii 31 października 1819 roku, poseł brzeski na sejm Czteroletni, rotmistrz Kaw. Narodowej, członek
Najwyższej Rady Narodowej 1794 r., potem minister skarbu Księztwa Warszawskiego, senator kasztelan Król. Polskiego.
(Z litografii M. z Tańskich Hermanowej w zbiorach p. Ignacego Wolskiego.)
zach burbońskiej monarchii powstała rzeczpospolita
partenopejska (w styczniu roku 1799).
W całej tej kampanii brali udział zaszczytny
Polacy. Zawsze w przedniej straży, lub staczając
uciążliwe walki z bandytami i ruchawką ludową, zna¬
czyli zwycięzki pochód armii własną krwią. Zginęli
porucznicy: Gosławski, Zalewski, Krauze, Jałbrzykow-
ski; Varelli padł w miasteczku Traetta, gdzie i dziel¬
ny Tremo zamordowany został w sposób barbarzyń-
swoich: Drzewieckiego, Dąbrowskiego Jana (syna
generała) i Kosseckiego ruszył generał w cywilnem
ubraniu przez okolice, zbuntowane już przeciw Fran¬
cuzom, w niebezpieczną podróż i po licznych przygo¬
dach przybył wreszcie szczęśliwie do stolicy.
Uroczyste oddanie sztandarów odbyło się na
dziedzińcu pałacu luksemburskiego dnia 8 marca
1799 roku, ale mowy, jakie wypowiedzieli przy tej
sposobności minister wojny i dyrektor Barras, przy-
>>>
181
niosły nowe tylko rozczarowanie tułaczom. Ostroż¬
ność posunięto do tego stopnia, że nawet z przemó¬
wienia Kniaziewicza wykreślono ustępy, wyraźniej
podnoszące sprawę polską. Próżny Barras, lubujący
się w teatralnych efektach, nastrajając mowę swoją
na wysoki —jak mu się zdawało — ton polityczny,
powiedział do generała polskiego: „Powracaj do
robiono Polakom pewne obietnice i nadzieje, jak to
jest zwyczajem dyplomacyi. Dąbrowski wrysłał do
głównodowodzącego natenczas armią włoską gene¬
rała Scherera adjutanta swego majora Zawadzkiego
wraz z Wybickim, prosząc, aby legię i nowo otwo¬
rzony pułk kawaleryi przyłączono do armii włoskiej,
Scherer, który czuł się słabym do pokonania 60-ty-
liUDWIK OSIŃSKI,
poeta, krytyk i mówca, członek Tow. Przyjaciół Nauk, ur. w Kocku 1775, um. w Warszawie 27 listopada 1838 roku.
(Z portretu Antoniego Brodowskiego w zbiorach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.)
twych mężnych współbraci, i powiedz im, że Rzecz¬
pospolita przyjęła ich za swoje 3zieci, a Francya bę¬
dzie im ojczyzną". Było to w chwili, gdy druga koa-
licya byłu już faktem dokonanym, gdy Suworow
na czele armii rosyjskiej szedł przywracać porządek
na półwyspie Apenińskim. Może być, i przypuszczać
nawet należy, że po za urzędowemi enuncyacyami
sięcznej armii Kraya, przychylił się chętnie do ży¬
czenia Dąbrowskiego, ale zanim rozkaz jego doszedł
do Sezzy, gdzie legia stała natenczas, zostali Francu¬
zi pobici pod Weroną i pod Magnano i cofnęli się za
rzekę Mincio. Wobec tego nie mogło być mowy o ja¬
kimś zwycięzkim pochodzie w głąb krajów austryac-
kich, przeciwnie trzeba było gotować się do krwa-
>>>
182
wy cli zapasów z Austryakami i Rosyanami o posia¬
danie półwyspu włoskiego. Druga koałicya bowiem,
przygotowywana oddawna mozolnie, przyszła wresz¬
cie do skutku. Ces. Paweł I jak wiemy połączył się
Cesarz zamierzał zabrać dla siebie Maltę, jako wła¬
sność zakonu maltańskiego, który go obrał wielkim
mistrzem, a resztę zdobyczy rozdzielić pomiędzy
sprzymierzeńców, jak to uzna za stosowne.
N
o
o"
CS3
uq
B
p
5
a
0
x
w
1
to
o
*
N

N-
OJ

o
N
O"
N

X
o
Ul
N
s=
o
p-
■ P-
P
p
O
y
to
ś
o
a

w
w
N
O
o
ST
X
o
t
o
EJ
3
z Austryą i Anglią, aby przywrócić dawny porządek
w środkowej Europie, położyć kres propagandzie re¬
wolucyjnej, nowo powstałe republiki oddać prawo¬
witym władcom, a rozzuchwaloną Francyę zamknąć
w granicach z roku 1791. Dokonawszy tego dzieła,
Związek z podobnym programem i na takich
oparty podstawach nie mógł ani być trwałym, ani
rokować wielkiego powodzenia, ale tak, jak rzeczy
stały na początku wojny, przedstawiała koałicya
ogromną potęgę, której Francya — osłabiona i ogo-
>>>
łocona z najlepszych swoich generałów — zaledwie któremi dowodził w Niemczech arcyksiążę Karol,
z trudnością oprzeć się zdołała. Jakoż pomimo pierw- a nad Padem Suworow, niewątpliwie najzdolniejsi
szych zwycięztw Masseny w Szwajcaryi okazało się, z pomiędzy generałów austryackich i rosyjskich. Nic
że ani nieudolny Scherer we Włoszech, ani o połowę
od Austryaków słabszy Jourdan nad Renem, nie
będą w stanie powstrzymać wojsk sprzymierzonych,
dziwnego zatem, że "Wybicki — przewidując nie¬
szczęścia, jakie niebawem nastąpić miały — stracił
do reszty nadzieję i zamiast do głównej kwatery Dą-
>>>
184
browskiego, pojechał do Paryża, aby się oddać tam
pracom naukowym. W roku następnym (1800) spo¬
tykamy go we Wrocławiu, gdzie przez dwa lata zaj¬
muje się wychowaniem swoich synów, a potem
osiedla się z nimi na dłuższy czas w Dreźnie. Dą¬
browski, wierny obowiązkom żołnierskim, które w tej
chwili niebezpiecznej nie pozwalały opuszczać sztan¬
daru, wytrwał na swojem stanowisku, a otrzymaw¬
szy od generała Macdonalda — dowodzącego armią
rować sobie drogę na północ; do poważniejszego
starcia przyszło pod Arezzo, gdzie zginął dzielny
pułkownik Chamand. Legioniści, rozwścieczeni śmier¬
cią ukochanego wodza, wycięli w pień zbuntowaną
ludność, a naczelnika jej porąbali w kawałki. Pod
Arezzo zginął także porucznik Wasilewski. Na¬
stępne dni minęły już spokojniej, ale od Padu nad¬
biegły hiobowe wieści o rozbiciu armii włoskiej
i o oblężeniu przez Austryaków Mantui, gdzie się
A^GEI^A CtflARINI,
woltyżerka warszawskiego cyrku z czasów pierwszych lat po trzecim rozbiorze, przedmiot uwielbień i szałów ówczesnej
złotej młodzieży.
(Ze współczesnej akwatinty berlińskiej w zbiorach biblioteki hr. Przeździeckich.)
neapolitańską — rozkaz połączenia się z Schererem,
łudził się jeszcze zawsze nadzieją, że w ten sposób
wykona plan pierwotny. Złudzenie trwało bardzo
krótko. Legioniści zastali całą Toskanię w płomie¬
niach. Ludność wiejska i miejska chwyciła za broń
i pod dowództwem austryackich oficerów zagrażała
Florencyi, podczas gdy wojska cesarskie, sforso¬
wawszy słabo bronione przejścia w Apeninach, do¬
cierały do Spezzyi.
Bagnetami i szablą musieli więc legioniści to-
znaj dowala druga legia pod dowództwem Wielhor-
skiego i szef Axamitowski z artyleryą.
Tymczasem naczelne dowództwo na północy
objął po Schererze generał Moreau w chwili, gdy Su-
worow z posiłkami rosyjskiemi i armią austryacką,
wytracając po drodze niedobitki franouzkie, szedł na
Turyn i Alessandryę. Wódz francuzki powołał więc
na pomoc Macdonalda z Neapolu i ułożył plan skom-
binowany, którego celem ostatecznym było wziąć
armię nieprzyjacielską we dwa ognie i znieść ją ze
>>>
szczętem. Ażeby tego dokonać, miał Macdonald od
Apenin a Moreau od Alessandryi równocześnie zaata¬
kować Kosyan i Austryaków. Stosownie do tego pla¬
nu polecono Dąbrowskiemu opanować wyjścia z gór
apenińskich, wiodące na dolinę Lombardzką. Wspar¬
ty dywizyą francuzką Merlina, po krwawych walkach
pod Borghetto, Ulla, Montelongo, wykonał generał
w zupełności rozkaz Macdonalda, zabierając przytem
nieprzyjacielowi 6 dział, 600 jeńców i wielkie zapasy
żywności w Pontremoli. W ślad za legią polską wy-
nalda, a potem rozprawić się z armią włoską. W ten
sposób wywiązała się trzydniowa nadzwyczaj krwa¬
wa bitwa nad Trebią, zakończona ostatecznie porażką
Francuzów. Legia polska w pierwszym walcząca
ogniu, dzielnie stawiła czoło, ale i sama też dotkliwe
poniosła straty. Dąbrowski lekko ranny, miał dwa
konie pod sobą skaleczone i ocalenie swoje zawdzię¬
czał walecznym grenadyerom, którzy otoczonego już
przez strzelców nieprzyjacielskich odbili, a w szcze¬
gólności oficerom Biernackiemu i Petrykowskiemu,
-.opu#
ił.'' K
Pałae w Królikarni,
zbudowany i utrzymywany do końca XVIII wieku przez Karola de Thomatis lir. de Yalory, dworzanina króla Stanisława
Augusta, od roku 1816 własność księcia wojewody wileńskiego Micliała Hieron. Radziwiłła i miejsce jego zbiorów sztuki
i numizmatów.
(Z drzeworytu W. Ciechowskiego.)
sunęła się z wąwozów apenińskich armia Macdonal¬
da od strony Modeny i całe wojsko ruszyło na Pia-
cencę przeciw nieprzyjacielowi, na którego równo¬
cześnie miał uderzyć od Alessandryi Moreau. Ale
zaledwie dywizya Dąbrowskiego przeprawiła się
przez Trebię, kiedy Suworow—pędząc bez wytchnie¬
nia pułki swoje naprzód — zaatakował Polaków całą
swoją potęgą.
Plan, obmyślany przez generała Moreau, nie
udał się, wódz rosyjski bowiem — nie troszcząc się
wcale o to, co na tyłach jego wojska się dzieje — po¬
stanowił zanim Moreau nadciągnie, zetrzeć Macdo-
oraz adjutantowi Stuartowi. Z szeregów ubyło 1,500
ludzi zabitych, rannych lub wziętych do niewoli
(17—19 czerwca 1799 roku).
Klęski, jakie wojska republikańskie ponosiły
w Niemczech i we Włoszech, wywołały wielkie nie¬
zadowolenie w Paryżu. Powszechnie, a nie bez
słuszności, obwiniano obecnych dyrektorów o nieu¬
dolność, o trwonienie pieniędzy, o zaniedbanie spraw
wojskowych; stronnictwo radykalne wystąpiło z ener¬
giczną przeciw rządowi opozycyą i dokonało wresz¬
cie zmiany dotychczasowego systemu. Jednym z dy¬
rektorów został Sieyes, dotąd ambasador w Berlinie,
>>>
uchodzący za bardzo zdolnego polityka; tekę mini¬
stra wojny objął generał Bernadotte, który natych¬
miast z wielką skwapliwością zabrał się do pomno¬
żenia sił zbrojnych i do podniesienia ducha w wojsku
przygnębionem ostatniemi niepowodzeniami.
Naczelne dowództwo nad armią włoską otrzy¬
mał generał Joubert. Polecono mu nieprzyjaciela
pobić, Alessandryę i Mantuę od oblężenia uwolnić.
Rozkazy były stanowczo spóźnione, bo dnia 23 lipca
poddała się Austryakom Alessandrya, a w tydzień
potem podpisał nieudolny i nikczemny generał Fois-
sac-Latour kapitulacyę Mantui, oddając tajemnym
artykułem zbiegów z wojska cesarskiego—służących
w legii polskiej—wojskowym władzom austryackim.
Taki los zgotowano legionistom, którzy po bohater¬
sku bronili twierdzy, a teraz wystawieni byli na naj-
| z 10-ma zaledwie tysiącami stoi nad Bormidą, ruszył
on śmiało naprzód, rozbił przednią straż rosyjską i —
utwierdzony tem powodzeniem w swoich domy¬
słach — zajął warowne z natury stanowisko na sto¬
kach Apenin, pod Novi. Tu jednak dnia 15 sierpnia
uderzył na niego całą swoją potęgą (50,000 ludzi) Su-
worow, połączony z Krayem. Wywiązała się w ten
sposób bitwa niezmiernie krwawa, trwająca godzin
czternaście. Na samym początku walki zginął Jou¬
bert, ugodzony śmiertelnie kulą karabinową; dowódz¬
two po nim objął obecny jeszcze w głównej kwaterze
Moreau, ale wobec liczebnej przewagi nieprzyjaciela
i on długo na pozycyi utrzymać się nie mógł. Nad
wieczorem armia francuzka złamana cofała się w zu¬
pełnym popłochu i tylko usiłowaniom Dąbrowskiego,
który nadszedł właśnie ze swoją dywizyą, jakoteż
y^idok wałów Werony,
na którycli padł śmiertelnie raniony przy ataku na, ljagnety pułkownik legionów Liberadzki (Floreal, roku Y-go).
(Według sztychu współczesnego.)
sroższe prześladowania. Szef Axamitowski odpro¬
wadził z całej załogi mantuańskiej zaledwie 150 le¬
gionistów do Lyonu; Wielhorskiego i Kosińskiego
internowano jako jeńców wojennych w Leoben. Ma¬
jąc teraz do rozporządzenia całą armię Kraya, który
oblegał Mantuę, postanowił Suworow zgromadzić
wszystkie siły, wyprzeć wojsko republikańskie z Ri-
viery genueńskiej i wojnę przenieść do Francyi.
W chwili jednak, kiedy zabierał się do wykonania
tego planu, gromadził żywność, skupywał muły
i ściągał zewsząd swoje korpusy, nadjechał do głów¬
ne] kwatery francuzkiej Joubert i — nie wiedząc nic
o upadku Mantui — zamierzył jak najprędzej twier¬
dzy tej iść na odsiecz i stojącego mu w drodze Su-
worowa rozgromić. Zebrawszy więc tyle wojska, ile
miał pod ręką, w przekonaniu, że nieprzyjaciel
zapadającej nocy, mieli republikanie zawdzięczać
swoje ocalenie.
Szczęściem dla Francuzów nastąpiło w tej
chwili pewne naprężenie stosunków pomiędzy Suwo-
rowem a dworem wiedeńskim z jednej strony i po¬
między Nelsonem i admirałem rosyjskim Uszako-
wem, zdobywającym Maltę dla Cesarza Pawła, z dru¬
giej strony i skutkiem tego mógł Moreau, leniwie
ścigany, utrzymać się i obwarować należycie w Ape¬
ninach i w Genui aż do przybycia Championetta,
który objął po Joubercie dowództwo.
Wśród tego legiony zdziesiątkowane w boju,
bose, obdarte i głodne, w opłakanym prawdziwie
znajdowały się stanie. Podobnie jak legia pierwsza
pod Dąbrowskim, tak i legia druga, którą dowodził
Wielhorski, poniosła dotkliwe straty. We wszyst-
>>>
I
ryża, donosili Dąbrowskiemu, że „nie myślano tam
wcale o nas, ani o losie naszym przyszłym1*. W jed-
*) Oto nazwiska zabitych w tych bitwach oficerów,
których wymienia Dąbrowski w swoich pamiętnikach: kapi¬
tanowie Kozłowski, Daszkiewicz, Woliński, Borkowski,
Skwarkowski; porucznicy: Godebski, Zieliński, Miaskowski,
Paciorkowski, Gozon, Piasecki, Grygliński, Szczubielski;
podporucznik Potocki. Do niewoli zostali wzięci: szef legii
Forestier, szefowie batalionu Zawadzki i Małachowski, ma¬
jor Jasiński. Ranni: generał Jabłonowski, szef legii Strzał¬
kowski, szef batalionu Królikiewicz, major Konopka, kapita¬
nowie: Kirkor, Sieradzki, Biernacki, Billing, Laskowski, Ko¬
szutski, Kozakiewicz, Melfort, Winnert, Iliński; porucznicy:
kich czynów wojennych, owiany czarem wrschodu,
j zjawi! się nagle wśród społeczeństwa rozerwane¬
go i przygnębionego, jak zbawca przez Opatrzność
zesłany dla ocalenia Prancyi, dla przywrócenia ładu
i porządku. 0 właściwych jego zamiarach nie można
| było wątpić.
Zadera, Parys, Zefferyn, Łysakowski, Berensdorf, Cybulski,
Kaczanowski, Kobylański (utracił lewą rękę), Piechowski,
Słoński, Kołodyński, Linkiewicz, Zakrzewski, Bogdanowicz;
podporucznicy: Michał Zadera, Majewski, Borkowski, Ber-
gonzoni, Litwiński, Lipiński, Wasilewski, Serwacki, Szremer,
Gałecki, Truszkowski.
kich bitwrach, stoczonych przez Suworowa od Ma-
gnano począwszy, Polacy bądź w przedniej straży,
bądź zasłaniając odwrót, bili się zpodziwienia *odną
odwagą. Toż nic dziwnego, że z szeregów ubyło 1,000
ludzi. Zginął generał Rymkiewicz, szef batalionu
Lipczyński, 70-letni starzec pułkownik Darewski,
dawny konfederat barski, reszty legionu poszły na
załogę do Mantui, gdzie je czekał los stokroć smut¬
niejszy '). Wypadło więc przystąpić do reorganizacyi
i uzupełnienia przetrzebionych szeregów. Rząd fran-
cuzki ówczesny okazał się obojętnym na los Pola¬
ków; majorowie Konopka i Biernacki, wysłani do Pa-
nym tylko względzie stało się zadość życzeniom:
Dyrektoryat przyjął plan utworzenia nowej legii pol¬
skiej nad Renem i powierzył dowództwo nad nią ge¬
nerałowi Kniazie wieżowi. Ale postanowienie istniało
na papierze, do wykonania brakowało środków i do¬
brej woli ze strony tych, co pogrążywszy w nieszczę¬
ściu republikę, sami siebie ratować nie umieli.
W tej chwili, groźnej dla Prancyi zarówno jak
i dla legionów, powrócił z Egiptu Bonaparte i wylą¬
dował w porcie Frejus dnia 9 października 1799 roku.
Poprzedzony sławą odniesionego świeżo pod Abuki-
rem nad Turkami zwycięztwa, otoczony aureolą wiel-
Wejśeie praneuzów 1 Polaków do fieapolu 25 stycznia 1799 roku.
(Sztych Della ult z rysunku Duplessis-Bertaux.)
Dzieje PorozMorowo Tom I.
24
>>>
Opuściwszy samowolnie stanowisko, jakie mu
w Egipcie powierzono, porzuciwszy wojsko, którem
dowodził, bez zapytania władzy najwyższej, przyby¬
wał do Francyi jako zdeklarowany przeciwnik rzą-
staję ubóstwo i klęski“. Słowa te zawierały surową
wprawdzie, ale zupełnie zasłużoną krytykę Dyrekto-
ryatu. Tak jak Bonaparte sądziła ogromna większość
Francuzów i tem tłómaczy się powodzenie, z jakiem
KRÓU NEAPOLiITA^SKI FERDY^AflD IV.
(Z portretu Kreuzingera sztychował w 1791 roku Pichler.)
du, jako buntownik i rewolucyonista przeciw całemu
ówczesnemu systemowi. „Coście zrobili z tej Fran¬
cyi? — mówił — zostawiłem ją zwycięzką, zbogaco-
ną milionami, zebranemi we Włoszech, obecnie za-
Napoleon wykonał zamach stanu dnia 10 listopada
roku 1799. W chwili, kiedy grenadyerzy rozpędzali
bagnetami radę pięciuset w St. Cloud, wyrastał na
gruzach republiki napoleoński cezaryzm. Kształt no-
>>>
189
wego rządu, który powierzono trzem konsulom, miał
tylko pozory republikańskie. Po pierwszej sesyi spo¬
strzegł Sieyes, że Francya ma pana i mistrza, bo
Bonaparte może i chce rządzić sam. Od początku
też zagarnął on całą władzę w swoje ręce i stał się
w istocie pierwszym konsulem, zanim mu tę
godność na lat dziesięć przyznano.
Nic dziwnego zatem, że jak społeczeństwo fran-
cuzkie tak i Polacy także widzieli w tym nowym
władcy, który legiony powołał do życia i tak życzli¬
wie o sprawie polskiej się wyrażał, swego naturalne¬
go opiekuna. Walcząc bez wytchnienia, dawał żoł-
siwszy piechotę austryacką do ucieczki — odzyskali
stracone z początku pozycye.
Wśród tej krwawej pracy topniały coraz bar¬
dziej szeregi polskie, dokuczał głód straszliwy, na-
walne śniegi i uciążliwe marsze po skalistych gó¬
rach narażały ludzi na śmierć i niebezpieczeństwa,
nędza i niezadowolenie były powszechne. Znękani
legioniści wystosowali więc pismo do Dąbrowskiego,
w którem — przedstawiwszy opłakane swoje położe¬
nie — wzywali go, aby udał się do Paryża i tam
u Bonapartego oraz u ministra wojny Berthiera, przy¬
chylnego Polakom, wyjednał pozwolenie i środki na
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU
Widok Solea.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
nierz polski bezustannie dowyody niezrównanej od¬
wagi i poświęcenia. Po odejściu Suworowa do Szwaj-
caryi toczyła się dalej zawzięta walka o posiadanie
władzy nad Włochami. Legioniści brali w niej żywy
udział. Pod Bosco i w drugiej bitwie pod Novi
męztwTu żołnierza polskiego zawdzięczali Francuzi
w znacznej części zwycięztwa sw'oje i tryumfy.
W pierwszej z tych bitew wzięli legioniści cztery
armaty i 600 jeńców; Dąbrowski, odcinając pałaszem
lont kanonierowi austryackiemu, cudem niemal
uszedł śmierci; ocaliła go książka, o którą się oparła
kula nieprzyjacielska. Pod Novi, po zawziętej walce
na bagnety, zabrali legioniści dwa działa i — zmu-
zreorganizowanie legii. Zdawszy dowództwo naczel¬
ne generałowi Jabłonowskiemu, wyjechał Dąbrowski
natychmiast z Genuy i przedsięwziął stosowne kroki
u rządu.
Napoleon oceniając należycie zasługi, jakie od¬
dali armii francuzkiej legioniści we Włoszech, wy¬
stosował list pełen uznania dla Dąbrowskiego i przy¬
chylił się w zupełności prawie do słusznych żądań
Polaków. Legia, zgromadzona w Marsylii, miała się
składać odtąd z siedmiu batalionów piechoty i jedne¬
go batalionu artyleryi pod nazwą: „Pierwsza legia
polska14; miała pobierać żołd ze skarbu Rzeczypospo¬
litej francuzkiej, ranni żołnierze otrzymywali takie
>>>
ST-A-IsT I ls/C IIE 2sT UST
pierwszej Legli Polskiej zostających na żołdzie Rzeczypospolitej Prancuzkie
Sztab Główny.
Jan Henryk Dąbrowski General Dywizyi Dowódzca Legii
1 Szef Batalionu Dembowski
i Szef Batalionu Tremo
) Kapitan Markowski
Wielhorski General Brygady
1
I
Jego Adjutanci
Jego Adjutanci
Cybulski
Ożarowski
Adjutant Dowódzca Kosiński
|	1 Kapitan Rogulski
Adjutanci Sztabu Głównego !	2 Idem Fronssard
I	1 Podporucznik Strzelecki
Kwatermistrz Generalny Szef Batalionu Pflugbeil
, A . 1	Porucznik Mtiller
Jego Adjutanci J	idem Cherling
Naczelny Lekarz |
Sztab Legii
1	Generał Brygady Piechoty Strzałkowski
2	Idem Idem Idem Karwowski
3	Idem Idem Idem Grabiński
4	Idem Idem Artyleryi Axamitowski
5	Idem Idem Piechoty Darewski
1	Chirurg II klasy Bollali
2	Idem Idem Yalentini
2 Furgonistów
2 Tambor-majorów
1 Krawiec
1 Puszkarz
1 Szewc
49 Muzykusów
Batalion Artyleryi
Pierwszy Batalion Piechoty
Drugi Batalon Piechoty
Trzeci Batalion Piechoty
u
c
s
0
03
02
a
IMIONA
u
a
e
c3
3
IMIONA
U
D
B
£
o!
9
ÓS
IMIONA
Lh
O
£
£
cn
oj
IMIONA
3
ii
3
£
3
3
Dowódzca. Batalionu
Dowódzca Batalionu
Dowódzca Batalionu
, Dowódzca Batalionu
1
Jakubowski
1
Białowieyski
Chłopi cki
Świderski
Kapitan Adjutant Starszy
Dowódzca Batal. Adjut. St.
Szef Batalionu Adjut. St.
Dowódzca Batal. Adjut. St.
1
Hauke
1
Konopka
Szulski
Sznajder
Chirurg 3-ciej klasy
Chirurg 3-ciej klasy
Chirurg 3-ciej klasy
Chirurg 3-ciej klasy
1
Chiecca
1
Rosenfeld
Dumur
Otteli
Kapitanowie
Kapitanowie
Kapitanowie
Kapitanowie
1
i
Falkowski
1
i
Tomaszewski
1
i
Ossowski
1
i
Karski
2
Stuart
2
2
Szott
2
2
Kozakiewicz
2
2
Kamiński (Jan)
3
Hornowski
3
Jurkowski
3
Billing
3
Żółtowski
4
Neneha
4
Dąbrowski
4
Kosiński
4
Grabski
5
Spyller
5
Bieliński
5
Luba
5
A mira
6
Trzeszczkowski
6
Pawełecki
6
Poplewski
6
Kowalski
7
Michałowski
7
Rutie
7
3
Roger 4
7
3
Chilchen
8
Komorowski
8
Parys
8
Koszutski
8
Łączyński
9
Mościcki
9
Rylski
9
H raczy ński
9
Ciołkowski
10
Szmauch
10
Combrettee
10
Estko
10
Vander-Noat
Porucznicy
Porucznicy
Porucznicy
Porucznicy
1
Piechowski
1
1
Godlewski
1
1
Solnicki
1
1
Zdora
2
Żołdowicz
2
Turkiewicz
2
Kołdyńki
2
Egersdorff
3
Głowacki
3
Lipowski
3
Słoński
3
Kuniowski
4
Toczyłowski
4
Fądzielski
4
Podlecki
4
Madaliński
5
Szumski
5
Zakrzewski
5
Koszubski
5
Tański
6
2
Uszyński
6
2
Bogdanowicz
6
2
Borowski
6
2
Przeździecki
7
Suhr
7
Kintzel
7
Hoppen
7
Notkiewicz
8
Broszkowski (Andrzej)
8
Razowski
8
Łukiewicz
8
Starowicz
9
Nowicki
9
Bali
9
Gałecki
9
Plichtowicz
10
Dłużniewski
10
Wnorowski
10
Truszkowski
10
Huławski
11
Lipka
Podporucznicy
Podporucznicy
Podporucznicy
12
Truskolaski
1
Forecki
1
Szczubielski
1
Wągrowski
13
Lupichius
2
Osiecki
2
Wasilewski
2
Wąsowicz
14
Goguel
3
Swistacki
3
Ruszkowski
3
Promiński
15
Broszkowski (Stanisław)
4
Sosnowski
4
Zarzycki
4
Karnkowski
Chorąży Podporucznik
5
Wiszniewski
5
Msuchowski
5
Piekarski
Łochowski
6
Korczyński
6
Dobrzyński
6
Mielnik
Nadliczbowi
7
Laskowski
7
Bujalski
7
Romanowski
Wojcikiewicz
8
Gołębiowski
8
Jonn
8
Rotkiewicz
Oj rżano wski
9
Szumachen
9
Brzeski
9
Ragazzi
10
Malski
10
Dembiński
10
Komar
Chorąży Podporucznik
Chorąży Podporucznik
Chorąży Podporucznik
Skaliński
Wysocki
Urbański
Nadliczbowi
Nadliczbowi
Nadliczbowi
Podporucznik Rasz
Podporucznik
Podporucznik
Idem Rybiński
Daszkiewicz
Fund
Ogół Oficerów 31
Ogół Uficerów 36
Ogół Oficerów 35
Ogół Oficerów 35
Podoficerów i kanonierów 550
Podoficerów i żołnierzy 1360
Podoficerów i żołnierzy 1360
Podoficerów i żołnierzy 1360
Całość Batalionu 581
Całość Batalionu 1396
Całość Batalionu 1395
Całość Batalionu 1395
>>>
OFICEIRÓW
w epoce do pierwszego Germinala roku IX (do dnia 11 marca 1801 roku).
Czwarty Batalion Piechoty
Piąty Batalion Piechoty
Szósty Batalion Piechoty
Siódmy Batalion Piechoty
u
©
£
o3
00
c3
IMIONA
u
a
B
ca
■/.
IMIONA
u
©
s
c2
t/j
03
IMIONA
\
D
2
rj
c3
co
c3
IMIONA
i
5
£
2
£
2
£
2
Dotcódzca Batalionu
Douódzca Batalionu
Douódzca Batalionu
Dowódzca Batalionu
Małachowski
Jasiński
Zagórski
Zawadzki
Kapitant Adiutant Starszy
Kapitan Adjutant Starszy
Douódzca Batal. Adjut. St.
Kapitan Adjutant Starszy
Bogusławski
Klicki
Pakosz
Petrykowski
Chirurg 3-ciej kłusy
Chirurg 3-ciej klasy
Chirurg 3-ciej klasy
Chirurg 3-ciej klasy
Bastre de
’
Hederych
Baldauff
Long
Kapitanowie
Kapitanowie
Kapitanowie
Kapitanowie
1
i
Królikiewicz
1
i
Mościcki
i
i
Konopka
1
i
Biernacki
2
2
Straszewski
2
2
Biernacki
2
2
Lachowski
2
2
Pokrzywnicki
3
Oświeciński
3
Zymirski
3
Kasinowski (Mikołaj)
3
Potrykowski
4
Kamiński
4
Mądrzycki
4
Sylwestrowicz
4
Modzelewski
5
Zieleniewski
5
Zdzitowiecki
5
Tysson
5
Chłusowicz
6
Messange
6
Kirkor
6
Szubert
6
Rafałowski
7
3
Zefferyn
7
3
Mieczyński
7
3
Paszkowski
7
3
Grodzki
8
Bogusławski
8
Gawłasiński
8
Kąsinowski
8
Linkiewicz
9
Oskierko
9
Berensdorff
9
Kamiński (Faustyn)
9
Murawski
10
Blumer
10
Szylewicz
10
Obertyński
10
Szczepański
Porucznicy
Porucznicy
Porucznicy
Porucznicy
1
1
Biegański
1
1
Darewski
1
1
Domaniewski
1
1
Nagrodzki
2
Sieniarski
2
Kaczanowski
2
Kochanowski
2
Nieborski
3
Zabłocki
3
Zadera (Michał)
3
Sobański
3
Orzeł ski
•
4
Wakuliwski
4
Zadera (Teodor)
4
Pozarzycki
4
Oloff
5
Tomaszewski
5
Laskowski
5
Jar wieki
5
Skarżyński
6
2
Jabłoński
6
2
Białasiewicz
6
2
Zakulski
.6
2
Karwowski
7
Tarsza
7
Rusiecki
7
Bayer
7
Werdun
8
Garlicki
8
Zadera (Józef)
8
Bayer
8
Stocki
9
Łysakowski
9
Młynarski
9
Szubert
9
Suffczyński
L
A
10
Budzyński
10
10
Zalewski
10
Rakowski
Podporucznicy
Podporucznicy
Podporucznicy
Podporucznicy
1
Kowalski
1
Kiełczewski
1
Markiewicz
1
Sawicki
•
2
Tokaczewski
2
Tarnowski
2
Ostrowski
2
Borkowski
3
Kowalski-
3
Borkowski
3
Bergonzoni
3
Iwaśkiewicz
4
Kochański
4
Olędzki
4
Gnoiński
4
Lipiński
5
Niedzielnicki
5
Szeffer
5
Wiczniewski
5
Karpiński
f
6
Szymański
6
Romański
6
Wojciechowski
6
Józefo wski
7
Hołyniec
7
Makowski
7
Kaziemirski
7
Doloszkiewicz
8.
Hemmerych
8
Parys
8
Taczanowski
8
Duwald
9
Bieliński
9
Przyłuski
9
Leszczyńskki
9
Soroka
10
Guedi
10
Waygiel
10
10
Ostakiewicz
»
Chorąży Podporucznik
Chorąży Podporucznik
Chorąży Podporucznik
Chorąży Podporucznik
Milewski
Sosnowski
Duńczewski
Maxymowicz
Nadliczbowi
Nadliczbowi
Nadliczboui
Nadliczbowi
1 Podporucznik
1 Podporucznik
1 Podpor. Doręgowski
1 Podporucznik Narwoy
Jurkiewicz
Mądrzykowski
2 Idem Laskarys
2 Idem Janowski
Ogół Oficerów 36
0
gół Oficerów 36
Ogół Oficerów 35
Ogół Oficerów 36
Podoficerów i żołnierzy 1350
Podoficerów i żołnierzy 1297
Pogoficerów i żołnierzy 1275
Podoficerów i żołnierzy 1514
Całos'ć Batalionu 1386
Całość Batalionu 1333
Całość Batalionu 1310
Całość Batalionu 1550
ZEBRANIE (Rekapitulacya).
Sztab Główny	15
i Sztab Legii 		,	63
Batalion artyleryi pieszej	581
Pierwszy Batalion piechoty	1396
Drugi Batalion piechoty .........	1395
Trzeci Batalion piechoty	1395
*	,	Czwarty Batalion piechoty	1386
Piąty Batalion piechoty	1333
Szósty Batalion piechoty 		1310
»	Siódmy Batalion piechoty	1550
Zakłady Legii we Francyi i we Włoszech . . . 200
Pociągi Artyleryi i pociągi Legii 		 70
Cała Legia liczy . . 10604
>>>
192
RADA ZAWIADOWCZA.
IMIONA
STOPNIE
SZCZEGOŁOWE URZĘDY i ATRYBUCYE
Wielhorski
Generał Brygady
Prezes Rady korespondujący z ministrem wojny
Axamitowski
Dowódzca Brygady artyleryi
Członek korespondujący z oficerami, obowiązany do szczegóło-
Forselli
Podporucznik 1-go Batalionu
[ wych korespondencyj
Straczyiiski
Kapitan 2-go Batalionu
| Członkowie trudniący się sprawami Dymissyi bezwzględnych,
Reform, Inwalidów i Weteranów.
Żółtowski
3-go
Członek sprawdzający listę płacy i pożyczki
Zefferyn
■1-go
„ spraw ubiorczycb, uekwipowania i uzbrojenia
Darewski
5-gO
„ odtrącań zaległości i likwidacyi długów
Duńczewski
6-go
„ utrzymujący porządek bióra (szef bióra)
Modzelewski
Podporucznik 6-go Batalionu
„ trudniący się wynagrodzeniami za utracone rzeczy jeń-
Pflugbeil
Szef Batalionu
„ kwatermistrz generalny [ców wojennych
Corbay
Sierżant 6-go Batalionu
„ komisyę ekspedujący
Swiderski
Szef Batalionu
„ pełniący obowiązki kontrolera legii
Stuart
Kapitan Artyleryi
„ pełniący obowiązki ubiorczego legii
Zadora Teodor
Porucznik 5-go Batalionu \
Adjunkci
Braszkowski An¬
Porucznik Artyleryi )
drzej
Głowacki
Porucznik Artyleryi
Pełniący obowiązki oficera pociągów
Pierwsza instancya Rady wojennej:
IMIONA
STOPNIE
SZCZEGÓŁOWE ATRYBUCYE
Axamitowski
Dowódzca Batalionu artyleryi
Prezes
Ossowski
„ 2-go Batalionu piechoty
Członek rady
Hornowski
Kapitan artyleryi
11 11
Żymirski
Kapitan 5-go Batalionu piechoty
11 11
Egersdorf
v 3"gO w „
11 11 *
Osiecki
Podporucznik L-go Batalionu piechoty
11 11
Doktorczyk
Sierżant artyteryi
V 11
Amira
Kapitan 3-go Batalionu piechoty
Kapitan Sprawozdawca
Komorowski
Kapitan artyleryi
Komisarz władzy wykonawczej
Druga instancya Rady wojennej:
IMIONA
STOPNIE
SZCZEGOŁOWE ATRYBUCYE
Darewski
Dowódzca Brygady piechoty
Prezes
Jasiński
„ 5-go Batalionu piechoty
Członek rady
Zefferyn
Kapitan 4-go Batalionu piechoty
11 11
Kamiński
„ 6-gO „ „
11 11
Zadora (Józef)
Porucznik 5-go „
11 11
Tokaszewski
Podporucznik 4-go Batalionu piechoty
11 11
Biernacki
Sierżant 1-ej kompanii Grenadyerów
11 11
Hauke
Kapitan artyleryi
Kapitan Sprawozdawca
fotrykowski
„ 7-go Batalionu Grenadyerów
Komisarz władzy wykonawczej
Rewizoryum Rady wojennej:
IMIONA
STOPNIE
SZCZEGOIiOWE ATRYBUCYE
Wielhorski
Generał Brygady
Prezes
Karwowski
Szef Brygady piechoty
Członek rady
Konopka
„ Brygady Grenadyerów
• 11 11
Parys
Kapitan 1-go Batalionu
11 11
Domaniewski
6-go
11 11
>>>
Stan imienny oficerów legii rannych w kampaniach włoskich.
Sztab Główny
Dąbrowski General Dywizyi, Dowódzca Legii
Jabłonowski General Brygady
Dembowski Szef Batalionu, Adjutant Generała Dywizyi
Sztab Legii
Strzałkowski Dowódzca Brygady
Darewski	„	„
Grabiński	„ • „
Regulski kapitan Adjutant Starszy Legii
Batalion artyleryi
1-szy Batalion
piechoty
Kapitan Hauke
4 „ Stuart
Por. Kobylański
„ Piechowski
Dowódzca Batal.
Konopka
„ Downarowicz
'Kapit. Hodzkie-
wicz
Adj. St. Iiutier
Kapitan Winert
„ Iliński .
„ Melfort
„ Parys
„ Jurkowski
„ Brzechfa
Por. Zakrzewski
2-gi Batalion
piechoty
Dowódzca Batal.
Chłopicki
, Szulski
Kapitan Billi ng
„ Koszutski
„ Laskowski
„ Borowski
„ Kozakiewicz
„ Koliński
„ Straszyński
Porucz. Słoński
„ Koło dyński
„ Wasilewski
„ Szremer
„ Solnicki
Podpor. Gałecki
„ Koszubski
„ Daszkiewicz
„ TruszkoAvski
„ Kochański
„ Koszarski
„ Ruszkowski
3-ci Batalion
4-ty Batalion
5-ty Batalion
6-ty Batalion
7-my Batalion
piechoty
piechoty
piechoty
piechoty
piechoty
Dow. Bat. Karski
„ Kamiński
Kapit. Żółtowski
„ Kowalski
„ Łączyński
„ Dziurbas
Adjut. St. Van-
der Noat
Por.Przeździecki
„ Tański
„ Wąsowicz
„ Notkiewicz
,, Madaliński
Dowódzca Batal.
Małachowski
„ Królikiewicz
Kap. Bogusław¬
ski
„ Zefferyri
„ Raynhold
Por. Godebski
„ Łysakowski
„ Blumer
„ Oskierko
Podp. Tokaczew-
ski
, Niedzielnicki
, Szymański
Pułkown.
Kapit. Sieradzki
„ Biernacki
Porucz. Cybulski
„ Berensdorff
„ Zadora
„ Borys
„ Majewicz
„ Borkowski
„ Kaczanowski
,, Zadora
Kirkor Dowódzca Batal,
Lachowski
„ Szubert
„ Tyssot
Porucznicy:
Domaniewski
Michałowski
Markiewicz
Bergonzoni
Bayer
Szczepański
Obertyński
Podporucznicy:
Nagrodzki
Nowicki
Litwiński
Dowódz. Bat.
Zawadzki
Kapitanowie:
Linkiewicz
Modzelewski
Rafałowski
Grodzki
Por. Lipiński
„ Rakowski
Stan imienny oficerów poległych na polu bitew, lub zmarłych
w slutcl ran odniesionych w kampaniach włoskich.
Sztab Główny
Rymkiewicz Generał Brygady
Tremo Szef Batalionu Adjutant Generała Dywizyi
Dąbrowskiego
Sztab Legii
Chamand Dowódzca Brygady
Forestier „	„
Ritter Naczelny Lekarz
Batalion artyleryi
1-szy Batalion
piechoty
2-gi Batalion
piechoty
3-ci Batalion
piechoty
4-ty Batalion
piechoty
5-ty Batalion
piechoty
6-ty Batalion
piechoty
Pułk
kawaleryi
1’ulkow. Meller
Dowódzca Batal.
Czechowski
l’or. Iwaśkiewicz
^ Młodzianow¬
ski
Pułkownik Libe¬
radzki
Dowódzca Batal.
Podowski
Porucznicy: '
Kwiatkowski
JałBrzycki
Wasilkowski
Wisłoucli
Porucz. Piasecki
„ Gozon
„ Grygliński
„ Szczubielsld
„ Krauze
Pędporucznicy:
Zochowski
Wiszniewski
Serwadzki
Sewadier
Porucznicy:
Zawadzki
Gosławski
Dowódzca Batal.
Lipnicki
Kapitan Wessel
Porucz. Górski
„ Sroczyński
„ Godelski
Dowódzca Batal.
Lipczyński
Kap. Borkowski
„ Woliński
Por. Strzemecki
„ Potocki
„ Miaskowski
Dowódzca Batal.
Skwarkowski
Kap. Kozłowski
Por. Zieliński
„ Zymirski
„ Paciorkowski
Kap. Daszkiewicz
Por. Warelle
*
>>>
POLiSKfl LiEGIA NflDDUTJRJSKfl '
(1799—1802)
pod dowództwem generała Karola Kniaziewicza, organizowana w Phalsburgu i Strassburguz udziałem Fiszera
Kosseckiego i Drzewieckiego jako część armii Reńskiej, zwycięzka pod Berghcm, Bornłieim, Offenbach i Hohenlinden,
skazana na zagłalę traktatem ldnevilskiin 9 lutego 1801 r.
>>>
195
same prawa, jak inwalidzi francuzcy. Pułk kawale-
ryi polskiej przydzielono do armii reńskiej i oddano
pod dowództwo Kniaziewicza, oficerów polskich zaś
z Egiptu, do Dijon, major Konopka i kapitan Komie-
rowski do Lille.
Dzięki tym postanowieniom pierwszego konsu-
MfltJOR FL.ORYAN KąsiNoyysięi,
urodź. 1764, umarł 1828 roku.
(Ze zbiorów rodzinnych barona Augustyna Kąsinowskiego.)
rozesłano do zakładów, gdzie się znajdowali jeńcy
austryaccy i rosyjscy, w celu werbunku. Tak poje¬
chał pułkownik Grabiński, który świeżo wrócił
Dzieje Porozbiorowe. Tom I*
la i zabiegom polskich oficerów postępowała reorga-
nizacya legionów raźnie. Rząd cisalpiński dostarczał
mundurów i broni, skarb francuzki wypłacał żołd,
25
>>>
196
ochotników nie brakło, z niewoli austryackiej powra¬
cali jeńcy, zabrani przy kapitulacyi Mantui i w nie¬
szczęśliwych potyczkach włoskich, szeregi zapełnia¬
ły się i dnia 19 października 1800 roku wyruszył Dą¬
browski na linię bojową w 4,400 ludzi, z jedną kom¬
panią artyleryi, podczas gdy w Medyolanie pozostał
Wielhorski z Kosińskim dla dokompletowania trzech
batalionów i_ trzech kompanii artyleryi.
Z większemi trudnościami musiał walczyć Knia-
ziewicz, formujący legię naddunajską w Phalsburgu
i Strassburgu. Tak jak niegdyś przeciw Dąbrow¬
skiemu, tak teraz przeciw niemu powstały pokątne
oskarżycielami znalazł imiona i takich kolegów, na
których przyjaźń z ufnością liczył. Dotknięty do ży¬
wego temi słowy pułkownik Gawroński, szef sztabu
legii, odebrał sobie życie, skoczywszy w fale Renu;
Rożniecki wyszedł cało.
Tymczasem wojna miała się ku końcowi; koali-
cya, utworzona z takim trudem i o tak rozległym
programie, była rozbita doszczętnie. Nieporozumie¬
nia pomiędzy Suworowem a gabinetem wiedeńskim,
egoizm angielski i zaborcze plany Austryi we Wło¬
szech wywołały w Petersburgu niechęć i oburzenie.
Cesarz Paweł był obrażony do najwyższego stopnia
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok szpitala Dzieeiątka Jezus.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
intrygi, które — wyzyskując niezadowolenie głod¬
nych i obdartych żołnierzy — zmierzały do usunię¬
cia Kniaziewicza od naczelnego dowództwa.
Niecną tę robotę prowadził Aleksander Roż¬
niecki, wówczas szef szwadronu. On to pod pozorem,
że Kniaziewicz działa opieszale, zaniósł przeciw nie¬
mu do generała Moreau prośbę, podpisaną niebacz¬
nie przez kilku obałamuconych oficerów polskich.
Moreau przesłał to pismo Kniaziewiczowi z polece¬
niem, aby malkontentów ukarał, al i generał — zgro¬
madziwszy wszystkich oficerów — podarł w ich
oczach prośbę, wyrażając jedynie żal, że pomiędzy
postępowaniem swoich sprzymierzeńców. Nie dopu¬
szczono go do zajęcia Malty, chociaż był wielkim
mistrzem zakonu Joannitów; w Ankonie, którą zdo¬
były właściwie wojska rosyjskie i tureckie, usunięto
sztandar rosyjski, aby zatknąć natomiast austryacki;
żołnierzy rosyjskich, biorących udział w nieszczęśli¬
wej wyprawie holenderskiej, odesłano gdzieś na wy¬
spę Jersej i morzono tam głodem, a gabinet wiedeń¬
ski oświadczał teraz wręcz, że nie myśli wcale o re-
stytucyi króla sardyńskiego, lecz uważa prowincye
zdobyte we Włoszech jako przedmiot wynagrodzenia
dla siebie za tyle ofiar i kosztów, poniesionych
>>>
197
MAURYCY hr. TALiLEYRAND de PERIGORD.
(Sztych Thomson’a z portretu Gerard'a.)
w wojnie francuzkiej. Tak na każdym kroku starano
się widocznie wpływ rosyjski usunąć i słuszne wy¬
magania gabinetu petersburskiego traktować z lek¬
ceważeniem, chociaż wszystkie powodzenia swoje
zawdzięczała koałicya posiłkom rosyjskim, działal¬
ności Suworowa i poświęceniu rosyjskiej armii. Roz¬
goryczenie, wywołane temi wiadomościami, podnie¬
cały co chwila raporty zagniewanego na Austryę
Suworowa, a ostatecznie klęska Korsakowa pod Zu-
ricli (dnia 24 września 1799 roku) przyspieszyła ka¬
tastrofę, od dłuższego czasu już wiszącą niejako
w powietrzu. W miesiąc później oznajmił Paweł I
cesarzowi Franciszkowi, że zrywa przymierze z Au-
stryą i odwołał Suworowra; równocześnie prawie nad¬
szedł do Thuguta telegram, donoszący o powrocie
Bonapartego z Egiptu. Przez chwilę zdawało się
jeszcze, że Cesarz Paweł, zmieniający często posta¬
nowienia, powróci do dawnych planów. Wojska ro¬
syjskie zatrzymały się w Czechach, Paweł gotów był
zostać się w koalicyi, byle tylko cesarz usunął Thu¬
guta, którego uważał za głównego sprawcę wszyst¬
kich nieporozumień; kiedy jednakże Austrya w ści¬
ślejszy jeszcze sojusz weszła z Anglikami, zerwały
się ostatnie nici, łączące koalicyę i w marcu roku
1800 oświadczył Paweł I, że nie weźmie udziału
w dalszej wojnie z Francyą. Taki stan rzeczy zastał
Bonaparte, gdy po zamachu dnia 10 listopada stanął
u steru rządu. Szczęśliwa gwiazda, która wiodła sta¬
tek jego przez morze Śródziemne, pokryte angiel-
skicmi okrętami, zdawTała się teraz rozpraszać chmu¬
ry, niedawno jeszcze ciążące nad Francyą.
ZwycięztwTo Masseny nad Korsakowem podnio¬
sło ducha armii republikańskiej; za przedsiębiorcze¬
go i energicznego Suworowa objął we Włoszech na¬
czelne dowództwo zgrzybiały i powolny Melas, koa-
licya była rozbita, Cesarz Paweł zniechęcony do
wojny, zagniewany na Austryę, zawzięty na Angli¬
ków, w polityce nieobliczalny, snuł już nowe plany;
z Prusami odnowił dawrne traktaty z epoki Fryde¬
ryka II i Fryderyka Wilhelma, mocarstwa północne
wzywał do związku przeciw wszechwładzy angiel¬
skiej na morzu. Niepodobna było, stojąc u góry
i wnikając w tajniki gabinetów^, zmian tych nie do-
strzedz, a dostrzegłszy z pomyślnych okoliczności
nie skorzystać. Uczynił to Napoleon zręcznie i sku¬
tecznie.
Prusakom, którzy natychmiast po zamachu sta¬
nu zgłosili się do niego, ofiarowując pośrednictwo
swoje w sprawie pogodzenia Francyi z Rosyą, odpo¬
wiedział grzecznie i stanowczo, że żąda, aby gabinet
berliński nie opierał się odstąpieniu posiadłości nie¬
mieckich na lewym brzegu Renu, a znając chciwość
pruską, natrącił zarazem o wynagrodzeniu, na które
Prusy oddawna spekulowały. Tak zarzuciwszy ponę¬
tę w Berlinie — zaczął pracować nad pozyskaniem
Cesarza Pawła. Uwolnił więc wspaniałomyślnie
jeńców rosyjskich, wciętych w bitwie pod Zurich
i pod Castricum, ubrał ich i uzbroił i ofiarował Pa¬
włowi Maltę, którą wtenczas blokowyali Anglicy. Ce¬
sarz wyprawił do Francyi jednego z generałów' swo¬
ich, aby objął dowództwo nad wypuszczonymi z nie¬
woli żołnierzami i poprowadził ich na Maltę, w razie
zaś, gdyby Anglicy zajęciu wyspy się sprzeciwili,
groził wojną.
JAN BAPTYSTA JULiIAfl BERHADOTTE.
(Z litografii Senefeldera.)
>>>
GtiZEGOHZ JÓZEF CflkOPICKI.
urodzony 14 marca'1772, chorąży 1792, kapitan 1794, major legii włoskiej 1800, generał brygady 1809—1812, generał dywizyi
wojsk Król. Polskiego,Jod roku 1810 baron cesarstwa francuzkiego, umarł 1854 roku.
(Z litografii współczesnej w zbiorach p. Leopolda Meyeta.)
>>>
200
JAN BOGUMIŁ* PLiEl^SCJ-1,
malarz i dekorator, urodzony 1732, umarł 1817 roku.
(Z autoportretu litografował I. F. Piwarski.)
Wśród tego odbyła się słynna wyprawa włoska
Napoleona. Drogą, wskazaną niegdyś przez Hanni¬
bala, przeprowadził on wrojsko swoje na niziny lom-
bardzkie i dnia 14 czerwca 1800 roku odniósł niespo¬
dziewane a świetne nad Austryakami zwycięztwo pod
Marengo, wskutek czego całe Włochy północne aż
po Mincio dostały się w ręce Francuzów. Pod
świeżem wrażeniem tego niesłychanego powodzenia
dojrzewały szybko plany rosyjskie. Prusy niezdecy¬
dowane dotąd, przyjęły w zasadzie projekt konwen-
cyi, proponowany przez Pawła I; przy końcu roku
1800 stanęło rzeczywiście przymierze pomiędzy Ro-
syą, Prusami, Danią i Szwecyą w celu obrony państw
neutralnych przeciw' nadużyciom angielskim. Z całej
koalicji pozostały tedy na polu walki tylko Anglia
i Austrya, obie osłabione i pragnące pokoju. Nie był
mu przeciwnym także Bonaparte. Zwycięztwo pod
Marengo i szybkie postępy generała Moreau, który
po kilku szczęśliwych potyczkach dotarł aż do Innu,
zadowolniły ambicyę osobistą pierwszego konsula
i przywróciły sławrę oręża francuzkiego zachwianą
dawmiejszemi niepowodzeniami. Obecnie więc nie
miał i Napoleon powodu pragnąć dalszego krwri roz¬
lewu, owrszem wiedział dobrze, że Francya potrzebu¬
je pokoju, że od pogodzenia się z Anglią zależy los
armii egipskiej i oblężonej wr La Yalette załogi i dla¬
tego zgadzał się chętnie na kongres w Luneville pod
warunkiem, żę Anglicy wezmą w nim udział i że
tymczasem przyzwolą na zawieszenie broni i na zao¬
patrzenie wr żywność załogi maltańskiej i żołnierzy,
pozostałych nad Nilem. Na tem jednakże rozbiły się
rokowania. Wysłany do Paryża, a następnie do Lu-
neville, pełnomocnik austryacki Cobenzl nie mógł
nic uzyskać i wrojna rozpoczęła się na nowo, tym ra¬
zem w Niemczech. Gabinet wiedeński, korzystając
z kilkomiesięcznego rozejmu, pomnożył siły zbrojne
nad Innem,, naczelne dowrództwo objął nominalnie
16-letni arcyksiążę Jan, któremu na szefa sztabu do¬
dano generała Lauera. Po pierwszej szczęśliwej
utarczce pod Amfing ruszyła (dnia 3 grudnia) cała
armia austryacka przez lesiste wąwozy pod Hohen-
linden, aby nieprzyjaciela—jak mniemano — cofają¬
cego się i zdemoralizowanego dopędzić i znieść ze
szczętem. Moreau z głów'ną swoją siłą oczekiwał nie¬
przyjaciela u wyjścia z lasów pod wsią Hohenlinden,
a dwie dywizye pod dowództwrem generałów' Riche-
pense i Decaen wysłał do Mattenbett, aby obeszły
armię austryacką i z tyłu na nią uderzyły. Od ruchu
tego, któremu największe trudności stały na prze-
WINCEHTY de LiESSEOl* (UESSEROWICZ),
■ słjmny miniaturzysta, urodź. 1745, umarł 1813 r.
(Z autoportretu litografował I. F. Piwarski.)
>>>
201
STANISŁAW KUBUICKI,
poseł inflancki na sejm 1789 r., pułkownik wojsk polskich, wierszopis i komedyopisarz, umarł 1809 roku.
(Ze współczesnego olejnego portretu.)
cza i kiedy powracającemu w Strassburgu kobiety
ofiarowały wieniec, 011 — wskazując na obecnego
Kniaziewicza — oddał mu połowę, jako jednemu
z głównych uczestników sławy i zasługi.
Klęska Austryaków pod Hohenlinden i zwy-
cięzkie postępy generała Brune we Włoszech, gdzie
szkodzie, zależał los bitwy i'ocalenie wojska francuz-
kiego. Iiichepense, śmiały i odważny oficer, wyko¬
nał wprawdzie rozkaz sobie polecony, ale w drodze
napadnięty przez przeważające siły nieprzyjacielskie
nie byłby osiągnął zamierzonego celu, gdyby mu
w najkrytyczniejszej chwili nie przybył na pomoc
z legią polską Kniaziewicz. On to, uderzywszy bez
namysłu na nieprzyjaciela, oswobodził dywizyę Ri-
chepensa i—walcząc „z niewzruszoną wytrwałością1*
aż do zmierzchu—dał czas Francuzom do wykonania
ataku z góry ułożonego. To też Moreau przypisywał
słusznie zwycięztwo pod Hohenlinden „najwyższe¬
mu męztwu i doświadczonym talentom* Kniaziewi-
nieudolny Bellegarde rychło za Adygę został wypar¬
ty, obudziły w Polakach nowe nadzieje. Tak Dą¬
browski, zdobywający Peschierę a następnie oblega¬
jący Mantuę, jak i Kniaziewicz, który z przednią
strażą dotarł aż w okolice Wiednia, sądzili, że teraz
nadeszła chwila ziszczenia ich planów i marzeń
dawniejszych. Ale polityka francuzka, pilnując wda-
>>>
202
snych swoich interesów, nie myślała ich narażać dla
sprawy polskiej. Kto tak jak Bonaparte potrzebował
poparcia Rosyi i Prus, ten nie mógł wzniecać powsta¬
nia w Austryi i kończącej się wojny rozpalać nanowo
dla sprawy polskiej.
Czekał więc legionistów zawód nowy i bolesny,
carstw północnych i działanie Pawła I, który kazał
skonfiskować wszystkie okręty angielskie, znajdu¬
jące się w portach rosyjskich i tem samem wypowie¬
dział wojnę dumnym i bezwzględnym wyspiarzom.
Dla Napoleona nastręczała się dogodna sposobność
do zupełnego pokonania lub przynajmniej do upoko-
N
O
a
o
N O
arq
t/
w
p
J
o
°!i
o
to
o
to'
o
O
O
Z *
pN W
3
0)
l O-

w
OT
ISJ


ts
W
O
S!
O
X
55
»—i
W
Cl
ale nieunikniony. W trzy tygodnie po bitwie pod
Hohenlinden (dnia 25 grudnia) zawarto zawieszenie
broni i rozpoczęły się traktaty w Luneville, wśród
najpomyślniejszych dla Francyi warunków.
Potęga Austryi była stanowczo złamana, pano¬
wanie Anglii na morzu, zagrożone przez związek mo¬
rzenia śmiertelnego wroga. Zawrzeć z Austryą po-
Kój, a potem razem z Cesarzem Pawłem i jego sprzy¬
mierzeńcami uderzyć na Anglików,' to było marze¬
nie zbyt ponętne, aby mu się mógł oprzeć człowiek
tak ambitny jak pierwszy konsul. Traktat Lunevil-
ski, podpisany dnia 9 lutego 1801 roku, nie wspomi-
>>>
203
nał ani słowa o Polakach. W kilka miesięcy potem
spotkała ich nowa niespodzianka — ścisłe porozu¬
mienie pomiędzy Rosyą a Francyą. Wynikało ono
z ogólnego systemu politycznego, jakim się kierował
Bonaparte. Skupiwszy władzę naczelną w swojej
ręce, okryty sławą świeżo odniesionych zwycięztw,
pę, potrzebował kilku lat spokojnych, potrzebował
sprzymierzeńca równie potężnego, obdarzonego tak¬
że pewnym zasobem ambicyi. Takim sprzymierzeń¬
cem mogła być tylko Rosya, gdzie po zgonie Pawła I
(23 marca 1801 roku) zasiadł na tronie Aleksander I,
w młodzieńczem sercu swojem noszący się z zamia-
JS
CJ
p
G
u
i-
3
U)
W

O
ci
a
a
o
-co
o
o
&£
O

d
3
6
to

SJ
2
N
ci
t-1
fO
o
S]
snuł on już w wyniosłej duszy swojej wielkie świa-
towładne zamiary, marzył o koronie cesarskiej, o po¬
łączeniu ludów romańskich pod swojem berłem,
o rozciągnięciu potężnych wpływów swoich na roz¬
bitą i upokorzoną Rzeszę niemiecką. Do wykona¬
nia tych planów, obejmujących niemal całą Euro-
Dzieje Porozbiorowo Tom I.
rami uszczęśliwienia ludzkości w roli „Anioła poko-
ju“, jak go rzeczywiście później nazywano. Ten mło¬
dy władca olbrzymiego państwa, nie pragnący wa¬
wrzynów wojennych, był jakby stworzonym na
wspólnika dla genialnego, przebiegłego i bezwzględ¬
nego Korsykanina, a młody świat słowiański, połą-
26
>>>
204
czony z romańskim zachodem i wykwintną jego cy-
wilizacyą, wydawał się granitową podstawą dla świa-
towładnych zamiarów nowożytnego Cezara. Podział
Europy na dwie sfery: francuzko-romańską i rosyjsko-
słowiańską, to myśl, która powstała w duszy pierw-
nowożytnej Kartaginy zatknąć sztandar europejskie¬
go dualizmu, powiewający od stóp Uralu aż po słupy
Herkulesa. Wobec tak olbrzymich planów, które
jakkolwiek nie występują nigdzie konkretnie, to
jednak z toku polityki napoleońskiej snadnie wysnuć
NAPOLEON BONAPARTE
jako pierwszy konsul.
(Acąuatinta z 1802 roku ze zbiorów p. Ignacego Wolskiego.)
szego konsula, a skonała dopiero na zgliszczach spa¬
lonej Moskwy. Na gruncie rasowym oparta, zwraca- ^
ła się ona przeciw germańskiemu żywiołowi, rozbi¬
jała Niemcy i Austryę, aby następnie całą potęgą
uderzyć na znienawidzoną Anglię i na gruzach tej
się dają, stawała się sprawa polska oczywiście kwe-
styą podrzędną. Bonaparte cenił Polaków jako dziel¬
nych żołnierzy, ale dlasympatyi polskich nie myślał
poświęcać ani dalekich swoich zamiarów, ani —jak
mniemał — żywotnych interesów Prancyi.
>>>
205
Ścisłe porozumienie i związek z Rosyą były
możliwe wtedy tylko, gdyby Francya zaniechała po¬
lityki swojej, jaką od roku 1794 prowadziła wzglę¬
dem Polaków. Bonaparte nie miał w tej mierze zo¬
bowiązań, sam ostrzegał niegdyś tułaczów polskich,
aby nie dali się bałamucić dyplomatom i na własnej
tylko polegali sile; zasady republikańskie były obo¬
jętne dla tego kto na gruzach Rzeczypospolitej zakła¬
dał fundamenty nowożytnego cesarstwa; skrupułów
sumienia nie znał i nie uznawał, kierowała nim bo¬
wiem ambieya i interes własny, gdyż rozumiał, że
egoizm jest podstawą po¬
lityki. Z takiego założenia
wychodząc, rozpoczął u-
kłady z Aleksandrem I-ym
i ukończył je w krótkim
czasie pomyślnie. Dnia 8
i 11 października podpisa¬
no dwa traktaty; pierwszy
z nich zawierał artykuł
następujący:
„Każdy poddany
państw kontraktujących,
który, bawiąc w granicach
jednego państwa, czyni
zamachy na bezpieczeń¬
stwo drugiego, będzie na¬
tychmiast wydalony i od¬
stawiony do granicy, bez
możności odwołania się do
opieki swojego rządu.“
Zastrzeżenie to było
wymierzone z jednej stro¬
ny przeciw Burbonom i e-
migrantom Irancuzkim, zo¬
stającym pod opieką Rosyi,
z drugiej strony przeciw^
Polakom, walczącym pod
sztandarami republikań¬
skimi. I jedni i drudzy mo¬
gli wprawdzie korzystać
z praw gościnności, jakiej
im udzielono, ale musieli
się powstrzymać nadal od
wszelkiego działania poli¬
tycznego na szkodę Fran¬
cy i lub Rosyi. Drugi trak¬
tat zajmował się przeobra¬
żeniem Niemiec, pogodze¬
niem republiki z Portą ottomańską i sprawami wło-
skiemi. Król neapolitański, jako sprzymierzeniec
Cesarza, miał odzyskać swoje posiadłości, królowi
sardyńskiemu przyrzekano zwrócić część zabranych
krajów; Cesarz obowiązywał się pośredniczyć przy
zawarciu pokoju pomiędzy Francyą a Turkami;
z wysp Jońskich tworzono osobną republikę.
W ten sposób zamyślano położyć koniec dzie¬
sięcioletniej prawie, krwawej wojnie i na potężnem
przymierzu francuzko-rosyjskiem ugruntować trwa¬
ły pokój, obejmujący całą Europę. Okoliczności zda¬
wały się sprzyjać temu zamiarowi. Pitt, najzawzięt-
szy przeciwnik republikańskiej Francyi, poróżnił się
z królem Jerzym III w sprawie zniesienia ustaw,
ograniczających prawa polityczne katolików i ustą¬
pił z gabinetu, z drugiej strony śmierć Pawła I uwal¬
niała Anglików od niebezpieczeństw, jakie im grozi¬
ły z północy. Nowy Cesarz zrzekł się wszelkich pre-
tensyi do wyspy Malty i na tej podstawie przyszło
do porozumienia Rosyi z Wielką Brytanią. Następ¬
ca Pit'ta, Addington, człowiek miernych zdolności,
nie łaknący sławy wojennej, był od początku poko¬
jowo usposobiony. Wiel¬
kie wydatki na flotę, zawi-
kłania w Irlandyi i okupa-
cya Hanoweru przez Pru¬
saków, dokonana pod na¬
ciskiem gabinetu peters¬
burskiego za życia Pawła,
utrudniały niezmiernie po¬
łożenie Anglii, zwycięz-
kiej wprawdzie na morzu,
ale odczuwającej dotkli¬
wie ciężar długoletniej
wojny. Nic naturalniejsze¬
go zatem, jak, że gabinet
londyński już w marcu
roku 1801 zbliżył się do
Francyi, a spotkawszy
w Paryżu równie pokojo¬
we usposobienie, przystą¬
pił natychmiast do trakta¬
tów, które zakończyły się
pomyślnie podpisaniem
punktów przedugodnych
w Londynie (dnia 1 paź¬
dziernika 1801 roku) i u-
roczyście zawartym poko¬
jem w Amiens (dnia 27
marca 1802 roku).
To też Kniaziewicz
zastał w Paryżu zmianę zu¬
pełną. Bonaparte był już
w najściślejszych stosun¬
kach z Rosyą, w pokoju lu-
nevilskim nie wspomniano
ani słowa o Polsce i Pola¬
kach, a senator Garat w roz¬
mowach z . Kościuszką,
Kniaziewiczem i Barsem
podsuwał myśl wskrzeszenia Królestwa Polskiego
przez Ces. Pawrła. Na tem skończyły się właściwie po¬
gadanki o sprawie polskiej, układy poszły swoim to¬
rem; w październiku roku 1801 stanęło owo porozu¬
mienie francuzko-rosyjskie, które było wyrokiem
śmierci dla legionów. Zachodziło teraz pytanie, co
zrobić z tem wojskiem polskiem, wynoszącem 15,000
ludzi, pozbawionem możności powrotu do kraju,
a jednak zasłużonem, dzielnem i pokładającem dotąd
nieograniczone niemal zaufanie we Francuzach?
Plan Dąbrowskiego przedstawiony na początku roku
Oen. BERTHELEMY CATHER1IME dOUBERT,
wódz armii Włoskiej, zginął pod Novi 15 sierpnia 1799 roku.
(Staloryt z portretu malowanego przez Bouchofa.)
>>>
1802 pierwszemu konsulowi w Lyonie, a mający na
celu zdobycie przez Polaków wysp jońskich i Morei
był w tych wrarunkach oczywiście niepodobnym do
wykonania i świadczy tylko o tern, jak niedokładnie
byli obznajmieni Polacy, nawet wysokie zajmujący
stanowiska, ze stanem politycznym Europy i z mię-
dzynarodowemi układami; pozostawienie legionów
w służbie francuzkiej sprzeciwiało się wprost warun¬
kom przymierza rosyjskiego. Bonaparte użył więc
innego środka. Dla przypodobania się dworowi hisz-
KSiąoz WOJCIECH skarszewski,
biskup lubelski w epoce rozbiorów i Księztwa Warszawskiego (1790—1813), potem arcybiskup warszawski, prymas
Królestwa Polskiego (od 18 maja 1824), ur. 1742, umarł 12 czerwca 1827 r.
(Z litografii St. Aschenbrennera).
>>>
\
207
pańskiemu, z którym Francya w najściślejszych zo¬
stawała stosunkach, utworzono wtedy — na mocy
traktatu lunevilskiego — królestwo Etruryi ze stoli¬
cą we Plorencyi i przeznaczono je księciu Ludwiko¬
wi i infantce Maryi Ludwice. Właściwie podlegało
to państewko zupełnie Francuzom i generał Murat,
mianowany naczelnym wodzem armii włoskiej, miał
także komendę w Etruryi i główną kwaterę we Flo-
rencyi. Pod jego rozkazy oddano też legię polską
Dąbrowskiego i naddunajską Kniaziewicza i przezna-
KSiąDZ TYMOTEUSZ GOl^ZEflSKI,
pierwszy arcybiskup gniezuieńsko-poznański, nr. 1741, umarł 20 grudnia 1825 r.
(Z litografii W. Diimlera.)
>>>
208
czono tę ostatnią do służby w garnizonach etruryj-
skich. Nie można zaprzeczyć, że władze francuzkie
przy tej sposobności okazywały wiele względów Po¬
lakom, że oficerom polskim dawano posady korzyst¬
ne, na których można było żyć wygodnie i bogacić
się kosztem mieszkańców, jak to czynili zwyczajnie
Francuzi. Kazano jednak legionistom podtrzymy¬
wać bagnetami swojemi wątły tron hiszpańskiego
dynasty, wzniesiony na ziemi włoskiej z pobudek
czysto politycznych, nie mających najmniejszego
związku z zasadami republikańskiemi i z Polską.
Łatwo pojąć zatem, że pomiędzy starszyzną legionów
powstało wielkie oburzenie, że Kniaziewicz — pomi¬
mo pochlebnego nadzwyczaj listu ministra wojny
Berthiera — wziął dymisyę, że wszyscy oficerowie
legii naddunajskiej z Fiszerem na czele, postanowili
pójść za jego przykładem. Kniaziewicz jednak od¬
wodząc Fiszera od dymisyi, zalecał, aby „tych nie¬
szczęśliwych ofiar cnotliwi oficerowie nie opuszczali"
i nie oddawali zupełnie w ręce jurgieltników.
Rozsądne zdanie generała, znanego z patryo-.
tyzmu, odniosło skutek pożądany i jakkolwiek roz¬
kazem z dnia 21 grudnia 1801 roku rozwiązano pierw¬
szą legię polską i utworzono z niej dwie półbrygady
piechoty, to reorganizacya ta odbyła się pod kierun¬
kiem Polaków: pułkownika Grabińskiego i podpuł¬
kownika Chłopickiego, Małachowskiego, Jasińskiego
i Zawadzkiego. Oni to razem z Dąbrowskim wstrzy¬
mali legionistów od prawdziwie szalonego zamiaru
opierania się z bronią w ręku rozporządzeniom władz
francuzkich. Jazdę pod dowództwem Rożnieckiego
przydzielono do wojsk Rzeczypospolitej cisalpiń-
skiej. Smutniejszy los o wiele spotkał legię naddu-
najską, osieroconą przez dowódzcę, skutkiem dy¬
misyi generała Kniaziewicza.
Po zawarciu pokoju w Amiens odzyskała Fran-
cya pewną swobodę na morzu i zwróciła swoją uwa¬
gę na posiadłości zaatlantyckie, mianowicie na wy¬
spę San Domingo (Haiti), gdzie przebiegły i odważny
wódz murzynów Toussaint Louverture, wypędziwszy
Anglików i udając przyjaciela republiki, zamierzał
utworzyć państwo niezawisłe i tę ważną osadę od
Francyi oderwać. Na jego wniosek uchwalił rzeczy¬
wiście sejm, zgromadzony w San Domingo w roku
1801, niepodległość wryspy na razie pod protektora¬
tem francu&kim. Utrata tak ważnej posiadłości nie
mogła być oczywiście obojętna dla Francuzów, któ¬
rych osady zamorskie dostały się po większej części
podczas wojny w moc Anglików. Pierwszy konsul
zatem, nie dając się łudzić pozorem uległości, jaką
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok JSlowego Świata.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
209
TOUSSflI(SLT I^OOyEHTU^E,
wódz powstańców na wyspie San Domingo.
(Drzeworyt Hildibrand’a z rysunku Ronjatfa.)
mu okazywał „pierwszy z murzynów", wyprawił na¬
tychmiast na San Domingo 27,000 wyborowego woj¬
ska pod dowództwem szwagra swego generała Lec¬
lerca, w celu przywrócenia zwierzchnictwa francuz-
kiego nad „perłą Antyllów“. Z początku powiodło
się Francuzom rzeczywiście stłumić bunt murzynów.
Toussaint został wywieziony do Europy i umarł
w więzieniu w twierdzy Joux, prawdopodobnie udu¬
szony lub otruty, w roku 1803. Niebawem jednak
nadużycia i okrucieństwa generałów francuzkich, ja-
koteż głuche wieści o przywróceniu handlu niewol¬
nikami i niewoli murzynów, -wywołały groźne po¬
wstanie, którego strasznym sprzymierzeńcem była
żółta febra, zmiatająca gromadnie przybyszów. Aże¬
by zapełnić luki w szeregach powstałe i pozbyć się
niewygodnych w tej chwili dla pierwszego konsula
Polaków, wysłano na San Domingo większą część
legii naddunajskiej. Eskortowani do portów przez
wojska 1'rancuzkie, ruszyli ci straceńcy polscy pod
dowództwem Władysława Jabłonowskiego na bezpo¬
wrotną za morze wyprawę — ażeby ujarzmić murzy¬
nów. Jest to niewątpliwie jedna ze smutniejszych
kart naszej historyi porozbiorowej, nie przynosząca
zaszczytu ani Napoleonowi, ani Francuzom...
Wysłani na zagładę legioniści padli po większej
części ofiarą zabójczego klimatu, lub okrucieństwa
murzynów, drobna cząstka zaledwie wróciła w roku
1805 do Europy, 800 jęczało do roku 1808 na ponto¬
nach angielskich, niektórzy zaś pozostali na San Do¬
mingo, gdzie jeszcze dotąd mają być rodziny, noszące
nazwiska polskie.
Z oficerów, którzy z godnem uznania poświęce¬
niem dzielili losy żołnierzy, nieliczni zaledwie ujrzeli
strony rodzinne. Umarł generał Władysław Jabło¬
nowski, towarzysz Napoleona w szkole wojskowej
w Brienne, pomarli wkrótce po nim: szef batalionu
Bolesta, kapitanowie Sękowski i Rembowski i ofice¬
rowie: Sadowski, Irzycki i Wodzinowski; szef Jasiń-
ki odebrał sobie życie, inni zginęli od kul nieprzyja¬
cielskich.
Książę Adam Czartoryski i Tadeusz Czacki. Kie¬
dy tak w portach włoskich i na skalistych wyspach
Atlantyku tragicznie kończyła się jedyna w swoim
rodzaju epopeja legionów, odbywał się równocześnie
na dalekim wschodzie zwrot dla sprawy polskiej po¬
myślny, powstawały kombinacye polityczne, roku¬
jące lepszą cokolwiek przyszłość. Dziwnym zbiegiem
okoliczności wynikała ta zmiana nie tyle z systemu
politycznego, co z przypadkowego zetknięcia się
dwóch młodych ludzi różnych wprawdzie pochodze¬
niem i stanowiskiem społecznem, lecz przejętych po-
dobnemi zasadami, marzących o uszczęśliwieniu
Gen. JuEOLEHC d’OSTir4,
wódz wyprawy francuzkiej na San Domingo.
(Z portretu znajdującego się w Wersalu.)
>>>
Lkegioniśei polsey na San Domingo w 1801 roku.
(Kopia z obrazu Januarego Suchodolskiego, ze zbiorów p. L. Jasińskiego.)
i
>>>
‘211
ludzkości i o spełnieniu wielkiego posłannictwa
względem swoich narodów^. Na szarem tle codzien¬
nego życia było to zjawisko niezwykłe. Nad brzega¬
mi Newy — tam, zkąd rozlegały się pierwsze nawo¬
ływania do nowożytnej krucyaty przeciw republika¬
nom i Jakobinizmowi — głosił młody samodzierżca
Rosyi zasady wolności narodów" i w jasno nastrojo-
lityki rosyjskiej w pierwszych latach XIX w'ieku.
Po całym szeregu audyencyj u wszechwładnego Zu-
bowa i innych dygnitarzy odzyskali nareszcie Czar¬
toryscy rodzicielski majątek, ale zarazem musieli
wstąpić do służby wrojskowej, Adam do gwardyi kon¬
nej, a brat jego do gwardyi pieszej ■ pułku izmaihrw-
skiego. Na tem stanowisku czekały ich nowo za-
STANISŁ.AW ł^OSTKfl POTOCKI,
członek Komisyi rządzącej, utworzonej w Warszawie przez cesarza Napoleona dnia 14 stycznia 1807 r.
(Z litografii paryzkiej Ducarme’a.)
nej duszy snuł marzenia o spokojnem życiu ziemiań-
skiem. Towarzyszem i powiernikiem tych młodzień¬
czych porywów wielkiego księcia i następcy tronu
Aleksandra był znany nam już książę Adam Jerzy
Czartoryski, autor „Barda polskiego". Podróż jego
do Petersburga i pobyt na dworze Cesarzowej Kata¬
rzyny, a następnie Pawła I, miały wywrzeć wrpływ
potężny na losy Polski, a po części i na kierunek po-
szczyty; w roku 1796 podczas noworocznych awan¬
sów' zostali mianowani kamerjunkrami samej Impe-
ratorowej i weszli skutkiem tego wr ściślejszy zwią¬
zek z dworem i z całem otoczeniem Cesarzowej Ka¬
tarzyny. Obowiązków nie mieli prawie żadnych. Bra¬
li udział w uroczystościach dworskich, bywali na
szlichtadach, koncertach, przedstawieniach teatral¬
nych, asystowali Cesarzowej, gdy wieczorem grała
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
212
wr karty w sali „dyamentowej“ lub jeździli w św ięta
i niedziele do Carskiego Sioła. Wśród tego jedno¬
stajnego życia nawiązywały się jednak same z siebie
stosunki towarzyskie, tak, że wTkrótce obaj młodzi
Polacy na salonach petersburskich nadzwyczajne
mieli pow odzenie. Okoliczność ta, na pozór drobna
i błaha, nic była bez znaczenia w świecie, gdzie opi¬
nia salonów wywierała wrpływ pewien na politykę.
Stanowisko Czartoryskich wśród arystokracyi rosyj-
Pierwszy z nich, 18-letni natenczas, wychowa¬
ny przez Francuza La Harpe’a, człowieka obdarzo¬
nego niepospolitym rozumem, energią woli i siłą cha¬
rakteru, przejął się zasadami swojego mistrza i —
posiadając umysł wrażliwy i skłonny do młodzień¬
czych porywów' -— stał się w tym okresie życia idea¬
listą, marzącym o uszczęśliwieniu ludzkości, wrogiem
wszelkie] niesprawiedliwości.
W ielki Książę Aleksander Pawłowicz uczuł po-
CESARZ ALłEKSA^DER i.
(Według sztychu Tardieu robionego 1801 r. z portretu Kugelliena.)
skiej usposobiło też łagodniej cokolwiek względem
nich Cesarzową Katarzynę. Licząc się z temi sympa-
tyami, a przytem—chcąc zjednać sobie potomków' tak
starożytnej i wpływowej w Polsce rodziny — spoglą¬
dała ona łaskawrszem okiem na obu braci i wciągała
ich do zabaw towarzyskich w’ gronie rodziny cesar¬
skiej. W ten sposób zaznajomili się oni bliżej z sy¬
nami Pawła: Aleksandrem i młodszym bratem jego
Konstantym.
ciąg i sympatyę do młodego Polaka. Zbliżyć się do
niego, uczynić go powiernikiem swoich uczuć, może
nawet doradcą w wykonaniu marzycielskich zamia¬
rów’, to były powrody, skłaniające W. Ks. Aleksandra
do ściślejszych z księciem Adamem stosunków’. Na¬
wiązał 011 je na schadzce umówionej w ogrodzie Tau-
rydzkiego pałacu i tam natychmiast bez przygoto¬
wań i wfstępów obszernych odsłonił przed zdumio¬
nym tą szczerością tajniki swych uczuć i przekonań
>>>
213
politycznych. Po tern wy¬
znaniu, niewątpliwie
szczerem, zaczęła się przy¬
jaźń jedyna może w swoim
rodzaju. Na dalekich prze¬
chadzkach, lub przy wie¬
czerzy w naj ściślej szem
kółku rozwijał Wielki Ksią¬
żę przed nowym swym
przyjacielem plany i za¬
miary, które pragnął wy¬
konać, skoro dojdzie do
władzy. Wielki Książę Kon¬
stanty Pawłowicz naśladu¬
jąc starszego brata, wcią¬
gnął do swego zaufania
młodszego Czartoryskiego
i tak obaj stali się nieod¬
łącznymi towarzyszami
tych, w których rękach
spocząć miały losy Polski.
Książę Adam, jakkol¬
wiek młody jeszcze—miał
wtedy lat 27—czuł jednak
dobrze wielką doniosłość
owych przyjacielskich
z następcą tronu rosyjskie¬
go stosunków. Wychowa¬
ny w politycznych trady-
cyach rodziny, która długo na pomocy petersbur¬
skiego dworu nadzieje swoje opierała, mniemał on.
że przez ścisłą przyjaźń z W. Księciem x\leksandrem
będzie mógł dla sprawy narodowej wiele zdziałać
Ks. ADAM JERZY CZARTORYSKI.
(Sztych Falkego.)
dobrego. Nie kierowały
nim przytem względy oso¬
biste, nie chciał zaszczy¬
tów ani godności, nie przyj¬
mował pensyi i orderów,
pociągało go jedno tylko:
szczere i serdeczne niemal
przywiązanie do pełnego
zasad wzniosłych Wielkie¬
go Księcia, którego otocze¬
nie systemowi nowemu
nieprzełamane musiało sta¬
wiać przeszkody. To uczu¬
cie, naturalne zresztą i zro¬
zumiałe, p r z e t r w a ł o
wszystkie późniejsze za¬
wody i rozczarowania.
W późnym wieku, spisując
swoje pamiętniki, ocenia
usposobienie przyjaciela
słowami: „Aleksander
w szlachetnym swoim cha¬
rakterze miał zawsze coś
niewieściego ze wszystkie-
mi tego następstwami.“
Z tego założenia wy¬
chodząc i patrząc na świat
praktycznie, mniemał
Czartoryski, że należy
wTcześnie zakrzątnąć się około utworzenia stronnictwa
wśród Rosyan i pomyśleć o przysposobieniu ludzi,
którzyby młodemu Cesarzowi pomagać mogli w urze¬
czywistnieniu jego niezwykłych zamiarów. Książę
Zamek książąt litewskich w Y¥ilnie przed rokiem 1797.
(Rysował Alfred Rurawski — drzeworyt P. Dziedzica.)
>>>
214
Adam wkrótce wtajemniczył w zamiary W. Ks. Ale- j jego Paweł wychowywał się'w Paryżu, przejął się
ksandra Pawłowicza rodzinę Strogonowych, z którą tam13 zasadami republikańskiemi i należał nawet do
utrzymywał przyjazne stosunki. Hr. Strogonow, libe- klubu Jakobinów. Ojciec wiedząc na jakie niebez-
KAROli PI?ZEZDZIEC^I,
porucznik trzeciego batalionu legii polskiej we Włoszech, potem pułkownik wojsk Napoleońskich.
(Z olejnego portretu w zbiorach rodzinnych hr. Przezdzieckich.)
ralny w poglądach i krytykujący surowo nadużycia, czeństwa narażona jest przez to cała rodzina, dołożył
popełnione za czasów poprzednich, miał mimo to wszelkich starań, aby młodego zapaleńca wyrwać
szczególniejsze u Imperatorowej zachowanie. Syn z objęć rewolucyonistów. W tym celu użył on mło-
>>>
215
dego Nowosilcowa, który był—jak się wyraża Czar- j syi i tem zjednał sobie jeszcze bardziej względy fa-
toryski — wychowańcem i protegowanym rodziny. miłii całej, a że był człowiekiem niewątpliwie zdol-
Wysłany do Paryża, sprowadził on hr. Pawła do Ro- , nym i wielce wykształconym, więc — skoro go przy-
BARON MlKOJUfld KąSIjslOWSKI,
kapitan szóstego batalionu piechoty legii polskiej we Włoszech, potem oficer wojsk Napoleońskich, urodź. 1765,
zginął pod Berezyną 27 listopada 1812 roku.
(Z portretu współczesnego w zbiorach rodzinnych barona Augusta Kąsinowskiego.)
>>>
216
puszczono do narad — spostrzegł wnet, jakie ztąd
mogą dla niego wyniknąć korzyści i do tego zastoso¬
wał swoje postępowanie. Kiedy bowiem Czartoryski,
w najlepszej działając wierze, zalecił W. Ks. Ale¬
ksandrowi Pawłowiczowi obu swoich przyjaciół, wy¬
stąpił Nowosilcow z memoryałem, w którym treści¬
wie i zwięźle podawał rady młodemu Księciu, mają¬
cemu wstąpić na tron i tem przedstawieniem rzeczy
jasnem—chociaż treść była zapożyczona z dzieł fran-
cuzkich—zwrócił na siebie odrazu uwagę Wielkiego
Księcia i zjednał sobie jego przychylność. Od tego
dnia młody Strogonow i Nowosilcow zostali przypu-
ścią. Byli oni obecni przy śmierci Stanisława Augu¬
sta (2 lutego 1798), przy złożeniu zwłok jego w ko¬
ściele Dominikanów, brali udział w podróżach cesar¬
skich, wr uroczystościach, które Paweł wyprawiał po
przyjęciu godności wielkiego mistrza zakonu mal¬
tańskiego, byli świadkami wreszcie tych zmian na¬
głych, jakie na dworze się wydarzyły.
Wojna z Francuzami, gdzie i legioniści polscy
walczyli, ściągnęła niechęć i podejrzenia na Czarto¬
ryskich, a przyjaźń ich z Wielkimi Książętami obu¬
dziła łatwo zrozumiałą zazdrość i zawiść w kołach
dwrorskich. Opinia dotąd łaskawa dla obu braci
KSiąoz HiERoraM strouhowski,
rektor wileńskiego uniwersytetu od r. 1799—1806, administrator dyecezyi wileńskiej od roku 1808—1814,
biskup wileński od r. 1814, urodzony 20 września 1752 w Chodaczkowie (pow. krzemieniecki), zmarł 5 sierpnia 1815 r.
w Elnokampiu pod Wilnem.
t
szczeni do towarzystwa Wielkiego Księcia. Już
pierwsze chwile przyniosły niepospolite korzyści No-
wosilcowowi. Uznano, że jest on zanadto źle widzia¬
nym przez policyę, wystarano się więc dla niego za
pośrednictwem lir. Roztopczyna (ministra wojny)
o pasport i wysłano go do Anglii, gdzie — przyjęty
uprzejmie przez ambasadora rosyjskiego Woronco-
wa — przebył cały czas panowania Pawła, miał spo¬
sobność dokończyć swego wykształcenia i nawiązać
stosunki, które później największe oddały mu usługi.
Czartoryscy pozostali w Petersburgu, u boku
Wielkich Książąt, z początku traktowani przez Cesa¬
rza łaskawie, następnie z coraz to większą nieufno-
zwróciła się przeciw' nim. Cesarz począł podejrzewać
ich o jakobinizm, a wreszcie nagle—jak to było jego
zwyczajem — wysłał księcia Adama do Włoch, prze¬
znaczając go na posła przy dworze sardyńskim. Nie¬
łaska ta, mająca pozory łaski, trwała do końca pano¬
wania Cesarza Pawła. Przybywszy do Włoch przy
końcu roku 1799, spędził książę Adam cały rok na¬
stępny bądź we Florencyi, gdzie król sardyński
wtedy rezydował, bądź w Rzymie,, a ostatecznie
w Neapolu. Tam doszedł go list Aleksandra, dono¬
szący o śmierci Pawła i wzywający wr serdecznych
wyrazach do natychmiastowego powrotu.
Odprawiwszy koronacyę w Moskwie zajął się
>>>
‘217
Cesarz Aleksander zorganizowaniem władz najwyż¬
szych ; ustanowił ministeryum i na towarzysza mini¬
stra spraw zagranicznych, podeszłego w latach księ¬
cia Woroncowa, powołał księcia Adama Czartory-
całą wschodnio-południową częścią dawnej Rzeczy¬
pospolitej, otwierały się dla narodu polskiego po¬
myślniejsze widoki.
Podjęto właśnie wtedy reformę wychowania
i-j
ES

o
z
o
ts:
5
£

co
K

w
9
o
tn
o
Z-
N
10
3
cc
C
bo
O

X
u
c
OT
e
fi
fcc
N
o
ts]
skiego. W chwili więc, kiedy dla walczących pod
sztandarami republikańskiemi legionistów wszelkie
znikały nadzieje, stawał u steru rządu w Petersbur¬
gu Polak, osobisty przyjaciel Cesarza, władającego
publicznego w Rosyi. Całe państwo podzielono na
pięć okręgów naukowych, w których uniwersytety
miały być ogniskami światła i edukacyi publicznej
pod kierunkiem kuratorów, podlegających bezpo-
>>>
218
I
średnio ministeryum oświaty. Dwie kuratorye dosta¬
ły się Polakom. Kuratorem uniwersytetu charkow¬
skiego został Seweryn Potocki, wileńskiego Adam
Czartoryski. W ten sposób przeszły pod jego władzę
wszystkie szkoły publiczne w dziewięciu guberniach
i otworzyło się pole do urządzenia edukacyi, do przy¬
wrócenia dawnych świetnych tradycyj komisyi edu¬
kacyjnej, do wznowienia tego rozwoju umysłowego,
który przerwały smutne wypadki ostatniego dziesię¬
ciolecia. Na całym obszarze ziem polskich znajdo-
KSiąDZ IGNACY RACZYŃSKI,
biskup poznański (1793—1801), arcybiskup gnieźnieński (1801—1818), od r. 1821 zarządca dyecezyi Przemyskiej,
urodź. w Małoszynie 1741, zmarł w Przemyślu 1832 roku.
(Z litografii A. Aschenbrennera.)
isiii
Mis
HBF'
.
I
>>>
‘219
wało się natenczas wychowanie publiczne w praw¬
dziwie opłakanym stanie; Galicya, nie dotknięta
wcale zbawiennemi reformami komisyi edukacyjnej,
posiadała zaledwie kilka szkół średnich niemiecko-
łacińskich, które kształciły nie obywateli, lecz kan-
dawał uniwersytet we Frankfurcie nad Odrą (prze¬
niesiony w roku 1810 do Berlina), gdzie nauki udzie¬
lane w języku niemieckim i niemieckie otoczenie
były walnym środkiem wynarodowienia i germa-
nizacyi.
KSIĄDZ OfiUFRY KAJETAN SZEJVTBHK,
biskup-koadjutor płocki od r. 1797.
(Według olejnego współczesnego portretu.)
dydatów do biurokratycznej karyery; w Wielkopol-
sce i w całej ziemi pod rządem pruskim traktowano
wychowanie publiczne z widocznem lekceważeniem
i zaniedbaniem. Szkoły nie były ani polskie, ani nie¬
mieckie, a jedyną możność wyższego wykształcenia
Powstanie kościuszkowskie i trzeci rozbiór
kraju pogrążyły i na pozostałej przestrzeni ziem pol¬
skich sprawę wychowania publicznego w odmęt po¬
litycznych wypadków. Wśród ogólnego rozbicia nie
podobna było myśleć o podniesieniu szkół i oświaty.
Dzieje Tornzbiorowe. Tom I*
28
>>>
220
Cesarz Paweł I, zwiedzajac Wilno i przypatrując się
zbiorom naukowym, nagromadzonym zapobiegliwo¬
ścią ks. Poczobuta, zatwierdził byt i opatrzenie uniwer¬
sytetu wileńskiego, ale o zreorganizowaniu i podnie¬
sieniu tej starożytnej instytucyi nie pomyślał. Owszem
przy końcu jego panowania wszystko było już przy¬
gotowane do tego, aby gmachy i zakłady akademic¬
kie w Wilnie oddać zgromadzeniu Jezuitów połoc-
kich, czemu znowu ksiądz rektor Poczobut jak naj¬
energiczniej się sprzeciwiał. Śmierć Pawła przeszko¬
dziła wykonaniu tych zamiarów, a z objęciem kura-
toryi przez księcia Czartoryskiego nastały zarów-
skiej tych, co zrozumieli doniosłość i znaczenie tak
ważnej dla narodu zmiany. Do nich też zwrócił się
Czartoryski, kiedy — zreformowawszy z ks. Hieroni¬
mem Strojnowskim i Janem Śniadeckim uniwersytet
wileński w duchu ustaw komisyi edukacyjnej — po¬
wołał na wizytatora szkół w guberniach: wołyńskiej,
podolskiej i kijowskiej Tadeusza Czackiego, i w li¬
ście pisanym z tego powodu nakreślił w ogólnych
zarysach obowiązki, jakie względem wychowania
publicznego spadały na wszystkich obywateli, gorli¬
wych o dobro kraju i następnych pokoleń. „Wizyta
JWP. — tak się wyrażał — potrafi skłonić niektórych
Widok Żels
(Z obrazu Zygmunta Vogla w
110 dla akademii jak i dla całego wychowania pu¬
blicznego pomyślniejsze czasy.
Wśród takich warunków i na takiej podstawie,
zniszczonej przez czas, ludzi i wypadki, przyszło
Czartoryskiemu wznosić gmach oświaty narodu, za¬
kładać fundamenty edukacyi publicznej i odradzać
społeczeństwo.
Zajęty obowiązkami swego urzędu, zmuszony
do odbywania częstych podróży bądź w interesach
publicznych, bądź też familijnych, nie mógłby był
książę Adam podołać trudnemu swemu zadaniu, gdy¬
by nie znalazł był poparcia w gorliwości obywatel-
ej bramy.
orach ordynacyi Krasińskich.)
majętnych obywatelów do naśladowania przykładów,
jakie się często teraz w głębi Rosyi zdarzają, przez
dobrowolne ofiary i składki na powiększenie fundu¬
szów edukacyjnych lub założenie i utrzymywanie
szkół nowych i pensyonów. Jako współrodak nic
chciałbym widzieć, ażeby prowincye polskie dały się
przewyższać w tej mierze“.
Czacki, urodzony dnia 28 sierpnia w Porycku,
był synem podczaszego koronnego Szczęsnego, któ¬
ry — skutkiem opozycyi w sprawie dysydenckiej
w roku 1768 — był więziony przez długi czas w Bru-
siłowie, Brodach i Połonnem. Tadeusz, odznaczający
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
>>>
1
'221
się niepospolitemi zdolnościami i niezmierną żywo¬
ścią umysłu, brał od lat najwcześniejszych żywy
udział w sprawach publicznych; w roku 1784, jako
19-letni młodzieniec, był członkiem sądów nadwor¬
nych koronnych i bawiąc w Warszawie, poświęcał
cały czas wolny naukowym badaniom w bibliotece
Załuskich pod kierunkiem Naruszewicza i Albertran-
diego, najznakomitszych wtedy historyków i uczo¬
nych. Obdarzony z natury olbrzymią pamięcią, uzbie¬
rał on w ten sposób obfity zasób materyałów, które
zużytkował następnie w dziełach prawniczo-histo-
rycznych, pełnych głębokiej erudycyi i bystrych
spostrzeżeń. Narazie jednak nie było czasu do prac
i badań naukowych. Powołany na członka komisyi
ciężkie prześladowania. Obwiniony o udział w po¬
witaniu, utracił on Ostróg i klucz BrusiłoWski i do¬
piero po wstąpieniu na tron Cesarza Pawła I majęt¬
ności te odzyskał. Czacki jako delegat województwa
kijowskiego na uroczystość koronacyjną w Moskwie,
wyjednywał u Cesarza Pawła ulgi i ustępstwa dla
swoich współziemian, zawiązywał razem z Alber-
trandim, Stanisławem Sołtykiem i Franciszkiem
Ksawerym Dmochowskim w roku 1800 „Towarzy¬
stwo Przyjaciół Nauk“ w Warszawie i tworzył (w ro¬
ku 1802) w spółce z Józefem Drzewieckim, Michałem
Walickim i Sołtykiem „Towarzystwo Handlowe" dla
nawiązania stosunków z zachodem przez Odessę, pi¬
sał swoją „Obronę Zygmunta Augusta* i wydawał
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok koszar gwardyi pieszej koronnej.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
skarbowej w roku 1786, poświęcił się Czacki zupeł¬
nie now7emu swemu zajęciu, objeżdżał prowincye ru¬
skie w celu powściągnięcia nadużyć celników, wy¬
szukiwał źródła solne, badał stosunki handlowe, wy¬
dał własnym nakładem (10,000 czerwonych złotych)
mapę hidrograficzną Polski i Litwy, oddzielnie Dnie¬
stru i krzątał się z zapałem około wprowadzenia re¬
form, czemu jednak smutny bieg wypadków krajo¬
wych przeszkodził. W sejmie czteroletnim udziału
czynnego nie brał, do zwolenników konstytucyi ma¬
jowej nie należał, ale — wykonawszy „przez rozsą¬
dek" przysięgę — pozostał jej wiernym aż do końca
i podczas Targowicy ustąpił z komisyi skarbowej.
Kościuszkowska insurekcya ściągnęła na niego
najcelniejsze dzieło swoje „0 litewskich i polskich
prawach".
Nic dziwnego zatem, że Czartoryski zwrócił
uwagę swoją na tego niezmordowanego pracownika
i że nie doznał zawodu. Czacki, zwiedziwszy szkoły
sobie powierzone, znalazł je wr opłakanym stanie.
„Szkoły Zaborowskie — pisał do kuratora — są skła¬
dem skąpstwa, a włodzimierskie przybytkiem nę¬
dzy". Ale te trudności nie zrażały go wcale. Radząc
się prostego rozsądku i ucząc się ciągle, szukał on
pomocy ludzi w zawodzie wychowania publicznego
biegłych i na ich zdaniu doświadczonem opierał wła¬
sne pomysły. Powrócił był wtedy po dziewMęciolet-
niem więzieniu w Ołomuńcu do kraju Kołłątaj, odzy-
>>>
skawszy wolność w skutek interwencji petersbur¬
skiego dworu, i osiedlił się w wiosce o milę od Krze¬
mieńca położonej. Do niego więc udał się Czacki po
radę i wskazówki, a Kołłątaj—jak zwykle chętny do
tej wspólnej pracy była tyle słynna później szkoła
krzemieniecka, otworzona uroczyście dnia 1 paź¬
dziernika 1805 roku.
Koalicya w roku 1805. W chwili kiedy książę
iWcrjźbick) i5k a
W
J
dflrl ŚNIADECKI,
urodzony..29 sierpnia 1756 r. w Żninie pod Gnieznem, umarł w Jaszynach pod Wilnem 21 listopada 1830 r.
(Według litografii Walkiewicza.)
pracy obywatelskiej — zajął się ułożeniem projektu
urządzenia szkół we wszystkich trzech guberniach,
podczas gdy sam wizytator zbierał fundusze potrzeb¬
ne pomiędzy szlachtą i duchowieństwem. Owocem
Czartoryski na usilne nalegania Aleksandra 1 obej¬
mował urząd pomocnika w ministeryum spraw za¬
granicznych, znajdowała się cała Europa w stanie
gorączkowego rozdrażnienia. Nadzieje, przywiązy-
>>>
223
wane do traktatu lunevilskiego i do pokoju w Amiens,
rozwiały się wnet jak mgła poranna pod wrażeniem
bezwzględnej i wyzywającej polityki Bonapartego.
Nie troszcząc się wcale o zdanie mocarstw, niedaw-
Sardynii; z Toskanii utworzył królestwo etruryjskie,
i poddał je zupełnie pod wpływ francuzki, a gdy gabi¬
net londyński mimo to gotów był uznać te zmiany, byle
tylko królowi sardyńskiemu zapewnić jakieś wyna-
jąDRZEJ ŚNIADECKI,
urodzony 30 listopada 1768 r. w Żninie pod Gnieznem, umarł w Wilnie 11 maja 1838 r.
(Ze sztychu zamieszczonego w „Albumie Wileńskiemu Wilczyńskiego.)
no jeszcze złączonych przeciw Francyi, urządzał on
samowolnie stosunki na półwyspie włoskim. Rzecz¬
pospolitą cisalpińską, która dnia 26 stycznia 1802 r.
obrała go swoim prezydentem, powiększył kosztem
grodzenie, odrzucił Bonaparte tę propozycyę, skarżąc
się równocześnie na poparcie, jakiego doznają w An¬
glii emigranci francuzcy i opozycyjni biskupi. Po za
temi pozornemi więcej niż rzeczywistemi, przyczy-
>>>
224
nami wzajemnej niechęci i nieufności krył się od¬
wieczny antagonizm pomiędzy Francyą a Anglią.
Anglia, panująca na morzu, spoglądała z obawą
i zazdrością na rosnącą potęgę Rzeczypospolitej,
obejmującą półwysep pirenejski i apeniński, sięgają¬
cą w głąb Niemiec, zagrażającą wybrzeżom Północ¬
nego i Bałtyckiego morza. Co taka moc, skupiona
jaśniejącego na horyzoncie republikańskim, sędziwe
cesarstwo niemieckie rozpadło się w gruzy, zniknęły
potężne niegdyś elektorstwa duchowne, spadkiem po
nich, opactwami bogatemi i dobrami kościelnemi,
podzielili się faworyzowani przez Francyę i od niej
zawiśli książęta niemieccy, większość w sejmie ra-
tysbońskim stanowili odtąd protestanci, wpływ i po-
IGNAOY ŻEGOTA ONACEWICZ,
liistor5'k, profesor gimnazyum Białostockiego potem uniwersytetu
wileńskiego, członek Komisyi Archeologicznej, wreszcie pomocnik
bibliotekarza przy muzeum, Rumiancowa, ur. 1780 w Grodzieńskiem,
umarł 1845 roku w Petersburgu.
(Według litografii Rodriga z rys. Karola Żukowskiego w zbiorach
biblioteki hr. Przeztizieckich.)
w rękach genialnego człowieka, zdziałać była w sta¬
nie, tego przewidzieć nikt nie zdołał. Sądząc z tego,
co dotąd się stało wbrew woli całej Europy, należało
się przygotować na wszystko w chwili, gdy ta Euro¬
pa broń złożyła i warunki przez zwycięzcę narzuco¬
ne przyjęła. Wszak w przeciągu lat siedmiu większa
część kontynentu zmieniła swoją postać. Dwory bur¬
bońskie krążyły jak gwiazdy około nowego słońca,
waga cesarza została złamana, miejsce cezarów ger¬
mańskich zajął cezar rewolucyjny, potrząsający
dumnie tradycyami Karola Wielkiego, Napoleon I,
od roku 1804 cesarz francuzki. Przed majestatem
nowego mocarza korzyli się w prochu drobni dynaści
niemieccy: elektor badeński, wirtemberski i bawar¬
ski. Każdy z nich czuł się szczęśliwym, jeżeli pod¬
czas pobytu Bonapartego w Moguncyi był wezwanym
>>>
225
do stołu cesarskiego. Mniejsi potentaci, jak książę
darmsztadzki, zadowalniali się zaproszeniem do mar¬
szałka dworu Uuroca.
Opinia publiczna w Niemczech przyjmowała te
zmiany z filozoficznym spokojem, a nawet z pewnym
rodzajem zadowolenia. Goethe pisał właśnie swoją
„Naturalną córkę", Schiller, ogłaszający wtedy „Wil¬
helma Tella“ i „Dziewicę Orleańską", rozprawiał
że stanowisko Habsburgów w Niemczech jest za¬
chwiane i szukał dla dynastyi oparcia w „krajach
dziedzicznych"; cesarz Franciszek przybrał więc ty¬
tuł cesarza austryackiego, nie zrzekając się jednak
praw swoich do korony rzymskiej. W Berlinie lękli¬
wy Fryderyk Wilhelm III, panujący od roku 1797,
chwiał się pomiędzy przymierzem francuzkiem,
a ściślej szem porozumieniem z Rosyą i do ostatka na
JAN RUSTEM,
malarz, powołany w 1798 r. na katedrę malarstwa przy
uniwersytecie wileńskim.
(Z rysunku Al. Baclimatowicza litografował Oziembłowski,
ze zbiorów biblioteki ordynacyi hr. Krasińskich.)
z ojcem słynnego później Teodora Koernera o sztuce
dramatycznej i estetyce, szary tłum cieszył się, że
nowy system napoleoński powściągnął anarchię
i w stosunkach społecznych zaprowadził ład i porzą¬
dek, zamiast dotychczasowego bezrządu.
Inaczej zupełnie zapatrywały się na to położe¬
nie sfery dyplomatyczne. Gabinet wiedeński, który
bez zastrzeżeń uznał cezaryzm napoleoński, czuł,
krok stanowczy zdecydować się nie mógł. Jedna
tylko Rosya, dotąd w przyjaznych stosunkach z Fran-
cyą, spoglądała z niechęcią na nową gospodarkę
i przygotowywała pocichu nową przeciw uzurpatoro¬
wi koalicyę.
Cesarz Aleksander I miał ważne powody, aby
być niezadowolonym z polityki francuzkiej. Wpływ
rosyjski w Niemczech tracił zwolna na znaczeniu
>>>
Przejśeie przez górą Świątego Bernarda 18 maja 1800 roku.
(Z litografii H. Bellange.)
i
>>>
227
spokrewnieni z dworem petersburskim książęta za¬
wdzięczali wzrost swoich posiadłości Napoleonowi
i od niego też byli zawiśli, Prusacy oglądali się
pokój, w którym oba państwa gwarantowały sobie
nawzajem całość swoich posiadłości. Napoleon nie
szczędził uprzejmości dla Cesarza Aleksandra, ale
3
x
o
Ł.
0)
a
t'-
.2	8
s	ro
	5
X	ta
10
(3
c
•o
o
c
(S
c
tn
a
•d
o
a
■u
3
trwożliwie na Francyę, Austrya była bezsilna, nawet
'Purcya, obchodząca tak żywo dyplomatów rosyj¬
skich, zawarła w roku 1802 z pierwszym konsulem
Dzieje Porozbiorowe Tom I.
życzeń jego nie uwzględniał, nawet w sprawie wyna¬
grodzenia dla króla sardyńskiego.
Łatwo więc zrozumieć, że w Petersburgu rosła
29
>>>
228
niechęć do Francyi i że najdrobniejsza okoliczność
mogła to nieporozumienie w jawną zmienić nieprzy-
jaźń. Stało się to prędzej, niż obie strony sądziły.
W maju roku 1803 zajęli Francuzi Hanower, dzie¬
dziczną posiadłość króla angielskiego Jerzego III,
w dziesięć miesięcy później uwięziono w Ettenheim
(na terytoryum badeńskiem) księcia d’Enghien, upro¬
wadzono go do Francyi i pod zarzutem zbrodni stanu
>>>
229
rozstrzelano w Vincennes. Bezpośrednio potem przy¬
brał Napoleon tytuł cesarski i odprawił z niesłycha¬
nym przepychem koronacyę w Paryżu. Cała Europa
legitymistyczna i monarchiczna była oburzona tem
zuchwalstwem. Parweniusz, syn zwykłego adwokata
z Ajaccio, wdzierający się po trupie księcia d’Eng-
hien na starożytny tron Burbonów, traktujący bez
należnego szacunku dwory monarchiczne i rozporzą-
D
X
o
Ł.
o
o
00
(3
O
Ł-
O
N
O
OJ
cS
U
2
M
3
(3
'3
o
c
w
o
a
N
03
>>>
EDWARD ŻÓŁiTOWSKI,
podporucznik artyleryi w r. 1794, kapitan trzeciego batalionu piechoty legii polskiej we Włoszech w r. 1801, pułkownik
3-go pułku piechoty w r. 1807, generał brygady w r. 1811, generał dywizyi w r. 1826, urodź. 1775, zmarł 1842 roku.
(Z olejnego portretu M. Topolskiego malowanego w 1S05 r., ze zbiorów rodzinnych p. Antoniny z Komierowskich Sadowskiej.)
>>>
dzająey samowładnie połową kontynentu, budził za¬
wiść i chęć zemsty we wszystkich zwolennikach
dawnego porządku, w upokorzonych i wydziedziczo¬
nych, zarówno jak i w tych, którzy upokorzonymi być
zebrała się w pałacu Zimowym na wyraźny rozkaz
Cesarza rada, złożona z hr. Markowa, barona Bud-
berga i księcia Czartoryskiego. Ostatni z nich —ja¬
ko zastępca ministra spraw zagranicznych — odczy-
STAfllSŁAW SKARBEK WODZICZ^EJ WOYCZYftSKI,
syn podkomorzego rawskiego Teodora i Magdaleny z Dobieckich, syn chrzestny króla Stanisława Augusta, ur. 6 grudnia
1706 r., poseł rawski na sejmie konstytucyjnym, rotmistrz kawaleryi a następnie generał milicyi województwa rawskiego
w r. 1794, członek izby wojennej i administracyjnej w r. 1806, generał brygady w r. 1808, gubernator i obrońca twierdzy
Torunia w r. 1809, generał dywizyi w r. 1811, gubernator Warszawy od 14 grudnia 1830 r., potem naczelnik siły zbrojnej
województwa krakowskiego, kawaler orderu „Yirtnti militari“ i Legii honorowej, zmarł w Dreźnie 16 marca 1837 r.
(Z litografii paryzkiej Yilain.)
nie chcieli. Reakcya była więc nieunikniona, a pierw¬
sze hasło do niej dał Petersburg.
We dwa tygodnie po tragicznej śmierci księcia
d’Enghien, d. 5 kwietnia o godzinie 7-ej wieczorem,
tał pismo Cesarza Aleksandra I, zawierające szczegó¬
łowy pogląd na stan polityczny Europy i postanowie¬
nia, jakie zdaniem Cesarza powziąć należy dla zapo¬
bieżenia dalszym nadużyciom pierwszego konsula.
>>>
Zamach Bonapartego na neu¬
tralność Niemiec i pogwałcenie
terytoryum badeńskiego, które¬
go władca jest blizko spokrew¬
niony z dworem rosyjskim, po¬
winno— mniemał Cesarz — wy¬
wołać okrzyk zgrozy w całej
Europie i dać hasło do ogól¬
nego przeciw gwałcicielowi po¬
wstania. Gdy jednak państwa
europ ej skie, steroryzowane
przez Prancyę, wszelką straciły
odwagę, obowiązek ten spada
na Rosyę. Ona powinna dać
przykład, pociągnąć za sobą in¬
ne mocarstwa i uchronić w ten
sposób Europę od groźnych, a
nieuniknionych już przewrotów.
Cesarz postanowił zatem, aby
dwór jego przywdział żałobę
po księciu d’Enghien, postano¬
wił odwołać posła swego z Pa¬
ryża i wręczyć pasporty am¬
basadorowi francuzkiemu w Pe¬
tersburgu, czyli inaczej zerwać stosunki dyplo¬
matyczne z Prancyą. Należało się spodziewać, że
krok ten wpłynie na decyzyę gabinetu wiedeńskiego
i berlińskiego i że pociągnie także Portę ottomańską
okazującą więcej zaufania do Rosyi niż do Prancyi.
Dyskusya, jaka się rozwinęła na tle orędzia ce¬
sarskiego, doprowadziła do pośredniej konkluzyi;
zwyciężyło mianowicie zdanie hr. Rumiancowa, aby
nie zrywać stosunków dyplomatycznych z dworem
francuzkim, lecz wyrazić niezadowolenie i oburzenie
swoje narazie tylko przywdzianiem żałoby po księciu
d’Enghien. Jakkoiwiekbądź, myśl koalicyi i połączę-
»*Wf
Epizod z bitwy pod ]VTarengo.
(Ze sztychu Chafford’a.)
Epizod z bitwy pod ^Warengo.
(Z obrazu Swebach’a ryt. Couche.)
nia całej prawie Europy przeciw Bonapartemu raz
rzucona, zajmowała odtąd nieustannie dyplomacyę
rosyjskę i rozwijała się skutkiem sprzyjających oko¬
liczności szybko i pomyślnie. Cesarz Aleksander nie
zadowolnił się żałobą manifestacyjną, lecz wystoso¬
wał energiczną notę do sejmu niemieckiego, w której
protestował uroczyście przeciw zamachowi na spokój
i bezpieczeństwo państwa niemieckiego. Za przykła¬
dem dworu petersburskiego poszedł także król
szwedzki Gustaw VI, a oba te protesty wprawiły
w największy kłopot wystraszonych Niemców, któ¬
rzy woleli znosić nadużycia napoleońskie, niż nara¬
żać się znowu na niepewny los
wojny. Sejm niemiecki nie uległ
więc naciskowi, jaki wywiera¬
no nań ze Stockholmu i Peters¬
burga, i nie dał się porwać do
przedsięwzięcia kroków gwał¬
townych ; przeciwnie dołożył
wszelkich starań, aby sprawę
tak przykrą i drażliwą stłumić
i z porządku dziennego usunąć.
Napoleon, który bacznie śledził
wypadki nieomieszkał przy naj¬
bliższej sposobności wywrzeć
swej zemsty na Rosyi. Odpowia¬
dając na notę rosyjską w spra¬
wie księcia d’Enghien, Talley¬
rand w tonie lekceważącym od¬
mawiał rządowi rosyjskiemu
prawa do mieszania się w spra¬
wy wewnętrzne Prancyi i
w sprawy niemieckie. Stosunki
więc zaostrzały się coraz bar¬
dziej; przyjęcie tytułu cesar¬
skiego przez Napoleona oraz
>>>
233
jego podróż tryumfalna do Moguncji i prowincji
nadreńskich wzbudziła nowe podejrzenia; nie wstrzy¬
many niczem wzrost potęgi francuskiej przerażał
nawet najobojętniejszych.
Prusy, prowadzące jak zwykle politykę nie¬
szczerą i dwulicową, zawarły (dnia 25 maja 1804 ro¬
ku) traktat z Rosyą, mający na celu obronę Niemiec
północnych przeciw zamachom francuzkim. W tej
chwili nastąpiła zmiana ważna i doniosła: u steru
rządów w Anglii stanął Pitt; miejsce pojednawczego
Addingtona zajął zdeklarowany wróg Bonapartego
z silnem postanowieniem wzniecenia wielkiej wojny
na kontynencie, w celu upokorzenia Francyi i jej
imperatora. Skorzystał z tego w pierwszym rzędzie
gabinet petersburski i we wrześniu roku 1804 wysłał
Nowosilcowa w tajnej misyi do Londynu. Pitt był
zachwycony planem rosyjskim, oświadczył z naci¬
skiem Nowosilcowowi, że zamiary Cesarza Ale-
jak zawsze i przechylające się raz ku Francyi, to
znów ku Rosyi. Na takiego sprzymierzeńca nie li¬
czył gabinet petersburski od początku i — podług
jego mniemania —można było jedynie gwałtownemi
środkami zmusić gabinet berliński do udziału w koa-
licyi, lub do wojny z Rosyą. Na tem przeświadcze¬
niu opierał się Czartoryskiego plan uregulowania
spraw europejskich, przy którem miała być złamana
raz na zawsze potęga pruska.
Austrya miała podług tego otrzymać Bawaryę,
Tyrol i odpowiednie wynagrodzenie w Szwabii, Fran-
konii i we Włoszech; arcyksiążę Karol osobną posia¬
dłość w Niemczech; król sardyński oprócz Piemontu
Genuę i część Lombardyi; król neapolitański swoje
prowincye włoskie, zajęte przez Francuzów. Dla
Prus w razie przystąpienia do koalicyi przeznaczano
wielkie księztwo Bergu, księztwo meklemburskie,
Fuldę i Anspach. Reszta państw niemieckich miała
Generał Bonaparte w bitwie pod Marengo.
(Ze współczesnego sztychu.)
ksandra I są zupełnie zgodne z intencyami rządu
i narodu angielskiego, że Anglia gotowa jest wypła¬
cić 5,000,000 funtów szterlingów, jako subwencyę
dla mocarstw biorących udział w koalicyi i poświę¬
cić bardzo wiele, aby zaprowadzić stały spokój
w Europie i usunąć przeszkody, tamujące rozwój
handlu i przemysłu.
Uzyskawszy tak stanowczą deklaracyę pot꿬
nego i w całej sprawie najwięcej interesowanego
mocarstwa, można było teraz śmielej już zwrócić się
do Wiednia i Berlina i ułożyć szczegółowy plan dzia¬
łania i przekształcenia stosunków europejskich. Au¬
strya nie stawiała trudności. Upokorzona dwukrot¬
nie, wyparta z Niemiec, oczekiwała tylko sposobno¬
ści do odwetu i chwyciła się skwapliwie propozycyj
rosyjskich. Dnia G listopada 1804 roku podpisano
w największej tajemnicy przymierze pomiędzy Au-
stryą i Rosyą; pozostawały tylko Prusy, niepewne
tworzyć cesarstwa niemieckie, czyli rzeszę, do której
mogły przystąpić także Szwajcarya i Hollandya. Ro¬
syi przypadały wszystkie prowincye polskie aż po
za linię, zakreśloną od Gdańska ku źródłom Wisły
i Dniestru. Cesarz rosyjski miał przybrać tytuł króla
polskiego.
Zaprzeczyć niepodobna, że plan, pomyślany
w ten sposób, był znakomitem dziełem politycznego
rozumu. Nie uszczuplając wr niczem, a nawet po¬
większając posiadłości rosyjskie, usuwał na długo —
jeżeli nie na zawsze — drażliwą kwestyę polską z po¬
rządku dziennego, a wynagradzając sowicie utratę
prowincyj polskich Austryi i Prusom, zapewniał
Rosyi dominujące stanowisko w Słowiańszczyznie
i w całej Europie.
Rosya połączona pod jednem berłem z Polską,
była potęgą, która prędzej czy później musiała sku¬
pić około siebie wszystkie narody słowiańskie, się-
>>>
234
gnąć po Konstantynopol, zawładnąć całym wschodem
europejskim i wzbierające fale germanizmu odtrącić
do właściwego im łożyska. Zrozumieli to dobrze Niem¬
cy. Haugwitz, który do roku 1804 kierował polityką
pruską, przeniknął zamiary Czartoryskiego i niewąt¬
pliwie udzielił spostrzeżeń swoich następcy swojemu
Hardenbergowi. Jakoż obawy jego były słuszne.
„Potworny41 plan księcia Adama zdawał się blizkim
nowczy. Nic dziwnego zatem, że w takich warun¬
kach powstała w Petersburgu myśl, siłą oręża zmu¬
sić Prusy do udziału w koalicyi. Zgadzał się na to
Pitt i arcyksiążę Karol. Wszystko już było przygo¬
towane do rozpoczęcia kampanii pruskiej, gdy kor¬
pus Buxhowdena miał ruszyć ku Warszawie i gdy
prowincye polskie przyłączone c*o Prus czekały tyl¬
ko hasła do powstania, zaszedł w postanowieniach
WINCENTY J4r. KRASIŃSKI,
Aowódzca pułku szwoleżerów gwardyi, od r. 1811 hrabia Cesarstwa
francuzkiego i starosta opinogórski, generał wojsk Król. Polskiego,
marszałek sejmu 1818, po roku 1831 generał-adjutant Jego Ces. Mości,
członek rady administracyjnej i rady państwa, od r. 1844 opinogórski
ordynat, zmarł 24 listopada 1858 roku.
(Z litografii współczesnej.)
m	&
urzeczywistnienia. Przy końcu roku 1804 i na po¬
czątku 1805 zawarła Szwecya alians z Anglią i Ro-
syą, dnia 11 kwietnia 1805 roku podpisano przymie¬
rze angielsko-rosyjskie, koalicya rosła w potęgę, po¬
łożenie gabinetu berlińskiego stawało się z każdym
dniem krytyczniejszem. Bez jasno wytkniętego celu,
w bezustannej obawie o własną skórę, nie mogli się
ministrowie pruscy zdecydować na żaden krok sta-
Cesarza Aleksandra I zwrot nagły i niespodziewany.
Z natury wrażliwy, dał on się wpradzie przekonać
i pociągnąć Czartoryskiemu i jego politycznym przy¬
jaciołom, w chwili stanowczej jednak zawahał się
przed wykonaniem planu, zakreślonego na tak wiel¬
kie rozmiary. Z tego usposobienia Cesarza skorzy¬
stali oczywiście przeciwnicy księcia Adama. Był on
od chwili, kiedy objął tekę ministra spraw zagra-
>>>
nicznych, przedmiotem zazdrości i podejrzliwości
tych, co widzieli w nim tylko Polaka, kierującego
polityką rosyjską, a nie byli w stanie pojąć wielkich
celów, do których dążył zarówno dla dobra Rosyi
jak i Polaków. Wyobrażenia te udzielały się naj¬
bliższemu otoczeniu Aleksandra. Cesarzowa-matka,
zawsze niechętna Czartoryskiemu, unikała wszelkich
z nim stosunków; książę Dołgoruki, znany ze swojej
syjskiej sięgał i po za granice Rosyi, że budził dla
Cesarza Aleksandra sympatye wśród Polaków pod
rządem pruskim i austryackim, o tem wątpić nie
można, ale to właśnie było jednym z powodów, potę¬
piających Czartoryskiego w oczach wrogiego mu
stronnictwa.
W roku 1802 spotkał się Cesarz Aleksander po
raz pierwszy z królem Fryderykiem Wilhelmem III
FEUIKS WAIiEZY POJVTIfl|M ŁUBIEŃSKI,
ur. 1758 r. w Minodze w Olkuskiem, poseł sieradzki na sejmie czteroletnim, komisarz cywilno-wojskowy
w r. 1794, hrabia pruski od r. 1798, dyrektor wydziału sprawiedliwości i wyznań w rządzie tymczasowym
1807 r., minister sprawiedliwości i interesów zagranicznych Księztwa Warszawskiego, zmarł w Guzowie
1848 roku.
(Według sztychu Ligbera.)
dumy, nie wahał się wobec Cesarza oświadczyć
wręcz księciu Adamowi: „Pan rozumujesz jak ksią¬
żę polski, a nie jak książę rosyjski “. Łatwo też pojąć
niechęć tych kół, gdy Czartoryski objął ster wycho¬
wania publicznego na Litwie i Rusi, gdy Polacy wra¬
cali zwolna do ognisk domowych i odzyskiwali do¬
bra, gdy na całym obszarze ziem dawnej Rzeczypo¬
spolitej budziło się życie, gdy żywioł polski krzepił
się i podnosił. Że ten nowy kierunek w polityce ro-
w Kłajpedzie i tam zawiązała się pomiędzy nimi przy¬
jaźń, pielęgnowana i podtrzymywana później przez
słynną z piękności królowę Ludwikę. Zjazd ten od¬
był się mimo przestróg Koczubeja, Strogonowa a na-
dewszystko Czartoryskiego. Osobisty stosunek obu
monarchów, tradycyjna przyjaźń rosyjsko - pruska
i podszepty nieprzyjaciół Czartoryskiego musiały
wywrzeć wpływ potężny na postanowienia Cesarza
Aleksandra i usposobić go łagodniej względem Prus,
Dzieje Porozbiorowe. T. m I.
>>>
zagrożonych co najmniej utratą prowincyj nadbal- | zjazdu kłajpedzkiego zwićhniętem; ani ilość wojska
tyckich i całego terytoryum polskiego. Zjazd kłaj- i powołanego pod broń, ani pośpiech w działaniu nie-
pedzki, jak stwierdza dzisiejszy historyk rosyjski odpowiadały także wielkiemu i trudnemu zadaniu,
N
0
er*
P
N
P
N
1
p
0
N
er1
P
fo
W
ta¬
co
K
a
o
X
X
o
O
O
3
G
t—^
m-
t
O-
S
zn

CS!
Pn
c
X
o

X
a
gen. Szylder, był w swych skutkach jedną z najcięż- które miano przed sobą. Podczas gdy w Wiedniu łu-
szych klęsk dla Rosyi.	dzono się nadzieją, że Napoleona będzie można nie¬
wykonanie całego pierwotnego planu było od spodziewanie zaskoczyć, nagłym napadem dotrzeć
>>>
237
do granic francuzkich i z pomocą posiłków rosyj¬
skich pobić na głowę, on tymczasem — uwiadomiony
dokładnie o wszystkiem — uprzedził sprzymierzo¬
nych, wojska swoje, zgromadzone w obozie pod Bou-
mem i zmuszając go d. 17 października do haniebnej
kapitulacyi. W tej chwili już znajdował się Cesarz
Aleksander w Puławach (wrzesień 1805 roku) z moc-
nem — jak się zdawało — postanowieniem rozpoczę¬
to
co
r»
w
o
■a
aj

A
o
Sh
O
fcJD
O
X
o
T)
d
3
3
te

S3
o
SJ
logne, gdzie przygotowywano wielką wyprawę do An¬
glii, posunął w najgłębszej tajemnicy ku Renowi,
rzekę tę przeszedł i — pogwałciwszy neutralne tery-
toryum pruskie — otoczył generała Macka pod Ul-
cia wojny przeciw Prusom. Z Wilna pisał do króla
pruskiego list, w którym — zapraszając na zjazd —
oświadczał kategorycznie, że posyła 100,000 wojska
przez Prusy Południowe na Szlązk. Istotnie 50,000
i
>>>
TADEUSZ CZACKI,
urodzony w Porycku 28 sierpnia 1765, umarł w Dubnie 8 lutego 1813 roku.
(Z olejnego portretu J. E. Pitschman’a w zbioracli lir. Tarnowskiego w Dzikowie.)
i
>>>
KSiąŻą ADAM JERZY CZARTORYSKI,
urodź. 19 stycznia 1770, zmarł 15 lipca 18til r.
(Z portretu malowanego przez J. Grassfego w 1800 r., ze zbiorów lir. Augusta Zamoyskiego.)
>>>
ludzi, pod Kutuzowem, miało uderzyć na pruską
Warszawę, 100,000 ludzi pod Buxhoewdenem wtar¬
gnąć od strony Grodna do Prus Wschodnich. Wia¬
domości te, które generał Wint.zigerode komuniko¬
wał Austryi, i które ztamtąd docierały do Prus, wy¬
wołały konsternacyę w Berlinie. Przed chwilą wła¬
śnie odrzucono propozycye Napoleona, przywiezione
przez Duroca; Prusy postanowiły zachować jak naj¬
ściślejszą neutralność, oparły się wszelkim pokusom
i nagle teraz ujrzały się zagrożone od tych, których
uważały za swoich przyjaciół.
Oburzenie na liosyę było zatem wielkie, zaczę¬
to się zbroić, przebąkiwać o przymierzu z Prancyą,
Cesarzowi odpowiedziano ostro, że Prusy na prze-
chód wojsk rosyjskich nie
pozwolą, kiedy wtem dnia
7 października nadbiegł
kuryer donoszący, że Ber-
nadotte—nie troszcząc się
0	neutralność pruską —
przeszedł przez księztwo
anspachskie. Gabinet ber¬
liński znalazł się w niesły¬
chanym kłopocie. Z prze¬
biegłością prawdziwie
krzyżacką łudzono dotąd
obie strony, zawierano
traktat z Petersburgiem,
a poufnie zdradzano go
w Paryżu, układano się
z Napoleonem, a kokieto¬
wano z Cesarzem Aleksan¬
drem i — trzymając się
wśród tego oburącz sy¬
stemu neutralności — cze¬
kano chwili, aby pomoc
swoją sprzedać temu, kto
najlepiej zapłaci. Obec¬
nie ta polityka kramarska,
niegodna wielkiego mo¬
carstwa, zbankrutowała
zupełnie; honor państwa
1	jego egzystencya były
zagrożone, należało więc
uderzyć w pokorę, przy¬
znać się do winy i szukać ocalenia tam, gdzie jeszcze
spodziewano się znaleźć cokolwiek sympatyi i litości.
Zbawcą Prus mógł być tylko Cesarz Aleksander.
Bawił on natenczas w Puławach, w gościnnym domu
książąt Czartoryskich, otoczony licznem gronem Po¬
laków, którzy ze wszystkich ziem dawnej Polski
przybyli z wiernopoddańczym hołdem i ofiarowując
koronę polską, złożyli Cesarzowi adres, zaopatrzony
mnóstwem podpisów. Cesarz był pełen—jak się zda¬
wało— najlepszej myśli i zdecydowany na krok sta¬
nowczy. Wśród tego nadeszła jednak depesza z Ber¬
lina od posła przychylnego Niemcom, Alopeusa,
przedstawiająca w jaskrawych barwach przerażenie
kół dworskich i strapienie Fryderyka Wilhelma III.
W duszy Cesarza odezwały się dawne uczucia i tra-
dycye polityki rosyjskiej, nabierające nowej siły pod
wpływem Dołgorukiego i całego starorosyjskiego
stronnictwa. Nastąpiła więc chwila wahania, kry¬
tyczna dla planów Czartoryskiego, popieranych przez
starego kanclerza Woroncowa. Wiadomość o po¬
gwałceniu terytoryum pruskiego wznieciła w umyśle
Cesarza nowe nadzieje. Można było przypuszczać, że
gabinet berliński, doznawszy takiego upokorzenia ze
strony Napoleona, bez namysłu przystąpi teraz do
koalicyi; nacisk orężny i zabór prowincyj polskich
stawał się zatem zbytecznym. W tem przekonaniu
wysłał Cesarz Aleksander do Berlina Dołgorukiego,
a sam wybór osoby wskazywał już, jakie były wła¬
ściwe cesarskie zamiary. Dołgoruki zastał w stolicy
pruskiej niesłychane za¬
mieszanie, u dworu skłon¬
ność do porozumienia się
z koalicyą. Fryderyk Wil¬
helm III przypomniał so¬
bie projekt zjazdu trzech
monarchów, proponowany
świeżo przez cesarza Fran¬
ciszka i chwycił się tego
środka jako ostatniej ko¬
twicy ratunku i w tym
duchu wypadła odpowiedź
wręczona Dołgorukiemu.
W dwanaście dni po ocl-
jeździe jego z Berlina nad¬
szedł list od Cesarza Ale¬
ksandra z wiadomością, że
Cesarz propozycyę przyj¬
muje i wyjeżdża do stoli¬
cy pruskiej.
Wślad za tem roze¬
słano rozkazy, cofające
wojska rosyjskie od gra¬
nic pruskich. Cesarz Ale¬
ksander — omijając War¬
szawę — pojechał do Ber¬
lina, gdzie już zastał ar-
cyksięcia Antoniego, jako
zastępcę cesarza Fran¬
ciszka. W ten sposób
przyszedł do skutku dnia
3-go listopada 1805 roku pamiętny traktat w Pocz¬
damie. Prusy przystępowały do koalicyi narazić
w roli pośrednika, aby zyskać czas do uzbrojeń. Gdy¬
by Napoleon odrzucił warunki, podane przez kró¬
la pruskiego, obowiązywał się Fryderyk Wilhelm III
wesprzeć sprzymierzonych całą swoją potęgą. Po¬
danie rąk o północy przy grobowrcu Fryderyka II
przypieczętowało sojusz Rosyi i Prus zaprzysięgają¬
cy wieczyste braterstwo państw i dynastyj. Na cześć
Cesarza Rosyi nazwano najwspanialszy plac w Ber¬
linie imieniem Aleksandra, wystawiano w oknach
jego popiersia, sprzedawano na miejscach publicz¬
nych portret z alegoryą gwiazdy północy, przebija¬
jącej chmury. Czartoryski, upokorzony, znajdował
się w świcie cesarskiej w Berlinie.
EJVmNOEU JÓZEF S1EYES.
(Ze sztychu H. Lips’a.)
>>>
'241
Traktat poczdamski zniweczył wprawdzie plany
Czartoryskiego, lecz sprzymierzonym nie przyniósł
spodziewanych korzyści. Zanim Haugwitz, wysłany
z Berlina do głównej kwatery francuzkiej zdołał speł¬
nić swoją misyę dyplomatyczną, zajął Napoleon Wie¬
deń i dnia 2 grudnia 1805 roku, w cztery tygodnie
po traktacie poczdamskim, pobił na głowę wojska
sprzymierzone pod Austerlitz.
Klęska ta stała sie hasłem ogólnem rozprzęże¬
nia i rozbicia koalicyi. W otoczeniu Aleksandra po¬
dniosły się krzyki na zdradę i nieudolność Austrya-
ków, on sam przygnębiony, wojskom swoim dał roz¬
kaz do odwrotu i — nie czekając ukończenia ukła¬
dów — pospieszył dniem i nocą na Kraków i Lublin
do Petersburga.
rzeszy dyplomatów i generałów, napełniających
przedpokoje schonbruńskiego pałacu i oczekujących
ze drżeniem serca wyroków cezara, stał w kornej po¬
stawie wystraszony i przybity niemal do ziemi repre¬
zentant pruskich Hohenzollernów, hr. Haugwitz. Wy¬
słany w roli pośrednika, a z deklaracyą wojny w za¬
nadrzu, spotkał on się z Napoleonem po raz pierwszy
w Bernie dnia 28 listopada. Cesarz uwiadomiony do¬
kładnie o zamiarach gabinetu berlińskiego i przygo¬
towujący się właśnie do stanowczej z nieprzyjacie¬
lem rozprawy, zbył posła pruskiego grzeczną rozmo¬
wą i odesłał go do Wiednia pod opiekę uprzejmego
Talleyranda. W kilka dni potem rozstrzygnęły się
losy wojny na pobojowisku austerlickiem i nieszczę¬
śliwy Haugwitz znalazł się wr najkrytyczniejszem po-
Bitwa pod ł4°henlinden *• 3 grudnia 1800 r.
(Ze sztychu Duplessis-Bertaux.)
Podczas dni berlińskich lista osób, które pod¬
pisały adres hołdowniczy do Cesarza Aleksandra
w Puławach, dostała się do wiadomości rządu pru¬
skiego. Prusacy poczęli prześladować wszystkich,
jako zdrajców króla i kraju.
Pierwsza kampania polska Napoleona. Świetne
zwycięztwTo pod Austerlitz rozbiło trzecią koalicyę
i'.oddało monarchiczną Europę na łaskę tryumfują¬
cego imperatora Francuzów'. Otoczony aureolą nie¬
śmiertelnej sławy, „tysiącem dział zbrojny“, rozstrzy¬
gał on w naddunajskiej stolicy losy Niemiec i starej
monarchii habsburskiej, rozdzielał łupy pomiędzy
wiernych swoich sprzymierzeńców i narzucał swój sy¬
stem polityczny tym, którzy niedawno jeszcze marzyli
o upokorzeniu znienawidzonego „uzurpatora". Wśród
łożeniu. O jakiemkolwiek pośrednictwie nie mogło
być mowy, wypowiedzenie wojny stawrało się po
świeżych doświadczeniach i odwrocie armii rosyj¬
skiej hazardem, poseł pruski był zdany na łaskę
zwycięzcy.
Nemezys dziejowa w postaci Napoleona dosię-
gnęła wreszcie państwo, ufundowane na cmentarzach
słowiańskich, a rosnące krzywdą i uciemiężeniem
sąsiadów". Mściwy Korsykanin nie oszczędził naj¬
mniejszego upokorzenia Hohezollernom. Fryderyka
Wilhelma III nazywał pogardliwie „swoim prefektem
berlińskim*, Haugwitza, który w gruncie był dość
przychylnym Francuzom, głaskał i straszył na prze¬
miany i po tych wszystkich objawrach złego humoru
dał się wrreszcie nakłonić do zawarcia traktatu z Pru-
r
I
>>>
KSiąDZ JVHC^AŁi MACIEJOWSKI,
Pijar, potem kanonik katedralny kamieniecki, założyciel gimnazyum w Białymstoku, od 1814 dyrektor gimnazyum
w Winnicy, zmarł 1829 r. w Warszawie.
(Drzeworyt ze współczesnego portretu_ olejnego.)
>>>
•243
sami w Schonbrunie, obostrzonego następnie w Pa¬
ryżu dnia 15 lutego 1806 roku. Król pruski miał od¬
stąpić Napoleonowi część księztwa kliwijskiego,
Anspach i Neufchatel, miał zamknąć ujścia rzek
swoich Anglikom i gwarantować wspólnie z Prancyą
całośS posiadłości tureckich, a wzamian za te wszyst¬
kie ofiary otrzymywał Hanower.
Zemsta była obmyślona rzeczywiście z nie¬
zmierną przebiegłością; zabór posiadłości hanower¬
skich i zamknięcie ujść rzecznych dla statków an-
JUL.IAN URSYN NIEMCEWICZ,
urodzony 10 lutego 1757 w Skokach pod Brześciem Litewskim, zmari 21 maja 1841 roku.
(Z miniatury malowanej około 1800 r.)
Dtłeje Porozbiorowe Tom I.
>>>
244
porozumienie pomiędzy Rosyą i Prusami za funda¬
ment swojej polityki; alians prusko-francuzki miał
tymczasem uśpić czujność Napoleona i dać czas
do uzbrojenia wojska i wykończenia rozpoczętych
traktatów.
Tak w kwietniu 1806 roku zaniosło się na nową
wojnę. Napróżno odwodził Czartoryski Cesarza Ale¬
ksandra od tego ryzykownego związku, nadaremnie
przedstawiał w obszernym memoryale dwulicowość
polityki pruskiej i szkodliwa skutki ścisłego połącze¬
nia się z Prusami, które odgrywały zawsze względem
Francyi rolę płatnego komisyonera i donosiciela,
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok flowego«Światu.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach orćLynacyi Krasińskich.)
topionym cokolwiek umyśle Fryderyka Wilhelma III
wywołać gniew i gorącą żądzę odwetu. Wierny tra¬
dycyjnej polityce swojego dworu, targując się z jed¬
nej strony z Napoleonem o złagodzenie twardych
warunków, wysyłał on równocześnie do Petersburga,
dla przebłagania Cesarza Aleksandra, księcia brun-
świckiego i za jego pośrednictwem układał nowe
przeciw Francyi przymierze. Cesarz rosyjski zrazu
bardzo zagniewany na króla pruskiego dał się łatwo
przekonać i jeszcze przed ratyfikacyą traktatu pa-
ryzkiego założono podstawy czwartej koalicyi. Tak
Aleksander jak i Fryderyk Wilhelm uważali ścisłe
Cesarz Aleksander wytrwał w raz powziętem posta¬
nowieniu. Czartoryski zniechęcony, nie mogąc się
pogodzić z nowym kierunkiem polityki, wziął dymi-
syę; ministrerffi spraw zagranicznych został Budberg.
Tymczasem w zachodniej i środkowej Europie
następowała jedna zmiana po drugiej. Na tronie nea-
politańskim zasiadł po wypędzeniu Burbonów naj¬
starszy brat Napoleona (Józef), młodszy (Ludwik)
otrzymał koronę holenderską, Murat, ożeniony z sio-
* strą cesarza, został księciem Bergu i Kliwii, książę
Eugeniusz Beauharnais (syn Józefiny z pierwszego
małżeństwa) zaślubił córkę króla bawarskiego, dnia
gielskich równało się właściwie wypowiedzeniu woj¬
ny Anglikom, zagwarantowanie całości państwa tu¬
reckiego — wymierzone przeciw Rosyi — rozrywało
dotychczasową przyjaźń pomiędzy Berlinem a Pe¬
tersburgiem. Prusy odosobnione w ten sposób zupeł¬
nie i poróżnione ze swoimi sprzymierzeńcami, stawa¬
ły się rzeczywiście rodzajem prefektury napoleoń¬
skiej w północnych Niemczech, podczas gdy na po¬
łudniu książęta bawarski i wirtemberski, przyozdo¬
bieni z łaski Napoleona tytułami królewskiemi, prze¬
ścigali się w czołobitności dla potężnego imperatora.
Tyle zniewag i upokorzeń musiało nawet w przy-
>>>
‘245
1 sierpnia roku 1806 uznało 16-tu książąt niemiec¬
kich, złączonych w t. zw. ligę reńską, protektorat
Napoleona, a Franciszek II zrzekł się korony cesar¬
skiej. Dynastyczna i imperyalistyczna polityka Bo-
napartego wyrosła na gruncie rewolucyjnym, świę¬
ciła w tym czasie największe swoje tryumfy nad le-
gitymizmem i konserwatyzmem europejskim. Jak
i przez generała Knobelsdorffa zażąiał natychmia¬
stowego wycofania wojsk francuzkich z Niemiec i ze¬
zwolenia na utworzenie związku północno-niemiec-
kiego pod egidą Prus. W odpowiedzi na to ultima¬
tum posunął Napoleon wojska swoje ku granicom
pruskim i dnia 12 października pisał do Fryderyka
Wilhelma: „Żądałeś WKMość odpowiedzi do 8 b. m.;
FRANCISZEK I,
od r. 1792 do 1806 jako Franciszek II cesarz niemiecki, 1806—1835 pierwszy cesarz austryacki.
(Według portretu D. Krafi't’a.)
fala wezbrana posuwały się zastępy francuzkie ku
granicom pruskim, ściskały żelazną obręczą rozrzu¬
cone dzierżawy Hohenzollernów, a gniewem zapalo¬
ny imperator groził już pokornemu Haugwitzowi
w Paryżu widmem poruszenia sprawy polskiej. To
też nic dziwnego, że dwór berliński, do ostateczności
przywiedziony, rozpaczliwego chwycił się środka
jako dobry rycerz przynoszę ci ją sam“. W dwa dni
potem była już armia pruska w podwójnej bitwie
pod Jena i Auerstadt zupełnie zniesiona, a 27 paź¬
dziernika stanął Napoleon w Berlinie. Upadek mo¬
narchii Hohenzollernów zdawał się nieuniknionym.
Fortece i oddziały rozproszonego wojska otwierały
bez oporu bramy Francuzom lub składały broń na
>>>
pierwsze wezwania, przestrach i zamęt nieopisany
owładnął wszystkie umysły, a im większa była py¬
cha pruska i pewność zwycięztwa w chwili rozpo¬
częcia wojny, tern szybszy upadek ducha i ogólne
zwątpienie. Niedawno jeszcze podczas przeglądu
wojska w Poczdamie mówił Riichel, jeden ze zdol¬
niejszych oficerów, do króla: „Takich generałów jak
Bonaparte posiada armia WKMości więcejObec¬
nie wszyscy ci bohaterowie znajdowali się w niewoli,
a królewska para szukała ocalenia w ucieczce; w sto-
Gmaeh Uniwersytetu Wileńskiego.
(Według litografii z „Albumu Wileńskiego".)
>>>
248
licy Fryderyka Wielkiego rządzili prefekci francuz-
cy. Ale plany Napoleona sięgały dalej. Pewny zwy-
cięztwa nad armią pruską, przewidywał on nieuni¬
knione starcie z Rosy;], widział konieczność przenie¬
sienia wojny nad Wisłę i wtedy przypomniał sobie
Polaków. Wyjeżdżając więc do Niemiec, wysłał ku-
ryera do Dąbrowskiego, który zostawał w służbie
włoskiej, z rozkazem, aby natychmiast przybywał
stał natychmiast wezwany na posłuchanie do Na¬
poleona.
Audyencya odbyła się w obecności Berthiera
i Dąbrowskiego. Cesarz, chodząc po pokoju, mówił
do Wybickiego, że mu wypada ścigać nieprzyjaciela
przez ziemię polską, że on temu krajowi chce nadać
organizacyę polityczną, ale mu trzeba wiedzieć, czy
wojsko znajdzie w nim wygody i żywność. Moment
uózef pitschmaN,
profesor malarstwa w Liceum Krzemienieckiem, urodź. 1758,
umarł 1834 roku.
(Z litografii I. F. Pi wara kiego.)
do głównej kwatery. Po Dąbrowskim przyszła kolej
na Wybickiego. Kto cesarzowi osobę jego podsunął?
nie wiadomo; to pewna, że wybór był trafny. Wybic¬
ki bawił natenczas w Dreźnie i — chcąc uniknąć za¬
mieszek wojennych — wyjechał ztamtąd ku granicy
szlązkiej, kiedy w drodze dopędził go adjutant Dą¬
browskiego z poleceniem stawienia się w Berlinie.
Usłuchał a gdy przybył do stolicy pruskiej — zo-
był niesłychanie ważny. Władca Europy, pogromca
wiarołomnych i znienawidzonych Prusaków, w prze¬
dedniu stanowczej rozprawy, mówił tak wyraźnie
o swoich zamiarach i zażądał do ich urzeczywistnie¬
nia pomocy Polaków.
Napoleon, zadowolony odpowiedzią Wybickie¬
go, działał jak zwykle szybko i energicznie. Wybic¬
kiemu kazał napisać odezwę do Polaków i natych-
>>>
249
miast ją drukiem ogłosił. Odezwa nosi datę 3 listo¬
pada i powołuje się na słowa Napoleona: „Zobaczę
czy Polacy godni są być narodem. Idę do Poznania:
tam pierwsze powezmę wyobrażenie o ich wartości."
Listownie polecił Napoleon ministrowi policyi Fou-
wyparła, do Napoleona, w którym widział genialne¬
go samoluba, myślącego tylko o swojej sławie i pcha¬
nego naprzód bezgraniczną pychą. Stosunki Ko¬
ściuszki z Bonapartem były od samego początku
chłodne.
AL.OIZY FEUIfJSKI,
sekretarz Tadeusza Kościuszki w r. 1794, poeta i dramatopisarz, od r. 1819 dyrektor Liceum Krzemienieckiego,
urodzony 1770 w Łucku, umarł w Krzemieńcu 20 lutego J820 roku.
(Według litografii współczesnej.)
chemu, aby wyprawił Kościuszkę i Polaków bawią¬
cych w Paryżu w najgłębszej tajemnicy do Berlina.
Ale Tadeusz Kościuszko nie ulał polityce fran-
cuzkiej, tembardzie] zaś nie ufał Bonapartemu. Prze¬
jęty nawskroś idealizmem, pełen czci dla republikań¬
skich zasad, zrażony był do Francyi, która ich się
Na komplementach się kończyło. Kościuszko
widząc obrót rzeczy, upadek rzeczypospolitej i da¬
remny rozlew krwi polskiej dla cudzej sprawy,
zgorzkniał i już od roku 1801 odsuwał się prawie
od wszystkiego. Na wymówki konsula Lebrun od¬
powiedział: „Jesteście wszyscy teraz tak świetni,
>>>
250
że ja w tym moim lichym ubiorze nie godzien jestem
między wami się mieścić, ani też rościć sobie żadne¬
go prawa do świata". Traktat lunevilski, zawiera¬
jący wyrok śmierci dla legionów, rzucił jaskrawe
światło na usposobienie Bonapartego dla Polaków.
Pewnego dnia na przyjęciu u konsula Lebrun, gospo¬
darz domu w towarzystwie rzekł do Kościuszki: „Czy
wiesz, generale, że pierwszy konsul mówił o tobie?"
Kościuszko odpowiedział cierpko: „Ja nie mówię nig¬
dy o nim“ i od tej pory przestał bywać u Lebruna.
republikanina gorącego, choć człowieka o słabym
charakterze, przeniósł się do posiadłości wiejskiej
Zeltnerów wr Berville pod Fontainebleau, gdzie się
oddał z zamiłowaniem gospodarstwa wiejskiemu
i ogrodnictwu. Z pokoju, który zajmował wr willi
Zeltnerów miał widok wesoły, przypominający kra¬
jobrazy polskie. Starszą córeczkę Zeltnerów, Maryę,
uczył Kościuszko szlachetnie czuć i myśleć, młod¬
szą, której pani Zeltner nadała na pamiątkę przy¬
jaźni imię Tadea, trzymał do chrztu; wśród cichego
Obserwatoryum W ileńskie.
(Z fotogTafii.)
Zdrowie Kościuszki podupadło, wznowiły się
bóle głowy, przestał mówić nawet z najbliższymi
o	rzeczach publicznych, a jeśli wobec oficera legio¬
nów Paszkowskiego uczynił kiedy jaką uwagę, zale¬
cał mu milczenie, mówiąc: że „nasi tak są próżni, iż
gotowi z próżności co najgorszego na siebie samych
wygadać". Szeptano sobie, że zdziecinniał, że umysł
jego jest osłabiony. Wreszcie obrzydł Kościuszce
pobyt w Paryżu. Zaprzyjaźniwszy się z szwajcarską
rodziną Zeltnerów, powziąwszy zwłaszcza wielką,
serdeczną i czułą przyjaźń dla pani Anieli Zeltner,
żony ministra pełnomocnego Szwajcaryi w Paryżu,
ciepła rodzinnego zdawał się zapominać o cierpie¬
niach serca, nie rozumiejącego zapału, jaki obudzał
wśród Polaków cesarz Francuzów. Zetknięcie się
z Polakami drażniło Kościuszkę, a rozdrażnienie mu-
1	siało się zwiększać w miarę rozwoju epopei Napole¬
ońskiej.
W takiem usposobieniu znalazł Kościuszkę mi¬
nister policyi Fouche, który przybył do Berville pe¬
wnego dnia listopadowego 1806 roku, aby w wyko¬
naniu rozkazu cesarza zabrać Kościuszkę i wraz
z wybitnymi Polakami, przebywającymi w Paryżu,
wysłać pod przybranemi nazwiskami do Berlina.
>>>
251
Fouche oznajmił Kościuszce, że cesarz przygo¬
towuje wyprawę przeciwko Rosyi i sądzi, że może
liczyć na pomoc narodu polskiego. „Cesarz — mówił
Fouche — nie chce bez twego zdania nic przedsię¬
wziąć i pragnie, abyś mu w tej wyprawie towarzy-
szył“. Kościuszko, na którego ta propozycya spadla
błahej dyplomatycznej korzyści, schlebiającej jego
próżności. To też odpowiedź dana Fouchemu była
ostrożna i chłodna. Kościuszko oświadczył, że jest
gotów wziąć udział w wyprawie Napoleona i zapew¬
niał, że Polacy czynnie i z zapałem poprą zamiary
cesarza Francuzów, ale w zamian zażądał zobowią-
doktor filozofii i obojga prawa, profesor i rektor uniwersytetu wileńskiego, członek paryzkiej akademii nauk
i krakowskiego Tow. naukowego, urodź. 17E9, zmarł w Wilnie 1832 roku.
SZYMON MAJEWSKI,
zupełnie niespodziewanie, nie dał się jej olśnić i por¬
wać: zdawał sobie sprawę, że znowu interesy polskie
służyć mają za narzędzie do ambitnych planów czło¬
wieka, na którego uczuciach nie można było nigdy
nic budować i że gdy przestaną być potrzebne, zo¬
staną zdeptane jego własną stopą dla jakiejkolwiek
żującego przyrzeczenia i dowodów, że Napoleon od¬
wdzięczy się rzeczywiście w sposób realny 1).
’) Ob. „Monografie w zakresie Dziejów Nowożytnych"
wyd. Szymona Askenazego, tom II. „Między Jeną a Tylżą“
przez Macieja Loreta, str. 27—31, Warszawa, 1902.
Dzieje Porozbiorowe. Tom I
32
>>>
252
„Generale, muszę wyznać otwarcie,—odpowie¬
dział Fouche — że odpowiedź pańska zadziwia mnie.
Pozwól mi przypomnieć ci, że najłagodniej wyrażone
życzenie mojego najjaśniejszego pana, uważane jest
przez każdego, a nawet przez monarchów za rozkaz.
Jego cesarska mość może łatwo rozkazać panu, abyś
mu towarzyszył, gdzie tylko on zechce i może robić
dowolny użytek z usług pańskich. Co do mnie, nie wi¬
dzę w każdym razie nic dobrego ani dla pana ani dla
pańskich ziomków w opieraniu się życzeniom mojego
wielkiego i najdostojniejszego władcy“.
Wiadomość o rozmowie w Berville doszła Na¬
poleona, w chwili, kiedy już znajdowrał się w Pozna¬
niu. Pod datą 30 listopada 1906 roku pisał Napoleon
pi będą wolni i otrzymają na własność swoją te¬
raźniejszą posiadłość, i że granice będą się roz¬
ciągały od Rygi i Odessy z jednej a od Gdańska do
Węgier z drugiej strony. Poinformowany o tych
warunkach wyraził się Napoleon w sposób brutalny
i znieważający, łącząc się w zapatrywaniach na brak
zmysłu politycznego u Kościuszki,—obcego mętnym
arkanom ówczesnej gry dyplomatycznej,—z Talley¬
randem, Rewbellem i Sandos- Rollinem. Historyk
owrego okresu dziejów p. Maciej Loret, wbrew poglą¬
dom innego badacza tej epoki, ocenia wr następujący
sposób stanowisko zajęte w liście z dnia 22 stycznia:
„O Polsce, wr tak szerokich idealnych granicach po¬
jętej, w ówczesnych warunkach Napoleon nie mógł
Lłegioniśei polsey we Włcszeeh.
(Z obrazu Januarego Suchodolskiego, będącego własnością p. Jana Pawlikowskiego we Lwowie.)
ztamtąd do Fouche’go: „Jeżeli Kościuszko chce przy¬
jechać, to dobrze; jeżeli nie, obejdziemy się bez nie¬
go. Ryłoby jednak dobrze, żeby przybył." Napoleon
zganił nadto bardzo surowo postępowanie Fouchć’go,
który na własną rękę wydał odezwę do Polaków
imieniem Kościuszki i falsyfikat ten ogłosił w dzien¬
niku paryzkim „Publiciste“. Ponieważ Fouche roz¬
puścił pogłoski, że Napoleon zostawił Kościuszce
wolność podania warunków, pod któremi zgodziłby
się mu towrarzyszyć, Kościuszko 22 stycznia 1807 r.
napisał list do Fouche’go. W liście tym oświadcza,
że gotów iść za wezwaniem Napoleona, jeśli otrzyma
pisemne, choćby poufne, zapewnienie, że forma rzą¬
du w państwie przez Napoleona ewentualnie stwo¬
rzyć się mającem, będzie taka jak w Anglii, że chło-
nawet myśleć. Kościuszce wolno było być idealistą,
ale przeciwnie Napoleon z natury położenia musiał
być realistą. Musiał on liczyć się nie z marzeniem,
ale z rzeczywistością. Pierwszy generał Henryk Dą¬
browski organizując natychmiast szybko i ener¬
gicznie powstanie i wojsko, stał się wyobrazicielem
realnego kierunku, zmierzającego do wyzyskania
rzeczywistych warunków chwili obecnej. Niema
najmniejszego powodu do jakiegokolwiek bądź kry¬
tykowania obyclwóch, do porównawczego zestawie¬
nia Kościuszki i Dąbrowskiego w owej chwili, ani
też do wyliczania na palcach, który z nich obu miał
większą w owej chwili słuszność i zasługę. Tego
rodzaju szacunek byłby oczywistą niedorzecznością.
Każdy z nich robił co był powinien: Kościuszko, za-
>>>
253
PAWEŁ JERZMANOWSKI,
urodzony 1799 r., porucznik legionów, następnie kapitan
Szwoleżerów.
(Z litografii współczesnej.)
mykąjąc się w odmowie, Dąbrowski przystępując do
czynu, każdy powoduje się inną stroną potrzeb na¬
rodowych." ‘) W każdym razie wywiązało się przy¬
kre nieporozumienie. Wybicki mianowicie w odez¬
wie swojej, nie powiadomiony o rozmowie z Fou-
chem, a może i wprowadzony rozmyślnie w błąd, po¬
woływał się w dobrej wierze na nazwisko samotnika
z Berville.
Szczęk oręża i łoskot rozpadającej się w gruzy
monarchii pruskiej przytłumił narazie echo tych we¬
wnętrznych nieporozumień. Marszałek Davoust ra¬
zem z bratem Napoleona Hieronimem postępowali
szybko wzdłuż Odry. Davoust ruszył ze swoim kor¬
pusem przez Frankfurt, Międzyrzec ku Pomorzowi,
Hieronim rozpostarł się w Szlązku, Augereau posu¬
nął swój korpus ku Noteci i Wiśle; Lannes zosta¬
wiwszy załogę w Szczecinie postąpił ku Bydgoszczy.
„W pierwszych tedy dniach listopada — pisze Skar¬
bek — stanęli Francuzi na ziemi narodu, który ich
jako zbawców witał, krew i majątki ich usłudze po¬
święcił, a który pomimo to był tylko dla zwycięzkie-
go ich wodza narzędziem do wspierania dalszych
jego tryumfów11 -). Przednia straż Francuzów (dwa
pułki strzelców konnych z korpusu marszałka Da-
roust) weszła do Poznania dnia 4 listopada. Na wia¬
domość o tem Prusacy przenieśli bezwłocznie kasę
') Loret: „Między Jeną a Tylżąu. Warszawa, 1902 r.
-) Skarbek: „Dzieje Księztwa Warszawskiego". War¬
szawa, 1897, str. 99.
wymiany biletów skarbowych z Warszawy do Kró¬
lewca. Wielu młodych ludzi potajemnie przedzie¬
rało się z Warszawy do Poznania, aby prędzej ujrzeć
francuzką armię, lub wejść do zbierających się sze¬
regów polskich. Marszałek Daroust z głównym szta¬
bem dnia 9 listopada stanął w Poznaniu i przyjmo¬
wał deputacye nietylko z Poznania i okolic, ale
i z Warszawy. Wybicki i Dąbrowski, wysłani do Po¬
znania przybyli tam 6 listopada, zamieszkali w domu
Mielżyńskich, zajęli się natychmiast organizacyą si¬
ły zbrojnej i władz miejscowych. Ustanowiono ad-
ministracyę tymczasową w dwóch departamentach
(poznańskim i kaliskim), komisyę wojewódzką i wy¬
brano deputacyę, która miała udać się do Berlina
dla powitania cesarza. W skład deputacyi wchodzili:
Działyński, Fiszer, Jaraczewski, Kęszycki, Lipski,
Łącki, Walchnowski, Stanisław Mycielski, Mielżyń-
ski, Szołdrski, Chłapowski, ks. Kuszel i ksiądz Dą¬
browski. Posłuchanie (dnia 19 listopada) odbyło się
z niezwykłą uroczystością. W sali marszałków,
przez którą Talleyrand prowadził Polaków, stali gre-
nadyerowie gwardyi, trzymając 340 sztandarów, zdo¬
bytych na Prusakach; w sąsiednim pokoju oczeki¬
wał delegatów' Napoleon w obecności czterech mar¬
szałków, księcia Bergu, Murata i dwóch ministrów.
Cesarz, wysłuchawszy mowy przewodniczego dele-
gacyi hr. Działyńskiego, odpowiedział pomiędzy in-
nemi w te słowa: „Nigdy Francya nie uznała podzia¬
łu Polski. Niezgody wasze zrządziły upadek tego na¬
rodu, pamiętnego w dziejach. Niech przeszłość słu¬
ży wam za naukę do połączenia waszego. Niech ma-
Maciej k^\sii^owsk;i,
w r. 1794 kapitan szóstego batalionu legionów włoskich,
urodź. 1767, umarł 1812 r.
(Ze zbiorów rodzinnych barona Augustyna Kąsinowskiego.)
>>>
KSIĘŻNICZKA KRYSTYNA RADZIWIŁŁÓWNA.
córka księcia Michała, wojewody wileńskiego i Heleny z Przezdzieckich, malowana około 1796 roku przez J. Grassi’e^O.
(Ze zbiorów lir. Wład. Tarnowskiego w Dzikowie.)
>>>
TERESA Z ł^S. CZARTORYSKICH I^S. LUBOMIRS^A,
urodzona 1788, zmarła 1860 roku.
(Z portretu J. Grassi’ego w zbiorach ks. Andrzeja Lubomirskiego.)
>>>
gnaci i majętniejsza szlachta staną na czele, a gdy
ujrzę 30,000 do 40,000 ludzi pod bronią, ogłoszę
w Warszawie niepodległość waszą, skoro zaś ja ją
ogłoszę, niewzruszoną będzie. Interesem jest Fran-
cyi i całej Europy, ażeby Polska byt swój miała.
Niech fakcye wewnętrzne ustaną. Wasz los w wa¬
szej jest ręce“ 1).
Jeżeli ten tekst mowy, podany przez współcze¬
sne dzienniki polskie, jest autentycznym, to trzeba
przyznać, że Napoleon postępował względem Polaków
w każdym razie konsekwentnie. Podobnie do tego,
co niegdyś powiedział Sułkowskiemu, po otrzymaniu
Niejasna i ogólnikowa wzmianka w mowie Na¬
poleona wynikała poprostu z niepewnego położenia
politycznego. Napoleon Aviedział doskonale, jak nie¬
pewnym jest los wojny. Oddalony od Francyi, ma¬
jąc przed sobą całą potęgę rosyjską, za sobą Niemcy
ujarzmione wprawdzie, lecz jarzmo to niechętnie
znoszące, za morzem nieubłaganego, a potężnego
wroga w Anglii, na prawem skrzydle Austryę, oba¬
wiającą się o swoje posiadłości polskie, nie był Na¬
poleon w stanie mówić słów stanowczych. Napoleon
działał tak, jak nakazywały okoliczności i interes
Francyi; od Polaków wymagał ofiar i poświęcenia;
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok zboru i ementarza dyssydentów.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
listu od Ogińskiego, tak teraz wymagał uzbrojenia
i stawiał je jako warunek. Naczytawszy się w dziele
Rulhiera wiele o anarchii polskie:], znając intrygi
i niesnaski w łonie emigracyi paryzkiej, jakoteż nie¬
godne knowania przeciw Dąbrowskiemu i Kniazie-
wiczowi, miał Napoleon dość powodów, aby napo¬
mnieć do zgody, jedności i zaniechania walk stron¬
niczych. Mogło to być przykre, ale wypadki bardzo
blizkie dowiodły niestety, że obawy i przestrogi Na¬
poleona były zupełnie słuszne i uzasadnione.
]) Skarbek: „Dzieje Księztwa Warszawskiego". War¬
szawa, 1897 r., str. 1€6—107.
nic więcej dla nich nie uczynił, uczynić zapewne nie
mógł bez narażenia siebie i narodu swego na naj¬
większe niebezpieczeństwa i możliwe katastrofy. Nie
inaczej sądził też wtedy i naród polski. Ogól, nie
kierujący się względami polityki, widział we Fran¬
cuzach przybywających nad Wartę i Wisłę, zbaw¬
ców i naturalnych sprzymierzeńców. W drugiej poło¬
wie listopada już stanęły cztery pułki piechoty, po
województwach organizowały się powstańcze od¬
działy, na własną rękę w7alcząc z Prusakami. Roz¬
brojono garnizony w Kaliszu i Łęczycy; zdobyto pod¬
stępem bez armat setką konnicy francuzkiej, pod wo¬
dzą Deschampsa i kapitana Wosińskiego, w nocy
>>>
CESARZ flfiPOLEON I,
w stroju koronacyjnym.
(Z obrazu Grerard’a sztychował Bouclier-Denoyers.)
I
>>>
258
z 17 na 18 listopada Częstochowę, gdzie się znajdo¬
wało 500 Prusaków; Sieradzanie z własne] woli
uchwalili po jednym żołnierzu z dwudziestu dymów
i ogólne uzbrojenie szlachty; w końcu na wyraźne
życzenie Napoleona wydał sędziwy wojewoda gnieź¬
nieński Józef Radzimiński starym obyczajem wici
na pospolite ruszenie.
Korpus marszałka Davoust posuwał _się tym¬
czasem ku Warszawie, pędząc przed sobą niedobitki
pruskie i napierając na przednią straż generała Ben-
nigsena. Szybkość, z jaką działał Napoleon, pokrzy¬
żowała wszystkie plany sprzymierzonych. Posiłki
rosyjskie znalazły się dopiero w ostatnich dniach
października nad Niemnem. Dnia 1 listopada prze-
KS. JÓZEF PONIATOWSKI.
(Ze sztychu współczesnego według portretu J. G-rassi’ego.)
>>>
259
szedł przez tę rzekę korpus Bennigsena (50,000), a za
nim podążył luxhoewden w 36,000. Trudność obro¬
tów w porze jesiennej i rozproszenie sił skłoniły wo¬
dzów rosyjskich do zajęcia stanowiska na prawym
brzegu Wisły; o obronie Warszawy nie podobna by¬
ło myśleć. Gubernator tutejszy, generał Koehler,
O
00
c
TS
u
CM ^
3
•N

j-
0)
t-
O
—
o
‘W
o
JcJ

C
6H
G
N
‘O
ca
c
o
J)
o
a
0
Zl

o
CD
C
O
u
o
ei
s
v*
*
o
U
c3
O*
C
O
O
cś
£
A
cS
Ph
a.
fl
có
£
O
fl
O
o
O
Qh
ce
£
£
a
N
a
cg
ce
P
eś
J4
£
nd
3
2
O
si
Dzieje Porozbiorowe. Tom I
33
>>>
r
260
człowiek zacny i powszechnie lubiony, uwiadomił
więc ludność miasta o zbliżaniu się Francuzów i —
powierzywszy zwierzchność nad miastem i dowódz¬
two obywatelskiej straży bezpieczeństwa księciu
Józefowi Poniatowskiemu — odjechał sam do Kró¬
lewca. W kilka dni potem (w nccy z dnia 26 na 27
>>>
261
listopada) przeszły wojska rosyjskie i pruskie w ci¬
chości przez Warszawę i spaliły za sobą most na
Wiśle. Nazajutrz wieczorem od wolskich rogatek
rozległ się tentent koni, przez wyludnione ulice War¬
szawy przebiegł wyciągniętym kłusem oddział jeźdź¬
ców, dotarł do mostu i widząc dogorywające jego
szczątki, zawrócił naKrakowskie-Przedmieście, gdzie
się uszykował przed kościołem Bernardynów. Był to
szwadron trzynastego pułku strzelców konnych dy-
wizyi generała Milhaud, dowodzącego przednią
strażą. Okrzyk „Francuzi!" obiegł błyskawicą całe
miasto. Dnia 28 listopada wreszcie przybył korpus
generała Davoust, i Murat odbył wjazd swój do mia¬
sta w towarzystwie księcia Poniatowskiego. Zaczęła
się epoka rządów tymczasowych; sprawował je Mu¬
rat, jako „namiestnik cesarza11, tytułując się dość
stał Joachim Moszyński. Gubernator Warszawy z ra¬
mienia Murata, generał Gouvion chciał powierzyć
prezydenturę Izby wojennej i administracyjnej To¬
maszowi Ostrowskiemu, byłemu ministrowi Rzeczy¬
pospolitej. Ostrowski jednak z uwagi, że zajęcie
Warszawy było tylko wojenne, że żadnej kwestyi
politycznej rozwiązywać nie chciano i że w tej mie¬
rze odwoływano się tylko do cesarza, który niecier¬
pliwe pytania ogólnikami jedynie zbywał, za waru¬
nek przyjęcia jakiegokolwiek urzędu postawił usta¬
nowienie wyraźnej magistratury narodowej. Gdy
warunku tego spełnić nie zamierzano, Ostrowski do
składu tworzącej się „komisyi“ polecił Wybickiemu
starszego syna swego Antoniego. Dnia 3 grudnia
1806 r. utworzona została Izba pod przewodnictwem
Ludwika Gutakowskiego. W skład izby wchodzili
Wejście franeuzów do Wiednia (dnia 13 listopada 1805 r.)
(Ze sztychu Pigeofa.j
charakterystycznie: „.Joachimem, z Bożej łaski na¬
miestnikiem cesarza, wielkim księciem Bergskim,
książęciem i wielkim admirałem francuzkim“. Pierw¬
szy dekret nowej władzy, wydany w imieniu Napo¬
leona, zaprowadził system kontynentalny, a więc
zerwanie wszelkich stosunków z Anglią i konfiskatę
towarów angielskich; następnie znosił rządy pruskie
i ustanawiał Izbę najwyższą wojenną i administra-
cyi publicznej, jako też Izbę najwyższą sprawiedli¬
wości. Wybicki z polecenia cesarza, przybywszy do
Warszawy, organizował władze w porozumieniu
z Muratem i wskazywał osoby, odpowiednie do pia¬
stowania urzędów publicznych, budząc jednak tym
wyborem sarkanie i dość powszechne niezadowolenie.
Za staraniem Wybickiego uorganizowano nowe urzę¬
dy; prezydentem miasta i naczelnikiem policyi zo-
oprócz Antoniego Ostrowskiego: Michał Kochanow¬
ski, Tadeusz Dembowski, Aleksander Linowski, ge¬
nerał Stanisław Woyczyński (razem z Ostrowskim
tworzył wydział wojenny), Jan Łuszczewski, Antoni
Gliszczyński, Ignacy Zajączek (brat generała Józefa),
Aleksander Potocki, Feliks Potocki, Ignacy Sobolew¬
ski, ksiądz Woronicz, Józef Kalasanty Szaniawski
(powierzono mu wydział szerzenia ducha narodowe¬
go), Ignacy Woyczyński, Jan Węgliński, Andrzej
Horodyski, Onufry Wojciechowski, Franciszek Rych-
łowski, Antoni Chevalier. Izba ukształtowała się
w pałacu Krasińskich. Do najwyższej Izby Spra¬
wiedliwości powołani zostali: Ossoliński na prezesa,
książę Ludwik Radziwiłł, Walenty Sobolewski, Karol
Wodzyński, Antoni Grabiński, Feliks Kretkowski,
Feliks Czarnecki, Samuel Bronikowski, Dyonizy
>>>
262
Trzeiński, Stanisław Ledóchowski, .'Albert Swidziń-
ski, Paweł Zaborowski, G. Grotowski, Szymon Szy¬
dłowski, M. Wodzyński, J. Pluskwiński, F. Kijewski,
W. Lalewicz, Ant. Wyczechowski i K. Kalinowski.
Książę Józef Poniatowski, który dnia 2 grudnia zło¬
żył władzę naczelną i usunął się zupełnie, na nalega¬
nia Wybickiego wziął na siebie potem obowiązek or¬
ganizowania siły zbrojnej. Napoleon od 27 listopada
Stanisław Małachowski,
marszałek sejmu czteroletniego, prezes Komisyi Rządzącej w r. 1807, prezes senatu Księztwa Warszawskiego, urodzony
w Końskich 1736, umarł w Warszawie 29 grudnia 1809 r.
(Z portretu M. Bacciarellego w zbiorach St. lir. Tarnowskiego.)
I
>>>
•203
założył główną kwaterę swoją w Poznaniu. Tam obcho¬
dził rocznicę koronacyi i bitwy pod Austerlitz, pisał
traktat z królem saskim, przystępującym do konfe-
Ale Bennigsen, unikając spotkania, cofnął
wszystkie siły swoje nad Na-ew i rozłożył je w oko¬
licach Ostrołęki. Za jego przykładem posze ł także
L.UDWIK GUTAKOyySKI,
prezydujący najwyższej Izby wojennej i administracyjnej w r. 1806, prezes rady Stanu w r. 1807, po zgonie Małachowskiego
prezes senatu Księztwa Warszawskiego, urodzony w powiecie Orszańskim 1738 r., umarł 1 grudnia 1811 r.
(Z portretu M. Bacciarellego.)
deracyi reńskiej, ztąd wreszcie kierował ruchami
wojsk swoich, które zbierały się w Warszawie, aby
przejść Wisłę i uderzyć na armię prusko-rosyjską,
rozłożoną na prawym brzegu rzeki.
generał Lestoc, który z korpusem pruskim zajmował
Toruń, poczem Francuzi bez przeszkody już przeszli
Wisłę i wojna, przeniosła się w okolice nad Narwią
i Bugiem położone. Ażeby być bliżej teatru woj-
>>>
•26-ł
ny, przeniósł Napoleon główną swoją kwaterę do
Warszawy.
Niespodziewanie, jak to było jego zwyczajem,
przybył tu w nocy mokrej i burzliwej, z 18 na 19
grudnia. Członkowie Izby najwyższej administracyi
wojennej raniutko znaleźli się na pokojach zajętych
przez cesarza w zamku królewskim. Jakkolwiek
cesarz w nocy przybywszy zastał zamek przygoto¬
wany i wodę nawet na kąpiel, pierwsze jego słowa
do członków Izby były następujące: „Wśród niego¬
dziwej pory roku przybywam do was; znajduję, iż
wasza stolica dobrej wody do picia nie ma. Smutne
laisse au baton, je mets le feu et je m’en vais“. Uła¬
godził się Napoleon dopiero wówczas, gdy Antoni
Ostrowski zawołał: „Cesarzu, wszystko ci dajemy
w ofierze, chleb, krew i serca nasze". Cesarz mówił
dalej o powodach upadku Rzeczypospolitej i użył
słów: „Ce sont vos discordes, et vos magnats, qui
vous ont perdus; de 1’union, de l’union, et encore une
fois de l’union!“ Gdy zaś Aleksander Sapieha pełno
zapału uwagi czynić począł, cesarz przerwał mu
zwrotem: „To są tylko słowa; mnie trzeba dowodów
i krwi waszej“. Rozjaśniły się dopiero oblicza człon¬
ków Izby wówczas, gdy Napoleon zapytał o marszał-
Pożegnanie Aleksandra I z Fryderykiem Wilhelmeni HI i królową Ludwiką
przy grobie Fryderyka Wielkiego, 4 listopada 1805 r.
(Ze sztychu Meno-Haas’a.)
od armii otrzymuję wiadomości; donosi mi marsza¬
łek Davoust, że moi żołnierze mają na dobę tylko po
cztery kartofle, a błota po uszy. Niedobry to kraj ta
wasza Polska; nic w niej niema; wasi patryoci na¬
mówili mnie, bym tu przybył; zachciało się tego
i marszałkowi Davoust. Otóż jestem, ale trzeba mi
chleba i żołnierzy. Na dziś zaś, tak, na dziś jeszcze
trzeba mi dostarczyć wszystkiego, a mianowicie żą¬
dam dwakroćstotysięcy butelek wina, i w podobnej
proporcyi ryżu, mięsa, chleba, jarzyn". Gdy zaś
Michał Kochanowski jął tłómaczyć niepodobieństwo
dostarczenia wr tak krótkim czasie tak wielkiej ilości
produktów, Napoleon zawołał żywo: „Messieurs,
point d’excuses, sinonjevous abandonne; je vous
ka ostatniego sejmu ustawodawczego Małachow¬
skiego i zażądał stawienia się jego i posłów sejmo¬
wych z ow'ej epoki. Była bowiem myśl, a podjął ją
w Berlinie jeszcze Wybicki, aby cesarz zwołał człon¬
ków' odroczonego lecz nieukończonego sejmu cztero¬
letniego i określił tem swoje zamiary. Ale niepew¬
ność położenia i niewyraźne stanowisko, jakie zajęła
Austrya, gromadząca w Galicyi znaczne siły woj¬
skowe, skłoniły zapewne Napoleona do zaniechania
tego projektu. Skończyło się więc na przyjęciu mar¬
szałka i posłów na ogólnej audyencyi wieczorem te¬
goż dnia, która zresztą niczem od innych przyjęć te¬
go rodzaju się nie odróżniała. Dnia 14 stycznia 1807
roku ustanowiona została wreszcie Komisya Rządząca
'i’''*1’;'
>>>
►
Bitwa pod flusterlitz (Sławkowem) dnia 2 grudnia 1805 roku.
(Z obrazu Gerard’a w Muzeum Wersalskiem.)
>>>
266
pod prezydencyą Stanisława Małachowskiego, ma¬
jąca działać jednak zawsze w imieniu Napoleona.
W skład komisyi weszli: Ludwik Gutakowski, Stani¬
sław Kostka Potocki, Józef Wybicki, Ksawery Dzia-
łyński, Piotr Bieliński i Walenty Sobolewski. Mała¬
chowski z obawy narażenia się Napoleonowi nie
W
o
-s
p
o
CD
O"?
O

CD
U
O
o
o
3
P *o
 o
 a
c,
o
3
&
53
CD
CD*
a
i
>>>
267
mógł się zdecydować na zdjęcie limity z sejmu kon¬
stytucyjnego, na krok, któryby mógł mieć wówczas
„ pierwszorzędne znaczenie. Urządzono sześć depar¬
tamentów: warszawski, poznański, kaliski, płocki,
bydgoski i białostocki. Aleksander Batówski, poseł
inflancki sejmu czteroletniego został akredytowany
jako komisarz polski przy cesarzu.
W tym samym czasie innego rodzaju starania
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
34
>>>
podejmował z Petersburga książę Adam Czartoryski.
Dnia 5 grudnia przedstawił on Cesarzowi Aleksan¬
drowi I-emu memoryał, w którym, zwracając jego
uwagę na niebezpieczeństwo, wyniknąć mogące dla
Rosyi, w razie, gdyby Napoleon pozyskał sobie zu¬
pełnie Polaków — radził mu tak, jak w roku poprze¬
dnim, ogłosić się królem polskim i postawić zasadę,
że Rosya i Polska, jako państwa nierozdzielne mają
zostawać nierozłącznie pod wspólnem berłem cesa-
rzów rosyjskich, jako królów polskich. Czartoryski
spotkał się ze stanowczą odmową Cesarza Aleksan¬
dra. Tak w Petersburgu jak i w Warszawie czekano
rozstrzygnięcia orężnego i pocieszano się nadzieją,
że w tazie zwycięztwa wszelkie układy z Polakami
nie będą potrzebne. O utworzeniu państwa polskie¬
go, po nieudanych usiłowaniach opanowania Torunia
i Modlina skoncentrowała się w okolicach Pułtusku,
grożąc ztąd nagłym napadem na leże zimowe Fran¬
cuzów. Aby więc pozbyć się niewygodnego sąsiedz¬
twa, urządził Napoleon wyprawę przy końcu gru¬
dnia i — pomimo nieprzyjaznej pory roku i niespo¬
dziewanej odwilży, która w wysokim stopniu utru¬
dniała poruszenia wielkich mas wojska — wyparł po
krwawych potyczkach pod Czarnowem, Pułtuskiem,
Gołyminem i Działdowem Rosyan ku Ostrołęce,
a pruski korpus generała Lestoca odciął i rzucił ku
Neydenburgowi.
Wskutek tego posunęło się w głąb Prus lewe
skrzydło francuzkie, do którego należała dywizya
Dąbrowskiego z generałem Kosińskim w awangar-
Spotkanie flapoleona z Franciszkiem II po bitwie pod Austerlitz.
(Z olr azu barona Gros’a.)
go w dawnych jego granicach nie myślał Napoleon,
a tem mniej Cesarz Aleksander związany przymie¬
rzem z Prusami i sympatyzujący z Austryą. Cesarz
Aleksander nie uznawał sprawy polskiej, a cała poli¬
tyka rządowa przybierała wobec Polaków charakter
stanowczy i energiczny. Rosły tymczasem wśród
nich sympatye francuzkie. Objawy tego rodzaju
miały podstawę realną w wojsku polskiem, które
tworzył Dąbrowski i książę Józef, i w polityce fran-
cuzkiej, która nad brzegami Wisły, potrzebowała
wiernego sprzymierzeńca, rozdzielającego trzy mo¬
carstwa. Cała ta kombinacya atoli zawisła w tej
chwili na ostrzu miecza i dlatego Napoleon, przyj¬
mując w milczeniu hołdy Polaków, zwrócił główną
uwagę na działania wojenne. Armia rosyjsko-pruska,
oddana pod dowództwo feldmarszałka Kamieńskie-
dzie, i obiegło Gdańsk i Grudziądz. Kosiński zajął
Stołpno, przecinając komunikacyę między Kołobrze¬
giem a Gdańskiem, podczas gdy Bernadotte z 50-ty-
sięcznym korpusem swoim zagrażał Królewcowi.
Armia rosyjsko-pruska, utraciwszy niedogodną po-
zycyę P°d bokiem Warszawy, musiała zmienić swój
plan pierwotny. Cesarz Aleksander powierzył na¬
czelne dowództwo Bennigsenowi, który przerzucił
teatr wojny do Prus Wschodnich z tym zamiarem,
aby przeważającemi siłami zgnieść korpus Berna-
dottego i—zająwszy tył armii francuzkiej—wzniecić
powstanie w Niemczech Północnych i przeciąć Na¬
poleonowi komunikacyę z Francyą. Nie użył jednak
Bennigsen wszystkich sił swoich, Bernadotte uni¬
knął grożącego mu niebezpieczeństwa, a Napoleon
I miał czas zgromadzić całą swoją potęgę we Wschód-
>>>
26!)
nich Prusach i otoczyć tak armię rosyjsko-pruską,
że tylko szczęśliwemu wypadkowi zawdzięczała oca¬
lenie. Zamiast myśleć o zaczepnem działaniu, mu¬
siał teraz wódz rosyjski zasłaniać Królewiec i wy¬
walczyć sobie odwrót na Preglę. W tym celu wy¬
dał on Francuzom dwudniową nadzwyczaj krwawą
bitwę pod Pruską Iławą (7 i 8 lutego), a następnie za¬
niechał dalszych operacyj wojennych i raz tylko
w ciągu całej zimy zaniepokoił Francuzów nagłym
napadem na korpus Neya, co zresztą żadnych waż-
dnia 26 maja. Przy oblężeniu odznaczyli się: gene¬
rałowie Niemojewski, Sokolnicki, Schramm, ks. Mi¬
chał Radziwiłł i major Downarowicz. Marszałek
Lefebvre za zdobycie fortecy otrzymał tytuł księcia
Gdańskiego.
Wtedy dopiero rozpoczęła, wzmocniona tym¬
czasem armia rosyjska, zaczepne działania, które
skończyły się po kilkudniowych utarczkach walną
bitwą pod Friedlandem i zupełnem zwycięztwem
Francuzów' (14 czerwca). Rcsyanie utracili 80 armat,
Wejśeie fiapoleona do Berlina dnia 27 października 1806 r.
(Ze sztychu Jiigel’a.)
niejszych skutków nie miało, bo Napoleon — zało¬
żywszy główną kwaterę w Osterrode — ustawił woj¬
sko swoje tak, że każdej chwili mógł zgnieść Ben-
nigsena przeważając cmi siłami. Wojsko polskie pod
dowództwem generała Zajączka tworzyło korpus ob¬
serwacyjny w okolicach Neydenburga, a generał Dą¬
browski pod Tczewem zabrał Prusakom 7 armat
i 600 jeńców. Z rosyanami ścierali się generał Fiszer
i generał Zajączek. Taki stan rzeczy trwrał aż do ma¬
ja 1807 roku. W marcu przybył do obozu Cesarz
Aleksander, ale zamiar dania odsieczy oblężonemu
Gdańskowi nie powiódł się; twierdza kapitulowała
marszałek Soult zajął Królewiec, a Bennigsen ze
szczątkami swojej armii cofnął się za Niemen.
W pięć dni po bitwie stanęła przednia straż francuz-
ka w Tylży, gdzie do Murata zgłosił się parlamen¬
tarz rosyjski z propozycyą zawieszenia broni i otrzy¬
mał odpowiedź pomyślną. Napoleon, zdobywszy całe
państwo pruskie i pobiwszy kilkakrotnie wojska ro¬
syjskie, pragnął szczerze pokoju. Wymagały tego
stosunki w Hiszpanii, chęć utrwalenia dotychczaso¬
wych nabytków i upokorzenia Anglii. Wszystko to
dało się osiągnąć tylko przez porozumienie z Rosyą.
Ona jedna w tej chwili pokonana wprawdzie lecz nie-
I
>>>
Wejście francuzów do Warszawy 28 listopada 1806 r.
L (Ż miedziorytu współczesnego.)
>>>
Bitwa pod Pruską Iławą, dnia 7 i 8 lutego 1807 r.
(Ze sztychu współczesnego.)
>>>
złamana, mogła przeszkadzać światowladnym zamia¬
rom francuzkiego imperatora i w połączeniu z An¬
glią, nowe przeciw niemu knuć zamachy. Rozdzie¬
lić te dwie wrogie dla cesarskiej Prancyi potęgi i po¬
zyskawszy,] edną, drugą wyrzucić za morze i odebrać
jej możność wichrzenia na stałym lądzie, to był cel,
>>>
273
do którego zmierzał Napoleon. Odżyła więc w nim
myśl dawniejsza podziału interesów europejskich na
sferę francuzką i rosyjską i ztąd pochodziła owa
skwapliwość, z jaką chwycił się propozycyi Bennig-
senn. Do tych planów7 musiały się stosować kwe-
stye inne, podrzędniejszego dla cesarza znaczenia,
o
2
CD
W
1.
u)
N
O
0	.2
C	£
Tt	^
.	W
T5
C
a
9
o
"2
U,
•o
o
a
.(0
s
XJ
CQ
o
CsJ
>>>
274
Spotkanie Napoleona z Cesarzem Aleksandrem pod Tylżą (dnia 25 ezerwea 1807 r.)
(Ze współczesnego kolorowanego sztychu, wydanego u Weissa w Berlinie.)
przedewszystkiem sprawa polska. „W ciągu całej
kampanii sprawa polska — pisze historyk owego
okresu p. Loret *) — najrozmaitsze i ze wszech miar
') „Między Jeną, a Tylżą“, str. 68. Warszawa, 1902.
zastanawiające przybierała kształty. Już w Berlinie,
a potem w Poznaniu dał cesarz Francuzów zapowiedź
rychłego jej rozwiązania w najobszerniejszym zakre¬
sie. Niebawem przez powołanie polskiej Komisyi
Rządzącej w Warszawie stworzył realny punkt wyj-
>>>
275
ścia dla dalszego rozwinięcia zagadnienia polskiego.
Później znowu, po bitwie pod Iławą, wobec chwilo¬
wych kłopotów powziął na jedną chwilę, niewiadomo
zresztą jak dalece szczerze, myśl rozwiązania sprawy
polskiej przez oddanie korony polskiej królowi pru¬
skiemu Fryderykowi Wilhelmowi III. Po Frydlan-
dzie poszukując zgody z Rosyą, podporządkował tę
kwestyę najaktualniejszemu wówczas dążeniu swe¬
mu, porozumieniu się z Cesarzem Aleksandrem. Je-
dnem z najpierwszych wtedy odezwań się Napoleona
ką nosił się istotnie z podobną myślą. Wezwał na¬
wet do siebie do Taurogów żyjącego w zaciszu ge¬
nerała Kniaziewicza i powitał go słowami wypowie-
dzianemi niegdyś przez Cesarza Pawła: „Podział
Polski jest czynem niesprawiedliwym — mówił Ce¬
sarz Aleksander — życzeniem moim jest naprawić
jedno i drugie, odbudować Polskę, utworzyć wojsko
polskie i tobie (Kniaziewiczowi) powierzyć jego do¬
wództwo. Znasz lepiej odemnie charakter i usposo¬
bienie rodaków, wyjaw mi twoje zdanie". Odpowiedź
Spotkanie trzeeh monarehów na Niemnie pod Tylżą dnia 26 ezerwea 1807 r.
(Według oryginalnego rysunku naocznego świadka, z fotografii znajdującej się w muzeum Hohenzollernów.)
do pośrednika rosyjskiego ks. Łobanowa było wyra¬
żenie gotowości uczynienia Wisły granicą rosyjską.
W Tylży w miarę postępującego porozumienia i za¬
cieśnienia się węzłów osobistej przyjaźni z władcą Ro-
syi, okazał Napoleon gotowość posunięcia się znacz¬
nie dalej. A mianowicie wystąpił teraz samorzutnie
z myślą nadzwyczajną, zgoła niespodziewaną, i ude¬
rzającą swoją śmiałością: zaofiarował Cesarzowi Ale¬
ksandrowi całą dotychczasową dzielnicę Prus w po¬
staci unii dziedzicznej imperyum rosyjskiego z ko¬
roną polską/
Cesarz Aleksander przed przegraną frydlandz-
Kniaziewicza brzmiała: „Najjaśniejszy Panie! Przed
dwoma laty życzenia narodu polskiego były za Wa¬
szą Cesarską Mością. Wierzono, że zamiarem Two¬
im, Najjaśniejszy Panie, było przyczynić się do przy¬
wrócenia Polski; dzisiaj zmieniły się okoliczności.
Cesarz Francuzów uzbraja część Polaków, przyrze¬
kając im byt polityczny. Jaka będzie przyszłość tej
części narodu? czy ujrzy ona spełnienie swoich ży¬
czeń, czy też zginie z orężem w ręku, któż to od¬
gadnie? Ale wojsko polskie utworzone przez Waszą
Cesarską Mość walczyćby musiało przeciw własnym
rodakom; byłaby to wojna domowa. Przekonany je-
Diieje Porozblorowe. Tom I.
35
>>>
276
stem, że Wasza Cesarska Mość znajdziesz w mądro- I słowa któremi pożegnał się z Kniaziewiczem brzmią-
ści swej inne środki do spełnienia szlachetnych ły: „Zawsze cię szanowałem generale, a dzisiaj bar-
uczuć serca Twojego, a życzeń polskiego narodu1'. dziej jeszcze cię szanuję". Że projekt wszakże tralc-
Cesarz fłapoleon przyjmuje królową pruską Liudwikę w Tylży.
(Według obrazu Grosse’go z Muzeum w Wersalu.)
Książę Adam Jerzy Czartoryski pochwalał odpowiedź
Kniaziewicza; innego zdania był generał Dąbrowski,
gdy się o tern dowiedział. Co do Cesarza Aleksandra,
towany był poważnie, dowodzi fakt, że Bennigsen
w Bartoszycach nosił się z myślą ogłoszenia Cesarza
Aleksandra królem polskim na własną odpowiedział-
>>>
ł^rólowa Uudwika pruska przyjmuje flapoleona.
(Z obrazu Eichstadtfa,)
>>>
278
ność. Wynik bitwy pod Frydlandem zmienił położe¬
nie do tego stopnia, że projekt Napoleona wydał się
Cesarzowi Aleksandrowi podarunkiem Danaów. Ce¬
sarz przewidywał już w Tylży ewentualność nowego
Dogodniejszym się wydał Cesarzowi Aleksan¬
drowi „twór tymczasowy i pośredni, sam przez się
do życia niezdolny, przeznaczony naturalnym bie¬
giem czasu i okoliczności stanowić przyzwoitsze
IGNACY FRANCISZEK STOKOWSKI.
urodzony 1776 roku, kapitan legionów, następnie kapitan Szwoleżerów.
(Z portretu współczesnego.)
konfliktu z Francyą, nie chciał więc narażać stosun
ków z Prusami i Austryą 1).
!) Ob. Loreta: „Między Jeną a Tylżą“. Warszawa, 1902.
i korzystniejsze przejście ze stanu sąsiedztwa do sta¬
nu zjednoczenia44. Cesarz Aleksander odrzucił tedy
ofiary Napoleona, a natomiast podsuwał myśl powo¬
łania na tron sasko-warszawski brata Napolconowe-
>>>
go, Hieronima. Zrozumiał niebezpieczeństwo tego
projektu Napoleon. Notą z d. 4 lipca 1807 r. stwier¬
dzał, że powołanie Hieronima byłoby błędem poli¬
tycznym, powodującym zerwanie traktatu przy¬
stał przez Napoleona na audyencyi. Dnia 24 czerwca
generał Lariboissiere kazał zbudować na środku Niem¬
na pawilon łyżwowy na przyjęcie obu cesarzów. Na¬
zajutrz, dnia 25-go, Napoleon w towarzystwie księcia
GENERAŁ STEFAN KOSZHRSięi,
urodzony 1769, umarł 1824 r.
(Sylweta współczesna ze zbiorów rodzinnych p. Edwarda Meysztowicza.)
mierzą, oraz najrealniejszą podstawrą do nieporozu¬
mienia.
Rokowania trwały od dnia 23 czerwca, w któ¬
rym to dniu generał Duroc wrócił z głównej kwatery
Cesarza Aleksandra, a książę Łobanow przyjęty zo-
Bergu, marszałka Berthier i Bessieres, wielkiego
marszałka dworu generała Duroca i wielkiego koniu¬
szego generała Coulaincourt udał się do owego pawi¬
lonu ; równocześnie Cesarz Aleksander opuścił pra¬
wy brzeg Niemna, mając z sobą Wielkiego Księcia
>>>
‘280
KRÓL.OWA LiUDWIKA PRUSKA,
małżonka Fryderyka Wilhelma III, z domu księżniczka Meklembursko-Strelitzka, ur. 10 marca 1766, um. 19 lipca 1810 r.
(Według olejnego portretu Mikołaja Lauer’a.)
Konstantego, Bennigsena, Łobanowa, Suworowa
i Liewina. Obaj władcy uściskali się po bratersku
i rozmawiali przez dwie godziny. Tegoż samego dnia
połowa Tylży uznana została za neutralną, bo dwór
rosyjski i pruski miały w niej zająć kwatery. Dnia
26 czerwca w pawilonie na Niemnie, obaj Cesarzowi e
zetknęli się powtórnie; tym razem był obecny i król
pruski. Aleksander i Napoleon wrócili ztamtąd obaj;
>>>
*
ł^I?ÓL»OWA ŁUDWIł^fl PRUSKH
w stroju dworskim.
(Według olejnego portretu pani Viger-Lebrun.)
>>>
do Tylży; konno obok siebie wjechali do miasta wi¬
tani okrzykami przez gwardye francuzkie; razem
także obiadowali. Dnia 27 czerwca Napoleon od¬
wiedził Aleksandra. Dnia 28 czerwca przybył do
fAedal pamiątkowy spotkania w Tylży,
roboty Denou’a, Audrieu i Droz’a.
Tylży król pruski z małżonką Luizą, której wdzięki
ofiarowane Napoleonowi były ceną, za jaką impe¬
rator Francuzów nie przystąpił do wymazania Prus
z karty Europy. Napoleon odwiedził natychmiast
Luizę i jej męża. Odtąd monarchowie zawsze razem,
lecz u Napoleona ucztowali. Piękna królowa Lu¬
dwika uczestniczyła w tych biesiadach obozowych.
Dnia 7 lipca wreszcie 1807 roku podpisany zo¬
stał w Tylży przez wzajemnych pełnomocników po¬
kój pomiędzy Francyą a Rosyą. Artykuł piąty tego
traktatu w pierwotnej redakcyi zaczynał się od słów:
„Na skutek życzenia wyrażonego w artykule poprze¬
dnim („aby połączyć naród rosyjski i naród francuz-
ki węzłami ufności i niezachwianej przyjaźni**), Jego
Cesarska Mość Napoleon zgadza się na to, że pro-
wincye polskie, które 1 stycznia 1772 r. tworzyły
część dawnego Królestwa Polskiego, a które potem
w różnych epokach dostały się pod panowanie pru¬
skie, będą nadane jako rzeczywista i udzielna wła¬
sność Królowi Saskiemu pod tytułem Księztwa War¬
szawskiego i będą rządzone ustawami, zapewniają-
cemi wolność i przywileje ludów tegoż Księztwa,
a dającemi się pogodzić ze spokojnością państw są-
siednich**. W pierwszych wyrazach znajduje się
jakby ślad, że istotnym twórcą Księztwa Warszaw¬
skiego był nie Napoleon lecz Aleksander. Wyrazy
te aż do słowa „prowincye“ zostały później na ży¬
czenie Cesarza rosyjskiego skreślone. Inne artykuły
postanawiały, że Gdańsk z obwodem jednej mili zo¬
stanie przywrócony do niepodległości pod protekcyą
króla pruskiego i króla saskiego (art. 6-ty). Dla ko-
munikacyi między Saksonią i Księztwem Warszaw-
skiem oznaczony zostanie trakt wojskowy przez kra¬
je króla pruskiego'(art. 7); ani król pruski, ani król
saski, ani miasto Gdańsk nie będą miały prawa sta¬
nowić żadnego cła na Wiśle (art. 8). W artykule
4-tym traktatu tylżyckiego zawarte było postanowie¬
nie: „Napoleon przez wzgląd dla Cesarza Wszechro-
syi i chcąc mu dać dowód swej przyjaźni i niewzru¬
szonej ufności, jego aliantowi królowi pruskiemu od¬
daje wielką część zdobytych na nim prowincyi**.
Z pierwotnie zakreślonego terytoryum Księz¬
twa. Warszawskiego odpadł obwód białostocki, oder¬
wany z pod rządów pruskich, a administrowany
przez tymczasowy rząd warszawski; obwód ten przy¬
znany został Rosyi. Warmię i część Prus Zachod¬
nich ofiarował Napoleon, wraz z bukietem róż wrę¬
czonym królowej Luizie, Prusom. Traktat z Prusami
podpisany został 9 lipca 1807 r. Między innemi po¬
stanowieniami znajduje się w nim rozgraniczenie
z Księztwem Warszawskim oraz zrzeczenie się króla
pruskiego, co do posiadania „prowincyj dawniej do
Rzeczypospolitej Polskiej należących, a które po
pierwszym podziale 1772 r. dostały się Prusom, wy¬
jąwszy Warmii i ziem na zachód Starych Prus, a na
wschód Pomorza i Nowej Marchii, na północ okręgu
chełmskiego i traktu z Piły (Schneidemiihle), które
rozciągając się nad granicą okręgu bydgoskiego
i traktu z Piły do Drezdenka z miastem i portem
Grudziądzem przy Prusach nadal pozostać miały**.
Za to odstępował król pruski jeszcze prowincye nie¬
mieckie pomiędzy Renem i Elbą położone. Temi
ustępstwami okupywał Napoleon przyjaźń rosyjską,
uznanie Józela Bonapartego królem neapolitańskim,
Ludwika holenderskim, a Hieronima westfalskim
i przyjęcie systemu kontynentalnego przez Rosyę.
Traktat tylżycki wywołał powszechne niezado¬
wolenie i rozczarowanie w społeczeństwie polskiem.
Puściwszy wodze bujnej wyobraźni, karmiono się
daleko sięgającemi nadziejami, i nie licząc się wcale
z trudnościami, jakie stały na przeszkodzie — popa¬
dano teraz w drugą ostateczność; skarżono się na za¬
wód i obwiniano Bonapartego o niespełnienie uro¬
czystych obietnic. Ściśle biorąc rzeczy, niepodobna
zarzutu tego uzasadnić. Napoleon nie zobowiązywał
się do niczego. Wyrażenia jego ogłaszane w dzien¬
nikach, podawane z ust do ust, nie posiadają cechy
autentycznej. W gorączkowem usposobieniu chwy¬
tano słowa przez niego wyrzeczone, nadawano im
tłómaczenie zgodne z życzeniami kraju i narodu,
Płaskorzeźba pamiątkowa spotkania w Tylży,
wykonana przez Bergeretfa.
(Znajduje się w Muzeum w Sevres.)
a wierząc niezachwianie niemal we wszechmocność
genialnego człowieka — nie wyobrażano sobie, że są
przeszkody, których i Napoleon nawet przełamać
nie zdoła. Tymczasem położenie polityczne było te-
>>>
go rodzaju, że ten wódz, okryty chwalą nowych zwy-
cięztw, nie mógł dyktować warunków co do ziem
polskich inaczej, jak narażając się na długą, nie¬
zmiernie kosztowną, a w skutkach zawsze wątpliwą
wojnę i poświęcając swoje plany i zamiary. Historya
nie zna podobnych przykładów. Napoleon dawał
Polakom to, co dać mógł w tej chwili: a więc moż¬
ność rozwoju, acz w szczupłych granicach, zarówno
w polityczno-administracyjnym jak i wojskowym
kierunku. W tem pojęciu miało też Księztwo War¬
szawskie dla narodu polskiego i dla jego przyszłości
niepospolite znaczenie. Kościuszko w roku 1815 pi-
miał powstać w miejsce dawnej Rzeczypospolitej
Polskiej. Artykuł pierwszy dekretu opiewał: „Aussi
longtemps que le sort de la Pologne conąuise sur le
roi de Prusse n’aura pas óte fixó par une paix deflni-
tive, ce pays sera gouverne par un gouvernement
interimistique“. („Dopóki los Polski, zdobytej na
królu pruskim, nie będzie ustalony przez pokój osta¬
teczny, kraj ten będzie rządzony przez rząd tymcza-
sowy“). Rząd ten składać się miał z siedmiu człon¬
ków Komisyi Rządzącej (Commission de gouverne-
ment) mianowanych przez cesarza w artykule VIII
tegoż dekretu, oraz z pięciu „dyrektorów11, jako wła-
Dom, w którym mieszkał Napoleon I w Tylży.
sał do księcia Czartoryskiego: „winniśmy wieczną
wdzięczność Cesarzowi Aleksandrowi za wskrzesze¬
nie imienia polskiego już zagubionego"; chyba nie
god^i się też potępiać Napoleona za to, że przyczy¬
niając się do stworzenia Księztwa Warszawskiego
pierwsze położył fundamenty do późniejszego Kon¬
gresowego Królestwa Polskiego.
Ukonstytuowanie Księztwa Warszawskiego. De¬
kretem wydanym w kwaterze głównej l-ł stycznia
1807 roku a kontrasygnowanym przez ministra se¬
kretarza stanu Mareta rozpoczął Napoleon dzieło
ukonstytuowania nowego tworu politycznego, który
dzy wykonawczej, mianowanych przez Komisyę
Rządzącą. Dekret Napoleona, na członka Komisyi,
powołał na pierwszem miejscu Stanisława Nałęcz
Małachowskiego, który też objął przewodnictwo rzą¬
du tymczasowego; dalej wymieniał dekret Ludwika
Gutakowskiego, Stanisława Kostkę Potockiego, Józe¬
fa Wybickiego, Ksawerego Działyńskiego, Piotra Bie¬
lińskiego i Walentego Sobolewskiego. Na sekreta¬
rza swego powołała Komisya Jana Łuszczewskiego,
dyrektorami zamianowała w wydziale sprawiedliwo¬
ści Feliksa Łubieńskiego, w wydziale skarbu Tadeu¬
sza Dembowskiego, w wydziale wrojny księcia Józe-
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
I
284
JOACHIM MURRT,
książę Bergu, później król Neapolitański.
(Z olejnego portretu znajdującego się w zbiorach hrabiny Le Marois w Paryżu.)
fa Poniatowskiego; w wydziale spraw wewnętrznych
Stanisława Brezę; w wydziale policyi Aleksandra
Potockiego. Prezydującym w dyrektoryacie, którego
obowiązkiem było przedstaAvić Komisyi do zatwier¬
dzenia projekty ustaw, był Łubieński. Pełnomocni¬
kiem cesarza przy Komisyi Rządzącej mianowany
został Talleyrand, książę Benewentu, a więc najzna¬
komitszy dyplomata cesarskiego otoczenia; on też
razem z gubernatorem wojskowym Warszawy gene¬
rałem Gouvion sprawował faktyczne rządy w kraju
>>>
285
NAPOUEO^ w 1807 r.
I	(Z obrazu Meissonier’a.)
i
i imieniem cesarza wydawał odpowiednie rozkazy.
To Talleyrandzie objął obowiązki pełnomocnika ce¬
sarskiego generał francuzki Yincent. Zbieg okolicz-
26 stycznia 1807 r. W sześciu departamentach/ na
jakie kraj został podzielony (warszawski, poznański,
kaliski, płocki, bydgoski i białostocki, ten ostatni
ności zrządził, że takie same nazwisko nosił ówcze- tylko w okresie tymczasowym), utworzone zostały
sny rezydent austryacki w Warszawie.	izby administracyi publicznej z wydziałami spraw
Uchwało, organizującą rząd, wydała Komisya wewnętrznych, skarbu, wojny i policyi, złożone
>>>
Nadanie konstytucyi Księztwu Warszawskiemu przez Napoleona I w pałacu
królewskim w Dreźnie w dniu 22 lipca 1807 r.
(Z litografii Haufstengl’a wykonanej według obrazu Bacciarellego ze zbiorów p. T. Sadowskiego.)
Objaśnienie portretów: w środku siedzący Napoleon I; po jego prawej stronie: 1. Książę Talleyrand. 2. Minister L. Maret. 3. Sędziwy prezydent rządu, Stanisław
Małachowski. 4. J. P. Łuszczewski, sekretarz generalny. 5. Ludwik Gutakowski. 6. Piotr Bieliński. 7. Ksawery Działyński. 8. Walenty Sobolewski. Po lewej ręce.
1. Stanisław Potocki. 2. Józef Wybicki.
>>>
288
z prezesa i dwunastu konsyliarzy. Powiatami rzą¬
dziły izby powiatowe wykonawcze z prezesa i czte¬
rech konsyliarzy. Miasta otrzymały samorząd i za¬
twierdzone przywileje. Prezydentem Warszawy zo-
kowskiego i Stanisława Potockiego, którzy chcieli
widzieć wznowioną organizacyę dawnych sądów
polskich, ale ostatecznie przed kategorycznie wyra¬
żoną wolą Napoleona ustąpili. W organizowaniu
N
O
cr‘
N
B
e
0
a
o
X
X
o
to
N
o
2. to
* s
■*
N a
w
w
N
c— -
X
o
n
O
3
3
»
stał Łochocki; wiceprezydentem Stanisław Węgrzec-
ki. Projekt Łubieńskiego, wzorowany na kodeksie
napoleońskim, co do organizacyi sądownictwa spo¬
tkał się z gorącą opozycyą Małachowskiego, Guta-
tymczasowego ustroju sprawiedliwości dopomagali
Łubieńskiemu: Jan Kalasanty Szaniawski, uczeń
Kanta, Onufry i Antoni Wyczechowscy, Fiszer, Kali¬
nowski, Rother i Morawski. Szaniawskiemu polecił
>>>
289
Łubieński przetłomaczenie kodeksu Napoleona, Ła¬
bęckiemu przetłomaczenie procedury. Dnia 2-i lu¬
tego 1807 r. wydał Łubieński tymczasowe urządze¬
nie postępowania sądowego. Zaprowadzone zostały:
sądy pokoju, których sędziowie sprawowali swoje
nialne dla sporów z włościanami w dobrach narodo¬
wych; sądy miejskie w miastach departamentowych,
główne i cyrkularne; sądy graniczne; sądy ziemiań¬
skie cywilne, sprawujące czynności notaryalne, a za¬
razem i kryminalne, złożone przeważnie z sędziów
TOMASZ OSTROWSKI,
urodzony 1735 r., kasztelan czerski 1771 r., minister skarbu i podskarbi nadworny 1791 r., hrabia pruski, poseł
powiatu warszawskiego i marszałek sejmu 1808 r., prezes senatu Ks. Warszawskiego 1811 r., zmarł 1817 r.
(Z portretu Bacciarellego w zbiorach hr. J uliusza Ostrowskiego.)
obowiązki bezpłatnie z wyboru, mając pomoc w pod-
sędkach (Szaniawski przetłomaczył z duńskiego ję¬
zyka dziełko o ustroju sądów pokoju); sądy patry-
monialne dla rozsądzenia spraw pomiędzy dziedzica¬
mi a włościanami (kandydatów przedstawiał sędzie¬
mu apelacyjnemu właściciel dominium); sądy domi-
dawnej Rzeczypospolitej; w każdym departamencie
jeden sąd apelacyjny; wreszcie trybunał ostateczny
w Warszawie, złożony z prezesa i dwunastu sędziów.
W celu ustanowienia sądów pokoju rozesłał Łubień¬
ski konsyliarzy we wszystkie strony kraju, zajętego
przez Francuzów, a więc nawet do województw cheł-
>>>
290
KS. FRANCISZEK SKARBEK MALiCZEWSKI.
herbu Abdank, biskup nominąt kujawski 1806 r., biskup 1816, arcybiskup warszawski, prymas Król. Polskiego 1818 r.,
ur. 4 października 1754, um. 18 kwietnia 1819 r.
(Z litografii A. Asclienbrennera.)
mińskiego i malborskiego. W końcu marca 1807 r.
funkcyonowały już sądy apelacyjne; w czerwcu
wszystkie władze sądowe były już czynne.
Uchwała Komisyi Rządzącej zamieniała wresz¬
cie Bforat przy liceum warszawskiem na Izbę Edu¬
kacyjną podległą dyrekcyi spraw wewnętrznych.
Izba Edukacyjna składała się z ośmiu członków i pre¬
zesa, którym został Stanisław Kostka Potocki. Izba
objęła zarząd nad funduszami edukacyjnemi i za¬
częła myśleć o urządzeniu i zakładaniu szkół śred-
>>>
“
V
.
,
1
i
, -
—
>>>
1	2	3	4	5	6	7	8	9	10	11	12	13	14	15	16	17	18	19
PUŁKI POLSKIE w ARMJI NAPOLEOŃSKIEJ.
Legia nadwiślańska: I-y, II-gi, m-ci, IV-ty pułk piechoty liniowej; VII-y, VIII-y, IX-ty pułk ułanów; pułk Szwoleżerów gwardyi.
1) Ułan szeregowiec 7-go pułku w ubiorze paradnym. 2) Szeregowiec pieeh. grenadjer w ubiorze pochodowym. 3) Ułan szeregowiec 9 go pułku w ubiorze paradnym. 4) Tambor major legji nadwiślańskiej. 5) Oficer ułanów
8-go pułku w ubiorze polowym. 6) Oficer piech. w ubiorze paradnym. 7) Podoficer piechoty w ubiorze paradnym. 8) Szeregowiec grenadjer w ubiorze paradnym. 9) Szwoleżer szeregowiec w ubiorze polowym. 10) Podoficer
szwoleżerów w ubiorze stajennym. 11) Oficer wyższy szwoleżerów gwardji w wielkim ubiorze. 12) Oficer szwoleżerów w ubiorze wizytowym. 13) Podoficer szwadronu Tatarów litewskich w ubiorze paradnym. 14) Oficer szwo¬
leżer w ubiorze stajennym, 15) Szwoleżer szeregowiec w ubiorze polowym (w płaszczu). 16) Oficer szwoleżer w ubiorze paradnym. 17) Dobosz szwoleżerów. 18) Podoficer kompanii szwoleżerów w ubiorze paradnym. 19) Trę¬
bacz szwoleżer w ubiorze paradnym.
>>>
.
■ .
.
>>>
291
nich i elementarnych, aby naprawić zaniedbania ery
pruskiej. W końcu wyrokowała Komisya Rządząca,
że prawo mianowania biskupów i kanoników do niej
należeć będzie; stosunki cywilne duchowieństwa
podlegać miały dyrektorowi spraw wewnętrznych,
bez którego aprobaty żadnej bulli Papieskiej nie by-
Głównem wszakże, a w praktyce prawie wy-
łącznem zajęciem rządu tymczasowego była organi-
zacya wojskowa, oraz zaopatrzenie armii Napoleoń¬
skiej w żywność i pieniądze.
Organizacyę wojskową zastała Komisya Rzą¬
dząca już w pełni rozwoju. Stało pod bronią i od-
IGNflCY HRABIA SOBOLEWSKI,
urodź. 1770 r., sekretarz poselstwa polskiego w Paryżu 1791 r., sekretarz Rady Stanu Księztwa Warszawskiego 1808 r.,
minister policyi Księztwa w r. 1811. wzięty w niewolę pod Lipskiem 1813 r., sekretarz stanu Królestwa Polskiego
od 1815 do 1822 r, minister sprawiedliwości 18.5 r., umarł w Genui 1846 r.
(Z portretu M. Bacciarellęgo.)
ło wolno ogłaszać. Uchwala kończyła się poleceniem,
aby dyrektor spraw wewnętrznych („interesów we¬
wnętrznych" według ówczesnego wyrażenia") prze¬
strzegał odprawiania modłów za cesarza Napoleona
w świątyniach wszystkich wyznań. Za herb i pie¬
częć przyjęto biały znak Orła,
znaczało się w walkach przeszło 50,000 żołnierza
polskiego. Było to dziełem energii i zabiegów wodza
legionów włoskich, generała Jana Henryka Dąbrow¬
skiego.
Dąbrowski, który jako generał dywizyi pełnił
obowiązki komendanta Abruzzów w Królestwie Nea-
Dzieje Porozbiorowe Tom I
37
>>>
292
politańskiem, odebrał 5 października 1806 r. rozkaz | w Dreźnie. Wybicki wybierał się już do kraju i z dro-
połączenia się z armią Napoleona. Dnia 22 paździer- gi zawrócony został do Iierlina. Dnia 3 listopada
nika był już w głównej kwaterze w Dessau. W Ber- Dąbrowski z Wybickim ogłosili proklamacyę ogólną;
LUDWIK MIKOŁiiW DRVoUST,
marszałekJFrancyi, książę Eckmiilil i Auerstaedt, zwierzchnik władzy wojskowej i cywilnej w Księztwie Warszawskiem
do r. 1808.
(Ze sztychu Laderer’a według portretu Gautherofa.)
linie, jak wiemy, powierzono mu powołanie pod broń 6 listopada obaj przybyli do Poznania; nazajutrz Dą-
całej Wielkopolski; do pomocy w tem zadaniu przy- browski wydal odezwę do Poznańczyków domagają-
brał sobie Józefa Wybickiego, który przebywał cą się uszanowania urzędników rządu pruskiego.
>>>
-
I
i
Tryumf fiapoleona.
(Z plafonu Ingres’a znajdującego się w dawnym ratuszu w Paryżu.)
Dąbrowski utworzył następnie gwardyę konną hono¬
rową z 200 młodych szlachciców, z której mieli się
rekrutować oficerowie. Dostawami dla wojska i zbie¬
raniem pieniędzy zajęły się dwie komisye centralne,
którym podlegały komisye departamentowe. Dnia 14
listopada przedstawił Dąbrowski Napoleonowi pro¬
jekt organizacyi wojskowej departamentu poznań¬
skiego. Departament (408 mil kw., 86,846 dymów,
I
>>>
294
600,000 ludności) miał dostawić w przeciągu dwóch
tygodni po jednym rekrucie z każdych dziesięciu
dymów; stanęło przeto pod bronią przeszło 8,000 lu-
dawnych oficerów mianował: dla każdego departa¬
mentu generała dy wizyi, dwóch generałów brygady,
czterech pułkowników i ośmiu szefów batalionów;
GE(4ERAŁi MICHAŁ SOKO^NIC^I.
urodzony w województwie Poznańskiem 1760 r., walczył jako pułkownik pod Radzyminem i Kamionką i w wyprawie
wielkopolskiej 1794, towarzysz Kniaziewicza w walkach legii Naddunajskiej i dowódzca jej po ustąpieniu Kniaziewicza,
dowódzca wojsk pod Gdańskiem 1806 r., zwycięzca w kampanii austryackiej z pod Grochowa i Góry, generał dywizyi
1810 r., członek Akademii nauk w instytucie narodowym w Paryżu, uczestnik wyprawy 1812 roku, dowódzca uczniów
szkoły wojskowej paryzkiej 1814 r., generał dywizyi w armii Królestwa Polskiego, umarł skutkiem wypadku na placu
Saskim 23 września 1816 r.
(Z litografii Śliwickiego zamieszczonej w zbiorze hr. A. Chodkiewicza „Portrety zasłużonych Polaków11.)
dzi. W Rogoźnie, Gnieźnie, Kościanie i Lesznie ofice¬
rowie z pomocą starych żołnierzy formować mieli
cztery pułki piechoty. Cesarz Napoleon z pomiędzy
nominacye kapitanów i oficerów podwładnych były
tylko cesarzowi przedstawiane do zatwierdzenia.
Pułk pierwszy departamentu poznańskiego zebrał
>>>
295
się w Gnieźnie, drugi w Rogoźnie, oba pod dowódz¬
twem generała Niemojewskiego; generał brygady
Fiszer stanął na czele trzeciego pułku w Rawiczu
i czwartego w Kościanie. Rekruci mundurowali
i zbroili się własnym kosztem. Z zawodowych leśni¬
czych utworzono kompanię strzelców. Szlachta,
GENERRŁ. dAN HENRYK DĄBROWSKI.
urodzony 29 sierpnia 1755 r. w Pierzchowcu woj. krakowskiem, podchorąży armii saskiej 1770 r., od 1792 do 1813 uczestnik
i wódz wszystkich walk oręża polskiego, w 1815 r. generał jazdy, senator i wojewoda Król. Polskiego, umarł w Winnogórze
26 czerwca 1818 roku.
("Według fotografii Karola Beyera z mało znanego portretu współczesnego, ze zbiorów prof. Gabryela Tołwińskiego.)
>>>
296
mieszczanie i dzierżawcy dostarczali każdego dzie¬
siątego konia dla kawaleryi, z wyłączeniem koni
włościańskich, używanych tylko na transporty;
w ten sposób z departamentu poznańskiego zyskano
1,826 koni. Kawaleryę rekrutował Dąbrowski z ocho-
rzewski. W Częstochowie tworzyła się kompania ar-
tyleryi. W Warcie, Sieradzu, Grabowie i Uniejowie
tworzyła się kawalerya departamentu (1,800 koni)
i dwa pułki lekkiej kawaleryi pod komendą genera¬
ła Biernackiego. Wojsko w departamencie warszaw-
tników albo z rezerwy pułków piechoty. Lekka ka-
walerya miała się składać z dwóch pułków.
Departament kaliski dostarczył również cztery
pułki piechoty; pierwszy (z kompanii strzelców pie¬
szych) w Kaliszu, drugi w Kole, trzeci w Radomsku,
czwarty w Lutomierzu; dowodził niemi generał Skó-
skim organizował generał Onufry Dąbrowski; zebrał
5,300 piechoty, 1,800 kawaleryi i 200 strzelców. Ge¬
nerał brygady Amilkar Kosiński formował armię
w departamentach bydgoskim i kwidzyńskim (8,000
piechoty, 1,800 kawaleryi i 100 strzelców). Departa¬
ment płocki dostarczał 5,300 piechoty, 1,000 kawale-
>>>
RRfflŁj JÓZEF CZEI^WIAKOWSKI,
urodzony 24 października 1743 r. pod Pińskiem, doktór filozofii i medycyny, profesor anatomii, chirurgii i położnictwa
w uniwersytecie krakowskim od 1779 do 1805 roku, radca i lekarz nadworny króla Stanisława Augusta, naczelny lekarz
w lazarecie głównym 1794 r. przy św. Piotrze w Krakowie, zmarł 5 lipca 1816 roku.
(Według sztycliu współczesnego.)
>>>
ryi i 100 strzelców; departament białostocki 8,200
piechoty, 2,000 jazdy, 150 strzelców. Ogółem tedy
armia Dąbrowskiego z końcem 1806 roku liczyła
53,275 ludzi, z czego 42,325 piechoty, 10,200 kawale-
ryi i 750 strzelców 1). Liczne braki w umunduro¬
waniu i uzbrojeniu pokrywano w miarę możności
z arsenałów i magazynów pruskich. Cała ta armia
podzielona została na trzy legie, przekształcone po¬
tem w dywizye, na których czele stanęli: książę Jó¬
zef Poniatowski, generał Zajączek i generał Dąbrow¬
ski. Trzecia legia, na której czele stał Dąbrowski,
wespół z pospolitem ruszeniem szlachty i pierwszym
pułkiem kawaleryi pod dowództwem pułkownika
Jana Dąbrowskiego, syna generała, odniosła zwy-
cięztwo pod Tczewem.
W bitwie tej z braku
nabojów trzeba było
wciąż uderzać na ba¬
gnety. Pod generałem
Dąbrowskim padły trzy
konie, sam generał
z ciężką nieopatrzoną
raną w nodze walczył
bez przerwy, aż do chwi¬
li	ostatecznego zwycięz-
twa. Dopiero po bitwie
zastąpił go generał Gieł¬
gud. W walce odzna¬
czyli się: generał Nie-
mojewski, generał ksią¬
żę Sułkowski, pułkow¬
nicy Hauke, Dziewa¬
nowski, Weissenhof. Ku¬
la zgruchotała rękę puł¬
kownikowi kawaleryi
Janowi Dąbrowskiemu;
ojciec, powiadomiony
o	tem odrazu, nie wcze¬
śniej jak po skończeniu
walki postawił pierwsze
pytanie o zdrowie syna.
Czternaście osób otrzy¬
mało krzyże legii hono¬
rowej, między nimi
trzech sierżantów, jeden
kapral i jeden szeregowiec. Przy oblężeniu Gdańska,
w którem brała udział cała piechota i część drugiego
pułku ułanów, odznaczył się batalion drugiego pułku
piechoty pod dowództwem majora DowTnarowicza,
który przez kilka godzin z rzędu wytrzymał natarcie
sześciotysięcznej armii. Trzecia legia pod dowódz¬
twem nie wyleczonego jeszcze z rany Dąbrowskiego,
bez zapasów żywności, żywiąc się nawet padliną,
zdążyła forsowmym marszem na pole bitwy pod Fryd-
landem. Kawalerya polska tworzyła w tej bitwie
straż przednią, piechota zaś lewre skrzydło korpusu
marszałka Morthier. Generał Dąbrowski powtórnie
został raniony w chorą jeszcze nogę kawałkiem gra-
') Loret: „Między Jeną a Tylżą“.
natu. Legia zabrała dwa działa z jaszczykami. W po¬
goni po bitwie frydlandzkiej kawalerya Dąbrowskie¬
go była w straży przedniej, aż do chwili, w której
zawieszenie broni odwołało ją z pola bitwy.
Dnia 3 grudnia Izba wrojenna administracyjna
pod przewodnictwem Ludwika Gutakowskiego przy¬
stąpiła oficyalnie do tworzenia i zaopatrzenia wrojska
narodowego. Dnia 15 grudnia wydano przepisy urzą¬
dzania poboru do wojska. Przyjęto w nich postano¬
wienia Dąbrowskiego, co do dostawiania jednego
człowieka z dziesięciu dymów, umundurowanego
i uzbrojonego kosztem dostawiających i utrzymano
pospolite ruszenie. Właściciel dóbr wraz z jednym
pocztowym z każdej wsi przybywał do najbliższej
chorągwi; nawet starzy
i	chorzy winni byli sta¬
wić się na miejscu ze¬
brania i tam przedsta¬
wić syna lub brata jako
zastępcę z obowiązku;
nawet wdowy, dzie¬
dziczki dóbr, obowiąza¬
ne były do dostarczania
zastępców. Taki sam
obowiązek stawiania się
ciężył na dzierżawcach
wsi. W Warszawie cho¬
dzono po ulicach z mu¬
zyką dla zebrania ochot¬
ników; zaraz z począt¬
ku zgłosiło się ich sze¬
ściuset.
Komisya Rządząca
odrazu po ukonstytuo¬
waniu się na wniosek
księcia Józefa Ponia¬
towskiego rozwiązała
pospolite ruszenie i za¬
prowadziła na jego miej¬
sce regularną kawrale-
ryę: utworzono miano¬
wicie trzy pułki ułanów',
a więc rodzaju broni do¬
tychczas nieznanego we
francuzkiem wojsku, o-
raz trzy pułki strzelców konnych. Nowy pułk polskich
ułanówr wcielony został do gwardyi cesarskiej i wzięty
na żołd francuzki. Dowódzcą pułku, złożonego z mło¬
dzieńców najlepszych rodów polskich, był Wincenty
hr. Krasiński. Powinność dostawy rekruta oznaczała
Komisya Rządząca uchwałami z dnia 20 stycznia,
12	i 14 lutego 1807 r. Zaprowadzony został nowy po¬
datek na lazarety i inne potrzeby wojska: w mia¬
stach płacono pół grosza od talara składki ogniowej
lub dwa złote z dymu, gdzie tej samej składki nie
było. Wsie płaciły j^łroczną ratę podymnego z dy¬
mów dworskich i 15^oszy od talara z dymów chłop¬
skich, dzierżawcy dóbr narodowych jednego srebrni¬
ka od talara opłaconej sumy dzierżawnej, lokatoro-
wie mieszkań w Warszawie jeden do czterech gro-
JÓZEF FOUCHE Ks. OTRflJSlTO,
minister policyi Cesarstwa 1804—1809, autor sfałszowanej
odezwy wydanej imieniem Tadeusza Kościuszki 1806 r.
(Ze sztychu Bolingera.)
>>>
299
szy od talara opłaconego najmu. Żydzi płacili jedną
trzecią rekrutowego i podymnego podatku. Dnia 16
lutego ogłoszono utworzenie gwardyi polskiej, do
której w zasadzie mogli wstępować zarówno wło¬
ścianie i mieszczanie, jak szlachta. W końcu lutego
i dnia 5 marca wydała Komisya rozkaz zabierania
w rekwizycyę wszelkich zapasów owsa, siana i słomy,
„zostawiając tylko tyle, ile wysiewy jare i potrzeby
gruntowe, aż do nowych zbiorów koniecznie wyma-
gały“. Za pobieranie produktów nie płacono gotów¬
ką, lecz tylko „do późniejszej koekwacyi bony da-
wano“. Komisarze polscy i francuzcy upoważnieni
przez Komisyę Rzą¬
dzącą, krążyli po de¬
partamentach i po¬
wiatach i zabierali na
rzecz publiczną po
folwarkach i chału¬
pach w ie j s k i c h
wszystko, „cokol¬
wiek wykazało się
zbywającego od isto¬
tnych potrzeb gospo-
darskich“.
Trafnie też zau¬
ważył Skarbek, że
„W pierwszych trzech
miesiącach od wkro¬
czenia wojsk fran-
cuzkich na ziemię
polską była cała nie¬
mal młodzież tej zie¬
mi pod bronią, wszel¬
kie prawie zasoby
gotowych pieniędzy
u obywateli mniej
więcej wyczerpane
na dobrowolne ofia¬
ry, na wyprawienie
synów i włościan do
wojska, na gościnne
przyjęcie nader wy¬
magających zbaw¬
ców i na opłatę zwy¬
czajnych i nadzwy¬
czajnych podatków
i składek; nakoniec zapasy w zbożu i w innych zbio¬
rach zabrane zostały na potrzeby wojska".
Po dziesięciu latach pokoju i leczeniu ran,
otrzymanych we wstrząśnieniach epoki rozbiorowej,
dzielnice polskie znalazły się istotnie w wirze naj¬
dotkliwszej niedoli czasu wojennego. Ziemie polskie
i ludność ponosić musiały ciężar wojennych zapo¬
trzebowań Napoleona. Kraj, który niedawno przed
tem był obłożony haraczem lł/3 miliona talarów na
utrzymanie garnizonu pruskiego, musiał teraz pro-
wjantować wielką armię francuzką i tworzyć własną
siłę zbrojną. Utrzymanie 86,000 żołnierzy francuz-
kich w obrębie Księztwa kosztowało dziennie 7,000
dukatów. Przerwanie wywozu zboża do Anglii zada¬
ło wielki cios produkcyi rolniczej. Kraj przez rabun¬
kową gospodarkę Prusaków doprowadzony był do
ostatecznego wycieńczenia ekonomicznego, do czego
nie mało przyczyniła się obyczajowa lekkomyślność
i życie uciech pełne i po nad stan prowadzone. „Rol¬
nictwo było zaniedbane, dobra nad wartość istotną
przeciążone długami, handel utracił drogi naturalne,
przemysł zanikł zupełnie; miasta, w których podko¬
pano samorząd, tak bardzo podupadły, że wszystkie
kasy miejskie wyczerpały się z zasobów" '). Czter¬
dziestotysięczna armia w przeciągu krótkiego okresu
czasu dwukrotnie tam i napowrót przez kraj prze¬
szła, spiesząc na woj¬
nę z Francuzami i co¬
fając się przed nimi,
wypotrzebowała więc
magazyny lub też
spaliła ze względów
strategicznych. Trze¬
ba było na gwałt do¬
starczać żywności,
zaprzęgów bydła i lu¬
dzi. Wszędzie dał się
uczuwać brak rąk i
zaprzęgu; w wielu
miejscach pola leżały
odłogiem; gdzienie¬
gdzie wieśniacy sami
zaprzęgali się do płu¬
gów. Na domiar złe¬
go zaraza morowa
szerzyć się poczęła
wśród bydła. Domy
prywatne i szkoły pu¬
bliczne zamienione
zostały na kwatery i
szpitale. Drożyznę
niesłychaną zwię¬
kszał anormalny na¬
pływ drobnej monety
(dytków), wybijanej
w mennicy berliń¬
skiej przez żydów,
którzy prawo bicia
pieniędzy od Fran¬
cuzów zaarendowali.
Jak wynika z korespondencyi prowadzonej pomię¬
dzy prezesem Komisyi Rządzącej Małachowskim
a komisarzem Batowskim, w kasach tymczasowe¬
go rządu polskiego prawie zupełnie brakowało pie¬
niędzy. Przy pomocy Batowskiego komisya prze¬
prowadziła dopiero wypuszczenie pieniędzy papie¬
rowych w biletach od sta do trzech tysięcy zło¬
tych polskich na sumę ogólną 33 milionów 400 ty¬
sięcy. Dekret cesarski w tej sprawie wydany został
16 maja 1807 r. w kwaterze głównej w Finckenstei-
nie. Pokrycie stanowiły wierzytelności i dobra króla
*) St. A. Kempner: Kierunki społeczno-gospodarcze za
Ks. Warszawskiego. „Bibl. Warsz.“ za marzec 1903.
HIERONIM BONAPARTE,
kandydat Cesarza Aleksandra I-go na tron sasko-warszawski,
król Westfalski.
(Z litografii współczesnej.)
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
300
pruskiego w obrębie prowincyj polskich. Banknoty I wność spokojnego tytułu nadania popruskich dóbr
podpisywane były przez jednego z członków Komisyi j i wierzytelności królewsko-pruskich gwarantowało
Kządzącej oraz jednego z komisarzy specyalnie wy- j bezpośrednio imię Napoleona.
ts
O
o-1
*1
P
N
0
CS
&}
B
§
&
o
a
o
o
t
o
3
OJ
X
&
SP
O
*
tr
•-t
o
3
o
fr
t
W
CC
tSJ
ES
W
O
o

X
c
W
delegowanych przez każdą z izb administracyjnych	Wśród takiego stanu rzeczy, wśród nędzy „tak
b. departamentów pruskich. W czerwcu 1807 r. wy- strasznej, że wyobrażenie nawet o niej wyrobić sobie
puszczono biletów na pierwsze 10 milionów zip. Pe- trudno“, Warszawa nie przestawała „świetnieć" ba-
>>>
301
„pałacu pod Blachą11, rozszerzała się na wszystkie
koła. Obowiązki polskiego naczelnego szambelana
przy cesarzu pełnił książę Aleksander Sapieha, obda-
młodą i piękną panią Anastazową Walewską, z domu
Łączyńską. Po wyjeździe Napoleona bawił w War¬
szawie królewicz bawarski. Na przyjęciach u Stani-
lami i zabawami. Dwór Napoleona, który bawił
w Warszawie przez cztery tygodnie ożywił całe mia¬
sto. Swywolna wesołość, będąca dotąd przywilejem
rowany za to dobrami Preny. Pomagali mu: książę
Michał Radziwiłł i Broniec. Napoleon wydawał przyję¬
cia i bale na zamku; pod Blachą poznał po raz pierwszy
>>>
30-J
sława Małachowskiego bywali posłowie: turecki
i grecki. Talleyrand, Gouvion, Vincent przodowali
w wystawnem życiu i recepcyach. Domy arystokra-
wą, które ogłoszono przy świetle pochodni i odgłosie
trąb. Nie wiedziano jak pyrrhusowe było to zwycięz-
two. To też gdy nadeszły bliższe szczegóły, ludność
JÓZEF KALASAr4TY SZANIAWSKI.
fiilolog i mąż stanu, urodzony w Kalwaryi Zebrzydowskiej w dzisiejszej Galicyi 1764 r., uczeń Kanta w Królewcu, komisarz
rządowy woj. kaliskiego, towarzysz chorągwi generała-majora Łuby, legionista, jeden z pierwszych członków Tow. Przyjaciół
Nauk, członek najw. izby administracyjnej w r. 1806, członek dyrekcyi sprawiedliwości 1807, prokurator królewski przy sądzie
kasacyjnym do 1811, członek komitetu reformy rządów Księztwa w 1813, delegat przy trilateralnej komisyi kongresu wiedeń¬
skiego 1815, referendarz stanu i sekretarz Rady stanu Król. Ppl. do 1816, prokurator generalny Królestwa Polskiego do 1821.
radca stanu, dyr. gener. w dyrekcyi wychowania, prezes Tow. Ksiąg elementarnych, kierujący wydziałem cenzury do 1830, czło¬
nek rady stanu i rady wychowania, członek sądu najw. kryminalnego od 1832—1834, umarł we Lwowie 16 maja 1843.
(Z portretu współczesnego.)
cyi polskiej nie zostawały w tyle. W pamięci zacho- I żywo była o swój los przyszły niespokojna; niepowo-
wał się świetny bal wydany dla Francuzów w pałacu dzenia Napoleona pozwoliły obawiać się, że gorsze
Mniszkowskim na wiadomość o zwycięztwie pod Iła- | nastąpią czasy. Niepokój byłby tern większy, gdyby
>>>
wiedziano, że jeszcze na samem iławskiem pobojo- wym brzegu Elby w zamian za porzucenie Cesarza
wisku Napoleon podyktował generałowi Bertrandowi Aleksandra. Bertrand miał królowi pruskiemu dać
instrukcyę, według której generał-miał się udać do zrozumienia, że cesarz Napoleon „nieprzywiązuje
STflfllSŁHW STASZIC,
minister stanu, prezes Tow. Przyjaciół Nauk, geolog, statysta i fiilantrop, urodzony w Pile w Wielkopolsce 1755, nauczyciel
Aleksandra i Stanisława Zamoyskich, proboszcz w Turobinie, kanclerz kolegjaty szamotulskiej 1797, referendarz stanu, radca
stanu i członek dyrekcyi edukacyjnej Księztwa Warszawskiego, radca stanu, dyrektor generalny przemysłu i kunsztów, członek
komisyi oświecenia w Królestwie Polskiem, założyciel towarzystwa rolniczego Hrubieszowskiego 1822, umarł 20 stycznia 1826.
(Z litografii Sliwickiego zamieszczonej w zbiorze hr. A. Chodkiewicza „Portrety zasłużonycli Polaków11.)
do dworu berlińskiego, przebywającego wówczas żadnej wagi do Polski, odkąd ją poznał" i ofiarować
w Kłajpedzie i ofiarować Fryderykowi Wilhelmowi III mu nawet polską koronę. Misya Bertranda spełzła
zwrot całego państwa z wyjątkiem posiadłości na le- na niczem, bo Fryderyk Wilhelm III nie przyjął pro-
>>>
304
Kanonier legii fladwislańskiej.
(Z dzieła Chodźki ,Le Pologne illustree“.)
pozycyi Napoleona. Równocze¬
śnie Talleyrand proponował peł¬
nomocnikowi austryackiemu
generałowi Vincent zajęcie czę¬
ści pruskiego Szlązka przez woj¬
ska austryackie. Wieści o kon-
wencyi bartoszyckiej zawartej
•26 kwietnia 1807 roku w głów¬
nej kwaterze armii generała
Bennigsena przez Cesarza Ale¬
ksandra I i króla Fryderyka
Wilhelma III zwiększały niepo¬
kój powszechny. Koniec maja
natomiast i połowa czerwca,
wzięcie Gdańska i zwycięztwo
pod Frydlandem, popchnęły u-
czucia powszechne w kierunku
wprost przeciwnym.
Rząd tymczasowy war¬
szawski przeprowadzał w tej
mierze coraz bardziej ożywioną
i nieustanną korespondencyę
z komisarzem reprezentującym
Komisyę Rządzącą przy cesa¬
rzu, Aleksandrem Batowskim.
Jak opowiada w swoich pamięt¬
nikach Leon Dembowski, Ba-
towski nalegał na Komisyę Rzą¬
dzącą, aby ujęła sobie Talley¬
randa podarunkiem pieniężnym
„7 do 10 milionów wynoszącym",
zapewniając, że „podarek ten
będzie mile przyjęty i najlepsze
z niego wypłyną skutki". Ludzie
na wskroś uczciwi i nieskazi¬
telni zasiadający w Komisyi
Rządzącej nie chcieli słyszeć o tego rodzaju tranzak-
cyi. Od tej pory objawiać miał Talleyrand zaciętą
niechęć dla Polaków.
Podczas narad w Tylży, Napoleon zapewne na
przedstawienia Batowskiego, zgodził się na to, aby
mieć przy swoim boku Polaka, cieszącego się zaufa¬
niem współobywateli. Komisya Rządząca wysłała te¬
dy do Tylży z hołdem dla cesarza „z powodu tak
świetnych wypadków" i dla poparcia interesów lud¬
ności, członka swego, Stanisława Kostkę Potockiego,
niegdyś posła lubelskiego na sejm wielki, rozgłośne¬
go mówcę i pisarza. Potocki był niestety człowie¬
kiem zbyt mało samodzielnym, aby to ważne z pozo¬
ru stanowisko, jakie mu wr udziale przypadło, mógł
wyzyskać w sposób należyty; odznaczał się przytem
bezgranicznem umiłowaniem wszystkiego co fran-
cuzkie i wielkiem zaufaniem do Napoleona. Gdyby
nawet był zapytywany o zdanie, byłby tylko echem
woli cesarza; na Potockiego wszakże nie zwracano
wcale uwagi wśród narad Tylżyckich. Obecność je¬
go była formalnością: reprezentant społeczeństwa,
które podobało się wówczas Napoleonowi nazywać
tylko ludnością warszawską (w Poznaniu do deputa-
cyi, której członkiem był Feliks Łubieński, Napoleon
4*4;
Saper legii fladwiślańskiej.
(Z wydawnictwa paryzkiego „Troupes Etrangeres11.)
>>>
Przegląd polskieh ułanów przez Napoleona.
(Ze współczesnego obrazu niewiadomego autora w zbiorach p. Artura Oppmana.)
>>>
306
rzekł kilkakrotnie z naciskiem: „vousetesVarsoviens“
mimo iż zwrócono mu uwagę, że stoją przed nim
przedstawiciele różnych stron kraju polskiego, pozo¬
stającego pod władzą pruską), przydatny był może
tylko na to, aby nie tak jaskrawo nazewnątrz zazna¬
czał się fakt, że cesarz Francuzów postanowił wten¬
czas o losie Polaków bez Polaków i aby nie tak pręd-
snych i usposobień Napoleona wobec sprawy pol¬
skiej, że na wiosnę 1807 roku myślał o poruszeniu ro¬
syjskich prowincyi zachodnich, a w szczególności
także i południowo-zachodnich: Wołynia, Podola
i Ukrainy i przeniesieniu tych rozruchów do Galicyi.
Miejscowa szlachta polska uprzedziła te życzenia
cesarza. Zawiązywały się polskie tajne towarzystwa
' ANTONI dflN OSTROWSKI.
syn Tomasza, nr. 1782, członek izby wojennej i administracyjnej 1806, poseł na sejm 1808, członek rady konfederacyi
1812, wzięty do niewoli w bitwie pod Lipskiem, członek deputacyi do Paryża 1814, członek komisyi likwidacyjnej,
senator-kasztelan Królestwa Polskiego, założyciel Tomaszowa mazowieckiego, umarł w Paryżu 1855 roku.
(Z litografii paryzkiej Bertautfa w zbiorach rodzinnych hr. Juliusza Ostrowskiego.)
ko uczyniono to spostrzeżenie, które później wyraził
w swoich pamiętnikach Niemcewicz, „że Księztwo
Warszawskie było tylko utworzoną na północy pro-
wincyą francuzką, a jego mieszkańcy traktowani co
do posłuszeństwa jak poddani, co do opieki i wzglę¬
dów jak lud podbity".
Charakterystycznem jest dla tendencyi ówcze-
wewnątrz granic państwa rosyjskiego. W marcu
1807 roku radca izby administracyjnej warszawskiej
Horodyński, upoważniony przez Towarzystwo Pa-
tryotyczne zawiązane na Podolu, Wołyniu i Ukrai¬
nie, przedstawił Talleyrandowi memoryał ze szczegó¬
łowym planem zamierzonego ruchu. Prezesem Towa¬
rzystwa był August Trzecieski, członkami kierują-
i
>>>
307
cymi pułkownik legionów polskich Nejman, podpuł¬
kownik Malinowski i major Radoniewicz. Memoryał
był podpisany przez Nejmana i Horodyńskiego i za¬
znaczał, że każdy z członków Towarzystwa rozporzą¬
dzał dochodami osobistymi, liczącymi 20 do 60
tysięcy franków. Otóż osoby te oświadczyły goto¬
wość wystawienia 11 tysięcy kawaleryi, która zorga-
dzy którymi Stanisław Kostka Potocki dobrze znał
stosunki, o jakie chodziło, bo miał dobra w okolicach
Kamieńca. Komisya, dla zbadania umysłów rozesłała
tajnych agentów i przedłożyła projekt akcyi, stawia¬
jąc jednak warunek utworzenia przedtem polskiego
politycznego państwa. Ewentualny ruch na Podolu
miałby się odbywać pod osłoną wojska francuzkiego,
HENRYK KAMIŃSKI.
dowódzca szwadronu podczas walk w Hiszpanii, uczestnik zwycięztwa pod Somo-Sierra, pułkownik 1811, dowódzca
pułku piechoty wojsk Księztwa Warszawskiego przydzielony do korpusuJMacdonalda, po 1812 roku przydzielony do
korpusu gen. Roppa, wytrzymał oblężenie Gdańska, ozdobiony krzyżem Legii honorowej i Virtuti Militari, generał
wojsk polskich Królestwa Polskiego, uczestnik walk 1830 i 1831, zginął 25 maja 1831 roku pod Ostrołęką.
(Ze współczesnej litografii.)
nizuje się, jeśli otrzyma pewność, że w przeciągu
2—3 tygodni nadciągnie armia francuzka. Towarzy¬
stwo rozporządzało funduszem miliona dwudziestu
tysięcy franków i zobowiązało się rozpocząć akcyę
w przeciągu 42 dni po rozkazie cesarskim, o którego
wydanie za pośrednictwem Horodyńskiego proszono.
Cesarz polecił Talleyrandowi porozumieć się poufnie
w tej sprawie z członkami Komisyi Rządzącej, mię-
żywionego z Galicyi. Tajni agenci mieli tworzyć łań¬
cuch od Warszawy do Ukrainy poprzez Galicyę po¬
łudniowo-wschodnią, aby w razie potrzeby pokiero¬
wać ruchem galicyjskim. Nejman i Horodyński wy¬
stąpili z nowym memoryałem, zawierającym 21 po¬
stulatów, stawianych Komisyi Rządzącej przez To¬
warzystwo. Stanisław' Kostka Potocki stwierdził
jednak równocześnie wobec Talleyranda, że komen-
Dzieje Porozbiorowe Tom !.
39
>>>
808
da armii rosyjskiej w niewytłómaczony sposób do¬
wiedziała się o planie akcyi. Otóż jest rzeczą zna¬
mienną, że Napoleon projektując pierwotnie, zanim
pruski minister stanu Buohholtz przestrzegał pełno¬
mocnika austryackiego w Berlinie Bindera von Krie-
gelstein, że w Galicyi ukryte są magazyny broni,
rp.
ts:
o
X
o

a
jeszcze dowiedział się o istnieniu Towarzystwa, wy¬
słanie do Kamieńca 15,000 Polaków, zauważył wobec
Talleyranda, że nie gniewałby się, gdyby ta wiado¬
mość dostała się do obozu rosyjskiego. Równocześnie
amunicyi i mundurów i że głównym agentem rewo-
lucyi jest młodszy Sołtyk, kanonik krakowski, który
w zimie 1806 r. odbywał konfereneye z Dąbrowskim
i Wybickim. Nie jest rzeczą wykluczoną, że i te in-
>>>
309
formacye płynąć mogły z francuz kiego źródła, Na¬
poleonowi zależało niesłychanie na tem, aby przeko¬
nać dotychczasowych przeciwników, że „cesarz nie
cym udział w wojnie 1806—1807 roku po którejkol¬
wiek stronie 1).
Rozejm po zwycięztwie frydlandzkiem wywo-
O
D 2
2 W
o
(/
o
* d
C
r3
-O
s:
CS)
a
(3
to
o
ho
o

CO
a
o
T5
o
SI
przywiązuje do Polski żadnej wagi“. Nadmienić tu
jednak trzeba, że w artykule jedenastym pokoju
Tylżyckiego Napoleon zabezpieczył wolność osobistą
i majątkową wszystkim obywatelom polskim, biorą-
łał formalny popłoch. Oficerowie wracający z pola
walki opowiadali o szczegółach tylżyckiego zjazdu
') Loret: „Między Jeną a Tylżą“. Warszawa, 1902.
>>>
DEZYDERY CHŁAPOWSKI,
żołnierz i agronom, wstąpił 1807 r. do armii Księztwa Warszawskiego, odbył kampanię 1812 r., oficer ordynansowy cesarza
Napoleona, potem dowódzca szwadronu gwardyi, dymisyonowany 1813 r., uczestnik walk 1830 i 1831 r., autor dwócli dzieł
o czynnościach wojskowych i dzieła „O rolnictwie" (Poznań, 1852).
(Ze współczesnego olejnego portretu.)
>>>
MARCIE BflDENI,
urodzony 1750 r., członek rady stanu Księztwa Warszawskiego, senator-wojewoda Królestwa Polskiego od grudnia 1819,
prezes sądu najwyższej instancyi, minister sprawiedliwości Królestwa Polskiego od maja 1820, umarł 13 listopada 18.4 r.
(Ze współczesnej miniatury.)
■
>>>
312
szczegóły, które nie pozwalały żywić żadnych złu¬
dzeń. Daremnie dowodzący w Warszawie generał
francuzki Lemarrois zjawił się na posiedzeniu Ko-
misyi Rządzącej i upewniał o najlepszych zamiarach
Napoleona dla Polaków. Rozgoryczenie wzrastało
nie, jakie ta nazwa w kraju budziła: „W tern nazwa¬
niu nie było żadnych wspomnień przeszłości, żadne¬
go węzła, któryby nasze życie polityczne z dawnym
bytem narodu łączył. Warszawa lubo stolica pań¬
stwa nie nosiła na sobie tego piętna starożytności
Ks. JÓZEF PONIATOWSKI,
w młodszych latach.
(Ze współczesnego portretu w zbiorach ś. p. Łoskiego.)
coraz więcej i nie dało się uspokoić wiadomością
o	postanowieniu formacyi Księztwa Warszawskiego,
jakkolwiek oddanie władzy w ręce króla saskiego
odpowiadało powszechnemu życzeniu. Oto słowa,
w jakich historyk tej epoki, Skarbek, opisuje wraże-
i	dawnej chwały narodowe], dla którego wartoby
było dać od niej nazwisko całemu krajowi. Tytuł
księztwa zdawał się niewłaściwym i poniżającym dla
samoistnego niegdyś państwa; był to utwór politycz¬
ny niezręcznie ukształcony i nader wątły w zasadzie
>>>
313
swojej. Osłabiło się powszechne uniesienie i mnie¬
manie o nieograniczonej potędze i wielowładności
Napoleona" x).
W cztery dni po zawarciu pokoju w Tylży 12
lipca 1807 roku Napoleon przejeżdżał przez Warsza¬
wę i zabrał z sobą do Drezna wszystkich członków
Komisyi Rządzącej oraz dyrektora wydziału wojny
księcia Józefa Poniatowskiego. Ster władzy w War¬
szawie objął w zastępstwie Małachowskiego prezes
Dyrektoryatu Łubieński. Dyrektorowie wydali odez¬
wę, w której starali się uspokoić ogół o przyszły los
kraju; wzywano ludność, aby nie dawała wiary fał¬
szywym wieściom, i aby jako mniej silna zaufała
Napoleonowi. Dnia 16 lipca przejeżdżając przez Po¬
znań cesarz Napoleon przyjął prezesa miejscowej
Izby administracyjnej generała Gorzeńskiego i w od¬
powiedzi na jego słowa rzekł: „Mości Panowie! spo¬
dziewam się, że będziecie zgodni, szczęśliwi i kon-
tenci z waszego położenia rzeczy, w jakiem was po¬
stawiłem". Według wersyi, której potem urzędownie
zaprzeczono, miał także dodać: „Uczyniłem dla kra¬
ju tego, co było w mojej mocy; przestrzegajcie mi¬
łości i wierności, a naród wzrośnie i będzie potężny".
Członków Komisyi Rządzącej zabranych z sobą
do Drezna nie radził się cesarz w niczem, co do
szczegółów konstytucyi, jaką zamierzał nadać Księz-
’) Fryderyk hr. Skarbek: „Dzieje Księztwa Warszaw-
skiego“, tom II. Warszawa, 1897).
twu Warszawskiemu. Zapewnia tak przynajmniej
w swoich pamiętnikach Łubieński. Oto szczegóły,
które w tych pamiętnikach czytamy: „Cesarz dykto¬
wał sam konstytucyę sekretarzowi księciu Bassano
w przytomności króla saskiego i członków Komisyi
Rządzącej. Skończył o godzinie pierwszej po pół¬
nocy. Król rzekł do księcia Bassano: „Wyznaję, tak
prędko cesarz dyktował konstytucyę, że nie mogłem
jej zrozumieć". Książę Bassano odpowiedział: „Do
mnie należy przepisać na czysto i myśl cesarza upo¬
rządkować; zabierze mi to czas do godziny piątej".
Dotrzymał słowa i o szóstej rano był już u króla".
Dnia 22 lipca 1807 r. cesarz Napoleon dał uro¬
czyste posłuchanie członkom Komisyi Rządzącej:
Małachowskiemu, Gutakowskiemu, St. Potockiemu,
Wybickiemu, Działyńskiemu, Bielińskiemu, Sobo¬
lewskiemu i sekretarzowi Komisyi Łuszczewskiemu.
Posłuchanie odbyło się ceremonialnie w królewskim
pałacu w Dreźnie wobec dwóch ministrów francuz-
kich: Talleyranda i Mareta. Cesarz wręczył człon¬
kom Komisyi konstytucyę Księztwa Warszawskiego,
spisaną w 89 artykułach, podzieloną na 12 tytułów.
Słowa, jakie przytem wyrzekł Napoleon nie zostały
podane do wiadomości niczyjej. Talent Bacciarelle-
go uwiecznił w głośnym obrazie, na którym twarze
członków Komisyi Rządzącej wiernie oddane zostały,
tę pamiętną i niezwykłą dziejową chwilę, od której
zaczyna się nowa w dziejach porozbiorowych narodu
polskiego epoka.
Zesehniąty liść z wytrawionym na nim profilem Napoleona.
(Ze zbiorów margrabiego de Girardin.)
>>>
5
O DRUGA
0KR6SU I=go.
Epoka Księztwa Warszawskiego od 1807 do 1815 roku.
:onstytucya Księztwa Warszawskiego. Trak¬
tat tylżycki postanawiał, że prowincye, któ¬
rych się król pruski zrzeka (1,860 mil □,
2,400,000 ludności), „rządzone być mają podług kon-
stytucyi, która wolność i przywileje ludów Księztwa
zabezpieczać będzie i zgadzać się ze spokojnością
ościennych krajów“. To ostatnie zastrzeżenie było
już dość wyraźnem ograniczeniem całkowitej nieza¬
leżności i swobody rozwoju Księztwa, przedewszyst-
kiem zaś odbierało możność rozwoju terytoryalnego
nowemu tworowi państwowemu, powołanemu do ży¬
cia pod protektoratem francuzkiego Cesarstwa. By¬
ło to niejako uznanie, „że faktem niezgadzającym się
ze spokojnością ościennych krajów11 byłoby przy¬
wrócenie dawnej Rzeczypospolitej Polskiej; cesarz
Napoleon dawał niejako rękojmie, że konstytucya
Księztwa, jak się wyraża Skarbek „nie będzie zawie¬
rała nic takiego, coby było uznaniem praw Polaków
do własnej ziemi, coby było zetknięciem nowego
bytu z dawnem ich samoistnem życiem1*. Napo¬
leon dotrzymał przyrzeczenia. Konstytucya nada¬
na w dniu 22 lipca 1807 roku unikała tak samo
użycia nazwy Polaków, jak unikał tego traktat tyl¬
życki, i powtarzała analogiczne zastrzeżenia w sło¬
wach końcowych, które brzmią: „Napoleon, cesarz
Francuzów, król włoski, protektor konfederacyi reń¬
skiej, potwierdziliśmy i potwierdzamy tę ustawę kon¬
stytucyjną przedstawioną nam wskutek 5-go artykułu
traktatu zawartego w Tylży, a którą My uważamy za
zdolną dopełnić naszego zobowiązania się względem
ludów Warszawy i Wielkopolski, godząc ich swobo¬
dy i przywileje ze spokojnością państw ościennych".
Wspomnienie o Wielkopolsce było pewnego ro¬
dzaju ustępstwem od zasady, wypowiedzianej w Poz¬
naniu (vous etes varsoviens) i można przypuścić,
że było wynikiem nacisku wywieranego przez Komi¬
sy ę Rządzącą. Wzmianka o tem, że Napoleon zatwier¬
dzał tylko „przedstawioną mu“ konstytucyę stara się
stworzyć fikcyę, że mamy do czynienia z pracą przed¬
stawicieli owych „ludów Warszawy i Wielkopolski",
fikcyę oczywiście zgoła nieprawdziwą, bo nie ulega
wątpliwości, że konstytucya była samoistnem dzie¬
łem Napoleona, jakkolwiek niewątpliwie nie „na ko¬
lanie kreślonem“. Ludwik baron Bignon, dwukrotny
potem rezydent francuzki przy Księztwie Warszaw-
skiem i historyk dyplomacyi z epoki napoleońskiej
zapewnia, że „ze wszystkich konstytucyi, jakie
Franćya w dniach swojej wielkości nadała, albo na¬
rzuciła narodom cudzoziemskim, konstytucya Księz¬
twa Warszawskiego była może dziełem najbardziej
roztropnem, najbardziej przystosowanem do potrzeb
kraju, najbardziej zgodnem z ogólnemi interesami
ludzkości41. A jakkolwiek te dytyramby może są co¬
kolwiek przesadne, niepodobna nie przyznać, że
konstytucya ta, wzorowana wiernie na konstytucyi
rokuYHI-go we Prancyi, była dziełem poważnem
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
40
>>>
T
316
i rozważonem. „Czuć na niej potężny odcisk ręki,
która ją pisała" mówi Andró Bonnefons *). Niemoż¬
na wątpić, że w układaniu jej brał udział i Fryderyk
August Saski, któremu Napoleon podczas pobytu
w Dreźnie nie zaniedbał wskazać w jakim duchu ma
rządzić Księztwem. Nie trudno zgadnąć, że wska¬
zówki te odpowiadały uczuciom wzajemnego zaufa¬
nia, które towarzyszyły traktatowi tylżyckiemu.
Jak zapewnia historyk Fryderyka Augusta, cesarz
polecił księciu warszawskiemu wstrzymywać się od
wszelkiego aktu, od wszelkiego kroku, któryby mógł
w czemkolwiek urazić uczucia lub interesy sprzy-
rodowej; tytuł szósty i siódmy zawiera przepisy wy¬
borcze; tytuł ósmy dotyczy podziału i administracyi
wewnętrznej Ksieztwa; tytuł dziewiąty odnosi się do
wymiaru sprawiedliwości; tytuł dziesiąty mówi o si¬
le zbrojnej Księztwa; tytuł jedenasty i dwunasty za¬
wierał ogólne i tymczasowe zarządzenia.
Prawa ludowi przysługujące nie miały obszer¬
nego zakresu; różniły się bardzo od praw, jakie mie¬
li obywatele dawnej Rzeczypospolitej, a mogły się
wydać sympatycznemi tylko w porównaniu z bierno¬
ścią, w jakiej pozostawiali przez lat kilkanaście do¬
tychczasowi poddani pruscy. Władza księcia, którym
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok l^owomiejskiej bramy 1 wejście do mięsnych jatek.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
mierzonego z Napoleonem Cesarstwa Rosyjskiego.
„Fryderyk August — pisze Bonnefons — nie potrze¬
bował nawet takich poleceń, bystry jego umysł zda¬
wał sobie sprawę z doniosłości polityki szczerej
i umiarkowanej".
Ustawa konstytucyjna nadana uroczyście
*22 lipca, w pierwszym z dwunastu tytułów zaręcza
prawa ludowi przysługujące, w dwóch następnych
streszcza organizacyę władzy najwyższej, i określa
zadania i zakres działań rządu i ministrów; tytuł
czwarty, piąty i szósty traktują o reprezentacyi na-
') „Un allie de Napoleon". Paryż, 1902.
dziedzicznie miał być król saski, była prawie samo¬
władna i nie podlegała żadnemu rzeczywistemu ogra¬
niczeniu, jakkolwiek pozory konstytucyjnej organi-
zacyi władz zostały uszanowane. Królowi przyzna¬
wała konstytucya wyłączny przywilej początkowa¬
nia praw, to jest zezwalania na układanie projektów,
jakie miały być przedstawiane sejmowi zwoływane¬
mu raz na dwa lata na dwutygodniową sesyę. Żaden
z posłów sejmowych nie mógł wystąpić z inicyatywą
prawodawczą. Uchwała odmowna sejmu, w którym za¬
bierać głos wolno tylko członkom komisyi, nie prze¬
sądzała sprawy: król rozporządzał prawem rozwiązy¬
wania izby bez wpływu na pobór podatków i uzupeł-
>>>
317
niania senatu, z którego zdaniem zresztą nie potrzebo¬
wał się liczyć, gdyż ustawa uchwalona przez izbę
sejmową i sankcyonowana przez księcia nabierała
nawet wbrew oporowi senatu mocy obowiązującej.
Udział sejmowej władzy prawodawczej miał zatem
charakter czysto doradczy. Król mógł wreszcie do¬
wolnie uzupełniać konstytucyę według własnego
uznania, a już samo takie pełnomocnictwo czyniło
ułudnemi wszystkie przywileje i swobody, zresz¬
tą niczem nie zagwarantowane. Król mianował mi¬
nistrów, radę stanu, biskupów, senatorów i wszyst¬
kich urzędników świeckich i sądowych. Nawet sę¬
dziowie pokoju mianowani są przez króla, z tem za¬
strzeżeniem jednak, że jedynie z pomiędzy osób,
które mu przedstawiono.
W wymiarze swobód przy układaniu konstytu-
cyi Księztwa znać było nieufność Napoleona do
wszechwładczych skłonności warstwy niegdyś wy¬
łącznie panującej, tojest szlachty. Temu zawdzięczać
należy najważniejsze postanowienie drezdeńskiej
konstytucyi: zniesienie niewoli chłopskiej. LTes-
clavage est aboli — decydował Napoleon w ar¬
tykule 47 konstytucyi; stanowe przywileje znikły
zupełnie a wszyscy obywatele kraju stali się równy¬
mi wobec prawa. Prawo udziału w życiu politycz-
nem rozszerzone zostało także dość znacznie: na
zgromadzeniach gminnych, wybierających na sejm
czterdziestu swoich przedstawicieli, głosowali nie-
szlachcice z tytułu zalet osobistych i zasług, i wszys¬
cy dymisyonowani żołnierze. Postanowiona została
dalej zupełna tolerancya religijna: żadne wyznanie
nie doznawało jakichkolwiek trudności; nie było
niem ograniczenie praw obywatelskich ludności ży¬
dowskiej, gdyż zarządzenie to, uczynione ze wzglę¬
dów narodowo-ekonomicznych, nie miało związku
ze sprawami religijnego kultu. Religia katolicka
uznaną została za panującą. Język narodowy miał
być używany we wszystkich działaniach i aktach
prawodawczych, administracyjnych i sądowych.
Tylko obywatelom państwa przysługiwało prawo
zajmowania urzędów duchownych i cywilnych. Póź¬
niejszy dekret królewski unormował zasady prawa
obywatelstwa w sposób następujący: posiadał je
każdy zrodzony na ziemi Księztwa, lub pochodzący
z rodziców w Księztwie osiadłych, choćby urodzili
się na obczyznie, każdy właściciel nieruchomości,
każdy legionista z Włoch przybyły i każdy wojsko¬
wy, który w r. 1806 wszedł w służbę, każdy urzęd-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok Proehowni.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
T
FRANCISZEK KSAWERY DZIAŁ.YflSKI.
urodź. 1756 r., syn wojewody kaliskiego, poseł na Wielkim Sejmie Rzeczypospolitej, kawaler orderu św. Stanisława i orderu
Orła Białego, jeden z autorów ustawy 3 maja, konsyliarz w radzie zastępczej narodowej w wydziale dyplomatycznym 1794,
zastępca naczelnika w najwyższej radzie narodowej, członek deputacyi do Napoleona 1806, członek Komisyi Rządzącej,
senator-wojewoda Księztwa Warszawskiego a potem Królestwa Polskiego, umarł 13 marca 1819 r.
(Według portretu Bacciarellego.)
>>>
TADEUSZ fl^TOHI MOSTOWSKI,
urodzony 19 października 1766 r., syn wojewody mazowieckiego, podstoli wyszogrodzki, asesor sądów kryminalnych 1790,
redaktor „Gazety Narodowej i Obcej“, członek deputacyi sejmu Wielkiego dla przyspieszenia prac prawodawczych, w 1802
założyciel drukarni w pałacu swoim przy rogu ulic Przejazd i Nowolipie, w r. 1812 minister spraw wewnętrznych i religij¬
nych Księztwa Warszawskiego, w roku 1815 minister prezydujący w komisyi spraw wewnętrznych Król. Polskiego, twórca
rozwoju ekonomicznego kraju, w r. 1825 senator-wojewoda Królestwa, umarł w Paryżu 6 grudnia 1842 roku.
(Rysunek Piątkowskiego z litografii współczesnej.)
>>>
320
nik publiczny, każdy wreszcie cudzoziemiec rozumie¬
jący po polsku a zamieszkały w Księztwie od lat
dziesięciu.
Rozstrzyganie spraw lokalnych w zakresie ad-
ministracyi powierzono radom departamentowym,
staćby się mogli właścicielami gruntów, na których
gospodarowali; obowiązki pańszczyźniane, a więc
forma zewnętrzna niewoli, zostały utrzymane.
W wykonywaniu władzy najwyższej król miał
do pomocy sześciu odpowiedzialnych ministrów,
którzy wraz z czterema referendarzami i przewodni¬
czącym Rady, tworzyli odpowiedzialną przed sejmem
Radę stanu. Rada stanu układać ma z polecenia
królewskiego projekty do ustaw, rozstrzygać spory
co do zakresu' jurysdykcyi między władzami sądo-
wemi i wykonawczemi, wykonywa wreszcie nad¬
zór dyscyplinarny nad urzędnikami administracyj¬
nymi. Uchwały Rady stanu bez zatwierdzenia kró¬
lewskiego nie mają znaczenia. Podział ministerstw
przedstawiał się jak następuje: 1) sprawiedliwość;
2) sprawy wewnętrzne i czci religijnej; 3) wojna;
4) przychody i skarb; 5) policya. Szóstym ministrem
miał być sekretarz stanu przy osobie króla, pośred¬
niczący pomiędzy rządem a księciem.
Reprezentacya narodowa grupuje się w izbie
senatorskiej i w izbie poselskiej. W senacie zasiada
sześciu biskupów katolickich, sześciu wojewodów
i sześciu kasztelanów; wszyscy są senatorami do¬
żywotnimi. W razie konfliktu z Izbą sejmową król
mógł mianować w senacie sześciu nowych wojewo¬
dów i sześciu nowych kasztelanów. Pierwszy sena-
LUDWIK Wr- PL*ATER,
leśnik, geograf i żołnierz, adjutant Sierakowskiego, członek
Warsz. Tow. Przyjaciół Nauk, wizytator uniwersytetu wi¬
leńskiego 1805 r., inspektor lasów rządowych w ośmiu guber¬
niach zachodnich Cesarstwa 1807—1811, w r. 1816 sekretarz
stanu w Królestwie Polskiem, generalny dyrektor dóbr i la¬
sów rządowych, prezes Rady politechnicznej, senator-kasz-
telan Królestwa Polskiego, zmarł w Psarskiem w W. Ks.
Poznańskiem 1846 r.
(Według miniatury współczesnej.)
powiatowym i municypalnym. Każdy z sześćdzie¬
sięciu powiatów Księztwa na sejmiku, złożonym wy¬
łącznie ze szlachty, wybierał jednego posła na sejm,
wszystkich członków Raiy powiatowej i przedstawi¬
cieli do Rady departamentowej. Nadto ośm zgroma¬
dzeń gminnych w Warszawie, trzydzieści dwa na
prowincyi, zgromadzeń w których brali udział mie¬
szczanie, księża, osobistości wybitniejsze bez wzglę¬
dy na szlachectwo i żołnierze dymisyonowani, wybie-.
rały także po jednym „deputowanym" na sejm oraz
członków Rad municypalnych. Konstytucya zabra¬
niała jednak aby sejmiki i zgromadzenia gminne od¬
bywały się jednocześnie, oraz aby zajmowały się dy-
skusyą nad czemkolwiek innem prócz wyboru depu¬
towanych i radców. Nie wolno im było układać nawet
próśb. Nietykalność osobista i majątkowa nie zo¬
stała zabezpieczona; nie nadano także swobody sło¬
wu. Pomimo zniesienia niewoli sprawa włościańska
nie została bynajmniej uregulowana. Wolność osobi¬
sta chłopów pozostała bez skutków w praktyce, bo
nie zadecydowano nic co do warunków, pod jakiemi
Ks. FRANCISZEK KSAWERY SZANIAWSKI,
doktor obojga praw, prof. uniw. warsz., członek Warsz. Tow.
Przyj. Nauk, scholastyk katedry metrop. warsz., ur. 1 grud¬
nia 1786 w Wiązownicy pod Jarosławiem, uczeń seminaryum
kieleckiego i akademii krakowskiej, profesor w Kielcach,
nauczyciel dzieci Feliksa Łubieńskiego, proboszcz w Wiskit¬
kach i Grodzisku, komisarz rządowy w powiecie sochaczew-
skim, sekretarz do przedmiotów religijnych przy ministrze
sprawiedliwości 1807 i 1808, cenzor w 1820, sufragan za admi-
nistracyi biskupa Wołłowicza, administrator archidyecezyi
po zgonie arcybiskupa Skarszewskiego, zm. 16 sierpnia 1830 r.
(Według miniatury współczesnej.)
>>>
\
321
tor mianowany przez króla jest prezesem senatu.
W izbie poselskiej zasiada stu członków, sześćdzie¬
sięciu posłów powiatowych i czterdziestu deputowa¬
nych gminnych. Oprócz posłów zasiadają w izbie
członkowie Rady stanu. Prezyduje wybrany przez
z duchem ustawy konstytucyjnej. Król w razie bez¬
zasadnego odrzucenia ustawy przez senat powiększa
jego skład i poleca obradować ponownie, a i wtedy
wbrew jego zdaniu może ogłosić uchwałę izby za
prawo obowiązujące. Izba w zasadzie ma być roz¬
wiązywana w razie dwukrotnego zaniedbywania for¬
malności prawnych przy powzięciu uchwały.
Posłowie i deputowani wybierani są na lat dzie¬
więć. Co trzy lata izba odnawia się w trzeciej części.
Los wskazuje liczbę członków ustępujących. Człon¬
kom izby poselskiej nie wolno od wyborców przyj¬
mować żadnych instrukcyj.
Księztwo Warszawskie podzielone zostało na
departamenty z prefektami na czele. Departamen¬
tów było sześć: warszawski, poznański, kaliski, byd¬
goski, płocki i łomżyński. Departamenty dzieliły się
na powiaty, których było ogółem sześćdziesiąt. Po¬
wiatami rządzili podprefekci. Miasta z burmistrzami
na czele t worzyły ogółem czterdzieści okręgów gmin¬
nych: jak wspominaliśmy rady departamentowe, po¬
wiatowe i municypalne miały rozstrzygać kwestye
lokalnej administracyi. Równy wymiar sprawiedli¬
wości zapewniony był każdemu obywatelowi bez
różnicy stanu i religii. W powiatach działały sądy
pokoju, w departamentach trybunały cywilne; jeden
sąd kryminalny obejmował dwa departamenty. Dla
całego Księztwa był jeden sąd apelacyjny. W zakre¬
sie ustawodawstwa cywilnego wprowadzono kodeks
Ks. MICHAŁ. KARPOWICZ,
doktor teologii, znakomity kaznodzieja, urodź. 4 października
1744 r. w wojew. Brzesko-Litewskiem, profesor seminaryum
wileńskiego i Akademii wileńskiej, proboszcz w Grażyskach
i Prenach, biskup nowej dyecezyi wigierskiej 1795, umarł
5 listopada 1805 roku.
posłów a zatwierdzony przez króla marszałek. Tąj-
nem kreskowaniem prostą większością izba wybrać
miała nasamprzód trzy komisye: 1) przychodów
skarbowych; 2) prawodawstwa cywilnego; 3) prawo¬
dawstwa kryminalnego. Projekt przedstawiony przez
Radę stanu miał być przekazany jednej z tych trzech
komisyj, która roztrząsa go w porozumieniu z od¬
nośnym ministrem. Potem dopiero przedstawiano
projekt pełnej izbie. Tylko członkom komisyi wolno
było przemawiać przeciwko projektowi: posłowie
powiatowi i deputowani gminni milcząc śledzą tok
dyskusyi. Gdy się skończyła wymiana zdań pomię¬
dzy członkami komisyi i członkami Rady stanu, izba
sekretnemi kreskami głosowała za przekazaniem
projektu senatowi lub też za odrzuceniem. Uchwałę
powziętą przez izbę senat może odrzucić ze względu
na uchybienia formalne, ze względu na interes bez¬
pieczeństwa kraju, łub z uwagi na sprzeczność
JERZY CHRYSTYAN ARNOL.D,
urodź, w Lesznie 1747 r., doktor medycyny w Lipsku 1768 r.,
nadworny lekarz króla Stanisława Augusta, członek krakow¬
skiego Tow. Przyjaciół Nauk, jubilat w r. 1818, zmarł 1826.
(Z litografii współczesnej.)
>>>
322
Napoleona, którego śluby cywilne i rozwody były
nowością sprzeczną z duchem i z tradycyami społe¬
czeństwa i który wogóle wytwarzał nową formę sto-
80-ty, zastrzegający królowi prawo wyprowadzenia
części armii Księztwa Warszawskiego do Saksonii
i zastąpienia jej odpowiednią liczbą wojska saskiego.
ANDRZEJ FRANCISZEK DYBEK,
urodź. 30 listop. 1783 w Poznaniu, w r. 1S06 jako młody lekarz armii pruskiej w bitwie pod Jeną wzięty do niewoli francuzkiej,
chirurg starszy w trzecim pułku ułanów 1807 —1809, naczelny chirurg w dywizyi przedniej straży korpusu generała Latour
Maubourg 1812, odznaczył się w bitwie pod Możajskiem, naczelny chirurg wojska polskiego podczas odwrotu z Rosyi, ozdobiony
krzyżem Legii Honorowej po bitwie pod Lipskiem, lekarz drugiej dywizyi jazdy 1815, zięć doktora Arnolda, dyrektor kliniki
chirurgicznej, dziekan wydziału lekarskiego, członek Tow. Przyjaciół Nauk w Warszawie, drugi prezes Tow. Lekarskiego
warszawskiego, zmarł 6 lutego 1826 roku.
(Według olejnego portretu w zbiorach warszawskiego Tow. Lekarskiego.)
sunków społecznych, potrzebującą czasu, aby się za¬
korzenić w życiu i obyczajach narodu. Tytuł 10-ty
konstytucyi „o sile zbrojnej“ ustanawiał armię trzy-
dziestotysięczną; niemile dotykał jednak artykuł
Komisya Rządząca przesłała tekst konstytucyi
z Drezna do Warszawy wraz z odezwą, w której sta¬
rano się uspokoić ludność co do przyszłego losu
kraju. W ogólnikowych wyrazach zawiadamiano
>>>
3'23
ogół, że jakkolwiek w ścieśnionych granicach Księz-
two Warszawskie jest częścią dawne] Polski przy¬
wróconą do konstytucyjnego życia pod rządem dy-
nastyi Saskiej, powołanej do rządzenia Polakami
jeszcze pamiętną ustawą Sejmu konstytucyjnego.
których król zatrzymał przy sobie, w pierwszych
dniach sierpnia wyruszyli z powrotem do kraju,
a przybywszy do Warszawy ogłosili, że król zostawia
Komisyi władzę, jaką dotychczas piastowała, a to aż
do chwili zaprowadzenia nowej organizacyi. Mała-
fłerb Ksiąztwa Warszawskiego.
Odezwa kładła nacisk przedewszystkiem na to, że
język ojczysty używany będzie w urzędowaniu pu-
blicznem i że wojsko będzie miało charakter wojska
narodowego.
Członkowie Komisyi Rządzącej, z wyjątkiem
Stanisława Potockiego i Ludwika Gutakowskiego,
chowski, jako prezes Komisyi, odebrał w imieniu
księcia ster rządów od władzy francuzkiej; dokonał
oddania rządów na specyalnem posiedzeniu Komisyi
intendent generalny francuzkiej armii, Daru. Była to
jednak tylko formalność. Ster spraw Księztwa spoczy¬
wał nadal w rękach marszałka Davousta i rezydenta
Dzieje Porozbiorowe Tom I.
41
>>>
324
francuzkiego Vincent’a. Czynności Komisyi Rządzą¬
cej trwały do października 1807 roku. Dopiero
bowiem w tym miesiącu przyjechał do Warszawy
hrabia Schonfeld, upełnomocniony przez króla do
złożona z prezesa Stanisława Małachowskiego (do¬
piero po przyjeździe Księcia stanowisko to zajął
Ludwik Gutakowski), ministra sprawiedliwości Fe¬
liksa Łubieńskiego, ministra spraw wewnętrznych
ts
O
CT*
*-1
tsi
P
CS
B
p
p
o
(T3
N
O"
X
O
(fi
N
0)
«

ta
Ś
o
n
a

H4*
X*
O
o
p
p
o
o
o
V
P
* e£.
i
E
o*
p-

w
N



r^
c
X
o

utworzenia stałego gabinetu. Dnia 5 października
odbyła się sesya, na której Komisya Rządząca uzna¬
ła się za rozwiązaną.
Na czele rządów Księztwa stanęła Rada stanu
i czci religijnych Jana Łuszczewskiego, ministra
przychodów i skarbu Tadeusza Dembowskiego, mi¬
nistra wojny ks. Józefa Poniatowskiego i ministra po-
licyi Aleksandra Potockiego; ministrem sekretarzem
>>>
325
stanu przy osobie księcia został dotychczasowy dy¬
rektor spraw wewnętrznych i wyznań Stanisław
Breza.
ru na tron polski elektora saskiego Augusta II-go,
który przyj ąwszy dla pozyskania korony polskiej ka¬
tolicyzm utrwalił aż po dni współczesne charakter
D
W

X
:
o
o
CM
CS3
CO
c
N
W
u
(3
G
N
10
o
(3
or
•a
o
cd
a
^3
O
ci
Ł0
O
d
0
a
to

tsl
SJ
Książę Warszawski — Fryderyk August. Saska | katolicki saskiej dynastyi. Wielki sejm 1791 usta-
rodzina panująca wystąpiła po raz pierwszy w dzie- ; nawiając monarchię dziedziczną zadecydował zwró-
jach narodu polskiego w roku 1697 z chwilą wybo- | cić się do saskiej rodziny panującej z propozycyą
>>>
326
przyjęcia ewentualnej sukcesyi po Stanisławie Augu¬
ście. Elektor Fryderyk August, urodzony jeszcze
jak się wyraża Julian Barotszewicz, „prawie na stop¬
niach tronu polskiego14 (dnia 23 grudnia 1750, za ży¬
cia dziada swego Augusta III, z ojca Fryderyka
Krystyna, królewicza polskiego i matki Maryi An-
STAftlSŁiRW BFJEZA,
[ urodzony 10 sierpnia 1752 r. w Cliorostku na Wołyniu, syn Michała stolnika lubaczewskiego i Ewy z Żurawskich, kształcił
się w Międzyrzeczu i w Collegium Nobilium w Warszawie, podróżował z księciem kasztelanem St. Jabłonowskim, poseł na
Sejm Wielki z powiatu Gnieźnieńskiego, komisarz cywilno-wojskowy, ożeniony (1783) z Antoniną Radolinską, podkomo-
rzanką wschowską, w r. 1806 zwierzchnik tymczasowy administracyi w Poznaniu, dyrektor skarbu i spraw wewnętrznych
w rządzie tymczasowym w Warszawie, minister-sekretarz stanu Księztwa. odznaczony tytułem hrabiowskim i ozdobiony
orderami Orła Białego, św. Stanisława i Legii Honorowej, zmarł w Świątkowie w Poznańskiem 7 lutego 1847, przeżywszy
lat dziewięćdziesiąt pięć.
(Według portretu olejnego ze zbiorów rodzinnych A. Brezy.)
>>>
327
toniny Bawarskiej), pamiętający jeszcze i Polskę
i polską koronę „z naocznego widzenia i osobistych
wrażeń", wychowywany jako dziecko na monarchę
polskiego, marzył niewątpliwie od dawna o panowa¬
niu w Warszawie. Kiedy jednak książę Czartoryski,
upoważniony prawie jednomyślnie uchwałą sejmu,
przywiózł projekt pactów conventów ofiarowując
Fryderykowi Augustowi i jego córce Maryi Auguście
WOJCIECH DOBIECKI.
paź króla Stanisława Augusta, towarzysz króla w Petersburgu, po zgonie króla przedarł się za granicę, służył w pułku
piechoty legii naddunajskiej, od 1799 r. w pułku jazdy lansjerów, w r. 1808 wraz z tym pułkiem zawrócony ze Szlązka
do Hiszpanii, brał udział w oblężeniu i zdobyciu Saragossy, w 1812 r. komisarz wojenny przy armii czynnej, generał
wojsk Królestwa Polskiego, ordonator armii w 1830 i 1831 roku.
(Z olejnego portretu.)
>>>
Pieeząć przy dyplomie wydawanym na godność „Chevalier de l’Empire“.
T
r-
i	J
('Oli pro
^mpomu' Ws ^raunu.1;:*K ’Ainlir
/ h o/cc/f/// (\* ft ( o/i/c^crit/fo/ł /?// l /)(/
C.	la C n|vi\.'uilton
■
^////
7’iua,
u A	*t/±
•iWo flu&C&.irlin \
7/ /i* rf//*""» ***//*V ' w *-/ t
1:^
Dyplom (Napoleoński nadająey godność „Chevalier de l’Empire“
wydany na nazwisko (Vtillberga.
(Ze zbiorów rodzinnych pp. Skarbek-Woyczyńskich.)
>>>
3-29
Nepomucenie, oraz ewentualnemu jej mężowi prawo
dziedziczenia tronu polskiego, elektor wahał się,
czy może przyjąć dar niebezpieczny, bo związany
z prawdopodobną wojną. Jął więc czynić przyjęcie
ofiary zależnem od szeregu warunków, między któ-
remi była zasada absolutnego rozdziału interesów
saskich i polskich oraz żądanie możności przekaza¬
nia korony polskiej któremukolwiek z braci elekto¬
ra. Warunki te stawiane były tylko po to, aby zy¬
skać na czasie. Opór Cesarzowe] Katarzyny, która
oświadczyła się przeciwko obaleniu elekcyjności tro¬
nu polskiego, udaremnił elektorowi przyjęcie koro¬
ny, po którą już rękę wyciągał.
Po latach szesnastu otrzymywał Fryderyk
August wraz z tytułem króla Saksonii panowanie
nad Warszawą z rąk cesarza Napoleona. Przyjmo¬
wał je z radością: wpólność religii, znajomość języ¬
ka, wspomnienia lat dziecinnych i udaremnionych
pragnień roku 1791 zwiększały sympatyę dla narodu,
którego kilku wybitnych przedstawicieli poznał i na-
I uczył się szanować w Dreźnie. Długie rozmowy,
jakie prowadził niegdyś z księciem Adamem Czarto¬
ryskim, zaznajomiły go z potrzebami polskiego spo¬
łeczeństwa, ku któremu czuł się już pociągnięty
współczującą i wrażliwą swoją naturą. Zdawał sobie
sprawę z trudności jakie go czekały w Warszawie,
tem większych, że zazdrosna obawa Sasów o to, aby
ich władca nie poświęcał interesów saskich sprawom
polskim, wcale położenia nie ułatwiała. Przytem
zmysł polityczny, który dotychczas kierował nim tak
szczęśliwie wśród wzburzonych fal nawały wojennej,
niweczących europejską równowagę na korzyść ge¬
nialnego tryumfatora zwycięzkiej Prancyi, ostrzegł
go, że w Księztwie Warszawskiem trzeba będzie sto¬
sować zupełnie inną metodę rządzenia niż w Sakso¬
nii. Położenie finansowe i ekonomiczne Księztwa
wymagało energicznych zarządzeń, do których Fry¬
deryk August był mało przygotowany. O stanie te¬
raźniejszym kraju zasięgał wyczerpujących wiado¬
mości od przebywających w Dreźnie członków Korni-
—_
U O A C fi I M J4EMPEL,
porucznik Szwoleżerów.
(Z olejnego obrazu Januarego Suchodolskiego.)
>>>
330
syi Rządzącej i przekonywał się, że na niesłychane
będzie się musiał zdobywać wysiłki, aby przywrócić
w powierzonym mu kraju stosunki normalnego do¬
brobytu.
Mimo rozległej władzy, jaką przyznawała księ¬
ciu konstytucya napoleońska, położenie Fryderyka
Augusta, jako panującego doznawało od samego po¬
czątku licznych ograniczeń. Księztwo nietylko zosta¬
ło wcielone do konfederacyi nadreńskiej ale wprost
uległo podporządkowaniu pod bezpośrednie zwierz¬
chnictwo cesarza Prancyi. Pierwszym czynem Napo¬
leona przy utworzeniu Księztwa Warszawskiego by¬
ło ustanowienie w Warszawie ministra-rezydenta,
który „nietyle miał być przedstawicielem dyploma¬
tycznym, ile raczej prefektem cesarskim albo nawet
prokonsulem" 1). Intencye cesarskie w tym kierunku
były tak mało dwuznaczne, że artykuł dziesiąty kon-
stytucyi drezdeńskiej postanowił, że żadne mocar¬
stwo nie miało prawa utrzymywania agenta politycz¬
nego w Warszawie. (Po Vincent’cie obowiązki mini¬
stra rezydenta Prancyi w Księztwie Warszawskiem
zajmowali kolejno: Serra, Bignon, ksiądz Pradt i Bi-
gnon po raz drugi). Ale nietylko minister rezydent
Prancyi był władzą od księcia niezależną: trzydzie-
sto-tysięczna armia miała pozostawać pod zwierz¬
chnictwem wodza francuzkiego, na razie marszałka
Davoust, a książę nie miał przyznanego prawa roz¬
porządzania tem wojskiem według woli. Wogóle by¬
ło tendencyą cesarza ograniczyć we wszystkiem
swobodę i samodzielność księcia. Konstytucya przy¬
znawała księciu prawo zamianowania brata swego
swoim zastępcą, wicekrólem w Warszawie. Fryde-
’) Bonnefons: „Un allie", str. 220.
ryk August chciał z tego prawa skorzystać i wyzna¬
czył już na to stanowisko księcia Antoniego. Otocze¬
nie Napoleona uznało jednak, iż nieustanny pobyt
księcia dynastyi panującej w Warszawie osłabiałby
wpływy francuzkich wielkorządców. Umiano więc
powstrzymać księcia od korzystania z przyznanego
mu prawa.
Objęcie przez Księcia rządów. Pierwszym dniem
zbratania Polaków z ludnością saską był dzień 15
sierpnia obchodzony uroczyście w Dreźnie jako dzień
poświęcony czci Napoleona. W dniu tym znajdował
się w Dreźnie oddział żołnierzy polskich spieszący
z ziemi włoskiej do Warszawy. Sasi witali ich ser¬
decznie: łączyli się z nimi w gorących hołdach na
cześć bohatera, którego imię uniwersytet w Lipsku
postanowił nadać nawet jednej z konstelacyj nie¬
bieskich.
Zbyt słaba to jednak była manifestacya, aby
mogła wzmocnić węzły łączące ludność polską z Fry¬
derykiem Augustem. Napoleon od pierwszej chwili
nalegał, aby król wraz z królową (Maryą Amelią
Augustą, córką księcia Fryderyka Dwóch Mostów)
oraz infantką (Maryą Augustą Nepomuceną, ur. 21
czerwca 1782 roku) udał się osobiście do Warszawy.
Król bardzo powoli przygotowywał się do tej podró¬
ży, pragnąc wyjaśnienia stosunków i utrwalenia
stanu rzeczy. Mniej więcej w tym czasie cesarz
Austryi, owdowiały przed kilkoma miesiącami, obja¬
wił chęć starania się o rękę dwudziestopięcioletniej
Ułan polski w paradnej formie.
(Z litografii H. Bellange.)
FRANCISZEK UÓZEF L.EfEBVRE,
książę Gdański, marszałek Fr ancyi.
(Ze sztychu Tiesingera.)
>>>
331
infantki; związek ten bardzo pochlebiał królowi, od¬
powiadał jego najskrytszym życzeniom i bardzo po¬
pierał widoki polityczne przyszłości. Cesarz Napo¬
leon jednak niechętnie patrzył na odnośne projekty.
To wystarczyło, aby Fryderyk August zbył odmo¬
wą pierwsze zaraz kroki dostojnego konkurenta.
Pretekstu do opóźnienia podróży do Warszawy
dostarczała jednak przedewszystkiem sprawa odda¬
nia przez Prusy terytoryów, z których Księztwo
Gutakowskiego król naradziwszy się z nim i z Po¬
tockim obmyślał utworzenie definitywnego rządu
a wreszcie zredagował w dniu 17 września prokla-
macyę do Polaków, w której nie zapomniał o żadnej
warstwie społecznej i zwracał się zarówno do ducho¬
wieństwa i szlachty, jak mieszczaństwa i ludu. Odez¬
wa wśród wielu słów skierowanych w różne strony,
zawierała między innemi zwrot: „Moi przodkowie pa¬
nowali nad wami: to jeden tytuł więcej do waszego
Z ŁąCZYliSKICH WflliEWSl^H,
siedemnastoletnia małżonka siedemdziesięcioletniego Anastazego Colonny-Walewskiego z Walewic, przedmiot uwielbień
cesarza Napoleona, który ujrzał ją po raz pierwszy w dzień nowego roku 1807 na stacyi w Broniach, poznał na balu „pod
Blachą"; rozstawszy się otwarcie z mężem przybyła do Paryża z początkiem roku 1808, towarzyszyła cesarzowi w kampanii
1809, 4 maja 1810 powiła w Walewicach syna Aleksandra, obdarzonego później tytułem hrabiowskim i majoratem, z końcem
roku 1810 przenosi się znowu do Paryża, w r. 1814 odwiedza z synem Napoleona na Elbie, w r. 1816 wyszła za mąż za hra¬
biego d’Ornano, umarła 15 grudnia 1817 roku.
(Z portretu malowanego z autentycznych materyałów przez Dubuffe’a na zlecenie cesarzowej Eugenii.)
Warszawskie stworzone być miało. Dla ułatwienia
odnośnych formalności wysłał Fryderyk August do
Berlina Ludwika Gutakowskiego jako swego spe-
cyalnego komisarza. Bez żadnych trudności Guta-
kowski wywiązał się z misyi, otrzymawszy w dniu
17 września od intendenta generalnego Daru wszyst¬
kie odnośne dokumenty. Obawiano się, że Daru bę¬
dzie wynajdywał przeszkody z załatwieniem kwestyi
pieniężnej; obawy jednak były płonne. Po powrocie
przywiązania1'. Z szacunkiem przytem zaznaczał
Książę Warszawski, że społeczeństwo ma teraz
otwarte przed sobą pole oręża, prawa, nauk, sztuk
i handlu, a wTięc pola dotychczas dla niego zam¬
knięte.
Tymczasem z Księztwra dochodziły echa, które
musiały chmurzyć poważne czoło Fryderyka Augu¬
sta. Oprócz wiadorńości o nędzy, o bankructwie spo-
łecznem, które nieuchronnie groziło, dochodziły
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
S
42
>>>
332
skargi na wyzysk ze strony Francuzów i na niesły¬
chaną samowolę francuzkich wielkorządców. Zwła¬
szcza szorstkość, arogancya, arbitralność pana Vin-
cent, ministra-rezydenta, oburzała do żywego naj¬
wybitniejszych obywateli polskiego społeczeństwa.
Król był tem wszystkiem niemało przerażony i za-
jego majątek osobisty był nadszarpnięty przez ostat¬
nie wypadki: skarbu saskiego angażować w Księz-
twie Warszawskiem nie mógł i trudno było tego od
niego wymagać. Stanisław Potocki radził wypusz¬
czenie monety papierowej: król jednak osądził, że
ten środek nie jest godny poważnego władcy. Wtedy
JACKOWSKI (młodszy),
oficer Szwoleżerów gwardyi.
(Według współczesnej miniatury.)
czynał się bać, że zawiedzie zaufanie Napoleona i że
nie będzie w stanie zaradzić katastrofie ekonomicz¬
nej i finansowej, na którą Księztwo jak się zdawało
było skazane. Pełen najlepszej woli zrzekł się Fryde¬
ryk August listy cywilnej przypadającej mu jako księ¬
ciu. Po za tem jednak nic więcej uczynić nie mógł;
baron de Bourgoing, reprezentujący Napoleona przy
dworze saskim, w porozumieniu z bankierem lipskim
Fregem wystąpili z projektem, aby król udał się o po¬
moc do Napoleona, a to pod formą pięcioprocento¬
wej pożyczki na przeciąg lat pięciu w wysokości
4 milionów franków w zastaw za obligacye saskie.
f
>>>
333
Przed podróżą do Warszawy trzeba było jeszcze
załatwić sprawę drogi, wytknąć się mającej pomię¬
dzy Saksonią a Księztwem Warszawskiem na pod¬
stawie postanowień traktatu tylżyckiego. Sprawą tą
kierował radca prywatny Ferber, przy pomocy ko¬
misarza pruskiego i polskiego, oraz marszałka Soul-
ta. Odpowiednio do życzeń króla Ferber przy wybo¬
rze drogi kierował się przedewszystkiem względami
handlowemi, a dopiero potem strategicznemi. Kon-
Przedstawiciel Napoleona przy dworze saskim
baron Bourgoing otrzymał rozkaz poprzedzenia króla
w całej drodze aż do Poznania, oraz szczegółowe in-
strukcye co do charaktsru, jaki według życzeń
Napoleona miał być nadany przyjęciu Fryderyka
Augusta na ziemi polskiej.
Świetne wystąpienia dworu powinny były, we¬
dług tych instrukcyi, pochlebiać ludności polskiej,
wypadało jednak zapobiedz manifestacyom nieuży-
Żolnierz legii Nadwiślańskiej.
(Z litografii H. Bellange.)
wencya w Blbing, zawarta 13 października, zapew¬
niała królowi prawo swobodnego korzystania z wy¬
tkniętej przez komisyę drogi. Mniej więcej w tym
samym czasie hr. Schonfeld powrócił z Warszawy
z wiadomością o ukonstytuowaniu stałego rządu. To¬
warzyszył mu nowy minister sekretarz stanu Stani¬
sław Breza, luzujac przy Fryderyku Auguście Guta-
kowskiego i Potockiego, którzy pojechali do kraju,
aby przygotować przyjęcie nowego władcy.
tecznym i szkodliwym. Następca Talleyranda w kie¬
rownictwie spraw zewnętrznych pan de Champagny
pisał do barona Bourgoing pod datą 27 października:
„Wyłożysz pan, że cesarz jest dobrze z Rosyą i z Au-
stryą; słowem postarasz się pan o przemówienia naj¬
właściwsze dla uspokojenia i zadowolenia jednego
i drugiego mocarstwa". Bourgoing miał rozwiewać
złudzenia jakoby niezależność Księztwa Warszaw¬
skiego stanowiła wstęp do odnowienia państwa poi-
>>>
skiego—i wogółe taktem swoim łagodzić nieumiarko-
wane zapały ’). Natomiast blask majestatu Napoleo-
nowego sprzymierzeńca miał jaśnieć w całej pełni.
Marszałek Davoust otrzymał rozkaz uroczystego
wystąpienia wraz z całym korpusem.
strem sekratarzem stanu Brezą, w podróż do War¬
szawy. Aby uniknąć zmęczenia podróż miała trwać
dni dziesięć, jakkolwiek dawniej elektorowie-królo-
wie odbywali ją w przeciągu dni sześciu. Dnia 13
listopada orszak królewski wjechał w granice Księz-
O
o-
CS
cn
B
e
p
*
o
o
1
0
*?
sr O"
1	. ;
4	Ob
5- ca
5	o
5
►t
N

N*
Q)
P-
P
P
W
£S3


CS
o
Q

5=
hH
H
W
a
Dnia 11 listopada wyruszył wreszcie król z kró¬
lową i infantką, ministrem saskim Bosem i mini
') Powyższe i następne szczegóły czerpiemy w znacz¬
nej części z książki Bonnefons’a: „Un allie de Napoleon"
Paris, 1902, str. 229 i następne.
twa od strony Kargowej; dziedzic miejscowy Unruh
przyjął króla świetną iluminacyą; przed bramą try¬
umfalną stał generał Dąbrowski z wrojskiem. Król
wyraził radość, że widzi polskie wrojsko i wśród ży¬
wnych okrzyków ludności, wjechał do Kargowej oto¬
czony oficerami. Na mowę generała Dąbrowskiego
>>>
335
odpowiedział Fryderyk August po polsku, przyczem
zaznaczył, że „kocha naród" J). W Poznaniu demon-
stracye miały także bardzo żywy charakter. Witał
tam króla arcybiskup-prymas gnieźnieński: prefekt
tym samym zamku, w którym Napoleon nadał Fry¬
derykowi Augustowi inwestyturę królewską.
Dnia 21 listopada w sobotę między godziną 11
a 12 w południe orszak królewski w asystencyi mar-
X

o
o
N
OQ

c
o
£ 3
cr
£
tri
c3
r—«
W
03

N
3
a
s
v-H
a
N
có
a
T3
■o
U
N
Uc
ft
l
u)
X
n
o
X
a
ra
c
X
o
•o
to
o

p
£
fcjD

ts:
o
SI
departamentu wypowiedział mowę, która króla bar¬
dzo wzruszyła. Wieczorem odbyło się przyjęcie na
') ..Gazeta Warszawska" nr. 93 z r. 1807.
szałka L)avoust, ministra wojny księcia Poniatow¬
skiego, oraz wielu generałów francuzkich i polskich
zbliżył się do rogatek Ujazdowskich. Wiceprezydent
miasta po krótkiej przemowie oddał księciu klucze
>>>
336
Warszawy. Fryderyk August odpowiedział po polsku.
Witały następnie króla cechy i deputacye narodu
żydowskiego. Od rogatek aż do zamku stały we dwa
rzędy wojska francuzkie, polskie i saskie. Kobiety
zapełniały okna, lud falował po ulicach, wznosząc
radosne okrzyki. Wśród huku dział i bicia dzwonów
wjechała kareta królewska do zamku: na dziedzińcu
stały wojska saskie i polskie. Marszałek Małachow¬
ski i ministrowie witali króla przy wysiadaniu z po-
Świadek tych przyjęć i uroczystości Julian Ur¬
syn Niemcewicz w następujący sposób charaktery¬
zuje wrażenia, jakie odniósł z widoku postaci rodzi¬
ny królewskiej. O Fryderyku Auguście pisze: Postać
wyższa nad mierną, prosta i dość kształtna, płeć
smagła, oczy błękitne, wypukłe, w których się malu¬
je i rozsądek i przenikliwość; nieraz przyjemny uś¬
miech dodaje wyrazu dobroci i słodyczy. W twarzy
czasami przykre nerwowe drgnienia, w lewej nodze
SALOMEA EUZEBIUSZOWI SŁOWACJA, z drugiego małżeństwa AUGUSTOWA BECU,
matka Juliusza Słowackiego.
(Według portretu wykonanego w Krzemieńcu przez Pitsclimana, ze zbiorów p. Leopolda Meyet’a.)
wozu. Marszałek Davoust podał rękę królowej, poseł
Bourgoing królewnie. Wkrótce potem para królew¬
ska z infantką udała się gankami do kolegiaty kościo¬
ła św. Jana. Xa schodach czekali biskupi i ducho¬
wieństwo; w świątyni zaintonowano „Te Deum“.
Po nabożeństwie Davoust przedstawiał oficerów fran-
cuzkich, książę Poniatowski polskich. Przez trzy dni
trwała iluminacya. Nazajutrz po mszy książę udzie¬
lał posłuchań; wieczorem był dwór dla dam.
niejaka chromość. W mowie i ruchach słodycz i spo¬
kojna dostojność. Bogobojny bez zabobonności, we
wszystkich krokach i czynach jaknajściślej pilnują¬
cy się uczciwości i cnoty, pracowity aż do zbytku,
bo gdy wchodzi we wszelkie rządu drobiazgi nieraz
może ważnym uwłacza sprawom, rządny i ochronny
w wydatkach, lecz umiejący być wspaniałym, kiedy
przystoi, ścisły przyjaciel porządku, w rozłożeniu
godzin na pracę i odpoczynek nigdy nie zbacza. Kró-
>>>
3:57
Iowa wzrostu i postaci okazałej, dosyć jeszcze przy¬
stojna, w młodości piękną być musiała. Oczy nie¬
bieskie, włos jasny, grzeczna i starająca się podobać.
Królewna świeża, lecz nadto otyła. Tłustość ta szko¬
dzi rysom twarzy, które kształtne i szczupłe gubią
się w obfitości liców. Królewna posiada wszystkie
przymioty umysłu i serca; jest przytem dobra, grzecz¬
na i wesoła. Gdy rodzice wyjeżdżali z nią z Drezna,
narodowy. Zwichnięte zasady wychowania publicz¬
nego, wystawne i wesołe życie i nieodłączne od nie¬
go próżniactwo wyjałowiły umysły w młodszem po¬
koleniu i czyniły je niezdolnemi do poważnej obywa¬
telskiej pracy dla kraju. Edukacya polegała na to¬
warzyskiej ogładzie, nikt nie sposobił się do zawodu
praktycznego; nauka była jeżeli nie w pogardzie, to
w zaniedbaniu.
EUZEBIUSZ SŁiOWaC^I,
urodzony w Podhorcach w Galicyi 15 grudnia 1772 r., uczeń szkół krzemienieckich, geometra, nauczyciel prywatny,
nauczyciel gimnazyalny, wreszcie profesor wymowy i poezyi w uniwersytecie wileńskim od r. 1809, w 1812 redaktor
„Kurjera wileńskiego", ojciec Juliusza, zmarł 29 października 1814 roku.
(Według portretu malowanego w Krzemieńcu przez Pitschmana, ze zbiorów p. Leopolda Meyet’a.)
rzekła podobno z uśmiechem: „Czegóż się zasmuca¬
cie? Wszak jedziecie do mnie." (Pourąuoi Yous
attristez? Vous allez chez moi!)
Sprawy wewnętrzne Księztwa. „Bądźmy spo¬
kojni i cierpliwi — były słowa odezwy, wydanej
w lipcu roku 1807 — a czas pokoju poświęcajmy
naukom i ćwiczeniu się, abyśmy do usługi kraju co¬
raz zdolniejszymi się stawali". W upomnieniu tem
zawierał się w tej chwili rzeczywiście cały program
To też nic dziwnego, że kiedy ta część Polski
odzyskała względną przynajmniej niezawisłość, za¬
brakło rąk i głów do pracy, że na stanowiskach urzę¬
dowych musiano z konieczności pozostawić na czas
dłuższy Prusaków i że narazie jedynym zawodem,
do którego Polakom wrodzonych nie brakło zdolno¬
ści, był zawód wojskowy. Z tego powodu postępo¬
wała raźnie formacya pułków polskich, tak, że pod¬
czas uroczystego wjazdu do Warszawy króla Pryde-
>>>
338
ryka Augusta (dnia 21 listopada 1807 roku) 24,000
wojska uszykowało się od Alei Ujazdowskiej do zam¬
ku dla powitania monarchy. Żołnierz to był świeży
wprawdzie, ale pomięszany z weteranami włoskich
legionów i prowadzony przeważnie przez doświad¬
czonych oficerów ze szkoły Dąbrowskiego. Ogółem
liczono dwanaście pułków piechoty, sześć jazdy, trzy
Nietylko więc wola Napoleona, ale własny interes
Polaków nakładał na skarb Księztwa Warszawskie¬
go olbrzymie ciężary w ludziach i pieniądzach.
Podług układu, zawartego w Dreźnie pomiędzy
cesarzem a królem saskim, miało Księztwo utrzymy¬
wać pod bronią stale 30,000 ludzi, którzy wraz z woj¬
skiem saskiem należeli do kontyngentu konfedera-
KONSTflflTY f4r. TYZEflHHUZ.
urodzony w Żołądku pod Grodnem 3 czerwca 1786, uczeń szkół warszawskich i uniwersytetu wileńskiego, od 1812
oficer wojsk Księztwa Warszawskiego, dowódzca 19 pułku piechoty litewskiej, szef 3 kompanii gwardyi koronnej
polskiej, pułkownik w bitwie pod Lipskiem, w 1814 dymisyonowany, poświęcił się ornitologii i założył w pałacu
swoim w Postawach w gub. wileńskiej Muzeum ornitologiczne, zmarł 16 marca 1853 roku.
(Według litografii Levasseura z portretu Krichubera w zbiorach p. Ign. Wolskiego.)
bataliony artyleryi i inżynieryi, czyli 31,743 ludzi,
6,035 koni i 95 dział polowych. Włodzimierz Potocki,
syn Szczęsnego, mażąc winy ojca, wystawił własnym
kosztem bateryę artyleryi konnej. Niepewne położe¬
nie polityczne, widoki nowych wojen, nakazywały
pielęgnować cnoty rycerskie i główną uwagę zwra¬
cać na utrzymanie znacznej i dobrowolnej armii.
cyi reńskiej. Sam żołd dla tej siły zbrojnej wynosił
rocznie 8,349,692 złotych polskich '). W roku 1809
(po przyłączeniu zachodniej Galicyi) podniesiono na
mocy konwencyi z dnia 30 listopada ilość stałego
') Żółtowski: „Die Finanzen des Herz-Warach aa", Bd.
I, S. 111.
>>>
3.‘39
wojska do 60,000. Z tego przeszło w r. 1808 na żołd
francuzki 8,000, równie jak i legia nadwiślańska
(6,000 piechoty i 1,500 jazdy), które to korpusy wy¬
słano do Hiszpanii. Osobno powstał pułk lekko-kon-
Z tego pobieżnego obliczenia łatwo ocenić, jak
wielki podatek z krwi i mienia swego składali Pola¬
cy i jak kosztowną była owa krótko trwająca i czę¬
ściowo tylko niezawisła egzystencya narodowa. Do
Ks. JÓZEF poniatowski,
jako minister wojny Księztwa Warszawskiego.
(Według olejnego współczesnego portretu w zbiorach, doktora Malcza.)
ny gwardyi cesarskiej, złożony z młodzieży szlachec¬
kiej, niepobierającej żołdu i ekwipującej się na koszt
własny. Dowództwo nad tym pułkiem powierzył
Napoleon Wincentemu Krasińskiemu.
wydatków wyżej wymienionych doliczyć trzeba bo¬
wiem jeszcze utrzymanie korpusu francuzkiego mar¬
szałka Davoust (30,000) do listopada roku 1808 i wy¬
datki na obwarowanie Serocka i Pragi. W innych
43
Dzieje Porozbiorowe Tom I.
>>>
340
warunkach byłby może i ten mały obszar zienii pol¬
skiej — dzięki ofiarności obywateli — zniósł łatwiej
nadzwyczajne ciężary, ale w tej chwili nastąpiło
skutkiem zbiegu nader niepomyślnych okoliczności
a system kontynentalny, zamykający dla statków
angielskich porty morza Bałtyckiego, zniszczył od-
razu cały handel zbożowy i powstrzymał wywóz pło¬
dów surowych zagranicę. Z drugiej strony służba
N
o
o'
*1
p
N
P
tSJ
V!
cr?
B
f=
p

o
05
p-
B
p
&
o
SC
e
c=
0

r
Ul
1
o
N

W
SC
])rzesilenie, które mieszkańcom Księztwa i państwu
samemu zagrażało ruiną ekonomiczną. Długo trwa¬
jący pobyt wojsk francuzkich, karmionych kosztem
obywateli, wyczerpał wszelkie zasoby gospodarzy,
wojskowa odjęła rolnictwu mnóstwo sił roboczych
najzdolniejszych do pracy, a paragraf 47 konstytu-
cyi — znosząc poddaństwo ludu wiejskiego, a nie
dając mu równocześnie własności i nie uwalniając
>>>
341
go od pańszczyzny — wywołał chwilowo przynaj¬
mniej wielkie zamięszanie w stosunkach społecz¬
nych. Nieoświecona masa ludu wiejskiego, złudzo¬
na pozorną wolnością, zaczęła porzucać swoje zagro¬
dy w mniemaniu, że gdzieindziej los swój będzie
mi ludźmi nowe zawierać układy, co korzyści gospo¬
darstwu rolnemu chyba nie przynosiło. Zasadniczo
chwalebny zamiar prawodawczy został w wykonaniu
zwichniętym. Zamiast znieść niewolę i pańszczyznę
razem i przystąpić do oczynszowania włościan, dano
i
RDA|VT dARACZEWSKI.
urodzony 17 lutego 1784 w Lubini w Poznańskiem, wstąpił do 4-go pułku Księztwa Warszawskiego jako podporucznik
1 listopada 1807, mianowany porucznikiem szwoleżerów gwardyi 18 maja 1809, odbył kampanię 1808 w Niemczech
i 1810—1811 w Hiszpanii, odznacz37ł się 20 czerwca 1810 pod Mesgar w Hiszpanii, raniony dwukrotnie pod Wagram,
zamianowany kapitanem drugiego pułku lansyerów nadwiślańskich 6 kwietnia 1811 roku.
(Ze współczesnego portretu.)
mogła poprawić. Zerwały się więc dotychczasowe
związki pomiędzy dworem a poddanymi, włościanin,
który był obowiązany grunt swój przed odejściem
uprawić i obsiać, był narażony na straty dotkliwe,
właściciel zaś, pozbawiony robotnika musiał z nowy-
chłopu wolność, z której on korzystać nie umiał
i przyspieszono w ten sposób ruinę ekonomiczną
właścicieli, która pośrednio i dla ludności roboczej
była klęską.
Życie nad stan, lekkomyślna rozrzutność i pro-
>>>
342
centa od wysokich pożyczek, przy nagłem obniżeniu
się cen ziemiopłodów, sprowadziły upadek wartości
majątków, a z nim bankructwo obdłużonych dzie¬
dziców. W chwili zatem, gdy kraj raz po razu mu¬
siał się odwoływać do ofiarności publicznej i gdy od
regularnego wpływania podatków zawisłem było
utrzymanie wojska, rządu i egzystencyi narodowej,
znalazła się klasa zamożniejsza w prawdziwie opła-
FRAriCISZEK BflRSS,
bankier warszawski, plenipotent miast w r. 1791, tłómacz lSewerleya, przedstawiciel interesów polskich w Paryżu
w roku 1794 i następnycli, zmarł w roku 1806.
(Według miniatury współczesnej ze zbiorów p. Wiktora Mauersbergera.)
>>>
kanem położeniu finansowem. Wyczerpana z gotów¬
ki, którą w ostatnich czasach pochłonęły ofiary na
wojsko i cele publiczne i pozbawiona dochodów z ro¬
li, nie widziała ona dla siebie innego ratunku jak
w likwidacyi, w pozbyciu się jedynego źródła utrzy¬
mania, t. j. ziemi. Ale i ten środek rozpaczliwy nie
mógł być zastosowanym w kraju, ogołoconym z ka¬
pitałów, pozbawionym handlu i przemysłu. Wpraw-
ANTOfll BRODOWSKI.
urodzony 1784 r., w r. 1809 wysłany na koszt izby edukacyjnej do Paryża na studya, profesor malarstwa w uniwersytecie
warszawskim, od 1882 członek Tow. Przyjaciół Nauk, umarł 1822 roku.
(Z autoportretu litografował I. F. Piwarski.)
>>>
344
dzie wierzytelności bankowe, na dobrach ziemskich
zahypotekowane, nie należały wtedy już do rządu
pruskiego, lecz powinny były przejść na własność
króla saskiego, jako nowego władcy tych prowincyj.
Inaczej zapatrywał się na tę sprawę Napoleon.
W traktacie drezdeńskim bowiem kazał on sobie od¬
stąpić wszystkie te zaległości, wynoszące nie mniej
i nie więcej jak 43,366,220 franków i 4,000,000 pro-
kontynentalny rujnuje jego handel i rolnictwo, że
wydatki na utrzymanie wojska pochłaniają szczupłe
jego dochody, a jednak nie wahał się — bez żadnej
dla siebie korzyści nawet — narazić skarb Księztwa
na zupełne prawie bankructwo, nieomieszkał dalej
z dóbr narodowych, które stanowiły jedyne źródło
stałych dochodów w chwili obecnej, przywłaszczyć
sobie znaczną część jako zdobycz wojenną. Że wy-
WflUEflTY ZWIERKOWSKT,
żołnierz i literat, urodź. 1786 w Krakowskiem, nauki kończył w Akademii krakowskiej, osiadł w majętności dziedzicznej
Biała Wielka w pow. olkuskim, oficer szwoleżerów, poseł na sejm Król. Polskiego, radca komitetu Tow. Kredytowego,
zmarł w Paryżu 1859 r.
(Według litografii paryzkiej.)
centów. Jeżeli całe postępowanie jego względem
Polaków aż dotąd dało się w znacznej części uspra¬
wiedliwić, to chciwość, jaką okazywał w kwestyach
pieniężnych, nie przynosi zaszczytu ani jego sławie,
ani bystrości politycznej. Jeżeli Księztwo Warszaw¬
skie miało stać na straży interesów francuzkich nad
Wisłą, to należało mu przedewszystkiem dać moż¬
ność i środki do spełnienia tego posłannictwa. Napo¬
leon wiedział, że kraj jest wycieńczony, że system
posażył niemi zasłużonego Dąbrowskiego, nadając
mu Winną Górę, że darował Zajączkowi, co w wier¬
ności dla Francuzów nikomu wyprzedzić się nie dał
i „od rządów polskich niczego nie oczekiwał", Opa¬
tówek w kaliskiem, to było zrozumiałem i nawet
uzasadnionem, ale że przytem rozdał także pomiędzy
27 generałów francuzkich dobra narodowe w warto¬
ści 26,000,000 franków i w roku 1809 z majątków ga¬
licyjskich równie część znaczną zabrał dla siebie, to
>>>
345
wynikało chyba z chciwości i tej dumy niepohamo¬
wanej, która względów na nikogo nie miała i we
własnem wyniesieniu i zbogaceniu jedyny swój cel
zakładała.
niepomyślnych dla rolnictwa stosunków, nie mogą
być rychło i w całości spłacone. Wtedy zawarł ce¬
sarz z komisarzami Księztwa układ w Bajonnie (dnia
10 maja 1808 roku), mocą którego wszystkie te pre-
WINCEpiTY MlKUkOWStęi,
urodzony 22.października 1789 r. w Sandomierzu, wstąpił do pułku szwoleżerów 20 maja 1807, zamianowany porucznikiem
12 marca 1808, kapitanem 1 czerwca 1812, członkiem Legii Honorowej IG kwietnia i 812, oficerem, legii 28 listopada 1813
odbył kampanię 1808 w Hiszpanii, w 1809 w Niemczech, w 1810 i 1811 w Hiszpanii i Portugalii, w 1812 w Eosyi, w 1813
w Niemczech, w 1814 we Francyi, odznaczył się pod Fuentes dy Ognorro w Portugalii 17 września 1811 i w bitwie pod
Esling 2 maja 1809, ranny pod Reychenberg w 1813, w Hanowerze, i Brienne 1814 roku.
(Ze współczesnego portretu rodzinnego.)
Nie przyniosły też owe, po rządzie pruskim za¬
grabione wierzytelności bankowe Napoleonowi spo¬
dziewanych korzyści, bo niebawem okazało się, że
długi hypoteczne z powodu wyżej wspomnianych
tensye swoje odstępował na rzecz skarbu polskiego
pod warunkiem, że otrzyma w ciągu trzech lat
20,000,000 franków' wraz z procentem po 5% płatnym
od dnia 7 stycznia 1808 roku. To były t. zw. sumy
i
>>>
346
bajońskie. Miały one niby zasilić skarb Księztwa,
a rzeczywiście zwaliły na niego ciężar nowy, prze¬
szkodziły uregulowaniu finansówr i ostatecznie w ro-
rząd Księztwa uwagę swoją na dobra narodowe. Po¬
mimo rozdrapania majątków królewskich i Rzeczy¬
pospolitej za czasówr pruskich i pomimo uszczuplenia
N
o
o"
P
N
3
N
a
o
09
3
?r
0
rh
13
fi)
P
fi)
3
o
O
(S-
C
p-
o
3
a
N
*
3
O*
fi)
H
O
P
O
X
&
5'
O
to
*-1
p-
o
X
p
o
a
u
N
cr
O
P
C/3
n
c
Ul
E
o’
p*
3=

£0
ca
tSJ


CS3
W
O
o

X

ku 1815 wskutek postanowień kongresu wiedeńskie- ich wrskutek donacyj napoleońskich przedstawiały
go przeszły znowu w posiadanie Prusaków.	dobra narodowe, znajdujące się w Księztwie War-
Ażeby się ratować w tych kłopotach, zwrócił szawskiem, zawsze jeszcze wartość 200,000,000 zło-
>>>
347
tych polskich, a dochód z nich wynosił od 1807 do
1813 roku 3,000,000 do 6,500,000 złotych polskich.
Na nich też była ufundowana lista cywilna królew¬
ska, w wysokości 7,000,000 złotych polskich. Admi-
złotych polskich. Puszczano je zazwyczaj w dzier¬
żawę, ale dochody były nieznaczne z powodu niego¬
dziwej gospodarki dawnych starostów, którzy wycią¬
gali z majątków nadanych sobie dożywociem naj-
nistracya spoczywała od roku 1810 w rękach osobnej
dyrekcyi dóbr koronnych, urzędującej pod przewod¬
nictwem hr. Marcina Badeniego. Po przyłączeniu
Galicyi zachodniej wzrosła wartość dóbr o 70,000,000
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
większe zyski, a wkładów nie czynili żadnych, lub
też z powodu klęsk wojennych i elementarnych, jak
najazd austryacki w roku 1809 i straszliwa posucha
w roku 1811. W tak niepomyślnych okolicznościach
44
>>>
348
zamierzył rząd użyć dóbr narodowych w inny spo¬
sób; w roku 1808 postanowiono zaciągnąć pożyczkę
przymusową u dzierżawców, a gdy ta operacya się
nie powiodła, sprzedać część dóbr lub zastawić je do
wysokości 30,000,000. Ale brak gotówki, nieprzy¬
chylne usposobienie zagranicznych targów pieni꿬
nych, jakoteż niepewność położenia udaremniły
wszelkie zabiegi i starania rządowe. Głownem źród¬
łem dochodów pozostały więc podatki, takie, jak nie¬
gdyś rząd pruski ustanowił, wpływające dla ogólne-
wały z góry kierunek, w jakim działać należało. Do¬
chody z dawnych funduszów pojezuickich nie były
wprawdzie znaczne, bo wynosiły tylko 1,200,000 zło¬
tych polskich, a po przyłączeniu Galicyi wzrosły do
2,000,000, ale i z tą dotacyą przy dobrej woli i jakiej
takiej pomocy rządowej zrobiono dla oświaty naro¬
dowej wciągu lat kilku daleko więcej, niż wszystkie
trzy rządy przez lat 13. Ster edukacyi publicznej od¬
dany nominalnie ministeryum spraw wewnętrznych,
objęła izba edukacyjna, stworzona z dawnego efora-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok na KJrakowskie-PrzedmieŚGie 1 ulieę I^ozią.
(Z obrazu Missy rowie za.)
go ubóstwa kraju leniwie i nie wystarczające wcale
na pokrycie potrzeb bieżących.
Jedna tylko gałęź administracyi publicznej mo¬
gła się rozwijać niezawiśle pod względem finanso¬
wym i zdziałać wiele dla dobra kraju i podniesienia
społeczeństwa. Mamy tu na myśli wychowanie mło¬
dzieży i oświatę wogóle. Mając do swego rozporzą¬
dzenia fundusz dawnej komisyi edukacyjnej, zacho¬
wany przez rząd pruski, nie potrzebowała się ona
oglądać na zasiłki ze skarbu publicznego, ani obmy¬
ślać nowych programów, gdy świetne tradycye i do¬
skonałe wzory z czasów Rzeczypospolitej wskazy-
tu warszawskiego na wzór komisyi edukacyjnej.
Działanie jej zwróciło się najpierw ku pomnożeniu
szkół elementarnych i średnich. Do utrzymania pierw¬
szych mieli się przykładać obywatele, podzieleni na
cztery klasy stosownie do majątku; w każdym de¬
partamencie urządzono nadto jedno gimnazyum
(t. zw. liceum), w departamencie łomżyńskim dwa,
a w Warszawie trzy. Brak uniwersytetu starano się
zastąpić szkołami specyalnemi, szkołą prawa i admi¬
nistracyi, jakoteż wydziałem lekarskim; dla kształ¬
cenia nauczycieli założono seminaryum w Łowiczu,
przekształcono szkoły wojskowe kadetów w Chełmie
>>>
349
i Kaliszu, a książę Józef Poniatowski utworzył wła¬
snym kosztem w Warszawie dwie szkoły aplikacyj¬
ne dla artylerzystów i inżynierów na wzór podobne¬
go zakładu francuzkiego w Metzu. Oceniając ogólnie
działalność rządu polskiego w epoce Księztwa i tru¬
dności, z jakiemi musiał walczyć, niepodobna wydać
o	niej sądu przychylnego, ani też uniewinnić zupeł¬
nie i rozgrzeszyć ludzi, kierujących wtedy sprawami
publicznemi. Przykład sąsiednich Prus rzuca ja¬
skrawe światło na stosunki polskie. Państwo Hohen¬
zollernów, zmniejszone o połowę 1), wyszło z zapasów
z Napoleonem złamane na duchu i na ciele. Zamiast
dawnej pychy zapanował serwilizm i bezwzględna
dla zwycięzcy uległość. Pod względem materyalnym
były wszystkie prowincye zniszczone kontrybucyami
Francuzów; rolnictwo i handel cierpiały podobnie
’) Przed, wojną posiadały Prusy 5,570 mil kwadrato¬
wych i 9,744,000 mieszkańców, po pokoju tylżyckim pozostało
2,877 mil kwadratowych i 4,938,000 ludności.
jak w Księztwie skutkiem zaprowadzenia systemu
kontynentalnego, a skarb publiczny musiał zapłacić
pomimo tego olbrzymie koszta wojenne w kwocie
150,000,000 franków i utrzymywać przez szereg lat
garnizony francuzkie, w twierdzach pruskich roz¬
łożone.
Finansowo zatem znajdowały się Prusy w poło¬
żeniu gorszeni od Księztwa Warszawskiego, a jednak
znaleźli się tam ludzie, jak Stein i Scharnhorst, któ¬
rzy — z niesłychaną gorliwością i dzielnością za¬
brawszy się do dzieła — państwo z upadku podźwi-
gnęli i przygotowali je w cichości do stanowczej
walki o niepodległość w roku 1813. Nie wahano się
nad Spreą i Odrą prawie jeszcze wśród szczęku orę¬
ża, a w każdym razie pod obuchem obcej przemocy
zaprowadzić reformę stosunków społecznych, znieść
poddaństwo w dobrach koronnych i prywatnych (od
1	czerwca 1808 roku), dać chłopu wolność i możność
trudnienia się rzemiosłem i osiedlania się po mia¬
stach, uregulować stosunki municypalne, a obok te-
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok pałaeu Błękitnego.
(Z obrazu Zygmunta Vogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
>>>
go wszystkiego zorganizować siłę zbrojną i z pospo¬
litego żołdaka uczynić świadomego swoich obowiąz¬
ków obywatela.
U nas nad Wisłą działo się inaczej. Zapatrzeni
formy, lecz poprzestaliśmy na ścisłem tylko wypeł¬
nieniu rozkazów, z góry dawanych. Nie można wpra¬
wdzie odmówić ludziom owego czasu ani ofiarności,
ani poświęcenia, ani wreszcie gorliwości w spełnia-
a
N
P
P-
P
O
P
o
CD
P
P-
B
W
p
as
p
o
p-
Os
H*
P
po
&
N
p
W £-
gs
N P^
P O
Cr1 CD
O *P
? ®
® Ł
** jT
*	S-
ET'**
kt s
Kr 5
2! o
kt jjj
p
cd"1	O
►-j	*
^	CO
•	N
p
o-
03
O
o
pa
o
CD
CO
N
P
£
P-
O
Pa
P
P
o-
o
3
$
rr
E
Ś
O
o-k.
(A
PT
o
s
o
o
N
0
w
o-
X
Ul
£
N
O
►ł
M
N
W
X
«?'
to
o
N
tr
o'
o
a
y
3
o
X
o
N
«
D
0)
V
Q
N*
c
w słońce napoleońskie, przyjąwszy szablon francuzki
w urządzeniu administracyi, w.stosunkach społecz¬
nych i wojskowych, nie uczyniliśmy z własnej ini-
cyatywy nic prawie ku ulepszeniu narzuconej nam
niu obowiązków obywatelskich, brakowało im jednak
fachowego wykształcenia, znajomości spraw publicz¬
nych i tej siły woli, która — połączona ze świadomo¬
ścią celów—zwycięzko największe nawet przełamuje
>>>
Pamiątki wojskowe ze zbiorów Jana Rozcna w Paryżu.
351
przeszkody. Gdy wyżsi urzędnicy z podziwienia
godną bezinteresownością bezpłatnie pełnili swoje
obowiązki, panowały na niższych stopniach nędznie
uposażonych przekupstwo i nadużycia. Skarb pu-
polskich, ustanowiono 39 z płacą 127,010 złotych
polskich
Równie zbytkowną była administracya wojsko¬
wa. Bez względu na trudności finansowe ubrano
N
W
U
N
03
. * oś
te £
g
D
u
Ch'2 °
® l s
— S N
-11
03 73
c-m o
CS « g
-Sol
a i: o
« S o
£ O g oś
Q -g
® :S o
• 'o Łc
^ H J N
00 W H oj
I Pm {
t'- n J
o	o
3 ■Só
s | - s
^ ^ 8)^
c3 . ŁCł
tn m A M
© K ^
O H cj ^
’i O
'S £ ® o
« N o bo
CC Ph 2
fcJD
.2 3
p_, -* W
J i i S
J I 2 S
® “ 5? .3
"o ® ® rt
te £ °
g i3 ca PM
S “ S 08
2 2 2®
^ O ►? N
p*	'O
d ^ ł-s
N d ^
O « o ®
• ^ oj ^
W © fe g*
0
§W ° &e
.2 • N
w -2 ce
2? N J3
1	£
N	N	P	PŁ|
w	to	p
*-	*“■	I	1 j
d	o3	r*i	M
OJ CO
«S^
■b -2 3
2	■»
a 2 -c
S «i «
2 »* t!
S. ® s
c3 g 
Ss t® g
O eS	es
pj	~
° .2	O
n a	t-
™ P rh
0 © w
N
© ^ rh
Qh O
cg
£
*So
$3
68
fc£)
O
bo
2
rd
©
£
W
H.fi
bliczny płacił ogromne sumy na utrzymanie całego
zastępu urzędników tam, gdzie kilku z nich nietrud¬
nemu zresztą zadaniu snadnie podołać mogło. W je¬
dnym z departamentów galicyjskich zamiast 9 urzęd¬
ników skarbowych, pobierających 15,950 złotych
żołnierzy i oficerów na wzór francuzki, kosztownie
i niepraktycznie i starano się nawet w tym kierunku
ł) Żółtowski: „Die Einanzen des Herzogthums War-
schau“, Bd. I, S. 96.
3BB [HHH
>>>
352
Generał PIOTI* DflUTEJMCOURT,
przezwany „ojczulkiem pułku polsk. szwoleżerów gwardyi1*,
urodzony 28 lutego 1771, kapral pułku Vervins w 1793, major
szwoleżerów polskich gwardyi cesarskiej w r. 1807, uczestnik
bitwy pod Somo-Sierra.
(Z litografii współczesnej, zamieszczonej w „Źródłach do hi-
storyi pułku polskiego lekkokonnego Gwardyi Napoleona I“,
wydanych przez Aleksandra Rembowskiego. Warszawa, 1899.
Bibliot. Ordyn. Krasińskich. Muzeum Konst. Świdzińskiego.)
prześcignąć bogatego opiekuna. Znaczna część winy
za to postępowanie nieprzezorne spada nie na króla,
lecz raczej na tych, co w jego imieniu krajem rzą¬
dzili, a więc na ministrów.
Wybór osób był — o ile stosunki na to pozwa¬
lały — wogóle dość trafnym, ale skutek niezupełnie
odpowiadał oczekiwaniom. Podług konstytucyi byli
ministrowie zależni tylko od króla, w rękach ich
znajdowała się cała władza wykonawcza, a gdy § 86
ustawy dawał im moc w porozumieniu i za zezwole¬
niem króla uzupełniać konstytucyę, mieli zatem do
pewnego stopnia swobodę działania, z której jednakże
nie umieli lub nie chcieli korzystać. Mniej szczęśli-
wem też nazwać trzeba oddanie teki ministra wojny
i naczelnego dowództwa nad siłą zbrojną księciu Jó¬
zefowi Poniatowskiemu. Jedna z tych godności nale¬
żała się niewątpliwie Dąbrowskiemu z powodu do¬
świadczenia i organizatorskiego talentu, którego tak
świetne dał dowody.
Książę Józef nie miał popularności w kraju, nie
posiadał też zdolności wojskowych w tym stopniu,
co Dąbrowski. Zalecała go powierzchowność piękna,
postawa rycerska, gładkość w obejściu, wreszcie
blask imienia imponujący bądź co bądź Napoleono¬
wi. Poprzyjaźniwszy się z Muratem, miał Poniatow¬
ski temsamem już znaczne u cesarza poparcie, a wo¬
łano go niewątpliwie niż Dąbrowskiego. Napoleon
wynagrodził go więc milionową dotacyą, ale zorga¬
nizowanie wojska poruczył księciu Józefowi. Patryo-
tyczny umysł Dąbrowskiego zniósł krzywdę tę spo¬
kojnie wprawdzie, ale znaleźli się inni, a pomiędzy
nimi szczególniej Zajączek, którzy niechęcią swoją
utrudniali działanie wodza naczelnego i ministra tem
bezkarniej, gdy mieli poparcie u publiczności, obra¬
żonej pominięciem Dąbrowskiego. Nie był też książę
Józef — nawet podług zdania przychylnych mu pisa¬
rzy ') — zupełnie odpowiednim na to stanowisko.
Nie umiał mianowicie trafnie oceniać ludzi, kierował
się zazwyczaj słabością serca i z tego powodu w oto¬
czeniu jego znajdowali się przeważnie pochlebcy nie¬
godni zaufania, jakie w nich pokładał. „Znał, czego
dla służby potrzeba było, rachował się z okoliczno¬
ściami obecnemi, uwzględniał położenia jako obywa¬
tel kraju i dawny wielu osób protektor, ze szczodro¬
bliwością, z przyjacielską chęcią, ale niejako wódz,
przewidujący czyny i zapasy, które jego i wojsko jego
czekają44 2). Bohaterski bój pod Raszynem i zdobycie
Galicyi podniosły znaczenie księcia Józefa u narodu,
zjednały mu serca ziomków i przytłumiły wrażenia
lat ubiegłych, a śmierć chwalebna na polu bitwy
uczyniła go jedną z najpopularniejszych postaci
w kraju i zagranicą.
Mniej jeszcze sympatyi używał minister spra¬
wiedliwości Feliks Łubieński. Już zbyt skwapliwe
wprowadzenie kodeksu napoleońskiego i powstałe
ztąd zamieszanie w sądownictwie musiało niekorzy¬
stnie dla niego usposobić umysły; zarzucano mu
nadto, że najważniejsze urzędy obsadzał swoimi
krewnymi3), lub dawnymi ofieyalistami pruskimi,
którzy o instytucyach i charakterze narodowym naj¬
mniejszego nie mieli wyobrażenia 4) i że zmieniał do¬
wolnie wyroki królewskie. Sprawa z Kuczyńskim,
który za ostrą drukiem ogłoszoną krytykę Łubień¬
skiego został do sądowej pociągniętym odpowiedzial¬
ności, popsuła do reszty kredyt ministrowi i stała się
przyczyną wielkiej wrzawy w izbie sejmowej.
Stosunek Fryderyka Augusta do przedstawi¬
cieli Napoleona w Warszawie był od pierwszej chwili
jak najlepszy. Przed przyjazdem króla zdawało się,
że zechce ukrócić samowolę pana Vincent. Sprawo¬
zdania, jakie nadchodziły z Warszawy, starały się
usposobić króla jak najgorzej, a dopomógł do tego
niemało jeden z listów pana Yincent, którym Fryde-
*) Porów. „Pamiętniki Koźmiana“, t. II, str. 104.-‘-Pasz-
kowski: str. 87.
8) Tamże.
3)	Niemcewicz: „Pamiętniki", t. I, str. 8.
4)	Koźmian: „Pamiętniki", t. II, str. 74.
>>>
ryk August uczuł się obrażony. Zetknięcie się oso¬
biste miało wynik wprost przeciwny spodziewanemu.
Wykwintne manjery towarzyskie, urok pięknej po¬
staci i niepospolita inteligencya pana Vincent, od¬
działały na króla bardzo korzystnie, do tego stopnia,
że odrazu w jednym ze sporów Vincent’a z Radą sta¬
nu przyznał słuszność rezydentowi Francyi i zganił
postępowanie ministrów Księztwa.
Głównym przedmiotem sporów pomiędzy Radą
stanu a przedstawicielem cesarza, była sprawa o „do-
natywy“, dobra królewskie i duchowne porozdawane
przez Napoleona francuzkim dygnitarzom wojsko¬
wym. Sprawa ta wszczęta została jeszcze przez Ko-
misyę Rządzącą. Stosownie do zwyczajów domagała
się Komisya, aby lasy ekscypowane były z donatyw,
tak jak niegdyś ekscypowane były z dóbr starościń¬
skich, aby obdarowani opłacali stempel i podatki,
aby dostarczali furaży i rekruta, aby wreszcie przy¬
jęli na siebie pieniężne kompensaty, należne dawnym
właścicielom. Żądania te wydawały się Francuzom
czemś niesłychanie zuchwałem, nieledwie buntowni-
czem. Rozpoczęli więc gwałtowną walkę z rządem
warszawskim, podnosząc przytem najprzeróżniejsze
pretensye. Dzielnie im do tego dopomagali pruscy
amtmani, pozostawieni przeważnie na stanowiskach
rządców lub dzierżawców przez nowych panów: wy¬
najdywano różne preteksty, aby zagarnąć włości do
dóbr rządowych przyległe, jako niegdyś rzekomo do
ich składu należące. Niemcewicz opowiada o roszcze¬
niach marszałka Davoust do pałacu Prymasowskie¬
go w Warszawie, o pretensyach marszałka Soulta do
wyrębywania lasów w dobrach narodowych, o nie¬
prawnych wreszcie nabytkach marszałka Lannesa.
Żarłoczność Francuzów znajdowała gorliwego po¬
plecznika w panu Vincent, który umiał być równie
bezwzględnym i gwałtownym wobec polskich mini¬
strów, jak miłym, uprzejmym i układnym wobec
króla. Noty, jakie przesyłał rządowi warszawskiemu,
były „nieprzyzwoite i groźne". Uznawał to w duchu
Fryderyk August i nie przerywając dobrych stosun¬
ków z Vincentem, postarał się jednak wreszcie o je¬
go odwołanie: miejsce jego zajął uczony lingwista
i entuzyastyczny wielbiciel cesarza, Serra.
Rozstrzygnięcie sporu o donatywy nadeszło
z Paryża. Można było z góry przewidzieć, że wypad¬
nie nieprzychylnie dla Polaków; nie oczekiwano
jednak w Warszawie, aby cesarz stronność posunął
aż do tego stopnia. Dekret wydany został przez Na¬
poleona w chwili gniewu, wzbudzonego przez nie¬
przychylnego Polakom szefa sztabu i wicekonnetabla
Cesarstwa, Berthier’a, który przedstawił cesarzowi,
że niektórzy z obdarowanych proszą o „odebranie do¬
natyw, ponieważ pretensye rządu polskiego zrujno¬
wałyby ich zupełnie". Na podstawie tego dekretu
wszystkie dobra nadane Francuzom ogłoszone zosta¬
ły „lennościami zawisłemi jedynie od Imperyum
Francuzkiego, wyłączonemi zupełnie od zwierzchno¬
ści i władzy Księztwa Warszawskiego, wolnemi od
wszelkich podatków i wszelkich krajowych powin¬
ności i nakładów" 1). Tak więc okazało się, iż Fryde¬
ryk August miał pewną racyę powstrzymując Radę
stanu od walki o donatywy: przeczuwał, że rząd
warszawski nie tylko nie uzyska tego, czego pragnie,
ale straci wobec ionatyw i te prawa, których nikt
nie kwestyonował.
Właściwym wielkorządcą Księztwa Warszaw¬
skiego był marszałek Ludwik Mikołaj Davoust, to¬
warzysz Bonapartego w Brienne, mężczyzna w sile
wieku „jeszcze 41 lat nie mający, wzrostu miernego,
twarzy białej, żywym przebijającej się rumieńcem,
o wzroku słabym, oczach dużych, czarnych, przeni¬
kliwych, surowem czole wypukłem i aż do ciemienia
obnażonem z włosów"; tak go opisuje Niemcewicz,
chwaląc jego pilność i sumienność w utrzymaniu
karności, zapobiegliwość o potrzeby i wygody żoł¬
nierza, i zamiłowanie sprawiedliwości. Popędliwość,
') Pamiętnik J. U. Niemcewicza o czasaeh Księztwa
Warsz. 1807—1809). Wyd. Kraushara. Warszawa, str. 18.
KAROIi DELkRITl^E,
urodź. 13 stycznia 1776 w Paryżu, major pułku szwoleżerów
gwardyi, odznaczył się pod Austerlitz, pod Pułtuskiem 1806.
pod pruską Iławą 8 lutego 1807.
(Z miniatury zamieszczonej w „Źródłach do historyi pułku
polskiego lekkokonnego gwardyi Napoleona I“, wyd. przez
Aleksandra Rembowskiego. Warszawa, 1899. Bibliot. Ord.
Krasińskich. Muzeum Konst. Swidzińskiego.)
>>>
354
grubiaństwo i brutalność Davousta nie oglądały się
jednak na żadne względy, a dawały się często kiero¬
wać lada doniesieniem czy plotką. Ludzi wysokich
Wincentego Krasińskiego w Paryżu; do Stanisława
Brezy, gdy był jeszcze dyrektorem skarbu, z powodu
jakiegoś opóźnienia w dostawie żywności rzekł: „bez
JAN WEYSSENHOFF,
urodzony 1774, pułkownik wojsk napoleońskich, następnie generał kawaleryi, uczestnik kampanii 1809—1810,
odznaczył się pod Grochowem 26 kwietnia 1809, ranny przy obronie Sandomierza 16 czerwca 1809, zmarł 1848 roku.
(Według olejnego portretu ze zbiorów rodzinnych p. Henryka Weyssenhoffa.)
godności i wielkich zasług traktował jak szeregow¬
ców w swojej dywizyi. Generała Dąbrowskiego ob¬
sypał obelgami za to, że skarżył się o zabieranie
z jego legii najpiękniejszych ludzi i koni do gwardyi
względu na godność WaćPana, każę go na drugi raz;
za to rozstrzelać!" Ministra policyi Potockiego i mini¬
stra wojny księcia Józefa Poniatowskiego uważał
Davoust za swoich bezpośrednich podkomendnych
>>>
T
355
i wprost wojskowe wydawał im rozkazy. Król nie-
tylko znosił to cierpliwie, ale okazywał na każdym
kroku Davousto\vi pełne serdeczności i wyróżnienia
względy. Nie mogło się to podobać w Warszawie,
bo wskazywało, że król godził się na rolę, jaką grali
przedstawiciele Francuzów i przyjmował bez zastrze¬
żeń narzuconą mu kuratelę.
grudnia, zaczął się od charakterystycznego nieporo¬
zumienia. Minister wojny ks. Józef Poniatowski
przyzwyczajony raczej do otrzymywania, niż do da¬
wania rozkazów, nie kwapił się i tym razem z zarzą¬
dzeniami co do salw wojskowych, zjakiemi wypa¬
dało zrana wystąpić. Marszałek Davoust, jako przed¬
stawiciel cesarza, uważał za właściwe pozostawić
MARCIN AMOR TARNOWSKI,
urodź. 1772 r., legionista, oficer wojsk Napoleońskich, puł¬
kownik wojsk Królestwa Polskiego, zmarł w r. 1861 w Pod-
bereżcach pod Krzemieńcem.
(Z litografii Thee’ra według portretu Torre’go, w zbiorach,
p. Ignacego Wolskiego.)
Sposobności do zaznaczenia stanowiska Fryde¬
ryka Augusta wobec Francyi dostarczyła zaraz na
wstępie uroczystość rocznicy koronacyi Napoleona
i zwycięztwa jego pod Austerlitz. Zaledwie zakoń¬
czyły się właśnie wtedy kilkodniowe wstępne przy¬
jęcia dworskie, iluminacye gmachów i przedstawie¬
nia galowe w teatrze. Dzień uroczystej rocznicy, 2-gi
Dzieje Porozbitrowe. Tom I.
w tym jednym wypadku inicyatywę rządowi war¬
szawskiemu. O godzinie 10 zrana, książę Poniatowr-
ski zawiadomił króla o nieporozumieniu, prosząc
o rozkazy. Fryderyk August uznał, że zapóźno już
było przystępować do strzelania; napisał więc list do
marszałka z wymówką „dlaczego będąc najwyższym
wodzem wojsk sprzymierzonych w Warszawie, nie
45
>>>
-
35G
rozkazał winnych wielkiemu Monarsze ogłaszać ho-
norów“,—księciu Poniatowskiemu zaś polecił złożyć
wraz z wszystkimi oficerami polskimi gremialne po¬
winszowania dla cesarza na ręce marszałka Davoust.
Książę Józef, mimo dawniejszej do rewolucyjnej
Francyi niechęci, od chwili ogłoszenia Cesarstwa
i wzbudzenia nadziei pokładanych w zamiarach Na¬
poleona wobec Polaków, uległ ogólnemu prądowi.
Nie dalej jak kilka miesięcy temu, przy majowej
księcia, aby powinszowania składane marszałkowi
mogły nie być szczere.
W południe poseł francuzki przy królu saskim
baron Bourgoing w darmo zajętym domu pani Chod-
kiewiczowej, na pożyczonych lub dostarczonych
przez miasto meblach i zastawie wydał wielki obiad.
Marszałek Małachowski miał wznosić zdrowie Napo¬
leona. Baron Bourgoing prosił jednak marszałka aby
nie wspominał nic o bitwie pod Austerlitz ze względu
JVTonety polskie z ezasów Księztwa Warszawskiego.
Dukat.	Talar.
Dwa złote.	Złoty. 10 groszy.
5 groszy.	3 grosze.
Grosz.	Grosz srebrny gdański. Grosz miedziany gdański. Szeląg
(Z dzieła Bandkiego w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
uroczystości poświęcenia znaków wojskowych w og¬
rodzie Krasińskich jako dyrektor wojny wypowie¬
dział przemowę do wojska, w której wzywał do
„wierności Wielkiemu Napoleonowi, do posłuszeń¬
stwa przełożonym, do uległości Rządowi i prawu“
i mówił o „niewygasłej wdzięczności dla wspaniałego
zbawcy11. A choć stosunek z marszałkiem Davoust
do przyjemnych nie należał i rzeczywistość mało od¬
powiadała nadziejom, podziw dla wojskowego geniu¬
szu Napoleona ogarniał zbyt entuzyastycznie serce
na obecnego pułkownika austryackiego hrabiego
Neipperga, dowódcę austryackiego kordonu wojsko¬
wego w Galicyi. Zastosował się do tego życzenia
Małachowski i mówił w ogólnikach, sławiąc „nie¬
śmiertelnego protektora i odnowiciela narodu pol¬
skiego". Wieczorem w teatrze marszałek Davoust
wydał wielki bal na 1,200 osób; podczas uczty wzniósł
toast na cześć Napoleona i Fryderyka Augusta. „Te
dwa połączone imiona — mówił —niech będą hasłem
wiernej przyjaźni i jedności między dwoma Monar-
>>>
chami i Narodami, nad któremi panują.“ Na scenie
odegrano sztukę francuzką przystosowaną (i o oko¬
liczności, w której Francuz żenił się z Polką, a Polak
z Saksonką. Podczas tańców król pozwolił królew¬
nie tańczyć z marszałkiem Davoust kadryla, w towa¬
rzystwie trzech generałów dywizyi, panny Bourgoing,
pani Wincentowej Krasińskiej i pani Łubieńskiej,
żony oficera gwardyi.
Nowej sposobności do owacyi na cześć Napo¬
leona i Francyi dostarczył dzień 11 grudnia, w któ¬
rym Fryderyk August pragnął uczcić rocznicę trak¬
tatu Poznańskiego. Uczynił to za pomocą manifestu,
Uroczystość przybicia na rogach ulicy Miodowej ta-
blic z imieniem Napoleona obchodzono z przesadną
okazałością. Wojsko i władze cywilne wystąpiły
w paradzie: na czele pochodu szedł minister policyi
Aleksander Potocki; za nim szli pachołkowie poli¬
cyjni, dźwigając tablice drewniane, które potem
miały być zastąpione marmurowemi. Herold barw¬
nie przybrany odczytał manifest królewski na obu
końcach ulicy, poczem dopiero przystąpiono do przy¬
bicia tablic. Równocześnie wysłał król Stanisława
Potockiego oraz senatorów Działyńskiego i Bieliń¬
skiego do Paryża, przedewszystkiem po to aby zape-
JVTedal z portretem Ksiąeia Warszawskiego,
rytowany przez Detlera.
(Z tabakierki, ofiarowanej ministrowi Stanisławowi Brezie przez Ks. Warszawskiego Fryderyka Augusta, ze zbiorów
rodzinnych, p. Adama Brezy.)
w wysokim stopniu znamiennego. Oto jego słowa:
„Dzień 11 grudnia będzie na zawsze stanowił epokę
w dziejach naszego narodu, epokę chwały dla Wiel¬
kiego Napoleona, epokę pociechy dla naszych ludó w.
W tym to dniu ów bohater dał przykład rzadki po¬
między zdobywcami, umiarkowania, wielkości i hu-
manitarności. Pragnąc więc zostawić trwałą pamięć
uczuć, któremi jesteśmy przejęci, postanawiamy, aby
jedna z ulic Warszawy nosiła imię tego, któremu
Księztwo winno swoją wolność i chcemy aby odtąd
ulica Miodowa nazwaną została ulicą Napoleona,
imieniem, które budzić będzie cześć potomności, mi-
łem naszemu sercu i drogiem każdemu Polakowi.11
wnili Napoleona o uczuciach zaufania i wdzięczno¬
ści Księcia i ludu warszawskiego.
Jakkolwiek trzej posłowie królewscy, obdarze¬
ni właśnie niedawno godnością wojewodów Księztwa
Warszawskiego, liczyli na to, że wobec ustąpienia
Talleyranda usposobienie dworu cesarskiego będzie
przychylniejsze, to jednak podczas kilkomiesięcz-
nego pobytu we Francyi zawiedli się w nadziejach:
Champagny był wprawdzie tylko cieniem kaprysów
cesarza a Maret książę Bassano nawet zachowywał
pewną życzliwość dla Księztwa; niechęć dla Polaków
żywił wszakże poseł saski w Paryżu, hrabia Senfft-
Pilsach, człowiek przebiegły i zręczny, który towa-
>>>
«
Andrzej fiiegolewski.
urodzony 30 listopada 1786 r. w Bytynie w Poznańskiem, podporucznik szwoleżerów gwardyi 5 czerwca 1807, był w bitwach
pod Iławą, Frydlandem, przy oblężeniu Gdańska i Czczewa, w 1808 bił się w Hiszpanii, w 1809 w Niemczech, w 1810 i 1811
w Hiszpanii, odznaczył się pod Somo-Sierra, w 1812 brał udział w bitwach pod Ostrowem, Witebskiem, Budziszynem, Drez¬
nem i Lipskiem, wyszedłszy z wojska w stopniu pułkownika osiadł w Niegolewie, zasiadał w sejmach promincyonalnych
w Poznaniu i na sejmie połączonym w Berlinie 1847. Umarł w Poznaniu 18 lutego 1857 roku.
(Z olejnego współczesnego portretu.)
>>>
SflMOEL. BOGUMIŁ LINDE,
urodzony 1771 r. w Toruniu, członek Tow. Przyj. Nauk, autor „Słownika języka polskiego", członek Izbyedukacyjnej Księztwa
Warszawskiego, prezes Tow. do ksiąg elementarnych, członek dyrekcyi generalnej edukacyjnej, deputowany z Warszawy na
dwóch sejmach Król. Polsk., dyrektor biblioteki uniw. warszawskiego, członek akademii wileńskiej, umarł 8 sierpnia 18i7 r.
(Rysował H. Piątkowski z litografii współczesnej.)
>>>
rzyszył wojewodom aż do Bąjonny dla uregulowania
tam wobec cesarza spraw Księztwa. Senfft umiał
podziałać na próżność Stanisława Kostki Potockiego;
ujął go sobie uprzejmością i wystawnem przyjęciem,
notując równocześnie w pamiętnikach, że „była
chwila niepozwolić na to, aby z pod jego wpływu
usuwali się ci nowi ziomkowie (!), bardzo pochopni
ku temu, aby przybrać pozory niezależności, bo za¬
biegi ich mogły się sprzeciwiać godności i sprawom
skich na rzecz Saksonii. Senfft opierał się zmianie
tłómacząc, że obawy Potockiego są bezzasadne, bo
konstytucya Księztwa określa wyraźnie jakie król
saski ma własności i dochody z tytułu książęcego
w Warszawie, a nieporozumienia tem bardziej być
nie może, gdy konwencya wyraźnie zaznacza, że ce¬
sarz Napoleon zamierza prz3kazaniem summ bajoń¬
skich królowi saskiemu przyjść w pomoc skarbowi
Księztwa W arszawskiego. Posłom polskim oczywi-
Dyplom orderu ,,Virtuti Militari“ na imię Kazimierza Przyteekiego, kapitana VIII pułku
pieehoty l^siąztwa Warszawskiego, z podpisem ks. Józefa Poniatowskiego.
(Ze zbiorów Jana Rosena w Paryżu.)
króla" *). Przy podpisaniu konwencyi bajońskiej
z dnia 10 maja wywiązała się jednak poważna różni¬
ca zdań pomiędzy Senfltem a Polakami. Polscy po¬
słowie zażądali, aby sumy bajońskie zostały odstą¬
pione nie królowi, lecz rządowi Księztwa: tłumaczyli
zaś swoje żądanie tem, że następcy Fryderyka Augu¬
sta mogliby widzieć w proponowanym tekście kon¬
wencyi upoważnienie do przekazania summ popru-
’) Memoires du comte de Senfft, str. 31.
ście chodziło o uniknięcie nieporozumień na wy¬
padek, gdyby unia osobista pomiędzy Saksonią
a Księztwem Warszawskiem kiedykolwiek rozwiąza¬
na być miała. Champagny wobec sprzecznych żądań
wojewodów polskich i posła saskiego zdecydował się
na drogę pośrednią, i położył w odnośnym ustępie
konwencyi zarówno imię króla jak i Księztwa.
Trudno się dziwić, że wobec uległości króla dla
rządu francuzkiego i braku energii wobec jego przed¬
stawicieli w Warszawie, sympatye, jakie od pierw-
>>>
361
Dyplom na stopień porueznika, wydany na
imię Szymona Barankiewieza, z podpisem
ks. Józefa Poniatowskiego.
(Ze zbiorów Jana Rosena w Paryżu.)
szej chwili budziła osoba Księcia Warszawskiego
znacznie ochlodły. Nie przestawano chwalić jego
przymiotów, uznawano dobroć jego usposobienia,
zdawano sobie sprawę z jego dobrej woli, ale nie
umiano się wstrzymać od sarkazmu i pewnego chło¬
du, który zwiększał się wskutek wiadomości, że król
pragnąłby przyspieszyć powrót do Drezna. Ktoś po¬
równał księcia do molierowskiego „lekarza mimo
woli“, ktoś inny nazwał Księztwo Warszawskie „Pio-
trowinem z grobu“, i dowcipy krążyły po salonach
warszawskich, znajdując takie uznanie, że Bourgoing
zaniepokoił się, i nalegał energicznie na ministra sa¬
skiego p. Bose, aby ze względu na potrzebę utrzy¬
mania popularności pobyt w Warszawie uległ prze¬
dłużeniu. Król dał się do tego namówić bo miał po¬
ciąg do Warszawy i Polaków; zimny i ostrożny wo¬
bec poddanych saskich, wprost wysilał się na ser¬
deczność w stosunkach z Polakami. Królowa nato¬
miast i księżniczka Augusta zaczęły okazywać na
każdym kroku niezadowolenie z zatrzymywania ich
w Warszawie i nie ukrywały rosnącego braku sym-
patyi dla społeczeństwa polskiego 1).
]) Memoires da comte de Senfit, ancien ministre de
Saxe, str. 111—116.
Ważnym momentem pierwszego pobytu kró¬
lewskiego było przyjęcie deputacyi Towarzystwa
Przyjaciół Nauk, które żywy brało udział we wszyst¬
kich zdarzeniach publicznych lat ostatnich. Od dnia
13 grudnia 1806 roku obradowało już Towarzystwo
w gmachu swoim na Kanonjach, odbudowanym
sumptem ks. Staszica. Na pierwszem publicznem
posiedzeniu, odbytem za polskiego rządu tymczaso¬
wego ks. Albertrandi, prezes Towarzystwa, w mowie
wstępnej sławił Napoleona jako „największego z bo-
hatyrów", od którego „znaczna część ziemi polskiej
nowe życie odbiera41, Wybicki zaś, jako przedstawi¬
ciel rządu mówił o nowej erze dla kraju, która nau¬
kom wzrost i nowe korzyści zwiastuje J). Większa
część członków Komisyi Rządzącej do grona człon¬
ków Towarzystwa należała. Dnia 10 lutego 1807 r.
Komisya Rządząca wezwała Albertrandiego, aby
zwołał nadzwyczajną sesyę Towarzystwa dla wybra¬
nia osób „do pisania historyi polskiej teraźniejszych
czasów". W pięć dni potem odbyła się ta sesya
z udziałem Stanisława Potockiego, Ksawerego Dmo¬
chowskiego, doktora Bergonzoni, Lindego, ks. Kop-
') Al. Krausliar: „Towarzystwo Królewskie Przyja¬
ciół Nauk“. Księga druga. Tom I, str. "20 i 21. Warszawa, 1902.
"i
a*--
w ».w *•
I O t t f x 1 A i \
i\ O N I A T O W S k 1
ministir «oim
,/4.v 15-- 0,4-t. r
» hrii V'	$•» F. ł'-» v
U. •	4 .	h
Uw	\'	,t prryrfc-*•, «. do u«	"»f prr I-
, i,
Dyplom wojskowy z podpisem ks. tlózefa
Poniatowskiego.
(Ze zbiorów Jana Rosena w Paryżu.)
>>>
362
czyńskiego, Kincla, J. K. Szaniawskiego, Gutakow-
skiego, Wybickiego, ks. Prażmowskiego, Filipeckie-
go, Łęskiego, Sobolewskiego, Woronicza, J. P. Łusz¬
czewskiego i Ludwika Osińskiego, jako sekretarza.
Wybicki tłómaczył, że rząd udał się dlatego z owem
wezwaniem do Towarzystwa, że ono, „jak starało się
utrzymać w czasach upadku kraju pomniki chwały
w naukach, tak z równą usilnością poświęci wszyst¬
kie swoje prace tejże ziemi.“ Gutakowski przedstawił
warzystwo uchwaliło równocześnie złożyć hołd Ko-
misyi Rządzącej jako najwyższej magistraturze kra¬
ju; wkrótce zaś potem zwróciło się do niej z prośbą
niestety bezskuteczną, aby dochód od stempli opła¬
canych przez kalendarze przeznaczany był na cele
Towarzystwa. Na publicznem posiedzeniu w dniu 15
maja prezes mówił o zadaniach Towarzystwa w no-
wem położeniu kraju a ks. kanonik Woronicz w od¬
czytanym ustępie do Lechiady mówił o „bohatyrze,
PIOTR KRASlflS^I,
urodzony 26 listopada 1783 we Lwowie, porucznik 2-go pułku wojsk Księztwa Warsz. 22 grudnia 1806, kapitan 10 kwietnia
1807, kapitan szwoleżerów gwardyi 12 marca 1808, członek legii honorowej 10 marca 1809, szef szwadronu 17 lutego 1812,
oficer legii 14 września 1813, ranny pod Somo-Sierra, odznaczył się pod Wagram.
(Z daguerotypu wykonanego w późnym wieku.)
spisany zarys planu „Historyi nowszej Polski11, który
po dłuższej dyskusyi i pewnych zmianach przyjęto,
przyczem postanowiono wydać odezwę o nadsyłanie
pamiętników i zwrócić się do departamentów rządo¬
wych po potrzebne wiadomości. Do komisyi mającej
się zająć zredagowaniem „Historyi nowszej “ wybra¬
no: Dmochowskiego, Woronicza, Staszica, Alber-
trandiego, Ignacego i Stanisława Potockich, Wybic¬
kiego, Cypryana Godebskiego i Horodyskiego. To-
którego dla przestworza świata wieki rodziły14. Za¬
raz po ogłoszeniu konstytucyi lipcowej ksiądz Sta¬
szic udał się osobiście do Drezna, aby przedstawić
królowi sprawy Towarzystwa i prosić go o udzielenie
im swojej opieki. Po powrocie przedstawiał Staszic
konieczność starania się o to, aby Zgromadzenie
uznane było za „królewskie" i zapowiedział jeszcze
w sierpniu przyjęcie członków Towarzystwa in cor-
pore podczas bytności króla w Warszawie. Towa-
>>>
363
rzystwo przedstawiało się także ministrowi Schon-
feldowi. Dla zyskania „wdzięczności potomnych
i względów króla“ powzięto myśl wydania staraniem
Towarzystwa przekładu polskiego „Kodeksu Napo-
leona“. Tłómaczenia podjął się ks. Szaniawski. Ko¬
mitet redakcyjny stanowili: Albertrandi, Bohusz,
Staszic, Horodyski, Kopczyński, Linde i Osiński ').
dobywając się z pośród okropności nieubłaganej bu¬
rzy, dostali się do brzegu“. Mowa zwracała się gwał¬
townie przeciw Prusakom, przypominała, że byli
przez kilka wieków w liczbie hołdowników polskich:
że „naczelnikom ich nie chciano dać nigdy miejsca
w senacie polskim“. Albertrandi wyjaśniał, że Towa¬
rzystwo „najmniej podlegające niesprawiedliwym
SEWERYN FREDRO,
urodzony 6 grudnia 1785 w Nienadowej w Galicyi, podporucznik drugiego pułku piechoty polskiej pierwszej legii 1806,
porucznik szwoleżerów 1807, kapitan szwoleżerów 1808, kawaler polskiego orderu wojskowego 10 marca 1810, szef szwa¬
dronu 1811, oficer legii honorowej 13 sierpnia 1813, pod Peterswalde odznaczył się w zwycięzkiej walce z pułkiem
Bltichera, pod Ayignano ranny przez Anglików.
(Według daguerotypu wykonanego w późniejsz3rm wieku.)
Mowa, którą biskup Albertrandi powitał króla2)
nazywała Towarzystwo „jednym ze szczątków daw¬
nej ziemi", „zbawienną deską, na której Polacy wy-
■) Al. Kraushar: „Tow. Kr. Przyj. Nauk.“, ks. II, t. I,
str. 30—65.
2) Dosłowny jej tekst podaje Kraushar: „Tow. Król.
Przyj. Nauk". Ks. II, t. I, str. 71. Warszawa, 190‘2.
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
podejrzeniom, miało w zamiarze doskonalić język na¬
rodowy, ten język tak dawny, którym dziś tem do¬
skonalej mówić i pisać możemy, żeśmy się do takie¬
go stopnia doskonałości zbliżyli, w jakiej był przed
250 latami". Tłómacząc powody, dla których rząd
pruski pozwolił istnieć Towarzystwu, wskazał na to,
że na posiedzeniach nie mówiono, ani w pismach nie
pomieszczano nic takiego, „coby widocznie religii
46
>>>
364
WOJSKO POLSKIE W EPOCE KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
Badanie jeńeów wojennyeh.
(Z obrazu Jana Rosena.)
i polityki dotykało11. Przemówienie kończyło się proś¬
bą o urzędowe zatwierdzenie instytutu, o zachętę
i opiekę. Król podziękował obecnym za wybitną
i chwalebną gorliwość Towarzystwa i zapewnił mu
swoje względy. Sprawa nadania Towarzystu dyplo¬
mu i nazwy „Towarzystwa Królewskiego* mimo gor¬
liwego poparcia ze strony ministra Łubieńskiego
uległa zwłoce i załatwiona została dopiero dekretem
wydanym 30 kwietnia 1808 r. w Dreźnie, wydanym
przez króla, kontrasygnowanym przez Brezę, a zako¬
munikowanym Towarzystwu przez Łubieńskiego na
posiedzeniu publicznem 14 maja.
(Dosłowny tekst dekretu brzmi: „W pałacu
naszym, w Dreźnie, dnia 30 miesiąca kwietnia 1808.
„Fryderyk August, z Bożej łaski król saski,
książę warszawski etc. etc.
„Cokolwiek do pomnożenia światła w narodach
pieczołowitości naszej powierzonych i do rozkrzewie-
nia nauk pożytecznych dopomagać jakimkolwiek
sposobem może, nigdy nie zdało się dalekim do ba¬
czenia i najwyższego wsparcia Naszego. A kiedy do
tego przystępuje jeszcze nadanie poloru wyborniej¬
szego i obfitości zupełniejszej językowi, w krajach
panowaniu Naszemu podlegających, użytemu, temu
językowi, który w całym życia Naszego ciągu nie był
nam nigdy obojętnym, powinnością Naszą być rozu¬
miemy, całą zupełnością Władzy Naszej, do tego się
przyłożyć, aby tak szlachetne zamiary, skutku nie
były pozbawiane, ale owszem i pilnie utrzymane
i troskliwie były ku doskonałości przywiedzione.
„Przeto, gdy do naszej wiadomości doszło, iż
Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk, utwo¬
rzone z szczerej ochoty członków wybranych, które
się z sobą wzajemnie połączyły, tym jedynie umy¬
słem, aby szczątki literatury swojej narodowej w ca¬
łości utrzymały, język rodowity od niebezpieczeń¬
stwa zagłady zachowały, nauki wszystkie i wytwor¬
ne i gruntowniej sze, podług pomyślnych wynalazków
i potrzeby tego wieku wydoskonaliły, a przez nauki
nowe — dostatki językowi obmyśliły; w tej zaś wia¬
domości, gdyśmy dostateczniej ugruntowani zostali
rozpatrzeniem się w ustawach, które sobie też Towa¬
rzystwo przypisało i dotąd ściśle zachowuje, także
przejrzeniem „Roczników11, dotąd od Towarzystwa
wydanych, a Nam przedstawionych; sądziliśmy za
rzecz słuszną i przyzwoitą, przychylić się do żądania
od członków tegoż Zgromadzenia, z głęboką uniżono-
ścią Nam przełożonego, i dać im doznać skutków
pomyślnych Naszej królewskiej ku nim łaskawości.
„Dlaczego, Towarzystwo Warszawskie Przyja¬
ciół Nauk, ze wszystkiemi weń wcliodzącemi osoba¬
mi, w Państwach Naszych obecnemi, lub z jakiego
względu do Państw Naszych należącemi ile się
w granicach ustaw swoich zachowują, tudzież Usta¬
wy te same i wszystkie własności ruchome i nieru¬
chome tegoż Towarzystwa, pod Naszą najwyższą ła¬
skawą opiekę przyjmujemy i Naszą najwyższą łaska¬
wą protekcyę onemu zaręczamy, pozwalając nadto,
aby pomienione Towarzystwo, w pismach swoich,
patentach, zaświadczeniach, pieczęciach, tytułu To¬
warzystwa Królewskiego Warszawskie¬
go Przyjaciół nauk używało.
„Spodziewając się, iż tego zaszczytu tak użyją,
>>>
jak wyroku onego zacność wyciąga, wzywamy oraz,
do tego Zgromadzenia należących i nadal należeć
mających, aby z podwojoną ochotą i gorliwością, dą¬
żąc do celu sobie zamierzonego, dalszych się wzglę¬
dów i łask Naszych królewskich godnemi stawali",
(podp.) Fredcryk August
przez Króla Minister Sekr. Stanu
Stan sław Breza )
Dopiero w dniu 17 grudnia 1807 zwołana zosta¬
ła do Zamku królewskiego po raz pierwszy Rada
Stanu. Dyskusya toczyła się w języku francuzkim,
jakkolwiek omawiane projekty do ustaw odczytywa¬
ne były po polsku. Głównym przedmiotem narad
była sprawa włościańska. „Była to — pisze Niemce¬
wicz — poufała rozmowa pomiędzy szanownym oj¬
cem a gronem dzieci jego. Jasność i roztropność
z którą się król w tak ważnej i trudnej tłómaczył
materyi, powolność, z którą zdań wszystkich słuchał,
wspólny interes, między rządzącym a rządzonymi
bez szranków ufność, wielce interesującem posiedze¬
nie to czyniło1*. Sprawa włościańska była już jak
wiadomo przedmiotem troski wielkiego sejmu. Od¬
danie „ludu rolniczego pod opiekę prawa i rządu
krajowego" i zagwarantowanie „wspólnego i wzaje¬
mnego obowiązku" pomiędzy włościanami a dziedzi¬
cami stanowiło ważny krok naprzód na drodze do
uspołecznienia klasy włościańskiej. Wyemancypo¬
wanie jednak polityczne włościanina dokonane przez
konstytucyę Księztwa Warszawskiego, było skokiem
zbyt gwałtownym, aby mogło się obejść bez poważ¬
nego wstrząśnienia porządkiem rzeczy, wstrząśnie-
nia, którego skutki musiały być pod niejednym
względem ujemne. W praktyce „zniesienie niewoli"
proklamowane konstytucyą napoleońską, było do-
ktrynerskiem zagwarantowaniem najmniej uświado¬
mionym jednostkom prawa do porzucenia ustalonego
bytu i chwytania za kij tułaczy. Stosunek umowny
pomiędzy rolnikiem użytkującym z nadanego gruntu
w zamian za pracę a dziedzicem, dowolnie dyktują¬
cym warunki owego stosunku, nie doznał żadnego
zabezpieczenia: tem mniej nie było mowy o uwłasz¬
czeniu. Natomiast rękojmia konstytucyi 1791 roku
dotycząca „wspólnego i wzajemnego obowiązku"
udaremniona została upoważnieniem do porzucenia
w każdej chwili ziemi uprawianej za czynsz czy pań¬
szczyznę. To też jedynym skutkiem emancypacyi
chłopa polskiego, postanowionej w Dreźnie 22 lipca
1807 r., było gromadne odchodzenie włościan od
uprawianej przez wiele lat roli, przenoszenie się
w obce miejsca i obce warunki, chwytanie się in¬
nych zarobków niestałych i nieprodukcyjnych, zwię¬
kszanie wreszcie zastępów bezdomnego proletaryatu
miejskiego. Puste role mnożyć się odtąd zaczęły
w kraju, zmuszonym i tak do nadmiernych wydat¬
ków w dostawianiu rekruta, podwód i robotnika do
prac fortyfikacyjnych, nękanym przez odcięcie zwy¬
kłych dróg rolniczego zbytu i nieuniknione skutki
czasu wojennego, najdotkliwiej dające się odczuć
w epidemiach, dziesiątkujących coraz mniej liczne
ręce do pracy. Dyskusya w Radzie stanu nie dała
snać żadnych pozytywnych wyników, skoro dekret
królewski, na jej podstawie wydany, nie dawał środ¬
ków na zaradzenie złemu, bądź to przez ograniczenie
WOJSKO POLSKIE W EPOCE KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
„Z raportem”.
(Z obrazu Jana Rosena.)
>>>
366
dla~związanych umową włościan dowolności w unie-
szczęśliwianiu siebie i kraju, bądź też przez okre¬
ślenie warunków, pod któremi uprawiane przez nich
grunta mogłyby się stać ich własnością.
dokonywany będzie przez odpowiednie magistratury
sądowe (dotyczyło to przedewszystkiem sądzenia
spraw zaległych, lub zawieszonych w czasie wojny
przez Komisyę Rządzącą, wskutek niemożności osób
TADEUSZ DEJSflBOWSjęi,
starosta jankowski, zięć ostatniego kasztelana czechowskiego Stefana Floryana Dembowskiego, członek najwyższej izby
wojny i administracyi publicznej w Warszawie 1806, dyrektor skarbu warszawskiej Komisyi Rządzącej, potem minister
skarbu Księztwa Warszawskiego, zmarł w r. 1810.
(Drzeworyt z rysunku Polkowskiego według olejnego portretu.)
Trzy dalsze dekreta uchwalone na posiedzeniu
Rady stanu wr dniu 17 grudnia poświęcone były
a) określeniu zasad obywatelstwa dla mieszkańców
Księztwa Warszawskiego; b) ogłoszeniu, że wymiar
sprawiedliwości zawieszony przez czas przejściowy
wojskowych do stawienia się przed sądem); c) usta¬
nowieniu reguł tyczących się formacyi i obrad
senatu.
Senat Księztwa był uszczuploną kopią w minia¬
turze z senatu ustanowionego przez konstytucyę Ce-
4
>>>
sarstwa napoleońskiego. Rola jego była czysto za¬
chowawcza. Odmawiać miał sankcyi ustawie, jaka
uchwalona została z pominięciem formalności prze¬
pisanych konstytucyą lub jeżeli treść jej naraziła
bezpieczeństwo Księztwa lub treścią swoją z duchem
konstytucyi była w niezgodzie. Wiadomo, że król
z tą sankcyą senatu nie potrzebował się liczyć. Fran¬
cuzki senat miał przynajmniej prawo przedstawiać
FRANCISZEK WĘŻYK,
poeta i pisarz dramatyczny epoki Księztwa Warszawskiego, urodź. 7 października 1785 w Witulinie na Podlasiu, asesor
sądu apelacyjnego Księztwa, poseł na Sejm warszawski 1810—1813, senator-kasztelan Król. Polskiego, członek Warsz.
Tow. Przyj. Nauk i Krakowskiego Towarzystwa naukowego, zmarł 2 maja 1862 roku.
(Z litografii M. Pajansa.)
>>>
368
wnioski dotyczące zmiany konstytucyi: warszaw¬
skiemu i tego nie wolno było czynić. Odpowiednio
do maleńkiego zakresu działania, i skład senatu
przedstawiał się nader skromnie. Wobec niedawnych
wspomnień o senacie sejmu wielkiego, złożonym ze
159 senatorów, raził opinię kraju maleńki senat,
w którym zasiadać miało tylko 18 ludzi. „Był to kon¬
duktor jedynie— pisze jeden z historyków o senacie
Księztwa—dobry przewodnik elektryczny, pośrednik
pomiędzy królem a izbą poselską; tyle też znaczył
co przewodnik, to jest odbierał wrażenia i dalej je
przeprowadzał bez myśli, bez powagi". Do senatu
Przed zamknięciem pierwszego posiedzenia Ra¬
dy stanu król podziękował dotychczasowemu preze¬
sowi Rady Małachowskiemu za oddane na tom sta¬
nowisku usługi i obdarzając go tabakierką z portre¬
tem i dyamentami uwiadomił, że przeznacza mu sta¬
nowisko pierwszego senatora, a więc prezesa senatu.
Małachowski sam pragnął tej zmiany. Miejsce pre¬
zesa Rady stanu oddał król Ludwikowi Gutakow-
skiemu. Do senatu w charakterze wojewody, prócz
trzech wysłanych do Paryża posłów (Stanisława Po¬
tockiego, Piotra Bielińskiego i Ksawerego Działyń-
skiego), powrołany został Józef Wybicki, podobnie
WARSZAWA Z KOŃCA XVIII WIEKU.
Widok pałacu niegdyś Braniekieh.
(Z obrazu Zygmunta Yogla w zbiorach ordynacyi Krasińskich.)
Księztwa należała do pewnego stopnia także kontrola
kart wyborczych. Listy wyborcze układane były
przez poborców podatkowych, ministra spraw we¬
wnętrznych i ministra wojny: ta kategorya list nie
podpadała jednak pod kompetencyę senatu. Miał on
zatwierdzać tylko listy układane przez prefektów
departamentowych, a obejmujące rękodzielników,
kupców, przełożonych nad czeladzią warsztatową
i osoby z inteligencyi. W każdym wypadku, w któ-
rymby senat miał powód do mniemania, że się w uło¬
żenie list wycisnęło jakie nadużycie, mógł nakazać
ułożenie innych.
jak i oni z tytułu poprzedniego zasiadania w Komisyi
Rządzącej i ze względu na zasługi w epoce poprze¬
dzającej powstanie Księztwa Warszawskiego. Przy-
krem było, że król dawnemu wojewodzie gnieźnień¬
skiemu z czasów Rzeczypospolitej, Józefowi Radzi¬
mińskiemu, temu, który na wiadomość o zbliżaniu się
Napoleona rozesłał starodawnym-zwyczajem wici na
pospolite ruszenie, wyznaczył w senacie krzesło
kasztelana, nie wojewody. Trudno było mieć do króla
pretensyę o to,że nie powołuje do szczupłego senatu
Księztwa Warszawskiego wszystkich żyjących jesz¬
cze senatorów Rzeczypospolitej, między którymi by-
>>>
369
Widok plaeu przed f/Tarywilem.
(Według akwatinty F. Dietricha.)
1
•j	ło wielu niepopularnych; uważano to jednak za rzecz
niewłaściwą, iżby ten z senatorów, którego król
chciał powołać, obniżany miał być w godności. Ra¬
dzimiński wahał się, czy ma przyjąć senatorstwo; po
nad osobistą urazą wzięło jednak górę przywiązanie
do służby krajowi. Prócz Radzimińskiego senato-
rami-kasztelanami zamianowani zostali: dawny czło¬
nek Komisyi Rządzącej, starosta warszawski Walen¬
ty Sobolewski, oraz generałowie Rzeczypospolitej
Augustyn Gorzeński i dawny poseł do Berlina, książę
Stanisław Jabłonowski. Ogółem zatem zamiast usta¬
nowionych konstytucyą 12 senatorów świeckich, król
Widok na Krakowskie-Przedmieśeie i kolumną Zygmunta.
(Szkic piórkowy Jakóba Sokołowskiego, ze zbiorów p. J. Hermana.)
>>>
zamianował tylko dziewięciu; z trzech krzeseł waku¬
jących jedno przeznaczone było dla Ludwika Guta-
kowskiego, który też wkrótce potem je zajął. Nowo¬
ścią w senacie, w porównaniu z dawnemi zwyczaja¬
mi, oprócz powierzenia przewodnictwa nie arcybi¬
skupowi gnieźnieńskiemu, lecz pierwszemu z senato¬
rów świeckich, była także okoliczność, że nie zape¬
wniono wojewodom i kasztelanom tradycyjnych ty-
nowani przez króla senatorowie po złożeniu przysięgi
dawnym obyczajem rękę królewską całowali.
Senatorami duchownymi mieli być z mocy kon-
stytucyi biskupi dyecezyj Księztwa; ale jakkolwiek
tych dyecezyj było siedm (archidyecezya gnieźnień¬
ska. dyecezya kujawska, poznańska, płocka, cheł¬
mińska, warszawska i wigierska), to jednak konsty-
tucya przeznaczała biskupom tylko sześć krzeseł w se-
WOJCIECH BOGUSŁAWSKI,
urodzony 1781 roku, jako poddany pruski służył początkowo
w dragonach pruskich, w r. 1808 wstąpił do wojsk Napoleoń¬
skich, kampanię odbył w Niemczech, Austryi, Rosyi, Erancyi,
kawaler orderów, pułkownik wojsk polskich 1831 r.
tułów od ziem. Ponieważ konstytucya ustanawiała
liczbę senatorów każdej kategoryi identyczną z liczbą
departamentów, byłoby łatwo tytuły takie ustanowić.
Jednym z powodów dla których tego nie uczyniono,
był zapewne fakt, że nazwy te nie odpowiadały histo¬
rycznym, nie chciano więc twrorzyć wojewodów war¬
szawskich albo bydgoskich, lub też kasztelanów
łomżyńskich, o których dawniej nie słyszano. Mia-
nacie, według postanowienia Napoleona, który życzył
sobie, aby podział na dyecezye był identyczny z po¬
działem na departamenty. Oczywiście życzeniu temu
niepodobna było uczynić zadość, wobec faktu, że
w departamentach poznańskim i bydgoskim były po
dwie stolice biskupie (Gniezno i Poznań, Chełmno
i Włocławek), a w departamencie kaliskim nie było
ani jednej. Ułatwiało sytuacyę to tylko, że dyecezya
..
>>>
371
warszawska i poznańska w chwili utworzenia Księz-
twa Warszawskiego wakowały, a i dyecezya kujaw¬
ska miała tylko biskupa-nominata. Trudność rozwią¬
zana została w ten sposób, że arcybiskup gnieźnień¬
ski ks. Ignacy Raczyński wziął w administracyę
i biskupstwo warszawskie: król przez cały czas ist¬
nienia Księztwa warszawskiej stolicy biskupiej nie
obsadzał. Arcybiskup Raczyński przybrał tytuł pry¬
masa, którego już od lat trzynastu nie słyszano;
Gołaszewski. Ani biskup Malczewski, ani biskup
Ostaszewski nie pojawiali się wcale w senacie. Ko¬
ściołowi i jego sprawom oddani byli tylko prymas
Raczyński i biskup wigierski Gołaszewski; inni du¬
chowni senatorowie Księztwa ulegali „prądom wol-
teryańskim“.
Na stanowisko sekretarza senatu, urząd bez
troski, prawdziwie panis bene merentis, powo¬
łał król z własnej inicyatywy Juliana Ursyna Niem-
JÓZEf DRZEWIECKI,
urodzony w Jaśkowcach na Wołyniu w pow. krzemienieckim w r. 1772, szkoły kończył w Krzemieńcu, w 18-tym
roku życia wybrany posłem na sejm; po roku 1794 wraz z Kniaziewiczem przybył do Francyi i wstąpił do legionów
gen. Dąbrowskiego, wręczał Dyrektoryatowi wraz z Kniaziewiczem, Kosseckim i młodym Dąbrowskim sztandary
zdobyte przez legionistów, kierował mustrą i porządkiem przy tworzeniu legii Naddunajskiej, bił się pod Frank¬
furtem, Offenbachem i Hohenlinden, po traktacie lunewilskim odprowadził legię z pod Wiednia do Medyolanu,
komendant placu w Siennie, podał się do dymisyi wobec projektu zamienienia legii w gwardyę króla Etruryi,
powrócił do Jaśko wiec, przyjaciel Tadeusza Czackiego, po jego zgonie zajął się upadającą szkołą krzemieniecką,
napisał cenne „Pamiętniki", zmarł w roku 1857 w 85-tym życia.
(Z litografii umieszcznej przy jego „Pamiętnikach'.)
przestał go używać Ignacy Krasicki, tytułujący się
tylko księciem; nie używał go też dotychczas i na¬
stępca Krasickiego, Raczyński. Starszeństwo zacho¬
wali biskupi w senacie według tradycyi Rzeczypo¬
spolitej. Po prymasie zajmował miejsce biskup ku¬
jawski Franciszek Malczewski, potem poznański Ty¬
moteusz Gorzeński, płocki Onufry Szembek (względ¬
nie jego następca Tomasz Ostaszewski), chełmiński
Ksawery Rydzyński, wreszcie wigierski Jan Klemens
cewicza, otoczonego czcią powszechną posła cztero¬
letniego sejmu, żołnierza i poetę, odwołanego z Ame¬
ryki przez prezesa Małachowskiego do czynności po¬
selskich wówczas jeszcze, kiedy się zdawało, że
sejm limitowany zostanie na nowo otwarty. Referen¬
darzami w Radzie stanu, która obok wypracowywa¬
nia projektów ustawodawczych miała wymierzać
także juryzdykcyę administracyjną i stanowić naj¬
wyższą instancyę kasacyjną, zamianował król b. po-
Dzieje Porozbtorcme. Tom I.
47
>>>
372
sła wielkiego sejmu i rotmistrza kawaleryi z r. 1794
Aleksandra Linowskiego, oraz wskutek zabiegów mi¬
nistra Łubieńskiego, który po trzy godziny dziennie
przesiadywał u króla, trzech młodych ludzi z kance-
laryi wydziału sprawiedliwości, Woydę, Morawskiego
du i zwyczajów wcale nie znający, pełni uprzedzenia
właściwego młodości, okazywali skłonność do prze¬
wodzenia niewłaściwego ani ich urzędowi, ani ich
wiekowi". Marszałkiem nadwornym i prezesem izby
administracyjnej dóbr korony zamianowany został
ts
O
i—1
c®.
o 75
crq
o fi)
o O
er*
£
P
0
p
CS
P^
co
ź
w
E
o*
0q
O
N
to
3
c
s
rt
O
S
(n
x

W
ts;


CS3
O
ts

W
o
CO
,5
ts
H
ot
w
5
5
o
o
i Wyczechowskiego: „Wszyscy trzej—stwierdza
Niemcewicz — wychowani byli za czasów pruskich,
nie byli bez talentu, świadomi wszystkich wybiegów
prawnych, lecz nic polskiego nie mający w sobie, bo
język nasz — nie doskonale, a dawnego naszego rzą-
Jan Nep. Małachowski, bratanek prezesa senatu,
niegdyś poseł Rzeczypospolitej w Dreźnie, referen¬
darz koronny, — świeżo członek izby administracyj¬
nej i przez czas krótki dyrektor skarbu przy Komisyi
Rządzącej, wreszcie prezes najwyższego trybunału
>>>
fl
373
sądowego. Godność „marszałka nadwornego" była
jedynym ministeryalnym senatorskim urzędem, któ¬
rego nazwa przechowała się z czasów Rzeczypo¬
spolitej. Marszałkiem pałacu został Adam Broniec,
ojczym późniejszej księżnej Łowickiej. Nie brakło
i zdolnościami prezesa wydziału żywności Michała
Kochanowskiego. Kochanowski, wychowaniec kor¬
pusu kadetów, niegdyś sandomierski poseł na sejm
wielki, spełniał podobne funkcye jeszcze w r. 1794,
w Księztwie objął je bezpośrednio po St. Brezie, iwy-
O
. łd
O
tn ^
u w
o
3
W
co
Łh
CO
o
T3
a
CS)
ci
c3
O
bJD
rO
O
CsJ
także na dworze książęcym koniuszego, łowczego,
kuchmistrza, krajczego i miecznika, jako ślad daw¬
nych wielkich urzędów koronnych. Wśród urzędni¬
ków zajmujących pierwsze miejsce w Księztwie wy¬
mienić należy wreszcie wyróżniającego się energią
wiązywał się z nich o tyle ku wielkiemu zadowoleniu
marszałka Davoust i przedstawicieli Prancyi, o ile
Breza nie bardzo chętny Francuzom ciągle wywoły¬
wał objawy ich gniewu za opieszałość w ściąganiu
pieniędzy i produktów potrzebnych wojsku. Kocha-
\
>>>
\
AUGUSTA JS/TARYA fiEPOJMUCEflA,
infantka polska według konstytucyi 1791 r., królewna saska, księżniczka warszawska, urodzona '21 czerwca 1782, przeznaczana
w nieurzeczywistnionych projektach na żonę księciu Józefowi Poniatowskiemu, który miał dziedziczyć wraz z nią tron
Księztwa Warszawskiego.
(Z portretu Vogla ze zbiorów królewskich w Dreźnie.)
>>>
*
i
MflRYfl AJVTELiIA AUGUSTA,
córka księcia Fryderyka Dwócli Mostów, urodzona 11 maja 1752 r., zaślubiona elektorowi saskiemu Fryderykowi Augustowi
■29 stycznia 1769 roku, od 11 grudnia 1806 królowa saska, od 17 września 1807 księżna warszawska, zmarła w półtora roku po
zgonie męża, 15 listopada 1828 r.
(Z portretu Geiera ze zbiorów królewskich w Dreźnie.)

>>>
376
Wojsko polskie
z ezasów Księztwa Warszawskiego.
(Rysunek Knotla.)
nowski czuł ukryty żal, że ludzie mniej od niego za¬
służeni i wykwalifikowani zajmują kierujące stano¬
wiska, to też z obowiązków, które na siebie przyjął,
wywiązywał się z bezwzględnością czasami wprost
okrutną wobec ludności i rządu. Odpłacano mu też
za to nienawiścią. Stanowisko Kochanowskiego by¬
ło tak silne, że kiedy zażądał uwolnienia, obrażo¬
ny zbyt krótkim terminem udzielonym mu przez
króla na zdanie rachunków, król, pod wpływem mar¬
szałka Davoust, musiał rzecz łagodzić pochlebnemi
słowy i prośbą wymódz, aby Kochanowski na urzę¬
dzie pozostał. Doszło w końcu do tego, iż Kochanow¬
ski wydawał samoistnie i prawie bez kontroli asy-
gnacye do skarbu i palety na zboże i brał w rekwi-
zycyę według własnego uznania wszystko, co tyl¬
ko mu się wydawało potrzebne. To też nie brakło
oszczerczych, jak stwierdza Niemcewicz, zarzutów,
jakoby na urzędzie swoim z uszczerbkiem kraju
miał się zbogacić. Nielubiony przez członków rady
stanu, Kochanowski odpłacał im wzajemną niechęcią
i powtarzał niejednokrotnie, że opłakany stan Księz-
twa raczej winie i niezdatności rządzących, niż isto¬
tnemu niedostatkowi kraju przypisać trzeba.
Wybór prefektów był wogóle szczęśliwy; zbyt
mała jednak pensya przywiązana do tego stanowi¬
ska, nie pozwalała osobom, powołanym na prefektów,
poświęcać się całkowicie obowiązkom urzędu. Wy¬
bierani ze sfer właścicieli ziemskich, musieli oni my¬
śleć przedewszystkiem o zarządzie własnych majęt¬
ności i o zadaniach złączonych z powołaniem rolnika.
Król opuścił Warszawę w niedzielę 27 grudnia
1807 r. o godzinie 6 nad ranem. Droga była fatalna
skutkiem słot i roztopów; pojazdy królewskie grzę¬
zły w błocie, tak iż król i rodzina jego niejednokrot¬
nie przeprawiać się musieli piechotą. Na domiar złe¬
go minister spraw zagranicznych Bose zachorował
w drodze tak niebezpiecznie, że tylko mała była
nadzieja utrzymania go przy życiu..
Jeżeli król opuszczał Warszawę wśród wrażeń,
które nie były miłe, to z drugiej strony i Warszawa
nie żegnała go już wśród tego samego nastroju,
w jakim się znajdowała w dniu jego przyjazdu. Król
żegnany był tylko przez senat, wojsko i cywilnych
urzędników; ludność nie brała udziału w pożegnaniu
księcia ze względu na zbyt wczesną porę, którą, mo¬
że umyślnie, jako termin wyjazdu, wybrano. Wyjaz¬
dowi towarzyszył huk dział, bicie w bębny i w dzwo¬
ny, oraz dźwięki orkiestry wojskowej. Wśród nocy
rozświetlonej blaskiem pochodni, wyglądało to na
jakąś tajemniczą i posępną a żałobną uroczystość.
Pragnąc pozostawić po sobie dobroczynną pamiątkę
dla ludności, zostawił król 10,000 talarów na szpitale
i zakony; nie zapomniał i o Francuzach, o których
względy tak bardzo zawsze się starał; na kupienie
wołów dla francuzkiej armii obrócony miał być
kwartalny dochód listy cywilnej księcia.
Wraz z królem odjechał do Drezna minister se¬
kretarz stanu Breza, aby być pośrednikiem pomiędzy
monarchą a rządem Księztwa. Spadł na niego wielki
ciężar, bo spraw piekących i zawiłych wywiązują¬
cych się w położeniu ekonomicznem, z którego trud¬
no było znaleźć wyjście, zjawiło się bez liku. Kilka
z nich, drobniejszych, zaraz z początku udało się za¬
łatwić pomyślnie. Naprzód więc uregulowano stosu¬
nek władz Księztwra do francuzkich donataryuszy.
Dekret Napoleoński „podchwycony przez Berthiera“,
a ogłaszający donatywy „lennościami" zawisłemi je¬
dynie od cesarstwa Prancuzkiego, wydawał się za¬
równo rządowi warszawskiemu, jak i monarsze rze¬
czą niesłychanie potworną. Fryderyk August po¬
zbywszy się Vincenta, przy pomocy nowego ministra-
rezydenta Serry, który jako genueńczyk z pochodze¬
nia nie miał francuzkiego fanatycznego szowinizmu,
sprobował zaapelować do Napoleona, prosząc o zmia¬
nę wydanego dekretu. Przedstawił więc, że utworze¬
nie francuzkich lenności w obrębie Księtwa było po-
ważnem skrępowaniem i ograniczeniem zwierzchni-
czej władzy księcia i że postanowienie Napoleona
wytwarza szlachtę niezależną w rodzaju tej właśnie-
jaką Napoleon uznał za stosowne stłumić w Niem¬
czech. Napoleon uznał ostatecznie, po całym szeregu
wzajemnych wyjaśnień, słuszność stanowiska, jakie
zajmował w tej sprawie Fryderyk August. W począt¬
kach lutego 1808 r. zadecydował cesarz, że donaty¬
wy zostały nadane tytułem własności prywatnej; po¬
datki zaś i inne rządowe ciężary winni byli do-
>>>
377
nataryusze ponosić na równi ze wszystkimi podda¬
nymi Księztwa. Wyjątek stanowiła tylko własność
lasów, obciążona wszakże zastrzeżeniem, że ducho¬
wieństwo parafialne miało prawo do korzystania
z bezpłatnego opału. Dekretu tego nie ogłoszono pu¬
blicznie a stosowano go łagodnie: nie zapobiegło to
narzekaniom, skargom, coraz to nowym pretensyom
i roszczeniom, do których przyłączali się i kupcy
francuzcy, niechcący opłacać podatku o połowę na¬
wet mniejszego, niż kupcy innych narodowości. Mi¬
nister spraw wewnętrznych i minister skarbu mu¬
sieli staczać formalne walki z żarłocznością francuz-
ką; minister sekretarz stanu Breza niemało się przy¬
czynił do przekonania barona Bourgoing, że słusz¬
ność była po ich stronie.
Drożyzna soli była dalszym przedmiotem troski
sekretarza stanu Brezy. Pośrednicy żydowscy i pru¬
scy zmonopolizowawszy w swoich rękach sprzedaż
soli, wyśrubowali jej ceny do niebywałej wysokości;
za beczkę białej soli trzeba było płacić sześć duka¬
tów. Trzeba było działać pospiesznie, bo spekulanci
prowadzili już pertraktacye ze skarbem austryackim
0	zawarcie stałego kontraktu. Rada stanu nie czeka¬
jąc na upoważnienie króla zwróciła się do ministra
saskiego w Wiedniu Schonfelda, aby zakontrakto¬
wał dla rządu Księztwa dostawę soli za milion tala¬
rów. Schonfeld sprawę odrazu załatwił i zapewnił
nawet własnym kredytem potrzebny natychmiast
zadatek. Należność płacona być miała w czterech
ratach, rząd austryacki wymagał jednak poręczenia,
bo miał uzasadnioną nieufność do wypłacalności
Księztwa. Poręczenie ofiarował prezes senatu Mała¬
chowski, mający dobra ziemskie w Galicyi; na do¬
brach tych zapisana została kaucya całej summy.
Król miał pewne wątpliwości, czy stan skarbu po¬
zwalał na tego rodzaju operacyę: zatwierdził ją jed¬
nak wysłuchawszy przedstawień Brezy. Istotnie za¬
raz przy zapłacie pierwszej raty okazało się, że moż¬
na było z wielkim wysiłkiem zgromadzić tylko nie¬
całe trzydzieści tysięcy dukatów złota w całem Księz-
twie Warszawskiem. Pośrednictwa w zamienieniu
grubej monety pruskiej na srebrną konwencyonalną
austryacką podjął się dopiero bankier Frenkiel, przy-
czem 15% trzeba było stracić.
Kwesty a monetarna była wogóle sprawą nader
zawiłą. Zaarendowana przez żydów w Berlinie men¬
nica zalewała w dalszym ciągu kraj dytkami nie mają-
cemi ani połowy wartości zdawkowej monety i wybi-
janemi w stosunku jedenastu złotych z jednego sze-
ściozłotowego grubego talara. Dytki nie miały warto¬
ści obiegowej nietylko w Saksonii i Westfalii ale
1	w samym Berlinie; w Księztwie Warszawskiem na¬
tomiast cała armia francuzka otrzymywała żołd w dyt-
kach, które przywożono furami do Warszawy. Złoto
i grubsza moneta wykupywana była skwapliwie
przez francuzkich i żydowskich kupców, którzy ze
względu na swoje stosunki zagraniczne, uważać mu¬
sieli dytki za monetę bezwartościową. Kiedy więc
władze francuzkie otrzymały pewnego dnia w marcu
1808 r. trzy miliony na żołd w samych dytkach, Ra¬
da stanu widziała się zmuszona ogłosić postanowie¬
nie, że skarb Księztwa wypłacać będzie za dytki nie
sześć groszy miedzianych, jak dotychczas, lecz tyl¬
ko cztery. Postanowienie to wywołało w Warszawie
prawdziwy popłoch. Szemrające i narzekające tłumy
gromadziły się po ulicach. Cena towarów poszła
w dwójnasób w górę. Piekarze, rzeźnicy i piwo¬
warzy, odmawiali naprzód przyjmowania dytków,
a wreszcie gdy władze jęły karać tę oporność, zupeł¬
nie zaniechali produkcyi. Rezydent Serra wystąpił
do Rady stanu z groźną notą w sprawie dytków, jak
niegdyś Vincent w sprawie donatyw. Wyrażał zdzi¬
wienie Serra, jakim sposobem, bez uczestnictwa jego,
Rada ważyła się przedsięwziąć redukcyę, nie zważa¬
jąc na stratę, którą wojska Monarchy Prancyi, opła¬
cane tego gatunku pieniędzmi, poniosą. Na prywat¬
nej konferencyi jednak, na którą rezydenta Francyi
zaproszono, wyjaśniono mu tak jasno całą koniecz¬
ność zarządzenia, że Serra sam zażądał publicznej
redukcyi wartości dytków i odpowiedzialność za
krok ten przed królem sam na siebie przyjął. Mar¬
szałek Davoust, rezydujący w Skierniewicach z pię¬
kną panią Martin, którą obdarzał względami, na
wiadomość o tem co zaszło, zjawił się w Warszawie
i	na południowej audyencyi wobec licznie zebranych
dygnitarzy wojskowych i cywilnych, narzekał na
Wojsko polskie
z ezasów ł^siąztwa Warszawskiego.
(Z rysunku Knotla.)
>>>
378
niedołężność i głupotę rządzących, i dopatrywał się
„ucha obcej intrygi“, które zapowiadał rychło obciąć.
Reprymendę swoją zakończył,marszałek słowami:
powstały między ludem, bez wahania kazałbym mi¬
nistra skarbowego powiesić". Dnia 28 marca magi¬
strat w asystencyi oddziałów wojsk saskiego, war-
„Wydziwić się nie mogę dobroci ludu waszego, któ- ; szawskiego i francuzkiego uroczyście ogłaszał po ca-
ry tyle niedostatków, tyle błędów rządzców swoich , łem mieście redukcyę monety. Wywołało to rozpacz,
zniósł tak spokojnie. Gdyby jakiekolwiek rozruchy | nawet usiłowania samobójstw w sferach mieszczan-
>>>
J
f?
379
sko-kupieckich. Piekarze jęli piec miniaturowe pie¬
czywo, tłómacząc się brakiem mąki i nieregularno-
ściami w jej dowozie. Davoust przywołał do siebie
łany na swoje stanowisko tylko z protekcyi kuzy¬
na, „ministra niesprawiedliwości1*, do Węgrzeckiego
zaś wyrzekł: „Odpowiesz mi głową swoją, jeśli chleb
bezzwłocznie ministrów Łuszczewskiego i Potockiego,
prefekta departamentu warszawskiego Łubieńskiego
i wiceprezydenta miasta AYęgrzeckiego. Zlajawszy
ministrów, oświadczył prefektowi, że został powo-
Dzieje Porozborowe. Tom 1.
nie będzie tańszy i większy". Spokojna odpowiedź
wiceprezydenta brzmiała: „Możesz JWPan wziąć
głowę moją, gdyż jesteś wszystkomożnym — śmierć
atoli moja nie zastąpi niedostatku i nie potrafi przy-
8
>>>
f
380
musić piekarzy, by dla dogodzenia publiczności sami
rujnować się mieli“. Dopiero ta zimna krew i inter-
wencya Serry ułagodziły gniew marszałka.
Smutne te objawy były naturalną konsekwen-
cyą opłakanego położenia [ogólnego w Księztwie.
cych się trudności. Minister skarbu Dembowski od¬
znaczał się raczej nieskazitelnością niż zdolnościami;
w zarządzie sprawami finansowemi wyręczał się
urzędnikami swymi Węglińskim i Staszicem, a do
obmyślenia szerszego programu nie był zdolny. Inni
ts
O
er*
CSJ
SB
X
0
1
en
X
«
t
i
N
W
a
3
s
w-
o
X
o
«-
o
O
O
ts
w
►t
3
P
-t
a
3
o


OT
t»
O
N

OT
O-
►''N
OT


33
OT

OT
k-N
3
Q
O
Wyznać to trzeba, że skład Rady stanu, której prze¬
wodniczył pracujący nad siły, złamany już wiekiem
starzec (Gutakowski w chwili obejmowania urzędu
prezesa Rady miał lat sześćdziesiąt dziewięć), nie
dorósł w pełnej mierze do pokonania nastręczaj ą-
ministrowie, zaprzątnięci drobnostkowemi sprawami
swoich wydziałów, mało zwracali uwagi na sprawy
natury ogólnej. „Uleganie przytem wzajemne, stwier¬
dzał Niemcewicz, słabość we wszystkich, brak przy¬
zwoitej z obcymi i swoimi powagi i tęgości, przy naj-
>>>
•*
f
381
dflfl PAWEŁ. ŁUSZCZEWSKI,
urodzony 1764 w Skotnikach w powiecie sochaczewskim, nauki kończył w szkołach pijarskicli w Warszawie, w r. 1788
poseł na sejm wielki, sekretarz sejmu czteroletniego, po r. 1795 osiadł na wsi, członek Tow. Przyj. Nauk, projektodawca
połączenia wszystkich krajowych bibliotek, członek deputacyi witającej Napoleona w Poznaniu 1806, członek izby
najwyższej w rządzie tymczasowym, sekretarz generalny Komisyi Rządzącej, przez pięć lat minister spraw wewnętrz¬
nych i religijnych Księztwa Warszawskiego, twórca pierwszej organizacyi politycznej i administracyjnej Księztwa,
zmarł w Warszawie 1812 r., pochowany w kościele 00. Kapucynów.
(Litografia z portretu Bacciarellego w zbiorach rodzinnych p. Antoniny z Komierowskich Sadowskiej.)
może najwięcej minister spraw wewnętrznych Łusz¬
czewski, urzędnik wzorowy, pracowity i wykształcony:
„przyzwyczajony atoli być sekretarzem sejmowym,
później sekretarzem Komisyi Rządzącej, bardziej
kancelaryi niż ministrostwa umiał pełnić obowiąz¬
ki11—według świadectwa wydanego mu w nieocenio¬
nych pamiętnikach Niemcewicza. Jego dziełem była
gów swoich do swego zdania przekonać. On więc je¬
den wraz z referendarzem stanu Linowskim, przera¬
stającym w zdolnościach całe swoje otoczenie, wy¬
stąpił z projektem energiczniejszej wobec króla ak-
cyi, dla uzyskania wydatniejszej pomocy i wynale¬
zienia dróg, mogących zapobiedz zbliżającej się rui¬
nie. Na sesyi dnia 8 marca 1808 r. uchwalono wy-
pierwsza organizacya zarówno polityczna jak admi¬
nistracyjna Księztwa, jak wiemy, zbyt rozdrobniona
i	kosztowna. W układaniu projektów niedał się niko¬
mu wyręczać, przygotowywał się starannie na każde
posiedzenie Rady stanu, to też miał sąd o rzeczach
względnie jasny i trzeźwy i umiał w niejednem kole-
lepszych chęciach, czyniły Radę niedołężną, a przy¬
najmniej mniej czynną jakby być powinno". Najzdol¬
niejszy z członków rządu minister sprawiedliwości
Łubieński rej wodził w Radzie, wpływ swój jednak
wyzyskiwał dość egoistycznie, mało troszcząc się
o	sposoby ratunku ekonomicznego. Myślał o nich
>>>
JÓZEF RAUTEflSTRAUCH.
syn fabrykanta skór wy prawnych i safianów w okolicy Żaliborza, jeden z domowników Jabłonny i pałacu „pod Blachą",
kapitan sztabn księcia Józefa, ożeniony z wychowanką dworu puławskiego Weroniką Dzierżanowską, siostrą księżnej
Konstantowej Czartoryskiej, rozwiódłszy się z nią 1817 pojął za żonę Łucyę z książąt Gedroyców, generał w sztabie
W. Ks. Konstantego, sekretarz komisyi śledczej 1826 r., po roku 1832 pierwszy prezes dyrekcyi rządowych Teatrów
Warszawskich.
(Według litografii współczesnej.)
>>>
?
JOZEF WYBICKI,
urodzony 20 września 1747 w Bendominie pod Gdańskiem, wychowanek 00. Jezuitów w Gdańsku, przeznaczony do kancelaryi
grodzkiej w Skarczewie, woj. Pomorskiem, uczył się prawa od rejenta Płacheckiego, w 1767 wybrany posłem na sejm warszaw¬
ski, dyplomatyczny wysłannik konfederatów Barskich w Wiedniu i w Berlinie, po upadku konfederacyi szambelan królewski,
wizytator w Wilnie z ramienia komisyi edukacyjnej, poseł sejmu czteroletniego, pełnomocny komisarz rządowy w wyprawie
wielkopolskiej Dąbrowskiego 1794, po powrocie z Francyi i Włoch osiadł w 1801 we Wrocławiu, w 1807 senator-woje woda
Księztwa, 1818 prezes najwyższego Sądu, zmarł 10 marca 1822 we wsi swojej Manieczkach pod Śremem.
(Według litografii Haufstengla z portretu Bacciarellego )
>>>
PIOTI* BIELilftSKI,
urodzony 17S4, członek gabinetu króla Stanisława Augusta,
potem komisyi skarbowej, szambelan, poseł sejmowy, komi¬
sarz skarbowy Wielkopolski, starosta kadzewski, pisarz wiel¬
ki koronny, prezes izby administracyjnej kaliskiej 1806, czło¬
nek Kom. Rządzącej, senator-wojewoda Księztwa, otrzymał
tytuł hrabiego 3825, prezes sądu sejmowego 1827, zmarł
6 marca 1829 w Warszawie.
(Według litografii współczesnej.)
słać Linowskiego w specyalnej misyi do króla: zao¬
patrzono go w dwa memoryały. Jeden z nich podpi¬
sany przez Gutakowskiego był dziełem samego Li¬
nowskiego, autorem drugiego był Łuszczewski.
Memoryał Gutakowskiego donosił królowi na
wstępie o żądaniach, z jakiemi występuje minister
wojny. Wydatek kwartalny na nowe wojsko wy¬
nosił 500,000 czerwonych złotych co się tłóma-
czy poniekąd niezwykłą hojnością księcia Jó¬
zefa w sprawach dotyczących zaopatrzenia żoł¬
nierzy, którzy codziennie oprócz chleba i mięsa
świeżego otrzymywali ryż, śledzie, wódkę, a cza¬
sem i wino. Już na sesyi z dnia 17 lutego stwier¬
dzał książę Józef, że wojsko jest bez zapasów
i funduszów, niezbędnych na odzienie i obuwie,
i że na zaopatrzenie go nalegał nagląco marsza¬
łek Davoust. Tymczasem zaś minister skarbu
wykazywał, że deficyt kwartalny Księztwa do¬
chodzi do 10 milionów (dochody roczne Księz¬
twa obliczone były na 30 milionów, wydatki na
70 milionów): domagał się przeprowadzenia
przymusowej pożyczki i utworzenia obligacyj
skarbowych, hypotekowanych na dobrach na¬
rodowych, a to w celu opłacania niemi dostaw,
zabieranych dotychczas przez komisyę żywno¬
ści bezpłatnie ku rozgoryczeniu obywateli i znie¬
chęceniu kraju. Memoryał Gutakowskiego za¬
pewniał że te dochody, i tak częściowo wskutek zubo¬
żenia powszechnego zawodne, nie wystarczają na po¬
krycie najzwyczajniejszych potrzeb kraju. Samo za¬
płacenie żołdu 30,000 żołnierzy i dostarczenie księciu
„listy cywilnej", niezupełnie do organizacyi Rządu
teraźniejszego przystosowanej, i nagiejsze tylko wy¬
datki z wprowadzeniem nowego rzeczy porządku
złączone, przeniosłyby już przypuszczalne dochody
Księztwa, nawet gdyby zupełny ich wpływ nie ule¬
gał wątpliwości. Żywienie wojska sprzymierzone¬
go, utrzymanie jego lazaretów, rekwizycye dla
niego, fortyfikacye, ubranie i opatrzenie wojska kra¬
jowego i pokrywanie asygnat komisyi żywności, wy¬
kluczało możliwość utrzymania równowagi budżeto¬
wej. Ogólny stan kraju nie otwierał żadnych wido¬
ków na przyszłość. Rolnicy wobec zamknięcia eks¬
portu płodów' ziemi, oddawania ich bezpłatnego na
rzecz wojska, i zniszczenia przez wojnę bydła, coraz
mniej zbierają i coraz mniej zbierać będą; obieg go¬
tówki coraz bardziej musi się zwiększać. Oszczędno¬
ści z dawnego dobrobytu pochodzące nie starczą na
konieczne zaspokojenie licznych potrzeb towarami
i produktami z po za kraju sprowadzanemi ani na
zapłacenie podatków. Wszystkie rozpaczliwe środki
chwilowe odwlekają tylko katastrofę, ale jej nie zapo¬
biegają. „Dzień dzisiejszy, Najjaśniejszy Królu, — są
słowa memoryału, — za dni dziewięćdziesiąt wróci
się w całej swojej okropności, a użyte teraz sposoby
czyż mogłyby być jeszcze powtórzone, gdy ich szko¬
dliwość i zawodność dziś nawet są widocznemi?"
Konkluzyą memoryału jest przede wszy stkiem prośba
„użycia całej mocy przełożenia i perswazyi, aby uzy¬
skać Księztwu Warszawskiemu ulgę tak w kosztach
na utrzymanie wojsk sprzymierzonych, jakoteż
w zmniejszeniu ciążącej mu liczby ich**. Linowski
zręcznie przy tej sposobności komplementując Napo¬
leona, czynił aluzye do „niezgłębionych tajemnic
przyszłości14, w której znowu ten kraj może być po-
Szwoleżer gwardyi.
(Z obrazu Horacego Yernefa.)
>>>
385
wołany do poświęcenia sił i zapału swojemu wyba¬
wicielowi, i do faktu, że „na pomyślność i szczęście
Księztwa Warszawskiego dwanaście milionów współ¬
ziomków patrzy z braterską troskliwością obywa-
cznych zaradzenia naglącemu w skarbie niedostat¬
kowi" i że zostaje tylko nadzieja „w mądrości ioj-
cowskiem wsparciu11 króla.
Referat ministra Łuszczewskiego o położeniu
JOZEF de la I*IVIEl*E ZAŁUSKI,
urodzony 14 lipoa 1787 w Ojcowie, porucznik szwoleżerów gwardyi 5 czerwca 1807, kapitan 17 lutego 1811, szef szwadronu
17 lipca 1813, bił się w Hiszpanii, Niemczech i Rosyi, odznaczył się pod Medina de Poinar i Cerignanos, wzięty do niewoli
pod Brienne, generał brygady wojsk polskich 1831 roku.
(Ze współczesnego olejnego portretu.)
telską“. Po za tem memoryał zwracając się wprost
do Króla, ale „nie pozwalając sobie naprzykrzonej
w prośbach śmiałości", zaznaczał, że „nie ma podo¬
bieństwa znaleźć wewnątrz kraju sposobów dostate-
ekonomicznem kraju kładł nacisk na wycieńczenie
i na obawy o „zupełne nakoniec ustanie sił żywot¬
nych" społeczeństwa.' Obraz największego zniszcze¬
nia przedstawiały depertamenty płocki i bydgoski,
>>>
386
które były teatrem ostatniej wojny. Nieznaczna część
ludności Księztwa oddawała siły na użytek pracy
produkcyjnej. Wojsko skonsumowało więcej produk¬
tów rolnych, niż w latach pruskich wynosił wywóz
za granicę. Przez cały rok 1807 nie wywieziono nic
do zwykłych portów polskich Gdańska, Elbląga,
Szczecina i Królewca, a mimo tego wszędzie w spich-
cego poparcia rządu, brak gotowizny w „grubej mo¬
necie"—wytwarza tak smutne położenie, że ratować
się trzeba z niego tylko nadzwyczaj nenii środkami.
Próby zaciągnięcia w Holandyi 3 milionów na dobra
narodowe nie powiodły się; rozkaz króla, aby próbo¬
wać pożyczki wewnątrz kraju od dzierżawców dóbr
narodowych, także trudny jest do wykonania, bo
niewielu się oświadczyło „ochoczych wierzycieli";
projekt Dembowskiego, aby zaciągnąć „przymuszo¬
ną pożyczkę od kapitalistów i żydów, usprawiedli¬
wiony nagłością i koniecznością potrzeby — nie od¬
powie dostatecznie oczekiwaniu". Łuszczewski czyni
przytem uwagę: „Żydów szczególnie obciążać — nie-
w'iem czyli nam przystoi i konstytucya dozwala".
Możliwa jest tylko według opinii ministra przymuso-
rzach są pustki. Na zapłacenie produktów zagra¬
nicznych kraj wyniszcza się z gotowizny. Mimo wy¬
bierania podatków, ile sił starczy, zaległości w po¬
datkach są ogromne. Cła wobec otwartych w czasie
wojny granic zmniejszyły się; poczta przyniosła tyl¬
ko niedobór. Zamknięcie handlu pszenicą i drzewem
do Anglii, ciężary z powodu prowiantowania i fura-
żowania masy wojsk, upadek przemysłu potrzebują-
FRYDERYK AUGUST,
książę warszawski, w podeszłym wieku.
(Według portretu Yogela sztychował Steinla, ze zbiorów p.. Leopolda Meyeta.)
>>>
387
wa pożyczka od dzierżawców dóbr narodowych, jak¬
kolwiek „wszystka wiara publiczna, wzgląd na licz¬
ne dzierżawców tych szkody, na wielkie przez nich
zrobione w dobrej wierze ofiary i nakłady w gospo¬
darstwie, traktaty nawet mówią za niemi", nie mó¬
wiąc już o tem, że wielu z nich miało puszczone przez
króla Pruskiego dobra tytułem długoletnich zasług
i utraty sposobu do życia i że nie powinniby na pra¬
PO^UCZFIIK SZWOLEŻERÓW GWARDYI FIIuLiEBOfW,
z szeregów legii Nadwiślańskiej zamianowany porucznikiem pułku lekkokonnego gwardyi 17 lipca 1813, odznaczył się
w kilku bitwach i potyczkach 1814 roku.
(Z portretu współczesnego.)
wach swoich tracić w teraźniejszym rządzie. Łusz¬
czewski proponował w dalszym ciągu tego referatu
wzięcie na hipotekę dóbr narodowych sum depozyto¬
wych i pupilarnych z kas sądowych. Od sejmu zwo¬
łać się mającego nie wiele się spodziewał Łuszczew¬
ski, bo zwiększone podatki nie będą mogły być wy¬
brane. Zdaniem jego trzeba było postarać się ko¬
niecznie o pożyczkę w miastach saskich przy pomo-
2) wzięcia tymczasem tych wojsk na koszt rządu
francuzkiego; 3) wzięcia wojska narodowego na etat
pokojowy, i 4) zlikwidowania we Francyi dostarczeń
dla wojska francuzkiego czynionych.
Memoryały te trzymane były w tonie zbyt ogól¬
nikowym; dekretem więc z dnia 27 marca polecił król
ministrom, aby przedstawili szczegółowe etaty wy¬
datków i przychodów oraz ogólny bilans i aby wrę-
cy króla i przyspieszyć wypłatę należytości wierzy¬
cielom Księztwa, a w szczególności klasie rolniczej
pod ciężarem rekwizycyi upadającej, za pomocą kreo¬
wania papierów, na dobrach narodowych ubezpie¬
czonych. Ze względu na przyszłość trzeba się starać
o zmniejszenie ciężarów kraj przytłaczających. Do¬
magał się w końcu Łuszczewski: 1) negocyacyj
w sprawie ustąpienia wojsk francuzkich z Księztwa;
Dzieje Porozbiorowe. Tnin I
49
>>>
388
czyli je rezydentowi francuzkiemu. Że sytuacya była
groźna, odczuli niebawem francuzcy wielkorządcy:
w pierwszej połowie kwietnia 1808 r. skarb Księztwa
nie mógł dostarczyć pieniędzy potrzebnych dla woj-
tecznej w stosunkach z zagranicą monecie zdawko¬
wej zaległych podatków nie na wiele przydać się
mogło. Położenie przedstawiało się rozpaczliwie
a troski mężów kierujących sprawami Księztwa były
N
O
er*
CS
P
cT
3
aq
o
*
o
a
o
X
0)
r
o
s
(fi
PC
5’
to
O
X
V
N
o
a
3
5
O'
o
P-
p
O
p-
a»
O
N
P- KJ
P
3


w
OT
!S

O
TO
O-
W
GO
.5
N
-3

X
U}
CS
CO
Ps
s
o
o
ska. Marszałek Davoust z własnych funduszów zali¬
czyć musiał bardzo znaczną sumę pieniężną. Ogło¬
szenie edyktu oddającego pod sąd wojenny każdego,
ktoby wzbraniał się przyjmować dytki w wartości
przez rząd ustanowionej i odbieranie w tej bezuży-
tem większe, że wiadomości, jakie nadchodziły ze
świata zaczęły rzucać pierwsze cienie na niezamąco-
ną dotychczas niepowodzeniem sławę cesarza Na¬
poleona.
Sprawy zagraniczne Księztwa. Pokój tylżycki
>>>
I
389
miał położyć podwaliny nowego porządku, opartego
na francuzko-rosyjskiem przymierzu. W chwili, kie¬
dy oba] monarchowie—poprzyjaźniwszy się z sobą—
spędzali czas rozejmu na biesiadach, przeglądach
Aleksandra tę niespodziewaną wiadomość, zawołał:
„Oto wyrok Opatrzności, wskazujący, że państwo
ottomańskie dłużej istnieć nie może“. Nagle uwaga
obu mocarzy zwróciła się ku dalekiemu wschodowi;
wojskowych i poufnych pogadankach, nadeszła
z Konstantynopola od ambasadora francuzkiego Se-
bastianiego depesza, donosząca o złożeniu z tronu
sułtana Selima III i o zupełnej zmianie stosunków
nad Bosforem. Napoleon, odczytawszy w obecności
wnuk Katarzyny II przypomniał sobie żywo plany
babki, przed oczyma Napoleona przesunęły się świet¬
ne tryumfy egipskie. Przez kilka dni następnych nio
mówiono o niczem, jak tylko o kwestyi wschodniej,
o możliwem, nieuniknionem prawie rozbiorze Turcyi.
>>>
ONUFRY WYCZECHOWSKI.
urodzony 1779, uczeń uniwersytetu w Halli, auskultator sądu miejskiego w Berlinie 1799, w r. 1802 jako „fiskał kameralny”
przybywa do Warszawy, w r. 1806 członek izby wojennej i administracyjnej, referendarz stanu Księztwa Warszawskiego,
członek komisyi prawodawczej, od r. 1811 prezes sądu apelacyjnego Ks. Warszawskiego, członek instytutu kredytowego,
autor „Projektu utworzenia systematu kredytowego w celu umorzenia długów prywatnych ciążących dobra ziemskie
w Księztwie Warszawskiem“ (1811), po utworzeniu Królestwa Polskiego należał do organizacyi wydziału sprawiedliwości,
radca stanu w r. 1829, tajny radca i senator w r. 1841, dyrektor główny prezydujący w komisyi rządowej sprawiedliwości
od 1844 do 1854, umarł 10 marca 1859 roku.
(Litografia I. F. Piwarskiego z portretu Phanhausera.)
>>>
Napoleon wskazywał na mapie przyjacielowi go i drugiego; cesarz widział w duchu drogę do Kon-
swemu przyszłe nabytki terytoryalne na półwyspie stantynopola otwartą, Napoleon możność pokonania
bałkańskim. Rosya miała zabrać księztwa naddu- znienawidzonej Anglii. Na tej podstawie porozumie-
STANISŁAW Hf- DUfUfi WĄSOWICZ,
urodzony 1788 w okolicach Bracławia, od 17 lutego 1811 porucznik szwoleżerów gwardyi, potem kapitan (1812), szef szwadronu
(1813), pułkownik (1814), członek orszaku cesarskiego od 4 lipca 1812 roku aż do dnia abdykacyi cesarza.
(Według litografii współczesnej.)
najskie i ewentualnie część Bułgaryi, Francya Bośnię nie nie było trudnem. Harmonię duchów i serc psuł
i Albanię, przylegające do illyryjskich jej posiadło- cokolwiek Fryderyk Wilhelm III w postawie pokor-
ści, dalej Epir i Grecyę. Wyobraźnia unosiła jedne- nego petenta, wieszający się u boku swego sprzy-
>>>
392
mierzeńca rosyjskiego, psuli Polacy przypominają¬
cy Napoleonowi zaciągnięte długi i niejasne obietni¬
ce, półsłówkami rzucane z Berlina i Poznania. Obie
te kwestye należało więc najpierw uprzątnąć. Z Po¬
lakami nie było trudności; Napoleon na zapytanie
Cesarza Aleksandra nie wahał się oświadczyć, że nie
myśli o odbudowaniu Rzeczypospolitej '). Tem goło-
słownem zapewnieniem, które podług późniejszego
tłómaczenia Napoleona3) wcale go nie obowiązywało,
zadowolnił się Cesarz Aleksander, skoro mu przyrze-
czono, że państwo pruskie istnieć nie przestanie.
Z Prusami było cokolwiek trudniej, bo bronił spra¬
wy Hohenzollernów minister królewski Hardenberg,
piękna królowa Ludwika i wreszcie sam Cesarz Ale¬
ksander, Pod naciskiem tych orędowników przyzwo¬
lił Napoleon na warunki uciążliwe wprawdzie, ale
ratujące przynajmniej byt zagrożonej monarchii.
Tak przyszedł do skutku pokój tylżycki, ale obok te¬
go i traktat zaczepno-odporny pomiędzy Francyą
i Rosyą, mający na celu uspokojenie Europy. Oba
mocarstwa zobowiązywały się zwalczać swoich nie¬
przyjaciół wspólnemi siłami na morzu i lądzie, Ce¬
sarz Aleksander przyjmował pośrednictwo pomiędzy
Francyą a Anglią, a gdyby ta ostatnia do 1 grudnia
’) Vandal Albert: „Napoleon et Alexandre 1“ L’allian-
ce russe sous le premier empire I. De Tilsit a Erfurt. Paris,
1891. Str. 63.
2) Yandal Albert: „Napoleon et Alexandre I“. Str. 106.
1807 roku nie zawarła pokoju na warunkach jej przed¬
stawionych, miał dwór petersburski odwołać swojego
ambasadora z Londynu i skłonić Danię, Szwecyę
i Portugalię do zamknięcia portów swoich Anglikom
i do wypowiedzenia wojny temu mocarstwu. Podob¬
ny obowiązek brał na siebie Napoleon względem
Turcyi, na wypadek zaś odrzucenia warunków poko¬
jowych mieli obaj sprzymierzeńcy uderzyć na PorLę
Ottomańską i z pod jarzma tureckiego uwolnić
wszystkie prowincye, z wyjątkiem Konstantynopola
i RumeliiJ). W ten sposób zamierzali sprzymierzeni
mocarze dopiąć właściwych swoich celów, Napoleon
pognębić Anglię, Aleksander zaś utorować sobie dro¬
gę do Konstantynopola, a każdy z nich pragnął, aby
jego życzenia w najkrótszym spełniły się czasie. Ce¬
sarz Aleksander szczególniej niecierpliwił się i znie¬
chęcał co chwila.
Przyjaźń francuzka wynikała z osobistych jego
sympatyj. Olśniony potęgą geniuszu napoleońskiego
i pociągnięty nadzieją wielkich korzyści na półwy¬
spie bałkańskim, wrażliwy zresztą z natury, stał on
się nagle zapalonym wielbicielem tego Napoleona,
którego niedawmo jeszcze wszelkiemi zwalczał siła¬
mi. Ale naród rosyjski nie podzielał tych entuzyaz-
mów. Przedstawiciel rządu francuzkiego Savary,
wysłany do Petersburga, zastał drzwi salonów dla
) Vandal Albert: „Napoleon et Alexandre I“. (Warun¬
ki traktatu.) Str. 505.
WOJSKO POLSKIE W EPOCE KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
Opatrywanie pozyeyi nieprzyjacielskie].
(Z obrazu Jana Rosena.)
>>>
393
siebie zamknięte, umierał z nudów i tygodniami ca-
lemi zwiedzał — jak najzwyklejszy turysta — osobli¬
wości nadnewskiej stolicy, aby zabić czas i uniknąć
nieprzyjemności, które na każdym kroku go spo¬
tykały.
Pomimo bardzo nieprzyjaznego usposobienia
opinii publicznej zdecydował się Cesarz na zerwanie
stosunków z Anglią, ale równocześnie zażądał dla sie¬
bie wynagrodzenia na wschodzie, narazie Mołdawii
i Wołoszczyzny. Napoleon zgodził się w zasadzie
na tę propozycyę pod warunkiem, że Prusy, które
dotąd kontrybucyi wojennej nie zapłaciły, oddadzą
Szlązk królowri saskiemu.
Gabinet petersburski odrzucił projekt Napoleo-
der. W sprawie szwedzkiej list był o tyle spóźnio¬
nym, że Rosyanie już 15 lutego wkroczyli do Pinlan-
d.yi i zajęli prowincyę tę w krótkim czasie i bez
wielkich trudności, ale zamiary Rosyi sięgały dalej.
Cesarz marzył o zdobyciu Stockholmu, o strąceniu
z tronu wiernego sprzymierzeńca Anglii (Gustawa IV).
W takich warunkach była pomoc francuzka bardzo
pożądana; jeszcze większe nadzieje budził projekt
wyprawy tureckiej. Cesarz był zachwyconym; raz
po razu powtarzał Caulincourtowi: „Oto wielki czło¬
wiek! Oto plan wspaniały!“ odczytywał po kilkakroć
list Napoleona x) i kazał ambasadorowi francuzkie-
mu natychmiast układać się z Rumiancowem o po¬
dział Turcyi i wśród tych objawów radości, wybor-
WOJSKO POLSKIE W EPOCE KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
W poszukiwaniu kwatery,
(Z obrazu Jana Rosena.)
na a sam Cesarz nawet ochłódł znacznie w przyjaz¬
nych swoich dla Prancyi uczuciach. Nowy list Na¬
poleona wystarczył do utrwalenia nadwątlonej co¬
kolwiek przyjaźni. Dnia 2 lutego 1808 roku przed¬
stawił on Cesarzowi nowy plan. „WCMość—pisał—
pragniesz oddalić Szwedów od swojej stolicy i roz¬
szerzyć granice swojego państwa, gotów jestem po¬
magać mu w tem całą moją potęgą. Tymczasem ar¬
mia, złożona z 50,000 Rosyan, Francuzów, a może
i Austryaków, ruszy przez Konstantynopol do Azyi,
a zanim dojdzie do Eufratu, zadrży Anglia i upoko¬
rzy się przed wolą kontynentu. Za miesiąc mogą
wojska nasze stanąć nad Bosforem".
Takim widokom nie mógł się oprzeć Aleksan-
nego humoru, wśród wylewu uczuć przyjacielskich
dla potężnego swego sprzymierzeńca miał tylko
troskę jedną: Żądał gwarancyi co do Szlązka, po¬
wstrzymania manifestacyj polskich, a wreszcie pro¬
ponował zjazd wr Erfurcie, ale jak najprędzej; za 15
dni obiecywał się tam stawić nieomylnie.
„WCMość — pisał równocześnie Caulincourt do
Napoleona — może połączyć Włochy, a nawet i Hisz¬
panię z Prancyą, może zmieniać podług swej woli
dynastye, zakładać królestwa, żądać pomocy na lą¬
dzie i morzu w celu zdobycia Egiptu, gwarancyj
wszelkiego rodzaju, robić zamiany z Austryą, jed-
') Yandal Albert: „Napoleon et Aleksandre I“, Str. 285.
>>>
394
nem słowem przeistoczyć świat cały, byle tylko Ro-
sya otrzymała Konstantynopol i Dardanelle“ *).
Ale Napoleon nie myślał w tej chwili już o sta-
nowczem rozwiązaniu kwestyi wschodniej. Głównym
i najważniejszym celem jego polityki było upokorze¬
nie dumnego Albionu, dlatego związał się z Rosyą,
dlatego układał plan rozbioru Turcyi, wielką wypra¬
wę do Azyi, usiłował wciągnąć w swoje kombinacye
Austryę i dlatego popierał politykę Cesarza Aleksan-
nej administracyi utrzymywały się dawniejsze sto¬
sunki. Wyprzeć ztamtąd Anglików zupełnie i cały
ten półwysep iberyjski poddać pod ogólny kierunek
polityki francuzkiej znaczyło tyle, co zawładnąć mo¬
rzem Śródziemnem i zadać najdotkliwszy cios nie-
złamane] dotąd potędze brytańskiej. Dopięcie tego
celu wydawało się Napoleonowi pilniej szem, niż
awanturnicza cokolwiek i w skutkach swoich wąt¬
pliwa wyprawa nad Eufrat, połączona z nieuniknio-
Transparent na eześe flapoleona I, wystawiony w teatrze narodowym w Warszawie
d. 14 styeznia 1807 roku.
(Ze sztychu współczesnego w zbiorach p. W. Smoleńskiego.)
dra względem Szwecyi. Obecnie cała prawie Europa
uległa woli potężnego imperatora, zamknęła swoje
porty Anglikom, zerwała z nimi stosunki handlowe,
z wielkich rynków europejskich pozostawała zapo¬
biegliwym wyspiarzom oprócz Turcyi jedna tylko
Hiszpania i Portugalia, gdzie — pomimo wpływów
francuzkich — skutkiem nieudolności rządu i nędz-
') Vandal Albert: „Napoleon et Alexandre I.“ (Raport
Caulincourta z dnia 26 marca 1808 roku.) Str. 307.
nem a stanowczem rozwikłaniem kwestyi wschod¬
niej. W lutym roku 1808 powziął on decydujące
w tym względzie postanowienie: Hiszpania miała
stać się podobnie jak Włochy lennem francuzkiem,
zwyrodniałych Burbonów miała w Madrycie zastąpić
świeża latorośl z rodziny Bonapartych. Stosunki by¬
ły do tego przygotowane. W jesieni roku 1807 za¬
warł Napoleon z Karolem IV traktat o podział Por¬
tugalii. Wojska francuzkie pod dowództwem mar¬
szałka Junota zajęły ten kraj w spółce z Hiszpanami,
>>>
395
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
książę-regent portugal¬
ski wraz z rodziną swo¬
ją odpłynął do Brazylii.
W ten sposób sta¬
nęły dla Francuzów o-
tworem wąwozy pire-
nejskie; Napoleon poci-
chu pchał pułk za puł¬
kiem ku brzegom Tagu,
w kraju rosło niezado¬
wolenie; wołano, że
król i kamarylla dwor¬
ska sprzedała Hiszpanię
Francuzom, wreszcie
powstały groźne zabu¬
rzenia, Karol IV złożył
koronę na rzecz syna
swego, księcia Asturyi,
Ferdynanda (VII), ale
to w niczem niezmieniło
położenia, owszem teraz
dopiero rozpoczęła się
zapamiętała walka
stronnictw i Napoleon
mógł wystąpić w roli
pośrednika. Zwabiwszy
rodzinę królewską do
Bayonny, ujrzał się —
po wstrętnych scenach
pomiędzy ojcem a sy¬
nem — panem sytuacyi.
dflfl FRANCISZEK baron de BOORGOIflG,
ambasador francuzki w Dreźnie w pierwszych latach Ksitjz-
twa Warszawskiego (1808—1811), ur. 1748 r. w Neyers, zmarł
w Karlsruhe 1811 r.
(Z litografii współczesnej.)
Korona hiszpańska, któ¬
rą w dziwnem zaślepie¬
niu składali kolejno Fer¬
dynand VII i Karol IV,
dostała się Józefowi Bo¬
napartemu, tron neapo-
litański po nim objął
Joachim Murat. Zdawa¬
ło się, że Napoleon do¬
piął wreszcie upragnio¬
nego celu. Wszystkie
narody romańskie pod¬
legały jego berłu; na
półwyspie apenińskim
rządził pasierb cesarza,
Eugeniusz Beauharnais,
mianowany wicekró¬
lem, prowincye papiez-
kie wcielono do króle¬
stwa włoskiego, Sycy¬
lia, ogołocona z wojsk
angielskich, które po¬
szły pomagać Szwedom,
nie była w stanie opie¬
rać się długo potędze
francuzkiej, wyspy joń-
skie, Korfu i Dalmacya
stanowiły najdalej na
wschód wysunięte po¬
siadłości cesarstwa i
wskazywały drogę
Generał w podróży.
(Z obr. Jana Rosena.)
50
Dzieje Porozbiorowe Tom I.
>>>
396
w głąb półwyspu bałkańskiego do Konstantynopola
i Dardanellów. To też nic dziwnego, że w tej chwili
odżyły w duszy Napoleona dawne marzenia o zdoby¬
ciu Egiptu, o wielkiej wyprawie do Indyj. Poruszono
nagle wszystkie sprężyny machiny administracyj¬
nej, w portach francuzkich, włoskich i holenderskich
gromadzono materyały, budowano statki, w Kadyk-
sie stała przygotowana już eskadra rosyjska Senia-
wina, Bernadotte miał wkroczyć do Danii, sam ce¬
sarz w listopadzie lub grudniu wybierał się na czele
wielkiej armii do Włoch, aby ztąd kierować olbrzy-
miem działaniem, mającem na celu ostateczne po¬
gnębienie Anglii i przekształcenie całego świała. Ale
tu stojącego na szczycie potęgi spotkało pierwsze
niepowodzenie.
Naród hiszpański, pogrążony wr ciemnocie i apa-
tyi, otrząsł się nagle z wiekowego letargu i — obra¬
żony w swoich najświętszych uczuciach — chwycił
za broń przeciw narzuconemu przez obcą przemoc
królowi. Kiedy cesarz wydał rozkazy, aby flota hisz¬
pańska udała się na wzmocnienie eskadry francuz-
kiej do Tulonu, wybuchło w miastach portowych po¬
wstanie, w Kartagenie wymordowano załogę fran-
cuzką, w Saragossie wywieszono sztandar Ferdy¬
nanda VII, w Kadyksie zabrano wszystkie okręty
wojenne, a junta rewolucyjna wydała wojnę Napo¬
leonowi. Wojska francuzkie, nieliczne i rozproszono
po całym półwyspie, nie mogły stłumić ruchu, obej¬
mującego wszystkie warstwy ludności. Fanatyzm
religijny i narodowy, podniecany przez księży i wspo¬
magany przez Anglików, zapalił wojnę straszną, za¬
pamiętałą, w dziejach świata niemal bezprzykładną.
WTprawdzie marszałek Bassieres odniósł zwycięztwo
pod Rio Saco, ale wr kilka dni później złożył broń
z całym swoim korpusem nieudolny generał Dupont
pod Baylen, król Józef musiał opuścić Madryt i szu¬
kać schronienia w Yittoryi. WTrażenie tych wypad¬
ków było ogromne. Zachwiał się urok niezwyciężo¬
nej potęgi napoleońskiej, poruszyły się umysły pa-
tryotów niemieckich; marzono o jakiemś powszech-
nem połączeniu i powstaniu narodów przeciw jarzmu
francuzkiemu, w Królewcu — tymczasowej rezyden-
cyi króla pruskiego i siedzibie świeżo założonego
Tugendbundu — zastanawiano się nawret nad
możnością pozyskania Polaków *). Generał La Ro¬
mana, z oddziałem hiszpańskim odkomenderowany
do korpusu Bernadottego, opuścił samowolnie swoje
') Hausser Ludwig: „Deutsche Geschichte“. Bd. III.
Str. 181.
WARSZAWA Z POCZĄTKU XIX WIEKU.
I^rakowskie^Przedmieście w roku 1807.
(Według akwarelli Yogla w zbiorach p. M. Olszyńskiego.)
>>>
397
stanowisko i — orężem utorowawszy sobie drogę do
morza — na statkach angielskich odpłynął do oj¬
czyzny; Austrya najwyraźniej gotowała się do wojny.
W takiem położeniu musiał Napoleon narazie zanie¬
chać planów wschodnich, skierować całą uwagę
swoją na półwysep pirenejski, przywrócić tam przy-
Tak przyszedł do skutku zjazd av Erfurcie w pierw¬
szej połowie października roku 1808. W otoczeniu
królów i książąt niemieckich, którzy udział w tem
świetnem zgromadzeniu uważali za największy za¬
szczyt dla siebie, wśród biesiad, przedstawień tea¬
tralnych, polowań i przeglądów wojskowych toczyły
y!
h—H
X!
D
n:
o
o
Ph
es:


CS3
CO
CS

3
X
o
t.
m
o
00
(0
N
W
t-
(3
X
o
Ti
o
iC
O
W
to
o
ćmiony cokolwiek blask potęgi francuzkiej i stanąć
przed buntującą się Europą znowu w postaci niezwy¬
ciężonego imperatora. Ażeby tego dokonać trzeba
było jednak naprzód porozumieć się z Rosyą i posta¬
wić ją na straży zachwianego porządku i zagrożo¬
nych interesów francuzkich w środkowej Europie.
się tak pomiędzy monarchami, jak i pomiędzy ich
ministrami (Champagnym, Talleyrandem i Rumiań-
cowem) żywe układy dyplomatyczne. Wplątawszy
się raz w nieszczęśliwy awanturę hiszpańską, stał się
Napoleon zawisłym poniekąd od dobrej woli i przy¬
jaźni swrego sprzymierzeńca, który — oceniając traf-
>>>
f
398
WINCENTY I^RASIliSKI.
urodzony 30 stycznia 1783 r. wBoremelu (woj. wołyńskie), syn Jana starosty opinogórskiego, wnuk Michała Hieronima
podkomorzego rożańskiego, pułkownik lansyerów warszawskich gen. Dąbrowskiego 1806, pułkownik 3-go pułku kawa-
leryi drugiej legii polskiej i członek cesarskiego sztabu generalnego francuzkiego 1807, pułkownik komendant szwole¬
żerów 1807, generał brygady 1811, generał dywizyi 1813, komendant naczelny wszystkich wojsk polskich 4 kwietnia
1814, generał wojsk Królestwa Polskiego, członek Tow. Przyj. Nauk, marszałek sejmu Król. Polskiego 1818, generał
jazdy i dowódzca gwardyi królewskiej 1821, wojewoda Królestwa, gener.-adjutant Ces. Aleksandra I i Ces. Mikołaja I,
członek sądu sejmowego, członek rady państwa Rosyjskiego w wydziale do spraw Król. Polskiego 1833, zatwierdzony
w 1837 w tytule hrabiowskim uzyskanym od Napoleona 1811, twórca ordynacyi 1847, kawaler maltański, um. 1868 r.
nie położenie — okazywał się o wiele więcej wyma¬
gającym i chłodniejszym niż dawniej. Trzeba więc
było przyjaźń okupić znacznemi ofiarami, zezwolić
na wcielenie Finlandyi do Rosyi i na zabór księztw
naddunajskich, zniżyć o 20,000,000 kontrybucyę wo¬
jenną Prusakom, oraz zadowolnić się traktatem od¬
pornym przeciw Austryi i zupełnie platoniczną inter-
wencyą pokojową w Londynie. W chwili, gdy ruch
(Według litografii ze zbiorów ks. "Wł. Czetwertyńskiego.)
>>>
399
narodowy z niepowstrzymaną siłą rozwijał się w Hisz¬
panii i w Niemczech, gdy pierwsze konwulsyjne je¬
go drgania zapowiadały nieuniknioną katastrofę, gdy
powszechna nienawiść z trudnością od gwałtownego
żonym przez moc, której nie uznawał, którą lekce¬
ważył. Umysł jego przenikliwy pojmował całą grozę
położenia. Po pożegnaniu z Ces. Aleksandrem po-
wrrócit Napoleon pieszo do Erfurtu, milczący, w my-
WINCEflTY SZEPTYCKI.
urodzony 5 kwietnia 1782 w Liczkowicach na Podolu, porucznik 2-go pułku kawaleryi polskiej 1807, porucznik pierwszego
pułku szwoleżerów gwardyi 1808, kapitan 1809, szef szwadronu 1812, odznaczył się pod Rioseco, Mira i Bellorado.
(Z portretu współczesnego.)
wstrzymywała się wybuchu, polegały wszystkie na¬
dzieje Napoleona na jedynej podstawie rosyjskiego
aliansu.
Wódz i polityk, wierzący tylko w siłę bagnetów
i potęgę własnego geniuszu, ujrzał się nagle zagro-
ślach pogrążony; przed oczyma duszy jego przesu¬
wała się przyszłość niepewna, mglista i ponura,
w sercu powstawały pierwsze wątpliwości. W tej sa¬
mej chwili przenikliwy Talleyrand przewidywał już
przymierze austryacko-rosyjskie i — niepomny obo-
>>>
400
wiązków względem swego pana — zwierzał się ze
swoich przypuszczeń Metternichowi. Gmach potężny,
na podziw świata wzniesiony, zaczynał się chwiać;
wśród niebezpieczeństw, wyrastających jakby z pod
ziemi, pozostawało Napoleonowi jedno... wiara w si¬
łę własnego geniuszu; z tem przeświadczeniem rzucił
się więc w odmęt wypadków i ruszył na uśmierzenie
hiszpańskiego powstania.
-■	§f|§sf U.- -
Pałae w Łazienkach.
JV[ost Sobieskiego w Łazienkach.
(Z akwafort Anny Wąsowiczowej w zbiorach p. Matjasa Bersona.)
>>>
401
Saragossa. — Somosierra. Na pierwszą wieść
o	rozruchach na półwyspie pirenejskim, a szczegól¬
niej po klęskach, jakie ponieśli Francuzi, postanowił
cesarz wzmocnić siły swoje w Hiszpanii, a następnie
udać się osobiście z wielką potęgą na pokonanie roz¬
zuchwalonego nieprzyjaciela. Zobowiązawszy się
w Erfurcie do opróżnienia z wojsk krajów pruskich
i	Księztwa Warszawskiego, powołał on większą część
stojącego tam wojska na południe, powołał i Polaków.
Poszedł więc najpierw pułk szwoleżerów gwardyi
francuzkiej, lekkokonnym zwany, utworzony w roku
1807 i oddany pod dowództwo Wincentego Krasiń¬
skiego. Była to jazda wyborowa, złożona przeważnie
ze szlachty zamożniejszej, służącej na własnym kosz¬
cie, ubrana we wspaniałe mundury granatowe z kar-
mazynowemi wyłogami, w czapki rogate czerwone,
uzbrojona z początku tylko pałaszami. Szefami szwa¬
dronów (4) byli Tomasz Łubieński, Jan Leon Kozie-
flNNfl z TYSZKIEWICZÓW WĄSOWICZOWH, 1-mo voto POTOCKA,
autorka cennych pamiętników współczesnych.
(Ze sztychu współczesnego w zbiorach ks. Wł. Czetwertyńskiego.)
>>>
402
tulski, Paweł Jerzmanowski i Wincenty Radzimiński.
Stanęli oni najwcześniej na ziemi hiszpańskiej, eskor¬
towali króla Karola IV podczas podróży jego do Bajon-
ny, brali udział w pierwszych bitwach z powstańcami
i pod Rio Seco rozbili sławny pułk dragonów królowej
(de la Reyna). W ślad za tymi nowoczesnymi elea-
doświadczeni legioniści włoscy ze szkoły Dąbrow¬
skiego, żołnierz zaś młody i niewyrobiony należycie.
To też pierwszy przegląd w Bajonnie wypadł niepo¬
myślnie. Napoleon, widocznie w złym humorze, rzu¬
cał się i gniewał, dwóch poruczników i kapitana po¬
słał na odwach, nagany i wymówek nie szczędził,
FRANCISZEK Nfl^WflSK;i,
urodzoąy 1771 r. z ojca Klemensa, podkomorzego wyszogrodzkiego, paź, podkoniuszy i szambelan Stanisława Augusta,
major 1794, członek komisyi cywilno-wojskowej 1806, prefekt departamentu warszawskiego 1810, kasztelan Królestwa
Polskiego 1816, wojewoda 1831, zmarł 1848 roku.
(Z olejnego portretu w zbiorach rodzinnych p. Nakwaskiego.)
rami polskimi podążyła t. zw. legia Nadwiślańska,
powstała ze szczątków dawnej legii polskiej, sprowa¬
dzonej z Neapolu w roku 1807, a uzupełnionej świe¬
żym rekrutem w kraju. Składała się ona z trzech
pułków piechoty — pierwszym dowodził Chłopicki—
i z pułku lansyerów pod pułkownikiem Konopką.
Oficerowie tych pułków byli to po większej części
nie przeczuwając, że ten rekrut polski po bohatersku
sprawi się pod Saragossą i szaloną odwagą swoją
zaćmi sławę starych pułków francuzkich. Jakoż nie¬
długo trzeba było na to czekać. W drodze z Pampe-
luny do Saragossy, w pierwszem spotkaniu pod Tu-
dellą, rozbili ułani w puch piechotę hiszpańską i zdo¬
byli cztery armaty; pod Mallen złamał Chłopicki na
>>>
403
czele 1 pułku piechoty upartych Aragończyków, pod
Alagonem na sam widok polskich żołnierzy pierz¬
chnął nieprzyjaciel i otworzył Francuzom połączo¬
nym z legią Nadwiślańską drogę do Saragossy. Roz¬
poczęło się tak pierwsze, tyle słynne później, oblęże¬
nie tej twierdzy.
Generał Lefebvre-Desnouettes, dowodzący kor¬
pusem oblężniczym, próbował nagłym atakiem opa-
ciel stracił cztery armaty i kilkuset jeńców, pomię¬
dzy którymi znajdował się także oficer angielski.
Odtąd nie było już wątpliwości co do czynnego udzia¬
łu Anglików w tej krwawej i upartej wojnie J). Powró¬
ciwszy z pod Epili, zastał Chłopicki ważne zmiany.
W miejsce niedoświadczonego i mało rozważnego 3)
generała Lefebvre - Desnouett.es objął naczelne do¬
wództwo przybyły z posiłkami generał Yerdier i ten
GRZEGORZ JÓZEF CHŁOPICKI.
urodzony 14 marca 1772, chorąży 1792, kapitan 1794, major legii włoskiej 1800, generał brygady 1809 — 1812, generał dywizyi
wojsk Królestwa Polskiego, od roku 1810 baron cesarstwa francuzkiego, zm. 1854 roku (ob. portret umieszczony na str. 198-ej
niniejszego tomu „Dziejów").
(Według sztychu wydanego w Karslrnhe, ze zbiorów p. Leopolda Meyeta.)
nować miasto, ale — pomimo bohaterskiego natarcia
Polaków pod Chłopickim — niepowiódł się szturm
i trzeba było nowych czekać posiłków. Tymczasem
otrzymał Chłopicki rozkaz wypędzenia z Epili Hisz¬
panów, przecinających komunikacyę z Madrytem.
Z garstką ludzi (1,000) i dwoma działami udał on się
na tę ryzykowną wyprawę, a chociaż zastał w Epili
siły przeważne (8,000), uderzył na nie bez waha¬
nia i najświetniejsze odniósł zwycięztwo. Nieprzyja-
dopiero rozpoczął regularne oblężenie od zupełnego
otoczenia twierdzy. Wykonano w tym celu dwa ata-
’) „Chłopicki w Hiszpanii", ustęp z rękopisu Romana
Załuskiego w dodatku miesięcznym do „Czasu“ z roku 1856.
Na podstawie tych i innych pamiętników współczesnych
opisał udział Polaków w wojnie hiszpańskiej Zygmunt Lu-
cyan Sulima: „Polacy w Hiszpanii". Warszawa, 1888.
2) „Wspomnienia generała Kołaczkowskiego". Księga
I. Kraków, 1898. Str. 137.
Dzieje Porozbiorowe Tom I.
SI
>>>
ki na zewnętrz¬
ne szańce;w je¬
dnym i w dru¬
gim mieli najza-
szczytniejszy u-
dział Polacy;
Chłopicki zdo¬
był Monte Tor-
rero i klasztor
św. Józefa, a
w szturmie głó¬
wnym (dnia 3
sierpnia) opano¬
wał po krwawej
walce i rozpacz¬
liwej obronie o-
blężonych kla¬
sztor Santa En-
gracia. Pomimo
tych chwilo¬
wych powo¬
dzeń, okupio¬
nych krwią żoł-
404
nierzy polskich
i dzielnością o-
sobistą Chłopic-
kiego, o czem
generał Verdier
w raportach
swoich wcale
nie wspomniał,
nie zdołali Fran¬
cuzi zdobyć mia¬
sta, bronionego
z niesłychanem
poświęceniem, a
klęska pod Bay-
len zmusiła ich
do zaniechania
oblężenia. Na¬
stąpiło wtedy o-
gólne cofanie
Wziąeie wąwozu w Somo«Sierra dnia 30 listopada 1808 r.	cuzkich^ku^Pi
(Z litografi Bacie d’Albe’a.)	renejom, gdzie
miano czekać
Napoleon przeehodzi przez wąwóz Guadarrama 22 grudnia 1808 r.
(Z obrazu Jana Chełmińskiego.)
>>>
posiłków i przybycia cesarza. Jakoż pułki, wyru¬
szywszy już w kwietniu z garnizonów wschodnich,
z nad Wisły, Odry i Elby, ciągnęły pospiesznemi
marszami ku brzegom Garonny. W ich liczbie znaj¬
dowała się także jedna dywizya wojsk polskich, zło¬
żona z trzech pułków piechoty (4, 7 i 9). Przekro¬
czyła ona w ostatnich dniach października 1808 roku
Hiszpanów — prowadził do Madrytu wypędzonego
ztamtąd niedawno króla Józefa. Dnia 30 listopada
stanęła armia francuzka u stóp niedostępnego pasma
gór Somo-Sierra. Przed nią rozciągał się wąwóz, po
którym wiła się jedyna droga, za czasów Karola III
zbudowana, szeroka na 8 do 10 łokci, otoczona urwi¬
skami skał i wysokimi szczytami. Ta oczekiwali
WIKTOR J*OJVTAN,
urodzony 1784 w okolicach Żelechowa, wstąpił do pułku szwoleżerów gwardyi 28 lipca 1807, mianowany kapitanem
6 kwietnia 1811, odbył kampanię w Hiszpanii, Niemczech, Rosyi i Franeyi od 1808—1814- roku.
(Z portretu współczesnego.)
granicę hiszpańską. Siły polskie na półwyspie pire-
nejskim wzrosły w ten sposób do 14,000 ludzi. Legia
Nadwiślańska, przydzielona do armii marszałka Lan-
nes, biła się dzielnie v? słynnej bitwie pod Tudellą,
gdzie porażono na głowę wojska Palafoxa i Castano-
sa i udała się następnie znowu pod mury Saragossy;
pułk szwoleżerów towarzyszył Napoleonowi, który—
roztrąciwszy pod Burgos zastępujących mu drogę
Francuzów Hiszpanie. Korpus ich (14,000) obsadził
przesmyk, na zgięciach drogi ustawiono po cztery
armaty, u wylotu stanęła baterya z ośmiu dział zło¬
żona, z każdej kryjówki skalnej i z każdego szczytu
połyskiwały lufy karabinów hiszpańskich. Stanowi¬
sko to, z natury silne i sztuką obwarowane, zdawało
się od frontu niezdobytem. To też wszelkie usiłowania
piechoty francuzkiej były bezskuteczne; rażona gra-
>>>

tJRfi I^EOfl JlIPOL»IT KOZIETULSKI,
urodzony 4 lipca 1781 w Skierniewicach, ukończył nauki w korpusie kadetów w Warszawie, podkomendant gwardyi
honorowej utworzonej w Warszawie 24 października 1806, szef szwadronu szwoleżerów gwardyi 7 kwietnia 1807 za
odznaczenie się w bitwie pod Iławą, po zdobyciu wąwozów Somo-Sierra otrzymuje z rąk Napoleona krzyż legii honoro¬
wej, w dniu 6 lipca 1809 za szarżę przeciw ułanom Schwarcenberga w bitwie pod Wagram otrzymuje krzyż oficerski legii
i rirtuti miklari, baron Cesarstwa dyplomem z dnia 26 kwietnia 1811, ocalił Napoleona pod Mało-Jarosławem 1812 r., 30
maja 1813 r. mianowany majorem, ranny pod Lipskiem, pod Paryżem dowodził eklererami gwardyi i pierwszą brygadą,
dowódzca czwartego pułku ułanów armii Królestwa Polskiego, osłabiony ranami opuścił służbę 1820, umarł w Warszawie,
pochowany w Belsku pod Grójcem.
(Z rysunku Henryka Dziarkowskiego wykonanego z portretu rodzinnego.)
>>>
I
fl|VIBROŻY SKARŻYŃSKI.
urodzony w Gawłowie 1787, kadet w pruskim pułku dragonów 14 czerwca 1804, porucznik szwoleżerów gwardyi 12 marca
1808, kapitan 17 lutego 1811, szef szwadronu 11 kwietnia 1813, oficer legii honorowej, baron Cesarstwa, uczestnik kampanii
hiszpańskiej i rosyjskiej 1809—1813 roku.
(Ze współczesnego portretu.)
>>>
dem kul, nie by¬
ła ona w stanie
wyprzeć Hiszpa¬
nów z dobrze o-
branej pozycyi.
W takiem
położeniu nie
pozostawało nic
innego, jak tyl¬
ko obejść wą¬
wóz i zmusić nie¬
przyjaciela do
odwrotu. W isto¬
cie ruszyły
w tym celu bo-
cznemi ścieży¬
nami górskiemi
bataliony wol-
tyżerów, ale Na¬
poleon, stojący
u wejścia do
wąwozu i nie-
pr zyzwycza-
jony do prze¬
szkód tego ro¬
dzaju, niecier¬
pliwił się i ciskał
gromy wokoło;
nagle — jakby
przypomina¬
jąc sobie coś—
spojrzał na dwa
szwadrony
szwoleżerów
olskich, będą¬
ce dnia tego na
służbie i przy¬
woławszy szefa
trzeciego szwa¬
dronu (Kozietul¬
skiego), kazał
mu uderzyć na
wąwóz. Kozie¬
tulski sformo¬
wał natych¬
miast szwad'
Wejście do wąwozu Somo«Sierra.
(Z litografii Bacler d’Albe’a.)
--i
Zdobyeie szczytu Somo«Sierry, w chwili gdy nadbiegł l«szy szwadron Łubieńskiego na pomoe
szwadronowi 3«mu Kozietulskiego.
(Z obrazu Januarego Suchodolskiego, malowanego według wskazówek generała Tomasza hr.'Łubieńskiego.)
>>>
409
ron swój w czwórki i z okrzykiem „Niech żyje ce¬
sarz!" ruszył do ataku.
Powitani piekielnym ogniem ze wszystkich
stron, a mimoto niezachwiani ani na chwilę, szli Po¬
lacy jak wicher, aż stanęli u szczytu, gdzie przy
głównej bateryi krwawa rozpoczęła się walka. Pierw-
rąbanina, zakończona ucieczką przerażonych Hisz¬
panów. Łubieński, wsiadłszy na karki pierzchające¬
go nieprzyjaciela, ścigał go zapalczywie przez dwie
mile aż do Buytrago, gdzie zdobył jeszcze kasę wo¬
jenną i dopiero na przysłany rozkaz od Napoleona
zaniechał dalszej pogoni. Tak odbyła się owa słynna
dOACfilM HEMPEIi,
urodzony 1 września 1787 w Puławach (N. Aleksandry i), szwoleżer od 6 lipca 1807, porucznik od 21 sierpnia 1809, bił się
w Hiszpanii, Niemczech, i w Rosyi 1808—1813 roku.
(Według współczesnego portretu.)
si, którzy dotarli do armat hiszpańskich (porucznik
Niegolewski i wachmistrz Sokołowski), przypłacili
drogo ten czyn bohaterski; obaj, skłuci bagnetami,
padli na działach ciężko ranieni, ale tuż za nimi nad¬
leciała reszta szwadronu, nadbiegł z pierwszym
szwadronem Tomasz Łubieński i zaczęła się straszna
szarża pod Somo-Sierra, którą sam Napoleon w biu¬
letynie swoim nazwał „atakiem świetnym, jakiego
nigdy nie było“. Okupili tę sławę drogo Polacy. Ze
125 ludzi w szwadronie Kozietulskiego ocalało zale¬
dwie 68; polegli mianowicie lub rany odnieśli wszys¬
cy oficerowie i podoficerowie, tak, że u szczytu wą-
>>>
410
wozu nie było już komendy, ale czyn bohaterski
okrył niespożytą chwałą imię polskie i zjednał hufcom
polskim podziw świata, szacunek u sprzymierzeńców
zarówno jak i u nieprzyjaciół. Nie mieliśmy niestety
z wyjątkiem księcia Czartoryskiego w tej epoce dy¬
plomatów i mężów stanu. Ze źle zrozumiałej oszczęd-
Widok ogólny bitwy pod Somo«Sierra.
(Ze starego drzeworytu.)
fJapoleon spotyka szwoleżerów po zdobyciu Somo-Sierry.
(Z akwarelli Juliusza Kossaka.)
i
>>>
ności, w niepojętem jakiemś zaślepieniu, złożyli Po¬
lacy troskę o najżywotniejsze sprawy swroje na barki
reprezentantów saskiego dworu i — wierząc święcie
w gwiazdę napoleońską — od niej tylko oczekiwali
wszystkiego. Ale i tam, w ognisku ówczesnego życia
zemście swojej świat cały podburzał i uzbrajał prze¬
ciw Napoleonowi, Polacy ograniczali się do ścisłego
wypełniania rozkazów, nadchodzących z Paryża. To
też cały ciężar pracy nad podźwignięciem Księztwa
oskiego spadał na tych, co — niepytając się
politycznego, nie mieli nikogo, coby w ich imieniu
i za nimi przemawiał.
Kiedy taki Pozzo di Borgo, człowiek niewątpli¬
wie utalentowany, ale nie reprezentujący nic więcej
nad vendettę korsykańską, odgrywał pierwszorzęd¬
ną rolę dyplomatyczną w Europie i w nienasyconej
wiele o dyplomatyczne zabiegi — całą ufność pokła¬
dali w działaniu wTojskowem.
Kiedy tak Napoleon, dzięki Polakom już w rocz¬
nicę koronacyi swojej i bitwry austerlickiej (dnia 2
grudnia) wrjeżdżał w mury starej stolicy hiszpań¬
skiej, legia Nadwiślańska po krótkim wypoczynku
Dzieje Porozbiorowe. Tom 1.
52
Szarża szwadronu szwoleżerów pod Kozietulskim.
(Z obrazu Wojciecha Kossaka.)
>>>
412
nad brzegami Ebru, wzmocniona nowemi
posiłkami z kraju, udała się, wśród bezu¬
stannych walk z powstańcami, pod mury
Saragossy, która pod wodzą Palafoxa go¬
towała się do rozpaczliwej przeciw fran-
cuzkiemu najazdowi obrony. Obwarowani
doskonale, mając pod dostatkiem artyleryi,
amunicyi i żywności, ufni w opiekę N. P.
Maryi del Pilar, ożywieni przytem gorą¬
cym patryotyzmem, bronili się Hiszpanie
z podziwienia godną wytrwałością i walecz¬
nością. Oblężenie było trudne zatem i po¬
łączone z wielkiemi dla oblegających stra¬
tami, a Polacy —jak zwykle na pierwszy
wysyłani ogień — odznaczali się bohater¬
stwem i pogardą śmierci. Energiczniej¬
sze działanie ze strony Francuzów rozpo¬
częło się właściwie dopiero z końcem
stycznia roku 1809, to jest od czasu, gdy
marszałek Lannes przybył ze swoim korpusem
i objął nad armią oblężniczą naczelne dowództwo.
Dnia 27 stycznia przypuszczono pierwszy szturm
i odtąd już dzień za dniem toczyły się mordercze
walki w ulicach miasta, gdzie każdy większy budy¬
nek, każdy dom niemal zamieniono w fortecę, którą
z bagnetem w ręku i pod gradem kul zdobywać
przychodziło. Chłopicki, mianowany generałem bryga¬
dy wziął po zapamiętałej walce szturmem jedną z naj¬
ważniejszych pozycyj, znany nam już klasztor Santa
Engracia i — uzyskawszy w ten sposób silny punkt
oparcia dla oblegających — spełnił tem samem naj¬
trudniejsze zadanie. Mimo to bój nieustanny trwał
do 21 lutego, poczem reszta załogi, zdziesiątkowana
orężem i chorobami, wynędzniała z głodu, złożyła
broń i oddała zwycięzcom miasto, zburzone prawie
doszczętnie, zawalone gruzami i stosami trupów.
Z 5,000 Polaków poległo przy tem strasznem oblęże¬
niu 650 ludzi.
Inne cokolwiek, ale równie bolesne losy prze¬
chodziła dywizya wojsk Księztwa Warszawskiego.
Wypocząwszy przez czas krótki w Madrycie, wyru¬
szyła ona do Estremadury, brała chlubny udział
w bitwach pod Almaraz i Ciudad-Real i przez dłuż¬
szy czas zajmowała starożytne Toledo. Odtąd dzieje
Polaków w Hiszpanii rozpryskują się na tysiączne
epizody, z których część ma barwę romantyczną
i awanturniczą, a każdy niemal jest zaszczytnem
świadectwem waleczności i dzielności polskiego żoł¬
nierza. W Granadzie i Maladze, nad brzegami morza
Śródziemnego, w Aragonii zarówno jak i w górach
nawarskich, wszędzie połyskują polskie bagnety,
powiewają barwne proporce polskich ułanów, wszę¬
dzie sieją postrach i przerażenie w szeregach nie¬
przyjaciół, a nie rzadko budzą w sercach zdzicza¬
łych Hiszpanów szacunek i prawdziwą sympatyę.
flapoleon wśród szwoleżerów pod Somo«Sierra.
(Z obrazu Grenier’a.)
JAN	ks. MOflTEBEliUO,
marszałek Francyi, zwycięzca pod Pułtuskiem i Tudellą,
wódz oblężenia Gdańska i Saragossy.
(Ze sztychu Desjardin’a według portretu Gerarda.)
>>>
413
Napoleon zwiedza wąwóz po jego zdobyeiu.
(Z obrazu H. Bellange.)
Konstantynopola. Napoleon odrzucił wte¬
dy wprawdzie ów „romans polityczny" wy¬
trawnego dyplomaty '), ale w roku 1806,
kiedy Austrya, zelektryzowana wojną pru-
sko-rosyjską, zaczęła gromadzić siły zbroj¬
ne w Czechach i w Galicyi, uznał sam za
stosowne wystąpić z propozycyą innego
rodzaju. W liście pisanym z Poznania
(wT grudniu) ofiarował on cesarzowi Fran¬
ciszkowi Szlązk pruski za Galicyę i od¬
dawał w jego ręce losy Polaków 2).
Otwierała się więc dla Austryi nowa
kombinacya: odzyskanie prowincyi, opła¬
kanej niegdyś przez Maryę Teresę i sekun-
dogenitura w Polsce. Talleyrand ze swej
strony, a tym razem już za wyraźnem
') Yandal Albert: „Napoleon et Alexan-
drew, str. 8.
-) Tamże, str. 15.
Wśród tysiącznych niebezpieczeństw, dniem i nocą
narażony na śmierć od kuli lub skrytobójczego szty¬
letu, żołnierz polski traci zwolna właściwą mu łago¬
dność, staje się często może srogim i okrutnym, ale
mimo to nie przestaje być człowiekiem, nie morduje
z zemsty lub dla przyjemności, jak to w tej wTojnie
eksterminacyjnej działo się zwyczajnie. Ztąd z ubo¬
lewaniem nad zmarnowanem bohaterstwem polskiem
ale i z pewną chlubą można spoglądać na ten okres
bojów, które Polacy przez trzy lata staczać musieli
pod skwarnem niebem hiszpańskiem. Rok 1812 po¬
wołał hufce polskie z powrotem do kraju, gdzie tym¬
czasem doniosłe zaszły wypadki.
Wojna z Austryą w r. 1809.—Wtargnięcie w Księz-
two Warszawskie. — Bitwa pod Raszynem. — Zdobycie
Galicyi. Ze wszystkich mocarstw europejskich, wal¬
czących zawzięcie od początku przeciwko rewolucyi
francuzkiej i Napoleonowi, prowadziła Austrya poli¬
tykę najniewłaściwszą i najmniej zgodną z istotnemi
swojemi interesami. Chwyciła ona za broń ze wzglę¬
dów dynastycznych; raz wciągnięta w bój, służyła
za narzędzie dypłomacyi angielskiej przedewszyst-
kiem, za taran do rozbicia znienawidzonej republiki,
za marne subsydya, dostarczane z Londynu, płaciła
krwią swoich ludów, utratą najpiękniejszych prowin-
cyj, ruiną ekonomiczną i finansową wszystkich kra¬
jów koronnych. Tymczasem jeżeli dla kogo, to dla
Austryi, po przebyciu wywołanych wrażeń ścięciem
Ludwika XVI i nieszczęśliwej Maryi Antoniny,
otwierały się widoki inne, o wiele pomyślniejsze.
Talleyrand po zdobyciu Ulmu radził Napoleono¬
wi oddać Austryi księztwa naddunajskie i Bessarabię
w zamian za prowincye niemieckie, pozyskać sobie
w ten sposób wiernego sprzymierzeńca i stworzyć
wał ochronny przeciw wszelkim dążeniom do zajęcia
JAN CHRZCICIELI BESSIEf*ES ks. ISTRYI,
zwycięzca z pod Torunia i Iławy, wódz kawaleryi w wojnie
hiszpańskiej.
(Ze sztychu Ladaerer’a według portretu Riesnera.)
>>>
zezwoleniem cesarza, podsuwał gabinetowi wiedeń¬
skiemu plan wschodni. Nie mniej gorliwie pracowa¬
ła nad pozyskaniem Austryi i dyplomacya rosyjska.
Pozzo di Borgo, w roli ajenta petersburskiego dworu,
używał wszelkich środków, aby nakłonić cesarza
Franciszka i arcyksięcia Karola do przymierza z Ro-
„Jestem swobodnym i będę się bił o ile można jak
najpóźniej“ —tak zakończył rozmowę swoją z Razu-
mowskim i z Pozzo di Borgo cesarz Franciszek.
Austrya dowiodła jeszcze raz, że z najpomyślniej¬
szych nawet okoliczności skorzystać nie potrafi. De-
cyzya — jak zwykle w Wiedniu — przychodziła za-
N
O
er1
w
c
X
o
S
3
X
X
O
2.
5*^
(n
x
o
*
p
P
o
05
o
P
6
o
tr
o-i.
fl)
N-
a
N-
o
CD
P
CD
W
OK?
o

O
a
tn
o
3
0
1
U)
M-
O
syą. Ale dwór wiedeński, zrażony ostatniemi klęska¬
mi, wyczerpany w zasobach, a przytem nieskory do
stanowczych decyzyj, nie umiał skorzystać ze szczę¬
śliwego położenia. Nie mógł przezwyciężyć wstrętu
swego do Napoleona, postanowił zatem nie wiązać
się z nikim, lecz oczekiwać dalszych wypadków.
późno i w najniewłaściwszej porze. W rok po tych
wypadkach, po pogromie armii sprzymierzonej pod
Friedlandem i po układach tylżyckich, zawiał nagle
nad Dunajem wiatr wojenny. Wzburzenie umysłów
w Niemczech i zawikłania hiszpańskie poruszyły ży¬
wo koła rządowe wiedeńskie. Porzucając politykę
H:-;
' 
>>>
415
dynastyczną, chwycono się tam idei wielkoniemiec-
kiej. Kierownik ówczesny zewnętrznej polityki au-
stryackiej (hr. Jan Filip Stadion) i ambasador przy
dworze francuzkim (hr. Metternich), obaj potomko¬
wie rodzin niemieckich z nad Renu i Szwabii, wi¬
dzieli oczywiście w tem rozbudzeniu ducha niemiec-
było oddawać się różowym nadziejom o odzyskaniu
wpływu w Niemczech i we Włoszech, o zdobyciu
dla Austryi tego wielkomocarstwowego stanowiska
w Europie, którego ona szukać nie umiała na wscho¬
dzie. W tym kierunku politycznym, tak sprzecznym
zresztą z interesami państwa, złożonego w większej
i
'S
•o
3
H
(3
Cl
§
-O
I
kiego zbawienie i przyszłość Austryi. Lojalność dy¬
nastyczna Węgrów i brak poczucia narodowego
u Słowian austryackich w tym czasie, sprzyjały nad¬
zwyczajnie owym mrzonkom o wielkoniemieckiem
posłannictwie monarchii habsburskiej.
Rozbudziwszy w prowincyach niemieckich pa-
tryotyzm germański i poruszywszy Węgrów, można
części z narodów nie niemieckich i geograficznie
złączonego bardziej ze wschodem niż ze środkową
Europą, utwierdzały wiedeńskich mężów stanu wpły¬
wy angielskie, w charakterze półurzędowym kręcą¬
cy się nad modrym Dunajem agenci pruscy i uspo¬
sobienie arystokracyi austryackiej, na wskroś legi-
tymistycznej, wrogiej Napoleonowi i Francuzom,
>>>
416
ulegającej wpływom Ra-
zumowskiego, ubolewa¬
jącej nad losem Prus
i ujarzmionej Europy.
Wśród takiego chaosu
uczuć i zdań, wśród tej
muzyki przyszłości, na¬
strojonej na tonwielko-
germański i kosmopoli¬
tyczny, nie było miej¬
sca dla trzeźwego roz¬
sądku i zdrowej poli¬
tycznej myśli. Rzucono
się więc nagle z gorącz¬
kowym pospiechem do
reorganizacyi wojska,
zaprowadzono t. zw.
landwerę na wzór
pruski, nawiązano sto¬
sunki z patryotami nie¬
mieckimi, poruszono
dynastyczne uczucia
Węgrów i Tyrolczyków
i wywołano w prowin-
cyach niemieckich
sztuczny może cokol¬
wiek, ale dość powsze¬
chny zapał narodowy.
W miarę niepomyślnych
wiadomości z pola walki
w Hiszpanii stawał się
ten prąd w Austryi co¬
raz groźniejszym, poli¬
tyka wie ieńskiego dwo¬
ru coraz bardziej wy¬
zywającą. Do Erfurtu
nie przybył ani cesarz
Franciszek, ani żaden
z arcyksiążąt, wysłano
tam tylko generała Yin-
centa, żarliwego zwo¬
lennika stadionowskiej
polityki i zdeklarowane¬
go nieprzyjaciela Fran-
cyi. Wobec tego użył
Napoleon pośrednictwa
Cesarza Aleksandra, ale
to, co pełnomocnik au-
stryacki usłyszał od Ce¬
sarza Rosyjskiego wEr-
furcie, a Stadion od Ra-
zumowskiego w Wie¬
dniu, mogło gabinet wie¬
deński raczej utwier¬
dzić, niż powstrzymać
w wojowniczych zamia¬
rach. Tylko brak pie¬
niędzy i nieukończone
jeszcze uzbrojenia odro¬
czyły na razie wybuch
wojny. Kiedy jednak
Napoleon z główną po¬
tęgą swoją wyruszył do
Hiszpanii, postanowiła
Austrya skorzystać z je¬
go oddalenia i rozpalić
WINCENTY TOEDWEfl,
ur. 1788 w Dzięciłowie, wstąpił do szwoleżerów gwardyi
2 września 1807, porucznik 10 marca 1809, kapitan 11 sierpnia
1812, raniony pod Somo-Sierra, odznaczył się pod Wagram.
(Z portretu współczesnego.)
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
w,
iM
Szturm do bramy.
(Z obr. Jana Rosena.)
>>>
417
Jtfledal na eześe Fryderyka Augusta księcia
Warszawskiego od Warsz. Tow. Przyj. f4auk
1809 r.
płomień wojny w Niemczech. Liczono przy tern oczy¬
wiście na pomoc Anglii i Prus, na powstanie nie¬
mieckie, a — nie wiedząc o przymierzu odpornem
francuzko - rosyjskiem — miano nadzieję pozyskać
dla koalicyi także i dwór petersburski. W tym celu
wyjechał tam z początkiem roku 1809 książę Karol
Schwarzenberg, ale prośby jego i przedstawienia nie
odniosły żadnego skutku. Cesarz Aleksander mówił
wiele o swojej życzliwości dla Austryi, oświadczył
jednak, że ma ręce związane i że nie wierzy w powo¬
dzenie wojny. Wtedy wryjął z zanadrza pełnomocnik
austryacki listy i dokumenty, których mu dostarczył
arcyksiążę Ferdynand, dowodzące, że istnieje wielka
konspiracya w celach niechętnych Rosyi i że Napo¬
leon zamiary te popiera *). Aleksander, poruszony
widocznie tern odkryciem rzekł: „Widzisz pan więc,
co mi grozi, gdybym się z Wami połączył?" Z tem
wszystkiem wywiózł Schwarzenberg z Petersburga
to wrażenie —jak się niebawem okazało — zupełnie
trafne, że na wypadek wojny Rosya nie zbyt gorliwie
będzie popierała francuzkiego swego sprzymierzeńca.
Z tem przeświadczeniem rzucono się więc w wir
wojny. Dnia 9 kwietnia uwiadomił arcyksiążę Karol
marszałka Davoust o rozpoczęciu kroków wojen¬
nych, a równocześnie wkroczyły wojska austryac-
kie do Tyrolu i do Bawaryi; arcyksiążę Ferdynand
d’Este stanął na czele 33,000 ludzi i 94 armat u gra¬
nic Księztwa Warszawskiego (nad Pilicą), aby si¬
łą ochronić Galicyę od knowań i zamachów re¬
wolucyjnych. Proklamacya arcyksięcia, zręcznie
ułożona i rozesłana dnia 15 kwietnia, wspominała
0	ofiarach, jakie Polacy ponoszą dla obcej sprawy
1	ambitnych widoków Napoleona i kończyła zapew¬
nieniem, że Austrya „przywracając każdego do praw,
które utracił, zamierza ustalić porządek w Europie
i obdarzyć ją tylko pożądaną spokojnością“. Nie
potrzeba dodawać chyba, że odezwa ta, będąca
w tak jawnej sprzeczności z dotychczasową polityką
dworu wiedeńskiego względem Polaków, żadnego
]) Hausser Ludwig: „Deutsche Geschichte-1. III Bd.,
Str. 266.
nie sprawiła na umysłach wrażenia i że
przeciwnie tak wojsko jak i ludność go¬
towa była do najenergiczniejszej walki
z niespodziewanym atakiem.
Pomimo powszechnego zapału przed¬
stawiało się jednak położenie kraju bardzo
groźnie. Rząd Księztwa, czy to ze zbyt¬
niego zaufania w potęgę Napoleona, czy
też — co rzecz jeszcze dziwniejsza — nie
mający wiadomości o wojennych zamia¬
rach najbliższego sąsiada, był zupełnie
nieprzygotowanym. Prawda, że los wrojnv
nie nad Wisłą lecz nad Dunajem musiał
się rozstrzygnąć, ale ci, co ster rządu
dzierżyli, byli obowiązani pamiętać prze-
dewszystkiem o sobie i o obronie kraju,
który opiece ich był poruczony. Siły
zbrojne polskie — po odtrąceniu tego, co
znajdowało się w Hiszpanii i w Gdańsku — wyno¬
siły nie więcej jak 14 batalionów piechoty, 5 pułków
jazdy i 32 dział polowych. Trzecie bataliony nie
miały jeszcze karabinów, twierdze Modlin, Praga,
Serock i Toruń, źle uzbrojone i niezaopatrzone w ży-
_
C O D E X
NAPOLEONIS
LIBRl
V A R & A V I A C
h a c c c i ».
rypit FP. Scholarum Piamn,
Karta tytułowa pierwszego wydania Kodeksu
fiapoleona.
>>>
418
wność, nie były w stanie opierać się nieprzyjacielo¬
wi, słowem kraj cały stał dla najazdu otworem, gdyż
armia polska, którą można było użyć w polu, liczyła
nie można było dość wcześnie uprzątnąć nagroma¬
dzonych zapasów, skłoniły księcia Józefa do stocze¬
nia walnej bitwy z nieprzyjacielem. W tym celu za-
ADAJVT KASPEROWSKI,
major wojsk polskich, adjutant króla Hieronima, autor „Żalów Elwiry11, tłómacz Tassa, redaktor „Dziennika rolniczo-
przemysłowego11 we Lwowie (1838—1839), zmarł we Lwowie 1847 roku.
(Według portretu rysowanego ołówkiem ze zbiorów p. J. Kasperowskiego.)
wraz z oddziałem saskim (1,200 ludzi i 12 armat)
najwyżej 15,000 żołnierzy. Z tem wszystkiem honor
wojskowy i konieczność bronienia Warszawy, zkąd
jął on ze szczupłemi siłami swojemi stanowisko pod
Kaszynem, osłonięte cokolwiek rzeczką i bagnisteml
nizinami i tu dnia 19 kwietnia wytrzymał przez dzień
>>>
Wojsko Księztwa Warszawskiego w 1808 roku.
Akwarella specjalnie dia „pziejów Porozbiorowyoh* Narodu Polskiego wykonana przez Józefa Ryszkiewicza.
Finzyller
Of. Artyleryi Konnej. Artyleria konna.	Strzelec konny.	Oficer strzelców konnych. Pułkownik ułanów. General.
Oficer Woltyteów. Woltyżer. Oficer Flnzyllerów. Grenadier. Oficer Grenadierów.	Major sztatin. Pułkownik plecloty.
Hnzar.	Oficer ułanów. Ułan kompanii wyborczej. Of. uł. komp. wyborczej.
Pnłkownlk artyleryl. OScer artyleryl. Kanonier.	Saper.
Ułan.	Oficer huzarów.
Tambur major. Piecbola z 1812 r. Piechota z 1812 r.
Dobosz.
>>>
TOMASZ POMIAN łll?. ŁiUBIE]lSKI,
syn ministra sprawiedliwości Ks. Warsz., ur. 24 grud. 1784 w Szczytnikach, podkomendant gwardyi cesarskiej w Warszawie
24 października 1806, szef szwadronu szwoleżerów 7 kwietnia 1807, pod Somo-Sierra po rannym. Kozietulskim wzmocniony
plutonem porucznika Rostworowskiego objął komendę i zdobył ostatnie działa, na czele 29 szwoleżerów rozproszył cały
szwadron Anglików, pułkownik 2-go pułku lansjerów nadwiślańskich, baron Cesarstwa, generał wojsk Król. Polskiego,
dowódzca jazdy pod Grochowem 1831, potem dowódzca oddzielnego korpusu, poseł na sejm 1816 z pow. krasnystawskiego,
senator-kasztelan Król. Polskiego 1826, inicyator i założyciel wraz ze Steinkellerem Tow. drogi żel. Warsz.-Wiedeńskiej,
założyciel domu handlowego pod firmą „Bracia Łub. i Sp.“, zmarł 1870 roku.
(Z olejnego portretu w zbiorach rodzinnych hr. Rogera Łubieńskiego.)
Dzieje Podzbiorowe Tom 1.
53
>>>
420
WAI^EflTY GAGflTKIEWICZ,
urodź. 1750 w Warszawie, syn chirurga, uczeń 00. Jezuitów
i Ks. Pijarów, uczeń w aptece, student medycyny w Paryżu,
stopień doktora medycyny uzyskał w Reiins, w r. 1770 wraca
do Warszawy, inicyator szkoły chirurgicznej, królewski
konsyljarz nadworny 1784, posiadacz medalu Merentihus,
obdarzony szlachectwem 1788, pierwszy z lekarzy wśród
członków Tow. Przyj. Nauk, zmarł 10 stycznia 1805 roku.
(Z litografii znajdującej się w zbiorach p. Zygm. Wolskiego.)
cały natarczywość dwakroć liczniejszej armii au-
stryackiej. Kluczem pozycyi polskiej był lasek przed
Falentami,* broniony po bohatersku przez generała
Sokolnickiego, brany kilkakrotnie szturmem i odbie¬
rany napowrót przez Polaków. Tu w tej strasznej
walce poległ Cypryan Godebski, żołnierz-poeta, puł¬
kownik 8 pułku piechoty, dzielny legionista, towa¬
rzysz broni Dąbrowskiego i Kniaziewicza. 0 5-tej
godzinie po południu opanował wreszcie nieprzyja¬
ciel Falenty i zwrócił całą swoją potęgę na groblę,
wiodącą do Raszyna. Przed przemagającą siłą ustę¬
pował żołnierz polski zwolna, walcząc uparcie o każ¬
dą piędź ziemi, aż o zmierzchu już stanął przed sa¬
mym Paszynem.
Tu jednak przywitały Austryaków działa sa¬
skie, przy których znajdował się książę Józef; gra¬
dem kartaczy rażony, zatrzymał się nieprzyjaciel
przed płonącą wioską, a noc zapadająca położyła
wreszcie kres morderczym zapasom. Austryacy stra¬
cili w tym krwawym dniu 2,500 ludzi, Polacy zaś
450 poległych, 900 rannych i 40 zabranych do nie¬
woli. Odejście Sasów, którzy -— wskutek dawniej
otrzymanych rozkazów — natychmiast po bitwie wy¬
ruszyli do domu, szczupłość sił i zmęczenie wielkie
żołnierza, skłoniły księcia Poniatowskiego do odwro¬
tu. Bitwa raszyńska była chlubną dla oręża polskie¬
go, zaszczytną dla naczelnego wodza i oficerów.
Żołnierz młody, w znacznej części po raz pierwszy
w ogniu będący, mierzył się z weteranami armii
austryackiej i — jakkolwiek liczebnie słabszy —
utrzymał się na polu walki przez dzień cały, nie stra¬
ciwszy ani jednego sztandaru, nie oddawszy ani je¬
dnego działa z wyjątkiem dwóch zdemontowanych
armat, które w błocie ugrzęzły.
Książę Józef, stojąc w najtęższym ogniu, dał
dowody niepospolitej waleczności i odwagi; oficero¬
wie wszyscy spełnili obowiązek swój prawdziwie po
bohatersku; odznaczyli się, oprócz Godebskiego, So-
kolnicki i Pelletier (Francuz), dowodzący artyleryą
polską. Honor armii był zatem ocalony, ocalone za-
dflfł FELIKS fl|V[OR hr. TARNOWSKI
urodź, w Dzikowie 1779 r., syn Jana starosty kahorlickiego,
poeta, przyrodnik, zbieracz i bibliofil, w r. 1806 członek gali¬
cyjskiego rządu centralnego, członek delegacyi oznaczającej
granice Galicyi i Księztwa Warszawskiego, członek Tow.
Przyj. Nauk, w 1813 wysłany do Paryża wraz ze Stanisławem
Zamoyskim dla złożenia hołdu Cesarzowi Aleksandrowi I,
referendarz stanu, potem senator-kasztelan Król. Polskiego,
członek rady stanu, komisyi oświecenia, najwyższy sędzia,
po roku 1830 osiadł w Dzikowie, zmarł 3 maja 1842 roku.
(Z litografii współczesnej.)
>>>
■421
Pałac Łubieńskich, w którym sią mieściła
szkoła prawa i administraeyi Warsz.
(Z litografii współczesnej.)
mocą której następowało dwudniowe zawieszenie bro¬
ni, a w tym czasie miały wojska polskie z całym ryn¬
sztunkiem opuścić Warszawę. Wódz austryacki po¬
ręczył nadto bezpieczeństwo osób i mienia i przy¬
rzekł na miasto nie nakładać nadzwyczajnych kon-
trybucyj. Za późno spostrzegł nieprzyjaciel, żo wa¬
runki kapitulacyi nie obejmowały wcale przedmie¬
ścia Pragi, położonego na prawym brzegu Wisły.
Gdy więc wojsko polskie z niechęcią i wśród narze¬
kań ludności stołecznej, obwiniającej lekkomyślnie
wodzów o zdradę, przeszło rzekę i zajęło fortyflka-
cye pragskie, zażądał arcyksiążę oddania Pragi, gro¬
żąc w przeciwnym razie bombardowaniem. Odpo¬
wiedział na to książę Poniatowski, że każe natenczas
strzelać do Warszawy i zburzy najpierw pałac wła¬
sny „pod Blachą". Energiczna postawa wodza pol¬
skiego odniosła skutek i arcyksiążę zawarł nową
flarożnik ulicy Napoleona 1 pałac Teppera.
(Z litografii współczesnej.)
pasy warszawskie, podniosła się odwaga
ludności, podczas gdy nieprzyjaciel, zdzi¬
wiony i zatrwożony dzielnością szczupłego
wojska polskiego, stracił fantazyę i śmia¬
łość w działaniu. Jakoż nazajutrz po bi¬
twie pierwszy arcyksiążę zgłosił się do
głównej kwatery polskiej z układami.
W tym stanie, w jakim się znajdowały
fortyfikacye warszawskie i wobec braku
zupełnego prawie artyleryi wałowej, obro¬
na stolicy wrydawrała się szalonem praw¬
dziwie przedsięwzięciem. Można było
wrprawrdzie, naśladując przykład Saragos-
sy, zagrzebać się pod gruzami miasta i nie¬
przyjaciela o wielkie przyprawić straty,
ale położenie ogólne i wriara w geniusz
Napoleona nie usprawiedliwiały wcale tak
rozpaczliwych środków. Słusznie też i roz¬
tropnie uczynił książę Józef, zawierając
d. 21 kwietnia z arcyksięciem konwencyę,
Koszary w Chantilly, depot pułku szwoleżerów
gwardyi.
(Z litografii współczesnej, zamieszczonej w „Źródłach do historyi pułku
polskiego lekkokonnego Gwardyi Napoleona I“, wydanych przez Aleksandra
Rembowskiego. Warszawa, 1899. Biblioteka Ordyn. Krasińskich. Muzeum
Konst. Świdzińskiego.)
>>>
Śmierć pułkownika C\}pr\}aflfl Godebskiego pod Raszynem.
(Z obrazu Januarego Suchodolskiego, ze zbiorów ^Varzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie.)
>>>
424
umowę, mocą której Praga tylko od strony przeciw¬
nej, a więc nie od Wisły, mogła być atakowaną.
Zajęcie Warszawy nietylko nie przyniosło naj¬
mniejszych korzyści Austryakom, lecz przeciwnie
uwięziło im siły i sparaliżowało całe dalsze działanie.
Podczas gdy wojsko polskie, cofnąwszy się pod wa¬
rownie Modlina, zasłonięte Wisłą, miało zupełną swo¬
bodę ruchów, nieprzyjaciel, w ciągłej obawie o po-
Avstanie stolicy, mógł tylko drobnemi oddziałami
wykonywać ataki na Toruń i Pragę. I jeden i drugi
niepowiódł się. Generał Mohr przeprawił wpraw¬
dzie 7,000 ludzi przez Wisłę, lecz — porażony pod
Grochowem — musiał się cofnąć z wielką stratą.
Zamiar stawiania mostu pod Górą został także przez
Polaków zniweczonym, a szaniec przedmostowy zdo¬
był generał Sokolnicki bagnetem i zabrał 1,800 ludzi
i 38 oficerów w niewolę. Od Torunia odpędził nie¬
przyjaciela generał Wojczyński. Częstochowę obro¬
nił dowódzca tamtejszej załogi major Sztuart.
Powodzenia te podniosły ducha w armii pol¬
skiej i zachęciły księcia Józefa do zaczepnego dzia¬
łania. Na radzie wojennej postanowiono pójść za
zdaniem Dąbrowskiego, który ze zwykłą sobie szla¬
chetnością nietylko pogodził się szczerze z Ponia¬
towskim, lecz nawet — chociaż starszy rangą — od¬
dał się pod jego rozkazy i uderzył na opróżnioną
z wojsk austryackich Galicyę. Tymczasem miał ma¬
jor Hornowski bronić Pragi, Dąbrowski organizować
powstanie w Wielkopolsce, Zajączek w Augustow-
KOflSTflHCYfl z hr. OSSOLIŃSKICH
hr. TOMASZOWA ŁUBIEŃSKA.
(Z olejnego portretu malowanego w Paryżu przez Grerard’a,
ze zbiorów rodzinnych kr. Rogera Łubieńskiego.)
Hr. JÓZEF SIERAKOWSKI,
nrodz. 1765, uczeń Ks. Pijarów, sekretarz poselstwa polskiego
przy dworze szwedzkim, 1796 sprawował misyę na Litwie
i w Kurlandyi, 1812 członek rządu tymczasowego na Litwie,
członek Tow. Przyj. Nauk, radca stanu Król. Polsk., członek
komisyi rządowej wyznań religijnych i oświecenia publicz¬
nego, uczony starożytnik, umarł w Warszawie 28 maja 1831 r.
(Ze sztychu współczesnego.)
skiem i Łomżyńskiem i temi nowemi siłami trzymać
na wodzy armię arcyksiążęcą. Po nieudałych zama¬
chach na Pragę i Toruń można mieć było nadzieję,
że te dwa miejsca obronne, jakoteż obwarowane do
pewnego stopnia Modlin i Serock, powstrzymają na
czas dłuższy wszelkie zapędy nieprzyjaciela, a wia¬
domość o wyprawie galicyjskiej zmusi go do opu¬
szczenia Warszawy. Liczono też cokolwięk także na
wypadki na głównym teatrze wojny, zkąd — mimo
ostrożności władz austryackich — dochodziły już
głuche wieści o zwycięztwach francuskich pod Than,
Landshutem i Eckmuhlem.
Tak w pierwszych dniach maja przekroczył
książę Józef na czele 14,000 ludzi granicę austryac-
ką i z głównej kwatery w Wiązownie wydał krótką,
lecz wymowną odezwę do mieszkańców Galicyi.
Armia polska w pochodzie swoim na żadne prawie
nie natrafiała przeszkody. Pierwszą potyczkę sto¬
czono pod Kockiem, gdzie szef Berek Joselowicz na
czele dwóch szwadronów rozbił 300 huzarów i zna¬
lazł chlubny zgon na polu wralki. W cztery dni po
tem, przeprawiwszy się przez Wieprz, zajął ks. Józef
Lublin, skąd generał Pelletier udał się na zdobycie
Zamościa, a Sokolnicki z Różnieckim pod Sando-
rnsmassm
IS
>>>
425
Zdrój w pafku Łazienkowskim.
(Z akwaforty Anny z Tyszkiewiczów Wąsowiczowej, ze zbiorów p. Matiasa Bersona.)
mierz. Obie te warowne pozycye dostały się nieba¬
wem w ręce polskie. W Sandomierzu po dwóch
szturmach (w jednym z nich zginął powszechnie ce¬
niony kapitan książę Marceli Lubomirski) kapitulo¬
wał generał Eggerman; Zamość, którego broniła za¬
łoga, złożona w znacznej części z rekrutów galicyj¬
skich, zdobył w ciągu pięciu dni Pelletier i zabrał
1,000,000 złr. w gotówce i 40 armat. W ten sposób
Widok na I^rakowskie«Przedmieśeie.
(Z akwaforty Anny z Tyszkiewiczów Wąsowieżowej, ze zbiorów p. Matiasa Bersona.)
>>>
Bitwa pod Raszynem.
(Akwarella Aleksandra Orłowskiego, ze zbiorów hrabiego Augusta Potockiego.)
>>>
427
wśród ciągłych zwycięztw, wzmacniając szczupłe
siły swoje licznie nadpływającymi ochotnikami, wi¬
tany i podejmowany gościnnie po miastach i dwo¬
rach, dotarł książę Józef aż do brzegów Sanu i zało¬
żył główną kwaterę w Trześni.
Tymczasem generałowie Różniecki i Kamiński
wyruszyli z lotnemi oddziałami w głąb Galicyi, zdo¬
byli Jarosław ze znacznemi zapasami mundurów,
zajęli Żółkiew, a wreszcie Lwów, wszędzie ustana¬
wiając władze polskie, z obywateli miejscowych
wojsk polskich skłoniły arcyksięcia do opuszczenia
stolicy. Zostawiwszy w Księztwie Warszawskiem
generała Mondeta na czele 13,000 ludzi, sam z głów¬
ną siłą — także tyleż wynoszącą—ruszył ku Sando¬
mierzowi, którego bronił Sokolnicki. Okazało się, że
miasto, jakkolwiek niezbyt warowne, tak długo zdo-
bytem być nie może, jak długo Poniatowski zajmuje
stanowisko swoje pod Trześnią, zkąd bez przeszkody
może się komunikować z załogą sandomierską. Aże¬
by się więc pozbyć niewygodnego sąsiedztwa, prze-
i
Książę Józe! Poniatowski w bitwie pod Raszynem.
(Z obrazu Wojciecha Kossaka.)
złożone i zastępując orły austryackie francuzkiemi.
Przyjmowano ich z niesłychanym zapałem, dostar¬
czano żywności, płacono zaległe i bieżące podatki,
tworzono nowe pułki. Równocześnie z temi żwawemi
postępami głównej armii polskiej zebrał niezmordo¬
wany Dąbrowski w Wielkopolsce w ciągu 20-tu dni
7,500 ludzi oswojonych z bronią, bo wziętych prze¬
ważnie z szeregów gwardyi narodowej i zajął stano¬
wisko pod Kutnem; Zajączek z zakładów i twierdz
nadwiślańskich zgromadził korpus blizko pięciuty-
sięczny i — przeprawiwszy się na lewy brzeg Wi¬
sły — niepokoił podjazdami Warszawę. Ruchy te
szedł arcyksiążę na prawy brzeg Wisły i uderzył na
główną armię polską. Książę Józef, liczebnie słab¬
szy, bo miał zaledwie 7,000 ludzi, spodziewał się po¬
mocy rosyjskiej. Rosyanie, w myśl traktatu erfurc-
kiego, wkroczyli do Galicyi, ale zajęli neutralne
wobec Austryaków' stanowisko.
Dwór petersburski jednak odwołał z naczelne¬
go dowództwa zbyt powolnego Gorczakowa i przy¬
słał na jego miejsce księcia Golicyna. Wojska rosyj¬
skie posunęły się raźniej cokolwiek w głąb Galicyi,
główna ich kwatera znajdowała się w Ulanowie, kor¬
pus Suworowa (syna) stał pod Radomyślem i Dąbro-
Dzieje Porozblorowe. Tom I.
5 4
>>>
428
ERNEST GODff^YD GRODDECK,
urodzony 1762 r., powołany do Puław (N. Aleksandryi) na
guwernera dzieci ks. Adama GzartoryskiegoT1787,potrzymał
katedrę literatury greckiej w nowozorganizowanym uniwer¬
sytecie wileńskim 1804, w r. 1808 wykładał literaturę łaciń¬
ską, redagował z Kontrymem „Gazetę Literacką" Jwileńską,
zmarł w Wilnie 1825 r.
(Według współczesnego sztychu.)
wą. Mógł zatem książę Józef mieć nadzieję, że utrzy¬
ma się w swojej pozycyi nad Sanem. Jakoż wysłał
w tym celu do księcia Gołicyna pułkownika Malleta,
ale nic zresztą uzyskać nie zdołał. Suworow, chęt-
niejszy i zaprzyjaźniony nawet osobiście z Poniatow¬
skim, musiał słuchać rozkazów swojego zwierzchni¬
ka. W takich warunkach przyszło dnia 12 czerwca
do potyczki pod Gorzycami. Książę Józef, dowodząc
wojskiem osobiście, odparł wprawdzie zwyciężko
atak austryacki, ale wobec sił przeważających mu¬
siał się cofnąć na prawy brzeg Sanu. Równocze¬
śnie prawie generał Mondet, natrętnie ścigany przez
Zajączka, pobił go pod Jedlińskiem i stanął także
pod murami Sandomierza. Tym sposobem arcyksią-
żę, połączywszy wszystkie siły swoje, przystąpił do
zdobycia miasta. W nocy z dnia 15 na 16 czerwca
przypuścili Austryacy szturm, lecz zostali ze znacz-
nemi stratami odparci. Mimoto brak amunicyi skło¬
nił Sokolnickiego do poddania twierdzy pod bardzo
zresztą zaszczytnemi warunkami. Załoga polska
z bronią, artyleryą i bagażami miała opuścić Sando¬
mierz, udać się za Pilicę i ztamtąd dopiero rozpocząć
działania wojenne. Zniszczywszy obwarowania miej¬
skie, ruszył arcyksiążę na Kielce i Małogoszcz do
Krakowa, podczas gdy Poniatowski pomaszerował
do Puław, aby się złączyć z Zajączkiem i Sokolnic-
kim. Tu w gościnnym domu Czartoryskich i w oko¬
licy zatrzymała się armia polska przez 8 dni, poczem
udała się ku Radomiowi, gdzie 4 lipca nastąpiło po¬
łączenie wszystkich korpusów. Książę Józef miał
teraz pod rozkazami swojemi 23,000 ludzi i mógł
energicznie ścigać ustępującego nieprzyjaciela. Za¬
miast tego posuwało się wojsko polskie tak powol¬
nie, że przednia straż pod Róźnieckim dopiero 14
lipca dotarła do Krakowa. W Krakowie dowodził pod
nieobecność arcyksięcia, który odjechał do Czech,
generał Mondet.
Miał on wprawdzie jeszcze około 24,000 ludzi,
ale — zagrożony z jednej strony przez Polaków,
a z drugiej przez Rosyan, rozciągniętych kolumnami
na trakcie lwowskim — nie mógł myśleć o utrzyma¬
niu miasta i dlatego zawarł z Róźnieckim rozejm,
mocą którego wojska austryackie miały d. 15 lipca
oddać Kraków Polakom. Książę Józef, przybywszy
do bramy Floryańskiej — zastał tam straże rosyjskie
AUGUST BECU,
urodzony w Grodnie 1771 r. z rodziny francuzkiej osiadłej
na Litwie, w 1789 otrzymał w akademii wileńskiej stopień
doktora filozofii, w 1793 doktora medycyny, 1797 mianowany
profesorem, pierwszy wprowadził szczepienie ospy w Wil¬
nie. Umarł 1824 r. w Wilnie jako radca stanu. Był mężem
wdowy po Euzebiuszu Słowackim a matki Juliusza.
(Z portretu Jana Rustema w zbiorach p. Leopolda Meyeta.)
>>>
429
generała Sieversa, broniące Wejścia do miasta. Wy¬
wiązały się nieporozumienia, którym kres położyło
dopiero przybycie generała Suworowa, dowodzącego
dywizyą rosyjską. Polacy zostali w Krakowie.
Zajęcie starożytnej stolicy było ostatnim waż¬
niejszym w tej wojnie wypadkiem, niebawem bo¬
wiem nadbiegł z głównej kwatery cesarskiej kuryer
z wiadomością o zawartym z Austryą rozejmie. Na¬
poleon po krwawej bitwie pod Aspern i Essling
(w dniu 21 i 22 maja) gotował się przez sześć tygo¬
dni do nowego z Austryakami spotkania. Uśpiw¬
szy tą pozorną bezczynnością czujność arcyksięcia
Karola, przeszedł on nagle z całą potęgą Dunaj
i w trzydniowej bitwie pod Wagram pokonał zupeł¬
nie armię austryacką. Przy tej sposobności pułk
polskich szwoleżerów gwardyi rozbił ułanów au-
stryackich i wziął do niewoli dowódzoę księcia
Auersperga. Arcyksiążę cofnął się czemprędzej do
Morawii i tu pod Znajmem zgłosił się do Napoleona
WflWnzVflIEC GOUVIOfl St CYR,
chwilowy gubernator Warszawy w roku 1807, raniony dwu¬
krotnie pod Połockiem ] 812, marszałek i par Francyi, urodź.
1764, zmarł 1830 roku.
(Staloryt Boilly z portretu Horacego Vernet’a.)
WŁODZIMIERZ POTOCKI.
(Z miniatury w zbiorach p. Wł. Jabłonowskiego.)
z prośbą o zawieszenie broni. Cesarz ze względu na
wielkie straty, poniesione wr tej wojnie i na groźne
wzburzenie umysłów w Niemczech, gdzie książę
brunświcki i major Schill dość pomyślną przeciw
Francuzom prowradzili partyzantkę, a Prusy, zemstą
dyszące, pocichu gotowały się do wojny, pozwolił na
rozejm i wojnę w ten sposób można było uważać za
skończoną. Wiadomość o rozejmie zaniepokoiła moc¬
no umysły Polaków. Nie miano zgoła wyobrażenia
o dalszych zamiarach Napoleona względem Polaków,
a to, co dotychczas się stało, mogło tylko budzić
uzasadnioną obawę i niezadowolenie. W Puławach
będąc, otrzymał książę Józef list od generała Berna-
dotta z poleceniem, aby zdobyte orężem polskim
prowincye galicyjskie wziął wr posiadanie imieniem
cesarza, i aby na miejsce herbów austryackich poza¬
wieszał orły francuzkie, a wojsko nowe, zaciągnięte
w Galicyi, zorganizował po francuzku *). Kraj miał
być wcielonym do wielkiego imperyum francuzkie-
go, lub służyć za przedmiot zamienny przy układach
pokojowych. W pierwszym rzędzie było obowiąz¬
kiem króla saskiego i jego ministrów polskich
w Księztwie zwrócić na te okoliczności baczną uwa¬
gę i dołożyć wszelkich starań, aby prowincye pol¬
skie w inne nie przeszły ręce. Gdy jednak w tej
mierze ze strony powołanej i uprawnionej do tego
nic zgoła nie przedsięwzięto, postanowili obywatele
galicyjscy na własną działać rękę i wysłali w tym
celu do Wiednia Ignacego Potockiego, Miączyńskie-
go i Tadeusza Matuszewicza 2).
') List w „Pamiętniku Niemcewicza", t. I, str. 144.
s) Askenazy: „Konwencya roku 1810“ („Kwartalnik hi-
storyczny“, rocznik XI, str. 85).
>>>
430
Napoleon otwarcie wypowiedział wobec depu-
tacyi myśl swoją: „Księztwo Warszawskie—mówił—
krępuje i oziębia stosunki moje. Wy jesteście naro-
mogę chcieć wojny. Co do Galicyi nie zobowiązałem
się do niczego i żadnych obietnic nie czyniłem".
Cesarz kazał pokazać deputacyi plan podziału
KS. dOZEF PONIATOWSKI.
naczelny wódz armii polskiej w kampanii 1809 r., urodzony 7 maja 1763, zginą,! w nurtach Elstery 19 października 1813 r.
(Ze stalorytu Contenau według obrazu Vanchelet’a.)
dem dzielnym, ale jesteście także lekkomyślni,
skłonni do krytykowania i trudni do rządzenia. Nie
należy łudzić was chimerycznemi nadziejami; w po¬
lityce nikt nie kieruje się metafizyką i uczuciem; nie
prowincyi galicyjskich 1). Było ich trzy, utrzymał
‘) Rozmowę tę, spisaną, natychmiast przez Matuszewi-
cza po francuzku, umieścił Niemcewicz w „Pamiętnikach",
t. I, str. 187.
>>>
431
się ostatni, dla Polaków najniekorzystniejszy, ale i to
zawdzięczać należy staraniom deputacyi galicyj¬
skiej i osób prywatnych. Wszyscy wysłannicy za-
którego zdolnościom i zręczności zawdzięczać można
poniekąd jakie takie dla Księztwa nabytki. W poko¬
ju schonbruńskim, zawartym 14 października 1809 r.,
GENERAŁ. STANISŁAW FISZER,
naczelnik sztabu armii ks. Józefa w kampanii 1809 r., urodzony 1770, zmarł 1812 r. (ob. portret na str. 159).
(Podług rysunku panny Schwerdgeborth, ze zbiorów hr. Przeździeckieh.)
chorowali niebezpiecznie na panującą wtedy w Wie¬
dniu dyssenteryę; uległ jej Ignacy Potocki, gorliwy
patryota, światły obywatel i jeden z naj czynniej szych
członków wielkiego sejmu; pozostał Matuszewicz,
otrzymało ono t. zw. Galicyę zachodnią, czyli cyrku¬
ły: zamojski, krakowski, kielecki, radomski, lubel¬
ski, bielski i siedlecki, razem 919 mil kwadratowych,
1,466,625 mieszkańców i połowę kopalń solnych
>>>
432
w Wieliczce, podczas gdy druga połowa pozostała
przy Austryi. Dochody z tej części kraju wynosiły
13,257,368 złp., połowę zysku ze sprzedaży soli obli¬
czano na 2,996,502 złp. Pod względem przemysło¬
wym przedstawiały odzyskane prowincye także war¬
tość niemałą. Znajdowały się tam bowiem (pomiędzy
Sandomierzem a Radomiem) znaczne fabryki wyro¬
bów żelaznych, już to rządowe, już prywatne, huty
szklane, fabryki sukiennicze (najważniejsza w Sta-
rozmaitych miejscach ustępujące wojska austryac-
kie, major Strzyżowski zajął Tarnopol i wziął pod
Wieniawką J) do niewoli generała Buckinga, Trze-
cieski rozbił pod Stanisławowem jazdę nieprzyja¬
cielską, i teraz nagle po tych wszystkich wysiłkach
mieli powracać znowu pod władzę rządu austryac-
kiego, który w ostatnich czasach wielką okazywał
surowość. Tylko obwód tarnopolski oddawano Rosyi.
W r. 1806 sympatye Polaków w prowincyach
■
Śmierć pułkownika Berka dosielowieza w bitwie pod ł^oekiem dnia 8 maja 1809 r.
(Z obrazu Henryka Pillatiego w zbiorach p. J. L. Kona.)
szowie) i wiele innych zakładów podobnych, niedaw¬
no powstałych, lecz pomyślnie się rozwijających.
Pod względem materyalnym więc przyniosła wojna
z roku 1809 Księztwu Warszawskiemu niezaprzeczo¬
ne korzyści, ale zawiodła oczekiwania tych, co ma¬
rzyli o przyłączeniu całego terytoryum polsko-au-
stryackiego. Mocno dotknięci czuli się szczególniej
mieszkańcy starej Galicyi. Chwycili oni za broń, two¬
rzyli oddziały partyzanckie, gromili skutecznie na
przyłączonych do Rosyi były po stronie francuzkiej.
12,000 ludzi z Litwy i Wołynia przeszło wtedy gra¬
nicę, aby walczyć pod sztandarami Napoleona 2).
Pokój tylżycki oziębił znacznie te zapały, a obecnie
oddanie całej Galicyi Austryakom i obwodu tarno-
') Obszernie opisał te wypadki Scłrnur - Pepłowski:
„Z przeszłości Galicyi“. We Lwowie, 1895.
3) „Pamiętniki Michała Ogińskiego", t. II, str. 264.
>>>
433
polskiego Rosyi osłabiło
jeszcze bardziej nadzie¬
je, pokładane we Fran¬
cuzach. Napoleon o-
twarcie powiedział Ma-
tuszewiczowi, że nie
chce wojny, nie chciał
jej zaś tak ze względu
na zawikłania europej¬
skie, jak i dlatego, że
zamierzał żenić się z sio¬
strą Cesarza Aleksan¬
dra. Na wszelki wypa¬
dek 'chciał mieć jednak
strategiczny punkt o-
parcia nad Wisłą, aby
ztamtąd jak grom spaść
na każde z mocarstw
środkowo-europejskich,
któreby się woli jego
sprzeciwić odważyło.
Wtedy i pomoc Pola¬
ków była dla niego nie
ocenioną.
Minister spraw we¬
wnętrznych, omawiając
położenie państwa fran-
cuzkiego w ciele prawo-
dawczem dnia 1 grudnia
1809 roku, oświadczył
pomiędzy innemi: „Ce¬
sarz JMość nie myślał
nigdy o przywróceniu
państwa polskiego.“ Nie
było w tem rozminięcia
się z prawdą; to samo
mówił marszałek Duroc
Michałowi Ogińskiemu
na wieczorze u pani
Walewskiej. Cesarz jak
w roku 1806 pragnął po¬
wstrzymać Austryę od
udziału w wojnie i nie
chciał zerwania stosun¬
ków z Rosyą w chwili
dla siebie niekorzyst¬
nej. Rosya zajęła tym
czasem Finlandyę i za¬
jęła się żywo sprawą
księztw naddunajskich
oraz Polakami. Natych¬
miast po zajęciu Krako¬
wa przez wojska polskie
zgłosił się Dołgoruki i
Golicyn do księcia Eu¬
stachego Sanguszki
z korzystnemi dla księ¬
cia Józefa propozycya-
mi. „Jedź Wasza ksią¬
żęca Mość — były ich
słowa — do księcia Po¬
niatowskiego i powiedz
mu, że Imperator Rosyi
chce Księztwo War¬
szawskie i obiedwie Ga¬
li cye połączyć ze sobą
i wziąć pod swe berło,
zaręcza wam dotych-
BEREK JOSlELiOyylCZ,
izraelita warszawski, dowódzca pułku pieszego 400 izraelitów
w roku 1794, dowódzca szwadronu w pułku huzarów wojsk
Księztwa Warszawskiego, poległy pod Kockiem.
(Ze współczesnego portretu, znajdującego się w zbiorach
warszawskiej gminy żydowskiej.)
Zamość szturmem przea wojska polskie zdobyty dnia 20 maja 1809 r.
(Sztych Langera z rysunku Michała Stachowicza, ze zbiorów p. B. Hillera.)
>>>
434
czasowe prawa, księciu samemu wielkie nagrody
w dobrach, wojsku 27 milionów, też same co i dziś
rangi, zachowanie krzyżów wojennych polskich i za-
Decyzya księcia Józefa wywołała ukaz z dnia
24 sierpnia 1809 r. zwrócony przeciw poddanym ro¬
syjskim usiłującym łączyć się z wojskiem Księztwa
rr
S
o
■o
o
a
3
0
to
■-»
o
3
13
e
x
Ul
N
N
o
er*
P
P
P
W
O
N-
W
0-
S
*0
1-ł
N

3
o
w
o
ca
Ul
O
►t
N
O
N
a
o
tr
*
rr

tn
N
rr
B
3
a
o
mianę krzyżów francuzkich na krzyże rosyjskie".
Książę Józef nie zgodził się wprawdzie na propozy-
cyę, ale rzecz całą zachował w tajemnicy przed
Napoleonem.
Warszawskiego-. Cesarz Aleksander oświadczył am¬
basadorowi francuzkiemu Caulincourtowi, że wobec
zamiarów, o które dyplomacya rosyjska posądzała
Napoleona, świat może się okazać zbyt małym, aby
>>>
435
ich obu (Ces. Aleksandra i Napoleona) pomieściłJ).
Pomimo opozycji rosyjskiej przyłączył Napoleon za¬
chodnią Galicyę do Księztwa Warszawskiego. Ru-
miancow wobec tego zażądał stanowczo zawarcia
konwencyi dla zagwarantowania, iż powiększenie
posiadłości Księztwa Warszawskiego nie doprowadzi
■) Askenazy: „Sprawozdanie Caulincourta“ („Kwar¬
talnik historyczny").
Dzieje Porozbiorcme. T* m I.
do dalszych konsekwencyi, że z aktów urzędowych
i publicznych Księztwa nazwa Polski zostanie usu¬
nięta i że Księztwo Warszawskie nie otrzyma już ża¬
dnego przyrostu terytoryalnego. Caulincourt podpi¬
sał ułożoną w ten sposób konwencyę. Napoleon jed¬
nak układu tego nie ratyfikował. Równocześnie roz¬
chwiał się projekt małżeństwa z siostrą Cesarza Ale¬
ksandra; Napoleon ożenił się w roku 1810 z arcy-
księżniczką Maryą Ludwiką.
65
Wejśeie wojsk polskieh do frakowa 1809 roku.
(Z oryginalnego rysunku J ózefa Kurowskiego, ze zbiorów p. Matiasa Bersona.)
Zajęcie odwaehu przez wojska polskie w Krakowie 1809 roku.
(Bytował Langer według rysunku Michała Stachowicza.)
>>>
Przyjąeie przez radą miasta frakowa ks. Józeia Poniatowskiego.
(Rytował Langer według rysunku Michała Stachowicza.)
Starcie pomiędzy zachodem a wschodem Euro¬
py stawało się nieuniknione. Napoleon, aby tern sku¬
teczniej wykonać system kontynentalny, zajął mia¬
sta hanzeatyckie i Księztwo Oldenburskie, Cesarz
Aleksander rozpoczął wojnę z Turcyą i niejako w od¬
powiedzi na krzywdę swego oldenburskiego kuzyna,
zaprowadził 31 grudnia 1810 nową taryfę handlową
która — nakładając cła wysokie na wyroby francuz-
kie — pozwalała wprowadzać do Rosyi produkty ko¬
lonialne pod banderą neutralną, czyli innemi słowy
otwierała dla handlu angielskiego zamknięte dotych¬
czas porty rosyjskie. Wobec Polaków okazywać jął
Bal wydany w Sukiennieaeh przez obywateli miasta frakowa na eześć zwyeiązkiej armii.
(Rytował Langer według rysunku Michała Stachowicza.)
>>>
437
Cesarz łagodność i wyrozumienie. Ukaz do rządzące¬
go senetu dał sześciomiesięczny termin tym podda¬
nym polskim, którzy bez wiedzy władz wydalili się za
granicę. Zawiadamiając otem księcia Czartoryskiego
rzekł cesarz Aleksander: „Niema innego środka, aby
to wszystko ułożyć, jak tylko nasz dawniejszy pro¬
jekt (t. j. stworzenie oddzielnego konstytucyjnego
Królestwa Polskiego pod berłem rosyjskiem). Trzeba
jednak czekać, aż Austrya popełni jakieś nowe głup¬
stwo i zerwie z Francyą; wtedy będzie można poro¬
zumieć się z N apoleonem i wynagrodzić w inny spo¬
sób króla saskiego" 1). W cztery miesiące po tej ro¬
zmowie powrócił znowu do tego samego przedmiotu.
Książę Adam usunął się w tym czasie od udzia¬
łu w służbie administracyjnej, wyjechał z Petersbur¬
ga do Wilna, dokąd go powoływały sprawy uniwer¬
syteckie i szkolne, wreszcie za urlopem nieograni¬
czonym udał się do Puław z zamiarem wyjechania
zagranicę. Zatrzymawszy się w Puławach i zrobiw¬
szy wycieczkę do Warszawy, układał właśnie plan
dalszej podróży, polecał listownie opiece Cesarza
Aleksandra uniwersytet wileński i prosił o zupełne
uwolnienie ze służby, gdy nagle — już na początku
roku 1811, a więc po zerwaniu systemu kontynental¬
nego i rzuceniu tem rękawicy Napoleonowi — nad¬
szedł list od Cesarza Aleksandra. Cesarz powoływał
się na piętnastoletnią z księciem Adamem przyjaźń,
której nic ani przerwać ani zamącić nie zdołało, nie
') rMemoires du prince Adam Czartoryski1*, t. II,
str. 221.
ARCY^siążą
wódz naczelny sił austryackich w bitwie pod Wagram.
(Z litogr. Maurin’a w zbiorach biblioteki hr. Przezdzieckich.)
AI?CYKSIJ\Żą
(Drzeworyt Brendamour’a ze współczesnego portretu.
)
chciał słyszeć o dymisyi Czartoryskiego, przyrzekał
załatwić sprawę liceum w Krzemieńcu według ży¬
czeń księcia i przedstawiał nowe plany, tym razem
jak się wyraził już nie problematyczne. Zamierzał
Cesarz mianowicie podjąć wielką wojnę przeciw Na¬
poleonowi w celu wyswobodzenia Europy z pod jarz¬
ma francuzkiego. Polacy wsparci posiłkami rosyj-
skiemi i pruskiemi mogli z największą łatwością za¬
panować nad całym krajem aż po Odrę, wtedy po¬
wstałyby Niemcy a Napoleon — zajęty wojną hisz¬
pańską — nie byłby w stanie stawić czoła pot꿬
nemu wschodowi, obejmującemu całą środkową
i. wschodnią Europę. Cesarz Aleksander wzywał
Czartoryskiego, aby się ndał do Warszawy, zbadał
tam umysły i doniósł mu, czy projekt tego rodzaju
może być wykonany.
Książę Czartoryski przedstawił trudności w wy¬
konaniu tak śmiałego przedsięwzięcia, swoje wątpli¬
wości przytem i obawy, i zwrócił na to uwagę, że do
powodzenia planu potrzeba, aby wszyscy Polacy pod
jednem berłem byli złączeni i aby w krajach pol¬
skich zastosowano konstytucyę uchwaloną przez
ostatni sejm Rzeczypospolitej. Wr odpowiedzi wysła¬
nej z Petersburga 31 stycznia 1811 r. czynił Cesarz
Aleksander dalsze rozległe obietnice, stawiał jednak
conditio sine qua non, że Królestwo Polskie'
na zawsze będzie złączone z Rosyą i że polegać to
musi na jednomyślnej zgodzie obywateli Księztwa
Warszawskiego, poręczonej podpisami osób wybit-
>>>
*
438
nych i posiadających należytą powagę w kraju
i w społeczeństwie.
Na tej podstawie, jasno określonej, czynił Czar¬
toryski pewne zabiegi z niewielkiem jednak powodze-
ności: zmiana taktyki ze strony Napoleona i nowe
projekty polityków litewskich.
Napoleon w przewidywaniu blizkiej wojny z Ro-
syą zwrócił w tej chwili baczną uwagę na zachowa-
KRROli FRYDERYK WOYDfl,
urodzony w Lesznie w Poznańskiem 1771, stndyował w Berlinie, Getyndze i Lipsku, sekretarz legacyi polskiej w Berlinie,
kapitan-adjutant generała Wielhorskiego 1797—1799, laył w oblężeniu Mantui i został wzięty do niewoli, odbył kampanię
w Niemczech 1800—1801, urzędnik służby cywilnej w Warszawie za rządów pruskich, radca później dyrektor izby admini¬
stracyjnej w rządzie tymczasowym, referendarz stanu Księztwa Warszawskiego, po utworzeniu Kroi. Polskiego prezydent
Warszawy przez lat piętnaście, po 1831 roku jako członek rady stanu a następnie departamentów warszawskich rządzącego
senatu, senator i tajny radca, umarł 1846 roku.
(Z litografii współczesnej w zbiorach ks. Włodz. Czetwertyńskiego.)
niem '). Przeszkadzały mu mianowicie dwie okolicz-
J) Wynika to z listu Ces. Aleksandra z d. 4 kwietn. 1812
roku („Memoires du prince Adam Czartoryski11, t. II, str. 279).
nie się i usposobienie Polaków. W miejsce Serry,
dotychczasowego rezydenta francuzkiego w War¬
szawie, wysłał on tam uczciwego i przychylnego dla
sprawy polskiej Bignona, zalecając mu w instrukcyi
>>>
szczegółowej oswojenie Polaków z myślą interwen-
cyi francuzkiej. „Masz pan — były słowa instruk-
cyi — nadać rządowi Księztwa popęd, któryby go
przysposobił do wielkich zmian, jakie cesarz ra ko-
skiego monarchy, to ten wyniknie z traktatu, jaki
JCMość z mocarstwami podpisze. Cesarz nie rości
żadnego prawa c^o tronu polskiego dla siebie, ani dla
swojej familii. W wielkiem dziele ma jedynie na
KSAWERY KOSSECKI.
legionista, generał wojsk polskich, członek Tow. Naukowego krakowskiego, współwydawca „Zabaw przyjemnych i poży¬
tecznych." (1803), po utworzeniu Król. Polskiego radca stanu, sekretarz przy radzie administracyjnej, po roku 1831 dyrektor
główny komisyi sprawiedliwości, umarł w "Warszawie 1857 roku.
(Z litografii znajdującej się w zbiorach ks. Włodzimierza Czetwertyńskiego.)
rzyść narodu polskiego chce uskutecznić. Trzeba,
ażeby Polacy wspierali widoki cesarza i aby się
przyczyniali sami do swego odrodzenia. Winni oni
poczytywać Francyę jedynie za mocarstwo ich posił¬
kujące". A na innem miejscu: „Co do wyboru pol-
widoku szczęście Polaków i spokojność Europy.
JCMość upoważnia pana do oświadczenia urzędow-
nie tej deklaracyi jego, gdy to uznasz za użyteczne11.
Misyę Bignona poprzedziły wiadomości, pouf¬
nie nadsyłane z Paryża, a usprawiedliwiające jawne
>>>
440
postępowanie Napoleona względem Polaków, tak
sprzeczne na pozór z treścią instrukcyi, potrzebą
utrzymania przyjaznych stosunków z Petersburgiem
aż do chwili, gdy wojna będzie nieuniknioną; poprze¬
dziło i wysianie młodego oficei'a Chłapowskiego z wy-
raźnem, przez Napoleona podpisanem poleceniem,
zasiągnięcia wiadomości o stanie umysłów wśród Li¬
twinów '). Wszystko to musiało utwierdzać w lu¬
dziach, stojących u steru rządu w Warszawie, ufność
do Napoleona i zbudzić w ich sercach nowe złudze¬
nia, podczas gdy zamknięcie komór celnych przez
Rosyę i zajęcie tarnopolskiego obwodu były wyzy¬
skiwane przeciw Rosyi. Przy podobnem usposobię-
niu umysłów nie znalazł Czartoryski w Księztwie
wielu zwolenników połączenia z Rosyą ■).
Z drugiej strony w tej właśnie chwili zjawiała
się kombinacya nowa, różniąca się od tamtej. Michał
Ogiński, uczestnik kościuszkowskiej insurrekcyi,
agent emigracyi polskiej w Konstantynopolu, powró-
cony został łaską Cesarza Aleksandra do kraju, wy¬
niesiony na godność senatora i z przekonania oddany
był Cesarzowi, jako monarsze pełnemu uczuć wznio¬
słych, liberalnych poglądów i tej rzadkiej łaskawo¬
ści, którą umiał podbijać i czarować tych, co do nie¬
go się zbliżali i w towarzystwie jego czas pewien
spędzili.
’) „Pamiętniki Niemcewicza", t. I, str. 228.
■) „Memoires du prince Adam Czartoryski", t. II,
str. 217.
Ks. flUGO KOŁŁĄTAJ^ ' MPE.
na parę lat przed śmiercią.lgjg
(Ze sztychu współcz. w zbiór. ks. Wł; Czetwertyńskiego.)
Ks. MICJ-lM* DYMITR KRAJEWSKI,
urodzony 1746 roku na Rusi, wstąpił do zakonu ks. Pijarów
w Podolińcu 1765, prefekt konwentu warszawskiego w 1797
sekularyzowany na księdza świeckiego, proboszcz w Koń¬
skich, kanonik kielecki i lwowski, powieściopisarz i historyk,,
członek Warsz. Tow. Przyjaciół Nauk, zmarł 1817 roku.
(Rys. J. Polkowskiego ze współczesnego portetru.)
W podróżach swoich po Europie, ocierając się
często o Napoleona, bywając na przyjęciach dwor¬
skich w Paryżu i w St. Cloud, przysłuchując się pil¬
nie temu co cesarz mówił i co powtarzali za nim naj¬
wyżsi dygnitarze francuzcy, nabrał Ogiński przeko¬
nania, że Napoleon o utworzeniu państwa polskiego
wcale nie myśli i że — podniecając złudzenia w Po¬
lakach — czyni to tylko z czysto egoistycznych po¬
budek, podczas gdy Aleksander ma zamiary prze¬
ciwne i chce wszystkich Polaków pod swojem ber¬
łem zjednoczyć. Utwierdzał go w tej myśli przykład
Kościuszki, który „ograniczał się do życzenia, aby
korona polska pozostała na głowie Cesarza Aleksan¬
dra i aby wszyscy Polacy mogli być połączeni pod
jego berłem" *). Powróciwszy zatem na początku
roku 1811 z Paryża pod świeżem wrażeniem rozmo¬
wy z Duroc’iem 2), nie miał on nic pilniejszego, jak
ułożyć memoryał o położeniu prowincyi litewskiej,
i przedstawić go Cesarzowi Aleksandrowi.
’) „Pamiętniki Ogińskiego"; por. przedmowę do tomu.
trzeciego.
2) „Pamiętniki Ogińskiego"; por. str. 1367.
>>>
ł^ośeiołek karmelitanek Bosyeh (dziś Towarzystwo Dobroezynnośei).
(Ze starego drzeworytu w zbiorach p. Władysława Korotyńskiego.)
Teatr na wyspie w Łazienkaeh.
(Z akwaforty nieznanego autora, ze zbiorów p. Matiasa Bersona.)
>>>
442
\
Bystrzejszy i oględniejszy od niego byłby prze-
dewszystkiem zasięgnął rady tych, co znali dokład¬
niej stosunki petersburskie, i usposobienie Cesarza
względem Polaków, byłby szukał drogi do porozu¬
mienia się z Czartoryskim, przyjacielem Cesarza
i urzędowym niejako reprezentantem polskim w Pe-
przestali być nigdy wiernymi monarchom Rosyi, od- ,
kąd się znajdują pod ich zależnością *) i teraz ocze¬
kują wszystkiego po sprawiedliwości i wspaniało¬
myślności WCMości". Po tem wyznaniu następo¬
wały właściwe prośby. Projektował więc Ogiński
złączenie ośmiu gubernii Księztwa Litewskiego pod
i
MARCIE S]V[flI{ZEWSKI
podpułkownik wojsk polskich.
(Z portretu olejnego Alojzego Reichami w zbiorach rodzinnych p. Tadeusza Smarzewskiego.)
tersburgu. Ogińskiemu wystarczała zupełnie przy¬
chylność, jaką mu Cesarz Aleksander okazywał,
możność bezpośredniego porozumienia się z nim i na
tej podstawie budował swoje nadzieje. Memoryał,
wręczony dnia 15 maja 1811 r. Cesarzowi Aleksan¬
drowi, zajmował się—jak wspomniano — głównie
losem prowincyi litewskiej. „Litwini — pisał — nie
jednym naczelnikiem, na który to urząd propono¬
wał z początku wielką księżnę Katarzynę a później
mówił o generale; utrzymanie statutu litewskiego,
osobnego trybunału i zrównanie Litwinów co do po¬
datków i sposobu ich pobierania z guberniami rosyj-
’) „Pamiętniki Ogińskiego", t. III. st'. 35.
>>>
443
skiemi. O języku urzędowym, o wojsku i o szkołach
nie było mowy. Cesarz Aleksander zachwycał się
memoryałem, a czytającemu autorowi przerywał co
chwila słowami: „To słuszne! To bardzo prawdziwe!
To są fakta historyczne!"; porównawszy w duchu pro¬
jekt Ogińskiego z bardzo rozległym planem dla któ¬
rego starał się pozyskać księcia Adama—przychylił
się odrazu na stronę pierwszego, nazywał go odtąd
gnął Cesarz gorąco; od nich zależał poniekąd los
wojny. Memoryał Ogińskiego uspokajał znacznie
obawy Cesarza Aleksandra. Widział on teraz, że
szlachta litewska nie pokłada bezwzględnego zaufa¬
nia w Napoleonie, że za cenę pewnych ustępstw go¬
towa byłaby stale połączyć się z Rosyą, że powsta¬
nie, jeżeli wybuchnie, nie będzie powszechnem, ani
groźnem i na tych przypuszczeniach budował dalsze
F^RNClSZEię SKORASZEWSięi,
ż jłnierz wojsk amerykańskich w walce o niepodległość, następnie walczył we Włoszech w epoce legionów, szwagier
generała Żółtowskiego.
(Ze współczesnego portretu pastelowego w zbiorach rodzinnych pani Antoniny z Komierowskich Sadowskiej.)
„naszym wielkim projektem11, a żegnając ekspod-
skarbiego wyrażał się o Litwinach z zupełnem zado¬
woleniem. „Powiedz twym ziomkom — mówił — że
myślę o nich, że,zajmuję się ich losem, że chciałbym
módz poprawić go; że może się przedstawi wkrótce
sposobność, kiedy będę im mógł dać tego dowody;
że liczę na ich przywiązanie i że proszę o ich zupeł¬
ne zaufanieZaufania i przywiązania Polaków pra-
swoje plany, starał się ująć szlachtę wileńską i miń¬
ską, na prośby jej, zanoszone do tronu, odpowiadał
życzliwie, za pośrednictwem Ogińskiego uwzględniał
drobne życzenia Litwinów, zgodził się na to, aby część
podatków w tych guberniach wybierać w zbożu i fu¬
rażu celem „zaradzenia niedostatkowi brzęczącej mo¬
nety i ułatwienia mieszkańcom środków uiszczenia
się wobec rządu", a wśród tego polecił generałowi
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
>>>
444
Armfeldowi i baronowi Iiosenkampfowi zredagowanie
ustawy dla mieszkańców Litwy, Wittemu i księciu
Kazimierzowi Lubomirskiemu opracowanie planu or¬
ganizacyjnego dla armii, którą utworzyć miano w oś¬
miu guberniach polskich. Ogiński wtedy przedsta¬
wił Cesarzowi dnia 22 października 1811 roku nowy
memoryał wraz z projektem organizacyi Wielkiego
Księztwa Litewskiego, zawierający dokładne okre-
prowincya litewska. Ogiński wystosował wówczas
dnia 1 grudnia 1811 roku trzeci z kolei memoryał,
w którym usiłuje Cesarza nakłonić do ogłoszenia się
królem polskim, gdyż w ten sposób będzie można
„pomięszać nieskończenie projekta Napoleona i po¬
zbawić go potężnych środków działania". Cesarz
Aleksander przyjął tę propozycyę z zadowoleniem,
mniemał jednak, że trzeba jeszcze czekać wypadków;
Ks. FRANCISZEK SlARCZYftSKb
urodzony w Chruszczowicach 1758 r., historyk, uczył się w Jarosławiu, członek zgrom. Ks. Pijarów w Podolińcu,
słuchał teologii w Krakowie 1781 r., wyświęcony w Warszawie 1783 r., nauczyciel historyi i geografii w Collegium
nobilium w Warszawie, potem w Radomiu, kaznodzieja królewski, w 1789 zwolniony od ślubów zakonnych otrzymał
probostwo w Kozienicach, od 1790 r. kanonik warszawski i warmiński, następnie proboszcz w Łańcucie, wreszcie
w Jarosławiu. W r. 1827 powołany na dyrektora Biblioteki Ossolińskich we Lwowie, zmarł 7 listopada 1829 roku.
(Drzeworyt K. Krzyżanowskiego według portretu rysowanego przez Preka.)
ślenia względom języka urzędowego, administracyi
i wojska i otrzymał na to odpowiedź krótką: „Odbie¬
ram w tej chwili twój memoryał panie hrabio i zaj¬
mę się nim natychmiast". W rozmowie zaś prywat¬
nej oświadczył Aleksanrler ekspodskarbiemu, że nie
będzie miał czasu na wykonanie projektu co do Litwi¬
nów, bo musi myśle.ć przedewszystkiem o powiększe¬
niu sił zbrojnych i prosi Ogińskiego, aby mu wska¬
zał środki, jakich w tym względzie dostarczyć może
że otrzymał właśnie z Paryża wiadomości pokojowe
i że wobec tego wypada raczej powrócić do pierwot¬
nego planu litewskiego; w tym celu pragnie mieć
osoby, po jednej z każdej gubernii, zdolne do opra¬
cowania organizacyjnego statutu. Ogiński, podykto¬
wał Ces. Aleksandrowi nazwiska ośmiu delegatów
gubernialnych. W pół roku później widział on się
z Cesarzem na balu w Zakrecie, danym w przededniu
rozpoczęcia wojny i usłyszał od niego ubolewanie, że
>>>
445
Glorjeta w parku Białostockim.
(Z akwaforty Anny z Tyszkiewiczów Wąsowiczowej w zbiorach p. Matiasa Bersona.)
jest zniewolonym zrzec się kilku projektów, ponie¬
waż niema już czasu zająć się niemi.
Gdy tak z tamtej strony Niemna polityka Cesa¬
rza Aleksandra zdołała w krótkim czasie stworzyć
stronnictwo rosyjskie, pracowała równocześnie dy-
plomacya francuzka w przeciwnym kierunku, budząc
w obywatelach Księztwa ufność do Napoleona, jako
przyjaciela Polaków. Wypadki lat ostatnich stanowiły
Pałae w Jabłonnie.
(Z akwaforty Anny z Tyszkiewiczów Wąso wieżowej w zbiorach p. Matiasa Bersona.)
>>>
(Z akwarelli Juliusza Kossaka.)
SCsiązę Bózef ftoniatotostii
w rol^u 1809.
>>>
448
silną dla tych zabiegów podstawę. Zwolennicy Ces.
Aleksandra opierali swoje nadzieje na osobistych
jego uczuciach i zapewnieniach, mogli się powołać
na łagodniejsze stosowanie ukazów, na pewne ulgi
przyznane tej lub owej gubernii, na system szkolny
wreszcie, dzięki staraniom Czartoryskiego i Czackie¬
go, pomyślnie rozwijający się na Wołyniu i na Lit¬
wie. W Księztwie Warszawskiem jednak górowały
w dalszym ciągu sympatye napoleońskie.
Dnia 2 stycznia 1810 roku wyszedł dekret kró¬
lewski, wcielający zachodnie cyrkuły galicyjskie do
Księztwa, mianujący nowych senatorów w tej części
witała lukami tryumfałnemi powracające pułki, roz¬
koszowała się w teatrze przedstawieniem „Rzymu
oswobodzonego" Franciszka Wężyka, tłoczyła się na
uroczyste przy tej okazyi posiedzenie Towarzystwa
Przyjaciół Nauk i radowała się z przybycia króla,
który—po zwiedzeniu Krakowa zabawiwszy u Czar¬
toryskich w Puławach — odbył pod Wolą przegląd
wojska i przyjął deputacyę Gdańszczan, przypomi¬
nającą najświetniejsze czasy Rzeczypospolitej. W ro¬
ku następnym (1811) zebrał się sejm Księztwa w od¬
miennej postaci i w rozszerzonym składzie.
Po śmierci zacnego Stanisława Małachowskie-
kraju i wprowadzający do niej administracyę naro¬
dową. WT maju tego roku odwiedził król Fryderyk
August odzyskane prowineye, udał się na Poznań,
Kalisz i Częstochowę do Krakowa, gdzie starodaw¬
nym obyczajem obchodził z nabożeństwem uroczy¬
stość św. Stanisława, słuchał w wielkiej sali uniwer¬
syteckiej mowy Sołtykiewicza, dziekana wydziału
filozoficznego, zapisał imię swoje w księdze uniwer¬
syteckiej i był na świetnym balu, jaki miasto na
cześć jego w Sukiennicach wydało. Jeżeli uroczy¬
stości w prastarej stolicy Piastów i Jagiellonów bu¬
dziły wspomnienia dawnej świetności narodowej, to
Warszawa wrzała nieustannie tętnem nowego życia,
go (29 grudnia 1809 r.), któremu do grobu towarzy¬
szyła niczem niezaćmiona sława zacnego obywatela
i najgorliwszego patryoty, oddał król przewodnictwo
w senacie Tomaszowi Ostrowskiemu, laskę marszał¬
kowską powierzył Stanisławowi Sołtykowi, posłowi
czteroletniego sejmu, ministrem skarbu mianował
zdolnego i wymownego Matuszewicza, tekę ministra
policyi otrzymał Ignacy Sobolewski. W izbie posel¬
skiej zasiedli posłowie z galicyjskich departamen¬
tów, w senacie nowi senatorowie, czterech bisku¬
pów, pomiędzy nimi biskup z Chełmu Ciechanowski.
Pomimo biedy, panującej w kraju, pomimo uciążli¬
wych podatków i nieurodzaju, umysły nie upadały.
>>>
449
Stan materyalny i ekonomiczny państwa przedsta-
Aviat się wprawdzie ponuro. Podczas gdy zastój
w handlu i przemyśle nie ustawał, wydatki wzrasta¬
ły bezustannie. Na rozkaz Napoleona i w dobrze zro¬
zumianym własnym interesie trzeba było siłę zbroj¬
ną pomnożyć do 60,000 ludzi, obwarowywać Modlin
i Serock, uzupełniać rynsztunek i zapasy wojenne,
nadrabiać to, czego w lekkomyślności swojej zanie¬
dbali w ciągu ostatnich lat stu dziadowie i ojcowie
żyjącego obecnie pokolenia. Do klęsk wyżej wymie¬
nionych przyczyniły się inne, nieprzewidziane i przez
nikogo niezawinione, a więc nagła redukcya bankno-
tylko zwycięztwem Francuzów, utrzymywały umy¬
sły w stanie ciągłego naprężenia, głuszyły skargi na
niedostatek i nadmierne wysilenia czyniły znośniej-
szemi.
Sejm, rozpoczęty d. 9 grudnia, okazał nie mniej¬
szą jak na pierwszej sesyi gorliwość, chociaż i tym
razem nie obeszło się bez surowej, a po części słu¬
sznej krytyki systemu rządowego. Gdy nowy mini¬
ster skarbu Matuszewicz, uwzględniając słuszne na¬
rzekania rolników, uczynił wniosek, aby podatek
gruntowy zmniejszono, a natomiast ustanowiono
podatki pośrednie (czopowe, patentowe, stemplo-
Brama tryumfalna na eześć armii powraeająeej z kampanii austryaekiej 1809 roku,
zbudowana w Wsrszawie przez architekta Hubickiego.
(Hysunek Z. V ogla w zbiorach d-ra W. Lasockiego.)
tów austryackich w roku 1811, przyprawiająca o do¬
tkliwe straty obywateli galicyjskich, wywołanie
z obiegu banknocetli, zniżenie kursu monety pru¬
skiej i nadzwyczajna taniość ziemiopłodów, będą¬
cych jedynym prawie i najważniejszem źródłem bo¬
gactwa krajowego. Skutkiem tego wpływały podatki
skąpo; chociaż gotowość do ofiar była powszechna,
każdy rok administracyi skarbowej zamykał się de¬
ficytem, rząd w największych znajdował się kłopo¬
tach. Ale wiara w potęgę Napoleona i wieści głuche
o	nowej wojnie, która przecież — podług ogólnego
mniemania — inaczej zakończyć się nie mogła, jak
we i t. d.), co było słusznem i roztropnem zarazem,
zabrał głos poseł maryampolski Godlewski i w mo¬
wie niemal czterogodzinnej wytknął mnóstwo wad
w administracyi, wykazał liczne nadużycia, trwonie¬
nie grosza publicznego i t. d., lecz wmięszał do tego
tyle osobistych wycieczek, że wrażenie krytyki przez
to znacznie osłabił. Rzeczywiście administracya, już
to dla braku doświadczenia, już też z powodu niedo¬
statku ludzi fachowo wykształconych, nie była wca¬
le wzorową. Narzekano słusznie na wielką ilość
urzędników, którzy mało, albo zgoła nic nie robili
i	na zupełnie niewłaściwy, a przytem zbyt kosztow-
>>>
450
ny sposób żywienia wojska. Dyrekcya żywności spo¬
czywała w rękach generała Wielhorskiego, ten jed¬
nak — będąc chorym — nie posiadał należytej do te¬
go energii i ztąd poszło, że gdy kraj na utrzymanie
wojska olbrzymie łożył sumy (42,000,000), pieniędz¬
mi temi bogacili się głównie dostawcy, którym np.
za funt mięsa, sprzedawanego na targu po 8 groszy,
ną, o której coraz głośniej i wyraźniej powszechnie
mówiono.
Tak zbliżył się wreszcie rok 1812, rok wojny
i rok urodzaju; zewsząd nadchodziły wieści o uzbro¬
jeniach, o możliwem wtargnięciu do Księztwa wojsk
rosyjskich i o ścisłem porozumieniu Prusaków z Ro-
syą; z Paryża przysłano rozkaz, aby jaknaj prędzej
JAN L.EON HIPOLIT KOZIETULSKI.
(Porówn. portret na str. 406 i ob. pomieszczone tam daty.)
Rysunek zrobiony z portretu zamieszczonego na obrazie Horacego Vernet’a.
płacono 18. Ażeby tym nadużyciom koniec położyć,
zniósł król dyrekcyę żywności i przedstawić kazał
sejmowi projekt inny, mianowicie opatrywania woj¬
ska w naturze za pośrednictwem prefektów, a pod
kierunkiem ministra spraw wewnętrznych. Po nie¬
jakim oporze przyjęła izba wnioski podatkowe Matu-
szewicza. Ostatecznie zwyciężyła obawa przed woj-
wykończyć fortyfikacye Modlina, król polecił pobrać
20,000 rekrutów i pomnożyć każdą kompanię piecho¬
ty o 20 żołnierzy. Wojna była więc nieuchronna: ro¬
sły obawy, rosły i olbrzymie wydatki. W miesiącu
styczniu wydano na wojsko z ubogiego skarbu
6,000,000; z ukazaniem się wiosny, skoro tylko mro¬
zy puściły, wysłano dwie dywizye piechoty do robót
>>>
przy obwarowaniu Modlina, spędzono z najbliższych
departamentów 10,000 chłopów; na polecenie mar¬
szałka Davoust budowano 900 wozów wojennych,
słowem kraj cały zamieniał się niejako w olbrzymią
zbrojownię. Wistocie Napoleon, acz niechętnie, był
zmuszonym w końcu chwycić za oręż.
Długie układy z Kurakinem w Paryżu i z Ru-
miancowem w Petersburgu nie doprowadziły do żad¬
nego rezultatu, niepowiodła się również misya Lauri-
godnych środków komunikacyjnych, przecięty licz-
nemi i wielkiemi rzekami, straszny rozległością swo¬
ją i surowym klimat jm. Miała wprawdzie i Rosya
także swoje troski i obawy; była uwikłana w woj¬
nę turecką i mogła się spodziewać ataku Szwe¬
dów. Ale i te trudności ominął Cesarz Aleksander
szczęśliwie. Wskutek niedołęztwa Turków i wpły¬
wów angielskich w Konstantynopolu powiodło mu
się w sam czas zawrzeć pokój z Osmanami, a równo-
KflJETAfi STUART.
(Według miniatury malowanej w 1818 r., ze zbiorów p. Wacława Gąsiorowskiego.)
stona, nie wskórał nic hr. Narbonne, w ostatniej
chwili wysłany z Drezna do Wilna. Cesarz Aleksan¬
der znając dobrze trudne położenie przeciwnika, nie
okazywał najmniejszej skłonności do ustępstw. Li¬
czył on na wojnę hiszpańską, wlokącą się leniwie
i niepomyślnie dla Francuzów, na pomoc Anglii, na
panujące niezadowolenie w Niemczech, wreszcie na
trudności, z jakiemi się musiał spotkać nieprzyjaciel,
podejmujący wyprawę w kraj daleki, pozbawiony do-
cześnie ugłaskać także Szwedów. Po nagłej śmierci
księcia Augustenburga, następcy tronu szwedzkiego,
powołano na tę godność generała Bernadotte, księcia
Ponte Corvo. Było to na pozór wielkiem zwycięz-
twem polityki napoleońskiej, wistocie jednak stało
się jedną z przyczyn upadku Napoleona. Bernadotte
bowiem, zawsze mu niechętny, a przytem pilnujący
teraz więcej interesów szwedzkich niż francuzkich,
uważał za rzecz korzystniejszą dla siebie połączyć
Dzieje Porozbiorowe. Tom L
57
>>>
452
się z Rosyą, niż trwać w związku z Napoleonem,
który świeżo zajął Pomorze szwedzkie. Zjechawszy
się więc z Ces. Aleksandrem w Abo, zawarł z nim
traktat, mocą którego za Finlandyę miał otrzymać
Norwegię. Tak w stanowczej chwili mógł Ces. Ale¬
ksander — bez żadnej obawy o bezpieczeństwo swo¬
ich granic południowych i północnych — wszystkie
od jednych 20,000, a od drugiej 30,000 posiłków na
wojnę rosyjską, ale oba te mocarstwa popierały go
niechętnie i gotowe były każdej chwili obrócić oręż
swój przeciw temu, który je tylokrotnie upokorzył
i przemocą wprzęgnął do swego tryumfalnego ryd¬
wanu. Zdawałoby się, że tak genialny człowiek jak
Napoleon, oceniając trudności swego położenia, bę-
ORH C^OPIC^I,
urodzony w Krożach około 1787 roku, brat stryjeczny generała Chłopickiego, zaciągnął się w 1807 do formowanego
przez Krasińskiego pułku szwoleżerów, uczestniczył w wojnie hiszpańskiej, brał udział we wzięciu Sommo-Sierry,
odbył kampanię 1809, odznaczył się pod Esling i Wagram, odbył kampanię hiszpańską 1810, kampanię 1812, miano¬
wany porucznikiem w 7-ym pułku ułanów Tomasza Łubieńskiego, odbył kampanię 1813 i 1814, kawaler legii hono¬
rowej. Zamieszkał w pow. kowieńskim, potem w pow. rosieńskim w Krożach, wybrany tam sędzią, w roku 1853
przeniósł się do Wilna, autor pamiętników wydanych w Wilnie 1849 r., zmarł 11 maja 1866. Zostawił syna Edwarda
i córkę Eelicyę, zamężną za ś. p. Antonim Smolakiem, prof. gimnazyum krożańskiego.
(Z litografii Klnkowskiego według portretu Rybińskiego, ze zbiorów rejenta Smolaka w Radzyniu.)
siły swoje zwrócić na odparcie francuzkiego najazdu.
Napoleon przeciwnie prowadził wojnę z Hiszpanią
i Anglią i oprócz własnej, co prawda wielkiej potęgi,
nie miał z wyjątkiem Polaków ani jednego szczerego
sprzymierzeńca.
W pierwszych miesiącach roku 1812 zawarł on
wprawdzie traktat z Prusami i z Austryą i uzyskał
dzie się starał najlepszego swego sprzymierzeńca,
t. j. Polaków, wzmocnić, przyjaźń ich podniecić i przy¬
łączywszy do Księztwa Warszawskiego dalsze pro-
wincye uczynić to nowe państwo podstawą działania
dla ogromnej swojej armii. Stało się jednak inaczej.
Rozpoczynając wojnę niechętnie, łudził on się bezu¬
stannie nadzieją, że mu się uda Ces. Aleksandra za-
>>>
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
Epizod z kampanii 1809 roku.
(Obraz Wiktora Mazurowskiego, który się znajdował na wystawie lwowskiej w 1894 r.)
Pikieta ułanów z 1809 roku.
(Z obrazu Juliusza Kossaka.)
>>>
t
JflN HENRYK DĄBROWSKI.
(Według portretu malowanego w 1809 roku)
>>>
i^siążą Michał Radziwiłł.
(Powiększenie z miniatury współczesnej, ze zbiorów rodzinnych lir. Zygmunta Rzyszczewskiego.)
>>>
456
straszyć rozwinięciem
sił olbrzymich i groź¬
bami i w najgorszym
razie po pierwszej zwy-
cięzkiej bitwie zmusić
do zaszczytnego dla
Francyi pokoju.
Tą myślą przejęty
unikał wszystkiego, co
mogłoby Rosyę do nieu¬
błaganej wyzwać walki,
a rzeczy polskich uży¬
wał tylko jako atut
w grze dyplomatycznej.
W tym kierunku też o-
bracała się cała polity¬
ka Napoleona względem
Polaków podczas pa¬
miętnej wojny z roku
1812. Z początkiem wio¬
sny ruszyły masy wojsk
francuzkich ku Wiśle,
dnia 8 maja wyjechał
z Paryża sam cesarz i
zatrzymał się przez dłuż¬
szy czas w Dreźnie, o-
czekując na powrót hr.
Narbonnez Wilna. Dnia
•25 maja nadjechał wre¬
szcie wygląd any nie¬
cierpliwie ambasador,
prysły wszystkie złu¬
dzenia pokojowe i roz¬
poczęły się kroki nie¬
przyjacielskie. Pierw¬
szym jawnym dowodem
zerwania stosunków
z Rosyą było ogłoszenie
w „Monitorze14 noty Ma-
reta księcia Bassano do
hr. Rumiancowa, wysła¬
nej w dniu 25 kwietnia,
a zawierającej krytycz¬
ne uwagi, zwrócone
przeciw Cesarzowi Ale¬
ksandrowi i jego ze¬
wnętrznej polityce. By¬
ła tam mowa i o Księz-
twie Warszawskiem, i
o kwestyi oldenbur-
STEFW,
urodzony w Hrubieszowie 1769 roku, uczeń zegarmistrza, kształcony staraniem Stanisława Staszica, matematyk
i znakomity mechanik, członek Tow. Przyjaciół Nauk, w r. 1818 dyrektor szkoły rabinów, zmarł w 74-ym roku
życia w "Warszawie dnia 2 lutego 1842 roku.
(Z litografii I. F. Piwarskiego.)
Dawny Cuehthauz późnie] koszary saperskie.
(Litografował Bajer według rysunku Majewskiego.)
>>>
457
skiej i o otwarciu portów rosyjskich Anglikom, co
wszystko razem wzięte uważał francuzki minister
za zerwanie traktatu tylżyckiego i owych układów
zasadniczych, które zakończyły walkę pomiędzy
dwoma najpotężniejszemi mocarstwami i obiecywa¬
ły światu wielkie dobrodziejstwo pokoju.
Przechodząc do Polaków, zarzucał Maret, że
Rosya zmierza do opanowania Księztwa Warszaw¬
skiego, na co cesarz zezwolić nie może, chociaż
gotów był dać zobowiązanie, że usiłowań dążących
do utworzenia państwa polskiego wspierać nie bę¬
dzie. Polacy byli zatem pomiędzy innemi przyczyną
wypadki zelektryzowały opinię publiczną, to w ko¬
łach rządowych nie mniejsze wrażenie musiała spra¬
wić rozmowa Napoleona z Matuszewiczem w Pozna¬
niu. „Wywiodłem całe siły moje — mówił — nadto
jedną ręką prowadzę Austryaka, drugą Prusaka.
Austrya za niejakie nagrody ustąpi Galicyę. Zwo¬
łajcie sejm, uczyńcie konfederacyę, wezwijcie do
niej króla waszego, udajcie się do mnie“ 1). Jawnie
bez żadnej osłony, podsycał odpowiedni nastrój am¬
basador francuzki.
Wśród tego zwołali ministrowie z mocy udzie¬
lonej im władzy sejm na dzień 15 czerwca; przybył
WARSZAWA Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
Widok łęrakowskiego~Przedmieśeia ku uliey l^owy-Świat.
(Z ryciny zamieszczonej w „Przyjacielu Ludu“.)
rozdwojenia obu mocarzy i jednym z głównych po¬
wodów wojny. Spodziewać się należało, że — działa¬
jąc konsekwentnie — Napoleon zastosuje względem
Polaków politykę życzliwą.
W ostatnich dniach maja nadszedł dekret kró¬
lewski, rozpoczynający się od słów: „Zważywszy
okoliczności dzisiejsze, wielkie dla narodu rokujące
przeznaczenia** i przelewający całą władzę monarszą
na ministrów Księztwa, a tuż potem przybył do War¬
szawy nadzwyczajny ambasador cesarski, arcybi¬
skup mechliński ks. de Pradt, aby zastąpić zwykłe¬
go rezydenta francuzkiego Bignona. Jeżeli te dwa
do Warszawy pochylony wiekiem książę Adam Czar¬
toryski, generał ziem podolskich, od czasu sejmu
czteroletniego nie biorący udziału w sprawach pu¬
blicznych, obecnie przeznaczony na marszałka kon-
federackiego sejmu. Piotr Łubieński ustąpił mu man¬
datu. Obrany posłem z powiatu warszawskiego, cze¬
kał książę na polecenie Napoleona, aby sejm zagaić.
Spodziewano się przez pewien czas, że cesarz zjedzie
sam do Warszawy, on jednak—nie chcąc się widocz¬
nie niczem wiązać jeszcze wobec Polaków — obrócił
‘) „Pamiętniki Niemcewicza11, t. I, str. 332.
>>>
drogę na Toruń, Gdańsk i Królewiec, w zastępstwie
zaś swojem niejako wysłał do Warszawy brata Hie¬
ronima, prowadzącego korpus westfalski. Wybór był
pod każdym względem nieszczęśliwy, bo Hieronim—
z powierzchowności tylko przypominający Napoleo¬
na—zraził sobie umysły postępowaniem, podczas gdy
Westfalczycy jego rabunkiem i niesłychanemi gwał¬
tami ludność spokojną i łagodną do krwawej zapalali
nie jego wojsko, a z głównej kwatery francuzkiej
nadbiegł kuryer z rozkazem otwarcia sejmu dnia 26
czerwca. Pierwsza sesya sejmowa miała się zejść
z odezwą Napoleona, wydaną do żołnierzy w Wilko-
wiszkach dnia 23 czerwca. Zapowiadał w niej cesarz
„drugą wojnę polską" i zapowiadał po niej pokój.
Równocześnie w Warszawie w izbie poselskiej,
zebranej pod przewodnictwem księcia Adama Czar-
Groby Kazimierza Brodzińskiego i generała Stanisława Skarbek-yyoyezynskiego na cmentarzu
w Dreźnie.
(Z ryciny zamieszczonej
zemsty. Powstało ztąd powszechne niezadowolenie.
Król, objeżdżający kuligiem i objadający dwory
możniejsze, każący żywić siebie i dwór cały kosztem
miasta, budził wstręt i lekceważenie; z żołnierzami
westfalskimi przychodziło na ulicach Warszawy do
ciągłych zatargów i krwawych bójek, które aż si¬
łą zbrojną hamować musiano. Około 20 czerwca ode¬
tchnęła wreszcie cokolwiek Warszawa, król Hiero¬
nim wyruszył do armii, za nim powlokło się niechęt-
w „Przyjacielu Ludu“.)
toryskiego, czytano prośbę obywateli litewskich.
„Wzywamy was — były słowa prośby — w imieniu
naszem i pokoleń naszych, abyście się zajęli nie¬
zwłocznie wielkim przedmiotem; nie potocznych
urządzeń, nie utyskiwań na panujące cierpienia, nie
zaradzeń cząstkowych to jest pora! Śmiejcie! Czyń¬
cie!" Petycyę litewską podpisali tylko obywatele
pod panowaniem rosyjskiem dobra posiadający, ale
zamieszkali w Księztwie; rzecz cała była ułożona
>>>
459
i obmyślana z góry przez Pradta i ministrów polskich
na życzenie wyraźne Napoleona.
Na następnem posiedzeniu zabrał głos Matu-
szewicz jako sprawozdawca deputacyi, wyznaczonej
do roztrząśnięcia prośby Litwinów. Słowa jego, wy¬
powiedziane w obecności ambasadora francuzkiego
i pod wrażeniem rozpowszechnionej co tylko odezwy
wojennej Napoleona, wzbudziły zapał. Sejm natych-
w roli pokornego petenta słuchała rozkazów amba¬
sadora francuzkiego i nie zdobyła się na żaden krok
samodzielny. Niemniej dziwnem, zagadkowem i dla
Francyi nawet było postępowanie Napoleona. Po¬
słuszna poleceniom Pradta wysłała rada konfede-
racka dwa poselstwa: jedno do Drezna, zapraszające
króla do konfederacyi, drugie do Wilna, gdzie była
wtedy główna kwatera cesarska. Poczciwy Fryde-
\
KAJETAN KOŹ|VriAN,
urodzony 31 grudnia 1771 we wsi Gałęzowie, woj. Lubelskiem, uczył się w Zamościu i Lublinie, po roku 1794 osiadł
na wsi oddając się rolnictwu i literaturze, w r. 1809 po zajęciu przez wojska polskie Krakowa i nowej Galicyi refe¬
rendarz rady stanu Księztwa Warszawskiego, członek Tow. Przyjaciół Nauk, sekretarz sejmu konfederacyjnego
1812 r. pod laską księcia Adama Czartoryskiego, gen. ziem podolskich., radca stanu Król. Polskiego, prezes delegacyi
administracyjnej, dyrektor generalny administracyi krajowej w minist. spraw wewnętrznych, senator wreszcie,
po r. 1830 osiadł we wsi swojej Piotrowicach, autor „Ziemiaństwa polskiego", „Stefana Czarnieckiego" i „Pamięt¬
ników", zmarł w 85-ym roku życia dnia 7 marca 1856 roku.
(Drzeworyt wykonany ze współczesnego portretu.)
miast zawiązał generalną konfederacyę Król. Polskie¬
go. Wykonanie tak rozległego programu wymagało
z jednej strony wytężenia sił, z drugiej szczerego
i energicznego poparcia Napoleona. Zawiodło i jedno
i drugie. Rada generalna konfederacka pod prze¬
wodnictwem księcia Czartoryskiego (sekretarzem
był Kajetan Koźmian) ograniczyła działanie swoje do
wydawania manifestów, zbierania akcesów do konfe¬
deracyi i t. p. słabych środków. Rada konfederacka
ryk August podpisał akces ze łzami w oczach; odpo¬
wiedź Napoleona była chłodna, zanadto może trzeź¬
wa i nie zawierała wcale jakichkolwiek zobowiązań.
„Pochwalam wszystko, coście uczynili — rzekł on —
upoważniam dalsze usiłowania wasze; uczynię, co
tylko odemnie zawisło, aby wspierać wasze postano¬
wienia". Zaraz jednak dodał, że zaręczył cesarzowi
austryackiemu całość państw jego.
Z całego przemówienia najważniejszym jest
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
58
>>>
I
ł^lub szaehlstów warszawskieh w 1807 roku.
(Ze współczesnej akwarelli.)
>>>
]VIieszkania z epoki Ksiąztwa Warszawskiego.
(Z akwarelli współczesnych niewiadomego autora, ze zbiorów p. Henryka Piątkowskiego.)
>>>
462
ustęp, w którym cesarz przyrzekał wspierać usiło¬
wania Polaków. Stosownie do tej obietnicy spodzie¬
wano się, że Napołeon dostarczy przynajmniej broni
polskich do okazania tego ducha, jaki Wielkopo¬
lanom z ust jego zjednał takie pochwały. Tymcza¬
sem stało się zupełnie inaczej; broń zapowiedziana
M
CO
3
p
N
V)
3
g
D
o
®i
ST
4
N
O"
o'
N
to
p
X
O
a
cc
CSJ


CS3
O
S*
O
X
Pj
a
do uzbrojenia gwardyi narodowej i nowych zacią- nie nadeszła wcale; wstrzymana w czynnościach
gów i że działaniami wrojennemi wojsk swoich pokie- swoich przez Pradta rada konfederacka, nie znajdu-
ruje tak, aby dać możność mieszkańcom prowincyj j jąc w sobie dość odwagi i tęgości ducha, zawiesiła
>>>
463
niebawem swoje czynności i zostawiła kraj na Opa¬
trzność Boską i francuzką, a Wołyń, Podole i Ukrai-
nii, której dziejów dotkniemy o tyle tylko, o ile łączą
się one z losem narodu polskiego.
a
x
u
i
X
*
o
(0
X
ar
N
o
o
a
-o
C

T)
U
CO
c
u
o
a
o
o
X
X
o
£
co
N
CO
C
X
o
o
to
d
csl
ci
O
t-
ci
0
N
o3
fH
O
o
fco
o
N
O
tjo
.®
Im
OT
2
£
o
M
nd
O
Ph
o
£
0
OT
►
w
na zamiast hufców polskich ujrzały u siebie posiłko¬
wy korpus austryacki. Takim był początek kampa-
Armia polska, towarzysząca Napoleonowi w je¬
go wyprawie na Moskwę, liczyła 48,000 piechoty,
>>>
464
pomnożenia sił wielkiej armii, miał służyć celom am¬
bitnego imperatora, pomagać mu w urzeczywistnie¬
niu jego światowładnych zamiarów. Wojsko polskie,
wysłane na Wołyń, Podole i Ukrainę, miało nietylko
pokonać Tormasowa i powstrzymać armię Czy cza go-
wa. Cesarz, znając męztwo Polaków, uważał wojsko
polskie na równi z francuzkiem za jądro wielkiej ar¬
mii i widział w bezpośredniem jego współdziałania
rękojmię zwycięztwa. „Mam 80,000 Polaków — mó¬
wił do posła rosyjskiego — będą się bić mężnie;
będę miał ich wkrótce 200,000“. W tem przeświad¬
czeniu zapewne utworzył on z wojska polskiego 5-ty
korpus armii pod księciem Poniatowskim, resztę zaś
porozdzielał pomiędzy inne korpusy, tak, że legia
Nadwiślańska należała do młodej gwardyi, dowo¬
dzonej przez marszałka Mortiera, pułk ułanów Sto¬
kowskiego znalazł się w 9-tym korpusie, a pułk Łu¬
bieńskiego oddano Oudinotowi. Tak rozporządziw¬
szy wojskiem polskiem przeprawił się Napoleon bez
oporu przez Niemen i wszedł do Wilna, zkąd przed
chwilą ustąpili Rosyanie, zniszczywszy wprzód na¬
gromadzone zapasy i spaliwszy most na Wilii. Na¬
poleon nie umiał wyzyskać położenia. Odpowiedź,
udzielona deputacyi konfederackiej, a najbardziej
grabieże i gwrałty, jakich dopuszczał się żołnierz
wielkiej armii nietylko na ludzie wiejskim, ale i na
LłEOI'1 BOROWSKI,
urodzony 27 czerwca 1784 roku w powiecie pińskim, uczył się
w szkole wydziałowej w Postawach, od 1801 w Wilnie, kan¬
celista zarządu Akademii, w r. 1803 kandydat filozofii, w 1805
rachmistrz w biurze rządu uniwersyteckiego w Wilnie, w r.
1807 nauczyciel wymowy poezyi, łaciny i greki w gimna-
zyum świsłockiem, w 1811 w gimnazyum wileńskiem, w 1814
zaczął wykładać wymowę i poezyę w uniwersytecie wileń¬
skim, w 1816 magister filozofii, w 1818 adjankt, w 1821 pro¬
fesor nadzwyczajny, 1824 profesor zwyczajny, w r. 1833 pro¬
fesor homiletyki w akademii rzymsko-katolickiej wileńskiej,
członek jej zarządu, w 1842 radca stanu, zmarł 4 kwietnia
1846 roku.
(Z litografii wileńskiej współczesnej.)
17,200 jazdy, 1,500 artylerzystów i 104 dział, czyli
razem 66,700 ludzi1), oprócz pociągów, wojska inży¬
nierskiego i luzaków. W kraju pozostał 13-ty pułk
Żymirskiego, stojący na załodze w Zamościu, pozo¬
stały zakłady, część artyleryi i saperów. Taką potę¬
gę wystawiło Księztwo, liczące zaledwie 4,000,000
ludności i będące małym odłamem dawnej Rzeczy¬
pospolitej. Ale ten owoc wysileń, ten żołnierz wr zna¬
cznej części zahartowany w bojach i otoczony sławą
wielu wojennych czynówr, miał być użytym tylko dla
■) Daty podajemy podług „Wspomnień generała Ko¬
łaczkowskiego", jako naocznego świadka i ścisłego w obli¬
czaniu.
ANDRZEJ SJVTOLilKOWSKl.
doktor filozofii, członek Tow. Przyjaciół Nauk w Krakowie,
urodź. 1764 zmarł 1839 roku.
(Drzeworyt Regulskiego z rysunku Tegazza wykonanego ze
współczesnego portretu znajdującego się w zbiorach rodzin¬
nych p. Seweryna Smolikowskiego.)
>>>
465
poważnych obywatelach, ochłodziły znacznie począt¬
kowy zapał Litwinów. Do tego dodać trzeba jeszcze,
że Cesarz Aleksander, w ostatnich szczególniej cza¬
sach, zjednał sobie stronnictwo pomiędzy Litwinami
i że prowincye te nie mogły okazać tej ofiarności,
jakiej dowody złożyła Wielkopolska i prowincye, zo¬
stające pod zaborem pruskim. Nie wiele też przyczy¬
niło się do rozbudzenia syinpatyi dla Francuzów po¬
stępowanie samego Napoleona. Mianował on w Wilnie
gubernatorem generalnym Holendra, generała Ho-
gendorpa, rządowi tymczasowemu przydał wpraw¬
dzie jako komisarza znanego z Warszawy i przychyl¬
nego Polakom Bignona, ale podział kraju na depar-
tamenta. dodawanie władzom miejscowym urzędni-
rała Krópińskiego, Napoleon powołał do swego boku
księcia Eustachego Sanguszkę, ale obaj oddaleni od
okolic, w których działać mieli i wobec obojętności
Austryaków, nie byli wstanie spełnić swego zadania.
Napoleon, pokładając całą ufność swoją w potężnej
armii, w swoich zdolnościach i szczęściu wojennem,
mniemał, że pierwsze zwycięztwo przerazi Rosyan
i skłoni ich do zawarcia pokoju, przy którym i o Po¬
lakach będzie można pomyśleć, jako o przedmiocie
niezmiernie cennym dla uzyskania jak najkorzyst¬
niejszych warunków. Ale rachuby te zawiodły,
szczęście wojenne niedopisywało, organizacya i kar¬
ność armii, rozrzuconej po olbrzymich przestrze¬
niach, okazała się niedostateczną, a tłumy marode-
ł^arykatura okolieznośeiowa Aleksandra Orłowskiego z pierwszyeh lat XIX wieku.
(Ze zbiorów d-ra Perkowskiego.)
ków obcych, powierzenie intendentury Francuzom,
obok innych wyżej wspomnianych uciążliwości, nie
mogło się podobać ludności, przywiązanej do swoich
praw i zwyczajów. Nie zważając jednak na niebez¬
pieczeństwo, stawili się na usługi Napoleona liczni
przedstawiciele szlachty i możnowładztwa, z ducho¬
wieństwa biskup miński Dederko; zaczęto tworzyć
pięć pułków piechoty i tyleż jazdy poi dowództwem
generała księcia Giedroicia; z młodzieży szlacheckiej
powstał pułk ułanów gwardyi, oddany Konopce,
w Wilnie urządzono gwardyę z 1,450 głów złożoną.
Gorzej działo się dla Napoleona na WTołyniu, Ukrai¬
nie i Podolu. Dla pobudzenia powstania w tych pro-
wincyach wyznaczono z Warszawy weterana gene-
rów, wlokące się za wojskiem, wśród rozboju i gra¬
bieży wróżyły niedobrze o powodzeniu wyprawy.
Nie udały się też pierwsze plany cesarza. Nieudolny
Hieronim, zmarnowawszy niepotrzebnie kilka dni
w Grodnie, nie zdołał — tak jak zamierzano —znieść
korpusu pod generałem Bagrationem, a dy wizya jaz¬
dy polskiej, prowadzona przez Rożnieckiego, dozna¬
ła porażki pod Mirem, gdzie ją otoczyły przeważ¬
ne siły rosyjskie. Napoleon, oburzony tem do żywe¬
go, odebrał bratu dowództwo, wyraził swoje nieza¬
dowolenie księciu Poniatowskiemu i oddał korpus
polski pod komendę marszałka Davoust.
Ażeby wynagrodzić popełnione uchybienie, pu¬
szczono się teraz wr najszybszy pościg za przeciw-
>>>
466
nikiem przez najdziksze okolice, wśród nieprzerwa¬
nych prawie bagien i lasów. Młoda piechota polska,
nieprzywykła do takich pochodów, a przytem źle ży¬
wiona, bo kraj był ubogi, a magazynów nie prowa¬
dzono z sobą, upadała ze znużenia, szeregi topnia¬
ły widocznie, przy końcu lipca bataliony niektóre li¬
czyły już tylko po 400 ludzi. Tak dotarł korpus pol¬
ski wreszcie do Mohylowa, ale Bagration — acz po¬
bity przez marszałka Davoust pod Sałtanówką—cof¬
nął się do Starego Bychowa i — przeszedłszy tam
cuzi kuli je na tępo) i znaglenia Schwarzenberga do
szybszego działania, celem opanowania Ukrainy
i Wołynia. Przedstawienia Sanguszki nie odniosły
skutku; Napoleon wbrew życzeniom i zdaniu gene¬
rałów swoich, którzy pragnęli w Witebsku ukończyć
tegoroczną kampanię, ruszył dalej ku Smoleńskowi,
łudząc się ciągle nadzieją stoczenia walnej bitwy.
Jakoż Barklay de Tolly, naczelny wódz rosyjski,
zdawał się tracić już cierpliwość, stanął w Smoleń¬
sku i gotował się do obrony warownego grodu.
LUDWIK PAC,
oficer wojsk Księztwa Warszawskiego, generał wojsk polskich, ostatni potomek zasłużonej rodziny.
(Z litografii paryzkiej Maurin’a.)
Dniepr — stanął wnet w Mścisławiu. Wielka armia
zbliżała się tymczasem do Witebska i zatrzymała się
tam przez czas niejaki. Napoleon rozmyślał widocz¬
nie, co dalej czynić należy. Korzystając z wytchnie¬
nia i wezwany do tego przez Duroca książę Eusta¬
chy Sanguszko, przedstawił wtedy cesarzowi me-
moryał *), w którym — zwracając uwagę jego na
klęski, jakie zagrażać mogą armii z powodu ostrego
klimatu — doradzał utworzenie oddziałów strzelec¬
kich na saniach, potrzebę odmiany kucia koni (Fran-
’) „Pamiętniki księcia Eustachego Sanguszki", str. 75.
Napoleon kazał uderzyć natychmiast do sztur¬
mu. Korpus polski, jakoteż korpusy marszałków Da-
voust i Neya rzuciły się z odwagą, dotarły aż do
przedmieść, które bagnetem zdobywać przyszło. Tu
jednakże wobec murów, grubych na 18 stóp i braku
artyleryi oblężniczej, nie pomogły wysilenia żołnie¬
rzy i męztwo oficerów. Noc, oświetlona jaskrawo
pożarem płonącego miasta, rozjęła walczących; na
pobojowisku leżało 12,000 trupów i ranionych, po¬
między tem 1,000 Polaków. Zginął dzielny generał
Michał Grabowski, pułkownik Zakrzewski, podpuł¬
kownik Podhański, rany odnieśli: generał Zajączek
>>>
JÓZEF HOSZOWSKI,
urodzony we wsi Łomazach w woj. Podlaskiem 24 czerwca 1773 r., wszedł do służby jako kanonie.-1791 do artyleryi pieszej *
litewskiej, 1795 jako porucznik przeszedł do legionów włoskich, 1807 r. postąpił na szefa batalionu do 3-go pułku piechoty
Ks. Warszawskiego, 1809 r. mianowany pułkownikiem 17 pułku, w r. 1816 zostaje generałem brygady i dowodzi 2 brygadą
1-ej dywizyi piechoty. Kawaler krzyża wojskowego polskiego i Legii Honorowej. Uczestniczył we wszystkich wojnach
cesarstwa, w 1809 r. bronił twierdzę Pragi, pod Berezyną ranny został wzięty do niewoli, zmarł 18 maja 1817 roku.
(Powiększenie z miniatury będącej w posiadaniu rodziny.)
Dzieje Porozbiorowe. Tom L	59	.
>>>
468
DOMINIK DUFOURHDE de Pl^flDT,
arcybiskup z Malinnes, poseł Napoleona w Warszawie
1812 roku.
i pułkownik Krukowiecki. Tymczasem Rosyanie pod
osłoną ciemności nocnych opuścili niepostrzeżenie
Smoleńsk, zostawiając Francuzom miasto zamienio¬
ne w gruzy, napełnione stosami trupów i umiera¬
jących.
Szturm smoleński naraził armię napoleońską
na dotkliwe straty, a starożytne miasto na zupełne
zniszczenie. Za ustępującymi Rosyanami puścił się
w pogoń Ney i pod Walutynem odniósł nad tylną
strażą Barklaya zwycięztwo, nie zniszczył go jednak
zupełnie, gdyż Junot, stojący opodal, nie przyszedł
mu z pomocą. W zajętym Smoleńsku odpoczywało
wojsko do 22 sierpnia i tu była ostatnia chwila za¬
stanowienia się dla Napoleona. Jakoż wielu genera¬
łów francuzkich sądziło, że należy zaniechać dalsze¬
go pochodu, ściągnąć oderwańców i posiłki z nad
Niemna i Wisły, umocnić Dynaburg, Witebsk i Po-
łock i pod osłoną tych twierdz zaimprowizowanych
przetrwać zimę, a z wiosną drugą rozpocząć kampa¬
nię. Przez ten czas można było dokończyć organiza-
MICHRŁ NEY,
książę Elchingen i Moskwy, marszałek Francyi.
(Ze sztychu według portretu Langlois.)
cyi armii litewskiej i rzucić korpus silny na Mozyr
i Kijów dla zajęcia Wołynia, Podola i Ukrainy. Zgła¬
szał się z tym planem książę Józef do cesarza, zwła¬
szcza po odłączeniu od korpusu polskiego dywizyi
Dąbrowskiego, którego zostawiono pod Bobrujskiem,
gdy wojsko polskie, zmniejszone do 10,000, nie wiele
mogło zaważyć na szali wypadków, a pojawieniem
się swojem w południowych prowincyach skłaniało
Rosyan do rozdzielenia sił i nieciło powstanie w kra¬
jach najzasobniejszych, obfitujących w konie i ludzi.
Ale Napoleon, uniesiony świeżem powodzeniem Neya,
nie zważał na żadne przedstawienia i dnia 22 sier¬
pnia dał rozkaz do dalszego pochodu na Moskwę.
Stan wielkiej armii budził już wtedy poważne obawy.
Dnia 24 czerwca przeszło Niemen 283,650 ludzi, licz¬
ba ta przed bitwą smoleńską spadła do 176,770,
ze Smoleńska wyruszyło 165,000. W przeciągu dwóch
miesięcy ubyło zatem z szeregów blizko 120,000 żoł¬
nierzy '), gdy straty w bitwach poniesione mogły
wrynosić najwięcej 30,000. Na prawem i na lewem
skrzydle szły rzeczy także dla Napoleona niepomyśl¬
nie. Nad Dźwiną Wittgenstein, wsparty korpusem
Steinhela z Finlandyi, przewyższał siłami swojemi
Francuzów, od południa Czyczagow z Tormasowem
mogli odepchnąć łatwo słabszego i niechętnego
Schwarzenberga, podać rękę Wittgensteinowi i —
!) „Wspomnienia generała Kołaczkowskiego", t. I,
str. 115.
>>>
469
pierwszy do reduty, wysuniętej przed frontem rosyj¬
skim. Zaczął się natychmiast silny ogień armatni
z obu stron. Liczniejsza i korzystniej ustawiona ar-
tylerya rosyjska zasypywała granatami baterye pol¬
skie ; szef brygady Sowiński stracił nogę, mimoto
jednak nie ustąpił z pola walki, lecz — dawszy się
opatrzeć — wydawał dalej na ziemi, leżąc, rozkazy
swoim kanonierom. Dzielny atak jazdy rosyjskiej
rozbił się o czworoboki polskiej piechoty, redutę zdo¬
byto ostatecznie bagnetem i bitwa o godzinie 9-tej
wieczorem była skończona. Nazajutrz Napoleon, rozej¬
rzawszy się dokładnie w pozycyi, jaką zajmowała
armia rosyjska, wydał stosowne rozkazy i dnia 7
września zrana — po odczytaniu odezwy cesarskiej
żołnierzom — zagrały działa na całej linii.
Korpus polski miał uderzyć na lewe skrzydło
rosyjskie i wyrzucić je z tak zwanego mamelonu.
Zadanie to, jak na siły, któremi rozporządzał książę
Poniatowski, było zbyt trudne. Przeciw 10,000 Pola¬
ków stał tu generał Tuczkow z 13,000 regularnego
wojska i 7,000 milicyi, w pozycyi z natury silnej
i obwarowanej, uwieńczonej 62 działami. Walka
w bagnistym lesie toczyła się więc długo nierozstrzy-
ADAM CfiREPTOWICZ,
najstarszy syn kanclerza litewskiego Joachima i Konstancyi
Przezdzieckiej, urodzony w Szczorsach 19 marca 1768 roku,
podróżował z bratem, Ignacym po Niemczech i Danii, rot¬
mistrz kawaleryi w wojsku litewskiem, poseł nowogrodzki
na sejm czteroletni, kawaler orderu św. Stanisława, wizyta¬
tor szkół litewskich z ramienia uniwersytetu wileńskiego,
w roku 1812 członek rady administracyjnej w Wilnie w wy¬
dziale żywności, magazynów i szpitali, zmarł w Wiszniewie
gub. wileńskiej w dniu 5 grudnia 1844 roku. U spodu por¬
tretu wyobrażony jest epizod z kampanii 1812 r. gdy Chrep-
towicz na polu bitwy bierze pod swoją opiekę biedne dziecię.
(Rysunek oryginalny piórkiem ze zbiorów p. I. Wolskiego.)
jak to się rzeczywiście później stało — zagrozić linii
operacyjnej Napoleona. Nie można przypuścić, aby
cesarz tych niebezpieczeństw nie widział i nie oce¬
niał należycie, zdawało mu się jednak, że byle tylko
doścignął główną armię rosyjską i skłonił ją do wy¬
dania bitwy, której rezultat uważał za niewątpliwy,
natenczas zajmie Moskwę i podyktuje Cesarzowi
Aleksandrowi warunki pokoju. Jakoż Rosyanom
sprzykrzyła się wreszcie taktyka cofania się przed
Francuzami, opinia publiczna wr Kosyi zwróciła się
przeciw kunktatorstwu Barklaya, Cesarz odebrał mu
naczelne dowództwo i powierzył je wracającemu
z wojny tureckiej Kutuzowowi. Nowy wódz postano¬
wił wydać bitwę Francuzom w obwarowanem redu¬
tami stanowisku, na drodze wiodącej do Możajska,
pod wsią Borodynem. Dnia 5 września korpus pol¬
ski, idący na prawem skrzydle wielkiej armii, dotarł
GRANDĘ ARMEE
Au QuarHcr General a
le
/
ETAT MAJOR GENERAL.
COMMISSION cle Commandant de Place.
S. E Mr le Mar*echa) DAVOUT. Commandant cn
chef les troupes Franęaisec et a 11 iees dans le Duche de Var*
sovie, ayant un Commandant dArmes a nommer pour la
place de	- — a fait choix de
En consequence, M.
sera reconnu comrne tel, ^ar les autofites civiles et mili*
taires, et en exercera les fónctions, conformement aux
Instructions qu’il a reęues ou qui lui seront adressees j?ar
la suitę.
por Ordre
de S. E. Mr. le Marechal DAVOUT,
Commandant en chef.
Le General,
Chef de l'£tat Major General
* Ć//M
0° Sr
X
rJomlnaeya porucznika Bogusławskiego na
komendanta Osmolina z dnia 26 lutego 1808 r.,
z podpisem gen. barona INler^o, szefa sztabu
marszałka Davoust’a.
>>>
Przejście przez Wilią.
(Drzeworyt A. ZajkowskeS z obrazu Jana Chełmińskiego.)
>>>
472
Przejście wojsk napoleońskieh przez fliemen.
(Z litografii Raffetfa.)
gnięta, wreszcie szef brygady Rybiński na czele je¬
dnego batalionu 15-go pułku zdobył redutę i 13 dział,
ale niepoparty w stosownej chwili i napadnięty przez
przeważające siły rosyjskie musiał bagnetem iść
naprzód, aby połączyć się ze swoją armią. Około go¬
dziny 3-ciej dopiero rzucił książę Józef wszystkie:
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
6«ty pułk ułanów tak zwane „Dzieei Warszawskie".
(Mundur granatowy, kołnierz biały, wypustki karmazynowe.)
Z obrazu Juliusza Kossaka.
>>>
473
fiapoleon pod gównem,
(Ze sztychu Antoniego Oleszyńskiego w zbiorach p. Mauersbergera.)
swoje siły na wzgórze i jazdę z boku i tym skombi-
nowanym uderzeniem złamał ostatecznie przeciw¬
nika i utrzymał się na zdobytem stanowisku mi¬
mo ataków generała Baggowuta, który po poległym
Tuczkowie objął dowództwo. Wśrodku rozstrzygnę¬
ło zwycięztwo właściwie natarcie jazdy na główną
redutę, przyczem odznaczył się pułk kirasyerów pol¬
skich. Napoleon jednak w tym dniu nie rozwinął
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KS1ĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
Baterya wjeżdża na pozyeyę.
(Z obrazu Jana Rosena.)
>>>
474
dawniejszych swoich zdolności, odrzucił trafną radę
marszałka Davoust, w ostatniej chwili nie poparł
ataku jak należało rezerwami starej gwardyi i tą
dziwną obojętnością, która miała być u niego skut¬
kiem silnej febry kataralnej, sprawił, że nadzwyczaj
krwawa bitwa nie miała donioślejszych skutków.
pohamowaną gwałtownością. Siedm tygodni (od 14
września do 19 października) strawił cesarz bezczyn¬
nie w Moskwie, pogrążony w jakiejś zadumie, łudzą¬
cy się nadzieją rychłego pokoju, przy każdej niemal
sposobności okazujący niechęć swoją Polakom 1).
Kutuzow tymczasem, uporządkowawszy rozbitą ar-
Straszna bitwa pod Borodynem, gdzie z obu
stron poległo około 90,000 ludzi, otworzyła Napoleo¬
nowi drogę do Moskwy. Dnia 14 września ujrzeli
Polacy, postępujący w przedniej straży, z t. zw. Wo-
robiejskiej góry, ogromną stolicę, ale tej samej nocy
już wszczął się pożar, trwający przez trzy dni z nie-
mię i ściągnąwszy zewsząd posiłki, napadł niespo¬
dziewanie na słabszego o wiele Murata pod Winko-
wem i dotkliwą zadał mu porażkę. Zginął w tej bi¬
twie szef sztabu polskiego generał Fiszer; pułkownik
') Por. „Pamiętniki księcia Eustachego Sanguszki1*.
>>>
475
Blumer z 8-go pułku piechoty przebił się przez siły
rosyjskie i uprowadził z sobą wszystkie armaty. Pod
Czarykowem odznaczyła się brygada jazdy Tyszkie¬
wicza. Niepowodzenia te i wzrastająca ciągle śmia¬
łość Rosyan przekonały wreszcie Napoleona, że Ces.
Aleksander o pokoju wcale nie myśli, 18 paździer¬
nika dał więc rozkaz opuszczenia Moskwy i po bit¬
wie pod Jarosławcem skierował odwrót swój na We-
Portret oficera wojsk polskieh 1812 r. Nowosielskiego.
(Litografował Yilain z rysunku Bardel’a, ze zbiorów biblioteki lir. Przezdzieckich.)
Napoleon na ezele wielkiej armii przed murami JSfloskwy.
(Litografia Raffetfa.)
Dzłeje Porozbiorowe. Tom I.
60
>>>
Bitwa pod Smoleńskiem
dnia 17 sierpnia 1812 r.
(Staloryt Couche ze zbiorów p. Ignacego Wolskiego.)
reję i Możajsk, drogą ku Smoleńskowi, przez najbar- wane głodem i coraz ostrzejszemi mrozami, dowlokły
dziej spustoszone okolice, aby uniknąć bitwy z Ku- się szczątki wielkiej armii do Berezyny, gdzie spo-
tuzowem. „Zginęliśmy niezawodnie!“ zawołał San- dziewano się swobodnej pod Borysowem przeprawy.
guszko, słysząc jak cesarz ten rozkaz wydawał i rze- Zawiodła iednak i ta nadzieja. Nieopatrznie i nie-
czywiście rozpoczął się odtąd ostatni, najstraszniej- dbale pozostawiono na tym punkcie Dąbrowskiego
szy akt tej wielkiej tragedyi dziejowej. Dziesiątko- tylko z 8,000 ludzi. Tymczasem Czyczagow, czy to
>>>
477
działając w porozumieniu z Schwarzenbergiem, czy
też omyliwszy go zręcznie, zbliża się do Berezyny
i dnia 21 listopada atakuje przeważającemi siłami
wreszcie na drugą stronę rzeki. Stało się to wtedy,
gdy Wittgenstein, pobiwszy korpus marszałka St.
Cyr, zbliżał się do Czyczagowa, aby okrążyć Fran-
d
ŁD
d
c3
3
X
0
u
01
CO
o
a
£
©
CO
w
05
N
O

O
(d
N
o
o
to
x
'd5
'-d
d
N
o'
bo
d
cS
c3
Sh
O
O
fcJO
x
o
S!
garstkę Polaków. Z nieporównaną walecznością
i	rzadką wytrwałością bronił się Dąbrowski przez
dzień cały i — straciwszy 2,000 ludzi — przeszedł
cuzów, zepchnąć ich w bagna mińskie i głodem
zmusić do poddania. Teraz odżyła jednak energia
w Napoleonie. Odkrywszy przypadkowo bród na Be-
>>>
Napoleon na stepaci śnieżnych Stosyi,
(Z olejnego obrazu Jala Chełmińskiego.)
>>>
480
rezynie pod wsią' Studzianką, omylił on zręcznemi
obrotami czujność i gdy Rosyanie pilnowali przepra¬
wy pod Borysowem, kazał rzucić dwa mosty i po
nich przeprowadził główne siły swoje na prawy brzeg
cięta bitwa, ukończona ostatecznie zwycięztwem
Francuzówr. Udział wzięły w niej szczątki polskiego
korpusu, wynoszące zaledwie 6,000 ludzi i one też.
najcięższe może poniosły straty. Ranieni zostali ge-
rzeki. Spostrzegłszy się za późno, uderzyli Rosyanie
catą potęgą na rozdzieloną armię francuzką, Czycza-
gow na Oudinota, Wittgenstein na Victora, który po¬
został na lewej stronie Berezyny. Wywiązała się za-
nerałowie Dąbrowski i Kniaziewicz, Zajączkowi kula.
urwała nogę; książę Poniatowski, będąc chorym
wskutek upadku z konia, nie był w bitwie obecnym.
Rosyanie mostów na dalszej, bagnistej drodze nie-
>>>
481
poznosili i uchodzących mniej natarczywie ścigali;
miała też odtąd „wielka armia“ swobodniejszy już
odwrót. W Wilnie czekały ją zapasy, czekało 14,000
świeżego wojska. Można było—złączywszy te siły—
słanemi z Paryża, opuścił wojsko w Smorgoniach
(d. 5 grudnia) i pod osłoną ułanów dawniej Konopki,
a obecnie Stokowskiego, przybyłych świeżo z Hisz¬
panii, wyjechał przez Wilno i Kowno w największej
stawić jakikolwiek opór zmęczonemu także i osłabio¬
nemu wojsku rosyjskiemu, zbierać rozbitków i osta¬
tecznej przynajmniej uniknąć zguby. Ale Napoleon,
przerażony wiadomościami o spisku Malleta, nade-
tajemnicy do Warszawy, zdając naczelne dowództwo
Muratowi.
Mieszkańcy Księztwa przepędzili czas wojny
w ciągłym niepokoju. Wiadomości z pola walki do-
>>>
482
chodziły późno, zazwyczaj dopiero z Paryża, wieści
prywatne, często bardzo fałszywe, utrzymywały lud¬
ność w stanie gorączkowego rozdrażnienia. Tymcza¬
sem w bliższych okolicach nad Bugiem i Niemnem
rozlegał się znowu szczęk broni. Przerażenie w po¬
łowie października było tak wielkie, że generał Du
Taillis, gubernator stolicy, kazał zamknąć rogatki
miejskie i wzbronił każdemu wyjazdu. Odezwa rzą¬
dowa uspokoiła dopiero cokolwiek potrwożone umy¬
sły, chociaż nie zdołała przywrócić dawniejszego
zaufania. Wiedziano do¬
brze, że Księztwo jest
ogołocone z woj ska, że—
oprócz nielicznych za¬
łóg po twierdzach — nie
ma wcale obrony i że
co gorsza o obronie kra¬
ju nikt nie myśli, ani
ambasador Pradt, czło¬
wiek niewojenny i lek¬
komyślny, ani weteran
Du Taillis, przeznaczo¬
ny właściwie do utrzy¬
mywania porządku
w Warszawie, ani wre¬
szcie generalna rada
konfederacka, usypia¬
jąca snem błogim na sto¬
sach akcesów i odezw.
Cała machina rzą¬
dowa, uwolniona od sta¬
rań o wyżywienie woj¬
ska i kwatery, oczeki¬
wała zbawienia od Na¬
poleona. Samodzielne
działanie stawało się
niezbędnem od czasu,
gdy Napoleon przezna¬
czył do operacyj wojen¬
nych nad Bugiem i Sty¬
rem korpus austryacki
Schwarzenberga. Już
odezwa tego generała,
ogłoszona na początku
wojny w Lublinie, po¬
wołująca się na rozkaz
cesarza Franciszka i na
posłuszeństwo, jakie żoł¬
nierze winni są swojemu
monarsze, odkrywała dość wyraźnie uczucia i intencye
naczelnego wodza tego korpusu posiłkowego. Trzy¬
mając się pozornie rozkazów Napoleona, nie uderzył
Schwarzenberg całą potęgą na Tormasowa, lecz udał
się ku Mińskowi, zostawiwszy dla wstrzymania Ro-
syan nieliczny korpus saski generała Regniera. Skut¬
kiem tego Regnier z dywizyą generała Kosińskiego
stoczył wprawdzie pod Horodecznem potyczkę z Ro-
syanami, ale niepo party przez Austryaków i napa¬
dnięty następnie przez Tormasowa, wzmocnionego
dwoma dywizyami, utracił całą brygadę i 8 dział
i musiał się cofnąć do Słonima. Otrzymawszy posiłki
pod generałem Loison, odrzucił Schwarzenberg kor¬
pus Tormasowa na Wołyń, nie przeszkodził jednak
połączeniu się jego z Czyczagowem i zamiast w kie¬
runku Mińska udał się w pogoń za słabym oddziałem
Sakena, przez co otworzył Rosyanom drogę nad Be¬
rezynę. Tworzące się pułki litewskie zabrane zostały
przez Rosyan w Słonimie, w Koj dano wie i w Mińsku.
Taki był stan rzeczy w tej części teatru wojny,
gdy Napoleon dnia 10 grudnia w towarzystwie ge¬
nerała Caulincourta i
kapitana Wąsowicza
w największej tajemni¬
cy przyjechał do War¬
szawy i — stanąwszy
w hotelu Gąsiorowskie-
go — zawezwał do sie¬
bie Pradta, Stanisława
Potockiego i Matusze-
wicza, przedstawił im
w dłuższej rozmowie po¬
łożenie swoje, kazał u-
zbrajać nowe zaciągi i
na ten cel dał dwumilio¬
nową pożyczkę w li¬
chym bilonie piemonc-
kim. W kilka dni potem
przybył z Wilna książę
Bassano, a za nim nad¬
ciągnęły szczątki woj¬
ska polskiego, razem
nie więcej jak 6,000 lu¬
dzi, jednak z nietkniętą
prawie artyleryą pod
dowództwem pułkowni¬
ka Górskiego. Sytua-
cya, jakkolwiek ciężka,
nie była jednak rozpacz¬
liwą. Armia Kutuzowa
liczyła zaledwie 35,000
ludzi, podczas gdy
Schwarzenberg (stojący
pod Białym Stokiem)
miał 50,000 ludzi, gdy
z Litwy ściągnęły do
Modlina nowe pułki pod
Giedrojciem, Czapskim i
Giełgudem, gdy w Księz-
twie w krótkim czasie
z powracających żołnierzy, z kadrów pozostawio¬
nych i z rekrutów utworzono 6 pułków piechoty i ty¬
leż niekompletnych pułków jazdy J) i gdy wreszcie
generał Dąbrowski w Kaliszu zbierał i uzupełniał
swoją dywizyę. Ale już dreszcze rewolucyjne prze-.
biegały całe Niemcy, generał pruski York, członek
Tugendbundu, złączył się w Tawrogach z Rosya-
nami przeciw Francuzom, Schwarzenberg zawarł po
') „Wspomnienia generała Kołaczkowskieg®“, t. I,
str. 167.
MARSZAŁEK VICTOH PERRiri,
książę Belluno.
(Według portretu malowanego przez barona Gros.)
>>>
-
WOJSKO POLSKIE POD DOWÓDZTWEM KSIĘCIA JÓZEFA PONIATOWSKIEGO w r. 1812.
Reprodukcya z Akwareli Kazimierza Lexa, Podpułkownika 17 pułku piechoty Polskiej.
Oryginał znajduje się w zbiorach artysty malarza Józefa Ryszkiewicza.
>>>
483
cichu zawieszenie broni z Kutuzowem i wysuwał się
zwolna do Galicyi," Polacy własnym byli tylko pozo¬
stawieni siłom. Jakkolwiek pospolite ruszenie, po-
rzył się korpus z 16,000 ludzi złożony, który oparty
o Modlin mógł przerzucony pod Zamość na Sakena—
jak to doradzał Sanguszko Poniatowskiemu — uczy-
EUGErllUSZ BEAU^flRNfllS.
wicekról włoski, książę Leuchtenbergu, książę Eichstaedt, organizator czwartego (włoskiego) korpusu wielkiej armii,
odznaczającego się pod Ostrownem, Witebskiem, Moskwą i Małojarosławcem, w Poznaniu po królu neapolitańskim
dowódca niedobitków, przez cztery miesiące na czele 12,000 ludzi osłaniał Berlin i powstrzymywał przeciwnika na
brzegach Elby, dowódzca przedniej straży pod Liitzen, zwycięzca z pod Colditz, Wildrulf i przy przejściu Elby.
(Staloryt z portretu H. Schellera w Muzeum Wersalskiem.)
wołane przy końcu grudnia, w tych warunkach nie
mogło mieć żalnego prawie skutku, to jednak—zgro¬
madziwszy wszystkie rozproszone oddziały — two-
nić znaczoą dywersyę armii rosyjskiej, postępującej
ku Warszawie. Książę Józef jednak czy to nie skłon¬
ny do hazardownych przedsięwzięć, czy nie ufając
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
61
>>>
484
niedostatecznie zorganizowanym siłom swoim, czy
też pociągnięty przykładem Schwarzenberga, opuścił
na czele 8,000 ludzi Warszawę dnia 6 lutego 1813 ro¬
ku i pociągnął do Krakowa. Kiedy w Warszawie
tam zmarnować do reszty, Napoleon w Wilnie nie¬
zdecydowany, następnie chłodny, a w Moskwie na¬
wet niechętny, w przejeździe przez Warszawę wyno¬
sił pod niebiosa waleczność wojsk polskich i żałował,
wszystko opuszczało ręce, kiedy książę Józef, zapa¬
trzony w gwiazdę napoleońską, opuszczał Księztwo,
a dywizye i pułki polskie szły zasilać załogi francuz-
kie w Gdańsku, Szpandawie i Wittenberdze, aby się
że się królem polskim nie ogłosił; Metternich adre¬
sował listy ’) do księcia Czartoryskiego jako do
’) „Pamiętniki Kaj. Kożmiana“, t. II, str. 405.
>>>
485
marszałka konfederacyi Królestwa Polskiego.
Cesarz Aleksander — powracając do swoich planów
dawniejszych—ogłosił tymczasem w Wilnie (24 gru¬
dnia) ogólną amnestyę dla Litwinów i polecił gene¬
rałowi Czaplicowi, Polakowi w służbie rosyjskiej,
rozszerzać drukowane proklamacye do Polaków. Spo-
w kraju zniszczonym była wstanie stawić czoło zwy-
cięzkim zastępom Kutuzowa, które starły na proch
potęgę francuzką; inni, zrażeni błędami polityki na¬
poleońskiej, widzieli jedyne zbawienie w zbliżeniu
się do Cesarza Aleksandra. Do tych ostatnich nale¬
żeli przedewszystkiem: Matuszewicz, Sobolewski
flapoleon i książę Józef Poniatowski w kampanii 1812 roku.
(Staloryt Eleischmann’a.)
łeczeństwo polskie i ci, co stali w tej chwili na jego
czele, nie byli na to wszystko przygotowani. Rażeni
jak gromem wiadomością o zniszczeniu „wielkiej
armii", skonsternowani nagłym odjazdem Napoleona
i zatrwożeni zbliżaniem się wojsk rosyjskich ku Wi¬
śle, stracili odwagę i zaufanie do sił własnych. Wię¬
kszość nie mogła pojąć, aby garść wojska polskiego
i Mostowski. Z nimi zaczął się układać imieniem Ce¬
sarza Czaplic i otrzymał od nich propozycye, które
przez Cesarza Aleksandra zostały przyjęte J). W po¬
dobnym duchu działał książę Adam Czartoryski.
Rodzina jego wzięła żywy udział w ostatnich wypad-
*) Kajetan Koźmian: „Pamiętniki1*, t. II, str. 390.
>>>
GENERAŁ. GABRYEIi RZYSZCZEWS^I.
W roku 1809 wystawił własnym kosztem 12 pułk ułanów, którym jako pułkownik dowodził. Chlubnie odznaczył się
w kampanii 1812 roku, za co otrzymał stopień generała brygady oraz krzyże: legii honorowej i kawalerski wojskowy
polski, po bitwie zaś pod Możajskiem order Virtuti militari.
(Z portretu olejnego w zbiorach rodzinnych hr. Zygmunta Ezyszczewskiego.)
>>>
CELiESTY^fl Z KS. CZARTORYSKICH RZYSZCZEWS^fl,
córka ks. stolnika litewskiego, z linii koreckiej, a małżonka generała Gabryela Rzyszczewskiego.
(Z portretu olejnego w zbiorach rodzinnych hr. Zygmunta Kzyszczewskiego.)
>>>
488
sząc go o amnestyę dla Polaków, skompromitowa¬
nych w ostatniej wojnie, Kniaziewicz, zawsze niedo¬
wierzający i niechętny Napoleonowi, surowo kryty¬
kował jego błędy, generał Krópiński złożył komendę,
słowem wszyscy niemal ludzie wpływowi i mający
zaufanie u narodu, gotowi byli pod pewnemi warun¬
kami połączyć się z Rosyą. Matuszewicz, najby¬
strzejszy może z ówczesnych polityków polskich są¬
dził, że „więcej można zaufać Cesarzowi Aleksan¬
drowi, niż Napoleonowi, który wszystkie narody po¬
święca swojej ambicyi, a stałej polityki nie ma, prócz
upokorzenia Anglii i może założenia monarchii uni¬
wersalnejl1).
Cesarz Aleksander pod wpływem tego stanu
umysłów wśród Polaków dnia 24 grudnia 1812 roku
ogłosił w Wilnie amnestyę dla obywateli województw
litewskich i ruskich 3), a otrzymawszy memoryał
Mostowskiego, natenczas ministra spraw wewnętrz-
nychjw Księztwie i list księcia Adama, odpowiedział
temu ostatniemu z Lejpun (13 stycznia 1813 roku) 3),
') Kajetan Koźmian: „Pamiętniki", t. II, str. 389.
'-) D’Angeberg: „Pecueil des traites, conventions etc.“.
Paris, 1862, str. 584.
3) „Memoii es du prince Adam Czartoryski", tom II,
str. 302.
STANISŁAW MAkflCflOWSięi,
w ostatnich latach życia.
(Co do szczegółów patrz portret na str. 262.)
Z portretu malowanego w r. 1811 na rok przed śmiercią
przez M. Bacciarellego.
kach. Ojciec, książę-generał, stanął na czele konfe-
deracyi, zięć jego, ordynat Zamoyski, był członkiem
rady konfederackiej, syn Konstanty dowodził puł¬
kiem polsko-francuzkim. Książę Adam wyjechał
najpierw do Karlsbadu, a następnie do Wiednia
i w kilku listach domagał się dymisyi. Cesarz Ale¬
ksander zwdekał z odpowiedzią aż do chwili zupeł¬
nego zniszczenia armii francuzkiej. Klęska Napoleo¬
na nie zdołała wrprawdzie zachwiać postanowieniem
Czartoryskiego, ale nadała jego działaniu politycz;
nemu inny kierunek. W liście, pisanym do Cesarza
Aleksandra dnia 27 grudnia 1812 roku ponawia on
prośbę o dymisyę, zarazem jednak wyraża gotowość
udania się do boku jego, jeżeli tego dobro Polakówr
wrymagać będzie. Równocześnie zaś, powracając do
dawnych planów, radzi Cesarzowi Aleksandrowi, aby
obecnie doprowadził do skutku unię Rosyi z Pol¬
ską i namiestniczą władzę w ziemiach polskich po¬
wierzył wielkiemu księciu Michałowi. „W takim
wypadku —są słowa jego —obowiązuję się podpisać
wszystko i odpowiadać za wykonanie tego, czego
WCMość wymagasz" J). Podobnie jak Czartoryski
myśleli także i działali inni wybitniejsi obywatele:
Ogiński wrystosował do Cesarza Aleksandra list, pro-
■) „Memoires du princs Adam Czartoryski", t. II,
str. 299.
AflTOfJI GUCEWICZ,
słynny architekt, twórca katedry i ratusza w Wilnie i pałacu
w Werkach, zmarł 1797 roku.
(Z litografii Oziembłowskiego w zbiorach p. Ign. Wolskiego).
>>>
489
wyjaśniając swoje zapatrywania. Plan księeia Czar¬
toryskiego jest zdaniem Cesarza w chwili obecnej
niepodobnym do wykonania już dlatego, że w Rosyi
leonem. Nadto uważają Rosyanie Litwę, Podole i Wo¬
łyń za prowincye własne, rosyjskie, i niedopuściliby
nigdy do tego, aby je oddano pod władzę innego
panuje wielkie oburzenie na Polaków z powodu spa¬
lenia Smoleńska i Moskwy, już też ze względu na
Prusy, które—w razie ogłoszenia zamiarów Cesarza
Aleksandra — połączyłyby się natychmiast z Napo-
księcia, nawet wielkiego księcia Michała. Mimo to
powinni Polacy pokładać zupełne zaufanie w uczu¬
ciach i przychylności niezmiennej Cesarza dla nich.
Dla wzmocnienia węzłów łączących Cesarza Ale-
>>>
JflN CJ4**VSTYA1SI SCHtfC^,
botanik i budowniczy, ur. w Dreźnie 1752 r., po podróżach w Holandyi, Anglii i Francyi osiadł w Warszawie, członek Warsz.
Tow. Przyj. Nauk, nadworny ogrodnik Stanisława Augusta, twórca parku Łazienkowskiego, zmarł w Warszawie 1813 r.
(Z pastelu roboty pani Szober, ze zbiorów rodzinnych p. Floryana Schucha.)
>>>
491
ksandra z Polską byłoby najlepiej, gdyby rząd Księz-
twa — po zajęciu kraju przez wojska rosyjskie —
zawarł z Rosyą przymierze.
opuścić Napoleona, który nadzieje w nim pokładane
zawiódł zupełnie, i kiedy około tej myśli politycznej
skupili się zwolna najzdolniejsi obywatele, panowało
o
a
H
hd
CO

CSJ
co
o
bO
£
O
A
•	i I
s
Ei
CS3
W*
OQ	O be
^	z.
£
a
O
O	•§ ©
CO	« C3
c
tSJ
KI 03
N -
«	Q
Ć3
tS3	3
O
5
CS!	o
c/j	fco
5
si
Kiedy tak w obozie, skłaniającym się ku Cesa-	po drugiej stronie przygnębienie umysłów i wielka
rzowi Aleksandrowi, coraz więcej umacniało się	! bezradność. Rada konfederacka, ocknąwszy się za-
przekonanie, że dla dobra narodu polskiego należy	| późno z dotychczasowej bezczynności, powołała pod
Dzieje Porozbiorowo. Tom I.	62
>>>
492
broń pospolite ruszenie, ale ostateczny ten środek
wobec zniszczenia kraju, ogólnego upadku ducha
i braku sił organizatorskich nie mógł rokować żadne-
żę Józef Poniatowski), widząc tę słabość sił, doradzał
naczelnemu wodzowi, aby — zebrawszy rozproszone
oddziały, — uderzył na nieliczny korpus Sakena, do-
W
*o
N
O
a

*0
o
a
0
W
X
1
tr
So
O
a
a
N
N
O
pi
tr*
CD
O
P
P
O
o
*0
0
X
o
N
0
PC
O'
1
*o
p
a
(!)
tt
o
i-*
to
8
a
.o
S)
3
o
e
N
pr
JSD
go powodzenia. Jakoż departament radomski wysta¬
wił zaledwie 30-tu ochotników, krakowski stukilku-
dziesięciu. Książę Eustachy Sanguszko, mianowany
wiceregimentarzem (regimentarstwo piastował ksią-
tarł do Zamościa i — ubezpieczony tą twierdzą —
przeniósł teatr wojny w okolice zasobne, zkąd armia
rosyjska zaopatrywała swoje potrzeby. Tym obro¬
tem, zdaniem Sanguszki, zyskiwało wojsko polskie
>>>
podstawę działania i mogło, podług okoliczności, al¬
bo zasłużyć sobie na wdzięczność Napoleona, czy¬
niąc tak skuteczną dla niego dywersyę, albo też
układać się z Cesarzem Aleksandrem i uzyskać w tej
groźnej postawie korzystne warunki. Książę Józef,
nie ufając siłom swoim, nie usłuchał tej rady, lecz
śmiercią ojca i zagrożony utratą całego majątku,
skorzystał z amnestyi, udzielonej przez Cesarza Ale¬
ksandra, Kniaziewicz podał się także do dymisyi.
Za wojskiem pociągnęła do Krakowa rada konfede-
racka, pojechali ministrowie Księztwa pozostawiając
w Warszawie archiwa rządowe. Liczono na to, że
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
J-luzar.
(Rysunek Wacława Tracewskiego z seryi p. t. „Jazda polska1*, wydawanej przez redakcyę „'Wędrowca'1.)
postanowił z całem wojskiem udać się do Krakowa
i tam oczekiwać dalszych wypadków. Armia polska,
wciśnięta w południowy pograniczny kąt kraju, tra¬
ciła podstawę działania i była zlana właściwie na
łaskę sprzymierzeńca. Książę generał Czartoryski
wyjechał do Sieniawy; Sanguszko, strapiony nagłą
wojsko rosyjskie nie wkroczy do Warszawy; nie był
znany radzie ani ministrom traktat zawarty 20 lute¬
go w Kaliszu pomiędzy Cesarzem Aleksandrem
a królem pruskim, na podstawie którego Prusy przy¬
wrócone być miały do dawnej potęgi z roku 180G,
i odzyskać t. zw. Stare Prusy z dziedzicznemi posia-
>>>
Przejście przez ęerez\)nę. — Palenie sztandarów wobec Napoleona
(Fragment z panoramy Wojciecha Kossaka i Juliana Fałata.)
>>>
496

Pogoń.
Epizod z kampanii 1812 roku.
(Z obrazu Kazimierza Pułaskiego.)
dłościami Hohenzollernów J). Napoleon i Król saski
myśleli tylko o uzyskaniu korzystnych dla siebie wa¬
runków: interesy Polaków były im obojętne. Napole¬
on jednak jakkolwiek pokonany nie przestawał być
niebezpieczny. Prusy i Rosya gotowały się do sta¬
nowczej i ostatecznej z nim rozprawy. Miał to być
bój śmiertelny, decydujący o losach Europy; chodzi¬
ło więc o to, aby stworzyć koalicyę potężną i genial¬
nego przeciwnika zgnieść ogromem sił. Nie mogło
być obojętnem zachowanie się Polaków; na tyłach
armii sprzymierzonej garstka polskiego wojska mo¬
gła zmusić koalicyę do prowadzenia wojny na dwóch
frontach. Liczył się z tem szczególniej król pruski,
z usposobienia łatwo się niepokojący i pamiętają¬
cy dobrze o doświadczeniach roku 1806. Gotów był
') dAngeberg: „łleeueil des traites, convent'ons etc.“
Paris, 1862, str. 591.
więc do przyjęcia daleko idących planów i okazywał
nawet zdziwienie, że Cesarz Aleksander dotych¬
czas nic stanowczego w tym względzie nie uczy¬
nił *). W Księztwie system stosowany przez władze ro¬
syjskie miał charakter dla polskiej ludności życzli¬
wy: chwalono ich łagodność, uprzejmość i wyrozumia¬
łość. Po zajęciu Warszawy ustanowiono rząd tym¬
czasowy. Prezydentem jego był Łańskoj, członkami
Nowosilcow, Tomasz Wawrzecki, książę Ksawery
Drucki-Lubecki i były dyrektor dóbr narodowych
Colomb. Skład rady i pojednawcze usposobienie
Łańskoj a i Nowosilcowa odpowiadały zupełnie kie¬
runkowi polityki Cesarza Aleksandra i czyniły na
ludności dobre wrażenie. Rosły więc sympatye dla
Cesarza, rosło zaufanie do jego osoby. Nawet książę
Józef Poniatowski ulegał temu prądowi i ta okolicz¬
ność była poniekąd przyczyną jego odwrotu do Kra¬
kowa. Tam miał się też rozstrzygnąć los wojska pol-
*) „Memoires du prince Adam Czaitoryski“, tom II,
str. 310.
Maruderzy wielkiej armii.
(Rys. Henryka Piątkowskiego.)
>>>
497
skiego. Z Warszawy,
w celu układów z księ¬
ciem Józefem, wyjechał
■do Krakowa Kalasanty
Szaniawski. Król pruski
wysłał od siebie księcia
Antoniego Radziwiłła.
Obaj delegaci przy¬
wozili zapewnienia, że
monarchowie sprzymie¬
rzeni pragną uszczęśli¬
wienia Polaków i godzą
się na nie. Trudność
w układach stanowiło
to, że generał Saken, o-
taczający zwolna Kra¬
ków, nie zgadzał się na
rozejm, lecz żądał albo
złożenia broni albo roz¬
proszenia wojsk na dro¬
bne oddziały. Książę
Józef, rozgoryczony fak¬
tem, że władze austryac-
kie przejęły na granicy
listy ks. Adama Czarto¬
ryskiego i odesłały je
posłowi francuzkiemu
Bignonowi, zerwał osta¬
tecznie układy i oświad¬
czył, że wytrwa przy Na¬
poleonie '). Wojsko od¬
cięte było jednak od kra¬
ju i poróżnione wskutek
decyzyi Poniatowskiego
z potężniej szem w Księz-
twie stronnictwem,
chcącem wytrwać przy
Cesarzu Aleksandrze.
Napoleon ueiekająey z pod Berezyny.
(Z litografii współczesnej wydanej w Moskwie, ze zbiorów
p. H. Piątkowskiego.)
*) ^'Angeberg: „Re-
cueil des traites, conven-
tions etc.“, Paris, 1862, str.
502.
WOJSKO POLSKIE Z CZASÓW KSIĘZTWA WARSZAWSKIEGO.
Szwoleżer.
.(Rysunek Stanisława Masłowskiego z cyklu p. t. „Jazda polska", wydawanej przez redakcyę „Wędrowca".)
>>>
498
Gabinet wiedeński
pozornie tylko jeszcze
trzymał się wtedy alian¬
su francuzkiego. Dwu¬
znaczne postępowanie
Schwarzenberga na
Wołyniu sparaliżowało
ruch wprowincyach po¬
łudniowych; przeniesio¬
ny z korpusem swoim
nad Wisłę, zamiast wal¬
czyć ze znużoną i usz¬
czuploną armią Kutu-
zowa, uważał wódz au-
stryacki za główne swo¬
je zadanie unikać wszel¬
kiego spotkania z prze¬
ciwnikiem i osłaniać
korpus polski od zetknięcia się z wojskiem rosyj-
skiem. To też jakkolwiek korpus Sakena liczył 6,000
ludzi i 36 armat, Polacy i posiłkowa armia austryac-
ka ustępowrali za Pilicę, do Krakowa *). Gdy książę
') „Wspomnienia generała Kołaczkowskiego11, t. II,
str. 6.
Józef o opuszczeniu kra¬
ju słyszeć nie chciał, za¬
warła Austrya konwen-
cyę z królem saskim
w Wiedniu (8 kwietnia
1813 roku) i zapewniła
wojsku polskiemu od¬
wrót do granic saskich
przez Galicyę, Szlązk,
Morawię i Czechy.
W drodze przywiózł ge¬
nerał Sokolnicki księciu
Józefowi wiadomość o
zwycięztwie Napoleona
pod Lutzen i spóźniony
rozkaz pozostania w kra¬
ju. Otoczony wojskami
austryackiemi, mając
przytem pod bokiem korpus obserwacyjny Sakena,
nie mógł książę Józef wracać do Krakowa i w pierw¬
szych dniach czerwca przeszedł granicę czeską pod
Gabel.
Tymczasem Napoleon, pobiwszy po raz drugi
sprzymierzonych pod Budziszynem (20 maja), dotarł
Biwak wśród śniegów w 1812 roku.
(Rysunek H. Piątkowskiego.)
W drodze powrotnej z Rosyi flapoleon przyjmuje raport ordynansa.
(Rysunek Henryka Piątkowskiego.)
>>>
499
w okolice Wrocławia, ale zamiast podążyć ztąd nad
Wisłę, uwolnić od oblężenia twierdze obsadzone przez
40,000 doświadczonych w ogniu ludzi i przenieść te¬
atr wojny na ziemię polską, zanimby Austrya zdecy-
pomiędzy Anglią a Prusami, a w dwa tygodnie póź¬
niej przymierze austryacko-prusko-rosyjskie. Warun¬
kiem traktatu był przedewszystkiem podział Księz-
twa Warszawskiego pomiędzy trzy mocarstwa J)..
c
o
03
«H
O
£
U)
2
a
c
o
o
o
X
ca
s
w
C
■
C
Ol
6)
•N
O
a
dowała się na przystąpienie do koalicyi, zezwolił na
zawieszenie broni, z początku do 20 lipca, następnie
do 10 sierpnia i na kongres w Pradze. Tyle czasu
właśnie potrzebowała Austrya, aby się przygotować
do wojny. Istotnie dnia 14 czerwca stanął aljans
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
Sprzymierzeni, mając zapewnioną pomoc pie¬
niężną ze strony Anglii postawili Napoleonowi
‘) D’Angeberg: „Recueil des traites, conventions etc.“;
Paris, 1862, str. 609.
63
>>>
500
trudne warunki; gdy ich nie przyjął, wypowiedziała
mu Austrya wojnę i otwarcie przystąpiła do koalicyi.
W ten sposób zbliżało się rozwiązanie. Siły zbrojne
Księz.wa Warszawskiego, rozrzucone po ogromnej
przestrzeni od Bugu do Elby, wynosiły 40,000 ludzi.
Odliczywszy od tego garnizon modliński (6,000), za¬
mojski (4,000), częstochowski (1,000), brygadę księcia
cyusza był włączony do gwardyi cesarskiej, dywi-
zyę Dąbrowskiego przydzielono do innych korpusów
francuzkich ’). Korpus polski, skoncentrowany około
Zittau, miał strzedz przesmyków, prowadzących
z Czech do Saksonii i osłaniać atak Napoleona na
armię „szlązką“ Bliichera. Wykonywując to polece¬
nie, wyparł książę Józef obserwacyjny korpus au-
DOMINIK KRYSIŃSKI,
urodź. 1786 r., profesor ekonomii politycznej w uniwersytecie
warszawskim, członek Warsz. Tow. Przyjaciół Nauk, depu¬
towany na sejm, zmarł 1853 rokj.
(Według portretu robionego w podeszłym wieku, ze zbiorów
rodzinnych Krysińskich.)

Michała Radziwiłła w Gdańsku (5,835) i 17 pułk uła¬
nów w Hamburgu, utworzony przez Dwernickiego,
pozostało na linii bojowej przeszło 20,000 doświad¬
czonego żołnierza.
Główna część (14,500 ludzi i 42 działa) stanowi¬
ła pod dowództwem księcia Poniatowskiego ósmy
korpus wielkiej armii, batalion grenadyerów Kur-
stryacki Bubny z przesmyku pod Gabel, a przednia
straż polska pod dowództwem generała Umińskiego
zajęła po żwawej potyczce Reichenberg. Gdy jednak
pułk huzarów westfalskich, oddany Umińskiemu,
wraz z pułkownikiem swoim Hammersteinem prze-
‘) Szczegóły i liczby podług Kołaczkowskiego.
>>>
501
Jiotel Angielski w Warszawie, w którym flapoleon zatrzymał się w powroeie z Rosyi.
(Ze starego drzeworytu.)
szedł do przeciwnika, musieli Polacy opuścić zdoby¬
te miasto.
Tymczasem sprzymierzeni, poznawszy zamiar
Napoleona, ruszyli na zdobycie Drezna, które stano¬
wiło punkt środkowy armii francuzkiej. Dnia 26 sier¬
pnia przypuszczono szturm, przedmieścia i część
szańców zostały zdobyte, ale w tej chwili nadbiegł
cesarz i w dwudniowej krwawej bitwie pobił na gło¬
wę przeciwnika i zmusił go do cofnięcia się ku gó¬
rom czeskim. Przy tej sposobności zginął generał
Moreau u boku sprzymierzonych, walcząc przeciw
Napoleonowi. Zwycięztwo, acz świetne, nie przynio¬
sło spodziawanych korzyści, bo Vandamme, wysłany
w pogoń za uciekającym nieprzyjacielem, przegrał
bitwę pod Kulmem i dostał się z 10,000 ludzi do nie¬
woli, a marszałkowie Oudinot i Macdonald ponieśli
klęskę, pierwszy pod Gross-Beeren, drugi nad rzeką
Katzbach, Ney pod Dennewitz. Coraz bardziej było
widocznem, że wojsko francuzkie, złożone z mło¬
dziutkich rekrutów, nie jest w stanie stawić czoła
liczniejszym o wiele i zahartowanym masom sprzy¬
mierzonych.
Szczególniej jazda niepocieszający przedsta¬
wiała widok. „Na koniach ciężkich — tak opowiada
Napoleon zwiedza dom Kopernika w Toruniu (1807 r.}.
(Sztych Adama Pilińskiego z rysunku T. Mielcarzewicza, ze zbiorów p. Ignacego Wolskiego.)
>>>
9yttlwMcu2
fivuv c^iif tniiii
•^dfcSi
tzj*
1^1	ć/fcuJteó eżmfi/o^J aouA led ovdr^ó cUa /fienfrtuiay C^aj*(ttx? eC	se» c/^n^isfyatu/nA c/-a/teufucS de* 8 tćte J'M/nA*0
I ~~n■■*!! (Jk ffio-JUur7vdcó Cnfla v?j/i/eyeó/icndanf /e- JS/oaaJ &t Ji&j&JouS lc’ ComwMiru/esti&nt dc4 ćj oricnUm ^atffaAj hc JTolL| £aiuj*^uł«. tt S)c\uJfiie*Kf
i &tfłeneJ e/iru-^n^iyioct^ ać nult/cA a/ta a/tayuM de-	et/toru/ant ć&$bctu. a ^Q'c*ruć*v. /iwa&dc . •JyanćAe,' et ifiatitnieć cUc-t/oej d/t, ? iu- t ćfan/r-
3 2 cn*l£atvUie/e- i/u/o aui.i ĆU^h/. 4. 53«J'&ru±) d& &roo/iC'. 5 (j/rarulfwo d Cfou/Ćc**tć dć-j/u^c- co/u lent th.	Jur" hi. /Jo idlc-? G
, „ Y	,ooo
ir ,5"“"
[a D'n 6*^ ^pftrr^r i# ttd* UuLU/rairtc*}
Plan oblężenia Torunij przez armię ros\)jslq
od dnia 23 stycznia d( dnia 18 kwietnia 1813 r.
(Sztych Gottchicka, ofiarowany generałowi Woyczyńskiemu przez K. de la ^Wa, szefa sztabu, komendanta placu. Ze zbiorów rodzinnych Woyczyńskich.)
>>>
504
świadek naoczny—siedzieli nie żołnierze lecz dzieci,
z równą obawą patrząc na swoje konie, jak na prze¬
ciwnika.“ Wyjątek stanowiła dy wizya dragonów, spro-
wstrzymać od śmiechu na widok jeźdźców, siedzą
cych na małych konikach, ale nie szczędził im po¬
chwał, i zwracając się do Umińskiego rzekł: „Genera
JÓZEF AUGUST miftSKI,
urodzony 1763, umarł 1844 roku. (Ob. portret i daty na str. 164).
(Z olejnego portretu ze zbiorów rodzinnych lir. Aleksandra Ilińskiego-Kaszowskiego.)
wradzonych z Hiszpanii (4,000) i jazda polska, a zwła¬
szcza pułk Krakusów pod majorem Rzuchowskim.
Napoleon podczas przeglądu pod Harta nie mógł się
le, muszę mieć takich 3,000 ludzi." Życzenie było-
niepodobne do wykonania, bo już wojska sprzymie¬
rzonych, pomnożone armią polską pod Bennigse-
>>>
505
nem, rozpoczęły ruch dośrodkowy okalający zewsząd
Francuzów. Od końca września do połowy paździer- .
nika odbywały się wśród bezustannych utarczek po¬
ruszenia wielkich mas nieprzyjacielskich.
Dnia 16, 18 i 19 października stoczono stanow¬
czą bitwę pod Lipskiem, gdzie 187,000 Francuzów
i Polaków walczyło ze znacznie większą (300,000 lu¬
dzi) potęgą sprzymierzonych. Ósmy korpus w któ-
Ks. STEfAf4 HOŁOWCZYC,
urodzony 1741 r., początkowo proboszcz w Kutnie, następnie sekretarz ks. Poniatowskiego, biskupa płockiego Otrzymał
w 1776 stopień doktora obojga praw, 1781 kanonik kol. warszawskiej, członek komisyi ksiąg elementarnych dziekan kie
lecki, 1818 został biskupem sandomierskim i senatorem Królestwa. W 1819 r. po Malczewskim mianowany 'arcybiskupem
warszawskim i prymasem Królestwa. Umarł 1823 roku.
(Z litografii Asohenbrennera.)
>>>
506
rym byli Polacy, zajmował stanowisko pod Konne-
witz i miał przeszkodzić przeprawie korpusów au-
stryackich przez rzekę Pleissę. Rzeczywiście wszel¬
kie usiłowania generała Meerveldta rozbiły się o nie-
przełamany opór polskich batalionów, a kiedy wresz-
bitwy ani złamać zachwianego przeciwnika. Dnia 18
v października utrzymali się znowu Polacy i Francuzi
na stanowiskach swoich pod Konnewitz, ale przej¬
ście Sasów na stronę sprzymierzonych, brak amuni-
cyi w obozie francuzkim, a co najwięcej przewaga
O
P
09
P
tr
3
p
W
N
o
a
*
Ł ?
m 5
N *S

O
a
V
a
rf
o
co
s
b
a
9
O
p
N
cr*
cie przeciwnik przeszedł wbród Pleissę, wpędzono go
do wsi Doelitz i wzięto do niewoli wraz z generałem
Meerveldtem. Liczebna przewaga sprzymierzonych,
którzy coraz to nowe siły słali w ogień i brak dosta¬
tecznej ilości jazdy nie pozwoliły Napoleonowi wy¬
zyskać korzyści, odniesionych w pierwszym dniu
artyleryi po stronie przeciwnika (1,500 armat prze¬
ciwko 800) zmusiły Napoleona do odwrotu. Wieczo¬
rem dnia tego wysłał przeto korpus Bertranda na
Weissenfels, w nocy ściągnął z biwaków główne ma¬
sy wojska na trakt do Liitzen wiodący, a dnia 19
października o godzinie 10 zrana przejechał sam
>>>
Dzieje Forozbiorowe Tom I.
Epizod z kampanii 1813 roku: flapoleon bada pojmanyeh Cyganów.
(Obraz Stanisława Wolskiego ze zbiorów p. I. Kirszrota.)
>>>
508
JÓZEF KAROL* SKRODZKI.
nr. 1789 r., profesor fizyki początkowo w Krzemieńcu, następ¬
nie w Warszawie, członek Towarz. Przyjaciół Nauk, zmarł
1832 r jku.
(Litografia 8. Oleszczyńskiego, ze zbiorów p. I. Wolskiego.)
Elstery. Ku niej dążąc pieszo, został książę raniony
po raz drugi w bok kulą karabinową, odzyskawszy
jednak wnet przytomność dosiadł konia, a na zaklę¬
cia otaczających, aby się dał opatrzyć i komendę po¬
wierzył innemu generałowi, odpowiedział: „Nie, nie,
Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu tylko go od-
dam“, poczem, prowadzony przez oficera inżynieryi,
rzucił się w nurty Elstery. Pomimo silnego prądu
przepłynął koń wrezbraną rzekę, ale nie mógł się już
wydostać na brzeg stromy i urwisty. W tej chwili
książę, ugodzony kulą po raz trzeci, zsuwa się z sio¬
dła i tonie, kapitan Blechamp rzuca się za nim, po¬
rywa wr pół nieprzytomnego, unosi go przez czas ja¬
kiś nad powierzchnią wody i ginie z nim razem
w spienionych falach. Otaczający wodza oficerowie,
dostali się do niewoli, garstka żołnierzy, pozostałych
w Lipsku pod wodzą pułkownika Rybińskiego, zło¬
żyła broń przed Cesarzem Aleksandrem.
Wiadomość o śmierci księcia Poniatowskiego
przyniósł Polakom, znajdującym się przy głównej
armii, o godzinie 11 tej zrana oficer inżynierów Kle-
mensowski, który szczęśliwie Pleissę i Elsterę prze¬
płynął. Rzucili się oni pod pierwszem wrażeniem ku
mostowri wr nadziei, że księcia Poniatowskiego urato¬
wać jeszcze zdołają. Tu zatrzymał ich jednak mar¬
szałek Mortier i skłonił do powrotu. W milczeniu
podążyły szczątki 8-go korpusu za orłami napoleoń-
przez most na Pleissie, powierzając obronę Lipska
i bezpieczeństwo cofającej się armii księciu Józefowi
Poniatowskiemu i marszałkowi Macdonaldowi. Ksią¬
żę Józef, który w ciągu dwudniowej bitwy tak się
odznaczył, że został mianowany marszałkiem, zajął
z korpusem swoim —zmniejszonym do 3,000 ludzi —
stanowisko od bramy Grimma do Peterskiej. Garstka
ta nie mogła powstrzymać ogromnych mas wojsk
sprzymierzonych. Walcząc, ustępowali Polacy zwol¬
na do miasta, książę Józef Poniatowski sam na czele
eskorty swojej, złożonej z Krakusów i kirasyerów
polskich, uderzał kilkakrotnie na tyralierów pru¬
skich i przy tej sposobności otrzymał postrzał od ku¬
li karabinowej w rękę. Tymczasem Hesi i Badeń-
czycy stojący w mieście, przeszli na stronę sprzy¬
mierzonych, grad kul posypał się z tyłu na Polaków
i Francuzów, a tyralierzy z korpusu Sakena dobiegli
już do mostu na Pleissie. W tej chwili oficer, mają¬
cy straż nad mostem, wysadził go w powietrze i od¬
ciął jedyną drogę do odwrotu obrońcom miasta. Par¬
ci przez przeważające siły, rażeni nieustającym og¬
niem ze wszystkich stron, znaleźli się oni nagle przy¬
ciśnięci do stromych brzegów wezbranej i błotnistej
Pleissy; położenie było rozpaczliwe. Szalona szarża
Krakusówr odparła raz jeszcze chmury tyralierów",
wtedy—ulegając prośbom oficerów — rzucił się ksią¬
żę Józef w nurty Pleissy i z pomocą kapitana sztabu
Blćchamp dostał się szczęśliwie na drugą stronę;
przed nim była jeszcze głęboka i błotnista odnoga
MIKOŁAJ OUDINAT Ks. REGGIO,
marszałek Erancyi.
(Rysunek Gerardefa z portretu Roberta Lefevre’a.)
>>>
509
skiemi, ale w umysłach zaczęły się budzić wątpliwo¬
ści, a ztąd wyniknęły pokątne intrygi i niesubordy-
nacya. Przeciw Sokolnickiemu, który, jako najstar¬
szy rangą — Dąbrowski z piechotą znajdował się na
innem miejscu — objął po księciu Józefie dowódz¬
two, wystąpili generałowie Krukowiecki i Kwaśniew¬
ski. Pierwszy z nich pojechał do głównej kwatery
i wytłómaczył Napoleonowi, że Polacy życzą sobie
księcia Sułkowskiego na dowódzcę. Cesarz zezwolił
i na czele wojska polskiego stanął w chwili tak kry¬
tycznej człowiek, który oprócz odwagi osobistej ni-
czem zresztą się nie odznaczał i zaufania w nikim
wzbudzić nie mógł. Skutki tego nierozważnego kro¬
ku były też bardzo prędkie. Zjawiły się jednostki,
które zaczęły nakłaniać żołnierzy i oficerów do opu¬
szczenia Napoleona; przypominali smutne losy legio¬
nów, wyprawę na San Domingo, przedstawiali nie¬
pewny los Polaków, związanych ze sprawą upadające¬
go mocarza. Prosty umysł żołnierza, przygnębionego
niepowodzeniem, nie był zdolnym do refleksyi i na¬
mysłu; zaczęła się więc dezercya rzadka narazie,
później gromadna; batalion grenadyerów gwardyi,
z pułkownikiem swoim Kurcyuszem, przeszedł w no¬
cy do obozu sprzymierzonych. Wtedy książę Suł¬
kowski zwołał oficerów i zaręczył im słowem honoru,
że Polacy tylko do Renu odprowadzą Napoleona.
Cesarz uwiadomiony o wszystkiem, udał się do kor¬
pusu polskiego i tam przemówił do oficerów, tłóma-
cząc im bardzo szczegółowo, że przejście do przeciw¬
nika w tej chwili żadnych Polakom nie przyniesie ko¬
rzyści, a ściągnie zarzut złej wiary i nadwerężenia
honoru wojskowego. Mowa ta miała taki skutek, że
wśród okrzyku „Niech żyje cesarz!“ wszyscy oświad¬
czyli gotowość towarzyszyć mu, dokąd rozkaże. Suł¬
kowski, skompromitowany w ten sposób przez wła¬
snych kolegów, podał się do dymisyi, dowództwo
nad wojskiem polskiem otrzymał generał Dąbrowski
i on też brał udział w zwycięzkiej bitwie pod Hanau,
okupionej pomiędzy innemi śmiercią księcia Domi¬
nika Radziwiłła, ostatniego ordynata nieświezkie-
go '), a następnie odprowadził szczątki armii na leże
zimowe do Sedanu. Znalazła się z oficerów liczba
tak wielka, że wystarczała na 30,000 ludzi, żołnierzy
zdatnych do boju pozostało zaledwie 1,600; utworzo¬
no z nich dwa bataliony piechoty. O wiele mniej
ucierpiała jazda; liczyła ona po bitwie lipskiej
3,000 ludzi. Z tego więc powstały dwa pułki ułanów,
które się odznaczyły w kampanii roku 1814 i pułk
t. zw. Eclaireurs de la gardę (800) na lekkich
koniach, zakupionych w prowincyi Limousin. Zre-
') Umarł z ran w Lautres.
fJapoleon w bitwie pod flanau.
(Z akwarelli Juliusza Kossaka.)
>>>
DOMINIK Ks. RADZIWIŁŁ,
synowiec Karola Stanisława „Panie Kochanku11, syn Hieronima podkomorzego W. Ks. Litewskiego i księżniczki Tour-Taxis,
ożeniony z Izabellą Mniszchówną, rozwiódłszy się z nią, zaślubił córkę generała Morawskiego Teofilę, rozwiedzioną ze Sta¬
rzyńskim, w r. 1812 utworzył pułk jazdy, na czele którego stanął pod sztandarem Napoleona; cofając się z niedobitkami armii
francuzkiej 11 listopada 1813 zakończył życie w miasteczku francuzkiem Lautres, wskutek otrzymanej rany.
W)0ViK|ł I *	V	J	▼ •
fi fi,.
t. ^SOfłlt	tiauws w&lJiM ^22r§*LflU*
"■'l/Whi,	-'MIT PWETO	. ,t.t.
®r	1 • K^tomw-sms imzwaof ,w -
U.U v «i*wKA	«lF
(Ze sztychu wykonanego z portretu znajdującego się w galeryi Nieświeskiej.)
>>>
Atak pułku ułanów w bitwie pod Jłanau.
(Z olejnego obrazu Chartier’a.)
>>>
512
formowano także pułk Krakusów i podniesiono go do
800 koni. Artylerya składała się z dwóch bateryj,
jednej pieszej i jednej konnej, resztę oficerów (prze¬
szło 300) umieszczono w zakładzie w Pontoise, zkąd
mieli być wezwani w razie potrzeby do służby polo-
wej lub garnizonowej. Tymczasem sprzymierzeni
przeszli Ren i wkroczyli do Prancyi. Rozpoczęła się;
tak słynna kampania z roku 1814, w której geniusz.
JERZY WINCENTY BAND^E-STąŻYNSKl,
urodź, w Lublinie ]783 r., wychowany przez brata Jerzego Samuela we Wrocławiu, słuchał w Halli saskiej kursów prawnych,
został tamże nauczycielem języka polskiego przy uniwersytecie, w 1806 przybył do Warszawy, rozpoczął praktykę przy są¬
dach regencyjnych, członek deputacyi urządzającej sądowe sprawy depozytowe, asesor przy sądzie apelacyjnym w Warszawie
1807, notaryusz departamentu warszawskiego, członek komisyi do redakcyi „Kodeksu postępowania11, profesor prawa rzym¬
skiego w szkole prawa 1808, notaryusz całego Księztwa 1809, członek deputacyi organizacyjnej uniwersytetu warszawskiego
1816, profesor prawa rzymskiego i polskiego w tym uniwersytecie, dziekan wydziału prawa i administracyi, pisarz aktowy przy
Sądzie apelacyjnym aż do r. 1843, zaszczycony tytułem radcy stanu i nobilitacyą z przydomkiem Stężyńskiego, wreszcie czło¬
nek komisyi rządowej sprawiedliwości. Umarł 7 lutego 1846 roku.
(Z litografii Fajansa.)
>>>
513
wojenny Napoleona po raz ostatni wspaniałym za¬
jaśniał blaskiem. Towarzyszyły mu w tej walce bez¬
nadziejnej pułki polskie pod Brienne, Rheims, Arcis
sur Aube i Montereau. Pod Arcis sur Aube uratował
cesarza batalion polskiej piechoty, pod dowództwem
pułkownika Skrzyneckiego. Ale wTszelkie wysiłki
wielkiego wodza i polityka były już w tych warun¬
kach bezskuteczne. Olbrzymi gmach, krwią i żela¬
zem spojony, chwiał się w swoich posadach pod na¬
ciskiem ludów, iftóre z jarzma francuzkiego wyzwo-
I^HZI|VriERZ BRODZIJ^S^I,
poeta, autor „Wiesława", urodź, w Królówce 8 marca 1791, kształcił się w Tarnowie, 20 lipca 1809 zaciągnął się wraz z bratem
Andrzejem do pułku artyleryi wojsk Księztwa Warszawskiego jako ochotnik, w stopniu podoficera przeszedł do 12-tej kompa¬
nii, w której był kapitanem Wincenty Reklewski, autor „Pieśni wiejskicli“, w roku 1812 jako porucznik artyleryi wyruszył na
wyprawę do Rosyi, bił się pod Smoleńskiem i Możajskiem, pod Moskwą spotkał się z bratem i razem z nim przez trzy dni od¬
bywał odwrót, nad Berezyną utracił brata, w bitwie pod Lipskiem 1813 raniony i wzięty do niewoli przez Prusaków, uwolniony
z wojska w 23 roku życia pracował w Komisyi spraw wewnętrznych, od r. 1818 nauczał literatury polskiej i stylu u X. X. Pija¬
rów na Żoliborzu, w 1821 zastępca profesora w liceum warszawskiem, od 1822 roku wykładał literaturę polską w uniwersytecie
warszawskim, w 1823 pierwszy sekretarz, w 1826 stały profesor tego uniwersytetu, członek Tow. Przyjaciół Nauk, w 1829 pro¬
fesor radny, wreszcie generalny wizytator szkół, po zamknięciu uniwersytetu w 1832 otrzymał pensyę emerytalną. Umarł
w Dreźnie 1835 roku.
(Rysunek ze współczesnego portretu.)
>>>
514
lić się pragnęły. Po bitwie pod Fere Champenoise
i po rozbiciu doszczętnem korpusów Marmonta i Mor-
tiera stanęły wojska nieprzyjacielskie u bram Pary¬
ża. Wtedy przypomniano sobie oficerów polskich
w Pontoise i wezwano ich do Paryża do dowodzenia
gwardyą narodową. Z rozkazem, podpisanym przez
Dąbrowskiego, udał się natychmiast do zakładu ka-
pitan Kołaczkowski, ale powracającego doszła w St.
Germain wiadomość o poddaniu się Paryża. Dnia 31
marca 1811 roku weszły wojska sprzymierzonych da
stolicy francuzkiej; równocześnie prawie zajęli An¬
glicy Bordeaux, a Austryacy Lyon; kilka miesięcy
Willi
AUGUSTYN TRZECIHSKI,
dowódzca 15-go pułku ułanów Księztwa Warszawskiego.
(Z litografii wykonanej w Warszawie 1822 r., ze zbiorów H. Piątkowskiego.}.
>>>
515
przedtem kapitulowały twierdze polskie: Modlin,
Gdańsk i Zamość. W Zamościu bronił się generał
Hauke i poddał się dopiero wtedy, gdy otrzymał wia¬
domość o odwrocie armii francuzkiej za Ren. Pa¬
miątką tego słynnego oblężenia jest moneta dla za-
tycznem działaniu swojem na wskroś egoistyczna;
zawiódł generał Bonaparte, szukający przed ewszyst-
kiem własnego wyniesienia i ugruntowania dyktatu¬
ry francuzKiej w Europie; omylił wreszcie cesarz
Napoleon wskutek niewytłómaczonych błędów, jakie
Ks, JÓZEF PONIATOWSKI.
(Z litografii paryzkiej Grevedou'a w zbiorach p. I. Wolskiego.)
płacenia żołnierzom żołdu, bita z sreber kościelnych,
cyny i ołowiu.
Powrót do kraju. — Kongres wiedeński w roku
1815. Upadek Napoleona był zarazem grobem tych
wszystkich nadziei, jakie Polacy od lat 20-tu we
Prancyi pokładali. Zawiodła ich republika, wywie¬
szająca hasła wolności i braterstwa ludów, a w poli-
popełnił w roku 1812. Rozwiały się więc marzenia
Kołłątaja i Dąbrowskiego, złudzenia sejmu i rady
konfederackiej. Naród niemiecki, który porwał za
broń dla zrzucenia jarzma francuzkiego, widział
w Polakach sprzymierzeńców Napoleona i niedaw¬
nych swoich pogromców; Francuzi, żądni pokoju,
a przytem i z usposobienia lekkomyślni, zwyciężeni,
Dzieje Porozbiorowe. Tom I.
65
>>>
Ksiązą Józef Poniatowski rzuea sią w nurty Elstery.
516
zaparli się z równą łatwością Napoleona, jak i naj- | trety, policzkowała i ściągała jego posąg z kolumny
wierniejszych jego towarzyszy. Gawiedź paryzka, Yendoma. Nowy król, Ludwik XVIII, wnuk Maryi
' ", |.
płaszcząca się niedawno przed tryumfalnym rydwa- j Leszczyńskiej, ociężały, od sprzymierzonych zupełnie
nem wszechwładnego Cezara, deptała teraz jego por- ! zawisły, a w polityce kierujący się radami Talley-
>>>
i
517
randa, niemiał ani powodu ani chęci interesować się
Polakami, którzy Napoleonowi służyli. Austrya
i Prusy nie kryiy zamiarów przyłączenia teryto-
ryów Księztwa Warszawskiego, utworzonego w ro¬
ku 1807 z części państwa pruskiego. Oba te mo¬
carstwa prowadziły walki z Napoleonem nie o oswo¬
bodzenie Niemiec i Hiszpanii, lecz o odzyskanie utra¬
conych prowincyj i przywrócenie zachwianej równo¬
wagi europejskiej. Na gruzach potęgi Korsykanina,
w powszechnej likwidacyi europejskiego spadku
mieli wziąć udział tylko zwycięzcy. Pomiędzy nimi
znajdował się jeden, którego los Polaków i ziemi
plan Babki, jednoczył pod swojem berłem wszystkie
prawie prowincye polskie, wykonywał formalnie za¬
miary Czartoryskiego z r. 1805 i mógł urzeczywistnić
zapewnienia, dawane Polakom. Cesarz Aleksander
postanowił ująć sobie serca żołnierzy polskich, bo do¬
koła bojowych sztandarów skupiały się najinteligen¬
tniejsze i kierujące żywioły narodu. Podczas gdy
w kraju Czartoryski i polscy członkowie rządu tym¬
czasowego z przekonania i w najlepszej wierze je¬
dnali umysły dla planów Cesarza, on sam wziął pod
swoją szczególną opiekę wojsko polskie. Wiadomo,
jakie skutki na usposobienie umysłów w tern wojsku
Parlamentarz — epizod z bitwy pod L»lpskiem.
(Staloryt Payne’a z obrazu H. Mayera.)
przez nich zamieszkałej rzeczywiście obchodził: był
nim ten, który do upadku Napoleona głównie się
przyczynił, a przynajmniej na równi z innymi miał
prawo do udziału w zyskach i zdobyczy, Cesarz Ale¬
ksander I. Określić ten udział nie było jednak łat¬
wo, bo gdy każdy ze sprzymierzonych monarchów
odzyskiwał utracone kraje, Rosya nie straciwszy nic,
miała prawo szukać dla siebie wynagrodzenia inne¬
go rodzaju. I tu nastręczało się Księztwo Warszaw¬
skie, jako przydatne zaokrąglenie i ubezpieczenie
państwa na zachodzie. Łącząc Księztwo z państwem
Rosyjskiem spełniał Cesarz Aleksander ulubiony
miała wiadomość o śmierci księcia Józefa Poniatow¬
skiego i klęska lipska. W tym samym czasie kazał
Cesarz Aleksander zebrać jeńców polskich i odesłał
ich pod dozorem generała Izydora Krasińskiego do
kraju, jako „szczątki licznego niegdyś wojska, użyte¬
go gwałtem na uciemiężenie ludów“.
Łaskawrość Cesarza wywarła pewien wpływ na
umysły przygnębione niepowodzeniem i zawiedzione
w nadziejach. Ci co jeszcze wierzyli w Napoleona
i do końca wytrwali pod jego sztandarami, mieli
wkrótce sposobność przekonać się dowodnie o iego
obojętności dla Polaków, czy też o zapomnieniu, gdy
>>>
Śmierć fis. 3ó%eta ^Poniatowskiego.
(Litografia z obrazu Horaceg0 ^ei%t’a ze zbiorów p. Zdzisł. Wolskiego.)
>>>
I
Wydobycie zwłok ks. dózefa Poniatowskiego z Elstery.
(Według litografii współczesnej z nadpisem polskim, ze zbiorów p. Zdzisława Wolskiego.)
;AvS\v\vy
>>>
Dzieje Porozbiorowe Tom l.
Bitwa pod Iiipskiem.
(Litografia Motte’a z rysunku Champion’a, ze zbiorów H. Piątkowskiego.)
>>>
525
Wśród tego nieustającego karnawału toczyły
się poufne narady około dwóch najważniejszych za¬
gadnień: polskiego i saskiego. Kiedy Cesarz Ale¬
ksander w pocho Me do Francyi po bitwie lipskiej
zamiary swoje odnośnie do Polaków wyrażone obja-
obszerny memoryałJ). w którym wykazywał niebez¬
pieczeństwa, jakie ztąd płynąć muszą dla Austryi
i Prus. Ale wśród toczącej się walki ostatecznej
z Napoleonem, gdy los wojny wisiał na włosku i był
zawisłym głównie od współdziałania Rosyi, nie śmia-
wił a po widzeniu się z Laharpem w Troyes, mając
Czartoryskiego u boku swego, powziął myśl utwo¬
rzenia konstytucyjnego Królestwa Polskiego powsta¬
ło w kołach dyplomatycznych wielkie przerażenie.
Gentz, będący prawą ręką Metternicha, ułożył wtedy
ły gabinety interesowane sprzeciwiać się planom Ce¬
sarza Aleksandra. Po okupacyi Księztwa Warszaw¬
skiego przez Rosyę, mniemał z początku gabinet
’) Gentz, op. cit. str. 384.
>>>
1
526
wiedeński, że mu się uda pozyskać pomoc Prus, któ¬
re na podstawie traktatu kaliskiego domagały się
rozbioru Księztwa Warszawskiego; nadzieje te pry¬
sły niebawem. Książę Repnin zarządzający Saksonią
w imieniu mocarstw sprzymierzonych, ogłosił wła¬
dzom saskim dnia 8 listopada 1814 roku, że kraje sa¬
skie będą do Prus przyłączone i oddał administracyę
urzędnikom pruskim. Wynikało ztąd jasno, że gabi-
I^atafalk na nabożeństwie żałobnem urządzonem przez obywateli m. Warszawy w d. 19 listopada
1813 r. w kośeiele S«qo i^rzyżai na eześć ks. tJózefa Poniatowskiego.
(Akwatinta W. E. Schlotterbacha według rysunku Jana Freya, ze zbiorów p. Zdzisława Wolskiego.)
J
>>>
1
527
net berliński gotów jest w zamian za Saksonię zgo¬
dzić się na przyłączenie Księztwa Warszawskiego do
Rosyi. W kołach dyplomatycznych wiedeńskich po¬
wstało niesłychane rozgoryczenie. Nie tyle obawia¬
no się już zajęcia Księztwa, co utworzenia konstytu¬
cyjnego Królestwa Polskiego, które mając 40,000 do
Dawni towarzysze broni u grobu księeia Józefa Poniatowskiego, marszałka franeyi, naczelnego
wodza armii polskiej.
(Ze współczesnej litografii z podpisem francuzkim, będącej w posiadaniu p. Zdzisława Wolskiego.)
>>>
528
50,000 wojska, mogło — według zdania statystów au-
stryackich — stać się wulkanem zagrażającym zni¬
szczeniem Prusom i Austryi. Takie było położenie,
kiedy Nesselrode na pierwszej konferencyi w Wie¬
dniu imieniem Cesarza Aleksandra przedstawił mi¬
nistrom wielkich mocarstw plan utworzenia konsty¬
tucyjnego Królestwa Polskiego x). Żachnęli się na to
dyplomaci, Metternich postanowił użyć osobistego
swego wpływu, aby odwieść Cesarza Aleksandra od
tak zgubnych, zdaniem jego, dla europejskiego po¬
koju zamiarów. Ale ani zręczność jego, ani wymowa
nie zdołały zachwiać postanowieniem Cesarza. Po
kilku bezowocnych konferencyach, przyszło dnia 24
października do tak burzliwej sceny, że Cesarz Ale¬
ksander zerwał odtąd wszelkie z kanclerzem au-
stryackim stosunki i nawet widywrać go nie chciał.
Zawiedziony tak w swoich nadziejach Metternich
użył pośrednictwa lorda Castlereagha, a w końcu
naj przebieglej szego ze wszystkich dyplomatów Tal¬
leyranda. I znowu ani wyczerpujące noty angiel¬
skiego ambasadora, ani argumenty księcia Bene-
wentu nie przekonały Cesarza. Na obszerne wywody
Castelreagha odpowiadała równie obszernie kance-
larya rosyjska 2). Talleyrandowi zaś oświadczył Ce¬
sarz Aleksander wrręcz, że ma zobowiązania wzglę¬
dem Polaków i króla pruskiego i że chce je spełnić3).
Zakłopotani dyplomaci zwrócili się wtedy do Har-
denberga, pełnomocnika pruskiego, który w ciągu
tych pertraktacyj zajmował jaknajprzyjaźniejsze
względem angielskich i austryackich kolegów swo¬
ich stanowisko. Ale tu właśnie czekało ich najwię¬
ksze rozczarowanie, bo Prusy pozyskane oddaniem
Saksonii, zmieniły nagle zdanie i oświadczyły, że —
zbadawrszy zamiary i usposobienie Cesarza Aleksan¬
dra i rozważywszy wszystkie okoliczności — nie mo¬
gą doradzać mocarstwom interesowanym nic innego,
jak tylko przyjęcie planu rosyjskiego. Metternich
nie tracąc fantazyi w celu uzyskania pewnych
ustępstw wysunął wtedy nieszczery plan przywróce¬
nia stanu rzeczy z przed roku 1772; pozornie w tym
celu zawarte też zostało przymierze pomiędzy Au-
stryą, Anglią i Francyą dnia 3 stycznia 1815 roku.
W społeczeństwie polskiem wzrosły tymczasem
znacznie sympatye dla Cesarza Aleksandra. Czarto¬
ryski, który nie odstępowrał boku Cesarza wpływał
na opinię publiczną w Księztwrie i nadawał jej kieru¬
nek zgodny ze swymi zamiarami. Z jego inicyatywy
minister sprawiedliwości Łubieński wystosował list
imieniem swojem, Wielhorskiego i Węglińskiego do
monarchów sprzymierzonych, apelujący do ich uczu¬
cia sprawiedliwości. Utworzenie wojska polskiego
i powołanie najznamienitszych wodzów z Dąbrowr-
skim na czele do komitetu wojskowego, rozbroiło
najzawziętszych nawet nieprzyjaciół Rosyi w społe¬
czeństwie polskiem. Nowy naczelny wódz armii pol¬
‘) „ Aus Metternichs nachgelassenen Papieren. Herens-
gegeben von dem Solinę des Staatskanzlers“. Wiedeń, 1880,
t. II, str. 482.
2)	Noty u Angeberga, str. 601.
3)	Friedrich v. Gentz, op. cit., str. 480.
skiej, wielki książę Konstanty okazywał się nietylko
względnym i łaskawym, lecz umiał prędko stać się
popularnym, objawiając gorące na każdym kroku
sympatye dla Polaków. Polityka Czartoryskiego
święciła zupełne zwycięztwo. Opuszczeni przez
wszystkich, zdani na wrolę losów widzieli wówczas
Polacy w Cesarzu Aleksandrze jedynego sprzymie¬
rzeńca i opiekuna. Jeszcze gdy Cesarz Aleksander
bawił w Petersburgu po powrocie z Anglii i gdy za¬
miary jego nie były dostatecznie znane, oficerowie
polscy wystosowali do generała Dąbrowskiego odez¬
wę proszącą o wyjaśnienie, czego chce po nich zwy-
cięzki Cesarz Aleksander. Na odezwę tę zakomuni¬
kowaną Cesarzowi przez wielkiego księcia Konstan¬
tego odpowiedź wypadła bardzo przychylnie. Cesarz
pochwralił szlachetne uczucia i wzywał oficerówr do
ufności w szczerość swoich zamiarów wobec Pola¬
ków. Oficerowi artyleryi Władysławowi Ostrowskie¬
mu oświadczył Cesarz, że nawet oręża dla przepro¬
wadzenia zamiarów- swoich dobyć gotów; w Puła¬
wach, dokąd wstąpił jadąc z Wiednia — zapewniał
wszystkich, że szczęście Polaków najżywiej go ob¬
chodzi, że na kongresie chce dokonać wielkiego
dzieła, że ma nadzieję zwralczyć wszelkie trudności
i że da Polakom konstytucyę liberalną.
Skłonny do przesady i optymizmu umysł Pola¬
ków chętnie dopatrywał się w tych zapewnieniach
obietnic, których w nich nie było i nawet w danej
chwili dziejowej, wrobec trudności czynionych przez
państwa kongresowe i wobec nastroju opinii publicz¬
nej w Rosyi, być nie mogło. Cesarz nie taił rzeczy¬
wistych granic swoich zamiarów przed Tadeuszem
Kościuszką, który spiesząc do Wiednia, stanął przed
Cesarzem 27 maja w Braunau; Cesarz mówił mu
o trudnościach, jakie spotykał i wyraził zdanie, że
dla Polaków pozostaje jedyna droga: połączyć losy
swoje ze Słowiańszczyzną. Cały miesiąc jeszcze żył
Kościuszko w Wiedniu nadzieją, że, „serce czułe, peł¬
ne ludzkości i dusza tak wspaniała, z nikim nie po¬
równana Wielkiego Aleksandra" zdoła trudności te
zwalczyć; przekonawszy się wreszcie, że zamiary Ce¬
sarza tylko „w szczupłych obrębach41 wykonane być
mogą, uznał, że w danych warunkach zdatnie służyć
nie jest w stanie; wyjechał do Solury w Szwajcaryi,
gdzie w dwa lata potem l października 1817 r. zmarł
na „epidemiczną gorączkę nerwową", według opinii
ówczesnej medycyny.
Jeżeli Cesarz Aleksander wspominał o trudno¬
ściach w wykonaniu wielkiego dzieła, to były one
rzeczywiście znaczne. Oceniał je dobrze Czartoryski,
nanowo powiernik Cesarza; wytrwał też przy jego
boku nie oddając się złudzeniom. Utworzeniu kon¬
stytucyjnego Królestwa Polskiego sprzeciwiał się
nietylko gabinet wiedeński; sprzeciwiała mu się
energicznie partya wielkorosyjska w Petersburgu,
która raz już obaliła wpływ Czartoryskiego, a na któ¬
rej budował teraz nadzieje swoje Metternich. Przy
końcu listopada 1814 roku była chwila poważnej nie¬
pewności. Wielki książę Konstanty powróciwszy
z Wiidnia dokąd jeździł po rozkazy, zapytał generała
>>>
MICHftŁ SOKOLłJSIICKI,
urodzony w dawnem województwie poznańskiem 1760, uczeń korpusu kadetów, porucznik korpusu inżynierów, w 1787 kapitan,
profesor topografii wojskowej w "Wilnie, po podróżach do Niemiec, Francyi i Włoch jako pułkownik odbywa kampanię 1792,
jako dowódzca pułku strzelców 1794 odznaczył się pod Radzyminem i Kamionką, należał do wyprawy wielkopolskiej, w osta¬
tnim odwrocie do Krakowa wzięty do niewoli, uwolniony 1796 wyjechał do Paryża, w r. 1800 wszedł do legii Naddunajskiej
Kniaziewicza, po ustąpieniu Kniaziewicza prowadził legię do Włoch, w roku 1806 dowódzca oddziałów wojsk pod Gdańskiem,
zwycięzca Austryaków pod Grochowem 1809, zdobywca i obrońca Sandomierza, r. 1810 generał dywizyi, powołany przez Napo-
Jeona do Paryża zostaje członkiem akademii nauk w instytucie narodowym, uczestnik wyprawy 1812, dowódzca dywizyi jazdy
1813, dowódzca uczniów szkoły wojskowej paryzkiej przy obronie Paryża 1814, sprowadził zwłoki ks. Józefa Poniatowskiego
do kraju, generał dywizyi wojsk Królestwa Polskiego, zabity uderzeniem rozhukanego ułańskiego konia na placu saskim
23 września 1816 roku.
(Z olejnego portretu będącego w posiadaniu rodziny.)
■)
>>>
530
Zajączka, coby wojsko polskie uczyniło, gdyby przy¬
szło do wojny. Istotnie położenie było krytyczne,
a nieporozumienia pomiędzy mocarstwami groźną
przybierały postać. Zrozumiał komitet wojskowy to
położenie i na zapytanie wystosowane do Zajączka,
odpowiedział obszernem pismem, w którem propono¬
wał utworzenie konfederacyi w celu bronienia i utrzy¬
mania kraju oraz rządu konstytucyjnego pod opieką
Najjaśniejszego Imperatora x). Wielki książę Kon¬
stanty nie zgodził się na konfederacyę obejmującą
cały naród, ale wzywał do zaufania względem Impe¬
ratora i do dalszych uzbrojeń, które będą silnem po¬
parciem zabiegów Cesarza Aleksadra w Wiedniu.
Na to żądanie wystosował komitet wyjskowy do
wielkiego księcia ponownie memoryał, wyjaśniający
stanowisko Polaków; memoryał wyrażał gotowość
„do wierności, gorliwości i niezłomnego poświęcenia
dla Imperatora i Jego Następców11 i prosił o zapew¬
nienie narodowi bytu politycznego i rządu konstytu¬
cyjnego. Wielki książę Konstanty w rozmowie pry¬
watnej z Zajączkiem i Wielhorskim wyjaśniał zamia¬
ry Cesarza, powtórzył te same zapewnienia w osob¬
nej nocie, przesłanej komitetowi dnia 3 grudnia,
wreszcie w kilka dni potem ogłosił rozkaz dzienny
■) Pam. Niemcewicza, t. II, str. 189.
nadesłany z Wiednia, który bardzo przeraził dyplo¬
matów kongresowych. Rozkaz wzywał w imieniu
Cesarza do skupienia się koło sztandarów i chwyce¬
nia za oręż, zaznaczał, że wodzowie, którzy od lat
dwudziestu prowadzili Polaków drogą honoru, potra¬
fią im ją znowu wskazać i wyrażał ufność w męztwo
Polaków we własnym interesie, skoro tyle razy wsła¬
wiali się w sprawach z ich szczęściem związku nie
mających. Odezwa sprawiła jaknajlepsze na umy¬
słach wrażenie.
Wkrótce potem generał Woyczyński i Kniazie-
wicz wystąpili z komitetu wojskowego. W Wriedniu
zmieniły się tymczasem stosunki. Mocarstwa wysu¬
wały obecnie na pierwszy plan sprawę saską i przyj¬
mowały w zasadzie projekt podziału krajów polskich,
jako jedyny sposób utrzymania równowagi pomiędzy
mocarstwami rozbiorowemi. Ambasador angielski,
umywając ręce od wszystkiego, zalecał tylko, aby
zachowano polskie instytucye historyczne. Cesarz
Aleksander zgodził się 19 stycznia 1815 r. na zasady
postawione przez Castlereagha. Na tem zakończyły
się właściwie układy odnośnie do Polaków. W końcu
kwietnia wystosował Cesarz Aleksander list do pre¬
zesa senatu wojewody Antoniego Ostrowskiego.
„Biorę — pisał — tytuł króla polskiego; Królestwo
Polskie będzie złączone z Cesarstwem Rosyjskiem
I^otigres Wiedeński 1815 roku.
(Rysunek współczesny Jana Chrzciciela Isabeys’a.)
>>>
TADEUSZ KOŚCIUSZKO,
w podeszłym wieku.
(Według jedynego istniejącego portretu malowanego z natury przez R. R. Rejnagla w 1817 roku.)
>>>
532
związkiem własnej konstytucyi, na której chcę
oprzeć zasady szczęścia kraju. Jeżeli wielki interes
spokojności ogólnej nie dozwolił, by wszyscy Polacy
połączonymi byli pod jednem berłem, starałem się
przynajmniej osłodzić ile można było, przykrość roz¬
dzielenia i zastrzedz im spokojne używanie ich naro¬
dowości.“ Równocześnie z tym listem otrzymał
ksiądz Woronicz nominacyę na biskupstwo kra¬
kowskie.
Dnia 3 maja 1815 roku podpisano, szósty już
z kolei, traktat podziału terytoryów dawnej Rzeczy¬
pospolitej.
Głaz grobowy pod Lipskiem ku pamięei ks. Józefa Poniatowskiego.
(Drzeworyt z rysunku. Aleksandra Lessera wykonanego z natury w 1832 roku.)
ęSfeŁ
^ KONIEC TOMU I-go. ^
>>>
SPIS PRZeD/WIOTÓW.
OKRES I.
Od trzeeiego rozbioru Rzeczypospolitej Polskiej
w r. 1795 do kongresu wiedeńskiego 1815 r.
CZĘŚĆ PIERWSZA.
Lata porozbiorowe do utworzenia Księztwa
Warszawskiego 1807 r.
Trzeci rozbiór (str. 1). — Traktaty i abdyka-
cya króla (str. 2.) — Pierwsze lata. Oryentowanie się w no¬
wych warunkach. Echa w literaturze (str. 8).—Książę Jerzy
Adam Czartoryski i jego „Bard polski" (str. 9). — „Świątynia
Sybilli“ i Woronicz (str. 11). — Krasicki (str. 13). — Teatr Bo¬
gusławskiego i życie towarzyskie (str. 16).
Książę Józef Poniatowski (str. 17).—Król
w Grodnie (str. 18). — Książę Józef w Jabłonnie (str. 19). —•
Pałac pod Blachą (str. 21). — Towarzystwo Przyjaciół Nauk
(str. 24).—Fryderyk Wilhelm III w Warszawie (str. 25).
Stan Galicyi pod rządem austryae-
k i m (str. 26). — Patent z 1H października 1772 (str. 26). — Re¬
formy józefińskie (str. 28).—Germanizarya (str. 29).—Protest
anonima (str. 32). — Deputacya do Józefa Ii-go (str. 33). —
Zjazd w Reichenbacliu (str. 35).—Franciszek 11-gi (str. 36).—
Misya Ksawerego Dąmbrowskiego na Wołoszczyznę (str.
37).—Ogiński w Galicyi (str. 40).—Czyn Denyski (str. 41).
Stanowisko Rosy i (str. 4-). — Śmierć Cesarzo¬
wej Katarzyny (str. 43).—Zmiana w polityce (str. 48).—Spra¬
wy kościoła katolickiego (str. 50). — Działanie Wiktora Sad¬
kowskiego (str. 56).—Uwolnienie Kościuszki (str. 57).—Uwol¬
nienie Potockiego (str. 59).—Śmierć króla Stanisława Augu¬
sta (str. 61).—Pogrzeb króla (str. 64).
Francya i Europa wobec sprawy pol¬
skiej (str. 67).—Generał Dąbrowski (str. 69).—Wawrzecki
(str. 73). — Widoki wojny francuzko-rosyjskiej (str. 76).—Po¬
lityka Dantona (str. 81).— Pokój bazylejski (str. 88).—Pełno¬
mocnictwo Ogińskiego (str. 89).—Projekt legionów Mołdaw¬
skich (str. 90).—„Hotel Diesbach" (str. 92).—Delaroche i Wy¬
bicki (str. 93).—Wyjazd Dąbrowskiego do Berlina (str. 96).
Organizacya korpusów polskich przy
armii francuzkiej (str. 97). — Memoryał berliński
Dąbrowskiego (str. 98). — Związek księcia Antoniego Radzi¬
wiłła z księżniczką Ludwiką pruską (str. 101). — Memoryał
paryzki Dąbrowskiego (str. 104). — Rozejm w Leoben (str.
107). — Józef Sułkowski (str. 109). — Bonaparte i Dąbrowski
(str. 110'.—Legiony polskie we Włoszech (str. 111). — Memo¬
ryał mantuański Dąbrowskiego (str. 116).—Traktat w Campo-
Formio (str. 123
Polityka g e r m a n i z a c y j n a rządu pru¬
skiego (str. 124). — Początki systemu kolonizacyjnego
(str. 125). — Nowa magistratura: regencye (str. 133). — Regu-
lacya hypoteczna i polityka wywłaszczania (str. 139). —
Oświata pod rządem pruskim (str. 14ł).
Urządzenia w kraju odpadłym do A u -
stryi (str. 145). — Galicyjska kancelarya nadworna (str.
147).—Podziały administracyjne (str. 152).—Język niemiecki
w sądach (str. 153).—Podatek wojenny (str. 153).
Usposobienie Cesarza Pawła (str. 155).—
Ksawery Dąmbrowski (str. 157). — Zmiana w polityce Cesa¬
rza Pawła (str. 161).—Bernadotte w Wiedniu (str. 162).—Po¬
wrót Kościuszki (str. 164).
Walki legionistów we Włoszech (str.
172).	— Umowa Dąbrowskiego z republiką Cisalpińską (str.
173).—	Kniaziewicz na Kapitolu (str. 173).—Projekt legii Nad-
dunajskiej (str. 176). — Bitwa pod Nepi (str. 179). — Kniazie¬
wicz ze sztandarami w Paryżu (str. 181).—Zniechęcenie Wy¬
bickiego (str. 184). — Bitwa nad Trebią (str. 185). — Pierwsza
bitwa pod Novi (str. 186).
Powrót Bonapa.rtego z Egiptu (str. 188).—
Druga bitwa pod Novi (str. 189)* — Reorganizacya legionów
(str. 195). — Wyprawa włoska Napoleona (str. 200). — Bitwa
pod Hohenlinden (str. 201). — Kniaziewicz pod Wiedniem
(str. 201).—Traktat lunewilski (str. 203).—Legiony w służbie
królestwa Etruryi (str. 208). — Polacy na San Domingo
(str. 209).
Książę Adam Czartoryski i Tadeusz
Czacki (str. 210). — Wielki książę Aleksander (str. 213). —
Nowosilcow (str. 216.) — Śmierć Cesarza Pawła (str. 216). —
Książę Adam Czartoryski towarzyszem ministra spraw za¬
granicznych (str. 217). — Reformy wychowania publicznego
(str. 219).—Czacki i Kołłątaj (str. 221).
Koalicya w r. 1805. — Stanowisko Cesarza Ale¬
ksandra wobec Bonapartego (str. 231). — Przymierze au-
stryacko-rosyjskie (str. 233). — Książę Dołgoruki i ks. Czar¬
toryski (str. 235). — Zjazd w Kłajpedzie (str. 236). — Cesarz
Aleksander w Puławach (str. 240). — Traktat poczdamski
(str. 241).
Pierwsza kampania polska Napoleona
(str. 241). — Dymisya księcia Czartoryskiego (str. 244). — Na¬
poleon w Berlinie (str. 245).—Odezwa do Polaków (str. 249).—
Odporność Kościuszki (str. 251). — Przyjęcie deputacyi pol¬
skiej (str. 256). — Izba wojenna i administracyjna warszaw¬
ska (str. 261).—Napoleon w Warszawie. Komisya rządząca
(str. 264). ■— Bitwa pod Pruską Iławą i Friedlandem (str.
269).—Kniaziewicz w Taurogach (str. 275).—Tylża (str. 279).
Ukonstytuowanie Księztwa Warszaw¬
skiego (str. 283). — Rząd tymczasowy (str. 284). — Podział
na departamenty (str. 287). — Ustrój sprawiedliwości (str.
289). — Izba Edukacyjna (str. 290). — Organizacya wojskowa
(str. 291).—Stan kraju (str. 299).—Towarzystwo patryotyczne
na Podolu (str. 306). — Napoleon w Warszawie, Poznaniu
i Dreźnie: nadanie konstytucyi Ks. Warszawskiemu (str.313).
CZĘŚĆ DRUGA OKRESU I-go.
Epoka Księztwa Warszawskiego od 1807—1815 r.
Konstytucya Księztwa Warszawskie-
g o (str. 316).—Reprezentacya narodowa (str. 320). — Powrót
Komisyi rządzącej z Drezna (str. 323). — Rada stanu: mini¬
strowie (str. 324). — Książę Warszawski Fryderyk August
(str. 325). — Objęcie przez księcia rządów (str. 330). — Wjazd
księcia do Warszawy (str. 335).
Sprawy wewnętrzne Księztwa (str. 337).—
Ruina ekonomiczna (str. 341). — Donacye napoleońskie (str.
344). — Sumy bajońskie (str. 346). — Wady organizacyi (str.
349). — Fryderyk August a przedstawiciele Napoleona (str.
352). — Davoust (str. 353). — Towarzystwo Przyjaciół Nauk
(str. 361).— Pierwsza rada stanu (str. 365).—Senat (str. 368).—
Wyjazd księcia (str. 376). — Memoryały Gutakowskiego
i Łuszczewskiego (str. 384).
Sprawy zagraniczne Księztwa (str. 389).—
Saragossa—Somo-Sierra (str. 401). — Wojna z Austryą w r.
1809 (str. 413). — Wtargnięcie arc. Ferdynanda do Księztwa
(str. 417).—Bitwa pod Raszynem (str. 420). —Zajęcie Galicyi
przez Polaków (str. 424).—Zajęcie Krakowa (str. 429).—Zgon
Potockiego w Wiedniu (str. 431). — Pokój schonbruński (str.
432).— Pośrednictwo ks. Sanguszki (str. 433).
Plany Cesarza Aleksandra (str. 437).—Misya
Bignona w Warszawie (str. 439). — Memoryał Ogińskiego
(str. 440). — Usposobienie na Litwie (str. 445). — Fryderyk
August w Warszawie (str. 448). — Sejmy warszawskie
(str. 449).
Rok 1812-sty (str. 450). — Dekret księcia przele¬
wający władzę na ministrów i misya Pradta (str. 457).—Król
Hieronim (str. 458).—Konfederacya generalna Król. Polskie¬
go (str. 469).—Armia polska w drodze do Moskwy (str. 464).—
Generał Hogendorp gubernatorem generalnym Wilna (str.
465). — Szturm smoleński (str. 466). — Bitwa pod Borodynem
(str. 469). — Porażka pod Winkowem i zgon Fiszera (str.
474).—Przeprawa pod Borysowem (str. 477). — Berezyna (str.
480).—Korpus Schwarzenterga (str. 482).
Książę Józef opuszcza Warszawę (str.
484). — Amneśtya wileńska (str. 485). — Listy Czartoryskiego
(str. 488).—Rząd tymczasowy pod prezydencyą Łańskoja (str.
496).—Decyzya księcia Poniatowskiego (str. 497).—Konwen-
cya sasko-austryacka (str. 489).—Aljans mocarstw (str. 499).—
Bitwa pod Lipskiem (str. 505). — Śmierć księcia Józefa (str.
508). — Książę Sułkowski (str. 509).—Kampania roku 1814-go
(str. 512).
Powrót do kraju (str. 515).—Konwencya w Fon¬
tainebleau (str. 520). — List Kościuszki (str. 521). — Pogrzeb
ks. Poniatowskiego (str. 521). — Karnawał wiedeński (str.
523).— Przyłączenie krajów saskich do Prus (str. 526).
Kongres wiedeński (str. 528). — Komitet woj¬
skowy i wielki książę Konstanty (str. 530). — List Cesarza
Aleksandra do wojewody Ostrowskiego. Szósty traktat po¬
działowy (str. 532).
ERRAT -A_.
Str.46 (podpis przy portrecie) zamiast „Seweryna" czyt. „ Seweryno wa“.—Str.49 (podpis)zamiast „-j-1832“ czyt. „-j- 1808“.—
Str. 60 wiersz 4 od góry zamiast „Wenecyę“ czyt. „Szu-ecyę“. — Str. 82 (podpis) zamiast „ze sztychu“ czyt. „z rysunku“. — Str. 83
(podpis) zamiast „ur. 1791“ czyt. „ur. 1751“. — Str. 90 (podpis) zam. „-}- 1856“ czyt. „f 1839“.— Str. 102 (podpis) zamiast „Oleszyń-
skiego“ czytaj „ Oleszczyuskiego“. — Str. 110 (podpis) zamiast „4 grudnia 1798“ czytaj „15 sierpnia 1799“. — Str. 126. Podpis winien
brzmieć: „Wjazd Dąbrowskiego do Poznania 6 listopada 1806“.—Str. 162 (podpis) zamiast „bratanka" czyt. „wnuczka“.—Str. 185 (pod¬
pis) zamiast „Ciechowskiego" czyt. „Ciechowskiego“.—Str. 253 (podpis) zamiast „ur. 1799“ czyt. „ur. 1769“.—Str. 473 (podpis) zam.
„Oleszyńskiego" czyt. „ Oleszczyńskiego“.—Str. 474 (podpis) zam. „um. 1812 r.“ czyt. „um. 1813 r.“—Str. 488 (podpis) zam. „w 1811 r.“
czyt. „w r. 1808“.—Str. 492 (podpis) zam. „Coquiet“ czyt. „Cognier“.—Str. 504. Podpis pod portretem winien brzmieć: „ August hr.
Iliński, syn hr. Józe a Augusta“.—Str. 508 (podpis) zam. „Oudinat* czyt. r Oudinot“.
>>>
r
Spis rycin, rysunków i kopij z obrazów,
zawartych w tomie I-ym
„DZIEJÓW POROZBIOROWYCH NARODU POLSKIEGO".
Strona
1.
Generał Jan Henryk Dąbrow¬
61.
ski (ze sztychu Villereya) . .
4
62.
2.
Pałac „poci Blachą"
5
3.
Pałac Rzeczypospolitej (z obr.
Vogla). . . .
Ratusz na Star. Mieście (z obr.
c
63.
4.
O
64.
Yogla)
7
65.
5.
Stanisław Trembecki ....
8
6.
Ogród „Zofiówka" Szczęsnego
66.
Potockiego
8
67.
7.
Franciszek Dyonizy Kniaźnin.
9
68.
8.
Julian Ursyn Niemcewicz . .
10
9.
Ignacy Krasicki
11
69.
10.
Widok kordegardy gwardyi
70.
konnej koronnej (z obr. Vogla).
12
71.
11.
Widok koszar Ujazdowskich
i Łazienek (z obr. Yogla) . .
13
72.
12.
Ks. Józef Poniatowski (zportr.
73.
Lampi’ego)
14
74.
13.
Ks. Józef Poniatowski (z portr.
75.
Grassi’ego)
15
76.
14.
Książę Adam Czartoryski . .
16
15.
^ałac w Puławach
17
77.
16.
Świątynia Sybilli w Puławach.
18
78.
17.
Puławy: „Parchatka“ ....
ia
18.
Izabella z Flemingów ks. Czar¬
79.
19.
toryska
19
Marya z Czartoryskich ks. Wir-
temberska
20
80.
20.
Pociejów od przejazdu Wi-
21.
śniowieckiego (z obr. Vogla) .
21
81.
Ks. Adam Jerzy Czartoryski .
22
22.
Ulica Pobocznej Bramy (z obr.
82.
23.
V ogla)
23
83.
Fryderyk Wilhelm II ... .
24
84.
24.
Ksiądz Adam Naruszewicz. .
25
25.
Cesarz Józef 11
25
85.
26.
Ignacy Potocki
26
86.
27.
Stanisław August (z portretu
87.
28.
ostatniego Viger-Lebrun) . .
27
Marmurowy pałac: rezydencya
Stanisława Augusta w Peters¬
88.
burgu
28
89.
29.
Kościół św. Katarzyny w Pe¬
tersburgu
29
90.
30.
Wnętrze kościoła św. Katarzy¬
31.
ny w Petersburgu
30
91.
Tron polski, znajdujący się
w Muz. Arsenału w Moskwie .
31
92.
32.
Pociejów od przejazdu Ledó-
93.
33.
chowskiego (z obr. Vogla) . .
33
Ksiądz Hugo Kołłataj. . . .
34
94.
34.
Trumna w której spoczywają
zwłoki Stanisława Augusta .
35
95.
35.
Puszka mieszcząca serce Sta¬
36.
nisława Augusta
35
96.
Napis na płycie grobowej Sta¬
nisława Augusta
35
97.
37.
Puszka, mieszcząca wnętrzno¬
ści Stanisława Augusta . . .
35
98.
38.
Katafalk wzniesiony na obchód
99.
39.
pogrzebu Stanisława Augusta.
36
100.
40.
101.
41.
Ksiądz Jan Paweł Woronicz .
39
42.
Koszary artyl. konnej (z obr.
102.
43.
Vogla)
40
Wojciech Bogusławski . . .
41
103.
44.
Generał Józef Madaliński . .
42
45.
Generał Stanisł. Mokronowski.
43
104.
46.
Pałac książąt Jabłonowskich
(z obr. Yogla)
44
105.
47.
Ratusz na Grzybowie (z obr.
V ogla)
45
106.
48.
Sewerynowa Potocka....
46
107.
49.
Protowa Potocka
47
50.
51.
Ksiądz Onufry Kopczyński. .
Ks. biskup Jan Albertrandy .
Michał Kleofas Ogiński . . .
48
49
108.
109.
52.
50
110.
53.
Michał Wyszkowski ....
51
54.
Cesarz Paweł
52
111.
55.
Wielcy książęta Aleksander
112.
56.
i Konstanty
53
113.
Cesarz Paweł daje wolność
Tadeuszowi Kościuszce . . .
54
57.
Uwolnienie jeńców polskich
przez Cesarza Pawła ....
55
114.
58.
Pałac marmurowy: miejsce za¬
mieszkania Tad. Kościuszki
w Petersburgu
56
115.
59.
Pałac w Jabłonnie
57
116.
60.
Wejście do Muzeum pałaco¬
117.
wego w J abłonnie
58
118.
Strona
Aleksander Orłowski .... 59
Koszary Ujazdowskie od go¬
ścińca (z obr. Yogla) .... 60
Pałac Prymasowski (z obrazu
Vogla)	 61
Stanisław Sołtyk	 62
Anna z książąt Sapiehów Soł-
tykowa			63
Książę d’Enghien	 64
Generał Romuald Ks. Gedroyć. 65
Ksiądz Kacper Kazimierz Cie-
ciszowski	 66
Tomasz Wawrzecki .... 67
Ludwik hr. von Cobenzl. . . 68
Wiliam Pitt . 		 68
Kościół w Puławach z począt¬
ku XIX wieku	 69
Pałac Kadetów (z obr. Vogla). 70
Ulica Królewska (z obr. Yogla). 71
Papież Pius YI	 72
Generał Karol Kniaziewicz
(z portretu Kwiatkowskiego). 73
Zygmunt Yogel	 74
Uroczyste przyjącie w Dyrek-
toryacie 		 75
Maryanna ze Swidzińskicli
Lanckorońska, kasztelanowa
połaniecka	 76
Koszary artyleryi kon. (z obr.
Yogla)		 . . . 77
Pałac Tyszkiewiczów (z obr.
V	ogla)	 77
Józef Maksymilian Ossoliński. 78
Ignacy Zakrzewski	 79
Książę Antoni Henryk Radzi¬
wiłł	 80
Pr. M. von Thugutt	 81
JCs. Ludwika i ks. Antoni Ra¬
dziwiłł 	 82
Ignacy Potocki	 83
Widok Koszyków (z obrazu
V	ogla)	 84
Cmentarz przy kościele Pan¬
ny Maryi (z obr. Vogla) ... 85
Jan Henryk Dąbrowski (ze
sztychu Collyera)	 86
Ksiądz Stanisław Bohusz-Sie-
strzeńcewicz ....... 87
Ks. Ludwik Ferdynand pruski. 89
Stanisław hrabia Ordynat Za¬
moyski 	 90
Zofia z ks. Czartoryskich Za¬
moyska 	 91
Ruiny pałacu Gozdskich (z obr.
V	ogla)	 92
Ruiny pałacu Gozdskich (z obr.
V	ogla)	 93
Napoleon Bonaparte (z portre¬
tu Guerin’a)	 94
Józefina Beauharnais. ... 95
Ogrody księcia podkomorzego
na Solcu (z obr. Yogla) ... 97
Seweryn Potocki ..... 98
Biblioteka publiczna (z obrazu
V	ogla)		 . . . 99
Pałac Prymasowski (z obrazu
Vogla)	100
Podpisanie traktatu pokojo¬
wego w Leoben 1797 r. . . . 101
Generał Karol Kniaziewicz
(z portretu Byczkowskiego) . 102
Józef Wybicki	103
Widok końskiego targu (z obr.
Vogla)	104
Pawilon koszar gwardyi pie¬
szej koronnej (z obr. Vogla) . 105
Jozef Sułkowski	106
Cypryan Godebski	107
Widok kościoła P. P. Wizytek
(z obr. Vogla) . ...... 108
Franciszek Karpiński. . . . 109
Pole bitwy pod Novi .... 110
Oddanie gen. Dąbrowskiemu
na Kapitolu chorągwi Maho¬
meta zabranej z Loretto . . . 111
Ksiądz Andrzej Bogorya-Woł-
łowicz	112
Widok pałacu mniejszego het¬
mana Branickiego {z obrazu
Vogla)	113
Karta wojny 1796 r	114
Papież Pius VII	115
Pałac w Jabłonnie	116
119.	Teresa z Poniatowskich Ty-
szkiewiczowa
120.	Legiony polskie
121.	Sztandar Mahometa, zdobyty
pzez Jana III
122.	Widok ogrodu ks. Kazim. Po¬
niatowskiego na Solcu (z obr.
Vogla)	• . . . .
123.	Salon w domu kasztelanowej
Połanieckiej
124.	Widok ulicy Długiej (z obr.
Vogla)
125.	Stanisław Małachowski . . .
126.	Generał B. Kołysko
127.	Król Fryderyk Wilmelm III .
128.	Widok ogrodu P. P. Kanoni-
czek (z obr. V ogla)
129.	Generał Józef Zajączek . . .
130.	Wjazd generała Dąbrowskie¬
go na Kapitol
131.	Wizytatorowie szkół Prus po¬
łudniowych: Dr. Gedicke i pro¬
fesor H. L. Meierotto ....
132.	Ministrowie i urzędnicy prus¬
cy w ziemiach polskich: W. A.
von Kleritz, K. J. von Hoym,
E. J. von Massow, C. T. Beyme,
J. K. Woelner, H. J. von Gold-
beck, O. K. F. von Voss . . .
133.	Karol Kurpiński
134.	Józef Ksawery Elsner . . .
135.	Józef Szymanowski ....
136.	Ignacy Tański
137.	Jan Piotr Norblin de la Gour-
daine
138.	Józef Sułkowski
139.	Generał Józef Wielhorski . .
140.	Widok Krakowskiego Przed¬
mieścia (z obr. Vogla). . . .
141.	Widok kościoła Bonifratrów
(z obr. Vogla)
142.	Pałac w Puławach
143.	Dyzma Bończa Tomaszewski.
144.	Jan Potocki
145.	Widok Werony
146.	Widok Mantui
147.	Widok wieży Marszałkowskiej
i pozostałych murów dawnej
Kaskady (z obr. Vogla) . . .
148.	Pamiątka pokoju w Campo-
Formio
149.	Utarczka pod Mantuą....
150.	Rokosz pod Kairem, w czasie
którego zginął J. Sułkowski .
151.	Powstanie w okolicach Kairu.
152.	Władysław Jabłonowski, zwa¬
ny „Murzynkiem1-
153.	Francuzko - polskie oddziały
w W enecyi
154.	Jerzy-Luaw. Eg. von Kohler .
155.	Stanisław Szczęsny Potocki .
156.	Widok kaplicy P. P. Kanoni-
czek (z obr. Yogla) . . . . .
157.	Widok kościoła farnego Ś-go
Andrzeja (z obr. Vogla) . . .
158.	Wejście francuzkiej armii i le¬
gionów polskich do Rzymu .
159.	Kamera Prus południowych
od strony ogrodu Krasińskich.
160.	Zof. Potocka, żona Szczęsnego.
161.	Generał Berthier
162.	Dom ks. biskupa Albertrande-
go na Kanonii
163.	Ksiądz Marcin Poczobut-Odla-
nicki
164.	Ksiądz Józef Jakubowski . .
165.	Generał-major Stanisław Wo-
dzicki
166.	Generał-adjutant St. Fiszer .
167.	Michał Płoński
168.	Widok ulicy Marszałkowskiej
(z obr. Vogfa)
169.	Książę Aleksander Sapieha .
170.	Książę Eustachy Sapieha . .
171.	Anna z Tyszkiewiczów l-o
voto Potocka, 2-0 voto Dunin-
Wąsowiczowa
172.	Cesarz Paweł I (sztych Klau-
bera z portretu Voual’a) . . .
173.	W. Książę Aleksander . . .
174.	W. Książę Konstanty ....
175.	Józef August hr. Ilinski. . .
St'ona
117
118
119
120
120
121
122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132
132
133
134
135
136
137	*
138
139
139
140
140
141
142
143
144
145
146
147
148
149
150
151
152
153
154
155
156
157
157
158
159
160
161
162
162
162
163
164
164
165
>>>
Strona
176.
177.
178.
179.
180.
181.
182.
183.
184.
185.
186.
187.
188.
189.
190.
191.
192.
193.
194.
195.
196.
197.
198.
199.
200.
201.
202.
203.
204.
205.
206.
207.
208.
209.
210.
211.
212.
213.
214.
215.
216.
217.
218.
219.
220.
221.
222.
223.
224.
225.
226.
227.
228.
229.
230.
231.
232.
233.
234.
235.
236.
237.
238.
239.
240.
241.
242.
243.
244.	\
245./
216.
Widok konwiktu 00. Pijarów
(z obr. Vogla)
Widok wieży Marszałkowskie,
i szpitala Ś-go Łazarza (z obr
Yogla)
Józef Kozłowski
Kazimierz Wojniakowski .
Aleksander lir. Chodkiewicz
Księżna Marya z Czartorys
kich Wirtemberska. . . .
Widok ulicy Marszałkowskie,
(z obr. Vogla)
Marcin Molski
Arcyks. austryacki Karol
Generał S. K. B. Mokronowski
Karol Boromeusz Świeżawski
Widok teatru polskiego (z obr
Vogla)
J an Henryk Dąbrowski (sztych
Oleszczyńskiego z oryginału
Gładysza)
Aleksander Macdonald .
Księżna Anna Sapieżyna
Aleksander książę Sapieha
Tadeusz Matuszewicz. .
Ludwik .Osiński ....
Widok S-go Krzyża przy ko
szarach gwardyi pieszej ko
ronnej (z obr. Yogla) . . .
Widok ul. Bielańskiej (z obr
Vogla)
Angelika Chiarini . . .
Pałac w Królikarni. . .
Widok wałów Werony .
Wejście Francuzów i Polaków
do Neapolu
Król Neapolitański Ferdynand
Widok Solca (z obr. Yogla).
Polska Legia Naddunajska.
Major Floryan Kąsinowski.
Widok szpitala Dzieciątka Je
zus (z obr. Yogla) . . .
Maurycy hr. Talleyrand de
Perigord
Jan Baptysta Julian Berna
dotte
Grzegorz Józef Chłopicki .
Józef Weyssenhoff. . . .
Jan Bogumił Plersch . . .
Wincenty de Lesseur (Lesse
rowicz)
Stanisław Kublicki. . . .
Widok ul. Senatorskiej i ko
ścioła OO. Reformatów (z obr
Vogla)
Widok kościoła P. P. Sakra
mentek (z obr. Vogla). . .
Napoleon Bonaparte . . .
Generał Berthelemy Catheri
ne Joubert
Ksiądz Wojciech Skarszewski
Ksiądz Tymoteusz Gorzeński
Widok Nowego-Świata (z obr
Yogla)
Toussaint Louverture, wódz
Sowstańców na wyspie San
'omingo. . •
Generał Leclerc d’Ostin . . .
Legioniści polscy na San Do¬
mingo
Stanisław Kostka Potocki . .
Cesarz Aleksander I (sztych
Tardieu z portr. Kugelhena) .
Ks. Adam Jerzy Czartoryski .
Zamek ks. litewskich w Wil¬
nie
Karol Przezdziecki
Baron Mikołaj Kąsinowski. .
Ksiądz Hieronim Strojnowski.
Rynek i ratusz Nowego Mia¬
sta (z obr. Vogla) •
Ksiądz Ignacy Raczyński . .
Ks. Onufry Kajetan Szembek.
Widok Żelaznej Bramy (z obr.
Vogla)
Widok koszar gwardyi pieszej
koronnej (z obr. Vogla) . . .
J an Śniadecki
Jędrzej Śniadecki
Ignacy Żegota Onacewicz . .
JanRusten. .......
Przejście przez górę Ś-go Ber¬
narda
Bitwa pod Magnano ....
Bitwa pod Novi
Bitwa pod Marengo ....
Edward Żółtowski
Stan. Skarbek na Wodzicznej
Woyczyński
Epizody z bitwy pod Marengo.
Generał Bonaparte w bitwie
pod Marengo
166
167
168
169
170
171
172
173
174
175
176
177
178
178
179
179
180
181
182
183
184
185
186
187
188
189
194
195
196
197
197
198
199
200
200
201
202
203
204
205
206
207
208
209
209
210
211
212
213
213
214
215
216
217
218
219
220
221
222
223
224
225
226
227
228
229
230
231
232
233
Strona
247.	Wincenty hr. Krasiński . . . 234
248.	Feliks Walery Pomian Łu¬
bieński 	235
249.	Widok kościoła OO. Karmeli¬
tów (z obr. Yogla)	236
250.	Widok mostu z natury (z obr.
Vogla)	237
251.	Tadeusz Czacki	238
252.	Ks. Adam Jerzy Czartoryski . 239
253.	Emanuel Józef Sieyes. . . . 240
254.	Bitwa pod Hohenliden . . . 241
255.	Ksiądz Michał Maciejowski . 242
256.	.lulian Ursyn Nięmcewicz . . 243
257.	Widok Nowego-Swiata (z obr.
Y ogla)	244
258.	Franciszek I cesarz niemiecki
i austryacki	245
259.	Gmach uniwersytetu Wileń
skiego	246
260.	Liceum Krzemienieckie. . . 247
261.	Józef Pitschman	248
262.	Aloizy Feliński	249
263.	Obserwatoryum wileńskie . . 250
264.	Szymon Malewski	251
265.	Legioniści polscy we Wło¬
szech 	252
266.	Paweł Jerzmanowski.... 253
267.	Maciej Kąsinowski	253
268.	Księżniczka Krystyna Radzi¬
wiłłówna	254
269.	Teresa z książąt Czartoryskich
ks. Lubomirska	255
270.	Widok zboru i cmentarza dys-
sydentów (z obr. Vogla) . . . 256
271.	Cesarz Napoleon I w stroju
koronacyjnym	257
272.	Ks. Józef Poniatowski (z port.
Grassi’ego)	258
273.	Koronacya Napoleona i Józe¬
finy w Kościele Notre Dame
w Paryżu	259
274.	Rozdanie wojskom francuzkim
chorągwi ze złotemi orłami na
polu Marsowem w Paryżu . . 260
275.	Wejście Francuzów do Wie¬
dnia. . . *	f 261
276.	Stanisław Małachowski. . . 262
277.	Ludwik Gutakowski .... 263
278.	Pożegnanie Aleksandra I-go
z Fryderykiem Wilhelmem 111
i krolową Ludwiką przy gro¬
bie Fryderyka Wielkiego . . 264
279.	Bitwa pod Austerlitz .... 265
280.	Napoleon pod Jeną	266
281.	Bitwa pod Jeną	267
282.	Spotkanie Napoleona z Fran¬
ciszkiem II po bitwie pod
Austerlitz	268
283.	Wejście Napoleona do Berlina. 269
284.	Wejście Francuzów do War¬
szawy	270
285.	Bitwa pod Pruską Iławą. . . 271
286.	Napoleon na polu bitwy pod
Pruską Iławą	272
287.	Bitwa pod Friedlandem . . . 273
288.	Spotkanie Napoleona z Cesa¬
rzem Aleksandrem I-ym pod
Tylżą	274
289.	Spotkanie trzech monarchów
na Niemnie pod Tylżą . . . 275
290.	Cesarz Napoleon przyjmuje
królowę pruską Ludwikę w
Tylży	276
291.	Król. Ludwika pruska przyj¬
muje Napoleona	277
292.	Ignacy Franciszek Stokowski. 278
293.	Generał Stefan Koszarski . . 279
294.	Król. Ludwika pruska (z por¬
tretu Lauer’a)	280
295.	Król. Ludwika pruska (z por¬
tretu Yiger-Lebrun) .... 281
296.	Medal pamiątkowy spotkania
w Tylży	282
297.	Płaskorzeźba pamiąt. spotka¬
nia w Tylży	282
298.	Dom, w którym mieszkał Na¬
poleon I w Tylży . ... 283
299 Joachim Murat	284
300.	Napoleon w Tylży	285
301.	Nadanie Konstyt. Ks. Warsz.
przez Napoleona w pałacu
królewskim w Dreźnie . . . 286
302.	Widok koszar gwardyi pieszej
koronnej (z obr. Vogla) . . . 288
303.	Tomasz Ostrowski	289
304.	Ks. Franciszek Skarbek Mal¬
czewski 	290
305.	Ignacy hr. Sobolewski . . . 291
306.	Ludwik Mikołaj Davoust . . 292
307.	Tryumf Napoleona	293
308.	Generał Michał Sokolnicki. . 294
309.	Gen. Jan Henryk Dąbrowski. 295
310.	WTidok ulicy Miodowej (z obr.
Yogla)
311.	Rafał Józef Czerwiakowski .
312.	Józef Fouche ks. Otranto . .
313.	Hieronim Bonaparte . . . .
314.	Widok Nowomiejskiej bramy
(z obr. Vogla) .......
315.	Widok arsenału i kościoła Sw.
Trójcy (z obr. Vogla) . . . .
316.	Józef Kalasanty Szaniawski .
317.	Stanisław Staszic
318.	Kanonier legii Nadwiślańskiej
319.	Saper legii Nadwiślańskiej. .
320.	Przegląd polsk. ułanów przez
Napoleona
321.	Antoni Jan Ostrowski. . . .
322.	Henryk Kamiński
323.	Kościół ewangelicki (z obrazu
Vogrla)
324.	Widok pałacu ks. Sapiehów na
Solcu (z obr. Voglal . . . .
325.	Dezydery Chłapowski . . .
326.	Marcin Badeni
327.	Ks. J. Poniatowski w młod¬
szym wieku
328.	Zeschnięty liść z profilem Na¬
poleona
329.	Fryderyk August
330.	Widok Nowomiejskiej bramy
i wejścia do mięsnych jatek
(z obr. Vogla)
331.	Widok Prochowni (z obrazu
V	ogla)
332.	Franc. Ksawery Działyński
333.	Tadeusz Antoni Mostowski
334.	Ludwik hr. Plater ....
335.	Ks. Franc. Ksaw. Szaniawski
336.	Ks. Michał Karpowicz . .
337.	Jerzy Chrystyan Arnold .
338.	Andrzej Franciszek Dybek
339.	Herb Ks. Warszawskiego .
340.	Koszary gwardyi konnej ko
ronnej (z obr. V ogla) . . .
341.	Ratusz na Lesznie (z obrazu
V	ogla)
342.	Stanisław Breza
343.	Wojciech Dobiecki. . . .
344.	Pieczęć przy dyplomie na go¬
dność „Chevalier de l’Empire“
345.	Dyplom napoleoński na go¬
dność „Chevalier de l’Empire“
346.	J oachim Hempel
347.	Franciszek Józef Lefebvre . .
348.	Ułan polski w paradnej formie
349.	Marya z Łączyńskich Walew¬
ska
350.	Antoni Jankowski (młodszy)
351.	Żołnierz,legii Nadwiślańskiej.
352.	Kościół Ś-go Krzyża (z obrazu
Vogla)
353.	Widok Krakowskiego Przedm
z PI. Zygmunta (z obr. V o^rla)
354.	Salomea Euzebiuszowa Sło
wacka z drugiego małżeństwa
Augustowa Becu ....
355.	Euzebiusz Słowacki . . .
356.	Konstanty hr. Tyzenhauz .
357.	Ks. Józef Poniatowski, jako
minister wojny Ks. Warsz.
358.	Widok ulicy Leszczyńskie,
(z obr. Vogla)
359.	Adam Jaraczewski ....
360.	Franciszek Barss
361.	Antoni Brodowski ....
362.	Walenty Zwierkowski . .
363.	Wincenty Mikułowski . ,
364.	Widok pałacu ordynackiego
klasztoru (z obr. Vogla . .
365.	Eskorta sztandarów . . .
366.	WTidok na Krakowskie Przed
mieście i ulicę Kozią . . .
367.	Widok pał. Błękitnego (z obr
Vogla)
368.	Pamiątki wojskowe z czasów
Ks. Warszawskiego. ...
369.	Pamiątki wojskowe . . .
370.	Generał Piotr Dautencourt
371.	Karol Delaitre
372.	Jan Weyssenhoff. ....
373.	Marcin Amor Tarnowski
374.	Monety polskie z czasów Ks
Warszawskiego
375.	Medal z portretem Księcia
Warszawskiego
376.	Andrzej Niegolewski . . .
377.	Samuel Bogumił Linde . .
378.	Dyplom orderu „Virtuti mili
tari“ na imię K. Przyteckiego,
379.	Dyplom na stopień porucznika
na imię Sz. Barankiewicza .
380.	Dyplom woiskowy z podpisem
ks. Józefa Poniatowskiego.
381.	Piotr Krasiński
382.	Seweryn Fredro
Stron*
296
297
298
299
300
301
302
303
304
304
305
306
307
308
309
310
311
312
313
314
316
317
318
319
320
329
321
321
322
3'23
324
325
326
328
328
328
329
330
330
331
332
333
334
335
336
337
338
339
340
341
342
343
344
345
346
347
348
349
350
351
352
353
354
355
356
357
358
359
360
361
361
362
363
>>>
383.	Badanie jeńców wojennych .
384.	„Z raportem"
385.	Tadeusz Dembowski ....
386.	Franciszek Wężyk
387.	Widok pałacu niegdyś Br anic-
kich (z obr. Yogla)
388.	Widok placu przed Mary wiłem
389.	Widok na Krak. Przedm. i ko¬
lumnę Zygmunta ....
390.	Wojciech Bogusławski . .
391.	Józef Drzewiecki ....
392.	Plac Zygmuntowski . . .
393.	Widok tarasu Zamkowego .
394.	Augusta Marya Nepomucena
Księżniczka Warszawska .
395.	Marya Amelia Augusta, Księż
na Warszawska
396.	Wojsko polskie z czasów Ks
Warszawskiego
397.	Wojsko polskie z czasów Ks
Warszawskiego
398.	Model armaty polskiej . .
399.	Park Łazienkowski w czasie
pobytu wojsk francuzkich .
400.	Krakowskie Przedm. z kościo
łem 00. Bernardynów . .
401.	Jan Paweł Łuszczewski . .
402.	Józef Rautenstrauch . . .
403.	Józef Wybicki
404.	Piotr Bieliński
405.	Szwoleżer gwardyi....
406.	Józef de la Riviere Załuski
407.	Fryderyk August (z portretu
Yogla)
408.	Porucznik szwoleżerów gwar
dyi Fillebom
409.	Widok Krakowskiego Przedm
w czasie zimy
410.	Przed pałacem Łazienkow¬
skim
411.	Onufry Wyczechowski . .
412.	Stanisław hr. Dunin Wąsowicz
413.	Opatrywanie pozycyi nieprzy¬
jacielskiej . . .
414.	W poszukiwaniu kwatery . .
415.	Transparent na .cześć Napoleo¬
na 'I wystawiony w teatrze Na¬
rodowym w Warszawie . . .
416.	Jan Franciszek baron de Bour-
going
417.	Generał w podróży
418.	Krakowskie Przedm. w r. 1807
419.	Widok Warszawy w roku 1805
(z obr. Yogla)
420.	Wincenty Krasiński ....
421.	Wincenty Szeptycki ....
422.	Pałac w Łazienkach ....
423.	Most Sobieskiego w Łazien¬
kach
424.	Anna z Tyszkiewiczów Wąso-
wiczowa l-o voto Potocka . .
425.	Franciszek Nakwaski ....
426.	Grzegorz Józef Chłopicki . .
427.	Wzięcie wąwozu Somo-Sierra
428.	Napoleon przechodzi przez wą¬
wóz Guadarrama
429.	Wiktor Roman
430.	Jan Leon Hipolit Kozietulski
431.	Ambroży Skarżyński ....
432.	Wejście do wąwozu Somo-
Sierra
433.	Zdobycie szczytu Somo-Sierry
434.	Joachim Hempel
435.	Widok ogólny bitwy pod So¬
mo-Sierra
436.	Napoleon spotyka szwoleże¬
rów po zdobyciu Somo-Sierry
437.	Szarża szwadronu szwoleże¬
rów pod Kozietulskim . . .
438.	Jan Lannes ks. Montebello . .
439.	Nauoleon wśród szwoleżerów
pod Somo-Sierra
440.	Napoleon zwiedza wąwóz po
jego zdobyciu
441.	Jan Chrzciciel Bessieres ks.
Istryi
442.	Pułkownik Krasiński objeżdża
pole bitwy pod Somo-Sierra .
443.	Główna kwatera pod Tudellą .
444.	Wincenty Toedwen ....
445.	Szturm do bramy
446.	Medal na cześć Fryderyka Au¬
gusta
447.	Karta tytułowa pierwszego
wydania Kodeksu Napoleona.
448.	Adam Kasperowski ....
449.	Tomasz Pomian hr. Łubieński
450.	Walenty Gagatkiewicz . . .
451.	JanFeliks Amor hr. Tarnowski
Strona j
364! 452.
365	453.
366	I
367
368
369
369
370
371
372
373
374
375
376
377
378
379
380
381
382
383
384
384
385
386
387
388
389
390
391
392
393
394
395
395
396
397
398
399
400
400
401
402
403
404
404
405
406
4 7
408
408
409
410
410
411
412
412
413
413
414
415
416
416
417
417
418
419
420
420
454.
455.
456.
457.
458.
459.
460.
461.
462.
463.
464.
465.
466.
467.
468.
469.
40.
471.
472.
473.
474.
475.
476.
477.
478.
479.
480.
481.
482.
483.
484.
485.
486.
487.
489.
490.
491.
492.
493.
494.
495.
496.
497.
498.
499.
500.
501.
502.
503.
504.
505.
506.
507.
50“.
509.
510.
511.
512.
513.
514.
515.
516.
517.
518.
519.
Pałac Łubieńskich		421 520.
Narożnik ulicy Napoleona i
pałac Teppera		421 521.
f'oszary w Chantilly ....	421 522.
mierć pułkownika Cypryana 523.
Godebskiego pod Raszynem .	422
Konstancya z hr. Ossolińskich 524.
hr. Tomaszowa Łubieńska . .	424
Hr. Józef Sierakowski . . ,	424 525.
Zdrój w parku Łazienkowskim	425
WidoknaKrakowskie-Przedm.	425 526.
Bitwa pod Raszynem ....	426 527.
Ks. Józef Poniatowski w bit¬
wie pod Raszynem		427 528.
Ernest Godfryd Groddeck . .	428
August Becu		428 529.
Wawrzyniec Gouvion St. Cyr.	429
Włodzimierz Potocki . . .	429 530.
Ks. Józef Poniatowski (stalo-
ryt Contenau z obrazu Van-
chelefa)	430
Generał Stanisław Fiszer . .	431
Śmierć pułkownika Berka Jo-
sielowicza w bitwie pod Koc¬
kiem 	432
Berek Josielowicz	433
Zamość szturmem przez woj¬
ska polskie zdobyty ....	433
Bitwa pod Wagram ....	434
Wejście wojsk polskich do
Krakowa	435
Zajęcie odwachu przez wojska
polskie w Krakowie ....	435
Przyjęcie przez radę m. Kra¬
kowa ks. Józ. Poniatowskiego	436
Bal w Sukiennicach na cześć
zwycięzkiej armii	436
Arcyksiążę Ferdynand . . .	437
Arcyksiążę Karol	437
Kar.. L Fryderyk Woyda . . .	438
Ksawery Kossecki .....	439
Ks. Hugo Kołłątaj	440
Ks. Michał Dymitr Krajewski	440
KościołekKarmf litów Żosych	441
Teatr na wyspie wŁazienkach	441
Marcin Smarzewt.ki ....	442
Franciszek Skora zewski .	443
Ą^siądz Franciszek -Siarczyński	444
Gloryeta w pałacu Białostoc¬
kim 	445
Pałac w Jabłonnie	445
Ks. Józ. Poniatowski (z akwa-
relli J. Kossaka)	446
Kościół i klasztor Jasnogórski	448
Brama tryumfalna w Warsza¬
wie, wzniesiona na cześć armii
powracającej z wyprawy au-
stryackiej	449
Jan Leon Hipolit Kozietulski	450
Kajetan Stuart	451
Jan Chłopicki	452
Epizod z kampanii 1809 roku .	453
Pikieta ułanów z 1809 roku .	453
Jan Henryk Dąbrowski (we¬
dług portretu z r. 1809) . . .	454
Książę Michał Radziwiłł . .	454
Abraham Stern	456
Dawny Cuchthauz, później
koszary saperskie	456
Widok Krakowskiego Przedm.
ku ulicy Nowy-Świat. . . .	457
Groby K. Brodzińskiego i St.
Skarbek - Woyczyńskiego na
cmentarzu w Dreźnie....	458
Kajetan Koźmian	459
Klub szachistów warszaw¬
skich w r. 1807 		460
\ Mieszkania z epoki Księztwa
/ Warszawskiego	461
Kaskada (z obr. Vogla) . . .	462
Widok na Zamek i kościół Ber¬
nardynów 	463
Leon Borowski	464
Andrzej Smolikowski....	464
Karykatura okolicznościowa
A. Orłowskiego z pierwszych
lat XIX wieku	465
Ludwik Pac	466
Józef Hornowski	467
Michał Ney	468
Dominik Dufourede de Pradt	468
Adam Chreptowicz ....	469
Nominacya porucznika Bogu¬
sławskiego na komendanta
Osmolina	469
Przejście wojsk napoleońskich
przez Wilię		470 582,
Przejście wojsk napoleońskich
przez Niemen		472 I
531.
532.
533.
534.
535.
536.
537.
538.
539.
540.
541.
542.
543.
544.
545.
546.
547.
548.
549.
550.
551.
552.
553.
554.
555.
556.
557.
558.
559.
560.
561.
562.
5n3.
564.
565.
566.
567.
568.
569.
570.
571.
572.
573.
574.
575.
576.
577.
578.
579.
580.
581.
Strona
6-ty pułk ułanów tak zw. „Dzie¬
ci Warszawskie"	472
Napoleon pod Kownem . . . 473
Baterya wjeżdża na pozycyę . 473
Dom w Dubnie, w którym
zmarł Tadeusz Czacki . . . 474
Portret oficera wojsk polskich
Nowosielskiego	475
Napoleon na czele wielkiej ar¬
mii przed murami Moskwy. . 475
Bitwa pod Smoleńskiem. . . 476
Kozacy w czasie kampanii
1812 r	477
Napoleon na stepach śnież¬
nych Rosy i	478
Napoleon na czele wielkiej ar¬
mii w głębi Rosyi	480
Napoleon przejeżdża przez Li¬
twę w otoczeniu polskich uła¬
nów 	481
Marszałek Yictor Perrin . . . 482
Eugeniusz Beauharnais . . . 483
Bitwa pod Moskwą	* 484
Napoleon iks. JózefPoniatow-
ski w kampanii 1812 r. . . . 485
Generał Gabryel Rzyszczew ski 486
Celestyna z ks. Czartoryskich
Rzyszczewska	487
Stanisław Małachowski . . . 488
Antoni Gucewicz	488
Rekonesans	489
Jan Chrystyan Schuch . . . 490
Dzielnica Nowomiejska . . . 491
Epizod z bitwy pod Moskwą . 492
Huzar		 . . . 493
Przejście przez Berezynę. —
Palenie sztandarów wobecNa-
poleona	494
Pogoń (epizod z kamp. 1812 r.) 496
Maruderzy wielkiej armii . . 496
Napoleon uciekający z pod
Berezyny . 		497
Szwoleżer	497
Biwak wśród śniegów w 1812 r. 498
W drodze powrotnej z Rosyi
Napoleon przyjmuje raport or-
dynansa	498
Pożegnanie wielk. armii przez
Napoleona w Smorgonii. . . 499
Dominik Krysiński	500
Hotel Angielski w Warszawie 501
Napoleon zwiedza dom Koper¬
nika w Toruniu	501
Plan oblężenia Torunia przez
armię rosyjsl ą ...... 502
August Iliński	504
Ksiądz Stefan Hołowczyc . . 505
Epizod z bitwy pod Peters-
walde	506
Epizod z kampanii 1813 r. . . 507
Józef Karol Skrodzki .... 508
Mikołaj Oudinot ks. Reggio . 508
Napoleon w bitwie podHanau 509
Dominik ks. Radziwiłł . . . 510
Atak pułku ułanów w bitwie
pod Hanau	511
Jerzy Wincenty Bandke-Stę-
żyński	512
Kazimierz Brodziński. . . . 513
Augustyn Trzecieski .... 514
Ks. Józef Poniatowski (z lit.
paryzkiej Grevedon’a) . . . 515
Książę Józef Poniatowski rzu¬
ca się w nurty Elstery . . . 516
Parlamentarz—epizod z wojny
pod Lipskiem	517
Śmierć ks. J. Poniatowskiego . 518
Strzelec konny	520
Wydobycie zwłok z Elstery
ks. Józefa Poniatowskiego . . 522
Bitwa pod Lipskiem .... 523
Napoleon ustępuje po bitwie
pod Lipskiem	524
Przegląd wojska polskiego na
polach St. Denis pod Paryżem
przez Cesarza Aleksandra I. . 525
Katafalk w kośc. Ś-go Krzyża
na nabożeństwie żałobnem za
duszę ks. J. Poniatowskiego . 526
Dawni towarzysze broni u gro¬
bu ks. J. Poniatowskiego . . 527
Michał Sokolnicki	529
Kongres Wiedeński 1815 roku. 530
Tadeusz Kościuszko w pode¬
szłym wieku . 		531
Głaz grobowy pod Lipskiem
ku pamięci ks. Józefa Ponia¬
towskiego 		 532
Nadto cztery koloryzowane tablice wojska polskiego: Dwie pierwsze tablice, będące wiernemi kopiami współ¬
czesnych oryginałów, obejmują: Legiony polskie we Włoszech i Wojsko polskie pod dowództwem ks. Józefa Ponia¬
towskiego, dwie zaś następne, wykonane przez J. Ryszkiewicza według autentycznych wzorów, przedstawiają:
Pułki polskie w armii \apoleona i Wojsko Księztwa Warszawskiego.
>>>
.
■
I
'
>>>
tr!
Z)
cc
o
u
Biblioteka Główna UMK Toruń
10907
310099ae§§SS
>>>