/Magazyn_084_10_001_0001.djvu

			POLACY
DUfllN WSCHODZIE
z 53 ilustracjami
HARBIN w CHINACH
1928
		

/Magazyn_084_10_003_0001.djvu

			M5W
POLACY
DUEIIH WSCHODZIE
z 53 ilustracjami
HARBIN w CHINACH
1928
3 DOLARY MEKSYKAŃSKIE.
		

/Magazyn_084_10_005_0001.djvu

			III.
« • • ^^
SPIS ARTYKUŁÓW.
Strona
1.	Komisja Czynna Organizacyj Polskich w Harbinie .	1
2.	Gdzie i jak powstał Harbin?		6
3.	Parafja polsko-katolicka w Harbinie	15
4.	Stów. ..Gospoda Polska"
5.	Sokół i Harcerz	63
6.	Bursa Polska
7.	Straż Maryi	70
8.	T-wo Muzyki i Śpiewów	72
9.	Stowarzyszenia polskie w Harbinie	78
10.	Prasa polska w Azji	77
11.	Szkolnictwo polskie na Dal. Wschodzie ....	82
12.	Związek Młodzieży Polskiej w Harbinie ....	90
13.	Działalność Misyj Katolickich w Harbinie ...	92
14.	Tow. Badania Mandżurii	105
15.	Aszyche		• •	108
16.	Hajlar	112
17.	Polacy w Shanghriju	128
18.	Chiński Turkestan	133
19.	Polacy w Środkowych i Połudn. Chinach . . .	13«
20.	Polacy w Mongolji	138
21.	Sachalin		^ 40
22.	Polacy w Japonji	^6
23.	Formoza
24.	Polacy na Wyspach Filipińskich	152
25.	Ind je Wschodnie ... •	154
26.	Syberja	157
J;i- Odezwa do Polaków Rządu Generała Chorwata .	173
28.	Kolonja Polska we Władywostoku	175
29.	Rynek japoński a nasza eksuanzja gospodarcza . .	179
30.	Handel polski w C hinach	184
31.	Przedsiębioiczość polska w Chinach	192
U o
		

/Magazyn_084_10_006_0001.djvu

			IV,
Spis artykułów,
Strona
32.	Stosunki handlowe w Mongolji . . . . .
33.	Potrzeby żywiołu polskiego na Dal. 'Wschodzie
34.	Regulamin Komisji Czynnej w Harbinie . .
35.	Statut Związku Wychodźtwa Polskiego . .
36.	Uzupełnienia ...........
- (-i
Ekspedycjaj^Inzyniera Kazimierza Grochowskiego
na Poln.-Wschodzie Azji.
.	.	194
.	.	198
.	.	214
.	.	216
.	.	219
		

/Magazyn_084_10_007_0001.djvu

			V.
OBJAŚNIENIA DO ILUSTRACYJ.
1)	Widok Harbina: Ulica Glińska, rzeka Sungari i most,
po którym przechodzą pociągi kolejowe ze Stołbców do Harbi
na i naćdwrót.
2)	Sw. P. Ks. Arcj'biskup Jan Cieplak, który dn. 1 sierp
nia 19u9 roku dokona! pi święcenia kościoła katolickiego para
fji polskiej w Harbinie. Ks. Arcybiskup zmarł dn. 17. lutego
1926 roku, w 69 roku żj^cia, w Passaic N. Y. (Anier. Pólnocri.)
3)	Kościół katolicki parafji polskiej w Harbinie (Nowe
Miasto). Fotografja zdjęta dn. 3 maja 1915 roku. Przed ogro¬
dem kościelnym widać studni.; wykopaną na ulicy Wielki Pro
spekt. Pomimo znacznej głębokości (35 metrów) studnię nie za¬
sypano, tylko zakryto w głębokości jednego metra deskami i
2 wierzchu przykryto ziemią.
4)	Delegat Papieski Ks. Biskup Celsus Costantini. Z pra-
'va siedzi Ks. Biskup Karol Sliwowski, z lewa Ks. Proboszcz
Władysław Ostrowski. Stoją: Ks, Antoni Leszczewicz, Ks. Ale
ksąnder Eysymontt i O, Maurus Kluge, (zmarły dn. 25. wrze¬
śnia 1927, roku na Śląsku niemieckim), Fotograf ja zdjęta ’dri.
29 października 1923 roku,
5)	Rada Parafjalna w Harbinie, (Nowe Miasto),
6)	Kościół katolicki parafji polskiej w Harbinie na Przy¬
stani, wybudowany w r. 1925-ym.
7)	Rada Parafjalna w Harbinie (Przystań). Siedzą: Pp. Anto
Szęwicz, Gadomski, ks. A. Leszczewicz, P. Fedorowicz, Struś
ski, Czemis, Su ją: Kopaliński, Atojan, Maciejewicz. J. Dek-
snis, J. Piastuszkiewicz, Kurakiewicz, M, Korbut.
8)	Kościół katolicki parafji polskiej, w osadzie Mandżura.
9)	Pierwsza Komunia Sw, dzieci kolonji |)olskiej w osa-
dz.ie Mandźurja, dn, 29 czerwca 1919 roku. Pośrodku stoi ks.
Antoni Leszczewicz,
10)	Kościół katolicki parafji polskiej w Hajlarze (Barga
		

/Magazyn_084_10_008_0001.djvu

			VI	Objaśnienia do ilustraęyj.
Mongolja'/. założony w r. 1918-ym.
Ił) Kaplica katolicka w Cicikarze (Tsitsikar). Prow. Hej -
hung- Kiang. W r. 1919-ym.
12)	Gmach stow. „Gospoda Pilska" w Harbinie (wybudo
wany w r. 1912).
13)	Drugi Zjazd Organizacyj Polskich Syberji i Dalekie
go Wschodu w Harbinie. (Koniec września do potowy paź¬
dziernika 1918 r.)
I.	rząd, siedzą z lewej ku prawej stronie: Tadeusz Boheń
ski, Jan Buksiński, Mieczysław Myśliński, Ignacy Sobieszczań-
ski, Wacław Łazowski, Stanisław Tomaszewski, Zygmunt Ja
strzębski, Krzywiec, Bolesław Hartung. Władysław Homan,
ks. Władysław Ostrowski, d-r. Bogusławski, Karol Weber.
II.	rząd. ston z lewej ku prawej stronie: N 	 N....(
Okulski, N	Jan Lipczyński, Kdniund Doberski, Wincenty
Nurkiewicz, pułk. Bułhak, N.Tadeusz Plisowski, Zalew¬
ski, Przybylski, N
III.	rząd: Harcerz, N		 N	 Kazimierz Frycz, Tade¬
usz Łazowski, N		 Walerjan Nurkiewicz, Harcerz.
14)	Zarząd stow. „Gospoda Polska", wybrany d. W mar¬
ca 1927 r. (Patrz w książce na str. 62.)
15)	Bursa Polska w Harbinie, sfotografowana na ulicy
Kudziadzianu (Fuchiaten).
16)	Tow. Popierania Muzyki i Śpiewów Kościelnych oraz
Chór Kościelny w Harbinie.
17)	Persunel Delegacji Polskiej na Chiny: P. Kami Pin-
dor, Wysoki Delegat R. P. na Chiny, Radca Legacyjny. P. Kon
stanty Śvmonolewicz Zastępca Delegata - Konsul. P. A. Kalus
ki p. o. Sekretarza, P. A. Doberska - referentka paszportowa.
P. M, Bruszewska • stenotypistka.
18)	Dom Parafialny w Harbinie (Nowe Miasto) jeszcze nie
wykończony. Fotograf ja zdjęta W marcu 1914 roku.
19)	Dom Parafialny w Harbinie (Nowe Miasto), w którym
mieści się obecnie Gimnazjum im. H Sienkiewicza i Szkota Po
czątkowa im. św. Wincentego a‘ Paulo (po wykończeniu).
		

/Magazyn_084_10_009_0001.djvu

			V II.	Objaśnienia do ilustracyj.
20)	Szk ta Początkowa im. św. Wincentego a‘ Paulo w
Harbinie, w roku szkolnym 1926,-7.
21)	Pierwsza i Druga klasa Gimnazjum im. H. Sienkiewi
<'-a w Harbinie, w roku szkolnym 11)26 2;.
22)	Trzecia klasa Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Har
bmie, w roku szkolnym 19^’6 27.
23)	Czwarta i Piąta klasa Gimnazjum im. H. Sienkiewi-
<*a w Harbinie, w roku szkolnym 19&/N.
24)	Szósta i Siódma klasa Gimnazjum im, H. Sienkiewi¬
cza w Harbinie, w roku szkolnym 1926/27.
25)	Abs ilwenci VIlI-j klasy Gimnazjum jni. I i. SicukIG-
w* cza. w Harbinie, w iok*i szkoloyjn I92(j 27:
Tetjfila Baryszewska, obecnie nauczycielka w szkole przy
»,Gosp. Pol." w Harbinie, wybiera się na stucljiim handlowe
	
			

/Magazyn_084_10_010_0001.djvu

			Objaśnienia do ilustracyj.	VIII
z profesorami: W środku z prawa na lewo siedzą: br. Zachar¬
iasz Banaś, O. Paulin Wilczyński, rektor; O. Gerard Piotrow¬
ski Administrator Apost. Syberji, ks. Witold Zborowski i jeden
z alumnów.
30)	Ochronka dla biednych dzieci S. S. Franciszkanek
w Starym Harbinie.
31)	Dzieci wychowywane w ochronie S. S. Franciszka¬
nek w Starym Harbinie.
32)	Książe Sheń, władca Bargi i jego ministrowie, w goś¬
cinie u polskiego k mcesjonarjusza w Hajlarze (Mongolja), w
roku 1915-ym.
33 i 34) Flan ruin zasypanego piaskiem miasta „Dź\Tngis
-Chana''. Rezultatu ekspedycji archeologicznej inź. K. Grochow
skiego do M( ngolji, w r. l'.)24*yni.
35)	Widok w pustyni Gobi dn. 1 sierpnia 1927 roku. Ek
spedycja inź. K. Grochowskiego do Mongolji, w roku 1927*m.
36)	Adjutant japońskiego wojennego gubernatora wyspy
Sachalinu zwiedza Szkolę Polską im. M. hr. Beniowskiego w
Port Aleksandrowsku na Sachalinie. Na przedzie, obok dzieci,
siedzi p. Władysław Sielski. (Boże Narodzenie 1924. roku).
37)	Pomnik koło Starego Harbina, wystawiony na pamiat
kę dwóch Japończyków rozstrzelanych przez Rosjan, dn. 21.
kwietnia 1904 roku.
38)	(Na .stronie 151).- Była uczennica Gimnazjum im. H.
Sienkiewicza w Harbinie, obecnie zamieszkała na wyspie For
mozie, w stroju tamtejszych krajowców Malajczyków.
39)	Szkoła hinduska w ICune. P. O. Khandala. Poona Dis
trict (koło Bombav‘u) i jej przełożony ks. Kazimierz Gatkow-
ski T. J. który uczy tamże czternasty rok bez przerwy.
40)	„Po zamarzniętem Morzu Ochockiem". Fksoedycja inż.
K. Grochowskiego na Wyspy Szantarskie w d. ó. III. 1911 r.
41)	Uzbrojona karawana wiezie przez tajgę ładunek złota
z nad rzeki Tymptom (w Jakuckiej Prow.) do miasta Zeja (w
		

/Magazyn_084_10_011_0001.djvu

			Objaśnienia do ilustracyj.
stnfica z r. 1881-go. (z litewskiej rodziny Paco w). Kopalnie na
leżały przed wojna domowa do „Werchnie Amurskiej Zołoto-
promyszlennej Kompan ji'\ której Dyrektorem i Wice- Dy rek
forem byli w owym czasie Polacy.
42)	Eksped3’cja inź. K. Grochowskiego bada brzeg mor-
ski kolo ..Nnrth Etst Harbour'*. Na lodzie widać: z lewa trzech
Tuagusów, z prawa K. Grochowskiego.
43)	Inżynier Bohdan Łoziński bada z a leża azbestu w Gó-
r;ich Sajańskich, Sybefjot	'
44)	Ekspedycja inź. K. Grochowskiego nad cieśniną Beh
rynga, łączącą Ocean Lodowaty Półn. z Oceanem Spokojnym.
4j) J. E. Ks. Biskup Kami Sliwowski we Wfadywostoku.
46)	Uroczystość B' źego Ciała we Wiad^wośtoku. Proce¬
sja Schodzi po Portowej ulicy do ulicy Swietlańskiej. Na gó¬
rze - z lewa - widać nowy kościół.
47)	Kaktorja firmy ,,Władysław Kowalski" w Imiańpo
068 kim. na Wschód od Harbina).
48)	Droga linowa nn leśnej koncesji p. Władysława Ko¬
walskiego kolo stacji Hantaohetze, (~72 kim. na wschód od
* I;irl >ina;.
p 49) P. Władysław Kowalski, właściciel koncesji leśnej w
ro\v. (ii ryńskie j (Chiny).
fiO W biurze p. Lewickiego w Harbinie. Z prawa na le-
"9 PP- E- Lewicki, A. Hajwes, Ii. Kozenband, S. Zołędow-
ski, stoi p. A. Kiszkis.
51)	Kupcv chińscy i cudzoziemscy na bankiecie urządzo¬
nym przez p. Zygmunta Dulewskiego w Shanghaju dla. impor
terów obznajamiających się >; towarami polskimi.
52)	Badanie zaleź\- soli na jeziorze Bain Nor. Ekspedycja
ll1;^ K. Grochowskiego do Mongolji w lecie 19~7 roku.
, . 53) Badanie nowej drogi handlowej z basenu Morza Ochoc
lv,ego, d > basenu rzeki Kołymy, dopływu Oceanu Lodow. Eks
Pedycja inź. K. Grochowskiego na Daleką Północ w r. 1913 14.
		

/Magazyn_084_10_012_0001.djvu

			Objaśnienia do flustracyj.	^
54) (Na str. 213.) S.kota" Polska dla dzieci pracow lików
cukrowni w A szychę (prow. G i ryńska) założona \y r. l9ll'-yin*
Pierwszą nauczycielką był pani W< jtylakowa. W roku szkol*
nym 1927/28 nauczycielką tt australijska poddana panna Stan'
s!a.vi Ro5liió.vix
Uwaga: materjały do drugjkgo wyda
N1A KSIĄŻKI „POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZ
U*‘ PROSZĘ PRZYSYŁAĆ PJ1> AD RE SE VI: C
rosrrm^-ee, harbin. ciiina.
Piiyxafl 21. Delegacja Polska-cia i\G>..isji Czynft6|
		

/Magazyn_084_10_013_0001.djvu

			N
V
111-
>1*.
ini
Polak chociaż stąd między narodami słynny
Ze bardziej niźii życie kocha kraj rodzinny
Gotów zawidy rzucić go, puścić się w kraj świata,
W nędzy i poniewierce przeżyć długie lato,
Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy
Przyświeca ta nadzieja, źe Ojczyźnie stuźy.
A. Mickiewicz. (Pan Tadeusz).
)A
'l	KOMISJA CZYNNA
Organizacji Polskich w Harbinie (Chiny).
Kiedy z początkiem lipca 1926 roku doszły do Harbina
j 'erwsze wiadomości, o zamiarze powstałym w Warszawie,
J^ądzenia Zjazdu przedstawicieli Polaków zamieszkałych ża¬
bnicą, kolonja polska odniosła się do tego projektu z naj-
Vlększem zainteresowaniem. Wszyscj' cośkolwiek tylko
.jspołecznieni członkowie naszej kolonji, podzielali zdanie
. cjatorów zjazdu warszawskiego, źe zebranie przedstawi¬
ali Polaków zamieszkałych zagranicą, będzie mieć olbrz}’-
Tle znaczenie dla ekonomicznego* i kulturalnego rozwoju,
s?ystkich, rozprószonych po kuli ziemskiej odprysków na-
Z(;S° narodu. Nie czekając więc, na dokładniejsze informa-
Jc 7. Warszawy, inicjatorzy zwołali natychmiast zebranie
•J'odstawi cieli wszystkich irstytucji i stowarzyszeń polskich
m 1ar^'n'e> oraz najwybitniejszych polskich kupców i prze-
ysiowców, dla omówienia sprawy i wj^boru delegata. Za-
oszenie na dzień 23. lipca 19?6 roku wysłano do dwudziestu
1(1'ku osob i instytucji.
,, W oznaczonym dniu przybyli na zebranie: 1) Delegat
h .tei Polskiej, 2) Ks. Administrator Syberji, 3) Ks. Prc-
st-SZ-tz 1/ast  5) Prezes Gospody Polskiej i Polskiego Czerwonego
		

/Magazyn_084_10_014_0001.djvu

			2	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Kizjża, 6) dyrektor Gimnazjum Polskiego im. H. Sieikie-:
wicza, 7) Kierowniczka Sokoły przy Gospodzie Polskiej-
8) Prezes Komitetu Rodzicielskiego przy Gimnazjum im-
H. Sienkiewicza, 9) Przedstawiciel Rady Pedagogiczniej Gim¬
nazjum im. H. Sic .kiewicza, 10) Członek Rady Parafialnej.
11) Redaktor, „Tygodnika Polskiego", 12) Przedstawiciel To\v.
Muzyki i Śpiewów, 13) Prezeska Tow. Sw. Wincentego a
Paulo, 14) Prezes Związku Młodzie,ly Polskiej, oraz sze¬
ściu przedstawicieli polskiego handlu' i przemysłu, którzy
dotychczas jeszcze nie są zorganizowani w oddzielne stowa¬
rzyszenie, jednakowoż wskutek warunków miejscowych
odgrywają i będą odgrywać ważną rolę i w życiu kolonj'
polskiej w Chinach.
Delegatem na Zjazd w Warszawie wybr.ano P. Tadeusza
Szukiewicza, który podczas swego sześcioletniego pobytu
w Harbinie, dal się poznać jako bardzo dodatni działacz spo¬
łeczny i pedagogiczny, a obecnie bawiąc od roku w Warsza¬
wie, położył znaczne zasługi, około zapoznania społeczeństwa
polskiego w kraju, ze znaczę iiem i potrzebami kolonji pol¬
skiej w Chinach, oraz wyjednał w Polsce dla tutejszych
instytucji kulturalnych i filantropijnych, wielkie zasiłki.
Wiadomości, jakie wkrótce potem nadeszły z Warszawy
głosiły, źe termin Zjazdu wyznacz o.iy został dopiero na dzie.i
3. maja 1927. r. Delegat Rzpltej Polskiej, oznajmiając o tein
kolonji polskiej, zwrócił uwagę na ważność tego wypadku i
na niektóre szczegóły, dotychszas mało znane, np. na urządze¬
nie wystawy kolonialnej polskiej, która ma odegrać bardzo
ważrą rolę poznajomienia społeczeństwa w Polsce ze znacze¬
niem i potrzebami kolonji zamorskich.
D. 8. grudnia 1926 roku odbyło się drugie zebranie, na
które zapros'one tesame osoby co i na zebranie w dniu ?3
lipca 1926 roku. Na zebraniu zatwierdzono por owi.ie wybór
P. Tadeusza Szukiewicza jako delegata na Zjazd warszawski,
oraz wybrano grono osób, tak zwarą „Komisję Czynną",
której zadaniem jest przedstawić do wiadomości albo teź na
użytek Zjazdu, ew. instytucji z tego zjazdu wyłonionych
wszystko to, co może mieć znaczenie dla narodowego, eko¬
nomicznego i kulturalnego rozwoju kolonji polskiej w
Chinach.
Do ,,Komisji Czynnej" zostały wy.braie następujące
osoby (spis w porządku alfabetycznym):
Emeryk Gustaw.
Grochowski Kazimierz, inżynier.
Hajwos Aleksander.
		

/Magazyn_084_10_015_0001.djvu

			Komisja Czynna w Harbinie.	3
Ks. Leszczewicz Antoni, proboszcz parafii Harbin
—Przystań.
Łyżwa Andrzej.
Ks. Piotrowski Gerard, Administrator Apostolski Sy-
berji.
Ks. Wilczyński Paulin, rektor Seminarjum.
Wolf Czesław, inżynier.
Prezesem Koimisji Czynnej został Ks. Administrator
Piotrowski, sekretarzem inż. K. Grochowski.
Dla osiągnięcia powj-żej wjTiiienionego celu, Komisja
Czynna zajęła się zbieraniem wszystkich wiadomości, które
]Uogą wyświetlić i wyjaśnić stan kolonji polskiej w Chinach
i w innych krajach Dalekiego Wschodu Azji, oraz stan insty¬
tucji kulturalnych polskich, jakie tylko w tych krajach
egzystują.	.	'	. .
Komisja Czynna wzięła sobie za zadanie, badanie i wpro¬
wadzenie w czy ii tych wszystkich zarządzeń, programów i
Projektów, które mają na celu narodowy, kulturalny i eko¬
nomiczny rozwój żywiołu polskiego we Wschodniej Azji.
W szeregu obrad przyszła do wniosku, że rozproszona
1 niezorganizowana emigracja polska niemoźe nigdy osiągi ąć
swego głównego celu, tj. zachowania kulturalnej i językowej
odrębności z jednej strony, a zastąpienia naszej Macierzy-
Polsce, brakujących jej kolonji zamorskich—z drugiej strony.
Ażeby to urzeczywistnić, potrzeba wziąść przykład z trzech
innych narodów, które z powodu zupełnego lub też częścio¬
wego braku własnych kolonji i wysoce rozwiniętej emigracji
zamorskiej, znajdują się w warunkach podobnych jak i Polska,
le narody są: Japonia, Włochy i Niemej?.
Opierając się na doświadczeniu, ;dobyte.m przez emigra-
9je tych trzech narodów, Komisja Czynna opracowała pro¬
jekt 'Statutu Związku Wychodżctwa Polskiego *) który ma
hVć ?a pośrednictwem Delegata kolonji polskiej w Chinach,
Przedstawiony r.a Zjeżdzite Polaków Zagranicznych w War¬
szawie, oraz oddany pod rozwagę tych wszystkich instytucji
'v Polsce, które zajmują się kwestią organizacji wythodżetwa
Polskiego.
Następnie zajęła się Komisja Czynna zbieraniem tycli
wszystkich materjalów, które mogą bj’ć pożytecznymi dla
Sfeny.ważności i znaczenia kolonji polskich w krajach
Ełckiego Wschodu.
*) Projekt „Statutu Wychodżctwa Polskiego" podajemy
r,a końcu niniejzego wjTdawnictwa.
		

/Magazyn_084_10_016_0001.djvu

			4	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Zadanie to niełatwe, gdyż wobec następstw, które p<>
ciągnęły za sobą wojna śwyitowa i rewolucja, skład kolonji
polskich uległ wielkim zmianom, a znaczenie wpływów
polskich, szczególnie w dziedzinie ekoi onncznej, zmiei i; ło się
wielokrotnie. T3tcz}? się to przedewszystkiem rosyjskiego Dale¬
kiego Wschodu, który w naszem wydawnictwie jest wskutek
powjTższej przyczyny, uwzględniony Bardzo pobieżnie.
Z łatwo zrozumiałych powodów, musimy li w; źr ć nasze
wydawnictwo tylko za zbiór materjałów do przyszłych dokład¬
niejszych i bardziej gruntownych studjów, nad znaczeniem
ekspa..Z|i polskiej na Dalekim Wschodzie.
Komisja Czynna zajęła się również zbiorem i wysyłką
eksponatów ra wystawę emigracyjno-kolonialr.ą, która ma się
odbyć w najbliższej przyszłosci w Warszawie. W pierwszym
rię łzie zostały wysłane na wystawę zbiory etnograficzne
chi skie, zebrane przez Ks. Roberta Wierzejskiego. Zbiórka
druków: czasopism i książek polskich, wydanych na ziemi
azjatyckiej, napotyka na wielkie trudności. Przyczyny będą
wyjaśnione w odpowiednich artykułach. Jeżeli egzystuje jesz¬
cze nadzieja, na skompletowanie wydawnictw polskich, które
ukazały się na ziemi chińskiej, to tego nie można powiedzieć
0	owocach myśli polskiej, które pojawiły się w druku na
Syberji. Większość z nich jest bezwarunkowo straconą.
Oprócz tego dokłada Komisja Czynna starań, ażeby zebrać i
wysłać na wystawę warszawską diagramy rozwoju i kolejnych
zmian, które miały miejsce w tutejszych polskich instytucjach
1	organizacjach.
Chociaż Komisja Czynna napotyka w swej działalności
na ogromne przeszkody, spowodowane rozległością terenu
jej działania i ra trudności wzbieraniu materjałów, które we
wielu wypadkach uległy zniszczeniu, oraz ra zatrudnienia
finansowe, to jednakowoż musi zaznaczyć z naciskiem, że
prace jej znalazły powszechny oddźwięk i sympatję u całego
prawie tutejszego społeczeństwa polskiego. Dość zaznaczyć,
że wśród kolonji naszej w Harbinie, która jest bezwarunkowo
najliczniejszą ze wszystkich kolonji polskich na Dalekim
Wschodzie, znalazły si; zaledwie trzv jednostki, które odniosły
się nieprzychylnie do działalności Komisji. Jeżeli zwrócimy
uwagę że w kilku innych krajach, idea zjazdu wychodźctwa
polskiego i połączone z tym zjazdem wybory przedstawicieli,
oraz roboty przgotowawcze wywołały wielkie dysonanse, a
nawet nieporozumienia i rozłam wśród kolonji, to możemy z
dumą zaznaczyć, że pod tym względem kolon ja polska \V
Chinach, może służyć dla drugich jako wzór jedności i
		

/Magazyn_084_10_017_0001.djvu

			Komisja Czynna w Harbinie.	5
j solidarności narodowej, i jako przykład godny naśladowa¬
nia.
Ta sympatja i powszechne uznanie któremi sic; cieszą
Prace Komisji Czynnej, napawają nas nadzieją, źe czytelnicy
niniejszego wydawnictwa odniosą sit; przychylnie do wszystkich
i naszych poczynan, a bł^dy i niedokładności które mogą sit; w
nas.ej działalności przj’trafić, bądą#nam uwzględnione, przez
"'zgląd na dobre chęci i napotykane trudności.
KOMISJA CZYNNA
POLSKICH ORGANIZACJI W HARBINIE
DZIEŃ SWIETA NARODOWEGO
„3. MAJA“ 1927 ROKU.
HARBIN—CHINY.
		

/Magazyn_084_10_018_0001.djvu

			GDZIE I JAK POWSTAŁ HARBIN.
Z wielu tysięcy Polaków, których los rzucił do tego
oddalonnego zakątka Azji, zaledwie nieliczne jednostki mają
pojęcie, jak różnorodne i barwne koleje przechodził kraj>
w którym znajduje się Harbin. Nie jesteśmy wstanie
podawać obecnie dokładnej historji tej ziemi, ale krótka
wzmianka o zamierzchłej przeszłości kraju, w którym tysiące
Polaków spędziło znaczną część swego życia, zainteresuje nie-
wątpliwie nietylko fachowych historyków, ale także wszystkie
cośkolwiek inteligentniejsze jednostki.
I.
PAŃSTWA TUNGUSKIE.
1) SUSZEŃ, 2) FUJUJ 3) BOCHAJ, 4) KIDAN,
i 5) DZURDZEN.
1)	Najdawniejszymi panami ziemi, na której wznosi się
obecnie Harbin, był naród Suszenów, o którym mamV
wzmianki już w r. 2225. przed Chr. Podług zdania jednych
uczonych był to naród tunguski, podług zdania drugich
(Prof. Schmidt) należał on do rodziry tiurkskiej i przybył
w oddalonych czasach z Turkestanu. Był to naród myśliwski-
bardzo wojowniczy i waleczny, który prowadził często wojn}'
ze swymi południowymi sąsiadami Chińczykami.
2)	W początkach pierwszego wieku ery chrześcijańskiej;
powstało na ziemiach, po obu stronach średniego biegu rzeki
Sungari, potężne państwo Fu—U (F u j u j), które przetrwało
do roku 285. po Chr. Na północnej granicy tego państw#
		

/Magazyn_084_10_019_0001.djvu

			Gdzie i jak powstał Harbin.	7
fostat zbudowany potężny wal, długi na kilka tysięc)-- km.,
który przechodzi w odległości 383 kra. na zachód od Harbina,
obok przystanku kolejowego „Czyngis Chan“,*) u wschodniego
Podnóża gór Chinganskicli.
Zachodnią granicy tego państwa, stanowiło prawdopodo¬
bnie tak zwane „Iwowe Zagrodzenie”, rozdzielające Mandżur ję
°d vVewnętrznj iNiongolji.
3)	Następne c-tery stulecia r.ie są historycznie ściśle
otulone, gdyż dopiero w roku 668-ym po Chr. mamy dokładne
wiadomości o powstaniu ogromnego i potężnego państwa
cochaj, zamieszkałego przez naród tunguski, stojący na bardzo
Wysokim stopniu kultury. Znali oni rolnictwo, górnictwo,
'ttetalurgję i t. d. Państwo Bochajskie zajmowało ziemie od
niorza Japońskiego do rzeki Nonni (dopływu Sungari) i od
Korei prawie do Amuru. Stolica ich znajdowała się koło
dzisiejszego miasta „Ninguta" 40 km. na południe od
stacji kolejowej Chajlin (333 km. od Harbina). E a rdz o cieka¬
we ruiny tej stolicy, nie są dotychcżas jeszcze zbadane przez
europejskich archeologów.
4)	W roku 924-tym po Chr. zostało państwo Bochajskie
zniszczone przez naród tungusko-mongolski Kidanów, **)
którzy zawładnęli ziemiami od Turkestanu po Ocean Spokojny
’ utworzyli państwo L i a o, które przetrwało aż do roku
U24-go po Chr.
5)	W r. 1124. po Chr. pojawił si^ naród pochodzenia
tunguskiego: Dżurdźen i, który zniszczył naród Kida n,
zajął całą teraźniejszą Mandźurję, Kore^ i Północne Chiny, i
utworzył z tych krajów państwo D z i n (albe C z i n), które
Przetrwało zaledwie tylko do r. 1234-go.
*) Inżynierowie którzy budowali kolej Wschodnio Chiń¬
ską, niezbyt biegli w historii i ,archeologji, uwierzyli poda¬
niom ludowym, źe ten wał budował władca mongolski Dźyn-
8>s Chan. W rzeczywistości wał został zbudowany na tysiąc
uiniejwięcej lat wcześniej, przed urodzeniem Dżyngis Chana.
**) Od słowa „Kidan” pochodzi wyraz „Kitaj“—rosyjska
nazwa Chin.
		

/Magazyn_084_10_020_0001.djvu

			8
Polacy na Dalekim Wschodzie.
II.
PAŃSTWO MONGOLSKIE.
Na zachód od państwa I) z i n (Cz i n) powstało potężne
państwo mongolskie, zorganizowane przez sławnego wodza
Temudżyna Dźvngis Chana, który zawojował pól Azji i w
Europie doszedł zwj’cięsko aż do rzeki Kalki, w Południowej
Rosji. Dżyngis Chan zmarł w r. 1227. Jego potomkowie poło¬
żyli \v r. 1234-ym koniec państwu Dżurdźenów, a następnie w
r. 1260-ym zawojowali właściwe Chiny i utworzyli z tych
wszystkich krajów jedno państwo. Pod ich panowaniem
Mandżurja była / upełnie zaniedbana i należała w ciągu trzy¬
stu prawie lat do rozmaitych, nawzajem się zwalczając\-ch
plemion.
III.
PAŃSTWO MANDŻURSKIE.
W XVI-ym wieku objął w Mandźurji najwyższą władzę
książę Nurchaci, którego ' czyny wojenne można porównać
tylko z wojnami Aleksandra Macedońskiego lub Juliusza Ce¬
zara. On ogłosił się cesarzem państwa, które my nazywamy
Mandźurją, a które w owym czasie nosiło nazwę ,,Chon-Dzin“,
a później ,,Cin“, Ta ostatnia nazwa, a może jeszcze dawniej¬
sze, dźurdźenskie nazwanie ,,Dzin“ albo ,,Czin“, stało się
źródłosłowem wyrazu ,,Chiny".
Wewnątrz państwa położył Nurchaci, wielkie zasługi
kulturalne. Ażeby oswobodzić się od wpływów chińskich,
rozkazał ułożyć oddzielny alfabet fonetyczny, tak zwane „pismo
mandżurskie", w którem, począwszy od roku 1599-go druko¬
wano wszystkie ważniejsze książki i rozporządzenia rządowe*).
*) Alfabet mandżurski pochodzi ze Syrji—(Palestyny)
i dostał się za pośrednictwem mnichów nestorjanskich
najpierw do Mongolji, a potem do Mandźurji. Powstał z
alfabetu aramejskiego, którego używano w Palestynie za
czasów Chrystusa (po wygaśnięciu języka hebrajskiego).
		

/Magazyn_084_10_021_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Widok Harbina i rzeki Sungari.
		

/Magazyn_084_10_023_0001.djvu

			Gdzie i jak powstał Harbin.
9
Pobił wielokrotnie Chińczyków. Jego wnuk dal początek
jHastji mandżurskiej, która panowała w Chinach i w Mandżu-
rj>> od roku 1644. aż do roku 1912-go.
IV.
POCHODZENIE MIASTA HARBINA.
ŚLADY ZAMIERZCHŁEJ PRZESZLOSCI.
DROGA HANDLOWA.
W ciągu XIX-go wieku, stosunki ułożyły się w ten spo¬
sób, źe ziemie na których zbudowały jest obecnie Harbin, to
jest prawa strona rzeki Sungan, należały do prowincji
^■ryńskiej i stanowiły część powiatu Aszyche. Lewy brzeg
oungari (gdzie obecnie tak zw. ,,Zaton“) należały do mongol-
sKiego księstwa Północny Gorlos. Czy egzystowały na tem
'Miejscu kiedykolwiek jakie osiedla ludzkie, dowodów niemamy,
;*‘e możemy twierdzić z wszelką pewnością, źe tędy przecho¬
dziła ważna droga handlowa, z zachodu na wschód i odwrot¬
ne* Pierwotna nazwa miejscowości ,,Halabin“ jest mongol-
ską i oznacza „przeprawę przez rzekę“. Słowo ,,Halabin“
}vVniawiali Chińczycy jak ,,Ha-Err-Bin“, a Rosjanie przero¬
śli to na ,,Harbin". Ponieważ jeżyk rosyjski nie posiada
•‘tery ,,h“ przeto w pisowni rosyjskiej uźvto zbliżoną do
n!ej dźwiękiem literę ,,x“, czyli źe po rosyjsku, poczęto
P	
			

/Magazyn_084_10_024_0001.djvu

			10	Polacy na Dalekim Wschodzie.
być zbudowane z gliny, która—stosunkowo szybko-ulega
wpływom atmosferycznym.
V.
DZIALALNOSC ROSJI. PIERWSZY PAROWIEC
NA SUNGARI.
Rosja stale i wytrwale dążyła do zajęcia ziem chińskich
i używała wszystkich godziwych i niegodziwych środków,
ażeby swe plany zaborcze urzeczywistnić. Pod pretekstem
ekspedycji handlowych, dyplomatycznych i innych, zbierała
plany i wiadomości, potrzebne do późniejszej akcji zaborczej.
Jedną z takich ekspedycji była podróż rządowego statku
,,Ussuri“ w głąb Mandźurji. Wysłannik przyamurskiego
Generał Gubernatora Korsakowa, udał się w r. 1864. ra
statku ,,Ussuri“, w górę rzeki Sungari, pod pretekstem wrę¬
czenia listu gratulacyjnego gubernatorowi chińskiemu w
Girynie. Na statku znajdowali się przebrani po cywilnemu
oficerowie z korpusu wojennych topografow, którzy w ciągu
podróży zdejmywali plany “ miejscowości po obu stro¬
nach rzeki, oraz 25 żołnierzy eskort}?, również przebranych
po cywilnemu. Karabiny były złożone w ukryciu, ,,Ussuri“,
statek o 120 indikatornych siłach, był pierwszym parowcem,
który pojawił się ra wodach rzeki Sungari. Niestety wszystkie
opisy i zdjęte plany, zginęły podczas pożaru w Irkucku.
VI.
BUDOWA KOLEJI WSCHODNIO CHIŃSKIEJ.
Ostatnie lata panowania dynastji mandźurskej, obfitują
w doniosłe dla państwa chińskiego wypadki. Rosja odepchnięta
w Europie od granic zachodnich i usunięta z półwyspu Bał¬
kańskiego, zwróciła swe wzory, na zawojowanie północnych
prowincji Chin, a mianowicie Mongolji i Mandźurji. Plan
ministra Wittego: budowa koleji Wschodnio-Chinskiej, był
jednym z głównych etapów tego ,,pokojowego" podboju.
Wszechwładny, lubo oficjalnie niemianowany dyktator Chin,
p. Li-Hung-Czan, za obiecaną ,,wziątkę“ trzy miljony złotych
		

/Magazyn_084_10_025_0001.djvu

			Gdzie i jak powstał Hardm.	11
*)> podpisał z Rfcądem Rosyjskim kontrakt na prawo
lir 'owy tej kolej i, na warunkach bardzo dla Rosji korzystnych.
VII.
ZALOZENIE HARBINA.
Poniżej podany ustęp, czerpiemy z opowiadania p.
jednego z uczęśtników ekspedycji,' która założyła Harbin:
Przy projekowaniu budowy koleji Wschodnio Chińskiej
Przez Północną Mandżurję, były wzięte pod uwagę dwa wa¬
rianty. Podług jednego z nich „południowego", kolej miała
iść ze stacji Mandżuria przez Hajlar, dolinę rzeki Czol, mia¬
sto Bodune, miasto Ninguta, do kozackiej wsi Połtawki i Ni-
kolska-Ussuryjskiego.
Podług wiariantu „północnego" kolej miała iść z Hajlaru,
przez dolinę rzeki Jalu, miasto Cicikar, miasto Chulanczen,
miasto Aszyche, twierdzę Echo (nad rzeka Mudancziaii) do
kozackiej wsi Grodekowo, a staantąd do Nikolsk-Ussuryjska
(kolo Władywostoku).
Z początkiem lata 1S97 roku ekspedycje techniczne wy¬
ruszyły z Władywostoku. Partja badająca „północny" wariant
drogi, zakończyła swe prace w styczniu 1S98 roku Ale par-
która zajmowała się „południowj^m" wariantem niebyła
"w stanie dokończyć swrego zadania, gdyż z powodu niedostęp¬
ności terenu, cały obszar między doliną rzeki Mudanczian
(obok dzisiejszej stacji Echo) i rzeki Sungari w tem miejscu
gdzie znajduje się miasto Bodune (przy ujściu do Sungari
rzeki Non ni) pozostał niezbadanym. Wtedy wysłano osobną
komisję, która miała jak najprędzej wyjaśnić możliwość bu-
dowj; drogi w ..południowym11 wariancie.
Komisja ta przyszła do przekonania, źe budowa koleji
przez znajdujące się w tych miejscowościach odnogi gór
»»Czan G uan Caj'lin“ jest prawie niemożliwą. Wobec tego
postanowiono budować kolej podług „północnego" wariantu.
Równocześnie postanowiono założyć centr administracyjny
*) Gdy wojska rosyjskie usadowiły się silnie w Mandźurji,
odmówił Rząd Rosyjski zapłacenia tej sumy Li—Hung—Cza¬
sowi. Dopiero w parę lat później, po długich staraniach i
wskuiek specjalnego rożka? u Cara Aleksandra 111-go, wypłaco¬
no mu jeden milion.
		

/Magazyn_084_10_026_0001.djvu

			12	Polacy na Dalekim Wschodzie.
dla cale] koleji w trójkącie miedzy prawym brzegiem rzeki
Sungari i lewym brzegiem rzeki Aszycne. Dla tego centra
obrano nazwę ,~,Miasto Sungari“.
Główny Zarząd budowy koleji Wschodnio Chińskiej
mieścił się wówczas we Wladywostoku. Po otwarciu nawi¬
gacji na rzekach Ussuri, Amurze i Sungari na wiosnę 1898
roku, miał cały zarząd przyjechać statkami, na miejsce swego
nowego stałego pobytu. Ażeby po przyjeździe na miejsce
zarząd nie znalazł się pod golem niebem, postanowiono wy¬
słać wprzód ekspedycję techniczną, któraby zbadała miejsco¬
wość i przygotowała pomieszczenie dla administracji. Na¬
czelnikiem ekspedycji został mianowany inżynier p. Adam
Szydłowski. Do pomocy byli mu dodani technicy pp. Wy¬
socki, Rawenski, Popow, dwóch dziesiętników, felczer, ?0
robotników i meteorolog Wesełowzorów. Eskortę stanowiło
pół ,,setni" pieszych Kubańskich kozaków pod dowódzctwem
esauła (rotmistrza) Pawlewskiego *),
Ekspedycja wyruszyła w Wladywostoku d. 8 marca
1898 roku.
Zakup koni i wozów ciężarowych odbył się w Nikolsk-
Ussurjsku. W warsztatach kolejowych w Nikolsku przeto¬
piono srebro w płytach na małe kawałki, wygodne dla pła¬
cenia, ogólnej wartości 100.')00 rubli, Każdy kawałek musiał
być osobno zważony na chińskiej wadze i waga w ,,łanach"
została napisan tuszem na każdym kawałku z osobna. (Jeden
,,łan“ równa się 37.8 gramów).
Karawana składała się z 30 wozów.
Droga z Nikolsk-Ussuryjska prowadźiła przez kozacką
stanicę Połtawską, chińskie pograniczne miasto Sanczagou
do Ninguty (25C wiorst) i trwała 6 dni. Ponieważ podróż po
górskich bezdrożach przedstawiała wiele trudności, przeto
dla łatwiejszego rozmieszczenia ekspedycji na noclegach,
podzielono się na dwie partje. Droga z Ninguty na zachód
była jeszcze cięższą.
Zaczęła się wiosna. Śnieg tajał i droga zamieniała się
często w łożyska górskich potoków. Często można było prze¬
jechać w dzień zaledwie 10 do 15 wiorst.
*) P. Pawlewski zmarł w Harbinie w styczniu 1927 roku,
w randze pułkownika. Ostatnie lata życia był stróżem na sta-
ryttn cmentarzu (naprzeciw Kościoła katolickiego) wr Nowiem
Mieście. Pochodził ze szlachty polskiej, którą na rozkaz Cara
Mikołaja I-go przesiedlono przemocą z gubernji Podolskiej na
Kaukaz, i zapisano w „kozacze sosłowie" (wojsko Kubańskich
Kozaków).
		

/Magazyn_084_10_027_0001.djvu

			Gdzie i jak powstał Korbyi.	13
W pierwszych dniach, kwietnia, ekspedycja wyszła na
dolinę rzeki Sungari, około miasta UJagaj, odległego o 20
wiorst od miasta Giryn. Da] sza droga z Ulagaj do A szychę
prowadziła przez miastą Gujjuszu, Sesznjcziai cy i Lalinczen
i b) ła stosunkowo łatwą. I). 10 kwietnia wiećz.cweni ekspedycja
przybyła do Aszyche, gdzie dowiedziano się, że w zajezdnym
dworze koło-chi skiej gorzelni „Tiandiaśzagou“ bawią jacyś
Rosjanie.: To miejsce i.azywa się obecnie ,,Chanszynnvj Za-
Wod“ i znajduje s- za Starym Harbinem,
Rosjanami okazali ■ się technicy inźyn. Szydłowskiego,
którzy byli pozostawieni w mieście Cicikar z poleceniem, by
na wiosnę dotarli do rzeki Sungarii tutaj oczekiwali przy¬
bycia swego szefa. - * •	.	: u
W te i spośob’ pier\vs-.ym -punktem zamieszkałym przez
Europejczyków, na miejscu gdzie później powstał 'Harbin
1	gdzie dnia 11 kwietnia 1898 roku zebrała się cala ekspedycja
'nżyniera Adama Szydłowskiego, byt mały dom zajezdny koło
Jak zwanego „Chanszynr.ego Zawóda“ za Starym■ Harbinem,
len chiński dom zajezdny istnieje dotąd.
Celem ekspedycji p. Szydłowskiego było wyszukanie
Pomieszczenia, w którym . moźiiaby rozlokować główne bjUrą
Zarządu budowy kołeji.
W nadzieji ze znajdą^ się fanzy bogatych Chińczyków,
którę można' będzie kupić i przerobić na biura i mieszkania,
^'jechał n. Szydłowski d. 12 kwietnia konno w otoczeniu
kilku członków ekspedycji, w kierunku brzegu rzeki Sungari.
Gdy jeźdźcy pod przewodnictwem p. Szydłowskiego
zbliżyli się do tego miejsca gdzie kończy się wyniosłość
*aiQta obecnie przez „Nowe Miasto", czyli do miejsca gdzie
-aczyna się teraz Ulica Oficerska, oczom ich przedstawił się
niezwykły widok. Cała przestrzeń na której wznoszą się obec-
!'le gmachy „Przystani" była zalaną wodą. Na małym wzgórzu
Jakby na wysepce stała niewielka ,,iinpan“. Było to miejsce
na. którem obecnie położony jest „Młyn Sungarijski". W tem
nnejscu gdzie obecnie znajduje się „Ogród Miejski*1 na Przy-
sta i, stało 2 czy 3 fanz}' (domki) chińskie. Druga taka mała
^ada chińska znajdowała się w tein miejscu, gdzie obecnie
,eźy miasto ,,Fudziadian“. Inne wysepki, ' W3'stające z wo-
- * były pokryte zźółkłą trawą i niezamieszkałe. Do rzeki
2	Powodu rozlewu dostać się niebyło można. Jeźdźcy pojechali
P*'az w tym kierunku gdzie obecnie znajduje się ,,Nowy
nientarz" i stamtąd drogą zalaną wodą dostali się do wyżej
ysPOmnianej „impani", W „impani“ był rozkwaterowany
('dział straży celi ej w ilości 100 ludzi.
		

/Magazyn_084_10_028_0001.djvu

			14	Polacj’ na Dalekim Wschodzie.
Pan Szydłowski oglądnął miejscowość wzdłuż brzegu
Sungari, ale nic odpowiedniego dla pomieszczenia biur Za¬
rządu Budowy Koleji, nie znalazł, Czas upływał. Lada dzień
mogli przyjechać statkami inżynierowie i urzędnicy z Chaba-
rowska. Po powrocie na miejsce, gdzie znajdowała się reszta
ekspedycji, doradził jedei Chińczyk panu Szydłowskiemu, by
nabvł dla użytku przyszłej koleji Chińską Gorzelnię" zwaną
,,Sian-Fan“ która z powodu obrabowania przez chunchuzów
była cliwilowo nieczynną, Gorzelnia składała się z 30 fanz',
niektóre z nich zbudowane z cegły. Część fanz była już
mocno uszkodzoną przez czas, ale można je było zremonto-
wać. Chociaż ta miejscowość ,,Sian-Fan“ (dzisiejszy Siary Har¬
bin) znajdowała się 'w odległości 8 wiorst od rzeki Sungari, to
jednakowoż z powodu braku czegośkolwiek lepszego, innego
wyboru niebyło.
Pan Szydłowski sprowadził właścicieli gorzelni z Aszyche
i po długich targach kupił od nich całą gorzelnię za 12.000 łan
srebra (t. j. 4}3,6 kg. srebra) albo podług teraźniejszego kur-
śu 18.240 jen japońskich.
Zakipiała robota. Oprócz rosyjskich robotników spro¬
wadzono jeszcze całą partję Chińczyków z Aszyche i odno¬
wiono fanzy dla użytku przyszłych biur kolejowych i kwater dla
urzędników. D. 13 maja przybył statek ,,Święty Innocenty" a
d. 16 maja 1898 r. statek „Odessa" z inżynierami i urzędnika¬
mi budowy koleji i od tego czasu datuje się oficjalnie począ¬
tek miasta Harbina.
Inź. K. Grochowski.
		

/Magazyn_084_10_029_0001.djvu

			PARAFJA POLSKO-KATOLICKA
W HARBINIE.
I.
WSTĘP.
#
Pierwsi Polacy którzy przybyli do Północno—Wschod-
Ł'Ch Chin, nie byli w tym kraju pierwszymi Katolikami. Religia
Yatolicka ma tutaj dawną przeszłość. Mamy historyczne
dane, że Katolicy egzystowali juz tutaj około roku 1650 t. j.
Przed 270 laty. Podlegali oni jurysdykcji Biskupa Katolickiego
xv Pekinie. Jednakowoż podczas prześladowań religijnych za
^asów cesarza Kia—Kim w r. 1S13. liczba wyznawców ka¬
tolicyzmu zmniejszyła się niepomiernie. Ale raz zasiane ziarno
vv'ary Chrystusowej poczęło znowu kiełkować i już w 25 lat
Później t j. w roku 1838 Stolica Apostolska uważała za sto¬
sowne założyć dla części państwa chińskiego, położonego na-
Połnocny wschód od ściany chińskiej, nowj' Wikarjat Apostoł¬
ek1* tak zwany „Za Murami" który obejmował prowincje
-vhikdensKą, Girynską i Cicikarską. Z powodu olbrzymiej
i8Z°strzen‘ którą ten wikarjat zajmował, podzielono go w r.
1898 ra dwie części, z których każda stała się samodzielnym
' 'karjatem Apostolskim, a mianowicie: „Wikarjat Apo-
^tolski Południowej Mandżurji“ z siedzibą w Mukdeniez i „Wi-
arjat Apostolski Północnej Mandźurji“ z siedziby Bisku-
Pa w Girynie, dla prowincji Girynskiej i Cicikarskjej.
Pierwsze początki tworzeniasię parafii polsko—katolickiej
}v Harbinie, a właściwie w Mandżurji (gdyż Harbin wówczas
iszczenie istniał), odnoszą się do roku 1897. W owym roku
Przybyły do Mandżurji pierwsze partje techniczne dla badania
		

/Magazyn_084_10_030_0001.djvu

			16	Polacy r.a Dalekim Wschodzie.
projektowane] przez Rząd Rosyjski budowy koleji Chińsko—
Wschodniej. Ponieważ czas ten należał do okresu, w którym
żywioł polski i katolicki w Polsce, a bardziej jeszcze w pro¬
wincjach litewsko—białoruskich byt przez Rząd Rosyjski
prześladowań}7, przeto do służby przy budowie koleji w tym
odległym kraju, zgłosiło sie mnóstwo Polaków, którzy mieli
nadziej-, że życie na Dalekim Wschodzie bidzie dla nich pod
każdym względem swobodniejsze, aniżeli na ziemi rodzinnej,
gdzie ustawicznie byli wystawieni na ucisk i prześladowanie
ciemięzców;	■ .
To też już w pierwszym roku 'robót badawczych, spo¬
tykam/ wśród inźy.iierów, techników i wogóle inteligentniej¬
szych pracowników, mnóstwo Polaków. Liczba ta ustawicznie
się powiększała. Nawet przy założeniu t. j wyszukiwaniu
miejsca pod przyszły Harbin, Polacy brali wybitny udział.
Naturalnie że Polacy rozprószeni na olbrzymiej przestrzeni
od granicy Zabajkalja i prowincji Przymorskiej, po półwysep
Laodunski (przyszły Port-Artur), byli z początku pozbawieni
pieczy i opieki polskich kapłanów. W wielu .ważniejszych
chwilach życia, i o ile na to pozwalały okoliczności, zwra¬
cali się o posługi religijne.do misjonarzy francuskich, którzy
z powodzeniem szerzyli wiarę katolicką wśród Chińczyków.
Znany -jest wypadek, kiedy inżynier Polak pragnął wziąść
ślub w misji francuskiej. Państwo młodzi oprócz języka pol¬
skiego władali tylko językiem rosyjskim i niemieckim. Misjonarz
umiał po francusku i po chińsku. Najważniejszą osobą w tyii
wypadku musiał wystąpić „boy“ Chińczyk, który umiał nieco
po rosyjsku i przy jego pomocy odbył się szczęśliwie ten akt
iir.o czysty.
Ilość Polaków w Mandżurji wzrosła w znacznym stopniu,
od czasu kiedy Rząd Rosyjski utworzył w pasie wywłaszcze¬
nia wdłuż linji kolejowej, oddzielne wojsko, tak zwany „Kor¬
pus Straż}' Pogranicznej. Było to-w roku 1901 •. Wówczas przy¬
było do Mandźurji mnóstwo oficerów Polaków, którzy z tych
samych przyczyn co j kolejowe,}', czuli się daleko lepiej na
dalekiej obczyźnie, oniżeli w stronach rodzinnych. ;
W tymże tj, w 1901 roku, mamy już wiadomości, o za¬
miarze budowy kościoła katolickiego, dia użytku kolonj po!-*
skiej. Został założon}7 (naturalnie prywatnie) ,,Komitet Kościel¬
ny" (raczej „Komitet Budowy Kościoła"),' który przechodząc
najrozmaitsze stopnie rozwoju, dotrwał aż do chwili obecnej
pod nazwą „Rady Parafialnej". Ten „Komitet . Kościelny"
możemy uważać za najstarszą (znaną nam) polską organizację
w Chinach. .	J .
		

/Magazyn_084_10_031_0001.djvu

			Farafja Polskc-Katolicka w Harbinie.	17
Co się zaś tyczy żołnierzy narodowe ści polskiej, to przyby¬
wali oni do Mardźurji setkami, Przyczy; ą tego byt system
rządowy rosyjski, panujący r a ziemiach polskich, litewskich
i białoruskich, od c>asów upr.dk u powstania w r. 1863. Polacy
rekruci, dziesiątkami tysięcy byli wysyłtani do najdalszych
garnizorów, azjatyckich posiadłości Rosji. W najhardziej
oddalonych miejscowościach Turkestanu, Syberji Zachodniej
i Wschodniej a nawet Mandźurji całe pułki i oddział}7 woj¬
skowe przepełnione były Polakami. System ten trwał aż do
Cybuchu wojny światowej w 1914 roku. Owe sławne piiłki
-STRZELCÓW SYBERYJSKICH", walecznością których
Rosjanie chełpili się przed całym ś viatem, miały w swoim
9kład'.ie częstokroć 90 procentów Polaków.
II.
PIERWSZY KOSCIOL
W KORPUSOWEM MIASTECZKU.
Ponieważ ,.Korpus Straży Pogranicznej, był uzupełniany
prze* rekrutację, przeto już vv pierwszym roka jego istiienia,
Przybyło do garnizonu charbinskiego mnóstwo żołnierzy Po¬
laków. Jednem z pierwszych zadań, za wypełnienie którego
"7zi;li si; ci synowie włościan i robotników z nad Wisły i
Narwi, było urządzenie dla swoich potrzeb duchownych, świą¬
tyni Pańskiej. Na ich prośby oddał Zarząd Inżynierji Woj¬
skowej jeden dom należący do Straży Pogranicznej, na urządze¬
nie Kościoła Katolickiego.’ Dom ten" znajdował się w ,.Kor¬
pusowym Miasteczku" (KopnycHoii Topoaok), w paru wior¬
stach od ce trum miasta. W7 ten sposób powstał pierwszy i
najstarszy Kościół polsko-katolicki w Harbinie. Już w r. 1901.
odprawiał tam Kapelan Wojskowy Ks. Szpiganowicz Mszę
'i .tą.
III.
PIERWSZY BAL POLSKI W HARBINIE, NA
Korzyść budowy kościoła w nowem
MIEŚCIE.
, .Uczęszczanie do tego kościoła z’yt odda1oncgo cdbiur
k°lejowych i części hand'owej Harbina, nastręczało dla lud¬
ności cywilnej, wiele trudności.
		

/Magazyn_084_10_032_0001.djvu

			18	Polacy ra Palekim Wschodzie.
Wśród kolonii polskiej powstała myśl budowy oddziel¬
nego Kościoła w No.vem Mieście, Postanowiono zbierać na
toń cel fundusze i zaprojektowano ur; ad;enie balu polskiego
na korzyść świątyni.
Pierwszy bal polski w Harbinie orłbył się w grudniu
1901 roku. I licjatorami byli: P. Zofia Wells, p. p. Eugeniusz
Dynowski, J. Obłomejewski inź. Rembertowie; (obecnie za¬
mieszkaj w Warszawie) i inź. Stanisław Plisowski (zabity
w r. 1904. w Port Arturze, podczas bombardowania i tamże
pochowany). Balem zarządzała p. Zofja Wells, a honorowemi
gospodyniami były panie: Wachowska, Przewalska, Webero-
\va Dyrowskn, Kmitowa i Zerendorlowa (Polka); oprócz
tego: Księżna Chilkowa, pani Jugowicz i pani Ig acius. D-r.
Łazowski, w tym czasie chory ra ospę, nie mógł być na balu
obec lym i przysłał tylko datek pieniężny.
Bal odbjł się w „Klubie Hamarteh** przy ulicy Nowo-
targowej, drugi dom od Wielkiego Prospektu. Klub ten,
wkrótce po balu spalił się. Bal odbył się z wielkiem powodze¬
niem i dał 3,000 rubli cz.3 stego dochodu, c'o jak na owe czasy,
kiedy kolonia polska dopiero się organizowała, było ogromną
sumą. Oprócz tego p. Szloma Skidelski (rodem' z Grodzier.-
szczyzny, który już wtedy dorobił się tutaj milionów) i Dyrek¬
tor Koleji Wsch. Chińskiej inź. Jugowicz (Kroat) ofiarowali
wiele materjałów.
Wszystko to oddaie zostało d) rozporządzenia Komitetu
Kościelnego i stanowiło pierwszy fundusz dla budowy kościoła
w Nowem Mieście.
Od tego czasu poczęty odbywać się co roku bale pol¬
skie, które w latach następnych" przybrały nazwę ,,tradycyj-
nych“. Odbywały się zwykle w „Klubie Komercyjnym", a
2 razy w „Klubie Kolejowym". Gdy stow. „Gospoda Polska**
wzniosło swój gmach i salę do zabaw przy ul. Prawlenskiej—
to bale polskie odbywały sję tylko w jej poinieszcze liu.
W następnjmi 1902 roku rozpoczął Ks. Szpiganowiez
starania w Zarządzie Kolejowym, o udzielenie parceli gruntu
bliżej centrum miasta, pod budowę kościoła katolickiego.
IV.
POCZĄTKI BUDOWY KOŚCIOŁA
W r. 1903. wybrano Komitet Organizacyjny ,,Rzymsko-
Katolickiego Towarzystwa Dobroczynności**, który miał ująć
		

/Magazyn_084_10_033_0001.djvu

			Paraf ja Polsko-Katołicka w Harbine.	19
,'v s.ve ręce zarząd sprawami miejscowych Polaków—Katoli¬
ków.
W skład Komitetu weszło 8 osób, a mianowicie: P.
Stanisław Gabriel, dyrektor Rosyjsko—Chińskiego Banku jako
garbnik, dr. Wacław Łazowski, jako sekretarz i członkowie
Komitetu: Inżynier Władysław Rembertów wicz, pułkownik A.
Zarembo, E. Dynowski, L. Kurczyn i G. Żółkowski.
. Pierwsze żebranie Komitetu odbvło się d. 1 marca st. st.
*903 roku.
Na tem pamiętnem zebraniu było złożone sprawozdanie
7- wieczorku urządzonego ra dochód budowy kościoła w d.
j* lutego 19l8 roku, które dało 3641 mbli czystego dochodu.
Uchwa'o o ró.vnieź prosić Głowi ego Inżyniera budowy koieji
P- Aleksandra Jngowicza o udziele iedon.u (40 sążni kwadr.),
którym moż aby było urządzić tymczasową kaplicę katolic-
‘3. i gdzie przyjeżdżający z Władywostoka kapłan, mógłby
•j-jialeść pomieszczenie, lako wzór do ustawy „Harbinskiego
‘'zymskó—Katolickiego Towarzystwa Dobroczynrości“ po-
Manowio o przyjąć ustawę takiegoż Towarzystwa w Irkucku
''Wdiukowai ą tamże d. 2! lutego 1898 roku).
Od tego czasu rozpoczęła się żmudna i kłopotliwa praca
"Oritetu, aż wreszcie nastąpiła pamiętna chwila w
d* 20 maja 1SG4 roi u w któiym wydelegowany przez Zarząd
koieji technik p. Teofil Jaworski i podpułkownik Zarembo
odmierzyli ra włas ość kośc.ioła parcelę grur.tu przy ulicy
Wielki Prospekt, między dwoma przecznicami, które później
°t.rzyniały nazwę ulic Cicikarskiej i Mukdenskiej.
W tym dniu został zaproszony do składu Komitetu Bu¬
dowy Kościoła p, Wiktor Roman, jeden z najczynniejsych i
! ^energiczniejszych ludzi, jakiego kolonja polska w Har¬
binie, miała w swoim gronie. Człowiek ten, przekonań szczerze
katolickich, przy tem dobry Polak, obdarzony wielkim taktem
1 nadzwyczajnemi zdolnościami organizacyjremi, odegrał w
j*Vciu kolonji polskiej w Harbinie, jak najwybitniejszą rolę.
Zasługi Jego będą zawsze wspominane ze czcią, wśród tutejszej
^olonji.
Był on rów.iież pierwszym prezesem tutejszego stów.
'•Gospoda Polska".
Plac pod budowę kościoła był wybrany przy ulicy Wielki
*łi'ospekt naumyślnie, gdyż przewidywano źe ta pusta w owym
C2asie ulica, odegra w przyszłym rozwoju Harbina wielką
r°lę. Podobnie jak „ukaz" Carowej Katarzyny II. który
Wszystkie świątynie nieprawosławne w Petersburgu, kazał bu¬
dować na bagnach, zdała od wówczesnego centra t. j. „Pel
te>'sburgskiej Strony" i „Wasilewskiego Ostrowa" wyszed-
		

/Magazyn_084_10_034_0001.djvu

			20	Polacy na Dalekim Wschód ie.
tvm świątyniom (Katolickiej, armeńskie] i holerdersko-refor-
mowanej) ra dobie, lak też i wybór miejsca pod budowę
kościoła Katolickiego w Harbinie, okazał się bardzo trafnym.
Niezaszkodziła mu nawet bliskość cmentarza wojskowego,
i a którym są pochowani żoł. ierze rosyjscy, polegli podczas
rapadu „bokserów" ra Harbin w r. lipcu 11)0- iYasa zieleni
i roślinrości upiększa miejscowość.
D. 10 sierpnia 19C4 roku został kooptowany do Komitetu
nowj1 czło ek pan Ignac}' Citowicz, irżynier. W roku następ¬
nym’ t. j. d. 19 marca 1905 roku, wobec wyjazdu z Harbina
członków Komitetu p. p. Rembertowie/a, Żółkowskiego i
Kurczyna, kooptowa"o nowych członków p. Karola Webera,
inźv’.iiera W. Ostrowskiego i p. M. Adamowicza.
V.
WPROWADZENIE JEŻYKA POLSKIEGO.
Charakterystyczrą jest uchwała No 4, z 19. marca 1905
roku. „Pc.Th^cTBie neonpeaeJieHHocTH noTiO/KeHiH bt* Xap<5nH'b
nocTćiHOBHJiH: kt> nrcipofKli KaTCJiHsecraro hcciejin Fe npH*
c.TynaTb. (Z powodu niewyjaśnionego sta^u rzeczy w Harbi¬
nie—uchwaloro: Nie zaczyrać budowy kościoła). Uchwała ta
zapadła wskutek tego, ź.e po przegra ej wojnie rosyjsko-
japońskiej, panowało ogójne przekopanie, iż Rosja będzie
zmuszoną opuścić Mandżur je;.
Przegrana wojna japońska i wybuch rewolucji w Rosji
Odbiły się dodatnio na egzystencji nawet tak oddalonej kolo-
iiji polskiej, jak harbinska. Widz im}' to choćby z tego faktu,
źe protokoły Komitetu aż do tego czasu, pisae byłv w języ¬
ku urzędowym rosyjskim. Ostatnim takim dowodem barbarzyn
skiego systemu rządowego, był wymieniony powyżej proto-
koł z d. 19 marca 1905 roku.
Następ y protokół, który się zachował aż do naszych
czasów, pisany d. 14 marca 1906 roku, jest pierwszym proto¬
kołem zredagowanym w języku polskim. Podpisali go: Pp. S.
Wachowski, W. Roman, K. Weber, pułkownik A. Zarembo
Ksiądz Przrłuski, S. Gabriel i W. Łazowski. Stan kasy po¬
większył się wówczas do sumy 9S99 rubli 85 kop. Wobec tego
postanowiono przystąpić do budowy kościoła i oprócz tego
na temźe zgromadzeniu uchwalono załoźvć pierwszą szkołę
polską, wybudować dla niej oddzielny dom, a również po¬
mieścić tam bibliotel ę.
		

/Magazyn_084_10_035_0001.djvu

			Paraf ja Polsko-Katolicka w Harbinie,	21
. 1).. 1. maja 1906 roku pi-zyjęt >. jako projekt bodowy przysz
‘ego lWatćioła, gmach w stjĄj gotycŁani. Projekt wykonał beź-
Płatnie inżyn. p. Mikołaj Ka“) ks. Dominik Przyłuski
w asystencji trzech francuskich misjonarzy, księży: I.ouis Bo-
utin‘a, Eduarda Moncstier‘a i Antoin Obin‘a dokopał ceremon
j' pcświęcenia. Z aktu spisanego z powodu'" odbycia się tej
uroczystości dowiadujemy się, źe komitet w owym czasie
składał się z dwóch oddziałów: Komitetu budowy kościoła z
zarządzającym p. K. Weberem na czele i Komitet Dozoru Kc s
cielnego, w którym prezesem był p. W. Koman.
Dla ścisłości chronologicznej dod; jemy, że pierwsze ro¬
boty koło budowy ktścioh 'kopanie rowów pod fundamenty)
'ozpoczęto dn. 1 września (18 sierpnia) 190ó. roku, Założenie
*un lamentów odbyło sit; d i 3 września (16 sierp.) 1906 reku.
Dn. 11 (24) listopada 1906. roku kooptowano do Komite-
lV" pracowników kolejowych p. Jerzego Deksnisa i p. Moroz -
łowika, oraz generała Grąbczewskiego, Nieudało się nam
stwierdzić, czy ten „General - łejtenant Grąbczewski *. jest ta
sani:^ osobistością, co i „Generał Bronisław Grąbczewski“, słyń
‘'V podróżnik po Azji Środkowej, późniejszy Ataman Kozaków
•Astrachańskich i autor wielu książek napisanych przed samą
Suiiercią, która nastąpiła w Warszawie, w r. l926-\m.
		

/Magazyn_084_10_036_0001.djvu

			22	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Na zapytanie Zarządzającego Djecczją Mohilewską Prałata De
nisewicza, o ilości Katolików w Harbirde i okolic}', dano wy¬
jaśnienie. źe -wszystkich będzie ('koło 4000 esób (oprócz Chiń
czyków).
Dn. 20. lutego 190/. roku odbył sit; w salach Klubu Ko¬
mercyjnego wieczór na dochód budowy kościoła, urządzony
przez „Polską Sekcją Towarzystwa Literacko - Dramatycznego"
pod prezesowstwem pani Zofji Roman. Czysty dochód wyno¬
sił 4137 rb, 23 kop.
W lipcu 1907. roku przybył do Harbina dla wypełnienia
obowiązków kapłańskich ks. Antoni Maczuk. Do Komitetu wy
brano p Stanisława Nernheima. Roboty murarskie kościoła
skończono dn. 27. (14) września 1907. roku.
Począwszy od grudnia 1907. roku, rozpoczęła funkcjono¬
wać Komisja Rewizyjna złeź^na z dr. Grabowskiego i p. Kiry
łowicza. W tym źe miesiącu Komitet budowy kościoła otrzy¬
mał za staraniem Naczelnika Straż}7 Pogranicznej Zaamurskie*
go Okręgu generała CziczagoWa hojną zapomogę w kwocie
1000 rubli i bezprocentową piżyczkę 3000 rubli.
VII.
MISJA O. O. REDEMPTORYSTÓW
W lipcu 1908 roku powstała w Harbinie pierwsza szko¬
ła polska przy stow. Gospoda Polska.
W sierpniu 1908. odbyła się w pa raf i i harbińskiej misja
O. C). Redemptorystów.
Przyjechali trzej zakonnicy: O. O. Bobosiewicz, Nuckow-
ski i Polawkiewicz. Z Harbina udali się następnie do Włady-
wostoku.
Jako pamiątka tej uroczystości, stoi jeszcze po dziś dzień
w ogrodzie kościelnym w Harbinie, wielki drewniany krzyż,
pomalowany na kolor czarny, na którym umieszczoną zostąla
mosiężni tablica, o rozmiaiąch 255 na 178 mm. z następują-
		

/Magazyn_084_10_037_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI
Sw. p. Ks. Arcybiskup Jan Cieplak.
		

/Magazyn_084_10_038_0001.djvu

			24
Polacy na Dalekim Wschodzie.
zachowanie m ortogra-
cym nadpisem (podajemy z
iji oryginału).
Na parni (tk^ misij ś\v. w Charbinie 24. Sierpnia 1908
Krzyż postawili:
Ksiądz Maczulj
Zofja Weis
Jaworski
Lipiński
Borkowski
Homan
Sikorski
Nernheim
Jezierski
Romaszkiewicz
f )buchowicz
Wiborski
Jadwiga Jaworska
Łaszczyk
Elżb. Michniewicz
Kunicki
Józio Jaworski
Sarynowa
Strzel bicki
Jezierski Karol
Szcęstjy
Jakubowski
Sikorski
Ambro sajtis
Mackiewicz
Bialoskurski
Łysik
Karbowiak
Włodarkiewicz
Moli uczy
Pikiel
Nesterowicz
Brejwo
Gadomski
Szczawiński
Kaszjmski
Boguszewska
Jankowski
Poganowska
Siedlecki
Suszczyński
Win cza
Kryło w i cz
Zawadzka
Gejsztor
VIII.
POŚWIECENIE KOŚCIOŁA.
Wysiłki lu lzi dobrej woli uwieńczone zostały wreszcie
w lecie 1909, mku, Wówczas to przejeżdżał przez Syberię w
w podróży wiz}'tatorskiej J. E, Ksiądz Biskup Cieplak, 0.11 trzy
mią podróż z Petersburga, przez Irkuck, Harbin do Władywo
stoku, dalej morzem do Aleksandrowska na wyspie Sachalin
i w drodze powrotnej przez Nikołajewsk przy ujściu Amuru i
Amurem oraz Szyłką do Srietenska, odbył w towarzystwie
licznego duchowieństwa, w liczbie którego znajdwał się także
ks. Zygmunt Łoziński, obecnie biskup miński i nowogródzki,
(rezydujący w Pińsku),
		

/Magazyn_084_10_039_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Kościół katolicki parafji polskiej w Harbinie (Nowe Miasto). D. 3 maja 1915.
		

/Magazyn_084_10_041_0001.djvu

			Parafja Polsko^ Katolicka w Harbinie.	25
1). 1. sierpnia (19, łipc.n) 1909. roku dokonał Ks. Biskup
l|i'ocz3rstego poświęcenia liarbinskiego kościoła, którj^ pomno¬
żył sobą liczbę placówek religji katolickiej i kultury polsko—
Europejskiej, na niezmierzonych przestrzeniach Dalekiego
Wschodu.
D. 7 września (st. stylu) 1909 róku odbyło się oddanie
Rowo wybudowanego kościoła z ląk Komitetu Budowlanego
'v ręce Zarządu Kościelnego. W imieniu Komitetu Budów
•inego występowali: P. K. Weber jako wice-prezes i p. p. W.
łazowski, K. Kmita, ks. Maczuk i J. Deksnis. W imieniu Za-
F-.e-
^3, przybył do Harbina Ks. Władysław Ostrowski, dotychcza¬
sowy proboszcz w Wiatce.
IX.
KOSZTA BUDOWY KOŚCIOŁA.
Zakpnczenie rachunków budowy kościoła zajęło wiele
°?asu. Dopiero dnia 11. grudnia 1910. roku Komitet Budowlany
?‘°2ył na ręce Komisji Rewizyjnej: ,,Sprawozdanie Ogólre
*onijtetu Budowy Kościoła w Charbinie za czas od poc/ątku
Uaowy t i. od d. 18 sierpnia ]!J06 roku do dnia J910 roku“.
. ^OCHOD ogólny, wymieniony za czas od r. 1903 po
ok i9j q VyłąCznie, już to pieniądzmi, już też ofiarowanymi
Materiałami i robocizną wy.iiosł 41.943 rubli 87 kop.
. Żałujemy bardzo, źe szczupłe ramy nimejszgo artykułu
ktA pozwa,aią nam wyliczyć dokładnie t3'ch wszystkich ofiar,
ore wpływały zarówno od bogatych jak i od ludzi bied-
ri^.c*>: żołnierzy i robotników. Wszystkim należy się jak
.‘"^większa wdzięczność i pamięć o ich mateijalnej ofiarności,
• feż bezinteresownej i pełnej poświęcenia pracy, przy wznie-
'ei'u przybytku Pańskiego, powinna przetrwać na zawsze
sercach wszystkich harbinskieh Katolików i Polaków.
u Na jedrą pozycję dochodów pozwalamy sobie zwrócić
m fJSi -Zarząd Inźjmierji Wojskowej1* ofiarował na kościół
aterjał otrzymany z rozbiórki starego kościoła w „Korpu
Wem Miasteczku" („Kopnycnon ropo^oK“). Ten drobny na
		

/Magazyn_084_10_042_0001.djvu

			2G	Polacy na Dalekim Wschodzie.
poiór iakt, świadczy bardzo dodatnio o duchu tolerancji i
szacunku dla religji katolickiej, jaki panował wśród oficeiów
lnźynierji Wojskowej. Materjały budowlane pozostałe z budyn¬
ku kościelnego, nie użyto na budowy jakichś koszar lub ma-
gazjrnów, ale z pietyzmem oddano nowo budującej sit; Świą¬
tyni.
ROZCHODY: Całkowita wartość wykończonej po dzień
15 sierpnia 1910 roku budowj’, wynosiła 44.172 rubli 96 kop.
Pozostał więc jeszcze dług, który miał być umorzony w przy.
szłości.
SZCZEGÓŁY techniczne: Właściwy kościół zawiera 50
sążni kwadr, powierzchni. Jego wewnętrzna wysokość 4,15
sążni. lane części kościoła 75 sążni kwadr, powierzchni. Dzwon¬
nica wysokoci 6 sążni. Obrachunkowa powierzchnia budowy
180 sążni kwadr. Koszt jednego sążnia kwadr, budowy wy¬
nosił 245 rubli.
X.
T-WO SW. WINCENTEGO A PAULO.
D. 27. grudnia 1909 roku zostało założone w parafji har-
binskiej, dzięki inicjatywie i energji ks. W. Ostrowskiego,
Towarzystwo Sw. Wincentego a’Paulo. Działalność tego to¬
warzystwa rozwijała sią w dwuch kierunkach: Filantropijno—
wychowawczym i kulturalno-naukówjmi. Szczupłe ramy artykułu,
niedają nam możności, opisać dokładnie pożytecznej działalności
tego Towarzystwa. Wszyscy interesujący śię wychowaniem i
kształceniem młodzieży polskiej w Harbinie, mają zawsze przed
oczymi rezultaty tej zbożnej pracy. Należy jednakowoż przy¬
pomnieć, że jednym z najzasfuźensz3-ch członków i najgorliw¬
szych działaczy T—wa Sw. Wincentego a’Paulo był p. Jan
Suszczynski.
XI.
DŻUMA W HARBINIE.
W zimie 1910—1911 roku nawiedziła Harbin i wogole
Mandźurję straszna plaga dżumy. Epidemia została przynie-
		

/Magazyn_084_10_043_0001.djvu

			Parafja Polsko-Katolic! a w Harbinie.
27
sioną do Harbina przez Chińczyków z prowincji Zabaikalskiej,
gdzie narazili si.; od myśliwych, polujących na „tarbagany".
To małe zwierzę (po angielsku Mmarmot“, po niemiecku „Der
Erdhase“) podobne do naszego tatrzańskiego ,,swistaka“, jest
często nosicielem bakterji dżumy i zaraza nieostrożnj’ch
myśliwych.
Dżuma grasowała przedewszystkiem między Chińczy¬
kami, których zmarło w jednym tylko Harbinie, przeszło
:^0.000 osób. Polacy i wogóle Europejczycy ucierpieli od niej
stosunkowo niewiele. Wymarło siedm rodzin polskich (mał¬
żeństwo Krasnodębskich i t. d.). Z pośród Rosjan zmarło
wiele osób personalu sanitarnego. Dotkliwe ofiary poniosła
kolonja francuska. Zmarł Dr. JVF	 bakterjolog, który ra
pierwszą wieść o wybuchu dżumj’ przyjechał z Paryża do
Harbina, dła studjowania tej choroby. Wielkiem poświęceniem
i zaparciem siebie odznaczyli się misjorarze Francuzi, miesz¬
kający wśród Chińczyków, w zarażonych miejscowościach.
Trzech z nich zmarło a mianowicie: ksiądz Bourles w P'u-
dziadzianie, oraz ks. Delpal, i ks. Mitillod w Hulanche (30
wiorst od Harbina), Zacni ci kapłani pielęgnowali chorych na
dżumę Chińczyków w swoich parafjach i umarli razem z ca¬
łym persorałem Chrzęścijan-Chirczyków, którzy im poma¬
gali w tej strasznej pracy. Jako pamiątka epidemji, pozostała
z tych czasów w kościele Waraf jalnym, z prawej strony ołtarza
pw. Józefa—figura św. Rocha, zamówiona przez parafian
jako wotum na uproszenie zmiłowania Bożego i oddalenia
zarazy.
XII
OTWARCIE SZKOŁY POCZĄTKOWEJ
SW. WINCENTEGO APAULO.
Prace kolo wykonczenia i wewnętrznego ozdobienia
'Ościoła postępowału raźnie. Nowy proboszcz przy pomocy
■l|('zi dobre] woli postarał się o trzy gotyckie ołtarze i konfes¬
jonały. W głównym ołtarzu został umieszczony piękny obraz
^erca Pana Jezusa, w bocznych Najświętsze] Pani y A.arji
ystrobramskiej i Sw. Józefa, oraz statuy św. Antoniego Pa¬
dewskiego i Sw. Władysławra.
W lipcu 1912 roku przyjechał do Harbina jako wikary
I aianalny ksiądz Aleksander Eysymontt, który podczas po-
		

/Magazyn_084_10_044_0001.djvu

			I
28	Polacy na Dalekim Wsehcd'ie.
przedniej swej służby przy kościołach w Mozyrze (Mir.skiej f
gub.) i w Chabarowsku, wycierpiał od władz rządowych wiele
prześladowań z powodu gorliwego wypełniania swoich obo¬
wiązków kapłańskich.
Jako pomocnik ks. Proboszcza Ostrowskiego, który wy¬
jechał na jakiś czas do Europy, przybył do Harbina ks. Włady¬
sław Mierzwiński, były proboszcz w Port Aleksandrowska na
Sachalinie.
We wrześniu 1912 roku została otworzona przy kościele
szkoła początkowa pod egidą T—wa Sw. Wincentego aTaulo.
Prócz tego Rada Parafialna uchwaliła, ażeby rozpocząć sta:
rania w celu otrzymania na własność kościoła ziemi na której
znajduje się cmentarz katolicki.
XIII.
PRZEŚLADOWANIE POLAKOW KATOLIKOW.
Kok 1913 upamiętnił się w dziejach parafii polsko-kato-
lickiej w Harbinie wypadkiem, Który poruszył do głębi każde¬
go Katolika i Polaka. Rząd Rosyjski wydał rozporządzenie,
ażeby wszyscy oficerowie Bataljonów Kolejowych, rozkwate¬
rowanych w Yandżurji, którzy wyznają wiarę katolicką, przy¬
jęli prawosławie Jeżeli tego nie uczynią, mają być wydaleni
ze służby. To barbarzyńskie zarządzenie zostało wykonane z
całą surowością. Ale możemy z chlubą zazraczyć, źe mało
znalazło się takich, którzy by dla karjery rządowej chcieli
zmienić wiarę swych ojców. Nam znane jest tylko nazwisko
jednego oficera, człowieka chorego i nienormalnego (w kilka
lat później zmarł w szpitalu dla obłąkanych), który niechcąc
stracić swoich ,,czynów" i orderów, zgłosił się listownie do
pastora luteranskiego w Irkucku, listownie przyjął Luteranizm
i pozostał na służbie. Inni poszli do dymisji, ale wiaty swej
nie zaprzedali. A byli pomiędzy nimi ludzie starsi wiekiem,
którzy całe swe życie spędzili na służbie i mieli nienaganną
koflduitę.
To rozporządzę de było jednym z ostatnich czynów bar-,
barzynskiego caryzmu i rządowego prawosławia. Nikt wów¬
czas nie myślał i nie przeczuwał źe upłynie tylko lat cztery,
a cały ten system rządowy, oparty na gwałtach i niesprawied;
liwości, zniknie jak banka mydlana. A ci, którzy wydawali
te barbarzyńskie prawa, sami staną ra szafocie, lub też
		

/Magazyn_084_10_045_0001.djvu

			Parafia Polsko-Katolicka w Harbinie.	29
będą zmuszeni prowadzić życie, wobec którego śmierć wydaje
się zbawieniem.
XIV,
BUDOWA GMACHU SZKOLNEGO.
W r. 1913 został utworzony przy paraf ji przytułek dla
bezdomnych i starców, który egzystował dwa lata.
W r. 1914 d. 8. marca, Radą Parafialna złożona z ks.
Proboszcza Ostrowskiego, p. p. Gintyłło, Jurewicza, Mackie¬
wicza, Suszczynskiegc, Panicza i Piekarskiego uchwaliła po¬
zwolić Towarzystwu Sw. Wincentego a'Paulo wybudować
oddzielny gmach na ziemi kościelne], dla pomieszczenia
szkoły.
W jesieni tegoż roku, wobec wybuchu wojny europej¬
skiej, uchwalono zbierać składki dla ulżenia niedoli zrujnowa¬
nej ludności polskiej. Składki odsyłano do „Towarzystwa
pomocy Ofiarom Wojny“. Stosownie do woli Ojca Sw. od¬
było się d. 8. listopada 1915 roku w tutejszym kościele so¬
lenne naboźenstwo, celem uproszenia błogosławieństwa Bo¬
żego dla Polaków i Polski.
Rok 1915. przyniósł do Harbinu całę falę uchodźców
Polskich, którzy wydaleni przemocą ze swoich siedzib szukali
Schronienia na Syberji i w dalekiej Mandźurji. Wówczas zos-
jała założoną przy kościele ochronka dla biednych dzieci, w
której znalazły schronienie 25 do 30 sierot i najbardziej bied¬
nych tułaczy.'Początkowo mieściła się na przedmieściu Mo-
djagou. Ochronka ta przechodziła rozmaite koleje Obecnie
U* .w r. 1927. egzystuje jako bursa,' pod opielą T-wa Sw.
Wincentego a‘ Paulo.
Historja bursy będzie pcdaną w oddzielnym artykule.
Szkoła założona pod egidą T-wa Sw. Wincentego a‘
Paulo rozwijała się normalnie.
W roku szkolnym 1915—lć-ym liczyła pięć oddziałów i
Wskutek tego dwa starsze oddziały zostały zamienione na
gimnazjum, które pod nazwą „Gimnazjum Polskiego im.
H. Sienkiewicza" fu lkcjonuje po dziś dzień. Trzy młodsze
oddziały pozostały jako oddzielna szkoła o programie szkół
Powszechnych.
Po wykonczeniu oddzielnego budynku piątrowego w
Jesieni 1917. roku, szkoła początkowa 'i gimnazjum zostały
Przeniesione do tego gmachu. Gdyby nie liczny wyjazd ucz-
		

/Magazyn_084_10_046_0001.djvu

			30	Polacy na Dalekim Wschodzie.
niów i uczennic do Polski, to w końcu maja 1923 roku, powi¬
nien odbyć się w gimnazjum pierwszy egzamiu dojrzałości.
Jednakowoż wskutek repatriacji ogromnej części kolonji
polskiej, gimnazjum liczyło w 1922—1923 roku szkolnym tylko
6 klas. Pierwszy egzamin dojrzałości odbył się dopiero w r.
1925-ym.
Dla więcej ścisłej opieki i kierownictwa Szkołą Począt¬
kową im. Sw. Wincentęgo a‘ Paulo i Gimnazjum im. Sien¬
kiewicza, została zorganizowaną we wrześniu 1920. roku „Ra¬
da Opiekuńcza", do której „Rada Parafjalna“ weszła w
charakterze członka (Uchwała z d. 8. grudnia 1920 roku).
W r, 1920. wybudowano obok kościoła małą kapliczkę
w stylu gotyckim, ' na mogile św. p. Wandy Jadwigi Gie-
wartowskiej, 6-oletniej córeczki p. Marjana Giewartowskiego
dyrektora cukrowni w Aszyclie.
XV.
PRZYJAZD WYSOKIEGO KOMISARZA
RZPLTEJ POLSKIEJ,
Rok 1920 upamiętnił się w parafji harbinskiej history¬
cznym faktem, przybycia na Daleki Wschód Wysokiego
Komisarza Rzeczypospolitej Polskiej p. Józefa Targowskiego.
Od roku półtora wolna Ojczyzna wydawała się nam wszyst¬
kim jakimś mitem, o którym moina było śnić, ale w urzeczy¬
wistnienie którego marzyć, trudno było. I oto spełnił się cud!
Ojczyzna wolna, śle w te dalekie kraje swego Przedstawiciela,
który nietylko w}’stępuje wobec państw Dalekiego Wschodu
jako rzecznik Jej interesów, ale nam wszystkim zagnanym
tutaj niedolą lub przymusem, niesie wieść o spełnieniu się
marzeń Ojców i Dziadów naszych. Cała paraf ja z entuzjazmem
wita Wysokiego Gościa, który pomimo nawału zajęć,zajmu je
się gorliwie badaniem stosunków tutejszej parafji, jej zakła¬
dów naukowych i kulturalnych, zapoznaje się z jej życzeniami
i pragnieniami. Osoba Wysokiego Komisarza, dobrego Pola¬
ka, gorącego patrjoty, szczerze wierzącego Katolika, a przy-
tem człowieka wysoce uspołecznionego, zostawiła po sobie
u wszystkich, którzy mieli sposobność Go poznać, jak najlep¬
szą pamięć.
		

/Magazyn_084_10_047_0001.djvu

			Parafja Polsko-Katolicka w Harbinie.
31
XVI.
PRZYJAZD DELEGATA
STOLICY APOSTOLSKIEJ
D. 27. maja 1921. roku Rada Parafjalna otrzymała tele¬
gram z Hong-Kong, od ks. proboszcza Ostrowskiego, który
wracał właśnie ze swej powtórnej podróży do Europy, z do¬
niesieniem, źe Delegat Stolicy Apostolskiej ks. biskup De
Guebriant przyjedzie w krótkim czasie do Harbina, dla wizy-
tacji parafji polskich w Chinach i na Syberji. Wiadomość
ta poruszyła wszystkich, gdyż wszyscy przeczuwali, źe wizy¬
tacja ta ma mieć dla Polaków-Katolików i dla Polskości na
Wschodzie i w Syberji, jak najpoważniejsze zraczenie.
Przyjazd Delegata Apostolskiego i pobyt jego w Har¬
binie, opisany został w wydawanem w Tokio(Japonia) czaso¬
piśmie ,,Echo Dalekiego Wschodu" z d. 15. wrześ, i d.
paźdz. 1921. roku. Przytaczamy najważniejsze szczegóły:
D. 14 czerwca 1921. roku przyjechał do Harbina Delegat
Stolicy Apostolskiej, Arcybiskupi De Guebriant, wysłany
przez Papieża Benedvkta XV, w charakterze wizytatora
Parafji katolickich w Północnej Mandźurji i Syberji. Ponieważ
w. Północnej Mandźurji,_ Syberji i Turkestanie, Polacy stano¬
wią przeszło 90% ogólnej liczby Katolików, przeto przyjazd De¬
legata zainteresował całą, z nielicznymi wyjątkami—kolonję
katolicką w Harbinie. Na dworcu Kolejowym zebrała się licznie
Publiczność polska, skauci z chorągwią, duchowieństwo pols-
i francuskie, urzędnicy Konsulatu Polskiego. Miejscowy
Konsul powitał delegata w wagonie. Następnie najstarsi wie¬
kiem przedstawiciele parafji, ofiarowali Delegatowi chleb i
S°1 i wypowiedzieli odpowiednią mowę. Dzieci rzucały kwiaty
Pod nogi. Projektowany uroczysty pochód z dworca do Koś:-
c'oła nie mógł się odbyć, z powodu ulewnego deszczu.
Spotkanie delegata w kościele nosiło jeszcze bardziej
uroczysty charakter. Bramę wjazdową i kościół ozdobiono
obficie zielenią, herbami polskimi i chorągwiami, o barwach
grodowych polskich, francuskieh i papieskich, a około głów-
lego ołtarza urządzono tron z odpowiedniemi insygniami. W
Przemowach swoich zaznaczył Delegat swoją radość na widok
ak licznego zebrania i urocz3’stego przyjęcia, świadczącego
		

/Magazyn_084_10_048_0001.djvu

			32	Polacy na Dalekim Wschodzie.
o gorliwości i wysokim stopnia zainteresowania się sprawami
naród o we m i i religijnem, miejscowej kolonji polskiej.
Na drugi dzień zwiedził Delegat miejscowe Gimnazjum
Polskie im. Henryka Sienkiewicza i Polską Szkolę Początko¬
wą im. Sw. Wincentego, witany uroczyście przez ciało m.uczy
cielskie z dyrektorem p. Janiszewskim na czele.
i ■*
W odpowiedzi na powitanie, Delegat zaznaczył swoje
uznanie dla szkoły i jej pracowników i wyraził nadzieję, że
wspólna praca Polaków i Francuzów wyda doniosłe rezultaty
dla tych obu narodów. Starą dewizę narodu fnncuskiego
„Geśta Dei per Frań cos" należy teraz' zmienić na ,,Gęsta
Dei per Francos et Polonos“ (Dzieła swe tworzy Bog przez
Francuzów i prze? Polaków).
Delegat Stolicy Apostolskiej Ks. Biskup De Guebriant
wyjechał następnie do Włądywostoku i powrócił do Harbira
dnia 24 czerwca. Dzień Jego przyjazdu zeszedł się z uroczy¬
stością Sw. Jana, dniem imienin Delegata. Wobec tego Rada
Parafialna uchwaliła złożyć mu in gremio życzenia i jeden z
najstarszych członków paralji p. Emeryk,' powitał Delegata
odpowiednią mową. Chór młodzieży odśpiewał pieśni oko¬
licznościowe w języku polskim i łacińskim.
Odpowiedź Delegata przyniosła Kolonji Harbinskiej nie¬
spodziewaną nowinę. Ks. Biskup oznajmił, że w uznanie za¬
sług kulturalnych i gorliwości religijnej Polaków na Dalekim
Wschodzie, postanowił założyć Biskupstwo Polsko-Katolickie
we Włądywostoku i Biskup Polak dla tej Djecezji będzie
wkrótce mianowany.
Oprócz tego będą urządzone parafje i kościoły polskie
wraz ze szkołami w tych punktach Przymorskiej prowincji,
które mają największą ilość stale osiadłej ludności polskiej.
Do tych miejscowości należą: Nikolsk-Ussuryjski, Zatoka Sw.
Olgi i Andrianowka koło Spaska. We Włądywostoku zostanie
założono tak zwane Małe Seminarjum, dla wychowania mło¬
dzieży polsko-katolickiej, a prefektem tego zakładu ma zostać
Ks. Władysław Mierzwiński.
Te niespodziewane wiadomości poruszyły głęboko tych
wszystkich członków miejscowej kolonji, którym rozwój
wpływów polskich i umocnienie żywiołn polskiego ra Dale¬
kim Wschodzie, leży na sercu.
		

/Magazyn_084_10_049_0001.djvu

			Parafja Polsko-Katolicka w Harbinie.	33
D. 30. czerwca 1521 r. urządziła tutejsza kolon ja uro*
czysty obiad na cześć ks. Delegata. Początkowo projekto¬
wano wybrać dla tego celu Komitet, który miałby się zająć
odpowiedniemi przygotowaniami. Ale większość osób intere¬
sujących się tą sprawą postanowiła, źe taki objaw jak uczcze¬
nie przedstawiciela Stolic}' Apostolskiej, którego działalność
odgrywa i będzie odgrywać decydującą rolę w rozwoju i
utrwaleniu polskości na tych olbrzymich przestrzeniach, po¬
winna być wynikiem działalności nie szczupłego grona Komi¬
tetu, ale jak najszerszych kół polsko-katolickich, które samo¬
dzielnie, bez żadnych zapraszali, namawian i agitacji, powirne
okazać swoje uczucia i przekonania. Myśl tak pojęta znalazła
niezwykły, jak na harbinskie stosunki oddźwięk, i zaintereso¬
wała jak' najszersze kręgi tutejszego społeczeństwa polskiego. ^
Wielka sala Gimn. im. H. Sienkiewicza nie mogła po¬
mieścić wszystkich, chcących wziąść udział w tej uroczystości.
Wiele osób', które zgłosiły się zbyt późno, nie znalazły zu¬
pełnie miejsca. Honorowe miejsca obok Delegata zajęli zapro¬
szeni goście: Konsul Polski p. Michał Morgulec wraz z Mal-
źenką, Wice-Konsul p. Konstanty Symonolewicz z Małżonką,
Sekretarz Konsulatu p. Stanisław Łukaszewicz, wszyscy urzędni¬
cy Konsulatu Polskiego, Wice-Dyrektor Koleji Chińsko
Wschodniej p. Stefan (Effenberg, Konsul Francuski, p. L‘Epis-
sier wraz z Małżonką, General Afanasiew z Zoną, duchowień¬
stwo francuskie, duchowieństwo polskie i wielu innych.
Cała sala udekorowana pięknie podług wskazówek artysty
nialarza p. Pogowskiego źywemi kwiatami, zielenią, festonami
i chorągwiami o barwach polskich, papieskich i francuskich.
Szereg mów podczas obiadu, rozpoczął pan Emeryk i wspo¬
minając o braterstwie łączącem niegdyś Polaków i Francuzów
na polach bitwy pod Borodino i Lipskiem, złączył te odległe
wspomienia historyczne z epoką ostatniej wojny i obecną rolą
delegata Papieskiego, pracującego dla jak najszerszego utrwa¬
lenia wpływów polsko-katolickidi, i płynących stąd dla narodu
polskiego i francuskiego korzyści.
Drugą mowę w imieniu Rady Opiekuńczej Gimnazjum Pol¬
skiego im. H. Sienkiewicza i Szkoły Początkowej im. Sw. Win¬
centego wygłosił p. Tadeusz Szukiewicz. W krótkiej i jędrnej
przemowie podniósł znaczenie wychowania młodzieży polskiej
na obczyźnie w szkołach polsko-katolickich i prosił Jego Emi¬
nencję, by był wyrazicielem tego przekonania wobec miaro¬
dajnych czynników, którym stanowisko Katolików na Dalekim
Wschodzie, leź}- na sercu.
		

/Magazyn_084_10_050_0001.djvu

			34
Polacy na Dalekim Wschodzie.
Trzecią mowę, a właściwie obszerny referat w ięzykir
łacińskim, wygłosił w imieniu stowarzyszenia „Gmina rofska
w Harbinie" p. Kazimierz Żurawski—Żarski. Referat ten
streszczał dzieje Polaków naSyberji, od czasów najdawniejszych,
aź do chwili obecnej, wykazał zasługi jakie położyli Polacy
dla kultury zachodniej w dalekiej Azji i zawierał prośbę, by
Kurja Rzymska, najwyższe kierownictwo religijne i duchowne
nad Katolikami w Syberji i na Dalekim Wschodzie, powierzyła
Arcybiskupowi Warszawskiemu lub Gnieznienskiemu.
Na wszystkie te mowy odpowiadał natychmiast Ks. De¬
legat obszernie, zaznaczając swoją sympatją wzglądem Polaków
i spraw}' polsko-katolickiej. Szczupłe ramy niniejszego artyku¬
łu, nie pozwalają na dokładne streszczanie tych pięknych i
tchnących głęboką szczeroscią a zarazem mądrością, przemó¬
wień.
Po toastach na cześć Polski, Francji, Papieża, Księdza
Delegata, prz3Tszłego polskiego Biskupa we Władywostoku i
wielu innych, Jega Eminencja wraz z Duchowieństwem, udał
się późno na spoczynek. Ale zebrana publiczność nie rozcho¬
dziła się, aź do rana. Wszyscy święcili to uroczyste dla Pola¬
ków i Polskości na Wschodzie zdarzenie, które stanowić bę¬
dzie nową epoke w rozwoju kultury polskiej w Syberji i w
Północnych Chinach.
Mowjr wypowiedziare do Ks. Delegata podczas obiadu,
zostały mu doręczone natychmiast w postaci artystycznie wy¬
konanych adresów w językach: polskim, francuskim i łaciń¬
skim. Podobne adresy zostały mu wręczone również od mło-
dzieźjf szkolnej polskiej i od parafian Polaków; ten ostatni z
wieluset podpisami. Na artystycznie ozdobionych okładkach,
były narysowane sceny z życia polskich wj’gnanców na Sy¬
berji, podług obrazów Grottgera i Górskiego, wykonane
bardzo pięknie przez p. Stanisławę Hajt. Delegat zapewnił że
przy składaniu swego sprawozdania w Watykanie, przedstawi
wszystkie te adresy w oryginale. W ciągu przemówień, dane
było wyjaśnienie Księdzu Delegatowi, że liczba Katolików w
paraf ji "polskiej w Harbinie i w licznych osadach, wynosi
przeszło 5000 osób. Z tego więcej aniżeli 95% (dziewięćdzie¬
siąt pięć procent) nalęźy do narodowości albo do kultury
polskiej.
Niemainy możności przytoczyć tutaj w całości wszystkich
adresów, wręczon3’ch Ks. Delegatowi. Ograniczany się tj-lko
		

/Magazyn_084_10_051_0001.djvu

			Parafja Polsko-Katolicka w Harbinie.	35
wydzukowanieni jednego, mianowicie adresu parafian, pod¬
pisanego przez wszystkich prawie, po polsku i po katolicku
-czując3?ch i myślących członków miejscowej kolonji polskiej.
WASZA EKSCELENCYO!
„Dzień 14, Czerwca 1921. roku, w krórym parafianie
harbinscy mieli szczęście w osobie Waszej Ekscelencji powi¬
tać wysłannika Stolicy Apostolskiej i otrzymać z rąk Jego
błogosławieństwo, będzie należał do najjaśniejszych chwil w
ich życiu. Wszyscy radują się i weselą, najżywiej bez watpie-
nia biją dzisiaj serca Polaków. Niezbadana w swych wyro¬
kach Opatrzność powołała nas Polaków odegnać w historji
Wschodu szczogólniejszą rolę. Naród polski przez 4 wieki
piersią swoją zasłaniał chrześcijaństwo, a z nim i cywiliza¬
cja zachodnią od hord azjatyckich i był pionierem wśród
barbarzyńskiego Wschodu. Zwycięstwa Chodkiewicza i So
bieskiego w wieku 17-tym zadały ostateczny cios potędze
tureckiej i nazawsze zabezpieczyły Europę od świata muzuł¬
mańskiego.
W wieku 18-tym drapieżni sąsiedzi wyciągnęli swe zbrod¬
nicze ręce, by rozćwiartować żywy organizm narodu pol¬
skiego. Konfederaci barscy broniąc niepodległości Polski, wal¬
czą nietylko w imię haseł narodowych, lecz przedewszystkiem
religijnych. Zesłani przez Carowę Katarzynę na Sybir, byli
-oni pierwszymi krzewicielami cywilizacji zachodniej wśród
niezmierzonych stepów i tajg azjatyckich. Szeregi ich po¬
większali przez cały wiek 19. bądź ci którzy w niewoli nie-
chcieli się_wyrzec idei Polski, bądź ci, którzy wobec dąźen
rusyfikacyjnych rządów carskich, nie mogli stworzyć sobie
egzystencji i zmuszeni byli poza obrębem Ojczyzny szukać
sposobu do życia.
Niema w Syberji i na Dalekim Wschodzie ani jednego
większego środowiska, w którym by nie można znaleść śla¬
dów działalności kulturalnej Polaków. Polacy w tych krajach
są jedynym prawie żywiołem o kulturze zachodniej. W wznie¬
sionych przez nieb świątyniach, jeżeli nie wyłącznie, to prze¬
ważnie polscy kapłani sprawują Przenajświętszą Ofiarę i pol¬
skie usta szepcą słowa modlitw}*.
Gdy nad naszą Ojczyzną wzeszło słonce wolności, żywi
iny niepłonna nadzieję, źe pod jego zbawczemi promieniami
		

/Magazyn_084_10_052_0001.djvu

			36	Polacy na Dalekim Wschodzie.
rzucone przez Naszych Rodaków w Sybeiji i na Dalekim
Wschodzie ziarna cywilizacji zachodniej, nabiorą nowego
życia i plon stokrotny wydadzą.
Abj- się to stać mogło, zwracamy się do Waszej Eksce¬
lencji z prośbą o Jego wstawiennictwo, by opieka prawna
nad Katolikami w A; ji Północznej: w Syberji, w Turkestanie,
w Północnej Mongolji i w Północnej Mandźurji, oraz ster mi¬
sji katolickich w tych krajach, były powierzone Narodowi
i Duchowieństwu Polskiemu11.
Z innych epizodów pobytu Delegata Papieskiego w Har¬
binie, należy wspomnieć o odwiedzinach warsztatów ko-
lejow\-ch, gdzie był bardzo serdecznie witany, przez tamtej¬
szych robotników. Delegat postanowił założyć w handlowej
części Harbina tak zwanej „Przystani11, drugi kościoł kato¬
licki, by w ten sposób zadość uczynić potrzebom religijnym,
mieszkających tam Polaków. Przy tym kościele będzie otwarta
szkoła początkowa polska i ochronka dla małych dzieci, pod
kierownictwem zakonnic Polek.
Dnia 14 lipca odjechał Delegat Papieski z Harbina do
prowincji Zabajkalskiej.
XVII.
KONGRES POLSKO-KATOLICKI.
W listopadzie 1921 roku odbył sit; za staraniem ks. pro¬
boszcza Ostrowskiego Kongres Katolicki parafji polskiej w
Harbinie. Otwarcie Kongresu nastąpiło d. 9. listopada w
obecności honorowych gości: Biskupa Djecezji Girinskiej
ks. Gaspee, Konsula Rzecj^pospołitej Polskiej p. Michała
Morgulca, Wice-Konsula Polskiego Konstantego Sj/mor.ole-
wicza, Konsula^ Rzeczypospolitej Francuskiej p. L. Epissier,
Wice-Konsula Francuskiego p. BJondeau i wieluset zgroma¬
dzonych uczęstników. Przewodniczącym Kongresu był ks.
Ostrowski, zastępca przewodniczącego p. Emeryk. Po odśpie¬
waniu hymnu ,,Ecce Sacerdos11 i spełnieniu modłów, zagaił
zebranie ks. Biskup Gaspee w języku francuskim. P. Emeryk
wygłosił referat o znaczeniu pracy społecznej i o ideji zrze¬
szania się. Ks. Ostrowski przemawiał o historji i znaczeniu
kongresów. Następnie Kongres rozdzielił się na sekcje. Obrad)7
i zebrania sekcyjne trwały cały tydzień.
		

/Magazyn_084_10_053_0001.djvu

			Parafja Polska w Harbinie.
37
XVIII.
WPROWADZENIE JEŻYKA ŁACIŃSKIEGO.
Rok 1921 przyniósł jeszcze jedrą ważrą refomę w życiu
Wewnętrznem parafji. Pisaliśmy- już o tem, źe językiem ofi¬
cjalnym w którym byty prowadzone protokoły parafialne, aź
do czasów wojny japońskiej byt i musiał być język rosj-jski.
Po wojnie zaczęto używać języka polskiego, a język rosyjski
pozostał tylko przy prowadzeniu ksiąg metrykalnych, a to z
Powodu wymagań jakie stawiał Zarząd Kolejowy, z którym
P|'zewaźna część parafjan miała służbowe stosunki. Na żebra¬
ku Rady Parafjalnej d. 23. grudnia 1921 roku, na wniosek
Pana Feliksa Gadomskiego uchwalono, źe jest rzec;ą pożądaną,
by stosownie do zwyczajów panujących w całym świecie
katolickim, księgi metrykalne prowadzone były w języku łaciń¬
skim i równolegle z tym jeszcze w drugim jęzj/ku ojczystym,
stosownie do Ż3’czenia petenta.
Wniosek ten wszedł w życie w roku 1926-ym.
D. 30. stycznia 1922. roku odlało się uroczyste żałobni
nabożeństwo za duszę św. p. zmarłego Papieża Benedykta XV.
XIX.
ZALOZENIE „TYGODNIKA POLSKIEGO’*.
D. 17 marca 1922. roku nastąpiło otwarcie Biblioteki Pa¬
rafialnej. Głównymi ofiarodawcami byli Ks. Ostrowski, Ks.
kysymontt 1 Konsul p. M. Morgulec. Za ich przykładem poszło
wie]u parafian i biblioteka liczy obecnie przeszło tysiąc
ksiąźęk w języku polskim i częściowo we francuskim. Zawie¬
ra wiele dzief cennych i naukowych i jest zdolna tak do
rosłym jak i młodzieży dostarczyć pożytecznej i zajmującej
Jektury.
, Wielką niedogodnością w życiu społeczne ;n tutejszej
kolonii, był brak pism perjódycznych w języku pol¬
skim. p0 wyjeżdzie ostatniego wvdawcy czasopisma „Prze¬
gląd" inżyniera Dobrowolskiego do Polski, wychodziło przez
Jakiś czas staraniem Prezesowej Komitetu Ratunkowego w
		

/Magazyn_084_10_054_0001.djvu

			3S	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Tokio (Japonia) pani Anny Bielkiewiczowej czasopismo „Echa
Dalekiego Wschodu** redagowane w języku polskim, angielskim
i japońskim. Ten miesięcznik, również jak i ,,Biuletyn Infor¬
macyjno—Handlowy", wydawany staraniem i kosztem Konsula
p. Morgulca, zostały wskutek wielkich wydatów wydawniczych
zamknięte.
Począwszy od d. 16. kwietnia 1922. roku poczęło wy¬
chodzić staraniem parafji pismo pod tytułem „Tygodnik Polski'*.
Naturalnie że i to pismo, podobnie jak wszystkie poprzednie,
daje co miesiąca wielki deficyt, który bywa pokrywany czę¬
ścią ofiarami nadsylanemi z Polski, częścią też z osobistj^ch
funduszów Ks. Ostrowskiego.
W d. 24. kwietnia roku 1927. wyszedł No z kolei 262.
Nakład początkowo 500 egzemplarz}7, doszedł stopniowo w
roku 1927. do 1400 egzemplarz}-.
XX,
ZALOZENIE DRUGIEGO KOŚCIOŁA
NA PRZYSTANI.
W opisie przyjazdu Delegata Papieskiego, ks. Biskupa
de Guebnant wspomnieliśmy, źe ks. Biskup uważał za po¬
żyteczne, założenie w Harbinie drugiego kościoła katolickiego,
w handlowej części miasta, tak zwanej „Przystani**. Dzięki
staraniom ludzi dobrej woli, a przedewszystkiem dzięki po¬
mocy Wice-Dyrektora Koleji Chińsko-Wschodniej p. Stefana
Offenberga, Zarząd Kolejowy ofiarował pod budowę drugiego
kościoła piękna parcelę gruntu przy zbiegu ulic Komercyjnej
i Aptekarskiej. D. 3. września 1922. roku nastąpiło uroczyste
poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę kościoła.
Przebieg uroczystości jest opisany w ,,Tygodniku Polskim**
N2 24., Kościoł ten, jak również szkoła polska która ma być
przy niej w przyszłości założona, ma służyć głównie dla użytku
robotników warsztatów kolejowych i ich rcdzin, gdyż uczęszcza¬
nie do kcścu ła i szk< ły w „Nowem Mieście** jest dla nich
z powodu znacznej odległości, bardzo utrudnione.
		

/Magazyn_084_10_055_0001.djvu

			Parafia Polska w Harbinie.
39
XXI.
NOWA ORGANIZACJA WŁADZY DUCHOWNEJ
D. 30. października r. 1922. nadeszła do Harbina wiado¬
mość ? „Congregatio de Propaganda Fide“ w Rzymie, od
Kardynała Yan Rossum.źe wskutek rozporządzenia Stolicy
Apostolskie] dekanaty: Władywostocki, Irkucki, Omski, Tom¬
ski i Taszkiencki zostają oddzielone od Djecezji Mohylewskiej
iźe z tych dekanatów zostanie utworzony oddzielny Wika-
rjat Apostolski. Jest rzeczą naturalrą, źe taki Wikarjat obej-
1 iiujący całą Syberję, Turkiestan i Północną Mandźurję, który
przewyższa wielkością kilkakrotnie powierzchnię całej Europ}’,
będzie w przyszłości, w miarę rozwoju Katolicyzmu i wzrostu
liczby wyznawców rozdzielony na kilka Wikarjatów.
Do Rady Parafialnej należały w r. 1922 oprócz ducho¬
wieństwa, następujące osoby świeckie:
1) Henryk Baar, 2) Apollon Brudzewski, 3) Władysław
Citowiecki, 4) Wincenty Drenkowski, 5) Feliks Gadomski,
6) Albert Gintyłło, 7) Kazimierz Grochowski, 8) Teofil Jan¬
czewski, 9) Stanisław Janiszewski, 10) Władysław Jankiewicz,
11) Stanisław Jaworski, 12) Adam Jurewicz, 13) D-r Marjan
Kozubowski, 14) Edward Lewicki, 15) Franciszek Liwczan,
16 Konstanty Mackiewicz, 17) Józef Meyer, 18) Dr Nowkun-
ski, 19) Tadeusz Panicz, 20) Antoni Piekarski, 21) Władysław
Skibniewski, 22) Konstanty Symonolewicz, 23) Wincenty
Szafrański, 24) Stefan Turowicz, 25) Wład. Żeleźniak.
W ciągu 1922 roku Rada Parafialna straciła wskutek
wyjazdu z Harbi la cały szereg bardzo cennych współpra¬
cowników. Wyjechali do Polski: Pp. Baar, Taworski, d-r Ko¬
zubowski, Mackiewicz, d-r Nowkunski i p. Turowicz. Do Ro¬
sji wyjechał p. Drenkowski. Pozostało 18 członków.
XXII.
PRZYJAZD DRUGIEGO DELEGATA STOLICY
APOSTOLSKIEJ, KONSEKRACJA BISKUPA
WLADYWOSTOCKIEGO,
Do najważniejszych zdarzeń w roku 1923. należy
przyjazd do Harbina Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Co-
stantini, Delegata Stolicy Apostolskiej na Chiny i Syberję,
		

/Magazyn_084_10_056_0001.djvu

			40	Polacy na Dalekim Wschodzie.
oraz wyświęcenie na godność Biskupa Ks. Karola śliwow-
skiego. Przj-iazd Delegata nastąpił we wtorek d. 23. paździer¬
nika 1923 roku.
Spotkanie na dworcu kolejowym odbyło sią nader uró-
czjście. Dostojnego Gościa powitali oprócz miejscowego Du¬
chowieństwa polsKiego i francuskiego—Konsul Polski p. Pin-
dor, wice-konsul polski p. Sjmionolewicz, konsul irancuski
p. L'Epissiere, agent konsularny litewski p. Poliszajtys, Dy¬
rektor Koleji Wschodnio—Chińskiej p. Stefan Offenberg,
Głównj’ Dowódca Wojsk Chińskich General Czu, i wielu
innych. Oddział polskich skautów ze sztandarem, pełnił straż
honorową.
Po powitaniu w wagonie Jego Ekscelencja Ks. Delegat
przyjął bukiet, który Mu wręczyła uczennica miejscowego
Gimnazjum im. Sienkiewicza, panna Halina Zajączkowska,-
poczem po drodze zasypane] przez dzieci szkolne kwiatami
przeszedł na chwilę do pokoju recepcyjnego na dworcu. Z
dworca orszak wyruszył na automobil, razem z towarzyszącym m u
Biskupem Giryńskim Ks. Gaspee, do kościoła. Na rogu uli¬
cy Cycykarskiej spotkała obu Dostojników Kościelnych pre¬
cesja z chorągwiami i zapalonemi świecami, z którą zbliżali
się pieszo do wrót kościelnych. U bramy ogrodzenia wręczył
Mu członek Rady Parafialnej i weteran Wojsk Polskich z r.
1863. p. Apollon Pomian Brudzewski, w imieniu wszystkich pa-
rafjan polskich ozdobną tacę z chlebem i solą. W bramie
kościelne] odbyło się powitanie przez miejscowych księży pol¬
skich, podług obowiązujących przepisów liturgicznych, poczem
modły przed głównym ołtarzem. Po nabożeństwie zabrał glos
jego Ekscelencja Ksiądz Delegat i w pięknej mowie klasyczną
łaciną, cdezwat się do ogromnego tłumu zebranych wiernych,-
którzy zapełnili po brzegi kościół. W podniosłej mowie, zazna--
czyl iż wie o tem dobrze, że Polska była zawsze wierną
Kościołowi, więc zachęca zebranych ażeby zawsze czcili i ko¬
chali Polskę i postępowaniem swojem powiększali chwalę
swojej Ojczyzny. Wskazywał na naszych bohaterów i mistrzów
narodowych Sobieskiego, Mickiewicza i Sienkiewicza i stavviał
nam za wzór ich patrjotyzm. Wyraził przekcnanie, że pomimo
tak wielkiego oddalenia od Ziemi Ojczystej, zawsze będziemy
żywili miłość dla Kościoła i dla Polski.
Słowa Dostojnego Delegata przetłumaczone na język pol¬
ski, przyjęli wszyscy zebrcni z głębc kiem wzruszeniem. Nie¬
pokój przygniatający dusze wielu obecnych pierzchł po wy¬
słuchaniu tych słów nacechowanych głęboką mądrością i świa¬
dome ścią naszych najświętszych uczuć i ideałów.
		

/Magazyn_084_10_057_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Delegat Papieski Ks. Biskup Costantini w otoczeniu duchowieństwa polskiego
w Harbinie d. 29 pazdz. 1923.
		

/Magazyn_084_10_059_0001.djvu

			• Parafja Polska w Harbinie.
41
D. 26. października zwiedzał Ks. Delegat tutejsze Gimna¬
zjum Polskie im. Henryka Sienkiewicza i Szkolę Początkowy
lr>i. Sw. Wincentego a’Paulo. jego Ekscelencja odwiedził
najpierw wszystkie klasy, a rastępnie wszyscy uczniowie i
Uczennice obu szkól zebrali się w auli gimnazjalnej, dla wy-
słuchr nia przemówienia Dostcjnego Delegat?. W dłuższej i
Pełnej naturalnej proste ty i wdzięku przemowie w języku ła¬
cińskim, zwrócił się Ks. Arcybiskup do młodzież}' i uczących
W obu zakładach naukowych i przedstawił im swój pog’ąd na
stanowisko i obowiązki, iakie młodzież polska mieć powinna
Względem całego społeczeństwa a przedewszystkiem wzg’ęrlem
swojej Ojczyzn}7 i Religji Katolickiej. Ideały te powinne
Wszystkim uczącym się przyświecać przez całe życie i być ich
celem i dążeniem, dla których żyją i pracują. Jego Ekscelencja
Wspomniał, źe we wielu krajach cudzoziemskich spotykał P< -
Jaków, a wszyscy odznaczali się zawsze głębokim patijotyzmem
1 szczeremi uczuciami religjnemi. Po przemowie udzielcńe zo¬
stało obecnym błogosławieństwo.
W niedzielę d. 28. paż:lz. dokonał Ks. Arcybiskup w asy¬
stencji Biskupa Girynskiego Ks. Gaspee i miejscowego ducho¬
wieństwa polskiego i francuskiego obrzędu uroczystej konse¬
kracji dziekana z Władywostoku Ks. Karola Sliwówskiego na
godność Biskupa Władywostockiego.
W poniedziałek d. 29. paźdz. odbyło się uroczyste wrę¬
czenie Ks. Delegatowi, przez Harbinską Radę Parafialną po¬
witalnego adresu. Adres napisany w dwóch językach mieścił
w pięknej srebrnej tece, z wygrawirowanym napisem w
Języku polskim: ,,Jego Ekscelencji Delegatowi Stolicy Apo¬
stolskiej Arcybiskupowi Costantini od rzymsko katolickich
Jego Ekscelencji Delegatowi Stolicy Apostolskiej
Arcybiskupowi Costantini
w Harbinie!
Od dawna z upragnieniem i niepokojem oczekiwany przez
nas wszystkich ^parafian rzymsko—katolickiej polskiej parafji
'v Północnych Chinach przyjazd Twój, nastąpił. Oczy nas
Wszystkich wiernych synów Kościoła zwróciły się ku Tobie, a
		

/Magazyn_084_10_060_0001.djvu

			1
$2	Polacy na Dalekim Wschodzie.
uszy nasze chciwie chwytały Twoje słowa, z któremi Ty do
nas się zwróciłeś. I oto uspokoiło się serce nasze, bośmy usł}?-
szeli, źe Ty przedstawiciel naszego najwyższego Pasterza,
zmitością odnosisz się do nas wiernych wyznawców Religj1
Katolickiej, źe jesteś dobrze poinformowany o naszych ży¬
czeniach, ideałach i potrzebach, źe wiesz czem ź\'je" i czeni
raduje się dusza nasza.
Zastałeś nas tutaj w Póln. Chinach gromadkę nie zbyt
liczną, bo wynoszącą zaledwie 5000 dusz, rozsiedlonych wdłuZ
linji Chinsko-Wschodniej Koleji Żelaznej. Zastałeś wielu ras
w cężkich warunkach materjalnych, wskutek wypadków
wojny domowej na Syberji, ale niezastaleś tutaj nikogo
ktoby widząc Cię, lub tylko słysząc o Tobie, nie radował się,
iź widzi w Tobie przedstawiciela Świętej Stolicy Apostolskiej,
naszego Opiekuna i Najwyższego Pasterza.
Jeżeli Opatrzność pozwoli Ci, źe pojedziesz dalej na
północ, to wszędzie spotkasz naszych Rodaków którzy tak
samo jak mv tutaj w ( hinach, uważają się zawsze za raj'
wierniejszych synów Kościcła Rzymsko-Katolickiego i
najposłuszniejszj^ch sług Stolic}’ Sw. Piotra. Czy to na ponu;
rej wyspie Sachalin, czy to w olbrzymiej, śniegiem zasypanej
Syberji, i w górach Uralskich i na gorących stepach Turke-
stanu, wszędzie zobaczysz świątynie Pańskie, wzniesione ręko¬
ma Polaków. A świątynie te budowali nie ludzie bogaci, dla
których wydatek pieniężny jest rzeczą nieznaczącą, ale ci,
którzy po większej części przyszli w te kraje zakuci w kajda¬
ny jako zesłane}*, a gdy tylko uwolniono ich z więzienia lub
z" robót przymusowych w kopalniach, to pierwszym ich kro¬
kiem było wybudowanie kościoła albo skromnej kaplicy, 3
później dopiero brali się do pracy koto swego osobistego do¬
brobytu. Wszędzie przy tych kościołach znajdywały się daw;
niej biblioteki parafialne, szkoły polskie, przytuliska dla dzeci
i dla starców i najrozmaitsze stowarzyszenia religijne, filantro¬
pijne, społeczne i naukowe. A wszystko to ma na celu pod¬
trzymanie w nas ducha religijnego katolickiego i tradycji mi¬
łości ku naszej oddalcnej Ojczyźnie—obu uczuć, które każdy»
z nas wyssał z mlekiem matki.
Obecnie Opatrzność Boża zmiłowała się nad nami i cu¬
dem powróciła wolność naszej Ojczyźnie. Przebaczamy więc
tym którzy dawniej byli wrogami naszego rarodu i prosimy
Boga, ażeby odwrócił od nich tę karę która na nich spadła, a
zarazem błagamy, ażeby Bóg pozwolił im poznać światło
		

/Magazyn_084_10_061_0001.djvu

			Parafja Polska w Harbinie.	43
prawdziwej wiary katolickiej i złączonym razem u stóp Chrys¬
tusa i jego przedstawicieli na ziemi Następców Piotra—dał
niożebnosć nam wszj’stkim do dalszego dobrego i zgodnego
współżycia i współpracy chrześcijańskiej.
Ośmielamy się najpokorniej zwrócić 1 woją uwagę, na
zasługi i pracę naszych duchownych kierowników i pasterzy,
Ja nasze duchowieństwo rzymsko-katolickie, polskie. Dzięki
Tch poświęceniu naród nasz ani razu w historji nie zachwiał
się w swojej wierności ku rzymsko-katolickiej religij. Nasi
•księża rzymsko-katoliccy zdziałali to, źe w prowincjach Litwie,
Mohylowie, Mińsku, Witebsku, Wołyniu, Podolu, Podlasiu i
Chełmie, utrzymali się po dziś dzień 'katolicy.
Przyjmij od nas Dostojny Pasterzu jak najszczersze wy¬
łazy czci i hołdu dla Stolicy‘Piotrowej, której jesteś przed¬
stawicielem. Wejrzyj łaskawem okiem na najwierniejszych
sług K( ścięła Rzymskiego i opiekuj się nami, byśmy oparci o
tysiącletnią n; s ą kulturę i cywilizację, mogli żyć i pracować
nadal na chwałę Eoźą, na powiększenie siły i potęgi Opoki
yiotrowej, na pożytek naszej Ojczyzny, naszego Narodu i całej
Ludzkości.
RADA PARAFIALNA
(Podpisy).
Jego Ekscelencja odniósł się do przedstawicieli Rady
Parafialnej nader serdecznie i wyraził swoje głębokie uznanie
narodowi polskiemu, który od wieków stanowił przedmurze
chroniące Chrześcijaństwo i cywilizację zachodnią. Przytaczał
znaczenie zwycięstwa Króla Jana Sobieskiego nad I urkami
pod Wiedniem w r. 1683. i wypowiedział zdanie, że gdyby
nie ta zupełnie bezinteresowna pomoc Narodu Polskiego, to
zapewne i Jego Ojczyzna ,,Ita]ja“ uległaby wówczas zalewo¬
wi potęgi muzułmańskiej. Ks. Delegat przytaczał wspomnienia
ze swej młodości: Znajmość z Polakiem Doktorem Stablew-
skim, który jako emigrant z ostatniego powstania polskiego
był przed paru dziesiątkami lat lekarzem we wsi rodzinnej
Delegata. Wielu Polaków studentów i emigrantów znał w
Rzymie. Opowiadał również o wzruszającej scenie błogosła¬
wieństwa, które udzielił Mu pewien Polak Misjonarz, wyjeż¬
dżający do Indyj Wschodnich. Ze wszystkich swoich znajo¬
mości z Polakami i wspomnien, odniósł Ks. Delegat zawsze
jaknajlepsze wrażenie i wyrobił sobie o nich opinię, jako o
		

/Magazyn_084_10_062_0001.djvu

			44
Polacy na Dalekim Wschodzie.
narodzie wysoce kulturalnym, szczerze patriotycznym i głębo^
ko religijnym. Na zakonczenie, udzieli! wszystkim w imieniu i
w zastępstwie Jego Świątobliwości Papieża, błogosławieństwa.
D. 30. paźdz. o godz. 9 rano odjechał Delegat Apostolski
do Pekinu. Z powodu dnia zajęć biurowyeh i zarobkowych
mogła Go odprowadzić na kolej t3’lko bardzo nieliczna garst¬
ka przedstawicieli kolonji polskiej w Harbinie. W imieniu
społeczeństwa polskiego zegnał Go piękną przemową p. Gustaw
Emeryk. W odpowiedzi wyraził Ks. Delegat zdanie źe pozos¬
taje zawsze z jak największem uznaniem dla POLAKOW,
których niezwykłą cechą jest to, źe IM DALEJ ZNAJDUJA
SIE OD SWOJEJ OJCZYZNY POLSKI, TO TEM WIĘKSZA
CZUJA DLA NIEJ ĆZESC, MILOSC I POWAŻANIE I TEM
WIECEJ O NIEJ PAMIĘTAJ A.
XXIII.
SPRAWA PRZYDZIAŁU PARAFJI HARBIN-
SKIEJ DO DIECEZJI WLAD?WOSTOCKIEJ.
Bardzo niepokojącą wszystkich miejscowych parafian
kwestją, była sprawa zaliczenia parafji haibinskiej do odjx>-
wiednej diecezji. Ponieważ przynależność kościoła harbinskie-
go do diecezji mohylowskiej—wskutek zmirny stosunków
politycznych w Rosji, stała się w rzeczywistości tylko teore¬
tyczną, przeto Haibiń i jego fil je na koncesji kole ji Wschodnio
Chińskiej, podług zwyczajów zaprowadzonych od wieków w
ustroju Kościoła Katolickiego, powinien—stosownie do swego
położenia geograficznego—należeć do Diecezji Katolickiej w
Girynie. Szczegół ten spowodował harbinską Radę Parafialną
do złożenia na ręce nowowyświęconego Księdza Biskupa
Sliwowskiego, następującego adresu:
Jego Ekscelencji Księdzu Biskupowi
Karolowi Sliwowskiemu
Z największą radością my parafianie paraf j i harbinskiej,
obejmującej miasto Harbin i całą koncesję Chinskc-Wschod
niej koleji żelaznej dowiedzieliśmy się, źe rozporządzeniem
		

/Magazyn_084_10_063_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Rada Parafjalna w Harbinie (Nowe Miasto).
		

/Magazyn_084_10_065_0001.djvu

			Parafia Polska iv.Harbinie. -	4&
^.tolicy Apostolskiej, została utworze na we Władywostoku
('iecezja rzy msk o- katol icka, na której kierownictwo, z łaski
»oźej, Tj' Dcstojny Pasterzu, zostałeś powołany.
Ale z wielkim niepokojem usłyszeliśmy, źe kwestja przy¬
uczenia naszej paralji do diecezji wladywcstockiej nie jest
leszcze c)Statecznie załatwioną i źe ta kwestja będzie jeszcze w
Rzymie rozpatrywaną.
Wobec tego zwracani}' się do Ciebie Dost( jny Pasterzu,,
ażebyś wysłuchał naszej preśby i był łaskaw poprzeć ją
przed Jego Ekscelencją Delegatem Apostolskim Arcybiskupem
Costantini, by tenże okazał nam łaskę i zechciał poprzeć
naszą prośbę w Stolicy Apostolskiej, ażeby naszą parafję
przyłączono do diecezji Wlaaywostockiej.
Prośbę naszą motywujemy następująco:
1)	Parafia nasza od chwili swego założenia w r. 1908-
należała zawsze do Archidiecezji Mohylowskiej, podobnie jak
1 wszystkie parafie w prowincjach: Przymorskiej i Amurskiej,
2)	Nasz główny kościół parafialny- poświęcony by-! przez
Ks. Biskupa Cieplaka, gdyż już od chwili rozpoczęcia jego
budowy-, zawsze byl uważany' za należącym do wyżej wymienio¬
wi diecezji.
3)	Ludność harbinskiej parafji należy wyłącznie tylko do
Narodoweści polskiej. Nieliczni katolicy narodowości niemiec¬
ki, irlandzkiej i litewskiej lub innej, stanowią zaledwie 1 do
2'Jprocent ogólnej liczby’ parafjan.
4)	Wszystkie instytucje kulturalne przy' tutejszym kościele
■*3 popierane wyłącznie prawie tylko przez Polaków.
5)	Z uczniów miejscowego Gimnazjum im. H. Sienkiewi-
i Szkoły Początkowej im. Sw. Wincentego a Paulo, wszyst¬
kie 100 procentów należą do narodowości polskiej.
6)	Ponieważ obok Harbina w Fudziadzianie (Fuchiaten) i
'Ve wielu miejscowościach poza koncesją kolejową, egzystują
Parafie francuskich misjonarzy dla obsługi duchownej Clnnczy-
kow-katolików i Europejczyków mieszkających poza granicami
koncesji kolejowej, przeto należenie naszej czy'sto polskiej pa*
r^fji do diecezji Władywostockiej, niemeże wywołać żadnych
^■epo rozumień.
		

/Magazyn_084_10_066_0001.djvu

			46	Polacy na Dalekim Wschodzie.
7) Gdyby w przyszłości zmniejszyła sit; wśrói Euro¬
pejczyków katolików w Harbinie liczba Polaków, to w każdym
razie Polacy będą tworzyć tutaj najliczniejszą grupę, gdyż
przyszłe stosunki handlowe i przemysłowe między Harbinem i
Polską będa zawsze bardzo ożywione. Liczba katolików innych
narodowości może się z czasem powiększyć, ale oni będą na¬
leżeć dj KILKU grup narodowych i językowych, a Polacy
tworzą zawsze jedną najliczniejszą grupę, o swojej własnej kul¬
turze i tradj^cjach narodowych.
Prosimy Cię najpokorniej Dost jny Pasterzu wszystkie te
powyżej wymienione dowody przyjąć pod swą łaskawą uwagę,
poprzeć je i przedstawić Jego Ekscelencji Delegatowi Papies¬
kiemu, do łaskawego uwzględnienia.
Harbin D. 29. października 1923.
RADA PARAFJALNA.
(Podpisy).
XXIV.
ZALOZENIE WIKARJATU APOSTOLSKIEGO-
W r. 1925 został założony wskutek rozpor?ądżenia Sto¬
licy Świętej Wikarjat Apostolski Syberji, z tymczasową sie¬
dzibą w Harbinie. Nowomianowany Wikarjusz Apostolski
O. Gerard Piotrowski z Zakonu O. O. Franciszkanów, przyje¬
chał do Harbina d. 1 lutego 1925 roku, O. Piotrowski rodem
z Buczaczą w Województwie Tarnopolskiem, bawił poprzednio
lat 14 na misji w Hanków, w Środkowych Chinach. O Jego
działalności misyjnej będzie pomieszczony oddzielny artykuł.
Wskutek złego stanu nnterjalnego gimnazjum i parafii,
wyjechał Ks. Proboszcz Ostrowski d. 15 lipca 1925 roku do
Ameryki—viaJaponja—celem zbierania składek na te instytucje.
Powrócił—via Europa, Suez—d. 18. styonia 1927 roku. Razem
z nim przyjechali do Harbina Ks. Kobeit Wierzejski i Ks.
Witold Zborowski. Ks. Wierzejski objął w Gimnazjum im.
Sienkiewicza i w Seminarjum im. Sw. Karola lekcje przyrodo¬
znawstwa, a Ks, Zborowski objął posadę wikarego przy
kościele Sw. Stanisława w Nowem Mieście, na miejsce Ks,
		

/Magazyn_084_10_067_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Kościół katolicki parafji polskiej w Harbinie
(Przystań). W r. 1925-ym.
		

/Magazyn_084_10_069_0001.djvu

			Paraf ja Polska w Harbinie	47,
Kysymontta, który wyjechał d. 20. kwietnia 1927 roku* na
roczny urlop do Europy.
D. 15. maja 1927 roku został O. Gerard Piotrowski mia¬
nowany Wikarjuszem Generalnym na cale terytorjum Admi¬
nistracji Apostolskiej Harbinskiej, odnośnie do kościołów i
kaplic, oraz do wszystkich instytucji znajdujących się na tery¬
torjum kościoła, lub też zostających pod opieką kościelną.
XXV.
NOWA PARAF JA W HARBINIE
NA PRZYSTANI.
Pisaliśmy już o tern, źe d. 3. września 1922. roku na¬
stąpiło uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego pod budo¬
wę kościoła na Przystani. Rozpoczęta przez Ks. Ostrowskiego
budowa kościoła, z powodu najrozmaitszych przyczyn, nie
doszła do skutku. Dopiero nominacja Ks. Karola Sliwowskiego
na biskupa, wpłynęła na wypełnienie tego projektu. Ks. Sli-
Wowski będąc jeszcze dziekanem wladywostockim, w skład
którego dziekanatu wchodziła parafja Sw. Stanisława, w Har¬
binie, znał dobrze stosunki miejscowe, a szczególnie niepokoił
się wpływami sektantów, którzy po skończonej wojnie tłumnie
najechali do Harbina i rozpoczęli swą działalność, nietylko
^sród prawosławnych ale także wśród katolików. Odległość
Przystani od kościoła w Nowem Mieście, ułatwiała im agita-
clQ. Z chwilą objęcia diecezji władywostockiej, Ks. Biskup—
w celu łatwiejszej działalności przeciw sektantom, wydał d.
20. maja 1924 roku rozporządzenie, mocą którego wydzieli! z
Parafji Sw. Stanisława filialną parafję Sw. Józefata i włączył
d° niej oprócz Przystani: Sungaryjskie Przedmieście, Czynche,
Mostowe Przedmieście i całą zachodnią linję Wschodnio-Chin-
skiej koleji źe'aznej, aż do stacji Mandżurja włącznie. Pierw¬
szym proboszczem został mianowany Ks. Antoni Leszcze-
wicz, który powoła! do pomocy Radę Parafialną złożoną z
^stępujących osób: Pp. Władysław Kowalski, Szatkowski,
yziatlik, Janczewski, Jankiewicz, Wasilewski, Deksnis, Ga¬
domski, Antuszewicz, Krylowicz, Smolicz, Czemis, Skibniew-
s'	
			

/Magazyn_084_10_070_0001.djvu

			48	Polacy na Dalekim Wschodzie^
Ł
kiewicz i Piastuszkiewicz, Pierwszjrch sześeiu z powyżej wy-
miehionj’ch osób, stanowiło komitet budowy kościcła, z pa¬
nem Kowalskim jako prezesem honorowym na czele, a pod
technicznem kierownictwem p. Jankiewicza, jako architekta.
Komitet zabrał się bardzo energicznie do zbierania skła¬
dek na koszta budowy, a hojna ofiara p. W. Kowalskiego
w materjale budulcowym, wartości 4.000 (cztei u tysięcy) doi.
meksyk, ułatwiła rozpoczęcie dzieła. Miejsce pod nowy budy¬
nek, wybrano w odległości 17 metrów c d starego.
D. 5. września 1924. odbyło się prywatnie poświęcenie
miejsca pod fundamenty. Plan kościcła w stylu gotyckim wy¬
konał p. Władysław Jankiewicz. Koście! ma 19 metrów dlu--
gości, i 8 metrów szerokości. Wieża wysoka r.a 18 metrów.
Zbudowany z drzewa cedrowego, na murowanych słupach.
Koszta budowy kościoła i plebanji: 14.000 doi. meksyk, (około-
7 tys. doi. ameryk.).
D. 15. czerwca 1925 roku cdbyło się poświęcenie kościoła,-
którego dokonał z polecenia Biskupa misjonarz Ks. Maurus
Kluge. Pierwszą Mszę Sw. w nowopoświęconym kościele, od¬
prawił Ks. Administrator Piotrowski.
Począwszy od. d. 1. września 1926. roku funkcjonuje przy
kcściele bezpłatna szkółka początkowa dla niezamożnych
dzieci.
XXVI.
KOSCIOL W OSADZIE MANDŻURJA.
Najstarszym kościołem polskim, poza obrębem Harbina,--
jest kościol w osadzie Mandżurja (866. kilom, na północny
zachód od Harbina).
W „Księdze Protokołów" Rady Parafjalnej znajdujemy
wiadomość, że jeszcze d. 22. stycznia 1910. roku, niejaki
p. Iwanow rozpoczął zbierać składki na budowę kaplicy ka¬
tolickiej na stacji Mandżurja. W przyszłym 1911. roku za sta¬
raniem p. Pieczylewicza, Adama Steckiewicza i ks. Włady¬
sława Ostrowskiego, kupiono w osadzie Mandżurja plac z do¬
mem, który przerobiono na kościoł.
		

/Magazyn_084_10_071_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Rada Parafjalna w Harbinie (Przystań)
		

/Magazyn_084_10_073_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
		

/Magazyn_084_10_075_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Pierwsza Komunja sw. dzieci polskich w osadzie Mandzurja D. 29 czerwca 1919 r.
		

/Magazyn_084_10_077_0001.djvu

			Parafia Polska w Harbinie.	49
W r. 1915-ym zostało założone w osadzie Mandźurja,
’>Pzymsko-Katolickie Parafjalne Towarzystwo". Statut został
zatwierdzony przez geaerał-lejtenanta Afanasiewa d. 28. listo¬
pada 1915 r. (jako No 36).
Jako zatoźvcie'e są podpisani: Z. R. Gabryalowicz, S. M.
Gabryałowicz, K, A.Steckiewicz, A. Czechowski, W. K. Jsnu-
pevvicz, Ks. Ostrowski, Ks. Brejwo, P. Podlaska, W. Pod¬
laski, szlachcic A. B. Zebrowski i N. Gorba. Celem sto¬
warzyszenia był rozwój kulturalny i pomoc materjalna i mo¬
ralna członkom (szkoły, kursy, koncerty, przedstawienia,
biblioteka i t. d.). '
. W r. 1916. /a staraniem p. p. Gabryalowicza, Steckie-
Vvic?a, Gorba i Cholinskiego wybudowano dom parafialny dla
Pomieszczenia płebanji, szkół)’ i biblioteki parafialnej.
Szkoła polska funkcjonowała aż do lata 1922 roku. Gdy
^ tym roky Prezesowa Komitetu Ratunkowego pani Anna
£ielkiewiczowa *) zdołała uzyskać od Japońskiego Czerwonego
Krzyża środki na ewakuację biednych dzieci polskiej z' Sybe-
i Chin, większość uczni szkoły polskiej w Mandźurji, razem
p nauczycielem p. Władysławem Kuczkowskim wyjechała do
* olski. Szkoła więc została tymczasowo zamknięta.
Jednakowoż obecnie zebrało się tam znowu parę dzie -
Slątków dzieci polskich i jest tylko kwestją zebrania fundu¬
szów (około 30 doi. ameryK. miesięcznie) bjr tę szkolę na no-
^o otworzjć.
IX 20. maja 1924 roku, został kościół w osadzie Mandżu¬
ra przyłączony do parafji Harbin—Przystań.
Obowiązki kapłańskie pełni Ks. Antoni Leszczewicz.
XXVII.
KOSCIOL W HAJLARZE.
. Założenie kościoła katolickiego w mieście Hajlarze, od-
leglym o 748 kilometrów na północny zachód od Harbina,
°dnosi się do burzliwego roku 1918.
*) Pani Anna Bielkiewiczowa, z domu Małynicz, primo
Joto Leliwa Kopystynska, secundo voto Bielkiewiczowa (ro-
aem z Białej Cerkwi na Ukrainie).
		

/Magazyn_084_10_078_0001.djvu

			50	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Wtedy to cgłosił się samowładnym rządcą Zabajkalia Ata-
man Siemicnow, a w południowej części Zabajkalskiej Pro¬
wincji, w osadzie Daurja, utworzyło się drugie prawie że nie¬
zawisłe państewko z Baronem Romanem Ungern-Sternbergem
na czele. Ten potmiek Rycerzy Mieczowych zorganizował
dywizję konną (HnonozmecKaa /lHBH3ia), zołźoną wyłącznie z
krajowców: Mongołów', Buriatów, ('haraczy no w _ i innych
szczepów azjatyckich, która otrzymała nazwę „Dzikiej Dywizji"-
Jako siedzibę obrał sobie Daurję (215 km. od Hajlaru) skąd
prowadził zacięte walki z bolszewikami. Zginał w 1921 r.
zdradzony przez własnych źolnisrzy i oficerów Rosjan, w
Mongolji.
Przedtem jednak podczas organizacji Dzikiej Dywizji w
początkach 1918. r. Baron Ungern rezydował przez pewien
c^as w Hajlarze. Wśród oficerów dywizji znajdowało się kilku
Polaków.
Kolonja polska w Hajlarze liczyła wówczas przeszło 40
rodzin. Oprócz tego bawiło tam kilka rodzin katolickich-
chinskich. Co roku przyjeżdżał ksiądz z osady Mandźurja albo
z Harbina i odprawiał ńaboźenstwo w jakimś domu prywat¬
nym, albo w wagonie, co było połączone z wielkiemi niedo¬
godnościami.
W kwietniu 1918 roku przyjechał do Hajlaru z osady
Mandźurja Ks. Antoni Leszczewicz i za jego inicjatywą zo¬
stało założone d. 23. kwietnia 1918 roku „Polskie Towarzy¬
stwo Dobroczynności". Do Zarządu wybrani zostali: Jako
prezes, pułkownik artylerji mongolskiej p. Ant ni Aleksandro¬
wicz, jako sekretarz p. Kazimierz Rajchert, na skarbnika
p. Andźej Lyźwa i Ks. A. Leszczewicz jako wirylista.
Pierwszą czynnością Towarzystwa było poczynić starania
o własny stały dom, którego część służyłaby za kościoł, a
część byłaby miejscem zebrań kołonji polskiej. Wówczas
p. Aleksandrowicz z własnej inicjatywy podjął się trudnej mi¬
sji uzyskania takiego domu u wszechwładnego Barona Un-
gerna.
Nadmienić należy źe Baron Ungern wzbudzał taki po¬
strach u mieszkańców Hajlaru, źe z osób cywilnych nikt nie
< śmieli! się, zwracać do niego z jakąkolwiek prośbą.
Baron Ungern-Sternberg odniósł się bardzo przychylnie
do prośby Polaków i podarował im na użytek parafji fcato-
		

/Magazyn_084_10_079_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Kosciol katolicki parafji polskiej w Hajlarze (Barga, Mongolja) w r. 1918.
		

/Magazyn_084_10_081_0001.djvu

			Parafja Polska w Harbinie.	51
Jickiej jeclen z wielkich domów, zajmowanych przez wojsko.
Póz iiej darowizną tą zatwierdził Zarząd kolei Wschodnio-
^hinskiej, który z kolei objął władzę w Hajlarze.
Zaraz p> urządzeniu ołtarza w podarowanym domu,
kupna fisharmonii i innego inwentarza a także po urządzeniu
mieszkania przy kościele, Towarzystwo zajęło się założeniem
•biblioteki polskiej z książek ofiarowanych przez rodziny pol¬
nie, a także szkółki celem nauki języka polskiego,
Dzieci zapisało się 15. Pierwszym nauczycielem był p. Zie¬
mski, drugim, emeryt, pułkownik Zarzycki. Szkoła egzystowała
do r. 1922., poczem z powodu wyjazdu zamożniejszych rodzin
<*° PoJski, została zamknięta.
Przy urządzeniu kościoła, oprócz wyżej wymienionych
(‘sób, brali jeszcze gorliwy udział: Pp. Jan Orzechowski, Wła¬
dysław Tylke, a później Jan Szymkowicz i W. Święcicki.
Założone d. 23. kwietnia 1918 r. „Polskie Towarzystwo
dobroczynności" zostało w jesieni 19~1 r. przemianowane na
>>Związelk C hrześcijańsko Demokratyczny". Ten ostatni w
Październiku 1924 r. przyjął nazwę ,,Polskiego Towarzystwa
Katolickiego", i do dzisiejszego dnia istnieje, opiekując się w
Nadzwyczaj trudnych warunkach kościołem i__ podtrzymując
kontakt z polskiemi instytucjami w Harbinie. Kolonja polska
Hajlarze składa się obecnie zaledwie z kilkunastu rodzin.
^Prócz nich korzysta jeszcze z kościoła polskiego trzy rodzi¬
my Armeńczyków i kilku Czechów, b. jeńców wojennych
austryackich, oraz Chińczyków.
W roku 192? ze staraniem Towarzystwa, władze kolejowe
0toczyły plac kościelny drewnianem ogrodzeniem.
D. 3. października 1924 roku, rosyjska część Zarządu
koleji Wgchodnio-Chinskiej przeszła w‘ ręce bolszewików.
Narząd ten wvdał d. 13.' listopada 1924 roku następujący
••.Rozkaz No 247“: „Świątynie i ziemie, znajdujące się w obrę-
bie ogrodzenia przy świątyniach, pozostają pod zarządem rad
Parafialnych, albo też organizacji z nich wyłonionych". Rozkaz
Jen utrwalił za kościołem w Hajlarze prawo korzystania z
budynku i bardzo pięknei parceli ziemi położonej prawie źe
środku miasta.
, . Ponieważ ksiądz /. Harbina dojeżdża do Hajlaru tylko
kilka razy do roku, a przez resztę czasu budynek parafialny
		

/Magazyn_084_10_082_0001.djvu

			T
52
Polacy na Dalekim Wschodzie.
stoji pusty, przeto bylob}- bardzo do życzenia, ażeby spro¬
wadzić tam z Polski sicstry zakonne Nazaretanki lub Służeb¬
niczki, któreby założyły ochronką dla polskich dzieci.
Podrastającą młodzież moźnaby wj-syłać do szkól polskich
w Harbinie.
W Tsitsikarze mieszkają Polacy tylko w osadzie obok
stacji kolejowej. Uczęszczanie do kościoła w chinskiem mieś¬
cie, oddalonein od stacji około 20 km,, jest połączone dla
nich z trudnościami, tembardziej źe obaj tamtejsi misjonarze
Holendrzy, nie władają językiem polskim. Pierwsza próba*
zorganizowania Polaków w oddzielne stowarzyszenie zrobiona
była w lecie 1919 roku, ale utworzone Kotko Samopomocy'*
(czyli ,, Polskie Towarzystwo Dobroczynności") wkrótce
upadło.
W lipcu 1925. roku zostało założone w osadzie Tsitsikarr
,,Katolickie T-wo Dobroczvnnosci“, z prezesem p. Adamkie¬
wiczem na czele. T-wo to dba w miarą sił i możności o zaspoko¬
jenie potrzeb duchownych i kulturalnych polskich. Projektuje
się urządzenie oddzielnej kaplicy, a w razie moźncści i pol¬
skiej szkółki początkowej.
W rejonie ciążącym do Harbina egzystuje jeszcze wiele
innych miejscowości, w których byłoby wskazańem urządze¬
nie kaplic katolickich, a obok nich szkółek początkowych dla
dzieci polskich, a przynajmniej na początek ogródków "dziecię¬
cych. Dość wspomnieć: Dźałantun, Aszyche Imianpo, Chan-
daochedzy i t d. Miejmy nadzieję, że znajdą się jeszcze ludzie
dobrej woli, którzy o tein na serjo pomyślą.
*) Kilka cennych szczegółów okc ściele w Hajlarze, zawdzfe
czamy uprzejmości p. A. Łyżwy.
XXVIII.
%
TSITSIKAE (CICIKAR).
		

/Magazyn_084_10_083_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Kaplica katolicka w Cicikarze (Tsitsikar) 1919 r-
		

/Magazyn_084_10_085_0001.djvu

			Paraf ja Polska w Harbinio
XXIX.
ZAKONCZENIE.
Kościoły polskie w Mandźuiji, Hailane, Harbinie, a w
Przyszłeści i w innych miejscowościach, to szereg tych basljc nów
Warownych, które długim łancucl:era rozciągnę!}7 się od brzegów
Odry i Morza Bałtyckiego, aź po brzegi Oceanu Spokojnego. W
nich i około nich grupują się wierni synowie Polski, pielęgnując
tradycje przodków: WIARĘ W BOGA, MILOSC OJCZYZNY'
Poświęcenie dla biednych, litość d'a prześladowanych,szacunek
ula rodzinnego językal zamiłowanie tradycji narodowych. Wpra¬
wdzie obecnie, wiele tych warowni jest oblężonych przez nie¬
przyjaciela, mnóstwo wiernych cierpi prześladowanie, ale ani
Kościoła, ani dla Polaków nie jest to nowością. Ojcowie nasi
byli świadkami jeszcze większych znęcan nad Wiarą i Ojczyzną,
Wszechmoc jednak Bcźa starła w proch dawnych ciemięzców.
Miejmy wiec nadzieje, ze i nowoczesnycn
Wkrótce dotknie palec bozyi
		

/Magazyn_084_10_086_0001.djvu

			STOWARZYSZENIE
„GOSPODA POLSKA"r
Ktokolwiek z Polaków zagnanych losem na Daleki
Wschód,—a bj’ło ich w czasie wojny europejskiej zwłaszcza,
•dziesiątki tysięcy, miał sposobność zawadzić 'o Harbin—kiero¬
wał swe kroki na Głuchą ulicę do dwupiętrowego domu, po¬
nieważ słyszał od innych, źe tam miejscowi Polacy mają
własny dom, czytelnię," bibliotekę, źe tam można otrzymać
informacje, a często także pracę lub zapomogę. Nikt jednak
nie pomyślał o tem, ile zachodów, jakiego niewyczerpanego
zasobu energji kilkunastu ludzi dobrej woli trzeba było wło¬
żyć w to, aby ta pierwsza polska placówka zaczęła istnieć i
przybrała taką realną postać, jaką obecnie pos:eda.
Rok 1907 to by] czas, kiedy po nieudanej próbie rewolu¬
cji w Królestwie Polskiem i w Rosji, władze rosyjskie ze
zdwojoną czujnością śledziły każdy przejaw życia społecznego
obywateli i o ile mogły istnieć pewne związki, to jedynie o
charakterze zabawowym. Ten sam system stosowany był i w
Harbinie, który chociaż wybudowany na ziemi chińskiej, to
jednakowoż dzięki rozmaityn legalnym i nielegalnym postępkom
b. Rządu Rosyjskiego, podlegał w owym czasie całkowicie,
jurysdykcji rosj/jskiej. Tu istniała już „Lutnia" związek śpie¬
wacki, ale pierwszy impuls do założenia stowarzyszenia o ce¬
lach kulturalno-oświatowych na szerszą skalę wyszedł od gro¬
na osób, które należy uważać za członków założycieli Gospody
Polskiej.
To grono osób stanbwiłi: pp. B. Babianski, M. Babianska,
G. Dąbrowski, B. Dobrowolski, G. Dynowski, St. Gabriel,
M. Gieysztor, J, Grabowski, St. Grekovich, G. Grothus, Gro¬
chowski, St. Klimowski, K. Kmita, L. Koroway, A. Leparski,
M. Letowt, L. Łaciński, W. Łazowski, ks. Maczuk, L. Micha¬
łowski, R. Michałowska, A. Mohuczy, St. Nernhejm, St. Obu-
chowicz, W. Ostrowski, T. Plisowski, Z. Roman, W. Rcinrn,
		

/Magazyn_084_10_087_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Stow. „Gospoda Polska" w Harbinie
		

/Magazyn_084_10_088_0001.djvu

			I
■
1 		 . ...
		

/Magazyn_084_10_089_0001.djvu

			Gospoda Polska w Harbinie.	b5
A. Strzelbicki, F. Szczawiński, K. Weber, J. Wincza, J. Wró-
lewski. Wł. Wyrzykowski, P. Zaremba.
Pierwszy statut stowarzzyszenia został zatwierdzony d. 28.
sierpnia st. st. 1907 roku przez Generał-lejtenanta Grąbczew-
skiego. Ponieważ w Harbinie nie było drukarni z tacinskienii
^zczionkanii, przeto statut dano wydrukować wr Warszawie
W drukarni Rubieszewskiego i Wrotnowskiego, Pierwsze ofi¬
cjalne zebranie stowarzyszenia odbyło się d. 3. listopada st. st.
^15-go listop. now. stylu) 1907 roku.
Na podstawie statutu zebrani wybrali z pomiędzy siebie
tymczasowy zarząd, do którego weszli: pp. B. Babianski, Gr.
dąbrowski, K. Golanowski, K. Kmita, A. Mohuczy, R. Mi¬
chałowska, T. Plisowski, W. Roman, Z. Romanowa, K. We-
her, J. Wincza, J. Wróblewski, oraz komisję rewizyjną w oso¬
bach: ks. Maczuka, J. Grabowskiego i A. Strzelbickiego.
Nie było niczego, ale była dobra wola stworzenia orga¬
nizacji któraby wszystkich łączyła, więc 'Iow. „Lutnia"
rozwiązuje się, przelewając książki, meble i gotówkę na Gos¬
podę Polską, p. Gabryel ofiarowuje bibliotekę a parafia po¬
mieszczenie bezpłatne na leni piętrze przy kościele, tj. salę z
Przyległym pokojem, z której członkowie mogli korzystać z
żyjątkiem dni świątecznych i niedziel, aby nie przeszkadzać
Nabożeństwu. Ciasno było w tym lokalu, bo przybywało coraz
Więcej członków i już w grudniu t. r. podjęto myśl budowy
Masnego domu, a w czasie budowy postanowiono dla zabaw
1 widowisk wynająć specjalny lokal w domu Oksakowskie
Przy li'. Kolejowej (teraźniejzsy Chorwatówski Prospekt).
W ciągu roku 1908. zaczyna się rozwijać ż\ cie społeczne
'v nowem stowarzyszeniu w dwóch kierunkach: w kierunku
kulturalno—oświatowym przez otwarcie sekcji teatralnej i
.r9zPoczęcie szeregu przedstawień scenicznych oraz otwarcie
•biblioteki dostępnej dla każdego Polaka—nadto przez otwarcie
lYydziału filantropijnego, w kierunku społeczno-humanitarnym.
*'OWnieź i na dział wychowrania szkolnego zwrócono uwagę,
Sdyź pod egidą grona pan i kontrolą Gospody otworzono bez¬
płatny kurs nauki języka p ilskiego i kurs literatury, za mini¬
malną opłatę 3 rb. miesięcznie. W lipcu 1908-go roku 'powstaje
^'koła przygotowawcza w której dzieci pobierają naukę języka
Polskiego. Dzieci zapisało się 35. Pierwszą nauczycielką była
Michałowska. Dru gą z rzędu p- Józefa Brudzewska.
		

/Magazyn_084_10_090_0001.djvu

			56	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Stowarzyszenie rośnie w sił* i w listopadzie 1909 prze^
nosi się do obszerniejszego lokalu \y domu Marina przy Wie!'
kim Prospekcie No 75,'gdzie zajmuje part; pokoj i wraz z saki
teatralną, Myśl jednak posiadania czegoś własnego, zbudowa
nego według własnego planu i d'a potrzeb rosnącej wciąż
kolonii oraz rozwijania się we własnej placówce ustawicznie
nurtuje umysły i już w 3 lata później w kwietniu 1912. na
nadzwyczrjnem ogólr.em zebraniu członlów przyjęto projekt
ustawy tow. udziałowego w celu nabycia placu i budowy
własnego domu „Gospody Polskiej1*. Z pomędzy pięciu pla¬
ców dla budowy obrano miejsce na rogu ulic Praw'enskiej i
Głuchej, chociaż bvły projekty wy; naczające miejsce w bar¬
dziej prjmcypalnych punktach" miasta i postanowiono zbierać
pieniądze w formie pożyczki d'a Gospody, na listach składek
pożyczkowych. Projekt.ustawjr- pozwakł Zarządowi zaciągnąć
pożyczkę od rozmaitych osób na 8 proc. do sumy 1? tysięcy
rb. zabezpieczonej na placu i budynku, które n i ep od legają
wywłaszczeniu, sprzedaniu i zastawowi, zanim pożyczka nie
zostanie kompletnie umorzcna. To ma nasątpić w ciągu 10 lat
tj. termin ostatni wykupna 50 rb. imiennych udziałów—w tej
bowiem formie pożyczka była zrealizowaua—upłynął w dniu
30 czerwca 1922 r. 'Kosztorys domu przekroczył jednak sumę
pierwotnie wyznaczoną i dc szedł do 15 tysięcy i u'>’i, która to
suma wystarczyła na wybudowanie tylko jednopiętrowego de¬
mu bez sali teatra’nei, w którym juź od 5 stycznia 1913. Gos¬
poda Polska otworzyła swoje podwoje. Zaraz pierwsze miesią¬
ce istnienia swego w nowym gmachu, zaznaczają się żywą
akcją społeczną, jak gorący udział w niesieniu pomocy głodnym
Galicji, a w następnym roku po dobudowaniu sali teatralnej
przy pomocy sekcji teatra'nej, organizacją zbierania składek
na rzecz ofiar wojny w Polsce i utrwa'eniem bytu szkoły pc -
czątkowej na mocnych podstawach.
Ten ogrom pracy zdziałanej dla stowarzyszenia, zawdzię¬
czała Gospoda goiącej inicjatywie i niestrudzc nej energji
swego prezesa z czasów tworzenia p'acówki ś. p. Wiktora
Romana, którego portret zarząd, na wieczną pamiątkę, wywiesił
w sali posiedzeń. *)
*) Ponieważ większość kolonji zapomniała z czasem kc go
przedstawia portret, prze to zarząd Gospody Polskiej uchwa¬
lił jeszcze w r. 1921-ym, ażeby umieścić na ramie portretu
tabliczkę z wygrawirowanem nazwiskiem. Uchwała ta — z
niezrozumiałych powodów—aż do r. 1927-go nie zestala
wykonany.
		

/Magazyn_084_10_091_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Drugi Zjazd Organizacyj Polskich Syberji i Dalekiego Wschodu w Harbinie (1918).
		

/Magazyn_084_10_093_0001.djvu

			Gospcda Polska w Harbinie.	5T
Wojna europejska wprowadziła i w życiu stowarzyszenia
pewne zmiany, gdyż stanowisko Polaków \v wcjnie i przecią¬
ganie ich obietnicami na jedną lub drugą ze stron walczących
<>dl>iło się i w Harbinie pewneni echem wolnościowem. W
lutym 1915 r. wykonywa śię publicznie z pozwolenia zarządu
cywilnego hymn „Boże coś Polskę" i juź bez żadnej ingerencji
władz święci się rocznicę bitwy pod Grunwaldem, obchodzi
się stuletnią rocznicę śmierci Kościuszki, oraz upamiętnia się
zgon zasłużonych mężów jak Bolesława Prusa, Jeża—Miłko-
Wskiego, H. Sienkiewicza.
Ale nietylko obchodami zaznaczyła nowa placówka sw< -
ją łączność z Ojczyzną, która była w potrzebie, nie zapomniała
bowiem i o realnej pomocy. Plyrą składki i paki z rzeczami
na rzecz ófiar wojnv w Królestwie do Centralnego Komitetu
Obywatelskiego w Warszawie, równocześnie zanąd stara się
wsparciami pieniężnemi ulżyć doli rodaków zamkniętych w
obozach jeńców wojennych'i cywilnych, zwłaszcza w Nerczyn-
sku w prowincji Zabajkalskiej i żadnego apelu nie zostawia
bez skutku a dla wygnańców, zagnanych wypadkami wtjen-
nymi do Harbina rezerwuje lokal w Gospodzie na tymczasowe
pomieszczenie, dopóki zorganizowany komitet pośrednictwa
Pracy nie wynajdzie dla przybysza' odpowie;!nego zajęcia.
Rewolucja w Rosji i zrzucenie caratu dają impuls do tern ści¬
ślejszego zaspolema się kółek polskich w jednem stowarzy¬
szeniu i wobec nowych widoków, jakie się otwierają dla Pol¬
ski tworzy się Rada Polityczna dla przedstawicielstwa interesów
Polaków przebywających w Północnych Chinach i w grudniu
1917. nad gmachem Gospody powiewa sztandar o barwach
narodowych. Rok ten zaznaczył się ogromnym napływem
członków, których w ciągu ostatnich trzech miesięcy przeszło
stu się zapisało, co odbiło się również i na życiu spolecznem.
Tworzą się nowe kółka, których potrzebe wyłaniała chwila,
wszystkie skupiają swą pracę przy Gospodzie; czyto Mandżurska
Komisja dla rejestracji Polaków zakordonowycli, Sokół, Kółko
i olek w sprawach kulturalno—oświatowych, Związek Kolejow-
ców, czy też Rada Polityczna, Polska Partja Socjalistyczna,
czy Skauci—-wszystkie te związki korzystają z siedziby stowa¬
rzyszenia i z nią wiążą swoją egzystencja z niej czerpią swoje
siły, w niej widzą jawny fundament na obczyźnie tej nowej
eiy, jaką wojna wyraźnie niosła. Rok 1918 nietylko ni ora'nic
jest zwrotem ku lepszemu w dziejach stowarzyszenia, ale i
materjalnie, stowarzyszenie nietylko cieszy się taką powagą,,
źe delegat jego jest uczestnikiem delegacji pracowników
Polaków dla likwidacji strejku kolejowego jeneralnego; źe w
		

/Magazyn_084_10_094_0001.djvu

			58
Polacy na Dalekim Wschodzie.
niem obiera siedzib’ Związek Wojenny i emisarjusz Komitetu
Narodowego rejestruje rodaków pragnących wstąpić w szeregiar-
.mjinarodowei; stowarzyszeni nnśli o dobudowie drugiego piętra,
co się szczęśliwie udaje przez umowę o najem lokalu na pier?
wszem piętrze Japończykowi z tym warunkiem, że za dwa
lata ma z należącego się czynszu być wybudowane przez
niego drugie piętro. I w kierunku artystycznym stowarzyszenie
zaczyna swoją działalność rozszerzać na szerszą skalę dzięki
kółku literacko-artystycznenu; przebijający się prze' Harbin
.artyści dopomagają scenie polskiej w Gospodzie i dają moż¬
ność zapoznać kolonję polską z celniejszymi utworami naszej
literatury, a cieszące się ogromnem powodzeniem bale polskie
przynoszą znaczne zasiłki na fundusz budowy szkoły. Szkoła ta
zorganizowana już na trwalszych podstawach zostaje nazwaną
w maju J919. roku szkołą im’D-ra Łabowskiego, t. j. imieniem
jednego z tych prezesów, który wybił się swojem ogromnem
poświęceniem się dla spraw spoteczuych, gorącym patrjotyz-
mem i wyróźniającemi się zasługami w kierunku podniesienia
stowarzyszenia tak, źe imię jego ogół członków
chciał nazawsze związać z Gospodą a podobiznę ś,j. D-r
Łazowskiego zarząd stowarzyszenia umieścił w sili posiedzeń,
■obok portretu pierwszego prezesa.
Stowarzyszenie zwraca uwagę i na popieranie tworzących
się zrzeszeń o charakterze spółdzielczym i dla tego oddaje
lokal narożny, oddzielny od gmachu stowarzyszenia, Polskiej
Kooperatywie, której działalność wszelkimi siłami popiera i
nie zapomina również o celach filantropijnych, organizując
pomoc dla wyrzucanej szybko rosnącym przewrotem w Rosji,
całej fali uchodźców a zwłaszcza dzieci z Syloerji, którym
daje przytułek w Gospodzie. Swe je stanowisko jako placówki
narodowej, jedynej na Dalekim Wschodzie, która posiada
własną siedzibę i reprezentuje niejako część polskiego stanu
posiadania na obczyźnie, potrafiło stowarzyszenia nietylko
utrzymać na takim poziomie, źe szereg cudzoziemców ubie¬
gało się o zapisanie ich jako stałych gości, między innymi
kilkunastu Amerykanów po przyjeździe wojsk aljanckich z
Syberji i Czech, dopóki w lutym 1920 z powodu pamiętnego
zachowania się _ Czechów w Syberji przy odwrocie wojsk 5
Dywizji Syberyjskiej, podwoje Gospody nie zostały dla nich
zamknięte, ale najdobitniej dać temu wyraz w czasie przy¬
jazdu Wysokiego Komisarza Polski na Daleki Wschód.
		

/Magazyn_084_10_095_0001.djvu

			Gospoda Polska w Harbinie.	59
W marcu 1920 r. nastąpił ten pamiętny w dziejach sto¬
warzyszenia dzień, iż Gospodzie Polskiej dane było powitać
pierwszego przedstawiciela wolnej Ojczyzny w swoich mu-
rach i niezbicie zaświadczyć, źe jedyną nadzieją i myślą prze¬
wodnią w tej niezmordowanej pracy kilkunastu jednostek, pra¬
gnących doprowadzić do końca stworzenie tej placówki było dać
wolnej i niepodległej Ojczyznie możność przekonać się przez
swoich wysłanników, źe tu w tym gmachu biło i bije uko¬
chanie tego, co polskie, i że przez tego przedstawiciela Polski
Ua tej placówce ma się zadzierzgnąć trwałe i silne węzły z
Macierzą, że ona ma być widomym znakiem możności rozwoju
narodu polskiego w kolonjach zamorskich. Taki był również
pogląd Wysokiego Komisarza, gdyż po wyjeżdzie misji pol¬
skiej z Harbina Konsulat Jenerałny polski, wynajął lokal w
Gospodzie Polskiej, w której pozostaje aż do obecnej chwili.
Rok 1920 był przełomowym rokiem dla Gospody Polskiej
pod względem finansowym. Przewrót w Rosji wraz z w\’ni-
kającą z niego coraz się potęgującą anarchją w stosunkach
politycznych i ekonomicznych spowodował spadek waluty
rosyjskiej do takiego stopnia, iż rubel rosyjski przestał być
jednostką obiegową na Dalekim Wschodzie a transakcje za¬
częły się odbywać w walucie japońskiej lub chińskiej.
Wskutek powszechnego zubożenia wynikłego z zastoju w
handlu i przemyśle, szereg członków udziałowców Gospody
znalazł się w położeniu krytycznem i zwracał się do instytucji
z prośbą o zwrot kwot udzielonych swego czasu na powstanie
stowarzyszenia. Ponieważ największa ilość żądań przypadła
na rok, w którym nastąpiła zmiana waluty na rynku miejsco¬
wym i wypchnięcie rubla rosyjskiego poza nawias, zarząd
znalazł się w konieczności wypłacania udziałów w pełnej war¬
tości w jenach japońskich; to stanowisko zarządu zachęciło
ludzi mniej skrupulatnych rlo ultymatywnego nieraz domagania
się wypłaty udziałów i dlatego instytucja znalazła się w praw¬
dziwie krytycznem położeniu, nie mogąc mimo oznaczenia
pewnej kolejne ści wypłat podołać wciąż rosnącym zgłosze¬
niom, motywowanym coraz bardziej wzmagającym się powro¬
tem człoków kolońji polskiej do Ojczyzny.
Ciężko jest pomyśleć, że ta instytucja, dla której ludzie
życie nieśli w ofierze, jak śp. prezes Gospody Doberski, który
nie szczędził swego zdrowia i mimo nadwątlonych sił do ostat¬
niej chwili pracował nad ugruntowaniem bytu stowarzyszenia,
źe ta instytucja, przez swoją sekcję teatralną, oświa-
		

/Magazyn_084_10_096_0001.djvu

			60	Polacy na Dalekim Wschodzie.
tową, filantropijną, krzewiąca zamiłowanie do sztuki rodzimej,
do ojczystego języka, dająca możność młodzieży polskiej czy
uczniom gimnazjum polskiego lub też żołnierzom byłej Piątej
Dywizji Syberyjskiej zapoznawać się z utworami literatury
ojczystej z dość bogatej biblioteki stowarzyszenia, że ten dorobek
polskiego stanu posiadania, w którym się jedroczą wspólre usi-
łowania wielu związków innych, czy to Harbinskiego oddziału
Polskiego Czerwonego Krzyża, czv Towarzystwa Popierania
Polskiego Przemysłu i Handlu, Komisji rejestrującej osoby
pragnące wrócić do Polski, cz3’ też Związku Młodzieży, że ten
dorobek miałby być zagrożony i stać się prostym domem do¬
chodowym w rękach jakiegoś cudzoziemca. Do tej niepewno¬
ści jutra pod względem łinansowym, przyłącza się jeszcze nie¬
pewność pod względem politycznym, gdyż Gospoda Polska
należąca do obywateli państwa, dotąd nie mającego traktatu z
Chinami, znalazła się już raz z tego powodu w położeniu ta-
kiem, iż zarząd był zmuszony czynności stowarzyszenia zr-
wiesić, w o l_> e c katego rycz nego żądania władz chińskich, zapła¬
cenia rujnującego stowarzyszenie podatku, nałożonego jedynie
wskutek nieumiejętnego stawiania instytucji kultura'nr-c światc -
wej na równi z domami gry i szantariami. Jedynie dzięki ener-
gji konsula polskiego p. Pindora, który potrafił zjednać inter¬
wencję konsula francuskiego u Władz Chińskich, stowarzy¬
szenie w ciągu krótkiego przeciągu czasu . mogło znowu
otworz3Tć swój lokal dla członków i instytucji. Potrzebę takiego
ogniska własnego kolonja polska odczuwa, gdyż każda uro¬
czystość tradycyjna, czyto święcone, czy opłatek wspólny,
czy też choinka dla wszystkich dzieci polskich, czy też chęć
wspólnego porozumienia się wszystkich organizacji dla skon¬
centrowania swojej działalności, jak to było raz zainicjowane
przez zarząd Gospody Polskiej, gromadzi liczne grono roda¬
ków, którzy wynoszą miłe wrażenie ze spotkania się na swojem
terytorjum na obczyźnie. Każdy czuje się tutaj jak w domu, a
to wrażenie wynos/ą nawet i obcy, którzy bardzo chętnie
uczęszczają na wieczory stowarzyszenia, uważając atmosferę
domu i gospody za tak miłą i prostą, że przenoszą ją nad po¬
byt między swoimi. Z salą Gospody Polskiej łącz}’ się szereg
wspomnień, które nie łatwo zatrą się w pamięci obecnych
członków, począwszy od tradycyjnych wieczorów na szkolę
im. D-ra Łazowskiego, wieczorów ogólno-polskicli, powitania
Wysokiego Komisarza i wspólnego święconego z pierwszym
przedstawicielem Ojczyzny, szeregu pożegnalnych herbatek
na cześć odjeżdżających do Polski członków, pożegnania
pierwszego konsula polskiego p. Morgulca, i jego Malżt nki,
aż do corocznych obchodów Święta Narodowego w d. 3. maja
		

/Magazyn_084_10_097_0001.djvu

			Gospoda Polska w Harbinie.
6L
•'a których bywam wszyscy prze lstawiciele państw obcych
Władz Chińskie!,.
Trudne ma zadanie zarząd Gospody, który przejął ten
dorobek kulturalny z taką już wyrobioną tradycją i winien go
2 należytym pietyzmem utrzymać dla następnych pokoleń na
dalekim Wschodzie.
Najbardziej zagraża stowarzyszę nu ciężki stan finansów}-,
spowodowany Koniecznością wypłaty ulziałów, wniesie nych
Ha budowę oddzielnego gmachu.
Sądzimy, 7.2 może tyjh pirę słów, poświęconych zaledwie
krótkiemu zestawieniu aktów powstania jednej z najstarszych
Jdacówek polskich na Dalekim Wschodzie, dotrze do czynni¬
ków miarodajnych, źe może Rząd Polski zainteresuje się losem
tej placówki której opiekę powierzono jego przedstawicielowi
Dalekim Wschodzie, być może, że niejeden z patrjotów
Pplskich, do którego rąk dostanie się ten artykuł, oceni pracę
kilkunastu ludzi dobrej woli i nie da tej placówce zginąć, mo¬
że i Rząd Polski i ludzie prywatni pomogą zarządowi do
utrzymania tej instytucji polskiej, do której jak do serca zbie¬
gają się liczne aiterje tych co mówią po polsku od Władywcs-
toku aż do Czyty, do rozsianych po całym obszarze Dale¬
kiego Wschodu domów polskich i niezliczonych uchodźców i
wygnańców, których słowo polskie czy gazeta polska prze-
-słana, na duchu krzepi i zachowuje dla Ojczyzny.
Tadeusz Szukiewicz.
*) Niniejszy artykuł był drukowany w r. 1923. w. „Pa-
iniętniku Harbińskim (Część 1) ale ponieważ nowszych danych
nie otrzymaliśmy, przeto powtarzani}* go, z małemi tylko
zmianami.
		

/Magazyn_084_10_098_0001.djvu

			62	Poli cy na Dalekim Wschodzie.
I). 20-go marca r. 1927 został wybrany w Gospodzie
Polskiej następujący zarząd. Panowie:
Hajwos A. prezes, Kiszkis A. de!. K. M. Scen}\ Ks. Le;
soczewic' A. delegat do R. Szkolnej, Lewicki E., Lewiński
S. skarbnik, Letowt M. bibliotekarz, Lernet A u e ust, Nernheini
S. wice-prezes, Michowski L. del. do ZMP. Ks. Wilczyński
P., Bury K. Zoljdowski S. gospodarz, Zebrowski B„ Wolf
Czesław, Lyźvva A. sekretarz.
Do Komisji Rewizyjnej wybrani: Pp.: Aritoszewicz R.,
Doberska A, Lernet Antoni.
Do Są lu Honoroweg > wybrani: ks. Piotrowski Adm. Ap.*
p. Emeryk Gustaw, p. Kowalski Wfadjsław, p. Pabisiak M.»
p. Chmielewski F.
Na załączonej fotografii brak panów K. Purego>
Cz. Wolfa. R. Ant szewic.ui i M. Pabisiaka.
		

/Magazyn_084_10_099_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Zarzad Stow. „Gospoda Polska" w Harbinie, (wybrany d. 20 marca 1927.)
		

/Magazyn_084_10_101_0001.djvu

			SOKOL I HARCERZ
Pierwsze wzmianki o istnieniu stowarzyszenia gimnasty-
cznego ,,Sokol“ w Harbinie, mamy z d. 1 września 1917 roku.
Wówczas naczelnikiem Sokola był p. Feliks Anioł, a zastępcą
p. A. Grzyb.
Jak długo egzystował „Sokół" i gdzie podziało się jego
archiwum - nie wiemy.
D. 6. czerwca 1918 roku została założona Drużyna Har¬
cerska im. Henryka Sienkiewicza. Założ}'cielami byli: Inżynier
Aleksander Krzywiec, Feliks Anioł i Benedykt Krzywiec.
Z tego to prawdopodobnie roku pochodzi piękny sztandar,
znajdujący się jeszcze obecnie w posiadaniu drużyny harcer¬
skiej przy Gimnazjum Polskiem im. H. Sienkiewicza i prze-
.chowywany z wielka czcią w oddzielnej szafie, w auli gimna¬
zjalnej.
Płótno sztandaru (wymiaru 108 cm x 136 cm) z pod-
wójnsj materji jedwabnej. Jedna strona biała, ma wyszyty
krzyż harcerski i' u dołu napis: “Polska Mandżurska Drużyna
Skautów imienia H. Sienkiewicza."; na drugiej stronie, ama¬
rantowej, jest biały orzeł. Całe płótno sztandaru jest obszyte
dokoła sznurem amarantów}™.
Drzewce barwy ciemno czerwonej, długości 2 m.48 cm.
zakończone kulą drewnianą z igłami i piką metalową, o barwie
Srebrnej.
Płótno przybitego drzewca 6 gwoździami, barwy złotej.
Do górnej części drzewca przybite są dwie wstęgi z fren-
dzlami długości 2m. 65 cm., jedna biała, druga amarantowa.
Najświetniejsze czasy harcerstwa przypadają na rok 1919.
Sdyż liczba członków doszła do 130, i w ciągu lata funk¬
cjonował dwumiesięczny obóz letni na Ruskiej Wyspie, koło
Władywostoku.
D. 15. października 1919 roku została utworzona fil ja
drużyny harcerskiej w Gimnazjum Polskiem im. H. Sienkie¬
wicza w Harbinie. Naczelnikiem Harcerstwa Okręgu Dalekiego
Wschodu bvl dr. Jakóbkiewicz, pomocnikiem Naczelnika Okręgu
l'alekiego Wschodu i naczelnikiem placu w Harbinie p. Feliks
Anioł, a przybocznym p. Filipecki.
		

/Magazyn_084_10_102_0001.djvu

			64	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Idea skautowska promieniowała z Harbina na wszystkie^
stron}', W grudniu 1919 roku została założona drużyna skau^'
towska w Czycie (Prow. Zabajkałska), a w styczniu 1920 roku
w csadzie obok stacji Mandżuria.	.
Wskutek wyjazdu wielu członków drużyny harcerskiej
do Polski, rozpoczyna sit; powolny upadek harcerstwa polskiego
w Chinach. W sierpniu 1920 roku, naczelnictwo harcerskie
wyjeżdżające do Polski, wydało do harcerzy pozostających w
Harbinie rodzaj manifestu, pod tytułem: „Testament żyjących,.
Oryginału tego testamentu odnaleść nie mogłem; podaję więc
poniżej brzmienie koj ji (podług wszelkiego prawdopodo¬
bieństwa wiarogodne):
Testament
żyjących, dla młodzieży Polskiej w Harbinie.
Pozośtawiawy Wam w spadku SZTANDAR 1-ej Man¬
dżurskiej Drużyny Harcerskiej Imienia HENRYKA SIENKIE*'
WICZA.
Drużyna została założona w 1918 r. 6. czerwca. Założy¬
cielami byli: pp. Inżynier ALEKSANDER KRZYWIEC*
FELIKS ANIOŁ, BENEDYKT KRZYWIEC.
W roku 1919 drużyna liczyła do 130 członków; w tymże
roku odbył się dwumiesięczny letni obóz na Ruskiej Wyspie, we
Wł ad y w os tok u.
Najświetniejsze czasy rozwoju drużyny przypadają na
jesień 1919 r. i wiosnę 1920 r.
Drużynowym i Naczelnikiem Drużyny był Druh Feliks
Anioł; nast;pnym drużynowym był Druh Benedykt Krzywiec,
ostatnim Kazimierz Januszewicz.
Oprócz swych zwykłych zajęć, drużyna uroczyście obcho¬
dziła święta narodowe.
Pod tym SZTANDAREM łączyła s:ę w Harbinie młodziej
polska i żarliwie pracowała nad sobą w kierunku ideałó'^
narodowych i wszechlu łzkich.
		

/Magazyn_084_10_103_0001.djvu

			Sokół i Harcerz	85-
D;iś ta młodzież w swojej większości powrócił;' ltił>
powraca cło Ojczyzny i d? iś wskutek tego szeregi ml dzieży*
polskiej w Harbinie tą nad wątle ne.
Nie jesteśmy pewni przyszłego kmi drużyny Harcerskiej
w Harbinie, bo i resztki harcerzy mogą pociągnąć do Ojczyzny,
przeto chr< niąc ten SZTANDAR, tą świętość nas;a, pr>ed
Niepewnością, umies	
			

/Magazyn_084_10_104_0001.djvu

			66	Polary na Da'ekim Wschodzie.
W r. 1920-3*m istniały w Harbinie dwie drużyny har¬
cerskie (mieszane): jedna przy stow. “Gospoda Polska" i
druga przy gimnazjum im. H. Sienkiewicza. Drużyny te praco¬
wały przez pewien czas bardzo energicznie. Po wyjezdzie dziel¬
niejszych członkow obu drużyn do Polski, praca szybko
poczęła upadać, tak że przy końcu roku 1920 były obie drużyny
w stanie zupełnego zaniedbania. Dopiero przybycie do Harbina
instruktora H. P. p. Pworzańskiego w styczniu 1921 roku, podźwi
gnęło je z upadku. W ciągu miesiąca zorganizował p. Dworzański
hufiec harcerski, w skład którego weszły drużyny: męska im.
K. Pułaskiego, żeńska im. Królowej Jadwigi i zuchów.
Pan Dworzański zorganizował również Patronat Harcer¬
stwa, którego prezesem był najpierw kcnsul p. Michał Morgu-
lec, a po jego wyj uździe wice-k( nsul p. Konstanty Symonołe-
wicz.
Kierownikiem Hufca został nauczyciel w gimnazjum im.
H. Sienkiewicza p. Franciszek Lysek-Polański. Drużyna męska
i żeńska istniały bez przerwy, ciągle się jednak zmieniając
się liczebnie. Natomiast d-na zuchów kilkakrotnie rozwiązywała
się i znowu powstawała. Drużynowymi d-ny męskiej byli druh
kierownik P. Lysek-Polański, Jan Korwm-Piotrowski, Teofil
Kot i lózef Sobótkiewicz, żeńskiej druhny: R. Pikielówna,
Halina Zajączkowska, i I. Baryszewska, zuchów: A. Gentyłówna,
Pr. Leśniewski i W. Anyszkówna.
W. r. 1923-im został urządzony ostatni do chwili obecnej
letni obóz harcerski, koło przystanku kolejowego Czen, pod
komendą druha F. Lysek-Polańskiego.
W tymże 1923 roku d-h F. Lysek-Polański zr;ekł się urzędu
Kierownika Hufca i odtąd Kierownictwo Hufca przeszło w
lęce Rady Hufca, w której skład wchodzili opiekunowie oraz
drużynowi i przyboczni wszystkich drużyn.
Niedługo przed usunięciem się d-ha Fr. Łyska—Polańskie¬
go, d-na męska rozbiła się na dwie nieiówne części, utworzy¬
wszy dwie niezależne od siebie drużyny:—drużynę im. K.
Pułaskiego pny gimnazjum i d-nę im. T. Kościuszki przy Go¬
spodzie Polskiej. Istnienie tej ostatniej było krótkotrwałem,
gdyż po póltoramiesięcznej egzystencji rozpadłą się, a większa
część jej członków wróciła do d-ny im. K. Pułaskiego.
Przy końcu r. 1923. znowu zorganizowała się d-na zuchów
tym razem im. jen. H. Dąbrowskiego. Trwa cna do obecnej
chwili z małą, bo tylko kilkumiesięczną (w roku 1925) przerwą.
Drużynowymi byli K. Symonolewicz i J. Samójłto. Liczba
członków jej wahała się od 30 do 60.
		

/Magazyn_084_10_105_0001.djvu

			Sokoł i Harcerz.	67
, W maju 1927 liczyła drużyna 40 członków. Drużynowymi
\ c uiĘskie] a zarazeni i prezesami Rady Hufca byli' kolejno
A' Sobótkiewicz, W. Pelc, YV. Dziatlik i K. Symonolewiijz,
arużynowemi d-ny żeńskiej I. Baryszewska i T. fearyszewska.
t	22 sierpnia 1925 r. przybył do Harbina wojskowy at-
polskiego poselstwa w Fokjo, pułkownik Jędrzejewicz.
zujki jego staraniom po dwuletniej przeszło przerwie, został
reorganizowany hufiec harcerski.
Najpierw został zorganizowany Patronat Harcerski, którego
Prezesem został ks. Proboszcz Ostrowski, a członkami "p.
^inisław Nernheim, Aleksander Hajwos, Stanisław Zołądow-
p*1. Józefa Brudzewska i Izabela Baryszewska, oraz jako „Opie-
^n“ każdorazowy dyrektor Gimnazjum Polskiego im. H. Sien-
'iewicza. W skład hufca weszły trzy wyżej wspomniane d-nj-.
. Kierownikiem hufca został mianowany K. Symonolewicz,
(lrużynowym d-ny męskiej W. Gorczycki. Taki stan komendy
,tjWa do obecnej chwili. W roku 1926 został zorganizowany
j’111 ton sarenek pod dowództwem H. Juchniewiczowny. Najin-
ensywniej pracowała przez cały ciąg swojej egzystencji d-na
,'^ska, średnio żeńska, najsłabiej zuchów. Odbyto bardzo wie-
le zbióreki niestety tylko kilka wycieczek.
Harcerze uczestniczyli we wszystkich obchodach patrjo-
3'cznych i religijnych. Urządzili kilka wieczorków i kilka >,her-
atek“ z zabawami.
Brali też żywy udział wr życiu kulturalnem i społecznem
Młodzieży polskiej w Harbinie.
		

/Magazyn_084_10_106_0001.djvu

			BURSA POLSKA W HARBINIE
Pierwsza ochrina w Harbinie założona została na pr/ed''
niieściu Modiagcu, przez Ks. Władysława Ostrowskiego w r< -
ku 1915, dla sien ti ubogich dzieci, uczęszczających do szkt !>'
polskiej, lic ść dzieci wynosiła 2C-75. Kierowniczką ochron'-
była zawodowa ochrcniarka p. Marja Marzan. Utrzymywał
ochron? ks. proboszcz Ostrowski. Oprócz sierot i dzieci ubo¬
gich, było parą uczni mniej zamożnych na internacie, uloko-
wanych przez rodziców, zamieszkałych na prowincji W reku.
1916. ilcść wychowanków ochre ny znacznie się zwiększyła''
przybywali uchodźcy z Polski i Syberji.Zmieniono lokal i ochro-
niarkę. P. Antonina Liwczanówna *) opiekowała się ubc
dziatwą parę lat. W roku 1917. ochronę przeniesiono do nowe¬
go domu parafjalnego przy kościele (gdzie sit; mieściła Szki U}
Polska Sw. Wincentego i Gimrazjuni im. H. Sienkiewicza). ^
roku 1919 20 cchroniarlą zestala p. Muzykówna, lecz
roku 1920-tym z powodu wyjazdu na dłuższy czas do Kurop.'
opiekuna ochrony ks. Wł. Ostrowskiego, ochroną zaopieko¬
wała się świeżo utworzona, „Gmira Polska" z p. Kazimierzei"
Żarskim—Żurawskim na czele. Zasda reorganizacja wew¬
nętrzna i zewnętrzna.
Nastąpił podział na «Bursę Męską im. Tadeusza Koś¬
ciuszki* i «Bursę Żeńską im. Elizy Orzeszkowej:* Obie burs'
starah’ się jak najwięcej przygarnąć dzieci z prowincji, by dac
im moźebność za tanią opłatę uczyć się w szkołach polskich"
Harbinie. Ilcść wychowanków znacznie się zwiększyła.
Na gospodynię „Bursy" zaproszono p. Domicelę Mackie'
wiczównę, na wychowawcę pedagogicznego dla chłopców
Zarskiegc-Zurawskiego, dla dziewcząt p. Józefę Brudzewską. 1
roku egzystencji ,,Bursa“ Gminy Polskiej ustąpiła opiekę na(
dziatwą Kadzie Opiekuńczej gimnazjum im. H. Sienkiewicza
szkoły początkowej im. Sw. Wincentego a Paulo.
*) Później zamężna za Kapitanem W. P. Rudolfem Kreutz1'
gem, który zginął w r. 1920 pod Warszawą.
		

/Magazyn_084_10_107_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Bursa Polska w Harbinie (1927).
		

/Magazyn_084_10_108_0001.djvu

			I
		

/Magazyn_084_10_109_0001.djvu

			Bursa Polska w Harbinie.	691
Lokal bursy znacznie rozszerzono i ulepszono utrzymanie
'yychowańców. jednak przed końcem roku szkolnego „Rada
vpieku'.icza“ zlikwidowała „bursę“ wskutek olbrzymiego de¬
ficytu, gdyż rodzice nie opłacali należyte ś:i za utrzymanie
yzieci. W tej chwili krytycznej, przyszła z pomocą bursie Kon¬
ferencja Pań Towarz. sw. Wilcentego a’ Paulo (*) która spri -
'vadzi\vszy do minimum wszystkie wydatki (zmniejszono lokal,,
bezpłatna gospodyni i wychowawczyni etc.) wybrnęła z ci꿬
kiej sytuacji i cd roku 1922-go do dzisiejszego dnia opiekuje
■S:Q dziatwą zamieszkałą w bursie. Kmferencja Pań t-wa. Winc.
<1 Paulo, walcząc z bard/o wielUiemi trudnościami, przede-
wszystkiem z brakiem (undus .ów, a wskutek tego słabej organi¬
zacji wewnętrznej, (brak dobrych, fachowych wychowawców),
*adowalnia się jedynie tem, że może dr.ć chwilowe utrzymanie
uboższej dziatwie szkól polskich.
Wszystkich dzieci wychowuje obecnie bursa 35, w tej
liczbie sierot 19 i pozostali plącą bardzo niewiele.
Wostatnim roku bursa otrzymała za staraniem Delegata
kolonji harbińskiej p. Tadeusza Szukiewicza zasiłki z Minis-
terjum Pracy’ i Opieki Społecznej i z Ministeijum Wyznań
Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie. Chociaż
te zasiłki stanowią dla biednych dzieci bardzo wielką pomoc,
to jednakowoż na wszystkie potrzeby nie wy starczają. Wiele
dziesiątków polskich sierot oczekuje jeszcze litościwej ręki,
kto raby ich przygarnęła i uchnniła od utraty wiary i naro¬
dowości.
Bursa potrzebuje pomocy i p (parcia społeczeństwa pols¬
kiego, gdyż egzystencja jej materjalna i moralna jest niezmier¬
nie zagrożona.
Józefa Brudzewska-
*) Pożyteczne to stowarzyszenie utworzone zostało d- 22
listopada 1921 roku, za inicjatywą p. Barbary Załogowej, któia
•od tej daty, aż po dzień dzisiejszy jest tam pre-e>ką.
		

/Magazyn_084_10_110_0001.djvu

			STRAŻ MARYI
STOWARZYSZENIE UCZĄCEJ SIE
MLODZIEZY.
Dnia 8-go czerwca 1925 roku, w myśl projektu Rady Wy-
Ićonawczej Intronizacji N. M. P. w gimnazjum imie.iia H. Sien¬
kiewicza, została zorganizowana ,,Straż Maryi", organizacja
młodzieży gimnazjalnej, stanowiąca jakby stronnictwo
mające na celu zrzeszenie całej młodzież)- polskiej w
Azji, na zasadach religijno— narodowych. Na czele całej Stra¬
ży stoi Marszałek wraz z Radą Zelat irow. Marszałkiem od
8-VI 19?5 r. do d nia 3-go maja 1927 roku byt K. Symonolewicz,
obecnie jest J. Mackiewicz. W pierwszym roku pracy (1925-26)
“Straż Maryi miała szereg sekcj i, z których najpoważniejszemu
były: kółko Polonistów (Prezes: W. Pelc, potem T. Parnicki).
Bratnia Pomoc (prezes S. Dziatlikówna), Kółko Malarzyi pre¬
zes: Z. Bebrysz). Kółko Polonistów urządzało odczyty, wieczo¬
rki i wystawione na scenie były utwory:,,Kordjan“ J.Słowackiegó,
,,Dziady" A. Mickiewicza, „Zemsta za mur graniczny" Al.
Fredry (wszystkie trz}r w wyjątkach) i A. Asnyka: „Bracia
Lerche“. Urządzano też szereg sobótek z odczytami i obcho¬
dy patrjotyczne, z powodu 9GC lecia państwa polskiego i dnia
3-go maja. Bratnia Pomoc utrzymywała przez pewien czas
sklepik, z prze hniotami '.nięzli;:lnvi}ii dla użytku szkolnego po
cenie przystępnej, oraz wydawała ubrania i obuwie niezamożnym
-dzieciom. Kolko Malarskie urządziło wystawą malarską i spo¬
rządziło szereg dekoracyj dla przedstawień. Straż Maryi prowa¬
dziła i prowadzi obszerną koresponde icję z Polską i ma fil je
na prowincji t. j. poza Harbinem. Unądziła dwie Akademie
kii czci N. M. P.: dnia 8/XI 1925 r. i 3/V 1926 r., Akademię
ku czci Sw. Stanisława Kostki. 13/XI 1926 r., Akademią ku
uczczeniu pamięci H. Sienkiewicza d. 29 XI 1926 r. i ku czci
N. M. P. w dniu Niepokalanego Poczęcia 8/XII 1926 r,; obchc-
dy powstania listopadowego i styczniowegc. Dnia 23 kwietnia
		

/Magazyn_084_10_111_0001.djvu

			Polacy na Dąłekim Wschodzie.	71
1927 r. zawarta „Straż Maryi" przymierze ze „Związkiem Mło¬
dzieży Polskiej4*, jedyną organizacją młodzieży pozagimnazjalnej.
Od dwóch lat prawie wydaje ..Straż Maryi" pismo ścienne
^Dwutygodnik** *). Redaktorem' jest b. Marszalek Straży K.
Synionolewicz. Od czasu do czasu urządzała redakcja konkur¬
sy literackie. Co pewien okres czasu odbywały sią zgromadze¬
nia walne Straży Maryi i często posiedzenia Rad}- Zelatorów,
na których były wygłaszane odczyty na tematy religijne i
Patrjotyczne.
*) Pierwszy numer wyszedł d. 1. września 1925 roku a
''numer 27. d. 1.*kwietnia 1927. roku.
		

/Magazyn_084_10_112_0001.djvu

			Towarzystwo Popierania Muzyki i
Śpiewów Kościelnych w Harbinie
Z inicjatywy kilku parafjan a szczególnie p. Wincentego'
Szafrańskiego powstał projekt utworzenia przy tutejszym*
Kościele „Towarzystwa popierania Muzyki i Śpiewów Koście!-'
nych", w celu zorganizowania chóru kościelnego, orkiestr}',
nabycia odpowiednich nut, literatury i tp.
Pierws e walne zgromadzenie inicjatorów odbyło się w,
dzień Svv. Cecylji, Patronki Muzyki, dnia 22 listopada 1922
r. na którym została zatwierdzona ustawa i wybrany Zarząd.
Podług ustawy członkiem T-wa może być każdy parafia¬
nin (ka). Członkowie dzielą sit; na „Honorowych," którzy
wpłacają jednorazowo ra rzecz T-wa nie mniejniź 25 dolaró"'
meksykańskich, lub którym Walne Zgromadzenie za prace dla
T-wa nadaje tę godność, 2) „Wspierających" -którzy płacą mie¬
sięcznie składkę od 25 centów i wyżej i 2) „Członków czynnych",
którzy należą do chóru, orkiestry i t. d.
W pierwszym roku istnienia T-wa członków było r>0, a
w roku 1924: honorowych 4, wspierających 150 i czynnych 20--
W roku 1925 liczba członków honorowych zwiększyła się do
7, a w roku 1926 członków wspierających ubyło, z powodu
wyjazdu do Polski wieiu osób - zatrudnionych na koleji
Wschodnio - Chińskiej. Obecnie T-wo liczy zaledwie kilka
dziesiątków członków i Zarząd dokłada wszystkich starań,
ażeby nie dać upaść T-wu ze względu na jego doniosły cel.Środki
T-wa składają się z ofiar, ze składek członków i dochodów /■
wieczorków. Zarząd T-wa stanowią,: Ks. Wl. Ostrowski -
prezes, p. W. Szafrański sekretarz - skarbnik i p. Józef Wy¬
szyński - dyrygent chóru, Dotychyczas T-wo mogło tylko
utrzymać chór kościelny i częściowo opłacać dyrygenta - or;'
ganistę miejscowego, iime zaś - cele pozostawia do lepszej,
przyszłości.-
		

/Magazyn_084_10_113_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Tow. Muzyki i Śpiewów w Harbinie.
		

/Magazyn_084_10_114_0001.djvu

			1
.
I
... >• ....
«
		

/Magazyn_084_10_115_0001.djvu

			STOWARZYSZENIA POLSKIE
W HARBINIE
Od czasu Jak tylko Polacy poczuli grupować się w Har¬
binie, przystąpili natychmiast do organizowania stowarzyszeń-
Było i jest ich w Harbinie bardzo wiele. Przyczyną tego
le*>t z jedne] strony nasz wybitny indywidualizm, a z drugiej
strony różnorodność żywiołów, z których społeczeństwo pol¬
skie w Harbinie i wogóle na Dalekim Wschodzie się składa.
Wiele osób uważa, że wielka liczba stowarzyszeń świadczy
ujemnie o jedności społeczeństwa. Zdania tego nie podzielamy,
j^idzimy, że Niemcy którzy mogą być uważani za ideał je-
^n litości, mają i zakładają dziesiątki stowarzyszeń w każdej m j-
j^niejszej miejscowości i to nie tylko w Niemczech ale i w ko-
lot'iach. Trudno w}'niagać ażeby ludzie, o rozmaitem wykształ¬
ceniu, wychowaniu i kulturze towarzyskiej, o rozmaitych prze¬
konaniach i poglądach, związy wali sit; ze sobą tak ściśle,
!% mieli uczęszczać ustawicznie do jednego i tegosamego
'okalu i widywać się i rozmawiać między sobą po kilka razy
'v tygjdniu. Naturalnie źe są kwestje wspólne i jednakowo
'yaźne dla wszystkich przedstawicieli danej narodowości npr
^'vestje ogólno-narodowe, religijne, filantropijne, niektóre
Prawy polityczne i społeczne. W tych ważnych wypadkach
”c>gą i powinny łączyć się poszczególne organizacje między
*> ,*: Jeżeli to nie ma miejsca,to winna temu tylko wygórowana
lTbicja lub warcbolstwo poszczególnych jednostek.
Pierwszem piywatnem, tj. oficjalnie nie zatwierdzonem
towarzyszeniem polskiein b\ I „Komitet Kościelny", który
1°Wstał w roku 1501-yin. Celem tego komitetu było zbieranie
l,nd uszów na budowę kościoła polskiego w Harbinie.
■. Najstarszeni oficjalnie uznanem stowarzyszeniem pol-
13' v!n W Harbinie było „Rzymsko—Katolickie Towarzystwo
° broczynności" którego pierwsze zebranie odbyło się d. 1
		

/Magazyn_084_10_116_0001.djvu

			74
P< lacy na Da!e'iiin Wschodzie.
marca st. stylu 1903. roku Przedtem odbywał}' sie także
zebrania Polaków—Katolików, ale naturalnie wskutek panu¬
jącego wówczas systemu rządowego, musiały one nosić
charakter czysto prywatny, a nawet być utrzymywane w
tajemnicy. Z tego Towarzystwa Dobroczynności wyłonił sic;
„Komitet Budowy Kościoła", który po ukończeniu budowy
oddał swoje funkcje „Zarządowi K< ście'nemu“, a ten ostatni
zamienił się następnie w „Radą Parafialną", która egzystuje
po dziś dzień.
Oprócz tego istniało jeszcze prze! dwudziestu i kilku
!atv stowarzyszenie polskie o celach towarzysko—kulturalnych
pod nazwaniem „Lutnia4*. Żałujemy bardzo źe nie udało się
nam znaleść protokołów tego kółka. Prawdopodobnie uległy
•one zniszczeniu. Z rozmów tylko dowiedzieliśmy się, źe
„Lutnia" założona była- jeszcze pned wojną rosyjsko-japońską
i przetrwała aż do jesieni roku 1907 Największy ruch stowa¬
rzyszeniowy zaczął się w Harbinie po wybuchu rewolucji
w Rosji, kiedy to Harbin zrobił się na czas jakiś omal że
nie najwaźniejszem centrum życia polityczno-społecznego na
Dalekim Wschodzie i gościł w swoich murach tysiące osób
cywilnych i wojskowych, które ratowały się tutaj przed burzą
wojny domowej.
W połowie sierpnia 1917. roku egzystował}- w Harbinie
następujące stowarzyszenia:
— 1) Gospoda Polska, 2) Towarzystwo śpiewacze «Lut-
nia», 3) Komisja poborowa R. Z. P. T. O. W., 4) Księgarnia
udziałowa, 5) Koło artystów dramatycznych, 6) Koło baletowe,
7) Koło Uniwersytetu ludowego, 8) Komitet szkoły robotniczej,
9) Oddział P. T. P. O. W., 10) Oddział P. P. S. fr. rew., 11)
Towarzystwo gimnastyczne «Sokół», 12) T-wo Sw. Wincen¬
tego a’Paulo, 13) Wydawnictwo «Listów Polskich», 14), Za¬
rząd kościelny, 15) Związek Polaków Wojskowych, (posiadający
swe filje w całym miejscowym kraju), i 16) Tymczasowy Ko¬
mitet Organizacyjny kolonji polskiej—(ostatni mało czynny).
W połowie p ż lziernika 1919 roku egzystowały:
1)	Zarząd Polskiego Związku Wojennego w Harbinie
2)	Delegacja Polskiego Komitetu Wojennego w Harbinie
3)	Gospoda Polska
4)	Stowarzyszenie Pomocy ofiarom wojny
5)	Skaut polski
6)	Stowarzyszenie Sw. Wincentego a Paulo
		

/Magazyn_084_10_117_0001.djvu

			Stowarzyszenia Polskie.	75
0 Komitet Polski Narodowy na Rosję i Syberit; w Harbinie
8)	l.iga Polek
9)	Doraźna Pomoc
-lO) Kotko Dr amatyczne
11) Kotko Oświatowe
J2) Polska Partja Socjalistyczna
13)	Gmina Polska w Harbinie
14)	Stowarzyszenie Nauczycieli i Wychowawców
^5) Gimnazjum im. H. Sienkiewicza
16) Redakcja pisma polskiego Polski Kurier Wieczorny
1?) “	“	“	Niepodległość
18)	“	“	“	Przegląd
19)	Polski Związek Wojenny w Aszyche
20)	“	“	“	w Imiańpo
21)	“	“	“	w Chandaochedzy
22)	“	“	“	w Mulinie
23)	“	w Pogranicznej
24)	Kotko samopomoc}7 w Dźałańtuniu
25)	“	“	“	“	Hajlarze
26)	“	“	“	“	Buchedu
27)	“	“	“	V	Cvcykarze
28)	“	“	“	“ .	And a
29)	“	“	“	“	Imiańpo
30)	“	“	“	“	Chandaochedzy
Wr. 1922. egzystowało w Harbinie 19 stowarzyszeń
Polskich, a mianowicie: 1) Rada Parafialna, 2) T-wo Sw.
Wincentego a Paulo z oddziałem Konferencji Pań 3) Polski
Związek Chrzęść. Demokr., 4) Polski Czerwony Krzyż, 5) Gospoda
polska, 6) Związek Młodzieży Polskiej, 7) Patronat Pań, 8)
hada Opiekuńcza Gimnazjum im. H. Sienkiewicza, i Szkoły
|n|. Sw. Wincentego a Paulo. 9) Komitet Rodzicielski przy
Gunn, im H, Sienkiewicza, 10) Komitet Rodzicielski przy
Szkole im. Dra Łazowskiego, 11) Związek Pracy Uchodźców
*	nad Amuru, 12) Gmina Polska, 13) Zrzeszenie Pracowników
Kolejowych, 14) T-wo Popierania Polskiego Handlu i
•	rzemysłu, 15) T-wo Popierania Muzyki i Śpiewu Kościelnego,
16) Polski Związek wojennych wygnańców, jeńców, ewakuo
wanych i zmobilizowanych do wojska w okresie 1914—1918.
r°ku, 17) Związek Polskich Rodziców mających dzieci w
szkołach rosyjskich, 18) Związok Harcerzy (skautów), 19)
komisja Repatryacyjna.
W r. 1927 egzystuje: 1) Rada Parafialna w Nowem Mieś
€K‘> 2) Rada Parafialna na Przystani, 3) Konferencja Pań im
		

/Magazyn_084_10_118_0001.djvu

			"
76
Polaćy na Dalekim Wschodzie.
Sw. Wincentego a’ Paulo, 4(Gospoda Polska, 6) Polski Czer^
wony Krzyż (albo Polskie T-wo Dobroczynności), 7) Zwią-'
zek Młodzież}- Polskiej, 8) Rada Opiekuńcza Gimnazjum im. H.
Sienkiewicza, 9) Komitet Rodzicielski przy Gimn. im. H. Sien-
kiewicza, 10) T-wo Popierania Muzjrki i Śpiewów Kościelnych,
11) Związek Harcerzy, 1?) Straż Maryi, 18) Rada Szkolna przy
Go 1 i Polskiej, 14) Komisja Czynna Polskich Organizacji
w
)ime.
		

/Magazyn_084_10_119_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Personel Delegacji Polskiej w Chinach.
(Harbin. 1927).
		

/Magazyn_084_10_120_0001.djvu

			-
"•vv
••■'.V -
.
		

/Magazyn_084_10_121_0001.djvu

			PRASA POLSKA W AZJI.
Każdy czytelnik w Polsce,_ czy też wogóle w Zach. Euro¬
pie lub Ameryce jest przyzwyczaj* ny do pism, które pcd względem
doboru i obfitości treści i pcd względem szaty zewnętrznej
stoją przewoźnie na bardzo wysokiej stopie. Nic w tein niema
dziwnego. Prasa polsko—europejska, ew. amerykańska, rozpo¬
rządza najczęściej takimi środkami materjalnymi, takiem po par-
C|em jednostek prjwatnych, istytucyj albo rządu i taką liczbą
Płatnych prenumeratorów, źe mc zna się tylko dziwić, jeżeli w
treści lub formie okazują się braki. Zupełnie inaczej z prasą
Polską w Azji. Któż ją wydawał i gdzie wychodziła? Prasa
Polska pojawiła się tylko w Syberji i w Chinach, a prawie
Wszyscy wydawcy, a jeszcze częściej redaktorowie i autorzy
artykułów, to ludzie ideowi, którzy nie tylko źe nie mieli z
tego korzyści materjalnych, ale przeciwnie—oprócz bezpłatnej
Pracy literackiej, pochłaniającej czas oraz psującej nerwy-musieli
prawie zawsze ponosić ofiary pieniężne z własnej kieszeni,
Zebranie spisu czasopism polsko — azyatyckich napotyka
ogromne trudności. Nie można się niczego dowiedzieć, gdyż
mkt się tą sprawą nie interesował. Taka bowiem jest psycho-
logja Polaka na obczyźnie, źe chcćby 40 lat mieszkał gdzieś
dajmy na to nad jeziorem Bajkalskiem albo przy ujściu Jang-Tse-
Slangu, to przez t\xh całych 40 lat, ciągle wybiera się z po¬
wrotem do Polski.'A naw;et jego syn, który się tutaj urodził, i
°Prócz kosookich Chińczyków i syberyjskich «czaldonów“, niko¬
go więcej nie widział,—także wybiera się ciągle do Polski, choć
San> nawet nie wie, co będzie po przyjeździe tam robić.
Wobec takich zapatrywań, niema nic dziwnego, źe w źacl-
nym absolutnie domu polskim, nie można znaleźć kompletu miej-
?Cowyęh pism polskich. Bo i pocóź to zbierać, kiedy przy pa¬
kowaniu rzeczy, potrzeba będzie—z powodu braku miejsca—
o wszj^stko wyrzucić.
A w bibliotekach miejscowych stowarzyszeń polskich,
można znaleść, z wielkitn pietyzmen przechowywane stare
'oczniki najroziiiaitszj’ch, częstokroć bardzo lichych tygod-
*ow warszawskich.aie natrafić na roczniki miejscowych czasopism
		

/Magazyn_084_10_122_0001.djvu

			78	Polac}^ na Dalekim Wschodzie.
jest rzeczą niemożliwą. A wielka szkodal Abstrahując od tego,
czy te czasopisma są dobre, czy też zle, musimy nrzyznać źe
są one jedvnem źródłem do historji kolonji polskiej na dalekich
ziemiach A-ji, i ze nasza praca kulturalna, wśród tego mnóstwa
plemion i narodów, tylko w tych pismach znalazła swoje,
aczkolwiek słabe, odzwierciadlenie.
Pomimo największych starań, nie mogliśmy zebrać kom
pletu nie tylko samych czasopism polskich, wydawanych w
Azji, ale nawet nie mogliśmy spisać wszystkich “ nazw "prasy
perjodycznej, która sit; kiedykolwiek w Azji ukazywała, Jedj’ną
poważną pomoc okazały nam zbiory “Muzeum Towarzystwa
Badania Mandźurji (Manchuria Research Society) w Harbinie.
W zbiorach tego pożytecznego, aczkolwiek ze strony Polaków
zupełnie zaniedbanego towarzystwa, odnaleźliśmy szczątki tego
wszystkiego, co myśl polska kiedykolwiek w Harbinie
stwarzała i w formie pisemnej wyrażała.
Podajemy poniżej spis tych wydawnictw periodycznych
polskich, które - chociaż niekompletne - we wspomnianem
Muzeum się znajdują:
1)	KURJER POLSKI (2 razy na tydzień.) i920 rok; ostatni
No 17 wyszedł d. 38 czerwca 1920 roku.
2)	POLSKI KURJER WIECZORNY DALEKIEGO
WSCHODU, (codzienne) Organ Pol. Związku Woj. w Harbi¬
nie: Wydawca Inź. B. Dobrowolski. Redaktor Inź. A. T. Zbyd-
niowski. Od grudnia 1918 do kwietnia 1919 roku (wyszło * 80
numerów). Ostatni No 80 wyszedł d. 15 kwietnia 1919 roku.
3)	POLSKI KURJER WIECZORNY (No 81 do Nr, 247)
Ostatni numer wyszedł d. 28 listopada 1919 pod redakcją
Wład. Sołtysika.
4)	STRAŻNICA (tygodnik) Red. W. Homan. Od sierpnia
1920-go Ostatni numer 14 wyszedł 17 października 1920.
5)	BIULETYN WYDZIAŁU INFÓRMACYJNO-HAN-
DLOWEGO przy Konsulacie Polskim w Harbinie id razy na
miesiąc) No. 1. dnia 2 stycznia 1922-go. Ostatni No. 6. wyszedł
113 marca 1922.
ó) DALEKI WSCHÓD. (Dodatek do Tygodnika Polskie¬
go) Redaktor inż. Kazimierz Grochowski. No. 1. wyszedł 15
lutego 1925. Ostatni numer 30 wyszedł. 7 listopada 1926.
7) DZIAŁ HANDLOWO PRZEMYSŁOWY (I)Wutygod:
nik. Dodatek do Tygodnika Polskiego) Red. Dr. E. Banaisiński
Ostatni No. 7 wyszedł d. 10 sierpnia 1924.
		

/Magazyn_084_10_123_0001.djvu

			Prasa Polska w Azji.	79
8)	HARCERZ Polski w Azji (Tygodnik. Dod. do Polsk.
Kurj. Wieczornego) Wydawca: K. Żarski. Redaktor: Wacław
Piotrowski. Ostatni No. 3 wyszedł 31 maja 1919ir. (Wydawane
\ polecenia Pol. Woi. Komitetu w Rosji z d. 18 kwietnia 191S>
No. 1990).
Wyszło wszystkiego 4 numery.
9)	LISTY PO LSKIE Z D ALEKIKGO WSCHODU (Organ
Polskiej Rady Polit. j-Dał. Wschodu i Wsch. Syberji.) Red.
ł. Homan. Dwuty godnik No 1. z d. 15 sierpnia 1917. No. 1.
<10) z d. 22 maja 1913 r. No. 18 (28) z d. 17 grudnia 1918-
Ostatni No na wiosnę 1919 r.
10)	MŁODA MYSL. (Wyd. Związku Młodzieży Pols. w
Harbinie) No 1.-21 maja 1923. No 2. sierpień 1923. No 3 z d.
■“0 kwietnia 1927 (siódmego) No 4 d. 29 maja 1927.
11)	NIEPODLEGLOSC (Tygodnik) organ Pol. Kom,
^*arod. na Syberją i Rosję. Red. Wł. Homan. No 1. Czerwiec
1919. No 3. z 15 czerwca 1919. Ostatni No w październiku 1920
roku.
12)	OPIEKA SPOŁECZNA (Tygodnik) Wydane przez
^elegaturę Pols. Kom. Wojskowego), No 1.—czerwiec 1919,
Wyszło 3 numery.
13)	PAMIĘTNIK HARBINSK1. Wydawca: Ks. Władysław
Ostrowski. Red. Inź. Kazimierz Grochowski. Część I. 1923 rok.
"Część II 1924 rok.
14)	POLSKO CHIŃSKI KORESPONDENT. Wydawca:
Sekcja Kulturalnc-Oświatowa Gminy Polskiej w Harbinie. Red.
Kaz. Zurawski-Zarski: (Dwa numery w kwietniu 1922).
15)	PRACA (Tygodnik post. demokr.) Red. Ludwik Sa¬
wicki 1919 albo 1920.
18) PRZEGLĄD. (Dwutygodnik). Organ Związku Wojs¬
kowego w Harbinie. Red. Inź. Br. Dobrowolski. No 1 wj szedł
'*• 3 maja 1919. Ostatni No 42 dnia 15-go kwietnia ]921 roku.
17) RUCH CHRZESCIJANSKO-SPOLECZNY (Miesięcz¬
nik) Wydawca Ks. Władysław Ostrowski. Red. Kazimierz
Lubicz. No 1. wyszedł 1.5 lipca 1923.—No 6, i 7. w styczniu 1924.
.18) TYGODNIK POLSKT. Wydawca Ks. Władysław Ostro¬
wski Redaktor: Od No 1. (16 kw. 1922) do No.3 (30 kwiet. 1922.)
j^azimierz Zurawski-Zarski. Od No 4. (7 maja 1922) do No.
p- (25 czerwca 1922) inżynier Stefan Turowicz. Od No. 12.
'2 lipca 1922) do No 253. (20 lutego 1927) z wyjątkiem pięciu
^Umerów, inżynier Kazimierz Grochowski. Od No. 254. (27
lutego 1927) do No. 267. (29 maja 1927) ks. Władysław Os¬
iowski.
		

/Magazyn_084_10_124_0001.djvu

			80	Polacy na Dalekim Wschodzie,
19)	WIATEREK. Pismo humorystyczno-satyryczne (dwu--
tygodnik) 1919.
20)	WYGNANIEC POLSKI NA DALEKIM WSCHO¬
DZIE (Miesięcznik) Wyd. Gmin)’ Polskiej w Harbinie. Organ
Sekcji Wygnańców.
No 1. wyszedł 24 grudnia 1922 roku.
21)	CZUWAJ, Jednodniówka Hufca Harcerskiego w Harbi¬
nie D. 24 czerwca 1923 roku.
22)	JEDNODNIÓWKA JUBILEUSZOWA Ks. W. Ostro¬
wskiego Wydana d. 15 marca 1925 r. przez Polskie Stowarzy¬
szenie Uchodźców w Harbinie. Prezes p. Franciszek Wajdek.
Uwaga: Częściową bibliograf ją prasy perjodycznej w
Harbinie, znajdujemy w czasopiśmie „Przegląd" No 42. z d.
15 kwietnia 1921-go, a prasy azjatyckiej w „Echo Dalekiego
Wschodu Tokyo No 1. z d. 15 września 1921-go.
Prasą polską w Rosji Europejskiej, (petrograd, Kijów,
Ufa i.t.d.) tutaj pomijam)’.
W Syberji wychodziły:
1)	GLOS POLSKI Tygodnik w Nowonikolajewsku (Zach.
Syb.)	,
2)	ZOLNIERZ POLSKI w Nowonikolajewsku.
3)	HARCERZ POLSKI w Nowonikolajewsku. (Wszystkie
trzy wychodziły nakładem Dowództwa V. Dywizji Polskiejr
w latach 1919 i 1920-ym)
4)	TYGODNIK SYBERYJSKI (czasopismo handlowe)
Irkuck Grudzień 1919.
5)	(TYTUŁ NIEZNANY) (Dwutygodnik, litografowany)
Irkuck 1919.
6)	POLAK NAl) AMUREM. Chabarowsk (5 numeró\v
litogratowanych) (1919 lub 1920.)
7)	ECHO POLSKIE. Wladywostok (od grudnia 1919. do
marca 1920-go)
8)	GONIEC KUSTANAJSKI w Kustanaj. (Turgajska Obłast
Azja środkowa.) Do d. 1. października 1919. roku, wyszło
trzy numery.
Było zdaje się jeszcze kilka innych czasopism polskich w
Syberji i w Turkestanie, ale obecnie trudno je wynaleść.
Tyle o prasie polskiej na lądzie stałym Azji. Kraina Wscho¬
dzącego Słońca, urocza Japonia przyniosła w darze kulturze
polskiej jedno czasopismo, piękne jak ziemia w której było
		

/Magazyn_084_10_125_0001.djvu

			Prasa Polska w Azji
wydawane «Echo Dalekiego Wschodu». To jed}’ne w swoim
rodzaju pismo wychodziło staranim Prezeski Polskiego Komi¬
tetu Ratunkowego p. Anny Leliwa Bielkiewiczowej w Tokio.
Pierwszy numer ukarał się d. 15 września 1921 roku. Pismo
redagowane w trzech językach: polskim, angielskim i japońskim,,
obficie i artystyonie ilustrowane, z początku dwutygodnik, po-
tein miesięcznik, było pc święcone sprawom akcji” ratunkowej
dzieci pcflskich ze Sjrberji i Chin i wywiezienia ich do Polski,
oprócz tego celem jego było zazn; janm nie społeczeństwa japoń¬
skiego z Polską i Polakami, i nacdwrót Polaków o Japonji.
Należ}' szczerze żałować, źe po wyjeździć pani Bielkiewiczowej
z Japonji—pismo to d. 1. maja 1922 roku na No lC-ym, zakc.ń-
cZ3'ło swoją szlachetrą i mądrą misj;.
Inź. K. Grochowski.
		

/Magazyn_084_10_126_0001.djvu

			SZKOLNICTWO POLSKIE NA
DALEKIM WSCHODZIE.
Szkolnictwo polskie na Dalekim Wschdzie możemy po¬
dzielić ua dwie części. Po 1) Na szkolnictwo w obrębie państwa
chińskiego i 2) szkolnictwo na rosyjskim Dalekim Wschodzie
t j. w prowincjach Przymorskiej, Amurskiej, Zabajkalskej i na
wyspie Sachalin. Z przyczyn łatwych do zrozumienia możemy
teraz pisać tylko o sokołach polskich w obrąbie Chin gdyż
szkolnictwo polskie na Syberji, o ile nam wiadomo, obecnie
nie egzystuje.
Największą troską wszystkich rodzin polskich, które silą
wypadków politycznych lub ekonomicznych zawędrowały do
tych oddalonych ziem, było wychowanie i wykształcenie dzieci
w języku i duchu naszych przodków. Pierwsze rodziny które
znalazły się na terytorjum chińskiem przed 2'0-3G laty, nie mogły-
n'aturalnie nawet marzyć o kształceniu swych dzieci w języku
narodowym, gdyż R7ąd Ros . jski, pod którego pc średnią władzą
znajdowała się cała Mandżur ja, nie pozwalał nawet mówić o
zakładaniu szkół polskich. Cala więc oświata w kierunku na¬
rodowym, musiała się ogramczeć do ścisłego kółka rodzin¬
nego, i nauka czytania i pisania po polsku, udzielana dzieciom
przez matki na e’ementarzach sprowadzonych z Warszawy, a
w biedniejszych ro lzinach na książkach do nabożeństwa—była
jedyną podwaliną, którą miała utrzymywrć młode pok< lenie
przy polskości. Pozatem musiano oddawać dzieci do szkól rzą¬
dowych i kolejowvch, gdzie wykładano w języku rosyjskm i
wychowywano młcdzież w duchu historji Iłowaiskiego. Zamoż¬
niejsze rodziny odsyłały sw} ch synów do szkół w Królestwie
Polskiem, a córki najczęściej do pensjonatów zakonnych w
T heefoo, Tientsinie i Shanghaju, gdzie ich uczono przedewszy-
stkiem konwersacji angielskiej i francuskiej, ażeby w przy¬
szłości mogły objąć posady bon i guwernantek albo też po pr-
wrocie do domu rodzicielskiego — mogły brać udział w życiu
towarzyszem swego środowiska.
		

/Magazyn_084_10_127_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Dom Parafjalny w Harbinie (Nowe Miasto). Marzec 1914 r.
		

/Magazyn_084_10_129_0001.djvu

			-83	Szkolnictwo Polskie na Dalekim Wsnodzie.
Ale wszystko na święcie ulega zmianie, to też i mocno
zachwiana, wskutek przegranej wojny japońskiej potęga rosyj¬
ska, musiała ustąpić, i już w protokółach towarzystwa polskiego
w Harbinie z r. 1.906, znajdujemy wzmiankę o potrzebie zało¬
żenia szkoły polskiej. Plan ten urzeczywistnił się dopiero w
lipcu 1908 r., kiedy przy stow. Gospoda" Polska poczęła funk¬
cjonować osobna sokoła powszechna z językiem wykładowym
Polskim. Pierwszą nauczycielką była p. Michałowska. Dzieci
zapisało się 35. Szkoła ta egzystyje po dziś dzień, to znaczy że
''v czerwcu 1927. roku, zakończy swój 19 (dziewiętnasty) z rzę¬
du rok s jkolnjr.
W cztery lata późńiej powstała druga szkcła polska pod
Wezwaniem Sw. Wincentego a’ Paulo, Początek tej szkole (lała
inicjatywa nauczycielki sokoły przy Gospodzie Polskiej, p.
Józefy Brudzewskiej, która uzyskała zgodę zastępcy proboszcza
Ks. Aleksandra Eysmontta, na wyprowadzenie dzieci ze szkoły
przy Gospodzie i na pomieszczenie ich na plebanji.
Plan ten został urzeczywistniony. Część dzieci opuściła
Szkołę przy Gospodzie razem z p. Brudzewską i 1 września
1912 roku poczęła iunkcj«. nować przy kościele nowa szkoła
początkowa, którą przyjęło pod swoją opiekę T-wo Sw. Win¬
centego a’ Paulo i nadało jej nazwę swego patrona. Ks. Pro¬
boszcz Ostrowski który wówczas bawił w podróży po Euro-
Pie, zatwierdził po powrocie do Harbina tranzlokację szkoły i
otoczył ją swoją troskliwą opieką.
Pierwsze dwa lata uczyła p. Józefa Brudzewską w tej
Szkole bezpłatnie, utrzymując się z ciężkiej pracy udzielania
Prywatnych lekcji, poza zajęciami szkolnemi. W trzecim roku
Szkolnym wyznaczył Ks. Proboszsz Ostrowski, w imieniu pa¬
rafii, pannie Jórefie Brudzewskiej pensję, która umożliwiała Jej
zaj;cie sę, wyłącznie t3’lko tą szkoła.
Szkoła Sw. Wincentego a' Paulo przyjęła program jedno-
klasowych szkól kolejowych, prowadzona była w języku r< -
tyjskim, z wyjątkiem języka polskiego i religji, które się odby-
yąlv w języku ojczystym i podlegała zwierzchnictwu Wy¬
działu Naukowego kolei Wschodnio-Chińskiej. Wypełniając
sciśle program rządów}’,- sokoła miała jednak za najważniejsze
zadań e wych iwanie dzieci w duchu narodow5’m i wierze
Przodków. Dzieci uczyły się także języka polskiego oraz histo-
TJ' Polski, geografji i religji.
W 1-y.n roku szkolnym otwarte bjły 2 oddziały przy
		

/Magazyn_084_10_130_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie.	84
ilości 30 uczni. Do końca roku szkolnego juz było 40 uczni<
dodana była klasa „przedszkolna" dla najmłodszych dzieci.
W roku 1913/14-otworzcno III-ci oddział; w r. 1914 15-tyni
było 50 uczni, oddział Ill-ci składał oficjalny egzamin w obec¬
ności delegata Wydziału Naukowego Kolei Wschodnio-Chiń-
skiej, po złożeniu którego dzieci mogły wstępować do wyższych
klas szkół kolejowych (t. j. do oddziału IV-ego.) lub do pier¬
wszej klasy gimnazjów rosyjskich.
jednak szkoła zdobyła się na wysiłek, by dać może'>ność
dzieciom polskim uczyć się dalej w szk jle polskieji otworze no
IV-ty oddział.
W roku 1915/15 powstał oddział V-ty; ilcść uczniów
wzrosła do 84, przybywać zaczęły dzieci wygnańców polskich.
Nadeszły i programy szkól polskich z Moskwy, a także
podręczniki polskie z Centra'nego Komitetu Obywatelskiego.-
Świeży powiew ogarrąl naszą szkołą. Na początku roku 1916,
zjawił się gość niezwykły w naszej szkole. Był to delegat z C.
K. O. z Piotrogrodu p. Barchwic. Przywitał licznie zebraną
dziatwy i jaj wychowawców słowami zachęty i uznania,
W ciągu tego roku szkolnego dokonało się przeobra¬
żenie szkół}' dzięki tej okoliczności, że wśród jeńców wojen¬
nych Polaków i ewakuowanych znalazła się odpowiedna ilość
kwalifikow. nauczycieli. Starsze oddziały przyjęły program i
nazwę „Gimnazjum im, H. Sienkiewicza",-młodsze stanowił}'
w dalszym ciągu Szkolę Początkową.
Szkoła Początkowa im. Sw. Wincentego a’ Paulo ma z:i
zadanie nie tylko przygotować dzieci do gimnazjum, lecz d?ć
całokształt wiedzy elementarnej tym, którzy dalej uczyć się nie
bądą.Dzis szkoła ta wypełnia program szkół powszechnych
Ministerstwa W. R. i O. P. w Polsce i co rok dostarcza sze¬
regu uczniów do gimnazjum harbińskiego, a również do szkół
powszechnych polskich, dzięki powracającym do ojczyzny
Rodakom.
Rokrocznie ilość uczni szkoły początkowej wzrastała:
roku szk. 1915/16 było 100 uczn.—54 chłopcowi 47 gzieweżątj
w reku szk. 192C/21 było 109 ucz.—65 chł. i 44 dz.
Dziś ilość uczni znacznie się zmniejszyła wskutek wyjaz¬
du wielu rodzin do Polski, jak również wskutek uczęszczania
wie’u dzieci do bezpłatnych szkół rosyjskich i sekciarskich 1
zapobiec temu zmniejszaniu się ilości uczni, szkolą nie jest w
stanie, gdyż pod względem materjalnvm wegetuje bardzo mi¬
zernie. Oplata za naukę zamożniejsyoh dzieci nie nu że pokryć
bardzo skromnych pensji nauczycieli, nie mówiąc o innych
wydatkach: jakto opal, remont, pomoce raukowe.
		

/Magazyn_084_10_131_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Dom Parafialny w Harbinie 1927 r.
		

/Magazyn_084_10_133_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Szkoła Początkową im. Sw. Wicentego a Paulo w Harbinie (Kwiecień 1927).
		

/Magazyn_084_10_134_0001.djvu

			
		

/Magazyn_084_10_135_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
I i II kl. Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Harbinie (Kwiecień 1927).
		

/Magazyn_084_10_137_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
III kl. Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Harbinie (Kwiecień 1927).
		

/Magazyn_084_10_139_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
IV i V kl. Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Harbinie (Kwiecień 1927).
		

/Magazyn_084_10_141_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
		

/Magazyn_084_10_142_0001.djvu

			-
		

/Magazyn_084_10_143_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Absolwenci VIII klasy Gimnazjum im. H. Sienkiewicza
w Harbinie w r. 1926—27.
P. P.: Baryszewska, Roslanówna, Chacinski, Zaleski,
Symonolewicz, Parnicki, Skirgajlo-Jacewicz.
		

/Magazyn_084_10_145_0001.djvu

			Szkolnictwo Polskie na Da'ekim Wschodzie.	8">
W skutek rozwoju gimnazjum lokal szkoły pooątkowe]
Jtaje s:ę coraz marniejszy. Obecnie sala paraljalra źle cświe-
,.(na i ogrzana zimą, w’której si^; mieszczą oddziały 11 i III
jc?ące około 50 uczni, i zimny, północno-zachodni pokój dla
! ’ec'. oddziału go (20 uczni), z najwięks; ą trudnością odpo-
'.'adnją swemu celowi. W bieźącjMn roku licz}- szkoła 73 uczni
39 clił., 34 dz.j.
• Taki lichy stan materjalny szkoły polskiej odbija nader
^skrawo wobec szkół sekciarskich np. metodystów albo
tUHerykańskich i rosyjskich, oraz bogatych szkół kolejowych
'■ Programem sowieckim), posiadająch piękne loka'e i dobrze
^Posażonych a pi żytem zupełnie lub prawie zupełnie, bezplat-
V Jji
, Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza mieści się w domu
Parafjalnym, przj ulicy Wielki Prospekt No. 106. Gmach ttn
^'budowany dzięki inicjatywie i eneręji Ks. Proboszcza Ost-’
°Wskiego oraz ofiarności miejscowego społeczeństwa. *)
. Lokalu tego udziela Paraf ja bezpłatnie, co p:zy warunkach
I le.szkaniowych w Harbinie i sytuacji miejscowej polskiej k< -
0rii'> stancwi pomoc olbrzymią.
I)la ogólnego kierownictwa sprawami gimnazjum a rów-
t^leż i Szkołj7 Początkowej im. Sw. Wincentego a Paulo stwo-
*,r>a została w r. 1920 tak zwana Rada Opiekuńcza. B\l to w
^a>oźeniu swojem konglomerat wszystkich instytucji, organi-
:acl' i odłamów społecznych, zjednoczonj’ch celem kierowania
czuwania nad cświatą w duchu religijnym i polskim.
. Wszyscy interesujący się rozwojem szkół polskich w Har-
j|riie uznali za konieczne zmobilizować dla kierownictwa ich
^ersze sfery społeczeństwa Polskiego, szeroko otworzyć pod¬
aje szkoły dla osób pragnących jej przynieść korzyść W tym
*) W liczbie ofiarodawców znajdujemy takie imiora ]ak
.nP- p. Mani Żienkiewiczomej z kwotą 4000 rubli romanows-
p. Korbuta—1500 rb. roni, i t. d. co podług kursu 1917
°ku wynosiło jeszcze bardzo pokaźne sumy. (Kurs	'o-
1'la no w.' wynosił w Harbinie d. 13 stycznia 1917 roku 1-80 rb.
jpne. a d. 13 października 1927 roku 6,45 rb. za jenę).
		

/Magazyn_084_10_146_0001.djvu

			S6	Polacy na Dalekim Wschodzie,
celu Rada Opiekuńcza przyjęła do swego składu wszystkie
stowarzyszenia, które w jakimkolwiek kierunku chciały i mogl)'
pracować dla dobra dorastającego pokolenia. l)o składu Rad)'
Opiekuńczej wchodzili początkowo: miejscowy ksiądz Prc'
boszcz, dyrektor Gimnazjum, kierowniczka*Szkoły Początkom
wej, Przedstawiciele Rad Padagogicznych obu szkół, Prezes >
trzech członków Komitetu Rodzicielskiego, przedstawiciele of'
ganizacji społecznych: Rady Paraf. Gosp. Pol. Gminy Polskie]*
C zerwonego Krzyź#, Przedstawiciel T-wa sw. Wincentego a
Paulo, Kierownik Bursy, Kierownik Hufca Harcerskiego i pte'
ciu członków od społeczeństwa, obieranych na rokna współ-
nem posiedzeniu Rady Opiekuńczej i Komitetu Rodzicielskiego,
Pierwszym prezesem Rady Opiekuńczej został p. Kon¬
stanty Symonolewicż, ówczesny wicekonsul Rzplitej Polskiej*
który piastuje tę godność aź do chwili obecnej.
Kompetencja Rady Opiekuiczej rozciągała się na wszystkie
administracyjno—gospodarc e sprawy szkol. Pozatem wogóle
wszystkie ważniejsze momenty życia szkolnego, wszystkie za'
sadnicze kwestje połączone z działalnością szkół były w ten lub
ów sposób zaznaczane, roztrząsane lub sankcjonowane przez. Radę
Opiekuńczą. Sprawa przysparzania i wynajdywania środkóvV
na płacenie za naukę niezamożnych uęzniów oraz kwalifiko-
wanie niezamożności rodziców tentujących o zwolnienie od
opłaty, należy również do Rad}' Opiekuńczej, która kierował*1
się i kieruje zawsze opinją wyraź mą przez Komitet Rodzi"
cielski.
Skład Rady Opiekuńczej i zakres jej działania uległy f-
biegiem lat wielu zmianom, zawsze jednak stanowi cna weź-
n\’ czynnik opieki i pomocy naszej uczelni.
Środki finansowe gimnazjum składają się z opłat pobie¬
ranych za naukę, z miesięcznej subwencji w kwocie 50 jen 1
50 doi. meks. (razem około 50 doi. ameryk.) udzielanych przez
kościół, z nieregularnych subwencyj i jednorazowych ofiaf
udzielanych od czasu do czasu przez Towarzystwo
Opieki Ku’turalnej im. A. Mickiewicza w Wa r s z a w i e,~ p r z e z -
Poselstwo Polskie w Tokyo, Delegację Polskę w Harbinie lub
osoby prywatne, przy pomocy składkowych list lub w inny
sposób, i dochodu z wieczorów, i teatralnych przedstawień
urządzanych przez Radą Opiekuńczą iub Komitet Rodzicielski-
Ale największej pomocy i opieki doznaje Gimnazjum im*
H. Sienkiewicza ze strony Rządu Polskiego—Ministerstwa
		

/Magazyn_084_10_147_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Rada Pedagogiczna Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Harbinie (Kwiecień 1927).
		

/Magazyn_084_10_148_0001.djvu

			I
]
		

/Magazyn_084_10_149_0001.djvu

			Szkolnictwo Polskie na Dalekim Wschodzie.	87
Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego które odnosi
się zawsze do naszej uczelni z jaknajwiększą życzliwością.
Wskutek rozporządzenia tegoż Ministerstwa z d. 23 wrze¬
śnia 1923 roku No 5489, 11. 23, zostały świadectwa wydawane
przez Gimnazjum im. H. Sienkiewicza, uznane za równoznaczne
ze świadectwami polskich gimnazjów państwowych humani¬
stycznych.
Oprócz tego Wymienione Ministerstwo przyjęło w roku
szkolnym 1926, 7 trzech nauczycieli na pensje rządowe. Udzie¬
lenie takichźe pensyj stopniowo innym nauczycielom jest prz\’o-
obiecane. Żywimy niepłonną nadzieję źe przy tak życzliwej i
"wydatnej pomocy, gimnazjum nasze stanie na odpowiednie]
wysokości.
Skład nauczycielski w roku szkolnym 1926 7 był nastę¬
pujący: Dyrektor, inż. Kazimierz Grochowski (przyroda i
histofja Polski), Ks. Władysław Ostrowski (religja), Ks. W.
Zborowśki (religja), M. Niderowa (przyroda, arytmetyka),
J. Brudzewska (historja, geograf ja, jęz. rosyjski), W. Tuker-
kesowa (jęz. angelski). M: Cymermanowa (jęz. francuski), L.
Wleciał (jęz. łaciński), M. Złotorzycka (jęz. polski), A. Moraw¬
ski (matematyka, fizyka), Ks. Robert Wierzejski (przyroda,
kosmograf ja), A. Juszkiewiczówna (jęz. polski), J. Sobotkie-
wicz. (jęz. polski, kaligrafja), J. Wyzgo (jęz. rosyjski), T.
Czopa (rysunki), J. Wyszyński'(śpiew), J. Paszkiewicz (gimnas¬
tyka).
Wewnętrzną cechą gimnazjum im. H. Sienkiewicza, jak
•ównieź i innych szkół polskich w Harbinie, jest religijno—
Patryjotyczny kierunek, serdeczny stosunek do młodzieży i zro¬
zumienie jej potrzeb. Wszystko służy rękojmią, źe szkoły
wydadzą zastęp chrześcijańskich, polskich szermierzy, którzy
r*dę pracować w imię Boże, na pożytek Ojczyźnie. Czyż nie
będzie to najlepszym darem Polaków w Chinach dla Ojczyzny i
czy w 0be,; tego nie jest świętym obowiązkiem społeczeństwa
Przyjść z pomocą kościołowi i garstce ludzi, którzy nad tem
Pracują. A praca czeka coraz większa. Powinniśmy połączyć
s'ły nasze i wtedy ta praca pójdzie; nam łatwo i dzieci nasze
2 czasem powrócą do Polski nie jako cudzoziemcy,'ale jako
wierni i oświeceni synowie matki Polski,
*
:> *
. Wśród setek dzieci katolickich których rodzice zamiesz¬
kują na Przystani i w pobliskich dzielnicach, a których przeszło
		

/Magazyn_084_10_150_0001.djvu

			88	Polacy na Dalekim Wschodzie.
95 procent należy do narodowości polskiej, tylko znikomo-
mała ilość - coś około dziesięciu, uczęszcza do Szkol}1 Sw. Win¬
centego lub do Szkoły przy Gospodzie Polskiej, znajdujących
się w Nowem - Mieście. Reszta dzieci musi uczęszczić do
szkól rosyjskich, prawosławnych luli intjych, gdyż parukilc-
metrowa odległość pomiędzj’ obiema dzielnicami, pozwala
chodzić do szkół w Nowem Mieście, tylko dzieciom rodziców,
zamożniejszych, które mają dobre obuwie i ubranie, a w razie
słoty lub zawieruchy może sobie pozwolić na kupno biletu
autobusowego. Przeważna ilcść dzieci polskich na Prz}-stani
jest tak biedną, że nie nuże nic absolutnie za naukę płacić, i
ażeby zachęcić do uczęszczania do szkoły polskiej, należałoby
im rozdawać bezpłatnie książki, zeszyty, a w zimie nawet
gorące śniadania, szklankę herbaty i kawałek czarnego chleba/-
Odnosi si$ to przedewszystkiem do dzieci uchodźców amur¬
skich, t j: do tych potomków drobnej szlachty kresowej, która
została osiedlona przez b. nąd carski w Prowincji Amurskiej,
ale wskutek prześladowania bolszewickiego, musiała uciekać,
i obecnie w liczbie kilkudziesięciu rodzin zamieszkuje na tak
zwanem Sungaryjskiem Przedmieściu, koło Przystań1. Ks.
Leszczewicz założył dla tych dzieci szkółkę, która funkcjonuje,
od d. 1 września 1926 ioku i mieści si; na plebanji.
Obecnie rozpoczęto starania wśród parafjan, ażeby do¬
budowali obok plebanji salę na 40-30 dzieci. Ale bez pomocy;
z zewnątrz szkoła nie rozwinie się, gdyż pensja dla fachowej;
nauczycielki, opal dla szkoły, książki i zeszyty ew. herbata i
czarny chleb dla dzieci, będą pochłaniały miesięcznie około 50
dolarów amerykańskich,
Wszystkich dzieci znajdzie się przeszło 100 i przy
obecnych warunkach sa one skazane na utrat; narodowości a
nawet" i religji swych Ojców.
O historji innych szkół poza obrębem Harbina są wzmian¬
ki w opisie parafji harbińskiej. Obecnie manty na prowincji tylko
jedną szkołę polską w Aszyche (40 km. od Harbina), w której
uczą się dzieci pracowników tamtejszej cukrowni. Nowy wła¬
ściciel cukrowni p. Kahan, odnosi się do szkoły polskiej bardzo
przychylnie i udzie'a jej bezpłatnie lokalu, wraz z opalem,
światłem i usługą, oraz po 75 doi. meks. miesięcznie subwencji
na utrzymanie nauczyciela. Uczniowie szkoły aszychejskiej
zdają co roku egzaminy do Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w
Harbinie.
O szkolnictwie polskiem na rosyjskim Dalekim Wschodzie
		

/Magazyn_084_10_151_0001.djvu

			Szko'nictwo Polskie na Dalekim Wschodzie.	89
11 le mamy obecnie żadnych wiadomości. Wszystkich szkół było
Przed 8 ao 10 laty-przeszło 30. Najdłużej egzystowała w nie-
pienionym duchu polskim, narodowym i religijnym „Szkoła
* °lska im. M. A. hr. Beniowskiego" w Port Aleksandrowski!
wyspie Sachalinie, stworzona przez p. Władysław* Siel¬
skiego, który był tam również nauczycielem. Rząd Japoński
.^dzielał szkole zapomogę: 40 jen miesięcznie, to 'znaczy około
"*40 doi. ameryk. rocznie. Po ztjęciu Północnego Sachalinu
Przez bolszewików; została ta szkoła ząmkhięta i dzieci polskie
llluszą obecnie uczęszczać do szkcły rosyjsko-sowieckiej.
		

/Magazyn_084_10_152_0001.djvu

			ZWIĄZEK MLODZIEZY POLSKIEJ
W HARBINIE.
W dniu 11. grudnia 1921 r. zgromadziło sitj w sali stow.
„Gospoda Polska" 26 osób młodzieży, która na wniosek p. Jusz-
lciewicza, postanowiła zorganizować się w „Kolo Młodzieży
Polskiej", którego celem było samokształcenie, samopomoc i
uregulowanie życia społecznego młodego pokolenia polskiego w
Harbinie.
Za czasów pierwszego prezesa, p. L. Juszkiewicza, energi¬
cznie przystąpiono do wypełnienia najważniejszego punktu
działalności tj. samokształcenia. W tym celu zostały utworzone
kursy języka polskiego i historji, które początkowo odbywały
się w lokalu stow. ,,Gospoda Polska", skąd gdy zabrakło fun¬
duszów na opłacanie lokalu, zostały na pewien czas przenie¬
sione do gimnazjum im. H. Sienkiewicza, gdzie lokalu udziela¬
no bezpłatnie.
Dla bliższego zaznajomienia się także z językiem polskim
w sierpniu 1922 r., przez p. Antoniego Kiszkisa zostało zor¬
ganizowane „Koło Dramatyczne", które odgrywało na scenie
rzeczy wyłącżnie polskie, przez co członkowie Związku mogl1
bliżej" zaznajamiać się z mową ojczystą, a poniekąd nawet1
z literaturą.
Dzielna i energiczna praca Związku spowodowała to, źe
polskie organizacje harbińskie zaczęły traktować „Koło Mło¬
dzieży Polskiej", jako silną organizację społeczną a nawet
zaczęły prosić ją o przysyłanie swych delegatów.
Za czasów drugiego prezesa, p. Leona Michowskiego'
została założona sekcja literacka, która miała na celu zazna¬
jamianie członków z literaturą ojczystą, a 21 maj3
1923 wydano pierwszy numer gazety ,,Młoda Myśl", której
dalsze życie musiało zamrzeć z powodu braku funduszów na
wydawnictwo.
W roku 1924 grupa członków wniosła projekt przyłącze'
nia ,,KMP" do stow, „Gospoda Polska", jako sekcji, ora^
zmiany statutu.
		

/Magazyn_084_10_153_0001.djvu

			Związek Młodzieży Polskiej w Harbinie.	91
Walne zgromadzenie, propozycją przyłączenia się przyjęło
1 zatwierdziło nowy regulamin, który przez zarząd stow.
*>Ciospoda Polska" także został zatwierdzony.
Od tego czasu ,,KMP“ zmieniło nazwę na „Sekcja
stow. «Gospoda Polska», Związek Młodzieży Polskiej w Har-
t>inie". Punkty nowego regulaminu były: samokształcenie,
S!nnopomoc, zespolenie młodzieży polskiej i branie, udział u
życiu społecznem kolonji polskiej w Harbinie.
Z przyłączeniem się do stow. „Gospoda Polska" Związek
'	
			

/Magazyn_084_10_154_0001.djvu

			DZIALALNOSC MISYJ KATOLIC¬
KICH W HARBINIE.
I.
ADMINISTRACJA APOSTOLSKA WIKARJATU
SYBERYJSKIEGGO.
Ojciec św. Benedykt XV. odłączając całą kosję azjatycką
od archidiecezji Mohylowskiej, erygował listem apostolskim z
dnia 1. grudnia 1921 nowy wikarjat Sj berji. Wikarjat ten, co
do rozmiarów jest bezsprzecznie największym z wikarjató)V
całego świata. Oparłszy się na zachodzie o morze Kaspijskie
i góry Uralskie, sięga na wschodzie aż do Oceanu Spokoj¬
nego, od północy oblany lodowatemi falami morza Syberyj¬
skiego i cieśniny Beringa sięga aż do Persji i Wschodniego
Turkestanu, Mandźurji i kraju Nadamurskiego. Ten ostatni z
dwiema prowincjami nadmorskiemi, dnia 2 lutego roku 1923
został wydzielony i podniesiony do godności djece/ji, której
rządy objął J. E. Karol Sliwowski, ze stolicą we Wladywos-
toku.
Przed wojną światową cała ta ogromna połać kraju nale¬
żała do archidiecezji mohylowskiej dzieląc się na 5 dekanatów,
t. j. Tomski, Omski, Tas,:kiencki, Irkucki i Władyvvostockl.
Pierwsze 4 dekanaty otrzymały nazwę wikarjatu Syberji. Obec¬
nie podobnie podzielono go ha 2 części, a mianowicie wikar¬
jat Przedbajkalski i Zabajkalskl. Ponieważ urzędowo dotych¬
czas o podziale nic nie wiadomo, przeto rozumie się wikarjat \V
wyżej wspomnianej formie.
Przestrzeń ta czysto Syberyjska wynosi 12 mil. km. kw.
odjęciu piątei części, przypadającej na Władywostocką diecezją,
na wikarjat Syberji pozostaje 9 mil. 600 tys. km. kw. Na tej prze¬
strzeni zamieszkuje przeciętnie do 8 mil. ludzi.
		

/Magazyn_084_10_155_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
r
O. Gerard Piotrowski, Zak. Braci Mn. (O.O. Bernardynów)
Administrator Apostolski wik. Syberji i Wikarjusz Gene¬
ralny Haibina.
		

/Magazyn_084_10_157_0001.djvu

			Działalne ść Misy] Katolickich w Harbinie.	93
Administratorem tego;* wikarjatu naznaczyła Stolica św.
dekretem z dnia 22 listopada 1924 roku. O. Gerarda Piotrow¬
skiego, Franciszkrnina (Bernardyna) misj( narza z Hanków,
gdzie pracował lat 14. Ponieważ stosunki polityczne prze¬
szkodziły w objęciu wikarjatu, przeto Propaganda wysnaczyła na
siedzibę miasto Harbin, najbliższe większe centrum poza gra¬
nicą Syberji. Przybył on tu dnia 2 lutego 1925 r. i objął urzędowi -
nie przy małem seminarjum wladywostockiem znajdującym się
w gmachu gimn. im. H. Sienkiewicza, Obecnie znajduje się
Administracja w gmachu własnym seminarjum centralnego na
^ horwatowskim Prospekcie N. 18.
Działalność Administracji ogranicza się do niesienia po¬
mocy materjalnej misj narzom pracującym r.a Syberji i du¬
chownej t. j. kontaktu w sprawach czysto religijnych. Próbc-
"ał administrator dostać się na teren swej diecezji w roku
1926, ale bolszewicy absolutnie zgodzić się nie chcieli, nie
dali zezwolenia. Nie mogąc rozwinąć całej zamierzonej pracy
O. Administrator pracuje przy seminarjum jako kierownik i
piofesor, czekając na jutrzenkę lepszej przyszłości.
II.
SEMINARJUM DUCHOWNE W HARBINIE.
Kościół katolicki troszcząc się o swych przyszłych par¬
owników zawsze i wszędzie wielką troską otaczał zakłady
Wychowujące młodzież na kapłanów. Papieże, zwłaszcza ś. p.
Pjus X. niejednokrotnie napominali biskupów, by w swych
diecezjach oprócz seminarjum wyższego, t. j. teolog ji, zakładali
1 małe', kształcące przyszłych kandydatów do stanu duchownego
'v zakresie szkól gimnazjalnych. Otóż i nądca nowo utwi -
rzonaj diecezji Władywostockiej X. Biskup Karol Shwowski
myślał o wprowadzeniu tego w czyn, ale wobec ciągłych ru-
chawek politycznych nie-mógł zdobyć się na założenie tegoż,
dopiero Wiz}tator Apostolski X. Biskup Jan de Guebriand w
Czerwcu 1921 roku subwencjonując własnemi siłami, założył małe
seminarjum dla polskiej młodzieży. Pomógł wprzód wykóń-
Czyć nowy kościół, gmach starego przeznacz}’! na pomieszcze*
n.'e seminarjum. Rektorem zamianował O. Maura Kluge, Fran¬
ciszkanina, który podczas wizytacji pełnił urząd sekretarza.
Historję tego seminarjum można podzielić na 2 okresy:
		

/Magazyn_084_10_158_0001.djvu

			“54	Polacy na Da’ekim Wschodzie.
1) SEMINARJUM WLADYWOSTOCKIE.
Założenie, zamkniecie przez sowiety, ponowne
wskrzeszenie.
Dnia 1. października 1921 roku O. Maurus Kluge wrócił.2
podróży wizytacyjnej do Władywostoku, a już następnego dnia
przystąpiono do pierwszej części dzieła t. j. poświęcenia nowo
ukończonego kościoła. Praca szła dalej, ale dopiero 5 listopada
uroczyście otworzono małe seminarjum. Aktu solennego doko*
nał dzisiejszy biskup a ówczesny dziekan X. Karol Shwowski
w obecności konsula polskiego (i jego brata, którego zapro;
szono na jednego z głównych nauczycieli w seminarjum), uczni
i ich rodziców. Działo się to w pierwszy piątek miesiąca listo¬
pada, a następnego piątku rektor zakładu pcświęcił i oddal
ten gmach w opiekę Najsłodszemu Sercu P, Jezusa, WychC'
wanków w tym roku było 12, a mianowicie 3 starszych, a
reszta młodszych. W czasie nowego roku szkolnego poraź
pierwszy w ich życiu, miał O. Rektor dla nich rekollekcje, któ'
re wielkie na nich wywarły wrażenie. Naukę rozpoczęto p<)(.
przygnębiaiącem wrażeniem, bo lada chwila bolszewicy moglf
wejść do Władywostoku i zniszczyć to rozpoczęte dzieło. Dzięk1
Bogu przetrwało aż do końca roku szkolnego, bez żadnym i
zaburzeń politycznych. Wprawdzie dnia 25 października zaję*1
oni urzędowo Wladywostok, lecz dość dobrze odnosili się
instytucyj katolickich.
W pierwszych dniach roku 1923 wyszły dekrety dotycząc®
szkół wyższych/ zniesiono wsz\’stkie prywatne, a zatem wszel¬
kie szkoły kościelne nie mogły więcej istnieć; zamknięto
seminaija duchowne, a majątki wszelkie znacjonalizowan"-
Wobec tego faktu zwołano posiedzenie dnia 5 stycznia, skla'
dające się z X. Biskupa, O. Rektora, konsula polskiego, nauczy*
cieli i kolon]i i po dłuższej wymia iie zdań postanowiono zamk'
nąć seminarjum, a wychowanków odesłać rodzicom, z wyjąj'
kiem 3 starszych, mianowicie Mateuszka, Maciulewicza i wid'
kich nadzieji Samójłły. iNie przewidując żadnej nadziej; >i:l
lepsze jutro, wyrobiono ostatecznie paszporty stosownie
uchwały, dla wysłania 3 starszych alumnów do»Harbina znajd'1'
jącego ’ się na" terytorjum chińskiem, gdzie podówczas ]lV/'
istniało polskie gimnazjum.
Sprawa szła żółwim krokiem bo dopiero w marcu udali» slt.-
wyżej wspomnianym wychowankom wydostać z bolszewickimi
Rosji i przyjechać do Harbina. Równocześnie zaś i O. Rekto'
		

/Magazyn_084_10_159_0001.djvu

			Działa'ność Misy j Katolickich w Harbinie.	95
"wyjechał do Shanghaju, by spotkać sit; tam z Delegatem
Apost., którym był Celsus Cóstantim, celem zasięgnięęia rady
Jak należałoby postąpić w dany ch warunkach. A ponieważ
delegat ukończywszy pierwszy synod chiński wyjechał do
Hanków, przeto i O. Rektor był zmuszony udać się tamże,
łuta] po dostatecznem rozpatrzeniu sprawy postanowiono, by
tymczasowo O. Rektor udał się do swej misji w prowincji
Sliansi, w mieście Taiyuantu i czekał dalszych rozkazów.
Wychowankowie zaś przyjechawszy do Harbina, zamieszkali
pleban ji u X. Ostrowskiego, proboszcza i uczęszczali do pol¬
skiego gimnazjum im H.Sienkiewicza.
W parę miesięcy później t. j. w sierpniu Delegat Apo¬
stolski powołał O. Maura Kluge z jego misyjnej placówki do
piania się do Mandźurji i objęcia formowania seminarjum w
Harbinie, o ile to okaże się moźliwem i praktycznem w
'^Wczesnych stosunkach.
W dwa miesiące później 1923 r. przybył do Harbina
'^obiście Delegat Apost., by konsekrować na biskupa dziekana
'■*ł ady wo s t o ck i e go X. K. Słiwowskiego. Po dokonanej pięknej
Uroczystości zwiócono uwagę na seminarjum i obydwaj posta¬
nowili znowu powołać do życia seminarjum z O. Maurem, jako
'ektorem na czele. Na mieszkanie wynajęto połowę pierwszego
P^tra gimnazjum, posiadającego wtedy poraź pierwszy cały
komplet szkolny t. j. 8 klas; a wychowankowie mieli uczę¬
szczać do odpowiednich klas tejże uczelni.
Po odjeździe Delegata rozpoczęła się nauka w seminarjum
(mia 15 listopada a alumnów było tylko czterech, ale już po
Powrocie nowo wyświęconego Biskupa do Władywostoku
Wielu chłopców dowiedziawszj’ się o tem, zgłosiło się do¬
browolnie dla przyłączenia' się ponownego Ale były
ogromne trudności w wyrabianiu paszportowi przedostaniu
się za granicy. Tu tymczasem zaj;to się remontem, powię¬
kszaniem pokoji, ale odpowiednio urządzić się trudno było
jyiuzwyczaj w tym ciasnym domu, wobec czego przyjęto tylko
" kandydatów.
Z początkiem roku 1924 zgłosiło się znowu kilku innych z
u '|olic Dobliskich Harbinowi. Również jeszcze w tym roku mie-
;v*	
			

/Magazyn_084_10_160_0001.djvu

			96	Polacy na Dalekim Wschc dzie.
Jezus, by wyprosiła u Boga nowy gmach (dpowiedni pod se¬
minarjum i jak najwięcej powołań wśród polskiej młodzieży-
Pokładano w niej wielką nadzieję, bo nabożeństwo to przyjęło
się i było bardzo praktykowane w seminarjum. Jej obraz obok
statui Serca P. Jezusa zawsze znajdował sit; tuż przy ołtarzyki*
wspólnych modlitw.
2) SEMINARJUM CENTRALNE.
dla Wladywostoku i wikarjatu Syberji.
Dnia 1 lutego r. 1924. przyjechałem do Harbina, jako Ad¬
ministrator Apost. wikarjatu Syberji. Pt łożenie tego wikarjatu
jest takie same, jak diecezji Władywostockiej. W przejeździć
przez Pekin polecił Delegat Apóst.. by starać się o wyszuka¬
nie dobrego gmachu, stosownego dla pomieszczenia wycho¬
wanków, dodając, że to seminarjum ma służyć obecnie tak dla
Wladywostoku jak i Syberji, czyli ma być centralnem. C o
więcej wydał gorące odezwy do wszystkich misjonarzy na
Sybeiji, by szukali i wysyłali zdolniejszych i pobożnych
chłopców, chcących pcświęcić się stanowi duchownemu, do
Harbinu. Niestety, odezwa ta z łatwo zrozumiałych powodówr
nie przyniosła oczekiwanych plonów. Wprawdzie niektórzy
kapłani próbowali, a'e wszystkie chęci rozbijały się o trudności
formalne, bez załatwienia których nie można było przyjechać-
Żywiłem dłuższy czas nadzieję, że uda się to pewnemu ka¬
płanowi, ale i temu nie poszczęściło się. Trzeba było więc
liczyć tylko na tutejszą młodzież i pielęgnować dane powołania.
Wspomniałem, że miałem zlecenie znaleść odpowiedni
dom z tererem. Łatwa to rzecz administrować z gdtowką, ale
trudniejsza bez niej. Okazało się, że na to funduszów wcale
nie było, a Propaganda jakoś nie prędko przysyłała lub też
nie była w stanie. Rozmaite przychodził)' mi myśli. Próbo¬
wałem pożyczyć od osób prywatnych i nawet byłem u dwóch,
ale bez pożytku. Radzili ml udać się do banku, co wiedziałem
i bez ich porady. Atoli w banku zażądali 11% i zarejestrowania
doniu na ich imię, co mię również nie zadowoliło. Wreszcie
przyszła szczęśliwa myśl telegraficznie prosić jednego ze zna¬
jomych mi biskupów w Chinach. To mi się udało i dostałem
pożyczkę w kwocie 25 tysięcy doi. mex. Cała ’ ta sprawa:
trwała kilka miesięcy.
Dom upatrzony już mieliśmy, ale tam mieszkali chorzy ze
szpitala miejskiego, więc widząc, że bez sądu.nie uda się tego
		

/Magazyn_084_10_161_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Małe Seminarjum Duchowne w Harbinie, dla dyecezji Wladywostockiej
i wikarjatu Syberji.
		

/Magazyn_084_10_162_0001.djvu

			i
V
'
I
		

/Magazyn_084_10_163_0001.djvu

			Działalność Miśyj Katolickich w Harbinie.	97
załatwić, zaniechałem tej myśli. Przy końcu listopada znale¬
źliśmy dom dobrze, zbudowany i ten udało się nam kupić po
"'ielkich trudnościach za 30 tysięcy jen japońskich, co wten¬
czas równało się prawie 27 tys. doi. mex. W Harbinie,
•ardzo trudno kupić dom, bo wiele z nich zahipotekovvanvch i
jatwa wpaść w pułapkę. Znam jednego z katolików, co “dom
kupił, a przez rok mebył w stanie usurąć lokatorów. W-kcń-
jju. odnowiwszy go nieco, przenieśliśmy się dnia 31 grudnia,.
* P powodzenie zawdzięczamy wstawiennictw u św. Teresy,
l ierwszy dzień Nowego Roku 1926 spędzilismj- w naszym wła-
S|iym gmachu.
Teraz wspomnę nieco o wewnętrznych sprawach semi-
narjum. W maju zeszłego roku dwaj starsi alumni ukończy¬
wszy filozofię wyjechali cd Lublina na teologię. Oprócz tych
leden z gimnazistów, ukończywszy maturę, zgłosił się dobro¬
wolnie do wikarjatu Syberji, bo się urodził i pragnąłby tam
Pracować W miesiącu czerwcu przj* skończeniu roku szkolne¬
go zostało siedmiu tylko wychowanków. We wrześniu zaś t. j.
ną początku roku szkolnego 1923 24 wstąpiło 4 nowych, a
^•ęc razem trzódka nasza wynosiła 10 członków. Więcej nie
‘legliśmy przyjmować z powodu ciasnoty w mieszkaniu. Z
Końceni roku liczba ich spadla na csiem.'
. Dnia 23 grudnia przyjechał z Polski O. Paulin Wilczyński
o pomocy dla seminarjum, a z tej okazji korzystając Delegat
‘ Post. dał rozkaz dnia 8 stycznia, by młodzież seminaryjna
,vychowywala się osobno, a zatem nie’ chodziła do gimnazjum
'"edukacyjnego. Stosownie do tego już dnia 1. lutego 1926 r.
°ku, poczęliśmy naukę we własnym gmachu. W tym samym
Yasie ordynarjuszeni seminarjum mianowano mnie, ponieważ
:*• Biskup Sliwowski dla względów politycznych nie mc źe
ykonywać swej władzy. Profesorami byli: my 3 Ojcowie, a do
Pomocy wzięliśmy jeszcze 2 nauczycieli śrwieckich z gimnazjum.
Nagle zachorował O.Rektor, Maurus Kluge i wyjechał celem
Poratowania zdrowia nad morze do miejscowości WKJ-HAI-
/'ŁI. A ponieważ to mu nie nie pomogło, więc dnia 30 maja
Uls'ał opuścić seminarjum, wyjeżdżając do Europy celem
gruntownego wypoczynku. Na miejsce jego zamianowałem
ektorem Ó. Paulina Wilczyńskiego.
.Uczniowie skończywszy rok szkolny zdawali publicznie
^ gminaajum, gdzie przeszli wszyscy oprócz jednego, który
in, Poprawkę. Drugiego zaś nie nadającego się do seminar-
J1111 musieliśmy wydalić.
		

/Magazyn_084_10_164_0001.djvu

			98	Polacy na Dalekim Wschodzie.
W czasie wakucyj myślałem ustawicznie o powiększeniu
liczby kandydatów, a ponieważ na Harbin nie mogłem liczyć,
wpadłem na dobrą myśl, a mianowicie razem z X. Ale-
xandrem Kysvmonttem zastępcą proboszcza wyjechałem na
misje, zwiedzając wzdłuż linji kolejowej aż do Pogranicznej,
wszystkie miejscowości, gdzie przeby wają Polacy-Katolicj*. Bog
pobłogosławił tym zamiarom, bo w jednej tylko miejscowości
IMIANPO zgłosiło się czterech kandydatów. Tcszcze miałem
innych, ale ci byli za mali i nie nadawali się do zakładu.
Rozpoczął się rok szkolny 1926 27, w którym oprócz 4
chłopców stąrszych wstąpiło 8 nowych kandydatów. Jedno¬
dniowe rekolekcje'duchowne poprzedziły naukę. Nazajutrz t. j.
2 września rozpoczęła się regularna nauka. W tym drugim
roku oprócz nas 2 księży, jeszcze zaprosiliśmy do pomocy 2
profesorów. Alumni należą do klas I,lI,lViVl.
Wychowanków wprawdzie mało, wymagają jednak dużo
pracy, glyź należą do rozmaitych oddziałów, Z czasem będzie
jeszcze trudniej, ale dobry Bóg jakoś wszystkiem pokieruje, w
Nim też jedynie pokładam}’ całą nadzieję.
Już od samego początku dawał się odczuć brak .braciszka
zakonnego, któryby się zajął gospodarstwem, a zwłaszcza do¬
glądał wychowanków w czasie nauki, przechadzek itp... W
maju napisałem list do Najprzew. O. Prowincjała z proślią, a
ten be', wahania się i zwłoki wyznaczył br. Zacharjasza Ba¬
nasia. Oczekiwaliśmy go z początkiom roku, ale nie zdążył /
powodu przeróżnych formalności. Wreszcie udało mu się dostać
wizę bolszewicką i po 12 dniach p )dróży przez Syberje, stanął
w Harbinie dnia 8 listopada, z. r. Od tego czasu w seminarjuin
mamy wielką wygodę co do ekonomji i pilnowania alumnów.
Początek roku 1937 nie przyniósł nam żadnych prawie
ziuian. Zatem w małem seminarium tu na miejscu mamy 12
alumnów, a w Lublinie na teologji 3. A czy jest nadzieja, że
będzie się powiększać ilość wychowanków? Oto pytanie, nad
którem wartoby się zastanowić. Ogólnie biorąc teren harbióski
nie rokuje bynajmniej nadziei. Wprawdzie jest tu gimna¬
zjum i dość liczna młodzież, i to uboga, ale na nią liczyć nie
można. Są wyjątki jak n. p. Wiktor Dziatlik, ktpry po ukoń¬
czeniu gimnazjum zgłosił się do stanu duchownego i wyjechał
na teologię do Lublina, ale takich wielu nie będzie. Przyczyną
takiego stanu jest najprzód koedukacyjhqść gimnazjum, która
nawet według zdania samych profesorów jest szkodliwą, ale
		

/Magazyn_084_10_165_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Alumni Małego Seminarjum Duchownego w Harbinie, razem z profesorami
		

/Magazyn_084_10_167_0001.djvu

			Działalność iMiSyj Katolickich w Maibinie.	99
toleruje z powodu braku funduszów na urządzenie dwóch
dobrze kierowanychzakładów, i rzekomo malej ilości młodzie¬
ży.
Drugą przyczyną są rodzice, którzy są przeważnie przeciwni
te}nu, by ich dzieci wstępowały do zakładu duchownego. Oba¬
wiają się wszelkiego rygoru. W ich myśli porządek dzienny i
bid zabija inicjatywę uczniów.
Trzecią przyczyną to otoczenie rosyjskie, prawosławne,
znane ze swego rozluźnienia, które również me małą tu odgry¬
wa rolę. ,Wiemy przecież że Harbin to ośrodek graniczny,
dokąd napływaję rozmaitego gatunku element}' różnych naro¬
dowości, zwłaszcza Rosjan i jest wielu awanturników, zepsu¬
tych itd.
( zwartą przyczyną jest wogóle zmaterjalizowanie elementu
Europejskiego na Dalekim Wschodzie, gdzie wielka panuje
Wolność. Widziałem to naocznie przez tyle lat czy w Hanków
‘‘zy w Shanghaju, a tutejsza kolonia w Harbinie także nie różni
•się od innych wcale. Powiedziałbym, że Polacy więcej zacho¬
rują z tej religijności, którą odznaczali się w kraju rodzinnym,
fi'ż iune narodowości. Atoli duż > utraciło ze swej tradycyjnej
gorliwości.
Oto naogoł przyczyny, które w swych skutkach ujemnie
"'pływają na młodzież i naturalnie nie pozwalają wznieść się
do wyżyn ideałów poświęcenia się i zaparcia dla dobra ogółu
1 chwał}’ Bożej. Dlatego praca seminaryjna zewsze będzie
utrudniona i nie może wydać takich owoców jakichby się spod¬
ziewać należało przy obecnym nakładzie pracy i pieniędzy.
Powyższa instytucja nie powstała z inicjatywy Polaków i
fiię otrzymuje żadnych subsydjów, ani od tutejszych Polaków,
ani z Polski, ale swe istnienie zawdzięcza jedynie Ojcu św.,
który ma na oku nielolę kilkuset tysięcy dusz polsko-katolic¬
kich. On to ujmuje się za nami, podczas gdy Polska w trakta¬
cie łyskim niczem nie pomogła wygnańcom Polakom pod
Względem religji, zdanych na laskę lub niełaskę Sowietów.
Hszyscy Pojacy-Katolicy rozrzuceni po całym Sybirze kiedyś
Jt;dą wspominać chlubnie imię Stolicy Apost., która o nich
J'amiętah, wychowując młode pokolenie kapłanów polskich, lub
'v.Vsyłała nawet jałmużny. Rząd Polski grosza do tego nie doło¬
żył,toteż noszeni zdaniem powinien przynajmniej wszystkich księży
Polskich, pracujących na Wschodzie i Syberji ”odpowiednio
Av.V|)osażyć, jako swoich pracowników, nie tylko na polu religii-
fieai ale także narodowem. Tego wymaga sprawiedliwość.
		

/Magazyn_084_10_168_0001.djvu

			100	Polacy na Dalekim Wschodzie.
III
OCHRONKA DLA BIEDNYCH DZIECI SIEROT
SS. FRANCISZKANEK W STARYM HARBINIE.
•
Po upadku Republiki Dalekiego Wschodu i zajęciu krajów
Nadainurskich przez Sowiet}', fala rosyjskich emigrantów
rozlała się po całej Mandżurii i Chinach. Największa część
osiadła przy osiedlach koleji wschodnic-chińskiej, a przede-
wszystkiem w jej centrze Harbinie. Niedolę ich podzielała także
spora liczba Polaków. Wskutek nędzy i bied}' pooęłv rosyjskie
zamożniejsze kola otwierać przytułki i sierocińce dla opusz¬
czonej młodzieży pici obojga.
Między innymi, szlachetne serce dla Rosjan okazała żona
naczelnika chińskiej komory celnej, niejaka pani D‘Anjou,
Francuzka, zakładając w r. 1921 sierociniec dla opuszczonej
dziatw}' w Starym Harbinie. Naturalnie na kierowniczkę tego,
dobroczynnego zakładu wybrała pewną Rosjankę, która znając
język ojczysty mogłaby zastąpić wychowawczynię i matkę. W
pierwszych już dniach ciasne mury mieściły 56 csób,
chłopców i dziewcząt. W ich grenie znalazła się garstka pol¬
skich dzieci, która, pożal się Boże, za ogólnym porządkiem
zachowywała przepisy schyzmatyckie do tego stopnia, że nawei
chodziła do cerkwi prawosławnej, a kierownikiem duchownym
bvl pop. Nie tylko miały być stracone dla Ojczyzny, ale co
więcej dla Patia Boga. Opatrzność Boża, dziwnie acz powoli,
czuwała nad temi duszyczkami, o czem dowiemy się w ciągu
dalszego rozwoju tego zakładu. Ale i pod względem mater¬
ialnym nie było im lepiej, bo emigracja nie dawała chętnie
zapomóg upatrując w tein stopniową tendencję katolicką. Mar¬
nie to się wszystko przedstawiało i lada chwila groziło upad¬
kiem. Nadszedł stan krytyczny i przełomowi.
Oto pani D‘Anjou, dusza tych sierót nie osiągnąwszy
ostateczcego celu, postanowiła wrócić wraz z rodziną db-
Francji, a nie chcąc zupełnie opuścić tej ochronki, szukała
kogoś, ktoby mogl ją zastąpić. W tym celu zwracała się do
kół humanitarnych, bolejąc nad tem, że trudno przyjdzie zbawić
dusze tej dziatwy. Niestety nikt nie chciał wziąść na się odpo¬
wiedzialności, bo już i tak były wszystkie dobroczynne towa¬
rzystwa obarczone ciężarem pootwieranych zakładów. W
		

/Magazyn_084_10_169_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Ochronka S.S. Franciszkanek w Starym Harbinie.
		

/Magazyn_084_10_171_0001.djvu

			Działalność Misyj Katolickich w Harbinie. 101
Irosce swej. zwróciła si% do swego konsola, katolika,
który bez wahania, zaproponował jej zwrócić się z prośbą do
SS. Franciszkanek, będących wówczas wmieście FU-KIA-
riHN. pcłożc nego tuź przy Harbinie, czyby nie zechciały
°bjąć kierownictwa tegoż zakładu. I ta myśl natchniona miała
•SK; przemienić w czyn, ratując dusze tych kilka Katoliczek i
-wskazując.i pociągając samym przykładem ra drogę; zbawienia
inne. •
Ówczesna przełożona, a była nią sama M. Prowincjałka,
'dająca pole swej działalności Mongolję i Mandźurj^, mogła
r*eczywiście podołać temu trudnemu zadaniu. Po iormalrem
P' rozumieniu sit; z M. Generałką, sprawę definitywano dnia
U lutego 1924 i tegoż dnia wzięła na sie; ciężar prowadzenia
tego sierocińca. W przeciągu dwóch miesięcy, t. 8 kwietnia
Przystąpiło już do dzieła zbożnego. 5 zakonnic, wśród których
znajdowała się jedna Polka, wlad; jąca doskonale językiem
r?syjskim. W krótkim czasie postarał się zakon o r.owe zakon¬
nice Polki z językiem rosyjskim. Przeszłe 8 miesięcy t. j.
a* do 2 lutego 1925 obsługiwała ich pod względem religijnym
Parafia św. Stanisława i ówczesny rektor seminarjum ducnów-
llego O. Maurus Kluge O. F. M.
Od początku objęcia dążyły SS. Franciszkanki w dwóch
kierunkach, a mianowicie, do stworzenia przytułku tylko dla
dziewcząt i do usunięcia niepożądanego kierunku prawosławnego.
j~o do pierwszej spraw}-, zwróciły się do ruskiego domu,
który im przychylnie odpowiedział. Zatem przy kcńcu tego
samego roku wysdi chłopcy z pod ich kierownictwa, a wa-
kansy zapełnił}' się dziewczętami. Zostało tylko 3 chłopców o
'epszych zdolnościach i zachowaniu się. Tych zatrzymano,
^"''chowując z zamiarem oddania do misvjno-katolickich szkól.
Obecnie jeden z nich wstąpił do duchownego seminarjum,
(‘rugi wrócił do swych krewnych. Zatem został tylko jeden,
którego już gdzieś tióg umieści.
Z duchownymi prawe sławnymi trudniejsza była sprawa,
‘‘le i tu cierpliwość zakcnnic wrotce święciła tryumfy. Poj)i
regularnie 2 razy tygodniowo przychodzili na lekcje religji,
a'e zakonnice przyjmowały dzieci tylko takich rodziców, którzy
1116 stawiali oporu wychowaniu katolickiemu. Nabożeństwa,
ceremonje i laska Boża dokonały reszt}’, tak źe one same nie
Puciaty uczęszczać na religię prawosławną. Trwało to cały rok
*925, a nawet interwencja biskupa prawosławnego nie
Pomogła, kiedy liczba czysto schyzmatvckich dzieci zupełnie
znialała. Tak więc w r. 1926 te dwie główne przeszkody były
llsunięte, a praca mogła pójść szybkim krokiem naprzód.
		

/Magazyn_084_10_172_0001.djvu

			102
Polacy na Da'ekim Wschodzie.
Budvn#k, w którym mieszczą st^ dzieci, jest to dom ko¬
lejowy. Wiadomo, źe kolej obecnie należy do zarządu sowiec-
ko-chińskiegT, a ponieważ rzec* to humanitarna, a za huma¬
nitarnych pragną sowiet}^ uchodzić, co więcej nie będąc pew¬
nymi stanu posiadania, zostawiają ochronkę z Siostrami w
spokoju. Nawet zarząd czasem czyni małe renu nty, przebudo¬
wy itp., ale n.p. drzewo przedtem otrzymywane bezpłatnie -7"
wstrzymano. Co się tyczy wewnętrznego życia i kierunku dzie
ci, to wcale się nie wtrącają. Siostry zaś, jako misjonarki, zos¬
tają pod protektoratem Francji, jak również i inne placówki °
charakterze misyjnem.
Przytułek- pozwala tylko na ograniczoną liczbę dztecn
mniej więcej 40, ale widząc smutny stan mnóstwa ubogich nie
mających żadnego wyjścia, zakład jest niejako moralnie zmu¬
szony przyjmować więcej dzieci. Obecnie liczba wychowanek
przekracza liczbę 50. Dzieci te są przeważnie małe,
przeto praca ich nie wystarcza n:i utrzymanie, ale Sio¬
stry pokładają ufność swą w Opatrzność Bożą. która przede-
wszystkiem sierót nie opuszcza, i przychodzi pomocą
dobroczyńcom. Oto z powodu wielkiej nędzy < gólnej ludności
(za wyjątkiem sowietów i Chińczyków zajętych ra koleji, nie
interesujących się zakładami katolickiemu brak środków ma-
terjalnych nieraz daje się odczuwać.
Wśród dzieci rosyjskich znajduje się również kilka Polek)
a to dla braku pensi inatu polskiego, którego brak daje się
znaki. Jest wprawdzie w Harbinie bursa p dska, ale po w\'
jeżdzie bogatszych do kraju, marne ona prowadzi życie. Wszy¬
stkie dzieci bez wyjątku pobierają lekcje w języku rosyjskim
zakresie szkoły początkowej systemu ruskiego i uczą się tro¬
chę po francusku. Poza tym ogólnym programem, dzieci pt>r
skie mają jedynią lekcje języka ojczystego. Smutne to, ale
prawdziwe! Jakby to poźądanem było, gdyby się dało utwo¬
rzyć pensjonat polski. Może to słowa trafią do serc jakiego
Zgromadzenie żeńskiego pragnącego się poświęcić tej pracy.
Rosyjskie dzieci za pozwoleniem rodziców przechodziły na
katolicyzm obrządku grecko-słowiańskiegO, gdyż pmrnusu tu <>u
początku żadnego nie było, ale rodzice przychodząc 1 patrzą^
na ceremonje i pobożność Sióstr, same nakłaniają dzieci do
przejścia na religię katolicką lub zupełnie im w tem nie prze¬
szkadzają. Mały epizod odżwjerciedla ich usposobienie. Ż po;
czątku dziewczęta, które chciały, sdy do cerkwi prawe sławnej
bez Sióstr. Cóż się stało? Oto sańte dzieci powiedziały, i-e
		

/Magazyn_084_10_173_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Dzieci w Ochronce S.S. Franciszkanek w Starym Harbinie.
		

/Magazyn_084_10_175_0001.djvu

			D/iałalneść Misy] Katolickich w Harbinie.	103
jednej niedzieli duchowny mówi za-unią, a na-drugiej przeciw
papieżowi, jakby jakiem u sprawcy wszystkiego złego. Takie po¬
stępowanie nie podobało się dziewczętom i same już więcej
nie chciały chodzić do cerkwi. Jak wielka pociecha jest dla
Sióstr widzieć to stadko malutkich przystępujących do częstej
konumji św. Reszty dokon3’wuje sam Zbawiciel i staja się one
stopniowo apostołkami swych rodziców i krewnych.
Kierownikiem duchownych zakładowi ordynat juszem z po¬
lecenia Najprzew. Celsa Costantini, Delegata Apost. na Chiny
jest O. Gerard Piotrowski, Administrator Apost. wikarjatu Sy-
berji. Dzieło to zbożne przebyło w ciągu trzech lat swego
'stnienia wiele trudności i prześladowania, z czego widać źe
praca podjęta dla chwały Bożej i miłości bliźniego wzrasta i
u ubiera siły w cierpieniu. Dal by Bóg, by ziarno rzucono w te
•dusze wydało w przyszłości obfite owoce i żeby ta młodzież
mogła wskazywać swoim drogę do zjednoczenia kościołów
"Chrześcijańskim przykładem i gorliwością.
IV.
POWSTANIE CERKWI KATOLICKIEJ WSCHOD¬
NIEGO OBRZĄDKU.
Po upadku cesarstwa rosyjskiego, straciła cerkiew pra¬
wosławna swą naczelną głowę, wzkutek czego zaznaczył sit;
vy duchowieństwie rosyjskiem moralny rozkład. Rozmnożyły
rozmaitych odcieni sekty, powstała «żywa cerkiew», którą
r?ąd bolszewicki celem stworzenia większego chaosu i moral¬
nego upadku, zaczął wszelkiemi sposobami popierać. Wsion
duchowieństwa prawosławnego tu i ówdzie sporadycznie na¬
stąpiły nawrócenia na katolicyzm, gdyż wielu zrozumiało, że
Vv nim jest ostoja przeciw wszelkiego rodzaju herezjom. Lud
*as niezbyt wrogo odmosi się do powrotu na łono kościoła za-
^horl niego.
W Harbinie, głównym ośrodku przy koleji Wschodnio
'-•lińskiej, gdzie tysiące przebywa uchodźców z dawnej Rosy i
dawno już idea połączenia dwóch obrządków (łacińskiego i
greckiego) była prowadzona przez X. Ostrowskiego probo-
Sl'^a, ale pierwszym szermierzem i głosicielem tej prawdy
'vsród lu lu rosyjskiego stał tu O. Konstanty Koronin. Czło-
		

/Magazyn_084_10_176_0001.djvu

			106	. Polacy na Dalekim Wschodzie.
człowiek skromny i biedny, z zamiłowania etnograf. On to
pierwszy zwołał zebranie i zorganizował towarzystwo, które-*
go pierwszy rok istnienia był prawdziwą drogą krzyżową, dla
niego i dla tych kilku jednostek, które ten projekt zaczęły
podtrzymywać. Zarówno p. Kcżmin jak i kilka osób, które
zajęły się ideą stworzenia w Harbinie stowarzyszenia poświę¬
conego nauce i badaniom naukowym - musiały zn< sic począt¬
kowo mnóstwo nieprzyjemości, protekcjonalnego lekceważenia
a nawet ironji, ze strony rozmaitych napuszonych dygnitarzy
i pseudo-uczonych karjerowiczów, którzy niechcieli nawet do¬
puścić myśli stworzenia nowej instytucji, o tak obszernym pro¬
gramie. Stowarzyszenie musiało początkowo tułać się po
rozmaitych zakamarkach i dziurach, a p. Koźmin i 3 do 4
Jego najczynniejszych współpracowników, zyskało sobie opinię
dziwaków i maniaków; ale zato teraz ci sami krytycy i wydr-
wiwacze, którzy przed kilku laty jeszcze używali ideę stwo¬
rzenia towarzystwa, za przedmiot swych żartów, powtarzają
obecnie z dumą: „Myśmy... pracowali! Myśmy... stworzyli! Nasze
Muzeum miało w r. 1926 roku: 40,973 eksponatów, biblioteka
liczyła 6,CIS tomów treści wyłącznie naukowej, a dochód rocz¬
ny wzrósł do 27,175 ien i t. d.“
Towarzystwo posiada oprócz muzeum i biblioteki wiele
sekcyj poświęconych badiniu Mandżurji i Mongolji i to nie
tylko pod względem teoretyczm-naukowjm, ale takżę prakty¬
cznym. Najważniejsze są: 1) Sekcja zcologji i botaniki, 2)
Geologja i fizyczna geograf ja, 3) Medycyna i weterynarja, 4)
Historja i etnograłja, 5) Archeologja, 6) Lingwistyka, 7) Han¬
del i Przemysł, 8) Prawo chińskie, 9) Wydawnictwa miej¬
scowe, 10) Hodowla koni i t. d.
Oprócz tego utrzymuje: „Stacja Biologiczną" na rzece
Sungari, zakłada „Ogród Botaniczny" w Harbinie, „Stację
Doświadczalną dla Przemysłu Bobowego" (soya-beans), organi¬
zuje ekspedycje naukowe w głąb Mandżurji i Mongolji it.d.
Wielka szkoda źe harbińsoy Polacy tak mało interesują
się pożyteczną działalnością tej instytucji- każdy z nas, który
pragnie pracować, albo choćby tylko zarabiać na chleb co¬
dzienny w Chinach, rozszerzy!bv znacznie horyzont swoich
teoretycznych i praktyczn\fch wiadomości, gdyby wziął, choćby
tylko jak najskromniejszy udział, w jakiejkolwiek gałęzi dzia¬
łalności tej instytucji. Uczynić to należałoby tembardziej. że
przy tworzeniu towarzystwa i rozwoju jego działalności, praca
polska brała bardzo poważny udział. Nie od rzeczy
		

/Magazyn_084_10_177_0001.djvu

			Towarzystwo Badania Mandżur]i	107
będzie także przytoczyć iakt, źe wydawnictwo niniejszej książ¬
ki, nie doszłoby zapewne do skutku, gdyby nie materjaly doty¬
czące ekspansji kultury polskiej na Dalekim Wschodzie, ura¬
towane przed niedbalstwemRodaków i nagromadzone w zbiorach
towarzystwa. W niniejszej książce chciałem podać także biblio-
grafję polską w Azji (spisksiążek i broszur polskich wydanych
kiedykolwiek w Azji). Ale niestety, nie mogę tego zrobić z" tej
prostej przyczyny, że oddział Druków Azjatyckich w bibliotece
Towarzystwa Badania Mandzurji nie został jeszcze ukończony.
Wszystkich polskich książek i broszur, wydrukowanych ua zie¬
mi azjatyckiej (oprócz czasopism) będzie przeszło 220. Ale w-bi¬
bliotekach tutejszych stowarzyszeń i instytucyj polskich nie
można znaieść obecnie więcej jak ?<) tytułów. Był czas że było
więcej, ale zbiory w instytucjach społecznych (jakiemi są tu¬
tejsze stowarzyszenia polskie) ulegają wahaniom, w zawisłości
-od przypadkowego doboru mniej lub więcej inteligentnych
członków zarządu lub kierowników. To co jeden z wielkim
pietyzmem zgromadzi i przechowa, to drugi mniej inteligentny
każe zanieść na przechowanie do piwnicy lub sprzeda Chińczy¬
kom na wagę, jako papier pakunkowy do zawijania pieczywa.
W taki sposób zaginęły w Harbinie protokóły ' wielu stowa¬
rzyszeń i instytucyj polskich, nawet takich, które miały kapitał
obrotowy w setkach tysięcy dolarów. Zaginął bez śladu
Testament" napisany przez założycieli harcerstwa, zniknął
„Manifest Rządu Generała Chorwata" wydany d. 18 stycznia
1918 roku ,,Do Polaków!" i wiele innych dokumentów, mają¬
cych znaczenie historyczne. Gdyby nie zbiory T-wa Badania
Mandzurji, tobyśmy nie wiedzieli o naszej kolonji nawet tego,
•co mieści się w naszem wydawnictwie.
Nic więc dziwnego, że wobec tego istnieje projekt,
.ażeby poczynić kroki w Tow. Badania Mandżurji i postarać
się o kupienie i ustawienie w bibliotece niuzealuej oddzielnej
szaty, zawierającej te wszystkie polskie wydawnictwa perio¬
dyczne, książki, archiwa polskich towarzystw i inne rzeczy
oraz papiery pamiątkowe, dotyczące polskiej ekspansji kultu¬
ralnej w Azji, które uda się jeszcze z rozmaitych piwnic,
strychów i składów7 niepotrzebnego rupiecia wydobyć i dla
użytku przyszłych pokoleń ocalić.
Inż. Kazimierz Grochowski.
		

/Magazyn_084_10_178_0001.djvu

			A S Z Y C H E
Miasto Aszyche należy do najciekawszych miejscowości W
całej Północnej. Mandżurji. Dla większości Polaków i Rosjan
którzy mieszkają w Harbinie caleiui latami, jest to rzeczą
prawie zupełnie nieznaną. W rzeczywistości jednak, każdy
choć cośkolwiek umysłowo rozwinięty człowiek, powinien
zainteresować się poznaniem tej miejscowości, która ma wię
cej aniżeli tysiącletnią historję i w dziejach Chin odgrywała
wielką rolę.
Aszyche znajduje się na lewym brzegu rzeki Aszyche
(prawego dopływu rzeki Sungari) w odległości 2 km. ' od
stacji kolejowej noszącej tę samą nazwę. Odległość od Har¬
bina wynosi około 30 km. Powstanie miasta ginie w zamierz-
chlej prżeszłośći. Z kronik chińskich wiemy, źe za czasom"
dźurdźenskiej dynastji «Czin» to jest około roku 1125 po Chi',
było założone miasto którego starożj/tna nazwa brzmi' po
angielsku .,Hwei-Ning“ (po rosyjsku: ,,Xyii-HHH“) a nowsza
nazwa po ang. ,,Pei-cheng“ (po ros,	Miasto to*
zajmowało ogromnj' prostokąt, długi w kierunku N S na 3.7
km, a w kierunku O W na 1,55 ewentualnie 2,0 km., tak źe
powierzchnię miasta możemy przyjąć na 6,65 km. lew, Ze
wszystkich stron otoczone było wysokim wałem.
Cała przestrzeń między wałami była zabudowaną doma*
mi, pałacami, świątyniami i t. d. Obecnie z tego wszystkiego
nic nie pozostało, W południowo-zachodniej części prostotą*
' ta, wznosi się wysoki kurhan. Są to zasypane ziemią i zaroś*
nięte trawą szczątki dawnego zamku. Cała przestrzeń pokr>'
ta obecnie polami, ogrodami i_fanzami Chińczyków. Przy oraniu
pola i kopaniu ogrodów, znajdują często metalowe, brónzowe,
miedziane i mosiężne przedmioty i stare monety które byty
odlane w Chinach w latach 712 do 1189 po Chr., oraz nowsze
począwszy od r, 1(567. po Chr. Poza obrębem wału i zewnętrz*'
nego rowu otaczającego całe miasto, znajdują się jeszcze
		

/Magazyn_084_10_179_0001.djvu

			Asyche.	109
dwa wielkie kurhan}'. Podług podania miejscowego, obok jed¬
nego z nich odbywały sie defilady wojsk, diugi kurhan miał
służyć miejscem każni przestępców.
W; t otaczający starożytre miasto, zachował siq dość
dobrze. Wysokość jes:o dochodzi obecnie jeszcze we wielu
miejscach do 5 metrów. Co 100 metrów inajdują się na wale
ślady baszt, które czyniły obwarowania prawie że niedostę|>
nenii dla nieprzyaciół. W wale znajdowało się wiele bram
wyjazdowych, zbudowanych z suszonej na słońcu cegły i obło¬
żonych ze strony zewnętrznej cegłą wypalorą barwy ciemno—
popielatej, o rozmiarach 31,5x 19x 6 ctm.
W roku 1125 po Chr. miasto to stało siq jedną z 5 stolic
cesarzy chińskich z dvnastji „Czin“. Ale 109 lat później, tj. wr
' • 1234 gdj’dynąstja „Czin“ upadła i tron chiński przeszedł w rę¬
ce mongolskiej dynastji ,Juan“-miasto przestało należeć do liczby
stolic cesarstwa chińskiego i stopniowo poczęło chylić się do
upadku. Aż wreszcie w 1729. roku, rząd chiński założył na
"iiejscu starego i zupełnie opuszczonego miasta nowe pod
nazwą Aszyche, które przetrwało aż d > naszych czasów.
Do najciekawszych budowli w Aszj'che należą pagcdy
(świątynie) buddyjskie, niektóre wybudowane jeszcze w pierw.
Polowie XVIII wieku. Dla znawców Chin stanowią cne bardzo
ciekawy przedmiot do poważnych studjów nad kulturą i religją
'- bińczyków Nieznawców mus;ą zainteresować swoją ory
Smalną architekturą i pięknjmi egzotycznym wyglądem.
Obecnie Aszyche jest miastem powlatowem Giryńskiej
Prowincji i stanowi prowincjonalny, bardzo ożywi< ny centr
handlowy. Wielkie znaczenie dla miasta i okolicy ma powstała
tamże w 1908 roku cukrownia. Fabryka ta założona przez zie¬
mian Lubelskich należała do Stowarzyszenia Akcyjnego raa-
Jącego swoją siedzibę w Warszawie. Kapitał zakładowy wy¬
nosił 1.000.000 rb.
Plany cukrowni wykonała firma Barman i Szwede w
'Warszawie a maszyny ustawiał p. JVIOraczewski. Domy miesz¬
kalne budował p. Świniarski, chemik. Plany tych domów a
''daściwie „koszar mieszkaniowych" mają być skopiowane z
budynków cukrowni w Garbowie (w gub. Lubelskiej).
Trudno sobie przedstawić, ażeby jakikolwiek inżynier lub
Przedsiębiorca, budujący mieszkania dla urzędników lub sta-
		

/Magazyn_084_10_180_0001.djvu

			110	Polacy na Dalekim Wschodzie.
łych rzemieślników, mógł popełnić większe głupstwo, aniżeli
to miało miejsce w cukrowni w Aszyche. Na wszystkich fabry¬
kach starają się, aźebv każdej z osobna rodzinie pracowników
dać pomieszkanie: oddzielny domek z ogródkiem, któryby za¬
bezpieczał im poczucie pewnego komf >rtu, odrębność rodziny
od otoczenia, i tę swojskość, jaką tylko kąt własny każdemu
człowiekowi zabezpiecza. Pokrzywdzony widocznie od przy-
rody na umyśle organizator cukrowni w Aszyche, wybudował
olbrzymie „koszary" dla rodzin, w których w ciasnocie i
niewygodzie gnieździli się dziesiątkami lat pracownicy wraz z
żonami i dziećmi, prowadząc życie ńapól hotelowe, a napół
szynkowe. Nic więc dziwnego że wielu z nich nawet po prze¬
życiu w tych koszarach kilkunastu lat, czuło się o wiele le¬
piej poza domem, aniżeli w domu.
Pierwsza kampania cukrownicza odbyła się w zimie 1909-
1910 roku pod kierownictwem dyrektora inżyniera Antoniego
Łacińskiego. Następna kam pan ja w r. 1910-1911. nie udała się
z powodu trudności wyjiiklych wskutek wybuchu epidemji
dżumy. Z powodu braku robotników i węgla, cukrownia trzV
razy stawała. Pi łowa buraków zgniła. W roku 1911. objął
kierownictwo cukrownią p. Marjan Giewartowski, który pro¬
wadził ją aż do r. 1921., ]>oczem przyjechał na jego miejsce
p. Mikołaj Kossakowski. Ten ostatni sprzedał cukrownię p-
Kahanowi i w taki sposób przedsiębiorstwo to przeszło
obce rece. Obok cukrowni wybudowana jest rafinerja. Obie
połączone ze stacją torem kolejowym. Na terytorjum fabry-
cznem wystawiono gorzelnię, celem zużytkowania nie
mającej tu zbj'tu melasy, z możliwą produkcją od 3700 do 5000
litrów spirytusu dziennie.
Cukrownia wybudowana na gruntach, i aleźących do
pasa wywłaszczenia kolei Wschodnio-Chińskiej, opłaca kolej*
tenutę dzierżawną. Teren jednak, ra którym stanął cah'komp¬
leks budynków fabrycznych, jest dość niski; w okolicy błota 1
moczary.
Produkcją buraków zajmują się Chińczycy, nie nazbyt
zresztą oznajómieni z tą kulturą. Ziemia wogóle dla kultury
buraków zupełnie odpowiednia: burak tutejszy zawiera tyle
cukru co i burak ukraiński. Płytka orka, niestosowanie ulep¬
szonych narzędzi rolniczych, nieznajomość wogóle Chińczyk*}
z potrzebami tej kultury,—dają w rezultacie mierny urodzaj
buraków, około 6500 kg. z jednego „szana‘‘ chińskiego (szan-"
1412 sążni kwadr).
		

/Magazyn_084_10_181_0001.djvu

			Aszyche.	111
Produkcja fabryki obliczona na 100.000 z górą pudów
■cukru rocznie, w rzeczywistości dosięgała 50 proc.
Całą produkcję pochłaniał przeważnie rynek mandżurski,
Wszyscy urzędnicy i inteligentniejsi robotnicy byli Pola¬
kami, resztą stanowili Chińczycy. Obecnie zaczynają powoli
f)yć przyjmowani Rosjanie i Żydzi. Przedsiębiorstwo to było
pięknym przykładem, że polska praca i przedsiębiorczość mogły
osiągnąć nawet w tym oddalonym kraju dodatnie i owocne
rezultatv i należy szczerze żałować, źe przeszło ono w obce
ręce. YV bieżącym roku jest jednakowoż jeszcze tyle rodzin
Polskich, że nowy właściciel p. Kahan, uważa za stosowne
utrzymywać na cukrowni z własnych funduszów polską szkolę.
Przy tej sposobności należy przypomnieć, źe w Aszyche
j-'gzystuje rzymsko-katolicka misja, pod kierownictwem francus¬
kiego misjonarza. W mieście znajduje się przeszło 300 Chin-
czyków, co w połączeniu z Polakami zatrudnionymi w cu¬
krowni, stanowi poważny zastęp.
Można jeszcze wspomnieć o znalezieniu śladów „radium"
?.a wschód cd Aszyche. Mianowicie na południe od linji
kolejowej Aszyche-Siaolin, leży małe pasmo górskie „Taj pil i n“
-'łożone z granitu. Próba granitu dwumikowego (biotit i mus-
kowit.) wzięta z tego pasma przez pewnego innyniera górni-
Czego, wykazała jako domieszkę rudę uranową z zawartością
'adium. Zależe to dotychczas niezbadane.
Drugie pożyteczne zależe mineralne, a mianowicie ,,wę-
S'el kamienny” znajduje się prawdopodobnie w odległości 12
('o 14 km. na pn.—wschód od Aszyche, w kierunku Binsian’u,
°t>ok ,,Dajaudzj*.“ Dot\Tchczas także niezbadane.
		

/Magazyn_084_10_182_0001.djvu

			HAJLAR
MONOGRAFJA GLOWNEGO
MIASTA KRAJU „BARGA."
(M O N G O L I A).
Miasto Hajlar jest co od obrotów handlowych druga po”
i larhinie miejscowością w pólnocnc-wchodniej części Chitu
Pcd względem ilości mieszkańców białej rasj' jest drugiem p,a
Harbinie miastem. Leży w odległości około" 100 km. od gra''
nicv syberyjskiej (kozackiej wsi Curuchajtuj, nad rzakę «Ai;
guń», Zabajkalskiej prowincji), 188 km. na wschód od stacji
Mandżurja i 748 km. na zachód od Harbina. Rosjanie a z nimi
i Polacy uważają Hajlar i okręg koło Hajlaru za część Man-
dżurji. W rzeczywistości jest on jednak stolicą oddzielnego kra¬
ju zwanego „Chulunbuir“ albo „Barga“, który od wieluset lat
prowadzi odrębne życie polityczne i dopiero ostatnie wypadki
oddały go pod wpływ i władzę chińskiej administracji. Barga
jest tó kraj położony w trójkącie między granicą syberyjską,
górami Chingan i rzeką Chałcha (Halha). Wciągu kilku ostat¬
nich stuleci, przechodził kilkakrotnie z rąk mongolskich w ro¬
syjskie i naodwrót, Dopiero w r. 1735. Rząd Chiński chcąc
mieć punkt oparcia na terenie między _ właściwą Mańdżurja, ;i
prowincją Zabajkałską (należącą do Rosji) postanowił dla umoc¬
nienia swoich wpływów założyć miasto i twierdzę Hajlar.
Miasto wybudowano no lewej stronie rzeki Kmin Gol, oko¬
ło 4 km. wyżej jej ujścia do rzeki Hajlar (zwaną przez Rosjan
fałszywie „Arguń") Przedstawia czworobok otoczony z wszy¬
stkich stron ścianami. Do miasta prowadzą 4 bramy, nazwane
od stron świata: Północna, Południowa, Wschodnia i Zachod¬
nia. Najgłówniejsza jast „Północna“-przez która odbywały się
uroczyste wjazdy gubernatorów i innych dostojników. Jeszcze
w roku 1920. a może i teraz, wisiała w niej wielka klatka
drewniana, w której wystawiano na pokaz głowy straconych
zbrodniarz)’, dla utrzymania innych w postrachu. Ponieważ
		

/Magazyn_084_10_183_0001.djvu

			Hajlar.	113
Przestrzeń ujęta ścianami okazała się wkrótce za małą, pi/.eto
wiele budynków np. bu hnki rządowe, świątynie i. t. d. poczę¬
to budować poza ścianamr.
C?em kierował sit; Rząd Chiński w r. 173-1-yni wybierając
rod zal< źenie miasta to właśnie miejsce,, jest naturaln e nam
niewiadomem. Można jednakowoż przypuszczać, źe ta miejsco¬
wość, jeszcze w z; mierzchłych czasacłi leżała na ważnym i
historycznym szlaku handlowym, a może i wojennym. Świad¬
czą o tem ślady starego miasta, zbudowanego w o asach nie¬
pamiętnych pnez nie nany nam naród, w pobliżu teraźniejsze-
Ro Hajuaru. To star. Żytna miasto leżało na prawym brzegu
U^eki Haj'ar, w odległości około 15 km. poniżej teraźniejszego.
Siady które po nim pozostały zrajdują sit; na pierwszej rzecz-
,1ej terasie, w odległ ści około 500 metrów cd koryta rzeki.
%ło ono otoczone wałem, przedstawiającym prawidłowy kwad-
rat, o bokach długich na 300 metrów. Ściana północna" (zwró¬
cona ku drugiej terasie rzecznej) i poi u‘Tniowa (zwrócona w
kierunku rzeki) pi siadały bramy wjazdowe, umocnione—przed
Napadem nieprzyjaciół — półokrągłym nasypem, do którego
"ieżdzało się drogą boczna. VYr śn dku pomiędzy walami zn; j-
^ywałv się budynki miejskie, z których najwidoczniejsze ślady
Pozostawił dom rządowy albo świątynia, o rozmiarach 15 na
*5 metrów. Kiedy to mirsto bvlo zbudowane i jaki naród go
zamieszkiwał — niewiadomo. Poszukiwań archeologicznych w
tem miejscu, jeszcze nie było. *)
# *
Opisanie wszystkich politycznych wypadków które miały
nijejsce w Hajlarze, od czasu jego rak żenią, zajęłoby zbyt
^iele miejsca. Opuszczamy na razie półtora stolecia ż górą i przy¬
tupujemy do r. 1897, kiedy to po raz pierwszy pojawiła się w
Jiajlar^e partja techniczra, badająca trasę pod budowę Chińs¬
ko—Wschodniej Koleji Żelaznej. Ko!ej ta miała łączyć Czytę
,,v. prowincji Zabajkalskiej) najkrótszą drogą, przez terytoijuin
chińskie, z Władywostokiem.
*) Charakterystycznym jest fakt, źe na mapie wydanej
P>'zez Oddział Topograficzny Głównego Sztabu Rosyjskiego,
'v masztabie 2 wiorsty w 1-ym calu angielskim (wydanie tajne,
,,rkusz XV~38> miasto to zupełnie nieoznaczone. Świadczy to
nader nieprzychylnie o spostrzegawczości ew. suimenn< ści n>
^yjskich oficerów Głównego Sztabu).
		

/Magazyn_084_10_184_0001.djvu

			114	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Linię kolejową wytknięto w oddaleniu 1 i pół km. od niia*
sta Hajlaru..Przy budowie mieli inżynierowie wiele kłopotów,
gdyi kolej musiała przeżynać „Święty Gaj“ sosnowy, niety*
kalny dla wszystkich, rosnący tuż obok miasta. Ale pieniądze
któ-emi Rosjanie hi jnie szafowali, zrobił}- swoje i pomimo
oburzenia krajowców, drzewa pc święcone padły pod siekiera
przybyszów. Część „Świętego Oaju“ pozostała jednak dotych¬
czas nietkniętą. W r. 1900. w okolicy były bitwy z „bokse¬
rami". Jako pamiątka pozostał pomnik na mogile rosyjskich
żołnierzy, w tej liczbie wielu Polaków, w odległości 30 km. na
•wschód" od Hajlaru. Drugim historycznym wypndkim z wojny
bokserskiej w r. 1900-ym jest obrabowanie i zniszczenie przez
czerń rosyjską (głównie robotników kolejowych) pięknej świą¬
tyni buddyjskiej „Amban Sunie" albo „Chuchu Sume", wybu-
	
			

/Magazyn_084_10_185_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Ksiaze Shen i jego ministrowie w gościnie u polskiego koncesjonarjusza
w Hajlarze (Barga, Mongolja).
		

/Magazyn_084_10_187_0001.djvu

			Ha j lar.
11$
'liczy zaczął sit; rozwijać stosunkowo późno wskutek tego
Jiiemógł jeszcze wpłynąć na rozwój miasta. Rząd Rosyiski wy¬
korzystując olbrzymie wpływy jakie posiadał w tym kraju aź
cło wybuchu bołszewizmu, wyjednał w r. 1914. nadanie catej
północnej Bargi ja ko koncesji ros}^jsko—francuskiemu towa¬
rzystwu „Werchnie Amurska] a Zototo-promyszłennaja Kompa¬
nia" (około 80 tys. km. kwadr.) i południowej części Bargi
(około 40,000 km. kwadr.) wt r. 1916. jako koncesji górniczj
jnź. Kazimierzowi Grochowskiemu. Jeszcze dalej na południe
leży koncesja Towarzystwa „Mcngólor" (OómecTBo Py^Haro
TymeTyxaH0BCKar0 h Il3H3HxaH0BCKar0 AimaKOBT. bt>
MoHro^in) które należy obecnie do rządu sowiecko—mongols¬
kiego, rezydującego w Urdze.
Rozwój miasta nie został naruszony przez dżumę, która
grasowała w r. 1910 -1911 w1 Harbinie i okolicy. W Hajlarze
'iniarło zaledwie kilku Chińczyków, gdyż ścisły dozór sanitarny
nie dozwolił rozprzestrzenić się zarazie. W zimie 1911 -1912.
'oku, mieszkańcy Bargi korzystając z jednej strony z tego, źe w
Chinach była rewolucja, a z drugiej strony zachęceni pota¬
jemnie przez Rząd Rosyjski, wypędzili z bronią w ręku władze
1 wojska chińsku; z trzech zajętych przez Chińczyków miej¬
scowości w Bardze: Hajlaru, (d. 2 stycznia 1912 roku) JYlandźurji
U-obinfu) (d. 22 stycznia 1912.) i Kilari (Czilarin) albo ,,Si-wej-
<‘zy-!i-tin“ (w ostatnich dniach stycznia 1912.) Do rozlewu
krwi jednakowoż w Hajlarze nie doszło, chociaż było dużo
strzelaniny i hałasu. Rządcą Bargi, czyli tak zwanym „Fudutu-
nem“ został Szenfu z plemienia Daurów, bargińskich tuziem¬
ców.
* * *
Od r. 1914- zaczęły rozigrywać się około Hajlaru wypadki
owiązane z wojną światową. W zimie 1914 na J915 rok, roze¬
szła się pogłoska źe Attache Ambasady Niemieckiej w Feki-
|lieJ>. Rabe von Fappenheim, idzie z oddziałem Niemców i
krajowców przez stepy mongolskie, ażeby wysadzić w po¬
wietrze mosty koleji Chińsko — Wschodniej lub teź zniszczyć
chingański, tunel. Ale jeszcze przed rozpoczęciem się wiosny
1915, roku dowiedziano się, źe wszyscy Niemcy... zginęli. Spra¬
wcą tej tajemniczej śmierci był mongolski książę Babudźab, jed-
na, z niezwykłych postaci, której tylko los niedozwolil odeg¬
rać ważnej historycznej roli, wyzwolenia całej Mongolji z pod
Jarzma chińskiego.
\
		

/Magazyn_084_10_188_0001.djvu

			116
Polacy na Dalekim Wschodzie.
Gd}- władze rosyjskie dowiedział) się o niebezpieczeństw
wie zagiaź?jącein ze str< ny Niemców koleji i wogóle połączę--
niu Rosji i Syberji z Władywcstokiem, udały sit; do księcia mon
golskiego Hali ud żaby z prośbą o pomoc. Książe Babudżab,
człowiek nadzwyczaj zdolny i waleczny, prowadził już od r.
1912. wojn; z Chińczykami o niepodległość Mongolji. Gdy mi*
wysłannicy rt syjscy obiecali za zniszczenie oddziału niemiec*
kiego pomoc przeciwko Chińczykom, E5al udźab zgodził się
na te. W stepach Mcngolji, kilki set wiorst na południe od
Hajlaru, żołnierze Babudżaby wymordowali niczego nie p*'
dejtzywająćych Niemców. Materjaly wybuchowe i plany, kto-
re znajdował)' się w karawanie niemieckiej, zostałv odesłane
przez H; j'ar do Harbina w rozporządzenie Sztabu Wojsk R(>'
syjskich. Ładunek srebra wieziony na kilkunastu wielbłądach
dostał się jako zdobycz wojenna Babudżabie. Autor tego arty¬
kułu widział będąc w marcu 1916. roku w gościnie u Babu-
dźaby, w jego obozie nad rzeką Chalcha (Halha), trofea z tej.
wyprawy. W namiocie Księcia wisiały skrzyż >wane dwie szab¬
le niemieckie oficerskie i dwa rewolwery „Mau/er’a“, pozo sta-
łości po tym dzielnym i walecznym < ficerze i jego adjutancie
c ficerze aiistryackiin.
Naturalnie, źe gdy Rząd Rosyjski pozbył się obaw przed
napadem niemieckim od strony M< ngolji. przestał zupełnie
myśleć o spełnieniu obietnic danych Babudżabie. Ten gorzko
uskarżał się na niewdzięczność Rosjan. Ale jako człowiek
rycerski i nieustraszony, przedłużał sam walkę z Chińczykamir
póki w jesieni 1916 roku, przy zdobyciu miasta Lin Si Sian,
zabłąkana kula nie przecięła kresu jego życia.
Po jego śmierci zostało s’ę okcło 2000 wojowników, pocho¬
dzących po większej części z mongolskiego plemienia „Chara-
czydzić" n. czuli się na siłach prowa Oni nie dalej wojnę '/■
Chińczykami i przybyli ponownie do Bargi. O. 8. maja 1917-
roku zajęli miejscowość Chongoldźyn (80 km. na południe <;d
Hajlaru) a d. 11. maja zajęli tak zwane „Stare Miasto" tj chift'
sko mongolską część Hajlaru. Władze bargińskie uciekły częścią
do rosyjskiej dzielnicy Hajlaru, częścią do Cicikaru. Rosyjski
garnizon Hajlaru był już na pół zbolszewizowany i niechcią*
słuchać przełożonych, którzy chcieli wystąpić w obronie
rusofilskich Pargutów i silą wygnać Characzynów. Ton stal*
*) Dwieście km. ha południowy—zachód od Cicikaru.
		

/Magazyn_084_10_189_0001.djvu

			Ha j lar.
117
£aj ól wojennj' trwał aż do 6. września 1S>17 roki:. W tym dniu
Komendant pułku characzyńskicgo Czimba, chciał iilą po-
jnwycić jednego z urzędników bargińskich, który mieszka! w
hotelu „Romanowa" w centrum miasta. Żołnierz rosyjski
'Władysław Galas (Polak) który stał na posterunku, na tak
*W2nvm „bazarze", chciał Czimbę aresztować, ale ten powalił
go wystrzałem z Mau;era w głowę. To było początkiem
r-*zjałań w< jennyeh międzv Characzynami i garnizonem rosyj¬
skim w Hajlarze. Rosjanie otrzymali z Harbina | osiłki. D.
17. września o godzinie 12, w południe rosyjska aitylet ja roz¬
poczęła bombardować pozycje Chara czyn obok „Świętego
'jaju“. Artylerja characzyńska, chociaż kierowana przez ja¬
pońskich instruktorów, odpowiadała źle, gdyż ich gr;n; tv
^splodowały bardzo słabo. Bitwa skończyła się odstąpieniem
Characzynów na południe, przyczem pozostawili na polu bitwy
zabitych. Ilość rannych niewiadoma. Rosjanie stracili 2
żołnierzy zabitych. Jedra Rosjanka zginęła od kuli zbłąkanej,
ngoli mieli trzech rannj’ch.
Rok 1918, okalał się również burzliwym dla Hajlaru. W
|ym roku cała Rosja a również i miejscowości zajęte przez
Rosjan w Mandżurji i Ba rdze znajdywały się w stanie zupełnej
anarchji. W Hajlarze stal}’ garnizonem wojska chińskie, japoń¬
skie i ,,rosyjskie", to jest będące pod dowódzetwem Atamma
Siemionowa. W marcu 1918 r. zatrzymał się ra st. Haj'ar
^szelon, cofających się ze Sybeiji do Władywostuku, Czechów.
skład eszeic nu wchodził pociąg pancerny „Orlik", nałado¬
wany rzeczami zrabowanemi i skonfiskowanenu przez Czechów
na Sybetji.
Między Czechami i Siemionowcami panował wielki anta¬
gonizm, gdyż jedni drugim zarzucali rabunek i przywłaszcze¬
nie prywatnego dobytku. W rzeczywistości obie strony miały
zupełną słuszność, gdyz obie strony rabowały ile tylko mogły
'gdzie się tylko dałc\ chociaż Czesi w swem postępowaniu
byli bezwarunkowo porządniejszymi od Rosjan. W tym czasie
^'zędowała w Hajlarze jakaś „Komisja do walki z bolszewi¬
kami", zorganizowana przez Władzę Japońską do spółki z
r°syjskimi „czernosotieńcami" (monarchistami).
W nocy z. d. 27 na 28 marca (st. st.) 1918 komisja ta-
Podlug wskazówek „Siemionowców" - oez legalnego, pisem¬
nego rozkazu-aresztowała w pomieszkaniach dziesięciu hajlar-
		

/Magazyn_084_10_190_0001.djvu

			118	Polacy na Dalekim Wschodzie.
skich obywateli. Dwaj z nich, tegoż samego dnia tj. we Wielki
Piątek, byli uwolnieni, a reszta miała być W3’słaną do Paurji
(w Zabajkalskiej Prowincji), gdzie stał garnizonem Paron
Koman Ungern-Sternberg, wraz ze swoją „Dziką Dywizją'*-
Tych ośmiu aresztowanych, skutych rę:znymi kajdanami, od",
prowadzano parami w nocy d. 30 marca - podczas Wielkano¬
cnej Rezurekcji - na stacją kolejową. Strwożeni mieszkańcy,
wiedząc o tern że w Daurji czeka ich niechybna śmierć - prcsili
pomocy u Czechów. Czesi zażądali od Japończyków uwolnienia
.ares towanych, a otrzymawszy odpowiedź odmowną - rozpo¬
częli ogień. Japończycy odpowiadał i z karabinów i kulomiotów.
Robotnicy kolejowi rzucili ręczne granaty na żandarmów
japońskich, konwojujących aresztowanych, tak że ci ostatni,
korzystając z zamieszania rozbiegli się i ukryli w czeskim
eszelonie. Podczas pościgu aresztowanych, dwóch rani* no, :i
jeden z nich wkrótce zmarł. Japończycy wzięli się < stro do
Czechów i wywiązała się bitwa. Dotąd jeszcze widać na starym
cmentarzu, na wzgórzu, pr»za stacją kolejową, polowe okopy
z których Japończycy ostrzeliwali Czechów. Rezultat bitwy nie
jest nam dokładnie wiadomy. Słyszeliśmy że Japończycy po¬
zwolili wyjechać Czechom tylko pod warunkiem oddania pociągi;
pancernego ,,Orlik". Czesi stracili kilkanastu zabitych i tyluź
ranionych, ale wszystkii h wywieźli z Hajlaru. Szczegóły tej
bitwy trzymane w tajemnicy i nam się jednakowoż zdaje że
rzekoma ilość strat czeskich jest przewiększona.
Jest rzeczą niezmiernie ciekawą dowiedzieć się szczegółów
tej bitwy ze źródeł czeskich, które będą a może już są wY*
■drukowane w Czechach, o historji legionów czeskich w R< sj1
i Syberji.
W lecie 1918. roku przybył do Mandźurji Atamafl
Siemionow ze swoimi wojskami, wyparty z prowincji Żaba]
kalskiej przez bolszewików. Zapomocą nahajek i kaźni (często¬
kroć niesprawiedliwych) poskromił rozuzdane resztki źoldactwa
rosyjskiego miejscowych garnizonów, które słowo „swoboda*
zrozumiały jako wolność grabieży i nadużyć. Wówczas to
zajął Haj'ar oddział wojsk generała Barcna Ungein Sternberg‘;1.
Ten bardzo waleczny i wykształcony a przytem rycerski 1
honorowy oficer, który jednakowoż odznaczał się niezuiier-
nem okrucieństwem względem swoich nieprzyjaciół bolszewi¬
ków, zasłuź}'ł się względem kolonji polskiej tem, że na prośbę
p. Antoniego Aleksandrowicza, pułkownika artj-lerji z Jeg()
dywizji, oddał na użytek Polaków - Katolików jeden don'
kolejowy w części miasta zwanej „impań“, na urządzenie
		

/Magazyn_084_10_191_0001.djvu

			Hajlar.	119
kościoła katolickiego. Oddział Barona Cngerna składał się
przeważnie z Characzynóvv, tych samych, którzy roku po¬
przedniego gościli w Hajlarze i pod Hajlarem w zupełnie
jnnej mli, a obecnie wstąpili jako ochotnicy do dywizji wojsk
krajowych (HHopoAwecKaa	pod komeridą Barona.
Charakteiystycznym jest los generała Barona Ungern
Steinberga. Jako człowiek bardzo waleczny, prawdziwy rycerz
*'ez strachu i bojażni, udał się ze swojeml wojskami, których
jądro stanowiła Dywizja Wojsk Krajowych (HHopo^necKaH
4hbh3hh) złożona z Mongołów, Euriatów, Characzynów i t d,
do Mongolji, zdobył Urgę, wytępił tamtejszy garnizon chiński
1 w ten sppsób stał się panem całej Wewnętrznej Mongolji,.
]ego armji przyłączyło się mnóstwo rozbitków rozmaitych
Wojsk „białych1*, które szukały schronienia przed bolszewika¬
mi w Mongolji. Ten ostatni szczegół stał się przyczyną jego
^-guby. Oficerowie i żołnierze rosyjscy, zdemoralizowani kiIku-
Jetnią wojną domową, i grabieżami, których wojska ,,białe“
dopuszczały się w tym samym, jeżeli nie w większym jeszcze
stopniu jak i vvojska „czerwone", znienawidzili Barona, który
sam będąc żołnierzem z krwi i kości, wymagał od nich karności
1 Posłuszeństwa. Gdy bolszewicy posiali do Mongolji wielkie
‘ ddzialy swoich wojsk i poczęli zagrażać wojskom Bartna, to
oddziały,,białych" Rosjan, stosownie do zwyczajów rosyjskiej
Wojny domowej, zdradzały i przechodził}? na stronę „czerwo¬
nych" aż póki wreszcie samego Barona niewydali w ręce bol¬
szewików. Bolszewicy odwieźli Barona Urgerna do Nowcni-
kolajewska i tam rozstrzelali.
W. r. 1919, wydał Prezydent Rzplitej Chińskiej 7 edyktów
Ograniczających prawa Rosjan lub też dotyczących kwestyj,
które powstały z inicjatywy R/ądu Rosyjskiego. Najważniejszym
yjJ kdykt z d. 22. listopada 1919. roku anulujący auti nomu;
ewnętrznej Mongolji. D. 28 lipca 1920 roku ukazał się Kdykt
Jiezydenta anulujący układ o pozostawieniu pol^cznego „sta¬
tus quo" w rejonie Chułunbuira (Bargi). We wrześniu 1920
r°ku Rząd Chiński odebrał prawo eksterytorjalności rosyjskim
Poddanym, zamknął rosyjskie konsulaty, w tej liczbie i Ro¬
syjski Wicekonsulat w Hajlarze i zrównał Rosjan pod wzglę¬
dem prawnym z Chińczykami. Odtąd Barga należy jako od-
y^jelny okrąg administracyjny do Prowincji Hejlunkianskiej
' V icikarskiej). O zgodę Bargutów nikt niepytał i oni czując ze
^leniają za sobą tak potężnych rzeczników jakimi byli dotych¬
czas Rosjanie—musieli aczkolwiek z największą niechęcią —
Ugodzić się na wszystko, w nadzieji że to długo... nie potrwa.
		

/Magazyn_084_10_192_0001.djvu

			120	Polacy na Dalekim Wschdzie.
W roku 1921-1922 osiedliło w Hujlarze i koło Haj lal'}*
mnóstwo uchodźców rosyjskich, najwięcej z prowincji Zabaj''
kalskiej, uciekających przed prześladowaniem bolszewików.
Najwięcej między nimi było „siemionowców" którzy bali się
zemsty ze strony „czerwonych", Sprawiedliwość i bezstron'
ność każą przyznać, źe pod wzglądem rabunków i krzywdzenia
niewinnej ludności, ,,sjemjonowcy“ byli wielokrotnie gorsi od
„bolszewików"
Najwięcej Rosjan osiedliło się w tak zwanem „Trójrzeczu"
tj: w basenie rzeki Gan, Derbuł i Chaul, w odległości 80 do
150 km. na północ od Hajlaru. Utworzyli 22 wiosek, °
ogólnej liczbie 5000 mieszkańców i żyją tam po dziś dzień
bogato i spokojnie. Niejednokrotnie oodnosileu projekt na
łamach „Tygodnika Polskiego" i ..Dalekiego Wschodu*' - bv
na tych ziemiach (które mogą pomieścić jeszcze parę mil jonów'
ludności rolniczej) osiedlić polskich uchodźców z nad Amuru,
którzy uciekli z Pro w. Amurskiej, z powodu prześladowań bolsze'
wickich. Ale niestety zła wola, czy jakaś fatalna omyłka,
stawała temu na przeszkodzie: Obiecywano im niestworzone
rzeczy, źe Rząd Polski przyszłe im krocie tysięcy dolaróvV
ameryk. na przejazd do Polski i t. d., a gdy wydali wszystkie
swoje oszczędności na paruletnie czekanie, zbiednieli i prze¬
mienili się na na miejski proletarjat—pozostawiono ich swemu
K sowi, w biedzie i poniewierce.
Obecnie Maj lar składa się z trzech części: 1) Administrą*
cyjnej, gdzie mieszkają urzędnicy i agenci kolejowi i gdzie
również znajduje się cerkiew prawosławna, stacja meteoru-'
logiczna, sąrl chiński i t. d. 2) Z osady handlowej, zamieszkałej,
przeważnie przez Żydów wychodźców z Białorusi, Rosjan 1
rosyjskich Tatarów. Tutaj znajdował się aź do września l9?0r
roku Rosyjski Wicekonsulat i Włoski Agent Konsularny. W
tej części miasta znajdują się koszary zajęte obecnie przez
wojska chińskie, oraz Kościół Katolicki, 3) „Stare Miasto" t(r
jest najstarsza zamieszkała przez Chińczyków i Mongołów;
dzielnica, „Stare Miaśto“ ma ciekawe pamiętniki w postacl
oryginalnych świątyń buddyjskich.
Tu znajduje się także kompleks budynków zajmywamęh
niegdyś przez władców Bargi a obecnie przez władze chińskie^
Obok domy w których mieściły się biura „Werchnie - Anm1
skiej Zołotopromysżł, Kompanji“.
Części europejskie nic nie mają pamiątkowego, jeżeli nie
rachować obelisku kolo szkół}', postawionego na pamiątkę Dy*
itastji Hohlstein. Gottorp (nazwanej niewiadomo dlaczego Dy*'
		

/Magazyn_084_10_193_0001.djvu

			Hajlar.	121
-nasiją ,,Romanovvych“). Więcej uwydatnia się histoija ostat¬
niego dw’udziestopięcio!ecia Hajlaru na pozostałych szczątkach
pamiętników cmentarnych. Stary cmentarz ra górze, tuz obok
osady kolejowej, datuje się od r. 1897. Obecnie porzucony i
zaledwie kilka pamiętników na nim pozostało, z tych jeden z na¬
pisem włoskim: Qui ripasa !e Ossa Bertini Danielo nato No-
'embre lSól. Castelr.uovo del Kri uli Italia morto 8. Luglio
190^ in Xailar“.
Cmentarz wojskowy rosyjski z południowej strony linji
kolejowej, tuź obole ,,Świętego Gaju“ mial cały szereg’krzy¬
ków z imionami zabitych, podczas wielokrotnych bitew z
chunchu'atni, żołnierzy. VVie'e nazwisk polskich. Obecnie
Wszystkie prawie krzyże skradzione przez Chińczyków na opał.
I utaj również byli pochowani jeńcy węgierscy którzy uciekli
z pociągu wio/ącego ich do o bo; u koncenti aćyjnego w Prze¬
worskiej Prowincji. Biedacy zostali w Starem IViieście schwy¬
tani przez Mongołów i odstawieni do Wicekonsula Rosyjskie¬
go, który ich oddal oficerowi konwoju. Po rozstrzelaniu, ciała
•eh obdarte z ubrania, długi czas walały się niepogrzebane, ko¬
łu dawnej prochowni. (Listop. 1918).
Na cmentarzu cywilnym (z północnej strony linii kolejo¬
wej) panuje różnorodność. Przeważają mogiły kolejowców i
jch rodzin. Drewni;:ne krzyże na grobach jeńców austryjackich
'Alois Roeder i inni) którzy pomarli w tutejszym szpitalu
" ojskowyni, w zimie 1915-1916 roku na tyfus głodowy, ulegają
stopniowo zniszczeniu. Jeden pamiętnik, postawiony przez ro-
pinę Grochowskich, która czas dłuższy zamieszkiwała w Maj¬
erze, ma napis w języku polskim i chińskim, wykuty w gra¬
bicie. Arabowie jeńcy z frontu Kaukazkiego, których także
Umorzył w Hajlarze tyfus glodow}-, pochowani są oddzielnie na
cnientarzu mahometańskim (tatarskim).
Tyfus głodowy, ten bicz jeńców wojennych wszystkich
Narodowości panował dlatego, ponieważ oficerowie rosyjscy
strzeżący obozy lub konwojujący transporty z jeńcami, okra¬
dali ich bez miłosierdzia, a uzyskane stąd pieniądze przegry¬
wali w karty lub przepijali.
Tak się przedstawia ta mało znana, chociaż dla rozległej
Prowincji bardzo ważna miejscowość. Polacy trafiają się tutaj
stale od lat 25. Podcz as wojny, napływu uchodźców i powiększe-
G,a ruchu kolejowego wskutek transportów wojennych, liczba
“°laków przewyższała częstokroć setkę. Jedynym objawem ży-
		

/Magazyn_084_10_194_0001.djvu

			122	Polacy na L'a!e\>m Wschodzie.
< ia duchowego miejscowej kolonii polskiej, były tylko nabo¬
żeństwa katolickie, które odprawiali przyjezdni ze Syberji,
Mandźurji i Harbina księża polscy. Pozatem wint i preferans
uprawiany pracowicie w Klubie Kolejowym, wojskowym i po
domach prywatnych, przez przedstawicieli kolonji polskiej w
ciągu całych tygodni, miesięcy, lat i dziesiątków lat, absorbo¬
wał wszystkie siły umysłowe i duchowe naszych rodaków, 1o
w połączeniu z „wodkoj i zakuskoj“ zupełnie dla ich duszy 1
mó/gu wystarczało. Dopiero w r. 1918-ym załcźył w Hajlarze
Ks. Antoni l.eszczewicz pierwsze stowarzysienie polskie a na
wiosnę 1919 roku, pan Karol Gołanowski z Harbina założył
stowarzyszenie pod nazwą „Polskie Towarzystwo Dobuczyn¬
ności". Pomimo wielkiego zainteresowania się tem towarzyst¬
wem, ze strony całego grona pracowników kolejowych związek
zmarniał, gdyż kierownicy jego okazali się nieodpowiednimi,
ewentualnie niedbałymi.
Dokła Iniejsze szczegóły o kolonji polskiej w Hajlarze sa
opisane w artykule pod tyt. „Parafja polska — katolicka ^
Harbinie".
Okolice Hai'aru obfitują w mnótwj bogactw przyrodzo¬
nych i ciekawych pamiątek historycznych i archeologicznych"
Opisanie tego wszystkiego zajęłoby całe tomv. Wspomina^1
więc tylko krótko o'mineralnych źródłach „Chulun Arszan“>
połoi nych w odległości 20U km. na południe od Hajlar'1
i znajdującj^ch się w dolinie rzeki Chałbagatu Goł (lewego
dopływu rzeki Chałcha). I ’ stóp porfirowej góry, poprzeźyna*
nej żyłami granitu, wytiyska 27 źródeł gorących, które n i go}'
nawet wśród najostrzejszej zimy, nie zamarzają. Większa część
źródeł otoczona jest ocembrowaniem z płyt granitowych, przy¬
wiezionych z daleka. Ocembrowanie tworzy schodki, po któ¬
rych można schodzić do tych sztucznych basenów, jak do wa|1'
ny. Temperatura źródeł, mierzona w zimie, wynosi od 10 do
42 stopni ciepła Celzjusza. Śnieg naokoło źródeł taje. Wśród
mroźnej zimy unoszą się ze źródeł wysokie slupy pary wod'
nej, robiące wrażenie islandzkich geyserów. Ziemia naoko’0
pokryta białym nalotem, dotąd jeszcze chemicznie niezbada'
nym. Źródła mają od prastarych czasów opinię cudownie dzi»'
łających przj’ najrozmaitszych chorobach, szczególnie reuma
tyzmie, chorobach skórnych i innych. Co roku przyjeżdża ta u1
mnóstwo krajowców i Europejczyków.
Najciekawszemi pamiątkami rrcheologicznemi są pozo'
stałości z epoki prawdopodobnie paleolitycznej, zii	
			

/Magazyn_084_10_195_0001.djvu

			Hajlar.	123
tezione prze;.emme w kwietniu 1916 roku na brzegu jeziorka
^ agan Nor, w ziemi Czipc/jnów „Gul-Chuchu“, około 500
•''ni. na pd. od Hajlaru. Woda tego jeziora wymywa z piasz
czystej wydmy mnóstwo strzał krzemiennych, grubo ociosane
kamienne siekiery, ostrza prawdopodobnie do dzid, kamienie
kształcie tłuczka do moździerza, użytek których jest mi
niezupełnie jasnym i t. d. Mnisi buddyjscy, z tuż obok znajdują
♦ego się klasztoru „Dźańdziuń Sunie" opowiadali mi,, źe daw¬
niej takich wyrobów kamiennych znajdywali o wiele więcej,
•' niżeli obecnie.
Drugie takie znalezisko przedmiotów epoki prawdop.
Paleolitycznej mamy kolo samego Hnjlaru, z północnej stro¬
nie linji kojowej, pomiędzy drogą wiodącą od kolejowego skła¬
du drzewa, a północno—wsch< dnią krawędzią gaju sosnowego
(za cmentarzem chrześcijańskim). Znalezione strzały kamienne
*ą bardzo ciekawe. Tutaj należy nadmienić, źe epoka paleoli¬
tyczna w Azji Wschodniej nieodpowiada zupełnie pod wzglę¬
dem chronologicznym takiejźe epoce w Europie. *)
Młodsze pod względem chr< nologicznym, ale niemniej
ciekawe są ruiny tak zwanego grodu Dźyngis-Chana, zbudo¬
wanego w rzeczywistości przez jednego z jego następców
Chana Chubilaja, albo jakiegoś krewnego w roku prawdop.
^260-ym po Chr. Ruiny te znajdują się w północnej części
Nąrgi w widłach rzek Gana i Derbula, w pobliżu ujścia wy¬
mienionej pierwszej rzeki do Arguni. Odległość dzisiejszego
ciasta Hajlaru do grodu Dźyngis Chana czy też Chubilaja
Wynosi około ISO km. (w kierunku północnym). Miedzy prawym
nr-zegiem Gana i lewym brzegiem Derbula, na drugiej terasie
rzeki Gan, stoji ów gród otoczony ze wszystkich stron walem.
£a czusów dynastji Juan był on obok Pekinu, jedną ze stolic
Chin. Przy poszukiwaniach archeologicznych które tam pro¬
wadziłem, pierwszy raz w r. 1915-ym, a drugi, raz w roku
1924- ym odkopałem część fundamentów kilku wielkich budyn¬
iów, możliwie źe świątyń, Mur zbudowany z cegieł szarego
koloru, ale bardze mocnych, o rozmiarach 3*5x17x5,5 ctm. a
zatem nieco mniejszych aniżeli te, które były używane do
budowy starego grodu koło Aszyche. Budynki były pokryte
^Ju hówką formowaną na krągłakach pokrytych płótnem. Odbit-
*> Na Kamczatce np. epoka kamienna panowała w głębi
Półwyspu, jeszr/e przed 50 do 60 lat}' tj: ni nie] więcej do 187Ó-go.
		

/Magazyn_084_10_196_0001.djvu

			124	Polacy na Dalekim Wschodzie.
ki tkani płóciennej dają się zauważyć jak najdokładniej n:e
wewnętrznej tj. wklęsłej stronie dachówek i każda przerwań;*
nitka albo też zgrubienie nici lub węzełek odbił sit; jak raj"
subtelniej na glinie z której robiono dachówki. Zewnętrzna tj.
wypukła część dachówki pokryta glazurą o dość grubych ry¬
sunkach, ale tylko w dwóch barwach: Zielonej i niebieskiej.
Z załączonego w naszej książce planu tego grodu widzi¬
my, że zewnętrzny wał przedstawiał kwadrat o boku 585 met¬
rów. We wszystkich czteru ścianach wału (pn., pd., wscli. i
zach.) znajdywały się potężne bramy wjazdowe, umocnione z
południowej strcny prostokątnym, a z pozostałych stron owal-
nemi wałamiz boczrą bramą wjazdową. Oprócz czteru ogrom¬
nych baszt narożnych, znajdowało się z każdej strony po 4
baszty ścienne. Ciekawym jest szczegół, że gdy z pn.-; ach.-
baszty narożnej rozpoczęto budować wał, celem połączenia się
z basztą pd.-zach., to po drodze napotkano na okrągłe umoc¬
nienie o średnicy 85,3 metrów, w środku którego znajdował
się budynek kwadratowy o boku 27,7 metrów. Ten szczegół
zmusił budowniczych zachodniej części wału, do nadania jemu
formy linji krzywej tj. do okrążenia napotkanego kompleksu
budynków. Z pozostałości budynków zawartych w okiąglym
wale [i małego występu w kierunku północnym] jest widocz-
nem, że powstały < ne o wiele wcześniej aniżeli pozostały
„gród Dzyngis—Chana". Wiele szczegółów pozwala mi przy¬
puszczać, że odnosi się tn jeszcze do wieku bronzowegc.
W środku miasta wznosi się wal wewnętrzny, kształtu
prostokątnego, o bokach długości 168,5 na 114,1 metrów, z
trzema bramani wjazdowemi. W środku wału wewnętrznego,-
wznosiło się wiele budynków, z których najważniejszym był
dworzec panującego, czy też świątynia, długa ma 60,6 metra,
a szeroka na 26,1 metra. Przednia c;ęść dworca kwadratowa
o boku 26,1 na 26,1 metra. Tylna tj: na północ zwrócona
część, zbudowana w kształcie krzyża. Szczegół ten nasuwa
rozmaite przypuszczenia, które jednakowoż, aż do czasu do¬
kładniejszych poszukiwań archeologicznych, nie mogą być
omawiane.
Przy poszukiwaniach znalazłem rozmaite przedmioty,
wśród których najcenniejszemi są monety. Oznaczenie ich
podług księgi ,,The Stewart Lockhart Collection of Chinese
Coppper—Coins. (Royal Asiatic Society. North China Branch)
Shanghai 1915“ wykazało, ze najstarsze pochodzą z czasów
cesarza Tchao-Dzu (dynastja Tan) 618 do 626 rok po Chr, •
		

/Magazyn_084_10_197_0001.djvu

			-
■ .
		

/Magazyn_084_10_198_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Zachodnia i środkowa część, zasypanego piaskiem miasta
„Dzyngis-Chana”. Rezultaty ekspedycji archeologicznej
inz. K. Grochowskiego do Mongolji w r. 1924.
		

/Magazyn_084_10_199_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM
WSCHODZIE AZJI.
Wschodnia część zasypanego piaskiem
miasta „Dzyngis-Chana”. Rezultaty ek¬
spedycji archeologicznej inz. K. Gro¬
chowskiego do Mongolji w r. 1924.
		

/Magazyn_084_10_201_0001.djvu

			Ha j lar.	125
Najmłodsze c/.y też najswieższe monet)' pochodzą z czasów
(tatarskiej) dynastji Liao, a mianowicie bite były przy tesarzu-
Szi-Czun w roku 1188, po Chr. Monety te, jak "również i wiele
innych cennych naukowo, znalezii nych przezeninie przedmio¬
tów, oddałem do Muzeum T-wa Badania Mandźurji w Harbinie,
koszt którego była urządzona ekspedycja.
Ze wszystkiemi temi pamiątkami jest związane mnóstwo
Wspomnień, legend, i podań. Ale żadne z nich nie budziło tyle
zaciekawienia, i niepociągało za sobą t\ le k< sztów i wydatków,
ile p amjątka która miała pozx st;:ć z bardzo niedawnej pr; es? ło
ści, bo dopiero z r. 1920., po Pa ronię Ungerr.-Sternbergu.
Kielj’ te;i śmiały i rycerski wojownik zobaczył, że rosyj¬
scy oficerowie i żołnierze na każdym kroku go zdrad; ają, i
że jego ekspedycja mongolska musi skończyć się katastrofą,
zaczął obmyślać środki ratunku. Zdaje się że miał zamiar prze¬
dostać siej do Środkowych Chin a później przez Japonie; jechać do
f-uropy, by tutaj wstąpić do armji swego rodaka Parona
Wrangla. Pierwszym krokiem jaki przedsięwziął było odesłanie
ka^y polowej z terenu wojennego do miejsc bezpiecznych na
^schodzie. Wykcnał to w ścisłej tajemnicy przed swoimi
własnymi Rosjanami, którym nigdy nieuf: ł. Po odwiezienia
kasy wyznaczył maleńki oddział zł żi ny z 16 (szesnastu) zau¬
fanych ź( łnierzy Mongcłów i Tatarów. Złe.to zapakowane w
24—ch skrzyniach—każda ważąca po cztery pudy (6.";,5 kg)—
Naładowane było na arby tj. morgolskie dwukołki. W każdej
sjficie w ki nie rezerwowe,
Wyruszył z obozu Barona i szybkimi marszami dążył na wschód,
•tóeby możliwie jak najprędzej dotrzeć do Hajkrru”, skąd skrzy¬
cie ze zlotem—miały być wysłane koleją do Harbina i dalej
Za granicę. Po kilku dniach mars ni ekspedycja Cngernowska
sPf>tkala się z kilkakrotnie liczniejszym oddziałem wojsk
••czerwonych" Zawiązała się str> elanina. Wierni żołnierze Un-
Serna zrozumieli, że cala nadzieja wypełnienia polecenia Ban na
Zwisła jest tylko od szybki ści ich koni. Rozpoczął się szak nv
Pościg, trwający kilka dni. Wypoczęte i często zmieniane konie
krajowców, osiągnęły początkowo pierwszeństwo przed keńmi
bolszewików, ale po kilku dniach pościgu bolszewicy poczęli
doganiać Ungernowców, gdyż ciężkie skrzynie ze złotem
utfudniaty ucieczkę. Zawiązały się parokrotne potyczki, kcńczące
S|5 niekorzystnie dla żołnierzy krajowych. Ciężko rannych,
a*eby nie dostali się do niewoli bolszewickiej, dobijano wy
sb'znłami z Mauzerów. Pozostali przy życiu dążyli forsownym?
		

/Magazyn_084_10_202_0001.djvu

			126	Polacy na Dalekim Wschodzie.
marszami do zbawczego Hajlaru. W odległości mniej więcej
160 km na pc ludnie oi tego miasta, krajowcy przyszli do prze¬
konania, źe niezdołaią wj'kcnrć polecenia liarcna, to jest
uratawać jego kasą. Po naradzie odbytej głęboką nocą, postano
wili zlot ) Ungernowskie zakopać, a sami ratować się ucieczką.
W lekko falistej okolicy stepowej, pokrytej rzadko krzakami,
wyszukano małe wgłębienie gruntu, tutaj wykopano jamę,
w" której złoź< no wszystkie 24 skrzyń ze złotem, a
oprócz tego jeszcze ciężki, ważący siedem pudów kufer
Barona, pokryty biaclią cynkową. Co było w tym kufrze,
krajowcy nie wiedzieli, i sądzili tylk > źe są tam zepewne
Baron >wskię papiery, Po tem wszystkiem, wyruszono naty¬
chmiast dalej w drogę. W odlegle ści kilkunastu kin. od
wk'ęsłości gdzie zakopano złoto, porzucono w rozmaitych
miejscach na stepie arb}/. Resztę drogi miano odbywać tylko
wierzchem. Ale w kilka godzin po wschodzie słońca dognah
ich bolszewiccy jeź lzcy. Po krótkiej strzelaninie, pozostali przy
życiu krajowcy rozprószyli się na wszystkie strony. Tylko
dwóch z nich dotarło iywymi do Hajlaru. Reszta poległa
w stepie.
Ponieważ bolszewicy, po zajęciu Urgi i rozbiciu wojsk Un-
gernowskich nieznależli nigdzie głównej kasy Baronowskiej, prze¬
to wieść o wywiezieniu tego złota dotarła po kilku miesiącach
do Harbina i dalej. Znalazły się całe tuziny rozmaitych szar¬
latanów, nibyto dobrze poinformowanych oficerów i żołnierzy
byłej armij Ungern >wskiej, którzy obiecywali za .... bardzo
umiarkowane wynagrodzenie pokazać, gdzie te skarby się
znajdują.
Jeżeli przyjmiemy pod uwagę, że monet złotych było S4
pudy (1477 i pół kg) i źe te monety było próby 900-ej, to cały
skarb wobec cenv jednego pur.la takiego złota 9. ó()0 dolarów
amerykańskich, jest wart około 800.000 (osiemset tysięcy)
amerykańskich dolarów. Nic więc dziwnego, źe znalazło się
wielu kandydatów, chcących to złoto wynaleść. Dotychczas
zarobili na tym interesie tylko wytrawni oszuści, którzy
wodzili poszukiwaczy po rozmaitych debrach, albo teź wzią¬
wszy zadatek	umknęli.
Należy zauważyć, źe gdyby nawet powiodło się jakiemu
szczęśliwcowi odnaleść to złoto, to jeszcze wielkie pytanie,
czyby mógł go tak bez przeszkody wywieść. Waga 24-ech
skrzyń brutto, wynosi 96 pudów czyli J 574 kg. Do wywiezienia
ick potrzeba w stepie co najmniej 10 arb. Przy ładowaniu do-
		

/Magazyn_084_10_203_0001.djvu

			Hajlar.	177
pagonu, skrzynie o tak wysokim ciężarze gatunkowym zwrócą
niewątpliwie uwagę wszystkich i to dojdzie do wiadomości
wlr.dz chińskich.
Za właściciela tego złota uważa się Rząd Chiński na tej
podstawie, że nibyto większość monet złotych ma pochodzić
z Chińskiego Banku Państwowego wT Urdze, który to bank
'!aron l ngerr.-Sternberg'...... .w rzeczywistości obrabował.
Inź. Kazimierz Grocłiowski.
\
		

/Magazyn_084_10_204_0001.djvu

			POLACY W SHANGHAJU
Shanghaj inaczej zwany Paryżem Dalekiego Wschód u r
jedno z nrjwiększych środowisk handlowych na kuli ziemskiej,-
od wielu dziesiątków lat liczył wśród swej kolonji europejskiej,
sporą liczbę Polaków. Pierwsze i to dość wybitne nazwiska
polskie znajdujemy w Szanghaju już w osiemdziesiątych latach
zeszłego stulecia, a liczba ta wzrastała szczególnie w tym
czasie, kiedy Rosja utworzyła w celu rozwinięcia swoich wpij’"
wów na Dalekim Wschodzie tak zwaną „Flotę Ochotniczą" 1
statki regularnych rejsów z Odessy ew. Petersburga do Wła"
dywostoku, poczęły odwiedzać ujście rzeki Jang-Tse-Kiangu. .
kolonia polska dzieliła się od najdawniejszych czasów ra
dwie prawie zupełnie obce dla siebie grupy: Żydowską i poi-'
ską. O pierwszej grupie można powiedzieć tylko to, źe prawie
wszyscy jej członkowie, od pierwszego roku pobytu w Shang-"
baju, dokładali starań ażeby ich nie uważano za Polaków.
Szybko wsiąkała do kolonji żydów rosyjskich, amerykańskich
lub innych i tem kończyła się ich przynależność do polskiego
,,pochodzenia". Co się zaś tyczy drugiej, nibyto „czysto—poi"
skiej" grupj-, to także nie wiele pocieszającego da się o nie]
powiedzieć. Pomimo tego, że liczyła cna w swe jej liczbie wiele
bardzo wybitnych jednostek, ludzi z wyźszem wykształceniem,
materjalnie niezawisłych, a często nawet zamożnych, to jedna"
kowoż okazali się oni—za bardzo nielicznymi wyjątkami—ludź¬
mi mało narodowo uświadomić nymi a pod względem społe¬
cznym nierozwiniętymi. Zdawałoby się że na ziemi chińskiej, na
terytorjum międzynarodowej koncesji, a zatem tam gdzie ich
żadna władza rosyjska nie będzie mogła prześladować za oka¬
zanie swych uczuć narodowo — polskich, czy też polsko,--spo¬
łecznych, zacznie się rozwijrć bujnie życie polskie, w postaci
stowarzyszeń, bibliotek, szkół polskich lub innych instytucyj
humanitarnych. Rzeczywistość pokazała na odwrót. Zamożna
i nibyto inteligentna kolonja polska, nie zdobyła się na żaden
poważniejszy krok, mający zaznaczyc jej polskie uczucie 	
			

/Magazyn_084_10_205_0001.djvu

			Polacy w Shangaju.	129
Kblonja polsko—shanghajska składała się w tym czasie, wyłą¬
cznie prawie tylko z osob wychowanych pcd wpływem „kultu¬
ry". rosyjskiej, która nawet na wolnej ziemi międzynarodowej
koncesji, przygniatała ich umysły i kazała trzymać w cieniu
"Wszelkie, choćby najsłabsze przejawy polskości. Drugą prz}-
czyną był kierunek mr.terjalistyczny i pcgoń >a zyskiem, która
"'ogolę charakteryzuje wszystkie międzynan dowe port}' na
Dalel dm Wschodzie. Trudno uwierzyć, ale dopiero takty wska¬
zują, że potrzeba było aż wybuchu wojny światowej, klęski
Risji i zachwiania potęgi carskiej, ażeby kolon ja polska w
Shanghaju otrząsnęła się z gniotącej ją zmory rosyjskości, i
ośmieliła się, chociażby tylko na polu filantropijnem, okazać
swoją maleńką zresztą samodzielność narodową.
Tym niezwykłym w życiu kolonji polskiej w Shanghaju
faktem, było ukonstytuowanie się w końcu roku 1917-go „Pol¬
skiego Komitetu Opieki nad Polakami" w następującym skła¬
dzie: Prezes—Z. hr. Jezierski (dyrektor Rusko — Azjatyckiego
Panku), wice—prezes: Z. jastrzębski (późniejszy minister finrn-
■sów w Polsce), skarbnik—W. Boguszewski, sekretarz—S. Dy-
nowska i asesor Wojciechowski,
Komitet ten odgrywał wśród polonji shanghajskiej bardzo
małą rolę. Pod względem filantropijnym działał wprawdzie bar¬
dzo wiele, ale nie zdołał skoncentrować ogółu shanghajskich Po¬
laków w jedrą całcść, ani też nie stwórz}?! żadnej poważniejszej,
instytucji, któraby b}-ła ogniskiem wśród liczntj rzeszy tąmtej-
szych emigrantów.
W następnych latach kolonja polska w Shanghaju wzrosła
liczebnie do pół tysiąca a może nawet i więcej ludzi. Liczba ta
'yahała się ustawicznie, w zawisłości od wypadków w Rosji i
Syberji. Rosjanie napływali do Shanghaju setkami a Polać}*"
dziesiątkami. Niektórzy pozostawali, inni rozjeżdżali się. Jakiś
czas funkcjonował w Shanghaju Konsulat Polski, ale wkrótce—
ze względów oszczędnościowych został zamknięty. W czerwcu
J-92") roku został zorganizowany w Shanghaju „Komitet Pol-
ski“, który na polu opieki i pomocy Polakom okazuje wielką
'uchliwość.
Jak wynika ze sprawozdania Komitetu za czas od 13. 6.
1925 do 30. 6. 1926 biuro Komitetu otrzymało listów i podań
467, a w3	
			

/Magazyn_084_10_206_0001.djvu

			130
Polacy na Dalekim Wschodzie.
Jedną z najważniejszych czynności biura Komitetu było
pośrednictwo w sprawach paszportowych.
I)o Delegacji Rzeczypospolitej Polskiej w Chinach skie¬
rował Komitet 101 podań o przedłużenie, wznowienie lub o
jwych paszportów dla Polaków przebywających w
Na żądanie Delegacji Rzeczyprspolitej Polskiej w Har¬
binie opracował Komitet memorjał, w którym przedstawił
prawnopolityczne położenie Polaków, zamieszkałych w Shang
haju. W memorjale tym wysunął konieczność utworzenia
konsulatu polskiego w Shanghaiu. Memorjał został doręczo¬
ny Delegatowi Rzecz3rpospolitej Polskiej w Harbinie, p. Karo¬
lowi Pindorowi.
Pobyt Delegata Rzeczypospolitej na Chiny w Shanghaju
przyniósł kolonji polskiej pewne korzyści, albowiem na sku¬
tek oświadczenia Delegata w obecności przedstawicieli dj^lo-
matycznych: Włoch, Francji, Anglji, Sowietów i Chin, Ko¬
mitet Polski w osobie jego prezesa uznany został za półoficjal-
nego przedstawiciela Delegacji Rzeczypospolitej Polskiej na
Chiny w Harbinie. Powyższy przywilej dał Komitetowi moż¬
ność interwenjowania w sprawach wizowych polskich w kon;
sulacie francuskim. Pozatem komitet zyskał prawo rejestracji
obywateli polskich.
Działalność opiekuńcza komitetu obejmuje: pomoc (pie¬
niądze, żywność uoranie, obuwie), udzielaną najbiedniejszym,
bezrobotnym, repatrjantom. opiekę lekarską (Dr. Szyszło, p.
Kraushar-be'płatne środki apteczne), udzielenie zapomóg bez¬
robotnym i pożyczek, spłacanych ratami. Fundusze na powy¬
ższy cel wpływały do Komitetu: z poselstwa państwa polskie¬
go w Tokio, od licznych obywateli polskich i cudzoziemców,
a przedewszystkiem od shanghajskiego Charity Organization
Connńittee. Ć)fiary w naturze (bielizna, obuwie, konserwy,
mleko, papierosy, mydło i t. d.) otrzymywał komitet od za
możnych obywateli polskich w Chinach, oraz z firm amery¬
kańskich, angielskich i szwajcarskich za pośrednictwem Wsch¬
odniego Towarzystwa dla Handlu z Polską, staraniem p.
Roszkowskiego.
Działalność kulturalno-oświatowa Komitetu polegała i po¬
lega na urządzeniu obchodów narodowych, okolicznościowych
odczytów i na prowadzeniu hibljoteki, zawierającej przeszło
300 tomów. Na czele komitetu stoją: pp. I.utowicz, Ulanowski
		

/Magazyn_084_10_207_0001.djvu

			Polacy w Shangaju.	131
1 Unszlicht, wykazujący dużo inicjatywy i dobrej woli w kie¬
runku rozwinięcia tej jedynej placówki polskiej w Skanghaju.
Prezesem Komitetu jest p. Jerzy Moszkowski (wicepre¬
zes zjednoczonych na Azją amerykańskich stowarzyszeń ase¬
kuracyjnych), sekretarzem p. Antoni Unszlicht, człowiek niez¬
miernie pracowity i poświęcający dla dobra kolonji shanghaj-
skiej wiele czasu i fatygi.
Kolonja polska w Shanghaju liczy około 200 osób, nieod-
czuvvających potrzeb}7 utrzymywania między sobą stałej łącz¬
ności i prowadzących naogól życie odosobnione.
Wśród kolonji jest wiele osób z tak zwanej inteligencji:
inżynierowie, lekarze, kupcy, przemysłowcy, marynarze służą¬
cy w chińskiej flocie handlowej, artyści, technicy, rzemieślni¬
cy i t. p.
W municypalitecie międzynarodowego setlementu i na
komorze celnej, które są w ręku Anglików, jest zaledwie kilku
J olaków (1 w policji, 2 w wydziale zdrowotnym, jako kon¬
trolerzy hal targowych, 2 urzędników celnych i 3 dozorców
latarni morskich), a to z tego powodu, iż Anglicy wogóle
Popierają tylko swoich i są specjalnie chłodni w stosunku do
1 olaków,
Niestety, niebrak także w Szanghaju wśród naszych ro¬
daków przeróżnych aferzystów, złodzieji, fałszerzy pieniędzy.
Najsmutniejszy jednak jest ten fakt, źe do grona tych wyrod¬
ków należą ludzie inteligentni (adwokat, inżynier i oficer wy¬
sokiej rangi).
Polskich firm handlowych jest tylko 2: Wschodnie To¬
warzystwo dla Handlu z Polską, założone w 1923 r. z inicja¬
tyw}’ p. Antoniego Unszłichta przy udziale p. Jerzego Mosz-
kowskiego, które postawiło sobie za zasadę pracę wyłącznie
z Polską, chociaż nasi przemysłowcy i kupcy swoim nied
balstwem i nierzetelnością wpfóst uniemożliwiają pracę z
nimi, oraz Polsko—Chińska Korporacja Handlowa, której za¬
łożycielami byli właściciele Domu Handlowego „Hermes" w
Shanghaju śp. Zygmunt Jastrzębski i tutejsza firma rosyjska
Siergiej Heiman i Co. Firma te prowadzi różne interes}' i za
czysto polską uważać jej nie można.
Prócz tego do Szanghaju przybywają z najodleglejszych
zakątków Chin, Mongolji i Turkestanu Polacy różnych profes-
V ,w Poszukiwaniu pracy, lecz w większości wypadków zna
jeść jej nie mogą i w rezultacie są ciężarem Komitetu Pols¬
kiego.
		

/Magazyn_084_10_208_0001.djvu

			132
Polacy na Dalekim Wschodzie.
Komitet Polski ma ciężkie naci wyra/, zadanie, pracując
wśród tak różnorodnego, pod względem narodowym w prze'
ważnej ilości indyferentnego, a pod względem duchowym w
większości zrusyfikowanego środowiska. Wpływ kultury za¬
chodniej, w danym wypadku angielskiej, jest wśród kolon]1
polskiej w Shanghaju 'bardzo powierzchowny i można powie¬
dzieć, że poza małą liczbą jednostek—nie egzystuje.Tak zwana
inteligencja uważa przeważnie za kulturę angielską uczęszcza¬
nie do dancingów i noszenie angielskich kostjumów. Ludzie
pół—inteligentni lgną do Rosjan, których jest w Shanghaju
bardzo wiele, i którzy są im bliżej znani i duchowo więcej
spokrewnieni. Oprócz utworzenia Konsulatu Polskiego dla
spraw handlowych, jest rzeczą konieczną utworzenie w Sha¬
nghaju szkoły polskiej i bursy dla mniej zamożnj’ch dzieci,
gdyż tylko w ten sposob można będzie wpłynąć na utrzymanie
młodego pokolenia przy Polskości i na osłabienie wpływów
duchowych rosyjskich, wśród starszych. Komitet Polski, który
]uź tyle dobrego uczynił dla kolonji shanghajskiej,' będzie
mieć niespożytą zasługę, jeżeli zajmie się i w czyn wprowadzi
te skromne dezyderaty.
		

/Magazyn_084_10_209_0001.djvu

			CHIŃSKI TURKESTAN
Najbardziej na zachód Chin wysunięta prowincja Sinkiang,
stanowi jedna geograficzrą całość z Rosyjskim Turkestanem.
Rewolucja w Kosi i sprowadziła tutaj wielotysięczny zastęp¬
ami grant ów rosyjskich, a w tej liczbie naturalnie pewrą liczbę
Kolaków.
Największem środowiskiem Polskości było miasto Kuldża.
Kolonje polska była tam przed kilku laty dość liczrą, a po¬
większyła się jeszcze znacznie w tym czasie, kiedy to Komitet
Polski w Shanghaju nadesłał kuldźvńskim Polakom pieniężną
ponioc. Wówczas zgłosiło się do Polskości i do otrzymania
zapomogi mnóstwo Rosjan, którzy za czasów swej służby po-
''cyjnej lub źandarmskiej w Królestwie, nauczyli się po pol¬
sku mówić i wykorzystali swoją znajomość języka. Prawdziwi
Połać}- żadnej prawie pomocy nie otrzymali, gdyż mało kto z
nich miał jakiekolwiek dokumenty dla udowodnienia przynależ¬
ności narodowej a postępować w ten sposób jak Rosjanie tj.
'Nadrabiać bezczelnością, nikt się prawie nie odważył. Obecnie
pawi w Kuldźv tylko 7 prawdziwych Polaków, w Urumczi 2
' w inhj-ęh miejscowościach jeszcze kilka dziesiątków csób.
Wszyscy prawie znajdują się w opłakanem położeniu i żyją w
J^dzy. Na wj’jazd do Polski nie mają ani pieniędzy ani dokumen¬
tów. Nikt prawie z nich niewie, do jakiego Kcnsulatu lub Posel¬
stwa mają się zwrócić z prośbą o wydanie polskiego paszportu.
Parobku wśród ludności chińskiej i mahometańskiej niema zu¬
pełnie. Władze chińskie odncs?ą do nich zupełnie sprawiedli¬
wie i bezstronnie, ale naturalnie źe o jakiejkolwjek pomocy
*e strony Rządu Chińskiego, niemoźe b}ć mowy.
Jedyne oparcie mora'ne mają chińsko-turkestańscy Polacy
Vv tamtejszych misiach katolickich. Misje te od lat 40 pro¬
wadzili Misjonarze belgijscy, ale przed dwoma laty prowincje
(* Kansu północne zostałe oddane pod kierownictwo.
• O. Franciszkanów (niemieckich). Wśród tych ostatnich
		

/Magazyn_084_10_210_0001.djvu

			134	Polacy na Dalekim Wschodzie.
znajduje się jeden Górnoślązak Ks. Ludwik Gołąb, który'
krząta się obecnie kolo założenia szkoły niższej i średniej ka¬
tolickiej w mieście Kuklź-i. Ilość katolików w prowincji Sin-
kiang wynosi zaledwie 320 osób.
Wielkie zmiany w ustn ju wewnętrznym Chińskiego Tur
kestanu wprowadziła konwencja zawarta d. 6. października 1924-
roku między Sowiecką Rosją i Władzami C hińsko—I urkestań"
skiemi, w sprawie utworzenia konsulatów w pogranicznych
prowincjach. Na podstawie zawartej ugody ma prawo Sow-
rosja otworzyć natychmiast konsulaty w Lrumczi, Kaszgarze,
Kuldźy i w Chińskim Ałtaju (w mie jscu rezydencji Chińskiego
Danina). Chiny mają prawo do otwarcia swoich konsulatów?
w Taszkencie, Alma Ałta, Andiżanie, Semipalatyńsku i Zajsa-
nie. Oprócz tego R-ąl Chiński cddał Sowrosji budynki i ma-
jątek wszystkich dawnych konsu'atów rosyjskich w I urkesta'
nie. Należy nadmienić, że każdy tdki konsulat rosyjski w I u1'
kestanie, stanowił omal że nie małą oddzielną kolonię: Miał
ogromne archiwum, bibliotekę, ambulatorjum dla ćhorychi
aptekę, cerkiew i t. d.
Chiński Turkestan (Sinkiang — wymawia się ,,Sinzian‘ )
jest krajem hojnie we wszelkie dary przyrody wyp: saźonyi11,
Głownem bogactwem kraju są niezlicipne stada owiec, byd*?
rogatego, koni i wielbłądów. Gleba, o ile zostanie sztuczni1
nawodnioną, rodzi wszelkie gatunki zbóż, jarzyn, owoców «l
przede wszy stkiem bawełnę. Ź płodów kopalnianych najwaz'
niejsze są: Złoto, nafta, węgiel i żelazo. Ilość mieszkańców^
zajmujących olbrzymią przestrzeń około 28 000 kwadr, mil, w}'
nosi około 3 railj.'
Chiński Turkestan stanowił przed wielką w< jną teryń’.'
rjum wwozowego i wywozowego handlu jednej tylko Rosji*
Wielka w stosunku cUł liczby mieszkańców ilość konsulatów
handlowych rosyjskich, ułatwiała licznym kupcom (mahonie*-
i prawośł.), poddanym Rosji działalność, i wszystkie praw#
importowane towary pochodziły z Rosji i z Królestwa Polski*^
go: Białegostoku, Warszawy i Lodzi. Eksport był skierowa'
ny już to do Andiżanu, najbliższej stacji kolejowej w RosjT
skini Turkestanie, już też do rzeki Czarnego Irtysza, skąd do*
stawał się na kolej syberyjską.
Podczas wojny stosunki zupełnie się zmieniły. Import 1:
Rosji ustawał powoli a po wybuchu rewolucji bolszewickiej
zupełnie zamarł. Eksport do Rosji trwał nieco dłużej, ale i te11
		

/Magazyn_084_10_211_0001.djvu

			Chiński Turkestarii	135
już w r. 1918. przestał egzystować. Obrót przeszło 6 mil jonów
rubli złotych rocznie, zmalał do zera. Gospodarstwo i byt kra¬
jowców uległy kompletnej zmianie. Pozbawieni eksportu mu¬
sieli porzucić wiele gałę/i gospodarczych, evv. zredukować je
do minimum, gdyż nie mieli nabywców na swe produkty. Z
drugiej strony bez'dowozu najpotrzebniejszych towarów, zna¬
leźli sis w położeniu rozbitków na wyspie ) musieli, stwarzać
y pospiechu mnóstwo gałęzi domowego . przemysłu: tkactwa,
fabrykacji naczyń metalowych, mvdła, itp. naturalnie wszystko
w jak najbardziej prymit\’\vnych formach.
Wtedy to poraź pierwszy zjawili się w Chińskim Turke-
stanie kupcy amerykańscy i angielscy, przedstawiciele lirm z
tientsinu i Pekinu. Zyski które zaczęli otrzymywać z handlu
' krajowcami bj’ły olbrzymie. Wełnę kupowano po 6.50 rubli
*a pud [16,4 kg i i przewóz drogą karawanową przez Landżou
1 Pekin do TientsIAu kosztował 3 rb. Razem 9,50 rb. Cena
Wełny loco 1 ięntsin 15 rb. Czysty zysk przeszło 5 rb. z puda.
oawełna loco Kaszgar (stolica Chiń, Turk.) 6 rb. za pud i
przewóz do 1 ientsinu 3 rb. Cena bawełny loco Tientsin 20 rb.
'-zysty zysk 11 rb. z puda i. t. d. Ale te świetne interes}7
Prędko się d'a Anglo-Amerykanów skończyh-. Pojawili się
•Niemcy i w krótkim czasie ujęli w swe ręce lwią częśc eksportu
1 importu. Oprócz wywozu wełnj7 i bawełny, zorganizowali w
Wielkim masztabie eksport futer (lis, kuna, wilk, tygrys itd.)
Jbecnie potrzeba uważać firmy niemieckie za najważniejszy
czynnik ekonomiczny w całym Chińskim Turkestanie.
Z tego jednakowoż nie wynika ażeby wyroby przemysłu
Polskiego miały już na zawsze wstęp do Chińskiego Turke-
stanu zamknięty. Wszystko zależy od przedsiębiorczości na*
s<.Vch kupców by odzyskać ten rynek, na którym przed wojną
towary polskie, cieszyły się jak najlepszą sławą.
		

/Magazyn_084_10_212_0001.djvu

			POLACY W ŚRODKOWYCH I
POŁUDNIOWYCH CHINACH.
Niema prawie żadnego miasta portowego lub handlowego
w Chinach, w którem nie możuaby znaleść jednego lub więcej
Polaków. Poza Shanghajem egzystuje największa kolonja poi''
ska w Tientsinie; liczy przeszło 100 osób. Pozatem w kaźdem
większem mieście znajduje się większa lub mniejsza grupa pol¬
ska, ale skład ich ulega ustawicznym zmianom. Najmniej sit 7
sunkowo przenoszą się z miejsca polscy misjonarze. O ile mi
wiadomo ,\est ich w Południowych C hinach tylko czteru: Ks.
Teodor ^i. Wieczorek SS. i ks. Jan Siara w prowincji Heung'-
Shan (tj: koło Kantonu), ks. Augustyn Zmarzły w Juningfu
(prow. i fonan) i ks. J. Płaczek w Hong-Kong (wyspa należąca
do Anglików kolo Kantonu.) W bliskiej przyszłości ma przy*
być jeszcze kilku polskich księży, którzy już zgłt sili się d	
			

/Magazyn_084_10_213_0001.djvu

			Polacy w Środkowych i Południowych Chinach 137
Rewolucjoniści południowo—chińscy odnoszą sit; do Po¬
laków (a jeszcze w większym stopniu do Niemców) bardzo
sympatycznie, ażeby zaznaczyć w ten sposob różnicę jaka za¬
chodzi ich zdaniem, pomiędzy narodami które nie nu ją praw
cksterytoijalnt ści, a zatem nie krzywdzą i nie ubliżają Chiń¬
czykom, a narodami króre posiadają prawo ekstervtorjalności
[Anglicy, Japończycy i t. d.) i które tą wskutek ‘tego przez
Chińczyków znienawidzone. Misjonarze polscy doznawali nie¬
raz już względów ze strony rewolucjonistów,' którzy manifes-
hiją w ten sposób swoje zapatrywania na „uprzywilejowanych**
1 ,,nieuprzywilejowanych“ cudzoziemców.
Polacy rozprószeni po rozmaitych miastach chińskich nie
1,1 a ją żadnej organizacji narodowej lub społecznej. Swoje p<-
jrzeby religijne załatwiają w misjach kat< lickich: francuskich,
hiszpańskich, włoskich i holenderskich—rozsianych po cah ch
Chinach.
Na zakończenie przytaczamy opinię p. Anti niego Unszlich-
ta, sekretarza Komitetu Polskiego w Slunghaju o wid< kach
znalezienia pracy w Środkowych i Południowych Chinach:
„Musimy z. naciskiem zaznaczyć, źe Chiny nie są podatnym
terenem dla emigracji pi lskiej, raz dla tego, iż warunki kli¬
matyczne dla ludzi białych są nadzwyczaj ciężkie, a powtóre,
źe robotnicy i pracownicy biurowi-Chińczycy, są tak marnie
opłacani, źe cudzoziemiec nie jest w stanie, przy takiem wyna¬
grodzeniu egzystować. Pozatem tak przemysłowcy jak i kupcy
cudzoziemscy przyjęli za zasadę, lepsze pesady obsadzać roda¬
kami, a wszelkie gorsze stanowiska oddawać Chińczykom,
którzy są złymi pracownikami, ale za to Umio kosztują! Wo
hec tego nawet inteligentny Polak, mający specjalne wyk¬
ształcenie i znający dobrze angielski język', bez którego w Chi¬
nach ruszyć się nie można, nie może liczyć na znalezienie
'Odpowiedniej pracy."
		

/Magazyn_084_10_214_0001.djvu

			POLACY W MONGOLJI,
Kolonja polska w Mongolji składała się przed wojną świa*
tową zaledwie z kilkunastu rodzin osiadfych stale, ale rozrzU'
conych na przestrzeni wielu tysięcy km., i na przejezdnych tj.
przedstawicieli najrozmaitszych firm, iabiyk i t. d. którzy oka¬
zywali wielką ruchliwość i zdołali dla przemysłu polskiego,
ogromne terytorjum.
Ale nadeszła wojna, a za nią rewolucja w Rosji, i stosuii'
ki w Mongolji zmieniły sit; nie do poznania. Pojawiły sit; ty'
siące emigrantów rosyjskich, uciekinierów z rozmaitych str< n
Rosji i Syberji, a wśród nich wiele dziesiątków, a może i setek
Polaków. Byli cywilni i wojskowi. Jedni wyjechali przez Kał'
gan i Tientsin do Shanghaju, drudzy przez Hajlar do Harbina-
niektórzy próbowali pozostać na stałe w Mongolji, niktórz}'
tutaj zginęli. Do ostatnich należy: Gober—Golnerski Leonard-
rodem z pod Sejn, porucznik saperów rosyjskich, chorąź)’
wojsk polskich, zabity d. 1. kwietnia 1921 roku na początki'
pierwszej potyczki z oddziałem chińskim.
Szymanowski (Stanisław?) kupiec z Uliasutaju i Bardzk1
z Mińszczyzny, kapitan wojsk rosyj. zabici w Dzainszabi
roku 1921 przez Chińczyków. Kazimierz Wyszyński, syn ze'
słańca z r. 1863 na Syberję i jeszcze paru innych zostali
zabitych na rozkaz Barona Ungern-Stenberga, z powodu
stosunków z bolszewikami.
Obecnie mieszka w Mongolji kilkanaście rodzin polskich'
częścią bez żadnych wogóle paszportów, częścią z P»s/'
portami sowieckimi. Jest wielu Zvdów i Ukraińców
z paszportami polskimi. Agentem Rządu Polskiego
Urdze jest od r. 1921 p. Michał Aleksander Wołtosowicz,
dem z pow. Biała Podlaska, zamieszkały od lat 14 w Uldze*
Ostatnich 6 lat jest organizatorem i instruktorem urzędu cłof
wego Mongolji. Prosił siedmiokrotnie Rząd Mongolskc-Sowieck*
o dymisję i prawo wyjazdu, ale pozwolenia nie otrzymał.
		

/Magazyn_084_10_215_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Widok w pustyni Gobi d. 19 sierpnia 1927.
Ekspedycja inz. K. Grochowskiego do Mongolji, w lecie 1927 r.
		

/Magazyn_084_10_216_0001.djvu

			i
'
1
		

/Magazyn_084_10_217_0001.djvu

			Polacy w Mongo]]i	139
Kilku czy też więcej Polaków zostałozabitych przez mon¬
golskie plemię Czachar, sprzymierzone z Baronem Ungern
otembergem. Czacharowie przyjęli ich za bolszewików i okrut¬
nie zamęczyli.
Polacy w Mcngolji odcięci prawie zupełnie od świata,
gdyż poczta doręcza im )istv i gazety bardzo nieakuratnie.
v\ stawiennictwo Agenta R. P. p. Wolłosowicza odnosi u władz
niongulsko-sowieckich rzadko jakikolwiek skutek. Dzielny ten
człowiek traci czas i fatygę bardzo często napróźno, ale po¬
mimo tego nie ustaje w pracy dla dobra Kodaków, którym
pomaga bezinteresownie ze wszystkich sił.
O znaczenie hamUowem Mongolii, p< damy oddzielny
•artykuł.	^	y
		

/Magazyn_084_10_218_0001.djvu

			S A C H A L I N.
Szczupły rozmiar naszej książki niepozwala nam ppisy"
wać dokładnie historji \vvspy Sachalinu. C'z}'telnicy znajdą to
w literaturze specjalnej. Tutaj możemy nadmienić t3rlko o jed'-
nym fakcie, który zdaje się nie wszedł jeszcze do literatury ro¬
syjskiej. Gdy w r. 1673. holenderski kapitan De Fries, zagnany
burzą wylądował na wyspie, którą później nazwano SacbalK
nem, to zastał już na niej jakichś Rosjan, osiedlonych od daw¬
na, ale nieuznających panowania rosyjskiego, ani też niemaja-
cvch żadnego związku z krajem z którego pochodzili tj. z Rosją-
Kto byli ci osadnicy i skąd się tam wzięli, niewiadomo. Praw*
dopodobnie była to wolnica kozacka lub jacyś awanturnicy »•
podobni np. do tych, którzy założyli niewiadomo kiedy, nieza¬
wisłe państewko w Kalifornji, zawierali traktaty lub prowadzili
wojny z ówczesnymi władcami Kalifornji Meksykanami, aż w'
r, 1837. zniknęli i tylko nieliczne zapiski hiszpańskich mnichów'*,
tradycje wśród Indyjan i wykopaliska na „rosyjskiem wzgórzu"
(Fort Ross) koło San Francisco, świadczą o ich minionej egzV*
stencji. W każdym razie, gdy Rząd Rosyjski wr siódmem dzie¬
sięcioleciu 19-go wieku zajął Sachalin ńa podstawie układu z
Japończykami, to z owych osadników 17-go stulecia niebyło
już ani śladu.
Pierwszym Polakiem który przepłynął w r. 1771 obok
\j wybrzeży Sachalinu, ale niestety tutaj niewy’ądował, był Hra¬
bia Maurycy August Beniowski, konfederat barski. Na zdoby*
tych u Rosjan statkach dotarł z Bolszeriecka na Kamczatce^
wzdłuż wschodniego wybrzeża Sachalinu do Japonji, a potem
naokoło Afryki do Francji.
Zaraz po zajęciu wyspy przez Rząd Rosyjski (a l>3ło to
w kilka lat po powstaniu 1863 roku) poczęli wśród zesłańców'
rosyjskich zjawiać się licznie Polacy. Liczba ich wzrosła do
tego stopnia że już w roku 1890, wybudowali własnemi rękt>
ma w Port Aleksandrowsku kościół katolicki. O budowie szkoły-'
polskiej, niemogło bjć naturalnie w tym czasie—mowy !
		

/Magazyn_084_10_219_0001.djvu

			Sachalin.	141
Oprócz zesłańców zwykłych i politycznych, oraz nielicznej
garstki Polaków służących w instytucjach rządowych lub w
Wojsku, byli naturalnie podobnie jak i w całej Syberji, polscy
hadacze i uczeni. Wspominam tylko nazwisko przedwcześnie
zmarłego św. p. Bronisława Piłsudskiego (brata Marszałka
Józefa Piłsudskiego) który był tam wysłany przez Cesarską
Akademję Nauk dla badań nad językiem i pochodzeniem tajem¬
niczego narodu Ajnosów, aborigenów tej wyspy i bawił tamże
°d lipca 1902 do U. czerwca 1905 roku.
W r. 1909. zawitai na Sachalin Ks. Biskup Cieplak w
towarzystwie kilku kapłanów; w tej liczbie byt teraźniejszy
hiskup piński, Ks. Zygmunt Łoziński. Jeden z towarzysz}'
Biskupa, ksiądz Władysław Mierzwiński pozostał wówczas na ca-
M zimę na wyspie, dla wypełniania obowiązków kapłańskich.
Należy wyjaśnić, że st?.n kolonji rosyjskiej a zarówno i
Polskiej na Sachalinie, uległ począwszy od r. 1903. kompletnej
zmianie. W tym roku przybył na wyspę ostatni transport zesłań¬
ców. Po wybuchu wi jnv rosvjskc-jap< ńskiej w r. 1904. depor¬
tacja na Sachalin została zniesi< na. Większość zesłańców wy¬
jechała na ląd stałv lub powróciła do stron rodzinnych. Po¬
zostali tylko ci, których zatrzymywały albo stosunki majątki-
We albo rodzinne. Natomiast zaczęli napływać r.owi osiedleń-
cy. Liczba tych ostatnich wzrosła najbardziej po wybuchu
Wojny domowej na Syberjij Gdy banda znanego rozbójnika
‘ riapicyna wyrżnęła ludność miasta Nikołajewska nad Amu¬
rem, w której to rzezi zginęli między innymi okrutną śmiercią
Wszyscy urzędnicy Konsulatu Japońskiego i Przedstawiciel
Polski p. Barański *) to wielu niedobitków znalazło swoje oea-
*}ie tylko dzięki schronieniu się na Sachalin, pod opiekę wojsk
japońskich.
Wśród uchodźców z powodu wojny domowej na Syberji,
znajdował się między innymi p. Władysław Sielski. Ten ener-
*) P. Bronisław Baiański b\ 1 rodem z Lubelskiego! gim¬
nazjum ukończył w Tarnowie (Wojew. Krakowskie). Był po¬
rucznikiem, wojsk polskich i jako przedstawiciel Rządu Pols¬
kiego mieszkał w Nikołajewsku przy ujściu Amur u. Gdy Tria-
Pjcyn zajął miasto, wywlekli go bandyci na lód Amura i wtią-
c'łi do przerębli. Ratując się chwycił rękoma za krawędzie
Przerębli, ale zbrodniarze obcięli mu ręce siekierą i poszedł
Pod lód.
		

/Magazyn_084_10_220_0001.djvu

			142	Polacy na Dalekim Wschodzie.
giczny i ożywiony najlepszemi chęciami człowiek, zaraz po
swojem przybyciu" na wyspę, zabrał się do pracy i dzięki Jego
staraniom powstała na Sachalinie „Szkoła Polska im. M. A.
hrabiego Beniowskiego" która poczęła skupiać rozprószoną 1
rusyfikującą się wśród obcych, młodzież polską. Obok szkoły
została utworzoną biblioteka i czytelnia, która dzięki patrioty¬
cznemu poczuciu wielu ofiarodawców i redakcyj otrzymywała
około 50 pism codziennych i perjodycznych polskich z Amery¬
ki, Francji, Chin i naturalnie najwięcej z Polski.
Władze Japońskie, ra których czele stal jeden z najwybit¬
niejszych generałów p. S. Takasu, udzielały instytucjom pol¬
skim wszelkiego poparcia i opieki a również i śubsydjum
kwocie 40 jen miesięcznie, co wynosiło przeszło 1200 Irankó"'
złotych rocznie.
Z chwilą wyjazdu p. Sie'skiego do Manili (Wyspy Fil1'
pińskie) szkoła ta upadła. Na miejsce Japończyków objęli wła¬
dzę na Północnym Sachalinie bolszewicy.
Z pośród Polaków zorganizowała sie w Aleksandrowski'
grupa dwudziestu, z Władysławem Czekotowskim na rzelc,
która zażądała oddania jej kościoła, domu przykościelnego
świeżo zbudowanego i gotówki, jaka znajdowała się w kasi^-
Rząd miejscowy (Komitet rewolucyjny) oddał im kościoł z
inwentarzem kościelnym i domem stróża. Dom przy kościelny'
budowany na szkołę, zabrał na skarb państwa. Z pieniądz)
zaś (225 jen 75 sen^ które zagarnął, wydał tylko sto rubli n*1
remont. Księdzu z Japonji dojeżdżać na Sachalin nie wolno-
Księdzu z Władywc stoku tak samo. Nie posiadając źadneg0
centra kult., zbiorowe życie polskie zanika.
Bieda panuje duża. Kopalni wiele stanęło. Brak zarobku,
Ludzie żyją dawnemi resztkami, niepewni jutra.
O żadnej działalności kulturalnej, oświatowej itd. wśró<*
tamtejszej kolonji polskiej-niema obecnie naturalnie, lnowy-
Podług ostatniego ,,Schematyzmu" (wydanie Misyj FranęO'
skich na Dalekim Wschodzie) liczba katolików na Płn. S*1'
•chalinie wynosi około 350 osób; z tego 95 procent Polaków.
*
Na należącym do Tapcnji południowym Sachalinie, noszS'
cym japońską nazwę „Karafuto", są dwie kategorje Polakó^-
1)	starzy, którzy pozostali tam po wojnie japońsko-rosyjskiej1
2)	nowi, którzy przybyli tam obecnie, gdy po traktacie stycz-
		

/Magazyn_084_10_221_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Przedstawiciel Rządu Japońskiego zwiedza Szkole Polska im. M. hr. Beniowskiego
w Port Aleksandrowsku na Sachalinie (Boże Narodzenie 1924).
		

/Magazyn_084_10_222_0001.djvu

			n
		

/Magazyn_084_10_223_0001.djvu

			Sachalin.	143
ttiowym Rosja sowiecka zaczęta obejmować administrację
północnego Sachalina (do 50 stop. geograficznej szerokości).
Dawniejsi osiedleńcy.
Starzy zajmują sit; przeważnie rolnictwem, hodowlą by¬
dła i wypiekiem bardzo dobrego chleba, mającego duże po¬
godzenie wśród tubylców. Pozatem niektóre rodziny zakupu¬
ją na wyrąb las\?. Cała ta grupa zżyła się z japońskiem otocze¬
niem, nauczyła się dobrze mówić po japońsku i zdobyła sobie
życzliwość i zaufanie władz i otoczenia. Są trzeźwi, roztropni,
doświadczeni, pracowici i oszczędni Z\-ją dostatnio. Powodzi
J1'i się dobrze.
Późniejsi przybysze.
Nową grupę stanowią jednostki, noszące na sobie odbicie
kultury rosyjskiej, w której przeżyły ostatnie lata. Nieprzyz¬
wyczajeni do ciężkiej i systematycznej pracy ręcznej, oglądają
sie za łatwiejszym zarobkiem w mieście, a źe nie znają miejs¬
cowych zwyczajów i języka, przeto żyją z dnia na dzień, w
■dosyć trudnych warunkach. Mają oni przed sobą dwie drogi:
a) albo zgromadzić się i pracować na jednym terenie należą¬
cym do któregoś z rodaków lub dzierżawie nym przez księdza,
") albo rozproszyć się i iść na robotę do Polaków z grupy
starej. Każdy ze starych przyjmie chętnie po jednym nowym
'zapewni mu zarobek po 2 nawet po ? i pół jeny dziennie.
Jylko u nich nowi będą musieli pracować porządnie z Kosą w
P^lu lub z siekierą w lesie. Niewątliwie starzy chętnieby do¬
pomogli słabszym i biedniejszym, gdyż cenią oni dobre imię
Polskie, jakie sobie tutaj wyrobili. Każdy zły krok później¬
szych przybyszów, mógłby źle się odbić i na lesie tych, którzy
tam jeszcze przedostać się mogą.
Dla Polaków najlepiej nadaje się hodowla b3-dła, owiec i koni.
Jeżeliby mieli pracować wspólnie, to najlepiejby było,
ażeby zajęli się tem, do czego nadają się niektóre terytorja
Sachalińskie, a czego japończycy robić nie umieją, np. hodo-
koni, owiec i bydła rogatego. Łąki na wybrzeżach rzek i
stoki gór dobrze się do tego nadają. Praca nie jest zb}'t cięż-
i:i> a może dać im utrzymanie i uczynić z nich ludzi pożytecz¬
nych tak w oczach władz, jak i w oczach mieszkańców ja¬
pońskich w Karafuto. Taka wspólna praca byłaby pomiędzy
111111 i łącznikiem i mogłaby stworzyć zarodek polskiej kolonji.
		

/Magazyn_084_10_224_0001.djvu

			144	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Dla Japończyków przynajmniej w obecnym stanie rzecz}', nie"
by lob}- to solą w oku, bo ludność centralnej Japonji, pomimo
przeludnienia, niechętnie idzie na Sachalin z tej racji, źe tam
dla nich za zimno, i że tam nie można mieć plantacyj ryżu,
bez którego oni żyć nie mogą. Pozatem nawet ci, którzy przy-
wędrowują na sezon letni, wolą zajmować sia cięciem lasu i
rybołówstwem, bo to stanowi ich ulubione zajęcie i pozwala
im po skończonym sezonie powracać co rok do prowincyj.
centralnych na zimę.
Stosunek władz japońskich.
Pomiędzy nowoprzybyłymi na Karafuto z północnego
Sachalinu Polakami a miejscową ądmistracją, było w samym
początku parę niemiłych starć. Władze miejscowe podejrzy-’
wały w nich bolszewików. Oni zaś, nie zawsze taktownem
postępowaniem swojem, podniecali różne ptdejrzenia.
Grupę starych Polaków władze uważają już za ludzi swe'
ich, mają do nich zaufanie i traktują ich nie gorzej od tubyl¬
ców. Jedyną skargą ze ston\r grupy starych był fakt, źe żie
mię na której pracują, rząd japońskj daje im rodzajem wie¬
czystej dzierżaw}-, ale nie przepisuje na nich tytułu własności
Jest to jednak skarga w tej chwili raczej teoretyczna, gdyż z
jednej strony nie było ani jednego wypadku faktycznych ru-
gów, a drugiej-wolnych przestrzeni na Karafuto jest' jeszcze
tyle, że nikt o rugach nie myśli.
Stosunki kościelne.
Co niedziela i święto wszyscy Polacy z pobliża Toyoha'
ry, która jest stolicą Karafuto, spotykają się w kościele,
Dotąd był na Sachalinie tylko jeden ksiądz katolicki, a
mianowicie ks. Kowarz, z misji niemieckiej z Sapporo. Ks--
Kowarz jest Niemcem z Górnego Slązka, poddanym niemiec¬
kim. Miejsce pobytu ma w Toyoharze ale przed tem dojeżdżał
i na Sachalin północny, gdzie w Aleksandrowski! miał stałe
zetknięcie z Polakami.
Na wiosną 1926 przybył na Sachalin z tej samej misji z
Sapporo ks. Marcin Płotnik, prawdopodobnie także z Górnego
Slązka niemieckiego. Przeznaczony był dla połnocnego Sacha-
lir u, ale źe przybył już po zamknięciu granicy, dzielącej po¬
siadłości japońskie od rosyjskich, przeto pozostał na południo¬
wym Sachalinie, w Toyoharze,przy boku ks. Kowarza.
		

/Magazyn_084_10_225_0001.djvu

			-
Sachalin.	145
Jedynym dezyderatem, jaki można wyrazić w artykule o
kolonji polskiej na Sachatonie, jest zależenie „Szkoły Polskiej'*
^ Toyohara i przysłanie tam doświadczonego nruczyciela,
któryby nietylko był w stanie uczyć dzieci, ale także mógłby
założyć i prowadzić czytelnię, urządzać odczyty, wieczorki "i
Polskie obchody pamiątkowe. Kto zna dobre chęci. Jap< ńczy-
kow względem Polaków, ten wie, źe ze striny Rządu Tapcn-
^kiego, nie ladzie pod tym względem żadnych przeszkód.
C hodzi tylko o kwestję finansową, która wyraża sie w tym wy¬
padku kwotą paruset dolarów ameryk. jednorazowo ’i około
I 0 doi. ani. miesięcznie, Byłoby również bardzo peżądanem aże-
'IV proboszczem parafji katolickiej w Toj’ohara ew. proboszczem
^degó Sn cha li nu, zestal kapłan wychowany i wykształcony w
J olsce. Taki kapłan—jako znający lepiej dus;ę i' charakter'Po-
;>ków, miąłby większ}r wpływ na kolcnistów i to przyczyniło¬
by się nie tylko dla utrzymania ich w Polskości, ale także
'Wzmocniłoby u nich poczucie religijne we wierze Ojców i
1 )ziądów, które ostatnimi c^as}7, poczęło silnie ulegać zanied-
baniu.
		

/Magazyn_084_10_226_0001.djvu

			POLACY W JAPONJI.
Pierwszym cywilnym Po'akiem który znalazł się w Ja¬
ponji (oprócz Misjonarzy) byt Maurycy August hr. Beniowski;
k( nfederat barski. Urodzony w r. 1746, walczył w szeregach
konfederacji barskiej i wzięty w r. 1769 do niewoli rosyjskiej,
dostał się po wielu przygodach jako zesłaniec na Kamczatkę;
Tutaj zorganizował spisek w ówczesnej stolicy Kamczatki
Bolszeriecku (na zachodniem wybrzeżu półwyspu), zdobył ttj
forteczkę, owładnął arsenałem, zagarnął kasą w której było ti-
324 rubli, dwie armaty, wiele broni i amunicji i d. 22 maja 1771
roku odpłynął na galiocie „Sw. Piotr“ na południe. Galiota
płynęła pod banderą Rzeczypospolitej Polskiej, unosząc prócz 70
spiskowców także 21 pasażerów, w tein 12 mężczyzn i 9 kobiet.
Najpierw wyruszył w kierunku wysp Berynga, a okrążywszy
je, skierował się ku południowi, przepłynął wzdłuż archipelag11
wysp Kurylskich (Tsishima) i 13 lipca zbliżvł się do brzegowy
Japonji, kierując się następnie ku południowemu zachodowi-
Pod szerokością geograficzną 330st. 56 m. zwinął żagle i zarzucił
kotwicę w zatoce Usilpatchar. Beniowskiego, z jego pro w U
ręką i nieodstępnym towarzyszem—kapitanem wojska polskie¬
go, Antonim Straszewskim, przebiegłym i odważnym do sza¬
leństwa, przyjęli Japończycy gościnnie i z honorami, a daimic*
którego BeniowTski razywa, ,,lJlikamhy“ (królem), zaszczyci’
go swymi względami, cfiarowując wędrowcom nieznanego na¬
rodu dary i prowianty. Obdarzony ryżem, cukrem, herbatą,
tytuniem, sus« nymi owocami, fruktami i winem dla całej za¬
łogi, Beniowski j)i żegnał dajmia i samurajów i opuścił 2 sier¬
pnia g< ścinne wybrzeża, a 4 sierpnia zarzucił znów kotwicę na
pobrzeżu półwyspu Idżu, w zatoce Misaki, skąd ra drugi dzień
wyrusz}’! dalej wzdłuż brzegów Japonji ku południowi. Dnia
10 sierpnia zatrzymał się w zatoce Tcnsa wyspy Sikrko (Xico-
co). Mały statek potrzebował wciąż świeżych zapasów wcdy»
miotany wichrami, jak drobna łupina. Załoga mir>ła >nac?ny
zapas br< ni i amunicji. Pył to pierwszy okręt polski od stwo¬
rzenia świata na tycłi wodach!
		

/Magazyn_084_10_227_0001.djvu

			Polacy w Japonji
147
Dnia 11 sierpnia Beniowski opuścił zatokę Tonsa i po
paru dniach zatrzymał się przy wyspie Takasima. Dnia 15 sier¬
pnia stanął u brzegu wyspy Usmay I.igon w archipelagu Li-
<|ueio (Riu-Kiu) albo l.iu-kiu gdzie zabawił kilka dni i skąd
wyruszył w kierunku Formozy. Romantyczne przygody tego
niezwykłego człowieka opisane w jego pamiętnikach, były tłu¬
maczone na wszystkie języki europejskie. (Pierwsze wydanie
wyszło po angielsku p. t. Memoires and travels of Mauritius
Augustus count de Benyovsky w r. 1789. W 1799 roku wyszły
w tłumaczeniu po francusku i po niemiecku. Po polsku pamię¬
tniki wydano w 1806 roku w Warszawie). Wielu uczonych
Europejczyków stworzyło całą literaturą o jego pobycie w Ja¬
ponji. Z badań tych przekonano się, w jakich portach i zato¬
kach zatrzymywał się Beniowski ze swą drużyną i wyjaśniono
faktycznie trzy prawdziwe nazwy miejscowości jego pobytu.
Pierwsza to port Tonsa na wyspie Sikoko; według hr. Tele-
ki’ego jest; to miasto Kutzi, prowincji (Kuni) Toso pod 33st 33’
północnęj szerokości. Druga nazwa—to wyspa Takasima, jest
podług Te’ekiego Danegashima. Trzecią bez wątpienia są
'vvSpv Rm-Kiu czyli Liqueio, Reszta nazw podanych w pamięt¬
nikach Beniowskiego jest dotychczas niewyjaśnioną.
Według zaś źródeł jap< ńskich w dziele Okamo to Ri-u-no-
Sulce, znaidującem się w bibljotece Muzeum w Tokio-Beniowski-
^atrzymal się poraź pierwszy u brzegów Japonji w Kuni (prowincji
•Wa), do raz drugi na wTvspie Oshima i po raz trzeci na wy¬
parli Riu-Kiu. I tu w tych wzmiankowanych przez kroniki ja¬
pońskie miejscowościach, zadzierzgnięty został pierwszy węzeł
naszej politycznej przyjaźni z Japonją, który w latach ostatnich
Umocnił się s?czerą sympatją,
Drugim ważnym etapem stosunków poisko — japońskich
była pomoc udzielona przez Rząd Japoński, celem ewakuacji
jednych dzieci polskich ze Syberji i Chin do Polski. Wywie¬
ziono ogółem 875 dzieci. Rozmiary naszego wydawnictwa nie
pozwalają nam na dokładne opisanie całej akcji ratunkowej i
Szlachetnego postępku Rządu Japońskiego. Interesujących się tą
*vyestją odsyłamy do artykułów pomieszczonych w czasopiś¬
mie „Echo Dalekiego Wschodu’" (Tokyo) No l.z d. 15 wrześ¬
nia 1921 do Ńo. 10. z d. 1. maja 1922 i „Wychodźca" (War-
No. No. 18. 21. i 22 z roku l!>23-go a takie częściowo
"Pamiętnik Harhiński" Część II. 1924 roku. Duszą całej tej
akcji byfa pani Anna Bielkiewiczowa (patrz str. 49.) i należy
-^twierdzić zgodnie z sumieniem, ze bez Jej inicjatywy, energji
1 poświęcenia, większość naszych- dzieci uległaby zagładzie.
		

/Magazyn_084_10_228_0001.djvu

			148	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Największa zaś wdzięczność należy się Narodowi i Rządowi
Japońskiemu i pamięć, o tym Ich szlachetnym postępku, nigdjr
nie powinna wygasnąć w sercach polskich.
W r. 1924 zostało założone w Tokvo „Towarzystwo Ja'
pcńskc—Polskie", celem nawiązania bliższych stosunków nau¬
kowych, kulturalnych i ekonomicznych z Polską i z polskienv
społeczeństwem. Podobne t-wo zostało założone w Warsza'
wie. We Lwowie powstało ,.T-wo Przyjaciół Dalekiego Ws¬
chodu" które dzieli się na 3 sekcja: chińską, japońską "i sacha-
. lińską. Prezesem jego jest znany literat i historyk p. Jozef Bia'
łynia Chołodecki.
Ścisłe stosunki kulturalne z Japonją mogą wyjść tylko na
korzyść n;:szemu społeczeństwu, gdjź w żadnym może raro-
dzie całego świata, niema tak rozwiniętego poczucia patryotyz"'
mu, obowiązków obywatelskich i poszanowania władzy, jak i[
Japończyków. Kolonja polska w Harbinie ma przed oczyma
pomnik wystawiony w pobliżu Starego Harbina, na pamiątkę
dwóch japońskich bohaterów, którzy swe młode życie ofiaro'
wali dla dobra Ojczyzny. Podczas wojny rosyjsko—japońs¬
kiej dwaj ochotnicy Jokogawa i Oki przebrawszy się za mon¬
golskich lam (kapłanów) wyruszyli z Pekinu przez pustynię/
ażeby wysadzić w powietrze mosty na koleji Wschodnio
Chińskiej, ale zostali schwytani przez Rosjan na stacji Fu'ąerdi
d. 12 kwietnia 1904 roku. Razem z nimi było jeszcze czteru
innych Japończyków, którzy jednakowoż zdołali się ukryć. Ro¬
syjski Śąd Polowy w Harbinie skazał ich na śmierć i d. 21
kwietnia 1904 r. zostali rozstrzelani. Obai ponieśli śmierć odważ'
nie i swcjem zachowaniem się wzbudzili podziw u Rosjan.
Pamięć ich jest czczona przez wszystkich Japończyków,
Harbińska kole nja japońska wystawiła im d. 30 października
1921 roku pomnik, w postaci obelisku, który kosztował 15.200'
jen (7.600 doi. am.)
Każdy Japończyk który odwiedza Harbin uważa za swój.
obowiązek odwiedzić pomnik i (ddać cześć pamięci bohate¬
rów. Śmierć Jokogowa i Oki, ich męstwo i spokój w oblicza
śmierci, podaje się młodemu pokoleniu japońskiemu jako prz}-'
kład do naś'adowania.
		

/Magazyn_084_10_229_0001.djvu

			Pomnik Japonczykow, rozstrzelanych w Starym Harbinie,
d. 21. kwietnia 1904 r.
		

/Magazyn_084_10_230_0001.djvu

			1
li
		

/Magazyn_084_10_231_0001.djvu

			Polacy w Japonii.	] 49
Obecnie tj. w roku 1927 cala kolonja polska we właś-
fjwej Japonji, liczy oprócz urzędników Poselstwa Polskiego w
lokyo, zaledwie kilka osób. Stosunki handlowe, jakie nawią¬
zują się pomiędzj' oboma państwami rokują nadzieję, że w
Niedalekiej przyszłości narody japoński i polski, będą związa¬
ne o wiele więcej, ściślemi więzann-anizeli w chwili obecnej *)„
*) O stosunkach handlowych polskc-japońskich pomiesz¬
kamy oddzielny artykuł.
		

/Magazyn_084_10_232_0001.djvu

			-5
FORMOZA,
Wyspa F< rmoza znana jest w Po’sce chyba tylko ucz-
nioni odpowiednich klas szkól średnich, albo też nauczycieloi'1
geografji, ale pomimo swej egzotyczności odgrywała i 1110źę
odgrywać w ekspanzji polskiej na Dalekim Wschodzie dosc
ważną rolę. Przyczyną temu jest nadzwyczajne bogactwo w\’s'
py, które powoduje, że na przestrzeni tak wielkiej jak j °[
przedwojennej Galicji, mieszka około 4 miljonów mieszkańcó"j;
a handel przywozowy i wywozowy zwabia przedstawiciel1
omal że nie wszystkich handlowych narodowości świata. P°*
mimo że wyspa należy począwszy od r. 1895 do Japonji, _eks'
port i import z Europy i z Ameryki odgrywają bardzo wielka
rolę. Przed wojną zajmywał import towarów tak zw. ,,rosyjs'
kich” bardzo ważne wiejsce, a tymi towarami były wyroby
bawełniane z Lodzi, wyroby metalowe, skórzane i galanterj3
z Warszawy, mydło fabryki Pulsa i t. d. Podczas w< jny nas¬
tąpiły wielkie zmiany. Nasze wyroi)}’ zniknął}' prawie z upoi'
nie z rynków formozskich, a na ich miejsce, oprócz lichych
fabrykatów japońskich, p< jawiły się wyroby amerykański^
angielskie a w ostatnich dwuch latach poczęły to wszystko
wypierać, produkty przemysłu niemieckiego.
O ile nam wiadomo, obecnie zamieszkuje na wyspie For¬
mozie stale tylko jedna rodzina kupiecka polska, ale często
zjawiają się przejezdni agenci, którzy badają rynek miejscowy*
celem nawiązania ew. odnowienia starych stosunków handlo'
wych z rynkami polskimi, Mamy nadzieję, że usiłowania te
zostaną uwieńczone pomyślnym skutkiem, gdyż wszelkie dane
przemawiają zatem, że rynek formozski może stać się bardzo
po płatnym konsumentem towarów polskich, szczególnie wyro*
nów włókienniczych, galanterji, żelaznych i nawzajem wvspa
może dc starczyć Polsce wielu produktów kolonialnych.
Najważniejszymi produktami eksportowymi z Formozy
(naturalnie oprócz cukru): Herbata, kamfora, owoce tropiki'
		

/Magazyn_084_10_233_0001.djvu

			Formoza.	151
ne. indygo, ryż i t d. Cukier trzcinowy jest także ważnym towa¬
rem eksportowym, ale naturalnie tj-lko do krajów bliżej poło¬
żonych: ( hin, iMongolji i t. d.
. . Mamy na lziej ; ż; polscy kupcy i eksporterzy zwrócą bacz¬
niejszą uwagę na rynek formoski i odzyskają tę bardzo ko¬
rzystną placówkę handlową.
♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦
H. uc/ennica Gininażjum im. H. Sienkiewicza w Har¬
binie, obecnie zamieszkała na Kcrmozie, w stro¬
ju tamtejszych krajowców Malajdzyków.
		

/Magazyn_084_10_234_0001.djvu

			POLACY NA WYSPACH
FILIPIŃSKICH.
Kolonia polska na Wyspach Filipińskich składa sit; prze'
ważnie z Polaków amerykańskich i jest dość liczną. Skład jej.
ulega często zmianom, gdyż tamtejsi Polacy, to przeważnie
wojskowi służąc}' w armji, we flocie i w awiacji Stanów Zjed¬
noczonych. Po wysłużeniu pewnej ilości lat, wracają do Ame'
ryki. Niektórzy z nich zamerykanizowali się zupełnie, ale
większość mówi jeszcze dobrze po polsku i czuje się Polaka-'
mi. Z cywilnych osób, najwyższą godność zajmuje p. Piątków-
ski „Manager of Maniła Railroad Company”, cźenicny ze
Szwedką i niemówiący już po polsku. W kancełarji General—'
Gubernatora służy od 27-iu pan K	 doskcnałe mówiący
Ro polsku. W górach, w miejscowości Antipolo ma fermę 18
ektarową p. H	 ktoiy uciekł przed 30 laty z armii nie-
mieckiej, tutaj zajął się plantatorstwem, ożenił sią z Filipinką
i dzieci Mu ,,zfilipińszczaly“; po polsku jeszcze trochę rozma¬
wia. Dn. 10 kwietnia 1926 pozbawił się życia w mieście Ma¬
nila p. Jan Napoleon Sawicki, który przybył na Filipiny z flo¬
tą Admirała Starka z Władywostoku. W przystępie rozstroju
nerwowego wyskoczył z 1-go piętra na bruk i zabił się na
miejscu, Zostawił listy adresowane do swej Matki p. Marji Sa¬
wickiej, zamieszkałej w Warszawie, ul Srebrna Ns 12.
Jedynym przedstawicielem polskiego przemysłu na Fili'
pinach jest p. Władysław Sielski, właściciel cukierni i fabryki
karmelków i czekolady w Manili. Pan Sielski sprowadzał to¬
wary cukiernicze od Firmy „Jan Fruziński" w Warszawie.
Próby sprowadzenia polskich pracowników w Harbina do fab¬
ryki karmelków spełzły na niczem, gdyż kandydaci postawił*
zbj't wygórowane żądania wynagrodzenia.
Pomimo że Wyspy Filipińskie cd lat 28 należą do Stanów'
Zjednoczonych, to jednakowoż handel importowy i eksportowy
		

/Magazyn_084_10_235_0001.djvu

			Polacy na Wyspach- Filipińskich.
153
tych wysp, znajduje się w bardzo znacznej części w rękach
obcych t. j. nie-anierykańskich. Wszędzie przeważa import to¬
warów niemieckich, który z każdym rokiem a nawet miesią¬
cem się powiększa. Bardzo wiele polskich wyrobów fabry¬
cznych mogłyby znaleźć zast< sowanie i zbyt na wyspach Fili¬
pińskich, ale niestety nikt nad tern w Polsce nie'pomyślał i
obecnie nie myśli. Przemysł polski interesuje się obecnie je
szcze Im rdzo mało odzyskaniem niedawno utraconych rynków
półn. chińskiego i mongo's;iiego; cóż dopiero mówić o zdoby¬
waniu takich nowych, chociażby najbardziej wdzięcznych te
'enów jak Filipiny albo Indje Holenderskie, l	
			

/Magazyn_084_10_236_0001.djvu

			INDJE WSCHODNIE.
Indje Wschodnie dzielimy na Angielskie, Francuskie i Ho¬
lenderskie.
Indje Angielskie, czyli tak zwane Przedgangesowe (ra¬
zem z Afganistanem) w naszem wydawnictwie nie uwzględ¬
niamy, gdyż należą one do Środkowego, a nie do Dalekiego
Wschodu. Byli tam i są jeszcze obecnie Polacy, aczkolwiek wr
szczupłej liczbie, i kraj ten wskutek swego bogactwa i bardzo
liberalnych ustaw clowych i handlowych, ma wszelkie szanse,
odegrać w przyszłości, dla handlu eksportowego i importowe¬
go Polski, wielką rolę.
Indje Francuskie, czyli tak zwane Indo—Chiny, należą do
Dalekiego Wschodu i jako takie muszą być w wyższym stop¬
niu uwzględnione w naszej książce. Ale w rzeczywistości
przedstawiają one dla nas mniejszy interes, podobnie zresztą
jak i inne kolonje francuskie. Francuzi są w porównaniu z
Anglikami lub Niemcami-złymi kolonizatorami i jeszcze gor¬
szymi administratorami i ażeby zabezpieczyć swoje wpływy 'v
swoich własnych koloniach, zastosowali tamże system protek¬
cyjny i centralizację biurokratyczną. Naturalnie źe przy takich
stosunkach nie ni' źe być mowy o dopuszczeniu do swobodnej
konkurencji obcych tj. cudzoziemców z ich przedsiębiorczością
i samodzielnością w sprawach hai dlowych i przemysłowych.
Indje Francuskie będą stać jeszcze długo ra szarym końcu
wśród krajów, do których Polska może eksportować swoje
fabrykaty.
Pomimo tych niepomyślnych stosunków, ilość Polaków
przebywających stale w Indjach Francuskich czyli Indochinach
jest stosunkowo dość znaczną. Przyczyną temu jest systein
wojskowy, przyjęty w koloniach francuskich, a mianowicie
dobrowolna służba ochotników wszelkiej narodowości, w tak
zwanym Legionie Cudzoziemskim (Legion Etrangere). Ta
sławna i pod względem czysto wojskowym niedościgniona for-
		

/Magazyn_084_10_237_0001.djvu

			POLACY
NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Ks. Kazimierz Gatkowski S. J.
kierownik szkoły hinduskiej w Kunę
kolo Bombay’u (Indje angielskie).
		

/Magazyn_084_10_238_0001.djvu

			I
I
1
■
I
		

/Magazyn_084_10_239_0001.djvu

			lndje Wschodnie.	155
111 a ej a militarna, składa się z czterdziestu i kilku narodowości,
a Polacy nietylko przed wielką wojną, ale także i w czasie
obecnym-pomimo egzystencji własnego wojska polskiego—od¬
grywają tani ważną rolę. Po wysłużeniu 6, 10 lub większej
ilości lat, zohiierze i podoficerowie l.egionu-już jako obywatele
‘Opitej. Francuskiej—otrzymują niższe posady cywilne' w za¬
rządzie kolonjalnvm i pozostają zazwyczaj do śmierci w tej
?łuźbie. Naturalnie że dla Polski są na zawsze straconymi, o
de nie porachujemy opinji dobrych służbistów i uczciwych
n,az lic norowych ludzi, którą się cieszą prawie bez wyjątku, i
która nam wszystkim przynosi zaszczyt.
Z Polaków zamieszkałych w Siamie znane nam jest tylko
nazwisko D-ra Piotrowskiego w Bangkoku. Wszystkich Pola¬
ków będzie tam nie więcej nad 20. Handel cafv jest w rękach
cudzoziemców. Najważniejszymi polskimi towarami importo¬
wanymi są tam perfumy, mydła, likiery i t. d. wwożone nie¬
stety pod obcą marką. Siani przedstawia dla narodów ekspor¬
tujących towary ogromne pole do działania. Charakterystycz¬
nym jest szczegół, ze w Siamie wszystkie państwa pierwszo¬
rzędne, jako to Anglja, Francja i t. d. same dobrowolnie
z>zekły się swych praw eksterytorialnych, a prawo to zacho¬
wały tylko także państewka jak: Holandja, Dania, Norweg ja,
ozwecja a również i	 przedwojenna Rosja! Stosunki admi¬
nistracyjne, sądowe, i celne, są w Siamie zupełnie uregulowa¬
ne i prowadzenie tranzakcyi handlowych iest zupełnie nor¬
malne. i
Największe znaczenie dla Polski i polskiej emigracji prze-
inyslowp-handlowej-mają i powinny mieć lndje Holenderskie.
{ ały szereg większych i mniejszych wysp, odznaczających się
niezmienieni bogactwem świata zwierzęcego, roślinnego i mi¬
neralnego, pozostaje w ręku narodu ta te słabego pod względem
^kspanzjj zewrętrznej, jak Holendrzy. Nic więc dziwnego, że
Xv tamtejszyip handlu i przemyśle znajdują zastosowanie siły
Wszystkich narodów europejskich. Polacy mają tam jedną spe-
c]aln iść, w której zyskali sobie bardzo dobrą reputację, a mie-
n^'wicie Wiertnictwo za naftą. Wiele dziesiątków wiertaczy z
Małopolski pracowało i pracuje przy nafcie na wyspie Su¬
matrze, Borneo i innych mniejszych i cieszy się doskonałą
opinią fachowych specjalistów. Oprócz tego mogłoby tam zna-
!eść zajęcie wielu innych fachowców przy fabrykacji cukru,
Jjiko dozorcy na plantacjach trzciny cukrowej, tytoniu i t. d.
■°sady te zajmują zazwyczaj Niemcy. Naturalnie że przyjazd
. Ind]i Holenderskich ludzi nieprzygotowanych, słabowitych,
niemających funduszów zabezpieczających utrzymanie przy-
		

/Magazyn_084_10_240_0001.djvu

			156	Polacy na Dalekim Wschodzie.
najmniej na kilka miesiąc}', aź dopokąl nie ppznają miejscp",
wych zwyczajów i nie nauczą się języka holenderskiego, jest
bardzo ryzykownym i pod żadnym warunkiem nie powinien
mieć miejsca, Każdy kto jedzie do Indyj Holenderskich, powi-
nien mieć jakąś specjalność w ręku, i tak obrachowac swe je
fundusze, ażeby | o przybyciu na miejsce pozostawało mu co
najmniej jeszcze 300 doi. ameryk w kieszeni.
Najwybitniejsze stanowisko wśród naszych Rodaków,
zajmuje wIndjach Holenderskich D-r. Jozef Zwierzycki geolog
w służbie Rządu Holenderskiego Ten znakomity uczony' obie-
cal napisać dla naszego wydawnictwa artykuł o możliwościach
ekspanzji polskiej na tych wyspach, ale widocznie artykuł ten
nie zdąży już do pierwszego wydania książki i silą faktów'
będzie mógł być wydrukowanym dopiero w drugiem.
Do Indji Holenderskich należy także połowa australijskie}
wyspy Nowej Gwineji. Polaków na niej, o ile nam wiadomo,
niema. Możemy jednakowoż przypomnieć że w siódmem dzie¬
sięcioleciu przeszłego stulecia, kiedy druga połowa wyspy by¬
ła jeszcze niezajęta, jeden z emigrantów polskich z powstania
w r. 1863-ini, przebywający w Szwajcarji, j>t dał prc>jekt, ażeby
tę wolną część Nowej Gwineji zająć i założyć tam niezawis¬
łą polską kolonję. Jako kapitał początkowy', dla wykt nrnia te¬
go projektu, zaofiarował wnioskodawca sumę 100.000 (sto ty¬
sięcy) franków' złotych i dla użytku przyszłych kolonistów
ofiarował swoją bibliotekę także wartości 100.000 franków.
Projekt ten spotkał się z zajadłą krytyką tych osób, które
tego nie wymyśliły. Robiono tysiączne zarzuty i naturalnie pr<-
jekt pogrzebano. Ale jakież było zawstydzenie krytyków, kiedy
w dwadzieścia i kilka lat pc-źniej Niemcy zajęły tę cześć No¬
wej Gwineji i utworzyły tam kwitnącą kolonję.' Podczas wiel¬
kiej wojny zajęła flota australijska niemiecką Nową Gwineję--
Obecnie należy ta część wyspy do Australji i dalej się rozwija
		

/Magazyn_084_10_242_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
„Po zamarznietem morzu Ochockiem". Ekspedycja inz. K. Grochowskiego, w marcu 1911.
		

/Magazyn_084_10_243_0001.djvu

			S Y B E R J A.
C Z E S C I.
POLSKIE WPŁYWY KULTURALNE.
Azja Rosyjska, obejmująca kraje syberyjsko-turkestańskie,
Jo/pcściera się na obszarze przesil > 16 miljonów kilometrów
kw., innemi sł iwy, j--st przeszła półtora razj' więks/ą, niź Sta-
n.V Zjednoczore Ameryki Północnej, razem z Alaską. Na tej
olbrzymiej przestrzeni żyje zaledwie ló mil jenów mieszkańców.
Jednakowe ź kraj ten z powodu swych bogactw przyrodzo-
nych pc siada wszelkie warunki rozwoju w przyszłości.
Znaczenie Syberji jest bardzo doniosłe, przeJewszystkie.m
' powodu następujących przyczyn:
Mieszkańcy Sybeiji przedstawiają zupełnie inn\' typ, ani¬
żeli Rosjanie zamieszkali w Rosji europejskiej. Włościanin ro¬
syjski w Europie, to człowiek, którego umysłowość rozwinięta
jest pod przygniatającemi wspomnieniami niewoli pańszezjż-
njanej, która’ trwała w Rosji długie wieki w formie stosunku
niewolniczego do swego pana', właściciela wielkich obszarów
ziemskich. Pan rozporządzał samowolnie życiem i mieniem
swoich poddanych. Sprzedawał ich, kupował, przegrywał w
karty i żenił. O jakiemkolwiek życiu duchowem lub samodziel¬
ności ekonomicznej nie mogło być mow\\ Włościanin w Rosji
europejskiej zamienił się w ciągu stuleci w maszyną, dla któ¬
rej kwestje religijne i życie duchowe ograniezrły się tylko do
Mechanicznego wypełniania pewnych, niewielkich zresztą i
niezbyt skomplikowanych obrzędów zewnętrznych: do żegna¬
nia się, pokłonów przed obrazami Świętych i postów. Ciemne
1 niekulturalne duchowieństwo prawosławne nie udzielało żad¬
nych nauk, tembardziej że rząd rosyjski patrzyłby na to bardzo
niechątnie.
Inaczej miała się rzecz z mieszkańcami Syberji. Najpierw
psychika kolonistów rosyjskich, którzy od pnruset lat zalud-
		

/Magazyn_084_10_244_0001.djvu

			158	Polacy na Dalekim Wschodzie.
niali stopniowo przestrzenie pomiędzy górami Uralskiemi i
Oceanem Spokojnym, jest zupełnie inna, niż ich współbraci w
Rcsji eurooejskiej. Po?a pewną liczbą zesłańców kryminalnych,
przesiedlały się na Syberję przedewszystkiem te jednostki, d!ą
których życie w politycznych i społecznych warunkach starej
Rosji było nie do >n’esienia. Szli 1 u Izie śnielsi, samodzielni,
częstokn ć wprawdzie aw< nturnicy, ale w każdym razie typ)’
dodatnie, wielekrt ć bardziej rozwinięte od tych, którzy pozo¬
stawali w Rosji europejskiej. Następnie szło na Syberję przy¬
mus iwo lub też dóbr- wolnie wie!u sekciarzy religijnych, któ¬
rzy chcieli być jak nrjdahj cd obowiązującej religji rządowego
prawe stawia i związanego z niem prześladowania ze strony
ciemnego duchowieństwa i jeszcze ciemniejszej administracji
policyjnej. Szły nak( niec setki i tysące skazańców polity¬
cznych.
Wszystkie te kategorie ( siedleńców zlały się stopniowo
w nowe społeczeństwo, którego charakter i psychika jest zu¬
pełnie rożną od R sian europejskich. U Sybiraków niema zu¬
pełnie tej tępości umysłowej, uniżoności i niewolniczej czoło¬
bitności, a zararem nieufności i podejrzliwi ści, która cha rak*
t® ryz uje niższe klasy lu In ści w Ri sji europejskiej. Typowy
Sybirak jest śmiały, samodzie’n\\ ciekawy, do pewnego stop¬
nia krytyczny. C hętnie przysłuchuje się rzeczom n wym i niez¬
nanym, waży je w umyśle i ocenia. Wi,'c praca misyjna wśród
nich napotyka pole do działania o wiele wdzięczniejsze, aniżeli
wśród Ri sjan europejskich.
Drugą cechą mieś kańców Syberji, j;st jewna znajomość,
wprawdzie nie wiary katolickiej, ale samych katolików. Podc¬
zas, gdy wt' ścianie i w< eóle cała ludność Rosji europejskiej
czerpała swoje wiadomości o katolicyzmie z ust nieprzyjaznego
nam duchowieństwa prawosławnego", to mieszkańcy" Syberij
dowiedzieli się o istnień'u katolicyzmu ( d jego najszlachetniej¬
szych przedstawicieli—zesłańęów"polskich, którzy napływali w
t-i bezbrzeż ą krain? w przeciągu przeszło półtora stulecia.
Więksi ść zesłańców Polaków należała do klasy wyk-
ształcorej, która poszła na wygnanie z pobudek najszlachet¬
niejszych, broniąc swojej Wiary i Ojczyzny przed barbarzyń¬
skie nii prześ’adowaniami ówczesnego rżądu. Wspominamy tyl¬
ko krótko, że podług słów samych Rosjan, dopiero od czasu
przybycia Polaków na Syberję, rozpoczął się kulturalny i eko-
nowiczny rozwój tęgo rozległego kraju. Ponieważ w .owych
czasach wygnania p< j.;cie ,,Polak" i „Katolik** było jedni>
		

/Magazyn_084_10_245_0001.djvu

			Sybęrja.	159
znacznem, przeto zdanie Sybiraków o ,,wierze katolickiej" było
bardzo pochlebne.
Oba te czynniki, a mianowicie: wysoko stosunkowo rozwi¬
nięty stan umj'slawv i psychika Sybiraków, oraz dobre wyobra*
żenię o wyznawcach religji k;it< lickiej czynią ludn< ść syberyjską
c ementem podatnym ra działalni ść misjną. Próby jej nawró¬
cenia nie byty dotychczas jeszcze robione, ale z góry można
powiedzeć, źe to pole pracy rokuje wielkie nadzieje na przy¬
szłość
ROZWOf PRAWOSŁAWIA na Syberji szedł równo¬
ległe / podbojem politycznym przez państwo rosyjskie coraz
to nowych prowincyj. Wszędzie, dokąd tylko doszła władza
rosyjska, powstawały wnet nowe cerkwie, a przy nich osied¬
lali się duchowni prawosławni, którzy odgrywali rolę państwo¬
wych urzędników. Gdzieniegdzie powstawały kk sztory, zamień
szkołę przez mało wykształconych mnichów, którzy pod
Względem obyczajów, nie różnili się prawie zupełnie od księży
świeckich. Z powodu ogromnych przestrzeni kraju i niskiego
Poziomu społecznego, duchowieństwo rekrutowało się z przy¬
godnych kandydatów, w znacznej części obarczonych rozmaite-
wadami, szczególnie pijaństwem. Wpływ ich na szerokie
Warstwy łudm ści był bardzo mały, gdyż ludność syberyjska
SW( ja jr teligeneją, rozw jem umysłowym i moralnością, prze¬
wyższała zazwyczaj o \vie’e swych pasterzy duchownych.
Pardzo i okaż na część ludności rosyjskiej na Syberji na¬
leży zupełnie jawnie i otwarcie do najrozmaitszych sekt, wro-
Ro do prawosławia usposobionych. Tutaj należ}' zaliczyć prze-
dewszstkiem tak zwanych wyznawców „starej wiary" albo
•■•staroobrzędowców", którzy nie'uznałi reformy ksiąg cerkiew¬
nych w XVII w. i z tego powodu tysiącami zostali zesłani na
Syberję. Na miejscu swego teraźniejszego pobytu nos;ą nazwę
• issemiejskich." (< d rosyjskiego słowa „siemja“ t. zn. ,,rodzi-
na“), ponieważ oni pierwsi od najdawniejszych czasów z< stali
zesłani na Syberję razem z RODZINAMI, to jest z żonami i
dziećmi. Natomiast przestępcy kryminalni i polityczni mieli w
Większości wypadków tein przywilej, że ich wysyłano na Sy-
{>erję sam< tnych, to znaczy, dawano do wybór ii ich rodzinom
albo pozostanie w Rosji europejskiej, albo też „dobrowo’nie“
towarzysz3ć skazańcom na wygnanie...
Staroobrzędowców jest na Syberji bardzo wielu,'zapewne
f 1 ołmiijona albo i więcej. St; nowią oni zwartą klasę Iu Iit ści,
,bardzo dzielną, pracowitą i zamożną. Są jednak nadzwyczaj zn-
		

/Magazyn_084_10_246_0001.djvu

			160	Polacy na Dalekim Wschodzie.
cofani. Nie uznają np. spisu ludne ści i ksiąg metrykalnychr
gdyż zdaniem ich, spisywanie ludności było uważane u staro¬
żytnych żydów za czyn godny potępienia. Prawdziwi stare''
obrzęd owcy nie będą ani jeść ani pić z tego samego naczynia,
co prawosławni; nawet klamki u drzwi, dotknięte ręką czto-'
wieka innej religji, uważają za nieczyste, to też je myją i czy;
szcza piaskiem i wodą. Nie wolno im szczepić ospy, gdyż
według nich jest to pieczęć djabła! Wyznawców prawosławia
nienawidzą, a nawet pogardzają nimi.'
Opisywanie innych sekt zajęłoby zbyt wiele miejsca. Jest
ich kilkanaście, a przytem ciąg’e jeszcze powstają rowe. Istnie''
ją sekty zbrodnicze, przypominające nawet w pewnym stof n;u
indyjskich „dusicieli" itp.
Dla ogónej o rj en ta cii w niezmiernie skomplikowanych
ustrojach sekciarskich na Syberji, dajemy krótką charaktery'
stykę kilku sekt.
Je Iną z najbardziej ideowych jest sakta DUCHOBOK-.
COW. Przyrównać ich można pod względem etyki i ideowcśęj
do pierwszych 'chrześcijan; Obecnie ze stało ich na Syberji
bardzo mało. Wriększość otrzymała jeszcze przed wojną pozW<
lenie na wyjazd do Kanadv, przesiedliła się tam i dostała się
pod wpływ}’ jakichś szarlatanów, którzy ich mocno zdepra"'
wowali.
Następnie wymieniam}- sektę MOLOKANOW. Nazwa tą
pochodzi nie od słowa rosyjskiego ,,mołoko“ (mleko), ale c«
rzeki Mołoki (w gubernji saratowskiej), nael którą przed ISO
laty mieszkali. Sekta sHna swą nienawiścią do prawosławia.-
Etyka pozwala im oszukiwać wyznawców innych wyznań. Mię'
dzy sobą solidarni. Nauka ich polega na dowolnem tłómaczenu*
Pisma św. przez starców (n. d. ludzi bez wykształcenia).
Co do sekt rosyjskich baptystów, sztundystów, subotni'
ków i innych, to powstały one pod wpływem nauk protestan-
ckich lub żydowskich; niektóre z nich nie święcą niedzieli, ale
sobotę. Sekt zbrodniczych jest s^eść albo i więcej. Z powodu
swoich zasad moralnych były nawet przez stary r>ąd rosyjski
uważane za kryminalne. Do najważniejszych naleźa sekt}
CHLYSTOW, BIEGUNÓW, SKOPCOW itd. Dwie pierwsze
są o wie'e liczniejsze, citiźeli przypuszczamy, tylko, źe kryj*'}
się bardzo, zarówno przed policją, jak i przed wyznawcom},
innych religij. Nabożeństwa odprawiają w nocy lub póżnem*-’
		

/Magazyn_084_10_247_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Karawana wioząca złoto z kopalni w Prow. Jakuckiej do miasta Zeja w Prow. Amurskiej.
		

/Magazyn_084_10_249_0001.djvu

			Syberja.	lól
Wieczorami. Zebr; ni ob( jga pici kręcą się i tańczą naokoło
zaimprowizowanego ołtarza, śpiewką pieśń religijne i biczują
siebie prętami aż do ekstazy. A gdy się dopali maleńki kaga¬
nek na ołtarzu i zapanuj; ciemność, to rzucają się ra siebie i
rozpoczyna się najdziksza orgja. Spokrewnieni z nimi są joani-
Ci, którzy czczą jako świętego O. Joana pochodzącego z Kronsz-
tadtu koło Petersburga, zmarłego przed paru dziesiątkami Jat. Te
Sekty istnieją nietylko w.Syberji, a'e także w Rcsji europejskiej,
fią Kaukazie i w kolonjach rcsyjskich w Chinach, np. w Har¬
binie. Sekta „wyznawców prawdyczci kobietę; bywa to zwy¬
kle bogata i niemłoda już kupcowa lub mieszczanka. . . .
Sekta „skopców“ jest bardzo silna pęd względem finan-
?ów i wpływów. Nawet car Pu tr III (174;J — 1762) na'eżał do
jej wy nawców. Obecnie sa rozprószeni j o calei Syberji, naj¬
więcej kcło Jakucka. Dążą ori do tego, by ich liczba wyniosła
12-kroć tysięcy, tj. 1440Ó0, gdyż wtedy na podstawie fałszywie
tłumaczonego cytatu z Pisma św. (Apoc. 14, ]) nastąpi raj na
ziemi! Są cni bardzo bogaci. Zdrajców karzą bardzo jurowo.
Stan prawosławia tn Syberji po wojnie można wyrazić
jednem słowem: RUINA. Duchowieństwo prawosławne prawie
nigdzie nie utrzymało się na wysokości swego zadania, które
Powinno było się wyrazić w obronie swych owieczek przed
szkodliweaii wpływami i oddziaływaniem na nie stosownie
do przepisów relieji Chrystus ;we\. Wielu duchownych pra¬
wosławnych zostało zamordowanych, jeszcze więcej uciekło,
n najwięcej porzuciło swe parafje i zajęło się rolnictwem, rze¬
miosłami, drobnym handlem itd. Ci co pozostali, prowadzą
bardzo ciężki, tak pod względem materjalnym jak i moralnym,
żywot ludzi, dla których niema zupełnie wyjścią. Po miastach
syberyjskich s-erzy się w straszliwy sposób ateizm i indyfe-
r^ntyzm. Wieśniacy po wsiach i oddalonych osadach wyznają
Po większej części siłą inercji i przyzwyczajenia religję prawo¬
sławną, w ten sam sposób, jak wyznawali ją przed wojną, to
2naczy, że się żegnają przed ,,ikonami" (obrazami), bijąpokło-
ny i wypełnieją mechanicznie obrzędy i zwycz; je religijne, jed¬
nakże prawdziwych wyznawców przykazań Chrystusa, było i
lest między nimi bardzo mało.
PILRWSZK ŚLADY KATOLICYZMU na S\’berji napo¬
tykamy już w XVII wieku. Liczna wojny, jakie'prowadziło
°Wczesne państwo moskiewskie z Polską, dały licznych zesłań-
£0w-jeńców wojennych, wyznających religję katolicką. Już w
• 1665 napotykamy historycznie stwierdzoną postrć szlachcica
		

/Magazyn_084_10_250_0001.djvu

			162	Polacy na Dalekim Wschodzie.
polskiego Nicefora Czernichowskiego, zesłanego do Zachod¬
niej Syberji. ALE PIERWSZE, masowe pojawienie się Pola-
V ków na Syberji datuje się dopiero od roku 1772, t. j. od cza¬
sów upadku konfederacji barskiej i pierwszego rozbioru Pol¬
ski. Wówczas przybyło na Syberję przeszło 100.000 Polaków,
którzy pozbawieni opieki religijnej i rozpioszeni na ogromnej
przestrzeni od Uralu do Kamczatki, w większości wypadków
zaginęli i ślady ich pozostał}’ tylko gdzieniegdzie w zachod¬
nich guberniach Syberji.
Po tej pierwszej masowej fali Polaków-katolików na Sy*
berji, nastąpiła 22-!etnia przerwa. Dopiero w roku 1794, po
upadku powstania Kościuszkowskiego i po trzecim rozbiorze
Polski przypłynęła na Sybei j; PRL GA kilkunastotysięczna fala
żołnierz}- polskich i osób cywilnych, a w 18 lat później TRZE"
CIA—jeńców Polaków, biorących udział w we jnie po stn We
Napoleona (w 1812 n ku).
Po tym okresie następuje znowu przerwa i dopiero y
roku 1821 rozpoczyna się CZWARTY okres zesłaństwa poi-
sko-katolickiego, złożonego przedewszystkiem z inteligencji pol¬
skiej, zamieszkałej na Litwie.
PIATA, bardzo liczna, fala Polaków-katolików napłynęła
na Syberję zaraz po upadku powstania polskiego w r. 1831-
Ten okres trwał 25 lat, to znaczy aż do śmierci Mikołaja j-
Liczba zesłanych w tym piątym okresie Polaków dosięgły
cyfra 100.000 osób. Wszyscy zesłańcy byli to ludzie ideo'"'1'
szlachetni, patrjoci i bardzo religijni. Wielu z nich należało
do najbardziej wykształconych jednostek w narodzie. Nic więc
dziwnego, źe na kultura’ny i cywilizacyjny rozwój Syberji wy*
warli wpływ decydujący. Szerzyli oświatę jako nauczyciele
szkołach i domach prywatnych, zakładali bibljoteki, nawy
przy więzieniach, w których byli zgromadzeni w większyd1
ilościach. Jedną z pierwszych i największych bibljotek na S}'
berji była bibljoteka polska przy centralnem więzieniu w Nei‘-
czyńsku, w prowincji Zabajkalskiej, założona w r. 1835 i liczA'
ca poważną w owym czasie liczbę przes/ło 3000 tomów ksią*
źek, treści przeważnie naukowej-
Znacznie więcej czynili zesłańcy dla zaspokojenia swych
potrzeb religijnych. Pośród ludności krajowej: Tungusów, Ja¬
kutów, Kamczadałów dochowały się do dziś dzień podania i
ust dziadów i pradziadów o wspólnych modlitwach, odprawia¬
nych w największem skupieniu i pobożności, na klęczkach
		

/Magazyn_084_10_251_0001.djvu

			"Syberia.	163
przed obrazkami i krzyżykami podczas przymusowej, kilkulet¬
niej wędrówki pieszej, najczęściej w kajdanach, od granic
Polski, aż do Bajkału, Leny, Koiymy i morza Berynga. W
osadach, gdzie skupiało się nieco więcej wygnańców. Obierano
zazwyczaj na modlitwy jakiś dom oddzielny, który pełnił rolę
kaplicy. O budowie oddzielnych świątyń katolickich nie mogło
być naturalnie wówczas mowy. Ale już w r. 1832 powstaje
publiczny kościół w Tomsku, prawdopodobnie jeden ż najstar*
szych na Syb::rji, poświęcony Matce Boskiej Rożańcowej.
'Od tego czasu kościoły i kaplice mnożą się na Syberji w spo¬
sób mełychany. Co prawda nie wszystkie one zostały zatwier¬
dzone oficjalnie przez władze rosyjskie i otwarte do użytku
Publicznego. Wiełe z nich istniało jako budynki prywatne
przez cale dziesiątki lat, a po wymarciu zesłanych Polaków—
Katolików, uległo zniszczeniu. Jak dalece odczuwali potrzebę
kościoła katolickiego nasi zesłańcy syberyjscy, o tein można
Wnioskować z faktu, że gdy rząd rosyjski zajął w r. 1867 wy¬
spę Sachalin i urządził na niej więzienie dła zesłańców, ska¬
zanych zazwyczaj na dożywotnie ciężkie roboty w kopalniach
^ęgla, t > już po 12 latach istnienia tego, najcięższego praw¬
dopodobnie na kuli ziemskiej więzienia, potrafili zesłańcy
•własneini siłami i bez żadnej pomocy zewnętrznej, zbudować
kościół katolicki w mieście Port Aleksandrowsk i począwszy
°d r. 1879 gromadzili się w nim na nabożeństwa. Ten kościół
został poświęcony przez ks. arcyb. Cieplaka w r. 1909.
Charakterystyczną jest opinia jaką jeden ze znawców
Syberji słyszał z ust pewnego Jakuta, o obcych przybyszach
Ryjących w dorzeczu Leny: „Przybysze dzieła, się na złvch i
dobrych. Ho złych należą: Czerkiesi. Cyganie. Rosjanie i Żydzi.
J^o dobrych należą: Polacy - Katolicy, 1 Htchobory, Skopcy i
Polityczni"
. SZÓSTY, liczebnie największy napływ Polaków na Sy-
:>e, ję rozpoczął się po upadku powstania polskiego w roku 1863
1 trwał około pięciu lat. W tym czasie przybyło na Syberję
P>'zeszło 150.000 zesłańców, w tej liczbie wiele rodzin, gdyż
rzTl rosyjski bardzo często wysiedlał całe wsie polskie.
, . Wśród zesłańców z r. I8f:>3 było kilkuset księży katolic¬
kich, ale rząd rosyjski skoncentrował ich w kilku miejsco¬
wościach. Największy punkt zborny dla księży katolickich znaj¬
dował się we wsi Tunka, na południe od Irkucka, gdzie zamie¬
szkiwało przymusowo przeszło 300 księży i zakonników. Po
uPiywie kilku lat ucisk zmalał, wielu księży otrzymało pozwó-
		

/Magazyn_084_10_252_0001.djvu

			164	Polacy na Dalekim-Wschodzie.
lenie ra osiedlenie się po miąstach i to stało się początkiem
zorganizowania wielu rowych parafij katolickich na Sybeiji.
SIÓDMA fala w\xhodżtwa Polaków-katt lików datuje sit|
mniej więcej od roku 1890. Ten okres wychodżtwa nazywają
niesłusznie „ekcnjmicznym“, w nylnem przekonaniu, źe Pola-"
cy emigrowali na Syberję dobrowolnie, to jest wyłącznie tylko
w celu poprawienia swego bytu mater jalnego. W rzeczywis¬
tości i>ylo inaczej. Polacy i wogóle katolicy, emigrowali na
Syberię dla tego, źe w krajach dawnej Polski, będącej pod
panowaniem rosyjskiem, były im oficja'nie przez nącł rosyjski
zamknięte drogi eto wielu gałęzi pracy zarobkowej. Nic dziw¬
nego, ze kto nie chciał być parjasem na ziemi swoich przód-
ków i pragnął zabezpieczyć sobie kształcenie swych dzieci
oraz zapewnić przyszłość, musiał emigrow: ć na Syberję, gdzie
ucisk rządowy—z powodu oddalenia od centrów administra'
cyjnych—był o wiele słabszy.
Do powiększenia emigracji siódmego okresu przyczyniła
sit; jeszcze ta ekclcznc ść, iź około roku 1890 rozpoczęto bu*'
dowę kolei transsybeiyjskiej, od Uralu aź do WladywostokUr-
Rosjanie przyjmowali do zaj;ć wymagających pracowite ści,
sumienności i akuratności, o wiele chętniej Polaków, aniżeli
własnych ziomków. Toteż wiele tysięcy Polaków zostało przy''
jętych do bud nvv kolei transsyberyjskiej. Inną okoliczne ścią,
zwiększającą emigrację polską na Syberji był głód ziemi rol¬
nej, który dawał się na ziemiach polskich odczuwrć.
Jeszcze innym czynnikiem, prz}rczyniającym się w tym
okresie do powiększenia liczby katolików ra Syberji, byl>
ż( łnierze Polacy. R;ąd rosyjski nie pozwalał, ażeby żołnierze
polskiej narodowości odbywali swą służbę wc jskową na tery¬
torium, które należało niegdyś do Polski. Wskutek tego wy¬
syłano co roku wiele tysięcy rekrutów Polaków na służbę
wgląb Rosji, na Kaukaz, do Syberji i do Turkestanu. Owe
sławne pułki „strzelców syberyjskich", o_ walec; m ści których
podczas wojny rosyjsko-japońskiej i rosyjsko-niemieckiej cuio-
pejskie i amerykańskie gazety wypisywały całe artykuł}7, liczy¬
ły w swym składzie częstokroć do 90% (dziewięćdziesięciu
procent) Polaków. Wielu z tych żołnierzy, którzy w ciągu
kilkuletniej swojej służby na Syberji i w Turkestańie przyz¬
wyczaili się do otoczenia i do nowych warunków bytu, pozo¬
stało w tym kraju po skończeniu służby wojskowej na zawsze, •
pożeniło się z miejscowemi kobietami, najczęściej córkami
Polaków, którzy tutaj już dawniej s!ę osiedlili i utworzyło ka"
tolickie domy i rodziny.
		

/Magazyn_084_10_253_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Badanie brzegu morskiego kolo „North East Harbour”.
Ekspedycja inz. K. Grochowskiego na Daleką Północ.
		

/Magazyn_084_10_255_0001.djvu

			Sybeija.	165
Po roku 1890 doszedł żywioł katolicki, ściśle] siej wyra¬
jając polsko-katolicki na S}'berji, do bardzo wysokiego stop¬
nia rozwoju. Rząd rosyjski zaczął udzielać pozwolenia na two¬
rzenie tak zwanych „Rzymsko-katolickich Stowarzyszeń Dobio-
Czynncści“. Stowarzyszenia te były zakładane wszędzie, gdzie
tylko zebrała się większa ilość katolików. Przy tych stowa¬
rzyszeniach powstawały ochronki dla dzieci, szkółki, bibljoteki.
chóry, teatry amatorskie i inne instytucje najrozmaitszego cha¬
rakteru. Dzięki wysokiemu poziomowi umysłowemu ogółu ko¬
lonii polskiej na Syberji i dzięki jej rami źnc ści materjalnej,
życie społec;ne, kulturalne i religijne wśród Polaków-uatoli-
ków, w bardzo wielu miejscowościach syberyjskich, biło na¬
dzwyczaj źywem tętnem.
W tym okresie pojawili się na Syberji także pierwsi ka¬
tolicy narodowości niepolskich. Były to nieliczne grupki Lo-
tysjów, Niemców, Litwinów i tak zwanych Białorusinów. Są
°ni Polakami czystej krwi i pomimo tegr, iź w ciągu paru-
setletniego pobytu wś ód obcego otoczenia, zepsuli sobie ję¬
zyk ojczysty, a nawet częstokroć w rozmowie pomiędzy sobą
> przy pracy, używają języka białoruskiego—to jednakowoż w
stosunkach z inteligencją, używają wyłącznie tylko języka pols¬
kiego (chociaż z pewnemi naleciał* ściami) i modlą się tylko
w języku polskim i z polskich książek do nabożeństwa. Licz¬
ba tych wszystkich katolików, narodowości niepolskiej wy¬
nosi zaledwie 5% w stosunku do pozostałej cz\;sto polskiej ma¬
sy. Są oni rozsiani, bardzo zresztą nielicznie po całej Syberji,
a gdzieniegdzie twor/ą r.awet maleńkie wysepki: wioski, lub
skupienia kilku wsi. Twor/ą żywioł bardzo cenny; swoją pra¬
cowitością, moralnością i przywiązaniem do wiary — prze¬
wyższają wiek krotnie (taczającą ich prawosławi ą ludność
rosyjską.
Po roku 1905 przybyła na Syberję ÓSMA fa'a zesłańców
polskich, skazanych na wygnanie za udział w ówczesnym ru¬
chu rewolucjajnym, przeciwko rządowi rosyjskiemu. Była to
młodzież przeważnie socjalistyczna. Większość tych zesłańców,
Przyl _
canii, zmieniła gruntownie swt ie poglądy. Dopiero na Syberji
Poznali i przekonali się źe wiara katolicka była od stuleci je¬
dyną ostoją cywilizacyjną i kulturalną wielu pokoleń ich przod¬
ków, że wiara chroniła ich od upadku obyczajów i od utraty
Języka i trądycyj narodowycłi.
		

/Magazyn_084_10_256_0001.djvu

			166	Polacy na Dalekim Wschodzie.
DZIEWIĄTĄ masowa fala katolików przyszła na Syberję
po wybuchu wojny europejskiej w roku 1914. We wszystkich
miastach i wsiach syberyjskich pojawiły się tysiące jeńców
wojennych austrjaCkich i niemieckich, a wśród nich ogromna
ilość Polaków z Galicji, Poznańskiego, Pomorza i Śląska. Pod¬
czas gdy jeńcy narodowości niepolskich czuli się na Syberji
zupełnie obcymi, to jeńcy polskiej narodowości, prawie wszę¬
dzie napotkali liczne i dobrze zorganizowane kolonje polsko-
katolickie, w życiu których wzięli niezwłocznie udział. Zycie
kulturalne i religijne katolików na Syberji, zostało zasilone
współudziałem i pracą tysięcy Rodaków. A jak żywem było to
tętno, świadczą fakty założenia wielu towarzystw polskich albo
też odnowienie świątyń Pańskich a nawet budowy nowych
kościołów (np. w Tasźkencie, w Turkestanie) we wszystkich
zakątkach Syberji.
Oprócz jeńców wojennych przybyło w tym czasie mnó¬
stwo ludzi cywilnych, tak zwanych „bieźeńców", którzy uciekał'
na wschód z terenów polskich, najdotkliwiej pustoszonych
wojnami albo też byli wysiedlani przemusowo przez rząd ro¬
syjski. Ci przyjechali z żonami i dziećmi i wielu z nich csiedliło
się na Syberji na cale życie.
Podług urzędowego sprawozdania archidiecezji MohyloW-
skiej z roku 1923 było w tym roku 46 kościołów, a mianowi¬
cie: W azjatyckiej c;ęści dekanatu Permskiego 2 kościoły (w
Jekaterynburgu i w Czelabińsku); w dekanacie Oniskim 9 koś¬
ciołów", w dekanacie Tomskim—9; w dek. Władywostockim—
6 i w dek. Taszkenckim (Tuikestanie)—b kościołów Ilość kap¬
lic i domów modlitwy, oficjalnie zatwierdzonych i niezatwier-
dzonych, nie da się dokładnie oznaczyć.
Trudno też określić, ilu dokładnie katolików mieszka obec¬
nie na Syberji. Każdy, kto zna cokolwiek tamtejsze stosunki!
wie dobrze, źe o dokładnej statystyce lub choćby nieco ściślej¬
szych danych nie może być obecnie mowy. Chociaż przeszło
100.009 Polaków-katolików wyjechało z Syberji do Polski, to
jednakowoż w kaźdem mieście syberyjskiem, w każdeni mias¬
teczku, w każdej osadzie fabrycznej napotykamy kol< nje poi'
sko-katolickie, liczące po kilka tysięcy, kilkaset lub kilka dzie¬
siątków członków.
Trzeba pamiętać, że na Syberji żyje wiele dziesiątków ty¬
sięcy rodzin polsko-katolickich, których ojcowie a nawet dziad¬
kowie już się urodzili na Syberji. Ci wszyscy nie pojechali do
Polski, gdyż tam nie mają już nikogo bliskiego, ani znajomego,
a na Syberji mają swe gospodarstwa, folwarki, domy, warsztaty
zarobkowe i t. d. Na Syberji czują się jak w domu, a ich łą¬
czność z Polską jest raczej ideową i teoretyczną.
		

/Magazyn_084_10_257_0001.djvu

			Syberja.
167
Podtrzymuje ich wiara katolicka, następnie tradycje ro¬
dzinne, które są również bardzo silne, jeżeli zważymy, źe ogrom¬
ny procent zesłańców pochodził ze szlachty i wogóle z inte¬
ligencji, wreszcie język, chociaż często zepsuty, ale troskliwie
pielgnowany w modlitwie a również w domu, na zebraniach
towarzyskich, obchodach kościelnych i t. d. Następnie pozo¬
stało na Syberji wiele dziesiątków tysięcy katolików-Polaków,
którzy urodzili się wprawdzie w Polsce i dopiero później przy¬
jechali na Syberję ale tutaj dzięki swej pracowitości dorobili
się takich pięknych warunków materjalnych, jakich w swej
starej Ojczyźnie ni gdyby nie osiągnęli. Ci, choć im się obec¬
nie gorzej powodzi, żyją nadzieją, źe stosunki ekonomiczne
na Syberji prędzej czy później się zmienią, a wtedy wróci ich
dobrobyt. Z włościan-rolników pochodzenia polskiego i religji
katolickiej wyjechało tylko niewielu, gdyż nowe stosunki poli¬
tyczne nie dają się po wsiach tak odczuwać, jak po miastach-
•Okropności kilkuletniej woiny domowej, prześladowania roz¬
maitych partyj, brak duchowieństwa, ciężkie warunki zarobko¬
we i jeszcze” wiele innych przyczyn sprawiły, źe olbrzymia
większość Polaków-katolików dokłada obecnie wszystkich sił,
• ażeby nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Kto więcej stoi w
cieniu, ten się czuje bezpieczniejszym i ten ma większą na¬
dzieję doczekać się lepszych czasów.
W każdym razie możemy zupełnie śmiało przypuszczać,
źe liczba katolików polskiego pochodzenia, na całej olbrzymiej
przestrzeni od Uralu i granicy perskiej, aż po Chiny i Ocean
Spc >kojny, wynosi przeszło 200.000 (dwieście tysięcy) osób pici
obojga. '
Stan, w jakim się obecnie Rosja i Syberja znajduję, musi
u’ee prędzej czy później zmianom. Zmiany te nie muszą doty¬
czyć koniecznie stostimków politycznych, ale przedewszystkiem
ekonomicznych. Wszelka, choćby nawet niezbyt znaczna zmia¬
na w wewnętrznych stosunkach ekonomicznych Rosji i Sy¬
berji, spowoduje to, co juź się powoli zaczyna, to jest dziesią¬
tą talę napływu Polaków-katolików na Syberję. Rosja i Sy¬
berja są obecnie wyniszczone do szczętu pod względem eko¬
nomicznym i gospodarczym. Prędzej czy później zacznie się
-ekonomiczna odbudowa tych krain. Inteligencja rosyjska w
większości wypadków uległa zagładzie. Na jej miejsce muszą
?jawić się specjaliści rozmaitych obcych narodowości, do gos¬
podarczej odbudowy Rosji europejskiej i azjatyckiej. Ale ja¬
każ różnica zachodzi pomiędzy Anglikami, Amerykanami, Niem¬
cami i Francuzami, w porównaniu z Polakami! Przedstawicie¬
le tamtych narodowości nie znają języka, nie znają zwyczajów
1 warunków życia na Syberji i wszystko dla nich jest dzikie i
		

/Magazyn_084_10_258_0001.djvu

			168	Polacy na Dalekim Wschodzie.
obce. A Polacy, którzy od lat 150 zźjli się z tą kraina, którzy
znają język i obyczaje jej mieszkańców, którzy na każdym kro-
ku napotykają albo rodaków swoich, albo teź ślady pracv kul¬
turalnej polskiej—będą się czuć przy wznawianiu swej dzałal-
ności ąospodarczej na Syberji, jak u siebie w domu, albo
przynajmniej jak w miejscowości znanej i blizkiej. Do tej eks¬
pansji polskiej na Sybeiję, przyczyniać się będzie jeszcze ta
okoliczność, źe Polska me ma kolónij zamorskich, w których
mogłaby pomieszczrć hiperprodukcję swojej inteligencji uiny;
słowej; musi więc skierować swoją ekonomiczną działalność i
emigracię w kierunku najmniejszego oporu t. j. w kierunku znr-
nej S'»bie dobrze Sybeiji. Obecnie czytamy ustawicznie w g£-
zetach o tworzeniu się w Warszawie i w Moskwie rozmaitych
towarzystw w celu załatwiania soraw handlowych i przemy-
słowjch pomiędzy Polską a Rcsją i Sybeiją. Jest to początek
odnowienia tych stosunków ekonomionych, które w ciągu
całego ćwierć wieku (od 1890 do 1914) trwały między t środ-
kami przemysłowymi w Polsce, a rosyjskich Wschodem, spo¬
wodowały rozwój fabryk w Lo lzi, Warszawie, Białymstoku i
wielu innych miejscowościach polskich i zdobyły rynki han-
dlowe aż do Taszkentu, Władywostoku i Kamczatki. Ze zmia¬
ną stosunków ekonomicznych w Rosji, rozpocznie się napływ
polskich przedsiębiorstw, przemysłowców, inżynierów, techni¬
ków, kupców i rzemieślników, którzy stanowić będą nową,
t. j. DZIESIĄTĄ z rzędu falę katolików, osiedlających się na
Sybeiji.	...	,
Fakt, źe rząd polski odnosi się do teg:o wszystkiego obo¬
jętnie, albo RACZEJ Z BRAKIEM WSZELKIEGO UŚWIA¬
DOMIENIA, należy powitać nie z oburzeniem, ale raczej z
uznaniem, gdyż rząd rosyjski nie będzie mógł podejr/ywać, źe
ekspansja polska, a w danym wypadku polsko-katolicka, nią
kierunek polityczny. Polacy w swej ekspansji ekonomicznej i
kulturalnej obchodzili się dotychczas zawsze bez pomocy jakiego
kolwiek rządu i praca ich dawała zawsze wspaniałe rezultat}’.
Jeden z wysokich Dcstojników Kościoła, *) który pod¬
czas przyjazdu do Harbira zetknął sie blisko z życiem Polaków
osiadłych w Chinach, rzekł: „Każdy naród, im dalej znajduje
się od kraju rodzinnego, im więcej trudności ma do zwalcze¬
nia, tem więcej i tem prędzej obojętnieje dla swej ziemi cjcz\'s-
tej. Polacy jedni stanowią wyjątek. Im dalej odjechali od
swojej Ojczyzny, tem wiecej ją kochają, tem więcej pielęgnują
swą wiarę i" tem więcej szanują tradycje i kulturę swych przód'"
ków“.
*) Ks. Biskup Costantini w r. 1923.
		

/Magazyn_084_10_259_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Inżynier Bohdan Łoziński bada zależa azbestu w Górach Sajanskich (Syberja).
		

/Magazyn_084_10_261_0001.djvu

			Syberia.
169
Te głębokie i mądre ścią życiową nacechowrne słowa, są
najtrafniejszem okrcśVniem dla cale] przeszłej, teraźniejszej i
przyszłej kolonji polskiej na Syberji. Polacy byli, są i jeszcze
długie wieki będą rajpowaźniejszą ostoją katolicyzmu, w całej
północnej i środkowej A?ji.
MAHOMETAN 1K. Ludy niechrześcijańskie stanowią w
niektórych okolicach Syberji i Turkestanu, najliczniejszą warst¬
wę ludności. Do nich należą przedewszystkiem MAHOMETA¬
NIE, którzy w wielu okolicach Zachodniej Syberji i Turkesta-
nu, tworzą zwarte, mi'jonowe masy. Prawosławie zdobyło po¬
między nimi zaledwie nieliczne jednostki.
Z góry możemy uprzedzić, źe katolicka akcja misyjna
wśród nich ma bardzo małe szanse powodzenir. Ludy maho-
met;.ńskie odznacz; ją się bardzo wielu drdatniemi oeiKuni
charakteru, a’e far; tyzm religijny, wie)cźc ństwo i zacofanie
czynią je niaterjałem, w najwyższym stopniu niepodatnym do
nawrócenia na katolicyzm.
BUDDYŚCI. Nieco lepiej przedstawiają s:q s rnse krze¬
wienia wiary kat >lickiej wśród buddystów. Największą przesz¬
kodę stanowi bardzo licz ne i kompletnie ciemne duchowieńst¬
wo buddyjskie, złożone z szarlatanów i wydrwigroszów, któ¬
rzy łącząc w jednej osobie funkcje kapłana, lekarza i nauczy¬
ciela,—wyzysku ją niemiłosiernie zabobonne masy.
Akcja misyjna katolicka wśród buddystów musi nos'ć
cechv bardzo pówohiej i bardzo żmudnej pracy, obliczonej na ca¬
łe pokolenia. Największą pc moc w nawracaniu buddystów rnojpą
nam okazać nasi misjonarze, którzy już pracowali w Mongolji,
gdvź siedziba główna buddystów na Syberji—Prowincja Za-
bajkalska i Mongolj;i, są zamieszkałe przez ludy, tegoż samego
szczepu, pochodzenia, wiary i języka.
Mojem zdaniem, będzie o wie'e łatwiej nawracać buddys¬
tów wprost na religję rzymsko'- katolicką, aniżeli jednać ich
dla religji unickiej (czvli tak zwanej „religji katolicki' j ws¬
chodniego obrządku"). Religję unicką będą buddyści uważać i
przyjmować za j ewien gatunek prawosławia, a prawi sl. wie
nietylko im nie imponuje, ale raczej uważają je za religję bar¬
dzo podrzędną, a nawet niższą, niedoskonałą. Kontemplacyjna
psychika, łagodny i marzycielski charakter, oraz prostoduszna
etyka zabajkalskich i południowo-syberyjskich buddystów, czy¬
nią ich wybornym materjałem dla rzymskiego Ikatolicyzmu.
Powtarzam tylko jeszcze raz z naciskiem, źe jedyną przeszko¬
dę w ich nawracaniu, stanowić będzie bardzo liczna wśród
nich klasa „lamów" (,,'amą" nazywa się buddyjski kapłan-le-
karz, w rzeczywistości szarlatan bez wykształcenia).
		

/Magazyn_084_10_262_0001.djvu

			170	Polacy na Dalekim Wschodzie.
SZAMANISC1. Kogo właściwie na Syberii powinniśmy
uwaźić ;a „szamanistow"? W kwesiji tej panuje prawdziwa
wieź a Pabel, pomieszanie pojęć. Każde źiódło twierdzi co in¬
nego.
Przedewsz\?stkiem wyjaśniam, źe źródła cficjalre rosyjs¬
kie (rządowe i prawosławne) podawały, źe szamanistów na
Syberji prawie niema. Z tem twierdzeniem, jako „urzędo-
wem“ można się pogodzić, gdyż prawie wszyscy wyznawcy
szamanizmu, byli w swoim czasie, nibyto ochrzczeni podług
obrządku prawosławi'ego i oficjalnie uważani są za prawo¬
sławnych. Kto' jednakowe ź miał spe sobność wglądnąć w tę
sprawę, ten r a bywa przekonania, źe to byli w ciągu dalszym
sramaniści, prawie bez śladów wyznawania nauki Chrystusa.
Do szan anistów należy na Sj'berji zaliczyć wszystkie lu¬
dy poch< dzenia paleoazjatyckiego, niezbyt liczny, ale rozpró¬
szony ra ogromnej przestrzeni naród Tungusów, podzielony
na mnóstwo s^oe^ów, jakoto: Orocz< nów, Menegrów, Lam li¬
tów i t. d. i wiele lulów im pokrewnych. Następnie do sza¬
manistów należy zaliczyć prawie cały naród Jakutów, pocho¬
dzenia tiurkskiego, który zamieszkuje basen rzeki Leny. Potem
idą rozmate drobr.e ludy nieznarego pochodzenia, np. Ostjacy.
Wreszcie 1 u I37 pochodzenia fińskiego, zamieszkujące Ural i
okolice podura'skie. Pt, chodzenie etnograficzne i powstałe
wskutek tego właściwości tych wszystkich ludów, czy też szcze¬
pów', będą mieć dla katolickiej działalności misyjnej znaczenie
d >piero w późniejszym czasie, kiedy b.;dzie organizować się
akcja dla ich nawrócenia:
Obecnie ma dla ras znac/enie tylko jedna cecha, pi d-
lug której dzielimy te wszystkie narody na dwie wielkie grupy:
1)	Na tych, których już tknęła ,,kultura" rosyjska, i
2)	Na takich, którzy d/ięki warunkom geograficznym swe¬
go miejsca zamieszkania, (tarli się ty] ko powierzchownie o ro¬
syjską „kuUurę" i jej naleciałości i d'atego też mogą być uwa¬
żani za lud7i, wr całem tego słowa znaczeniu „pierwotnych".
Do pierwszej giupy należą krajowcy, mieszkańcy tych
wszystkich wsi, osad i stanowisk (,,stojbiszcz“), które znaj¬
dują" się w pobliżu miast, wsi, stacyj kolejowych i < sad kopal¬
nianych, zamieszkałych przez prawosławnych Rosjan. Ci pra¬
wie wszyscy przyjęli już oddawna oficjalnie religję prawosław¬
ną i wypełni.'ją zupełnie powierzchownie jej najważniejsze,
zewnętrzne obrzędy. Ale, niestety, z kultury rc syjskiej przyję'1
wyłącznie prawie tylko wady: pijaństwo, karćiarstwo, chęć
lekkiego zarobku i t. d. Niema nadzieji, ażeby można było zro¬
bić z nich choć jakich takich wierzących katolików. Obok de¬
generacji duchowej, jest teź degeneracja fizj^czna. Alkoholizm,
		

/Magazyn_084_10_263_0001.djvu

			Syberjaf.
171
suchoty i choroby weneryczne są wśród nich bardzo rozpo¬
wszechnione; z tych przyczyn wiele rodzin, a nawet osad zu¬
pełnie wymiera.
Zupełnie inaczej przedstawia się druga grupa krajowców-
Szamanistów, t. j. tych, którzy zetknęli się z kulturą ros}Tjską
tylko powierzchownie, albo zupełnie z nią się nie zetknęli. Pra¬
wie wszyscy są uważani za „prawosławnych", gdyż stary rząd
rosyjski kazał im obowiązkowo chrzcić swe dzieci u duchow¬
nych prawosławnych. Ponieważ ci krajowcy żyją często o wie¬
le setek, a nawet tysięcy kilometrów oddaleni od osad rosyj¬
skich, przeto istniało rozporządzenie, rżeby naczelnicy posz¬
czególnych rodów („starostowie") dopilnowali, by wszystkie
dzieci były przywożone na tak zwane „jarmarki", irą tó miejs¬
cowości, położone w najgłuchszych zakątkach syberyjskiej pu¬
szczy („tajgi"), w których raz na rok—zazwyczaj pod koniec
zimy—zbierają się krajowcy, mieszkający w promieniu kilkuset
kilometrów i sprzedają przyjezdnym kupcom (najczęściej—ja-
kuekim) upolowane w ciągu zimy futra. Na taki „jarmark"
przyjeżdża zwykle prawosławny duchowny i ten chrzci tuzi-
nii dzieci, dostarczane przez naczelników rodów. („Ród" składa
się zwykle z kilkudziesięciu „rodzin"). Krajowcy uważają ten
chrzest nie za obr;ęd religijny, ale za powinność państwową,
podobnie np. jak płacenie podatków, dostarczanie zwierząt po¬
ciągowych dla ekspedycyj rządowych i t. p. Naturalnie, że o
Ważności sakramentu chrztu i obowiązkach religijnych, nie
niają pojęcia. Ponieważ naczelnikowi „rodu" zależy głównie
na tem, ażeby do chrztu dostawił tyle sztuk dzieci, ile się w
■•fodzinach", należących do jego „rodu" urodziło, przeto trafia
się często, że jedno i to samo dziecko chrzczą po 2 i 3 razy,
Zamiast tego dzieciaka, który z rowodu słabości, choroby, zbyt¬
niego oddalenia i t. d. nie mógł być na „jarmark" przywiezio¬
nym. Na takich jarmarkach duchowny prawosławny daje ślu¬
by, przyczem również często się trafia ,,zastępstwo" pana
młodego lub panny młodej przez kogoś znajomego, gdy zain¬
teresowana osoba' nie mogła przybyć. Za to wszystko płacą
krajowcy duchownemu prawosławnemu dość wysokie taksy w
itrach wiewiórki, lisa, gronostają, a nawet sobola i są bardzo
zadowoleni jeżeli np. uda im się obejść bez tych, dość ciężkich
1 kłopotliwych dla nich, cerem< nij.
O istocie religij chrześcijańskiej, niema ta kategorja kra¬
jowców najmniejszego pojęcia. Ale dzięki wrodzonemu łagod¬
nemu charakterowi, uszlachetniającemu wpływomi przyrody.
Wśród której żyją przez cały rok bez przerwy, i dzięki odda-
cniu od zepsucia, które szerz}' pseudo-eurooejska kultura, na-
le*ą oni do najuczciwszych i najporządniejszych ludzi, jacy
		

/Magazyn_084_10_264_0001.djvu

			172	Polacy na Dalekim Wschodzie.
gdziekolwiek na świecie istnieją. Wiele plemion nie rozumie
zupełnie co to znaczy „kradzież" i w językach takich szczepów
niema np. słowa „kłamca", gdyż te występki, są dla nich nie¬
zrozumiale.
Pojęcia religijne tej kategorji krajowców, polegają na od¬
różnieniu złych i dobrych duchów, które, się albo opiekują ni¬
mi albo im szkodzą. Szamani mają u nich znaczenie prawie
wyłącznie tylko obyczajowe. Sądzę, źe nawrócenie ich r.a re-
ligję katolicką, byłoby—przy odpowiedniem postawieniu kwestji
—bardzo łatweni i pozyskalibyśmy w nich wyznawców wiary
Chrystusowej, którz3T swojemi obyczajami, moralnością, uczci¬
wością i głębokiem przejęciem się religijnem, przypominaliby
pierwszych wyznawców chrześcijanizmu.
;;c	ijc
Tak się przedstawia w bardzo ogólnych i pobieżnych za¬
rysach stan religijn}? ludności, zamieszkującej Sjberję. Co
można dla niej w chwili obecnej zrobić? 1) Podtrzymywać to,
co jeszcze tam z katolicyzmu ocalało i trwa nadal; 2) Przygo¬
towywać kadry przyszłych nowych pracownikóvV w winnicy
Pańskiej tego rozległego kraju i 3) Zbierać środki, ażeby przy
zmianie stosunków wewnętrznych na Syberji, wystąpić ener¬
gicznie i bez zwłoki do jak najszerszej akcji misyjnej. Akcja
ta musi być od samego początku dw< jaka, ściśle od siebie od¬
dzielona, ale równocześnie prowadzona a mianowicie:
1)	Zachowanie i wzmocnienie katolicyzmu obrządku ła¬
cińskiego u tych, którzy go już wyznają, z uwzględnieniem ich
języka, tradj-cji i siły życiowej, jaką każda pt szczególna naro¬
dowość wykazuje i
2)	Propaganda Unji czyli katolicyzmu wschodniego ob¬
rządku, wśród prawosławnych. Jeżeli my katolicy nie pójdzie¬
my na Syberję, to wyprzedzą nas protestanci.
Praca to wielka, zadanie olbrzymiej wagi, trudności og¬
romne. Ale nadzieja w Bogu, źe ziarno rzucone w tę glębę,
wyda plon tysiąckrotn}!
♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦
_Uwa°?a: Część 2ą: „O działalności ekonomicznej pol¬
skiej na Syberji", pomieścimy w następnem wydaniu naszej
krążki.
		

/Magazyn_084_10_265_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
(44)
„Tam gdzie Ocean Lodowaty łączy swe wody z Oceanem Spokojnym".
Ekspedycja inz. K. Grochowskiego nad cieśniną Behrynga.
		

/Magazyn_084_10_267_0001.djvu

			ODEZWA DO POLAKOW.
POLACY!
Wobec tego, iż poświęciłem wszystkie siły dla odbudo¬
wania w Rosji takiego porządku prawnego, któryby stworzył
w niej możność rzeczywistego korzystania z wolności obywa¬
telskiej, oraz połączył ją ze sprzymierzeńcami we wspólnej
}valce z napastniczym germanizmem, uważam za konieczne
już teraz oświadczyć narodowi polskiemu, że utworzony prze¬
de mnie rząd, wychodząc z założenia ogłoszonego przez Rząd
Tymczasowy w deklaracji do Polaków, i całkiem zgodnie z
ręzolucją, uchwaloną na konferencji Wersalskiej przez premje-
rów państw koalicyjnych,—całkowicie uznają prawo narodu
polskiego do wskrzeszenia niezależnego państwa polskiego i
jednoczenia ziem polskich (z portem Gdańskiem).
Również nie może być obcą dla nowego rządu sprawa
Rządzenia bytu ludności polskiej, pozostającej w granicach
^osji, w której winno być dla niej zagwarantowane prawo
rozwoju kulturalno-narodowego na zasadzie samorzadu w tej
dziedzinie, statut którego w najbliższej przyszłości będzie uło¬
mny przez rząd wspólnie z ludnością polską, która wybierze
dla tego swych przedstawicieli.-
Nie wątpiąc o blizkiej jasnej przyszłości niepodległej Pols-
 mocno wierzę, że wzajemne zaufanie i wspólne cele histo¬
ryczne utworzą niezachwianą podstawę dla dobrowolnego so¬
juszu Polski z Rosją i wpółdziałania obu narodów ze sprzy¬
mierzeńcami, którzy podnieśli oręż w celu obron}' wolności
brodów i zwycięstwa ich praw przyrodzonych.
Tymczasowy Rządca
Jenerał-Lejtenant Chorwat.
14 sierpnia 191S r.
Władywostok.
		

/Magazyn_084_10_268_0001.djvu

			nojia KM!
rioCTaBHBTj CBOeił 3aAa4eK) HOJIOłKHTb BCk CBOH CHJIb|
na B03craHOB;ieHie bt. Pocciw Tanoro npaBonopaAKa, KOTopbift
ne To^bKo o6e3neHHjn> 6bi en A^ficTBHrejibHoe no;ib30BaHie rpa^
żKAaHCKHMH CBOÓOaaMH, HO H O&be^HHHJlT. 6bl ee CT. CGK>3HHKaMH
B-b o6iuefi 6opb6-b ct. bohhctbyioihhmtj repMaHH3Mo»n>,—h cmH'
Taio HeoÓKoaHMbiMT. Tenepb >Ke oó^hbhtl nojibCKOMy Hapo/iyr
mto 06pa30BaHH0e mhoio IIpaBHTe;ibCTBO, hcxo^h h3t. npnHunn3r
ycTaHOBJieHHaro bt. B033BaHih BPEMEHHATO IIPABHTE.Ąk'
CTBA kt> IIo,iHKaMT>, h bt> iiojjhomt, corjiaciH ct, pesojiioiue10
Bepea^bCKaro coB-bmaHia npeMbepT>~Mh hh ctpobt. coiosHb^T.
iKaB-b,—Bceutao npH3Haio npaBo nojibCKaro Hapo^a Ha B03CTa'
HOBjicHie He3aBHCHMaro IIo^bCKaro rocy^apcTBa h oC-beAHHeHttf
IIOJIbCKHXT, 3eMe^b (cb nopTOM-b JlaHHHrOMTj).
Ha-pafly ct, 3thmt, hobomy TTpaBHTeJibCTBy He mojkctt. 6mti>
nyjK/iOH sa/iana ycTpoeHia nojibCKaro Hacejiema bt. npe^^a^
caMofł Poccin, r^li eMy aojimcho SbiTb rapaHTHpoBBHO npaBO
Ky^bTypHo-HauioHa^bHaro pa3BHTia Ha ocHOBaxT> caMoyripaB.ie'
Hia 9toh oójiacTH, nojioweHie o kocmt. bt. ÓJiHscaHiueMT, 6y#y*
meMT. Sy^eTl BblpaÓOTaHO IIpaBHTPJIbCTBOMT. BT, COTpy^HHMeCTB^
ct, noJibCKHMT. HacejiemeMT> bt. jihu^ ero Bbi6opHbtxT, npe^cta'
BHTe^efi.
He coMH-feBaacb bt, 6jih3komt. CBt.iviOMT, 6yaymeMT. He3aBtf'
CHMOft IIoJlblHH, TBep^IO B-fepiO, HTO B33HMHOe AOBipie H OÓUI'
HocTb HCTopHHecKHXT. 3aflam> co3.aa,ayrb He3bi6^eMyio noHBy A^
CBOÓo^Haro coio3a nojibiuH crb Poccieił h ma coTpy^HHnecTsa
060hxt. Hap0fl0B^ ct, coK)3HHKaMH, noAHnBUiHMH opy>Kie BT. 3a-
UI,HTy CBOÓOflbI HapOACBT. H TOP/KeCTBa HXT> eCTeCTBeHHbIXT> npafrb'
BpeMeHHuii IIpaBHTejib,
reHepajn.-JieHTeHaHTi X0PP»ATrb.
AarycTa 14 ąhh 1918 r., r. Bjkiahboctok?..
		

/Magazyn_084_10_269_0001.djvu

			KOLONJA POLSKA WE
WLADYWOSTOKU.
Zaczątek kolonji polskiej w Prowincji Przymorskiej sięga
1863 r., gdy X. Radziszewski został naznaczony wojennym ka¬
pelanem na Daleki Wschód, mając jednocześnie polecone i
funkcje kurata. Ówczesna kolonja polska składała się prawie
jedynie z wciskowych, i choć kapłan od czasu do czasu przy¬
bywał we Włady we stoku, to jednak głównie mieszkał w Ni-
kołajewsku na Amurze, gdzie miał swój dom własny, w któ¬
rym i odprawiał nabożeństwa. Gdy zaś w 1875 Władywostok,
podniesiony został do godności fortecy, i gdy oprócz wojska
zaczęli powoli napływać i cywilni, wówczas X. Radziszewski
przeniósł się domiasta, i zamieszkał u pastora ewang, (kawa¬
lera) gdzie w jego domie i odprawiał nabożeństwa. Umarł
prawie nagle podczas swego objazdu w Btagowieszczeńsku,
gdzie go popi z paradą pochowali na tamtejszym cmentarzu.
Pomnik dotychczas istnieje i w r. 1927. Ks. Biskup Sliwowski
polecił go zrestaurować.
Następcą jego był Ks. Szpiganowicz, który łączył w sobie
obowiązki kapelana wojskowego.
W r. 1885 i w r. 1886 dwaj Polacy — nazwiska którj-ch
niestety nie udało mi się dowiedzieć*)—podarowali dla gminy
katolickiej plac, na którym wybudowano dom, którego"front
ozdobiony został wieżyczką dzwonnicą, tylna zaś część budyn¬
ku przeznaczona była na mieszkanie proboszcza.
Rozpoczęta budowa koleji Ussuryjskiej przyniosła do Wła- \/
dywostoku całą falę Polaków, którzy powiększyli tutejszą ko-
]onję. W r. 1900. kościół w czasie Bożego Ciała spłonął do¬
szczętnie. Po paru latach—przy proboszczu Ks. Bulwiczu—\vy-
-stawiono nowy kościółek drewniany, bardzo skromny.
*) Jeden nazywał się Moncewicz.
		

/Magazyn_084_10_270_0001.djvu

			176	Polacy na Dalekim Wschodzie.
Następcą Ks. Bulwicza został Ks. Ławrynowicz, który
rzucił myśl budowy murowanego kościoła. Gorliwy ten kaptan
—rcdem z Kowieńśzczyzny-połoźył dla kolonjt polskiej ogrom¬
ne zasługi. Będąc wielkim patryotą potrafił zorganizować ży¬
cie polsko — katolickie we wielu gałęziach. Rozpoczęta przez
Niego budowa Kościoła została zakończona dopiero w r. 1922..
to jest po Jego wyjeździć do Tambowa, dokąd przeszedł na
stanowisko proboszcza i gdzie z powodu gorliwego wypełnia¬
nia obowiązków kapłańskich, został rozstrzelany przez bolsze¬
wików—nięchcąc do ostatniej chwili, porzucić swojej pastw}'.
Fundamenta noweg > kościoła poświęcił Ks. Biskup Ciep¬
lak w r. 1909.
Po wojnie rosyjsko—japońskiej napłynęło do Władywo¬
stoku wielu Po'aków. Zostało założone „Rzymsko—Katolickie
Towarzystwo Dobroczynności", które w r. 1907 otwiera pier*
wszą polską szkołę początkową.
Wojna światowa spowodowała nowy napływ Polaków do
Władywostoku. Dotychczasowa liczba Polaków: około 2000 żoł¬
nierzy i około 500 osób cywilnych: t. zw. inteligencji, rzemieślni;
ków i przedsiębiorców, powiększyła się do 45Ó0, a w całej
prowincji Przymorskiej, Amurskiej i na Sachalinie było prze¬
szło 11,000 Polaków—katolików.
W r. 1917 powstała we Władywostoku nader pożyteczna
instytucja „Dom Polski". Z inicjatywy tego stowarzyszenia,
przyjęła kolon ja polska żywy udział w wyborach miejskich i
wprowadziła do Rad}’ Miejskiej swego kandydata inż. Czesła¬
wa Wolfa. Jak donoszą harbińskie „Listy z Dalekiego Wscho¬
du" No 8. z d. 29 listopada 1917 roku, krok ten okazał się
bardzo trafnym i na Jego przedstawienie Rada Miejska wv-
asynowała odpowiednią kwotę na budowę i utrzymanie szkoły
polskiej na 1 >20 dzieci.
Dom Polski wyszukał dwóch nauczycieli i jedną nauczy¬
cielkę, którzy bezzwłocznie przystąpili do nauki. Szkoła polska
została zorganizowaną w ilości 4 klas.
W tymże roku został zorganizowany „Związek Polaków
Wojskowych" a następnie „Komitet Obrony Interesów Naro¬
dowych" który został później przemianowany w „Komitet Na¬
rodowy". Kolonja władywostocka brała udział przez swoich
przedstawicieli w „Zjezdzie Polaków" w Harbinie.
Napływ Polaków do Władywostoku spowodował zakla'
danie coraz to nowych stowarzyszeń. Niektórzy przybysze z
		

/Magazyn_084_10_271_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
J. E. Ks. Biskup Karol Sliwowski
Wladywostok (Syberja).
		

/Magazyn_084_10_272_0001.djvu

			II
■
I
, , .. *
		

/Magazyn_084_10_273_0001.djvu

			Kolonia Polska we Władywostoku.	177
Polski, którzy wskutek nieznajomości stosunków polskich na
■obczyźnie, i wskutek swojej słabej orjentacji umysłowej nie-
niogli zrozumieć, źe najgłówniejszem zadaniem Polaków na
Wychodźtwie jest zachowanie swego języka, kultury i odręb¬
ności narodowej, poczęli organizować towarzystwa o zabar¬
wieniu polityczno—partyjnem. Niebezpieczny ten eksperyment,
który we wielu koloniach polskich wydał bardzo smutne re¬
zultat}^, skończył się na szczęście we Władywostoku prędko i
nie pociągnął za soba zbyt szkodliwych następstw.
W r. 1919 powstało we Władywostoku stowarzyszenie
..Spójnia", które egzystowało około roku. W tymże samym
Toku przybyli do Władywostoku przedstawiciele „Komitetu
Wojennego" a potem i urzędy wojskowe polskich formacyi na
Syberji. Zostały założone pisma: „Echo Polskie", które egzy- V
stowało od grudnia 1919 do marca 1920 roku, oraz drugie pis¬
ano, którego tytułu niestety, nie mogłem się nawet dowiedzieć.
Wychodziły książki w języku polskim.
W r. 1920 powstał we Władywostoku „Komitet Ratunko¬
wy", który po otworzeniu przez‘Rząd Polski, oddziału „Pol¬
skiego Czerwonego Krzyża" przemianowany został na „Komi¬
tet Ratunkowy Dzieci Dalekiego Wschodu Syberji". Najważ¬
niejszą działaczką w tym komitecie była p. Anna Bielkie-
^iczowa.
W r. 1920 Ks. Arcybiskup Roop (z diecezji mohylewskiej)
2ainstytuował dekanat władywostocki,do którego oprócz parafji
Madywostockiej należały jeszcze: Nikolska, Harbińska. Chaba-
Ipwska, Błago wiesz czeńska i Aleksandrowska na Sachalinie.
Księży (nie licząc Harbina) było 5; katolików około 11,000.
Kościoły drewniane były tylko w Chabarowskai i w Aleksan¬
drowską pozostałe murowane. Pierwszym dziekanem został
Proboszcz Ks. Karol Sliwowski, późniejszy biskup.
Po rewizji bolszewickiego „G. P. U." d. 23 lipca 1923 roku
^ostały zamknięte: Polski Czerwony Krzyż i Dom Polski. Ten
^statni został wkrótce otwarty po zatwierdzeniu nowych sta-
utów, jako nowe stowarzyszenie.
, . D. 28 października 1923 roku został Ks. Dziekan Sliwow-
?- wyświęcony w Harbinie na godność Biskupa Władjnvostoc-
Obrzęd został dokonany przez Ks. Biskupa Constantini
'■ Pekinu, w asystencji Ks. Biskupa Gaspee z Girynu.
. Komisja Repatrjacvjna“ zjawiła się we Władywostoku
sierpniu iy24 roku.
		

/Magazyn_084_10_274_0001.djvu

			178	Polacy na Dalekim Wschodzie.
W roku szkolnym 1924/5 uczęszczało do Szkoły Polskiej'
— we wszystkich 4 oddziałach-50 dzieci. Co się z tą szkoły
dzieje obecnie i czj' w ogólności cna egzystuje—niewierny.
Szkółki polskie, początkowe, funkcjonowały także w Ki-
parysowie (57 wiorst od Władywostoku) i w Nowo—Kijowsku
(150 wiorst od Władj^wostoku). Obie były utrzymywane przez
Komitet Ratunkowy. Oprócz tego Konsulat Po'ski utrzymywał
jeszcze około półtora roku szkółkę polską w MonastjTce (500
wiorst cd Wł.).
W Nikolsku—Ussuryjsku był tez „Dom Polski" który zo¬
stał zlikwidowany okcło 1923 roku. Dom Polski we Wladywo-'
stoku egzystował jeszcze w r. 1925 roku. Jego biblioteka liczy*
ła w tym czasie około 5000 tomów. Czy egzystuje obecnie
niewierny.
Stan posiadania polskiego był we Władywostoku i n3
prowincji bardzo silny. Polacy posiadali domy, sklepy, przed'
siębiorstwa, kopalnie i t. d. Obecnie bolszewicy wszystko
„nacjonalizowali".
♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦
*) Założycielami Domu Polskiego byli: Inź, S. Offenbei#'
inż. W. iMarzec, dyrektor banku Gołębiowski, adwokat Buk'
sicki i wielu inynch.
		

/Magazyn_084_10_275_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Procesja Bożego Ciała we Wladywostoku (Syberja).
		

/Magazyn_084_10_277_0001.djvu

			RYNEK JAPOŃSKI A NASZA
EKSPANSJA GOSPODARCZA,
Traktując sprawę ekspansji g spod ar oz ej na rynki Japonji
z punktu widzenia postępu i rozwoju naszej techniki prze¬
mysłowej, oraz uwzględniając postęp tej techniki w Japonji
.jak również specyficzny układ życia narodu japońskiego, jego
upodobań, tradycji, zwyczajów, należy z góry uważać za cel
chybiony dążność do Wyjścia na rynki japońskie z zakresu
drobnego przemysłu oraz gotowych fabrykatów (z małymi
wyjątkami).
Mowa może być jsdyn:e o surowcach i półfabrykatach.
v\ tym wypadku należ.3’ przyjąć pod uwagę trudności jakie
wynikają z racji braku komunikacji bezpośredniej morskiej,
wiążą-ej nas?e porty z portami japońskimi, a przez fakt ten
niemożności wyjścia na rynki japońskie z tego rodzaju surow¬
cami, które wymagają specjalnych urządzeń okrętowych (jako
przykład nafta i jej przetwory). W stosunku do innych nast¬
ręczają się trudności techniczne, jak t>:: przeładowywanie to¬
waru w Hamburgu, co musi powodować podrożenie towaru
(opłaty manipulacyjno- przeładunkowe), brak organizacji inst-
uiktywno-technicznej w Polsce, która umożliwiałaby bezpoś¬
rednio związanie się importerów japońskich z naszymi wytwór¬
niami i vice-versa, czy to w postaci ajentur większych kon¬
cernów japońskich, (jak to ma miejsce w Hamburgu, w Lon¬
dynie, w Marsylji i t. <]., czy też zrzeszenia naszych wytwór¬
ców i producentów, działających za pośrednictwem swej ajen-
tury w Japonji, a najważniejszym momentem-brak elemehtar-
"ego pojęcia ze strony Polski, t. j. jej sfer gospodarczo-przo
■nysłowych, co to jest Japonjai, jaką rolę odgrywa ona jako
czynnik gospodarczy nie tylko w układzie sił wewnętrzno —
•azjatyckicli, lecz i międzynarodowych.
Ażeby więc nasz przemysł mógł wyzyskać te konjunkt -
'y, które wydają się na dziś jeszcze moźliwemi do zrealizowa¬
nia, musi on zmienić dotychczasową metodę w poszukiwaniach
		

/Magazyn_084_10_278_0001.djvu

			180	Polacy na Dalekim Wschodzie.
rynków dla swej ekspansji gospodarczej (mam na myśli w tym
wypadku Japonję), zerwać z dotychczasowym przypadkiem,
oraz z pojęciem o Japonji, jako kraju o nieuyzyskanych jesz¬
cze dużych możliwościach dla eksp: nsji przemysłowej, nieo'
rjentującej się zupełnie w zagadnieniach rynków europejskichr
ich popytu i podaży, gotowym na kiwnięcie palca naszego
wytwórcy lub tez pisemnej jego oferty, w treści swej najczęś'
ciej nic nie mówiącej i naiwnej, do dokonania tranzakcji. 1"
biedne pc jęcie o Japonji powoduje, źe nasz przemysł czy to
kopalniany,-czy hutniczy.czy też przetwórczy stara się sto-o-
wać metody, które być może w pewnej mierze mogą stawać
się miarodajnemi w zastosowaniu do krajów o mniejszej kul¬
turze i pc stępie technicznym (Bliski Wschód, Chiny) o nieu¬
stalonej jeszcze i wahającej się polityce ekonomicznej państwa*-
o budzącej się zaledwie dążności do samowystarczalności naro-
dowo-gospodarczej,-a żadnym razie nie w stosunku do Japonji'
Bez przesady powiedzieć można, że Japonja jeżeli nie jest
jeszcze na najwyższym szczeblu rozwoju swej techniki prze-
myślowej i organizacji gospc darcjej, to w każdym razie jest
na drodze do osiągnięcia tego maximum postępu i równowagi
ekonomicznej, które cechują dzisiajstareprzedwojenne organizmy
państwowe.
Zjawisko to powoduje, źe t. zw. interwencja eurc pejsko-
amerykańska w postaci biur komisowych, ajentiir handlowych,
różnych związków eksportowo-importowyi h, zaczyna stopniowo
zamierać, tracąc rację swego bytu. Wymownym przykładom
jest dziś Yokohama: dzielnica, w której jeszcze tak niedawno,
bowiem trzy lata temu panował wszechwładnie impoiter, ku¬
piec, ajent europejsko-amerykański, robiąc swoj olbrzymi busi¬
ness, znajduje się po latach trzech wciąż jeszcze w 'gruzach,
choć dzielnice inne, jak to jnprńśkie, chińskie, indyjskie, zosta¬
ły zupełnie odbudowane i powiodły do swego normalnego
portowego życia. Wynika to z przyczyn, że Euioptjczvk nie
ma poco wracać do swego warsztatu:'—zastąpił go Japończyk
importer, zastąpiły go biura i ajentury japońskie, rozrzucone
w większych ośrodkach pnemysłowych Europy i Ameryki*
bezpośrednio wiążące wytwórcę europejskiego z odbiorcą ja"
pcńskim, a produkt jego w znacznej części zastąpił produkt
rodzimy, częściowo dzięki ulepszeniu gatunku i jakości, czꜬ
ciowo dzięki cłom ochronnym.
Dążąc więc do zamknięcia sama w sobie pod względem'
samowystarczalności gospodarczej oraz wyeliminowując poś¬
rednictwo obce, Japonja tem nie mniej przedstawia rynek &
		

/Magazyn_084_10_279_0001.djvu

			Rynek Japoński a Nasza Ekspansja Gospodarcza. 181
olbrzymiej pojemneści pod względem niektórych surowców i
Pół-fabrykatów jako skutek z jednej stiony braku tych surow¬
ców; z drugiej konieczne ści dostosowania całego życia gospo-
darczo-państwowego do rozmachu i pędu, jakiego"nabrała w
okresie wojny.
Dla ilustracji przytoczę cyfr kilka: podczas gdy wwóz w
r- 1914 wyraził sie w 595 miljorach jenów (297 mil. amer,
doi.), w 1925 r. osiągrąl 2 miljardy S?^ miljony jenów (1.286
"lii. ani. doi.), w 1926-2 mil jard}’ 376 mil.
Ponieważ skromny artykuł nie pozwala mi na szciegóło-
v-’e przeanalizowanie poszc?.egó’nych pozycji wwozowych,
' graniczę się jedynie do tych, które znajdują jakgdyby odpo¬
wiednik w naszem życiu gospodarczem, i które mogą stawać
się (a poczęści i strją), chociaż w zakresie minima'nvm, obje-
ktem handlowej wymiany jednostronnej między Japenją a
“olską.
Do artykułów tych muszę zaliczyć: (cyfry wwo;u <-ą z r.
1923) Przędza wełniana—56 mi', jenów, mateijały wełniane —
”7 mil., cynk 10 mil., ołów—)6 mil., półfabrykaty żelazne—81
"lik, materjuły konstrukcyjne i fabrykaty żelazne—26 mil., na-
a ' H przetwory—30 md., budulec i drzewo—80 mi'., wełna
‘ ’12l md., bawełna—983 mil. i t. d.
Jeżeli wziąć pod uwagę wyżej przytoczone cyfry, jak
równieź charakter objektów, oraz zważyć, w jakim, stosunku
■'vyraził się nasz udział w .imporcie tylko produktów w grani¬
cach naszych możliwości, gospodarczych, to dojdziemy do wrics-
rader smutnego: wwó; ten wyraził się w sumie zaledwie
•Jo7 tys. jenów (doi. 173 tys. al pari).
Szukając przyczyn, należy wskazać przedewszystkiem na
^upeł ią nieznajomość nie tylko przez nasze sfery gospodarczo-
Pfzemyslowe lecz większość naszego społeczeństwa Japc nji.
-ntuzjazm na widok kimona lub parasedki powinien zniknąć, a
^nnenić się entuzjazmem na rzecz postępu i całego życia
P!'zemysłowo-gospodarczego Japonji. Entiojazm ten i zagłę¬
bianie się w duchu Japonji, w jej technikę i rozwój wszystkich
j. gospodarczych, pozwoli odnaleść te drogi i metody," które
lżą nasz przemysł z odbiorcą japońskim i otworzą inu nowe
Pole ekspansji, a wraz z tein pokonają te trudności techniczne
More dzisiaj istnieją, a które jednak życie przezwycięża, gdy
j-Hodzi o towar czy to lepszy, czy to tańszy (przykład—doko¬
we tianzakcje na szyny,—prowadzone już od r. 1923 tranz-
		

/Magazyn_084_10_280_0001.djvu

			182	Polacy na Dalekim Wschodzie.
akcje z przędzą wełnianą, próby zapoczątkowania tranzakćj'
wyrobami wełnianymi, a ostatnio d< konanc tranzakcje z
111111“ na 2 mil. am. doi. i. t. d.). Metodą tą jednak nie mogfl
słuź\'ć beztreściwe listy i oferty, a musi pizedewsz} stkid11
stawać się jaknajszerszy pokaz naszej wytwórczości z. uwzg¬
lędnieniem całej jego historji i rozwc ju, ekspansji, jego siły
produkcyjnej. \Vytwórca i iwodticent polski, jeśli zależy mu n;l
wyjściu na rynki obce, a w tym wypadku japońskie, g()zie
tranzakcje przy pewnych warunkach mogą dosięgać wielu
miljonów dolarów, nie ma prawa w imię tak własnych intere-
sów, te bowiem nrjsilniej przemawiają jako rzeczowy argu¬
ment, jak i w imię interesów bilarsu handlowego państwa*
liczyć się z wydatkami kiikuset, a nawet kilku tysięcy złotych
ażeby zadokumentować wobec tutejszych sier kupieckich 1
przemysłowych sw< ją wytwórcze ść, jej jakcść i wąrtc ść.
Powinien pierwszy wziąść na się inicjatywę stworzeni*1
muzeum handlowego, a przedewszystkiem w zakresie tyd1
surowcó”' i półfabrykatów które stanowią < ś życia przemy:
słowego Japonji. Powinien uzbroić się w ten sam oręż walk1
konkurencyjnej, jaki st< sują nasi sąsiedzi zachodni Oręż te.'?
nuisi być tem doskonalszy, źe nie mamy poza sobą tradycj*
handlowych na terenie Japonji, nie mamy związków ku!turaln°
duchowych, nie mani}' profesoiów na uniwersytetach jap'1}'
skich, jesteśmy wciąż obcy językiem, historią i państwowości
naszą.
Nie są to puste słowa i z chwilą otwarcia tranzytu przez Sy¬
berię przeciętnie udaje się miesięcznie do Zachodniej Ku ropy 9 1
studjów, badań, dla celów handlowych około 50 Japończyków
(nie licząc tranzytu ich przez Amerykę i Suez). Polska, analo¬
gicznie Rosji—służy im tylko tranzytem... Wina w tem naszyci1
kupców, przemysłowców, hutników Oni bowiem są w p>el'
wszym rzędzie powołani, do torowania drogi ku wzajemnen111
zbliżeniu Polski i Japonji ku poznaniu struktur gospodarczych
swych krajów, ich potrzeb i celów.
Rzucając myśl organizacji muzeum handlowego w zako¬
sie tych surowców, półfabrykatów, oraz fabrykatów, które ia-'
żą się dzisiaj ze strukturą gospodarczą Japonji, oraz z nowy11’1
prądami modernizacji produkcji i uprzemysłowienia kraju, pra§r
nę jednocześnie wskazać na te zdawałoby się tak naturalne !
proste (w zasadzie jednak dalekie i obce naszemu kupco"'1 1
przemysłowcowi) metod}' nawiązywania stosunków handlo¬
wych.
		

/Magazyn_084_10_281_0001.djvu

			Rynek Japoński a Nas a Ekspansja Gospodarcza. 183
Pr/edewszystkiem czjniąc tą lub inną ofertę na ten lub
jnny przedmiot, wytwórca czy to kupiec musi z całą dok¬
ładnością dać wyczerpujące pojęcie o swej firmie, t. j. roku jej
założenia, kapitale obrotowym, bankach, zdolności produkcyj¬
ni warsztatu swego, rynkach odbiorczych i. t. d. Ofertę swoją
"Uisi poprzeć próbkami lub wzorami, starannie opakowanymi,
gdyi niedbałe opakowanie zniechęca japońskiego odbiorcę —
< zjawisko u nas powszednie). Wzory, ew. próby muszą stano¬
wić nie ułamki objektów, lecz przemyślaną całość, chociażby
^artcść i ekspedycja pociągała za sobą dziesiątki złotych. Ka¬
talogi, wykresy, MODELE (rzecz nader ważna), muszą posia¬
dać wymiary maszyn w j ardach, cenj- podane w dolarach ame¬
rykańskich lub funtach,—fob Hamburg lub jeden z portów ja¬
pońskich. Korespodencja musi być prowadzona w języku
angielskim, jako też wszelkie nadpisy i objaśnienia tak w ka¬
talogach jak- i na wykresach.
Przy podaniu cen należy wychodzić z kalkulacji towarów
fla giełdach i rynkach europejskich, a nie kierować się zasadą
"-a nuż się uda zdobjć cenę większą.
Na skierowane z Japonji zapytania w sprawach handlo¬
wych, należy niezwłocznie udzielać szybkiej odpowiedzi, choć¬
by sprawa była małej wagi i a priori w wyniku nie doprowa¬
dzała do transakcji. Zjawisko nieodpowiadania, tak normalne
}v nr szych stosunkach, osłabia stanowisko naszego kupiectwa
1 podkopuje zaufanie do naszych sfer handlowo-przemyslowych.
Tylko tą drogą można dojść do pewnych rezultatów, a
jedząc bieg źj-cia gospodarczo—przemysłowego Japor ji, oraz
lego rozwój, a w związku z tem jego potrzeby, możemy z; jąć
stanowisko nader poważne w kształtowaniu się jego handlu
^granicznego, a przez fakt ten w znacznej mierze przyczynić
Slę do aktywności naszego bilansu płatniczego.
Dr. K. Banasiński—Tokio.
		

/Magazyn_084_10_282_0001.djvu

			HANDEL POLSKI W CHINACH.
Od czasu jak tylko w b. Królestwie Kongresowem pC'
czai rozwijsć się wielki przemysł, zost; 1 eksport polski skiero¬
wań}' ku wscludowi. Nie tylko Hesja Europejska,-
Kaukaz, Turkestan, ale i cala Syberja, st; łv siej rynkiem zby¬
tu polskich towarów, Wreszcie przekroczyły one granice
państw sąsiednich i w pierwszym dziesiątku bieżącego stulecia
jesteśmy świadkami, jak wyroby polskie zaczęły odgrywać
bardzo ważną rolę ra rynku perskim, mongolskim, mandżur¬
skim a wreszcie poczęły zdobywać dla siebie rynek środkowo
chiński.
Chociaż towary te pochodziły wyłącznie prawie tylko z
trzech rejonów fabrycznych: łódzkiego, warszawskiego i bir.'
ł< stockiego, to jednakowoż marka polska „IVade in Po1 and*'
dla nich nie egzystowała. Krajowe)' wymienionych państw *
prowincyj uważali je za „wyroby rosyjskie" i pod ten; nazwa¬
niem wyrobił}' one sobie bardzo dobią opinję. Szczupłe rani}'
niniejszego artykułu nie pozwalają nam na opisywanie histo-
ryi rozwoju hand’u polskiego w tych oblegtych krajach, ani
też na wyszc?ególn:anie ile ści i jakc ści przy\vcźonych towa¬
rów, tembardziej że cyfiy te—z powodu braku oddzielnej sta¬
tystyk;—mogą być tylko przybliżonemu Konstantujemy tylko źe
całe prawie ćwierć wieku, tj. od r. 1890 aż do r. 1914-go to¬
wary polskie grały tutej rolę pierwszorzędną i dopiero wy*
buch wojny światowej odciął polskie wytwórnie od rynko-"'
Dalekiego Wschodu.
Po wojnie zaczęto w Polsce zwracać ponownie uwagę na
Daleki Wschód, ale w tempie niezmiernie powolnem. Natural¬
nie źe istnieje wiele przyczyn, które przeszkadzały i prze¬
szkadzają zająć eksportowi polskiemu dopowiedne i należyte
stanowisko na rynkach chińskich, ale to nie wiele nas uspra¬
wiedliwia. Przeszkody istniaty również i dla innych państw,
ale pomimo tego Niemcy, Czechy, Dania i t. d. szybko poczę-
		

/Magazyn_084_10_283_0001.djvu

			Hai dcl Polski w Chinach.	185
ły odzyskiwać evv. zawojowywr.ć w Chinach rynek zbytu sw< -
ich wyrobów, a Polsce idzie wszystko jak z kamienia. Nie
będziemy się rozpisywać szeroko nad niezaradnością, czy też
brakiem zainteresowania naszych fabrykantów, ani też nad
dziecięcemi krokami naszych śfer miarodajnych, króre sądząc
podług tego co dotychczas zrobione, pracą swą rozłożyły wi¬
docznie conajmniej na kilka stuleci—ale przystopujemy od raz u
do konkretnych dany^ch, wskazujących jak wielkim i pojemnym
Jest rynek chiński i które polskie towary mają najwięcej szans
zawojować sobie ten rynek.
1)	TOWARY Wł.ÓKlKNNlCZh. Tutaj należą wyroby ba¬
wełniane, drelich, perka', shiitinjąr, lastik, wy roby trykotowe,
kołdry, ręoniki, n'ci, cli ustki do nosa, tkaiiny wołiiar.e i
półwelr.iane, jedwab sztucż.nj?, wyroby- półjedwabne, p^s-7,
aksamit i t. d. Chiny sprowadzają te "wszystkie wyroby w
wielkiej ilości z zagranicy. W r. 1925 import'w; nó do Chin
towarów włókienniczych na ogólna sumę 149,770,000 do’, ame-
ryk. Wobec tego że wyroby chińskie i wyroby japońskie są
bardzo marnego gatunku, pt trwa jes-c; e wiele lat, zanim
zmniejszy sic; potrzeba przywozu tych towarów z Kurópy. O'a
handlu polskiego przedstawia się w tej kategorji importu chiń¬
skiego najwięks e pole do działania. Wyroby łódzkie i biało¬
stockie mają wsvełkie seanse do odzyskania na tem | o’u swo¬
ich starych rvnków zbytu. Również i fabryki bielskie mają
szanse umieścić w Chinach ogromne partje lekkich wełnianych
i półwelni; nych towarów. Wsrói kolopji polskiej która bawi¬
ła lub też bawi jeszcze obecnie w Chinach, można znaleśc
mnóstwo osób obeznanych dobrze z gustami ludności chiń-
*k.iei i oni wszyscy mogą przysłużyć s:ę wielce d’a zdobyc a
tej gałęzi chińskiego lynku.
2)	MASZYNY. Wyrób maszyn w Cliinach jest jeszcze w
kolebce. Sprowadzają je wyłącznie prawie tylko z Anglji i z
Ameryki a w ostatnich kilku latach pracują w tej gałęzi bardzo
'ntensywnie Niemcy. Obecnie nu żna już z c ałą pewnością
twierdzić, że w najbliższej przyszłości maszyny niemieckie wy¬
rugują z tutejszego rynku wyroby angielskie Ale t > nie ozna¬
cza zupełnie, ażeby polskie wyroby nie miały w tej kategorji
handlu żadnej przyszłości. Odnosi się to nr; e.lewszystkiem
('o maszyn rolniczych. Polskie pługi, siewniki, żniwiarki młó-
c‘U'me i t. d. mają wszelkie szanse do zdabycia sobie tu¬
tejszego rynku. Wobec ogromnej• napływu osadnictwa do
prowincyj giryńskiej i hej’unkianskiei (cici^arskiej) a co zatem
idzie wobec rozwoju rolnictwa, które dr je się tutaj od paru
		

/Magazyn_084_10_284_0001.djvu

			Ib6	Polacy ra Dalekim Wschodzie.
lat zauważyć, pojawiły się na rynku barbińskim narzędzia rol¬
nicze: amerykańskie, angielskie, niemieckie, czeskie, a rawet
(chociaż w szczuplej ile ści) polskie. Te ostatnie mają tutaj
wszelkie svan‘:e zbjiu i fabrykanci polscy postąpią bardzo nie-
oględnie, j'źeli nie wyzysk; ją tej konjunktury. Towar pclski
tak pod względem jćtkt ści, jak i pod względem ceny nuże
śmiało wspótzawodniczyć z wyrobami innych krajów.
Następnie byłoby rzee;ą pożądaną gdyby nr:si fabrykanci
maszyn tkackich (szczegó’nie z wejew, ślązkiego) postarali się
o rozszerzenie zbytu w państwie chińskiem. Zapotrzebowanie
na te maszyny jest w Chinach zawsze ogromne; chedzi tu"
maszy ny tkackie lekkiego typu i co najwyżej średniej produkcji.
Fabryki tkackie w Chinach są przeważnie niewielkie i takie
najwięcej odpowiadają charakterowi chińskiego przemysłowca.
3)	GALANTERIA. Tutaj należą przedewszystkiem kape¬
lusze i odzież. Dla zbytu tych towarów istnieją w Chinach
ogromne możliwości. Średnie i tańsze wyroby naszych fabryk
kapeluszniczych, nadają się w zupełności do importu na ryrek
chiński. W ostatnich latach pojawiły się tutaj w wielkiej ilości
drugoi trzeciorzę lne wyroby kapel usznie? e włoskie i dosko-
naei się zaaklimatyzowały. Ale i dla polskich wyrobów jest
jeszcze podostatkiem mifjścą.
Co się zaś tyczy cdzieży, to w przedostatnim roku spro¬
wadzono jej do Chin na sumę przeszło 2 miljonow doi. a mer.
Wobec coraz bardziej rozpowszechniającego się zwyczaju
wśród średniej klasy chińskiej, roszenia ubrania europejskiego,
towar ten ma także szanse wielkiego zbytu w przyszłości. Wy¬
magane są gatunki średnie i niższo—średnie.
4)	CEMENT, Wobec bardzo lichego gatunku cementu
japońskiego i jeszcze goi siego cementu miejscowego, ma im¬
port cementu polskiego wszelkie szanse powodzenia. Naturalnie
-źe może być mowa tylko o ładunkach masowych. A’e cenie: t
po.ski który zdał już egzamin w eksporcie do Brazylii '
do krajów Lewantu, może śmiało konkurować na tutejszym
rynku i zbyt jego zapewniony. W ostatnim roku przywieziono
z zagranicy do Chin cementu za przeszło półtora mlljona dol¬
ani. (prawie 15 milj. złotych).
5)	PRODUKTY ŻYWNOŚCIOWE. Do najważniejszych
produktów tej grupy, które mają większe lub mniejsze sz:n?e
eksportu z Polski do Chin należy: Cukier, chmiel i grzyby.
		

/Magazyn_084_10_285_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
(47)
Faktorja firmy „W. Kowalski" w Imianpo (162 kim. od Harbina).
		

/Magazyn_084_10_287_0001.djvu

			Handel Polski w Chinach.	187
Jednym z najważniejszych produktów importowanych do Chin
lest cukier. Wydawałoby się że Chiny posiadające doskonały
klimat i glebę — w północnej części zdatną pod uprawę bura¬
ków, a wT południowej czgści pod trzcinę cukrową, nie powin¬
ny sprowadzać z zagranicy tego produktu. Ale w rzeczywi¬
stości roczna roczna warte ść sukni importowanego do Chin,
wynosi prawdę 72 miljony doi. ameryk. Nie możemy zajmo¬
wać sit; tutaj analizą przyczyn tego zjawiska. Wymieniamy w
krótki ści źe dw ie cukrownie w okolicach Harbina tj: w Aszy-
che i Hulanche odgrywają wr produkcji ogólno—chińskiej nie¬
wielką stosunkowo rolę. Dwie cukrownie japońskie 1« lo linji
1J< luclniowo — Mandżurskiej kolej i żelaznej, ledwie wegetują.
4Jedna z nich została zamkniętą a dla więks/ej pewni ści zamu¬
rowano nawet w niej drzwi wchodowe i okna). Inne cukrow¬
nie wystarczają zaledwie na lokalną konsumeję najbliższej oko¬
licy. Wobec tego wyrósł import cukru z pebliskiej wyspy
Formozy (trzi inowy), z Indyj Holenderskich, z dalszych wysp
a w* ostatnich latach z lCuropy, przedewszystkiem z Niemiec,
* zech i Polski. Cukier polski (przedewszystkiem lubelski)
zyskał sobie tutaj wielki zbyt i import jego miałby ws;elkie
szanse rozwoju, o ile tylko nie uda się Chińczykom wprowa¬
dzić specjalnego podatku na ten produkt wwozowy. Dotych¬
czasowa cło wwo/owe wyrosiło w Chinach 5% wart«,sci toŁ
waru. Podwyższenie cła bez zgody mocarstw euro] ejskich i
Jaj.)' ńji jest niemi żliwem gdyż państwa cudzoziemskie admi¬
nistrują w C hinach dochulami celnymi. Ale możliwe że Chiń¬
czycy wprowadzą opłatę na importowany cukier pod postacią
tak zwanego likin u (rodzrj pi datku prowincjonalnego) albo
pi d postacią akcyzy. Naturalnie że państwo tak potężre jak
Japonja. potrafi ebrtnić swój < likier (głównie'cukier z Formo¬
zy, na'eżącej do japónji) od tej uciążliwi j i płaty, ; le w obro¬
nie cukru polskiego nikt nie wystąpi i wtedy jego import m< -
mentalnie ustanie.
.*	1	, i M
( hiniel sprowadzają do Chin głównie z Japt nji i Czech.
Ponieważ nadsyłane pióbki chmielu polskiego okazały sio
pierwszorzędnej jakości, przeto ma < n s>anse przyjącia się w
tutejszych browarach. Rozclu dzi się tylko o cenę
Grzyby polskie przychodzą już < d paru lat do Chin i cie¬
szą się wielkim popytem. Niestity nikt prawie ani z kupców
ani konsumentów nie wie że to grzyby polskie. Pochodzą one
^ w’ojewod/tw wschodnich. Kupcy ż\ di.wscy eksportują ]e do
•Niemiec i st;(d pod marką niemiecką i jako produkt niemiecki
Wywożone są do Chin i innych krajów zamorskich. Cena jed-
		

/Magazyn_084_10_288_0001.djvu

			188	Polacy na Dalekim Wschodzie.
negn klg. grzybów suszonych dochodzi na tutejszym rynku
do 7,35 dok meks. (tj: 2,82 doi. ara. w detal, sprzedaży.
6)	MATEPJALY BUDOWLANE. Przywóz do Chin ma-
terjalów budowlanych, jako to: okucia do drzwi , okien i pie*
ców, gwoździe, śruby, żelazo d'> mostów i t. d. ma rocznie
wartość około 2 niilj. doi. ant, V\r Polsce mam}' wiele fabryk
które mogłyby sit; podjąć wyrobu tych przedmiotów dln ekśpoi"
towania ich za granicę. W większości wypadków idzie tutaj 0
wyrob\’ pierwszorzędnego gatunku, gdyż znaczna część bud} *1'
ków wznoszona w koncesjach cudzoziemskich, 1 ul> też
dzielnicach chińskich jest budowana bardzo porządnie a na"'et
luksusowo. Zdarzały się tutaj wypadki że fabryki polskie |ia
prośbę o przysłanie wzorów okucia do drzwi w domach m\eT
szkalnvch, nadesłały zawiasy, klamki i inne przedmiot}- takiej,
jaki ści i wykonania, że porzędny Chińczyk nie użyłby ich na¬
wet przy budowie chlewa dla nierogacizny. Widocznie w l’ols-
ce mają wyobrażenie, że i taki tjwar jest dla Chin dobrym. VV
rzeczywist ści jednak komfort i st"pa życiowa Europejczyków’
zamieszkatvch w Chinach jest o wiele wyżs ą aniżeii odpo'
wiedmch klas mieszkańców Polski, a i wszyscy zamożniejsi
Chińczycy starają si^ pod tym wzglądem im dorównać.
7)	SZKŁO. Fabryki chińskie wyrabiają szkło przeważnie
połrzędnego gatunku. Lepsze gatunki sprowadzają z zagranicy, z
najrozmaitszych krajów, najwięcej z Belgji, a w ostatnich cza'
sach z Czech. Koc;nv import szklą i wyrobów szklanych < ce¬
nią się ni kwotę przeszło 2 w i 1 j. doi. ani. Hutv szklane poi*
s!vie moglyb}’ też znałeść tutaj wielkie pole zbytu.
Oprócz wymienionych towarów żndjzi1 sig jeszcze c;Je
mnóstwo innych, które przy odpowiednem postawieniu kwestji;
moglvl>y zn-tleść zbyt na rynku chińskim Wystarczy wymienić
np.żeChiny—pomimoswoich olbrzymich pc kjadów węgla kamien¬
nego — sprowadzają rocznie tego środka opałowego na' suinC
przeszło 20 (dwudziestu) miljonów doi. ant. Naturalnie że przy¬
wóz takich „masowych" ładunków, podobnie jak i przywóz
nafty, kro rej Chiny zużywają rocznie za sumę pięćdziesięciu 1
kilku mi'j. doi. am., zawisły jest w zupełności od posiadania
własnej floty handlowej i od odpowiednio urządzonych okrę¬
tów (cystern). Polska flota handlowa znajduje się jeszcze "r
powijakach, a zatem jest jeszcze czas nad tą kwestją się za¬
stanawiać.
Pryw.itna inicjatywa może wen ale ść jeszcze bardzo wiele
innych artykułów, powyżej nie wyliczonych, króre nadają
w zupełności do wprowadzenia na rynek chiński. Wymienimy
		

/Magazyn_084_10_289_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Kolej linowa na koncesji P. W. Kowalskiego, kolo stacji Hantaohetze.
		

/Magazyn_084_10_291_0001.djvu

			Handel Polski w Chinach. ;	189
dla przykładu: przybory stołowe, kosmetyki, cheinikałja, lekar¬
stwa, likiery, wyroby emaljowane, aksesorja kolejowe i bardzo
wiele innych przedmiotów, które zdolny Kupiec lub przedsta¬
wiciel ma możność na tutejszym rynku umieścić. Wszystko
zawisłe od warunków spr/ędrży i t cl zdolności sprzedają¬
cego.
Teraz zastanówmy się pokiótce, dlaczego handel polski,,
pomimo takich interesujących nu żliwości, tak mało się do¬
tychczas na ziemi chińskiej rozwinął.
1)	Przy nawiązywaniu stosunków handlowych z Chinami,
kupcy polscy wykazali dotychazas kompletny brak znajt mości
tych wymagań, które u importerów chińskich odgrywają pier¬
wszorzędną ro'ę. Cenniki i krtnlogi polskich towarów były i
sa nawet obecnie, k< mpletnie bezwartc ściowe. Nie zawiei; ją
cen w reałn}’ch jedne stkaeh pieniężnych, opis towaru jest nie¬
dostateczny, konstrukcja maszyn nieuwzgłędniona, o częściach
zapasowych, kjóre są tutaj bardzo ważne, ani słowa, o warun¬
kach płatniczych tak samo — o ile jeszcze i ie trali się icłjoty-
Ctny dopisek: „Płaca g< (ów! ą w cal< ści przy zamówieniu to¬
waru" i t. p. Naturalnie że takie katalogi i cenniki nadają s'ę
tylko do zawijania sadła lub innyih wiktuałów w chińskich
sklepikach, dokądteź z reguły trafiają.
C)|)rócz uwzględnię na wszystkich wymięnic-r.ych kweŁtyj,
katalogi przysyłane na ryrek chiński, powinie mieć bardzo
Piękną szatę ; ewn;trzrą i wybitny styl reklamiarski. Oprócz
tego są bezwarunkowo wyniagane wzorv, bez których kupiec
chiński ani jednego zamówienia nigdy nie zrobi.
2)	Drugą okolicznością, która wpływa ujemnie na rozwój
handlu polskiego w Chirach jest zaniedbana strona zęwi ętrzra
towaru i ;łe, albo też niestosowne (pakowanie. Wobec takich
•uistnów w zaofiarowywaniu swoich fabrykatów jak Amery¬
kanie albo Niemcy, my wyglądamy bardzo często jak termina¬
torzy albo praktykanci, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki
'v handlu światowym. Opakowanie w jakiem dostaje się towar
polski do portów chińskich, urąga często najbardziej elemen¬
tarnym wymaganiom. Pokazywano nam skrzynie z czekoladą,
którą podobna była do kaszy i zwój sukna, przebity w kilku
miejscach gwoździami. Takie pc stępowanie względem klientów
da sit; wytłumaczyć nietyłe ignor; m ją w fachu kupieckim, ile
l’aczej lekceważeniem i niesumierncścią.
V	•
• 3) Warunki płatnicze stawiane przez polskich eksporterów
S:\: dla chińskich kupców nieme żliwe. Jest rzeczą konieczna
aźeby jakiś solidny br.nk po'ski Wszelł w stale stcsur.ki z ban-
		

/Magazyn_084_10_292_0001.djvu

			190	Polacy na Pajekim Wschodzie.
kieiu amerykańskim albo angielskim operującym w Chinach 1
ułatwił' tranzakcje handlowe.
4) Wysyłanie towarów polskich ?a p< średnictwem nie¬
mieckich linij okrętowych z Hamburga, wpływa także bardzo
ujemnie raakutatność dostawy, je st rzec;ą pierws/crzgdrej wag1*
ażeby urządzić jak najprędzej bezpośrednią k< munikat ję okrg"
tową. na polskim statku handlowym z | ortów Gdańsk—Gdyni-'1
do Slianghaju, Tientsinu i Dajrehu.
Po najważniejszych postulatów miejscowych, któie poiniJ1'
ne być jak najprędzej urzeczywistnione należą:
7)	Urządzenie st tłych wystaw wzorów (próbek) towarów
polskich, które powinny powstać na | ociątek przynajmniej v'
Szanghaju i w Harbinie, a później także w innych central'11
handlowych Chir. W tem spe sób kupiec chiński miałby im/;
nośc zapoznawania się na miejscu z wyrobami polskimi )
mógłby na podstawie znajdując)’ch s'ę tam wżerów zamav>'i-'K
natychmiast potrzebny mu towąr. Zarządca takiej wystawy ]K '
winien mieć nlenipotencjg otl wystawców, na prawo zawici*'1'
nia tramakcyj handlowych.
8)	Stopniowe ale systematyczne urządzenie stałych skl*1'.
dów towarów polskich. Po dokładnem /.badaniu rynku dai^l
prowincji nowinien i musi być założą ny skład danego towaij1
Jub towarów, które mają w danym okięgu nrjwiększy p«;p> j
Hurtownik chiński nie powinien czekać po kilka albo i \vu;fel
miesięcy na nadejście towaru, ale powinien mieć możnt ść na¬
tychmiastowego nabycia. Jeżeli takie składy będa pod kierów*
nistwem ludzi fachowych i godnych za.ufania, to powcdzcn>e
ich zapewnione.
9)	Po zawarciu traktatu pr między P< lsl-ą a Chinami
winne być utworzo e k< nsu’aty handlowe w ważniejszych cen¬
trach handlowych Chin. W pierwszej linji powinne być uwzgk(1*
nione miasta: Shanghaj i Harbin, następnie stopniowo*. 'l'if łłt'
sin, Hanków, Urga i jeszcze kilka innych miejscowości. S'*'r
nowiska konsu’ów, ew. referentów 1 and’owyeh przy k< nsuk'
tach, powinr.e być oddane w ręce ludzi znających kraj tutejs/>
i iego mieszkańców: ich język, obyczaje, organizacje państw*'
wą i społeczną, warunki gospodarcze i t. d. Stwar. anie svne'
kur dla rozmaitych karierowiczów kfi>rzy swój pobyt na l’a'
łekim Wschodzie uważaliby tylko ;■ a miejsce paroletnie go wj’£*
nania, skąd prowadzi droda dD służby w jakiejś wezels^J
miejscowości np. w Zachodniej Kuronie—będzie bardzo w/kod*
iwem i oprżni pracg fachową ra cale dziesiątki lit. C;l	
			

/Magazyn_084_10_293_0001.djvu

			Handel Polski w Chinach.
151
który świeżo przy jedz i e z Europj? na Daleki Wschód, musi
się najpierw kilka lat przyuczać do tutejszych stosunków, a
dopiero później nicże stać się pożytecznym pracownikiem. Je¬
dnostki które zjawiają się tutaj przejściowo, przynoszą wsku¬
tek powierzchownego trahtówama kwestyj - tylko niewłaściwe
sądjr i zamieszanie.
10) Wszystkie pomienione powyżej warunki rozwoju pol¬
skiego handlu w Chinach po w inne juz t d teraz - być wprowa
dzanemi w życie. Obecna wojna domowa podkopuje wyłącznie
prawie tvlko handel państw mających w Chinach prawo eks-
terytorjalności. Pańśtwa które tych praw niemają (np. Niem¬
cy) cieszą się sympatją Chińczyków i wykorzystują panujące
stosunki dla umocnienia swoich wpływów. Jeżeli Rząd Polski
i społeczeństwo'nie wykorzystają tej sposobności, to powstałe
szkody będą niepowetowane.
1NŻ. KAZIMIERZ GROCHOWSKI.
		

/Magazyn_084_10_294_0001.djvu

			PRZEDSIEBIORCZOSC
POLSKA W CHINACH
Poza służby na kolejach i w niektórych urzędach i insty-
tucjach oraz wolnych zawodów, wszyscy pozostali PolacjV
których los zagnał do Chin, pracują wyłącznie tylko w prze-
1113'śle i w handlu.
Polska przedsiębiorczość objawiła się w Chinach, podobnie
zresztą jak i na Sybeiji, w sposób bardzo dodatni. Setki a
może i tysiące osób, dążą do stworzenia jakiegoś samodzielnego
warsztatu pracy, który z jednej strony daje inicjatorom nieza¬
wisłe stanowisko i utrzymanie, a z drugięj stron}’ daje całemu
gronu Rodaków zarobek, gdyż z chlubą można zaznaczyć, że
Polacy popierają swoich i wielu początkujących, zaczyna swoj^l
karjerę wyłącznie tylko dzięki poparciu starszj-ch i więcej,
doświadczonych. Nie brak również ludzi, którzy sami wybili
się na wierzch i naturalnie tak u nas jak i wszęilzie są jednostki
o dodatnich i o ujemnych stronach et3'czn3’ch.
Jest rzeczą niemożliwą wprowadzić obecnie jakikolwiek
system lub klasyfikację przy opisywaniu polskiego w Chinach
przemysłu lub handlu. Większość przedsiębiorstw wynika
samorzutnie, to też rezultaty' pokazują, że mam}' je wszelkiego
rodzaju, począwszy od wielkich, w stylu amerykańskim, a skoń¬
czywszy na drobnych, początkujących z kapitałem kilkudziesięciu
dolarów, a czasami nawet opartych tylko na kredycie i refe¬
rencjach.
Największem przedsiębiorstwem j;olskiem w Chinach, są
koncesje leśne p. Władysława Kowalskiego, Składają się z
sześciu koncesji na wyrąb lasu, otrzymanych od Rządu Chiń¬
skiego na przestrzeni 5410 wiorst kwadr. Leżą na wschód od
Harbina, wzdłuż linji koleji Wschcdnio-Chińskiej, pomiędzy
stacjami Jakuni i Mulinem. Cała ta przestrzeń była l	
			

/Magazyn_084_10_295_0001.djvu

			POLACY
NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Władysław Kowalski, właściciel koncesyj
leśnych w Prow. Girynskiej.
		

/Magazyn_084_10_296_0001.djvu

			I
J
•• V’V‘
.! ::a .1iv»:‘: ■
f
■	:. su |
v; ■ ■■■ . - •'
■ *"s •*
• . :'v	*ry
• ' -.w--1
' V	' V
V:.,
:	J
■	JĘ
'■ i. 'i-\
■\M . : . ■ t . ' :r<
■ *■:■ Vi -
\ :■ 'V,
\ •* • '■Wsn.w ,	\:
.;••• .h V^v'f0	- i
		

/Magazyn_084_10_297_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
W biurze p. Lewickiego w Harbinie.
Z prawa na lewo: Pp. E. Lewicki, A. Hajwos, H. Rozenband, St. Zolendowski,
stoi p. A. Kiszkis.
		

/Magazyn_084_10_299_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Kupcy chińscy na przyjęciu, urzadzonem przez p. Z. Dulewskiego w Shanghaju
		

/Magazyn_084_10_301_0001.djvu

			Przedsiębiorczość Polska w Chinach	193
dla fabrykacji zapałek, kopalniaki (slup}’ dla kopalni) i t. d.
Na koncesjach znajduje się 94 kra. koleji szerokotorowej, 25km.
koleji systemu De Co v i Ile'a, 8 kra. bremsbergów (koleji
linowych górskich) i 2.S0 kra. dróg gruntowych. Oprócz tego
tartak z 7 ramami, budynki mieszkalne murowane i drewniane
° powierzchni 9,6n0 metr., kwadr., budynki tymczasowe o po w.
32,000 metr. kw. Ilość robotników waha się cd 2 do 8 tysięcy
najwięcej Chińczyków a funkcjonarjuszy specjalnych od 90 do
30Ó, w tej liczbie wielu Polaków.
Na koncesji egzystuje ambnlatorjum lecznicze, szkoła i bib- \.
lioteka. Firma prenumeruje dla Wszystkich swoich oddziałów
rozmaite gazety. Wydatki firmy wync siły za cały czas trwania
przedsiębiorstwa, < ż do roku 1923-go, około 10.100.000 dcl. ara.
Takie świetre rezult;.ty rozwoju zawdzięcza przedsię¬
biorstwo przed ewszystkiem swemu właścicielowi panu Włady¬
sławowi Kowalskiemu, który od r. 1898. aż do chwili obec
Hej, pracuje bez przerwy w kraju Ussuiyjskim i w Mar.dźurji,
dając dowody, że pracą i staraniem, nawet wśród najcięźszj’ch
Warunków można osiągnąć wspjnialc rezultat\:.
Wj’liczać wszvs1kie ir.ne przedsiębiorstwa polskie w
( liinach jest rzeczą niemożliwą, gdyż jest ich setki i naturalnie
'v porównaniu z wyżej wvmiemonem ] rzedsiębiorstwem p.
Kowalskiego sa drobne, Na wyszczególnienie zasługuje biuro p.
K. Lewickiego, który prowadzi obszerną propagandę ce.’em za¬
poznania Chińczyków z polskim przemysłem i samo zawiązuje
stosunki handlowe pomiędzy Polsl«ą i Chinami. Pan Z. Du'ewski
repiezentuj“ 24 fabryk polskich i jest upełnomocnionym przed¬
stawicielem „Związku Exportowego Przemysłu Metalowego wr
lJolsce“.
Firma Tiylling & Co. z Białegostoku,, otwarła w Har¬
binie skład swoicn wyrobów wełnianych i innych, pod facho-
'yem kierownictwem inż, Arkina. W Harbinie, Tientsinia, w
Shanghaiu i we wielu większych i mniejszych miejscowościach
Chin i Mandżurji, powstają przędsiębiorstwa, które starają się
sprowadzać towary polskie na ryr.ek chiński. Wsz\’stkim tym
niestrudzonym pracownikom należy się uznanie, gdyż cała
przyszłość kolonji polskiej w Chinach, zależy wyłącznie tylko
od ich energii i przedsiębiorczości, Początek jest zawsze najtru¬
dniejszy i upłyną zapewne lata, zanim my na polu handlu
^dęazyharodowego dorównamy chociaż niektórym narodom
drugorzędnym. Wszelka choćby najmniejsza inicjatywa na
Polu handlowem i przemysłowem, jest podwaliną naszego
tutaj znaczenia, gdyż daje zarobek Rodakom a z koleji jest
hindamentem naszego żj-cia kulturalnego na Dalekim Wschodzie.
		

/Magazyn_084_10_302_0001.djvu

			STOSUNKI HANDLOWE W
MONGOLJI
Mongoła stanowi od dawna jeden z największych rynków
zbytu towarów europejskich i przed wojną światową, dominu*
jącą rolę odgrywał tamże import towarów rosyjskich, z któ¬
rych więcej aniżeli połowę stanowiły wyroby polskie: z Łodzi»
Warszawy i Białegostoku. Stan ten trwał aż do roku 1914*-'
i po wybuchu wojny poc/ął się gwałtownie zmieniać. Rejon.'.'
przemysłowe polskie zostały zajęte przez Niemców, a w samej
Rosji dawał się odczuwać wielki brak towarów. Dla Mongolji
nastąpiły ciężkie czasy. Jedyna dostawczyni towarów na rynl-J
Dalekiego Wschodu — japonja, nie była w stanie zadość uczyi’ie
ogromowi zapotrzebowania. Towary jap( ńskie przychodziły "r
niedostatecznej ilości, a przed ewszystkiem w złym gatunki*-
Mongołowie musieli ograniczać się w swoich potrzebach
ostatecznj^ch granic, a wielu z nich, pomimo dość wielkie®
środków materjalnych, jakie mieli nagromadzi ne w p< stad
zapasów srebra, olbrzymich stad bydła, koni, owiec i wi< jlblł
dów — poczęło prowadzić życie, omal źe nie ludzi pierwotnych.
Po zakończeniu wojny w Europie, stosunki poczęły s'^
polepszać, ale w tempie bardzo powolnem. Przyczyną była *
jednej strony wojna domowa w Rosji, która nie pozwoli**1
starym importerom powrócić do znanych sobie terenów dzi**"
łania w Mongolji, a z drugiej strony nieznajomość nowye*1
(i to nielicznych) importerów, z potrzebami rynku mongolskie'
go. Stosunki te trwają po dziś dzień.
Towary importowane do Mongolji.
Do najważniejszych towarów, których M< ngolja potrzebuje
należą wyroby bawełniane, tanie ubrania gotowe, buty z obole'
wami, mydła toaletowe, nici, płótno, cukier, papierosy, naczyń1*1
emaljowane i miedziane itd. Na jaką sumę tego wszystkiej
do Mongolji co roku wwozi się, trudno dokładnie określić, gd\,z
import następuje z kilku stron, a mianowicie z południa piv-eZ
1 lentsini — Kałgan, z północy przez granicę syberyjską, ,l
szczególnie drogą przez Wierchnieudinsk— Kiaćhta, z ro"'
maitych stac\’j koleji Południowo Mandżurskiej, na przestrzel1
		

/Magazyn_084_10_303_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
Badanie zależy soli na jeziorze Bain-Nor.
Ekspedycja inz. K Grochowskiego do Mongolji w lecle 1927 r.
		

/Magazyn_084_10_305_0001.djvu

			Stosunki Handlowe w Mongolji	11)5
Pomiędzy Mukdenem i Chan-Chunem, wreszcie ze stacji koleji
Wschodnio Chińskiej: Hajlar i Mandżurja.
Dla ilustracji mogą służyć nieco pewniejsze cyfry war¬
tości towarów, importowanych przez Tientsin—Kałgan. Stano¬
wią one w r. 1923. okrągła cyfrę 6.640.000 dolarów amerykań¬
skich. Możemy więc wnioskować, że wartość całego importu
przewyższa cyfrę 20 milionów dolarów ameryk. Wartość zaś
wszystkich obrotów handlowych: przywóz, wywóz i spożyw-
czość swojska wynosi przeszło 50 milj. doi. amer.
Eksport z Mcngolji.
Najważniejszymi artykułami eksportu z Mongolii są:
Wełna, szerść wielbłądzia, skóry, futra, włos, łój, sól,
i. t. d. Eksportu mięsa, w niniejszym artykule nie uwzględnia¬
my, chociaż stanowi on największą pozycję. Eksploatacja i
wywóz sody jest minimalny, z powodu braku sił fachowych i
•kapitałów.
Eksport odbywa się temi samemi drogami co i import '
dokładniejsze dane mamy tylko z Jinji „Kałgan—Tientsin.” Przez
te miasta wywieziono w r. 1923 następujące ilości produktów
surowych: Wełny owczej 130.000 bal, szerści wielbłądziej 13.
000 bal, skór owczych 4.200.000 sztuk, skór kozich 3.500,000
sztuk, skór wołowych 850-000 sztuk. Największą ilość futer do¬
starczają ,,tarbagan” (po angielsku: Marmot;po niemiecku: Erd-
hase), zybet (po ang. Raccoon, po niem. Der Waschbaer),
łasica (po ang. Kolinsk}’, po i>iem. Eeuermarder), wiewiórka,
lis, wilk itd, Oprócz tego z miejscowości o charakterze rolniczym
wywożą w stronę Pekinu i Tientsinu dość znaczną ilość bo¬
bów olejnych (soya—beans), konopi, dżutu, lukrecji itd.
Łączna wartość eksportowanych towarów surowców,
przewyższa znacznie ilość importu.
Handel.
Handel w Mongolji znajduje się obecnie przedewszystkiem
w rękach Chińczyków. Można przypuszczać, że oni władają
teraz około 60 procentami obrotów handlowych. Po nich idą
Mongołowie; z 2o prct. obrotów. Na trzeciem miejscu miesz-
kańcjr stacvj koleji Południowo Mandżurskiej i Wschodnio
Chińskiej: Japończycj’, Żydzi, Tatarzy i Rosjanie z 10 prct.
Na czwartem sow. rosyjski „Wniesztorg” (Komitet dla handlu
zagranicznego w Moskwie) z 7 prct, Na piątem firmy anglo -
■amerykańskie (czyniące zakupy bez p o średnio) z 2 prct.
Obecnie pojawili się na widowni przedstawiciele firm nie-
		

/Magazyn_084_10_306_0001.djvu

			196	Polacy na Dalekim Wschodzie.
niieckich, i kto zna ich wytrwałość i zmysł organizacyjnyr
ten jest pewnym, że już w najbliższej przyszłości, zajmą oni w
mongolskim imporcie i eksporcie poważną pozycję.
Rząd sowiecko-rosyjski dokładał wszeikićn starań, ażeby
eksport produktów mongolskich skierować z Urgi, przez Kia-
chtę do Wierchnieudińska i stąd koleją Zabajkalską (Czytyn
ską), przez Czy tę, stacię Mandźurja i Harbin do Władywostoku-
Usiłowania te spełzł}- na niczem, gdyż kupcy chińscy i i’1111’
uważają drogę prze/ Kałgan do Tientsinu, za pewniejszą dla
siebie i dogodniejszą. Również ,,L)alrewkom” (Komitet Rewo¬
lucyjny Dalekiego Wschodu) w celu ożywienia stosunków p0'
między Sowrosją i Mongolją, obniżył do połowy ,,popudną‘‘
taksę (cło wywozowe) na towary eksportowane do Mongoł]1-
Ale handlu sowiecko - mongolskiego to nie powiększyło.
Wpływ wzorów sowieckich.
Sprawy gospodarcze w Urdze, obecnie prowadzone są te?
w duchu i" według wzorów sowieckich. Jest „Minnarchoz**
(Ministierstwo narodnawo choziajstwa), „Mongolbank,“ „Moii-
cenkop” (Mongolskij centralnyj kooperatiw), oraz założony przez
powyższe trzy instytucje, jako towarzystwo akcyjne, „Mongoł*
strój", t. j. Móngolskoje Akcjoniernoje Stroitielnoje Obszczestwo-
Komunikacja.
W Mongolji koleji jest bardzo niewiele. Najbliższeni*
wielkiemi arterjami komunikacyjnemi są: Kolej Pekin—Sjuj-j0'
ańska ze stacją krańcową Kałgan, kolej Południowo - Mandżu1'
ska (w administracji japońskiej), kolej Wschodnio - Chińska
( w admin. so-wiecko - chińskiej) i kolej Zabajkałska czyli Cz)’-
tyńska (w admin. sowieckiej),
Za czysto mongolskie koleje możemy uważać zbudowani
przez Japończyków linję: z Sipingaj przez Taonanfu do Cic1'
karu, drugą linie od tejże koleji do Dolon Nor, i trzecią—jt‘sZ'
' cze nie zaczęta, ale już zaprojektowaną linię z Taonanfu^'
Taoerche—Chał ha, do połączenia z linją koleji Wschodnio '
Chińskiej, na stacji Hajlar, Czałajnor albo st. Mandźurja,
Ponieważ w Mongolji niema ani większych rzek, arii \ei
niedostępnych gór lub' bagien, przeto rozwinął się w wysoki"1
stopniu transport automobilowy, Najważniejszym jest trakt au-
tomobilowy, przerzynając}- całą Mongołję cd Kalganu, prze/
Urgę (stolicę), Kiachtę do Wierchnieudińska (st. koleji Zabaj;
kalskiej-Czytyiiskiej).Tarn gdzie niema wygodnych dróg.wszelk*
ruch tak pasażerski jak i towarowy odbywa się na awukcł®'
		

/Magazyn_084_10_307_0001.djvu

			Stosunki Handlowe w Mongolji	197
wyeh wozach, zwanych „arbami", do których zaprzęgają woły
wielbłądy, konie lub nudy. Transport wiuczny używany stosun¬
kowo rzadko— tylko w okolicach zupełnie piasćzystych,
pustynnych, Główny sezon handlowy dla większości Mongolji
trwa 6 miesięcy, tj. od października do marca.
Cała Mongolja jest przecięta lin ją telegrafu „Międzyna¬
rodowego", należącego i_ administrowanego przez Duńczyków,
Oprócz tego egzystuje jeszcze oddzielny telegraf chiński. W
Kałganie znajduje się stacja telegrafu bez drutu.
Anglicy i Japończycy zwracają pilną uwagę na Mongolję,
gdzie porządki obecne nie mogą długo potrwać i egzystują
wyłącznie dzięki rosyjskim wpływom, tj. przy pomocy sowiec¬
kiej, czerwonej armji.
Dla polskiego handlu i przemysłu garstka Polaków, za¬
mieszkałych w Mongolji, jest baubo cenna, jako znawcy miej¬
scowych warunków, zapotrzebowań i gustów. Oni to mogą
odegrać waźrą rolę przy powtórr.em nawiązaniu stosunków
handlowych z Mongolią, które z powodu wojny i rosyjskiej
rewolucji, zostały przerwane.
Przyszłość Handlu z Mongolja
Wszystkie dane przemawiają zatem źe ruch handlowy
z Mongolją jeszcze bardziej się rozwinie, i źe ten kraj należy
uważać za jeden z pierwszorzędnych konsumentów towarów euro¬
pejskich. Ponieważ towary polskie należały przed wielką woj¬
ną do najbardziej rozpo wszec hnicnych wśród ludności krajowej,
przeto ponowne pozyskanie tego rynku dla naszych wyrobów
powinno być tylko kwestją czasu. Wszystko będzie zależeć od
przedsiębiorczości i energji, jaką nasi przemysłowcy i kupcy
w tei sprawie okażą,
INZ. K. GROCHOWSKI
		

/Magazyn_084_10_308_0001.djvu

			Osobista opihja Autora artykułu nfe
zgadza sic z opinja Komisji Czynnej.
POTRZEBY ŻYWIOŁU POLSKIEGO
NA DALEKIM WSCHODZIE
W AZJI,
Wezwany przez Komisję Czynnną w Harbinie do napisa
nia artykułu o potrzebach żywiołu olskiego w Chinach, za¬
mierzam skreślić w zwięzłej formie najważniejsze uwagi i wnio
ski, do jakich na podstawie moich spostrzeżeń w ciągu 22*ch
letniego pobytu w krajach Dalekiego Wschodu Azji, doszedłem.
Oświadczam przytem, że wniosków moich nikomu nie narzu¬
cam i jestem zawsze gotów dać na nie bardziej szczegółowe
uzasadnienie i wyjaśnienie, przyjmując za wszystko napisane
osobistą odpowiedzialność.
Daleki Wschód Azji, czysto chiński, czyśto rosyjski, czv
holenderski, będzie jeszcze przez wiele dziesiątków lat służyć
terenem handlowej i przemysłowej ekspanzji narodów energicz¬
ny ch i przedsiębiorczych. Polacy w mczem nie są gorszymi
lub mniej uzdolnionymi od Anglików, Niemców i innych naro
dowości, które doszły lub tez obecnie dochodzą w tych kra¬
jach, do wielkiego znaczenia i przez umiejętne zastosowanie
swoich zdolni ści handlowych Inb kulturalnych, przynoszą ko¬
rzyść swoim krajom rodzinnym. Ale ażeby Polacy mogli na
Dalekim Wschodzie zająć odpowiedne stanowisko, potrzeba
koniecznie wypełnić cały szereg postulatów, które są podstaa
wą naszej tutaj egzystencji i przyszłości.
I, HANDEL.
Najważniejszą gałęzią polskiej ekspanzji na Dalek. V\ scho
dzie, jest i będzie handel importowo - eksportowy. Bez rozwo*
ju polskiego handlu, czeka kolonię polską na Dalekim Wscho-
dzie, zanik. Ną nic się nie przydadzą nasze szkoły, które me
będą miały kogo wychowywać i kościoły zbudowane kosz te tu
Polaków, przejdą w ręcę innych narodowości; nasze placówki
urzędowe staną się martwymi punktami dla wizowania pasz¬
portów nielicznych przejezdnych, a cała dotychczasowa prac*
		

/Magazyn_084_10_309_0001.djvu

			POLACY NA DALEKIM WSCHODZIE AZJI.
„Na kresach lasow“. Ekspedycja inz. K. Grochowskiego z Morza Ochockiego
na Ocean Lodowaty 1913—1914.
		

/Magazyn_084_10_311_0001.djvu

			Polać}' na Dalekim Wschodzie,	199.
paru ostatnich pokoleń n;,szych wjchodźców, pójdzie na marne
W poprzednich artykułach o handlu polskim w Chinach,
Ąlongulji, Indjach i t. d. wyliczyłem najważniejsze możliwości
jakie nas tutaj czekają, oraz podałem najgłówniejsze wskaż ów
ki, które należy zastosować i wypełnić. Zaraz po zawarciu
traktatu polsko-chińskiego, potrzeba utworzyć konsulaty han¬
dlowe w Shanghaju, Harbinie, następnie stopniowo w Tien-
tsinie, Urdze, Kantonie (Hong - Kong), Hanków i jeszcze kilku
inn3’ch miastach. O pożytku, jaki lędziemy mieć z urządzenia
wystawy polskich towarów w najważniejszych centrach han¬
dlowych Chin, również wspominałem. Składy towarów pols¬
kich, które mają s-anse zbytu na Dalekim Wschodzie, powin-
ne być urządzone przez polskie związki eksportowe, lub też
zrzeszenia nassych fabrykantów. Towary, które będą wywożo
nr; z portów polskich na Daleki Wschód, powinne c trzymać
ulgi podatkowe i taryfowe podczas przewozu z centrów fabry
cznych do Gdyni, Gdańska lub Tczewia. Należ}’ przyjąć p< d
uwagę, czy nie dałoby się w Polsce wprowadzić system premio
wy dla naszych fabrykatów wywożonych do portów Dal. Wscho
du. Nasz ,,Państwowy Instytut Eksportowy", o ile nie zechce
stać się martwą instytucją biurokratyczną dla odpisywania się
na rozmaite „kawałki" albo też nie zajmie się teoretycznemi
dociekaniami, które będą stanowić chlubę zaskorupiałego ar¬
chiwum, ale nie przyspieszą wysiania nawet łokcia perkalu z
Polski do Chin - ma tutaj bardzo szerokie i wdzięczne pole do
piracy.
I rządzenie linji żeglugi z naszych portów bałtyckich do k
Shanghaju, Daj renu, Władywostoku i portów japońskich - w
ilości na początek co najmriej sześciu rejsów rocznie, jest tak
że postulatem pierwszego stopnia.
Dla ułatwienia czynności płatniczych, powinien być zało¬
żony w Warszawie oddzielny ,,Bank dla Handlu Eksportowe¬
go", ewe itua'nie jeden z istniejących już banków, powinien za
jąć się te mi funkcjami.
II. SZKOLNICTWO.
Drugą kwest ją nadzwyczaj ważną dla przyszłości kolon jr
po skiej na Dalekim Wschodzie, jest sprawa szkolnictwa.
Musimy tutaj uwzględnić: a) Szkolnictwo polskie w kra¬
jach Dalekiego Wschodu i b) Szkolnictwo kolonialne w Polsce.
Z artykułów pomieszczonych w niniejszej książce widzi¬
my, jak ważną rolę odgrywają szkoły polskie, które dotych¬
czas we Wschodniej Syberji oraz w Chinach egzystowały,i w
•części jeszcze obecnie egzj^stują. Z powodu przyczyn ogólnie
		

/Magazyn_084_10_312_0001.djvu

			Potrzeby Kolonji Polskej;	200
znanych, niemożemy teraz pisać o szkolnictwie polskiem na
Sybsrji. Szkoły polskie prosperują obecnie tylko na terytorjuin
cliińskiein. Mamy tu jedną s/kot; średnią, to jest Gimnazjuiu
im. Ił. Sienkiewicza w Harbinie i kilka szkól początkowych-
a) GIMNAZJUM.
Co się tyczy gimnazjum, to muszę z naciskiem zaznaczyć
że charakter jego, jako szkoły średniej ogólno - kształcącej, l)U
winien i musi być zachowany. Słyszymy często zdania, źe na
leżałoby szkol; tę zamienić na jakiś specjalny zakład, kształcą
cv nas/ą młodzież tylko do pj acy na miejscu tj. w Chinach-
To twierdzenie je^t bardzo powierzchowne, w praktyce pra-
wie niewykonalne a nawet szkodliwe. Gimnazjum im. H. Sicn
kiewicza jest jedynym zakładem naukowym średnim, do ktdrę
go garnie się obyciie mb dzież polska z prowincji G i ryński ej
i Hejlunkiańskiej. jest rzeczą zupełnie możliwą i naturalną, że
przyszłości będą do niej przyjeżdżać także uczniowie z innych
prowincji i krajów Dalekiego Wschodu. Ale trudno wymagać
ażeby wszyscy którzy w tym zakładzie siudjują, uczuwali '
miłowanie^ i powołanie tylko do studjów specjalnych, które »K)
gą dać zajęcie wyłącznie na Da’ekini Wsclic cizie, tj. przygotc'
wywali sit; tylko do pracy w handlu, w bankowe ści, w roz'
maitych tutejszych przedsiębk rstwach i t. r. Praktyka we wszy
stkich krajach wskazuje nam, że specjalne zakłady naukowe
gromadzą młodzież nie /. ściśli: ograniczonej miejscowości, ;il?
przeciwnie z najbardziej odległych obszarów, w których znaj'
dą się jednostki, czujące specjalne powi tanie do tego lub o we
go fachu.
Widzieliśmy przed wijną, że do „Instytutu Wschodniego'
we Władywostoku uczęszczało zawsze trzy czwartych studen¬
tów, którzy przyjeżdżali w tym celu naumyślnie z głębi Kosjt
a wychowańcy gimnazjów wladywostockich - w przeważnej du
ści studjowali w Tonisku lub w Moskwie. Inny przykład ma¬
my w naszej Szkołę Morskiej w Tczewiu. Teoretycznie nuż-
naby się spodziewać, że będą do niej uczęszczrć wyłącznie ty 1
ko Pomorzanie. Praktyka wykazuje wielką frekwencję z Wilęi\
szczyzny i Małopolski a Pomorzanie studjują najchętniej w Lm
wersytecie Poznańskim.
Większość młodzież', stara się poznać coś takiego, co jest
dla nich nowem i zfijmującem, a nie to co jest spowszednia¬
łem. Widzimy to u abiturjentów, którzy złożyli egzamin dojrzą
łości w gimnazjum im. II, Sienkiewicza w Harbinie. Marze'
niem każdego jest pojechać na studja do Polski i widzimy, że
ponoszą największe ofiary, ażeby to urzeczywistnić. A jeźel*
		

/Magazyn_084_10_313_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie
201.
który z nich nie pojechał, to tylko z pi.w dc braku środków
materjalnych.
Pró;z tego egzystuje jesze; e druga przyczyna, z powodu
której dzieci polskie, urodzone i wychów;,ne na obczyźnie po
winne jechać, po di jśriu do wieku młodzieńczego, do Polski.
Wychowanie wś ód obcych, n;e i' H . a ra uczęszcz?nie do
Sikoły polskie]-mmi stopniowo wynaradawi; ć i pozbawi; ć ich
polskości a przedews/ystkicm ducha pi lskiego. Smutny przyk¬
ład mamy na naszem wyehodźtwie w Stanach Zjednoczonych
Ameryki Północnej. Wiadomo powszechnie, że trzecie pokole¬
nie polskie, już si; tam zupełnie wynaradawia ra korzyść An
glo - Saksonów. Na Dalekim Wschcdzio Azji nie jest wpraw¬
dzie tak ź’e, gdyż otoczene ma zanadto odmienią kulturę, ję¬
zyk i obyczaje. Ale wid. i my z przykładów ii nvch narodów eu¬
ropejskich, zamieszkałych na Dalekim Wscfw dzie, źe be* dopły
w u ojczystej ku’tuv, która można zaczerpnąć tylko wśiód swo
ich i we wl isnej < )j zyżiie, następuje zwyrodnienie, jako przy¬
kład przytae am P ltugałezyków, którzy epiócz własnej kok 11-
ji Makao, mieszkaj w kr ż lem prawie porte wem mieście chiń¬
sku; ni i to w dość wielkiej ile ś i. Chociaż zachow,,li język | or-
tugalski i nawet dość ■n c/r;i o./ysr< ść swej rasy, to nabyli takie
u j e m n e c e c h y, że Anglicy, Niemcy, Skandynawe wie..
Francuzi i t. <1. nie uważają ich za kuro; ejczyków, i małżeństwo
z Portugalką urodzę j-ą i wychowaną w ( li nach, uważane jest
za taki sam mezalians, Jak'małżeństwo Chinką ’u'> Mong<’lką.
Dlatego też Pokicy urodzeni i w\cl owani do wieku mle dzień cze
go na Dalekim Wschodzie, po win-.i wyjeżdżać najmniej na ok¬
res 3 elo 5 letni do Pe>'ski na studja, aż' hy w e kresie rozwoju
dojrzałości umysłowej, czerp? ć swoje p< j ■ ia z czystego źródła
Polskos i. Tyczy to nic tylk > chłopców, ale jeszcze więcej dzie
w -ząt, które są w wyższym stopniu narażone na wynarodowię
nie. A przecież nikt inny, jak tylko nre, mają w przyszłości pod
trzymywać w rodzinach ducha polskie:.-o, wychowywać w pol¬
skie li zwyczajach i polskiej kulturze młode pe kolenie i zastępo
wąć w pielęgnowaniu ojczystych ideałów głowę rodziny, która
zajęta pracą fachową czy zarobkową, nie zawsze ma e-ziis i wa¬
runki do tego rodzaju działania. Jakież więc będą dzieci, jeżeli
V' wychowa Matka, która umie wprawdzie rozmawiać po polsku
ale; po angielsku lub p > francusku mówi jeszcze 'ei ieja najlepiej
po rosyjsku a przytem nic ją z PolsJ ą nie wiąże i o'Polsce ma
takie same egz.i tyczn ' wyobraź nie jak np. o Włoszech.
Jednakowo niestose wną i rawet szke dliwą ’est tr« ria.
że szkoła polska, w danym wypadku gimnazjum im. II. Sienkie
wicza w Harbinie, należy zamienić ra jakąś „szke 1 • obcych ję¬
zyków", gdzieby uczono głównie po angielsku i po francuska
		

/Magazyn_084_10_314_0001.djvu

			Potrzeby Kolonji Polskiej.	202.
a oprócz tego wykładano jeszcze takźr. język polski. Możliwe że
z takiem wykształc:-niem, mogliby wychowańcy gimnazjum*
pici obojga-znałeść prędzej „posadę" aniżeli z wykształceniem
czysto polskiem. Ale przecież ..szkoła średnia ogólno - kształci
ca“ nie jest nato, ażeby dawf ć natychmiast „posadę". Jej zada¬
nia są zupełnie inne, a przytem o wiele szersze. (Jpiócz tego
popełniłoby się ten sam blą I co i prz3’ zamienieniu gimnazjum
na s < ;c > ł * dla ha.idiu ze Wschodem, Podobnie jąknie wsz\
sc\ chcą handlowrć, tak też i nie wszyscy mają powołanie
być naucz3Tcielami lub nauczycielkami. Szkcła ogólnokształcąca
otwiera drogi do wszystkich profes\’j, a srkoła specjalna zbie¬
ra tylko pewną ograniczoną ilość zamiłowanych w swojim (a
cliu, a reszta może pój?ć tylko z przymusu, gdyż nie będzie
miała nic innego do wyboru. Wyrośnie z nich element nieza¬
dowolony, któnch ta przymusowa „oosada“ zui ełnie nie usz¬
częśliwi.
ntrzymaniegjmfi.ini; H. Sienkiewicza w charakterze szkoły
ogólnokształcącej, uważam za wskazane, a nawet za koniecz¬
ne. Maturalnie, że pcwinne ln’ć wzięte pod uwagę' ulepszenia*
które nasuwa praktyka i zdrowy rozum. Mus^ą być w większy*]1
lub inniejsz3Tm stopniu zreformowane całe działy udzielanych
przedmiotów. Przy naukach przyrodniczych, powinne b\'ć sze
rzej uwzględnione zwierzęta i rośliny żyjące ew. rosnące
Chinach, gdyż nasi uczniowie mają o nich tylko baYdzo męt;
Iie pojjcie. Przy nauce geografii należy traktować Dalek*
Wschó.l (rosyjski i chiński) o wiele szczegółowiej aniżeli np*
Afryką lub Australię. Przy literaturze polskiej należałoy zwró¬
cić uwagę 111 naszą literaturę, ,,syberyjską“ tj. dzieła ‘pisarzy
polskich o Syberji lub też na tematy syberyjskie, a równie2
iift książci p olskie traktujące o Chinach, Koreji. Japonji i I*i-
djach, Nasi uczniowie mają o tem bardzo małe pojęcia (raczej
me mają żadnego), a któż inny jak nie oni, są silą faktów p<’*
wołam do tego, ażeby być w kursie t^j olbrzymiej pracy kul¬
turalnej i naukowej, jaką Polacy na Syberii i na Dal. Wscho
dzie położyli.
Również potrzeba koniec. n‘e wprowadzić jako oddzielny
prze 1 miot nautę o Wschodzie (tak zw. ,,orjentaiistvkę“) i ucz'
'"ć ,!>! ob nvią/kową dla uczni dwuch najwyższych klf»s tj, dla
klasy VII. i Ylłl-ej. Przedmiot ten bvł już raz wykkdmy
roku szkolnym 1921/22, ale że uczęszczanie nań było nieobp"'i4
zkowe i egzaminów nie było, więc młodzież odnosiła się (l(,n
po większej części bez zrozumienia rzeczy i lekcje st tpnio"'o
zamarły. Wykłady tego przedmiotu należy wskrzesić i < dno*
sic się cło niego zupełnie poważnie.
Co się zaś t\Tczy udzielania w gimnazjum lekcyj jęz\’ka
		

/Magazyn_084_10_315_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie,	203.
chińskiego, to z wielkim żalem muszę skon stan tować, że to
jest prawie niemoźfiwem, a przynajmniej nieproduktywnem.
Program naszego gimnazjum iest tak obszerny i nasi ucznio¬
wie na tyle słabo władają językiem polskim, żę językowi chiń¬
skiemu moźnaby poświęcić zaledwie parę godzin tygodniowo,
a to jest stanowczo zamało i nasza młodzież marnowałaby
tylko czas napróźno a nienab\da nawet elementarnego poję¬
cia przedmiotu, Tosamo pokazuje nam praktyka w harbiń-
skich szkołach rosyjskich z programem ogólnokształcą¬
cym, w którym udzielają języka chińskiego o wiele więcej,
ale pomimo tego uczniowie umieją go baidzo mało i tylko
czas tracą napróźno. Inaczej ma się rzecz w szkołach specjal¬
nych, glzie przez przeciąg Kilku laty udziela się językowi chiń
skiemu od 5 do 6 god/i i tygodniowo. Zasięgałem w tej spra¬
wie < pinji najwybitniejszych sinołogów w Harbinie i wszy¬
scy są tego samego zdania.
Jedrą z najtrudniejszj'ch rzeczy, na którą musi być zwró
eona szc egó’na uwaga naszych pedagogów przy wychowa¬
niu uczni, jest staranie o rozwinięcie w nich zachodnio - euro
pejskich pi.jęć etycznych i ob) watelskicli. Potrzeba zawsze pa
'niętać <> tein, że Harbin, podobnie zresztą jak i wszystkie mia
sta i porty międzynarodowe na świecie, liczy mnóstwo ludzi,
u których walka p byt, ewentualnie walka o pieniądz przytępi
ki nietvlko pojęcie o etyce, ale nawet o poczuciu honoru i god
ności własnej, Brak poszanowania prawa, krętactwo, zanik po
czucia sprawiedliwości i t. d. nie liczą się nawet występkami,
ale u wielu są uważane ze dowód rozunui, albo przynajmniej
sprytu życiowego. Taka atmosfera oddziaływa bardzo często
Ujemnie "na naszą młodzież, to tu-ż jej wychowanie pod wzglę
dem etycznym i obywatelskim j°st o wiele ważniejszem, aniże
ii teoretyczna nauka przedmit tów szkolnych.
b) SZKOLĄ HANDLOWA
Nie cala młodzież polska w wieku szkolnym, posiada
zdolności potrzebne do ukończenia gimnazjum. Mniejwięcej w
klasie VI-ej, możemy zauważyć, że rozwój umysłowy niedo
P'śuje wielu ucz oioni-i uczennicom i że niema nacłzieji ażeby
Uiogli zdać egzamin dojrzałości e\v. przygotować się, do wyż¬
szych stujjów. Dla takiej młodzieży płci obojga, która zre-
s-tą pod względem zdolności praktycznych może stać bardzo
,'v.V-soko. nalt:ży"urządzfć szkolę specjalna: Najwłaściwszą była
W średnia szkoła handlowa o kursie 3 lub 4 letnim, a w os¬
tateczności - ze względów finansowych - wieczorne kursy han¬
dlowe. Wykładać należałoby języki" angielski i chiński, buchał
		

/Magazyn_084_10_316_0001.djvu

			Potrzzeby Kolonji Polskiej.	2C4.
ter];, korespondencję handlową angielską i polską, geografię
handlową, towaroznawstwo i t. d., a oprócz tego stenograf]?
i pisanie na maszynie. Jako przedmiot ogolnoksztalcący, po¬
winna być wykładana literatura i historja polska w zakresie
skróconym. Dla większej wprawy w j;zyku obcym mnżnaby
część przedmiotów wykładać w języku angielskim. Szkoła ta
ka wy pet ni taliy wielką lukę w kstałceniu naszej młodzież)': ma
jącej zamiłowanie do zajęć praktycznych, jednakowoż po¬
trzeba być nato przygotowanym, źe zaloźeniei* utrzymanie ta-
kiej szkoły' lub cli ćby tylko kursów wieczornych, pociągnie
za sobą dość znaczne koszta.
c) SZKOLĄ KOLONIALNA.
Oprócz szkół egzystujących na Dalekim Wschodzie, ewen
tualnie tych które po winne być tutaj założone, egzystuje jesz¬
cze jeden typ uczelni, któryby mógł odegrać ważną rołę w
polskiej ekspanzji gospodarczej i kulturalnej, poza granicami
państwa, a tym jest „Polska Szkoła Kolonialna". Szkoła taka
musi prędzej czy później powstać, ale ponieważ jeśt ona po¬
trzebną nie tylko dla Dalekiego Wschodu, ale wogóle dla
wszystkich krajów, które służą terenem polskiego wychodź twa
przeto musi być założoną w Polsce i musi kształcić młodych,-
zdolnych i energicznych ludzi na przyszłych działacz)- ekonomicz
nych i kulturalnych w tych wszystkich krajach, które dla poi
skiego handlu, przemysłu lub osadnictwa, stoją otworem. Szko
ly takiego typu egzystują we wszystkich krajach, mających li¬
czną emigracię, ale dla nas najważniejsze są wzory szkól ko-
njalnych w Anglji i Niemczech, ponieważ one dostarczyły naj
większą ilość dzielnych pionerów, którzy przyczynili się do
rozwoju i utrwalenia stosunków pomiędzy ich krajami rodzin
nemi a ziemiami zamorskiemi, Z dwuch powyższych typów
wydaje mi się typ szkol)' kolonialnej niemieckiej dla nas’ lep-
szym tj. odpowiedniejszym. Przyczyna w tein, źe Anglicy ma
jąc na całym świecie kolon je, ogromny zamorski handel i przemysł
oraz wybitne poparcie swego rządu odnoszą się do swojej pra
cy, przygotowującej ich do przyszłej działalności w koloniach
zupełni:; inaczej, aniżeli Niemcy, którzy kolonji zamorskich nie
posiadają, handel z obcymi krajami muszą stwarzać tylko przy
pomocy prywatnej inicjatywy i w całej swojej działalności są
skazani na*osobistą pracę i Wytrwałość, bez protekcji i zewnę
trznej pomocy. Anglik we wszystkich prawie krajach zamor¬
skich znajduje gotowe firm)1, stowarzyszenia akcyjne i przed¬
siębiorstwa, które go popierają i u'których lekko znajduje za¬
jęcie. Niemcy muszą to dopiero stwarzać własną energją i re
		

/Magazyn_084_10_317_0001.djvu

			Polacy r.a Dalekim Wschodzie	205.
zultaty praktyczne pokazuje, że nr każdym kroku wypierają
Anglików. Polacy podobnie jak i Niemcy kolunji własnych t. j.
państwowych nie posiadają, ich osiedla zamorskie są dopiero
w- pierwszem stadjum organizacyjnem, przedsiębiorstwa w
krajach obcych musza dopiero tworzyć, a pomoc Rządu Pols¬
kiego - z natury rzeczy - może być ty i ko niewielka, najczęściej
ideowa.
„Polska Sdvot:i Koloniami", która ] owinna powstać jak
najprędzej w Polsce, musi być zastosowana ścisłe dc» celów
praktycznych. Nauki ogólnokształcące muzsą być udzielme w
zakresie ograniczonym. Przedmioty handlowe, techniczne i go
spodarcze zastos >wane do pola przyszłego działania. Z języków
obcych muszą być pozostawićne do wyboru słuchaczy jeden
lub dwa z najbardziej waż:iyreh języków kołonia’nych: angielski,
portugalski, hiszpański i holenderski. Dla kandydatów do przy¬
szłej działalne ś:i w krajach wsclu dnio - azjatyckich, pcwinne
być obowiązkowe dwa języ;i	
			

/Magazyn_084_10_318_0001.djvu

			Potrzeby Kolorji Polskiej	206,
Jest to wzupetności zawisie od funduszów. Polacy rozproszeni
pj dalekich osadach, są po większej części tak niezamożni, źe
nawet wydatek 20 do iO doi. amer. miesięcznie na utrzyma¬
nie nauczyciela i szkółki, jest dla nici; niemożliwym. A suma
taka wystarczyłaby w zupełności, na ocalenie wielu dziesiąt¬
ków dzieci polskich od utraty wiary i narodowości.
Również b. wielką roi; odgrywa dla naszej kolorji bursa,
tj. zakład wychowawczy, dla zupełnie niezamożnej mk dzieży.
Bursa istniejąca obecnie w Harbinie jest zupełnie niewystar¬
czającą. Należałoby je rozszerzyć i zreformować. Drugi tflei
zakład wraz ze szkółką, należałoby urządzić w Shanghaju.
STYPKNDJA.
C ala młodzież kończąca Gimnazjum im. II. Sienkiewicza
w Harbinie, oraz nąjwybitniejsze jednostki, które odznaczyły
by się zdolnościami w projektowanej przezemnie Polskiej Szko
le Handlowej, powinne jechać bezwarunkowo na wyższe stu-
dja do Polski. Potrzebę tego wyjazdu uzasadniłem powyżej
(patrz str. 20]) Praktyka pokazała, źe wszyscy, którzy ukoń¬
czyli nasze Gimnazjum, wyjechaliby z chęcią i tylko brak fun-
szów stoi im na przeszkodzie. Niektórzy maturzyści oczekują
już trzeci rok w nadziei, że uda im się zebrać fundusze na wV
jazd. Okoliczność ta skłoniła mnie do zwrócenia się w lecie
i927 roku do ośmiu instytucyj w Polsce, z prośbą o przyjście
z pomocą naszej młodzieży. Potrzeba zaznaczyć z rad< ścią, źe
w kraju odniesiono się do tych starań z wielkim współczuciem
i pierwszym reznltatem starań byt "> nadanie na rok szkolny
1927/28. trzech stypendjów, na wyjazd nr.szych maturzystów,
na wyższe studja handlowe w Warszawie i Krakowie. Żywię
nadzieję, źe w roku przyszłym uda się wyjednać dalsze stypen
dja dla reszt}- maturzystów,” zarówne tych. którzy już od daw
na oczekują na wyjazd, jak i tych, którzy dopiero w bieżącym
roku szkolnym, zdadzą egzamin dojrzał* ści.
III) KOŚCIOŁY:
We wielu poprzednich ustępach niniejszej książki mamy
wyliczone zasługi, jakie pr łożyły kościoły około'utrzymania na
rodowości, języka i kultury polskiej, wśród naszej kolonji na
Dalekim Wschodzie. Wieloletnia praktyka pokazuje, źe prze¬
bywanie ludności polskiej, przez czas długi, a szczególnie
przez całe ź3:cie, pośrod obcego otoczenia, pociąga za sobą
zobojętnienie religijne, które w przeważającej ilości wypad¬
ków, połączone jest z zobojętnieniem narodowem. Dlatego też
		

/Magazyn_084_10_319_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie, ' 207
utrzymanie istniejących parafji polskich i kościołów ew. ka¬
plic, oraz zakładanie nowych, jest jedna z najważniejszych po
trzeb, w tutejszych krajach. Jest również rzeczą naturalną, źe
księża którzy pochodzą i są wychowani w Polsce, (bez wzglę
ilu czyto etnograficznej, czy też historycznej), i którzy znają
charakter, obyczaje i duszę polską, mają i będą mieć zawsze
ez żadnego przymusu, pozwolili Litwi¬
nom nawet codziennie gromadzić się w" kościele na nabożeństwo
		

/Magazyn_084_10_320_0001.djvu

			Potrzeby Kotonji Polskiej,	208.
i śpiewy w języku litewskim i traktowali ich z całą kurtuazją
jako gości, a nie byli zmuszeni znosić ich wrogie i nic współ.ie
go z rełigją nie mające postępowanie.
Jest rzeczą naturalną, że kościoły-i kaplice polskie, powin
ne stać zawsze otworem dla Katolików wszelkich innych naro
dowosci, o ile takowi chcą się rzeczywiście modlić, a nie urzą
dzać manifestacje antypolskie, albo też odbierać Polakom, za
polskie pieniądze wybudowane, świątynie.
IV. STOWASZYSZENIA.
Jedną z najbardziej ważnych potrzeb naszej kolonji są sto¬
warzyszenia, które jednoczyłyby cale spc łeczeństwo polskie w
danej miejscowości, albo tylko pewne jego odłamy, związane
wspólnemi interesami. O potrzebie organizowania się w stówa
rzyszenia, nie rozpisuję .się szeroko, gdyż pożytek stąd pły
nący jest powszechnie znany i wszelkie ucłowodniania są zbyte
czne. W każdej miejscowości gdzie tylko zamieszkuje choćby tył
ko kilka rodzin polskich, powinno bvć założone stowarzyszenie
0	celach kulturalnych, filantropijnych lub ekonomicznych. Naj,
bąrdzjej. .pożądane są stowarzyszenia, mające na celu założeni^
1	utrzymanie biblioteki polskiej, prenumerowanie czasopism poi
skich. założenie sckólki polskiej albo przynajmniej kursów cz>r
tania i pisania po polsku, kółek' śpiewackich, teatralnych albo
sportowych, stowarzyszeń dobroczynnych, założenie kap[icV
albo domu modlitwy i t. d. W miejscowościach liczących*wK;
kszą liczbę Polaków, można zakładać i więcej stowarzyszeń*-
stosownie do warunków i potrzeb 'miejscowych.
Zwracam uwape, ze pożądanem jest zakładanie sto warzy
szeń o \'sto polskich, ij. złożonych tylko z Polaków. Odstąpienie
od. tej zasady pociąga za sobą częstokn ć bardzo szkodliwe na
Stępstwa. Mamy przykład, że w mieście X	 założono „To¬
warzystwo Dobroęzynn ści“. do którego oprócz kilkudziesięciu
Polaków, weszło także dwóch Ormian.- Katolików. Do zarzą¬
du tego stowarzyszenia wybrano il Polaków i 1 Ormianina.
Ponieważ ten ostatni me rozumiał po polsku, przeto wszelkie
zgromadzenia i narady, musiały odbywać się po		 rosyjsku.
Protokoły pisano również po rosyjsku. Doszło do tego, że zna
leźli się tacy umj^słowo nierozwinięei Polacy, którzy zaczęli pu
blicznie głosić: „My nie jesteśmy stowarzyszeniem" polskieni*-
gdyż liczymy pośród nas także Członków innej narodowości-
My musimy obradować w takim języku, ażeby nas wszyscy r"
zumieli! Nie mamy pravv'a zakładać ochronki czysta polskiej,
gdyż mogą trafić się dzieci niepolskie!" i t. p.
		

/Magazyn_084_10_321_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie.	209.
Potrzeba przytem zauważyć, że Polacy płacili w tein stówa
rzyśzeniu przeszło 100 (sto) rubli składek miesięcznych a Or¬
mianie 2 (dwa) ruble miesięcznie, ale pomimo tego "źle zrozu¬
miana tolerancja a raczej nierozwininięcie umysłowe większo
ści członków polskich, hamowało wszelką działalność w szer¬
szym zakresie. Wszak można było w ostatecznym razie, przy -
jąć tych Ormian jako członków nadzwyczajnych, albo lic noro
wych i uwolnić ich od płacenia tej składki, ale zato mieć swo
bodę działania, a nie za miskę st czewicy, sprzgdaw; ć swoje
prawa do jęzj’ka ojczystego i do niezawisłej działalności.
Celem załatwienia spraw ważnych i w równej mierze ca¬
ły ogół polski interesujących, powinna być założona we wię¬
kszych zbiorowiskach polskich organizacja między stowarzyszę
niowa, która składałaby się z kilku albo więcej czlcnków, wy
branych z grona całej kolonji, przez przedstawicieli wszyst¬
kich stowarz}fszeń, uważających się za polskie. Do grona wy¬
borców należałoby w niektórych w\ padkac.h zaprosić także t śo
by niebędące przedstawicielami jakiegokolwiek stowarzjTszenia,
ale natomiast znano ze swojej pożytecznej dla poszczególnej
kolonji, lub też dla sprawy polskiej - działalności. Zaznaczam
jeszcze raz, że taka organizacj i powinna skład:ć się z osób
wybranych z pc śród ,,całej" kolonji, a ni etyl! o z przedstawi¬
cieli stowarzyszeń, egzystujących w danej miejscowi ści, gdyż
stan liczebny i jakościowy stowarzyszeń, ulega ciągłym zmia¬
nom. W Harbinie została utworzona dia tego celu, tak zwa¬
na „Komisja Czynna" i jej „Regulamin" podaję Oddzielnie ,
przy końcu niniejszej książki w’, nadzieji, że wzór ten może być
pożytecznym, także d'a innych miejscowa ści, liczących większe
lub mniejsze skupienia Polaków.
Wielką plagę przy organizacji stowarzyszeń polskich na
Dąlekim Wschodzie, j ‘st wybieranie do ; ar; ądów częstokroć
takich ( sób, które się do tego zupełnie nie nadają, czy to z
powodu braku zdolne ści do pracy spcłecznej czy też z powo¬
du lenistwa lub niedbalstwa. Wielką rolę u zracznej ilości wy
borców odgryWa wrodzone poczucie serwilizmu, a raczej lokaj-
stwa, które każe im podawać na kandydatów i oddawać głosy
na ludzi zajmujących wyższe stanowisko lub też mających pie¬
niądze, chociażby było.powszechnie wiadomem, że w pracy
społeęzn;; są oni zerem i dają się wybierać tj£ko dla „hono¬
ru" czyli raczej z....: próżności. We wielu wypadkach widzi¬
my, że wybrani zupełnie nie przychodną na zebrania. Jedyną
bronią, ażeby temu przeciwdziałać, jest przyjęcie zasady, któ¬
ra powinna obowiązywać bezwzględnie we wszystkich stowa¬
rzyszeniach, ze jeżeli kto z członków zarządu trzy-raz}’ niebyt
obecnym na zebrani u i nie usprawiedliwił poważną przeszkoda
		

/Magazyn_084_10_322_0001.djvu

			Potrzeby Kolonji Polskiej.	210.
swoje] nieobecności, ten automatycznie przestaje być człon¬
kiem zarządu i n:i jeg > miejsce wybiera s:albo kooptuje ko¬
goś nowego, więcej odpowiednego.
• ZWIĄZEK WYCHODZTWA POLSKIEGO.
Jest rzeczą niezbędną, nietylko dla emigracji polskiej na Dale
kim Wschodnie, ale także dla wszystkich skupień Polaków po
:-:a granicami Polski, ażeby stworzyć stały łącznik pomiędzy
rozproszonem po całym świecie naszeui wychodźtwein a Oj¬
czyzną Polską. Taki łącznik powinien powstać w Warszawie
w postaci międzystowarzysżeniowego „Związku Wychodźtwa
Polskiego". Związek ten, będąc instytucją absolutnie' apolitycz¬
ną i bezpartyjną, powinien prowadzić dział informacyjny w
sprawach przesiedleńczych, przemysłowych, handlowych i t. d.
oraz dział badania rynków pracy i pośrednictwo pracy, oraz
informować o tein wszystkie kolonje.
Przy końcu niniejszej książki podaję pr< jekt „Statutu Zwią
zku Wychodźtwa Polskiego", opracowany przez harbińskt
„Komisję Czynną". Mam nadzieję, ź? projekt ten omówiony
na obradach Zjazdu Polaków Zagranicznych w Warszawie i
odpowiednio uzupełniony lub poprawiony, wejdzie w czyn i
przyniesie korzyść i nszemu wychodźtwu. Przy takim „Zwią¬
zku Wychodźtwa Polskiego" powinien powstać w przyszłości
„Instytut Emigracyjny" o programie działalności, podobnym do
tego/jaki. egzystuje w analogicznych instytucjach emigracyj¬
nych innych państw, mających rozwinięte wychódźtwo zamor
skie.
V. OSADNICTWO.
t
W artykule niniejszej książki pod tvt.: „Hajlar” (na str*
120) wspomniałem, że jedyny-jak się zdaje-zdatny do koloni*
zacji rolniczej europejskiej ten n, na obszarze, państwa chiń
skiego, znajduje się w prowincji Barga (Hulunbuir), tj. między
rzeką Arguń i górami Hingan, na północ a w części i na po-
łudnie od linji kolejowej, pomiędzy stacjami Hingan i Mandźu
rja (372 klmtr).
W wychodzącem w Harbinie czasopiśmie ,.Tygodnik Pol
ski“ i w dodatku pod tyt.: „Daleki Wschód", pomieszczałem
niejednokrotnie artykuły i wzmianki o kolonjach, jakie tam
„biali" Rosjanie, uchodźcy przed bolszewikami,Izaloźyli. Wielo
krotnie zachęcałem tutejszą kolonją, ażeby zużytkować nasz ele
ment rolniczy do osiedlenia się na roli,'Było to przed kilka
iaty, kietty w’ Harbinie bawiło mnóstwo polskich uchodźców
		

/Magazyn_084_10_323_0001.djvu

			Potrzzeby Kolonji Polskiej.	211.
z Prowincji Amurskiej, potomków szlachty zaściankowej, któ¬
rzy od trzj-stu lat mieszkali nad Dniestrem, Berezyną i Gon ym
Dnieprem, a przed 20 laty zostali przesiedleni nad Amur,
Zeję i Sełędzem. Doskonały element kolonizacyjuy, zahartowa
ny do pracy w syberyjskiej tajdze i w większości wypadków
posiadający mniejsze lub większe środki materjalne, otrzymane
za sprzedane płody rolne i inwentarz. Ale jakiś zły los prześlą
dowal ten projekt. Obiecywano im złote góry: wyjazd [ o Pol
ski na koszt nowopowstającego Rządu Polskiego fdoprowadzo
no do tego, że zamożniejsi z nich, zniecierpliwieni oczekiwa¬
niem wyjechali do Shanghaju. Francji i t. d., a więcej łatwo¬
wierni doczekali się zupełnego zubożenia, na harbiyskim bru
ku i powoli przemienili się na miejski proletarjat. Tymczasem
założenie jednej lub więcej kolorji rolniczych w Bardze utrzy
małoby ich przy jedynym zajęeiu, do którego byli zdatni, t. j.
przjr rolnictwie i hodowli bydła, zrobiłoby ich zamożnymi far
merami i nasz stan posiadania ńa terytorjum chińskieiii, zys¬
kałby w nich silną podporę. Przykład dają uchodźcy R< sia¬
nie, którzy założj-łi w Bardze 22 wiosek i żyją zamożnie i sa¬
modzielnie. Miejsca w Bardze wystarczy jeszcze na kilka mil
jonów mieszkańców.
Plan ten dałby się jeszcze obecnie w pewnej czyści urze
czy wistnić, g lyI)\T się znalazła energiczna i posiadajaca talent
organizacyjny jeJn ,'Stka, p (siadająca nieco poparcia materjalne
go i znająca stosunki miejscowe, Wśród uchodźców rolni¬
ków, którzy jeszcze obecnie przebywają w Harbinie, albo .w je
go okolicach, moźnaby ;:nałeść kilka dziesiątków rodzin, któ¬
re z chęcią osiedliłyby się na roli. Wszystko to rozbija się o
środki m terjałne i tylko jakiś nadzwyczajny zbieg okoliczno¬
ści, mógłby to złe naprawić.
Oprócz kolonizacji rolniczej jest jeszcze możliwą kolo
nizacja przemysłowa. Powstanie zakładów przemysłowych dla
przeróbki pledów rolniczych i surowców' zwierzęcych jest w
Bardze i w Północnej Mandżurji zupełnie moźli wem i,rokowa
toby chleb codzienny a nawet dobre zarobki, setkom i tysią¬
com ludzi Niemcy którzy interesują się obecnie bardzo rozptze
strzemieniem swoich wpływów na Mandżui ję, zwrócili swą uwa-
trę na możliwości rolnicze - kołonizacyjne w tym rejonie. 1 k
spedycja niemiecka, która niedawno przyjechaia do Man¬
dżur^, posiadała w tłumaczeniu wszystkie m.< je artykuły z
Tvgcdnika Polskiego i Dalektego Wschodu, (odm. i^zące się do
.tej sprawy i bazdzo systematycznie i . cf-lowo u> upoi mała
je na miejscu. Tymczasem jak siu.wydaje, -artykułów tych. w
Warszawie nikt nawet nie czytał, a jeżeli czytał, to- widocznie
nie zwracał na nie uwagi. Być.ajoźe, że w W uszawie rije są
		

/Magazyn_084_10_324_0001.djvu

			Potrzeby Kolon]i Polskiej	212*
jeszcze zorganizowane te działy administracji państwowej, któ¬
re powinne zajmować się tą kwest ją. Dość powiedzieć, źe '/■
pracy polskiej skorzystali dotyczczas tylko Niemcy, i wobec te
go nie jest wskazanem publikować nadal podobne artykuły,-
gdyi pójdą one me na korz\’ść, a tylko na szkodę naszej eks‘
panzji na Dalekim Wschodzie.
VI. OPIEKA KULTURALNA.
Pomimo źe powyższe artykuły nie wyczerpują w zupełności’
opisania wszystkich potrzeb kolońji polskiej na Dalek. Wscho
dzie, to jest rzeczą widoczni, źe paralelnie ze sprawami e«iO-
nomieznemi, z rozwojem naszego handlu, najbardziej waźnH
jest kwestja podtrzymania i dalszego rozwoju polskich instytu
c}’j knlturalnych w" Chinach, w Japonji, a w przyszłości taMe
na Syberji. Istaiejące gimnazjum i szkoły początkowe, następ'
nie te które powinne b3Tć żałoźone, również stowarzyszenia
czytelnie, bursy, ochronki, zakładj’ wychowawcze, wychowa¬
nie młodzieży poza szkołą i poszkolne, wszystko to wjmiaga us
tawicznej opieki, wskazówek i kierownictwa. Z powodu rozleg
łości te ten u i różnorodności warunków miejscowych, jest k've
stja ta nadzwyczaj skomplikowaną i wymaga bardzo staran¬
nych stndjów, opartych ns znajomości "ludzi miejsca, i warun¬
ków politycznych, społecznych i ekonomicznych Dal. Wscho¬
du. Dlatego też jest rzeczą nietylko wskazaną, ale nawet nie¬
zbędną, ażeby dla opieki i kierownictwa istniejących i organ1"
zacji nowych utworzone 1 »3’ło stanowisko „wizytatora instytu-
cyj kulturalnych polskich" w tych krajach, Wizytato rstwo ut¬
worzone wyłącznie t\-lko dla spraw szkolnych, niema racji-
gdyż jedno gimnazjum i kilka szkól początkowjTch polskich*
które tu egzystują, stanowią tvlko drobną cząstkę naszego tu¬
taj stanu posiadania. Oprócz tego te szkoły posiadają dobry 1
w swym fachu zamiłowany personel pedagogiczny, którv ist¬
niejącym potrzebom zupełnie wystarcza. O wiele pilniejsze^
jest Htopmowe organizowanie nowych ognisk polskości w ist¬
niejących kolonjarih, które rozproszone na olbrzymim terenie -
bez specjalnych starań i wskazówek, skazane są na wyharodo
wienie. Największą uwagę należy zwrócić na młode pokolenie*,
które w licznych miejscowościach Północnej Mandźurji rusy-
fikuje się, na Południowem Sachalinie japońizuje, w Shangh*'1
ju, Tientsinie i t. d„ anglizuje się, ewentualnie zamienia się
podejrzany, międzynarodowy element, co doreligji wpawaz*e
jeszcze mniej lub więcej katolicki, ale co do poczucia narodo"'e
go już zupełnie in lyferentnr, a zatem dla sprawy polskiej"
szkodliwy.
		

/Magazyn_084_10_325_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie
213.
Obowiązkiem wizytatora do spraw kulturalnych byłoby
opieka i kierownictwo w difchu polskim istniejącymi szkołami
i instytucjami kulturalnemi naszej kolonji oraz tworzenie no¬
wych ognisk, przedewszystkiein w miejscowościach, najbar¬
dziej zaniedbanjch i narażonych na niebezpieczeństwo wyna¬
rodowienia siq.'
Trzy Ministerstwa najbardziej zainteresowane w rozwo¬
ju naszej kolonji we Wschodniej Azji, a mianowicie Minister
stwo Spraw Zagranicznych, W. R. i U. P. oraz Przemysłu i
Handlu, powinne wspólnie wziąść w swoje ręce załatwienie
tej nad wyraz ważnej i piln-j kwestji. Sprawa to bardzo poważ
na i niecierpiąca zwłoki.
IMŻYNIE ? KAZIMIERZ GROCHOWSKI.
Szkoła dla dzieci pracowników polskich w Aszyche
(j row. Glryiiska)
		

/Magazyn_084_10_326_0001.djvu

			Regulamin
„K O M I S J I C Z Y N N K J“
w Harbinie (Cliiny).
I. NAZWA, CEL I SIKDZIBA.
I.) Stowarzyszanie pr d nazwą „Ki misja Czynna*-' mana
celu zt środkowanie i zjednoczenie interesów wszystkich Pol;-*
ków zamieszkałych w Chinach, celem przedstawienia ich inte
resów kulturalnych i ekonomicznych wobec Zjazdu Wych<><>z
twa Polskiego w Warszawie i wobec tych instytucyj, które hę
dą wj^lonione z łona albo też według wskazówek tego Zjazdu
Stowarzyszenie jest ap dityezne i bezpartyjne. Siedziba sto"'a
rzyszenia jest miasto Harbin.
§, 2.) Dla osiągnięcia powyższego celu, ..Komisja Czyn;
na" stawia sobie za zadanie zbieranie wszystkich wiadomość';
które mogą wyświetlić i wyjaśnić stan koloijji polskiej w Ch'
nach, stan wszystkich instytucyj kulturalnych polskich ja') Z członków Jśooptowanych na’ mie jsce tych, ktoiz}
przestali być czfonkann, za pomocą tajinego głosowania wszy¬
stkich pozostałych członków Komisji (Czynnej,
ć) Skład Komisji Czynnej nie .może przewjżsyać 8 (oś¬
miu) członków.
		

/Magazyn_084_10_327_0001.djvu

			Statut Związku Wńchc/lżtwa	215.
III.	PRAWA I OBOWIĄZKI CZLONKOW.
§. 4.) Członkowie K<3niisji Czynne] mają pracować nad
wypełnieniem celów stowarzyszenia, wymienionego w $. 2.
Odbywają zebrania, uchwalają wnioakf, wybierają z pośród
siebie prezesa, wiceprezesa, sekretarza, skarbnika, ewentual¬
nie innych potrzebnych funkcjonarjuszy.
IV.	UTRATA PRAW CZŁONKOWSKICH
5.) Członek Komisji Czynnej - który bez usprawiedliwię
nia lub wyjaśnienia opuścił trzy z rzędu zebrania i okazał w
ten sposób brak zainteresowania się sprawami stowarzyszenia,
przestaje być członkiem. Utrata praw członkowskich może na
stąpić również wskutek szkodliwej działalności danego człon¬
ka, na podstawie uchwały zebrania, 3/4 głosów wszystkich
pozostałych członków Komisji Czynnej.
V. LIKWIDACJA STOWARZYSZENIA
§. 6.) Likwidacja stowarzyszenia może nastąpić:
a) W wypadku gdyby Zjazd Wychodźców zupełnie
się nie odbył i wszelkie prace i starania o odbycie takiego zjaz
du, zupełnie zanikł)’. Uchwała o likwidacji musi nastąpić 3, 4
(trzema czwartem i ) głosów wszystkich członków Komisji Czynnej
i b) Gdyby Komisja Czynna uchwaliła sama zlikwidowa¬
nie się. Ta uchwała może zapaść tylko na podstawie 3,4 gło¬
sów wszystkich członków stowarzyszenia.
VI. FUNDUSZE STOWARZYSZENIA.
§. 7.) Fundusze Komisji Czynnej składają się ■/. dobrowol
nych datków, które składają członkowie tejże Komisji, albo
też osoby i instytucje, stojące poza Komisją. Fundusze na wię
ksze wydatki będ \ zbierane sposobem uchwalonym przez Ko¬
misję. Rachunkowi ść Komisji Czynnej prowadzi Skarbnik.
VII. POSTANOWIENIE OCOLNE,
§. S.) Wszystkie sprawy (z wyjątkiem wymienionych w §.
3.) b) w §. 5.i i w §. 6,) a) b) są uchwalane przez jawne głosowa¬
nie, zwykłą większością głosów. W razie równej ilości głosów
rozstrzyga głos prezesa.
		

/Magazyn_084_10_328_0001.djvu

			Potrzeb}' Kolonii Polskiej	216.
§. 9.)Na żądanie choćby tylko jednego członka,5 głosowa¬
nie odbywa się tajne (kartkami,)
§. 10.) Zmiana regulaminu mo«e nastąpić t^ lko większo¬
ścią 3/4 (trzech czwartych) głosów wszjrstkich członków.
§. 11.) Komisja zwołuje zebrania sprawozdawcze i infor¬
macyjne.
12-) Ouorum stanowi niemniej 6 (sześciu) członków.
Statut
ZWIĄZKU W YCHODZT W A POLSKIEGO,
I. C e 1 Związku
§. I. a) Związek Wychodźtwa Polskiego ma na celu stwo
rżenie i utrzymanie stałego łącznika między rozproszonem po
całym świecie wychodźtwem polskiem, a Ojczyzną - Polską.
b) Związek Wychodźtwa Polskiego jest apolitycznj--
§. 2.) Opierając na gruncie realnym dążenia, Związek Wv
chodźtwa Polskiego prowadzi dział informacyjny w sprawach
przesiedleńczych, przemysłowych, handlowych i politycznych,
oraz dział badania rynków pracy i pośrednictwa pracy.
II. O rganizacja Z w i ą z k u.
i?. 3.) Związek Wychodźtwa Polskiego składa się z Centra
li w Warszawie i z oddziałów w poszczególnych osiedlach <
wychodźców.
§. 4.) Centrala i oddziały Związku mają wewnętrzną auto-
nomję, koordynując swą działalność z ogólnymi celami Związku.
		

/Magazyn_084_10_329_0001.djvu

			Polacy na Dalekim Wschodzie.	217«
III. Organizacja Centrali.
$. 5.)_ Centralę wybiera Zjazd Delegatów Wychodźców,
który perjodycznie odbywa się w Warszawie.
§.6.) Liczbą członków Centrali ustanawia Zjazd Delega¬
tów Wychodźców.
§. 7) Kopje niniejszego ogólnego statutu Związku Wychodź
ców Polskich, Centrala przesyła wszystkim oddziałom Związku.
IV. Organizacja Oddziałów.
§. 8.) Oddział}’ Związku wybierają przedstawiciele orga¬
nizacji oraz instytucji polskich, znajdujących się w danych
osiedlach.
§, 9.) Ilość członków poszczególnego Oddziału Związku,
ustanawia zebranie wyborcze, kierując się zasadą, źe mniej li¬
czna liczba osób, pracuje sprężyściej.
§, 10.) Oddział}’ Związku, po ukonstytuowaniu siet i ułnźe
niu statutów swoich, komunikują Centrali skład członkow Od¬
działu oraz przesyłają kopje statutów-
V. S r o d k i p r o w a d z ą c e do
; u i z e c z y w i s t n i e n i a celów Związku
§. 11.) Centrala komunikuje perjodycznie oddziałom Związku:
1)	Zarządzenia Rządu Polskiego oraz rezultaty prac odno '
śnych instytucyj polskich wkwestjach dotyczących wychodźtwa;
2)	Perjodycznie informuje o konjunkturach i stanie prze¬
mysłu i handlu w Polsce;
3)	Kii ruie i pomaga oddziałom Związku w sprawie pro¬
stowania szerżcnych przez naszych wrogów fałszow i kształtu
wania opinji publicznej w krajach, gdzie znajdują się wy¬
chodźcy polscy, w duchu przyjaźnym dla Polaków i Polski;
4)	Informuje, na żądanie poszczególnych oddziałów Zwią
zku o stosunkach panujących w innych krajach;
5)	Perjodycznie informuje oddziały Związku o stanie ryn
ku pracy w Polsce.
łj. 12.) Centrala jest organem wykonawczym Zjazdów De
legatów Wychodźców Polskich. Mając wyczerpujące informa¬
cje u stosunkach panujących we wszystkich osiedlach wychodź
ców polskich, jest rzecznikiem wychodźtwa wobec Rządu i
odnośnych instytucyj w Polsce.
§.13.) Centrala Związku składa sprawozdanie Zjazdowi
Delegatów Wychodźców z działalności całego Związku za
		

/Magazyn_084_10_330_0001.djvu

			Statut Związku Wychoditwa.	218.
czas od ostatniego Zjazdu Delegatów Wychodźców.
s.14.) Oddziały Związku przesyłają perjodyczme do Ten
SfedanedntyPrZeZ Sle ia*c najobszerniejsze, a przytem ści-
1)	Warunków osiedlenia sit; wdanej miejscowości wy*
chodźców polskich;
2)	Spraw przemysłu i handluj
3)	Spraw politycznych, o ile takowe maja wpły w na sto¬
sunek rządów czy ludó w odnośnych krajów, oraz
4)	Rymców pracy.
§.15) W zakres działalności Oddziałów Związku na ich
terytorjum vychodzi:
1)	l.dzieianie informacji w sprawach dotyczących wvcho
dztwa, przemysłu, handlu, rynków pracy tak w Polsce, jak w
/innych krajach;	‘	J
, . 2' Oddziaływanie ua opinję publiczną danej miejscowo*
sci, kształtując ją w duchu pożądanym dla nas, i
3) Oprócz tego oddziały Związku prowadzą dział pcśred
nictwa pracy i w razie nioźn :ści wydają doraźne zapomogi-
t i 16,\) 'Sa pewien, oznaczony przez Centralę czas przed
/.jazdem Delegatów Wychodźców, oddziały Związku obowią¬
zane są przesłać do Centrali sprawozdanie ze swej działalno¬
ść od ostatniego Zjazdu, ewentualnie od rozpoczęcia działał
nosci Oddziału Związku.,
§. 17.) W razie postanowienia zlikwidowania Oddział11
Z.wiązku, przewodniczący oddziału zawiadamia o tem postano
wieniu, ze wskazaniem przyczyn Centralę, przesyłając jedno-
. czesne sprawozdanie z działalności Oddziału.
VI. fundusze Z w i ą z k u.
§• 18) Fundusze Związku skladaja się:
. V. '■ wpływów od instytucyj i stowarzyszeń, z których
wyłoniły się Oddziały Związku; “
2)	Z ofiar osób i instytucyj;
3)	Z zapomóg od Rządu, or z
4)	Z opłat za udzielanie informacji w kwestiach handlo¬
wych i przemysłowych.
\ Ił. I o s t a n o w i e n i e ko ń c o w e.
§•.19.) Statut Centrali zatwierdza Rząd Polski i Związek
zn.ijcluje sie* pod opieką Rządu Polskiego.
s. 2t).) Zmiana niniejszego statutu oraz likwidacja Zwiąż
		

/Magazyn_084_10_331_0001.djvu

			Potrzeby Kolon ji Polskiej,
210.
ku jnoże być postanowiona tylko na Zjeźdżie Delegatów Wy¬
chodźców Polskich w Warszawie 2/3 (dwiema- trzeciemi)
głosów wszystkich Delegatów, przybyłych na Zjazd.
Uzupełnienia
DO H1STORJI KOLONII POLSKIEJ W HARBINIE.
—	Ogólny Zjazd Polaków Wojskowych w Harbinie od¬
był się w dniach 14 do 27 maja 1917 roku. Założono: ,.Zwią¬
zek Polaków Wojskowych w Mandźurji”,
—	Zebranie konstytuujące ,,Gminy Polskiej w Harbinie"
odbyło się w sobót; dn. 19 łipca 1919 roku, w auli Gimnazjum
Polsk. im H. Sienkiewicza.
—	Wojsko polskie w Harbinie poczęło orgąnizować się
w połowie listopada 1919 r. W tymże czasie na stacji Echo
4na wschód < d Harbina) przebywało w dawnych koszarach ro
syjskich około 4U0 inwalidów Polaków * najwięcej z b. armii
■austrjackiej.
—	Komitet Obywatelski dla przyjęcia Wysokiego Komi¬
sarza Kzplitc j Polskiej p. Józefa Targowskiego utworzył się
w Harbinie dn. 1 lutego 1920 roku.
—	Wysoki Komisarz J. Targowski przybył do Harbina
dn. 3 marca 1920 roku. Generał Baranowski przybył celem od
■wiezienia resztek V Dvwizji Syberyjskiej, do Polski.
—	Dn. 15 paź lz. 1920 roku Władze Chińskie kazały zdjąć
sztandar polski z gmachu Gospody Polskiej, gdzie mieścił się
nasz konsulat, gdyż ich zdaniem - przed podpisaniem traktatu
polsko • chińskiego - było to nielegalnem.
—	Dn. 1 września 1926 roku przyleciał do Harbina porUcz
nik Bolesław Orliński i sierżant Kubiak w drodze z Warsza
wy do Tokio. Entuzjastyczne przyjęcie.
		

/Magazyn_084_10_332_0001.djvu

			220.
Uzupełnienia.
— W środę dn. 16 listopada 192/ roku stow. „Gospoda
Polska'- obchodziło uroczyście 20 letnią rocznicą założenie to¬
warzystwa.
Do artykułu; „Prasa Polska w Azji“.
Na str. 80-ej, w liczbie czasopism polskich wydawanyc
na Syberji, niewymieniony: „Głos Polski*', który wychodzi
w Irkucku ,w r. 1919. Redakcja mieściła się przy ul. Amur¬
skiej No 44. Prenumerata kwartalna 24 rubli.
Do art.: ,,Działalność Misjj Katolickich w Harbinie".
Na str. 92. ma być dodane: Dn. 9 czerwca 1927 roku db
szła do Harbina oficjalna wiadomość, że granicą pomiędzy obi*
wikarjatami jest lin ja przeprowadzona o 1 połnocy, na południe
przez jezioro Bajkalskie,	.
Do artyk.: „HAJLAR“ na str. 113., wiersz 16 od góry
zamiast ,,3Ó0 metrów" ma być ,,475 metrów". Po wierszu 25
ma być dodane: „Tow. Badania Mandźurji'* (Manchuria Rese
arcli Society - Harbin) wysiało w lecie 1927 roku inż. Kazimie
rza Grochowskiego, celem zbadania tych ruin. Inź. Grochow¬
ski zdjął plan miasta i przedsięwziął szereg robót archeologie?
no - poszukiwawczych, które dal}' bardzo interesujące rezultaty-
Wyniki badań będą ogłoszone najpierw w Sekcji Archeologie*
nej wymienionego towarzystwa, a następnie będą mogły pojawić
się w prasie polskiej.
Na str. 114. we wierszu 10 zamiast ,.30“ ma być ,,8^’ km"r
Na stronie 114. po wierszu 15-ym ma bvć dodam' ustęp
pod tyt. „Wojna z bokserami w okolicach Hajlaru": Na wia¬
domość o ruchu bokserskim w Chinach został zorganizowany
koło wsi Abagatujewo (nad rzeką Arguń) w Pro w. Zabajkat*
skiej oddział wojsk rosyjskich pod dowództwem generał - ma-;
jora Orłowa. VVr skład jeg<» wchodził}’: piesze bataljony Zabaj
kalsUich kozaków No 4 i No 6, Werchnieudiński konny pułk
No 3 i baterja Zabajkalskich kozaków No 2,. Do nich przyłą¬
czyły się cztery „sotnie" Straży Ochronnej, które pod nacis¬
kiem wojsk chińskich odstąpił}’ z pod Hajlaru. Dn. 12 !ip‘-a
(st. st.) 1900 r. przeszedł granicę. Dn. 17 lipca nastąpiła pi' '"
wsza bitwa z Chińczykami koło stacji kolejowej Wangun
bo Ongun) w odległości 64 kim. na zachód od* Hajlaru. Woj
ska chińskie pierzchły, zostawiając Rosjanom 2 armaty, 2 s/i*11
		

/Magazyn_084_10_333_0001.djvu

			Uzupełnienia.	22 L
dary, wiele broni recznej i przeszło .r>00 trupów. Po strenie m
syjśkiej zginęło 8 kozaków i ranionych było 18. Pochowano
ich w centrum pozycji, w odległ* ści półtora kim, ód stacji
Wangun, a na krzyżu umieszczono deskę z nazwiskami zabi¬
tych i następującym nadpisem: ..BpaTCKaH MornJia hhhoet. Xaii
jiapcKarc OTpfiAa, iiamnnxT. iu> óot) no;n> Oryiiuo 17 lio.isi 1900
ro^a. Bohhu ó,iaro'iecTHBUC, 3a O-JaroneCTie KpoBiio irbiiMair
uiiecn“.
Dn. 19 lipca (st. st.) zajęto Hajlar. Bokserzy stali po pin
wej stronie rzeczki Emin Gol, który obecnie jest pusty, a w
r. 1900 był jaszcze porośnięty lasem'. Po bezskutecznej strzela
ninie odstąpili na wschód. Do Hajłaru nadeszły Rosjanom na
pomoc dwa piesze bataljony kozaków zabajk, No .S i No 3.
Ten ostatni pod dowództwem podpulk. (wojsk, starsz.) Stan¬
kiewicza, syna polskiego powstańca. l)n. i. sierpnia (st st.)
była druga bitwa z bokserami koło stacji Jakesń (82 kim. na
wschód od llajlaru). Rosjanie stracili: 3 żołnierzy zabitych i 10
rannych, z których 4 na drugi dzień umarło.. U Chińczyków
w liczbie zabitych byl dowódca oddziału pułkownik Pao. Trze
cia bitwa była dn 11 sierp, blisko przełęczy górskiej tj. po¬
między stacjami Irekte i Hingan (185 kim. na wschód ód Maj
laru). Zginął kapitan Sinolannikow i 2 „uriadników” (podtfi-
cerów), których pochowano ra wzgórzu przy lTstChorigol (po
wschodniej stronie przełęczy), w tein miejscu gdzie lównieź
dn. 11. sierpnia, rotmistrz Bulatowicz, wysłany dla okrążenia
nieprzyjaciela - rozgromił ostatecznie Chińczyków. Potem cały
cddział udał się do Cicikaru, który dn. 18 sierp. (st. st.) został
zajęty przez cddzial generała Rennenkampfa, idący od strony
B1; igow i esz czeń ska.
Na str. 116. wiersz 11 < d dołu, ma brzmieć: 			 Chara-
czyn. Oni nie czuli się na siłach prowadzić dalej wojnę z	“
Do artyk,: „Polacy w Slianghaju."
Na str. 129. po wierszu 26. od góry należy dodać: Dn. 13
-sierpnia 1918. roku został w Slianghaju założony „Dom Pol¬
ski". Na otwarciu była obecna cali prawie inteligentna część
shanghajskiej koknji po'skiej: 56 osób cywilnych, wszyscy
żołnierze polscy bawiąc}’ tam w przejeździć do Francji, goście
z Harbina: pp. Weberowie, p. Izdebski, ks. Aleksander Eysy¬
mont, generalni konsulowie francuski i rt syjski i przedstawić
wojskowego oddziału serbskiego. „Dom Polski” posiadał on-,
rócz jadalni i salonu bibljoteki jeszcze 10 umeblowanych poko
ji dla płatnych i bezpłatnych gości. Przetrwał kilka lat.
		

/Magazyn_084_10_334_0001.djvu

			222.	Uzupełnienia.
Do artyk.: „Polacy w Srodk, i Pcfudn. Chinach.’*
Na str, t36. pp wierszu 14-ym należy dodać: „Najdawniej
szyjni misjonarzami polskimi w Chinach b\'li Jezuici: O. Mi*
chał Bym. kapelan poselstwa Chińskiego do Inocentego X. ro
ku I63L., O. Mikołaj Smoguleski i O. Andrzej Rudbmma. któ-
iy zmarł w portoweui mieście Fudźóu w r. 1651. i ma tam
pomnik z nalpisem w języku portugalskim i chińskim.
♦ « ! • f *■ .
Do art.: „Polacy w Japonji‘\
Na str. 146. wiersz 2. od góry należy (kniać: ł*iervvszym
misjonarzem polskim w Japoitji był O. Wojciech Męciński, kto
rvT poniósł timźe śmierć męczeńską w okolicy miasta Nagasa
ki w r. 1643.
Do artyk.: „Indje Wschodnie*.
Na str. 154. we wierszu 6-ym 

k bez przerwy, w szkole hinduskiej w Kunę. P. 0. Khandala. Po ona D.strit (kol > Bombay*u). UWAGA I.) Przepraszamy Szan. Czytelników za tę ogrom ną masą pomyłek drukarskich/które egzystują w naszej książ cą. Np. na str. 198. po pięciokrotnej korekcie pozostały takie zasadnicze bł ;dy iak np. ,,W AZJI*- zamiast „AZJI ‘Jfilbo: „czy sto chiński, czyśt > rosyjski" zamiast ,,czyt<> clńński, czyto ro syjski" i wiele innych UWAGA II,) Materjały dla drugiego wydania naszej ksyż ki należy przysyłać poczty po i adresem: CHINESE P( )S1 B. 60. HARBIN CHINA. r7iyxaa 21. DelegKomisji Czynne] W i? *iivtisn KU * mu'!