/Czasopisma_141_01_0731_0001.djvu

			Nr. 175.
Toruń, czwartek dnia 3 sierpnia 1911
Rok 47
Gazeta Toruńska
Gazeta Codzienna.
R
«'yebo
Nadużywanie
katedry uniwersyteckiej.
Działy s!ę w Niemczech nieraz
różne ciekawe rzeczy, nawet 1 w sfe¬
rach naukowych nie zawsze gościł
dach prawdziwej umiejętności, ale
stosunki, jakie obecnie zapanowały na
uniwersytecie berlińskim, przeszły
wszystko, co dotychczas było. Pomi¬
nąwszy już niesłychane wprost prawa
co do przyjmowania uczniów zagra¬
nicznych, nad którymi policya rozcią¬
ga dozór, jak nad złoczyńcami 1 w
razie najdrobniejszego podejrzenia o
nielojalność nie dopuszcza nawet do
imatrykulacyi kandydatów, nawet to,
co się dzieje w kołach profesorskich,
jest caemś niezwykłem i na innych
uniwersytetach nieznanem. Doszło nie¬
dawno do tego, że profesorowie jedne¬
go i tego samego przedmiotu publicz¬
ce wymyślali sobie, tak w prasie,
j8k 1 wobec uczniów, rekord jednak
wzięło minlsteryum oświaty, które
przeforsowało w swoim czasie młode¬
go ekonomistę Ludwika Bernharda na
profesurę w stolicy.
Gdyby ten młody profesor miał
był jakieś specyalne dane, gdyby miał
talent, gdyby bodaj cdznaczał się ową
słynną niemiecką mrówczą pracowito¬
ścią, może być, że nie dzlwionoby się
tak bardzo tej nominacyi. Ale, nie¬
stety, Bernhard zaraz z początku po¬
kazał, że nie posiada ani jednej z
tych zalet, a koła naukowe nie mogły
w pierwszej chwili zoryentować się
s&ąd pomiędzy niemi wziął się ten
nowy „uciony". Obecnie sprawa wy¬
świetliła się aż nadto. Pokazało się,
że katedra profesora Bernharda niema
nic wspólnego z ekonomią 1 jest je¬
dynie katedrą hakatyzmu.
Bernhard liznął to 1 owo z pol¬
skich stosunków w Poznańskiem 1 na
Górnym Siąsku, zebrał tiaco dat sta¬
tystycznych i przeczytał kilka nume¬
rów różnych pism wielkopolskich i tak
ekonomicznie umiał sobie rozłożyć to
skromne zapasy wiedzy, że karmi
niemi już kilka semestrów swoich
widocznie niezbyt wymagających słu¬
chaczy. A jest ich sporo. Przychodzą
na nie przede* szystkiem szlachetne
latorośle ostmarkowców, przychodzą
obcy, aby się dowiedzieć czegoś o Pola¬
kach, przychodzą starsi panowie i da¬
my, które nie wiedzą, co z czasem
zrobić i przychodzą niekiedy gromad¬
nie polscy studenci, aby się rozweselić.
Dlatego też — jak pisze korespon¬
dent „Kur. Warsz". — każdy wykład
publiczny Bernharda w wielkim bara¬
ku w ogrodzie uniwersyteckim przed¬
stawia zajmujący widok. Po prawej
stronie w pierwszych rzędach Japoń
caycy, Chińczycy, Siamczycy, i inni
ludzie wschodni, za nimi sadowią się
obładowane zawsze teczkami 1 książ¬
kami studentki, dalsze miejsca zajmu¬
ją starsi, nieraz już siwi panowie, — a
wreszcie ostatnie ławki obsiadają mło
dzieńcy ze związku hakatystycznego.
Po lewicy siadają rozmaici cudzoziem¬
cy, południowi Niemcy, Włosi, Wę¬
grzy, a wreszcie Polacy. Skoro tylko
Bernhard ukaże się na katedrze, w
ostatnich ławkach prawicy zaczyna
się gwałtowne tupanie, oznaczające
radość burszów niemieckich. Zaledwie
ten łomot przebrzmi, zaczyna Bern¬
hard swój wykład, najczęściej od za¬
strzeżenia się, jakoby chciał kogokol¬
wiek obrazić. Jest poszukiwaczem
prawdy, a prawda nie wszystkim jest
przyjemna, tem bardziej, że mówiąc o
„Rassenkaempfo" (walkach ras), musi
nieraz poruszać rzeczy bardzo współ¬
czesne i niezupełnie wyjaśnione.
Po takim wstępie 1 po kilku bar¬
dzo płaskich komplementach pod
adresem młodzieży niemieckiej, ciąg¬
nie Bernhard rzecz swoją, ostatnio
przerwaną, popisuje się najrozmaitsze-
mi datami, sypie, jak z rękawa, bar¬
dzo obojętne statystyki i operuje dość
zręcznie różnemi liczbami, przeplata
wykład kilku snekdotami, które wy¬
wołują ryk i tupanie burszów, a wresz¬
cie wjeżdża ostróżnie w dziedzinę
wniosków i przypuszczań. W tej chwi¬
li wykład uniwersytecki zamienia się
na wlec. Każde ostrzejsze słowo wy¬
wołuje zachwyt Niemców i dwuminu¬
towe przynajmniej tupanie. W końcu
i lewica zaczyna wchodzić w nastrój
wiecowy I w chwili, kiedy Bernhard
opowiada o banku polskim na Siąsku,
który powstał w kuchni jednej z re-
dakcyi, a dziś operuje milionami, za¬
czynają Polacy, Bułgarzy, Rosyanie,
Węgrzy, Włosi, Serbowie i inne na¬
rodowości tupać gwałtownie z uciechy,
co profesora zbija okrutnie z tropu,
tak, że przez chwilę nie może zebrać
myśli.
—	Wogóle taktyka prof. Bernhar-
da"polega obecnie na straszeniu wszyst¬
kich niesłychanym wzrostem sił eko¬
nomicznych polskich.
A rząd co robi, aby temu przeciw¬
działać? Oto rozgorycza ludność pol¬
ską drobneml szykanami, zamiast zdo¬
być się na jakiś krok poważny i sta¬
nowczy. Cd robi społeczeństwo nie¬
mieckie? Oto buduje Polakom wspa¬
niałe kamienice w Poznaniu, daje im
kapitały milionowe, dlatego tylko, że
Polacy płacą o 1 procent więcej.
Gdyby dziś Niemcy wydostali swojo
pieniądze z hipotek polskich, to byłby
u Polaków krach, o jakim pojęcia
dziś nikt nie ma. „Niestety! — do¬
daje z obłudnym uśmiechem Bernhard
—	o tem w dzisiejszych stosunkach
marzyć nie możnal"
Lewica śmieje się na całe gardło,
a Bernhard przeskakuje ze swobodą
dobrze wytresowanego cyrkowca na
inny zupełnie przedmiot. Zaczyna
mówić o pośle Napieralskim, zachwy¬
cając się nim, jako geniuszem dzien¬
nikarskim, który swoją bezwzględ¬
nością i wykupieniem całej plejady
pism przeciwnego obozu, może zaim¬
ponować naw*t wielkim nakładcom
niemieckim. Obecnie po długich la¬
tach walki zaczyna Napleralski dopły¬
wać do dawno już wymarzonego por¬
tu, a przeciwnicy aprobują jego ma¬
newr oparcia się o jedno z potężnych
stronnictw niemieckich. (Cała prasa
polska z wyjątkiem pism p. Napierał -
skiego potępiła — Jak wiadomo —
jego zamierzony sojusz z centrum).
Przy sposobności omawiania dzia¬
łalności posła Napieralsklego pozwala
sobie Bernhard na nazwanie Ślązaków
„Wasserpolakami". W jednej chwili
na ostatnich ławkach po lewicy po¬
wstaje zgiełk i szuranie nogami. To
polscy studenci wyrażają swoje zde¬
nerwowanie. Zł nimi zaczynają szu¬
rać inni, a jakiś Włoch szura gwał¬
townie toż przy samej katedrze. Bern¬
hard głupieje na chwilę 1 spoziera po
słuchaczach. Rozmaite mają miny.
Lewica szura zajadle, „wschód", jak
zwykle, spoziera z obojętnym uśmie¬
chem, nie mieszając się do niczego, a
z tyłu po prawicy tupią studenci
wszechnlemleccy, cncąc zagłuszyć szu¬
ranie. Wreszcie ucisza się na chwilę,
a prof. Bernhard odwołuje ten wyraz,
twierdząc, że nie miał zamiaru urazić
polskich słuchaczów 1 przyrzeka na
przyszły raz być o ile możności po¬
wściągliwszy w ożywaniu wyrazów,
które mogą być źle zrozumiane.
Rzeczywiście na następnym wy¬
kładzie był Bernhard tak przyzwoity
i wyrażał się tak oględnie, że haka¬
ty styczni młodzieniaszku wie byli wprost
niezadowoleni i zdziwieni. Naturalnie
1 tym razem nie obeszło się bez strze¬
lenia kilku głupstw. Słuchacze polscy
ubawili się niepomiernie, gdy prof.
Bernhard zaczął opowiadać o gwał¬
townej walce, jaką z kardynałem
Koppem toczy arcybiskup (!) krakow¬
ski Puzyna. Dostało się przy tej spo¬
sobności duchowieństwu krakowskie¬
mu, które podobno straszne spusto¬
szenie wyrządza w dyecezyi wrocław¬
skiej. Zakończył Bernhard swój osta¬
tni wykład twierdzeniem, że jedyną
przyczyną odradzania się Siązka Gór¬
nego jest blizkoćć Królestwa Pólsklt-
| go i Galicyi. Dopóki ta granica nie
| będzie dalej przesunięta, dopoty wszyst-
* kie usiłowania uczciwych (!) Niemców
I pójdą na marne...
Nie wiele brakuje, aby p. Bern¬
hard nie zaczął domagać się głośno
od rządu, aby posła! kilka korpusów
na zaanektowanie zachodniej Galicyi.
Tego wprawdzie p. Bernhard nia mó¬
wi, ale każdy słuchacz może sobie tę
ewentualność dośpiewać. I pomyśleć,
że takie rozmaite projekty, wyszłe %
kuchni hakatystycznej i taki stek naj-
nlezdrowszych zasad płynie z katedry
uniwersyteckiej! I dzieje się to w
tych samych Niemczech, które szczy¬
cą się wspaniałemi tradycyami w
dziedzinie czystej nauki. Z tej samej
katedry, z której niegdyś płynęły
wzniosła myśli potężnych filozofów
niemieckich, padają dziś hasta niena¬
wiści, hasła zabicia resztek ludzkości,
jakie ostatnie czasy pozostawiły dzi¬
siejszemu pokoleniu niemieckiemu. Z
katedry Idzie pomiędzy młodzież nie¬
miecką nieprawda i obłuda. Nam to
z pewnością nie zaszkodzi.
Sprawa polska
na Zachodzie.
Pewien duchowny niemiecki % nad-
reńsko-westfalskiego obwodu przemy¬
słowego władający językiem polskim
pisze do berlińskiej „Germanii":
„Kwestya polska na Zachodzie za¬
ostrza się z każdym prawie dniem.
Nie ulega wątpliwości, że część Pola¬
ków, którą kieruje „Wiarus Polski1*
staje się coraz radykalniejszą. „Wia¬
rus", głoszący ciągle hasło obrony
wiary, w rzeczy samej pracuje tylko
dla socyalnej demokracyl.
(?) Lecz winę za radykalizm Polaków
ponoszą także władze państwowe.
Obecnie np. z polecenia prezesa re-
gencyi w Arnsbergu wdrożono dochr-
dzenla w sprawie udziału Polaków
w procesyach kościelnych.
Podobno zwróciło uwagę, że Polacy
gromadnie zjawiają się w procesyach,
modlą się po polsku, śpiewają po pol¬
sku z towarzyszeniem polskiej muzy¬
ki. Wszystko to nie jest według za¬
patrywania władz intencyą Kościoła
katolickiego, lecz „polską demon-
stracyą". Kto zna stosunki tamtej¬
sze, czy jest przyjacielem, czy nieprzy¬
jacielem Polaków, przyznać musi, że
jest to wielka przesada. Czyż można
żądać od Polaków, by podczas pro¬
cesy), a o to tu tylko chodzi, modlili
i śpiewali po niemiecku? Czyżby ra¬
czej rząd nie powinien się cieszyć a
tego, że Polacy wiernie trzymają się
Kościoła? Jeżeli Polak jest wierzącym,
biorącym udział w praktykach religij¬
nych, katolikiem, to nigdy nie wpa¬
dnie w ręce wolnomularzy ani socyal-
nych demokratów. Zresztą pytam:
Jakżeż zachowuje się rząd wobec Ma¬
zurów, którzy przecież także są Pola¬
kami. chociaż Polakami ewangieli-
kam.?"
Tak daleko korespondent „Germa¬
nii". Na zarzut radykalizmu, wystoso¬
wany pod adresem „Wiarusa Polskie¬
go", odpowiedzieć należy, że „Wiarus
i pod tym względem znajduje się w t>
I waraystwie catej prasy polskiej. Cet-
trowcy chcą uznawać na zachodzi*
tylko katolików a nie Pol&ków i żą¬
dają, żeby ci katolicy oddali się bez¬
względnie pod komendę centrowców.
Prasa polska razem z „Wiarusem"
		

/Czasopisma_141_01_0732_0001.djvu

			jest za tem, aby Polacy i na obczjźiie
zachowali swoją narodowość, a to cen¬
trowcy nazywają radykalizmem.
4	Ża zaś „Wiarus Polski" pracuje
tylko dla socyalnej demokracyl, to
może twierdzić tylko dziecko polityca
ne. Niech duchowny korespondent
„Germanii" zajrzy do gazet socyall-
stycznych, a tam doczyta się, jak to
„Wiarus" pracuje dla socyalnej demo¬
kracyl i jak go socyallści za to ko¬
chają.
Religijność Maznrów.
„KOnlgsberger - Hartungsche Zel-
tung" pisze między inneml: „Mazurzy
są z drobneml wyjątkami ewangieli-
kami. Jeżeli się spotyka gdzieniegdzie
katolików, to po większej części przy¬
wędrowali oni z Warmii i sąsiednich
Prus Zachodnich. Ze Mazurzy są
wiecznie przywiązani do swego Ko¬
ścioła, o tem wiedzą tak katolicy,
jak 1 Polacy, którzy to uwzględniają
?rzy swojej „agltacyl wielkopolskiej",
owladają oni w swej gazecie „Ma¬
zur", że zwracają się do „ewangielic-
kich" Mazurów i że wiary ich nie
potrzeba zmieniać.
Mazurzy uczęszczają bardzo pilnie
do kościoła. Jeżeli proboszcz jako
tako umie pozyskać Ich serca, to ko¬
ściół zawsze bywa napełniony. Zbierają
się oni na długo przed rozpoczęciem
nabożeństwa i sami zaczynają śpiewać.
Jeden z nich Intonuje pieśń jakąś,
inni poczynają razem dalej śpiewać,
a ci, którzy przychodzą później, łączą
się z nimi. Melodye rozbrzmiewają,
jakoby kołyszące się morze, w ko¬
ściele, po sąsiednim cmentarzu, i pły¬
ną na wioskę, na ciche pola. Gdy
później organy zaczynają wtórować,
to niełatwo jest organiście kierować
śpiewem, który bez wiględu na orga¬
nistę 1 organy toczy się dalej własnem
korytem. Zauważyć można, z jakiem
skupieniem Mazur śpiewa swoje har¬
monijne piękne melodye staropolskie.
Śpiewnik ich mieści przeszło 900
pleśni, pomiędzy któremi znajdują się
także utwory znaczniejszych poetów
polskich, jak Jina Kochanowskiego,
podczas gdy używany w niektórych
gminach mazurskich śpiewnik nie¬
miecki zawiera tylko około 600 pieśni.
W czasie nabożeństwa Mazury otwar¬
cie dają wyraz swojemu wzruszeniu,
tak że nieraz podczas kazania widzieć
można płaczących i szlochających.
Polska
— Kalendarz. W czwartek 3 bm. Augu¬
styna [Letoslaw]. — W piątek 4 bm. Dominika
JOstromir W.]. — W sobotę 5 bm. NMP. Śnie¬
żnej [Stanisław §.].
Słońca wschodzi 3 sierpnia o g. 4 m. 23,
sachodzl o g. 7 min. 48.
31 >
Zatrata wyspa,
POWIBSa
(Ciąg dalszy.)
—	Co za nadzwyczajna kobieta —
rzekł do mnie z pewną zadumą w gło
sie — nigdy jeszcze w życiu nie spot¬
kałem podobnej jak ona istoty.
—	Ależ tak, potwierdziłem w prze¬
konaniu, że mówi o pannie Belcher.
Ona jest prawie mężczyzną a nawet
niewielu jest mężczyzn, którzyby mieli
tyle co ona dzielności.
—	Ależ Harry! — przerwał mi ka¬
pitan z odcieniem zdziwienia — jak
możesz mówić coś podobnego o two¬
jej ciotce, pana Poulimone jest przecie
nasobieniem kobiecości. Nie odpowie¬
działem nic na to mimo że w mojem
przekonaniu panna Belcher daleko
bardziej od Pouly zasługiwała na mia¬
no nadzwyczajnej kobiety. Krótka pod¬
zwrotnikowa noc przeszła nam szybko,
a nazajutrz wczesnym rankiem przy-
v był Dr Beauregard, wierny danemu
■ • przyrzeczeniu. Przypłynął własnem czół¬
nem, które zostawił chwilowo ną na¬
szym statku. Od pierwszego rzutu oka
poznałem w nim gościa z ogrodu, te¬
go samego, który ukazał ml się tak
nagle w Mojem Ustroniu w chwili,
kiedy zamierzałem się wykąpać. On
także poznał mnie odraza 1 powitał
jak starego znajomego.
Kalęiye wacbodil o g. 3 min. i lacboda!
0	g. 10 aiin. 55
Stan Wlily. W Tomali 2 sierpnia o g. 8
rano — m. wyiel ma,
Stan powlatrsk. Taratoatatr w*kasa)a
— atopnl ciepła O.
—	Kłucie śpilkami. W nie¬
dzielę ubiegłą odoyć sie miał wiec
pod go!em niebem w Radzionkowie,
ale policya zakazała go klasycznym
„ukazem", brzmiącym w tłumaczeniu
„Dz. Sl.“ następująco:
„Miejsce, w którem zebranie ma
się odbyć, obejmuje tvlko 150 kwa
dratowych metrów. Na placu tym
leży znaczna kupa cegieł (około 100
cegieł, które w każdej chwili można,
zdaniem redakcyl. usunąć) Miejsce
to na północ 1 południe ogrodzone jest
płotem drewnianym, co ścieśnia ruchy
większej liczby ludności. Oprócz tego
na podwórzu jest miejsce ustępowe z
dołem niezakrytym. Z dołu tego wy¬
chodzą wyziewy, które mogłyby za¬
szkodzić zdrowiu wiecownlków. Płot
jest lekki 1 mógłby się łatwo załamać
1	ludność wkroczyłaby na sąsiednie
podwórza. A takie wkroczenie wy¬
wołałoby starcie z sąsiadami. Zresztą
wiecownicy mogliby wkror zyć na ulicę,
a przez to zagrożone byłoby bezpie¬
czeństwo publiczne. W rodzinie wła¬
ściciela podwórza, w którem zebranie
ma się odbyć, panuje szkarlatyna.*
—	O orle ratuszowym po¬
znańskim rozpisał się w „Pos Ztg.“,
jakiś Artur Kronthal żyd z Poznania,
pozujący na wielkiego znawcę heral¬
dycznego, i w sążnistym artykule, —
powcłjjąc się na rozmaite herbarze
polskie dowodzi, że poznański orzeł
ratuszowy wcale nie jest żadnym or¬
łem polskim, bo nie ma języka w
dziobie, w szponach miecz i ni berła,
a skrzydła jego n!e wznoszą się w
górę, lecz rozszerzone są poziomo.
Jest to sobie podług p. Kronthala naj¬
zwyklejsza chorągiewka wiatrowa i
dla tego należy ją z powrotem na
wieży ratuszowej ulokować, byle ptasz¬
ka zabarwić po prusku i obwiesić
godłami pruskiemi!
Bezczelność żydowska!
Toruń I okolica.
—	Przepowiednia pogody
berlińskiej stacyl meteorologicznej na
czwaitek 3 sierpnia.
Chwilami pogodnie, przeweżnle
sucho i stronami nieznaczne burze.
—	W odo stan we Wiśle, Od
31 zm. do 1 bm. opadła woda we Wiśle
0,14 na 0,12 mtr. Wodo stan Wisły był
w Fordonie 0,26, Chełmnie 0,32,
Grudziądzu 0,16, Kurcebraku 0,22,
Tczewie 0,20, Malborku 0 06 mti.
W Chwałkowicach opadła woda z
1,18 na 1,17 mtr.
—	Copoty w Toruniu. Na
ogólne życzenie publiczności, wyrażo-
—	Patrzcie tylko jak wyrósł ten
chłopiec od czasu naszego widzenia
się, jesteś już prawie dorosłym czło¬
wiekiem, mój młody kawalerze. Wo-
góle zachowanie się jego było bardzo
ujmujące, a jednocześnie nacechowane
pewnem arystokratycznem poczuciem
wyższości,
—	Żyję tu sam, albo sam prawie,
mówił, ale posiadam tu własny dom,
w którymbym chętnie państwa ugościł.
Kapitan Brantome zaproponował mu
nasze warunki, nie tając przed nim,
że posiadamy mapę wyspy Mortalone.
Wiadomość ta nie zdawała się być
niespodzianką dla doktora Beanre¬
gard.
—	Znałem — rzekł w swoim cza¬
sie, Daniela Koffeny i jego towarzyszy
i mógłbym opowiedzieć państwu parę
szczegółów o tych ubiegłych zdarze¬
niach Odkładam to jednak do chwili,
w której nabierzecie do mnie tyle
zaufania, by odwiedzić mnie pod moim
własnym dachem. Tymczasem zaś
proponuję państwu wspólną wycieczkę
wzdłuż brzegów wyspy. Będę miał
wtedy sposobność pokazać państwu
parę ślicznych ustroni, w które obfi¬
tuje ten cichy zakątek. Nie mieliśmy
Sowodu odmawiać skoro i tak zgodżi-
śmy się na wspólne z nim działanie,
trzeba jednak było zostaw# kogoś na
statku. Wybór padł tym razem na
pana Rogeraa. ,	j
Pozostawiony ttą statku sędzia Ro-
gers, pocieszał się myślę że obserwo¬
wać mas będzie z daleka przez swą
ne w prasie 1 prywatnie, postanowiła
policya znieść zakaz przebywania na
ławie piaszczystej nad Wkłą Obecnie
wymierzają piasek, w celu ustawienia
baryer, poza które pod karą wycho¬
dzić nie będzie wolno. Dziatwa miej¬
ska w towarzystwie starszych będzie
więc mogła znowu korzystać z kąpieli
słoneczno piaszczystych, a nad brze¬
giem Wisły rozpocznie się znowu,
przerwany na krótko ruch, przypomi¬
nający Copoty.
—	Ofiary kąpania. Ciało
ucznia rztźaickiego Sanftlebena, który
utonął podczas kąpania w niedzielę,
oraz trupa robotnika Janotty, który
uległ wypadkowi w niedzielę, wydo¬
byto z Wisły. Ostatoiego znaleziono
w pobliżu Nieszawy. Kaprala Laatza
mimo usilnych poszukiwań dotych¬
czas ni« wyłowiono.
—	Pożar lasu. W leśniczówce
należącej do właściciela Pędzę w a pr-
wstał w niewyjaśniony sposób ogień.
Płomienie przeniosły się także na
lasek posiedziciela Windmtillera i
granicząca w pobliżu królewską leśni¬
czówkę. Zanim pożar zdołano umiej¬
scowić, zgorzało przeszło 90 mórg
lasu.
—	Nieszczęśliwy wypadek.
Ośmioletnia córeczka pewnego oóoisty
wyskoczywszy z tramwaju w prze¬
ciwną stronę, upadła i dostała się pod
spcjony z pierwszym wóz tramwajowy.
Dziewczynka odniosła dotkliwe obra¬
żenia i przegryzła sobie język w
dwóch miejscach.
—	Znaleziono łódkę; właści¬
ciel dowiedzieć się może bliższych
szczegółów co do jej odebrania, w
biurze policyjnem pod nr 49.
—	Więźniowie Jako robot¬
nicy rolni. W roku ubiegłym po
raz pierwszy wzięto na próbę więźniów
do wiosennych robót rolnych, o ile
właściciele ziemscy zobowiązali się do
poniesienia kosztów personału nadzor¬
czego i naturalnie do opłacenia zwy¬
kłej płacy dziennej. Tej wiosny po¬
wtórzono próbę i oprócz tego użyto
wiąż ołów do żniw. Więźniów otrzy¬
muje się pod warunkiem poświadcze¬
nia sołtysa, że nie można było dostać
robotników, że również bładze wojsko¬
we w interesie służby odmówiły u-
dzielenla żołnierzom urlopu na czas
żniw. Oczywiście wchodzą tutaj w
rachubę tylko tacy więźniowie, którzy
już kończą odsiadywanie kary, którzy
dotąd zachowywali się nienagannie, i
dobrowolnie zgłosili się do pracy
rolnej.
Prusy król. z Pomorzem.
—	Chełmża. Polowanie na ku¬
ropatwy zapowiada się w okolicy tu¬
tejszej dobrze.
—	Do składu kupca Wilhelma
Llndemanna włamali się złodzieje 1
lunetę, my zaś wsiedliśmy wszyscy
razem do wielkiej naszej żaglowej ło¬
dzi. Jerzy Kennedy i ja mieliśmy
robić wiosłem, przy sterze umieścił
się dr. Beauregard, pośrodku siedziały
obie panie i kapitan Brantome, który
nie pozbył się wcale sw*j nieufności.
Rozdział XX
Krzyk nad morzem.
Dr. Beauregard zaproponował nam
wycieczkę do jednej z najpiękniej¬
szych miejscowości wyspy, gdzie mie¬
liśmy spożyć śniadanie pod gołem
niebem. Stamtąd dopiero podążyć
mieliśmy dalej do miejsca, gdzie po¬
dług wskazówek zaczerpn'ętych z ma¬
py róść miało 5 olbrzymich araukaryi,
wśród których przewijał się strumyk,
prowadzący do jednej z trzech kryjó¬
wek zawierających owe wymarzone
bogactwa. W czasie przejażdżki na¬
szej łodzią, dr. Beauregard był nad¬
zwyczaj rozmowny 1 ożywiony, było
jednak w osobie jego i zachowaniu
się coś, co trzymało ludzi zdaleka 1
przejmowało len jakby tajonym lę¬
kiem. Wrażenie to zacierało się pra¬
wie zupełnie pod wpływem czaru jego
rozmowy powracało jednak prawie
zawsze, gdy umilknąwszy na chwilę,
obrzucał kogo badawczem wejrzeniem
fosforycznych swych czarnych oczu.
Żartował lekko z naszej chęci zdoby-'
cia skarbu, taj chęci, która zawiodła
nas na dalekie wody, oblewające wy-
,Pę^incóŻ^zrobiCIe państwo z tem
całem bogactwem? gdy jat raz posła-
skradli z kasy przeszło 70 mk. Po
włamywaczach brak wszelkiego śladu.
—	Chełmża. Krwawa bijatyka
powstała pomiędzy kilku robotnikami
na ul. Chełmińskiej. Wśród bójki po¬
raniono strasznie nożami robotnika
Ciesielskiego, którego trzeba było od¬
stawić do lazaretu.
—	Kowalewo. Pewna robot¬
nica z Królestwa zatrudniona w Frie-
derikenkcf (?) zadała w sprzeczce ro¬
botnicy Maryannie Piotrowskiej nożem
głęboką ranę w prawe oko. Nieszczę¬
śliwa dziewczyna utraci wzrok. Nożow-
niczkę aresztowano.
—	Chełmno. Dzieci bawiące
się zapałkami podpaliły dwa stogi,
które spłonęły zupełnie. W stogach
złożone było zboże kilku małych właś¬
cicieli ziemskich, a ponieważ nie byli
ubezpieczeni ponestą dotkliwą stratę.
—	Tczew. Prace nad powięk¬
szeniem mostu żelaznego mają być
rozpoczęte w przyszłym miesiącu.
—	Elbląg. Aresztowanego w
Kierlinie domniemanego mordercę
Stolzego wyposzczono z więzienia, po¬
nieważ sprowadzone dla stwierdzenia
tożsamości osoby z całą pewnością
oświadczyły, że nie jest on poszuki¬
wanym zbrodniarzem. Jest to rach¬
mistrz Heberlein ze Słupska, którego
już ras aresztowano jako Stolzego.
—	Grudziądz. Najcięższy m꿬
czyzna z okolicy Grudziądza, karcz¬
marz Konrad Reich, znana osobistość,
zmarł nngle w Gaczu. Zmarły ważył
blisko 5 centnarów. Przed kilku dnia¬
mi zranił sobie nogę, od czego nastą¬
piło zatrucie krwi, a następnie śmierć.
Liczył on deptero 28 lat.
—	Frydląd. Na dominium w
Glaznotach uciął kośnik pewien swemu
towarzyszowi obie ręce, gdy ten chciał
zebrać «a nim śclętn zboże.
—	Ryjewo. Jarmarki na bydło
1 spędzauio świń jest znowu dozwo¬
lone.
—	Gdańsk. Urzędnik kolejowy
Szrojkowskl w Szydllcach, otrzy¬
mawszy przyzwolenie władzy, prze¬
zwał się Schwenke.
—	Sztum. Pociąg przejechał
pod Gorajem strażaka kolejowego
Ossowskiego. Koła odcięły mu obie
nogi. Nieszczęśliwego przewieziono
do lazaretu w Malborku, gdzie nieba¬
wem zmarł. Pozostawił on żonę z
pięciorgiem drobnych dzieci.
—	Kwidzyn. Posiedzlciel pan
Paczkowski w Sziemnie kupił za 45
tyś. mk. posiadłość karczmarza Schil-
kego 1 odsprzedał ją władzy biskupiej
w Pelplinie. W sali mają odbywać
się co 4 tygodnie nabożeństwa, bo po¬
koje p. P, w których się dotychczas
nabożeństwa odbywały są za małe.
Już przed 4 laty kupiono tuż przy
Gardeji kawał ziemi pod budowę koś-
dać je będziecie — zapytał z uśmie¬
chem.
—	Daruje pan — przerwała żywo
panna Belcher — ale sprawę tę roz¬
ważyliśmy jesseze przed odpłynięciem
naszem z Anglii. Doktor skłonił się
w milczeniu, jak człowiek, który nie-
chce narzucać niemiłego tematu roz¬
mowy i zaczął mówić o czem Innem.
Przeskakiwał z przedmiotu na przed¬
miot z niesłychaną umiejętnością i
wyrobieniem towarzyskiem, zdradza¬
jąc przytem w każdem wypowiedzła-
nem zdaniu niepospolitą wiedzę 1 zna¬
jomość świata. Nie było prawie przed¬
miotu, któryby mu był obcy. Rozpra¬
wiał o przyrodzie podzwrotnikowej 1
warunkach klimatycznych stref lodo¬
watych, o upadku Napoleona 1 skom¬
plikowanych sprawach międzynarodo¬
wej dyplomacyi, o hlstoryi odkryć 1
wynalazków i arcydziełach sztuki, a
w każdym z tych działów posiadał
rozległe wiadomości. Przedewszystkiem
jednak uderzał oryginalnością swych
poglądów i zupełnie indywidualnym
sposobem patrzenia na kwestye, któ¬
rych dotykał. Słowem, był to człowiek
jednocześnie wykwintny i po męzku
odważny, światowy 1 gruntownie wy¬
kształcony i doprawdy panna Belcher
nie omyliła się wczoraj, nazywając go
interesującym. On także wyróżniał
ją wyraźnie 1 mówiąc pozornie do
wszystkich, zwracał się prawie wy¬
łącznie do niej.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
		

/Czasopisma_141_01_0733_0001.djvu

			ciota; ale dotąd nie nadesiłj pozwo¬
lenie.
—	Brnsy. „Pielgrzymowi" dono¬
szą, że na pogrzebie śp ks. prob. tu¬
tejszego Bibtra wygłoszono n i e m i e c
kie przemówienie obnk polskich,
wbrew wyrażonej woli Zmarłego, kt(5-
ry wyraźnie zaznaczył, aby przemowy
i pacierze odbywały się wyłącznie w
języku polskim. Fakt ten wywołał o-
burzenie w całej paraf,1.
—	Grudziądz. Dnia 27 z. m
oddano tu do uzytsu publicznego no¬
wą piękną salę. O podz. 7 zrana od¬
było się na intencyę „Bazaru" msza
święta — a o godz. 8 miejscowy ks.
proboszcz poświęcił nowo wybudowane
ubikacye. O godz. 1 po poł. odbyło się
walne zebranie spółki budowlanej „Ba¬
zar" w nowo wybudowanym lokalu
przy Grobli Tuszewskiej.
- Zebranie zagaił p. Całbecki z Gru¬
dziądza. Przewodniczył p. dr. Laszew-
skl, marszałkami honorowymi wybra¬
no ks. dr. Wolszlegiera i p. Liszkow¬
skiego z Lipienek. Protokół pisali pp.
Maryan Paszotta i Jan Marchlewski z
Grudziądza. Pan dr. Liszewski zazna¬
czył, że od 14 lat skarżono się na
brak schroniska dla naszych towa¬
rzystw w Grudziądzu i pracowano w
tej myśli, by zbudować odpowiedni
dom. Dążenie widzimy teraz uwień¬
czone wykończonem dziełem, — któ-
rem jest nowy Bazar.
Pan adwokat Grabarz jako członek
zarządu zdał następnie sprawozdanie
z tychczasowej działalności spółki. Ks.
dr. Wolszlegler cieszy się z pomyśl¬
nego rozwoju spółki oraz zapowiada,
iż przez zjazdy i urządzanie zebrań to
warzystw, będzie sie starał poprzeć
nowy dom spółki. Następnie oddaje
pan Marchlewski z Oliwy jako naj-
starsiy obywatel grudziądzki nowy lo¬
kal do użytku publiczności. Słowami:
Szczęść B Ź9 Spółce budowlanej w
dalszej pracy! zamknął pan przewod¬
niczący zebranie.
Warmia i Mazowsze praskie.
—	Królewiec. Samobójstwo z
niewiadomych priyczyn popełnił sze¬
regowiec z batalionu trenów.
Wielkopolska.
—	Żnin. Olbrzymi pożar zniszczył
tutaj w poniedziałek w nocy dom
piekarza o. Spornego, dwa domy rzeź-
nika p. Haima 1 jeden p. Brauna
oraz wszystkie przyległe budynki.
—	Poznań. Na łamach „Pose-
ner Neueuste Nachrichten" zastana¬
wia się ktoś bezimiennie nad słabym
udziałem w zwiedzaniu poznańskiej
wystawy niemieckiej. Autor tego ar¬
tykułu przypisuje ten słaby udział w
głównej mierze temu, że społeczeństwo
polskie zrażono zgóry do wystawy
przez znaną dwulicowość kierownictwa
wystawy, które z jednej strony wy¬
syłało polskie plakaty do Królestwa,
a tutaj, gdzie ludność polska prze¬
waża, ograniczyło się do plakatów
niemieckich, na których w dodatku
gdzieś się zapodział czubek wieży
ratuszowej z orłem polskim. W dal¬
szym ciągu swych wywodów podaje
autor dalsze wskazówki pod adresem
kierownictwa wystawy, jakiemi środ¬
kami należałoby postarać się o więk ¬
szy udział publiczności z dalszych
stron w zwiedzeniu wystawy.
Wszystkie te wskazówki — pisze
„Kur. Pozn“— przy chód są oczywiście
poniewczasie. Zwłaszcza rada, aby
publiczność polską jakoś udobruchać
jest zupełnie chybiona; tego już nikt
nie odrobi, a Polacy wytrwają z pew¬
nością na raz zajętem stanowisku.
Autor artykułu — widocznie jakiś
Niemiec trzeźwo na sprawę patrzący
—	przekonał się zupełnie dowodnie,
że nas jednak lekceważyć nie można.
Do prowadzenia wystawy nie przy¬
czynią się frazesy szowinistyczne,
którym ze strony niemieckiej w
związku z wystawą szafowano tak
hojnie. Jeszcze przed kilku dniami
nadburmistrz Poznania, dr. Wilms,
miał s!ę wyrazić, że „wystawa
wschodnlo-niemiecka należy do rzędu
tych nielicznych wystaw, które nie
zakończą się niedoborem" jr to zno¬
wu jtaki frazes obliczony na efekt, któ¬
remu fakty przeczą stanowczo.
Staropolska czyli Śląsk.
—	Król. Huta. W tutejszej
hucie fiskalnej szykanują tych robo¬
tników Polaków, którzy głosowali pod¬
czas ostatnich wyborów « d° sądów
procederowych, na ^polskich kandyda¬
tów. A kandydatom polskim oświad¬
czono, że nazwiska Ich umieszczono
na szerszej liście 1 że wkrótce będą
wydaleni z pracy.
—	Katowice. Na rozkaz wyż¬
szej władzy aresztowano tu wyższego
pocztowego asystenta Schmotalę, który
sprzeniewierzył prz*d miesiącem prze¬
kaz pieniężny na 681 mk. Sch. jest
starszym urzędnikiem i jest w służbie
pocztowej około lat 20
Polityka.
Rozmaitości.
—	Tajemnicze zabójstwo.
W Angouieme (Francya południowa)
zabito w tajemniczy sposób proboszcza
tamtejszego, ks. Gullbaulta, który ob¬
chodził właśnie 25 lecie kapłaństwa.
Po południu proboszcz przyjmował
powinszowania parafian, puczem udał
się do pokoju sypialnego. Tu podszedł
do niego oczekujący w ukryciu m꿬
czyzna 1, powaliwszy księdza wystrza¬
łem z rewolweru na podłogę, zbiegł,
zanim mieszkańcy probostwa zdołali
pospieszyć na miejsce wypadku. Ra¬
niony kapłan zmarł po kilku godzi¬
nach. Przed śmiercią jednak oświad¬
czył sędziom, że zna swojego zabójcę,
ale już mu przebaczył i prosi, aby
go nie poszukiwano. Tajemnicze to
zabójstwo wywołało wrażenie głębokie.
—	Tragiczny zgon artystki.
Z Emmericno donoszą, &e zwłoki
artystki paryskiej, p. Lantelme, która,
jak pisaliśmy, zginęła śmiercią tra
giczną, utonąwszy w Renie, znaleziono
płynące po rzece w odległości kilku
metrów od miejsca wypadku. Artyst¬
ka miała na sobie bogaty strój negli¬
żowy i klejnoty wartości 8000 marek.
Według dalszych wiadomości, nie¬
szczęście zdarzyło się w sposób na¬
stępujący: Wesołe towarzystwo, zło¬
żone z p. Lantelme, jej męża Ed-
wardsa, oraz kilku gości, zaproszo¬
nych na wycieczkę, zabawiało się na
pokładzie jachtu „Ataej“, racząc się
obficie z powodu upału mrożonym
szampanem. Po północy rozeszli się
wszyscy w różowych humorach do
kabin W kilka chwil później usły¬
szano z kabiny p. Lantelme głuchy
okrzyk, zajrzano więc do niej. Kabina
była pusta, a wielkie w niej okno
stało otworem. Widocznie zbyt obfite
uraczenie się winem przyprawiło
artystkę o mdłości, otworzyła więc
okno i przechyliła się przez nie, a
wskutek gwałtownego skurczu stra¬
ciła równowagę i wpadła do wody.
Mąż jej na wieść o katastrofie, uległ
silnemu atakowi nerwowemu i
ciężko chory.
—	Gadatliwość ukarana.
Zabawną przygodę opowiadają dzień
nlki paryskie. Sędzia przesłuchiwał
świadka, który chciał zacząć zeznania
od słów: „Mnie się zdaje.." „Proszę
odpowiadać na moje pytania słowami:
tak lub nie. Co się panu zdaje, to
dla sądu jest zupełnie obojętne. Mnie
np. się zdawało jeszcze przed chwilą,
że mam zegarek pny sobie, a tym¬
czasem przypomniałem sobie, żem go
zestawił w domu na nocnym stoliku.
Proszę mi tedy powiedzieć, co pan
wie na pewno". Świadka przesłucha¬
no, wydano wyrok, rozprawa się
wreszcie skończyła i sędzia udał się
do domu. Żona pny witała go tam
słowami: „Co się staio, żeś tak przy¬
syłał po zegarek? Czterech ludzi było
po niego". Straszne podejrzenie na¬
suwa się sędziemu. „Aleś ty go im
nie wydała?" „Owszem, pierwszemu,
który przystedł; kazałeś mu przecież
na dowód, że od ciebie przychodzi,
powiedzieć, że zostawiłeś zegarek na
nocnym stoliku". Na następnej roz¬
prawie sędzia był bardzo małomowny.
Wesoły kącik.
—	W blnrze. Panie naczelniku
chciałbym pójść jutro na pogrzeb
teściowej. — O, i jabym chciał.
-‘•■^'Dziwny rachunek. Wiesz,
mam dla ciebie ftonęl — No, co? —
50,000 mk. posagu.4 — Świetnie. A
Ile ma lat? — Hm... dóbrze nie wiem,
ale w każdym razie jest młodsza od...
posagu.
pr-
no
Z Niemiec. .
Loterya prusko ■ bawar¬
ska. Rtj»a bawar&ki zawarł ze rzą¬
dem pruskim układ, dotyczący wspól¬
nego przeprowadzenia loteryl pienię¬
żnej. Według układu tego loterya
pruska nos.łaby w przyszłości nazwę
loteryl pruske-nłemiecko-tołudniowej.
„Beri. Tagebl.“ o polityce
antypolskie). „Beri. Tagebl" o-
gł isza artykuł z powodu okólnika nie¬
mieckich konserwatystów poznańskich
przeciwko „Ostmarkenrereinowi".
Stwierdza, że chociaż był przeciwny
wszelkim aktom gwałtu przeciwko
Polakom w rodzaju wywłaszczenia,
jednakowoż obecna polityka rządu
musi się spotkać z potępieniem. A
to dla tego, iż rząd, jeśli nosi się z
zamiarem zmiany kursu wobec Pola¬
ków, to tylko, aby się przypodobać
jnnkrom 1 centrum. Rząd powinien
zerwać wreszcie z popieraniem wiel¬
kich właścicieli ziemskich. Natomiast
szkoły należy zupełnie wyłączyć z pod
wpływu duchowieństwa i zapewnić
szerokim masom lodu istotny samo¬
rząd w miastach 1 okręgach.
Z Anglii.
Anglia a Maroko. Prasa
londyńska zaczyna zdradzać zdener¬
wowanie 1 czarne usposobienie z po¬
wodu zupełnej nieświadomości o sta¬
nie rokowań niemiecko francuskich.
Skoro zapowiedziano wizytę kanclerza
i Kiderlen Wachtera u cesarza nie¬
mieckiego, sądzono, że w 24 godzin
po len powrocie pojawi się jakiś ko¬
munikat, który by uspokoił zdenerwo
waną do wysokiego stopnia opinię.
Nadzieje te zawiodły, co według zda
nia bezstronnych dzienników angiel¬
skich jest dowodem znacznych trud¬
ności w załatwieniu sprawy maro¬
kańskiej.
Flota angielska zdradza w dalszym
ciągu czynność gorączkową. Fiotyla,
złożona z 14 kontotorpedowców, otrzy¬
mała nagły rozkaz i odpłynęła w nie¬
wiadomym kierunku. W porcie Sheer-
nes panuje ożywiony ruch. Zmobili¬
zowano oddziały reflektorów i posta¬
wiono na stopie wojennej okręty wy¬
wiadowcze.
Z Rosyi.
Rosya a Persya. Dzienniki
petersburskie oburzone są uchwałą
parlamentu perskiego, nakładającą ce¬
nę na głowę byłego szacha. „Nowoje
Wremia" zaznacza, że żadne z mo¬
carstw nie zaprotestowało przeciwko
tej uchwale, pomimo, że w Teheranie
są reprezentanci chrześclsńskich
państw. Byłoby niesłychanem, gdyby
mocarstwa nie przeszkodziły wprowa¬
dzeniu ludożerczych zwyczajów i na¬
gradzaniu morderstw.
Organowi wieszateli rosyjskich z
tą obroną zasad chrześclańskich bar¬
dzo nie do twaizy.
Z Azyi.
Zbrojenia Chin. Rząd chiński
postanowił wobec wzmocnienia przez
Rosyę wojsk w Azyi wschodniej po-
oowiększyć swoje siły w Mandżuryl.
W najbliższych dniacn ma być wojsko
chińskie powiększone do 30 brygad
piechoty i 150 pułków artyleryi prócz
konnicy. Wobec tego, lż rząd chiński
zdecydował się na takie powiększenie
wojska, pomimo złego stanu finanso¬
wego kraju, zachodzi prawdopodobień¬
stwo, że położenie na azyatyckim
wschodzie jest istotnie niepewne i
Chiny chcą się przygotować na wszel¬
kie ewentualności.
Z Bałkanów.
Groźne położenie w Alba¬
nii. W poniedziałek upłynął termin
ostateczny, udzielony przez rząd tu
reeki Malisorom do złożenia broni.
Jest mała nadzieja, aby się Malisorc-
wie zgodzili na warunki Tdrcyi. Przy¬
gotowania wojenne w dalszym ciągu
są gorączkowo prowadzone. W Cety-
nil wywołała wiadomość, że wojska
tureckie, mają zamiar w pościgu za
Mallsorami przekroczyć" granicę czar¬
nogórską, wielki niepokój. Rada mini¬
strów czarnogóf^kich zebrała się na
, nadzwyęz^ne posiedzenie w celu ob¬
myślenia środków, aby nie dopuścić
do tej możliwości.
Ostatnie wiadomości
I telegramy.
Nowy Jork. Niebezpieczny strejk
powstał w meksykańskich kopalniach
złota. Ogółem strejkuje 40 tyś. ro¬
botników. W Rurales podczas starcia
z policyą było 9 zabitych a 32 rannych.
Salonika. Bandyci, którzy poj¬
mali inżyniera Richtera, żądają, aby
przyszedł do nich urzędnik z konsu¬
latu niemieckiego w celu ustanowie¬
nie wysokości okupu, w przeciwnym
razie Richter musi umrzeć.
Diibuti. W Diredaua w Abesy-
nli nastąpiła straszna eksplozya dyna¬
mitu. Urząd celny i 50 domów Earo-
pejczyków wyleciało w powietrze Za¬
bitych jest 30 Abesyńczyków 1 8 Or¬
mian. Wielka część miasta zniszczona.
Pyrmont. Spalił gę tutaj dom
kuratyjny. Z gości kąpielowych nlki
nie ucierpiał. Pożar powstał sam w
torfisku skutkiem upału. Gmach
kosztował 6 1 pół milionów mk.
Drezno. Tutejsza rada miejska
zakazała urządzenia dnia kwiatowego
ze względów społeczno politycznych.
Paryż. W Yalence uderzył lotnik
Wyss latawcem swoim o trybunę dla
publiczności i zranił dwie osoby. Wkrót¬
ce potem zarwała się trybuna, raniąc
10 osób.
Dyseldorf. Sekretarz cesarskie¬
go sądu procederowego, Reutzer, u-
ciekł, sprzeniewierzywszy znaczną su¬
mę z funduszów urzędowych.
f Zmarli:
Sp. Teodor* Kranz, dnia 31 z. m. w Gaie-
źnie. — Sp. Józef Kaczmarek, dnia 31 z. m
w 72 roku życia w Napoleonowie.
Zebrania towarzystw
odbędą się w niedzielę 6 sierpnia:
—	Wąbrzeźno. Dnia 6 bm. odbędzie sic
zabawa latowa Towarzystwa gimn. „Sokół“
z urozmaiconym programem w ogrodzie p.
Słowikowskiego. Początek o godz. 4 po poL
Uprasza się Szanowną Publiczność z miasta
i okolicy o łaskawe poparcie naszego gniazda,
ze względu na to, że pierwszą zabawę przer¬
wała niepogoda, a koszta spadły na kasę to¬
warzyską, która jest bardzo szczupłą.
Czołem!	Wydział.
* — Skarlin. Kółka rolniczego o godz. 4 po
poł. w zwykłym lokalu
—	Zbiczno. Kółka rolniczego o godz. 4
po poł. w zwykłym lokalu.
—	Kowalewo. Tow. Przemysłowego o
godz. 7 wiecz. na sali p. Przybyszewskiego.
—	Toruń. „Wyzwolenie1*. Lekcye śpiewu
odbędą się w środę dnia 2 b. m. o godz. 8
w „Muzeum". O jaknajliczalejszy udział prosi
Zarząd.
stimMii. ttniiii i mm
Gdańak, 1 sierpnia.
Telegram zbożowy IB. Hozakowakij Tonad.
za 1 tonę
aa korzea
—
—
191
8,12
156
6,24
bezzmiaiy
129
4,52
164
i.10
—
—
Pszenica:
trajowa wys.-pstra 1 biała
„ Jaano-patra
„ czerwona ,
transyt wya.-patra 1 biała
. Jaano-patra
. czerwona ,
zyto:
orajowe
polakle tranaitowo ,
Jęczmień!
wielki
«ały
Owlea:
krajowy
tranzytowy ....
Groch;
krajowy
tranaytowy ....
Rzepiki
krsjowy . . . / .
Waga korca pszenicy 81 bunt, łyta 80 lat*
lęezKlenia 70 Int. owaa 80 Int* grochi 90 lat*
rzepik* 72 Int
Sprawozdanie a giełdy abotowej w Gdańska
Notowania tow. .Ceros".
Gdańak, 1. 8. U.
Pazenica bez zmiany, pł. U. 199.
żyto niższa, pł. U. 156.
Jęczmień bez zmiany.
Owlea bez zmiany.
Otręby pszenne, pł. U. 5,55 za 50 kg
Otręby żytnie, pł. IŁ 6,00 za 50 kg.
Berliński tara na bydło.
(Miejskie targowisko).
Berlin, 29 llpca 1911.
Spędzono na sprzedai:
3101 sztuk bydła rogatego. Płaoano aa 10t
fantów wagi żywej, aa la — mrk* za Da
37—41	mrk., za Ola 34—36 mrk* sa IYa
38—32	mrk.
1044 aztak cieląt Płacono za 100 lut waet
żywsj, sa la 60—85 ark., aa Ha 50—56 ark*
as U** 43—48 mrk.
8422 sztok skopów. Płacono sa lut wagi
żywej, za la 38—42 mrk* sa Ha 33—38 mk*
za jagnięta 24—35 mrk.
12948 sztok nierogaciany. Płacono za 100 font
wagi żywej, sa la 44—45 mrk., aa Da 43—45.
out* za Ula 43—46 mrk.
		

/Czasopisma_141_01_0734_0001.djvu

			Z powoda 25-letniego istnienia w Toru¬
niu Zakładu Sióstr Elżbietanek odbędzie się
na korzyść tegoż zakładu	(751
w niedzielą d. 13-go sierpnia 1911
Bazar ^
w ogrodzie „Wiktoryi“, w razie niepogody
tamże na sali.
: : : Początek o godzinie 4. : : :
Wstępne 25 fen. — | — Dzieci 10 fen.
Zwracając szanownej Publiczności szcze¬
gólną uwagę na 25-letnią zbożną działalność
Sióstr, prosimy uprzejmie o życzliwe popar¬
cie naszych dobrych sami arów, czy to bra¬
niem udziału w bazarze, czy też przesłaniem
jakichbądź ofiar i podarków, aby w ten
sposób wszyscy życzliwi wyrazili swąwdzięcz-
n«ść i uznanie za pracę ćwierćwlekową Sióstr.
Wszelkie datki pieniężne może odbierać
niewiasta obnosząca listę; inne przedmioty
prosimy odsyłać do Sióstr Elżbietanek, ul.
Żeglarska nr. 9, a w sam dzień bazaru,
13-go sierpnia, od godz. 10 przed południem
do ogrodu Wiktoryi.
Kuratoryum Zakładu św. Elżbiety.
X. Gollnick.
era iry twietlaie.
Rynek Nowomiejskl 13. Rynek Nowo miejski 13.
Program od 2 do 11 sierpnia 1911.
Pathe Journal 118b. — najnowsze zdarzenia.
Wdzięczność żebraka — tragiczna komedya.
O lepszą połową — humorystyczne.
Krótkie szczęście* dramat z życia.
Tontolini umie wszystko — znakomita humoreska.
Ćwiczenia i manewry kirasyerów — sceniczne wi¬
dowisko wojskowe.
Artbeme Dupin zginął — humor.
SJ? Polowanie na dziki, WW
modny dramat pierwszorzędne przedst.
Za małe pieniądze
kupicie dobre trwałe obuwie najlepiej u
B. Lewińskiego
— ul. Szeroka --
fff Własny warsztat reparacyjny ffi
Jedna próba wystarczy aby zostać mym
— | — stałym odbiorcą — | —
Przykra wina — dramat z życia.
(803
Wyjechałem
Dr. Mnsehold
Toruń—Thorn.
Poszukuje zaraz trzeźwego
woźnicę (tara)
Alexander Rorowski
Toruń—Mokre. (718
W Nowej wsi tuż pod Toruniem — między
Złotoryą a Lubiczem są na sprzedaż:	(749
śliczna resztówka
30—60 morg, dom mieszkalny z ziemią i bez,
oraz parcele wszelkiej wielkości.
Wiałecki, Nowawieś (Neudorf p. Zlotterie.
Nieprzemakalne plany na stogi, płachty
żniwne, worki do zboża, sznury, jako i
nasienie rzepy Ścierniskowej, gorczy-
. . . cy, rzodkwi olejnej chińskiej . . .
poleca
B. Hozakowski9 skład nasion
w Toruniu (Thorn.).
Th. Oreschler, mistrz krawiecki,
ui. Wiatrowa 5, wchód ul. Piekarska.
Pracownia elepictej pM; itiUtj, 3
jako
i aiplM kostpmJi iamskich jtiłii nar;.
Wielki wybór materyi męzkiej i dam¬
skiej na sezon zimowy.
Materye przyjmuje się także.
Poszukuję zaraz
taj
(794
Piśmienne zgłoszenia do
Alexander Borowski
Toruń—Mokre.
Lekcyi mnzjki
udziela gruntownie	(368
LoWa^lscfflMa,
ulica Szewska 3 p. III.
poieca
„Gaz. Tor*.
Ucznia
syna uczciwych rodziców po¬
szukuje zaraz	(776
Kazimierz Schulz
fryzyer teatralny
ul. Szewska (Schuhmacherstr.)
Otwarcie interesu!
■ We wtorek dnia 1 sierpnia 1911 otworzyliśmy tutaj na miejscu dalszy specjalny interes
kawy, herbaty, czekolady, biskwitów i towarów z cukru.
Nowy ten interes sprzedaży, podobnie jak wszelkie inne nasze filie, których posiadamy przeszło
lOOO we wszystkich większych miastach Niemiec i Szwajcarii, «|j; n • i'j _ •	. t
prowadzić również będziemy ściśle do naszej dewizy: W0MTOł Bliny ZJSK!
Ten wlaśniie oEbrzymi obrót umożliwia nam podawanie Szan klienteli naszej
z dobrego zawaze t,>tko najlepsze — -=
co chętnie i radośnie przyznaje nam kilka milionów licząca nasza klientela.
Jako specyainn korzyść dajemy jeszcze
b8Z nodwyźszenia C6ny na wszystkie lowary w znanych znąkon.ltych gatunkach
_				i,	 (z wyjątkiem kawy poniżej 1,40 mk. za funt i cukru) aż d°
Polecając s-ię Szan. Publiczności prosimy o łaskawe poparcie
Z wysokim szacunkiem
5°0 rabatu
Kaiser’a składy kawy Ci. m. I) 11.
Największy zakład w Europie palenia kawy.
■*a*.
Schokotade-
Fabrik
io Ylersen.
Fabrfki*
te
YierscB, Dtflken»
Spandau.Breslao,,
Heilbroan,
Basel.
■%, i ;
G. m. b. H.
Europa* irtfester
Nowe miejsce sprzedaży i filia:
T sruti -Mokre
ulica Lipowa 3a (Lindenstr.)
w nowo w ) b u ii o w a n e j k a in l*e n i c y firmy
KoMentiii I Wichert.
Dalsze filie w Toruniu:
~ ' — u!. Szeroka 12 I Mcllina 83. — I -
Słabość męzką
zboczenia młodości, straconą,
siłę nerwów i wszelkie niedo¬
magania seksualne usuwa nie¬
zawodnie i pewnie — „Kyphi“
— pierwszorzędny środek lecz¬
niczy, aprobowany przez lekarzy
polecony i atestowany znako¬
micie. Butelka 10 mk.: 2 bu¬
telki 18 mk. oplatnie włącznie
opakowania. Broszura w zam¬
kniętej kopercie 60 fen. (612
H. Reger’a
chemiczne laboratoryum
Miinchen A. 2.
Kaufingerstr. 25.
~Piekarnia
w dobrem położeniu jest do
wydzierżawienia. Do przejęcia
potrzeba około 1000 mk.łiżgł.
Gniatczyński,
T«ruń—Thorn, Bśickerstr. 35.
Wróciłem
l JllUUi
lekarz specyalista w chorobach
kobiecych.
Baczność!
W tym tygodniu sprzedawać
będę warkocze 62 cm. długie,
od 2 mk. począwszy. (752
Warkocze w najlepszym ga¬
tunku bez tasiemki sztuka 5
mk. poleca |
•St B. Araczewski,
ul. Chełmińska.
jDepozyta
fpo 4% przyjmuje i
udziela członkom po¬
życzek pod korzystnemi
warunkami.	(400
yBank ludowy””
E. G. m. u. H,
w Chełmży (Culmses
J. Sobiecki, W. Gąsowski.
Kwieciński.
v\yd;.wca Jan urojsKi w Joruaiu. — Za redai c/ę odpowiedzialny Jó^ier Uożdzietfloz w Toruuiu. — jNakłauein i uzcwiutami Drukarni gazet w Toruniu, ^