/Czasopisma_105_09_03_001_0001.djvu

			d 


,... 


., 


WYDAWNICTWO AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE. 


SPRAWOZDANIA 


... 


KOMISYJ DO BADANIA 


HISTORYI SZTUKI 


W POLSCE 


TOM VII. - ZESZYT III. 


, 


Jan Sas Zubrzyckl: Miasto Jarosław i jego zabytki. - Feliks Kopera : Miniatury 
rękopisów polskiego pochodzenia w Bibliotece publicznej w Petersburgu. Wiek XIV 
do XV. - Maryan Sokołowski: Drzeworytnictwo u nas. (I. Drzeworyty ludowe; 
II. Drzeworytnictwo i kołtryniarstwo w Polsce; III. Kultura ludu) Część I. 
 Sprawo- 
zdania z posiedzeń Komisyi historyi sztuki za czas od l stycznia do 31 grudnia 1900. 


Z 149 fiGURAMI W TEKSCIE 


r 
, \ 
.
,.... 



. 


W KRAKOWIE 
NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI SPÓŁKI WYDAWNICZEJ POLSKIEJ 
MCMIII 


\tl 


....
		

/Czasopisma_105_09_03_002_0001.djvu

			r 


"\ 


I. 


r 


1 


'	
			

/Czasopisma_105_09_03_003_0001.djvu

			WYDAWNICTWO AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE. 


SPRAWOZDANIA 


KOMISYI DO BADANIA 


HISTORYJ SZTUKI 


,\ 


W POLSCE 


. 


TOM VII 


Z 5 TABLICAMI ORAZ 442 RYCINAMI W TEKŚCIE 


. 
KRAKOW 
NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI SPÓŁKI WYDAWNICZEJ POLSKIEJ 
1906. 


'I
		

/Czasopisma_105_09_03_004_0001.djvu

			060/
 


Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem Józefa Filipowskiego.
		

/Czasopisma_105_09_03_005_0001.djvu

			., . 


( 


SPRA WOZDANIA 


KOMISYI DO BADANIA 


HISTORYI SZTUKI W POLSCE.
		

/Czasopisma_105_09_03_006_0001.djvu

			\ 


l 


" 
..
		

/Czasopisma_105_09_03_007_0001.djvu

			l 


1 


- 


x 


- --_-::_-- 
/:_- 
--=-- - 


Fil{. 1. Miasto Jaroslaw podług obrazu :\ VII w. drzeworyt z »l'rzyjaeiela ludu 11>411«. 


MIASTO JAROSŁAW I JEGO ZABYTKI 


Z P()LECE
L\ KO.\IISYI ZB.-\UAL, OPISAŁ I \\"L-\SNOR
CZNY.\Ił R VSUNKA.\Il OPATRZYŁ 


JAN SAS ZUBRZYCKI, 
ARCHITEKT. 


"" 



-.- 


\ 
.\ 


A . 
 '
Ql 
L,;.-r r
 i -\ 
at . ; _ Ił 
.. 
. 
.' / <. 
c.1If 

 : .,
..'....: 
" L ", i, 'ł..,;; . " 
r ł
.r. '.1 
ło 

 


. \ 
'i' 


, 
/ 
I , 


" . 


\ " .' 


./ 
l' , 
. '11..:.( 
Iq" 


t;' ;. 
. ' ,,-.l ,iii . 
j'\..". . 


" 


-dl!. 


\IIoł.
.- : .r 
 
, . 


.a-.; - 
/ 


Fig. 2. Jaroslaw, kosei,il 1\1'. l\laryi. 


.\Iało które z miast polskich, drl1gorz
dnych, miało 
tak świetną przeszłość, jak jarosław; mało też które tak 
znacznie upadło i tak cechy swej wspaniałości zatraciło. 
Najwi
kszy upadek jego przypada na początek wieku 
XIX. Nic też dziwnego, że Sobieszczcu1ski, tak zresztą 
sumiennie i skwapliwie zbierający zabytki sztuki po 
ziemi naszej rozsiadłe, nic w jarosła wiu nie widział, 
a może i widzieć si
 nie spodziewał - - dlatego w dwu- 
tomowem dziele swojem ani jednem słowem o tem mie- 
ście nie wspomniał. Niemcewicz w Podrtfźtu'h his/my- 
c:;nych nic także nam nie podaje z własnych wrażeń, nic 
nie opisuje, coby świadczyło, że oglądał w jarosławiu, 
Kilka zdań, do niego sit; odnoszących, powtarza bądź 


4 


za Celi al-im, bądź za Starowolskim. Balinski wprawdzie 
przytacza historyczne daty i cośkolwiek napomyka o ko- 
ściołach, ale to wszystko nie daje najmniejszego wy- 
obrażenia. 
Dotychczas oprócz dwóch rycin w Pł':;)'jao:elu Ludu 
z r. 18-+6 i kt-ótkiej wzmianki, oprócz artykułu jednego 
w A7{J.\'at.h i kilku pomniejszych wzmianek w innych 
pismach, nic nie mamy, coby stanowiło obszerniejszą 
monograt1t; jarosławia '. \r r. 1893 wydał Ign. Rychlik 


I Podstawową dotychczas pracą i stosunkowo najobszerniej- 
szą o jarosławiu jest Franciszka Siarczyńskiego, proboszcza 
kollegiaty jarosławskiej, Wiadomość historyczna i staryst)'czna o mie- 
ście :Jarosławiu, we Lwowie 1826. Służyła ona za podstawę tych 
wszystkich wzmianek i opis!',w, kti'lre p. Zubrzycki przytacza. Por. 
również Sad ok Barącz, Archiwum 11'11: 00. Dominikanów 
w :Jarosławiu, 1884, gdzie się znajduje wiele szczegółów z bez- 
pośrednich źrÓdeł nawet do historyi, a przedewszystkiem stanu 
miasta, nie mów iąc o kościele. J. R. C h o ł o d e c ki, I< ilka szcze- 
gółów z przeszłości miasta :Jarosławia w ziemi przellV'ski
j (Od- 
bitka z rocznika literackiego Zdrowie, wychodzącego pod redakcyą 
G. Kohna), Lwów, 1900, - korzysta głównie z Siarczyńskiego. 
Uwzględnić przy tern należy prace przytoczone w Bibliografii Fin- 
kla, mianowicie nr. 11.255, 13.296. 13.452 tamże, a przedewszy- 
stkiem Akta grodzkie i ziemskie. Ciekawym jest ustęp, ktlJry w Po- 
dróży, poświęca jarosławowi I g n a c y Kra s i c ki: 
.Sławny panami, w kh',rych ręku bywał, 
.Tam dziedzic z Sprowy zacny odpoczywał, 
»Tam, kt6re ciągła potomność pamięta, 
»1\Iiały siedlisko Ostrogskie książęta, 
»\V buncie niewinnych, co szukał pomocy, 
. Tam przytulenie chciał znaleźć Ragocy, 
.Z czasem i zwykłą czasowi odmianą, 


24 


j' 


11-'
		

/Czasopisma_105_09_03_008_0001.djvu

			359 


MIASTO JAROSLAW I JEGO ZAIJYTKI. 


3 60 


książeczkt; p. t.: J{OŚCiÓl J{ollegiatJ' U/s.'J)lstkit"h ";"zoię- 
t)'ch w JarosIawiu. Praca ta, obejmująca strun go, jest 
może najobszerniejszą z dziejów jarosławia, odnosi si
 
wszakże przeważnie tylko do historyi kościoła samego, 
a w szczeg<'Jlności kollegiaty. W publikacyi Mittlleil1l1z- 
gm Zllr J:.-ł-haltun,![ der Hauden/.:male znajdujemy dwie 
nader skromne notatki: jedną \\" tomie III (Acue Folge) 
na stronie XV, odnoszącą sit; do rzdby. umieszczonej 
w murze kościoła, 
którą p r z ed s t a \\' i a 
konserwator :\1. Po- 


tocki Komisyi, a ta 
orzeka, że rzeźba 
owa pochodzić musi 
z jak iegoś domu 
świeckiego - drugą 
w tomie IV (.!\cue 
FO(f{e) na stronie 
XVI, opisującą ja- 
kieś dwie karyatydy, 
zda'liemKomisyi cen- 
tralnej pochodzące 
zX\'I wieku,a nie,jak 
konserwator Potocki 
przedstawiał, z c"za- 
sów rzymskich lub 
staro - słowiańskich. 
\\. .\jwa'wozdalliacll 
J{olllisyi do badania 
historyi sztuki w Pol- 
sce znajdujemy coś- 
kolwiek dokładniej- 
szego na str. V, to- 
mu 1Il z r. IgS8- 
g-dzie Łuszczkiewicz 
opisuje stare kamie- 
nice, podaje rysu- 
nek jeden i przy- 
tacza kilka uwag od- 
nośnie do kościołów. \\, tomie zaś IV na str. L p. 
Odrzywolski przedstawił dwa rzuty kamienicy pewnej 
w jarosławiu na dole i na I pi
trze. 
Tyle wszystkiego, co do dziś posiadamy w piśmien- 
nictwie naszem. A jednak jarosław zasługiwałby wielce 
na obszerniejszą monografi
 i dziwić się można, dla- 
czego nikt dotychczas nie podjął si
 tej pracy arcy- 
wdzięcznej. \\' obec tego nie będzie zbytecznem, je- 
żeli przypomniemy kilka najważniejszych dat, mających 
służyć nam za tło i ramy do tego, co następnie skre- 
ślić zamierzamy. 


Oto co PrzJiaad Ludu w Nr. 15 r. I 
5..łó pisze: 
,. Wójt z Ławnikami i Burmistrz z Rajcami, wulnegu 
micszczan wyboru, osadzeni, sprawuwali zwicrzchność 
miejscową, według ustawy przez radę i wszystko PO- 
spólstwo u3tanowionej, plebiscita zwanej, przcz Króla Zy- 
gmunta Augusta zatwierdzonej. Jakie przed tym czasem 
było urządzenie, niewiadomo, lubo wspominają dzieje, 
że Jarosław już za Daniela. Xiążęcia Ruski
go, było 
miasto obronne. Za Ludwika Króla węgicrskicgo i pol- 
skiego, Władysławowi 
Xiążęciu (>polskicm u, 
było nadane. Później 
okazują się właściciela- 
mi Jarosławia: Leliwa- 
cy, ród rycerski, uży- 
wający na tarczy: w 
środku xiężyca gwia- 
zdę; to jest herbu Le- 
liwa. Władysław Ja- 
giełło pojąwszy za żonę 
Elżbietę Pilecką, trze- 
ciegoślubu (;ranowską. 
udzielił pasierbowi Ja- 
nowI (;ranowskiemu 
tytułu llrahi na Jaro- 
sławiu. a za wygaśnię- 
ciem dzielnicy Jaro- 
sławskich, powrócił Ja- 
rosław do domu Leli- 
waków na Tarnowie, 
czyli Tarnowskich. Jan 
Tarnowski, Kasztelan 
Krakowski. Wielki Ile- 
tman koronny, Pan 
możny i czynami wu- 
jennymi sławny, szcze- 
gólniej to miasto 
podniósł i zamek od 
Tatarów zrujnowany 
odbudował. Po bez- 
potomnej śmierci syna 
jego Krzysztofa pozo- 
stała wdowa. Zofia ze 
Sprowy z Odrowążów, 
w powtórncm małżeń- 
stwie Kostczyna, i córka jej Anna, Xiężna Ostrog- 
ska, Pani świątobliwa i dobroczynna, 1icznemi przy- 
wilejami Jarosław obdarzyły. Jeden z tych przywi- 
jów, względem Żydów, dla dobra miasta stanowi, że im 
tamże tylko dwa domy mieć wolno, w których by się 
dwie rodziny pomieściły. Po śmierci Xiężnej Ostrogskiej, 
nietylko miasto, ale i zamek między trzy cc)\'ki był podzie- 
lony. Jedna z tych części. przez Katarzynę w dom Zamoj- 
skich wniesiona, dostała się póiniej Maryi Kazimierze, 
w pierwszem małżeństwie Zamojskiej, w powtórnem Ja- 
na III. małżonce, która w Wysocku zamek i ogród założyła. 
Schcda Zofii z Xiążąt Ostrogskich X. Lubomirskiej, 
utrzymywała się w domu Xiążąt Lubomirskich, aż przez 
Elżbietę X. Lubomirską, W. Hetmana Adama Sieniaw- 
skiego małżonkę, przeszła do rodziny Sieniawskich. 
W czasie walki Augusta II z Karolem XII, dobra I łet- 


L'łIt"'1!'af.. 


Fig. 3. Plan sytuacyjny Jaroslawia z r. 11)07. 


.Brały w dziedzictwie ziemię pożądaną 
.Domy najpierwsze. Miasto okazałe, 
.Gmachy poważne, świątnice wspaniałe c . 


(M. S.).
		

/Czasopisma_105_09_03_009_0001.djvu

			3 61 


('" 
.' \ 
 


 
,F 3 62 
ale Tatarzy go spalili I. #ldwiga, krÓlowa, w roku 1387 
zamieszkała tutaj w jedJiej z kamienic, którą wedle po- 
dania pokazują. Przedtem i Kazimierz \Vielki bawił 
w Jarosławiu w r. I 37'S. Już przywilej Władysława III 
w Budzie 1443 dany wspomina o znacznym ruchu han- 
dlowym w Jarosławiu kwitnącym i stanowi Jarosław mia- 
stem składowem. Dowiadujemy się zeń, że już wtedy 


:\IIASTO JAROSŁA W I JEGO ZABYTKI. 


mana Sieniawskiego, sprawę Saskiej dynastyi wiernie 
popierającego, od Szwedów spustoszenia doznały. Gdy 
w roku 1704 Sasi napowrót Jarosław zajęli, Szwedzi 
w przeważającej sile na miasto uderzywszy i warownią 
dobywszy, na zwyciężonych mieszkańców 20.000 tyn- 
fów okupu nałożyli. Sprzedaż w Gdańsku zawarta, pn:ez 
którą dobra Jarosławskie na własność Rakoczego po 
siedmiogrodzkich i węgierskich klęskach tutaj przytułku 


\\ 


.... 



f 

 


1_- 


FiR. 4. Plan miasta Jaroslawia wedle stanu dzisiejszego. 


szukającego, przenuszonemi zostały, nie przyszła do sku- 
tku. I owszem te dobra napowrót w dom Sieniawskich 
powróciły, a przez Maryą Zofią, tego zacnego domu 
ostatniego potomka, Augusta Xiążęcia Czartoryskiego 
małżonkę, w dom Xiążąt Czartoryskich wniesione ob- 
szerne włości. których stolicą był Jarosław, aż do 
ostatnich czasów własnością Xiążąt Czartoryskich po- 
zostały«. 

Iiasto Jarosław sięga właściwie' początkiem swoim 
aż X I wieku. Założycielem miał być jeden z książąt 
ruskich, imieniem Jarosław. Władysław książę Opolski 
przenosi siedzibę pierwotną na inne miejsce i zamek bu- 
duje. W XII i XIII wieku miasto to w rozmaitych bi- 
twach i wojnach odgrywa ważną rolę, albowiem jako 
warownia 'głównie opierało się nieprzyjacielskim napa- 
dom. Św. Jacek miał tu zbudować kościołek drewniany, 


kupcy zagraniczni z dalekich stron tu przybywali bądź 
dla sprzedaży bądź dla kupna. Przywilej ten zakazuje 
nawet kupcom innymi gościńcami jechać, ino przez Ja- 
rosław, pod utratą k u p i i. Spytek Jarosławski, wojewoda 
ruski, udziela miastu w r. 1479 prawo zbudowania ra- 
tusza. Zaledwie gród się rozwinął i wzbogacił, już Tata- 
rzy w r. 1489 nań napadli - potem w r. 1-1-98 Wołosi 
z Turkami, a zaraz w roku 1500 palą Tatarzy cały Ja- 
rosław, i w roku 1502 raz jeszcze, kiedy iRadymno 
i Przeworsk i Rzeszów padły także ofiarą ich łupieży. 
Rodzinie Spytków Jarosław najwięcej zawdzięcza. 
Jan Spytek w r. 1309 miał miasto założyć na prawie 
niemieckiem, jak się zdaje - Spytek drugi, kasztelan 


I Ign. Rychlik: Kościół Kollegiary Wszystkich 

(). w:Jaroslawiu.
		

/Czasopisma_105_09_03_010_0001.djvu

			3 6 3 


MIASTO JAROSł,AW I JEGO ZABYTKI. 


1'OPW01\ZE.. 


Persowie i Arabowie. z drugiej strony Niemcy, mie- 
szkańcy Pomorza, Holzacyi I, Danii, Fryzyi, Holandyi, 
Brabancyi, Francyi, Szwecyi, \'\orwegii, \Ioskwy, Anglii, 
a nawet \\'łosi, Hiszpanie i Portugalczycy. - Polska 
na sprzedaż miała: żyto, pszenicę, j
czmiell i inne zboża, 
len, chmiel, skóry wołowe, wyroby białoskórnicze, miód, 
wosk, bu.rsztyn, smoł
, popiół, drzewo to warne, deski 
i inne przedmioty do bu- 
dowy okrętów i ozdoby 
domów potrzebne, piwo 
i pewną trawę przydatną 
do farbowania wełny i je- 
dwabiu, woły, konie i sko- 
py. Kupcy zaś przywo- 
zili: tkaniny jedwabne i 
złote, wyroby z lnu i weł- 
ny, kobierce, obicia, per- 
ły, drogie kamienie, fu- 
tra najrozmaitsze, śledzie, 
ryby osolone i suszone, 
miedź, mosiądz i stal bądt. 
surową, bądź wyrobion
!, 
woły z \\" ołoszczyzny, wi- 
na z \\"ęgier i 
Iorawy, 
z Włoch, Krety i Grecyi, 
wina reIi.skie, francuskie, 
hiszpal1skie, kanal-yjskie 
i krete6skie (przez Gdańsk 
na okr
tach), perfumy, 
olejki ze Wschodu, korze- 
me, bakalie najrozmai, 
tsze 2. 
r\ie zdaje się to być 
pł-Zesadą, 
o !'iasecki 
twierdzi, a co r\iemce- 
wicz powtarza, że jarmar- 
L-' .. J ł 1J k ki J 'arosławskie po frank, 
I'1
. u. aro, aw, "yne , 
plan I piętra domu 1.. 'p. furskich były najsławniej- 
19 tJ . sze w całej Europie. jeżeli 
na nie ściągano 20,000 koni a 40,000 wołów, to 
chyba można przypuścić, że ludzi pewnie 2 razy tyle 
może i więcej napływało, z czego wynika, iż w cza- 
sie W niebostąpienia P. \1. w jarosławiu mogło mieścić 
SIę około 200,000 głów s. 


0\("'0. 


:11. 


" " 
\{ 
.' ..... 
." .... 


.'---........, 


er> 
I-S"" 
1(0 
.....A 
3 


krakowski, niepomierne również położył zasługi około 
rozwoju jego. \\T r. 15 l 3 nadał nowe swobody i przy- 
sporzył dochodÓw ato »upatrując nową obron
 miasta 
przez niemałe nakłady i prace i zwolellstwa zbudowaną 
i cale w skutku skończoną i chcąc, aby przerzeczona 
obrona i budowanie teg-o miasta przez długoletnie i wie- 
kuiste trwało czasy« t... Baliński równie poucza lias, że 
tenże Spytek jarosławski 
»należycie miasto obwa- 
rował i przekazał, aby raj- 
cy 10 grz. rocwie z do- 
chodów miejskich na u- 
trzymanie baszt i waMw 
w dobrym stanie prze- 
znaczali«. jak zapobiegli- 
wie troszczył si
 o po- 
 
mnożenie przychodÓw, do- 
 
wodzi 
lstęp dokumentu,. . 
w ktorym czytamy: 
 W1RT,q. 
»
hcemy, a
y 
ajc
 cz
o- 
 
wteka w mterlJlctwle blc- 
 
głego mieli, gdyż docho- 
dy czynszowe z łąk mogą 
przyróść«. Baliński poda- 
je także, że nowy dziedzic 
jarosławia, jan Kostka, 
kasztelan Gdański w XVI 
w. przekształcił zamek, za- 
łożył zwierzyniec i budo- 
wał domy miejskie 2. 
Uył to okres najwyż- 
szej świetności miasta.Tar- 
gi przesł a w ne nietylko 
w Polsce, ale i za granicą, 
ściągały dziesiątki tysi
cy 
kupców najrozmaitszej na- 
rodowości. Uył to rynek, 
na którym spotykali się 
z Polakami z jednej stro- 
ny W ołosi, mieszkańcy Mołdawii 
grzy, Multa6czycy, Ormianie, Turcy, 


OJ(",o. 



 ,.' 
.,. 

 


1\ y )1 E x;, 


G.ł:.OW'l'=' 


o .. 
Illlilllllllll 


Fig. 5. Jarosław. Rynek. plan domu 
L. sp. 195, tl)Ó. 


Bessarabii, v\" ę- 
nawet Tatarzy, 


1 Tamże, str. 47. 
. 
Zygmunt August, aby handlowy gościniec a znaczenie ja- 
rosławia utrzymać i przejazdom kupc. 


3 6 4 


usłaną na kilku miejscach. - 8. Na przedmieściu, na gościńcu 
przemyskim groblę dylami ułożoną i mosty dwa długości łokci 
381 i pÓł. - 9. Na drugiem przedmieściu krakowskiem groblę 
sypaną i drzewem położoną na miejscu Ignącem, wzdłuż łokci 194c. 
(S i a r c z y ń s ki, l. c. str. 49). T o nam najlepiej tłomaczy staran- 
ność o utrzymanie i podniesienie znaczenia handlowego jarosła- 
wia i żywcem wprowadza we wspÓłczesne stosunki. (111. .s:). 
I Marcin Kromer. 
· Marcin Kromer. 
8 
Najwalniejsze jarmarki w Jarosławiu były: Na Popielec, 
na Wniehowzięcie N. P. i na św. Andrzej. Trwały po 4 tygodnie.
		

/Czasopisma_105_09_03_011_0001.djvu

			3 6 5 


!\IlASTO IARO,oLAW I JEI;O ZAIIYT"1. 


3 66 


POc:l....ł:..,1.... 


I I I I I I I : I I I 
o 5 
o 


I 
2.0 


. 
I CY}. 
.30 



':z.oo. 


Fi
. 7. Jaro,law, przekrÓj domu L. 'p. H)h przez sień i wiatę. 


A by tyle ludności pOl111esclc, budowano na wet trzy- 
piątrowe kamienice nietylko dookoła rynku, ale i po 
ulicach. . \ by tyle towaru złozyć i przechować, zakładano 


I 


l 


f", .: 



& 


 ,tf 
. I
 


,...11' . I 


l' 
I , 
, 
, . 
I M 
., 
,,, 
t 
i 


I 
- .t. Ii 


:" ,.1:, I , II
 


\.
( 
 
II "'
,i, 
li , '
!I\W,
 , 
" )!, ,I, } ' \\ 
ł-- 
" \. 1\ J 'I'" '/1 
. ' 
 {;',
!! 
 j'i;l ł 'I 
T /; 
,
, 
 " \, I :, fil" 
l' Ił- ,'
 t' l;,' 
t
_""'ll,; 


l 
I 
I I 


I',. 


,,:,1 


!
 . 
 
rl"" . . 
I' 


.-: 
 .
I 
I . , 
"
:' :1. 
.1 


.:. 


':. 'J,J. 


-I t', 


Ij' 


l, 


'1'- 
, " 


, i l 
' ' 
I '.,' " '.' '
\, .- \ :':, ,': 
!- 1 ..' 'L.; "yl..: ",ii., 


'Ii' .l.,

 I;.l] 


" 
 


. 
hJ*ii
 -- tj f t + 


ol M 
.....
 

:Q L
_ 
ciP ., 


0..,,3.'.'11." 


... 


1"10. 


Fig. 8. Jaroslaw, Rynek, dom I.. 'p. 19u. drzwi dziellJce 
auek w podw(irzu. 


piękne, wysokie piwnice, starannie sklepione, często pię- 
trowe, iż piwnice były pod piwnicami. l )zisiejszy dom 


Urządzenia w mieście przepisane dla porządku i bezpieczeństwa 
kupców, ściśle zachowywane były. Dziedzice stanowili umyślnie 
wybranych z pośrÓd osiadłych obywatcl"lw, sędziów jarmarcznych, 
dla czynienia prędkiej przybyłym na jarmark sprawiedliwości. 


Rady Powiatowej, obok rynku, naprzeciw ogródka po 
dawnej Kollegiacie. ma jedne piwnice 3'30 m. wysokie, 
drugie. niższe -"-90 m. \\' rynku mają byc nawet trzy- 
pi
trowe. 


-=-=--- 


.. 


-:-- 


Fi
. 9. Jarosla\\, Rynek. ',",pornik pod 
ankiem 
domu L. sp. 19(,. 


Co to za wspaniały, ł-oskoszny, malowniczy i żywy 
musiał być obraz tego miasta w X \.1 wieku! Nie mó- 



=--: 


----- 
-.", 



-
....

 



 


Fi
. 10. Jaroslaw, R}uek, Wspornik pod 
ankiem 
domu L. 195. 


wiąc O stwjach najrozmaitszych kolorów i sposobów, 
nie mówiąc o ruchu nadzwyczajnym. wreszcie nie myśląc 
o gorączce przejmującej tych wszystkich, którzy raz na 
rok mieli sposobność i nabyć i sprzedać - zechciejmy 




 


OprÓcz sklepów, kt«'lre zajmowali kupcy miejscowi, a niekt".re ro- 
cznie najęte hywały, aby na jarmark dla przybywających służyły, 
opn)cz skład.>w w piwnicach, stawiano około ratusza hudy wielkie, 
gdzie, jak wyraża ustawa Anny księżnej Ostrogskiej, aptekarze, 
konwisarze i inni przedniejsi kupcy towary swe mieli, a z których 
opłata należała do dochod.>w miasta i bardzo znacznie czyniła. 
Dla pomniejszych kupcl1w były budki małe i kramy na trecie, 
z ktt'Jrych, jako i z kolas, tj. woz")w, okrytych płótnem, na których 
kupcy sprzedawali swe kupie, szedł czynsz na burmistrza i raj- 
CI)W«. - »Na jarmarki walne przywllz wszystkiego był wolny, od 
każdego tylko wozu po wyłożeniu towar.>w płacono do miasta 
po groszu jednym. W czasie jal'marków sto chłopów odbywało 
nieustanną strażę dzienną i nocną. Pastwiska i łazy ku wsi 
Pełkiniom obejmowały liczne zgony bydła. Starowolj;ki twier-
		

/Czasopisma_105_09_03_012_0001.djvu

			3 6 7 


m.-\STO JAROSLAW I JE(;O /..-\IIYTKI. 


3 68 


I 


PODWOJ:\.:z.E 


'" 
o 


- 
II 
1 II 
1\ 
1\ 
II 
II 
\I 
I 
I 
I 
I 
I 


f11 
:z. 


I 
, 

 
:r 
I 
i 



. 
I 
I' 
I 
't 
I 
, 
I 
( 


\11 


1, 


I' 
If 
I
 


') 
J 


" 



 
...)) 
4 
....J:I 


ł'ig. 11 Jaro.ław, Skrop domu I.. sp. 1<)4. 


.....:.:.:... 


jako tako odmalować sobie 
w panllęcl obraz architekto- 
. . 
JI1czny miasta samego. 
Przedewszystkiem widzi- 
my budowle wszelkie prze- 
ważnie, może wyłącznie na- 
wet, z drzewa, z modrzewia 
wykonane. Ta ciesiołka, u 
nas w Polsce tak umiłowana, 
z taką lubością pielęgnowa- 
na i stosowana we formie 
bardzo nawet bogato stroj- 
nej, jakie tu musiała znacho- 
dzić obszerne pole do rozkwi- 
tu, popisu i przynęty. Szkoda, 
niestety niczem nieodżałowa- 
na, że nie mamy żadnych 
śladów tej architektury. 


5"1.." 
u 
jT.....".."M, 

 


...... ....... 
...
..... 
-.i' 
:.:

:.- 


.:.....6'-..:
. 


::,c:'- 


_
 lI\.i
T
. 
. 
. 
\:I 


::..> 
 <:
 
-:>: .=
 
>"< 
.. -) .ł' 
>:<.. 
... 

) c=
 


. . 
PODciENi,. ...,' Dł'W'NE 
.0 :.l 
DZ.-oS ,. '. Z
I'\V\ow/łrł' 
, .. 


dzi, że na jarmarku jarosławskim 
bywało koni 20.000, a przeszło 
40.000 wołbw, C(',Ż dopiero inne- 
go bydła? Opaliński w odpowiedzi 
Barklaiuszowi liczy na takimże 
jarmarku koni 7.000 i do 30.000 
WOł('IW, dodaje oraz, że w Jarosła- 
wiu i Ożochowcach najlepsze na 


I I I I I I 
. .. 'I. . 'II .. 


1 1'\ 
,. 


Fił-. 13. Jarosław, Rynek, plan szki. 
cowy domu L. .1" 194. 


Po 1) w o 
2..II:. 



 J} 


u 


\, 'J 


'J 


{fi 


(W 
. \ę . '. -'
- I 
 - 

 
- 
I 'j I 
I . - '. '- o -- -. 
- 
l. 
1\ = 
\ -- .
 - 
I II ĄLKOW.P,. 
l. o 
- - = 
. --_-=-- -'i.
 
"I 
 
 
II -- o 
 .. - 
11- o 
 . II..-

 
. I
_- 
o " - 
I II 1 ---: 
- 
II - - 
. ---- 
'! 
- 
 I . 
\,- 
- - - 
 - 
I 
. 
- .. 
 
- --
 I"---'
 - _. " 
..' I 
. -- -.;/ -
--:;:--;;. 'I - ---
 


I 


I 


A 


II 

4 


--, 



 
" 
% 
o 
., 


Fig-. 12. Jaroslaw, RY!lek, strop L. sp. 100. ((;rabowskieg-o) 
Z całą pewnością wszakże należy nam przypuścić, że 
były to domy dostatnio stawiane, o szczytach, czołami 
swemi ku rynkowi lub ulicy zwróconych. W szczytach 
owych musiały być piętra, pi
terka. Drzwi okna 
obramieniami w drzewie rzezanemi ubrane te 
wyrzynania kolorowane. U dołu zapewne nie bra- 
kło nigdzie podcieni, wysokich. otwartych, gdzie 
kupcy towary swoje rozkładali i gdzie wystawy 
dla przechodniów urządzali Podcienia te musiały być 
z pewnością najozdobniej traktowane. Słupy pi
knie 
rznit:;te, rzeźbione i malowane. To samo miecze, zestrzały, 
podciągi, belki bogatymi okrojami w oczy bijące, równie 
czerwoną barwą, może złoceniem grające. Nad podcie- 
niami ganki, balkony z drzewa wysuwane, zwieszające 
się nad ulicą. Za podcieniami, w głąb domu, sienie sze- 
rokie, długie, sklepy przestronne, dalej wiaty t z gOJ"Y 
oświetlone, dookoła gankami wiszącymi urozmaicone 
i malowniczo urządzone. Z tej wiaty na wszystkie strony 
drzwi prowadzą do rozmaitych lokalności. Tu sklepy 
poboczne, tu pokoje jadalni, gospody, tu sala duża 
na zgromadzenia kupców przeznaczona, tak jakby ka- 
żdy dom giełd
 swoją posiadał. Schody, niemniej bo- 


woły jarmarki bywały. Ztąd je dopiero pędzono do Burgstdu, 
Wrodawia i ku Hamhurgowic. (Siarczyński, I. c. str. 73,74 i 7j). 
(M. .\
). 
l Wyraz stary polski znaczy tyle co niemiecki 
hallac. Ratu- 
sze dawniej zwano wictnicami. 


1
		

/Czasopisma_105_09_03_013_0001.djvu

			36y 


)\IIA
TO JAROSl.AW I JEGO ZAlIYTKI. 


37° 


PJ\Z E K. 1\0) 


POP
Z ECZN Y. 


A 


! 


"'i
. q.. Jarosla", Rynck, Szcze
(;l ze stropu domu L. sp. 194. 
(za wiatą.) - przekrój poprzeczny. 


.. 


gato ubntlle, prowadzą na gÓrt: do mieszkaó i go- 
spodarza i kupców, którzy tu zjechali. Tu galerya łą- 
cząca drzwi górnych mieszkań, tam schodki pit:trzą- 
ce się jeszcze wyżej, tu ganeczek wystt:pujący dla 
połączenia pokoju II a rożnego jednego z drugim, tam 
pomost od galeryi do galeryi sięgający. I tak wy- 
żej, wyżej, aż ku piętru trzeciemu, czwartemu. 


, . 


OKR"O) 


FiR. lO. Jaroslaw, Rynek, Szc7egól ze stropu domu 1.;. sp. 194 (za wiat'}). 


.. 


Całość rynku z takich domów szczytowych, jakich 
przybliżone wzory dochowały się po miastach nie- 
mieckich i belgijskich, złożona, jakże to wspaniale 
przedsta wiać się musiała. Te szczyty rozmaicie się pię- 
trzące, rozmaicie przybrane, grały liniami i kształtami i ba- 
wiły oko widza ruchliwością swoją, żywością choć praw- 
dziwą, przecie spokojną. A w przeciwieństwie do tych lek- 
kich zwiellczeó rysowały się głębokimi cieniami nasze pod- 


Pf<.Z: 


PODŁVŻN1I. 



 

 


FiK. 15. Jaroslaw, Rynek, Szczegól ze stropu domu L. sp. 194. 
(za wiatą) - przekrój podlu;.n}'. 


cienia polskie, ciągnące się dookoła rynku, rozbiegające 
się nawet od rynku wzdłuż ulic, hen aż po kral1ce miasta. 
Fale tłumne, ciekawe, spragnione nowości rzadkich, 
nie tak jednodniowych, jak dzisiejsze, ale ze \\. schodlJ 
na umysł północnego mieszkallca i barwą i forma dzia- 
łających uspakająco, przesuwały się temi podcieniami 
i co krok znajdowały bogactwo, oryginalność. ciekawość. 
l niepogody nasze nie przeszkadzały ruchowi- 
w podcieniach, sieniach i salach, wiatach domowych 
mieściła sit: swobodnie a wygodnie cała ludność jar- 
marczna. \r wiatach przestronnych zwieszały sit: prze- 
pyszne kobierce, barwne materye, brokatele weneckie, 
altembasy i złotogłowia, srebrnogłowia, adamaszki, je- 
dwabie, pakłaki, bławaty, samodziały, bisiory - dalej 
zbroje, łagiewki, panwie i t. d. Same ulice i rynek nara- 
żone były na opady deszczowe - tędy wszakże nie po- 
trzebowały tłumy przechodzić. One miały przejścia za- 
bezpieczone tak od upałów jak i od deszczów. \ry- 
soko umieszczone, daleko na ulict: wystt:pujące rynny 
drewniane, szerokie, ozdobione rzeźbami na sposób wy- 
pluwaczy średniowiecznych, odprowadzały wody opa- 
dowe z dachów pojedyńczych realności. 
Tak wyglądać mogły te nasze domy Jaroslawskie. 
Niestety wśród najwit:kszego rozwoju, wśród najżywszego
		

/Czasopisma_105_09_03_014_0001.djvu

			37[ 


:\IIASTO JAROSł.AW I JEGO ZABYTKI. 


37 2 


wzmagalIla Sl
 w bogactwie, w dostatku, na wet prze- 
pychu, wśród spokojnego używania i krzewienia si
 
tak w architekturze, jak i w handlu samym - przy- 
chodzi k l 
 s k a okropna, nad wyraz straszna i groźna 
dla architektury drewnianej. Pożar 1600 r. zniszczył 
miasto doszczętnie! Sieniawski w przywileju swoim mówi, 
że 
miastu prawie na nowem korzeniu budować się przy- 


chodzi«. \V r. I 60 l 
Sejm \Yarszawski sku- 
tkiem tego uwolnił je 
od wszelkich danin. 
Prawda - podniosło 
się wnet bardzo zamo- 
żne mieszczaństwo, od, 
budowało swe realno- 
ści popiołem przesypa- Fig. 17. jaroslaw, Ryllt,k. Wspornik pod 
ne, ale architektura dre- daszkiem nad sienią. I.. sp. 194. 
wniana nasza. polska, przepadła i znikła. Stąd pochodzi, 
że pomawiają nas o brak sztuki rodzimej. Nasza archi- 
tektura tylko w d r z e w i e miała swoje pomniki - nie- 
szczęściem to było, że taki wątek nietrwały sobie obrała. 
Więc podźwignęło się miasto niebawem. Tak było za- 
możne, że klęski 1600 r. prawie nie uczuło. Odbudo- 
wało si
 na nowo. może znowu w drzewie, może czę- 
ścią w cegle, ale to pewna, że tej cechy średniowie- 
cznej, jaka widomą była w architekturze domÓw przed 
pożarem, już nie odtworzyło. 
Zaledwie się podźwignęło - przychodzi w r. 1622 
morowa zaraza i pustoszy miasto. \Y dwa lata Tatarzy 
łupią miasto i pewnie bez pożarów nie ucbodzą. Rok 
162 5 zapisuje si
 dalej czarno, bo właśnie podczas jar- 
marku wybucha znowU pożar w kilku miejscach i wszy- 
stkę ludność z siedzib wypędza a siedziby i sklepy 
w zgliszcza obraca. Jak Niemcewicz pisze, szkody wtedy 
wynosić mogły około 10 milionów zł. Trzysta ludzi 
w płomieniach zgin
ło. Tak zatem ostatnie szczątki archi- 
tektury drewnianej. jeżeli się z dawnych czasÓw docho- 
wały, lub jeżeli po pożarze 1600 r. na dawnych wzo- 
rach jeszcze powstały, znikły powtórnie i przepadły. 
Po pożarze 162 S r. zaczął się Jarosław całkiem 
na nowO budować. T o co dziś w malutkiej cząsteczce 


jeszcze widzimy, pochodzi z XVII wieku, z epoki dźwi- 
gania się powtórnego i murowanii:l z cegły, zamiast sta- 
wiania ciesiołki. Jeszcze wprawdzie miasto .się wydźwi 
gnęło, jeszcze przyszło do bogactwa, ale... wysiłki te 
pożarły już zdaje się jego soki żywotne i choć rumień- 
cem dostatku świecić znowu zacZt;ło. przecie zdradzało 


l 


już powoli zarody upadku. 
Oduudowanie po 
r. 1625 zawdzi
cza Ja- 
rosłćl\v głównie stara- 
niom księżnej Ostrog- 
skiej. ktÓł-Cl dwom tylko 
żydom p07woliła domy 
postawić. Jak licznie 
kwitły tu rozmaite rl:e- 
miosła. niech za dowod 
posłuży spis cecbow 
z r. 1629: bednarzy, 
stolarzy, kołodziejów, 
stelmachów, piekarzy, 
krawców, kuśnierzy, 
. . 
szewcowo rymarzy, SIO- 
dlarzy, mieczników, tka- 
czy, siciarzy, ślusarzy, 
szychterzy, zegarmi- 
strzÓw, kowali. kotła: 
rzy, rzeźników, piwowa- 
rÓw, ciągniwodÓw (po 
Fig. 18. jaro_law, Poręcz domu w Rynku, 
browarach ), roztrucha- 
I.. 194. 
rzy, garbarzy, tokarzy, 
murarzy, cieśli, gał-JIcarzy, 
skrzypków, cymbalistÓw, 
rybitwów, przekupni, garncarzy 
i hultai. 
Jarmarki prawdopodobnie cie- 
szyły się ciągle sławą i rozgłosem, 
kiedy król 'v\'ładysław IV r. 164-6 
zjeżdża tu dla przypatrzenia si
 ru- 
.chowi. ] hllldel zbożem musiał si
 
mimo to bardzo dourze rozwijać, 
jeżeli dla budowania dubasów czyli 
dziubasów zawiązało się tu w r. 
16 5 0 osobne towarzystwo noszące 
nazwę »k o n f r a t e r n i 


l, 


) 


) 


) 
I 
I 


prasołó\v, 
dudarzy, 


, 


l 


J 


Budowało 
i komięgi i 
żem Sanem 


nowe]«. 
ono l krypy, szkuty 
spławiało razem ze zbo- 
do Wisły, a \\'isłą do 


Gdanska. 
\V net wszakże rozmaite burze 
wojenne opierać się zaczt;ły o boga- 
te mury miasta. Karol Gustaw w r. 
16 S 6 opanował je, potem złupił Je- 
rzy Rakoczy [657. Zamieszki 


Fig. 19. jaroslaw, ł'oręcz 
domu I.. 74 przy ul. (;rodz. 
kiej.
		

/Czasopisma_105_09_03_015_0001.djvu

			373 


MIASTO JAROSLAW I JEGO ZABYTKI. 


374 



 
, 


polityczne, przez Kozaków i Szwedów podsycane, coraz 
bardziej zaciemniały widownię losów Jarosławia. Do końca 
XVII w. ucierpiało już tak bardzo, że widocznie zaczęło 
się słaniać ku upadkowi. Rabunki Szwedów, radujących 
się bogactwem naszem, zadawały cios po ciosie. Tatarzy 
w r. 1672 napadli miasto. Przy tej sposobności skarby 
i kościelne i prywatne wywieziono do Gdańska. Ale 
wszystkie grabieże przeszła już »gospodarka Szwedów« 
w r. 17°3. Sześć tygodni obdzierali ludzi z mienia!... 
Zaraz w roku 17°-1- l\Iagmls S t e n b o c k grabi resztki 
mienia i zabiera okupu 20,000 tynfów. 


I 
I' 


-I' 


Fig. 20. Jarosław, Rynek. .-\łkowa domu L. sp, xóo (Grabowskiego). 


I 
't 


Nadeszły czasy krytyczne. Miasto zubożałe nie zna- 
lazło już siły, aby się podnieść - omdlało i czekało na 
lepsze czasy. Lecz niestety - czasy lepsze minęły bez- 
powrotnie, nadchodziły coraz gorsze. Jarmarki ustały. 
Ludność zmalała. Aż w r. 1790 znowu pożar gród na- 
wiedza i niszczy go doszczętnie. Więc choć architekto- 
nicznie jeszcze tak się przed pożarem przedstawiał, że 
uważano go za miasto po Lwowie najokazalsze w Ga- 
licyi, to teraz po pożarze znikł zupełnie i przepadł w głu- 
szy. Upadła ostatnia fabryka, jaka tu w wieku XVIII 
kwitła, fabryka świec jarzących, sławnych swego czasu, 
zwanych świecami jarosławskiemi 1. 
To wszystko, co do niedawna pozostało jeszcze 
ze starożytności, w skąpej cząsteczce, padło teraz ofiarą 
w czasach naj nowszych, od kiedy Jarosław znowu się 
podnosi, ale ubiera się w szatę nowoczesną, powszechną, 
światową, bez najmniejszej cechy rodzimej, własnej. Po- 
zostały zatem okruchy, które oglądając bierze ochota 
ręce łamać nad obrazem takiego upadku tej tak ongi 



, 


I 
Z upadkiem jarmarków, miasta i kraju zniknęły bogate tu 
niegdyś z wschodnich kraj{)w rodziny i ich nazwy: Batów, Abdel- 
misyanów, Lewisów, Aliasów, Kandryów itd. Włoskie: Cyrynów, 
Lombardynów, Jokusiów, Kapranich, Metlantów itd. Niemieckie: 
Borgaltów, Tejnenhv, Szulcbw, Hendlów, Plathów itd. Pozostali 
Kozłowie, Onuszkowie, Kolasy, Galgany, Juchy, Śliwy, Narebki itd. 
w chęci uszlachcenia swych rodzin przybrali na s k i i w i e Z za- 
kończone i przerobione nazwiska, nie osiągając jednak przez to 
zaszczytu ślachcica, a tracąc byt majętnego mieszczaninac. (S i a r- 
e z y ń s ki, l. c. str. 113). Odzwierciedla się w tym obrazie historya 
upadku wszystkich naszych miast i miasteczek. (M. S.). 


I. 


błyszczącej wspaniałości. Byłoby do życzenia, aby przy- 
najmniej te okruszyny dały się ocalić przed nowo- 
czesnością, bo doprawdy, jeżeliby jeszcze i to, co oca- 
lało tak skąpo i biedno, przepadło - Jarosław abso- 
lutnie nie miałby się niczem już wykazać, że ma tra- 
dycyę tak błyszczącą. 
Przejdźmy teraz po kolei OPISY tych zabytków, 
jakie w ukryciu doszły czasów naszych. Zacznijmy od 
rynku. Jak plan sytuacyjny (Fig. 3) miasta z roku 1807 
uwidocznia, samo śródmieście mieściło się między wałami 
i okopami, na wzgórku, którego stoki zaznaczono na 
rysunku kreskami. Od północy i wschodu Jarosław jest 
rzeką Sanem zabezpieczony, natomiast od południa i za- 
chodu broniły go jeszcze drugorzędne, dalsze wały 
i warownie, a ślad ich widoczny jest częścią w rzeczy- 
wistości, częścią tu na planie. \\' stronie zachodniej za 
starą cerkwią zaznaczono wał, przy którym baszta jedna 
stała. Takich baszt było więcej - stały koło Reforma- 
tów, kolo cmentarza i koło gościńca z Radymna prowa- 
dzącego. Zdaje się, że wszystkie one stanowiły między 
sobą związek, połączony zapomocą wałów i murów wa- 
rownych. Nad samym Sanem miejsce pewne zachowało 
nazwisko: Z a m c z y s k o, snać aż tu' kończyła się ta 
linia obronna, jaka całe miasto obejmowała od brzegu 
Sanu z jednej strony, gdzie dziś kościół św. Anny, aż 
do brzegu Sanu z drugiej strony, gdzie to Zamczysko 
stało. Prawdopodobnie przypuścić można, że tu koło 
starego Zamku mieściła się najpierwsza osada Jaro- 
sławska, a kiedy \\'ładysław Opolczyk nowy zamek po- 
stawił na wzgórzu, gdzie dziś śródmieście, wtedy i miasto 
tu przeniósł, głównie dla lepszej obrony. Zwierzyniec, 
o którym wspominaliśmy, musiał długi czas jeszcze łączyć 
nowy zamek ze stal'ym. Twierdzą niektórzy nawet, że 
ongi w Jarosła wiu zam, 
ków było t r z y: jeden 
. w śródmieściu, w rynku, ..--_.. ._
 
drugi na górze Franci- - ' -= 
- 
szkańskiej, tl"zeci na dole 
nad Sanem. Z pierwsze- 
go pozostał dzisiejszy 
dom, zwany zamkiem 
książąt Ostro gs kich, 
o którym będzie mowa 
poniżej, o drugim jest 
ino podanie, z trzecie- 
go dochowała się tylko 
część wału obronnego 
w kształcie fortecznej 
lunety. 
Byłoby do życze- 
nia, aby studya ściśle 
historyczne przyszły tu Fig. 21. Jarosław, Rynek, poręcz z alko\\y 
W pomoc przy puszcze- sali domu L. HIO. 


I ) 


) 

 ') 
), . ',( 



 


. 


.s" . 


, . 


"	
			

/Czasopisma_105_09_03_016_0001.djvu

			3 75 


f 


MIASTO JAROSLAW I JEGO ZABYTKI. 


37 6 


niom naszym. Niezawodnie badania wyjaśnią kiedyś kwe- 
styę tych dwóch albo trzech zamków, a wtedy i poszuki- 
wania techniczne będą pewniejsze. Dziś nadto nic nie 
można ściślejszego powiedzieć, jak tylko dodać, że miasto 
murem ścislym opasane miało kilka bram, z których do 
dziś pozostala w nazwie brama Pełkińska. Resztki da- 
wnych murów warownych, z cegly wykonanych, są w ma- 
lej części jeszcze widoczne, obudowane domami Bram 
glÓwnych bylo trzy: Krakowska, Pełkińska i Zamkowa. 
Bramę Pełkińską rozebrano najpóźniej, niedawno. Dzi- 
siejsza ulica Zamkowa wpada wlaśnie na drogę, która na 
starej mapie ciągnie się od śródmieścia, od walów kolo 
cerkwi począwszy, aż do Sanu, wzdluż Zwierzyńca, Pod- 
zamcza książęcego i Pod- 
zamcza miejskiego. 
Nowa mapa kata- 
stralna (Fig. 4), na WIę- 
kszej podzialce rysowa- 
na. dokladniej rozpolo- 
żenie śródmieścia przed- 
stawia. Widzimy nasam- 
przód rynek wcale ksztal- 
tny, prawie do kwadratu 
podobny, którego bok je- 
den jakby ściśle 100 m. 
mierzył. Pośrodku rynku 
stojący ratusz zdaje się 
być w murach staroży- 
tnym, jest atoli w najno- 
wszych czasach tak prze- 
budowanym, iż wydaje się 
być nowym. I;ig. 22. Jaroslaw, Rynek, plan ka- 
W kształcie rynku rnienicy L. sp. 53. 
uderza nas jedna okolicznosć, oto, gdy trzy węgly jego 
są prawie prostokątne, to czwarty węgiel na wschód 
skierowany, dziś ku cerkwi prowadzący, ma pierzeje do- 
mów, jakby w ksztalcie lejka się zbiegające ku ulicy 
w tym kącie zalożonej, zupelnie na wzór naszego rynku 
ku ulicy Grodzkiej się otwierającego. A że ulica Grodzka 
i w JarosIawiu przechowala swą nazwę starodawną, pr
y- 
puścić chcemy, iż lączyla się ona tu w ciągu dalszym 
przez rynek z ulicą do Zamku Nowego prowadzącą 
i że Zamek ten Nowy musial w XIV i XV w., może 
do XVI w. stać na wzgórku na miejscu, gdzie dziś 
cerkiew się wznosi. Że pewnie budowa musiala to być 
drewniana - znikla z widowni w pożarach i wojnach, 
trapiących tak licznie gród Jaroslawski. Domysl ten pra- 
gnęliśmy uzasadnić jeszcze i tą nazwą, jaka na starej 
mapie widnieje, oznaczającą miejscowość tuż u podnóża 
tego wzgórza: Przygródzkie przedmieście. Z Rynku roz- 
chodzą się ulice na wszystkie strony, z których jedna 
lączy się z .Malym Rynkiem na pólnocnym-wschodzie 
zalożonym. . 

 



,qLETYłf. 



. 


1'QN':
1£ 


--- 
.. - 
...... ,,; 
.,-


 
.:. >< 
, / r 
.:............ ,,- 
.' ' 


Do okola Rynku glównego ciągną się kamienice, 
przeważnie jednopiętrowe, które zewnątrz nic zgola ze 
swojej dawności nie zachowaly, wewnątrz zaś tylko coś- 
kolwiek uratowaly. Na ściślejszą uwagę zaslugują trzy 
domy z podcieniami, mocno już przeistoczonemi a wla- 
ściwie nowymi sklepami zabudowanemi w sposób najwięa 
kszą szkodę ich charakterystycznemu założeniu czyniący.. 
Ubolewać można, że wladze dzisiejsze pozwoliły na wci- 
śnięcie się tych nędznych kramów we wnętrza podcieni 
otwartych. Zapełniły one otwory łukowe sklepień wyso- 
kich, zeszpecily architekturę najfatalniej i dla względów 
marnego przekupstwa wyrządzily ujmę ostatnim zaby- 
tkom, będącym świadkami minionej wielkości i świetności 
Jarosławia. Nie przypu- 
szczenie to żadne, ale pe- 
wność zupełna, że podcie- 
nia takie pierwiastkowo po 
wszystkich stronach rynku 
założone były. A jeżeli 
bok północno-zachodni nie 
otrzymal już takowych po 
którymś pożarze miasta, 
to bok południowo-wscho- 
dni musiał je mieć do koń- 
ca XVIII w. Ślady tych 
luków podcieni dolnych, 
łuków sklepień górnych, 
belek II-go piętra wido- 
czne są dziś doskonale na 
ścianie starego zamku, tuż 
przy wylocie ulicy Grodz- 
kiej w narożniku rynku sto- 
jącego. Z trzech podcieni 
do trzech wspomnianych domów należących, dwa pod. 
cienia są jeszcze jako tako możebne do rozpoznania ich 
architektury, a właściwie najlepiej zachowalo się pod- 
cienie skrajne od strony dzisiejszej ulicy Sobieskiego. 
(Fig. 5 i 7). Zdjęcie nasze odtwarza podcienia dwóch 
kamienic po odrzuceniu zabudowań i zakamarków. Wi- 
dzimy, że są to przestrzenie rozlegle, w szerokości prawie 
pól-osm a metra sięgające, dlugości przeszlo 16m. 
Wszystkie podcienia mają wspólne zalożenie trzech 
luków, ku frontowi się otwierających i trzech sklepień 
krzyżowych lub trzech lunet w kolebce jednej wyciętych. 
Filary kwadratowe musialy niegdyś być architektonicznie 
przybrane, to samo nalęcza. Dziś wszystko zalepione, 
uszkodzone, to drzwiami nowo osadzonemi, to godlami 
potrzebującemi haków, jakimi niemilosiernie wszystko 
wyszczerbiono i zniszczono. Nad trzema otworami pod- 
cieni wznosi się piętro o sześciu lub o trzech oknach. 
Na osi podcieni widzimy dalej sień w każdym domu 
mniej więcej 3 fi. lub 3.30 m. szeroką, u góry ko- 
lebkę przesklepioną z lunetami w liczbie 5 lub 6. 


.5:z.c.J..E G0ł.. Z. K Fi M i E Ń I' C)' 
.1. !o/'3' S3 w "'R. "J NKV . 


FiK. 23. Jaroslaw.
		

/Czasopisma_105_09_03_017_0001.djvu

			377 


MIASTO JAROSł.AW I JEGO ZABYTKI. 


378 



 



 


..

 
.
.:. 
.

 
-- . 
- . "T: 
(" -r-'-J;. '0 
. .. t.r,\, 
. :......ę. ,. 
 
 
'C
'p'. 

;;r. -}
 . 
'\' 0'0 j.. 

_' \ Pf __
 
:. .. . 
,J);,..' . 

. ..to 
/:'ą,..
 ';, 

 r:::t ....:.- 

.-,._.. 
,-...... ....ł- 
.011 
o 
ł '- ;
1 ,I 
,I-'A"" 
; \t-.
 : . j
 



 
)" ;: ....../ ...,c. f: 
 . . 
. .
 
 . 
j.' ..
. -
 
". 1___..;"Jt
_
. 
'7 - ,-,.
 ! 
", AJ :.J/(
 
.. ...;'
 _r.J 


-- 


. 
 - -O 
..... . "-.... ".. -'" 


. ..
P 


. "'
 
. .. ::.

 
. "';;: 'j') 
('l-
 : ) 
. .....,. ...
 

 .' 
 
I' ." J'"", 
..." ,......,. . 
'\ r '.-->. 4. - 
 
.c.:. J';. . , 
- .....- 
? 


 I?
 


łl 


" -cJ:, 
I 
!
 ,! 
 : 
.. '. r:1:
 \ 
;' '
 
lJ .] 
j - 


l 


..,. 


.', 


t, 


. 


I...
 
\ 


" 
. ... 


-- 
... . 


Fig. 24. Jaroslaw, Drzwi domu ul. Grodzka, L. 74. 


Sień ta prowadzi wstępującego do w i a t y, wewnątrz 
domu zalożonej, stanowiącej sam środek jego. Sprawia 
ona na widza wrażenie czegoś tak odrębnego i orygi- 
nalnego, że nie potrzeba oka wprawnego, aby od razu 
odgadlo i starodawność zalożenia i duch innych czasów 
zeń przebijający. \Viata ta ma kształt prostokąta cza- 
sem regularnego, częściej nieregularnego, lączy się ze 
sienią wchodową od strony frontu, ze sienią gospodarczą 
od strony podwórza, z klatką schodową obok, ze salą 
dużą. zawsze w glębi obok sieni gospodarczej umiesz- 
czoną i z wszystkiemi lokalnościami przyziemnemi. Zwa- 
żywszy, że sień wchodowa sięga dlugości nawet 14 m. 
(jak w domu pierwszym l. spisową 196 oznaczonym) 
zrozumiemy, jak obszerne i dlugie były te sklepy, obok 
sieni wchodowej w gląb domu się ciągnące. \\'iata 
przeznaczona była na ognisko życia i domowego i han- 
dlowego. Dolem gromadzila kupców, -skąd mieli dostęp 
to do sklepów glównych, to do kramików obok niej 
w glębi domu zalożonych, to do sali dużej, gdzie wrzalo 
i kipialo życie cale, gromadziwszy wszystkich razem. 
Górą schody rozprowadzaly mieszkańców za pośredni- 
ctwem galeryi i ganków i pomostów po wszystkich 
piętrach i piąterkach. Ganki są w artystycznej cie- 
siolce wykonane. W domu l. sp. 196 dochowaly się 
piękne drzwi (zaslugujące na większą opiekę), prze- 


." I 


dzielające pola gan- 
kowe (Fig. 8). \\'spor- 
niki są charakterysty- 
cznie podcięte (Fig. 
9). Nadobniej wszak- 
że przedstawia s i ę 
wspornik z ganku 
w domu l. spisowa 
195 (Fig. 10). Wiata 
przykryta jest w wy- 
sokości dachu skle- 
pieniem - oświetlo- 
ną bywa zaś dwoma 
dużemi oknami, od 
frontu i od podwórza 
ponad dach wysta J ' ą- 
cemi. Światla jest l'... 
poddostatkiem, t ak: :. 
wiele, że stąd czerpią 
go jeszcze pokoje 
piątrowe za pomocą 
okien wychodzących 
na galerye. Przekrój 
podlużny rzecz uwi- 
docznia, wy kazuje 
sklepienie podcienia 
i mieszkanie nad pod- 
ziemiem i przedstawia " 
całą m a l o w n i c z ość 
wdzięczną wnętrza wia- 


, . 



 
I 


. . '" 


... ,. 
I 
, ,. 
. 
, 


..J 


.' 


-:-r.' 


.. 
- - 
.... . '
 
"...#
 ... . 

.:. 
 


.:::;r. 
..". 


. 
 <- - J 

'
 J ' 
-- 
 . "-.)
, 

 -.. 

 
 ,. ....... 


.; .; . 

A . 

 


..,:'r, 


;'\-. 


. ,
 


. ,; r
 
\ . 
( I 
. .. 
- 
r 
.\ 
, , 
'J" 
.. :,. .....' " 
, t- 
... , 
 
. 
 
- - - - 


I .'> 


. . 
. 


\ . . 
.' . 
\O. 8>. 

. 
. 
' 


) 


. 


'.:-,.' 


\.. 
... 
... . 


\,.-- 



 


'.,r"O: oT 


- - 1..'-. . 
.', : ...r-- .L'" 

;. - - 


. I 


ty. Rzut zaś poziomy 
Fig. 25. Jaroslaw, Węgar z drzwi domu ul. 
wiaty samej w wyso- Grodzkiej L. 74. 
kości I piętra zaznacza 
sposób jej zalożenia nad dolną sienią wchodową. Pod 
względem technicznym zalożenie domu mniej więcej 44 m. 
glębokiego (od podcienia do podwórza) przy zastosowa- 
niu wiaty tak sztucznie oświetlonej, w czasach, kiedy 
dachu oszklonego jeszcze nikt nie znal, przy rozpro- 
wadzeniu tego światła po wszystkich ubikacyach calego 
domostwa - budzi podziwienie I. .. 
V\T domu trzecim, l. spisową 194 mającym (rzut 
poziomy Fig. 13 za wiatą), obok sieni gospodarczej na 
dziedziniec wychodzącej, mieści się sala z pięknym 
stropem drewnianym, o którym wspominal już pobieżnie 
Łuszczkiewicz w Tomie III .spra'ltlozdań na stronie VI. 
Salata (Fig. I I i 13) mierzy w dlugości 9'50 m., w szero- 
kości 7"50 m., ma trzy okna na podwórze skierowane 
i ma dwa siostrzany odpowiadające dwom filarom 
międzyokiennym. Na tych siostrzanach i na murach 
im odpowiadających spoczywają beleczki w liczbie 2 I 
sztuk na calej dlugości sali, ozdobione okrojami na wzór 
naszych krakowskich belek. Na siostrzanach (Fig. 13) cią- 
gną się napisy. Na jednej belce ze spodu: "Salus kaMtan-
		

/Czasopisma_105_09_03_018_0001.djvu

			379 


MIASTO JAROSI.AW I JEGO ZABYTKI. 


3 80 


tibus - Zofia 'scalldingerowa" - między habitantibus 
a Zofia dwie gwiazdy na sposób zakopiański w kole 
wyrznięte a między niemi monogram "iJlarja" w kole. 
Na drugiej belce ze spodu: "Bencdic Domi1le Do- 
mum ista1Jl et oJ/mes habitantes ill ea - Anllo DOJ/t£lli 
I706 die I4 Auxust£.' - między ea a Amw dwie gwia- 
zdy na sposób zakopiański w kole wyrznięte a między 
niemi IHS z krzyżem w kole. Na tej ostatniej belce 
z boku: "ZaC1lie slawetni ')endrzey Katarzyna ze Smo- 
tnicz 
Vapińscy Malźonkowie ad I774. D. 23. Jlll£i;'. 
Dokoła sali po ścianach tuż pod belkami ciągnie 
się gzems ozdobiony pięknemi główkami i ornamentacyą 
a spoczywający na sklepionkach z małymi wspornikami 


, l 


T 
.
 


..
--- 


'; 



 " 
., 
_ II" 

 .- 


;- rLł:-. 


. . 
.0 



I- 


-
 
;- .,.
 
. . 
-' 



 


. 


, l 
, 


W tej samej stronie stoi dom \. spisowa S 3. Sień 
o trzech lunetach prowadzi na dziedzińczyk arkadami 
ubrany, a na I piętrze galeryą na filarach zaopatrzony. 
Szkice (Fig. 22 i 23) załączone rzecz objaśniają i służą za 
dowód, jak efektowne były to ugrupowania. Przy oknach 
domu tego, od podwórza, znać jakieś gzemsowania, pod 
powłoką wapna ukryte; górą fryz ze ząbkami. . 
j,lniemać można bez jakiejś małej omylki, iż domy 
te stale się w założeniu swojem powtarzające, niechy- 
bnie na wzorach miejscowych powstały i pewnie dużo 
z charakterystyki dawnych domów drewnianych prze- 
jęły. Z biegiem czasu osłona ta znikła - zostały tylko 
mury. Połać rynku północno-zachodnia, o której wspo- 


I 


'.... ' 
.. 



 
,. 
 
'l. 


F 


\ ':" 



 1 "o-- 
I ".. 
'.... .. 
I'... ' 

"'cl
, 


- ..I 




 



 - 
,.\Ut, -ł 
"bur 
, 'lfl\lll ł; 
"'
...łi J 
pł.
...
 


'l 


N. ')J 
I__£lty 
M\II\
lf 
I'
U... 



J1 


;'1 AJHOWSZ[ 


- 


Fig. 26. Jaroslaw, Rynek. T. zw. .Zamek Ostrogskich.. 


(Fig. 14 i I S). Okaz to piękny i ciekawy. Słyszymy, że 
właściciel domu ma zamiar strop ten wyrzucić i dać zwy- 
kły sufit. Niechby Magistrat nie dopuścił tego - szkoda 
byłaby bardzo znaczną. Natomiast należałoby wezwać 
właściciela o odnowienie i oczyszczenie całości. Figura 18 
przedstawia szczegół poręczy pięknie toczonej. 
Wiata u góry nie jest przesklepiona, czem się różni 
od innych. Figura I 7 wyobraża ciekawy wspornik drew- 
niany, podtrzymujący krokwie. 
Inny dom w stronie rynku, jak stary zamek. po- 
łożony, \. S6 oznaczony, bez podcieni już stojący, ma 
również sień wchodową o S lunetach, wiatę z gankami, 
sień gospodarczą w tyle, a obok sieni tej ostatniej, za 
wiatą znowu salę 12m. długą, 7"20 m. szeroką, 4'80 
wysoką, o sklepieniu klasztornem z kolebkami. Między 
dwoma oknami na podwórze patrzącemi widoczny jest 
ślad słupa toskańskiego. 


minaliśmy, zdradza małe odmiany w układzie rzutów 
poziomych. Domy te naj prawdopodobniej mniej zamo- 
żnie były stawiane. Mają zawsze sień węższą i wiaty 
takiej dużej nie posiadają. Dom p. Grabowskiego, \. 
sp. 160 za sienią wązką, wchodową ma wprost salę 
długą 8' 17m., szeroką 7"68 m., pokrytą stropem dre- 
wnianym o 2 siostrzanach wyrzynanych i napisami bo- 
gato opatrzonych (Fig. I 2). 
Na jednej belce ze spodu: "Be1lcdicat Tib£ Do- 
mi1l1lS ex S£01l; et videas bona Jerusalem omnibus die- 
bus vitae tuae. Et videas fil£os tiliorum tuoru1Jl J pacem 
super /srael. Psa\. 127 ". 
Na belce drugiej ze spodu: "Beatus vir (qui £m- 
Plevit des£der£um Sl11l11l ex ipsis): tL01l confundetur cum 
loquetur £llimic£s su£s £n porta. Psa\. I 26. Ano Dn£ I762". 
Trzy okna za obramienia od wnętrza mają słupy 
toskańskie z kamienia grubo wykonane. Na siostrza-
		

/Czasopisma_105_09_03_019_0001.djvu

			3 81 


Dom l. spisowa 
1 56 ma salę o trzech 
oknach, dużą, także 
w głębi sieni wązkiej 
umieszczoną. 


:\I1ASTO JAROSLAW 1 JEGO ZABYTKI. 


_.-'- 


... 
:,i,' . 
. , . I,; 
'9 
, :111 
; 

 . 
 
'I 
 
 
., 
..; 


--",. 


.o:. 


t 


nach i murach im odpowiadających spoczywa 15 belek 
słabo profilowanych. W sali tej dochował się ciekawy 
przykład starodawnej alkowy, ścianką drewnianą zam- 
kniętej, która w górze jest poręczą z desek wyrzyna- 
nych ubrana (Fig. 20). Nad nią pokoik piętrowy. 
Dom w tej samej stronie rynku, jak Grabowskiego, 
położony; do p. A. Kosturkiewicza należący, omaczony 
l. sp. 157, ma na l piętrze naśladownictwo małej wiaty, 
znowu od góry dwo- 
ma ol,;:nami bocznemi 
oświetlonej, Jest ona 
wszakże nieprzeskle- 
pioną. Za wązką sie- 
nią wchodową oglą- 
dać można salkę ma- 
łą o dwu oknach ze 
stropem na jednym 
siostrzanie, bez rzeźb, 
z napisem następują- 
cym: "Alldr:
ej &e11l- 
balewicz i Pellagia a. 
d. I789. Dnia 24. ')u- 
lty .FimdO'loali Jla/- 
żOllkowie" . 


Dom l. sp. 120 
również posiada salę 
dużą o dwu oknach 
i trzech lunetach z ka- 
żdej strony sklepienia 
kolebkowego. Jedy- 
nym śladem podcieni, 
ciągnących się ongi 
w połaci przeciwległej 
rynku t. j. południowo- 
wschodniej, są pod- 
cienia tak zwanego zamku starego, których rzut przed- 
stawia rysunek odnośny. Były ku rynkowi otwarte; dziś 
przybudówka jakaś przypiera do nich i dość je szpeci. 
Z innych domów, poza rynkiem stojących, uderza 
w oko kamienica przy ul. Grodzkiej (L sp. 74) stojąca. 
Zachowała ona ciekawy przykład odrzwi starodawnych, 
jakie musiały zdobić prawie wszystkie domy. Fotogra- 
fia (Fig. 24) wyobraża je w całości, druga (Fig. 25) 
przedstawia szczegół węgara. Rzeźba formą swą stylową 
przemawia za końcem XVIl wieku i ma w sobie co
 
z ormiańskich naleciałości. Pęki winogron ciągnące się 
po prawej i po lewej u góry, tudzież dwa lewki obok 
tabliczki na osi osadzonej - są bardzo ciekawe. Dom 



. 


, ., 
.... . 
 > 
.... :-:' 
. " 
..
-'
 
'1=ł 
 
-' , 


----ł 


I 

 
I 


I, 

 



, 




 . \ 
......' 


'- 
l ł I . 
r" "'""- 
\

-\ 


i :ł 

 


:.. 


..
 


:;.... .. 


':':'-.. -- 
..
....,- 


-_....._-;-.._;
... 


..... Lo I.


 L" 


t. , ; 


'\ 



 


ten nadto ma sień szeroką, przyozdobioną sklepieniem 
o żebrach renesansowych wcale bogatych. VY nętrze domu 
stanowi znowu wiata przesklepiona górą trzema skle- 
pieniami krzyżowemi. Sień gospodarcza, do podwórza 
prowadząca, równie ma żebra w gipsaturze ozdobnie 
wykonane. Obok tej sieni ostatniej duża sala sklepiona, 
z piękną rozetą w pośrodku, z żebrami renesansowemi. 
Ościeża okien rozczłonkowane na wnęki. Pod każdym 
snopem żeber wspor- 
niki o r y g i n a l n e. 
v\" szystko zalepione 
wapnem i dziko ma- 
lowane. Pod umieję- 
tną ręką dałoby się 
uratować i pięknie 
odnowić. 


stal R. P I797 D. I5 
kwietnia przez 
.:v 
v. 
imci Pana Andrzeja 
Lewkiewicza" . 
Bezsprzecznie największą ciekawość formą zewnę- 
trzną budzi dom narożny w rynku stojący, z podcie- 
niami, o których wspomnieliśmy, o fasadzie nadzwyczaj 
uderzającej, pięknej i fantastycznej. Łuszczkiewicz uważa 
dom ten za kamienicę - tymczasem zdaje się on być 
zamkiem ostatnich czasów, może Ostrogskich. Całość, 
zwłaszcza u góry, wyobraża attykę na sposób nasz ro- 
dzimy ubraną, jest więc przyczynkiem bardzo pożąda- 
nym do zbioru attyk odcienia naszego stylu renesan- 
sowego. Nie wiadomo, dlaczego Łuszczkiewicz twierdził, 
że przypominają one Sukiennice krakowskie. My widzi- 
my w nich jedną tylko cechę wspólną, w samej osno- 
wie konstrukcyjnej. Natomiast osłona architektoniczna 


'.A 


, 
, 


'-' 


'4 
... 



 


... 


" 


....... 



 


, L

:-.: 
. \P-: 

 .. ' 
\- .:-. 
.' . ,,"/' 
\o.. _ ,- ".
 
',
: ./:
> 


Q 


'-.., p. 


.. 

..
..,_. .. 
.......
... 
.....-1

_ 
-.. . .
- 


'.- 


. \..
 


:.... 


''1ł; 


'1 


Fig. 27. Attyka z tak zw. »Zamku Ostrogskich,. 


3 82 


I 
-I 
I 
I 


Szczegóły da- 
wnej ciesiołki, wcale 
artystycznej i sma- 
cznej, uzupełnia rysu- 
nek balaski (Fig. 19). 
vYspomnąć jeszcze 
godzi się o stropie 
w domu pod liczbą 
spisową 165 przy ul. 
Ostrogskich, gdzie na 
siostrzanie jest napis: 
(ze spodu) "Błogo- 
sław Pil1lie Dom tell 
y w llim mieszkajq- 
cych - A s/O'lt'o się 
Cialcm stało y miesz- 
lwIo między lltlmi"- 
(z boku zaś) "ffy- 
budowtl1ty z fUllda- 
mcntu Ten Dom zo- 


I 
- I 
I 


.,. 


.. 


-. 


I
		

/Czasopisma_105_09_03_020_0001.djvu

			3 8 3 


MIASTO lAROSLAW I lEGO ZABYTKI. 


3 8 4 


całkiem jest odrębną, choćby dlatego, że górne, wIen- 
czące członkowania schodzą z osi dolnych członkowań 
i choćby dlatego, że nie ślimaki, ale pilastrowania i dro- 
brIe nałęcza stanowią ich VMwny motyw. Łuszczkiewicz 
nazywa ją dzielem samo- 
uka. :YIógł tak sądzić chyba 
z rysunku, jaki otrzymał 
i niezawodnie dlatego tak 
się omylił, a pewnie nie 
przypatrywał się jej z bli- 
ska. Nasze fotografie (Fig. 
26 i 27), a zwłaszcza ta 
ostatnia, ze strychu domu 
sąsiedniego zdjęta, prze- 
konywają nas, iż to robo- 
ta dość umiejętna, starem- 
na i na dobrych moty- 
wach oparta. Pilasterki na- 
przykład, u samej góry, 
wcale smacznie traktowa- 
ne. Że osiowość attyki nie 
I I , I I I I zgadza się z osiowością pi- 
. 1 a , .. I' '1" ł-\. 
Fig. 28. Jarosław Szkic rzutu poziomejto lastrów niższych, to nie 
t. zw. .Zamku Ostrojtskich.. jest dowodem nieuctwa. 
Przydaje natomiast wiele wdzięku. Attyka domu tego 
zdaniem naszem nie należy do domu zwykłego, do ka- 
mienicy. Ma w sobie coś monumentalnego i koniecznie 
przemawiać chce o wyższem znaczeniu budynku. To 
zatem, co naiwna wieść ustna niesie, że 
to zamek stary, nie wydaje się nonsensem, 
W ątpić należy, aby kamienica ta jedna 
odstępowała od normy zresztą przyjętej. 
Nie widać na niej śladów, iżby dom ten 
kupieckim sprawom odpowia- 
dał, raczej obronnie tłuma- 
czy się - co znaczą te małe 
otwory strychowe, na wzór 
strzelnic założone. Układ rzu- 
tu poziomego zupełnie ina- 
czej się przedstawia (Fig. 28). 
Z kształtu jego wnioskować- 
by można, iż budynek dzisiej- 
szy jest jakąś częścią zamku. 
Gwałtem zachodzi po- 
trzeba ratowania tego zaby- 
tku od zniszczenia. Od góry 
jest attyka w wielu miejscach 
bardzo już nadwerężoną - 
zachodzi obawa, aby nie- 
umiejętna ręka nie zagładziła 
rysów dawnych i nie przy- 
tłumiła mowy staroświeckiej 
gwarem dzisiejszego postępu. 


"POd_óYle. 



 


:::--
=:- 


":;..:. 


-:::-:-.:.... 


=
:!..._
' 


...:::,,::
 


.....
.'- 
,"'f -, 
A 


'. -- 
.><...... 


--. 


.: "" " \, 
".. ,/ ".\ ,:. ,"\ ./" 
:-:.1='0 d-X;" f17Z-)c. 
,: '."'" ../,1 ""\ l': \, 


.... .. , ..,. 
. z:ła.:n..: 
. ' 1\ ._::__
_____-:-
 U" ..' I . 
i -". /.n. 

 PRE

.JI1H i 
1/' ..........._ 


Całość wogóle i drobiazgi w szczegółach, jak np. wni- 
kania pilastrów w gzems koronujący, jak wtapianie się 
nałęczy w trzo- 
ny pilastrów - 
zasługują na za- 
chowanie wier- 
ne i troskliwe. 
Jeden jeszcze 
dom odbija ory- 
ginalnością swo- 
ją od innych to- 
warzyszy swo- 
ich. Jest nim ka- 
mienica przy uli- r- f ł 
cy Sobieskiego 
stojąca, tuż od 
rynku, właśnie 
w tern mIeJscu, 
gdzie ta ulica, 
d a w n i ej także Filt. 30. Jarosław. Dom na ul. Sobieskielto. 
Grodzka, do grodu prowadząca, rozszerzała się ku ryn- 
kowi idąc. Szczęściem na domu tym pozostał szczyt :.na 
sposób staroświecki zbudo- 
wany, a jakkolwiek nie przed- 
stawia wielkiej wartości arty- 
stycznej, przecie z uwagi, że 
domy o szczytach takich są 
dziś coraz większą rzadkością, 
godny jest pamięci (Fig. 30). 
Tyle na razie odszukać 
zdołaliśmy z architektury 
świeckiej. Ogólnie biorąc, 
mało tu kto do starych rze- 
. . . 
.. 
 czy uwagę przywIązuJe, WIęC 
:"':.ii >(i; './n.>; nikt prawie nie wie nawet, co 
" /. posiada i na co patrzy. Tuż 
", ./ obok rynku, w narożniku mię- 
,....><.,... I ..' dzy ulicą Grodzką a rynkiem, 
. -....
 jest dziś ogródek, gdzie nie- 
I gdyś stał kościół Wszystkich 
Świętych, razem z kollegiatą. 
Na nowym planie sytuacyj- 
nym miejsce to zaznaczyliś- 
my. Kościół miał być zbudo- 
wany około r. 1473. Miał 
mieć dwie kaplice późniejsze 
znacznie - od zachodu wieża 
się dźwigała, »wysoka więcej 
niż I 00 łokci, w cztery kon- 
dygnacye o wielkich oknach 
zbudowana« 1. Na wieży tej 


/ '. / ".ł.;. 
. r 
.>< 
.:: :: ... 
, ., 
)<..,j, DAWrN 
". /'9 KLASZTOR 
"
:'-'ł 
:". 


", .. 
-"' " .. :-... "'" ,/ ,,'... 
. i o '" ''o. ,. / o. " /" 
'. ;' ! ", '0./ ::. / 
,/ I .' .' o : "/ 
v' :! 
5ciOi :: 7:.. 
/"\. 'o. '00' , 
'
_ I '" 
 1"-':

:




 
<
 " I ' ,,/ ; " 
.> < ) (. 
----- -- ----- -------- 
. / :;_.<
, ..... ..- ' ;;
-'<'-... 
. \:: I........ 
' .: I,' '\ 

 r'- i::: 'x....... ! i:' r--) 
:, '-,,' :: i : .,," ....... : I 
 \._./ 
, /' " 
 ...," ............. : I I' , 
.,,__<,' ,,,/ ........._ ....'-_L 


\\/\/\!\; 
"x' 
'łtR';'i.HT;'{ 
.' '\ l\.': \ /" 
- 1 / -. . .- 


.-i t..... .... l .. rr 
I I I I I I I 


PODZ1AJ..KA 1-200. 


Fig. 29. Jarosław, plan kościoła pojezuickiego S. Jana, dzisiaj Fara. 


.. 
I 


.. 
I 


'. 


f 


I - 
U -.-..., 
. \ 


I 


- 



 I ' 
. , 
I 
'I! 
.,..;.-- 
- 


-
 
. 
I 


111;\ 
Ol 
I 


.--r- 


---- 
I 


..-1-- .
 
r- 


. 


.. 


r- 



 -- ...........--""..... 
 


· Ign. Rychlik. Kościól Kol'e- 
fiaty Ws
stkich św. w Jaroslawiu. 


)
		

/Czasopisma_105_09_03_021_0001.djvu

			3 8 5 


MIASTO JAROSł..A W I JEGO ZABYTKI. 


3 86 


. 


wznosiła się kopuła UWlenczona posągiem św. 
Iichała, mógł może najwięcej mówić o stronie architektonicznej 
2 sążnie wysokim, w r. 1633 przez ks. Annę Ostrog- tutaj wykwitłej. Najbardziej ubolewać przychodzi nad 
ską sprawionym. Wnętrze było jednonawową przestrzenią zatratą tych krzyżów srebrnych, kielichów, lichtarzy sre- 
o długości 77 łokci; sklepienie gotyckie. \\. kaplicy ksią- brnych »staroniemieckiej roboty« i wielu innych dzieł 
żęcej siał niegdyś pomnik mar- sztuki dawnej. 
murowy, wspaniały Kostków Dzisiejszy kościół św. Jana 
i Ostrogskich, kosztem ks. An- pochodzi na pewno z r. I 57 I. 
ny wzniesiony, ale ten w czasie +. Był to kościół Jezuitów, których 
pogorzeli kościoła padł w gruzy. 
 . I '!f. _ ,
i ' J; kollegium mieściło się tuż obole 
W części kapłańskiej były stalle . 'i .1 
 1", j Si.. Kościół zgorzał bardzo nieszczę- 
snycerskiej roboty i ławki ra- ). ,I ii - - J, śliwie w r. 1862. Przebudowany 
dzieckie pod chórem. Pod ko- ....
 -. ,'." -.: :':! ., \. potem, zatracił dużo cech pier- 
ściołem były grobowce. Najwię- ..'
 T ; ,
_." ''\:: 
 
 wiastkowej wartości. Układ jego 
kszy grobowiec książąt Ostrog- .;' I_
\. ' J rzutu (Fig. 29) poziomego jest 
skich. Spoczywały prócz tego tu niezwykle pomyślany. Srodek 
prochy Spytków, Odrowążów, ol -"'- stanowi kwadrat z narożnikami 
Lubomirskich i Kostków. Kol- L ściętymi, wobec czego powstalo 
legiatę zniesiono w roku 1800. sklepienie zasadniczo klasztorne 
Parafię przeniesiono do kościola Fig-. 3 1 . Jaroslaw, Fara. Z dużemi lunetami, pozornie krzy- 
św. Jana. Znikła świetność jej, bogactwo jej skarbca, żowe. Potężne filary stwarzają układ nawy głównej 
który w r. 1769 liczył samych ornatów na 100, a któ- i nawy krzyżowej. W bocznych nawach motywem kon- 
rego srebro w r. 1743 ważyło 741 grzywien. Część sreber, strukcyjnym są kopuły, które na zewnątrz dość zna- 
zapewnie artystycznie wykonanych i wiele o sztuce zło- cznie występują (Fig. 3 I). Przed kościołem ciągnie się 
tniczej w naszym kraju mó- ,. " , dluga kruchta, bardzo obszer- 
wiących, zabrał rząd w roku na, mająca drzwi główne z bo- 
1792 - kiedy szacowano je ku, który stanowi front świą- 
na 10.985 złr. 54 kro - re- tyni. Ten front jest ozdobio- 
sztę zabrał drugi raz w roku nyarchitekturą klasyczną, rę- 
18 I o na zasilenie kasy wo- ką domowego artysty miej- 
jennej przeciw Napoleonowi. scami n a i w n i e wykonaną. 
Kościół sam, nie mogąc do- Szczegół g lo w i c y jednej, 
czekać się opieki, rozpadal u dolu, na fig. 34 wyobra- 
się powoli - aż w r. 1804 żony zdradza domoroslą ar- 
odłam z wieży spadły po- tysty rękę. Podobne liście 
zbawil życia 22 osób. Nie -:;:: widzieliśmy na glowicach ze- 
wynikało z tego, aby świą- wnątrz kaplicy przy cerkwi 
tynia stać nie mogla i od- wołoskiej we Lwowie. Szcze- 
restaurować się nie dala. Po- gólowe zdjęcia architektoni- 
śpiech atoli dokazał, że w r. czne, na studyach starannych, 
1807 zburzono już wszystkie po oskrobaniu tynków opar- 
mury. te, wydałyby owoc bardzo 
Gdy historyę kollegiaty ponętny. Są tam i inne szcze- 
dokładnie opisał p. Ignacy góły, mówiące duchem rene- 
Rychlik w osobnej książce- sansu wczesnego np. część 
wypada nam dodać, iż wize- 7 attyki na ścianie przyczólka 
runek jej dochował się był na nawy krzyżowej (Fig. 33). 
obrazie św. Michała, jaki prze- Attyka owa dowodziłaby, że 
Fig. 32. Jaroslaw, Fara, Widok absydy. 
niesiono do kościoła św. Jana tu nastąpiło jakieś burzenie 
po jej zburzeniu. Niestety i obraz ten padł ofiarą po- murów i że dla założenia kopuły nad nawą boczną mu- 
żaru niedawnego. Szczęściem Przyjaciel Ludu w Nrze 15, siano przerabiać architekturę pierwotnie zupełnie inną. 
1846 roku podal drzeworyt przedstawiający Jarosław Nagłe bowiem ucięci& attyki nie da się inaczej wy tlu- 
na tym obrazie (Fig. I). maczyć. Widać ja na fig. 3 I. 
Tak znikł naj dawniejszy zabytek Jarosławia, który Ogólnie sądząc z punktu widzenia architektoni- 


. 


\ 


)
		

/Czasopisma_105_09_03_022_0001.djvu

			3 8 7 


1 


MIASTO JAROSł..A W I JEGO ZABYTKI. 


3 88 


}<'ig. 35. Jaroslaw, Kosci- 


"- 


..... ."- 


..... ..... 
..:
*:- 
 " 


." \" 
J,..... 


1 


. 


-, ,;, 


(
		

/Czasopisma_105_09_03_023_0001.djvu

			1 


3 8 9 


MIASTO JAROSLAW I JEGO ZABYTKI. 


39 0 


sznureczków skręcanych. \V tern miejscu napis od przodu 
I B Y. - od tyłu t U B L Pod korona baranek apo- 
kaliptyczny z jednej i drugiej strony. Na uwagę zasłu- 
gują także dwa dawniejsze przepiękne kielichy. Trzeci 
znacznie jest późniejszym. Ornaty przedstawiają nie- 


jest także Pieta z drzewa wy konana, z X \" I I lub z początku 
X V III wieku, w ścianę wmurowana. Pod całym kościo- 
łem są groby. Prowadzi do nich płyta rzeźiona, ale mocno 
stopami wytarta. \V kruchcie są dwa portrety: Anny 
(matki) wojewodziny wołyńskiej i syna janusza Ostrog- 


I 
. 



. 
'. :\. 
" -." \ł...... :- 



 



: 


- 
, 



 


1- .:. 


" - iI
; 


" 


. " 


. . 


I . 

_..
_' ..
-
 


. 


i1:." -
'...,. 


Fig. 3tJ. Jaroslaw, Widok i obwarowanie kościola S. Anny. 


przebrane skarby motywów wspaniałych. Byłoby co stu- 
dyować i malować miesiącami. - Najstarszą jest kapa 
z herbem na tle ze złotych nici. Na ornatach liście 
i kwiaty wypukło naszywane złotem, srebrem, jedwa- 
biem. Często nitki srebrne stanowią kręcone kółka spi- 
ralnie. W prezbiteryum obr az olejny, przedstawiający 
Zdjęcie z krzyża. Matka Boska trzyma jezusa na kola- 
nach. Pędzel włoski. Obraz nieco zniszc.zony. \Nisieć 
pownl1en z pochyła, aby kurz tak nie nasiadał. Ciekawą 


, 


I 
fil ! . 


'111 


I 
, I 
i. I i ' -, 



:
 

'. -
 


-- 


"'- 
----- 
---- . 


1
 
II i 
.
-
 
I, . . 


I 
i 


j );. 
-I 
.. 
:: 
.. 


, \ 


.. , 
l. 
, 
- .. . I j 


--"" 
. 

I 
./ , ,. I r 
. 
,', 
I '" " ., f\ "\ "\ 
. , 
. I 
.;.' J 
1 " 


t 
I 

 


Fig. 37. Jaroslaw, Kościól Ś. Anny. 


. 


t 


ł 
---, 


:- 


: 


. :.....i 


_I 


" 


'- 


. ,r 


-, 
. :ł 



 


. J:: _; 


";!ł "Ii' 


, - 
- - t..':" _r... 


..,.. - - 


.
. 


skiego. Przed kościołem stała wieża. Runęła przy osta- 
tnim pożarze. Za fundatorkę kościoła uważają Zofię 
ze Sprowy, żonę Stanisława Odrowąża Kostki, pana 
na jarosławiu. Fundacya r. 1580. Poświęcenie r. 1594. 
\Varto wspomnąć jeszcze o 2 kłódkach starożytnych, 
oryginalnej konstrukcyi (Fig. 43 i 45). 


D 




:" 
 
.J ,..
, 



'I 


. .
...
, 


. 
" \.... 



 


-. 


.." -
 



 


. ...-:."'... 


-, ... .:. 


. 



 


,
... 


ił t-:-: 
I . 
I . - ,
 

 .'"..- 
" 


'--, 


l, I 
 


. ,_C: 



 


--' 


. I 
ł . 
 

 ,,, 
. 


- . .6 


. - "T 
 
 .. "'ł

 
.. , 


Fig. 38. Jaroslaw, portal kościola Ś, Anny. 


26
		

/Czasopisma_105_09_03_024_0001.djvu

			MIAST,) JAROSLAW I JEGO ZABYTKI. 


39 2 


39 1 


był dawniej murem 
- odgrywał przeto 
Tuż za murem ob- 


'" 
. 


Kościół wraz z klasztorem 
warownym doskonale zamknięty, 
rolę skrzydła warowni miejskiej. 
wodowym jest nagły spadek zie- 
mi - a że opodal wznosi się 
drugie wzgórze, więc dołem prze- 
chodzi jakby wąwóz. To drugie 
wzgórze znowu dla siebie oto- 
czone murem obronnym ze strzel- 
nicami i basztami, jakie widzimy 
na fotografii (Fig. 36), mieści we- - 
 
wnątrz tychże obu do wall kościół .', 
św. :\1 i koł aj a 7. klasztorem Pa- 
nien Benedyktynek, dziś skład 
 
mundm-ów wojskowych. Kościół I' 
ma być jedl101lawowym, trudny 
do widzenia wobec tego, że Idu- 
cze od magazynu są w ręku wojskowości. \Vidok ko- 
ścioła przedstawia fotografia (Fig. 37) od strony części 
kapłaI1skiej zdjęta. Przypuścić należy, że zwieńczenie 
wież pienvotIJie pewnie i pięknem i stylowem było. 
\\' dzięcznym motywem, z arkadek na \Vspoł-llikach opar- 
tych złożonym, przyozdobiona jest ściana północno- 
zachodnia. 
Ponad wszystko atoli warto wspomnąc o portalu, 


inne przemawIają za wielką wartością artystyczną pom- 
nika z XVII wieku pochodzącego. Twierdzić możemy, 
że to najpiękniejsza ozdoba miasta jarosławia i gdyby 
jarosław nic nadto nie posiadał, 
jużby tern się chlubić mógl nie- 
mało. V\' rzędzie zabytków odro- 
dzenia naszego odcienia zajmie 
portal ten miejsce bardzo pocze- 
stne. I bogactwem kształtów i uro- 
kiem stosunków należy mu się to 

-...;; I 
uznanie. :\Ioże kiedy dochodzenia 
ściślejsze wykryją artystę. Bądź 
co bądź, pochlebllie dzieło o nim 
mówi. Koniecznie wypada na tern 
miejscu w y r a z i ć życzenie, aby 
wojskowość tablicę blaszaną z na- 
pisem urzędowym nowożytnym 
jaka dziś na ślimakach spoczywa, usunąć zechciała, al- 
bowiem tablica ta szpeci na razie zabytek, zasłaniając 
gÓł-llą część jego i może uszkodzić, skoro dla przewie- 
szenia jej żołnierze drapią się po rzeźbach. Napis ten 
mógłby bardzo wygodnie wisieć obok portalu. 
Napis na gÓł-llej tablicy między ślimacznicami me- 
dokładnie w Pr::)'iacielu 
Ludu z r. I 
46 podany, . 
w pierwszych wierszach 
brzmi: 


Fig. 39. Pawłosioło. - Dwór pojezuicki. 



- - . 
-I 


-
> ,r. !t-;..
-!'. 


.... 


. 
., . 


ł- 


... 



, 


, 


.. 


,t 


....." , 


-,'"- 


: --; 

 
-- ., V'-; 
,,1.. ", j .;". j 
, ł ,
 , .. ., ,I 
; < ..1 li .. 


. Ił. 



, ł 
, - . 


. 1
 
I;
",- " , 
..... 


l 
. i 


- 
I' 


t - 


'. 1 
'. 


-.:" 


.' 


.. 


---'- 


Fig. 40. Jaro,ław, Cerkiew. 


stanowiącym glówne wejście do kościoła, z boku od 
strony południowo-wschodniej (Fig. 3
). Jestto arcydzieło 
w całem słowa znaczeniu. \V spaniałej kompozycyi prze- 
ślicznej roboty, ręki bardzo wprawnej, zaleca się tak szla- 
chetnością stosunków jak i dokładnością najdrobniej- 
szych szczegółów. Cztery słupy korynckie wdzięcznie 
uproporcyonowane - ślimaki u góry ślicznie zagięte 
w linii nader dla oka miłej, okroje gzymsów i szczegóły 


j 


T' ". --"'::_' 


;v- - 


j 


] 



. 


ł ) 


: '.1 


D. o. M. 
Uivis tutelaribus Anti- 
stitibus I Nicolao :\Iyren. 
Stanis. Crac. IIJClito :\Iar- 
tyri Aedem hanc aeter- 
num (sic) I ....... (wiersz 
trudny do odcyfrowania 
i niewyraźny). I Anna de 
S tern b er g JOe fonte 
Kostkarum d u c i s s a I 
Ostrogiae Pal. \V olhy I 
Anno I A partu Virginis 
:\1. DC. XXI 
Napisy na tabli- 
cach bocznych po lewej 
i po prawej ręce ze 
względu na sztuczne 
skrócenia są niezrozu- 
miałe i stają się praw_ 
dziwą łamigłówką, dla- 
tego je pomijamy. 
p o z o s t a j e do 
wzmianki jeszcze ko- 
ści()ł dziś 00. I )omini- 
kanów, pod wezwaniem 
P. Maryi, zdala od ja- 


Fig. 41. Jarosław, Monstrancya z Fary. 


'....' ' 
1 - 
" 



\"..;}
 .' 
. .;\
..:;

 '.. 
\.. .' \ ,.': - 
,

j
"'" '\ ,....e. ....0;. ............. 

, , <.'.... ... ' .: ............. 
.I.,'{ . ..t..
"'" ; - 
... 



-I 



 
.-i ' " 
">( 
 
, 
. 


t.. 


'\.. 


\1 


o," I 


-

 -- t-' 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_025_0001.djvu

			I 

 


393 


;\IIASTO JAROSŁAW J JEGO ZAHYTKJ. 


rosławia przy goscmcu krakowskim położony. Archite- 
ktura jego zdradza styl barokowy, okazały i szlachetny, 
datuje z lat 1629- 1635 1. Jest to zabytek mało co 
przechowujący z pierwotnych czasów. W nętrze zupeł- 
nie nowoczesną sztuką przyozdobione. Początkowo na tern 
miejscu miał być kościołek drewniany, pochodzący z końca 
XIV wieku, który królowa Jadwiga hojnie obdarowała. 
Tatarzy spalili go w r. 1420. Rafał z Tarnowa, pan na 
Jarosławiu, starosta ziemi ruskiej zaraz go odbudował 


4f1I "i 
.
' 
, 

o 


Fig. 42. Jarosław, Miecz katowski (starszy). 


z kamienia. 'vV czasach późniejszych uległ przemianom 
licznym. Marmurowe odrzwia w części kapłańskiej zasłu- 
g-ują na podniesienie. Rzut poziomy mniej ciekawy. 
\Vewnątrz domaga się gwałtownie zmysł estetyczny 
zniesienia tych kotew żelaznych, sprzęgających sklepienie 
nawy głównej, jakie z malowidłem są w rażącej kolizyi 2. 
Prezbiteryum nie ma absydy. Sygnaturka bogata prze- 
rywa nieco jednostajność widoku bocznego (Fig. 35). 
Cerkiew, przedstawiona na fotografii (Fig. 40)8, nie 


l Wiadomość o tej dacie zawdzięczamy informacyi p. I. 
Rychlika. 
t P. I Rychlik nam pisze: _Kotwi żelaznych nie da się usu- 
nąć, umieszczono je z konieczności przy restauracyi po r. 1882, 
ciężkie bowiem wiązanie dachowe pokryte miedzią rozsadzało mury 
i sklepienie groziło zawaleniem. Według inwentarzy z 1838 r. ko- 
ściół ma 80 łokci długości, 24 od dołu do gzymsu wysokości, 
oświetlony 32 oknami, nad amboną oratorya, które mają 14 okienc. 
(.lI. S.). 
a Informacyi O niej zawdzięczamy uprzejmości p. Rychlika. 


. 


394 


zaleca sie wartościa architektoniczna. Pochodzić ma z roku 
.. . 
1 7 1 6. Ukończona 1 74-6 r. Konstrukcya zdradza pewne 
wadliwości. Kopula ośmioboczna wznosi się wprost nad 
kwadratem, bez zastosowania żagielek. Ikonostas pod- 
trzymuje sześć słupów korynckich. Górne jego części są 
charakterystyczniejsze. 
Kościół św. Ducha, w r. 1669 zbudowany l, niegdyś 
szpitalny, nie posiada także wartości - ciekawy jest 
tylko dla tych strzelnic, ciągnących się pod gzemsem 


iitJ 

 

 
.. 


lO 
\,. 
.. 
.. 
N 
,. 
,. 
" 
'\ 
" 


Fig. 43. Jarosław, Fara, kłodka 
od drzwi głównych, zamyka się bez 
klucza. 


Fig. 44. Jarosław, Miecz katowski (nowszy). 


koronującym. Od strony uliczki Św. Ducha widać je 
doskonale. \Y obec tego część kapłańska musi ala ich 
mieć 9 - nawa sama aż 14. Niezawodnie front także 
był w takowe zaopatrzony, podobnie jak kościołek pa. 
rafialny w Bóbrce koło Lwowa. 
Kościół i klasztor 00. Franciszkanów do szczętu 
zmeSl0no w r. 16 59 B. 
Kościołek św. Zofii, drewniany, zburzono za czasów 
Józefa II 8. 


I Miał on niegdyś sygnaturkę, zniesioną skoro kości6ł prze- 
szedł do protestantów w r. 1797. Informacya p. Rychlika. 
t Informacye p. Rychlika. 
a Zbudowała go Zofia Kostkówna w r. 1573. P. Rychlik do- 
daje, że -pod tym kościołem drewnianym był obszerny gr6b z cegły, 
z posadzką również cegłą wyłożoną. Składano w nim zmarłych, obok 
bowiem był szpitalik i cmentarz. Dzisiaj grób ten przepołowiono 
ścianą, gdyż należy do dwóch właścicieli; z kościołka zaś pozo- 
stało prezbiteryum zamienione obecnie na szopęc. 


(Al. S.).
		

/Czasopisma_105_09_03_026_0001.djvu

			395 


MIASTO JAROSŁAW I JEGO ZABYTKI. 


39 6 


Magistrat przechowuje dziś w zbiorze swoim kilka 
obrazów starodawnych 1 i stos aktów bardzo ciekawych, 
których uporządkowanie i spisanie jest.. potrzebą piekącą. 
Smutnej pamięc.i dwa miecze katowskie, używane jeszcze 
w XVIII W., do ostatniej chwili, uzupełniają zbiory 
\ Fig. 42 i 44). 
Nie od rzeczy będzie na zakończenie przyłączyć 
fotografię dawnego dworu 00. Jezuitów W Pawłosiole, 
z zeszłego wieku pochodzącego (Fig. 39). Podcienia 
z przyczołkami w okna olbrzymie zaopatrzonymi mają 


I Wedle łaskawej informacyi p. Rychlika z obrazów tych przede- 
wszystkiem zasługują na uwagę . portret y l. Zofii ze Sprowy, jako 
fundatorki kollegium jezuickiego i 2. wójta jarosławskiego Jakóba 


w sobie cechę swojskości, dla której warto rzecz podać 
pamięci dalszej. 
Z przebiegu tego nabrać możemy przekonania, iż 
aby wyświetlić stronę artystyczną miasta Jarosławia, 
potrzeba jeszcze głębokich badań historycznych, -prawie 
zupełnie mgłą pokrytych. Można żywić nadzieję, że nieda- 
leka przyszłość tego dokaże, bo jak p. Ignacy Rychlik 
tak i inni badacze niebawem odgrzebią tajniki po starych 
aktach i kronikach przechowane, a wtedy ze światłem 
historyi i poszukiwania za sztuką będą łatwiejsze. 


Metlansa t 1704 na blasze, pochodzący z jego trumny. Prócz tych 
są 2 portrety Anny Chodkiewiczowej w klasztorze Dominikanów, 
popsute barbarzyńską restauracyą i portret biskupa Sierakowskiego.. 



d
sl
ł






ł 


Fig. 45. Jarosław, Fara, klódka od drzwi "Iównych 
zamykająca si!; bez klucza. 


\
		

/Czasopisma_105_09_03_027_0001.djvu

			MINIATURY 
, 
RĘKOPISOW POLSKIEGO PO(fłODZENIA 
w BIBLIOTECE PUBLICZNEJ W PETERSBURGU 


FELIKS KOPERA. 


OPISAł. 


WI EK XIV - XV. 


\ 


OLSKlE miniatury, 
XI-XII w. w Peters- 
burgu się znajdujące 
opublikowaliśmy 
. . 
w pIerwszym zeszycIe 

pnl'luo::;dań niniej- 
szego tomu \'II (szp. 
49 - 7 8 ). Nie udało 
nam SIę znaleźć mi- 
niatur z XIII w., a 
przymlJmmeJ numa- 
tur, którebyśmy temu 
wiekowi stanowczo 
przypisać mogli. Ró- 
wnież nie wiele, bo 
jeden kodeks, i to 
z wszelkiem zastrze- 
żeniem, odnosimy do 
XlV wieku. Nato- 
miast XV wieku za- 
znaczył się obficie, i 
to miniaturami prze- 
ważnie datowanych i oznaczonych kodeksów. 
Cały ten materyał przedkładamy, starając się wopi- 
sach o dokładność, zwłaszcza w oznaczeniu barw, któ- 
rych oddać nie może fotografia. 
1. Ewangieliarz Katedry krakowskiej z XIV w. 
Kodeks to pergaminowy rozmiarów 19 8 /, X 29 cm 
a zatem quarto. Pochodzi ze zbiorów Towarzystwa 
Przyjaciół Nauk w v\'arszawie, gdzie miał numer 12°3 
czy 1263 a dokąd dostał się z Krakowa, z biblioteki 
katedralnej. Świadczy o tern napis na karcie pierwszej: 
"hcdesiae Catedral1s Cracoviensis. Sygnatura jego obe- 
cna: Lat. Q. v. l J\ 7 r. 73. Dochował SIę w całości 


.
 


( .:" 


.... 


.
. 
1 .' 
, \ "\" 

- 
.
 


- ",. - 



 
" 


I : 
\}.
 


.... . 


.i- 


\. 


,\ . 
r..- 


. \, 
. 
i\> 


--- 'IIo:L
 
cJii''' . 7' 

-, 
.i.
 


Fig. 1. Inicyał P z Graduału 
Łęczyckiego. 


i ma kart 190. Są to Ewangielie na niedziele i święta 
poczynające się ewangielią św. Mateusza. 
Pismo jego dość szerokie i pękate przypomina 
francuskie wzory XIV a więcej jeszcze XV w. Lekko 
zaznaczył się w niem gotycyzm, jest jednak zbliżone 
pozornie do karolingskiej minuskuły, to też na tej pod- 
stawie zapewne w katalogu Biblioteki napisano, że ko- 
deks pochodzi z XII w. Naj prędzej jednak zabytek 
XIV w. Litera a według Watenbacha 1, taka, jak ją 
w kodeksie widzi się, charakterystyczną jest dla w. XI V, 
c jest łamane podobnie, jak w tej epoce i mało różni 
się od t, r rotunda pojawiające się od XIV w., często 
natrafiamy, znajdujemy także ligaturę de, i et w formie 
siekierki; liniowania jednak nie znać. 
Książka pisana w jednej kolumnie na białym 
i cieńkim pergaminie. Inicyały niebieskie i czerwone 
napI"zemian, są, jak wspominaliśmy oplecione kaligrafi- 
cznym ornamentem. Ornament ten nie jest ani bogaty, 
ani bardzo rozwinięty, trzyma się litery z wyjątkiem je- 
dnego wąsa, który wybiega na margines. Inne inicyały, 
czarne, są tylko uwydatnione czerwoną linijką. Są to 
litery przeważnie z minuskuły wzięte. Jeden tylko 1111- 
cyał jest ornamentowany farbami gwaszowemi i na 
wielką skalę, to na k. 2 litera I. 
Laska sama tej litery na całej długości stronicy 
malowana niebieską farbą, środek jej ma wzdłuż dwie 
paralelne linijki z kuleczkami, jedno i drugie białą farbą. 
VV szystko to zwęża się, im bliżej końca laski i zamie- 
nia się w jedną białą linijkę, uwidaczniającą jej wypu- 
kłość po przeistoczeniu już w dośrodkowe skręty. Koło 
laski okręca się spiralnie malowana gałąź o liściach 
czerwonych, niebieskich i jasnożółtych, a przy tern inne 
jeszcze dość skomplikowane barwy nie do opisania. 


. Einleitllng in die lateinische Paleographie, str. 44.
		

/Czasopisma_105_09_03_028_0001.djvu

			399 


r 

 
j 


400 


j 


:\JI:.IIATURY RĘKOPI."ÓW pnl.SKIECO POCHOUZENIA 


Ta galąź rozwija S1(
 aż do punktu, w którym la- 
ska litery I przekształca się w skręty. Od tej chwili 
sama ona przeistacza się w roślinną gałąź, wypuszcza 
liście, a skręty jej kończą się bukietem. \N szystko to 
w tym stylu, który spotyka się w kodeksach XI-XII w. 
W największym skręcie siedzi człowiek, ewangeli- 
sta niewątpliwie, w aureolii żółtej, o rudych włosach, 
z głową w 8/ 4 ku widzowi zwróconą, w długiej sukni 
żółtej, pofałdowanej, przyczem faldy oddane są bardzo 
starannie zapomocą konturów i cieni. Pisze księgę, 
w prawej ręce dzierży pióro a w lewej nożyk. Jeden 
z liści czepia się jego pleców. 
Pod cały inicyał podłożone jest jasno zielone tło. 
Do inicyału, do jego skrętów roślinnych zapewne, 
biegnie chart zabiegając drogę zającowi, z wywróconym 
czerwonym okiem, którego ściga drugi i zagraża z tyłu. 
Na k. 92 mieści się rysunek, 
przedstawiający Ukrzyżowanie 
(Fig. 2). Krzyż z rozpiętym Chry- 
stusem na małym trójdzielnym ko- 
pcu. Chrystus zwisa na cienkich rę- 
kach, nogi zgięte i przebite je- 
dnym gwoździem, klatka piersiowa 
wystająca. Od bioder spada dra- 
perya, zakrywająca ciało poniżej 
kolan, pofałdowana. Fałdy ryso- 
wane starannie i uwydatnione se- 
pią, jak się zdaje. Widzi się tę 
samą staranność o draperyą, jak 
w opisanym inicyale. Na lewo 
:\fadonna załamująca obie ręce, 
podana naprzód w płaszczu na- 
krywającym głowę i bogato się 
drapującym. Na prawo św. Jan, 
równie w bogatej draperyi, pra- 
wą rękę położył na piersi, lewą 
trzyma przez płaszcz księgę i przyciska ją do siebie. 
Także podany naprzód. 
K. 93. Ukrzyżowanie wykonane barwami (Fig. 3). Roz- 
miary 16 X 2 S cm. Krzyż zastanawia przedewszystkiem. 
\V tej epoce w świecie zachodnim jest on rzadki; zwy- 
kły w epoce starochrześcijańskiej i oizantyjskiej sztuce, 
choć w innej nieco formie, jako krzyż rozkwitający. 
Gałęzie odchylające się od pnia tworzą jego ramiona. 
\V naszym przypadku jednak z wyjątkiem ogólnej 
formy, wspólnego więcej nic niema z rozkwitającym 
krzyżem. t Chrystus wykonany według rysunku wyżej 
opisanego, choć z modyfikacyami: na głowie ma cier- 
niową koronę, włosy i broda ciemno czerwone, z boku 
tryska krew i woda. Draperya biała, przemieniająca 
SIę w cieniach w purpurową. Madonna w 8/ 4 zwrócona 


ku krzyżowi, ma tak samo barwiony płaszcz, suknia 
jej niebieska, a na głowie biała chusta, strój ma szlaki 
tu i ówdzie. Twarz rumiana. Nie widać żadnego, wła- 
ściwego chwili, psychicznego stanu duszy, znać tylko 
lekkie skrzywienie. Jedynie gło\\a Chrystusa wyraża ból. 
Św. Jan podobnie niedołężnie malowany. W płaszczu 
ciemno popielatym, o niebieskiej podszewce, w 8/ 4 
w lewo zwrócony, patrzy ku ziemi. Suknia czerwona. 
nieco w światłach biała, o złotym szlaku. Rękę prawą 
trzyma na piersi, a w lewej dzierży ksiegę, wysadzaną 
kamieniami wielkimi, okolonymi mniejszymi. Księga ma 
złote klamry. U góry na krzyżu przybita tablica nie- 
bieska z napisem l. N. R. l. Wyżej dwaj aniołkowie 
w długich sukniach wysuwają się z chmur i kadzą, 
skrzydła ich różnobarwne. Vv' szystko to na złotem tle 
o skośnie prostokątnym wzorze z kropkami. 
Pod Ukrzyżowaniem dwie ar- 
kady okrągłołukowe o tróiistnym 
maswerku, oparte na cienkiej ko- 
lumience, o zielonym kapitelu, nie- 
dającego się oznaczyć stylu. Wszy- 
stko to czerwone o białych ar- 
chitektonicznych wzorach. 
Tła arkad złote z takimi samy- 
- mi wyciskami. W lewej arkadzie 
od widza, t. j. na poczestniejszej 
prawej stronie krzyża, klęczy św. 
Stanisław ze złożonemi rękami 
w białych rękawiczkach o czer- 
wonych szlakach, w białej infule, 
niebieskim płaszczu, ozdobionym 
w trój kropki i czerwonej dalma- 
tyce o szlaku z białych kółek 
pomiędzy rąbkami z dwu linij. 
U góry napis: 
S. STANIZLA US 


r--- .----- - . ----.--- --- 
r 


i 
I 
I 
! I 
I 
I 
I 
I 


Fig. 2. Ukrzyżowanie, rysunek z Ewangieliarza katedry 
krakowskiej ze zbiorów Tow. Przyj. Nauk w Warszawie. 


1 Cf. Sprawozdania, t. V, str. CVI-CVIl, komunikat prof. 
:\1. Sokołowskiego. 


Na prawo, po lewej ręce Chrystusa, w książęcej 
czapce także ze złożonymi rękoma, w zielonym płaszczu 
i purpurowej draperyi o białych światłach klęczy święty. 
Ponad uim na łuku napis: 
S \VENCESSLAUS 
Po jednej i po drugiej stronie całej kompozycyi 
przedstawieni w arkadach o trójlistnych łukach i zęba- 
tych ich szczytach królowie i prorocy starego. testa- 
mentu, w popiersiach jeden nad drugim trzymając 
napisy. Pozycya ich różna i gestykulacya uwydatniona, 
jak to widzieliśmy w kodeksie Lactantiusa, tylko że 
w naszym przypadku wykonanie niedołężne. To też to 
rozwiązanie różnorodne ruchów jedynie warto podnieść 
Te dwie ośmiopiętrowe loże, jakby wieże południowo 
gotyckie, z których wyglądają półfigury, obie kończą 
SIę gotyckim szczytem. 
Całość przedstawienia ujęta w zielony szlak. 


. 


I.
		

/Czasopisma_105_09_03_029_0001.djvu

			,. 


401 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEG" POCHODZENIA 


-, . 
'. ) \, ' 
. ',' 
. 't,- 
"" ' 
:'(,"" ,. 

'.<' /,. 


Fig. 3. Ukrzyzowanie z Ewangieliarza krakowskiego, ze zbiorów Tow. 
Przyj. Nauk w \Varszawie. 


. 
t 


Z jakiego czasu pochodzą te miniatury? W ka- 
żdym razie nie z XII i nie z XlIł W., sądząc po go- 
tyku nie tylko w piśmie, ale architekturze gotyckiej. 
Ylimochodem pozwalam sobie nadmienić, że mo- 
żna znaleźć pewne pokrewieństwo ostatniej mi
liatury 
ze stylem fresków kościoła w Gurk w Karyntyi. Jestto 
ta sama w zasadzie rozczłonkowana dmbiazgowość 
architektury, której przestrzenie wypełnione są figurami, 
trzymającemi napisy w r
kach, ubranemi \V draperye 
kanciasto pofałdowane tylko, 
że mają one pochodzić z kOllea 
XIl lub początku XlII w. 
\ y o l t m a n n: Geschichte der 
J-1111ere
 I. Band 30 L i ll1it- 
Iheibi1lKe11 d. k. k. Celltrlll- 
Com1/lissioll, 1869, S. 92. 
J a n i t s c h e k. Op. cit. str. 
15 8 - 1 59. 
2. Isidorus de Origine 
rerum, R!,kopis z kollm XIl . 
CZJ' z poc,-:;ątku Xl' 'lu. z l£c.'?:- 
11emi miniaturami. - Jestto 
volumen folio (23X353/4 cm) 
w oprawie późniejszej safia- 
nowej. Na karcie tej oprawy 
notatka Łukasza Goł
biow- 
skiego z d. 1 3 lutego 1831 
mku o treści i stanie książki: 
te ostatnią przepisujemy: »Po- 
czątku i końca niedostaje, 
karty pomieszane, niektóre 
u dołu obcięte. Podług zna- 
ków graficznych, dostrzeżo- 
nych i wypisanych przez Le- 
lewela r
kopis to z XI1l a 
może z XIV w. Na perga- 
minie pismo duże gockie we 
2 kolumny po 38 linij. Ma- 
lowanie uncyalnych liter zło- 
tem i kolorami niezgrabne. 
(Lelewel Ksiąg biblio grali- 
\ cznych dwoje, T. 2, str. 345). 
Kodeks pochodzi ze zbiorów 
Towarzystwa Przyj. Nauk, gdzie oznacwny był liczbą 2. 
Obecnie jego sygnatura: Lat. F v. f -'\038. Kart: 254. 
Na pierwszej z istniejących karcie jest napis na 
dolnym marginesie: Jriidorus de origine ren/m ex Re- 
visione ai. I707mi L01l1lOtatllm, opatrzony zygzakiem, 
prawdopodobnie podpisem piszącego, którego niepodo- 
bna rozwiązać. 

Iiniaturzysta tę formę wykonania zastosował, że 
zaznaczył barwą prostokąt mniej więcej szerokości ko- 
lumny, t. j. prawie 7 cm., a wysokości różnej, lecz głó- 


. ., 


... , 


. 
 


-'... 


, , 


i 
J- 
.l 
f 


, , 
, '.. 


. 


'J' . 


....
-I./ 
,t. I 
 , 
. \ .:;. - 
'. 



 . 




 


,. 


'. 


...Ai i 


. 


,. 
,,-.. 
I 


. 
. 


" 
1., 


. ...
. 
l 
" ': 
. . 


, "- 
l 
. 


. 


\-- 


t 
..- ,',.' 

 1''- 
.' 


"', 
" . 


-7 


. 


. 


, 


.1' 


, . 
. . 


. 


402 



 


wnie 6 1 / 2 -7 3 / 4 cm. v\
 ten rodzaj ramy wpisana litera. 
Odcinki są złocone warstwą pozłoty z wyciskanemi nie- 
kiedy rozetami, kładzionej na klej i nalepionej tak, że 
błyszczą dziś, jak emalia. Litera malowana gwaszem 
różnie, raz niebiesko, jasno purpurowo, zielono i t. p., 
czasami nawet dwubarwnie i we wzór liściasty lub geo- 
metryczny, w tym ostatnim przypadku zwykle centki 
białe, uzupełniane kropkami, są głównym motywem. 
\\'zór ten, dobYłY z ogólnego tła ciemniejszą i jaśniej- 
szą barwą jednego i tego sa- 
mego koloru, oraz stale białą 
fa r bą, która w y st ę puje 
w świetlnych partyach. Wnę- 
trze litery, a zarazem tło 
przedstawienia obrazu roz- 
maicie bywa barwione, naj- 
cz
ściej niebiesko. 
Ialowa- 
ny jest na niem deseń z flo- 
resów, kółek i kropek, a 
czasem jest on ściśle geo- 
metryczny, n. p. kraciasty lub 
7. wielobocznych figur złożony. 
Od naroży inicyału biegną 
po marginesie lub mi
dzy 
kolumnami roślinne wąsate 
ornamenty. Obok tego są 
i n i c y a ł y mniejsze, rzadko 
z przedstawieniem obrazów. 
\\" pleciona w nie tylko bywa 
niekiedy twarz zwykle tłusta, 
typowa, realnie pojęta, w ró- 
żnej pozycyi, niekiedy także 
głowa zwierzęcia lub smok, 
trzymający w zębach ryb
, 
wydobyty białą i jasno nie- 
bieską farbą z ciemno-niebie- 
skiego tła. W og0le każda 
z tej kategoryi miniatur ma- 
lowaną jest jedną barwą o 
tonach jasnym i ciemniej- 
szym, którą uzupełnia tylko 
biała farba. Przeważnie za- 
miast tego, tło inicyału po- 
kryte kółkami kropkami, lub biała bardzo subtelna, 
jakby filigranowa nić wije się i układa w arabesk
. 
albo w końcu widzimy liść lub geometryczny wzór 
malowany białą farbą. Od tych także inicyałów wycho- 
dzi liściasty ornament na margines. 
Zanim podamy charakterystykę figuralnych scen, 
wypełniających wn
trze liter, opiszemy je po kolei, bo 
do nich przywiązujemy wiele znaczenia i zasługują na 
to ze wszech miar. Są wszystkie wykonane gwaszem. 
10 karta 2 verso. Poczynająca się księga de di- 


, 


\ 


." - 


., 


" 


# 


t 


, 
I 
. 



 . 



 


.. 


'
\ ' 
" ,
. 

 
.l' 
J. :. 


/" 


1 


'. 
'-, 
 

 


.. 
. ' 


:r 
'--30- 


.., 


.' 


"\! 


... 


.. . 
..).. 


... \.. 


.. ...;. 


,. " 

 
 
.. '\ l' 


. 


,. 



 


1....- 


.'
		

/Czasopisma_105_09_03_030_0001.djvu

			r 


4 0 3 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4 0 4 


scipli1la opatrzona jest D niebieskiem, w którego wnętrzu, 
na tle czerwonem, siedzi niewiasta, zwrócona w sI, 
w prawo, na masywnym złotym tronie żółtego koloru, 
z baldachimem, widocznym tylko w górnej części, gdyż 
oparcie się zasłania rozpięta fioletowa opona, zdobna 
szeroko arabeskowym deseniem (Fig .4). Na jej głowie biała 
chusta, a na tej dopiero korona. Twarzyczkaładna,owalna. 
Suknię ma bron zową, a może dawniej była złoconą, 
złotolitą, wyciętą pod szyją i na wycięciu obszytą nie- 
bieską wstęgą, która od zapięcia ciągnie się aż po łono 
i ozdobiona jest w tej ostatniej części hebrajskim na- 
pisem. W prawej ręce dzierzy dyscyplinę, a w lewej 
dopiero księgę. U stóp jej, po prawej i po lewej stro- 
nie, siedzi po dwu uczniów 
w czerwonych i zielonych 
szerokich sukniach pod szyją 
zapiętych i wszyscy podno- 
szą głowę ku królowej. Ar- 
chitektura tronu nie ma cech 
gotyku. Okna u jego spodu 
są okrągło-łukowe. Balda- 
chim tworzą trzy tępe i 
szerokie łuki, a szczyt zę- 
baty i opatrzony okienkami, 
motyw z zakończenia muru 
twierdzy lub baszty. 
Artysta w ten sposób 
przedstawił allegoryą nauki, 
dają
 jej postać królowej 
i otaczając ją wsłuchanymi 
w słowa uczniami. - Ry- 
sunek dość słaby, ale uwy- 
datniający kompozycyą. - 
Draperya niezła i pozycya 
królowej dość zręczna, tem 
bardziej łatwo przyszła, że 
motyw jej w pieczęciach majestatycznych i monetach 
był rozpowszechniony. 
Z inicyału wybiega szczególnie ładny ornament, 
koło dwa razy zawiązanej w węzeł tyczki, wiją się li- 
ście. Dzieli on kolumny i dostawszy się na górny mar- 
gines, wieńczy je. Liście są niebieskie, zielone, czerwone, 
żółte, pręt częścią zielony, częścią czerwony i żółty. 
W szystko tu i ówdzie akcentowane plamami blaszko- 
wego złota. 
2 0 k. 20. Księga o Retoryce przedstawia w lite- 
rze R zielonej, na jej tle wewnętrznem niebieskiem, ka- 
tedrę bez baldachimu, koloru kamienia z odcieniem ja- 
sno fioletowym. Składa się ona z pulpitu w 8/, na 
prawo ustawionego, wprost tak, że widać bok, w któ- 
rym pod szczytem skośnym jest okrągło łukowe okno, 
a nad niem otwór okrągły. Za pulpitem poręcz zato- 
czona łukiem: są dwa miejsca: wyższe i nw
e. Na wyż- 


, 


" 


szem miejscu siedzi mężczyzna w długiej zielonej sukni. 
zapiętej pod szyją, w lewej ręce trzyma nóż, w prawej 
stilus o czarnej centkowanej rękojeści i pisze na czer- 
wono poliniowanym papierze. Niżej, u stóp jego, ko- 
bieta w niebieskiej sukni, złotowłosa w białej chuście, 
nad ruchomym małym pulpitem o podstawce w formie 
sierpa, pochylona pisze także, trzymając takie same 
przybory. Od końca litery wybiegają liście oplatające, 
o barwach jak poprzednie. 
Ta scena z życia pisarskiego jest najlepiej wyko- 
nana w całym kodeksie i najstaranniej. Zwłaszcza twarz 
kobiety, wpatrzonej w pismo z wielką pilnością, oddana 
we wszystkich szczegółach, jak rumieniec, subtelnie za- 
znaczony kolor warg, ko- 
niuszek nosa, oczy i war- 
kocze. 


. 


3 o k. 44 v. Litera 
l 
poczyna księgę poświęconą 
medycynie, niebieska z wnę- 
trzem szaro niebieskiem. Jej 
laska środkowa dzieli je tak, 
że tworzą się dwie arkady. 
Na przodzie wysunięta ła- 
wa żółta, wycięta u spodu 
w architektoniczne motywy 
koniczynowego pięcioliścia, 
Na lewo na przodzie, w po- 
midorowej sukni, niżej ko- 
lan sięgającej, w zielonych 
pończochach, w czapce tej 
samej barwy, jednak u dołu 
wywiniętej o niebieskiem 
podszyciu, mężczyzna z po- 
strzyżoną siwiejącą brodą 
trzyma garnek podniesiony 
w górę, a prawą daje wska- 
zówkę pachołkowi w jasno czerwonej takiej samej sukni 
z podniesionym dokiem w ręku, aby bił w stojący 
na ławie moździeż. 
4. K. 50. Księga de allctoriblls legmlz w literze 
M jasno purpurowej' z wnętrzem ciemno niebieskiem, 
przedstawia dwie postacie, jedną na lewo, 
Iojżesza 
o siwych włosach i siwej brodzie, z rogami, w jasno 
niebieskiej sukni i żółtym plaszczu, z wyciągniętą ręką 
po księgę, którą mu daje Bóg w niebieskiej sukni, wy- 
chylający się z drzew, wypełniających cały prawy luk 
litery. Od litery wybiegają ornamenta liściaste, z któ- 
rych dwa środkowe snują się między kolumnami pisma 
i oplątają tę z nich, która zdobi miniaturę. 
5. K. 62. Księgę de 1l0VO et vetere testame1lto, 
ozdabia litera U niebiesko - szara. Jej wnętrze podzie- 
lone na dwa pola, jedno dolne czarne, drugie górne 
purpurowe. Na dolnem tle wyobrażony, w postawie 


f 


.' 


.. .. 
· unptr hO pIU d-Oł(np!ił dl 
J 
- , 
ł . .
 '- t' . - . 
ł - 


utttitti e . i 
ptti.G atp 
 
j)JłUłS tlt 
um. MU" 
łitrt'UUt1: 
»uoG bii 
ttttd ut ttt 
ioia-uui 
J:.
 I' 
thtt1lD4ą I ....-- - - 
tUStrt02 "\ re-o XP LX:01J 
tt4 i " \ · '11' -.ln UOtii
 r 
ti_ł fii! ' 


Fi
. 4. Część karty z inicyalem D z kodeksu »Isiclorus Hispalensis OriKines 
rerum., pochodzenia polskiego ze zbiorów Tow. ł'rzyj. Nauk w Warszawie. 


l 


, 


'\ 
.. 


" 


.. 
'J." .... 


" 


C.\ 


-l 
. , l' 


..-.-" 


-
		

/Czasopisma_105_09_03_031_0001.djvu

			. 


406 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4 0 5 


lonymi, tego samego odcienia co krata, dwaj dysputu- 
jący Ława koloru drzewa. Jeden ma niebieską sukni
 
i niebieski biret, drugi w takiej samej sukni i żółtym 
płaszczczu. Dysputują. Są to filolodzy, słynni z kłótli. 
wości. Jeden z nich, na lewo, trzyma skrawek z nieczy- 
telnym napisem. 
8. K. 1 28. Księga de JlOmine et partibus eius ma 
literę N (Fig. 5) czerwoną, o centkach rysowanych białą 
farbą, z ciemno niebieskiem wnętrzem, na którego tle miło- 
sna para. On w niebieskim obcisłym kostyumie (tylko lewa 
nogawica zielonej barwy) i w bardzo długiem obuwiu. 
Ona w czerwonej długiej i wy- 
ciętej głęboko sukni i białej 
chuście. On ją ujął, i prawą 
ręką dotyka jej podbródka, 
.. I e w ą najprawdopodobniej 
objął jej ramiona, przyciska- 
jąc do siebie, ona lewą ręką 
wstrzymuje jego rękę, pra- 
wa ręka niewidoczna. Po 
jednej i drugiej stronie- tej 
pary, jak dwaj adorujący 
aniołkowie, wychylają się na 
brzegach chłopczyki, jeden 
z założonemi na piersiach, 
drugi ze złożonemi do modli- 
twy rękoma. Wszystko hoże, 
rumiane. C h ł o p c y ubrani 
w niebieskie sukienki i obu- 
wie zielone. Tak samo or- 
namenta roślinne. 


kuczącej, arcykapłan żydowski w zielonym płaszczu, 
szaro niebieskiej sukni i białej infule. Przed nim na 
ceglastej ścianie, jakby na pulpicie oparte, nagie 
dziecko. Kapłan trzyma nóż w ręku i dokonywa cere- 
monii obrzezania. Za nim, ze złożonemi do modlitwy 
rękami, kobieta w niebieskiej sukni z narzutką na gło- 
wie tej samej barwy. Kompozycya idzie od prawej ku 
lewej stronie, podobnie jak się to ma z hebrajskiem pi- 
smem. U góry przeciwnie, kompozycya tak przedsta- 
wiona, jak biegnie nasze pismo, od lewej ku prawej 
stronie. Otóż na lewo poczyna się przedstawienie chrzciel- 
nicą zielonej barwy o bo- 
gato profilowanej podstawie. 
W chrzcielnicy klęczy ze zło- 
żonemi rękami dziecko. Przed 
niem biskup w niebieskim 
płaszczu, w białej infule i zie- 
lonej sukni, w której zale- 
dwie rękaw widać, dokony- 
wa obrzędu chrztu, błogosła- 
wiąc dziecię; za nim dwie 
niewiasty, jedna w długiej 
szaro niebieskiej sukni, wy- 
ciętej u szyi, z rozpuszczo- 
nymi włosami, druga odwró- 
cona, w sukni zielonej, z opu- 
szczonym warkoczem, z opa- 
dającą chusteczką na ramie- 
niu, zabiera się widocznie do 
odejścia. Ornament liściasty 
taki sam. 



 


L1!(tunLP llUC 
Z łlumut IIłU
. 
(iuit UCLltUlUUłll ałnad Url!i. 
SłitWta tUDltBlt cn
t1l tłlamta ;
 
}iaa:ca 61JllClr IlÓ I!.rOlUU!3 
4 Ut1 fJlr &[fłlJ tl1f11 "U filut \.," fli 
-=:t, ..
IIOtll"łCtp8liWł l..,,9U 

 CtłU1lJua fI0UUUlUlł. ł
!. 
Cpa1n
nt1.łłU'
 
tUr., 
\ ro:""ltlS 1'lIHllf 1IU
t. ,'u era. 
.i!:r11?UłUłl. ł 1'0Ułu3 
.ul!3 +J: 


\, 


. 


. 


.. 


\ \ 


'- 

..f 
C .-,
. 
I /. 
, 


v 



: 
','- 
, 
 , 
4.. .. J. <"o '-- '"' '. 
_{ UX\ fi.ąUl
-qluł
 


.\" 
.

. . 
.1' _ 



 . 


. 


. 


9. K. 138. Księga de pe- 
coribus et mimdis volatalibu
' 
w literze O, jasno purpuro- 
wej, na tle niebieskiem, czę- 
ścią naga ziemia, częścią łąka, 
pasterz w żółtej koszuli i spi- 
czastej czapie i obok niego 
nieudolnie przedstawiona gromada zwierząt, dalej kropki 
i filigranowe białe floresy jako ornament. 
10. K. 163 v. Litera T w ks. XIII de orbe
 zdobi 
wyraz "terra". Ziemia przedstawiona w ten sposób, że 
widzimy plamę czarnoziemu, a ponad nią pas zielony 
i znów wyżej jeszcze plamę czarnoziemu. Ten pas zie- 
lony nie wiadomo co oznacza, może roślinność lub pas 
stoku pagórka, nie wiem. Z plam czarnych wznoszą się 
niedołężnie traktowane drzewa, dalej dwa barwne ptaki, 
czerwone słońce i żółty księżyc obok siebie na obłoku. 
Na ziemi w skróceniu, przodem ku widzowi, z rękami 
przy twarzy, leży starzec w niebieskiej sukni. 'Wszystko 
bardzo niedołężne. 
1 I. K. 176. 15 księgę de civitatibus zdobi litera 
A, niebieska i zielona, centkowana i kropkowana, w nią 
27 


6°. K 102 v. Ksi
ga 9 
de Linguis gentimli ma w lite- 
rze purpurowej E wplecioną 
ruinę wieży Babel, bardzo 
nieud ol n ie przedstawioną. 
vVieża wielka z m u s i ł a do 
przedstawienia drobnych pc- 
staci, a to było nad sily artysty. U stóp wieiy i na jej 
wierzchu pracują ludkowie, którym ukazuje się anioł 
z niebios, białą farbą z niebieskiego tła wydobyty, aby 
zburzyć dzieło. W śród ludków jeden na uboczu niesie 
cegłę, a ponad nim stoi z laską w ręku, wyższy od sa- 
mej wieży T urek w czerwonej długiej sukni i bialym 
zawoju. Tło zamazane, brudno niebieskie. Oznacza on 
zapewne tureckie państwo, a ów człowieczek reprezen- 
tuje ten z ludów, który został na miejscu pod panowa- 
niem Muzulmanów. Ta miniatura ma najozdobniejszą 
roślinną i arabeskową ornamentykę. 
7. K I I 7. De origine quorundam nominum w li- 
terze dwubarwnej U, popielatej i jasno purpurowej, 
przedstawieni na tle ściany zielonej, w deseń kratki 
skośnej, z czerwonymi punkcikami na przecięciach i zie- 


" . 


ł 




fi 



 


Fig. 5. CZljś
 karty z inicyalem N z kodeksu: Isidorus Hispalensis - 
.Orignes rerum., pochodzenia polskiego ze zbior6w Tow. ł'rzyj. Nauk 
w Warszawie.
		

/Czasopisma_105_09_03_032_0001.djvu

			. 


. 


4 0 7 


MINIATI'RY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4 08 


wpleciony jest wizerunek grodu, z którego tylko do- 
brze widać bram
 i okrągłą wież
, jak komin sterczącą. 
Nad bramą tarcza czerwona wielka, a na niej orna- 
menty złote i litery: S. P. Q. K, t. j. Senatus, popu- 
lusque, romanus. Gród ma więc oznaczać Rzym. 
12. K 188. W ksi
dze de pulveribu.
, w literze P, 
zielonej, we wzór liści i kropek, czerwone tło, lecz u góry 
plama niebieska. Z boku stoi człowiek w purpurowym 
płaszczu, w który owinął si
 mocno i niebieskiej sukni, 
a proch czy kurz dmie mu w oczy. Włosy jego i broda 
rozczochrane. 
13. K. 203 v. Ksi
g
 de auctor£bus 1'erum rust£- 
carum poczyna litera U, barwa, w której na tle jasno 
purpurowem chłopek orze ziemię. Koniowi, zaprzągni
- 
temu do pługa, widać tylko tylne nogi, niemniej scena 
jest jasną. Ubrany w surdut zielony po kolana, idzie 
za pługiem, włosy i broda długie, a na głowie pomięty 
kapelusz, barwy popielatej. 
14. K 224 v,. W ksi
dze de ag-one et sjectaculz"s 
w niebieską liter
 S, na ciemniejszem niebieskiem tle, 
u dołu, pi
ć osób wiąże się w łańcuch i tańczy, a w gór- 
nym jej skr
cie tr
bacz w czerwonej czapie. Panie mają 
zielone suknie, jedna z nich w chuście, druga z rozpu- 
szczonymi włosami i wiankiem na głowie i są dość 
dekoltowane. Panowie mają obcisłe spodnie, czerwone 
pantofelki i kurtki, jeden żółtą, drugi buraczkową, a trzeci 
dłuższy, po kolana surdut i spodnie tejże barwy. Trzy- 
mają się tak, że pan podaje jednej z pań lewe ramię, 
a prawą r
ką trzyma dłoń prawą drugiej sąsiadki, którą 
lewą r
ką ujmuje w pół. Panowie na krajach, jeden, 
nie mając drugiej sąsiadki, obiema rękami trzyma damę 
pod ramię, a inny na przodzie ręk
 prawą pódał da- 
mie, a lewą wolną tan wiedzie. W idocznie jakaś figura. 
15. K 225 v. Inicyał litera L, purpurowa. Bałwan 
na kolumnie, przypominający małp
, przed nim trzy 
osoby w płaszczach kl
czą i modlą si
. 
16. K 226 v. W miejscu, gdzie mowa o wOJl11e, 
biją si
 dwaj, w obcisłych kostyumach, piesi rycerze, 
w asystencyi dwu innych, nacierając na siebie, i obaj 
mają spodnie dwubarwne, jeden ma kurtk
 zieloną, 
spodnie z nogawicami żółtą i niebieską, drugi zieloną 
i czerwoną, a w kurtce niebieskiej. 
17. K 227 v. Miniatura w literze T, jest bar- 
dzo naiwna, lecz illustruje tekst. Mowa o teatrze. 
Autor pisze: Teatrum est, quo saeva £ncluditur sem£C£r- 
cul£ liguram habens £n quo stantu omnes £nsp£C£unt, 
cu£us forma primum rotunda erat, s£cut amph£teatri... 
:\1iniaturzysta przedstawił naiwnie i bez znajomości per. 
spektywy coś na kształt beczki, w której w gł
bi wi- 
dać drzwi, a w tej beczce, a raczej amfiteatrze, stoi 
dama w towarzystwie starego i młodego człowieka 
i przygląda si
, jak na gołej arenie dwoje ludzi w peł- 
nych kostyumach illustruje dalsze słowa autora: post 


ludos peractos meretrices prostrare1zt. T
 scen
 wybrał 
miniaturzysta ku pouczeniu c7ytelników. Idem et lupa- 
nar vocatum ab eisdem meretricibus. Odnosi się to wi- 
docznie do faktu, że w amfiteatrach starożytnych, jak 
n. p. w Weronie, były urządzane lupanary, gdzie od- 
grywały się orgie. 
18. K. 229 v. W liter
 N, dwubarwną: czerwoną 
i zieloną, wpleciona miniatura, przedstawiająca gr
 w ko- 
ści. Dwaj brodaci ludzie, jeden w bronzowej bluzie, sza- 
roniebieskich i zielonych spodniach, a drugi w szaro- 
niebieskiej bluzie w z
by u dołu, czerwonych i niebie- 
skich spodniach, siedzą na ławie, jakby skrzyni, na ko- 
lanach trzymają tablicę żółtą, a kości w r
ku. 
19. K 230 v. :\tlała miniatura w literze M, zielo, 
nej, w 19 księdze de (abriC£s. Na prawo kowadło i wi- 
dać brodatego człowieka z podniesionym młotem, na 
lewo piec, przed którym młodszy człowiek. Miniatura 
nieciekawa. J 
20. K 233. v. W literze I, jasnopurpurowem, wąz- 
kiem, mur zębaty. Jeden człowiek go stawia, a drugi 
obciosuje kamienie. Stawiający ma poplamioną bluz
. 
Kostyumy jak zwykle. 
2 I. K. 237 v. Rozdział: De £nvenc£one la1lilicii 
ma liter
 M niebieską. W niej na drążku rozwieszona 
tkanina, a przed nią inężczyzna z brodą w buraczko- 
wym surducie i czerwonych spodniach, w prawym r
ku 
trzymając grzebień, opatrzony r
kojeścią, czesze tka- 
ninę. Miniatura słabsza. - 
Na karcie 253 pIerwsza strona wolna i pocz
ty 
rysunek nowożytny. 
Miniatury tego kodeksu, z wyjątkiem paru, zwła- 
szcza początkowych, są wogóle bardzo słabe. lm dalej 
w tekst si
 wgląda, tern gorsze inicyały. W pomysłach 
jednak jest oryginalność i fantazya, którym brak bie- 
głości w rysunku i szkoły. Robią one wrażenie pracy 
samouka, który czasem wysili si
 na prac
 dobrą, a po- 
tem przez zamiłowanie jakkolwiek bądź pracuje. To też 
trudno szczegółowe analogie z innemi miniaturami prze- 
prowadzać. Są one jednak w stylu innych polskich mi- 
niatur pierwszej połowy XV w. i można je zestawić 
z kodeksem Stitnego: Nauka chrześcijańskich prawd 
(C f. Stasow. tab\. CXI V, J a n i t s c h e k: Geschichte 
der deutschen Malerei, w Geschichte der deutschen 
Kunst, III, str. 186) i z Liber Viaticus. (Tamże). Oba 
podobno z Xl V w. 
3. Augustini Lactantii opera, rękopism z XV wie- 
ku z wloskiemi miniaturami, pochodzący ze zbiorów pol- 
skich. W Bibliotece publicznej w Petersburgu znajduje się 
pod sygnaturą: Lat. F. v. I. No 39 bardzo pi
kny ko- 
deks folio (2 I' 5 X 32 cm.) w ładnej oprawie, zapewne 
z końca XVIII w., pisany na 177 pergaminowych bia- 
łych kartach w dwu kolumnach po 39 wierszy, na pół 
gotyckiem pismem. Litery są ładne, niezbyt wielkie 



 
I 


ł
		

/Czasopisma_105_09_03_033_0001.djvu

			. 


4 0 y 


MINIATURY RĘK OPISÓW POLSK IEGO I'OCHODZENIA 


4 10 


Fig. b. Karta 282 ze .Speculum iuris Wilhelma Duranta., pisanego przez 
Andrzeja z Żarnowca (1430). 


f 


i dość szerokie. Łaciński tekst miał pierwotnie mIejsca 
wolne, zostawione na cytaty greckie; które później wpi- 
sano. Inicyały naprzemian czerwone i niebieskie: 
czerwone oplata niebieski, niebieskie zaś czerwony ka- 
ligraficzny ornament, zawsze trzymający się konturów 
litery. Dziesięć z nich jest główną ozdobą książki i te 
nas zajmą. Niewielkie, malowane gwaszem, w prostokąt 
(5 cm. X 4'5 cm.) wpisane, z odcinkami złotymi i wy- 
dobywającym się na margines liściastym ornamentem, 
mają one na niebieskiem 
tle z delikatnym floresem, 
białą farbą wykonanym, 
za wsze tylko półfigury. Ta 
półfiguralna postać przed- 
stawia się w odmiennej po- 
zycyi, odm iennym nieco 
stroju i kolorycie w każ- 
dym z tych dziesięciu ini- 
cyalów. Przypatrzmy się jej 
bliżej. Na karcie 2 widzimy 
ją w literze O ubraną cza- 
rno, w infule białej, w złotej 
aureoli, z siwą brodą i ksią- 
żką czerwoną w ręku. Na 
karcie 10 zwrócona już ku 
profilowi, w sukni żółtej, 
w niebieskim zawoju, spada- 
jącym na kark i plecy. 
Przewróciwszy kilka kart, 
spostrzega się ją w pozy- 
cyi 8/ ł w prawo, w jasno 
niebieskiej sukni, całkiem 
odmiennie trzymającą ksią- 
żkę. To znów (na k. 48) 
występuje w profilu prawie, 
w zielonej todze, w czer- 
wonym zawoJu, ze spusz- 
czonym w dół wzrokiem 
i rulonem w ręku. Dalej 
w inicyale C wyrazu: »C 0- 
g i t a n t i« mieści się już 
bez zawoju, w jasno zielonej todze, tak sfałdowanej, że 
prawy rękaw dobywa się cały, zamykająca w zamyśle- 
niu księgę. 
Także bez zawoju pojawia się z książką w prawej 
ręce, przypartą do piersi, a w lewej z piórem. V\T re- 
szcie ukazuje się nam z wzniesioną głową i lewą ręką, 
z rulonem w prawej ręce. V\T każdym razie zatem 
w innej pozycyi, nie pomijając en face. 
Takie przedstawienie tej samej figury w innym 
układzie, w odmiennym kostyumie i barwie, z motywem 
trzymania księgi, pióra i rulonu zawsze różnem dowo- 
dzi, że artysta był niepospolity i pochodził z ogniska 


.\.. 



 


(, 


łoi.... ł-." 
 ...............lf.ł-
 
jIIIn.ff:h: ,...._.or-b........ '(11"<-' 

_":'''In 
.;n.n. ..,.....ff:.. 
E ''''-1-''''''-'¥'"' , r
''ł'

 
....111.....,-.1"-. '(1""-''9'' 
...ft.....*'......ł..-ł-.o..p.. 2 
. i'"'''ob 
 
 
....
.W..J_.'Nf\.:th. ........ ,.. 
__.lf.tt......_. .,....,.eo;r .
.... 
'1.-_ btn'MnIRb':łtuunrldltrliallf . 
... h:r ":r blT
 iftlli\ tr n"tl"Iiib 
 CD
 rog:nrotQ 
b''''-R'.... 
'-. ",-;,. 
'i:!.
-.
..,-,. 
 
h l '. ..."... \ .,.
. 

 
 I i
_" 
ł -. 'f'łI
 
t .' ł,......
 
I -. 
.
... 
" - 'ł-łoł.. ... 
"'\ . ł I } te,........ 
, '4 
..-.? 

 ....<9ł.
.. 
ff .@.,.
r..... ",IHM". ......;' r..:::.,r:u;. . 
,...;k
 
 ""..... )........ -ł-.,o.a, "". rł 


ty',""MołPłt4łwł;.... 

.Młac;. 

-,,",....ł......tJ.oof"'
.'
ł.....,.;;
 


 
t\:..",",,"
'_" 
ł!

' i'Joc r....4..'''.c-.,.F.I. 
diI.1'nn.\!I-".h;1fo
'-1''''..
lof!o.ti
 
.,.",. "
-ł-fti",,,,"'h: ......,.,,
 ,.. ojII". 
l. 
''''''lf!br'''''''''IB'"'''ł''ł'''P.! 
..:u:-..........,g,....,...lr-"'I"'.:'.5' . 

..r&C...&ł"....ł.nw.......'łtC"

- 
I :.


.r:

t. 
.
 
MQ"&yP"t""," (t pd\M
.u.. 
 
bo
_.
........ł'
.;' ...._. 
..
--'ł-pt-
. 
 . 
tf-c-.u:.-ł-Cl"
.ł...;>.ł-""" . 




1
p"""kd&'i.. 

. 
1!. h!t"" ",-
 
'c'
Cfo.... 

 J 
'--"".I"...-.@...ao..;c...łI""_ 
. "" ...oIIoo)rfollrNt:'lI( 
",1.,... .
..,..'łM.!
........_. 
r:
l



 

ł.
7.; 
jfj; 
 
 . 


. 
a.D
.-ł.....- ....
:, 


.,...... 

oIo
 
-,:O . - 


... 


. . 


, .. 
, . 
, 



 



 
, 


. 


ł 


sztuki, w której zajmowano się studyami kompozycyi, 
rysunku i kolorytu aż do drobiazgowości, jak świadczy 
n. p. wybornie ułożona i rysowana księga, mimo nie- 
raz perspektywicznych trudności. Dodajmy, że rysunek 
wogóle jest bardzo dobry, zwłaszcza ręce, tak zanie- 
dbywane w niemieckiej, flamandzkiej, a nawet do pe- 
wnego czasu w włoskiej sztuce, oddane są z tą pie- 
czołowitością i przestudyowaniem, jak u najznakomit- 
szych mistrzów <. >drodzenia. Nie powstał rękopis w Pol- 
sce, lecz niezawodnie we 
Włoszech. Półfiguralne po- 
staci w XIV w. tak tam 
częste I \\:szędzie pojawiają 
si
 w ten 
posób prorocy, 
mędrcy, sybille, ojcowie 
Kościoła i t. p. Również są 
to idealne twarze - nie 
tak brutalne, jak na pół- 
nocy. Jednem słowem są- 
dzimy, że miniatury są dzie- 
łem szmki włoskiej X V w. 
i pochodzą prawdopodo- 
bnie z Północnych Włoch '. 
Ta drobiazgowość subtelna 
i delikatność rysunku, robi 
wrażenie sztywności całego 
obrazu i głębokiego milcze- 
ma 1 posiada wysoki na- 
strój nieprzerwany krzy- 
kiem. Będąc w Padwie, wi- 
dzieliśmy miniatury podo- 
bnego stylu, jeśli nas pa- 
mięć nie myli. W północnej 
części \\"loch, w Padwie, 
\Veronie, \\' enecyi minia- 
turowe malarstwo stało 
zawsze bardzo w y s oko. 
I to nawet dość wczesnej 
epoce XV-go wieku przy- 
pisalibyśmy nasz rękopis. 
Kryteryum pergamin, z je- 
dnej strony bardzo gładki i bardzo biały, z drugiej 
chropowaty i szarawy, świadczy także o włoskiem po- 
chodzeniu kodeksu. (L e i s t. Urklmdenlehre J Leipzig 
1893, str. 42). Niemniej też Lelewelowi (Bibliografi- 
cznych ksiąg dwoje J v\,'ilno, 1826, t. II, str. 345) i Go- 
łębiowskiemu już zdawało się (Notatka na pierwszej 
karcie kodexu), że rękopis jest »pewnie« włoskiego 
pochodzenia, pomimo, że ze względów paleograficznych 
odnosili go do XlII w., z którego my jednak me są- 
dzimy, aby miniatury pochodzić mogły. 


, I -ti..w.-...
.J!)c-Jca.fia-. 

 1Io.........
...
.. 
, ..,_.....-ł,:;-_
 
r
.-..a..
...&.i ,.
 
L '....:


 
:;!Vi':.'T'p:;J 
!o&."...-'t': -tlt- h _.....,. 
, . .
;:;
f.;
 . 
(;..-- "'l
:""""._""'

 ' 
4"
-' ......4.-
1Ioi.,ł"" 
. 
,
1'!'.,.,g.",:LW..k- 
, 
..____ iI'.o\,,;; - ........ 
;;...-.2Ir..r . ..-.ł.:
 r.
 
._ -,u
;..... _ ..
_:c... -
 
'if"I'- ........- ........'....... 

..... _ ..........a.:......4":.,.a.. 
:




J. 
;
 
11
;.r...
....__ .1IIbo. 
, 
ł.ł.ru-..;i"'.'I."...,.4'.
""'.J 
'ł"'fl.a.-,.... -
 
"",.......--< 
!""'Pł"-.a....-.....łr-
 .......
I.fI.. 
1...5P......
-.'!!'f

,.. 
. 1_.r
un'IhI-'....-.y .pt-ł-_ 
:r "'
II'," ..... _,._....,.111. 
, "1.."-Ia. 
 bo
(_'
 1 't'1'
' 
. ..__h 'kPbt"fi
 .........." 
l.....ł...'.- ft'-'I( 2: ""ra\oi,
.. 
l 'ł""" !"'!II'ł'..bd'.o.. ..łI\ł'ł-!'- 
-,......;;;f!!o..tii'ł-'! -ł-.
 010'1'<;-. 
1tł-..-...;;.,;........?tIe borJ:'r:.1._......,.,.
. 
t"'--'""-"'I!ł'
 
 .
 
.' '" ...JIYt
 ho. - ...... '\ t.;.<. 
nobi.Jj_.1"q....,
t:.z. 1.'l-c<#-
 
f;l::.
..:r 
 .



 
tnf' - r-t!' ..."Q"'bwc.. 
leito\-.h: ;,..", ...ł...,...... p.
 
... 
..
., "'i':...b'.o: ł---"I.cd''r"!:
 

 5 .a.co
.
_..,- 
1'\'.._ ...'1'............'ł'.T

 

.p "'ł'
."""''"''''''''ł'''' [ij - 
_.'" r-t-... e>ł+''I'fI 
bIJ<
..r
",,,,,,,,,
..r ' 

 c'. :z:...ib

r .Ii .'III":. .. b:IooDic 'ł'-łIofi- '- o I Porównaj M. Sokołowski: Miniatury włoskie Biblioteki Ja- giellońskiej. Sprawozdania T. V, str. 73-86.

/Czasopisma_105_09_03_034_0001.djvu

			411 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIECO POCHODZENIA 


4 12 


Rękopis był w zbiorach Towarzystwa Przyjaciół 
Nauk w Warszawie (pod nrem 12), dokąd nie wia- 
domo, jak wszedł, prawdopodobnie z kościelnej jakiej 
lub klasztornej biblioteki, jak wiele innych. 
W każdym razie jego istnienie w rękach polskich, 
które go nabyły nie grabieżą, ale kulturalną drogą, 
jest jednym ze śladów artystycznego zamiłowania 
i znawstwa u nas i z tego względu trzeba o nim pa- 
miętać. Jest jeszcze drugi wzgląd. Kiedy rękopis dostal 
się do Polski? Czy oddawna? Czy był jui w Polsce 
w XIV w.: O tem nic powiedzieć nie moiemy. Szczę- 
śliwym tylko trafem wiemy, że piękny kodeks miniatu- 
rowy X V w. z włoskimi wysokiej artystycznej warto- 
ści miniaturami, szkoły może Mantegni, a w każdym 
razie, podobnie jak nasz, północnu-wloskiej, w Biblio- 
tece Ordynacyi Zamoyskiej w Warszawie, już od po- 
czątku XVI w. co najmniej, jest w polskich rękach, 
pochodząc ze zbiorów Krzysztofa Szydlowieckiego. Fa- 
ktem jest, że krakowska szkoła miniaturowego malar- 
stwa z końcem Xl V a początkiem X V w. ma inicyały 
w kompozycyi podobne, jak w opisanym kodeksie 
(zresztą pospolite), choć bez tego świadomego artyzmu 
i zdolności artystycznej. Być zatem mogło, że przy wię- 
kszej obfitości takich kodeksów, budziła się chęć w sa- 
morodnych talentach do naśladowania, a zatem, czy 
rękopisy obce u nas w pierwszym rzędzie nie oddzia- 
łały na rozwój sztuki? Żeby odpowiedzieć, trzeba je 
notować mimo nawet bliższej ZIIajomości czasu impor- 
tacyi, który może wyjaśni jaki katalog lub inwentarz, 
a gdyby tak nawet nie było, znać je należy i uwzglę- 
dniać przy próbach konstrukcyi. To drugi i ostatni 
powód niniejszej notatki. 
4. Miniatury kodeksu: .speculum iuris alltore 
Guilz"elmo Duranti, Pisanego r. I430 przez A1tdrzeja 
z Źarnowca. 
Podam poniżej wiadomość o biblii, pisanej 1433 
roku, która mieści się w Bibliotece publicznej w Pe- 
tersburgu, pod sygnaturą Lat. F. v. I. No 80, a którą 
pisał Andrzej r. 1433, jak sam powiada na k. 625: 
Explicit liber bybliae per mamts Andreae scriptus pro 
dno Gregorio pleba1lo sancti Pauli extra 1JLUrOS San- 
domirienses, canonico et officiali Sandomiriens
 anno 
dni mille CCCCXXXfll Również przeglądając dział 
prawa tej samej Biblioteki, znalazłem pod sygnaturą 
Lat. F. v. II. No 16 księgę o 439 pergaminowych kar- 
tach, p. t. SPeculum iuris autore Guilielmo Durantz. 
Pismo księgi ma ten sam charakter, a nadto na k. 
437 v. czytamy: 
Explz"cit speculum iudiciale magistri Guilli Du- 
ranti pro domino Gregorio de sancto Paulo, Plebano, 
canonico et of/iciali Sandomiriensi Cracoviensis dyocesis 
Regni Poloniae, scriptum per Andream de Źarnow et 
/initum in crastino sancti Nicolai confessoris Anno dni 


millesimo ljlladragesimo tricesimo. A zatem me ulega 
wątpliwości, że dla jednej i tej samej osobistości pisał 
obie księgi Andrzej z Żarnowca, a zatem, że miniatury 
są produktem również lokalnych sił i szkól. 
Księga pisana we dwie kolumny po 62 wierszy. 
Rozmiary 17 1 /8 X 37 8 /4,' Inicyały kaligraficzne te same, 
co we wspomnianej biblii, a nadto parę miniatur. 
Na k. 113. W szmaragdowo- zielonych ramkach 
(6'9 X 8'7 cm.) popielata litera S, tło zielone o złocistym 
wzorze kratki skośnej z krzyżowymi maswerkami. 
W środku postać biskupa z niebieską księgą, w czer- 
wonym płaszczu, pod którym białe szaty. w infule zie- 
lonawo- szarej z białym szlakiem i niebieskimi kamie- 
niami. Na prawo mnich wygolony w czarnej sukni, na 
lewo w białej sukni z popielatem futerkiem na ramio- 
nach biskup, w podobnej jak jego towarzysz infule, 
tylko z bronzowymi kamieniami. 
Na marginesie kręcą się gałązki, jak zwykle, z tą 
tylko różnicą, że u dołu na prawo siedzi ptaszek z roz- 
twartymi skrzydłami. 
Na k. 282 v. spotykamy mniej więcej podobnej 
wielkości inną miniaturę. Te same szmaragdowo-zielone 
ramki. Purpurowa litera S (Fig. 6). Tło kratka z cierniowych 
prętów. Niebiesko ubrany mnich godzi mieczem w klę- 
czącego skazańca w I:zerwonym tużurku, pod którym 
u dołu biała szata, uwydatniająca się rąbkiem. To in i- 
cyał rozdziału: De criminiblls et eorum cognitzonibus. 
U dołu niedźwiedź z kindżałem za czerwonym pa- 
sem gra na trąbie, a małpa na skrzypcach mu wtó- 
ruje. .Między nimi blaszana flasza. 
5, Miniatury Biblii Pisanej przez Jędrzeja roku 
I433 dla Grzegorza, kanonika Sandomirskiego. 
Kodeks to dla nas bardzo ważny, bo jest dato- 
wany i niewątpliwie polskiego pochodzenia, a zatem 
daje nam punkt stały w badaniu polskich miniatur. Dla- 
tegoto, bez względu na artystyczną wartość, opisalem 
go dokładniej, i fotografować poleciłem najcharaktery- 
styczniejsze miejsca, aby dać o niem należyte pojęcie. 
Znajduje się on w Petersburskiej Bibliotece publi- 
cznej pod sygnaturą Lat. F. v. f. No 80, dokąd się do- 
stał z Biblioteki Tadeusza Czackiego. 
Oprawiony w deski, rozmiarów 26 X 69 cm., obwle- 
czone białą skórą. Na naroiach ma bronzowe grube 
blachy z guzami i takąż w pośrodku, wszystkie z wy- 
ciętym ornamentem o głównym motywie lilii. W środ- 
kowej blasze tych lilij jest aż ośm na krzyż spojonych 
w koło i tak stylizowanych, że we wnętrzu przedsta- 
wiają wycięcia o wzorze okrągło-łukowych regularnych 
ośmiu trójliści. Klamry były, ale ich brak. Skóra ma 
wyciski. Po brzegach biegnie pas z sześciolistnemi ro- 
zetami, potem drugi, ale tylko w górnej i dolnej części 
i z ornamentami o wzorze z dwu pionowych linij obok 
siebie. do których przyczepiane poziome kolce. Środ-
		

/Czasopisma_105_09_03_035_0001.djvu

			.. 


4 1 3 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


414 


kowe pozostale pole, podzielone skośną kratą z trzech 
linij. Każda z uzyskanych w ten sposób skośnych prze- 
strzeni mieści w sobie naprzemian to piastowskiego 
orla, to pięciolistne róże. 
Kart 317 pergaminowych, dość cienkich i białych, 
z nieznacznym żóltym odcieniem. Braków niema. Pismo 
zbite, dość drobne, w dwie kolumny po 62 wierszy, 
na liniach znaczonych sztyftem. 
lnicyały są dwojakie. 1. Niewielkie czerwone t nIe- 
bieskie naprzemian, które ozdabia bo- 
gaty kaligraficzny ornament, pnący się 
od litery wzdłuż kolumny w górę i na 
dół, kończąc się spiralnymi loczkami, 
albo też wprost spiczastą linią, a często 
także kłosem. Inicyały czerwone mają 
niebieski taki ornament, a niebieskie 
czerwony, niekiedy jednak jeden i drugi 
występują obok siebie. vrogóle orna- 
ment ten należy do najładniejszych 
w swoim rodzaju. 2. Inicyał malowany 
nieprzejrzystemi farbami, a w nim figu- 
ralne sceny, wielkości różnej i niej e- 
dnolitych kształtów prostokątnych, 
przeważnie 4'5 X 4'5 cm. - 5'2 X 6'5 
cm., czasem jednak 3'5 cm., lecz rzadko. 
Miniatm-zysta zaznaczył barwą prosto- 
kąt, jakoby ramy. W ten prostokąt 
wpisana litera. Jeżeli jednak miał do 
czynienia z litet-ą inicyalną, n. p. P, to 
laska wystająca objęta jest takąż samą 
ramą, jedynie tylko zmienia formę pro- 
stokątu na pięciobok. Odcinki są zło- 
cone warstwą pozłoty, kładzionej bla- 
szkami i niekiedy mającej wyciski (li- 
nie, kropki, floresy). Barwy liter różne, 
niebieskie, zielone, purpurowe i t. d. lO 
we wzór liściasty lub kółek. vVnętrze 
 
litery, a zarazem tło figuralnego przed- 
stawienia, rozmaicie bywa barwione, ma 
Fig. 7. Inicyal I z Biblii Grzegorza kanonika 
linearne wzory, układane w kratkę roz- Sandomirskiego. 
maitą, floresy, a nawet w motyw łuski. 
Do tej kategoryi trzeba wliczyć inicyały mniejsze, jedno- 
barwne. gdzie kompozycya wywołana białą farbą w par- 
tyach świetlanych, lub też tylko tej samej farby innym 
odcieniem. 
Od naroży inicyałów biegną liściaste ornamenty 
ze złoconemi plamkami zakończeń i wnęków. Złota tego 
wogóle dość dużo. Tu i ówdzie zachowało wyborny 
połysk. 
Z miniatur wymieniam wszystkie, dokładniej opi- 
suję naj charakterystyczniejsze. Jest ich ogółem 67. 
Str. 3. Św. Hieronim w literze P, w czerwonym 
kardynalskim kapeluszu, na tle czerwonej draperyi, 


.. 


w purpnrowym płaszczu niebieskiej sukni, siedzi w sIl.' 
przed nim lew podający mu łapę. \r tyle na pulpicie 
księga. 
Str. 7. W ramie jasno i ciemno zielonemi farbami, 
obok siebie kładzionemi, litera l (Fig. 7), część tła po jednej 
stronie zlata, po drugiej niemal czarna, sama litera nie- 
bieska, a na niej liściasty wzór, białą i jasno- niebieską 
farbą dobyty Przed literą stoi Stwórca w sIl. w lewo, 
w niebieskiej sukni, jasno - purpurowym płaszczu, w zło- 
tej aureoli, o pospolitej twarzy, z uwy- 
datnioną cynobrem cerą policzków, 
z niewielkim zarostem i opuszczonymi 
wąsami, ręce jego duże, palce bardzo 
dlugie: jednę z nich wyciągnął poza 
granicę inicyału i błogosławi, nogi nie- 
zręcznie rysowane i niepopra wnie. Przed 
Nim drobną częścią na tle inicyalu, 
a w wielkiej na tle pergaminu, dwa 
koła u jego stóp: jedno dolne w po- 
łowie czarne, w połowie niebieskie 
4 z białemi plamami - to niebo z chmu- 
t rami i martwy czarnoziem. Nad tern 

 kołem drugie, lecz niebo zajmuje więk- 
ł szą część i świeci złotem słońca i sre- 
"\' brem księżyca wśród białych gwiazd: 
.f ziemia ma drzewa i białe światło: dzień. 

 Kompozycya ta najlepsza. Stwórca na 
CI tle niebieskiej litery i wielobarwnem 
"' jej otoczeniu występuje wybitnie w pur- 
purowym i niebieskim stroju: ręka 
błogosławiąca poza te barwy wycho- 
dzi jeszcze na zewnątrz i stwarza tam 
i świat, którego symbole jeden martwe- 
go stanu, a drugi stanu życia, odbijają 
się na tle pergaminu i zielonej ramy 
barw, ściągając uwagę widza. Przy tej 
kompozycyi wykonanie słabe i nieu- 
dolne. 
Na str. 31. Pięć postaci w grupie, 
z których całkiem widne tylko trzy, 
a dwu w głębi tylko czoła widać na 
tle czarne m : idą w świat szukać siedzib. Bardzo słaba 
illustracya początku II ks. Exodus. 
Str. 62. Jeszcze więcej niedołężna miniatura: Bóg, 
a przed nim klęczy rogaty Mojżesz. VV szystko na tle silnie 
czerwonej kraty, na której jeszcze drugi skośno kraciasty, 
ciemniejszy wzór z żółtymi punkcikami w środku każdego 
czworoboku. Część laski litery utworzona ze splotów. 
Str. 65. Ten sam Bóg, a przed nim stoi Mojżesz. 
Tło: floresy ŻÓłte na purpurowym gruncie. 
Str. 84. l\1ojżesz, wybierający się na pustynię, bło- 
gosławi dwu klęczących. Tło purpurowe z żółtemi trój- 
kropkami. 


, 
. 
l 
41 


\:" 


- 


. . 



 


,. 


" 


" 


fł' 


'tI 
'Z 
, 

 


l' 


\ . 
. 


2 


,- d 
I 

 
,

 


nu 

 \n
		

/Czasopisma_105_09_03_036_0001.djvu

			1 


4 1 6 


4 1 5 


MINIATURY RĘKOPISÓW I'OL')KIEGO POCHODZENIA 


Str. 101. Ks. Jozue II. Bóg mówi do Jozuego. Tło 
czerwone w ciemne floresy. 
Str. I 12. Judicum ks. I. W literze P Bóg mówi 
do dwu synów Jozuego. 
Str. 124. Początek księgi Ruth. W zielonych ra- 
mach litera I, purpurowa. Odcinki złote. Na całem 
tem tle, Juda z żoną i dziećmi idzie w świat, rzu- 
cając ojczyznę, bo mu w niej źle było, bo w niej 
nędza i głód. W pielgrzymim popielatym 
kapeluszu i kostyumie, nie wyjmując spi- 
czastego obuwia sam, żona w niebieskiej 
sukni i białej chuście. Ujął ją za rękę i wie- 
dzie w niepewną drogę pozostającą w tyle 
z opuszczoną głową, drugą ręką dzierży 
podróżną laskę. Dzieci przytuliły się i idą 
przodem. - Mimo nieudolności wyraził 
jednak miniaturzysta pochód, jego ruch 
i nastrój. 
Str. 126. Księga królów. I1ustracya po- 
czątku: rltit vir unus. . .. et habuit duas 
uxores przedstawiła owego 
męża i jego dwie żony. Tło 
czerwone o wzorze łuski. 
Str. 142. Saul i Dawid sie- 
dzą pospołu na ławie. Po- 
czątek Regum ks. II. 
Str. 155. Dziejów królew- 
skich księga II ma ilustracyą, 
którą podaję w fig. 8 zmniej- 
szoną nieco, aby wystąpił 
ornament między kolumnami. 
Na lewo siedzi na ławie 
w rodzaju skrzyni Oawid w popielatym ubio- 
rze na tle niebieskiej draperyi w koronie 
złotej trójlistnej zwrócony w prawo w sIł. ku 
dziewczynie złotowłosej rumianej z czer- 
woną przepaską na czole: ujął jej ręce 
i przyciąga nieśmiałą do siebie, obok tekst: 
.hl rex David senuerat, Ilabebatque aetat£s 
plurimos dies. Cumque operitur vestibus non 
caliliebat. Dixerullt quondam ei servi sui: Qllaeranms 
domino nostro regi adolescentulam virginem... et cale- 
/iciat dOllli1lltJIl 1LOstrU1ll regem. 
Str. 187. Liber Paralipomenon L Grupa z trzech 
figur po kolana. 
Str. 20 I. Paralipomenon II. Król siedzi en face na 
tronie bez baldachimu w koronie i z berłem. Za nim 
draperya. Wszystkie na tle wiśniowem w kratę tej sa- 
mej barwy tylko ciemniejszej. 
Str. 218. Ten sam król w 8/ł. w lewo, w koronie, 
z jabłkiem i berłem. 
Str. 222. Figura po kolana podpierająca głowę, 
jakby stojac spała. 


-r 


,. 


\ 


"'ig. 8. Jnił YłI' E i mar- 
gines z Biblii Grzegorza 
kanonika RłilndOluillKicgo. 


. . 


Str. 229. Exodus ks. II. Postac po kolana na tle 
skośnej kraty. 
Str. 237. Postać siedząca i błogosławiąca, na tle 
drobnej, skośnej kratki. 
Str. 24 I. Król w koronie z berłem, po kolana, 
w lewo 8/ł.' 
Str. 248. Ten sam król w innej pozie. 
Su. 255. Job nagi na śmieciach, pokryty trądem. 
Str. 267. Król w koronie z berłem, w złotym pa- 
sie, na którym wyciśnięte kropki, stoi chwyciwszy jedną 
ręką górną część litery. 
Str. 278. Król ten sam w mneJ pozIe. 
Str. 28 I. Król na tronie. Ujął za ram\(
 dziew- 
czynę i moralizuje. Pieśń nad pieśniami. 
Str. 283. Król en face na tronie. 
Str. 290. Król w 8/ł. na tronie. 
Str. 309. Prorok siedzący i trzymający rulon z na- 
pIsem. 
Str. 392. Inny prorok owinięty w zielony płaszcz 
z werwą i surową miną wskazuje na tekst księgi. 
Str. 357. Inny prorok. 
Str. 36o. Inny prorok. 
Str. 363. Inny prorok. Każdy w odmiennej pozIe. 
Str. 387. Król. 
Str. 397, 401, 402, 405, prorok na każdej z kart 
w odmiennej pozie. 
Str. 406. Jonasz połykany przez rybę. 
Str. 4°7, 409. Prorok. 
Str. 4 I l. Figura kornie klęcząca. Figura siedząca 
z rozwartą księgą. 
Str. 414 i 415. Prorok j. w. 
Str. 42 I. Klęczący rycerz. 
Str. 436. Postać po kolana. 
Str. 447. Św. :\1ateusz. 
Str. 463. Sw. Marek ze lwem. 
Str. 464. Św. Łukasz z wołem. 
Str. 489. Św. Jan w niebieskim płaszczu na tle 
drobnej kratki żółtymi liniami wykonanej na gruncie 
wiśniowem. U spodu orzeł. 
Str. 502. Święty Pawel z księgą ujętą przez 
płaszcz. 
Str. 508. Znowu św. Paweł w tej samej pozIe, 
lecz odmiennymi farbami. 
Str. 514. Św. Paweł z tła zielonego wywołany 
ciemno zieloną i białą barwą. 
Str- 518. Św. Paweł j. w. 
Str. 520. Głowa w literze P. 
Str. 522, 524, 525. Św. Paweł. Gołą ręką trzyma 
miecz za rękojeść, a drugą za ostrze, .lle już ręką ujętą 
przez draperyę. Pozy są odmienne. 
Str 526, 527. Głowy zieloną farbą. 
Str. 528, 529. Figury purpurową barwą.. 
Str. 531. Św. Paweł zieloną barwą. 


. 


. 


ł
		

/Czasopisma_105_09_03_037_0001.djvu

			} 
ł 


.p8 


;\IINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4 1 7 


. 


Str. 53 I. Tenże sam święty purpurową farbą. 
Str. 532. Także św. Paweł. 
Str. 538. Św. Piotr. 
Str. 556. Św. Piotr. 
Str. 559. Sama litera z tłem kryształowem. 
Str. 562. Św. Jan Ewangelista. 
Wogóle wszędzie uwydatniony ruch i opowieść, 
mimo braku wykształcenia w rysunku. :\Iiniaturzysta 
obdarzony był fantazyą, która trzymała się rzeczywi- 
stości. Gdzieniegdzie z małymi modyfikacyami się po- 
wtarza, w znacznej jednak części, kiedy ma ten sam 
motyw do wykonania stara się rozwiązać rysunkowo 
i kolorystycznie inaczej. 
Kodeks jak niewątpliwie jego miniatury pochodzą 
z r. 1433. Na str. 625 czytamy: l::.xplicit liber b),bliae 
per 1/lt11111S Andreae scriptus pro domino Gregorio ple- 
bano ecclesiae S,uldi Pauli extra 1JlllrOS Sll1ldolllirien- 
ses, Canonico et OJliciali Sll1lllomirie1lsi. Anno domini 
mille CCCCXX[[f 
Biblia zatem powstała w Polsce i m1lltatury są 
produktem malarstwa miniaturowego, które u nas za- 
dość czyniło potrzebom kościelnym. Fakt, że pisarz na 
zamówienie pracując, utrwalił to pochodzenie kodeksu 
daje nam punkt, około którego czepiać i grupować 
możemy inne płody tej samej pracowni. 
Książka jeszcze w XV w. dostała się do klasztoru 
Łysogórskiego. Gotyckiem pismem w wielu miejscach 
(str. 2, 3, 6, 636) spotykamy napis czerwoną farbą ła- 
dnie wykonany: Iste liber est Monasterii sa1lcte Cru- 
cis Calvimontis alias Lysecz. Ex Bibliotheca llfona- 
steni S. Crucis in calvo monte. Na str. 598 napisano 
później: Iste liber est lIfo1lasterii sandae Cr1tcis a/ias 
Lisziecz. Anno domini I563- lIIonaclllls. Toż samo na 
str. 570. 
Z tego księgozbioru dostał się w ręce Czackiego 
i na pierwszej wprawionej karcie czytamy: Rfkopism 
Biblioteki ') TY. Tadeusza Czackiego. 
Tak zatem choć niepierwszorzędnej aJ"tystycznej 
wartości, materyał to na wskróś polskiego pochodze- 
nia i jako taki w historyi sztuki ma niezwykłą donio- 
słość. 
6. Mszał do użytku polskiego prawdopodob1lie 
z pierwszej polowy XV w., pochodzqcy ze zbioru 1'0- 
warzy.fitwa Przyjaciół Nauk w TY drszawie w Publi- 
cznej Bibliotece w Petersburgu. (Lat. F. v. I. Nr. 53). 
Jest to pergaminowy kodeks oprawiony w deski, 
pokryte skórą bez żadnych artystycznych cech, roz- 
miarów 281/1łX40 cm. Kart ma 258. Papierowa karta 
z notatką z dnia 7 maja 1837 podpisana przez Łu- 
kasza Gołębiowskiego, niestety, tylko tyle mówi, że rę- 
kopis należał do zbioru Towarzystwa Przyjaciół Nauk. 
Pismo jego gotyckie, nie tak ostre jeszcze. jak w ko- 
deksie Lat. F. v. I. Nr. 47 zdaje się należeć do wcze- 


. 


. 


ł 


śniejszego okresu, może do pierwszej połowy XV w, 
choć trudno na tej podstelwie wydać sad, na którym 
możnaby polegać. 
:\rIszał, bo tej kategoryi jest nasza księga, rozpo- 
czyna się kalendarzem, w którym dzielI św. Stanisława 
i następujący po nim dzień św. v..'adawa zapisano czer- 
woną farbą, podczas gdy w brewiarzu Lat. F. v. I. 
.Vr. 47 w ten sposób oznaczono tylko dzień polskiego 
świętego, imię czeskiego zaś zapisano tylko czarnym 
atramentem. Kodeks jest zatem pochodzenia polskiego. 
Inicyały mają wyszukane artystyczne kształty i są 
oplatane kaligraficznym ornamentem; czarne czerwo- 
nym, a czerwone czarnym, który podobny jest do ko- 
deksu Lat. F v. J 29 tylko inicyały częściej bywają 
zdobne piórem kaligrafisty. Obok tych inicyałów wy- 
stępują drobne, różnie kolorowane i mają tła z linear- 
nym geometrycznym ornamentem częstokroć na dru- 
giem tle wzorzyste m w kratkę a czasami z floresami. 
Jak zwykle tak i tu wzory wywołane odcieniami ja- 
śniejszymi lub ciemniejszymi zasadniczej barwy lub cien- 
kim rysunkiem białą lub żółtą farbą. Przy kraciastym 
ornamencie oba te sposoby się łączą. N. p. na k. 57 v. 
tło zielone poprzecinane kwadratową kratą z prążków 
ciemnozielonych z białym punkcikiem w środku każdego 
kwadraciku, potem na tern przeprowadzona krata cie- 
mno czerwoną farbą w ośmioboki, które znowu ukła- 
dają się w kwadraciki wpisane w poprzednie. Litera 
objęta tłem złotem w jednej tylko połowie w drugiej 
zamiast niej rozciąga się w przedłużeniu to samo tło. 
Na k. 67 jako tło występuje łuska. 
'vV końcu są figuralne miniatury tego samego ro- 
dzaju, co opisane poprzednio i tej samej techniki. Od 
nich tak samo wybiega ornament liściasty częstokroć 
zajmujący całą przestrzeń między kolumnami czy też 
margines pionowy, a w jednym lub drugim przypadku 
jeden z marginesów poziomych. 
Pozłota w blaszce ma zawsze linearne szlaki wy- 
ciśnięte i wogóle, gdzie złota tego jest wiele, należy 
podnieść barwy ciemne, jak ciemno niebieska, wiśniowa 
szara, pra wte czarna. 
K. 106 subtelne floresy na tle popielatem. 
Na k. I 59 litera P. z tym samym motywem, lecz 
spleciona z zielonych pasków, które za nią rozwijają 
się w bogaty liściasty ornament. Toż na k. I 35. 
Na k. 168 litera R ma takie do, lecz innobarwne 
całkiem ciemno szare prawie czarne i żółtą kratką. 
Na k. 18o litera P ma bardzo ładny subtelny 
wzór złoty na tle wiśniowem. 
Na k. 5 litera A w kwadracie zakreślonym zieloną 
farbą (I0 1 /1ł X IOi/ lł cm.), odcinki złote z wyciśniętym 
szlakiem z prostych linii tak, że litera dobywa się po- 
dobnie jak w innych opisanych miniaturach ze złotego 
da. Litera sama jest jasno purpurowa, prawie cegla-
		

/Czasopisma_105_09_03_038_0001.djvu

			MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4'9 


420 


sta, a na niej ciemniejszą nieco farbą 
i farbą białą wywołany jest wzór 
wstęgi oplatającej spiralnie laskę. 
Wnętrze litery niebieskie, a na niej . 
wzór złotych floresów w zakreślo- 
nych linią szlakach. Od tego da 
odbija się postać króla klęczącego 
w profilu w' prawo. Płaszcz jego 
i suknia niebieskie, na głowie trój- 
listna korona, z pod której spadają 
długie siwe włosy. Ręce złożył do 
modlitwy. Z trzech kończyn litery A 
wyrasta liściasty omament w dwu 
punktach przenizany przez paciorki 
i biegnie pionowo wzdłuż kolumny, 
skręcając się na narożu w węzeł, 
poczem dalej rozwija się już na dolnym margmesle. 
Farby tej ornamentacyi niebieska, zielona, jasno pur- 
purowa, prawie różowo cielista, lub blado ceglasta, 
a w bardzo małej prźestrzeni pomidorowa, \\. e 
wnękach złoto w blaszkach. 
K. 68. v.."ieczerza Pańska przedstawiona na 
tle złotego wnętrza litery N nadzwyczaj nieudolnie. 
Chrystus poza stołem błogosławi jedną '"ęką, drugą 
położyw.
zy na chlebie, skupieni apostołowie sie- 
dzą około stołu. Ponieważ wszyscy mają aureole, 
niektórym tylko wierzchy głów widać. Św. Jan za- 
snął wsparłszy się przed Chrystusem na stole. Zgru- 
powanie i perspektywa niedołężne. Typy realnie po- 
jęte. Jeden z apostołów, którego tylko z tyłu wi- 
dzimy, ma włosy długie, jakby zlepione w warkocz. 
Próby jakiejś akcyi ożywienia nie brak. 
K. 99. W literze S na jej tle ciemno popie- 
latem Madonna w niebieskiej draperyi, podszytej 

zerwoną. Ręce jej złożone, przed nią św. Józef 
z siwą brodą z wygoloną koroną siwych włosów. 
Obie głowy w złotych aureolach i z nich wybie- 
gają dwie czerwone niteczki, schodzące się wyżej 
w dzióbie gołębia, jeszcze wyżej niebiosa. Rzecz 
nadzwyczaj niedołężna. 
K. 1030. Więcej udana miniatura w literze B 
purpurowej Chrystus za- 
pewne i dwaj apostołowie. 
Błogosławi. Wszyscy 
w aureolach. Chrystus ma 
niebieski płaszcz z pod- 
szewką czerwoną. Księgę 
jasno bronzową trzyma 
w bizantyński sposób przez 
ten plaszcz a nie g olvmi F . O d b . l l k ' h d . d d b . k k k . 
, :I' 19. 10. z o a margmesu w msza e po s lego poc o zema praw opo o me ra ows lego. 
rękoma. Swięci w zielo- 
nych szatach, do czerwone we wzór, który opIsywa- 
liśmy, wzór prostokątów i ośmioboków. 


- , 


T 


'" '-. 


K. l0S. Monstrancya złota, przed 
którą klęczą dwaj niebiescy anio- 
łowie. 
K. 145. Litera O, a w mej 
scena ofiarowania w świątyni. Ma- 
tka Boska i ołtarz, na którem 
siedzi Dziecię w złocistej sukni, 
o' farbie, która dla kodeksu Lat. 
F. v. I. Nr. 47 jest tak charakte- 
rystyczną i kapłan obok po drugiej 
jego stronie. 
K. I S 3. W literze zielonej na 
purpurowem tle litery R popier- 
sie w prawo w 8/ 4 Madonny w nie- 
bieskiej sukni w czerwonej 
podszewce bardzo realistycznie 
pojęte. Ręce złożone do modlitwy. 
K. I 57 v. W literze N zielonej Chrystus rozpięty 
na krzyżu na ciemno wiśniowem tle. Krew ciecze mu 
z rąk, z nóg i piersi. Miniatura wyjątkowo bardzo 
mała (3 8 / 4 X 4 1 /4)' 
K. 168 v. W inicyale G purpurowym na zie- 
lonem tle spotkanie Maryi z Elżbietą, jedna w nie- 
bieskiej, a druga w jasno purpurowej. czy blado 
ceglastej sukni.' (Fig. 9). Marya ma opaskę na 
głowie, widocznie znak dziewictwa, lecz stan dwojga 
tych figur uwidocznił miniaturzysta bezwzględnie, 
owszem z naciskiem. Tło zielone o ciemnych flore- 
sach. Jak zwykle całość uzupełnia do prostokątu za- 
kreślonego niebieską barwą złoto kładzione w blaszce. 
K. 218. Madonna w 8/ 4 , prawie po kolana, 
w różowej sukni z dziecięciem na ręku, na tle zielonej 
litery S, na ciemno niebieskiej barwie. 
K. 240. Wyraz: "Requiem" poczyna się 
bardzo ciekawą, w literze R umieszczoną, minia- 
turą. Litera jasno różowa, tło jej ja- 
Sl10 zielone w ciemniejsze wzory, a na 
niem mary z białą pościelą. Obok 
cztery woskowe skręcane świece do- 
koła o czerwonych promieniach. Od li- 
tery wybiega w górę i na dolny margi- 
nes liściasty ornament, 
pod którym na ciemno 
oliwkowo sinej plamie, 
... naśladującej rozkładają- 
ce się ciało, przedsta- 
wionej, jakby draperya, 
spowite w prześcieradła 
dwa trupy o twarzach 
tej samej barwy zgni- 
lizny. Ręce ich złączone, 
jakby na znak, że wszyscyśmy bracia - po śmierci. 
Bardzo oryginalny obraz, pełny impresyonizmu w kom- 



 


.} 


. " ." ; 


'.', 


(\ . 


.... 
'", 


FiR'. 9. Inicyał G z Mszału pochodzenia polskiego 
prawdopodobnie krakowskiego. 


;, ' I 
te, 
,........' łi---'
' ,,,........., 
: 
 
 :
 
 ;\1'f la' h (' - 
.. _ ,1,1 ....... _ ,,1 --,1 
 / 
'_,:(

'" "
o !'lJ _ 
 ::/ 
{f, 




--" 


" 


;
 
-
 
, 


l 
',' ( 
I/ 
 
l
 r 
}
 
. ,p 
/
k-> 


f

'\ 
.,

 
t'.\' 

.' 
'I 
/1
 
,-j 
L
 
 
" 
'; 

 . 

 - '
 "II' 
 iYi 
' I ,aJ,. J:' I ''' , ,:. I I ' 
. ,- . '" 1'1 
; 
"
'Ł
IIIIi:.t;r,
1 'I 
'. j ...",1",.1'l., 
I 
'. lit f. f, j
 1 '
 4 " 
-'11,'1: 1 5i 
 tł',I!'; 
I,I
' 'J, .. 


J 
I 
f 



 




), 


. a, 
.,
 
{ ----o 


. 
 -=-"'""""f' 
V"' /;/ 
"'/ 


" 


.

 


r 
-
		

/Czasopisma_105_09_03_039_0001.djvu

			4 2 ( 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKEGO P"CHODZE;o..lA 


l' 


lIi'm- 
II 
':)"
II!i'JII 
llll' 
I ' 



i 
iii 
'" 
i\; 
"I' 
i l !q 
!: 


(( 


f.1. 
I 
'
 
,I 

 
!.
 


42 2 


NRO III. Z jakiej epoki, niepodobna rozstrzygnąć. Roz- 
poczyna się słowy: £nvocll1d eum £1l veritate. Lal/delii 
domill£ loquetur os memJl". Dość zniszczony i zużyty. 
Pergamin tu i ówdzie poobl"zynany. 
Pismo: minuta gotycka w dwu kolumnach po 25 
wierszy. jaką spotyka się w XIV i XV w. \Xiadomo, 
jak trudno rozróżnić te dwa wieki. Przyjmuje się, że 
więcej rozwinięty gotyk oznacza X V w., charakter bar- 
dziej okrągły, niż łdmany odnosi się do XIV w. o XIIł 
w. mowy być nie może. Jest ono im dalej końca ko- 
deksu, tem więcej gięte i ła- 
mane i zamienia się jakby 
w sploty cierni, lub ciernio- 
wą kratę, stąd skłonniśmy 
wnosić, że powstał rękopis 
w XV w. Atrament czarny 
odbija wyraźnie od papieru 
żółtawego nieco. Linie rów- 
nież czarnym atramentem 
znaczone. Tylko inicyaly na- 
przemian czerwone I me- 
bieskie. 
Niektóre, większe glównie, 
są ozdobniejsze. \V ykonane 
są dwoma barwami czerwoną. 
i niebieską, tak, że strona 
zewnętrzna jest jednej, a we- 
wnętrzna drugiej barwy, miej- 
sce zaś ich zbliżenia w śro- 
dku biegu litery nietknięte 
jest barwą, stąd zostaje ro- 
wek biały, takie są jednak 
te kontury wewnętrzne farb, 
że ukladają się w ornament 
przeważnie liściasty lub geo- 
metryczny. T o wszystko ople- 
cione jakby pajęczyną geo- 
metrycznym ornamentem za 
pomocą piórka w kancela- 
ryjnym stylu, zwykle czer- 
wone inicyały niebieską, nie- 
bieskie czerwoną farbą choć 
obie są także użyte razem. Od nich wybiegają listki 
i wąsy z listkami, to czerwone, to niebieskie lub znów 
kaligraficzny pajęczynowy ornament całkiem zręcznie 
uzupełniony rozetami malowanemi. (k. 133). Są mniej- 
sze inicyaly, całkiem skromne, wszystkie jednak wy- 
szukane, często z wysuwającymi się ogonkami czy też 
rożkami i z artyzmem śmialo wykonane, wrysowana jest 
w nie niekiedy główka, lecz tylko kaligraficznie, podo- 
bnie spotyka się w wywijasie twarz ludzką. 
Naliczyliśmy tych większych ozdobnych inicyalów 
15, innych jest pełno. O rodzaju opisanej ornamen- 


;, I 
ir
 -'. .." 
,l ')'.0 '
I'" ('''' 

\",;"". 

 
'I . i;"" " 
"i"
' l )' 
,' i. ,
 ,II 
 :II 
 
In' ; .,lull l I" 
I 
. r ':1'
'1L,. I ' 
I, ", 
 I
II\ ,ł\g. /I 
/" 
I; ,; 
" '. !.. 'III
IIIII( 'i:' 
'
 Il 
 ;--:'i"" :IIIII I ::!:::: ".," , )I i ' 
1\ 1.: l '1111'" r I . 
 
'I ' i I 
j , II ., ,: \Li.' 
':. II.!!I\ \ I,"'I'" "'" \; 
, . "" ..1 { 
"; 
U łH'
 J' .. 
:' ,J'. 


Fil:'. II. Z mszału klasztoru Łysogórskiego. 


pozycYJ I barwach, w kierunku na wskróś deka- 
denckim. 
Ogółem miniatury figuralne pokazują nieumiejętność 
rysunku, lecz fantazyi nie brak i pomysłowości W za- 
sadzie nie różnią się od innych miniatur opisanych, ale 
w szczegółach techniki, koloru ciała i t. p. są odcienia. 
Poziom jednak ten sam. Cechą ornamentacyi wszyst- 
kich inicyałów, a głównie ich tel są fiOł-esy i bardzo 
często kraciasty wzór z odcieni jednej i tej samej bar- 
wy n. p. jasno i ciemno zielonej, na którym częstokroć 
całkiem odrębną farbą line- 
arna inna krata wiążąca się 
z poprzednią w jeden orna- 
ment. Inicyały z tym orna- 
mentem są mniejsze i wię- 
ksze, te ostatnie tylko bra- 
kiem figur różnią się od 
figuralnych. 
Kodeks odznacza się bo- 
gactwem inicyalów w ogro- 
mnej przewadze czerwonych 
i niebieskich kaligraficznym 
ornamentem oplecionych i 
obfitością zlota. Kto go fun- 
dował, chciał pokazać się 
i dać rzecz wspaniałą. 
7. M i S S al e klasztoru 
Łysogórskiego z Ukrzy- 
żowaniem. Rękopis ten do- 
stał się do biblioteki ze zbio" 
rów Towarzystwa Przyjaciół 
Nauk w Warszawie (N. 131). 
Sygnatura Lat. F. v. I. lVr. 
29. W katalogu pod nią za- 
pisano go: M£ssale I264-I297 
cum p£ctura rud£ss£ma". VoI. 
I. kart 2 19. Na grzbiecie zaś 
książki nalepiona kartka, po- 
daje czas jego powstania 
inny: "Wiek XV". 
\Vspomniany on jest je- · 
dnak wszędzie z datą za- 
mieszczoną w katalogu, niewiadomo na jakiej podsta- 
wie tak, że Stasow 1 ) publikując z niej - ornamenta, umIe- 
ścił je pod XIII w. niesłusznie, jak zobaczymy. Lecz 
wprzód opis. 
Wielkość 24 X 3 I S/4 cm. Oprawny w deski po- 
kryte skórą z wyciskami o geometrycznym prostolinij- 
nym wzorze, w kratkę skośną przeważnie. Rozpoczyna 
SIę kartą V, zatem brak kart czterech. Na początku 
tej piątej, a względnie pierwszej karty napis późniejszy 


') L'ornament slave et oriental Petersb. 1884-1887. Tekst str. 47-48. 


28
		

/Czasopisma_105_09_03_040_0001.djvu

			, 


4 2 3 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


tyki dają pOJęC1e wzory u Stasowa (tab!. CXV nra 
8 - 12). 
Najciekawszą jest mlntatura na k. 1 12 zajmująca 
całą kartę (19X 26 cm.) przedstawiająca Ukrzyżowanie 
(Fig. J I). Kompozycya mieści sit: w granicach oznaczo- 
nych czerwonym pasem i biegnących wzdłuż margine- 
sów, tylko pionowe ramię krzyża wybiega na górny 
margines. \V tak bowiem zClznaczonej przestrzeni nary- 
sował miniaturzysta nieumiejętną ręką i niedbale krzyż 
a na nim Chrystusa z głęboką raną w boku, broczącą 
krwią, przybitego trzema gwoździami w opasce szero- 
kiej, bo od bioder spadających po kolana i zwisają- 
cego, a zarazem niemal w 8/ ł zwróconego ku Matce, 
która na lewo pod krzyżem stoi i załamuje ręce. Po 
przeciwnej jej stronie jest św. Jan, a w końcu po kra- 
jach św. Magdalena i Józef z Arymatei, z którego ust 
biegnie napis: .,vere ń-/ius dei end iste". Powyżej po 
bokach krzyża, dwa maJe krzyże, na których rozpięci 
dwaj łotrzy. WidocZllie brakło rysownikowi miejsca, bo 
przedstawił ich w zmniejszeniu na małych krzyżykach po- 
nad głowami opisanych świętych, raczej jako emblemata 
męki. Tak Chrystus bowiem, jak i obaj łotrzy są ry- 
sowani, a rysunek zostawiony jest bez farby i tem wy- 
bija się z ogólnego niebieskiego tła, przeciwnie niż 
figury na dole, których tylko twarze i ręce są w ten 
sam sposób traktowane. Nogi łotrów powyginane i po- 
wykręcane: jedna, lewa, u obu przybita do krzyża, 
druga rzucona w powietrze. Ręce tak rozłożone, że 
prawa przybita do lewego, a lewa do prawego ramie- 
nia krzyża. Po prawej stronie dusza w postaci czło- 
wieczka tak źle narysowanego, że domyślać się go ra- 
czej należy, głową ku ziemi pada. Krew Chrystusa z ręki 
spada na jego opuszczoną głowę. Po stronie lewej przy 
dobrym łotrze, który z podniesioną głową spogląda ku 
górze, emblemata Chrystusowej męki: trzy kości z pun- 
ktami 6, 5, 4, trzy gwoździe, młotek, kielich. Tło ma- 
lowane niebiesko, krzyż zielono, lecz odgraniczony czer- 
woną farbą. Suknie świętych i płaszcze malowane to zieloną, 
to czerwoną farbą naprzemian tak, że jeśli św. Magdalena 
ma czerwony płaszcz, to suknia jej zielona. Matka Boska 
ubrana w strój przeciwnie barwiony, św. Jan w podobnych 
szatach jak św. Magdalena, a Józef z Arymatei, jak 

adonna. Aureole oddane są farbą czerwoną. Krzyż 
pojęty jako ociosany pień, wystający z ziemi. Nieudolny 
malarz, a najprędzej kopista, chcący wymalować minia- 
turę, radził sobie jak mógł, by dać formę swemu po- 
jęciu i wyobrażeniu Ukrzyżowania. Dramatyzm i rea- 
lizm przebijają w tej nieudałej próbie. Chrystus zwra- 
cający się ku Matce, Matka z rękoma załamanymi, pa- 
trząca ku niemu, św. Jan z księgą w ręku, Józef z Ary- 
matei, wskazujący ręką ku Chrystusowi i wysuwający 
wniosek świadczą, że illuminator przedstawiał sobie żywo 
scenę zgonu Chrystusa, czy może kopiował ją z tak 


4 2 4 


pojętego przedstawienia. Sposób taki poglądu licuje ze 
sztuką XV w., a głównie cechuje on Wita Stwosza 
i nadaje mu piętno. Stąd nie tylko pod inkonografi- 
cznym względem, lecz także ze względu na wspomniany 
prąd, który tak wybitną odegrał rolę w dziejach sztuki 
u nas, wspominam o Ukrzyżowaniu Łysogórskiego 
mszału. 
8. Graduał łęczycki Pisany przez Miko/aja 
cteszę, 
wikar)'us:::a kościoła katedralnego w Krakowie r. I467 
i nabyty przez JJliko/aja Hymbira z Kiszewa, schola- 
st;'ka /,!czyckiego i krakowskiego kanonika. 
Jest to ogromne rękopiśmienne przedsięwzięcie. 
Dzieło ma cztery tomy rozmiarów 37 X 58 l/II cm. Ogó- 
łem składa się z kart pergaminowych 9351 (Tom I 
kart 207, t. II 244, t. III 256, t. IV 228). Tytuł jego: 
Graduale de festis et de dominicis. Sygnatura: Lat. 
F v. 1. Nr. 84. Tom I, II, III, IV. Równie oprawa 
staranna. \Vykonał ją może Baltasar Langno zapewne 
koło r. 1598. ""'prawdzie nie znaleźliśmy tego imienia 
na oprawie graduału łęczyckiego, ale tego samego 
stylu oprawa podobnej księgi innej z r. 1493 ma na 
rantach górnych ten napis: INTROLIGATOR 1598 
na jednym, a na drugim BAL T ASAR LANGNo. 
(Zob. Lat. F v. f Nr. 86). Niestety praca jego w bar- 
dzo złym stanie nas doszła. 'vV szystkie woluminy opra- 
wione w grube deski obite silną białą skórą z wyci- 
skami i okute były na narożach i miały guz w pośrodku. 
Klamry i okucia w pierwszym tomie dochowane są 
w całości, ale wyciski tu i ówdzie tylko czytelne. Za- 
sada taka, że w środku był prostokąt, około którego 
ulożone były pasy ornamentów i figuralnych przedsta- 
wień. Prostokąt w narożach wypełniają lilie. Motywami 
dalszych ornamentacyi są sceny Nowego Testamentu: 
Zwiastowanie, Ukrzyżowanie, a pod tymi scenami są 
napisy: ECCE VIRGO, ECCE AGNVS, HIC EST 
FIL. Sceny są, o ile sądzić mogę, wobec braku wyra- 
zistości w stylu niemieckiego renesansu, który za- 
chował piętno gotyckiej sztuki. W scenie Zwiastowa- 
nia nisze są okrągłołukowe, jednak nie brak w drugim 
pasie gotyckich czworobocznych różyczek, potem w dal- 
szym rzędzie widzi się wąski ornament falisty, ułożony 
z rogów obfitości z przestrzeniami zapełnionemi fali- 
stymi arabeskami. Wśród arabeskowej ornamentacyi 
rozrzucone w jeszcze dalszym otoczeniu medaliony, 
CI na ostatku motywy splotów bez żadnej innej orna- 
mentacyi tak charakterystyczne w gotyku. Okucia na- 
roży u wszystkich woluminów było jednakie. Jest to 
blacha bronzowa, gruba, gdzie wycięty a jour orna- 
ment: dwa ptaki zwrócone do siebie, trzymają w dzió- 
bach górną część ornamentu, kończącego się lilią. 
Na środku oprawy kolo guza sześciolistna rozeta 
z lilii. Takie skówki na narożach mają guzy, a nawet 
nie brak ich na dolnych rantach oprawy dla lepszej 


r 


r 
, 


I 
I 


ł 


-
		

/Czasopisma_105_09_03_041_0001.djvu

			4 2 5 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4 26 


I 

 


ochrony. Te blachy są jeszcze uzupełniane grawirun- 
kiem bez wielkiej artystycznej wartości. Wogóle ro- 
bota dość prymitywna, kompozycya jednak dobra. :\Ioże 
być, że to okucia poprzedniej oprawy, którą zastą- 
piono nową. Wspomniana oprawa Baltazara Langno 
cytowanej księgi ma okucia trybowane i ryte, ale kla- 
mry są takie same, jak w naszym kodeksie. Klamry są 
to wykrojone w formie trapezu mają takież same bron- 
zowe blachy z trzech stron wycięte w koronkę goty- 
cką, a czwarta naj węższa dośrodkowa kończy się ma- 
szkaronem z otwartą gębą, który służy do zaczepienia 
klamry o gwóźdź, Pomysł wcale ładny z klasycznych 
i renesansowych fontann najprędzej przejęty. 
U księgi poobcinano brzegi, stąd stan zachowania 
wiele zostawia do życzenia. 
Księga, jak powiedziałem, ma cztery wolumina. 
Wszystko na białym, dość grubym pergaminie, za- 
wiera nuty z tekstem i pod względem treści dzieli się na 
dwie części: Graduale de Jestis et de d01llillicis. 
.:::J(
"./'p (;,5';'! .",.;; ..P r całem dziele inicyały 
'-:
\..

c,.>(J'" 
 
[1>" . n sa trojakie. 
."
"'\.l( 
_
un----c
 oc ).u

.- .. J 
(; t." "

 . ,_ '--ł....I' I) czerwone i me- 
<.., 
 
 l : I
I [,.::.F r,) .. . 



, : l

 "ff bł
sk,łe naprzemtan, ro
- 
<.
:

':'
. ;, :
 "C......." młarow 4 X 6 cm. l\Iają 
-



.
 
 :
:>
. '. \ 
 \
 one kaligraficzny orna- 
.
 '- n:c
 
 \: 
' 
 
 ment, a przy tern wnę- 

"c 
 -: . -.z,J 
 trze ich P rzedstawia ró- 
("r,.CJ S '..v '-::;; "I (j "
 c 

--,) \..
./,) \..../3 'J?'
 żnorodne ornamentacyj- 
Fig. 12. Inicyal V zGradualu ne malowania jednofar- 
łęczyckiego T. I. 
bne ale takie, że wystę- 
pują światła i cienie. Jeśli litera jest czerwona, to ornamen- 
tyka ich bywa niebieską i na odwrót. Niekiedy przy,czer- 
wonym ornamencie użyto jeszcze niebieskiej barwy dla 
oznaczenia cienia lub innych delikatnie rozprowadzonych 
wodnych farb. Te farby jednak obok systemu czerwo- 
nych i niebieskich kolorów nikną. vVzory, którymi ozdo- 
biono tła tej kategoryi inicyałów są bardzo charakte- 
rystyczne. Najczęściej spotykamy motyw gnącego się 
spiralnie gotyckiego liścia, nieraz zbliżonego do paproci 
(I. 7), lub liścia en face, jakby wziętego z korynckiego ka- 
pitelu (I. S). Czasami listeczki zębate (II. 13) zajmują ich 
miejsce lub nawet całe ich gałązki. Obok tego mo- 
tywu pojawiają się kulki (I. 6) jedne nad drugimi, 
albo też kulki przeplatane rozetami (I. 16 v.). uło- 
żone w dwu pionowych rzędach naprzemian przy- 
czem cienie są niebieską barwą znaczone, mimo, że ini- 
cyał czerwony, dalej motyw kasetonów (I. 18), rozetka 
w skośnym czworoboku (I. 28) wśród liści, owalne pa- 
ciorki nanizane na sznurek (I. 6 S), motyw łuski (I. 99), 
motyw kryształowej powierzchni z kulkami w zagłębio- 
nych partyach (II. 3 I), motyw gotyckich koronek (I. I I), 
ślimacznica pełna porów i dziurek (I. 9) tak, że przy- 
pomina rozety rzymskich ruin, wykonane za pomocą 



 


. 


świdra, na karcie zaś lOS t. I. mamy rzymską taką 
rozetkę, motyw plecionek (I. 90), motyw jakiegoś mor- 
skiego gąbczaka (I I. 37), czy rośliny z korzeniami, mo- 
tyw róży alpejskiej, czy jakiej rozgwiazdy (I. 13 v.), 
laska bambusowa (II. 173 v.), lub laski zwykłe malo- 
wane w poprzeczne pasy równoległe lub skośne, cie- 
kawy motyw: garnuszki (III. 41 v.) jeden nad drugim. 
wstęgi różnie gięte, najczęściej spiralnie koło drążka 
(III. 8ó) albo falisto. Na tych wstęgach litery bez 
związku (II. 302). Nie dość na tern. Są motywy je- 
szcze brane z szyszek (III. 37), różne sznurowe skręty 
(l II. 7 S), falisto muszlowe gięcia (III. 8). Zob. fig. 12 i 13. 
1\ 
/ iekawy ten zbiór ornamentów. 
-; Fr
) l Widać motywy gotyckiej sztuki, 
/-#! 1:"-) I [
 jak stylizowanie liści, gotyckie ko- 
c;
t! I :': I :
" ronki, rozety, może ślady rene- 


. ; - I !I v ") sansu w ślimacznicach, przypomi- 

J 
 . !.-=::; \ \ r nających rzymskie rozety, liściach 
\.. I ! - I '0 wzorowanych może na kapitelach 
I .. \ , 
.
 \:
, l
: ',_ korynckich, a obok tego 
otywy 
.....;j 
- 
 _' 
 z natury brane: garnuszki, kule. 
Ił ('-...I): . k .. . 
---,.) /v.- 
""2 paclor ł namzane na sznur ł t. p. 
.
,...,0 tri 
.;u- Te inicyały mają kaligraficzny 
Fig. 13. Inicyal z Gradualu ornament rozczochrany i nie od- 
łęczyckiego T. III. 
biegający wiele od inicyału, cza- 
sem dostrzeże się w nim jak w t. I na k. 13 we wnę- 
trzu twarz, trzymającą róg w ustach. Czasem wyłącznie 
litera jest ozdobiona kaligraficznym ornamentem. 
Naturalnie te same motywa powtarzają się kilka- 
kroć lub częściej 
2) Drugi rodzaj inicyałów to litery ułożone z czarnym 
atramentem wykonanej wstęgi wielokrotnie się łamią- 
cej. Tło przeważnie czarne, a jeśli barwne to ciemno. 
Z takiego tła dobywają się ornamenty rysowane piórem 
i dopełniane zieloną lub inną wodną farbą. Są to mo- 
tywy roślinne, a rzadziej odmienne, a w tym ostatnim 
przypadku mają wzór podobny do którego z wymie- 
nionych z pierwszej kategoryi inicyałów, jak n. p. 
na k. 2 V. I t. rozgwiazdy, łuski i t. d. Koloryt tylko 
jest inny i robi wrażenie barwy gąsienic. Niekiedy 
w tle rzucony malowany gwaszem ornament, jak ka- 
wal liścia, to znów wstęgi czarne układają się w wę- 
zeł, jako znak muzyczny. 
Litery mają 6 1 /p,X6 1 /p, cm. lub II s /,XII 3 /, i są 
wpisane w kwadrat z ram wykonanych jedną farbą 
gwaszową, ale traktowanych tak, jakby były wyra- 
biane w materyale, są gładkie o skośnym profilu ma- 
lowanym tą samą farbą z przymieszką białej dla uwy- 
datnienia światła. Na tej ramie litera kolorowa malo- 
wana jedną farbą jaśniejszą i ciemniejszą w liściasty 
wzor nam znany. Nieraz partye świetlane oddane są 
żółtą farbą. Liście jednak są bardziej rozczłonkowane 
i mają dążność do skrętów i wypukłości sferycznych.
		

/Czasopisma_105_09_03_042_0001.djvu

			4 2 7 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


4 28 


Wnęki między literą a ramami są zapełnione grubą 
złotą blaszką wyciskaną w deseń. Reszta tła objętego 
ramami i tworzącego wnętrze litery jest silnie barwiona, 
a na niej bogato złotem malowane floresy, kończące 
się listkiem bluszczu. 
\\' tomie l takie inicyały są: na k. 2 
S w niebieskiej ramie, (zob. fig. 14) na k. 
purowych ramach jasno zielone M, którego 
cowa przy marginesie zło- 
cista, przechodzi w liściasty 
ornament. Świetlne party e 
liściastego wzoru dobyte są 
jasno żółtą barwą. Tło jest 
niebieskie, a floresy żółte, na 
k. 36 takąż farbą i w taki 
sposób malowana litera E 
. .. 
w jasno purpurowej ramie. 
\\' nętrze litery ciemno pur- 
purowe z bogatymi floresami. 
Na k. 50 mniejsze purpu- 
rowe P w jasno zielonych 
ramach i niebieskiem tle o 
takich samych floresach. Na 
k. 52 W jasno zielonych ra- 
mach popielata mniejsza li- 
tera n z białymi światłami 
i o purpurowelIl tle. Na k. 
64 wielkie purpurowe O 
w jasno zielonej ramie i z nie- 
bieskiem tłem ze złotymi flo- 
resami. Na k. 82 mniejsza 
litera G popielata z białymi 
światłami liściastego wzoru 
z koniuszkiem jasno zielo- 
nym i żółtym, rama jasno 
zielona z żółtymi wnękami, 
tło purpurowe, floresy, jak 
zwykle złote. Na k. 87 (Fig. 
9) wielkie G zielone w ja- 
sno purpurowej ramie: złoto 
zewnątrz ma wyciski w formie rzędu kuleczek a ró- 
wnie wnętrze litery jest złote. Na tern tle są wy- 
ciski w skośną kratę i z różyczek o pięciu listkach 
a między nimi malowane białe rozetki o czterech li- 
ściach i czterech ciemno niebieskich, przyczem kolory 
idą naprzemian. Wszystkie te rozetki tak ułożone, że 
gdy się weźmie grupę z wyciskanych rozet pod uwagę 
ma się malowaną w pośrodku i przeciwnie. Na tern tle 
odbija się koniuszek litery G jakby wywrotna jej strona. 
Na k. 97 v. wielkie U purpurowe w zielonych ramach 
o tle ciemniej zielonem, wzór floresów mniej subtelny. 
Na k. 108 mała litera S zielona w purpurowych ram- 
kach, tło purpurowe i deseń ten sam. Na k. l l 2 litera 


R niebieska, rama popielata, tło floresów purpurowe. 
Na k. 126 w jasno szmaragdowych ramach wielkie 
złociste G z purpurowymi cieniami liściastego wzoru. 
Górny koniec litery rozwija się w kwiat o zielonej, 
purpurowej i żółtej barwie, podtrzymanych złotą bla- 
szką. Tło lazurowe, flores złocisty. 
Tom II. ma podobne inicyały, to też dokładniej 
opisywać będę tylko odmiany. Na k. 57 v. I wielkie. 
z żółtemi światłami w jasno 
purpurowej ramie. Na k. 60 
mniejsze h popielate w szma- 
ragdowych ramach, z pmpu- 
rowem dem i złotymi flore- 
sami; na k. 103 podobne h 
tylko jasno purpurowe z la- 
zurowem dem i jasno szma- 
ragdowych ramach. Na k. 
157 wielkie jasnopurpurowe 
A z cieniami ciemnopurpuro- 
wymi w jasnoszmaragdowych 
ramach z całem tłem złotem. 
Na niem skośna krata dwie- 
ma paralelnemi liniami ryso- 
wana, mi
dzy któremi w prze- 
kątni kółeczka, w środku pro- 
stokąta rozetki wyciśnięte 
tymi samymi stemplikami, 
.. które widzieliśmy. Na k. 158 
mniejsze D niebieskie o bia- 
łych świadach, rama popie- 
lata, do ze złocistymi flore- 
sami ciemnopurpurowe. Na 
k. 167 litera G mniejsza zie- 
lona z jasnożółtemi światłami 
w jasnopurpurowych ramach 
i lazurowem tłem ze złoci- 
stymi floresami. (Fig. l l). Na 
k. l 77 w jasnoszmaragdo- 
wych ramach jasnopurpuro- 
we S z ciemnopurpurowymi 
cieniami, wl1t
trze ciemno szmaragdowe we floresy złote. 
T. 111. Taki sarn typ. Na k. l' U mniejsze jasno- 
purpurowe, cienie ciemnopurpurowe, rama jasnoszma- 
ragdowa, do ciemnoszmaragdowe w złote floresy. Na 
k. 14 A wielkie jasnoniebieskie z białemi światłami 
złotem dem w kratkę z rozetami już opisaną. Na k. 
180 v. pomarańczowe O ze złotemi świadami w jasno- 
niebieskich ramach i ciemnoszmaragdowem tlem z flo- 
resami. Na k. 184 wielkie popielate A z białemi świa- 
tłami w jasno-szmaragdowych ramach i tłem purpuro- 
wem o złotych floresach. Na k. 195 v. niebieskie A 
mniejsze z białymi światłami w jasno-szmaragdowych ra- 
mach o złotych wl;ękach. Tło purpurowe w złote floresy. 


purpurowe 
19 w pur- 
część koń- 


.. .. 
 ł 
. 
 
\
. - ',.... . " ' ' 
-'- £ . -.-.
 
" l 
-, 
 " I
 - _
 
. ' , . "-'" 1-'".... 
_ 
r ,." .-.'<
 --- I 
...._>--..;;JT.J
;..:. 
 
 iufttpnnns it" ua . 

 -"....." '?' ' ł - - , 
_

.t'i', : - -
fl..,-:-- 
.. 
i' . .." 
.')\;
 :,". . 
 -ł:..
 
 .. 
"'Cl
 o.,., ,
 
I/, I 

y!r 
;',
 
 Ltmftutot Ot am nt 

'ot. 
-
.. ;. · -....... ..1' 
-.r==--
 . - .." · II! 
_ L - at!t Ut tUt 010 etmp1i tu t 
\\ ,t- ....... ..... - .
 
 
1\ ,, - . ' . -+ . . 
. 
,-- 
o CtmnOum UBtntU nuuu tf us ttt 
 i) 
---- -- -- , 



 
.e.'
.
'!') "" ...-..= 
 
 
!- et Ltus Uł a Ul fi "ta tti- rt rUr -1 
ł =- -I.- - ...
 

 .!!
.. ."... · .

..tI .i . 
. ..\ n ..{t 
 na ttt lr1rtl'a tn " 
." . /?/ ;'''- 

 - .-:;
... -.-.... 
.. 
t..', · ,: ; . --+---" 
 , 
 , 
" .' -ąamlS tonmul& tt !tlut1bll ł& 
,. . -\\

 ; 

.

..-.-
 . 


 uimia ut auiGUt ta UOfłU Ut mmur ' 


'o 
'<' 


.. 


" 
 


Fig. 14. Karta zGradualu Ł!)czyckiego. T. I. 


. 


--
		

/Czasopisma_105_09_03_043_0001.djvu

			. 


I\IINrATl'RY RĘKOl'rSfJW POLSKIEGO POCHODZENrA 


43 0 


4 2 9 


_--.;-., .". 
tJ 
- '1("
_ 
:-<%;; I ' 
 

,
 . 
.' 
 . , 
 
. \'" .

 
';.
tł- L J '< It11 
'\; ( ,T. ' 
J.i'. 
" i C 
_. l- !
 


4°. Obok tych inicyałów bez obrazowego przed- 
stawienia pojawiają się w II i 1II tomie obrazowe mi- 
niatury. Od poprzednich tern się różnią, że na tle litery 
są figuralne postaci. 
T. II. k. 1. W szmaragdowych ramach 14'2 X 16'75 
litera niebieska (fig. 15) z białą farbą dobytemi świe- 
tlnemi partyami, koce jej tylko odwinięte ukazują spód 
złocisty. Tło jest purpurowe w złociste te same floresy, jak 
poprzednie. Poprzeczna kreska litery A dzieli tło na 
dwa pola. W gÓrnem polu prorok w sl4 w pełnem 
popiersiu w lewo, w złoci- 
stym płaszczu na głowę za- 
rzuconym o niebieskiej pod- 
szewce, z długą siwiejącą 
brodą, czerwonemi wargami 
starannie rysowanemi, dość 
, 
wielkiemi rękami trzyma au- 
 ' 
reolę z napisem. 'N dolnem 
półfigury w 8/4 w prawo 
w popielatej sukni i kapi- 
szonie zielonym, który za- 
rzucony na głowę spada na 
ramIona osłania piersi. 
W ręku trzyma banderollę -, 
z napisem. 'vV ąsy jego są 
długie i zakręcone na końcu. 
K. 188. Litera A (fig. 16) 
11" . 
(11'5 X 12 cm) popielata, 
światła białe, cienie ciemno- 
popielate, ramka szmaragdo- 
wa, do purpurowe w złociste 
tJ 
floresy. Madonna w 8/4w pra- 
wo i półfigury. Kaftanik zło- 
cisty ze złotym rąbkiem u szyi, 
na którym plaszcz niebieski 
z podszewką zieloną i białą farbą uwydatnionemi świa- 
tłami lekko faldującej się jakby rurkowanej draperyi, rą- 
bek płaszcza złocisty z rzędem kropek. Wielka złota czwo- 
rolistna róża spina u piersi plaszcz. Wlosy złociste ułożone 
schematycznie spadają na ramię. Madonna trzyma na ręku 
dziecię, które ujmuje ją za szyję prawą ręką a w lewej trzyma 
złote jabłko. Ręce dość wielkie ale dość starannie od- 
dane. Na głowie korona złota na złotej wielkiej bla- 
sze aureoli wyciśnięta, oczy duże, cieńmo-popielate, usta 
karminowe, policzki delikatnie zaróżowione, cienie lekko 
popielatym odcieniem farby oddane. Wlosy dziecka 
kędzierzawe, zlociste, światła żółtą farbC! oznaczone, 
aureola zlota z floresów wyciśniętych w krzyż. Ciało 
z odcieniem bialawo popielatym i czerwonym. Klatka 
piersiowa uwydatniona, toż uda itp. Dążność, mimo wad 
w proporcyi, do anatomicznej wierności. Psychiczną 
stronę uwydatniono nieco w ożywieniu dziecięcia pa- 
trzącego na matkę i w zadumanej jej twarzy. 


. 


. 


"
 . 
ił' . 
, ( 
 ;$-"- 
\ ..., ł--. 


. 


. . '- 


-oL '1'" 
- 
, .£'f:.., 

,q 



 J '\ 


. "*",,, 


... 
. 


. '- 


'l 
...' 


-T 
'. 't. 
 
. .
 
.'" .,.
' 
. .... 


.. 


-- 

,
 fi 


1. 


.> 


W III tomie na k. 22 8 litera A (w. I 1'75 cm 
X 13'5 cm) zielona z żółtemi światłami i kończynami 
wywiniętymi, popielaty jeden a niebieski drugi. Ramy 
jasno purpurowe. Tło, bardzo uszkodzone, purpurowe 
w złote floresy. Wogóle miniatura zniszczona. Na lewo 
:\1adonna siedzi na żółtej lawie, jakby na skrzyni, tak 
samo ubrana, jak ją poprzednio widzieliśmy, ten sam 
typ, tylko włosy gładko zaczesane nad czołem zasla- 
mają część uszu i spadają na wązkie ramię. Z pod 
płaszcza wygląda szpic maleńkiej nogi, spoczywającej 
na żółtej poduszce. Prawą 
.. rękę podniosła, jakby do 
błogosławiel1stwa, lewą trzy- 
ma jasno-purpurową księgę 
z pięciu złotymi guzami, per- 
spektywicznie nieźle oddaną. 
Przed nią ukląkł anioł o fry- 
zowanych rurkowanych 
włosach, bujnych i miękkich, 
w złotym płaszczu i białej 
atłasowej sukni rozwiewają- 
cej się w fałdy i układającej 
.._ na ziemi, z pod których wy- 
gląda mała stopa czerwono 
obuta. Ręce drobne skrzy- 
żował na piersiach. Za nim 
--- 
banderolla z napisem. Drape- 
rya daleko staranniej tu od- 
dana, zwłaszcza u anioła. 
Płaszcz niebieski Madonny 
z zieloną podszewką, wido- 
czną u podniesionej ręki, 
spada częścią do ziemi a czę- 
ścią układa się na kolanach. 
Postacie występują na tle 
zielonem i wzorzystem litery i purpurowego ze złotymi 
floresami da, to też wyszły plastycznie. O to artysta się 
staral, zwlaszcza, że miał z perspektywicznemi skróceniami 
trudności, sadowiąc :\1adonnę w sI, w prawo. Typ 
anioła flamandzki, Madonny na wskróś, zdaje się nam, 
słowiański. Ręce w przeciwstawieniu do poprzedniego 
obrazu m ale, ale równie staranne. Włosy Madonny 
nie tak traktowane w puklach schematycznie ułożo- 
nych, ale naturalnie. Zdaje się jednak, że to rzecz tego 
samego artysty tylko może pod wpływem jakiego fla- 
mandzkiego obrazu. 
Od liter tych ozdobnych wychodzi na margines 
liściasty ornament. Jest on różnobarwny. Podnieść na- 
leży złocistą barwę i zdobny wielkiemi guzowatemi cent- 
karni zlotej grubej blaszki, która do dziś dnia wspa- 
niale błyszczy. Tego złota jest bardzo wiele. Jest ono 
także na wnękach ornamentu. Liściaste gięcia kończą 
SIę wąsem mniejszym, liściastym, skręcającym SIę. Nie- 


.7.
 
\. 


. "i 


-l 


. 


.- /f'< 


I . 
 
. ,'

.J., 
\\ 
.... 
, 
...: 

,. 
.(
'ri'::; 
, 



,-", 


. 


\ 


I 
. "'\ 
, . .,',f '7 J 
" 
ł1J 



, 


Fig. 15. Inicyal z Gradualu Łęczyckiego. T. II. 


--
_.-
		

/Czasopisma_105_09_03_044_0001.djvu

			:\lINIATURY RĘKOI'ISCIW POLSKIEGO POCHODZENIA 


43 2 


43' 


kiedy lodyga oplata się okolo 
pisma po calym marginesie i u- 
klada z przepychem. Od zlotych 
guzikowatych blaszek dobywa się 
czerwoną farbą rysowany kali- 
graficzny ornament, któl-y jak 
ognista fontanna strzela w górę 
i kończy się barwnie malowa. 
nem i kulkami lub rozetami. 
\tV skrętach omamentu kwiaty 
w różnych pozach. 
Tak w I - III tomach. Tom 
IV zasluguje na wyszczególnienie. 
W tomie I nie było obrazowych 
przedstawień, w tomie drugim i 
trzecim grają one ważną rolę - 
lecz niema przedstawień z żyją- 
cego świata na marginesach, tylko 
same roślinne motyw.y. W tomie IV nie tylko wi- 
dzimy obrazy w inicyalach, ale także na margllleste 
a w inicyałach czarnych widać tu i ówdzie głowę 
ludzką lub zwierzęcą przypartą do jednej ze wstęg. 
W czerwonym inicyale spotykamy raz rysunek calej 


- .' 


twarzy, może samego malarza. 
Chęć zatem do ozdooy figuralnej 
wzrastała w miarę pracy nad ko- 
deksem. \tV stosunku od\\-rotnym 
znika złoto' tak obficie z począ- 
tku szafowane. To wszystko, co 
dodatkowo w tym kodeksie się 
mieści, prócz tego, co jest wspólne 
trzem tomom, uwzględniam w pa- 
ru notatkach. 
Na k. 3. widzimy całą złotą 
literę S na tle jak zwykle. 
Na k. 5. Miniatura 17 cm. X 
17 cm. (fig. 17). W szmaragdo- 
wych ramach purpurowa litera A 
o bialych światłach liściastych 
wygięć. W głębi zieloną draperyą 
rozwieszoną na ławie i zapleczniku 
trzymają dwaj w bialych szatach i o różnobarwnych 
skrzydlach aniołowie na gwiaździstem niebieskiem tle. 
Na przodzie siedzi na czerwonej poduszce Chrystus w po- 
pielatej sukni mieniącej się nieznacznie w purpurowy ton 
w cieniach a w światlach w biały, w podobnej barwy 
płaszczu podszytym purpurą; broda przedzielona niezna- 
cznie, wlosy długie spadają na ramiona. Zwrócony nieco 
w lewo, w lewej ręce trzyma jablko, a prawą błogo- 
sławi w 9/ 4 klęczącego przed inicyałem ze złożonemi 
rękoma donatora zapewnie, odzianego popielatą okry- 
wką, w białej komży i niebieskiej sutannie. 
Niżej łodyga ornamentu przerwana, a w lem miej- 
scu stoi papuga niebieska o żółtawo niebieskiem pod- 
gardlu, poniżej u samego brzegu pnie się nagi starzec. 
W środku dolnego marginesu na czerwonem tle biały 
herb Nałęcz. Ornament roślinny kończy się w połowie 
skrajnego marginesu pawiem. 
Na k. 19 w literze P (I I X I I' 5 cm) zielonej o żół- 
tych światłach i w popielatych ramach, na lewo dach 
szopy pokryty słomą, pod nim wyżłobiona ława a na 
niej spowite dziecię, przed którem klęczy w niebieskiej 
sukni złotowłosa Madonna. W głębi na lewo wół i osioł, 
na prawo skała. 
Pod inicyałem na marginesie zakreślony łodygą 
bardzo zręcznie medalion (fig. I) a w nim krajobraz z góry 
widziany, zielone łąki z kląbami drzew, na jednym 
z pagórków suche drzewo. Na łąkach pasą się owce 
- na lewo pasterz: wszystko bardzo drobne, ledwie 
dostrzegalne. W głębi pagórki, jakby nasz podkarpacki 
widok, murem obwiedzione miasteczko, kościół z boku, 
niebo zachmurzone. Na prawo medalionu na łodydze 
siedzi chłopka w zielonej sukmanie, w czerwonej chuście 
obwiązującej głowę i szyję, w butach długich i w ręku 
trzyma kij. 
Na k. 28, całkiem skromny inicyał w tym samym 


. 



--'- 
,{ 
uj 


".
\ 
. . . --'" 
" 


Fig. Ib. Inicyat A z Gradualu Łęczyckiego. T. II. 


'] 


, 
" 


.1: 1 ' 
,I 


!y 
1/--- - 

f=I 
 t' 
'ft' 
-
 .... 
4UU1U1tU utt 
ł- -
-. ..-. 
;.,.... -
 - 
..-.. _----1- 


.... 



 
.. 


r 



 


; .1'". 
'.f 




 . L. 
ltuGtut 
.'- -:
t
-;-- .. - 
___ .. ...
......-_.._.-- ... 
, 
 _ --+ __ 
__..,'1J. _ 
 

u& m tt muft i1) uou t1U 1t rnuu ut 
' 
 I
.a --
..
--;.-== ..._.. - 
, .- +-- .. - .......
...-- 
.. - - -. . . 
- -----ł 
_ q? 1m tt4nr mt U1wn n tUt J 
.: .,
-.-=+_. -
; ;-.
- . 
 
 . 
-- -- - --J 
- m mm 11UUttr fi t\Ul et tr)Jttmut 
.
 .' -- 
.- : . ....... - 'Ił." 
" s -:+,- '
 .J!I' . _
 '. Ł--
 " =; 
l 
 
 1! 
.fi1Uł'tu lUr -
 " ;:. tu ci 
, :,I.! 
 _. _.. ... .. . . ;;,. . .. 1 
l_ " - ..... ł . - :-- ., 

U!łr4 nudu tt rtuuras m i 
. '-" '
 '! 


R 


) 


'-1 
" 
y 


f' 
.4! . 
- ... . 


, 


. 


... 
, 


Fig. 17. Karla z Gradualu Łęczyckiego. T. l V. 



\ . 
, ' 


-- 


.. ,(.,. 


,- - 


-;". '1 ' 
A 


t 


-
		

/Czasopisma_105_09_03_045_0001.djvu

			1 


MINIATURY RĘKOPISÓW POL"KIEGO POCHODZENIA 


stylu, co poprzednie, ale już na tle .f' (' 
wiśn;owem nie zlotem, tlo"," tylko ! -:;:!' l c' y 

f1-.J 
 ,. 
 
srebrny, złoto zmka. (l,__ r ___
 ';:..;;,:.
 .:.
:.''', \ r-
 
Na k. I 16 w literze P czerwone J ', . - , \ .ń-" r 
twarz niebieską i czerwoną farbą wy- (r 
 
 - 
. \ :.. ",-."fV 
wołana na tle pergaminu. (Fig. 18). ...-: 
 
Na k. I 18 litera D purpurowa "" 
(I I X I I' 5 cm), ze złocisto bronzo- I 
wemi świetlanemi partyami. Na lewo I 
mury miasta, do którego na osiołku i 
wjeżdża Chrystus błogosławiąc. Przed 
nim wychylony z bramy pachołek 
rozściela purpurowe sukno. Za Chry- 
stusem rzesze. .Mury z ciosów da- 
chówką pokryte, bruk z wielkich kamieni. Chrystus 
w popielatej sukni. Tłum oddany naiwnie w ten spo- 
sób, że dwie figury na przodzie jedna w czerwonej, 
druga w zielonej sukni występują w znacznej części 
figury, a za nimi widać kawałki glów. (Fig. 15). 
Łodyga marginesowego ornamentu w dolnej części 
przemienia się w drzewo o dwu konarach, na które 
wylazł chłopczyk w jasno-purpurowej czamarce, w spi- 
czastem obuwiu i wspina się, aby rzucić suchą gałązkę 
Chrystusowi do stóp. U spodu na trawie biegnie chłop- 
czyk drugi w niebieskiej sukmanie po kolana, równie 
w spiczastem obuwiu, podając jedną ręką gałązkę sie- 
dzącemu na drzewie, drugą zaś trzyma inną gałązkę, 
zapewne dopiero co odebraną. 
Na k. 144. Miniatura rozmiarów I I X I I cm. Chry- 
stus wychodzi z sarkofagu błogosławiąc w 9/, zwró- 
cony, płaszcz purpurowy, za sarkofagiem widać tylko 
szyszak, część twarzy i plecy oraz wystającą halabardę 
śpiącego w zbroi żołnierza. W lewej Chrystus trzyma 
chorągiew białą z czerwonym krzyżem, drążek chorą
 
gwi czerwony. U spodu w medalionie na marginesie 
scena bardzo zmszczona: Chrystus pokazujący się :\lag- 
dalenie. 
Na k. 175 v. Wniebowstąpienie Chrystusa (11'5 
XII'scm.). Na kwiecistej łące po jednej i po drugiej 
stronie ugrupowani apostołowie. Na lewo Matka Boska 
w kostyumie XV w.: chuście zakrywającej głowę i szyję 
z podbródkiem. Chrystusowi widać nogi a na górze 
po nim pozostał ich ślad. Na łodydze marginesu z boku 
stoją dwaj biali aniołowie o purpurówych przeważnie 
skrzydłach podziwiając scenę: jeden z nich podniósł 
lewą rękę a drugi obie dłonie załamał. 
Na k. 176 v. Litera O (rozmiary I I X I I cm.) 
:\Jatka Boska w środku w niebieskim płaszczu, w ciem- 
no-czerwonej sukni a koło niej zgrupowani apostołowie. 
U góry Duch św. w postaci gołębicy. Tło niebieskie. 
Pierwszy apostoł na prawo ma płaszcz niebieski, na 
lewo purpurowy. 
Na k. I 78 Bóg ojciec trzyma Chrystusa na krzyżu 


433 


434 


,.. 


brodatego. (fig, 19). Ubrany w nie- 
bieski płaszcz z wiśniową podszewką. 
\\" głębi zielona draperya o wzorze 
podwójnej lilii. J .item D złocisto 
bronzowa z pUl'purowymi cieniami, 
rama Jasno-purpurowa. 
Na k. 186 litera D, jak inne nie- 
obrazowe. Od niej wychodzi łodyga 
liściasta, zielona, na której dwie 
igrające małpy. Tło litery wiśniowe, 
floresy srebrne. 
Na k. 2 I 5 v. naj bogatszy orna- 
ment łodygi giętej, pełnej dużych 
kwiatów, jak czerwona róża o pur- 
purowem odcieniu. Na gałęzi na pół nagi czlowiek cze- 
piający się rt,kami jej splotów. Jego ubiór to tylko, 
jakby kora niebieska łodygi zielonej po odwrotnej 
stronie dostylizowana do reszty ornamentu. Lodyga pur- 
purowa zielona i popielato-niebieska. Zlota na ten ostatni 
inicyał nie szczędzono. Same inicyały dwóch tych osta- 
tnich miniatur są podobne do innych bezobl'azowych. 
Dzięki notatce umieszczonej na 14 k. v. w tomie I 
wiemy, że kodeks jest polskiego pochodzenia, czego 


(' 


Fig. 18. Inicyal l' zGradualu Łc;czyckieR'o. T. IV. 


t 


- - 


ł\Utttł 14 er saU(t 
tr 
 
, .
 


. P ' 


L:l 


-- 
j 
, tlrti łUk 


, - 


- 
. . 
\.. ,- ,. 
. . 
'
 .. 
. .. 
."" 
, 
in 
\ \l, 
. ') 
 . 
--- 
. I 
\ Ot1 
... 

". ...,. , 


\. 


, .-... -. 
.-.-. -....1- - .- 

. - --.. 
, -- 
InG ,ar 
 mD 
!-..
 . 
'j,. 


.
 


Fig. 19. Część karty z inicyalem 11 z Gradualu Łęczyckiego. T. 1\'.
		

/Czasopisma_105_09_03_046_0001.djvu

			.BS 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


43 6 


jeszcze dowodzi herb Nałęcz, na jednym z inicyałów, 
który opisywałem. 
Napis brzmi: 
/ste liber gradualis cum sua aha parte dominicali 
est comparatus per venerabilem virum dominzoll Nico- 
laum Hymbir de I{yschewo Scolasticum lanciC£e11sem et 
canonicum Cracoviensem ad honorem Dei O/Jl1lipotC1ztis 
ac Beatissime Dei Genetrici!>' vzrginis Mariae pro ec- 
desia collegiata Lanciciensi. Scriptusque est et notabis 
per honorabilem Nicolalull Setescha vicariulll ecclesiae 
Cracoviensis in Castro. Anno dni mille CCCCLXv'l/o. 
Spotykamy pieśni kościołowi polskiemu właściwe, 
jak pieśni do świętego Stanisława (161 - 1 64) : 


J'esu Christe rex superne 
Dei Patri coeterne 
Tibi laus et gloria, 
Cuius ope mar!yr clemens 
Slanislaus hostes premens 
Triumphat victoria 


Ut non gesta protectatur 
Vorax nomen eloquatur 
A polo Poloniae 
Poli cuius sit Polonus 
PrestII pius et patronus 
Ymmo pater patriae. 


Nie ulega wątpliwości, że księgi powstały w Pol- 
sce t ze równie miniatury to dzieło polskiej sztuki. Kto 
był ten Mikołaj Setesza, wikaryusz katedralnego ko- 
ścioła, nie wiem, ale nazwisko jego zdaje się być pol- 
skiego pochodzenia, utworzone tak od Setech, jak od 
Kostech, czy Konstantyn, Kulech, Za wich i t. p. Koś- 
ciesza, Kulesza i Zawisza. Tego samego zdania jest 
prof. Łoś w Petersburgu. 
Są to płody polskiego malarstwa. Cechuje je na- 
śladownictwo natury. Tu i ówdzie słaby wpływ fla- 
mandzki, zresztą samodzielność. 
Marginesowe ornamenty cechuje bogactwo i fan- 
tazya a przytem chęć do stylizowania kwiatów. Inicyały 
czerwone i niebieskie są pełne pomysłów i fantazyi 
w wyborze motywów z natury. 
Tak więc naturalizm, podobnie jak w Niemczech 
i Flandryi występuje u nas w płodach naszego arty- 
zmu. Jest to całkiem naturalny objaw, bo nie było 
u nas gruntu, któryby mógł za ideał służyć. 
9. Divi Gregorii moralia in Jobum, kodeks 
mi11iaturowy polskiego poclwdzenia z w. Xv. 
Jestto kodeks w dwu tomach pergaminowy folio 
(24'2 S X 38'7 scm.) i do Petersburga, do Biblioteki pu- 
blicznej, gdzie ma sygnaturę Lat. F. 1. N° 63, dostał 
się ze zbiorów Towarzystwa Przyjaciół Nauk w War- 
szawie. Pierwszy tom ma kart 161, drugi 204, tylko 
ten ostatni jednak zawiera miniatury, drugi zaś ważny 
jest o tyle, że oprawa jego po stronie wewnętrznej 


"'---- 


tylnej okładki mieści brulion początku listu, świadczący, 
że księga pochodzi zapewne z którego z polskich kla- 
sztorów, zostających w stosunkach z Mogiłą pod Kra- 
kowem. Oto kopia: Ve1lerabili in Christo Patri et Do- 
mino Abbllti Clarae tumbae alias Mogi/a domino 1/0- 
bis preciosissimo Slll/llIla cum revel'entia. Pismo w dwie 
kolumny. :\Iiniatury bardzo skromne. Złota wcale niema. 
Inicyały niewielkie malowane gwaszem. Brak nawet 
w drugim tomie drobnych czerwonych i niebieskich 
początkowych liter. Zasada jest ta, że wzór jest liścia- 
sty, wywołany odcieniem tej samej barwy odmiennym, 
żółtą i białą przytem farbą dopełniony. Wogóle jestto 
niewielki liściasty ornament przenizany prawie zawsze 
przez paciorek i kończący się owocem wydłużonym 
i wznoszącym się na marginesie równolegle do inicyału. 
Tło takiej litery zdobią floresy i rozetki z punk- 
cików albo punkcika i lekko koło niego rzuconych li- 
steczków. Przeważa w liściach kolor wiśniowy w tym 
odcieniu, który się widzi jesienią. Wszystko to ujęte 
w ramki, jak to często się spotyka. Przedstawienia 
osób tu i ówdzie się pojawiają, zawsze jednak w ini- 
cyale i w tomie drugim. 
Na k. 42 V. w literze D niebieskiej o zielonych 
ramkach (4'7 X scm.) na czerwonem tle Chrystus w pół- 
postaci w żółtej auteoli błogosławi. W ręce lewej ob- 
nażonej trzyma księgę. Typ poważny, lecz przeciętny. 
Twarz malowana jasno zieloną i różową farbą z bia- 
łemi światłami. Końce litery przedłużają się w liść gięty. 
K. 6S v. Litera B prawie wiśniowa, której 
schodzące się końce wypukłości rozwijają się w zie- 
lony' pączek o dwu niebieskich liściach i występują na 
czarnem tle, na którem posiany ornament z czworo- 
kropek, z środkową kropką białą. 
Na k. 90 v. litera I różowa w liściasty wzór z uży- 
ciem ciemniejszej i białej farby wprost na niebieskiem 
tle, na którem rozrzucone cztery małe rozetki o trzech 
białych listkach z punkcikiem żółtym w pośrodku. Od 
litery wybiega ornament liściasty z owocem wydłużo- 
nym i układa się obok litery. 
K. I 23 v. \V prost na niebieskiem tle w biały flo- 
resowy wzór z żółtemi trój kropkami zielona litera S 
w liściasty wzór, wykonany farbami ciemniejszą i żółtą. 
Od niej wybiega ornament liściasty z owocem w kształ- 
cie szyszki, zagina się i układa na równi z literą. 
K. 143. Wprost na czarnem tle z czerwonymi 
płomykami litera A szara. Lewa jej laska stylizowana 
w smoka o skrzydłach i ogonie zakręconym w górę, 
wierzchnia część i początek drugiej laski w szyję i łeb 
z otwartą paszczęką, połykającą pozostałą część prawej 
laski w formie skręconego pnia. Cały ten ornament 
wywołany z szarej farby za pomocą białych świateł 
i ciemno-szarych cieni. Zapewne motyw ten tak w tym 
czasie niezwykły naśladowany z karolingskiej miniatury. 


I 
r 


\ 


"'---
		

/Czasopisma_105_09_03_047_0001.djvu

			437 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


43 8 


Fig. 20. Karta z kodeksu aDivi Gregorii oratio in Jobum« 
pochodzenia polskiego ze zbiorów Tow. przyj nauk w Warszawie. 


Na k. 169 w literze O niebieskiej w liściaste wzory 
ciemno-niebieską i białą farbą oddane, na jej tle czer- 
wonem z grupkami kropek żółtych z zieloną, w po- 
środku siedzi Job pełen ran. Ciało ma dużo plam si- 
nych a na nim zarzucony plaszcz żołty. Od ornamentu 
wybiega na górny margines i na przestrzeń między 
kolumnami więcej nieco bogatszy liść i owoc. 
K. 187 v. Na tle wiśniowem w żółty floresowy 
wzór litera O zielona,' na której żółtą i ciemno-zieloną 
farbą wywołany liściasty deseń. 
W jej środku klęczy Job w po- 
pielatej sukni, żółtej koronie 
i w żółtym pasie. T warz z barw 
czerwonawej, jasno - zielonej i 
białej. Modli się gorąco. Głowę 
podniósł ku górze i ręce zło- 
żył w dziękczynnej modlitwie. 
Ruch ten szczerej z serca pły- 
nącej pobożności pochwycony 
z głębokiem odczuciem. (Fig. 20). 
Ornament niezwykle bogaty 
wybiega od inicyału i rozwija 
się między kolumnami, wieńcząc 
górny margines z niebieskim 
pawiem gładzącym pióra na 
piersiach. W dolnej części po 
splecionej w sznur części liścia 
pnie się małpa. Koloryt jasny 
i harmonijny. 
Cały ten inicyał niezwykły 
w skromnym kodeksie pojawia 
się jako tryumfalny finał historyi 
Joba, jakby uciecha ornamentu. 
W pierwszym tomie miniatur 
niema, tylko gdzieniegdzie znaj- 
dują się ornamenty kaligra- 
ficzne, wykonane czerwoną i 
niebieską farbą występującemi 
równorzędnie. Przebija w ich 
rysunku wcale ładny motyw 
stykających się z sobą łuków, czasem ósemek i t. p. 
Glówna cecha - to wielka skromność ornamen- 
tacyi, lecz mimo to jest ona wcale ładną. Ornament 
niewielki - trzymający się pobliża litery i zwykle 
równolegle na marginesie z swym szyszkowym owo- 
cem do litery ulożony, dalej brak zupełny złota, uży- 
cie farby wiśniowej z zamiłowaniem. 
10. Mszał miechowski Franciszka Sartoris 
z polowy XV w. 
Sygnatura Lat. F. v. I. N° 83. Kodex pergami- 
nowy rozmiarów 24'75 X 37 o 324 kartach białych 
i dość cienkich, oprawny w deski pokryte brunatną 
skórą w wyciski Środek okładki przedstawia prostokąt, 


'': 


- tprlfol"onlt1 ftn1tJfłt nbo 
!pum l'.}łQln1R6 y MflłłJ,na o 
Iłi fp)n
 
CJłIfY. Ali m.
, 
{\ottlm
1'Iłlłmn: tlł:lmOlttU1 . 
\.I('ttlOO ni8m\ fii1'l f\!)tno"" t
... 
1łtt &luta41I (1& IIi uiifhnt . 
' tuttap utt
&f'li
1n- 
ron'\\'ltuIIuł łt9Ił' 11cu{ł'łłłi 
a{ktO: orfil)!bm.
 roBf 
ńlJr1
tniUhJ1itnu 1tłJłD
 
fiB11łł fj
"bta t.fłtl1! UOł1t1R 
lJUa1rtntt cltcł1J!u}łuf
 1,iI 
tl'ttt ssnoWfałbqttO 1l'gt 
1in"'tłtłtot1UdQr
tiq1qłłT t :' .. 

mtuu1ii 
OJ!1G q1łQ 
6\a'k ofławr 6.bnu"fi:rua 
At \JOtt!bttt ttd1m&o ..ai)! 
t\\W('6r.
 fhłrł1b1l$tO}i 
CoptIctłt&O)So Ił łUGł It - 
nUltł)al118uł& nwnu IItI 
'uhn fimar. mOattoAł!hlm 
ftqru"i oią qnCJ
 'u\': 
IMttt1t1ofhłUdtóartSJit -. 
f tU ftlJ! u"hiros tiltoa liłj!: 
tnt.
łt 1fittiifir1if.nnł)lh, 
ltłt'd2&flfliłhUit (
nd1pQs , 
tRE1t tthbt oafub ot 1l0)luvf 
\Utt.L\!,unam fuybłA 01,,14' 
1tt

 filfbnao1 ni t;t RIin 
ttg1t. n°fl1u\ Arióntibnl(M
 
-łU "tu) tilb 'tUt 'Jłiilllatrł 

'fi paUłÓtSlIftF ói 


\ 


"'--- 


;
 


w którym u góry u dołu kwiat o listeczkach wąs- 
kich i giętych, jakby prążków w formie litery S. Pro- 
stokąt opasuje sznur a po nim przedzielony wyciskiem 
z prostych linij biegnie wieniec z bukietów. \V końcu ko- 
ronka z łuków zakończonych liściem. Na drugiej stronie od- 
miana pewna, bo motyw rozet znika a natomiast w gór- 
nej i dolnej części prostokąta pojawia się skośna kratka 
a we wnętrzu każdej kratki lilia, reszta zaś prostokąta 
poprzecinana jest zwykłemi przekątniami. Równie mo- 
tyw splotów zniknął a nato- 
miast występują wolne pła- 
.. szczyzny. 
Na wewnętrznej stronie pier- 
wszej okładki napis gotyckiem 
pIsmem: 
Estud missale est donatum 
per honorabilem domin11m Fran- 
ciscum Sartoris de Myechow 
vicarium perpetuum canonica- 
lem et vicecustodcm ecc/esiae 
sancti .spiritus conventuali in 
Myechow pro musis tjuotidianis 
matura. . . . . et summa in eo 
canendis oretur deus pro eo 
et suis parnztibus. 
Zatem księgę fundował kla- 
sztorowi Miechowskiemu Fran- 
ciszek Sartoris z Miechowa, 
wikaryusz i wicekustosz kra- 
kowskiej Katedry. 
Z miechowskiego klasztoru 
mszał ten dostał się do biblio- 
teki Załuskich, jak świadczy 
swym charakterem napis na 
pierwszej karcie, w którym 
znać rękę Załuskiego a stam- 
tąd do Towarzystwa Przyja- 
ciół Nauk w Warszawie, skąd 
ostatecznie rękopis zabrano już 
na stałe do Petersburga. 
Pismo zupełnie gotyckie wśród czarnych linij. Od liter 
biegną wąsy nie tylko pionowo od końców, ale nadto łu- 
kiem przez środek litery a, jak w dającym się co do czasu 
oznaczyć kodeksie Lat. F. v. I. N o 83 z trzeciej ćwierci XV w. 
Księga poczyna się kalendarzem, w którym obok 
imion miesięcy w języku łacińskim znajdują się nazwy 
polskie: styczen (k. I). luthy (k. 2). marzecz (k. 2 V), 
lzykwyath (k. 3). may (k. 3 v.), czyrvyen (k. 4), 1żpyen 
(k. 4 v), szyrpyen (k. 5), pazdziernyk (w znaczeniu sep- 
tember - k. 5 v), wrzesche (w znaczeniu october - 
k. 6 v.), lizstopad (k. 6 v), grudzen (k. 7). Dzień św. 
Stanisława wypisany czerwono. Parę kart wyciętych. 
Na k. 307 pieśń po łacinie o św. Stanisławie. 


'fi 


,r 
. ( 


.' 



 ioląut!.MI1!i'
de 
ftlłm }IIlgJ1Ot.1'qt CDIłt llaIi 
M 
Ii Itdii t1ł8gaam6loq: 
!C 0mhi mflr*iit.biiiimf 
tp1t }1\UtptUat1łtitbtatt1uit 

lIlant h6-n:nł1J.iJpJ1:11; 
..Młotu). 
- . 
 f1t1tU6
ł 
OW81ittr1 
.. ' 1'Iona01fti 
- rlJlouhue 
)!n1'UtRtlS tJłUlllłCbliuiaIf 
qłlt fit)!fUt. kłrt.,110..1' 
gfuns 'tuttrrłt
u1fttati 
tlduttmifló fi rłtagtlomt!i 
tRm JrtUS ttn1fuc.11tttt11iO, 
111& mt ućlt\(qDutm.oo 
-. ... 
(O(tQUO.pU6 t1UłttU ln Ultl1. 
li ttltUt OOlJur i 
,it1'iout 
jttihl 
 Un1
IU'\{i nnt1 
ctRtt6 tli
 \lOtt'rcnbtt.tcb 
. 18UitC11a&uaatatntctPR tt f _ 
qnł1hln ufi\i l10
at
_ 
lłttQ.
 tmp:!ht.Jgf
fv 
M' fl\uttl1O óiii ktlłttfl1t\11 
It;)fu& cłua q rrtfo2tt81'''\I 
'fłOnEl Qnttu)tt.tn,vilt6a1t
 
filbttltifił\uQiłJ 
 it ) 
'bfi
.!O"b RlJtJt11Uf !.tfłD O , . 
ótti6'hińot\tłU\ OłmQ
: _ 
, 
1 aui¥ltłtt 1t1ttt cogth1rOUI.O. 
tUI 1Uftgttae q\lłtłt viltS tt. 


29
		

/Czasopisma_105_09_03_048_0001.djvu

			439 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


440 


Fig. 21. Inicyal C Z mszalu 
miechowskiego. 


Inicyały Są ciemno-czerwone niebieskie naprze- 
mian, ale nietknięte kaligraficznym ornamentem, który 
napewno był zamierzony. Inicyaly te są dość kształtne, 
smukle i gięte, ilekroć sposobność się nadarza. 
Obok nich są inne z obrazowem przedstawieniem. 
W prostokątnych ramach mieści się litera wychodząca 
kończynami poza jego ramy. Litera ta jest barwna 
jaśniejszym i ciemniejszym odcieniem tego samego ko- 
loru, które przedstawiają wzór liściasty uzupełniony 
konturami rysowanymi poprawnie białą lub żółtą farbą. 
Czasami takie cienie wykonane są kreskami. Wystę- 
pują też dwie barwy, jedna w partyach świetlnych 
a druga w cienistych. Tło złote lub barwne, zawsze 
jednak odcinki ze złota, na którem 
są wyciski z punktów lub floresów. 
Na takiem tle gwaszem (tu i ów- 
dzie wyjątkowo użyto farb wodnych) 
sceny z figurami, jednak nie zawsze. 
Od litery traktowanej jako gałąź 
ucięta wybiega bogaty flores ze 
złotem i plamami we wnękach. Mi- 
niatury z obrazami mają mniej wię- 
cej rozmiary 7 X 7" 5 cm. 
Na k. 17 w literze P purpurowej 
na złotem tle zielona łąka, w głębi 
widać dwa zielone nieznaczne kopce, 
może siana. Na łące ustawiona 
szopa. Ogrodzenie jej niskie i z nie- 
tynkowanej cegły przerwane przy 
przedniem narożu. Na słupach tuż 
przy ogrodzeniu dach skośny. Po- 
myślany jest on tak, że dwie nachy- 
lone pod kątem jego ściany mają. 
przystosowany taki sam daszek na przodzie. Wszy- 
stko to z drzewa. 
Na tak różnorodnem tle klęczy Madonna złożyw- 
szy ręce. Suknia jej niebieska układa się na ziemi, 
a na niej Dzieciątko Jezus w złotej aureoli. Włosy 
Madonny popielate spadają na ramiona, suknia lekko 
wygorsowana tak, że odbija się twarz i szyja. Wszystko 
rysowane wydatnie z prostotą i niekiedy wcale zręcznie. 
Na k. 22 w zielonym prostokącie niebieska litera 
C, w niej na tle złotem z wyciśniętymi floresami hołd 
trzech króli. Na lewo Madonna w purpurowym płasz- 
czu, z pod którego widać suknię niebieską. Przed nią 
klęczy król w czerwonej, długiej sukni, siwy. U stóp 
Matki Boskiej złożył koronę i ofiaruje otwartą szka- 
tułkę. W głt;bi, w koronach dwaj królowie, jeden tuż 
przy Madonnie stoi, a drugi młodszy, bez zarostu, w po- 
dobnem, ale zielonem ubraniu trzyma stożkowate wy- 
sokie, złote naczynie; bliżej niego, na prawo, inny w dra- 
peryi ciemno-żółtej w czarne arabeskowe wzory. (Fig. 2 I). 
Na k. 122 litera T purpurowa. »Chrystus w stu- 


,. 


'- 


-ł 


>.. ------ 


. 


,. 


:" 
. , 


dni« na niebieskiem tle w złotą kratkę, gdzie prostokąt 
każdy ma wewnątrz rysunek czworo liścia w kształcie 
krzyża. Siedzi na kamieniu grobowym w poprzek grobu 
położonym, w 8/4. na prawo, bez zarostu, o długich wło- 
sach. Widocznie próba oznaczenia dokładniej nagości 
i muskułów, ręce atoli przesadzonej wielkości tak, że 
są wprost karykaturalne; koło biodra przejrzysta dra- 
perya. 
K. 13 I. Tło litery B o liściastym wzorze zielo- 
nym a w światłach żółtym skombinowanym z gruntem 
ciemno niebieskim, ujętej w purpurowe ramy tworzy 
barwa jasno niebieska z białym floresem a na niej uwy- 
datnia się Chrystus, który zmartwychwstał. Stoi na dol- 
nej ramce bramującej literę z czer- 
wonymi śladami ran na nogach. Na 
nagiem ciele wprost spoczywa czer- 
wona draperya o żółtym szlaku. 
Prawą rękę wsparł na łupacie, któ- 
rej dolna część jest obita złotą bla- 
chą, w lewej dzierży chorągiew z krzy- 
żem jasno purpurową z ciemno pur- 
. . 
purowymi pasamI. 
K. 148. Na tle czerwonych ram 
niebieska litera S z ciemno wiśnio- 
wem wnętrzem, na którem przed- 
stawione Zesłanie Ducha św. W dol- 
nej części, w środku Madonna ze 
złożonemi rękoma w pozycyi sie- 
dzącej; na piersiach przebija z pod 
płaszcza suknia jasno orzechowa. 
Obok Madonny apostołowie klęczą 
dokoła. Tylko pięciu apostołów 
twarze widać całkowicie, dwom czę- 
ści twarzy wystają z poza aureoli złotych figur na 
przodzie, dalej jednemu widać kawał czoła, innych do- 
myślić się można jedynie po aureolach. Ubiory ich ró- 
żnobarwne. Płaszcze spadają na ziemię, a wszystkie tak 
zostały ułożone, aby rozpościerały się pod Madonną. 
W miniaturze przedstawiającej Narodzenie widzieliśmy 
to samo, tam matka ułożyła swe dziecię na sukni ro- 
zesłanej na ziemi. Motyw to spotykany dziś jeszcze 
u ludu W górnej części gołębica śmiało narysowana, 
od której rozchodzą się promienie. Zwrócić należy uwagę 
na jedną z figur na lewo z podniesioną w górę głową, 
którą miniaturzysta staral się odtworzyć w perspekty- 
wicznem skróceniu. 
K. 155 v. W zielonym prostokącie litera B. Wnę- 
trze złote z floresami. Na ławie w formie skrzyni sie- 
dzi Bóg Ojciec. Z pod niebieskiego płaszcza widać na 
piersiach purpurową suknię, w ręku trzyma krzyż, na 
którym przedstawiony Chrystus jako pach
lę. (Fig. 22). 
K. 156 v. Rama zielona, litera niebieskawo- po- 
pielata z tłem lazurowem. Dwaj aniolowie trzymają 


l 
I 


, 
f 


'\ 




 


; 
, 



 


. 


- . 


\- 


.,t
 . 


. 
P- 
L
		

/Czasopisma_105_09_03_049_0001.djvu

			l 


441 


MINIA TURY RĘKOPISÓW POLSKIECO POCHODZENIA 


44 2 


+ 
. 
 ,), 
. . "' " 
. "., , . r,. " 
" .'.: '.
. l . . " :. 
, . . 
, . -t
 
 . 
/ " . 
 .. lt ',< . 
4 __ "\ 
,
 
....
 \ -'-.. . .. - 
 \" 


I 

 
I 
I 


monstrancyą, jeden na prawo ubrany w suknię ciemno- 
brunatną z czarnym wzorem, podobnie jak jeden z kró- 
lów hołdu. Taką draperyą spotykamy w obrazach van 
Eycka, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, w taką suknię 
ustrojona jest jego św. Cecylia w Berlinie. Drugi odziany 
w szatę purpurową. Obaj w odmiennych pozach klęczą; 
jeden przy tern patrzy w górę, drugi w bok. Monstran- 
cyą trzymają silnie. 
K. 184. Litera U jasno purpurowa w zielonych 
ramkach. Wnętrze czarne z jasno brązowymi floresami 
i kościół o spadzistym dachu, wysokich, okrągło -łuko- 
wych oknach, przyczepionej, 
niskiej absydzie i wieży 
jednej okrągłej o spicza- 
stym dachu. Miniatura iIlu- 
struje początek tekstu: in 
dedica#one templi. 
K. 186. Ramy jasno- nie- 
bieskie, l i t e r a popielato. 
żółta w cieniach ciemno- 
purpurowa. Wnętrze litery 
niebieskie, na niej szare 
floresYJ dawniej niewątpli- 
wie srebrne. Na takiem tle, 
z boku nieco stoi św. An- 
drzej w zielonej sukni i ciem- 
no purpurowym płaszczu 
w 8/ 4 w lewo i dźwiga krzyż. 
Miniatury odznaczają się 
dobrą kompozycyą, dobo- 
rem barw i rysunkiem miej- 
scami stosunkowo wcale 
dobrym. Ten rysunek prze- 
bija przedewszystkiem. Twa- 
rze robione piórkiem i do- 
pelniane raczej farbą. Charakteryzowane one są niekiedy 
wcale nieźle niewieloma liniami. Cienie takie tu i ówdzie 
są rysowane. Ani odrobiny idealizmu się nie spotyka, lecz 
bezwzględne odtwarzanie natury. Vraperya dość starannie 
oddana, ale bez przesady. Oryginalności i artyzmu dużo 
w kompozycyi, która jest bardzo zręczną i obmyślaną. 
Charakterystyka typów oddawana niewielu pociągnię- 
ciami piórka. Jeszcze raz 
wracam w końcu uwagę na zagad- 
nienia artystyczne, które sobie stawiał artysta z zakresu 
perspektywy, nagości i kompozycyi, bo świadczy to 
o świadomości artyzmu i jest oddźwiękiem kierunków 
XV w. we Włoszech pomimo, że w bezwzględnym re- 
alizmie i traktowaniu draperyi znać charakter północny. 
Miniatury powstały pod wpływem flamandzkiej szkoły. 
są jednak produktem polskiego miniaturowego malar- 
stwa niewątpliwie i stoją w związku z innym miniaturo- 
wym rękopisem petersburskiej biblioteki Lat. F. v. I. 
Nr. 84. 


,.....:.. . 


.' 


'" 

 "'.,
 


,:.- 


" 


,
 . 'Ił':: .... 


... 
. . 

 -: ';_t I 
 
-\ 


': 
'-.' ., . .. .. 
.
.; 
-....... 

. 
'; .
... 
.'"- "" 


';
' ::
 
',,".. " .\ "'>' 
-
 ;..... .. \.. 
. _.' .. 
:,- 
 1 !...: I"''''' 
 


I --. 


"&., j... 
.1' 


.. 
-...- ....... .. 
- 
;:. r:.:: 
:-.\ ._- 
. ,,,, 


., 


Ewangeliarz z kościoła parafialnego w Drze- 
wicy w Publicznej bibliotece w Petersburgu. 
Jestto kodex rozmiarów 2 I' cm. szerokości a 301/, 
wysokości o 143 pergaminowych kartach. Sygnatura: 
Lat. F. v. I. Nr. 34, Do Biblioteki Publicznej przywie- 
ziono go ze zbiorami Załuskich, gdzie miał numer 3. 14. 
Na pierwszej karcie spostrzega się napis ręki Załuskiego: 
"Evangeliarilllll parvum". Oprawiony w drzewo obite 
skórą, dość zniszczoną, z gustownymi wyciskami w orna- 
ment geometryczny, o motywach węzłów lączących się 
w ogniwka i sznurowych różnej formy skrętów ułoio- 
nych tak jednych, jak dru- 
gich po bokach pokratowa- 
nego skośnie prostokąta, 
które uzupelniają rozety 
czy różyczki i całkiem sty- 
lizowane liście. Wszystko 
to jeszcze gotyckie w po- 
jęciu ornamentacyi Xl V 
i XV w. Szczególnie krata 
skośna wypelniająca zna. 
czne prostokątne przestrze- 
nie jest u nas pospolitą, 
podobnie jak węzly w ro- 
dzaju wschodnich arabesek 
tak często spotykane w mi. 
niaturach polskich kode- 
ksów, które są tradycyą 
p,-zedhistorycznej ornamen- 
tyki, tylko przeobrażane 
wedlug stylów i kształcone 
rozwojem. Podobne moty- 
wy mają także przedmioty 
z przedhistorycznej germań- 
skiej epoki. (Cf. podobizny 
przedmictów znalezionych w grobach pod Olirkheim (Pa- 
latynat reński) i Wiesenthal w I3adeńskiem w publikacyi: 
Grundziige der dClltschen Kunst. I l I. J a n i t s c h e k. 
Geschichte der deutschen Malerei Berlin, 18 9 0 , str. 5. 
Zob. Stasow L'ornement .flave etoriental. Petersburg. 
1884, tab\. CXVI, 5, 9). Wszystko to zdobily złocenia 
urozmaicające barwnie ciemno orzechowy kolor skóry. 
Na wewnętrznej stronie tylnej okladki napisano: 
"Volenti scire ni/liI est dilicile" 
Potem tern samem pismem: 
"Inhonorilicabildudination-ibus" 
V/ końcu odmiel1l1em pismem: 
"Nicolaus Drzewiczki praepositus Przemis!. can- 
tor Volbor-i, Pleban Rzecinensis etc." i niżej jeszcze 
"lllpzter omnibus ibidem". 
Pierwsza karta księgi bardzo ozdobna. (zob. fig. 23). 
Pismo bowiem dwukolumnowe ujęte jest w ornamento- 
wane i barwne szlaki, biegnące wzdlui jej brzegów i stosu- 


-..; 
. \ 



'. 


) 


.) 


\ 




 - 


,} 



",\a __ . 


":')'" 




 
I 

. .... 


,1\ -- 


.
f. 
, 


1 "o. 
 I 


.' 
.! 
\ 


o. 



 ..' .. 


-:r 
. A
 


'. . 
.. 


.' 


... 


.' . 


. 
. 


.. , 


r ' 


. . 
 ... . 


... .-... #" 


, 


Fig. 22. Inicyar B z mszaru miechowskiego Franciszka :-iartoris. 


. 


......L
		

/Czasopisma_105_09_03_050_0001.djvu

			443 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


444 


jące się do nich co do wymiarów szerokości swojej, 
tak, że naj szersze są na marginesach górnym i dolnym 
(4.4 cm.), mniej szerokie (3'5 cm.) na skrajnym a cał- 
kiem wąziutki pas przy zszyciu (1'7 cm) zajmuje na j- 
w
ższe miejsce. Z wyjątkiem tego ostatniego podzie- 
lone są wszystkie na piętnaście czworobocznych części, 
z których każda ma odrębną kompozycyą. W górnym 
szlaku jest tych czworoboków cztery, w bocznym sześć 
a w dolnym pi
ć. Pozostały szlak ma niepodzielone 
pole o jednem niebieskiem tle, z którego dobywają 
si
 dwie statuy, jedna nad drugą, obie z baldachimami 
i na konsolach zupełnie w ten sposób, jak je widzimy 
przyparte do ściany w gotyckiej rzeźbie. Jedna wyżej 
przedstawia św. Piotra z otwartą księgą w prawej r
ce, 
kluczem w lewej i głową wzniesioną ku górze. Balda- 
chim okrągło łukowy, lecz luki wydlużone w kierunku 
pionowym, a szczyt tworzy latarnią o dlugich, okrąglo- 
łukowych oknach zakończoną szpicem. . Poniżej statua 
św. Pawła. Apostoł trzyma ręce przed sobą tak, jakby 
na palcach rachował argumenta a przytem równocześnie 
lewą ręką podtrzymuje długi miecz, którego ostrze 
w poprzek przecinając figurę spoczywa na kroksztynie. 
Baldachim odmienny o łukach prawie podkowiastych, 
latarnia zredukowana wskutek braku miejsca do bar- 
dzo niskich rozmiarów, bez szpica i szersza. 
Obie figury są wykonane en grisaille. Kolor ich 
zatem jednolity, niebieskawo-szary a na nim tylko ozna- 
czone są światła białą a cienie ciemno-niebiesko - szarą 
barwą. Rysunek przebijający z pod wodnej farby 
subtelny, w proporcyach i szczegółach dobry, zwłaszcza 
gestykulacya rąk u św. Pawła tak małych rozmiarów 
oddana po mistrzowsku l, fałdy drapowane i wykonane 
z artyzmem. 
Pozostałą część dolnej przestrzeni wypełnia gięty 
ornament roślinny kolorowy i gwaszem malowany. 
Narożne cztery czworoboczne pola przedstawiają 
Ewangelistów i są różnobarwne. 
Przed katedrą żółto-złocistej barwy, ustawioną 
w pośrodku małej i skromnej komnaty, stoi pisarz, typ 
z życia wzięty, może portret współczesny. Ubrany 
w szmaragdową długą podpasaną w biodrach suknię, 
z przerzuconą na lewe ramię czarną draperyą, w nie- 
bieskiej czapce, z pod której dobywają się długie włosy, 
w trzy czwarte w lewo zwrócony, podniósłszy nieco 
pióro ku górze, ku światłu i oczu, przygląda się mu, 
ujmując lewą ręką kodeks leżący na szaro - niebie- 
skiej draperyi rozłożonej na katedrze. Jestto próba 
pióra, probatio pennae najwidoczniej, a pisarzem- 
św. Łukasz. Przed nim czarny kalamarz i podłużny 
czarny instrument, czy futerał. Na półce po prawej stro- 


I NR. Fotografia tych subtelności oddać nie mogła, bo figury 
błyszczą, widocznie powleczono go jakąś przeźroczystą masą bły- 
szczącą, jak inne podobną techniką wykonane części miniatury. 


nie duże czerwone książki jedna na drugiej, obok jakieś 
wydłużone naczynie, może kałamarz lub garnuszek na 
farbę. Z boku na lewo okno z framugą w krzyż i szy- 
bami ułożonemi w skośną kratkę. Ściana ma kolor pia- 
skowca. Wnętrze a zarazem tło, na którem postać pi- 
sarza się maluje, złocista i jasno-bronzowa w skośne 
pasy, po których biegł deseń rozet wybitniej złocistych. 
Podobnie katedra i książki miały także lekkie złocenia. 
Sufit z drzewa sklepiony beczkowo. Od niego zwisa 
wielki niebieski wywrócony lejek, jakby osłona na lampę. 
Część ta uszkodzona, bo odleciała farba. Posadzka szaro- 
niebieska. Przy stole na prawo widać leb o złocistych 
nieznacznych promieniach i część tułowiu spokojnie sie- 
dzącego woła, który oznacza, że tak realistycznie po- 
jęty pisarz to św. Łukasz Ewangelista. Rysunek wy- 
borny i nadzwyczaj subtelny, perspektywa i skrócenia 
poprawne. Wszystkie drobiazgi opracowane starannie 
i z zamiłowaniem. Scena to najlepsza w całej kompo- 
zycyi i pod względem artystycznym w ogóle należy się 
jej pierwszorzędne miejsce. 
Drugi Ewangelista to św. Marek. Na ławie lub 
raczej skrzyni złocistą farbą malowanej siedzi przed po- 
dobnej barwy ławą złoconą, na której rozwarta księga 
tak, że widać brzeg czerwonej oprawy, ubrany w białą 
suknię, z pod ktorej . wyglądają końce czarnych panto- 
felków, w złocistym płaszczu zakrywającym prawe ramię 
a spadającym z lewego na łono, na którem układa się 
w drobniutkie fałdy. Na głowie niebieski czepiec spa- 
dający na plecy i ramiona. Kolo głowy w miejsce au- 
reoli złociste promyki. W głębi półka, na niej czerwona 
książka i druga bronzowa, dalej ciężkie krzesło i w skró- 
ceniu przedstawione łoże z pościelą ciemno -szaro -nie- 
bieską, z zielonem wezglowiem oraz małym szarym bal- 
dachimem. Posadzka ułożona w kostkę, jak na pierw- 
szym obrazku. Przy katedrze, nieco na dalszym planie 
lew nieudolnie przedstawiony, bo artyście brakowało 
wzoru. Ściany pokoju nietynkowane i widać cios, mo- 
żnaby powiedzieć cegłę, gdyby nie barwa kamienia. 
W kącie od góry spostrzega się żebrowania sklepienia 
i klucz. Ściana na lewo cienka koloru ciemno-szarego 
ma wielkie okrągło-łukowe okno, przez które ogląda 
się krajobraz górzysty z wijącą się drogą i blisko okna 
wystawioną piramidalną wieżą. Prawdziwy to perspek- 
tywiczny kunststtick miniaturzysty. 
Lewy narożnik znacznie uszkodzony przedstawia 
na tle ceglastej barwy murów z okrągło-łukowem oknem 
na prawo i okrągłem na lewo, siedzącego w pozycyi 
sI.. w prawo na katedrze ciemnoorzechowej z pulpitem, 
na którym otwarta książka, św. Mateusza. 
Święty ma długie żółte włosy dobywające się z pod 
czerwonej czapki. Odziany w niebieską togę. Obok niego 
stoi anioł o różnobarwnych skrzydlach w żółtej sukni 
o delikatnych i drobnych fałdach, układającej się na 


.. 


l 


.....
		

/Czasopisma_105_09_03_051_0001.djvu

			44 6 


445 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKII,GO POCHODZENIA 



-----
 ...-'- f\ -iitJiT,-;
\.\-;;ł' . .,'."I
"
 
. ',. " '.' 
.. . '
:'-, .' L ,:i.'
" ''i\. :>": 
'- ,
 
I 
 -
..:. ' .. .. 'ł .. " , 
, : : .r; " " : ( ") 
tu\m . ccon.fufl0 
nCfOnlt1l0 1\1it1\- 
." . .,' ." '. ,5;r 
crfl.um1\tm:a 1'C ,.\ 
". 
fCC'I\t1bUt3 l
n1inl .', -'. .., 

. 
bUG ptcU m 01C tt ..(. "-. 
c\:

rolnonc:quC' 
 >.'!:
;:', 
',- 
u1tT111CntCnt \\n\ ' . . 
..; .. 
l1CI1O o:bt. 
ln.\ll1 .
 
 , 
.', 1\ 
l ' 
t1trnitro Ccl0111m . 
:,.' , 
n1
l1cbunn1r..1Ct " 
 J -. _L. 
o _ -.: 
nmt tttdcbl1uttU1 
. . 
l1nll})nnrttu UCnl ;
. 
O1ttm tU nulr COJ . 
"-tCfh1n: n1agn
l' 
ttm.t1dbtt.l ,.te 
..lt1trln \11 C1
'lCnb) 
1ap1C1tt et lcuarc 
C.l 
'lt111cibn: qno '---- ," '.! 
ntam .1t)nopiqnm .. 

'(dctl1P

 11rł11
1 I."':: 
C
T)1J1t; lUU; 
_
 
... 
, . I -'. l' . " -.-:--

< 
r - , , '--" , :z ,I. 
 'it.i.,' . 
.. .. I l" . ... - I ,I, ._ . .... --
.... -.; ., 
". ., " , " . . ';' 
 I 
l\-. '1""1 
. '" ł . 
-, .
, . '. '" '" fi: " .' '- .!' -. ":. .-' 
 '. 
 
, :.,; <

f '" .._::
,::, :,
, ':.-"<.- '. :
'
:"'t.:." .
...
 . ..
. .( -:i> :, ". ,.;
 _ ': ",
 ,<' 

 
:{" . ... ",..., ""; . . !t., '. ., . " , ., . - . - . 
\ , \ : " .Ii t,,'........ . -'..' ' , ''', \., ,.:...., .. ' 
 :', - _.c ,;.- 
J
 .". '1 -
.' '.". "
, . . - '
 ':; ': ' " - '., 
" , ..


. '. "', . '::-.: :'. '\

 ," ,.,' .I',
: . 
:. \

"
: 
 "t 
. '; ....
-
 £ 

 "'_ .-;?..,' ,{:

I'J";. tc(WL (J .w r t1.tWI
!:; '.tJf. ,.' 
.. 
 ,;' L 
_ 14-'r71
 J0/ :
.. ',,, ,:', 
., i /\ /
,,"


 ',' 
,-,.' 
. 
 r . 
 J$ :,' 


l" 
I 


. 
. . ' 
; \,:,... 1 ł ' . , ':c- - \ r 
I . r . \ . . 
- '. ..-. '. '). . 
-' ' - ''', ,,' .
 > 

' . 
.. . . 
..
 


-.., 
, łL \Clp1t o
do 
CllJtt g-d101t\tt1 ł- 
. J 
}.'Cr r
ą'm .,n111 CI 
Cl\tttm fro1t1dl1m 
;


 confitcn,dtncll1- 



 , . 
'- ,,r:; i . O'\1
1'lC cn1
C. 
".,.t,. tK. - 111 ' n1 /"'.... i'
lnu' 
I. y '}' J.JJ L 
're- 
"j;'


i-cr. .lducnnt. , 
 
'
II l t qUCI1tL-1 f:111m C 
.':." .. ,'.'
 t1
ln
h.i fccn du; 
r. ..
 ,." lttC.
;\ .
crno ca. 
"Ii... ' 1 
,i'. '. ł:,i '- 
 : ':,.. .-,:
 
-' , 
" , ;,.' tl 
.,/ 
Lo 
.;"; ... 
" '. ""'\ 
,

 /.' 
..' '.. .. tt111
 
, .' I ...' i" ' '
 1 
_
. I',. .. '. 
'.)/ '.;l1t lC.lil
 "'Olfapu' 
-.: he łi1tS . ł1!l1.111t fi 

" 511.1 1'1 fole er lu 
n
 crftttlte: et In 

". ttlTtO p:cffil
 S
 


\ .. 



 


_. 


l 


.1 . 


.. . "'o . .-._ oj 


. 
.' 


. . 


. , , 


. '- . 


" " . 1 ,.U,,- I: '.>,
 

 "."" I: .
... 
r- . . "'1' . ["'0_. . . 
.. I t' ,'. :i 

.' ..::. 


. . 




 - -: 


Fig. 23. Karta z Ewangeliarza flandryjskiego z kościoła w Drzewicy.
		

/Czasopisma_105_09_03_052_0001.djvu

			447 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


posadzce i patrzy w niebo. Więcej niema sprzętów, 
tylko na lewo rodzaj profilowanej skrzyni, na której się 
mieszczą czerwono oprawne księgi. 
W tej i następnie opisanej miniaturze światla uwy- 
datnione zlotą farbą. 
W pozostalem narożu św. Jan cokolwiek w lewo 
zwrócony siedzi na wyspie, ktÓra jest przedstawiona 
w calości i oblana morzem. Na morzu skala, dalej ląd 
pagórkowaty i miasta, których kontury wież i murów 
zlotem rysowane blyszczą. Święty ma żółtą suknię, 
płaszcz jasno-orzechowy. Przy nim orzeł. 
To czterej Ewangeliści. 
Ialowani kolorami zaj- 
mują oni glówne miejsca marginesu. Reszta figuralnych 
kompozycyj przedstawiona w jednej niebiesko - szarej 
barwie: e1l g-risaille. W ten sposób szereg obrazów 
jest urozmaicony a zarazem jedne wobec drugich nie 
giną, lecz przeciwnie uwydatniają się wskutek użycia 
dwu różnych technik. 
\\" środku górnej ramy papież w tyarze o kon- 
turach zlotem podkreślonej siedzi na niskiej lawie, wy- 
konanej raczej w formie postumentu, profilowanej i zdo- 
bnej wolimi oczyma i trójlistkami. Siedzi przed ko- 
minkiem w plaszczu bogato drapowanym i trzyma ksią- 
żkę zwrócony ku kominkowi, lecz w niebo patrząc. 
\V tyle za nim pulpit z szufladą i książką a w gł
bi 
okno. 
Wszystko to rysowane a na rysunku rozlożona 
barwa szara z niebieskawym odcieniem: światła ozna- 
czone są bialą farbą. Podobnie miniaturzysta wykonal 
także trzy dalsze sceny. 
Dwie z nich na bocznym szlaku przedstawiają ka- 
żda biskupów. Górna mieści w środku średniowieczne 
biurko, na którem księgi tak ułożone, że siedzący przed 
niem biskup swobodnie je wertuje. Dokoła pełno ksiąg 
porozrzucanych, jedna nawet pada. Okno w skośną 
kratę z horyzontalnymi prętami. 
Scena poniżej pokazuje nam inne wnętrze pokoju, 
inne meble i w innej pozie siedzącego biskupa. Biurko 
stoi przodem: jestto zarazem rodzaj szafy. Widzimy 
bowiem dwa otwory, każdy opatrzony drzwiami o pa- 
rze skrzydeł. Do tego biurka przyparte są po jednej 
i po drugiej stronie dwie póUaweczki w formie schodu, 
których wnęki u naroży mają misternie zaznaczony mas- 
werk. Ponad katedrą w skróceniu baldachim z zaplecz- 
nikiem we wzory wielkich trójliści z ogónkami. Na prawo 
od biurka szafa otwarta a naprzeciw, pudobnie jak 
w obrazie przedstawiającym św. Marka, otwarte okno 
z widokiem na krajokraz. 
W dolnym pasie, w nieco węższej przestrzeni po. 
kój o ścianie uwidoczniającej podłużne ciosy, czy ceglę 
a w nim siedzi na niskiej lawie w pozycyi 8/, w kar- 
dynalskim kapeluszu św. Hieronim i dokonywa opera- 
cyi wyj
cia ciernia z łapy lwu, który co tylko uchylił 


448 


drzwi i stoi na progu przed świętym. Na prawo pulpit 
z otwartą księgą, a w głębi skośnie pokratowane okno. 
Każde z tych przedstawień, to skończony obraz 
pod względem kompozycyi, rysunku i barwy. Każdy 
z nich wart, by się weń dobrze wpatrzyć, podziwiać 
sztukę i studyować kulturę. 
Szereg tych rodzajowych obrazów przeplatają pola 
z tlem w górnym marginesie jasnem, niebieskiem i dru- 
giem bialem, kropkowanem; w dolnym marginesie te 
tła są zlote, boczne zaś wszystkie są niebieskie. Na 
nich rozrzucone są w skrętach różnobarwne gałązki 
z zielonem liściem, z kwiatami w pączkach i rozwiciu 
i poziomkami w naturalnych barwach. 
Na lewo u spodu, poniżej objętej malowaniem części 
marginesu, galązka z rozwitym kwiatem, do którego 
zbliża się szarańcza i przylatuje skromny motyl. Kwiat 
wykonać było dość trudno, bo jest drobny i biało-żół- 
tawy, a odbija dobrze od tej samej niemal barwy per- 
gamll1u. 
\V ramach opisanych w dwu kolumnach tekst po 
2 I wierszy zlutych i niebieskich. W pierwszej kolumnie 
poniżej środka prostokąt 3.7)<.. 4 cm., przedstawiający 
czerwoną (h-aperyą okryty tron. \V górnej części koło 
baldachimu widać żółtą draperyę, reszta wyrównana do 
prostokątu niebieską- farbą. Otóż na tronie, na tle tych 
barw Chrystus błogoslawiący ręką prawą a lewą trzy- 
mający jabłko. Suknia jego czerwona, plaszcz niebieski. 
Broda dzielona w środku. Dlugie .włosy spadają na 
ramiona. Zamiast aureoli złociste trzy lilie. 
Tekst pisany dalej wśród czarnych i czerwonych 
linij czarnym atramentem na pergaminie szorstkim i dość 
grubym. Podobnie jak na pierwszej illuminowanej kar- 
cie, tak i dalej tu i ówdzie są wiersze cale niebieską 
lub zlotą farbą pisane. Inicyały są niebieskie lub złote. 
Od złotych biegnie między kolumnami cienki żółty sznu- 
reczek rysowany piórkiem, gnie się i kończy zakrętami. 
Jestto kaligraficzny ornament. Od linij niebieskich wy- 
snuwa się czerwona taka filigranowa ozdóbka. Inne li- 
tery są wykonane złotą blaszką z wyciśniętemi rozet- 
kami, punkcikami i t. p. a ich tło tworzą smugi z róż- 
nych barw to w pionowym, to w horyzontalnym, to 
skośnym kierunku i te nie mają kaligraficznych wąsów. 
Na nich ztoty subtelny, filigranowy ornamencik roślinny, 
wzorowany na delikatnych i smukłych trawkach, które 
zdobi parę zaledwie listków i roślinne wąsowate skręty 
lub niekiedy inne wzory symetryczne i artystyczne. 
Motywy powtarzają się, a tu i ówdzie opuszczono 
miejsca na inieyał. 
Kodeks pisany w poszytach ośmiokartkowych a na 
końcu każdego pionowo na linii kolumnowej początek 
dalszego poszytu. 
Charakter pisma przez to, że niema krzywizn a tem 
samem pozornie zbliża się do karolingskiej minuskuły, 



 


. 


. 


. 


. 


-" 

 " 
c 
;;;:::::= J. 

 " 

- ' 
-"':_ r- 

 rl 

 3 
- ' 
- < 


 
--...::::::::=: 0 

'" 
;:::::::: D 

 D 

 
 

'" 

 
 

 P1 

 ,
		

/Czasopisma_105_09_03_053_0001.djvu

			ł 
, 


. 


_lU 

 " 
" 
;;:::::= .JI 

 ru 

- 
 

 
 

 fU 

 " 
_ er 
- CI 

 
 
--...:::;::::: C 

'" 

 O 

 " 
=- " 
--=" 
lilii;-. UJ 

 
 

 P1 

 7 


. 


449 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA 


45 0 


spowodował zapewne, że kodex zapisano w katalogu, 
jako zabytek XIII w. Bezimienny autor broszury: Z Bi- 
bliotek Rosyjskich (Kraków, 1898, wyd. Przeglądu Pol- 
skiego, str. 40) nazywa go Ewangeliarzem z XIII lub 
XIV w. Trzeba iść dalej i przyjąć, że to produkt początku 
drugiej połowy XV w. Pismo samo ma analogie z dato- 
wanymi kodeksami tego wieku i odważylbym się zestawić 
je z typem podanym w P r o u: Manuel de Paleog1'llPhie, 
Paris, 1892, pl. XIX, zaczerpniętym z francuskich za- 
bytków pomimo znacznych różnic. Podobny wzór pi- 
sma spotykamy jeszcze w kodeksie Biblioteki publicznej 
w Petersburgu Lat. Q. v. I. Nr. 72, pochodzącym z Bi- 
blioteki katedralnej krakowskiej. Zresztą charakter pi- 
sma nie może stanowczo rozstrzygać o czasie powstania 
miniatur. Te jakkolwiekbądź nie mogą pochodzić ani 
z XIII ani z XIV w. Jestto szkoła Van Eycka, która 
tyle wyprodukowala miniatur XV w. pod względem 
artyzmu nie przewyższonych. Uczniowie Memlinga, van 
der Weydena głównie przyczynili się do tej ich świet- 
ności. (Zob. szerzej 1- H e n r y YI i d d l e t o n. Jlluminated 
Manuscri/Jts zn classzcal and mediaeval tz"mes. Cambridge 
1892, str. 16S-167). Realizm w naśladowaniu bez- 
względnem natury i człowieka, jego wyrobów i oto- 
czenia, to wybitna ogólna cecha całej sztuki flamandz- 
kiej. Na tym samym obrazie wybornie przedstawiony 
pod postacią Ewangelisty pisarz oglądający pióro na 
równi z draperyą, książką, oknem, posadzką, wszystko 
równorzędnie, objektywnie obserwowane i studyowane 
z osobna. Niema względu nawet na przeszłość. \Vszystko 
w nowożytne m otoczeniu. Świat klasyczny nie rzucał się 
miniaturzyście w oczy, bo na jego ziemi go nie było. Wy- 
obrażał on sobie przeszłość według analogii współczesnego 
życia: Forum otoczone gotyckimi budynkami, Hannibala 
biesiadującego w mieszkaniu, gdzie wisi zegar z wagami 
a Ewangelistów przy gotyckich biurkach w współcze- 
snym kostyumie tak dobrze, jak Cezar i Kleopatra. To 
ogólne podobieństwo, zasadnicze, najważniejsze. dowo- 
dzące, że mamy do czynienia z produktem flamandzkiej 
cywilizacyi. Porównajmy n. p. miniaturę naszego ko- 
deksu z modlitewnikiem Maryi Burgundzkiej w British 
Museum ze szkoły van Eycka (publikowany wzór jej 
w dziele: 1- o. W e s t w o o d PaleograpItia sacra Pictoria, 
London b. d.) Tam także są wzory z modlitewnika Bony 
w British museum - arcydzieła miniaturowej sztuki z her- 
bami ziem polskich, z Orłem oraz Pogonią, oraz z mo- 
dlitewnika Zygmunta I, fałszywie zwanego modlitewnikiem 
Zygmunta IlI). Robota równie subtelna i delikatna w du- 
chu uwydatnionych pojęć flamandzkiego malarstwa. Też 
same drobne rozmiary i mimo tego każdy szczegół 
opracowany. W scenie przedstawiającej pisarza podobnie 
jak w naszej miniaturze perspektywa równie wyborna, 
ściany gołe z ciosów czy cegieł, czy też w taki wzór 
malowane, podobnie opracowana architektura mebli. Pi- 


smo nawet podobne. Tam także takie samo I przycze- 
pione do miniatury, lecz tylko z popiersiem Chrystusa, 
kopiowanem z obrazu van Eycka w Berlińskiem mu- 
zeum, tego samego jednak typu. Jak modlitewnik Maryi 
Burgundzkiej należy do najlepszych dzieł sztuki, tak 
i nasza miniatura obok niego zająć miejsce powinna. 
Krom techniki miniaturowej, wspólnej obu kodeksom, 
w naszej miniaturze pojawia się inna: en grisaille. Te- 
chnika ta gra znaczną rolę w malarstwie miniaturowem 
XIV w. we Francyi i istnieje do końca w. XV. Kolor 
jej delikatny, szaro-niebieski (M i d d l e t o n str. 137) po- 
dobnie, jak w naszym kodeksie i równie światła za- 
znaczone białą farbą. Ta sama technika przejęta we 
Flandryi w późniejszym nieco rozwoju. fl1amandzkiej mi- 
niaturowej sztuki zyskała powszechne zastósowanie. To 
samo złoto do uwydatnienia świateł i tam w użyciu 
obok białej farby. Kwiaty a przedewszystkiem poziomki 
rozłożone na barwnym gruncie są także cechą flaman- 
dzkich miniatur późniejszego stylu, stylu rozkwitu (Cf. 
W O l t lU a n n i \V o e r m an n. Gesc/lichte der 111alerei. 
Leipzig, 1882, t. II. str. 63- 6 S). 
Zatem: nasze Ewangelistarium to jeden z pierw- 
szych kodeksów tej miniaturowej sztuki, która w X V 
i XVI w. doszła do doskonałości i zgasła. 
lamy z tej 
epoki znakomite dzieła w Krakowie, \Varszawie, Lon- 
dynie, są one jednak późniejsze, gdyż nasz kodeks 
uważamy za dzieło z tej samej epoki, co zestawiany 
z nim modlitewnik Maryi Burgundzkiej, za dzido pierw- 
szej części drugiej połowy XV w. 
\\T tym czasie dostał się zaraz do Polski, bo tru- 
dno przypuszczać, by w Polsce był wykonany. Że tak 
było, dociec można dzięki notatom na książce. N a pierw- 
szej karcie zanotowano: Ex libris ecclesiae parol'hiali
 
Drzewicensis. Connotatum anno I677. Kościół w Drze- 
wicy (powiat opoczyński, na starej drodze z Krakowa 
do Warszawy), pod wezwaniem św. Łukasza erygowany 
prawdopodobnie w końcu XIII w., odnowiony lub wy- 
kończony był przez braci Mikołaja, kustosza sandomier- 
skiego i Jana proboszcza warszawskiego Drzewickich 
r. 1462. (:"'1ownik geograficzny, t. II, str. 182). Tego 
to Mikołaja podpis niewątpliwie mieści się na tylnej 
okładce. t) Odnowiwszy kościół zaopatrzył go w księgi. 
Jedną z nich był właśnie nasz Ewangeliarz, inna do- 
chowała się także i mieści się w Bibliotece publicznej 
(Lat. v. I. Nr. 8 S), lecz już polskiego pochodzenia, choe 


l IV Rodowodzie Ciolków na Drzewicy czytamy: »Boguslaus 
Andree filius ex Beata de domo Gi-iffonum procrcavit Nicolaum. 
rcgni vicecancellarium; item Joanncm prepositum \Varsovicnsem 
et Clemcntem Poznaniensem canonicum; item Jacobum Hispanie- 
et Pe/rum Gallie milites. Obiit autem anno domini 1416. Jacobus 
Boguslai hereditat in Drzewicza et Petrus in Glussko in terra 
Lublinensi, Ffrąnczusz appellatus est. Jacobus vero hcres in Drze- 
wicza Nicolaum et Felicem sacerdotes titulis digne insignitos, et 
Jacobum laicum hereditati superstitcm procreavit, et obiit anno
		

/Czasopisma_105_09_03_054_0001.djvu

			r 


45. 


MINIATUHY RĘKOPISÓW POI.SKIEGO POCHODZENIA 


znać wplywy flamandzkie. 13ylo ich zapewne więcej. Te 
dwa kodeksy jednak, oba prawie z tej samej epoki, pol- 
ski może późniejszy, są dla historyi sztuki z tego jesz- 
cze wzgl
du pouczające, że dómaczą nam, jak si
 to stalo, 
że miniatm-y w Polsce wykonane wykazują wplywy 
flamandzkie. Sprowadzone niewątpliwie księgi z Flandryi 
oddzialywaly na pracownie illuminatorów, którzy silili 
się, by robić konkurencyę zagranicznemu towarowi, 
a przynajmniej dostrajać się na ich wzorze do po- 
wszechnej mody. \\' jakim stosunku do tych minia- 
tur są freski kaplicy ruin zamku w IJrzewicy, o któ- 
rych podaje wiadomość .Wownik geograficzny, me 
wIemy. 
Istnienie dwu kodeksów ilIuminowanych w kościele 
parafialnym wiejskim lub może już miasteczka niedawno 
ze wsi przeistoczonego, z których jeden jest dzielem 
wysokiego artyzmu, świadczą także nietylko o zamilo- 


domini 1460_. (AEon. Pol. T. llI, str. 271). Przy takich stosunkach 
z Francyą nic dziwnego, że rękopis flandryjski, czy też francuski, 
co w tych czasach nieledwie na jedno wychodzi, został przez je- 
dnego z Drzewickich przywieziony do Polski i złożony w kościele 
w Drzewicy. Kto wie nawet, czy ten Pctrus nie był w służbie 
książąt Burgundzkich coby się z Gallią naj zupełniej godziło. 
Sądzimy przytcm, że artystyczna wartość kodeksu, o ile są- 
dzić można z reprodukcyi (fig. 23) jest nieco przeceniona. Należał 
on się zdaje do flandryjskich kodeksów miniaturowych przeciętnej 
wartości, chociaż to nie przeszkadza, że jest dla nas bardzo inte- 
resujący. Co do wpływu, jakie mieć mogły pojedyncze okazy tego 
rodzaju na nasze właśnie miniaturowe malarstwo, to zapominać 
nie można, że cały nastrój czasu temu wpływowi odpowiadał i że 
niektóre jego charakterystyczne cechy, o ile to dotyczy naturalizmu 
i krajobrazu, zjawiają się w Niemczech tam nawet, gdzie o bez- 
pośredniem flandryjskim wpływie nic może być mowy, nie mówiąc 
o tem, że wpływ malarstwa flandryjskiego w najszerszem tego 
słowa znaczeniu, za pośrednictwem Niemiec naj silniej na nas od- 
działywał. 
Miejmy nadzieję, że praca Dra Kopery, której trzecią i osta- 


45 2 


waniu, ale równie o wyrobionym smaku w Polsce z koń- 
cem XV w. 
Przedstawiliśmy wiadomość o kodeksie wloskiej 
sztuki niepospolitym zapewne z XIV w. i wspominali- 
śmy o kodeksie z XV w. tej samej wloskiej szkoly, 
oba z pólnocno-wloskiej najprawdopodobniej pracowni, 
obecnie produkt sztuki flamandzkiej nabyty nie przez 
amatora i zbieracza, ale do użytku nowo odbudowanego 
kościola, niemniej obok dwu powyższych jest dowodem 
zapotrzebowania artystycznych dziel pierwszorzędnej 
wartości i rozmilowaniu w nich, pomijając jednak ten 
wzgląd na historyą kultury, ze stanowiska historyi 
sztuki stwierdza się, co poprzednio pisaliśmy, że w ba- 
daniu wplywów na wyrobienie się malarstwa na pol- 
skim gruncie należy przedewszystkiem brać pod uwagę 
sprowadzane kodeksy polskich zbiorów, badać je i opi- 
sywać na równi z księgami polskiego pochodzenia. 


tnią część, obejmującą w. XV] pomieścimy w następującym tomie 
.sprawozdań - będzie zapowiedzią i początkiem dalszych prac na 
tern samem polu. Badania dotyczące malarstwa miniaturowego są 
na porządku dziennym nauki. Z inicyatywy proC. wiedeńskiego 
Uniwersytetu Franciszka Wickhoffa rozpoczętą została inwentary- 
zacya wszystkich miniaturowych rękopisów w bibliotekach austrya- 
ckich, z zamiarem opracowania ich naukowego i wymaganiom 
historyi sztuki odpowiadającego katalogu. Za tym, będącym już 
w toku i skrzętnym ruchem, odnoszącym się jak dotychczas do 
zabytków wiedeńskich i przechowywanych w wielkich opactwach 
Austryi wyższej i niższej, Styryi, Tyrolu i Czech, a mającym 
w przyszłości i w zakreślonym z gMy programie objąć i Kraków, 
nie możemy pozostać w tyle. Z kolei po pracy Dra Kopery nad 
miniaturowemi rękopisami pochodzenia polskiego w bibliotece ce- 
sarskiej w Petersburgu, powinniśmy się zająć opisem w takiż sam 
spos(,b i publikacyą miniaturowych kodeks6w biblioteki kapitulnej 
i biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Nikt obcy za nas tego 
w sposób zadowalniający nasze wymagania i cele naszych własnych 
badań - zrobić nie jest w stanie. Do tego trzeba znać nasze dzieje 
i rozumieć ich stosunek do zabytków. (Przyp. Red.)
		

/Czasopisma_105_09_03_055_0001.djvu

			DRZEWORYTNICTWO U NAS 


I. DRZE\Ą'ORYTY LUDO\ĄTE; II. DRZE\VORYTNICTWO I KOŁTRYNIARST\Ą'O \\' POLSCE; 
III. KULTURA LUDU 


MARVANA SOKOŁOWSKIEGO. 


PRZEZ 


I. Drzeworyty ludowe. 
P. Stanisław \Yitkiewicz nadesłał nam odbitki drze- 
worytów ludowych, odciśnit:;tych z oryginalnych drzewek 
znajdujących sit:; w zbiorze p. Dembowskiej w Zako- 
panem. Drzewka te czyli mniej ściśle mówiąc klisze po- 
chodzą z Płazowa koło Narola w powiecie Cieszanow- 
skim. Odbitek jest razem 22. Mają one dla nas, jak 
zobaczymy, niepośledni interes i zasługują ze wszech 
miar na bliższe zbadanie. Mimo tak znacznej ilości wy- 
mienimy je po kolei i postaramy sit:; dać o nich w naj- 
krótszych o ile możności słowach wyobrażenie, publi- 
kując ich czt:;Ść najważniejszą. 
1.) (Fig. 1.) Zbiorowe sceny z ksit:;gi Rodzaju: pier- 
wsi rodzice, raj z grzechem pierworodnym, praca Adama 
po grzechu, zabójstwo Abla i arka Noego, to wszystko 
przedstawione razem w dwóch rzt:;dach jeden nad dru- 
gim. Pod rzt:;dem pierwszym biegnie napis: ZA V PIER- 
WEY ADA:\IA... I IE\VE Z BOKV lEGO I PRO- 
\VADZI ICH DO RAYV y ODDAŁ... Kiedy sceny 
ułożone są chronologicznie od strony lewej ku prawej, 
to napis czyta sit:; odwrotnie w kierunku przeciwnym. 
Wymiary: 39'5 cm. szerok.; 32 cm. wysoko 
2.) (Fig. 2.) Chrystus na tronie (ruski), jako Ma- 
lestas DOlll£ni, z ksit:;gą otwartą, błogosławiący. Stopy 
jego spoczywają na dywanie o wzorze z ukośnie usta- 
wionych kwadratów. \ĄT około ramka w kształcie bramy 
zakończonej u góry łukiem w formie spłaszczonego 
oślego grzbietu, wspartym na słupach pit:;trzących sit:; 
jedne nad drugiemi, mających bazy i rodzaj wspólnego 
kapitelu. U spodu napis kursywą pochyloną: SPasytel 
swaty I838. \Ą' ymiary: 3 I cm. wys., 18 szer. 
3.) Chrzest Chrystusa (ruski ?). Chrystus ma stopy po- 
grążone w wodzie i rt:;ce złożone na piersiach. Na prawo 
św. Jan w wielbłądziej skórze trzyma krzyż procesyo- 
nalny w lewem rt:;ku a prawą leje wodę z miseczki na 


Chrystusową głowt:;. Na lewo anioł z rozpostartem prze- 
ścieradłem. U góry wśród obłoków i promieni gołąb 
Ducha Św. i czterech skrzydlatych Cherubów. Na tle 
roślina i drzewko. Rysunek nieudolny. \\'ym.: 3 I cm 
wys.; 19 cm. szer. 
4.) Wieczerza Pańska (Fig. 3.). Izba ma cztery 
okna półkolem zakreślone, a mit:;dzy niemi na ciemnem 
tle wisi świecznik o dwóch gromnicach zapalonych. Strój 
przykryty wzorowanym obrusem. Stroje niektórych apo- 
stołów również wzorowane, a ich nimbusy koliste i za- 
słaniające tło. Chrystus w kole nimbusu ma zt:;batą 
aureolt:;. Napis u dołu: \Ą'IECZERZA PANSKA PRZY 
STOLE Z APOSTOŁAMI I R. I P. I 183... Wymiar: 
37"5 wys.; 30 cm. szer. 
5.) Chrystus na krzyżu w cierniowej koronie (Fig. 4.) 
Nogi przybite jednym gwoździem. Na ramionach krzyża 
zawieszona zasłona, obszyta frendzlami. Po dwóch stro- 
nach na ziemi symetrycznie sobie odpowiadające róże, 
wśród kwiecistej roślinności. Na tle wota w formie nogi 
i serca. Wymiar: 14 cm. wys.; 8 szer. 
6.) Chrystus na krzyżu z Magdaleną chylącą sit:; 
ku jego stopom. (Fig. 5.). Marya z mieczem wetknit:;- 
tym w piersi i Jan z rt:;koma podniesionemi. Krzyż ma 
podstawt:; o dwóch stopniach z głową Adama u pod- 
nóża. Pod ramionami Chrystusa dwa serca z monogra- 
mami Jezusa i Maryi. Na tle kościół z barokową wieżą. 
Wym.: 29 cm. wys.; 20 cm. szer. 
7.) Chusta zawieszona na dwóch gwoździach (Fig. 7.). 
W środku rozpostarte ciało Chrystusowe w cierniowej 
koronie z promienistą aureolą, kroplami krwi pokryte - 
bez krzyża. U dołu w lewym rogu przewrócony kielich 
mszalny, z którego bucha krew, rozchodząca sit:; w dwa 
potoki i w kilka tryskających w górt:; strumieni. Z tych 
ostatnich każdy unosi twarz Chrystusa o spuszczonych 
oczach, spadających ku dołowi włosach, uwieńczoną cier- 
HO
		

/Czasopisma_105_09_03_056_0001.djvu

			455 


,- 


45 6 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


mem i otoczoną kolistą aureolą. U dołu napis: PRA- 
WDZIWE WYLANIE KIELICHA KRFI PRZENA YS. 
1831. Wym.: 29 cm. wys.; 18 szer. 
8.) Pieta. (Fig. 6.). Na piedestale Mal-ya trzymająca 
na kolanach zwłoki zdjętego z krzyża Chrystusa. Płaszcz 
wzorzysty Maryi obejmuje całą grupę i skupia ją 
w jedną całość. Na głowach korony i koliste nimbusy, 
otoczone promienną aureolą. Nad grupą trzy konary 
rozłożystego liściastego drzewa. Tło wypełnione sze- 
ścioma kółkami z kwiatkiem wyciętym wewnątrz. U dołu 
początek napisu: NA YST... Ramka ozdobna wokoło. 
v"'ymiary: 29 cm wys., 20 cm. szer. 
9.) Koronacya Naj św. Palmy (ruski ?). Bóg Ojciec 
w trójkątnym nimbusIe i Chrystus z wielkim krzyżem 
na ramIemu, kładą na głowę Maryi koronę. U góry 


pułami. Na tle gwiazdki i kółka z kwiatkami w środku. 
U spodu napis:, S. PIO...A I P.-\\\'LA 'N:... Wy- 
miary: 3 I cm. wys., 19' 5 szer. 
13.) Ś. Antoni Padewski z dzieckiem na prawem 
ręku i kwiatem w lewem (Fig. 9.). Habit pokryty wiel- 
kimi kwiatami. U dołu z jednej strony jodła, z drugiej 
kościołek dachówką kryty, U stóp świętego kamienne 
flizy i przypadłości gruntu pokryte roślinnością. Na 
ramce kolistym łukiem u góry zakreślonej, serca pło- 
mieniste i oczy na tabliczkach, jak wota. Poniżej orna- 
ment z róż czworolistnych i stylizowanych kwiatów, 
a nad nim napis: CVDO\VNY OBRAZ S... ZIA- 
WIONY NA GUZE RAD(ecznicy) ROKV P. 1662, 
Wymiary: 3 I cm. wys., 18 szer. 
14.) Ś. Antoni w nieco zmienionej formie (Fig. 10). 
Z dwóch jego strcn wyrastają symetryczne kwia- 
ty. Rama z oślim grzbietem łuku wspartego na 
dwóch rzędach impostów. U spodu napis: °38 I 
(1830). S. ANTONIEGO RAUE(cznickiego). Da- 
lej w rogu monogram M. K. V"T ymiary: 16 cm. 
wys., 14 szer. 
15.) Ś. Jerzy na koniu zabijający smoka (Fig. 
I I), ze S. Heleną klęczącą na dachu domu, który 
widać na prawo. Na głowie świętego hełm jakby 
skórzany z pióropuszem, a na jej głowie korona. 
Koń jabłkowity, czaprak ornamentowany. U dołu 
drzewko i ziemia pokryta roślinnością. \V rogach 
górnych obłoki i oko Opatrzności. Powietrze wy- 
pełnione kółkami z kwiatkiem w środku. U góry 
w dwoch rzędach napis: OBRAZ S\\"IENTIGO 
IRZEGO. Wymiary: 37'5 cm. wys., 30 szer. 
16.) Ś. Ś. Katarzyna i Barbara (Fig. I 3.), 
obie w koronach, pierwsza z mieczem, palmą i ko- 
łem męczeńskiem u stóp, druga z mieczem i kie- 
lichem mszalnym w dłoni; pierwsza ma płaszcz pokryty 
gwiazdami a druga suknię w paski czarne i jasne na- 
przemian. W rogach i w środku u g6ry wielkie wycinki 
z kółek z kwiatami. Między postaciami świętych biegnie 
linija, tak, jakby dla oznaczenia, że je moŻna oddzielić 
i z jednej ryciny ntworzyć dwa obrazki. Wymiary: 39 
cm. wys., 32 szer. 
I 7.) Ś. Kazimierz królewicz (.Fig. 14.). Suknia o kwie- 
cistych wzorach gronostajami obszyta, na szyi krzyż, 
w obłękach korony dwa orły jednogłowe. Nim- 
bus sercowej formy z gwiazdami wokoło. Święty w roz- 
postartych rękach trzyma gałąź kwiecistą i krzyż. U dołu 
na trawiastym gruncie dwa kościołki. W rogach gór- 
nych obłoki i oko Opatrzności. Napis: W (zzerunek) S. 
KASIMI... RSA... Wymiary: 3 I cm. wys., 19 szer. 
18.) Ś. Onufry na pustyni (ruski). Nagi i opasany 
wieńcem z liści Długa broda i włosy przykrywają go 
do połowy. Klęczy on na kamieniach z rozpostartemi 
rękoma. U góry dwaj aniołowie, jeden kładzie na głowę 


l 
. 
 
... 1..... 
.;;ir;:'- - 
... -r
 
. ,....
 
4\ c:
 
:
>'.. 
i , 
ir
 
. . d\ 


Fig. l. Pierwsi rodzice w raju, zab6jstwo Abla i arka Noego. 
drzeworyt ludowy z Płazowa. 


Duch św. w obłokach. Początek napisu u spodu: W... 
S... K... Wymiary: 31 cm. wys., 19'5 szer. 
10') Matka Boska z dzieciątkiem (ruski ?). Wzorzysty 
płaszcz spada jej z głowy, na której korona trzymana 
przez dwóch aniołów z palmami Dziecko trzyma książkę 
z krzyżem na oprawie. Wymiary: 29 cm. w., 20 szer. 
II.) Matka Najświętsza z Dzieciątkiem i berłem 
w prawem ręku, jako królowa niebios (Fig. 8.). Xad 
głową Jej wielka korona, którą podtrzymują dwa nagie 
aniołki wsparte na obłokach. Z pod korony spada 
płaszcz szeroki kokardami spięty i od niego biegną 
w poprzek wstęgi krzyżujące się i takiemiż kokardami 
opatrzone na spojeniach. Wymiary: 39'5 cm. wys., 
3 1'5 szer. 
12.) Św. Piotr i Paweł (ruski). Piotr z dwoma klu- 
czami, a Paweł z mieczem i księgą. Między niemi wię- 
kszą część ryciny zajmuje widok cerkwi z trzema ko- 


\ 
1 
{
		

/Czasopisma_105_09_03_057_0001.djvu

			457 


DRZEWORYTNICTWO U NA 1>. 


45 8 


. I 


Świętego koron
, a drugi podaje mu komunię w obu 
postaciach. Ziemia pokryta kamieniami i roślinnością 
z gałązkami zwróconemi na dól, leży na niej księga 
i sterczy krzyż, prócz tego kilka drzew na lewo i prawo. 
U spodu napis odwróconą kursywą: I836 Prawdziwy 
wizerunek S. Onufrego. Wymiary: 30'5 cm. w., 20 sz. 
19.) S. .Mikołaj w formie zachodniej (Fig. 15.), jako 
biskup. U stóp jego konik i chłop modlący się. Z boku 
główki dzieci, wyglądające z wanienki. W rogu gór- 
nym na prawo oko Opatrzności. Wymiary: 15'75 cm. 
wys., 10 szer. 
20.) Ś. Mikolaj (ruski) (Fig. 16.) w bogatym stroju 
archireja, trzyma posoch i błogoslawi. Kolo niego po- 
dwórzec monasteru z bramą kopulastą i krzyżem. W o- 
błokach unoszą się patroni tej zagrody, święty jakiś 
z księgą i święta mniszka ze zwitkiem pergaminu. 
U stóp świętego z jednej strony troje nagich dzieci 
w wanience, a z drugiej modlący się czlowiek z kijem, 
tudzież dwoje zwierząt klacz i źrebię. Ramka ornamen- 
towana. U spodu napis: O(braz) S. MIKOLA y A CU- 
DOSTORCA. Wymiary: 30'5 cm. wys., 20'5 szer. 
21.) Ś. Mikołaj (ruski) (Fig. 17.) z księgą, błogo-o 
sławi. Z dwóch stron jego głowy na tabliczkach napisy 
cyrylicą: na lewo CT. łlłIKOM1... na prawo niewyraźne 
litery. \\'ymiary: 20 cm. wys., 14'5 szer. 
22.) 'vVazon czy kosz pleciony, z którego wyrasta 
krzak róży rozpościerający gałęzie, liście i kwiaty po 
całej przestrzeni. U dołu gałązki róż i dzwonków pol- 
nych. (Fig. 18.). \łvymiary: 30 cm. wys., 3 1'5 szer, 
Z tych 22 rycin, publikujemy tylko 17, jako naj- 
bardziej charakterystyczne. Wyliczyliśmy je i opisali 
odpowiednio do porzadku treści, zaczynając od ksiąg 
Rodzaju, przedstawień z życia Chrystusa, Maryi i świę- 
tych, wspólnych obu kościołom, jak Piotr i Paweł i naj- 
ważniejszych, a potem zachodnich, nakoniec wschodnich 
i zakończyliśmy ten katalog przedstawieniem dekora- 
cyjnego i z kultem się pod żadnym względem nie wią- 
żącego ornamentu. Pięć z naszych drzeworytów było 
już publikowanych w Wiśle (T. VIII, T. IX i T. XIV): 
Spasytel fig. 2, Królowa niebios fig. 8, Ś. Antoni wię- 
kszy i Ś. Antoni mniejszy fig. 9 i 10, tudzież Ś. Mikołaj 
fig. 15, o czemśmy się dowiedzieli już po wykonaniu 
naszych klisz. Pozostałych 12 publikujemy poraz pier- 
wszy. Ryciny nasze co do wielkości dadzą się podzielić 
na trzy grupy. Do pierwszej należą Nr. I, 4, I I, 15, 
16, 22, razem rycin 6, których wielkość, objęta 
granicami 39 cm. wysokości i mniej wi
cej 32 cm. 
szerokości - dowodzi, że przeznaczone były do przy- 
bicia na ścianie. Grupa druga, składająca się z rycin 
stosunkowo średnich wymiarów i do których zaliczyć 
można Nr. 2, 3, 6, 7, 8, 9, 10, 12, 13, 17, 18 i 20, 
razem rycin I 2 nie przechodzi 3 I cm. wysokości i 29' 5 
szerokości i przeznaczona być mogła do tegoż samego 


\ 
1 

 


użytku. Grupę trzecią ostatnia stanowią tylko 4 ry- 
ciny, Nr. 5, 14, 19 i 2 I. Nie przekraczają one roz- 
miarami 20 cm. wys. na 14 szerokości, a najmmeJ- 
sza z nich Nr. 19 ma tylko 14 cm. wys. na 8 szer. 
Zapewne przyklejały się na pokrywach skrzyń, a na- 
wet ostatnia wkładała się prawdopodobnie do książek 
nabożnych. 
Klisze są wykonane w drzewie lipowem. Grubość 
drzewek wynosi od 13 mm. - 28 mm, co żadnego 
związku nie ma z ich rozmiarami, najmniejsze nawet 
są stosunkowo najgrubsze. Na jednej i tej samej desce 
są wycięte wszystkie ryciny większe, Ś. Jerzy z Wie- 
czerzą Pańską. Księgi Rodzaju z Królową Niebios, Ś. 
Antoni większy i Spa- 
sytel, Pieta i Chusta 
z ciałem Chrystuso- 
wem i z kielichem 
krwią buchającym, 
Madonna z dzieckiem 
i Ukrzyżowanie z :.\Ia- 
gdaleną, M:aryą i Ja- 
nem, Ś. Onufry i S. Mi- 
kołaj większy jako ar- 
chirej, Chrzest Chry- 
stusa i Ś. Kazimierz, 
Ś. Ś. Piotr i Pa weł 
i Koronacya Najśw. 
Panny, Ś. Ś. Kata- 
rzyna i Barbara i Wa- 
zon z kwiatami. Je- 
dno z tych przedsta- 
wień jest wykonane 
na jednej, a drugie 
na odwrotnej stronie 
tego samego drzew- Fig. 2. .Spasytel świ«;ty«, drzeworyt ludowy 
ka, tak, że przy 22 z Plazowa. 
rycinach mamy klisz tylko I 3. Zestawienie tych przed- 
stawień jest zupełnie przypadkowe, patron ruski tworzy 
parę z łacińskim, cerkiew odpowiada kościołowi, orna- 
ment świecki łączy się na tem samem drzewku ze świę- 
temi patronkami, co najlepiej dowodzi tegoż samego 
rodzaju zbytu i tej samej publiczności, dla której te 
ryciny były przeznaczone, nie mówiąc już o wspólnym 
im wszystkim charakterze. 
Ks. Stojak, proboszcz w Plazowie, udzielił p. Wit- 
kiewiczowi odnośnie do tych klisz następującego obja- 
śnienia: «Drzeworytnik był tu jeden tylko nazwiskiem 
Maciej Kostrycki, urodzony koło r. 18 I 5. Vv' metrykach 
nie mogłem znaleźć ani daty jego urodzenia ani śmierci. 
Ludzie tu nie wiedzą, kiedy umart Jego syn Maciej 
także, tegoż samego co ojciec imienia, urodzony w r. 
18 37 zmarł w r. 1899. Z płyt pozostałych po ojcu od- 
bijał on obrazy na papierze w różnych kolorach. Z jego
		

/Czasopisma_105_09_03_058_0001.djvu

			459 


- 



 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


4 6 0 


smtercią drukarnia przestała istnieć. Naturalnie to wszy- 
stko ręcznie odbijano, róznemi farbami malowano drze- 
woryt, na którym kładziono papier. Takich odbitek 
moznaby tu wiele znaleźć, gdyz te do r. 1899 na wielką 
skalę' się między ludem rozchodziły, ale trzebaby 
dopiero szukać. Najwięcej podobno odbijano Ś. Miko- 
łaja, jako patrona od zarazy bydlęcej«. P. Witkiewicz 
dodaje do tego słuszną. uwagę: «Poniewilz większość 
płyt już od r. 1891 znajduje się w zbiorze pani Dem- 
bowskiej i tylko parę z nich, a między niemi Ś. Mi- 
kołaj w obu warjantach, dostały się tu dopiero przed 
dwoma laty, prawdopodobnie więc ten Ś. Mikołaj, z ra- 
cyi swego znaczenia w gospodarstwie, był odbijany do 
ostatnich czasów. Ks. Stojak opisuje taki sposób odbi- 
jania tych obrazów, jakby to były druki kolorowe. 
Zdaje się jednak, że wydrukowany drzeworyt koloro- 
wano następnie kleksami jaskrawej farby. Pamiętam 
takie drzeworyty na Litwie. Szczególniej Ś. Jerzy był 
tam rozpowszechniony a kolorowany czerwoną i zieloną 
barwą«. «W zbiorze pani Dembowskiej, mówi dalej p. 
Witkiewicz, znajduje się odbitka z drzeworytu, wyko- 


Fig. 3. Wieczerza Pańska, drzeworyt ludowy z prazowa. 


nanego tąŻ samą techniką, przedstawiającego Janosika 
i jego towarzysza Baczyńskiego. Podobne drzeworyty 
ozdabiają słowackie ksiązki ludowe: Lucydar to jest 
"kratke wypsani o pocatku a stworeni wsiech wCći" 
i stepy Mtadence, drukowane w Uh. Skalici.. «Lucydar», 


drukowany gotykiem, jest encyklopedyą krótką, zawie- 
rającą całą wiedzę od Boga do «kralowstwi Polske». 
WszakZe nietylko w Płazowie i na Litwie, czy na pod- 
górzu karpackiem z pół- 
nocnej lub południowej 
strony, ale w wielu in- 
nych okolicach kraju takie 
drzeworyty wyrabiano. P. 
Zygmunt Glogier posiada 
kilka ludowych klisz drze- 
worytniczych z Mazowsza, 
jak się zda je, z których 
jedna przedstawia Ś. Pio- 
tra. Zbiory Pawlikowskich 
we Lwowie mieszczą zna- 
czną ilość drzeworytów te- 
goz samego rodzaju i kto 
wie, czy nie powstałych 
w części przynajmniej 
w granicach Królestwa 
polskiego. W l\1uzeum Fig. 4. Chrystus na krzyżu, drzeworyt 
XX C k . h . ludowy z prazowa. 
. zartorys tC zna J- 
duje się cały szereg rycin mających, jeżeli nie ten sam, 
to bardzo pokrewny charakter, jak to wkrótce zoba- 
czymy. Nakoniec, co najwazniejsza, nieoceniony Am- 
brozy Grabowski, do którego miscellaneów zawsze za- 
glądać trzeba, skoro się ma do czynienia z objawami 
kultury i sztuki na naszej ziemi, chociazby tak naiwnej 
jak ta, która nas obecnie zajmuje - jeszcze w połowie 
zeszłego stulecia kreślił następujące słowa: Koldrami 
lud wiejski koło Krakowa nazywa obicia papierowe, na 
ścianie chat zawieszone, z wyobrażeniem zwierząt, pta- 
ków, kwiatów i t. p. Są to odciski z form na drzewie 
rzniętych, grubo kolorowane. Teraz jeszcze włościanie 
we wsi Bobrek koło Krakowa, trudnią się tą robotą 
i taki artysta sam wyrzyna, wytłacza, koloruje i na 
sprzedaz po jarmarkach i odpustach roznosi .grubo wy- 
robione obrazki świętych» l. Jeden obrazek taki, pocho- 
dzący z Bobrka publikujemy óbok dla porównania we- 
dług egzemplarza znajdującego się w Muzeum Czarto- 
ryskich (Fig. 20). Przedstawia on koronacyę Najświęt- 
szej Panny i mimo wszystkich w oczy wpadających 
różnic pod ikonograficznym względem ma wiele rysów 
wspólnych z koronacyą opisaną wyżej z Płazowa Nr. 9. 
U spodu czytamy napis: WIRAZ - SWETI TROICI - T. 
W. R. 1833. 
Płazów, po rusku Płaziw, niekiedy zwany Błazów, 
leży przy ujściu Tanwi do Wisły wśród ludności mie- 
szanej polskiej i ruskiej. Jest to miasteczko powstałe 
w XVII w. koło r. 1614 za panowania Zygmunta III. 
Tymczasem wieś Bobrek w powiecie Chrzanowskim, 


.- 


.,.. 



 ..........---. 


. 



 


. 


t. 


· A ID b r o ż y G r a b o w s k i, Ojczyste spominki, 1845 T. I, 
str. 266. 


ł
		

/Czasopisma_105_09_03_059_0001.djvu

			t 
.1 
I 


4 61 


DRZEWORYTNICTWO U NA;;;. 


4 62 


. 


leżąca nad Wi- 
słą niedaleko 
Oświęcima, ma 
ludność wyłą- 
cznie polską i o 
wiele dawniej- 
Szą datę powsta- 
ma. Kiedy je- 
dnak cała pro- 
dukcya drzewo- 
rytnicza W Płazo- 
wie odnosi się do 

1acieja Kostry- 
ckiego, a może 
i jego syna, to 
wyroby tegoż 
samego rodza- 
ju pochodzące 
z Bobrka noszą 
ogólnikową na- 
Fig. 5. Ukrzy,:owanie z MarYI} i Janem, drzeworyt ZWę drzewory- 
lud:;wy z Piazowa. 
tów chłopskich. 
Nie może ulegać wątpliwości J że tak w Bobrku, jak 
wszędzie w innych dzielnicach i miejscowościach kraju, 
gdzie się takie drzeworyty wyrabiały, nie wszyscy 
chłopi, ani większa ich ilość, ale jakaś bliżej oznaczona 
jedna osobistość się tą produkcyą zajmowała i chociaż 
z Bobrka nas nazwisko takiego drzeworytnika nie do- 
szło, to litery T. W., u spodu publikowanej przez nas 
koronacyi, są prawdopodobnie jego monogramem i od- 
noszą się do początkowych liter imienia i nazwiska tego, 
który tę koronacyę rytował. Maciej Kostrycki położył 
litery M. K. na obrazku Ś. Antoniego, jakeśmy wi- 
dzieli, takież same znaczenie mają litery T. W. w osta- 
tnim wypadku. Jeden i drugi z tych drzeworytników 
pragnął swą własność w ten sposób, utartym i trady- 
cyjnym zwyczajem zaznaczyć, co najlepiej dowodzi kon- 
kurencyi i istnienia innych tegoż samego rodzaju drze- 
worytników. 
Z tego samego się pokazuje, że drzeworyty nasze 
nie mogą należeć do wyjątkowych rzadkości. Wszyscy 
zapewne pamiętamy obrazki i obrazy, ubarwione jaskra- 
wemi farbami na papierze, wiszące czy nalepione na 
ściany w chatach polskich. Przypominamy je sobie 
w rozmaitych okolicach kraju. Majaczeją one ze swoją 
surową barwnością przed naszemi oczyma, zdawałoby 
się, że jeszcze do ostatnich czasów, były nieodłączną 
ozdobą mi(>szkania chłopskiego zamożniejszego i w któ- 
rem znać było ład i dbałość. Ale prócz najogólniej- 
szego i zaI?glonego wrażenia nic nam więcej z tych 
wspomnień nie pozostało. Nie ulega wątpliwości, żeśmy 
je tu i ówdzie widzieli, że przedstawiały po większej 
części przedmioty święte - ale jakie były, jaki miały 



 


+ 


f 
.J.- 


- 


charakter, jaka była ich technika i wartość ich wyko- 
nania r - o tem nie mamy wyobrażenia. Płyt orygI- 
nalnych tego rodzaju wyrobów nigdyśmy nie mieli 
przed sobą i nigdy nie zastanawiali się nad ich roz- 
miarami i rodzajem. Tutaj jesteśmy w stanie zdać so- 
bie z tego - dzięki p. Witkiewiczowi - sprawę i po 
rozpatrzeniu się bliższem dochodzimy do wniosków, nie 
obojętnych wcale dla naszych studyów nad historyą 
sztuki i kultury w Polsce. 
O ile nam wiadomo, ryciny ludowe zajmowały 
folklorystów, ale nigdzie nie były przedmiotem badania 
właściwych histol-yków sztuki. 'vV ostatnich czasach zna- 
komity badacz rosyjski Nikodem Kondakow poświęcił 
wyrobom ludowych ikonów i całemu ich tak charakte- 
rystycznemu przemysłowi w wioskach Chołuj, 
Istera 
i Palech we włodzimierskiej guberni i niepospolitą pracę l, 
ale te na bizantyńsko-moskiewskich tradycyach oparte 
produkty ludowego kunsztu nie mają i mieć nie mogą 
pod żadnym względem z naszymi drzeworytami pokre- 
wieństwa. Nietylko, że technika ich i charakter są inne, 
ale i ich wyrób skoncentrowany w pewnych okreslo- 
nych miejscowościach od XVII w. i zajmujący wielkie 


Fig. b. Pieta, drzeworyt ludowy z Plazowa. 


liczby robotników pod kierunkiem jednego przedsię- 
biorcy, zupełnie jest od tego, który. nas obchodzi 


1 N. P. KQndak OW, COBpeI\leIlHOe DO!lOmeHie PYCClWI'. )[a- 
pO
HOH lIKOHOllH('H, 1901. (Ua'b IIsl\JJITHHKOB'b ,l!;peBHefł IIHcMeHHocTII 
H IICKYCCTBa. 


-
		

/Czasopisma_105_09_03_060_0001.djvu

			4 6 ') 


464 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


J?RA WDZI WEWYLANIE SKI E 
I_TG RA KB F IPR ZENAY S18
. 
1 _... ._.._ _ . .,... .... 


Fig. 7. Chusta z cudem krwi pańskiej, drzeworyt ludowy z ł'łazowa. 


różny. Tak, jak cala nasza cywilizacya, tak też i ten 
jej skromny objaw - opiera się na gruncie zachodnim 
i mimo tego, że obejmuje ryciny przeznaczone zarówno 
dla ludności polskiej jak ruskiej - tylko w świetle sto- 
sunków takich, jak na Zachodzie, w Niemczech i we 
Francyi może być wytłomaczony. 
. Drzeworyty nasze nie są i nie mogą być orygi- 
nalne, wszystkie są kopiami czy też reprodukcyami da- 
wniejszych i gdzieś może jeszcze istniejących przedsta- 
wień. Nasz kosz z kwiatami nawet nie stanowi, jak 
sądzimy, pod tym względem wyjątku. Slużyly im za 
wzór zarówno obrazy kościelne i cerkiewne, jak rzeźby 
i figury przydrożne, a nawet i może częściej, niżby się 
na pozór zdawalo, wyszle z pod rylca lepszych ryto- 
wników ryciny. W niektórych wypadkach trudno jest 
na pewno powiedzieć, czy wzór taki byl zachodni czy 
wschodni, czy szukać go należy w cerkwi czy w ko- 
ściele. Przez w. XVII i XVIII mianowicie i na zetknię- 
ciu ze sobą obu szczepów polskiego i ruskiego, wiele 
obrazów w cerkwiach unickich przybralo charakter la- 
ciński Pewne jedynie cechy łatwiejsze do odczucia jak 
do ścislego określenia zbliżać je się zdają do bizantyń- 
skiej sztuki Nazywając je ruskiemi, opatrzyliśmy to 
oznaczenie w wątpliwych wypadkach znakiem zapyta- 
nia. W każdym razie takie drzeworyty jak Chrzest 
Chrystusa, numer 3., jak koronacya N. Panny, czy ra- 
czej Trójca Ś. z tą koronacyą Nr. 9. jak nawet Matka 
Boska, Nr. 10. moglyby zarówno zdobić chatę polską 


jak ruską i odtwarzać obrazy czy przedstawienia ko- 
ścielne lub też cerkiewne. Granica ścisla z tego stano- 
wiska jest między temi obrazkami taksamo niemożliwa 
do wykreślenia, jak linia demarkacyjna mi
dzy jednym 
szczepem a drugim pod względem geograficznym. 
Sceny z księgi Rodzaju (Fig. I.) należą do jakiejś 
późniejszej i uproszczonej Biblia pauperum. Chrystus na 
krzyżu z Maryą Magdaleną i Janem (Fig. 5.) odtwarza 
oczywiście jakąś szczególniej czczoną i w drzewie rzniętą 
figurę przydrożną z jej schodkowym piedestałem, a na- 
wet może ze względu na wieniec w sercowej formie 
obramieniu, z niszą czy kapliczką otaczającą Ukrzyżo- 
wanego. Tego rodzaju wieńce powtarzaja się często 
w przedstawieniach tak zw. Ś. Virgo-fortis i pochodzą, 
jak to na innem miejscu udowodnimy, z tak popular- 
nego w wiekach średnich i tak szeroko rozgałęzionego 
kultu slawnego Volto Santo w Lucce. Pełna sobie 
właściwego a tak wybitnego charakteru Pieta (Fig. 6.) 
stawia nam przed oczyma również grupę rzeźbioną pod 
drzewami. Drzeworyt wycięty na odwrotnej stronie 
tej samej płyty (Fig. 7.), a tak uderzający niezwy- 
kłą tl-eścią, wiąże się zapewne z cudem odnośnym do 
krwi Pańskiej. Cuda tego rodzaju bardzo powszechne 
w świecie chrześciań
kim mialy zwykle za bezpośrednią 
przyczyn
 niedowiarstwo, sacrilegium, bluźnierstwo, znie- 
ważanie ciała i krwi świętej - i cieszyły się daleko 
i szeroko rozchodzącym się rozgłosem, ściągającym piel- 
grzymów i wiernych. \tV e Włoszech sławnym jest cud 
taki w Bolsena, freski w Orvieto są mu poświęcone. 
czy też w kościele Ś. Wawrzyńca w Medyolanie; we 
Francyi znajdujemy go wytkany na arasach w Angers, 
zdarzył się na ulicy Billettes w Paryiu, w Brukselli czy 
w Liege kaplica Świ
tej krwi z tym cudem się wiąże. 
W Austryi niższej i w Karyntyi są miejscowości Hei- 
ligenblut, od tego cudu tak nazwane, a w XV wieku 
i później cysterskie opactwo Wilsnack ze wzgl
du na 
cud podobny i u nas nie mało miało slawy. Czy gdzie 
w naszym kraju zdarzały się takie cuda? - dokladnie 
nie wiemy. W każdym razie w jednej z takich miej- 
scowości sprzedawano bezwątpienia obrazki taki cud 
przedstawiające i nasz drzeworyt jest oczywistą jego 
kopią. 
Marya jako królowa niebios (Fig. 8.) w swoim sze- 
roko rozpostartym i kokardami spiętym plaszczu, patrząca 
przed siebie, chociaż z dzieciątkiem na ręku, jest prawdopo- 
dobnie kopią jakiegoś obrazu noszonego w feretronie 
i grającego w procesyach rolę. Anioły lecą, płaszcz 
jakby wiatrem rozwiany, powiedzialbyś że na lud wiej- 
ski, na śpiewające dziewuchy i chłopów robiła takie 
wrażenie, jak Madonna Sykstyńska na ludzi wyższej 
kultury. ŚŚ. Katarzyna i Barbara, jako pojedyńcze i spo- 
kojnie obok siebie stojące postacie (Fig. 13.), w prostocie 
pojęcia, w sposobie w jaki łączą się z niemi ich atrybuty, 


t 
(
		

/Czasopisma_105_09_03_061_0001.djvu

			-ł 6 S 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


J . 


przypominają najbardziej figury średniowiecznych skrzydeł 
tryptykowych i nic nie byłoby dziwnego, gdyby im te 
za wzór słuzyły, chociaż suknia Ś. Barbary zdradza re- 
miniscencyę pasiastych cyców czy płócien w strojach 
dziewek wiejskich. Ze świętych niewiast naj popularniejszą 
i najgoręcej czczoną była i jest może Ś. Anna. «O Anno, 
pani szlachetna, o tobie jest sława wielka, proś za nami 
wnuka swego, Jezusa Nazareńskiego». Zbiór Pawliko- 
wskich posiada drzeworytów ludowych, ją przedstawia- 
jących, kilka l. \;,- jednym bardzo wielkim (76: 57) wy- 
obrazona jest jako «samotrzecici». U spodu czytamy napis: 
«Prawdziwi Obraz S. Anni. T. Y. W. R P. 1833. \V drze- 
worytach z Płazowa jej nie znajdujemy. Niema tu także 
Ś. Stanisława, niema Ś. \Vojciecha i nawet Ś. :\1ichała 
archanioła, ktorego wizerunek był ,namalowany w herbie 
tego miasteczka i wyryty na sławetnej jego pieczęci. 
Z polskich świętych uderza patron między ludem najrzad- 
szy Ś. Kazimierz królewicz (Fig. r 4.). Całym strojem, 
postawą i sztywnym ruchem przypomina on figurki z lu- 
dowych jasełek i chociaz w szopkach, o ile wiemy, nie 
występował. to bardzo być moze, ze do jego wykona- 
nia jakaś podobna figurka króla za wzór słuzyła; na- 
wet orły polskie w obłękach jego korony wyglądają 
jakby, były wycięte z papieru. 
Zaden jednak kult nie miał takiego znaczenia jak 
\ , , 
najbardziej rozpowszechniony kult SS. Antoniego i :\1i- 
kołaja, obu opiekunów biednych i potrzebujących. Pier- 
wszy z t
ch świętych, najznakomitszy . z uczniów i na- 
stępców S. Franciszka, pełen tej przenikliwej, skały roz- 
sadzającej miłości i tego głębokiego uczucia, które spra- 
wiało, ze w chwili adoracyi i rozczulenia tak jak w ra- 
mionach świętego z Assyżu, dzieciątko Jezus znalazło 
się w jego objęciach, czysty jak lilia, którą mu kładą 
w rękę, czczony był u nas i cudami głośny w najroz- 
maitszych miejscowościach, u Franciszkanów w Wilnie, 
w 
Iartynowie na Rusi, a pod Krakowem na górze 
Chełm koło Kalwaryi, u Xx. Reformatów w Wieliczce, 
w Łagiewnikach zresztą. Ze wszystkich wszakże cudo- 
wnych jego obrazów - największego uzywał rozgłosu 
obraz w Radecznicy w Lubelskiem, niedaleko Szcze- 
brzeszyna. \tV malowniczej okolicy na górze tej wioski 
miał się on miejscowemu tkaczowi objawić «wśród 
światła wielkiego» 8 maja 1664 czy też 1662 r. Ks. 
}Iikołaj Świrski, sufragan chełmski, zbudował na tem 
miejscu w r. 1676 klasztor i kościół Bernardynów, 
w poświęceniu którego brał wedle tradycyi udział król 
:\Iichał Wiśniowiecki. \tV wielkim ołtarzu tego kościoła 
umieszczony i obciązony niezliczoną ilością wotów obraz 
świętego w srebrnej sukience ściągał do ostatnich cza- 


t 
I 


l Drzeworyty te skatalogował i opisał na nasz użytek p. 
Władysław jabłonowski ze Lwowa, za co mu składamy żywe po- 
dziękowanie. 


4 6 6 


..
,., .
!.... 
 
.
.:. "'Ir:'::
 I.:
,f.. 51
 " , 



 . I .... 
.'
.


.


.-
 :::'
f
 t'... I: 
-- - - - -- 


Fig. 8. Królowa niebios z dzieciątkiem, drzeworyt ludowy z Plazowa. 


sów, kiedy klasztor zniesiono - nieskończoną ilość 
pielgrzymów. 


P(lki będzie duch w mem ciele, 
Będę bywał w tym kościele, 
U świętego Antoniego 
W Radceznicy zjawionego 
mówi pieśń dziadowska '. Nic tez dziwnego, ze obrazki 
przedstawiające tego świętego były na wielką skalę 
rozprzedawane i że drzeworytnicy ludowi wyrabiali ich 
znaczne ilości. W zbiorze Pawlikowskich mamy taki 
drzeworyt z podpisem: «Cudowny obraz S. Antoniego 
na górze Kadecznickiej zjawionego Roku 1662« z li- 
terami M. S. (14:9). Z Płazowa zas pochodzą dwa 
obrazki, na jednym z których 
laciej Kostrycki umieścił 
również swoje litery (Fig. 9. i Fig. 10.). 
A Ś. Mikołaj, największy przyjaciel dzieci i ludu? 
Tego czczono we 
'łoszech, we F rancyi, Flandryi, 
w Niemczech całych, we wszystkich miastach hansea- 
tyckich, gdzie stał się patronem żeglarzy; w niektórych 
z tych miast, jak w Rostoku lub w Wismarze, kościoły 
jego czci poświęcone wykładano glazurowanemi kaflami, 
które z jednej i tej samej formy odciśnięte przedsta- 
wiają figurę Ś. Mikolaja nieskończoną liczbę razy. Nie 
mniej czczono go również na całym Wschodzie i z na- 


l Zob. A. W i e n i a w s k i, Jygodntk lllustrowany, T. III, r. 
1861, str. 179-180. 


"
		

/Czasopisma_105_09_03_062_0001.djvu

			4 6 7 



 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


4 6 8 


f 


tury rzeczy na Rusi. Ten biskup azyatyckiej i bizan- 
tyńskiej :Miry, którego cudotwórcze, święty olej wyda- 
jące relikwie okręt krzyżowców przewiózł do Bari 
w XII w. na brzegi włoskie, łączył w swym kulcie Za- 
chód ze VY schodem i oba 
oderwane od siebie ko- 
ścioły. Wedle legendy, 
właściciel jakiegoś zaja- 
zdu miał troje małych 
dzieci w zmowie ze swoją 
żoną posiekać na solone 
mięso w wanience, ale 
Święty powołał je do ży- 
cia i zwrócił rodzicom. Na 
naszych obrazkach tak 
polskich, jak ruskich wi- 
dzimy tę wanien kę z głów- 
kami dzieci, lub z której 
one po zmartwychwsta- 
niu już wychodzić zaczy- 
nają (Fig. 15. i Fig. 16.). 
Napróżnobyśmy tej opo- 
wieści w Legendzie złotej 
Fig. 9. Ś. Antoni, drzeworyt ludowy 
z Płazowa. szukali. Jest ona niezale- 
żnym od tradycyi i od 
wszelkich piśmiennych źródeł ludowym utworem. Na. 
leży do szeregu tak zwanych legend ikonograficznych 
i powstała pod wpływem przedstawień innego, z hagio- 
graficznych źródeł tym razem dobrze znanego cudu. 
VV sławnem a tak 
pełnem poezyi i uro- 
ku zbiorze V oraginy, 
czytamy o trzech ry- 
cerzach skazanych na 
śmierć i uwięzionych 
przez Maksencyusza, 
których biskup Miry 
oswobodził z kajdan 1. 
Głowy tych męczen- 
ników wyglądające 
z poza blanków wie- 
ży, przedstawionej 
w zmniejszeniu i 
w skróceniu zarazem 
na obrazach Świę- 
tego, były powodem 
naszego podania. Nie umIejąc ich sobie inaczej wy- 
tłomaczyć wyobraźnia ludowa wysnuła z nich naszą 
legendę. Już w XlII wieku znajdujemy ją w tej sa- 
mej co na naszych obrazkach formie - na witra- 


Fig. 10. Ś. Antoni, drzeworyt ludowy 
z Płazowa. 


l J a c o b i a Vo r a g i n e, Legenda atlrea. ed. Th. Graesse, 
1890 Cap. III, str. 25. 


żach we F rancyi 1. Jeżeli następnie na brzegach mor- 
skich, we Flandryi i Niemczech północnych Ś. Mi- 
kołaj żeglujący po morzach był patronem żeglarzy, 
to na lądzie stałym oddawano pod jego opiekę 
to zwykle, co się najbliżej wiązało z potrzebami życia. 
Ponieważ dzień Świętego wypada na początku zimy, 
sadzano go nieraz na białego konia tak jak Ś. Mar- 
cina II i to zapewne było przyczyną, że stał się patronem 
od nosacizny i od bydlęcej zarazy, co tak naiwnie 
i wymownie stwierdzają szczegóły naszych obrazków. 
Oczywiście obrazki te również były kopiowane z ko- 
ścielnych i cerkiewnych obrazów, a może i z miedzio- 
rytów. Z tego wszystkiego widzimy, jak się ściśle i głę- 
boko ryciny nasze wiązały z życiem ludu, z jego po- 
trzebami i kłopotami, z dniami jego umartwień i radości. 
Chociaż te drzeworyty, jak się z tego pokazuje, 
były kopiowane z utworów malarskich, czy rzeźbiarskich 
albo rytowniczych, chociaż nieraz stanowiły kopie kopij 
nawet -to nie przeszkadza wcale, że mają one w cha- 
rakterze, w sposobie pojęcia i wykonania i w wielu 
dodatkowych szczegółach sobie właściwą oryginalność. 
Naprzód z góry zaznaczyć musimy, że zmniejszenie tak 
znaczne, do jakiego nas zmuszają warunki naszej pu- 
blikacyi, jest dla nic
 bardzo niekorzystne. Mimo tego 
bowiem, że ta redukcya przyczynia się do nadania im pe- 
wnej subtelności, której w naturalnej wielkości wcale 
nie posiadają - to mają one w oryginałach o wiele 
więcej charakteru i nawet że tak powiemy stylu. vVie- 
czerza Pańska, Ś. Jerzy, Marya królowa niebios, Pieta, 
nie mówiąc o innych, w prostych swych liniach, przy 
grubych i silnie zaznaczonych konturach, mimo nieudol- 
ności rysunku - odznaczają się jakimś sui generis 
monumentalnym nastrojem, który w naszej reprodukcyi 
ginie a przynajmniej o wiele słabiej występuje. Wiąże 
się to ściśle z samą prostotą środków, użytych do ich 
wykonania. Kontur sam przez się i jako taki najbardziej 
się oddala od realności i najwięcej zbliża do idei i myśli, 
najlepiej się godzi i zestraja z liniami architektury i naj- 
silniej występuje w większych rozmiarach - co jest 
główną przyczyną tej illuzyi. W zory na sukniach apo- 
stołów w Wieczerzy Pańskiej, czy w przedstawieniu ŚŚ. 
Katarzyny i Barbary lub innych, trawa i liście wraz 
z drzewkami w obrazie Ś. Jerzego, sposób w jaki wy- 
konane są jodły czy kwiaty na ąbrazkach Ś. Antoniego, 
konary drzew liściastych w grl1pie Maryi dźwigającej 
na kolanach ciało Chrystusowe, wszystko to dodane 
do tej wrzekomej monumental
6ści, przypomina nam 
malarstwo średniowieczne. Mamy tu przed sobą tożsamo 
zamiłowanie do uwydatnienia poje d yńczych części kształtu, 
...-: 
 
I Ch. Cahier, Ca1actlristique des Saints, 1867, T. I, str. 
351 i T. II, str. 776. Emile Male, tArt religieux au XIII s. en 
France, 1898, str. 266, 267 i n. 
t H e i n r i c h S a m s o n, Die Schutzkeiligen, 1889, str. 268. 


.. 


, 


---
		

/Czasopisma_105_09_03_063_0001.djvu

			ł 


4 6 9 


Ił 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


47 0 


.. 


Fjg. I I. S. Jerzy, drzeworyt ludowy z Plazowa. 


tęż samą wyrazistość linij tudzież równowagę mas, wraz 
z symetrycznością w układzie, ten sam zresztą stosu- 
nek figur do 


da i sposób poj
cia perspektywy co 
w ściennych 
malowidłach 
czy obrazach 
średniowie- 
cznych lub też 
w najstarszych 
rycinach. - Co 
zaś najważniej- 
sza, skromny 
nasz drzewory- 
tnik dba o ró- 


.::: .
O G 
 . 
 '.
 
, ... '1..:.:
'''
 

 : ".\' ." O .. , ' ,', ł 

...' .: _;' 't. 
,: \. / 
: (.x '.. .- 
 ."'- - { "-
 
, 
I 
-'-; '
ll-'_..:" '. 
 t '
', 
 
.:. - '. '\-- ,
:_ j Q 
 t . ł . 
-t:t.
:;. I /; . , O 
 
Ff.\
'-
 \- -, - ' 
 ,

 - (ł 
-' I... - . 
 I

 .:i 
 O O 
,:.; ,. '-

.,
I 
0 
[ , -.': ;J ; \ :
i' t :-
 Ą 
 , .... olA 
, \ """'\ I ę" {!" :-,- 
, '. '
" 
 <.1 ' \ 'T--' - ,I 
.... 
. '(' ,. . . I .
\ E' . .... .......-... }. 

'. I.
. '';1' .', ,.... Ic-.,' . ",_ ,

-\ - 
< 'i;
1 
 --' 7' N "
 

 1 ": , ' ,,
.,
 :
.... I 
.i
._ : , '
 t ,.:.: .-'- ';.:' \ \I: 
t.-l 
 

 ,,
, 
 ,",' , 
;
..:- ,\\ .. 
 :' . 'I i "':: ,.,\' 
, . \ :'
 ,'.- 
.' ..... . -" J .&\..('. 
. r - , 
łl, " 
.; 11._ 


'J 


, -',:- 


- ... I.: 


. . 


Fig. 12. Zwiastowanie, drzeworyt XV. w. z kro zbioru 
rycin w Monachium. Wym. 38 cm. wys., 24'5 szer. 


wnomierne wy- 
pełnienie prze- 
strzeni, wszel- 
ka próżnia czy 
dziura w obra- 
zie go razi. T ak 
jak na malo- 
wanych skrzy- 
niach c h ł o p- 
s k i c h, tak na 
naszych drze- 
worytach te pu- 
stki i dziury są 


wypełnione rzuconemi na do i w pewnych od siebie od- 
stępach umieszczonemi kółeczkami z kwiatkami w środku, 
jak np. w Wieczerzy Pańskiej, powyżej i poniżej okien, jak 
w drzeworycie Ś. jerzego na tle, w grupie Maryi z Chry- 
stusem, czy też w nieudolnej rycinie przedstawiającej 
Ś. Piotra i Pawła. Znajdujemy tu zatem wyraz tegoż 
samego uczucia i tej samej instynktowej potrzeby, 
który nas uderza w ornamentacyjnych wyciskach obra- 
zów średniowiecznych, w szachownicach i kreskach, esach 
i floresach, liliach, listkach koniczyny a nawet zupełnie 
identycznych kwiatkach, kółeczkach i gwiazdkach na 
tłach miniatur tych samych czasów, czy pierwotnych 
rycin. Kółka te i kwiatki żywo nam przypominają tak 
zwane paillons w emaliach limuzyjskich, tak znacznie 
się przyczyniające do kolorystycznego ożywienia wyro- 
bów tej barwnej i świetnej techniki, w której średnio- 
wieczne tradycye się tak długo utrzymywały. Z obra- 
zów ta ornamentacya przeszla do miniatur a z tych 
ostatnich do rycin i nareszcie w szerszem nawet zasto- 
sowaniu do emalij 1. Dla uwidocznienia tego spostrze- 
żenia, podajemy tutaj reprodukcyę dwóch drzeworytów, 
pochodzących z XV w. jeden z nich przedstawia Zwia- 
stowanie Naj św. P. Maryi i datuje z lat mniej więcej 
1435-1450 (Fig. 12.), a drugi Ś. Dorotę, który jest 
może jeszcze starszy (Fig. 19.). Powstanie tego ostatniego, 
wydawca tych inkunabułów, znajdujących si
 w królew- 
skim zbiorze monachijskim, Schmidt odnosi do roku 
1410-14202. Kółka z kwiatkami na pierwszym z nich 
są zupełnie takież same jak na naszym drzeworycie 
Ś. jerzego czy innych podobnych; co zaś do drugiego, 
doszłego nas jedynie we fragmencie i ozdobionego 
gwiazdkami na tle - to illustru je on nietylko wymo- 
wnie całą naszą analizę, ale w zestawieniu z ornamenta- 
cyjnym wazonem z Płazowa dowodzi, że tak traktowa- 
nie róż jak kosza w obu wypadkach jest bardzo 
sobie pokrewne II. Dodajmy do tego, że wedle Schmi- 
dta, znakomitego dyrektora monachijskiego gabinetu, 
wszystkie inkunabuły rytownicze, które zresztą z osta- 
tnimi dziesiątkami XV stulecia się kończą - są bez 


1 
I 
;1 


l Wpływ bezpośredni tła złoconego obrazów nawet na me- 
taloryty szrotowane, criblls, które ze względu na technikę przy- 
pominają drzeworyt, albowiem w nich rysunek jest tak wypukły 
jak W drzeworycie - tłomaczy w sposób bardzo interesujący: 
R e n o u v i er: His/oire de l'origine et du prog-res de la ftravure 
dans les Pays-Bas et en Allemagne, 1860, str. 28. Mówi on: .n 
nous parait evident que les fonds criblćs et gaufres des gra- 
vures interasiles representent les fonds dores des enlumineurs et 
des peintres... Le rappOrt du crible a la dorure est si vrai que 
lorsque les emaux du blason durent Hre rendus en couleurs 
par des hachures, l'or fut marque par des pointillesc. 
I M. Schmidt: Die jruńesten und seltens/en Denkmale des 
Holtz- und Metallscńnittes aus dem vierzeńnten 'Ind jiinjzeńnten 
jańrńundert, Niirnberg, ed. Soldan. 
I W naszym drzeworycie Fig. 18 róże są pełne i mają o wiele 
więcej listków, ale kosz w technice plecionki, mimo innej formy, 
prawie takiż sam. 


31
		

/Czasopisma_105_09_03_064_0001.djvu

			47 1 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


47 2 


wyjątku kopiami obrazów, rzeźb, a nawet rycin od 
nich starszych, czyli kopiami kopij tak jak nasze t, 


Fig. 13. Ś. Ś. Katarz na i Barbara, drzeworyt ludowy z Płazowa. 


co zasadniczą podstaw
 tego pokrewieństwa jeszcze bar- 
dziej podnosi. Inkunabuły te zatem są tegoż samego 
rodzaju i tej samej kategoryi wyrobem, co nasze drze- 
woryty ludowe. 
A mimo tego obrazki nasze są bardzo późne. 
\Vieczerza Pańska wykonana została koło roku 1830, 
Chusta mistyczna z ciałem Chrystusa i krwią buchającą 
w 183 l, Ś. Onufry i Ś. Antoni mniejszy w r. 1836, 
a Spasytel w 1838, nie mówiąc o tem, że Koronacya 
z Bobrka powstała w r. 1833, a Ś. Anna Samotrzecia 
ze zbioru Pawlikowskich nosi tęż samą datę. Trzeci 
dziesiątek XIX w. dał im zatem początek. Nie możemy 
z wszelką pewnością tych samych dat odnieść do tych 
drzeworytów, które stanowią z niemi pary i są wycięte 
na odwrotnych stronach tych samych płyt, gdyż jest 
rzeczą oczywistą, że mogły być one wykonane w in- 
nych latach. Ten sam okres czasu musi się wszakże 
odnosić do najznaczniejszej przyn
jmniej ich ilości. Czy 
wszystkie wykonał Maciej Kostrycki ojciec? - to je- 
szcze pytanie. jeżeli przyszedł na świat koło r. 181 S, 
jak sądzi ks. Stojak - to trudno przypuścić, aby mając 
lat I S, czy 18 nawet, mógł być ich autorem. Prawdo- 
podobnie odziedziczył jakąś część płyt po swoim ojcu. 


· M. Schmidt: I. c. Einleitung. 


jest to tern prawdopodobniejsze, że niektóre z nich 
robią wrażenie o wiele starszych. Sceny z ks. Rodzaju 
budzą pamięć bliższą drzeworytów XVI w. Ruch w nich 
zaledwie że zaznaczony w postac1 Adama, uprawiającego 
ziemię, zdradza tak jak i niektóre inne motywy wzór 
na dawnych i dobrych tradycyach oparty. Co zaś naj- 
ważniejsza, klisza tej ryciny, która oczywiście miała 
w drugiej, mniejszej i zaginionej od strony lewej do- 
pełnienie, jest ze wszystkich najbardziej starta i znisz- 
czona, co dowodzi, że była w długiem użyciu. Z drugiej 
strony, ryciny takie, jak Chrzest Chrystusa i jak Ś. 
Piotr i Paweł, nie mające daty, są tak niedołężne i w kształ- 
tach swoich nieproporcyonalne, że wedle wszelkiego 
prawdopodobieństwa, musiały być wykonane przez in- 
nego drzeworytnika, niż ten, który dał początek reszcie. 
Wyglądają jakby były o wiele późniejsze i jakby na- 
leżały do ostatnich produkcyj już zamierającego rze- 
miosła. Bardzo więc być może, że ich twórcą był Ma- 
ciej Kostrycki junior. Płyty te, tak jak do nas doszły, 
należały zatem do inwentarza jednego i tegoż samego 
a współczesnego nam mniej więcej warsztatu i uzupeł- 
niały się bezwątpienia w kolei lat i w miarę potrzeb. 
Gdybyśmy na
et nie mieli dat, tak wyraźnie tutaj 
wypisanych i nie posiadali o tych rycinach żadnych 
wiadomości, tobyśmy i tak po rozpatrzeniu się w nich 
musieli dojść do tegoż samego rezultatu. Noszą one 
same w sobie nieomylne piętno czasu, z którego po- 
chodzą. Widać w nich epokę bezstylową i brak tych 
cech znamiennych, które w czasach jakiegobądź panu- 
jącego stylu najskromniejszym wyrobom i produktom 
sztuki się udzielają. Empiryczny naturalizm, wyklucza- 
jący na pozór wszelką tradycyę, uderza nas w zna- 
cznej ich części. Znać w tych wyrobach ludowego kun- 
sztu tę jałową trzeźwość, która lata przez nas oznaczone 
i na tylu okazach napisami stwierdzone odznacza. W wy- 
jątkowych wypadkach nawet, w niektórych formach 
i szczegółach a przedewszystkiem w strojach możemy 
rozpoznać bliższe właściwości tego czasu. Świecznik 
w Wieczerzy Pańskiej z datą na niej umieszczoną w zu- 
pełności się godzi, ił w stroju i uprzęży Ś. jerzego da 
się to namacalnie zaznaczyć. Hdm świętego, jakkolwiek 
zaokrąglony odpowiednio do formy głowy i wymagań 
metalu, wygląda jakby był skórzany, pióra na nim nie 
bujają w powietrzu, jak w tego rodzaju rycerskich 
ozdobach, ale układają się w oficerski pióropusz. Toż 
samo da się powiedzieć o uniformie, o butach z obca- 
sami, o czapraku i uzdeczce konia. Nasz drzeworytnik 
miał przed sobą wzór rycerza średniowiecznego, ale 
nie chciał i nie umiał go inaczej przedstawić, tylko jako 
oficera swoich czasów. Gdyby się nawet trzymał pod 
wszystkimi tymi względami dawnej, zamarłej już tra- 
dycyi - toby go prawdopodobnie ten chłop polski 
czy ruski, dla którego rycinę swoją przeznaczał i na 


.. 


. 


6 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_065_0001.djvu

			- 


473 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


474 


. 


którego rachował - nie wiele zrozumiał. Smoka nie widział 
nigdy, odtworzył go zatem wiernie podług wzoru, który 
pod tym względem i w tej wyłącznie formie był i musiał 
być dla wszystkich 
jednakowy, ale jeź- 
dzca na koniu, ale 
wojownika mógł 
pojąć i zrozumieć 
jedynie jak mło- 
dego i silnego, pe- 
wnemi rysami do 
dawnych rycerzy, 
albo raczej do ich 
przedstawień na o- 
brazach świętych 
z b l i ż o n e g o lecz 
współczesnego ka- 
walerzystę. - Lud 
w Królestwie Pol- 
skiem po zniesie- 
niu wojska naro- 
dowego Moskala- 
mi nazywał wszyst- 
kich bez wyjątku 
żołnierzy. Nazwa 
Moskal zlała się 
dla niego z pojęciem wojskowego. Chłop, ekonom, kar- 
bowy mówili o moskalach austryackich, pruskich czy 
francuskich. Toż samo na- 
stąpiło tutaj. Czas i epoka 
odbiła się i odzwiercie- 
dliła w rycinie. Jeżeli nie 
można tegoż samego po- 
wiedzieć i tej samej me- 
tody zastosować do ozna- 
czenia daty innych rycin, 
to tylko dlatego, że stroje 
ich utarte i uświęcone, a 
zawsze się powtarzające 
nie należą' do żadnego 
narodu i do żadnej epoki, 
ale są powszechne, trwałe, 
raz i na zawsze przyjęte 
i odnoszą się zarówno do 
wszystkich narodów 
Fig. IS. Ś. Mikolaj, drzeworyt ludowy i epok. Jest to również 
z Plazowa. 
rys znamienny dla wie- 
ków średnich. Artysta średniowieczny, malarz czy 
rzeźbiarz, taksamo jak nasz drzeworytnik wszystkim 
postaciom dodatkowym i które stroju uświęconego nie 
mają, daje stroje swego czasu. Idzie to tak daleko, że 
nawet nowe wydania dawniejszych rycin przekształca 
odpowiednio do tej zasady i zastosowuje w strojach 


. 


Fig. 14. Ś. Kazimierz, drzeworyt ludowy 
z Plazowa. 


6 


. 



 


do panującej mody I. I jeżeli w pewnych konwencyo- 
nalnych ubiorach, stanowiących dział pośredni między 
realnością przemienną i żywą, a niezmiennym ideałem, 
trzyma się tego, 
co ma także 
przed oczyma i 
co widzi w miste- 
ryach, w całem 
ich scenarium 
i garderobie na 
placach publi- 
cznych w cza- 
sie świąt i zja- 
zdów II_to nasz 
producent ludo- 
wych obrazków 
jasełkowego 
kramu używa, 
aby ubrać np. 
Ś. Kazimierza. 
Widzimy zatem, 
jak i pod tym 
względem p 0- 
krewieństwo 
jest blizkie, cho- 
ciaż szeregi wie- 
ków z nieskończoną liczbą pomarłych pokoleń oddziela 
od siebie te wyroby i tych, którzy je tworzyli ludzi. 
Odzwierciadla się w naszych rycinach, tak jak 
w każdem dziele ręki ludzkiej, dusza i natura te- 
go, który je wykonał, 
z ludem żyjącego i dla 
ludu tworzącego drzewo- 
rytnika. Nasz domorosły 
artysta był w głębi swej 
istoty człowiekiem śre- 
dniowiecznym. Z nieudol- 
ności techniki, z tej pro- 
stoty i z tego pozytyw- 
nego instynktu, któremu 
przedewszystkiem o wy- 
razistość, jasność i o treść 
rzeczy chodzi, z podo- 
bnych czy takich samych 
warunków twórczości na- 
stę p nie P ł y ną w na J 'zna- Fig. 17. S. Mikolaj, drzeworyt ludowy 
z Plazowa. 
czniejszej części te właści- 
wości, na któreśmy zwracali uwagę, a które wiążą nasze 



 


Fig. 16. Ś. Mikolaj, drzeworyt ludowy 
z Plazo
a. 


I Por. między innemi drzeworyty do Apokalipsy wydanie 
pierwsze koło r. 1400, z wyd. z r. 1430 i 1450, Henri Bouchot 
Un ancetre de la gravure sur bo;s, etude sur un xylographe 
taill' en Bourgogne vers 1370.-1902, str. 10-11. 
t Bouchot, l. c. str. 33 i passim.
		

/Czasopisma_105_09_03_066_0001.djvu

			475 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


47 6 


Fig. 18. Wazon z krzakiem ról, drzeworyt ludowy z l'lazowa. 


naiwne ludowe produkcye ze średniowieczną sztuką. Mimo 
tego, cośmy powyżej powiedzieli, obrazy i przedstawie- 
nia barokowe są w na- 
. szym wypadku zupełnie 
bezwiednie w sposób 
. średniowieczny stylizo- 
wane. T ak jak bohater 
molierowski, który two- 
rzył prozę, tak nasz ry- 
townik wbrew i naprze- 
kór ogólnikowym na- 
.. szym wrażeniom tworzy 
styl, nie mając o nim 
żadnego wyobrażenia 
i nie wiedząc o tem. Dla 
wytłomaczenia szczegó- 
łów tego pokrewieństwa 
.. to wszystko jednak nie 
wystarcza. 
Zastanówmy SIę 
wszakże bliżej nad od- 
biciami a raczej i prze- 
dewszystkiem nad pły- 
tami czy kliszami i zo- 
baczmy, co one same 
o sobie nam powiedzą. 
Drzewo tych klisz jest 


'l' 


.. 


. 


'ł 


\) 


iii. 


.. 


, 


.. 


11ft 


. 


j 


.. 


.. 


Fig. 19. Ś. Dorota, drzeworyt XV wieku 
z królewskiego zbioru rycin w Monachium. 
Wym. 38 cm. wys., 21 cm. szer. 


jak widzieliśmy lipowe, czyli tegoż samego gatunku, 
jak to, którego od najdawniejszych czasów używało 
i dotąd używa nasze rodzime i wiejskie snycerstwo. 
Mimowoli na myśl przychodzi, czy nasz drzeworytnik 
nie rzeźbił zarazem figur przydróżnych i czy się nie 
zajmował umontowaniem i «wysztafirowaniem» piękniej- 
szych i bogatszych szopek w okolicy. Cięte jest ono 
nożem ze śmiałością kołodzieja, bez najmniejszej sta- 
ranności, nóż ten pogrąża się w desce nierówno i głę- 
boko. Tam gdzie tylko jest trudność, lub gdzie praca 
wymaga większej subtelności, robota się zatrzymuje, 
nie bacząc na to, że drzeworyt nie jest ukończony. 
Części liter w napisie fig. I. ograniczają się do wy- 
datnych prostokątów, z których forma nie została wy- 
dobyta. Toż samo da się powiedzieć o Wieczerzy 
Pańskiej. W drzeworycie Ś. Antoniego cała prawie 
połowa napisu sterczy nietknięta. W Ś. Mikołaju, Onu- 
frym, w rycinie Ś. Kazimierza i nieledwie każdej innej 
albo pojedyńcze litery są opuszczone, lub też rytownik 
zostawił prostokąt czy kwadrat wydatny dla wyżłobie- 
nia monogramu, którego nie wyżłobił. Tak w Królowej 
Niebios jak w Maryi z dzieckiem, czy w rycinie przed- 
stawiającej Ś. Katarzynę i Barbarę prostokąty podłużne 
u spodu świadczą o wypukłościach czekających na obro- 
bienie. W innych wypadkach drzeworytnik robotę sobie 
nieraz w sposób naiwny ułatwił. W niektórych ryci- 
nach jak w scenach z ks. Rodzaju zamiast wyciąć na- 
pis odwrotnie, aby ten mógł wystąpić we właściwy 
sposób na papierze, wykroił go wprost od ręki lewej 
ku prawej, nie bacząc na efekt odbicia. T o znowu za- 
miast wypukle go na płycie uwydatnić, wyżłobił go 
wklęśle, ponieważ to się dało uskutecznić łatwiej. T o 
też było przyczyną, że przy mniejszych rozmiarach, wy- 
magających większej delikatności, cały kształt przedsta- 
wienia zagłębił, uwydatniając go jedynie wypukłością 
tła i przyznać należy, że w tym wypadku osiągnął sto- 
sunkowo najlepsze rezultaty, jak w rycinie Ukrzyżowa- 
nego fig. 4. Z natury też rzeczy klisze te są jednolite i ża- 
dnych wstawek służących do korrektywy, a które od 
XVI w. już się w drzeworytnictwie zjawiają, w nich 
niema. Nie tylko linie są szerokie i wysoko sterczące, 
ale fałdy zaznaczone jedynie prostemi konturami, lub 
niekiedy zygzakowato łamane, jak pod pachami Chry- 
stusa w Wieczerzy Pańskiej. Mamy tu wprawdzie cie- 
nie, ale zredukowane do równoległych, krótkich, jedno- 
litych kresek. Wszystkie większe klisze nareszcie, jakeśmy 
już na to zwracali uwagę, są obrobione na obu stro- 
nach, co samo dowodzi, że do ich odbicia nie używano 
prasy, gdyż przy jej użyciu byłyby się zniszczyły i po- 
łamały. Jaka jednak była tego przyczyna i co spowo- 
dowało niezrozumiałą w tym wypadku oszczędność 
drzewa? Z pewnością o oszczędzenie lipowych klocków 
naszemu drzeworytnikowi nie chodziło i chodzić nie 


, 
"
		

/Czasopisma_105_09_03_067_0001.djvu

			DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


47 8 


477 


--,; I 


- 

 
f:"_ ",,\:\, '; " ' /' I 
7: : 
 

,I. " . '. ' ,;,. 


'" 
\ .......,'" 
'-Ł- 


"":I .
. ,-- 
/ >/"11/)'" ...........: t' ,.,.;
2' ' -::::: ' ',' / 
\ " .'" \
.r-\ . 'I ,
 >
,:-'" 
. . 
. 
 
. "-.' '...'.
.


. 
'. ...... If:
I/:p:r\ \..\, - 
q;s .1'.....\ - .. 
.
=-: , ,
' ) L ..... 
łi \
G .- "';, 
\ \
 '''1 1 ....... . 
,J.::. \..... . - : 
'< ..' . '
e-1' ) 
, "'J 

; ,-r. 5ł
 
\ . 1',1\ \\ \ .J
. . .. 
(\ ," " 
l
IU' , 
 , \ l. ,'
 

 
. ". 
,eJ . 
\\dY/
 \ . 
" .:s" \\-;, 

 
\
 \\ \;., J 
. 
 
t -.t I 
" 
 
" \ ' '1\: ,
 ': 
liti l ' ..\. 
 ll
h :tr 

\ '\," .,
\\- . . .t' 
,",,"I .
 . - ' '.'-., 
" '::b
., . ,.
 
.' : \, 
.' 'II;
 . ,', 
f!
 I l/fi/III 
'It "'I'TR:.' ,. ..	
			

/Czasopisma_105_09_03_068_0001.djvu

			479 


480 


DRZEWORYTNICTWO U NAS. 


I 
! 
ł 


cyjna i drzeworytnicy wycinali jedynie rysunki i po- 
mysły właściwych artystów - tymczasem pierwotni 
«formsznajderzy», że użyjemy i u nas przed wiekami 
utartego terminu. łączyli tak jak i nasi wyrobnicy lu- 
dowi tego rzemiosła czynność artystyczną z techniczną 
zarazem, rysowali i rytowali jednocześnie. Cykl ewolucyi 
taksamo si
 kończy jak zaczyna; w łunach wschodu 
i zachodu powtarzają si
 też same blaski. Obrazki na- 
sze są ostatnimi reprezentantami wyrobów tego rodzaju. 
Produkta fabryczne zast
pują ich miejsce, a z drugiej 
strony samo drzeworytnictwo pod wpływem nowoży- 
tnych ulepszeń i wynalazków ulega zupełnemu prze- 
kształceniu. Pod każdym zatem wzgl
dem stoimy w tym 
wypadku przed zamkni
tą czy zamykającą si
 już 
ksi
gą. 
\\;- yraz koldra, którego lud nasz używał do ozna- 
czenia naszych obrazków, pochodzi od łacińskiego śre- 
dniowiecznego wyrazu at/tra - przykrycie, dera, pie- 
rzyna, obicie. Zmieszał si
 on z wyrazem cortz"1la, cor- 
dina, przez nadużycie koltrJ'na, zasłona, velum, auleum. 


Ztąd powstały wyrazy koltrJ'1liarz, kolt 'J'1l1
arstwo , 
oznaczające tak tych, którzy obicia i zasłony wyrabiali, 
jak uprawiane przez nich rzemiosło. Drzeworyt si
 uży- 
wał zarówno do iIlustracyi i oddzielnych rycin, jak do 
wzorów, ornamentów i przedstawień na obiciach czy na 
płóciennych zasłonach. To samo przez si
 dowodzi, że 
do drzeworytów naszych lud przywiązywał nie tylko 
znaczenie religijne, ale i wartość estetyczną, co zresztą 
nasz kosz z kwiatami tak wymownie potwierdza. Słu- 
żyły one do pokrycia, urozmaicenia i ozdobienia ściany. 
Miały wskutek tego szerszą doniosłość kulturalną, mo- 
tywy ich i wzory wplotły si
 w ornamentacy
 lu- 
dową i zastosowane zostały do innych ludowych wy- 
robów. Żeby jednak rozstrzygnąć wiążące si
 z niemi 
zagadki i cały ich charakter w zupełności wytłomaczyć, 
zastanowić się trzeba nad drzeworytnictwem w ogóle 
i kołtryniarstwem w szczególności w naszym kraju 
i zdać sobie spraw
, jak si
 te dwa działy jednego 
i tegoż samego rzemiosła u nas w najważniejszych przy- 
najmniej epokach i zastosowaniach rozwijały. (C d. n) 


Fig. 21. Obicie papierowe XVI w. Wyrób kołtryniarzy krakowskich, wlasnoś6 Gab. archeologiczneg-o Uniwer
ytetLl Jagiellońskiego. 


! 


""""'- 


. 


......... 


-" ....-
		

/Czasopisma_105_09_03_069_0001.djvu

			SPRAWOZDANIA 


l i 


, 
Z POSIEDZEN KOMISYI HISTORYI SZTUKI 


za czas od 1 stycznia do 31 grudnia 1900 roku. 



 


Skład Komisyi w dniu 31 grudnia 1900 r. 


I 
f 


P r z c w o d n i c z ą c y: Dr. Maryan Sokołowski, c. k. radca Dworu, członek czynny Akad., prof. Uniw. Jagiell., dyr. Muzeum 
XX. Czartoryskich, korespondent c. k. Kumisyi centr. konserw. w \Viedniu, korespondent Instytutu archeologicznego 
tamże. członek Rady sztuki w Ministeryum oświaty, członek honorowy Towarz. historyi sztuki w Wrocławiu, członek 
rzecz. cesar. Towarz. archeologicznego w Moskwie i Towarz. starożytników w Królewcu. 
S e k r e t a r z: Dr. Feliks Kopera, docent Uniw. Jagiell. w Krakowie, członek Tow. archeol. w Moskwie. 
Dr. Jan Bołoz Antoniewicz, prof. Uniw. we Lwuwie. kon- Leonard Lepszy, naczelnik urzędu probier., czł. kores. Akad., 
serwator. koresp. Komisyi centr. konserwat. w Krakowie. 
Dr. Oswald Balzer, prof. Uniw. we Lwowie, czł. czynny Andrzej książę Lubomirski, kurator Zakładu Ossolińskich 
Akademii. we Lwowie, konserwator. 
Władysław Bartynowski w Krakowie. Władysław Łoziński, czł. czynny Akad., konser. we Lwowie. 
'Wathias Bersohn w Warszawie. Gustaw bar. Mannteu.ffel w Rydze. 
Ks. Dr. Józef Bilczewski, prof. Uniw. we Lwowie. Dr. Jerzy hr. Mycieiski, prof. Uniw. Jagiell. w Krakowie. 
Ferdynand Bostel. prot. gimn. we Lwowie. Sławomir Odrzywolski, architekt, radca budow., prof. wyż. 
Ks. A. Brykczyński, proboszcz w Goworowie. szkoły przemysł
wej, konserwator w Krakowie. 
Adam Chmiel, adjunkt archiwum m. Krakowa. Dr. Fryderyk Papce,' skryptor bibliot. Uniw. we Lwowie. 
Ks. Stanisław Chodyński, prałat we Włocławku. Julian Pagaczewski w Krakowie. 
Dr. Wilhelm Creizenach, prof. Uniw. Jag. człon. koresp. Akad. Edward Pawłowicz, kustosz muz. Zakładu Ossolińskich, ko- 
Dr. Ludwik Ćwikliński, czł. koresp. Akad., c. k. radca Dworu. resp. Komisyi centr. konserwat. we Lwowie. 
prof. Uniw. Iwowsk. i konserwator. Ks. Antoni Petruszewicz, prałat kapituły metropol. grecko- 
Dr. Aleksander Czołowski, dyr. arch. miejsk., koresp. Ko- katolickiej we Lwowie, czł. czynny Akad., konserwator. 
misyi centr. konserwat. we Lwowie. Dr. Franciszek Piekosiński, czł. czynny Akad.. prof. Uniw. 
Dr. Włodzimierz Demetrykiewicz, c. k. konserwator za byt- Jagiell., konserwator w Krakowie. 
ków w Krakowie. Dr. Karol Potkański w Krakowie. 
Wojciech hr. Dzieduszycki, czł. kor. Akad., konserwator Dr. Antoni Prochaska, adj. arch. kraj. we Lwowie. 
w Jezupolu. Władysław Przybysławski, konserwator w Uniżu. 
Józef Dziekoński, architekt w Warszawie. Władysław Rebczyński, kustosz Muzeum przemysłowego 
Dr. Herma.oz Ehrenberg, archiwista i prof. hist. sztuki w Uni- miejskiego we Lwowie. 
wers. w Królewcu. Dr. Witold Rubczyński, koncepista c. k. Prokuratoryi skarbu 
Walery Eliasz, artysta malarz w Krakowie. we Lwowie. 
Wacław Fiedorowicz w Witebsku. Dr. Stanisław Sm olka, czł. czynny i sekretarz gen. Akad., 
Ks. Dr. Jan Fijalek, prof. Uniw. we Lwowie. prof. Uniw. Jagiell. w Krakowie. 
Dr. Ludwik FinkeI. prof. Uniw. we Lwowie. Tadeusz Stryjeński, architekt, radca budown., konserwator 
Wojciech Gerson, prof. i artysta-malarz w \Varszawie. w Krakowie. 
Dr. Konstanty M. Górski, docent Akademii Sztuk pięknych Izydor Szaraniewicz, prof. Uniw. we Lwowie. członek czyn. 
w Krakowie. i konserwator. 
Zygmunt Hendel, architekt, koresp. Komisyi centr. konser- Jan hr. Szeptycki w Przyłbicach. 
wat. w Krakowie. Dr. Stanisław Tomkowicz, czt. koresp. Akad., konserwator 
Aleksander Janowski w Warszawie. w Krakowie. 
Aleksander Jelski w Zamościu (gub. mińska). Floryan Trawiński, sekretarz Zarządu Muz. Louvre w Paryżu. 
Dr. Wojciech Kętrzyński, dyrektor Zakładu narodowego Dr. Bolesław Ulanowski, prof. Uniw. Jagiell. człon. czynny 
Ossolińskich, członek czynny Akademii, konserwat. we Akademii. 
Lwowie. Maryan Wawrzeniecki, artysta malarz w Warszawie. 
Dr. Jerzy Kieszkowski w Sanoku. Ludwik Wierzbicki, c. k. dyrektor kolei p. we Lwowie. 
Tadeusz bar. K01lOpka w Krakowie. Dr. Tadeusz Wojciechowski, czł. czyn. Akad., prof. Uniw.. 
Michał Kowalczuk architekt we Lwowie. kuresp. Komisyi centr., konserwator we Lwowie. 
Dr. Stanisław Krzyżanowski, prof. Uniwersytetu Jagiell. , Grzegorz Worobjew w Łomży. 
dyrektor archiw. m. Krakowa, koresp. Komisyi centr., Stanisław Wyspiański, artysta malarz w Krakowie. 
konserwat. Józef Zieliński w Łążynie (gub. płoc.).
		

/Czasopisma_105_09_03_070_0001.djvu

			cm 


r 
ł 
f 


SPUA WOZDANIA z POSIEDZEŃ 


Posiedzenie dnia 18 stycznia 1900 r. 
- P r z e w o d n i c z ą c y poświęcił gorące słowa wspo- 
mnienia Włodzimierzowi hr. Dzieduszyckiemu zmarłemu w roku 
zeszłym t. 
- Poczem prof. S o koł o w s k i przedłożył program prac 
Komisyi na r. 1900, a następnie podał wiadomość o niezna- 
nym rytowniku Jean DiIl Polon ais i przedstawił jego rycinę 
z Muzeum XX. Czartoryskich, a zarazem z tego samego zbioru 
rysunek Karola Deckera, jako wzór do ryciny Kiliana, oma- 
wianej przez hr. Jerzego Mycieiskiego na ostatniem posiedzeniu. 
(Zobacz :::'prawozdania z grudnia 1899 r. T. VI, kolumna XCI). 
Rycinę DiIl'a, będącą własnością Muzeum XX. Czarto- 
ryskich, jako należącą do największych rzadkości i kto wie, 
czy nie będącą unikatem, publikujemy (fig. 1.) W zmniejsze- 
niu. Wymiary odciśniętej blachy 175X227 mm. Egzemplarz 
nasz zlekka obcięty. Jest ona bardzo oryginalna i w swoim ro- 
dzaju niezwykle piękna tak pod względem kompozycyi. układu, 
jak wykonania, środek zajmuje splot kwiatów na gałązce, 
może tulipanów, rozkwitłych lilij cesarskich (Ii/tum la!lC£'ola- 
tum) i innych, unoszący się w powietrzu i jakby niesiony wia- 
trem. Nad tym wonnym bukietem z dwóch stron skrzydlate 
polne koniki, świtezianki, czy jątki brzęczeć się zdają i szu- 
kać miodu. U dołu piękny krajobraz ze sceną zagadkową. 
W głębi morze z okrętami na widnokręgu, jeden zbliżył się 
do wybrzeża na stronie prawej, gdzie widzimy mury miasta 
z wielką basztą obronną. Może granat wpadł między mury 
i wszczął pożogę, płomienie z dymem się z za murów pod- 
noszą. Kto wie, czy nie zbrojna załoga okrętowa rozpędza tłumy, 
porywa kobiety i goni uciekających. W środku w cieniu 
drzewa siedzi kobieta i mężczyzna, a koło nich trzy mitolo- 
giczne figury, zdaje się, że Mars, Wenus i Merkury z ka- 
duceuszem. Nad siedzącą parą miłosną unosi się Kupido 
strzelający do niej z łuku. Na lewo grupa drzew silnie za- 
znaczająca pierwszy plan kompozycyi z tej strony. W męż- 


W'odzimierz Dzieduszycki urodzi' się 22 czerwca 1825 r. w Jary- 
czowie, guberni podlaskiej. z ojca Józefa i Pauliny z hr. Działyńskich. Mia- 
nowany r. 1876 marsza'kiem krajowym niedługo pozostał na tern stanowisku, 
działalność bowiem administracyjno. polityczna nie była nigdy jego lywiołem. 
.o\le kiedy chodziło o poparcie krajowe"o przemysłu lub w ogóle jakiegoś 
usiłowania, które mu się polytecznem wydawało. wtedy nie lałował grosza 
a nie lałował i czasu. pomimo marszałkowskich obowiązków, na urzl}dzenie 
i zorganizowanie wystawy krajowej w r. 1877 we Lwowie. Ponad wszystkie 
jednak ideały, które zawsze przyświeca'y mu w życiu. ukochał to wszystko, co 
miało cechę ojczystl}. 1 stl}d ten jego wielki pietyzm dla sztuki polskiej. 
i owo niezwykle lywe zainteresowanie się tymi skromnymi okazami naszego 
ludowego przemysłu artystycznego, na który przed nim nikt prawie nie zwra- 
ca/ uwagi. Odczuł on i zrozumiał całą piękność tych prostych sprzętów, ubio- 
rów i "'yrobów ludowych, wskazał na wielkie bogactwo barw i form w nich 
się kryjl}ce, - w artystycznym świecie wywalczył niejako prawo obywatel- 
stwa dla naszych zduńskich wyrobów i kilimków. Nie dziw więc, le z całą 
mi'ościl} i poświęceniem trudów osobistych i olbrzymIch sum gromadził przez 
szereg lat okazy sztuki ludowej, obok niej jednak skrzętnie takle zbierał to 
wszystko, co mu mówi'o o faunie lub florze ziem polskich. Zbiory te, wzo- 
rowo skompletowane, doly'y się na wspaniałe .Muzeum imienia Dzieduszy- 
ckichc we Lwowie, w r. 1
8o przez załolyciela ofiarowane krajowi, chocia:l 
utrzymywane kosztem ordynacyi Dzieduszyckich. Dzieduszycki był również 
czynnym na polu literackim i wydał wiele prac z dziedziny ekonomii, rolni- 
ctwa i przemys'u. Ale studya przyrodnicze, etnograficzne zajmowały go zawsze 
najbardziej. Pragnąc przyczynić się do rozwoju badań etnogralicznych w kraju, 
ustanowił nagrodę za opisy etnograficzne powiatów galicyjskich a konkurs jego 
imienia da' nam wiele prac bardzo cennych. Pod jego równie:l protektoratem 
wychodziły, wydawane przez Wierzbickiego, publikacye Muzeum przemy.łowego 
miejskiego we Lwowie, którego był jednym z głównych załolycieli i długo- 
letnim prezesem. Ś. p. Dzieduszycki był członkiem całego szeregu fachowych 
towarzystw, naldał równiel do grona współpracowników naszej Komisyi. dla 
której prac okazywał zawsze żywy interes. Umarł 17 września 1899 r. 


CIV 


czyźnie siedzącym pod krzakiem można się domyślać pol- 
skiego stroju; ma on kołpak z kitą na głowie i suknie długie 
wschodniego charakteru. U spodu ryciny czytamy z jednej 
strony: Jean Di// Polonais bn/ent. z drugiej: J. Sommer excudit, 
cum privil. &gis. Kto był ten DiII Polak, czy tak jak F a l k, 
który się podpisywał Polonus - Gdańszczanin, czy z niemieckiej 
pochodzący rodziny. artysta polski innego naszego miasta- 
nie wiemy. Może jak Ziarnko (Kerner, czy Legrain) żył i działał 
więcej za
ranicą jak w kraju. \V żadnym podręczniku i w za- 
dnym wykazie niema o nim wzmianki, tak Rastawiecki jak 
Kołaczkowski o tym rytowniku milczą, a uderzający w po- 
myśle i całej kompozycyi polot i talent dowodzą, że to nie 
mogła być jego jedyna, przypadkowa i wyjątkowa praca. że 
musiały być inne i może gdzie się kryją? Bardzo bylibyśmy 
szczęśhwi, gdyby ta publikacya się do ich odkrycia, rozpo- 
znania i wydobycia na wierzch przyczyniła. Jan van Som er. 
malarz i rytownik niderlandzki z czasów Ludwika XIV, a może 
i wydawca jest nam więcej znany. Ur. się on około 1640 r. 
w Amsterdamie (?), umarł około 1700. Podpisywał się wpra- 
wdzie literami J. \T. S. ale czy zawsze i czy nie było pod 
tym względem wyjątków? W każdym razie tak charakter 
ryciny, jak stroje przedstawionych figur, wszystko jednem 
słowem wskazuje na drugą połow<; X\TII w. i czasom tego 
rytownika odpowiada. Godzi się z tem także znak wodny 
naszej ryciny przedstawiający na barokowej tarczy, uwieńczo- 
nej koroną wiszącą na opasce trąbę. Por. F. d e I M a r m o l. 
Dictiolltlire des .Filignmes, l\1DCCCC. str. 23, gdzie są re- 
produkowane takie same znaki wodne, pochodzące z ręko- 
pisów r. 16 5 [ antwerpskiego pochodzenia. Sądząc z podpisu 
możnaby wnosić, że Dm był tylko rysownikiem, a J. Somer 
jedynie przedsiębiorcą, który rycinę odbijał, ale kto ją ryto- 
wał? Wahać się można - pierwszy, czy drugi? Co do nas. 
uważamy Di1Ia za rytownika także. 
Rycina nasza należy rzeczywiście do ornamentow zło- 
tniczych. Splot nasz kwiecisty to wzór do spiny, czy bro- 
szy stroju kobiecego, zestawiony tylku fantastycznie z kra- 
jobrazem i !'ceną mitologiczną, która kto wie, czy nie jest 
aIluzyą do jakiegoś, nieznanego nam na razie historycznego, 
ale w sposób panegiryczny i pełen barokowej galanteryi po- 
jętego wypadku. Wzór nasz sam przez się uważany przy- 
pomina francuskie tegoż samego rodzaju ornamenty. Podo- 
bne z wielu względów do niego piękne wzory złotnicze, cho- 
ciaż o wiele cięższe i mniej mające lekkości i polotu publi- 
kował Fran
ois lc Febure, złotnik i rytownik, czynny w Pa- 
ryżu między r. 1635-1661. Wydał on je pod napisem IILiure 
de Feuilles et de l	
			

/Czasopisma_105_09_03_071_0001.djvu

			t 
I 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CV 


CVI 


blikacyi oryginalnej rozciąga się nawet pod nim krajobraz. w całej okazałości, pomimo że zniszczony i że barbarzyńska 
I'ublikacya ta nosi tytuł "Lti/re de Fcuillcs d' Orfturerie imlmie ręka materyał, z którego go wyrzeźbiono, pokryła tynkiem. 
per GIdeon L'Egaree. P. Lombard fe. Tytuł i 6 Tablic orna- Cały grobowiec mieści się na ścianie i jest na niej umoco- 
mentów nad krajobrazami. \Vielkość 145 X 100. Z poró\\nania wany bez podparcia mimo wielkich rozmiarów, jego bowiem 
tego i zestawienia wynika, że nasz Jan Dill musiał być tak wysokość równa się 8 m. 40 cm. a szerokość największa 6 
jak le Febure i jak l'Egaree - złotnikiem. Przed laty wy- m. 40 cm. 
dobyliśmy na światło dzienne z zapomnienia wzory Erazma Wątkiem nagrobka jest sarkofag (długości 2 m. 90 cm) 
Kamyna, złotnika poznańskiego (Sprawozdania, T. V. str. z ciemnego prawie czarnego marmuru o falistym profilu, na 
I 
9-136), obecnie z tcj jednej ryciny domyślać się możemy którym leży brodaty rycerz w zbroi, zwrócony w trzy czwarte 
zaginionych drugich wzorów złotniczych Jana Dill Polaka ku widzowi, z książęcą koroną na głowie, wspartej nie na 
i możemy na jej podstawie nlieć wyobrażenie o ich wartości wezgłowiu, ale na hełmie, pod którym znajduje się toporek. 
i charakterze. Zdaje się bo- Jego zakutą w pancerz pierś 
wiem nieulegać wątpliwości, zdobią łańcuchy. Łokciem 
że rycina nasza jest tylko prawej ręki podpiera się na 
częścią wyrwaną z całości '\.. f Y sarkofagu nie puszczając je- 
. fł t::\ / ' . 2) 1- t" . ', ,- 02_ 
i jedną tablicą z szeregu in- I;'J. 
 \LI. dnak z dłoni żelaznej ręka- 
nych. Napis: Cum pri'lltt. Re- 
 wicy; lewą rękę, w której 
gis przypuszczać każe, że 
 
,:.
 1

 L dzierżył wytrąconą mu przez 
DII " ć . ł e .
 
 . r r ,.
J _ J . , . \ ,. .2 

 
 " . 
'i .J 
wzory i a WYJS musla y _ CJ :. czas i zniszczenie buławę, 
w Paryżu, gdzie papier an- opuścił wolno na udo. Nogi 
twerpskiego pochodzenia był 9> 
@. 
 ;) 

 I 
 

 . ma zgięte: prawą w pozy- 
prawdopodobnie rozpowsze- , .c> ,0 - (. 5' ..., 
 .'" cyi pionowej, lewą w pozio- 
chniony. ,,) (t.. mej. Kompozycya leżącej fi- 
..
 . "'IJ. <;bc..
 
- W dalszym ciągu 
 .'3'}/,. () gury zmarłego w pozie art y- 
przewodniczący przedstawił Ą 
 _ 
 '- 
 
 . . (0) ' ' . :> stycznie obmyślanej i wy- 
komunikat p. W orobjewa ' 
' \ ' C) 
 -'I konane J ' z mistrzowstwem 
- 
(2.i' "':>- " 
z Łomży o ruinach biskupie- - f.. 
 " \. 1 CI była trudną, bo miało się nie 
:.') . 
 \ '.:J 
go zamku i kościoła parafial- 
 
 \. Y ".
 ' o z draperyą do czynienia, ale 
nego w Broku (powiat 0- e.-
 \.f \'2 
 
rr 
)- ).. ze sztywną zbroją. Artysta 
strowski, gubernia Łomżyń- , ,
J} korzystając z dobrego wzo- 
ska). W XVI wieku Brok 
 
 ;-'>[- 
 I I.
' - . 
 ru, układem figury i pro- 

 T -'\ .1.) ('"' 
był ulubioną rezydencyą bi- . 
 _ ' . , ., -;;
_ . porcyą starał się efekt osię- 
skupów płockich. Dochowa- . ., . gnąć. Materyał ten sam jak 
ły się dość dobrze renesan- e. e sarkofagu. Tylko że tumbę 
sowe ściany budowy, wie- :f:. 5':) 
 
 od otynkowania uchronił 
ża i kaplica, których foto- wymalowany złotemi lite- 
grafie p. W orobjew Komi- .. .. rami w starocerkiewnym ję- 
syi przedłożył, jak również 
A ... \ zyku napis, którego nie 
fotografie kościoła parafial- ..:' , 

. ,'t . JJ .. o .I
. chciano zamazać. Objaśnia 
nego w styl
gotyckim 
 r l e- 
 o'. ,. . "
' . . 
: ." 
_ on S t am b Postać spoczywającą 
nesansowyml motywami z at . ,'.._ . _ .
. 
,' na um ie: 
154 2 - 1 54 6 . Komunikat ten . . 'v' 
 ,
 . .... . -- . ROHGTt1HTIH lOim- 
wejdzie w skład oddzielnego 
,:-
}'\ '. <
 
. 
 HOr.H'rb RHHt3b G)GTPU- 
-:'I- 
artykułu z innymi komuni- . .. .,' 0_. 
 
.1 
 . -- ..... -:' 3RUł, rHTMt1Hn f.8i\HRfl- 
katami p. Worobjewa. ...... -::- -, ......" . "(. rG) KHHt3GTf.il i\HTOf.- 
_ P. Hieronim Ło- c. 
-:. 
-...:.:-
' _---.:.._

 
P aciński nadesłał cieka- ..r.-_r "....!.: ..,,
 ,... ''''0 
_"'.ł1'
'-",I_'" GRt1I'O, 3łlllIłł IJI
HI
Mn 
ł
OGTO'łHłl 1'06i\rO'łTtm 
wą kopię i opis obrazowa- Fig. I. Jan DiII Polak. Ornament złotniczy, rycina, własność Muzeum XX. 
nej aIJegoryi politycznej z Czartoryskich w Krakowie. II XPt1I1POGTIIO f.U6Pfl- 
czasów Stefana Batorego, znajdującej się w bibliotece p. Jó- H6X'b I1P6Gi\i1ł
rTIII, MłlOrlHt uYKł
H łiJKIHt Pt1AH 
zcfa Lipińskiego w Strzałkowie, w powiecie Stopnickim. G)TPUKOł
'h 
'łIl/\Hlpfl GTPł1HHOIlPI I 6MHHI
'" łłB- 
Opis ten wydrukowaliśmy jako osobną pracę w niniejszym MUllłHHX'h PilAH & KHHtiKHłIIH Gf.06'"'b (j)GTP03- 
tomie Sprawozdań p. t. Mons Rei Publieae P%nae I578 (zob. 
kolum. 273 i nast.). GROM"h fi & GTOi\HO/\"L I'PilAlI MłTOf.G ROM'b &H/\HlI 
- W końcu Dr. Feliks Kopera przedłożył foto- GU3Ailf.HIIł; f.TOP
IO r6
łMh1HIIO IIPHG
HtlhIHt IW- 
grafię grobowca ks. Konstantego Ostrogskiego w PeczerskieJ rOPOAHł.ł.1.1 116'ł6PGRIIi\ I 110 I1P6GTi1ł
i\6HIIł Gf.OB,\\'b 
Ławrze w Kijowie i medal jego syna w jej skarbie. GIIOAOł;HGHt IIOi\OiK6H'b łillTH.1 t1
"'1' I'OA
. 
W lewej nawie Peczerskiej Ławry. tuż przy wejściu 
spotyka się rzecz niezwykłą w cerkwiach: wielkich rozmia- 
rów rzeźbiony grobowiec (Fig. 2 i Fig. 3). Do niedawna 
był on nawet zakryty ikonem, aby nie raził oczu prawosła- 
wnych. Dziś wobec restauracyi cerkwi odkryty występuje 


W przekładzie polskim brzmi ten tekst: »Konstantyn, 
syn Jana, książe Ostrogski, hetman Wielkiego Księstwa Li- 
tewskiego, obroną wschodniej religii i chrobrością w walkach 
przesławny, liczne cerkwie boże, dla sług szkoły, dla cho-
		

/Czasopisma_105_09_03_072_0001.djvu

			CVII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CVIII 


rych szpitale w księstwie swoim Ostrogskim i w swoim sto- 
łecznym litewskim grodzie w Wilnie wystawiwszy, pragnął 
być pochowany po śmierci we wtórej Getsemanii przeświętej 
Bogarodzicy peczerskiej 1534 rokue. Ta data jest oddzielną 
i nie wiąże się z tekstem a w każdym razie nie odnosi się 
do śmierci Ostrogskiego, który umarł o rok wcześniej. Czy 
odnosi się ona do powstania grobowca, 
jakby wynikało i czy jest jego datą? 
Lecz porzucam to pytanie dla dalsze- 
go opisu. 
Tumba spoczywa na trzech lwach 
zwróconych odśrodkowo w trzy różne 
strony. To rdzeń kompozycyi. Z tym 
rdzeniem wiążą się organicznie dwie ko- 
lumny przyparte do ściany i wsparte 
na lwich łbach. Kapitele ich są ozdo- 
bione liściastym ornamentem i głów- 
kami aniołów. Na tych kolumnach sil- 
nych i przeznaczonych do wytrzyma- 
nia ciśnienia okrągłołukowej renesan- 
sowej archiwolty, wznosi się łamany 
okap upstrzony rozetkami. Pod nim 
zatoczony płaski łukowy mniejszy gzyms 
a od niego zwisa zasłona. Upinają ją 
amorkowie z kołczanami zawieszonymi 
przez ramię. Dekoracyą uboczną jest 
umieszczona ponad zasłoną poduszka, 
na której złożona księga z mitrą, po- 
mimo, że ta mitra mieści się już raz na 
głowie zmarłego. Z trzech stron grobo- 
wca zatoczona jest ornamentacya z ba- 
rokowych tarcz, sztandarów, armat, to- 
porków, jednem słowem różnorodne 
panoplion... (Fig. 2). 
Materyał tej rzeźby na załączonej 
reprodukcyi, wyglądającej w s k u t e k 
zmniejszenia daleko subtelniej, niż w isto- 
cie, podobnie jak zasłon amorków, z po- 
wodu tynku trudno z wszelką stano- 
wczością rozeznać. Mogłem zaledwie 
badać dolne części panoplionu i wspól- 
nie z p. Wittygiem z Warszawy skło- 
niliśmy się do mniemania, że użyto 
tego samego czarnego marmuru, mnie- 
mania, za które niepodobna brać od- 
powiedzialności. Co do mnie patrząc 
na całość nagrobka i analizując ją skła- 
niam się ku zdaniu, że na grobowiec 
Ostrogskiego złożyły się dwie epoki: 
wiek XVI, nie długo po jego śmierci, 
może w istocie r. 1534, gdy go w grób 
złożono i początek wieku XVIII, gdy pożar Ławry roku 17 I 8 
renesansowy grobowiec uszkodził i obrócił jego architektoni- 
czny organizm w ruinę, którą w duchu epoki odrestaurowano 
i ubrano dekoracyą, o ile można było najwspanialej. W ten 
sposób widzę w sarkofagu wspartym na lwach z figurą Ostrog- 
skiego, w zasadzie skomponowaną na wzór Zygmuntów kaplicy 
Jagiellońskiej i w kolumnach nie jedynie do dekoracyi prze- 
znaczonych, ale do dźwigania resztki dziś artystycznie mar- 
twego organizmu grobowca z epoki Odrodzenia. (Fig. 3). Na 
tych kolumnach domyślam się renesansowego łuku, któryby 
na nie parł, z rzędem kasetonów a na ścianie nim zakreślonej 


.
 
" 


"iJ 


. ł 

. 


-- 

I"" "\'I 


niszy, płaskorzeźb, które XVIII wiek usunął, mmeJ niż XVI 
pobłażliwy. Kapitele nie zdają się należeć do dawnego pomnika. 
W miejsce jego archiwolty dano inną, niestosowną, za pła- 
ską, barokową. Obok niej, około zrębu dawnego grobo- 
wca i renesansowych ruin oplotła się nieorganiczna, okazała 
ornamentacya końca XVII i początku XVIII wieku, z cza- 


.r 


" 


\17'1 
-. \.-.\ 

'
 


\ 


........ 
\ 


." 
,
 


, . 

'1'" 


ł
 
\ " 


.\ 


\i. 


," 


" 
\\ 

 


'" 


.... ' 


"'. 


""\ 



. 


-' 
- . "'I 


\ 
. , 


A' 


., 


-, -..... 


,- . 

\ t:;
 
,\,t'\\. " j 



 


'- 


, \. 
., 


",

' \ 
. '\- 


, 


t, 
J , 


"- 
\ 


- 
- 


) .' .., 
. 
 


)1 



.. 

{
.t\'
 "': ( '. 
,
 ' 


 

 


'. 




 
,.:
 
" J l' 
.J 
'\ 


, : 


" 

 ' 


.. - 
, 


1 
I 
.1 


f,it 
I 
l . .:
t 
\ ;i 
I '\ł 


+ 


... 


....... .'''' 


'\\ ,,'. 


. 
\ '. 


.' . 


< .., 
 
", , 
....1t: 


.\ 
.. 


ii 


Fig. 2. Kijów, ł'eczerska Ławra, Nagrobek Konstantego X. Ostrogskiego. 


sów podobnych prac nad cerkwią. Wnuk jaki po kądzieli 
wcześnie zgasłej rodziny po spaleniu cerkwi r. 1718 i po 
poświęceniu jej r. 1729 mógł patrzeć już na monumentalny 
nagrobek swego pradziada hetmana a nietylko zabierać 
i pretendować o olbrzymi przez niego ugruntowany majątek. 
W każdym razie nagrobek Ostrogskicgo w kijowskiej 
cerkwi jest widocznym znakiem zwycięstwa sztuki zachodniej 
nad kulturą wschodnią, skoro niecierpianej przez kult rzeibie 
otworzyła wejście cerkwi tak pierwszorzędnej, jak Ławra, 
ale wobec tego, że nad grobowcem, jak się mnie zdaje, pra- 
cowały dwie epoki, zwycięstwo to jest dwukrotne i przed- 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_073_0001.djvu

			t 


elx 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


ex 


stawia dwa wybitne świadectwa wpływu kultury Zachodu, jedno 
z pierwszej połowy X\'I a drugie z początku XVIII stulecia. 
Jeszcze jeden niepośledniej wartości zabytek po Ostrog- 
skich mieści się w kijowskiej Lawrze. (Fig. 4 i Fig. 5). 
Podczas obecnie prowadzonej restauracyi ccrkwi natrafiono 
w listopadzie 1898 r. na zapomnianą kasę mnichów, ukrytą 


. .. 


----
 



 -- 



,1" 


, 
" 


- 

, 
,'ł. 
, 


-.
 " 
-,11!" 
f 


LI 


I I 


'-_o 


... 


I -
 


\ 
" 


. ..
 -::::. "-..- 
,
?,} , 
" ..' 
, ': )j,",'
, 


.
 


'''.; . 
I, 


'."'- . 
" 



. 


. 
I 


, 
..' 


;"..; . 
. ' , 


I ł 


. \ . 


Po jednej stronic (Fig. 4) widzimy popiersie prawie 
wprost, głowa i oczy zwrócone cokolwiek na prawo, wąsy 
i broda jeszcze dłuższe niż nosił ojciec, szuba futrzana" 
W obwódkach podwójnych perełkowych napis w otoku prze- 
dzielony u góry głową: CONSTANTIN': Có. D: G. D\'X. 
05TROGI.rE. 1'. KIO. M. T. WO: C. W. A zatem COllstan- 
tmus Constantim: Dei gratta dux Ostro- 
glae, palati1/us Kiovlae. lllarescalcus tt'r- 
rarum Wollłymae, capita1/eus Wladimi- 
l'imsts. 
Strona odwrotna przedstawia czte- 
ropolową bardzo ozdobną labrami tar- 
czę z herbami św. Jerzego, Pogonią li- 
tewską, dalej następują Ogończyk z Le- 
liwą, herb Ostrogskich i strzała w pół- 
pierścieniu w środku przekrzyżowana, 
nad tarczą ukoronowany hełm a w nim 
trzy strusie pióra. (Fig. 5). W podwójnej 
perełkowej obwódce napis otokowy, 
przedzielony u góry piórami: ANAGR. 
EN. VT. VOX. INSONS. DUCIT IN. 
ASTRA. S\'05. 
Anagramy tej dotąd nie udało 
mi się rozwiązać. 
Medal bity w złocie w celu nosze- 
nia go na łańcuchu miary 41 mm. Załą- 
czona reprodukcya naturalnej wielko- 
ści daje wyobrażenie o wysokiej arty- 
stycznej wartości medalu. Artysta przed- 
stawił wysokiego senatora i pierwszo- 
rzędnego magnata Polski z odpowiednią 
godnością i uwydatnił typ indywidualny 
jego pomarszczonej twarzy z wiszącą po 
pas brodą. Typ dla artysty był niezwy- 
kły, ale przedstawił go w sposób orygi- 
nalny i z dobrem pojęciem tematu, 
unikając tak pospolitego profilu, prze- 
jętego z klasycznych monet, któryby 
jednak klasycznych linij nie wydobył 
z twarzy księcia. Strona odwrotna wy- 
konana jak najlepiej, tak że medal ks. 
Ostrogskiego należy do najlepszych 
medali, jakie sztuka wogóle wydała. Tak 
oba zabytki wykonane dla Ostrogskich 
są dziełami sztuki niepospolitej i pro- 
duktami kultury nie wschodu, ale za- 
chodu, tak że nie wyróżniają się sty- 
lowo od naszych zabytków, jak gdyby 
Ostrogscy spoczywali na krakowskim 
cmentarzu. 


... 


, 


'"- 


..! 


.-. 


ł. 

 


.' 


. " 


"\ 


'. 


',\ 


.. 


'I
 


l I , 
, 1.. 


.j\ 
\11\ \ , ' 1\ 
li 
" '. 
",. \ \ . 
",' \ . 
ol'. ',,
 , 
" \ 



, 


,,' 


Fig. 3. Kijów, Peczerska Ławra. Figura z grobowca l(onstantego X. Ostrogskiego. 


w chórze częścią w głośnikach, częścią w niszy za żelazną 
kratą. W tym skarbie, który obecnie zabrano oczywiście do 
Petersburga utartym zwyczajem, znajdował się nieznany 
dotąd medal ks. Konstantego Wasila Ostrogskiego, syna tego, 
którego grobowiec opisałem. Przedstawiony jest w podeszłym 
wieku, zapewne niedługo przed śmiercią a żył lat 81. Umarł 
w r. 16o
 a zatem medal pochodzi mniej więcej z końca 
XVI a początku XVII wieku. Należy on do tego typu me- 
dali, który wytworzyło niemieckie medalierstwo, a który sta- 
rałem się scharakteryzować w pracy o »Darach dla Erazmac 
(Zob. Sprawozdania T. VI. str. 126). 


. 



 


- P r o f. M. S o koł o w s k i uzu- 
pełnia komunikat Dra Kopery następującemi uwagami. Kilka- 
krotnie Sprawozdania zajmowały się pomnikami i znaczeniem 
wielkiej rodziny Ostrogskich. Jeszcze w T. 111 Sprawozdań, prof. 
Łuszczkiewicz zastanawiał się bliżej nad działalnością budo- 
wlaną tego znakomitego rodu w tak interesującej pracy p. n. 
Ruina bohojawleńskiej cerkwi w zamku OstrogsktClł na Wołyniu. 
str. 65-92. Książe Tadeusz Lubomirski ogłosił w Sprawozda- 
lłtach, T. VI. str. 208-221: tak barwne swą tre
cią i tak żywo 
do wyobraźni przemawiające REgestra skarbca ksiq:Jqt Ostro g- 
skich w DlIbnie spisane w r. I6I6. Komunikat zatem Dra Feliksa 
Kopery jest tembardziej pożądany, że dopełnia zasób zna-
		

/Czasopisma_105_09_03_074_0001.djvu

			f 
ł 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXII 


CXI 


nych nam pomników po Ostrogskich pozostałych i szczegó- 
łów ich dotyczących, dwoma ważnymi kijowskimi zabytkami. 
Nacisk jednak położony na charakter zachodni tych zabyt- 
ków, jakkolwiek w zasadzie zupełnie słuszny, mógłby ktoś 
uważać ze stanowiska szerszego, zwłaszcza w tym wypadku, 
może za zbyteczny. Wpływy naszej cywilizacyi i zachodniej 
kultury na tych wschodnich kresach Rzeczypospolitej są 
oczywiste. Nie potrzeba otwierać oczu zbyt szeroko, żeby 
je wszędzie stwierdzić. Slepy może je namacać i to na całej 
przestrzeni Rusi od północy - do najdalszego południa. Cer- 
kwie murowane, a sięgające powstaniem X\'I, jeśli nie osta- 
tnich lat XV W., są w swych architektonicznych i ornamen- 
tacyjnych 6Z(:zegółach gotyckie albo renesansowe na Litwie 
i na Wołyniu, nie mówiąc o rezydencyach i zamkach, a cóż 
dopiero jeśli chodzi o fundacye Ostrogskich lub zabytki do 
nich się odnoszące! Konstanty Wasyl żeni się z Zofią Tarnow- 
ską, córką w. hetmana Jana Tarnowskiego. Wznosi on nie tylko 
swej żonie, ale jej ojcu i bratu wspaniałe nagrobki w Tar- 
nowie, a syn jego Janusz poślubia Węgierkę Zuzannę de 
Seredy, przechodzi na katolicyzm 
i pozostawia nam tamże to kolo- 
salne mausoleum, które dla trze- 
ciego dziesiątka XVII w. jest takim 
wyjątkowym u nas pomnikiem, 
jak nagrobki Tarnowskich dla koń- 
ca XVI w. Pamięć Padowana i Jana 
Pfistera jest z nazwiskiem Ostrog- 
ski ch nierozdziclnie związana. Na 
wszystkich zresztą objawach niele- 
dwie kulturalnego życia w w. XVJI 
i XVIII znajdujemy na Rusi i w Ki- 
jowie samym oczywiste wpływy 
baroka i nawet rokoka, które się 
wplatają w miejscowy bizantynizm, 
raz występują silniej, to znowu 
słabiej, a w wielu wypadkach za- 
stępują zwycięzko i w całości miejsce wpływów wschodnich. 
Wszystkie objawy sztuki ruskiej tych czasów zacząwszy od 
budownictwa, a skończywszy na rytownictwie, na drzewo- 
i miedzio-rytach i iIlustracyach ksiąg liturgicznych i cerkie- 
wnych, są przesiąknięte barokowymi pierwiastkami, które im 
nadają im właściwy charakter. To też bardzo być może, że 
przebudowa grobowca Konstantego Ostrogskiego hetmana, 
którego analizę przeprowadził p. Kopera, dokonana została 
w pierwszych dziesiątkach XVIII w. nie przez jednego z po- 
tomków rodziny, ale przez samą Peczerską Ławrę, pragnącą 
uczcić pamięć swego dobrodzieja i to w stylu zachodnim, z fi- 
rankami, armaturami, panopliami, giętymi architrawami i pul- 
chnymi amorkami tych czasów. Nagrobki zresztą wschodnie, 
naj wspanialsze nawet, i te, do których największą wagę i cześć 
przywiązywano, jak Mohyłów w Suczawicy i Putni e na Bu- 
kowinie, jak Olelkowiczów w Słucku, są zupełnie innego 
rodzaju i nic z nich do podniesienia wspaniałości istnieją- 
cego już grobowca Iletmana czy jego restauracyi zastosowaćby 
się nie dało. 
Dodać przytem należy, że jeżeli marmur figury zmarłego 
i sarkofagu jest czarny, to jest rzeczą bardzo wątpliwą, aby ta część 
nagrobka z r. 1534 pochodzić mogła. Przynajmniej z tych cza- 
sów pochodzących pomników wykutych w czarnym marmu- 
rze - dotąd, o ile nas pamięć nie myli - nie znamy. Użycie 
marmurów ciemnych jest wogóle późniejsze, a zupełnie czar- 
nych najpóiniejsze. Mogłyby być wprawdzie pod tym wzglę- 


,
., 


.. 


.... 
.... 
-. 
_t.,,_. 


-. , 


 
'" 


-, -....... "-\;; ;" 


,.. 


Fig. 4. 


Medal Konstantego X. Ostrog- 
skiego, ze zbiorów peczerskiej 
Ławry w Kijowie. 


dem nadzwyczajne wyjątki, ale te dałyby się jedynie wytło- 
maczyć wyjątkowymi miejscowymi warunkami (por. Sprawo- 
zdania, T. VI i T. VII. L. 149, str. 153 i n.), czyli, że byłby 
to marmur miejscowy, a na sprowadzenie innego z dalszych 
okolic czy krajów, nie chciano łożyć kosztów, co wszystko 
się nieprawdopodobnem wydaje. Na całej przestrzeni Woły- 
nia, Podola i Ukrainy prócz labradoru krzemienieckiego, 
żadnego innego monumentalnego materyału nie znamy. 
Jeszcze jedna uwaga co do medalu, a raczej co do 
herbu na nim. Herb ten składa się z czterech godeł, tych 
samych, chociaż nieco inaczej rozłożonych, niż te, które na 
wstępie do rozdziału o rodzinie Ostrogskich pomieszcza Pa- 
procki. Tarcza podzielona jest na cztery pola. W górnych 
na lewo widzimy św. Jerzego na koniu, a na prawo Pogoń; 
w dolnych zaś godło znane pod nazwą herbu Ostrogskich, 
złożone z Ogończyka i Leliwy, tudzież znak kombinujący ze 
sobą jakby odmianę Bogoryi z herbem Kończa. O pochodze- 
niu tego herbu pisze Paprocki a za nim inni heraldycy, nie mało 
sobie nad nim głowy łamiąc. Jak są bajeczne te tłomaczenia 
i jak nie wytrzymują pod żadnym 
względem krytyki - dowiódł, jak 
sądzimy, tego w sposób zupełnie 
przekonywający Łuszczkiewicz 
w przytoczonej wyżej pracy (zob. 
Sprawo:::dania, T. III, str. 89). Wy- 
tłomaczenie herbu Ostrogskich, 
o ile wiemy, dotąd nie nastąpiło. 


-
.. 
-
<: 
:....
 


__

-c:. 

,'\; 


-,
", :.: 
; 


. - '" 


-

 



' . -' 
"--,,. --ło_ 
4.-:';."A 


Posied:::mie dnia 22 lutego I900 r. 
- Pro f. Wł. Luszczkie- 
w i c z przedstawił wypisy z księgi 
wydatków odnoszące się do arty- 
stycznych prac w kościele św. 
Katarzyny w Krakowie w latach 
17 12 - 17( 3, sporządzone przez 
ks. A. Sutora 1. 
Następnie p. J u l i an P aga cz ew ski podał wiado- 
mość o nieznanych figurkach używanych do kościelnych s
o- 
pek czyli t. zw. jasełkach z klasztoru św. Andrzeja w Kra- 
kowie, ilustrując swój referat licznemi fotografiami. Jasełka 
rzeźbione są z drzewa i polichromowane i pochodzą z ró- 
żnych epok. Do naj starszych należą dwie figurki Matki 
Boskiej i św. Józefa, resztki z najdawniejszego kompletu 
a posiadające zarówno pod artystycznym jak i obyczajowym 
względem wyjątkową wartość, którą jeszcze podnosi śliczna 
pierwotna polichromia, jaka się na pierwszej z nich docho- 
wała. Obie datują jeszcze z drugiej połowy XIV w. a różne 
okoliczności, zwłaszcza zaś ołowiane litery E z koronami, 
użyte jako ornament na szatach, uzasadniają przypuszczenie, 
że są darem chyba tylko królowej Elżbiety, córki Łokietka 
a żony Karola Roberta d'Anjou, która po śmierci Kazimierza 
Wielkiego obejmuje w Polsce rejencyę z ramienia swego syna 
Ludwika, rezydując na zamku krakowskim pomiędzy 1370 
a 1374 r. Jasełka uzupełniane z biegiem lat w miarę bra- 
ków, wykazują znamiona różnych stylów. Z epoki rozwi- 
niętego a jak się zdaje włoskiego renesansu pochodzą nie- 
zwykle pięknie rzeibione figurki 3 królów, pełnych majesta- 
tycznej powagi. Z epoki baroka dochowało się znacznie 
więcej okazów, z których przedewszystkiem zastanawia rea- 
listycznie i z wielką brawurą traktowana figurka garbatego 


Fig. 5. 


Odwrotna strona medalu Kon- 
stantego X. Ostrogskiego ze 
zbiorów peczerskiej ł.awry w Ki- 
jowie. 


. 


I Wypisów tych redakcya nie otrzymala. M. S.
		

/Czasopisma_105_09_03_075_0001.djvu

			ł 
I 
, 


eXIlI 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


ex IV 


Fig. 6. Kaługa, Dom Maryny Mniszchówny. 


ł 


starca, zbliżona do neapolitańskich a tak wtedy rozpowsze- 
chnionych jasełek. Z tych czasów pochodzą - oprócz ma- 
łego, pozłacanego żłobka - pełne charakteru a niezawodnie 
krakowt.kie figurki kolędujących pasterzy, modlącego się mie- 
szczanina, grajka oraz laleczka przedstawiająca Dzieciątko 
Jezus. które błogosławi, stojąc na zgrabnem barokowem krze- 
sełku. P. J. Pagaczewski zwracał nadto uwagę jeszcze na 3 
zabytki, które niegdyś łączyły się zapewne bezpośrednio z ja- 
sełkami, w każdym zaś razie z obchodem świąt Bożego Na- 
rodzenia. Są to naprzód dwie kołyski dla Dzieciątka: jedna 
z końca XV w. pochodząca przerobioną jest - jak się 
zdaje - ze żłóbka, którego boki zdobi rzeźbiony ornament, 
podobny jak na stallach w Bieczu, druga jest już zabytkiem 
XVII w. Do tej ostatniej kategoryi zaliczył referent także 
bogato złocone a dziś już do szopki nieużywane karełko, 
w rodzaju tronu, na którem zasiada Dzieciątko. Jasełka, usta- 
wiane w oratorium na I p., 
są dostępne tylko dla kla- 
sztornego personalu '. 
p r o f. M. S o koł 0- 
w s k i przy tej sposobno- 
ści zestawił jasełka kla- 
sztoru św. Andrzeja z in- 
nemi znanemi i podnosił 
fakt, że pozostałe z XIV 
wieku figurki należą do 
najstarszych i najcenniej- 
szych zabytków tego ro- 
dzaju a oprócz artysty- 
cznego mają szerszy kul- 
turalny interes. Luigi Cor- 
rera w piśmie fArte. wy- 
dawanem w Rzymie przez 
prof. Adolfa Yenturi (Ze- 
szyt VIII-X Agosto-Ot- 
tobre, 1899), ogłosił pracę 
p. n. II presepe a Napolz
 str. 325-347. Z pracy tej dowia- 
dujemy się, że w Neapolu jeszcze w r. 1021 istniał kościo- 
łek pod nazwą Santa Maria de! Presepe, coby dowodziło, 
że powszechnie przyjęta data powstania jasełek, a odnoszona 
do sławnej sceny w Greccio z żywota św. Franciszka z As- 
syżu, o wiele dawniejszych sięga czasów. Wedle tego autora 
pierwsze wzmianki jednak o figurach jasełkowych sięgają 
dopiero końca XV w. .Figurarum sculptores«, czy to w pła- 
skorzeźbie czy w statuetkach, wymienieni są w dokumencie 
z r. 1478. Z tej epoki datują, chociaż do wyrobów tych »scul- 
ptores« nie należą, naj starsze znane a tak sławne pupazzi nea- 
politańskie w kościele S. Giovanni a Carbonara, które Correra 
publikuje. Są to figurki z drzewa wyrzeźbione, malowane 
i złocone, z wyraźnym i pełnym wdzięku charakterem quat- 
troct'1lto, Marya, Józef, szereg aniołów, prorocy i sybille. Lecz 
rzecz charakterystyczna, są one oczywiście, jak cały styl do- 
wodzi - pochodzenia flandryjskiego. Z X\'I wieku pochodzą 
resztki takiego presepe w kościele Ś. Klary i w kaplicy Na- 
rodzenia Naj. Panny fundowanej przez sławnego poetę San- 
nazaro. Wszystkie inne są o wiele późniejsze. 
Max Schmederer w Monachium posiada naj bogatszy 


,. . 
\ 


.c....., '. 

"!' 


, . 
.1,- , 
'1 


; 
I 


..'
 


.. . I' 
"r. ::..,'
' 


... 
,. 


..- - 


. .1:: , 
 
...' ";: .:
... -
.;

.. 


" 
lI.-X L _- 
... .. 


J 


ł 


l Praca p. J. Pagaczewskiego ukałe si
 w VI tomie Rocznika krako- 
wski
go. W chwili redakcyi niniejszego zeszytu praca ta si
 jul pojawiła 
pod napisem »7tlulka krakowski
 napitial J u Ii a n l' a g a c z e w s ki, zob. 
Roc:mik krakowski, T. VI. 1902, str. 94-137, tudzieŻ w osobnej odbitce. 


J" 


,.,0 


zbiór takich figurynek neapolitaIlskich, sycylijskich, hiszpań- 
skich i tyrolskich. W r. 1895 nabył on w Neapolu jedno 
z największych presepe za 15000 lirów. W Niemczech nie 
są one bardzo powszechne. Otte (lItl1Idbu
h I, str. 368) wy- 
mienia jedynie jasełka w drzewie rzeźbione i malowane w t. 
zw. »szarym klasztorze« w Berlinie, tudzież lane z metalu 
w klasztorze w Marienfeld koło Gi.itersloh w Westfalii. 
- P. Grzegorz \Vorobjew nadesłał Komisyi arty- 
kuł swój p. t. Dom Maryny Mniszchówny 'lV Kałudze, ogło- 
szony w Istoriczeskom Wit'stnikU' za r. 1899, VI kniga str. 
968-972. Podajemy go wraz z podobizną domu (Fig. 6) 
w tłomaczeniu p. Emanuela Świeykowskiego: 
Po tragicznej śmierci Dymitra I, zwanego Samozwańcem, 
dnia 17 maja 1606 r. w l\Ioskwie, nieszczęśliwa caryca Marya 
Jurjewna, jego żona, musiała znosić prześladowania nienawi- 
stnego losu. Historya Maryny jest równie tragiczna jak hi- 
storya jej męża. W liścic 
do króla Zygmunta III 
z d. 15 stycznia 1609 r. 
pisała: . Jeżeli przeznacze- 
nie z kimkolwiek igrało, 
to ze mną przedewszyst- 
kiemc. - 1 rzeczywiście, 
szczęście prawie nie za- 
błysło dla tej kobiety ob- 
darzonej inteligencyą. pię- 
knością i rozumem. Los 
ją osadza na tronie mo- 
skiewskim, lecz ją wnet 
opuszcza szczęście i ten 
sam los odsadza od tronu, 
rzuca na pastwę awantur- 
ników i wystawiwszy na 
próbę wszelkich obelg i 
upokorzeń, zamyka wre- 
szcie w ciasnych murach 
więzień moskiewskich, wśród których pełna wdził.ków ta nie- 
gdyś carowa skończyła swe dni pełne zgryzoty, zmożona cho- 
robą i smutkiem, jak powiadają jej historyografowie. 
Przygnębiona upadkiem i nieszczęściem męża, opuszczona 
przez własnego ojca i króla Zygmunta III, rzucona na igra- 
szkę losów, słowem nie widząc w nikim dla siebie współ- 
czucia, zmuszona była młoda caryca-wdowa bez żadnych 
względów egoistycznych, które jej historycy przypisują, udać 
się o pomoc i rzucić się w objęcia tego, który się przezwał 
wyratowanym od śmierci jej mężem - carem Dymitrem. 
Historya wie, jak wygodnem i konieczne m było dla tego 
»caryka« " którego zowią .Łżedymitrem lic lub .Tuszyńskim 
złodziejem« mieć przy sobie i po swojej stronie Marynę. 
Od pierwszej chwili jej pojmania pod wioską Lubiennicami, 
starał się on nie rozłączać się z nią i tylko groza strasznego 
niebezpieczeństwa zmusiła go samego do ucieczki z Tuszyna 
do Kaługi (d. 29 grudnia 1609 r.), chociaż mamy pewne dane, 
że on i to uczynił za jej wiadomością 2. Egzystencya :\Iaryny 
nie była przyjemną w Tuszynie po ucieczce męża, może dla 
niej niezbyt miłego, gdyż postanowiła podążyć za nim do 
Kaługi i w końcu po gwałtownej scenie z Janem Sapiehą, 


,,
\ , 
.,.::.. --t, 


- # 
." I . 
.r
 .,
 . . 


.'
 "'
. , 


:...... 


,'-' .... 
.. : t. ...i..
 
. ....- ....'-, 


."., 


« 

i?'[
 .IR. 


'. 
.:


., 
. .
 
. . i 


n"'

 '



 
'
..';.J:
i! .,(- 


-
 


:...: : ,
. 


, .. 


'"oL.- . !' 
 


. ' 


.
 


. r'to ' .. 


..... 


Autor w dopisku uwzgl
dnil od' tej daty wyszlI} na świat monografi
 G. HagN '0. 
Di
 W
il.,.adllskn"pp
. 1902«. (M. S.). 
l Historya jeszcze nie wyjaśniła, co to by la za osobistość i mole nigdy 
nie wyjaśni. G. W. I M a r t i n u s H a e r. Ch,-onicon, G. W.
		

/Czasopisma_105_09_03_076_0001.djvu

			CXV 


SP A WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXVI 


odwodzącym ją od tego zamiaru, puściła się w drogę, w prze- 
braniu męskiem polskiem, i dotarła szczęśliwie do Kaługi. 
Działo się to w drugiej połowie lutego 1610 roku. W Kału- 
dze pozostał caryk, czyli,. Tuszyński złodziej c aż do śmierci1, 
w otoczeniu oddanych sobie ludzi, urządziwszy tamże swój 
pobyt dosyć okazale. Karamzin mówi, że zajmował najlepszy 
dom w mieście 2 , a Kostomarow pisze, że Samozwaniec z Ma- 
ryną mieszkali początkowo w monasterze, a potem w wybu- 
dowanym dla siebie osobnym dworcuII. 
Do obecnej chwili na jednej z głuchych ulic kałuż- 
skich (IIpoJIOMJloil:), za EcpeayiłcKHM'b oBparOM'b, blisko rzeki 
Oki, pokazują starożytny dom murowany o pięknej archite- 
kturze wieku XVII, zupełnie charakteryzującej typ 
dworców z tej epoki. W gwarze ludowej 
zowie się on MarynuszJdn dom. Nazwa ta 
do tego stopnia została przywiązana 
do owego domu, że jedna z jego 
właścicielek około r. 1870 na- 
zwała się od niego Marynu- 
szką, chociaż nie było jej 
wcale na imię Maryna. 
Wiadomości d o kła - 
dnych o czasie wy- 
budowania tego hi- 
storycznego d o m u 
nie mamy. Rękopi- 
śmienne źródła od- 
noszące się do nie- 
go zaczynają się 
z końcem XVII w. 
Z aktu podziałowe- 
go z r. 1697 dowia- 
dujemy się, że nale- 
żał do rodu Korobo- \ 
wych. Byli to miesz- 
czanie, zajmujący się 
handlem. O tem w jaki ' 
sposób się ten dom dostał 
w ich ręce, nie mamy wia- 
domości. Po wygaśnięciu mę- 
skiej linii Korobowych w roku 
1870 przechodzi ten dom spadkiem 
w posiadanie mieszczanki Łabachinowej '. 
Dom ten jest jednopiętrowy. Parter znacznie 
zapadł się w ziemię. Temu dwadzieścia lat 
zwracał uwagę badaczy swemi kryjówkami i podziemnymi 
korytarzami. Jeden z nich przedstawiał około r. 1870 długość 
całej ulicy. Tu były ślady stajen, a ze stajen wyjście do 
wąwozu (B'b OBpar'b). Drzwi lane żelazne o silnych zaporach, 
komnata bez drzwi i okien, do której było wejście ze strychu 
około komina, a wyjście do podziemia, zaciekawiały zwie- 


." -I 


dzających. Widać. że ,.carykc urządzając te wszystkie »chy- 
trościc w dworcu, miał na myśli korzystanie z nich w razie 
zmiany stosunków lub niespodziewanego napadu. Ze scho- 
dów i przybudówki pięknej, murowanej, wiodących na górne 
piętro w środku fasady w roku 1874 pozostawały tylko ślady. 
Architekt hr. de Rochefort, który wtenczas dom Marynuszki 
widział, opisał go w czasopiśmie ,. :iOA (II fJ:5c i publikował 
tamże projekt restauracyi tego domu, który jednak nie do- 
szedł do skutku. Stan, w którym go znalazł, był opłakany, 
a od tego czasu coraz bardziej z każdym rokiem się pogar- 
szał. W połowie 70. lat nie pozostało nic z pieca, z wspa- 
niałych kafli, które, jak wieść niesie, nielitościwie wyłamano 
i za dobrą cenę sprzedano; nie było ani podłóg, ani 
okien, a w jednej z komnat dolnego piętra 
utworzył się zbiornik nieczystości. Od 
ł.abachinowej kupiła ten dom wdo- 
wa po byłym ministrze wojny 
I. O. Suchozanecie i ofiaro- 
wała go szlachcie guberni i 
kałużskiej. Zgromadzenie 
szlachty odrestaurowało 
go, zmieniając całko- 
wicie jego wewnętrzny 
rozkład a wygląd ze- 
wnętrzny tylko czę- 
ściowo, przyczem 
w części przywróco- 
no przybudówkę ze 
schodami (KpbIJIb- 

o). Obecnie znaj- 
duje się w nim 
miejscowa komisya 
archiwalna i muzeum 
historyczne otwarte 
20 kwietnia 1897 r. 
- Prof. M. Sokoło- 
w s k i przypomina, że 
w Spra'ltJozdaniach, T. V, 
str. 254, z powodu spisu da- 
rów Dymitra dla Maryny z Ar- 
chiwum Watykańskiego, który pu- 
blikował Dr. L. Boratyński, za- 
mieszczony został jej portret. Repro- 
dukujemy go powtórnie teraz (fig. 7), i pu- 
blikujemy jednocześnie trzy obrazy przed- 
stawiające ślub i dwa razy koronacyę Mniszchowny. (Fig. 8, 
9 i 10), wszystkie fotografowane wedle oryginałów zamku 
w Wiśniowcu. Fotografie te zawdzięczamy łaskawości Stani- 
sławowej hr. Tarnowskiej, która najuprzejmiej nam je wypo- 
życzyć raczyła, za co jej składamy naj żywsze podziękowanie. 
Jeżeli dom w Kałudze przypomina nam koniec tragedyi - 


. 


t 



 


---- ..-------- 


-" ".p.""",.. 
. '. " ....t
}, 
:u":11f;.";4 



 .; 
:"
AY .
. ':i7F 


. . I \ -.,
 
_ ,4
J _ ..
.;. . 


 ,,

 -- -- - ..
-..
... 

 ., 
!
""
 9
'
. " 

 
l' 
 .... , -i.....,:_:.!!.
.

'\., 
, .". '-"'
'
'f

! : 
. .. "'. ,- 
. ,.. 
l. _" 
',' \ '
.
 ..' 
. . 
.. 
..... . 
:....,. 


FiK. 7. l'ortret Maryny Mniszclu.wny. 


. ; t 


. . 


\ ... . .1 '. . 
\. III1 ',-1: , 
. " ,..-,. 
. iIIII t . ._ :.t>, 


......., ... 


. 'I 


I l, 


.' 


. 


. 
. .
 


( 


.0 


" 


-.tJ 
" 
I

 


. ' 
. , 


. . 
i .\ 
. 


11 


"" 


.. '. 


.. 
.t 


- '. 
. ł:
.{ ". 


":... _ .
. .t'FI' 


· To jest około 8-9 miesil(cy, nie Iiczl}c czasu strawionego na pochód 
na Moskwl( w lecie lbl0 r. Tu zabil go na polowaniu pewien ksil}te tatar- 
ski. Do obecnych czasów znajduje sil( w zapadłym kl}cie okolic Kaługi mo 
giła, którl} podanie przypisuje tej zagadkowej osobiltości. G. W. 
· -llCT. ror)"A. Pocc.c t. XII H3A. 611HepnRHra CTp Il3. 
· .Pycc. nCT. BI> :HCR3HCOnRCaHiJlx'I>c t. I. CnG. 1880 CTp. 673. 
Znany badlLcz starotytności w Kaludze, zmarly archimandryta Leonid (Kawelin) 
w u1847 r. pisał, te dom ten i do obecnej chwili egzystuje w Kaludze bez 
zmiany wewnl(trznego rozkładu (,.llcTOpRlJeCKOe onHcaHie K03enI>CKuii: BBe- 
AeHcKoH OIJTHHOA nYCTI>ł.lHH H3A. 10e.c). Nastl(pnie zaś mówi, te to był 
dom wOjewody Skotnickiego i te ówczesny jego właściciel Korobow miał 
u siebie papiery Samozwańca. G. W. 


,. 
I. 


'...... 


ł 
" 


'"" 
'\ 
, 


""'- 


(.0-- 


\ 


,I. -- 



 


, 
,\ 
. ,\ 


. 


"
 
.' ... 


- 


.
. 


. '. 



. 


. '''I 
t." ... 
 

't ."- 
""
i: "I 


I 
: i 


" 


.:
. ',
. ... 
; .,It 
.
-" 
'.. l.' 


".,! 


. 


, . 


. . 


J- 


· Ostatni z Korobowych. Iwan Iwanowicz umarł w kwietniu 1870 r. 
Znaleziono go ubranego w szubę i prawie całkiem rozłotonego. Przy tej spo- 
sobności odkryto wielkie skrzynie z starolytnymi sprzl(tami i strojami. Były 
tam drogocenne sarafany i kokoszniki perłami szyte, tak spróchniałe, te za 
dotknięciem w proch sil( rozsypywały. G. W. 


. 


I »:JOA'łiii. 1874 r. Nr. 1-3. Tam równie! znajduje sil( projekt hr. 
de Rochefort'a umiejl(tnej restauracyj dworca. Niestety projekt ten nie do- 
szedł do skutku. Widok tego glI)achu podówczas wraz z projektem restaura- 
cyi wydane równiet zostały w zbiorowej publikacyi "p;peB. 1\ HOB. Poccia« 
z 187b r. t. I artykuł N. A. H i I d e b r a n d t a p. t. Dom Korobouoyc" 
'W Kałudz
. G. W. 


{ 


. 


i
		

/Czasopisma_105_09_03_077_0001.djvu

			l 


CXVII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXVIII 


to te obrazy stawiają nam przed oczyma moment najwyższej 
świetności bohaterki, której losy tak żywo i wymownie prze- 
mawiają do wyobraźni. 
Na portrecie czytamy u góry, po stronie lewej napis: 
,:Jlarianna .lVlnisze/zowna Georgii Palatini Sandomiriensis ex 
Tarlouna progenita .filia, uxor Demetriz: Imperatoris Moscho- 
viae. Dyadem z perłami na głowie, kryza koronkowa na 
szyi, łańcuch z pereł wielkich na piersiach, cały strój prze- 
pyszny i znana jej piękność występują w pełni. Korona 
imperatorowej na stole obok, a tłum pieszych i konnych na 
tle miasta w głębi zdaje się okrzykiwać jej tryumf. (Fig. 7). 
Portret ten zamieścił w reprodukcyi Pierling w znanem 
swem dziele La Russie et II' Saint- Szege, 1901. T. III. Ale- 
ksander Hirschberg, w swej monografii Dymi!r Samozwaniec, 


" 


'Ił . 
y- 


. =r-'! - 


. 


, 
,- 
, 
'r :;t 
'. 

 " 
, 
, .. 
\ 'j 
" I ,t 
- 
l . 
; , 
. 


l 
,,
'; * :i .. 
, . . 
.. . 
"; ,:L; 
. - 


J 


, . 


"ot 


-)- 


.. 


.; 


'" 


'. 


6t .,,", 


ł II. 


.r A . 


:.:: 
... 


. 
"':ł..-:- 


J 


. t 


.' 


. 


i' : 


l 


odpowiadają relacyom naocznych świadków. Od strony Wła- 
siewa widzimy dostojników polskich, a od strony Maryny 
w górnym rzędzie dostojników moskiewskich z otoczenia 
Własiewa, damy dworskie, w pierwszym zaś rzędzie zgroma- 
dzonych gości w strojach polskich i zachodnich. Na ślubie, 
jak wiemy, był obecny król Zygmunt III, królewicz Władysław 
i Anna, siostra Zygmunta, królewna szwedzka. Oprócz tego 
nuncyusz Rangoni, posłowie wenecki i florencki, tudzież przy- 
jaciele i krewni Mniszchów. Pannę młodą prowadziło dwóch 
senatorów: Stanisław Miński, wojewoda łęczycki i Mikołaj Ole- 
śnicki, kasztelan małogoski. Ci ostatni i ojciec panny młodej, 
wojewoda sandomierski, dadzą się rozpoznać wśród polskich 
dygnitarzy, ale króla i jego rodziny, a nawet nuncyusza tu- 
taj dopatrzyć się nie możemy. U dołu obrazu umieszczony 


l' 


... ". v-
 
. 

 
<
 .. 
, . 
ł 
I', 
. . 
: '" 
, 
... 
, 
'. .... 
.. " 
. .. 
t) f .' 

. ,. 
-.....r j' 

' 
l- 'i .",,\ 
" 
, .! 
- 
'- 
I.' j 
.1 :.; 'tt 
\ 


'.
 


. 
,I 

 . .h 
, 
ł 

 , ',. 


f 
". 
l 


'. 


. \. 


\ 


Fig. 8. Zaślubmy Maryny Mniszchowny. obraz z Wiśniowca, dzisiaj w Moskwie. 


. 


1898. daje wizerunek inny podług oryginału w Ermitażu pe- 
tersburskim, a raczej podług sztychu Oleszczyńskiego, któremu 
ten oryginał za podstawę służył. 
Co do obrazów, które razem z portretem z zamku Wi- 
śniowieckiego dostały się do Moskwy, gdzie się w l\Iuzeum 
Rumiancowa mieszczą - to pierwszy z nich przedstawia ślub 
Maryny w Krakowie (fig. 8). Odbył się on przez prokuracyę 22 
listopada 1605 r. Dymitra zastępował nadzwyczajny jego poseł, 
podskarbi i kanclerz diak Atanazy Własiew. W tym celu trzy 
kamienice na rynku: Firlejów, lVIniszcha i Montelupich, po- 
łączone były i w pierwszej z nich jedna komnata zamienioną 
została na kaplicę, której wnętrze nasz obraz przedstawia. 
Na ołtarzu wznosi się obraz Ukrzyżowania. \Vprost do nas 
zwrócony stoi kardynał Bernard Maciejowski w czerwonym 
birecie na głowie, kapelusza kardynalskiego niema, ale in- 
fułę jego, bardzo wedle współczesnych drogocenną - widać 
złotoną na mensie. Poniżej nowożeńcy, na lewo Własiew, 
jako zastępca Dymitra, a na prawo l\1aryna. Stroje ich obojga 


.. 


.. 


jest napis, opuszczony na naszej reprodukcyi: Dł'sponsatio 
jJ-laria1l11ae 
J-I/liszchowllae Georgii de JI. K l
/niszecll pa/atini 
S1l11dollliriensis .fili{u' cum Demdrio Iwanowie:: lmperatore Nos- 
choviae cuzils l1011lzite hanc despof/sationem susapit Jlagnus ele- 
ctus .J-Ioschoviae 'vir zilsignis Ophmzasius Ulasiewicz Craco'lItlle 
de consensu regio et reipublicae, benedieante et peragente hunc 
spol1saliorum actum primate ngni cardinali lJ-laciejowski. 
W obrazie drugim (fig. 9.) na lewo mamy przed sobą uro- 
czysty pochód koronacyjny, gdzie za szeregiem dostojników 
i dygnitarzy a raczej bojarów moskiewskich "kroczy czterech 
giermków w białym aksamicie i szłykach rysich, z siekierami 
szerokiemi na ramionach c - poczem naprzód Dymitr a po 
nim Maryna w koronach cesarskich na głowach. Jego prowa- 
dzą 
 Pan Małogoski, poseł króla Jego l\Iości po prawej, a po 
lewej wuj jego Michał Nagi, koniuszy carski. Poprzedza go 
zaś miecznik Michał Szujski z mieczem gołym długim i sze- 
rokim. w szubie złotogłowiowej i sobolami podszyteje, ją 
otaczają z jednej strony ojciec Mniszech, a z drugiej knia- 
" 


"
		

/Czasopisma_105_09_03_078_0001.djvu

			. 
I 
I 
. 


CXIX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXX 


ziowa Mścisławska, a po bokach kroczą halabardnicy w stro- 
jach zachodnich: »arcerze Niemcy z alabartyc. Dymitr ubrany 
»w giermaszku złotogłowiowym, perłami i szafirami haftowa- 
nym i takiż kaplerzyk mając na ramionach. Carowa po mo- 
skiewsku w sukni złotogłowiowej perłami haftowanej i w kowa- 
nych butach czerwonyche. \\'idzimy, że oprócz stroju Cara 
i Carowej, wszystko nieledwie, wraz z ceremoniałem i porzą- 
dkiem pochodu jest ze świadectwami współczesnemi zgodne. 
Pochód idzie z Kremlu do cerkwi Uspieńskiej, gdzie się ko- 
ronacya odbyła. Na prawo zaś roztacza się sam akt koro- 
nacyi, którego bliższe objaśnienie znajdujemy w napisie. 
W kartuszu półkoliście u dołu zakreślonym czytamy: il'laria 
Mnis::choW1la Georgii de il'lagna Konc::)'ce Mms:;aah Palatlili 
Sandomiricnsls ,Filia Uxor '(Itro Demctni' ImPeratons Moscho- 


. 
 


.: 


,. 


. . . "-ł' . 


.', 


" 
"'I 


-; ....'Jii"
.......- 
. . . . . ..1. " 
r, .:...i.trDL , . 
W

. ... 


, f' 


\.. 


'\ 


" 
. ,. 


" '''\ 
:.. .., 
" A 
". 
._' ;. 
.. .... 
: .. 


"':;, 


': '" .1-.. 



1 


, 
 ,. 
. . 
" " 
. 
. I 


- 
.-, ) . ' l 
. 
 _::.. I, 
.
.: .":, l.' i. !'- 


, 


. 


baldachimem wspaniałego pawilonu, żadne źródło nie mówi. 
Wszystkie obrazy malowane były bezpośrednio dla Mniszchów. 
Portrety Maryny i Dymitra tudzież obrazy odnoszące 
się do nich z zamku w Wiśniowcu kopiowane były z pole- 
cenia Stanisława Augusta dla cesarzowej Katarzyny. Dowia- 
dujemy się o tern z listów Mniszchowej, marszałkowej w. 
koronnej, pisanych do matki w końcu XVIII w. Pod datą 
21 czerwca 1787 pisze ona co następuje: »Spędziłam część 
dzisiejszego ranka w naszej pracowni malarskiej, bo i tu 
mamy ją także z łaski króla, który przysłał nam malarza (co 
dawniej pracował przy Bacciarellim). Jest to młody człowiek 
z wielkim talentem, kopiuje tu z rozkazu króla zaślubienie 
Maryny Mniszchowny z Dymitrem w Krakowie, wjazd jej do 
Moskwy i jej koronacyę. Są to trzy wielkie obrazy history- 


. 
I 


. . 


iIoi 



. 


.. 


. 


:t 



 


.' 


. 


II 


: I 


\ 

. .'1':.! 
- ". -t .....
,. 
 
. . - ' , ' ,.1;. ,"," .. 
{. !''f.
 O l 
. . 1 
,..... ..... 

;' '.: 
, ' 


.
'. 
t ., ;.:.. 
'''ł
''.,.., 
j..... .. ..." 


t .",
 


;( 
. 


.... 


n 


( .-- 
. , 
, 


la 


II 


l' RI\ ł
\IV{HO'J/:\ \ 
I,IOIU.II nI. M
:\.\ I<\I:\U.IO 1':..-., 
.' I H 1'
I...II:li1 Sl\I)(

lIm:"
l
 nu:.\ 
.I
{ '/1'1«' III MI 11tIi IHI'l:tto\IOWI, 
. ..... "'O\.('I\il.I",..I'/I\ l'b'J'I.K.., 1\)( 
.
"" _I. "1.1t..11"łł.Ałł( t"1.........tP:I' to "J.. 
illt 
'/I\I\I.I'\JhI('I..W'.II\U\
lll' 
. 1

I,



1n

fll,
h

"'J' ..
 1Li: IU 
.'\ ,
J 1'101411:\'1' J (J(ł '. 


) 
;
 
.; I 



 



;/ 1,./ 


.r 


" 


. . 
;.p.... 


.' 


ł'i
. 9. Poch6d koronacyjny i koronacya Maryny Mniszchówny w Moskwie, obraz z Wiśniowca, dzisiaj w Moskwie. 


viae coronatur in Imperatdam Moscho'{liae per ArcliicPlscopum 
Rilus Grai Iii Urbe llfosk'l1a Metropoli Imperti" Moschovitici 
in prese1ltia Legati Regis Poloniae Nicolai Oleśnicki, Anno Do- 
mini 1605. Po prawej stronie Maryny i nieco w głębi stoi, 
jak się zdaje, jej ojciec Jerzy Mniszech, wojewoda sandomirski, 
a na przodzie bliżej, z dłonią zwróconą ku koronowanej parze, 
poseł króla polskiego Mikołaj Oleśnicki. 
Trzeci obraz nakoniec, późniejszy (fig. 10.) jak sądzimy od 
poprzednich, przedstawia drugi raz koronacyę, ale nie według 
wrażeń naocznych, czy współczesnych świadectw, tylko po- 
dług opowieści Gwagnina. Interesujący on jest przedewszyst- 
kiem dla polskich i rycerskich strojów. U dołu czytamy na- 
pis: CorOlzatio Jl,lal"ia1l1lae il'llliszchownae Georgii Palatini San- 
domirif1lsis cum Tadowna procreatae jiliae uxorls vero Deme- 
trii Iwanowicz imperatons il'loschoviae in Impcratricem imperti" 
Moschoviti pcr Archiepiscopum 1'tlUS graeci in urbe metropoli 
il'loscua apdlata in praesmtia legati regts pololliae Nicolai Olt:'- 
śnicki et asslste1ltia l/mus liIIpelatrias parmtls tum senatorum 
ojicialium et 1/Obi/tum sat pompose et j;-!oriose facta a111l0 Dni 
1605 Prout Gvagmi/us testatur. 
Pierwsze z tych obrazów zgadzają się z opowieścią dia- 
ryuszów a ostatni illustruje tylko, jak sam podpis dowodzi, 
tekst Gwagnina. O koronacyi na polu przed Moskwą i pod 


czne; oprócz tego portret Maryny w całej postawie i jej 
męża. Wszystko to ma się posłać cesarzowej, która wyrainie 
tego żądała. Niewiedzieć skąd dowiedziała się o tych obra- 
zach, bośmy je w wielkiem zarzuceniu i sekrecie chowali, 
podczas przejazdu wielkich książątc. (LIsty pani Mniszchowei 
zony marszałka w. koronnego, pIsane do matki pani Zamoy- 
skiej: z domu Poniatowskiej. wojewodzin)1 podolskiej, 1787 
wyd. J. I. Kraszewski, Rocznik Tow. hist. -litcrac. w Paryżu. 
Rok 1866, str. 226). Na interesujący ustęp tego listu zwrócił 
moją uwagę p. Emanuel Świeykowski. 
Posiedzenie z dnia 26 kwzetma 1900 r. 
P r z e w o d n i c z ą c y uczcił wspomnieniem pamięć Ed- 
munda Diehla 1. 
- Tenże przedłożył rozprawę d r a W ł a d y s ł a waŁ 0- 


f 
f 


I 


, Edmund Diehl urodził si
 w r. 1848 w Warszawie, gdzie teł ucz
sz- 
czał do gimnazyum i odbywał studya w Szkole glównej. Podąłył nast<;pnie 
do Petersburga i zapisal si
 tam na kursa Instytutu dr6g i komunikacyi, który 
ukończyl ze stopniem inżyniera I klasy. W wolnych od swych zaj
ć zawo- 
dowych chwilach oddawał si
 z zapałem studyom archeologicznym, a pra- 
cami z tego zakresu zasilał 1Viadomo/d numi2matyc2no-m-d,eologic2ne, a jako 
wSl-6lpracownik zaś .Komisyi do badania historyi sztuki w Polsce c brał udział 
w wielkiej publikacyi pro£. Piekosińskiego: Piecz(de polskie 111ieków /rednich 
ogłoszonej w t. VI. (z. II, III i IV) Spra1lJo2dań. Umarł 8 kwietnia 1900 r,
		

/Czasopisma_105_09_03_079_0001.djvu

			. 
, 


CXXI 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


. 


z i ń S k i e g o o ormiańskiej sztuce złotniczej we Lwowie. 
Ważną tę i piękną pracę wydrukowaliśmy w niniejszym to- 
mie Sprawozdań pod nap. O r m i a ń s k i e p i log l w o w- 
skiej sztuki złotniczej, t. VII. szpl. 241-272. 
- Następnie przewodniczący przedłożył nadesłane przez 
G r z e g o r z a Wo r o b j e w a opis, plan i fotografie gotyckiego 
kościoła we wsi Rosochate Kościelne w gubernii łomżyń- 
skiej z XV w. i kościoła w Andrzej ewie, erygowanego przez 
Krzyckiego. Fundamenta tego ostatniego założone zostały 
w r. 1526. Zachowało się tutaj obszerne i piękne presbite- 
ryum w gotyckim stylu i renesansowe ołtarze, oraz bardzo 
ładny nagrobek renesansowy Szymona Jabłońskiego, chorą- 
żego łomżyńskiego. Komunikat swój nadto uzupełnił p. \Vo- 
robjew opisem starożytności w Myszeńcu z XVIII w. Tak 


.
 


" 


..-\Ot 


, ,ł 

\ fi [ 
.. J', 


-l 



 


ł 
,,-' t\ ,-' 



 " ., 


, " 


,.., 
'" 


- 
.c:.' 
, '. ,f'-- 
: 
;f-1\i. 
.
 



. 
 

 .t 


. 


r 


, , 


.' . 



. 


,. 


.. 


ł 
 


" 


" . 


\ .. 


\, 


" 
I 


f 


CXXII 


sta Krako,lt'a w r. 1882, str. 519-522 Nr. CCCXCIX i w dzie- 
więć lat potem w objaśnieniach do inwentarzy z XV w. ani 
jednem słowem go nie wspomina, a wspomnieć go i poje- 
dyńcze jego ustępy przytoczyć tern bardziej można było, że 
on się z tymi inwentarzami jak naj ściślej wiąże. Oczywistą 
zdaje się rzeczą, że w r. 1891 zasłużony nasz badacz nie pa- 
miętał już inwentarza z XIV w., który publikował w r. 1882. 
W wielkim zbiorze dokumentów Kodeksu dyplomatycznego 
kryje się też on niedostrzeżony, sądzimy zatem, że jest rzeczą 
pożyteczną wydobyć go na światło i na tern miejscu uwido- 
cznić. Wśród tak zwanych .,Najdawniejszych inwentarzy skar- 
bca kościoła P. .J.War)'i", pierwszy jest bez daty, a następny 
datowany w r. 1417, słusznie też prof. Piekosiński twierdzi, 
że poprzedni był spisany przed tą c!atą (Sprawozd. T. IV, 


, 
\ .. 

 '\ 
	
			

/Czasopisma_105_09_03_080_0001.djvu

			- - 


. 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXXIV 


eXXIII 


w osobnym indeksie uwidocznił prof. Piekosiński, ale co dla 
nas naj ważniejsza stwierdza, o czemeśmy dotąd nie wiedzieli, 
jaką obok nich rolę grała pod tym względem królowa Ja- 
dwiga. Zapisane są tutaj następujące i jak widzimy drogo- 
cenne z jej fundacyi przedmioty: "una tabula imagims sanete 
Marie per domtiulm Hedwig-im Polonie &ginam donata, sa- 
tts pulchra, gemmis et precioszs lapidibus decomta de valO1'e 
plus quam centum Jlorenorum", - "unus ornatus integer cum 
duabus dalmaticis et una altll1'is tectura, omma rubea de cam- 
cha per dominam Hedvigim &ginam Polome comparata" - 
"una cortina sive tectura altaris solem/lis per domzitam Hedvi.. 
gim Polonie &gzitam comparata". Tak ten obraz, jak ornat 
i zasłona są wymienione i w inwentarzu XV w., ale bez 
wzmianki o fundatorce. Królowa Jadwiga, jak wiadomo, zmarła 
17 lipca 1399 r. i po jej śmierci - skoro ten inwentarz spi- 
sywano - smutną koleją rzeczy ludzkich ju
 o jej dobro- 
dziejstwie zapomniano. Każdy szczegół królowej Jadwigi do- 
tyczący ma dla nas znaczenie, gdy
 przyczynia się do uwy- 
datnienia tej tak nam drogiej i taką rolli w dziejach naszej 
kultury grającej osobistości. Ale i inne szczegóły naszego 
rzeczywiście najstarszego Maryackiego inwentarza zasługują 
na podniesienie. Wśród dobrodziejów kościoła 
potykamy tu- 
taj kilka razy wspomnianego mieszczanina Fettera. Otóż z za- 
piski końca XV w. wiemy, że Piotr Fetter, Paweł Fetter 
i Piotr syn Pawła Fetter pochowani byli w kościele Panny 
Maryi (por. Sprawo:::dania T. IV. I. c.). Z inwentarza XV w. 
widać, jak się biblioteka kościelna powiększyła, ale nie obo- 
jętną jest rzeczą wiedzieć. jakie książki i rękopisy już w XIV 
wieku w jej skład wchodziły. Zważywszy lo wszystko i dla 
wygody naszych czytelników i badaczy dziejów naszego kul- 
turalnego rozwoju przedrukowujemy poniżej inwentarz XIV w. 
Pomijamy tego aktu formuły oficyalne i prawne, poprze- 
dzające go, lub uzupełniające, a które w Kodeksie d.J'Plomaty- 
c/mym znaleść w całości można i powtarzamy jedynie zapiski 
właściwego inwentarza, drukując każdy przedmiot a capite dla 
tern większej przejrzystości: 
Anno domini millessimo trecentesimo nonagesimo sel)limo, indicione 
quinta, die mensis aprilis 28, hora vesperorum vel quasi pontificatus Sanctissimi 
in Christo patris et domini nostri domini Bonifacii supema prouidencia pape noni 
anno oclauo. In sacristia Ecclesie Sancte Marie in Cracouia de singulari reuerendis- 
simi in Christo patris et domini nostri domini Petri dei gratia episcopi Cracouiensis 
commisso et mandato mihi Johanni Boguslai de Padwa, archidiacono lublinensi. 
canonico premisliensiB et sandomiriensis ecclesiarum, Bue curie notario viue 
sue oraculo vocis dato, ad instantem circumspeclorum dominorum ciuitatis cra- 
couiensis consulum supplicationem, elusdem ecclesie Sancte Marie Thesaurus in 
calicibus, omatibus et aliis omnibus ipsius ecclesie vasis per me fideliler de- 
scriptus, sequitur in hunc modum. 
Ilem undecim deaurati et sex argentei calices connumerato uno magno 
deaurato calice, quem Valkerus alias ciui. cracouiensis comparauit ad centum 
florenos estimato in valore et totidem patene. 
Ilem una crux magna deaurata per ciues cracouienses pro nonaginta 
marcis grossorum comparatam(O;. 
Item una monstrancia magna satis deaura(la) ad centum florenos exti- 
mata per ciues cracouienses comparatam(oJ. 
Ilem una tabula imaginis sancte Marie per dominam Heduigim Polonie 
Reginam donata, satis pulehra gemmis et preciosis lapidibus decorata de va- 
lore plus quam centum florenorum. 
Ilem quatuor reliquiarum monstrancie argenlee per ciues cracouienses 
comparate ad duodecim marcas grossorum estimate. 
!tern due pixideB argentee deaurate pro delatione corporis Christi per 
ciues cracouienses comparate, ad septern marcas argenti puri extimate. 
Item due ampulle argentee et due deaurate, nescitur pro quo com- 
parate, ad tres marcas argenti taxate. 
Ilem unum turribulum argenleum, deauratum, duas marcas grossorum 
valens, per ciues cracouienses comparatum. 
Ilem duo candelabra argentea quatuor marcas grossorum valentia per 
civitatem cracouiensem comparata. 


.... 


Item due cruces vexillorum deargentate 'luatuor marcas grossorum 
valentes. per ciuem prediclum Valker date. 
Ilem vna crux reliquiarum parua, argenlea, deaurata, habens in sui 
medio berillum ad unam sexagenam grossorum extimata, per quand..m Ca- 
therinam viduam donata. 
!tern vna oscicula, ligaturis cuprcis deauratis ornata, ad duas sexage- 
nas grossorum extimata, per dominum Johannem sacristianum ecclesie data 
pro corpore Christi reseruaculis. 
Ilem quatuor candelahra stanea mediam marcam ad minus valentia, 
per vitricum ecclesie comparata. 
Ilem una casula satis bona auro et serico imexta per Fetter ciuem 
cracouiensem comparata, secundum extimationem ad triginta marcas pensala, 
rubea subducta purpura. 
Ilem idem Fetter ciuis pallium cum palla altaris satis solempne com- 
parauit, ad decem marcas se extendens ad minus pro festis duplicibus. 
Ilem vna casula de blanco attlassone et una textura insignita ad decem 
marcas benc taxata per eundem Fetter data. 
Ilem unus ornatus inteKer cum duabus dalmaticis et vna altaris tectura, 
omnia rubea de camcha per Dominam Heduigim Reginam Polonie comparala. 
Ilem ornatus blance kampchae integer per Johannem Gerlaci comparatus 
bene puleer. 
!tern ornatus blancus de attlasso per dominum Johannem de Koslo 
altaristam eiusdem ecclcsie sancte Marie comparatus bene puleer. 
Ilem ornatus viridis de axamilo pulcer integer per dominum Michae- 
lem alias sacristanum dicle ecclesie comparatus. 
Item decem et septern casule de pociOl'ibus bene pulere. 'luarum qua- 
luor tantum habent ornatus SIlOS et apparamenta. 
Ilem ornatus duodecim feriales integri. 
!tern tria paria dahnaticarum pulcra. 
!tern una cappa bona de attIasso et septem communes. 
Item vna corlena siue teclura altaris solem pni s per dominam Heduigim 
Reginam Polonie comparata. 
IIemaliequique tecture altaris maioris communes. 
Item viginti 'luatuor tecture communes aliorum altarium. 
Ilem nouem missalia. 
!tern tria gradualia. de '1uibus vnum parvum. 
Ilem duo antifonaria. Ilem unus liber canticorum. 
Ilem unum matutinale vocatum. 
Ilem duo legendaria, vnum de tempore et aliud de sanctis. 
Ilem quinque psaltaria(oJ. 
Ilem dno viatici. 
Ilem tres partes biblie siue biblia in trino volumine. 
hem due smnme Pisani. una in papiro et alia in pergameno. 
Ilem unum passionale. 
Item duo volurnina sermonum Succij de tempore. 
!tern glosa ordinaria super totum apostolum, 
Ilem sermones cancellares Parisiensis Wilhelmi. 
!tern dialogorum beati Gregorii Ulmm volumen. 
Ilem liber scholastice historie. 
Ilem huguicium in papiro. 
!tern rubrica ecclesie cracouiensis in pargameno. 
Ilem libellus oracionum. 
Ilem quatuor tapecia. 
Ilem tria paria vexillorum, unum debile, cetera bona. 
Nos igitur predictamm literarum apostolicarum publicacionem, exhibi- 
cionem et intimacionem, deputacionem sacriste et custodis rerum ecclesie par- 
rochialis sancte Marie et personam deputatam pro ipsarum rerum custodia et 
racionem faclam per dominum Johannem Crancz, sacristam et custodem rerum 
predictarum et omnia et singula supradicta grata et rata habentes, ac sollici- 
tudinem ciuium ciuitatis cracouiensis, quam gerunt ad diuinum cultum et ad 
custodiam paramentorum ecclesie parrochialis sancle Marie prelibate civitatis 
plurimum commendantes, requisicionem ad reddendam racionem seu racionis 
exaccionem de rebus ecclesiasticis supradiclis, nobis et nostris successoribus, 
quociens videbitur expedire, auctoritate apostolica reseruamus. In cuius testi- 
monium presentes nostras literas per Johannem Boguslai de Padwa auctoritate 
apostolica et imperiali pubhcum notarium scribi et publicari mandauimus et 
sigilli nostri soliti appensione communiri. Aclum et dalum anno, indicione, die, 
mense, hora, pontificatu et loco quibus supra. Presentibus ibidem discretis 
viris dominis: Johann Thassonis,Petro Godfridi altaristis dicte ecclesie, Johanne 
Crancz sacristano et altarista dicte ecclesie, Johanne Lynthold presbitero, Ni- 
colao vicesacristiano eiusdem ecclesie, Nicolao GamIich, Nicolao Stralicz, con- 
lulibus ciuitatis Cracouiensis et Petro notario eiusdem ciuitatis, Johanne Spiczi- 
miro cive testibus ad premissa vocatis specialiter et rogatis. 


. 


. 


I 
.
		

/Czasopisma_105_09_03_081_0001.djvu

			. 


CXXV 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


., 


CXXVI 


- Z kolei D r. S t a n i s ł a w T o m k o w i c z przedłożył 
referat o odkrytej w katedrze na Wawelu podczas restaura- 
cyi kamiennej grobowcowej płycie, użytej do budowy gro- 
bowca Kazimierza Wielkiego. Należy ona do naj wcześniej- 
szych tego rodzaju zabytków. Prof. Piekosiński dowiódł, że 
napisy na niej odnoszą się do Franciszka herbu Sui ima, ku- 
stosza kościoła św. Michała, znajdującego się podówczas, 
w początkach XIV w., w sąsie- 
dztwie Wawelu. Rysunek jej ryty 
przedstawia kapłana w postawie le- 
żącej. Publikował ją prof. Wojcie- 
chowski: Kośdó/ katedraln)'na 
Va" 
we/u, Kraków 1900, str. 63, oraz 
Cerchowie w Pomnikach K1'akowa. 
Nadzwyczaj mało płyt na- 
grobkowych pierwszej połowy XIV 
w. przechowało się na ziemiach 
polskich do naszych czasów. Dwie 
najstarsze publikował dr. Picko- 
siński w tomie VIsprawozdall 
Komisyi his!. sztuki (str. LXX) : 
mianowicie nagrobek dra Arri- 
ghiego z r. 1312 i Pakosława kaszt. 
krak. z r. 1319. Kilku znanym 
płytom podobnym, noszącym daty 
wcześniejsze, bo sięgającym XIII 
w. (Księżniczka Adelaida z r. 1211 
w Sandomierzu, Władysław z fa- 
milii Piastów z r. 1270 w kościele 
Franciszkanów i Leszek Czarny 
z r. 1289 w kościele Dominika- 
nów w Krakowie) nauka zaprze- 
czyła współczesności z datą na 
nich wyrytą. O nagrobku Grzy- 
misławy ruskiej, żony Leszka Bia- 
łego z r. 1258 w Zawichoście, ma- 
my zbyt ogólnikowe tylko wzmian- 
ki, aby z nich sobie wytworzyć 
zdanie co do jej autentyczności. 
Do dwóch znanych i publi- 
kowanych płyt z początku XIV w. 
przybywa obecnie trzecia w Kra- 
kowie. Wśród robót około wnę- 
trza prezbiteryum katedry na Wa- 
welu, odsłonięto r. z. stronę sar- 
kofagu Kazimierza W. zwróconą 
ku wielkiemu ołtarzowi, a zakrytą 
dotychczas przez wzniesiony tu- 
taj w górę poziom posadzki. Po- 
kazało się, że sarkofag Kazimierza 
nie był przeznaczony do tego, aby 
były widzialnemi wszystkie cztery 
jego strony. Gdy trzy boki okryte są płaskorzeźbami mar- 
murowemi, bok czwarty, długi zwrócony ku wielkit'mu ołta- 
rzowi, jest tylko murowanym. Główną część jego stanowi płyta 
z kamienia wapiennego, jakby pińczowskiego, widocznie zkąd 
innąd, zapewne ze starej posadzki tu wzięta i użyta jako ma- 
teryał, a nawet stosownie do potrzeby ucięta. Pierwotnie sta- 
nowiła prostokąt, długości przeszło 2'40, a szerokości I m. 
Z długości po jednej stronie w nogach trochę odłupano, może 
przypadkowo. Po drugiej stronie, w głowach wycięty jest 
kawałek prostokątny. 


. 


. 


. 


. 


Kształt płyty i jej wygląd obecny okazuje fotografia. (Fig. 
II). Płyta ze swego miejsca ruszyć się nie dała bez niebezpie- 
czeństwa dla sarkofagu Kazimierza. Nawet nie można jej 
było sfotografować z natury. Zrobiono tylko odlew gipsowy, 
z dwóch części złożony, i z niego zdjętą jest nasza podobizna. 
Jak z niej widzimy, płyta ozdobiona jest konturowo sposobem 
grawirowanym. czasem dwiema liniami równoległemi. Główne 
pole zajmuje postać kapłana leżąca. 
W prawej ręce trzyma on księgę 
zamkniętą, jakby przyłożoną do 
piersi. (,ława może za wielka jest 
zatartą. Dostrzedz tylko można na 
niej coś na kształt biretu. Rysunek 
postaci i fałdów szaty wskazywałby 
na wprawną r ę k ę kamieniarza. 
Mniejszą połowę pola, nad głową 
zmarłego, zajmuje architektoni- 
czny ornament gotycki, liniami 
konturowemi ryty, rodzaj szczytu 
(Wimperge) wspartego na konso- 
lach i wypełni'lllego rozetowa- 
niem; po skośnych liniach bo- 
cznych biegną liście duże. w miej- 
sce żabek 
Brzeg płyty obiega listwa, 
utworzona przez dwie linie ryte, 
między któremi ciągnie się dokoła 
napis ryty, dziś już tylko uryw- 
kowy. Na fotogl'afii jest on nie- 
zbyt wyraźny, lecz widać że skre- 
ślony l i t e r a m i scholastycznemi 
czyli t. zw. uncyałami. Od góry 
(po lewym boku postaci) wyczy- 
taliśmy na oryginale płyty (ma- 
juskułami) : 
l. wiersz dłutszy: amio domini 
lllCCC.... rid... m... a... / 
II. wiersz krótszy (jest obłupany). 
III. wiersz dłuższy: domi1lus Fran- 
ciscus cus! ecce (custos eccle- 
siae). 
IV. wiersz krótszy (częściowo ob- 
cięty): ...s... 
Litery mają wysokość 0'04 m. 
W kodeksach dyplomaty- 
cznych wydanych dotąd nie znaj- 
dujemy tego Franciszka kustosza 
katedry krakowskiej. Nie zna go 
ani Łętowski, ani Katalog X. Pol- 
kowskiego. W każdym razie po 
cechach stylowych sądząc, płyta 
może należeć do epoki bliskiej 
roku 13°°. W każdym razie do l. połowy XIV wieku. 
P. P i e k o s i ń s k i do tego dodaje: Franciszek kustosz 
nie był kustoszem kapituły katedralnej krakowskiej, ale 
tylko kustoszem kościoła św. Michała i występuje jako taki 
raz jeden tylko w roku 1325; nie był nawet kanonikiem 
krakowskim. Był on herbu Sulima. Pieczęć jego z tym 
herbem i napisem S. FRANqlSCI CVST.... jest znana 
i wisi u dokumentu z r. 1352, obejmującego oblig króla 
Kazimierza Wielkiego na 1000 kóp groszy, wystawiony 
na rzecz rajców miasta Krakowa. Użył zaś tej pieczęci jeden 


....... 


Fig. II. PI}.ta nagrobkowa Franciszka. 
kustosza kościoła Ś"'. Michala na Wa- 
welu z polowy XI\' w. 


.. 
-, 


.
. 
. ':"; i ' , 
... " 
.. " 


ł."" .,.::1 ..
..:.-. " ,.
 " '" :
 . ';. '. ,',: ,.": 
'" . ł ....., . 
1 Hi'>=" .. . ' ,\.;. "
. . '
L '.- ł
 
.' " ( . ;f: \o
;:'\',. ., '-; ...;,. .;ol', .' < :
, :." ' 
.,'" 
t.-'l. '\ '; ,
("....t.
it
::

> '..-:.... 
, ',. .,
 .... 
 ., '..: ',-', "\10:1ł. " "
 '-;.- . '\.:
' ".' ,'-: 
.. . .' . C"......' "," r, . 
'

1"" . ,':.' ...: - . . ., 
'
.' ;t.
. '-ł'
'
: . , '-. 'ł".
 lO ,".\

.--
-.... 
:.;;

 _ '-
.. .
\ L
:'
..J /Jt" 
. »:.l " 

-ł' ",. 
 ,Vi.. - . 
 

:>
; ,,-, '{'.'" 
 :.
łł ':
-':- .' ;. 
.
 " , '-. \
. 
 ... -'\t;f'\J....., 

 
 ' ., ' {:I'
, '"-v-<=. . , =
 .., 
 ' .....
.
:. ;-:-
. 
;., 
r; -:J.
:..--: 
 ,,:>, "" '.:., J.
",'i lo 
"'';:t:-'';''\ .....'r"'"-Jlt.
.......:. 6<
 '''''
,' 
.



łł} )J
 w. ,$','-,:' . 
 -_. ..-, ,_" .... 
:"r '. .-. 
"11-. """i;;
!
-'f;

' - './
. -
 k.-. 
. '. .....:1: .. . ..'
_'

 - I'
_' \., 

 \: l ---
...
:
.. 
-

,'1\
i;t


I:
 
:
 
1".: 
, ""'V}.; ) :.,,; 
 ,
"t:;.'"'\...
".:<... '.
;
. .' " . 
t
 ',.J I, .
, .' . ,:.;. 
 
"1'r.. .
...... "'fe \ 
.. 
. 
'.-,.

 ._.' I., .._ "'_ ",._.... 
 _ 
. 
.}. jt "
 "':"'--' "
-''"''''''1.....,' ., ,
, -ł'\
 
," . ...( ., .-. 
 ...., ',.' . '::,;jł;", '--=-..:\.. 
"." ,. .;.. ,1<".:': "!:c. Yf. .-; ....;<; .,- .
., 
'. '
'
". 
:

i;ki 



: >.
 
 
 .
,,'

- 
..'"'......'.t 
 , ,,, ".!ot' _... 
 
. .. " - 
. ;':- r 
.i"r "
 

 



}:1..

. . . - - 
--- 
o &.-",:""..,.. . -; ,'), 
..."'7' .;", 
""\.-:-ł-.. -. 
'J.t.':; .,'
 ,.::-. "
f' - .'''':'' :..:ł..... 
.

' 
;. .( . ...,.......,i- .;:-
. " -:;r.e" 
. 4..:\.:.'...' .
,. <
_,- >::(::i
:
 
"'> ..l-, 
; 'i:-;
 
:.. ";-:;.-: - - ',>,: :. 
 :>r': 
\ ..;,: < '- 
!.-.:
,"'" . '. 'h v.' " "&
"'''' '.
 . 
-[;}'.ł

 ':.",: -:
. a" :, ;
J

:' 
':'

\t
 ",
 
,Ą<

. 

.
" ; '-f.r' - 
 ..:, 

 :.h' /.,;,--

",!i.:.: <. 
.-d 
 -:"r
<
 ' _\ 
 '; t j;'1
r
: 
. 
....-." '........ , .
.. .
:-it:'.. -.. -, '. 
r
..:1.....
 1 ;"':' 
 F"I _,-
;,-_.c' ;;.: t ' 
.
; };;'. "
J' & 
''''
' r 
6fi:
.' ..=. .:,.:". .',' ' 
':,.J:.{-
" :, .\'\ l.;' .,.
 F', l
ł" - l"'_ 
. . Go. . ,"o I" 
 '"t ," . 
et' , A 
(?'f
: )1( ,.: I n ' t ' f
.t.,.. '. ". . - ;. ......;: . 
"jl
 .
'(i" .
;..)
: ", ;.![- It
 ". ':;.- 
"..\ ." , '.., 
- !.I1
 
;;: \\; " , -..c',' 
 1 '. r.-l. 
.. l " _ . : 
. "--'j

y

( 
 :,}..' .;.,. f t 'J? ;. '. ,;. -..,' . 
;"'
 '- «"J ;: . . 
 . 
. -'- , I 

/\r"""':r' ,'''',.' ... , 
.'. ,.
:<'j
' 
 !: 
:
 ,'

. '
łH: 

; ...
 
.ł
Flf' ", 
.
 e .:I 


4,...., 


j
		

/Czasopisma_105_09_03_082_0001.djvu

			. 
( 


SPRA WOZDANIA Z POSII'DZEŃ 


CXXVIII 


CXXVII 


Fig. 12. Florencya, Galleria Pitti, portret Stefana Batorego. 


z poręczycieli królewskich, mianowIcIe Zawisza Gamrat, gdyż 
w akcie o Franciszku kustoszu niema wzmianki wcale, zaś 
Gamratowie są Sulimici. Widocznie ów Zawisza Gamrat był 
bratankiem Franciszka kustosza, skoro odziedziczył po nim 
pieczęć, a Franciszek kustosz w r. 1352 musiał już nieżyć. 
- D r. F e l i k s K o p e r a podał następujący komuni- 
kat o portretach Stefana Batorego w Galleria Pitti, kardy- 
nała Jerzego Radziwiłła w Galleria Corsini we Florencyi, oraz 
o portretach Zygmunta III, królowej Konstancyi Austryaczki 
ze Schleissheim w Pinakotece monachijskiej. Cztery portrety, 
które tu 2)Cstawiam, przedstawiają ludzi niemal jednej epoki, mię- 
dzy nimi bowiem istnieje 
pośrednia łącz n oś Ć, a 
wszystkie cztery są nie- 
pospolitemi dziełami sztu- 
ki, godnemi starannej re- 
produkcyi i rozpowszech- 
nienia. 
Pierwszy z nich to 
portret Stefana Batorego 
z Galleria Pitti we Flo- 
rencyi. (Fig. 12). (Zbiór 
miniatur, Nr. 86), szero- 
kości 13'4 cm., długości 
17 cm., malowany olejno 
na desce. Na tle zwiesza- 
jącej s i ę pofałdowanej 
draperyi koloru p r a w i e 
orzechowego w wiśniowe 
wzory i ozdobionej u góry 
rąbkiem z perełek i wol- 
nej przestrzeni o popiela- 
tym tonie, odbija się gło- 
wa k ról a umieszczona 
w trzy czwarte w prawo, 
z uwydatnionym wyrazem 
twarzy, wybornie wyko- 
nana. Nakrywa ją czarna 
czapa wywinięta p o n a d 
uchem i odsłania krótko 
strzyżone włosy, u góry 
zaś nad czołem odbija 
ozdoba złota z czterema 
podłużnemi perłami, jako 
oprawa długiej w tył po- 
chylonej kity. Oczy popie- 
late a pod nimi ciemne 
plamy. Brwi dość silnie rozwinięte, nad czołem zmarszczki, 
nos lekko orli, wąs bujny. zarost prawie czarny, ucho wiel- 
kie. Na policzku prawym brodawka, którą zaznaczają nawet 
mincerze rznąc stemple do monet. Czamara czerwona z koł- 
nierzem futrzanym tuż u szyi. Bliżej szyi kołnierzyk w jasno 
i ciemno wiśniowe wzory. Guzy u czamary w kształcie szy- 
szki są filigranowe i mają kratkowy ornament a przy tern zdo- 
biły je emalie czy kamienie. U spodu mało czytelny napis: 
STEP... BATH... REX... ET PRINCEPS Całość traktowana ze 
zrozumieniem rzeczy, jak guzy i kita niezwykłe na Zachodzie. 
Twarz pojęta w ten sposób, jak nam w faktach Batory się 
odtworzył sam, przedstawia człowieka poważnego i święcie 
wypełniającego obowiązki z energią żelazną. Kto portret wy- 
konał, nie wiadomo. Zapewne jest oryginałem, nie kopią. 
Należy on do zbioru miniatur, który zebrał kardynał Leopold 


, I 


, ... 



, 



 


. I 


-:f: .- 


.-' 


.- 


.... 


, 
, 


Medyceusz. Towarzyszyły mu one w każdej podróży a ku- 
pował tylko prace najlepszych artystów. Ani nawet szkoły 
nie usiłuję odgadywać i obraz jest z taką prostotą i bez ma- 
niery szkolnej malowany, że determinacyę podać trudno. Na 
zakończenie dodam, że rzeźbiarz p. Antoni Madeyski w Rzy- 
mie według udzielonej przezemnie fotografii a następnie po 
studyach na miejscu wykonał portret ten w prostokątnej 
plakiecie w bronzie. 
Drugi portret malowany na płótnie, szerokości 0'86 m. 
wysokości 1"16 m. (Fig. 13) przedstawia kardynała Jerzego 
Radziwiłła i mieści się w Galleria Corsini (Nr. 468) również 
we Florencyi. Kardynał 
sportretowany do kolan, 
w po st a wie dygnitarza, 
zwrócony w lewo w trzy 
czwarte. Na głowie ma 
biret czerwony, koło szyi 
widać biały strój, który 
dobywa się z pod okrywa- 
jącej go czerwonej okry- 
wki. Ręka prawa z pier- 
ścieniem na palcu spoczy- 
wa na stoliku okrytym 
czerwonem suknem, na 
którem leży brewiarz 
i dzwonek, prawa ręka 
podtrzymuje białą sutan- 
nę. U góry na lewo widać 
pod kardynalskim kape- 
luszem herby Radziwił- 
łów i napis: 
GEORGIVS RA- 
DZIVVIL DVX IN ULI- 
KA , ET NIESVVISZ SA- 
CRI ROMANI IMPERIl 
PRINCEPS EPISCOPVS 
CRACOVIENSIS--SAN- 
CT AE ROMANAE EC- 
CLESIAE CARDINALIS. 
Portret niewiadome- 
go także artysty, ale naj- 
prawdopodobniej Włocha, 
jak sądzę z układu pozy, 
k o lor y t u i szerokiego 
i wprawnego sposobu ma- 
lowania. Kardynał Jerzy 
Radziwiłł niejednokrotnie 
przebywał w Rzymie. Naprzód udał się tam r. 1575 jako 
koadjutor biskupstwa wileńskiego. Po paru latach pobytu 
wrócił do kraju, gdzie objął rządy dyecezyi wileńskiej. Batory 
powierzył mu rządy Inflant. R. 1584 papież mianował go kardy- 
nałem tytułu św. Syksta. R. 1590 wybrał się do Rzymu na con- 
clave. Jednak nie z tej epoki pochodzi portret. Po raz trzeci udał 
się znowu na następne conclave do Rzymu, przy którem 
wybrano Klemensa VIII i wtedy go portretowano już jako 
biskupa krakowskiego i ten tytuł wypisano na obrazie. Za 
poprzedniego pobytu Radziwiłł był jeszcze biskupem wileń- 
skim. Ostatnie Jata życia także przepędził w Rzymie. Portret 
nasz naj prawdopodobniej z r. 1592 przedstawia księcia w mę- 
zkim wieku, mniej więcej w 36 roku życia i zapewne po- 
chodzi z czasu jego pobytu w Rzymie. 
Na zakończenie wracając do zbiorów florenckich no- 


J 
I 


. 


!Ii' 


,.'. 


'I 


'. 


	
			

/Czasopisma_105_09_03_083_0001.djvu

			. 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZ

Ń 


Fig. 13. Florencya, Gall. Corsini, portret kardynala Jerzego Radziwilla, 
biskupa krakowskiego. 


CXXIX 


. 


tuję tutaj wiadomości o szeregu polskich portretów w Uffizi, 
nie mających jednak artystycznej wartości: są to tuzinkowe 
kopie z portretów wybitnych osobistości, jakie dziś jeszcze 
en gros się maluje dla zapełnienia sal. W szystkie mniej 
więcej naturalnej wielkości. Wiele z nich kopiował Cristo- 
fano Pap i według tych, które zebrał Paolo Giovio. Wymie- 
nione są one w urzędowym Katalogu galeryi w Uffizi. 
Dwa portrety dalsze to portret Zygmunta 111 i jego żony 
Konstancyi Austryaczki, których właśnie wyborne fotografie 
ofiarował Gabinetowi historyi sztuki Uniwer. Jagiell. Karol hr. 
Lanckoroński. (Fig. 14 i Fig. 15). Są to znane obrazy z Mona- 
chijskiej s t a rej Pinakoteki 
przypisywane R u b e n so w i 
a wykonane prawdopodobnie 
przez którego z jego ucz- 
niów. Król i król owa są 
w koronacyjnym stroju, peł- 
nym blasku i przepychu. Kró- 
lewska korona jest podobną 
do korony przypisywanej 
Chrobremu, to też jeśli por- 
tret był robiony z natury - 
to chyba wykonano go w Pol- 
sce a w każdym razie artysta 
znał ją, jeśli nie z oryginału, 
to z kopii. Portret powstał 
zapewne w r. 1605 w cza- 
sie zaślubin króla z Konstan- 
cyą a w każdym razie przed 
r. 1631 t. j. przed rokiem 
śmierci Konstancyi. 
-Prof. Maryan So- 
kołowski dodaje, że obe- 
cność portretów polskich we 
florenckich zbiorach, zwła- 
szcza na moście łączącym 
Uffizi z pałacem Pitti, gdzie 
one wszystkie pochodzą ze 
zbiorów Medyceuszów jako 
wielkich książąt Toskańskich, 
nie jest dla nas obojętną. In- 
teresującą rzeczą jest wie- 
dzieć, którzy z wybitnych 
Polaków byli w bliższych 
stosunkach z Medyceuszami. 
Są to wprawdzie portrety 
grubo malowane i nie ma- 
jące żadnej artystycznej wartości, ale tembardziej dowodzą, że 
przedstawionemi na nich osobistościami Medyceusze się intere- 
sowali. Oprócz kopii znanych portretów Zygmunta I i Stefana 
Batorego - i nie mówiąc o portrecie z podpisem ,.Stanislaus 
Polonus c - spotykamy tu inne, mniej konwencyonalne i znane. 
Pod jednym czytamy: Sedivogzi,s Czarnkowskz: palatzillls Lall- 
ciciae et Generalz"s Maiorts Poloniae; pod drugim Sta1l1slaus 
Yablonowskz: Dux. 
Na tym samym moście florenckim zasługuje na uwagę 
także fantastyczny portret Tamerlana Nr. 409: TamerlallUS 
SC)'thor. 1mp. Jest on oczywiście kopiowany z wzoru znaj- 
dującego się niegdyś w sławnem Muzeum Pawła Gio\'io, jak 
to wynika nieomylnie z porównania z ryciną w IconeJ s;'l/e 
imagines v;ro17,m bellica laude et herozczs 'l/irtldtOus t"llustrium 
ex Museo YOVitl110 ad 'llti/lIm artifice manu degenter expressae. 


- ........... 



 


, 
't 


. 
I 


. I' 


\ 


. 


. 


CXXX 



 


Księżna Czartoryska, jenerałowa ziem podolskich, kazała go 
przekopiować do Puław i kopia ta świadcząca, jakiemi drogami 
pewne typy przechodziły przez wieki, znajduje się obecnie 
w Muzeum Czartoryskich w Krakowie. 
Co do portretów Zygmunta 111 i Konstancyi, to są one 
bez zaprzeczenia dziełem jednego z uczniów Rubensa. Ma- 
lowane na płótnie i zupełnie sobie równe w wymiarach, 
2,17 m. wys., 1,28 m. szer. - stanowią do siebie pendant. 
Córka Zygmunta III, Anna Katarzyna Konstancya, żona 
pfalzgrafa Filipa Wilhelma Neuburskiego, przywiozła te por- 
trety ojca i matki ze sobą do Do.sseldorf, gdzie jeszcze w po- 
czątku XVll1 w. można je 
było oglądać w miejscowej 
galeryi. Z tamtąd dostały się 
one naprzód do Schleissheim, 
a potem do Monachium. (Por. 
Franz v.Reber, Katalog der 
Gcmiildesam1/llung der Kgl. 
A
teren Pzilakothek. Nr. 801, 
802). W połowie zeszłego 
wieku uchodziły one za dzieła 
Rubensa samego i jako takie 
kazał je kopiować Aleksan- 
der Przezdziecki do swoich 
zbiorów. 
Czy nie są one malo- 
wane przez Soutmana, który 
miał być nadwornym mala- 
rzem Zygmunta III.? Pieter 
Claesz Soutman ur. się w r. 
1580 w Haarlem i umarł 
tamże 16 sierpnia 1657, ale 
p rz e b y wał czas dłuższy 
w Antwerpii jako uczeń Ru- 
bensa i był jeszcze znako- 
mitszym rytownikiem jak 
malarzem. (De Bie Het gul- 
den Cabinet); Max Rooses 
(Geschichte der Malerschu/e 
Antwerpens 188 I. ed. Reber 
str. 326- 327) świadczy, że 
»długie lata spędził jako na- 
dworny malarz króla pol- 
skiegoc. P r z e d kilku laty 
specyalni badacze sztuki ni- 
derlandzkiej i holenderskiej, 
Hymans z Brukseli i Bredius 
w Hadze udawali się do mnie z zapytaniem o bliższe pod 
tym względem wiadomości. Nic jednak o działalności Sout- 
mana w Polsce nie wiem. Jedyne jego obrazy, jakie znam 
i które mogłyby służyć za porównanie z naszymi portretami, 
znajdują się w Holandyi i w Niemczech. W Haarlem jest 
obraz wielki oficerów strzeleckich. W Hadze, w sławnej letniej 
rezydencyi królewskiej 't Huis ten Bosch z r. 1647, centralny 
oktogon wypełniony jest płótnami malowanemi przez uczniów 
Rubensa i wśród nich mieszczą się kompozycye Soutmana. 
W alegorycznej apoteozie przedstawione są tu epizody z ży- 
cia księcia Fryderyka Henryka Orańskiego, ale prócz kon- 
trastu między abstrakcyjną alegoryą i potężnym realizmem 
właściwym rubensowskiej szkole, żadne wrażenie silniejsze 
nie pozostało mi w pamięci i nie upoważnia do porównań 
i wniosków. W galeryi w Kassel nareszcie jest jego Laokoon. 


.
 


1-" "" 
.
 
. "" ,) r . . 


.. 


" 
'- 



 


- J 


.' 


.,: 


.j. 


, , 


" 


; , 


...... . 
 


. , 
-. ,. 
. . 


.....; 


'ł;; to. 
.-\ '{ 


'Ol: 


: 
 ,.L 
7_ \ 
. '... 
'. .'. :\. 
...
 


....
		

/Czasopisma_105_09_03_084_0001.djvu

			CXXXl 


!'''RA\\'OZDANl.\ z POSIEDZEŃ 


CXXXII 


.- I 


: ,r
 


!<{ 
ł :,:
",I 
.'" 


,.. .." 


,.::
 
/"':J 


.
ł 
.-( 
,. 


.. 
,. 


.". r""" 
I'
 


'
I:.ito 


... 

. 



":
: 


'., 


\- 

(
.
 " - 
-
.:Jt 
.- 
'-. ')...:" .
'"'
 
,.'0 . Y .- 
, 
< 
. :
, 


;, 


". 



 


).
... ..'J 


. 
. '. \ 


;, ..... 


'.' 


r 


, 
 


... 
r' , 
.":..... 

t..' .\ 


--, 


'. 


.-" 


" 



 
. I":" ł' \n 
. "' l 
 ' 
. .tr 
,.:t',';i . 


.' 


. \ 
". . 


,.1 
J. 


. l 
a'. ,ł.-. 

 . 
 


.,"'1 


" . 
. ';'- 
. , 


al.;' 



 



 


,..,........ 


v" :. 


I' 


........ 


" 


.' 


l: 


.t 


.. 


,f, 



'I' 


.... 


". I. 


, 
I 



 , 
"." ."1 


. 
.
.' 
.} . 


" 


\. 


'1 


t ,
t 
'\:, 


....... 


.. 


. ...-..
. 
....! 
. ..- 


__
c 


Fig. q. Monachium, Pinakoteka. portret .lygmunta III. 


Wszystko to razem wzięte nie daje żadnej podstawy do twier- 
dzenia, że portrety przez nas reprodukowane wyszły z pod 
pędzla Soutmana. Życiorys zresztą tego malarza jest niejasny 
dosyć i pełen luk. Bardzo być może, że prof. Jerzy Mycieiski, 
który specyalnie nad malarstwem niderlandzkiem i holender- 
skiem pracuje i który już tyle ważnych przyczynków do sto- 
sunków polskich z malarzami tych szkół nam udzielił - roz- 
jaśni kiedyś te ciemne karty i powie nam coś bliżej o Soutmanie. 
Nie tylko Soutman - ale sam Rubens nas z tego sta- 
nowiska bliżej interesuje. Synowiec jego Filip w życiorysie 
stryja mówi o »varias tabulasc, które wielki ten mistrz miał 


\ 


malować dla króla polskiego. Wiadomość ta 
jest za nadto pobieżna i ogólnikowa, aby do 
niej zbyt wielką przywiązywać wagę. Nieo- 
mylne i pewne za to są daty z diaryusza 
Władysława IV, jego podróży za granicę w r. 
1624, jako następcy tronu; przybył on wtedy 
przyjrzeć się bliżej oblężeniu Bredy, o któ- 
rem mówiono w całej Europie. Bawił w Ant- 
werpii i zwiedzał pracownie Rubensa i Piotra 
Breughla. Prawdopodobnie wówczas Rubens 
malował jego portret, sztychowany przez Pa- 
wła Pontiusa z napisem: Vladislaus 
"igis- 
mundus d. G. Poloniae et Sueciae princeps, 
elect. mag. dux MOsco'lIiae , Smol. Sever. etc. 
Ex architypo Pttri Pauli Rubenii Paulus Pon- 
tius fecit , 1624. Królewicza wszakże najbar- 
dziej oblężenie interesowało i zetknięcie ze 
sobą pod Bredą takich sił jak Maurycy Orań- 
ski. a później jego następca Fryderyk Hen- 
ryk, którego czyny podniesione do apoteozy 
oglądaliśmy w rezydencyi orańskiej w Ha- 
dze i ich zwycięzca i przeciwnik markiz Spi- 
nola, - to oblężenie, zakończone poddaniem 
unieśmiertelnionem w el cuadro de las lan8as. 
Tutaj, jak mówił Władysław IV 
aleam iactam 
esse a duobus maximis belli ducibus.. actum- 
que de alterutrius existimationec. Wielko- 
rządczyni Niderlandów Izabella wysłała ma- 
larza: Jakóba Callota do obozu, aby malował 
interesujące typy i epizody z tego oblężenia. 
Księga jego szkiców nas doszła i znajduje silt 
obecnie w Albertynie wiedeńskiej, wydał ją 
Thausing (Livre d'Esquisses de :Jacques Cal/ot 
dm/s la col/ectton Albertine de Vienne, 1880), 
Widzimy tam kilka tablic poświęconych oto- 
czeniu i orszakowi Władysława IV, którego 
barwne i malownicze stroje, pełnego werwy 
rysownika pociągały. Mamy przed sobą jeźdz- 
ców z sumiastymi wąsami, o rodzimych fi- 
zyognomiach, na małych polskich koniach 
i w ruchu. Żywo nas one przenoszą w te 
czasy i pozwalają przypuszczać, że i samego 
królewicza Callot gdzieś nakreślił w niedo- 
szłym do nas rysunku. Cały zakres tych sto- 
sunków i cały ten świat wyjaśni nam kiedyś 
prof. Mycieiski i usprawiedliwi wówczas to, 
żeśmy z powodu dwóch portretów Pinakoteki 
monachijskiej go wydobyli z zapomnienia 
i w istocie rzeczy od komunikatu Dra Ko- 
pery tak daleko odbiegli. 
- P. Aleksander Borawski nadesłał foto- 
grafie z marmurowego biustu królowej Marysieńki (wysoko- 
ści 84 cm.), który odnalazł w magazynie Letniego ogrodu 
w Petersburgu bardzo zniszczony i porzucony. Reprodukcyą 
tego biustu interesującego tak dla ikonografii naszych panu- 
jących. jak i dla artysty, który go wykonał i chociaż nam 
nieznany, prawdopodobnie pracował na dworze Sobieskiego - 
dajemy obok (Fig. 16). 
- W dalszym ciągu p. Józef Zieliński nadesłał rysunki. 
fotografie i kopię napisów chrzcielnicy w kościele św. Jana 
w Toruniu. Napisy te, które fantastycznie odczytywano i od- 
noszono do słowiańskiego języka, zdaniem prof. Piekosiń- 


, 


I 


. 


..-; 


. " 


. 


,I 
I 


I 
. . 


.'. 
.. 


,; 

 \ 


. 



 


<' 


, .
		

/Czasopisma_105_09_03_085_0001.djvu

			SPRAWOZDANIA 7. POSIEDZEŃ 


rXX'I;I\' 


CXXXIII 


j 


skiego nie układają się w sens i litery ich r 
widocznie miały tylko dekoracyjne znaczenie. 

 Przy tej sposobności publikujemy 
poprzednio przedłożony komunikat p. J óze fa 
Z i e li ń s k i e g o p. n. G r o b o w i e c A n n y 
Wazówny, królewnej szwedzkiej, 
\V kościele N. P. Maryi w Toruniu. 
W starożytnym, wspaniałym, pokrzyża- 
ckim kościele NP. Maryi w Toruniu, pocho- 
dzącym z XIV w., który różne przechodził ko- 
leje, będąc początkowo kościołem Franci- 
szkańskim, następnie od połowy XVI-go w. do 
1724 r. protestanckim, zanim znów powrócono 
go katolikom, w presbiteryum po lewej stro- 
nie, tuż obok wielkiego ołtarza wznosi się 
okazały grobowiec królewny Anny Wazó- 
wny, ukochanej siostry króla Zygmunta III, 
wystawiony przez bratanka, króla \,\Tłady_ 
sława IV-go w 1637 r. 
W sklepionym wnęku, głębokim na 2'5 
metra, czarnym wyłożonym marmurem, na 
wysokiej przeszło dwumetrowej podstawie, 
której front tworzy duża czarna płyta mar- 
murowa, bez żadnego napisu, 2 metry długa 
a 1"10 m. wysoka, stoi czarny marmurowy 
sarkofag na lwich pazurach, misternie z białego 
marmuru wyrobionych. (Fig. 17 i 18). Na tym 
sarkofagu spoczywa postać królewny Anny, 
7. ,"rzadką sztuką«, według słów kroni- 
karza, z białego marmuru wykuta, z głową 
spoczywającą na poduszce, z założonemi rę- 
koma, w kryzie na szyi, królewskim płaszczu 
i takimże stroju, o rysach, jak się wszyscy 
zgadzają, zupełnie podobnych 1. Front po- 
wyższego mauzoleum zdobi wspaniały portyk, 
również z czarnego wykonany m a r m u r u, 
z ozdobami z marmuru białego. Na gzymsach 
wspartych na dwóch kolumnach korynckich, 
ze złoconymi kapitelami, spoczywają dwie 
aIlegoryczne postacie kobiece, dziś uszko- 
rlzone, z utrąconemi rękoma; trzecia u samej 
góry siedząca, ponad ozdobną tarczą z her- 
bem Wazów (snop przewiązany); trzy korony 
zaś i lew, herb państwowy szwedzki, jak to 
widać na wizerunku. Postać królewny Anny 
wykuta jest nie z jednego bloku białego mar- 
muru, ale z t r z e c h, dzielących całą dłu- 
gość postaci na trzy niemal równe części, 
a szczelnie z sobą spojonych. Ręce ma ró- 
wnież utrącone, jak u postaci górnych figur, 
lecz spoczywają one na swojem miejscu, choć 
nie są niczem przytwierdzone. Twarz królewny widziana z boku 
przedstawia profil dobrze zarysowany, widziana jednak z góry 
c n f a c e, wydaje się nadzwyczaj płaska. Ogalonowan ie pła- 
szcza królewskiego jak i niektóre drobne ozdoby są wyzłacane. 
Całość pomnika wykonana w stylu późno-renesansowym, pra- 
wdopodobnie przez włoskiego a może i niede'rlandzkiego 
artystę, wdzięcznie się i okazale przedstawia. Starannie po- 


. 
ł 


- "oJ 


. 


1'"
 _" 


.. 


. 
- 


, 
',l 


. 


, 


t Patrz: Roc.,,;k; TOfo. Na"kow
gr1 w TOrt",;u. Rok trzeci 1884 str. 
Oz - Toruń, (praca uwieńczona na konkursie Towarzystwa Naukowego 
w Toruniu). (J. Z.) 


.-:'f't 


',. 



". 
..0 _... 



 - 


. 
 " - 


", 


l . 


.
 :. , 
'
.- 
;t- 


'l 
.;Jj. 
L 
. 
 




. 
!,i :.... 
 


-
 



 



'. 

 



 


'\ -
'L 


...., . 



. . 


-.. 


" 


{ 
.,.. 


l 
" 


. 
. 

- n 
V J .. 
- 
d:t, 
. 
.. 
J , 
r: 

 
,,
 - 
0\1 -,- 

 
" 
"!" 
.. 


. '. 


f .
 
",' \ 
..
 I;	
			

/Czasopisma_105_09_03_086_0001.djvu

			,
 
\ 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXXXVI 


CXXXV 


Fig. w. Petersburg, Biust królowej Marysieńki. 


ranną ochroną i opieką, i jest trochę w poniewierce, czego 
dowodem liczne uszkodzenia i gruba warstwa kurzu pokry- 
wająca takowy. O ile nam jednak wiadomo, jest chęć zain- 
teresowania nim szwedzkiej inteligencyi, by ta zechciała się 
przyczynić złożeniem odpowiedniego funduszu, na kompletne 
odnowienie tego pomnika 1. 
Anna, córka Jana króla szwedzkicgo i Katarzyny Ja- 
giellonki, urodziła się 1568 r. Z bratem swym Zygmuntem, 
który elekcyą d. 19 sierpnia 1587 r. powołany został na 
tron polski, przybyła do kraju tegoż roku i już odtąd do 
końca życia swego w Polsce zamieszkiwała. Król Zygmunt 
lII-ci, po śmierci Działyńskiej, siostry kanclerza Zamojskiego 
1605 r., ofiarował siostrze na 
utrzymanie b o g a t e starostwa 
brodnickie i gollubskie w Pru- 
sach Zachodnich. Anna była 
gorliwą dyssydentką, dla tego 
też unikała dworu, gdzie na 
dyssydentów krzywo patrzano, 
i przemieszkiwała jedynie w swo. 
ich starostwach. Zajmowała się 
z zamiłowaniem botaniką, zbie- 
raniem ziół i układaniem ziel- 
nika; swym kosztem nawet 
przyczyniła się do wydania Ziel- 
nika Szymona Syreniusza, dru- 
kowanego w Krakowie u Skal- 
skiego 1613 r. Szczątki zielnika 
królewny Anny długi czas prze- 
chowywano w bibliotece u Ra- 
dziwiłłów w Nieświeżu, jak 
o tern zaświadcza J a n o c k i 
w XVlII w. W Gollubiu nad 
Drwęcą dokoła zamku, w któ- 
rym nieraz dłuższy czas przeby- 
wała, a gdzie ją brat Zygmunt 
lII-ci w przejeździe do Gdań- '.. 
 . 
ska 1623 r. odwiedzał, założyła 
wielki ogród, którego ślady 
dziś jeszcze widoczne, gdzie roz- 
maite zioła i rzadkie krzewy 
pielęgnowała. K ról Zygmunt 
III-ci, gorliwy katolik, pragnął 
serdecznie nawrócić s i o s trę 
którą kochał, na katolicyzm, 
w tym też celu robiono o to ró- 
żne starania, które jednakowoż 
żadnego skutku nie odniosły. Anna, choć nadzwyczaj pobo- 
żna i z dobrych uczynków znana, nie dała się nakłonić do 
zmiany religii, i do końca życia gorliwą ewangieliczką pozo- 
stała, protegując zawsze swych współwyznawców i opieką 
ich swoją otaczając I. 
Ślad usiłowań nawrócenia królewny Anny na katoli- 
cyzm posiadamy w ciekawym dokumencie, będącym spół- 
czesnym brulionem pisma, bez podpisu i daty, doręczonego 
królewnie przez niejakiego ks. Bernata, który to brulion 
przechowywany jest w bibliotece skępskiej, po śp. Gustawie 



 
. . 
. 
. '" 
.:'iJ 

. 

J ' 


.. 


-." 


.. 
" . 


A 
,. 


. 



 


.. 


.., ,- 


l Zaj,!ć si
 ma t'! spraw,! Dr. Ewert Wrangel. profesor Uniwersytetu 
w Lund w Szwecyi, z którym zapoznaJem si
 przypadkowo w Toruniu. przy 
wspólnych ogl
dzinach grobowca królewny Anny. (J. Z.) 
I Niemcewicz: Dsieje pano1vania Zygmunta lII-go. - Bartoszewicz 
w Enc. Pow. Orgelbranda. I, str. 918. (J. Z.) 


......... - 


. . 


Zielińskim, autorze »Kirgiza« pozostałej. Odpis tego doku- 
mentu dosłowny w polskim języku. z zachowaniem ściśle pi- 
sowni spółczesnej, poniżej podajemy: 
Naiasnicissa Moziwa Krolewno! 
Na ten nowy rok y inszich wiele, łasky Bozey y wsze- 
lakiego błogosławicnstwa od Pana Boga Wa: KroI. M. ządam. 
Za pierwszym przyiechaniem W. K. M. na Koronaziąm 
Krola JEo. Mozy Pana naszego, zastałas żywą KroIewą JEi. 
1\1. Annę na miesczu matki swey, l	
			

/Czasopisma_105_09_03_087_0001.djvu

			'.. 


CXXXVII 


SI'RA ""OZU.\ :'\IA Z POSIEDZEŃ 


CXXX\"lIl 


r 


- --- \ 


"'" 
\ '-0: 
,.; 


'.. - 


"-' 


i 
... 


. 


. . ' 
. 
 
.' 
.- 
 ".. r c 
--- . y ł 

,:I..'l..'
... 
 
 '-- " 
J. 
 .:.. 


/ . ; 
. '" - ,"-, 
- .. ,-- 
 


.. 
"--
 


( . 


," , 


,. 


" 


f 


- -- 


; -. 


. 



 


, 
, 
-: J I 11111111111111 
, I.
 II IlIIlIJn 


, . 



, 
, 'II'.,. 
,
.: 
. , 
.... .. 
.-.:) 
" ,- 
--- 


if, 


ł. 


Fig. 17. Toruń, Grobowiec Anny knilewny szwedzkiej, 
siostry Zygmunta III. 


. 


niemoże. Tich znakow trzimai się W. K. M., nie naidziesz 
inszego prawdziwego Kosczioła, icdno ten, klory mi zowicmi 
Rzimsky; o tym S. Paweł napisał, żc icst mocznirn 
filarem y bastąm prawdy; tak iest gora ona wysoka, 
do ktorey się sciągaią wszystkie narody y wiary praw- 
dziwey się uczą, o krom ktorego Kosczioła zaden zba- 
wion bydz nie może; w tym Koscziele nieuczą tego aby 
sama wiara zbawić miała bez uczinkow dobrych, bo 
to błąc..l iest szatansky; nieuczi tesz tego, aby sie czło- 
wiek sam staracz nie miał o swe duszne zbawicnie. 
y owszem tego uczi: Regnum coelorum vim patitur et 
violenti rapiunt illud. Gwałt cierpi Krolestwo niebie- 
skie y gwałtem sie czisną do niego. Nie doszicz na 
tym iest wierzicz, że Pan Christus przes mękę swą z Oi- 
czem niebieskim nasz poiednał, alie zeby sie tesz kazdy 
s stroni swej sam się z Panem swym poicdnał, a ten 
pozitek y skutek poiednania, ktory wszytkiemu świa- 
tku służy, s strony swey sam na sobie odniosł y sobie 
przywłaszeł przes wiare żywą, mocną, nadzieie, gorączą 
miłoszcz, przes pokutę, przes czinienie woly iego Swie- 
tey w przikazaniu oznaimiony, przes posty, przes iał- 
mnzny, przes przyrnowanie Sakramentow Panskich, przes 
gorącze rozmislanie taiemnicz odkupienia naszego, przez 
narodzenie Syna Bozego, srogą mękę iego zmartwi- 
wstanie y wniebowstąpienie, ktore taiemnicze kapłan we 
mszy Swiętey na ołtarzu prawdziwą żywą y ubła- 
galną ofiaruiącz ofiare, nie tilko na kształt iakiei pa- 


, 


, 


miątki przed oczy ną (s. = nam) przekłada, alie iako bichmy 
właśnie y obecznie na m«;kę Panską patrzely y one ofiarowaly. 
ktora iednasz iest y istotna z oną ofiarą krwawą, ktora sie 
na krzizu stała. \V thym Sakramenczie Ambrozi S. staro- 
zitny Doktor Kosczioła powszechnego dwie rZf>czi przedzi- 
wne y niewimowne upatruie, ze ieden est Sacerdos et sa- 
crificium, idem qui offert et offertur. Tenze iest kapłanem 
y ofiarą, kto re go ofiaruią y ten ze ofiaruie. Adoranda hac 
sunt non scrutanda, bo iesly tey taiemnicze wiarą samą nie- 
pOJmiesz, pewnie iezykiem niewimowisz. Tacz iest o ofierze 
y Kapłanstwie Pana Christuszowym wedle porządku Melchi- 
sedechowego wiara powszechnego Kosczioła Chrzesczianskiego; 
insze przcciwne nauki, fałsz y kłamstwo. Gdy tedy to uczi- 
nisz, bez wątpienia poidzie za tym czo daley Prorok S. 
mowy: Et concupiscet Rex decorem tuum, y otrzimasz łaske 
y błogosławienstwo u Pana Boga. Ucieszisz K. J. M., ktory 
tego zdawna chcze y pragnie po tobie. Uweselisz Anioli 
boze w niebie, ktorzy sie raduią s człowieka pokutuiącego, 
y s nawroczenia się błędney owieczky do prawdziwey ow- 
czarni. Uweselisz dusze w chwalie niebieskiey onych swię- 
tych Pan, matki i cziotky twoiei. Uweselisz takze duse bło- 
gosławionych onych u wszytkiego swiata, sławnich krolow, 
przodkow twoich Jagełłow, ktorzy takie staranie o zbawie- 
niu poddanich swich czinily, ze ich samy od bałwochwal- 
stwa y błędów wszelakich na prawdziwą wiarę Kosczioła 
powszcchnego nawraczały y w tei wierze ną (s.) tu długo 
a scesliwie nie iako Panowie, alie iako Oiczowie kro lo wały. 
lakosz niemamy im tey wdzięcznosczy pokazowacz, iakosz 
niemamy tego nłowacz, że tak zaczny ze krwie onych po- 
tomek przesz iakąms nową za ich czaszow nieslichaną wiare, 
od nich się odrodził. Uraduie się z nawrocenia W. K. 1\1. 
wszy tka Korona. Nieopusczi cie, iedno mey rad i słuchai, 
zostaniesz iei dziecięczicm, y członkiem zacznym y slicznym, 
weirzy Pan Bog na łzy twoie, ktores patrzącz często krocz 
na załosne rozlanie krwie we Swecziey, wylewała. Weirzy 
na iałmuzny y miełosierne uczinky twoie, ktores nad choremi 
y rannemi cziniła. Pana Boga za W. K. M. wszyszczi pro- 


.

, l 
..... 


----..:... - 



 


---. 


-- 
-- 
- .... ------- 


\ 


, 


- . 
... - 


'\ 


" 


., 
) 


Fig. 18. Tormi, Figura z grobowca Anny krÓlewny szwedzkiej, 
sio'try Z)'gmunta III.
		

/Czasopisma_105_09_03_088_0001.djvu

			t 


(,XXXIX 


SPRA WOZDANIA Z PO<;IEDZEŃ 


CXL 


sic bendąm y ia sam ze wszytkim Duchowienstwem swym 
prosicz b<;dc, aby on sam sercze W. K. M. do thego wszy t- 
kiego, natchnienim Ducha swego swiętego sprawicz y sposo- 
sobicz raczył, do czcgo abi tym snadniei W. K. M. sposo- 
biącz si<; y przystąpicz mogła, poszyłam W. K. M. upominek 
Duchowny, kazania swoi e y X. Wuika, sławnego kaznodzye, 
ktores abys W. K. M. pilnie a uwaznie czitacz raczyła uni- 
zenie proszę. A isz wirozumienic piszma S. z nauki Ducha 
S. pochodzy, nieracz ze W. K. M. przipusczacz roznych 
wykładowani fałszywym wikładaczom wiary dawacz, ktory 
nie ze zrodła prawdy Kosczioła powszechnego biorą wikład 
pisma S., alie z głowi swey, i sąm własnie iako ie Prorok 
Boży zowie: furtina aqua, skryczie kradzione wody. A iesliby 
W. K. M. w czym wątpliwoszcz iaką miała, radze y prosze, 
zeby W. K. M. takowym sumienia swego powierzała, ktoriby 
'N K. M. nie zawiedły. O czym zlccziołem X. Bernatowy 
z W. K. M. serzy mowicz, ktorcmu aby W. K. M. we wszy t- 
kim wiare zupełną dacz raczyła pilnię prosze« I. 
Anna Wazówna umarła w Brodnicy d. 6 lutego 1625 
r. przeżywszy lat 56. Król Zygmunt III-ci zjcchał właśnie 
wtedy do Brodnicy z całą rodziną, chroniąc się przed gra- 
sującą w Warszawie zarazą, i zawakowane po siostrze sta- 
rostwo oddał zaraz żonie swej Konstancyi. Ciało króle- 
wny Anny, dla wojen szwedzkich, złożono tymczasowo 
w kościele katolickim w Brodnicy, gdy najbliższy zbór ewan- 
gielicki znajdował się w Toruniu. Dopiero król Władysław 
IV-ty w II lat potem przeniósł zwłoki ciotki swej do To- 
runia, sprawiwszy jej wspaniały pogrzeb, który się odbył 16 
lipca 1636 r. Król, który w tym czasie bawił w Wiedniu, 
osobiście na tej smutnej uroczystości nie był, a posłał tam 
tylko w imieniu swojem hetmana Krzysztofa Radziwiłła, wo- 
jewodę wileńskiego. W niespełna rok potem okazały po- 
mnik, któryś my opisali, stał już na miejscu, gdzie go dotąd 
widz
 
- Ks. P a we ł W r o n k a z Potoka Wielkiego w dyecezyi 
lubelskiej nadesłał nam za pośrednictwem redakcyi .,. Wiekuc 
następujący komunikat: .,. W miejscowej parafii już w roku 
1326 był koś c i ół d re w n ia n y. O obecnym kościele wi- 
zyta biskupa Skarszewskiego mówi: .,.Ecclesia m u r a t a et 
dotata a G. G. Nobilibus Helena consorte Nob. Martini de 
Uraszów et Catharina consorte Nobilis loannis (de) Linów, 
nec non Nicolao olim Cedronis loannis, Nicolai alias Koża- 
nek de Potoczek - et Andrea dicti Cedronis haeredibus in 
Potok 1460 anno; quae dotatia postea aucta fuit anno 1591 
a Nobilibus Alberto et Adamo Chamiec. Annus consecratio- 
nis incertusc. Jednakże z aktów ślubnych z r. 1697 okazuje 
się, że już w tym roku kościół był konsekrowany. Przy końcu 
XVI w. wizytował go Radziwiłł biskup krakowski i podów- 
czas był proboszczem ks. Stanisław Koniecki, a kollatorami 
Mikołaj Potocki i inni. Probostwo było kollacyi świeckiej -- 
i kilku miewało kollatorów z rozmaitych familij. Przy końcu 
XVI wieku i na początku XVII wieku, w miejscowych aktach 
urodzonych, ślubnych i zmarłych wspominają się Melchior, 
Albert, Piotr, Mikołaj i Stanisław Potoccy, którzy mieli przy- 
domek Fox albo Foxius, - tudzież Se
eryn, Jan, Adam 
Chamce. W połowie XVIl wieku Aleksander i Jerzy Sługoccy. 
Z początkiem XVIII wieku na czele kollatorów byli Trzciń- 
scy a głównie Felicyan Trzciński, założyciel Bractwa Różań- 
cowego przy miejscowym kościele. Obok tego w tymże 


I }{obic; przypuszczenie, czy pismo powytsze nie jest ks. Piotra Skargi. 
I'ie posiadając autografu tegot, nie moglem porównać pisma, by to sprawdzić. 
(Przyp. Aut.). 


wieku, jako wybitniejsze vsobistości mieszkali: Józef i Ignacy 
Karscy, Michał i Martin Wronowscy, Mikołaj Kurdwanow- 
ski, Jan, Józef i Franciszek Potoccy, Józef Sołtyk, kasztelan 
Zawichostki, Józef i Jan Wybranowscy. Ostatni z Potockich 
Apolinary przy końcu zeszłego wieku, czy umarł, czy też 
ustąpił, a część Potoka po nim, czy drogą spadku, czy też 
kupna, posiadał Józef Kiełczewskic. 
W kościele dochował się dzwon z napisem trudnym 
do odczytania. Kopię wierną z tego napisu nadesłał ksiądz 
Wronka. Odczytaniem zaś zajął się dr. Stanisław Tomko- 
wicz. Napis ten brzmi: 


@
 ][ 


\N'K 0l@ł 
@V
TI
lf@

* 
10) (Q) @ID]I 
 
 (QD) 1@ 

(Q)(Qlm @WC21 

 
[(Qt I TI Gm 


. 


Fig. 19. Potok Wielki, Napis na dzwonie. 


.rln(llo) domtn(z") mz"(lIessimo) qmngmte(st1no) qUZiltO per 
me ValelltznuJIl. 
Dzwon zatem .odlano r. 1505. Zasługuje na uwagę 
kształt liter majuskuły gotyckiej, użytej w tak późnej epocc. 
Podobiznę napisu dajemy (Fig. 19). Czytać go należy zaczy- 
naj;lc od lit. .A w drugim wierszu. Po końcowem mzo wiersza 
trzeciego przechodzi się do wiersza pierwszego i drugiego aż 
do lit. .A, zaczynającej napis i nakoniec wraca do wiersza 
czwartcgo i piątego. Oczywiście podobizna zrobiona została 
bez zrozumienia napisu i w dowolnym liter porządku. 
- \V końcu p. Karol Potkański omawiał mate- 
ryały do historyi sztuki mieszczące się w inwentarzach XVII 
XVIII wieku. 
Posiedzmu z dnz"a 28 czerwca I900 r. 
- Przewodniczący na wstępie poświęcił gorące wspomnie- 
nie bolesnej stracie, którą Komisya poniosła przez śmierć 
swego długoletniego przewodniczącego, następnie vice-prezesa 
ś. p. Władysława Łuszczkiewieza, tak czynnego i gorliwego 
współpracownika Komisyi od początku jej istnienia, a zarazem 
jej założyciela. (Zob. obszerne wspomienie i nekrolog pióra 
p. Leonarda Lepszego w niniejszym tomie Sprawozda11, 
T. VIl, I -- VII). 
- Tenże przedłożył fotografie nadesłane przez p. Janow- 
skiego z Warszawy, zdjęte z kościoła i kollegiaty w Łasku 
a zarazem ze znajdujących się w jej zbiorach zabytków. Są 
tam bardzo piękne kancyonały i antyfonarze, a niektóre ich 
karty zdobią herby Laskich, oprócz tego złotnicze wyroby, 
z których na uwagę przedewszystkiem zasługują starannie 
i pięknie wykonane monstrancye. Ciekawą jest także misa 
bronzowa z Brzeźnicy, której fotografią również nadesłał 
p. Janowski, ale najbardziej interesującemi są zdjęcia fotogra- 
ficzne p. Janowskiego z nagrobka w Brzezinach, z pomników 
Szydłowieckich w Opatowie, tudzież prymasów Przerembskiego 
i Uchańskiego w Łowiczu. 
Zabytki w Łasku będziemy publikować później. Po 
śmierci ś. p. Łuszczkiewicza Komisya nabyła od rodziny po- 


. 


. 


t 
.
		

/Czasopisma_105_09_03_089_0001.djvu

			t 


SPRAWOZDANIA Z POSIE[)ZE
 


eXLlJ 


eXJ.1 


Fig-. 20. 
Brzeźnica, Misa brązowa kościelna. 


. 
. 


zostałe po nim rękopisy, wśród których praca o ł.asku, do- 
konana wskutck wycieczki do tej miejscowości z poleccnia 
i kosztem Komisyi jest najważniejsza. Praca ta wydrukowana 
zostanie w najbliższym tomie Sprawozdań, wraz z rysunkami 
architektonicznymi, dokonanymi przez p. architektę IIendla 
na podstawie pomiarów i szkiców autora. IIlustracye tcj 
pracy uzupełnią się reprodukcyami fotografij p. Janowskiego, 
które w niej znajdą objaśnienie. Obecnie ogłaszamy zabytki 
z Brzeźnicy, Brzezin, Opatowa i Łowicza, do których prof. 
1\<1 a r y a n S o koł o w s k i dodaje następujące komentarze: 
I. Misa mosiężna z Br7.eźnicy (Fig. 20). 
lia- 
steczko Brzeźnica leży nad rzeczułką Pichną, w powiecie Nowo- 
radomskim, w Królestwie Polskicm i posiada kościół ceglany, 
sięgający początkiem XIV w. W skarbcu tego kościoła znaj- 
duje się nasza misa. Należy ona do tak rozpowszechnionych 
mis chrzestnych, których okazy spotkać można 
jeszcze tu i ówdzie po kościołach, a zwłaszcza 
po zbiorach i muzeach naszych. Kohte 
w in went aryzacy i W. Ks. Poznańskie- 
go wylicza ich całe szeregi (Ver:;dch- 
lliss der KWlst-Dmkmtllerder: Pro- 
'l,inz Posen. I Ud., 1898, str. 1 I 1 
i I 12). Są one trybowane i pun- 
cowane ze scenami biblij.- 
nemi najczęściej, albo na- 
wet allegorycznemi na spo- 
dzie i z napisami, tru- 
dnymi najczęściej do od- 
czytania, a nawet nie- 
mającymi żadnego zna- 
czenia i użytymi orna- 
mentacyj n i e, chociaż 
w ostatnich czasach za- 
częto niektóre z nich od- 
czytywać, wychodząc z za- 
łożenia, że początkowe litery 
wyrazów znanych sentencyi, 
a raczej f o r m u ł dogmaty- 
cznych, zestawione są w nich ze 
sobą. Nie sięgają one starszych cza- 
sów, jak r. 1500, mimo nawet bardzo 
archaicznego charakteru. Stawiano je na 
chrzcielnicy wypełnione święconą wodą 
w czasie chrztu, ale używano ich również 
do mycia rąk w zakrystyi, czy do zbierania 
składek w kościele. Zdaje się, że misy te wyrabiane były w Niem- 
czech na handel, w Norymberdze, Augsburgu i Brunszwiku 
i rozchodziły się stamtąd po całej Europie. Nasza misa należy 
do bardziej charakterystycznych. Napis na niej ma charakter 
zupełnie ornamentacyjny i usprawiedliwia twierdzenie, że nie- 
raz na takich misach naśladowano w napisach efekt dekora- 
cyjny napisów arabskich i wschodnich. tak jak na tkaninach 
i w strojach malowanych obrazów. Prawdopodobnie jednak 
litery odnoszą się i tutaj do wyrazów składających się na 
dogmatyczną formułę. W środku zbrojni Izraelici Kaleb i jego 
towarzysz niosą bujne i ciężkie grono, jako świadectwo bo- 
gactwa ziemi chananejskiej. Grona z liśćmi winnymi naprze- 
mian wśród giętych łodyg okalają dekoracyę dna, a brzeg 
misy jest pokryty puncowanym ornamentem. Bardzo być może, 
że w tym motywie winnego grona przy Sakramencie chrztu 
jest uwidoczniona alIuzya do Sakramentu ciała i krwi pań- 
skiej. Porównaj o tych misach chrzestnych Spra'ltJozdania, 


I'-..-
 . 
. .... 
 ,. 

'-.t'1' 
-.'ł:.t:!'" t....." . 
; 
.
....'.. 
} 
.". - 


.. 



; 


. 


- J 
. t.t. 


. 


t 
. 


J..- 


Tom VI, str. 9, tudzicż Otte: Hmzdbuch, Tom I, str. 321. 
3 22 i 43-ł. 
II. 
 a g r o b c k w B r z e z i n a c h (Fig. 2 I, 22 i 23). :\liasto 
powiatowe Brzeziny, w gub. piotrkowskiej, leży nad rzeczką 
i\lrożycą, niegdyś bogate, ludne i dobrze zabudowane, posiada 
cztery kościoły, z których trzy należą do późnych fundacyj. 
ale czwarty, parafialny sięga początkiem co najmniej XV w. 
Należało ono niegdyś do możnej rodziny Lasockich, herbu 
Dołęga, których rodzinna kaplica z XVII w., po lewej stro- 
nie od wejścia, w tym kościele się mieści. Naprzeciwko ka- 
plicy, a raczej nie dochodząc do niej, przy ścianie wznosi się 
nasz pomnik (Fig. 21). W niszy zakreślonej łukiem o starannic 
profilowanej archiwolcic i ujętej po bokach w dwie żłobko- 
wane i akantusami od dołu zdobne esownice, na silnym co- 
kolc spoczywa na wezgłowiu, jakby w śnie głębokim pogrą- 
żona matrona (Fig. 22). Lewą nogę ma wyprosto- 
waną, a prawą z lekka podniesioną. I\Iiękkic 
i proste fałdy owijają jej kształty, a cha- 
rakterystyczny kwef z wiclką swo- 
bodą udrapowany zakrywa czoło, 
podbródek i szyję; jedna ręka 
podtrzymuje koń ce zasłony. 
spadającej z głowy, a druga 
leży na łonie. Spina pod 
szyją, pas z klamrą, łań- 
cuch na piersiach i pier- 
ścień na palcu prawej ręki 
dopełniają stroju. Podłu- 
cze niszy zdobne w ka- 
setony z rozetami; tło 
jej wypełnia tarcza z her- 
bem Ciołek w kartuszu 
z rozpostartemi wstęgami, 
a wycinki nad archiwoltą 
pokryte są wypukłym or- 
namentem roślinnym, który 
razem z esownicami tworzy 
bogatą i wykwintną ramę, dla 
prostych i szeroko traktowanych 
kształtów postaci. Nagrobek ten 
należy do piękniejszych i szlachetniej- 
szych w kraju, a o ile wiemy, nigdy i 
nigdzie nie był publikowany. Cały styl 
i charakter każe go odnieść do pierwszej 
połowy XVI w. 
Całość jest ujęta w szemat kwadratu, ma bowiem 2500 mm 
szerokości i takąż samą wysokość. Esownice występują na 
470 mm od ściany, a boniowane imposty, które po obu 
stronach cokołu służą im za podstawę, są na 116 mm sze- 
rokie. Wszystko wykute w piaskowcu, nosi na sobie niewąt- 
pliwe ślady polichromii. »Pod grubą powłoką wapna, którym 
obecnie pomnik jest pokryty, na twarzy i rękach wybornie 
widać różowo-cielistą barwę. ł.ańcuch na szyi, zapinka szaty 
pod brodą, klamra pasa i pierścień na lewej ręce są złocone. 
Pole tarczy herbowej jest blado-, a wstęgi do okoła ciemno- 
niebieskie. Czy jednak są to pozostałości pierwotnej kolory- 
zacyi, czy też namalowane później? - dodaje p. Janowski - 
tego objaśnić nie mogę«. Co do nas, to z opisu wnosimy, że 
ta polichromia jest pierwotna, a w każdym razie na pier- 
wotnej oparta. Artysta, który ten nagrobek wykonał, należał 
do tego szeregu uzdolnionych mistrzów włoskich, którzy 
u nas wówczas pracowali. Nie umiemy na razie go nazwać, 


-'lo .' 
-. ... 


.- ." - 


" 


"'-=:: 


-,--' 


ł.
		

/Czasopisma_105_09_03_090_0001.djvu

			\ 
t 


CXLIII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXLlV 


ale co jest rzeczą wyjątkową, a przynajmmeJ Lardzo rzadką, 
umieścił on tutaj swój znak kamieniarski, który obok wedle 
rysunku p. Janowskiego publikujemy (Fig. 23). Mieści się on 
na bocznej, zewnętrznej stronie lewej esownicy, na wysokości 
nóg spoczywającej na nagrobku postaci. Żadnych innych 
znaków, ani napisów nie mógł odnaleźć p. Janowski. Podo- 
bieństwo w układzie do figury Barbary z Tenczyńskich Tar- 
nowskiej w jej prześlicznym grobowcu w Tarnowie - nie 
wystarcza do wniosków, mogących bliżej określić pochodze- 
nie tego niepospolitego zabytku, a bezimienność matrony 
utrudnia ściślejsze oznaczenie jego daty. 
III. Co do O p a t o w a, to fotografie nadesłane przez p. 
Janowskiego dają nam bliższe wyobrażenie o nagrobkach 
Szydłowieckich, kilkakrotnie, chociaż z nie zbyt wielką ści- 
słością publikowanych. Znamy ich wizerunki z litografij, 
dołączonych do Wiadomości Sobieszcz	
			

/Czasopisma_105_09_03_091_0001.djvu

			ł 


CXLV 


SI'RAWOZDAXIA z I'OSIE[)ZI,:
 


CXIVI 


, 


z wplecionymi w nie Odrowążarni. co wykonane matowo na 
polerowanem tle tworzy subtelną i wyrazistą dckoracyę. Na- 
pis piedestału brzmi: LudovtCo Nieolao filio suo ill SPOił clta- 
rissimae domus suae cxorto ae anno post ('xtli/cto, pareJ/s pietts- 
stinus Cllnstopkorus de !:.zydIO'lryecz, palatilllts et eapittU/cus 
Cracoviensts &gni Poloniae Cancellarius posm! anno domim 
_WDXXV. Pokazuje się zatem, że ten nagrobek wzniesiony 
tak wcześnie zmarłej nadziei rodu postawił stroskany ojcicc 
w 1525 r. na siedem lat przed swoją śmiercią i że zaczyna- 
jąc od fryzu z napisem nagrobka córki możnaby go było 
od tego ostatniego oddzielić i ustawić na innym cokole przy 
ścianie, tak jak zapewne był umieszczony pierwotnie. Obec- 


... 


- '. 

 


--. 


. 
, 


--
 


.......
 .... 
.- -'
 ---- 


'. 


rzyć muszą. 13onerowa jako matrona ma zasłonę na rogatym 
czepcu, rysy wiekiem zmęczone i trzyma w ręku różaniec, 
jako alluzyę do rodzinnego godła, a Anna Szydłowiecka jest 
piękna i młoda, o głowic odkrytej po panieńsku; pierwsza 
stoi w niszy zakreślającej półkole, a druga leży z głową na 
poduszce, ale mimo tych i może innych różnic, powiedział- 
byś, że obie te postacie wykonał jeden i ten sam artysta. 
Sprawdzenie tych spostrzeżeń w szczegółach, w dotknięciu 
ręki i w realizmie modelunku miałoby t
 doniosłość, żeby 
nam pozwoliło na pewne oznaczyć pochodzenie tak pięknych 
i pelnych charakteru Bonerowskich brązów. Jeżeliby ten sam 
rzeźbiarz modelował figurę Bonerowej, który wykonał nagro- 


."" ,; 


\\ 


" 
... 


,...11 .. 


\. 


-.... 
. \
' 
.,:""1 . 


i- 



 
-, 


.."It. ..' 
. . 


 ) 
-- 


..... 
.... 


,ł.. 
'I' . 
-" 


--'- - 


:" 


'- 


Fig. 22. Brzeziny, Figura z nagrobku nieznanej matrony herbu Ciolek. 


Fig. 23. 
Brzeziny, Znak kamieniarski 
na nagrobku nieznanej ma- 
trony herbu Ciolek. 


, 
I 
ł 


nie stoi on przed nami połączony z nagrobkiem siostry, co 
niekoniecznie wpływa na korzyść obu. Są to bowiem nie 
tylko odmienne pomniki, ale należą w całym swym charak- 
terze do dwóch różnych i żadnego związku ze sobą nie ma- 
jących szkół kamieniarskich i artystycznych. Jeden z nich 
jest włoski, a drugi niemiecki. Jeden w subtelnej plastycznej 
wydatności tak dziecięcia na sarkofagu, jak 
herbu i smoka na tumbie, przypomina najpiękniej- 
sze nasze pomniki tych czasów, grobowiec Tar- 
nowskiej w Tarnowie i Tęczyńskiego w Kra- 
śniku. Madonna rzeibiona nad zmarłą w pier- 
wszym, a nagie chłopcy z tarczami w rękach 
w drugim, mają równie wykwintny i szlachetny 
sposób wykonania; wyszedł on prawdopodobnie 
z pod dłuta tegoż samego rzeibiarza. Co do 
drugiego - to ten w sztywności figury, w rur- 
kowatych fałdach sukni, zarówno jak w akce- 
soryach, zdradza tradycye północne i o ile są- 
dzimy, da się bliżej zdeterminować. 
Wszyscy znamy piękny brązowy pomnik 
Zofii Betmanównej, zmarłej w r. 1532, który 
Seweryn Boner: "consor# suae aman#ssimae cum laC1-imis posm"t" 
w kościele P. Maryi w parę lat po jej śmierci, może w r. 153 6 - 
1537 (Fig. 25). Sam pobieżny rzut oka przekonywa, jak figury 
obu tych pomników, wykonanych w zbliżonych do siebie, jeżeli 
nie tych samych latach, są sobie pokrewne. Opaska pod szyją, 
stanik na piersiach głęboko wycięty i obwiedziony u góry takąż 
samą i w ten sam sposób stylizowaną torsadą w formie łańcu- 
cha. Stan ściśnięty pasem, fałdy sukni rurkowate, regularne 
i sztywne, tak samo traktowane i zdobne w poprzeczne te- 
goż samego rodzaju i charakteru szlaki, nareszcie ręce po- 
dobnie złożone w jednym i drugim wypadku, każdego ud e- 


. 


ł 
l 


czegośmy się 
że Maryackie 


lP 


bek Opatowski, toby nie ulegało wątpliwości, 
zresztą z innych powodów od dawna domyślali, 
płyty odlewane były w Krakowie. 
Jest jeszcze inny pomnik, mający chociaż dalsze, to zawsze 
pewne z naszym pokrewieństwo, o którym na tern miejscu wspo- 
mnieć warto. W trzy lata po śmierci Krzysztofa Szydłowieckiego 
w r. 1535 in fisto !:.
 .dugustim: jak świadczą źródła 
śląskie, nastąpił ważny wypadek w rodzinie, gdyż 
Zofia z Targowiska wydała córkę swą Krystynę 
za księcia śląskiego Jana na Ziembicach i Ole- 
śnicy. Ślub się odbył w Krakowie. Krystyna 
umarła mając lat 37 w r. 1556, lecz mąż, tak 

 jej,jak sobie wzniósł jeszcze za życia, jak się zdaje, 
z białego piaskowca wspaniały grobowiec w Ole- 
śnickim zamkowym kościele, który po dzisiaj 
, oglądać można (Fig. 26). Publikował go Her- 
.. - - - - - -; - - - m a n n L u c h s w :::'ch/estsehe rlirstenbilder des 
, 
Mt"ttelalters, 1872, Hft. 6, str. 4 i 5, Tabl' 26. 
Nosi on charakterystyczny dla sławy i znacze- 
nia Szydłowieckiego i jakby dalekiem echem pa- 
negiryków Krzyckiego odzywający się napis: 
71Sub hoc monumento sepulta jacet illustrzss. omnique /aude digniss. 
princeps ac domina d. Ckristina, filia illustris et incomparabilzs 
herots domini C11rzstophorz' Schidlowicz Ctlstel/ani Cracovien. etc. 
conjlmx illustrzss. principts ae d. d. Joanms ducts .JIunsterbergen. 
in !:.tesia. Olsnensts comt"tis, Glacen. etc. Quae singulari pietate ac vi- 
tae sanetimonia et integritate praedt!a omnibusque virtutibus orna- 
ttss. existens, reNeto unico .filio Carolo Cltrtstofforo, obit"t a. d. 
MDL VI aet. suae ano XXXVII die XVII iunii". Poniżej 
głowy księżnej na jednym z pilastrów tumby czytamy na- 
zwisko artysty: hec duo monummta dueum e/aboravl"t Johannes 
Oslaw Wirezburgen., obok zaś innemi literami: Franco .drc- 


J
		

/Czasopisma_105_09_03_092_0001.djvu

			r 


CXLVII 


SPRA WOZDA NIA 7 POSIEDZEŃ 


CXI.VIlI 


Fig. 24. Opat6w, Grobowiec córki i syna Krzysztofa Szyrllowieckiego. 


i 


lartu, poniżej I557 i z lit. A V złożony monogram. Ten ostatni 
dodatek, jak Luchs twierdzi, jest dopiskiem mularza zajętego 
przy kościele i byłoby obowiązkiem zdaniem jego go zatrzeć. 
Jeżeli tak jest, to do daty nie można przywiązywać wagi 
i grobowiec móg: powstać o wiele wcześniej, za życia jesz.. 
cze Krystyny. W każdym razie wykonał go kamieniarz 
i rzeźbiarz dolno-frankoński, o którym nic bliżej nie wiemy. 
Otóż charakter ogólny w postaciach obu sióstr wskazuje, 
chociaż na dalsze, to zawsze na pewne pokrewieństwo, 
a raczej na jeden i ten sam kierunek i na tęż samą arty- 
styczną szkołę, co jest dla nas i dla naszych badań tern waż- 
niejsze, że nagrobki kamienne czy marmurowe niemieckiego 
pochodzenia należą w tych czasach wśród 
naszych zabytków do rzadkości. 
Jednocześnie z płytą nagrobkową córki 
Anny, kończył, uzupełniał się i powiększał 
wielki grobowiec ojca, jak świadczy r. 1536 
na obu tych pomnikach umieszczony. W gro- 
bowcu wyrzucono bloki z napisem, aby je 
zastąpić sceną żałoby po zmarłym. odlaną 
w brązie. Kto wie zatem, czy matka, przez 
pietyzm dla pamięci męża i w chęci zwią- 
zania jego imienia ze swojem na nagrobku 
dzieci, nie poleciła zestawić ze sobą obu na- 
szych nagrobków i oparcia ich na tych blo- 
kach, których napis o Krzysztofie świadczył. 
Intencya i uczucie górowały nad innymi wzglę- 
dami i przyczyniły się do zapoznania tak treści 
napisu, jak artystycznych wymagall. W ten 
sposób powstał pomnik złożony z dwóch zu- 
pełnie różnych i z różnych czasów poclw- 
dzących pomników i z fragmentu pozosta- 
łego po pomniku trzecim. 
Grobowiec K rzysztofa Szy- 
dłowieckiego i jego drugie- 
go syna Zygmunta, do któ- 
rego z kolei przystępujemy, 
należy, zwłaszcza z uwagi na 
szlachetny materyał, na brąz 
w tych rozmiarach i na tę 
skalę do naj wspanialszych , 
jakie u nas znamy (Fig. 27). 
Jakkolwiek na pozór stano- 
wiący jednolitą całość - 
składa się on rzeczywiście 
również z dwóch, a nawet 
do pewnego stopnia z trzech 
różnorodnych części, z któ- 
rych jedne są włoskie, a drugie niemieckie. Na wyso- 
kim cokole wznosi się piedestał ze znaną sceną żałoby: 
2000 X 480 mm, z panopliami przepysznemi po d wóch stro- 
nach na ustępach kwadratowych, wynoszących 450 X 450mm. 
Powyżej spoczywa płyta nachylona z płaskorzeźbioną figurą 
kanclerza, tej samej, co ta scena szerokości, lecz znacznie 
wyższa: 2000 X 86o mm, ujęta po bokach w dwie nisze, obra- 
mowane pilastrami o misternych kapitelach: 450X 75°11//1/. 
W jednej na prawo stoi patron ojca Ś. Krzysztof, dźwiga- 
jący dzieciątko, w drugiej na lewo patron syna Ś. Zygmunt. 
król, a za niemi na bokach rytowane esownice podtrzymują 
gzyms złamany w tern miejscu. Jeszcze wyżej wznosi się 
płyta mniejsza z leżącem nagiem chłopIęciem, wykonana 
w podobny sposób, chociaż nieco wydatniej, z Odrową żem 


\ 


. ) 


r 


...... 


, .. 


. 
, 


t 
. 


'\ 



 


.. 


; , 


, 

 


'.:. I j .' 


wpisanym w smoka i z tablicą u stóp, na której czytamy: 
",S. (pectabilis) et Mag (nificus) D. (orni) nus D (ominus) 
Lnr (istophorus) de Schydlowyecz et magm' Opa/ow Cast (ella- 
nus) et Capit (aneus) Crac (oviensis) R (egni) P (oloniae) 
(ancel (larius) parel/s Sigismundo s (e) c (un) do gmito filio 
anniculo do/ms posui!, A1lno MDXXVI". 'vV rok zatem po 
śmierci pierworodnego syna Ludwika, stracił hiedny ojciec 
syna drugiego Zygmunta, który żył także rok zaledwie i któ- 
rcmu jako "wierny Achates,. dał on na chrzcie imie swego 
królewskiego dobroczyńcy i przyjaciela. Koronuje całość po- 
stać Chrystusa zmartwychwstałego, o stopach wspartych na 
głowie skrzydlatej, a z dwóch stron poniżej nagie Erosy 
z tarczami herbowemi w rękach siedzą na 
delfinach i mają przed sobą drugie delfiny, 
których giętkie ogony podniesione w górę 
stanowią przejście od płyty krótszej z po- 
stacią syna do dłuższej, przedstawiającej ojca. 
Cokół jest wykuty w czerwonym o płowych 
tonach marmurze, a wszystkie inne części od- 
lane w brązie. Na panoplii lewej czytamy datę 
1536. Nagrobek pierwotny, który wzniósł 
sobie Szydłowiecki za życia w r. 1529 czy 
'530, jakeśmy widzieli - dźwigał się praw- 
dopodobnie na tym samym cokole. Na miej- 
scu dzisiejszej sceny żałoby rozciągał się 
w nim złożony z dwóch części blok z przy- 
toczonym napisem, krótszy od niej o 140 mm 
i węższy o 250 mm. Różnice wymiarów wy- 
równywały zapewne pilastry, ujmujące ten 
napis z dwóch stron, a może ramy, które mu- 
siały w takim razie podnosić nieco tę część 
grolJowca. Czy było zresztą tak lub nie, czy 
w ogóle płyta górna z przed- 
stawieniem syna wchodziła 
w konstrukcyę tej budowy, 
czy pomnik ten miał podo- 
bną lub inną formę - dziś 
nie jesteśmy w stanie roz- 
strzygnąć. Jedno jest tylko 
pewne, że obie te płyty, tak 
ojca jak i syna są dziełem 
artysty niemieckiego. 
Kanclerz w żłobkowanej 
maksymilianowskiej z b r o i, 
z ciężkim, ale misternie wy- 
robionym łańcuchem na pier- 
siacl1, wzdłuż którego bie- 
gnie łamana i kręcona wstę- 
ga, prawą ręką z wyciągniętym ku górze palcem trzyma 
proporzec, a lewą podtrzymuje długi miecz leżący obok. 
Głowę o wiele silniej i w sposób charakterystyczny mode- 
lowaną, w czepcu z klejnotem nad czołem, złożył na podusz- 
kach z lekka wzorowanych. U stóp jego widzimy hełm z ko- 
roną i pawim pióropuszem, przeciętym Odrowążem jak strzałą. 
a na proporcu Odro\Vąż w skróceniu ze smokiem. W miejscu, 
gdzie się końce tego proporca, spadające ku dołowi rozdwa- 
ja ją, wpada w oczy kokarda, wykonana z taką precyzyą i do- 
kładnością jak podobne szczegóły w rycinach SchOngauera 
lub Albrechta DUrera. Tak smok, jak łańcuch złoty nadane 
były Szydłowieckiemu przez cesarza Maksymiliana wedle 
świadectwa w Liber Geneseos. Bardzo być może, że ,.łaJlcuch 
wielki pana Szydłowieckiegoc, wymieniony wśród klejnotów 


'" 


- . 


. 


.:. ;J
 
, 


;'ł 


.. 


... 


, 
I 
.
		

/Czasopisma_105_09_03_093_0001.djvu

			CXLlX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CL 


dubieńskiego skarbca książąt Ostrogskich w r. 1616 (Spra- 
wozdania, T. YI. str. 221) był oryginałem tego zaszczytnego 
daru i że Konstanty Ostrogski, którego tona z Szydło- 
wieckiej się rodziła, wszedł w jego posiadanie drogą spadku. 
Wiadomo zresztą, że te munera IlIl- 
peratona miały dla zmarłego wielkie 
znaczenie. - Nagie chłopie z nogami 
skrzyżowanemi, z lewą rączką pod- 
niesioną ku głowie, z otwartemi uste- 
czkami i z pełnym realizmu gryma- 
sem na twarzy, z kędziorkami w nie- 
ładzie - spoczywa na miękkiej, gład- 
kiej i buchastej poduszce, która się 
ugina pod jego ciężarem. Trzy czwarte 
płyty zajmuje tablica napisu i Odro- 
wąż smokiem okolony. Jeżeli jednak 
płyta poprzednia, w jednej jak się 
zdaje sztuce odlana, jest prosto ścięta 
na krawędziach, tak jakby miała mieć 
pierwotnie oddzielne, połączone z nią 
szrubami ramy, jak to zwykle w takich 
brązowych płytach bywa - to ta 
jest o b r a m o w a n a wzorem, odciśnię- 
tym w glinie i odlanym razem z ca- 
łością. Wzór ten składa się z pła- 
skiego i symetrycznie stylizowanego 
roślinnego ornamentu, jakby nani- 
zanego na laskę i przeciętego tak na 
rogach, jak od czasu do czasu na 
listwach rozetkami. W obu płytach realizm jest uderzający. 
Tak głowa ojca o oczach wypukłych i zamkniętych, o rysach 
kościstych i wiekiem zoranych, jak zwłaszcza 
główka syna, są oczywiście modelowane z natury, 
a ta ostatnia prawdopodobnie wprost przeniesiona 
w miękką glinę modelu z maski zdjętej po śmierci, 
na której skrzepł przedśmiertny grymas. Cała po- 
stać dziecka występuje o wiele plastyczniej z tła, 
i głowy są tak w jednej, jak w drugiej figurze 
o wiele lepiej traktowane i z większem życiem 
i prawdą wydobyte na wierzch, niż postacie i ciała. 
Sztywność zwłaszcza w figurze kanclerza, tak 
w układzie nóg okutych w żelazo, jak w machi- 
nalnym ruchu rąk razi, a piersi i brzuszek dzie- 
ciątka nie są dość szeroko zakreślone i nie mają 
tej pulchności i tej gradacyi w wypukłościach 
i wklęsłościach, do której nas włoscy rzeźbiarze 
przyzwyczaili i której wymowne przykłady w in- 
nych częściach tegoż samego grobowca podzi- 
wiamy. Nie może zatem ulegać najmniejszej wąt- 
pliwości, że artysta, który obie te płyty wykonał 
był Niemcem, a przynajmniej, że należał do jednej 
ze szkół artystycznych niemieckich. 
Z Libri Geneseos wiemy, że kanclerz Krzysztof 
w Szydłowcu: "mausoleum ereum patri et '.lacobo 
{mtri fabricari curav£t et locavit". Co więcej, kaplica 
Prandoty, Ś. Piotra i Pawła, dzisiejsza Wazów na Wa- 
welu, była jego kosztem odnowiona i na trzy lata 
przed śmiercią sprawił on do niej płytę brązową z własnem 
przedstawieniem, której napis przekazał nam Starowolski. 
Brzmiał on jak następuje: Christophorus de Szidlowiec, in 
Szczmielow et Magna Opatow dominus, castt'!. capitaneusque 
Crac. &gm.' Cancel. Siradien. Novae ci-mtatis Corczyn, Lukow, 


Soclwczt'w, Gostin. Captt. id sllcell/lm picturis ornat, et Ilanc 
cajJcl!am posZ/tt MDXXIX. Wyraz »capella c może się tutaj 
odnosić tylko do ołtarza kaplicy. Libt'r Geneseos nosi datę 
1531, przypuszczać więc można, że brązowe grobowce Szy- 
dłowieckich w Szydłowcu , które nas 
nie doszły, powstały koło roku 1530, 
płyta na Wawelu, jak widzimy, była 
wykonana w roku 1529, a syna Zy- 
gmunta w roku 1526. Jeżeli data pier- 
wsza jest siuszna - to własny gro- 
bowiec Krzysztofa pochodził z tegoż 
samego mniej więcej czasu, co spra- 
wia, że w przeciągu czterech lat cały 
szereg brązowych wyrobów został 
wykunany dla Szydłowieckiego i z jego 
polecenia. O jednym jeszcze o wiele 
wcześniejszym tego rodzaju, jak się 
zdaje, wyrobie z jego częściowej przy- 
najmniej fundacyi głuche wieści nas 
doszły. Paprocki nam przekazał na- 
pis na nagrobku Pawła Szydłowie- 
ckiego, brata kanclerza z pierwszych 
lat XYI wieku: Paulo de Szydlowiec, 
prUljJ. Posnllniensi, custodi Crac. Se- 
cretario Regis, doctrina, ingenio, cae- 
terisque '[Jirtutibus et notabilitate i,l- 
signi: Christophorus et Nicolaus jra- 
tri cllllrissimi ac bene meriti posuenmt. 
Obtit .rluriaci. annum agens '[Jiges sex- 
tum, 1/lagllo IlOminum post se desiderio relicto. Amio Domt;li 
/506, die 2 mensis '.lunti". Auriacum Ducis -- H
rzogen-Aurach 
leży koło Norymbergi, gdzie kanonik poznański 
zmarł zapewne w podróży. Jeżeli grobowiec był 
brązowy, to prawdopodobnie, skoro sprowadzano 
jego zwłoki do kraju, musiano zarazem nagrobek 
ten zamówić w sąsiedniej a sławnej ze swych brą- 
zowych wyrobów Norymberdze. Ale czy wszystkie 
miały podobne pochodzenie i gdzie były wykonane? 
Przez całe wieki średnie, aż do drugiej połowy 
X\' w. tego rodzaju brązowe nagrobki, jak niele- 
dwie w całej Europie, tak i u nas, sprowadzane 
były z Flandryi. Źródła nasze bardzo często o tern 
wspominają. W katedrze gnieinieńskiej »in choro 
maiori sub lapide in Flandria per ipsum ad pom- 
pam pretiose comparato c , spoczywały zwłoki Arcy- 
biskupa Jana Suchywilka, zmarłego w r. 1382, wedle 
świadectwa aktów kapitulnych gnieźnieńskich. Ar- 
cybiskup Wojciech Jastrzębiec zmarły w r. 14
6 
kazał sobie za życia wykonać nagrobek spiżowy 
w Brtigge, za który zapłacił 400 grzywien: »et la- 
Vis iam paratus in Brugis . .. qui lapis formatur 
auricalco ad instar lapidis Joannis Archiepiscopi 
Zuchywilk ...c Od drugiej połowy XV w. przyosła- 
bieniu stosunków z Hanzą, zaczyna się to zmieniać. 
Fig. 26. Oleśnica, Figura z na- Znany nagrobek Jakóba z Sienna w tej samej ka- 
grobka ks. Ziembickiej, z domu . ." . 
Szyd'owieckiej, podlug r .uchsa. tedrze, z zagadkowym gmerkiem w gotyckie] swe] 
ornamentacyi, zdradza wpływy budownictwa cegla- 
nego, jak to już Kohte zauważał i pochodzi wedle wszelkiego pra- 
wdopodobieństwa z północnych Niemiec. Arcybiskup Jakób 
przeniósł się do wieczności w r. 1480, ale o wiele wcześniej 
były usiłowania otrzymywania takich płyt w bliższem naszem 
sąsiedztwie. Między latami 1456-1462 Arcybiskup Jan Odro- 
j 


I 


I 


, 
. 


L_ 


, 




 
. 


'\\; 
"('


' \\. 
l ';
't
 ) 
, .... , ,
.,. 
, ..1 
. 


:L 


., 
: 'I 
-] 




 


,j 
- ,. 
. . 
i. 


-- 


!--." - 


-..... - 


" 


::
- 


! 
 



 


-.., 


,. 


....... 
'-- 


_-'" 


-- 


-
 


... 


Fig. 25. Kraków, Ko	
			

/Czasopisma_105_09_03_094_0001.djvu

			CLI 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZE
 


CLII 


ł 
I 
I 
t 


wąż Sprowski obstalowywał na wzór płyt flandryjskich płytę 
nagrobkową u Jodoka Tauchena W Wrocławiu. Jodocus Tau- 
chen czy Tauch, pochodzący z Lignicy, »lapicida c wroc- 
ławski i twórca kamiennego cyborium w kościele S. Elżbiety 
tamże - nie był obeznany dostatecznie z tą nową dla sie- 
bie techniką. Wszystkie wskazówki wnosić każą, że mu się 
pierws:ł:a próba nie udała, a przynajmniej nie zadowoliła ar- 
cybiskupa, wskutek czego obowiązał się on osobnym ukła- 
dem swą pracę przerobić. Z tenoru tego układu, który pu- 
blikował Alwin Schulz, dają się wyciągnąć interesujące 
wnioski. Wiadomą jest rzeczą, że czem większa jest płyta, 
tern trudniej ją odlać, aby była równa i gładka i że pier- 
wotne tego rodzaju wyroby składają się wskutek tego 
ze znacznej ilości fragmentów. Jeżeli następnie odlew jest ła- 
twiejszy we fragmentach, to za to grawirunek tern pewniejszy 
i dokładniejszy pod każdym względem, jeżeli obejmuje całość, 
gdyż artysta nie potrzebuje myśleć o spojeniach i o tern, 
aby się linie w pojedyńczych częściach jego pracy dokładnie 
ze sobą schodziły. Linearna strona grała, jak się zdaje, w tym 
wypadku wielką rolę, ale rysunek tej płyty wykonany być 
musiał nie na odlanym metalu, tylko w modelu przeznaczo- 
nym do odlewu. Pokazuje się, że płyta była nie tylko gruba 
w swym charakterze, ale mało jednolita i że mimo aliażu 
srebra z miedzią i najstaranniejszego użycia żelaza i ołowiu 
dla zbicia i połączenia jej części nie stanowiła zadowalniają- 
cej całości. Jednem słowem próba druga się ostatecznie także 
nie bardzo powiodła, chociaż była zapewne o wiele lepsza 
od pierwszej i nie pociągnęła za sobą dalszych następstw. 
Dopiero z końcem XV w. nabiera sławy i znaczenia 
warsztat Vischerów w Norymberdze. Zakłada go Hermann 
Vischer senior zmarły w r. 1487 i prowadzi w późniejszych 
latach życia wspólnie z synem Piotrem Vischerem starszym. 
Ten ostatni podnosi wyroby tego warsztatu do największej 
doskonałości i umiera w r. 1529. Od początku XVI w. do- 
pomagają mu utalentowani jego synowie: Hermann Vischer 
junior, zmarły w r. 1516, Piotr Vischer młodszy, zmarły 
w r. 1528, obaj zatem przed zgonem ojca i nareszcie Hans 
Vischer, najmłodszy syn wielkiego mistrza i jego spadko- 
bierca, który tym warsztatem kieruje aż do r. (549. Opuszcza 
on wtedy Norymbergę, dla braku zarobku przy zmienionych 
stosunkach i przenosi się do Eichshitt. W ten sposób warsztat 
Vischerów norymberskich trwa nieledwie od połowy XV w. 
do połowy XVI i obejmuje w działalności swej najświet- 
niejszą epokę w rozwoju sztuki, ostatnie dziesiątki quattro 
i pierwsze cinque-cento na północy. Zrazu wszystkie wyroby 
wyszłe z tego warsztatu są wyłącznie w całym swym cha- 
rakterze i w ornamentacyi gotyckie, ale już z końcem XV 
w. zaczynają się w nie wplatać motywy renesansowe, kopio- 
wane czy naśladowane z rycin włoskich, a nawet niemieckich, 
pod wpływem włoskim powstałych. Są między niemi niektóre 
zaczerpnięte z illustracyj do weneckiego wydania Owidiusza 
z r. 1497, są drugie, którym za wzór służył drzeworyt z »Qua- 
tuor libri amorumc Celtesa, wydanych w Norymberdze w r. 
15 00 . Z czasem te nowe formy coraz silniej się rozwijają, 
czy z inicyatywy ojca, czy też pod wpływem synów Her- 
mana i Piotra, a w twórczości Hansa Vischera uderza nas 
już skończony i w architektonicznych dodatkach i uzupeł- 
nieniach ustalony renesans. 
Płyty brązowe, o charakterze zupełnie gotyckim, Łuka- 
sza Górki (t 1475) i Andrzeja z Bnina (t 1479) w katedrze 
poznańskiej, wyszły z pracowni Hermana Vischera star- 
szego, a nawet nagrobek Feliksa Paniewskiego, kasztelana 


lwowskiego (t 1488) u Dominikanów w Poznaniu w tym 
samym stylu,. chociaż prawdopodobnie brał udział w ich 
wykonaniu i Piotr Vischer starszy. Nagrobki Uriela Górki 
(t 149 8 ) i Bernarda Lubrańskiego (t 1499) w Poznaniu, 
Kallimacha (t 149 6 ), Piotra Kmity z r. 1505, trzech Salo- 
monów z pierwszych lat XVI w. w kościele P. Maryi, kar- 
dynała Fryderyka z r. 1510, wszystkie - w Krakowie, wreszcie 
Szamotuiskiego w Szamotułach (t I 511) - są bezwątpienia 
w głównych swych częściach wyłącznem dziełem Piotra Vi- 
schera starszego. We wszystkich czuć raz słabszy, lo znowu sil- 
niejszy wpływ renesansu i coraz bardziej rosnącą, w miarę lat 
i czasu stylową reformę. Hansowi Vischerowi należy, jak są- 
dzimy, przypisać płyty brązowe Mikołaja Tomickiego w To- 
micach z r. 1524 i może Jana Grota w Gnieinie (t 1532), 
mimo tego, że tylko pierwsza z nich, wykonana jeszcze 
w pracowni ojca, ma ramy i tło architektoniczne zupełnie 
renesansowe. Kto wie, czy nawet z rąk jego nie wyszedł 
i nagrobek Tomasza Sobockiego w Sobotach (t 1547) w Kró- 
lestwie Polskiem. Piękna tablica spiżowa Jana Karnkowskiego . 
z r. 1536 w Włocławku ma jakkolwiek nieomylnie norym- 
berski, to zdaje się, że inny początek. Do takiej wziętości 
wyrobów warsztatu Vischerów, tak w Niemczech zresztą, jak 
u nas, przyczyniła się nietylko ich doskonałość, ale przede- 
wszystkiem i względna taniość. Cesarz Maksymilian w roku 
I 5 I 3 narzekał, że za tę samą sumę, którą go kosztowało 
odlanie jednej figury brązowej w MUhlau koło Insbrucka do 
jego sławnego grobowca, mógł u Piotra Vischera otrzymać 
sześć posągów daleko większą mających artystyczną wartość- 
Z warsztatem Vischerowskim wszakże się nasz stosunek 
z Norymbergą na tern polu nie kończy. W drugiej połowie 
XVI w. naj znakomitszym odlewnikiem w brązie w tern 
mieście jest Pankracy Labenwolff, uczeń jak się zdaje Piotra 
Vischera , a w końcu X VI i na początku XVII w. Benedykt 
i syn jego Jan Wurzelbauerowie. Żona tego Benedykta Wur- 
zelbauera a matka Jana była córką Labenwolffa, tradycye 
zatem techniki i sztuki przechodziły w tych rodach, dzięki 
samym stosunkom rodzinnym z warsztatu na warsztat i klien- 
tela się do pewnego stopnia utrzymywała. Z pod rąk La- 
benwolffa wyszła płyta brązowa Mikołaja Herburta Odnow- 
skiego, starosty lwowskiego w r. 1551, przeznaczona do jed- 
nego z kościołów we Lwowie, która nas nie doszła, a Jan 
Wurzelbauer, jak świadczy Doppelmajer, był twórcą w roku 
1624 tak kolumn brązowych złoconych, jak figuralnych 
przedstawień z brązu złoconego w pięknej kaplicy baroko- 
wej Ś. Stanisława na Wawelu, z obstalunku biskupa Szysz- 
kowskiego. 
Przy tak wielkiem jednak i tak długo trwającem zna- 
czeniu Norymbergi dla naszego kraju i naszych zabyt- 
ków, pamiętać należy. że już za Zygmunta I brązownictwo 
artystyczne zaczęło się rozwijać w Krakowie. Nie tylko tak 
piękna krata kaplicy Zygmuntowskiej była w r. 1528 odlana 
tutaj przez mistrza Serwacego przy współudziale Sebalda 
Singera Norymberczyka, ale udoskonalenie artyleryi pocią- 
gnęło za sobą sprowadzenie na dwór królewski pierwszo- 
rzędnych mistrzów, którzy odlewali artystycznym wymaga- 
niom czasu odpowiadające i w wielu wypadkach prawdzi- 
wemi dziełami sztuki będące armaty. Ciż sami zatem mogli 
odlewać zapewne i płyty nagrobkowe, chociaż bezpośrednich 
dowodów na poparcie tego faktu nie mamy. Nic więc nie 
byłoby dziwnego, gdyby te płyty krakowskie i polskie, które 
oczywistego związku ani ze szkołą Vischerowską, ani z No- 
rymbergą nie mają, a jest ich znaczna ilość - powstały 


. 
I 
ł 


l
		

/Czasopisma_105_09_03_095_0001.djvu

			t 
ł 


r 


CLIlI 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


. \ 
. , , - 
, 

 

 "- 
I' .1 1'" 
(i:""---<"""'
 
\ \
 ,;
 
 'i.,' 
\\ . -..... .-:::- 
\
 ----- - 
.1, 


Fig. 27. Opatów, Grobowiec Krzysztofa Szydlowieckiego. 


t 


u nas. W dzisiejszym zatem stanie naszej wiedzy, nie jesteśmy 
w stanie powiedzieć. czy płyty grobowcowe Krzysztofa Szy- 
dłowieckiego, tak te, które mamy przed sobą, jak zaginione, 
wykonane zostały w Norymberdze, czy w Krakowie? Że mają 
one charakter niemiecki, to nie ulega wątpliwości, a nawet 
niektóre norymberskie cechy nicby przeciw krakowskiemu 
ich pochodzeniu nie świadczyły, jest bowiem rzeczą pewną, 
że ci odlewacze, którzy u nas pracowali i tutaj byli osiedleni, 
w norymberskich warsztatach w znacznej części pobierali 
nauki i z Norymbergi prawie wszyscy pochodzili. 
Że to wydzielenie części niemieckich z całości naszego 
pomnika i odrótnienie ich od włoskich jest słuszne, najlepiej 
tego dowodzi różnica brązu użytego do wykonania jednych 
i drugich. Wskutek nieporozumienia, które w prowincyonal- 
nych miejscowościach często się zdarzać może, pomnik nasz, 
z wyjątkiem jedynie płyty kanclerza Krzysztofa, jak świad- 
czy p. Ki eszkowski -- został ostrymi środkami starannie 
wytarty i pozbawiony patyny, co go 
uszkodziło znacznie pod względem arty- 
stycznym, ale przez odkrycie surowej 
powierzchni metalu uwydatniło pierwo- 
tną jego barwę. W dzisiejszym stanie 
i na pierwszy rzut oka widać. że płyta 
z figurą syna, tak pokrewna tej, która 
ojca przedstawia, jest znacznie jaśniej- 
sza i żółtsza i że odbija od sceny żałoby, 
panoplij, figur patronów, Chrystusa i 
chłopców z delfinami y tworzących, mi- 
mo pewnych między niemi różnic, tak 
dla niej, jak dla spatynowanej figury 
samego Szydłowieckiego, czerwieńsze 
i jakby złote ramy. Otóż brązy niemie- 
ckie tych czasów, a przedewszystkiem 
Vischerowskie, są aliażem miedzi i cyn- 
ku, czyli właściwym mosiądzem; nie na- 
próżno też wyraz Mess£ng zawsze się 
w źródłach do nich odnosi, gdy tym- 
czasem włoskie stanowią mieszaninę 
miedzi i mosiądzu. Wedle analizy Do- 
bnera w brązach Piotra Vischera na 
74% miedzi znajduje się 24% cynku, 
1% ołowiu i 1% cyny, która to osta- 
tnia domieszka najbardziej wpływa na barwę patyny. (A. 
W. Dobner: Peter Vz"scller-Studzcn, 1892, strona 3 i 4). 
Do tych samych wyników doprowadziła analiza Krausego 
płyty Jakóba z Sienna w katedrze gnieźnieńskiej, którą po- 
daje Kohte. Co zaś do brązów włoskich, to te w zastosowa- 
niu do rzeźb i posągów wedle V asarego składają się z 2fs 
miedzi i l/S mosiądzu: »Farsi la lega del metallo statuario 
di due terzi rame e un terzo ottone, secondo l' ordine ita- 
lianoc. (Opere, ed. Milanesi. T. I, str. 162). Nic więc dziwnego, 
że ta przewaga miedzi w brązach włoskich daje im barwę 
czerwieńszą, mniej żółtą i bladą i że wyróżnia je w stanie 
surowym zwłaszcza znacznie od niemieckich. Wszystko to 
potwierdza wyniki stylistycznej analizy i daje im pozytywną 
podstawę. 
Nalety jeszcze zdać sobie sprawę z pozostałych, najpięk- 
niejszych i najbardziej interesujących części pomnika. Powstały 
one, jakeśmy widzieli, w cztery lata po śmierci Szydłowiec- 
kiego. Działyński we wstępie do wydawnictwa Lzo,.,' Gent'seos 
twierdzi, że Jan Tarnowski zajął się wykończeniem czy uzu- 
pełnieniem dzieła. I rzeczywiście sądzimy, że nie mogło być 



-:-- 


" 



 


, 
.ł 


l 


cu,. 


. 


inaczej. Wszystkie trzy córki Szydłowieckiego już po śmierci 
ojca wyszły za mąż. O małżeństwie Krystyny z Janem X. 
Ziembickim mówiliśmy wyżej. Koło tegoż samego czasu mu- 
siało nastąpić małżeństwo Hetmana z Zofią Szydłowiecką, 
wynikać się to zdaje z daty śmierci jej syna Jana Krzysztofa, 
który umarł w r. 1567, mając lat 30; Radziwił Czarny ostat- 
nią córkę kanclerza, Eltbietę poślubił dopiero w latach 
czterdziestych (K'lVartaln£k hz"storyc:;ny, 1898, T. XII, str. 301). 
Hetman zatem był naturalnym opiekunem wdowy i dzieci. 
a stanowiskiem swem i znaczeniem tak w kraju górował, te 
tego rodzaju i tak go blisko obchodzące przedsięwzięcie 
musiało od niego zależeć, a nawet wyjść z jego inicyatywy. 
Prawdopodobnie stało się to przy współudziale Zygmunta I. 
"Si quid laus mundi post fuenere laudis haberet, esset me 
toto clarius orbe nihile : te słowa kłcldł w usta zmarłego 
Krzycki. Mężowi zatem takiego znaczenia i grającemu tak 
wielką w ówczesnej Polsce rolę, należało wznieść pomnik 
o wiele wspanialszy od tego, który sam 
sobie pozostawił i pomyśleć o artyście, 
mającym wprowadzić to zadanie w ży- 
cie. Postanowiono robotę powierzyć rzeź- 
biarzowi, który wówczas zaczął w Kra- 
kowie być bliżej znany i już złożył do- 
wody swego uzdolnienia. Kto nim był - 
zobaczymy zaraz. 
Publikowaliśmy już w S
rawozda- 
1lttlcll (T. VI, str. 347, fig. I) scenę ża- 
łoby naszego nagrobka, podług gipsu, 
znajdującego się w Muzeum Narodo- 
wem. Reprodukujemy ją obecnie po 
r	
			

/Czasopisma_105_09_03_096_0001.djvu

			.... 


, 


CLV 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLVI 


we wrzesnlU tegoż roku ustawił na mIeJscu. Załatwienie in- 
teresów przed tak daleką podróżą zajęło mu zapewne dość 
czasu, tak, że z końcem 1529 r. mógł być już \V Krakowie. 
Że nasz rzeźbiarz był rzeczywiście zamówiony do wykonania 
królewskiego grobowca, świadczy współczesny historyk pa- 
dewski: ,.Is modo a rege Poloniae magnis pollicitationibus 
accitus est et magno stipendio donatus pro sepuleliro regis 



 


" 


.... .t .;, 
-:..r, \ tf 
II l 'rł'
1 
'L ' 
l ' 


. 


. . 


.
 


, \1, - 

... '- 


't.. 


Y-. ,
" 
:\. 
ryj !':".' 
..I..il.. I ..'
. . "\.., 
ł.. 
-., 


.
.. I 
 I 
... ,.,
. ;I "' 
._
 . 



-
 


. ........ - ! 


na innem miejscu postaramy się bliżej uzasadnić - grobo- 
wiec wykończył. Medalion z brązu złoconego z Madonną, 
trzymającą dzieciątko nad zmarłym, nosi ślady jego ręki 
i tych stylowych właściwości, które odznaczają rzeźbę pa- 
dewską. W r. 1532 wykonał przepyszne medale rodziny 
królewskiej, starego króla, Bony. Zygmunta Augusta i lza- 
bell i, których jedyny kompletny egzemplarz odnalazł Dr. 


ł 


r 


. 
. 
".' J 


, . 


Ip; 
 
J 
 
 
 
-- 
" , ,..... 
 . 
........- ;). . 
 
' - -, 
' 
- Y,,
 .,
 ) r"\L 
 : ','.. ; . 
,\
 \\.... 
 /I L' - "'."
, . ''\- 
....:. '
T' , jl, " fr.I" r I, ]\:(\..
.... 
. 
.. 1\ .' ' -,¥'o, 
 T !
\ '-, - 
l ..... 
 _ ,\ 
j 
, r -. ----... - -- 

 ' 
 t. 
I .....-. 
 


.. 


r..' 


-A 


.. 
. 7- ' 


Fig. 28. Opatów, Szczegół z grobowca Klzysztofa Szydłowieckiego, podług odlewu Muzeum Narodowego. 


'.:, .
 . ,..t 
 ...J 
...1._ . "'.;: : . " 
. .ł.. '. 
-. . .., 
	
			

/Czasopisma_105_09_03_097_0001.djvu

			. 


CLVII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLVIII 


ł 


we - to sposób przedstawienia, zgromadzenie senatu około 
stołu przykrytego wzorzystą makatą ze zwojami listów, do- 
noszących o wielkiej stracie i otoczenie go grupami czy fi- 
gurami, przedstawiającemi innych reprezentantów narodu - 
to zerwanie architektonicznych więzów gotycyzmu i utworze- 
nie z odosolmionych figur jednej wielkiej i ożywionej sceny. 
W całej sztuce późnego włoskiego Odrodzenia napróżno- 
byśmy czegoś podobnego szukali. Trzeba było tradycyj pół- 
nocnych i przykładu królewskich naszych sarkofagów, aby 
taką scenę pomyśleć i o psach i sokołach w jej przedstawieniu 
pamiętać; na tern polega jej charakter miejscowy. Nie wy- 
szła ona z fantazyi artysty, ale mu była z góry narzucona. 
Nic też dziwnego, że go nie rozgrzała, że się do niej nie 
mógł zbytecznie zapalić i że go pozostawiła chłodnym. 
Trzeba przyznać, że nasz artysta nie miał szczęścia co 
do treści kompozycyj, jakie mu z góry naznaczano. Cud 


ł' 


"l/ 


ł 


. 
, 


, . 


-.. . 



 ......,.. 


..::- 


:' """- - 


..... 


.. .., . - 

..... 


t 


Fig. 30. Opatów, Szczeg6ł z grobowca Krzysztofa Szydłowieckiego. 


t 


szklanki, która spada z piętra na bruk ulicy i nie rozbija 
się, w Padwie, nie należy do tych, któreby się dały w spo- 
sób wywierający wrażenie przedstawić, ale przynajmniej gro- 
madząc ludzi około nieoczekiwanego i dotykalnego faktu, 
pozwala na ich żywe i odpowiednie ugrupowanie. Śmierć, 
której nie widać, a raczej wieść o śmierci, odbijająca się 
jedynie na twarzach szeregu postaci - w naszym wypadku, 
to jeszcze przedmiot o wiele mniej zadawalniający. Przed- 
stawić trzydzieści dziewięć figur - gdyż taka jest ich liczba 
spowodowana koniecznością wypełnienia wązkiej podłużnej 
przestrzeni - i to obok siebie, w jednej i tej samej sytua- 
cyi i uniknąć monotonności, wl'rowadzić w taką scenę ruch 
i rozmaitość - nie jest rzeczą łatwą. Jedne z nich siedzą, 
drugie stoją, jedne cofnięte są w tył, drugie wysunięte na- 
przód, raz zwrócone na prawo, to znowu na lewo, albo pa- 
trzące na nas wprost, ale nie można powiedzieć, aby trudność 
była w zupełności pokonana. Zuan Maria podziwiał nieraz 
zapewne sceny cudów Ś. Antoniego Donatella w wielkim 
ołtarzu padewskim, masy ludu w nich zgromadzone i poru- 
szone z takie m życiem, ale sam nie panował dosyć nad ca- 


, 


łością, nie umiał nadać plastycznej gradacyi grupom i stre- 
ścić w nich wrażenia i nie miał tego genialnego artystycz- 
nego poczucia i tej werwy, co wielki mistrz florencki. Czasy 
się zresztą zmieniły. Illuzyonistyczny, mówiąc słowami Wick- 
hoffa, a raczej malowniczy charakter płaskorzeźby, ustąpił 
miejsca skulpturalnemu jej pojęciu pod wpływem antyku. 
Możemy to sprawdzić na wszystkich rzeźbach współczesnych, 
co też z tego stanowiska i w tym wypadku zadanie utrudniało. 
Figury zwłaszcza po lewej stronie są jednostajnie zestawione, 
jedna koło drugiej, nogi ich i suknie składają się na szereg 
identycznych i tych samych linij. Niektóre typy są zupełnie 
włoskie, jak dwie głowy w profilu, ostatnia po stronie pra- 
wej i trzecia od strony lewej w drugim rzędzie, zwrócone 
ku środkowi (Fig. 29) - widzieliśmy je nieraz w Padwie wśród 
kanoników czy prałatów - to znowu - polskie i tak pełne 
indywidualności, że o ich portretowaniu wątpić nie można. 



'\, 
V' j 
'. /I 
, .. I,; 
!\\. I. 



mf' 

" 
'--' --

. 


\\ 
 I' 

..l 


"
'--..
, - 

 -::- 


. 

 
-- 
--- 


.... 


-/ 


.- 


-
- 


-. - \. 


,.) 


-.:._-- 


- , . 



 

 ........ ' 
" 


, 
I 
I 



 



 
\, 


,
 
. 1 . '-. 
. ,A-=-- . 
"'- 


':.' .ł 


- . 


-,--- . 
-
..., 


., ..." \' 


Fig. 31. Opatów, Szczegoł z grobowca Krzysztofa Szydłowieckiego. 


Większość figur ma piękne stroje współczesne, humanistyczne 
na wpół i wielko-światowe, a nawet nasze własne, o miejsco- 
wym polskim i nieco wschodnim zakroju (Fig. 28); jedna 
z nich jest ubrana wyjątkowo w klasyczną togę, spiętą fi- 
bulą na ramieniu, co przypomina rzeibę padewską w ka- 
plicy del Santo. Ręce są trochę za krótkie, a palce często 
sztywne i szablonowe, faits de pratt'que - jak mówią Fran- 
cuzi - znać w ich zaznaczeniu pośpiech, ale wyrazy i twa- 
rze silnie i szerokie mi płaszczyznami modelowane, o wyra- 
zistych konturach - wymowne, niektóre nawet piękne 
i charakterystyczne. Pokazuje się z tego, że jeżeli w Padwie 
miał rzeibiarz przed sobą treść religijną i odnoszącą się do 
odległych wieków z całym nastrojem, jakiego takie przed- 
stawienie wymagało - to tutaj przyszło mu przedstawić 
wypadek współczesny z figurami wziętemi bezpośrednio 
z najbliższego otoczenia. Jeżeli tam następnie był zmuszony 
swój utwor dostroić do rzeib sąsiednich, jako część łączącą 
się z niemi nierozdzielnie i zastosować w skutek tego do 
stylu Sansovina i Lombardich , to w tym wypadku musiał 
się rachować z płytami niemieckiemi, które stanowiły środek
		

/Czasopisma_105_09_03_098_0001.djvu

			CLIX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLX 


Fig. 32. Łowicz, Grobowiec arcybiskupa przerembskiego. 


i punkt wYJscla całej kompozycyi. Tam był wystawiony 
na krytykę znawców, tutaj wymagania nie wchodziły w szcze- 
góły i odnosiły się jedynie do ogólnego wrażenia i do 
wspaniałości. To nam tłómaczy wszystkie różnice mię- 
dzy poprzedniemi jego pracami, a tą, którą mamy przed 
oczyma. 
Skrzydlate Erosy za to są o wiele piękniejsze. W ich 
pulchności, postawie, charakterze i życiu znać oczywisty wpływ 
wrażenia, jakie na naszego Padewczyka wywarły rzeźby Do- 
natella. Świadczą one wymownie, jak potężny ruch wio- 
sła genialnej twórczości zaorał gł
boko bruzdy na po- 
wierzchni artystycznego życia i wywołancmi przez się krę- 
gami drgał jeszcze w tak późnej epoce. Putta śmiejące się 
i grające w ołtarzu padewskim mogłyby się do nich przy- 
znać, jako do młodszych braci, a sposób rzucenia i ustawie- 
nia delfinów. uwydatnienia ich głów i ogonów. o pletwach 
występujących na światło i tworzących tak zręczne i z tak 
subtelnem poczuciem pomyślane zakończenia ich śliskiej, na 
wpół rybiej, a tak dekoracyjnej formy, - dowodzą. że ten, 
co je wykonał, rozumiał i czuł natur
 brązu i to wszystko, 
co ten szlachetny materyał daje i co z niego wydobyć cie- 
płem dotknięciem r
ki w miękkiej 
glinie modelu można. Powiedziano 
pięknie i słusznie, że tern czem była 
r.x't'U?tl'.r;" 
?i!l'x dla greckiej trage- 
dyi, tern był ten figlarny Chochlik- 
p u t t o, dla poważnych scen reli- 
gijnych w rzeźbie włoskiego Odro- 
dzenia, odetchnięciem, uśmiechem, 
powrotem do równowagi po suro- 
wym i natężonym nastroju. Cały ten 
charakter zachowały chłopięta Pa- 
dowana, czego naj wymowniej Erosy 
naszego nagrobka na delfinach do- 
wodzą. Sylweta figurynek świętych 
ma dużo szlachetności, ale nic 
o nich bliżej powiedzieć nie jesteśmy w stanie. Całość tych 
rzeib w każdym razie nosi na sobie piętno świeże, tych 
pierwszych lat pobytu w Polsce, kiedy tradycye i wspomnie- 
nia włoskie jeszcze się w pamięci mistrza nie zatarły, kiedy 
był artystą, a nie wyłącznie przedsiębiorcą i spekulantem, 
jak w wielu wypadkach póiniej. 
Wyjątkową wartość mają nakoniec panoplije po obu 
stronach sceny żałoby, o których nasze reprodukcye (Fig. 
30 i 31) dają wyborne wyobrażenie. Tak gradacya plastyki 
w składających je częściach, jak staranny i wykwintny gra- 
wirunek przy równomiernym wypełnieniu przestrzeni skła- 
dają się w nich na niepospolity dekoracyjny effekt. Ale czy 
wyszły one z pod ręki Padovana? P. Emanuel Świejkowski 
zwraca moją uwagę na wielkie ich podobieństwo do pano- 
plij w kassetonach baldachimu grobowca Władysława Ja- 
giełły. Jest ono w istocie rzeczy uderzające. Też same formy 
hełmów i pióropuszów, tudzież tarczy, takiż sam układ i wy- 
bór dodatkowych i uzupełniających broni widzimy w jednym 
i w drugim wypadku. Baldachim, jak wiadomo, był spra- 
wiony kosztem Zygm\łhta I w r. 1524, dwanaście lat zatem 
dzieli od siebie powstanie obu pomników. Wykonali go de- 
koratorowie włoscy pod kierunkiem Bereccego, a wśród nich 
naj wybitniejszym i najbardziej uzdolnionym był Giovanni de 
Senis. Zdaje się zatem, że mimo tego przedziału czasu jeden 
z nich i ło ten ostatni mianowicie pomagał naszemu Zuan 
Maryi w dekoracyi nagrobka Szydłowieckiego i był jego 


.=...; 
--...- 


,...- 


współpracownikiem, tak samo w tym wypadku, jak przed 
sześcioma laty przy odkuciu figury króla na sarkofagu Zyg- 
muntowskiej kaplicy. Porównywając sposób traktowania 
i modelunek w poprzednio opisanych częściach pomnika 
z temi panoplijami spostrzegamy wielkie między niemi róż- 
nice. Te części, które wyszły z rąk Padovana odznaczają się 
pewną szkicowością i wprawą, pewną zamaszystością i pe- 
wnością siebie, gdy tymczasem panopije ciągną oko wykwin- 
tnością i starannością wykończenia; pierwsze mają charakter 
północno-włoski i padewski, drugie florencki, czy też floren- 
ckiemu pokrewny. 
Bardzo być może, że między obu artystami zawiązała 
się spółka, która lata trwała. Z rachunków Decyusza wierny, 
że w dziesięć lat póiniej pracowali oni jeszcze razem. W r. 
1546, 7 Januarii, Severyn Boner w imieniu Zygmunta Augusta 
zawarł kontrakt »cum Joanne Maria et Joanne Senensi lapi- 
cidis Italis... occasione sepulchri Serenissimae olim Domi- 
nae, Dominae Elisabethae, Dei gratia Reginae Poloniaec. 
Byli rówieśnikami i żyli obaj bardzo długo, ale nie tu miejsce 
zastanawiania się nad tern. 
Nagrobki Szydłowieckich mają dla nas ten interes, że dają 
wyraz w swym stylu i składzie 
dwom najważniejszym wpływom na 
rozwój naszej kultury, niemieckie- 
mu i włoskiemu i że są może osta- 
tnimi pomnikami, co do daty, w któ- 
rych się te wpływy zespalają ze 
sobą i tworzą chociaż nieco sztu- 
czną i przypadkową, to zawsze je- 
dną całość. Odtąd i potem w gene- 
racyi następnej panować będzie 
niepodzielnie wpływ włoski, pod 
którego skrzydłami rozwinęła się 
nasza własna samodzielność. Roz- 
biór nagrobka Krzysztofa Szydło- 
wieckiego przy tern wzbogacił naszą 
wiedzę jednym faktem ważnym dla dalszych naszych badań, 
mianowicie dowodem istnienia w pierwszej połowie XVI. w. 
odlewami włoskiej, obok niemieckich w Krakowie, przynaj- 
mniej przez czas pewien, na co się zwykle nie zwracało uwagi. 
Zdaliśmy sobie tymczasową z tych nagrobków sprawę 
i stwierdziliśmy do pewnego stopnia słuszność wyników, do 
których doszedł w swoim czasie Łuszczkiewicz. Mamy nadzieję, 
że sprawdzenie naszych spostrzeżeń na miejscu usunie wątpli- 
wości i pozwoli w naj znaczniejszej części poruszonych przez 
nas kwestyj ustalić mniemania i osiągnąć pewne i zgodne 
z tern, cośmy rozwinęli, rezultaty. 
IV. Łowicz, nagrobki prymasów. O nagrobku Jana 
Przerembskiego (Fig. 32) powiemy słów parę. Co zaś do na- 
grobka Uchańskiego, to ten objaśni nam z kolei p. Julian 
Pagaczewski, który od lat nad całą grupą pokrewnych mu 
zabytków i nad polskim rzeibiarza Janem Michałowiczem 
z Urzędowa, jako ich twórcą, pracuje. 
Według wyrainej woli testamentu Jan Przerembski, ar- 
cybiskup gnieinieński, pochowany został w kollegiacie Ło- 
wickiej. Był to pierwszy z prymasów, którego zwłoki złożone 
zostały w Łowiczu. Zaraz po śmierci wystawiono mu nagro- 
bek, umieszczony po prawej stronie wielkiego ołtarza, z czer- 
wonego marmuru. Pomnik ten przy przebudowie dzisiejszego 
kościoła w XVII w. został zrujnowany. Stanisław Krajewski, 
dziekan gnieźnieński, odrestaurował go w końcu tego ostat- 
niego stulecia, ale wszystko świadczy, że figura zmarłego 


. 



 


1 


" 


ł 
ł 


i 
( 


. 


ł
		

/Czasopisma_105_09_03_099_0001.djvu

			CLXI 


SPAWOZ[)ANIA z POSIE[)ZEŃ 


CLXII 


" . - J 
.,',.,. , ... 
"...-;;, -.. 
," ' 
. . 
-----" ; 
'/-':. ....

 


pozostała nietknięta z pierwotnego grobowca, taka jaką na 
naszej podobiznie, dzięki fotografii p. Aleksandra Janowskiego. 
widzimy. Paprocki przekazał nam napis, jaki był przed tą 
restauracyą pod nim umieszczony: 
D. O. .JI 



 


D. Joanni Przerembski, ingenio, eruditione. gra\'itate, 
integritatc vitae et pietate prae- 
stanti viro. Qui cum iuvenis 
procancellarius Regni Rempu- 
blicam naviter ac dextre gessis- 
set Chełm. Episcopus et mox 
Archiepiscopus Gnesncn. Pri- 
mas Regni et Legatus Sedis 
Apostolicae factus, splendidam 
apud imperatorem Romanum 
Ferdinandum II legationem Si- 
gismundi Augusti Regis mu- 
nere obivit, nec mul to post im- 
matura morte interceptus est, 
anno Domini MDLXII aetatis 
suae XLIII. 
Figura nie jest pospolita. 
Do nagrobka Uchańskiego daje 
p. Julian P aga cz e wsk i na- 
stępujące objaśnienie, które po- 
przedza opis p. A. Janowskiego: 
Sądząc z nadesłanego nam 
opisu p. Aleksandra Janow- 
skiego i z załączonych foto- 
grafij (Fig. 33 i 34), pomnik 
Jakóba Uchańskiego, arcybisku- 
pa gnieźnieńskiego, godzien jest 
szczególniejszej uwagi: ,.Figura 
prymasa, mająca 2 metry długo- 
ści, spoczywa na skośnie usta- 
wionej płycie i wyrzeźbiona jest 
w alabastrze bardzo pięknie, miękko a wyraźnie. Ma ona ton żół- 
tawy z takim ciemno-morelowym odcieniem, jaki znamionuje 
stare alabastry. Ponieważ materyał jest miękki, wielu zwiedza- 
jących zatem niszczy rzeźbę, wyskrobując swe cyfry na szatach, 
infule i pierścieniu postaci; prawy rękaw został z lekka uszko- 
dzony. Nad figurą wznosi się nisza kuta w piaskowcu, na tle 
której wyrzeibiony jest herb Radwan w kartuszu, z dwoma 
skrzydlatemi chłopiętami po bokach, które trzymają insygnia 
arcybiskupie. Ta ostatnia rzeźba została grubo pomalowana ja- 
skrawem i farbami w ostatnich czasachc. Ujmują ją z dwóch 
stron pseudo-klasyczne ramy w stylu empire. Bezpośrednio nad 
tą dekoracyą wzniesiono na początku naszego stulecia w tym 
samym stylu obelisk z palmami i wieńcem, z urną zakoń- 
czoną płomieniem u szczytu, co popsuło charakter całości. 
Obelisk ten usunięty został na naszej podobiźnie. Pod figurą 
prymasa nakoniec widnieje wprawiony w cukół ornament 
w formie róży (1600 X 540 iii) - Fig. 34, pochodzący oczy- 
wiście z ozdób pierwotnych nagrobka. Pomnik ten w głównych 
i zasadniczych swych częściach datujących z końca X\'l w., 
jest jak sądzimy dziełem znakomitego rzeźbiarza i architekty 
polskiego Jana Michałowicza z Urzędowa, którego twórczość 
zasługuje pod każdym względem na bliższe zbadanie. 
W szeregu rzeźbiarzy i architektów czynnych w Polsce 
w XVI w., zaszczytne miejsce zajmie on niezawodnie. Osobi- 
stość to bardzo mało znana, bo dotychczas z nazwiskiem Mi- 
chałowicza zaledwie dwa dzieła sztuki można było związać, 


. 


( 


, . 



J 


-:>- 


ł 


. '. 
....-.

łf: 


o. 
, ..... 
. ....- 
'\. 
 -' .. 


.- 


t.. 


.c.... 



, 
-I 


,', 



 . 
. ,.. .' .. .-
, 


:""-- 
.. 
.-....... U 


Pierwsze z nich - to grobowiec biskupa poznańskiego Be- 
nedykta Izbińskiego herbu Poraj (t 1553) w katedrze po- 
znańskiej. 
Grobowiec z postacią biskupa leżącą w półkolistej ni- 
szy, ujętej w dwie esowate konsole, szerszym końcem na dół 
zwrócone i obramionej ornamentem w rodzaju blaszanych 


t 


.,'" . 
, 
. .... . ;. 
. ...... 
.- " , .. 
, # I 
\ ł ) 
. , '. 
J. ,. '." 
\ : ... 
 , .\ . 
..r " 
.....; , 



 
" 


'i
. 


...... 
... 


.... 


-, 


.. 


.o
\ 
.' ,- 



 
.. 


( , 
,. 


'. 


_I, . 


.... 
..t
. 


\\\ 


... 


. -' 


- I 


......

 


----.=; 


.-- -- ------ 


Fig. 33. Łowicz, Grobowiec arcybiskupa Uchańskiego. 


I 
ł 


ł 


i 


kartuszów, które się kilkakrotnie na pomniku powtarzają, 
przypiera do jednej ze ścian poligonalnego obejścia chóru. 
Części konstrukcyjne i figury w bocznych niszach wykuto 
z wapienia (l. K o t h e: VerzezCll1liss der Kunsldnzkmiiler der 
Provlnz Posm T. II, str. 26), a postać biskupa z marmuru 
czerwonawo-brunatnego w jaśniejsze żół- 
tawe plamy, co w figurę wprowadza 
pewien niepokój. Cokół grobowca uto- 
piony do połowy w posadzce, podnie- 
sionej w późniejszych czasach; boczne 
kompartymenty z niszami, w których 
mieszczą się figury, przysłonięte do po- 
łowy pilastrami, datującymi z czasów 
przebudowy katedry w X\TIII w. Gro- 
bowiec z wyjątkiem części marmuro- 
wych, pociągnięty jest grubą warstwą 
pobiałki, która modelunek w znacznej 
mierze zaciera. Pod łukiem niszy czytamy napis: Johannes 
Mlclzalowicz Urzedo'l/lnzsis jedl. 
Drugiem pewnem dziełem l\lichałowicza jest kaplica Za- 
. 
wiszów, dziś Potockich, w katedrze krakowskiej. Pierwotnie 
gotycka, uległa gruntownej przebudowie w XVI w. Przebu- 
dował ją z polecenia biskupa Padnie,wskiego Jan Michałowicz 
z Urzędowa, o czem świadczy' okrągły kamień do r. 18 33 
w latarni kopuły się znajdujący, z gmerkiem w pośrodku 
i napisem w otoku: IOANNES l\lICHALO\'IC VRZENDO- 


'" . 


I 
ł 
, 



 
c 


", 
' 


" 


. '. 


\. 


Fig. 34. Łowicz, Szczegół 
z grobowca arcybiskupa 
Uchańskiego.
		

/Czasopisma_105_09_03_100_0001.djvu

			r 


CLXIII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXIV 


VIEN. 1575 (Grabowski A.: Skarbniczka naszej archeologii 
Kraków 1854, str 77 i 78). Jak Michałowicz odebrał kaplicy 
Zawiszów gotycką szatę, tak znowu jego pracy nie uszano- 
wała epoka, w której styl empire zapanował wszechwładnie. 
Pomiędzy r. 1832-184° Zofia z Branickich Potocka przebu- 
dowała kaplicę w duchu epoki, podług planów głośnego wie- 
deńskiego architekty Piotra Nobile. Ściany niegdyś zapewne 
groteskami pokryte. wyłożono marmurem, kasetony, których 
najprawdopodobniej nie brakowało na podniebiu kopuły. ze- 
rwano, kamień z gmerkiem i napisem wyrzucono z latarni 
i umieszczono na' zewnętrznej ścianie, a i śliczny grobowiec 
Padniewskiego omal że nie padł ofiarą mody. Uratował go 
protest kapituły i ówczesny kustosz, później biskup, Ludwik 
Łętowski. który broniąc pomnika, pisał do rodziny: »że co 
byłoby dziś Padniewskiemu, to jutro byłoby Potockiemu«. 
(L. Łęt o w s ki: Katalog biskupów, pralatów i kanom"ków krak. 
II. 13). Na grobowcu Padniewskiego niema ani napisu ani gmerku, 
któryby stwierdzał autorstwo Michałowicza; również nie wy- 
kazano tego na podstawie zaIJisków archiwalnych. Okoliczność, 
że Michałowicz przebudował kaplicę Padniewskiego (t 1572), 
nie dowodzi jeszcze, by z pod jego dłuta wyszedł i pomnik 
fundatora. Przypuszczenie to - któremu zresztą niejednokro- 
tnie dano wyraz -- nasuwa się jednak samo przez się, bo 
Michałowicz, jak o tern świadczy grobowiec Izbińskiego i epi- 
tafium w kolegiacie łowickiej, był zarazem rzeźbiarzem i to 
bardzo przez współczesnych cenionym. Wszak na epitafium 
nazwano go polskim I'raksytelesem (por. Sprawozdania T. \'11 
str. I 55 i 2 I 2). 
Grobowiec Padniewskiego na pierwszy rzut oka różni 
się znacznie od grobowca Izbinskiego, bliższe jednak wni- 
knięcie w szczegóły, zwłaszcza zaś zestawienie obydwóch po- 
staci biskupich, wskazuje na tego samego artystę. Zbliżony 
jest układ figur, podobny kształt łańcuchów biskupich, ten 
sam wreszcie wyraz powagi i godności na obliczach obydwóch 
książąt Kościoła, cechujący wszystkie prace naszego rzeźbia- 
rza. l tu, jak na grobowcu w katedrze poznańskiej, pojawiają 
się karyatydy, tylko inaczej zastosowane, i tu użyte są kase- 
tony z rozetami do dekoracyi spodu gzymt.u. Różnice, i to 
znaczne, dotyczą głównie strony architektonicznej. Grobowiec 
Padniewskiego dźwiga się bardziej ku górze, jest smuklejszy 
i mniej ozdobami przeciążony, aniżeli poznański. W braku 
fotografii, którą trudno uzyskać z powodu pomieszczenia po- 
mnika w słabo oświetlonem obejściu katedry poznańskiej, 
niepodobna przeprowadzić wyczerpującej analizy, to też na 
razie zmuszeni jesteśmy ograniczyć się do autopsyi z przed 
kilku lat, co w wysokim stopniu zadame utrudnia. Byłoby 
bardzo pożądane, aby które z muzeów krakowskich posta- 
rało się o odlewy gipsowe przynajmniej z figury i kilku cha- 
rakterystycznych ornamentów poznańskiego pomnika. 
Grobowiec prymasa Jakóba Uchańskiego w kollegiacie 
łowickiej, uważamy w każdym razie za pracę tego samego 
rzeźbiarza, z pod którego dłuta wyszedł pomnik Padniew- 
skiego. Tu łatwiej uchwycić cechy pokrewne, gdy t figury 
w obydwu wypadkach wykonane są z tego samego matery- 
ału, którym jest alabaster. Niestety z grobowca Uchańskiego 
dochowały się tylko: figura prymasa (Fig. 33), rozeta wmu- 
rowana w cokół (Fig. 34) i aniołki trzymające tarczę z herbem 
Radwan. Cała część architektoniczna przepadła; zastąpiono ją 
obeliskiem w stylu empire, który jak komin piętrzy się nad 
letącą ponitej figurą prymasa: Stylowe powinowactwo oby- 
dwóch figur jest uderzające. W układzie zachodzą tylko małe 
różnice i tak: Padniewski podpiera głowę prawą ręką, pod- 


czas gdy Uchański, podobnie jak Izbiński, rękę prawą trzyma 
na leżącym obok pastorale; lewa noga Padniewskiego jest 
zgięta w kolanie i nieco w górę podniesiona, natomiast nogi 
Uchańskiego są równo wyciągnięte. Zresztą tu i tam widzimy 
niemal identyczne ornamenty na infułach, krzyżach, pastora- 
łach i t. p. oraz prawie zupełnie taki sam rzut fałdów komży 
i tę samą fakturę rękawów, jakby w poprzek rurkowanych. 
Zauważyć należy, że pod poduszkę, na której spoczywa 
głowa prymasa. podsunięty jest pulpit. którego boki wycięto 
jakby w dwie arkadki. Pulpit pod głową Izbińskiego różni 
się tylko tern od poprzedniego, że w boku wycięty jest otwór 
w kształcie przepołowionego gotyckiego czworo liścia. 
Zważywszy podobieństwo obydwóch figur do siebie, 
a z drugiej strony pewne wspólne cechy figur Uchańskiego 
i Izbińskiego, można twierdzić, że obydwa grobowce są dzie- 
łami Michałowicza, tembardziej, że Michałowicz w Łowiczu ży- 
cie zakończył, jak o tem świadczy jego epitafium, znajdujące 
się w kollegiacie. Tam zmarł również prymas Uchański (d. 5 
kwietnia 1581 r.) i został pochowany »wedle ostatecznej woli 
swojej w testamencie wyrażonej, w Łowiczu, w kaplicy po 
prawej stronie kollegiaty znajdującej się, przez wykonawców 
testamentu wzniesionej, ale żadnym dochodem nieopatrzonej. 
Widzieć tam można do dziś dnia wizerunek arcybiskupa z ala- 
bastru rznięty, pomiędzy kolumnami (I) z czerwonego mar- 
muru. Na nagrobku nie masz żadnego napisu«. (5 t. B u ż e ń- 
ski: Żywot)' arCJ'biskupów glltfźnieńskich. Wilno 1852 III, 66). 
Tak więc wszystko przemawia za tern, że nie kto inny, tylko 
Michałowicz z Urzędowa jest twórcą grobowca Uchańskiego, 
a najpewniej i kaplicy' przez prymasa fundowanej. l tu w ostat- 
niem swem prawdopodobnie dziele występowałby równocześnie 
jako architekt i rzeźbiarz, podobnie jak w kaplicy Potockich. 
W monumentalnym grobowcu biskupa Andrzeja Ze- 
brzydowskiego w katedrze krak. można także dopatrzeć się 
cech właściwych Michałowiczowi. Zebrzydowski wykuty z czer- 
wonego marmuru leży w tej samej pozycyi co Padniewski, 
tylko lewa ręka, w której trzyma książkę, oparta jest o ko- 
lano. Piersi bardzo szerokie tak jak u Izbińskiego, Padniew- 
skiego i Uchańskiego; jest to jedna z cech dla naszego rzeż- 
biarza najwięcej charakterystycznych. I tu pod głową biskupa 
widzimy pulpit, którego bok wycięty jest w otwór w formie 
łuku, przypominającego gotycki ośli grzbiet. Kurwatura pa- 
storału sformowana jest z liścia akantu, podobnie jak na gro- 
bowcu Izbińskiego. Wreszcie uwagę zwraca ten sam wyraz 
powagi i godności, uszlachetniający oblicze biskupa. W części 
dekoracyjnej pomnika nie brak również motywów właściwych 
Michałowiczowi. Do nich w pierwszym rzędzie należą kartu- 
szowe ornamenty, gięte jakby z blachy. Widzimy je na ob- 
ramieniu tablicy wstawionej w cokół, oraz na archiwolcie 
środkowej niszy. Motyw to w każdym razie nie włoski, ra- 
czej flamandzki lub niemiecki, co zauważył Kohte, opisując 
grobowiec Izbińskiego. Podnieść należy jeszcze szczególne 
zamiłowanie rzeźbiarza do posługiwania się konsolkami (krok- 
sztynkami) w znaczeniu raczej dekoracyjnem, niż konstrukcyj- 
nem. Nie brak ich na tumbie Zebrzydowskiego, oraz pod 
gzymsem wieńczącym pomnik. W pierwszym wypadku krok- 
sztynki zwrócone są szerszą częścią na dół a węższą naod- 
wrót, podobnie jak na grobowcu Izbińskiego 1. 


I 
ł 
I 
ł 


ł 


'- 


.. 


; 


· Zanim niniejszy komunikat zostal oddany do druku, p. Stanislaw 
Cercha odkryl na grobowcu Zebrzydowskiego znak kamieniarski Michalowicza, 
znany nam dobrze z kaplicy Potockich i na jednem z posiedzeń Komisyi to 
odkrycie przedstawil, co w zupelności potwierdzilo trafnI} atrybucyc; p. Juliana 
Pagaczewskiego. (M. 
. 


... 


l 


f
		

/Czasopisma_105_09_03_101_0001.djvu

			l 
I 


CLXV 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CJ.XVl 


Kaplica Zebrzydowskiego przedstawiała się niegdyś zu- 
pełnie inaczej. Oto co o niej pisze Łętowski: -Była ona kie- 
dyś strojną, zdobiły ją kolorowe okna, S k l e p i e n i e Z k o- 
p u ł ą i l a t a r n i ą w y r o b i o n e m i s t e r n i e, ołtarz był dre- 
wniany, złocony o dwóch obra'i:ach, a od kościoła miała kratę 
mosiężnąc, jak to wiemy z wizyty Łubieńskiego (Ł ę t o w s k i L: 
Katedra krak. Kraków 1859, str. 56). Podczas odnawiania ka- 
plicy w ostatnich latach, odkryto fragment dekoracyi pierwo- 
tnej. która z pomnikiem stanowiła jednolitą całość. I tu Mi- 


I 
I 
ł 


ł 
, 


, 
.. . 


'. 
-" 


" 


,''\.- . 



 


, 
po 


.\ 


'" 


.' 



 



 


":\ -". 


, 
\ - 
, . . 
. ,. . ( 

 


., . 


t 


',- 



:' 



: 
\, 


.. ....
 
, ' '\ -, ł=' 
 ,. . . 


'i1 
 
liI1rrTl1ifJi1 3rlT
 5\'
) 1 15:;;t 
...Ą.. - 
 ;-Ą"'b-'
' 

,
 __""'''AI'.,ł

",


 


nl ij 
 ."Uln i r l TI,
 ;n
: 
,

,: 'L Ir,"b ...
 
V.lI
1.
 
. 
:fu;1It
i
 J'
; 5f1Ul


 V 
. j.n. t \łi1jii 


]iliillIurn'. 
IJ11illiI
ri
 o 1n1l1Qll]L

; o 

 

G

{
i

;

 '11iTInirft1 
 '
 1*'t,. 
," 
J1'

;t
?<
...
 
'''''_ ...,,"V\, !..i 
 "- 
.
 .8:' o 


W
oo
o o 
o o. 

J.,

OO

PT1-n o.. 

.. ,... 


\ 



--.---' 


.
 


'\. 


. 
 
, 


,. 


Izbińskiego. Poprzednio zwracaliśmy uwagę na zamiłowanic 
rzeźbiarza do posługiwania sili konsolkami, co udcrzało prze- 
dewszystkiem w grobowcach Izbińskiego i Zebrzydowskiego. 
I tu ich nie brak; biegną w szeregu tuż pod gzymsem, zała- 
mując się razem z nim na narożnikach portalu. Dodajmy, że 
dwie wielkie konsole, w które ujęta jest górna cZf;ŚĆ portalu, 
pojawiają się także i na grobowcu poznańskim, z t'l tylko ró- 
żnicą, że tam są odwrócone. Lecz nietylko portal zasługuje 
na uwagę; cały ten dom pod l. 18 jest w wysokim stopniu 


'\:.
 



 


I 


. "'-. 

 


., 



.:: 


:r. 


. 
'\':ć 
O! . , .\\. 
.' ...... "'\ 
" I 

. 
"'y: t 
fr. 
"- ., 

 


(, . 

 


. '1 
" ,. 


T. 


- .. 


.- 


Fig. 35. Lubraniec, Tablica erekcyjna z figurami brl}zowemi I.ubrańskich. 


. . 


chałowicz występował znowu jako architekt i rzeźbiarz, po- 
dobnie jak w kaplicy Potockich i w Łowiczu. Grobowiec wznie- 
śli Zebrzydowskiemu jego bracia i egzekutorowie (t 1560): 
Fratres et exsecutores Domino suo liberalisstmo moestt" posuerunt. 
Oprócz grobowców Padniewskiego i Zebrzydowskiego są 
w Krakowie i okolicy jeszcze dwa zabytki, które z nazwi- 
skiem Michałowicza przypuszczalnie związać można. 
Pierwszy z nich - to portal w kamienicy przy ulicy 
Kanoniczej l. 18. Archiwolta portalu obwiedziona jest orna- 
mentem giętym. jakby z blachy, podobnie jak na grobowcach 
Izbińskiego i Zebrzydowskiego. W zwiklach widzimy delfiny, 
których ogony, wywinięte w kształcie litery S czepiają się 
wspólnej laski, zakończonej u góry główką putta, a u dołu 
muszlą. Główkami puttów w ten sam sposób użytemi Micha- 
łowicz chętnie zakończa ornamenty w filunkach na grobowcu 


i 
I 


interesującym zabytkiem Odrodzenia. W podworcu docho- 
wały się na parterze i na I piętrze arkady wsparte na smu- 
kłych kolumnach, to też kto wie, czy Michałowicz - architekt 
nie jest twórcą całej tej kamienicy. 
Na zakończenie dodamy jeszcze, że grobowiec opata 
Marcina Białobrzeskiego w Mogile (t 1586) wykazuje także 
pewne cechy, właściwe naszemu rzeźbiarzowi. Pomnika w obec- 
nym stanie nie można zbadać dokładnie. a to z powodu grubej 
warstwy pokostu, którą pokryto marmurową figurę opata 
i kamienne ozdoby, a która modelunek w zupełności zaciera. 
W każdym razie grobowiec Białohrzeskiego mimo licznych 
zalet jest, w porównaniu z omówionymi powyżej pomnikami, 
znacznie słabszem dziełem sztuki, to te! może nie tyle z Mi- 
chałowiczem samym, jak raczej z jego warsztatem związaćby 
go należało. 


k
		

/Czasopisma_105_09_03_102_0001.djvu

			j - 


SPRAWOZDANIA Z 1'0SlEDZEŚ 


('LXVII 


Wszystko, cośmy przed chwilą powierzchownie zazna- 
czyli, wymaga jeszcze pogłębienia. Mamy też zamiar wkrótce 
do tego samego przedmiotu powrócić. 
_ - Przewodniczący podnosi następnie interes tablicy erek- 
cyjnej kościoła w Lubrańcu, wystawionego przez Grzegorza 
z Lubrańca, kanclerza koronnego, w ostatnich latach pano- 
wania Kazimierza jagiellończyka, a ozdobionego przez jego 
wnuka Jana, biskupa poznańskiego «(498- - (520) herbu Go- 
dziemba, o której bliższą wiadomość wraz z fotografią nadesłał 
Komisyi Dr. Franciszek Chłapowski. Na tablicy tej widzimy, 
jak to podnosi proc. Piekosiński, rzadkie przedstawienie kan- 
clerza z tłokiem pieczętnym, wiszącym na łańcuchu. Panu 
Drowi Chłapowskiemu zawdzięczamy również fotografię wiel- 
kiego obrazu, przedstawiającego Matkę Najświętszą z Janem 
Lubrańskim, u jej stóp klęczącym. Prof. M. Sokołowski, tak 
tablicę erekcyjną, jak ten obraz komentuje w następujący 
sposób: 
Z pomników pozostałych po możnej i tak w dziejach 
naszej kultury znaczącej rodziny Lubrańskich, herbu Go- 
dziemba, znaliśmy dotąd jeden tylko pomnik t. j. przepyszną 
brązową płytę grobowcową Bernarda Lubrallskiego w k;ite- 
drze poznańskiej, wyszłą z pracowni Piotra Vischera. Bernard 
Lubrań
ki, proboszcz kościoła Ś. Floryana w Krakowie i ka- 
nonik poznański, zmarł w r. 1499. Obecnie, dzięki uprzejmo- 
ści Dr. Franciszka Chłapowskiego, możemy się bliżej zapo- 
znać z dwoma innymi, do rodziny tej odnoszącymi się zaby- 
tkami, pochodzącymi z Lubrańca i z Kazimierza biskupiego. 
Lubraniec, gniazdo rodu, leży w powiecie włocławskim 
i posiada kościół, erygowany w r. 1495 z pozostałościami 
gotyku tego czasu i przedmiotami sztuki w skarbcu, zasłu- 
gującymi na uwagę. Wewnątrz presbiterium tego kościoła, 
koło w. ołtarza wmurowana jest w ścianę tablica erekcyjna, 
którą publikujemy (Fig. 35). Środkowa część z napisem wy- 
kuta wraz z herbem Godziemba z ciosu, a po bokach wpra- 
wione dwie płaskorzeźbowe figury fundatorów odlane w brą- 
zie. Figura po lewej stronie przedstawia Jana Lubrańskiego, 
biskupa naprzód płockiego a od r. 1498 poznańskiego, zało- 
życiela w r. 15 19 sławnej Akademii Lubrańskich w Pozna- 
niu et 1520); po prawej zaś jego stryja Grzegorza, podkan- 
clerzego z czasów Kazimierza jagiellończyka, zmarłego w r. 
15 00 . Ta ostatnia jest dlatego interesująca, że wyobraża pod- 
kanclerzego, klęczącego przed nami z tłokiem pieczętnym na 
łańcuchu, jak na to zwrócił uwagę proC. Piekosiński. Podobne 
przedstawienie znamy jedynie w miniaturach modlitewnika 
w Muzeum narodowem w Monachium, który uchodzi za mo- 
dlitewnik króla Zygmunta I, a jest rzeczywiście modlitewni- 
kiem Jana Chojeńskiego, biskupa krakowskiego. Chojeński 
jako podkanclerzy, na jednej z miniatur tej książki ma 
także na piersiach łańcuch z godłem swej godności czyli 
z tłokiem pieczętnym, tak samo, jak Grzegorz Lubrański na 
naszej erekcyjnej tablicy. Biskup w infule i z pastorałem 
w prawej dłoni - lewą błogosławi wbrew liturgicznym 
przepisom (Por. Sprawozdania. T. VI, str. CVII). Napis od- 
czytany przez proC. Piekosińskiego brzmi: 
Ad honorem omnipotenti.s dei et 
s. JO. babtiste IIOC templum fUIl- 
ditus est erectum per reverelldum patrem 
Gregorium de Lubrancz regni 
Polonie vicecancellarium etc. orna- 
tum vero et tes#tudinibus per- 
fectum per reuerendum d. JO. de Lubra- 
ncz episcopum Posnan. nepotem, 1495. 


CLXVlIl 


Tablica zatem została wzniesiona JUz po r. 1498, w któ- 
rym jan Luhrański biskupem poznańskim został. Odlew i mo- 
delunek figur jest bardzo gruby, ale całość nie pozbawiona 
charakteru. 
Drugi zabytek (Fig. 36) - to obraz z Kazimierza w po- 
wiecie konińskim. Wysoki na 2 i pół metra, około 1 metr 
szeroki i malowany na drzewie, przedstawia on wielką 
i stojącą Matkę Najświętszą z Dzieciątkiem na ręku w całej 
figurze, u stóp której klęczy maleńka postać biskupa jana 
Lubrańskicgo. Marya w czerwonej sukni i w płaszczu o sze- 
rokim granatowym wzorze z dyademem na głowie, którą 
okala wzorzysty nimbus z napisem w otoku, przerwanym 
dwiema postaciami unoszących się w powietrzu aniołków, 
rysuje się na tle złotem, zdobnem w charakterystyczny wy- 
cisk. Miękki i staranny modelunek, żywy i pełen blasku ko- 
loryt, wszystkie cechy charakterystyczne i stylowe przy tern, 
każą odnieść ten obraz do drugiego już dziesiątka XVI w. 
Miasteczko Kazimierz biskupi, sławne tradycyami, sięgającemi 
zamglonych wieków naszej historyi, posiada dwa kościoły 
klasztorne: pofranciszkański i bernardyński. Oba raz w części, 
a drugi raz w całości wzniósł swoim sumptem biskup Jan 
Lubrański, o czem świadczą herby Godziemba z godłami 
biskupiemi na ich ścianach, a w kościele bernardyńskim na- 
wet napis z datą. Przebudowa, a raczej rozszerzenie kościoła 
franciszkańskiego, z którego pochodzi nasz obraz, nastąpiło 
w r. (512 i wkrótce potem zapewne wykonany on został 
z polecenia i kosztem biskupa, z czego się pokazuje, że po- 
wstał między r. 15 (2-1520, t. j. datą śmierci Jana Lubrań- 
skiego. Charakter obrazu tej dacie w zupełności odpowiada. 
Obraz nasz nie znajduje się jednak już w Kazimierzu na 
miejscu, ale jest własnością prywatną w jednym z domów 
obywatelskich sąsiedztwa, gdzie go dr. Chłapowski odszukał 
i kazał fotografować. Co w tym obrazie uderza przede- 
wszystkie m - to charakter wzoru tła złotego. Wzór zupeł- 
nie identyczny znajdujemy na tle obrazu wotywnego w Prze- 
worsku, który Komisyę przez jakiś czas fantastycznym swym, 
jak się pokazało, a tak wrzekomo wczesne m powstaniem 
intrygował. (Sprawozdania, T. V. str. 179, XXI, XLIV, XLVI 
i LIV). Dzięki wystawie jubileuszowej Jagiellońskiej z r. 19 00 , 
na której obraz przeworski można było bliżej i przez czas 
dłuższy oglądać, p. Leonard Lepszy datę jego ostatecznie, 
jak sądzimy, ustalił. (Por. Wiadomo.fcz numizmatyczno-archeo- 
logiczne, 1901, Nr. 2, str. 354-355 i Tabl.). Pochodzi on 
bezwątpienia z ostatnich lat XV w. Nic zatem dziwnego, że 
podobna, a raczej takaż sama forma służyła do wyciśnięcia 
tła na jego podkładzie kredowym, jak na obrazie w Kazi- 
mierzu. Romboidalne liściaste bukiety z palmetami tego sa- 
mego rodzaju naprzemian wypełniają trapezy ukośnej kraty, 
zakreślonej podwójnemi liniami, tak tutaj, jak tam. Na na- 
szym obrazie wzór ten jest wyraźny i odświeżony, a na prze- 
worskim, który ma tło przemalowane, nieco zatarty. 
Szemat tego wzoru sięga bardzo dawnych czasów i przy- 
pomina delikatne linearne kraty, zdobiące nieledwie zawsze 
tła złote Qbrazów XIV w. pragskiej szkoły, których przy- 
kłady możemy oglądać nie tylko w Czechach, ale na Śląsku 
i na rzadszych okazach u nas. Tła sławnych popiersi świę- 
tych Teodoryka z Pragi w zamku Karlstein w takich kratach 
mieszczą lwy i orły heraldyczne naprzemian. Ale w w. XV, 
a przedewszystkiem w drugiej jego połowie, jak się to na 
naszych przykładach pokazuje, odpowiednio do całego na- 
stroju i do zmienionych wymagań, wzór ten rozszerzył się, 
nabrał siły, 'malowniczości a nawet plastyki i wypełnił sy- 


. 
1 


, 
I 


, 


.
 


, 


I 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_103_0001.djvu

			CLXIX 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXX 


t 


metrycznymi i szeroko zakreślonymi liściastymi splotami. 
Ś. p. Władysław Łuszczkiewicz kilkakrotnie zwracał uwagę 
na charakter wzorów ornamentacyjnych na tłach obrazów 
średniowiecznych i przywiązywał wielką wagę do zbierania 
z nich motywów, przerysowywania ich i zestawiania ze sobą 
sądząc, że tą drogą najpewniejby 
dojść można do oznaczenia miej- 
scowości, czy szkoły, z której dany 
obraz pochodzi. Wychodził z zało- 
żenia, że jedne i też same szablo- 
nowe formy musiały być używane 
w tych samych warsztatach i że się 
niezmiennie i mechanicznie powta- 
rzały. Czy ta identyczność w na- 
szym wypadku upoważniłaby do 
wniosku, że między obrazem Ka- 
zimirskim a Przeworskim jest ja- 
kaś wspólność pochodzenia? Są- 
dząc z tak różnej wartości i cha- 
rakteru obu obrazów, byłoby to 
bardzo wątpliwe. W każdym ra- 
zie nie ulega wątpliwości, że takie 
formy mogły przechodzić drogą 
spuścizny, czy nabytku z jednego 
warsztatu do drugiego, a nawet, co 
rzecz najważniejsza , od początku 
wyrabiać się w znacznej liczbie 
egzemplarzy i rozchodzić po roz- 
maitych i nie mających żadnego 
związku ze sobą środowiskach ma- 
larskiego cechowego życia. Podo- 
bny obraz do naszego, z tą wszak- 
że różnicą, że u stóp Maryi przed- 
stawia dwóch fundatorów Jana i 
Grzegorza Lubrańskich, a nie je- 
dnego, jak w naszym wypadku, ma 
się znajdować, chociaż w gorszym 
stanie, w Lubrańcu. 
Pani Marya z Fredrów hr. 
Szembekowa z Siemianic w W. Ks. 
Poznańskiem, w liście do mnie pi- 
sanym - dodaje prof. Sokołow- 
ski - zwraca uwagę na inne zaby- 
tki w Kazimierzu biskupim. - Był 
wprawdzie opis miasteczka Kazi- 
mierza w Tygodniku Ilustrowanym 
z kilku fotografiami - pisze hr. 
Szembekowa - ale bardzo tylko 
pobieżny. Zdaje się, że jeżeli dotąd 
gruntownie nikt się nie zajął bada- 
niem tej miejscowości i okolicy, 
wartoby to urzeczywistnić w jak 
najbliższym czasie, bo niektóre 
z tych cennych zabytków ulegają 
szybkiemu zniszczeniu. Podnoszę 
malowidła ścienne z napisami łacińskimi (po części zatarte) 
w stylu rokokowym, znajdujące się w kapliczce nad stu- 
dzienką 5-ciu braci i Męczenników, w mieście; dalej w ko- 
ściele poklasztornym dwa wielkie relikwiarze w kształcie tru- 
mien, po obu stronach wielkiego ołtarza i szczątki starych 
książek, znajdujące się przy tymże kościele, na górze. Są tu 
również bardzo piękne ornaty, a tak tutaj, jak w farze prze- 


" 


pyszne, stare monstrancye. Pamiątek i zabytków jest w Ka- 
zimierzu i okolicy tak dużo, że przez kilka dni oglądać je 
trzeba; jest w lesie, nad źródłem kapliczka Ś. Barnaby ze 
starym obrazem; inna odwieczna kapliczka stoi w pobliskiem 
Kleczewie; za miastem na cmentarzu wznosi się kościołek 
modrzewiowy w opłakanym stanie. 
Ale może najciekawszą rzeczą jest 
kościół pokamedulski na Biniszewie 
z cudownym obrazem Matki Bo- 
skiej. Nietylko zewnętrzne ozdoby 
i budowa tego kościoła są godne 
uwagi, ale i wiele zabytków w środ- 
ku. Piękny wielki ołtarz, z którego 
części podobno się w farze znaj- 
dują, krata u głównego wejścia 
z malowidłami, stalle w chórze ma- 
lowane z portretami przeorów. W za- 
krystyi są pi«:kne szafy, wykładane 
drzewem, na suficie malowany wi- 
dok dawnego klasztoru z czterech 
stron, gdzieindziej dobry olejny 
portret jakiegoś papieża. Tamże stoi 
stara tablica ze spisem zdaje się- 
zakonników. Z obrazów w ołtarzach 
najciekawszy może Ś. Franciszka. 
Dając się oprowadzać przez ludzi 
miejscowych, szczególnie starszych, 
można się dowiedzieć o wielu tam- 
tejszych podaniach i legendach, za- 
pisania godnych«. 
Ustęp z tego listu nabiera tern 
większej aktualności, że pamięć mia- 
steczka Kazimierza, jego tradycyj 
i legend, zmartwychwstała przed 
nami w ostatnich czasach, dzięki 
pięknej pracy prof. Tadeusza Woj- 
ciechowskiego "o najstarssych ere- 
mitach polskich reguły Ś. Romualda". 
- W końcu zwrócił prof. M. S o- 
kołowski uwagę na miniaturę je- 
dnego z graduałów biblioteki ka- 
pitulnej krakowskiej i wykazał, że 
mieści ona nie portret króla Kazi- 
mierza Jagiellończyka, przyjmują- 
cego posłów miast pruskich, jak 
twierdził Polkowski i jak dotych- 
czas sądzono, ale jest kopią ryciny 
niemieckiej, przedstawiającej sąd 
Salomona, a wykonanej przez Fran- 
ciszka von Bocholdt, czy też wrze- 
komo przez Jsraela van Meckenen. 
Biblioteka kapitulna krakowska 
posiada wśród bogatego swego zbio- 
ru miniaturowych rękopisów piękny 
graduał z XV wieku, ozdobiony 
minIaturami, z których jeden inicyał zwłaszcza wypełniony 
obrazem zwracał na siebie od dawna uwagę. Polkowski 
(Katalog rfkopisów kapitulnych katedry krakowskiej, 1884, 
str. 46, 47) pod Nr. 64 bliżej go opisuje i mówi, że 
-w obrazie tym miniaturzysta chciał przedstawić poselstwo 
uciemiężonych obywateli ziem pruskich, oddających się 
w opiekę królowi polskiemu w r. 1454«, W miniaturze, któ- 



 


.. 


..' o 

 
t';;.' .. 
.' 

, 

 


- 
I :- 


, I 



. 


. '. 


',\ 
. , 


. 


\-,- 


'; 


.'> 


'-, 


1: 


f. :" 


J... 


. - 


'. 


:. 


, 


.\ 


. 
- 


. 
 
. 
. 


. 


\. 


'
:.i 


\ 



..

 .;
 

..:'/ 


,,\ 


.'- 


'i: 


.\ł 


.. 


. " 


.',\ 
'\ 

 
o.r... 


t. . 
o'.'" 
 


I, 

;.._ 


.., ....., 
. ,\ o 
...L.
...._",,,,,, 


:' 


".i ... 


\1 



 


4 


Fig'. 3u. Kazimierz biskupi, Obraz wotywny Jana Lubrańskiego, 
biskupa poznańskiego. 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_104_0001.djvu

			- 


ł 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXXI 


rej podobiznę załączamy (Fig. 37). król siedzący na tronie 
uchodził za Kazimierza Jagiellończyka, a figury stojące u stóp 
tronu za członków poselstwa pruskiego. Graduał był pisany 
i malowany bez wątpienia w Krakowie i taka scena histo- 
ryczna, tak wyjątkowa w ozdobach rękopisów tego rodzaju, 
wzbudzała szczególniejszy interes. Nic też dziwnego, że w PU- 
blikacyi Die ostelT1!zc/lisch-ungarische Monarchie In Wort und 
Bild (Galizien, 283 Lief. str. 189) umieszczono jej podobiznę 
w illustracyach do historyi polskiej i dano pod nią podpis: 
.oK(jnig Kasimir Jagiellonczykc. Tymczasem pokazuje się, że 
jest ona kopią ryciny Franciszka von Bocholt. Prof. Max 
Lehrs w Dreźnie, znakomity znawca rytownictwa niemiec- 
kiego i pracujący od dawna nad wydaniem nowego Bartscha, 
spostrzegł to, przyglądając się reprodukcyi naszej miniatury 
w dziele powyżej wymienionem, i to spostrzeżenie mi zako- 
munikował. 
Dajemy obok reprodukcyę ryciny w znacznem zmniejsze- 
niu (Fig. 38), tak że czytelnik, porównywając ją z miniaturą, może 
się o prawdziwości spostrzeżenia najlepiej przekonać. Miniatu- 
rzysta mając przed sobą rycinę zastosował do swoich potrzeb jej 
kompozycyę i układ, uprościł formy i zredukował liczbę osób. 
Tron w obu przedstawieniach, tak w miniaturze, jak w rycinie 
w zasadniczych swoich linijach jest jeden i ten sam. Postać króla 
jest w obu wypadkach identyczna. Jeżeli porównamy grupy 
dalsze - to zobaczymy toż samo. Trzy główne figury, pię- 
trzące się jedne nad drugą po stronie lewej, również jak trzy 
drugie ze środka po prawej są w ruchu, geście i strojach 
przeniesione bezpośrednio w miniaturę z ryciny. 
Działalność rytownika nadreńskiego Franciszka von Bo- 
cholt wypada mniej więcej na drugą połowę XV wieku 
(1459- 1 4 80 ). Rycina przedstawia Sąd Salomona (Bartsch, 
T. VI, str. 81, Nr. 2). Lecz jeszcze za życia Franciszka w tern 
samem mieście Bocholt działał i rytował głośny rytownik 
i złotnik zarazem, Israel van Meckenen, (1440- 1503), uczeń 
mistrza E. S. i może wspólnik czas jakiś Fr. von Bocholt, 
który ryciny tego ostatniego po wyskrobaniu jego mono- 
gramu na blasze wypuszczał na nowo odbite w świat, opatrzone 
swoim znakiem (O Israelu van Meckenen patrz: Passavant, Le 
Pdntregravt'Ur, T.II, str. 186-192, 279. M. Lehrs, Repertorium 
fiir Kunstwisst'nschaft, T. XIV. Waagen, Dievorneltmsten Kunst- 
denkmiiler in Wien, 1867, str. 249 i 251). Miniaturzysta nasz za- 
tem, skoro swój inicyał w Krakowie malował, miał przed oczyma 
wzór tej ryciny w jednej lub drugiej formie. Obie matki 
z dziećmi, oznaczające treść, zostały w jego inicyale usunięte, 
co zatarło pochodzenie. Interes miniatury przy tern zesta- 
wieniu pod względem ikonograficznym osłabł i zbladł, ale 
jej wartość zyskała ze stanowiska historyi sztuki i kul- 
tury. Służy ona za naj wymowniejszy dowód, jak całe kom- 
pozycye przenoszone były żywcem z rycin w miniatury i jak 
odbijane sceny i kompozycye z blach miedzianych na pa- 
pierze nadreńskich rytowników takich, jak Franz von Bocholt, 
czy też Israel van Meckenen, rozpowszechnione były w na- 
szych krakowskich warsztatach. I.ehrs zwraca na to uwagę, 
że kilka figur z naszego miedziorytu powtórzonych zostało 
w jednym z drzeworytów Cronica mundi Ilartmanna Schedla, 
a Renouvier (Histoire de l'origine et des progrt\s de la gra- 
vure dans !es Pays-Bas et t'n .Allemagne Jusqu' a la fin du 
XV s., 1880, str. 163-169) podnosi, jak się miedzioryty 
wyszłe z tego właśnie warsztatu rozchodziły po Francyi 
i po Włoszech i służyły często za wzory do miniatur i obra- 
zów. Wimpfeling świadczy, że: lcones Israelis Alcmani per 
universam r.uropam desiderantur, lłabenturque a pictoribus i1t 


CLXXII 


summo precio, co potwierdza najlepiej nasza miniaturowa 
kopia "Sądu Salomona c mistrza F. V. B. 
Powiedziećby wprawdzie można, że to wszystko rzeczy 
nie zmienia i że nasz miniaturzysta mimo tego mógł mieć 
zamiar przedstawienia sceny przez Polkowskiego wymienionej 
i tylko ryciny użył dla ułatwienia sobie pracy, a wyrzuca- 
jąc z kompozycyi figury, które się z przyjęciem posłów pru- 
skich nie godziły. zastosował ją do swego celu. Niestety, 
żadnego na to przypuszczenie nie mamy dowodu. Związanie 
treści naszego inicyału z Kazimierzem Jagiellończykiem jest 
zupełnie dowolne i żadnym argumentem nie poparte. 
- Nareszcie Dr F e l i k s K o p e r a już w czasie redakcyi 
niniejszych Sprawo::;dań składa na ręce przewodniczącego 
następujący komunikat pod napisem: O emigracyi Niemców 
z Weissenburga i Landau do Polski w XV i XVI w. 
Dowiedzioną jest rzeczą, że plemiona niemieckie rów- 
nolegle do siebie się na obszar słowiański posuwały i że fran- 
końskie plemię w szczególności, mające swe siedziby wzdłuż 
Menu i zaludniające dolny Ren, począwszy od północnej Al- 
zacyi z Weissenburgiem włącznie, stanowiły główny podkład 
kolonizacyi niemieckiej na Śląsku i u nas. Z Weissenburga 
i z Landau w Palatynacie pochodziło w znacznej części to 
niemieckie mieszczaństwo, które największą grało kulturalną 
rolę w życiu Krakowa drugiej połowy XV w. i pierwszej 
XVI l. Dzięki Decyuszowi, który także przybył do Polski 
z Alzacyi, mamy dokładniejszą wiadomość o obu wspomnia- 
nych głównych ogniskach tego emigracyjnego ruchu. Pier- 
wszym przybyszem z Weissenburga był według niego koło 
r. 1441 »Reinfredus«: Gdy się osadowił i ożenił, sprowadził 
Seweryna Betmana. Obaj mieli pochodzić z dostojnego rodu 
w swem mieście. Sprowadzonemu ziomkowi Reinfred umiera- 
jąc, pozostawił testamentem - żonę, a z nią oczywiście ma- 
jątek. Z owe m małżeństwem poczęła się karyera przybysza, 
który osiągnął. jak wiadomo, w Krakowie wysokie godności. 
To zachęciło widocznie jego współobywateli do dalszej emi- 
gracyi. Pojawiają się bowiem wkrótce Fryderyk, jan, Jodok 
i Mikołaj Schillingowie, a potem ich krewni Krzysztof, Piotr 
i Fryderyk Hersteinowie, Jan Helwig oraz Jan Erazm i Wen- 
delin Betmanowie, wnukowie Seweryna. Niedość na tern. 
Osiedlili się w Polsce w większej jeszcze liczbie inni mie- 
szkańcy Weissenburga: Jan Vetter, Jodok i Jakób Ludwikowie 
Decyusze bracia, potem Fryderyk i Baltazar Schmaltz, także 
bracia, a w końcu Lembock i liczni dzielni młodzi ludzie, 
których nazwisk Decyusz nie wymienia. Byli tacy prócz tego, 
którzy do Polski przybyli albo dla nauki, albo dla inte- 
resu; ci wrócili do swej ojczyzny i tych historyograf Zyg- 
munta I również pamięci nie przekazał. 
Przybysze z Weissenburga sprowadzili Jana Bonera 
z Landau. Za Bonerem przyszli jego bracia 2, jakób, Fryde- 
ryk i Andrzej. 
Kilka z tych imion zaznaczyło się w przeszłości naszej. 
Mamy nadto z taką ich liczbą do czynienia ł Wszak to cała kolo- 
nia, a kolonizacya trwa,jak zobaczymy poniżej, prawie cały wiek! 
Co to za ludzie, jakie było ich wykształcenie, ojczyzna? 


. 


. 


. 


. 
.. 


I M a r y a n S o k o lo w s ki: recenzya pracy B. Buchera o kodeksie 
Baltazara Behema w K1vartalnzktl histor)'cznym. Rocznik III, r. 1889, str. 734. 
cr. M a x y m i l i a n K a w c z Y ń s k i: B"dania nad fizykiem zapiskóuJ niemiec. 
kich s czternastl'go 11.iektl oglosz(lnych w najstarssych ksiigach i rtuh,mkach m. 
Krakowa. Rozprmvy i s/rmvozdat/ia TVydz. filos. Akat!. tlm'
J(t. T. X, 1884, 
str. S i 7 i sqq. 
· J. L u d. De c ii: De Sig£s1tlund, Regis tem/or£btls w dziele Ma/Mas 
de JliedlOvia. Chronica Polot/orum, Cracoviae 1521, str. CVIIl i CIX' 


! 
ł
		

/Czasopisma_105_09_03_105_0001.djvu

			ł 


CLXXIII 


Sł'RA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXXIV 


Fig. 37. Inicyał z Graduału biblioteki kapitulnej krakowskiej, !'ir. u4. z domniemanem 
przyj
cicm posłów pruskich przez Kazimierza Jagiell. 



'T7 1 
 1 . 11, ::,1 
r o'. 
 i
 
--::-.
 I 
 I .: 
. " 
 ) "''; I : 
"J' 


Fig. 38. Sąd Salomona. rycina mis
rza 
T. \'. E. (E. 2.). 


. 


Wiemy, że niektórzy w zakresie naszej sztuki w Polsce 
wybitną odgrywają rolę, budują domy, kaplice, lub jak jan 
Boner, zarządzają królewskie mi lub publicznemi pracami, za- 
mawiają u artystów 
dzieła, jednem sło- 
wem rozwijają szero- 
ką działalność. Czy 
w charakterze dzieł 
sztuki ich stron ro- 
dzinnych nie znajdzie 
się coś pokrewnego 
naszym z tego czasu 
zabytkom, czy też ci 
ludzie całkowicie pod- 
dali się wpływom na- 
turalnie na nas oddzia- 
ływającym? Wszystko 
to pytania, które nasu- 
wają się badaczowi 
d z i e i ó w cywilizacyi 
XVI w. Jeżeli poszu- 
kiwania nie dadzą zbyt 
dodatnich rezultatów, 
w odpowiedzi pozo- 
stanie przecie w zysku 
fakt, że z tej strony 
źródeł do odtworzenia 
dziejów naszej cywili- 
zacyi oczekiwać nie 
należy. W tej myśli 
zachęcony przez prof. 
Maryana Sokołow- 
skiego, bawiąc wnad- 
reńskiej okolicy uda- 
łem się na miejsce podane przez Decyusza, a sprawozdanie ze 
studyów przedkładam w dwu następujących rozdziałach. 


........'r 
"" 


";' 


. 
. 


_. 
., 


. .' 


'. 


( 


. j 




; 


I, . 
i 
 


...... 


\ 


.'
 


-

- 


I' 
I' 
, 


'1 



. 


,'1" .. 



: \ 


_" 


. I 


., 


.
 


. 


\ 
, I 


. . 


... 


J. .'-; 


, 


.,' 
ł 



 .I;,
 
P' 


. , 'tJ', 
. .' \ Lo.; l' 
c-- 
.' 

 


I 
'. 


\.' 


I. 


. 


Parę słów o Weissenburgu. Nazwa miasta nie daje 
wątku do domysłów. Die weisse Burg, album castrum, Albi- 
burgum, Leucopolis, oto jej odmiany 1. Sło- 
wianie nazwaliby je Belgrad, a my niewątpli- 
wie Białogród. Dyalektycznie zwie się także 
Wissenburg, a po francusku Wissembourg. 
Chociaż Decyusz a za nim Herzog sumienny 
badacz (urodzony w Weissenbllrgu 1537 r., 
umarł 1596) o swe m rodzinnem mieście 
utrzymuje, że jest tak starożytne, iż nie mo- 
żna o jego początku znaleźć wieści u żadnego 
pisarza: also alt, dass mall 'l/Oll keillem sen:' 
bmtm dm ursprung jilldm miige 2, chociaż wy- 
kopaliska s w istocie świadczą o rzymskiej 
osadzie, miasto jednak niewątpliwie byt za- 
wdzięcza opactwu Benedyktynów, którzy za- 
łożyli tu pierwszorzędne ognisko cywilizacyj- 
ne, a szkoła ich należała do najlepszych 
w Niemczech. Około tej siedziby Benedy- 
ktynów wzniosło się widocznie miasto. Ale 
o mieście, jako takiem, niema żadnej wieści 


):) 
l, 



 


" 
. ' 
'. l, 

 l 
 
'. . 


, L'Abbaye et la 'Viile de Wissembourg. Monographie historique par S. 
Rh ei n wal d, Wissembourg, 18ó3, str. 46. 
IChronieon Alsatiae. Edelsasser Chronick und aussfiirIiche Beschreibung 


1 



. , 


w dokumcntach przed XIlI w. Położenie jego na drodze 
z Landau do Strassburga było dla niego bardzo korzystne, 
a do tego wcale ładne. Wspomnieni historycy a głównie 
Decyusz, którego Her- 
zog tylko cytuje, po 
swojemu odczuwają 
piękno natury, która 
ich w tern miejscu ota- 
czała w sposób tak 
charakterystyczny, że 
podajemy ten opis, 
tłómacząc go z Her- 
zoga: 
Weissenburg 
leży w okolicy weso- 
łej, w pobliżu poży- 
tecznych gór (V oge- 
zów), od zachodu ota- 
czają go płodne lasy, 
drzewa owocowe 
pola winną latoroślą 
uprawiane oraz łąki, 
płynie tam także wo- 
da zwana Lauter, któ- 
ra jest wdzięczną rze- 
ką: wytryskając 7000 
stóp poza miastem, 
bieży w poprzek niego 
i jego murów.... - 
W dali Ren. jeśliby- 
śmy szukali w okolicy 
Krakowa gór i łąk, 
pól i rzek podobnie 
ugrupowanych, nie 
znaleźlibyśmy i n n ej 
miejscowości, jak tę, którą Decyusz na siedzibę sobie obrał: 
\Nolę justowską. Miasto dzisiaj oczywiście zmieniło się zna- 
cznie, lecz ogólny widok pozostał mu niezawodnie: parę tylko 
budynków ciosowych, stawianych na uboczu przez rząd nie- 
miccki: poczta i szereg koszar odbijają rażąco. Z murów 
doszły ruiny i parę bram, a ze starych hudowli nic prawie 
oprócz paru kościołów, ogołoconych z rzeźb 
i obrazów przez rewolucyę. Gromada domów 
jednak budowana na sposób średniowieczny 
ocaliła jego średniowieczny nastrój. Tu i ów- 
dzic widzi się z XVI lub XVII w. okazalszy 
dom, lecz ich tak niewiele, że ulice tworzą 
się z tych starych pobielanych domów, o omszo- 
nych spadzistych dachach. Główna ulica bie- 
gnie środkiem miasta i w jego ognisku przy 
ratuszu dzieli się na dwie odnogi: jedna 
przecina i porzuca Lauterę, która za to 
środkiem drugiej płynie sobie swobodnie, po 
obu stronach zostawiając przy domach cho- 
dniki. Na rozdrożu takiem coś na kształt 
rynku. Oto całe miasto i niewątpliwie więk- 
szem chyba nie było, bo nie naprowadza na 
podobne przypuszczenie żaden ślad. Liczba 
mieszkańców dochodzi do 4 1 /2 tysiąca, której 
może nie przekroczyła nigdy: dawniej żyli 


I: 


. .... 


"'c.) 


, 


, ; 


\ 
. 
 


. ... 


",. 
.ł 
..... 


'. 
\ . 


r 


... 


,... 


! 


,. 


.y 
,::1; I, 
:\
 
., 

 1 :> 
. -4 



 


r... 


\. 



 



 


..... 


-. 
I J 


., 


. -:---- 


.,. 
I , 


-!. 


..... 


f 


( \. 


.' f'" I 
.p' 
lt- 

::--.. 
. - \. 


'1"
' 


... 


- l 



...... 
'- 


des untern Elsasses am Rheinstrom... durch den... Herrn Berhord H e rt z o g e nu. 
Gedruckt zu Strassburg durch Bernhart Jobin anno 1593, str. 212. 
a \\" muzeum na kruigankach kościoła św. Piotra i Pawła w Weissenburgu.
		

/Czasopisma_105_09_03_106_0001.djvu

			CLXXV 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXXVI 


T 
t 
I 
I 
ł 
I 


oni w obrębie murów fortyfikacyjnych, dzisiaj w tym samym 
obrębie ich ruin. Taka mieścina była kolebką wymienionych 
rodzin i tak wykształconego człowieka, jak Decyusz. 
Przybywszy do miasta, badania archiwalne rozpocząłem 
od ratusza. Jeśli gdzie, to tam spodziewałem się znaleić wiele 
materyału. Wszedłem do budynku z XVII w. i począłem roz- 
patrywać przez burmistrza i urzędników dostarczone akta. 
Dokumenta pochodzą z XlII w., lecz są to przywileje 
i nadania, mające lokalne miejskie znaczenie. Dano mi nadto 
stos aktów urodzin, chrztu, małżeństw, które dawniej prze- 
chowywano w kościele, a rewolucya przeniosła je tutaj do 
cywilnego urzędu: te pochodzą z XVII w. Parę zaledwie kart 
z końca XVI w. doszło. Stary ratusz spłonął ze znaczną czę- 
ścią miasta w r. 1677; widocznie los jego podzieliły księgi 
miejskie. Zabytków nie znalazłem żadnych, prócz wykopalisk, 
dla mnie nie mających interesu. 
Z jedenastu dawnych kościołów dwa pozostały, trzy 
zniknęły, resztę przeistoczono na gmachy inne. Kościół św. 
Piotra i Pawła, pierwotnie siedziba zakonu Benedyktynów, 
w tej postaci, którą ma obecnie, pochodzi z XIII w. z wy- 
jątkiem wieży przy fasadzie romańskiej. Na zewnątrz i we- 
wnątrz puste ściany. Ołtarz gł6\\ny jest nowej roboty; dwa 
skromne boczne także, poza tern nic. Odkryto z pod tynku 
trochę fresków i oto wszystko. Kościół zrazu wygląda jak 
protestancki: ani obrazów, ani rzeib z wyjątkiem kilku figur 
w nawie. Skarbiec ubogi nadzwyczaj: największą jego koszto- 
wnością monstrancya z daru Maryi Leszczyńskiej, o czem parę 
slów poniżej. Dokumenta dotyczą sporu o dobra klasztorne 
i mają lokalny charakter, argumentacye, historyczne wywody 
i nic więcej. Kaplic żadnych niema. W krużganku jest coś 
na kształt muzeum. Bogate szczątki, które tam widziałem 
z różnych epok, świadczą, że kościół obfitował niegdyś 
w dzieła sztuki. Kilka grobowcowych kamieni, to nagrobki 
opatów tu zmarłych i pochowanych. Jednem słowem pustka 
i zniszczenie, po której poznać pracę zaciekłą, by zatrzeć 
przeszłość i wszystko, co z nią ma związek. Słynny świecznik 
w kształci P. wiszącej korony z r. 1070 przepadł bez wieści! 
Drugi kościół jest dziś w posiadaniu protestantów. Da- 
wniej poświęcony był św. Janowi. Pusty i ogołocony ze 
wszystkiego, jak inne zbory. Są w nim reszty dawnej romań- 
skiej budowy, lecz głównie przebija styl wczesny gotycki, 
a obok niego gotyk późniejszy z r. 15 I 5. Zresztą prócz mu- 
rów nicł Z natury rzeczy, ani skarbca, ani biblioteki. Ręko- 
pisma z XV i XVI w. przeniesiono stąd do kościoła św. 
Piotra i Pawła. Zawierają one spis osób i drobne ich datki, 
nic nie tylko dla nas, ale także wogóle ciekawego, zwłaszcza, 
że to notatki tylko, gdzie zaznaczono jak najkrócej imiona, 
wśród których współczesny chyba mógł się jedynie oryen- 
tować. 
Przyczyną tego zniszczenia i świecącej pustki była wojna 
chłopska w r. 1525 i wojna 30 letnia. Ta ostatnia do tego 
stopnia znękała miasto, że w r. 1648 liczyło tylko 140 oby- 
wateli! Rok pożaru 1677 przyczynił się do ruiny miasta także, 
a głównie starych tradycyj mieszczańskich. Wtedy bowiem 
francuski pułkownik Labross kazał miasto zniszczyć i spalić 
70 budynków wraz z ratuszem! Rewolucya dokonała zagłady. 
Roku 1793-4 wyemigrowało z miasta wiele rodzin, a w r. 
1794 zniszczono herby, posągi, napisy. 
Nic dziwnego. że po tylu klęskach nie znajduje się 
żadnego bezpośredniego źródła na poparcie słów Decyusza, 
ani żadnego rękopiśmiennego dokumentu. Tych rękopiśmien- 
nych dokumentów szukał przed nami p. Ludwig von Hart- 


I 
I 
I 
l. 


lieb zarówno w Landau, jak w Weissenburgu. Jako potomek 
Hartliebów, którzy pochodzić mieli z Weissenburga i byli 
spokrewnieni z rodzinami, które nas także zajmą, zamierzył 
opracować dzieje swej rodziny i tern samem w znacznej czę- 
ści w nasz temat wkroczył. Czyniąc poszukiwania w Landau 
i widząc tam ślady jego archiwalnej pracy, zniosłem się 
z nim listownie i otrzymałem od niego sporo notat, które 
niejednokrotnie cytować będę. 
Ważne źródło lecz drukowane, które idzie w zgodzie 
z Decyuszem i które pochodzi z czasu, kiedy miasto doku- 
menta przeszłości jeszcze miało - to kronika Herzoga. 
Rodem z Wei3senburga znał Herzog go dobrze i jego 
rodziny. Podaje dużo wiadomości, które dopełniają De- 
cyusza. Sam czytał jego książkę, a nawet ustęp odpowiedni 
przełożył na język niemiecki i umieścił w swem dziele; był 
nadto z nim spokrewniony - jednem słowem nie były mu 
obce stosunki, o których Decyusz pisał. Z Herzoga jedynie 
dowiedzieć się bliżej czegoś możemy o wymienionych na 
wstępie rodzinach. 
Z imion, które podaje z różnych aktów ten autor 
i z tego, co się nam przed oczyma przesunęło, ani wieści 
żadnej o Reinfredzie, a przecie Herzog wymienia n;.jwybit- 
niejsze rody. Dopiero r. 1550 czytamy w liczbie patrycyu- 
szów: Hans Reinfridt I, lecz czy ma on związek z Reinfredem 
z XV w.? To samo trzeba powiedzieć o Betmanie. Nazwiska 
tego nie znaleźliśmy ani w Herzogu, ani w późniejszych 
aktach. 
Inaczej ma się .rzecz z późniejszymi. Należeli oni do 
rodzin patrycyuszów w Weissenburgu t. zw. Hausmeister. 
którzy mieli swoje odrębne przywileje. Z nich wybierano 
burmistrzów, oni wraz z lennikami opactwa posiadali prawo 
rycerskiego sądu (Rittergericht), który się odbywał co trzy 
lata i który był drugą instancyą (trzecią był cesarski sąd). 
Oni, jak utrzymuje Herzog, mieli prawo bicia monety. Nie 
od rzeczy tu będzie zanotować, że z takiej rodziny pocho- 
dzący nasz Decyusz wybitną u nas odegrał rolę w zakresie 
mennictwa. Gdy przestępca schronił się do domu patrycyu- 
sza. miał kilka dni wolności i pewne prawa wyjątkowe II. Był 
to więc rodzaj arystokracyi miejskiej, która posiadała przy- 
wileje, z nimi zaś pewien zasób władzy i potęgi, a przy tern 
ludzie zamożni. Nadto w Weissenburgu istniał zwyczaj, że 
ci, którzy cokolwiek majątku posiadali, kształcili swe dzieci, 
stąd to, słusznie wnosi Herzog. z dawnego grodu i osady 
Benedyktynów tylu wyszło uczonych i znakomitych ludzi 8. 
Wśród tych ,.Hausgenossenc podaje Herzog Schillingów, 
którzy, jak to z Decyusza wiemy, przybyli do Polski ł. Już 
sam nie umie jasno przedłożyć wiadomości o generacyi 
Schillingów, choć jeszcze wiele źródeł miał przed sobą. Naj- 
starszego z tej rodziny wymienia Fryderyka Schillinga, ła- 
wnika w Weissenburgu, który żył około roku 1452. Za żonę 
miał Barbarę I Stahlin, a z nią synów Mikołaja, Fryderyka, 
Mateusza, Jana i Jodoka. Tak z Decyusza, jak z Herzoga 
wiemy o wyemigrowaniu wszystkich czterech do Polski, z wy- 
jątkiem Mateusza, o którym obaj milczą. Według notat p. 
Ludwika von Hartlieb ze Starnbergu w Górnej Bawaryi, 
który w zbliżonym do naszego kierunku poszukiwania czynił, 
ten ostatni przybył do Polski i za żonę pojął jakąś ,. Porsch- 
wyń?c Fryderyk osiadł w Krakowie. jego żoną była Małgo- 
rzata Schwarz II. Jan zaś zamieszkał w Poznaniu, gdzie go już 
l Op. cit. str. 182. s 0l" cit. 205-206. 
· Tamte, str. 209. ' Tamte str. 210. 
6 Z notat Hartlieba bez podania :tr6del. 


l 


; 


ł 


r 



 
ł 


I 
.L
		

/Czasopisma_105_09_03_107_0001.djvu

			. 


SPRA WOZDANIA Z POSIKDZEŃ 


CLXXVIJI 


LXXł'n 



 


w r. 15°2 w księdze miejskiej spotykamy 1. Znacznie później, 
bo w latach mniej więcej 1535-1538, pojawia się złotnik 
Nicolaus Schilling w Poznaniu, popierany wysoką królewską 
protekcyą 2 i tam umarł, Mikołaj wbrew Decyuszowi i Her- 
zogowi miał być kanonikiem w Wrocławiu. A może tam się 
z Krakowa przeniósł? II Jodok zdaniem p. Hartlieba wyemi- 
grował do Polski r. 1500. Być może, że ten ostatni na dru- 
gie imię miał Jost, (podobnie jak Jost Jodok Ludovik De- 
cyusz), bo inaczej nie wiemy, skąd się wziął i w jakim stop- 
niu pokrewieństwa z wymienionymi Schillingami był ów Jost 
Schilling, który fundował i wystawił r. 15°7 kaplicę i ołtarz 
w kościele parafialnym św. Jana pod wezwaniem św. Stani- 
sława 4, jakby przez wdzięczność za pomyślność i szczęście 
zdobyte na ziemi polskiej, przenosząc kult polskiego patrona 
nad Ren«. Wiemy nadto, że zamawiał u Albrechta Dllrera 
dekoracyę ścienną z przedstawieniem sądu ostatecznego 1). 
Dziś w tym kościele ani jednego ołtarza niema, z wYjątkiem 
nowożytnego protestanckiego stołu, a gdzieby mogła być ta 
kaplica, dociekać nie warto w obec tego, że nic w tym ko- 
ściele większego interesu nie budzi. Prawdopodobnie do lewej 
nawy przybudował on kaplicę w stylu póino gotyckim 
o sklepieniu bogato rozczłonkowanem, którą później przedłu- 
żono w nową całą nawę, lecz dalszej części dano już skle- 
pienie zwykłe, jak naj prostsze i wybudowano w końcu por- 
tal z datą r. 1515. Jest to jedyna budowa, o której możnaby 
twierdzić, że była kaplicą przez Szyl1inga budowaną. Ma 
ona nadto herb ,.trzy listki bluszczu«. Schilling miał tylko 
jeden listek bluszczowy za herb; kwestya zatem dość zawiła, 
o którą spierać się nie warto. O akcie fundacyjnym i w ogóle 
o żadnym dokumencie w kościele, jak mówiliśmy poprzednio, 
zgoła niewiadomo. 
Fryderyk Schilling, ojciec emigrantów, umierając pozo- 
stawił także żonę, wspomnianą Barbarę, która wyszła za 
Hersteina, pisarza sądowego w r. 1482 w Weissenburgu. To 
nam tłómaczy, skąd się obok Schillingów wzięli w Krakowie 
Krzysztof, Fryderyk i Piotr Hersteinowie, których także De- 
cyusz nazyw
 po matce braćmi Schillingów. Nie dość na 
tern: Barbara I-O voto Schilling, 2-0 voto Herstein miała 
z drugiego małżeństwa córkę Elżbietę, która wyszła za Jana 
Helwiga. To też z Schillingami przybyli z nimi spowinowa- 
ceni Hersteinowie i Helwigowie. 
Gałęzią tej rodziny musiała być niewątpliwie rodzina 
Schillingów w pobliskiem Hagenau, z której wyszedł bardzo 
płodny illummator wspaniałej kroniki napisanej r. 1457 6 . Ten 
fakt, jak obstalunek Josta Schillinga u Albrechta DUrera, 
świadczy, że sztuka nie była obcą tcj rodzinie i niewątpliwie 
musiała mieć artystycznego wiele wykształcenia. 
Wspomnieliśmy już, że Schillingowie posiadali za herb 
listek bluszczu w dwu obwódkach a ponad tarczą hełm 
z dwoma skrzydłami, na których były wyobrażone takie 
same listki. Na godła te i znaki przybyłych rodzin w całym 
toku pracy będziemy kłaść nacisk. Kto wie bowiem, czy to 


I 
; 


ł 
I 


, Stadtlmdt Von Posm herausgegeben von dr. Adolf War s c h a u e r 
Tom I, Poznań 1892. text, str. 8 i 9. 
I Tamże, str. 33. 
I Tamże. 
· M a r y a n S o koł o w s k i: Hans S,IeS von Ktllmbaeń. SprawOtldania, 
t. II, str. II 4. 
& Maryan Sokołowski: Tarnie, Sprawo.dania. t. II, str. II 4, gdzie 
podano tr6dła. 
6 Dr. R u d o Ił K a u tz s c h: Di
bolt Latlb
r und seine JVerkstatl in Ha. 
genau (Aus dem Cmtralblall fur Bibliolńekwesen, Jahrgang XII besonders ab- 
gedruckt). Leipzig 1895, str. 05. 


, 
. 


J 


nie ułatwi odszukania zabytków sztuki, jak np. nagrobki, 
obrazy miniaturowe, kodeksy, wreszcie oprawy książek, które 
opatrzone takimi godłami wskażą nam lepiej kulturalną dzia- 
łalność przybyszów. Dodać w końcu należy, że już syn osia- 
dłego w Polsce Fryderyka przeniósł się do Śląska i tam 
zamieszkał. Tam też rodzina Schillingów r. 1603 miała wieś 
Hartliebice, niegdyś (w XIIl wieku) będącą własnością ich 
ziomków Hartliebów I. 
O Hersteinach nic nam bliżej nie podał JIerzog; wiemy 
od niego ogólnie tylko fakt, że była to także familia patry- 
cyuszów 2. 
O Helwigach II pisze nieco więcej. Dowiadujemy się, że 
za herb mieli głowę białego barana na brunatnem polu, który 
trzymał w pysku krzyż. Taki sam baran umieszczony w pro- 
filu mieścił się ponad tarczą. Rodzina to była bardzo stara, 
skoro Claus Helwig był ławnikiem sądowym już w r. 13 8 9, 
Piotr Helwig był nim w r. 1446. Ten Piotr zostawił dwu 
synów Waltera i Jana. Jan właśnie przybył do Polski. Kiedy 
opuszczał ojczystą ziemię, rodzina jego była u szczytu potęgi, 
Mikołaj Helwig był w r. I S 19 burmistrzem. Oprócz tego 
Helwiga żyli jeszcze w Weissenburgu Jost w r. 1506 i Hie- 
ronim w r. 1512, widocznie imiona ich związały się w do- 
kumentach z temi datami: tak bowiem wymienia ich Herzog, 
tak samo czynimy i my, by mniej więcej czytelnik ustalił 
sobie chronologią faktów. To nawiasem. Wracając do rzeczy 
samej stwierdzamy, że rodzina Helwigów była można i roz- 
gałęziona. 
Helwig()wie zatem, Schillingi i lIersteinowie to jedna 
grupa emigrantów. 
Drugą grupę stanowią Decyusze., a właściwie ,. Die 
Ditzen«. Z nich to pochodzi przytoczony na wstępie przez 
nas autor księgi: De .
""gismundi regis temporibus, wybitna 
i znana postać XVI w. Nazywał on się właściwie Ditz. Ro- 
dzina tego nazwiska miała za herb grabie bez trzona o łu- 
kowatym kabłąku z trzema zębami lub kolcami na czerwonem 
polu, na tarczy hełm czerwony i żółty, a na hełmie rogi: 
także czerwony i żółty. Herzog już wie o tern, że Jost Ditz 
zmienił swój herb i używał noża do winnych latorośli: Rebe- 
messer i opisuje barwy herbowej tarczy. Pole jej dzieliło 
się na dwie części, górną zółtą, u dołu czarną. Na tarczy 
był otwarty hełm, a na nim skrzydła tak kolorowane jak 
tarcza, przyłbica również była malowana czarną i żółtą farbą. 
Rodzina widocznie była stara. Claus Ditz żył już w r. 1397, 
Ludwik Ditz w r. 1497. Młodszy Ludwik Ditz był ławnikiem są- 
dowym w Weissenburgu i zostawił troje dzieci: Otylią, Jakóba 
i Jana. Inny znów widocznie Ditz, Jakób, wspomniany w r. 1430, 
miał dwu synów Josta Ludwika i Jana. Tento właśnie Jost Lu- 
dwik był sekretarzem króla Zygmunta i dziejopisarzem. Dalsza 
genealogia Herzoga jest bałamutna i wydaje się błędną. Mniej- 
sza o nią. To podnosimy tylko, że opierając się na kronice 
Herzoga należy twierdzić, że rodzina w istocie była dawna 
i liczna, oraz że należała także do arystokracyi mieszczańskiej 
Weissenburga. W XVII w. w aktach I) spotykaliśmy często 
ich nazwisko. Mówiono nam, że dzisiaj ono istnieje jeszcze. 
Rodzina Schmaltz 6 miała za herb białą koronę na czar- 
nem polu tarczy, na której mieściła się postać karła: ,.Mann- 


· Z notat p. Hartlieba. I Tamże, str. 210. 
I Tarnie, str. 21Ó. · Tarnie, str. 21I. 
s Register au dnn Kinderbucń vom 7ańre r6r6-r674, oraa r675-r685 
nJang
liseń.lulńeraniseńer Kireńe von St. J o h a n n. Archiwum miejskie w Weis- 
senburgu i t. p. 
8 Tamie, str. 223.
		

/Czasopisma_105_09_03_108_0001.djvu

			. 


CLXXIX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXXX 


lcinc Z siwą brodą i siwym włosem, 
bica podobnie była czarna i biała. 
znaczenie w mieście, skoro Henryk 
burmistrzem. 
Ani o rodzinie Vetter, ani o rodzinie Lembock nie 
mamy żadnej wieści. 
Inną jeszcze grupę tworzą przybysze, pewien czas 
w Krakowie bawiący dla studyów lub intcresu, jak powiada 
Decyusz, nie wymieniając ich nazwisk. Takimi zapewne byli 
Benedykt syn Pawła (oba imiona stoją niewątpliwie w zwią- 
zku z kościołem benedyktyńskim św. Piotra i Pawła w Weis- 
senburgu) i Sergiusz syn Jakóba, jeden i drugi pochodzeniem 
z Weisesnburga: de Weysmbergk I. Zapisani są oni w kra- 
kowskim uniwersytecie pod r. 1519. 
Do wymienionych przez naszego historyka rodzin dodać 
jeszcze możemy inne, które znacznie później bezwątpienia 
wyemigrowały, skoro Herzog po zacytowaniu Decyusza po- 
wiada od siebie w dodatku: Inne rodziny przybyły z Weissen- 
burga do Polski: ,.Ludwigen, Artzten, Rappen i Pfaucn 2«, 
lecz o nich nie podał nic więcej, coby zasługiwało na szcze- 
gólniejszą uwagę. 
Kończąc swą rzecz tWIerdzi jeszcze alzacki kronikarz, 
że rodziny lIartlieb i Walsporn pochodzą z Weissenburga s. 
Czy osiedliły się w Polsce, wnioskować nie możemy z tej 
lakonicznej wzmianki. To pewna, że Hans lIartlieb podróżo- 
wał wiele, przebywał w Norymberdze, a potem udał się ,.in's 
Land Polen und Reyssland«, lecz widocznie nie podobało 
mu się w tych krajach, bo wrócił do Wrocławia, gdzie go 
musiały pociągać większe i ściślejsze węzły pokrewieństwa, 
ponieważ w pobliżu istniała już wtedy zapewne osada Hart- 
liebów, zamek i wit.ś Hartliebice. Wszystko to działo się podo- 
bno w latach 15 10- 1 5 12, lecz prędzej podróżował on w cha- 
rakterze ajenta wielkiego domu handlowego Schillingów 
w Frankfurcie (zapewne nad Menem), a następnie, czy też 
równocześnie, wysyłał go Saurman w Wrocławiu do Polski, 
Miśnii, Niderlandów i t. p. ł. 
Była to rodzina, o ile wiemy, na wskróś kupiecka. 
Póiniej jednak wydała znanego uczonego Samuela Hartlieba, 
który swoją drogą także był zrazu kupcem, zwanego ,.the 
great intelligencer of Europec, przyjaciela Komeniusza, Crom- 
wella i Miltona, ten ostatni był nawet jego wielbicielem. 
Otóż ojciec jego i dziadek osiedlili się w Polsce. Dziadek 
był przełożonym angielskicgo towarzystwa kupieckiego 
w Gdańsku, skąd przeniósł się r. 1577 do swego szwagra 
do Elbląga. Ojciec przebywał naprzód, jak się zdaje w Kra- 
kowie, a póiniej w Gdańsku. Był kupcem i jako taki zała- 
twiał interesa króla polskiego ,.being the king of Poland his 
marchande. Poprzednio jeszcze fundować miał kościół w Po- 
znaniu (?), a zatem może miał tam jakie posiadłości. Podobno, 
gdy Jezuici w Gdańsku się osiedlili, przeniósł się r. 1572 do 
Elbląga i założył tam pierwszy dom bankowy, a zarazem 
wybudował dwa domy najwspanialsze w Elblągu, co czynił 
wspólnie z jakimś Patrycyuszem z Wrocławia, a którym był 
może jego kuzyn Mikołaj llartlieb. Druga jego żona była 
Polka i szlachcianka. Po jej śmierci pojął za żonę Elżbietę, 
córkę naczelnika angielskiego towarzystwa kupieckiego w EI- 


w białem ubraniu. Przył- 
Rodzina zapewne miała 
Schmaltz był w r. 1496 


· K. Morawski: Z d.iljów Odrod.mia, W Krakowie 1884. str. 6. 
, Herzog: op. cit., str. 213. 
· Tamte, str. 214. 
· Z notat p. Ludwika von Hartlieb, który opiera się na kronice domu 
napisanej kolo 1570, przez swego przodka Jana Hartlieba, rajcy w Augsburgu, 
syna omawiane
o HartIieba. 


blągu. Z tego to małżeństwa pochodził Samuel ,.the great 
intelligencer of Europe«. Siostry jego matki miały w Anglii 
wpływowe kolligacye, to też może ten fakt był przyczyną, że 
sam tam się przeniósł, bawiąc poprzednio w charakterze kupca 
w rodzinnem mieście Elblągu, ale przedtem w Heidelbergu, 
w pobliżu więc centrum, skąd cała rodzina wyszła, uczęszczał 
do uniwersytetu. Mimo to na jednej z rozpraw nie wahał się 
podpisać Samuel Hartlieb Lithuanus l. Krewny jego, czy na- 
wet przyrodni brat był rektorem w Wilnie, gdzie za zakłó- 
cenie katolickiego nabożeństwa został skazany i zniknął bez 
wieści. Ojciec, a nawet dziadek Samuela, jak się zdaje, byli 
zwolennikami reforr.1acyjnego ruchu 2. 
Szczegółowiej zajęliśmy się Hartliebami z powodu obfi- 
tości niezbyt znanego materyału, a zarazem, aby wykazać na 
tym przykładzie, jak prąd emigracyjny obejmował szerokie 
przestrzenie i różne kraje i narody. 
Przyczyną całej tak licznej emigracyi były wojny i za- 
burzenia, które od połowy XV stulecia miasto nękały, a po- 
wodem osiedlenia się w Polsce gościnność, z którą ich przy- 
jęto, godnościami i majątkiem obdarzono, otrzymując od 
nich wzamian znakomite obywatelskie usługi. 
Dlaczego jednak z tej gościnności korzystają miesz- 
kallcY Weissenburga przedewszystkiem i dlaczego z drugiej 
strony skołatani wojnami Weissenburczycy udają się głównie 
do Krakowa? Może byłoby to rzeczą przypadku, że jeden 
z nich osiadł w Krakowie i spowodował tę wędrówkę, a może 
przyczynił się do tego inny fakt. Istniał w Weissenburgu 
komturat Niemieckiego Zakonu. Czy jego pośrednictwo, na- 
sze stosunki w ogólności z Zakonem, nie były tej wędrówki 
przyczyną? W każdym razie stosunki polskie były przez to 
w Weissenburgu nieobce, a tern samem ta znajomość kraju 
mogła być pobudką emigracyi do Polski. Nie tylko stosunki 
Zakonu z \Veissenburgiem, ale także z Landau dają się stwier- 
dzić, aczkolwiek drobnemi jedynie notatkami. Tak Zakon 
Niemiecki pożycza r. 1472 od Jakóba Hartlieba, którego ro- 
dzina bawiła także, jak to pisaliśmy, w Polsce, sumę 500 fi. 
na 51/2°/., za co mistrzowie Ul ryk von Centnersheim, Pankraz 
von Pimstein z domu w Frankfurcie, N. v. MUlhausen z do- 
mu w Weissenburgu, von Montebur z domu w Spirze oddają 
mu w zastaw posiadłości s. Ciągłe ścieranie się podobne 
mieszkańców Weissenburga z Zakonem a Zakonu z Polską, 
mogły spowodować ruch ten emigracyjny i związać tak od- 
legły, niezbyt wielki, a nawet wcale nieznaczny Weissenburg 
a z nim Laudau z ziemią polską, a kto wie, czy nie inne 
miasta także. 
W Weissenburgu mieszczanie byli wieloma węzłami 
spokrewnieni z mieszkańcami Rotenburga. Tak byli burmi- 
strzami Weissenburga do r. 1413 Bleicker von Rotenburg, 
r. 1515 Reinhard von Rotenburg, a ławnikami Bleicker von 
Rotenburg r. 1491 i Heinrich von Rotenburg r. 1496. Wy- 
stępują obok nich: r. 1460 Reinhardt von Rotenburg, Ulrich 


I 


I Samuel Hartlieb Lithuanus: Panl!gyricus Carolo Gustavo Polo- 
niam aggrl!dimti r6.57. (FinkeI: Bibl. Histor. Polsko I. 480). 
I Ustęp o HartIiebach zawdzięczam także notatom p. Ludwika von 
HartIieb, który dwa źródla swoje cytuje: List Samuela HartIieba do dra Wor- 
thington, prezydenta Collegium Jezusowego w Cambridge z dnia 3 sierpnia 
1660 r. w British Museum, gdzie mieści się liczny zbiór jego listów. List 
rzeczony wydany w WItitI! Hl!lIinl!l!s Rl!gistl!r and Cltronicll! w końcu XVIII w., 
str. 872 i 867. Notatek do rodziców Samuela udzeIil p. Hartliebowi p. dr. L. 
Neubur, archiwaryusz w Elbll}gu. 
· Dokument midci się w archiwum rodziny Hartliebów, a notatkę ni- 
niejszl} wycil}
niętl} z niego zawdzięczam p. Ludwikowi v. HartIieb. 


. 


ł
		

/Czasopisma_105_09_03_109_0001.djvu

			1 
I 
I 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXXXII 


CLXXXI 


von Rotenburg ławnik Z roku 1501 I. Pomijamy innych dal- 
szych datą. 
jeśli Się zatem spotyka w Polsce jana Hallera z }{oten- 
burga i to w okresie tego emigracyjnego ruchu, musi się 
nasunąć przypuszczenie, że głośny wydawca i drukarz kra- 
kowski z całym tym ruchem jest w związku. Idźmy dalej. 
Gdyby Haller w Krakowie osiadły był spokrewniony zara- 
zem z Hallerami w Norymberdze, to dalszem następstwem 
byłoby przybycie do Polski Andrzeja i Hansa Durera, który 
przez matkę był w powinowactwie z norymberskimi Halle- 
rami 2. W ęzły takie pokrewieństwa i powinowactwa i wyni- 
kające z nich obowiązki miały w tych czasach daleko bliż- 
szych stosunków patryarchalnych i wędrówek, niż to dziś ma 
miejsce, znaczenie swoje pełne i żywotne, co wszystko zre- 
sztą na tle epoki średniowiecznego społeczeństwa jest jasne. 
Gdy przeto kilka rodzin się osiedliło, póki rodzinna trady- 
cya w nich żyła, uważali niewątpliwie za obowiązek pomagać 
krewnym do ustalenia sobie bytu w kraju, w którym sami 
znaleźli szacunek i dobrobyt. 
jeszcze o jednym śladzie stosunków z Weissenburgiem 
ani wybitnym, ani też zgoła tak ważnym, lecz dla wyczerpa- 
nia relacyi godnym wspomnienia. 
Nie znaleźliśmy, jak czytelnik wie, żadnego zabytku o Pol- 
sce świadczącego z XV i XVI w., jedną znamy tylko wiadomość 
o kaplicy św. Stanisława i o jego kulcie w kościele św. Jana. Po- 
zostały jednak inne świadectwa kultury polskiej i dziś spotyka 
się imię św. Stanisława w Weissenburgu, pomimo, że nikt nie 
pamięta o fundowanej przez Schillingów kaplicy. Naprzód na- 
trafia się na ulicę i dom (miejski szpital) Stanisława w mie- 
ście: -Stanislausstrassec, a wreszcie kilka kilometrów za mia- 
stem, wśród gór Wogezów, w wąwozie w prześlicznej okolicy 
stoi samotna obszerna kaplica poświęcona św. Stanisławowi, 
zapewne św. Stanisławowi Kostce, jak wnosićby należało po 
jednym z obrazów w niej zawieszonych. Są to zabytki nie 
emigracyi z Weissenburga do Polski, lecz przeciwnie emi- 
gracyi polskiej do Weissenburga. Mieszkał w nim bowiem 
w r. 1720-1725 wraz z dwoma duchownymi, kilku towa- 
rzyszącymi mu Polakami, wraz z żoną i córką król Stanisław 
Leszczyński. O Maryi Leszczyńskiej, późniejszej królowej 
francuskiej, dochowała się jak najle{Jsza pamięć. Z jej to 
daru w skarbcu kościoła św. Piotra i Pawła mieści się ko- 
sztowna monstrancya współczesnej francuskiej roboty. Urosła 
na bohaterkę legendy, a encyklopedye pisząc o Weissenbur- 
gu, opowiadają o jej dobroci i losach. Tak dykcyonarz kraju 
górno- i dolno-reńskiego otacza jej postać aureolą i barwnie 
opowiada o wybraniu jej na przyszłą królowę Francyi s. 
Oto wszystko, co Weissenburg z Polską wiązało, o ile 
szczupłe źródła miejscowe rzecz odtworzyć pozwalają; konie- 
cznie jednak trzeba było zdać sobie sprawę ze stanu rzeczy, 
po której się wiele oczekiwało, aby opanować pewnie i swo- 
bodnie cały materyał. Jeszcze uboższy i z natury rzeczy mniej 
obfity będzie rozdział następny, chociaż związany z naj wy- 
bitniejszą rodziną emigracyi z Bonerami. 



 
I 
a 



 


l 
I 


. 


II. 
Emigracya z Landau odbyła się tylko za pośrednictwem 
Weissenburga, jeśli wogóle może być mowa o emigracyi 


I R he in w ald. op. cit., str. 341 a glównie Herzog, str. 279. 180, 205. 
t Zob. Spraululltla"ie . pusietlllenia Ku",isyi tiu badania ńisturyi stiuki 
z dnia 21 stycznia 1897 r., referat prof. M. Sokolowskiego, oraz Ha"s Sues 
'V(ln Ku/mbach. l. c., str.115. 
I L' A/sace n"denne et mutlerne uu Dictiu""aire tiu Haut et tiu Bas 


, 
ł 
I 

 


w tym przypadku, wiemy bowiem tylko o wyemigrowaniu 
stąd Bonerów. Rodziny w Weissenhurgu, jak n. p. Schillin- 
gowie, były spowinowacone z mieszkańcami Landau a z Bo- 
nerami także przez rodzinę Phae ł. W ogóle stosunki między 
oboma miastami musiały być ścisłe, skoro przez Weissenburg 
wiodła droga do niedaleko położonego Landau przez jednę 
z bram, zwaną Landauer Thor. Przed przybyciem Bonerów 
może byli przybysze z Landau, ale czy oni się osiedlili, czy 
nie przybyli tylko na studya, aby wrócić do ojczystego 
miasta, nie wiemy. To pewna, że przed Bonerami nie zazna- 
czyli się w dziejach naszej kultury. Tak przynajmniej r. 1411 
jakiś Petrus de Landau był bakałarzem w Krakowie II. 
Wbrew dotychczasowym przypuszczeniom naj prawdo- 
podobniej rodzina Bonerów pochodziła z pobliskiej Spiry 
(Speyer) z familii patrycyalnej, gdzie Konrad Boner r. 13 00 
sprawował urząd radcy (Rathsherr) 6, Stąd dostali się widocz- 
nie Bonerowie do zachodniego Palatynatu i Alzacyi. Tak 
Claus Konig. patrycyusz z ł Iagenau, miał za żonę Bonerównę. 
Na to Hagenau zwracamy uwagę i podnosimy związek mię- 
dzy nim a rodzinami, które wyemigrowały do Polski. Prof. 
Maryan Sokołowski raczył udzielić nam dla nas tak w tern miej- 
scu stosownej wiadomości, że w mieście tern istniała pierwszo- 
rzędna szkoła malarstwa miniaturowego, na której czele stał 
,.Hans Schilling von Hagenowe c , ilIuminator i pisarz wielkiej 
kroniki świata w Kolmarze z r. 1459 i innych kodeksów, współ- 
pracownik Diebolta Laubera z Hagenau i tego rodzaju przedsię- 
biorcy 7. Ten Schilling z miasta sąsiadującego niemal z Weissen- 
burgiem niewątpliwie był spokrewniony z rodziną tego samego 
imienia w niem osiadłą. Jeśli zważymy, że kodex miniatu- 
rowy Behma i pontyfikał Erazma Ciołka, dwa tak wielkiego 
znaczenia zabytki miniaturowego malarstwa pochodzą, jak to 
z niektórych cech artystycznych wynika, z nad brzegów Re- 
nu i że' miniaturze wstępnej naszego kodeksu służył bezwąt- 
pienia za wzór miedzioryt sławnego mistrza alzackiego Mar- 
cina Schona z Kolmaru, oraz że Meisterstiick konieczny do 
wyzwolenia rzemieślnika dla złotników i malarzy był w Kra- 
kowie i Wrocławiu, zupełnie podobny do tego, jakiego wy- 
magano od nich w Strassburgu, to nasuwa się raczej przy- 
puszczenie, że oba wspomniane dzieła pochodzą nie z dolno- 
reńskiej, jak przypuszcza Bucher, lecz z okolicy górno, a ra- 
czej średnioreńskiej, z Alzacyi, jak przypuszcza prof. M. So- 
kołowski 8, co znajduje ponadto. cośmy wyżej powiedzieli, 
poparcie w tern także, że dwa nasze wspaniałe zabytki po- 
jawiają się właśnie w czasie, gdy emigracya działalność swą 
jak największą u nas rozwija, oraz że w pobliżu centrum, 
z którego ona wyszła, znajdował się bardzo rozwinięty 
warsztat tego rodzaju dzieł sztuki i w końcu, że stojący na 
jego czele illuminator pochodził z tej rodziny niewątpliwie 
która do nas przybyła i tak wybitną rolę odgrywała. nie 
mówiąc już o Bonerach, którzy równie z Hagenau musieli 
być dobrze obeznani, a zatem poznali i zwrócili uwagę na 
zabytki tego działu sztuki. Ostatnie słowo w tej kwestyi zo- 
stawiamy dokładniejszej analizie zabytków, lecz z faktami 
wyżej wyłuszczonymi liczyć się należy, to też uważaliśmy za 
stosowne zrobić niniejszą dygressyą, którą porzucając wra- 
camy do wątku rzeczy, do Bonerów. Ciekawe jest, że w hes- 
skiem Archivum ma być herb Henryka Bon, wójta w Brin- 


Rhin par Batjuu/. III «!d. par P. Ristelhuber. 
593 - 59 8 . 
· K. Morawski: op. cit. str. 4. 
I Herzog, str. 210-211. 
7 Kautzscb: op. cito 18. 


Strasbourg, 1865, str. 


· Z notat p. Hartlieba. 
8 Kwartalnik !tisturyc."y, l. c. 


/
		

/Czasopisma_105_09_03_110_0001.djvu

			r 
ł 
. 
I 


CLXXXlll 


SPRA WOZDANIA Z POSIKDZEŃ 


CLXXXIV 


gen nad Renem, identyczny z herbem, którego Bonerowie 
używali w Polsce 1 i który znowu ze swej strony prawie nie 
różni się od polskiego herbu Gozdawy. Jan Bonnin przeby- 
wał w latach 1409 do 1418, o ile wiemy, w Aschaffenburgu. 
Nie jest zatem bez pewnej podstawy przypuszczenie, łączące 
rodzinę Bon z Bonerem, zważywszy ze sufix er, którym się 
oba nazwiska różnią, służy do urabiania przymiotników, coś 
nakształt naszego ski. Heraldycy nasi do wytłómaczenia herbu 
Bonerów, Bonarowej, sięgają do XIV w. i mieszają ich do 
francuskich wojen, gdzie się mieli odznaczyć i godło swoje, 
w istocie wiele mające podobieństwa do lilii, otrzymać. Ten 
kształt herbu Bonerów niewątpliwie był powodem takiego 
wymysłu, który dla osiadłej w Polsce mieszczańskiej rodziny 
i wysokie godności wśród szlachty posiadającej musiał być 
bardzo przyjemny. 
Czy z rodziną Bonerów ze Speyer spokrewniony był 
autor sławnego Edelsteinu Ulryk Boner piszący w pierwszej 
połowie XIV w.? 2 Ponieważ pochodził z Berna Szwajcarskiego 
ze znakomitej rodziny, a nie mamy dowodów związku mię- 
dzy sobą obu rodzin, twierdząco odpowiedzieć trudno. 
Daleko prędzej Hieronim Boner, sołtys z Kolmaru, 
który w pierwszej połowie XVI w. autorów greckich z łaciń- 
skich przekładów na niemiecki język tłómaczył, należał du 
rodziny naszych Bonerów 8. 
Założycielem rodziny w Polsce był Jan Boner, który 
dopiero za Kazimierza Jagiellończyka" z Wrocławia przybył 
do Polski 5, oraz towarzyszący mu trzej bracia: Jakób, Fry- 
deryk i Andrzej, o których jednak nie wiele dowiedzieć się 
można. Ci ostatni poprzednio bawili także podobno na 
Śląsku 6. Poczucie z pierwotną rodziny kolebką w Landau 
było widocznie silne i związki nie ustawały, skoro n. p. syn 
bawiącego w Polsce Fryderyka był księdzem w Landau 
a jego wuj Jan umierając r. 1525 bezdzietnie zostawił jemu 
oraz innym krewnym nadreńskim i krakowskim majątek 
Dziedziczyli po nim oprócz wspomnianego Ludwika, jego 
siostry przyrodnie Elżbieta Phae, spowinowacona także z Schil- 
lingami w Weissenburgu 7 i żona rajcy miejskiego w Landau, 
Otylia, żona Jana Krydei we Forst. Główną jednak część 
majątku brało po nim potomstwo brata Jakóba: Seweryn, 
Franciszek i Jakób, oraz córki: Barbara i Helena, zamężna 
w Wrocławiu, a w końcu Magdalena w r. 1527 żona Sta- 
nisława Radziwiłła, wojewody wileńskiego. 
W ciągu następnych pokoleń nie ustały węzły Bonerów 
ze Śląskiem. Syn Seweryna, Jakób (t 1577) miał się przenieść 
na Śląsk, gdzie leży pochowany w kościele św. Magdaleny 
w Wrocławiu, a jeden z jego synów, Jakób, był podobno 
panem na Wojnowicach, w powiecie nowotarskim na Śląsku 8. 
W kolei lat zerwali z pierwotną siedzibą. 
Ta pierwotna ich siedziba przedstawia się daleko po- 
kaźniej. niż pobliska benedyktyńska osada w Weissenburgu. 
Miasto posiada dziś przeszło 12.000 mieszkańców, jest schludne 
i widocznie gospodarne, lecz to prawie nowe miasto. Wojna 
30-letnia dawne tradycye i zabytki zniszczyła tu tak samo. 
Ośm razy zajęły miasto bandy żołdaków i rozszerzały znisz- 
czenie. Ludwik XIV odbudował je i uczynił z niego twierdzę. 
Wojny jednak zniszczyły tę nową pracę także, a głównie nią 


I Kopii herbu Bon6w z tegot Archiwum udzieJil mi p. Hartlieb wraz 
z notatkami. 
I K. Morawski, str. 4. I K. Morawski, str. 21. 
· Decyusz, l. c. 6 K. Morawski, str. 21. 
8 Z notat p. Hartlieba. 7 Herzog, str. 210-211. 
8 Tak podaje rodow6d p. Ludwika v. Hartlieb, oparty na manuskrypcie 


spowodowane pożary. Roku 1689 podłożono ze czterech róż- 
nych stron ogień i obrócono wniwecz całe dzielnice miasta. 
Z wojny o sukcesyę hiszpańską miasto nie wyszło bez szwanku 
i następnie przechodziło rozmaite koleje, poczem wszystkie m 
z miasta, w XIII wieku !ałożonego, prawie nic nie zostało, 
a XIV, XV i XVI w. pozostawiły zaledwie parę śladów. 
Nowo założone muzeum i gorliwi jego opiekunowie 
wszelkiemi siłami starają się ocalić szczątki przeszłości miasta. 
Przeszukaliśmy je skrzętnie z pomocą katalogu bardzo sta- 
rannie opracowanego i następnie oprowadzani przez jednego 
z urzędników, którego nam burmistrz miasta do poszukiwań 
naj u przej miej przeznaczył. Ani śladu emigracyi z Landau 
nie spotkaliśmy nigdzie wśród zabytków. Także kościoły 
całkiem ogołocone z dawnych dzieł sztuki stoją pustką, lub 
jeśli się co znajdzie, jest całkiem nowożytne. Zwracamy 
uwagę na istnienie małego kościołka, poświęconego św. Ka- 
tarzynie, choć bez charakterystycznych cech, ogołocony 
ze wszystkiego i pozbawiony ołtarzy ma cokolwiek interesu 
ze względu na obrazy Kulmbacha w kaplicy Bonerów, przed- 
stawiające cykl z życia św. Katarzyny Alexandryjskiej. Wi- 
docznie kult tej świętej istniejącej w Landau oddziałał na 
Bonera, zamawiającego dla swej kaplicy obrazy. Czy jednak 
kościołek był poświęcony właśnie Katarzynie Alexandryjskiej? 
Wydaje się nam to prawdopodobniejsze, choć dowodu nie 
udało nam się znaleić. Dowiemy się niebawem, że także kult 
św. Jana (również niewiadomo, czy Jana Ewangelisty) istniał 
w Landau, a nawet Jan Boner fundował kaplicę św. Jana, 
lub co najmniej w fundacyi jej i budowie brał udział, jak to 
poniżej czytelnik z podanego dokumentu się przekona. Dla- 
tego może zamawiając w Krakowie do swej kaplicy u Kulm- 
bacha obrazy, nie innych świętych przedstawić polecił, tylko 
sceny z życia św. Jana i Katarzyny, tembardziej, że zesta- 
wienie obojga z sobą leżało w duchu owoczesnej mistyki 9. 
Szukaliśmy w archiwum nareszcie. To, co uratowało 
się, wcale nie jest bogate i liczne. Są to głównie roty, for- 
mularze średniowieczne i księgi póiniejsze. Pan Ludwik v. 
Hartlieb czynił sumienne i wyczerpujące poszukiwania wśród 
całego materyału i zaręczał nam, że do Bonerów i do emi- 
gracyi w tego rodzaju materyale nic nie znalazł. Zwrócił na- 
szą uwagę tylko na jeden dokument, na koncept listu rady 
miasta Landau z r. 1515 do Jana Bonera. Akt ten to jedyne 
świadectwo i ślad stosunków polskich z tern miastem. Dzię- 
kują w nim mieszczanie i rajcy za to, że w jego imieniu 
Antoni, szwagier Banera, kazał drogę i plac przy dwu niż- 
szych miejskich wieżach wybrukować ku pożytkowi miesz- 
czaństwa. Przyczem proszą, aby w innych swoich sprawach, 
a mianowicie w tych, które tyczą budowy i fundacyi ka- 
plicy św. Jana łaskawie raczył godnie pomóc do przeprowa- 
dzenia i uskutecznienia. Oto dokument w całości: 
»Ernhaft, hochgeacht wiser und gaistig Herr. Ew. lieb 
sein vnser gantz willig dinst mit vliss zuvoran bereidt. Es 
hat Anthonius vnser Burger, dess rats Ew. lieb schwager den 
vergangen somer In Eweren Namen, Ais dass In vnser bu- 
chern euch zu ewigem andenken vnd lob vffgeschriben ist 
zu sehen, den zweyen nidern thoren den weg und platz mit 
aneyn zu nutz vnserer gemeynen burgerschaft vnd aner an- 


. 


. 
I 


. 
I 


, 
ł 


,/ 


f 


Jana Krystyana Kriigera, tajnego radcy rewizyjnego, znajdującym siC; w Biblio- 
tece Uniwersyteckiej w Berlinie, oraz na podstawie genealogicznych tablic 
Reichla w miejskiej bibliotece w Wroclawiu. Rodow6d ten jednak jest 
w czc;ści blc;dny. 
8 Maryan Sokolowski: Hans Sues von Kulmbach. Sprawoldan;a, 
t. II, str. II S.
		

/Czasopisma_105_09_03_111_0001.djvu

			CLXXXV 


SPRA WOZDANIA 
 POSIEDZEŃ 


CLXXXVI 


. 
I 


dern furleute, Sondern auch vnser statt zu eyner loblichen 
zierung lassen mit steynen besetzen, darumb wir Ew. lieben 
hoc hen vnd vli5sigcn dank sagen mit Erbieten. In anderen 
Ew. gescheften vnd nem lich was Sant Johannes cappelen vnd 
derselbigen buw vnd Stifftung anruren So viell Ew. lieb vns 
desshalben bewilen (?) wirt mit furderlichen ernst helffen 
vssfuren vnd volstrecken. Dan wir nichts anders Ew lieb zu 
eynem Zeychen der Danckbarkeit da zu thun haben ais vn- 
ser eer vnd gantz willig gemul Ew. lieb und deren verwand- 
ten zu Jrcm nutz vnd wolgefallen vss zu strecken die der 
almechtig In langwiriger gesundheit seliclig (?) geruch zu fri- 
sten. Datum Fritags nach Thoma Appli AU MDXIIJI. 
Bur vnd Rate dl'S richs stat landaw 
Ant (r) EIster (r). 
Dem Ernhaften, Hochgeachten vnd wisen Herm Han- 
sen boner zu Cracaw koniglicher Maiest:1.t zu Polandt Rat 
vnd Diener vnserm Sonderss gaistigen vnd lieben Herrnc 1. 
Jak Schilling w Weissenburgu, tak Boner w Landau 
świadczył rodzinnemu miastu dobrodziejstwa z tego kraju, 
dla którego je opuścił, nie zapominając przecie ojczystej ziemi. 
Wskutek podobnych stosunków z miastem niejeden 
mieszkaniec z Landau przybywał do Polski i pod jego pro- 
tekcyę się udawał. Byli to zapewne mniej wybitni ludzie, 
przeto pamięć o nich mogła zaginąć. Wiemy jedynie, że Se- 
bastyan syn Henryka pochodzący z Landau, uczęszcza r. 1519 
do krakowskiego uniwersytetu 1. 
Oto nasze sprawozdanie, które przedkładamy badact;Owi 
tej epoki i tych stosunków. Ani w Weissenburgu ani w Lan- 
dau nie należy zatcm spodziewać się znaleźć coś nadto wię- 
cej, chyba gdzieś w prywatnym i nam nieznanym zbiorze. 
Prędzej wyczekiwać należy, że z czasem pojawi się jaki do- 
kument lub zabytek w Strassburgu, gdzie do historyi Weis- 
senburga, jak nas na miejscu informował jeden z nauczycieli 
gimnazyalnych, mają się znajdować rękopisy. Zbyt krótko 
byliśmy w Strassburgu i przerzucaliśmy zbyt pobieżnie ka- 
talog, aby coś pewniejszego powiedzieć można. Z Landau 
wiele zabytków zabrano podobno do Monachium. Znaleźliśmy 
tam tylko bardzo rzadki, bo w dwu egzemplarzach znany, 
medal Seweryna Bonera z r. 1533 2 , znacznie zniszczony, 
dostał :=-ię tam może w ten sposób, kto wie zatem, czy coś wię- 
cej SIę w kierunku tym z czasem nie odkryje. My tylko ogra- 
niczyliśmy swe poszukiwania do \Veissenburga i Landau, jako 
do głównych ognisk, chcąc zbadać ich charakter i ich za- 
bytki, ze względu na dokładniejsze zdeterminowanie tego, co 
kultura niemiecka wytworzyła u nas. Ta kultura z Niemiec 
wśród różnorodnych cywilizacyjnych prądów oddziaływają- 
cych na nasz kraj od Wschodu i Zachodu, którą Niemcy 
także w zasadzie ze swej strony wraz z chrześciaństwem na- 
byli od starszych od siebie cywilizacyą ludów romańskich, 
aklimatyzując ją i swoje narodowe piętno jej nadając, jest 
niewątpliwie najznaczniejszą. Jeden dział tylko tego wpływu 
przedstawiliśmy czytelnikowi. Polska, która o kilka wieków 
później przyjęła chrześcijaństwo, a z nią cywilizacyę, położona 
od stolicy jego znacznie dalej całym swym obszarem niż 
Niemcy, z natury rzeczy używała ich pośrednictwa, płacąc im 
za to dobrze. Gdyby Polacy zajmowali obszary niemieckiej 
ziemi a Niemcy polskiej, sprawa oddziaływania kultury jednej 
na drugą niewątpliwie miałaby się odwrotnie. Ruch ten cały 


. 


. 
,. 


, 


I 


'Archiwum miejskie w Landau. Ksi
ga z lat 1477-1523, małe folio str.51. 
, Morawski, str. 5. 
I Zob. Sprawo.dania, tom VI str. ub. 


ł 


j 


można porównać do ruchu w mechanice, gdzie siłą wpra- 
wione w ruch jedno bezwładne ciało wprawia w taki sam 
ruch sąsiednie, a to następne i t. d. O świadomości tego 
sJerzenia kultury ze strony Niemców mówić byłoby niedo- 
rzecznością: szh w odległe kraje nie jako apostołowie i mę- 
czennicy, ale jako ludzie, którzy dla lepszych warunków bytu 
opuszczali, nie powiemy ojczyznę, lecz rodzinne strony i w ob- 
cym kraju przeważnie wynaradawiali się (to zależało od miej- 
sca ich osiedlania się w stosunku do Zachodu) przyjmując 
język i obyczaje ziemi, która ich z taką gościnnością przy- 
jęła i wcale narodowemu ich rozwojowi tamy nie kładła, 
przeciwnie ze zwyczajów, kultury i języka ich nawzajem wiele 
zaczerpn ęła. 
- W miejsce ś. p. Władysława ł.uszczkiewicza wybrano 
na mięjsce pełniącego obowiązki zastępcy przewodniczącego 
p. Leonarda Lepszego, członka korespondenta Akademii. 
posit-dzenit- B dnia 28 listopada I900 r. 
- Przewodniczący przedstawił opis i fotografię kościoła 
w Makowie, nadesłane przez p. Grzegorza W oro bj ewa. 
Kościół ten zachował jeszcze część gotyckiej budowy końca 
XV i początku XVI w. i wiąże się ściśle z całą architekturą 
Mazowsza tej epoki. W jego wnętrzu znajduje się zbudowany 
r. 1591 z różnokolorowego marmuru piękny rcnesansowy 
pomnik, którego fotografię i opis również p. W orobjew prze- 
słał Komisyi. Komunikat ten wejdzie w skład pracy o za- 
bytkach Mazowsza razem z innymi komunikatami tegoż sa- 
mego rodzaju. 
- P. S t. C e r c h a przedłożył wiadomość udzieloną 
prze" p. T. Korzona o działalności Santi Lazara, architekty, 
który prowadził przy schyłku życia Stefana Batorego budowę 
zamku w Łobzowie. Komunikat p. Cerchy brzmi jak nastę- 
puje: 
Pomiędzy luźnymi dokumentami biblioteki hr. Zamoy- 
skich w Warszawie odszukał p. prof. T. Korzon trzy akta. 
związane z działalnością Santi Lazara mularza w Polsce, z któ- 
rych okazuje się, że tenże był zajęty budową »łobzowskąc 
przerwaną przez śmierć Stefana Batorego, a którą królowa 
Anna poleciła dokończyć. W liście tym pisanym z Janowca 
prosi Santi Jacka Młudziejowskiego, podskarbiego nadwornego, 
ażeby wstawił się za nim do królowej, by mu pozostałą sumę 
wypłacić kazała. List ten pisany obcą ręką ma tylko własno- 
ręczny podpis Santiego, gdy dwa następujące kwity za grób 
króla Stefana są całe własnoręcznie pisane. Charakter pisma 
niewprawny a litery wielkie i niezgrabne. Widocznie autor 
rzadko pisywał i nie znał ani polskiej ani łacińskiej pisowni. 
Wszystkie te trzy pisma mają ślady pieczątek drobnych owal- 
nych, wyciskanych na papierze zagiętym, pod którym znać 
lak zielony. Pieczątki tak zatarte, że zaledwie domyśleć się 
można napisu w otoku w górnej części umieszczonego: »Santic... 
w pośrodku jakoby ślady orła były widoczne. 
I. List do Młodziejowskiego na wielkim pół arkuszu 
napisany rozpoczyna się tuż przy samym brzegu górnym. 
Filigran przedstawia herb przewróconego Jastrzębca. Dajemy 
go bez zmiany. 
P Anie Boze daij w m. dobre zdrowie ij wszliaki po- 
czieehij I iako m M: Panu w m. wiernie ziczi na długie czassi 
e. t. c.1 
Mlscziwi panie podskarbij oznaijmuię w m. iize K. J. 
M: I racziła dom nie pisacz ii roskazacz abich ia Lobzowskieij I 
robothi dorobił, To iest na pocziechij moie po moiem fral 
sunku ii skodzie a wsak obieczalem się J. M. K. uczilnicz we- 
dlug rozkazania J. K. M. Tilko prosę ze I bij w. m. ijako
		

/Czasopisma_105_09_03_112_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CLXXXVII 


moij M. Pan racz ił zlaski sweij iako zawsze I zeznawam... 
ize w m... raczil bicz na mię laska w I Rozwazacz K I M: 
Ize robota lobzowska iest zmowiona I wedlie Jntreczizi za 
sescz Tisiącz zlotich ij za sto zlotich I przi. Jurgielczie, ktori 
od K J M: mam list na czterista zloltich do roku, ktore 
sescz Tisiacz ij sto zlotich, i cztiirilsta zlotich zezna wam iizem 
ia wziąl ktoremi naliezaly I za robotę i za Jurgelt przesleo 
roku. ku themu trzista zlotich od wrn. mego M. pana Na te- 
razniijssi rok I iako K J: M: raczil wrn: mienicz przez listij 
swe w drodze I trzi niedzielie przed śmierczią K. J: M: Pan 
nasz I Najaszniijssi i Mlscz - Panie boze raczigo wziącz do 
laslkij sweij świętej A tak kiedi przijdzie Mai te/di mi przi- 
naliezi iescze sto zlot ich za ten rok I (Ślad pieczątki w tern 
miejscu ). 
A na dokończenie roboty trzeba iescze przi namnieij 
trzista I zlotich, O które ia prosy K. J. 1\1 iizbi mi racziła 
roszlka zacz dacz, a ija dokończij robothi ija koprzistoij ilie I 
na mię naliezi, a dalibog zato pokaze robotę I więnczei nad 
zmowe nisli sesczset zlot ich wsak iest zmowa I Ja iinaczij 
nie mogę się offiarowacz, bo iestem wieJkiem lubosswie 
i mieskam w Janowczu posczący sprawiedliwi post I iako Jan 
in Deserto etc etc Prossę wrn mM: Pana ieśli I wrn bendzie 
racz ił miecz czasu do ie S. Kroliową J: M. oto I zozmówicz 
bądz wrn na mnie laskaw a ia wrn. m M. Pa zawsze I bendę l 
powinni odslugiwacz I (Po drugiej stronie) A stem sie lascze 
wrn zaJizczam m M Panu Dat I w Janowczu die prima Martij 
AO 1587 I 
W mm M: Panu zawssi ziczliwi sluga powolni I 
Santi Lazar 
Adres: 
Wielmożne Panu Panu Jazinth I MJodzielowskiemu Pod- 
skarlbiemu Nadwornemu, starozfe I Krzesowskiemu ij Piasecz- 
kiemu I Czetnikowi Koronemu Zupnikowi I Crakowskiemu 
panu mm I i Dobrodzieiowi m Mscziwemu I 
SAnti mularz 
2. Kwit na papierze bez filigranu z brzegiem zawinię- 
tym i pieczątką opatrzony: 
Anno dni 1594, die 5 Tomas. I Ja Santj zeznawa(m) 
jze Wzyalem odiego Moze I Pana Poskarbiego nadwornego 
flor. cinquecetu I A rattione Labore grub Krula Stefana: 
wedle I zmowa jako iest od jmoszcy Krulowa uściniona I A 
dla lepsie Wiarij dalem tim Recomittij moj I 
Santj Idem qui Sup manu propr ia I 
3. Kwit, małe quarto złożone, filigran herb Lubicz ze 
szczytem: 
Anno Dni 1595 d 15 marcij : ja Santi zeznawa i ze 
wzialem I odiego. M. Panu poskarbiamu flor I Duo centu 
A rattione (S) Laboru Sepolkru I Sermo Rex Stefana Ala 
Lepsi parnieczci I Dale te recomittia zrekij moj pisana i pod- 
pisana I Santi qui Supra manu propria. I 
Na odwrotnej stronie: 
Santhi Murator. I Ad... labor - monumenti sermi I 
Stephani die 14 Mar;cij 1595 flor. 200. I 
Prof. Maryan Sokołowski zwraca uwagę, że nagro- 
bek Batorego w Katedrze krakowskiej był wykonany przez 
rzeźbiarza Santi Gucci, jak podpis jego świadczy i że Santi 
Lazar musiał być nietylko mularzem ale i kamieniarzem, który 
mu w tej robocie dopomagał. Niedołężność jego pisma po- 
chodzi zapewne z tego, że był Włochem niedawno spolszczo- 
nym i że mu trudno było pisać po polsku, chociaż jeszcze 
w końcu XV w. trafiali się artyści w Niemczech, i we Wło- 
szech nieumiejący pisać. Hafciarz i malarz niemiecki osiadły 


. CLXXXVIII 


w Wenecyi Hans von Ulm w r. 1471 nie podpisał testamentu 
jako świadek, gdyż nie potrafił pisać, "in finem dixit se ne- 
scire scribere et ita non subscripsit c . (Jtlllrb. der k. preuss£- 
schen Kunststl1fl1flI. Beiheft zum XXIII Band, str. 51). Ryso- 
wał figury i ornamenty, ale skreślić liter i pisać nie umiał. 
- W dalszym ciągu p r z e w o d n i c z ą c y przedstawił 
szczegóły z fotografią ruin zamku w Mirze, który prawdo- 
podobnie wystawił Jerzy Illinicz koło r. 1490. Zamek prze- 
szedł w posiadanie Radziwiłłów a następnie ks. Hohenlohego. 
Do r. 1792 był zamieszkany. Dziś ruiny dają pojęcie o jego 
ogromie i wspaniałości. 
Zamek w Mirze, cztery mile od Nieświeża , w gu- 
bernii mińskiej, należy do naj okazalszych budowli zamko- 
wych, jakie posiadamy na naszej ziemi. Sobieszczański do- 
łącza do swej książki litografowaną tablicę, przedstawiającą 
jego widok w jednym narożniku od podwórza. Załączamy 
tutaj fotograficzne zdjęcie zewnętrznej strony zamku, doko- 
nane w ostatnich czasach, które daje wyobrażenie o wiele 
lepsze o wspaniałości tej budowy, uderzającej nawet w ruinie 
(fig. 39). Opis Sobieszczańskiego, oparty na notatach archi- 
tekty i archeologa Bolesława Podczaszyńskiego, odznacza się 
względną dokładnością, co sprawia, że go na tern miejscu 
powtarzamy: "Mury pierwotne olbrzymiej są grubości (po 
sześć łokci mające), z mocno-czerwonej cegły wystawione, 
opatrzone przy ziemi strzelnicami, których od południa dziś 
jest pięć, od wschodu tyleż, a od zachodu jedna. Na czterech 
rogach są wieże z murami niespożytemi i w ten sposób zbu- 
dowanemi, że można było ostrzeliwać z nich na całą długość 
zamku. Wieża północno-zachodnia, północno-wschodnia i trze- 
cia wschodnio-południowa, uległy znacznym zmianom w cza- 
sach późniejszych, dwie zaś południowo-zachodnia i środkowa 
ponad bramą pozostały w pierwotnej swej czystości i są pra- 
wdziwym kwiatem średniowiecznego budownictwa zamków 
obronnych. Z zewnątrz przyozdobione są mnóstwem wnęk 
na biało tynkowanych, które przy ciemnej czerwoności cegły 
wielki czynią efekt. Wznoszą się one na cztery i na pięć 
piąter nad przyziemiem, każde piętro strzelnicami zbrojne, 
a niektóre u góry mają otwory (meurtnere) do zrzucania ka- 
mieni na oblegających przeznaczone. Jedno albo dwa piętra, 
a nawet trzy pierwsze są mniej więcej kwadratowe, reszta 
aż do wierzchu ośmioboczne. Zamek ten licznym musiał ule- 
gać napadom, świadczą o tern kule armatnie w murach uwią- 
złe. Podanie miejscowe przypisuje zbudowanie zamku Mendo- 
gowi. Otoczony jest wysokim wałem po części zburzonym, leży 
zaś nieopodal rzeczki Mirenką zwanej. Poza walem od strony 
północnej jest obszerny ogród w guście włoskim ze staroży- 
tnemi drzewami". (Sob£eszczańsk,: Wiadomośd, T. II. str. 147). 
Powyżej nieco mówi ten sam pisarz, że "przy środkowej wieży 
od wjazdu ma zamek mur obronny w półkole przed bramą. 
a wreszcie przy północnej i wschodniej ścianie może prze- 
robione później dwa skrzydła mieszkalne o dwóch piętrach 
z futrynami kamiennemi przy oknach i drzwiach, około czter- 
dzieści izb zawierające, niegdyś wspaniałe i sztukateryami ozdo- 
bione. Pod temi dwoma piętrami sutereny, a pod niemi obszerne 
piwnice. Pierwsze piętro (czyli parter) było sklepione, drugie 
nie. Przy południowej stronie znajdowały się zabudowania 
dworskie wewnątrz zamku, zewnątrz zaś pomiędzy wieżami 
przy ścianach naczelnych długie a wązkie przybudowania, 
które służyły bądź za stajnie, bądź na składy; dziś tylko ich 
ślady pozostałyc. (Tamże str. 146). 
Z tego widzimy, że po odrzuceniu dodatków pochodzą- 
cych częściowo z rozmaitych epok, zrąb budowy pierwotny 


\ 


. 


; 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_113_0001.djvu

			f 


CLXXXIX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXC 


wznosi się na planie kwadratowym czy też zbliżonym do kwa- 
dratu, z wieżami na czterech rogach i z piątą wieżą wjazdową. 
Jest to zasadniczy szemat zamków krzyżackich. "W południo- 
wych i środkowych :'\iemczech - mówi Botticher - zamki wzno- 
szą się na górach i mury otaczające stosują się do tych gór plat- 
formy, a zatem mają rozmaitą formę. Głównym jądrem zamku 
jest wieża donjon. która tylko do ostatecznego schronienia 
służy, wskutek czego obok budują się mieszkalne budynki 
i pa/as. Przeciwnie w Prusiech i u Krzyżaków "das Haus", 
stanowi jądro obrony, zasłonięte murami i fosami. Mury te 
zakreślają kwadrat od 45-55 m. długości boków i tworzą 
zewnętrzną ścianę mieszkalnych i gospodarczych zabudowań, 
z krużgankami do środka, i ze studnią w środku jak kla- 
sztor. Kaplica wchodzi w skład tych ubikacyj, zarówno jak 
wieże. Te ostatnie są zwykle kwadratowe lub prostokątne 
w planie, później dopiero okrągłe, gdy w Niemczech połu- 
dniowych okrągłe zwykle". (B l) t t i c h er, die Bau- und Kunsf- 


. 


J. 


" 



t 


,:.'" . 
J"

 +_ 


" . 



".., 


1_'. 
", 
" 


.
 


.' -ł,.' '- 



. 
, :' 


. . 


t 
I 
.-ł'" ł...I"T 
. .'.1 
L 


. .j .
--- 


'I" 
.".... 


i 


...-' 


na Mirze. Po bezpotomnem życiu jego nakoniec weszły te 
dobra wraz z zamkiem i tytułem w ród Radziwiłłów, a z cza- 
sem w skład dóbr ordynacyi nieświezkiej. Na mocy wszakże 
układów późniejszych dostał się l\lir ks. Sayn-Wittgenstein, 
ożenionemu ze Stefanią. córką Dominika Radziwiłła, a następnie 
drogą spadku ks. Hohenlohe. a. Wo l ff, Smatorowie i dy- 
gmtarze W. ks. Litewskiego, 1885, str. 25, 85, 178, N i e- 
s i e c k i, T. IV, str. 401. Encykl. Orgelb. T. XVIII, str. 
643, 644). Z tego przebiegu historycznych kolei domy- 
śleć się łatwo, że jeżeli Jerzy IIlinicz wzniósł zrąb główny 
zamku, to wszystkie uzupełnienia i przebudowy jego należą 
do Radziwiłłów, może w jakiejś części do Mikołaja Czarnego, 
a szczególniej do ks. Sierotki, jego syna, który tutaj rezydo- 
wał. 40 izb drugiego piętra, sale zdobne sztukateryami mo- 
żeby się dały odnieść do tych czasów, jeżeli nie powstały 
później. Zamek w Mirze był jeszcze zamieszkany w r. 1739. 
Zasługiwałby pod każdym względem na bliższe zbadanie, na 



. 



 


fi 


.' 


-... ". 


--
-- ...... 
., 


- 


'. ...po 


ł 


.
 


Fig. 39. Mir. - Zamek. 


, 
; 


denkmiiler der Provinz Ostpreussen, 1891, Hft. I. str. II). 
Zamki południowej części naszego kraju, mianowicie mało- 
polskie i podgórskie należą do pierwszego typu, a zamki pół- 
nocne do typu drugiego i ten typ ostatni jest widoczny 
w zamku mirskim. 
Kto ten zamek budował i z jakich on pochodzi czasów? 
"Zygmunt Kiejstutowicz darował Mir Siemionowi Giedygoł- 
dowiczowi w r. 1434 i w tern nadaniu wspomniany jest tylko 
dwór z obszernemi ziemiami. Siemion Giedygołdowicz, kaszte- 
lan witebski, namiestnik Kazimierza Jagiellończyka w Smoleń- 
sku. po 17 latach posiadania zapisał te dobra przybranej 
córce Annie Butrymownie, która umierając panną, przekazała 
je dożywociem ciotce, żonie Siemiona, Miłochnie 1476 r. a po 
jej zgonie swemu krewnemu Jerzemu IIliniczowi, który w ten 
sposób w r. 1490 został dziedzicem Mira. Ten Jerzy Iwa- 
nowicz IIlinicz (Hlinicz czy Glinicz), herbu Korczak, marszałek 
nadworny litewski od r. I 5 19, starosta brzeski, zmarł w r. 
1526 i był, jak się zdaje, głównym założycielem i fundatorem 
naszego zamku. Budowa rozpoczęta w ostatnich latach XV w. 
przeciągnęła się prawdopodobnie do pierwszych XYI. Syn 
Jerzego Szczęsny był żonaty z Zofią Radziwiłłówną, a wnuk 
Jerzym również na cześć dziada na chrzcie nazwany, wy- 
chowywał się pod opieką swego wuja Mikołaja Czarnego Ra- 
dziwiłła, wojewody wileńskiego i kanclerza w. litewskiego i na 
dworze cesarza Ferdynanda II, który mu nadał tytuł hrabiego 


. 


dokładne architektoniczne zdjęcia i na szczegółową publi- 
kacyę. 
- P. K. P o t kań s k i podał wiadomość o obrazach, 
które w latach 1414-1445 wykonali dla kolegiaty łęczy- 
ckiej malarze i jak ze współczesnych rachunków okazuje się, 
artystyczna działalność w tym kierunku była znaczną. Na 
wielką skalę zamawiano i sprowadzano obrazy a dostarczali 
zamówień, o ile wiemy, Mikołaj z Kalisza przez Rastawie- 
ckiego nie wymieniony a przedewszystkiem nieznany bliżej 
malarz z Krakowa. Obrazy te prawdopodobnie spłonęły pod- 
czas pożaru z r. 1473. 
Oto są te wypisy z rękopisu zawierającego najstarsze 
rachunki kapituły łęczyckiej: 
Fascykuł N. II. Rok 1414. 
Itcm conveni (t. j. prokurator kapituły) pictorem ad 
depingendum interstitium quod est inter chorum et corpus 
ecclesie, cui debeo dare tres marcas, de quibus iam recepit 
duas marcas. (r. 1416). 
!tern die s. Cecilie pictori I marcam pro pictura, quam 
fecit intel' chorum et corpus ecclesie. (r. 1416). 
!tern in vigilia ascensionis domini Nicolao pictori de 
Kalis pro imagine ascensionis unam marcam. (r. 1417). 
!tern feria IV-ta prox. post Penthecosten Nicolao pi- 
ctori de Kalis aliam marcam pro imagine Ascensionis Do- 
mini. (r. 1417).
		

/Czasopisma_105_09_03_114_0001.djvu

			I) 


CXCI 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXCII 


hem in vigilia Corporis Christi Nicolao pictori de Calis 
terciam marcam et fcrtoncm pro imagine ascensionis domini 
et duobus angelis. (r. 1417). 
(r. 1418) hem [domini ad capitulum in festo Purifica- 
cionis congregati] dcterminaverunt, ut fiat ordinacio cum ali- 
quo pictore super ficndis tabulis ad maius altare, quem aduu- 
cere debet dnus Albericus de Mazovia. 
Fascykuł N. III. 
W skarbcu kolegiaty Łęczyckiej roku 1438 przy rcwizyi 
znalazło się 37 grzywien. 
/tem preter istas pecunias rcperit 37 m. cum tribus 
fcrtonibus quas domini aduc omnes presentes capitulariter 
congregati decreverunt et mandaverunt dari pro imagini- 
bus pictori in Cracovia dirigendas. 
hem Reverend. in Cluisto Pater et dominus. do- 
minus Vinccntius archiep. Sanctae ecclesiae Gnesnensis et 
primas obtu/it pro imaginibus decem marcas in dominica 
Exurge. 
hem dominus Andreas Bnijnski cantor /anciciensis de- 
dit VI m. pro imaginibus. 
(1437) hem eodem die (Domine ne longe) dno Nicolao 
Schadek canonieo Lanciciensi dum ivit Cracoviam ad dispo- 
nendum tabu/as pro altari maiori dedi II marcas minus VI gr. 
hem de pecuniis capparum dieto dno canonico in eodem 
negotio tabularum dedi YIII marcas cum VI gr. 
Rok 1438. hem feria V ante f. S. Petri ad vincula ad 
manus vencrabilis domini Nicolai prepositi lanciciensis dedi 
(procurator) quinquaginta m. pro imaginibus Cracoviam diri- 
gendas. 
Rok 1444. hem campanatori qui purgavit pulveres de 
fenestris in choro et de imaginibus dedi I grossum. 
1445. hem serifici pro emendatione Imaginum et affi- 
xione mensae capitularis dedi III grossos. 
Uchwałą kapituły z 1438 roku przeznacza się 37 m. na 
obrazy, 10 marek zaś dane przez arcybiskupa i 6 przez kan- 
tora stanowią razem 53 m.; tymczasem prokurator wydaje 
60 m. na obrazy. Widocznie 7 m. musiano dodać. 
Dwie ostatnie zapiski dowodzą, że obrazy te istotnie 
były w kolegiacie łęczyckiej; musiały one uledz zniszczeniu 
wskutek pożaru 1473 roku. 
- W uzupełnieniu powyższych wiadomości, prof. S o k 0- 
ł o w s k i dodaje, że w II tomie tak ważnego wydawnictwa p. n.: 
.Acta capitulorum nec non iudiC£orum ece/esiasticorum, które prof. 
U I a n o w s k i z takim pożytkiem dla nauki prowadzi, znajduje 
się cały szereg zapisek odnośnych do malarzy, pracujących 
w XV i w pierwszych latach XVI w. w Gnieźnie, w Łowiczu, 
a przedewszystkiem w Poznaniu, tudzież w okolicznych miej- 
scowościach. Powiększają one znacznie skąpą listę wielkopol- 
skich artystów rzemieślniczych malarskiego kunsztu, którą 
zebrał i ogłosił Rastawiecki i dają nam żywe wyobrażenie 
o tak ruchliwej działalności w tych czasach na tern polu. 
Z zapisek tych dowiadujemy się, że jak to zresztą się zaw- 
sze i wsz
dzie zdarza, nie wszyscy z tych malarzy odzna- 
czają się uczciwością i wiernością dla swych zobowiązań, że 
niektórzy z nich zajmują się nie tylko malarstwem stalugo- 
wem, ale i ściennem, co zresztą i z komunikatu prot: Pot- 
kańskiego należy wnioskować; występuje w nich, co jest 
w naszych źródłach tak rzeczą wyjątkową i »sculptor ymagi- 
num« i to w pierwszej połowie XV w. Do związku nawet malar- 
stwa cechowego z illuminacyą rękopisów przybywa nam jeden 
szczegół więcej w tych zapiskach, nie mówiąc o tern, że po- 
dane ceny obrazów i prac mają dla nas wartość. To wszystko 


sprawia, że zestawienie tych bezpośrednich źródeł i uwido- 
cznienie ich na tern niejscu powinno być pożyteczne. 
I. Pod datą 1437 d. 4 września .rlugustinus pictor de Po- 
znania ma przed sądem konsystorskim gnieźnieńskim spór 
z mieszczanami z Włocławka o antyfonarz kościoła włocław- 
skiego, który tenże Augustinus przywłaszczył sobie w czasie 
napadu na Włocławek Krzyżaków i pożaru w tern mieście; 
(Acta capit. Vol. fI Acta iudicti" ece/. gnesnt'11sis, str. 101, nr. 
318); w dziewięć lat potem, w r. 1446, Sędziwój z Soboty, 
kanonik poznański, oskarża przed sądem konsystorskim po- 
znal'iskim tegoż samego bezwątpienia Augustino ptctore de 
arems, a zatem zamieszkującego przedmieście Piasek, że od- 
dał mu obrazy stare, należące do kościoła w Sobocie, do 
restauracyi: »dedit ymagines veteres ad reformandum« i że 
tenże Augustyn malarz sprzedał naprawione obrazy komu 
innemu, a na ich miejsce oddał kościołowi inne, gorsze: »et 
alias peiores dedit ecclesie non bene reformatas«. (Acta ca. 
pz"!. Vol. fI Acta tudkz"i ece/es. poznanielists. str. 55 I, nr. 
f 2 10). 
2 i 3. W r. 146 r I lipca sąd konsystorski gnieźnieński 
rozstrząsa sprawę Mikołaja, plebana ze Strzeszewa z dwoma 
malarzami, żyjącymi ze sobą w bliższej przyjaźni, Piotrem 
z Wqgrowca i Błażejem, osiadłym w Gnieźnie, który miał 
wykonać w kościele w Strzeszewie malatury może ścienne 
i malować chorągwie: »qui debuit picturam in ecclesia et 
vexi1los facere«. Żeby jednak być zupełnie pewnym dał mu 
3 fertony zadatku, a na pokrycie ich położył areszt na »na- 
rzędzia« tegoż Błażeja, zastawione u żyda w Gnieźnie. Tym- 
czasem Piotr z Wągrowca przyszedł do żyda i »allegavit con- 
sensum plebani et de aresto cxemit eadem instrumenta«. (Acta 
capz"!. Vol. fI Acta iudtcii ece/es. gnesllensls, str. 225, nr. 5 I 8). 
Zdaje się zatem, że pleban nie otrzymał ani malowideł ani 
chorągwi tylko stracił 3 fertony. Pytanie wszakże, czy Błażej 
bez tych »narzędzi« mógł dotrzymać swych zobowiązań. 
4. Pod r. 1430 26 paidziernika występuje malarz po- 
znański Jan, Johannes pt"ctor de arena, który dla altarysty w Ko- 
ścianie maluje kaplicę: »Altarista allegavit, quia pictor sibi 
totam capellam non pinxit J pro ut in contractu promisit, et 
presertim ymagines Sanctarum Katharine, Barbare. Doro- 
thee, Anne et Apolonie, et quod colores sibi alios deterio- 
res posuit, quam ex convencione facere debuit; pictor vero 
allegacionem altariste negavit dicens, quod sibi premissa 
nunquam promisisset, sed quod laborem suam ymmo ultra 
conventionem complevit et perfecit; probabit altarista«, do- 
daje pisarz zapiski. (Acta capit. Vol. fI Acta tudicti" eccles. 
po:;naniensts, str. 487, nr. 1018). 
5. W r. 1447 27 stycznia i 18 marca spotykamy ma- 
larza Piotra z Poznama występującego ze skargą »contra 
dom. Nicolaum, plebanum in Pampowo«. Żąda on zapłaty 
10 grzywien za obrazy, które temu plebanowi za 1 I grzy- 
wien dostarczył, a otrzymał tylko 1 grzywnę. Następnie 
wszakże ten sam Petrus pictor de Pozna/lia zeznaje, że 
»a dno Johanne plebano im Pampowo III marcas pro tabula 
ymaginum pro Xl marcis empta« otrzymał i że »dnus Jo- 
hannes residue solucionis«, zobowiązał się »IV marcas ad 
festum s. Margarithae c zapłacić »sub censurisc. (Acta capz"!. 
Vol. II. Acta tudlCz"i eccles. Pozna1ziensts, str. 559, nr. (222). 
Między stycznicm a marcem zatem probostwo w Pempowie 
po plebanie Mikołaju, zajął pleban Jan i uregulował należno- 
ści swego poprzednika. 
6. Trzy czy cztery lata przedtem w r. 1443, 
 lutego 
przesuwa się przed nami snycerz Andrzej Andreas sculptor 


. 


ł 
) 
I 
I 


. 
l 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_115_0001.djvu

			l'" , 
;) 
\ 


" 


CXCIII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXCIV 


\ 
. 


ymaginum, który był prawdopodobnie i malarzem zarazem, 
jak to zobaczymy w zapiskach datujących z drugiej połowy 
XV w. Snycerz ten, »Johannes Vinckerar et Stephanus car- 
pentarius de Poznania, fideiussores pro ipso Andris princi- 
pali, confessi su nt teneri I marca m cum 6 grossis... dno Paulo 
Drdzensky altariste in ecclesia kathedr. Poznano racione 
cert i debiti, ita quod ipse Andris ipsi domino Paulo habebit 
reparare Passionem Crucifixi cum una sponda, quorum valo- 
rem ipsi fideiussores taxabunt, residuum vero, quod supere- 
rit, ipsi fideiussores dicte 1 marce cum VI grossis, solvent 
infra hinc ad festum s. Adalberti prox. sub censuris eccles., 
quibus se sponte submiserunt. (Acta capit. Vol. II. Acta iu- 
dicii ecc/es. poznaniensis, str. 535, nr. I' 52). 
7. Otóż z drugiej połowy XV W. pochodzą dwie zapi- 
ski, odnoszące się do dwóch malarzy poznańskkh, do tegoż 
samego, jak sądzimy, Andrzeja, który dotąd jako »sculptor c 
występował i do malarza MatIliasa Keyllar. W r. 1472, 23 
marca kapituła katedralna robi układ o wielki ołtarz w Obor- 
nikach: "Frovidus Andrisz pictor ymaginum de aggere ver. 
capituli eccles. poznano disponere, construere et de novo 
comparare ymagines sive tabulam magnam pro magna ara 
ecclesie in Oborniky pro prox. festo b. Johannis Baptiste se 
submisit ecclesiasticis sub censuris, pro qua tabula debet 
recipere et tollere IV marcas pecuniec. Oczywiście chodziło 
tutaj o tryptyk, w którym i snycerstwo grało znaczną rolę. 
W ośm lat później malarz i snycerz Andrysz już nie żył. 
26 listopada J 481 r. "providus MatMas Keyllar, pictor de cer- 
donibus confessus est se teneri et obligari XV marcas pe- 
cunie mediorum latorum grossorum... honeste dne Agneti de 
aggere Chwaliszewo oppido capituli eccles. Poznan.. relicte 
olim Andrys pictoris pro instrumentis et aliis rebus et su- 
peIlectilibus artificium pietorum concernentibus, per mortem 
ipsius olim Andree derelictis et per ipsum Mathiam ap ud ean- 
dem Agnethem pictricem, ut ambo affirmabant, emptis debi- 
tas, de quibusquidem XV marcis pecunie idem Mathias pic- 
tor submisit se... eidem dne Agneti aut Michaeli filio suo 
clerico... ad Dom Invocavit. I marcam, ad. s. Joannis Bapti- 
ste 2 marcas, ad S. Michaelis II marcas festa... solvere... ec- 
clesiasticis sub censuris«. (Acta capit. Vol. II. Acta iudieii ec- 
c/es. Poznaniensis, str. 6°3, nr. 1353 i str. 640, nr. 1425). 
8. W r. 1
87, 7 marca przenosimy się do kościoła Do- 
minikanów w Kościanie i staje przed nim Klemens, ma- 
larz z Poznania, »pictor de platea cerdonum extra muros 
Poznan.«, który występuje »contra providos Barthossium et 
Jacobum vitricos ecclesie et monasterii ordinis Predicato- 
rum in Costen, citato Johannes Myloslaw procuratore vi- 
tricorum ...et Jacobo Schamothuli nomine pictoris c . Jakób 
z Szamotuł w imieniu malarza żąda od Dominikanów: »XV 
florenos hungar. residui debit i ad racionem XXXV flore- 
norum pro labore ymaginum ex conventione inter eos de a. 
MCCCCLXXXIV factaa, Dominikanie zaś 23 marca tegoż roku 
oświadczają, że »quia non secundum contractum fori cum eis- 
dem vitricis factum c nasz malarz, obrazy ugodzone »auro deau- 
ravit, decoravit neque disposuitc, wskutek czego pieniądze, 
jakie otrzymał, odpowiadają dostatecznie jego robocie. (Acta 
capi!. Vol. II. Acta iudicii ac/es. Poznaniensis, str. 654, nr. 145 J). 
9, 10 i I I. Tegoż samego malarza Klemensa spotykamy 
w czternaście lat póiniej w sporze ze Stanisławem, opatem 
benedyktyńskim w Lubiniu. Miał on żonę Jadwigę i syna 
Benedykta, który był również malarzem, współdziałał z nim 
razem w wykonaniu obrazów lubińskich i prowadził warsztat 
odziedziczony po ojcu. W r. 150', 13 lipca, Jadwiga,' żona 


) 
ł 
) 


. 


. 


.... 


Klemensa, zastępuje go przed sądem konsystorskim, upowa- 
żniona do tego »propter infirmitatemc męża i żąda »a dicto 
dno abb at e XXXlI marcas pecunie cert i debiti pro imagini- 
bus ipsi dno abbati ad ecclesiam in Lubyn per dictum Cle- 
mentem pictis debitasc. Skarży się przy tern, że już dwa razy 
opat w tej sprawie był powoływany: »quod probando pro- 
ducit II citationes contn dictum dnum abbatem c , prosząc 
o wykonanie wyroku. Wkrótce potem stary Klemens umarł, 
a niezałatwiona sprawa wróciła w r. 15°3. 2 I czerwca znowu 
do sądu. Tym razem wystąpił w obronie powyższych pre- 
tensyj Benedykt, syn jego, obrońca jednak strony przeci- 
wnej powołał dwóch biegłych, Jana Schillinga i Stanisława, 
obu malarzy z Poznania: »citatis providis 70lltlnne Schillingk 
et Stamslao, pictort"bus de Poznania ad perhibendum testimo- 
nium veritatic. Malarz Jan Schilling był zapewne krewnym 
krakowskich SchilIingów i pochodził z rodu, w którym ma- 
larstwo było oddawna uprawiane; z malarzem zaś Stanisła- 
wem spotykamy się następnie. Otóż obaj zeznali: »quod 
iuxta sententiam dni Officialis conspexerunt imagines in ec- 
clesia Lubinensis monasterii per dictum Benedictum, cum 
olim patre suo pictas et ad interogata eorum dnus abbas 
coram eis referebat, quod LX marcas pm eis dedit, et etiam 
dixerunt, quod uterque eorum, si essen t sue dicte imagines, 
pro tanta summa ipsas dedissetc. Benedykt zaś twierdził
 
»quod tantum L marcas cum olim patre et matre suis pro 
ipsis acceperuntc, lecz że te im były dane z dobrej woli na 
wydatki, ale nie według kontraktu. (Acta capit. Vol. II. Acta 
iudicii ecc/es. Poznaniensts, str. 701, nr. 1559, str. 7I l, nr. 
, 5 82 ). 
Tegoż samego Benedykta, syna »CJementis pictoris de 
platea cerdonumc - dotyczy jeszcze jedna wcześniejsza za- 
piska. W r. 15°1, 26 maja, energiczna jego matka »Hedwigis 
Clemenszewa« skarży się na Stefana, plebana w Ptaszkowej, 
że tenże nabył od jej syna Benedykta grobowiec: .tumbam 
sub imagines in qua fuit depicta Cena Domini valentem«, za 
florenów węgierskich 6 i nie chce tej sumy zapłacić. Ponie- 
waż pleban przyznał, że rzeczywiście tak było, skazano go 
zatem na zwrot tych pieniędzy, lub na oddanie grobu i to 
»ad fer. VI tam post festa Pentecostes proximas. (Acta capi!. 
Vol. Il W. s, str. 701, nr. 1559). 
12. Stanislaus pictor de Poznania, ten sam zapewne, 
który powoływany był jako biegły, do ocenienia obrazów 
w Lubinie razem z Janem Schillingienł, staje przed nami 
w r. 15°0, 6 września, w sprawie z Franciszkanami z Koby- 
lina i zeznaje, że za obrazy u niego przez tychże zamówione, 
otrzymał tylko 34 florenów węgierskich, ale że mu się wię- 
cej należy. Po rozpatrzeniu sporu następuje wyrok: »quod 
idem Stanislaus, pictor de Poznania debet finire et totaliter 
complere easdem imagines seu tabulas hic ad festum Pen- 
theostes prox. venturum, quibus imaginibus finitis et com- 
pletis ipsi fratres Ordinis minorum de Cobylyno debent et 
tenebuntur dare et solvere XVI fl. hungar. sub censuris 
ecclesiasticisc. (Acta cap. u. s. Vol. II, str. 699, nr. 155 I). 
13 i 14. Najbardziej może interesującą wiadomość znaj- 
dujemy w aktach konsystorskich łowickich pod datą 14 czer- 
wca 1480 r. Przytaczamy ją w całości: "Constituti persona- 
liter discreti dni Marcus de Slawsko, nunc in Lovicz incola- 
tum habens, magtster artis pictorie, ex una, et ingenuus Al- 
bertus de Rogoszyno, c/ertCus Poznano dioc. partibus ex alterac 
godzą się na sąd polubowny: »quod prefatus Albertus de Ro- 
goszyno, discipulus dicti mgri Marci pictoris, racione in forma- 
cionis artis pictorie et servicii, quod sibi debebat proinde
		

/Czasopisma_105_09_03_116_0001.djvu

			I 


- 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXCVI 


r 


cxcv 


impendere, ac racione scripture viatici, quem sibi eciam de- 
buit pretextu informacionis scribere, tenetur et debet ...solvere 
predicto mgro Marco IV flor. Hungaricalesc, ale za to Ma- 
rek zwalnia go ze wszelkich wobec niego zobowiązań: »et 
licitum erit sibi ubi voluerit, - laborare hanc artem pictoriam 
absque impedimento ipsius Marcie, który mu wyda list wy- 
zwolenia: »litteram significatoriam ad omnes partes Polonie 
et extra, quod est liber«, (Acta capi!. Vot. II. Acta iudicii 
ecc!es. Lovict'f/sis, str. 452. 453, nr. 927). Pokazuje się zatem, 
że Marek ze Sławska, jako »magister artis pictorie« był maj- 
strem cechu malarskiego, malował zapewne obrazy i try- 
ptyki i przy tern zajmował się jednocześnie ilIuminacyą ręko- 
pismów i kto wie nawet, czy nie ich przepisywaniem, a że 
w każdym razie uczył tej ostatniej sztuki kleryka Alberta 
z Rogoszyna, który wyszedł z jego pracowni i szkoły na 
zawodowego pisarza i i\luminatora. Nie znamy dokumentu, 
któryby stosunek malarstwa miniaturowego, uprawianego 
przeważnie w klasztorach i przez duchownych - do malar- 
stwa cechowego. b«;dącego zajęciem ludzi świeckich, w ten 
sposób zaznaczał, jak powyższy. 
Dodać nakoniec należy, że wedle naszego źródła w r. 
1520 w pałacu biskupów poznańskich w Poznaniu: »In curia 
Rmi dni Johannis D. g. Episcopi Poznano in summo Poznan 
sita... in sala superiori, były zawieszone portrety królów pol- 
skich: »imagines iIIustrium principum l'olonie«. (Acta capit. 
Vol. 11. Acta iudicii ecclcs. Poznan., str. 8, 4. nr. (738). 
Reasumując tu zestawione współczesne zapiski sądowe, 
widzimy, że trzynastu malarzy dotąd nieznanych, a razem 
z Mikołajem z Kalisza pracującym w Łęczycy, jak to ko- 
munikat prof. Potkańskiego wykazał - czternastu, powiększa 
liczbę tych, których wymienia Rastawiecki, nie mówiąc 
o miniaturzyście. W aktach naszych liczba przytoczonyeh 
i nazwanych miniaturzystów jest znacznie większa, ale po- 
wrócimy do nich przy innej sposobności. Malarze są nazy- 
wani, zwyczajem czasu, tylko po imieniu, ale jest kilku, któ- 
rzy mają bliżej określone nazwiska, jak Mathias Keyllar, Jan 
Schilling, albo nawet Marek ze Sławska, czy Piotr z Wę- 
growca, lub inni. Nie jesteśmy wprawdzie w stanie związać 
tych imion czy nazwisk ze skąpym zasobem zabytków do 
nas doszłych, nie mniej jednak są one dla nas ważne. Ca- 
łym swoim szeregiem stanowią jakby ławę, na której można 
oprzeć historyę domorosłego naszego malarstwa. Nie tylko 
wymownie świadczą, że doszłe do nas i ocalałe w naszych 
miejskich i wiejskich kościołach i kościołkach zabytki są 
wyrobem miejscowym, ale dają nam wyobrażenie o stanie 
kultury współczesnej i rozwinięciu życia w tej dziedzinie. 
- P. L e o n a r d L e p s z y przedłożył fotografię i opis 
klejnotu polskiego z XV w., znalezionego we wsi Abrahamo- 
wice w lubelskim powiecie, który brzmi jak następuje: 
W lubelskim powiecie, we wsi Abrahamowice, przy roz- 
kopywaniach na dziedzińcu tamtejszego dworu około r. 18 3 6 
natrafili robotnicy na skarb w ziemi ukryty, który natych- 
miast został przez robotników niepostrzeżenie rozszarpany. 
Właścicielowi ówczesnemu wsi udało się z wykopaliska wy- 
dostać zaponę złotą kamieniami sadzoną, trzy pierścienie 
złote, dwie klamerki, tudzież znaczniejszą ilość dukatów króla 
Macieja Korwina (1458-'490). Pierścienie wyszły z rąk ro- 
dziny, klamerki dostały się do jednego z muzeów lwowskich, 
tylko złota zapona pozostała dotąd w rękach pani Maryi 
Strojnowskiej, właścicielki dóbr Dominowa pod Lublinem, 
która pragnie klejnot sprzedać ze względów na ofiarę dewo- 
cyjną. Uprzejmości p. Strojnowskiej zawdzięczam nietylko bliż- 


sze zapoznanie się z zabytkiem, ale również fotografię cennego 
przedmiotu, którego opis podajemy. (Fig.40). Kształt ogólny 
zewm;trznego konturu zbliża się do linii owalnej, o wyso- 
kości 0'065 m., a największej szerokości 0'045 m. Złoto ,8-to 
karatowe. Wśród pogłębia z szerokich liści z gotycka wytła- 
czanych i wyginanych wyłania si<:, z jasnej zielonkowatej 
barwy cieniutkiej blaszki dęty, giermek długowłosy, ubrany 
w suknię obcisłą i przepasany paskiem. z ruchem rąk bez 
dłoni, jaki nadają średniowieczni heraldycy trzymaczom tar- 
czy herbowej. Poniżej piersi osadził mu złotnik wielkie ziarno 
granatu, ujęte w kaszt okrągły z drobnymi pazurkami czte- 
rema. I'oniżej pół postaci giermka wielki szafir o płaskim 
szlifie, jeszcze niżej rubiny i perła, ciemna, popielata, a wre- 
szcie wokoło na drucikach pogiętych w kłącze kuleczki ema- 
liowane białe i niebieskie, jakoby pączki kwiecia. Klejnot 
pochodzi z drugiej vołowy XV stulecia. Jako osobliwość 
uderza w nim polichromia materyału zastósowana przez uży- 
cie różnego koloru złota. które ożywia całość i nadaje mu 
właści wy k o lor y t. 
Uszko u góry z od- 
wrotnej strony do- 
wodzi, że mógł być 
użytym jako »nosze- 
niee,albo ze względu 
na znajdującą s i ę 
również kluczkę, że 
mógł być również 
używanym jako »za- 
ponica« lub »zapo- 
na«, czyli jak dziś 
powiadamy za bro- 
szkę. Noszenia złote 
w XV wieku należą 
w ogóle do rzadko- 
ści, dlatego analiza 
porównawcza kształ- 
tów jest utrudnioną, 
publikacya zaś jego 
tern więcej ważna, 
że należy do zaby- 
tków, który dla swej epoki będzie jedyny'P reprezentan- 
tem z tego rodzaju przedmiotów zbytku i artystycznego 
przemysłu w Polsce. które czy to w inwentarzach, czy w ra- 
chunkach, lub też zapiskach sądowych XV -stowiecznych są 
zjawiskiem częstem, niemal codziennem. Dla przykładu przy- 
taczam z Liber coIloquiorum jedną z zapisek z r. 1447, która 
po śmierci Mikołaja Michałowskiego wylicza między innemi 
"moniliorum alias zaponicze et torqvis alias noszenye de 
margaritis" wartości 700 florenów'). Zapiska zatem tern jest 
charakterystyczną, że przywodzi różnicę i objaśnia, że zapo- 
nica lub zapona odpowiada dzisiejszej broszy, zaś noszenie 
znaczy tyle co kolija. 
- Prof. Maryan Sokołowski składa I: komunikat 
p. Mathiasa Bersohna o armatach nieświeskich, dołącza do niego 
II. artykuł p. Ehrenthala z Zeitschrift fiłr histor. WajJe1lkunde 
o nieświeskiej zbrojowni w tłomaczeniu p. Emanuela Świeykow- 
skiego i uzupełnia te dwie informacyjne prace III. wyjątkami 
z notat ś. p. Emeryka hr. Czapskiego, udzielonych mu przed laty 
i nareszcie IV. i V. własnemi uwagami, ra1:em z bliższą wiadomo- 


.. 


" 


., - 
. 


..... , 


...... 


-:/ 


Fi
. 40. Klejnot XV w. wykopany w Abrahamo- 
wieach w Lubelskiem. 


J 
I 
I 




 



) I.iber colloquior. castri crac., Tom 40 (139Ó-1545) p. r. 1447, we- 
d'e odpisu Żegoty Paulego, Rkp. bib\. Jag. Nr 5348 str. 55 2 .
		

/Czasopisma_105_09_03_117_0001.djvu

			CXCVII 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CXCVIII 


wreszcie i obrazy pendzla pierwszorzędnych mistrzów zagra- 
nicznych i krajowych. Archiwum zamkowe zawierało w kilku 
komnatach niezmiernie cenne dyaryusze, dyplomaty, akta 
i niezliczone listy, odnoszące się do historyi domu książąt 
Radziwiłłów, ale i objaśniające nie Jeden ważny fakt histo- 
ryi krajowej. Bogate i ważne to Archiwum obecnie, jak sły- 
szymy, porządkuje się umie- 
jętną ręką Dr. Pułjanowskicgo 
- 
 i będzie mogło wkrótce przy- 

 nosić prawdziwą korzyść bada- 
_ _ _ _ . _ _ .,_ ._ _ _ czom naszej przeszłości. Ró- 
. -. . . . .. . .
! 
 wnie też bogata i wspaniała byla 

lłł . I niegdyś i zbrojownia zamkowa 
Q. w różnego rodzaju broń sie- 
Fig. 41. Nieświeź, Armata z herbem Lwowa z r. 15 2 9. czną i palną zasobna, a szcze- 
powierzył akty Unii Litwy z Koroną. Uzupełnienia II., III., gólnie w działa żelazne i spiżowe dawniejszej epoki, których 
IV. i V. wykończone zostały podczas redakcyi. w r. 1658 można było naliczyć do 100 sztuk różnej wieIko- 
I. Komunikat p. Mathiasa Bersohna z Warszawy SC1, odznaczających się wytwornym kształtem i rozmaito- 
nosi tytuł ,,0 starycll armatach spiżowycll w Nit'Świeżu u . ścią bogatej ornamentacyi. 
Nieśwież, ta dawna siedziba starego rodu książąt Ra- Ze wszystkich tu przez nas tylko pobieżnie wzmianko- 
dziwiłłów, wraz ze słynnym swym obronnym zamkiem prze- wanych zbiorów mało co obecnie już pozostało. Niezmiernie 
chodził, jak powszechnie wiadomo, smutne koleje. cenne te zabytki dawnej sztuki i pamiątki narodowe, niestety, 
Kilkakrotne napady nieprzyjaciół i wojna, która się w ciągu póiniejszych lat powoli znikały. Po części niszczyła je 
wkoło grodu tego srożyła, zniszczyły do szczętu miasto, w któ- barbarzyńska n.ka, podczas licznych napadów i wojen, po 
rem niegdyś kwitły handel i przemysł. Dostało się przy tej części także i nieoględność dozorujących, nie znających wcale 
sposobności i warownemu zamkowi nieświeżskiemu. Z licznych wartości onych. Wreszcie, najpięknicjsze dzieła sztuki ulotniły 
opisów wiadomem również jest, jaki przepych niegdyś pano- się różnymi czasy, lub sprzedane zostały i zdobią obecnie za. 
wał w tym zamku, założonym przez Mikołaja Krzysztofa Ra- graniczne zbiory prywatne, a nawet i muzea publiczne. Ze zbro- 
dziwiłła, zwanego Sierotką, po powrocie tegoż z Jerozolimy jowni, tak niegdyś wspaniałej, pozostało obecnie jeszcze tylko 
w roku 1584; jak go następnie póiniejsi Radziwiłłowie ciągle zaledwie kikanaście armat spiżowych, przepięknych. O tych to 
przyozdabiali, jakiemi go bogactwy i arcydziełami szt uki wy- właśnie wspomnieć pragniemy, jako dotychczas niedosyć 
posażali. Liczne olbrzymie sale i komnaty przechowywały uwzględnionych. Uczynił o nich wprawdzie krótką wzmiankę 
nabyte w kraju i zagranicą dzieła sztuki różnego rodzaju Władysław Syrokomla w swojej pracy: "Wrdró'lvki po 
moicll niegdyi okolicach u i t. d., 
Wilno, I8S4. Mówi o nich ró- 
wnież i Julian Kołaczkow- 
ski w swojem dziele: "Wia- 
_ ......., domości tyczqce sir przemysłu 
i sztuki w dawnej Polsce U , Kra- 
ków I888, w artykule: " Lud- 
wtsarnie i 'lvtt'1'Cablie działu 
lecz szczegółowego opisu i od- 
wzorowania tych a r c y d z i e ł 
sztuki ludwisarskiej dotychczas 
brak zupełnie. Z podanych tu 
przez nas wizerunków k i l ku 
najozdobniejszych z owych ar- 
mat łatwo się przekonywamy, 
na jak wysokim stopniu ar- 
tyzmu stała sztuka ludwisarska 
w XVI i XVII stuleciu. Po części naturalnie robiono działa 
gładkie, tanie, przeznaczone dla artyleryi, lub dla obrony 
zamków i miast. Tylko naj bogatsza szlachta mogła zdobyć 
się na przyozdobianie wałów swych wspaniałych zamków 
działami spiżowemi wyrobu artystycznego. Zamiłowanie to 
naszych magnatów do artystycznie odlanych i dokładnie 
wycyzelowanych sztuk zwabiło niezaprzeczenie zdolnych 
puszkarzy zagranicznych do przesiedlania się do nas. Przy- 
najmniej niektóre nazwiska niemieckie, jakie czasami znaj- 
dujemy na spiżowych działach, odznaczających się pięknym 
rysunkiem, bogatą ozdobą i dokładnością wyrobu, przeko- 
nywają nas, te rzeczywiście tak być musiało. Do najwspa- 


ścią o zbrojach Radziwiłłów w muzeach cesarskich w Wiedniu. 
Sądzimy, że to wszystko razem, z licznymi rysunkami i fotogra- 
fiami, które publikujemy, da nam najlepsze dotychczas i najdo- 
kładniejsze wyobrażenie o najsławniejszym zbiorze broni pol- 
skiej, zarówno jak o znaczeniu potężnego Radziwiłłowskiego 
domu na Litwie, którego straży i opiece Zygmunt August 


,- -- 
I 



 

 
... 
it : 



 _ ':,:: _ _ _ _ _ _ _ __ __ __ _. o /
 -m . 


I 
I 
I 
l 
) 


b 



. 
C> 
... 

 


__u.. E 
...,..,:: u 
-
.
 
 


...... . .... ...-- - ... ..... .. -.- .. ... ..- . . -. . ..... .. 


l. tri. 80. cm. .0... ...... _. ....... " 00.:: __:__ :''-.:'.j;.
;';'-
'::-:.: :.:.
"" _...--.. .... -. ......: 

......+_.
 =- . 


CL: e 


d 

 
S! 


3 



 


c. 


 'ff 
 7r!B 


Fig. 42. Nieświei, Armata z herbem Sforzów z r. 1537. 


,6 U'M.. 


I 


i z różnych epok. Że tylko wymienimy tu z dwunastu wiel- 
kich sal: "Salę marmurową", "Salę złotą", wspaniałą "Salę 
królewską", którą to ostatnią zdobiły między innymi, natu- 
ralnej wielkości portrety królów polskich, wreszcie "Salę 
Hetmańską", w której mieściły się podobizny waleczniejszych 
Hetmanów Koronnych Polskich i Litewskich, a także i Ksią- 
żąt Radziwiłłów. Niemniej słynny był i skarbiec Nie- 
świetski, w którym nagromadzone były istne bogactwa. Skła- 
dały się na nie w pierwszym rzędzie przepyszne naczynia 
z szlachetnych kruszców, wyrobione ręką słynnych złotni- 
ków; wspaniałe kobierce wyrobu wschodniego i krajowego; 
przepiękne matelye złotolite, rzeiby z marmuru i z drzewa, 


m
		

/Czasopisma_105_09_03_118_0001.djvu

			CXCIX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CC 


nialszych, artystycznie wykończonych dział, należą nieza- 
przeczenie armaty zamku Nieświeskiego; kilka najpiękniej- 
szych pragniemy tu opisać. dołączając wizerunki (Fig. 41, 
42, 43, 44, 45, 4 6 , 47 i 52), sporządzone podług dokła- 
dnych rysunków, zdjętych w roku 1867, przez niedawno 
zmarłego artystę malarza Heliodora Władysława Gumińskiego 
h 


'2..... 2.6 ,.no 


I metr 87 centym. Herb Polski, Litwy a także i m. Lwowa, 
umieszczony na grubszej jej części, jest dokładnie wykoń- 
czony. Artysta, który to działo ulał roku 1529, jest nam 
nieznany. 
Armata 
ozdobniejszą. 


Fig. 52., której podobiznę dajemy, jest już nieco 
Prawie na całej swej długości (I metr 93 cm.) 
ma różne ornamentacye 
poprawnego rysunku (a, 
d, e, g). Najwspanialszą 
jednak ozdobą jest figura 
przedstawiająca Św. Jana 
Chrzciciela (b.), z podpisem 
S. IOANNES BAPTlST A 
m aj ą c a I 5 cm. wysokości, 
umieszczona na c i e ń s z y m 
końcu armaty, blizko wylotu. 
Figurka jest dokładnie nary- 
sowana i wymodelowana, a wy- 
kończenie samo nie pozosta- 
wia nic do życzenia. Szkoda, 
że artysta, który działo to wy- 
kończył roku 1698, jak napis 
wskazuje, monogramem swoim 
się nie uwiecznił. 
Do skromniej znowu ozdo- 
bionych armat należy bezwąt- 
pienia armata, którą tu dajemy pod Fig. 45. Długości I metr 
82 centym., nosi na sobie tylko jedną ozdobę na jej grub- 
szym końcu, a mianowicie herb miasta Lwowa, lecz ważną 
dla nas jest ona z tego powodu, że znajdujemy na niej na- 
zwisko ludwisarza, który ją ulał. Jest to ów Lenhart Herl, 
jak nas poucza napis: LENHART HERL HA T MICH GOS- 
SEN, o którego działalności we Lwowie podaje nam obszerną 
wiadomość Władysław Lo- 
z i ń s ki, w swoim komunika- 
cie wydrukowanym w Spra- 
wozdaniaclt Posiedzeń Komisyi 
Mst. szt. Akademii UmieJftno. 
śd w Krakowie w tomie V 
zeszycie I V. Lenhart, należy 
bezwątpienia do najlepszych 
mistrzów sztuki ludwisarskiej. 
Wszystkie ornamentacye umie- 
szczone przez niego na dzia- 
łach wskazują, że był dobrym 
rysownikiem i starannym cy- 
zelerem. Nieśwież posiada kil- 
ka jego prac, które śmiało za- 
liczyć można do najudatniej- 
szych, jakie z pod jego ręki 
wyszły. 
Armata, której podobiznę 
dajemy pod Fig. 50, podług 
fotografii p. Pułjanowskiego, 
może tylko być dziełem Len- 
harta(??). Jeżeli uważnie się 
przypatrzymy jej wykonaniu, to nabędziemy przekonania, 
ze względu na kształt jej lekki w rysunku, ozdoby bogate 
w stylu renesansu włoskiego, czystość odlewu i dokładne wy- 
cyzelowanie całego działa, że to jest praca znakomitego ar- 
tysty, jakim był właśnie nasz Lenhart , Lwowianin. (Ar- 
mata ta odlana została przez Hermana Molzera , jak to 


I 
. 
I 


e 


- -- 
 . - .--. -.. 
.. - - . ---. -. ...-- 


w Warszawie, bawiącego naówczas w Nieświeżu, celem odry- 
sowania tych zabytków sztuki ludwisarskiej. Pomiędzy ar- 
matami, które tu przedstawiamy, kilka jest o kształtach skro- 
mniejszych, ale pomimo to, odznaczają się one czystością 
odlewu i pięknością ornamentacyi. 
Do tych skromniejszych zaliczamy armatę Fig. 42., która 
jest spiżowa, długości I metr 80 centym. Ornamentacya jest 



 



 .<.A . . 
, I 
:.'\ 


\ 


Fig. 43. Nieświeł, Armata z herbem Polski z czasów Zygmunta I, bez daty. 



 
;-E"(.ł;- 
.... ;I"'. 
., ..'. --. 
......----- ,-- 



 a,.. 
- 
..... -
 

-r
 


.-. 
:.. li 
;3 .. "" 
-
-- 


tE 


_....... ____....1........ 


63 c..... ..__.....__._..___.______....._____._ __.....; 


. 


d 
@@
 
 
 if@ @
1rtO 
!Nl
 

llMW7&IM


 
O!;
lf <\}'fut
o 


e 


r 


I 
I 
. 


Fig. 44. Nieświeł, Armata z herbem Lwowa i monogramem C. L. z r. 1541. (d. zamiast 1571 czytaj 154 1 ). 


skromna ale gustowna i czysto wykończona, tak jak herb, 
mający II centymetrów w kwadracie, jest starannie wycyzelo- 
wany. Rok 1537 poucza nas, że armata jest dziełem z pier- 
wszej połowy XVI wieku, artysty nieznanego. 
Jeszcze skromniej, jak z załączonego rysunku się przeko- 
nywamy, przyozdobioną jest armata Fig. 41., mająca długości 


(
		

/Czasopisma_105_09_03_119_0001.djvu

			CCI 


SPRAWOZDANIA Z POSIKDZEŃ 


zobaczymy niżej. lVI. 5.) I rzeczywiście, trudno w którejkolwiek 
zbrojowni znaleźć piękniej wyrobionego działa! Jedna połowa 
tegot działa jest symetrycznie kanelowana i liśćmi stylowymi 
przyozdobiona, druga połowa zaś pokryta jest winną latoroślą. 
Sam wylot armaty ma kształt kapitelu artystycznie wyrzeźbio- 
nego, w stylu renesansu włoskiego. Artysta ani swego na- 


I 
. 


jak się to pokazuje z ornamentu w płaskorzeźbie (d) z napi- 
sem "SIGISMUNDUS l.J. C. PRIMUS REX POLONIE ETC. 
ME FACERE ORDI
A VIT". Na grubszym końcu działa 
umieszczoną jest w płaskorzeźbie artystycznie wycyzelowana 
tarcza z herbem Polski i Litwy (a), a obok niej jakiś mono- 
gram, prawdopodobnie artysty ludwisarza SA lub AS. Inne 
'h ornamenty (b, c, e, f) znamio- 
a. . - --........... 
nują artystę niepośledniego. 
Armata Fig. 46 jest dzie- 
łem znowu Lenharta z r. 1556, 
jak to wskazuje napis (e). 
Ornamentów prócz h e r b u 
Lwowa w płaskorzeźbie jest 
bardzo mało, przeto armata 
należy do najskromniejszych 
tego z b i o r u. Nad herbem 
znajdujemy napis następu- 
jący: "FELIX CI VI T A S 
QUAE PROVIDET BELLA 
TEMPORE PACIS". (Szczę- 
śliwy gród, który przewiduje 
wojnę w c z a s i e pokoju.) 
wypada, te armata ta ma l metr 



...... ..... ...........__............... ..__.....1. m. 


8
 c.t11..............__.... .. .. ..... ... . . .. . _ __. -_ __ ..-- 


!1.
If::i]IHI

'1f Hi 
ł Ifł Ił. 
 1HI
'Ii'!ł 
a. 
IMDCl.1HI 
 cD, @ 
 
$ lł:1I'\II O 


b. 


Fig. 45. Nieświet, Armata z herbem Lwowa Lenarta Herle, bez daty. 
(a. zamiast H/!ir/, czytaj Hil!r/!, Hirt, albo H"//!.) 


. 
I 


zwiska, ani roku odlewu niestety nie umieścił. (Jeteli ten opis 
się odnosi do tej samej armaty, którą opisuje poniżej p. 
Ehrenthal (Fig. 50), to nazwisko i rok są na niej wypisane. 
Mote być zresztą, te jest ona drugim podobnym egzempla- 
rzem, w każdym razie roboty Molzera. M. s.) Napis umie- 
szczony na części armaty kanelowanej opiewa: "POPULI SINT 
DITIS NOSTRAE VINDEMIA VITIS"(?). (Niechaj narody 
będą plonem bogatej naszej winnicy). 
Armata Fig. 44 ma długości 1 metr 63 centym. Co do 
kształtu dosyć jest wprawdzie skromna, ale za to kilka pła- 
skorzeźb czysto odlanych i wycyzelowanych przyozdabia tę 
sztukę. I na tej armacie znajdujemy herb miasta Lwowa, 
a te rodzaj wykończenia płaskorzeźb i ornamentów przypo- 
mina bardzo zdolną rękę mistrza Lenharda, więc zdaje się, 
te piękna pod każdym względem armata ta jest dziełem 


D.. 


. 


c. 


M 
OD 


.
 : 
.
 : 
:... t:
:
:..::.-:.-_-_. _u...... u.o n.__ .....__ __ __ ..... _........ .. ....... ..... 1"f1'ł. - 88. C11'1. 


Nadmienić nam jeszcze 
88 centym. długości. 
Pod każdym względem piękną jest armata Fig. 47 z cza- 
sów Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, a mianowicie z r. 1600. 
Nosi ona napis: NICOLAUS CHRISTOPHORUS RADZI- 
WILL D. G. OLlCAE ET IN NIESVIEŻ DUX. ANNO DNI 
MDC. Ma kształt graniastosłupa ośmiokątnego, długości 1 metr 
63 cm. Nietylko wybornie wykonany herb Radziwiłłów i krzyż 
jerozolimski w płaskorzeźbie (a, f) wskazuje nam. że działo 
jest Radziwiłłowskie, lecz i tablica z napisem również w pła- 
skorzeźbie (c), umieszczona w grubszym końcu, wszelką wąt- 
pliwość usuwa. Działo to ma bardzo mało ornamentów (d, e, 
g), w środku dwie sowy zabijające myszy, a na jednej ze ścian 
puszczyka w płaskorzeźbie, odznacza się więcej prostotą 
kształtu, czystym odlewem i ostrością wszystkich kantów. Mała 
t a b l i C z k a w płaskorzeźbie 
umieszczona nad herbem Ra- 
. -.... S dziwiłłów (b) nosi następu- 
_
.i: ;; 
jący napis: "NOCTUA QUlS 
QUIS ADES POPULA TOR 
NUNTIO CLADES". (Gdzie- 
kolwiek jest puszczyk ni- 
szczyciel tam zapow iada 
klęskę). 
Do najpiękniejszych i naj- 
oryginalniejszych musimy za- 
liczyć armatę Fig. 5 I, z cza- 
sów równie! Mikołaja Krzy- 
sztofa Radziwiłła, a to z r. 
1609, jak nas poucza tablica 
w płaskorzeźbie z odpowie- 
dnim napisem. Kształt tej 
armaty jest b a r d z o orygi- 
nalny. Przedstawia bowiem kolumnę w stylu greckim, po- 
dzieloną na dwie połowy. Grubszy koniec jest gładki, a na 
nim jest artystycznie wyrznięta w płaskorzeźbie i wycy- 
zelowana Hydra o pięciu głowach i kilku wężowatych ogo- 
nach, na końcu których umieszczona jest tabliczka z wy- 
rytym napisem: "HYDRA PARO LUCTUS I'ICEOS DUM 
CONCITO FLUCTUS" (Hydrą nazwana gotuję żałobę, skoro 


ccn 


e 
... 
oQ 
Ci 


. . 
-; -.. ..--....-... 
i 
.! 
......... ...... -.-..... -- .-- .........-.. --- ...-...-...-.----. -.--- 


c. 


fI
!1

 
{s%?{}\fW
 @ 


 
 !?
@
J}Wffi.lf 13 
[S
1b 
 
 li' 

 \P@!fił[!: 
1P1A\((

 


I 
I 
. 


a.. 



 \1 J o">, 


e 


1!, N: IM Ira 
 mir !HIl
 12!1, 


Fig. 46. Nieświe:l, Armata z herbem Lwowa, Lenarta Herle z r. 155 6 . 
(t'. zamiast ov/!s czytaj qua/!. /!. zamiast H/!r/ czytaj Hi"/!, Hirt albo H/!rl/!.) 


rzeczonego artysty z roku 1 541. Załączając wizerunek tych 
pięknych płaskorzeźb (a, b, c, e, f i g), wspominamy jeszcze 
o oryginalnym napisie (d), pomieszczonym w połowie działa: 
"DOBRA TO OBRONA S KIM PAN BUG JEST 154 1 ". 
Do piękniejszych armat tego zbioru nalety niezaprze- 
czenie armata oznaczona przez nas Fig. 43, mająca 2 me- 
try 26 centym. długości, ulana na zlecenie króla Zygmunta I,
		

/Czasopisma_105_09_03_120_0001.djvu

			ccm 


SPRA WOZOANIA z POSIEDZEŃ 


CCIV 


czarne odmęty poruszę). Druga połowa tej kolumny jest cała 
kaneluwana, zakończona prze
licznie wyrzniętym kapitelem, 
który stanowi wylot armaty. Żałować należy, że artysta, który 
to wspaniaie dzieło stworzył, nie położył swego nazwiska. 1'0- 
równywając rysunek, styl i wykończenie kapitelu rzeczonej 
armaty z kapitelem armaty Fig. 50, rysunek stylowych liści 
i powtórzenie kanelowania w jednej i drugiej armacie, łatwo 
możnaby przyjść do przekonania, że armaty Fig. 50 i 5 I, są 
dziełem jednego i tegoż samego artysty, a może Lenharta(?). 
(Wiemy, że obie są dziełem ludwisarza Nieświeskiego Her- 
mana Molzera, jak tego dowodzi poniżej p. Ehrenthal. M. 5.) 
Przed paru dniami otrzymaliśmy od Zygmunta hrabiego 
Rzyszczewskiego w Warszawie, uprzejmym jego listem z d. 
5 sierpnia r. b. wiadomość, że książę Antoni Radziwiłł, obe- 
cny właściciel Nieświeża, duniósł mu, że w Archiwach i w Bi- 
bliotece Nieświeskiej niema ani spisu, ani wzmianki jakiej- 
kolwiej o bogatej tamtejszej byłej zbrojowni. Że jednakże 
przed paru miesiącami książę Hohenlohe, obecny właściciel 
licznych majątków na Litwie, odnalazł w zamku w Werkach 
część zbrojowni Radziwiłłowskiej, i że zbiór ten zwrócił księ- 
ciu Antoniemu Radziwiłłowi, jako pamiątki rodzinne. Książę 
Radziwiłł zawiadamia jednocze
nie, że zbroje te są niestety 
w opłakanym stanie. Prawie wszystkie są zniszczone, poła- 
mane i pomieszane, tak, że dla rozpoznania pojedyńczych 
rzadkich i cennych sztuk trzeba będzie cały ten zbiór do- 
kłaonie odrestaurować i do porządku doprowadzić, co wkrótce 
książę Antoni Radziwiłł każe uskutecznić. Natenczas też książę 
chętnie pozwoli nam zLiór ten opisać i zdjąć wizerunki. 
II. P. EOl an ue l Ś w iey ko wsk i uzupełnia, według 
wskazówek przewodniczącego, komunikat p. Mathiasa Bersoima 
i składa artykuł tak ważny o zbrojowni nieświeskiej p. Ehren- 
thala, b. dyrektora Muzeum historycznego w Dreźnie we wła- 
snem tłomaczeniu, poprzedzając go krótkim wstępem na in- 
formacyach p. Pułjanowskiego, archiwisty w Nieświeżu opartym. 
O zbrojowni nieświeskiej pisali już powyżej p. Mathias 
Bersohn a dawniej i Napoleon Orda, który zarazem odryso- 
wał armaty nieświeskie, nie mówiąc o autorach wyżej wy- 
mienionych. Najgruntowniejszemjednak dotychczasowem opra- 
cowaniem jest artykuł specyalisty w tym przedmiocie p. Ehren- 
thala, który w przekładzie podajemy. Korzystając jednak 
z uprzejmych informacyj p. Bohdana Pułjanowskiego, biblio- 
tekarza w Nieświeżu, przytoczymy parę szczegółów ilustrują- 
cych nieszczęśliwe losy tych cennych zbiorów. Nie
wieska 
kollekcya zbroi i oręża, posiadająca w XVII i XVIII w. wielką 
ilo
ć okazów bardzo cennych, znajdowała się w połowie 
XIX w. wskutek wypadków politycznych, zaburzeń i niedbal- 
stwa w stanie opłakanym. Gdy w r. 1846 ks. Wittgenstein 
objął zarząd ordynacyi, przeniósł ją z pozwoleniem ówcze- 
snego ordynata do Werek, swego majątku pod Wilnem :odia 
doprowadzenia jej do porządku i odczyszczeniac. Po odczy- 
szczeniu przewieziono część zbiorów do Sajn. Reszta zaś 
pozostała w Werkach w tychże samych skrzyniach, w któ- 
rych wywieziono ją z Nieświeża. Przechowywana aż do 1900 r. 
tamże w sklepach podziemnych uległa oczywiście gruntownemu 
zniszczeniu. Sądząc \\szakże z rysunków p. Gumińskiego, 
dokonanych w Nie
wieżu w roku 1867, a które p. Ber- 
sohn publikuje (Fig. 4 1 , 42, 43, 44, 45, 46, 47 i 52), zna- 
czna część armat w Nieświeżu pozostała. Teraźniejszy or- 
dynat książe Antoni Radziwiłł, opierając się na ustawie 
ordynackiej, zażądał zwrotu zbrojowni, która stanowić miała 
nieodłączną własno
ć ordynacyi. Po długich usiłowaniach zdołał 
nareszcie uzyskać od ks. Hohenlohego, spadkobiercy Wittgen- 


steina, zwrot resztek pozostałych (!), które dwa lata temu prze- 
wieziono do Nieświeża. Ważyły one jednak 460 pudów. Stan 
ich był tak opłakany, że należało co rychlej zapobiedz 
ostatecznemu ich zniszczeniu. W tym celu udało się księ- 
ciu ordynatowi sprowadzić do Nieświeża dyrektora histo- 
rycznego muzeum drezdeńskiego M. v. Ehrenthala, który 
zjechawszy z jednym ze starszych majstrów swoich za- 
rządził czyszczenie pod własnym dozorcm i udzielił wska- 
zówek co do dalszego restaurowania, które wciąż się pro- 
wadzi, a gdy będzie skończonem, obiecał znów zjechać do 
Nieświeża dla urządzenia zbrojowni. Przy tej sposobności roz- 
dzielił wszystkie okazy co do wieku i opracował artykuł w Zeit- 
schrift fur historische Waffenkunde, Orgml des Verei11s jlit- 
luj'lm-ische Waffi'nku/ldt', Bd. II, H/I. 5 (str. 142-145) i liji. 6 
(str. 221 -226) pod napisem: Die fOrstlich Radziwill- 
scheROstkammer zu Nie
wież, podając przytem zdjęcia 
fotograficzne wykonane na miejscu przez dra Pułjanowskiego. 
Korzystając ponownie 
 uprzejmości użyczonych nam repro- 
dukcyj (Fig. 48, 49, 50, 5 I, 53 i 54), dołączamy je do prze- 
kładu artykułu tak ciekawego p. Ehrenthala: 
Jednym z naj potężniejszych rodów książęcych na Li- 
twie był od początku XV wieku ród Radziwiłłów. Posiadłości 
jego rozciągały się od bagien Prypeci aż do województwa 
wileńskiego, ku wschodowi aż do Ptyczy, ku zachodowi aż 
do brzegów Wisły. Ludne miasteczka, urocze sioła i dumne 
zamki były własnością tego domu, który z początkiem XVI-go 
wieku na kilka gałęzi się rozdzielił. Protoplasta rodu jeszcze 
dziś kwitnącego w Nieświeżu był Mikołaj Radziwiłł, zwany 
Priscus, wojewoda wileński, ur. 1398 r., który umarł w 15°9 
r. dożywszy niezwykle późnego wieku 1 II lat. 
Nieśwież jest miastem około 6000 mieszkańców mają- 
cem, obok którego wznosi się zamek książęcy, połączony 
z niem wązką groblą między stawami usypaną. Zabudowania 
zamkowe, przebudowane w XVIII w. w stylu koszarowym, 
otaczają obszerny kwadrato
y dziedziniec. Sklepiony parter 
i mury gmachu 
rodkowego z drugiej połowy XVI w., pra- 
wie dwumetrowej grubości, zarówno jak wysoki wał z czte- 
rema bastyonami jeszcze obecnie zamek okalający, świadczą, 
że służył swym książęcym dziedzicom nietylko za rezydencyę, 
ale że również był warownią, broniącą od napadu nieprzy- 
jaciół. Oprócz tej obrony otaczały zamek z trzech stron 
stawy, z których niedawno temu jednę część zamieniono na 
ogrody. Już same te znaczne fortyfikacye dają nam obraz 
stosunków, jakie szczególniej w XVI i XVII w. w owych 
okolicach panowały, w których ogniem i mieczem Moskwa, 
Tatarzy, Kozacy i Szwedzi szerzyli zniszczenie. Każdy ma- 
gnat w Polsce podówczas, a zwłaszcza w południowo-wscho- 
dnich jej dzielnicach był zmuszony swój dwór zamieniać na 
małą twierdzę i mieć stosowne zapasy broni dla całej cze- 
ladzi, aby zjawiającemu się nagle nieprzyjacielowi czoło sta- 
wić. Z wybuchem większej wojny przyłączała się do nich 
drobna szlachta, aby wspólnie walczyć z najezdnikiem lub 
stanąć pod rozkazami wojewody lub hetmana w zastępie 
wojska koronnego. Z tego wynikała potrzeba dla możniejszej 
szlachty gromadzenia zapasów broni i rynsztunków wojennych, 
a z rozwojem zastosowania koniecznej zbroi płatnerskiej, po- 
wstały w zamkach i warownych grodach zbrojownie i składy 
rynsztunków. Również podówczas kwitło w Polsce i Litwie 
zamiłowanie do igrzysk i zabaw rycerskich, podobnie jak 
w krajach zachodnio-europejskich. Możny pan, książe, dwór 
utrzymujący, potrzebował wskutek tego dla siebie i gości 
potrzebnych przyborów do różnorodnych turniejów. 



 


ł 


, 


f 
. 


-
		

/Czasopisma_105_09_03_121_0001.djvu

			. 
; 


CCV 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCVI 



 


Ze zbrojowni zakładanych przed 300-400 laty pozo- dla pieszego wojska przeznaczonych, o szczycie spiczasto za- 
stała do obecnej chwili tylko nieświeska. Inne zaginęły po- kończonym a brzegu odwróconym do góry z tyłu i z przodu, 
dobnie jak liście jesienne, wskutek wojen, wypadków poli- podobnie jak na morionach. Żadnych wiadomości o pocho- 
t Y c z n y c h a dzeniu tych u- 
mo!e też wsku- a b C' 
 d e f I zbrojeń dla bo- 
tek braku za- (;:'€O 
 
 """'" C:I<> I, ___. , ------: jowej drużyny 
miłowania do ,II - I T'" nie można było 
nich w później- :1 
 - I : .-

' ___ 
 wynaleźć a fi i 
szych pokole- ..._._..__........_____.......n_.________.______..... 1.... 63 .,,'- ___.nn___'" _ . __ .....u............. z samych oka- 
niach. Ząb cza- zów, a n i też 
su nie prze- : 

 ,ł. _ 
 e._ _ ,
 . z materyałów 
szedł bez śla- - . .RJ archi walnych. 
dów nad Ra- Kształtem po- 
dziwiłłowskimi 
 dobne są zu- 
zbiorami a 0- _ 9 -- 
 (ffi) ; f _ t 
 f' pełnie do nie- 
fiarą jego p a- m ieckic h u- 
d ł a n i ej e- zbrojeń odpor- 
d n a s z t uk a, nych; możemy 
Fig. 47. Nieświeł, Armata z herbem Radziwillów, prawdopodobnie Hermana Molzera z r. IÓOO. 
wszystkie bro- w i ę c przypu- 
nie zaczepne, z wyjątkiem kilku dział. Obecna ich zawar- szczać, że albo od niemieckich płatnerzy je sprowadzono, 
tość daje nam jednak jeszcze obraz uzbrojenia tych czasów albo wykonano w Polsce według wzorów niemieckich. 
wyjątkowo burzliwych narodu polskiego. Na widok konnych Obok części uzbrojeń dla drużyny. zawiera książęca zbro- 
rynsztunków, napiętnowanych śladami bitew, budzi jownia wiele okazów, które wedle swego przeznacze- 
się !ywe wspomnienie ciężkiej polskiej husaryi XVI-.,
. nia i wykonania noszone być mogły tylko przez ry- 
j XVII W., jak niezwyciężona prawie, częstokroć dzie- . ".- cerzy a może przez przodków domu Radziwiłłów. 
sięć razy liczniejszego wroga tratowała i miażdżyła. . 
 Oba naidawniejsze z nich są to ryflowane hełmy 
Przed oczami stają bohaterskie postacie Janusza Ra- z przyłbicami, pierwszy bez wałka u szczytu po- 
dziwiłła, hetmana w. lit., ks. Jeremiego Wiśniowie- " - "
. chodzi jeszcze z ostatnich lat XV wieku, drugi 
ckiego, Michała Kazimierza Radziwiłła, hetmana pol. zaś z małem wygięciem (mit klaner f¥ulst) i przyłbicą 
lit., Marka i Jana Sobieskich i zwycięstwa nad dzikim __' wciętą (ausgekehlten Visier) z lat 1510-1520. Przy- 
lecz mętnym Tuchaj-bejem, groźnym Chmielnickim ."" '-' ,. puszczać możemy, że je nosił bardzo prawdopodo- 
i tureckimi baszami Husseinem i Kara-Mustafą. O da- :

 bnie Jan Brodaty (1474- 1542). Dwa inne hełmy 
wnych bogactwach zbrojowni książęcych mówią da- "f'/f1'" -. przyłbicowe (Visie1"llelm), również dobrze zachowane. 
wne inwentarze przechowane w archiwach zamko- _.. mogły należeć do Mikołaja Krzysztofa Sierotki, wo- 
wych. Świadczy równie! o nich obraz znajdujący się jewody wileńskiego (1549-1616). 
w zamku, przedstawiający jak ks. Michał Kazimierz, Z pancerzy całkowitych, których w XVIII w. 
_. 1... 
kasztelan trocki, kanclerz a potem hetman polny lite... ", --:-... jeszcze siedm liczono, dochował się do naszych cza- 
wski, d. 24 września 1774 swoje chorągwie przepro- sów tylko jeden gładki, po brzegach ozdobiony try- 
wadza przed Augustem III. Malowidło to, którego ;:;_.J'v,. , bowanymi pasami w karpią łuskę, oznaczony znakiem 
historyczna dokładność nie ulega wątpliwości, wyo- .,.....,.. płatnerskim prawd!>podobnie norymberskim: hełmem 
braża liczną konnicę książęcą, dragonię, husaryę i to-,' ł;,i'-
 kolczastym (Stechhelm) i literami W. R. nad nim. 
..- 
... 
warzyszów znaku pancernego a na ich czele samego . ; Wykuty został między 1550 a 1560, sądząc po kształ- 
księcia na białym rumaku.'" cie, mógł przeto nale!eć do księcia Mikołaja (15 1 5- 
Początki zbrojowni nieświeskiej sięgały pierwszej 
 - 1567) woj. wileńskiego, kanclerza lit. Wyjątkowo cie- 
połowy XVI w. Z owej epoki dochowały się jeszcze kawy jest napierśnik i nalf"żąca do niego część pl e- 
cz
ci .-yAowanych (gnilleItI panceny dla jezdzców . .:;!-: cnwa, ,"zmla,ów nlbnymlch. Oble te c,
ci "I n dnln 
i koni, liczniejsze oraz więcej skompletowane są bro- I. 
;; potrójnie rozczłonkowane (dreimal geschoben), obwie- 
nie odporne z drugiej połowy XVI w. Są to prze-;; dzione pasem o wzorze wytrawianym. Prawdopodo- 
ważnie półpancerze dla jeźdźców z nagolennikami bnie nosił tę zbroję Krzysztof Radziwiłł, hetman wielki 
i naramiennikami. Napierśniki ich mają albo kształt litewski, zwany Bell;-Fulmen (1547-1603), którego 
tak zwanego brzucha gęsiego nisko położonego, albo I. podobizna przedstawia jako olbrzyma (Por. fig. 56). 
::"--::;1111 
formę tapulu. Do tych pancerzy należą również zam- Wreszcie wymienić wypada dwa pancerze przednie 
knięte hełmy bojowe kształtu tego samego jak pu- z XVIII w., równie! związek mieć mogące z przod- 
blikowane w "Handbuck der Wa.ffenkunde u przez W. karni domu ksią!ęcego. Oba okazy brzegami obwie- 
Boeheima na str. 47 fig. 36. Z tejże epoki równie! dzione są puncowaną blachą mosiężną, i pochodzą 
pochodzą fragmenty znacznej ilości pancerzy lekkich F . 8 N . - ł. A wedle ornamentyki użytej z polskiej pracowni. Starszy. 
. .g.4. leŚWIe , rmata ." " 
dla kom. z herbem Radziwiłłów, Z początku XVIII w. z krzyzem maltansktm na pIersI. 
Dalsze powiększenie zbrojowni nastąpiło zdaje jak M s 1 i tr zdaje He ó rmana mógł nosić ks. Karol Stanisław, kanclerz lit. (1669- 
o zera z r. 1 00. 
się pomiędzy 1610 a 1640 r. Wnosić to można po 1719). Drugi, późniejszy z gwiazdą Orła białego, pra- 
kształcie napierśników pancerzy dla konnych, i licznych heł- wie napewno pr1:ypisać można księciu Michałowi Kazirnie- 
mów bojowych z przypinanemi przyłbicami. Z tych samych rzowi (1702-1762), który, jak wiemy, swoje wojska prezen- 
lat pochodzi również cały szereg lekkich hełmów strzeleckich, tował Augustowi III. 


ł 


f 
.
		

/Czasopisma_105_09_03_122_0001.djvu

			CCVII 


SPRAWOZDANIA Z POSIF.DZEŃ 


CCVIII 


Fig. 49. Nie
wież, Armata 
z herbem Radziwiłłów, Her- 
mana Molzera z r. lÓOO 


Z przedmiotów, które ze względów techniki oręża nas 
zaciekawiają, wyliczę misiurki na szyję i tułów (Pan:::erkra- 
gen und Panzersc!turze) częściowo z nitowanych, częściowo 
z giętych ogniw złożone, pochodzące jeszcze z pier- 
wszej połowy XVI w. Misiurki te składają się 
z części przedniej i tylnej, połączonych wązkim pa- 
sem, przechodzącym między nogami. Kilka misiurek 
do ochrony karku należą do typu osłony i nakrycia 
głowy wytworzonego z tureckiego hełmu bojowego, 
przed końcem XVI w. używanego w Polsce i w za- 
chodniej Europie. Równie znajdujcmy tu kilka 
egzemplarzy węgierskiego hełmu do boju zwar- 
tego, o nakarczniku, czyli osłonie karku rozczłon- 
kowanym w kształcie szyi rakowej. Cenną pamią- 
tką wojen XVI wieku jest moskiewski hełm spi- 
czasty, na którcgo dolnej krawędzi widzimy piękny 
wzór kwiatowy ozdobnie wytrawiony, wraz z przy- 
należną misiurką dla ochrony karku. 
Wyjątkowo liczne są fragmenta zbroi turnie- 
jowych, znamionujące i w tym kierunku wielkie 
niegdyś bogactwo zbrojowni nieświeskiej. Między 
nimi jest kilka oznaczonych literą A wewnętrznie. 
co wskazuje na pochodzenie augsburskie 2. Część 
wzmacniająca (Verstiirkungstuck) dla lewego ra- 
mienia z brodą sztywną przyśrubowaną (mit an- 
gescllraubtem steifafl Bart) (podobną dajemy fig. 
53 i fig. 54.) ozdobiona pasami o wzorze przypo- 
minającym epokę gotycką, nosi obok augsburskiej 
"Stadtp)'r" markę sławnego płatnerza Colomana 
Kolmana Holmschmieda (t 1532). Tensam wzór 
zdobi również niektóre inne części zbroi, a szcze- 
gólniej napierśnik i naplecznik zbroi zbytkownej, 
szczególniej zwracającej naszą uwagę. Na pancerzu 
wykonany jest techniką trawicnia herb z czarnym 
orłem jednogłowym na krzyżu położony, oznaka 
wielkiego mistrza zakonu Krzyżaków. Wedle mo- 
tywów ornamentacyi, mających zwłaszcza w obra- 
mowaniach ząbkowanych charakter gotycki, po- 
chodzi ta zbroja z pierwszej połowy XVI wieku 
i w żadnym wypadku nie jest późniejsza od daty 
15 20 . Możnaby więc ją przypisywać jednemu z obu 
ostatnich wielkich mistrzów zakonu, Fryderykowi 
saskiemu (1496- 1 5 10) lub Albrechtowi pruskiemu 
(15 1 1- I 525), który później został dziedzicznym 
księciem Prus, jako lennik polski. Grobowiec sa- 
skiego księcia Fryderyka znajduje się w katedrze 
meisseńskiej. Na płycie bronzowej pokrywającej 
go wyobrażony jest on w pancerzu z takimsamym 
krzyżem na piersiach, z tą tylko różnicą, że bra- 
kuje tu liter G. V. D. M. T. E. oznaczających pra- 
wdopodobnie: Gott Verleiht Dir Mut, Tapftrkeit, 
Ehre. Chociaż często się zdarza to w owym czasie, 
że na grobowcach zbroje i oręż przyboczny zmar- 
łego z wielką dokładnością przedstawiano, nie mo- 
glibyśmy jednak w braku tych liter na płycie 
miśnieńskiej powziąć przekonania, że pancerz opisywany nie 
należał do księcia Fryderyka. Przeciw niemu, a natomiast za 


I Rilka rycerskieh zbroi znajdowało się do niedawna Vi Werkach pod 
Wilnem (M. Ehrenlhal). 
t Reprodukcya tej marki znajduje się w Fiihr
r dureh das O 
konigl. Hislor;seh
 lIIus
utn ilU Dr
sdm von M. v. Ehrenthal (3 Auflage) 
 
str. 40. Powtarzamy jl} tutaj obok dla uiytku badaczy naszych zbroi. 


.....r _ 


Albrechtem pruskim przemawiają inne źródła. W królewie- 
ckiej bibliotece znajduje się rękopis Kaspra Steina z xvrn 
w. opisujący zbrojownię ówczesnego wielkiego mistrza. Czy- 
tamy w nim l): nDie Waffcnkammer unter dem 
grossen Ebcrhaus und in i/men an der T/lur sind 
Reime den Eintretmden vorgesc!tri	
			

/Czasopisma_105_09_03_123_0001.djvu

			CCIX 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


gość ł '79 m., kaliber 0'045. Oprócz nich znajdują się jeszcze 
trzy armaty z herbem Lwowa, a więc również w tern mieście 
wykonane, które nam przekazują nazwę swego wykonawcy. 
Jedna z nich ma napis dokoła wylotu (Mundung): LENHARD 
HERE, druga; LENHARDT HIERE HAT MICH GOSSEN, 
trzecia tej samej roboty, z datą 154' ma mono- 
gram C. L. (Fig. 44, 45 i 46). 
Odlewnik około r. '540 pracujący we 
Lwowie, pochodzenia niemieckiego nazywał się 
więc C. Lenhardt lub Leonhardt. Obie rury 
mają po 1'8, m. długości a kaliber 0'05. Trze- 
cia ,'60 m. długości, kaliber 0'05 oraz napis blizko 
wylotu: DOBRA TO OBRONA S KIM PAN 
BUG IEST. (Fig. 44.) 
Jeszcze drugi, znakomitszy od Lenharda 
odlewnik występuje: "Hermann Molzer w Nie- 
świeżu". Z jego warsztatu wychodzi pięć dział 
o wykonaniu wybitnie artystycznem, z których 
trzy podajemy w reprodukcyi. (Fig. 49. 50 i 5')' 
Fig. 50. podobna do lekko skręconej ko- 
lumny korynckiej, częściowo owitej girlandą 
winogron, wśród których spostrzegamy zwinne 
jaszczurki, jako motyw ożywiający. Na kapitelu 
kolumny tworzącym wylot rury znajduje się 
krzyż Jerozolimski, przez co to działo szczegól- 
niej na wojnę z niewiernymi, Turkami lub Ta- 
tarami uświęconem było. Czopy zakończone są 
głowami lwiemi. Na tylnej cz
ści żłobkowany 
widnieje łaciński hexametr: HOSTEM FLAMMl- 
FERAE CONSVMUNT COLLA CHIMERAE 
(Wroga pochłaniają płomieniami ziejące szyje 
chimery), oraz herb Radziwiłłów i napis: NI- 
COLA VS CHRISTOPHORUS RADZIWILL 
D. G. OLICAE ET IN NIEŚWIEŻ DUX MDC. 
Na brzegu części dnowej zaś czytamy: MIT 
GOTTES HILFE GOSS MICH HERMANN 
MOLZER ZU NESWISCH M. D. C. Długość 
rury: 2'62 m., kaliber 0'1 m. Z tych rozmia- 
rów poznajemy, że to raczej działo dla obrony 
lub oblężenia, aniżeli do pochodów wojennych 
przeznaczone. (P. Bersohn, jakeśmy wyżej wi- 
dzieli, podaje jeszcze inny napis na tej sa- 
mej, jak się zdaje z udzielonego nam rysunku- 
armacie, ale nie zna najważniejszych napisów 
i nazwiska ludwisarza. Bardzo być zresztą może, 
jakeśmy to wyżej zaznaczyli, że armata opisana 
przez p. Bersohna jest innym bardzo podobnym 
do fig. 50 egzemplarzem. M 5.). 
Fig. 49. wykazuje niezwykle oryginalny 
pomysł artysty, przedstawia bowiem kompozy- 
towo-jońską kolumnę przewróconą i popękaną, 
pozornie związaną sznurami, które tworzą zara- 
zem ucha czyli ujęcia armaty. Pod kapitelem 
widzimy ponownie krzyż jerozolimski a pod 
nim na wypukłej banderoli napis: MURMURE 
NON V ANO ClRCE QUOS TANGO PROF ANO. (Circe je- 
stem i nie próżnym głosem ciągnę ku zgubie). Na tylnej 
połowie działa są herby książęce i napis jak na poprzedza- 
jącej. Zaznaczamy zarazem, że orzeł, na którego piersiach 
spoczywa tarcza herbowa, nadany został Radziwiłłom wraz 
z godnością książąt św. państwa rzymskiego przez cesarza 
Maksymiliana I w r. 15 18. 


4 


. 
ł 
I 


. 
\ 
I 


l 


Fig. 5 I. ma znowu kształt korynckiej kolumny w górnej 
części kanelowanej od stylowo modelowanego kapitelu aż 
prawie do środka, na którym spoczywa pięciogłowa hydra 
en relief wykonana. Osie również zakończone głowami hy- 
dry. Środkowy ze siedmiu ogonów potworu wije się dokoła 
tarczy z herbem książęcym i otacza kartusz 
z imieniem Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła i datą 
MDClX. Pod herbem wypisany jako dewiza 
wiersz: HYDRA PARO LUCTUS PICEOS, 
DUM CONClTO FLUCTUS. (Hydrą nazwana 
gotuję żałobę, skoro czarne odmęty poruszę). 
Chociaż na obu ostatnich sztukach niema pod- 
pisu wykonawcy,jednak z form ogólnych i szcze- 
gółów stylowych można z wszelką pewnością 
je przypisać Hermanowi Molzerowi. 
Od niego również pochodzą dwie inne rury 
armatnie w Nieświeżu, jedna w kształcie pnia 
drzewnego, na którym znów spoczywa hydra 
czy Cerber w wypukłorzeźbie, druga o zwykłej 
formie, uwita winną latoroślą z liśćmi i wino- 
gronami i napisem: Nico/aus Chnstophorus Ra- 
dzz"wz"ll D. G. Olz"cae et ,iz Nz"eswz"eż Dux Anno 
Dni MDC w temsamem miejscu i wykonaniu 
jak na poprzednich (Fig. 48). Te roboty udo- 
wadniają nam działalność Molzera od 1600 do 
1609 r. w Nieświeżu i wykazują, że nie był to 
czasowy pobyt w celu wykonania zamówienia 
ks. Mikołaja Krzysztofa, ale stała gisernia dział. 
której właścicielem i kierownikiem był podów- 
czas mistrz wymieniony. Jest bardzo prawdopo- 
dobnem, że w Nieświeżu mogła być gisernia stała 
lub przynajmniej trwająca przez dłuższy przeciąg 
lat, której nie brakowało odbiorców wobec zna- 
czenia miasta w XYI i XYII w., liczącego 30- 
40000 mieszkańców, leżącego obok ożywionego 
traktu handlowego między Warszawą 
a Moskwą, a połączonego przez \\"ilno 
z morzem Bałtyckiem, a przez Bobrujsk 
z morzem Czarnem i Kijowem. Odpra- 
wiano podówczas dwa jarmarki zna- 
czny rozgłos mające, na które ciągnęli 
nietylko kupcy z całego państwa, lecz z odle- 
głych krajów na Zachodzie i Wschodzie. Roz- 
wijały się tu nietylko rzemiosła, ale kwitł także 
przemysł artystyczny, jak świadczą wyroby zło- 
tnicze znakomite, znajdujące się w zbiorach 
Orużennaja Pałata w Moskwie, pochodzące nie- 
wątpliwie zNieświeża. 
Dla niemieckiego historyka broni jest ra- 
dością wyjątkową, że i tu, w kraju odległym 
4 działała sztuka niemiecka i pilny przemysł nie- 
miecki, zarówn
jak, że imie Hermanna Molzera 
w Nieświeżu można dołączyć do rzędu równowa- 
żnych mu najznakomitszych odlewników nie- 
mieckich. 
W końcu możemy wymienić jeszcze dwie armaty, przed- 
stawiające więcej historycznej aniżeli artystycznej wartości. 
Starsza, długości "7 I m., kalibru 0'05 m. pochodzi z Włoch, 
sądząc po stylu jej ornamentacyi. Na tylnej jej części wystę- 
puje en re/uJ tarcza herbowa Sforców, z datą 1537 (Fig.42.). Był 
to prawdopodobnie dar królowej Bony dla Zygmunta I i przez 
Zygmunta Augusta i Barbarę Radziwiłłównę mógł przejść w po- 


..
.. 


" . 


"ł'- 
, 
J .

- 
'..1 
(- ," . 
, ) 
ł,r 
.' 
 .. 


.i' 


r} '... 
i . 
ł., 
_ 


":1,.__ 


/.ł
'1.I
 :" !' ',!, 
\ 
." ,\. , ;' 
, ., - -- 
;.>; . 
f
') .' 



 . 


. , 
ol .....: ,:
'.
 .. 
< ...
 
, 
,. 

J .:.
., ' 



l'H,. 
'rp'r 


o, . 


" 


, t\, 
.:)
 '. 


(', 
:.\"
 


, 


I ,. 


, , 


_:,. to. 
, ,
 



. - I 


l 


I 
I - 


.. ł , .' 
'., 


--- 


.....- . 
," 


" 
, . 


Fig. 50. Nieświei, Armata 
z herbem Radziwillów, Her- 
mana Molzera z r. 1600. 


ccx 


, . 


"
		

/Czasopisma_105_09_03_124_0001.djvu

			T 


CCXI 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXlI 


-:

,'o r;;' -:-,"_':_fł:','" -:. .....

 


Fig. 51. l\ieświe!, Armata 
z herbem Radziwiłłów Her- 
mana Molzera z r. 1v09. 


siadanie domu Radziwiłłów. Drugie działo wałowe, długości 
3.18 m., kalibru 0'12 m. nosi u wylotu orła z pękiem pio- 
runów w wypukłorzeźbie. pod którym napis: TONANTIS 
FULMINA \'lBRA T. (jowisza pioruny ciska). W tylnej 
części herby Korony i Litwy, a pod niemi wstęga Z napisem: 
MEDIIS PULCHEI<.RIMUS ARMIS.lWśród innych naj piękniej- 
sza z broni). W końcu zaś: 10ANNES m D. G. REX. POLO- 
NIAE I\IAGNUS DUX L1TUAN. ETC., FORTA- 
LITIORU.\1 1\1UNIMENTO, HOSTIUM TOR- 
MENTO ME FIERI IUSSIT, UT IGNIT A DO- 
MI:'-JI I'ROFERAl\l ELOQUIA NOMENQUE EIUS 
RESONE:\1 CORAM GENTIBUS. ANNO D. 
MDCXCII REGNI VERO ANNO XVII. (Jan m, 
z łaski Bożej Król Polski, Wielki Ks. Litewski, ka- 
zał mię wykonać na obronę warowni i klęskę 
wrogów, abym ognistą mowę Pana niosła daleko 
i imię jego głosiła przed narodami). Armatę ową 
wraz z trzema innemi darował król jan III swemu 
siostrzcl1cowi Karolowi Stanisławowi Radziwiłłowi 
(1669 - 17 19), urodzonem u z Sobieskiej, który 
w swych młodych latach mianowicie w 1688 i 1689 
roku brał chwalebny udział w wojnie z Turkami. 
Na tern kończymy opis zbrojowni nieświe- 
skiej. Pomimo wiciu burz, które przeszły nad nią, 
uszczuplając znacznie jej zawartość, przedstawia 
ona jeszcze dzisiaj dla historyka i badacza obfity 
materyał, z którego wybraliśmy dla czytelników 
rzeczy najważniejsze. 
III. W opisie armat nieświeskich, udzielonym 
nam przed laty przez ś. p. Emeryka hrabiego Czap- 
skiego (zub. Sprtl7t1ozdtl1zia T. V/., str. XL/l) 
- dodaje prof. S o koł o w s k i - wymienione są 
jeszcze annaty powyżej nie wzmiankowane: 
I. A rmata bez żadnych ozdób z dwiema 
tarczami długości stóp 4. 
2. Armata bez ozdób z herbem miasta Kra- 
kowa nad zapałem. Nad nim rok 1531. Długości 
stóp 6. 
3) Armata bez ozdób, nad zapałem lit. T, 
nad nią rok I 543. Długości stóp 6. 
4) Armata do połowy spiralnie fugowana, 
nad wylotem krzyż jerozolimski, w połowie dwie 
rękojeście w kształcie papug. Nad zapałem herb 
książęcy, nad nim napis: NICOLAUS CRISTO- 
PHORUS RADZIWILL D. G. ANNO DOMINI 
MDC. A wyżej tego drugi napis: PSITT ACUS 
ABTRUNCO QUOS ROSTRO PRESSERO 
ADUNCO. (Jak papuga zabijam, kogo mym krzy- 
wym dzióbem uderzę). Długości stóp 5, cali 5. 
Nareszcie armata wzmiankowana przy końcu 
przez p. Ehrenthala w kształcie kłody, czy pala 
drzewnego, jest tu bliżej opis3lJa. Od połowy jej 
wiją się płomienie, przy osnowie głowa Cerbera 
i takaż na środku z napisem: CERBERUS ACRE 
TONO CUM DlTIONES MILlTI DON o. (Jak Cerber straszliwie 
ryczę i daję żołnierzowi przewagę). Nad wylotem krzyż jerozolim- 
ski, a nad zapałem herb książęcy, nad nim napis: NICOLAUS 
CHRISTOI'HORUS RADZI WILL D. G. OLICAE ET IN NIE- 
SWIEZ DUX. ANNO DNI MDCIX. Długości :otóp 5 cal I. 
IV. Nareszcie prof. M. S o koł o w s k i odnośnie do tego, 
co o armatach nieświeskich powiedziano, składa następujące 
uwagi i uzupełnienia. 


-:-.. 


Tak z komunikatu p. Bersohna jak i z artykułu p. Ehren- 
thala wynikh, że dwie wybitne osobistości, osiadłe i działa- 
jące w Polsce, zwiększają liczbę znanych nam dotąd mistrzów 
odlewniczego kunsztu w XVI w. i na początku XVII. jedną 
jest Lenart Herle we Lwowie, a drugą Herman Molzer w Nie. 
świeżu. O pierwszym, jak to już wyżej podniesiono, podał 
nam pierwszą wiadomość p. Władysław Łoziński w interesują- 
cym swym komunikacie (Sprawozdania, T. V, str. 
CXXX i CXXXI). O drugim, niceśmy bliżej dotąd 
nie wiedzieli I). Pisownia obu nazwisk, jak się to 
zresztą dość często w tych czasach zdarza, jest 
chwiejna i niepewna, ale w tym wypadku nazwiska 
te są na armatach rozmaicie odczytywane. Histo- 
ryczne muzeum miasta Lwowa posiada dwie ar- 
maty, których rysunki zamieszczone na tern miej- 
scu p. Łozińskiemu zawdzięczamy (zob. T. V, fig. 
35 i 37): moździerz z r. 1529, na którym pod her- 
bem Lwowa umieszczony jest monogram L. H. 
i działo z r. 1534 z napisem: Lenart Hirt hat mich 
Gossen. Co więcej, p. Łoziński w aktach lwow- 
skich odnalazł dwie zapiski do tegoż samego oczy- 
wiście ludwisarza się odnoszące. Dowiadujemy się 
z nich, że w r. 1549 Leonardus pixtdar£us odlewał 
dzwon kościelny dla miasta Buska, i że mniej wię- 
cej w tym samym czasie ludwisarzowi Lenartow£ 
Herle miasto wydzierżawiało nowo zbudowaną pro- 
chownię. Że Lenart Hirt jest identycznq osobą 
z Lenartem lft'rle sądzić się zdaje słusznie p. Ło- 
ziński. Ostatnią wersycc tego nazwiska poświadczają 
zresztą rysunki p. Gumińskiego, przed laty wyko- 
nane, a które p. Hersohn do swego komunikatu dołą- 
cza. (Fig. 45 i 46). P. Władysław Łoziński zakomu- 
nikował rezultat swych poszukiwań p. Ehrenthalowi 
i ten ostatni w tem samem czasopiśmie uzupełnia 
na ich podstawie dodatkowo swoją pracę (Z£it- 
sch17ft fiir Historuche Wa.ffenkunde. Bd. II. 11ft 
7. str. 276). Zgadza się na to, że odlewacz armat 
nieświeskich jest tym samym ludwisarzem Lenar- 
tem, o którym p. Łoziński mówi, ale sądzi, że jego 
wersya odczytania napisu jest lepsza, i twierdzi, 
że wyraz oznaczający domnil:mane nazwisko, na- 
zwiskiem nie jest i znaczy here, albo ltiere, tutaj. 
jakkolwiek nie ulega wątpliwości, że tego rodzaju 
naiwne oznaczenie miejscowości, w której było dane 
dzieło sztuki wykonane, zdarza się często w sztuce 
niemieckiej, co mieliśmy sposobność nieraz na roz- 
maitych okazach zaznaczyć, to w tym wypadku 
monogram L. H. na moździerzu lwowskim stano- 
wczo, jak sądzimy, przeciw temu świadczy. Odnosić 
się on może jedynie do pierwszych liter imienia 
i nazwiska i interpretacyę p. Łozińskiego w zupeł- 
ności potwierdza. Ludwisarz lwowski, a zatem 
twórca dział nieświeskich nazywał się Lenart Hirt, 
a może Lenart Ilerle, skoro epigraficzna wersya 
p. Gumińskiego, jeśli jej wierzyć można, tak się zgadza 
z archiwalną zapiską lwowską. Czy działo lwowskie w Nie- 
świeżu z cyfrą C. L. (Fig. 44) odnosi się także do niego, to 
jeszcze pytanie. 


I 


.' 
. )' 


I ,. 
I . 
-" 
't · 


I. 


. t, 


:\.' 


'\. 


l 
, 


o\, 


') Próczpobietnej wzmianki w pracy p. Aleksandra Czolowskiego, 
Zabytki krakowski t! w S1Swuyi. Roc1Snik krakow.fki, wyd. Tow. mi/olnikó1/J histor..vi 
i ku/tury Krakowa, T. V. 1902, str. 174/175.
		

/Czasopisma_105_09_03_125_0001.djvu

			SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXIV 


CCXIII 


Jeżeli W ten sposób nazwisko ludwisarza lwowskiego 
odczytywane było w trojaki sposób, jako Hirt, Herle, czy 
też lftre albo Hiere, to wersye, jakie nas doszły o nazwisku 
odlewnika nieświeskiego są również trojakie. Oprócz prze- 
pysznych armat zbrojowni nieświeskiej, które dzięki wybor- 
nym fotografiom p. Bogdana Pułjanowskiego, łaskawie nam 
nadesłanym, obecnie publikujemy, doszło nas jeszcze równie 
piękne i ozdobne działo, tegoż samego mistrza w muzeum 
artyleryi w Sztokholmie. Opisał je naprzód Fryderyk Spak 
w katalogu tego sławnego zbioru (F red. A d. S p ak, Katalog 
ójver Artillerimuseum i !:>rockholm, 1888, str. 33, pod N. 273), 
a następnie B o l. h r. S t a r z y ń s k i w rękopiśmiennej pracy 
kilkotomowej, złożonej przez autora w Bibliotece Jagielloń- 
skiej p. t. Broń zaczepna i odpoma w Polsce, T. II, str. 47. 
Kiedy autor sztokholmskiego katalogu czyta napis na tem 
dziale: "M! Gotes Hulf goss mich Herman 
Woltzjelt i Nieswich", 
to hr. Starzyński odczytuje ten sam napis: Moli::; f. I. t. zw. 


ru---- 
 - mi b - : 
O> u.. 
- --J ol 
...t- i c.." ._ ł -... . 
L
'- '" !--
 

 


l ''ł1. 93 cm 


a 




!
 

f
l
 \) 


'l-f>

 
cI. 


E 
c:. 

 



o D@
INJ


 
A
1f'D'5>'Ii'
 


ł 


{' 


Fig. 52. Nieświet, Armata z r. 1698. 


I 
ł 


Nieswich, a p. EhrenthaI tak wiele zresztą mający w tych 
rzeczach doświadczenia widzi na armacie nieświeskiej słowa: 
"Mit Gottes Hilfe goss mich Hermann Mo/cer zu Neswisc/l 
M D. c." Że tu chodzi o tegoż samego odlewacza, nikt 
wątpić nie może; naj prawdopodobniej nazywał się on właści- 
wie Molzer. 
Armata sztokholmska odlana w brązie pokrytym pue- 
pyszną zieloną patyną jest sześcio-funtowa i ma formę ko- 
lumny z kapitelem jońskiego porządku: :ojoniska ordningenCl. 
Na odtylcowej jej części głowa zwierzęca i wokoło niej po- 
wyżej wymieniony niemiecki napis. Wyżej umieszczone i zło- 
żone w jedną całość herby: Trąby, Odrowąż, Dąbrowa i Tar- 
nawa, wedle p. Starzyńskiego, tudzież trzy hełmy z koro- 
nami; po środku, a zatem na części czopowej orzeł polski 
z koroną, a obok jastrząb i pies. Potem w owalnej ramce 
napis: NICOLAUS CRISTOPHORUS RADZIWILL- D. G. 
OLICAE AC IN NIESWISCH DUX, ANNO DOMINI MDCII. 
Pod wylotem ramka z napisem: MELUSINA SONO ET CON- 
FLICTUS LAUDE CORONO. (Jak Melusyna dźwięczę i walkę 
chwałą wieńczę). 
Armaty tak ozdobne i mające tak wybitny charakter, 


i 


e;) 


z których każda odznaczała się nietylko zewnętrzną fizyogno- 
mią, ale odpowiednio do swej wielkości, grubości i rodzaju 
odlewu nawet głosem i pozwalała się z łatwością od innych 
odróżnić, od drugiej połowy XVI w. zaczynały dostawać na- 
zwy, związane zwykle z napisem. Tak jak dzwony, które 
chrzczono. tak i armaty. chociaż bez ceremonii chrztu, nazy- 
wano: Melusyna, Hydra, Cerber, Circe, Chimera, Puszczyk, Pa- 
puga i t. d. Jedne ryczały jak Hydry, drugie głosem swym dale- 
kim i donośnym niosły sławę tryumfu daleko, inne znowu 
zdawały się szeregiem swych strzałów przyśpiewywać walce, 
lub straszyć czy też ciągnąć w przepaść nieprzyjaciół. Ry- 
cerz, żołnierz, wódz czy altylerzysta, widział w nich określone 
indywidualności, które do jego wyobraźni przemawiały, oży- 
wiały go do boju i sta\\ały się dla niego żywe i drogie. Pię- 
kny napis na armacie Sobieskiego jest echem tryumfów 
odniesionych i zapowiedzią tych, które mają nastąpić, niosąc 
chwałę bożą po szerokim świecie. Epigraficzna strona przy- 
tem ze swemi napi- 

 sami, których lapi- 
::; darny język w przy- 
n 
('iI bliżony tylko sposób 
przetłomaczyć s i ę 
daje, przy koszla- 
wym niekiedy hexa- 
metrze, jeżeli ten za- 
wsze wiernie został 
odczytany, - jest 
znamienna dla epoki, 
dla ducha czasu, dla 
końca XVI i dla 
XVII w. Mówiliśmy 
o tern bliżej w Spra- 
wozdaniach T. V. 
str. 82. 
Z dwóch tych wy- 
bitnych ludwisarzy, 
zktórych jeden przy- 
najmniej był pra- 
wdziwym i niepospo- 
litym w swoim ro- 
dzaju artystą, Le- 
nart Hirt, Herl czy Herle we Lwowie, jeże li napis na jednej 
z armat nieświeskich nie myli i jeżeli armata literami C. L. 
oznaczona do niego się rzeczywiście odnosi tFig. 44.), mu- 
siał się wcześnie spolszczyć, drugi, mimo tego, że doszłe do 
nas napisy na jego armatach są niemieckie, osiadłszy stale 
w Nieświeżu i będąc jak się zdaje do końca życia w służbie 
Radziwiłłów, spolszczył się bezwątpienia z czasem. W każdym 
razie obaj należą do naszej cywilizacyi i są ipso facto na- 
szymi własnymi odlewnikami. 
Ale nietylko na przejściu z XVI w. w XVII, za księ- 
cia Mikołaja Krzysztofa, Radziwiłłowie posiadali swoją własną 
ludwisarnię. W Urzeczu, w byłem województwie nowogrodz- 
kiem około Słucka, w drugiej połowie XVIII w. w latach 
mniej więcej 1775-1778, istniała radziwiłowska ludwisarnia, 
zaspokajająca zapewne bieżące potrzeby książęcego domu 
(zob. Aleksander Jelski, Sprawozdania, T. VI, str. 238- 
258) a obok niej trwała dalej, odpowiadająca prawdopodo- 
bnie wyższym wymaganiom i mająca, jak to cośmy powyżej 
rozwinęli, tak świetne tradycye odlewarnia armat w Nieświeżu. 
Stanisław August odwiedzając Nieśwież za czasów Karola 
Radziwiłła Panie Kochanku, był świadkiem odlewu, tamże 


e. 


r 


ł' 


g 



- 
g


 
(

iJIII 

.c)i" 


E 


u 

 



 /NI IN) (() 
O 
 
f 


ID)@
n[MO 




 


n
		

/Czasopisma_105_09_03_126_0001.djvu

			I 


n:xv 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXVI 


jednego jak SIę zdaje z ozdobniejszych dział. Źródło współ- 
czesnc pisze co następuje: »potem udał się król du ludwi- 
sarni zbrujowej, gdyż właśnie wtenczas miano odlewać dwu- 
dziesto-cztero-funtową armatę, co uskuteczniuno w przytom- 
ności króla i obecnych osób hez żadnego nieszczęśliwego 
wypadku. Król i będące z nim dostojne osoby udarowały 
hojnie ludwisarza i współpracowników jego. r .udwisarz zaś 
na pamiątkę pobytu króla pod tę porę w Nieświeżu, wyrył 
na tcj armacie całą historyę odwiedzin królewskich Z wyra- 
żeniem dnia, miesiąca i roku«. (Pam/f/m"!? o księciu Km"olu 
Rad::;iwil/e pod/u g archiwum nieświeskiego, I,wów , 1864, 
str. 7 2 , 741. 
Ze wspaniałej zbrojowni nieświeskiej, poza armatami, 
publikujemy tylko jeden zabytek (Fig. 53 i 54), którego foto- 
grafię, tak jak innych armat zawdzięczamy łaskawej uprzej- 
mości p. Bogdana Pułjanowskiego, archiwisty w Nieświeżu. 
Jest to tak zwane wzmocnienie lewego, najbarcIziej na atak 
wystawionego ramienia w rycerskim pancerzu, czyli tę część 
rynsztunku, która wogóle nie należy do okazów pospolitych 
w muzeach i zbiorach. \Vidzimy tutaj prześlicznie na wy- 
polerowanem żelazie występujący grawirunek rośliny pudno- 
szącej się w górę od przedpiersia aż do znacznej połowy kołnie- 
rza, zasłaniającego z tejże samej strony szyję i głowę. Deli- 
katna łodyga, gałązki, szypułki, liście i kwiaty rozbiegają się 
po całej nieledwie przestrzeni i zaznaczają główne na zbroi 
miejsca z wielkiem poczuciem smaku i estetycznego efektu. 
(
dyhy wyrażenie p. Ehrenthala: ..Aetzstreifcn in gotisiercn- 
dem Musterc. dało się odnieść do naszego roślinnego orna- 
mentu, to możnaby przypuścić, że jest to taż sama sztuka, 
o której on poprzednio m6wi. W każdym razie prawdopo- 
dobnie wykonał ją ten sam augsburski płatnerz Kuloll'an 
I-Iolmschmied. 
\'. Z rycerskich zbroi zresztą. tak licznie i bogato w tym 
zbiorze reprezentowanych, a do Radziwiłłów należących i przed- 
stawicielom tego rodu, jako wielkim hetmanom litewskim i wo- 
jewodom wileńskim w znacznej części niegdyś w bojach i tur- 
niejach służących, żadna nie Jest tak piękna i tak wykwin- 
tna, jak zbroja księcia Mikołaja Krzysztofa Sierotki, znajdu- 
jąca się w Wiedniu, którą publikowali Przeidziecki i Rasta- 
wiecki (zob. Wzory s:;tuki śrEdniowiecznej, T. II, Nr. 35. L. SS.). 
Pokrywa ją urnament linearny, w części emaliowany, złoty, 
czarny i czerwony, tworzący łamiące i przecinające się na- 
wzajem na jej jasnem perłowem tle sploty. Po przepysznej, 
a tak w swoim rodzaju wyjątkowej zbroi Stefana Batorego, 
należy ona do najpiękniejszych okazów tego sławnego zbioru. 
Zbiory cesarskie wiedeńskie posiadają zresztą jeszcze zbroje 
dwóch innych Mikołajów Radziwiłłów, Czarnego i Rudego, 
znacznie mniejszą wszakże przedstawiające wartość. Wiadomo, 
że do zbrojowni cesarskiej dostały się one wszystkie z gło- 
śnego zamku Ambras arcyksięcia Ferdynanda Tyrolskiego, 
tegoż samego miłośnika i mecenasa sztuki, który nam pozo- 
stawił tak interesujący zbiór historycznych portretów, o któ- 
rych mówiliśmy już w 
jjwtlwo:;damllcll, (T. \'11. szp. 158- 
160 nota). Zamek Amhras posiadał niegdyś znacznie większą 
jeszcze ilość zbroi polskiego pochodzenia. związanych z gło- 
śnemi w naszej historyi nazwiskami i mających znaczną hi- 
storyczną, a nas przedewszystkiem interesującą wartość. W jaki 
sposób i kiedy arcyksiąże Ferdynand wszedł w ich posiada- 
nie? - dowiadujemy się z niedawno ogłoszonych dokumentów. 
Kto wie, czy wojny Batorego z Moskwą i zapasy na- 
szego króla z Iwanem Groinym, tak blizko jak wiadomo po- 
litykę cesarską obchodzące, nie były punktem wyjścia i 1'0- 


wodem powstania całej. tak wspaniałej i na tak wielką skalę 
rozszerzonej zbrojowni arcyksięcia. Faktem jest bowiem, że do 
naj starszych jej części należały nie tylko zbroje polskie, ale 
i moskiewskie tych czasów. Arcyksiąże Ferdynand, drugi 
z rzędu syn cesarza Ferdynanda I, mąż Filipiny Welser, do- 
wiedziawszy się, po wzięciu Połucka w r. 1579, że Dawid 
Ungnad Freiherr zu Sonneck und Bleiburg wybiera się w po- 
dróż do Moskwy, pisze do niego d. 22 paidziermka tegoż 
roku. ażeby mu od cara Iwana (
roźnego, jego osobistą zbroję, 
również jak zbroję jego ojca, noszoną w bojach. otrzymał 
razem z portretami tych książąt i żąda: ..alle Mittel und Wege 
versuchen, die Harnische zu erpracti:;ire/l und wie es bei 
disem barbarischen, geizigen Volk ist und sein wirdet, keine 
Unkosten sparen. Auch mc;ge Ungnad von anderen mosko- 
vitischen Feldobristen die Riistungen, welche sie im jetzigen 
Kriege gegen Pole n getragen h:ttten, zu erhandeln sich be- 
miihenc. (7ahrbucll der kunstltistorisc/1C1l Sammlungm des AI/er- 
IliicltStC1l Kaiserlllluses, T. Xl\', 1893. 2-er Theil, str. CLXXVIIl, 
Nr. 10798). Czy te usiłowania doprowadziły do rezultatów, 
nie wiemy. W każdym razie w inwentarzu spadku po arcyksię- 
ciu z r. 1596 czytamy zapisaną zbroję Batorego tudzież 
uprzęże i zbroje moskiewskie: "Steffan, konig in Polln: Ain 
halb plau angeloffne rOstung. mit strichen und gold einge- 
schlagen, darbei ain sturmbhauben von gleicher arbait
, a na- 
stępnie: "Dl'r Muscawitterisc/l sattlzeug und andl're riistung, 
so SIElfil1lUS, Kii1lig in Polin, heergebm und in dem sig, so er 
wid,"r den .'ł'/uscawitter erhalten, bekomC1l hat". (7altrbuch, l. c. 
T. VII, r. 1888. 2.er Th. N-o 5556 str. CCLXXlI, 319, 341'). 
Jeżeli zatem nie przez Ungnada. to pu Wielkich Łukach 
i Pskowie, dostały się zbroje i uprzęże moskiewskie arcyksię- 
ciu, gdyż mu je razem ze swoją własną przysłał Batory. Była 
to delikatna ale i wspaniała zarazem odpowiedź na układy, 
które dom cesarski mimo i przeciwko niemu prowadził z Iwa- 
ncm Groźnym. 
Prawdopodobnie zbrojuwnia historyczna arcyksięcia za- 
częła się dopiero na wielką skalę tworzyć, skoro po śmierci 
Filipiny Welser w r. 1580 przeniósł się on z Insbruka do zam- 
ku Ambras, będącego dotychczas rezydencyą zmarłej, a który 
wtedy został odpowiednio przebudowany i urządzony dla po- 
mieszczenia zbiorów. Stosunki na Wschodzie się też zmie- 
niły na korzyść Polski pod każdym względem. Nic też dzi- 
wnegu, że w grudniu 1580 r. pisał arcyksiąże z Insbruka do 
jednego z nieznanych nam swoich agentów, że od pokojo- 
wego swego Kaspra Mnnera von Miinerstein otrzymał wia- 
domość, iż pancerz. a raczej rynsztunek osobisty Mikołaja 
Krzysztufa Radziwiłła Sierotki, marszałka w. litewskiego, ran- 
nego ciężku pod Połockiem, tudzież jego ojca, doszedł jego 
rąk. -Powinien tych rynsztunków - dodaje arcyksiąże - 
strzedz, póki ich więcej nie zbierze. Co zaś do jego po- 
mysłu, aby do wojewody Mieleckiego, hetmana w. koronnego, 
do ks. kurlandzkiego Magnusa i do króla polskiego napisać, to 
arcyksiąże przypomina, że Grabowieckiemu, zwanemu Poga- 
ren, .domniemanemu polskiemu sekretarzowi«, ruzmaite po- 
doLme pisma, między któremi było jedno do króla polskiego. 
wręczone zostały, i że temuż dano 200 talarów, aby się tern 
gorąco zajął. Agent powinien się dowiedzieć. czy Grabowie- 
cki te listy do rąk odpowiednich oddał i pustarać. aby była 
na nie odpowiedź. Następnie arcyksiąże daje agentowi pole- 
cenie, ahy od właścicieli tych rynsztunków otrzymał krótką 
notatkę o pochodzeniu ich zbrui, o wojskowych godnościach 
jakic piastowali, w jakich wyprawach, bitwach i zdobyczach 
jakich prowincyj i krajów brali udział, a jeśli nie żyją. gdzie 


. 


. 


.
		

/Czasopisma_105_09_03_127_0001.djvu

			, 


l"CX\"I1 


SI'HA\\"OZII.\:>;IA Z I'OSIEII7.E
 


. 


umarli i gdzie są pochowani. To wszystko ma być napisane 
w języku łacińskim, aby mogło hyć wydrukowane w ksiątce 
opatrzonej rysunkami, którą arcyksiąże pragnie puhlikować.. 
/Yańrb. l. c. T. XI\', 1893, str. CLXXXIl. N-o 108-1-3). Już po 
śmierci arcyksięcia znalezione zostały opieczętowane i nie 
wysłane listy, z datą 20 grudnia 1580 
r., a które później otwarto. Ryły one 
pisane I) do Mikołaja Radziwiłła, zape- 
wne Mikołaja Krzysztofa Sierotki. syna 
l\Iikołaja Czarnego na Ołycc i N ieświeżu, 
2) do Krzysztofa Radziwiłła, zapewne 
Krzysztofa Mikołaja, syna l\likołaja Ru- 
dego na Birżach i Dubinkach. zwanego 
Piorunem, hetm. w. lit., zwycięJ.:cy z pod 
Połocka, 3) Stanisława Pretwicza (czy 
nie Jakóba kasztelana kamienieckiego ?), 
4) Mikołaja Mieleckiego, hetmana w. 
koronnego, 5) do Stanisława a Tarnow, 
kasztelana sandomirskiego (?), 6) I liero- 
nima Sieniawskiego, wojewody ruskiego, 
7) Jana Zborowskiego, wodza gwardyi 
królewskiej pod Wielkiemi Łukami, 
8) do Jakóba Secinewskiego (czy nie 
Secygniewskiego, starosty Szydłowie- 
ckiego?) i 9) do Stanisława Włodka 
(herbu Prawdzic, kasztelana lwowskiego 
i wojewody bełskiego). Odnosiły się do 
rynsztunków i portretów właścicieli z o- 
świadczeniem, że już znaczna ich ilość przez królów, książąt 
i sławnych ludzi została nadesłana; ale że ze strony wojowni- 
ków polskich arcyksiąże takowych potrzebuje dla uzupełnienia 
zbioru i prosi o wiadomość o ich wojennych czynach: :oda er 
diese in einem Hande sammeln und drucken, jedem Unterstii- 
{zer seines Unternehmens aber ein E- 
xemplar zusenden woBec. (Yahrb. T. 
XIV, l. c. N-o 10845). Zr.1580 i 1581 
doszły nas też niektóre na te listy i prośby 
odpowiedzi. Pod datą 1580, 24 maja 
pisze Albrecht Łaski z Wiednia, że skoro 
tylko wróci do kraju, nie omieszka na- 
desłać tak zbroi własnej jak swego ojca. 
(Yahrb. T. XIV, str. CLXXX,N-o 10825). 
23 czerwca 1581 z Wilna Mikołaj Krzy- 
sztof Radziwiłł Sierotka przesyła zbroję 
swoją i ojcowską i przyrzeka, że wkrótce 
nadeszle rynsztunki braci swych Alberta 
marszałka nadwornego litewskiego i Sta- 
nisława m a r s z a łka w. litewskiego 
(Yahrb. T. XIV, I. c. str. CLXXXVII, 
N-o 10901), którzy się tak jak on odzna- 
czyli w wojnie moskiewskiej pod Wiel- 
kiemi Łukami i Pskowem, a dnia nastę- 
pnego tegoż roku, kanclerz i hctman 
w. po Mieleckim, Jan Zamoyski oświad- 
cza również z Wilna, że za pośrednictwem Stanisława Gra- 
bowieckiego otrzymał pismo arcyksięcia i te skoro tylko od- 
będzie podróż, którą obecnie rozpoczyna z królem, nie za- 
niedba nadesłać własnej zbroi i swego ojca, i że uwab to 
sobie za wielki zaszczyt, że jego osobisty rynsztunek wejdzie 
w skład zbrojowni arcyksiążęcej (Yahrb. T. XIV, l. c. N-o 
10902). W inwentarzu też z r. 1596 znajdujemy wymienione 
nie tylko zbroję Batorego, jakeśmy wyżej podnieśli, ale i jego 


yi 
.
 
-. . 
-.' " 

. 


u- 
I 
-; 


',' 


....ł: .:" 
't.... - 
 .:. . t'" 
-k..&. \ 
.
". 
n y :. " 


l 
, \. 


. -1,); 


. 


., . 
i.
,'.' ......
 



 -". 


1'1 "X \"III 


... '; 
". ł/t,., 


portret z wosku w pozłacanej puszce, zbroję Krzysztofa Ra- 
dziwiłła :o Ain schwarz halb riistung« (Yańrb. T. \Tli. X-o 
5556. f. 327) i znaną nam zbroję księcia Sierotki: :oAin halbe 
riistung, der grund weisz geeczt, darauf vergulte au ch rott 
und weisse zi.ig gecczt, sambt seiner sturmbhauben. (Ya/trb. 
T. \'11. 
-o 5556. f. 320). Z rezulta- 
tów jednak tą drogą otrzymanych ar- 
cyksiąże nie był w zupełności zadowo- 
lony i dbając przedewszystkicm o pol- 
skie i litewskie rynsztunki, postanowił 
je uzupełnić chociażby przy pomocy 
pieniędzy. \V tym też celu zwnkił się 
jeszcze W 1581 r. do tyrolskicj kame- 
ry: »Erzhcrzog Ferdinand eriiffnet del- 
tirolischen Kammer. er sei cntschlos- 
sen, dic Lf'ibharnische und \Vehren 
d/Żeńer d{'r 1Jornt'ńmsten pO/llisc/tl"n Ulld 
/itlltluisc/tm Feldobristaz, welchc sie wi- 
der den Erbł-eind der Christenheit und 
sonst getragen hatten. zu erwerben. Die 
Karmner moge daher, da dazu eine 
Summc Geldes nothwendig sei, mit lian" 
I Iase, Bilrgcr zu Nlirnberg, unterhandeln. 
dass er ourch seinen in Lithauen hefin- 
dlichen Sohn dem Martin Schlutinkh 
200 Gulden erlege. (Yahrbuch, T. Xl\'. 
N-o 10869). Z tego widzimy, jakiemi 
drogami i w jakim czasie wspaniałe 
rynsztunki polskie i litewskie dostały się do zbiorów arcy- 
księcia Ferdynanda, zanim z zamku Ambras przewiezione 
zostały do Belwederu i nakoniec do wiedeńskich muzeów 
cesarskich. Zamierzone wydawnictwo przygotowywało się, 
zgodnie z tem, co arcyksiąże zapowiadał. Hattista Fontana 
robił do niego rysunki, Dominicus Cu- 
stos rytował je na miedzi. a Jakób 
Schrenkh von Notzingen, który prowa- 
dził korrespondencyę i arcyksięciu naj- 
więcej do zebrania zbroi dopomagał, pi- 
sał życiorysy, a raczej je układał. W r. 
1582 rozpoczęte dzieło, dopicro w sześć 
lat po śmierci arcyksięcia wyszło na 
świat u Jana Agricoli w Insbruku. (H 
Zimmermann, Kunstgeschichtliclle Cha- 
rakterbilder aus Oesterreich- Ungarn, 1893. 
str. 207, 208). 
Długi, zwyczajem wieku, tytuł tego 
wspaniałego dzieła, którego wydanie 
z r. 1601 leży przed nami, jest nastę- 
pujący: n.dugustt"ssimorum lmp{'ratorum 
Serenisszmorum &gum. atque Arcll;du- 
cum, lllustrisszmorum Prindpum, nt'cnOIl 
Comitum, Baronum, Nobilium aliorumq. 
clarisszmorum 'l,irorum, qui aut ipsz' cum 
imperio bellorum Duces fuerullt, aut ill 
iisdem praeftcturis insignioribus laudabiliter funct£ SUfit, 'l'erisslma{' 
imagines, et rerum ab ipsis domt: fonsq. gestarum sllccinctat' de- 
scriptiont'.f. Quorum arma, aut in/e gra, aut IlOrU11l partes, quibu.f 
indutt: usique adversus hostem heroica jacinora patrarunt, aut quo- 
rum auspiciis tam prosp{'ra quam ad'llersa fortuna res magnae ge- 
s/ae sunt, a Serenisszmo Principe Ftrdinando, A.rchiduct' Austrial , 
Duct' Burgundiae, Comite Habspurgt" t'! Tyrolis etc. - E-r omtti. 
bus fere orbts terrarum Provincits partim conquisita, parltm 


_.
.! 
 . .. 


7 ".
 -"I. 


. 


.
 


.. 


. ...:. . 
" 


..;, 


"\. ... 


- ..... ." 


- ł . 
, 


t- 
.J 


..... 


. -.: 


. . 
" 


" , 
to. . . -l. 
 to 


J< 


. , 


Fig, 53. Ze zhrojowni w :'Iiieswietu. 


. "\='<: --,....., {.,;1 ""'J 
.'" 
"" ..'fi. !:ł . 
_ ... 4' ,:.: 

, ..'
<ł' 
,t"" -' " ..,.... 

. J.d.!
"'-'''-1':' 

<-.'
r' _ 

..C' . 
": . '. Ił.ł¥ II' "- 
\o, 


Fig. 54- Ze zI)fojowni w Nieświetu. 


. 


.ł." ; 



 'I 


( .' 
- " 



 


" 
..... 
. : . . r' ';t. 
ł4 . 
ł -.
.. ;...,0;. 
 ....'1. {
. 
.. . 
-- .ot. -.t..: f' .. ',. 
, f:',. 
):: . 
; .. 


. ,I. 


.'
 . 



y 



.. .
 


..-..... " 


-"
		

/Czasopisma_105_09_03_128_0001.djvu

			CCXIX 


my jeszcze nie- 
mieckie t e g o ż 
w y d a n i c Jana 
Engelbcrta 

oyse von Cam- 
penhouten, se- 
kretarza rów- 
nież arcyksięcia 
Ferdynanda, 
bez daty, dru- 
kowane u Da- 
niela Baura w 
I nsbruku, w r. 
1603 czy 1604, 
jeśli wnosić z 
przywileju c e- 
sarza Rudolfa, 
wydrukowane- 
go na wstępie, 
a tą datą opa- 
trzonego wypa- 
da. Tablice w 
obu wydaniach 
z portretami bo- 
haterów są je- 
dne i też same, 
chociaż rozłożo- 


SPRAWOZDANIA z POSIEDZEŃ 



 ' ;",.ł' I I' ' II 
"1 'l:ff ,1'111 
,.,' ';1\ I" " 

, '. e ""
j I:' 
"I' .' 
:1:'; . '. - 
 
:t .;;
 . I . 
, -., 
.., 

. " ::' " "'
I! II lin..: '" 
. 
,1.:. I '.
'
 . 
' I :I 
 , 
: _ . ," ;;i./I\ :. 
" ,'" .. 1-' .f 
.. ., "liii I I IIID II" I lU II lilii II' l( hill IIII tllU I 111 / ;';11-11 i
 . -I I . 
I 


. ..,,, 


fC
 :: 


tlbz"llorum haeredibus et succesJ'orzolls trmlSlllZSSa, in celebri Ambro- 
simzae arczs Armamenttlno, a SUtl 
ereni/ate non procul civitate 
Oenipontana extructo, cO/lspic£un/ur. Opus praelibati Strenissimi 
Arclliducis zussu in vi/a Z"ncllOtltlJHl d tlb eiusdt'm Screnitatis 
consiliano et secretarzo '.Jacobo Sdlrmckluo a No:::illgen contz".. 
l1uatum et abso- 
lu/um. OeniPonti 
Euudebat '.Jo- 
tl1t11t'S Agrlcola. 
JtJDCI. cum pri- 
'(.ilegio Caesareo. 
Przytoczy l i śmy 
ten tytuł W ca- 
łości, ponieważ 
streszcza przed- 
miot i zadanie 
dzieła i daje nam 
o niem najdo- 
kładniejsze wy- 
obrażenie. Zna- 


"," . '-"1 


'.....
 . ." 


. I.;. . ..." 


:f . o 

 . 
 :1 



"r"" I ,-,' , ,I j ,I I' "I. 


". .
. L I", .. 
 
 


,- 
" 


.. 
 I 1" 
.1,11:" 



 
...... 


"Of 


p 



, 


l 



 
.--- --= 


('\. 


". 


, ; 
.. 

. 
.,
 " 
,!' 
I 
1 (':;,; 
'fi 
.; 
., l ,; / 
- , 
I, 

.- I 
;. 


, 


\ 
\ 


. I' 
'I I 
AllIII 
'I'( 



. 
\, ' 


I ,I I 


I..... 


ne w innym po- 
rządku. Znajdu- 
jemy w n i c h 
pięć portretów 
polskich: Stefa- 
na B a t o r e g o, 
Jana Zamoy- 
skiego i trzech 
Radziwiłłów Mi- 
kołaja Czarnego, Mikołaja Rudego i Mikołaja Krzysztofa 
księcia Sierotki. Z zasobu innych, te jedynie zostały wy- 
brane, skoro się należało ograniczyć. Stefan Batory zakuty 
stoi przed nami w tęż samą zbroję z Ukrzyżowanym na 
piersiach, którą znamy ze zbiorów cesarskich i z publika- 
cyi W::;orów sztuki średmowieCfJ11ej.. zbroję lę w znacznej 


części zakrywa delija. Zamoyski jest ubrany w żupan 
długi i deliję, a zbroja, której hełm ma tęż samą formę co 
hełm Batorego, ustawiona spoczywa u jego stóp. W por- 
tretach Radziwiłłów rozpoznajemy rynsztunki zbiorów cesar- 
skich, a zwłaszcza w portrecie Sierotki ten sam pancerz o cha- 
rakterysty- 
cznym i wyżej 
opIsanym, a z 
wydawnictwa 
Przeidzieckiego 
i Rastawieckie- 
go dobrze rów- 
nież znanym or- 
namencie. Po- 


wtarzamy W po- 
mniejszeniu tyl- 
ko portrety Ra- 
dziwiłłows kie, 
jako nas w tym 
wypadku i w 
związku ze zbro- 
jownią nieświe- 
ską bliżej ob- 
chodzące. (Fig, 
55, 57 i 58). 
Program z a- 
tem w listach 
arcyksięcia i w 
założeniu t e g o 
przedsięwzięcia 
oznaczony z o - 
stał przeprowa- 
dzony jak najd0- 
kładniej. K r ó- 
t k i e życiorysy 
łacińskie t e m u 
programowi ró- 
wnież odpowia- 
dają. Oczywiście 
są one w zna- 
cznej części pi- 
sane przez sa- 
.' :;.; . ,' , : mych ofiaroda- 
. wców, co im da- 
je szczególniej- 
szą warłość,zna- 
czenie history- 
cznego d o k u- 
mentu i bezpo- 
średniego iró- 
dła. Batory, Ra- 
d z i wiłłow ie 
Czarny i Rudy 
w chwili, kiedy 
się wydawni- 
ctwo pojawia, 
już nie żyją, daty ich smlerci są tutaj podane. Zamoyski. 
a zwłaszcza Mikołaj Krzysztof, książe Sierotka, który zmarł 
w r. 1616, są jeszcze przy życiu, to też odnośna do niego 
i z wielu względów interesująca notatka, zaznacza... »et nunc 
Anno MDCl aetatis agens quinquagesimum secundumq. Por- 
trety są pełne charakteru i bardzo podobne, jak to sprawdzić 


."fr. 


".1" 


'" 


-
""',.. 
 ...... 


oI.\.,..(T'i 


-.. r. 


,. 


"'---!" 


- 
'W'j 
.
.
J. . 


"r
 
( 


',
- 



 "., J 


. 
- 
 ( 


'): 


\1 

, 


.'\ 


ł-
 _/ 


.. .... " 


. 

 


.if'" 
";Jf 


"., 


'"i / 
, 


-. 



 



 


. 
 -
 ," 
. , 
,-' 


" , 


l ;
 
, ...- 
. .
 t.. 


,
". 

 


.-:i , 
v,: 


'-\ 
; 
 


. .. 


l' 


, / r' 
.jjJ 
;: f- 


. "" 


:1 . II. \U". . ""18'" .111111\ 


r lo ,I" 


Fig. 55. Mikołaj Rudy Radziwiłł, podług dziela Schrenka. 


\ 


CCXX 


....
:
. 
} 


,-:); 


'\ 


;
t,;
 
:, . 


'.0( 
'"f 
.,1 
". 


! ' 


"0 


'. 
I 


., 


"II' 


(,.!, 
b,!r 
p 
;.'1,. 
. '
," 
_ it
 


'" 
. , 

;
. 


\ .' 


t 


... 


-
		

/Czasopisma_105_09_03_129_0001.djvu

			CCXXI 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXXII 


ł 


możemy przy porównaniu z innymi tych samych osób. Batory, 
Zamoyski i Sierotka (Fig. 58) dadzą się na pierwszy rzut oka 
rozpoznać. Oczywiście zostały wykonane przez niepospolitego 
artystę podług nadesłanych współcześnie wzorów bardzo sta- 
rannie. Portret Mikołaja Radziwiłła Czarnego (Fig. 57) do- 
stał się arcyksięciu przez jego syna księcia Mikołaja Krzy- 
sztofa Sierotkę, który rysami bardziej przypominał matkę 
z domu Szydłowiecką, niż ojca. Co do portretu Mikołaja Ru- 
dego (Fig. 55), to ten otrzymał arcyksiąże od ks. Krzysztofa 
Mikołaja, hetmana w. 1., na Birżach i Dubinkach, zwanego 
Piorunem: B e II i F u l m e n, jego syna, którego podobiznę 
z kones Famz"liae Duealis Radivilianae, podług portretu znaj- 
dującego się w Nieświeżu w znacznem zmniejszeniu również 
załączamy (Fig. 56); w tym wypadku między synem a ojcem 
stwierdzić można znaczne podobieństwo. Portret ten jak i inne 
w tern ostatniem wydawnictwie rytował na miedzi staroza- 
konny Herszek Lejbowicz w Nieświeżu (17 00 - 1 77 0 ). 
Z zestawienia powyżej przytoczonych dat i dokumentów 
wynikać się zdaje, jakeśmy to zresztą zaznaczyli, że tryumfy 
Batorego, że Połock, Wielkie Łuki 
i Psków, najwięcej się przyczyniły 
do zgromadzenia rynszt u n ków 
i zbroi a może i w części do po- 
wstania całego zbioru arcyksięcia 
Ferdynanda. Polscy rycerze i zwy- 
cięzcy, o których mu tak w jego 
korespondencyi i usiłowaniach cho- 
dzi i którzy w aktach odnośnych 
do tej sprawy grają wyjątkową 
i jedyną w swoim rodzaju rolę, 
w publikacyi ostatecznej ustąpili 
i ustąpić z natury rzeczy musieli 
na drugi plan i utonęli w wielkiej 
ilości rycerzy i wojowników ca- 
łego świata, ale to rzeczy nie zmie- 
nia. Dodać należy, że Iwana Groźnego, ani innych moskie- 
wskich wodzów tutaj niema i że w notatkach odnośnych 
do bohaterów polskich podniesione są wszystkie nieledwie 
bitwy z wielkiej wojny moskiewskiej, w których brali udział. 
Jeden z pisarzy rosyjskich ostatnich czasów dziwi się, 
że wśród biołoruskiego ludu okrucieństwa tak straszne Iwana 
Groźnego nie pozostawiły żadnych tradycyj, ale że pamięć 
Batorego dotąd między tym ludem żyje. Chłop miejscowy 
nazywa go Batura i każdą ruinę. czy każdy wał obronny, 
albo większy nasyp jemu przypisuje. Drugą postacią dzie- 
jową temu ludowi znaną jest Katarzyna. W ludowej wyo- 
braźni wieki trwająca historya kraju streściła się w tych 
dwóch osobistościach i dwóch imionach. Nastąpił ostateczny 
bój między Baturą a Katarzyną i Katarzyna zwyciężyła (A. M 
Sementowski.J: ET.JlOPYCCIdR ApeBHocTH Petersburg, 18 9 0 ). Je- 
żeli zatem tak wielkie i tak trwałe, a niczem niezatarte wra- 
.lenie wywierał Batory na ludność miejscową, to niemniejszą 
zapewne robił na współczesną Europę i na dom cesarski 
współczesny, najbardziej w jego tryumfach zainteresowany. 
Najlepiej o tern świadczyć zdają się zbroje tak jego samego, 
jak Radziwiłłów, których zasługi się z tymi tryumfami splotły, 
w zbiorach cesarskich w Wiedniu. Nic więc dziwnego, ż
śmy 
z powodu zbrojowni nieświeskiej dzieje radziwiłłowskich zbroi 
i portretów, przesłanych arcyksięciu na jego żądanie i histo- 
ryę całego ich wydawnictwa poruszyli. Łączy się ona ściśle 
nie tylko z historyczną wogóle ale i z kulturalną przeszłością 
naszego narodu, i obchodzić bliżej powinna tych wszystkich, 




 .,:,
 
 .. r:_:-;:'L,
 
X "a_
 

_ 

v' .:
 L 
 
 ' 
 ,.' '" 
 ..
 
. -. ,.. -' - 


'
j 



 
J - 
" 


. 
'- 



. .-._ -"I.. 


Fi
. 56. Portret Krzysztofa Mi- 
kolaja Radziwilla zw. BI!/li Fi./- 
ml!n z kOnl!s. 


t. 


którzy razem z nami nad dziejami sztuki i kultury w Polsce 
pracują. 
Zebrany tu materyał do charakterystyki zbrojowni nie- 
świeskicj odnosił się przeważnie do opisu armat. W XVlII w., 
jak dowodzą powyżej wymienione współczesne inwentarze, 
znajdowało się ich w Nieświeżu 66, obecnie jest ich tylko 
2 I. Z tych, dzięki pp. Bersohnowi i Pułjanowskiemu publi- 
kowaliśmy 12, a daliśmy bliższy opis 18 - 19 armat Radzi- 
wiłłowskich. Na tę ilość 8 - 10 opatrzonych jest imieniem 
ks. Sierotki. Restaurator zatem zamku w Mirze (fig. 39) 
i fundator zamku w Nieświeżu w dzisiejszym jego stanie był 
zarazem fundatorem najznaczniejszej tych armat ilości i naj- 
piękniejszych między niemi okazów. Tę kulturalną dążność 
i to zamiłowanie wspaniałości odziedziczył bezwątpienia Sie- 
rotka razem z imieniem po ojcu swej matki, Krzysztofie Szy- 
dłowieckim. 
- P. Hieronim ł"opaciński nadsyła następującą, ' 
a nas tak blisko interesującą Wiadomość o nit'wydanyeh do- 
tąd widokaclz miast polskicII z drugiej polowy wieku XVII. 
Baron Augustyn de Mayerberg, który przed otrzymaniem 
tytułu barona nazywał się de lVlayern, był posłem cesarza Leo- 
polda do Aleksego Michałowicza do Moskwy, do Jana Ka- 
zimierza i Michała Korybuta, królów polskich, opisał swoją 
podróż do Moskwy i wydał p. n. "Iter in .J.J/osehoviam Au- 
gustini Liberi Baronis de lVlaJ1erberg ... et Horalzi" Gulielmo 
Caulvucci ... ad Tzarem et Magnum Dueem Alexium Michai- 
loviez Anno MDCLXI Ablegatorum, deseriptum ab ipso Augu- 
stino Libero Baro1lt' de lJtltl)'erberg", 2 tomy in FO, bez miejsca 
i roku, zapewne około 16
0; pierwszy tom tego dzieła prze- 
drukował W. lVlitder de Koloif w T. II, str. 361-452 n Htsto- 
riarum Poloniae et Ml1gni Ducatus Lt"tlluamae seriptorum ... 
eolleetio maglla" \;Varszawa 1769, por. F. Bentkowskiego "Hzst. 
Lit. Pol." T. II,641-2, gdzie jest krótka ocena książki Ma- 
yerberga. Wkrótce po wydaniu łacińskiem wyszedł w r. 1688 
bardzo lichy przekład francuski, przedrukowany w r. 18 5 8 
w "Bibliotlleque russe et polonatse", niedługo potem holender- 
ski, dokonany przez G. van Leunen i w r. 1697 włoski. Prze- 
kład niemiecki książki Mayerberga wyszedł w r. 1818, rosyj- 
ski zaś jeden w XVIII w., drugi Szemiakina w r. 18 73, 
w zeszycie III LLTeHiR 061I\eCTRa J fCTopiH H ,ll,peBBOCTH. Mayer- 
berg miał przy sobie w tej podróży malarzy Jana Rudolfa 
Storna i Janusza POmana. Zbiór 250 rysunków do tej podróży 
oryginalnych, bardzo cennych i ciekawych, gdyż odznaczają 
się wielką starannością i dokładnością, z.najd.uje się między 
rękopisami biblioteki królewskiej w Dreznie, składa się ze 13 I 
arkuszy w jednej książce i nosi tytuł: "Pietura itinerls lega- 
torum S. C. jJ1. Leopoldi M Augustini de Mayem et Willlt'lmi 
Ca/1'ucci ad Russorum Imperatorem Alexium lltichat'lowitz, 
lussu DII. de Mayem a pietort' aulieo studio e01lfteta. Unieum 
in orbe exemplar". Część znaczną tych rysunków. mianowicie 
128 dotyczących Kurlandyi, Inflant i Rosyi, wydał w r. 18 2 7 
w Petersburgu Teodor Adelung w litografowanym albumie 
do książki: EapOB'h l'vIeilep6epr'h H nYTellIt'CTBie ero no PocciM, 
która wyszła i w języku niemieckim. Część zaś rysunków 
dotąd wydana nie była, pozostały więc niewydanymi rysunki, 
dotyczące podróży od Wiednia do granicy Kur1andyi; jest 
pomiędzy niemi kilkanaście widoków miejsc na Śląsku. prze- 
szło 20 widoków miast i wsi Wielkopolski i Prus, a między 
niemi Krotoszyna, Jarocina, Miłosławia, Gniezna, Pakości, Tu- 
choli, Gdańska, Królewca, Klajpedy (Memla) i in. Pod innymi 
rysunkami znajduje się podpis Jana Rudolfa Storna, wytrawnego, 
dobrego i zdolnego rysownika. Pod rysunkami znajdują się dość
		

/Czasopisma_105_09_03_130_0001.djvu

			CCXXI\I 



 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


('( "XXI\' 


szczegółowe napisy W języku niemieckim, wyjaśniające ich 
treść i ułożone prawdopodobnie przez samego Mayerberga. 
Szczegółów wymienionych o rysunkach zaczerpnąłem z wspo- 
mnianej wyżej tosyjskiej książki Actelunga. Byłoby obecnie 
rzeczą bardzo pożądaną, pożyteczną i ciekawą dla badaczów 
historyi i geogra- 
fii oraz sztuki wy- 
dać w języku pol- 
skim tę część 
dzieła Meyerber- 
ga, która dotyczy 
Polski i dodać 
wierne podobizny 
wielkości orygi- 
nału odpowie- ._ 
dni ch rysunków 
w Dreznie prze- 
chowanych. 
-P. Ludwik 
Four nier z Lyo- 
nu nadsyła nam 
ciekawą notatkę 
dotyczącą pasów 
polskich, k t ó r ą 
w tłomaczeniu 
podajemy: 
Wiadomość 
podaną przez p. 
Romera o wyro- 
bie pasów pol 
skich w Lyonie 
w jego zajmują- 
cej pracy w Spra- 
wozdaniaclz (T. 
V, str. 166) nale- 
ży uważać za zu- 
pełnie pewną. Do- 
wodem tego jest 
praca p. t.: Notiet 
sur Pierre- Tous. 
saint Declzazelll 
przez p. F. Ar- 
taud, członka In- '. 
stytut u, dyrektora 
Muzeum w Lyo- 
 
nie,l którą wydał 
'.
 
p. Paul Saint-Oli- , 
I 
'I 
ve w swoich iWI- I!',:.I: 

I\ l ' 
langes historiques l' il l i j:; 
sur Lyon. (Lyon, ' b 
in 8°, 1864). Świa- " 
dectwo Artaud'a 
nawet niepopar- 
te innymi doku- 
mentarni, zasłu- 
guje na zupełną 
wiarę z powodu ścisłych stosunków łączących go z osobą, 
której biografię skreślił. 
Parę słów przedewszystkiem o Dechazelle'u. Pierre-Tous- 
saint Dechazelle lub de Chazelle, rysownik fabryczny, prze- 
mysłowiec, w chwilach wolnych malarz kwiatów, urodził się 


H...ut...:.. 



 


" . 
". I J 



 


l""':'" 


,. 'I 
I 


: ,'.l" 
.
. :1\ 


17; 


; ""'..'
. 



. 


.-;
 
-p- 
,- ',"::'-2.'*- 
....-/
 
;. 


./ 



i 


-
 
/l
# ,::".': 
.
 .v- ,.\-. 
",' _./ . ł' 
.). . (/ 


I )., 


,I": I .


 i 


..... 


... 


.. 
-/ 


.. 



 ; 


f 


:J:: 
,IIIII' 


< t ., 


'-\. 
; :
,; 

' I:III;I I !"":, 
- ':I II I"II'I
I 
'. ./II.II'l-' 
'11.lIr 





l' 
.
. -',-"
 


..... 
... 


" 
'. 


(I 


->. 


., 


:' 
.t. ,"' 


ł..
 


; 


" - 
'o. 


-/ 

 


.:. 


t ' 
"\,' - 
. I ' . ..n 
\ I ;'!ł 
'\ . '" 
u 
.
 /'''''. " , 
: , 
 
" , 
'
'-" 


,I 


". ?:ą
 



 
 .... 


\ - 


-.{*. . 


,":i/. 


,: 1, t h II 



 


'"o'. ;; . 
.,. "1'" 


w Lyonie 175 I r. Należał do szanownej rodziny kupieckiej. 
Uczeń w malarstwie kwiatów artysty Douay, należącego do 
szkoły sławnego Baptiste Monnoyer, wstąpił w młodym je- 
szcze wieku jako rysownik 
szego Guyot 
t Germain, 


do fabryki domu (;uyot, później- 
z którym się w końcu zwią- 
zał jak o trze- 
ci wspólnik 2 . Wy- 
roby de Chazel- 
le'a wielką miały 
wziętość zagrani- 
cą. Poszukiwano 
ich na targach I.i- 
pska i Frankfurtu, 
nie mniej jak w 
Polsce i Rosyi, 
a dzięki pośredni- 
ctwu barona de 
Geramb, otrzy- 
mał nasz przemy- 
słowiec waż n e 
zamówienia d I a 
petersburskiego 
dworu. 
Do wyrobu)na- 
teryj przetyka- 
nych jedwabiem 
{ćtoffis brochlt-s} 
dołączył hafciar- 
stwo i w obu tych 
gałęziach doszedł 
do wielkiej do- 
skonałości. Niem- 
cy go nazywali» le 
plus grand nuan- 
ci er de France«, 



'f!ir.- 
.ł
'
 


,/ . 


,...,!;" 


'I. 


" II 


..... . 
I ';.. 


i II 



 
-r_.. . 


..... 


" . 



 
, ' 



 
 



 


,.I 


..- . ' 


"'t, 


," 




 


)
 



" 


fil" 


I' . 
. . 
 


.. 


/1 


, 



: 


.J> 


1\ 
,
,. 
ł- 


- , 


... ':I 
; '.' ". 


, . 

/'
; 


.. 


ł 


" 
--:-, 


, 
T 


, 
.. 


"\ 


nazywano go ró- 
\, wnież nie bez pe- 
wnej emfazy Ra- 
faelem przemysłu 
lyońskiego. Re- 
wol u cya 1793 
przerwała j e g () 
działalność han- 
dlową. Przeżył je- 
dnak okrop ne 
c z a s y oblężenia 
L y () n u, uniknął 
zarówno gilotyny 
jak 
au mitrailla- 
des des Brotte- 
aux.. Za p i er- 
wszego cesarstwa, 
będąc członkiem 
» duConservatoire 
des Artsc i mając 
sobie powierzoną 
administracyę szkoły rysunkowej, specyalnie założonej dla tka- 
nin jedwabnych, tworzy on klasę tkactwa i kompozycyi kar- 
tonów tkackich (mise en carte). Umarł 8 stycznia 1835 r. 


/- '. 


}ł;: 


.j 


;J/J 


0
\ 


L I o- 
.' 
\,
 


j ./ 
, . 


- ,.,
. 
- , 


., 


-"". 


\,I!,I'rh' "II" ,I 


" 


fI · : j 


. .1 
1,
li 

Ii 
, .:. :.-.;,";-..,;11 


.J 


, " 
. 

 Ol 


.l" 


. ',' 


... ,'J I 


_..............."'__..._._.....""''''''...''''''"'"w__'''..'''''''_:'''..,::"""';".:':':
J'''W ,J 


.......""._11'...''''.' 
nn _... . . 


Fig. 57. Mikołaj Czarny Radziwiłł, podług dzieła Schrenk'a. 


· Fran
oi5 Arlaud mianowany dyrektorem Muzeum w Lyonie 180ó r. 


I Dawne Almanachy lyońskie podaj!} adres tego domu. Czytamy w 
/'In- 
dicatl!Ur" z r 1788: Guyot, G"main et de Cha2
//
, marchands, fahricants, ,-ue 
Pu,ts Gai//ot, maiso1J Vouty, obecnie Nr. I.
		

/Czasopisma_105_09_03_131_0001.djvu

			II 



cxxv 


) 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CI.:XXVI 


autres, une toile d'araignće et des oiseaux qui rivalisaient 
avec la nature et avec les tableaux ftamands<. 
»L'ouvrage le plus important que Mr. Dechazelle em 
fi confectionner pour la Russie, fut de grands tapis de drap 
rouge, dont on recoU\Tait les mulets (sic) l} destines fi la 
ceremonie du Sa- 
cre d e S empe- 
reurs. Ces sortes 
de housses impe- 
riales, qui coutai- 
ent 10.000 li,'res 
piece, etaient or- 
nees d'un saint 
Georges fi che- 

,! 
val, grand comme 
n a t u re, d'u n 
grand a i g l e et 
d'ecussons de 
I'empire, le tout 
brode. Ce travail, 
exćcute en soie 
et en dorure, etait 
en grande partie 
releve en bosse 
et produisait un 
e ff e t admirable. 
Le travail le plus 
difficile qu'on fit 
executer fi M. 
Dechazelle, pour 
une princesse du 
Nord, fut des cou- 
vertures de livres 
in - 18, don t 
on voulait form er 
une bibliothcque. 
Mon digne ami 
m'occupa au des- 
sin et fi la pein- 
ture de ces ob- 
jets. Les sujets 
de l'ćt o ff e e- 
taient si varies et 
les lais si multi- 
plies qu'ils for- 
maient fi l'envers 
une especedema- 
telas qu'on etait 
oblige de couper 
ensuite, com me 
-. cela se pratique 
pour certa i ns 
mouchoirs fa
on 
_....."_1 
cache-mire c . 
P. L u d W i k 
Fournier W liście 


,\
\"'
' "
:':I '.. 
"... '
_'J 


.
, , 


'. .'11:..' 


'J II"' 


Malarz David. zaprzyjainiony Z nim podczas wspólnej po- 
dróży do Paryża, przedstawił go na tle swego obrazu koro- 
nacyjnego "du SacTe" i przekazał nam rysy tego przemy- 
słowca, który przedewszystkiem był artystą. 
Podajemy obecnie w dosłownem brzmieniu ustępy do- 
tyczące pasó w 
polskich i zamó- 
wień dla rosyj- 
skiego dworu: 

Ce qui contri- 
bua le plus a en- 
richir la maison 
de commerce de 
M. Dechazelle
 ce 
furent les ceintu- 
res imitćes d e s 
Turcs, que por- 
taient alors les 
riches Polonais. 
C e s etoffes a- 
vaient tellement 
le cachet oriental, 
<:Iu'iI ne fut pas 
possible de »s'a- 
percevoir, qu'el- 
les avaient ete 
f a b r i q u e e s en 
France. Pendant 
longtemps Mr. 
Dechazelle s'oc- 
cupa exc1usive- 
ment de ces ob- " 
jets, auxquels, ,'" 
- " 
disait-il, ił etait 
redevablc de la 
plus grande par- 
tie de sa fortune. 
On lui envoyait 
des modCles de 
Constantinople, 
des ćchantillons 
de la Pers e, de 
la Chine, etc., afin 
de mieux s'iden- 
tifier avec le gen- 
re des tissus de 
ces pays. On 
trouvait avantage 
a les faire fabri- 
quer fi Lyon, en 
ce qu'ils etaient 
plus beaux et fi 
meilleur marchec ____""""..;;...,,
.:;,
::...",... 


:_--- 


, 


.;::,' 


1\ 


. , \ 
 


"" 


- f
-- 
.il ' ' 
t. " 
." % 


s: 


'\ 


- .". 


II 


cł' 
1) . I 


\,. 


t ,
 
\:' :: 


,.: 
1 ( :'; . 
." , ,
.' "1' 

 " ,- 
'. "'/' . 
. I '
::!'I III,' . 
'/I:I:I"
 
_.;:' ',
. ':ł, 
 
., \.-- 


,y.
, 



 


., 


\; 
 .: 


"
,o .t 
,?
 
.',," ' 
\ -:... - 


. 
. l 
" 
 :, .- . 
. 
, 


..: 


":\ \ 




 


"-- 
.' . 


. 

 



. 
.. .. 


'- 


.".- 


ł 


.' 


v....
... 1 1 ,,1' 1 
'.: I I 
. I 
ł'
 . . . :j.. ' 
'.' ',o' ";'
j:! 
 i;r 
 II"! 
I!

I jl , 
." "i i i li ii 
','II,!:" I 

 ' '.',
tlij I 
:
? - 


, 


", 


ł
 'J 


J' 


.... 
..- -: 
.
 


" 


, .j. 


, . 


. :«; :.;. ... 

 ., . 
'..., ' ... . \ 


 . '

', 
. 
 
':"_Jd' ".,-:-'" 
, . . 
'".: ....
J
 .'. .! "'." 


. -. 
,",':0...'" 
"r 



 " 

.. 


{ 

'} 


J ;. 


.\ 
f 


,J 
, 


... ,I , 
, . 


.1 
. 



 


. . 


> 
\ 


I 



. 

 


. 
.' 
 . 

 
" 

 


!
 
f'. 


.J ,':, 


I 


tt.: .' 
:..'" . - L
' 
 



I 


I 


., 
 \ 
ł - 
 ' 
<',;
\ 

.='L" 


'
 
--.. 


\.-- 


..;: 



:: .( 


-
-- 


'I,' II 


, ' 


, 
1 1 " 1 
1'1: 1 , 
 I 
,. 
., 
.
;'II'I 
't: I ' 


III" 


':: II
!' 'lhll
ih'H :\1::1,11' ":'
 
. 
 :':' I

I'
 :
 
.'.. '
 
. .
. 

. ' 


_ I ' 
, - 
,- 

:'.' . 
. - ° 0' .
. 
'::.
:f.. .:0. 
;:


.

 : 


a 


..
 


. ., I,,'t 
1: 111 , 


JI:r-, 
, r 
1:, 


-, . 

P , 
... . 
- ,.J 


"" j :I
I 
rl' " \ ,., 1 1"'"' 1 ' 

 '... " 
I,'" 


l, 
.1. 
 

'1
. 


q, 


('/- 


. ...... 
. .... 
 


i"!.:' 


..._--_.
- 


- 


....- 


- 


(p. 20 5- 6 ). 
Le haron de 
(
eramb a y a n t 
commande un tableau en soie representant un vase de fleurs, 
entollrć d'oiseaux et de fruits, dont il voulait faire present 
a J'imperatrice de Russie, M. Dechazelle fit executer ce dessin 
sur du gros de Naples de couleur brune. En som me, ce 
vase de fteurs [ut juge un chef-d'oeuvre qui surpassait tout 
cc <]ll'un avait ''u en ce genre. On y remarquait, entre 


Fi
. 58. Mikolaj Krzysztof Sierotka Radziwill, podlu
 dzida Schrenka. 


.. 


następnym uzupełnia notatkę puwyższą następującą uwagą: 


I) Au lien de ",u/ds, le manu,crit u'Arlaud rlevait avoir un autre mot 
qui aura c!t'; maI lu par 
aint-Olive. Je ne crois pas «ue des mulets aient 
jamais fi
urc! dans le cortcj?;e du sacre rl'un t>ar. Ue plus, on n'aurait pu des- 
siner sur ces housses, quand bien meme elle, eussent traine jusqu'a terre, un 
Saint Georges a cheval gron"
lIr na/lin. (L. F.)
		

/Czasopisma_105_09_03_132_0001.djvu

			<;PRAWOZTlANIA z POSIEDZEŃ 


CCXX\'II 


CCXXVIlI 


Malarz Douay, o którym mowa w powyższym ustę?ie, wedle 
p. Artaud nazwany uczniem Monnoyera, był prawdopodobnie 
uczniem jednego z uczniów te
o sławnego malarza kwiatów, 
zmarłego w Londynie 1699 r. Biografia jego jest prawie nie- 
. znana. Katalog Muzeum Lyonu nie wymienia daty jego uro- 
dzenia i śmierci. Znajduję wiadomość, że w 1767 wysłano 
rysunki Doueta do Rosyi, kiedy cesarzowa Katarzyna II chciała 
na wzór Piotra Wielkiego założyć manufakturę jedwabiów 
w swojem pań
twie. Douay powinien był wtedy mieć więcej 
niż 17 lat, mając stanowisko i wziętość tak już ustalone. 
W końcu nadmienia, że de Chazene urodzony w 1751, nie 
mógł prawdopodobnie być jego uczniem. 
L'ortographe mcme 
du nom de ce peintre lyonnais est tres incertaine - dodaje 
p. Fournicr - et ce nom se rencontre ecrit ".de 3 manieres 
differents Douay. Douaix et Douet. sans qu'aucun document 
ne permette de dire quene est la version la plus correctec. 
Co do lyońskiego fabrykanta Solimcmda. którego wy- 
mieniają autorowie polscy, nie znajduje o nim p. Fournier 
żadnego śladu w źródłach lyońskich. Trzeba przypuszczać, 
że był wspólnikiem jakiegoś domu, bez imiennego udziału 
w jego firmie, lub też zwykłym pracownikiem w nim zatru. 
dnionym. 
- P. Ludwik Fournier w dodatku donosi o cieka- 
wym fakcie odnośnym do naszych płyt brązowych. 
Z Długosza, Paprockiego i innych źródeł wiemy, jak 
wielka ilość płyt brązowych nagrobkowych znajdowała się 
w naszych kościołach. Wiele z nich zostało przy rozlicznych 
restauracyach wyrzuconych i przetopionych, Dzięki p. Fournier 
dowiadujemy się, że w czasie wojen napoleońskich je rabo- 
wano; dziwić się zatem należy, że i tak pozostało ich jeszcze 
dosyć. Notatka p. Fournier w przekładzie polskim brzmi: 
Za czasów Restauracyi, pewien handlarz żelaza i krusz- 
ców w Lyonie, zwany .Frere Jean posiadał płyty grobowe 
B brqzu polsku. Pochodziły one zapewne z łupów francuskich 
armii i mieć musiały pewną wartość artystyczną, skoro Frere 
Jean ich nie przetopił. Ale co z niemi się stało? Było ich 
dwie, jak sądzę. .. 
Posudzmu B dnia IJ grudnia I900 r. 
- Pro f. dr. Jer z y hr. M y c i e l s k i streścił pierwszą 
część rozprawy p. t. "Lucas Vorsterman i dwaj pano'wie 
polscy (1640- 1646)c. We wstępnych uwagach podał krótki 
zarys stosunków artystycznych Polski z Niderlandami w pier- 
wszej połowie XVII w.. których głównym punktem wyjścia 
była podróż królewicza Władysława Wazy w jesieni r. 1624 
do Flandryi i nawiązana tam znajomość z Rubensem. Za tern 
poszedł mało znany dotąd stosunek Piotra Soutmana z pol- 
skim dworem (por. wyżej, szpl. CXXX -CXXXII.) i wielkimi 
panami a w dalszym ciągu przybycie na dwór Władysława 
IV Piotra Dankertsa de Ry i jego artystyczna działalność. 
Malarstwo niderlandzkie oddziaływało też przeważnie na pol- 
skich malarzy XVII w.: flandryjskie na Leksyckiego, przej- 
mującego się rycinami wykonanemi podług utworów Rubensa, 
oraz na Jana Triciusza będącego uczniem Jordaensa i Daniela 
Frehera. holenderskie zaś już z epoki upadku wpłynęło na 
obu braci Lubienieckich, Teodora, ucznia Gerarda de Lairesse 
i Krzysztofa, ucznia Adriana Bachera. Wobec tego oraz 
w obec w ogóle licznych kulturalnych stosunków Polski 
z Niderlandami, w pierwszej zwłaszcza połowie XVII w., sto- 
sunki dwu wybitnych osobistości w Polsce tego czasu ze 
znakomitymi artystami Flandryi nabierają więcej wagi i in- 
teresu tembardziej, że artyści ci zostawili nam ich portrety. 
Jednym z nich jest Lucas Vorsterman (1565 - 1675), artysta 



 


należący do słynnej plejady rytowników grupujących się 
około Rubensa i wraz z Pawłem Pontiusem w niej naj- 
znakomitszy. Ostatnia o nim praca naukowa p. Ilenryka Hy- 
mansa z Brukseli podaje wyczerpujący zarys jego twórczości, 
naprzód we Flandryi wspólnie z Rubensem, następnie w An- 
glii, potem w Antwerpii z Van Dyckiem, wreszcie po roku 
1637 wspomina o stosunku z Polakiem, którego jednak nie 
jest w stanie bliżej określić. Jest to młody ks. Bogusław Ra- 
dziwiłł, który właśnie w tym czasie przybył do Niderlandów 
na nauki i dla nawiązania stosunków z całym świetnym ów- 
czesnym światem zachodnim. V orsterman bawi przy boku 
Radziwiłła czas jakiś na wojnie, a donosi o tern w liście do 
Konstantego Huygcnsa z dnia 25 marca, ale bez podania 
roku. Data jednak daje się dokładnie oznaczyć, a tern samem 
określić czas owego stosunku. Na podstawie pamiętników 
Bogusława Radziwiłła stwierdza referent, że rokiem tym, 
w którym Radziwiłł wspólnie z Vorstermanem brał udział 
w wojnie, jest rok 1641, i z tego to roku po,;hodzi wspo- 
mniany list, który jest jedynym znanym listem artysty. Re- 
ferent przypuszcza, że w tym czasie Vorsterman wykonał też 
portret Radziwiłła, którego jednak nie posiadają większe na- 
wet europejskie zbiory, a p. H. Hymans też o jego istnieniu 
nie wie. W końcu podał referent wiadomość o przelotnym 
stosunku miłosnym ks. Bogusława z jedną z największych 
piękności owego czasu, portretowaną przez Van Dycka, Bea- 
tryks'ł de Cusance. 
P. B 'H t Y n o w s k i dodał objaśnienie, że wniosek refe- 
renta jest trafny, gdyż w istocie zna on rycinę portretu ks. 
Bogusława Radziwiłła wykonaną przez Vorstermana, a znaj- 
dującą się w prywatnych zbiorach ks. Ferdynanda Radziwiłła, 
która wobec powyższych wywodów prof. MycieIskiego zdaje 
się być unikatem, ale której datę powstania można wobec 
tego w zupełności oznaczyć. 
- Dr. S t a n i s la w K u t rz e b a przedłożył dwa cie- 
kawe dokumenty z XVI w. Jeden to list Krzysztofa Szydło- 
wieckiego do biskupa Warmińskiego w sprawie nabycia 
obrazu flandryjskiego, drugim zaś jest list króla Zygmunta l. 
do Stanisława Szafrańca w sprawie chęcińskiego lazuru. 
Z pierwszego (I) dowiadujemy się, jak wielkie zamiłowanie 
współcześni, a mianowicie Krzysztof Szydłowiecki, musieli 
mieć 00 dzieł malarskich flandryjskiej szkoły. Drugi (11) jest 
z tego względu dla nas ważny, że ustala przybliżoną datę 
odkrycia lazuru w Chęcinach. Wnosząc z tenoru listu Zy- 
gmunta I. który w r. 1512 rezerwuje dla siebie i na potrzeby 
królewskie użytek tego lazuru, sądzić należy, że około tego 
czasu musiał być on znaleziony. 
1. Reverendo domino Fabiano electo ecc1esie Varmien- 
sis amico clarissimo.... 
....Reverende domine. Ego multum delector in pu1cra 
et artificiosa pictura. Vidi in altari domini scuneti unam par- 
vam tabulam artificiose pictam imaginem beate virginis hoc 
est monstra te (sic!) esse matrem. Si in quantum fieri com- 
mode posset et sine molestia dni doctoris, ut mihi eam ta- 
bulam per aliquem oratorem Cracoviam mitteret dominatio 
vestra, haberem hoc a vestra dominacione pro magno et 
grato munere. Si autem cum molestia aliquantula deberet 
esse, tunc nono, quia ibi Dominatio vestra de Flandria per 
Gdanum (s.) talia multo facilius poterit habere quam nos 
qui remociores sumus.... 
Toruń, 17 maja 1512. 


(Bibl. XX. Czart. kod. nr. 


Cristoforus de Schydlowiecz 
manu propria scripsit. 
1594. List oryginalny p. 35- 38). 


I 


lA
		

/Czasopisma_105_09_03_133_0001.djvu

			(TXXIX 


S\'RA WOZIJANIA l. POSII.L>ZI.;:\ 


n.:xxx 


Fig_ 59. Poznan, Figura Matki Boskiej z drzewa 
w muzeum dyecezyalnem 


l 


II. Stanislao Schaffranyecz. Generuse fidelis noster di- 
lecte. Colore lazuri indigemus et tu debuisli in Chanczini 
mandare, ut colores ipsius lazuri pro nobis servarentur. Quo- 
circa tibi mandamus precipientes ut slalim provideas quod 
lazurum istuc habeamus et prohibeas ne alicui alteri suh 
penis nostris \'endatur. 
(List krola Zygmunta z 20 lub 21 
1ipca 15 12 r. Z bibl. XX. Czartor. cod. 
nr. 253 p. 3 18 ). 
- P. S t a n i s ł a \V W i t k i e w i c z 
z Zakopanego nadesłał odbitki drzewu- 
rytów ludowych, znajdujących się \V po- 
siadaniu pani Dembowskiej w Zakopanem. 
Odbitki te wchodzą w skład pracy prof. 
Maryana Sokołowskiego p. n. Drzeworyt- 
nictwo u nas (L Drzeworyty ludowe, II.
 drze- 
worytmctu.o i koltryniarstwo 'ltJ Polsce, m. 
Kultura ludu.) w niniejszym tomie Spra- 
'lvozdań. 
P. L u d w i k P u s z e t podał wia- 
domość o figurze Matki Boskiej wykonanej 
w drzewie z końca XIV lub początku XV 
w., znajdującej się w muzeum dyecezyal- 
nem poznańskiem, której jednak miejsce 
pochodzenia dokładniej nie jest znane. 
Również przedstawił p. Puszet fotografię 
i opis płaskorzeźby w kościele N. M. P. 
in Summo w Poznaniu przedstawiającej 
św. Stanisława wskrzeszającego Piotrowina 
a pochodzącej zapewne z końca XYlIl 
wieku. 
Figura M. Boskiej. (Fig. 59). Wys. 12 5 
cm. (?) Rzeźba okrągła, wykonana w drzewie 
mil:kkiem, miejscami oklejana płótnem. Na 
kredowym gruncie polichromia roślinna 
wodna albo »tempera« - ale nie olejna. 
Stoi ona całym ciężarem na lewej nodze, 
górną częścią ciała przegięta w tył. Obie 
ręce obłamane. Madonna ma na sobie 
długą suknię, której fałdy załamują się 
o ziemię i płaszcz spięty klamrą na piersi, 
tworzący 3 duże fałdy na przodzie a spa- 
dający esowato po bokach. Na głowie 
korona - dziś spiłowana - i chustka spa- 
dająca aż na ramiona w podobnych jak 
płaszcz esowych fałdach. Twarz pełna 
o czole wypukłem, nosie pierwotnie trochę 
zadartym, z jasno blond brwiami. Tegoż 
koloru pukle wyglądają z pod włosów. Po- 
lichromia zachowała się bardzo niedobrze, 
gdyż wraz z gruntem kredowym ustawicznie 
się łuszczy. Przytem farby wybladły. Użyte 
tu są barwy: czerwona, zielona i niebieska. Twarz ma kolor 
naturalny, przyczem różowość jest trochę sina. Oczy szaronie- 
bieskie. Włosy, brwi i rzęsy (bardzo starannie włosek po 
włosku malowane) są blado blond, koloru jasnej niepalonej 
sienny. Korona i spinka na piersiach mają barwę brudno- 
żółtą. Zresztą nie mogtt niestety opisać dokładnie polichromii 
poszczególnych części ubioru, gdyż zgubiłem notatki robione 
na miejscu. 
Pierwotny wygląd figury o tyle się różnił od obecnego, 
że na głowie była z wszelką pewnością wysoka korona. \Vska- 


." 
f 


, 


... 
; :\

. 

 
;" 


.., 



 
. I 


.', 


, , 
')0' 


'j 


-: 



 


'. . 


."t. 


'. 


..> 


... 


- .( 



, 
. 


, 
!.4L. 



 . 


zuje to grubość tejże korony u nasady tj. w CZęSCI, która się 
dochowała. Ponieważ figury z tej epoki miały zawsze bardzo 
wysokie korony, których liście się łatwo obłamywały, przeto 
spiłowywano je zwykle w późniejszych wiekach, zostawiając 
tylko nasadtt potrzebną do przytwierdzenia nowej korony 
z blachy. Powtóre trzymała Madonna bez- 
, \V
tpienia Dzieciątko, którego dziś niema. 
Zważywszy układ rąk i brak wszelkiego 
śladu na samej figurze, aby Dzieciątko 
o suknię było oparte, możemy wnioskować. 
że trzymane ono było na rękach w powie- 
trzu, głównie na lewej ręce spoczywając 
prawą lekko podtrzymane. Poza temi dwo- 
ma uszkodzeniami znajduje się wiele in- 
nych drobniejszych, np. ułamanie końca 
nosa i t. d. wogóle figura jest w niezbyt 
świetnym stanie. 
Zastanówmy się teraz nad epoką. 
z której pochodzi i szkołą, do której na- 
leży. Na pierwszy rzut oka tak strój, tj. 
płaszcz z klamrą i chustka pokrywająca ra- 
miona, jak układ tj. silne przegięcic w tył 
(co fotografia niedosyć uwidocznia) i eso- 
we równo w dół spadające fałdy draperyi 
wska7Ują na wiek Xl\' lub początek X\T 
Trzy ciężkie poprzeczne fałdy z przodu 
kazałyby figurę odnosić do niezbyt późnego 
wieku Xl\'o Natomiast sposób traktowania 
szyi i podgardla raczej XV wiek przy- 
pomina. Ponieważ przyjmujemy zawsze dla 
dzieła drugorzędnej wartości artystycznej 
datę nieco późniejszą, niż ta z której po- 
chodzą pierwszorzędne roboty, za wzór 
im służące, przeto możemy oznaczyć pier- 
wszą połowę XV w. jako czas powstania 
naszej l\1adonny. 
Typ jej twarzy, o dosyć szerokich 
kościach jarzmowych, łagodnie uśmiechnię- 
tych ustach i jasnych włosach, jest tak 
polski, że z wszelką pewnością możemy 
tę figurę uznać za miejscową polską ro- 
botę. Potwierdzać to może także zły stan la- 
zurowej farby, o którą jak wiadomo, w Pol- 
sce było niezmiernie trudno. Mamy zatem 
w tej Madonnie okaz polskiej rzeźby z pier- 
wszej połowy XV w. Zkąd pochodzi - 
dotychczas nie wiadomo. Podobno z Gra- 
boszewa (w. ks. POZl1.). Obecnie znajduje. 
się w muzeum dyecezyalnem poznańskiem. 
Z tego też przedewszystkiem względu, 
dla swego wybitnie polskiego, swojskiego 
charakteru, ciekawą być dla nas może pła- 
skorzeźba św. Stanisława. (Fig. 60). To zapewne było przy- 
czyną, że pominął ją Kohte w swojej inwentaryzacyi. Znaj- 
duje się ona w kościele Panny Maryi in Summo w Poznaniu. 
Jestto, jak wiadomo, kościół o niezmiernie ciekawej prze- 
szłości, dotychczas zdaje się niezbadanej dokładnie. Zresztą 
fakt czy był częścią grodu Mieszkowego czy nie, nas tu 
bliżej nie obchodzi. Obecny kościół wystawiony z cegły 
między 1433-1444 za biskupa Andrzeja z Bnina, odnawiany 
w 1594 za biskupa Łukasza Kościeleckiego, tworzył osobną 
kollegiatę (1689 biskup Stanisław Sitnicki. 1740 bisk. Teo- 


_j _l . 
...
1....4. . 


1 


" 


-"
 . 
...t,_ , 



:.u 
; 


'. " j . 
- f-, .. 


" '.h.' 
ł .
?:r{ 
 


.' 


. , 


.. 


" . 


1't" 


.- 


. , 


.1 


, . 


\ 


.1 
l. 


;4. 


., 


o 


J
		

/Czasopisma_105_09_03_134_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA Z POSIEDZ
;Ń 


CCXXXI 


ccxxxn 


dor Cz:utoryski) at do 1805 roku (bisk. RaczYllski). W 1809 
zamknięty z powodu stanu grożącego ruiną, wyrestaurowany 
i rekonsekrowany został w r. 1862. Kiedy się do tego ko- 
ścioła dostała płaskorzeźba ze św. Stanisławem, niewiadomo. 
W inwentarzu zapisana nie jest. Trudno nawet dojść, do czego 
mogła służyć pierwotnie, tj. czy wchodziła w skład jakiegoś 
ołtarza lub stalli? Dziś oprawiona w nowe ramy stoi na rodzaju 
ołtarzyka za W. ołtarzem. Jest polichromowana i wykonana 
w drzewic lipowem. Przedstawia wskrzeszeni c Piotrowina przez 
św. Stanisława. Na cmentarzu, wśród grobów i krzyżów stoi 
król, święty biskup, grono szlachty i duchowieństwa. U stóp 
biskupa leżący Piotrowin czyni zeznania. Obok świeżo odko- 
pany grób. W głębi dosyć urozmaicony krajobraz, z kościo- 
łem, budynkami i polem. Na horyzoncie góry pokryte śniegiem. 
Płaskorzeiba ta pochodzi prawdopodobnie z początku w. 
XVIII a prędzej jeszcze z drugiej połowy tego stulecia. Zauwa- 
tyć należy, te szlachta nie ma głów golonych. Wartość artysty- 
czna nie jest zbyt wysoka, szczególnie pod względem techniki 
sAycerskiej nie był twórca płaskorzeźby biegłym mistrzem. Do- 
wodzi tego bardzo rażąco sposób zacinania fałdów. Natomiast 
kompozycya jest wcale dobra. Cała grupa ludzi dohrze sku- 
piona i udramatyzowana a w krajobrazie perspektywa oddalają- 
cej się alei nie pozostawia nic do życzenia. Co jednak główną za- 
letę całej płaskorzeiby stanowi, to realizm i zamiłowanie, z ja- 
kim są wykonane szczegóły. Doskonałe są typy wąsatych szla- 
chciców w kontuszach, deliach, wysokich butach, z karabelami 
przy boku. Z zamiłowaniem wykonane z drzewa listki i ga- 
łązki, stylizowane liście babki wśród trawy, krzyże grobo- 
wcowe, mały renesansowy budyneczek w rodzaju panteonu 
i t. p. szczegóły. Najlepszą jednak jest nieduża figurka przed- 
stawiająca chłopa, który w sukmanie i wysokich butach, 
z kijem w ręku i książką do nabożeństwa pod pachą, prze- 
chodzi w pewnem oddaleniu od głównej grupy. Ta jedna 
prawdziwie Brueghelowska figura nadaje już sama przez się 
wartość całej płaskorzeibie, wartość leżącą przedewszystkiem 
w charakterze realistycznym i na wskróś rodzimym, polskim, 
całej roboty. Charakter ten objawia się nietylko w typach 
i strojach, ale w samem przeprowadzeniu płaskorzeiby, czysto 
malarskiem, działającem przedewszystkiem przcz kolor. 
- P. Julian Pagaczewski składa następującą no- 
tatkę, opartą na badaniach p. Kazimierza Kaczmarczyka p. n. 
Maciej Trapola nadwomy architekt Stanislawa Lubomirskiego. 
P. Kazimierz Kaczmarczyk przeglądając archiwum 
miejskie w Wiśniczu natrafił na kilka interesujących wzmia- 
nek o Macieju Trapoli, nieznanym dotychczas architekcie 
nadwornym Stanisława Lubomirskiego, podówczas podcza- 
szego a póiniej wojewody krakowskiego. Wzmianki te mie- 
szczą się w dwóch naj starszych księgach miejskich. t Nie wiele 
one powiadają, nieco tylko o finansowych i familijnych sto- 
sunkach Trapoli. Pierwszą wiadomość o nim mamy z r. 1626. 
W tym bowiem roku dnia 26 lipca St. Lubomirski przychy- 
lając się do próśb mieszczan wiśnickich rozszerza im daro- 
wizny i proszącym na wieczne czasy nadaje :trole, ogrody 
y gronty przez Mathiasa Trapolę, architekta swego a mier- 
nika tych gruntów wimierzonec (L. oj}. proc. et cons. str. 7). 
Mamy tu więc do czynienia z nadwornym architektem 
Lubomirskiego. Tytuł ten zachowuje Trapola aż do śmierci 


, I) Liber ins
riptionum, s'gnatiunum, obligationum, ąuitationum of.ficii 
advo
atialis Wisni
msis anni z634 per spectahilem Lourentum Zabło
ki advo- 
calum Wisnicensem faeliciter incllOtlt. (L. afr. adv.) - n. Liber inscriptionum 
et
. ofjicii pro
onsu!aris et 
onsularis civitatis Wisnzi:. ab anno z633 (L. alf. 
proc. et eon!.). 


swej zaszłej w 1637 r. Od r. 1626-1634 niema w księgach 
miejskich żadnej wzmianki o Trapoli. Niewiadomo więc, czy 
przebywa w tym czasie w Wiśniczu, czy też może gdziein- 
dziej. W każdym razie dworu podczaszego koronnego nie 
opuszcza a jeżeli go w Wiśniczu niema, to musi być zajęty 
pracą w innej może posiadłości Lubomirskiego. Długo jednak 
nie mogła trwać nieobecność Trapoli w Wiśniczu, bo Lubo- 
mirski nosił się z myślą wybudowania klasztoru na podzię- 
kowanie Bogu za zwycięstwo chocimskie. Myśl tę urzeczy- 
wistnił, albowiem w 14 lat od czasu wyprawy chocimskiej, 
tj. w 1635 r. stanął olbrzymi warowny klasztor Karmelitów 
bosych, którego budowa musiala trwać co najmniej kilka lat. 
Zważywszy więc, że Trapola w r. 1634 jest w Wiśniczu, 
zdaje się nie ulegać wątpliwości, że jako nadworny architckt 
Lubomirskiego w budowie klasztoru Karmelitów udział bie- 
rze i że naj prędzej według jego planów i pod jcgo kierun- 
kicm wykonują całą budowę. 
Wiadomo, że St. Lubomirski był znawcą sztuki łorty- 
fikacyjncj. On należy do pierwszych, którzy zrywają ze śre- 
dniowiccznym systemem obwarowywania zamków, to też 
powołując na swój dwór Trapolę, musiał być przekonanym 
o jego niepoślednich zdolnościach. Jeżeli - jak powiada 
Łuszczkiewicz l - między zamkiem w Wiśniczu, Połonnem, 
Łańcucie i klasztorem wiśnickim oraz ich obroną tyle jest 
wspólnego, że można przypuszczać, iż je stawiał jeden inży- 
nier - to stawiał je chyba nie kto inny, tylko Trapola jako na- 
dworny Lubomirskiego architekt. Budowa zamku wiśnickiego 
kończy się w jesieni 1621 r., pobyt zatem Trapoli w Wiśni- 
czu, zważywszy, że budowa zamku trwała lat kilka, przypadłby 
na lata 1615--1637, w którym to roku Trapola umiera. W r. 
1638 (feria sexta post festum Trium Regum) wspomniany 
jest jako zmarły. 
Śp. Luszczkiewicz opicrając się na podaniu powiada, t 
że zamek wiśnicki budowali jeńcy tureccy, zabrani do nie- 
woli pod Chocimem. Jest to niemożebne, gdyż zamek ukoń- 
czono w 1621 r. a więc równocześnie z wyprawą chocimską. 
Podanie to może się odnosić tylko do budowy klasztoru 
Karmelitów bosych, którą ukończono w 1635 r. Istotnie da 
się stwierdzić, że Turcy w niewoli w Wiśniczu przebywali, 
jeszcze bowiem w 1637 r. występują w zapiskach »pagani 
Korman, Selim, Baywarz Scythae in servitute Wisnicensi 
detentic. 8 
Jeszcze kilka szczegółów o stosunkach rodzinnych i fi- 
nansowych Trapoli. W miasteczku ma on wielkie poważanie; 
urzędu miejskiego wprawdzie nie pia.stuje, ale w zapiskach 
nazywają go zawsze »honoratusc lub »spectabilis c , który to 
tytuł przypada w udziale tylko miejscowemu wójtowi. Należy 
do najbogatszych; ma dwa domy, jeden w rynku, drugi 
w ulicy, prowadzącej do zamku i stąd zamkową lub grodzką 
zwanej. Domy te darował Trapoli Lubomirski. Oprócz do- 
mów posiada widocznie i kapitały, gdyż pożycza innym pie- 
niędzy i to jak na owe czasy i stosunki wiśnickie, sumy 
wcale pokaine np. Michałowi Lewkowiczowi 1000 złp.4 Po- 
zostawił żonę Katarzynę i dwóch synów, Marcina i Wojcie- 
cha, którzy wtedy uczęszczali do uniwersytetu krakowskiego. 
W testamencie przeznaczył on na kościół wiśnicki 200 złp.
 
P. Kaczmarczyk pisze: Pierwszy z synów Trapoli 


I 
( 


· SPrawo.d. Kom. hist. slItuki Akad. Um. T. V, str. XXII. 
I SPrawo.d. Kom. hist. s.tuki Akad. Um. V, str. XXII. 
I L. off. adv. str. 76. 
· L. off. adv. por. r. z637. 
6 Lib. off. adv. str. 59.
		

/Czasopisma_105_09_03_135_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA z POSII<:DZEŃ 


CCXXXIII 


był zakonnikiem reguły św. Franciszka i kaznodzieją kon- 
wentu z góry św. Karola de observantia i nosił zakonne 
imię Marcelian (L. off. proc. et cons. str. 148). On to po za- 
szłej w r. 1f:62 śmierci matki sprzedaje dom swój w ulicy 
zamkowej w Wiśniczu Stanisławowi Kiciawskicmu wioliniście 
z kapeli zamkowej. Co do drugiego syna \Vojciecha, to ten 
widocznie umarł jeszcze w młodym wieku, skoro nie zgłosił 
się do sukcesyi po matce, której jedynym spadkobiercą był 
zakonnik Marcelian. 
Ten ostatni nie jest zupełnie obojętny - jak to zauważył 
prof. Sokołowski. Jeden z rzadkich druków bowiem Balcera 
Smieszkowica na Kazimierzu pod Krakowem nosi jego imię 
i nazwisko. Tytuł tego druku brzmi: Prodr011l albo t"edno do 
nieba praeludium Trąb starożytnej fil11lt"liey JordaJlO'W ua wy- 
prowadzenie ctała świątoblt"wie 
zmadey Herotny Imci Pamey Ma- 
gdaleny z Zakliczyna Strado1/lskiey 
'ltJ Szczuctnie ogłoszony od X Jl;lar- 
. cellina Trapole Zak. Braci mniej- 
sz)'ch, kaznoddeje gen. konw. Tar- 
nowskiego Ordyn. Anno D. I670, 
d. I8 AuguJ.ti w Kazimierzu przy 
Krakowie w d,'ukarni Balcera 
Smies;;kowica 4-0 3 1 /4 typ. got. 
Z tego wnosić należy, że ten syn 
architekty Włocha musiał być 
znanym i wybitnym na te czasy 
kaznodzieją polskim. 
- P. H i e r o n i m Ł o p a- 
c i ń s k i nadsyła dwa interesujące 
komunikaty. Oba odnoszą się do . . , 
malarstwa wieku XVII, kiedy się 
oświata i kultura zaczęły rozpo- 
wszechniać w szerszych warstwach 
społeczeństwa. Wtedy to powsta- 
wały prywatne zbiory sztuki i po 
ograniczeniach średniowiecznych' 
po czasach, w których literackie 
i artystyczne zajęcia skoncentro- 
wane były w pewnych ściśle od 
siebie oddzielonych klasach, pi- 
śmiennictwo i sztukę zaczęły upra- 
wiać tak kobiety, jak na większą 
skalę szlachta. Monarchowie i wiel- 
cy panowie w wolnych chwilach 
zajmowali się malarstwem, rytownictwem czy złotnictwem. 
Zygmunt 1lI malował obrazy i obrazki święte, wyrabiał ze sre- 
bra i złota drogocenne dary do kościołów. a Samuel książe 
Sanguszko rysował i rytował na miedzi (Zob. Sprll'ltJoZda11ia, 
T. V, str. 81 i następne). Były to czasy tak zwanego dyle- 
tantyzmu, który w tym wypadku w najlepszem znaczeniu 
tego wyrazu illustrują komunikaty p. Łopaclllskiego. 
I. pierwszy komunikat nosi tytuł: Malarzowa Dorota 
Kiibenn za Zygmunta III-go. 
W zbiorach Dra Wacława Lasockiego w Nałęczowie 
znajduje się oryginalny kwitek tej treści: 
]t Ja Dorothea KOberin Malarzowa Krola Jego Mści wźię- 
łam od Jego Msci Pana Młodeczkiego na robothę Herbow 
złotych Polskich dźiesięć. A-o 1599 31 Julii. 
Dorothea Kóberin mp.c 
L. S. (Pieczątka lakowa z niewyraźnym odciskiem). 
Czy była ona żoną malarza Kobera, czy sama malowała 


- 
'V' 
'- 



 


, "'" 
v'o 
r 



-'
. .1 
}} :ł 'V /" 
m 
 
r '". 
 "I
"'" , 
. ."'. r 
',I.J
: rAi :.,..,\: 
/ ',,"", J 


: t,' 


, 


:, I- 


. 


-,'
'" ' 
. 1., It \ 

.
 "I
 


., 




,: 
.' ,. 


'..-- 


.<... '. x 


-.- 


CCXXXIV 


,'" 


tj. była malarką, z powyżej przytoczonych słów nie zupełnie 
jest jasncm. Zdaje się jednak, że sama była malarką i że 
malowała herby zapewne w restaurowanym wówczas zamku 
krakowskim, na którą to robotę d. 3 I lipca 1599 otrzymała 
od Jerzego I\Uodeckiego, pisarza skarbu koronnego. zlp. 10. 
Przypuszczając, że znajdą się jakieś szczegóły dotyczące pani 
Koberowej, podaję tę notatkę. 
II. W drugim znajdujemy: Wiadomość o nieZllal1)'tII 
malar::;u pohkim ;; kOlka 'lt'. ){ VII-go Janie Roli z Rolna, 
W rękopisie in folio z księgozbioru Dra W. Lasockiego 
p. n.: "Perspectt"ua, Apocalypsts, 1<../#ome, Synopsis sacrarrt11l 
mtssarum apostolicaru11l patris .Fra11ctsci a S. Venceslao Selw- 
larum Piaru1Jl ab a. D. I695 ad 1700", zawierającym zbiór 
dokumentów, przywilejów, rozporządzeń. odpustów i listów, 
dotyczących Pijarów na Węgrzech, 
w Czechach, na Śląsku i w Pol- 
sce, znajdujemy wiadomość z r. 
1695 o nieznanym malarzu pol- 
skim Janie Roli z Rolna. Odnośny 
. . I dokument przepisuję dosłownie: 
Str. 467. "Recognitionales 
D-ni Joannis Rola Pictoris, Pri- 
uidiensis, a quo ex prototypo de- 
picta pro patre .Francisco in tela 
imago miraculosa B. V. Mariae Ro- 
manae ad S. Pantaleonem apud pa- 
tres Piarum Scl10larum A. D. 1695. 
Anno Domini 1695 die 16 
Augusti a generoso Domino Jo- 
anne Rola Pictore Polon o Privi- 
diensi accepi imaginem B: V: Ma- 
riae Romanae ad Sanctum Panta- 
leonem miraculis clarae apud pa- 
tres Piarum Scholarum, ex origi- 
nali seu Ritrato Romano, qua (zap. 
opuszczono pro-qua) dedi aureum 
unum in specie et unum sacrum 
missae sacrificium obtuli. Reliqua 
ex gratia a domino pictore con- 
donata cum benedictione superio- 
rum. Pater Franciscus a S. Ven- 
ceslao mpo 
lta recognosco Joannes Rola 
de Rolno protunc pictor Privi- 
diensis. Prividiae 16 Augusti A. 
1695 mpo Z boku notatka: cHaec sacra imago est in S. Ge- 
orgio ad Posonium in nostra Ecclesia sub Cathedra. c 
Mamy więc tu wiadomość nie tylko o imieniu i nazwi- 
sku malarza polskiego Jana Roli z Rolna, ale nadto o jego 
szlacheckiem pochodzeniu (»generosusc), miejscu ówczesnego 
zamieszkania w Przewicach w Słowacyi (Prividia, PrzewicI, 
niem. Priwitz, węg. Pn''l,igye znajduje się w komitacie Ni- 
trzańskim, p. S. Zarańskiego nGieogra.ficzne imiona słowtań- 
skie". Kraków 1878 str. 165) oraz obrazie jego. a mianowicie 
kopii cudownego obrazu Matki Boskiej w Rzymie u św. Pan- 
tal eona, wreszcie o miejscu, gdzie ta kopia wówczas się znaj- 
dowała i gdzie, być może, dotąd się znajduje tj. w kościele 
Pijarów św. Jerzego nad Poso1ltum", tj. w Pożoniu (niem. 
Pressburg, węg. Pozsony) na Węgrzech. 
- P. Ludwik Fournier z Lyonu z powodu obrazu 
Stachowicza, przedstawiającego konika Zwierzynieckiego, nad- 
syła nam obszerny komunikat o tym tak charakterystycznym 


,.-- 


, ,'" 

;-: 


, -'" 
'-. ..
... 
.... 


fA 
J ...
. ł Ą 
r:: 


:"""' ,.. 
",- .. 


" 


) 



 
" 


'. 
,'
 
":./" ' 
., 


\ 
'- 



. 


1 


'11 
, . 


.r 


..-' 


..'I-' 


: 
\ -'I< 


," 


'jl 
\; .' 
 ,.- 
\ " 
.
 
 


J'- 
I 


... 



 


. ':\ 



 \ . 


I , 


" .... 


( lO 
.... 



 


-' "'

.. 


.... 



. . ......,.---...- 
,.. ... - 
(
,' tU/mdl;xdl' u.",hm:.eĄZil8Yd;tttlM 
..aa....... . ___ -.'. . --. 


Fig. 60. l'oznań, \Vskrzeszenie Piotrowina. płaskorzeźba 
w kościele P. Maryi in Summo. 


7'Y'J'r V L
r' , ,
 
. ł- ił"';.': _.
		

/Czasopisma_105_09_03_136_0001.djvu

			CCXXX\' 


Sl'lłAWOZI.ANIA z l'OSIEIIZEŃ 


CCXXXVl 


ludowym obchodzie krakowskim, który wielokrotnie i najroz- 
maiciej bywał tłómaczony. Pracę tę pełną nauki i głębokicgo 
na ludowe podania i legcndy poglądu a tak nas blisko intc- 
resującą ze względu na zwyczaj, który się wżył i zespolił 
z Krakowem, w całości i dosłownem brzmieniu podajemy. 
Rzuca ona nowe światło na przedmiot, którym się zajmujc 
i nosi tytuł: "A propos d'un tableau de .">/acho'lvicz u . 
Dans une feuille politique, organe de l'ćmigration et 
plus spćcialement de l'hÓtel Lambert, qui se publiait ił I'aris 
sous le Sccond Empire, un ecrivain dont lc nom nous est 
inconnu I, soutenait, a propos de I'art polon ais, unc these spe- 
eieuse et paradoxale. i\. l'cn croire, la route qui mcnc 	
			

/Czasopisma_105_09_03_137_0001.djvu

			Cl.:xxxnl 


SI'I
AWOZl)ANIA Z POSIElIZEN 


U'XXX\'III 


de Cracovie, possedć ensuite par M. le chanoine Sierako- 
wski ou Skórko\Vski, appartient actuellement ;, i\1. le Dr. 
11. 1\1acke '. 
:'.Iais rauteur ne se borne pas a mettre en relief le cote 
pittoresque et artistique de cette mascarade aimee du peuple; 
il en examine aussi le cótć historique, essaie de remonter 
aux origines et de separer rhisloire de la legende. T;lche 
ingrate et ardue, devant laquelle, pourtant. ił n'a pas recule. 
Mais, d'abord. que dit la lćgende? La legende rapporte 'lu'au 
Moyen-Agc les Tartares, amenes par l'une de leurs frćquentes 
incursions sous les murs de Cracovie, essaycrent vainement 
oe s'emparer de la capitale, comme ils I'avaient fait qucl- 
ques annees auparavant. Repousses par les habitants, - le 
fait se serait passć en 1287, - ils durent prcndre honteuse- 
ment la fuite. Les mariniers, flotteurs de bois, du village de 
Zwierzyniec, celt'bre par son vieux cloitre de Norbertincs et 
qui est, pour ainsi dire, un faubourg de la citć, aurait pris 
une part preponderante fi ce fai t d'annes. En recompense 
de leur valeur, ils obtinrent, dit-on, de jouer aussi un role 
preponderant dłlns la f He instituće en commćmoration de la 
delivrance de Cracovie et celebrće depuis lors le dernier 
jour de l'octave de la Fcte-Dieu. Voiła pourquoi le cavalier 
represente un Khan tartare, voila pourquoi egalement les ma- 
riniers de Zwierzyniec composent seuls son escorte. Plus d'un 
critique polon ais a emis des doutes au sujet de cette tra- 
dition, qui se serait transmise de siecle en siecle, et M. Ra- 
dzikowski professe aussi fi son egard un certain scepticisme. 
Cependant, ił n'ose se prononcer categoriquement pour la 
negative; ił semble croire qu'il pourrait y avoir un certain 
fond de verite cache sous ce recit lćgendaire et qu'en se 
livrant fi de patientes recherches, surtout en ce qui concerne 
l'invasion de 1287, on arriverait peut-t
tre a quelque rćsultat. 
Plus audacieux que lui, nous pensons qu'ił faut opposer 
ił un recit apocryphe une negation formelle et absolue. La 
legende, ił est vrai, est souvent plus courtisće et plus vivace 
que I'histoire. Immortelle Lorelei aux cheveux d'or, ił la voix 
seductrice et enchanteresse, elle continue d'attirer fi elle par 
ses chants perfides l'infortune historien, et bien souvent ił 
fracasse sa barque au rocher qui causa dejil plus d'un nau- 
frage. La legende! On a beau la dĆłruire, la pourchasser dans 
les recoins les plus obscurs de la tradition, toujours elle re- 
vit, toujours elle reparait. C'est une hantise, une obsession, 
un cauchemar. On croit l'avoir ban nie de la memoire du 
peuple, elle revient de nouveau, elle s'y insinue avec une sou- 
plesse protćiforme, et le peuple vous redira avec le poete: 
Ein Marchen aus allen Zeiten, 
Das kommt mir nicht aus dem Sinn. 


I 
I. 


Et pourtant, rien de plus evident, rien de plus facile 
souvent a demontrer que la faussete des rćcitslegendaires, 
san s meme entrer dans I'examen minutieux des dĆłaiłs ni 
s'armer des arguments d'une rćfutation rigoureuse. C'est que 
presque toujours la legende, selon nous, est marquee au front 
d'un trait indćlćbile, marque re,'ćlatrice que ne saurait cacher 
la chevelUl'e d'or de la sjrcne, qu'elle soit Ondjne fran
aise, 
Nixe allemande, Roussalka sIave ou Świtezianka Iitwjne. Cette 
marque, c'est son universalite. Partout la legende se trouve 


, Dans son Cataloglle raisonnt!, sous le No 17. et dans sa brochure 
complt!mentaire sur les oeuvres de Michel Stachowicz, pages 14 et suivantes, 
M. Emmanuel Świeykowski, qui a eu l'extr@me amabilitt! de nous offrir un 
exemplaire de ces deux utiles publications, donne de curieux dt!tails sur cette 
toile ainsi que sur l'emplacement qu'elle occupait primitivement au pahois 
t!piscopal, ou elle servait d't!cran a une cheminće. 


I 


presque la mcme, sur les levres de tous les peuples, dans 
le folklon' de toutes les races, plus ou mojns ancienne ou 
plus ou moins rćcente, et chaque race, chaque peuple sait 
en raconter I'origine avec des particularitćs qui varient et 
un point de dćpart qui diffl're. Cependant, c'est bien la meme 
lćgende, nće un jour de I'imagination populaire ou sortic 
toute vive du cerveau o'un pretendu savant, et qui, de bouche 
en bouche, fait le tour de rEurope. . \ussi, combien de lć- 
gen des que I'on POUlT,lit croi1'e ecloses sur la terre de Po- 
logne et qui ne sont que des plantes exotiques. Feuilletons, 
par exemple, le chapitre que 1\1. Constantin Górski a con- 
sacre ił la description de Cracovie dans roU\'rage publić 
a Vienne et ayant pour titre: Dit., Oesterrtichisch- Unga1"ische 
.IhJ1/tlrchie in U'01"t lt1ld Bild. I Relisons ces pages ou, sous 
une enveloppe german iq ue, on sent batu'e I'£une et comme 
chanter la prose d'un pOl.te slave obligć d'ecrire dans une 
langue autre que celi e des I\lickiewicz et des Skarga, pages 
OlI il nous redit le charme des villcs mortes et dechues, 
banales peut-ctre ił la lumicre du jour. mais s'animant, la 
nuit, fi I'incertaine clarte des ćtoilcs, d'une vie surnaturelle, 
alors quc sur leurs vicux murs descendent et planent l'eter- 
nelle beautć et l'eternelle poćsie. ,\ rune des prernieres pages, 
il nous rncne aux environs de Cracovie et nous montre l'en- 
droit ou, selon la cl:oyance populaire, un couvent de reli- 
gieuses de I'Ordre de I'remontre fut englouti par la terre. 
Les Tartares - toujours les Tartares! - allaient forcer l'en- 
ceinte du cloitre, lorsque, a la priere des nonnes epouvantees, 
le sol s'entr'ouvrit et les deroba ainsi aux violences de l'en- 
vahisseur. ElIes y vivent enCOl-e et meme ił est des gens 
assez heureux pour entendre, aux heures nocturnes, monter 
des profondeUl's de la terre les pieuses psalmodies des Nor- 
bertines. 
Poetique est la lćgende, rnais ił ne faudrait pas chercher 
bien loin pour la retrouver ailleurs presque jdentique, com me 
sur les bords de la Mćditerranee ou les Tartal-es se changent 
en corsaires barbaresques. Elle est soeur aussi de celle qui 
nous parle de la ville abimee sous les flots et dont on peut 
voir, fi certains moments, les clochers et les tours et entendre 
carillonner les cloches; celle-lfi, on la rencontre sur Ies cótes 
du pays d'Arrnor comme aux rives savoyardes du lac d'.'\n- 
necy. II Tous les Polonais connaissent le recit qui a cours 
au sujet de la Vierge noire de Czenstochowa et des deux 
balafres don t un sabre sacrilcge sillonna sa joue gauche. 
Mais, combien ignorent, a part les erudits, que le rneme recit 
s'attache fi la Pa1lagia du mont Athos, son prototype d'aił- 
leurs; combien d'auteurs meme n
pCtent que cette peinture 
est l'oeuvre du pinceau de saint Luc, auquel on attribue 
faussement toutes les Madones byzantines, une autre tenace 
et indestructible lćgende. D'autres ćcrivains religieux vous 
diront l'histoire du panier de pommes qui, certain jour, fit 
le tour de Cracuvie, parce qu'aucun des saints personnages 
auxquels il fut adresse, n'y voulut toucher par esprit de mor- 
tification. Saint Jean de Kenty, qui re<;ut le premier cette 
corbeille de fruits, l'envoie aussitot au B. Simon de Lipnica; 
puis elle va du B. Simon au B. Isaie Boner, du B. Boner 


I Dr. Konstantin-Maria RiUer von G6rski: LandsckaftlicM Schilderwng. 
Krakal4. Livraison 27u, pp. 1-30. 
· 11 Y a comme une r
miniscence de la lt!gendaire ville d'Ys dans la 
pot!sie d'Henri Heine intitul
e Seegespmst, ou l'oeH reveur du poete entrevoit 
dans les ahimes de la mer une vieille cite submerg
e, 
Anfangs wie dammernde Nebel... 
Und endlich sonnenklar, eine ganze Stadt.
		

/Czasopisma_105_09_03_138_0001.djvu

			H 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXXXIX 


au B. Stanislas le Casimirite, du B. Stanislas au H. Gicdrojć, 
pour se retrouver finalement entre les mains de son premier 
possesseur, le maitre celebre de I'Universitć Jagellonne. Or, 
il n'est pas besoin d'Ctre trcs verse en hagiographie, ni de 
posseder ił fond les Acta Sa1/c1orum pour se rappeler que 
,;emblable anecdocte se lit dans les vies des Peres du desert; 
seulement, dans les solitudes de la Thebai'de, la corbeiIIe de 
pommes n'est encore qu'une grappe de raisin. Quant aux 
Cracoviens, aprcs vous avoir montrć avec un orgueil justifie 
leur vieille basilique de Notre-Dame, ils vous conduisent ił sa 
plus humble voisine, Sainte-Barbe, et ils vous affirmeront que 
les ma
ons qui edifierent la grande eglise, ont construit la 
petite en s'amusant et fi leurs heures de loisir. C'est exac- 
tement, au dire du Dr. Essenwein, ce que les habitants de 
Cologne n'omettent jamais de vous raconter au sujet de cer- 
tain sanctuaire de leur cite. 1 Un maitre horloger a-t-il con- 
struit une merveille de mecanique, ceux qui lui ont com- 
mande son chef-d'oeuvre lui crevent les yeux afin qu'il ne 
puisse le reproduire pour d'autres une seconde fois; voilił ce 
(}ue I'on vous presentait pour un fait reel en face de l'hor- 
loge de la cathćdrale de Strasbourg comme devant I'horloge 
de la primatiale de Lyon. 2 Enfin, si nous en venons, pour 
finir, aux legendcs heraldiques, les plus menteuses de toutes 
de par la vanite des fa m illes, nous trouvons dans les anno- 
riaux de tous les pays ce meme don d'ubiquite de la legcnde. 
C'est ainsi que le P. r\iesiecki narre au lecteur ebahi une 
mirifique histoire sur les armoiries de /(us.,;aba ou Papr::;yca 
t't sur les IlUit petits chiens qui en ornent le cimier. Mais 
combien d'autres heraldistes l'ont narree, sans sourire, avant 
ou aprcs lui! Car. par malheur, cette fable se rctrouve dans 
toutes les contrees ou certains gentilshommes croient que 
la bizarrerie saugrenue d'un conte de la Mcre l'Oie est la 
meilIeure des preuves de noblesse. L'Allemagne la connut 
cn plus d'une province, la Bohcme du XVI-e siecle la lisait 
en tchcque dans le Diadochos de Paprocki 8, la Hongrie ne 
I'a pas dedaignee, et la France ne fut pas la derniere ił I'en- 
tendre. Les variantes sont presque nulles; tout au plus, selon 
le nom ou le blason, les chiens se transforment-ils en lou- 
,'eteaux ou en petits gorets. 
A cette enumeration, que l'on pourrait allonger ił l'in- 
fini, ił reste ił ajoutcr la legende du C1leval de Zwierzyniec. 
Comme celles qui precedent, elle n'appartient pas en propre 
a un pays. Comme la f€:te dont elle est le mensonger com- 
mentaire, elle n'est pas specialement cracovienne; elle est 
egalement Iyonnaise. II n'y a de difference que dans le cos- 


I A. Essenwein, dans son ouvrage sur les monuments de Cracovie, 
Die mittt:laltt:rlic"en Kunstdmkmnlt: dt:r Stadt Krakau, ne cite que la Minoriten. 
ki,.d'i: de Cologr.e, mais ił ajoute, en parłant de la l
gende: Sagt:, dit: sich 
tIlld, an manc"t:m ondern Ki,.chmbau knupft. 
t L'horloge de Saint-Jean a 
t
 restaur
e en 1894. A cette occasion. 
un 
rudit lyonnais, M. Antoine Grand, a publi
 sous le titre de L'lwrlogt: 
tI.!lt"tmomique de la cathldrale d! Lyon (Lyon, (894), un petit opuscule ou ił 
trace l'historique de ce monument. II y d
crit aussi en d
tail les divers cadrans 
et le jeu des curieux automates qui marquent les sept jours de la semaine ou 
qui annoncent les heures, coq qui chante et bat des ailes, g
nie qui retourne 
un sablier, anges qui carillonnent, l'ange Gabriel saluant la Vierge Marie, etc. 
Quant ł. la l
gende, elle se racontait dans chaque ville d'Europe poss
dant 
\lne de ces horloges, a Cambrai, par exemple, dQnt l' Horlogt: du bt:rgt:r passait 
pour une des merveilles de la Flandre. 
I Aux amateurs de vieilles estampes Paprocki offre meme une curieuse 
illustration de l'une des sc/!nes du drame, gravure sur bois OU ne manquent 
ni la rivi/!re, ni le moulin, ni le donjon de la ch!telaine. ef. Diadochos id ut 
Suaessio: gindk poslaupnost ImiJzat a krdt/J.w cZt:skych, biskup/J.w, etc., skne 
Hartholo"l!ge Paprocklho II Glogol a _ Paprockl1lJ/J.le. Prague, 1602, page 220. 


CCXL 


tume et les oripeaux dont eHe s'affuble. Aux bords de la 
Vistule, eHe s'habille ił la tartare; sur les rives de la Saóne, 
ił la fran<;aise. Mais le masque, dont eHe se couvre, n'empeche 
pas de la reconnaitre au premier coup d'oeil. C'cst bicn la 
mcme imposture. 
Depuis l'historien de Rubys, de nombreux ecrivains 
Iyonnais ont par1ć de la f He du Che'llal fol. Se copiant presque 
tous servilement les uns les autres, ils ont repete le meme 
recit incoherent, sans mcmc essayer, comme, au moins, l'ont 
fait des erudits polonais pou\" la legende cracovienne, d'ap- 
porter ił l'etude d'une fiction suspecte le moindre esprit cri- 
tique. Suivant eux, l'origine de cette fele remonterait aux 
premicres annees du XV-e siecle. L'an 1403, ił la Pentecóte, 
le menu pcuple de Lyon s'etant revolte contre l'aristocratie 
bourgeoise qui gouvernait la commune, seuls, les habitants 
du BOUl'g-Chanin et du quartier du pont du l{hóne n'auraient 
pas pris part ił cette rebeine. En souvenir de leur fidelite aurait 
ete instituće la mascarade du Cheval fol. Aux fCtes de la 
Pentecóte, celui-ci, representant un monarque revetu de tous 
les insignes de la royaute, et semblant monter un destrier 
ił la housse d'azur semee de fleurs de lys, caracolait ił travers 
la viIle »en dćrision des mutins qui, faisant les chevaux fous 
et echappes, avaient voulu tran cher du roi«. II se rendait 
ensuite ił l'ahbaye d'Ainay, au I'abbć honorait d'un cordial 
accueil tous les acteurs du cortege. 1 
Comme on le voit, la legende Iyonnaise offre plus d'un 
point de ressemblance avec la lćgcnde cracovienne. li y a 
mcme une curieuse co"incidence ił faire ressortir: ił Cracovie, 
le Cheval de Zwierzyniec se rendait au pal ais episcopal ou 
il rccevait un florin d'or et, de nos jours, il s'acquitte encorc 
de cette visite en caracolant sous les fenetres du premier 
pasteur du diocese; ił Lyon. le Cheval Fol allait aussi presen- 
ter ses burlesques hommages fi un haut dignitaire ecclesiasti- 
que, l'abbe d'Ainay. 
Que faut-iI donc inferer de l'existence simultanee dam; 
deux vi\les separees par un immense es pace d'une f He que 


-ł t 


I De Rubys: His/oire 'Vlritable de la 'Vilit: dt: Lion. Lyon, 16°4, in fo. 
T.ivre III, ch. 47 et livre IV, ch. lO. - Le P. Claude.Fran!;ois Menestrier, 
de la Cie de J
sus: Histoire d'Vile ou consulaire de la .,ille de lyon, 1696, in- 
Co. En t
te de son ouvrage, le P. Menestrier a plac
 une r
duction, grav
e 
par Tardieu, du grand plan sc
nographique de Lyon au XVI-e si/!cle (vers 
1550) et il donne une description de ce plan dans deux cartouches plac
s au 
bas, l'un a droite, l'autre a gauche. Le cartouche de droite, qui est accom- 
pagn
 des figures symboliques du Rhone et de la Saone, contient, entre 
utres 
explications, la note suivante relative au Cheval fol. »Deriere l'Ej1;lise d'Aisna}' 
sur le rem part a la pointe du terrain ou se fait le concours du Rosne et de 
la Saone se voit la representation de la feste du Cheval fol qui se Caisoit tous 
les ans aux festes de la ł'entecoste en m
moire d'une sedition populaire ap- 
paiss
e par les habi1ans du Hourgchanin, qui sauverent du pillage l'Abbaye 
d'Aisnay a pareil jouu. -- Brossette: Histoire abrlgle 01t Eloge historique de Iti 
'ViIle dt: LiQn, 17u, in-fo., page 183. - Poullin de Lumina: Abrlgl chrono- 
IQgiqUł! de fhistoire de Lyon, 1767, in-4°, pp. 155- 1 5 11 . Cet auteur a le m
- 
rite d'avoir recuIe devant la corr
lation a 
tablir entre I'
meute et la cete. 
.Les habitants du Hourg-Chanin, 
crit-il sous la date de 1402, faisaient la 
cete du Cńe'lJal fou aux fetes de le Pentecote... On ignore le motif et l' ori- 
gine de cette f
te ainsi que le temps ou elle a pris fin«. - Antoine P
ricaud: 
Variltls historiqut:S, bibliographiqut:S t:t littlraires, 1836'37, in-8°; No/es et do- 
,'ummts sur fhistoire de Lyon, 1839, in.go. - J"-B. Monfalcon: Histuire de I.r 
'ViIle dt: Lyo", annot
e par C. Hr
ghot du Lut et A. Pericaud, 1841-47, 6 vol. 
in 8°; tome l-er, pp. 457-8; His/oire monumm/ale de la 'ViIle dt: Lyon, 1866, 
8 vol. in-fo., tome I-er, page 19u. - Paul Saint-Olive: Lyon, Vieux sottvmirs, 
1877, 1 vol. in go. - Auguste Bleton: P#itt: histoite populairt: dt: Lyon, 1885, 
in-8° illustr
, p. 101; 2-e c!dition, 1899, pp. 152-153. - Emmanuel Vingtri- 
nier: I.a 'Vie (votlnaise. Au/re/ois, aujQur
hui. 1898, figures. 
Chez ces auteurs, seule la date varie quelqueCois; elle oscille cn1re 
14°1, 14°2 et 1403. 


.... 


" 


J 


{
		

/Czasopisma_105_09_03_139_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXLI 


ł. 1 


l'on nous prćsente comme unique et particulicre a chacune 
de ces localites? Qu'en conclure, sinon que les deux tradi- 
tions. qui s'appliqucnt au mcme divertis
ement, sont fausses 
I'une et l'autre? C'est qu'en effet l'invasion tartare de 1287, 
pas plus que l'ćmeute de 1403, n'iI pu donn er naissance a une 
rejouissance populaire qui n'est, par son origine, ni exclusi- 
vement cracO\ ienne, ni exclusivement lyonnaise. Car ce qui 
caracterise cette farce joyeuse, c'est l'universalitć dom nous 
avons parlć plus haut. Au moyen age, elle est cosmopolite. 
Elle se ceJebre partout en Europe, en Espagne comme en 
Ecosse, a l'Ouest com me a I'Est. En France, elle rćjouit le 
peuple de main te cite et, fi Montpellier, sous le nom de 
Da1lse du Ch("lltl/ct, elle se liHait encore, dans les rues, a ses 
folles gambades en plein XIX-e siecle. En Angleterre, Sha- 
kespeare, dans l'une de ses plus belles tragedies, y fait allusion 
par la bouche sarcastique d'llamlet. 1 Au pays des Highlands, 
le pere du roman historique fait figurer lc Cheval de bois 
dans une Fhe des Fous, dont la description animće rcmplit 
tout un chapitre; c'est le XIV-e du roman The Abbot de 
Walter Scott.! 
Ainsi, de tout ce qui precede il resulte que lcs erudits 
polonais, desireux de rechercher comment le jeu du K01lik 
ZwierzY1liecki s'est implantć dans la citć du Wawel, devraient 
diriger leurs investigations non pas vers la HOI'de du Kap- 
tchak, mai s bien plutót' du cótć de I'Occidcnt. Et commc, 
dans sa marchc progrcssive, cctte f He parait avoir chemine 
du nord au sud, et de l'ouest a l'est, nc devraient-ils pas 
incliner a croire avec nous que cet emprunt fait a l'ćtranger 
leur aurait ćte suggere par les colons allemands qui vinrent 
combler dans les villes de la Pologne devastee les vides 
causes par les invasions tartares du XIll-e siecle? Nombreux 
sont les grands centres de I'empire germanique qui entre- 
tiennent, au moyen age, d'ćtroites relations commerciales et 
artistiques avec la metropole polonaise et tui envoient de 
nouveaux citoyens. Ne scrait-ce pas par l'un de ces centres 
que passerait la route suivie par le Cheval fol pour gagner 
les bords de la Vistule ? La dernicre etape avant Cracovie 
pourrait 
tre l'une des deux rivales de Franconie et de Souabe, 
Nuremberg ou Augsbourg; ou la ville feerique qui mire 
son front dćcouronne dans l'azur de la Yltava, Prague, la 
soeur de Boheme; ou cette autre soeur slave trop tót ger- 
manisee, l'antique cite de Wracław devenue Breslau. Et, par- 
tant des rives de I'Oder, ne pourrait-on pas remonter plus 
haut vers le nord ou l'ouest; jusqu'a Magdebourg, par exemple, 
qui fournit un fort contingent a la population vratislavienne, 
ou m
me plus loin encore, jusque dans les Flandres ou 
l'amour des rejouissances publiques etait un des caracteres 
de la race et d'ou une colonie wallonne etait venue de bonne 
heure 3 se fixer dans la capitale de la Silesie ? 


" 


'" 


" 


I Cf. Hamld, acte III, sc
ne II. Uans la c!!l
bre sc
ne des com!!dieTls. 
Hamlet termine I'une de ses tirades par le vieux refrain d'une chanson po- 
pulaire : For, o, for, o, the hobby Iwrse is for
t. 
Ce refrain, pris ici dans un sens figur!!, se rapporterait dans la chanson 
au Cheval de bois. L'explication de ce passage a, d'ailleurs, fort divis!! les 
commentateurs anglais de Shakespeare. 
I Ilefauconpret, I'un des traducteurs fran\(ais de Walter Scott, cite 
aussi dans une note de L'Abb( une sc
ne des Women p/eased, com!!die de Beau- 
mont et Fletcher, sc
ne dans laquelle un savetier puritain refuse de danser 
avec le Cheval de bois. 
· Les Wallons donn
rent leur nom II. une me de la capitale sil!!sienne, 
die Wa/engasse ou Walgasse, par corruption Wa//gasse, dans les actes latins 
p/atea Romana, platea Ga//ica ou Ga//icorum; c'est aujourd'hui la K/osterstrasse. - 
Cf. Hermann Markgraf: Die Strassen Bres/aus nacn ihrer Gesrhichte und i/tren 
Namen. Breslau, 189ó, pages 9Ó et 229. 


f 
I 


CCXLII 


Ce point de vieille chronique locale eclairci, que les 
erudits polon ais ne bornent pas la leur tache savante et pa- 
triotique. Chasser la legcnde de l'histoire est un meritoire 
labeur. Qu'ils lui livrent donc un com bat san s merci, et quand 
ils l'auront vaincue, quand elle sera morte, de peur qu'elle 
ne ressuscite qu'ils scellent bien sur elle la pierre de son 
tombeau. J\his, heJas! vain espoir, prćcaution vaine. N'est-ce 
pas elle, l'immortelle Lorelei, que l'on apen;;oit la-bas, assise 
sur son immuable rocher? Comme au temps jadis, decevante 
et narquoise, fi la pale lueur de la lune, elle peiglle sa che- 
velure d'or, 


Sie kammt ihr goldene
 lIaar. 


Sic k:immt es mit goldenem Kamme 
Und singt ein Lied dabei; 
Das hat eine wundersamc, 
Gewaltil'(e Melodei. 


NOTA Grace a l'obligeant intermćdiaire de M. Claude 
Perroud, recteur de I'Universite de Toulouse, et a l'erudition 
d'un ecri\'ain montpellierain, M. Fernand Troubat, dont nous 
utiliserons ici une brochure toute recente et des notes ma- 
nuscrites, nous pou\'ons donner de trt.'s intćressantes dćtails 
sur la fete languedocienne ou s'exhibait le Ch
valet. 
La Da1lse du Chcvalet, appelee communement en Lan- 
guedoc LOlt Chivalet ou Lhibalet, etait autrefois inseparable 
d'une autre rejouissance choregraphique, la Da1lse des Trei/les 
laquelle deploya ses gracieuses figures devant lc president 
Carnot, en 1890, lors de la commemoration du sixicme cen- 
tenaire de l'Universite de Montpellier. Les acteurs du jeu du 
Chevalet n'entraient en branIe que lorsque les couples des 
Trei/les avaient fini leurs evolutions, rythmees par le son du 
galoubet et du tambourin. Cette danse se celebrait toutes 
les fois qu'un personnage de marque faisait un sejour ci Mont- 
pellier. Ainsi, pour ne citer que quelques exemples relative- 
ment recents, elle fut offerte comme spectacle a la duchesse 
d'Angouleme, en 1830; le prince president, Louis-Napoleon, 
la vit executer en sa presence, en 1852, et M. Troubat se 
souvient trcs bien de cette execution qui eut lieu sur la 
petite place de la Republique; m
mes farandoles, enfin, se 
deroulerent sur la place de la Comedie lorsque le marechal 
de Castellane vint poser la premicre pierre des Halles, le 
16 avril 1858, et l'erudit, qui veut bien nous renseigner, en 
fut encore le temoin oculaire. Et iI ajoute ce renseignement 
aussi to ut personnel: ,.Longtemps j'ai vu trainer a la Mairie. 
dans un galetas, le cheval de carton, le tambour de basque 
aragonais pour donner l'avoine, le marteau pour ferrer, usten- 
siles deteriores et perdus qu'on a eu le tort de ne pas garder 
aux archivesc. 
Voici, d'apres l'historien local d'Aigrefeuille, la descrip- 
tion sommaire de ce divertissement qui, au XVllI-e siec1e, 
eut l'honneur de distraire Louis XV pendant une convale- 
scence et qui fut represente devant Sa }\Iajeste par 24 dan- 
seurs mandes expres de Montpellier: ,.Le peuple ne manque 
point. dans to ut es les rejouissances publiques, de faire sortir 
le Cheva/et, c'est-a-dire qu'un jeune homme monte sur un 
petit cheval en carton, proprement equipe, lui fait faire le 
manege aux sons des tambourins et du hautbois, tandis 
qu'une grande troupe de danseurs, avec des grelots aux 
jambes et des tambours de basque ci la main, font semblant 
de lui presenter de l'avoine pour le detourner de son exer- 
cice, ce qu'il evite avec beaucoup d'agilite et toujours en 
cadencec. 
M. Troubat a recueilli la chanson tres primitive que
		

/Czasopisma_105_09_03_140_0001.djvu

			CCXI.UI 


SPRAWOZDANIA Z POSIEI'.ln
 


n,:xLł\" 


chantaient les danseurs autour du chc\'al. Elle sc compose 
de plusieurs couplets; le premier qui s'adresse a run dt's 
protagonistes, le cibadu'r ou ctonneur d'a\ oine, commence ainsi: 
"una la ciba,\a aOu paoure chi balet 
(lu'c
 mort de fam, qu'cs mort dc set, 
J.a lIatta, 
La gratta . . . 
II \:a sans dire que Lou Chibalet languedocien a aussi 
sa lćgcnde. Cette danse cćlebre devrait son ori
ine au rap- 
procl1ement conjugal de Pierre li. roi d'Aragon. an'c la rcint' 
Marie de Montpellier, issue de la race des Guilhem, et ił la 
naissance de Jayme l-er le Conquerant, vainąueur des I\laures 
d'Espagne. Elle serait une commemoration de cette rćcun- 
ciliation royale, a la suite de laąuelle le futur vaincu de 
Muret aurait ramenć sa femme en croupe du chateau de 
Mireval a Montpellier, accompagnć d'une fuule de gens du 
peuple chantant et dansant. C'etait en 1207, et la f He se 
serait renouvelee en 1239, de\"ant le roi Jayme. Le point de 
de part de tout ce que l'on raconte a ce sujet est, suivant 
une aimable communication de M. Roschach, arcl1iviste ho- 
noraire de Toulouse. continuateur de I'Histoire du Languedoc 
de Dum Vaissette, la vieille chronique espagnole de Ramon 
Muntaner, serviteur des rois d' Aragon (1282). On trouve aussi 
une allusion trcs courte fi ce fait dans rouvrage de Zurita: 
..dnales dl' la COI'ona dt' Amgon. Mais cette lćgcndc nc nous 
parait pas plus admissible que celi es du Cheval fol de Lyon 
et du Khan tartare de Cracovie; elle perl1let seulement dc 
croire ił unc imponatiun espagnole. L'in\'raisemblance de 
pareille origine ressort egalement de I'existence simultanee de 
rejouissances analogues en divers pays, notamment dans le 
Midi de la Francc, telles que celi es indi'lUćs par M. Trou- 
bat, les Cllivau frus d'Aix en Provcnce. l'Ane de Gignac, lc 
Lnameau de Beziers etc., rejouissances auxquelles il joint 
cncore, d'aprcs un artic1e du Jou17lal des Dćbats, du 24 mai 
,83(, une patltalonnade napolitaine rappelant le Chevalet. 
M. Troub=tt signale, en outre, fi cette occasion, certain 
vase antique trouve il y a unc trentaine d'annćes, lors des 
fouilles de Dćlos, et don t le frCre de l'autcur, M. Jules Trou- 
bat, a parlć naguere dans une brochure intitulće Plume et 
Pinceau (Paris, 1878). Le dessin qui orne ce vase, conservć 
au Musće de la ville de Hćziers, represente un cheval posti- 
che portć par un cavalier arme d'une lance, de sorte qu'au 
sentiment de M. Jules Troubat on pourrait faire remonter 
l'origine du jeu qui nous occupe jusqu'au fameux cheval de 
Troie. Mais, peut-etre, en face de la machine de guerre si 
fatale a lIion, est-ce le cas de repćter le classique appel ił la 
prudence: Equo tle credite, Teucri. l 
NQUS avons mentionnć plus haut la ville d'Aix. Fran- 
chissant le Rhóne, passons donc du Languedoc en Provence. 


. Fernand Troubat: La danse tks Treilles et le Chevalet. Notice. Chanron 
dLS Trei/les. Exlcution chor/graphique et musique avtc figures et plans descrip_ 
'ifs tI Antoine Troulltlt. Montpellier, 1902, pages B-la. - Le 
/ercure dt' 
France, octobre 1721. - D'Aigrefeuille: Histoire de In vi/le de lf.fontpei/ier, 
1737. - J. P. Thomas: Mbnuires Ilistori'lues mr Montte/lier et/e d/partemenf 
tk fHErau/t. - Frederic Thomas: La flte du CkL'l'alet, dans le Routier des- 
provinces m/ridtona/es. Toulouse 1B42, p. 257. - J. M. Amelin: Guid.! du 
Voyageur dans /e dipartement de f H/rautf. - A. Germain: Histoire de /0 
commune de Mont/e/lier, 1851, t. I.er, p. 248 et t. III, p. 199. - Eugenc 
Thomas: Mon/pe//ier ;'istorique et descrittif. - Creuze de Lesser: Statisti'l"e 
,lu dlpartl!ment de IHlrault. - Abel Hugo: La Frllnce pittoresque, 1B35, T. 
II, p. 74. - Jules Troubat: La danse du Chevmet. - Edelestand du MeriI: 
Appendice intitule Le Ckevalet, dans I' Histoire de /a Com/die, Paris, in-B", 
1 86 4, t. I.er, p. 421, - Fernand Troubat: Article sur le Cheva/et, insćre rlans 
l'Aio/i, No. du 7 novcmbre 1B91. 


Ce sont les mt:"'mes moeurs mćridionales. La aussi, dans I'an- 
ti	
			

/Czasopisma_105_09_03_141_0001.djvu

			CCXLV 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


du roi Rene.c Voici, dit le journal, voici maintenant d'autres 
tambourins qui font resonner l'air de leurs tutu-panpan. Ce 
sont les Chivaou frus qui caracolent sous la dlrection de M. 
Cayol, premier tambourin marseillais, et auxquels les hnfants 
de Saint- 'Jean obćissent en mesure. Les eclats de rire partent 
de tous les points de la pelouse et des tribunes quand cette 
cavalerie bizarre fait son entree sur la piste ou galopent d'or- 
dinaire les pur-sang de la Societe des Courses. Aprcs un 
quadrille fort reussi, l'escadron a fait le tour de l'emplacement 
reserve aux jeux et partout on I'acc\ame avec joie c . Puis, 
comme si la gloire de la journee devait appartenir a nos 
coursiers postiches, la f€:te se termina
 ainsi que l'annonc;;ait 
l'affiche, par un Grand tournoi Iquestre des Chivaou frus, exe- 
cute selon les tradition antiques, de sorte qu'avec un peu 
d'imagination l'on aurait pu se croire revenu au bon temps 
du roi Rene. 
Si du Midi nous remontons vers le centre de la France, 
nous rencontrons dans le departement de l'AlIier le Cllevau- 
fug de Montluc;;on, vieille ville close du moyen-age et an- 
cienne chatellenie du Bourbonnais. Le Chevau-fug qui, data nt 
de l'an 1400, s'y celebra, chaque annee, le lundi de la Pen te- 
cóte jusqu'en 1819, etait une sorte de cavalcade organisee 
par les Confreres du Saint-Esprit, vetus en soldats du temps 
de Louis XII, la moitie fantassins, I'autre moitie cavaliers, 
simulant un combat ou une retraite. Les derniers formaient 
donc un petit escadron, le camp volant do che1Jau fug, lequel, 
aprcs avoir fait halte chez les premiers magistrats du pays, 
puis chez les Cordeliers, venait, toujours en compagnie des 
gens de pied, evoluer sur l'esplanade du chateau et au fau- 
bourg de Presle. En 1775, les ChnJau-fug avaicnt obtenu du 
chapitre de Notre-Dame de Montlu({on la permission de pe- 
netrer dans l'interieur de l'eglise, avec leurs montures de bois, 
et la ils faisaient le simulacre de leur faire manger l'avoine 
sur le maitre-autel lui-meme, puis. en sortant, feignaient de 
transformcr pour elles les benitiers en abreuvoirs. Quant 
a l'inevitable legende, elle a beaucoup d'analogie avec celle 
de Cracovie; la rćjouissance populaire rappellerait une defaite 
des Anglais sous les murs de Montlu({on. II faut evidemment 
la rejeter ainsi qu'une autre tradition fort differente et encore 
moins vraisemblable, celle qui voudrait que cette fcte ait ete 
instituee pour perpetuer le souvenir d'un cheval qui aurait 
rendu de grands services, dans un com bat, a I'un des sires 
de Montlu({on. Les chevaux de boi s et de carton existaient 
encore dans les combies de l'HÓtel de ville de Montluc;;on 
en 1869, epoque ou ils furent descendus une derniere fois, 
mais pour etre detruits, a la grande stupćfaction des habitants.- 
Cr. L
 Chevau-Fug li Montluroli (Al/ier), par M. Francis Perot, 
de Moulins. Extrait du Bul/dm historique et philologique, 1898. 
I'laquette obligeammant communiquee par l'auteur. 
Le dernier tenne de notre course a travers la France 
a la suite du Cheval fol, - car notre intention n'est pas de 
franchir avec lui la frontiere, - sera la Flandre. Malgre son 
temperament flegmatique, la race flamande s'est toujours 
distinguee par un vif amour pour les rejouissances publiques. 
Chaque commune celebrait aussi solennellement que possible 
sa fcte communale, la ducasse du pays wall on, la keTmesse 
de la race thioise. Danses, festins, beu1 1 eries, jeux divers, tirs 
a l'arc et a l'arbalcte attirent en foule les voisins. Car le 
moindre village posscde sa confrerie ou Sermmt d'archers 
ou d'arbaletriers. Et ces societes de tireurs d'affluer des com- 
munes limitrophes dans la commune en ducasse, chacune 
accompagnee de son bouffon d'office, d'un Sot-Seuris, qui lui 


CCXLVI 


sert de marqueur et qui l'egaie de ses propos, l'equivalent, 
en som me, du lustt"g des compagnies suisses et all eman des. 
lequel a enrichi la langue fran<;aise du mot loustic. Les gran- 
des villes de Flandre avaient aussi leur fou officiel et ce 
fou en titre figurait dans toutes les solennites et tous les 
cortcges, comparse indispensable surtout de la fete com- 
munale. 
Ces fetes des vieilles cites flamandes etaient celcbres. 
La plus magnifique de toutes etait celi e de Cambrai. Primi- 
tivemeut fixee au lundi de la Trinit
, elle fut, a partir de 
1682, remise au 18 aout. Ce jour-Ia, une procession, a laquelle 
prenaient part tous les ordres religieux, le c\crge seculier et 
le chapitre metropolitain, escortait l'image miraculeuse de 
Notre-Dame de Grace, apres laquelle venaient des chars 
triomphaux qui figuraient l'Assomption, le Diable se battant 
avec saint Michel et divers sujets empruntes a l'Ecriture 
Sainte. Aprcs la Revolution, cette fcte perdit to ut caractere 
religieux; ainsi, en 1833, les chars ne representaient que des 
evcnements tires de l'histoire de France. A Douai, la fcte 
communale, qui se celebrait le dimanche le plus voisin du 
7 juillet, revet de bonne heure un caracthe mondain. On 
y promene dans les rues le colossal Gaymlt et sa non moins 
gigantesque familie, derriere lesquels oscille, portee sur un 
char, la Roue de 1łortune avec ses six personnages allegori- 
ques, suivie a son tour de quatre autres chars de triomphe. 
Quant a Lille, si dl
s la fin' du XV -e siecle elle laisse tomber 
en desuetude ses fameuses 'Joutes de f Epinette ou Louis XI 
ne craignit pas de bellOurd£r en personne, elle reste plus 
fidel e a la splendide procession des reliques des saints qui 
avait lieu le dimanche dans l'octave de la F€:te-Dieu et qui, 
par ses pompes religieuses et profan es, etait la rivale en 
magnificence de celi e de Cambrai et de la procession du 
Saint-San g de Bruges. l Elle avait pour prologu e, la veille, 
une cavalcade en tt
te de laquelle se pavanait le fou de la 
ville, d'une main agitant sa marotte, de l'autre jetant des 
dra gees au peuple, et jouant ainsi un role beaucoup plus 
important quc les fous des quatre compagnies bourgeois.es 
des canonniers, archers, arbalćtriers et tireurs d'armes,2 fous 
qui, le lendemain, sur le parcours de la procession, et sous 
la conduite de ce mcme bouffon de I'Hótel de Ville, fai- 
saient ranger la foule, tout en etant prodigues de Icurs gri- 
maces et faceties habituelles. 
Ił serait superflu d'ajouter qu'une legende s'attache 
a l'origine de la plupart de ces fetes. De tous ces recits plus 
ou moins apocryphes qui circulaient dans les Flandres, nous 
n'en examinerons qu'un, parce qu'il n'est pas sans quelque 
rapport avec la legende des mariniers de Zwierzyniec et 
parce que le jeu populaire, dont il cherche a expliquer la 
naissance, a pu etre connu en Polugne, tout comme l'etaient 
le ClI£val jol et le tir au papegaut. . La ville de Valenciennes. 
ecrivait Henry Berthoud dans un article du Musie des Fa- 
mit/es de 1834, celcbre sa fete communale le 8 septembre, 
jour de la Nativite de la Sainte Vierge; les marches triom- 
phales qui en faisaient jadis l'ornement, ont ete supprimees 
en 1791. La fete avait lieu en memoire d'un evenement mi- 


· Cf. H. Fierens-Gevaert: P.yd",logi
 tlmu 'lJill
. Essa; sur Bru
s 
Pańs, 1901. A la proeession du Saint.Sang partieipaient _lei arehers de Saint. 
Sebastien et les arbaJetriers de Saint.Georges, aeeornpagnes sans aueun doute 
de leurs fous ou sotj
s. habilles d'une mani
re grotesque et se livrant a mille 
eontorsionsc. Voir pages 118-119. 
· Canonniers de Sainte-Barbe, arehers de Saint-Sebastien, arbal"lńers 
de Saint-Georges. tileurs d'armes de Saint-Miehel. 


p
		

/Czasopisma_105_09_03_142_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXLVII 


raculeux qui, selon la tradition, remonte a l'annee (008. 
C'est la delivrance de Valenciennes, au moyen d'un filet ou 
cordon dont la Vierge entoura cette ville pour la delivrer 
d'une peste qui exer
ait alors de tels ravages qu'elle avait 
enlev
 9000 personnes a Cambrai. Les nortiers, petits culti- 
vateurs qui nourrissent des vaches pour en vendre le lait 
aux habitants, avaient le privilege de form er une cavalcade 
bourgeoise qui tenait le premier rang dans cette procession. 
lis avaient, dit-on, merite un tel honneur pour avoir atteint 
et saisi un fameux chef de brigands nomme Anneen, qui 
venait de derober la boite ou l'on conservait le cordon mi- 
raculeux. C'etait pour celebrer la defaite d'Anneen que tous 
les ans, le lendemain de la procession, on pla<;ait sur l'espla- 
nade de \'alenciennes un mannequin en osier, representant 
le brigand empal
 qui tenait d'une main un ecusson auquel 

taient suspendues des bagues offertes en prix aux coureurs 
les plus adroits; le mannequin tenait de l'autre main un fouet 
dont ił frappait les coureurs qui avaient la maladresse d'at- 
teindre l'ecusson de leur lance«. 
Pour qui lit cette description le moindre doute est-il pos- 
sible? Comment ne pas reconnaitre aussitót l'un des jeux 
favoris du populaire au moyen age? Qui n'entrevoit imme- 
diatement la faussete de la legende? Et qu'etait-ił besoin, 
pour donner l'explication de ce divertissement de fete balla- 
doire, de l'histoire de brigands que l'on vient de nous con- 
ter? Ce jeu, malgre la det"ormation bouffonne qu'il a subie, 
nous transporte aux temps heroIques de la chevalerie: ił se 
nommait la Quintaine. La quintaine etait, en effet, une sorte 
de mannequin fixe a un poteau (festache ou paiss01I) et com- 
pose d'un haubert surcharge d'un ecu, ou de plusieurs ecus 
sur plusieurs hauherts. Pour faire prcuve de force et d'adresse, 
il fallait courir en galop, lance en arret, sur cette poupee 
informe, et, en passant, d'un seul coup de pointe, transpercer 
les ecus, demaiIler les hauberts et enlever du sol le poteau 
lui-meme. C'est a cet exercice que se livraient les jeunes 
ecuyers aspirant a l'accolade ou les nouveaux chevaliers 
10rsqu'i1s venaient d'etre adoubls en presence des seigneurs 
et des dames. C'est a ce meme exercice que le jeu des 
fetes de Valenciennes doit son origine ainsi que toutes les 
autres varietes de la quintaine populaire qui sont nombreuses, 
du reste. 1 
Mais quel etait dans ces solennites flamandes le róle 
du Cheval fol? Le voici. Si, bien souvent, le Sot-seuris se 
contentait de marcher modestement a pied, en d'autres cir- 
constances, il montait ou plutÓt manoeuvrait un cheval de 
boi s ou de carton. Henry Berthoud, qui nous fournit ce ren- 
seignement dans l'articłe cite plus haut, ecrit encore quelques 
pages plus loin a propos du Gayant de Douai: ..A cÓte ca- 
racole le fou des canonniers, imitation du Sot-seuris de Cam- 
brai«. L'auteur se borne malheureusement a cette simple 
phrase qui sous-entend une monture, sans doutc postiche, et 
il n'entre pas dans plus de detaiłs au sujet de ces deux per- 
sonnages. Mais, a la troisieme colonne de son article, ił nous 
offre, dans une iIlustration. l'image d'un Sot-seuris. Vetu du 
costume traditionnel des fous de cour, son pourpoint bigarre 
orne de grelots carillonnant au moindre geste, ce type du 


l Voir Leon Gautier: La Chroa/t!rit!. 3-e Mition, Paris, 189S, fig., pp. 
271 et 331-332. ł'our les divers genres de quintaines, I'auteur renvoie a 
I)ucan
e, Disst!rtation sur l'histoirt! at! saint Louis, et au Iivre inlitu\e TM sports 
ana pastimt!S of tM pt!oplt! or Englana. edit. Howe, 18S4. Cet ouvrage, dont 
nous ne conna;ssons que le titre, doi t certainement renfermer d'interessants 
detaiłs sur le HoMy horst! des Anglais. 


CCXLVllI 


bouffon flamand a pour destrier un petit cheval de carton 
dont le capara
on, trainant jusqu'a terre, cache les jambes 
de son pretendu cavalier. Cette image correspond exactement 
a la description que le mcme auteur nous en fait dans une 
nouveIle dont le titre est le .Fils du queux. 1 L'un des acteurs 
les plus remuants d'une sćene qui se passe a Cambrai, le 
lundi de la Trinite en l'an de grace 1233, apres la grande 
procession, est sans contredit le Sot-seuris du Serment des 
mulquiniers, c'est-a-dire de la riche confrerie des marchands 
et appn
teurs de fils de batiste. Pas une minute de silence 
pour la voix argentine de ses grelots toujours sonnant, car 
lan<;ant ses brocards saugrenus a la foule amusee, il ne cesse 
de se tremousser sur son comique palefroi. 2 
Pour les veritables caracoles executees a cheval par 
des chevaliers que le peuple entourait en dansant et dont 
deriverait peut-ctre certaine danse moresque des Espagnols, - 
Morris dance est l'un des noms donnes par les Anglais au 
divertissement du Hobby horse, ił -- on peut consulter Marc 
Vulson de la Colombicre: Le vray Thlatre d' Honneur et de 
C/levalerie ou le Miro,,, hlroi"que de la noblesse, Paris, (648 
et Paul Lacroix: Moeurs, usages et costumes au Moyen-Age et 
a tepoque de la R£1laissance, Paris, (871, pp. 258-260. Quant 
a la grande extension prise par la mas cara de du Cheval fol, 
eIle se trouve indiquee par Edelestand du Merił dans un 
article publie dans la &vue illustrle des Deux-Mondes, annee 
1875, page 551, article ou, en dehors des pays de l'Europe, 
il cite encore comme ayant pratique ce divertissement le 
Mexique et la Chine.. 
Un dernier mot pour terminer. Nous n'avons pas voulu 
aborder ici la question d'origine de la danse du Cheval, cela 
nous aurait entraine trop loin et exigerait, au surplus, de 
longues recherches. Plus modeste etait notre tac he. Mais du 
rapprochement des faits et des details cites dans cette note 
ne saurait-on tirer aucun indice? Tout en pensant que l'in- 
venteur du Cheval de bois dut ctre le premier gamin de 
l'Asie ou de la Grece ayant enfourche un baton pour s'en 
faire un dada, ne serait-i1 pas permis de supposer qu'on se 
trouve en presence d'une rejouissance publique pouvant, elle 
aussi, remontcr jusqu'a l'antiquite paienne? Et cette fete se 


l Li! fils au qUt!ux, don t nous devons des extraits a l'obligeance de 
M. Dupont, professeur a la Faculte des Lettres de l'Universite de Lilie, fait 
partie des Llgmat!S t!t traaitions surnaturt!/It!S tks Flanart!s par S. Henry Ber. 
thoud. NouvelIe edition, Paris, 1862, pages 119-244. Description du Cheval 
de bois, pp. 212-213. 
, S. Henry Berthoud: Lt!S fttt!s publiqut!s au alpartt!mmt au Nora, ar- 
ticie insere dans le Mus/t! at!S Famillt!s, Nro de juin 1834, figures. D'apres 
un renseignement de M. Emile Leleu, Iibraire a Lilie, le m@me sujet a ete 
uaite par Mme Clement Hemery dans un Iivre dont ił existe deux editions 
assez rares, la premiere parue vers 1832, la seconde vers 18so. Cet ouvrage est 
intitule Histoirt! at!s fett!s civilt!s t!t rt!ligit!ust!s au alpartt!mmt au Nora t!t tk la 
Ddgiqut!. - Aristide Guiłbert et une societ.! de membres de l'Institut, de sa- 
vants, etc.: Histoirt! at!s v,11t!s at! Franct!, Paris, 1844-48, 6 volumes, blasons 
en couleurs et figurea. Vo;r au tome III, pp. 193-308, les artic1es d'Edward 
le Glay sur la Flandre wallonne et lIamingante, Je Hainaut et le Cambresis, 
sur les villes de Uouai, Lilie, Valenciennes, etc. 
· Parmi les transformations du Hobby /wrst!, en voici une qui, a une 
certaine epoque, fut d'une utilisation journaIiere et que mentionne Philarete 
Chasles dana L'Anglt!tt!rrt! au XVI-t! si
clt! (Paris, 1879). A la page 333 du 
chapitre qui a pour titre TV. Shakt!spt!art!, pour soustitres Mot!urs aramatiqut!J 
au XVI-t! si
clt! et Unt! rt!pr/smtation au Th/dtrt! au Globt! a Lonart!s, r6q 
il nons montre circulant dans les mes, a cote des lourds carosses, ..ces Iitieres 
qui, portees par deux hommes, simulent un cheval Capara!;Onnec. Dans une 
note, il renvoie a Gifford, traitant de la danse moresque. Ce curieux detail 
doit donc se trouver dans les GijJord's Nott!S to Dm 70nson. 
ł Cf. Francis Perot: f.i! CMvauJug aMontlufon, p. S.
		

/Czasopisma_105_09_03_143_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCXI.lX 


..... 


serait peu a peu transfonnee pour avoir subi, au cours des 
ages, une triple influence: influence du christianisme la mar- 
quant de son empreinte religieuse, com me ił le fit, du reste, 
pour un grand nom bre de coutumes et de superstitions le- 
guees a nos peres par le paganisme, ou, tout au moins, y 
presidant par son c1erge, intimement mcle alors a la vie des 
foules; influence chevaleresque lui imprimant, a son tour, le 
sceau d'un ideal guerrier; influence populaire, enfin, a\'ec ses 
inevitables tendances a la bouffonnerie et au grotesque. 
- Ks. prałat Stanisław Chodyński z Włocławka 
nadsyła nam następujące uzupełnienia do T. VI i \'11 S p r a- 
wozda ń. 
I. T. VI, str. CXI. Kortyny w dawnych naszych kościo... 
łach. O nich mówią Rytuały nasze z póiniejszych nawet cza- 
sów, o czem krótkie objaśnienie podałem niegdyś do Prze- 
glądu Katolickiego (Warsz. r. 1875 n. 37), de velo antemaiusllltare. 
2. T. VI, str. cxm, czytam o hafciarstwie: niejaki przy- 
czynek do tego przedmiotu podałem w Pr:;egl. Kat. ł-. 1879, 
n. 8 w koresp. z dyec. kujawsko - kaliskiej i o starożytnej 
stule włocławskiej, tamże r. 1878, n. 50, której następnie ry- 
sunek pisma ilustrowane umieściły: Tygodn. i/ustr. r. 188o, 
n. 240, str. 78. 
Ze nietylko kobiety, zwłaszcza zakonnice, alc i męż- 
czyźni za.imowali się u nas hafciarską sztuką, mam dowód 
z jednego aparatu, robionego niegdyś dla Cystersów w Lę- 
dzie, a teraz znajdującego się w katedrze włocławskiej. Jest 
to ornat z dwiema dalmatykami, na aksamicie czerwonym 
ma hafty wypukłe w kwiaty. Gdy aparat ten kazałem wyre- 
parować, znalazłem w ornacie kartkę pod podszewką, z na- 
pisem: 
"In nomz1ze Dni Nostri YES U Christi ac SS. Trinitatt"s, 
Honorem Beatissimae Matris Mart'tu'. Ego Franciscus Antonius 
WOYCiecllOwski Civis Posnanien. Acupictor, labora'lIi Casulam 
et dalmaticas istas cum Antepedio in Anno Domini r692 Mense 
Augusti 26 die, sub tempus Admodum Rmdi Eatris FranC£sC£ 
Bobrowski. S. O. Cistercien. Prioris; procuravit autem Redus 
Pater Augustinus Kroiński eiusdcm Ordinis Paroclms Kowa- 
1000,ien: sub tempus lllustrissimi Gniński Abbatis Landen. et 
W qgrorovien. et Pdicissimt Regnante Rege Tertii Yoamlis 50- 
bieieski P%niarum. Eodem Anno Nobiles pretortum Posnanien. 
:;rabowalt: Raiców posiekli, za Gmera/a Rachwała LeJcińskiego, 
Woiedy zaś Brezy posnanskiego. Od niego dano ::lotich dwa- 
naścieset y Legumin pr:;yt;'m od roboty. Aksamit y galon dano. 
Proszr o modlitwf. mpp." 
Majster Woyciechowski, jak widać. łacinnikiem nie był 
i w przypadkach błądził, a pod koniec zabrakło mu i wyra- 
zów, które polszczyzną zastąpił. Jest w katedrze włocł. i an- 
tependium, o którem wspomina. O hafciarzu poznańskim 
Wojciechowskim i ornacie jego roboty z r. 1683 zob. wzmiankę 
w komunikacie proC. Sokołowskiego: 
prawo::.;dania, T. VI, 
str. LXX-LXXI. 
3. T. VI. str. CXIV. O głośnikach podałem wiadomość 
w czasopiśmie: Śpiew kościelny, skąd ks. Rrykczyński posłał 
notatkę do fran. Revue, korzystając nadto z objaśnienia w li- 
ście mu przesłanego. Rzecz tę przedrukowałem w książce: 
Organy, śpiew i muzyka w kośC£el£ katedr. 'lvłoc/. 
4. T. YII, str. 28o i 289, nadmienię, iż dziełko Soliko- 
wskiego Hamaxa jest także w bibliotece Seminaryum wło- 
cławskiego. Egzemplarz dobrze dochowany. Czytano go, i na 
karcie 6-tej, stronica odwrotna, wiersz 8 od góry, uczyniono 
poprawkę atramentem. Zamiast Cuius Sarmaticum cuius... 
słusznie położono: Dextera Sarmaticum cuius Oviłe regat. 


CCL 


5. T. VII. str. LXXIX, mo\\. a o Świętym Benignie, 
co poprawić należy; w Włocławku bowiem jest czaszka 
z głowy Świętej Benigny. Imienia tego z żeńską odmianą 
niema w Martyrologium Rzymskiem, a kim była ta święta, 
podałem do Przeglądu Katol. r. (898 n. 20, str. 3 (2. Dziś 
tylko dwie hermy znajdują się w skarbcu katedry włocł., 
mianowicie św. \Vitalisa i św. Henigny. Obadwa popiersia 
srebrne, na wierzchu głowy każdej za szkłem relikwie z cza- 
szek tych świętych; robota nędzna z X\'m w. 
6. T. YII str. LXXXVI. (Kafle) Muzeum historyczne 
Scminaryum włocł. posiada też kilka kafli z malowidłami, 
ale prostej roboty; kilka ich umieszczono w murze ogrodu 
seminaryjskiego, gdzie są także resztki dawnych pomników 
katedry i szczątki kamienia (prawie cały) drogi jerozolimskiej, 
o którym pisał śp. Łuszczkiewicz. 
- P. Ludwik Fournier z Lyonu nadsyła dodat- 
kową notę do swej pracy o herbię Wierzbna i uwagi od- 
nośne do herbu Lis (?) na obrazie Kulmbacha z roku 15 18 
w Hanowerze. 
I. T. Vll, szpalta XCIl-XCYIl: 
Dans notre note sur les armoiries de Wierzbna, inseree 
dans les Spra'lvozdania, t. \'II, p. XCll, nous avons blasonne 
l'ecu de l'evcche de Breslau, comme seme de fleurs de lys 
san s nombre, soit: De gueules, seml de Jleurs de lys d' argent. 
A cela on pourrait peut-etre objeeter qu'il est loisible d'y 
voir un ecu charge de 6 fleurs de lys, 3, 2 et I. Le gra- 
veur, en effet, n'y a pas dessine les autres fleurs de lys don t 
on devrait apercevoir une faible partie emergeant de dessous 
les bords de l'ecusson. Pour to ut erudit familier avec les 
monuments heraldiques de l'epoque medievale, cette objection 
ne meriterait pas qu'on s'y arretat, meme s'il s'agissait d'un 
sceau gra ve en France; a plus forte raison, perd-elle toute 
valeur lorsqu'elle s'applique a un sceau execute dans un pays 
slave situe a l'autrf' extremite de I'Europe et a peine entame 
alors par la lente infiltration germanique. Certaines minuties 
de l'art heraldique de l'Occident y sont inconnues, comme, 
du reste, elles le furent a toute I'Europe du moyen-age. Les 
graveurs silesiens, nous l'avons suffisamment montre dans 
notre premiere note, donnaient souvent libre cours a leur 
fantaisie. Pour le sceau de 1318, l'artiste s'est contente de 
charger l'ecu de fleurs de lys de maniere a ce qu'elles en 
occupassent tout le champ et figurassent ainsi un seml. Le 
nom bre de 6 a suffi, vu la petite dimension de l'espace a 
couvrir, et ce nombre, comme nous l'avons fait remarquer, 
a ete le plus frequemment adopte avant la reduction a 3 fl.eurs 
de lys qui se rencontre sur des monuments du XVI-e siecle 
et qui, pourtant, ne semble pas avoir ete definitivement ac- 
ceptee (quoique donnant 3 fleurs de lys a Neisse, Siebma- 
cher revient au nombre de 6 pour l'eveche de Breslau). 
Mais Długosz, chroniqueur du XV-e siecle, indique de son 
cÓte, le nombre de 9, ce qui prouve bien qu'il ne faut voir 
dans ce blason qu'un seme sans nom bre determine. 1 
A vec le temps, ce seml SaT1S nombre n'a pas mieux ete 
compris par les heraldistes polonais, ni mieux rendu par les 
graveurs. C'est ainsi qu'au XVIII-e siecle le 1'. Niesiecki, 
donnant dans son Armorial les armes des Andrault, comtes 
de Langeron, seigneurs de Buy et autres lieux, denature 
quelque peu le quartier d'alliance qui y figure, celui des 


l Nous sommes convaincu que les armoiries allemandes, assez nom. 
breuses au pays rhenan, dans lesqueIles se voient 6 fleurs de Iys, 3, 2 et I, 
comme dans celles de I'ev
che de Breslau, representent un seme sans nombre.
		

/Czasopisma_105_09_03_144_0001.djvu

			SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


CCLI 


CCLU 


Gencien. Les Gencien portaient: D'argmt, a 3 fasces vi'llrles 
de gucules, a la batide d'azur semle de Jleurs de lj's d'or. Or, 
Je P. Niesiecki, dans son texte, supprime le Jeml et blasonne: 
a la bande e/łargle dt 3.fleurs de tys. Quant au graveur, ren- 
cherissant encore sur l'inexactitude du texte, ił dessine a Ja 
place des fleurs de lys 3 roses et maltraite tellement les 
fasces vivrles, imparfaitement determinee
, il est vrai, par 
l'auteur, que les armes des Gencien en devicnnent mecon- 
naissables. I 
Au surplus, on ne saurait trom'er etonnante chez des 
etrangers cette representation peu exacte du sani' .fll1lS llOm- 
bre, quand on voit la mcme irreguJarite se produire en France. 
On en pourrait multiplicr les exemples. Nous nous conten- 
terons de citer trois pieces remontant a Louis li, duc de 
Bourbon, c'est-a-dire aussi au XIV-e siecle. L' Histoire dt's ducs 
de Bourbon et des comtt'S de Fort'z, par la Mure, editće a Paris. 
en 1860, par Chantelauze, est iIIustree de nombreuses gra- 
\'ures d'une rigoureuse exactitude dues a M. Andre Steyerl. 
qui est aussi l'auteur de la plus grande partie des notes 
servant de commentaire au texte du chanoine de Montbrison. 
Examinons trois de ces gravures. Sur Je grand sCeau de 
Louis II, datant de 1394, les armes des ducs de Bourbon: 
D'ilzur, Si mi de Jleurs de lys d'or, a la bande au cotice de gueules 
broe/łant sur le tout, le seme sans nom bre est figure d'apres la 
regle conntle et selon le procede le plus generalement usite; 
mais sur un jeton des provinces de Bourbonnais, Clermont 
et Forez, le seml de .France est exactement representć comme 
dans le blason de l'eveque de Breslau, Henri de Wierzbno, 
c'est-a-dire par 6 fleurs de lys, 3, 2 et I; enfin, sur un autre jeton, 
ił est reduit a 3 fleurs de Jys, ainsi que cela a eu lieu sur 
les monnaies et mćdaiIJes de l'evcque Jean Turzo. 2 Dans le 
meme ou\'rage, Ie 
ceau et le contre-sceau de Robert, comte 
de Clermont, fils de France, Jesquels datent de 1286, nous 
presentent un autre arrangement: la bande ou cotice est acco- 
stee de 6 fleurs de lys, 3 en che/. posles 2 et l, et 3 e1l 
pointe, mises en bande ou cotice, disposition naturellement 
amenee par la fornle triangulaire de l'ecu. la bande ne bro- 
chant pas en realite. 
En ce qui concerne Jes ilIustrations des Sprawozdania, 
ił nous reste a faire remarquer que, dans la fig. 38, tiree du 
Zrcndlo de Paprocki, le style aIJemand n'y est pas complc- 
tement developpe. Le pied de la fleur de lyg n'y ćgale point 
la tige en 'ongueur, comme on le voit pourtant deja dans 


I Les atmes des Andrault sont: D'asur, ;. 3 Itoi/es "argmt. Les 
toiles 
sont asrais, et non pas ił 8 rais comme dans la gravure du P. Niesiecki. 
(Voir l'
dition de Bobrowicz, t. II, p. 30). 
I Ainsi que d'autres auteurs l'ont d
jiL fait remarquer, la r.:duction B 
3 Oeurs de Iys 
tllit n
cessairement exig
e par l'exiguite de l'
cu grave sur 
les sceaux secret
 fort peu larges ou sur les jetons et monnaies d'un petit 
module. 


les Herby rycerstwa polskiego et comme on le \'erra souvent, 
par la suite, dans d'autres armoiries polonaises. Quant a la 
fig. 40, extraite de l'excellent ouvrage de M. Piekosiński, 'es 
fleurs de Iys qui s'y ćtalent ne se rattachent a aucun style; 
oeuvre informe d'un ouvrier inhabiłe, elles ne sont ni fran- 
c;aises, ni allemandf's, et mcme les 3 rangees en chef res- 
semblent bien moins a des fleurs de lys q u'a des rocs d'echi- 
quier. 
Pour clore cetle note, une derniere observation con- 
cernant Siebmacher. Celui-ci, en publiant dans son Wappen- 
buch les armes des Wirbsky - nus d.em Hause Lis. ainsi que 
l'ecri\'ent presque toujours les genealogistes allemands, - 
donne au nom de cetle familIe siłesienne, comme, du reste, 
Je portait notre manuscrit, Ja forme moins usitee de Wirbiski. 
Quant aux Wierzbna, lorsqu'il place leurs armes parmi celles 
des comtes et des barons, il les inscrit sous le nom alle- 
mand fort altćrć de 'lIan Wiirmb, au lieu de Wilrben. 
2. T. \'1I, szp. Xc. (Obraz Kulmbacha w Hanowerze 
z r. 1518). P. Fournier rohi następujące uwagi, co do herbu 
na tym obrazie: 
En presentant ił Ja CommissztJ1l de I' Histoire de l Art en 
Pologlle la photographic d'un tableau de Hans Suess de Kulm- 
bach, tableau datant de 15 18 et conserve a la Galerie de 
Jlanovre, M. le comtc Georges Mycieiski a emis l'opinion 
que Je donateur pourrait hien ctre un Polonais, vu que les 
armoiries peintes ił ses cÓtes sont semblables aux armoiries 
de Lis, sauf une \'ariante au cimier. Cetle supposition a ćte 
combattue tour a tour par M. l'iekosiński et M. Sokołowski, qui 
voient dans ces armoiries un blason etranger a la Pologne 
et pou"ant fort bicn appartenir il queJque famille patricienne 
d'une grande \'iIle de I' AIJemagne. Cette derniere opinion est, 
croyons-nous, la plus admissihle, et le bienfonde nous en 
semble confirme par le fait suivant. Une familie de Souabe, 
du nom de Stockel, porte: hca1"tde: tlU.t: l-er et 4-t, d'a:;ur, 
au lioll d' ar.. aux 2-e et 3-e, di' l{u£'lIles, nu dard t'lI bande, 
crozsi de dtuX pit\Ct's, d'a1"gmt. Cimier: hlltre un 'l'tW (ouve1"t) 
d'a:;ur, IIIł fiOl1 d'or, tenant dans sa patte dextre le da1"a crozse 
de do/x pieces d'argmt, la pointe l'1l bas. (Su'bmaclltr: Wap- 
pt'1lblldt, ł, I 2 I ): 
Le meuble rlcs 2-e et 3-e quarticrs est exactement 
dessine comme le dard de Lis, sauf qu'il est mis m bande 
(au en barn', sui\'ant les cas, car l'art heraldique allemand 
ne fait aucune difference entre la bmlde et la bane de meme 
qu'entre le lion tourne a dextre ou ,'ontourni, le vol OU'llert 
ou fermi et emploie indifferemment les uns ou les autres 
selon que I'exigent la position de l'ecu et la symetrie du 
dessin l. Les deux quartiers ou ił figure representent evidem- 
ment une alliance des Stockel et ił est tout naturel de penser 
que cette alliance est celi e d'une familIe all eman de plutót 
que d'une famille polonaise. 



 


ERRATA. 


Szp. CCXXXVll. w. 17 od góry zamiast mirait pri.f, czytaj aurait'nt pri.r. 


Biblioteka Główna UMK 
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111 
300045705329 


06018 


,,\tllIÓh 
 .. 
\UII::
RSYTECIII 

\\1
		

/Czasopisma_105_09_03_145_0001.djvu

			TREŚĆ 
SPRAWOZDAŃ Z POSIEDZEŃ ZA ROK 1900. 



 
fi' 


Bersohn Mathlas, o starych armatach spiżowych w Nieświeżu, szp. 
CXCVII-CCIII. 
Borawskl Aleksander, Biust królowej Marysieńki w Petersburgu, 
szp. CXXXII. 
Cercha Stanisław, O działalności Santi Lazara architekty, szp. 
CLXXXVI-CLXXXVII. 
X. Chodyński Stanisław, Uzupełnienia do T. VI i VII Sprawozdań, 
szp. CCL. 
Ehrenthal Max von I Swieykowski Emanuel, Zbrojownia Radziwił- 
łowska w Nieświeżu, szp. CCIII-CCXI. 
Fournler Ludwik, O pasach polskich wyrabianych w Lyonie i o ich 
fabrykancie Dechazell'u, szp. CCXXlII-CCXXVII. - O ra- 
bunku płyt brązowych nagrobkowych polskich przez żoł- 
nierzy francuskich, szp. CCXXVII....,... O Koniku Zwierzy- 
nieckim z powodu obrazu Stachowicza, szp. CCXXXIV. - 
O herbie Wierzbna i uwagi odnośne do herbu Lis(?) na 
obrazie Kulmbacha z r. 1518 w Hanowerze, szp. CCL-CCLII. 
Janowski Aleksander, Fotografie kościoła w Lasku, misy brązowej 
w Brzeźnicy, nagrobków w Brzezinach, Opatowie i Łowiczu.. 
i informacyc tych zabytków dotyczące, szp. CXL. 
Kaczmarczyk Kazimierz I Pagaczewskl Julian, Maciej Trapola na- 
dworny architekt Stanisława Lubomirskiego, szp. CCXXXI 
-CCXXXJII. 
Kopera Feliks, Grobowiec ks. Konstantego Ostrogskiego i medal 
jego syna, szp. CV -CX. - Portrety Stefana Batorego w Ga- 
lIeryi Pitti i kardynała jerzego Radziwiłła w Galleryi Corsini 
we Florencyi, tudzież Zygmunta III i Konstancyi jego żony 
w Pinakotece monachijskiej, szp. CXXVII-CXXIX. - O emi- 
gracyi Niemców z Weissenburga i Landau do Polski w w. 
XV i XVI, szp. CLXXII-CLXXXVI. 
Kutrzeba Stanisław, Listy Krzysztofa Szydłowieckiego do biskupa 
Warmińskiego w sprawie nabycia obrazu fldndryjskiego 
i Zygmunta I do Stanisława Szafrańca w sprawie chęciń- 
skiego lazuru, szp. CCXXVIII-CCXXIX. 
Lepszy Leonard, Klejnot XV w. wykopany w Abrahamowicach 
w Lubelskiem, szp. 'CXCV-CXCVI.' 
Łopacińskl Hieronim. Wiadomość o niewydanych dotąd widokach 
miast polskich z drugiej połowy w. XVII, szp. CCXXII- 
CCXXIlI. - Malarzowa Dorota Korberin 
a Zygmunta III, 
szp. CCXXXIlI-CCXXXIV. .:..- O nieznanym malarzu pol- 
skim z końca XVII w. janie Roli z Rolna, szp. CCXXXJV. 
Mycieiski Jerzy, Lucas Vorsterman i dwaj panowie polscy, szp. 
CCXXVII-CCXXIII. 
Pagaczewskl Julian, O jasełkach w kościele św. Andrzeja, szp. 
CXII-CXlII. - Nagrobek arcybiskupa Uchańskiego w Ło- 
wiczu i dzieła Jana Michałowicza z Urzędowa, szp. CLXI 
-CLXVII. 
Piekoslńskl Franciszek. Z poW-odu płyty nagrobkowej kustosza ko- 
ścioła św. Michała na Wawelu, szp. CXXVI-CXXVII. 
Potkań ski Karol, Nieznani malarze zajęci w kollegiacie Łęczyckiej 
w latach 1414-1445. szp. CXC-CXCI. 


II 


"'}. 


II 


'I 



, 


I 
'I 


ł... 


t 


"0 


}1 


.1 


Puszet Ludwik, Dwie rzeźby drewniane w Poznaniu: figura Matki 
Boskiej w Muzeum dyecezyalnem i płaskorzeźba z Wskrze- 
szeniem Piotrowina w kościele P. Maryi in Summo, szp. 
CCXXIX-CCXXXI. 
Sokołowski Maryan, Rycina nieznanego rytownika Jana Dilła Po- 
laka, szp. CIII-CV. - Z powodu grobowca ks. Konstan- 
tego Ostrogskiego w Kijowie i medalu jego syna, szp. CX 
-CXII. - Z powodu jasełek w kościele św. Andrzeja, szp. 
CXIII-CXIV, - Obrazy odnośne do Dymitra Samozwańca 
i Maryny 1wlniszchówny, dawniej w Wiśniowcu, dziś w Mo- 
skwie, szp. CXVI-CXX.-Najstarszy inwentarz skarbca ko- 
ścioła P. Maryi w Krakowie ż r. 1397, szp. CXXJ-CXXIV. 
- Z powodu portretów polskich we Florencyi, tudzież Zy- 
gmunta III i Konstancyi jego żony w Pinakotece monachij- 
skiej o malarzach Soutmanie, Rubensie i Callocie, up. 
CXXIX-CXXXlI. - Misa brązowa w Brzeźnicy i zagadkowy 
na niej napis, szp. CXU-CXLII. - Nagrobek w Brzezinach, 
szp. CXLII. - Nagrobek Anny Szydłowieckiej i jej brata 
Ludwika wOpatowie, szp. CXLIII-CXL VII. - Nagrobek 
Krzysztofa Szydłowieckiego i rzut oka na pochodzenie za- 
bytków brązowych u nas, szp. CXL VII-CLX. - Nagrobek 
Jana Przerembskiego w Łowiczu, szp. CLX-CLXI. - T
- 
blica erekcyjna Lubrańskich w Lubrańcu i obraz fundacyi 
Lubral1skich w Kazimierzu w pow. konińskim, szp. CLXVII 
-CLXIX. - Miniatura graduału biblioteki kapitulnej kra- 
kowskiej z XV w. jako kopia ryciny mistrza j. V. B., szp. 
CLXX-CLXXlI. - Zamek w Mirze, szp. CLXXXVIII- 
CXc. - O nieznanych malarzach wielkopolskich z końca 
XV W. pracujących w Poznaniu, Gnieźnie i Lowjczu na pod- 
stawie żródeł ogłoszonych w ostatnich czasach przez prof. 
Ulanowskiego, szp. CXCI-CXCV. - Uzupełnienia i uwagi 
odnośne do armat nieświeskich, szp. CCXI-CCXV. - Zbroje 
Radziwiłłów w Muzeach cesarskich w Wiedniu i stosunki 
Arcyksięcia Ferdynanda Tyrolskiego ze Stefanem Batorym 
i panami polskiemi jego czasów, szp. CCXV-CCXXII. .:- 
Wiadomość o kazaniu Marcellina, syna Macieja Trapoli ar- 
chitekty, szp. CCXXXIII. 
Szembekowa hr. Marya z Fredrów, Zabytki sztuki w Kazimierzu 
. biskupim, szp. CLXIX-CLXX. 
Tomlmwlcz Stanisław, Płyta nadgrobkowa kustosza kościoła św. 
Michała na Wawelu z połowy XIV w., szp. CXXV-CXXVI. 
- Napis na dzwonie w Potoku Wielkim, szp. CXL. 
Worobjew Grzegorz, Kościół i pałac biskupi w Broku, szp. CV. 
- Dom Maryny Mniszchówny w Kałudze, szp. CXIV- 
CXVI. - Kościoły w Rosochatem i Andrzejowie w gub. 
Łomżyńskiej, szp. CXXI.- Kościół w Makowie, szp. CLXXXVI. 
Wronka Pawel X., Dzwon \V Potoku Wielkim w g,ub. Lubelskiej, 
szp. CXXXIX. 
Zieliński Józef, Grobowiec Anny Wazówny, królewnej szwedzkiej 
w kościele Najśw. Panny Maryi w Toruniu, szp. CXXXllI- 
CXXXJX. 


N 



'c- 


i
		

/Czasopisma_105_09_03_146_0001.djvu

			.t4
 


.tl 


. łj4, 


'11f:
f. . 
.t', 
 


'. 
If. 
t 


Z DRUKARNI ,UNIWERSYTETU J
GIELLOŃSKIEGO W KRAKOWIE POD ZARZĄDEM JblJ!P
 PILlPOWSKlEOO. 


Q2yfe!01a Główn. 
0601811/3 


, 


; 


I . 


t 
, 


q 


t 
" 


ł- 
"l 
1 


, 
"I 
.1