/Sponsorzy_004_01_001_0001.djvu

			t 


t 


'I 


OBRAZY I P AMll\ TKI. 
'" 


,. 
\o 


-.--- 


.,.
		

/Sponsorzy_004_01_002_0001.djvu

			.. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_003_0001.djvu

			Z BORU I srrEPU. 


---....-- 


OBRAZY I P AMIATICI 
.. 


SPISAL 


8faJ.e,UM> J e
'V1J 
kcfvi. 


KRAKÓW. 
N A K L A D A U T O R A. 
1888.
		

/Sponsorzy_004_01_004_0001.djvu

			'I 


KRAKÓW.- DRUK WL. L. ANCZYCA I SP6LKI, POD ZARZ. J. GADOW8KIEGO. 


?J05f

 


- 


K'. 
1
'1\
 


-
		

/Sponsorzy_004_01_005_0001.djvu

			\ 


, 


"" 


'I 


PRZEDMOW A. 



 
 I. 

 . ierota bez ojca i matki, to książka, kt.órą odumarł autor; 
obcy ludzie zająć się muszą jej losem. Tak też i tej książce 
. ",Z boru i stepu" się wydarzyło; ostatnie jej karty szły pod prasę 
drukarską, a jej autor umierał w Wiplkiej Medwedówce na W 0- 
łyniu, 14 sierpnia 1888 roku. 
Hyłą to postać co się zowie' obywatelska, ten ś. p. Tadeusz 
Jerzy Stecki, i tym też . duchem obywatelskim nacechowane są 
wszystkie jego pisma, a tych pism poczet spory.' 
Urodzony na Wołyniu w dziedzicznej Medwedówce 1838 r. 
z ojca Tomasza, matki Anieli Ozierow, Rosyanki, wychowanej 
przez chrzestną swą matkę, kobietę cnót i pobożności niepospo- 
litej , panią Urbanowską - odbywał nauki najprzód w szkołach 
zytomierskich potem w uniwersytecie kijowskim. Rok 1863 por- 
wał go w wir walki, i wyrzucił za granicę na tułactwo. 
Amnestyą cesarza Aleksandra II. 1866 r. wyrok kary śmierci 
za udział w 1863 r. nań wydany, zamieniony został na wygna- 
nie. Nasz Pan Tadeusz wraca do kraju i w trzy dni po ślubie 
rusza w drogę do Orenburga. Po dwuleciu wygnania dozwolo- 
nem mu było powrócić do kraju i zająć 
ię skrzętnem zbiera- 
niem pamiątek i dokumentów historycznych i pracą literacką. 
Ostatnich lat kilkft życia zamieszkał w Krakowie i gdy w lipcu 
b. r. powrócił do ojczystej Medwedówki. zawitał w dom jego 
gość nieproszony, śmierć nielitościwa, która go z pośród rodziny 
i przyjaciół nagle prawie i nieprzewidzianie wyrwała.
		

/Sponsorzy_004_01_006_0001.djvu

			" 


II 1_ 


Sit i ipsi te.rra levis, pokój szlachetnej j
go duszy; nam 
pilno rozpatrzeć się w jego literackiej spuściznie, bo ta własno- 
ścią nas wszystkich. Byłaby ona daleko bogatszą, gdyby zabu- 
rzenia krajowe nie przeszkodziły jego poszukiwaniom historycznym 
i nie poniszczyły wielką część pamiątek i dokumentów. S. p. 
Tadeusz nie był historykiem, nie był powieściopisarzem w wła- 
ściwem tych słów znaczeniu. Pamiętnikarz to historyczny o pię- 
knym, barwnym, powieściowym zakroju i stylu, nieskąpy w przy- 
taczaniu ciekawych dokumentów in extensu 
 jedno nadaje nara- 
cyom jego powab, drugie powagę. Wołyń z miastami i rodzinami 
swemi jest tematem głównym literackiej jego akcyi; wrażenia 
z licznych i dalekich podróży od stepów kirgizkich do brzegów 
Tybru stanowią dmgi cykl jego prac naukowych. 
Zawód swój pisarski rozpoczął nasz autor bardzo wcześnie. 
Jeszcze z uniwersyteckiej ławy pisał artykuły do 
Gazety codzien- 
nej". W roku IBM wydał nakładem Biblioteki im. Ossolińskich 
we Lwowie tom I. " Wołynia pod względem statysty<,znym, hi- 
storycznym i archeologicznym". W przedmowie do tego dzieła 
spowiada się z swoich usposobień ducha: 
"W dzieciństwie jeszcze czułem niepohamowany jakiś po- 
ciąg do wszelkiego rodzaju zabytków i pamiątek starożytnych; 
stare księgi lub skrzynia zbutwiałych odwiecznych papierów po- 
nętniejsze i milsze mi były nad wszelkie zabawki; każde ruiny 
kościoła, klasztoru lub zamku wzbudzały ciekawość moją, nie- 
wypowiedziany urok wywierały na młodą wyobraźnię". Wyraźniej 
i zwięźlej wypowiada to samo w przedmowie do monografii 
ł
ucka, wydanej 12 lat potem l). "Wyłącznym przedmiotem stu- 
dyów i badań moich naukowych, były dzieje historyczne i prze- 
szłość Wołynia. Przedewszystkiem starałem się zebrać materyały 
do monografii główniejszych miast tutejszych, w nich bowiem 
skupiało się i koncentrowało życie polityczne i społeczne pro- 
wincyi, kraju całego. Brak akt miejskich wywiezionych do Ki- 
jowa, niedostępnych, niezmiernie utrudniał pracę moją; łatać 
i posiłkować się trzeba było więc tern, co było pod ręką. Stare 
przeto kroniki ruskie, rękopismienne zapiski, prywatne szlache- 
ckie i klasztorne archiwa, nareszcie. historyczne prace współcze- 
snych pisarzy - oto źródła i materyały, które mi służyły do 
ułożenia wydanej poprzednio monografii Krzemieńca, jak również 


I) Łuck starożytny i dzisiejszy. Monografia historyczna, Kraków. ltj76. 


,.. 


.-...
		

/Sponsorzy_004_01_007_0001.djvu

			III 


przy spisaniu obecnej wyczerpującej historyi Łucka... Do histo. 
ryi kościoła na Rusi większe już miałem materyały... tern wa
 
żniejsze, że w obecnej chwili wszystkie już prawie te świątynie 
były w ruinach, a więc do pomników przeszłości tego kraju, 
z przerażającą znikających szybkością, należą już tylko". 
Takimi uczuciami ożywiony, zbierał, obrabiał historyczne 
materyały i niemal co roku ogłaszał drukiem rezultat swych ba- 
dań. I tak 1871 r. okazał się drugi tom "Wołynia", a w pięć 
lat potem wspomniona dopiero .t:nonografia Łucka. Upłynęło lat 
kilkanaście, dwa pierwsze tomy wyszły już z obiegu księgarskiego, 
tom III. leżał gotowy do druku. Nie można go było nazwać po- 
dawmmm "W ołyniem", bo mając tom UJ. w ręku, czytelnik na- 
próżno pytałby się o tom II. i I.; i dla tego autor nadał mu ty- 
tuł "Z boru i stepu". Jak dwa tomy poprzednie, tak i ten trzeci 
stanowi sam dla siebie całość, i jako osobna książka może być 
w świat puszczony, w gruncie jednak rzeczy jest to dalszy ciąg 
historycznego pamiętnika o Wołyniu. 
Przed i w ciągu .tej obszernej pracy ogłaszał nasz autor 
w pismach peryodycznych rozmaite co do rozmiarów i wartości 
artykuły, ale zawsze Wołyń był ich głównym tematem i prawie 
wszystkie wcielone zostały w trzytomowy pamiętnik o tej ziemi. 
Już koło 1H62. umieszczał "ulotne szkice i obrazki" w "Gazecie 
warszawskiej i Kronice rodzinnej". W r. 1863 spotykamy w . Ty- 
godniku ilustrowanym" monografię Kozina, i kniaziów Kozińskich, 
Hojskich, Firlejów; dalej monografią Beresteczka i kniaziów 
Prońskich; r. H!li8 monografią Kisielina i rodu Kisielów; r. 1869 
biografią senatora Skibickiego, ustępy z życia Antonie
o Mal- 
czewskiego, i rozprawę o grobowcu kniazia Koziki, tudzież bio- 
grafią dwóch malarzy wołyń;;kich, Prospera Górskiego i Kazi- 
mierza Jaxa Komornickiego. ,V tymże "Tygodniku" umieszcza 
nasz autor r. 1870 życiorys Michała Zawadzkiego, twórcy "du- 
mek i szumek"; w rok potem życiorys, Waleryana Wróblew- 
skiego (Koronowicza). 
To w "Tygodniku", w "Kłosach" zaś umieszcza r. 186R 
monografię Ireneusza Załuskiego; r. 1869 życiorys Szymona Ko- 
nopackiego; r. 1871 monografią Wołoczysk 'i Fryderyka Moszyń- 
skiego; r. 1872 opis Lachowiec i biografią Józefa Aleksandra Ja- 
błonowskiego. W odcinku do "Wieku'/ r. 1874 cały szereg mo- 
nografij: "Owrucz; Okolice Owrucza; O szlachcie Owruckiej; 


" 


--- 


..
		

/Sponsorzy_004_01_008_0001.djvu

			--,- 


IV - 


Zabytki Drewlańskie; Kąpiele Ołgi; Mogiła Igora; Cerkiew św. 
Bazylego założona przez Włodzimierza Wielkiego". 
Drugim tematem literackiej pracy ś. p. Tadeusza były wra- 
żenia z podróży, których w swem życiu przebył wiele. I tak 
z epoki wygnania mamy jego "Listy z nad brźegów Uralu 
i kirgizkich stepów" orukowane w "Przeglądzie tygodniowym 
i Kłosach". Z czasów jego emigracyi .Listy z Włoch" i " Pomniki 
polskie we Włoszech" ogłoszone w "Tygodniku ilustrowanym"; 
1870 r. " List Y z Styryi" drukowane w "Tygodniku' mód" 1871 r. 
PomUam wiele innych drobniejszych artykułów, których na 
razie nie dało się odszukać. 
Z wszystkich tych większych rozpraw 
 mniejszych artyku- 
łów przegląda zawsze jeden i ten sam piękny szlachetny umysł 
i miłujące Boga, kraj i ludzi serce ś. p. Tadeusza; życie jego nie 
przeszło marnie t owszem zaznaczyło się zbożną i pożyteczną 
pracą literacką. 
Niechże ta "pogrobowa" książka "Z boru i stepu" jako 
tom III. " Wołynia" przebiegnie z rąk 00 rąk nietylko Wołyń, 
ale i wszystkie prowincye kraju jako ostatnia spuścizna i droga 
pamiątka po tym, który ten Wołyń i kraj wielce umiłował i słu- 
żył mu poczciwie aż do ostatniego tchu życia. 


Rraków 8 Grudnia 1888. 


J{
. Sta.11i
ta.'\.I) Za.l
.fii. 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_009_0001.djvu

			I. 


MIasto RÓV\I'ne stolica pOV\l'iatu. - Właściciele lniasta i olł:olicznych 
V\l'łolici. - I V\l's.szko Dyczko, książęta Nie
V\I'iccy. - Księżna Marya 
RÓV\I'ieńska, jej życie i dzialalnoś6. - I<:niazioVll'ie (,)strogscy. - 
Księżna Beata Ostro/il:ska i jej córka HaJszka. życiorys ich.- 
Mąż Beaty Albrycht Ła.ski. - ZamQjscy i Lubomirscy, ostatni 
dziedzice RóVII'ne/il:o. - Ksw,że Podstoli StanislaVII' Lubomirski, 
dV\l'ór i życie je/il:o V\I' RÓVII'neln. - Kronika W'ypadków miejskich 
do naszych CZ&SÓVII'. - ŚVII'iątynie, kościoły i cerkVll'ie W' RÓVII'nem, 
ich dzieje, fundusze i urządzenie. - Dzisiejszy stan lniasta. 


Jednem Z dawniejszych miast na Wołyniu, o początkach 
którego przechowały się pewniejsze dane i piśmienne ślady, jest 
Równe. Nazwisko swoje otrzymała ta osada, niezawodnie od 
charakteru miejscowości, w której założoną została: w równinie 
zewsząd górami otoczonej, nad wielkim sbwem i przy jego ujściu, 
ztąd - dawniejsze Równo, a rzeczka sadybę tę przerzynająca. 
Ustije, Ustia. 
Na początku XV-go wieku Równe, będąc jeszcze siołem, 
wraz z przyległemi siedliszczami, należało do rodziny Dyczka, 
ziemianina łuckiego. Jeden z potomków jego sprzedaje to mienie 
księciu Semenowi Wasilewiczowi Nieświckiemu. Umowę tę pierwszą 
najdawniejszą, jaką odszukać było można, pisaną w Łucku, w ca- 
łości i dosłownie umieszczamy, jako nigdzie dotąd niedruko- 
waną. J) 


l) Z Archiwum Dubieńskiego książąt Lubomirskich. Dokument na per- 
,gaminie, pieczęć oderwana. 


Z boru I ItepU. 


1 


......
		

/Sponsorzy_004_01_010_0001.djvu

			!' 


2 


,,'Vo Imia Boioje. Ja sam Iwaszko Dyczko 'Vasilewicz sozna- 
waju sim moim listom kaidomu dobromu, komui koli jeho 
potrebno budet wedeti, ninesznim i potom buduczim, prodałeśmi 
swoju otczynu, DwoI' i seło w Łuckim powietie na imia Rownoje, 
Kniaziu Semenu Wasilewiczu, Neświckomu J), swojeju dobroju 
woleju, a w dobroy pamiati ni skotoroie, nagłosti, za trysta kop 


!) Książęta Nieswiccy, należeli do tych licznych, udzielnych książątek, 
których dzielnice po Rusi i Wołyniu rozrzucone były; prócz tytułu i dzielnicy 
częstokroć malutkiej, żadnego zresztą historycznego znaczenia nie mieli. Nieświcz, 
dziś wioska w okolicy Łucka, niegdyś zapewne gródek warowny, był ich główną 
siedzibą, i od niego przyjęli nazwisko Nieświckich. Książęta ci w osobie Fedka 
Nieświekiego. znanego awanturnika, sprzymierzeńca Swidrygiełły na Rusi, byli 
protoplastami możnego i historycznego następnie rodu książąt Zbaraskich. 
Fedka tego dla tożsamości imienia i współczesności epoki, usłużni nasi heral- 
dycy zmieszali z Fedorem syna Korybuta, który zginął bezpotomnie i ztąd wie- 
kami uświęconą, procedencyą Zbaraskich, wyprowadzono od litewskiego Korybuta. 
Dowiódł tego anachronizmu historycznego, Kazimierz Stadnicki, w uczonych 
swych monografiach, p. t. Synowie Gedyrnina. Rzecz się zaś tak miała: Fedko, 
ów kniaż Nieswicki, miał syna Wasyla, który w podeszłym już wieku zmarł na 
początku 14m! roku, a synowie jego w tymże roku !J-go lipca, uczynili między 
sobą dział w Łucku, i głównemi dobrami tak się podzielili: najstarszemu knia- 
ziowi Wasylowi, dostał się między innemi: horod Zbaraż. kniaziu Semenowi: 
horod Kołoden, a kniaziu Sołtanowi: dwa Wiśniowce, Gródek, a taUe po 
śmierci matki- ma przyjść do niego i Maniów. Od tychto głównych siedzib 
Zbarascy alias Nieswiccy, poczęli się nazywać: Wasyli Zbaraskim, Semen Ko- 
łodeńskim, a SoUan Wiśniowieckim, i dali początek trzem rodom, z których 
jedni Kołodeńscy tylko, nie długo utrzymali się przy nazwisku. Owóż wnuk 
Fedka, kniaż Wasyl Wasylewicz w 1473 r. już nie żył i zostawił trzech synów: 
Michała, Semena i Fedora, Sołtan też umarł bezpotomnie, a Semen miał tylko 
córkę Anastazyą. Właściwie więc, syn Waysla Wasylewicza Michał, a nie stryj 
jego Sołtan, był protoplastą Wiśniowieckich, choć SoUan pierwszy tern nazwi- 
skiem się przezwał. Najkrytyczniejszy rodowód tych książąt taki: 
} } } 
lichał protop : WlśnlowleckJch 
j,' dk N" ł k" I I W I Semen 
e o legw c I, 
 l alY t 1478 Fedor protop : Porycklch ł Wo- 
domniemany Iyn Waoyl t 1463 ronleckich 
r Bołtan t 1476 ł Iterll 
Korybuta 
J J Semen t 1479 } AnaltRzy. kl. Hollzańlka. 
W archiwum dubieńskiem, dochowało się mnóstwo ciekawych doku- 
mentów, wyjaśniających pochodzenie i rodowody tych kstążąt, także oryginalne 
ich działy. majątkowe. Pierwszy taki dział, między synami Wasyla Wasylewicza
 
spuścizną po ojcu nastąpił w Wiśniowcu 14 listopada 1473 r. Semenowi wów- 
czas dostał się: Iwaczów, Jankowce, Młynowce, Wazowa; Michałowi Wiśnio- 
wiec z miasteczkiem i siołem pod miasteczkiem, także Olexiniec i Ostrowiec. 
Drugi dział majątku pozostałego po ks. Sołtanie sporządzony w Ma- 
niowie 8 junii 1478 r. Do tego spadku pr
ychodzili brat jego kniaż Semen. 


l 


.- 



'..
		

/Sponsorzy_004_01_011_0001.djvu

			a 


l 


szyrokych hroszey czeskoie liczby l) wieczno i sowsem i s tym 
kak izdawna ktomu Dworu Roweńskomu sł'uszało, i tiahło iak 
i Otec moj derżał i ia derżał i z prysołki i spolmi, sanażatmi 
i dubrowami, i z lesy i z bortnymi zemlami i s stawy, stawiszczy 
i z rekami i z bobrowymi hony, i z myty, niczoho na sebe ne 
wymeniaja, ani na dole wstupatisia w toje Imenie nikomu, ni 
bratii moi e, ni żonie moie, ani dietiam moim, ani bliżnim moim, 
A pri tom byli świetkowie kniaź Jwan Borysowicz Zwiaholskij, 
Pan Olizar Hawryłowicz starosta W ołodymirskij, Pan Siemaszko 
Michajłowicz, Pan Michajło Cedyłowicz, Pan Wańko Petraszko- 
wicz, Pan Fedko Bobrykowicz, W oyt Łucki i Waciuta Miestin, 
łuckie mytnicy Iwan Rohatyneć. A pro .lepszoiu sprawiedliwosf 
i peczat' swoju pryłożyłeśmi k semu moiemu listu. Pisan w Łucku 
pod lety rożdestwa Chrystowa tysiacza let i czotyrysta i 61 lieto 
Dekabra 23". 
W e dwadzieścia lat po nabyciu tych dóbr, ks. Semen już 
nie żył, zostawiając żonę Maryą i córkę Anastazyą, wydaną jeszcze 
za żywota swego za ks. Semena Jurewicza Holszańskiego; tym 
obu darował i zapisał całe swe mienie, między któremi Równe 
i Stepań. 
Księżna Marya jest jednym z najpiękniejszych typów nie- 
wieścich swojej epoki. 
Sympatyczna jej postać wydatnie rysuje się na tle dziejo- 
wem Wołynia na schyłku XV..go i w pierwszych latach XVI-go 
stulecia; a choć z owych czasów mało już rzeczy nas doszło, 
o księżnie tej jednak śladów i spOlninków w archiwach miejsco- 
wych pełno. Pobożna, rządna, pomimo wdowieństwa radzić sobie 
w obszernych swych dobrach umiała. Była ona, jak widać z do- 
kumentów ówczesnych, córką Fed'ki, żony Olizara Szyłowicza, 

tarosty łuckiego, marszałka ziemi ruskiej. Po śmierci męża osiadła 


.- 
I 

I.. 


Wasylewicz i bratowa ks. Wasylowa z trzema swymi synami. Działem tym 
Gródek, Maniów z przyległościami dostał się SI'menowi, a obydwa Wiśniowce 
ks. Wasilowej. Czy rzeczywiście kniaż Fedor Wasylewicz, dał początek domowi 
ksiątąt POl'yckich i Woronieckich - dojść tego nie mogliśmy. Pory(,k musiał 
chyba wziąć po żonie, widzieliśmy bowiem dokument Witolda z Wilna 20 maja 
1407 roku, którym dobra te wraz z innemi nadaje I1ji Wiaczkowiczowi. 
') Według tablicy Czackiego wynosi to na terażniejszą monetę Złp. 
20 tysięcy. 


1*
		

/Sponsorzy_004_01_012_0001.djvu

			4 


w Gródku pod Równem, gdzie jak widać, już wówczas, zameczek 
jakiś, czy siedziba okazalsza być musiała; w Równem zaś rozpo- 
częła budować wielki zamek i osiedlać to miejsce, na miasto je 
przeznaczając. Wtedy to Kazimierz Jagiellończyk nadał Równemu 
prawa magdeburskie i w ogólności szczególną opieką i pieczoło- 
witością to miejsce, czy jego właścicielkę, otaczał. Zjechawszy 
do Stepania, król ten, listem zt3mtąd datowanym l3-go augusta 
(bez roku) do starostów łuckiego, przemyślskiego i włodzimier- 
skiego, napominając, aby nowych myt nie wybierali, tylko te, 
które bywały za wuja jego księcia Witolda i wyliczając je, powiada: 
"w Rownom ot woza po hroszu, a ot konia po nadobie, ot pry- 
bonnoho skota po hroszu ot desiati" l). 
Kiedy już główne budowle w Równem ukończone zostały, 
ks. Marya, przenosi swą rezydencyą z Gródka i odtąd od nowo- 
założonego przez siebie zamku, księżną Rówieńską zwać się 
poczyna. Pod tern nazwiskiem spotykamy już ją wszędzie po 
aktach. Następnie już u króla Aleksandra wyrabia księżna Marya 
dla swego nowozałożonego miasta przywilej na jarmark jeden 
dzień w 
oku - na św. Szymon Letoprowodcy 2), a Zygmunt I. 
dnia II-go czerwca 1507 r. zatwierdza to wszystko, zacząwszy 
od pierwszego kupna, i uwalnia jeszcze przy tern Równe od zmiany 
podwód gościnnych S). Wkrótce jednak zamek rówieński zgorzał, 
a księżna nowy budować rozpoczęła; ponieważ zaś w tym pożarze 
spłonęły wszystkie przywileje dla Równa, król więc Zygmunt 
pisze do ks. Konstantyna Ostrogskiego, aby księżnie Maryi żadnych 
krzywd czynić nie dopuścił. Tę skrzętną zapobiegliwość i pracę, 
przechodzącą zakres sił niewieścich, widzimy ciągle w życiu i dzia- 
łalności księżnej Maryi; wszystkiem rządziła ona sama, bo zięć 
jej, współdziedzic Równego, książe Semen Jurewicz Holszański, 


I 
... 
... . 


J) Pamiatniki archeołogiczeskoj komlllissyi T. IV, :!, 127. 
2) Przywilej wydany w BrLeściu 1500 r. 21 Grudnia, zni\iduje się w ory- 
sinale w archiwum rówieńskiem. 
I) .1 podwod gostskich wże weczno, ne majet w Rownom otmieniati". 
Widimus królowej Anny 1582 r., wydany w Warszawie na prośbę X. Konstan- 
tyna Ostrogskiego, z oryginału .Kotoryje w Skarbe Daszom iest na Ostrog 
i inszy je ieho imienia". Widimus oryginalny, dostał się do Stypułkowskiego. 
Anna zowie się tu królową i czyni zadoM życzeniom Ostrogskiego, za wolą 
i zgodą małżonka swego? 


". 


, ,J 



Io.....--
		

/Sponsorzy_004_01_013_0001.djvu

			5 


... 
... . 


starosta łucki, całkiem czem innem był zaprzątnięty: stał ciągle 
na straży Wołynia i kraju. Jest to ten sam dzielny wojownik, 
który w r. 1490 z Wołynianami pobił Tatarów zawołżańskich pod 
Zasławiem, ten, który w pięć lat później, około Korca poraził 
syna Mengli-Gereja i przymusił go cofnąć się w stepy, nie licząc 
przytem innych mniejszych potyczek, prawie zawsze szczęśliwie 
staczanych, dlategoto, gdy zmarł 1503 roku, powszechnie był 
żałowany i opłakiwany. Z żony swej Anastazyi zostawił córkę 
Annę Tatianę, która jeszcze za żywota babki swej księżnej Maryi,. 
wyszła za Konstantyna ks. Ostrogskiego, hetmana w. ks. litew- 
skiego, i była pierwszą jego żoną I). Po śmierci zięcia zaczęły 
się nowe kłopoty dla księżnej Maryi. Korzystano z jej wdo- 
wieństwa i osamotnienia; szarpano i procesowano bogatą wo- 
łyńską dziedziczkę. - I tak n. p. sąsiedzi jej, ziemianie wołyńscy 
panowie Diewszyce: lhnat, Bohdan i Iwaszko urościli pretensye 
do bogatych posiadłości jej w okolicach Równego; a nie mając 
do takowych żadnych prawnych dowodów, niepokoili zażaleniami 
swemi sejmy i króla. Dopiero wyrokiem Zygmunta l-go dnia 
ll-go lipca 1515 r. w Wilnie wydanym w tej sprawie Dziew- 
szyców, pretensye uznano za niesłuszne, a księżnie Maryi spokoj- 
nego posiadania dóbr tych dozwolono 2). Tymczasem starała się 


l) Mikołaj Malinowski pierwszy w .Źródłach do dziejów polskich" t. 2, 
str. 428 z starych dokumentów archiwum krzywińskiego kks. Jabłonowskich, 
odkrył te rodzinne stosunki ks. Konstantyna, ale mimo to nie wiedział, do jakiej 
rodziny należała Anna-Tatiana Semenówna i domyśla się, że była to ksil,:żniczka 
Słucka, plącze więc pierwszą żonę ks. Konstantyna z drugą. - Tymczasem 
wołyńscy badacze dziejowi ś. p. Teofil Stypułkowski i p. Mateusz Kalil'lski, 
mając w ręku oryginalne żródła, bo archiwa Holszańskich z Dąbrowicy wołyń- 
skiej, sumaryusze i akta dzielcze tej rodziny, a więc niepodlegające wątpliwości, 
rozjaśnili tę niepewność i prawdziwy rodowód Anny-Tatiany ukazali. Barto- 
szewicz, któremu udzielono tych żródeł, sprostował swój rodowód Holszańskich 
w Encyklopedyi. 
I) Dokument ten z dawnej kopij archiwum krzywińskiego ks. Jabłonow- 
skich na Wolyniu, przedrukował Malinowski w .Źródłach do dziejów polskich" 
t. :!, str. 3[)O. Przepisujemy go dosłownie, jako wa
ny przyczynek do dziejów 
RiJwnego i sioł okolicznych: .Zygmunt Bożą miłością król polski. Wejrzeliśmy 
w tę sprawę z pany radnymi naszymi, jako' pierwej 
ałowali nam oczywiście 
w Mielniku, jakośmy jechali z ojczyzny swojej w. ks. lit. do pailstwa naszego 
korony polskiej, ziemianie wołyńscy: Ihnat a Bohdan i Iwaszko Dziewszycy, 
jakoby księżna Siemienowa Rówieńska, księżna Marya, dzierżała pod sobą blisko 
ich majętności wołyńskiej ziemi, na imię Kwasiłów, KorBzyn i Kołodne, Bereżane 


,\
		

/Sponsorzy_004_01_014_0001.djvu

			6, - 


księżna, usuwała się powoli od rządów, zdając je na jedyną wnukę 
Annę- Tatianę Ostrogską; sama natomiast oddała się dewocyi, 
hojne jałmużny i ogromne ofiary z dóbr i pieniędzy na Ławrę 
kijowską i inne cerkwie w kraju przeznaczając. 
Anna- Tatiana zatem wniosła w dom książąt Ostrogskich ogro- 
mne swe dobra, między któremi było i Równe; lecz Ostrogscy wła- 
dać niemi dopiero poczęli, kiedy sędziwa Marya, księżna Rówieńska 


Baszów i Staw i SławQe i Awesków (Are
ztów) bezprawnie. K!'iężna Siemie- 
nowa Rowieńska pod tym obyczajem powiedziała przed nami: co ksiąte j. m. 
pierwej te imiona trzymał, niżli ją pojął; a ona powiada: za książęciem była 
dwanaście lat, a po książęciu będąc wdową, te imiona trzynaście lat w pokoju 
dzienała, a upominania od oj('a Dziewszyców i od samych ich, od żadnego nie 
słyszała, i kładła przed nami li,	
			

/Sponsorzy_004_01_015_0001.djvu

			7 


. 1.:. 
. ,: 


w 1518 r. życie skończyła. W tymże samym roku Zygmunt [-szy 
wydał przywilej, którym wszelkie dobra spadłe po ks. Semenie 
WasylewicZll, dziadzie i po Maryi babce teraźniejszej żony, księcia 
Konstantyna Iwanowicza Ostrogskiego, na własność mu przy- 
znał o). Nadto tymże przywilejem król uwalnia wszystkich kup- 
ców, na jarmark i targi do Równego jadących, od cła opłaca- 
nego w Łucku. ()sobnym zaś listem 1521 roku w Krakowie 
wydanym król Zy;;munt uwalnia włościan rówieńskich od wszel- 
kich myt i dawania albo płacenia soli. dozwalając im do żup 
ruskich wolnej drogi przez Krzemieniec, jako bywało za Wi- 
tolda i za czasów Kazimierza. Wojciecha i Aleksandra; nadto, 
kiedy do Jarosławia na jarmark jadą, tedy ich wolnymi czyni od 
wszelkiego cła. 
Księżna Anna-Tatiana z Holszańskich Ostrogska, niewiele 
przeżyła babkę; umiera już bowiem w 1521 r., a więc w kwiecie 
wieku, pozostawiając małżonkowi swemu jedynaka syna Eliasza, 
sierotę, wyłącznym staraniom ojca oddanego. Nagrobek jej w Ła- 
wrze kijowskiej, zapewnie kilkakrotnie odnawiany, jak i wszystkie 
w tej świątyni grobowce Ostrogskich, dla zniszczenia, którenm 
ta cerkiew ulegała, wskazuje mylną datę jej śmierci, bo r. 1531; 
i to w błąd wprowadziło wszystkich dawniejszych i współcze- 
snych pisarzy ruskich i polskich, co późniejsze dopiero dokumenta 
rozjaśniły. O życiu jej mało nam szczegółów pozostało; natra- 
fiamy tylko na dokument przez nią wraz z mężem wydany 
w 1516 r., a potwierdzający pobożny zapis babki i matki, dla 


mianowane byt, i ze wszystkiem prawem i państwem. nic nie zostawując na 
Dziewszyce i ich bliskie. Wolna ksi«i:żna te wszystkie mianowane lIobra, oddat, 
przedać, zamieniać. rozszerzat i ku swemu pożytecznemu i lepszemu obrócit, 
jako sama najlepiej rozumiejąc, a Dziewszycy nie mai:! jut wiecznie w te imienia 
wstępowat się. A na twardość tego pieczęć naszę. kazaliśmy przywiesit k'temu 
naszemu listu. Pisan w Wilnie r. l:; 15, miesiąca lipca II-go li., indikta IX.. 
t ') Feria tertia die S. Floriani a. l:;lH Cracoviae. Opuszczając Maniów 
Kłollno i ich. przyległości, .wymienimy tylko wsie do zamku Rówieńskiego. 
wówczas należące: .Równe, Kwasiłów. Kornino, Kłodno (dzisiejsza Kłodenka). 
Bereżany. Bassye sławne? Kostho (Kustyn), Chotzyen (Chocin', Bohony lBo- 
cheń), Karayewylze, Dohryn, Klymenthow, Zahol'ol, dwa Zythyny, Koszłyn (Kożlin). 
Arka Perschowa (dzisiejsza Aleksantlrya), Studzyenki, Sthawek (Stawek). Z archi- 
wum dubieńskiego NI'. 134. 


, 
, .....
		

/Sponsorzy_004_01_016_0001.djvu

			- 8 


ij 
I 


cerkwi przeczystej Matki Bożej kijowskiego Peczerskiego Mona- 
steru, dóbr wołyńskich; dworu i sioła Gródka i przysiołków 
Obarowa i Łubkowszczyzny a z włości Hłuskiej księcia Semena 
sioła Wolnicy J). 
Prędko się pocieszył po jej zgonie książe Konstantyn; już 
bowiem w następnym 1522 r. robi umowę z ks Anastazyą Sy- 
meonową Michajłowiczową Słucką i z synem jej Jurjem o córkę 
księżniczkę Aleksandrę, którą chce pojąć za żonę. Umową tą zawartą 
w Wilnie 26 lipca indykta lO, ubezpiecza wiano dla przyszłej 
swej żony, na trzeciej części swych majętności a zarazem upewnia, 
że syn z pierwszej żony, Eljasz, podzieli się zarówno z synami, 
którychby im Bóg dał z ks. Aleksandrą 2). W tymże roku Zygmunt 
daje ks. Konstantemu list w którym, wyliczając zasługi, dozwala 
jemu i jego potomkom, jako osobliwsze wyszczególnienie pieczę- 
tować się woskiem czerwonym. 
W 1527 roku l-go kwietnia książe Konstanty Iwanowicz 
Ostrogski, już powtórnie żonaty, otrzymuje przywilej od króla 
, 
Zygmunta, tak na targ tygodniowy w Równem, jako też w Ostrogu, 
Dubnie, Drohobużu i Satyjowie, co później potwierdza dla Ró- 
wnego Zygmunt August w Brześciu 1544 roku 25 Września 8). 
W 1531 r. umarł ks. Konstantyn - ten rycerz pełen sławy, 
największy swojej epoki bohater, któremu historycy 63 bitew 
wygranych w różnych miejscach przypisują. Pochowano go w gro- 
bach Peczerskiej Ławry w Kijowie; Ruś go więc prawie w poczet 
błogosławionych zaliczyła. Niesłusznie niektórzy rok jego śmierci 
na 1533 kładą; już bowiem w r. 1531 Zygmunt I-szy w Niepo- 
łomicach zatwierdził umowę zrobioną między Aleksandrą Konstan- 
tynową Ostrogską a księciem Ilijem, a więc - po zejściu księcia 
Konstantyna. Zostawił z pierwszej żony Anny-Tatiany jednego 
syna Eliasza, z drugiej Aleksandry księżniczki Słuckiej, syna dwóch 


') Pisan w Ostrozie w Iieto 7024, miesiaca marta w fi deń. Indykt 4-yj 
(t. j. w 1516 r). Ekstrakt z metryki W. Ks. Lit. 1551 r., auli', 15. 
I) Dokument ten w całości przedrukował Malinowski w .Źródłac.h 
do dziejów polskich" T. 2-gi, str. 425-429 z Archiwum krzywińskiego Sabło- 
nowskich. 

) Oryginał w archiwum rówieńskiem. 


,
		

/Sponsorzy_004_01_017_0001.djvu

			9 


, 


ImIOn Konstantyna - Wasyla, którego dla odróżnienia od ojca 
Wasylem odtąd zwać będziemy i córkę Zofią l). 
W dziale między braćmi, Eliaszowi dostało się Równe. 
Ten Eliasz czyli Ilij, jak go pospolicie nazywano, starosta bra- 
cławski i winnicki, zaręczył się w 1536 r. z Anną Radziwiłłówną. 
córką Jerzego hetmana w. ks. litew., pierwiej już przyrzeczoną 
Gasztoldowi, wojewodzie nowogrodzkiemu. Wynikła z tego sprawa 
rozgłośna skandaliczna, charakteryzująca epokę. Wojewoda bowiem. 
ustępując swego prawa ks. Ostrogskiemu, pojął za żonę młodszą sio- 
strę Barbarę, ale i Ilij rad się był od swych zobowiązań dla hetma- 
nówny Anny rozwiązać; co dostrzegłszy ojciec panny pozwał go 
przed sejm. Sprawa narobiła wrzawy niemało; widocznie bowiem 
było, że Radziwiłłowi nie tyle chodziło o sławę córki, jak o zło- 
wienie na zięcia bogatego Ostrogskiego. Król inne już także miał 
projekty dla kniazia Ilii; wespół więc z pany i rady swojemi. 
dekretem w Krakowie 1537 r. 27 grudnia, zwolnił Ostrogskiego 
od odpowiedzialności w tej sprawie i od zobowiązań względem 
hetmanówny 2). Zaraz też potem podsunięto księciu Ilii inną narze- 
czoną - Beatę, córkę Katarzyny Telniczanki, szlązaczki, sławnej 
kochanki Zygmunta, wydanej dla decorum za Jędrzeja Kościele- 
ckiego, podskarbiego w. kor. - Beata wychowywała się na 
dworze królowej Bony, jako dziecię królewskie, choć nazwisko 
przybranego swego ojca, Kościeleckiego, nosiła. Slub nastąpił 
prędko w Krakowie w 1538 r., a Zygmunt i Bona błogosławili 
młodej parze. Niedługo wszakże cieszył się król tym związkiem 
córki; w kilka miesięcy bowiem zmarł knia
 Ilij, nie doczekawszy 
się nawet narodzenia córki, którą miała być owa sławna Halszka 


I) W zapisie dla drugiej swej tony 6 tysięcy kóp groszy litewskich, 
ubezpiecza tę sumę na zamku Turowie, Statyjowie z przyległościami, na Krupi
 
z Poworskiem i z Kotowem, na Tarasowie, w którychto majętnościach księżna 
Aleksandra ma mieszkać wraz z synem Wasylem i córką Zofią. Kiedy zaś Wasy1 
będzie miał lat 15, to brat jego starszy Eliasz zrobi dział połowiczny, a każdy 
ze swej schedy da po jednej części, według prawa w. ks. lit., dla siostry 
Zofii, gdy ta wychodzić będzie' za mąż. Księtna zaś Aleksandra z swego za- 
pisu, da trzecią część także, resztą mote rozporządzić według upodobania. 
Zapis ten Zygmunt I-szy potwierdza w Krakowie 1527 r., 18 sierpnia. Archi- 
wum <łubieńskie Nr. 235. 
I) Cały ten dekret z dawnej kopii archiwum krzywińskiego, wydrukował 
Malinowski - patrz "Źródła do dziejów polskich", T. 2-gi str. 392-4?2. 


, 
,
		

/Sponsorzy_004_01_018_0001.djvu

			, 

 
11 


10 


z Ostroga. Zdarzyło się nam widzieć oryginalny testament kniazia 
Ilii, z Archiwum dubieńskiego, pisany 16 sierpnia 1539 r., którym 
poleca dziecię swe (kilka razy to powtarza) królom Zygmuntom 
i Bonie, dając im moc rozporządzać się według ich woli. Kon- 
firmacya testamentu w tymże roku 23 września nastąpiła i ks. Ilij 
wspomina się już w niej jako nieżyjący. 
Beata - to znowu wydatna postać niewieścia w dziejach 
Równego, Wołynia, ba - i Rusi całej; ale typ wcale nie sym- 
patyczny, i nie idealny zgoła. Wdowa po najbogatszym panu 
na Rusi, dumna z tego, zuchwała stosunkiem swym z królem, 
bo wcale się za pannę podsk3rbiankę Kościelecką nie miała, 
skąpa i zresztą chciwa z bogactw, jakie się jej dostały po mężu, 
do którego się nawet przywiązać nie miała czasu, całe swe życie 
spędziła jak naj burzliwiej : to - najf'żdżając dobra swych są'sia- 
dów, to - pieniając się z nimi, niepokojąc i wichrząc starego 
króla i sejmy, to nareszcie - awanturując się z córką, nieszczęsną 
Halszką i zięciami, co tylu rozgłośnych i dramatycznych scen 
w kraju było powodem. Taką. była Beata; my jeszcze do jej 
męża, ks. Hji, wrócimy. 
W po
miertnem rozporządzeniu swojem, kniaź część włości 
swych, składającą się z zamku Stepania, Horodca, z zamku Saty- 
jowa, Chłapotyna, Zarzycka i połowy Borblina, zapisuje księżnie 
Beacie na własność, jej i potomkom jej; zamek zaś Równe, 

 miastem i przyległościami, zastawia tejże Beacie w 6-ciu tysią- 
cach kop groszy litewsk., którąto sumę pieniędzy, jak się wyraża, 
od innych pożyczyła i jemu na potrzeby kraju dała I). Tymże 
testamentem kniaź Hij na cf'rkwie obce przeznacza do rozdania 
tysiąc kóp groszy i oddaje wszelkie srebro i zbroje, zostawując 
jednę z nich tylko dla żony; cerkwiom zaś w swoich majętno- 
ściach i sługom daje po 10 kóp groszy. Klejnoty wszelkie, jak 
również świętości, obrazy i wszelkie remanenta przy żonie zo- 
stawia, prosząc, aby takowych od nif'j nie odbierano. Z całego 
testamentu wieje naj prawdziwsze, nieudane przywiązanie kniazia 
do Beaty; dokument h-n również jest dowodem, że kniaź Ilij 


t 


I 


tj Oba zapisy wydane w Ostrogu d. 7 sierpnia 15:19 r. Archiwum du- 
bień
kie Nr. J4:!, J87.
		

/Sponsorzy_004_01_019_0001.djvu

			, 
. \ 


11 


t 


umarł, jak i oJcIec, w ruskiej wierze i na katolicyzm ją nie 
zmienił, jak to utrzymują niektórzy pisarze, nawet - Bartoszewicz. 
Chciwa tymczasem zbiorów i dostatków Beata zatrzymała 
Równe przy sobie, nie jako zastawę już, lecz, jako dziedzictwo. 
Wszczął się przeto spór między nią i bratem przyrodnim męża, 
ks. Wasylem, który bardzo długo się toczył. Ks. Wasyl twierdził, 
że ta majętność jest jego ojcowizną, ks. Beata zaś przekonywała 
swemi przywilejami i listam
 że Równe weszło w posiadanie 
Ostrogskich przez Annę-Tatianę Semenówną z domu Holszańską, 
pierwszą małżonkę księcia Konstantyna Iwanowicza, hetmana 
w. ks. lit. Gdy jedna strona drugiej nie ustępowała, Równe 
z przyległościami oddali w sekwestr królowi Zygmuntowi, prosząc 
go o danie wyroku w tej sprawie. 
Szukając z polecenia królewskiego w Archiwum rządowem 
przywilejów, tyczących się tego mienia, wynaleziono list Swidry- 
giełły w. ks. lit. w ktÓrym powiedziano: ,.,szczo zamek Równe. 
Basów z Koniuchami i koniokormcy naszymi w Basowe, z setom 
Rownoje, kotoryje I waszko Dyczko Wasylewicz i z prysełki kniaziu 
Semenu \Vasylewiczu Neświckomll prodał. a kOtomu Kwasiłów, 
a Kornino,. a Kołodnoje, a Bereżany a Basoie, a stawa sławnoie, 
a Arestów, a Lachów. a Poczepy, a Nowgorodczycy i z innemi 
seły, szczo Wańko Kirdejowicz Semenll Wasilewiczu dediczu 
Zbaraźskomu pro dał jest własnośt nasza hospodarskaia i nam 
sprawedliwe pl'inadleżit". 
Wasili Ostrogski zatem musiał odstąp ć od swej preten:syi 
'do Hównego. Król zaś Zygmunt, zważając na zasługi zeszłego 
ks. KOl15tantyna, jak również i na służbę ks. [lii; a przytcm widząc, 
że chociaż niepraw nie, lecz zawsze nabytem prawem matka 
ks. Ilii, Anna-Tatiana, wniosła ten majątek w dom Ostrogskich. 
nadaje dekretem swym Równe wraz z wszystkiemi przynależy to- 
ściami, jak dotychczas bywało, ks. Beacie i jej córce Elżhiecie 
i ich własnym potomkom I). 
Pomimo jednak tak wyraźnego wyroku królewskiego, przy- 
znającego ks. Beacie własność Rówieńszczyzny, w pierwszych 
latach po tym wyroku widzimy w majętności tej wyraźnie, jakby 


J 
I 




 


') Dnia 1H grudnia lii.H l'. Archiwum duhicńskie Nr. l:!.
		

/Sponsorzy_004_01_020_0001.djvu

			12 - 


sekwestr królewski nad majątkami temi rozciągnięty. jakby pewną 
kuratoryą Rzeczypospolitej czuwającą nad dobrami sieroty po' 
ks. llii pozostałej. pozaczem rządy Beaty słabo tylko się rysują. 
Ciekawe o tem szczegóły znajdujemy pod r. 1545, w wielce cennej 
księdze materyałów historycznych, Wołynia dotyczących, a wyda- 
wanych przez komisyą archeologiczną kijowską (Pamiatniki kie- 
jewsk. Archeoł. Kommis. T. IV. oddział 2). Otóż w tym r. (1545) 
wysłani byli na Wołyń komisl:.rze królewscy dla spisania obron- 
nych zamków wołyńskich i przeświadczenia się o ich stanie obrony
 
Jednę z takich lustracyj, najobronniejszego zamku łuckiego znajdu- 
jemy w tych "Pamiętnikach" a w niej dużo szczegółów o Równem. 
I tak: skarżą się lustratorowie, że na wezwanie ich nie przyje. 
chał kniaź Kurcewicz, który trzyma (derżyt) zamek rówieński?' 
(Pam. Arch. Kom. T. IV. 2 strona 46). Dalej podają lustrato- 
rowie, że na zamku łuckim reparacya drugiej horodni po lewej 
stronie w górnym zamku i piątej w okólnym. należy do włości 
rówieńskiej (idem str. 73). Dalej - że reparacya jednej horodni 
na moście luckim należy do Jej. Król. Mości z Równego, i że ta 
jest źle opatrzona (idem str. 112). Przed tymiż komisarzami kró- 
lewskimi skarżą się mieszczanie łuccy, że płacą myta w Równem 
po 2 grosze; przeto lustratorowie wzbraniają to czynić, a tylko _ 
brać po groszu (idem str. 129). Powiadają następnie ci lustra- 
torowie: "A szto sia dotyczet tych myt hołownych, szto mytniki 
hospodarskij na Hospodara Jeho Mlti zawedajut. i też szto u Ste- 
pani i w Rownom i w Pohoslie i w Mozyri i w Czornobyli. 
a w Kijewie a w Turowie knehini Konstantynowoie, a w Petry- 
kowiczach knehini Słuckoie, wodenoie myto i suchoie berut,. 
my obaczywszy, iż to jest recz korolewskaja, a onyi zamki werchu 
menenyi, ku zdeszney zemli W ołyńskoj ne prysłuhajut, ale sut 
pod sprawoiu i posłuszeństwom welikoho kniaźstwa, o tyi myta 
złożyli i dali iesmo to na rozsudok Hospodarskij Jeho Mti raczy t 
widati, kotoroie postanowIenie majet s tym w czynili" - (idem 
str. 143). Przed tymiż samymi komisarzami, ale już na zamku 
krzemienieckim, skarżą się tamtejsi mieszczanie, że w Równem 
kniaź Bułyha? tIPO dwa hroszyot woza myta beret", a natomiast 
z Krzemieńca mytniki Borzobohaty "berut z hostey Stepanczan 
a Równian i ot innych ot worka soli po czetyry hroszy, czoho
		

/Sponsorzy_004_01_021_0001.djvu

			13 


ł 


'Predtym nikol i ne dawali". (Pam. Arch. Kom. T. IV. 2, str. 226). 
,Co znaczą w Równem ci kniaziowie gospodarzący: kniaź Kurce- 
wicz, kniaź Bułyha, i to jednocześnie, trudno odgadnąć. Nie byli 
to ani zastawnicy, ani dzierżawcy (tenutorowie) Beaty, która 
wszędzie po swoich dobrach sama rządziła, ale raczej - w ch ara- 
.kterze starostów przez króla tu ustanowieni: jakby się domyślać 
należało? 
Ten stan rzeczy trwał jednak nie długo; już bowiem w 1547 r. 
-otrzymuje Beata nowe potwierdzenie królewskie, co do dóbr 
zapisanych jej przez nieboszczyka męża l). Zaraz też potem są 
ślady czynnych jej rządów: w 1548 r. funduje kościoł katolicki 
'w Równem, otrzymuje dla tego miasta aprobatę wszystkich da- 
wnych przywilejów na jarmarki 
), i zajmuje się czynnie pod- 
.niesieniem miasta. 
Rok 1555 był pamiętnym dla domu Ostrogskich S). Córka 
,pozostała ks. Ilii, Halszka, bawiąc wraz z matką Beatą na zamku 
Ostrogskim, przymuszoną została połączyć się związkiem małżeń- 
skim z Dymitrem Federowiczem ks. Sanguszko, który gdy miał 
po swojej stronie stryja jej Wasyla, najechał z nim pospołu 
na zamek; poczem wbrew woli matki, pomimo oporu córki, 
kapłan połączył Halszkę z Dymitrem. Sprawa ta narobiła hałasu 
we wszystkich ziemiach polskich; zainteresowała Litwę i Koronę; 
upatrywano w tern bowiem krok niezmiernie zuchwały książąt; 
widziano jasno, że poza nim ukrywały się inne rozległe ich 
i dumne widoki. Nie było już jednak starego Zygmunta, na któ- 
rego opiekę i czułość Beata liczyć tylko mogła; a Zygmunt 
August obojętniej, niżby należało, całą tę sprawą przyjął. Na to 
"też liczył ks. Wasyl Ostrogski, główny sprawca w tej sprawie, 
,który tym sposobem chciał pomścić na Beacie krzywd swoich 
t. j. wyzucia ze spadku po bracie. - Marzył więc o wydaniu 
za mąż synowicy, aby mógł przynajmniej odzyskać Ostróg, ojco- 
wiznę swą, gniazdo dziadów. Dymitr Sanguszko był jego wy- 


l 


') Dnia 18 pażdziernika 1547 r. w Wilnie. Archiwum dubieńskie Nr. 14
. 

) Dnia 17 kwietnia 1548 r. w Wilnie. Archiwum rówieńskie. 
S) W przywileju Zygmunta Augusta ks. Beacie na Zarzyck w r. 1:;65 
danym, najwyrażniej wymieniony jest rok 1555 najazdu Sanguszki, w którym 
,ona wiele dokumentów potracić miała. 


'. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_022_0001.djvu

			-- . - 


14 


brańcem, bo najwIęcej był mu na rękę; nie ustał tedy, póki 
swego nie dokonał. Tymczasem Beata zaniosła skargę do stanów, 
wywiązał się z tego proces przed królem w Knyszynie; a San- 
guszko, skazany na banicyą, uciekać musiał za granicę; gdzie za 
nim pogonił Zborowski kasztelan krakowski, pr3gnący pozyskać 
Halszkę dla syna swego Piotra; dopadłszy tedy banitę w Jaro- 
mirzu w Czechach, śmierć mu tam zadał. Wkrótce potem za 
staraniem już samego Zygmunta Augusta, Halszka, na dwór kró- 
lewski wzięta, poślubioną została na zamku warszawskim. wobec 
króla, królowej i całego dworu. Łukaszowi hrabi z Górki woje- 
wodzie łęczyckiemu. Lecz i temu związkowi oparła się dumna 
Beata, uniesiona żądzą władania rozległemi dobrami córki, po- 
drażniona zresztą w swej miłości własnej - że dziecięciem jej, 
bez jej woli, rozrządzano. Wykradłszy więc nieszczęśliwą Halszkę- 
z rąk męża i zpod oka królewskiego, schroniła się z nią 
w jednym z klasztorów lwowskich i tam, poczytując małżeństwo 
jej z Łukaszem z Górki za nieważne i niebyłe, po raz trzeci po- 
tajemnie poślubiła ją Siemienowi. księciu Słuckiemu. P o groźbach 
dopiero królewskich i po oblężeniu formalnem klasztoru, któremu 
woda odjętą została, Beata przymuszona była wydać nakoniec 
córkę Łukaszowi z Górki; lecz nieprędko. bo dopiero w 1559 r. 
to nastąpiło. Halszka jednak, ile razy później wspominaną była 
przez matkę bądź w dokumentach urzędowych, bądź w pismach 
prywatnych i potocznej mowie zawsze - nie inaczej jak księżną 
Słucką była nazywaną J). 


I) Cała ta 
)Jrawa Ht>lszki z Ostroga, własne jej i Beaty jej matki dzieje,. 
należą do najdramatyczniejszych epizodów w dziejach krajowych: wybornie 
nadają się do dramatu, powieści, poezyi. To też przedmiot ten zużylkowany, 
i marny w naszej literaturze aż trzy, prawie jednoczesne dramata o Halszce: 
Kraszewskiego. Przeżdzieckiego i Szujskiego. ale nieodznaczające się ani poety- 
cznością formy, ani ścisłością historyczną. Dalp.ko mniej jeszcze dla dziejllw Halszki- 
zrobiła histol'ya - a cały ten epizod dziejowy. w ogólności opracowany jest 
słabo i niewiele; dat nawet dokładnych o nim nie mamy - plączą się one 
i w sprzpczności stają jedne z dmgiemi. Najwięcej szczegółów o tej sprawie 
u Gt'lrnickiego ("Dzieje w koronie polskiej" i. ale szczegóły to mętne, zmyślone, 
całe mowy m.ip.wane przed królem w obronie Beaty, i w obronie Dymitra. są 
płodem fantazyi Górnickiego i z naiwną nieświadomością szczegółów sfabryko- 
wane. Póżniejsze żródła, poważne, jak: korespondencye królewskie, Radziwiłłów, 
Tęczynskich, Zborowskich, częściowo wydobywane z ukrycia - wykryły fi1bry-
		

/Sponsorzy_004_01_023_0001.djvu

			15 


Widząc nareszcie ks. Beata niepodobieństwo rozciągania 
nadal swej władzy nad ogromną majętnością córki, oddaną mę- 
żowi, chcąc się przytem zemścić na Łukaszu z Górki, który 
przeciwko jej woli, prawie przemocą został jej zięciem, a będąc 
pewną zapisu mężowskiego, który dawał jej osobiście niemałą 
fortunę, wychodzi za mąż, powtórnie w 1564 r., mając już lat 
pięćdziesiąt, za Albrychta Łaskiego, wojewodę sieradzkiego, i temu 
zapisuje w Piotrkowie 6 kwietnia 1565 r. między innemi dobrami 
zamek Rówieński z przyległościami l). Niedługo jednak cieszyła 
się swym małżonkiem; ten bowiem przez chciwość tylko oże- 
niwszy się z nią, gdy wyłudził zapisy, a dostrzegł, że ulegać mu 
nie chciała, odesłał ją przemocą na zamek swój Kiesmark w W ę- 


I 


kacye GÓrnickiego. Najwięcej za
ługi w w}"świeceniu tej spra wy; połotył 
Przeżdziecki, którego artykuł w Bibliotece Warszawskiej lr. 18li2 t. IV. str. 189) 
o Hal
zce mnóstwo nowych wskazówek zawiera, więcej jeszcze zebrali jego po. 
śmiertni wydawcy, do ostatniego tomu Jaf(ielIonek. Nikt jednak nie 
zukał. 
u samego żródła, a mianowicie w archiwum dubieńskiem, rio którego wcielono" 
całe niemal archiwum Ostrogskie. Zbiór ten wprawdzie nie uł020ny. częściowe 
tylko posiada surnaryusze, ale natraliliśmy w nim sami, na ogrolllny zbiór pry_ 
watnej korespondencyi współczesnej, dotyczącej ciekawej tej sprawy a zapyty- 
wani przez hr. Konstantego Przeżdzieckiego, wskazywaliśmy na to żródło. Rzecz 
szczególna, ale wizerunku HalszJd prawdziwego nie mamy, choć między portre- 
tami na zamkach w OstroKU lub w Dubnie, niezawodnie musiał się znajdować. 
I) Albrycht Łaski, woj. sieradzki, sam przez się należał do bogatszych 
panów w Polsce. Był to mąt niezmiernie rycerski, odważny ale ambitny 
i chciwy wszelkiego rodzaju sławy i rozgłosu. Ztąd puszczał wodze najwy- 
uzdańszym wybrykom swojej fantazyi, co zresztą charakteryzowało wszystkich 
prawie możnowładców tej epoki. Łaski nie przebierał w drogach, które go do 
sławy tloprowadzić miały, i chwytał się najwięcej awanturniczych często wypraw 
i pomysUlw, krocie za to łożąc. Jednym z takich było promowanie na tron 
hospodar
ki w Wołoszech, awanturnika, którego poznał na dworze Zygmunta 
Augusta, Heraklirlesa Jakt"lba Bazylikosa, który się mianował książeciem wyspy 
Samos, wyzutym przez Turków ze swego dziedzictwa Ten poddał Laskiemu 
myśl dopomożenia mu, żołnierzem i pieniędzmi, do obalenia z hospodarskiego 
stolca. hospodara ówczesnego, przez Polskę tam osadzonego. Łaskiemu po- 
dobała się myśl ta, zebrał kilkanaście armat. kilka tysięcy zbrojnego hufca. 
i po dwukrotnych porażkach i wielu trudnościach, czem sobie naraził króla 
i Rzeczpospolitą, dokonał swego i przyjaciela na tronie Wołoszy osadził. 
Zdradził go wprawdzie potem awanturnik, ale Łaski ogromne sumy na tę wy- 
prawę stracił. Wszystko to nadwerętyło fortunę wojewody, postanowił więc 
gdy mu 20na, młoda piękna węgierka umarła, poprawić interesa otenkiem," 
z podżyłą bogatą wdową Beatą, co, jak widzimy, wyśmienicie mu się udało. 
Śmiano się z niego, ale w duchu nie jeden mu tej sędziwej małżonki zazdrościł.. 


.II- 


-
		

/Sponsorzy_004_01_024_0001.djvu

			16 


-grzech, gdzie bezbronna, pozbawiona mocy prowadzenia in- 
tryg, a jak niektórzy twierdzą - w niedostatku, w więzieniu, 
,niebawem życie swe zakończyła. Taki był koniec najburzli- 
wszej w Polsce niewiasty, dumnej, zimnej, obcej prawie dla 
macierzyńskiego uczucia; jedyną bowiem córkę dla chciwości 
poświęcała, mimo woli stworzywszy dla niej idealny, bohaterskiego 
męczeństwa charakter. 
W 1569 roku Beata już nie żyła; majątki zaś jej, które 
miała zapisane od księcia IIii, uznane zostały tylko za dożywotne; 
a więc niemi szafować i rozdarowywać ich nie miala prawa. 
Król Zygmunt przyznał dobra darowane przez nią Łaskiemu 
własnością Wasyla Konstantynowicza Ostrogskiego i jego bratanki 
Halszki. Z tego powodu widzimy już wydany w tym roku w Lu- 
blinie dnia 1 lipca przywilej na rozgraniczenie dóbr Równego, 
jako własności ks. Wasyla Ostrogskiego od Zaborola dziedzictwa 
.Kirdeja Mylskiego. Lecz pan wojewoda nie łatwo ustępował, 
nawet dekretom królewskim, ztąd więc widzimy w 1570 roku 
Łaskiego najspokojniej gospodarującego w Rówieńszczyźnie, za- 
,kładającego nową osadę Sołonkę, o którą spór wiódł z ks. Mi- 
:kołajem Czartoryskim, utrzymującym, że ta posada na gruntach 
jego, do wsi Rubcza należących, powstała. 
Równe od śmierci Beaty, która chciała to miasto podnieść, 
-coraz więcej niszczało. Dwaj przemożni magnaci Łukasz z Górki 
i Albrycht Łaski, zajeżdżali się nawzajem i niszczyli dobra po 
zonach wzięte. Do tego, napad i rabunek Tatarów w tym roku 
na Równe - wszystko, co było w mieście zniszczył. Kościoł 
. zrujnowany, ograbiony, archiwa przy nim będące, zniszczone; 
księża rozpierzchli się, a wioskę Tiutkiewicze, przez Beatę jeszcze 
,na uposażenie domu Bożego przeznaczoną, wzajemnie wydzierali 


Wogóle pomimo rycerskich przymiotów Łaskiego przebija się jakiś duch 
.awanturniczości w całem życiu jego, który:cień rzucana rzeczywiste nawet zasługi 
jego. Na Wołyniu czynności Łaskiego nie chlubne wcale: z rycerza zeszedł 
na tyrana, jakkolwiek nie świątobliwej żony; T'astępnie na pieniacza i awantur- 
nika. Smutną po sobie pamięć w tym kraju zostawił. On pierwszy w Polsce 
alchemią się bawił, i ogólny pochop do niej zrodził. Adam Schrbtter, opisał 
te poszukiwania i operacye jego. Obszerny życiorys Łaskiego, napisał Mikołaj 
Malinowski, w Tece Wileńskiej, a niekrytyczny panegiryk K. Wł. W ójcirki 
'w Encyklopedyi. 


--'- 


,
		

/Sponsorzy_004_01_025_0001.djvu

			- 


17 


sobie i niszczyli dwaj pretendenci Równego. - W kilka lat potem 
znowu sprawę o Równe rozsądza król Henryk Walezyusz; zamek 
ten bowiem, jak również i całą majętność po Beacie, Łaski - 
by nie dostały się Ostrogskim, zapisał był królowi Zygmuntowi. 
Henryk jednak unieważnia ten zapis i dekretem swym w Kra- 
kowie przyznaje wszystko to własnością książąt Ostrogskich, 
z tern, aby wypłacono Laskiemu 33.0'32 złp., zapisanych jemu przez 
ks. Beatę i do tego 15 tysięcy zł. długu przez nią jakoby od męża 
pożyczonego. Laski zgodził się na to, a nawet wydał kwit 
z odebrania tej sumy, obowiązując się oddać wszelką majętność 
dotychczas posiadaną l). 
Dnia 3 sierpnia 1574 r., skutkiem powyższego dekretu dwo- 
rzanin królewski Jan Bestrzykowski, objawia przed grodem łuckim, 
że wolą monarszą wprowadza się w posiadanie zamku rówień- 
ski ego , ostrogskiego, Satyjowa, połowy Stepania , Hołowina 
i Zomowa kniaź Wasyl, Konstantyn Ostrogski, wojewoda kijowski 
wraz z bratanką jego książęcą Halżbietą Ostrogską, panią Łu- 
kasz ową z Górki, wojewodziną poznańską. 
Bezrząd w kraju, wynikły z ucieczki Walezyusza, a po nim 
długie bezkrólewie i tu czuć się dawały. Łaski nie dotrzymał 
zobowiązań i dalej ma.jętnością rówieńską władał. Widzimy w 1577 r. 
uczynioną wizyą, gdzie wojewoda oskarżony jest o rozkaz wy- 
dany horodniczemu swemu Czerkasowi, ażeby zebrawszy ludzi 
tak z zamku rówieńskiego, jako też mieszczan i poddanych, naje- 
chał pola jemu potrzebne, a należące do Iwana Horodyjskiego. 
We trzy lata później, żali się znowu przed grodem łuckim Semen . 
Chrebtowicz Bohuryński: "że pan wojewoda sieradzki, nie wie- 
dząc za czyim daniem sprawy, a mieszkając sam w cudzych 
ziemiach. nie tu - w państwach J. K. Mości Hospodara naszego 
nasłał nowo niedawno na urząd rówieński niejakiego Krzysztofa 
Piwka i Niemców, Włochów i innego obcego narodu, ludzi cu- 
dzoziemców, obyczajów i języka tutejszego nieznających, którzy 
-odgróżki czynią i na sąsiady napadają" II). 


\ 


l) Kwit wydany w Krakowie 1574 roku 24 kwietnia. Archiwum dubień- 
. skie Nr. 108. 
2) Manifest do grodu łuckiego 1580 r. 30 kwietnia. 


Z boru l Itepu. 


2 


--
		

/Sponsorzy_004_01_026_0001.djvu

			18 


, 
l 

 
j 


Tak więc, pomimo ugody uczynionej i zrzeczenia się dóbr, 
pomimo dekretów królewskich, pan wojewoda Łaski ciągle prawie 
włada Równem i dopiero ze śmiercią jego majętność ta wraca 
się w dom książąt Ostrogskich. Górka bowiem już także nie żył, 
a Halszka, w cichem spokojnem obłąkaniu na zamku stryja 
w Ostrogu męczeńskiego żywota dokonała, zdaje się, że w r. 
1582; data jednak jej śmierci z pewnością nie jest wiadomą. 
Są wskazówki, że mąż jej, już chorą z dóbr swych z Wielko- 
polski odesłał do starego stryja, na Wołyń do Ostroga; ale dzieje 
jej w ostatnich latach życia, nawet sam rodzaj śmierci i stosunek 
jej do męża i stryja - ciemne, niepewne, mało rozjaśnione. 
Dlategoto postać Halszki pozostała w dziejach naszych dotąd 
poetycznym mitem... 
Tymczasem na zamku w Ostrogu żył długo starzec, prawie 
stuletni, kniaź Wasyl Konstantyn Ostrogski, wojewoda kijowski; 
żył, kiedy w grobach spoczęli młodsi wiekiem zapaśnicy i nie- 
przyjaciele jego. Widział wprawdzie dumny ów starzec spełnione 
majątkowe swe nadzieje; odzyskał Ostróg, gniazdo ojców. o który 
walczył tak długo; bogate i piękne Równe i inne Ostrogskich 
dobra znowu skupiły się w jego ręku; ale innego rodzaju trosk 
złamały to serce ze stali. Protektor, opiekun cerkwi, urzędownie 
mianowany nim przez króla Stefana, stronnik unii i zjednoczenia 
religijnego Kościoła, zmienił nagle przekonania swoje; stał się 
najzażartszym jej przeciwnikiem, najpierwszym szermierzem w spra- 
wie tego zjednoczenia; aż - zmęczony walką, która tyle krwi 
kosz Lowała, popadłszy w niełaskę u króla, usunął się z widowni 
publicznej; odosobnił się w obronnym swym zamku opuszczony 
od przyjaciół. nawet przez własnych synów, z których dwóch 
pomimo gróźb ojca przeszło do unii, a jeden całkiem nawet do 
obrządku łacińskiego. Zmuszony pogodzić się z przeznaczeniem, 
z troską i robakiem w sercu, umarł dopiero 13 lutego 1608 r.; 
pochowany w zamkowej cerkwi w Ostrogu, ztąd po wielu do- 
piero latach do kijowskiej Ławry zwłoki jego przeniesiono; tablica 
zaś jego grobowa w Ostrogu, w ruinach cerkwi, z nieczytelnym 
już napisem, do ostatnich czasów dotrwała. Z synów, jeden 
tylko, Janusz kasztelan krakowski. przeżył ojca; a i to na lat 
kilkanaście t.ylko. Za życia jeszcze księcia Wasyla dwaj żyjący 


,i 


...
		

/Sponsorzy_004_01_027_0001.djvu

			l 
" 


19 


wówczas synowie w r. ] 603 zrobili między sobą dział olbrzymiej 
ojcowizny l). Na mocy tego działu, Aleksandrowi, wojewodzie 
wołyńskiemu. dostało się Równe z miastem, zamkiem i wszy- 
stkiemi przyległemi włościami. Janusz wziął Ostróg, Step ań i inne 
dobra. 
Nie szczęściło się Ostrogskim: męscy potomkowie w tym 
domu wymierali młodo, jedni po drugich, z przerażającą szybkością. 
Tak i książe Aleksander niedługo cieszył się królewską swą ojco- 
wizną: w kilka miesięcy zaledwie po tym podziale dóbr, zmarł 
2 grudnia 1603 r. 2 ). Synów zostawił dwóch wyrostkami: Pawła 
Janusza i Aleksandra Konstantego i trzy córki, Zofią, Annę 
Aloizę i Katarzynę. Opiekunką zaś dzieci przeznaczył testamen- 
tem żonę, Annę de Sztemberg, która do całego majątku bierze 
intromisyą 15 maja ]604 roku S). 



 


') W grodzie nowomiejskim d. 20 maja sporządzony, a 23 lipca tegot 
1603 roku do akt grodzkich, łuckich wniesiony. Przed formalnym jeszcze dzia- 
łem, książe Aleksander rządził jut Rówieńszczyzną, jako swoją własnością i od 
swego imieT'ia przezwał osadę, dworzyszcze, dotychczas noszące imię Perszkowy 
Most, Aleksandryą. Do Równego zaś wówczas naletały następujące wsie, 
w akcie dzielczym poszczególnione : folwark pod zamkiem (ulica Omelańska), 
folwark Złotyjów i sioło, folwark Karajewicze i sioło, folwark Żylyn, Tynne, 
Nowodwór, sioło Suchowola, alias Tiutkowce, Dworzec, Stawki, Studzień, 
Behen, Sawica. Chociil, Chodory, Rzeszucko, Wołohi, Koptywirze, Swiatp, So- 
łońsko, Hłazow, RemIe, Zaborol, Żytyn mały, Barmaki, Kołodenka, Komin, Kwa- 
sHow, Koszatow mały, Koszatow wielki, lipin, Bohdaszow, Ba!;sow Kąt, Aresztow, 
sioło Obarow i sioło Gródek do monasteru kijowskiego zapisane- Kożlin miasto, fol- 
wark i przedmieście, sioło Koż1in stary, sioło Wólka hołyńska i sioło Truszcze. 
nieco To stanowiło klucz rówieński, ale oprócz tego książe Aleksander wziął 
tym działem: Dorohobuż z 10 wsiami, . połowę Zamku Ostroga z 58 wsiami, 
Suraż miasto i 60 siół, Zwiahel zamek z miastem i 40 wsiami, Berezdow i 19 
wsi, Połonne zamek z miastem i 45 wsi, Ostropol miasto i 21 siół. Takąto 
była połowa fortuny księcia Wasyla Ostrogskiego! 
II) Taka data jego śmierci zapisana w Oktoichu monasleru dermaóskiego 
(patrz .Pam. Kij.. arch. kom. T. IV, I, str. 106). Jerlicz w swej kronice po- 
daje, że przez swego sługę był otruty. 
S) W zbiorze ksiąg i obrazów pozostałych po ś. p. Teof1lu Slypułkowskim, 
zdarzyło się nam widzieć, ciekawy olejny portret matki tej księżny. Malowidło 
to niezawodnie współczesne, równie jak i napis Da odwrotnej stronie płótna 
objaśniający rodowód Sztembergów. Spisaliśmy go, 
achowując pisownię i miejsca 
nieczytelne przez uszkodzenie: .Jaśnie Wielmożna Zofia Anna, Jana de Sprawa 
Odrowąt y Anny z X. X. MazowiE!ckich, wojewodów ruskich córka, Konrada 
III ks. mazow. wnuka, I-mo Voto Tarnowska kasztel. Woinicka, 2-do Jana 
2'" 


... 
, 


I 
,.1 


--
		

/Sponsorzy_004_01_028_0001.djvu

			:"0 


Usiłowała księżna Anna podnieść Równe, poprzedniemi 
klęskami zniszczone; pomimo to jednak miasto za jej rządów nie 
było w kwitnącym stanie. Napozór wszystko zdawało się wra- 
cać do dawnego porządku: ludność pomnażała się, kościoł na- 
nowo odbudowany został, a wioska Tiutkiewicze, odebrana mu 
niegdyś, znowu na uposażenie jego przywróconą została: wszf.stko 
to jednak nic nie pomagało; ciągłe bowiem napady tatarskie 
w tych latach niepokoiły okoliczne włości. Aż ostatecznie w marcu 
1617 roku wpadli Tatarzy do samego miasta Równego; zrabo- 
wali i spalili je; a w pożarze zamku zgorzało wówczas mnóstwo 
przywilejów na okoliczne dobra. We dwa lata później w maju 
1619 r., nowy napad Tatarów dokonał zniszczenia miasta, okolica 
cała przez nich wtedy splondrowaną była, o czem znowu jura- 
ment do grodu łuckiego zaniesiony został. W takich okoliczno- 
ściach, nie dziw, że rządy kobiece upadkowi miasta i jego mie- 
szkańców zaradzić nie były w stanie. A księżna rządziła sama; 
młodszy jej bowiem syn dawniej umarł a teraz w 1619 roku 
i starszy Janusz, który już nawet był objął zarząd Rówieńszczyzną, 
życie zakończył; obydwa - z rozpusty. Śmierć tych młodzień- 
ców trwogą przejęła kraj cały, byli to bowiem ostatni po mieczu 
potomkowie rodu Ostrogskich: żył jeszcze w Ostrogu stryj Janusz, 
kasztelan krakowski, ale i ten dogorywał nie zostawiając mę- 
skiego potomstwa, umarł w 1620 r. 
Księżna Anna tymczasem, pochowawszy synów, powtórnie 
bierze intromisyą do Równego dnia 28 sierpnia 1619 roku wraz 
z dwoma córkami jeszcze niezamężnemi, Katarzyną i Anną- 
Aloizą; trzecia bowiem najstarsza, Zofia, była już za Stanisławem 
hrabią na Wiśniczu Lubomirskim. 
Wkrótce w zapusty 1620 r., i druga księżniczka Katarzyna 
poślubiona została sławnemu Tomaszowi Zamoyskiemu, wówczas 
jeszcze tylko wojewodzie kijowskiemu; a gdy w następnym roku 



 


Kostki woj. sandomierskiego, do tronn po śmierci Zygmunta Aug. wzywanego mał- 
tonka, J. O. Anny de Sztemberjf Xżny Ostrogskiey Woj ew. Wolo drugiey 
Rówieńskiego fundatorki, matka. Umarła r. p. 1587 wieku L. 56. Pochowana 
w Jarosławiu w kościele.... . od siebie fundowanym. Vid. L, J. Suada etc.. 
Portret ten od rodziny Stypułkowski(\'o nabyła do Ł:\ńcuta hr. Marya Alfredowa 
Potocka.
		

/Sponsorzy_004_01_029_0001.djvu

			21 


ł- 


księżniczki czyniły między sobą dział, Równe z przyległościami 
oostało się Katarzynie. 
Zamoyski Tomasz był przytomny temu działowi i czas jakiś 
spędził wówczas w Równem. Tu nawet w lipcu przyjął na 
służbę Stefana Chmieleckiego, który później tak się wsławił w utar- 
czkach z Tatarami l). 
W maju ] 624 r. miasto wiele ucierpiało od ognia; poczem 
Zamoyski, przyprowadzając do porządku Równe, uczynił zupełne 
i formalne rozgraniczenie między temi dobrami a sąsiednią maję- 
tnością Szpanowem Czapliców. Kopce usypane wtedy służą po 
dziś dzień za granicę między sąsiedniemi majętnościami 2). W na- 
stępnym 1625 r., na początku listopada, zjechał znowu Zamoyski 
do Równego, a wracał właśnie po odebraniu przysięgi od hetmana 
Doroszeńki i wojska zaporoskiego, i w Równem przez cały adwent 
zabawił. 
Człowiek ten nieśmiertelnej u narodu pamięci, miał czas 
na wszystko; a choć sam mieszkał stale w Zamościu, roztaczał opiekę 
swą i nad obszernemi dobrami żony na Rusi, na Wołyniu, tro- 
szczył się o polepszenie ich bytu. W tym celu prosił dla Ró- 
wnego u króla Zygmunta o przywilej na jarmark, który i wydany 
mu został. d. 30 września r. ]634 w Warszawie. Już chorobą, 
która go o śmierć przyprawić miała, dotknięty, fundował szpital 
w Równem w 1637 roku. W rok potem 8 stycznia 1U38 umarł 
kanclerzem W. K., słusznie gwiazdą narodu przezwany. Zostawił 
dwie córki: 15-letnią Gryzeldę-Katarzynę, młodszą o rok Joannę- 
Barbarę i syna Jana lO-letniego. Opiekunką tych dzieci mianował 
żonę swoję Katarzynę S). 
Na dwa lata przedtem umarła też księżna Anna Ostrogska, 
Matka jej, którą do najpobożniejs zych matron polskich liczono. 
Dziejopisowie sławią mianowicie jej wielkie miłosierdzie. Pocho- 
wano ją u św. Jana w Jarosławiu, któreto miastc szczegolnej 
jej opieki doznawało. Założyła tam szkołę dla ubogich w któ- 



 


1) Pamiętnik o Tomaszu Zamoyskim, Seweryna Gołl:biowskiego, w bi- 
Iiotece warszaw!'kiej z roku Il;ii3, T. 4-ty str. 217. 
I) Odgraniczenie to nastąpiło 1I.i24 r. 17 pażdziernika. 
sI Katarzyna z Ostrogskich Zamoyska, zmarła HI listopada 164:! r., po- 
chowana w Zamościu, w grobie rodzinnym Zamoyskich. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_030_0001.djvu

			22 


-rej przeszło siedmdziesiąt młodzieży własnym utrzymywała 
kosztem. 
Tatarskie napady, ta plaga przez parę wieków na Wołyniu, 
wciąż się ponawiały; szczególnie też cierpiały od niej okolice 
Równego. W lipcu 16-10 r. znowu napadli, spustoszyli miasto 
i okoliczne wioski: Kołodenkę, Nowydwór i Aleksandryą. W marcu 
1650 r. szła horda od Kornina i Glinek, a wszystkie sioła po 
drodze, jako też i samo Równe, w zgliszczach pozostały. Była 
jednak jakaś dziwna żywotność tak w tych biednych gródkach 
naszych, jak i w zamieszkującej je ludności; dźwigały się i odra- 
dzały wnet po każdej klęsce. I tak Równe tyle razy niszczone 
i palone, nie było jednak pośledniem miastem pod rządem Za- 
moyskich. Miało swych burmistrzów, rajców; było nawet dość 
ludne i ożywione. Nie mając pod ręką współczesnych inwentarzy, 
wypisujemy tu umowę, sporządzoną w 164l r. przez mieszczan 
tutejszych, o pewne grunta, które jeszcze w ] 577 r. Łaski prze- 
mocą im chciał zabrać, Umowa ta tak brzmi: "My urząd, rajce, 
także gromada i wszystko pospólstwo miasta Równego. Wiadomo 
czynimy tym pisaniem naszym. lżeśmy uczynili pewne postano- 
wienie z jegomością panem Siemionem Horodyskilll y J. panem 
Janem Odyńcem Sokołowskim, o to. Iż stada bydła wołowego 
naszego miejskiego, na gruntach Imościów aż do zwożenia żyta 
z gruntów Rówieńskich ma zostawać. Za co my J. M. panu 
Siemienowi Horodyskiemu mamy i powinni będziem wyprawić 
z miasta Równego żeńców pięćdziesiąt y kapłonów dać sześć- 
dziesiąt. Także y Jego M. panu Odyńcowi, drugie żetlców pięć- 
dziesiąt y kapłonów sześćdziesiąt. Także też y do wody na 
gruntach Ich Mościów dla napawania tego bydła bez żadnej prze- 
szkody przystęp słuszny być ma; któren dla pewnej wiary te 
pisanie nasze z pieczęcią naszą radziecką każdemu zosobna 
dajemy. Działo się w Równem d. 15 juny A. 1462". Podpisani: 
,
Jan Koteł Leutw6yt, Jan Złotnicki burmistrz, Adam Wolen;,:ky 
burmistrz" . 
Przy tych podpisach wyciśniętą jest pieczęć, na której, herb 
Leliwa, a wokoło napis "Sigillum Civitatis Rownensis". Pieczęć 
miasta tutejszego zdarzyło się nam raz tylko napotkać, i to - 
w tym dokumencie; a z podpisów urzędników widzimy, że Równe
		

/Sponsorzy_004_01_031_0001.djvu

			23 


miało prawo magdeburskie. Lecz z jakiego powodu miasto uży- 
wało herbu Leliwa, trudno odgadnąć: Ostrogscy mieli herb skom- 
plikowany, Ogończyka z Leliwą; a zresztą herb miasta przed 
nimi jeszcze istnieć musiał. Kiedy dzieci kanclerza Zamoyskiego 
dorosły, nastąpił dział między niemi. Wtedy Równe dostało się 
młodszej jego córce Joannie-Barbarze, zamężnej za Aleksandrem 
Koniecpolskim. chorążym W. K., a następnie wojewodą sando- 
mierskim I). Po śmierci tego walecznego męża w 1659 r. zaszłej, 
majętność ta przeszła na syna ich Stanisława. 
W rok potem, 11 marca 16UO r. biedne spalone i zniszczone 
Równe, przedstawiało widok niezwykły i okazały. W bramy jego 
wjeżdzał wódz, ulubieniec narodu, sławny Stefan Czarniecki na 
czele zbrojnego sześciotysiącznego hufca i rozkwaterował się tu 
w mieście i w jego okolicach. 
Nadszelił nieszczęśliwy i nową klęskę miastu niosący rok 
1667. Morowe powietrze z całą grozą, zwiększoną jeszcz.e no- 
wością tego zjawiska w naszym kraju, objawiło się w Równem, 
siejąc postrach, dziesiątkując ludność, nieznającą nawet najzwy- 
czajniejszych środków ratunku na tę klęskę, którą mu przezna- 
czenie zsyłało. - W starych papierach i raptularzach z tej epoki 
natrafialiśmy często na opisy, wymownie malujace przerażenie 
. . 
ludności, dotkniętej klęską tego powietrza. Dla guseł i prze- 
sądów otwierało się wted
' pole; mnóstwo bajek i gadek krążyło 
o tem między ludem. A więc - była to kobieta w bieli, która 
przebiegała od wioski do wioski; a za jej ukazaniem się mór się 
wszczynał; biada tej chacie, w której proszącemu o cokolwiek 
wilimu odmówiono. To znowu - widziano jak zmarły od tej 
zarazy wycholiził- z grobu, nawiedzał chaty; a gdzie się ukazał, 
wszystko wymierało. Trafiało się czasem, że śmiałek jaki odkopał 
mogiłę dla przekonania się; to znajdował wówczas trupa, który 
chusty na sobie jadł i krwi naokoło było pełno. - Uczeńsi zna- 
choro wie doradzali wtedy odciąć głowę trupowi. z której krew 
iść będzie jak z żywego; lecz nie zważając na to, należało tę 
głowę osikowem drzewcem ułożyć między nogi tułowia i widełkami 
osikowemi przymocować ją; upior tracił wtenczas swą siłę; już 


.) 
Iub odbył się w Zamościu 9 listopada 1fi.t:! r.
		

/Sponsorzy_004_01_032_0001.djvu

			24 -- 


więcej ludziom nie szkodził i pomór u!;itawał. Biedny, strwożony 
lud nie wzdragał się i do tych guślarskich środków uciekać 
i głosił o ich skuteczności. 
Koniec XVII-go i początek Xrm-go stulecia odznaczyły 
się szeregiem najrożnorodniejszych klęsk, które, jedna po drugiej, 
na biedną tę Ruś, zwłaszcza na Wołyń spływały: to też kraina 
ta przedstawiała obraz pustkowia i niesłychanego zniszczenia: 
miasta leżały w zgliszczach; rolnictwo upadło, a lud ub
gi uci- 
śniony tułał się po lasach; rodzinnej zagrody nie było; a jeśli 
się i ostała, wracać do niej nie było po co, chyba po nowy 
ucisk, po nową niedolę. - Domowe niekarne wojsko i pomo- 
cnicze barbarzyńskie, gdzie tylko się pokazało, lub na leżach 
stanęło, wybierało, bez ładu i porządku. furaże u najbiedniejszych; 
bo ci się bronić nie mogli nakładało samowolne kontrybucye 
a w dodatek i na odejściu paliło. Tak było wszędzie na Wołyniu; 
a przezierając stare z tych czasów papiery rówieńskie, serce się 
ściska na widok tych manifestów do grodu. malujących stan 
miasta ówczesny i okolicy. 
W 168
 roku Równe i należące doń wioski spustoszone 
zostały tak dalece przez kozactwo, że miasto według taryfy sze- 
lążkowego płaciło tylko 500 złotych; tyleż i Stepań. Swoi 
nie byli lepsi; widzimy znowu bowiem opis ogromnych szkód, 
jakie poniosło Równe w 1690 roku, w czasie konsystowania tu 
chorągwi Dolskiego, następnie w maju 1691 r. jeszcze raz spa- 
lone zostało. Od. tej pory pożogi naprzemian z łupiestwem, 
spotykamy tu \V przerażającym systematycznością swoją szeregu. 
Domy miejskie, jak widać z akt, wszystkie prawie groziły ruiną, 
stały pustką. Jeden tylko zamek, starożytna fundacya księżnej 
Maryi Nieświckiej, podtrzymywany następnie przez Ostrogskich 
utrzymywał się jako tako; bo woda szeroko oblewała go wkoło; 
mosty zwodzone podnosiły się na lada hasło obcego najazdu; 
a wewnątrz bodaj garstka uzbrojonego ludu. z gubernatorem 
swym na czele, broniła doń przystępu. 
Król Michał Korybut. ostatni jednej linii Wiśniowieckich 
potomek, zmarł bezpotomnie; majętność zatem po nim, która 
prawie wszystka była jego matki Gryzeldy z Zamoyskich, dostała 
się ciotecznemu bratu króla Stanisławowi Koniecpolskiemu, ka- 



 


-
		

/Sponsorzy_004_01_033_0001.djvu

			- 25 


sztelanowi krakowskiemu, dziedzicowi Równego. Lecz ten nie 
używał długo swych dostatków; a umierając bezpotomnie całą 
swą ogromną majętność zapisał w 1682 r. Janowi Aleksandrowi 
Koniecpolskiemu, potem wojewodzie sieradzkiemu, a Krzysztofa 
wojewody bełzkiego synowi. 
W pierwszych dniach czerwca 1706 r. Szwedzi weszli do 
Równego; lecz miasto znaleźli puste: mieszkańcy rozpierzchli 
kryli się po lasach: zrabowawszy tedy co pozostało, i zniszczywszy 
kilka budowli poszli w dalszą drogę. Za nimi w kilka niedziel 
przyciągnęło wojsko moskiewskie, którego liczono do dziesięciu 
pułków, zajęło miasto i okolicę i dopiero w październiku nastę- 
pnego 1707 r. opuścili Równe I). 
Rozpatrując, kartka po kartce, kronikę Równego, miejsco- 
wemi archiwami objętą, widzimy przez lat ośmdziesiąt niemal 
władania tern miastem przez Koniecp olskich ciągłe prawie klęski 
i niepowodzenia jego. Ścigał je jakby fatalizm; najazdy tatarskie, 
łupieże kozackie były tu jakby na porządku dziennym; a bezrząd 
domowy i oddalenie dziedziców, którzy zarząd temi dobrami po- 
wierzali chciwym gubernatorom lub dzierżawcom, ostatecznego 
zniszczenia Równego dokonały; tak, że kiedy Jan Aleksander 
Koniecpolski wojewoda sieradzki zeszedł be zpotomnie z tego 
świata w 1720 r., a cała po nim substancya, ogromne niegdyś 
księstwo, spadła na Aleksandra i Franciszka Walewski ch synów 
Maryanny Koniecpolskiej, wojewodzianki Parnawskiej i Zygmunta 
'Valewskiego, kasztelana rospickieg o, to ci, niezamożni sami 
z siebie, spadkobiercy, pI'zyszedłszy do tak olbrzymiej, a w naj- 
wyższym stopniu zniszczonej majętności, nie widzieli sposobu 
podołać obciążającym ją długom; przeleli więc wszystkie te dobra 
na rzecz i osobę dalekiego krewnego, a bodaj czy nie imien- 
nika tylko swego Aleksandra Walewskiego, miecznika sieradzkiego, 
aktem resignationis w grodzie piotrkowskim 1723 r. we wtorek 
po niedzieli Cantantis, sporządzonym. - Cała ta cessya była je- 
dnak poprostu komedyą, fortelem tylko: panu miecznikowi bo- 
wiem Walewskiemu nie śniło się nigdy być tak wielkim panem. 
Był to człowiek ubogi, zręcznie tylko podstawiony przez boga- 


l) Manifest o lem zaniesiony. do grodu łuckiego 4 listop. 1707 r. 


>
		

/Sponsorzy_004_01_034_0001.djvu

			26 


tego pana. Jerzego-Aleksandra Lubomirskiego, wojewodę sando- 
mirskiego . który dawniej już proponował Walewskim nabycie 
bogatego ich spadku po Koniecpolskich; a kiedy dumni szlachcice 
zgodzić się na to nie chcieli, wyszukał imiennika ich, który jako 
Walewski łatwiejszy znalazł do nich przystęp i pod swojem imie- 
niem. wykupił za bezcen podobno dobra te dla księcia wojewody 
sandomirskiego, któremu zaraz w tymże roku 172:3, donacyą na 
te dobra składające się z 30 miast i 435 folwarków przyznał I). 
Spostrzegli się; poznali podstęp Walewscy bracia; spostrzegł się 
i podstawiony miecznik Walewski, że go Lubomirski oszukał, 
zbywając lichem podobno wynagrodzeniem. za zrobioną przy- 
sługę; ale wszystko już po czasie i Jerzy-Aleksander Lubomirski, 
hrabia na Wiśniczu i Jarosławiu książe ś. państ. rzyms.. naten- 
czas jeszcze Oboźny Kor., a potem w-da sandomirski i staro
ta 
sandecki, został panem dziedzicznym Rówieńszczyzny i reszty 
rozległych dóbr po Koniecpolskich. Nabycie to było pierwszą 
podstawą późniejszego wzniesienia się rodu Lubomirskich 2). 
Odtąd zaczyna się nowa era dla Równego; miasto po tylu 
klęskach zniszczone, podnosi się, dźwiga, jakby nanowo się od- 
radza. Zaraz też po nabyciu Równego. książe Jerzy wziął się 
do przebudowania dawnego zamku, doszczętu spalonego ] 694 r. 
przez Janowskiego podstarościego, jak świadczy manifest przeciw 


l) In Castro Chencinensi A. 1723 feria tertia post Domenicam Rogatio- 
nem proxim - Oblatowano zaś w grodzie piotrkowskim we wtorek po śmierci 
Ś. Marcina biskupa 173fj r. 
.
 Bartoszewicz myli się (patrz artykuł jego o Lubomirs. wEncyklop. 
powsz., T. XVII, str. 365), przypisując całą tę fakcyą z Walewskimi. synowi 
Jerzego Lubomirskiego, Stanisławowi. sławnemu podstolemu, pretendentowi do 
korony. Nie on bowiem, ale jeszcze ojciec jego był sprawcą tej roboty i pier- 
wszym dziedzicem Równego - mamy na to dowody, dokumenta w r
ku. 
Znakomitemu naszemu historykowi, z powodu płodności jego, wydarzało się 
się często popełniać anachronizmy straszne, zwłaszcza w artykułach do Ency- 
klopedyi, i to w dziejach Rusi, Wołynia dotyczących. A lubił te dzieje Rusi 
nadewszystko, lubował się nimi, ale i poetyzował poswojemu - nastrajał 
fakta do ulubionych swoich poglądów tak było, bo tak być musiało. Ztąd 
bohaterowie jego wychodzili często całkiem innymi, niż byli w rzeczywistości, 
ale zawsze poetycznymi. choć okraszeni z pewną nawet logicznością. Nik\. mu 
nie wyrównał w intuicyi historycznej. Na zakres prac i robót, jakie przedsiębrał 
nie starczyło żywota jednego człowieka. ztąd pośpiech i pohieżność, acz przy 
ślicznym malunku, trafnych poglądach, przebijają się w większej części prac
		

/Sponsorzy_004_01_035_0001.djvu

			27 


niemu zameslOny przez Cetnera starostę lwowskiego, podówczas 
dzierżawiącego Równe. Z Lublina daje Lubomirski dyspozycyą 
-gubernatorowi rówieńskiemu Jędrzejowi Szczeniowskiemu, aby 
dla pośpiechu fabryki pożyczył u proboszcza miejscowego cegłę 
i drzewo gotowe I). - Lecz zamek, a raczej pałac, na taki bo- 
wiem go przerobiono, znosząc strzelnice i wszystkie akcesorya 
warowni, dokończonym dopiero został przez syna wojewody, 
księcia Stanisława, który dzieląc się majętnością ojcowską z bra- 
tem Józefem, otrzymał na swoję schedę między innemi dobrami 
i Równe d. :!4 listopada 1738 roku 2). 
Zamek ten czy pałac -- trzyma bowiem coś pośredniego 
między jednem a drugiem, choć pewnego charakteru i cechy sta- 
rożytnej mu nie brak - w pierwiastkowym stanie swoim od 
(Jwego czasu, do dziś dnia dotrwał. Herby Lubomirskich i Po- 
ciejów, z tego bowiem domu była źona księcia Stanisława, 
w pięknej armaturze boki hudynku ozdabiające i teraz świadczą 
(J swych odnowicielach. Sam gmach z dwoma naprzeciwległemi 
oficynami, zbudowany jest na wyspie i opasany był nierówno 
czworobocznym wałem; w nim na przodzie od miasta była brama 
murowana, po rogach której wznosiły się dwa nasypane basty- 
(Jny 3). --- Od bramy prowadził dwudziestołokciowy most; gdyż 
w tern miejscu wyspa kanałem jest przerznięta. Dalej szła dl'oga 
kręta przez przedzamkowy szaniec; a cia drugim końcu wyspy 
był most zwodzony, prowadzący do miasta. Od południa był 
drugi most zwodzony; za nim - ogrody poprzerzynane kana- 
łami, zabudowania dworskie i prochownia; w lewej stronie ogrodu 
znowu murowany most prowadził na przedmieście. 


jego historycznych. Rodowody zwłaszcza odległe, plątał i wikłał często z wielką 
szkodą całości, jak n. p rodowody Holszań
kich, Dubrowickich (w Encyklo- 
pedyi), a nawet więcej historyczne, jak Ostrogskich. Bł
dy jego w artykułach 
bi
torycznych w Encyklopedyi, co do dat, nazwisk i rodowodów, naleźałoby 
przy powtórnem wydaniu troskliwie poprawić - wyszłaby z nich całość 
znakomita. 
') Kwit wydany 16 maja 1730 r. na 40.000 cegieł i na drzewo, prze- 
chował sie dotad w archiwum kościelnem. 

) W dzi
le tym powiedziano .Równe ma rezyd. nowowymurowaną". 
3) Dwa pagl.rki przed pałacem, do dziś dnia istniejące, są szczątkam 
tych hastyonów.
		

/Sponsorzy_004_01_036_0001.djvu

			28 


Taki był ówczesny zewnętrzny stan zamku, którego budowę 
dokończył książe Stanisław Lubomirski; następnie wziął się on 
do polepszenia bytu miasta, bardzo, jak to już widzieliśmy, pod- 
upadłego. Handel i rzemiosła w naszym kraju były i wówczas 
już przeważnie w rękach żydowskich; a ponieważ Równe zasły- 
nęło, jako rezydencya jednego z naj bogatszych panów polskich, 
ludność więc żydowska skupiać się tu coraz więcej zaczęła w wi- 
dokach łatwego 'i znacznego zarobkowania przy tak okazałym 
dworze. Książe Stanisław, jak przekonywają jego rozporządzenia, 
widocznie sprzyjał napływowi tego elementu i postanowił zająĆ' 
się jego organizacyą. 
W ] 749 r. dnia 13 sierpnia, na usilną, jak się wyraża, prośbę 
bractwa i kahału rówieńskiego, nadaje książe prawa Żydom, które 
złożone z jedenastu punktów, te w sobie ważniejsze zawierają 
artykuły. Każdorocznie ma się odbywać elekcya, .na której bm- 
ctwo obiera pięciu elektorów większością kresek. Elektorowie ci 
nawet w trzecim stopniu pokrewieństwa nie powinni być między 
sobą złączeni. Bratczyk wybrany ma dać do skarbony jednora- 
zowo czerwonych złotych sześć; zato gdy umrze, bractwo więcej 
za jego pogrzeb wymagać nie będzie, jak czerwony złoty jeden; 
od żony - złp. dziesięć, a od dziecka - złp. dwa. Przytem 
bratczyk wydalając się z miasta, nie traci swego prawa przez lat 
trzy. - Młodzieniec, mając lat trzynaście, jeśli zostanie wybrany 
bratczykiem i po ożenieniu zwyczajem żydowskim wyjedzie do 
rodziców w inne strony, nie traci przezto praw przez lat dziesięć. 
Potwierdza przytem książe, nadany przez antecesorów plac na 
okopisko, pozwalając na nim mieć chałupę i człowieka w niej 
trzymać, którego uwalnia na zawsze od wszelkiej powinności 
i podatku skarbowego I). 
W rok później d. 18 maja 1750 r., tenże sam książe Sta- 
nisław "chcąc mieć w jak naj regularniejszym porządku dobra 
swe dziedziczne", ustanawia w Równem cech krawiecki i ku- 
śnierski, któremu nadaje także ustawę, złożoną z 13 artykułów 
następującej osnowy: 1. Cechy te będą razem złączone. 2. Corocznie 
w jednej porze cechmistrza obierać mają. 3. Cechmistrz bez 


\ 
\ 


') A
chiwum rówieńskie.
		

/Sponsorzy_004_01_037_0001.djvu

			I 


\ 
\ 


- 29 - 


udziału cechu nikogo przyjmować nie będzie. 4. Krawiec nie 
będzie się zajmował kusznierską robotą i tylko z uboższych, może 
robić koło kotów i zajęcy, i to d.la Żydów wyłącznie. 5. Kiedy 
się żeni czelad.nik. musi się najprzód do cechu wkupić a potem 
do lat trzech czeladników ani ucznia trzymać nie może. 6. Po 
ożenieniu. nie prędzej do elekcyi cechmistrza może czeladnik 
przystąpić jak w lat trzy; tylko jeśli z jednego stanu pobiorą 
się, w rok może głosować. 7. Czeladnik przed ukończeniem 
roku nie może opuścić majstra, chyba dla ważnych przyczyn. 
8. Majster mający wiele roboty, nie może znikąd brać czela- 
dnika, tylko ze swego miasta, płacąc mu za robotę po groszy 
trzynaście dziennie. 9. Robota skarbowa zawsze w asystencyi 
cechmistrza ma być robioną. 10. Krawce obcy nie mają prawa 
robić w mieście, ani we włości rówieńskiej, chyba przechodzący 
biedni z familią, i to - nie inaczej, jak dozwoleniem cechu 
i przez dwa tygodnie najwięcej. 11. Gdy krawiec pokraje, albo 
ustępuje, lub tylko położy znak kredą na suknie, nie ma prawa 
drugi krawiec wziąć tej roboty, pod srogą odpowiedzialnością; 
zamkowa tyko robota od tego uwalnia się. 12. Gdy wyzwala 
się czeladnik, to tak on, jako też i majster jego, czyli magister, 
płacą do cechu po pół złotego. 13. Za zniewagę cechmistrza 
nakłada się opłata po trzy talary bite, na rzecz skarbu a połowę 
na cech i}. 
Niby królik w małem państwie, bawił się więc książe, pisząc 
statuty dla swoich włościan, ustawy i kodeksy dla miast i ży- 
dowskich kahałów po dobrach swoich, regulamina dla nadwor- 
nego wojska, którego trzymał więcej niż każdy inny pan w Polsce; 
nigdzie mu lepiej jak w Równem być nie mogło. Życie publiczne, 
polityka, nie świtały mu jeszcze w głowie. - Dawniej jeszcze 
w 1739 r.. obrany marszałkiem na trybunał radomski, po złożeniu 
urzędu za tę posługę obywatelską, podstolim koronnym miano- 
wany (Sygil. ks. 26), podziękował szlachcie i królowi, wyniósł się 
na Wołyń i nie wychylał się już potem, aż do śmierci Augusta 
i ogłoszenia bezkrólewia, z Równego. 


l) Archiwum rówieńskie. 


.
		

/Sponsorzy_004_01_038_0001.djvu

			30 


Dnia 7 grudnia 1753 r., nastąpiła sławna owa transakcya 
Kolbuszowska, którą dobra ordynacyi Ostrogskiej rozdane i roz- 
przedane zostały przez ostatniego ordynata Janusza Aleksandra 
Sanguszkę, marszałka nadwornego w. ks. lit., rozmaitym panom 
i magnatom polskim. Dom Lubomirskich najwięcej z tego sko- 
rzystał. Nasz książe długo dworował i nadskakiwał zdziecinia- 
łemu idyocie ordynatowi; aż potrafił go nareszcie przekonać, 
że ponieważ wziął ordynacyą z domu Lubomirskich, powinien im 
przeto znaczną część Ostrogszczyzny powrócić. Sanguszko usłu- 
chał i dał mu Dubno, Warkowicze i siedmdziesiąt dwie wsi; 
bratu zaś jego, księciu Józefowi, także podstolemu, ale litewskiemu, 
dał Stepań z ośmdziesiąt trzema wsiami, a w dodatku klucz 
Czartoryski. Rumor z tego powodu powstał w kraju niemały : Lu- 
bomirscy bowiem stawali się najpotężniejszymi panami w Polsce; 
odezwały się zawiści; a hetman Branicki pozwy im nawet za to 
wydał, ale odstąpiwszy przed powagą królewską, która nadania 
te konfirmowała, obydwóch podstolich skwitował l). 
Bogactwa tymczasem, sypały się ks. Stanisławowi drzwiami 
i oknami; choć roztaczał je i szafował niemi jak mógł. Oto bo- 
wiem wkrótce umiera bezpotomnie brat jego Józef, podstoli lit.
 
a cały, ogromny spadek po nim i druga połowa nadań kolbu- 
szowskich, jeszcze mu się dostają. Wtedy to dopiero zaczął się 
przepych prawdziwy na dworze rówieńskim i okazałość, której 
nic już sprostać nie mogło, a które dały może pierwszy początek 
późniejszym jego zachciankom korony, a następnie aberacyi umy- 
słowej. Ale nie wyprzedzajmy wypadków. 
Owoż na dworze rówieńskim oprócz pomnożonej liczby 
sług, zwiększono i tak już znaczną milicyą nadworną, z której. 
utworzono cały pułk, tak zwany Naddniestrzański, z 4 tysięcy 
ludzi złożony, a który często komenderowany bywał do dóbr 


I) Kronika Podhorecka, str. 164. Nie powtarzamy tu szczegółów tej 
znanej zresztą powszechnie i wyczerpanej już sprawy, o ordynacyą Ostrogską, 
o którą sejmy się zrywały, a interesa kraju całego, z powodu zaprzątnienia nią 
odłogowały j zakończonej dopiero zatwierdzeniem kolbuszowskich czynności, 
przez zmuszony prawie do tego sejm delegacyjny 1776 roku. Smutna to karta 
w dziejach rozpadającego się już narodu, a szczegóły oklepane i w zakres na- 
szej pracy niewchodzące. 


.. 


I
		

/Sponsorzy_004_01_039_0001.djvu

			31 


książęcych na Podole. W Równem zaś, uformowano komput 
Janczarów, z najpiękniejszej młodzieży złożony, w bogate mun- 
dury przybrany, którzy rozkwaterowani byli w sąsiedniej wiosce 
Bassowym Kącie i służbę na zamku pełnili. Rotmistrz tych Jan- 
czarów był gubernatorem miasta, a czaus czyli porucznik, miał 
dozór nad strażą zamkową. Przy obydwóch mostach zwodzo- 
nych stali dzień i noc w pełnym rynsztunku Janczarowie na ko- 
niach, w halabardy uzbrojeni, których obowiązkiem było asysto- 
wać przybywającym i odjeżdżającym gościom pańskim. A tych 
gości w zamku, nie licząc stałych rezydentów, co dnia -. jak na- 
bił; 'codziennie też były uczty, muzyka. tańce, stoły otwarte, rzę- 
siste kielichy, spełniane przy odgłosie mo
dzierzy i janczarek; 
w ogrodach i po kanałach iluminacye, ognie sztuczne; jednem 
słowem zakrawało to coś w miniaturze na uczty sardanapalow- 
skie, w których rej wodziła młoda i zalotna gospodyni Hono- 
rata Pociejówna z domu. Brama zamkowa z główną kordegardą 
była od s\rony miasta: tam odbywały się wszelkie rozprawy 
z mieszczanami i służbą dworską; poza te wrota bowiem, go- 
ście tylko i uprzywilejowani wstęp mieli wolny; dziś śladu już 
tych edenowych wrót nie pozostało, a nie tylko ludzie ale i kozy 
żydowskie, swobodnie przechadzają się po wspaniałym dziedzińcu 
i do wnętrza zrujnowanego zamku zaglądają; a jakby dla wię- 
kszej losu ironii, na miejscu dawnej bramy, waląca się chałupa 
pozostała, która tradycyjną dotąd nazwę Janczarki nosi. 
Mamy pod ręką ciekawy, współczesny tym czasom plan 
Równego z r. 1765, przez jakiegoś zapewne budowniczego przy- 
dwornego Touschera robiony. Podług niego więc zaznajomimy 
czytelników z ówczesną topografią miejscowości, dla samej pa- 
miątki, gdy wszystko to znikło bez śladu. 
Plan ten przedstawia nam miasto, oprócz wyspy zamkowej 
i drugiej, Wenecyą zwanej J), składające się z czterech części, 
t. j.: miasto główne, przedmieście Ostrogskie, przedmieście Du- 
bieńskie, Wolą zwane i Ekonomia albo Komisaryat. Miasto same, 
zewsząd wodą oblane, miało daleko więcej domów aniżeli dzi- 
siaj; ale były to domki małe, bez porządku, bez symetryi budo- 


l) Leży ona między zamkieI]l a probostwem.
		

/Sponsorzy_004_01_040_0001.djvu

			32 


wane i prócz jednego domu murowanego l) i takichże sklepów 
z ratuszem, wszystko pobudowane z drzewa. Kościoł nawet 
w kształcie krzyża stojący na placu teraźniejszego ogrodu pro- 
boszcza, był także stary, drewniany, równie, jak i cerkiew ruska, 
która obok kościoła, z prawej strony wznosiła się 2). Synagoga 
żydowska także drewniana, stała w tem miejscu, gdzie dzisiejsza 
murowana. Ulica główna była drewnianemi dylami wyłożona, 
inne błotniste. 
Z miasta za bramą murowaną' ciągnęła się długa grobla, 
która prowadziła na przedmieście Wola. Prawa strona tego 
przedmieścia była zabudowana chatami włościańskiemi, za któ- 
remi były folwarki duchowne (kaplicy i cmentarza jeszcze nie 
było); po lewej stronie na Woli, była cegielnia i cmentarz uniacki. 
Druga brama, z przeciwnej strony miasta. prowadziła na przed- 
mieście Ostrogskie, na którem rozkład ulic był ten, co i dziś; 
tam były dworki gracyalistów, dworzan i chaty włościańskie z ich 
ogrodami; a za temi już - błota. Ulica Niemiecka 3), biegiem 
rzeki idąc, topolami wysadzona, zamieszkana była przez fabry- 
kantów Niemców - sukienników, a oprócz ich domków, reszta 
placów leżała pustką. Dalej dopiero zaczynały się zabudowania 
włościańskie, które coraz więcej skupiały się przy ulicy Omelań- 
skiej, gdzie stała cerkiew dla poddanych rówieńskich i tiutkie- 
wickich. 
Ogród zamkowy zajmował przestrzeń od komisaryatu 4) do 
zabudowań ekonomicznych i dworskich 
); na tym całym placu 
żadnego więcej budynku nie było i miasto kończyło się - jak 
dzisiaj. Lasek grabowy był już dobrze zacieniony i okopany 
rowem. 
Domów w samem mieście było 370; na przedmieściu Ostrog- 
skiem - 103; od drogi międzyrzeckiej do Tutkiewicz i młynka 


I) Dom ten był piętrowy i dotrwał do ostatnich czasów, zniesiono go 
dopiero przy hudowaniu szosy. 
II) Póżniej na tym placu osadzono jurydykę kościelną. Za kościołem 
i cerkwią był cmentarz. 
I) Szła od mostu aż do młyna mniejszego. 
4) Komisaryat stary był, gdzie dzisiaj dom Czerczyckich; nowy - gdzie 
obecnie dom Hurynowiczów. 
0) Dzisiejsze magazyny i dom należący do skarbu. 


.....
		

/Sponsorzy_004_01_041_0001.djvu

			33 


miejskiego - chat 160; na Woli - chat 50. Wogóle w całem 
Równem domów 683. 
Spis ludności żydowskiej tegoż 1765 roku, po raz pierwszy 
w Równem dokonany, wykazuje, że rodzin zamieszkałych było 
wówczas 196; z tych 434 mężczyzn i 456 kobiet. Prócz tego do 
kahału rówieńskiego należało 5 parafij, składających się wogóle 
z 47 wsi, w których żyło rodzin 58, złożpnych z 155 mężczyzn 
i 141 kobiet. Wogóle Żydów w kahale rówieńskim było 354 
rodzin, stanowiących 1086 głów ob ojej płci. 
'rakiem było Równe w połowie zeszłego stulecia w epoce 
największego blasku tutejszego zamku; dziwić się tylko należy 
rażącej sprzeczności ubóstwa i lichoty miasta z splendorem dworu 
Lubomirskiego, chociaż ten za dobroczyńcę miasta i tak wielkiego 
filantropa uchodził. 
W październiku 1763 roku nadeszła do kraju wiadomość 
,0 śmierci Augusta III w Dreźnie; wszystkie oczy zwróciły się 
wtedy ku Warszawie, gdzie bezkrólewie ogłoszono. Ocknął się 
i Lubomirski w Równem ; sprzykrzyła mu się już długa sielanka: 
przemówiła ambicya magnata, dla którego wszystko dotąd było 
na skinienie; korony mu tylko brakło, a zdało mu się, że i po 
nią może sięgnąć. Nie namyślając się więc długo, z ogromnym 
dworem i rajtaryą, jak dla przyszłego majestatu przystało, wybrał 
się do Warszawy. Był dotąd szczerym stronnikiem Sasów: ale 
teraz ambicya przemogła, zaczął więc nadskakiwać prymasowi 
i Czartoryskim. W marcu nareszcie 1764 roku otwarcie oświad- 
czył się z kandydaturą. Był to przykład jedyny, niesłychany do- 
tąd w dziejach Rzeczypospolitej, ażeby człowiek całkiem prywatny, 
chociażby nawet książe i magnat, tak otwarcie stawiał s\Voję 
kandydaturę. To też i prymas i kanclerz litewski uśmiechali s,ię, 
zbywając' go grzecznie, ale Lubomirski nalegał natarczywie, prze.. 
chwalał się swemi bogactwy, dowodził, że ma siła przyjaciół, 
którzy go poprą; a w duchu najbardziej liczył na Lubomirskich, 
s
ych krewnych, już wówczas bardzo rozwielmożnionych. Prymas 
więc, chcąc pozbyć się natręta, ogłosił w gazetach, że Lubomirski, 
pierwszy się podał do korony i że oprócz niego żaden Piast nie 
stanął, wpisał go więc tymczasem na listę kandydatów. Wtedy 
.dopiero zrozumiał książe podstoli, że z niego zażartowano; ub 0- 
Z
I

 .9
		

/Sponsorzy_004_01_042_0001.djvu

			11 


34 


dło go to srodze, upokorzyło niesłychaną jego dumę; zaraz więc 
przerzucił się do obozu republikanów i był pierwszy z tych. 
którzy, zrywając sejm, bronili prawa Rzeczypospolitej. Wtedy to 
po raz pierwszy dostrzeżono u niego objawy pomieszania zmy- 
słów. Odgrażał się, że wróci na Wołyń i za pomocą silnych 
swych wpływów konfederacyą na Rusi całej wywoła; i wrócił rze- 
czywiście, ale zapomniał o konfederacyi a natomiast coraz bardziej 
dziwaczyć zaczął. Nie było to jednak stanowcze jeszcze u niego 
obłąkanie; sam je jednak czuł, bo się miarkował i hamował jak 
mógł. Chcąc więc śmieszność i błąd swój }Joprawić, rozpuścił 
najprzód swoje wojsko, aby podejrzeń na siebie nie ściągać, po- 
wrócił znowu do Warszawy, pogodził się z Czartoryskimi i pier- 
wszy podpisał konstytucye sejmu konwokacyjnego. Na sejmie 
elekcyjnym nie był, bo zapadł już bardzo na zdrowiu; choroba 
umysłowa szybko się rozwijała. Stanisław August, który na wstępie 
rad był sobie wszystkich magnatów zjednać, przysłał mu na wieś 
nominacyą na województwo bracławskie (15 grudnia 1764 roku). 
Odtąd dopiero zaczęło się na wielką skalę marnotrawstwo Lu- 
bomirskiego; jeździł do Warszawy, otaczał się tam szulerami, 
oszustami i facyendarzami, których w stolicy wtedy pełno było, 
ci go zgrywali w karty, wyłudzali u niego za bezcen dobra, eks- 
ploatowali najhaniebniej. Wtedy to wystąpili synowie jego, któ- 
rych miał czterech: Aleksandra i Józefa, którzy byli jeden po 
drugim kasztelanami kijowskimi, Michała, który był jenerałem 
wojsk koronnych i Ksawerego. Ci, widząc upadek fortuny i stan 
umysłowy ojca, prosili u króla o wzięcie go w kuratelę; poparli 
ich krewni Lubomirscy: marszałek koronny, wojewoda lubelski 
i chorąży koronny, wymogli na nim tranzakcyą, którą sami uło- 
żyli, żeby się całkiem zrzekł fortuny na rzecz synów i po- 
przestał na znacznej pensyi. Tranzakcyą tę podpisał książe 
Stanisław 12 listopada 1770 roku i usunął się zupełnie od za- 
rządu. Był on wtedy dziedzicem 31 miast i 738 wsi, które czy- 
niły ówcześnie intraty 2,919,641 złotych, co na owe czasy dwa 
razy tyle co dziś stanowiło l). Znaleźli się jednak intryganci. 


I) Majętność księcia Stanisława składały wówczas następujące klucze 
w województwie wołyńskiem: r6wieński, tuczyński, aleksandryjski, łabuński,
		

/Sponsorzy_004_01_043_0001.djvu

			35 


którzy przeciw temu układowi familijnemu powstali, którzy Sta- 
nisławowi Poniatowskiemu wmówili, że popełniony został za jego 
sankcyą akt niesłuszności i gwałtu, nad człowiekiem przy najzdro- 
wszych zmysłach będącym, królowi i krajowi oddanym patryocie. 
A była to zakulisowa robota kanclerza Młodziejowskiego, który 
I 
drżał, aby nie unieważniono ostatnich tranzakcyj Lubomirskiego 
na sprzedane dobra, bo i sam takim szalbierskim sposobem miał 
nabyty klucz łabuński na Wołyniu. Poniatowski uwierzył temu 
i instygowany, mianował Lubomirskiego wojewodą kijowskim, po 
śmierci Salezego Potockiego (29 października 1772 r.); tym spo- 
sobem potępiał rodzinę, przyznawał księciu Stanisławowi i rozum 
i rozsądek. Nic to jednak nie pomogło i synowie akt recesu 
utrzymali. Żył jeszcze długo słabomyślny książe, cieszył się swojem 
krzesłem, pieniędzy rozrzucał dużo, bo mu synowie ogromną pła- 
cili pensyą, a nawet, jakby na większe urągowisko kraju, na sejmie 
delegacyjnym wybrany został do delegacyi, brał udział w rozpo- 
sażeniu kraju i utwierdzeniu gwarancyi; z wystawnością zagajał 
sejmiki w Żytomierzu. W 1785 roku dopiero złożył województwo 
kijowskie, osiadł spokojnie w Warszawie, gdzie dopiero w 1793 
roku, mając lat 89, życie skończył. Żona jego, księżna Honorata 
Pociejówna, oddawna porzuciwszy biednego waryata, rzuciła się 
w wir ówczesnych zaburzeń politycznych i całą siłą popierała 
konfederacyą barską J). Odbiegliśmy na chwilę od kroniczki Ró- 
wnego, znowu więc do niej, cofnąwszy się nieco, powracamy. 
Od czasu politycznych bzików księcia Stanisława, postać miasta 
i dworu rówieńskiego, zmianie uległy także; rozstrój, rozgardyasz 


sudyłkowski, czartoryski, leśniowski, radziwiłłowski, zwiahelski, rożyampolski, 
dubieński, stepański, w wojewódz. kijowskiem i bracławskil!m klucz pawo- 
łocki i rużyński; siedm kluczów w Śmilanszczyżnie i trzynaście naddniestrzań- 
skich, w wojewódz. sandomirskiern, klucz dąbrowski. Po ordynacyi niegdyś 
ostrogskiej, była to największa fortuna, jaka w Polsce była kiedykolwiek w je- 
dnych rękach. 
') Książe Stanisław pochowany leży w katakumbach powązkowskicb, 
z następującym napisem: .Stanislao S. R. J. Principi Lubomirski, Palatini 
Kijovien" post magnam 89 annorum aetatem, pie morłuQ die 19 Julii 1793, 
patri optimo, fi)ius Alexander hoc amoris in partem monumentum posuit" . 
Życie tego księcia tak pełne przygód J rozmaitości, wyborną, gotową treść do 
powieści historycznej stanowi. Nikt przedmiotu te
o nie podjął, a materyał 
?'"
		

/Sponsorzy_004_01_044_0001.djvu

			36 


i tu CZUC SIę dawały, jak i w umyśle dziedzica. Jużto najprzód 
smutny był dla Równego rok 1770, w którym panowało tu mo- 
rowe powietrze, które dużo ofiar zpomiędzy mieszkańców za- 
brało, między temi aż siedmiu kapłanów. Lud do kościoła się 
garnął; zebrano wtedy po zmarłych od powietrza tysiąc złotych, 
które obrócono na fundusz do kościoła i na wystawienie w rynku 
kamiennej statuy Matki Boskiej, która do dziś dnia tu przetrwała, 
a przy której znowu w czasie cholery 1855 roku. zafundowano 
lampę, każdej nocy płonącą. W tymże czasie, t. j. w 1770 roku, ' 
stanął . w okolicach Równego kwaterą z wojskiem, pułkownik 
Schytz, jakiś awanturnik pruski, który naściągawszy rozmaitej 
hałastry, służył niby to konfederacyi barskiej. Ten dużo psot tu 
wyrządzał; zabierał konie, broń, nawet pieniądze, za co wszystko 
płacił swojemi kwitami, grabił przemocą i był postrachem miasta 
i całej okolicy. Znowu więc dla Równego ciężkie nastały czasy, 
a lepsza dola zaświtała dopiero, kiedy książe Stanisław, majątek 
rezygnował na synów. Lecz i synów tych, już przy objęciu odłu- 
żonych dóbr, na pierwszym kroku spotkały wielkie kłopoty i tru- 
dności: chaos, nieład w administracyi panował tu nie do opisania. 
dział przeto, utworzenie czterech sched i rachunki z kredytorami, 
przedstawiały tak wielkie trudności, że młodzi dziedzice sami po- 
dołać im i porozumieć się nie byli w stanie. Przez sejm więc 
ekstraordynaryjny warszawski, naznaczoną została dnia 3 paź- 
dziernika 1774 roku, do Równego komisya, złożona z czterech 
biskupów, dwóch wojewodów i wielu innych dygnitarzy, która 
interesa tych dóbr rozpatrzeć, ułożyć i braci podzielić miała. 
Lecz komisya ta przez złą wolę składających ją członków i in- 
trygi Młodziejowskiego i innych kredytorów warszawskich, roz- 
przęgła się, nic nie zrobiwszy. Znowu przeto sejm, dodawszy 
jeszcze kilku sumienniejszych dygnitarzy, naznaczył prolongatę 
jej, ale już do Lublina na l lipca następującego 1775 roku. Tam 
dopiero stanął dział między wojewodzicami; i Równe, do tego 


ciekawy i bogaty, choć smutne rzucający światło na to, co się w kraju działo 
wówczas. Prawda, że tych historyj agonii polskiej, mamy bodaj już za wiele. 
Dużo ciekawych szcz
gó
ów o domowem życiu księcia Stanisława i dworze 
jego rówieńskim, znaleść można w obrazku. rodzaju pamiętniczka: "Pan starosta 
Zakrzewski", pióra Jakóba Ciechońskiego, kilkakrotnie przedrukowanym.
		

/Sponsorzy_004_01_045_0001.djvu

			137 


trzy inne miasta i 76 wsi przypadły na schedę Józefa, który po- 
tem po bracie został kasztelanem kijowskim i był żonaty z Lu- 
dwiką Sosnowską, córką hetmana, słynną za czasów swego pa- 
nieństwa miłością dla Kościuszki. Scheda ta księcia Józefa 
oszacowaną była w podziale na 6.835,474 złp. 26 groszy. Intraty 
rocznej wyliczono z niej 359,985 złp. 15 groszy. Samo Równe 
czyniło 27.029 złp. 12 groszy. Na owe czasy była to jeszcze 
fortuna wielko-pańska, choć nie królewska) jak ojca. Ugodą też 
między braćmi postanowiono, aby archiwum dóbr i familijne 
Lubomirskich, pozostało. w Dubnie na zamku, przy schedzie Mi- 
chała, a wszystkie schedy złożyć się miały na przyprowadzenie 
go do porządku i wieczyste utrzymanie l). 


I 
I 
I 


l) Niestety, projekt ten pozostał na zawsze projektem, archiwum wpra- 
wdzie pozostało w Dubnie, dokąd je był przeniósł jeszcze z Ostroga, ostatni 
ordynat Sanguszko; ale nikt nigrly o ułożeniu go nie pomyślał. Jestto olbrzymi 
zbiór akt i dokumentów, jakiemu może równego niema. Podstawą jego jest 
dawne archiwum kniaziów Ostrogskich, następnie ordynatów, a wcielali doń 
swe zbiory nietylko dziedzice Dubna, jak ordynat Sanguszko, a następnie Lu- 
bomirscy, ale szlachta i panowie z całej Rusi, w rozmaitych epokach i dla roz- 
maitych okoliczności. Od naj dawniejszych czasów wszystkie domy, z Ostrog- 
szczyzn.ą w związku będące, czy to pokrewne, czy dziedziczące te dobra, składały 
tu dań swoję. Począwszy więc od Holszańskich i Zbaraskich, są tu nadania 
dla dóbr, przywileje miast, gienealogie rodowe i inn8 papiery Ostrogskich, 
Zamoyskich, Koniecpolskich, Lubomirskich itd. itd. W czasach znowu burz 
i zawichrzeil krajowych - szlachta do Dubna, jako najobszerniejszej fortecy, 
ściągała swe pergaminy, jako rzeczy najdroższe, narówni z klejnotami stawiane. 
Spokojny o lokacyą w archiwum książęcem tych swoich skarbów pergamino- 
wych. nie odbierał już ich potem szlachcic, chyba procesem jakim lub kwe- 
rendą zmuszony. Tak powstał ów zbiór olbrzymi, na który składały się wieki 
całe, rody i pokolenia. Ale wszyslko to leżało jak balast, bez sumaryuszów, 
bez in(leksów, słowem w stanie, w którym korzystać z tej skarbnicy było prawie 
n'epodobna. Wpadali tu różnemi czasy amatorowie, uczeni, którzy podrabowawszy 
co można, nie jedno ztąd i unosili. l tak tradycya tylko pozostała, o prze- 
ślicznej na kilkunastu arkuszach pergaminu spisanej, z herh:uni i miniaturowemi 
portretami gienealogii Zbaraskich, którą zabrał ztąd heraldyk naszych czasów 
hr. Karol Mniszech z Wiszniowca, i choć o ni'ł reklamowano, nie powrtJcił jej 
jut więcej. Była chwila, kiedy ostatnia dziedziczka Dubna, żyjąca księżna Ja- 
dwiga Lubomirska, te cenne zhiory przyprowadzić do porządku chciała; zatą- 
dano od niej za tę pracę (j0,000 złotych; czasy były ciężkie - zaniechała więc 
tego zamiaru. Ś, p. Teofil Stypułlwwski, niezmordowany nasz wołyński ar- 
cheolog, najwięcej korzystał z tego archiwum, mając do niego wstęp otwarty, 
grzebał się w niem, notował, spisywał-co było można, co wpadło pod r
kę;
		

/Sponsorzy_004_01_046_0001.djvu

			38 


Ksiaże Józef Lubomirski był JUZ postacią całkiem od ojca 
różną: nie miał ani dumy, ani ambicyi jego; łatwością w obej- 
ściu, łagodnością charakteru, pociągał ludzi ku sobie. Jednem 
tylko zamiłowaniem w życiu wystawnem, w nieustannych ucztach, 
balach i festyn
ch, przypominał ojca. Życia publicznego, polityki 
nie lubił, zresztą to stawało się w kraju coraz ciernistsze; to też 
kasztelanią kijowską przyjął raczej dla formy, ,niż z przejęcia się 
obowiązkiem; wielkiemu panu bez krzesła pozostawać było nie- 
podobna, tytularnym prawie także był jego stopień jenerała lejte- 
nanta w wojsku koronnem. Był to pan poczciwy, w całem 
znaczeniu słowa: ostatni zabytek polskiego pana; żona rozumna, 
wpływowa, xacna, rob.iła za niego wszystko j książe, który swoje 
Równe lubił nad wszystko, budował tylko, przerabiał w mieście, 
w zamku i w ogrodzie; urządzał bale, pikniki, zresztą o nic 
więcej się nie troszczył. 
Dla miasta zrobił książe kasztelan wiele, więcej może niż 
jego poprzednicy. Za ojca jego, księcia podstolego, dwór tylko 
był okazały, miasto liche, ubogie, źle zabudowane, podstoli robił 
wszystko dla rozgłosu; książe Józef zaś, zajął się szczerze pod- 
niesieniem jego bytu. Już w 177.-; r. wyrobił u króla przywilej 
na jarmark czteroniedzielny w Równem, poczynający się w dniu 
ś. Jerzego podług kalendarza ruskiego. Następnie dnia 21 kwie- 
tnia 1789 roku, potwierdził w£zystkie przywileje, Żydom przez 
ojca swego nadane, dodając, że chce mieć wszystko tak, jak 
u nich bywało przez lat sto kilkadziesiąt. Z łanów dworskich 
wydzielił plac znaczny na rozszerzenie ich okopiska, a nadto do- 
zwolił kahałowi i całemu miastu zbudować synagogę drewnianą, 
bez żadnej okazałości i ozdoby, i to tylko na części placu na to 
wyznaczonego, a to dlatego, jak mówił, ażeby Żydzi składkę 
uczynili i wymurowali później okazałą I). Konsense na rabinow- 


cenne też jego notaty i wypisy mamy pod ręką i nie jedno spożytkowaliślny 
pl'zy pisaniu tej monografii. Wiele baruzo częściowych sumaryuszów tego ar- 
chiwum posyłał także Stypułkowski Bartoszewiczowi. Kiedy syn k
iężnej Ja- 
dwigi, przed kilku laty sprzedawał Dubno rządowi, troskliwa matka ochl'oniła 
archiwum, przenosząc je u() są
ierlniej swej rezydencyi w Dermalliu, gdzie obec- 
nie spoczywa, czekając lepszych czasów, pracowitszych ludzi - a może osta- 
tecznej swej zagłady... 
"1)- Przywilej z d. 14 kwietnia 1786 r. ' Archiwum rówień"kie.
		

/Sponsorzy_004_01_047_0001.djvu

			39 


stwo zostawił książe przy sobie. Dziedzic brał za to zwyczaJ me 
po tysiąc złotych rocznie; rabinowi zaś dozwolone było w całej 
parafii obrządki spełniać i sprawy religijne rozsądzać. Przytem 
było postanowione. aby Żydzi płacili rabinowi od zarzniętego by- 
dlęcia po złotemu, od owcy po groszy sześć. Za kazań dwoje, 
które powinien mieć na rok, płacił mu kahał po czerwonych zł. 
dwa, od elekcyi zaś kwartalnej po dwa talary J). Prócz tego 
kolendę dają rabinowi arendarze całej parafii. w miarę donośności 
swych arend; nad to wszystko miał wyznaczone 4 tysiące złotych 
od kahału z prowizyą po dziesięć od sta, co było ulokowane na 
arendzie (krużce) rzeźnickiej. 
Największą jednak działalność rozwinął książe kasztelan 
w przerobieniu i przyozdobieniu dawnego zamku rówieńskiego, 
ostatecznie na pałac wtedy przekształconego i w urządzeniu 
wspaniałych ogrodów. Książe miał smak wykształcony, a jak 
większa część panów ówczesnych, przesiąkły był cudzoziem- 
szczyzną, , otoczył się więc wszelkiej narodowości przybyszami. 
któremi Polska była wówczas zalana i z tymi, cuda w swem 
Równem dokazywał. Malarz VilIani z Włoch sprowadzony, przy- 
ozdobił wtenczas ślicznemi freskami ściany i sufity w całym pa- 
lacu, z których szczątki dotąd w ruinie tego gmachu dochowały 
się. Drugi malarz Łukaszewicz, którego jako rodaka Rówieńskim 
pospolicie nazywano, robił portrety książąt i sławnych ludzi 
i niemi upiększał ściany gmachu; sztukatorowie, jakby koronką 
zdobili gzemsy, sufity w pokojach i w prześliczne herby i em- 
blematy ubierali galerye i zewnętrzne ściany pałacu. Staw wielki, 
po którym rozrzucone baty woziły gości, poprzedzanych przez 
muzykę nadworną, nanowo wówczas został oczyszczony z sitowia 
i zarośla; szklił się jak zwierciadło, a ryb do niego napuszczono 
taką moc, że pomimo ogromnej potrzeby dworu, przynosił je- 
szcze rocznie dochodu trzy tysiące. Przy starych bastyonach 
nad wodą, na których urządzono altanki, .były przystanie; a po 
całym ogrodzie rozrzucono kamienne posążki, huśtawki, karu- 
zele, kręglarnie i t. p. cacka i ozdoby, mające służyć dla roz- 
rywki gości. 


I 
I 
ł 


l) Oblata w grodzie Łuckim 4 czerwca 1782 r.
		

/Sponsorzy_004_01_048_0001.djvu

			- 40 


Sam ogród w angielskim guście 
rządzał rodowity, spro- 
wadzony znad Tamizy anglik, budowniczy Bourguignon, który 
też pobudował wspaniałe cieplarnie, napełnione rzadkiemi rośli- 
nami, trebhauzy, ananasarnię, i założył mały topolowy lasek po 
drugiej stronie ulicy, który połączył z ogrodem, misternym tu- 
nelem podziemnym. W tym topolowym lasku, w kształtnej 
piramidzie urządzona była kuchenka, jadano tu podwieczorki, 
wyprawiano ulubione ludowe zabawy, zażynki, obżynki. Jednę 
z takich zabaw, oddał na płótnie któryś z bawiących wówczas 
w Równem malarzy. Widzimy tam całą rodzinę księstwa kaszte- 
laństwa, dzieci i gości w krakowskich strojach; a panny respe- 
ktowe, dworzan i służbę w dawnych naszych ubiorach, a wszyscy 
ochoczo podzielają zabawę z gromadą włościan i wiejskiemi dzie- 
wczętami, które przybyły w wiankach ze świeżo zżętego zboża 
na głowie. Pamiątkowe to malowidło dotąd przechowuje się w do- 
mu ksiażat w Równem. 
. . I 
W ogrodzie przytykającym do mostu, a napełnionym także 
mnóstwem rzeźbionych posągów mitologicznych bóstw kamiennych. 
urn, wazonów i pomników rzeźbionych przez sławnego wówczas 
Leblasa, aż z Oleska tu sprowadzonego, - był drugi letni pałacyk 
także przeznaczony dla dworskich zabaw; stał on tu długo i do- 
piero niedawnemi czasy, .zastąpił go dom drewniany. miejscowego 
lekarza. W dużym murowanym budynku, który niegdyś za księcia 
Stanisława miał przeznaczenie ujeżdżalni, urządzono teatr, który 
zpoczątku służył tylko dla wędrownych aktorów, a następnie. 
na stały pod dyrekcyą komika Milewskiego. pensyonowanego 
przez książąt, był zamieniony. 
Z wszystkich tych cudów i wspaniałości, nie pozostało ani 
śladu; pałac rówieński, od lat wielu w zupełnej ruinie; sufity 
w nim poopadały, posadzki zerwano, dach zacieka, schody na 
górne piętro runęły, a jakby igraszką losu u głównego podjazdu 
pozostało na straży tych ruin dwóch ogromnych, kształtnie z ka- 
mienia wyciosanych rycerzy... zresztą nic, nic zgoła; w ogrodzie 
drzewa nawet wyrąbano, a mosty i ogrodzenia powaliły się; naj- 
smutniejszy obraz zniszczenia, w ciągu zaledwie lat kilkudzie- 
sięciu dokonany. Wróćmy do owej lepszej przeszłości 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_049_0001.djvu

			- 41 


Wszystkie te cuda i fantazye księcia kasztelana, pochłonęły 
krocie, a dotego stan ówczesny kraju i okoliczności mu towa- 
rzyszące, wymagały ofiar. od których książe Józef już z samego 
swego stanowiska uwolnić się nie mógł; zresztą było to serce- 
naj szlachetniejsze ; majątek się więc odłużył, a za pożyczkę zna- 
czną w banku holenderskim zaciągniętą wzięto w 1791 roku Ró- 
wieńszczyznę w administracyą. a że wyciągnięto z niej bardzo 
małą intratę, bo zaledwie 74.331 złp., to więc jeszcze bardziej 
zagmatwało stan interesów. Pomimoto jednak książe zręcznie 
przy wszystkich dobrach utrzymywał się jakoś i wierzycieli ła- 
godzono. 
Dnia 14 lutego 1792 r. na sejmiku w Łucku, uchwalono 
utworzyć powiat horyński i wybrać do niego urzędników, na co 
dwa miasta na rezydyum sądownictwa podano: Równe i Między- 
rzec - Korecki Steckich. Równe otrzymało większość głosów, 
jako miasto przez prawo na sejmiki przeznaczone, z tym warun- 
kiem, aby dziedzic książe Józef przeznaczył dom na Izbę sądo- 
wniczą i akta, jak to przyrzekał ,uczynić w Międzyrzeczu Jan 
Stecki chorąży w. kor. 
Pod jesień w tym roku zawitał do Równego gość miły 
a niespodziewany. Był nim Kościuszko, który wstąpił do księstwa, 
może ciekawością, może wspomnieniami młodości pociągnięty 
i po latach tylu ujrzał poważną, choć piękną jeszcze księżnę 
Ludwikę, przedmiot najwyższego swego w młodt>ści uwielbienia. 
Przyjęcia oczywiście doznał tu naj serdeczniejszego ; goszczono go 
tu przez dni parę. 
Na wiosnę następującego 1793 roku, część Wołynia przeszła 
pod panowanie Rosyi. Wołyń, któremu krańce naznaczono po 
rzekę Stuchnę i Irpień w wasylkowskim powiecie, nazwano na- 
miestnictwem Izasławskim, i podzielony został na dwadzieścia 
trzy powiaty, w tej liczbie było Równe i Dąbrowica. Po śmierci 
cesarzowej Katarzyny, przywrócono znowu nazwę Wołynia i usta- 
nowiono gubernią, w której powiat rówieński złączono z dąbro- 
wickim. Równe ukazem na miasto powiatowe przeznaczone 
zostało J). 


l) Urzędownie został ten powiat otwarty d. 2] sierpnia 1796 roku. Zje- 
chał wówczas na to umyślnie zesłany urzędnik z Żytomierza i wezwał dla 



-
		

/Sponsorzy_004_01_050_0001.djvu

			42 


Tymcz8sem interesa księcia kasztelana, coraz to się pogor- 
szały, wierzyciele się niecierpliwili, aż ostatecznie Rówieńszczyznę 
oddano pod rozbiór. - Uląkł się książe Józef i wszystkie swe 
dobra dnia 30 stycznia 1794 r.t urzędowym aktem rezygnował 
żonie Ludwice z Sosnowskich. Zasoby możnego domu Sosnow- 
skich przyszły w pomoc, a księżna z całą energią mężczyzny wzięła 
się do reform i zmian w zaniedbanych i szwankujących dobrach. 
Światła ta niewiasta dokazała tyle że napozór w pałacu rówień- 
skim nic się nie zmieniło; jeden tu tryb życia prowadzono, je- 
dnakową okazałość w przyjęciu zachowywano, tak dalece, że 
będący tu gościną u księstwa w 1801 r. przez dni kilka w. książe 
Konstanty zachwycony był przyjęciem i wspaniałością polskiego 
magnackiego wnętrza. A jednak pomimo to długi spłacały się po- 
mału, i coraz mniej majątkowi ciężyły, bez względu na to, że 
i klęski rozmaite nawiedzały w tym czasie włość rówieńską. - 
Szarańcza prawie co roku niszczyła plony w tej okolicy, a w latach 
1804-1805 pola rówieńskie były zupełnie przez nią zniszczone, 
lasek nawet grabowy leżący pod miastem, przerzedniał wtedy 
od objedzenia liści jego 2). Pożary pokilkakroć klęski miastu 
zadawały, z tych największy dotknął je w 1805 r.; cała wów- 
czas ulica Senatorska, od bramy pałacowej, do budynków eko- 
nomicznych. zgorzała. W 1817 r. książe kasztelan życie skończył, 
a umierał spokojny o los dzieci, którym matka majątek urato- 
wała i opiekę zapewniała. Dzieci było tylko troje, synowie: 
Henryk, który miał potem ordynatem na Przeworsku zostać 
i Fryderyk następnie dziedzic Równego, także córka Helena za 
hr. Stanisława Mniszka wydana. 
Po śmierci ks. kasztelana osamotniał pałac rówieński, ucichły 
w nim bale i huczne zabawy; księżna starzała i rada zresztą 


odebrania przysięgi wszystkich nowo obranych urzędników tego powiatu: mar- 
szałka Cyryaka Nowowiejskiego z Humiennik, chorą
ego Mikołaja Bogusza 
z Chocina, sędziego Stanisława Kostkę Leńkiewicza z Ruszczy, podsędków To- 
masza Jełowickiego z W oschodów i Jana Dobrzyń
kiego z Złotyjowa. 
I) Lasek ten dotąd istniejący, jest pamiątkowym z czasów Stanisława 
podstolego kor. W dzień jego imienia sąsiedzi w nocy cały ten gaj, ugromnemi 
staremi drzewami zasadzili, napuściwszy do niego zwierzyny. Była to niespo- 
dzianka dla solenizanta, który utyskiwał dotąd, że w okolicach Równego nie 
miał gdzie zapolować.
		

/Sponsorzy_004_01_051_0001.djvu

			- 43 - 


była spokojniejszemu, więcej z jej usposobieniami zgodnemu życiu: 
synowie dorastający kształcili się za granicą; córka była już za- 
mężną. W 1822 r. dnia U lutego, książęta Henryk i Fryderyk 
Lubomirscy. kasztelanice kijowscy, podzielili się pozbstałemi ma- 
jątkami po ojcu: Fryderyk został dziedzicem dwóch kluczów; 
rówieńskiego i aleksandryjskiego. Księżna kasztelanowa pozostała 
w Równem. ale już wtedy nie ruszała się z domu i w latach 
bardzo się pochyli-ła. 
Czcią powszechną i uwielbieniem nie okolicy tylko - ale 
kraju całego otoczona, sędziwa ta matrona, id MIny typ matrony 
polskiej. spokojnie i samotnie pędziła ostatnie lata najszczytniej- 
szego żywota, na rozpamiętywaniu o lepszej ubiegłej przeszłości. 
o bohaterze swych lat dziecinnych, którego wspomnienie rozpro- 
mieniało zawsze piękne jej oblicze. Było coś ujmującego. uro-' 
czego w tej poważnej starości. Do najpóźniejszego wieku zacho- 
wała swój charakter spokojny, poważny ale i wesoły razem: 
pamięć rzeźwą. i ujmujący, równy dla wszystkich sposób obejścia się; 
odgadywano w niej dumę wielkiej pani, ale nikt jej nie spo- 
strzegł, nie uczuł nigdy. - Do końca życia zajętą była zawsze 
jakąś robótką ręczną, ale najmilszem jej zatrudnieniem było tłó- 
maczenie z francuskiego dzieł moralno-religijnej treści. Pod koniec 
ociemniała zupełnie; wtedy z uśmiechem na ustach skubała 
szarpie. skrzątnie je .chowając. Umarła 6 grurlnia 1836 r., zło- 
żona w familijnym grobie obok męża i syna Karola. w dzieciństwie 
zmarłego. Mnóstwo jej rękopismów, pozostało w depozycie u ów- 
czesnego proboszcza rówieńskiego. księdza Moroza. Jaki los je 
spotkał potem, nie wiemy. 
Otóż zbliżamy się już do końca kroniczki rówieńskiej i dziejów 
jej mieszkańców. Jeszcze tylko jedna. .. dwie postacie i to już 
z naszych czasów, a więc w stal nie zakutych. Faktqw dziejowych 
także już do zanotowania znajdzie się nie wiele. pospolite to 
już będą wypadki. współczesne prawie. powiatowego miasteczka. 
Stanęliśmy na kasztelanicu księciu Fryderyku Lubomirskim, 
który objął zarząd Rówieńszczyzny w 1822 roku. Blada to już 
postać przy sarmackich antenatach, a i sam z siebie książe 
był typem mało wydatnym. Ożeniony z Załuską, siostrą jenerała 
w. pols.. żył z nią bardzo długo w rozłączeniu. a księżna (jak 


. 


,
		

/Sponsorzy_004_01_052_0001.djvu

			- 44 


pisze Wójcicki w Cment. Powązk.} miała podobno szalenie być 
zakochaną w poecie Malczewskim, któremu towarzyszyła w po- 
dróżach po Szwajcaryi. Książe w Równem pędził życie zamknięte; 
ludzi, towarzystw nie lubił. Za nowego rządu był przez czas 
jakiś wicegubernatorem wołyńskim a po ojcu kawalerem mal- 
tańskim. Ulubioną jego rozrywką było budownictwo, rodowa 
słabostka Lubomirskich; całe dnie mu poświęcał, w rządy ma- 
jątku nie bardzo wglądając. Miasto na tern jego upodobaniu 
zyskało wiele, ulice przybrały inną postać, a cała tak zwana Se- 
natorska pozbyła się dawnych chat włościańskich, na miejscu 
których stanęły schludne, eleganckie domki. Gdzie w mieście kto 
się budował, tam już książe być musiał, kierował, dyrygował. 
. 
a zawsze plany jego ku ozdobie miasta wychodziły. Księciu za- 
. 
 
wdzięcza miasto gimnazyum, które jego staraniem w 1839 roku 
z Klewania zostało tutaj przeniesione. Na budynek ten wydał 
książe do 200 tysięcy złotych, a dawną wspaniałą oranżeryą 
obrócił na pomieszkanie dla nauczycieli. Ale za rządów księcia 
Fryderyka smutny dopełnił się fakt, koniecznością może wywo- 
łany. Nie lubił książe wspaniałego swego pałacu; głucho i zimno 
mu było w tych pięknych salach, których utrzymanie mu ciążyło, 
a które zresztą pustką trąciły, brat jego bowiem starszy Henryk,or- 
dynat przeworski, wywiózł ztąd prawie wszystkie zbiory dzieł' 
sztuki, galeryą obrazów, zbrojownię, bibliotekę, co wszystko później 
jako kurator zakładu Ossolińskich we Lwowie, do tamtejszego 
muzeum ofiarował. Wszystko się więc na to złożyło, że książe 
Fryderyk zobojętniał dla gmachu przodków, a zbudowawszy na 
górze za mial'>tem kształtny domek i otoczywszy go ogrodem, prze- 
niósł się tam na mieszkanie z pozostałą resztą zabytków domo- 
wych. Odtąd pałac był opuszczony; Lubomirscy już nigdy wrócić 
do niego nie mieli, aż popadł w ostateczną ruinę. Ofiarował 
książe gmach ten dla ministeryum oświecenia, miano doń prze- 
nieść szkoły, ale nie przyszło do tego. 
Książe Fryderyk umarł 21 czerwca 1848 roku. pochowany 
w Równem. Z Załuskiej miał dwóch synów: księcia Kazimierza. 
ożenionego z Zenejdą Hołyńską, ojca dzisiejszego dziedzica Ró- 
wnego, i Władysława, oficera artyleryi b. wojsk polskich, zmarłego 
bezżennie w tym roku co i ojciec. Książe Kazimierz kończy 


- 


.....
		

/Sponsorzy_004_01_053_0001.djvu

			45 - 


1 


szereg właścicieli. Równego, o których nam jak o zmarłych wspo- 
minać wolno. A tego wspomnienia o nim nikt nam za złe 
wziąć nie może, była to bowiem postać tak bardzo sympatyczna, 
tak ogólnie kochana i szanowana w kraju, że i pamięć o nim 
potomkom miłą być musi. Dom księstwa w Równem w osta- 
tnich czasach świetności Wołynia, był jakby ogniskiem, u którego 
skupiało się wszystko co było inteligiencyi i arystokracyi rodu 
w tym kraju. Gospodarzom nikt nie wyrównał gościnnością, cie- 
płem przyjęcia i urokiem, jaki oboje dokoła siebie roztaczać 
umieli. W okolicy, w kraju, podobnego domu arystokratycznego 
nie mieliśmy w ostatnich czasach. Wszystko co zacne, wykształ- 
cone, miało już wstęp w progi książąt otwarty. Ostatnie liczne 
i świetne doborem towarzyskim zgromadzenia były w Równem, 
a każdemu tam było swobodnie, dobrze, każdy odjeżdżał pod 
urokiem tego domu, któremu równego już pewnie mieć nie bę- 
dziemy. Kilkadziesiąt lat rządów księcia Kazimierza w Równem, 
bo jeszcze za życia Ojca je objął, najtrwalszy, najpiękniejszy mu 
pomnik w kraju wzniosły, bo w sercach, w pamięci i biednych, 
których tak hojnie i umiejętnie wspomagał, i mieszkańców miasta 
i dóbr jego, o których byt całe życie tak się troszczył; i przyjaciół na- 
reszcie i znajomych, którzy chociażby raz tylko jedyny w progi domku 
na Górce zajrzeli. Książe był muzykiem, artystą, poetą; przeszło 
60 drukowanych utworów muzycznych po nim zostało; wszystko 
to rzeczy tak charakterystyczne, swojskIe, rzewne i te dumki 
i piosnki jego, że przezierała w nich jak w zwierciedle poczciwa 
a zawsze poetyczna dusza jego. To też mało który z krajowych 
muzyków dosięgnął jego popularności. Piosnki księcia: jego sławną 
Gwiazdkę, U nas inaczej, Pieśń z wieży i mnóstwo, mnóstwo 
innych śpiewano i grano, jak kraj szeroki od Wisły do Dniepra, 
w chatkach i pałacach. Od roku 1852 -1858 był książe Kazi- 
mierz wiceprezesem Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyc.znych, 
ich żon i sierot w Warszawie; w tym czasie wybito tam na cześć 
jego medal za piękne utwory i zasługi w muzyce narodowej po- 
łożone. Do końca życia był kuratorem gimnazyum rówieńskiego 
i fundatorem, założycielem miejscowego kościoła. Ostatnie lata 
życia, a umarł w 1865 roku, ciężką był złożony chorobą.- 
Z księżny Zenejdy zostawił dwoje dzieci: ks. Stanisława, dzi-
		

/Sponsorzy_004_01_054_0001.djvu

			46 - 


sleJszego dziedzica Równego, ożenionego z księżniczką Wandą 
Lubomirską, córką Adama z Rozwadowa, i księżniczkę Maryą, 
poślubioną hr. Montebello. 
A teraz pominąwszy milczeniem dzieje Równego, w osta- 
tnich współczesnych nam czasach, jako nieprzedstawiające nam 
wydatniejszych, ogół zająć mogących faktów, rzućmy raczej okiem 
na obecny stan miasta. Gródek ten w rzędzie powiatowych mia- 
steczek naszych wcale poczesne zajmuje miejsce. Do wzrostu 
i rozwoju jego przyczyniły się wiele warunki miejscowe. Od 
1857 roku, błotniste to niegdyś miasteczko przecięła droga ka- 
mienna (szosa) z Kijowa do Brześcia idąca; odczuło to miasto, 
które też zaraz dźwigać się i rozbudowywać poczęło; aż ostate- 
cznie kolej żelazna Kijowsko-Brzeska przez sam środek prawie 
miasta przeprowadzoną została i stacyą tu urządzono. Dodajmy 
do tego gimnazyum i juryzdykcye powiatowe, a dziwić się prawie 
należy, że poza szranki zwykłych miast powiatowych. Równe 
nie bardzo się wzniosło, handel zaś zupełnie pozostał małozna- 
czącym. Ludność tutejsza do 7 tysięcy dusz płci obojej dochodzi; 
kupców gildyjnych jest tu zaledwie kilkudziesięciu; kramów i ma- 
gazynów 230, innych zakładów handlowych 34; rzemieślników 
200 stałych mieszkańców, a 105 postronnych; parę fabryk i rę- 
kodzielni małego znaczenia. Jarmarków odbywa się tu 7 do roku, 
a targi dwa razy na tydzień. Domów większych. i małych 551. 
Zajazdy liche, żydowskie, parę garkuchni, na lepsze miano nie- 
zasługujących, skromna cukiernia; otóż i wszystko na co się 
Równe dzisiejsze zdobyło. Obszerniej skreślimy dzieje świątyń 
tutejszych zwłaszcza kościoła katolickiego, te bowiem z prze- 
szłością tej osady ściśle są związane. 
Kościoł katolicki, jego dzieje - erekcye. Jakkolwiek już przy 
końcu XV wieku Równe było miastem, lecz gdy pierwsi jego właści- 
ciele kniaziowie nieświccy trzymali się obrządku ruskiego, niema 
więc śladu, aby w tej epoce był tu kościoł katolicki. Dopiero Beata 
z Kościeleckich, księżna Ilina Ostrogska, pierwszą była fundatorką 
kościoła w Równem, pod tytułem Wniebowzięcia Najśw. M. P. 
i funduszami takowy opatrzyła. Erekcya ta dnia 18 września 
1548 r. w Ostrogu sporządzona, zachowana przy kościele tutej- 
szym, naznacza dziesięcinę z gruntów dworskich Zaborola i No- 


!
		

/Sponsorzy_004_01_055_0001.djvu

			47 


wegod woru, z których wsi fundatorka nadaje też i dwie rączki 
miodu l). Oznacza plac na budynki plebańskie i nadaje na wła- 
sność kościołowi wieś Tiutkiewicze w tych obrębach, w jakich ją 
dzierżył bojaryn Scyth Kanczadir, z wszystkimi ludźmi, polami 
i łąkami. Nadto w dnie postne dozwala księżna plebanowi połów 
ryb w stawie zamkowym alias brodnicę, a od wszystkich mie- 
szkańców tak Równego, jako też i całej parafii obrządku rzymskiego, 
pozwala dwa razy na rok t. j.: na Wielkanoc i na Boże Naro- 
dzenie, wybierać po groszu litewskim 2). Za te zaś dobrodziej- 
stwa, proboszcz z swej strony, którego księżna i jej następcy 
podawać będą, obowiązany jest w niedzielę i każdego święta, 
słowo Boskie sanum et verum w kościele ludowi głosić, we 
środę ma mieć mszę św. do św. Mikołaja i św. Elżbiety, a w piątek 
do św. Krzysztofa i św. Stanisława, prosząc Boga za nią, za 
córkę jej Elżbietę, jak równie za wszystkich przodków i następców 
ich. A że msza każdodziennie być powinna, czemu może jeden 
ksiądz nie wydoła, przeto trzymać powinien wikarego, jak równie 
i nauczyciela (Ministrum scholae), któryby w śpiewie kościelnym 
dopomagał. 
Taka treść pierwotnej erekcyi kościoła, której utrzymanie 
, 
w całości porucza księżna córce swej Elżbiecie i prawym spad- 
kobiercom jej. - Kto był pierwszym proboszczem w Równem 
i jak kościoł tutejszy urządzono, niewiadomo. Napad i rabunek 
Tatarów w 1570 r., wszystko co było w kościele zniszczył j zgi- 
nęło wówczas i archiwum, jakie mogło być w owym czasie; tak 
świadczą późniejsze akta kościelne. W tymże prawie czasie, 
czego nie zdołali zniszczyć Tatarzy, zniszczyli dwaj przemożni 
magnaci; Łukasz z Górki. wojew. poznański i Albrycht Łaski, 
woje\\'". sieradzki, który po bezpotomnem zejściu żon swoich, zaje- 
żdżali nawzajem dobra po tychże pozostałe, a kościelną wioskę 
Tiutkiewicze zagarnęli i przez lat trzydzieści ośm dzierżyli. Przez 
ten więc przeciąg czasu t. j. aż do 1606 roku nie było ani ko- 
ścioła, ani proboszcza w Równem. 


I) Rączka miodu znaczyła 20 garncy. 

) Grosz litewski był wartości 33-ch groszy dzi"iejszych.
		

/Sponsorzy_004_01_056_0001.djvu

			48 


Anna z Sztembergów, księżna Aleksandrowa Ostrogska, 
wojewodzina wołyńska, jako opiekunka nieletnich swych synów, 

zyni w Jarosławiu powtórną erekcyą kościoła rówieńskiego dnia 
2 grudnia 1606 roku, którą zaczyna w te słowa: "że gdy kościoł 
katolicki parafialny w mieście Równem, należącem do synów jej 
księcia Konstantyna i Janusza Ostrogskich, przez niedbałość pro- 
boszczów, lub też ich zastępców. przyszedł do takiej ruiny, że 
.od dawnego czasu i księdza już nie ma, przeto umyśliła w miejscu 
poprzedniego kościoła, zbudować swym kosztem inny i takowy 
ozdobić ołtarzami i aparatami". Dla lepszego zaś odprawiania 
służhy Bożej, naznacza proboszczem Jakóba Słupeckiego, a to 
za zezwoleniem biskupa łuckiego. Żeby zaś kościoł nie przyszedł 
w podobną ruinę, jak uprzednio fundowany, daje dla tegoż ko- 
ścioła wieś Tiutkiewicze, w. obrębach takich, jak należała do 
zamku rówieńskiego, a ongi do tegoż kościoła i odgranicza ją 
kopcami. Odtąd zaś proboszcz sam powinien przemieszkiwać 
przy kościele, a nie rządzić takowym przez zastępców, także 
utrzymywać ma bakałarza, któryby młodzież uczył potrzebnych 
rzeczy a razem i śpiewu kościelnego. Proboszcz ma uroczyście 
obchodzić wszystkie święta, a mianowicie święta N. M. Panny 
i śś. Apostołów. Prócz tego przy mszy ma modlić się o odpu- 
szczenie grzechów fundatorki, a po zejściu jej, co sześć tygodni 
mszę mieć śpiewaną, tak za duszę jej, jako też i sukcesorów. 
Kościoł ówczesny zbudowany był tam, gdzie dziś ogród 
proboszcza, a miejsce wielkiego ołtarza dotąd oznaczone postu- 
mentem kamiennym. Kościoł ten uzyskał aprobacyą od Janusza 
Pawła księcia Ostrogskiego, który doszedłszy do pełnoletności, 
potwierdza fundacyą matki, wcielając do niej i te wszystkie do- 
godności, które pierwiej księżna Beata była mu nadała. Nadto 
przyłącza do Tiutkiewicz jezioro rybne, pod wsią będące i młyn 
na rzece. Że zaś Tiutkiewicze nie miały drzewa, dozwala przeto 
wolny wrąb w lasach swoich, tak na budowle plebańskie, jak 
równie i na opał. Dziesięcinę zaś wyrażoną w pierwszej erekcyi, 
nakazuje oddawać pod klątwą i ekskomuniką. Aprobata ta pod- 
pisaną została w zamku rówieńskim 1 kwietnia 16H! r., z wy- 
znaczeniem na probostwo księdza Alberta Witkowskiego. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_057_0001.djvu

			.... 


I 
,I' 


49 


Kiedy Równe przeszło we władanie rodziny Zamoyskich, 
Katarzyna z Ostroga, kanclerzyna w. ks., potwierdziła wszelkie 
fundusze kościołowi, nadto dodała dziesięcinę z wszelkiego ziarna 
z pobliskiego folwarku Zaborola, co i wniesionem zostało do akt 
łuckich 15 maja lG47 r. Urząd zaś miejski w 1666 roku, ustąpił 
część łąk swych proboszczowi. Odtąd kościoł tutejszy ciągle był 
należycie utrzymywany, a kilku księży pełniło przy nim posługi 
religijne. W roku 1703 dnia 16 kwietnia, dziedzic tutejszy, Jan 
Aleksander Koniecpolski, koniuszy kor. nadaje kościołowi plac 
na Zarowiu, między probostwem a dworkiem j. p. Jełowickiego 
leżący, na którym niegdyś była pierwotna cerkiew grecka ró- 
wieńska. Plac ten, zabudowany następnie przez mieszczan, stano- 
wił jurydykę kościelną. Ofiary czynione kościołowi prz
z p. ko- 
niuszego, nie przeszkadzały mu jednak prowadzić nieustannych 
sporów z ówczesnym administratorem kościoła, księdzem Gąśnie- 
wskim. Przybrało to wkońcu charakter otwartej walki, której 
ślady, manifesty i remanifesty.do sądów, pozostały dotąd w miej- 
scowem archiwum i nie jeden ciekawy obrazek do charaktery- 
styki epoki i obyczajów ówczesnych dostarczyćby mogły. I tak, np. 
p. koniuszy żali się, że kiedy piechota jego wychodziła, aby po- 
witać pana, ksiądz pleban kazał bić w dzwony na podziękowanie 
Bogu, że się miasto tej hałastry pozbyło; to znowu, że z ko- 
ścioła ludzi jego wypędza i bije; proboszcz z swojej strony 
uskarża się, że p. koniuszy prześladuje sługi kościelne, odbiera 
im dworki, pola i łąki, że burzy kaplicę w sąsiedniej Aleksan- 
dryi i t. p. 
Zamieszki krajowe na początku XVIII-go wieku, były przy- 
czyną upadku wszystkich prawie miast i miasteczek wołyńskich; 
Równe i jego kościoł ucierpiały wtedy dużo, tak dalece, że Joa- 
chim Przebendowski, ówczesny biskup łucki, wydał d. 16 lutego 
1718 r., dekret reformationis tutejszego kościoła, skutkiem którego 
ówczesny proboszcz ks. Stanisław Rzewuski, tę świątynię po raz 
już trzeci nanowo z gruzów prawie podźwignął. Nowi dziedzice 
Równego, Lubomirscy, najwięcej i najpierwsi bodaj do dźwignięcia 
jej przyczynili się. Za ich rządów najświetniejszy był stan ko- 
ścioła tutejszego; na każdym kroku spotykamy się tu z ich ofia- 
rami. Książe Jerzy Lubomirski, przywilejem 14 kwietnia 1731 r., 
Z
I

 4 


.
		

/Sponsorzy_004_01_058_0001.djvu

			- 50 


nakazuje kahałowi i rzeźnikom dawać łój do kościoła, syn jego 
Stanisław, podstoli kor., powiększa grunta kościelne, ustanawia 
pierwsze altarye, wyposaża altarystów , zabezpiecza procenty od 
różnych sum kościelnych w jego skarbie lokowanych; jednem 
słowem, jak żaden z jego poprzedników, łoży i przykłada starań 
do jak najświetniejszego utrzymania tego kościoła. Minęły jednak 
i te dobre czasy, a po upływie lat kilkudziesięciu, drewniany ten 
dom Boży, do upadku kłonić się począł i okazała się potrzeba 
zbudowania nowego. Dnia 3 lipca 1773 roku, wyszło postano- 
wienie władzy duchownej na zmurowanie kościoła w R6wnem, 
i zaraz składki na ten cel zbierać poczęto. W rok potem pro- 
boszcz Józef Junosza Piastkowski, kamień węgielny na tę nową 
świątynię założył, na tymże samym placu kościelnym, bliżej tylko 
nieco, tak, aby w dawnej nabożeństwo odprawiać było można. 
Była to epoka, w której interesa Lubomirskich z powodu mar- 
notrawstwa podstolego koronnego gmatwać się poczęły, tak, że 
dopiero w dziale między synami jego, przeznaczoną została suma 
40 tysięcy złp., lokowana na schedzie rówieńskiej na zbudowanie 
kościoła, rządcowie zaś dóbr tutejszych z uzbieranych między 
sobą składek, złożyli jeszcze na ten cel 8,022 złp. Budowa je- 
dnak przeciągała się jakoś niesłychanie długo, tak, Że Narusze- 
wicz, który był wówczas biskupem łuckim, zniecierpliwiony tą 
zwłoką, polecił w 1795 r., proboszczowi, aby kościoł choć nieu- 
kończony poświęcił i chociażby jeden ołtarz w nim urządził. 
W 1813 roku dopiero, osŁatecznie wykończone stanęły mury ko- 
ścielne, lecz już przy założeniu, dni tej świątyni były policzone; 
postawiono ją na miejscu najnieforŁunniej obranem, na mocza- 
rach, trzęsawiskach, z trzech sŁron wodą oblanych, na wiązaniu 
z palów drewnianych; nie upłynęło więc ćwierć wieku, a już się' 
jej mury rysować poczęły, a niebezpieczeństwo tak mocno im 
zagrażać poczęło, że już w 1849 roku, z polecenia konsystorza 
łucko-żytomirskiego, kościoł ten zamknięto, a nabożeństwo prze- 
niesiono do małej cmentarzowej kapliczki. Przez lat dziesięć nie. 
miało Równe kościoła; dopiero zawdzięczając staraniom i zabie- 
gom ostatniego dziedzica, ks. Kazimierza Lubomirskiego i jego. 
wyłącznym prawie kosztem, zaczęto budować nową świątynię. 
na miejscu dawnej, ale na nowych całkiem i już trwałych f
n- 


... 


-
		

/Sponsorzy_004_01_059_0001.djvu

			"""'I! 


:j 


51 


damentach. Dnia 30 września 1858 roku, położono jej kamień 
węgielny. W miejscu, gdzie miał być główny ołtarz, wmurowano 
srebrną tablicę z następującym napisem: "Kościoł rówieński za- 
łożony 30 września 1858 roku w obecności i staraniem książąt 
Kazimierza, Zenejdy, Stanisława i Maryi Lubomirskich, Włady- 
sława Załęskiego, marszałka pow. rówieńskiego i księdza Stani- 
sława Moroza, proboszcza rówieńskiego, prałata kolegiaty Oły- 
ckiej". - Stanęły fundamenty i ściany obwodowe, lecz, nie
tety, 
na tern się budowa tej świątyni ograniczyła, choć fundusze ze 
składek płynące i przez ks. Lubomirskiego na ten cel przezna- 
czone, okazały się wystarczające. Nastąpiły jednak wypadki po- 
lityczne w kraju, które tyle łez, tyle ofiar Wołyniowi w swych 
skutkach przyniosły - i z rozporządzenia naczelnika kraju, wstrzy- 
many został konsens na budowę tego kościoła. Wszelkie zabiegi 
i starania parafian nic dotąd nie pomogły - do dziś dnia liczni 
mieszkańcy Równego i okolicy w ciasnej bmentarzowej kapliczce 
dopełniają obrzędów swego wyznania - ze ściśnionem sercem, 
lepszych czasów dla kościoła swego oczekując. 
Funclusee kościelne, altarye, prebendy, wikarye. Oprócz wsi 
Tiutkiewicz, nadanej kościołowi rówieńskiemu przez Beatę Ostrog- 
ską, jeszcze przy pierwotnem założeniu jego i oprócz jurydyki 
kościelnej, daru Koniecpolskiego, miał jeszcze ten kościoł u sa- 
mych Lubomirskich lokowaną sumę 52 tysiące złp., od których 
pobierał półczwarta procentu. Prócz tego pobierał z dóbr ró- 
wieńskich: rączkowego za miód złp. 120, stawowego za wolny 
połów ryby złp. 32 i za dziesięciny złp. 1000. Nadto na dobrach 
innych okolicznych panów i szlachty, posiadał kapitałów pewnych 
48.l:JfJ6 złp. 20 groszy, z "rozmaitych zapisów pozostałych fundu- 
szów niepewnych 5800 złp. Parafian z rozmaitych stanów liczył 
ten kościół 83R osób. Obowiązkiem za to kościoła, stosownie 
do zapisów, było odprawianie rocznie 674 mszy czytanych, 4-11) 
śpiewanych i. aniwersarzów 4. Tak liczne obowiązki kościoła, 
wymagały i odpowiednej liczby kapłanów dla sprawowania ich; 
to też za czasów świetności tego kościoła, bywało ich nieraz po 
dziesięciu, samych tak zwanych altarystów, oprócz proboszcza 
i wikarego. Altaryści ci utrzymywali się z sum wyłącznie na ten 
ce
 przeznaczonych. Pobożny magnat lub szlachcic, fundował 
3'" 


I
		

/Sponsorzy_004_01_060_0001.djvu

			- 52 


ołtarz w kościele na cześć uprzywilejowanego patrona lub pa- 
tron ki , do którego wyznaczał stosowny fundusz na utrzymanie 
altarysty, pozostawiając sobie często prawo prezentacyi takowego 
i wkładał na niego pewne obowiązki duchowne. W księgach 
wizyt kościelnych pozostał ślad następujących altaryj przy ko- 
ściele rówieńskim. 1 i 2 altarye N. M. Panny i św. Anny, pierwsze 
przy tym kościele, fundował Stanisław ks. Lubomirski, podstoli 
kor., nadawszy na ich utrzymanie pewne grunta na przedmieściu 
Woli, na drodze idącej do Złotyjowa , po prawej stronie nad 
rzeczką od młyna. 
3. Altarya św. Jana Nepomucyna, której założycielką była 
księżna Ludwika Honorata z Pociejów Lubomirska, podstolina 
kor., przeznaczywszy na nią fundusz złp. 6 tysięcy. Obowiązkiem 
altary!;ty było: mieć w poniedziałek pryrnaryą na intencyą od- 
puszczenia grzechów żyjącym dobrodziejom, we środę wotywę 
śpiewaną za fundatorów, w piątek zaś mszę konwentalną za do- 
brodziejów tejże altaryi, należących do jej fundacyi, jak równie 
i tych, coby jeszcze ofiarę dla niej przynieśli. 
4. Altaryą św. Kazimierza założył ksiądz Adam Orański, 
suffragan kamieniecki, proboszcz tutejszy, dnia 30 października 
1762 roku. 
5. Altaryą św. Tadeusza w 1763 roku fundował Paweł 
Bąkowski, rotmistrz janczarów nadwornych podstolego kor. Lu- 
bomirskiego, na którą uczynił zapis 7 tysięcy złp. Za to obowią- 
zany był altarysta odprawiać we wtorek pryrnaryą dla odpuszczenia 
grzechów żyjącym i uwolnienia z mąk czyscowych po śmierci, we 
czwartek zaś wotywę rekwialną za dusze tych, co przy kościele 
spoczywają. 
6. Altarya św. Antoniego fundacyi Andrzeja Szczeniowskiego 
z r. 1763, miała od różnych osób złożonego kapitału 6710 dp. 
i obowiązaną była w niedzielę do prymaryi na intencyą wszy- 
stkich swych założycieli, we środę do mszy konwentalnej śpie- 
wanej, a w piątek do wotywy za dusze fundatorów i dobro- 
dziejów. 
Inne fundacye tutejszego kościoła były następujące: 
1. Prebenda N. M. Panny, której poc
ątek dał ksiądz Mi- 
kołaj Oyrzyński, 10 października 1638 r., z nadaniem folwarku, 



 


-
		

/Sponsorzy_004_01_061_0001.djvu

			- 53 


'I 


zwanego Bałwanowszczyzna, pod Równem (6 włók pola i 4-ech 
zagrodników) oraz funduszu 14,916 złp. .' 
2. Prebenda św. Anny fundowana 26 grudnia 1663 roku, 
przez testament księdza Szymona Brzeskiego, proboszcza tutej- 
szego z nadaniem dla niej folwarku Bur
rabszczyzna z 6 włók 
pola składającego się i sumy 12,342 złp. 20 gr. 
3. Wikaryat św. Trójcy założony w 1753 roku przez Jana 
Peretyatkowicza z oznaczeniem 14 tysięcy złp. funduszu. 
4. Wikaryat Najśw. Sakramentu i św. Krzyża, założony przez 
Antoninę zjełowickich Niemierzycową, oboźninę litewską, z wy- 
znaczeniem 30,300 złp. funduszu. Prócz wymienionych obligacyj, 
księża altaryści, pobierający od sum zapisowych po ';jl/ 2 %, obo- 
wiązani byli we wszystkich posługach kościelnych pomagać pro- 
boszczowi, rano zaś chóralnie śpiewać w kościele Zdrowaś Ma- 
rya, i Zawitaj Ranna Jutrzenko, przed wielkim ołtarzem, a wie- 
czorem litanie i modlitewki odprawiać i katechizmy dla ludu 
miewać. 
Wśród innych funduszów kościoła rówieńskiego, znajdujemy 
tu ślad zapisu księdza Stanisława Rzewuskiego, jednego z naj- 
znakomitszych proboszczów tutejszych pod koniec XVII-go wieku, 
który 4.800 złp. legował 00. Jezuitom jarosławskim, aby ci w ko- 
ściele rówieńskim i na Polesiu misye miewali. 
Takie było uposażenie kościoła rówieńskiego; w ostatnich 
jednak czasach wśród burz i zamieszek krajowych, wiele fundu- 
szów i legatów tego kościoła poginęło, a w 1853 roku majątki 
tego kościoła i reszta kapitałów, zabrane zostały na rzecz rządu, 
kościoł zaś rówieński zaliczony do etatowych klasy 4-tej, pobiera 
na utrzymanie swoje i proboszcza 261 rs. kop 25 rocznie. 
Bractwa kościelne. - Tych przy kościele rówieńskim po wsze 
czasy było dwa: l). św. Anny, zaprowadzone w roku 1663 przez 
księdza Szymona Brzeskiego. To ponieważ nie miało funduszów 
ani odpustów, ani przywilejów osobnych, przeto oprócz nabożeń- 
. 
stwa w dzień św. Anny, innych zresztą znaków brackich, ani so- 
lenności nabożeństwa nie ma. 2). Bractwo Trójcy Przenajświętszej 
fundowane w 175'd roku przez Jana Peretyatkowicza, a przez 
zwierzchność potwierdzone, miało swego promotora i trzy tysiące 
złotych na rozchody; oprócz tego aksydensy z pogrzebów, z czego 


I 


.
		

/Sponsorzy_004_01_062_0001.djvu

			I 


54 


i teraz światło prowiduje. Ma to bractwo znaki swego zgroma- 
dzenia. jako to: ołtarz św. Trójcy. chorągiew i księgę do zapi- 
sywania sióstr i braci. Ma też urzędników, t. j.: przeora. pod- 
skarbich, chorążych. kwestarzy, których obowiązkiem jest: nawie- 
dzać chorych i nosić obraz w czasie procesyi. Szczyci się też to 
bractwo komunikacyą odpustów od całego zakonu księży tryni- 
tarzy. na co posiada przywileje: od jenerała zakonu Trynitarzów 
w Krakowie l czerwca 1755 r. i drugi z 28 grudnia 1766 roku, 
tyczący się odpustów i pozwalający wpisywać w szkaplerz tryni- 
tarski i takowy poświęcać, oraz dozwalający odpustów na św. 
Trójcę, św. Agnieszkę, św. Katarzynę, na Środę popielcową i na 
Wielki Czwartek z komunikowaniem bractwa w formie zwyczajnej. 
zakonowi temu służących. 
Odpusty te od św. Stolicy Apostolskiej, Brevami Benedykta 
XIV, Klemensów XIII i XIV. nadane kościołowi rówieńskiemu, są 
następujące: 
l. Na św. Jana Nepomucyna siedm lat i tyleż kwadragen 
na wieki. 
2. Na Boże Ciało i oktawę odpust zwyczajny. 
3. Na ŚŚ. Apostołów Piotra i Pawła odpust zupełny na 
wieki. 
4. Na św. Annę siedm lat i tyleż kwadragen na wieki. 
5. Na uroczystość Narodzenia N. M. P. i przez dwa dni 
następne z powodu 40 godzinnego nabożeństwa, odpust zupełny 
na wieki. 
6. Na święto Wniebowzięcia N. M. Panny, tytularne kościoła 
rówieńskiego, odpust zupełny na wieki. 
7. Na św. Michała Archanioła, patrona kościoła i parafii 
rówieńskiej, odpust zupełny na wieki. 
8. Siedmio ołtarzowy odpust na wieki, dwanaście razy w rok. 
w dnie, które miały być przez zwierzchność duchowną wyzna- 
czone, co jednak dopełnione nie zostało z powodu, że kościoł 
siedmiu ołtarzy razem, nigdy nie posiadał. 
9. Odpust z 40 godzinnem nabożeństwem na św. Antoni 
Padewski. wziął swój początek od czasu. jak po skasowaniu kla- 
sztoru 00. Bernardynów w Kustynie, cudowny. tamże znajdu-
		

/Sponsorzy_004_01_063_0001.djvu

			- 


- 55 


jący się obraz tego świętego, do tutejszego kościoła przeniesion y 
został. 
10. Ołtarz wielki uprzywilejowany odpustem za zmarłych 
na wieki. 
Pamiątki i 
abytki. - Zapewne z powodu przemiennych 
i niefortunnych losów, jakich kościoł tutejszy doświadczył, nie 
było w nim nigdy, o ile z dawnych wizyt wnosić można, ani 
starożytnych pomników, ani kosztownych zabytków i sprzętów, 
. jakie po innych świątyniach wołyńskich spotykamy. Zakrystya 
tylko zasobna była w ornaty, jakby katedralna. Liczą ich tu: 
białych sztuk 47, koloru czerwonego 17, fioletowego 9, zielo- 
nego l], żałobnych 12 i kap różnego gatunku 17. Skarbiec miał 
srebra funtów 64; biblioteka kościelna z 182 dzieł złożona, nic 
osobliwego w sobie nie zawiera. Z obrazów najstarszy jest obraz 
Matki Boskiej, na drzewie malowany, ofiarowany przez Jana I 
Czarnokozicza, garncarza lwowskiego i żonę jego Rozalią dnia 15 
listopada 1650 r., po raz pierwszy przez księdza Szymona Brze- 
skiego w wielkim ołtarzu wystawiony; ten dochował się dotąd. 
O innym, przedstawiającym Zdjęcie z krzyża, a który miał 
być znakomitego włoskiego pendzla, wizyty tylko kościelne wspo- 
minają. W zakrystyi przechowało się kilka ciekawych, starych, 
współczesnych portretów: biskupa W ołłowicza, ks. sufragana 
Orańskiego i ks. Szymona Brzeskiego, proboszczów tutejszych, 
księżny Beaty Ostrogskiej, Stanisława Lubomirskiego, podstolego 
kor. i żony jego Honoraty Pociejówny i kilka portretów rodziny 
Niemierzyców. Największe jednak bogactwa posiada kościoł tu- 
tejszy w relikwiach świętych; rzadko który z największych na- 
szych kościołów posiada ich tyle. Oprócz relikwij kilkudziesięciu 
rozmaitych świętych, są tu i tak wielkie jak: Drzewo krzyża św , 
partykuły z sukienki M. Boskiej, z płaszcza św. Józefa Oblubieńca, 
relikwie wszystkich SS. Apostołów i moc innych z autentykami 
w relikwiarzach oprawne, lub w miedzianych naczyniach z Rzymu 
nadesłane, nierozpieczętowane dotąd. 
Groby podko{;cielne. - W sklepach pod kościołem tutejszym 
są groby rodziny Lubomirskich, .w trumnach, z tablicami napi- 
sowemi; rzecz dziwna, pomimo wilgoci i podchodzącej tu wody, 
dobrze zachowanych. Złożono tu zwłoki:
		

/Sponsorzy_004_01_064_0001.djvu

			- 56 - 


Księcia Józefa Lubomirskiego, kasztelana kijows., jenerał- 
lejtnanta wojsk polskich, kawalera orderu orła białego, zmarłego 
w lipcu 1817 roku. 
Żony jego Ludwiki z Sosnowskich, hetmanówny w. ks. lit., 
zmarłej 6 grudnia 1836 r. 
Dzieci ich: córki Adelajdy i syna Karola, zmarłych w la-' 
tach dziecięcych i księcia Fryderyka Lubomirskiego, byłego wice- 
gubernatora wołyńskiego, kawalera maltańskiego, zmarłego 21 
czerwca 1848 roku. 
Dalej nieco są trumny księżny Adelajdy z Potockich Lubo- 
mirskiej, żony Ksawerego i dwojga jej dzieci. 
Zakończa szereg tych grobów familijnych, trumna przedo- 
statniego dziedzica Równego, księcia Kazimierza Lubomirskiego. 
W tymże familijnym grobie, spoczywa jeszcze jakiś ułan 
z regimentu księcia Józefa, którego zwłoki do niedawna utrzy- 
mywały się bez zepsucia, rozsypały się nareszcie i pozostał z nich 
tylko uniform z wyłogami amarantowemi. 
W bocznych sklepieniach, ciągnących się pod całym ko- 
ściołem, było mnóstwo innych trumien, które gdy się rozsypały, 
kości z nich złożone w wielką skrzynię, pod facyatą kościoła 
umieszczono. 
Poczet proboszczów rówieńskich. - Imiona pierwszych od 
założenia kościoła, niewiadome nam są. z powodu zniszczenia 
tak samego kościoła, jak i jego ksiąg i archiwum, jeśli takowe 
było już wówczas. Za to od powtórnego wybudowania tego 
kościoła, t. j. od roku 1608, spis ich, o ile można, dokładny 
podajemy: 
W r. 1608 był tu proboszczem ks. Jakób Słupecki. 
W r. 1619 ksiądz Albert Witkowski. 
W r. 1630 ksiądz Mikołaj Oyrzyński. 
W r. 1638 ksiądz Szymon Brzeski, oficyał bracławski; ka- 
nonik zamoyski. 
W r. 1665 ksiądz Kazimierz Szyszkowski, oficyał bracł'aw- 
ski, prałat kantor zamoyski. 
W r. 1684 ksiądz Stanisław Rzewuski, oficyał bracł'awski, 
kanonik kamieniecki, deputat na Trybunał, największe w tym 
kościele zasługi położył.
		

/Sponsorzy_004_01_065_0001.djvu

			57 


W r. 1724 ksiądz Olszański, biskup sereński, sufragan chełm- 
ski, administrator dyece
yi łuckiej. proboszcz katedry łuckiej i ró- 
wieński. 
W 1'. 1740 ksiądz Eliasz Hulewicz, archidyakon. katedry łu- 
ckiej, infułat tarnowski. 
W r. 1760 ksiądz Adam Woyna Orański, biskup bielineński, 
sufragan kamieniecki, archidyakon łucki. 
W r. 1767 ks. Józef Junosza Piaskowski, proboszcz katedry 
łuckiej, infułat klementowski, dziekan ołycki, deputat na Trybunał 
koronny. 
W r. 1802 ks. Kasper Łaska Dobrowolski, prałat scholastyk 
katedry łuckiej, dziekan kolegiaty ołyckiej. 
W r. 1814 ks. Feliks Żera. 
W r. 1823 od l stycznia po rok 1862, a więc przez lat 
40, ks. Stanisław Moroz, prałat kapituły ołyckiej, założyciel dzi- 
siejszego kościoła, patryarcha okolicznych kapłanów, wydatna 
postać. 
Kaplice katolickie. Kiedy Równe rozszerzać się poczęło. około 
1760 r., nie starczył mu już cmentarz, który pierwiastkowie był 
tam, gdzie dziś ulica Niemiecka i ogród apteczny; zaniechano go 
więc a utworzono nowy na przedmieściu Woli. Tu w 1764 r. wy- 
murowany został kościołek p. t. ś. Józefa, staraniem dziedzica 
miasta, księcia podstolego kor. Lubomirskiego i poświęcony w r. 
następnym; służył za kaplicę cmentarzową aż do r. 1840, w któ- 
rym kościoł z powodu grożącego mu upadku zamknięto, a nabo- 
żeństwo do tej kaplicy przeniesiono. Od roku 1869 wrócił ko- 
ściołek ten do dawnego przeznaczenia. W sklepach tego kościoła 
chowano możniejszych parafian do niedawne
o czasu. W kaplicy 
tej jest tylko jedna marmurowa tablica, wystawiona hr. Walen- 
temu Esterhazemu, dziedzicowi sąsiedniego Gródka, pochowanemu 
w sklepie. 
Uczniowie gimnazyum tutejszego, mieli czasowie urządzoną 
kaplicę swoję w jednej z sal opustoszałego pałacu rówieńskiego, 
lecz gdy gmach zbytecznej podległ ruinie, przeniesiono ją ztamtąd 
do nowo założonej kaplicy dnia 19 maja 1856 roku w dzień św. 
Celestyna papieża, obok gmachu szkolnego zbudowanej, p. t. św, 
Stanisława biskupa.
		

/Sponsorzy_004_01_066_0001.djvu

			- 58 - 


W dzień ten kamień węgielny położyli jej księstwo Kazi- 
mierzowie Lubomirscy, proboszcz ks. Moroz i dyrektor ówczesny 
gimnazyum, Tumanow. Księżna Zenejda Lubomirska ofiarowała 
do niej piękny obraz św. Stanisława. W 1863 r. z rozporządzenia 
rządu kaplicę tę zamknięto. 
Oerkwie obreądku ruskiego. Soborna W oskreseńska. Prawdo- 
podobnie księżna Marya Semenowa R6wieńska, przekształcając 
w XV wieku wieś Równe na miasto i budując zamek, musiała tu 
fundować i cerkiew ruskiego obrządku, do którego należała. Tej 
jednak pierwotnej erekcyi niema i dopiero dowiadujemy się o niej 
z listu księcia Ostrogskiego, wojewody kijowskiego, z Satyjowa, 
dnia 25 junii 16
0 r. wydanego, którym poleca, aby trzem swia- 
szczennikom, według dawnej ich fundacyi, z arendy rówieńskiej 
wypłacano na rok 6 kóp gl'Oszy litews., dawano trzy dobre ko- 
żuchy i aby dQzwolone mieli mlewo bez miarki i łowienie ryb 
w stawie sieciami lub więcierzami na swoję potrzebę. List ten 
wniesiony został do akt grodzkich łuckich 11 lipca 1637 roku. 
Cerkiew ta początkowie zbudowana była na placu zajętym 
następnie przez jurydykę kościelną i wcielonym do placu przed- 
kościelnego. Drewniana, zapewne od starości runąć musiała 
W roku 1731 zbudowano inną pod tymże tytułem Zmartwych- 
wstania Pańskiego, na tern miejscu gdzie i dziś stoi. Zarządzali 
nią uniaci - erekcyą otrzymała w r. 1773 od Franciszka Ksa- 
werego Lubomirskiego, który nadał jej ziemię, dziesięciny i wolne 
mlewo. W roku 1795, otrzymała tytuł Sobornej W oskreseńskiej. 
Posiada księgi metryczne od roku 1733, ma w swem władaniu 
44 dziesięcin ziemi i rocznego utrzymania od rządu 625 rs. 
Oerkiew Uspenja M. B., także Omelańską zwana, założona 
w 1761 roku. Erekcyą naznacza się, ahy każdy gospodarz dawał 
do niej po 30 snopów zboża. Mieszkańcy zaś wsi Tiutkiewicze 
należący do tej parafii, płacili parochowi po złotemu a dla diaka 
po 20 groszy. W roku 1840 nadano. jej gruntu 35 dziesięcin. 
Oerkiew St. męczennika Stefana, zbudowana na cmentarzu 
ruskim, pod laskiem grabowym w roku 1848, poświęcona 23 lu- 
tego 1850 roku. Założyła ją jenerałowa Katarzyna Krassowska, 
której mąż tu pochowany leży, i na fundusz jej przeznaczyła rs. 
tysiąc.
		

/Sponsorzy_004_01_067_0001.djvu

			59 


, 
Cerkiewka na cmentareu JVoli. Zbudowali ją jako na swoim 
cmentarzu uniaci w 1785 roku, za zezwoleniem biskupa egzarchy 
uniackiego Cypryana Steckiego. Następnie kaplica ta opustoszała 
i nieutrzymywana stała do 1845 roku. W tym czasie z zebra- 
nych' składek, wzniesiono dach nad nią, wstawiono drzwi i okna 
i nabożeństwo się w niej niekiedy odprawia. Na tym cmentarzu 
chowają zwykle zmarłych wszelkich wyznań chrześciańskich, którzy 
w katolickim kościele nie mogą być pogrzebani. 


....
		

/Sponsorzy_004_01_068_0001.djvu

			u. 


Wieś Barmaki pod Rów-nem. topot;trafia i bistorya tE\'i osady. dawni 
jE\'i dziedzice Ostrot;t8cy i Lubomirscy; późniE\'isi: starosta Zakrzew-- 
ski i marszałek 
ałęski. 


"O ćwierć mili od miasta Równego, na Wołyniu, z drogi 
wiodącej do Kustyna, po prawej stronie, spostrzec można wioskę 
niewielką i zbudowaną na pochyłości wzgórza. Na samym szczycie 
pagórka wznosi się drewniana cerkiewka, ze skromną kopułką 
i dzwonniczką, otoczona cmentarzem wiejskim. Poniżej trochę 
zaległy górę rozliczne budowy gospodarskie, włościan i dziedzica, 
stopniowo jedne nad drugiemi, dachy swe ukazujące. W polowie 
góry bieleje murowany rlom właściciela wsi, ocieniony kilku drze- 
wami; na boku po lewej stronie chaty wieśniacze i karczma; 
u stóp domu, nieco po prawej, stajnie i folwark, a na samym 
dole sadzawka, rzeźwemi zasilana źródłami, które się cisną zpod 
góry; dalej wesoła łąka przerznięta strumykiem, a za tern wszy- 
stkiem przeziera na tle obrazu w zafałdowaniu pagórków, cie- 
nisty ze starych lip, jesionów i grabów gaik, podszyty gęstą 
leszczyną". W tych słowach opisuje nam położenie tych Barmak, 
autor prześlicznego historycznego obrazka p. t. "Pan starosta 
Zakrzewski l). 


I) Autorem tego niepospolitego , soplicowskiem piórem skreślonego 
obrazka był ś. p. Jakób Ciechoński,. obywatel i marszałek wołyński, mało 
światu literackiemu znany, bo w tym rodzaju nie napisał nic więcej. Słynęły 
w swoim czasie jego ulotne, humorystyczne poezyjki, których także nie drukował, 
a które mu zjednały w okolicy, gdzie mieszkał, przydomek .polskiego Beran-
		

/Sponsorzy_004_01_069_0001.djvu

			61 


Opis ten dokonany przed trzydziestu laty, a jednak mleJ- 
iJCOWOŚĆ ta odtąd niewiele się zmieniła, dom tylko dzisiejszych 
dziedziców stanął okazalszy i drzewa dokoła niego rozrosły się. 
Dopełnimy ten opis kilku szczegółami, dotyczącemi topo- 
grafii i historyi tego miejsca; bo i któraż osada na Wołyniu nie 
ma swych podań i swojej historyi? 
Otóż Barmaki te przytykają do długiego pasma gór po- 
kładu kredowego, produkujących wyborną kredę z cząstką krze- 
mienia w górnych warstwach. Pasmo to ciągnie się od wsi 
Tiutkiewicz, i jednem ramieniem łączy się z majątkiem Szpa- 
nowskim, drugim zaś koilCZY się w Barmakach, górą położoną 
przy szosie i cztery wiorsty od Równego odległą. 
Nazwę swą ta osada niezawodnie otrzymać musiała od ryby 
ciprinus barbus, teraz brzanką przezwanej, a ,dawniej powsze- 
chnie zwanej pod imieniem barma, wyłącznie tutaj i dość obficie 
w miejscowym stawie poławianej. Ryba ta ma smak przewy- 
borny i należy do rodziny karpiów; nie słyszeliśmy aby gdzie- 
indziej na Wołyniu znajdować się miała. Początek osiedlenia 
dzisiejszych Barmak podanie miejscowe odnosi do czasów przed- 
chrześciańskiej jeszcze słowiańszczyzny, co bardzo prawdopo. 
dobne, na jednej bowiem z wynioślejszych kredowych gór tutej- 
szych, tuż przy wsi dzisiejszej położonej, znajdują się dawne 
kurhany stożkowatego kształtu, zupełnie kształtem podobne do 
zwykłych tumulusów pogańskiej słowiań5>zczyzny. Jeden z nich, 
środkowy, jest naj obszerniejszy, a dziewięć mniejszych otaczają 
go do koła; góra ta całkiem odosobniona od innych wpobliżu 
leżących; u stóp zaś całego tego łańcucha są ślady, że płynęła 
niegdyś woda. 
Cała ta miejscowość zupełnie odpowiada podaniom dawnych 
kronikarzy, wskazującym miejsca takie, jako uprzywilejowane 
przez przedchrześciańskie narody na osady i cmentarzyska swoje. 
Wszystko to jednak wnioski i domysły tylko, jakkolwiek pewnemi, 
zda się, skazówkami poparte; piśmienne zaś podania, jak akta 


gera". Obrazek o którym mowa, był dwa razy drukowany w wyjątkach 
w "Pamiętnikach umysłowych" Kirkora i osobno w całości, ze wstępem i pod 
redakcyą Michała Grabowskiego w Kijowie 1860 r.
		

/Sponsorzy_004_01_070_0001.djvu

			62 - 


i dokumenty do osady Barmak odnoszące się, nie sięgają dalej 
jak początków XVI wieku. W tym czasie włość ta już osiedlona na- 
leżała do obszernych dóbr książąt Ostrogskich, i wchodziła w skład 
klucza rówieńskiego. Dnia 6 kwietnia 1565 roku księżna Beata 
z KościeIskich Ostrogska, matka niefortunnej Halszki z Ostroga, 
zapisem w Piotrkowie sporządzonym, zamek rówieński z przyle- 
głościami, na wieczystą własność oddaje mężowi swemu Albry- 
chtowi Łaskiemu, wojewodzie sieradzkiemu. Po śmierci jej w 1569 
roku król Zygmunt. faworyzując wprawdzie dom Ostrogskich, 
przyznał zapisy Beaty nielegalnemi, mieniąc ją tylko być doży- 
wotniczką fortuny pierwszego męża księcia Ilii, i dobra przez 
nią zapisane Łaskiemu uznał własnością Wasyla Ostrogskiego 
i jego synowicy Halszki; pomimoto jednak Łaski długo się jeszcze 
przy majątku żony utrzymał. Jeszcze w 1584 roku widzimy go 
rządzącego tu, jakby w swojem dziedzictwie, w tym roku bowiem 
zastawił Barmaki wraz z Kominem za 1.000 złp. imć panu Woj- 
ciechowi Starzechowskiemu, który je posiadał dopóty, aż Ostrogscy 
praw swych do rodowej majętności się dobili. Listem dziel- 
czym między książętami Ostrogskimi d. 20 maja 1603 r. uczy- 
nionym, dostały się Barmaki Aleksandrowi wojewodzie wołyń- 
skiemu, który je zaraz oddał w zastaw jakiemuś Deszkowskiemu, 
ale już za 2.000 złp. 
Odtąd, t. j. od 1603 r. przez dwa wieki blisko. wioska ta 
dzieiiła we wszystkiem losy i koleje majętności rówieńskiej, sta- 
nowiąc c!ląstkę tego wielkiego klucza. A więc kolejno tu byli 
dziedzicami prawem spadku po Ostrogskich, Zamojscy, po tych 
Koniecpolscy, Walewscy, aż nareszcie od tych ostatnich, przez 
kupno, dostała się Rówieńszczyzna, a z nią i nasze Barmaki Lu- 
bomirskim. Rezydencyj pańskiej nigdy tu pono nie było, dzie- 
dzice mieszkali za zamku rówieńskim, a Barmaki z rąk do rąk 
szlacheckich chodziły zastawą. 
Za księcia Stanisława Lubomirskiego, podstolego koronnego, 
sławnego marnotrawcy dziwaka, pretendenta do korony, a śmiało 
rzec można, najbogatszego w XVIII wieku pana na Rusi i w Polsce 
całej, Barmaki przeznaczone były na utrzymanie psiarni; ale że 
intrata tej wioski na to nie wystarczała, dodawano więc 400 
korcy owsa na osypkę. - Był naówczas na dworze tego magnata
		

/Sponsorzy_004_01_071_0001.djvu

			63 - 


szlachcic rodem z Płockiego, Szymon Zakrzewski, rębacz, hulaka, 
wierny typ młodzieży szlacheckiej z tej epoki. Ten przeskro- 
bawszy coś na dworze Salezego Potockiego, wojewody kijow- 
skiego, z Krystynopola umknął na dwór Lubomirskiego, do Ró- 
wnego, i wpadł w łaski pana podstolego. Tu poznawszy młodą 
hożą wdówkę, wychowankę książąt, Teresę z Lasockich Rozem- 
bergową, której mąż był miecznikiem inflanckim i obersztIejte- 
nantem narodowej piechoty Lubomirskich. pokochał się w niej 
i ożenił za protekcyą książąt. Jako wiano pannie dali Lubomirscy 
zastawę Barmak. Wkrótce potem widzimy już tego Zakrzewskiego, 
który za instancyą książąt starostą ostrzailskim został, dziedzicem 
tych Barmak. 
Roku 1778 dnia 21 stycznia zawarty został w Dubnie kon- 
trakt resignationis, mocą którego Barmaki sprzedane zostały przez 
ks. Józefa Lubomirskiego, starostę romanowskiego, syna podsto- 
lego, Szymonowi Zakrzewskiemu, wówczas jeszcze tylko chorążemu 
zawskrzyilskiemu, za sumę 50 tysięcy złp. Tak opiewa dokument 
urzędowy w archiwum rówieilskiem przechowany; podanie jednak 
niesie. że wioskę tę oddał Lubomirski faworytowi swemu Zakrzew- 
skiemu, za psa wyżła zwanego "Becal" , którego wizerunek zacho- 
wał się dotąd w mieszkaniu Lubomirskich w Równem. Podanie pra- 
wdopodobniejsze zdaje się od do,kumentu J trudno bowiem przy- 
puścić, aby pan chorąży, będący w łaskach u książąt, za wioskę 
mającą wówczas 79 dusz męskich a 71 żeńskich i czyniącą tylko 
intr3;ty 1556 złp. i 25 groszy, mógł zapłacić, tak poważną na owe 
czasy sumę 50 tysięcy złp. 
Bądźcobądź, Zakrzewski ów zostawszy dziedzicem Barmak, 
przeżył tu przeszło pół wieku i zmarł w Barmakach dopiero 
w 1823 roku, mając 105 lat wieku. Przygody jego na wojaczce, 
kiedy się upędzał za hajdamakami, i mnóstwo ciekawych szcze- 
gółów o dworze rówieilskim i innych na Wołyniu, opisał mąż 
wnuki Zakrzewskiego, nieodżałowanej pamięci Jakób Ciechoński 
w historycznym, pełnym miejscowego kolorytu obrazku, o którym 
wspomnieliśmy już, zalecając go czytelnikom, jako najwierniejszy 
malunek epoki ówczesnej i wnętrza magnackich domów wołyil- 
ski ch. Też same Barmaki po kądzieli, t. j. przez drugą wnuc2kę 
starosty Zakrzewskiego, Franciszkę, dostały się w spadku mężowi
		

/Sponsorzy_004_01_072_0001.djvu

			64 


. 


jej Władysławowi Załęskiemu, którego synowie dotąd ten ma- 
jątek posiadają. Potrąciliśmy o nazwisko człowieka, którego 
świeża przed kilku laty usypana kryje mogiła, ale którego pamięć 
długo, niezatarta w sercach mie5izkańców Wołynia, żyć będzie. 
P. Władysław Załęski był bowiem postacią nie naszej już epoki, 
obrazkową prawie, typem coraz to wśród nas rzadszym, szlach- 
cica, obywatela, z idealnem, że się tak wyrazimy, poczuciem i in- 
styktarni karmazynowego szlachectwa. Jeden z tych, u którego 
verbum nobile starczyło za największą przysięgę, a wszystko co 
szlacheckiemu honorowi ujmę przyczynić mogło, było zbrodnią, 
której i sam Bóg nie przebaczał. Wychowanek szkoły Pijarów 
międzyrzyckich, Sodalis Marianus, samo przez się, bene natus et 
possessionatus, przesiąkły tradycyami rodowemi i zacnością oby- 
watelską, pomimo zmian, jakim dokoła niego stopniowo ulegało 
społeczeństwo, w zasadach i przekonaniach swoich dotrwał do 
końca. Przez lat blisko dwadzieścia przewodnicząc Rowieńszcza- 
nom, jako powiatowy od wyborów ich marszałek. życie swe po- 
święcił na naj gorliwsze współziemianom posługi, - bezinteresowniej, 
gorliwiej. szlachetniej, śmiało rzec możemy, nikt nad niego nie 
urzędował. Zkolei przez lat sześć, jako kandydat wyborowy, 
spełniał urząd gubernialnego marszałka wołyńskiego, aż urząd 
ten rozwiązany został. Powołany na tę ostatnią godność, z żalem 
opuścił ulubione Barmaki i przeniósł się na mieszkanie do Ży- 
tomierza, gdzie do ostatniej chwili czynnie pracował, bądź godząc 
polubownie powaśnionych, bądź rozstrzygając spory i kwestye 
w zakresie obywatelskiego żywota wynikłe, bądź wspierając po- 
trzebnych trafną radą, protekcyą a częstokroć własną kieszenią, 
nic i nigdy dla dobra ogółu i prowincyi nie szczędząc. Zmarł 
nagle w Żytomierzu 15 marca 1876 r. Uroczystego, poważniej- 
szego pogrzebu nigdy pono miasto to nie widziało. Pokój pię- 
knej, szlachetnej duszy jego.
		

/Sponsorzy_004_01_073_0001.djvu

			I 


III. 


Wieli BassÓ"wl<:ąt pod Rów-ne:rn. w- starożytności Baszyn zw-ana. 
daw-ni jej osiedlel1.oy i hllItoryczne W'spo:rnnienia.. - Opis da.w-neQ:o 
horodyszcza.. - Wsie: Dw-orzeo. Helesm. Tynne. 


Jest to jedna z piękniejszych włości w tej części kraju, ma 
glebę niezmiernie żyzną, jak w ogólności okolice Równego, które 
pomimo swej nazwy, słyną potoczystocią gruntów. To też i wieś 
Bassówkąt, wchodząca do składu Rówieńszczyzny, jakby przed- 
mieście Równego, poprzerzynana wzgórzami, graniczy od wschodu 
z Barmakami, Helesinem, Nowodworem i Kołodeńką, od południa 
z Nowymdworem i Aresztowem, od zachodu z Tynnem. od 
północy z Dworcem i Równem. Obszarem swym wieś ta doró- 
wnywa prawie wielkim włościom ukraińskim, ma bowiem do 140 
włók gruntu do niej należącego, a chat włościańskich prawie 
półtorasta. 
Pierwszą piśmienną wzmiankę o tej wsi, spotykamy na po- 
czątku XV wieku, a to gdy Swidrygiełło w. ks. lit. zaprzecza 
prawności sprzedaży jej, przez ziemianina łuckiego Iwana Dyczka, 
na rzecz kniazia Semena Wasilewicza Neświezskoho. Świdry- 
giełło w proteście swoim mówi: "że Baszyn z koniuchami i ko- 
nokormcy i stawa sławnoje, jest własnost' nasza hospodarskaja 
ł nam sprawiedliwe prynadleżyt". Pomimo to jednak niema naj- 
mniejszej wątpliwości, że początkowe osiedlenie tutejszej osady 
sięga czasów przedchrześciańskich. Wyraz Baszynspotykamy 
często z różnemi przydomkami na ziemi Słowian, a zawsze w zna- 
.czeniu ziemi poświęconej, a razem dawnego patryarchalnego są- 
Z
II
 5
		

/Sponsorzy_004_01_074_0001.djvu

			66 - 


downietwa, wybornie i we wszystkich względach daje się odnieść 
do nazwy tutejszej osady. Nazwa ta Baszyn-kąt zachowywana 
jest nieodmiennie w dokumentach XV i XVI stulecia; później 
dopiero uległa skażeniu i na Bassówkąt przekręconą została. Nie- 
opodal od wsi jest tu obszerny i nader ciekawy okop nasypany, 
który niczem innem nie jest, jak horodyszczem pogańskiem, choć 
lud miejscowy nazywa go okopem szwedzkim a nawet na ma- 
pach XVIII wieku figuruje pod tą błędną nazwą. 
Pamięć wojen szwedzkich w tych stronach, tak mocno 
utkwiła w umysłach ludu naszego, że dziś lud ten bez różnicy 
każdy kurhan, każdą mogiłę na swojej ziemi szwedzką nazywa. 
Tymczasem budowa, obszerność i samo już położenie tu- 
tejszego horodyszcza są tak samoistne, tak najmniejszej cechy 
obronnych szańców. zwłaszcza z czasów Jana Kazimierza, gdzie 
już sztuka fortyfikacyjna znaną niejako była, nie mają, że się 
prawie, co do znaczenia i początków tego okopu pomylić nie 
można. Ciekawy ten zabytek opiszemy szczegółowie. 
Poza wsią, horodyszcze bassowskie leży w odległości za- 
ledwie pół wiorsty, przytyk3 do niej prawie. Kształt jego u pod- 
stawy jest czworoboczny, lecz wznosząc się ku wierzchołkowi, 
przechodzi w stożkowaty. Wysokości ma ten okop łokci BO, 
obwodu zaś .z górą 200. Wschodnią i część południowej strony 
tego horodyszcza oblewa staw, dawniej zapewnie całkowicie 
wodą napełniony, dziś w większej części w błonia zamieniony. 
Dalszą stronę, od południa, zachodu i północy grunt prawie ró- 
wny z wysokością horodyszcza, przedzielony jest głęboką i szeroką 
fosą. Wierzchołek horodyszcza, mający wzdłuż od północy ku 
południowi łokci 173, a wszerz 53, jest wklęsły, z brzegami wy- 
stającemi z trzech stron. Od strony wschodniej, jest dotychczas 
widoczny jedyny wchód od okopu, którędy starszyzna i ofiarnicy 
wstępowali zapewne na wierzchołek. 
Kapłani zajmowali środek horodyszcza, starszyzna zaś sta- 
wała na wygiętych brzegach lub też zasiadała po bokach jego, 
kiedy odprawiała sądy. Kobiety z małemi dziećmi i doroślejsza 
młodzież zajmowali otaczające wzgórza, aby być przytomnymi 
ofiarom, lub też słuchać wyroków i nakazów swej starszyzny. 
O czterysta kroków od tego horodyszcza, na północ, pole zasłane
		

/Sponsorzy_004_01_075_0001.djvu

			67 


jest kurhanami, pod któremi spoczywają ciała pierwszych tutej- 
szych osiedlców: to cmentarzysko przedchrześciańskie, każdy bo- 
wiem rad był jak najbliżej być pogrzebionym od miejsca bogom 
poświęconego. W 1851) r. rozkopano kilkanaście mogił tutejszych, 
z których I każda to samo zawierała; zmarły położony na powie- 
rzchni ziemi, twarzą ku wschodowi obrócony, zasypany był zie- 
mią, która w miarę zamożności jego, tworzyła większy lub mniejszy 
kurhan. 
Ani naczyń, ani ozdób, prócz szkieletu, nic zgoła tu nie znaj- 
dowano. 
O paręset sążni od tego horodyszcza, ku zachodniej stronie, 
wznosi się kopiec kształtu podłużnego, mający w obwodzie kro- 
ków 60, wysokości łokci {\; od niego na prawo i na lewo na 
przestrzeni dającej się okiem zasięgnąć, stoją podobne mu dwa 
stożkowate kopce, a na wschód, nieco dalej, znowu para takichże. 
Te wszystkie kopce nie mają już żadnego związku z horody- 
szczem, pomimo tak bliskiego z niem sąsiedztwa; są to kurhany 
daleko już późniejszej epoki, w czasach wojen szwedzkich i ko- 
zackich usypane, tak zwane strażnicze, posterunkowe mogiły, 
z których zapomocą ognia dawano sobie znać wzajemnie o zbli- 
żaniu się nieprzyjaciela; na ten użytek obrócone było wirlocznie 
wówczas i stare horodyszcze. 
Oto wszystko cośmy w Bassowym kącie widzieli, wszystko 
o cośmy się dopytać mogli; gadek ani podań o tej miejscowości 
pomiędzy ludem nie pozostało żadnych. Tak bałamutnie okop 
ten nazywając szwedzkim, lud poplątał z późniejszego okresu mo- 
giłami, tak też i ciemną jakąś historyą przytaczając, nazwę wsi 
tutejszej wyprowadza od jakiegoś baszy, który miał tu niby być 
wziętym w niewolę i osadzonym na tern wzgórzu. 
Przejdźmy do historycznych tradycyj tej osady. W dawnych 
dokumentach, aż po koniec XVIII wieku sięgających, Bassówkąt 
wraz z drugą sąsiednią wioską, Dworcem zwaną, liczyły się zawsze 
przedmieściami Równego, i począwszy jeszcze od pierwszego 
znanego nam właściciela Rówieńszczyzny Iwaszka Dyczka, nie- 
przerwanie aż po dziś dzień, jedne losy z tern miastem dzieliły, 
jedno państwo z niem stanowiąc. W posiadaniu Lubomirskich 
Rówieńszczyzna, a z nią i Bassówkąt pozostają od 1723 r. 
5*
		

/Sponsorzy_004_01_076_0001.djvu

			68 


Ongi, za naszych przodków, kiedy magnaci utrzymywali na 
dworach swoich milicyą, po kilka i kilkanaście tysięcy ludzi nieraz 
liczącą, tak dla obrony swych zamków i granic, jako też i na potrzeby 
i posługi Rzeczypospolitej, wojsko dziedziców Równego mie- 
wało zawsze swój kwaterunek w Bassówkącie i w Dworcu. Je- 
szcze za księcia Stanisława Lubomirskiego, podstolego koronnego, 
następnie wojewody kijowskiego, który oprócz pułku naddniestrzań- 
skiego, miał i komput janczarski, ten ostatni stał zawsze w Bas- 
sówkącie, a dochód z tej wsi, który jak widzimy z papierów 
w r. 1738, wynosił 16.143 dp. 15 gro. przeznaczony był na ich 
utrzymanie. Wysłużonym Janczarom i kalekom dawano tutaj 
chatę, grunt i zapomogę pieniężną. Ci zpoczątku nie mając 
innych obowiązków, jak tylko ten, że syn jeśli był, znowu 
po ojcu wojaczką służyć musiał i Janczarem zostawał, zwolna 
zaczęli przechodzić w stan obowiązanych, a kiedy Wołyń prze- 
szedł pod panowanie Rosyi i Lubomirscy, zarówno z innymi 
magnatami wojska swe rozpuszczali, rozpierzchli się i Janczarowie 
tutejsi i w poddaństwo zapisani zostali. Tradycya tylko dawnego 
stanu przechowała się w dzisiejszem pokoleniu ludności bassow- 
skiej, a jako pamiątka, chorągiew pułkowa janczarska, dotychczas 
w skarbcu książąt w Równem przechowuje się. 
Zanotujemy tu jeszcze jeden szczegół o Bassówkącie, któ- 
ryśmy opowiadany słyszeli od poważnych mieszkańców tutejszej 
okolicy. Do pierwszych lat bieżącego stulecia, pomiędzy ludno- 
ścią tej wsi, przechował się zwyczaj uświęcony tradycyą, a ni- 
gdzieindziej zresztą w kraju całym nienapotykany. Oto w po- 
niedziałek wielkanocny chłopaki wiejskie, zaczaiwszy się po kątach, 
porywali wiejskie dziewczęta, które mogły już wyjść za mąż a nie 
poszły i pomimo oporu i krzyków biednej ofiary, wrzucali je do 
wody, nie zważając ani na chłodne powietrze, ani na strój 
ich świąteczny. Dlatego w dzień ten jakby wymiótł na ulicy, 
dziewczęta chowały się po chatach i do wieczora z nich nie wy- 
chodziły. W innych wioskach zwyczaj ten nie istniał a dziś 
i w Bassówkącie poszedł całkiem w zapomnienie. 
Wyjechawszy z Równego w kierunku Klewania, ponad ko- 
leją żelazną i dawniejszą drogą kamienną, rozciąga się krajobraz 
całkiem wołyń ski. Po wzgórzach gęsto jedne przy drugich roz-
		

/Sponsorzy_004_01_077_0001.djvu

			. 


69 


» 


siane wioski, w sadach ukryte, z połyskując-emi białością cha- 
tami, porządnemi dworami pańskiemi, trójkopulną charaktery- 
styczną cerkiewką i zamożną plebanią. O stare też w ruinie 
zamczysko nie trudno tutaj, a kurhany i mogiły, jakby mak po 
polach i nad drogą rozsiane, aż do wrót sioła przytykają. Bo 
teżto kraina pamiątek dziejowych tej prowincyi: pohoryńskie grody 
i zamki wpobliżu, a każda piędź ziemi krwią, ostrzem szabli, na 
wiekowym wrogu Tatarzynie, wywalczona. 
Sąsiednie, nieprzebrane puszcze stanowiły niejako przynętę 
dla gości wszelkiego rodzaju, przez parę wieków kraj nasz plon- 
drujących. Tatarzyn, Szwed wszystko się tu cisnęło - lasy bo- 
wiem w złej doli, w rozsypce dawały schronienie, bogate mia- 
steczka, gęsto tu rozsiane, uśmiechał
 się nadzieją obfitego łupu, 
a panowie w zameczkach swych zamknięci, byli tu bezpieczniejsi, 
niż gdzieindziej, niż w stepie... 
Nie dziw więc, że każda wieś, każda osada tutejsza, ma 
swoję dzie,jową kronikę, w którą gęsto historyczne imiona wplą- 
tane, swoje legiendy i podania, bo lud z natury przesądny, a ilo 
tego wykołysany na rycerskich tradycyach, obfity dokoła sieLie 
wątek dla nich znajduje. 
Niech nas nie czytają obojętni na pamiątki krajowe, pozy- 
tywiści i realiści, dla których obojętną i ta przeszłość, co legła 
już w grobie, wielka, dziejowa, i echo smętnej dumy ludowej, 
odtwarzającej ją w harmonijnej melodyi, i te widome zagrzebanej 
rycerskości pamiątki, zamki, kurhany i mogiły; dla nas to wszy- 
stko nie straciło uroku, nie przestało być pouczającem. Nie my- 
ślimy występować do walk z duchem czasu, z ideami dzisiejszego 
ogółu, który rzuciwszy pou nogi, jak niepotrzebne zużyte łach- 
many, starą z jej tradycyami przeszłość, na nowych formułkach 
nowe buduje światy, a dla nich nowe teorye i wywody stwarza. 
Każda nauka pożytek o
ółowi, ludzkości przynieść winna; a więc 
pozostawiając miłośnikom zoologii studya nad naturą mandrylów 
i pawianów, sami, podawnemu w starych grobach i kurhanach 
światła i nauki szukać pójdziemy. Komu w drogę, tern u czas, 
rusz
my więc dalej. Oto wiązanka, jakby bukiet wiosek, tuż za 
miastem Równem, rozsiadła się.
		

/Sponsorzy_004_01_078_0001.djvu

			. 


70 


Oto Dworzec, wieś w rozdole, nad wodą, a pola jej równe, 
żyzne, do samego miasta przytykają; gleba tu więc, jak nigdzie 
w okolicy, bogata, użyźniona. W
ość to Lubomirskich, dziedziców 
Równego, podług ostatnich pomiarów posiada 507 morgów grun- 
tów włościańskich, a 260 morgów i prętów 30 w łanach dworskich. 
W dziale między książętami Zbaraskimi, w dniu 9 lipca 
1463 roku dokonanym, obok wsi Obarowa i Tynnego, wspomina 
się też i Dworzec, który dostał się wówczas na schedę księcia 
Semena. Należy więc podług tego osadę tę odnieść do połowy 
X r wieku, tymczasem w drugim znowu akcie dzielczym książąt 
(),;trogskich z 1603 r., gdy na księcia Aleksandra wojewodę wo- 
łyńskiego, przypadło miasto Równe i okoliczne włości, które 
szczegółowo w tym akcie są wyliczone - Dworca nie wspo- 
umiano tutaj, tylko .folwark pod Zamkiem". Tern mianem ozna- 
czono niezawodnie dzisiejszy Dworzec, bo Dworzec w dawnej 
Polsce i Rusi. oznaczał to samo, co Villa, dwór we wsi, folwark 
w dzisiejszej mowie. 
W następnym czasie wioska ta ciągle szła przy Równem, 
tak, że niekiedy nawet w dawnych dokumentach, jako przed- 
mieście Równego, wraz z Bassówkątem, jest cytowana. 
W 1738 r. Dworzec czynił intraty 1,(i25 złp. 2 gr. a w 1770 
tylko 996 złp. 
W odległości wiorst kilku, granicząca z Barmakami i Bas- 
sowymkąłem, w równinie, leży wieś Helesin, własność Lubomir- 
skich z rówieńskiego klucza. Osada to nie wielka, z kilkudzie- 
si
ciu chat złożona, ma włościańskich i dworskich gruntów 1521 
mOI". Początek wsi nie tak dawnych sięga czasów, książe bo- 
wiem Józef Lubomirski, starosta romanowski, rezygnując majątek 
swój żonie w 1794 roku, wymienia Helesin jako słobodę jeszcze, 
kt.órą sam utworzył i fn'zezwał imieniem córki. 
Dobrze później, bo około 1H20 roku część poddanydl z są- 
siedniej wsi Kołodenki, przeniesioną tu została, jako na ziemię 
oddawna do tego folwarku należącą. 
[lelesin nazywają także często Białokrynicą , a to z tego 
powodu, że uroczysko po lewej stronie wsi, na granicy wsi 110- 
I'odyszcz połużone, od bardzo dawna nosi tę nazwę. Stare do- 
kunll'nty z początku XVI wieku, już o niem wspominają, dodając,
		

/Sponsorzy_004_01_079_0001.djvu

			.. 



 


- 


71 


że należy do wsi Horodyszcza i oddziela grunta kołodeńskie. 
Rozbierając sarnę nazwę, o wiele wcześniej posuniemy to nadane 
miano, bo w starosłowiańskiem narzeczu, Białakrynica. to samo 
znaczy, co czyste dobre źródło, które się też rzeczywiście tutaj 
znajduje, w rozdole, tuż za wioską. Dd zachodu, z lasów ko- 
łodepskich wypływa mała rzeczułka Zereła, która przepływa, 
zraszając je, przez grunta helesińskie. - 
O miedzę tylko od wszystkich tych wymienionych tu włości, 
leży wieś Tynne, prywatna własność rodziny Dawirlowskich. Wieś 
tę odróżnić należy od podolskiego miasteczka tegoż nazwiska, 
niegdyś dziedzictwa Godzkich, i chwilowej rezydencyi sławnego 
księcia de Nassau, który życie tam zakoi1Czył i grobowcem uwie- 
czniony. Nasze wołyńskie Tynne jest wioską. ale także nie bez 
pamiątek i tradycyj swoich. Położenie ma malownicze, iście wo- 
łyńskie. W pobliskim lasku, który raczej krzakami nazwać można. 
znajduje się w górze dość wysokiej, pod małą powłoką ziemi, 
w obfitej ilości wapień muszlowy, lepszy i więcej zsiadły od są- 
siedniego kołodeńskiego; jest tu także i krzemień. W południo- 
wo-wschodniej części wsi, zwracają na siebie uwagę liczne, znaj- 
dujące .się tu źrór1ła, które właściwie na dwie kategorye podzielić 
się dają: jedne, wychodzące z pokładów kredowych widocznych, 
i te lud nazywa Kryniczyskami ; drugie także zapewne z pokła- 
dów kredowych powstają, lecz niewidocznych i mułem są zanie- 
sione, lud przezwał je Bezodnia. Z tych wszystkich źródeł, nie- 
opodal we wsi, formuje się staw, w wodę zawsze obfitujący, przy 
którym młyn się znajduje, a odchodząca woda nosi dalej nazwę 
Rzeczki od młyna, która przyjmując jeszcze w dole Kryniczyska, 
wpada małą strugą do stawu rówieńskiego, zaraz za wsią Dworzec. 
W tejże stronie za wsią, jest duży kurhan, z którego Bas- 
sowskie, opisane przez nas horodyszcze, wybornie widzieć 
można. 
Nazwisko tej wsi zdradza starożytne jej pochodzenie, Tyn 
bowiem. w języku starożytnych Słowian, oznaczał drewnianą pa- 
lisadę, używaną zwykle przy fortyfikowaniu miejsc obronnych l). 


aj .Otynit' tynom, t. j. zahorollit' stojnia.. pło,;tinnikorn iIi tonkillli bre- 
wnl!mi". ,Leksykon .Akallemickil. 


I 
..
		

/Sponsorzy_004_01_080_0001.djvu

			. 


- 72 


To też osada ta, jako włość osiadła, wspomniana już jest w dziale 
książąt Zbaraskich w 1463 roku i przypadła z kilku innemi na 
schedę księcia Sołtana, dziedzica Wiśniowiecczyzny. We dwa 
wieki potem, w liście dzielczym książąt Ostrogskich 20-go maja 
1603 roku, cytowana jeM w udziale księcia Aleksandra, woje- 
wody wołyńskiego. Jakie były następnie losy Tynnego, nie wiemy. 
w starych bowiem dokumentach nigdzie na ślad o tej osadzie 
natrafić nie mogliśmy, prędko jednak widzimy ją w posiadaniu 
Radziwiłłów, którzy ją znowu kapitule wileńskiej w zamian za 
inne dobra ustępują. W Pamiętnikach Albrychta Radziwiłła, na 
stronicy 328, czytamy o tern następującą wzmiankę pod dniem 
dniem, 8 października 1636 r.: . "W Wysocku (pisze książe) sły- 
sząc o inkursyach tatarskich, dla bojaźni żony mojej, tylkośmy 
przejechali przez wieś Tynne, odmienioną na inne dobra tego 
roku z kapitułą wileńską." 
Dnia 26 czerwca 1660 r., Kozacy krwawą porażkę w tymże 
Tynnem zadali wojskom koronnym Rzeczypospolitej i o kilka 
mil daleko, aż pod Ołykę je ścigali, o czem pisze naoczny świa- 
dek Jerlicz w swej kroniczce (tom II, str. 49-50). W XVfIl-tym 
wieku, znowu niewiadomą drogą Tynne było w posiadaniu ko- 
legiaty Ołyckiej, następnie przez cesarzowę Katarzynę darowane 
na własność w 1797 roku jenerałowi wojsk rosyjskich, ,Kanoni- 
czynowi, który obszerne dobra w tych stronach miał sobie nadane. 
lleżto kolei, ile zmian losu w dziejach jednej skromnej 
. " 
wiOszczyny. .. . 


;
		

/Sponsorzy_004_01_081_0001.djvu

			IV. 


Wieś Gródek pod Ró-wnem, dziE\ie tE\i osady i jej monasteru. - 
Wieś Beheń. opis jE\i miE\isco-wości, trochę historyi i legiendy 
miE\isoo-we. 


I 
; 


Jadącemu koleją żelazną z Równego ku Brześciowi, musi 
wpaść w oko, o wiorst kilka za tern miastem położona, wieś 
Gródek. Sama wieś rozrzucona jakby w rozdole, a chaty wło- 
ściańskie niezwyczajny oku przedstawiają widok, pobudowane są 
bowiem, z dużych, w prostokąty ciętych brył kredy białej, której 
ogromne pokłady w tęj miejscowości znajdują się. Budowle te 
okazały się niepraktycznemi i nadzwyczaj wilgotnemi, lud jednak 
w nich mieszka i z ich niedogodnością oswojony. Kreda tutejsza 
wywozi się ztąd w dalekie strony, zwłaszcza na Podole, także 
do okolicznych fabryk fajansowych i porcelanowych, za opłatą 
50 kopiejek od fury. W środku wsi, nad czystym stawem, na 
starym okopie, wznosi się piętrowy, żółty pałacyk właściciela, 
nie piękny, niby kamieniczka, oryginalny tern, że ściany jego do- 
tykają prawie do obszernej murowanej cerkwi, niegdyś monasteru 
mnichów unickich, następnie prawosławnych. Dzwonnica dre- 
wniana służy razem za bramę wjazdową do pałacu, bo też i sie- 
dziba ta, pierwotnie z pańskiego zamku przerobiona na klasztor 
czernców i rezydencyą biskupów. od stu lat niespełna, na mie- 
szkanie dziedziców Gródka zamienioną znowu została. Okazałe 
murowane budowle gospodarskie i wspaniała przy dawnej szosie 
austerya, zaniedbane nieco i pustką trącą, noszą jednak ślady 
dawnej zamożności i zwracają uwagę podróżnego. 


-- 


..
		

/Sponsorzy_004_01_082_0001.djvu

			74 


Dzieje Gródka ciekawsze i więcej urozmaicone. niż wielu 
innych osad w tej okolicy; wypadkiem mamy do nich materya- 
łów obficie, szczegółowie więc je opiszemy. 
Początek założenia Gródka niewiadomy dokładnie, a pierwszą 
o nim piśmienną wzmiankę spotykamy w kilkakrotnie już przez 
nas przytaczanym dziale majątków książąt Zbaraskich; ale już 
wówczas był tu dwór i sioło zaludnione. 
W dziale tym, w Łucku 9 julii 1463 roku sporządzonym, 
między synami Wasyla Zbaraskiego: Gródek dwór z wsiami i przy- 
siółkarni: Karajewicze, Obarów, Tynne, dostały się księciu Soł- 
tanowi, który obok tych dóbr posiadał i Wiśniowiec J). 
W 1475 r. książe Sołtan już nie żył, przeto w dziale uczy- 
nionym między bratem jego księciem Semenem i synowcami: 
Michałem, Semenem i Fedorem Wasylewiczami Zbaraskimi, Gró- 
dek wraz z przysiołkami i sieIiszczami: Beheń, Karajewicze, Do- 
bryń, Klementów i Obarów, dostał się bratu zmarłego, t. j. Se- 
menowi Wasylewiczowi starszemu. 
Tenże Semen Wasylewicz, który się w dokumentach: to 
nieświeskim, to znowu kołodeńskim pisze, umierając w 1479 r. 
bez potomstwa płci męskiej, zapisuje część swych dóhr, do któ- 
rych i Gródek z przyległościami wchodził, .synowcowi swemu, 
księciu Michałowi Wasylewiczowi, lecz oparła się temu wdowa 
zmarłego, Marya, księżną Rówieńską zwana, z córką swą Ana- 


Ił 


. I
 Podług ostatnich znakomitych badań Kazimierza Stadnickiego (patrz: 
Synowie Gedymina), upadł rodowód Zbaraskich, wywodzony dotąd od Kory- 
buta litewskiego, którego synowie, jak się pokazało, pomarli bezpotomnie, a ów 
Fedor, domniemany Korybutowicz, pierwszy protoplasta Zbaraskich i Wiśnio- 
wieckich, był poprostu kniaż ruski Fedko Nieświeżski z Nieświeża, dziś wioski 
Da Wołyniu w powiecie Łuckim; dopiero wnukowie jego pisać się poczęli od 
dóbr im przypadłych: Zbara!:;kimi, Wiśniowieckimi, Kołodeńskimi. Oto jedyny, 
prawdziwy rodowód tego domu: 


Fedko kniaz l Wasyl I ł Wasyl II } Mir.hał 
Nieświezski J t 14133 f t 1473 Semen II. 
Fedor 
Semen I. I 
t 1479 Anastazya za 
z Maryą ks. ( Semenem Jure. 
Rówieńską f wiczem 
Sołtan t 1475 I Holszai1
kim 
sterilis. 
,. 
I 


* 


.
		

/Sponsorzy_004_01_083_0001.djvu

			75 


/O 
I 


stazyąi zięciem Semenem Jurewiczem Holszańskim, a zaprze- 
czywszy tej darowizny synowcowi męża, proces i spór z nim 
rozpoczęły. Dopiero w 69R9 roku (14!:H), stanęła między nimi 
w Wilnie ugoda, mocą której, książe Michał ustąpił stryjence 
i jej córce Gródek z przyległościami l). 
Księżna Marya, rozpocząwszy budowę obszernego zamku 
w nównem , dziedzictwie nabytem jeszcze przez męża, obrała 
sobie za czasową siedzibę zameczek w Gródku, przyległym do 
Równego, zkąd z łatwością robotami kierować mogła. Po ukoń- 
czeniu dopiero zupełnem swych budowli, w lal kilka przeniosła 
się ,ztąd do Równego. 
Księżna Anastazya Semenowa Jurewiczowa Holszailska, 
umierając jeszcze za życia matki, zapisuje, za jej wolą i wiedzą, 
cerkwi Preczystej Matki Boskiej monasteru peczerskiego kijow- 
skiego, dwór swój na Wołyniu, Gródek z przysiołkami: Obarów 
i Łubkowszczyzną, a z ojczystych majątków męża swego w Hłu- 
skiej włości Wolnicę. Zapis ten zatwierdza zięć jej Konstanty 
Iwanowicz, . książe Ostrogski, pan wileński, hetman hospodara 
króla Zygmunta, marszałek ziemi wołyńskiej, wraz z swą mał- 
żonką Tatianą (Anną) w Ostrogu 6 marca 1516 r., obowiązując 
monaster peczerski modlić się za duszę testatorki księżnej Ana- 
stazyi, męża jej Semena Jurewicza i ich rodziców 2). Archiman- 
dryta peczerski w r. 1529 wydaje swój list, że tych zobowiązań 
dokona; a nadto, że jeszcze coroku pewne obchody czynić 
będzie s). 
Tak więc Gródek od tego czasu stał się własnością cerkwi, 
a zameczek tutejszy mieszkaniem mnichów, a nawet niekiedy 
rezydencyą biskupów, metropolitów i archimandrytów peczerskiej 
ławry. W 15!}3 roku dnia 13 stycznia umarł tutaj Meletyusz 
Chreptowicz Buhryński, biskup włodzimirski i brzeski, archiman- 
dryta peczerski, który ostatnie .lata życiu tu spędził. . Zaraz po 
jego śmierci zjechał tutaj Cyryl Terlecki, biskup łucki, który roz- 


* 


:) Oryginał tej ugody znajduje się w archiwum dubieńskiem. 
') Pisan u Ostrozie w lieto 7024 (tj. 15W) miesiaca marta w 6 de1"l In- 
dykt 4-yj. Ekstrakt z metryki w. ks. litewskiego, także w aktach zachodniej 
Rusi. T. II. Nr. 90. 
S) Sumaryusz archiwum tlubie1"lSkiego. 


,. 


-- 


...
		

/Sponsorzy_004_01_084_0001.djvu

			. 


76 


patrzywszy jego pozostałości, część papierów z sobą zabrał, 
a inne ruchomości, tak przez Olenę Buhryńską, Romanową Wie- 
log6rską, jako też i inne otaczające go osoby, rozszarpane zo- 
stały, o co mnichy zanieśli skargę do grodu łuckiego. 
Mnichom działo się tu jak w raju, majątek dawał intraty 
znaczne; a że włość gródecka lasu nie miała, użytkowali zatem 
z puszcz sąsiednich Rubeckich i Medkowskich, na co pozwolenie 
w zupełności pozyskali w 1604 r. od Iwana Fedorowicza, księcia 
Czartoryskiego. W 1634 roku archimandryta peczerskiej ławry, 
Piotr Mohiła, zanosi manifest do grodu łuckiego, iż: "nie dość, 
że antecesorowie panów Czaplic6w, grunta cerkiewne, sioła 
Horodka zagrabili i dwie groble usypali od sioła swego Pone- 
byla, a du tego, będąc religii aryańskiej i chcąc w zupełności 
temi gruntami zawładnąć, rowem od brzegu horodeckiego zako- 
pawszy, tam według ceremonij swoich są pogrzebieni;" ale 
w lipcu, gdy poddani wsi Gródka wyszli na koszenie siana na 
swych łąkach od Ponebyla, i gdy tylko do grobli przyjechali, aż 
tu pan Krzysztof Czaplic z swymi bra
mi i przyjaciółmi we sto 
ludzi, z rusznicami i szablami, mając przytem armaty, do któ- 
rych sprowadzili puszkarza Kosterowskiego z Klewania, wypadli 
znienacka z szańców nad rzeczką i sianożęcią sypanych i z strzelby 
ognistej puszkarze najęci palili. czem wiele szkody poczynili l). 
Wielebyśmy zapewne podobnych manifestów odszukać mogli, spór 
bowiem o granice z dziedzicami Ponebyla ciągnął się aż do no- 
wszych czasów, kiedy Gródek przestał już nawet być własnością 
mnichów; lecz w l G48 roku Kozacy wpadli do Gródka, ograbili 
cerkiew, archiwum, a wiele ksiąg popsowali, o co znowu mnichy 
zanieśli manifest do Grodu łuckiego, dnia 12 januarii 1649 roku. 
Niedość cudzych, ale jeszcze i swoi ogromne bezprawia robili: 
i tak, w 1651 roku chorągiew tatarska, do której należeli Kozacy 
z Kotelni i Pawołoczy, pod rotmistrzem Janickim, wiele szkód 
czyniła, tak w Gródku jakoteż w Ponebylu i innych sąsiednich 
wioskach. Ztąd zapewne monaster zauważył, że dogodniej mu 
będzie puścić w dzierżawę Gródek, aniżeli mnichom, bohomol- 


.. 


l) Na granicy gruntów ponebylskich i gródeckich, dotąd jest Ostrów, 
Garbem dzisiaj zwany, gdzie są groby aryańskich Czapliców. 


,.
		

/Sponsorzy_004_01_085_0001.djvu

			. 


77 


.. 


com być narażonym na nieustanne i zewsząd prześladowania; 
uczynił więc klasztor w 16li4 r. umowę o trzyletnią dzierżawę 
z Janem Suszczańskim Proskurą , podczaszym kijowskim, który 
obowiązał si x płacić z Gródka 820 dp. rocznie, oddać 13 zagro- 
dników na usługi zakonników, zostawić przy nich spust stawu, 
a wczasie zbioru, dawać rocznie klasztorowi oziminy korcy 30 
i jarzyny kóp 10. Pola naonczas były już obsiane, na które wy- 
szło 15 mac żyta a 2 pszenicy. 
,Traktatem andruszowskim, Kijów przeszooł w posiadanie 
Rosyi, a z nim i Ławra Peczerska, majątki zaś jej wołyńskie 
zostały do dyspozycyi Rzeczypospolitej, Wtedy to Jan III, przy. 
wilejem 1
 marca 1677 r., nadał Gródek i Obarów jaśnie prze- 
wielebnemu biskupowi lwowskiemu, halickiemu i kamienieckiemu, 
ojcu Józefowi Szumlańskiemu, który zaraz 18 maja tegoż roku 
wprowadzony został przez woźnego tak w posiadanie tych wsi, 
jako też i zameczku tutejszego. 
W sumaryuszu archiwum dubieńskiego, natrafiamy pod 
dniem 14 marca 1725 roku, następujący ustęp: "In Castro Lu- 
ceor. ad affectationem J. W. ks. Leona Kiszki, metropolity całej 
Rusi, Kijów. Peczerskiego archimandryty, w dobra wieś Gródek, 
Obarów i Łubkowszczyznę, przedtem do archimandryty kijow- 
skiego peczerskiego należących, ad praesens posesyi J. W. Heleny 
Ledóchowskiej, kasztelanowej wołyńskiej i sukcesorów tegoż JW. 
kasztelana kijowskiego. Za przywilejem Najjaśniejszego JMości 
Augusta Wtórego zostających, na fundamencie Immediaciej przy- 
jacielskiej Pr. w Warszawie d. 15 9bris r. 172-1 wziętej".. . 
Samowolność i nieporządki wkradły się wszędzie wówczas, 
a co gorsza, szły z góry. I tak, król niewiedzieć jakiem prawem 
pozwala pani Ledóchowskiej posiąść dobra duchowne, sankcyo- 
nuje nawet prawie ów zabór. Jak długo trzymali Ledóchowscy 
dobra monastyrskie, nie wiemy, lecz zdaje się, odstąpili je po- 
tem Lubomirskiemu, oboźnemu koronnemu, on bowiem liczy się 
dziedzicem Gródka i Obarowa, i dopiero dekretem trybunalskim 
w 1730 r. do realnej posesyi Atanazego Szeptyckiego, metropo- 
lity unickiego, windykowane zostały. 
Szeptycki wymurował tu nową cerkiew unicką w 1740 r.; 
dawna bowiem, przez napady tatarskie i kozackie zrujnowana, 


,. 


- 


...
		

/Sponsorzy_004_01_086_0001.djvu

			- 78 - 


upadkiem groziła. Cerkiew ta w pierwiastkowym stanie, dobrze 
dochowana, przetrwała dotąd. Ma jeszcze ambonę i ówczesne 
malowidła, na chórze zaś pozostał, w całej postawie, portret 
Szeptyckiego, w białej metropolitalnej sukni. Dzwonnica drew- 
niana, zbudowana, jak świadczy napis, w 1772 r., nieuszkodzona 
dotąd w całości stoi. . 
Po zniesieniu dóbr duchowieństwa unickiego 1764 r., Gródek 
wraz z innemi dobrami nadany został wieczyście przez Katarzynę 
II, hrabiemu Walentemu Esterhazemu, wychodźcy węgierskiemu, 
którego syn Władysław, kilkadziesiąt lat życia tu spędził, samo- 
tny, bezżenny, późnej dożywszy starości w cichym Gródku, praw- 
dziwej ustroni pustelniczej. Zmarł w roku zeszłym, a dalecy 
krewni, gdzieś w Austryi zamieszkali, spadek po nim objęli. 
Zjechawszy nieco na prawo od kolei żelaznej, o kilka wiorst 
za Gródkiem, widzimy wieś Beheń. . Miejscowość tej wsi wcale 
piękna. W cienistym ogrodzie, wśród staroświeckich szpalerów, 
bieleje dość imponująco dwór właścicieli; niewielki lasek doń 
przytyka. Horyń szeroką wstęgą na 174-tej wiorście swojego 
biegu, wieś tę okolił, a zielone łęgi, wzgórzami poprzecinane, 
hen daleko za nim pociągnęły. Jako zaludniona, osada Beheń 
już cztery wieki istnienia liczy. Kiedy w roku 1463 synowie Wa- 
syla Zbaraskiego dzielili się między sobą ojcowizną, w akcie 
dzielczym wszystkie ich dobra i przysiółki są poszczególnione ; 
Behnia nie widzimy tam jeszcze. Wspomina się on dopiero 
w 1475 r., w dziale Zbaraskich, po śmierci księcia Sołtana, jako 
sieliszcze do Gródka należące. Książe Sołtan testamentem za- 
I pisał na tym Behniu i Klementowie 200 kóp groszy, z tych po- 
łowę na cerkiew Preczystą Peczerską, a połowę na inne cerkwie. 
W 1481 r., Michał Wasilewicz Zbaraski, chcąc zaspokoić 
pretensye stryjenki swojej, Maryi księżnej rówieńskiej, ze spad- 
ków po mężu jej Semenie i bracie tego Sołtanie wynikłe, oddaje 
jej polubownie Gródek z przyległościami, a zatem i z Behniem. 
Musiała wtenczas osiadłość Behnia szybko się zwiększać i sioło 
to już było duże zapewne i oddzielne, bo kiedy w 1516 roku 
wnuczka księżnej Maryi rówieńskiej, zatwierdza zapis swej matki 
Anastazyi Holszańskiej, Gródka i innych dóbr dla Ławry Peczer- 
skiej. Beheń do tego zapisu nie wchodzi, a pozostaje własnością. 



 
I 



 


.
		

/Sponsorzy_004_01_087_0001.djvu

			79 



 


tak Anny Tatiany, jako i jej męża księcia Konstantyna Ostrog- 
a;kiego, hetmana w. księstwa litewskiego. Owszem król Zygmunt, 
osobnym zapisem ] 518 roku, dobra te im, jako spadek po 
dziadzie i babce zatwierdza l). Następnie Beheń stanowi już 
ciągle posiadłość książąt Ostrogskich, a 1603 roku listem dziel- 
czym dostaje się Aleksandrowi, wojewodzie wo.łyńskiemu, który 
go wciela do klucza rówieńskiego. Kiedy się zaś od tej maję- 
tności oddzielił, nie wie
y, bo brak nam zupełnie dokumentów 
o nim z tej epoki. 
Natrafihśmy na jeden luźny tylko z r. 1636, z którego wi- 
dać, że jakiś Jan Bądzyński, podkomorzy chełmski, rościł w tym 
czasie pretensye do tego Behnia, mieniąc go własnością swoją. 
Czem się ta sprawa skończyła, nie wiemy. 
Za naszych już czasów był Beheń własnością rodziny Bo- 
guszów. Dnia 9 września 1833 roku, nastąpił dział między: Ra- 
fałem, Kazimierzem. synami i Zofią za Omiecińskim Aleksandrem, 
córką, dziećmi Józefa Bogusza, mocą którego: Beheń, Karajewi- 
cze i Medków, składające się z 229 dusz męskich, dostały się- 
Kazimierzowi Boguszowi. Ostatni dziedzic przez nierząd, wypuścił 
majątek ten z rąk rodziny. 
Nazwisko wsi tej, bodaj czy nie pochodzi od wyrazu "Beh'" 
oznaczającego namiestnika li Mahometan. Kto wie, może Zba- 
rascy, pierwsi i znani dziedzice tutejsi, uganiając się z Tata- 
rami, pojmali w niewolę jednego z takich "Behów" i tu go osa- 
dzili; ztąd może Behniem nazwano tę osadę. Mogił i sypanych 
kurhanów w pobliżu Behnia jest kilkanaście, a gdzie są mogiły, 
tam niezawodnie i legiendy się znajdą.. Otóż kilka z nich ułowić 
nam się dało. 
Tuż za wsią na uroczysku, zwanem Wygonem, jest duży 
kurhan nasypowy, mający 42 łokcie wysokości, a 300 obwodu. 
Na nim dziedzic" przed laty kilkunastu, wystawił kapliczkę ze 
statuą kamienną Matki Boskiej z dziecięciem, mniej niż miernego 
wyrobu rzeźbiarskiego z Kuniowa pod Ostrogiem. 


j 


ł 


I) Zapis ten wydany w Krakowie 1518 roku feńa tertia die S. FlorianL 
Boheń nazwany w tym zapisie Bohony. 


.
		

/Sponsorzy_004_01_088_0001.djvu

			, 


80 


Wśród łąk nadhoryniowych, jest drugi kurhan, nazwany 
Czortowa-hora, do którego szczególn'a przywiązana legienda. 
Owoż, dyabeł naj starszy, dowiedziawszy się, że w Pocza- 
jowie na górze, gdzie się znajduje cudowna stopka, murować 
zaczynają fundamenty do nowej cerkwi, nastraszył się i wielce 
tern zafrasował. Zbiera więc podwładnych swych i wydaje roz- 
kaz, aby nocą potajemnie, ziemią te fund3menty zasypać. Młody 
więc jakiś dyabełek, snać bardzo jeszcze niedoświadczony a gor- 
liwy w wykonaniu rozkazów pańskich, nabr3ł naraz zbyt wielką 
kupę ziemi, i tak przeciążony ciężarem, niósł go bardzo powoli. 
Aż naraz kur zapiał, - dyabeł się nastraszył, ziemię rozsypał, 
a z niej uformowała się ta góra. 
Poetyczniejszą jeszcze jest inna tutejsza legienda. O wiorstę 
od Behnia, po drodze do Chocima, na lewo wznosi się wzgórek, 
także nasypowy. Na nim przed laty kilkunastu, znajdował się 
kamień, duża granitowa płyta, mająca sążeń długości, dwa łokcie 
szerokości i gruba na ćwierć łokcia. O tym kamieniu wspomi- 
nają już odgraniczenia z r. 1563. Dziś zabrano go gdzieś ztąd, 
a ludzie wiarogodni twierdzą, jakoby na nim znajdować się miały 
znaki jakieś, odciskiem do trzech kopyt końskich podobne. Po- 
danie więc niesie, jakoby Tatarzyn jakiś pędził za dziewczyną, 
która co sił uciekała, a kiedy już ostatecznie siły ją opuściły, rzuciła 
się w tern miejscu na kolana, wzywając Boga, aby raczej w ka- 
mień zamienić się mogła, niż ulec niesławie. I Bóg jej modłów 
wysłuchał, bo w chwili, kiedy już Tatarzyn do niej dobiegał 
i w pędzie kopytami konia ją dotknął, dziewczę'w kamień się 
zamieniło, na którego powierzchni ślad kopyt końskich pozostał.
		

/Sponsorzy_004_01_089_0001.djvu

			( 


v. 


Wieś Ponebyl, dzieuzictW'o CzaplicóW' SzpanoW'skich, l!::ilka słóW' 
o tej rodzinie. - Groby aryańskie CzaplicóW". CiekaW'a W'ojna 
D te groby i D granicę między CzaplicaIni z Ponebyla i mnichami 
ruskimi z Gródka. - Działy majętnO'ści CzaplicoW"skich. - Steccy 
dziedzicami Ponebyla. - ZnoW'u W'O'jna Jana SteckiegO' chorążelil:O' 
W'. kor. z mniohami gródeokhni. 


,. 


Na samej granicy gródeckiej, przy zbiegu dwóch rzeczek 
Żywca i Ponebylki, w ładnej choć płaskiej już nieco okolicy, leży 
wieś Ponebyl, dawne dziedzictwo Czapliców S.I':panowskich, herbu 
Kierdeja, starożytnej rodziny wołyńskich posesyonatów. Czaplice 
posiadali w tej części kraju obszerne dobra, połączeni byli zwią- 
zkami rodzinnerhi z domami najpierwszych magnatów wołyńskich, 
i sami kilka krzeseł senatorskich liczyli w swoim rodzie. Sąsiedni 
Szpanów był gniazdem ich rodzinnem, ztąd Szpanowskimi zwykle 
się pisali. Przodkowie ich byli aryanami, a i dotąd aryańskie 
ich groby w Ponebylu pozostały; trzymali się potem dyzunii, 
a katolicyzm wogóle mało miał wyznawców w tej rodzinie. 
Rzadkim w szlacheckich rodach przykładem, nie zubożeli, ale 
wygaśli zupełnie. Liczne i ciekawe archiwum Czapliców prze- 
chowało się dotąd w Szpanowi e pod Równem, choć ta majętność 
przeszła od nich do Steckich, a od tych ostatnich do Radziwiłłów. 
Z tego więc źródła kilka ciekawych szczegółów o tym domu 
i o Ponebylu notujemy. 
Działem między Czaplicami dnia 30 października 1571 roku, 
wieś Ponebyl i siedliszcze Poroszkowszczyzna dostały się Fedo- 
rowi Kadianowiczowi Czaplicowi. Poroszkowszczyzna ta leży za 
z boru 1 ltepu, 6
		

/Sponsorzy_004_01_090_0001.djvu

			- 82 - 


rzeczką Żywcem dworem ponebylskim, z prawej strony, tam 
właśnie gdzie się rzeczki Żywiec z Ponebylką schodzą. Dziś miej- 
scowość ta Grabem, a także Ostrowiem gródeckim przezwana, bo 
też dotyka do gruntów gródeckich. Tu mianowicie są owe ary- 
ańskie groby Czapliców, a sam grunt na którym się znajdują, dziwną 
losu koleją, przez dwa wieki przeszło był kością niezgody i po- 
wodem nieustannych walk i sporów granicznych, między dziedzi- 
cami Gródka, archimandrytami kijowskimi i właścicielami Pone- 
byla. Czaplicowie grobów swych przodków zacięcie bronili. 
Fedor Kodianowicz Czapli c . Szpanowski zostawił czterech 
synów: Marcina, Adama, Mikołaja i Jerzego. Ci zrobili między 
sobą dnia 7 stycznia 1612 r. dział, tak z majętności ojczystej, 
jako też i ze spadku po wuju swoim panu Jerzym Kierdeju Myl- 
skim. Mocą tego działu, Marcinowi dostał się Hłupanin (do 
spadku po Mylskim nie należał), na. Adama wypadł dwór i sioło 
Miłostów, Płoska i Myków; na Mikołaja dwór i sioło Ponebyl, 
Karpiłówka, Rohaczów i sioło Kosmaczów, do którego puszczy 
ma wolny wrąb Hłupanin. Jerzy nareszcie wziął trzy części 
miasteczka: Kisielina, sioło Dmitrowce i Zorowce. 
Mikołaj z Barbarą z Kozierad Bohowitynówną miał trzech 
synów: Jana, który w zakonie Bazylianów przybrał imię Józefa 
i był archimandrytą mieleckim i biskupem łuckim dyzunickim, 
Krzysztofa-Onufrego i Mikołaja. Ci znowu między sobą uczy- 
nili dział dnia 27 lipca lR32 roku, mocą którego archimandryta 
Jan wziął Kosmaczów, a Krzysztof i Mikołaj każdy po połowie 
Ponebyla, Karpiłówki, Rohaczowa i Poroszkowszczyzny. 
Tu dopiero zaczynają się ciekawe dzieje Ponebyla, powstaje 
bowiem spór o granicę między dziedzicami tej majętności i wła- 
ścicielami Gródka, t. j. archymandryą kijowsko-peczerskiej Ławry. 
Obie strony oDstają przy swojem uporczywie. Czaplicowie bronią 
grobowisk rodzinnych, boto właśnie miejsce zakwestyonowane: 
mnichy zaś gródeccy radziby zniszczyć to siedlisko błędów ary- 
ańskich. Rozpoczynają się najazdy i wojna domowa na dobre. 
Pierwszy taki najazd zrobiono, jak widać z papierów, w 1639 r., 
i wtedy to Ponebyl najechany przez 500 ludzi z Gródka, do ar- 
chimandryctwa kijowskiego należących, rozgrabiony i zniszczony
		

/Sponsorzy_004_01_091_0001.djvu

			.- 83 - 



 


był zupełnie, o co manifest do groou łuckiego Czaplicowie za- 
noszą. 
Najciekawsz€ w całym tym sporze jest to, że przybiera \V krótce 
charakter prawdziwej monachomachii, z jednej bowiem strony 
staje do pomocy bratu Krzysztofowi, Jan czyli w zakonie Józef, 
opat i archimandryta mielecki, który walczy za aryańskie groby 
swych przodków, - w drugim obozie stoją mnichy kijowsko- 
peczerskiej Ławry, dziedzice Gródka. Szczegóły niesłychanie cie- 
kawe. Spór trwa lata całe, a zobopólne najazoy wreszcie po- 
nawiają się, i manifesty jedne za drugiemi sypią się 00 grodu 
łuckiego. Najciekawsza i najzażartsza walka stoczyła się dnia 
6 lipca 1643 r., w której starosta z Gródka Wierzbicki, zebrawszy 
całą włość gródecko-obarowską i z nowo nabytej majętności 
hosckiej (t. j. Hoszczy), do tysiąca ludzi, z orężem wojnie nale- 
żącym, jednych z strzelbą ognistą, a drugich z kosami, rohaty- 
nami, z wozami taborem sprawionemi, których było do kilkuset, 
z działkami, hakownicami, szmigownicami i inną ognistą strzelbą, 
z proporcami rozwiniętemi, bębnami, hukiem, okrzykiem wielkim, 
na grunt ponebylski, nad rzeczką Żywcem leżący, niedaleko sioła 
stanąwszy, szańce i rowy posypawszy, z dział i hakownic do 
sioła Ponebyla z tych szańców i rowów strzelali, co trwało przez 
dni dwa. Sprawa ta wytoczyła się na trybunał lubelski, gdzie 
dekretem 24 maja 1664 r. przysądzono, aby metropolita kijowski 
Piotr Mohiła zapłacił kary pp. Czapli com cztery tysiącce grzywien 
pieniędzy, a starosta, czyli urzędnik gródecki, Wierzbicki, aby 
odsiedział w wieży oolnej łuckiej niedziel dwanaście. 
Matka panów Czapliców Barbara z Bohowitynów, trzymając 
się ruskiego obrządku, funduje cerkiew w Ponebylu - a jako 
niewiasta nabożna "Swiaszczennika chlebem i gruntami do tpj 
cerkwi należącemi opatrzyła, księgami, ochędóstwem i appara- 
tarni ozdobiła". Synowie jej fundacyą tę święcie dochować przy- 
rzekają, wyrażając między innerni: "do Unii nie tylko nie przymu- 
szać, ale luboby który chciał do tej cerkwi od jm. pani matki fundo- 
wanej, podawać nie mamy. Obiecujemy i zapisujemy pod za- 
kładem 20 tysięcy złotych od każdej zosobna kondycyi. A także 
grobów nieboszczyka dziada naszego, sławnej pamięci pana Fe- 
dora Czaplica Szpanowskiego, sędziego ziemskiego łuckiego, także 
(j'" 


-
		

/Sponsorzy_004_01_092_0001.djvu

			84 


i pana ojca dobrodzieja naszego. nietylko ruszać nie mamy, ale 
obowiązujemy się żadnego tam nabożeństwa odprawiać nie do- 
puszczać, ani kaplic, ani kościołów żadnych nie budować nad 
niemi, żeby ciała zmarłych przodków pokój mieli i t. d." - Była 
w tej rodzinie taka różnorodność wyznań, że zobowiązanie takie 
stawało się niezbędnem, i dlatego je matka na syna
h wymóc 
musiała. W chwili kiedy walka braci Czapliców, z sąsiadami 
swymi, mnichami gródcekimi, przeciągała się na dobre, - 
w kraju nastawały ciężkie czasy, rozruchy i inwazye, które ozna- 
mionowały niefortunne panowanie Jana Kazimierza, i Czaplicowie 
więc o domowych waśniach zapomnieć musieli i iść na obronę 
kraju. Dobra czaplicowskie poniszczono jak i inne, a najwięcej 
podobno ucierpiał Ponebyl, którego piękną cerkiew ograbiło 
i zniszczyło kozactwo w r. 1651, co widzimy z zaniesionego o to 
do grodu manifestu. A i sama majętność ponebylska przedsta- 
wiała obraz zniszczenia i dezolacyi. I tak: niejaki Paweł pod- 
dany ze wsi Ponebyla, przysięga u grodu łuckiego: iż w dobrach 
pana jego, Krzysztofa Czaplica, który wyszedł na pospolite ru- 
szenie do obozu, we wsi Ponebylu, Karpiłówce i Rohaczowie, 
na trzech częściach nie dzielnych, w r. 1653, było dymów 17, 
przy końcu zaś tegoż roku i w następnych dwóch leciech, tak 
przez przechody żołnierskie, jako też wpadanie wojsk nieprzy- 
jacielskich , do takiej niedoli przyszło, że tylko znajdują się 
cztery dymy całe. 
Tenże sam Krzysztof-Onufry Czaplic, po długich latach 
wojaczki, umierając wśród 
woich, zapisuje dnia 20 marca 1669 r. 
majątek swój: Ponebyl, Karpiłówkę, Rohaczów i Kosmaczów, 
córce swej Joannie 1-0 voto Bieniewskiej, 2-do voto Hulewiczowej, 
z warunkiem, aby wszelkie długi i zapisy jego popłaciła, oraz 
jedynemu bratu swemu Mikołajowi Hyacentemu w zakonie do- 
minikanów zostającemu, jako oddalonemu od wszelkich dóbr 
i spadku, pięć tysięcy złotych wydzieliła. 
Na tym Krzysztofie wygasła ponebylska linia Czaplic6w - 
a majątki jej przechodzą na sukcesorów Joanny córki jego: 
Bieniewskich, Czarneckich i Złotnickich. Od tych znowu między 
1735 i 17a8, wykupuje częściami: Ponebyl, Karpiłówkę i Roha- 
czów Kazimierz Stecki, kasztelan kijowski, starosta dymił'ski i dy- 


-
		

/Sponsorzy_004_01_093_0001.djvu

			85 


dowski - na co częściowo tranzakcye w grodzie łuckim rokowane, 
przechowały się w archiwum szpanowskim dotychczas. Maję- 
tności te przechodzą następnie na syna Jana Steckiego, chorą- 
żego w. kor., starostę owruckiego. Pan chorąży znany w XVIII 
stuleciu, ze skłonności swej do pieniactwa, wady zresztą bardzo 
pospolitej w tej epoce, objąwszy majątek, nanowo zagaił spór 
z włością gródecką, posiadaną wówczas przez biskupów unickich, 
o granicę od strony Ponebyla. W półtorasta więc lat. wojna 
domowa zażega się nanowo. Ciekawe o tej nowej wojnie spra- 
wozdanie komornika, który tu na grunt zajeżdżał w 17R6 roku, 
znajdujemy w papierach Szpanowskich. Komornik ten i sąd 
jego, zjechawszy na miejsce sporne i po rozpatrzeniu wszelkich 
dokumentów, na znak granicy obydwóch dominiów, w miejscu 
tern, gdzie rzeczka Ponebylka do Ostwicy wpada, "kamień wielki 
kwadratowy, z napisem "granica między Gródkiem a Ponebylem 
A o l7R6. Terminus a quo, w wodę na dno wrzuciłem i pro signo 
angulari, tymże dobrom wyznaczyłem - lecz ur. Byszewski, dwo- 
rzanin jw. Steckiego, starosty stawiskiego, oświadczając opo- 
zycyą, manifestem na kartce spisanym, kulę wielką ołowianą 
obwinąwszy, też kartę z kulą, na drugą stronę rzeczki przerzu- 
ciwszy, sam uchodzić z gromadą różnych wsi zaczął, a dawszy 
znak wyrzucenia w górę wiechci siana harmatom w Ponebylu 
na Ostrowie zatoczonym - zaraz żołnierze i ludzie nadworni 
jw. Steckiego star. stawis. do mnie komornika, cum munere 
geometrali z harmat kartaczami żelaznemi ognia dali, przyczem 
człeka przy mnie stojącego, protokół mój komorniczy trzyma- 
jącego, rohoczego Semena Kornijczuka w nogę kulą armatnią 
trafili" . U nosząc więc swe życie wp05ród gradu kartaczów, 
biedny komornik protestacyą o to zaniósł do trybunału lubel- 
skiego, który, jak się zdaje, conajmniej na grzywny swawol- 
nego magnata skazać musiał. Tyle o dziejach Ponebyla, który 
odtąd nienaruszonym cieszył się spokojem, a więc i do zanotowa- 
nia o nim, nic już nam nie pozostaje. SIady Czaplicowskich gro- 
bów dotąd tu na Ostrowie pokazują, a kiedy przed kilkunastu 
laty zapadł się któryś z tych, pośrórl kości, znaleziono tu mister- 
nie wyrobiony wieniec druciany. Coby oznaczał przy pogrzebo- 
wych aryańskich obrzędach? - nie wiemy. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_094_0001.djvu

			n. 


Wieś Uhociń nad Iloryni
]n - starożytne horodyszcze i zamczysko 
tutE\isze, - pieozara pod zamkiem i książęoe o niE\i legiendy , _ 
kaplica z starożytnYln ohrazem M. Boskiej, - kurhany i 'Wyko- 
paliska W' Chociniu. - Historyczne 'Wf	
			

/Sponsorzy_004_01_095_0001.djvu

			- 87 


. 
jeszcze starzy włościanie miejscowi, chcąc dawną jakąś datę, 
czy epokę określić, mówią zwykle: "Koły jeszcze do zamku 
Chocińskoho robyły". Z zamku i z horodyszcza widok prześli- 
czny, wieje duch starożytny, szemrze kilkuwiekowe legiendy, 
baje o przeszłości oddalonej, pokrytej pomroką jakąś fanta- 
styczną, zagadkową - a więc imponuje, wyobraźnię i cie- 
kawość roznamiętnia. Obszerne, usypane w kwadrat wały, jedną 
stroną prawie dotykają Horynia, spuszczając się do niego stromo. 
Stare wieczyste dęby porosły na tern horodyszczu i olbrzymiemi 
konary cień po niem roztaczają - a bluszcze, powoje, dzikie, 
róże i krzewy pną się po jego ścianach fantastycznie, przystra- 
jając je najpiękniejszemi sploty zieleni. Na przodzie wysoki pa- 
górek, także usypany, łączy się z horodyszczem - tam, powiadają, 
stała niegdyś cerkiew, ale prawdopodobnie musiała tam być 
uprzednio świątynia pogańska, na gruzach której, za czasów już 
zapewne chocińskiego zamku, zatknięto krzyż chrześciański i dom 
Boży wzniesiono. Dziś z jednego ani z drugiego śladów już nie 
pozostało. 
U dołu zamkowej góry, od strony Horynia, jest otwór niski, 
do którego, pełznąc tylko po ziemi, wsunąć się można. Jaskinia 
ta, pieczarą pospolicie zwana, przedstawia długi na dwadzieścia 
łokci korytarz w glinie wyżłobiony, mający szerokości i wysokości 
co najwięcej po dwa łokcie. Powietl'ze w nim suche, w ścianach i na 
sklepieniu ani napisów, ani śladu framug żadnych niemasz. 
Kończy się zaś ów korytarz prostą ścianą z kamieni i wapna zmu- 
rowaną, po bokach której znowu są dwa otwory, na łokieć prawie 
średnicy mające, przez które ciemną widać próżnię, a ściana roz- 
głos wydaje, oczywiście więc dalej lochy te ciągnąć się muszą. 
Nikt jednak dalej. poza ten pierwszy korytarz dotrzeć nie odwa- 
żył się, czegoby zresztą, bez uprzedniego oczyszczenia powietrza 
zrobić było niemożna. Lochy te wyraźnie są współczesne z zam- 
kiem, ciągną się pod nim prawdopodobnie w kilku kierunkach, 
i musiały służyć za wycieczki w czasach trwogi dla ludności 
i załogi zamkowej. W każdym razie, bliższego zbadania są 
warte. Rozgłos ich często ciekawych tu sprowadza, ale zwykle 
odwiedziny takie na obejrzeniu pierwszego tego korytarza się 
kończą. Przed laty był tu i Kraszewski. z przyjacielem swym 


L
		

/Sponsorzy_004_01_096_0001.djvu

			- - 


88 


malarzem Komornickim. Powiedziano im o jakichś napisach a na
 
wet obrazach mających się niby na ścianach tej pieczary znaj
 
dować, - marzyli więc o runach, zabytkach sztuki przedchrze
 
ściańskiej i Bóg wie o czem, a rozczarowanie ich było niesły
 
chane, kiedy zamiast tego wszystkiego, pokazano im kilka 
sentymentalnych wierszy i nazwisk osób zwiedzających te lochy, 
kursywą ołówkiem i ostrzem scyzoryków na ścianie pozostawio
 
nych. Kraszewski malowniczo i humorystycznie tę wycieczkę 
swoję do Chocinia opisał nawet l). Pomimo jednak rozczaro- 
wania, jakiego doznał niejeden ze zwiędzających zamczysko 
chocińskie i jego podziemia, - ma ono rozgłos na dalekie nawet 
okolic, a lud, podań i legiend o nim powtarza coniemiara Naj- 
większą wiarę znajduje tu podanie o pewnej dziewczynie, która 
dążąc w nocy do cerkwi na rezurekcyą (wsenocznuju) i prze- 
chodząc obok zamczyska, spostrzegła jakichś ludzi kopiących tę 
pieczarę, i ziemię dla niepoznaki wrzucających do Horynia. Ludzie ci 
przestrzec ją mieli, aby nikomu nie powiadała co widzi, ilJaczej 
bowiem umrze. Dziewczyna nie wytrzymała, zdradziła tnjcmnicę. 
jakoś nazajutrz nieżywą ją znaleziono, - a kopacze znikli bez 
śladu. 
Nieopodal od zamczyska, na innej górze kredowego pokładu, 
znajdował się niedawnemi jeszcze czasy dworzec pański, dzie- 
dziców Chocinia, lecz i ten runął z czasem, a na jego miejscu 
dziedzice tej włości, Bogusze, zbudowali murowaną kaplicę, w któ- 
rej mieści się dotąd obraz N. Panny, z niezmiernie starożytną 
sukienką. Obraz ten od niepamiętnych czasów przechowywał się 
na zamku tutejszym, wspominają o nim i lustracye miejscowe. 
Przechodząc z rąk do rąk, dotrwał do dzisiaj. U stóp tej kapli- 
cznej góry wytryska źródło przewybornej wody, która staczając 
się po granitowych płytach, o kilkaset kroków ztamtąd spływa 
do Horynia. 
Oprócz tych wsystkich pamiątek, znajduje się jeszcze po 
tej stronie Horynia, na gruntach chocińskich, na łąkach i w lesie, 
kilkanaście niewielkich. rozrzuconych kurhanów, które zpewnością 


l) Okruszyny - zbiór powiastek, rozpraw i obrazków tego autora t. 2-gi f 
str. 1-25.
		

/Sponsorzy_004_01_097_0001.djvu

			89 


nie są kopcami granicznemi. Obok jednego z nich, położonego 
przy drodze rówieńskiej, orząc, natrafiono w 1852 r. na garnek 
staroświecki, w którym znaleziono 22 sztuki dawnych grzywien 
i rubli kijowskich. Zdaje się, że musiało ich tam być więcej, 
po dośledzeniach bowiem, robionych przez dziedziców, okazało 
się, że Żydzi w sąsiedniem miasteczku Klewalliu, dużo podobnego 
srebra stopili. W ślad zatem, rozkopano i parę w pobliżu tego 
miejsca znajdujących się kurhanów, jeden był próżny, w drugim 
natrafiono na głowę zwierzęcą, kocią, lub rysią. przywaloną od- 
łamami kamienia. Był to podobno u Jadźwingów zwyczaj ozna- 
czania granic. 
A teraz, powiedzmy o historyi Chocinia jeszcze słów parę, 
na starych dokumentach opartych. Z tych, naj dawniejszym jest 
list króla Kazimierza Jagiellończyka w Łucku 6965 r. (t. j. 1457) 
wydany, którym król pozwala, aby według zapisu pana Olizara 
Szyłowicza, starosty łuckiego, marszałka ziemi ruskiej. żona jego 
Fed'ka darowała dziewce swej, księżnie Maryi Semenowej Ró- 
wieńskiej, imenje Chotczyen z przysiołkami 2). 
W 1518 r. Zygmunt I-szy, przyznając na rzecz Konstantyna 
księcia Ostrogskiego dobra spadłe po kniaziu Semenie Wasile- 
wiczu Nieświeskim i żonie jego Maryi księżnie Rówieńskiej, wspo- 
mina przy zamku Równe, sioło Chotczyen, które odtąd ciągle 
szło przy zamku rówieńskim i razem z nim, działem 1603 roku 
20 maja, weszło w posiadanie księcia Aleksandra Ostrogskiego, 
wojewody wołyńskiego, - następnie wraz z temi dobrami, było 
we władaniu Zamoyskich, Koniecpolskich, aż dostało się Lubo- 
mirskim. 
Z tej epoki mamy pod ręką dwa dokumenty o Chociniu: 
l) z r. 1630, konsens przez Zamoyskich dany ip. Siedlikowskiemu 
na wykupno Chocinia od sukcessorów ip. Błeżyńskiego, z któ- 
rego widzimy, że wieś ta była oddaną zastawą w 4.500 złp.; 
2} dokument datowany w Brodach 22 kwietnia 1675 roku, od 


l) Oryginalny dokument w archiwum dubieńskiem. Księtna ta jest je- 
dną z naj wybitniejszych postaci wołyńskich w XVI-tym wieku, - częste o niej 
w starych aktach wspomnienia. Trudno jednak zrozumieć, czy była córką 
obojga Olizarów, czy tylko Fedki Oliz3rowej z jakiegoś pierwszego jej mał- 
żeństwa. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_098_0001.djvu

			90 - 


jjww. Stanisława i Katarzyny z ksiażat Korybutów Wiszniowie- 
ckich, Koniecpolskich, małżonków, ur. Stefanowi i Annie z Milew- 
skich Wołyńskim, co oblatowano w grodzie łuck im 16 febr. 
1677 roku. 
Roku 175J, 28 kwietnia w Aleksandryi nastąpił kontrakt 
resignationis od Stanisława księcia Lubomirskiego, podstolego 
koron. na rzecz w. Antoniego z Ziemblic Bogusza, chorążego 
czerwonogródzkiego, porucznika pancernego znaku jw. Kalinow- 
skiego starosty winnickiego : wsi Chocinia, przysiołka Zawisze 
i wsi Chorlos, za sumę dobrowolnie umówioną 55 tysięcy złp. 
Odtąd Chocin, do ostatnich czasów, przez trzy stulecia po- 
zostawał w rodzinie Boguszów. Ci ostatni od roku 1755 prowa- 
dzili uporczywy proces o grani ce z Janem Steckim, chorążym w. kor., 
dziedzicem sąsiedniej wioski Glinek, który po wszystkich dobrach 
swych pieniał się z sąsiadami, zwłaszcza z uboższą szlachtą. 
Proces ukończyli Bogusze na swoję korzyść dopiero w 1801 roku. 
W roku 1691 dokonaną została lustracya zamku chocińskiego, 
z której widzimy, że Chociń posiadał wówczas gospodarzy 18, 
a ci wołów 38 i koni 7. "Poddani od czasu, jak tylko pług 
wyjść może do św. Michała, robią po dni dwa, a trzeci dzień 
pieszo - od św. zaś Michała przez zimę, po dwa dni, a trzeci 
białogłowy w piątek do przędzy. Podwody do Lwowa raz 
w rok, i to dają za pańszczyznę. Zażynki, obżynki, tłoki i mo- 
czenie lnu, powinni bez pańszczyzny; oprócz tego dają po dwa 
kapłony i grzybów po dwa wieńce. Budynek pański drewniany 
z oknami w ołowiu alias zamek, a w nim obraz Panny Przenaj- 
świętszej wielki, z sukienką staroświecką". 
Wspomnieliśmy o Glinkach, których grunta graniczą z Cho- 
ciniem. A więc parę słów jeszcze o przeszłości tej osady. 
Dokumenty ordynacyi Ostrogskiej pokazują, że w 15G9 r. 
książe Wasyl Konstantynowicz Ostrogski osadził Glinki nad rze- 
czką, która dzieli wsie: Posiahwę z Horodyszczem i Buhryniem. 
Osada ta, jak opiewa dokument, założoną została "na syrym ko- 
rzeniu w dąbrowie, na uroczysku w Hlinach" o które długo 
trwał spór między kniaziami z Ostroga i Janem Czaplicem Szpa- 
nowskim, kasztelanem kijowskim, dziedzicem Posiahwy. Wspo- 


.. 


...
		

/Sponsorzy_004_01_099_0001.djvu

			1 


.. 


- 


91 


mina się w tych sporach kurhan Zubrowy, który dotąd na grun- 
tach tej wsi znajduje się i tę nazwę nosi. 
Glinki w maju 1650 r. prawie doszczętu zrujnowane zo- 
stały przez hordę tatarską, lecz już w 1666 r. 20 marca w Za- 
mościu, Konstancya księżniczka Wiśniowiecka przyprowadziwszy 
znowu wieś tę do porządku. przeznacza ją na dochód milicyi 
narodowej J). Niedługo wszakże służyła na to przeznaczenie, już 
bowiem w 1761 r. część Glinek oddana jest w dożywocie ipp. 
W oszczyckim, w sumie 2 tysięcy złp. 
Glinki ciągłe szły obok Równego i w ] 738 r. dostały się 
działem ks. Józefowi Lubomirskiemu, z wyrażeniem, że czyniły 
intraty 2.635 złp. 6 gr. Tenże Lubomirski sprzedaje tę wieś 
24 lipca 1700 r. Janowi Steckiemu, staroście sądowemu owru- 
ckiemu, za 73 tysiące złp. Odtąd nie wychodzą z posiadania 
Steckich, stanowiąc odłam międzyrzeckiego klucza. 


J) Archiwum dubieńskie, fascyk ?O.
		

/Sponsorzy_004_01_100_0001.djvu

			VII. 


'Vie
 Hlińsk, nadania. i przyw-iląje tej osady, stare zamczysko, 
góra zaII1kow-a i jąj źródła; paII1iątki 'W cerkw-i; pomnik knia.hini 
Pokotyłłow-E\]_ - Wie
 Bohdaszów. 


Turyście, zwiedzającemu w celach archeologicznych okolice 
Równego, radzimy zwrócić uwagę na pamiątkową historyczną 
osadę Hlińsk, zdawna do majętności rówieńskiej należącą. 
Wieś ta leży w miejscowości, gdzie się z sobą stykają trzy 
powiaty dzisiejszego podziału gubernii wołyńskiej. Graniczy na 
północ i wschód z włościami Piatyhory i Zdołbicą, już należą- 
cemi do Ostrogskiego powiatu, od południa z wsią Curkowem, 
a od zachohu z wsią Ulbarowem, położonemi w powiecie du- 
bieńskim; wąskim więc tylko klinem od północy przy wsi Se- 
mihranach wsunięta w powiat rówieński. Gleba tu glinkowata, 
a okolica obfitująca w lasy, po całej swej przestrzeni poprzerzy- 
nana wzgórkami, które stanowią ostatni kraniec pasma A wer- 
tyńskiego, idącego od południa. Znacznej obszerności staw tu- 
tejszy tworzy się z wód, idących od Ulbarowa, a ztąd zasilany 
źródłami, korytem odpływa do Piatyhor i Bohdaszowa. Majętność 
ta zajmuje znaczne obszary gruntu, podług ostatniego bowiem 
pomiaru pokazano tu w ogólności ziemi włościańskiej i ekono- 
micznej 2686 desatyn; w tej liczbie do 900 desatyn lasu. Tyle 
o statystyce i jeografii Hlińska; przechodzimy do jego pamiątek 
i historyi. 
Hlińsk jest jedną z dawniejszych osad w tych stronach, 
a, jak z pewnych skazówek wnosić można, miejscem zaludnionem 
był, bodaj, czy nie w przedchrześciańskiej epoce. 


I
		

/Sponsorzy_004_01_101_0001.djvu

			- '93 - 


r 


Wprawdzie dane piśmienne, akta i dokumenty Hlińska, 
sięgają tylko do pierwszej połowy XV stulecia, wskazując Oliza- 
rów Szyłowiczów, jako pierwotnych właścicieli tej osady; mało 
jednak gdzie w tym kraju wcześniejsze urzędowe przechowały się 
pomniki. 
Pierwszy dokument o H1ińsku jest wielkiego książęcia Ale- 
ksandra. a brzmi temi słowy: 
"Sam Alexander Bożeju miłostiu, welikij kniat Litowskij, 
Dali ieśmo kniaziu Konstantinu Iwanowiczu Ostrożskomu, ime- 
nija: Wzdołbicu i Glinsko, so wsim potomu kak neboszczyk pan 
Olizar Szyłowicz derżał, a potom kak na otca naszoho korola 
jeho miłost' i na nas derżano, tak potomuż so wsim s tym szto 
k'tym imenijam słuszajet, kniat Konstantin majet derżati wieczno. 
Pisan w Trociech 1496 Junja wiO. deń, indykta I:. Pri tom 
był Marszałok Namiestnik Słonimskij Pan Litawor Chrepto- 
wicz" l). 
Nie przestając na tern, powtórnie tenże książe przywilejem 
swym w r. 1497 Sabatho post die S, Hieronimi in Castro no- 
stris campestralibus circa Thoworzyszcze, nadaje temuż Konstan- 
temu Ostrogskiemu, za zasługi wojenne: dobra Vzdołbica, curiam 
Chlinsko, in districto Lucensi DermaiI, Lebedzij, Kunyn, Uyczdcij 
(dzisiejsze Uiśce), Korszow Lyedowa, Bohdaszow et Dołbunow 
(dzisiejszy Zdołbunow), Kwasiłów , Czeczyanowicze, Dubiszcze 
i Barsiuchow, co potwierdza Zygmunt I w Brześciu 1544 roku 
scptembra 24. 2). 
Z obu tych przywilejów wnosić należy, że Hlińsk nasz był 
i wówczas już dobrxe znaną i dawną osadą, i że góra zamkowa 
była już wtedy w stanie obronnym, czego ślady dotychczas 
przetrwały. 
Po kronikach natrafiamy na wspomnienie o zamku tutej- 
szym, z powodu zburzenia go przez Tatarów krymskich w roku 
1507, a więc wtedy, kiedy jeszcze Ostrogski był w niewoli mo- 


l) Metryka litewska ks. V. vol. 66; także Akty zapadnoj Rossii T. l, 
Nr. 138. 
I) Oryginał w archiwum dubieńskiem, kopia w papierach Stypułkow- 
skiego. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_102_0001.djvu

			- 94 - 


skiewskiej l}. W dzisiejszym stanie zamczysko w Hlińsku przed- 
stawia się wcale ciekawie i niemały budzi interes: docho- 
wały się tu bardzo widoczne ślady lochów, ścian kamiennych, 
fosy i okopy, a kamień (co także jest dowodem starożytności) 
tak spoił się i zrósł, że zdaje się, jakoby to wszystko było sa- 
morodne. 
Podobnego przykładu nie widzieliśmy nigdzie dotąd po naj- 
dawniejszych murach na Wołyniu j wprawdzie kamień jest tu 
muszlowiec. zawsze jednak spojność ta jest szczególną. Kiedy 
zniszczał, kiedy przestał istnieć ten zamek, dociec, dobadać się 
już trudno. Janusz książe Ostrogski, tworząc swoję ordynacyą 
i wyliczając włości do niej wcielone, między niemi zalicza i ca- 
strum Hlińsk, a nawet jeszcze Sanguszko, marszałek nadworny 
lit., pisząc w roku 1754 sławny swój list do Jabłonowskiego, 
wojewody ruskiego, usprawiedliwiający tranzakcyą kolbuszowską, 
i powody, które go do niej skłoniły, datuje to pismo z zamku 
hlińskiego. Pierwotnego zamku zpewnością już wówczas nie 
było, a prawdopodobnie.z gruzów jego wystawiony był dwór 
dzisiejszy, którego rozkład i architektura zdają się sięgać czasów 
ostatniego ordynata Ostrogskiego, w nim więc, zjeżdżając tu, re- 
zydować musiał Sanguszko. 
Dawne zamczysko w teraźniejszym stanie przedstawia górę 
owalną, znacznie nad poziom wyniesioną, tak, że chociaż ją 
okrążają lasy, od strony zwłaszcza Dubna, na parę mil jest 
widzialną. Cały obwód góry ma około trzystu stóp. Zamczysko 
samo jest o trzech kondygnacyach, płaszczyznami przedzielone, od 
północy głęboka fosa porosła drzewami; strona zaś południowo- 
wschodnia całkiem obnażona i ma jedno tylko wzniesienie. 
Z wierzchołka góry na wszystkie strony widać rozrzucone 
kurhany, to pojedyńcze, jakby strażnicze, to znowu po kilka razem. 
Na północ, naprzeciw okopów Piatyhor, przez ruczaj, jest mo- 
gilnik, składający się z ośmnastu kurhanów, obok siebie sypa- 
nych, i jednego znacznie większego, w odosobnieniu stojącego 
Od tych znowu, ku wschodowi przez błota, widać miejsce gó- 


ł) Jest o tem wzmianka i u Narbutta T. I. pag. 35; taUe przy rodo- 
\vodzie Glińskiego u tego
 Narbutta. T. VIII.
		

/Sponsorzy_004_01_103_0001.djvu

			95 


rzyste, na którem rozrzucone kurhany rozmaitej wielkości sta- 
remi dębami są porosłe. Kurhany te są kształtu stoikowatego, 
z nich rozkopano jeden przed laty kilkunastu i znaleziono szkielet 
jednego człowieka, a przy nim szczątki ielaziwa, prawdopodo- 
bnie broni, ale tak rdzą przetrawione, ie z nich nic jui rozpo- 
znać nie było moina; owoi teto kurhany zdają się naleieć do 
epoki przedchrześciańskiej. 
Pod względem gieologicznym zamkowa góra w Hlińsku 
równiei jest ciekawa. Składa się ona w całym swoim obszarze 
z warstw piasku i wapienia muszlowego, pod powłoką gliny. 
niewięcej nii łokciową. Łamią tu teraz kamień do budowli 
i na wapno; kopalnia jest prawie nieprzebraną, chociai nigdzie 
więcej w bliskiej okolicy śladu wapienia nie widać. Na północ 
ciągną się wprawdzie góry, lecz te zawierają pokłady kredy zwy- 
czajnej pod znaczną warstwą gliny. Z jednej z tych gór, nie- 
opodal dworu, a najbliiszej, gdzie się kreda znajduje, wytryska 
bardzo obficie źródło, wyborną wodę dające, tak obfite, ie nie- 
opodal w Piatyhorach tworzy staw, dostarcza wodę na młynach 
pod Aresztowem, ciągnie się przez Bohdaszów i wchodzi do 
stawu w Bassowym kącie. Obok tego źródła poniiej jest drugie, 
z ziemi do góry wydobywające się, ielazisto siarczane; tam, 
gdzie się te wody z sobą łączą, widoczny jest oddział między 
niemi; temperatura obu tych źródeł jest wielce odmienna. 
Przed laty kilkunastu chemik Seydl, przy uniwersytecie ki- 
jowskim, robił rozbiór tego mineralnego źródła tutejszego. Oka- 
zało się, ie woda jego zawiera kwas węglowy wolny i w połą- 
czeniu z ielazem i węglem, takie chlor i kwas siarczany w po- 
łączeniu z wapnem, magnezyą i glinką. Powierzchnia całego 
tego źródła pokrywa się mnóstwem sedymentu koloru pomarańczo- 
wego, którego główne pierwiastki są: ielazo i części zwierzęce, 
wskutek czego obecność amoniaku. 
Dawną i ciekawą jest cerkiew ruska w Hlińsku, której 
część tylko murowana, a reszta w dwóch trzecich drewniana. 
Jest tu wsławiony cudami z czasów jeszcze :XVI wieku, obraz 
N. Panny, gromadzący podczas odpustów lud z dalekiej okolicy. 
ztąd świątynię tę małym Poczajowem przezwano. Musiała tu już 
być cerkiew od niepamiętnych czasów, jeszcze za Olizarów;
		

/Sponsorzy_004_01_104_0001.djvu

			96 


ślady jej jednak piśmienne zaginęły, a pierwszą znaną erekcyą jej 
spotykamy dopiero w XV w., z której widać, że kniaź Konstanty 
Ostrogski zmurował tę właśnie część, która dotąd przetrwała. 
Malutka jednak ta świątyńka w późniejszym czasie, kiedy obraz 
jej w roku 1635, już kanonicznie za cudowny uznanym został, 
nie starczyła licznie napływającemu do niej ludowi, przybudo- 
wano więc Wówczas część drewnianą, a nad murowaną częścią 
wzniesiono kopułę. W nowszych czasach dobroczyńcą tej cerkwi 
był Remigiusz Jpłowicki, który w roku 1775 zbudował przy niej 
dzwonnicę, we środku cerkiew upiększył i erekcyą znacznie grun. 
tami uposażył t) Obraz N. Panny mieścił się we framudze, 
w której dziś tylko pozostało kilka greckich złoconych liter, pod 
powłoką wapna prawie nieczytelnych. Obraz z żywota św. Re- 
migiusza, na drzewie dość ładnie malowany. także zapewne jest 
pozostałością unicką. Pod murowaną częścią cerkwi są sklepy 
grobowe, w których, jak nam powiadano, mają się znajdować 
dwie tylko trumny, jakiegoś niewiadomego kniazia i ostatniego 
tutejszego parocha unickiego, księdza Suzickiego. A jednakże 
Jerlicz w swym Pamiętniku pod rokiem Hi55 Febr. 16 mówi: 
"Jm. pani Lwowa umarła, będąc w frasunku po synie Butowiczu, 
której ciało pochowano w cerkwi, w majętności Hlińsko, przez 
córkę onejże panią Chomiakową" 2}. W dawnych cerkwiach uni- 
ckich składano na ofiarę złociste i srebrne wota, zwyczaj ten 
przyjęty był z kościołów łacińskich, gdzie do niedawnych czasów 
przetrwał. Owoż ofiary takie musiały być znaczne w cerkwi 
hlińskiej, kiedy w jej księgach pozostała notata, jako w r. 1812 
rząd na potrzeby kraju zabrał z tej cerkwi gotówką i rozmaitych 
kruszcowych wotów przeszło na dwa tysiące rubli, a przytem 
tyleż wówczas bez wieści przepadło. Obecnie przechowało się tu 
zaledwie kilka posrebrzanych wotów i bardzo staroświecka sre- 
brna tabliczka, wyobrażająca grubym rylcem Abrahama poświę- 
cającego Izaaka na ofiarę. 


I) Wizyta tej cerkwi z 1779 kwietnia 3, wylicza ziemi pod sadybą paro. 
cha i ogrodami jego 2 desiatyny 904 sążni ornej 39 des: 1250 sążni, sianożęci, 
7 des: pod futorem i pasieką 2 des. 1086 sąż. 
2) Była to Regina Lwowa Sołomerecka, sukcesorka Romana Hoyskiego 
czyli Hośćskiego, jak ich wówczas pisano, pana na Hoszczy (dzisiejszej Huszezy).
		

/Sponsorzy_004_01_105_0001.djvu

			- 97 


Przed laty kilkunastu jeszcze, na cmentarzu tutejszym znaj- 
dował się ciekawy pomnik. Była to duża płyta z czerwonego 
marmuru z napisem w języku starosłowiańskim, wskazującym, 
że tu pochowana kniahini Pokotyłłowa, boj arka hlińska, wraz 
z córką swoją. Data na tym pomniku miała być z połowy XY 
wieku, Będzie to więc niezawodnie ta sama Pokotyłłowa, o któ- 
.rej wpominamy niżej przy opisie Bohdaszowa, dziedziczka tej wsi 
'sąsiedniej z Hlińskiem, żyjąca w pierwszej połowie XV stulecia. 
Daty schodzą się tu wybornie, tytuł tylko książęcy tej pani 
wydaje się podejrzanym, bo kniaziów Pokotyłłów nie natrafiliśmy 
, nigdzie wśród licznej plejady kniaziów na Rusi. Badacz nasz 
wołyński, zmarły Stypułkowski, wspomina w notach swych o tym 
pomniku w Hlińsku - widział nawet odkruszoną część jego 
u starego miejscowego parocha, który, w całej prostocie ducha, 
tym odłamem arheologicznego zabytku przykrywał dzieżę z kwa- 
szonemi ogórkami. 
Po wcieleniu do ordynacyi ostrogskiej Hlińska, osada ta 
dzieliła we wszystkiem jej losy, aż dopiero ostatni ordynat, Janusz 
Sanguszko, majętność tę oddał wraz z całym kluczem dubień- 
skim, do którego należała, Stanisławowi Lubomirskiemu, podsto- 
lemu koronnemu, z warunkiem, "iż klucz ten dubieński, ludzi 
pieszych na praesidium fortecy duhieńskiej, pod władzą hetmań- 
ską, konferowanej ma 270
. 
To później zamienione zostało na pieniądze, a z Hlińska 
do ostatnich czasów opłacano do rządu podatku ordynackiego 
.rocznie po rs. 210 kop. 16. Hlińsk w roku 1770 czynił intrnty 
5.031 złp. 
Sąsiednia z Hlińskiem wioska Bohdaszów, wspomniana już 
przez nas kilkakrotnie, nie ma żaonych zgoła pamiątek a jednak 
należy do naj dawniejszych osad tej okolicy. Przerzyna ją wzdłuż 
pasmo górzyste, które ciągnie się ku wschodowi. Staw ma ob- 
szerny, trzciną jednak całkiem zarosły - a podług planu roku 
1851 liczy 438 desiatyn 1.483 sażeny dobrej rodzajnej glinkowatej 
ziemi. 
Przeszłość Bohdaszowa bardzo odległa. Z papierów archi- 
wum dubieńskiego widzimy, że już na początku XV wieku - 
było to sioło zaludnione w posiadaniu bojarki hlińskiej Pokotył- 
z boru 1 Itepu. 7 


--
		

/Sponsorzy_004_01_106_0001.djvu

			98 


łowej, która je przemieniała bez dozwolenia hospodarskiego 
z Piotrem Olechnowiczem kuchmistrzem litewskim, na inne 
dobra. Olechnowicz znowu sprzedaje to mienie kniahini Maryi 
Semen owej Nieświckiej, pospolicie księżną Rówieńską po aktach 
nazywanej. Wtedy to Aleksander, król i w. k
. lit., listem swym, 
danym w obozie polnym przy Toporzyszczach r. 1497, zapisuje 
i nadaje sioło Bohdaszów, jako nieprawnie nabyte, Konstanty- 
nowi księciu Ostrogskiemu, z tym jednak warunkiem, aby zwrócił 
tyle, ile księżna Rówieńska zapłaciła, ona zaś ma zaraz z tego 
majątku wystąpić, o czeril daje także jej wiedzieć listem swym, 
z Wilna d. 24 juni pisanym. Nadanie to potwierdza Zygmunt I 
w r. 1544 dla księżnej Beaty Ostrogskiej i jej córki, Elżbiety. 
Od tej pory Bohdaszów wraz z IIpinem i Koszatowem sta- 
nowi jeden folwark, do klucza rówieńskiego należący i wraz- 
z nim przechodzi kolejno do Zamoyskich, Koniecpolskich, Wa- 
lewskich, aż się dostaje Lubomirskim. Przy spisywaniu w r. 1770 
tabeli intratnej Stanisława Lubomirskiego, podstolego kor. folwark 
ten czynił rocznie złp. 4,948 groszy 7. W początkach zapewne 
bieżącego stulecia odrywa się Bohdaszów z Koszatowem od Ró- 
wieńszczyzny i przechodzi na własność rodziny Jełowickich, z któ- 
rych ostatnim dziedzicem był Marcin, syn Pawła, znanego kon- 
syderowanego prezesa wołyńskiego - przeszło pół wieku majętność- 
ta pozostawała w domu Jełowickich. 


. 



 


L 


-
		

/Sponsorzy_004_01_107_0001.djvu

			VIII. 


Wieś Kustyn pod Ró"WneIn. położenie jej i paIniątki. Da"Wni dzie- 
dzice tej majętności: kniazio"Wie Nieś"Wieey, K irdeje-
Iylscy. Steccy. 
Kazimierz Stecki, kasztelan kijO"W8ki. jego działalnoś6 publiczna. 
Kościoł i klasztor po-bernard.yń,.,ki. je\j;o dzieje i fun	
			

/Sponsorzy_004_01_108_0001.djvu

			. I 


10
 


, 


ckiego była małżonką sławnego Konstantyna Ostrogskiego. Otóż 
Zygmunt I znanym już nam przywilejem 1518 roku. przyznając \ 
wszelkie dobra uprzednio posiadane przez kniazia Semena Wa- 
sylewicza Nieświckiego i żonę jego Maryą księżną Rówieilską, na 
rzecz Konstantyna Ostrogskiego, z wnuką ich ożenionego, wy- 
mienia w liczbie tych dóbr i Kustyn pod nazwą Kostko. W na- 
stępnych jednak inwentarz dóbr Ostrogskich, których dużo mamy 
pod ręką - nie znajdujemy już Kustyna, a przeciwnie natrafiamy 
na dokument, świadczący że już w 1543 roku, Kustyn ten hył 
własnością Piotra Kirdeja, do którego zapewne zamianą lub 
nabytym sposobem przejść musiał. Kirdeje stara ruska rodzina, 
używali przydomku Mylskich, od dóbr starego i nowe,f/o 1I1!flska, 
dotąd w okolicy Ostroga położonych. Olizarowie również staro- 
żytna na Rusi rodzina, od tych Kirdejów wywodzą się, a pierwsi 
tego. domu przodkowie, piszą się Kirdejowiczami. 
Król Zygmunt August w Lublinie l lipca 1569 roku na 
prośbę 'Vasyla Konstantynowicza kniazia Ostrogskiego, wojewody 
kijowskiego, marszałka ziemi wołyńskiej, starosty włodzimirskiego 
i urodzonego Olizara KirdeJa mylskiego marszałka, potwierdza 
rozgraniczenie dóbr ich Równego i Kustyna, które polubownym 
sposobem między sobą uczynili. Dokument ten znajdujący się 
w archiwum rówieńskiem, charakterystyczny formą dawnych do- 
kumentów granicznych, tak oprowadza granice naszego Kustyna: 
"Najprzód począwszy od Rzeszecka, graniczy rzeczka ŚWierznica. tą 
Swierznicą w rzekę Horynią granica idzie pod Perszków Most, 
puszczając stare rzeczyszce z Ostrowem wszystkim do Imenja 
Kurtyńskiego, 'a od Horynia do Peresutej, a ta Peresuta dzieli 
grunt rówieński od Kustyna. Od Peresutej idzie granica gościń- 
cem aż do Zaborowla, a od Zaborowla błota dzieli grunt Imenja 
rówieńskiego z Kustynem aż do młyna zaborowskiego, a od młyna 
zaborowskiego granica idzie błotem pod Żytyn, które błoto dzieli 
się na poły granicząc od Żytyna, i od Kustyna od żytyńskiej gra- 
nicy do Szpanowa granicy Czapliców, która idzie potem aż do 
kopca granicy błoto Rudka na poły z rzeszeckiemi grunty aż 
znowu do rzeczki Świerznicy l). 


. 


I) Pomimo pozornej zawiłości, nie można jednak tym dawnym naszym 


to
		

/Sponsorzy_004_01_109_0001.djvu

			. 


*' 


101 


Córka Olizara Anna, wyszła za mąż za Ludwika Żdżar- 
ski ego herbu Gozdawa, któremu w wianie dostał się Kustyn. 
Syn jego Andrzej część grun,tów kustyńskich odprzedał do Za- 
borola Zamojskiej i zostawił syna Stefana Aleksandra i córkę 
Krystynę, poślubioną Samuelowi Hołowińskiemu, miecznikowi 
owruckiemu. 'V 1699 roku widzimy jeszcze tego Stefana Żdżar- 
kiego dziedzicem Kustyna, musiał jednak umrzeć bezpotomnie, 
bo Kustyn wzięli po nim w spadku: synowiec Jan Hołowiński 
także miecznik owrucki i synowica Ludwika z Krzywicz Hoło- 
wińska (oboje dzieci Krystyny) zamężna za Stanisławem Rzewu- 
skim Suchodolskim. Od tych Hołowińskich i Suchodolskich, czę- 
ściami nabywa włość kustyńską w 1713 roku Kazimierz Stecki, 
wówczas jeszcze tylko chorąży kijowski, podstarości żytomirski. 
sęrlzia grodzki włodzimirski, który w tym czasie liczne dobra 
w tych stronach skupował. Temu nowemu nabywcy Kustyna. 
poświęcimy dłuższe wspomnienie. jużto rllatego. że się znacznie 
do jego wzrostu i wzniesienia przyczynił, już zresztą dla tego, 
że był jedną z naj wybitniejszych swojego czasu postaci w kraju, 
postacią historyczną, nie tylko przez stanowisko i działalność 
w sprawach publicznych, w polityce ówczesnej, ale i jako ostatni 
bodaj przedstawiciel gasnącej Sarmaczczyzny w epoce jej przełomu 
z historyczną plejadą saskich i stanisławowskich postaci. Syn 
jedyny prawie, bo brat jego Michał przywdział sukienkę zakonną 
u dominikanów w Lublinie, Jana miecznika kijowskiego i Heleny 
Iwanickiej, spadkobierca w przyszłości wielkich dóbr nad Dnie- 
prem, od młodości jednak Kazimierz Stecki zaprawiony był do 
rycerskiego rzemiosła. Domowe tradycye łączyły go ze sprawą 
Leszczyńskiego, był więc jednym z pierwszych, którzy przystąpili 
do konfederacyi tarnogrodzkiej na obradach w Lublinie wraz 
z teściem swoim Kossakowskim i Potockim, starostą bełskim. go- 


aktom granicznym nie przyznać pewnej ścisłej dokładności w topograficznem 
określaniu granic. Znającemu miejscowość, Ilziś jeszcze po tylu wiekach, taką 
granicę wynaleść nietrudno. Dodać też należy, że nazwy dawnych wiosek, rze- · 
czułek, błot, i t. p. przetrwały w tej okolicy wieki. l tak w przytoczonym 
przed chwilą dokumencie, wszystkie nazwy utrzymują się dotąd. Jeden tylko 
Perszków most przemieniony na nazwę Aleksandryi, zapewne przy założeniu 
dzisiejszego miasteczka.
		

/Sponsorzy_004_01_110_0001.djvu

			102 


rąco popierał wniosek wycofania Sasów z kraju. Na sejmach 
grodzieńskim w 1718 r. i marszałkowskim w r. 1722, całą siłą 
wymowy bronił przywilejów wojska i władzy hetmańskiej; piękne 
jego mowy z tych sejmów mamy w Tece Podoskiego Tom II i V. 
Był jednak młodzieńcem prawie wówczas i głos zabierał tylko 
jako chorąży kijowski. Właśnie za ten hart przekonań polubił 
go August II i obsypał go intratnemi starostwami, z koła rycer- 
skiego ścieląc mu drogę do senatu. W 1691 roku mianowany 
starostą serebryskim, podstarościm grodzkim, żytomirskim i wło- 
dzimirskim - w 1715 r. został chorążym kijowskim, w r. 1718 
otrzymał chorągiew pancerną (Sygil. 19 fol. 123) w następnym 
1719 został pułkownikiem j. k. m. - a od dnia 17 października 
1722 król August II konferował mu kasztelanią kijowską po Jó- 
zefie Potockim (SygiI. 20 f. 42) i wkrótce potem starostwo 
owruckie. Mało kto może ze współczesnych, równie szybko po- 
stępował po stopniach zaszczytów. Zanotujemy tu, że August 
Mocny ceniąc w młodym kasztelanie umysł niepospolity i nie- 
ugiętą siłę przekonań, musiał się czuć pociągnięty ku niemu 
i piękną jego postawą, wychowaniem rycerskiem i ćwiczeniami 
ciała co wszystko u króla łamiącego podkowy nie mały walor 
mieć musiało. A nikt lepiej z młodego rycerstwa nie dosiadł 
konia od młodego Kazimierza, nikt go w .harcach i turniejach 
dworskich w Warszawie prześcignąć nie potrafił. Z dzielnego 
i urodziwego pułkownika, urosłszy na poważnego senatora. ja- 
śniał i w radzie nowomianowany kasztelan zaletami umysłu i serca, 
czego świadectwo znajdujemy nieraz w pamiętnikach z tych cza- 
sów. Ugruntowany w wierze ojców, kilka pięknych pobożn
'ch 
fundacyj po sobie zostawił. W 1724 założył misyą jezuicką w Ży- 
tomierzu a przy niej szkoły, co przy misyach tego rodzaju do 
wyjątków należało. To też konstytucya roku 1768 utrzymała tę 
misyą z tego mianowicie względu: "Fundacyą w. Kazimierza 
SteckieKo kasztelana kijows., w recesie sejmowym 1726, do apro- 
bacyi pozostałą dla księży jezuitów, jako nietylko co do misyi, 
ale i co do szkół bardzo potrzebnych, ad lJublicam utilitatem 
aprobujemy". Są słowa tej konstytucyi. Po zniesieniu zakonu 
szkoły te PQszły pod zarząd komisyi edukacyjnej - nareszcie 
w 1732 r. fundował kościoł i klasztor bernardynów w Kustynie, 


. . 


-
		

/Sponsorzy_004_01_111_0001.djvu

			103 


. 


o czem później. Pomimo tak uznanej pobożności, nie przeszka- 
dzało to panu kasztelanowi, obyczajem ówczesnym prowadzić 
proces zacięty przez lat kilkanaście z bazylianami żydyczyńskimi 
o pewne dobra w okolicy Łucka, z któremi graniczyło kniahy- 
nińskie państwo dziedziczne kasztelana. Dóbr tych w wojewódz- 
twach kijowskiem i wołyńskiem rozrzuconych, miał kasztelan 
jak maku. Ojczyste, które mu się w spadkach po rodzicach 
dostały, leżały przeważnie nad Dnieprem. jak Ilińce i gniazdo 
rodzinne Steczanka, z grobami przodków. w widłach dwóch rzek 
Dniepru i Teterowa położona, do tych dóbr należało sioł i fu- 
torów bez liku. W województwie wołyńskiem wziął po rodzicach 
Chabne, słynne potem' fabryką sukien, Iwańczyce. Kniahynin, 
Serniki. Trościanka pod Łuckiem i wiele innych. Sam zaś po- 
cząwszy od Kustyna, mnóstwo dóbr mianowicie w okolicy Ró- 
wnego skupował. Ze starostw posiadał owruckie. serebryskie, dymir. 
skie i dydowskie. Takiemże prawem emfiteutycznem miał sobie na- 
dane od Augusta II w kijowskiem, dobra: Sywer, Horodyszcze. 
Buki. Bakoszyn, Zroków, Stawiszcze, Romanów. Żydowce, Czar- 
nowce i Koszlaki, po śmierci ostatniego książęcia Rożyńskiego, 
dyspozycyi królewskiej podpadające J). Zajęty sprawami publi- 
cznemi, często się wydalał kasztelan to do Drezna, to do stolicy. 
zawsze jednak z upodobaniem powracał do ulubionego Kustyna, 
gdzie pałac wystawił - tu też i umarł w 1748 r., pochowany 
w grobach kościoła bernardyńskiego. Kasztelanią kijowską wziął 
po nim Nikodem W oronicz, podkomorzy kijowski dnia 20 listo- 
pada 1748 r. (Sygil. 27 f. 113). Dwa razy wchodził kasztelan 
Stecki w związki małżeilskie l voto z Joanną Nusierowską, wdową 
po Janie Kuberskim, z tą dzieci nie miał i 2 voto 2' Antoniną 
Korwin Kossakowską. córką Aleksandra stolnika Czernihowskiego 
i Teofili Drużbicówny chorążanki bełskiej. Ta ostatnia przeżyła 
go i z niej pozostało potomstwo dwie córki i syn. Z córek Ma- 
ryanna była za Ożgą starostą romanowskim, Karolina za Zagór- 
skim starostą owruckim, syn zaś Jan Kazimierz Stecki był osta- 
tnim chorążym wielkim koronnym, starostą stawiskim. następnie 
owruckim po szwagrze. Jest to postać także bardzo wybitna 


a) Patrz przywilej ten w Stallnickiego : .Synowie Gedymina" T. I. p. 
l. 


. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_112_0001.djvu

			104 


w ostatnich latach zeszłego i na początku bieżącego stulecia, ale 
już o wiele od pięknej sarmackiej postaci ojca różniąca się _ 
o wiele mniej sympatyczna. Pisano o nim wiele, niernasz prawie 
pamiętników z tych czasów, któreby o nim i o wspaniałem życiu, 
jakie pędził w Międzyrzeczu-Koreckim, o łowach i balach tam 
wyprawianych nie wspominały. Koźmian cały mu rozdział w swych 
Pamiętnikach poświęca, chociaż nie lubił go widocznie, bo prze- 
sadza w malunku, robiąc z niego tyrana drobnej okolicznej szlachty, 
którą więzić miał jakoby, okutą w łańcuchy w lochach mię- 
dzyrzeckiego swego pałacu. Fałsz to wierutny, bo już i czasy 
w których żył chorąży, nie były potemu i takie wybryki samo- 
wolności magnata, nie uszłyby mu bezkarnie. Ale co prawda, 
był chorąży skąpym pomimo wystawy jaką się otaczał, egoistą 
i dumnym niesłychanie. Najwybitniejszą wadą .jego charakteru 
było pieniactwo, wada zresztą ta była wadą wieku w którym 
żył - a podlegali jej magnaci zarówno jak i drobna szlachta, 
każdy na swoję skalę. Pan chorąży zasypywał sądy i trybunały 
ówczesne naj dziwaczniejszego rodzaju sprawami, procesował się 
o lada drobnostkę, o piędź ziemi. o sto złotych, nie zważając 
czy przeciwnik jego był bogatym jak on magnatem, czy zagono- 
wym szlachcicem. Cieszył się naj drobniejszą wygraną, zżymał 
się kiedy sprawę przeciwko niemu osądzono. Był satrapą w ca- 
łem znaczeniu tego wyrazu, sprawami publicznemi zajmował się 
bardzo niewiele, zwłaszcza w ostatnich czasach, urząd piastował 
tylko pro forma, dla zaszczytu, dla pozyskania orderów. To też 
Stanisław August, który jednał sobie stronnictwo choCIażby naj- 
nieczynniejszych magnatów, obdarzył go gwiazdą ś. Stanisława, 
a następnie i Orła Białego. Co najdziwniejsza, to że człowiek w ro- 
dzaju chorążego, mógł brać udział w konfederacyi barskiej, ajednak 
tak było w istocie - wyraźnie więc pomimo woli wplątano go 
w tę robotę. I niedługo musiał do niej należeć, bo Stanisławowi 
Augustowi pozostał wiernym aż do jego upadku - mamy pod 
ręką kilka listów króla do niego pisanych, wielce uprzejmych. 
Po upadku kraju, usunął się od życia publicznego zupe
nie, zam- 
knął się w sztywnym, jak on sam, pałacu swym w Międzyrzeczu- 
Koreckim, dobrach które kupił od Lubomirskich, polował namię- 
tnie, hodował słynne swojego czasu konie polskiej i tureckiej krwi, 


--
		

/Sponsorzy_004_01_113_0001.djvu

			105 


wyprawiał bale i reduty dla sąsiadów, którzy choć go w duchu 
nie lubili, zjeżdżali na takowe licznie. Jako charakteryzującą 
rlobrze pana chorążego próbkę, doŚĆ powiedzieć, że jak skoro 
kupił w 1773 roku Międzyrzec w którym zastał szkołę pijarską 
fundowaną przez Lubomirskich, wnet pozwał jej rektora, chcąc 
odebrać pijarom niektóre grunta zdawna do nich należące a na- 
wet i niektóre budowy klasztorne, od sumy zaś funduszowej 
100 tysięcy złotych zapisanej z procentem 7% temu zakładowi 
przez fundatora Jerzego Lubomirskiego i opartej na dobrach 
międzyrzeckich, w pierwszym zaraz roku zmniejszył ten procent 
do 6, następnie do 5, a w r. 1776, na mocy zapadłej konstytucyi 
o procentach do 3 1 / 2 11 / 0 J) W następnych czasach pogodził się 
jednak p. chorąży z pijarami, a nawet świadczył wiele tak ko- 
ściołowi jak i szkole. Zanadto może rozszerzyliśmy się nad tym 
ostatnim dziedzicem Kustyna, który zresztą ni
dy tu nie mieszkał, 
w kilku słowach więc zakończymy biograficzną o nim wzmiankę. 
Jak w życiu publicznem i społecznem, tak i w domowem nie 
był łatwym p. chorąży - to też wciąż to się żenił, to rozwodził, 
a żył bardzo długo, bo aż do 1820 roku, pochowany w kilku 
kościołach na Wołyniu, których był fundatorem. Z pierwszej 
żony Maryi-Teresy Małachowskiej, córki Jana kanclerza w. kor. 
i Izabeli Ilumieckiej, wojewodzianki podolskiej, zostało mu trzech 
synów: Ignacy młodo zmarły w legionach polskich we Francyi, 
o którym wspomina Rulhiere, Karol dziedzic Kustyna i Józef 
dziad dzisiejszego dziedzica Międzyrzecza. Z drugiej żony Teo- 
dory Walewskiej wojewodzianki Sieradzkiej, z którą się rozwiódł 
chorąży, pozostała córka Dorota wydana za Józefa Lubomir- 
skiego senatora, dziedzica Dubna - trzecią Michalinę Popielówną 
poślubił już w starości, i ta go porzuciła, dzieci mu nie pozosta- 
wiwszy. Syn Karol na którego schedę dostał się Kustyn, mieszkał 
w sąsiednim Szpanowi e, a umarł także w młodym wieku. Z Maryi 
Morsztynówny, która po owdowieniu wyszła powtórnie za sła- 
wnego jenerała Kniaziewicza, miał Karol Stecki jednę tylko córkę 
Aleksandrę, zaślubioną Michałowi ks. Radziwiłłowi, wojewodzi- 


J) O t.em wspomina ks. Moszyński w "Monografii kolegium i szkoły 
vijarskiej w Międzyrzeczu Koreckim str. 54 i 68. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_114_0001.djvu

			106 



owi wileńskiemu, jenerałowi i naczelnemu wodzowi wojsk pol- 
skich w 1831 r., zmarłą w 1858 roku, matkę dziś żyjących Radzi- 
wiłłów Zygmunta i Karola. Księżna ta jeszcze sprzedała z ojco- 
wizny piękny Kustyn, sławnemu w okolicy bogaczowi i skąpcowi 
zarazem Janowi Rakowskiemu, który bezżenny przemieszkał tu 
lat kilkadziesiąt w dawnym Steckich pałacu. Liczni sukcesoro- 
wie, dalecy jego krewni rozebrali po nim olbrzymi w kapitałach 
spadek, dobra zaś Kustyn i Iwańczyce, dostały się jednemu z nich 
Siemiątkowskiemu dotąd je posiadającemu, pałac jednak stoi 
pustką, dziedzice bowiem w Iwańczycach obrali sobie rezydencyą. 
Wspomnieliśmy o tutejszym kościele pobernardyńskim, do 
niego więc jeszcze powracamy, świątynia ta bowiem już do mi- 
nionych pamiątek Wołynia należy. Zbudowany na wysokiem na- 
turalnem wzgórzu, na końcu wsi, za stawem, wcale imponująco ' 
wygląda. Budowa jego w kształcie krzyża o dwóch wieżach za- 
kończona półkolem, w którem mieścił się ChÓl' dla zakonników. 
Z prawej strony kościoła, korytarzami z nim połączony ciągnie 
się dwupiętrowy klasztor, a wszystko to razem murem od stawu 
opasane. Od kościoła na zachód, wznosi się drugie wzgórze, 
fosą i rzuconym na niej mostem z kościelnem połączone. Tę 
drugą górę nazywano Kalwaryą, było bowiem na niej czternaście 
kapliczek murowanych z figurami Ś.Ś. Pańskich, do dróżek krzy- 
żowych służących. te wczęści poupadały, a wzgórze całe na cmen- 
tarz obrór.ono. Pierwszemi fundatorami kościoła tego i klasztoru 
w 1732 r. za zezwoleniem biskupa łuckiego Lipskiego byli ka- 
sztelan Stecki z żoną swoją Kossakowską; ostatecznie jednak ko- 
ścioł ten dopiero w 1760 roku skończony został i w tymże roku 
4 lipca konsekracyi jego pod tytułem Narodzenia Maryi Panny, 
dopełnił Franciszek Antoni Kobielski, biskup łucki i brzeski. 
W głównym ołtarzu mieścił się tu wizerunek M. Boskiej Sokal- 
skiej, a w jednym z bocznych, obraz cudami słynący zawieszony 
wotami św. Antoniego Padewskiego, do którego w dzień tego 
patrona przybywały na odpust liczne ludu gromady. W skle- 
pach kościelnych spoczywają zwłoki fundatorów i innych członków 
rodziny Steckich i wielu zakonników. O ile z dawnych wizyt 
tego kościoła, które oglądaliŚmy w innym klasztorze, wnosić 
można, nie słynął on nigdy zamożnością. zakrystyą miał ubogą, 


I 
L 


- 


--
		

/Sponsorzy_004_01_115_0001.djvu

			107 


bibliotekę klasztorną z 78 dzieł tylko złożoną, funduszów kościel. 
nych 54 tysiące złotych z s;um przez założycieli i Stanisława 
Lubomirskiego podstolego kor. zapisanych. . 
Od tych funduszów pobierał klasztor prowizyi rocznej rub. 
282 kop. 87, za które zakonnicy obowiązani byli odprawiać 392 
mszy czytanych, 78 śpiewanych i 4 uniwersarze. W klasztorze 
nie bywało nigdy więcej nad sześciu kapłanów i kilku braciszków l). 
Pomiędzy tymi braciszkami, w ostatnich już latach istnienia kla- 
sztoru, słynął brat Flawiusz, o którym pamięć przechowała się 
dotąd w okolicy. Istny to "bowiem był typ kwestarza, z obrazów 
Chodźki pochwycony. Nikt lepiej nad niego, klasztorowi datków 
przysporzyć nie umiał, w pałacach magnatów i pod słomianemi 
strzechami, wszędzie jowialnego, pełnego konceptów braciszka 
witano z radością. A szczególną miał manią układania rymów, 
nie mówił nawet inaczej jak wierszami. Już wchodząc na próg, 
w miejscu sakramentalnego Laudetur, kładł szeroki krzyż na pier- 
siach i witał gospodarzy słowami: "w Imię Ojca i Syna, oto m 
bernardyn z Kustyna" i dalejże sypały się rymy, jak z rękawa. 
Pozostały jeszcze u nas choć rzadkie klasztory, ale typ takich 
kwestarzy zatracony zupełnie. W 1837 roku kościoł i klasztor 
w Kustynie z woli rządu skasowany został, kościoł zamieniono 
na cerkiew ruskiego obrządku, nazwaną Mikołajewską. Nabo- 
żeństwo jednak wprowadzono do niej dopiero w 1
53 roku, 
i w tymże roku 27 sip.rpnia od piorunu spaloną została, zrestau- 
rowano ją dopiero w 1859 r. Do parafii tutejszej, oprócz Ku- 
styna należą okoliczne wsie Koptewicze, Wołoszki i Rzeszuck. 


') 
zczegóły te z dawnej wizyty tego kościoła z roku 1818.
		

/Sponsorzy_004_01_116_0001.djvu

			IX. 


Urok archeologieznych vvycieczek po kraju. - Hi",torya ,hvóch 
dsW'nych Al:ródl<:óvv: Koźlin, jeKo dOll1ovve spravvy i dzi
e ll1ie- 
f'4zkańoóvv. sąsiednia vvioska Chotenka. - l\Iiasteczko, dziś vvieś 
Horodyszoze pod Róvvnell1; przyvvil
 Zygrnunts Augusta na 
osadzenie rniasta: dzieje rodziny Horodyskioh her'bu Korczak, 
OpusR:ozonych uNiesieokiego. 


Ponieważ okolice Równego przedstawiały mi najwięcej ma- 
teryałów do dziejów dawnych rodzin wołyńskich i ich siedzib, 
a nęciły i pięknością położenia i niesłychaną ilością pamiątek 
z przeszłości, podań, domowych archiwów, kościołów, mogił i ruin, 
co wszystko nigdy piórem dotknięte nie było, a co widziałem 
z każdym dniem ginące i zacierające się coraz bardziej, mianowicie 
więc badaniom i poszukiwaniom w tej okolicy czas swój poświę- 
ciłem. Zamieszkawszy w wygodnym zajeździe w Równem, 
puszczałem się ztąd na turystowskie wycieczki po okolicy, w pro- 
mieniu mil kilku, a choć rozmaitego, po rozmaitych zwiedzanych 
miejscowościach, doznawałem przyjęcia, nie zrażałem się tern je- 
dnak, i z teką pod ręką, z głową rozmarzoną wizerunkami i po- 
staciami z dawno minionej przeszłości, które mi stawały za naj- 
ulubieńsze ideały, jak ów Żyd tułacz, z hasłem "dalej", po wsiach 
i miasteczkach, po ubocznych droiynach, nie omijając ani jednej 
cerkiewki, ani jednego szlacheckiego dworu, radując się na widok 
każdego klasztorku. najczęściej w ruinach leżącego, witając każde 
horodyszcze, każdą starą mogiłę, jak najulubieńszych druhów 
z któremi bratałem się, zespalałem z każdem dniem więcej, nie 
spostrzegłem się, jak sporą część kraju w ten sposób obiegłem. 


t 


--
		

/Sponsorzy_004_01_117_0001.djvu

			I 


t 


-- 


109 


Teraz przed sobą miałem, dwa w pobliżu Równego znajdujące 
się gródki: Kotlin i Horod)'szcze, jako gródki zanotowane już 
tylko w starych archiwalnych szpargałach, a wistocie od wieków 
zamienione na wiejskie osady, o przeszłości których,' ani o ich 
dawnych mieszkańcach. zaprzysiągłbym, że nie wiedzą ani słowa, 
nawet 8tarożytno-dzisiejszy mieszkańcy tych okolic, a bez wą- 
tpienia ani nawet właściciele tych osad. A więc ruszajmy do 
Kotlina; obojętni czy ciekawi, posłuchajcie, co mi o nim wysze- 
mrały stare papiery. O, bo też te stare papiery, gdy się kto z ich 
mową oswoi, nie wzdraga się ich atmosfery, dziwy wam prawić 
gotowe, przeniosą was w świat setkami lat odległy, istotnie 
jakbyście tam byli, jakbyście żyli w te czasy... 
Kotlin. tak jak się nam dziś przedstawia, to wieś duża, 
o wiorst 20 od Równego odległa, zdala poza nią rysują się 
lasy, środkiem wsi wspaniałą wstęgą płynie Horyń, i niedość 
jej na tern, znać upodobała sobie rzeka ta tę miejscowość, bo 
się tu właśnie rozdzieliła na trzy koryta, jakby łańcuchem starą 
tę osadę oplotła. 
Na głównem korycie jest tu młyn stały, a na średniem śluza 
60 sążni długa, niegdyś w 1810 r. z wielkim kosztem zbudowana 
przez dziedzica tego miejsca, Jana Steckiego, chorążego w. kor., 
oddana następnie w ręce rządu, aby ją nadal utrzymał, co gdy 
spełniane nie było, i śluza całkiem opustoszała, nowi właściciele 
rozpoczęli o to proces z rządem, który od 1844 roku ciągnął się 
przez lat kilkanaście, bez żadnego skutku podobno. 
Nad rzeką na górze, sterczy tu stare odwieczne zamczysko, 
raczej ślady wału, którym niegdyś opasane było i gdzieniegdzie 
z ziemią zrównane szczątki murów, o których lud swoim zwy- 
czajem sakramentalne o skarbach baśnie baje. Pod zamczyskiem 
cerkiew drewniana, niegdyś unicka; przetrwała może mury, ale 
w 1793 roku Stecki z gruntu ,odbudował, utrzymawszy dawną 
€rekcyą, według której, z każdej chaty płacono parochowi złoty 
a. diaczkowi pół złotego. Sądziłem, że natrafię tu na stare pa- 
piery, niestety, okazały się tylko dawne wizyty unickie i to od 
roku 1777 dopiero, i pótniejsza erekcya pana chorążego. Oto 
wszystko co pozostało, co dziś jeszcze widzieć można w Kotlinie.
		

/Sponsorzy_004_01_118_0001.djvu

			, 


110 


Co do nazwiska tej osady, to prawdopodobnie powstać musiało 
od wielkiej ilości kozlów (sarn) w okolicznych sławnych niegdyś 
puszczach, po których olbrzymie pnie jeszcze napotykać się dają, 
a którym przemysłowy nasz wiek XIX koniec zgotował. 
Przechodzimy do starych papierów. 
Kniaź Jurij Fedkowicz Nieświcki zeznaje, że pojął u pana 
I wana dziewkę pannę Nastazyą sobie za żonę, po której dał mu 
ojciec 150 kóp groszy litewskich. A on swej żonie kniahini Na- 
stazyi zapisał na swej ojczyźnie, na Zaborolu, obydwu Żytynach, 
Koźlinie i Perszkowym Dworze 300 kóp szerokich groszy, roku 
od stworzenia świata 6975, co wypada podług dzisiejszej rachuby 
na rok 1467 I). Następnie, syn zdaje się jego, około 1500 roku, 
dokumentem datowanym w Łucku, bez wyrażenia roku, a tylko, 
że jest wydanyaugusta13, indykta 7; kniaź Semen Jurjewicz, 
starosta łucki i kamieniecki, marszałek wołyński, postać już nam 
dobrze znajoma, historyczna, darowuje Koźlin słudze swemu, 
marszałkowi, Hryckowi Danilewiczowi i odgranicza tę majętność od 
Zaborola i Żytyna II). Nie zważając na to Konstanty, książe Ostrog- 
ski, znany już nam z uprzednich wzmianek, przywilejem 1518 r., 
wyrabia u króla przyznanie mu wszystkich dóbr, niegdyś posia- 
danych przez kniazia Semena Wasylewicza i żonę jego, księżnę 
Maryą Rówieńską, a dziada i babki jego żony Anny, oraz jej 
ojca, księcia Semena Jurjewicza, a między temi wymieniony jest 
i Koschlyn. 
Póki żył' Danilewicz, władał tą majętnością, lecz za zejściem 
jego, chciwa Beata Ostrogska, zawyrokowała, że nadanie Ko- 
źlina Danilewiczowi, było tylko dożywotniem i wdowie jego uży- 
tkować tą majętnością nie dozwoliła. Danilewiczowa wraz z synem 
Jurkiem Hryckowiczem, którzy już się byli i przezwali z tytułu 
dziedzictwa, Koźlińskiemi, udaje się pod opiekę i protekcyą króla, 
który na ich r
ce i wydaje w 1546 roku list tak zwany earuczny, 
do ks
ężny Ilinej, aby im Koźlin odstąpiła. Prócz tego wydaje- 



 


J) Rzadki ten dokument, a rzadki, bo wszystko co po za wiek XVI 
sięga jest rzadkością archiwalną na naszym ubogim W ołyniu, pożo
ami i na- 
jazdami tak często niszczonym, wypisał T. Stypułkowski w archiwum Stepań- 
skiem. 
I) Oryginał w papierach Stypułkowskiego. 


--
		

/Sponsorzy_004_01_119_0001.djvu

			111 


I, 


drugi list, pod datą 'j marca tegoż roku, do kniazia Wasyla 
KonstantYllowicza Ostrogskiego, polecając mu, aby się zaopieko- 
wał Koźlińską i synem jej Jurkiem. Lecz Beata, jak wiadomo,. 
nie była z tychto niewiast posłusznych, bodaj nawet królewskim 
rozkazom, owszem, obrażona tern, że się na nią skarżyć ważono, 
i wdowę i syna wypędza z Koźlina. Jurek tym razem sam już 
zanosi powtórną skargę do króla, ażeby lepiej poprzeć swoję- 
sprawę, staje jako bojarzyn w służbę u Wasyla Ostrogskiego" 
antagonisty Beaty. Sprawa toczyła się długo, aż nareszcie w r. 
1565 wychodzi mandat królewski, aby Albrecht Łaski dopuścił' 
Danilewiczów do posiadania Koźlina. Lecz pan wojewoda sie- 
radzki, małżonek starej Beaty, który już w dobrach jej rozgo-. 
, 
spodarował się na dobre, słyszeć o tern nie chciał, i już nam 
niewiadomo, czy to śmierć zaskoczyła naszego Jurka, czy to 
wskutek jakichś z nim układów, dość że nieco później, widzimy 
z papierów, że kniaź Wasyl Konstantynowicz 05trogski, który 
cały spadek Beaty odzyskał, spokojnie włada i dziedziczy w Ko- 
źlinie, toż później i następca jego książe Konstanty Ostrogski, 
krajczy w. ks. lit., starosta włodzimirski. Ten ostatni wyro- 
bił sobie u króla Stefana w Krakowie w 1580 roku przywilej,. 
który wyraża, że kniaź dla lepszej obrony i bezpieczeństwa, chcąc 
zamek zbudować w majątku swoim Koźlinie nad rzeką Horynią 
leżącym, pozwala mu miasto założyć, wolnemi ludźmi osadzić,. 
przy tern nadaje miastu prawo magdeburskie, wybór rajców, bur- 
mistrzów, którzy urząd swój sprawiać mają, jako władza od 
króla nadana" J). Książe Konstanty zaś ze swojej strony w roku 
1583, rozszerzył jeszcze te prawa, polecając wpisać je w księgi 
miejskie koźlińskie. 
Od tej pory Koźlin rozdzielił się na dwie części: Stary, da- 
wniejsza wieś, która poczęła się także zwać Staryki i Nowy, sta- 
nowiący wraz z zamkiem miasteczko. 
Ubożuchna to zapewne mieścina, choć nad spławną rzeką 
położona, choć miała przywileje i magdeburgią, w taryfie 1684 


l) Przywilej ten mocno uszkodzony znajduje się w archiwum szpaD;0w- 
skiem.
		

/Sponsorzy_004_01_120_0001.djvu

			- 112 - 


I 
roku, widzimy że płaci wszystkiego tylko 15 złotych szelążnego. 
Koźlin szedł ciągle obok Równego i dopiero w roku 1773; wraz 
z sąsiednią wioską Chotenką, sprzedany został przez Lubomir- 
skich Antoninie zjełowickich Niemiryczowej, za 175 tysięcy złotych. 
W następnym roku ta go darowała Henrykowi Niemiryczowi, 
a ten w r. 1779 odprzedał go Wincentemu Pott'Jckiemu, p. k. za 
200 tysięcy złotych. Jakoś wszyscy ci nowi nabywcy, pozostać tu 
długo nie mogli, czy to, że wytrzebione lasy nęciły swoim ob- 
szarem, a rzeczywistego pożytku mało przynosiły, czy, że sami 
tu nigdy nie mieszkali, dość, że w r. 1781 i Potocki odprzedał 
tę miejscowość Świejkowskiemu za tęż sumę, a ten ostatni znowu 
w aktach kontraktowych dubieńskich 21 stycznia 1791 r., ustąpił 
ją Janowi Steckiemu, chorążemu w. kor. wraz z Chotenką, już 
za 270 tysięcy złotych. Odtąd przechodzi już w spadku, naj- 
przód do syna chorążego, Karola Steckiego, wraz z majętnością 
szpanowską, a od tego, do córki jego, księżny Aleksandry Ra- 
dziwiłłowej, której syn Karol, dotąd go jako część klucza szpa- 
nowskiego posiada. 
O miedzę ztąd leżąca, niewielka wioska Chotenka, bodaj 
czy nie od założenia swego, szła obok Koź!ina i Równego, a za- 
łożoną być musiała na gruntach koźlińskich, niewcześniej jak 
pod koniec XVI wieku. W zapisie Jerofieja Wasilewicza Hosc- 
skiego, na rzecz żOhy jego Anny Tychówny z Koźlińskich, w roku 
1578 dóbr sąsiednich, ztąd Horyngroda z przysiołkami. w opisie 
granic, nie wspomina się jeszcze, aż dopiero kiedy 10 maja 
1635 r. trybunał tu bliski rozsądzał sprawę między Hoscskim 
i księciem Dominikiem Zasławskim, dziedzicem Rówieńszczyzny, 
o granice posiadłości, wówcf:as przy Koźlinie po raz pierwszy wy- 
mieniona jest Chotenka, obok którego odtąd idzie. Czy była 
już wówczas osiedloną, nie wiadomo, bo w roku 1702 jest pustą 
i Kuberski odstępując zastawę tej Chotenki w 500 złp., zapewnia 
zwrot wydatków przez dziedziców, które poniesione były na jej 
osiedlenie. Ale w tym czasie, leżały pustkowiem mnogie w tej 
okolicy osady, które przedtem były zaludnione, może więc i Cho- 
tenkę ten los spotkał. 
Pod samem Równem, na drodze do Szpanowa, leży wieś 
Horodyszcze, w ostatnich latach od szpanowskiego klucza od- 


'"
		

/Sponsorzy_004_01_121_0001.djvu

			113 


dzielona i sprzedana bogatemu Izraelicie, który zbudował tu 
ogromny wspaniały gmach na cukrownię przeznaczony, zachwiał 
się jednak w interesach i na gmachu się tylko skończyło, a na- 
stępcy jego w tym roku jui, sprzedali tę majętność znanemu 
w kraju naszym przemysłowcowi, Wilhelmowi Rau. który w naj- 
bliiszym czasie, zamiaru poprzednika swego ma dokonać. 
Do niedawna jeszcze, były te Horodyszcze cichą, na ustroniu 
leżącą wsią. o której istnieniu mało kto wiedział. Jui sama na- 
zwa tej osady wskazuje odległą starożytność, miejsce pierwo- 
tnych dziedziców, co też i udowadnia znajdujące się tu wistocie, 
zapewne z przedchrześciańskich czasów horodyszcze, grodzisko 
okopane. gdzie się odbywa.ły na słowiańskiej ziemi igrzyska, 
ofiary i biesiady; jedno z tych, których badaniom poświęcił swój 
pracowity żywot nasz nieodżałowany Zoryan Chodakowski. O po- 
szukiwaniach w tutejszem horodyszczu nikt nie pomyślał; to tei, 
jak większa część miejscowości takich, które nie weszły do kronik 
naszych latopisów, tradycya o nich zaginęła w pomroce wieków, 
nic nam do pamięci nie przekazując, prócz pierwszego nasypu. 
Wieki minęły i dopiero przy końcu XV stulecia natrafiamy na 
piśmienne o tej miejscowości ślady, a mianowicie, ie w tym 
czasie była ta jui zaludniona. zapewne powtórnie osada. sioło, 
które było d'ziedzictwem rodziny Horodyskich, herbu Korczak. 
Pominął ich milczeniem N/esiecki. choć byli herbową szlachtą 
i służyli rzeczypospolitej. a potomkowie ich, dziś może żyją je- 
szcze; natrafiamy przeto w starych aktach tej okolicy, mianowicie 
w archiwum szpanowskiem, na stare gienealogie i rozmaite do- 
kumenty tej rodziny, z którychby można całą jej historyą wy- 
prowadzić, postaramy się streścić z nich to mianowicie. co 
z dziedziczną ich posiadłością, z dzisiejszą wsią w związku po- 
zostaje. 
Około roku 1500 był właścicielem tych Horodyszcz zie- 
mianin niejaki Jan Horodyski. który jui wówczas był szlachci- 
cem herbowym i klejnotem Korczak pieczętował się - tak w pa- 
pierach. Ten miał dwóch synów Iwana i Kondrata (tak z ruska 
się piszą.). Kondrat zmarł bezpotomnie, a Iwan, chcąc ulepszyć 
swe mienie, prosi króla Zygmunta o przywilej na miasto dla Ho- 
rodyszcz. Król mu go wydaje w tych słowach. w roku 15:>9: 
Z
i

 8
		

/Sponsorzy_004_01_122_0001.djvu

			114 


"Sigismund Auhust z Bożeju miłostiu itd. Bił nam czołom 
ziemianin nasz zemli wołyńskoje, Iwan Iwanowicz Horodyski, 
abychmy łasku naszu uczynili y dozwolili na Imenju ieho Ho- 
rodyszczy leżaszczom w zemli W ołyńskoy, na własnom grunti 
ieho, Mesteczko saditi , korczmy y Torh odnoho dnia na nedeli, 
tojest w Czetwerk y też Iarmarok odin na hodu w deń swiatoho 
Dymitra, tam dali y dopustili meti, a toie dey Mesteczko Torh 
y Iarmarok ieho ne budet na żadnoy szkode y perekażu mestom 
y torhorn y ku szkode naszey Hospodarskoy. Takoż wojewoda 
kijewski Marszałok zemli W ołyńskoie Starosta W ołodymierski 
Derżawca Luboszański y W oniaczyński kniaź Kostentyn Kosten- 
tynowicz Ostrożski, Nas o to za nim prosił. Jeno nebudelli toie 
mesteczko, korczmy Torh i Iarmarok ieho, ku szkodzie y pery- 
kazie Mestom, Torhorn y Iarmarkom naszym Hospodarskim W. 
K. L. Y w zemli wołyńskoy. My złaski naszoje Hospodarskoje 
za prośboiu kniazia W oiewody Kijewskoho y na czołom bitie 
toho ziemienina naszoho Iwana, to ieszczo uczyniti y w onom 
Imenju ieho Horodyszczy na wła5mom grunte ieho Mesteczko sa- 
diti y w nim korczmy ustawicznyie y Torh odnoho dnia na ne- 
deli w Czetwertok a Iarmarok na hod odinże na deń świetoho 
Dmitra, kotoroie świata bywaiet miesiaca Octobra dwadcat szo- 
stoho dnia, mieti daiem y dozwolaiem Sim Naszym listom, maiet 
on natom perwo reczenom Imenju swoim Horodyszcze na wła- 
snom grunte swoim Mesteczko ludmi wolnymi pochożymi a ne 
otecznymi y ne newolnikami naszymi ani kniaźskirni, Pańskimi 
y Zemianskimi dobrowolne saditi , korczmy z kopszczyznoiu na 
sebe meti, Torh w niem odnoho dnia na niedieli w Czetwerk 
a Iarmarok odinże nahodu na deń Swiatoho Dmitra Swiata wy- 
żey opisanoho ustanowili, Wedte wsie takowem obyczaiem czy- 
niti y wstanawiati maiet iakoby teie mesteczko i
ho deń Torhowy 
i lammrok nebył na żadnoy szkode. y perekazu mestom Torhorn 
y Iarmarkom y ku szkode naszoy Hospodarskoy, a osadiwszy 
toie mesteczko budet wolno. Jakoż daiem y dozwalaiem iemu 
samornu, żonie, detiem y potomkom ieho wiecznie za sem listom 
Naszym seh0 używali y pożytok sobie w Torhach y kapszczy- I 
znach meti y prywłaszczati y toho dnia Torhowoho y o Iarmarku 
suditi pożytok wtom mesteczku sobie czynili y mnożyti, wo wsern
		

/Sponsorzy_004_01_123_0001.djvu

			115 


potom u iako y inszyie kniazi Panowie y ziemianie w tutejszom 
Państwie Naszem Welikom kniaź. lit. z mesteczek swoich pożytok 
a dney torhowych y o Jarmarkach w sudach wolnosti wodle 
zwyczaju starodawno ho y za listy a daninoiu naszoiu maiut, ni- 
żeli myto hołownoie tak iakie w innych mestach kniażskich y pań- 
skich pry nas y potomkach Naszych Welikich kniaziach Lit. zo- 
stawuiem. Do toho Iwan sam ani potomki Jeho mieti ne maiut 
niczoho, y nato ieszcze iemu dali sey Nasz prywiley, dokotoroho 
y peczat Naszu prywesiti prykazali: Pisan u Wilni leta Bożeho 
narożenia 1559 mea Nowembra 9 dnia" l). 
Po wyjednaniu tego przywileju, Iwan Horodyski wkrótce 
umarł, zostawiwszy synów Stefana i Semena, których opiece 
protektora swego kniazia Konstantyna Konstantynowicza Ostrog- 
skiego powierzył. Lecz kniaź nie mógł się osobiście tą opieką 
zająć "dla spraw wielkich", jak się wyraża, zrzekł się więc tej 
nad małoletnimi opieki, na rzecz Katarzyny Andrzejówny z Ba- 
bińskich, małżonki Semena Chrebtowicza Bohuryńskiego, a która 
pierwiej była za tymże Iwanem Iwanowiczem Horodyskim, miała 
od niego zapis na trzecią część Horodyszcz. Kniaź Ostrogski, 
jako człek słuszny, oddając opiekę, zwraca wszystko, co mu od- 
dane było podług rejestrów, prócz tylko stadniny, którą car pe- 
rekopski, gdy leżał koszem pod Ostrogi
m i w tych stronach 
1578 roku wojował, napadł i zabrał ją wszystką 2). 
.W 1625 roku 18 septembris, nastąpił dział między Seme- 
nem i Stefanem Iwanowiczami Horodyskimi: "Siemionowi dostało 
się zabudowanie domu Chorodislco, to jest okop jako się w sobie. 
ma z ogrodami na dole przy tern Chorodisku będącemi y Cerkwią 
na tymże Chorodisku będącą, którą sam swym kosztem zbudo- 
wał, do której Cerkwi podawanie popa y opatrzenie onemu na 
swey własney części, tak w sieliszczu iako w grunciech y polach 
ukazać powinien będzie". Stefan zaś wziął drugą połowę wsi, 
większą. Pomiaru tego dokonali dwaj komornicy, którzy za swe 


I 


I) Ekstrakt tego przywileju wydany z kancelaryi w. ks. lit. 1727 r. lutego 
25, za podpisem podkancJerzego ks. Czartoryskiego, znajduje się w archiwum 
szpanowskiem. 
") Dokument z archiwum szpanow!>kiego. Fasc. 21. Nr. I. 


8"' 


--
		

/Sponsorzy_004_01_124_0001.djvu

			116 - 


trudy wzięli "gotówką złotych 70 i legominę żyta mac 6, hreczki 
mac 6, pszenicy mac 2, jęczmienia mac 4, dwie kopie syra, dwie 
fasce masła, dwa połcie słoniny, po kokoszy z chałupy i po dzie- 
sięc jajec i baraniego mięsa tusz cztery". Trzeba przyznać, że 
komornicy w owe czasy sowicie wynagradzani bywali. W Ho- 
rodyszczu w tym czasie było poddanych bojarzynów 5, podda
 
nych dworzyszcznych 9, półdworzyszcznych 8, ogrodowych 12, 
pustych zaś chat 4. 
Siemion Horodyski zostawił syna Jarosza, któremu się ta 
połowa Horodyszcza dostała i córkę Eufrozynę dwa razy zamężną: 
za Piotrem Kulikiem i za Jerzym Żdżarskim. I Jarosz dwa razy 
ponawiał związki małżeńskie: z Katarzyną Ossowską, z którą 
miał dwóch synów Stefana i Jana oraz córkę Maryannę i 2-do 
voto z Anną Bieniewską, z którą miał trzech synów: Samuela, 
Konstantego, Kazimierza i córkę Eufrozynę. Ta druga jego żona 
Bieniewska, po śmierci męża długo nie chciała robić działu między 
dziećmi, co dawało powód do częstych kłótni i swarów, zwła- 
szcza, że starszy syn Samuel, był już żonaty i działu tego do- 
magał się. W tym celu przyjechał do Ławrowa, gdzie mieszkała 
matka z młodszymi synami, Konstantym i Każmierzem. Matka 
nie przyjęła go do domu i musiał ze swą małżonką mieszkać na 
wsi u chłopa, a gdy razu jednego, nie mając chleba, kazał młócić 
w stodole, bracia, dowiedziawszy się o tern, poż)\czyli pistoletów 
u sąsiadów Babskich i jeden z nich Kazimierz, dwoma kulami 
\V łeb mu wypalił, a sługę zrąbali. Opamiętawszy się jednak 
i chcąc jakbądź pokryć ten występek, zdjęli z niego suknie, pas 
i bóty, owinęli w grochowiny i przywieźli do Łucka, do kościoła 
dominikanów, w zamku okólnym będącego, powiadając, że został 
zabity przez sługę swego. 
Brat jednak przyrodni zabitego, Stefan, dowiedziawszy się 
o tern, przybył do Łucka i "na wozie w trumnie te ciało zabi- 
tego, uti Juris et moris est, tu do zamku przywieść kazawszy, 
prezentował i urzędu namiestnikowskiego o przydanie woźnego 
na oglądanie i proclammatię onego prosił. Ten woźny przy 
świadkach wizyę zrobiwszy, zaraz przy szlachcie i wiela ludzi 
przytomnych, głosem wyniosłem i opublikował, iż te ciało jest 
I. Pana Samuela Horodyskiego, zabitego od IPanów Konstantego
		

/Sponsorzy_004_01_125_0001.djvu

			117 


Kaźmierza Horodyskich, braci rodzonych mniejszych z instynkcyi 
informacyi, jako powiadają, IMPani matki onych, a za radą 
i dodaniem pistoletów od Consiliarzów Ich Panów Babskich we 
wsi Ławrowie" . 
Toż samo drugi raz proklamował woźny przed mostem 
zamkowym, a trzeci raz pośród miasta Łucka w samym rynku, 
poczem odwieźli ciało do kościoła św. Jakóba, gdzie i ojciec jego 
spoczywa. Miało to miejsce w 1692 roku 24 listopada, a już 15 
grudnia zapadł dekret, że ci wszyscy są winni infamii, odsądzenia 
czci, wywołania z państw koronnych i w. ks. lit., takoż winę 
ucięcia szyi i wolne łapanie, co jednak trybunał lubelski potwier- 
dził dopiero w 1701 roku, skazując na śmierć Kazimierza i Kon- 
stantego Horodyskich i Józefa Babskiego, a majątek ich i rucho- 
mość wszelką, przysądzając sukcesorom przyrodniego ich bratu 
Stefana, który już widać nie żył wówczas, a więc jego dzieciom, 
z Joanny Wyleżyńskiej: Antoniemu, Władysławowi, Janowi, Ma- 
ryannie i Teresie Horodyskim. 
Połowa jednak Horodyszcza, którą Stefan odziedziczył po 
ojcu Jaroszu, gdyż brat jego Jan został bernardynem, za żywota 
swego w 169.j r. 15 augusta, sprzedał on Wawrzyńcowi Pepłow- 
skiernu, wojskiemu ziemskiemu i pisarzowi grodzkiemu łuckiemu. 
Wróćmy się teraz do drugiej połowy Horodyszcza, która 
działem 1626 r. dostała się pierwszemu Stefanowi Horodyskiemu, 
to jest bratu dziada ostatniego Stefana. Ten niedługo mieszkał 
w swej ojcowiźnie, bo 1639 roku wraz ze swą żoną, Katarzyną 
Kreczeniczówną, sprzedał tę swoję połowę z bojarami pancernymI 
i putnymi, z dworzyszczami, panu Janowi Odyńcowi Sokołow- 
.kiemu. Odyniec zaś w 1644 r. odprzedał ją znowu Andrzejowi 
na Mirohoszy, Jełowickiemu, wojskiemu łuckiemu, za sumę 40 
tysięcy zł. Ten znowu w 1646 roku ustępuje to mienie ojcu 
swemu, Danielowi Jełowickiemu, podkomorzemu krzemienie- 
ckiemu. 
Po śmierci Daniela władała tą połową Horodyszcza, żona 
jego Barbara z Czołhan, w imieniu małoletnich synów, Hiero- 
nima i Andrzeja Jełowickich. Andrzej zmarł w 1654 roku. cala 
zatem ta część dostała się Hieronimowi.
		

/Sponsorzy_004_01_126_0001.djvu

			118 


Kazimierz, starosta ulaniecki, Józef, miecznik wołyński , Jan 
Franciszek, łowczy wołyński i Hieronim Jełowiccy, bracia między 
sobą rodzeni, Hieronima synowie, a Andrzeja, wojskiego łuckiego, 
bezpotomnie zeszłego, synowcowie, sprzedają połowę Horodyszcz 
Wawrzyńcowi Stanisławowi Pepłowskiemu, w Warszawie 19 lu- 
tego 1695 roku. Lecz do tej sukcesyi mieli prawo i synowie 
Jakóba Jełowickiego, pisarza ziemskiego krzemienieckiego a sy- 
nowcowi tegoż Andrzeja Bożeniec Jełowickiego, wojskiego łu- 
ckiego, mianowicie Daniel Andrzej, Michał, Aleksander i Jan - 
i od tych więc otrzymał Pepłowski zapis wieczysty donationis 
w Łucku: tegoż roku 31 października. . 
Tak więc Pepłowski stał się dziedzicem całego Horodyszcza 
i w notacie swej własnoręcznej, pod dniem 23 lutego 1714 r., 
tak się wyraża: "W Horodyszczu zamek sypany, 1 pole od Ró- 
wnego łan wielki roboczych włók 32 - drugie pole za wsią, 
jadąc do Tajkur chłopskich włók 32 - trzecie pole od Żytyna 
i przy drodze babińskiej włók wielkich chłopskich 32 - młynów 
dwa, stawów cztery spustnych, mogły być jeszcze dwa, jeśli 
nie trzy". 
Odtąd więc, t. j. od roku 1714, Horodyszcze przyłączone 
zostało do klucza żytyńskiego, do majętności szpanowskiej, z którą 
we wszystkiem dzieliło losy do ostatnich czasów, dostając się 
w połowie ubiegłego stulecia Steckim , a od tych przez Ale- 
ksandrę ze Steckich, księżnę Radziwiłłową. jej synom, dziś żyją- 
cym ksiażętom na Szpanowie. 
Takieto były dzieje małego Gródka i kilku dziedziczących 
go 
lacheckich rodzin. ślad o nich pozostał w zbutwiałych pli- 
kach szpanowskiego archiwum, a przecie te dzieje pojedyńczych 
rodów, toć nić. po której wiąże się historya kraju, dziejowej jego 
przeszłości. . . .
		

/Sponsorzy_004_01_127_0001.djvu

			I 


x. 


Wieś Babin -en.iazdo rodzinne Babińskioh herbu Boycza. Kilka. 
heraldyoznych szcze
ółów- o tfU rodzinie. - Legienda Albrychta 
Rauziw-iUa. - Wsie Łęozyn, Wiry, !i:a:rnienne. Sieliszcze i kilka 
innych daw-nyoh posiadłośoi Babińskich w- tfU okolicy. 


Otóż przed nami leży wieś Babin, w okolicy Równego, 
granicząca o miedzę z Horodyszczem i Horyngrodem, czy dawną 
Krupą. W ostatnich czasach majętność ta drogą kupna weszła 
w posiadanie rodziny Ipohorskich-Leńkiewiczów, a i dziś należy 
do ostatniej z tego rodu gałązki wołyńskiej hr. Walewskiej z domu 
Leńkiewiczówny, słynnej w kraju tak z wielkich swych dostatków, 
jak również i ze swej dobroczynności. Ale niegdyś od zało- 
żenia swego, aż do połowy XVIII wieku była gniazdową maję- 
tnością starej szlacheckiej rodziny Babińskich, herbu Boycza, 
czyli Modzele, jak go niektóre herbarze nazywają. Rodzina to 
była posesyonatów, oprócz tej wsi bowiem, mieli jeszcze Babińscy 
posiadłości swoje i w okolicy i w Pińszczyźnie, a krajowi zasłu- 
giwali się dobrze i rozrodziwszy się, cześników, wojskich, a nawet 
podkomorzych wydali bez liku. 
Nazwisko swe wziąć musieli od naszego Babina, a to 
w ten sposób zapewne. Stać tu musiała niegdyś wielka bogini
		

/Sponsorzy_004_01_128_0001.djvu

			120 - 


słowiańska "Baba" od której uroczysko to Babinem prawdopo- 
dobnie przezwano, a kiedy się takowe osiedlać poczęło, najza- 
możniejszy z jego właścicieli, przezwać się zapewne musiał Ba- 
bińskim, bo tak zwyczaj nakazywał już pod koniec XV wieku. 
Metryka wołyńska w 1528 r. wspomina Siemiona Babiń- 
skiego a Paprocki sławi Babińskiego herbu' Boycza, u księcia 
Konstantyna Ostrogskiego, wojewody kijowskiego, nietylko jako 
przedniejszego wodza, ale któremu wszystkie tryumfy w Moskwie 
i u Tatarów wielką cześć przyznaje "jako był mąż chciwy , 
sławy" l). 
Ciekawą granicę tej wsi wskazują stare papiery z 1577 r. 
Graniczył wówczas ten Babin z Krupą, z Horodyszczem, z Buhry- 
nem i z uroczyskiem "Żubrowego Kurhana". Był więc i żubr 
w puszczach tutejszych, ale musiał to być gość rzadki i wówczas. 
kiedy aż kurhan jego imieniem uczczono. 
Dawna szlachta nasza szczególnie przywiązana była do 
siedzib, które początek dały jej imieniu - widzimy to na sy- 
nach Andrzeja Babińskiego, którzy mając inne znaczne posia- 
dłości w tym kraju, rwą się jednak wszyscy do Babina, aby choć 
cząstkę ziemi przodków posiąść I tak trzej synowie Andrzeja: Wasyl, 
Lew i Iwan, robią między sobą dział, mocą którego Wasyl i Iwan 
biorą w Babinie po włók 24 przestrzeni osiedlonych, Lew zaś 
tylko włók 11, bo do tego dodają mu Holszany o dziesięciu 
włókach. 
Prócz tego Wasyl bierze w W-twie kijowskiem sioła Ka- 
mienne i Sielce, w dzisiejszym rówieńskim powiecie położone, 
także Osowicze i Wólkę przezwaną Sieliszcze, z ludtmi i wszel- 
kiemi przynależytościami, Lew zaś i Iwan biorą w Pińszczytnie 
sioła: Ozierany, Beczy, Dworzec, Tonczy, Ostrowicy i część 
Ozdanycz, w W-t wie kijows. w dzisiejszym powiecie rówi
ńskim 
Łęczyn z dworem, sadami i ludźmi. 
Dalej w r. 1624 Piotr i Eliasz, synowie Wasyla- Babińskiego, 
znowu dzielą się Babinem między sobą z dodatkiem Piotrowi 
sioła Sieliszeza i Kamiennego, a Eliaszowi Łęczyna i Ossowa. 


l) Patrz Niesieckiego .Korona" pag.25.
		

/Sponsorzy_004_01_129_0001.djvu

			121. 


Jerzy "Babiński, syn Iwana, marszałka mozyrskiego, testa- 
mentem swym z dnia 6 marca 1650 roku, zapisuje tysiąc złotych 
kościołowi ołyckiemu i tyleż monasterowi bazylianów w Doroho- 
bużu, gdzie ojciec jego i brat Aleksander są pochowani, resztę 
zaś majętności, którą oblicza na 50 tysięcy, wydziela siostrze 
pannie Katarzynie, oddalaJąc brata Jarosza od spadku. Dalej 
pisze 
 a summa którą jego królewska mość ma dać za zasługi 
moje krwawe w Lublinie, oddana ma być do rąk pana Romana 
Zahorowskiego, rotmistrza mego i na pogrzeb użyta LI . 
Babiilscy jak większa część szlachty wołyńskiej, trzymali się 
długo greckiego obrządku, potem przeszli na wiarę aryańską. 
Z tych Eliasz rozgniewany na syna Mikołaja, który wiarę kato- 
licką przyjął, sumę 3 tysiące zł. którą miał u siebie, zapissał 
koligatom Motowidłom nic od nich za to niebiorąc. Babińscy 
aż do 1735 r. nieprzerwanie byli posiadaczami Babina. W tym 
roku wieś t.a dzieliła się na trzy schedy: Łukasza, Mikołaja 
i Franciszka, synów Piotra. Z tych pierwszy 25 lipca tegoż roku 
sprzedał część swoję za 20 tys. dp., Mikołaj 29 lipca za 26,029 
złp., a Franciszek 3 sierpnia swoję schedę za 25 tys. złp. wszyscy 
na złość jeden drugiemu, Kazimierzowi Steckiemu kasztelanowi 
kijows. Od Steckich dopiero przeszedł Babin do Leńkiewiczów. 
O tym Babinie i o jego dziedzicach, znajdujemy ciekawy szczegół 
w "Pamiętnikach Albrychta ks. Radziwiłła" (T. 2-gi str. 105) 
książe kanclerz pod r. 1673 d. 5 maja pisze w te słowa: 
"Gdy w zamku moim krupskim rezydowałem, za pół mili 
we wsi zwanej Babin, gdzie trzech z szlachty Babińskich mieszka 
i jeden z nich młodzian u dworu mego na usługach zostaje, po- 
kazał się obłok po południu nakształt kolumny, który się otwo- 
rzył i znów zamknął. Zkąd jako mię referował Babiński sektą 
aryanin, w którego dworku to się stało, taka burza powstała, 
że dachy domów znosiła, kolaski na powietrze porwała, wodę 
w stawie na trzydzieści łokci w górę podniosła, sługę na powie- 
trze porwała, ktory ledwo się zatrzymał, o dom bliski roztrącony. 
Wychodzili z tego obłoku, ludzie mali, czarni i wołali głośno: "bij! 
zabij! Nie	
			

/Sponsorzy_004_01_130_0001.djvu

			122 - 


o dwie mile ztąd na polu znaleziony jest umarły, mający skrę- 
cone ręce i nogi, tąż burzą tam zaniesiony. Tak rozumiem, że 
czarownice tę burzę wzbudziły. Babiński jednak sekty aryańskiej 
temi strachami przestraszony nie porzucił". 
A teraz kilka słów o innych posiadłościach rodziny Babiń- 
skich w powiecie rówieńskim powiedzmy. Należały do nich wsie: 
Kamienne, Seliszcze małe, Wiry i Łęczyn, tudzież kilka obok 
leżących rudni, zkąd rudę żelazną dostawano. Majątki te już 
wgłąb powiatu ku Pińszczyźnie wysunięte, leżały na granicy da- 
wnej Litwy. Dotąd jeszcze między Kamiennem i Strzelskiem 
widzieć można starodawne kopce, które służyły jako znaki gra- 
niczne między koroną i Litwą, następnie wsie te wcielono do 
województwa kijowskiego a powiatu rówieńskiego, o 90 wiorst 
od tego miasta odległe. 
Kamienne, znane już na początku XVI wieku jako posiadłość 
Babińskich, długo utrzymało się w ich rodzie, bo aż do połowy 
zeszłego stulecia. Wieś ta położona nad Słuczą. . W 1789 roku I 
jest już własnością Antoniego-Jana Nepomucena ks. Czetwer- 
tyńskiego, który od tej posiadłości pisze się "na Kamiennym Ja- 
nuszgrodzie" i dnia 3 czerwca tegoż roku zapis czyni do cerkwi 
tutejszej, obowiązując się płacić do niej rocznie po zł. 50, co 
dotąd przetrwało. Córka tego księcia Zofia-Emilia Paulina wy- 
szła za Franciszka Starzyńskiego. Miał książe i kilku synów, 
był ostatnim kasztelanem bracławskim po Grocholskim. Człek 
zacny, najczynniejszy może z Czetwertyńskich w żywocie publi- 
cznym, ale i wielki dziwak zarazem. Umarł w późnej starości, 
bo dopiero w roku 1830 w Warszawie. Dużo ciekawych o nim 
szczegółów znajdujemy w artykule Bartoszewicza w "Encyklo- 
pedyi;< (T. VI st['. 548). 
Sąsiednia wioska Wiry uderza oryginalnem brzmieniem 
swej nazwy. Wiry bowiem w języku prawnym dawnej Polski, 
był to wyraz oznaczający cenę głowy zabitego lub ranionego, 
stosownie do jego stanu, co bardzo być może w związku z na- 
zwą osady, za taką usługę nadanej. O tych Wirach wspomina 
się w połowie XVII wieku, gdy Piotr Babiński zapisuje dożywocie 
żonie swej Jadwidze Parysównie część Babina, Seliszcza, Ka- 
miennego i Wiry. Lecz znowu w ugodzie zawartej w 1737 r. 


--
		

/Sponsorzy_004_01_131_0001.djvu

			- 123 


między Łukaszem i Franciszkiem Babińskimi, wymienione są 
Wiry jako miejsce osiedlone. Bierze je Franciszek i znowu 5 lu- 
tego 1718 roku odstępuje Kazimierzowi podczaszycowi kijow- 
skiemu. 
Łęczyn, duża wieś poleska, od miejscowości odpowiednej 
trzyma zapewne swą nazwę, Łęg bowiem lub Łąg, oznacza las 
lub łąkę na błoniach. Wieś ta w dokumentach pokazuje się 
przy Kamiennem na początkach XVI wieku, jako własność Ba- 
bińskich.. W roku 1603 w dziale rodzinnem dostaje się z dwo- 
rem, sadami i ludźmi do Lwa i Iwana Babińskich, lecz ci dwaj 
młodsi bracia, już. w roku 1607 odstępują ją starszemu Wasy- 
lowi za 2 tysiące groszy litewskich. W następnych czasach ma- 
jętność ta podzieliła się między licznie rozrodzone potomstwo 
Wasyla i dopiero skupiła się w roku 1748 w rękach Kazimierza 
Boycza Babińskiego Podczaszego kijowsko Synowie tego osta- 
tniego Ignacy i Aleksander sprzedają dopiero w roku 1794 tę 
wieś wraz z Rudnią Łęczyńską, Michałowi-Gwidonowi Korze- 
niowskiemu dziedzicowi sąsiedniej ogromnej majętności Bereżeń- 
szczyzny. Ze wszystkich więc majątków Babińskich, Łęczyn 
bodaj czy nie naj dłużej w ich domu pozostał. 
Rudnia tutejsza już w początku zeszłego stulecia była 
czynną. Mamy pod ręką dawny kontrakt na nią z roku 1733, 
zawarty z rudnikiem Piotrem Sobożykiem, który obowiązuje się 
płacić za nią arendy złp. 329 z dodatkiem półtora woza żelaza 
giętkiego i dwa kamienie do chust dla dworu. I teraz jest tu 
fryszerka na której odlewają surowiec. 
Sieliszcze małe w XVI w. należały już do familii Babińskich 
a kiedy synowie Andrzeja dzielili się między sobą w roku 1603, 
dostały się na schedę Wasyla: Sioło Kamienne, Sielce, Osowicze 
i Wólka przezwana Sieliszcze, z ludźmi i wszystkiemi przynależy- 
tościami. W roku 1624 jest już wioską dość znaczną i dostaje 
się Piotrowi Babińskiemu, synowi Wasyla. Jest i rudnia pod 
dworem, która z dawien dawna brała rudę z Łęczyna i Ossowa, 
z któremi graniczy. W roku 1627 poszły te Sieliszcze w pCj)dział 
między dzieci Mikołaja. który porzuciwszy aryanizm. przeszedł 
na wiarę katolicką.
		

/Sponsorzy_004_01_132_0001.djvu

			124 


Dochowała się tu dotychczas dawna bardzo cerkiew ś. Ba- 
zylego, niegdyś uniacka, z bardzo charakterystycznemi, a dziś 
coraz już rzadszemi obrazami plastycznemi, przedstawiającemi 
sąd ostateczny, raj, pi
kło i t. p. Ale oto wszystko, bo z pa- 
pierów prócz wizyt, prezent i metryk od roku 1703 rozpoczyna- 
jących się, nic tu zresztą więcej nie znalazłem.
		

/Sponsorzy_004_01_133_0001.djvu

			XI. 


Wie
 
iew-irkóvv - smutny stan jej pamiątek po LubolUirskich 
i Steckich. - szereg jej pierw-otnyoh vvłaścicieli: kniaziow-ie na 
OstroKu, L':amoYHcy, I
oniecpolscy, Lubomirscy - zaetaw-ni po- 
siadacze Rokszycuy i ich tundacye W' Nievvirkow-ie. - \Vło
6 ta 
przechodzi następnie do \Vyleżyńskich, dokonane tu luorder- 
stvvo. - Ostatni dziedzice Steccy i znoW"u Lubomirscy. - 1\:.0- 

cioł tutejszy i legienda o jego trąbach. 


... ., Będzie już temu sporych lat kilka, sprawy domowe 
zapędziły mnie w odleglejszy zakąt wołyńskiego Polesia. w ten 
kraj lasów drzemiących, niby nawpół dziki, 3 jednak pełny po- 
dań. legi end o barwach całkiem miejscowych. dla mnie szczegól- 
nym zawsze otoczony urokiem, w tych stronach bowiem, wśród 
szumu tych sosen, zeszły mi najpierwsze dnie młodości. moje lata 
dziecinne. . .. W szystko to już rzucać miałem. a step się przede 
mną otwierał. nie ów bezbrzeżny. jakby senny. ukraiński. ale 
step naszego Wołynia, poprzerzynany klombami gajów, całemi 
obszarami falującej się pszenicy. umajony kwieciem, zroszony 
strumykami. Jestto pogranicze właściwego Polesia. jedna z naj- 
piękniejszych może okolic na Wołyniu. Duża, piękna wieś, oto- 
czona ogrodami. rozścielała się przede mną. To Niewirków. przed 
laty do przyległego międzyrzeckiego państwa, dziedzicznego ro- 
dziny Steckich . należący. Przed laty trzydziestu zaledwie zmienił 
właścicieli i odtąd legł w ruinie, świeci pustką. jakby po wojnie. 
Koło mojego powozu. wymagające szybkiej naprawy. zmusiło 
mnie szukać w dużej. obdartej austeryi tutejszej schronienia na 
nocleg. Przyzostałem, a cały rój wspomnień z lepszej ubiegłej
		

/Sponsorzy_004_01_134_0001.djvu

			\ 


126 


przeszłości tego miejsca stanął mi w pamIęcI, przywołał wspo- 
mnienia o dawnych dJi:iejach tego Niewirkowa. Długa, szeroka 
alea niebotycznych włoskich topoli' z tego Niewirkowa pociągnęła 
aż do samego Międzyrzecza, który był zawsze główną siedzibą 
i rezydencyą Steckich. Zajrzymy tam później - dziś głównie 
o Niewirkowie mówić będziemy. 
Pamiątek z przeszłości pozostało tu już bardzo niewiele _ 
chyba ta topolowa alea, której niebotyczne drzewa, gdyby prze- 
mówić mogły, o! powiedziałyby nam wiele... więcej niezawo- 
dnie, niż nam o tej osadzie w księgach pozostało. W samym 
środku wsi, otoczony pięknym ogrodem, zarysowanym .jeszcze 
ręką sławnego w tych stronach ogrodnika Miklera, wznosi się 
pałacyk, raczej wiejska, wielkopańska rezydencya właścieli nie- 
gdyś tego miejsca Lubomirskich: Józefa, senatora państwa ro- 
syjskiego i żony jego Doroty Steckiej, tak dobrze znanej, tak po- 
wszechną czcią mieszkańców Wołynia otoczonej. Pałac ten 
w którym na każdym kroku. odgadujemy jeszcze ślady wytwornej 
wielkich panów, do niedawna dotąd rezydencyi, dziś osiadł już 
w ziemi, grozi rychłą ruiną, również jak i okalający go park, 
w którym jakby dla urągowiska pozostały jeszcze wytworne, 
w rodzaju chat włościańskich, mieszkalne domki syna książąt 
ks. Marcelego i jego krewnych, pobierających z nim wychowanie: 
księcia Władysława Jabłonowskiego i żyjącego dotąd Henryka 
Steckiego. - Wszystko to legło pustką, wstrętny przedstawia 
obraz ruiny, w której wnętrzu osiadł nowy nabywca tej rozkosz- 
nej jeszcze przed laty kilkudziesięciu siedziby, pan M., bogaty, 
bezżenny, odludek, poeta,.. 
Jedyną budową, jeszcze jako tako w Niewirkowie docho- 
waną, jest kościoł katolicki, podtrzymywany kosztem okolicznych 
sąsiadów, dla słynącego w nim cudami starego obrazu Matki BOT" 
skiej, do historyi którego wrócimy jeszcze. 
Sam Niewirków, jako osada, należy, jeśli nie do najstaro- 
żytniejszych , to przynajmniej do bardzo dawnych na Wołyniu. 
Już jako sioło i folwark wymieniony jest w akcie dzielczym 1603 
roku, między książętami Ostrogskimi. Na mocy tego działu przy- 
padł on na schedę księcia Aleksandra. Od kniaziów z Ostroga 
w drodze spadku w 1620 roku, wraz z okolicznemi dobrami, 


.....
		

/Sponsorzy_004_01_135_0001.djvu

			127 


posiadła go Katarzyna Ostrogska, zaślubiona sławnemu Toma- 
szowi Zamoyskiemu, wówczas tylko wojewodzie kijowskiemu, 
następnie kanclerzowi. Spadkiem także otrzymali go następnie 
Koniecpolscy. W r, 1677 dziedzicem Niewirkowa był Stanisław 
Koniecpolski, kasztelan krakowski. Po Koniecpolskich na krótko 
objęli te dobra Walewscy, a od nich już drogą sprzedaży Lu- 
bomirscy. 
Z garstki starych papierów, jakie mamy przed sobą, widzimy, 
że wszyscy ci potężni dziedzice tutejsi nigdy tu sami nie zamie- 
szkali, a dobra tutejsze zwyczajem ówczesnym oddawane były 
drobnej. szlachcie w zastawę. Prawa jednak tych zastawów po- 
dług obyczaju ówczesnego mało się różniły od praw rzeczywi- 
stego posiadania dziedzicznego. I tak np. nasz Niewirków wraz 
z sąsiednią wsią Lipki około 1660 roku, oddał na prawach za- 
stawnych Jan Zamoyski, syn Tomasza, wojewoda sandomirski, 
szlacheckiej rodzinie Rokszyckich, mianowicie Mikołajowi i żonie 
jego Anastazyi z Kosińskich. Ci ostatni przez kilka dziesiątków 
lat gospodarzyli tu jakby w dziedzicznej majętności, nikt im tu 
nie bronił nic, nikt w ich prawa i atrybucye nie mieszał się 
zgoła. Oddzieliwszy przeto część gruntów Niewirkowskich, za- 
łożyli na niej oddzielną osadę, którą od imienia swego przezwali 
Roksowolą, czyli Rokszycką Wolą. Prawa zaś swe zastawnicze 
do sąsiedniej wsi Lipek, odstąpili całkiem w swojem imieniu Pa- 
włowi i Dorocie z Sebastyanowiczów Zającom, od których znowu 
zawsze na mocy zastawu, przeszła do Gawareckich. Podczas kiedy 
się taki f'rymark odbywał wsią Lipkami, Niewirków za to pozo- 
stawał w nieprzerwanem posiadaniu Rokszyckich, ale i tu ich 
absolutne rządy uderzają w oczy. W roku 1698 ten sam Mikołaj 
Rokszycki, który się mianował podstolim trockim, wybudował 
w Niewirkowie kościoł drewniany z takimże przy nim klaszto- 
rem, w którym dominikanów osadził, ale co najszczególniejsza, 
to, że tym zakonnikom wydzielił pewien obszar gruntu i lasu 
kawałek, zawsze z tegoż zastawem posiadanego Niewirkowa. 
Rokszyccy, fundując tu kościoł, umieścili w nim stary obraz 
w rodzinie ich przechowujący się Matki Boskiej Bolesnej, który 
wkrótce potem w dalekiej okolicy cudami zasłynął. W kolei lat 
znikają z widowni Rokszyccy, a Niewirków przechodzi w posia-
		

/Sponsorzy_004_01_136_0001.djvu

			128 


danie Lubomirskich, którzy przez sto lat zgórą władali tą ma- 
jętnością, a i włość sarnę i kościoł otaczali już większą swą 
opieką, o czem ślady spotykamy w papierach. Nareszcie w dru- 
giej już połowie XVIII wieku widzimy Niewirków w posiadaniu 
wołyńskiej rodziny Wyleżyńskich. Z tych Ignacy Wyleżyński wy- 
robił sobie nawet przywilej 27 listopada 1773 roku na osadzenie 
miasta w Niewirkowie, do czego, o ile wiemy, nie przyszło nigdy 
jednakże, zapewne dla bliskości dwóch bliższych miasteczek tu- 
tejszych Równego i Międzyrzecza. Wkrótce potem temuż Wyle- 
żyńskiemu, rotmistrzowi kawaleryi narodowej, przytrafiła się 
w Niewirkowie tragiczna przygoda, która w dziejach pI:owincyi 
całej niemałe wrażenie wywołała, a której pamięć i do dziś po- 
została. W nocy z 30 na 31 marca 1789 roku, on wraz z żoną 
Anną z Bierzyńskich i kilkorgiem sług, okrutnie przez włościan 
Niewirkowskich wymordowani zostali. Wypadek ten, jak się pó- 
źniej okazało, był dziełem osobistej zemsty tylko, w kraju je- 
dnakże, gdzie widmo ogólnych rozruchów ludowych ciążyło wów- 
czas na wszystkich, zrazu poczytano to za hasło polityczne 
i strwożono się tern niemało. 
Po tern morderstwie objął całą spuściznę po Wyleżyńskim 
brat nieboszczyka Kajetan, rejent w. kor., kawaler obu polskich 
orderów, który władał nią aż do 1810 roku. Majętność tę skła- 
dały wówczas, oprócz samego Niewirkowa , okoliczne wioski: 
Pohoryłówka, Hruszówka, Charucza wielka, Sołpa, Lipki, W ołko- 
szów i Zabara. Bolesne wspomnienia wiązały się jednakże dla 
niego z tą majętnością, nie mógł się tu osiedzieć. Zaraz przeto 
w 1790 roku sprzedał całą tę majętność bogatemu właścicielowi 
sąsiedniego Międzyrzecza Janowi Steckiemu, chorążemu w. ko- 
ronnemu, który nabywał wówczas wszystkie okoliczne majątki. 
Stecki oddał zaraz potem i sam Niewirków i okoliczne folwarki 
córce swojej Dorocie, urodzonej z powtórnego małżeństwa z Wa- 
lewską, wojewodzianką sieradzką, wydanej właśnie w tym czasie 
za księcia Józefa Lubomirskiego, senatora, właściciela Dubna. 
Dziwnym przeto zbiegiem wypadków ten sam Niewirków, 
po upływie stu lat przeszło, znalazł się znów w posiadaniu Lu- 
bomirskich, choć z innej może gałęzi i pod większą ich ochroną, 
księstwo bowiem, korzystając z pięknego tej miejscowości poło-
		

/Sponsorzy_004_01_137_0001.djvu

			129 


żenia, obrali już sobie Niewirków za stałe miejsce swego pobytu. 
Stanął tu przeto pałac, którego szczątki dziś jeszccze widzimy, 
ogród najpiękniejszy niezawodnie na Wołyniu, kwieciem i ziele- 
nią umaiło się życie mieszkańcom. 
Książe Józef dobiegał wprawdzie często do swego ulubio. 
nego Dubna, gdzie na obronnym swym zamku wesoło biesiado- 
wał w gronie przyjaciół. Zato księżna Dorota. ten anioł ów- 
czesnego Wołynia. jak ją nazywano, nie wychylała się prawie 
z uroczego swego Niewirkowa. Tu wśród kwiatów, w cieniu 
drzew, przeplatane dziełami miłosierdzia, płynęło piękne jej 
życie, o którem opowieść tkwi dotąd niezatarta w pamięci mie- 
szkańców, ba. bodaj całego kraju. Całe !"zeregi sierót, zawsze 
szlacheckich zubożałych rodzin, opuszczały te progi, unosząc na 
długie nieraz lata, na resztę żywota, wspomnienie o dobroczynnej 
swej opiekunce. Miłosierdzie, w pewnym zwłaszcza zakresie, 
było myślą przewodnią całego jej życia, jeszcze bowiem w 1809 r., 
a więc zaledwie w życia rozkwicie, złożyła ona znaczny fundusz 
na wychowanie i utrzymanie 24-ech osierociałych dziewcząt, 
które potem pod jej okiem odbierały wychowanie. 
Tak stały rzeczy aż do roku 1850, kiedy zawistne gromy 
losu spadły na to wnętrze lak dotąd spokojne. Księstwo Lubo- 
mirscy, pod ich brzemieniem, rodzinny kraj zapragnęli opuścić 
na zawsze i przenieśli się na stałe odtąd mieszkanie do Paryża. 
Piękny, uroczy Niewirków nabył w tym czasie dziedzictwem 
p. Józef Małyński. ojciec dzisiejszego właściciela. za którego rzą- 
dów upadł, opustoszał we wszystkich swoich pamiątkach. 
Lecz i Lubomirskim na obczyźnie obyć się było jakoś tru- 
dno. Księżna Dorota już 23-go maja 1854 r. spoczęła w grobie, 
pochowana na cmentarzu w Montmartre. Za nią w lat kilka 
podążył i książe Józef. 
Kościoł teraźniejszy w Newirkowie. na miejscu dawniejszego 
drewnianego, wzniósł z muru w roku 1807 Jan Stecki, chorąży 
w. koronny. Budowa to ciężka. niesmaczna, w domorosłym stylu, 
jak wszystko, cokolwiek stanęło jego staraniem. jak pierwotny 
jego pałac w Międzyrzeczu. Serce założyciela, w złotej zam- 
knięte puszce, złożono w jednej z bocznych naw tego kościoła. 
Tu także pod jednym z bocznych ołtarzy pochowano zwłoki 
z boru I ItepU. 9
		

/Sponsorzy_004_01_138_0001.djvu

			130 - 


jakiejś Barbary z Rojewskich Olizarowej, stolnikowej kijowskiej
 
która przy kościele tutejszym na dewocyi życie skończyła i do 
budowy tej świątyni przyczynić się miała. 
Zresztą niernasz tu żadnych zgoła pamiątek, nic, coby 
o przeszłości tego miejsca, ani o ludziach, którzy o nim mieli 
staranie, przemówić mogło. Dominikanów suprymowano tu od- 
dawna, a sam kościoł zamieniono na parafialny, świeckich księży 
i proboszcza przy nim ustanowiono. 
Do niedawna, z czasów jeszcze dzieciilstwa mojego, utkwiły 
mi w pamięci, przeraźliwe rozległością odgłosu swego, trąby przy 
kościele tutejszym chowane, któremi na jutrznię zwoływano mie- . 
szkańców Niewirkowa, któremi posługiwano się także przy od- 
słonięciu cudownego obrazu tutejszego Matki Boskiej w kościele. 
Te od lat kilku dopiero, jak mi mówiono, usunięte ztąd zostały. 
a miały pamiątkową swą tradycyą, z miejscem tern związaną, 
'którą jak mi opowiadano, dla utrwalenia pamiątki dosłownie 
zapiszę. 
Na krótko jakoś przed pamiętną w dziejach bitwą bere- 
stecką, w 1651 r. za panowania Jana Kazimierza stoczoną, mło- 
dziutki jeszcze wówczas Hieronim Lubomirski, synowiec sławnego 
Jerzego Lubomirskiego, sierota pozostawiony na opiece Gosiew- 
skiego, późniejszego hetmana, nudził się na sąsiednim zamku w Hub- 
kowie, gdzie wraz z Gosiewskim i wielu innymi zamknięty, miał 
rozkaz oczekiwać tam rezultatu starcia się wojsk królewskich 
z Chmielnickim i Tatarami, aby w razie potrzeby tylną straż ar- 
mii królewskiej stanowić. Tęskno upływały dnie na zamku ogni- 
stemu młodzieńcowi, którY' rad był już ognia zapróbować, na- 
mawia więc niejakiego Pawłowskiego, starego namiestnika cho- 
rągwi pancernej nieboszczyka ojca i z nim nocą wykradłszy. 
się z zamku, konno we dwóch przedzierali się do obozu. Już 
byli o mil parę tylko od Beresteczka, kiedy w lesie zaskoczeni 
zostali od licznego oddziału Tatarów. Ratunek zdawał się być 
niepodobny, zaledwie więc zdoławszy zeskoczyć z koni, wdrapali 
się na wierzchołek rozłożystego dębu, w liściach jego próbując 
znaleść schronienie. 
Tatarzy zauważywszy ten fortel, wypuścili cały las strzał 
na biednych wojowników, lecz te z powodu gęstości liścia do- 


I
		

/Sponsorzy_004_01_139_0001.djvu

			131 


sięgnąć ich nie mogły. 
 Wtedy rozjątrzeni Tatarzy do innego 
uciekli się sposobu, postanowili dąb podpalić i za pomocą ognia 
ująć nieszczęśliwych. Śmierć więc zdawała się nieochybną, a chwile 
biedaków policzone. 
Stary ów wojak Pawłowski szepnął wtedy do ucha Lubo- 
mirskiernu: "Oddaj się, mości książe, w opiekę Cudownej Matce 
Boskiej Niewirkowskiej, do której nieboszczyk wasz rodzic szcze- 
gólne miał nabożeństwo". . 
Zaledwie to wymówić zdołał, kiedy po lesie rozległ się 
tętent koni i cała kupa polskiego rycerstwa ukazała się \V dali, 
co dostrzegłszy Tatarzy, z krzykiem rzucili się do ucieczki, a ry- 
cerze nasi ocaleni zostali. 
Byli to, jak się pokazało, sam Jerzy Lubomirski z Aleksan- 
drem Koniecpolskim, którzy na czele licznego oddziału podążyli 
na tyły nieprzyjaciela. 
Młody Lubomirski tak cudownie ocalony, zawołać miał wów- 
czas: "Matko Najświętsza Niewirkowska, ślubuję Ci wieczysty 
fundusz na trąby, które rano i wieczorem przy Twym obrazie chwałę 
Twoję głosić mają". 
Powróciwszy ze zwycięskiej wyprawy, votum to dokonać 
miał natychmiast. Umilkły trąby, a i samo podanie o nich za- 
cierać się w pamięci młodszych pokoleń zaczyna... 


I 


9*
		

/Sponsorzy_004_01_140_0001.djvu

			XII. 


Międzyrzecz-Korecki - kroniozka dzi..joW'a tego gródJca i zRszłych 
W' nim 'WypadkóW'. - Książęta I\:oreocy, pierW'si znani dziedzice 
tutej",i, następnie Lubou).irscy i Steocy - DomoW'e prz..z l"ilka 
pokoleń dzieje tyoh ostatnich, W'zrost miasta i ich f'undacye. - 
l\:ośoioł, ..ła'Wne 'W' pro'W'inoyi szkoły pijarskie i upadek takovvych 
od roku. 18
J1. - PoW'rót Steokieh do Międzyrzecza i odrod.z..nie 
:rnisf-oIta. 


Na samym krańcu obszernych puszcz leśnych, stanowiących 
tak zwane Polesie wołyńskie, imponujących jeszcze, choć już 
mocno przetrzebionych - tam, gdzie się już rozpoczynają niedo- 
ścigłe okiem łany złocistego zboża, step i równina bezbrzeżna, 
było w gruzach prawie może niegdyś wołyńskie miasteczko. To 
Międzyrzecz-Korecki, niesłusznie przez wielu poczytywany za gnia- 
zdo ojczyste możnej rodziny Steckich. Gródek ten z końcem dopiero 
XVIII wieku wszedł w ich posiadanie, właściwą zaś kolebką tego 
rodu, wstecz nieco cofnąwszy się, były tak zwane naddnieprzań- 
skie porohy, Ruś kijowska, na której liczne rozrzucone włości 
należały do pierwszych nadań tego rodu. Nie Steccy przeto, 
lecz właściwie książęta Koreccy, domniemani potomkowie Bu- 
tawa, byli pierwszymi właścicielami Międzyrzecza, bodaj czy nie 
założycielami tego gródka; po nich objęli go Lubomirscy, a od 
nich dopiero z końcem zeszłego stulecia Steccy, za których, co 
prawda, miasto w spokojnem rozwoju się wzniosło, nabrało 
.. w prowincyi pewnego rozgłosu i znaczenia. Mieściło się tu do 
ostatnich prawie czasów, bo do 1832 roku, sławne kolegium pi- 
jarskie ze szkołą, której możny naówczas Wołyń zawdzięcał po
		

/Sponsorzy_004_01_141_0001.djvu

			133 


części pierwsze promienie swej oświaty, która następnie z ró- 
wnież sławnym Krzemieńcem rywalizowała o miano wołyńskich 
Aten. 
Ze stosu starych aktów i dokumentów mego rodzinnego 
archiwum, z resztek ocalałych papierów po Pijarach tutejszych, 
udało się piszącemu nagromadzić nieco szczegółów o odległych 
i mało znanych dziejach tej miejscowości. Temito uratowanemi 
szczątkami, jak dziejową spuścizną, dzielimy się z czytelnikami, 
ratując od zagłady i wieczystego prawdopodobnie zapomnienia 
dzieje starego wołyńskiego gródka. 
O początkowych dziejach założenia osady w Międzyrzeczu, 
ani o czasie kiedy takowa przywilej na miasto otrzymała, nic zgoła 
nie wiemy. Pierwsze piśmienne ślady o tej miejscowości natra- 
fiamy dopiero w połowie XVI wieku, a byłoto już miasto wów- 
czas, do którego należały liczne wsie dokoła. Dziedzicami tej 
majętności w tym czasie' byli potężni panowie na Korcu. Ztąd 
zapewne powstać musiała i sama nazwa tej miejscowości, Mię- 
dzyrzecz-Korecki - a to dla odróżnienia drugiego Międzyrzecza, 
nieopodal położonego, nziedzictwa kniaziów z Ostroga, ztąd 
go Ostrogskim nazwano. Pierwszy dokument piśmienny, który 
nas doszedł o Międzyrzeczu Koreckim, jest to wydany w Wilnie 
mandat króla Zygmunta Augusta, nakazujący, aby sławny w tych 
czasach awanturnik Albrecht Łaski z żoną swą Beatą księżną 
Ostrogską, za wszelkie gwałty i pożogi uczynione . w dobrach 
księcia Bohusza Fedorowicza Koreckiego w Międzyrzeczu, zapła- 
cił temuż okrągłą sumę 47.407 kóp i jeden grosz i ośm pieniędzy. 
W tym dokumencie wyraża się król, że powtórny onego, na 
prośby dziedziców, wydaje Vidimus, a to z powonu, że pierwotny 
dokument miał spalić się w pożarze miasta i zamku Międzyrzecza. 
O tym pożarze natrafiamy powtórnie wzmiankę w testamencie 
tegoż kniazia Bohusza Fedorowicza Koreckiego, spOl'ządzonym 
d. 11 czerwca 1576 r., a w którym znajdujemy mnóstwo cie- 
kawych szczegółów tak o Międzyrzeczu, jak i o jego okolicy. 
:Między innemi szczegółami wspomina w nim kniaź o sąsiednim 
swojej fundacyi klasztorze w Mareninie. który powierza opiece 
żony swojej Maryi Wasilewny Czaplanki i syna z niej zrodzonego 
Jakima. Dalej wspomina, że przy pożarze zamku w Międzyrze-
		

/Sponsorzy_004_01_142_0001.djvu

			]34 


czu spłonęło wiele tam znajdującego się rynsztunku wojennego 
jako to: rzędów, siodeł, zbroj czerkaskich, zwercadeł, (?) pancerzy, 
bechterów, (?) szyszaków i wszelkiego oręża, lecz co pozostało 
w osobnym inwentarzu szczegółowo jest opisanem - i to wszy- 
stko powierza panom: Borisowi Sowie i Grzegorzowi Danilewi- 
czowi, sędziemu .łuckiemu. Część zaś uratowanego w ogniu ar- 
chiwum, nakazuje przenieść i lokować w zamku koreckim J}. 
Miał niegdyś Międzyrzecz i magdeburyą swoję, o czem 
świadczy list graniczny z roku 1590, między majętnością księcia 
Joachima Bohuszewicza Koreckiego, a Chupkowem, majętnością 
Siemaszków 2). W roku 1605 Międzyrzecz wciąż jeszcze należał 
do księcia Joachima Koreckiego, ale majętność ,ta zostawała 
wówczas w posiadaniu zastawnem u księcia Konstantyna Ostrog- 
skiego, który wzniósł tu nawet w tym czasie kościoł katolicki, 
o czem świadczy akt wizytowy i kościelny z tegoż 1605 r. war- 
chiwum pijarskiem dochowany, a w którym następujący znajdu- 
jemy ustęp: Oppidum est lUmo Dni Joachimi Ducis Korecki, in 
eo fuit antiquitus ecclesia satis ampla aedificata per 111ustrissi- 
mum Dominum Constantinum Ducem de Ost'rog, qui jw'e o1Jlig(l- 
toris posside1Jat hoc oppidum. Co tu robił kniaź z Ostroga w ma- 
jątkach tak potężnych jeszcze wówczas Koreckich, ani nawet jak 
długo te majątki dzierżył. trudno już odgadnąć. W 1648 roku, 
kiedy jeszcze Międzyrzecz pozostawał w posiadaniu Koreckich, 
miasto tutejsze stało się pastwą rabunku kozackiego, o czem 
w pamiętnikach Albrychta Radziwiłła taką pod tym rokiem znaj- 
dujemy wzmiankę: "Gdy kozacy z Krzywonosem w lipcu opanowali 
"Połonne, mieszkańce innych miasteczek i zamków, poczęli uciekać 
"bez żadnej obrony takowe kozakom zostawiając Wówczas 
Międzyrzecz i Tuczyn w ich ręce się dost?ły". Tato ostatnia 
klęska zdecydować zapewne musiała dumnych panów Koreckich 


, 
l) Patrz ten testament w Archiw Jugo-Zapadnoj Rossii tom I. pag. 7H. 
Wioska Marenin należy dotychczas do międzyrzeckiego klucza, pozostały nawet 
w niej dotąd ślady jakichś odwiecznych murów i szczątki wału z ziemi sypa: 
nego, które prawdopodobnie muszą być pozostałością. pomienionego mona- 
steru. Założycielem tej wioski był więc sam kniaż Bohusz, a Mareninem na- 
zwał ją zapewne od imienia żony Maryi. 
2) W archiwum piszącego fasc. 10 nr. 24. Pieczęć na tym dokumencie 
mało już wyrażna.
		

/Sponsorzy_004_01_143_0001.djvu

			135 


do wyzucia się z swojej ojcowizny. Jakoż widzimy już w 1650 
roku, że cała ta majętność, wraz z miastem, przeszła z rąk 
księcia Samuela Koreckiego, synowca sławnego Samuela, pole- 
głego śmiercią męczeńską w 1621 roku w Carogrodzie, w dzie- 
dziczne posiadanie Aleksandra Lubomirskiego, wojewody wołyń- 
skiego. Nowym nabywcom Lubomirskim nie składało się tu jakoś 
życie, a różnorodne klęski, które co prawda, dotykały wówczas 
cały ten kraj, klęski od swoich i obcych pochodzące, systematy- 
cznie i przez długie lata dosięgały mieszkańców Międzyrzecza, 
podkopując dobrobyt ich, do coraz większej ruiny prowadząc 
ludność tutejszą. I tak około 1658 roku stał w Międzyrzeczu 
na czele załogi kozackiej niejaki Iwan Tarnawski: ten za namową 
szlachty okolicznej, składającej się przeważnie z dzierżawców 
i przybyszów różnego rodzaju. nakazuje zjazd szlachcie nadho- 
ryńskiej w Międzyrzeczu na dzień 18 stycznia 1658 roku. Jakoż 
zebrała się ona tam rzeczywiście, a na zjeździe tym uchwalono, 
aby posłać niejakiego Nowakowskiego do hetmana Wyhowskiego, 
oświadczając mu submisyą całej prowincyi, a razem prośbę, aby 
Tarnawski nie był rugowany. Dowiedziawszy się o tern wszy- 
stkiem Kazimierz Bieniewski, ówczesny kasztelan wołyński, który 
już dawno czynił zabiegi o rugowaniu ztąd Tarnawskiego, zapo- 
biegł temu sromotnemu czynowi i za jego staranie!!l przygoto- 
wana już odezwa zniszczoną została, a Bieniewski listem swym 
doniósł królowi o tym wypadku I). Tegoż roku w czerwcu Te- 
tera, jako pełnomocnik Wyhowskiego, zjechał do Międzyrzecza, 
dokąd wezwał kasztelana Bieniewskiego dla układów. Nie tu 
jednak i nie w tej chwili ustąpiła ostatecznie nawała kozacka; 
oto bowiem co pisze Jerlicz w swojej kroniczce o Międzyrzeczu: 
,,1660 r. czerwca 26 kozactwo w liczbie 10 tysięcy, między któ- 
rymi 600 Moskwy raytaryi było i dział 3 w taborze mieli, sta- 
nęli około Międzyrzecza Koreckicgo, zkąd 2.000 ku Ostrogu na 
czaty się udało. Pan Łasko półkownik pana Wyhowskiego w-dy 
kijowskiego z czterema tysięcy na nich napadł i w różnych miej- 
scach, ścierał się z niemi i bił onych i topił w Horyniu". A dalej 


') .Pamiętnik komis. archeol. kijowsk.' T. III. str. 219 i Ambroż
T Gra- 
bowski w .Skarbniczce archeolog." 


--
		

/Sponsorzy_004_01_144_0001.djvu

			- li.\6 


znowu mowl: "W tymże roku w czerwcu, Potocki syn hetmana. 
starosta sokalski, mając 2000 wojska, ruszył na Międzyrzecz. lecz 
chłopstwo broniło się zza wałów, co widząc, że zboycom nie 
mogli nic uczynić, nazad się udali i odstąpili" I). 
W ostatnim dziesiątku lat XVII wieku, dobra międzyrzeckie 
przechodząc w rodzie Lubomirskich kolejno z ojca na syna, zna- 
znalazły się ostatecznie w posiadaniu Franciszka Lubomirskiego, 
który będąc bezżennym, przebywał najczęściej na dworze Augu- 
sta II i tam podobno w szermierce jakiejś z silnym monarchą 
złamał sobie koŚĆ w boku, chorował czas jakiś i umarł nareszcie 
w Warszawie. Spadek po Franciszku objął brat jego rodzony, 
więcej już z dziejów znany, Jerzy Dominik Lubomirski podko- 
morzy koronny. Ten, spełniając przedzgonną wolę brata, wzniósł 
w Międzyrzeczu kościoł i kolegium dla ks. pijarów w 1703 r., 
przy którym utworzone następnie szkoły, niemałego rozgłosu 
następnie na Wołyniu używały, o czem w swojem miejscu ob- 
szerniej pomówimy 
Tento Jerzy Dominik Lubomirski w roku 1706, w znanych 
wypadkach ówczesnych, chwycił się strony Stanisława Leszczyń- 
skiego. o co urażony August II sprawił, że aliant jego. car Piotr, 
odebrał mu międzyrzeczyznę i nadał ją Aleksandrowi Daniłowi- 
czowi księciu Mężykowi. Odzyskał wprawdzie majętność tę Lu- 
bomirski w 171\ r., ale za naprawę wałów koło miasta znaczne 
wynagrodzenie pieniężne złożyć musiał 2). 
W starych papierach międzyrzeckich udało się piszącemu 
wynaleść notatkę rękopiśmienną jakiegoś prawdopodobnie mie- 
szkańca tego gródka, obejmującą w rodzaju dyaryusza ważniejsze 
wypadki zaszłe w tern mieście. a przypadające właśnie na okres 
posiadania tych włości przez dwóch tylko co wymienionych Lu- 
bomirskich, Spółczesny przeto ten szpargalik wypisujemy tu 
dosłownie: "Anno 1702" pisze autor notatki, podczas inkursyi 
ukraińskiej wielu mieszczan i Żydów z :Międzyrzecza powycho- 
dziło. 


1) "Latopisiec, Jerlicza", wyd. Wojcickiego T. II. str. 47 i 48. 
S) Patrz o t.em: .Staro
ytna Polska", Balińskiego i Lipińskiego.
		

/Sponsorzy_004_01_145_0001.djvu

			137 


".Roku 1704 spłonęło tu domów miejskich 40. Hetman Ma- 
zepa idąc do Dubna, a później Wojnarowski idąc ibidem z dywi- 
zyą swoją, siła szkód uczynili tak w mieście, jako też i we wsiach 
do Międzyrzecza należących". 
"Roku 170f) wojsko moskiewskie z swym feldmarszałkiem 
idąc z Grodna mnóstwo bydła, koni) zboża, tak w polu jako i na 
folwarkach, stojąc obozem pod miastem, jako też i we wsiach: 
w Stołpinie, Horodyszczu, Samostrzałach i Kilikijowie, funditer 
mieszczan, Żydów i poddanych zrujnowali. Tegoż roku kapitan 
moskiewski Pyc, różne bezprawia czynił, mieszkańców i obywa- 
teli więził, każąc im okupywać się". 
"Roku l 707 jenerał moskiewski Replin) stojąc w Między- 
rzeczu na leży zimowej, nie tylko, że szynki swe zaprowadził, 
lecz wybierał ogromną kontrybucyą, bo po 30 talarów bitych 
z dymu każdego". 
"Roku 170S przechodzili tędy ludzie jmpana Ogińskiego, 
starosty Żmudzkiego, a Bein jenerał z wojskiem cudzoziemskiem 
w kilkanaście niedziel po nich tu stanął i resztę Żydów co tu 
było, swemi nadużyciami z miasta wypędził". 
"Roku 1709 wojsko wojewody kijowskiego, rabując okoli- 
czne włości koło Ostroga, aż do Międzyrzecza przyszli i kontry- 
bucyą 80 talarów twardych na mieszczanach wymusili. Niedługo 
potem, wstąpiło i wojsko litewskie p. Sapiehy starosty Bobruj- 
skiego. . .. 
Na tym się urywa notatka naszego anonyma - a czyż ten 
luźny szpargalik nie jędrniej od niejednej książki maluje nam 
przeszłość tego zakąta naszej Rzeczypospolitej, wystawionego na 
przeróżne klęski od swoich i obcych, czyż dziwić się potem mo- 
żna, że te prowincye, niby gospody przy wielkim szlaku położone, 
ani dobrobytu nigdy zaznać nie mogły, ani się stale w społe- 
cznym swym ustroju rozwinąć nie były w stanie? .. Piszącemu 
ciśnie się pod pióro mnóstwo jeszcze szczegółów z tej epoki 
o Międzyrzeczu, cały szereg klęsk przez to miasto doznawanych 
jak: grady, szarańcze, pożary, przechody ustawiczne wojsk i t. p.; 
szczegóły te pomijamy jako zbyt lokalne, zresztą odsyłamy po 
nie czytelnika do ciekawej monografii jednego z pijarów tutej- 
szych, ks. MOiizyńskiego, dziś wiekiem już pochylonego starca, 


I 
.1
		

/Sponsorzy_004_01_146_0001.djvu

			138 


który je zebrał w dziełku p.t. "Monografia kolegium i szkoły 
pijarskiej w Międzyrzeczu Koreckim", w Krakowie w roku 1876 
drukiem ogłoszonej; my sami na szerszą arenę dziejową tej mie. 
ściny podążamy, 
Doszliśmy do nowego okresu w dziejach Międzyrzecza, do 
epoki stanowiącej chwilowe odrodzenie tego gródka. W r. 1773 
Międzyrzecz z atynencyami tj. miasto z kilkunastu wsiami, sprze- 
dane zostało przez Franciszka Ferdynanda Lubomirskiego, mie- 
cznika koronnego, Janowi Steckiemu, staroście owruckiemu. Pan 
rozległych dóbr nad Dnieprem i na Wołyniu rozrzuconych, syn 
kasztelana kijowskiego, i sam w lat kilka potem senator, bo cho- 
. rążym wielkim koronnym mianuwany, Stecki stworzył jakby nową 
erę dla podupadłej i zniszczonej niedolą kraju mieściny. Zajął 
się on przedewszystkiem dźwignięciem szkoły tutejszej, której 
fundusz przeszło 100 tysięcy złotych wynoszący, a pJ'zez poprze- 
oników swych Lubomirskich erygowany, przyjął na swe dobra 
i nowemi fundacyani też szkoły obdarzył. W dziejach Między- 
rzecza, zwłaszcza w historyi szkoły tutejszej, chorąży koronny 
stanowi epokę, staje się jakby wskrzesicielem obojga. Dumny, 
choć skąpy do sknerstwa, staczał całe życie walkę z obu tpmi 
słabostkami, a próżność odnosiła w nich zawsze zwycięstwo na 
korzyść bytu miasta, zwłaszcza rozwijającej się w niem szkoły. 
Działalność swą rozpoczął Stecki od walki z pijarami, którym 
. zmniejszał co roku stopę procentową od sumy erekcyjnej w Mię- 
dzyrzeczu ciężącej, procesował tychże pijarów to o grunta, to 
o budynki klasztorne, czemu ostatecznie nowoustanowiona ko- 
misya edukacyjna kres położyła. Pomimo to wszystko, chlubił 
się on zakładem, który rozwijając się, coraz to więcej chluby 
i blasku jego ulubionemu Międzyrzeczowi przyspary.ał. To też 
czynnie nalegał o przywrócenie konwiktu szlacheckiego dla uczą- 
cej się młodzieży, który chwilowo przy rozbiorze kraju zwinięty, 
nanowo w 1798 r. otwarty został. O kościele wciąż miał sta- 
ranie; szpital przy tymże założył, sprowadzonemu wreszcie z Korca 
malarzowi W ędrychowskiemu pięknem i freskami ściany wewnę- 
trzne świątyni przyozdobić polecił, których resztki dotąd tu po- 
zostały. Około 1800 roku, na gruzach dawnego obronnego zamku 
Lubomirskich, wzniósł Stecki piękny pałac dwupiętrowy, z kry-
		

/Sponsorzy_004_01_147_0001.djvu

			139 


I 


temi po obu stronach galeryami, poosuszał okalające go moczary 
i trzęsawiska, zamieniając takowe w piękne, daleko rozciągające 
się błonia i długą sypaną groblą połączył tę swoję rezydencyą 
z miastem i kościołem. 
Najwięcej jednak charaktel'ystyczną rozrywką Stec kiego, która 
niebawem w namiętność u niego zamieniła się, było zamiłowanie 
myśliwslwa. Sto koni pozaprzęganych do kutych malowanych 
wozów, łowczy, podłowczy i cała armia w barwę pańską przy- 
branych strzelców, wyruszało w lasy - puszcza dudniała, ota- 
czano ostępy, rozciągano sieci e, a żaden najdrobniejszy już sza- 
reczek ujść zląd nie zdołał. Przez kilka dni nieraz w podobny 
sposób przejeżdżał się p. chorąży po obszernych swych lasach, 
ciągnąc za wbą swą improwizowaną armią łowiecką. Kronika 
tych pochodów żyje jeszcze i podobno długo żyć będzie na Wo- 
-łyniu. W życiu domowem Sleckiego, ujemne jego strony, zwła- 
szcza egoizm, do cynizmu nieraz posunięty, składały się na. typ 
bardzo w tej epoce wydatny. Żenił się i rozwodził do późnej 
starości - ciepło rodzinne było dlań uczuciem obcem. Pierwszą 
jego żoną była Maryanna Małachowska, córka Jana kanclerza 
i Izabeli Humieckiej, la go odumarła prędko, pozostawiając mu 
trzech synów: Józefa, który prowadzi ród dalej, Karola ożenio- 
nego z Morsztynówną, ojca księżnej Aleksandry Hadziwiłłowej 
i I
nacego zmarłego młodo w legionach, o którym wspomina 
Rulhiere. Po raz drugi ożenił się z Teodorą Walewską, córką 
wojewody sieradzkiego, z tą się rozwiódł po przyjściu na świat 
córki, którą następnie wydał za księcia Józefa Lubomirskiego, 
senatora państwa rosyjskiego, próbował nareszcie już starcem 
będąc słodyczy hymenu z Popielówną, kasztelanką lwowską, 
która go porzuciła nie obdarzywszy potomstwem. Starzec ten, 
typ satrapy na schyłku stanisławowskiej epoki żył długo, bo aż 
do 1814 roku, majątku z rąk nie wypuszczając, choć synów po- 
żenił; jak z własnemi tak i żonami synów nigdy zgodzić się nie 
mógł. \V politykę się nie bawił; choć są ślady, że się zaplątał 
do konfederacyi barskiej, prędko jednak wycofać się z niej musiał, 
z królem bowiem aż do jego śmierci w przyjacielskich pozosta- 
wał stosunkach. czego ślady widoczne w pozostałej korespon- 
dencyi. Kajetan Koźmian, niegdyś uczeń pijarów tutejszych, na- 


ł 
I
		

/Sponsorzy_004_01_148_0001.djvu

			140 - 


stępnie z daleką krewną Steckiego ożeniony, pozostawił dużo 
szczegółów o nim w pamiętnikach swoich, nie szczędząc farb, 
nie lubił bowiem chorążego. 
Po śmierci ojca dopiero objął po nim rządy w Międzyrzeczu 
starszy syn jego Józef, ożeniony z córką Ludwika Wilgi, ostatniego 
wojewody . czernihowskiego. Postać to z naszych już prawie 
czasów, całkiem od ojca różna. Niewielkich wprawdzie zdolności, 
ale powodowany najlepszemi dla kraju intencyami -- ze swego 
Międzyrzecza usiłował stworzyć jakby wołyńskie Ateny. Za jego 
też czasów zakwitły naprawdę szkoły tutejsze, podniósł je do 
stopnia pełnego gimnazyum o sześciu klasach. Najmożniejszych 
rodziców dzieci mieszczono w konwikcie tutejszym: - epoka je- 
zuitów upadła, pijarzy objęli po nich spuściznę. Stecki hojnemi 
fundacyami szkoły obdarzył, własnym kosztem dobierał do nich 
nauczycieli, zakładał i uposażał gabinety: fizyczny, mineralogiczny. 
zaprowadził najpierwszy w kraju ogród botaniczny; krzątał się 
jak mógł, a pozwalała mu na to wielkopańska fortuna, czynnie 
dopomagali mu w tern zacny i wykształcony: Wacław Bor
jko, 
wizytator szkół wołyńskich, z ręki komisyi edukacyjnej ustano- 
wiony, dopomagała dzielna i czynna niewiasta żona p. Józefa, 
dziś już wygasły typ polskiej matrony. Złote to były czasy dla 
Międzyrzecza. Wesoło brzmiała narlworna kapela Steckiego, na 
czele której stał sławny wówczas skrzypek Lipiński, biesiadowano 
w pałacu, a w szkole nauka przeplatana rozrywką, szła raźnie 
i ochoczo. Niemało dodało emulacyi Steckiemu, który miał się 
za mecenasa nauk w kraju, kiedy go uniwersytet wileński, naj- 
wyższa wówczas władza naukowa, mianował honorowym swym 
członkiem, kiedy mu zresztą ze stolicy nadesłano order ś. Anny 
z brylantami... któż bowiem bez próżności...? 
Lecz wszystko to wkrótce skończyć się miało, niestety, bez- 
powrotnie. Nadszedł fatalny rlla kraju rok IH31. Młodzież tu- 
tejsza na odgłos dalekiej walki tłumnie podążyła dzielić jej losy, 
podążył za nią i ulubieniec rodziców jedyny syn Steckich Ludwik, 
który opłakawszy zaledwie śmierć pierwszej swej żony Julii Cza- 
ckiej, powtórne już był zawarł związki z młodą, wykształconą 
Amelią Ponińską. Kraj cały zmienił wtedy swą postać, a zmiany 
te najwi/(cej może dały się uczuć w Międzyrzeczu. Szkoły tu. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_149_0001.djvu

			!I 


]41 


tejsze zamknięte zostały bezpowrotnie, pijarzy w większej części 
rozproszeni. Pałac osmutniał, a właściciele jego, oboje Steccy, 
zgnębieni niedolą syna, który na tułactwie w obcych krajach 
szukać musiał schronienia, zagrożeni zresztą utratą majątku, oboje 
w następnym już 1832 roku, w kilka tygodni po sobie, smutne 
obecnie życie zakończyli. Po ich śmierci dobra międzyrzeckie, 
jak przewidziano, uległy konfiskacie rządowej - a w pałacu 
odartym i z ozdób ogołoconym, rozlokowano szkółkę rządową 
dla leśników i pisarzy gminnych, jakby oddając na pastwę zni- 
szczeniu resztę pozostałych tu ozdób i pamiątek po właścicielach. 
T3k upłynęło lat dwadzieścia kilka, ćwierć wieku prawie, kiedy 
osobliwszą łaską panującego wówczas cesarza Aleksandra II. 
zniszczone i ogołocone tutejsze dobra, zwrócono synowi Ludwika 
Steckiego, Henrykowi, urodzonemu z piel'wszej jego żony Cza- 
ckiej. Nowy pan Międzyrzecza nie chcąc korzystać z przysługu- 
jących mu wyłącznie spraw spadkowych, przypuścił rodzeństwo 
z dwóch drugich jeszcze żon ojca, po kcnfiskacie rządowej zro- 
dzone, do równego udziału w spadku. Tym sposobem Między- 
rzecz z kilkunastu okolicznemi wioskami przeszedł w posiadanie 
jego przyrodniego brata Witolda Steckiego, w którego posiadaniu 
dotąd pozostaje. Zniszczone te dobra dźwigają wprawdzie dotąd 
minionych klęsk swych brzemię, lecz czuwa nad nimi znowu 
opatrzna ręka młodych dziedziców, która je od ostatecznego 
upadku i zagłady chroni. 
Przebiegliśmy dzieje tutejszej o!'ady i jej zmienne losu 
koleje, pozostało nam rozpatrzeć się w poszczególnych jej pa- 
miątkach: 
Ko
cioł. Jeszcze za czasów Koreckich, kiedy to książe 
Konstanty Ostrogski posiadał na prawach zastawy międzyrzeckie 
dobra, wzniósł on tutaj dla użytku parafian, ubogi drewniany 
kościołek i księdza przy nim osadził. W r. 160 j, kościołek ten 
zgorzał, kapłan się oddalił i już potem przez całych lat sto mie- 
szkańcy Międzyrzecza zupełnie pozbawieni byli katolickiej świą- 
tyni. Dopiero około ] 702 roku stanął tu sumptem późniejszych 
dziedziców Lubomirskich obszerny kościoł murowany, ten sam, 
który i dziś tu oglądamy, niezaprzeczenie jeden znajokazalszych 
kościołów wołyńskich, choć i budowa sama i wewnętrzne jej
		

/Sponsorzy_004_01_150_0001.djvu

			142 


ozdoby w ścisłym stylu barocco trzymane, bogactwem raczej, niż 
wytwornością smaku zalecają się. W wielkim ołtarzu uderza oko 
misternie wykonana figura naturalnej wielkości, rozpiętego na 
krzyżu Chrystusa. Ołtarz ten miał kosztować podobno około 
100 tysięcy złotych, tyleż i bogato rzeźbiona ambona. Filary po 
bokach ołtarza również złocone, a pomiędzy nimi złocone także 
kolosalne figury N. Panny i św. Jana Ewangielisty. Na kapite- 
lach unoszą się, niby. w powietrze ulecieć gotowe, olbrzymie 
o rozpostartych skrzydłach anioły, w tymże samym stylu, mało 
o artystycznym smaku świadczące. W bocznych nawach i po- 
między filarami mieści się dwanaście innych jeszcze ołtarzy, z tych 
jeden z cudownym obrazem św. Antoniego, pod wezwaniem któ- 
rego stanął i sam kościoł. Świątynia ta d. 17 ,maja 1725 roku 
przez biskupa łucko-brzeski'ego, Stefana Rupniewskiego, z wielką 
uroczystością konsekrowaną została. O tej pamiątkowej uroczy- 
stości świadczy przechowana dotąd na jednej z ścian kościoła 
marmurowa tablica. Przechowało się nadto podanie, jakoby bi- 
skup, widząc poiJczas procesyi jezuitę z Połonnego i pijara nio- 
sących razem św. relikwie, a świadomy rozterek, jakie zawsze 
między obu temi zakonami w Polsce panowały, uśmiechnąwszy 
się miał się wyrazić: Ossa canibus saepenum
ro sunt causa ju.r- 
giorum, "kości bywają często przyczyną, że się psy z sobą gryzą, 
a tu pokój i zgoda największa między jezuitą a pijarem". Ze- 
wnątrz kościoł międzyrzecki przedstawia się również ciężko i nosi 
na sobie charakter ówczesnej epoki budownictwa. Unoszą się 
nad nim dwie ciężkie wieże, jakby go przygnieść swym ciężarem 
chciały, w jednej pomieszczone są dzwony, w drugiej zegar, do 
którego stosowała "ię niegdyś młodzież szkolna. Zakrystya z le- 
pszych czasów tu pozostała, zasobniejszą jest od wielu innych 
na Wołyniu. Nabożeństwa z powodu znaczniejszej liczby ducho- 
wieństwa, pracującego przy tym kościele, odbywały się tu zawsze 
niemal z katedralną pompą. Msza wielka, tak zwana Suma, 
w niedzielę i uroczyste święta wychodziła w asystencyi dyakona 
i subdyakona, na chórze rozlegała się pałacowa orkiestra Steckich, 
a po konfesyonałach liczni kapłani słuchali spowiedzi. Młodzież 
szkolna zgromadzała się też tutaj in gremio. Oprócz zwykłych 
świąt i uroczystości, z wyjątkową solennością odbywały się tu
		

/Sponsorzy_004_01_151_0001.djvu

			1::1:3 


nabożeżstwa w dzień N. Panny Łaskawej, św. Antoniego pa- 
trona kościoła i św. Józefa Kalasantego w dniu imienin kolatora 
Steckiego. 
Jak wszędzie u pijarów, tak i w Międzyrzeczu było przy 
kościele bractwo N. Panny Łaskawej, do którego sami tylko 
uczniowie należeli. Członkowie tego bractwa nazywali się So- 
dalisami (Sodalis .1J.Iarian-us) i wiernie połacinie odmawiali re-. 
gułą przepisane pacierze. Dziś jeszcze w niektórych rodzinach 
napotkać można starców, w głos te pacierze powtarzających - 
a będą to niezawodnie wychowankowie szkół tutejszych. Star- 
szym Sodalisów, tak zwanym Prefektem, obieranym bywał zawsze 
jeden z najmoralniejszych uczniów tutejszych. .. a jakże się ubie- 
gano o ten zaszczyt!... 
Piękną także i rzewną pamiątką tutejszego kościoła było 
nabożeństwo w maju przez całą oktawę św. Jana Nepomucena, 
przez młodzież obchodzone. O godzinie siódmej co wieczór, na 
odgłos dzwonka, otwierały: się naoścież podwoje kościoła i wnet 
całe tłumy młodzieży napełniały wnętrze domu Bożego. Into- 
nowano tu najprzód litanią o patronie dobrej sławy, o którą 
błagała ta młodzież na przyszłe swe życie. następnie po skle., 
pipniach świątyni rozlegała się chórem nucona pieśń św. patrona, 
rozpoczynająca się następującą zwrotką: 


Już na wywarte przeciw nam potwarze, 
Któremi nas Bóg za złe życie kal"Ze. 
Obrony i siły nie stanie, 
Cudowny ratuj nas Janie! 


Daliśmy się unieść wspomnieniom. .. przebaczcie, to wspo- 
mnienia lepszej, rzewnej ojców naszych przeszłości; nam młodszym 
kładziono ją w ucho wraz z pacierzem niemal - czemużbyśmy 
jej zatrzeć się dali, czemuż ich wywołać nie mielibyśmy, bodaj 
dla pamiątki młorlszych pokoleń, dziś zwłaszcza, gdy się ona 
tak szybko zaciera, gdy tak zimno, tak pusto dokoła... 
Przebiegniemy jeszcze po kościele, aby się przypatrzyć po- 
zostałym tu pomnikom i napisom, bo i te z czasem ulecby 
mogły zniszczeniu; dla pamięci przeto dochować je należy. 
Nad drzwiami zakrystyi wisi po dziś dzień czarna marmu- 
rowa płyta z napisem:
		

/Sponsorzy_004_01_152_0001.djvu

			]44 


D. O. JJf. Honori S. Antonii Ecclesiam lIanc, Cultui S. 
Crucis Altare majus, lUrne Eccl. ac. Rend. Dne Stephanus-Bogu- 
slaus a Rupniew in Jamtseewicee Rupniewski. D. A. A. S. E. L. 
et R. consecravit et diem anniversariam Dedicationis DncfJm III. 
post Pent. assignavit A. 1725 die maji pro tunc octflva Ascen. Dni. 
Nad skarbcem w prezbiteryum: 
D. O. JJ1. Cultui Sanctorum, Piis populi desideriis, Post- 
humae sui Nominis memoriae Ecclesiam hanc a fundamentis 
Celsissimus R. J. P. Comes in Jarosław et Wisnicz Georgius- 
Dominieus Luhomirski Succ. G. E. C. L. etc. C. Fundator et 
protecctor Noster Singularissimus, Postea P. Filius Celsissimi 
R. J. P. T. Ił. Ferd. Lubomirski O. H. Oollegium hoc ext'ru- 
xerunt. 
Na fil3;rach po prawej stronie od wielkich drzwi są dwa 
nagrobki. Na jednym: 
D. O. M. Cm'is Cineribus, Ex carissima virtutum plena 
Conju!Je, Joanna de Potociis, Joannis-Nep. Principis Jnblonowski, 
Magnae spei adolescentis, Magni Doloris causa, Stanislaus Prin- 
ceps, Palatinus Ravensis, Jtloerentissimus Pater posuit et cum 
alii natales tantum, Suorum aestimant, Hic et funera, Cui est 
tanti ex tanta Conjuge genuisse vel sic! lItrorumq. in vita et 
morte imo dona, Ipsos, sequatu,r non immemm'. Hoc monumentum 
doloris pridem, et semper in corde 1740, 7 martii, Hic eregi 
j1tssit. 
Nad tym napisem umieszczono portret młodego księcia 
w polskim stroju. 
Na drugim filarze: .Józef Kalasanty herbu Ogończyk, ostatni 
e familii imienia potomek na Rusi e JJlorzyc Treebuchowski, W. 
Walentego G. syn, JJlikołaj(L B. S. K. wnuk, Adama prawnuk, . 
tV. Walentemu Treebuchowslciemu, G. ojcu, emarłemu w dobrach 
deiedeicenych wsi Molcwinie w wojew. wołyńskiem, powiecie In. 
ckim, w parafii Berezeńslciej, wieku lat 70, dnia 19 Paźdeiernika, 
złozonemu tu w tej świątyni, w grobie dnia 29 tegoz miesiąca 
r. 1783, e useanowaniem i csułością synowskiego prsywiąeania p1'zez 
wdzięczność tę eostawia pamięć. 
Nad tą tablicą ojcowską pobożny syn umieścił portret swój 
w kontuszu.
		

/Sponsorzy_004_01_153_0001.djvu

			145 


Ostatnią nareszcie tego rodzaja lapidarną pamiątką w tym 
kościele jest framuga w ścianie obok ołtarza N. Panny, w niej 
w złotej puszce serce, pod którem na marmurowej tabliczce 
napis: 
D. O. M. Pelnemu cnót i zaslug w obywatelstwie, Józefowi 
na Steczance Steckiemu, marszalkowi ptu rówieńskiego, czlonkowi 
Jwnorowemu uni'wersytetu wileńskiego i kawalerowi orde1'ów św. 
Anny i Wlodzimierza. Po nieodżalowanej stracie d. 1 kwietnia 
1832 1'. mężowi strapiona zgonem ma1żonka, s domu 'Wilgów wo- 
jewodzianka csernihowska, dla ulgi strapień wlasnych i pociech 
przyjaciól, schronila tu w domu Boga najcelniejszą i najszlache- 
tniejszą cząstkę, serce zgaslego i ku wiecznej pamiątce na niem 
ten kamień polożyla. 
Takim jest dziś ów kościoł w Międzyrzeczu, niegdyś jedna 
z naj wspanialszych świątyIi w kraju, takim przetrwał on przez 
lat kilkadziesiąt burze, które nad nim zawisły; takim doczekał 
się powrotu potomków dawnych swych kolatorów. Z dawnych 
przylegających doń gmachów pijarskich runęło wszystko, roze- 
brano, zniesiono nawet gruzy; uprzątnięto dla zużytkowania cegły. 
Dziwnym trafem ocalały tylko dwie sale przytykające do kościoła, 
jakby jedyne dawnej świetności pamiątki, z malowidłem spłowia 
łem, ale jeszcze wyraź nem. Z tych pierwsza, do której drzwi 
wiodą wprost z zakrystyi kościelnej, dotąd salą egzaminową 
zwana, nazwą już swoją tłómaczy dawne przeznaczenie. Tu na 
suficie wyobrażone słońce rozrzucające na wszystkie strony yvy- 
bladłe już promienie. Po węgłach umieszczone są kadzielnice 
etruskie, przy których uwieIiczone nimfy palą kadzidła w głębi 
tej sali, jakby VI, perspektywie, całą jednę ścianę zajmuje wy- 
płowiały już fresk, wyobrażający Ossolińskiego w gronie Pola- 
ków zapraszającego pijarów do Polski, naprzeciw tej grupy wy- 
obrażony św. Józef Kalasanty w otoczeniu pijarów, przyjmujący 
,vezwanie. Cały ten fresk, pomimo spłowiałych już nieco kolorów, 
robi jeszcze wrażenie; postacie na nim naturalnej dochodzą wiel- 
kości. Pozostałe przeciwległe ściany malowane są na kolor sza- 
firowy, a u góry pod gzymsem dochowały się w kształcie owalnym 
medaliony, w nich popiersia znakomitych Polakow: Stanisława 
Augusta, Długosza, Kromera i innych, kopie z wizer.unków prze- 
Z
t
L ro
		

/Sponsorzy_004_01_154_0001.djvu

			, 


146 - 


chowujących się wówczas w Puławach i w Porycku. Autorem 
tych fresków miał być wspominany już przez nas W ędrychowski, 
przebywający przy szkole tutejszej. Przy wyjściu z tej sali nade 
drzwiami, już dziś zabitemi, wmurowana czarna marmurowa ta- 
blica, na niej złoconemi literami napis: Pomnik wdzięczności jw. 
Józefowi Steckiemu marsz pow. rów., kaw. ord. św. Anny, do- 
broczY1lcy tutejszego kollegium i szkoły r. 1818. Nad tą salą ocalała 
tychże rozmiarów druga, niegdyś na bibliotekę przeznaczona. 
Tu na suficie wyobrażony Febus na rydwanie zaprzężonym 
w cztery rozpędzone konie. Pod gzymsami naokoło medaliony 
uczonych Greków i Rzymian, a nad wyjściem znowu marmurowa 
tablica z napisem: jw. Janowi Steckiemu, chor. kor. nrd. pols. 
kawal. fundatorowi tej biblioteki - szkoła gimnaz. międzyrzecka, 
wsniosła ten pomnik wdzięczności, roku 18:&1 dnia 14 sierpnia. 
Tyle o kościele tutejszym i o ocalałych szczątkach pomie- 
szczeń pijarskich, tyle niegdyś rozgłośnych, taką sławą dla W 0- 
łynia opromienionych. Na gruzach starego Rzymu tysiące arche- 
ologów ocalałe szczątki dobywa, odkrywa ścieżki i chodniki 
Augustów i Cezarów, badaniami swemi zdumiewając dzisiejsze 
pokolenia: tu po upływie pół wieku zaledwie odłamku starej 
cegły napróżno szukaćby przyszło. Z ściśnionym sercem, ze łzą 
niezastygłą na po\viece, uciekałem ztąd coprędzej. Usłużny 
dziadek kościelny wskazał mi na otwartą jasną i przestronną 
kryptę pod kościołem mieszczącą się. Tam w pięciu dobrze do- 
chowanych trumnach oczekują ostatecznego sądu ciała ostatnich 
tych miejsc dobroczyńców. Tu pochowani leżą: Józef Stec ki 
z żoną swą Wilżanką, synowa ich Julia z Czackich Ludwikowa. , 
Stecka i dwoje drobnych jej dzieci, zrodzonych i zgasłych już 
\V przededniu pogromu, który dotknął te miejsca. .. Re'luiescant 

n pace.. . 
Szkoła. Zkolei dla uzupełnienia monografii Międzyrzecza 
pozostał nam do skreślenia rys dziejów jego szkoły, o którą tylo- 
krotnie już w tej pracy potrącaliśmy, a której dzieje stanowią 
najcelniejszy niezawodnie materyał do historyi oświaty na Zabu- 
żańskiej Rusi w XVIII wieku i pierwszej połowie obecnego stu- 
lecia. Przedmiot to prawie nietknięty; terra incognita dla dzi- 
siejszych pis
rzy poświęcających swe studya badaniom rodzinnej
		

/Sponsorzy_004_01_155_0001.djvu

			147 


przeszłości. Niepożytego w 
ej mierze materyału mamy obficie, 
nawet tu w starym Krakowie nagromadzonego, przedewszystkiem 
w archiwach książąt Czartoryskich, z których dwaj ostatni: Adam 
ojciec i syn stali bodaj ostatni na straży tej ośwjaty w ostatnich 
chwilach jej historycznej działalności, którym w smutnym udziale 
przypadło zamknąć jej samoistny okres. 
iezależnie od tej mało 
zresztą dostępnej książnicy, dużo szczegółów i w tej materyi 
odszukaćby się dało i po innych zbiorach krakowskich, zwłaszcza 
w bibliotece jagiellońskiej i w prywatnej pana Pawła Popiela, 
gdzie się dochować miała część owych znamienitych Tek Naru- 
szewiczowskich. Do tejże epoki, przedewszystkiem do dziejów 
komisyi edukacyjnej, nie brak nam i materyałów już drukowa- 
nych, luźnych wprawdzie, oderwanych, ale któreby się jednak 
w poważną całość złożyć dały. Do przedniejszych zaliczyćbyśmy 
mogli część korespondencyj Kołłątaja z Czackim, wydanych 
w kilku tomowem dziele Kajsiewicza, kilka pamiętników współ- 
czesnych drukowanych w zbiorze pism Michała Grabowskiego, 
kilka prac oderwanych profesora kijowskiego Szulgina, sporo 
zresztą notat w tym przedmiocie, pozostałych w zbiorach nie- 
dawno zmarłego Kirkora, których losy dzisiejsze nam niewiadome. 
Ograniczamy się na wskazaniu tylko tych źróde.ł, jako wyborny 
acz nie wyczerpujący materyał dla ułożenia dziejów nie tylko 
komisyi edukacyjnej, ale i historyi oświaty w naszym kraju w 6gól- 
ności. W takiej pracy poważne miejsce zajęłaby niezawodnie 
historya szkoły w Międzyrzeczu koreckim, wystąpiły też w niej 
typy kilku wydatniejszych w jej dziejach postaci, jak Wacław 
Borejko, Steccy i wielu innych jeszcze. Zakres niniejszej ramoty 
pozwala nam zaledwie okiem przebiec niektóre szczegóły szkoły 
międzyrzeckiej dotyczące, wskazać na poważne jej w swoim 
czasie stanowisko, zachęcić, pobudzić do rozpatrzenia się w jej 
dziejach, wskazać do tego źródła, dodając jeszcze, że praca ta 
słusznie się nam należy, a materyały do niej odszukaćby się 
dały obficie. 
Czy Międzyrzecz, miasto już wówczas znaczne, posiadał 
jaką szkoł
 za władania tu książąt Koreckich, nie wiemy zg
ła 
i nie wahamy się wyrazić powątpiewania w tym względzie; mIał 
chyba może podrzędną jaką szkółkę, tak zwaną w te czasy 


-
		

/Sponsorzy_004_01_156_0001.djvu

			148 - 


kościelną, z charakterem nawpół ludowym, jakie w tym kraju 
po znaczniejszych miastach napotykać się dają, giną nareszcie 
w pomroce. Taką szkółkę zastać tu mieli nowi tego gródka na- 
bywcy, Lubomirscy. Dowiadujemy się nawet, że na czele tego 
skromnego nauk przybytku miał stać jakiś Kokoszka, osobistość 
świecka prawdopodobnie. Wpływowi Lubomirscy zaprzątnęli się 
tedy około wprowadzenia reformy w tej mierze, i ściągnęli 
tu grono pijarów, którym ko&cioł i budynki klasztorne murowane 
i okazałe wznosić poczęli. Następnie już na początku 1702 r. 
czynny Jerzy-Dominik Lubomirski zawarł umowę z prowincyałem 
ówczesnym Ignacym Zawadzkim o zaprowadzenie kolegium i szkoły 
przy budującym się kościele, na co pierwszy podstawowy fundusz 
w kwocie stu tysięcy zł. przeznaczył i tę sumę na dobrach swych 
Międzyrzeczu hipotekował. Czasy to były bardzo myśli funda- 
tora sprzyjające; już bowiem jezuici w tym kraju osiedli 
i ich zakłady naukowe chwiać się poczynały. Wszechwładny 
ich Alwar i ulubione sceniczne dyalogi. nieufność w kraju bu- 
dziły, reformy naukowe świtały, pierwsze ich zarody wprowadziło 
świeżo do kraju przybyłe zgromadzenie pijarów, a uradowane 
społeczeństwo miejscowe, przyjęło je entuzyastycznie. Nowa 
przeto szkoła w Międzyrzeczu, pozostająca pod patronatem po- 
tężnych już wówczas Lubomirskich, zajaśniała odrazu; panowie 
co możniejsi dzieci swe zewsząd, zwłaszcza z sąsiedniego Ostroga, 
zabierać i ściągać tu zaczęli, a widząc to mądrzy pijarowi e, chcąc 
zresztą przypodobać się dobroczyńcom swym Lubomirskim, usiło- . 
wali najwydatniejsze siły swego zgromadzenia przysyłać do Mię- 
dzyrzecza. Pomimo to wszystko jednakże szkoła tutejsza długo 
jeszcze rozszerzyć się nie mogła, a przed ustanowieniem komisyi 
edukacyjnej posiadała trzy klasy tylko, tak zwaną Infimę, Gra- 
matykę i Syntaksę. Komisya edukacyjna dopiero, znalazłszy ten 
zakład wymaganiom epoki odpowiednym, a pijarów dostatecznie 
do kierunku nauk uzdolnionych, utrzymała ich przy zarządzie 
szkoły tutejszej, podniosła ją nawet do rzędu szkół podwydzia- 
łowych wyższych, dodając do niej nawet dwie klasy wyższe tj. 
Poetykę i Retorykę; tudzież tak zwaną klasę przygotowawczą. 
Licznie też zawsze była ta szkoła uczęszczaną, zwłaszcza od. 
kiedy otwarty przy niej został tak zwany konwikt obywatelski,
		

/Sponsorzy_004_01_157_0001.djvu

			1M) 


do którego się cisnęli synowie możniejszych 'rodzin Wołynia, 
Podola ! Ukrainy. W roku 1784 było tu już uczniów 250, 
a z czasem liczba ta wzrosnąć jeszcze miała, podwoiła się 
prawie. 
Wypadki krajowe 1793-1795 r. szkodliwie i tu jak i w ca- 
łym kraju wpłynęły na rozwój zakładu. W Międzyrzeczu zam- 
knięto nawet na czas jakiś konwikt, który w lat kilka dopiero 
otworzony został na przedstawienie miejscowego biskupa Cieci- 
szowskiego i dziedzica Jana Steckiego, chorążego w. kor. Naj- 
świetniejszym jednak dla szkoły międzyrzeckiej, był okres jej 
ostatni, rozpoczynający się z objęciem miasta w posiadanie przez 
syna chorążego p. Józefa Steckiego w 1820 r. aż do śmierci tegoż 
i zamknięcia szkoły w 1832 r. Rzecz dziwna, górująca nad 
wszystko słabostką tego zacnego zkądinąd, lecz nieodznaczającego 
się nauką człowieka, było właśnie mecenasowstwo na polu nau- 
kowem. Ku temu skierowane były wielkie jeszcze środki ma- 
teryalne, któremi rozporządzał, a szafował hojnie dla dobra 
szkoły. Opatrzność sama zdawała mu się zsyłać towarzysza 
i doradcę w zabiegach jego o dobro nauki, w osobie zacnego 
Wacława Borejki, ustanowionego przez komisyą edukacyjną do- 
zorcą honorowym szkół powiatu rówieńskiego. Połączone usi- 
łowania i połączone obu tych mężow zasługi, z których' jeden 
otwierał garść pełną złota dla podniesienia nauk w .swej szkole, 
drugi w lot podchwytywał jego zamiary i z trafnością umiał je 
wyzyskiwać i popierać u władz naukowych wileńskich, wszystko 
to wspólnie wychodziło na korzyść Międzyrzecza i jego szkoły, 
która już w jawnej stanęła rywalizacyi z sławnym wówcza;; Krze- 
mieńcem. Ten ostatni już na stopień liceum wyniesiony, bły- 
szczał wytwornością i towarzyskim polorem swojej młodzieży, 
którą przy na";ce zawczasu oswajano z ogładą zbyt już może 
światową, kiedy w Międzyrzeczu, wyniesionym dopiero 1826 r. 
na stopień pełnego gimnazyum, dawano tej młodzieży wychowanie 
mniej może błyskotkami upstrzone, ale racyonalniejsze, na pod- 
stawach więcej może poważnych i do przyszłych prac, cierni 
i zawodów w życiu lepiej przygotowujące. To też nauki ścisłe, 
przedewszystkiem matematyczne, z szczególną ścisłością wykła- 
dane były w Międzyrzeczu. Działo się to jednak bez uszczerbku dla 


.. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_158_0001.djvu

			150 - 


innych przedmiotów, jak dla historyi. i dla literatury, czego do- 
wodem był liczny szereg na rozmaitych polach wsławionych 
i wydatnych mężów, którzy w rozmaitych epokach wykształcenie 
swe pobierali w szkole międzyrzeckiej. Z tych, o ile pamięć do- 
zwala, wspomnimy tu tylko: metropolitę arcybiskupa Ignacego 
Hołowińskiego; Stanisława Adama Krasińskiego, dostojnego bi- 
skupa wileńskiego; z literatów: :Michała Grabowskiego, Michała 
Czajkowskiego, Kajetana Koźmiana; z poetów: Seweryna Go- 
szczyńskiego, Szymona Konopackiego, Jakóba Cichońskiego, 
w świecie polskim Beranżerem przezwanego; z archeologów - 
Adama Czarnockiego, ukrywającego się pod imieniem Zoryana 
Dołęgi Chodakowskiego i tylu innych jeszcze, których pamięcią 
ohjąć nie możemy, a z których szczupła już tylko garstka na 
awiecie zapewne pozostała. 
Zastrzegli
my się z góry, że historyi szkoły międzyrzeckiej 
kreślić' nie mamy zamiaru, pozostawiając ją tym, którzy pamięcią 
objąć jej dzieje lepiej będą w stanie, ograniczamy się przeto 
na pobieżnem o niej wspomnieniu, głównie na jej charakterystyce, 
nawołując drugich do wyczerpującego jej skreślenia. Smutne 
rozwiązanie tej szkoły, jednocześnie prawie z kr zemieniecką, jej 
towarzyszką, nastąpiło w r. 1832. Chwasty porosły na progach 
tej miłej dla serc Wołynia auli i wspomnienie o niej niezatarte 
w pamięci młodszych tego kraju pokoleniach, rzewne a serdeczne, 
jak na to ten nauk przybytek zasługiwał. Dopełniamy szkicu 
tego kilku statystycznemi wiadomostkami o materyalnych zaso- 
bach międzyrzeckiej szkoły i spisem jej rektorów, naj dokładniej- 
szym, bo z miejscowego archiwum poczerpniętym, a prostującym 
dotychczasowe w tym względzie wzmianki 
Mylnie wielu piszących o Międzyrzeczu, między nimi i Łu- 
kaszewicz w Historyi szkól, mówią o uposażeniu tutejszego pi- 
jarskiego kolegium, jako o bardzo znacznem. Tak nie było 
zgoła, a na to w cyfrach stawimy dowody. I tak fundator ko- 
legium tutejszego, Jerzy-Dominik Lubomirski w 1702 roku, we 
wspomnianej już przez nas umowie z prowincyałem Zawadzkim, 
zapewnił erekcyjnym dokumentem dla wznoszącego się kościoła 
sumę 100 tysięcy złp., którą oparł na dobrach międzyrzeckich 
z warunkiem opłacania od tejże wieczyście 7%. Normę tę usi- 


,.
		

/Sponsorzy_004_01_159_0001.djvu

			151 


łował zmienić nowy nabywca dóbr, chorąży koronny Jan Stecki, 
zniżał ją do minimum, aż dopiero postanowieniem komisyi edu- 
kacyjnej ustanowiono opłatę 6%, co się też utrzymało do osta- 
tka. Nadto tenże fundator Lubomirski przeznaczył na własność 
pijarom malutką w okolicy wioseczkę Charuczkę z dwudziestu chat 
. włościailskich składającą się, przynoszącą rocznie tysiąc złp. do- 
chodu. Prócz tego nadał pijarom jurysdykcyą na przedmieściu 
Międzyrzecza, zwanem Zastawie, zresztą dość obszerne place na 
zbudowanie kościoła i zabudowań klasztornych, tudzież plac na 
cegielnię i na ogrody warzywne. Zapewnił nakoniec wolne mlewo 
w młynach międzyrzeckich. oraz łowienie ryb w stawach miej- 
scowych. a na kahał międzyrzecki włożył obowiązek dawania na 
wieczne czasy do kościoła 16 kamieni łoju i 2 kamienie wosku. 
Czy się w późniejszych czasach przy zmianie stosunków wypeł- 
niały te obligi, wątpić o tern godzi się Trochę łąk i gruntów 
wpobliżu kościoła dokupili następnie pijarzy z własnych fundu- 
szów. Oto podstawowy, erekcyjny fundusz tutejszy. Drugie tyle 
tj. około stu tysięcy mieli pijarzy tutejsi na rękodajnych obligach 
u obywateli okolicznych. Tych spis dokładny podaje ks. Mo- 
szyński we wspomnianej już przez nas broszurze o Międzyrzeczu, 
lecz procenty przy zmianie krajowych stosunków dochodziły bar- 
dzo nieregularnie. w części nawet zaległy zupełnie, a czy nastę- 
pnie rząd rosyjski przy likwidacyi funduszów kościelnych te zale- 
głości odzyskał - tego dokładnie nie wiemy. 
Cały więc fundusz kolegium tutejszego wynosił około dwóch 
kroć sto tysięcy złotych, od którego licząc 6"ft) wypadłoby 12 ty- 
sięcy złotych. Ale na zniżony i niewypłacany procent odtrącić 
należy przynajmniej dwa tysiące, pozostanie przeto zaledwie 
dziesięć tysięcy złotych rocznie. Dodawszy do tego intratę z folwarku 
Charuczki tysiąc złotych, osiągniemy co najwyżej 11 tysięcy zlp., 
czyli rubli 1650. Kiedy znowu zważymy, że z tego utrzymać 
trzeba było liczne zgromadzenie pijarów, kościoł i obszerne ota- 
czające go gmachy, opłacać kilku świeckich nauczycieli i sług 
kościelnych, uiszczać podatki rządowe i tak zwane subsidium 
charitativum w ilości 560 złp, to się dowodnie przekonamy, 
że dochody kościelne zaledwie temu podołać mogły. Konwikt 
zato obywatelski dawał dochód wcale znaczny i to źródło je- 


-
		

/Sponsorzy_004_01_160_0001.djvu

			. 


15:! 


dynie opędzało potrzeby dnia. Każdy z konwiktorów płacił z utrzy- 
maniem pokojowca przydzielonego do jego usług 1.200 złotych 
rocznie, a że liczba takich konwiktorów dochodziła zwykle do 
pięćdziesięciu, ogólna więc kwota z utrzymania ich wynosiła 
zwykle w przybliżeniu do sześciu tysięcy rubli. Powtarzamy 
przeto, że konwikt raczej, a nie szczupłe zapisy funduszowe, 
dawał środki utrzymania się dla kolegium i szkoły. Dołączyć 
do tego należy nie jednostajne wprawdzie. ale bardzo hojne 
częstokro
 ofiary Steckich, zwłaszcza Józefa. a uposażenie Mię- 
dzyrzecza rzeczywiście do dostatniego zaliczyć będzie można. 
Tyle o Międzyrzeczu. Szczupła wiązanka szczegółów o tej 
wołYllskiej mieścinie nie ma pretensyi być wyczerpującą jej' mo- 
nografią. Miejsce to odegrało niegdyś w historyi kraju i jego 
oświaty pewną dość wydatną rolę. na co też szczególny nacisk 
położyć staraliśmy się. Dla piszącego zresztą odżywienie pa- 
miątek tego miejsca, wspomnień z lepszej ubiegłej przeszłości 
miało i inne pobudki, które odgadnie każdy, dla którego wspo- 
mnienie pewien urok wywołać zwykło - chociażby urok pa':' 
miątki. . . 
Na zakończenie, niech nam wolno będzie dołączyć tu spis 
przełożonych tej szkoły w chronologicznym porządku, w jakim 
następowali po sobie, od czasu założenia kolegium aż do jego 
ostatecznego zwinięcia. Spis ten wynalazłem sam w dawnych pa- 
pierach międzyrzeckich, ułożony widocznie z benedyktyńską ści- 
słością. Dodać tu też należy, że wedle ustaw zgromadzenia pi- 
jarskiego, superiorami zwano przełożonych rządzących mniejszemi 
rezydencyami. Rektorami zaś zarządzających formalnem już kole- 
gium. Zwyczaj ten - o ile wiemy - przechowuje się w zakonie. 
tym dotychczas. 
Przełożeni domu międzyrzeckiego od jego założenia po rok 
zakrycia 1853: 


. 


, 

 


Superiorowie: 


1. ks. Paweł Nagrodzki rząllził od 30 marca 1702 po 18 junii tegoż 1702 r. 
2. ks. Gabryel(nazwiskozaginęło). 18 junii 1702. 12 augusta 1703. 
3. ks. Kamil Jodłowski . 12 augusta 1.03 . 20 stycznia 1710 . 


..
		

/Sponsorzy_004_01_161_0001.djvu

			153 
Rektorowie: 
1. Tenże ks. Kamil Jodłowski od 1710 po 1715 tj. po dzień swej śmierci, rządził 
więc ks. Jodłowski kolegium międzyrzec. od 1703 po 1718 rok. 
2. ks. Ambroży Dunin Wąsowicz od 31 września 1718 po 15 marca 1727 r. 
3. ks. Seweryn Kozielski " 15 marca 1727 " 30 maja 1730 " 
. 
4. ks. Torkwat Tymiński . 4 grudnia 17110 " 26 marca 1733 . 
5. ks. Ludwik Rzą
ewski " 26 marca 1733 n 5 oktobra17dO " 
6. ks. Remigius Ładowski 5 oktobra 1736 " !) augusta 173!) " 
7. ks. Waleryan Wyszyński " 1) augusta 1739 . 20 augusta 1742 " 
8. ks. Leopold (z nazwiska nieznany}" 20 augusta 1742 . 28 augusta 1745 " 
9. ks. Floryan Wolski " 28 augusta 1745 . 12listop. 1748 " 
10. ks. Aleksander Szybiński . 12 listopada. 1748 . 20 wrześn. 1765 . 
11. ks. Józef Strzelecki 20 września 1765 1 augusta 1771 " 
12. ks. Aleksander Szybiński (powtórnie) " 1 augusta 1771 4 augusta 1777 " 
13. ks. Jozafat Węgleński n 4 augusta 1777 . 11 julii 1780. 
14. ks. Dominik Szybiński " 11 julii 1780 1 augusta 1799 . 
15. ks. Gaspar Bajkowski 1 augusta 1799 . 21 marca 1800 n 
16. ks. Aleksy Jotiużyński - 21 marca 1800 1 nowem. 1805 " 
17. ks. Jędrzej Grabowski 1 listopada 1801) n 1 augusta 1829 . 
18. ks. Antoni Bęczkowski 1 augusta 1829 . 28 oktobra 1840 " 
19. ks. Eliasz Niewiarowski . 2H oktobra 1840 . 1 wrześn. W53 " 


Ks. Niewiarowski zakończył szereg pijarów z kolegium mię- 
dzyrzeckiego, tak dobrze w kraju tutejszym zasłużonych. Z jego 
śmiercią kościoł międzyrzecki obrócono na parafialny i oddano 
go świeckim księżom, którzy go dotychczas obsługują. 



 


-
		

/Sponsorzy_004_01_162_0001.djvu

			XIII. 


CzeIn dla nas kraJ rodzinn.y? - Miasteczkc Tuczyn. jeKo ruiny 
i palnif\tki, daW'ni dziedzice tutejsi. - Stary ród }.niazióW' Pucia- 
t;ów-, SielnB8zko'Wie i ich nB8tępcy. -l\1ichał Wale'Wski w-ojeW'oda 
sieradzki, ostatni pan. na Tuczynie. w-zrost i upadek tego lna- 
auata, losy jeKo potoInBtw-a. - Ja}. się dziś Tuczyn przedstaW'ia? 


Nigdzie bodaj nie odczuwa się bardziej uroku swojskości, 
nigdzie miłość własnego zakątka ziemi silniej się nie objawia, 
jak wśród studyów i badań nad jej przeszłością. Ztąd wycieczki 
w celach ściśle naukowych podejmowane, zwłaszcza tak zwane 
poszukiwania archeologiczne. najlepszym w tej mierze służą pro- 
bierzem. - Olbrzymieje tu wszystko, na co dotąd obojętnem 
spoglądaliśmy okiem, a nad tym szarym krajobrazem własnego 
nieba, który zwykle lekceważącem darzyliśmy spojrzeniem, spo- 
strzegamy naraz jakby jakiś świetlany n i m b u s, który urok jego 
w naszych oczach podnosi i nieznanem dotąd światłem opro- 
mienia. Piszącemu, przekonania te nasuwały się niejednokrotnie, 
choć sobie wówczas. dokładnie sprawy zdawać nie umiał, nie za- 
głębiał się nad niemi... 
Mój Boże, ileż to razy n. p. w długich, lata całe trwających 
niekiedy wędrówkach po klasycznej italskiej ziemi, przebiegałem 
ją na chłodno prawie. Duch spotęgowany, chęcią wiedzy, do- 
strajał się wprawdzie do cudów przyrody, ścielących się dokoła, 
do tych tytańskich wyników pracy człowieka, ale serce pozosta- 
wało zimne. Olbrzymie Colosseum, termy, łuki, wodotryski, te 
majestatyczne zabytki Neronów i Cezarów obchodziłem zdumiony, 


-
		

/Sponsorzy_004_01_163_0001.djvu

			155 


zmalały w duszy, wyobraźnia je potęgowała, ale serce na ich 
widok pozostawało spokojne i napróżno żywszego w niem tętna 
dobadać się usiłowałem. Wzruszony, z rozkołysaną wyobraźnią, 
zwiedzałem piękne brzegi stare
o Renu i ten długi, ciągnący się 
ponad niemi pas starych malowniczych ruin, ponad które mi, niby 
oderw
ne chmur strzępy, zawisły poetyczne legiendy. Kołysała 
mą wyobraźnią piękna Turyngia, albo Szwarcwald i te jakby 
orle gniazda, zawisłe na jego skałach i parowach fantastyczne 
burgi i zameczki, przed wiekiem będące siedliskiem dumnych 
grafów, baronów i ritterów. Nigdzie może więcej jak tu nie po- 
zostało po nich wspomnień i pamiątek. Tam jeszcze w obszer- 
nych komnatach pokażą ci dawne ich urządzenie, a więc na ścianach 
zapylone ich portrety, stare zardzewiałe zbroje, hełmy, pancerze 
i misiurki. Stary sługa domu, może potomek tradycyjnych burg- 
mejstrów i kustodów, pokoleniami całemi swym panom wysłu- 
gując się, z uśmiechem, jakby cezaryjskiej dumy, wygłaszać ci 
będzie powikłane rodowody swych chlebodawców, opowiadać 
krwawe częstokroć z ich dziejów epizody, a widząc, że słuchasz, 
zawiedzie cię nawet do sklepionej w podziemiach zamku izby 
przestronnej, śmieciem i pordzewiałem żelaziwem zapełnionej 
i tajemniczo szepnie ci do ucha: "Hier war die Folterkammer" 
(sala tortury). Dreszcz cię mimowolnie przebieży, ale gdy wró- 
cisz na światło Boże, choć z głową pałającą, z umysłem rozko- 
łysanym, widziadeł pełnym, serce twe pozostanie spokojnem 
i rzeźwe prawie, uniesie cię hen, hen daleko, aż na mazowieckie 
twoje niwy i błonia, w drzemiące lasy Polesia, na jego bagna, 
błonia i wertepy. 
0, ale za to, jeśli siągniemy nieco w przeszłość do tych 
wędrówek po rodzinnej ziemi odbywanych, jakże odmienny przed- 
stawi się oczom naszym widok, jak różnych wówczas doznawa- 
liśmy wrażeń... Na trzęsącym wózku, w towarzystwie zaspa- 
nego, niegrzeszącego dowcipem wyrostka woźnicy, przebiegałeś 
pola i lasy, przysłuchując się chciwie gawędom o jego rodzinnych 
stosunkach, o żonie Magdzie, o niesfornych jego dzieciach i t. p. 
A te naiwne zwierzenia biedaka chwytałeś uchem, niby muzykę 
i odczuwałeś wraz z nim te jego troski - bolałeś jego bolem, 
cieszyłeś się jego radością. A dokoła ciebie szumiał bór, bór
		

/Sponsorzy_004_01_164_0001.djvu

			156 


rodzinny z tych ociekłych sosen złożony, coto żywicznym swym 
aromatem krzepią pierś człowieka, wlewając do niej zdrowie, 
nowych jakby ożywczych sił jej dodając... Patrz, zpoza lasu, 
wyziera mogiła, jakaś wysoka,. pionowa. To t u m u l u s sło- 
wiański, na którym przed wieki, może nawpół dzicy Drewlanie, 
tych ziem osiedleńce, bogom swym pobożne składali ofiary. _ 
Tam dalej, znowu piętrzy się. mogiła, to już kurhan, bliższych 
nam czasów sięgający. Rozkop go, zbadaj; kościotrup oczom 
twym się przedstawi. To Szwed pod nim spoczął. Odgadniesz 
go po szczątkach zardzewiałej jego zbroi, po odłamku wielkiej 
zakrzywionej ostrogi. która zawalała się tu jeszcze. Nieopodal 
trzecia, ale znowu odmiennego kształtu mogiła - jakaś stoż- 
kowata, wznioślejsza. I tu szkielet tylko; coś błyszczy w jego 
dłoni. To medalik Częstochowskiej Panienki. ,Rzuć nań garŚĆ 
ziemi, bracie, dodaj i paciorek, to jakiś niechybnie towarzysz 
pancernego znaku. A oglądnij się dokoła.: kraj równy, niby 
senny cię otacza. Po obszernych dokoła łanach faluje się psze- 
nica, \v niej mak czerwony gdzieniegdzie wychyla główkę a i za- 
pach miodu cię zaleci, to od modrego swojskiego bławatka. Nie- 
opodal na wzgórzu widnieje wioska, a w niej staruszka, pochy- 
lona, drewniana, trójkopólna cerkiewka. opasana niskiem, dre- 
wnianem poddaszem. który b a b i ił c e m tu zowią, a pod którym 
pobożni w dzień upalny chronić się zwykli. Jeszcze dalej, o parę 
staj tylko, spostrzegasz i miasteczko. Ubożuchne to. zaledwie 
sklecone, na gruzach dawnego gródka, co go to Szwed i Tata- 
rzyn ni;;zczyli kilkakrotnie, a wylękła jego ludność latami. całemi 
wyparta z gniazda, po lasach się chroniła. Ale tu już dawnych 
pamiątek ocalało trochę. Na rynku, gwarnym niegdyś i ludnym, 
pozostał wieńcem starych lip otoczony murowany kościołek. 
Dach jego omszały ohsiadło stado kawek i gwarno a żałośnie 
krakaniem biesiadę jakąś ogłasza, z której lud j\abobonny wróżby 
o jutrzejszej pogodzie wyciąga. - W kościołku tym schludnie, ale 
i ubogo zarazem. Trochę pamiątek z lepszej. odległej przeszłości, 
schroniło się tu chyba do zakrystyi. Izba to przestronna skle- 
piona, światło do niej dochodzi przez jedno tylko zakratowane 
okno, którego czystość szyb wiele do życzenia pozostawia. Tam, 
w ciężkich szafach ujrzysz jeszcze kilka wystrzępionych ornatów 


-
		

/Sponsorzy_004_01_165_0001.djvu

			... 


157 


..I 


z dawnych, litych pasów. s ł u c k i e m i zwanych. kilka alb i komży 
z starych wyżółkłych koronek, które prababkom do ozdób stroju 
służyc musiały, a na ścianach zasnutych pajęczyną, w poczernia- 
łych od starości ramach, kilka charakterystycznych portretów: 
mężczyzn w dawnych str'ojach, podgolonych głowach i groźnie 
nastl'zępionych wąsach, kilka twarzy niewieścich, smutnie uśmie- 
chniętych, o wysoko piętrzących się fryzurach, zpod których prze- 
kwitły już tylko uśmiech, róż i bielidło jedyne swe ślady pozo-o 
stawiły. W tejże izbie, w róg zasunięta, pozostała jeszcze skrzynia, 
nawpół zbutwiałe papiery zawierająca Ciekawe szczury, niszczl!,ce 
robactwo, gospodarzyły już tu wprawdzie przed tobą, ale je- 
szcze w nich pamiątek z przeszłości, o kraju i ludziach tutejszych 
odszukałbyś niemało. Z tej atmosfery, pleśnią i stęchlizną trą- 
cącej, wyrywasz się jeszcze z myślą powrotu, alebyś rad świeżem 
jeszcze odetchnąć powietrzem. Tam w oddali, za miasteczkiem, 
za wodą, rozsiadły się znowu stare jakieś mury, pośród których 
przysłoniwszy oczy blaskiem zachodzącego słońca zmęczone, do- 
patrzysz jeszcze starych jakichś baszt szczątki, w nich poszczer- 
bione strzelnice i obwodowych ścian odłamy, a wszystko to 
wiekiem omszałe starej warowni pozostałości. Uchyl głowę, bracie, 
to dawny zamek Koniecpolskich, Lubomirskich lub Radziwiłłów, 
a może siedziba jednej z tych możnych niegdyś rodzin szlache- 
ckich, jak Siemaszków, Kosińskich lub Żółkiewskich, któreto 
zwykły własną piersią osłaniać pradziadowskie siedziby i tę 
ziemię ojczystą od najazdu sąsiada zza Dniestru, lub od hordy 
z akermańskich stepów, tak często tu napływającej, siejącej za 
sobą mordy i zniszczenie. Dziś rody te poczciwe, nawskroś pa- 
tryotyczne, wygasły już od dawna , wiatr rozwiał ich prochy" 
a bocian przyjaciel w spuściźnie objął ich dawne siedziby i na 
jednej ze złamanych baszt domostwa uwił swe gniazdo, na któ- 
rem wysiadując. smutnem klekotaniem minioną sławę tutejszych 
dziedziców, ich dzieje i czyny wygłasza. Napróżnobyś się wsłu- 
chiwał w te smutne ęlJit7lalamium ptaka, już jego mowy nie 
pojmiesz, nie zrozumiesz zgoła... 
Ot lepiej, jeśliś wrażeń tych krain niesyty, nieznużony je- 
szcze, podąż za nami do sąsiedniej znowu wioski. Ztamtąd 
znowu cię dojdzie miarowy, żałośny dźwięk cerkiewnego dzwonu, 


- 


,
		

/Sponsorzy_004_01_166_0001.djvu

			158 


na wieczorną modlitwę jej mieszkańców wzywającego. Pośrodku 
wsi dostrzeżesz pochyloną od starości wiejską gospodę, miejsce 
uciech wioskowych, wieców i narad jej mieszkańców. Tam już 
się zebrała gromada, która przybyłego kornem a prastarem "Sława 
Bohu" cię pozdrowi. Pokłoń się dokoła, j:;tk zwyczaj każe, 
i przystań wśród tych ludzi na chwilę. Wnet cię otoczą, o to 
i owo ciekawie wypytywać porzną, a gromadka coraz to cieka- 
. wymi zwiększać się zacznie. - Jakaś babula, nawpół zgięŁa, 
zmarszczona, jakby z rodzajowego obrazka zdjęta: podąży tu 
także w powrocie od lasu, kędy po borowiki chodziła. Snać 
dworka, z obcymi ludźmi oswojona, spoufali się prędko i nuż ci 
opowiadać o okolicy, o starych ludziach, którzy przebywali tu 
niegdyś, których znała jeszcze, aż i dawniejszych czasów zasię- 
gnie. A więc wyjdą tu na jaw i dzieje jakiejś fantastycznej, 
kniaziówny, która zamieszkiwała ów zamek, co go tu widać 
w oddali. A była czarowna i piękna, i hołd jej składali rycerze 
z okolicy, napróżno do serca kołatać usiłując. To, znowu jakby 
zmieniając gamy, prawić ci pocznie o wiedźmach, o upiorach, 
które własne jej oglądało oko, i Bóg wie zresztą o czem. Krew 
ci żywiej zapłonie, serce raźniej się odezwie; słuchałbyś tak,. 
słuchał i dzień cały. Lecz przerwał babinie swem wejściem 
dziad siwobrody, który, ujrzawszy podróżnego, także ciekawy tu 
podążył; a dziad to był nielada i charakterystycznie wyglądał; 
włos długi, pokręcony na ramiona mu spadał, strój miał żebra- 
czy, ale niezwykły, nawpół fantastyczny, jakby rzym
kiemu ar- 
tyście pozował; na plecach torba, a u boku zwisła mu ukraińska 
lira, ów ulubiony muzyczny instrument tego kraju, który bardów 
stworzył plejadę całą, jakich śpiewali Padura, Pańko typowy ów 
pasiecznik ze skazek Gogola i tylu, tylu innych jeszcze. Dziad 
nasz rozkłonił się dokoła, pozdrowił obecnych, ale jakoś hardo 
i dumnie, oswouodził się ze swej sakwy, uśmiechnął się filu- 
ternie i pociągnął za korbę powiązanej sznurami swej liry. _ 
W wieczornej ciszy rozległy się żałośne jej tony, i spłynęły w dal 
odległą. Dokoła umilkło wszystko, a z ochrypłej dziadowskiej 
piersi popłynęły pieśni, jedna za drugą, równo, miarowo, o coraz 
to odmiennych motywach. Była tam jedna o Poczajowskiej 
Maryi, coto ją Turek oblegał przed wieki i na niej nieczystą 


" -- 


I'
		

/Sponsorzy_004_01_167_0001.djvu

			159 


złamał swą siłę, a ratował Świętą Panienkę pobożny mnich miej- 
scowy imieniem Zelizo. Dalej szła pieśń już inna, światowa, 
o pięknej córce bednarza, którą pokochał pan z Kaniowa i okru- 
tnik życia przez zemstę ją pozbawił. Za tą szły inne, wojacze 
i miłośne zkolei, to o Samijle ze Zborowa, to o drugim, co sie- 
dział na Korcu i gromił pohańców; to o czarnobrewych dziewu- 
chach i o mołojcach, coto niegdyś sine wody Dniepru próli czajkami 
i cudów męstwa dokonywali i t. d. Słuchasz, słuchasz długo 
w zachwycie, aż ci się wilgotno zrobi w oczach, jakbyś je wie- 
czorną przemył rosą. I zawołasz w uniesieniu: 


Gadu, gadu, stary dziadu, 
Pleć pleciugo, byle długo, 
Bajże baju po zwyczaju 
O tym naszym pięknym kraju. 
Anim się spostrzegł, jak nmie uniosły wspomnienia, uniosły 
zaś na widok paczki starych papierów, notat i zapiskó:w o wo- 
łyńskiej, oddawna w gruzach leżącej mieścinie. Tą mieściną był 
Tuczyn, dawna siedziba Walewskich, historyczny, jako rezy- 
dencya Michała Walewskiego, ostatniego za czasów polskich 
wojewody sieradzkiego, a następńie długo jeszcze potem, a i do 
dziś nawet, w prostej linii jego po mieczu potomstwa. Mała 
ta mieścina położona na krailCu wołyńskiego Polesia, w dzisiej- 
szym powiecie rówieńskim, o parę mil od tego miasta odległa, 
przechowała jeszcze sporo po dawnych panach swych pamiątelt 
Do tych zaś staraliśmy się zgromadzić niektóre historyczne szcze- 
góły i dane z bogatego w historyczne materyały archiwum Lu- 
bomirskich w Dubnie. Ztąd urosła monografia nasza - ale 
przypatrzmy się wprzód dzisiejszemu wyglądowi miasteczka. 
Ślicznyż bo to ten Tuczyn, którego fizyognomia już sama 
dostraja się doń, niby poetyczna z minionych czasów legienda,. 
a przyszłość i dzieje mieściny jakby za obramienie jej służą. 
Patrzcie tylko. Wprost z lasu, który z trzech stron opa- 
suje miasteczko, wyjeżdża się na jego rynek, raczej plac duży; 
równy, na którego pierwszym planie mieści się kilkanaście kra- 
mików żydowskich, sakramentalnych każdego polskiego miaste- 
czka atrybutów. Nieco głębiej, bieleje kościołek katolicki, biały, 
wysmukły, strojny, jak na wiejską świątynię przystało. Naprzeciw
		

/Sponsorzy_004_01_168_0001.djvu

			160 


kościoła, o jakie tysiąc kroków od niego odległa, rysuje się wspa- 
niała ruina gmachu w półkole zbudowanego, ruina piętrząca się 
wśród chwastów, róż wysokopiennych i bluszczu, który ją jakby 
oplótł dokoła. To dawny pałac Walewskich, ostatniego woje- 
wody sieradzkiego budowa, następnie potomków jego długoletnia 
siedziba. Przed laty trzydziestu pożar zniszczył tę wspaniałą 
budowę, której już nikt potem odbudować nie myślał, była to 
więc sobie ruina, niby jakie imponujące wielkością Colosseum. 
Po obu stronach pałacowego gmachu szły w półkole jakby odkryte 
krużganki, podtrzymywane podwójnym rzędem ciosowych kolumn. 
Galerya ta łączyła gmach główny z dwiema piętrowemi oficynami, 
do których po pożarze schroniła się rodzina wojewody, unosząc 
wraz z sobą bogate pałacowe sprzęty i rupiecie. Ale i tu je 
ogień doścignął przy drugim w lat kilka pożarze, nisz..cząc wtedy 
wszystko, nawet archiwum rodzinne. Od tych smutnych, ale 
okazałych jeszcze i w stanie zniszczenia ruin, kierując się dro- 
żyną, wijącą się wśród wspaniałego parku, dotrzemy aż na Ho- 
ryń, który okalając pańską niegdyś siedzibę i miasteczko, z szu- 
mem i łoskotem pluszcze się po kamieniach, któremi łożysko 
jego usłane i podmywa inne znowu zwaliska na przeciwległym 
jego brzegu sterczące. Stareto jakieś wały, szczątki wiekowych 
murów, pozostałości dawnego, widocznie obronnego zamczyska, 
jednej z tych twierdz nadhoryńskich, pamiętających jeszcze czasy 
Stefana Batorego, kto wie, może wcześniej jeszcze, a które, jak 
chce mieć tradycya miejscowa, miały być odwieczną siedzibą sta- 
rożytnej rodziny kniaziów Putiatów, pierwszych właścicieli Tu- 
czyna. 
Do tego acz pobieżnego opisu ruin i pamiątek, pozostałych 
jeszcze w Tuczynie, w tej lichej dziś wołyńskiego Polesia mie- 
ścinie, nicby już może dodać nie pozostało. A jednakże ciśnie 
się piszącemu pod pióro, oprócz szczegółów dziejowych o dawnej 
tej osadzie, cały szereg miejscowych podań, baśni i legiend, które 
nietylko ludność miejscowa, ale i mieszkańce okolicy opowiadać 
o tern miejscu zwykli. Nie dziwiłoby nas to mo
e, legienda bo- 
wiem to rzecz zwyczajna, przyrosła do starych murów, jak bluszcz, 
co się po ścianach jego wije i odłamy starych kamieni oplata; 
postać zresztą wojewody Walewskiego nawpół mityczna, choć
		

/Sponsorzy_004_01_169_0001.djvu

			161 


z naszych już prawie czasów, do legi endy bodaj się nadaje. Tu 
jednak zachodzi rzecz inna. Mieszkańcy miasteczka i bliskiej 
okolicy, nawet .ze sfery wykształceńszej, prawią dziwy o jakichś 
zjawiskach cudownych, wizyach i t. p., któremi żyjący dotąd 
potomkowie wojewody przez długie lata i to w ostatnich już czasach 
nagabani. trapieni być mieli. Nikt temu przeczyć nie śmie; 
miejscowe nawet duchowieństwo, zapytywane o to. jakiemś ta- 
jemniczem osłania się milczeniem. - Honni soit qui mai y pense... 
Piszący, nie przesądzając nic zgoła, od razu do kroniki 
dziejowej Tuczyna przystępuje. Już w pierwszych latach xn 
wieku Tuczyn z okolicznemi a przyległemi doń włościami należał 
do Putiatów, rodziny możnej, lecz mało znanej, choć kniaziowski 
tytuł się przy niej plątał. Należeli bodaj do tej "mlecznej drogi 
kniaziów" nad Horyniem rozciągającej się, jak ją trafnie przezwał 
Bartoszewicz,. kniaziów ubogich i bez jasno określonego heraldy- 
cznego stanowiska. Owoż Putiatowie, czy Puciatowie (bo i tak 
ich piszą), mieli herb własny, a wywodzili się od władców Rusi 
Czerwonej i Halicza. Hozdzielili się następnie na dwie gałęzie, 
jednę, która już w początkach XV stulecia osiedliwszy się w pań- 
stwie moskiewskiem, dała początek dwom książęcym rodzinom: 
. Babiczewom i Sokolińskim vel Sokolnickim i drugą, która pozo- 
stała w prowincyach Rzeczypospolitej i zamieszkała na Wołyniu 
i na Ukrainie. 
Ci ostatni już w XVII wieku zarzucili tytuł książęcy, drobnieli, 
ubożeli powoli, aż słuch o nich zaginął już z początkiem zeszłego 
wieku. Dziś Putiałowie należą do rodów mitycznych, o których 
wspomnienia tylko w starych archiwach napotkać się dają. 
Istnieli przecież niezaprzeczenie, z krwi i kości i plączą się dotąd, 
nawet ze swojem kniaziowstwem po starych papierach wołyń- 
skich. 
Już w początkach XVI-go stulecia, jakaś kniaziówna Anna 
Putiatanka zaślubiła Bogdana Siemaszkę, Syna Michała, i duże 
dobra Tuczyn nad rzeką Horyniem wraz z przyległościami, jemu 
zapisała. Majętność ta, jak świadczą archiwa, składała się wów- 
czas z sioła Starego Tuczyna z folwarkiem i z następujących 
osad, przy których także były folwarki: Korościatyn, Czerniczna, 
\Voronów, Moszczowa, Pustomyły, Krasnowola, Kadłubiszcze, 
z boru l ItepU. 11
		

/Sponsorzy_004_01_170_0001.djvu

			162 


BerclOlupy, Małatyn, a na tych ziemiach Wólki staro i nowo o!'a- 
	
			

/Sponsorzy_004_01_171_0001.djvu

			163 


Był ten :Mikołaj panem mądrym i najbogatszym w rodzie 
Siemaszków, bo i klucz hubkowski, jako ojcowizna przypadł na 
niego, i po matce kniaziównie Poryckiej obszerne na Wołyniu 
posiadł dobra, on też się najwięcej może do wzrostu Tuczyna 
przyczynił. - Zaraz po objęciu dóbr tutejszych, fundował tu 
kościoł katolicki. a testamentem swoim, już w styczniu 1618 r. 
sporządzonym, wsie przyległe Małatyn i Czernicznę, erekcYą temuż 
kościołowi przeznaczył. W tymże 1618 r. umarł, z żony Ma- 
lińskiej, herbu Piatyroh, męskiego potomka nie zostawił, tylko 
córkę Marynę i wydaną za Stanisła \\"a Daniłowicza, starostę czer- 
wonogrodzkiego, jedyną dziedziczką rozległej na \V ołyniu siema- 
szkowskiej spuścizny, ojciec jej bowiem Mikołaj był ostatnim 
z swego rodu potomkiem na Wołyniu. Jakaś tylko odległa 
latorośl Siemaszków przeniosła się na Litwę, a tej potom- 
kowie żyją tam dotąd podobno i dzisiejsi wszyscy od niej po- 
chodzą. 
Po Siemaszkach dzielił nasz Tuczyn, przez lat przeszło sto, 
losy wielkiej ich fortuny na Wołyniu, przechodząc zkolei w po- 
siadanie Daniłowiczów, Tyszkiewiczów, ostatecznie Cetnerów. 
Po wygaśnięciu dopiero tych ostatnich na Wołyniu w linii mę- 
skiej, wraz z resztą dóbr ich przeszedł około roku 1722 na Te- 
omę z Cełnerów Potocką, która wraz z synem swoim Franci- 
szkiem Salezym nadała nową erekcYą kościołowi tuczyńskiemu 
17 czerwca 1729 r. Przeszło \Vi
c przez całe stulecie zmienia]) 
się tu wspomniani właściciele, zkolei jedni po drugich, nie po- 
zostawiając dla miasteczka żadnych wybitnych śladów swej dzia- 
łalności. Lecz zato w kronice dziejowej Wołynia okres ten był 
pamiętny i obfity w klęski rozmaitego rodzaju. PowietJ;.ze, wojny 
i obce najazdy złowrogie na kraj ten sprowadzały klęski, a od 
tych nie bywał wolny i nasz Tuczyn, choć w głąb lesistej krainy 
zasunięty. 
Jeszcze za Siemasz'ków a nawet prawdopodobnie za icb po- 
przedników Puciatów, był w Tuczynie zamek obronny nad 
Horyniem, który, jak to w owym czasie było w zwyczaju, był 
mieszkalną siedzibą właścicieli miejscowych i miejscem obronnem 
lI'"
		

/Sponsorzy_004_01_172_0001.djvu

			1M 


dla okolicy w czasach wojen i trwogi l}. Siemaszkowie podzie- 
lili' osadę tutejszą na Stary i Nowy Tuczyn i wyjednali sobie 
przywileje królewskie na jarmarki, z których doroczny na Wnie.. 
bowstąpienie Pańskie, według starego stylu, bywał naj wal- 
niejszy. 
, Jeszcze za Daniłowiczów, jak widać z papierów, Nowy Tuczyn 
był miastem, miewał burmistrza oddzielnego i przysięgłych ła- 
wników, składał się zresztą z 21)7 dymów. Stary Tuczyn był 
także osadą miejską, ale był o wiele mniejszy, bo składał się 
tylko z 84 dymów. W roku 1622 na polach tutejszych Jan Karol 
Korecki, brat sławnego Samuela, poraził Lisowczyków wraz z wo- 
dzem ich Wierzbowskim 2). 
W pamiętnych latach 1648 i 1649 bywał Tuczyn kilka- 
krotnie zajęty przez Kozaków, a w tym ostatnim roku nawet 
doszczętnie przez nich spalony, przytem dużo ludzi nawet do- 
stało się wówczas do niewoli. O dwóch wielkich pożarach, 
które dotknęły w tym okresie czasu miasteczko tutejsze, natra- 
fiamy wspomnienie w starych papierach miejscowych. I tak 
mówią: one: "Dnia 8-go listopada 1695 r. podczas obchodzo- 
dzonego tu jarmarku, w godzin trzy, wszystkie domy w rynku 
będące, ze wszystkiemi komorami, kramnemi i niekramnemi to- 


,. 


l) W wałach tego zamczyska, pozo&tałych, jak t.o już mówiliśmy, do- 
tychczas, znaleziono w końcu zeszłego stulecia bardzo misternej roboty staro- 
żytną tacę srebrną, którą włościanie miejscowi jako podarunek ślubny ofiaro- 
wali wychodzącej w tym czasie za mą1 córce wojewody Walewskiego Teresie, 
za Adama Bierzyń
kiego. W tychże zwali
kach, już za pamięci piszącego, zna- 
leziono znowu dużą płytę kamienną, z następującym wyrytym na niej znakiem 


lA 


Znak ten najdokladniej przYPolOina wyobra1enie herbu, którym się 
pieczętowali Puciatowie i rodzina ,Kłodyńskich na Wołyniu osiadła. Był to 
więc kamień grobowy, lub może ozdoba domostwa tutejszego. Co się z tą 
pamiątką stało obecnie, nie wiemy, uległa zapewne losom tylu innych, w tym 
kraju znajdowanych. 
") Okolski, pag. 541.
		

/Sponsorzy_004_01_173_0001.djvu

			. 


165 :- 


warami, owo zgoła od mała do wiela, z wszelkiemi sprzętami 
domowemi, pieniędzmi, skrzyniami do szczętu ogień spalił". 
Drugi pożar dotknął tę mieścinę w r. 1708 podczas rozruchów 
krajowych. Ofiarą jego wówczas padł kościoł miejscowy, a na- 
wet kapłan przy nim będący. Wtedy to Cetnerowie, miejscowi 
dziedzice, zagarnąć mieli pod swoje władanie fundusze kościelne 
składające się z dwóch wiosek Czerniczny iMałatyna, ereRcyą 
Siemaszki tej świątyni nadane. Poraz trzeci już, za władania 
Potockich, Tuczyn doszczętu prawie spłonął w r. 1736. 
W przeznaczeniu widocznie Tuczyna były częste zmiany 
jE:go dziedziców, i Potoccy bowiem nie .utrzymali się tu długo. 
Z aktu transakcyi, który mamy przed sobą z datą 31 stycznia 
1744 roku, widzimy, że w dniu tym Franciszek Potocki sprzedał 
klucz Tuczyński za 625,000 złpolsk. Stanisławowi Lubomir- 
skiemu, podstolemu koronnemu, dziedzicowi sąsiedniego miasta 
Równa. Postać to w kraju wielce głośna, postać prawie fanta- 
styczna bogacza, w rękach którego skupiła się w owej epoce 
znaczna część ziem Wołynia i Ukrainy 1). Nie zaglądał on tu 
nigdy prawdopodobnie! jak do wielu innych majętności, które 
całemi kluczami nabywał, a już w roku 1770 dobra tuczyńskie 
wraz z innemi majątkami jego na Wołyniu, pomimo jego oporu, od- 
jęte mu zostały, jako słabomyślnemu i marnotrawcy, i oddane 
w zarząd jego dzieciom. Dzieci te, a mianowicie synowie: Józef, 
Aleksander, ,Michał i Ksawery, pragnąc uratować choć część oj- 
cowizny, długami obciążonej, rozprzedawać ją byli zmuszeni ca- 
łemi kluczami. Wtedy to w r. 1773 klucz tuczyński, acz już 
uszczuplony, nabył od nich jakiś Maniceki za sumę 761.075 złp. 
Umowa ta jednak riie przyszła do skutku, aż w parę lat potem 
nasunął się Lubomirskim Michał Walewski, wojewoda sieradzki, 
eks-konfederat barski, następnie targowicki, który z nim układy 
o dobra te rozpoczął. Pan wojewoda homo novus, poprzedzony 
nie ciekawą tradycyą, jaką z sobą na Ruś przynosił, rościł sobie 


l) Przy tej sprzedaży klucz tuczyński składał się jeszcze z następujących 
włości: miasta Tuczyn Stary i Nowy: wsie: Pohoryłówka, Moszczowa, Hru- 
szówka, Worozów, Knrościatyn, Mokwin, Matwijówka, Pusto myły, Siedliszcze,' 
Bystrzyce, Chotyń, Hubków. HołyszE', Willa, Woniacze, Borowa, Szubków, Rze- 
czyca i Ry!>zwianka. lZe starej transakcyi).
		

/Sponsorzy_004_01_174_0001.djvu

			- 


166 - 


pretensye do bogatego spadku po Kościeleckich, który się właśnie 
odkrył wówczas, a do którego i Lubomirscy prawo rościli. Chcąc 
więc rywalizacyi z nim pozbyć się, młodzi Lubomirscy, wy- 
mógłszy na nim ustępstwo od tego spadku, sprzedali mu dobra 
tuczyńskie za 600.000 złp. Transakcya o to podpisaną została 
29go stycznia 1755 roku, a obejmowała ona miasta Stary i Nowy 
T1fczyn oraz wsie: Szubków, Rzeczycę i Ryszwiankę - wszystko 
za uprzedniem zrzeczeniem się spadku po Kościeleckich w Wiel- 
kopolsce. 
Odtąd zaczyna się noWa era dla naszego Tuczyna. Pan 
wojewoda Walewski pędził tu życie hojne, niby magnat, a są- 
siedzi w okolicy rlziwili się tylko i poruszali ramionami, prze- 
myślając, jak mu na to wszystko starczyć może kilkuwioskowy 
klucz tuczyński na Wołyniu i wcale nieznacznych ani intratnych 
wiosek parę, które posiadał w Krakowskiem. Dawało też to pole 
do rozmaitych domysłów, o których szeptano pocichu, roztrzą- 
sając polit
'czną przeszłość Walewskiego. Ale wojewoda hył 
dworak co się zowie, konfederackie tradycye umiał zachować 
wybornie. Strój mirorlowy, którego nie zrzucał i gościnność wy- 
tworna, nieporównana, jednały mu powoli popularność u sąsia- 
dów, Jdórzy się od niego z początku trzymali w orldaleniu, a gdy 
synów swych wszystkich trzymał \V szeregach narodowych, to 
już mu serce ziemian zjednało o!"tatf'cznie, a na dwór jego ścią- 
gało się rudzi co n;emial'a. 
Dużo szczegołów o rlworze Walewskiego w Tuczynie spo- 
tykamy w pamiętnikach u Koźmiana i Oetiuka (Andrzejo\Vskiego), 
ale z tych jedne i dru::rie należy hrać ostrożnie. Piel'\vszy hył 
widocznie przeciw niemu uprzedzony; drugi, będąc synem tl1- 
czyńskiego oficyalisty, zhyt może różowo spoglądał na postać 
chlebodawcy ojcowskiego. - Naszkicowaliśmy w głównych zary- 
sach postać Walewskiego, resztę uzupełniają pisma z tych cza- 
sów; pozostało nam przeto dopełnić rzecz kilku szczegó-łami 
tylko z jego rlomowego żywota, którym w swoim czasie zajmo- 
wano się wiele. 
Pan wojE'\Voda sieradzki, wdowiec po dwóch żonach, Wa- 
lewski
j i Turniance, które mu zostawiły trzech synów i trzy 
córki, ożenił się po raz trzeci z szlachcianką Michałowską, wdową
		

/Sponsorzy_004_01_175_0001.djvu

			167 


po Slaskim, ale z tą żył krótko i rozwiódł się z nią ostatecznie. 
W domu jego przeto zajmowała miejsce gospodyni najstarsza 
córka Teodozya, rozwódka po dwóch mężach: Janie Steckim, 
chorążym w. koronnym, dziedzicu sąsiedniego Międzyrzecza, nastę- 
pnie po księciu Stanisławie Jabłonowskim z Annopola, którego także 
porzuciła. Ta, czarująca urodą i wykształceniem nad epokę, umiała 
ująć sobie wszystkich: zjeżdżano się przeto do Tuczyna z dalekich . 
kraju okolic, bale następowały tu po balach, a dwór wojewody' 
zasłynął na daleką okolicę. Przy takich warunkach, zwłaszcza 
gdy i reszta potomstwa dorastała, stary modrzewiowy dwór w Tu- 
czynie, da
iłowiczowska jeszcze siedziba, okazał się wkrótce dla 
Walewskiego za szczupły, rozpoczął więc około 1790 r. budowę 
nowego, okazałego pałacu w Tuczynie. Gmach ten ukończył 
dopiero w 1798 r. 
W okolicy całej pałac ten Walewskiego wprawiał w zdu- 
mienie, bo też rzeczywiście ani rozmiarami, ani architekturą nie 
widziano jeszcze podobnej budowy na ówczesnym Wołyniu, ol- 
brzym tylko romanowski senatora Iłińskiego mógł z nim iść 
w zawody - inne, które wyrastały w tej epoce jak grzyby po 
deszczu na bogatym Wołyniu, gasły przy jego okazałości. Bu- 
downiczym w Tuczynie był rozgłośny w tym czasie architekt 
Merk, a sztukateryą upiększał go sławny także w tym czasie 
Pł'Obst. Byli to sami cudzoziemcy, w kraju bowiem, pomimo że 
jego potrzeby z każdym dniem wzmagały się i smak się wy- 
kształcał, o ludzi fachowych było trudno, nie znajdowano ich 
prawie. 
Najpiękniejszą częścią pałacu tuczyńskiego miała być okrą- 
'gła sala, od której na prawo szły bawialne pokoje, na lewo 
olbrzymia sala jadallł-a. Główny bawialny pokój był biały, mo- 
zajkowy, suto złocistą rzeźbą ozdobiony, meble w nim takie 
hiałe, rzeźbione, materyą złocistą były pokryte. Inne pokoje pa- 
łacowe malowane były przez Polaka Burkiewicza. Sala wreszcie 
jadalna, ozdobna w arabeski na tle szafirowem, z dziwnem złu- 
dzeniem naśladowała płaskorzeźbę l).. Po ukończeniu budowy pa- 


I) Patrz opis tego pałacu w . Ramotach starego Dietiuka o Wołyniu', 
tom I.
		

/Sponsorzy_004_01_176_0001.djvu

			168 - 


łacu, Walewski, który mu się z uśmiechem zadowolonej dumy. 
przyglądał, wszystko zresztą stosownie do niego urządził, a więc 
staroświecki cienisty ogród nad Horyniem przekształcił w park 
wspaniały, z wielkim sumptem dźwignął wspaniałe młyny tutejsze 
na rzece mało dotąd spławnej z powodu zanieczyszczenia, urzą- 
dził tamy, które żeglugę na niej wielce w kraju ułatwiły, po- 
wznosił tartaki, okazałe budowle gospodarskie, jak stajnie i t. p. 
Wyszafował krocie, ale też i stworzył tu sobie siedzibę prawdzi- 
wie książęcą. 
Odtąd dopiero zawrzało nowe życie w Tuczynie. Księżna 
Jabłonowska zamieszkała już stale przy ojcu, który jej pałacyk 
urządził w głębi parku, brata jej Józefa ożenił z Maryą Czacką, 
strażnikówną w. kor., drugiego Wojciecha z Praksedą Maszkie- 
wiczówną, owdowiałą po Małachowskim. Potomstwo z drugiej 
żony Turnianki pokierował' równie świetnie. Syna Hieronima 
ożenił z Cecylią Potocką; z córek Teresę wydał za pięknego 
Adama Bierzyf1skiego z sąsiednich Siedliszcz, a najmł'odszą Ka- 
rolinę za uczonego Aleksandra Chodkiewicza z Młynowa. Tym 
sposobem spłynęło w dom splenderów nir:wało i p. wojewoda 
skoligacił się z najpierwszemi w kraju rodami, Ożywi pnia mu 
było potrzeba, ruchu, gwaru jaknajwięcej. Coś jakby mu do- 
legało na dnie 'serca, coś, co zagłuszyć, stłumić usiłował, utopić 
w wirze świata - zatrzeć, kto wie, może blizny z politycznego 
pozostałe żywota, Bawiono się więc,. szalano w Tuczynie na 
dobre, a pan wojewoda coraz to nowe okazye do rozrywek wy- 
myślał. To poświęcał nowo zrestaurowany kościoł, to wyprawiał 
huczne imieniny dzieciom, to chrzciny wnukom. Roiły się do- 
koła niego tłumy, wrzały biesiady. Było jednak w tern wszystkiem 
coś gorączkowego, coś sprzecznego z ogólnym ówczesnym na- 
strojem w kraju, ciężkim, przygniatającym - a w tej atmo- 
sferze wisiała jakby przepowiednia niepewnego jutł'a. które jak 
grom spaść tu miało i zagłuszyć fałszywe tony tej biesiady i wesela. 
I przeczucie niedługo na się czekać dało; już bowiem w 1806 r. 
wojewoda zdrów i w pełni sił będący, tknięty podobno paraliżem, 
życie zakończył. 
W okolicy długo jeszcze potem utrzymywało się podanie, 
jakoby rychło jeszcze przed śmiercią, kiedy wojewoda na sali we- 


l 


........
		

/Sponsorzy_004_01_177_0001.djvu

			169 - 


soło w licznem zabawiał się towarzystwie, zjawił się pośród bie. 
siadników mnich jakiś zakapturzony, który zbliżywszy się do go- 
spodarza, długo mu coś na ucho prawił i znikł w tłumie nie- 
spostrzeżony. Wojewoda szukać go kazał; rozbiegła się służba, 
ale śladu już jego nie znaleziono. Na dachu tylko pałacowym 
widziano jakiegoś ptaka wielkiego, o dziwnych kształtach, który 
ciężko załopotał skrzydlami i odleciał w kierunku rzeki. 
W rok potem (20..go kwietnia 1807 r.) synowie wojewody 
dzielili się pozostałą po nim spuścizną. Tuczyn dostał się wów- 
czas Józefowi, który. mieszkał tu z początku, ale inny już, cał- 
kiem cichy i osamotniony wiódł tryb życia. W 1812 roku, posą- 
dzony o jakieś knowania polityczne, wywieziony został do Permy, 
zkąd gdy powracał rlo kraju, umarł w Lipecku, w gubernii tam- 
bowskiej położonym, 14 marca 1813 r. Majątek po nim objął 
syn jego jedynak, Michał Walewski, wnuk wojewody sieradzkiego, 
ożeniony z Amelią księżniczką Czetwerty6ską, przy którym długo 
jeszcze mieszkała, późnego dożywszy wieku, wdowa po stryju 
Hieronimie, z domu Potocka, rzadki już a bodaj ostatni typ ma- 
trony zeszłego wieku. 
Moglibyśmy w tern miejscu zakończyć obrazek naszego Tu- 
czyna, dając mu za nagłówek "Groby i zwaliska". Coś nas je- 
dnak pociąga do dopełnienia szczegółów o potomkach wojewody. 
Otóż umarł przed laty kilkudziesięciu wnuk jego Michał,. zosta- 
wiając wdowie i dzieciom majątek odłużony, raczej jego szczątki. 
Pałac wojewody, to mauzoleum wołyńskie, sŁał się pastwą pło- 
mieni, z których malownicza tylko, dotąd stojąca ocalała ruina. 
w otoczeniu wielu innych, także w upadku będących woj ewo- 
dzińskich budowli. Ostatecznie przed kilku laty dopiero zeszła 
do grobu i wdowa Michała, z domu Czetwertyńska, pozostawia- 
jąc czworo dziś żyjących dzif'ci: dwie córki i dwóch synów, 
ostatnie latorośle, w prostej linii prawnuki wojewody. sieradz- 
kiego. Z dawnej spuścizny pozostał w ich władaniu już tylko 
sam Tuczyn, który utrzymać usiłują ze zwaliskami pałacu. Na 
nich wybornie nadałby się może napis: Sic transit gloria mundi. 


.....
		

/Sponsorzy_004_01_178_0001.djvu

			r 


XI\'. 


Peresopnica, nie2;dyś stolica YIlalutkiego ru..kiego księstw-a na W 0- 
łyniu, dziś w- w-ioskę nieznaczną zaYIlipniona - historya te2;o 
księstw-8 i lc..ia,ża,t tutpjszych. - Książęta. litew-scy. - Pere..opnica 
staJe się pryW'atną -..vłasnością Czartoryskich, następnie kościoła 
kle-..vańs]<:iego. - Starożytny YIlonaeter tutE\:i"zy PrzeczystE\:i Mat1d 
Bo..klf>j, groby Horn.ostajóW'. - Sław-na księga. ew-angieliczna, 
znana -..v b
bliogratii pod nazw-ą ..Pere..opnickiE\:i e-..vangielii". - 
Położenie nzi..iejsze.i Peresopnicy, ruiny zaYIlczyska, -..vały, okopy, 
okoliczne zaJnki: Bie]ów- także Bielhorodern zw-any 1 Żll]<:ÓW-.- 
M02;iły pere..opniclde i znaJc1yw-ane -..v nich w-y]<:opaliska. - 'Y..ie: 
Zarzyck i Broniki. > 


Najstarszą ze znanych w dziejach osad wołyńskich a tem 
większy może budzącą interes, że zeszła do nic nieznaczących 
wiosek, o istnieniu której mało kto wie nawet - jest Pereso- 
pnica, w dzisiejszym powiecie rówieńskim około Klewania poło- 
żona. A jednak między dawnerni udzielnemi grodami Woły. 
nia, była ta Peresopnica, jednym ze znakomitszych - dzieje 
już na początku XII wieku wspominają o niej, jako o dawnej 
siedzibie i zamku warownym, o który kusili się rozdrobnieni ksią- 
ż'ęta wołyńscy, krwawe o niego staczając boje. Co mianowicie 

zyniło to małe księstewko tak bardzo pożądanem, trudno do- 
prawdy odgadnąć, bo jużcić w pięknej, jak tutejsza glebie były 
i inne książęce dzielnice na Wołyniu i rozleglejsze o wiele od 
Peresopnicy. Zamki zaś ówczesne, wszystkie z drzewa zbudo- 
wane, ostrokołem i wałami ziemnemi op.asane, mało się jeden
		

/Sponsorzy_004_01_179_0001.djvu

			171 


od drugiego różniły, wyjąwszy trzy więcej znane, jak: włodzi- 
mierski, łucki, i turowski. Otóż napróżnobyśmy się silili rozwią- 
zać tę zagadkę, wręcz więc do dziejów Peresopnicy przystępujemy, 
najprzód tylko parę słów o samem nazwisku tej osady powie- 
dziawszy. 
Nazwa Peresopnicy wyprowadzićby się dała od słowa Pe- 
resop, które w południowo-ruskiem narzeczu oznacza wał ziemny, 
nasypowy. Według więc naszego mniemania. nie dlatego nazwa 
Peresopnicy powstała, jak sądzi p. Maksymowicz 1), że obok niej 
jak i w rlrugich bliższych miejscach, ciągną się wały, które niby to 
służyły za granicę jakiegoś udzielnego państwa, lecz że miejsce, 
gdzie dawniej była siedziba książąt, wznosiło się na wzgórzu 
umyślnie nasypanem wśród trzęsawisk i wody, co do dziś dnia 
widzieć się tu daje. Historya wspomina po raz pierwszy o Pe- 
resopnicy pod rokiem 11413. Kiedy synowie Monomacha : książe 
Wiaczesław na Turowie i Jerzy Suzdalski, poczytując prawa swe 
do Kijowa bliższemi od praw synowca swego Izasława, złączyli 
się razem i zagarnęli mu niektóre grorly, wtedy Izasław z po- 
mocą swojego brata Rościsława, nietylko odebrał zabrane mu 
miasta, lecz jeszcze. pozbawił Wiaczesława Włodzimierzowicza 
dzielnicy turowskiej, a zostawił mu tylko jako księstwo oddzielne 
Peresopnicę, dorlawszy do niej Dorohobuż wołyński. 
Wkrótce jednak Izasław wygnany został z Kijowa a przy- 
bywszy do Włodzimierza, posłał do królów polskiego i węgierskiego 
bogate dary, prosząc ich o danie mu pomocy. Gejza ofiarował 
mu 10 tysięcy wojska, Bolesław zaś z bratem Henrykiem przybył 
sam. Takim sposobem ubezpieczony Izasław, posłał do 'Via- 
czesława panującego w Peresopnicy. z oświadczeniem ,.aby był 
dla niego ojcem, szedł i panował w Kijowie, gdyż on z Jerzym 
zgodzić się nie może, jeśli zaś tego nie uczyni, to gl'oził mu zni- 
szczeniem jego posiadłości". Uwiadomiony o tem Jerzy, pośpie- 
szył z wojskiem S\\'f'm i dzikimi Połowcami do Peresopnicy, 
gdzie zasŁał już Rości
ława i Andrzeja Jurje\\'ic:zów, a także pułki 
Włodzimierza Halickiego. Izasław również nadciągnął z sprzy- 
mierzeńcafi"!.i i wszyscy zeprali się koło Peres{}pnicy; lecz zanim 


.. 1) Kijewlanin z r, 1840.
		

/Sponsorzy_004_01_180_0001.djvu

			172 


" 


przystąpiono do boju, wyprawiono najprzod posel
two od Po- 
laków i Węgrów do Wiaczesława i Jmja, domagając się, aby 
Izasławowi i synowi jego, do Włodzimierza rlodany został Łuck 
i niektóre inne grody. Zgodzili się na to książęta ruscy, lecz_ 
gdy sprzymierzeni zrabowawszy ówczesnym zwyczajem sąsiednie 
włości, wrócili do swoich domów - oni postanowili dalej się 
n
szczyć. Z Peresopnicy ruszyli. na Łuck, mając w przedniej 
straży złożonej z Połowców, Rościsława i Andrzeja Jurjewiczów. 
Oblężenie ,Łucka nie zrobiło Izasława uleglejszym i książęta 
przymuszeni zostali do zawarcia przymierza. dla którego znowu 
wszyscy zjechali się do Peresopnicy. Tu nastąpiła wówczas 
('Y 1150 roku) ugoda, mocą której Izasławowi do posiadanych 
ziem dodana została danina z Nowogrodu, Jurij posiadł Kijów, 
Wiaczesław Wyszogród - Peresopnica zaś dostała się panującemu 
dotąd na Wyszogrodzie Webowi Jurjewiczowi. 
Nastąpiła chwilowa zgoda między rozdrobnionymi książętami 
\V ołynia - trwały biesiady u naj starszego Wiaczesława w Pe- 
resopnicy, a Jerzy ciesząc się swem zwycięstwem, przy tej spo- 
sobności wyprawił tutaj zaręczyny dwom swoim córkom. 
Peresopnica jednak niedługo cieszyła się pokojem, bo gdy 
Hleb Jurjewicz stał wyżej miasta w szałasach nad rzeką Stubłem 
rozłożonych, Izasław napada na niego niesporlzianie, zabiera mu 
. starszyznę, drużynę, konie, a Hleb sam ledwo zdołał uciec do 
miasta. zkąd zaraz szle po
łów z pokłonem do Izasława; prosząc 
o oszczędzenie go. Otrzymawszy przyrzeczenie. stawił się z czo- 
łobitnością w jego obozie, zkąrl po ugoszczeniu, odprowadzony 
został przez Mścis.ława syna Izasława aż do Korca. Tam po- 
wiedziano mu "że ta cała włość jest jego i ojca, aż do rzeki 
Horynia" i puszczono go wolno. Mścisław więc. Izasławicz zo- 
stał panem Peresopnicy i sąsiedniego Dorohobuża, lecz i on nie- 
długo tu bawił, bo Włodzimirko Hnlicki wypędził go ze wszy- 
stkich nadhoryńskich grodów i takowe oddał Mścisławowi Jurje- 
wiczowi, którego wziął z sobą z Kijowa. 
Przeznaczeniem widać było Peresopnicy, aby się w jednych 
rękach nigdy długo nie utrzymała, znowu bowiem Jurij książe 
kijowski odbiera ją od młodszego syna l\Iścisława i oddaje, wraz 
z Turowem i Pińskiem, starszemu synowi Andrzejowi, jako naj- " 


..
		

/Sponsorzy_004_01_181_0001.djvu

			173 - 


waleczniejszemu, a to dlatego, aby zawsze był na straży od 
granic wołyńskich, zkąd Jurij ciągle oba wiał się napadu swoich 
krewnych. Na to przeznaczenie najwięcej nadawała się Pere- 
sopnica, wzmocniono więc jej warownie i uczyniono główną 
stolicą. Nic to jednak nie pomogło, Izasław bowiem znowu po- 
siadł Kijów, a książe peresopnicki nie zdążył nawet uwiadomić 
ojca o jego pochodzie. 
W roku 1152 zimową porą przysłał Izasław posłów swoich 
do Andrzeja do Peresopnicy, prosząc go niby to o wstawienie się 
do ojca, aby mu zwrócone były wło
ci nadhoryńskie, rzeczy- 
wiście jednak posłowie mieli tajemne zlecenie rozpatrzenia się 
jaki był wewnętrzny stan miasta i jego środki obronne, raz. już 
bowiem udało się Izasławowi gdy panował Hleb, napaść znie- 
nacka Peresopnicę i opanować ją. Lecz u Andrzeja porządek 
wcale był inny, wszystko było w stanie obronnym i drużyny 
dość; dlategoto Izasław idąc pó
niej na Kijów z Węgrami, kiedy 
odebrał wieść około Peres op nicy, że za nim goni Włodzimirko 
Halicki, ominął ją. spalił tylko sąsiedni zamek Zarzyck i ciągnął 
dalej do Dorohobuża, pozwalając Andrzejowi połączyć się z Ha- 
liczanami, którzy w ślad za nim postępowali - tak że kiedy 
Mścisławicze ledwie zdołali przeprawić się przez Horyń, oni już 
doszli do tej rzeki. 
Pod koniec roku 1152 panem na Peresopnicy jest Wło- 
dzimierz Anrlrżejowicz, krewny Izasława. Tu przyciągnął wkrótce 
Swiatopełk (?) z Włodzimierza, Izasław z wyborem Kijowian 
i całą "ruską" drużyną, a także i Włodzimierz Dorohobużski - 
a zabawiwszy się wszyscy nieco w Peresopnicy, ruszyli zbrojno 
na Włodzimirka Halickiego. 
I Włodzimierz niedługo panował na Peresopnicy, już bo- 
wiem w następnym roku widzimy go posiadaczem Brześcia, prze- 
mieni3jącego swe włości po raz trzeci - w Peresopnicy zaś panuje 
Mścisław Izasławicz, przeciw któremu w roku 1155 Jurij Ja- 
rosławicz wysłał głównego swego bojarzyna Żyrosława , i ten 
nietylko wypędza Mścisława z Peresopnicy, lecz zmusza go ucie- 
kać i z Łucka, dokąd się był schronił i szukać przytułku i po- 
mocy w Polsce. Ściśnięty więc utrzymał się przy Włodzimierzu. 
Zawzięty Jurij i tutaj dotarł i obległ Włodzimierz, lecz przymu- 


...
		

/Sponsorzy_004_01_182_0001.djvu

			174 


szony był odstąpić od te
o miasta nie zdobywszy go, ścigany 
ze swą drużyną aż do samego Dorohobuża, przez wojska Mści- 
sława, dawnego pana Peresopnicy, który w rozdrażnieniu palił 
po drodze wszystkie swe dawne włości i ogromne szkody w nich 
wyrządził. To mu jednak nic nie pomogło i nazad dzielnicy swojej 
nie odzyskał, bo gdy Jurij wszedł do Dorohobuża, rzekł towa- 
rzyszącemu mu w tej wyprawie Włodzimierzowi Andrzejowiczowi: 
"Synu, myśmy całowali krzyż z ojcem twoim, przyrzekając sobie 
wspólnie, iż który z nas będzie przy życiu, ten zostanie ojcem 
dzieci poległego i utrzyma włości jego. To samo przyrzekłf'm 
i tobie. Chciałem zdobyć Włodzimierz, lecz gdy tego nie do- 
piąłem, weź więc dla siebie Dorohobuż, Peresopnicę i wszystkie- 
pohoryńskie grody"'. 
Tak w 1157 roku Peresopnica stanowiła jednę dzielnicę 
z Dorohobużem, Włodzimierz przebywał najczęściej w tym osta- 
tnim grodzie - lecz i Peresopnica silnie strzeżoną być musiała, 
kiedy bowiem llli2 roku Mścisław książe wołyński próbował ob- 
legać ją, nic nie wskórał, a tylko utraciwszy znaczne siły, co 
świadczą' dotychczas kurhany pod wsią znajdujące się, i spali- 
wszy bezbronne włości okoliczne, odstąpić od niej musiał. To 
połączenie Perosopnicy z Dorohobużem trwało dość d.ługo, kiedy 
bowiem Włodzimierz Andrzejowicz zmarł w 1169 roku, wówczas 
Włodzimierz Mścisławowicz opanowawszy Dorohobuż. stał się 
zarazem i panem Peresopnicy, przeszedłszy zaś w roku 1171 na 
księstwo kijowskie, zostawił oba te wołyńskie księstewka synowi 
swemu Mścisławowi. 
Znowu jako oddzielne księstwo z zupełną autonomią jawi 
się w historyi Peresopnica w 1207 roku, kiedy z rozporządzenia 
Leszka polskiego, który po śmierci Romana jako samowładny (?) 
pan rozporządzał się ziemią wołyńską, posadzony tam został 
Mścisław Jarosławicz z przydomkiem Niemy. Ten panował naj- 
dłużej w Peresopnicy, bo do roku 1226, a w ciągu tego czasu 
dwa razy pi'zesadzał się do IIalicza, lecz zawsze napróżno i na 
krótko tylko. Rządził wówczas w Haliczu z ramienia Andrzeja 
króla węgierskiego, namiestnik jego Benedykt Bora, który gdy 
się zaczął okrutnie obchodzić z mieszkańcami, ci zrażeni do 
niego wezwali Mścisława Niemego księcia na Peresopnicy, aby 


...
		

/Sponsorzy_004_01_183_0001.djvu

			17:> 


panował nan mnn. Mścisław przyszedł, ale z bardzo małą siłą 
w stosunku do Węgrów, nic przeto nie uczynił, naraził się tylko 
na śmiech samychże Haliczan, którzy posadziwszy go na jakiejś 
mogile, rzekli doń: . Książe, ty na Haliczynie mogile posiedziałeś, 
a więc tak jakbyś panował w Haliczu" - i wyprawili go z po- 
wrotem do Peresopnicy. Później nieco w 1211 roku, z większą 
już siłą zbrojną, pomógł Mścisław Danielowi do osiągnięcia Ha- 
licza, i wypędzenia ztamtąd Igorewiczów, których wywieszano. - 
Daniel będąc małoletnim, nie potrafił rządzić Haliczem, utworzyła 
!'.ię więc partya bojarska i z tej dwóch braci Jawold i Jaropełk, 
wymknęli się do Peresopnicy, gdzie namowami swemi pociągnęli 
znowu Mścisława do rządów. Na ten raz owładnął Haliczem 
lecz na krótko, bo Władysław, brat wyżej wymienionych bojarów, 
za zgodą Andrzeja węgierskiego wstąpił na ziemię halicką. - 
Mścisław więc umykać musiał do Peresopnicy, a chociaż zdołał 
namówić Leszka polskiego na wojnę, lecz ten tylko, a nie on 
z niej skorzystał. 
W 1219 roku Mścisław Mścisławowicz książe Nowogrodu, 
przedsięwziął 
wielką wyprawę na Halicz I). Prawie wszyscy 
książęta ruscy towarzyszyli mu: byli tam Włodzimierz Ruryko- 
wicz z Owrucza, Rościsław Dawidowicz z Smoleńska, Mścisław 
i Rościsław Mścisławicze z łuckiemi i turowskiemi pułkami, Ja- 
rosław Mścisławicz perejesławski, Mścisław' czernihowski, i Daniel 
włodzimierski. Wszystkich książąt było 17- tu - !:iły ich skła- 
dały się z 50 tysięcy wojska i 2.500 najemnych Połowców. Wszy- 
stko to skoncentrowało się w Peresopnicy, zkąd wziąwszy Mści- 
sława peresopnickiego, ruszyli na Mikulin ku rzece Seret. 
Po raz ostatni w 1224 roku uczestniczył Mścisław pereso- 
pnicki w pamiętnej bitwie z Tatarami nad rzeką Kałką, i jako 
obdarzony nadzwyczajną siłą, szerzył spustoszenie w szeregach 
tatarskich. 'W roku 1226 umarł, poruczając włości swe: Pere- 
sopnicę wraz z Łuckiem i Czartoryskiem, które po śmierci brata 
swego Il1gwara posiadł, tudzież syna swego Jana, w opiekę 
Danielowi Romanowiczowi halickiemu. Peresopnicą jednak owła- 
dnął Jarosław Ingwarowicz wraz z Łuckiem, a Czartorysk za- 


') Latopiś Iroicka str, 2Ili
		

/Sponsorzy_004_01_184_0001.djvu

			176 


.. 
chwycili książęta pińscy. Dopiero po śmierci Jana w 1227 roku, 
udało się Danielowi siłą odebrać Peresopnicę i tę oddał na- 
tychmiast we władanie młodszemu swemu bratu Wasylkowi, nie- 
rozłącznemu swemu towarzyszowi w wyprawach na Jadźwingów 
i Litwinów, napadających na granicę wołyńskiej ziemi. 
. Nastał rok 1240 pamiętny zniszczeniem jakie w Rusi całej 
naniosły dzikie hordy Batego, - Peresopnica zarówno z innemi 
miastami w kupę gruzów i zgliszcza obróconą została. Niedość 
na tern, zaledwie bowiem przyprowadzono ów gródek jako tako 
do stanu obronnego, kiedy znowu w 1246 roku zastępy litewskie 
pod dowództwem Hitwena Ruszkowicza, korzystając z zatargów 
książl!t Rusi z Węgrami i Polakami, wpadły przez Prypeć i po- 
niszczyły włości szeroko wzdłuż i wszerz około Peresopnicy. 
Od tej pory gród ten na zawsze utracił swe bogactwo 
i znaczenie, tak że o nim tracimy ślady zupełnie w dziejach 
Rusi J). Wiadomo tylko to, że w 1319 roku przeszło księstwo 
peresopnickie wraz z całą ziemią łucką pod zwierzchnictwo Lu- 
harta, licząc się jako własność dworu książęcego, kiedy zaś Wo- 
łyń przypadł do korony - Peresopnica, owo tak ponętne nie- 
gdyś udzielne księstwo, jako licha już mieścina, weszła w skład 
dóbr stołowych królewskich 2). 
Przez dwa wieki blisko trwa głuche milczenie w dziejach 
o Peresopnicy, aż dopiero pod rokiem 1504 natrafiamy na pier- 
wszą o niej wzmiankę. Tym razem tylko występuje już ona, nie 
jako gród rycerski, ani stolica udzielnych książąt, ale jako cicha 
ustroń, wsławiona tylko monasterem Przeczystej Matki Boskiej. 
.W .tymto roku Fedor Michałowicz kniaź Czartoryski, starościc 
bracławski, którego dobra klewańskie rozciągały się szeroko 
dokoła Peresopnicy, uprosił u króla i wielkiego książęcia litew- 
skiego, że mu nadał monaster tutejszy na mieszkanie i utrzy- 
manie matki, podeszłych lat już wdowy, Zofii Niemieryczó- 
wny (Niesiecki Maryą Niemierzanką ją nazywa), która za- 


.. 


') Latopisiec wołyński. 
I) W sławnej jeografii araba Edrisiego z xn wieku, z której ustępy 
, o Polsce i o Rusi, tłómaczył i oceniał Lelewel - Peresopnica nazwaną jest 
Narasausa-Berasausa i zaliczoną do głównych miast Rusi. (Patrz Lelewela 
?Polska wieków średnich" str. 396».
		

/Sponsorzy_004_01_185_0001.djvu

			177 


.. 


myślała pójść na czernicę i resztę życia Bogu poświęcić, a jako 
. kniahini i kobieta próżna, chciała widocznie modlić się w swoim 
własnym monasterze. Przywilejem tym Aleksander ze śmiercią 
księżny przelewa prawa władania monasterem na syna jej Fe- 
dora J). Król Zygmunt Stary, nowym przywilejem w Niepołomicach 
d. 13 lutego ] 526 roku wydanym, potwierdza nadanie mona- 
steru temuż Fedorowi, już wówczas staroście łuckiem u, rozsze- 
rza nawet zakres jego i na potomków Fedora, wyrażając się 
między innemi: "I majet kniaź ),"edor i jeho potomki tot monastyr 
w podawanij i w moszczy swojej meti i starosty łuckij w tot 
monastyr ne majutsia niczym ustupowati podle daniny i pry- 
wileja brata naszeho Aleksandra. 1 w tyje imenjach wolni ani 
tieże prybawiti, rozszyriti i k' swojemu lepszomu i użytocznomu 
	
			

/Sponsorzy_004_01_186_0001.djvu

			178 


synowie jego Aleksander i Iwan. posiedli dobra peresupnickie 
już jakby prawdziwe dziedzictwo, a komisarze królewscy wysłani 
ola opisania zamków wołyńskich, zjechaw,>zy tu w 1545 roku, 
znaleźli młodych książąt w posiadaniu tych włości, dochody zaś 
z nich wzrosły tak bardzo, że z samego nowo założonego Bie' 
lowa szło 200 kóp groszy "płatu" - to jest zapęwne podatku 
na skarb l). Komisarze z tego położenia rzeczy niezadowoleni. 
\V jasnych barwach zdają o tem sprawozdanie królowi. 
Wnuk dopiero Fedora, Jerzy Iwanowicz Czartoryski thociaż 
sam przeszedł pierwszy w swym rodzie na obrządek katolicki, nie- 
mniej jednak dbały o dobro kościoła ruskiego, widząc "że po- 
rządek w monasterze był ustał i chwała Boża w tej cerkwi 
przeczystej, przez niebytność ihumena i braci czerńców, słusznie- 
i godnie odprawowana być nie mogła. ten monaster i sioło 
Perosopnicę im. pani Wasilowej Zahorowskiej kasztelanowej- 

racławskiej, pani Katarzynie księżnie Czartoryskiej, siostrze 
swej, w dwóchset kopach groszy litewskich zastawia". To było 
pierwsze przekroczenie praw przysługujących Czartoryskim do 
tego monasteru. a to za sobą i dalsze nadużycia pociągnęło. 
Tenże sam Jerzy Czartoryski w roku 1595 dnia 5 grudnia,. 
pismem wydanem w Klewaniu, od siebie jako też od żony swojej. 
Aleksandry, córki Andrzeja ks. Wiśniowieckiego, odstępuje prawo. 
wykupu sioła, odgraniczywszy je, i monasteru peresopnickiego. 
drugiej siostrze swojej Helenie, żonie Ostafiego Hornostaja, wojewo- 
dzica nowogrodzkiego z tern, aby ona wykupiwszy sioło "na chwałę 
Bożą obrócić prawem wiecznem na bractwo nadać, ufundować i po- 
rządek dobry postanowić umyśliła, i tern po woli swojej szafowaĆ" 
wiecznemi czasy. A my już i potomkowie nasi, w ten monaster 
i sioło Peresopnicę, niczem się wstępować i temu ihumenowi 
i braci którym to dano i fundowano będzie, czynić nie mamy 
i mocy' mieć nie będziemy" II}. Na mocy tej umowy Helena Hor- 
nostajowa, czyni nową erekcyą monasterowi, pod opieką Cza- 
plica Szpanowskiego, nadając mu Peresopnicę na utrzymanie ciągłe 
czerńców mszalnych, szpitala dla ubogich i szkółki dla dzieci. 


.. 


I) Idem. 
I) Archiwum klewańskie książąt Czartoryskich. 


./
		

/Sponsorzy_004_01_187_0001.djvu

			179 


Ihumenem naznacza Simeona a kolatorstwo pozostawia przy 
familIi swojej - to wszystko dnia 9 maja 1596 roku l). Jako 
własność monasteru, Pel'esopnica odgraniczoną została od dóbr 
klewańskich i Wierzchowska d. 4 września 1608 roku. 
Niedługo jednak Peresopnica była w posiadaniu monasteru, 
już bowiem syn tego Jerzego, Mikołaj Czartoryski, katolik i po- 
bożniejszy jeszcze od ojca, i jak ojciec przyjaciel jezuitów, którzy go 
"Societati Jesu amantissimus" przezwali, stara się u króla Zygmunta 
III o unieważnienie sprzedaży Peresopnicy, przez ojca ciotce, 
a przez tę następnie czerńcom uczynionej. Król, u którego po- 
dobną sprawę wygrać było nietrudno, przychylając się do prośby 
Mikołaja, przywilejem, d. 20 czerwca 1630 r. w Warszawie wy- 
danym, uznaje sprzedaż Jerzego bez zezwolenia królewskiego 
uczynioną za nieprawą, a oddanie przez Helenę Hornostajową 
czerńcom za przeciwną chwale Boiej i woli przodków, unie- 
ważnia ją przeto i kolacyą napo wrót Czartoryskim przyznaje II). 
Tego tylko i chciał książe Mikołaj, który właśnie w tym czasie, 
plebanią swoję łacińską, w dziedzicznym grodzie Klewaniu, pod- 
nosił na probostwo (prepozyturę); za zezwoleniem więc króla 
i za zgodą Achacego Grochowskiego, biskupa łuckiego, wciela 
Peresopnicę z gruntami i budynkami do mansyonaryi klewańskiej 
na wieczne czasy, obowiązując kościoł, aby pierwszego dnia ka- 
żdego miesiąca, za królów polskich, msza św. zawsze odpra- 
wioną była 3). Odtąd więc, t. j. od 1630 roku, Peresopnica aż 
po ostalnie czasy była własnością kościoła klewańskiego - 
a proboszczowie stosownie do erekcyi 1630 roku opłacali tylko 
z niej po 300 złp. dla szkółki parafialnej klewańskiej. W 1843 
roku dopiero, jak wszystkie dobra kościelne, przeszła na wła- 
snoŚĆ rządu. 
W księgach wizytowych kościoła klewańskiego natrafiliśmy 
na ciekawy inwentarz Peresopnicy z roku 1760, kiedy już na 
wiejską osadę zeszła. Jako ciekawy dokument dla dawnej 5ta- 


I) Idem. 

) Przywilej w archiwum głównem warszawskiem i .Staroż. pols." Balińs. 
i Lipińs. 
3) Archiwum kościelne klewańskie. 


12'
		

/Sponsorzy_004_01_188_0001.djvu

			180 


tystyki krajowej, podajemy go \V streszczeniu: W Peresopnicy 
jest chat 23, w nich dusz męskich 58, żeóskich 48. Każda 
chata posiada czetwertynę gruntu, a w ogólności wszyscy mają 
46 wołów i ;52 konie. Powinności następne: Robocizny odra- 
biają od Jurji do Pokrowy (od 23 kwietnia do 1 października) 
po trzy dni, a resztę roku po dwa dni w tydzień. Szarwarków 
każdomiesięcznie odbywają po dniu jednym prócz gwałtów do 
grobli; stróż kolejno do dworu tak we dnie jako i w nocy. 
Czynszu opłacają po zł. trzy od czetwertyny z oziminy, od jarzyny 
zaś po zł. 2 gr. 15. Do Lwowa lub Uściługa ze zbożem lub 
po sól dwa razy na rok jeździć mają, raz odh'ącając im wiorst 
30 na dzień pańszczyzny, a drugi raz darmo (do Lwowa wiorst 
185, do Uściługa 170). Podymne razy dwa do roku i Hibernę 
o św. Marcinie sami chłopi opłacać powinni. Zażynki, dożynki 
i tłoki, tak na oziminę, jako i jarzynę. po dni trzy odbywać bez 
pańszczyzny mają. Prócz tego pleć pszenicę, proso, len, roz- 
rzucać nawóz, podsiewać zboże. urządać przędziwa do czystego 
włókna. myć bieliznę. sadzić i polewać kapustę, pleć folwarczne 
ogrody - daremszczyzną. Daniny zaś dają po 1 kapłonie, 1 
kurze. 10 jaj i po losmaku (t. j. garncy 24) owsa z każdej 
chaty dać powinni. 
Rozpatrzywszy się w dziejach Peresopnicy jako stolicy udziel- 
nego księstwa, zwracamy się do tutejszego monasteru, któremu 
gródek ten zawdzięcza swoję sławę, po upadku swego history- 
cznego znaczenia. Kto był pierwszym jego fundatorem, a nawet 
kiedy mianowicie założony został, z pewnością twierdzić niemo- 
żna, lecz z zapisu Aleksandra króla z 1504 roku, o którym wspo- 
minaliśmy już i z wcześniejszego jeszcze, bo z 1490 roku. zapisu 
(Mienowoj Zapisi) peresopnickiego ihumena I1ariona, widzimy, że 
już był naonczas. Założony pod wezwaniem Najświętszej Panny 
(Swiatoje Preczystoje). zapewne posiadać musiał jakiś obraz Zba- 
wicielki cudami wsławiony. 
Nadto własnością świetną tego monasteru była księga - 
Uómaczenie czterech Ewangielistów. z cerkiewno-słowiańskiego 
na południowo-ruski dyalekt. dokonane przez archimandrytę tu- 
tejszego Grzegorza, a przepisane przez Michała Wasylewicza, 
syna protopopa sanockiego, między rokiem 1556 a 1561. na 482 


.. 


l 


.....
		

/Sponsorzy_004_01_189_0001.djvu

			181 


.. 


wielkich arkuszach pergaminu. Przepisywacz w końcowym do- 
pisku wspomina, że dokonanem to zostało "nakładom Kniahinie 
Kozminoy Iwanowicza Zesławskoy, Kniahinie Paraskewji wzwan- 
noy Nastasie Jurewny Holszanskoho; pry błahowiernom, i chry- 
stoliubiwom Kniaziu Iwane Fedorowiczu Czartoryskom, ziatiu 
Jey miłosti i pri błahowiernoy i chrystolubiwoy Kniahinie jeho 
Ewdokij". Jedyny egzemplarz tej Ewangielii, stanowiący niesły- 
chaną rzadkość bibliograft'Czną, zabrany ztąd został, zapewne po 
upadku monasteru, do biblioteki monast.eru perejasławskiego, 
gdzie dotychczas ma się znajdować I). 
Z starożytnego monasteru w Peresopnicy, nie pozostało już 
śladu - a dzisiejsza cerkiewka tutejsza Ś. Mikołaja, jakkolwiek 
z dość starożytną cechą, niezawodnie daleko później wzniesioną 
została. Przy ostatniPj tylko restauracyi tej cerkwi, przed laty 
kilkunastu dokonanej. przeniesiono tu i w10żono pod ołtarz, z da- 
wnego cmentarza wyjęty podłużny kamień. z słowiańskim napi- 
sem, głoszącym, że: "Helena Hornostajowa weleła synu swojemu 
Aleksandru pohrebit tieło swoje koło muża". Tak więc zwłoki 
Ostafia Hornostaja i jego małżonki. spoczywają w Peresopnicy. 
Do parafii tutejszej należą dotychczas wsie: Makoterty i Szosta- 
ków, dusz męskich 230, żeilskich 232. a paroch posiada gruntu 
94 morgi i pobiera' dość znaczną pensyą od rządu. 
Z dawnej stolicy, z starego obronnego gródka - zeszła 
dziś Peresopnica na wioskę nieznaczącą z 23 chat złożoną, ma- 
jącą wszystkiego dusz męskich 67, żeńskich 73. Ziemi do tej włości li- 
czy się G28 dziesięcin, czyli 1.144 morgów; grunt ma żyzny, gliniasty, 
nieco tylko górzysty. Mieszkańcy jej wyłącznie trudnią się rol- 
nictwem - oddalona od Klewania wiorst 10, a od Równego 
wiorst 20. 
Tyle co do statystyki; topografia jednak dzisiejszej Pere- 
sopnicy. jakkolwiek napozar niewiele tu pozostało pamiątek, dla 
badacza,. szukać umiejącego, nie jest bez interesu. I tak, wieś 
ta leży wśród żyznych błoń i niezliczonej ilości kurhanów nad 
rzeczką Stubeł i wpadającą do niej Bieluhą. Wały i łąki zewsząrl 


') .Żurnał" (gazeta) ministerstwa narod. oświec. Petersburg. ]838 r. 
poszyt majowy, str. 392 i .Kiewlanin" z 1840 r., str. 239.
		

/Sponsorzy_004_01_190_0001.djvu

			]82 


ją opasują, a od południa wąwozem idzie droga do miejsca. 
gdzie niegdyś była brama i jedyny wjazd do grodu. Przez dość 
długą groblę. zakończoną mostem zwodzonym. których ślady 
dotąd pozostały, wjeżdżało się do zamku, zbudowanego na wy- 
niosłym nasypie, mającym obwodu 250 sążni kwadratowych. Tam 
gdzie niegdyś stał ten zamek, mieści się dziś dom parocha. cer- 
kiew ś. Mikołaja i kilka chat włościańskich - a pomiędzy tern 
wszystkiem pozostały jednak ślady dawnych murów, choć z zie- 
mią prawie zrównanych. Gród sam według podań miejscowego 
ludu. musiał być tam, gdzie dziś sadyby włościańskie, rozciągać 
się miał jednak poza błota teraźniejsze, po jednej i po drugiej 
stronie wioski. 
Miejscowość sama Peresopnicy prześliczna, a widoki z niej 
sięgają daleko i bardzo są urozmaicone. Nieopodal od wsi. bo 
zaledwo o trzysta sążni, zajętych łąkami i stawem, przez groblę, 
do której niegdyś przypierały hufce Bolesława. wznosi się stroma 
góra ze szczątkami zamku Żukowa. zbudowanego po upadku 
Peresopnicy. Czartoryscy do których włość ta do niedawna na- 
leżała. przez uszancwanie dla dawnej pamiątki. niegdyś gniazda 
swego rodzinnego, opasali to zamczysko wysokiemi topolami. 
Z tego zamku, niegdyś książąt Prońskich, Bohowitynów i Czar- 
toryskich siedziby, lochy tylko dziś pozostały - panuje on je- 
dnak nad całą okolicą. 
Dalej po prawej stronie, w odległości wiorst o.\Vóch od Pe- 
resopnicy, tuż nad Stubłem, widzisz drugie zamczysko i okopy, 
to Bielhorod, Bielowem także zwany. drugie fundum Czartory- 
skich - i z tego kupa gruzów świeci tylko. Na lewo nieco, 
nad rzeką Bieluhą, uroczysko, to Ostrów Giedrejew, sehronienie 
słynnego Watażki. Dalej i dalej jeszcze, jak okiem zasięgniesz, 
gęsto rozrzucone wioski, przeplatane pagórkami, obficie wodą, 
gdzieniegdzie dąbrowami, a najczęściej kurhanami, niememi pa- 
miątkami staczanych tu tak często bojów, oto p.anoranm, widok 
jaki dziś przedstawia piękna i żyzna dzielnica książąt Pereso- 
pnickich . . . . 
W I f\56 roku zjechał 0.0 Pere
opnicy. delegowany przez 
kijowską archeologiczną komisyą, ci:łonek tejże p. Wołoszyński, 
któremu polecono było zbadanie pamiątek historycznych, w te 


...
		

/Sponsorzy_004_01_191_0001.djvu

			183 


miejscowości pozostałych. Rozkopano tu wówczas trzy kurhany, 
a naoczny świadek tych poszukiwań ś. p. Teofil Stypułkowski naj- 
znakomitszy archeolog wołyński, takie o nich pozostawił w no- 
tach swych sprawozdanie: 
"W pierwszym, największym, mającym obwodu 46 łokći, 
a w przecięciu ło\(ci 18, w trumnie drewnianej, którą tylko po 
popiele rozpoznać było można, znaleziono szkielet a przy nim 
znaczną ilość gwoździ. małych strzał i innego żelaziwa niewia- 
domego użytku - u nóg zaś szkieletu leżało jakieś żelazne pół- 
kole, 16 cali długości mające. Wszystkie te przedmioty tak 
jednak były zardzewiały. że ledwie jej kształty rozpoznać było 
można 
,,\V drugim mniejszym kurhanie, 32 łokcie obwodu a 12 
w przecięciu trzymającym. był również szkielet, przy nim gwo- 
ździe i strzały, te ostatnie tak rozsypane, jak gdyby je z łuków 
wypuszczono już po nasypaniu kurhanu. Z tego by wnosić mo- 
żna, że wojownicy i w owym czasie już, podobnie do dzisiej- 
szych ceremonij, strzelaniem z łuków żegnali zmarłego towa- 
rzysza. 
"W trzecim najmmeJ!'izym kurhanie, mającym kształt po- 
dłużny, 2l łokcie obwoliu, 12 wzdłuż a 7 wpoprzek, nie zna- 
leziono nic zgoła, prócz mocno zeszlifowanego marmurka, żółta- 
wego koloru, kształtu jak dzisiejsze. W każdej z tych mogił 
pod zwierzchnią warstwą ziemi, znajdowały się czerepy z jakichś 
naczyń starożytnych. Z drzewa użytego na trumny przy pogrze- 
baniu ciał wnosićby należało, że mogiły te są z czasów już 
chrześciańskich, gliniane jednak czerepy, w szczątkach których 
wyraźne kształty popielnic rozróżnić można. naprowadzają na 
wniosek, że albo kurhany te były sypane na dawnych mogiłach 
pogańskich, albo przynajmniej, że użyta na ich usypanie ziemia, 
pochodzi z dawnych grobowisk przedchrześciań<;:kich. W samej 
wsi Peresopnicy widzieć jeszcze można duże płyty kamienne, 
bez żadnych napisów, lub z napis;lllli zupełnie już zatartemi - 
wszystkie zdają się już być z pierwiastkowych miejsc swoich 
ruszone'/ .
		

/Sponsorzy_004_01_192_0001.djvu

			184 


Kończąc nasz opis Peresopnicy. podajemy tu dla lep
zego 
zrozumienia chronologiczny spis jej udzielnych książąt. w porządku 
iak następowali po sobie: 
W roku 1146 Wieczesł'aw Włodzimierzowicz, 
" 1150 Hleb Jurjewicz, 
" 1151 Mścisław Izasławicz. 
" 1151 Mścisław Jurjewicz, 
," 1151 Andrzej Jurjewicz, 
" 1152 Włodzimierz Andrzejowicz, 
" ] 152 Mścisław Izasławicz, 
" 1155-57 Jurij Jarosławicz, książe kijowski, 
" 1157- 69 'Włodzimierz Andrzejowicz, 
116fJ-72 Włodzimierz Mścisławicz 
po nim syn jego Mścisław i przerwa lat 35-ciu. 
W roku 1207 -26 Mścisław Jarosławicz, Niemy, 
" 12211-27 Jan Mścisławicz. 
" 1227-70 Wasylko Romanowicz'. 
Upadek Peresopnicy i władanie Litwy. 


* 


* 


* 


Wspomnieliśmy pobieżnie o dwóch osadach: Bielowie i Żu- 
kowie, niedaleko od Peresopnicy położonych, a których losy w od- 
ległej przeszłości, przez czas jakiś, były z dziejami tego księstwa 
ściśle związane. Przebiegniemy te dzieje o ile ślad o nich po- 
został w starych papierach. , 
Bielów, Bielhorodem także w starożytności zwany. dziś 
wioska z ruiną starego zamczyska, z śladami wałów i okopów. 
w historyi starych osad wołyńskich znakomite niegdyś miała 
stanowisko. Nazwisko tej osady ztąd zapewne powstać musiało,. 
że ta część kraju, niegdyś obszernemi puszczami pokryta, jako 
nad rzeką i w dogodnym punkcie położona. prędzej od innych 
musiała być wykarczowaną., a że w języku dawnych Słowian, 
miejsce takie. z lasów oczyszczone. nazywało się Biel, ztąd za- 
pewne urosła i nazwa osady Bielów a u ruskich mieszkańców 
Bielhol'od. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_193_0001.djvu

			185 - 


.. 


Gdyby wierzyć naszemu badaczowi Siestrzeńcewiczowi, to 
ów Bielów starożytniejszą byłby osadą od samej Peresopnicy. 
a tern samem i od wielu innych starych grodów wołyńskich. 
W 965 roku (mówi Siestrzeńcewicz) Świętosław Wielki, książe 
ruski, prowadził wojnę z Koganem, wodzem czyli książęciem 
chozarskim, i pomimo silnego z jego strony oporu, pokonał go 
i zabrał mu twierdzę SarkeI, czyli Bielów, także Bielhorodem 
zwaną l). Niema wątpliwości, że to o naszym Bielowie mowa. 
W kronikach jednak ruskich, Bielów po raz pierwszy występuje 
dopiero pod rokiem 1150. Należał on wówczas do Peresopnicy, 
na której panował Andrzej Jurjewicz. Syn tegoż Włodzimierz, 
czy to dla sporu z ojcem, czy dla innych jakich powodów, od- 
dzielił się, od niego, osiadł w sąsiednim Bielowie, zbudował tu 
zamek, który przezwał Bielhorodem, i jakby oddzielnem księ- 
stwem, władać tu począł. Trwało to jednak niedługo, po śmierci 
bowiem ojca, przeniósł się napowrót do Peresopnicy, a bielow- 
skie swe księstwo do tutejszego wcielił, odtąd oba stanowiły 
zawsze jednę dzielnicę. Za książąt litewskich kiedy się księstwa 
na Rusi rozpadły, a następnie po przyłączeniu tych ziem do ko- 
rony, należał Bielów przez jakiś czas do- dóbr stołowych wiel- 
koksiążęcych, aż następnie i koronnych. Pierwszą o nich wzmiankę 
napotykamy dopiero w roku 1516. W tymto roku, przywilejem 
20 listopada, Zygmunt I. nadaje ów Bielów wraz z sąsiednim 
Żukowem, także Nowy-staw i Humienniki, Bohuszowi Bohowi- 
tynowiczowi, podskarbiemu ziemskiemu litewskiemu, ożenionemu 
z Fedką Sanguszkówną. Ten jednak prędko musiał go sprze- 
dać Czartoryskim, już bowiem w 1529 roku, przywilejem 18 li- 
stopada w Mielniku wydanym, tenże król dozwala dziedzicowi 
Bielowa ks. Fiedorowi Michałowiczowi Czartoryskiemu, założyć 
tu miasto, zaprowadzić targi i jarmarki i zamek przebudować. 
W pamiętnikach komisyi archeologicznej kijowskiej znajdujemy 
także szczegóły o tern, że książe to wszystko uczynił na ziemi do mo- 


. 
I) .En g05 Sviatoslave Grand Duc de Russie, fit la guere fi Cogan prince 
des Casares, et ffialgre la plus vigoureuse resistance, le vainquit et lui prit la 
forteresse de SarkeI ou Bielave, ou Bielgorod". (Siestrzeńcewicz: Recherches 
i t. d. T. I p. 199).
		

/Sponsorzy_004_01_194_0001.djvu

			I 
'- 


186 - 


. 


nasteru przynależącej l), miał wszakże zupełne do tego prawo, 
jak o tern przekonywa nas przywilej króle
ski. W roku 1545, 
kiedy w te strony wysłani zostali Jerzy Falczewski, biskup ła- 
ciński, łucki wraz z innymi komisarzami królewskimi dla spisy- 
wania wołyń'3kich i ukraińsĘich zamków, zastali już w Bielowie 
książąt młodych, Aleksandra i Iwana, synów Fiedora, Czartory- 
skich, dziedziczących tę posiadłość. Dochody z książęcych ma- 
jątków znacznie się już były podniosły wówczas, a z samego 
Bielowa szło "płatu" t. j. zapewne podatku na skarb, 200 kóp 
groszy 2). Prawa książąt do tej majętności, jak z niektórych 
szczegółów tej lustracyi wnosić można, nie zupełnie Lyły wyja- 
śnione, nikt im jednak protestować ich nie myślał. 
Skarżyli się tylko mieszczanie łuccy tymże komisarzom kró- 
lewskim, że w Bielowie biorą z nich niesłusznie myto, po groszu 
od woza, gdyż to nie jest umieszczonym w spisie myt, zatwier- 
dzonym pl'zez króla Kazimierza w Stepaniu, co i komisarze po- 
twierdzili, póki listów swych Czartoryscy na te myta nie okażą 9). 
W roku 1547 dnia 19 czerwca, dzielili się między sobą Aleksander 
i Iwan Czartoryscy fortuną po ojcu i wtedy Aleksander starszy 
wziął zamek Czartorysk i Litowież z przyległościami - Iwanowi 
zaś dostał się Klewań, Bielhorod i dobra pod Łuckiem położone 4). 
Odtąd nie slyszymy już oBielowie; kiedy to miasto upadło i ze- 
szło na wiejską osadę, niewiadom o z pewnością. 
Piszącemu, zdarzyło się widzieć dokument z datą 9 pa- 
ździernika 1671 roku, umowę mieszczan bielowskich o arendę 
stawu ponebylskiego, wioski z Bielowem graniczącej, a więc 
wówczas jeszcze osada ta była miasteczkiem. Do ostatnich czasów 
przetrwał Bielów w posiadaniu Czartoryskich, licząc się do włości 
do Klewańszczyzny należących - wraz z nią obecnie sprzedany 
rządowi. Z dawnych pamiątek, oprócz szczątków zamczyska 
i okalających go wałów, ostała się tu starożytna cerkiew, a w niej 
ciekawe księgi, między innemi tak zwany ,,'Pomiannik z XH-go 
wieku", w którym wymienione są imiona fundatorów i dobro- 


I) Pamię1. kom. archeolog. kijows., T. IV. oddział 2, str. 188. 
I) Idem.. 
I) Idem str. ]:!9 i 130. 
') Archiwum klewańskie. 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_195_0001.djvu

			187 


dziejów; z rodu książąt Czartoryskich spotykamy tu dużo imion 
kobiecych, z tych: "skimnica kniahinia Maremjana, skimnica 
kniahinia Nastasia, kniażna Ewdokja, skimnica l\Iarya". 


oj< 


oj< 


oj< 


Groblą tylko i niewielką łąką od Peresopnicy oddzielona, 
leży wieś i zamczysko Żuków. Mylnie większa część pisarzy 
o Wołyniu mieni być tę osadę gniazdem ojczystęm Czartoryskich, 
nadanem im jakoby jeszcze przez książąt litewskich. Że tak nie 
jest zgoła, o tem się dowodnie przekonamy z archiwum ksią- 
żęcego w Klcwaniu. Od najdawniejszych czasów Żuków wraz 
z Bielowem i innemi okolicznemi włościami, należał do składu/ 
peresopniekiego księstwa, a kiedy to się rozpadło na początku 
XIV wieku i pochłonięte zostało w zaborze litewskim, należał 
Żuków wraz z Bielowem do dóhr stołowych n
jprzód Litwy, 
następnie Korony. Swidrygiełło wprawdzie przywilejem datowa- 
nym z Łucka :W grudnia 14

 roku, nadał Michałowi Wasyle- 
wiczowi księciu Czartoryskiemu "za znamienite usługi i niechy- 
bioną nigdy wierność. niektóre dobl'a z włości żukowskiej, nad 
rzeką Stubłem położone, ale nie sam Żuków, który pozostał 
zawsze własnością wielkoksiążęcą. Dobra tym nadaniem objęte, 
były: wieś Otyszów nad Stuhłem, Derewiane na Rudce, Alisowy 
nad Slubłem, Suchowcy, Dworzysko wierzch Radochówki, Haru- 
kowiec na rzece Płonnej, a także i monaster ś. Mikołaja na 
Klewaniu nad Stubłem z cerkiewnem zborzyszczem. Pierwszy 
więc w tym ronzie ów Michał, upodobawszy sobie owo miejsce 
Klewanią zwane, ropoczął tam budowę zamku tuż obok mona- 
steru i pierwszym księciem na Klewaniu pisać si
 począł - ale 
nigdy na Żukowie. Toż samo naśladowali i następcy jego, któ- 
rych rz
d przywilejów, nadań i erekcyj mamy przed sobą. a w któ- 
rych nigdzie przy podpisach Żuków niewspomniany. Występuje 
on dopiero po I azpierwszy na aktach przy nazwisku Czartory- 
skich w roku 170 I - a jaką się to stało koleją, w swojem miej- 
scu powiemy Tymczasem Zygmunt I znanym już nam przy- 
wilejem swym z d. 20 listopada 1516 r. nadaje r
sztę majętności 
żukowskiej, pozostałą od nadania Czartoryskim uczynionego, 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_196_0001.djvu

			- 188 


Bohuszowi Bohowitynowiczowi, podskarbiemu litewskiemu. W tern 
nadaniu otrzymał podskarbi: Żuków, Bielów, Nowy-staw i Hu- 
mienniki. Bielów, jak widzieliśmy, odsprzedał wkrótce sąsiadom 
swym Czartoryskim z Klewania, Żuków zaś pozostawił przy sobie, 
a z dozwolenia królewskiego miasto tu osadzać zaczął i zamek 
budować. Miasto !eż stanęło tu wistocie, co widzimy z listu 
Kazimierza Jagiellończyka, pisanego w Stepaniu 13 augusta bez 
wyrażenia roku, do starostów: łuckiego, przemyskiego i włodzi- 
mierskiego. W liście tym król polecając starostom, aby wzbra- 
niali po różnych miastach brać myta nowo ustanowione, a któ- 
rych nie bywało za wuja jego Witolda, między innemi powiada. 
że w mieście Żukowie brać mają po groszu od woza J). W roku 
1545 wciąż jeszcze Żuków był w posiadaniu Bohowitynów, wi- 
dzimy to ze skargi mieszczan łuckich w tym roku zaniesione 
przed komisarzami królewskimi do spisywania zamków wołyń- 
skich. " Żałowali (mówi lustracya) meszczanie łuckij i wołody- 
merskii o podwody, iż pered tym, koniem łuckim obmena bywała 
,,;. Żukowie, a kak sia tuje Żukowo dostało neboszczyku 
panu Bohuszu podskarbi, a po nim paniey jeho, ino teper koni 
ich tam propuskajut i chodiat aż do Kijewa, szescdesiat mil" 
). 
Skarżą się również ciż mieszczanie lustratorom. że dawniej włość 
żukowska dawała "stróżę i klikaczów" do zamku łuckiego, lecz 
teraz posyłać nie chce S). 
Dopiero około 1630 roku przeszedł Żuków w posiadanie 
Czartoryskich. widzimy to z erekcyi Mikołaja Jerzego Czartory- 
skiego, dla kościoła klewańskiego, d. 2 stycznia 1630 roku wy- , 
danej, w której ten książe do pierwiastkowej fundacyi dodaje 
sto kóp zboża z łanów "nowo nahytego Żukowa" 4). Ale i wów- 
czas jeszcze książęta na Żukowie nie pisali się. 
W roku 1660, pod koniec lipca, odbyła się pod Żuko- 
wem krwawa utarczka wojsk polskich z Kozactwem, zakończona 
klęską Polaków. Wspomina o niej Jerlicz w swej kroniczce, 
w tych słowach: ,... .Jechali na naszych półtrzeciej mili aż do 


I) Pamięt. archeolog. kijows., Tom IV, oddział 2, str. 125-127. 
I, Tamże str. l-U. 
3) Tamte str.71. 
i) Z archiwum kościelnego klewańskiego.
		

/Sponsorzy_004_01_197_0001.djvu

			189 - 


Żukowa pod Ołykę. gdzie naparli naszych na Rudkę błotną 
i 19nącą bardzo. tam że u kogo koń dobry a Pan Bóg z nim był. 
zaledwo drugi przeprawił się. Gdzie zginęło naszych pod 60 
człowieka. a przeprawiwszy się u kogo koń lepszy, to w drogę 
ku Łucku. aż się za Styrem oparli" l). 
W roku 1701 dwaj Czartoryscy. bracia między sobą stryje- 
czni. Kazimierz kasztelan wileński, syn Michała wojewody sando- 
mierskiego i Józef chorąży w. lit., syn Jana-Karola podkomorzego 
krakowskiego. zrobili między sobą dział obszernych swych ma- 
jątków. Kazimierzowi przypadła włość klewańska i żukowska, 
Józefowi zaś wspaniałe dobra koreckie. Od tej więc dopiero 
pory powstały dwie linie tych książąt, pierwsza poczęła się pi- 
sać na Klewaniu i Żukowie, druga na Korcu lub księstwie kore- 
ckiem. Ostatnia wygasła w 1810 roku, klewańskimi są dziś 
żyjący - choć i Klewań i Żuków w ostatnich czasach rządowi 
przez nich sprzedane zostały. 


'" 


'" 


'" 


ChcielibY3my objąć tym opisem wszystkie włości należące 
niegdyś do księstwa peresopnickiego. określić dokładnie jego gra- 
nice, które jednak kilka mil kraju zajmowały. bo w obręb ich 
wchodziła nietylko dzisiejsza Klewańszczyzna, ale i inne lI!ajątki 
okoliczne. zadaniu temu jednak nie podołamy, dla braku da- 
wnych aktów wołyńskich. spisujemy więc co mamy pod ręką. 
ograniczając się na wzmiance o dwóch jeszcze osadach do składu 
tego ślicznego księstewka wchodzących, wsi Zarzycka i Bronik. 
Zarzyck, Zareczsk w dawnych kronikach ruskich nazywany. 
zapewne dlatego, że leży nad rzeką Stubłem, dziś wioska bez 
znaczenia pod Peresopnicą. była niegdyś forteczką, jakby filią 
Peresopnicy. zawsze we władaniu panujących tu książąt będącą. 
Kroniki wspominają o niej pod r. 1152. W tym roku Izasław 
idąc na czele Węgrów a nie ufając swym siłom. aby mógł zdo- 
hyć Peresopnicę, w której panował Andrzej Jurjewicz. ..obszedł 
ten gród, a spalił tylko sąsiednią forteczkę Zarzyck i podstąpił 


I) Latopisiec Joachima JerIicza, T. 2-gi str. 48. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_198_0001.djvu

			190 - 


do Dorohobuża J). Więcej o tej osadzie za czasów książąt ru- 
skich nie słyszymy już. Aż dopiero w 1537 roku pierwszy ślad 
o niej. W tymto roku, dokumentem dnia 1 apryla w Ostrogu 
sporządzonym, Andrzej Mychnowicz Jurazycz Zarzycki sprzedaje 
część trzecią Zarzycka, którą po ojcu odziedziczył, Ilji Konstan- 
tynowiczowi księciu ostrogskiemu, staroście bracławskiemu i win- 
nickiemu , za 
oo kóp groszy liczby litewskiej, a dwie części 
tejże posiadłości oddaje księciu w zastawę za 300 kóp groszy, 
waruje sobie jednak, aby o tej zastawie książe I1ja, nic nie mó- 
wił nikomu: "i mamy to w mołczenii meU". Dokument ten 
podpisał z żoną Maryą i syne.m Marcinem. Umowę tę potwier- 
dza Zygmunt I w Krakowie tegoż roku d. 3 julii, a znowu potem 
Zygmunt August w Piotrkowie 15 lutego 1565 roku, na prośbę 
księżnej Beaty Ostrogskiej, 2° voto Łaskiej, wojewodziny sieradz. 
ki ej. Prawdopodobnie jednak nie cały Zarzyck przeszedł w po- 
siadanie Ostrogskich, a zostać się tu musieli i cząstkowi dzie- 
dzice, szlachta, nazwisko osady nosząca. I tak w lustracyi z/unku 
łuckiego w roku 1545, czytamy, że reparacya jednej z zamko- 
wych horodni, po prawej stronie od wjazdu, należała w tym 
czasie do Lecka Zareckiego z Zarecz, reparacya zaś jednej ho- 
rodni na moście, do Andrzeja i Jana Zareckich z Zarecka? 2). 
Cito panowie Zareccy czy Zarzyccy, butną musieli być szlachtą. 
kiedy aż możnych i potężnych Ostrogskich w posiadaniu tej ma- 
jętności turbować poważyli się. Oto bowiem Anna Bokijówna 
. Zarzyckiego Pałuczka, formalną donacYą dnia 8 sierpnia 1586 r. 
zapisuje mężowi swemu, Krzysztofowi podczaszemu wołyńskiernu, 
wieś Zarzyck nad Stubłem - i ten chociaż jej pewno nie po- 
siadał, wszczyna jednak proces z księciem Konstantym Ostrog- 
skim, wojewodą kijowskim, a co lepsza, wygrywa tę sprawę 
i dumny kniaź przymuszonym został oddać mu w zamian sioło 
Borblin, gdyż zapewne nie chciało mu się upokarzać przed ludźmi 
ustępując z Zarzycka. Dopiero więc od 6 augusta 159J roku, 
książe Ostrogski jest spokojniejszym posiadaczem tej majętności. 
Po Ostrogskich w spadku odziedziczyli Zarzyck Koniecpolscy. 


.. 


I) Latopiś wołynsk. pali'. 24. 
I) Parnięt. komis. arch. kijowe., T. IV oddział 2, str. 81 i 105. 


'- 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_199_0001.djvu

			19] 


Za ich władania sporządzony inwentarz Zarzycka w 1691 roku. 
świadczy, że ta wieś miała wówczas chat 2R, z których wycho- 
dziło pługów ośm. Ludzie powiadają (mówi inwentarz), że za 
dawnych czasów było tutaj chat 150. Cerkwie są 2 uniackie. 
Zamek w okopie wszystek. Brama budowana, most drewniany 
do niej. Zamek z dawnych czasów budowany, tylko niedawno po- 
prawiany. Ostatni dokument tej majętności dotyczący. widzimy 
z 1693 roku. Jest nim umowa Jana Koniecpolskiego, koniuszego 
koron. z Piotrem Łosko. starostą dymirskim, rotmistrzem j. k. m. 
któremu odsprzedaje Zarzyck, z tern że wszystkie ciążące na 
nim długi pospłaca i dopłaci mu jeszcze 6 tysięcy złp. 
Wieś Broniki leży na ostatnim krailcu posiadłości niegdyś 
księstwa peresopnickiego. Być może, że niegdyś był tu zame- 
czek strażniczy Bronikami nazwany, wyraz bowiem Brona od:- 
pO\viada dzisiejszej bramie, a w dawnem narzeczu oznaczał 
wejście lub przedmurze do jakiej miejscowo&ci. Położenie samo 
tej wsi, czyni ten wniosek prawdopodobnym, a że ta wieś była 
osiedlona jeszcze za czasów przedchrześciańskich o tern świad- 
czy wykopany tutaj w 1858 roku, przy budowaniu szosy, ka- 
mienny młotek, który o dwa prawie sążnie od powierzchni 
ziemi. u nóg kościotrupa się znajdował, wraz z glinianym garn- 
kiem, przez nieostrożność robotników rozbitym. Znajdują się 
też tutaj i inne kurhany, z podobnemi zapewne zabytkami. 
Z tych zwraca mianowicie uwagę jeden, największy, w lasku, 
obok figury N. Panny znajdujący się - a któryby rozkopać 
warto. 
W XYI wieku właścicielami Bronik była szlachta Bro- 
niccy, o której często mowa w papierach ówczesnych. Lustracya 
zamku łuckiego z 1545 roku mówi, że reparacya jednej z ho- 
rodni po prawej stronie od wjazdu, na zamku górnym a takoż 
i okolnym należy do Wasyla Branickoho i jego braci z Bronik. 
Według tejże lustracyi, reparacya jednej horodni na moście na- 
leży do Żdania Wasila z Bronik l). 


I) Pamiętnik komisyi I\rcheologicznej kijowsk., Tom IV, oddział 2, str. 
81 i 105.
		

/Sponsorzy_004_01_200_0001.djvu

			192 - 


W 1758 roku dziedziczką połowy wsi Bronik jest Teresa 
z Piaskowskich Wróblewska, stolnikowa inowrocławska, która 
w tymże roku, 22 febr., zapisuje na tej połowie 9 tysięcy złp. 
funduszu na altaryą bractwa Trójcy Przenajświętszej przy ko- 
ściele klewańskim l). Ostatniemi dziedzicami Bronik są Bierzyńscy 
i ci już tę wieś odprzedają Kobyłeckiemu. 


I) Z dawnych wizyt w archiwum tegoż kościoła. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_201_0001.djvu

			, 


xv. 


Klawań. rodowa gniazdo lu.i""żąt Czartory..kich na \Vołyniu, 
filiacya tego c1o:rnu od jeKo protoplasty do dzi8iEUszych czasów 

oprowadzona.. - Stary za:rnek tutEUszy , kościoł katolicki i cer- 
kwie ruskie z grobaIni l<:siążąt. - Upadek KI
wania i prz
jście 
jego na w-łasnoś6 dóbr państwa. 


W głębi Wołynia, na samem pograniczu leśny
h jego puszcz 
z pasem naj żyźniejszej pszennej gleby, leżą dwie wielkopańskie 
posiadłości, dwa księstwa: ołyckie i klewańskie, wzajemnie 
z sobą graniczące. Księstwo ołyckie dotąd jeszcze jest własno- 
ścią Radziwiłłów, a nawet stanowi jednę z ich ordynacyj, gdy 
sąsiednie klewańskie, do niedawna jeszcze było kilkuwiekową 
siedzibą książąt Czartoryskich, gniazdem ich ojczystem, kolebką 
od której pisali się nawet książętami na Klewaniu i Żukowie,. 
a to dla odróżnienia 'od drugiej gałęzi tegoż domu, która wzią- 
wszy w spadku po książętach koreckich, Korzec, także na W 0- 
łyniu położony, książętami na Korcu przezywać się poczęła. 
Gałąź ta korecka wygasła na początku bieżącego stulecia na Jó- 
zefie stolniku w. litewskim, pozostali zaś dotąd Czartoryscy na 
Klewaniu i Żukowie, są jedyni wśród nas dotąd żyjący i z tych ' 
pochodził Adam, wielki ów filar narodowy, który blask swój 
roztoczył i na dziś żyjących potomków i. pokrewnych tego imienia. 
Przed kilku laty książęta Czartoryscy Klewańszczyznę, tę od- 
wieczną kolebkę rodu swego, sprzedać byli zmuszeni rosyjskiej 
izbie dóbr państwa. I spełnił się fakt, który mrowiem przeni- 
knął naj obojętniejsze nawet w kraju serca, a którego pobudek 
z bom l Itepu. 13 


.....
		

/Sponsorzy_004_01_202_0001.djvu

			. 


194 


badać nie śmiemy;' snać wielkie być musiały, ani o oboj
tnośĆ' 
bowiem dla kraju, li tern bardziej o kosmopolityzm w rzeczach 
swojskości dotyczących. żyjących członków tej dostojnej rodziny 
pomawiać nie mamy prawa. Rzucając pr7.eto zasłonę na fakt 
ten smutny, raczej dla pamięci młodszych pokoleń, zamierzyliśmy 
przypomnieć dzieje starożytnego gródka, który tyle pokoleń tak 
w kraju zasłużonej wypiastował rodziny. 
, 


, 


Ślicznyż boto ten Klewań. Znaliśmy go z lat dziecinnych: 
zamek jego potężny uśmiechał się do nas, jakby upostaciowana 
z lepszych czasów legienda, klórą powtarzały dokoła i staroży- 
tny kościoł katolicki i jeszcze starsze od niego cerkwie greckie
o 
obrządku, a w ich podziemnych sklepach, dochowane w metali- 
cznych trumnach i w starożytniejszych jeszcze dębowych wyżło- 
bionych klocach, prochy pierwszych z rodu Czartoryskich. Dziś 
wszystko to zamknięte, dla obcego oka niedostępne, ba, nawet 
starożytna fara pustką i opuszczeniem trąci. a w zamkowych sa- 
lach, nagich, z ozdób ogołoconych. prawosławna jakaś mieści się 
szkółka. Wszystko to jakby mówić chciało pul vis es et in pul- 
, 
verem reverteris... .' 
W Klewaniu przechowywało się archiwum rodowe ksią- 
żąt, liczne i we wzororowym utrzymane porządku. do którego, 
nie bez trudności. wstęp jednakże miałem dozwolony przez pełno- 
. mocnika dóbr. W następstwie, kiedy dobra te sprzedane zostały,. 
nie wiem jakiemu losowi uległ zbiór ten 'szacowny. a zawierał 
istne skarby dziejowe w pergaminach, a więc nadania i przywi- 
lf'je monarchów i wielkich książąt litewskich. pierwszym przod- 
kom tego domu udzielone, nadania miast i majętności. sprawy 
procesowe graniczne i t. p. O ile więc czas i okoliczności na 
to pozwalały, robiłem wyciągi. notatki. dopełniane następnie 
drukowanemi tródłami z kronik i z nichto utworzyła się praca 
niniejsza. którą czytelnikom naszym przedstawiamy, a która słu- 
żyć może za materyał do charakterystyki wielkopańskiej. tak . 
dobrze krajowi zasłużonej rodziny i jej gniazdowego funclum. 
Początkowe dzieje Klewania, równie jak i innych gródków 
i zamieszkałych osad na Rusi, niedokładnie lub zgoła zbadać się- 


,.
		

/Sponsorzy_004_01_203_0001.djvu

			4 


195 


nie dają, giną w pomroce dziejowej; jerlnakże w XIV już wieku 
przejaśniać się nieco zaczyna, to też i tutaj widzimy, że ta częśe 
góry na której i teraz murowana cerkiew stoi, na fundamentach 
dawniejszych założona, i to miejsce, gdzie zamek się wznosi, 
z częścią miasta Horodyszczem zwaną, już w owym czasie było 
miejscem obronnem, zamykającem w sobie starożytną cerkiew 
i zborzyszcze, terytoi'yum obronne, pod ogólną nazwą Klewania 
znane, a stanowiące w tym czasie posiadłość udzielnych książąt 
peresppnickich. 
Kiedy Gedymin w. książe litewski mocą oręża za
arnął pod 
swe władztwo część Rusi, wówczas i Klewań wraz z całem księ- 
stwem pere!"opnickiem. przeszedł na jego własność i stanowić 
począł odtąd dobra dziedziczne panującej litewskiej dynastyi I). 
Z tych Świdrygiełło w. książe litewski "za zgodą wiernej swej 
rady, za znamienite usługi i niechybioną nigdy wierność" księciu 
Michałowi Bazyle
viczo\Vi, niektóre wsie i dworzyska na Wołyniu 
leżące, daje i darowuje. 
Tu właśnie doszliśmy do owej p i ę t y A c h i l e s o w ej 
w rodowodzie domu, który historyczną swą działalnością, tyle 
się następnie odznaczył a którą śladami uczonego badacza na- 
szych dzi
iów Kazimierza Stadnickiego, tylu innych pos\Vojemu 
komentować i rozwiązać usiłowało. Kto był ów ojciec Michała 
pierwszem nadaniem Klewania obdarzonego, czy ziemianinem 
bez znaczenia, czy też potomkiem Gedyminowym, owym dziejo- 
wym Korygiełłn? Nie przeczę, że kwestya ta ma wszelkie pozory 
doniosłości hist
rycznej . i z tych zape
ne pobudek, tak skwa- 
pliwie przez współczesnych dziejopisów podjęta została, lecz 
z drugiej strony, pojąć nie możemy, dlaczegoby tak drażliwą być 
miała dla rodziny, która w następnych wiekach, tyle sław za- 
prawdę już historycznych wydała, a bądżcobądź starożytnością 
swego pochodzenia, mało równych sobie w dziejach narodowych 
posiada. Pomijając więc te subtelności pomroką dziejową po- 
kryte i pozostawiając ostateczne tychże rozwikłanie heraldykom, 
utartą już drogą dalej kroczyć będziemy. 


I) Widzimy to w spisie grodów ziemi wołyńskiej, należących do Litwy, 
uczynionym około połowy XIV wieku, gdzie nasz K/ewań pisany jest Koły- 
w a ń. Patrz Schlótzer: Geschichte von Lithauen str. 19.
		

/Sponsorzy_004_01_204_0001.djvu

			196 


Owoż, przywilej powyższy Świdrygiełły, nadąjący mity- 
cznemu księciu Michałowi Bazylewiczo\vi część Klewańszczyzny 
na własność, datowany jest w Łucku 29 grudnia 1448 r. i wy- 
raża między innerni: że majątek ten leży w łuckim powiecie 
w Żukowie i składają go wsie Ołyszów nad Stubłem, Derewiane 
na Rudce, Alisowy nad Stubłem, Suchowcy dworzysko, wierzch 
Radochówki, Harukowiec na rzece Połonnej, a takoż i monaster 
św. Mikołaja na Klewaniu nad Stubłem z cerkiewnem zborzy- 
szczem. 
Klewań więc, jako przynależność włości żukowskiej, wspo- 
mina się najwyraźniej już pod rokiem 1 *48, lecz prócz mona- 
steru żadnej zresztą osiadłości przy nim nie było; jak więc się 
osiedlał, jakie przechodził następnie koleje, od tej daty opowieść 
naszę rozpocząć możemy; widzimy zaś, że majętność ta od po- 
łowy XV stulecia do ostatnich czasów, nieprzerwaną stanowiła 
własność domu Czartoryskich, których też imiona i zasługi, dla 
uzupełnienia naracyi, potrącić nam wypadnie. 
Owoż wedle utartej tradycyi, której dopiero Stadnicki i cały 
rząd nowoczesnych pisarzy historycznych zaprzeczyć usiłowali, 
przy rozdziale ziem między synami Olgierda, Korygiełło, w chrze- 
ściaństwie Bazylim-Konstantym zwany, między innemi dzielnica- 
mi, wyznaczony miał dla siebie Czartorysk, od którego sam 
i potomkowie jego zwać się poczęli Czartoryskimi i pieczętować 
się pogonią, herbem oddawna w familii używanym, a przywile- 
jem od Władysława III potwierdzonym l). 
Korygiełło-Bazyli, w roku 1390 zabity przy obronie zamku 
Krzywego wileńskiego i pochowany w katedrze wileńskiej, miał 
tedy według wersyi familijnej zostawić trzech synów: Jana zmar- 
lego bezpotomnie, Aleksandra namiestnika Pskowa, którego córka 

ofia była za Teodorem książę ciem Bielskim, i nareszcie Michała, 
domniemanego przodka Czartoryskich. Michał ów, najmłodszy 
z trzech braci, ulubieniec Władysława III, otrzymuje od niego 


.. 


l) Przywilej ten, którego autentyczność zaprzeczono, datowany jest w Bu- 
dzie, mieście stołecznem Węgier, w czwartek przed św. Witem roku 1442. Do 
ostatnich czasów przechowywał się w archiwum książąt Czartoryskich w Kle- 
waniu.
		

/Sponsorzy_004_01_205_0001.djvu

			197 


w darze Nowice w Haliczu l), gdzie już miał osiąść, kiedy wy- 
padki z hraćmi jego zaszłe na Litwie powołały go do ojczyzny. 
Tu, za przychylność jakoby dla Świdrygiełły, otrzymuje od niego, 
jak widzieliśmy, nadanie nowych dóbr w 1448 r., między któremi 
był i nasz Klewań. Oto podstawa rodu, odtąd już ubitemi 
idziemy ścieżkami, którym nie przeczą dzieje, a których ślady 
wraz z filiacyą rodu, pozo!'tały w archiwach familijnych domu 
i dziejach ojczystych. 
Pierwszym więc z rodu CZal'toryskich, ów Michał, pisać się 
zaczął na Klewaniu, ale nie na Żukowie. Klewai1 bowiem skła- 
dający się z jednego tylko monasteru, wchodził tylko w obręb 
rozległej włości żukowskiej. Sam zaś ów Żuków w owe czasy 
był jeszcze własnością wielkoksiążęcą i jeszcze w 151/) roku 20 
listopada przywilejem swym Zygmunt I nadaje resztę tejże ma- 
jętności żukowskiej, składającą się z osad: Żukowa, Bielowa, 
Nowego-stawu i Humiennik, Bohuszowi Bohowitynowiczowi na 
własność, pozwalając osadzić miasto i zbudować zamek w Żu- 
kowie. Nie był więc jeszcze ów Żuków nawet daleko później 
własnością Czartoryskich i dopiero, jak zobaczymy niżej. od 1701 r. 
posiadło
ć tę do tytułu dołączać zaczęli, - 
Michał starosta bracławski, pierwszy dziedzic Klewania, pro- 
toplasta Czartoryskich, ten sam, który niesforny oddział ocho- 
tników Rusinów, dążący do twierdzy Kaffy, wyciął w piei1 pod 
Bracławiem w 1463 roku, - w nowem swem nadaniu w Kle- 
waniu, nieopodal od monasteru, na miejscu, które zwało się Ho- 
rodyszczem, a w owe czasy połączone było jeszcze i z tą częścią 
miasta, która i dziś to miano nosi, rozpoczął budować zamek, 
oddzielił ziemię zamkową od cerkiewnej głęboką fosą, sprowa- 
dził w nią wodę od Stubła, tuż obok płynącą. i wokoło zamek 
oblał - tak, że jedyny dostęp do tegoż, był tylko od cerkwi 
św. Mikołaja, przez most zwodzony. :Michał nie dokończywszy 
budowli zamku. zmarł około 1480 roku, zostawiając żonę Zofią 
Niemierzankę, która miała w dożywociu od męża Klewail a kolacyą 
sąsiedniego monasteru peresopnickiego od w. księcia Aleksandra. 


. 


') Przywilej wydany w Waradynie w roku l-W3, we wtorek po oktawie 
św. Stanisława biskupa i męczennika. (Archiwum klewańskie) 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_206_0001.djvu

			]98 


. 


Po śmierci zaś jej około 1498 r., wszystko to objął na siebie 
syn ich Teodor. Ten był starostą łuckim i prowadził dalej 
murowanie zamku, lecz kiedy to było już prawie na ukończeniu, 
kiedy obydwie strzelnice narożne już były zbudowane, a z prze- 
ciwnej strony już i mieszkańcy osiedlać się poczęli - wtedy 
dopiero pozwał go Radziwiłł z sąsiedniej Ołyki, okazując przy- 
wileje, że to Horodyszcze na którem buduje się zamek, i ta ziemia, 
na której siedlą się mieszkańce. jest oddawna jemu nadana i że 
to wszystko należy do jego włości smorżewskiej i Michorszczyzny. 
Dowody Radziwiłła były jasne, dokumentami poparte i rzeczy- 
wiście nadanie Swidry.giełły zapewniało tylko księciu Michałowi 
monaster św. Mikołaja na Klewaniu stojący, to jest uroczysko, 
na którym był zbudowany i miano to nosił, a pod nazwą któ- 
reg{) Czartoryski i przyległe horodyszcze i ziemię nieopodał le- 
żącą mieć rozumiał. a która właściwie należała z dawnego na- 
dania do jego sąsiada Radziwiłła. Nie mogąc tedy dla sporu 
kończyć budowy zamku w Klewaniu, zaczął Teodor budować 
drugi w sąsiednim no\Vonabytym Bi(>lowie, który. przezwał Bieł- 
horodem i wyrobił przywilej u króla Zygmunta na założenie 
()bok niego miasta i zaprowadzenie jarmarku J) Na projektach 
jednak się skoi1czyło, wkrótce bowiem umarł, zostawiając dwóch 
synów: Aleksandra i Jana, oraz dwie córki zamężne: Annę za 
Bazylim Czyżem koniuszym litewskim, i Anastazyą za Piotrem 
Bohdanowiczcm Chreptowiczem. 
\V roku 1547 dnia 19 czerwca, nastąpił dział między Ale- 
ksandrem i Janem, synami Teodora. mocą którego starszemu 
Aleksandrowi dostał się zamek Czartorysk i Litowiez z przyna- 
leżytościami 2), Janowi zaś Klewań. zamek i miasto Bi(>łhorod. dwór 
Szeple, majątki: Sarny, Chołopy i' folwark Charuków w Łucku, 
ze wszystkiemi do niego przynależytościami. 


,. 


I) Przywilej na to był wydany w Mielniku 1,,2H roku 18 listopada. 
(Arch. klew). 
2) Aleksander ten był wojewodą wołyńskim i zaślubił Magdalenę De- 
spotbwnę, wdowę po Janie księciu Wiśniowieckim. Z tego maUeństwa był 
syn Miehał, który był starostą żytomirskim, ożeniony z Zofią Chodkiewiczówną, 
hrabianką na Szkłowie i Myszy, corką Hieronima Chodkiewicza kasztelana wi- 
leńskiego, z którą miał syna .Jerzego, zlUarłego bezpotomnie.
		

/Sponsorzy_004_01_207_0001.djvu

			199 


Ten więc dopiero Jan, syn Teodora, Czartoryski. który był 
posłem z Litwy na sejm do układania paktów Unii z Litwą, - 
pragnąc nareszcie ukoilCZYĆ długie procesy z Radziwiłłami, zgło- 
sił się do Mikołaja, proponując mu zamianę wyż pomienionego 
Smorżewa i Michorszczyzny, obejmujące zarazem i zakwestyono- 
wane Horodyszcze, na którem była rozpoczęta budowa zamku 
klewańskiego, na inną majętność, a mianowicie na Silno, leżące 
bliżej Ołyki. a które mu się w wianie rlostało od żony Anny 
Kuźmianki 

iężniczki Zasławskiej I)." Kanclerz dla miłości bra- 
terskiej, jak się wyraża w swym dokumencie, przystał na propo- 
nowaną zamianę, do której Czartoryski dodał jeszcze brzeg kle- 
wański nad rzeczką Ołyką leżący i tysiąc złotych polskich. Do- 
kumentem zaś swym 5 stycznia 1i)j5 roku wydanym, zapewnia 
Radziwiłł spokojne posiadanie zamku przeciwnikowi, wyrażając 
-się między innerni: "A k' tomu, kotoroje prawo i Łysty w sebe 
majem na toie horodyszcze, hde zamek klewański zbudowany 
i hde mesto poseli.ło sia -- lohdy my lo ho prawa naszoho Ich 
sim Łystom naszym kasujem a kniaziu Iwanu ku pomoczy y po- 
tomkom jeho miłosti na wecznyi czasy prywłaszczaiem. A cho- 
tiaby kotory Łyst na Klewań u nas dla naszych Imeney inszych 
hołowneyszych polrebny został, tohdy pl'edsia takowoie prawo 
nasze na Klewań w niwecz oboroczaiem. Nechay kniaź Iwan, 
żona, deli y ich miłosti potomki. prawom swoim. y ot nas iemu 
zapysanym, Klewań zamok" y mesto wże w spokoynym derianiu 
ieho burlet, a my sami, dety i potomki naszy do Klewania wże 
niczoho meti y w to sia wstupowati nemaiem weczno" 2). Tak 
więc, dzi
}\i wyrozumiałości Radziwiłła, spór ten załatwiony zo:" 
stał w sP9sób dla obydwóch stron zadowalniający, a Czarto- 
ryscy gniazdo swe odtąd w spokoju posiedli. To też zaraz już 
w 1561 r. zamek klewański zupełnie ukończony został i powa- 
śnieni sąsiedzi przystąpili do ostatecznego rozgraniczenia. dóbr 


') Z zapisu uczynionego w Zasławiu 18 września ]ii47 r. czytamy, 1e 
\V tymże roku pojął za żonę Annę córkę Kużmy ksi
cja Zasławskiego. starosty 
kamienieckiego, i Anastazyi Juryewny Holszańskiej, i wziął po niej w posagu 
tysiąc kop groszy litews. w monecie a drugi tysiąc w perłach, klejnotach, 
szatach i t. p. Sam zaś zapisuje żonie cztery tysiące kop . groszy na trzeciej 
części swej maj
tnoścj. . 
"} K.'ól Zygmunt układ ten 7atwierdził zaraz nazajutrz. 


--
		

/Sponsorzy_004_01_208_0001.djvu

			200 


swych klewańskich i ołyckich. Punktem granicznym między ich 
dobrami stało się uroczysko, dotychczas B a b i e zwane 1). 
Zamek klewański, jedyna może tego rodzaju budowa na 
Wołyniu nieprzerabiana w późniejszych czasach. w pierwo- 
wzorze swoim mniej więcej tak się przedstawia. Stoi na wyso- 
kiej górze, zewsząd wodą oblanej, zabudowany w czworobok. 
z dwiema basztami prawie trójkątnemi na dwóch przeciwległych 
stronach, północnej i południowej, a w nich umieszczone strzel- 
nice; dziedziniec mający 80 łokci kwadratowych, obwiedziony 
wysokim murem pięciołokciowej grubości. przy murze tym ciągną 
się mieszkania z oknami na dziedziniec. w których niegdyś mie- 
ścić się musiała załoga zamkowa i służba; górna część mieszkań 
także strzelnicami najeżona,. przy baszcie północnej. od strony 
zwodzonego mostu. pozostała dotychczas podwójna brama. na 
dziedziniec zamkowy prowadząca. dalej od zachodu przy ścianie 
głównej było właściwe mieszkanie książęce. od bramy do baszty 
południowej ciągnące się, z charakterystycznemi oknami wołów 
oprawnemi. a pod niem sklepione lochy. do dziś dnia wszystkie 
w całości dochowane, z których część zapewne więzienia pomiaszczać 
musiała. Dziwnym trafem zamek ten w Klewaniu, położeniem 
i budową swą przypomina o wiele wprawdzie większe zamczysko 
łuckie. a okalające go nawet błonia Stubła mało co malowni- 
czemu 8tyrowi ustąpią. Znać tu na wszystkiem wielkopańską. 
z odległych wieków książęcą sierlzibę: To też w dawnych kro- 
nikach klewańskich niema śladu. aby Tatarzy i różnego rodzaju 
hajdamacy, tak często te strony nawiedzający, zdobyć kiedykol- 
wiek mieli zamczysko tutejsze. 


, 


) O pochodzeniu tego uroczyska natrafiamy na ciekawy szczegół w ar- 
chiwum klewańskiem w fascykule zatytułowanym Ś w i a d e c t w o O ł Y c z a n, 
a to w tych 
łowach: . Uroczy
ko to kiedy powstało, ludzie starzy dobrze tG 
pamiętają. Przed laty ogromny mór przyszedł od strony Klewania. B wydu- 
siw
zy, co nie uciekło z Klewania, dostał się do wsi D e r e w i a n e g o i po- 
cz
1i ludzie umierać. Dostrzegł ktoś z mieszkańców, że teraz, jak i dawniej 
bywało, mór chodzi w postaci jakiejś baby, alias wiedźmy. Zbiera się więc 
gromada i postanawia babę żywcem z
kopać, jako jedyny środek ocalenia 
Derewianczan. Złapawszy ją przeto. wyprowadzają w pole. gdzie dół już nad 
drogą i granicą był przygotowany, zakopują wiedżmę i sypią mogiłę. Mór 
przestał zaraz i skutek okazał się - to i starzy dawniej robili"... (Wypis 
dosłowny..
		

/Sponsorzy_004_01_209_0001.djvu

			201 


Kronika opowiada dalej, że książe Jan Czartoryski, o któ- 
rym wyżej była .mowa. umarł około 1572 r" zostawiając z księ- 
żniczki Zasławskiej dwie córki; Helenę za Ostafim Hornostajem 
i Katarzynę za Bazylim Zahorowskim kasztelanem bracławskim; 
synów zaś także dwóch: Jana i Jerzego. Lecz czy żon miał 
dwie, Annę a później Eudoksią, czy też Anna owdowiawszy, 
przywdziała szaty zakonne i Eudoksii imię przybrała, dociec tego 
trudno. Oryginalne dokumenty klewańskie, najwyraźniej wspo- 
minają o jednej tylko żonie Annie księżniczce Zasławskiej. Tym- 
czasem, w starożytnej cerkiewce zamkO\vej, widzieliśmy starą 
księgę ewangielii, w której obok tytułowej karty, mieści się zapis 
uczyniony ruskim zwyczajem dla parochów klewańskich pod d. 8 
stycznia 1572 r. przez księżnę Eudoksią i jej dwóch synów Jana 
i Jerzego. Jest. to rodzaj erekcyi, z której parę ciekawszych 
szczegółów wyjmujemy, jako to: że miasto Klewań opasane było 
w tym czasie wałem, którego wschodnia brama była w tern 
miejscu, gdzie dzisiejszy szpital pomieszcza się, dalej, że do cer- 
kwi zamkowej należały okoliczne parafie: Derewiane, Moczułki, 
Oleszwa, Ruda i Krasne, oraz że ten zapis uczyniony został dla- 
tego, że poprzednie nadania Czartoryskich dla cerkwi klewańskiej 
w pożarze tego miasta zginęły. 
Jan, starszy syn Jana Teodorowicza, w okazyi z Moskwą 
pod Pskowem dał męstwa swego dowody; poślubił zaś Ewę 
Barkołobównę Korsakównę, z którą męskiego potomstwa nie miał, 
tylko córkę Aleksandrę, zamężną za Mikołajem Jełowickim. 
Jerzy, młodszy syn Jana, był postacią w rodzie już więcej 
wydatną, dziejową. On pierwszy z rodu Czartoryskich zmienił 
ruski obrządek na rzymsko-katolicki, w czem go już następnie 
potomkowie jego wszyscy naśladowali, I nie dziw. początkowe 
bowiem wychowanie ,pobierał u jezuitów w Wilnie i stale już 
potem to zgromadzenie opieką swoją otaczał. Monaster czerń- 
ców peresopniekich, tę spuściznę rodową imienia, oddaje w 1595 r. 
siostrze swej gorliwej rusince Helenie Hornostajowej, sam zaś 
wzbogaca domy jezuitów w Winnicy i Łucku, gdzie dwór swój 
i place na zakładające się kolegium ofiarował, wznosi nareszcie 
pierwszą świątynię katolicką w Klewaniu około 1590 ro.ku, pod 


......
		

/Sponsorzy_004_01_210_0001.djvu

			202 


wezwaniem Wniebowzięcia N. Panny. św. Stanisława biskupa. 
patrona swego św. Jerzego. i św. Anny J). 
W kilka lat potem kościoł tutejszy otrzymuje od swego za- 
łożyciela erekcyą, która go hojnie uposaża. Między innemi do- 
brodziejstwami nadaje mu na własność wieś Nowystaw nad Stu- 
błem. Postanawia także erekcya. aby pleban utrzymywał zawsze 
do pomocy dwóch wikaryuszów. rektora szkoły. kantora i za- 
krystyana. Prezentę ma podawać sam książe lub jego następcy. 
dopóki wiernie trzymać się będą religii rzymsko-katolickiej; gdyby 
zaś zostać mieli odszczepieńcami lub heretykami, w takim razie 
biskup łucki ma sam naznaczać plebana. Jeśliby zaś kościoł ten 
spalił się. lub z innych powodów uległ zniszczeniu. to zamek 
bierze na siebie obowiązek wybudowania nowego, lecz zarazem 
zastrzega, że będzie mógł pierwiastkowy fundusz onego, wedle 
swej woli odmienić. Z tejże erekcyi widzimy. że przy kościele 
był osobny dom szkolny a przy nim mieszkanie bakałarza. spo- 
sobiącego uczniów do śpiewu kościelnego 2). 
Książe Jerzy był starostą łuckim i za żonę pojął Aleksandrę, 
córkę Andrzeja księcia Wiśniowieckiego, wojewody wołyńskiego ; 
z nią miał dwóch synów: Jędrzeja. który w stanie duchownym 
jako bernardyn był znany pod imieniem Adryana, i Mikołaja Je- 
rzego, który rządy po nim objął w Klewaniu, a także dwie córki: 
Annę za Aleksandrem Krynickim i Halszkę za Stanisławem z Dą- 
browicy Firlejem. Sam książe żył jeszcze oko-ło 16lf1 r. 
Mikołaj-Jerzy, właściwie pierwszy z rodu, podniósł dopiero 
lustr imienia, przydał mu historycznego blasku. Ożeniony był 
z Izabelą księżniczką Korecką, córką Joachima i Anny z Chodkie- 
wiczów; ona dopiero wniosła w dom mężowski królewskie swe 
wiano t. j. państwo koreckie. Odtąd rozpoczyna 
ię ów szereg 
dygnitarzy w domu CzartOl'yskich, którzy pożyteczną swą dzia- 


, 


.. 


. 


I) Z tego czasu dochowały si
 w kościl'le klewańskim w prezbiteryum 
trzy płyty z kamienia piaskowego, w posadzk
 wprawione, nagrobki Czarto- 
ryskich. 
") Erekcya ta wydana na zamku klewailskim !) pażdziernika 1598 roku 
podpis zaś na niej umieszczony w te słowa: .Ego Georgius Dux Czartoryski 
in Klewań omnia haec supra scripla, approbo, affirmo, attestor et manu pro- 
pria suhscribo".
		

/Sponsorzy_004_01_211_0001.djvu

			-- 


20i:i 


. 


łalnością w kraju imię swoje wsławili w ojczyźnie. ku czemu 
i rozrost fortuny nie mało także się przyczynił. To też i książe 
Mikołaj upatrując w tem wyraźne "błogosławieństwo 'Boże". po- 
mnąc nareszcie na przedśmiertne zlecenie ojca. rozpoczął swą 
działalność od wymurowania kościoła w Klewaniu. na miejscu 
drewnianej świątyni, wystawionej staraniem rodzica. Stanął więc 
ten przybytek Pański, okazały, jakim go widzimy dotąd, uposażenie 
też jego podwoił niemal pobożny fundator. powiększywszy dzie- 
sięciny z łanów dworskich i dodając do pierwiastkowej fundacyi 
sto kóp zboża z łanów nowo nabytego Żukowa i tyleż z fol- 
warku Hruszwicy l). Nadto wyrobił książe Mikołaj przywilej 
li króla. mocą którego Zygmunt III uznał za nieprawną i przeciwną 
-chwale Bożej i postanowieniom swych antecesorów sprzedaż 
monasteru peresopniekiego Hornostajowej. a przez nią czerńcom 
ruskim, i rozkazuje, aby tenże przywrócony został rodzinie Czar- 
toryskich. stosując się jednakże do woli Mikołaja. dozwala mu na 
wieczne czasy przyłączyć starożytny ten monaster do mansiona- ' 
ryi klewańskiej. z tym jednakże warunkiem. aby kościoł klewański 
odprawiał wieczne mi czasy mszę świętą w pierwszych dniach 
każdego miesiąca za niego i za następców jego królów pol- 
skich 2). 
:Mikołaj znacznie podniósł rodzinny swój Klewań, postawił 
go w rzędzie najzamożniejszych gródków wołyńskich, otoczył 
-ojcowską niemal opieką. uczynił go stałą swą rezydencyą. a chcąc 
wszystko w nim do naleiytego przyprowadzić porządku, znowu 
się postarał. wezwawszy do tego swych przyjaciół, o nowe roz- 
graniczenie tych dóbr swoich z sąsiednią Ołyką. co też i stwier- 
dzone zostało nowym dokumentem z d. 20 listopada 1637 roku. 
W tymże roku odbyło się solenne poświęcenie tutejszego ko- 
ścioła, na które przybył ks. Stanisław Łoza. biskup argiwski, 
sufragan łucki. i ściągnęło się z kilku okolicznych prowincyj obywatel- 
stwo. Wyszukiwał też Mikoł3j powodu do rozmaitych festynów 
i uroczystości dla ściągania ludzi do swojego Klewania. który też 
roił się zawsze od przybyszów ż różnych stron świata, przyby- 


') Nowa ta erekcya spisaną została 
 stycznia 1630 roku. 
jj) Przywilej królewski wydany został w Warszawie 20 czerwca 1 G30 r.
		

/Sponsorzy_004_01_212_0001.djvu

			04 


wających dla uświetnienia orszaku hojnego magnata. I tak pod 
koniec października 1M2 r. z wielką i uroczystą okazałością od- 
było się tu .przeniesienie ciała św. Bonifacego z kaplicy zamko- 
wej do kościoła. A relikwie te, syn księcia Floryan, już kapłan 
wielce uczony i nabożny, przywiózł był sam z Rzymu, doznawszy 
przy zdobyciu tych świętych szczątków cale dziwnej przygody, 
o której wspomina ze zwykłym sobie humorem pobożny kanclerz 
ołycki. Otóż o te pobożne szczątki spierali się w Rzymie dwaj 
książęta cudzoziemscy, którzy zarówno posiąść je pragnęli. Co 
widząc magister Palatii, aby obu ich pogodzil-, darował je trze- 
ciemu, obecnemu tam wówczas Czartoryskiemu, który też umknął 
z niemi. co prędzej do Polski i do Klewania je przywiózł J). Nie- 
długo jednak cieszył się wołyilski nasz gródek powodzeniem 
swem i wzrostem, popieranym przez dohroczynnego magnata. 
Nastały ciężkie czasy. dnie smutku i niedoli dla ziem ruskich w ogóle, 
a nie uniknął ich i nasz Klewań. Już w r. 1648 ukazały się liczne 
ukraińskie pułki. podążające do Łucka; te nawiedzały i Klewań, 
a rozbestwione chłopstwo z różnych stron kraju płynęło za niemi, 
siejąc mord i pożogę w swym pochodzie. W kłębach dymu sta- 
nął wówczas kraj cały. a w wściekłości nic nie uszanowano, 
czerń ta nic nie oszczędzała, aż do cerkwi swych współwyzna- 
wców - i te stanęły w płomieniu, a szeroką ich łuną znaczyło 
żołdactwo krwawy swój pochód. Z Klewania, jak kościotrup, 
ocalało tylko książęce zamczysko; strwożony lud z miasteczka 
i okolicznych wiosek, rezpierzchnął się, tułał się po lasach. Na do- 
miar. w dwóch latach następnych, ukazała się kolejno niezliczona moc 
szarańczy i doszczętnie zniszczyła plony, których i tak już zbie- 
rać nie było komu, głód więc, a za nim rozliczne choroby, na- 
wiedziły tę bogatą niegdyś krainę. Różnorodne te klęski napły- 
wały pokolei, znacząc długie a slllutne panowanie Jana Kazimierza. 
Zalelhvie hiedny ten lud zdołał ochłonąć po jednej z tych klęsk, 
gdy już następowała druga, stokroć groźniejsza. Koniec roku 
1653 dla Klewania. jak równie dla całej okolicy, zwia!:'tował się 
nif'mniej groźnie. .Już na początku grudnia napłynęli tu Tatarzy, 
którzy wokoło zagony swe rozesłali i w zaledwie dźwigającej 


.. 


') Patrz: Pamięlnik księcia Albrechta Radziwiłła. T. 11. str. SI.
		

/Sponsorzy_004_01_213_0001.djvu

			205 


się po dawnych klęskach mieścinie, groźne swe czambuły rozpu- 
ścili. Po kilkodniowej tu gościnie, miasteczko przedstawiało kupę 
zgliszcza - i znowu ostały się tu tylko domy Boże i nadwerężone 
zamczysko, lud rozbiegł się po sąsiednich puszczach, lub upro- 
wadzony został \V jassyr. 
\Vtedyto Jan Kazimierz, zważając na ogólną kraju niedolę, 
ściągnął oczy i na Klewail, a pomny na zasługi dziedzica, któ- 
rego już był wówczas mianował kasztelanem wołyńskim, chcąc nare- 
szcie ściągnąć i rozbiegłą ludność klewańską, udarował to miasto 
prawem magdelmrskiem w roku 1654, według statutów którego 
,
krom apelacyi do pana swego dziedzicznego, mieszczanie przed 
nikim innym, tylko przed wójtem, burmistrzem, rajcami i ławni- 
kami swoimi przysięgłymi, zwykłym sposobem sprawować się 
mają. Na który to urząd miejski, radziecki, lentwójtowski i ła- 
wniczy, nazajutrz po nowem lecie ruskiem, t. j. po św. 'Vasylu, 
pospólstwo wszystkich trzech rajców prawa świadomych wybie- 
rać ma, jak równie lentwójta, i ławników sześciu; burmistrza 
zaś i wójta sam dziedzic naznaczać ma". Tymże przywilejem 
król także ustanawia dwa jarmarki tygodniowe, jeden na Trzech 
Króli ruskich, a drugi na Wniebowzięcie N. M. Panny. Targi 
xaś dwa w tydzień, jak i dotąd bywały, pierwszy w poniedziałek, 
a drugi w piątek. Żydzi, którzyby mieszkali w Klewaniu, urzę- 
dowi miejskiemu i jego juryzdykcyi, we wszystkiem posłuszni 
być powinni i równie z innymi mieszczanami podatki miejskie 
mają ponosić. Mieszczanie mieć powinni ratusz dla porządku, 
a pod nim sklepy. Przytem nadaje król za patrona i herb mia- 
stu św. Michała Archanioła, którym w urzędowych pismach pie- 
czętować się mają. A jeśliby rzemieślników wielka ilość tam 
była, tedy im dozwala się annały cechowe spisać; te zatwier- 
dzone przez burmistrza i rajców, powinny być podane do kon- 
firmacyi jego kl'. mości; dalej wyraża ten przywilej: " Dalszych, 
czego nie daj Boże, buntów kozackich strzec się, a nam i rzecz- 
pospolitej, także i panu swemu dziedzicznemu cale wiary i po- 
słuszeństwa dotrzymać będą powinni, a to pod straceniem praw 
i wolności swych od nas sobie teraz nadanych. . . " 1). 


J 


ł 


') Przywilej ten wydany w Warszawie 30 marca 1654 roku na sejmie 
walnym sześcioniedzielnym. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_214_0001.djvu

			206 - 


Pomimo tych nadań królewskich i gorliwości osobistej- 
księcia Mikołaja. ulubiony jego Klewań, z którego nie wydalał' 
się prawie, bardzo słabo tylko dźwigał się z upadku, a dawnej 
swej świetności nie odzyskał już nigdy podobno. Ludność strwo- 
żona wracała do swych siedlisk powoli, prawie pojedyńczo - 
wciąż oglądając się. azali znowu najezdnik na jej mienie nie. 
targnie się. Budowała się też nieznacznie, choć książe dziedzic 
nic nie szczędził, aby gniazdo swe do dawnego przywrócić po- 
rządku. I tak zbudował nowy okazały ratusz, ustanowił nowe. 
cechy: tkacki i piekarski, zamek swój nadwerężony dźwignął 
i uzbroił, a pod dowództwem sławnego swego puszkarza Koste- 
rowskiego, jak mógł oganiał się najezdniczym kupom, które' 
wciąż jeszcze kraj plondrowały. Słynęły też na daleką okolicę.. 
stajnia jego w Grabowie, obora w Ołyszowie, po okolicznych fol- 
warkach. . . ., a jednak nie plotło się już jakoś życie mieszkań- 
com Klewania, a pamięć przebytych klęsk łzy gorzkie wyciskała. 
Umarł nareszcie stary książe 12 lipca 1661 roku - w swoim 
rodzinnym Klewaniu; w podkościelnym grobie złożono jego zwłoki, 
gdzie i dotąd pozostają. Za życia piastował urzędy wojewody podol- 
skiego a potem wołyńskiego. O ośm lat całych przeżyła go żona, 
ostatnia księżniczka Korecka, która się także dobrze Klewaniowi za- 
służyła, kiedy pamięć jej tkwi dotąd w uściech miejscowego ludu.. 
Onato była fundatorką kaplicy na zamku tutejszym, w której mieścił 
się cudowny obraz Matki Boskiej, następnie do miejscowego ko- 
ścioła przeniesiony. Zostawili księstwo trzech synów: Floryana- 
Kazinlierza, owego pobożnego rzymskiego pątnika, o którym już 
wyżej wspomnieliśmy, a który umarł prymasem królestwa pol- 
skiego, następnie Jana-Karola i Michała Jerzego. o których niżej. 
powiemy. i córkę Annę wydaną za Jana Tarłę wojewodę sando- 
mierskiego. 
Młodzi dziedzice nie robili między sobą działu familijnego,. 
ale zajęci już więcej sprawami publicznemi, rzadko przebywali 
w ojczystym Klewaniu. Miasto więc choć jeszcze miało dobro- 
byt dawnemi nadaniami zapewniony, dotkliwie już jednak od- 
czuwało nieobecność swych panów. Na zamku rzadko już się 
gość zjawiał, handel miejscowy obumarł, to też z żalem wspo- 


.. 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_215_0001.djvu

			- 207 


minano tu imię księcia Mikołaja. Z papierów miejscowyc.:h wi- 
dzimy jednakże, że stanęła tu w tej epoce kosztem książąt, druga 
cerkiew murowana w WSI roku pod wezwaniem N. Panny. która 
doczekała dni naszych, i dopiero w pożarze miasta w 1852 f. 
zgorzała. 
}lłodszym bratem prym3:sa Floryana, a drugim z rzędu sy- 
nem Mikołaja. był Michał Jerzy książe Czartoryski. poseł od' 
Rzeczypospolitej do cara moskiewskiego. Ten spory od granic 
wołoskich w r. 1667 uspokoił, brał zkolei województwa bracław- 
skie. wołyńskie. aż nareszcie sandomierskie. na którem dopiero 
ogarnął go jakby szał małżeński. bo cztery razy zkolei ponawiał 
związki: z austryaczką Fehenberg, z Eufrozyną Stanisławską 
wdową po Potockim, i po raz trzeci z Koniecpolską. Z tych 
małżeństw dzieci nie miał, a że widocznie pragnął męskiego po- 
tomka, ożenił się przeto po raz czwarty z Joanną Olędzką, 
wdową po Oleśnickim, staroście opoczyńskim, i ta ostatecznie 
uszczęśliwiła starca synem, któremu dano imię Kazimierza. 
Brat Michała Jan - Karol był podkomorzym krakowskim 
i marszałkiem izby poselskiej - a za króla Michała przewo- 
dniczył rycerstwu polskiemu pod Gołębiem. I ten, jak i brat 
jego bawił się kilkakrotną żeniaczką. Z pierwszą żoną Anną 
Zebrzydowską miał synów Samuela i Kazimierza. także córkę 
hetmanowi Ogińskiemu poślubioną, z drugiej Magdaleny Kono- 
packiej, wdowy po podskarbim Gąsiewskim, zostawił trzech 
synów, Michała i Antoniego. zmarłych bezpotomnie. i trzeciego- 
Józefa. 
Z tego licznego potomstwa obydwóch braci Czartoryskich. 
pozostało żyjących dwóch tylko braci stryjecznych, Kazimierz 
i Józef. Ci w 1701 roku uczynili między sobą dział majątkowy. 
mocą którego Kazimierzowi synowi Michała-Jerzego pozostała 
włość klewańska i żukowska, Józefowi zaś Koreczczyzna. Od 
tego to 1701 roku powstały dwie oddzielne linie w rodzinie.. 
pierwsza pisać się. poczęła na Klewaniu i Żukowie, druga na 
Korcu. 
Na tym okresie możemy zakończyć naszę pracę - nie pi- 
szemy bowiem historyi domu Czartoryskich, ale raczej tylko dzieje- 
gniazdowego ich gródka Klewania, a te ostatnie przez cały wiek 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_216_0001.djvu

			208 


XVIII nic prawie do zaznaczenia nie przedstawiają. Rodzina 
natomiast władców tutejszych, urosłszy do znaczenia niebywa- 
łego dotąd w Rzeczypospolitej, opuściła rodzinne zamczysko, na 
szerszą widownię przenosząc działalność swoję. Losy Polski acz 
skołataneJ wewnętrzną niemocą, a ztąd może zawistne potężnym 
jej sąsiadom, spoczęły przeważnie niemal w rękach tej rodziny. 
Za panowania ostatnich dwóch monarchów naszych, Czartoryscy 
dobijają się steru politycznej nawy państwa, nadając jej kieru- 
nek, nie zawsze może po myśli pognębionego niemocą narodu, 
ale zawsze z przewodnią myślą, ku jego dobru skierowaną. To 
też długo jeszcze i po politycznym swym upadku, chował naród 
nasz tradycyą tej potężnej rodziny, której ostatni potomkowie 
do ostatnich chwil nie przestawali jakby opiekuflCzem skrzy- 
dłem otaczać co wydatniejszych jego rozbitków. Wracając je- 
dnak do Klewania, który acz przestał być siedzibą rodu i wszedł 
do składu obszernych majętności, przez małżeństwa ciągle po- 
mnażanych. odległe to państewko nigdy nie przestawało wzo- 
rowo być utrzymywanem, dzieliło losy wszystkich zresztą gródków 
naszych, na tych odległych kresach kraju położonych, hrakowało 
mu tylko głównej do życia budzącej arteryi, a to obecności ulu- 
bionych jego panów. 
Książe Kazimierz wydzielił Klewań synowi z Morsztynówny 
zrodzonemu Augustowi-Aleksandrowi, jenerałowi ziem ruskich, 
ożenionemu z Sieniawską, wdową po Denhoffie, najbogatszą dzie- 
dziczką na Rusi, przez którą tyle sławna wówczas Granowszczy- 
zna, weszła do składu fortuny Czartoryskich. Synem jego był 
ów Adam jeneralny, starosta podolski, pospolicie jenerałem ziem 
podolskich zwany, postać naszych już niemal czasów sięgająca 
i potężna w dziejach, ostatecznie na stopień feldmarszałka przez 
cesarza Franciszka I. wyniesiony, mecenas nauk, które we wła- 
snym kraju z uśpienia obudził, nareszcie członek kilkunastu to- 
warzystw naukowych, zmarły w Sieniawie w Galicyi dopiero 
w 1823 roku. Tego synowie, z IzabelIi Flemingówny urodzeni 
Adam i Konstanty, byli ostatnimi świecznikami narodu z karty 
europejskiej wykreślonego, którzy pracy nad jego odrodzeniem 
żywot swój cały poświęcili. Zajmiemy się wyłącznie młodszym 


..
		

/Sponsorzy_004_01_217_0001.djvu

			209 


Konstantym, któremu się w spadku po ojcu Klewańszczyzna do- 
stała, a który już był ostatnim w rodzie. co się jej podtrzyma- 
niem zaprzątał. Nie mając zdolności brata swego Adama, ogra- 
niczył się też sferą działalności daleko skromniejszej. Żołnierz, 
ostatni w rodzie Sarmata, część życia wyłącznie wojaczce po- 
święcił. Urodzony w 1773 roku, doszedł do stopnia pułkownika 
w wojsku narodowem, dowodząc pułkiem 16 piechoty księstwa 
warszawskiego. Za nowego już rządu mianowany jenerałem- 
lejtnantem wojsk rosyjskich, ozdobiony był kilku polskiemi i ob- 
cemi orderami. Od roku 1830 wyniósł się do Wiednia, zkąd 
, nie wychylał się już do śmierci, a ta starcem już 87 -letnim zasko- 
czyła go tamże 23 kwietnia 186U r. 
W dziejach Klewania, sędziwa postać księcia Konstantego 
znowu wydatnie zarysowuje się. Żołnierz-obywatel, usiłował on 
znowu z upadku podźwignąć to ojczyste przodków gniazdo. Nie 
dano mu już było wskrzesić jego dawnego znaczenia, zajął się 
więc przynajmniej odrodzeniem dobrobytu materyalnego i jego 
upiększeniem. Los i tu przedwcześnie przerwał Jego pracę, a kiedy 
książe przenosił się na mieszkanie do Wiednia, nie przeczuwał 
zapewne. że już nigdy do Klewania nie miał powrócić, że to ulu- 
bione gniazdo, do którego tyle pracy przyłożył, już w następnem 
pokoleniu w obce przejdzie ręce. 
Jeszcze w 179! roku włoś
 klewańska przez lat parę po- 
zostawała w sekwestrze rządowym, ale ją książe ratował, mi- 
łością i opieką otaczał. Cichą była jego dzjałalno
ć, ale ilużto 
rzeczy dokonał? Jeszcze w roku 18 j 7 zaczęto przeobrażenie 
zamku, nie ujmując jednak jego charakterystycznej całości. Ścianę 
wschodnią tej starożytnej budowy złamano całkiem, a natomiast 
dodano dwie oficyny. W tak odnowionej budowie umieścił książe 
szkołę powiatową, którą obdarzył zamożną biblioteką, urządził 
przy niej gabinety fizyczny i mineralogiczny, założył ogród bota- 
niczny, dał bezpłatne mieszkania w zamku nauczycielom. Nadto 
urządził drugą szkółkę parafialną na wzór Lankastra, ustanowił 
fundusz dla ubogich dziewcząt, wyrobił przywilej na aptekę 
w mieścinie, którą zobowiązał wydawać bezpłatnie lekarstwa bie- 
dnym uczniom, lekarza zaś sam opłacał. I nie dziw, że tak ob- 
darzone zakłady rychło wziętością i powodzeniem na daleką 
z boru Iltepu, 14 


........
		

/Sponsorzy_004_01_218_0001.djvu

			- 210 - 


okolicę zasłynęły; książe też garnął do nich najlepszych w kraju 
nauczycieli, nic zgoła nie szczędząc, aby im rozgłos i powodzenie 
zapewnić. Tak stały rzeczy aż do pamiętnego 1831 roku, w któ- 
rym, jak wszystko w prowincyach, postać swą zmieniły, zam- 
knięto nawet na czas jakiś szkoty, a choć w parę lat potem 
odrodziły się nanowo, lecz już przekształcone do niepoznania, 
a i księcia już niestało i jego dobroczynnej opieki. W 1/;34 r. 
utworzono tu nawet rodzaj gimnazyum sześcioklasowego podo- 
bno, lecz i te w kilka lat później powędrowało do Równego. 
Zbiory naukowe i bibliotp.ka w czasie tych przenosin rozproszyły 
się bezpowrotnie. Przy urządzaniu ulubionego Klewania, nie 
przepomniał też książe i o miejscowym kościele, fundacyi przod- 
ków, dźwignął tę świątynię, jednę z naj okazalszych w kraju, orl- 
nowił w niej groby przodków, instalował piękny obraz Wnie- 
bowzięcia, oryginalny utwór Carlo Dolce, dotąd tu przechowany, 
choć sam kościoł przykrem opuszczeniem trąci. W tych czasach 
także stanęły tu obszerne i wspaniałe budynki gospodarskie i kilka 
fabryk, jak cegły, dachówki i wapna, słowem całe miasteczko 
jakby odrodziło się nanowo, schludną i dostatnią przybrało 
postać. Wszystko to jednak rychło skończyć się miało po odje- 
ździe jego do Wiednia, już tylko jakby d.uch jego dobry czuwał 
nad Klewaniem i rozproszyć się temu wszystkiemu nie dozwalał 
ostatecznie. Książe Konstanty dwa razy się żenił. Z pierwszej 
żony Amelii Radziwiłłównej pozostawił syna Adama, którego po- 
tomstwo żyje dotąd, z drugiej żony Maryi Dierżanowskiej pozo- 
stało synów trzech, z których najstarszy Aleksander z księżniczką 
Radziwiłłówną Marceliną, córką Michała z Podłużnego, żonaty, 
objął po ojcu dobra klewańskie i te przed paru latyodprzedał, 
o czem mówiliśmy wyżej. Bez komentarz ów, zaznaczyć nam 
tylko wypada, że pozostawanie majętności nieprzerwane w po- 
siadaniu jednej rodziny przez pięć wieków prawie, jest faktem 
nader rzadkim, niesłyszanem prawie, zwłaszcza przy frymarku 
fortun tak często, niestety, w ostatnich dwóch stuleciach w Polsce 
praktykowanym, Na zakończenie dodać nam chyba wypada, że 
miasteczko trzyma się dotąd, jakby tchnieniem dawnych swych 
panów; ożywia je droga murowana, przez sam Klewań przepro- 


.. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_219_0001.djvu

			211 


wadzona, bliskość kolei o milę tu idącej, a może i duch dobry 
dawnych jego panów. Oprócz starego zamku, ma z lepszych 
czasów synagogę murowaną, parę takichże cerkwi, z prochami 
pierwszych 'Czartoryskich, ma nareszcie położenie cudowne, wi- 
doki rozległe i dziwnie urocze. Przy górze cerkiewnej znajduje 
się tu źródło wody żelazisto-siarczanej, a nieopodal, w miejsco- 
wości tak zwanej w R o w a c h, wyborna glina garncarska. 


! I' 


--
		

/Sponsorzy_004_01_220_0001.djvu

			Xy!. 


K",ię..tv.ro dubro"Wiclcie na "Wołyńskieul. Polesiu. - Żró,Ua. z ktÓ- 
rych czerpałem mat<"l'yały. - Początko"We dzieje osady. - 'Cdzielni 
kniazio"Wie Dubro"Wiccy z rodu Ruryka. - Kniazio"Wie Holsza.ń.- 
..cy i I)ubro"Wic<:y pc<:hcdzE'nia 1itE'"WskiE'go. ich rouovvód. - Cie- 
kawy teatuluent J nrii I '\.va.no"Wicza I-Iolsz.ańskiel;lo i Dubrovvickieljl;o 
"W X\'1 v.riE'lcu. - CÓl'lca je
o Marya kpia.hini Ii:urbslca, jej ży"Wot 
i dzieje. - Ii:sięst-wo unbro"Wickie rozpa.da się. pÓŹYl.iejsijego dzie- 
dzic",. _ Trochę histOI'yi miasta Dubro"Wicy. - Zalllczysko. 1.0- 
legium i szkoły pijar..kie. - IVralarz Łukasz Hr,bel i jego obrazy. 


Miłośnikom krajowej przes
łości, zwłaszcza tym, którzy ją 
czytać umieją z pamiątek w zwaliskach, kurhanach i starych 
okopach, niesiemy nową pracQ, nowy przyczynek do historyi \VO- 
łyńskiej Rusi. 
Uędą to znowu dzieje małej mieściny, zaledwie może zna- 
nej z imienia tym, którzy się obojętnie do rzeczy własnych, 
gniazda swego dotyczących odnoszą. A jednak historya tej Du- 
browicy czyli Dąbrowicy, jak ją ostatniemi czasy niesłusznie spol- 
szczono, przedstawia nam taką mnogość ciekawych, nieznanych 
szczegółów o wygasłych już historycznych rodach - tak nam 
wiernie maluje domowe ich stosunki, taki z nich tworzy pe.łen 
życia i kolorytu obrazek, przenoszący nas w zamglone doby dzie- 
jowe XV i XVI stulecia, że się prawie lękamy czy tę obfitość 
materyału historycznego, należycie spożytkować potrafimy. Ileż 
to tu plącze się nazwisk: oto Dubrowiccy Rurykowicze, pierwsi 
udzielni na tym gródku kniaziowie, mity historyczne, dalej ksią- 


...
		

/Sponsorzy_004_01_221_0001.djvu

			, 


213 - 


żęta Holszańscy-Dubrowiccy, z tamtymi żadnego zgoła związku 
niemający, prócz nazwiska przybranego od ziemi, którą po tam- 
tych posiedli, to znowu l\Iontoltowie, Kozińscy, Sołomerecc
. Fir- 
leje, Kierdeje-Mylscy. Naruszewieze, Dolscy, Brzostowscy, Plate- 
rowie _ wszystko to zkolei dziedziczni panowie na tej Dubro- 
wicy, - wspaniała plejada. Oddawna już odgadywano, domyślano 
się ważności historycznej tej osady i pisano o niej i o jej pa- 
nach różnemi czasy, były to jednak okruchy, więcej na domysłach 
i historycznych kombinacyach, niż na urzędowych dowodach i do- 
kumentach oparte, luźne szczegóły niezwiązane w całość. Do 
Dubrowiekich Rurykowiczów, wygasłych już w początkach XIV 
wieku, oczywiście, że oprócz rozproszonych i to bardzo skąpo 
spominków po kronikach - dokumentów zresztą żadnych niema 
i być nie mogło. Archiwum Holszańskich na Dubrowicy zgo- 
rzało w l GIl r. przy pożarze ich zamku w Wysocku, późniejsze 
akta i papiery rozpierzchły się pomiędzy współwłaścicielami dziel- 
nic odpadłych od dawnego dubrowickiego księstwa, zdawał?by 
się więc, że historyi tpj osady dobadać się, złożyć, już prawie 
niepoliobna, usiłowania wszakże dziejowych szperaczów, zwal- 
czyły te trudności. Uczony pisarz rosyjski Maksymowicz, w pi- 
śmie pery'odycznem ..Kiewlanin", przed laty wydawanem, umie- 
ścił w 1840 roku pierwszy. rzec można, artykuł o kniaziach Dubro- 
wiekich. Praca ta, jakkolwiek bardzo niekrytyczna, nie jest wszakże 
bez wartości. Dopełnił ją cokolwiek nowemi szczegółami hrabia 
Włodzimierz Plater w artykule do "Dziennika warszawskiego" 
Nr. 10 z roku 1855. Plater był dziedzicem tej Dubrowicy i to 
w drodze kilkowiekowego spactku, miejscowość więc ta obcho- 
dziła go żywo i dlatego zamierzał zebrać \V jednę wielką całość 
wszystko, cokolwiek w starych archiwach miejscowych i posb'on- 
nych o tych kniaziach odszukaćby się dało, jednem słowem przy- 
rzekał monumentalną historyą Dubrowickich i Holszańskich. Skoń- 
czyło się jednak na projekcie tylko. Owóż pierwsze ważniejsze, 
bo na współczesnych aktach oparte źródła do historyi Dubro- 
wiey i jej książąt Hoh;zańskich i Dubrowickich, natrafiamy do- 
piero w dwutomowem wydaniu lwaniszewa : "Żyzń kniazia Kurb- 
skoho", czerpanem z kijowskiego centralnego archiwum. 'Na tych 
materyałach oparł się Bartoszewicz, streścił na\vet tę pracę po- 


... 


-- 


#
		

/Sponsorzy_004_01_222_0001.djvu

			214 - 


polsku w obszernym artykule zamieszczonym także w "Dzienniku 
warszawskim w roku 1851 p. t. "Kniaź Kurbski na Wołyniu". 
Pisał .także Bartoszewicz rodowody Duhrowickich i Holszańskich 
w encyklopedyi Orgelbranda (T. nI i XII). Pisał i plątał !Się, 
aż mu do ostatniego artykułu przyszedł w pomoc ś. p. Teofil 
Stypułkowski, który mu nadesłał autentyczne drzewo ¥ienea- 
logiczne Holszańskich, znnlezione w pergaminach archiwum du- 
bieńskiego. Stypułkowski posiadnł niezmiernie ważne materyały 
do historyi Holszańskich, ho oprócz tej gienealogii odszukał 
mnóstwo aktów i papierów tej rodziny w archiwum duhieńskiem, 
gdzie wraz z dokumentami całej prawie szlachty i panów wo- 
łyńskich były deponowane. :Miał także i drugie źródło miejscowe, 
a to w archiwum pijarów dąbrowickich, które za jego czasów 
hyło jeszcze na miejscu. 
Otóż nam się dostały od rodziny Stypułkowskiego te cenne 
notaty pracowitego zhieracza wołyńskich pamiątek i z nich ni- 
niejszą monografią księstwa dubrowickiego przeważnie ułożyliśmy, 
dopełniwszy ją innemi bądź drukowanemi, bądź rękopiśmiennemi 
materyałami, które się nam w innych miejscach zdobyć udało. 
Materyały Stypułkowskiego są tu pierwszorzędne i niewątpliwe, 
bo czerpane z dokumentów urzędowych, współczesnych, aktów, 
listów, gienealogii i t. p. a tern ciekawsze, że jak do pergaminów 
dubieńskich, tak i do archiwum pijarów dąbrowickich, prócz 
Stypułkowskiego, mało kto zresztą zaglądał. . 
Już samo nazwisko Dubrowicy przez swe brzmienie określa 
poniekąd jej charakterystykę. Dubrowa bowiem w ruskiem na- 
rzeczu oznacza las gęsty, ciemny bór. To też tak tu jest rze- 
czywiście, miasto bowiem okolone jest, jedyną może w okolicy, 
nieprzetrzebioną leśną puszczą, która dochownła się przez sta- 
ranie blisko wiekowe, możnych ostatnich dziedziców Platerów. 
Oko raduje się, patrząc na te wspaniałe sosny, tern wspanialsze 
i majestatyczniejsze, że na daleką okolicę rówieśnice ich padły 
pod toporem przemysłowców, pozbawiając charakteru i ozdoby 
swej, całe prawie wołyńskie Polesie. 
Dubrowica położona już jest na jego kończynach, przytyka 
do Pińszczyzny, do właściwej Litwy. Leży na lewym brzegu 
Horynia, ma jeden ze znaczniejszych jego portów. Miasteczko 


.. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_223_0001.djvu

			215 


pomimo fizyognomii całkiem poleskiej, pomimo gleby nieurodzajnej 
i piasków, któremi jest opasane; ma cechę pewnej zamożności, 
dostatku, wygląda wesoło, zabudowane porządnie, posiada oka- 
zały kościoł parafialny niegdyś pijarów, kilka cerkwi ruskich 
i widoczne jeszcze wały i okopy dawnego zamczyska. Mieszcza- 
nie tutejsi wyróżniają się od innych, strojem jaskrawym i piękną 
powierzchownością, co zwykle bywa u' tego ludu wskazówką do- 
brego 'bytu. Zimową porą trudnią się szewstwem i kuśnierką, 
i te wyroby rozwożą po okolicznych jarmarkach, latem zaś, czasu 
żniw, wielkiemi gromadami rozchodzą się w żyźniejsze okolice 
Wołynia, dla zarobków, które stanowią zapasy ich na rok cały. 
Żydzi trudnią się tu drobnem kramarstwem. Ludność tego mia- 
steczka składała się z 1709 chrześcian i 2034 Żydów. W oko- 
licy DubrowlCY wydobywają w pokładach gliny dość znaczną ilość 
bursztynu, którego bryły niekiedy bywają wielkiej objętości. 
O parę wiorst od Dubrowicy, w miasteczku Worobinie, mają 
swoję rezydencyą dziedzice tutejsi Platerowi e : teraźniejszym jest 
hr. Wiktor, brat Włodzimierza heraldyka dziedzica Wiszniowca. 
Dubrowica wspomina się już w XII wieku, pierwsze jednak 
dokładniejsze wiadomości o jej kniaziach, mamy dopiero w kroni- 
kach w początkach XIII, dostawała się wtedy pod zarząd roz- 
drobnionych władców z rodu Ruryka. Książęta ci pisali się na 
niej Dubrowickimi i byli jeszcze prawdziwymi udzielnymi ksią- 
żętami, jakkolwiek zostawali pod zwierzchnictwem głównej linii 
panującej na Włodzimierzu i Haliczu i wielkiego księcia panują- 
cego w Kijowie. Pomimo takiej jednak ich zależności, władza 
ich autonomiczna, to jest udzielność rysowała się wówczas da- 
leko wydatniej, później dopiero pochłonęła samoistność tych knia- 
ziów, udzielność Litwy, tytuł tylko zaledwie i dziedzictwo ziemi 
im zostawiając, aż i to ostatnie z czasem wydarte jm zo- 
stało. Kilku tych kniaziów na Dubrowicy wspominają tylko 
dzieje, nie musieli oni stanowić wtedy żadnej dynastyi - ale jako 
młodsi w rodzinie brali Dubrowicę, albo umierali bezdzietnie, 
albo też później podnosili się na inne większe dzielnice. O pier- 
wszym z kniaziów Dubrowickich wspomina się dopiero w roku 
1224 w opisie bitwy nad rzeką Kałką. Był to kniaź Aleksander 
Dubrowicki, który poległ w tej bitwie, rozpoczętej przeciwko Ta- 


\. 


.. 
I
		

/Sponsorzy_004_01_224_0001.djvu

			216 


tarom przez Mścisława l\fścisławowicza. Mścisław zwany Udatny, 
uciekł na Dniepr, inni Rurykowicze też rozpierzchli się, jeden 
tylko Mścisław Romanowicz z zięciem swoim Andrzejem i Ale- 
ksandrem kniaziem Dubrowickim, bronili się przez dni trzy oszań- 
cowawszy się na skalistym brzegu Kałki. Lecz zdradą wydani 
zostali Tatarom, którzy podłożywszy ich żywych pod deski, siedli 
na tych deskach i zajadali ucztę. książęta w taki sposób przez 
uduszenie śmierć znaleźli I). Drugi raz wspomina się znowu 
inny kniaź Dubrowicki w 1284 roku. Był to Hleb syn Jerzego 
a prawnuk Michajła Swiatopełka kijowskiego, praprawnuk Iza- 
sława przywróconego na tron przez Bolesława Smiałego. W tym 
roku ten Hleb kniaź Dubrowicki brał udział w zwycięstwie od- 
niesionem przez Swiatosława Wszewołodowicza kijowskiego nad 
Kobiakiem chanem Połowców. Tyle tylko 'wiemy o tych udziel- 
nych kniaziach Dubrowickich z rodu Ruryka; - musieli oni dalej 
panow,ać na Dubrowicy przez przeciąg XIII stulecia, lecz dzieje 
o nich milczą. VV XIV wieku Litwa, jak wiadomo, opanowała 
tę część Wołynia: Dubrowicę, Peresopl1icę, Stepai1 i inne udzielne 
pohoryńskie grody i księstewka i powoli wprowadziła tu swe 
rządy, swoich książąt, wyciskając jednego po drugim dawnych 
władców. Dubrowiccy Rurykowicze niewiadomo czy już byli 
wygaśli w tym czasie, czy ich podobny los spotkał, dość że 
księstwo ich oddane zostało za zasługi lub przez pokrewieństwo, 
na prawach dziedzicznych ale lennych rodzinie starożytnej ksią- 
żąt Algimontowiczów Holszańskich herbu Hipocentaurus, którzy' 
odtąd przezywać się poczęli Holszailskimi i Dubrowickimi. Było 
to nie prędzej jak w roku 14i7 lub około tego, czytamy bowiem 
w pergaminach dubieńskich, że jeszcze w 1476 roku, kniaź Ty- 
mofiej Włodzimirowicz Massalski sokolniczy smoleilski, był na- 
miestnikiem dubrowickim z ramienia Litwy, a więc i Dubrowica 
była wówczas włością rządową litewską, i po oddaniu dopiero 
Holszańskim. pl'zeszła na własność dziedziczną a lenną. Tych 
więc drugich Dubrowickich, czystej krwi Litwinów, nie trzeba mie- 
szać z dawnymi z rodu Ruryka - nie mają oni z sobą nic wspól- 
nego/ krom dziedzictwa, od którego nazwisko pierwszych przy- 


.. 


J) Karamzyn T. IlJ, str. 145 i przypisek str. 30! 
, 


1 


.
		

/Sponsorzy_004_01_225_0001.djvu

			217 


.. 


brali. Stolicą, miastem gniazdowem Holszańskich, był zamek 
Holszany czy Olszany w okolicach Oszmiany, który po dziś dzień 
przetrwał w całości. Kiedy tym książętom nadaną została Du- 
browica wołyńska, musieli się wówczas rozdzielić na dwie linie, 
starsza oczywiście pozostała przy dobrach ojczystych na Litwie, 
młodsza brała Dubrowicę. Rodzina to jednak nie była prawdo- 
podobnie liczna, ztąd nie przyjęły się te dwie dzielnice i tenże sam 
dziedziczył często na Holszanach i na Dubrowicy. Nie było tutaj, 
jak w innych rodach, że każdy brat inaczej się od posiadlości 
swej nazywał, nie był tu jeden brat Holszańskim a drugi Du- 
browickim, ale najczęściej tenże sam, dziedzicząc w obydwóch 
tych dobrach, przybierał obydwa nazwiska: był Holszańskim i ra- 
zem Dubrowickim. Dziedzictwo jednej linii chwilowo wydzie- 
lone - z ogółu ojczystych włości, z powodu małego rozrodze- 
nia domu, już \V następnem pokoleniu zlewało się nanowo 
z tymże ogółem. Póki tego nauka nie dopatrzyła, bywały tru- 
dności w pogodzeniu historyi książąt Holszańskich i Dubrowi- 
ck ich. Brano ich za dwa oddzielne rody: jednych mianowano 
Rusinami, a drugich Litwinami czystej krwi i łacińskiego obrządku. 
To pewno, i to widzimy z późniejszego rodowodu tych książąt, 
że obrządki ruski i łaciński dziwnie się w nich mieszały, j że ci, 
którzy dostawali Dubrowicę, przytrzymywali się zwykle wiary 
ruskif'j, litewscy zaś, panujący na Holszanach, pozostawali bardzo 
-gorliwymi katolikami: dowodem tego Paweł biskup wileński, 
o którym później. Przydomek Algimuntowiczów trzymał się 
także wyłącznie prawie przy łacinnikach. - Holszailscy Dubro- 
wiccy, nie widzimy, aby go używali kiedykolwiek, a pisali się 
z ruska, np. "Juryj Iwanowicz kniaź Holszański-Dubrowicki" l). 
Byli ci Holszańscy starożytnym, bodaj nujstal'ożytniejszym rodem 
litewskim, wyprowadzali się nie od JagieUonów, jak większa część 
rodzin książęcych na W ołyniu i na Litwie, ale sięgali wyżej, 
i wiedli rodowód swój, od napół bajecznego książęcia litew- 
skiego Bolszy Romuntowicza, który miał pochodzić z drugiej po- 
przedniej dynastyi wielkich książąt litewskich -- a ulllarł około 
1282 r., zostawiając po sobie synów: AIgimllnta i 
lindowego. 


') Bartoslt!wicz, Encyklopedya T. XU w rodowodzie HolszaIi.skich. 


.
		

/Sponsorzy_004_01_226_0001.djvu

			218 


Ten Algimunt, którego już są piśmienne ślady, bo pisał się po 
aktach Ougemundes, miał być przodkiem, protoplastą Holszań- 
skich, dla tego imię jego za przydomek następnie przybrali ci 
książęta. Wszystko to jednak rzeczy ciemne i nader odległe. 
Nam zaś idzie głównie o Holszańskich odkiedy posiedli Dubro- 
wicę na Wołyniu; otóż trzymać się będziemy rodowodu Stypuł- 
kowskiego, jako jedynego poważnego urzędowego źródła, choć 
i on nie zawsze bywał ściśle krytycznym w rozbiorze i pokom- 
binowaniu aktów, które miał pod ręką. Stypułkowski zaczyna 
swój rodowód od Jana z ruska Iwana, syna tego Algimunta, po- 
staci już dobrze historycznej, przyjaciela i powiernika Witolda, 
o którym akta piśmienne dochodzą do 1402 roku. Stypułkowski 
pisze, że Jan ten miał dwóch synów: Michała, który mieszkał 
w Czereczu i Semena w Dubrowicy, a także córkę Juliannę, 
która miała być trzecią żoną Witolda po śmierci Anny, przeżyła 
lat dwanaście bezpotomnie i umarła w r. 1448, mając lat 70 
w Dubrowicy, zkąd zwłoki jej do Wilna przeniesiono i pochowano 
w kościele św. Anny. NarbuU te same szczegóły podaje, przez 
ostrożność jednak dodaje, że Dubrowica ta leży pod Lwowem l). 
Wszystko to jest ciemne i rozwikłać się daje z trudnościt!. 
Zkądże bowiem w owym czasie wzięli się Semen Holszański i jego 
stostra Julianna z Dubrowicy, kiedy ta Dubrowica jeszcze do 
nich nie należała, a dopiero w 1477 r., po namiestnikowstwie Mas- 
salskiego. przeszła w ich posiadanie p Stypułkowski jest tu sam 
z sobą w sprzeczności, z czegoby wnosić należało, że nie na- 
trafił w archiwum dubieńskiem na oryginalne. spółczesne gie- 
nealogie Holszańskich, ale że je sam z papierów tego domu mo- 
zolnie układał. Żeby Julianna Holszańska miała być żoną Wi- 
tolda, na to t:;tkże żadnych niema dowodów, Stryjkowski to 
pierwszy pochwycił do swojej kroniki, nie zrozumiawszy Linden- 
blaUa, który nawiasem wspomina, że Jan AIgimuntowicz był na- 
wet w związkach krwi z Witoldem, miał bowiem za żonę, ro- 
dzoną siostrę jego żony. Lecz nie na tern koniec omyłek i gma- 
twaniny. Był rzeczywiście Semen, syn Jana Algimuntowicza 
i miał syna Jerzego, obydwaj znane, historyczne w dziejach Litwy 


'r 


" 


.,. 


l) Narbut. Hist. Litwy VI. str. 563. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_227_0001.djvu

			;,:, 


,. 


- 


- 219 


postacie; Stypułkowski to wiedział i od nich rodowód Holszańskich- 
Dubrowickich rozpoczął. Ale to mylnie i przedwcześnie, dzi- 
wnym bowiem zbiegiem okoliczności, gdy ci żyli w początkach 
XV wieku i nic wspólnego z Dubrowicą naszą nie mieli, nie wy- 
zierali zapewne nawet z Litwy, otóż w drugiej połowie XV wieku, 
jawią się w rodzie Holszańskich, tych samych imion ojciec i syn. 
ojciec Semen, syn Jerzy, którzy właściwie rozpoczynają dom Hol- 
szańskich-Dubrowickich. bo temu dopiero Semenowi, który nota- 
bene także był Iwanowirzem, nadaną została około ]477 r" na 
prawach lennych nasza poleska Dubrowica. Imiona Semena 
i Jerzego ciągle się plączą w domu Holszańskich, ztąd powstała 
omyłka w gienealogii Słypułkowskiego, którą krytyczniejszy Bar- 
toszewicz dopatrzył. Odtąd idziemy już ubitym gościńcem. 
Semen Iwanowicz Holszański-Dubrowicki, pierwszy tego 
nazwiska i tej wł'ości pan. miał, jak powiedzieliśmy, syna Jerzego, 
czyli Jurja, który w r. ]480 zapisuje do monasteru peczerskiego 
w Kijowie, ziemie z hłuskiej włości. Ten Juryj zostawia pięciu 
synów: Semena, Aleksandra, Iwana, Wasyla i Jurję. Ci dwaj 
ostatni zmarli młodymi i bezpotomnie, dlatego o nich najprzód 
kończymy. 
Semen Jurjewicz, książe holszański i duhrowicki, był sta- 
rostą łuckim, marszałkiem ziemi wołyńskiej, namiestnikiem ka- 
mienieckim. Ożenił się około 1480 roku z Anastazyą, córką 
kniazia Siemiona Wasilewicza Nieświekiego i Maryi księżny Ró- 
wiei1skiej. W roku 1490 zbił Tatarów zawołżańskich pod Za- 
(' sławiem, a w r. 1495 poraził syna Mengli-Gereja pod Korcem, 
\ 
umarł zaś w 1503 roku. Zostawił jedyną córkę Annę-Tatianę, 
która jeszcze za żywota swej babki, :Maryi księżny Rówieńskiej, 
wyszła za Konstantyna ks. Ostrogskiego. hetmana w. ks.litew. wnio- 
sła mężowi w posagu: Równo, Koźlin, Stepail, Hołowin, Czerniechów 
i Kłodno, dobra, które już odtąd na zawsze w domie Ostrog- 
skich pozostały. Zmarła ona w ] 52 I r, zostawiając syna Jliję. 
Ta Anna-Tatiana zapisuje w 1516 1'., do monasteru Pre.czystej 
Bożl'j Matery w Kijowif!, dobra na Wołyniu położone: Gródek, 
Obarów i Łubkowszczyznę, a z hłuskiej włości, własności swego 
ojca, Wolnicę; lecz mamy przywilej Zygmunta I dany w 1525 r., 
na jarmark w Hłusku dla Jurji Iwanowicza Dubrowickiego, więc
		

/Sponsorzy_004_01_228_0001.djvu

			- 220 - 


zapewne po snuerci Anny, brat jej stryjeczny wziął spuściznę 
po Semenie, to jest okrawki tego, co się nie dostało książęciu 
Ostrogskiemu. 
Drugi syn Jurji Semenowicza, Aleksander Jurjewicz był 
starostą (tenutarius) grodzieńskim a następnie kasztelanem wi- 
leńskim. Postać to barr}zo poważna. przyjaciel i stronnik domu 
jagiellońskiego, gorliwie także popierał Unją Litwy z Polską. Wi- 
dzimy go czynnym i wpływowym przez całe panowanie Kazimierza 
Jagiellończyka i Zygmunta Starego, śmierć jego podają na r. 1507, 
ale musiał żyć nierównie dłużej, bo luki na kasztelanii wileńskiej 
do 15:!2 r., zapełnić niema czem. Był książe katolikiem, do- 
wodem tego jego kasztelania, której niekatolikom nie dawano, 
dowodem nareszcie syn Paweł, gorliwy biskup łaciński łucki, po- 
tem wileński. o którym niżej. Pisał się książe głucho "dux Alexander 
Jmjewicz". ani Holszańskim, ani Dubrowickim, miałażbyto być 
duma tak wygórowana, czy tak wielka może skromność II doda- 
wał wszakże niekiedy przydomek Algimuntowicz. Synów zosta- 
wił kasztelan dwóch: Pawła; który był biskupem łuckim, nastę- 
pnie wileńskim i Janusza którego niektórzy Jerzym nazywają. 
Ten Paweł był jedną z najwydatniejszych postaci Kościoła 
w pierwszej połowie XVI wieku. Prawdziwy to był biskup, 
uczył i walczy! z szerzącą się wówczas reformą, ale walczył 1'0- 
zunmie. z godnością, jak mógł przeciwważył wpływom możnego 
domu Radziwiłłów, którzy pierwsze jej żarzewie w kraju roznie- 
cili. to też słuchał go Stary król Zygmunt, bał się nawet po- 
troszę. W Łucku był biskupem lat 28 do 150i roku, w Wilnie 1 
następnie lat 20. Z działalności jego na katedrze wołyńskiej 
skąpe mamy dane. bo i o Wołyniu z owej epoki niewiele wiemy. 
rozświetlają się dopiero teraz jego dzieje ówczesne, z odgrzeby- 
wanych zapisków, starych akt i pamiętników. Miał biskup Paweł 
zapisać Zygmuntowi-Augustowi całą swą spuściznę, ale upomniał 
się o nią brat ów Jerzy czy Janusz i król mu ją ustąpił. Bonie 
darował Wołpę z całym powiatem, podal'ek prawdziwie książęcy, 
niektórzy przypisują tę darowiznę ojcu jego kasztelanowi. ale daty 
i fakta świadczą, że dar ten pochodził od biskupa. Niezależnie od tego, 
katedrze łuckiej zapisał wiecznemi czasy, miasto swoje dziedziczne 
Janów naj} Bugiem. i tu darowizna utrzymała się. Umarł w Wilnie 



 


.. 


.........
		

/Sponsorzy_004_01_229_0001.djvu

			- 
,L 


., 
I 


221 


.,. 


1555 roku in odo re sanctitatis, nagrobek jego w katedrze wileil- 
skiej, ktory długo brano za sarkofag biskupa Wojciecha Tabora, 
niedawnemi czasy sprawdzono dopiero. W ogóle dzieje i żywot 
tego biskupa, wielce poetyczne. Bartoszewicz w "El1cyklopedyi
' 
dużo o nim zebrał dat j taktów, a miał pod ręką materyały po- 
ważne choć znane; jak: Osińskiego "Żywoty biskupów wileń- 
skich", "Listy Zygmunta Augusta" wydane przez Lachowicza, 
i wiele szczegółów z pisma zbiorowego; "Wizerunki i roztrzą- 
sania naukowe". W Tygodniku illustrowanym r. 1872 Nr. 246, 
był także artykuł o tym biskupie i rysunek jego grobowca. 
Drugi syn kasztelana wileńskiego Janusz czy Jerzy, bo i tak 
i tak go piszą, jest znowu postacią zagadkową \V gienalogii Hol- 
szańskich-Dubl'owickich, bo nie tylko nie godzą się piszący, co 
do imienia jego, ale nawet i co do urzędów, które piastował. 
To pewna że był krajczym litewskim i starostą słonimskim w 1504 1', 
Stypułkowski nazywa go Jerzym i robi go wojewodą kijowskim. 
już w 1508 roku. Tymczasem dyplomatyczne świadectwa (patra 
Krupowicza :,Zbiór dyplomatów" i t. d.) inaczej nas uczą. Z do- 
kumentów widzimy, że się pisał Janusz, a także że wojewodami 
kijowskimi byli w tym czasie: Iwan Gliński od 1506- 8 roku, 
następnie kniaź Juryj Montowtowicz, a po nim od 1511 r. przez 
lat kilkanaście Jędrzej Niemirowicz. W "Źródłach do dziejów 
polskich" Mik. Malinowskiego T. II. str. 120, wojewodą kijowskim 
w tym czasie jest wprawdzie kniaź "Juryj Aleksandrowicz
, ale 
podpisany głucho bez nazwiska, mógł więc to być Montowtowicz, 
który także Jerzy miał na imię. Wszystko to naprowadza na- 
dom,sł, że chyba biskup Paweł miał dwóch braci Janusza i Je- 
rzego. Ale nie tu koniec sprzecznościom. Stypułkowski mieni 
być tego Jerzego ojcem dwóch księżniczek: Julianny policzonej 
w poczet świętych i Anastazyi żony Kuźmy księcia Zasł'awskiego. 
To ostatnie że jest błędne, na to mamy urzędowe dowody. o któ- 
rych niżej powiemy, i z których widzimy, ie Anastazya Zasławska 
była córką stryjecznego brata tego księcia. Z imienia Janusz, 
całkiem polskiego. wnosićby należało, że książe qył katolikiem, 
jak i brat jego biskup, Juryj przeciwnie, oznaczałoby, że przy- 
trzymywał się obrządku greckiego i to gorliwie. kiedy aż córka 


I 
...
		

/Sponsorzy_004_01_230_0001.djvu

			- 


1- 


222 


jego świętą greckiego kościoła została 1). Otóż gdy o imieniu 
tego księcia i o córkach jego zachodzi wątpliwość, za to jest 
pewne, że miał syna Iwana, i że ten już niewątpliwie w r. 1541 
mianowany został wojewodą kijowskim, w ] 544 postąpił na tro- 
ckiego, a 1554 w poście umarł. Ożeniony był z Elżbietą-Anną, 
córką Mikołaja III. Radziwiłła, fundatorką kościoła parafialnego 
w Medelach, więcej o nim zresztą szczegółów nie mamy. 
Tego syn był znowu Juryj, Rusin i ostatni męski potomek 
w rodzie Holszańskich-Dubrowickich, bo żył jeszcze w 1591 roku. 
W tym czasie właśnie najeżdża on na dobra stepańskie. które 
były w posiadaniu kniaziów O strogski ch, pali i niszczy tę włość, 
niewiadomo z jakiego powodu. Sprawa ta oparła się aż o króla, 
a chociaż Zygmunt III. przysądza ostatecznie Stepań księciu Wa- 
sylowi Ostrogskiemu, to jednakże pewne jakieś prawa, o które 
się upominał, musiał mieć i kniaź Juryj . Dubrowicki, kiedy król 
nakazuje Ostrogskiemu, aby mu pewien procent z tych dóbr po- 
wrócił. Gdzie mieszkał ten Dubrowicki, niewiadomo, prawdopo. 
dobnie jednak w naszej Dubrowicy, lub gdzieś w bliskości, cho- 
ciaż Dubrowica _była już wówczas w posiadaniu Firlejów. Jaki 
był jego koniec, kiedy zmarł, - niewiadomo. 
Jeszcze się nam w górę cofnąć wypada, pozostał nam bo- 
wiem jeszcze jeden z pięciu synów Jurja Semenowicza Holszań- 
ski ego i Dubrowickiego, brat Aleksandra kasztelana wileńskiego, 
najmłodszy zdaje się z rodzeństwa Iwan Jurjewicz. O tym, prócz 
jego istnienia, nic zresztą nie wiemy, za to syn jego Jurij Iwano- 
wicz, jest postacią dobrze historyczną, a szczegółów z jego życia 
i stosunków domowych wyjątkowo mamy wiele. W papierach pozo- 
stałych po heraldyku Julianie Błeszczyńskim. znaleźliśmy urzędowy 
ekstrakt testamentu tego księcia, sporządzonego w r. 1537. Jest 
to jeden z ciekawszych, a tak rzadkich zabytków piśmiennych 
z pierwszych lat XVI wieku, tern ciekawszy, że go ani Błeszczyński 
ani nikt inny nie zużytkował. Dokument całkiem nieznany więc, 
a nietylko prostuje niektóre błędy Stypułkowskiego i Bartoszewicza 
w rodowodzie Holszańskich, ale nadto, wybornie maluje stosunki 


.. 


4\' 


,) Źe i św. Julianna była córką .Jerzego ks. Holszaóskiego, o tem Kal- 
l1ofojski, który przytacza napis z jej grobowca w pieczarach kijowskich; py_ 
tanie tylko: którego Jerzego, kiedy tylu ich było i prawie jednocześnie? 


.. 
I 


---
		

/Sponsorzy_004_01_231_0001.djvu

			I 
1 
l, 


223 


l' 


domowe samego księcia, epokę. i obyczaje ówczesne. Dokument 
oczywiście pisany porusku, treści jego nie przytaczamy, dla ob- 
szerności swojej bowiem, nie nadaje się do ram naszej mono- 
grafii. 
Kniaź Juryj Iwanowicz był panem obszernych bardzo włości, 
rozrzuconych po Litwie i na Wołyniu, dziedziczył na Wyszo. 
grodzie, Holszanach, Turowszczyźnie i na naszej Dubrowicy. 
Gorliwy Rusin, poboiny do fanatyzmu, był kniaź wielkim dobro- 
dziejem Ławry kijowskiej i ztąd wspominany w Tetraturgionie, 
to jest w dawnym wspominku pieczarskim o zmarłych. Za młodu 
bawił się wojaczką i stoczył walkę z Tatarami w 1503 roku nad 
Uszą, o mil siedm od Owrucza, o czem tak pisze Stryjkowski: 
,.Tejie jesieni na rzece Ussy, kniaź Fedor Iwanowicz Jarosławicz 
i kniaź Jurgi Iwanowie Dubrowicki i kniaź Hrehory Hliński sta- 
rosta owrucki, stoczyli bitwę z Tatary perokopskiemi, a tam 
z dopuszczenia Boiego poraione było wojsko litewskie, od Tatar 
i zabito kniazia Hrehora HIińskiego i przy nim Hornostaja" l). 
Kojałowicz opowiada, ie kniaź był zbity nad Prypecią i). Nie- 
zbyt, jak się zdaje, wojowniczego ducha, kniaź Juryj odpa- 
sał prędko miecz od boku, a otoczywszy się liczną rodziną. 
oddał się domowym sprawom swoim. Odstąpił stryjowi 
swemu Aleksandrowi kasztelanowi wileńskiemu schedę, która 
spadła na niego po babce z miecza księżnie Jurjewoj Siemiono- 
wiczowej; do tej schedy naleiały Stanków i Żytyn na Wołyniu. 
Następnie temui Aleksandrowi ustąpił schedy po stryjach Wa- 
sylu i Jerzym S). Król Zygmunt I potwierdził to wszystko w Gro- 
dnie 24 listopada 1507 r., ale zato później 15 l l r. przysądził król 
Konstantemu Ostrogskiemu część Stepania, która naleiała dotąd 
do Jerzego. Żeby mu zaś to wynagrodzić, daje mu w 1525 r. 
przywilej na jarmark w Hłusku. 
Juryj Iwanowicz dwa razy wchodził w związki małżeńskie 
i po obydwóch ionach liczne zostawiał potomstwo, z jakiego 
domu była pierwsza jego iona, niewiadomo, nigdzie bowiem ani 
imienia, ani nazwiska jej nie napotykamy, a nawet w testamencie 



 


l) Stryjkowski. Kronika wyd. warszaws. 1846 r. T. II. str. 318. 
I) Niesiecki wyd. lips. T. II. str. 432. 
3) Oryginał tego zapisu widzieliśmy w papierach Strypułkowskiego. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_232_0001.djvu

			24 - 


choć o niej kniaź wspomina, nie nazywa ją jednak po nazwisku. 
Otóż z tej pierwsze,j żony byli dwaj synowie Iwan i Włodzimierz, 
którzy żyli jeszcze w 15.jJ roku, w tym bowiem czasie upomi- 
nają się i procesują Konstantyna i Beatę Ilinową książąt Ostrog- 
skich o Stepań i inne dobra. Córek z tegoż małżeństwa było 
trzy: Wasilissa za kniaziem Michałem l\Iścisławskim (ta prawdo- 
podobnie umarła przed ojcem, w testamencie bowiem wzmianka 
jest tylko o zięciu), Anastazya za Kuźmą, księciem Zasł'awskim, 
o której rodowód spierali się pisarze nasi, i Bohdana za Fedorem 
księcif'm Wiszniowieckim. Pcwtórnie ożenił się kniaź Juryj Iwa- 
nowicz Holszailski i Dubrowicki z Maryą Sanguszkówną, córką 
Andrzeja Aleksandrowicza starosty włodzimirskiego, marszałka 
ziemi wołyńskiej. Z tej pozostali dwaj synowie Semen i Andrzej 
i pięć córek: Marya, Zofia, Hann.l, Fed'ka czyli Fedora i Olena. 
W roku 1537 przy śmierci ojca, żadna z nich jeszcze nie była 
zamężną. Ogromne musiały być dostatki i posiadłości kniazia, 
kiedy przy tak licznem potomstwie, wszystkie rlzieci dostatnio 
wyposażał. 
Jak wszyscy pobożni owego czasu ludzie, zaczyna kniaź te- 
stament swój od pamięci o duszy i na wszystkie cerkwie w do- 
brach swych, a więcej jeszcze na cerkwie kijowskie, robi hojne 
zapisy, zalecając odprawianie licznych sorokoustów, akafestów 
i "powszednewnych upominkow." Wyliczenie tych ofiar zajmuje 
połowę testamentu. Ciało swoje, a umierał podobno w Wyszo- 
grodzie. czy może w Holszanach, poleca aby było przewiezione 
do Kijowa i pochowane tamże w Pustyńskim monasterze św. 
Mikołaja - a metropolitę kijowskiego Makaryusza, uprasza, aby 
je spotkał i przeprowadzał od Prypeti, za co mu hojną ofiarę 
przeznacza. Przystąpiwszy nareszcie do rozpisania dóbr swoich 
ruchomych i nieruchornych, najgłówniejszą z nich część wydziela 
dożywociem dla żony Maryi Sanguszkówny, którą widocznie bar- 
dzo miłować musiał. Zeznaje kniaż, że w posagu po niej wziął 
dóbr i ruchomości w szacunku 600 kop groszy litewskich. A więc. 
wywdzięczając jej miłość dla siebie. przeznacza dla niej i dla có- 
rek z niej zrodzonych, w wianie 1200 kop groszy litewskich. 
W tej sumie cddaje \V dożywotnie jej posiadanie zamek Wyszo- 
gród z miastem, z wszystkiemi ziemiami i beneficyami do tegoź 


..
		

/Sponsorzy_004_01_233_0001.djvu

			-. 


225 


\ 


należącellli. dalej dwór swój Wieluń z ziemią i pastwiskami..dwo- 
\fzec Struhe, sioło Lutynicze, imenja bojarskie Hniewoszowo 
i Olechnowo, dworzec pod Holszanami, sioła: Sudojny i Boło- 
szowice pod Hłuskiem. Następnie całą swoję macierzystą schedę 
pod Turowem i dwór Ryczów zapisuje tejże żonie Maryi, po po- 
-łowie z zięciem jego kniaziem Mścisławskim. Wszystkie po wyż- 
-sze dobra oddaje kniaź żonie dożywociem, z zastrzeżeniem, że 
ma je dzierżyć dopóki by pozostawała na "wrlowim stolcu", gdy- 
by zaś ponowiła związki małżeńskie, wtedy synowie jego mają 
prawo dobra te wykupić w 1200 kopach groszy. Nadto zapisuje 
jej na pamiątkę monaster Pustyński ś. Mikołaja w Dubrowicy, 
który księżna na tychże warunkach ma trzymać i nim się opie- 
kować. Gdy i to wszystko jednak nie wydawało mu się jeszcze 
wystarczające za przywiązanie jakiem go otaczała za życia, po- 
leca przeto synom, aby jej wypłacali corok około Trzech Króli, 
do końca żywota z Dubrowicy po sto kóp groszy; gotowizną 
zaś zapisuje jej 800 złotych w dukatach węgierskich i 800 kóp 
groszy w monecie litewskiej. 
Tak hojnie za skromny swój wniosek wyposażona zosta- 
wała Sanguszkówna. Resztę dóbr i gotowizny brali synowie 
z obydwóch małżeństw zrodzeni. Skończywszy ów dział dobrami, 
przystępuje kniaź w testamencie do podziału klejnotów, precyo- 
zów i relikwij swoich pomiędzy dzieci. Ale i tu żona największy 
udział dostaje - oprócz bowiem potwierdzenia darowizny z tego 
co jej dał kniaź za życia, przeznacza jeszcze dla niej bogaty łań- 
cuch z szafirami wielkości jaja wróblego, drugi podobny temu 
z innemi kamieniami wydziela najstarszej z drugiego małżeństwa 
córce Maryi. Starszy syn Iwan dostaje szubę sobolową złotogło- 
wiem pokrytą i relikwie św. Daniela Proroka, drugi Włodzimierz 
takąż szubę powleczoną popielatym adamaszkiem i drugą beli- 
nową, krzyż złoty z relikwiami, które kniaź "sam naszywał", pu- 
har srebrny i do niego "łyżki gładkie". Semen dostaje wielki pu- 
har srebrny wyzłacany, a Andrzej czaszę mniejszą srebrną wy- 
złacaną. Nie zapomina obdarzyć zięciów i córki z pierwszego 
małżeństwa i tak dalej ciągnie: "Ziatiu mojemu kniaziu Kuźme 
Zasławskomu Szuba moja sobolowa Odamaszkoju hwozdykowoju 
pokryta, y kniahyni jeho doczce mojey Nastazi, imenje w połu- 
z boru I Itepu. 15
		

/Sponsorzy_004_01_234_0001.djvu

			226 


torasta kopach hroszej, po moim żywot e Nowy-Staw. Ziatiu mo- 
jemu kniaziu Fedoru Wiszniowskomu szuba moja lisia bruszko- 
waja hornIetom hwozdykowym pokryta y na ney dewet' pach wic 
srebrnych pozołotystych welikich, a knehini jeho, doczce mojey 
Bohdane kub ok srebrny z werhom y z ruczkom robIen". Naosta- 
tek zwraca się kniaź do synów, i pod karą niebios i 'groźbą 
przekleństwa, poleca im szanuwać i czcią otaczać pozostałą żonę. 
którą oddaje wraz z jej młodziutkiemi córkami, pod osobliwszą 
opiekę królowej jm. Bonie i panu Albrychtowi Martynowiczowi 
Gasztoldowi wojewodzie wileńskiemu. 
Taka jest treść tego ciekawego testamentu Juryi Iwanowi- 
cza Holszańskiego i Dubrowickiego, jako świadkowie podpisani 
na nim sami dygnitarze kościoła ruskiego - Władyka włodzi- 
mirski i brzeski Menadyusz, władyka łucki i ostrogski Arseniusz, 
władyka piński i turowski Józef, archimandryta żydyczyńskiego 
monasteru ś. Mikoły Warsanofiusz, dalej wuj testatora kniaź Fe- 
dor Michajłowicz Czartoryski, kniaź Sołtan Michajłowicz Soko};. 
ski, chorąży ziemi wołyńskiej i pan Iwan Michajłowicz Dubicki
. 
dworzanin hospodarski , horodniczy kijowski. Wczytawszy się 
w ten dokument, spostrzegamy dopiero całą ważność jego pod; 
względem obyczajowym, tę krasę malunku zamierzchłej epoki 
i ludzi nie dzisiejszych, jakby z bronzu i stali wykutych. Gdyby 
nam więcej pism podobnych, a w dziejowej przeszłości naszej, 
jak w zwierciadle przejrzelibyśmy się. . 
Od daty owego testamentu nie słyszeliśmy już o kniaziu 
Juryi, musiał umrzeć wprędce, a synowie odziedziczyli po nim 
Dubrowicę. Ale trzej starsi pozmierali bezpotomnie i główna ta 
sadyba została przy Semenie stolniku w. ks. lit., który także 
umarł bezdzietny w roku 155R Wtedy to Dubrowica i wszystkie- 
majątki kniazia Jurya litewskie i wołyilskie wyszły z imienia 
i poszły do podziału między pięć córek jego z Sanguszkówny 
zrodzonych. ') 


.. 


,I) Wymieniliśmy tu wszystkich Holszaliskich Dubrowickich, gdziekolwiek 
w.latopisach i w dziejach wspomnianych, tak tych, którzy rzeczywiście dziedzi- 
czyli na naszej Dubrowicy, jako też i tych, którzy bądż pretensyą do tej ma- 
jętności rościli, bądż nazwiska tylko tego używali. W XV wieku wspominają 
latopisy jakiegoś Nestora kniazia Holszariskiego i Dubrowiekiego, który miał' 
być władyką Chełmskim, ale ten stoi odosobniony i nie wiemy czyim był
		

/Sponsorzy_004_01_235_0001.djvu

			l 


227 


W notatach Stypułkowskiego znajdujemy ten ciekawy dział, 
z urzędowego dokumentu wypisany. 
Najstarsza Marya trzy razy wchodziła w związki małżeń- 
skie: l voto wyszła za Andrzeja Jakóbowicza Montolta, l) 2 voto. 
za Michała Tyszkowicza Kozińskiego kasztelana łuckiego, 2) trzeci 
raz wyszła za sławnego w dziejach Wołynia, kniazia Andrzeja 
Michajłowicza Kurbskiego, awanturniczego żywuta wychodźcę 
z Moskwy, który zbiegłszy ztamtąd przed zemstą Iwana Groźnego, 
przyjął służbę w Polsce, a Zygmunt król nadał mu za to obszerne 
dobra na Polesiu wołyńskiem, rodzajem starostwa: Kowelszczyznę, 
Wyżwę i Milanowicze. Otóż ta Marya na dział swój otrzymała: 
połowicę miasta Dubrowicy, miasteczko Kołki, wsie Bielatycze, 
Lubikowicze, Bereżki, Moszczanicę, W orobin, Sielce, monaster 
św. Mikołaja pod Dubrowicą, Krzywicę, Kmpę w Pińszczyźnie 
i Bronne w łuckim powiecie. 
Druga siostra Anna, była za Olizarem Kierdejem Mylskim, 
a w schedzie otrzymała połowę drugą Dubrowicy, przedmieście 
Nowosiółki z mytem, Dworzec Płoski, Strzelsko, Lutynicze, Zło- 
te, Wieluń, Moczuliszcze, Zaleszczany, Niwecko, Dudki, Krosty, 
Sochi, Beresteczko (nie wołyńskie, ale na Polesiu), Oziernicę, 
Hyczów i Szeszoły. 
Trzecia siostra Fedcra zamężna za Bohdanem \Vasilewiczem, 
kniaziem Sołomereckim wzięła dobra: W ysock, Łukę, Smieradzk, 
Terebczów, F3uchlicze, Struhę, Tumień, Stolin, Wielorowice, Horo- 
dyszcze, Hnoryi1, Ozery, Czecheczy, Ludyne, Utropy, Złote, Norzycy 
i Wrony. - Pozostałe dwie siostry Olana, która była za Osta- 
pem Wołowiczem i Zofia l-mo voto Aleksandrowa Iwanowiczo- 
wa, kniahyni Połubińska, 2-do voto Bohdanowa Sapieżyna (je- 


synem. Była także pod koniec tegot wieku jakaś księżniczka. Dubrowicka za 
Bazylim Sanguszką (Niesiecki III. 432). Z intercyzy jednak ślubnej jego syna 
Hrehorego z Hornost.ajówną, przechowanej w archiwum Sanguszków w Sła- 
wucie, widzimy, że ten Bazyli z Skorucianką był ożeniony, chyba więc miał dwie 
żony? 
I) Nazwisko to nieznane w herbarzach. szlachty wołyńskiej, zapewne 
brzmiało oryginalnie politewsku Montowt. 

I Byli wi
c przed Unią lubelską kasztelanowie łuccy, o tem mało kto 
wie z hl'raldyków, - a po Unii dopiero zjawia się kasztelania wołyl'lska z pier- 
wszym swym senatorem Jędrzejem Wiszniowieckim 


15*
		

/Sponsorzy_004_01_236_0001.djvu

			. 228 


szcze Sapiehowie pisali się wówczas Sopihami), wzięły wspólnie: 
zamek Hłusk ze wszystkiemi dwory, Holszany, Stanków, Żytyn, 
Borsyn, Polipowy ze wszystkiemi sioły, i do tego Ryczowa po- 
łowicę, tę którą na wieczność kniaź Juryj Dubrowicki odzierżał l). 
Tak się rozsypała i wyszła na zawsze z gasnącego już 
wprawdzie wówczas imienia, ogromna fortuna kniaziów Holszań- 
skich i Dubrowickich. 
Z tych córek kniazia Jurja Iwanowicza, najwięcej dla nas 
ma interesu naj starsza Marya, jużto jako dziedziczka następnie 
całej Dubrowicy, już jako postać niezmiernie ciekawa i wydatna 
w ówczesnych dziejach Wołynia. - Życiorys jej pełen zajmują- 
cych szczegółów, odkryły nam dopiero materyały kijowskiego 
archiwum, wydawane przez profesora Iwaniszewa, mianowicie 
ciekawe dwutomowe jego dzieło, z samych aktów składające się, 
"Życie kniazia Kurbskiego." - Tam post.ać Maryi i dzieje jej 
malują się w sposób tak poetyczny, tyle zawierają dramatycznych 
wypadków, że z tych suchych napozór akt, pozwów i manife- 
stów, ułożyćby się dał najpiękniejszy szkic do romansu histo- 
rycznego z czasów Zygmunta Augusta; to powieść, poemat 
cały. Nad tą Maryą zatrzymamy się więc dłużej nieco. 
O Montolcie, pierwszym mężu Maryi Holszańskiej, wiemy tyle 
tylko, że miała z nim dwóch synów: Iwana i Andrzeja. -Iwan 
miał wyznaczoną od matki Dubrowicę, lecz gdy umarł bezpo- 
tomnie jeszcze za jej życia, wzięła Marya napowrót Dubro- 
wicę. Z drugiego małżeństwa z Kozińskim miała jednę tylko 
córkę Barbarę, która l-mo voto była za Jerzym ks. Zbaraskim 
starostą pińskim i sokalskim, 2-do voto za Andrzejem Firlejem, 
kasztelanem radomskim. Z trzecim mężem Kurbskim nie miała 
Marya wcale dzieci. I sama z siebie i po mężach była bogatą 
Lardzo niewiastą. Po Montolcie dostały sie jej Żyrmony i Bołte- 
niki w powiecie lidzkim i Orłowhiszki w oszmiańskim,' po Ko- 
, zińskim odziedziczyła Ośmigowicze pod Włodzimierzem na W 0- 
łyniu. Dodawszy więc do tego ogromną ojcowiznę, widzimy, że 
wniosła Kurbskiemu w posagu pańską majętność, obszerne ma- 
jątki nieruchorne, bogate sprzęty, kosztowno
ci, srebra i szaty 


I) Dział ten wypisany z urzędowych pergaminów archiwum dubień- 
skiego.
		

/Sponsorzy_004_01_237_0001.djvu

			- 229 


wspaniałe. W dobrach jej w Dubrowicy i w Bołtenikach wypa- 
sały się ogromne stada koni, wynoszące więcej pięciuset sztuk, 
nieprzeliczone trzody bydła i owiec. 
Wychodząc po raz trzeci za mą i, nie hyła jui tak młodą. 
to tei 'i Kurbski, takie wówczas wdowiec, nie ienił się z nią 
z miłości, ale dla widoków. Dla wygnańca w cudzym kraju, jak- 
kolwiek obdarzonego przez króla znaczną królewszczyzną, ale 
który dla swego niespokojnego charakteru, nienawidziany był od 
tutejszych sąsiadów swoich w okolicach Kowelszczyzny, związek 
z kniaziówną Holszańską przedstawiał się bardzo świetną partyą, 
niemało tei schlebiał jego ambicyi i próiności - jemu, który 
nie zadowalniał się mało znanym tytułem swym książęcym z Mo- 
skwy, - a uzurpował sobie w Polsce nowy, mianując się knia- 
ziem kowelskim i nie wiemy dobrze dlaczego jarosławskim. Te- 
raz Kurbski spokrewniał się z najznakomitszemi domami na Li- 
twie i na Rusi: z Sanguszkami, Zbaraskimi, Sokolińskimi, Sa- 
piehami, Montoltami i W ołłowiczarni - ienił się więc dla przy- 
szłości, nie spostrzegając się, ie tym związkiem zatruwał sobie 
życie. Kniaziówna wdowa po Kozińskim była napozór przynaj- 
mniej, bardzo pobożną, zawsze z sobą nosiła ewangielią w bo- 
gatej pięknej oprawie, miała też psałterz, homilie jakieś, ośmio- 
głośnik (oktoich) i księgę, którą nazywała Sobornikiem. Miała też 
zawsze przy sobie małą z drzewa cyprysowego skrzyneczkę, czy 
szafkę (arca) zawierającą liczne obrazy święte, relikwie i chryzma. 
Była to świętość i pamiątka rodzinna, dar któregoś 
 patryar- 
chów jerozolimskich Holszańskim, przekazana Maryi przez jej ojca. 
Pod takiemi zwodniczemi pozorami, nie odgadł Kurbski żony 
swojej - ta zaś PI'ZY wszystkich pozorach pobożności, była wielce 
światową kobietą, charakteru przewrotnego, zasad i obyczajów 
płochych. jak się to potem w pożyciu pokazało. Stosunki też ro- 
dzinne Maryi, któremi się kniaź tak chełpił, stały się dla niego, 
właśnie pasmem niezliczonych przykrości. Z siostrą swoją Anną, 
z którą dziedziczyła wspólnie księstwo dubrowickie, z powodów 
majątkowych pozostawała Marya w nieustannej kłótni i nienawi- 
ści. Pozwami i manifestami obu tych sióstr przepełnione były ów- 
czesne grody: Włodzimierza i Łucka. W sprawy Anny wdawał 
się oczywiście i mąż jej pan Olizar Kierdej Mylski. Dubrowica 


........
		

/Sponsorzy_004_01_238_0001.djvu

			2iiO 


więc była kością niezgody w rodzeństwie. Młodzi Montoltowie. 
..Jan i Jędrzej. synowie Maryi z pierwszego małżeństwa. mieli także 
prawo do spadku po niej, bronili więc matki, a że to byli mło- 
dzieńce awanturniczego usposobienia, nie uważali więc na ciotkę 
i często napadali na jej dobra. dopuszczając się niesłychanych 
gwałtów i zajazdów. Za to pan Olizar napadał na włości Maryi 
Kozińskiej. Nawet kobiety wydawały sobie wojnę i siostry do- 
wodziły tłumami zbrojnych pachołków. Anna bardzo często oso- 
biście puszczała się na te zajazdy. Raz spotkała na drodze sio- 
strę, napadła na nią z tłumem sług swoich i ograbiła ją do nitki. 
Po długich nareszcie sporach i walkach, sądy przyznały Maryi sumę 
3050 kóp groszy na schedzie Anny, których, gdy .Anna oddać 
nie mogła, czy nie chciała, Marya zagarnęła i drugą część Du- 
browicy, przynajmniej nią rządziła. Wkrótce potem i drugi jej 
szwagier kniaź Połubiński, wskutek jakiegoś układu, oddał jej 
,cały dział swój- a tak Marya stała się dziedziczką całej włości 
dubrowickiej, czyli jak ją w aktach ówczesnych nazywają: " Wiel- 
kiego dzwonu dubrowickiego" J). Lecz i to jej nie zadowalniało, 
pozywała się bowiem ciągle jeszcze i z trzecim szwagrem swoim 
.sołomereckim o dobra Wysock. 
W takąto rodzinę wchodził Kurbski, a ożenieniem swojem 
"rozdmuchał tylko waśni i chciwość familii żony. Idąc za staro- 
dawnym zwyczajem polskim, zwyczajem kraju, do którego przy- 
bywał, zapisał Kurbski przyszłej małżonce oprawę na Milanowi- 
czach, włości należącej do I\:owla. oraz na dobrach Upickich, na 
Litwie położonych. w zamian za ogromny posag, który mu wnio- 
sła. Oprawę tę ceniono na 17 tysięcy kóp groszy litewskich. Ze 
swej strony Marya już po weselu, 22 sierpnia 1571 roku, wi- 
dząc, jak się sama wyraziła, miłość i przywiązanie dla siebie 
małżonka, zapisała mu Ośmigowicze pod Włodzimierzem. ze 
wsiami: Łobyszcze, Korosnewo, Sen ewka, Komarowa-wola i \Vo- 
łosk, a następnie drugim aktem 1
 marca 1576 roku, darowała 
mu księżna, ojczyste dobra: Szeszele, Kroszty i Dzwon Wielki 


') Dzwon, ma tu znaczenie klucza, oznacza prawdopodobnie włość z kil- 
ku lub kilkunastu wsi złożoną. Wprawd.zie w starosłowia.ńskiej nomenklaturze, 
pierwszy raz ten wyraz zdarza się nam napotykać, to jednak musi mieć zna- 
(:zenie.
		

/Sponsorzy_004_01_239_0001.djvu

			l 


- 


231 


Dubrowicki; oddała mu nawet całe archiwum tych dóbr, w do- 
wód niby własności. Takim sposobem Kurbski, intruz w kraju 
i w rodzinie, stawał się panem, nietylko znacznej części rodowych 
dóbr książąt Holszańskich, ale nadto jeszcze i spadkowych po 
Kozińskich. Krzywda rodzinie wyrządzona była nadto jawną, to 
też od tej pory zaczyna się krwawy spór dzieci i krewnych Ma. 
ryi, wydziedziczonych prawie całkowicie przez nią z Kurbskim. 
Olizar i jego żona Anna, wyrządzali kniaziowi straszne zniewagi, 
napadali na jego dworzan i ziemię, odzywali się z pogróżkami, 
wymyślali potwarze na Kurbskiego i na siostrę, a nawet spisko- 
wali na jego życie. Kniaź stał się odtąd ofiarą, \l dobra jego, 
-ogniskiem wojny domowej - a że sam był charakteru gwałto- 
wnego i niespokojnego, lud swój kowelski uciemiężał, na sąsia- 
.dów najeżdżał i króla nawet przeciw sobie naraził, bo Kowel- 
szczyznę, daną mu dożywociem, na prawach starostwa, szafował, 
jakby dziedziczną własnością - wszystkich więc przeciw sobie 
-obrócił. Car Iwan za ucieczkę jego do Polski, a bardziej jeszcze 
za służbę przeciw niemu w RzeczypospoliteJ, straszną nad nim 
rozpoczął zemstę, uprzednio jeszcze pierwszą jego żonę i dzieci 
w więzieniu w Moskwie, głodem pomorzył. Tak zewsząd prze- 
śladowany wygnaniec, nawet od króla i od narodu, do którego 
przybył i za który pod murami Połocka i w ziemi wielko-łuc- 
kiej, krew swoję przelewał, zniechęcony do świata, zamknął się 
na zamku swym w Kowlu, a' nie znajdując znikąd pociechy, od- 
dał się naukom, uczył się połacinie, studyował Arystotelesa i tłó- 
maczył na język cerkiewny mowy Jana Złotoustego. Ten nowy 
tryb życia oczywiście sprzykrzyć się musiał 
wiatowej niewieście, 
żonie jego Maryi, rozpoczęły się figle w wierności małżeńskiej 
i kniaź wytoczyć jej musiał sądową sprawę, oskarżając o miłostki 
nieprawe z rlawnym sługą domowym Zdanem Mironowiczem. 
To ostatecznie rozdrażniło dumną kniaziowę i pożałowała wtedy 
nieoględnie porobionych mężowi zapisów, a chcąc się wydostać 
na swobodę z kurateli ponurego Moskwicina, odważyła się na 
krok stanowczy. Odkradła ze skrzyni mężowskiej papiery prawne 
dubrowickie, najważniejsze dokumenty świadczące o zapisie mu 
tych dóbr i odesłała je pokryjomo do syna Jana Montolta. Spo- 
strzegł się kniaź, przeszukał cały zamek, ale papierów nie zna- 
. 


--
		

/Sponsorzy_004_01_240_0001.djvu

			23
 - 


lazł. Wpadł mu tylko w ręce mały woreczek z piaskiem, włosiem 
i innemi przyrządami czarodziejskiemi, które księżna trzymała 
jako talizman, zdobyty od jakiejś staruszki, dlatego, żeby ją mąż 
kochał. Nie było już dla Kurbskiego chwili do stracenia - księ- 
żna mogła znosić się z synami, a wtedy czekały go nowe zmar- 
twienia, a co gorsza groziła mu strata dóbr zapisanych. Nie 
przebierając więc w środkach, zamknął kniaź żonę w ścisłem 
więzieniu na zamku kowelskim, lecz i to już nic nie pomogło. 
Marya, która już się była zupełnie pogodziła z synami, znalazła 
sposób znoszenia się z nimi. Posyłała listy przez ihumena 
z Wierzbny (malutkiej wioseczki należącej do Kowla), to znowu 
przez wędrownych żebraków, błagając na wszystko Jędrzeja Mon- 
toIŁa, żeby ją zdradą lub przemocą oswobodził z więzienia. 
Tknięty niedolą matki syn, postanowił zabić ojczyma w otwartym 
boju, ale, że się lękał napaść na silnie obronny zameczek w Ko- 
wIu, zebrawszy więc drużynę sług, jeździł po okolicznych dro- 
gach, w nadziei spotkania gdzieś Kurbskiego. Ale nie wiodło się 
to jakoś, bo i kniaź już zapewne ostrzeżony, miał się na baczno- 
ści. Najechał więc poprostu Montolt na ziemię skulińską, na- 
leżącą do włości ojczyma, porabował wioski, spalił ogromne za- 
pasy drzewa przygotowanego na spław do Gdańska, pastwił się 
nad wieśniakami, których łapał rozpytując się, gdzie jest kniaź 
Kurbski. A gdy to wszystko było bezowocne, zapozwał ojczy- 
ma przed sądy. Stanął tedy przed grodem włodzimirskim i ze- 
znał, że podług doszłych do niego wieści - K urbski dręczy jego 
matkę i głodem ją morzy w okropnem więzieniu. Dla przeko- 
nania się o prawdzie, gród włodzimirski, wysłał do .Milanowicz, 
gdzie wówczas kniaź przebywał, woźnego z świadkami. Ale 
kniazia zastano chorym. Leżał na łóżku, a obok niego na ławce 
siedziała żona, a kiedy woźny oświadczył mu za czem przybył, 
rzekł mu kniaź: nOto panie woźny - patrzcie, żona moja siedzi 
w dobrem zdrowiu, a dzieci jej wymyślają na mnie niebywałe 
rzeczy". Potem zwracając się do żony, dodał: "mówże księżno 
sama." Ale Marya orłpowiedziała: "co mnie tam mówić, miłościwy 
kniaziu. woźny sam widzi, że siedzę. u A Kurbski dodał: "dawno 
już panowie Montoltowie morzą swoję matkę, a ona żyje i mnie 
jeszcze pochowa." Kiedy więc i ten sposób na nic się nie przy- 


I
		

/Sponsorzy_004_01_241_0001.djvu

			- 233 


dał, udał się Jan :\Iontolt do dworu i podał skargę samemu 
królowi. -:- W tej skardze powtórzył dosłownie prawie zeznanie, 
które był zrobił do sądu: że Kurbski okrutnie obchodzi się z żo- 
ną, że niesprawiedliwie zawładnął jej majątkiem i ruchomościami, 
że wymusił od niej kilkadziesiąt blankietów z jej pieczęcią i pod- 
pisem, a tym sposobem wolny od odpowiedzialności, jak chce 
tak rozporządza jej dobrami. Ku
bski tedy powołany był na sąd 
króla i w 1578 roku musiał się stawić z żoną do Lwowa. Nie 
uciekając się jednak do wyroku królewskiego - obie strony zgo- 
dziły się dobrowolnie na sąd polubowny. Sąd zawyrokował, że 
kniaź powinien się rozwieść z żoną, z tern, że zapis jej dla siebie 
wszystkich włości dubrowickich skasuje, ona zaś wzajemie ma go 
pokwitować z 17 tysięcy kóp groszy, które jej był na dobrach 
swych Milanowickich zapisał. Obie strony zgodziły się na to 
chętnie i warunki sądu zostały dopełnione, kwestye majątkowe 
usunięte, a że z rozwodami wówczas na Litwie załatwiano się 
prędko i dostatecznie było, aby obie strony zgodziły się na ze- 
rwanie między sobą dotychczasowych związków - na tej więc 
podstawie, choć bez żadnych kanonicznych powodów, otrzymał 
Kurbski od biskupa włodzimirskiego Teodozego, unieważnienie 
swojego małżeństwa. Kniaź uradowany obszedł się z Maryą ludzko 
i uczciwie i wyprawił ją z swego domu w naj paradniejszej ko- 
lebce, zaprzężonej najdzielniejszemi końmi, do zwróconych jej 
dóbr, do Dubrowicy. Ale z tern nie miały się jeszcze skończyć 
gorycze jego stosunku z Maryą. 
Już w naslępnym 1579 roku odmłodzony odzyskaniem swo- 
body Kubski, a któremu się widocznie męskiego potomka chciało, 
ponowił związki małżeńskie z młodą i potulną dziewczyną, szla- 
checkiego choć starożytnego rodu, Aleksandrą córką Piotra Si e- 
miaszki. Ta mu ,\ krótce powiła córkę, i starego małżonka taką 
otoczyła czułością i opieką, że kniaź upojony swem szczęściem, 
zanim wybrał się na połocką wyprawę z Batorym, zapisał jej 
znaczną część danych mu królewszczyzn. Wrócił zdrowo i po- 
myślnie ze zwycięskiej wojaczki - ale zastał w domu nową nie- 
spodziankę, któ}'ą mu zgotowała pierwsza żona. Podług praw 
kanonicznych, nie mógł Kurbski zawierać nowych związków mał- 
żeńskich, dopóki żyła pierwsza żona - otóż Marya jakkolwiek
		

/Sponsorzy_004_01_242_0001.djvu

			2iJ4 


-daleka zapewne od chęci powrócenia do męża, a tylko chcąc 
jeszcze starego obedrzeć i dokuczyć młodej Siemiaszkównie i ko- 
rzystając z niełaski w jaką wpadł był Kurbski u Batorego, przez 
swe nieposłuszeństwa \V rzeczach dotyczących danych mu ma- 
jątków, podała prośbę do króla, w której skarżyła go o niepra- 
wność rozwodu i o zatrzymanie samowolne licznych jej rucho- 
mości w Kowlu. Przyłączyła nawet ciekawy inwentarz takowych, 
w którym między innemi rzeczami, wyliczyła nawet warząchwie, 
rożny i patelnie. Król Stefan, co do rozwodu, odesłał księżnę do 
metropolity na sąd duchowny, a z wyrokiem co do majątku 
wstrzymał się, bo wyrok ten był także zawisły ort sprawy uzna- 
nia, lub nieuznania powtórnego związku Kurbskiego. Stary kniaź 
był w rozpaczy, bo znowu usiłowano mu odebrać żonę, którą 
kochał nad życie, i która spełniła najgorętsze jego mal'zenia, bo 
go już i synem obdarzyła, truchlał zresztą nad perspektywą po- 
wrócenia do złej i znienawidzonej Mał'yi IIolszańskiej. Jakoż choć 
złożony rzeczywiście chorobą, nie stawił się na sąd naznaczony 
na 17 stycznia ] 582 roku, pomimo to, skrupulatny w rzeczach 
wiary, metropolita kijowski Onisyfor Dziewoczka, zawyrokował, 
że sprawa rozwodu Kurbskiego z Maryą była nieprawuą i prze- 
ciwną zasadom pisma św. i prawidłom ojców kościoła, bo kano- 
nicznych powodów do rozwodu małżonkowie nie przedstawili, 
a gdyby i te były, to Kurbski zawsze nie miał prawa żenić się 
z Siemiaszkówną póki żyła Marya Holszańska. Tym sposobem 
chciwa Marya od stojącego nad grobem starca, umarł bowiem 
Kurbski w następnym 1583 roku, jeszcze wytargowała kilka ty- 
sięcy kóp groszy, za ostatnie chwile szczęścia jakie spędził z do- 
brą i łagodną Siemiaszkówną. 
Dalsze szczegóły o życiu Maryi mało znane, odtąd urywa 
się ich wątek w materyałach Iwaniszewa, znajdujemy tam tylko 
luźne już o niej fakty, a mianowicie, że w 1584 roku była w Kijo- 
wie, gdzie dawnemu słudze owemu Zdanowi Mironowiczowi, który 
miał być jej kochankiem, zapisuje 
oo kóp groszy litewskich, za 
wierną jego służbę. Następnie przytoczony tam jest jej testament, 
sporządzony \\T Łucku dnia 6 października ]585 r., w którym rozpo- 
rządza majątkami swemi na rzecz dwojga pozostałych dzieci: An- 
drzeja Montolta z pierwszego małżeństwa (starszy bowiem Janjuż nie 


I 


,
		

/Sponsorzy_004_01_243_0001.djvu

			- 


235 


żył) i Barbary Firlejowej, z drugiego z Kozii1skim, i sama więc 
zapewne w tym czasie życie skończyła l). 
Tą ostatnią wolą księżny Maryi, Andrzej Montolt otrzymał 
oprócz darowizny dóbr litewskich Szaszele i Kroszty, także ma- 
jątki w powiecie pińskim położone, a mianowicie: dwór i sioło 
Kołki, dwór i sioło Bielatycze, folwark i sioło Lubikowicze i sioło 
Bereżki, co później znane było pod nazwiskiem Kurażczyzny. 
Barbara zaś z Kozińskich Andrzejowa Firlejowa, którą matka 
eiągle tytułuje wojewodzicową krakowską, wzięła całą majętność 
dubrowicką, tak tę część, która zastawiona była w dwóch tysią- 
cach - kóp groszy litewskich u Fursa sędziego pińskiego, a którą 
pani wojewodzicowa wykupiła, jako też i majątki niezastawione, 
a mianowicie: zamek i miasto Dubrowica, folwark i sioło Mo- 
szczanice, nowe miasteczko W orobin, sioło Selce i monaster św. 
Mikołaja, sioło Krywica, sioło Krupa w powiecie pińskim, a sioło 
Bronne w powiecie łc.ckim. Nadto oddaje jej wszelkie prawa do 
odzyskania wielu włości, niesłusznie przez rÓżnych ludzi rozgra- 
bionych, jako też i obszernej włości Wysock, która wówczas po- 
zostawała w niepr-awnem posiadaniu krewnego jej Jana Bohda- 
IJowicza kniazia Sołomereckiego. Barbara z Kozińskich z pierw- 
szym mężem ks. ZłJaraskim miała dwie córki: Elżbietę i Kata- 
rzynę, które swój dział jaki miały do Dubrowicy, odstąpiły ojczy- 
mowi Andrzejowi Firlejowi. Firlej zastawił całą tę schedę Lwo- 
wi ks. Sołomereckieml1, a następnie 24 marca 1612 roku za- 
mieniał z Andrzejem Montoltem na Biskupicze. W tym czasie ja- 
koś umarł Andrzej .l\1ontolt i syn jego Daniel także zszedł bez- 
potomnie, więc Mikołnj Hlebowicz wojewoda smoleński, wyrobił 
sobie kaduk na jego majętności u Zygmunta III, 1619 roku marca 
11, w tej myśli, że Montoltowie sukcesorów żadnych nie zostawili. 
Kasztelan radomski Firlej nie żył już wówczas, więc syno- 


I) W dziele Iwaniszewa .ŻyZń" kniazia Kurbskoho" z którego streścili- 
my przygody Maryi Holszańskiej, są jeszcze ciekawe szczegóły o drugiej 
onie 
kniazia. Siemiaszkównie, o jej potomstwie, o towarzyszach Kurbskiego przy- 
byłych z nim na Wołyń - moc interesujących faktów, ogromne materyały dla 
historyi dawnego Wołynia 
 opuszczamy to wszystko, jako Iliemające ści- 
słł>go związku z historyą Dubrowicy - szkoda jednak, że tej citkawej pracy, 
w surowych materyałach zawartej, nikt nie ułożył i nie wydał w przystępniej. 
szej formie.
		

/Sponsorzy_004_01_244_0001.djvu

			236 


wie jego Andrzej i Jan, jęli okazywać swoje bliższe prawa do 
Dubrowicy, a porQzumiawszy się z Hlebowiczem, odsunęli Gą- 
śniewskich, bliższych krewnych MontoItów, bo od rodzonej sio- 
sh-y idących, a sami weszli w posiadanie schedy Maryi Jurjewny 
Holszańskiej. Obciążona długami połowa ta Dubrowicy, nie mo- 
gła ostać się przy Firlejach, zmuszeni byli ją sprzedać Reginie 
z Hostskich matce i Jerzemu synowi kniaziom Sołomereckim, 
1635 r. czerwca 19. W następnym zaś roku, działem w Wysocku 
zrobionym, pl'zeszła ta część Dubrowiczyzny na Martę Narusze- 
wiczową. 
Marta z książąt Sołomereckich Naruszewiczowa starościna 
bułakowska, sprzedaje połowę miasta i zamku dubrowickiego 
1674 r. maja lit Janowi Karolowi na Dolsku Dolskiemu krajcze- 
mu w. ks. lit. marszałkowi ptu. pińskiego, pułkownikowi j. k. 
mości, za 10 tysięcy złotych, a w rok pó:tniej testamentem swo- 
im, w Złotem, pisanym, temuż Dolskiemu swemu siostrzeńcowi 
w 100 tysiącach, prawem zastawnem przeznacza: wieś i dwór 
Złote, wsie Ludyn, Krupa,. Ostrowie, Krywica, wieś i dwór SieI. 
ce, folwark i miasteczko W orobin w Pińszczy:tnie, a w woj ew. 
wołyńskiem dwór i wieś Sieni ów, dwór i wieś Tudorów, folwark 
i wieś Bokszyn, folwark i wieś Narajówkę i drugie folwarki 
u różnych osób w zastawie będące. 
Takie jest przejście połowy Dubrowiczyzny, która działem 
1558 r. dostała się Maryi księżnie Holszańskiej - przejdziemy 
teraz do drugiej połowy tej majętności. 
Siostra Maryi, Anna Jurjewna Holszańska. była jak wiemy, 
za Olizarem Kierdejem Mylskim, z tym miała syna Jurja i dwie 
córki: Katarzynę za Fedorem Czaplicem i Annę za Janem Świę- 
cickim. Juryj wziął cały majątek przez testament matki w roku 
1583 sierpnia 21 uczyniony, z obowiązkiem wypłacenia siostrom 
po trzy tysiące kóp groszy. Z"zedł bezpotomnie, a pozostała jego 
żona, także Czaplicówna i Fedora na imię, wyszła powtórnie za 
mąż, za Jerzego Wiszniowieckiego kasztelana kijowskiego, które- 
mu wniosła w dom majętność, w części przez zupis pierwszego 
męża na ni
 spadającą, a w części nabytą od Adama Fedorowi- 
cza Czaplica, któremu po rozrachunku dopłaciła w 1613 roku 
20 stycznia. jeszcze 1666 złotych 20 groszy.
		

/Sponsorzy_004_01_245_0001.djvu

			--- - 



 


237 


Konstanty książe Wiszniowiecki w 1638 r. czerwca 7 nabył 
-schedę od Jerzego syna Jana Święcickiego i tym sposobem stał 
-się całego działu tego dziedzicem, a Jeremiasz Wiszniowiecki, 
-dostawszy te majątki w spadku, odstąpił je w 1645 roku, Zbi- 
gniewowi Firlejowi staroście lubelskiemu, ożenionemu z Anną 
Wiszniowiecką I). 
Firlej na spekulacyą liczył, bo zaraz w tymże roku 20 czerwca, 
połowę tę miasta Dubrowicy z folwarkami i wsiami: Beresteczko, 
Płoska, Urwienica, Niwecko, Tołowszczyzna, Procuki, Kuraż, Za- 
leszczany, Moczuliszcze, Paidzierów, Worobin, Lutynicze, Wieluń, 
Biała, Radotyn, Strzelsko z ziemią w Hłuszycy, Karpiłówkę i Kle- 
sów, zastawia Mikołajowi Łosiatyńskiemu za 70 tysięcy złotych, 
a ten znowu swe prawo zastawne odstępuje Borkom stolnikom 
winnickim. Zbigniew Firlej starost.a lubelski umarł 2 stycznia 
1649 r., a syn jego Mikołaj wraz z żoną Anną Noskowską, sprze- 
dają tę część Dubrowiczyzny Janowi-Karolowi Dolskiemu za 
200 tysięcy złotych w Łęcznie 1673 r. sierpnia 9 z prawem wy- 
kupna od Borków, co też i Dolski uczynił w 1688 r. stycznia 10. 
Tymto sposobem ów "Wielki dzwon Dubrowicki", jak go 
książęta nazywają w aktach i nadaniach, który rozpadł się był 
na drobne dzielnice w 1567 roku, testamentem Jurji Iwanowicza 
Holszańskiego i Dubrowickiego na rzecz jego córek, nanowo po 
latach stukilkudziesięciu w 1673 roku, znowu skupił się wjednę 
całość w rękach Jana - Karola Dolskiego. Około tego czasu, 
spostrzegamy w papierach zmianę w nazwisku tej majętności, 
już bowiem powoli ginie dawna nazwa Dubrowicy, przekształ- 
cona na Dąbrowicę. 
Dolski ożeniony był najprzód z Elżbietą Ostrorożanką, na- 
stępnie z Anną Chodorowską wdową, po Konstantym Wisznio- 
wieckim, zmarł w 1695 roku. . Z pierwszej żony zostawił córkę 
Katarzynę, zamężną za ostatnim Wiszniowieckim Michałem-Ser- 
wacym, wojewodą wileńskim. Córka ich Anna z Wiszniowieckich, 
wyszła za mąż za Józefa Ogińskiego, wojewodę trockiego i z tym 
zostawiła syna Michała i sześć córek, z których jedna Augusta 


') Fjrleje pisali się na Dąbrowicy, ale na innej w lubelskiem, która była 
ich majętnością gniazdową i gdzie dotąd ruiny ich zamku pozostały; do na- 
szej zaś Dubrowicy przychodzili tylko przypadkowie.
		

/Sponsorzy_004_01_246_0001.djvu

			. . 


238 


była za Konstantym Platerem, wojewodą mścisławskim, druga 
Kazimira za Brzostowskim, podskarbim w. ks, lit. Brzostowski 
wziął na siebie Dąbrowicę, lecz gdy masa długów coraz się 
zwiększała, a dział 1750 roku marca 26 dnia, w Wiszniowcu, 
między Ogińskimi, Platerami, Brzostowskimi i Mniszchami, su- 
kcesorami ks. Michała Serwacego Wiszniowieckiego , nie mógł 
przyjść do skutku, więc Brzostowscy postanowili sprzedać Dąbro- 
wiczyznę Bierzyńskiemu, staroście szawelskiemu, z którym już. 
nawet byli zrobili w r. 1774 umowę, opierając ją na tern, że za 
każden tysiąc intraty zapłaci dziesięć tysięcy. 
Lecz długi nadto były wielkie na dobrach brzostowskich 
i Sejm naznaczył w roku 1775, eksdywizyą, a sąd trybunału 
głównego w. ks. lit. przyznał Dąbrowicę na rzecz Antoniego 
i Teresy Abramowiczówny starościanki starodębowskiej i Jerzego 
Józefa Platerów, wojskowiczów inflanckich. Od tego czasu do 
dziś dnia, upłynęło lat sto, a Dąbrowica z mniejszą wprawdzie 
liczbą wsi i folwarków przetrwała dotąd w rodzinie Platerów, 
w trzeciem już pokoleniu. Ojciec dzisiejszego dziedzica hrabia 
Ignacy Plater był to jeszcze pan, magnat potężny. W sąsiednim 
miasteczku Worobinie utrzymywał dwór liczny, okazały, moc lu- 
dzi gromadził dokoła siebie, słynął z staropolskiej gościnności. 
Syn jego hr. Wiktor, jeden z czterech braci, na którego schedę 
przypadł klucz dąbrowicki, jest za to jednym z czynniejszych 
. 
i zapobiegliwszych obywateli w kraju, wzorowie urządził te pole- 
skie dobra, również i obszerne lasy dąbrowickie i świetne już 
osiągnął na tej drodze rezultaty. 
Złożyliśmy o ile można, o ile się dało, jaknajdokładniejszą 
historyą kniaziów dubrowickich i nDstępnych posiadaczów tej 
starożytnej osady, wskazaliśmy jej przejścia koleją lat z rąk do 
rąk, od najdawniejszych do obecnych czasów. Co się tyczy hi- 
storyi właściwej samego miasta i jego stanu jaki był wówczas, 
kiedy je posiadali Dubrowiccy i Holszańscy, o tern szczułe mamy 
dane. Jak powiedzieliśmy, akta i archiwum powiatu, jak go wów- 
czas nazywano, dubrowickiego, całkiem wraz z zamkiem w \Vy- 
socku zgorzały w r. 1611, a i to co się tu jeszcze znajdowało, 
przy kościele i kolegium księży pijarów, a z czego ostatni ko- 
rzystał Stypułkowski, od roku 1832, to jest od kasaty kolegium,
		

/Sponsorzy_004_01_247_0001.djvu

			-- 



 . 


239 


zabrano ztąd i złożono w wołyńskiej izbie dóbr państwa, za- 
ledwie więc kilka tu i owdzie poczerpniętych szczegółów nasuwa 
nam się pod pióro. 
Z dawnej, bo jeszcze w 1545 r. dokonanej lustracyi zamku 
krzemienieckiego, dowiadujemy się o skardze mieszczan krze- 
mienieckich, przed komisarzów i lustratorów królewskich zanie- 
sionej, że "w Dubrowicy kniazej Dubrowickich od woza berut' 
po dwa hrosza (myta) a ot wantucha chmelu po dwanadcat' 
hroszy" l). 
Ta kwestya nieprawnych myt, wywołała ogólną skargę W oły- 
nian, wszędzie się z nią spotykali lustratorowie królewscy. Ponieważ 
to jednak należy przypuszczać, że Dubrowiczanom dziać się mu- 
siało dobrze, a ponieważ to miasto było gniazdową siedzibą mo- 
żnego rodu kniaziów i kiedy ci zamek lu swój mieli, musiał więc 
i byt samej Dubrowicy być świetniejszy niż innych siół i miaste- 
czek okolicznych. To pewna, że ruch i handel mianowicie drze- 
wem, które ztąd wodą spławiano do Gdańska, musiał tu być 
wielki, co widzieć jeszcze można ze spraw Dubrowiczan z mie- 
szczanami ołyckimi. W jednym naprzykład 1578 roku, sprzedali 
oni trzysta łasztów potażu do Gdańska, za który wzięli po 33 
złotych za łaszt 2). Później kiedy rozdrobnieli właściciele du- 
browiccy, a do tego kiedy Kozacy poczęli nawiedzać to miasto, 
jak to bywało w latach: 1684, 85, 86 i 87, gdzie straszne 
zniszczenia i bezprawia dokonano, wtedy Dubrowica wyludniać 
się zaczęła, ubożała coraz bardziej, tak, że kiedy Dolski stał się 
właścicielem dóbr tutejszych, już Dubrowicę miasteczkiem na- 
zywa, tytuł tylko hrabstwa przybył jej wtedy. 
Dziwnym losu trafem, zmieniała Dubrowica po kilkakroć 
tytuł i miano swoje. I tak zpoczątku była udzielnem księstwem 
za czasów Rurykowiczów, później za Litwy zeszła na namiestni- 


') Patrz: Pam. Kijow. Kom. Arch. T. IV. 2225. Lustracya tu pomieszczona 
także in extenso w niedawno w)'danem zuakomitem dziele Jabłonowskiego 
i profes. Pawińskiego "Zródła dziejowe" T. IV. Warszawa r. 1877. Poglądy 
w tym tomie na ustrój dawnego Wołynia pióra Pawiń!!kiego
 nieocenionej są 
wartości - a całe dzieło bogatym materyałem bistoryi Wołynia. 

) Stare papiery ratusza ołyckiego, w po
iadaniu piszącego będące.
		

/Sponsorzy_004_01_248_0001.djvu

			240 


04' 


kowstwo, za Holszańskich była fundum ich lennego państwa, po 
unii lubelskiej stołecznym grodem powiatu wielkiego wojewódz- 
twa, za Dolskich hrabstwem, aż nareszcie została miasteczkiem, 
które wraz z Wysokiem należało do powiatu pińskiego a woje- 
wództwa brzesko-litewskiego. Kiedy w ] 793 roku Wołyń przy- 
łączony został do Rosyi i zamieniony wizasławskie namiestni- 
kowstwo, wówczas nasza Dubrowica po raz wtóry odzyskała 
tytuł powiatowego miasta
 choć splendor to już był na mniejszą 
skalę i powiat niewielki, bo jeden z dwudziestu trzech, stano- 
wiących to namiestnikowstwo. W 1796 r. cesarz Paweł, przywra- 
cając napowrót nazwe Wołynia, wcielił Dubrowicę do powiatu 
. . 
rówieńskiego, dzisiejszej gubernii, do którego i dotąd należy. 
Zamek w Dubrowicy, o ile sądzić można z tego, co po nim 
dziś zostało, to jest z ruin już mało widocznych i z wałów, 
któremi był opasany, musiał być obszerny, a z położenia swego 
nad rzeką, dostatecznie na owe czasy, gdzie Krupów ani Uchatiu- 
sów nie znano, obronny. Kiedy zniszczał ostatecznie, niewiadomo. 
Cerkwi greckiego obrządku w Dubrowicy było kilka, kniaź Juryj 
Iwanowicz Holszański w testamencie swoim wspomina .takowych aż 
trzy: soborną ś. Spasa, drugą powyżej miasta ś. Preczystej i trzecią 
Błahowieszczeńską, zapisuje do każdej z nich "na sorokoust 
y wecznyj wpis powszednewnoho upominka", po pięć kóp gro- 
szy. Oprócz tego był tu jeszcze wówczas nieopodal od miasta 
monaster pustyński św. Mikoły, zapisany przez księcia żonie. 
Najciekawszą jednak pamiątką w Dubrowicy, najwspańial- 
szym jej zabytkiem był i zachowany jest dotąd kościoł niegdyś 
pijarski, przy którym były szkoły i kolegium tego zgromadzenia, 
używając w swoim czasie pewnego rozgłosu, dziś kościoł ten 
został parafialnym i świeckich księży. O kościele tym pierwszą 
wzmiankę napotykamy w testamencie Marty z Sołomereckich 
Naruszewiczowej, a więc pod 1675 rokiem. Pani ta na mający 
budować się kościoł w Dąbrowicy, zapisuje 20 tysięcy złotych 
i wszelkie aparata kościelne. Z tegoby wnosić można, że po- 
przednio nie było tutaj katolickiej świątyni, co tern prawdopo- 
dobniejsze, że dawniejsi dziedzice kniaziowie Holszańscy i Du- 
browiccy, wszyscy prawie przytrzymywali się greckiego obrządku. 


I
		

/Sponsorzy_004_01_249_0001.djvu

			2-11 


W 1681 roku 2 czerwca, Stanisław z Lubrańca Dąbski biskup 
łucki i brzeski, za porozumieniem się uprzedniem z księdzem 
Wojciechem od św. Teresy, prowincyałem prowincyi polskiej 
i węgierskiej, dozwala Janowi-Karolowi Dolskiemu, wówczas je- 
szcze podczaszemu w. ks. lit., i staroście pińskiemu, fundować 
· pijarów w Dąbrowicy. Jakoż w tymże roku 12 października, 
aktem w Opolu sporządzonym, Jan-Karol Dolski i jego żona 
Elżbieta comitissa z OSb'OI"oga, w cześć rodziców swoich a mia- 
nowicie za spokój duszy ciotki i antecessorki Marty z książąt Soło- 
mereckich Naruszewiczowej , czynią fundacyą księży pijarów 
w Dąbrowicy, na kolegium i szkoły, na co zapisują .35 tysięcy 
złotych z obowiązkiem, aby przy tym kościele było zawsze 12 
księży, a z tych co najmniej sześciu mszalnych. Dolski był szcze- 
gólnym opiekunem zgromadzenia pijarów, jednocześnie bowiem 
założył dla nich i uposażył w,;paniały kościoł i kolegium w Lu- 
bieszowie, czyli tak zwanym Nowym Dolsku, głównej swojej re- 
zydencyi; Do obydwóch tych fundacyj miał podobno nakłonić 
go jego spowiednik, pijar Ignacy Krzyszkowicz, zmarły \V 1695 
roku. Druga żona Dolskiego Anna z Chodorowskich, wdowa po 
Kon<;tantym Wiszniowieckim, pomagała mu z równąż gorliwością 
w pobożnych jego fundacyach. które porobił w Dolsku, Lubieszo- 
wie, Pińsku i w Dąbrowicy. 
Pijarowie dąbrowiccy wzięli intromisyą do placów i fundu- 
szów swoich 2 ł czerwca 168-1 r. zobowiązawszy się na żądanie 
Dolskich, że gdyby okazała się potrzeba meliorować palisady dla 
obrony miasta na placach i gruntach dla nich wyznaczonych, on! 
sprzeciwiać się temu nie mają. Przed samą śmiercią swoją stary Jan 
Karol Dolski, już wówczas marszałek w. lit. 5 lut. 1694 r. nadał 
pijarom tutejszym pół włoki gruntu i ogrody leżące przy mona- 
sterze sieleckim, niegdyś panien rit. graeci. Sukcesor jego 
Michał-Serwaccy Wiszniowiecki kanclerz w. lit., aktem w Pińsku 
7 lutego 1722 r. zważywszy, że pijarowie w Dąbrowicy nie mają 
dobrej cegielni dla budowania nowo rozpoczętego kościoła, do- 
zwala gruntu na pustce za W orobinem ile takowego potrzeba, na 
szopy i piece, ponieważ w tej miejscowości najlepszy materyał 
okazuje się. Późniejsi dziedzice Brzostowscy potwierdza.ią po- 
Z boru I Itepu. 16 


.'
		

/Sponsorzy_004_01_250_0001.djvu

			. 


242 


wyższe nadanie d. 26 junii 1 i67 roku, dodając, że ten grunt na 
cegielnię z łąkami i ogrodem, jest w Berestiu. Długo jednak po 
przybyciu tutaj, pijarowie poprzestawali na budowlach drewnia- 
nych a i kościoł i kolegium dopiero w roku 1740, za rektorstwa 
Kazimierza Pniewskiego wzniesione zostały. Fundusze ich wzra- 
stały i pomnażały się z każdym rokiem, była to bowiem epoka 
w której w kraju naszym eutuzyazmowano się dla zgromadzeń 
pijarskich, uznając zasługi i pożyteczność ich. a najmożniejsi, naj. 
bardziej wpływowi ludzie wspierali ich szkoły, oddając do nich 
swoje dzieci. Dąbrowickim więc pijarom działo się dobrze, a na- 
wet majątki w ziemi mieli znaczne. Dnia 9 września 1776 r. 
Antoni starosta giełdziański i brat jego Jerzy-Józef Platerowie woj- 
skowicze inflanccy. jeszcze wówczas tylko posesorowie zastawni 
Dąbrowicy, nadają za Horyniem jurydykę dla pijarów o czterech 
gospodarzach, w zamian za grunta włości czernickiej, a tegoż 
roku w grudniu, bogaty Wawrzyniec Pruszyński skarbnik kijow- 
ski, dziedzic Sarn, zapisuje im testamentem 50 tysięcy złotych. 
Tegoż 1776 roku 27 września Klukowski, miecznik malborski, 
działając z plenipotencyi od dziedziców dąbrowickich, nadaje 
pijarom tutejszym uroczysko Kozaki, między wsią Płoską i Dą- 
browicą, mające gruntu ornego włokę jednę i sianożęci 2 włoki. 
Plac zaś należący dotychczas do kościoła tutejszego i trzymający 
23 morgów i 160 prętów kwadratowych. pochodzi z nadania 
Brzostowskich. Był on niegdyś na całej swej przestrzeni odzna- 
czony kamieniami, z których wiele dotąd pozostało z wyrytemi 
na nich literami, na jednej stronie "Michał i Kaźmira Brzostow- 
scy podskarbiowie w. w. x. 1.", na 
rugiej stronie: "Imię 1\Ia- 
rya L 776 roku." Spisujemy szczegół ten dla pamięci, kiedyś bo- 
wiem, może \V niedalekiej przyszłości, archeologowie głowy sobie 
łamać będą nad znaczeniem tych kamieni i liter na nich wy- 
rytych. 
Posiadłości terytoryalne pijarów dąbrowickich składały się 
z dwóch wsi okolicznych: Strzelska i Hłnszycy
 w Strzelsku 
mieli nawet kaplicę z pięknym obrazem Jezusa ukrzyżowanego. 
Hłuszyca składająca się z 11 włók ziemi z 47 osad a w nich 
dusz 140, zdawna należała do hrabstwa dąbrowickiego, dopiero
		

/Sponsorzy_004_01_251_0001.djvu

			. 


- 243 


eksdywizorowie majątku Brzostowskich w roku 1778, przyznali 
ją na własność o. o. franciszkanom konwentu żogińskiego w sumie 
2.070 czer. zł. a ci znowu sprzedali ją pijarom dąbrowickim 24 
stycznia 1780 r. . Obydwie te w
ie pozostawały w posiadaniu 
pijarów do 1832 r., w którym wraz ze zniesieniem ich zgroma- 
dzenia, na rzecz rządu zabrane zostały. . 
Na wiosnę w ] 710 r. przybył do Dąbrowicy Piotr Wielki 
i stanął kwaterą w klasztorze Pijarów, a wywdzięczając im za 
gościnność, dał im przy odjeździe pismo! w którem przyrzeka, 
że klasztor ich raz na zawsze ma być wolny od kwaterunku 
wojsk rosyjskich. Nie spełniono tego, ale pijarowie to pismo 
cara przechowywali do ostatnich czasów l). Szkoły tutejsze trzy- 
mały drugie miejsce po międzyrzeckich w Międzyrzeczu horeckim, 
a te dwa tylko pijarskie zakłady były na Wołyniu, sąsiedni 
bowiem Lubieszów już się do Litwy liczył. O pierwiastkowem 
ich urządzeniu, znaleźliśmy ciekawą notatkę z r. 1688. Jestto 
sprawozdanie jakiegoś wizytatora, który opisawszy nieliczną bi- 
bliotekę i gabinety, tak się o samym zakładzie wyraża: "Scltola 
Collegio proxima. Jn prima Infima et media Olassis Gramati- 
ces. In secunda suprema classis Gramaticcs includendo Poesim 
docent aliae vacant. Magistri duo ad Sc7wlas destinati cum Re- 
ctore et quatuor Sacerdotibus includendo Prem Mathiam acta semper 
ad latus JUmi Fundatoris manentem ad obsequiam spiritualiam 
complect. omnes personas Nr. 7 Studiosorum numerus ascendit 
ad 30;1, 2). 
Porządek wykładu mało się tu zmienił w późniejszych cza- 
sach, liczba uczniów tylko dochodziła do stu niekiedy. Już od 
początku obecnego stulecia Platerowie, dziedzice tutejsi, szczególną 
ten zakład otoczyli opieką, rozpoczęła się nawet emulacya tej szkoły 
z wyższą międzyrzecką, którą opiekowali się Steccy, emulacya ta od 
uczących się przenikała do uczących i opiekunów, to też najświe- 
tniejsze czasy dla szkoły dąbrowjckiej były właśnie przed jej 


I) Wszystkie powyższe szczegóły o kościele tutejszym czerpaliśmy z no- 
tat Stypułkowskiego, który je zebrał u żródła w archiwum pijarskiem. 
I) Stara notatka z papierów Stypułkowskiego. 


16'" 


J-
		

/Sponsorzy_004_01_252_0001.djvu

			244 


zamknięciem. Komisya edukacyjna urządzając W roku 1781 
szkoły w tym kraju, znaleść zapewne musiała dąbrowickie w sta- 
nie zadowalniającym, kiedy zostawiła pijarów przy ich zarządzie, 
ustanawiając tu szkołę podwydziałową o trzech klasach, zali- 
czoną do wydziału poleskiego. Głośniejszej sławy uczniami tej 
szkoły byli: Cypryan Godebski, Aloizy Feliński, Łukasz Gołę- 
biowski i wielu innych znanych później w świecie naukowym. 
Oprócz szkół publicznych mieli tu jeszcze pijarowie i nowicyat 
a w nim wyższe stuctya dla młodych zakonników zgromadzenia 
swego, których prócz rozmaitych nauk matematycznyc:h i filozo- 
ficznych, uczono także języków nO\
ych niemieckiego i francu- 
skiego l). 
Kościoł tutejszy jest jednym z piękniejszych i większych na 
Wołyniu. Pozostały w nim jeszcze niektóre zabytki pijarskie, 
a z tych naj ciekawsze stare spółczesne portrety fundatorów, 
dziedziców tutejszych i osób historycznych jak: Stanisława Au- 
gusta, kilku Wiszniowieckich, Dolskiego, Brzostowskich. Samych 
pijarów znakomitych cnotą, zasługami lub też znajdujących się 
w zgromadzeniu tutejszem, jest przeszło 20 wizerunków. Nie- 
które z tych portretów, jak również i fresk św. Jana Chrzciciela 
w wielkim ołtarzu, mają wysoką wartość artystyczną, są bowiem 
pendzla Łukasza Rubla, znakomitego, choć bardzo mało ocenio- 
nego dotychczas malarza XYJn wieku, pijara ze zgromadzenia lu- 
bieszowskiego 2). 
Hiibel w 1755 roku z Lubieszowa powołany został do Dą- 
browicy, kilka lat tu spędził, dużo pozostawiwszy tu artyśtycznych 
pamiąteĘ w dziełach pendzla, ztąd nawet, z Dąbrowicy wyjechał 
na dziesięcioletnią wędrówkę artystyczną za granicę, z której 
ostatecznie sławnym malarzem powrócił. Z kościo,łów dziś istnie- 
jących na Wołyniu, prócz dąbl'owickiego i kilku fresków i obra- 


l) Patrz: Łukaszpwicza Historya szkół, T. IV. str. 197. 
I) O malarzu tym długo bardzo nieznanym, pisali w ostatnich czasach: 
ks. Antoni Mo szyt'l ski w . Wizerunkach i roztrząsaniach nakowych" w tomie 
VI, a taUI/ w osobnej broszurze, opisującej kościoł i kolegium lubieszow
kie, 
niedawno wydanej, Rastawiecki pisał o nim w swoim .Słowniku malarzów 
polskich". Obszerny zaś życiorys Hlibla wra
 z wsp{)łcze
nym przez niego 
robionym porLretem, znajdują się w r. Tygodniku iIlustrowanym" r.lt\i3 Nr. 274,
		

/Sponsorzy_004_01_253_0001.djvu

			245 


zów w Kamieniu Koszyr:;kim hr. Marcelego Krasickiego w kościele 
tamtejszym, nie wiemy aby jeszcze gdziekolwiek więcej roboty 
tego malarza znajdować się miały. Najpiękniejsze niezaprze- 
czenie są jego freski w kościele lubieszowskim, na ścianach 
i sklepieniach, istne arcydzieła, po skończonych już studyach 
zagranicznych dokonane. Szkoda tylko, że jak nam mówiono, 
w ostatnich czasach, freski te uległy ogromnemu zniszczeniu.
		

/Sponsorzy_004_01_254_0001.djvu

			XVII. 


Księstw"o stepa.ńskie. - Jak dziś W"YQ:ląda to da-wne l<:sięstw-o.- 
Kronikarskie podania o udzielnych książętach na Stepaniu. - 
Miasto 'W' posiadaniu kniazia Semena Nieew-ickiego. następnie Se- 
mena Jurje-wicza Hol..zańskieQ:o i kniazió-w Ostrogskich. - Przy- 
W"ileje 'W'. ks. Aleksandra i króla 
Y.\l:munta L dla Stepania. - 
Ś-widrygiełł:o chroni ..ię do zamku tutejszego. - Kilkakrotna by- 
tnoe6 tu Stefana Batorego. - Kronika u1iejsl<:a. - Ostatni pano- 
-wie na Stepaniu. - O"C'dynat Sanguszko. - LubomirBcy i W or- 
celle. - Wnętrze upadłej magnacl<:iej rodzin.y. - Koeoioł kato- 
licki i da-wne cerkw-ie -w Stepan.iu.- UroczYBko Monastyrszczyzna 
ze szczątkami c:law-nego ldasztoru ee. Michała i Jerze.\l:o. 


W naj głuchszym zakącie wołyńskiego Polesia, w kraju jak 
niesie przysłowie: "zapadłym" wśród sosnowych borów, nad 
szeroką i piękną w lem miejscu wstęgą Horynia, legło starożytne 
miasteczko Slepań niegdyś stolica udzielnego księstewka, z pra- 
starą historyą, z przeszłością niegdyś dziejową, której jedyne śla- 
dy, jedyne wspomnienie w kartkach starych kronik i w kupie 
sterczących gruzów pozostało. 
Przypatrzmy się fizyognomii dzisiejszego Stepania. 
Oto na pierwszym planie kilkanaście walących się domostw 
żydowskich, pochylonych starością i opuszczeniem, z popróchnia- 
łemi dachami, z słupami w gankach pokrzywionemi - nawprost 
tych ludzkich siedlisk ciągnie się rząd drewnianych bud, także 
już prawie w ziemi leżących - zawierających ubogie dla co- 
dziennego użytku okolicznych włościan i włościanek, służące,
		

/Sponsorzy_004_01_255_0001.djvu

			I 
. 


247 


artykuły handlu. Pomiędzy temi domami i budami szumną nazwę 
kramów noszącemi, rozciąga się plac pusty, śmieciem i wszelkie- 
go rodzaju nieczystością zasłany - po którym uwijają się ży- 
dowskie bachory i kozy majestatycznie przechadzają się - to 
rynek miejski. Dalej, nieco w głębi zielenią starych sosen opa- 
sany, widnieje kościołek katolicki i probostwo - za nim parę 
starych cerkiewek i bardzo oryginalna w dawnym judejskim stylu 
synagoga - jedyny może pozostały już w tym rodzaju zabytek 
budownictwa na \Vołyniu - ciekawy, wart rysunku. Pominąwszy 
kościoł i synagogę, natrafiamy na drugi plac w głębi którego roz- 
siadł się stary, drewniany dwór dawnych właścicieli, z przyty- 
kającą do nie
o wieżyczką, rodzajem belwederku, który służył 
za letnią rezydencyą jednemu z ostatnich dziedziców - po obu 
stronach pańskiej siedziby ciągnie się szereg domków i dworków 
niegdyś zamieszkałych przez sługi, oficyalistów i rezydentów, skła- 
dających dwór możnego pana - dziś większa część tych domków 
świeci pustką, grozi upadkiem, nawet ów domek w zieleni blu- 
szczów ukryty tak dobrze mieszkańcom tej okolicy pamiętny, 
w którym przez lat wiele, po upadku mieszkała ostatnia dzie- 
dziczka SIepania, otoczona czcią okolicy i wspomnieniami dawnej 
świetności i blasku. Poza tern wszystkiem, nad rzeką obszerny 
okop, z kupą sterczących nad ziemią gruzów, z zapadłemi lo- 
chami -, to dawne zamczysko - naj starsza, jedyna z dawnego 
Stepania pozostała pamiątka. 
Z tego malunku trudno już zapmwdę upostaciować w wyo- 
braźni, chociażby jakkolwiek dawną świetność mieściny i jej ł"i- 
storyczne znaczenie. A jednak był to niezaprzeczenie jeden z wa- 
rowniejszych gródków w tym kraju, ważny jako punkt strategi- 
ezny, najznaczniejszy z tak zwanych w XV i xn wieku "poho- 
ryńskich grodów" a jeszcze dawniej, nawet dzielnica udzielnych 
książąt panujących na tym Step aniu, dziś już tylko jakby zza 
mgły wychylających się z chaotycznej pomroki ruskich kronik 
i latopisów. Posłuchajmy więc o losach mieściny i dawnych jej 
władców. Sam fakt starożytności tutejszej osady i istnienia udziel- 
nego stepańskiego księstwa, stwierdzają kroniki. I tak np. Lato- 
piś wołyńska już pod rokiem 1292 taką zawiera (, tej osadzie 
wzmiankę: "Tej zimy zmarł Stepański książe Jan, syn Hleba, 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_256_0001.djvu

			24" 


płakali po nim wszyscy ludzie od małego, do wielkiego (ot mała 
i do welika) i zaczął panować na jego miejscu, syn tegoż Wło- 
dzimierz". Stepańscy ci książęta, jakkolwiek pochodzili prawdo- 
podobnie ze szczepu książąt wołyńskich i panowali autonomicznie 
na własnej dzielnicy, jednakże według zwyczaju istniejącego 
wówczas na Rusi, hołdowali kniaziom Włodzimirskim, jako n
j- 
starszym w areopagu książąt i byli jakby ich lennikami. zarówno 
1. innymi książętami z sąsiednich dzielnic: z Peresopnicy, Doro- 
hobuża, Dubrowicy i t. d. O tamtych wszakże więc
j pozostało 
śladów po kronikach, kiedy o tych, natrafiamy tylko na krótkie 
oderwane wzmianki - należą prawie do mitów dziejowych 
dawnej Rusi. Karamzyn opierając się na kronice ruskiej, podaje 
że już w pierwszej połowie XIV wieku, bo około roku 13:!6, do 
posiadłosci wielkich książąt litewskich na Wołyniu, liczy si
 
"Stepań na Horyni" I). 
Zdaje się jednak, że będzie to jeszcze zawcześnie, w tychże 
bowiem samych kronikach, czytamy, że w r. ]387, księciem na 
Stepaniu był Simeon, który pomagał wraz z innymi książętami 
wołyńskimi i litewskimi, królowej Jadwidze 00 odebrania Ha- 
licza. Ale odtąd ginie ślao autonomicznego księstwa stepańskie- 
go i przecina się szereg panujących na tym gródku książąt -- 
a w nocie doehowanej w tajnem archiwum królewiecIdem , 
o zamkach i ziemiach należących do księcia Swidrygiełły w ro- 
ku 1402, między innemi, wymieniony jest i Stepań. 
W roku ]431 znowu zjawia się tpn gródek na widowni 
dziejowej, a nawet przypada na niego ooegranie pewnej roli hi- 
storycznej. Kiedy bowiem \V tym roku Władysław Jagiełło po 
zajęciu ziemi włodzimirskiej i spaleniu miasta, podstąpił w lipcu 
pod Łuck ze znacznemi siłami, natenczas Swidrygiełło w. książe 
litewski, umknął ztamtąd do Stepania, widocznie jako do miejsca 
po Łucku najwarowniejszego w kraju, a rozlokowawszy się \V tu- 
tejszym gródku z częścią swojej drużyny i wojska, oczekiwał tu 
na skutki oblężenia Łucka. Widząc zaś, że wojsk
 królewskie, 
energiczniej bierze się do dzieła niż z początku, zmyśla listy niby 
00 chana tatarskiego do króla, aby wstrzymał się od wojowania 


I) Karamzyn T. II. Nota 117 - T. IV. str. 19,1.
		

/Sponsorzy_004_01_257_0001.djvu

			249 


ziem litewskich. Ale odgadniono podstęp i wyśmiano tylko do- 
mniemanego posła; wyprawia przeto już od siebie Swidrygiełło 
dnia 14 sierpnia poselstwo do obozu, prosząc o sześciodniowy 
rozejm, a razem o wysłanie pełnomocników królewskich do Ste- 
pania, gdzie wspólnie z litewskimi panami miano traktować o po- 
kój. Układy te nie przy
zły jednak do skutku, Litwini bowiem na- 
ruszyli rozejm niespodzianym napadem i dopiero po drugim ośmio- 
dniowym rozejmie, na który król unikający bratobójczej walki. 
zgodzić się musiał, nastąpiły traktacye w Stepaniu, na których 
dnia 2 września stanął rozejm hlisko dwuletni, bo do św. Jana 
Chrzciciela 1433 r. Głównym aktorem w tych układach ze !"trony 
Jagiełły, był Zaremba kasztelan sieradzki, do tego zaś wyzna- 
czonego terminu, pozostawiono wszystko w takim stanie jak 
przed wojną I). 
W połowie XV stulecIa wszystkie posiadłości w. ks. litew- 
skich na Wołyniu, przeszły na własność korony, i Step ań więc 
uległ tej samej kolei, a wkrótce potem samo to miasto i obszerne 
należące do niego włości, darował Kaźmierz Jagielończyk, Se- 
menowi Wasilewiczowi Kołodeńskiemu, pospolicie w aktach knia- 
ziem Nieświckim nazywanemu; od dóbr Nieświcza posiadanych 
pod Łuckiem. Kaźmierz Jagielończyk już jako król, zjeżdżał sam 
do Stepania, a nawet dłuższy czas tu gościł - w którym jednak 
roku, niewiadomo, znamy bowiem jeden tylko list jego, pisany 
ze Stepania, dnia 13 augusta bez określenia roku. List ten pi- 
sany był do starostów: łuckiego, przemyskiego i włodzimirskiego, 
aby wzbraniali po różnych miejscach brać myta nowo ustano- 
wione. a których nie bywało za wuja jego Witolda. Wyliczając 
te nieprawne myta. pisze król, że w Stepaniu "ot werchowoho, 
a ot pesznoho nie na dobie", to jest, że od tych brać nie po- 
winni 
). 
Książe Semen Wasilewicz Nieświcki umarł już na samym 
schyłku XV stulecia, zapisawszy swoje majętności żonie Maryi, 
znanej pod nazwiskiem .Maryi Rowieńskiej i jedynej córce Ana- 
stazyi, zamężnej za Semenem Jurjewiczem księciem Holszańskim. 


') Obszerny opis tej wyprawy, spisany z Długosza, podałem w mojej 
monografii, p. t. .Łucl starożytny i dzisiejszy", wydany w Krakowie r. 187U. 
2) Archiw Kij. komis. T. IV. :! str. 123,
		

/Sponsorzy_004_01_258_0001.djvu

			250 


Z tej epoki właśnie mamy przywilej Aleksandra w. ks. lit. dla 
Stepania, wydany w Wilnie 2 maja 1-199 r., w tych słowach za- 
warty: 
Bił nam czołom Starosta łucki, marszałok wołyńskoie 
zemli, kniaź Semen Jurewicz i prosił u nas abychmo jemu do- 
zwoliły ial'marok mety w Stepani i powodził pered namy, sztoż 
mestu naszomu Łuckomu nieszkodno iest. I my na jeho czołom- 
bitie to uczyniły, i tot jarmarok w mieste jeho w Step ani pry- 
zwoliły jesmo iemu mety na Swietoho Spasa deń odin w hodu" l). 
Książe Semen Holszański, umarł w ślad po teściu, bo już 
w 1503 roku, a śmierć ta narobiła kłopotu niemało jego wdo- 
wie i jedynej pozostałej córce Annie, wystąpił bowiem z pre- 
tensyą do spadku i do odziedziczenia dóbr stepańskich, brat ro- 
dzony nieboszczyka, książe Aleksander Jurjewicz Holszański i już 
nawet w tym względzie zrobił umowę dnia 24 listopada 1507 
roku, z siostrzeńcem swoim Jurjęm Iwanowiczem księciem Du- 
browickim 2). Lecz wdowa z córką znalazły wkrótce potężnego 
opiekuna w osobie kniazia Konstantyna Iwanowicza Ostrogskie- 
go, hetmama 'v. ks. lit.. który poślubiwszy księżniczkę Annę, 
potężnym wpływem swoim wystarał się u króla, że wszystkie 
dobra ojczyste i wysłużone, pozostałe po księciu Semenie Nie- 
świckim, dziadzie jego żony, jemu się dostały. Długo jednak 
książęta Duhrowiccy, jako gałąź Holszańskich, rościli do Ostrog. 
ski ch, rozmaite pretensye o dobra Stepańskie, a miasteczko i jego 
okolice nieraz najeżdżali. Ale nie wyprzedzajmy wypadków. 
Dnia 20 października 1510 r., Zygmunt I. wydaje w Kra- 
kowie przywilej, jeszcze na imię księżny Semenowej Jurewiczo- 
wej Holszańskiej, na dwa jarmarki w Stepaniu, jeden na święto 
Po kro wy, a drugi na św. Afanas 3). 'V tym czasie musiała umrzeć 
księżna Anastazya, już bowiem w 1511 roku, Zygmunt nowym 
przywilejem oddaje Stepań na zupełną własność księciu Ostrog- 
skiemu. Dokument tego nadania, jako bardzo charakterystyczny, 
przytaczamy tu w całości: "Wo imia Bozoje sŁańsia. Gdy z pryro- 
żenoho zwyczaju Nebeskiej i zemskiey ustawy, obyczaj iest kożdo. 
mu a zwłaszcza czołowieczeństwu, wo wsiakich reczach słusznuju 


. 
t) W Staro1yt. Pols. Bal. i Lip. z Metr. lit. UH, str. 185. 
!II) Oryginał tej umO\vy w archiwum dubieńskiem fasc. 244. 
S) Archiwum dubieńskie fascyk. 2i:")1." . 


'i
		

/Sponsorzy_004_01_259_0001.djvu

			- 251 


"I 
I 


zapłatu uczyniti, cnotliwoju wysoko;;tiu sławy kotorujuż pocho- 
diat z nisko ho riadu .ku rozmnożeniu czti u wysoki stan, owszeki, 
hodniejszaja recz jest, wysokost' persony szczedrobliwostiu pań- 
skoju wyszej rozmnożenie obraditi. obdaryti. A proto ku wie- 
kuistoj toje reczy pamiati, my Zygimont (i t. d. tytuł) baczaczy 
wysokije posłuhi w znamenitych walkach hetmana najwyższoho 
W. K. litowskoho, Starosty łuckoho, bracławskoho, wennickoho, 
marszałka wołyńskoy zemli kniazia Konstiantyna I wanowicza 
Ostroż
koho, ne folko za na;;, ale ieszcze za sławnoje pamiati 
otca naszoho, Kazimira i brata naszoho szczastnoje pamiati Ale- 
ksandra korolow, że on horła swojeho naprotiwku nepryjatelej 
naszych dla nas utratiti nelutował i nakładow welikich nałoży t' 
De żałował, sztoż zwyk czyn iti i ninicszneho dnia, i chotiaczy 
iemu onym ieho pracom i nakładom nikotoruju czast' zapłaty 
uczyniti (i t. d.) pożałowalijesmo ieho i dali jemu zamok Stepań 
z miestom i zo wsimy wołostmi i tuju tretiuju czast' zamku Ste- 
pania i miesta i wsich wołostej, kotorajaż spała była na kniazia 
Jurja Iwanowicza Dubrowickoho, bo toje imenje dał był otec 
nasz kniaziu Semenu 'Vasilewiczu do swoiey woli, a sztokolwie 
otec nasz komu dał do ieho miłostiwoy woli, to iest w nasz oj 
woli, gdyż tot zamok iest w naszoj woli. My"\vzewszy ieho k'na- 
szoj ruce, z osobliwoie łaski naszoie dali jesmo i '.'Viecznie daro- 
wali i zapisali sim naszym przywilejem kniaziu Konstiantynu 
i ieho kniehini i ich detiem i na potom buduczym ich szczadkom, 
zamok Stepań z miestom, i z ich boiary i z słuhami putnymi 
i z meszczany, i z donniki, ludmi tiahłymi, z seły boiarskimi 
(i t. d.) zo wsi m prawom i panstwom i \vłasnostiu, niczoho 
na nas i na.naszij nasledki neostawlaiuczy (i t. d.). Stało sia i dano 
w Beresti, na welikom sojmie, leta Bożoho, tysiacza piatsot 
perwoho na desiat'-Mca Junia t:i deń, indykta 14" I). 
Kniaź Konstantyn, wielki ów hetman, kolos historyczny swo- 
jego czasu, umarł w sierpniu 1533 roku, przeniesiony następnie 
z rodzinnego grobu w Ostrogu do kijowskiej pieczerskiej Ławry, 
a zostawił po dwóch żonach, księżniczkach Holszańskiej j- Słu- 


j 


I) Metr. lit. 194 s. 740 - wypisany także w Staroż. Pols. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_260_0001.djvu

			2 - Q 
;)... 


ckiej, dwóch synów. Z pierwszej Eliasza, z ruska Ilija zwanego, 
z drugiej dwuimiennego Konstantyna-Wasyla. . 
Dla Stepania pozostawił hetman prawdziwie wspaniałą pa- 
miątkę. Był tam z dawnych wieków, już przez swe położenie 
obronny zameczek, ten właśnie do którego schronił się Świdry- 
giełło przed wojskami Jagiełły. Ale zameczek ten, jak wszystkie 
zresztą ówczesne na Wołyniu, był drewniany, częstokołem opa- 
sany; otóż kniai na jego miejscu wzniósł inną, wspaniałą 
z muru budowę, słynną wówczas na kraj cały, bo dorównywa- 
jącą dwom najpotężniejszym . zamkom wołyńskim: włodzimirskie- 
mu i łuckiemu. Przed kilku laty zwiedzałem pozostałe szczątki 
tego zamku, podług skreślonego więc wówc
as topograficznego 
planu, tych parę szczegółów o nim notuję I). 
Zbudowany hył ów zampk na najwynioślejszem miejscu 
w okolicy, wschodnią swą częścią dotykał HOl'ynia, inne zaś jego 
boki obwiedzione były wysokim wałem na 10 łokci nad płaszczy- 
zną zamkową wzniesionym; otaczające go fosy miały 25 łokci 
głębokości. U głównego wjazdu na zamek był most zwodzony, 
którego szczątki widoczne i teraz, a ten, jak widać z starych akt, 
jeszcze w 1663 roku dochowany był w całości i wznosił się do 
wysokości 10 łokci. Za tym mostem była murowana brama, pro- 
wadząca na zamek, któl'ej gruzy sterczą dotąd, jak również część 
muru mieszkalnego po ,lewej stronie bramy. W górnych wałach, 
począwszy od Horynia, popod całem miasteczkiem, aż ku sy- 
nagodze żydowskiej, ciągną siQ lochy, kamieniem wyłożone, w roz- 
maitych kierunkach idące, podziemne korytarze i wycieczki zam- 
kowe. Czas przez tyle wieków, pomimo opuszczenia w jakim 
zostają, pomimo zawalenia gruzem i śmieciem, zniszczyć ich je- 
dnak nie zdołał -- i to tu, to ówdzie, odkrywają j.e ciągłe mie- 
szkańcy Stepania. Cały ten zamek, co dziś jeszcze z pozostałych 
gruzów rozpoznać się daje, był zmurowany z cegły przerabianej 
granitem, ztąd dziwić się trzeba, jak mało śladów z tak mocnej 
budowy pozostało. Dzisiejsze miasteczko zabudowane całkiem 
pmwie w obl'ębie dawnych wałów, a żydow:5two tu się ciśnie, bo 
przechowała się jakaś śród niego tradycya, że kto się poza wa- 


l) Patrz załączony tu planik, 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_261_0001.djvu

			.. . 


. 


'..
		

/Sponsorzy_004_01_262_0001.djvu

			. 


1_/4 


.:; 

lł:) 

 
I 

.... 

 


L 8" 


l'orh,gWJC do 8rod/rał' 10 



 


ZAMEK 


, 
'S T E P A N S K l 



 
 
..... 
 
..... ;:' 

. <:) 

 


...... 
...... 
O) 


., 
LO C H 'f 
I 
o 
00 , 
00 POP!! 
00 Tv 
00 
. 
 


6
		

/Sponsorzy_004_01_264_0001.djvu

			1111 



 


253 - 


] 


łami pobuduje, spali się prędzej lub później. Owoż w tym wspa- 
niałym zamku ¥ościł nieraz po dni kilka król Stefan Batory, od- 
wiedzając ulubione swoje 
 podhoryńskie grody", których WZlllO- 
cnieniem mocno się zaprzątał. To zapewne dało powód do 
rozpowszechnionej na Wołyniu gadki. jakoby król sam ten zamek 
zbudował i od imienia swego Stepaniem go przezwał, a jak wi- 
dzimy jest zupełnie nieuzasadnione , bo już na kilka wieków 
przedtem spotykamy się po kronikach z nazwiskiem Stepania. 
Co najwi
cej mógł król Stefan do wzmocnienia tego zamku przy- 
czynić się. 
Po śmierci hetmana Ostrogskiego, majętności jego długo 
pozostawały niedzielone między synami, z których stan,zy Bija 
poślubiwszy w 1539 r. Beatę Kościelecką, wkrótce umarł, zosta- 
wując tylko córkę, owę sławną później lIal;;zkę z 03troga. Z tej 
epoki, bo 1545' r. pozostała nam wzmianka o zamku stepańskim 
i o włości tutejszej. Wysłani byli w tym roku po wszystkich 
zamkach województwa wołyńskiego , królewscy komisarze, dla 
zlustrowania ich, spisania inwentarza i zdania sprawy królowi . 
o stanie ich obrony. Otóż za przybyciem tych komisarzy dla 
rewizyi zamku krzemienieckiego, uskarżali się przed nimi mie- 
szczanie tamtejsi, że w Stepaniu, od wańtucha chmielu biorą od 
nich po 12 groszy, mówiąc, że to dla królowej jejmości. Zato 
przekonano się znowu, że w Krzemieńcu Borzobohaty i mytniki, 
biorą od wozu soli od "hostej Stepanczan", po 4 grosze, czego 
przedtem nigdy nie bywało l). 
Dnia 19 września 1547 r., Beata za dekretem królewskim 
sporządziła w Stepaniu dział z Konstantynem-Wasylem Ostrog- 
skim, bratem zmarłego swego męża, na mocy którego, połowa 
zamku stepańskiego z zamkami Hołowinem, Żornownem i innemi 
wsiami, przypadły na schedę jej córki łIalszki. Ale i sama Beata 
rościła, czy to jako wdowią część, czy z innych powodów, jakieś 
osobiste pretensye i prawa do tych majętności, widzimy bowiem 
że zapisem w Piotrkowie d. 6 kwietnia 1565 roku, uczynionym 
połowę zamku i majętności stepańskiej i kilka innych zamków, 
darowuje drugiemu swemu mężowi Albrychtowi Laskiemu. Po- 


I) .\rchiw. kijews, komis, IV, :!" str. 225.
		

/Sponsorzy_004_01_265_0001.djvu

			254 - 


wodem do tej darowizny był widocznie spór z bratem mężow- 
skim i z własną córką, która przeciwko jej woli poszła za mąż 
za Łukasza z Górki w-dę poznańskiego. To też zapis ten jako 
nieprawny, nie utrzymał się i już w 1574 r. dnia 3 augusta, dwo- 
rzanin królewski Jan Bestrykowski, w imieniu króla Henryka, 
objawia przed grodem łuckim, że wolą monarszą wprowadzają 
się w posiadanie połowy zamku Stepania, zamków Hołowina, 
Żornowno i innych, kniaź Konstantyn-Wasyl Ostrogski w-da ki- 
jowski, wraz z bratanką swoją księżną Halżbietą Ostrogską. 
panią Łukaszową z Górki w-dziną poznańską, jako to było już 
ich własnością z woli ś. p. króla Zygmunta-Augusta. 
Pomimo tak wyraźnych i kilku królewskiemi przywilejami 
popartych praw Ostrogskich do Stepańszczyzny, nie ustawali 
w swych pretensyach do tej majętności, jako uprzednio niby im 
nadanej, sukcesorowi e Semena Jurewicza Holszańskiego i wciąż 
pozywali kniaziów Ostrogskich o wydzielenie im trzeciej części 
włości stepańskiej. Z tego powodu zapadł dekret dnia 9 marca 
1566 roku w sądach królewskich, którym panią Halszkę z Ostroga 
Łukaszową z Górki, przypozwać kazano. Proces ten ciągnął się 
bardzo długo, obydwie strony najeżdżały się wzajemnie, a nawet 
w 1590 roku, książe Jerzy Dubrowicki. zrobił zbrojny najazd na 
Stepań, podczas odbywającego się tam jarmarku i przemocą na 
kilka tysięcy prowentów ztamtąd wybrał. Wskutek ciągłych skarg 
i zażaleń, z obu stron pochodzących, Zygmunt III. wydał dekret 
w Warszawie dnia 25 lutego ] 591 roku, mocą którego naznacza 
ks. Jerzemu Dubrowickiemu, zwrot zachwyconych prowentów, 
prawa sukcesorów księżny Maryi Rówieńskiej, Holszańskich, do 
Stepania ostatecznie obala i unieważnia, a to wszystko przysądza 
. kniaziom Ostrogskim. 
Dnia 20 maja 1603 roku, nastąpił dział majątków między 
książętami Ostrogskimi, na mocy którego zamek stepański z całą 
doń należącą włością, dostał się Januszowi Ostrogskiemu, kaszte- 
.. lanowi krakow. Ten otworzywszy owę znakomitą ordynacyą 
ostrogską w roku 1609, aprobowaną przez Rzeczpospolitę, wcielił 
do niej Stepań z ośmdziesiąt jeden wsiami. Podług ustawy ordy- 
nackiej - cała włość Siepań ska, rozdzieliła się na Stołową, tj.
		

/Sponsorzy_004_01_266_0001.djvu

			255 


z której przychód naleiał wyłącznie do ordynata; i na podległą 
słuibie wojskowej. .Włości służbie wojskowej podległe, rozdawały 
się przez ordynata na prawach' doiywotnich ludziom zasłużo- 
nym, po zej
ciu których wydawał się przywilej na tei same do- 
bra innej osobie J). 
Kiedy po wygaśnięciu prostej linii ksiąiąt Ostrogskich, 01'- 
dynacya przyszła do ksiąiąt Zasła wskich - Franciszek ksiąie na 
Zasławiu wziął w grodzie łuckim 24 grudnia 1620 r. intromisyą, 
do całej majętności Stepańskiej 2). Z tego czasu znajdujemy 
w archiwach akt rozgraniczenia dóbr Stepańskich od Jabłonnego 
majętności ks. Albrychta Radziwiłła, datowany 9 marca 1627 r. 
Wkrótce potem wszczął się spór między księciem Władysławem- 
Dominikiem Zasławskim i jego opiekunem, a księciem Jerzym 
Zasławskim o posiadanie Stepania. Spór zakończył stę tern, ie 
w sądach królewskich zapadł dekret 10 marca 16dl r. przysą- 
dzający włość Stepańską i Deraieńską księciu Władysławowi- 
Dominikowi. 
Ten Władysław-Dominik ordynat na Ostrogu i Zasławiu, 
po dojściu do pełnoletności, wydał przywilej na zamku dubień- 
skim dnia 20 maja 16J6 r. ustanawiający cechy rzemieślnicze 
w mieście Stepaniu. 'V tymże samym czasie wypuścił włość ste- 


') Przywilej taki mieścił w sobie zawsze nast
pującą klauzulę: .Chcąc 
aby determinowane przez antecessorów moich na zaszczyt Oyczyzny JI Usługę 
Rzpltej nie upadało subsidium, wakujące dobra N. N. post fa ta jp. N. N., 
do dyspozycyi moyej spadłe, a służbie woienney podległe, jp. N. N. ad vitae 
eorum daję y konferuię, Jure Ordinationis, to iest cum onere ser.vicii 
hellici, pod chorągwią Pułkową, własnemi swoiemi osohami, tudzież pocztem 
należytym in ea quantitate et qualitate, z porządnym m'Jderunkiem, 
jako ex futura lustratione juxta capRcitatem bonorum determino- 
wano będzie, nieopuszczaiąc żadney kampanii i t. d." 
") Majątki w tym dokumencie wymienione, a stanowiące ówczesną włość 
stepańską były nast
pujące: Stepań, Derażnia, Bereżnica, Jankowieze, Rokitne, 
Peremince, Zwizde, ByczaJ, Skopiew, Ugliszcze, Postójne, Lipno, Stawek, Zła- 
żno, Zbuż, Trosteniec, Japołot', Stydynie wielkie i małe, KryczyIsk, Werbcze 
wielkie i małe, Horodec, Zwirne, Fredkiń, Cepcewicze, Reczyce, Czudle, Nie- 
muwicze, Korost. Medsk jeden i drugi, Lubosza, Złotolin, Hołowin, OstaIce 
jedne i drugie, Peski, Berestowicze, Hołoniewicze, Żalin i Woliea Żalińska, 
Buteyki, Batunie, Zawalicze, Łopuszki, Dobowce, Romeyki, Kidry, Żołwie, Ta- 
towicze, Maszcza, Łuchcze, Znosicze, Podłużne, Trubicy. Wólka, Biłobrehi, 
Wolica pod Hołowinenl.
		

/Sponsorzy_004_01_267_0001.djvu

			256 


pańską w dzierżawę Rafałowi Leszczyńskiemu wojewodzie heł- 
ski emu , 
Dotychczas byt Stepania jak i wszystkich gródków wołyil- 
skich nie pozostawiał nic do życzenia, z nastaniem dopiero XVIII 
stulecia rozpoczął się szereg klęsk dla ziem ruskich. Stefan Czar- 
niecki, ścigając Kozaków plondrujących te kraje, pobił ich na 
głowę w 1648 roku pod Stepaniem, o czem mówi Twardowski 
Samuel temi słowy: ,
znamienitą drugą, swoją się pod Stepaniem 
zalecił przysługą". 
W 1658 r. Kozacy stoją zRłogą w Stepaniu i chociaż spra- 
wują się dość spokojnie, uciskające jednak prowianty wybierają 
od szlachty, na co się uskarża do grodu ale nadaremnie Kazi- 
mierz Bieniewski, kasztelan wołyński. 
W tych nieszczęśliwych wojnach kozackich, Stepań ucier- 
piał dużo, nietylko od nieprzyjaciół ale i od swoich. I tak d. 20 
lutego 1660 r. hetman Potocki wskazał kwatery byłemu zapo- 
roskiemu hetmanowi Wyhowskiemu z dwoma tysiącami żoł- 
nierstwa, międz)' Słuczą i Heryniem około Stepania gdzie i zi- 
mowali l). To już było dostateczną dla tej miejscowości klęską, 
bezprawia bowiem wszelkiego rodzaju wojsk w tych czasach, 
szerzyły niesłychane zniszczenie w kraju, to też ofiarą ich padł 
Stepań. \V 1662 r. stała załogą w Stepaniu dragonia, zostająca 
pod dowództwem Uałabana pułkownika j. k. mości, w sąsiednim zaś 
KryczyIsku rozłożyła się chorągiew tatarska rotmistrza Andrzeja 
Kaweckiego, żołnierze tf'j chorągwi uprzykrzywszy sobie swoje 
leże, chcieli dostać się do miasta. Podjęto wycieczkę w 80 ludzi, 
lecz ci gdy nic nie wskórali i wrócili do Kryczylska, zebrali na- 
stępnie wszystkich towarzyszy z zamiarem przypuszczenia for- 
malnego szturmu do Stepania. Działo się to dnia l lutego. 
Starosta stepailski Teodor Tokarzewski, widząc na co się zanosi 
i w nadziei odwrócenia starcia, zebrał mieszczan i nieco gospo- 
darzy z okolicznych włości i udał się do chorągwi, prosząc 
o oszczędzenie miasta i tł6macząc się, że jego obowiązkiem jest 
tylko kwaterunek i opatrywanie dragonii. Chorągiew jednak 
tatarska nie słuchała tego, a stanąwszy w szyku bojowym, natarła 


') Kroniczka Jerlicza, wydanie Wójcickiego.
		

/Sponsorzy_004_01_268_0001.djvu

			57 


na Stepańczan, jak na nieprzyjaciół, siekąc z łuków i strzelbą 
przebijając, innych obuchami i toporami waląc, jednem słowem, 
czem kto miał, zabijali. Krwawa ta scena nie pierwiej skończyła · 
się, aż gdy wszyscy prawie Stepańczanie poginęli, bo samych 
zabitych wizya woźnego, wyszczególniając po imieniu, liczy 
79-ciu, ci zaś, którzy w ucieczce szukali ratunku, załamywali 
się na lodzie i tonęli I). 
Dnia 8 lipca, 1667 roku horda Sołtana Gałgi, świeżo wy- 
szedłszy mimo Podhajec w Polesie ku Stepaniowi, podczas święta 
ruskiego św. Piotra i Pawła, ubezpieczonych ludzi napadłszy, 
siła ludzi pobrali i w pokoju wrócili się 2). 
Dnia 19 czerwca 1673 roku pojmano w Stepaniu szpiega. 
Prezbiter ruski wyrozumiawszy, wydał go Kozakom, a oni zaś 
Hanenkowi. Wybadano z niego, że ich jest dwunastu po Polsce 
rozesłanych, dla wywiadywania się, gdzie są jakie polskie wojska, 
wskazał on także na Tatarzyna, ukrywającego się pod nazwi- 
skiem Bykowskiego, który jest pod księciem Ostrogskim, iż ten 
wszystko co się dzieje w Polsce donosi Kryczyńskiemu dowódcy 
Tatarów, Lipkami zwanych, i Turkom 8). 
Uspokojone nareszcie, po buntach kozackich i najazdach tatar- 
skich, kraje wołyńskie powoli znowu podnosić się i odbudowy- 
wać zaczęły. Stepań otrzymał d. 17 maja 1682 r, w Jaworowie 
od króla Jana III. przywilej na dwa jarmarki: jeden w piątek dzie- 
siąty po Wielkanocy ruskiej, a dmgi w niedzielę szóstą po Trzech 
Królach według kalendarza ruskiego. W 1684 roku, jak widać 
z papierów, płacił Stepań samego szelążnege zł. 500 t. j. tyle 
ile i Równe dawało. 
W końcu kwietnia 1706 r. przybył do Stepania król szwedz- 
ki Karol XII wraz ze Stanisławem Leszczyńskim, właśnie w chwili 
kiedy Wołyń zalany był Kozactwem pod wodzą Mazepy. Karol 
był na nabożeństwie w kościele z całym swoim sztabem, a pa- 
miątka tego wydarzenia, wypisana na ścianie kościelnej z wy- 
szczególnieniem dnia i godziny, przechowywała się tu do osta- 


l) Manifest do grodu łuckiego z IIrchiwum dubieńskiego. 
I) Kroniczka Jerlicza T. 2gi str. 117. 
I) Grabowski Ambr. .Ojczyste wspominki" T. 2-gi. . Klimakter" Wesp' 
Kochowskiego, Michał Korybut, przypis. str. 309. 
z boru I Itepu. 17
		

/Sponsorzy_004_01_269_0001.djvu

			,- 


.. 


- 258 


tnich prawie czasów. Dnia 9 kwietnia 1710 roku w sam dzień 
Wielkanocy, zjawił się w Stepaniu i Piotr Wielki z małżonką 
swą Katarzyną i mieszkał w tym samym domu, co niegdyś i król 
szwedzki, zwiedzał zamek i fortyfikacye. Miasto, chociaż spusto- 
szałe przez minione wojny i zamek znacznie nadwerężony, do- 
koła jednak w owe czasy było opasane wałami, a w roku 1732 
były jeszcze zupełnie w całości 2 bramy: Bereżeńska i Łucka, 
jadąc do Złotolina, 4 uniackie cerkwie i murowana synagoga ży- 
dowska. Handel nawet był tu dość znaczny wówczas, mieszcza- 
nie zamożni, zwłaszcza słynął tu wtedy sławetny Szympn Fedo- 
rowicz, który znaczne obszary gruntów u okolicznych właścicieli 
nabywał. 
Ostatm ordynat Ostrogski, niefortunnej pamięci Janusz ks. 
Sanguszko marszałek nadw. lit. darował, zapisem d. 7 grudnia 
1753 r. w Kolbuszowie sporządzonym, klucz stepański Józefowi 
Lubomirskiemu, podstolemu litews., z obowiązkiem dostarczania 
63 konnych żołnierzy na potrzeby wojenne, co oblatowano 
w grodzie łuckim 18 lutego 1754 r. Po śmierci zaś księcia Jó- 
zefa, która rychło potem miała miejsce, odziedziczył po nim pra- 
wem spadku włość stepańską, brat jego Stanisław podstoli kor., 
dobrze już nam znany pretendent do korony polskiej. Intromisyą 
do tych dóbr wziął 16 października 1755 roku, chociaż sejm ją 
uznał, równie jak i całą ordynacyą ostrogską, za dobra ziemskie i do- 
nacye Sanguszki pozatwierdzał dopiero w 1766 roku. 
Ani za czasów ordynacyi, ani za władania Lubomirskich, 
nie był nigdy Stepań stałą pańską rezydencyą, zamek jednak tu- 
tejszy utrzymywano w stanie uzbrojenia i w porządku, a ordy- 
naci i właściciele nieraz w nim nawet czas przydłuższy gościli; 
ostatecznie opuszczony, upadł dopiero w połowie XVIII stulecia. 
Tranzakcyą 10 listopada 1770 r. uczynioną książe Stanisław 
ekspodstoli a natenczas już wojewoda braeł'. pochylony wiekiem 
i wzięty w kuratelę przez rodzinę za marnotrawstwo, oddaje 
Stepańszczyznę na rzecz synów, którzy po uczynionym między 
sobą dziale, rezygnują część włości stepańskiej z miastem 12 sty- 
cznia ] 771 roku, Józefowi Potockiemu krajczemu kor. na co 
tenże bierze intromisyą 26 lutego tegoż roku. Resztę maję- 
tności zatrzymywał starszy syn podstolego, Józef Lubomirski ka- 


. 


, I 


I 
..
		

/Sponsorzy_004_01_270_0001.djvu

			.. 


. 


, I 


.. 


259 


sztelan kijowski a także wielu zastawników, którzy otrzymali de- 
kret kolokacyjny od komisyi, ustanowionej w Stepaniu w ] 775 
roku, dla rozpatrzenia i rozklasyfikowania olbrzymich dłu- 
gów podstolego i podziału reszty pozostałego jego mąjątku mię- 
dzy synów. Krajczy Potocki niedługo posiadał Stepańszczyznę, 
bo już 9 lutego 1776 r., donacyą w grodzie łuckim sporządzoną 
odstępuje miasto Stepań, liczące wówczas 521 domów, tudzież 
wsie Korost, Wołoszę i inne, Stanisławowi Worcellowi, niegdyś 
sędziemu ziemskiemu, a Wówczas już kasztelanowi halickiemu, 
ożenionemu z Teklą z Duninów Borkowskich. Ten pierwszy z ro- 
dziny W orcelIów dziedzic na Stepaniu, umarł wkrótce po otrzy- 
maniu tych dóbr, przy końcu ] 777 r. zostawując dwóch synów: 
Grzegorza i Leona Leonarda, oraz córkę Maryannę. 
W tym czasie właśnie postrachem mieszkańców Polesia wo- 
łyńskiego był niejaki Strojnowski, który zebrawszy bandę łotrów 
pod swoje dowództwo, błąkał się po lasach, najeżdżał i rabo- 
wał dwory obywatelskie. Naznaczono wielką nagrodę za pojma- 
nie go, otóż ówczesnemu gubernatorowi stepańskiemu, TurO\v- 
skiernu, udało się go pochwycić i oddać w ręce sprawiedliwości. 
Świadczy o tern kwit Czackiego komornika granicznego, wydany 
w 1777 roku. 
Dnia ]2 lipca] 779 roku dwaj kasztelanice Worcellowie po- 
dzielili się między sobą ojcowizną i wtedy to po raz pierwszy 
Stepańszczyzna rozpadła się i była rozdrobnioną. Działem tym 
Stanisławowi-Grzegorzowi podstolemu w. litews. kawalerowi or- 
derów orła białego i św. Stanisława, dosłały się w schedzie na- 
stępujące majątki: miasto Stepań z wsiami: Studynie, Midzk, 
Korost, wielkie i małe Wel'bcze,. Znosicze, Żalin, Złotolin, Stawki, 
Zulnia, Stanisławówka, Wołosza, Majdan Złaziński, Komarówka, 
Studeń mały, Wólka Żalińska, Złażne, Rudnia Midzka, Butejki, 
Postójne, Krasówka, Żydowy nóg i Majdan Temny, wszystkiego 
dusz męskich 4.00B, żeńskich 3.]27. 
Na schedę młodszego brata Leona-Leonarda kuchmistrza 
w. kor. i także kawalera obydwóch polskich orderów przypadły 
następujące majątki: Podłużne, 111. Kostopol, Piaskowce, wielka 
Lubasza, Rokitno, Maszcza, Biczal, Skopijowce, Zwizdże, Buda 
Jankiewieka, Ruda Piaskowska, Ostalczyki, Hołowin, Berestowce, 
l,.
		

/Sponsorzy_004_01_271_0001.djvu

			l 


.. 


260 


Wólka Hołowińska, Peremenka i Jankiewicze, razem dusz mę- 
skich 1.762, żeńsko 1.684. Ta scheda w następnem już pokoleniu, 
przez małżeństwa wyszła z domu WorcelIów. 
Stanisław-Grzegorz WorcelI podstoli lit., jużto jako postać 
wybitna i naszych prawie czasów sięgająca, już jako dziedzic Ste- 
pania przedewszystkiem nas obchodzi, jemu więc wyłącznie wspo- 
mnienie poświęcimy. Za jego czasów, starożytny ubogi gródek 
poleski Stepań, który za czasów zamierzchłych za swoich udziel- 
nych książąt, nie miał innego znaczenia, tylko jako punkt stra- 
tegiczny, z mocnym obronnym zameczkiem, teraz dopiero zaja- 
śniał nowem życiem, bo stał się rezydencyą wielkiego pana. 
a podstoli żył dworno i pomagnacku. Stronnik Stanisława-Au' 
gusta, został wkrótce szambelanem królewskim. Dnia 30 sier- 
pnia 1779 roku wziąwszy intromisyą do Stepańszczyzny, zaraz 
w następnym roku postarał się u króla o przywilej na nowe 
jarmarki dla miasteczka: dwuniedzielne nazajutrz po Pokrowie 
i na Fedorowicę, podług kalenrlarza zaś łacińskiego czterotygo- 
dniowy nazajutrz po Eożem Ciele i tygodniowy po św. Annie. 
Pierwszą żoną podstolego była Duklanna Morawska, córka Igna- 
cego i Teofili RadziwiUówny. Wziął za nią posagu od rodziców 
sto tysięcy złotych i dwakroć od wuja żony księcia Panie-Ko- 
chanku, jak świadczy tranzakcya zawarta w Nieświeżu 23 lipca 
1786 roku. Nie było to jednak szczęśliwe stadło i już w 1796 r. 
rozwiódł się z żoną podstoJj, a ta we dwa lata potem wyszła 
za mąż za Wyleżyńskiego. Z tranzakcyi zawartej między pod- 
stolim i panią Duklanną z Morawskich l grudnia 1801 roku 
dowiadujemy się urzędownie, że syn ich Tadeusz, był spłodzony 
z Wyleżyńskim. 
W 1798 roku bracia W orcelIowie: podstoli i kuchmistrz, 
robią rozgraniczenie dóbr swoich; Stepania i Podłużnego i akt 
takowy podpisują "na zamku stepańskim", choć był już dzisiej- 
szy dwór, prawdziwy bowiem zamek oddawna w gruzach leżał. 
Po upadku Rzeczypospolitej, za nowego rządu, podstoli 
W orcelI zacnem i trafnem postępowaniem, potrafił utrzymać sta- 
nowisko i popularność swoję, obrany też został marszałkiem gu- 
bernialnym, tylko co utworzonej gubernii wołyńskiej. W tym 
czasie Katarzyna zatwierdziła mu tytuł hrabiowski, nadany przez 


..,. 


A..
		

/Sponsorzy_004_01_272_0001.djvu

			.. 


261 


..,. 


Maryą-Teresę, a nieco pierwiej jeszcze ponowił związki małżeń- 
skie, z córką sławnego ówczesnego bankiera warszawskiego Tep- 
pera. 
Życie wystawne na marszałk.Jwstwie i wypadki krajowe 
1831 r. spowodowały upadek fortuny Worcellów, a kiedy oka- 
zała się potrzeba sprzedaży majątku, wtedy Stepańszczyznę na- 
był Rosyanin p. Tamilin. Dawny zaś właściciel w malutkim, 
skromnym domku w Stepaniu z rodziną, z garstką dawnych 
sług i rezydentów, spokojnie kilka jeszcze lat przemieszkał i tu 
życia dokonał. Żona jego, wzór dawnej polskiej matrony, zacnej 
i bogobojnej, przeżyła go jeszcze o lat kilkanaście. Kraszewski 
w swoich "Wspomnieniach" JJo7.0!'tawił !lam nadzwyczaj piękny 
i rzewny opis Step ania i jego właścicieli, już po ich upadku ma- 
jątkowym J). W obrazkowej naszej literaturze nie przypominamy 
sobie nic równie pięknego, jak te " Wspomnienia, " a zwłaszcza 
rozdział ów Stepaniowi poświęcony. Występuje tu cała plejada 
postaci żywcem i pomistrzowsku pochwyconych. Staruszka, 
niegdyś wielka pani, otoczona pamiątkami przeszłości, komornica 
we własnym niegdyś majątku. Dokoła niej gronko rezydentów 
w lepszej niegdyś doli, dziś dzielących z nią ubóstwo, bo całą 
duszą jej oddanych. Dawna towarzyszka, panna Valentin, stary 
francuz de Galle, szlachcic, przyjaciel niegdy
 księcia de Nassau, 
krewny Burbonów, za nim drugi, trzeci, typy dawnych dworaków, 
idealnych sercem i poświęceniem, aż nareszcie proboszcz miej- 
scowy ksiądz Choroszyński kapłan ewangieliczny z modlitwą i sło: 
wem otuchy, pokrzepienia na ustach dla wszystkich, postacie 
nieporównane, a dla każdego kto znał tych ludzi - obrazek 
mistrzowski. 
W kilkanaście lat po opisie Kraszewskiego, pozostały tu już 
same groby - rozproszyło się, pomarło wszystko. Z dwóch sy- 
nów podstolego, starszy Mikołaj, postać także w swoim rodzaju 
typowa, ostatni bodaj reprezentant dawnej naszej tęż Y z n y, 
zmarł jeszcze w ojcowskiem gnieździe, w Step aniu - wdowiec 
bezdzietny. Młodszy Stanisław w Paryżu na tułactwie dokonał 
żywota, a pozostała po nim wdowa Salomea z Kaszowskich 


A. 


l) . Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy. wyd. 11;40 r. t. I. str. 38-51
		

/Sponsorzy_004_01_273_0001.djvu

			.. 


- 262 - 


i syn, także Stanisław (imię to było spadkowe w rodzinie) ostatni 
dziedzic nie fortuny wprawdzie ale imienia, pomarli przed kilku 
laty zaledwie. Sam Stepań po wyjściu z rąk Worcellów, prze- 
chodził także różne koleje i właścicieli zmieniał jednych po dru- 
gim. Od Tamilina - za bezcen nabyła te dobra, sławna w osta- 
tnich latach awanturnica, spekulująca na majątki w naszej pro- 
wincyi, które skupowała bez pieniędzy, księżna Abamelek. Ta. 
jak ptak wędrowny, gościła tu oczywiście niedługo i od niej 
przeszła Stepańszczyzna ostatniemi czasy w posiadanie całego to- 
warzystwa przemysłowców, mającego na czele pana J. Blacha, 
znanego i cenionego w kraju naszym prezesa kolei dróg żela- 
znych południowo-zachodnich. Nowa więc przyszłość czeka te 
dobra, obszerne lasy tutejsze mają być należycie eksploatowane, 
projektowane są jakieś zakłady fabryczno-przemysłowe - a na- 
wet odnoga kolei żelaznej, która połączyć ma Stepań z najbliż- 
szą ztąd stacyą kolei brzeskiej, z Klewaniem. 
Tyle z kroniki naszej poleskiej mieściny - jeszcze tylko 
o jej dotąd istniejących i już upadłych świątyniach wspomnieć 
należy... Jedyny jaki tu był kiedykolwiek kościołek katolicki, ubo- 
żuchny, nie ma prawie pamiątek. Na początku dopiero bieżącego 
stulecia, z drewnianego przerobiono go na murowany. Pierwszymi 
jego fundatorami byli, zdaje się, książęta Ostrogscy, a w archi- 
wach dubieńskiem i miejscowem kościelnem pozostały o nim 
następujące dokumenty: 
a) 1614 r. 5 grudnia. Erekcya od ks. Janusza Ostrogskiego 
kasztel. krakow. dla kościołów w Stepaniu, Derażnem i Bereżnicy, 
nadająca im fundusze i inne prawa; 
b) trzy dokumenty kahału stepańskiego 1) 1723 r. 4 junii 
fundusz na Promotora Różańca św. w sumie złp. 4700, 2) 1724 
roku, 9 augusta, asekuracyjny zapis tegoż funduszu, 3) 1743 r., 
3 apryla, zapis wyznaczający kościołowi łoju, kamieni 6 i wosku, 
kamień 1.; 
ej 1757 r., 20 junii. Odsądzenie proboszcza od wszelkich 
wybiorów z targów i jarmarków \V Stepaniu; 
dJ 1803 r., 9 maja. Kompozyta zawarta w Stepaniu po- 
między jw. Stanisławem-Grzegorzom Graffem Worcellem, pod- 
stolim w. ks. lit. marszałkiem gub. wołyńsk., a księdzem Igna- 


. 
I 



 


"ł' 


4
		

/Sponsorzy_004_01_274_0001.djvu

			- 


.. 


- 263 - 


. 
I 


cym Gruszczyf1skim, kanonikiem Ołyckim, dziekanem Rówieńskim 
i proboszczem stepańskim, mocą której jw. Worcell dla pomno- 
żenia chwały Boskiej, obowiązuje się w przeciągu lat dwóch: ko- 
ścioł w Stepaniu wymurować i wystawić kosztem swoim domy 
dla proboszcza, promotora, organisty, zakrystyana, na szkółkę 
i szpital. Na utrzymanie tych budowli ma się wypłacać corocznie 
z kasy stepańskiej po złp. 30 (?) jak również i zł. 650 zamiast 
dziesięciny corocznie proboszcz odbierze. W zamian zaś gruntów, 
placów i sianożęci, jurydyka naznacza się, KryczyIsk zaś dzie- 
sięcinę z ziarna obowiązany jest dawać, co wszystko potwierdza 
imperator rosyjski 29 lutego 1807 r. 
Cerkwi greckiego obrządku w m. Stepaniu od najdawniej- 
szych czasów było kilka: Soborna, Troicka, Spaska, S. Mikołaja 
i Preczystej. Do tych cerkwi następujące przechowały się jeszcze 
w archiwach dokumenty. 
aj 1562 r. 6 grudnia. Prawo od ks. Janusza Zasławskiego 
na grunt do cerkwi Sobornej dla wystawienia domu i szkółki, 
z wolnością od wszelkiej opłaty; 
b) 1592 r. Prawo nadane od ks. Konstantyna Ostrogskiego 
do cerkwi Troickiej w Step aniu ; 
e) 1607 r. 2
 oktobra. Pozwolenie wydane w Ostrogu od 
ks. Konstantyna Ostrogskiego, na wywóz z lasów drzewa bartniego 
na potrzeby cerkwi Spaskiej w Stepaniu; 
dJ 1651 r. 4 augusta. Prawo wydane w Dubnie od ks. 
Władysława-Dominika Ostrogskiego na wieś Łopuszki zwaną, 
przeznaczając ją do cerkwi Spaskiej w Step aniu ; 
e) 1749 r. 4 8bra. Kopia Erekcyi dla cerkwi św. Trójcy 
w Stepaniu ; 
f) 1754 r. 4 marca. Oblata w grodzie łuckim Erekcyi dla 
cerkwi św. Mikołaja w Stepaniu, w której wyznacza się dla niej 
Ostrów w Doroszynach uroczysku pod Midzkiem; 
g) 1762 r. 7 8bra. Kopia Erekcyi od ks. Aleksandra San- 
guszki dla cerkwi Troickiej w Step aniu, z oznaczeniem dla niej 
pewnych gruntów; 
h) tegoż dnia i roku Erekcyjne prawo wydane w Dubnie 
od ks. Janusza-Aleksandra Sanguszki, do cerkwi Stepańskiej p.t. 
Preczystej, z opisaniem granic; 



 
I 


.;,. 


4
		

/Sponsorzy_004_01_275_0001.djvu

			. 


264 - 


i) 1766 r. 15 maja. Erekcya wydana w Dubnie od ks. Ja- 
nusza-Aleksandra Sanguszki, dla cerkwi stepańskiej św. Spasa; 
k) 1767 r. 6 maja. Fundusz oznaczony dla tejże cerkwi 
w gruntach, sianożęciach i innych dochodach. 


.. 
. 


o wiorst trzy od Stepania przy Horyniu, nieopodal od 
wioski Komorówki, jest puste uroczysko, zwane Monasterszczyzną 
przez lud okoliczny, a nawet w dawnych planach i papierach. 
Już sama nazwa tego miejsca, jako też i szczątki dawnego jakie- 
goś muru, naprowadzają na wniosek, że tu kiedyś monaster być 
musiał. Jakoż znajdujemy o nim liczne wzmianki w archiwach 
miejscowych, a nawet w późniejszych, poczynając już od XVII 
wieku, nazywany jest niekiedy "Podkomorowieckim, na ostrowiu 
zbudowanym". Kto zakładał ten monaster i kiedy, na to pewnych 
skazówek niema, może więc jeszcze pierwsi udzielni kniaziowie 
Stepańscy położyli mu kamień węgielny? Pierwsze piśmienne 
ślady o tym monasterze nie sięgają jednak dalej, jak za połowę 
XVI wieku. Z tych dowiadujemy się, że monaster ten był zhu- 
dowany pod we
waniem św. Michała i Jerzego. W 1572 r. ihu- 
menem był tu Sylwester, który miał w swem władaniu wsie 
Wiski i Monastyrki l) i w Białychbrzegach sześciu poddanych, 
także jeziora Czeruzin, Byczyszcze i dwie sianożęcie, pobierał 
nareszcie dziesięcinę z pól zamku stepańskiego. W 1584 roku 
18 Junii, aktem datowanym w Ostrogu, kniaź Konstantyn Ostrog- 
ski w-da kijowski, marszałek ziemi wołyńskiej, przyrzeka na rzecz 
tutejszego monasteru dawać rocznie miodu po garncy dwanaście 
z sklepów zamkowych, oraz po ośm mac żyta - co potwierdza 
znowu w Dubnie 1602 r. 
W 1596 roku archimandrytą tutejszego monasteru jest Isakjusz, 
kŁóry był na Soborze Brzeskim, a w 1599 jest w Stepaniu, a więc 
pl'awdopodobllie na rezydencyi \V tym monasterze, meŁropoIHa 
Łukasz, ten sam metropolita biełgorodzki, który wraz z księciem 


,. 
to 


1) Wsi Wisek, d]a zmienionej zapewne nazwy, odszukać l1ie mogliśmy, 
wieś zaś Monastyrki poło
ona jest nad Horyniem, niedaleko m. Ostroga, Był 
tam niegdyś klasztor św. Krzy
a, z którego nawet jeden starożytny obraz prze- 
chowuje się dotąd w cerkwi św. Mikołaja w Ostrogu. 


.
		

/Sponsorzy_004_01_276_0001.djvu

			... 


265 


.. 
. 


Konstantynem bronił na Soborze Brzeskim praw kościoła wscho- 
dniego. Temu nadane jest znowu drugie prawo w Zdołbicy 30 8bra 
] 599 roku, w którem książe pisze do pana Bogdana, aby mo- 
nasterowi Podkomorowieckiemu oddał sioło Midzk, z młynem, sta- 
wem, daniną miodową i wszystkiemi użytkami. W roku 1601 
otrzymuje monaster tutejszy, zawsze od tegoż księcia Konstan- 
tyna, pozwolenie założenia Wólki Monastyrskiej, na uroczysku 
Lipnikach "z nowoprzybyłych ludzi" a w 1603 r., znowu dodano 
mu ziemię Łobnikiem zwaną. W tym roku widzimy już tutaj na 
miejscu Łukasza, Jeremjego metropolitę pelagońskiego, a w 1610 
jakiegoś władykę Mokaczewskiego - sami więc dygnitarze wscho- 
dniego kościoła, osiadali tu i rządzili klasztorem. 
W l łi27 roku sporządzony był inwentarz włości stepańskiej 
przez Adama Złotolińskiego i Wacława Werżetrawskiego, przy 
tym inwentarzu znajdujemy i opis monasteru, stwierdzony nastę- 
pującym podpisem: "Isakij (Borysowicz) Miłostiu Bożeju Episkop 
Łuckij i Ostrożskij, Stroitel Monastyra Stepańskoho, rukoju wła- 
snoju'/. Złotoliński przy końcu swego sprawozdania o tym mo- 
nasterze, pisze: "Później nie będzie można dowiedzieć się, w któ- 
rem miejscu ten monaster stał, gdyż Horyń inny teraz wziął bieg, 
zniszczył budynki monasteru i wyspę utworzył, więc notuję, że 
był dwu piątrowy (dwuprestolny) z drzewa zbudowany, na cześć 
św. Jerzego i Michała." 
Zdaje się, że od tej pory zaczął monaster chylić się do 
upadku, chociaż, jak widać z papierów, usiłował go podtrzymy- 
wać książe Janusz Ostrogski, kasztel. krakowski, który bronił go 
od napadów Czaplica Szpanowskiego, mieszkającego wówczas 
w sąsiednim Kosmaczowie. 
Sprawdziła się przepowiednia Złotolińskiego, rzeczywiście 
bowiem, znikają ostatecznie ślady istnienia tego starożytnego mo- 
nasteru, Horyń z każdym dniem podmywa je i niszczy coraz bar- 
dziej, tak że dziś już tylko miejsce koło Komorówki, nazwą swoją 
Monasteryszcze, wskazuje pierwotną jego posadę. 


" 
l 



. 


... 


---
		

/Sponsorzy_004_01_277_0001.djvu

			1- 


.. 


-- 


XVIII. 


Jeszcze jedno udzielne księst'Wo na 'WołyńskiE\i Rusi - beresto- 
W"ieckie, ze stołeczne:rn :rniaste:rn Berest - dziś W"ioska Beresto- 
'w"iec, 'W pO'W. rÓ"vV"ień8ki:rn. - Położenie tE\i 'Wsi, bazalto'We po- 
kłady. - Kronikarska 'Wzmianka o tem ks
ęstwie, p6źniE\isze 
dziE\ie tE\i o8ady. - Sąsiednia 'Wieś, da'WniE\i zamek HoloW"in, jeKo 
bistorya. 


... 


Rzucamy na chwilę poleskie piaski, powracając do znanej 
nam już żyznej okolicy Równego. Tam, o wiorst trzydzieści od 
tego miasta, w kierunku Aleksandryi, dość zatem oddalona od 
głównych arteryj komunikacyjnych tej okolicy, na równinie, oto- 
czona lasami, leży wieś Berestowiec pod względem historycznym 
i gieologicznym zasługująca zarówno na uwagę krajowego tury- 
sty. Ogromne pokłady granitu bazaltowego otaczają tę wieś do- 
koła, poczynają się one od rzeczki przed wioską i nie więcej jak 
na łokieć ziemią są pokryte. Kamień ten jest koloru szarego, 
w odłamie czarny, w łokciowe graniasto-słupy poziomo ułożony. 
Żyły jego takiego kształtu, niezmiernie systematycznie jedne na 
drugiej leżące, ciągną się ku drodze wiodącej do Podłużnego i na 
wiorst parę po całym lesie są porozrzucane. Łatwość w dobyciu 
tego pięknego kamienia, jego twardość, spójność i gładkość- 
ogromne nareszcie przestrzenie, które zajmuje - w każdym innym 
kraju, stanowiłyby niewyczerpane bogactwa miejscowości - tu 
mało kto na niego zwraca uwagę - użyty był wprawdzie do 
budowy szosy, ciągnącej się przez Równe, wybrukowano nim 


1 


.
		

/Sponsorzy_004_01_278_0001.djvu

			.. 


267 



 


kilka ulic tego miasta- i na tern koniec. Jak wszystkie w ogól- 
ności wołyńskie bogactwa kopalne, leży w zapomnieniu w setnej 
cząstce nieeksploatowany, jak być powinien... Sama wioska Be- 
restowiec, tak jak dziś jest, niczem się nie odznacza - ściągnąć 
tu chyba może uwagę stary dwór właścicieli pp. Znamirowskich, 
na końcu wsi położony, z łamanym w kondygnacye dachem, pra- 
stary, jakby modrzewiowy dworzec, jakby z ram powieści wy- 
jęty - domostw takich, coraz to już rzadziej... Przejeżdżając 
przez groblę we wsi, zwróciłem uwagę na hiesłychaną ilość wę- 
żów, które spokojnie wygrze\vały się na słońcu, nieustraszone 
widokiE'm człowieka, jak domowe stworzenia - bo też są one 
takiemi, zaprzyjaźnione z dziećmi i bydlętami, niejadowite, sta- 
nowią właściwą cechę tutejszego Polesia - w chacie i w oborze 
Poleszuka zarówno tolerowane, a przesąd miejscowy tępić ich 
nie dozwala... 
Ale Berestowiec ma swoję historyą, niezmiernie nawet sta- 
rożytną, bo już w XI wieku pod nazwą Berestia, po kronikach 
jako gród jest wspominany, gródek udzielnego książątka, które 
się na nim pisało. Sąsiednia graniczna wioska Hołowin, w której 
o zamku, wprawdzie dopiero w XVI wieku wzmiankują, nieza- 
wodnie w skład tutejszego księstwa wchodzić musiała, a znaczna 
liczba znajdujących się przy niej kurhanów, od których nawet 
folwark nazwano, zdaje się wspierać ten domysł. Starożytny 
udział Berestia, w miarę zwiększającej się ludności, drobnieć mu- 
siał, otóż i oddzielne wioski dokoła niego potworzyły się. 
Wołyńska latopiś pag. 16 tak powiada: "W 1100 roku Jaro- 
sław syn Jaropełka władający grodem Berestiem, zamyślał przy- 
łączyć do swego księstwa Dorohobuską ziemię l), lecz był poj- 
many na rzece Nur wpadającej do Buga, przez włodzimirskiego 
księcia Jarosława i osadzony w więzieniu, w którem na dziesią- 
tym miesiącu umarł dnia 11 sierpnia 1103 roku". 2). 
Na tern się ogranicza kronikarska wiadomość o tern księstwie 


.f 


1 
, 


,) Dorohohut, także wieś w pow. rówieńskim, niegdyś stołeczny gródek 
udzielnego księstwa tego nazwiska, jednego ze znaczniejszych urlzielnych w obrę- 
bie dzisiejszego Wołynia. 
I) Połnoje Bobranie ruskich letopisiej. Wołynskaja letopiś pag. 16. 


"
		

/Sponsorzy_004_01_279_0001.djvu

			268 


o jego panującym książęciu, skąpa i mętna, jak w ogólności 
skąpe i mętne wszystkie źródła z tej epoki. 
Jakie były losy tego gródka w dalszej kolei lat, tego, zdaje 
się, już się nie dowiemy, zniknął on nam, jak poznikało 
wiele innych miejsc, po kronikach wspominanych, które albo śladu 
istnienia po sobie nie zostawiły, albo też zamieniły się w liche, dziś 
nic nieznaczące sioła, o których już tylko wyobraźnia skreślić histo- 
ryą jest w stanie. Taki los spotkał Peresopnicę, Dorohobuż, 
Dubrowicę. Stepań i nasz Berestowiec. A były to jednak, choć nie 
zupełnie w dzisiejszem rozumieniu, stolice udzielnych państewek. 
siedziby książątek, obronne gródki, z zameczkami opasanemi 
ostrokołem, o ziemnych wałach, aż nadto dostatecznych dla 
obrony od ówczesnego oręża i sztuki wojowniczej z tych czasów. 
Do tych gródków zjeżdżali się nietylko książęta Rusi, na narady, 
wiece, weselne gody, przymierza, lub dla wznowienia nowych 
walk, ale nawet królowie Polski i Węgier bywali tu niejedno- 
krotnie przez miejscowych książąt podejmowani. Przy szklanicy 
gęstego miodu, stawały więc traktaty. zawiązywały się sojusze 
i szczęk oręża rozlegał się na wałach. Wszystko to czas wojny, 
przewaga większych państw ościennych, a najbardziej może wza- 
jemne pomiędzy temi drobnemi władzami waśnie i bratobójcze 
walki przyprawiły o zagładę, przywiodły do zupełnego zniszcze- 
nia. Z upadkiem tej mikroskopicznej feudalności na Rusi w po- 
czątkach XIV wieku, padły i te książęce stolice - nie było w nich 
złotem błyszczących gmachów i świątyń, ani twierdz niezdoby- 
tych, runął ziemny wał, opustoszała drewniana cerkiewka, spło- 
nął ogniem zamek, siedziba książęca - i już było po stolicy. 
A gdzieś tam w zakątku zburzonego książęcego gródka, została 
się wypadkiem, stara, do wału przyparta lepianka, jedna lub dwie, 
te przygarnęły rozbitków. poddanych upadłego księstwa, reszta 
rozproszyła się na wszystkie strony, innych siedzib. wojen i przy- 
gód, innych szukając panów. Mijały lata i lat dziesiątki, rozra- 
dzała się garstka rozbitków dawnej stolicy, ściągali się powoli 
i nowi przybysze, lub powracali do wygasłego ogniska, ci którzy 
przy życiu zostali, a którzy opuścili je byli przed laty - ot, obok 
ocalałej z dawnej stolicy chatki rozbitków, nowa osada wznosić się 
poczęła, a że się w ścianach chatki uchroniła wśród mieszkańców 


l 


..
		

/Sponsorzy_004_01_280_0001.djvu

			. 



 


269 - 


.. 
I. 


dawna nazwa nieistniejącego już gródka, bo ją powtarzało echo 
i gromadka igrających na wałach dawnego zamczyska dzieciaków, 
a i dziadek dzieje dawnego grodu opowiadał, a więc i do no- 
wej osady, stara nazwa jakby przyrosła. Mnich tymczasem z są- 
siedniego monasteru, który wzniósł się w okolicy w jakie paręset 
może lat potem, chodził po okolicy z krzyżem, o chleb dla kla- 
sztornej braci prosił i podsłuchał gawędę dziada i szczebiotanie 
dziatwy - a mniszysko było ciekawe, zaniósł więc, co słyszał 
do klasztoru i zapisał dla pamięci w wielką księgę, którą cho- 
wał w celi. Umarł mnich, pomarło i wielu jego następców, a po- 
żółkła od starości księga pozostała - aż po latach i wiekach 
wielu - ktoś ją tam z pyłu wydobył, kroniką ją nazwał, treść 
przepisał i światu drukiem ogłosił. W takito sposób doszły nas 
okruchy z dziejów dawnej Peresopnicy, Dorohobuża, naszego Be- 
l'estowca i innych podobnych mu państewek. 
O mil pięć od berestowieckiego państwa leżało znane nam 
już państwo stepańskie, dzielnica innych i jak się zdaje możniej- 
szych książąt; otóż czy to drogą podbojów, jeszcze za czasów 
udzielności, czy już może po upadku obydwóch tych księstw - 
a więc drogą nabycia przez prywatnych właścicieli, tego się już 
dobadać trudno, dość że Berestowiec wcielił się do dóbr stepań- 
skich, przeszedł we władanie jednych panów i już na początku 
XVI wieku, widzimy z dokumentów, że dzielnice te razem po- 
łączone, stanowiły dziedziczną własność książąt Ostrogskich; dal. 
sze więc dzieje Berestowca - wspólne są z majętnością step ań- 
ską, której monografią podaliśmy wyżej. W zeszłem stuleciu, jako 
dobra ordynackie, Berestowiec stosownie do kolbuszowskiej tran- 
zakcyi, zamiast dawania żołnierza, płacił ordynackiego podatku 
złp. 1936 gr. H. 
W roku 1776 wraz ze Stepańszczyzną przeszedł Beresto- 
wiec w posiadanie Worcellów, a we trzy lata potem, kiedy bra- 
cia W orcelle kasztelanice haliccy dzielili się między sobą ma- 
jątkami, przypadł Berestowiec, wraz z kluczem podłużeńskim na 
schedę Leonarda kuchmistrza koronnego. W następnem już po- 
koleniu, cała Podłużeńszczyzna przez małżeństwo stała sie wła- 
snością Radziwiłłów. Za naszych już czasów, dobrze mieszkań- 
com Krakowa znana księżna Marcelina z Hadziwiłłów Czartoryska, 



 


..
		

/Sponsorzy_004_01_281_0001.djvu

			270 - 


córka Michała, pułkownika wojsk polskich i Emilii WorcelIówny, 
wydzieliła z klucza podłużeńskiego Berestowiec i darowała tę 
wieś Tomaszowi Znamirowskiemu, zasłużonemu w domu jej 
ojca, -- rodzina którego dotąd tą majętnością włada. 
Sąsiednia wieś Hołowin należy do klucza podłużeńskiego, 
który wraz z klewańskim, przed kilku laty przez tę sarnę księżnę 
Marcelinę, sprzedany został rządowi. Z dawnych czasów pozo- 
stały tu wspaniałe budynki gospodarskie, mianowicie obory, 
w których Czartoryscy sławne bydło rasy styryjskiej utrzymywali. 
Z starożytnych tej osady pamiątek, niema tu nic zgoła, wyjąwszy 
wałów opasujących zapewne dawne zamczysko i licznych mogił 
rozsianych za wsią. Za to archiwalnych danych o dziejach tego 
Hołowina, mamy więcej niż o Berestowcu, choć się takowe roz- 
poczynają dopiero z XVI wiekiem. 
Aleksander król przywilejem 27 junii 1502 r., w Nowo- 
dworze wydanym, nadaje księciu Semenowi Jurjewiczowi z Hol- 
szan, staroście łuckiemu, marszałkowi ziemi wołyńskiej, namiest- 
nikowi kamienieckiemu, za wierne i zawsze gotowe usługi, a także 
rozsądne rządy, z tern żeby nadal jeszcze z większą chęcią to 
spełniał (słowa przywileju), majątek w łuckim powiecie leżący, 
nazwany Hołowin i do tego cztery dworzyszcza, mianowicie: 
Panfilowskie, Jankowickie, W ołkowickie i Pomidołowskie, ze 
wszystkiemi sługami i ludźmi i z całą' ziemią do tego należącemi, 
nazawsze tak dla niego, jako też i dla jego potomków. Po śmierci 
Semena Jurjewicza, pozostała jego wdowa Nastazya, prosi króla 
Zygmunta o potwierdzenie tego przywileju, co ten monarcha do- 
pełnił w Krakowie 24 lutego 1507 r. Indykta 10. 1). 
W obydwóch tych przywilejach niernasz żadnej wzmianki 
o tutejszym zamku, kiedy natomiast późniejsze akta od połowy 
XVI wieku poczynając, wszędzie go wspominają, mieniąc go je- 
dnym z przedniejszych w okolicy. Prawdopodobnie więc pier- 
wszym jego założycielem był dopiero ów Holszański, mąż ry- 
cerskiego ducha, o którym wiemy z dziejów, że się wciąż z Ta- 
tarami ucierał. Z córką Semenowej Jurjewiczowej, Anm!, i Ho- 
łowin dostał się księciu Konstantynowi I wanowiczowi Ostrogskiemu, 


I) Metryka lite wsk. ks. VIII. i Akty Zapadnoj Rosyi T. II. N. 14.
		

/Sponsorzy_004_01_282_0001.djvu

			j 
I 
I 


271 


hetmanowi litewsk. w którego rodzie ciągle już nadal pozosta- 
wał. W znanej nam dobrze i często przytaczanej lustracyi zamku 
łuckiego z 1545 roku, natrafiamy na wzmiankę, że bojarowie ho- 
łowińscy dach kryć winni na wieiy zwanej Pińską, w zamku. 1). 
Czasowie tylko, jak całą Rówieńszczyzną i Stepaniem, za- 
władnął i Hołowinem Albrycht Łaski, z mocy zapisu swej iony, 
sławnej Beaty, ale już w 1574 roku, óstatecznie wszystkie te do- 
bra oddać był zmuszony prawnym ich właścicielom: Wasylowi- 
Konstantemu Ostrogskiemu, wojewodzie kijowo i bratance jego 
Halszce. Janusz ksiąie Ostrogski tworząc ordynacyą, wcielił do 
niej i Hołowin wraz ze Stepaniem. Odtąd wieś ta naleiała za- 
wsze do dóbr słuibie wojennej podlegających pod chorągwią 
ordynacyi, to jest inaczej, bywała dawaną zwykle zasłuionym 
ojczyźnie, lub samemu księciu w doiywocie, z tern, ie sam oso- 
biście i z przyzwoitą przysługą, stawać był powinien na każde 
zapotrzebowanie pułkownika ordynackiego regimentu ostrogskiego 
i z kaid ej dokonanej wyprawy brać od niego pokwitowanie. 
Ostatnim tego rodzaju przywilejem był wydany 18 augusta 1715 
roku w Dubnie, od księcia Aleksandra-Dominika Lubomirskiego, 
ordynata ostrogskiego, panu Adamowi Buynowskiemu na część 
dóbr Hołowina. Wraz ze Stepańszczyzną przeszedł następnie Ho- 
łowin w posiadanie W orcelłów i naleiał do klucza podłuień- 
skiego i wraz z nim w ostatnich czasach przez Czartoryskich 
sprzedany został rządowi, to jest na prywatne dobra (udieły) 
familii panującej. 


l) Archiw kijewsk. komis. T. IV. 2,77. 



 


..-..
		

/Sponsorzy_004_01_283_0001.djvu

			XIX. 


Słó"W"ko o Horyniu, charal<:terystyka t
 rzeki. - Dobra _ Kurasz 
dziedzict"W"o Kaszo"W"skich herbu Janina, da"W"ne dziE"je tego :rniE\i- 
sca, początek osady i kilko"W"iel<:o"W"e jej lORY. - Starożytny ród 
Montołdó"W" osiada na Rusi, l<:I'ze"W"i się i "W"YKasa. - Kurasz prze- 
chodzi "W" ręce I
aszo"W"Bkich, hi8toryczne notaty z :rni
Bco"W"eKO 
archi"W"u:rn. 


Najpiękniejszą niezaprzeczenie Z wołyńskich rzek, najobfit- 
szą w historyczne pamiątki jest Horyń. Rzeka ta przebiega 
przez miejscowości wyłącznie prawie polskie: przez powiat za- 
sławski, ostrogski, rówieński, łucki, nareszcie przez Pińszczyznę, 
ale brzegi ma dziwnie malownicze, otoczone szerokiemi błoniami, 
po których płynie krętem korytem. Na tej rzece rozsiadły się 
obronne, słynne w dziejach pohoryńskie zamki, których szczątki 
dotąd pozostały, jako to; w Jampolu, Ostrogu, Buhrynie, Hu- 
szczy, Drohobużu, Horyngrodzie (dawnej Krupie), Tuczynie, Ko- 
źlinie, Chociniu, Kryczyisku, Stepaniu, Dubrowicy, Wysocku, a na- 
wet w całości dochowane w Zasławiu i Wiszniowcu prześliczne 
pamiątki ubiegłych czasów, a obok tych niezliczona liczba horo- 
dyszcz i kurhanów. Dziś jeszcze naliczyć można 20 miast i mia- 
steczek i sto kilkadziesiąt wiosek, które pokrywają brzegi Hory- 
nia. Natura tych okolic, jakkolwiek posępna, nawpół dzika, ma 
jednak w sobie coś dziwnie pociągającego. Do tych sosnowych 
borów, do tych piasków, bagien i brodów, do tych przysłowio- 
wych grobel poleskich, tak łatwo przylgnąć można, że dla mie- 
szkailCów tutejszych okolic - najwięcej malowniczy step, nie 


t 


ł-
		

/Sponsorzy_004_01_284_0001.djvu

			273 


t 


tylko niema uroku, aleby go za zadne skarby świata nie wymieniał 
za swe sosny i bagna. Nawet przybysze ulegają temu urokowi 
lasów, czego dowodem słuzy Kraszewski, który spędziwszy na 
Polesiu kilkanaście lat zycia, opisywał je z dziwnie poetycznym 
zachwytem. Sam wyrosłszy na Polesiu, podzielam te wrazenia 
naj zupełniej, i dlatego czytelnicy dziwić się nie będą, ze ich tak 
często w te leśne okolice wprowadzam. A więc i dziś prosimy 
z sobą na jednę z takich wędrówek. 
Głęboko na Polesiu zasunięte, juz na krailCach Pińszczyzny, 
między miasteczkami Dąbrowicą i Ben-znicą, na jednem z naj- 
piękniejszych wybrzezy Horynia, rozsiadły się obs
erne kuraski e 
dobra, klucz z miasteczka i kilku wsi złozony, własność dziedzi- 
czna i główna siedziba moznej rodziny Kaszowskich. Dobra te 
pomimo posępności swego połozenia i gruntów piaszczystych, 
zarówno jak i sąsiednia Dąbrowica, wyrózniają się wśród spu- 
stoszonego w ostatnich latach Polesia, zamoznem i ,vzorowem 
swem urządzeniem, pięknie zachowanemi lasami, wspaniałemi 
budowlami gospodarskiemi i pańską siedzibą w samym Kuraszu. 
Kaszowscy osiedli tu z początkiem dopiero obecnego stulecia. 
Ojciec dzisiejszego dziedzica Ignacy Kaszowski, starosta niwski, 
nabywszy Kurasz od Radziwiłłów, pierwszy tu zamieszkał, znę- 
cony pięknem połozeniem i malowniczemi widokami tej maję- 
tności. Był to pan możny, oprócz tutejszych posiadał bowiem 
za Bugiem obszerne dobra, i jako wierny przedstawiciel sfery swojej 
i epoki w której zył, lubił wystawę i zycie okazałe. Za niego- 
to, między latami 1800 a ] 828, na miejscu starego drewnianego 
zamczyska, stanął w Kuraszu obszerny dwór dzisiej!!zy, wpaniała 
w stylu bizańtyńskim kaplica. piętrowy budynek mieszczący bi- 
bliotekę, obszerne nareszcie stajnie i cieplarnie. Sławny MikleI' 
załozył tu ogród przeszło 40 morgów przestrzeni zajmujący, ja- 
kiemu równego okolica nie posiada. Ogród ten oblany Horyniem, 
który w tern miejscu ma brzegi wzgórzyste i tworzy kilka wiją- 
cych się odnóg, poprzecinany jest sztucznemi wzgórzami, upię- 
kszony posągami, mostkami, altanami w guście XVIII-go wieku, 
odznacza się pięknością drzew sadzonych w cienie i rozległością 
widoków, wt:;zędzie widzisz tu sztukę, kt
ra trafnie naturze rękę 
podała. W tej pięknej siedzibie, jak oaza na głuchem Polesiu 
z boru I Itepu. 18 


ł-
		

/Sponsorzy_004_01_285_0001.djvu

			274 - 


rzuconej, gwarno i ludno było przez lat wiele. Pan starost.a 
trzymał nadworną kapelę, naprzemian więc ze swymi możnymi 
sąsiadami: Platerem z Dąbrowicy i Urbanowskim z Horodca, 
wyprawiał świetne zabawy, teatry amatorskie i polowania, na 
które zjeżdżano z najdalszych okolic, bawiono się wybornie, a je- 
dzono i pito jeszcze lepiej. Czasyż to były, czasy złote dla mie- 
szkańców tych stron, a Polesie jakby. dziwną anomalie! otacza- 
jącej przyrody, szczególną odznaczało się świetnością. Pańskie 
domy: W orcella w Stepaniu, Platerów w Dąbrowicy, starosty 
Kaszowskiego w Kuraszu i Antoniego Urbanowskiego w Horodcu, 
podtrzymywały tę świetność, całe mrowiska szlachty garnęły do 
siebie. Rok 1830 przeciął to wszystko. Poupadały pałace. ucichła 
muzyka, ustały gwarne biesiady i zebrania i powoli wszystko 
w ruinę iść poczęło. 
Dziś Polesie przedstawia straszny obraz zniszczenia, wraz 
z jego pięknemi lasami, jakby pod jednym toporem, upadł do- 
brobyt i zamożność tych stron - i nie dziw, z tych obszernych 
bowiem, na dziesiątki tysięcy liczonych przestrzeni, ze zniszcze- 
niem lasów przeciął się i dochód, pozostały tylko do ziemi przy- 
wiązane ciężary, a niebaczni ich właściciele zapóźno nauczywszy 
się bajki o koniku polnym i mrówce, do ostatecznej przyszli ru- 
iny. Dąbr'owickie i kuraskie dobra stanowią podobno dwa je- 
dyne wyjątki, ocaliły je ład, porządek i przezorność dzisiejszego 
pokolenia. Muzyki tu już niema wpraw ozie, ale zato pozostały 
piękne lasy, radujące oko i wzorowie urządzone poleskie gospo- 
darstwo, mogące służyć za wymowny przykład, że i bez żyznych 
porlolskich łanów pszenicy, pracą i wytrwałością, do zadowalnia- 
jących materyalnych rezultatów dojść można. Dzisiejszy dziedzic 
Kurasza p. Adolf Kaszowski z hr. Eleonorą Ilińską ożeniony, 
jakkolwiek część roku przepędza za granicą i w Warszawie, zje- 
żdża tu jednak na całe lato i nic nie oszczędza dla upiększenia 
i utrzymania podawnemu ojcowskiej siedziby. 
Kurasz, jak wszystkie po części poleskie osady,. ma swoję 
historyą, z którą splatają się dzieje . kilku starożytnych rodzin, 
a więc ciekawą i stanowiącą ułamek ogólnej krajowej historyi. 
Postaramy się streścić ją pokrótce, zawdzięczając. dostarczonym 
nam materyałom z miejscowego archiwum, pl'zez sYl!.a dzisiej- 


.. 


l
		

/Sponsorzy_004_01_286_0001.djvu

			ł 


- 275 - 


szego właściciela, p. Teodora Kaszowskiego, miłośnika jak i my 
badań z przeszłości krajowej. S. p. Teofil Stypułkowski, su- 
mienny szperacz dawnych pamiątek wołyńskich, którego ręko- 
piśmiennemi notatami często się w pracach naszych posiłku- 
jemy, twierdzi, że dzisiejscy Kurasz stanowił pewny wydział 
dawnego księstwa dubrowickiego, i że wraz z nim należał do 
posiadłości książąt Holszańskich-Dubrowickich. To twierdzenie 
opiera na testamencie kniazia Jurja Iwanowicza Holszańskiego 
sporządzonym w 1536 r., a w którym jakoby między innemi do- 
brami, z których synowie kniazia spłat matce Maryi Sanguszkó- 
wnie robić byli powinni, wpomniana jest obok Dubrowicy i Ku- 
raszezyzna. Stypułkowski widocznie testamentu tego sam nie 
widział, a zasłyszał tylko o nim, w dokumencie tym bowiem, 
którego urzędowy ekstrakt mamy u siebie, a zużytkowaliśmy go 
przy opisie "księstwa dubrowickiego" niema żadnej zgoła wzmianki 
o Kuraszczyźnie. Według Stypułkowskiego z córką kniazia Jurja, 
także Maryą, zamężną w pierwszem małżeństwie za Montołtem, 
dobra kuraski e wejść dopiero miały w dom Montołtów. W su- 
maryuszu dokumentów pijarów dąbrowiekich, natrafił nasz ba- 
dacz na wzmiankę, że któraś ks. Holszańska, prawdopodobnie taż 
sama Marya, daje prawo na miasteczko Kurasz, osadzone na grun- 
cie bielatyckim; do sumaryusza tego miała być dołączona mapa 
na pergaminie, ale ani samego dokumentu, ani nadania, ani 
mapy już Stypułkowski nie znalazł. Otóż cały ten wywód jest 
błędny, dokumenty bowiem kuraski ego archiwum świadczą 
inaczej i zaznacz1\ią Montołtów jako pierwszych i naj dawniej- 
szych właścicieli Kurasza i tylko granicznych sąsiadów z dubro- 
wiekiem księstwem, na którem panowali Holszańscy. Marya 
Jurjewna posiadała wprawdzie Kuraszczyznę, ale to przez mał- 
żeństwo z Montołtem, po którym w spadku te dobra dostała. 
Trafne zato bardzo jest Stypułkowskiego określenie z źró- 
dłosłowu nazwy Kuraszczyzny czyli Kuraczyzny, od dawnego 
wyrazu kuracz, oznaczającego wypalacza, wioski bowiem do 
składu tych dóbr wchodzące były całkiem leśne, a więc mie- 
szkańcy ich musieli się zatrudniać wypalaniem potażu, wyrobkiem 
smoły i innych leśnych produktów przez wypalanie ctobywanych 
w produkcyi. 


I 
'" 


10" 


-- 


.J
		

/Sponsorzy_004_01_287_0001.djvu

			I 


276 


Heraldycy' nasi albo żadnych, albo bardzo szczupłe tylko 
wiadomości podali nam, o starożylnej litewskiej rodzinie Mon- 
toMów, których Montołtami, a nawet Montowtami nazywają 
niekiedy. Dopiero wydane w r. 1849 w Kijowie, przez profesora 
Iwaniszewa "Życie kniazia Andrzeja Michajłowicza Kurbskiego", 
rzuciło niejakie światło na gienealogią tego domu, a papiery 
z archiwum kuraski ego potwierdzają i w części uzupełniają 
takową. 
Jakób Michajłowicz MonłoM, namiestnik krzemieniecki, otrzy- 
mał od Zygmunta I-go w 1508 r., prawem dziedzicznem dobra 
Młynów i Pekałów na Wołyniu l). Dokument. z XVII-go wieku, 
a mianowicie akt rozgraniczenia powiatów łuckiego z pińskim, 
wzmiankuje, że i Kurasz tą donacyą był objęty i temuż Montoł- 
dowi przez Zygmunta I-go w tym czasie nadany został \1). Jakób 
Montołd, pan licznych włości w powiatach lidzkim i orszańskim na 
Litwie, z małżonki, której nazwisko akta nasze zamilczają, lecz 
która żyła jeszcze w r. 1545, pozostawił córkę Annę, Szczęsnego 
Gąsińskiego małżonkę i dwóch synów Jana i Andrzeja. 
Z tych Jan Jakóbowicz Montołd, z drugiej swej żony Bar. 
bary księżniczki Poryckiej (która po jego śmierci zaślubiła Ale- 
ksandra Siemaszkę kasztelana bracł.) miał córkę Annę, Pawła 
Zgliczyńskiego małżonkę, o ile się zdaje bezdzietną, która w 1575 
roku matce swojej Siemaszkowej odstąpiła swoję oicowiznę: 
Kobłyń, Młynów i Lipę 3). 
Brat Jana, Andrzej Jakóbowicz Montołd, był pIerwszym 
mężem głośnej ze swych nieszczęść i z awanturniczych przygód 
Maryi Jurjewny księżniczki Holszańskiej. Po krótkiem z nim 
pożyciu, wyszła ona powtórnie za mąż, za Michała Tyszkowicza 
Kozińskiego, z którym miała córkę Barbarę l-mo voto księcia 


') Młynów i Pekałów w dzisiejszym powiecie dubieńskiffi położone, 
są własnością Chodkiewiczów. W Młynowie utrzymał się dotąd piękny pa- 
łac z dawnemi zabytkami tej rodziny, w Pekałowie zaś pozostały ruiny pa- 
łacyku zbudowanego na letnią rezydencyą przez hr. Aleksandra Chodkiewicza, 
znanego chemika i uczonego. 
') Archiwum Kaszowskich w Kuraszu. 
S) Kobłynia lla mapach Wołynia odszukać już nie można, musiała ta 
osada zmienić dzisiaj nazwisko; Lipa, wieś w powiecie dubieńskim jest własno- 
ścią Omiecińskich. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_288_0001.djvu

			277 


.. 


Jerzego Andrzejowicza Zbarażskiego, 2-do voto Andrzeja Fir- 
leja z DąLrowicy małżonkę. Po śmierci drugiego męża. już 
będąc niemłodą, wydała się jeszcze raz za głośnego wychodź- 
cę z Moskwy, kniazia Kurbskiego, pana na Kowlu, Wyżwie 
i Milanowiczach, z którym najdziwaczniejsze przejścia i przy- 
gody zapełniają dwa tomy dzieła Iwaniszewa l). Niemogąc się 
zgodzić, małżonkowie woleli się rozstać, obrzucając się wzaje- 
mnie najczarniejszemi potwarzami. Kurbski po niezupełnie legal- 
nym, o ile się zdaje, rozwodzie, ożenił się po raz trzeci w 1579 
roku z Aleksandrą Siemaszkówną, z którą żył jeszcze lat prawie 
cztery, ale Marya Jurjewna pozostała już do końca życia w stanie 
wdowieńskim. Z pierwszego swego małżeństwa z Andrzejem 
Jakóbowiczem Montołtem, miała Marya Jurjewna Holszailska dwóch 
synów, także Jana i Andrzeja, którym ogromne majętności, klucz 
dubrowicki, spadły na nią pll wygaśnięciu IIolszańskich, jako też 
i całkowity dzisiejszy klucz kuraski, z wyjątkiem, jak się zdaje 
samego Kurasza, przekazała. Na tych dwóch Montołtach wygasł 
męski szczep tego starożytnego rodu litewskiego. Jan l\Iontołt 
umarł w 1611 r., a wkrótce po nim przeniósł się do wieczności 
i brat jego Andrzej. Iwaniszew ma mnóstwo' szczegółów w swo. 
jej książce o tych ostatnich Montołtach. Mieli być bardzo roz- 
pustnego żywota, napadali po drogach i na domy okolicznej 
szlachty, dopuszczając się naj wyuzdańszych wybryków. Szcze- 
gólnie nękali męża swej matki, kniazia Kurbskiego, który wpra- 
wdzie. jak widać z akt, odpłacał im dobrem za nadobne. 
Jeszcze za życia ostalniego Montołta, sąsiad jego ze wsi 
Beluchowicz, szlachcic Maciej Krogulecki, za zbiegłych swoich 
23-ch poddanych, którym Montołt dał przytułek, naliczył na nim 
za to, jako też i za inne gravamina 14.625 
rzywien, a gdy się 
nie pilnował, zabrał mu na mocy wyroku zapadłego w HiW r., 
dobra Kuraszczyznę, a mianowicie I"am Kurasz i wsie Kołki, Be- 
reżki, Lubikowicze, Bielatycze, Karl1'Sin i kilka przysiołków 2). 
Umarł Montołt nie odparłszy najazdu, wkrótce potem (około 
1618 r.) Krogulecki wszedł w jakieś układy z księciem Jerzym 


l 


I) O tych dziejach wspominamy nawiasem, obszerniejsze bowiem szcze- 
gĆJły o nich, pomieściliśmy w opisie .księstwa dubrowickiego". 
I) Stypułkowski z archiwum pijarów dąbrowickich. 


. 


--
		

/Sponsorzy_004_01_289_0001.djvu

			27ł; 


Czartoryskim z Klewania i jemu pretensye swoje do montołdow- 
skiej fortuny ustąpił. Wszczął się więc o posiadanie Kuraszczy- 
zny jeden z tych wiekowych procesów, których dzieje ówczesne 
tak częste nam przedstawiają przykłady, które z pokolenia w po- 
kolenie przekazywały się rodzinom. Tak się tu stało, kiedy bo- 
wiem z jednej strony Czartoryscy i Kroguleccy zawładnęli Kura- 
szem, z drugiej synowie Anny z Montołtów Gąsińskiej: Andrzej, 
Jan i Daniel, oraz ich siostra Anna, zamężna Kowalkowska, pra- 
wowici po kądzieli spadkobiercy fortuny montołtowskiej, zaczęli 
się o takową dopominać; lecz trzej Gąsińscy niewiele posunąwszy 
sprawę, zeszli w młodym wieku bezpotomnie, cała więc spuścizna 
Montołtów dostała się jej siostrze, Annie z Gąsińskich Kowalkow- 
skiej, lecz i ta pozostawiwszy trzy małoletnie córki, zeszła za 
braćmi do grobu. 
Gorzej się jeszcze działo z tą montołtowską spuścizną, pod- 
czas małoletności Kowalkow
kich, jednę bowiem część takowej 
przywłaszczył sobie Mikołaj Chlebowicz, kasztelan wileński (t 1633 
roku) korzystając jakoby z przywileju juris caduci, drugą zawsze trzy- 
mali Czartoryscy i Kroguleccy; co widząc Jan i Andrzej Firlejo- 
wie kasztelanice radomscy, pokrewni Kowalkowskich, przybrali 
nad niemi opiekę a wsparci potężnemi stosunkami, dobra Kurasz, 
Bielatycze, Kołki i inne, na mocy dekretu sejmowego z d. 25 lu- 
tego 16iłl r., od nieprawnych przywłaszczycieli odebrali i niemi 
na własny rachunek władać poczęli. 
Ciekawym jest w tej sprawie akt zeznania świadków przed 
inkwizytorami z sejmu 1 (j29 r. wydelegowanymi dla zbadania na 
miejscu, w jakiem mianowicie państwie, w Litwie czyli też w Ko- 
ronie leży Kurasz; bo gdy ks. Czartoryscy i Kroguleccy, władając 
dobrami na zasadzie wyroków trybunału koronnego, twierdzili, 
że leży w Koronie, powodowie natomiast Jan i Andrzej Firleje, 
objaśniali przeciwnie, powołując się na to, że gdy pierwotne 
miasteczko Kurasz, wskutek panującego powietrza, wyludniało, 
wówczas osada ta na inne, nieco dalsze miejsce, przez Montoł- 
tów przeniesioną została, że zawsze jednak leży w powiecie 
pińskim i podlega forum w. ks. litewskiego. Badani świadkowie z są- 
siednich włości: dubrowickiej (Firlejów), z Hrań (Kazimierza Paca) 
i Stepańscy (ks. Ostrogskich) zeznali, że "odwieczną granicę po- 


ir 



 


l 


. 


f 


. 


.........
		

/Sponsorzy_004_01_290_0001.djvu

			279 


.. 


wiatów łuckiego i pińskiego, czyli dwóch państw, stanowi włość 
czartoryska, począwszy od wsi Duby (dzisiejszego Stepanhoroda) 
do Czartoryska należnej, a wsią królewską Swaryszewicze piń- 
ski ego powiatu, zkąd idzie dalej kopcami i błotem do wioski 
Hranica, popolsku Granica (obecnie Hrań), nad rzeczką Recz- 
kietą, która Stepańszczyznę od Dubrowicy oddziela, dalej rze- 
czką Bereżanką, już na gruntach kuraski ch płynącą". Musieli 
w tych sporach Firleje mieć słuszność, kiedy Czartoryscy i Kro- 
guleccy od posiadania majątku odsądzeni zostali. 
Podczas tych sporów nieletnie Kowalkowskie podochodziły 
do pełnoletności i po zaślubiały : Katarzyna - Łukasza Olszańskiego, 
Zofia - Wojciecha Ostrowskiego, a trzecia najmłodsza Elżbieta wy- 
szła za Wojci
cha Raczyńskiego; widząc zaś krzywdę zadawaną 
sobie przez Firlejów, łącznie z mężami postanowiły praw swoich 
dochodzić. Po długich zwłokach, właściwych ówczesnej proce- 
durze, udało się powódkom uzyskać w 1651 r. dekret w ziem- 
'stwic pińskiem, przysądzający im dobra kuraskie, od którego- 
to dekretu, gdy poszła apelacya do trybunału, tak Andl'zej 
Firlej, starosta smeredyński, jak i dochodzące swych praw Zofia 
Ostrowska i Katarzyna Olszańska, przenieśli się bezpotomnie do 
wieczności, a prawa do całkowitej majętności montołdowskiej, 
przez następstwo domów: Gąsińskich i Kowalko\Vskich, weszły 
w dom Raczyńskich, t. j. na dzieci Elżbiety Raczyńskiej: Stani- 
sława Raczyńskiego i jego siostrę Maryannę, zamężną za Giedroj- 
ciem; dobra zaś Kurasz dla nierozwiązanej w trybunale apelacyi, 
. przeszły we władanie Barbary z Firlejów l-mo voto Stanisławo- 
wej Tarnowskiej, 2-do voto Stefanowej Piaseczyńskiej, kasztela- 
nowej brzeskiej, małżonki Stefana Piaseczyilskiego, późniejszego 
wojewody smoleńskiego. 
W 1648 r. dobl'a: Kurasz, Bielatycze, Kołki etc. zapewne 
wskutek jakichś układów familijnych z Firlejami, były w posia- 
daniu Andrzeja Kaszowskiego. łowczego wołyńs., półkownika 
j. kl'. m. (urodzonego z Zofii Fidejówny) i jego małżonki Maryi 
ks. Czetwertyńskiej, jakto widać z ksiąg kapturowych wojewpdz- 
twa wołyńs., w których ci małżonkowie, sumę 5.000 zł. na tych 
dobrach zabezpieczają Aleksandrowi Kobeckiemu. Dobrami temi 


.. 


j 


........ 


j
		

/Sponsorzy_004_01_291_0001.djvu

			280 


po śmierci Andrzeja Kaszowskiego, dzielili się w 1674 r. synowie 
jego: Zacharyasz. Dersław i l\Iarcyan. lecz dokumenty lat nastę- 
pnych mówią już o władaniu niemi Piaseczyńskich, wymieniają 
szczególnie Jerzego Piaseczyńskiego. starostę nowogrodzkiego, 
który w 1695 roku nabył Kurasz za nieprawą donacyą od Ale- 
ksandra i Michała Tarnowskich, sukcesorów Barbary z Firlejów 
Tarnowskiej. Z nim też prowadzili dalszy proces, a później 
weszli w dobrowolną komplanacyą dnia 28 lutego 1699 roku 
prawowici spadkobiercy po .Montołdach. Jerzy Piaseczyński otrzy- 
mawszy od nich zwrot dokumentów i nie ukończywszy sporu 
o Kurasz, z drugą siostrą zamężną za Ordą horodniczym piń- 
skim. klucz ten przekazał dożywotnie małżonce swej Joannie 
z Potockich, która przeżywszy go, zaślubiła powtórnie Nikodema 
W oronicza kasztelana kijowskiego. 
Na Jerzym Piaseczyńskim, staroście nowogrodzkim, wygasł 
ten znakomity dom. Spadkobierczynią ogromnej fortuny na 
Ukrainie. Podolu i Wołyniu pozostała siostra zmarłego. Teresa 
w zakonie, a na świecie Anna Piaseczyńska. Ta poślubiwszy 
życie Bogu, jako zakonnica reguły św. Franciszka. lubelskiego 
konwentu, nie myślała o dostatkach doczesnych, stanąwszy tedy 
w 1723 r. przed aktami krzemienieckiemi, zeznała publicznie na- 
stępującą tranzakcyą "Za pozwoleniem j. o. księdza na Szaniawach 
Szaniawskiego, biskupa krakowskiego, księcia siewierskiego, jw. 
jm. księdza Jana Okolskiego. prowincyała ruskiej prowincyi zakonu 
św. Franciszka. jako też i przewielebnej w Bogu jmci panny Sa- 
lomei-Agnieszki Krasnosielskiej matki i przełożonej konwentu lu- 
belskiego: "iż upatrzywszy w tym lepsze fortuny swej, aby się 
w różne domy nie obracała, mając "bliskie krewność (sic) z j. o. 
księciem wojewodą krakowskim (Wiszniowieckim), a wziąwszy 
zupełną i należytą satysfakcyą od tegoż j. o. księcia wojewody, 
dobra wszelkie dziedziczne w różnych województwach i powia- 
tach, jako też i zastawne sumy pieniężne. gdziekolwiek miane, tu- 
dzież złoto, srebro, klejnoty, etc. po niegdym w. panu Jerzym 
Piaseczyńskim, bracie rodzonym spadłe, to wszystko wyż pomie- 
nionemu j. o. ks. wojewodzie krakowskiemu, potomkom i sukce- 
sorom jego. wlewa, zleca, przelewa, daje, darowuje, nic na 


.
		

/Sponsorzy_004_01_292_0001.djvu

			281 


siebie, ani na kogo innego nie wyjmując, ani excypując, na 
wieczne, nigdy nieodzowne czasy etc." . 
Takim sposobem Żorniszcze, Uładówka i klucz kuraski, 
stały się własnością książąt Wiszniowieckich, reszta zaś maję- 
tności Piaseczyńskich, po innej kolateralnej gałęzi tego domu, 
weszła przez związki małżeńskie w dom Tyszów-Bykowskich. 
Wiszniowieccy niedługo posiadali Kuraszczyznę. Już bo- 
wiem zaraz Janusz kasztelan krak. w 1725 r. oddał ją w posagu 
wraz z innemi dobrami jedynaczce córce Franciszce-Urszuli, wy- 
dając ją za mąż za Michała Radziwiłła, hetmana w. litews., ojca 
Karola "Panie kochanku", od przysłowia swego "rybeńką" prze- 
zwanego. Wraz z Kuraszem przyjęli zkolei i Radziwiłłowie 
dalsze brzemię procesów o tę majętność z sukcesorami po Mon- 
tołtach. Samuel z Hurdów Orda horodniczy piński, . praw swo- 
jej żony dochodząc, wyjednał sobie w 1741 roku, w ziemstwie 
pińskiem dekret przysądzający mu część dóbr kuraskich i pod- 
dający takowe eksdywizyi. Zapobiegając temu Radziwiłłowie 
weszli z nim w układy, mocą których, za 28 tysięcy zł. zrzekł 
się Orda raz na zawsze praw swoich do tych dóbr. Umowa 
ta podpisana w Wilnie w 1741 r. położyła nareszcie koniec prze- 
szło wiekowym o tę majętność sporom i zdecydowała stanowczo 
co do własności tych dóbr, od wieku prawowitego właściciela 
niemających. 
W 1757 roku Wawrzyniec Pruszyński skarbnik kijowski, 
pożyczywszy Radziwiłłom sto sześćdziesiąt tysięcy złotych, wziął 
klucz kuraski w zastaw. Po jego śmierci władali tym mają- 
tkiem jego synowie: Stanisław kasztelan żytomirski i Antoni 
stolnik w. kor. Ten ostatni stawszy się, wskutek działu z bra- 
tem, jedynym właścicielem sumy opartej na kluczu kuraski m , 
oddał ją w posagu wraz z dobrami córkom swoim, z których 
starsza Elżbieta wyszła za Hieronima Kaszowskiego podkomo- 
rzego ostrogskiego, młodsza zaś Salomea poślubiła Ignacego 
Kaszowskiego starostę niwskiego, o którym .na początku tego 
opowiadania wspomnieliśmy. Ten ostatni spłaciwszy w 1800 r. 
księcia Dominika Radziwiłła, kiedy ten trwonił olbrzymie dobra 
po stryju "panie kochanku'l na niego spadłe, nabył w ten spo- 


. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_293_0001.djvu

			"\- 


- 282 - 


sób na dziedziczną własność dobra kuraskie t. j. wsie Kurasz, Bie- 
latycze, Kołki, Karasin, Bereżki, Lubikowicze, Salomejówkę i Za- 
łuże, co razem wynosiło przeszło sześćdziesiąt tysięcy dziesięcin 
ziemi. 
Tak tedy majętność ta, która jeszcze w XVII wieku czas 
jakiś była w posiadaniu Kaszowskich, wróciła znowu do tej ro- 
dziny, w rękach której dotąd pozostaje. 


.. 


. ,
		

/Sponsorzy_004_01_294_0001.djvu

			xx. 


Prace' historyczne Aleksa.ndra Jabłono"Wskiego p.t. "Żródła dzie- 
jo"W'e", jako najlepszy materyał do topografii "\Vołynia. - Kilka. 
szczeQ;ółó"W' gienea.logicznych o rodzinach "Wołynskich: Siema.- 
szkó"W' i Kaszo"W'skich herbu Janina, da"W'ne ich posiadłośoi na. 
Polesiu. - l\lia.Rteczl
a Kaszó"W'l
a i Mieln.ioa, dzieje tyoh osad. - 
I CiekaW'e zabytki historyczne W' l\lielnicy. 


W ciągu długich sŁudyów moich nad dziejową przeszłością 
Wołynia. zauważyłem, że najdokładniej z topografią tej prowin- 
cyi obeznać się można, rozpatrując zkolei. grupami. historyą 
starożytnych rodzin tu osiadłych. Jak kraj szeroki - jakby pa- 
sami i prawie systematycznie pogrupowane, ciągnęły się tu po- 
siadłości wielkich panów i możniejszej szlachty. Ugrupowanie 
to najwyraźniej zarysowuje się w XVII i w pierwszej połowie 
XVIII wieku, to jest w epoce największej właśnie po Łęgi szla- 
chectwa na Rusi. Później dopiero. bo dopiero w drugiej połowie 
zeszłego stulecia. rozpoczął się tutaj frymark ziemią. fortuny 
drobniały, rozbijały się, przechodziły w ręce aferzystów --; a wtedy 
i wątek dominialny tracimy z oczu i już po szerokiej kraju 
przestrzeni wyszukiwać dawnych rodów i ziem ich musimy. 
Wielce pomocniczem źródłem w topograficznych badaniach po- 
łudniowo-zachodniej Rusi, są stare lustracye królewszczyzn. re- 
wizye starostw i zamków tutejszych. To też p. Aleksander Jabło- 
nowski, wydobywając z ukrycia te cenne i nieco przez historyków 
ignorowane w ostatnich czasach materyały, wielką historyi oddał
		

/Sponsorzy_004_01_295_0001.djvu

			284 - 


usługę. Jego "Źródła dziejowe" to pomnikowe zaprawdę wydanie. 
Wczytawszy się w nie, zwłaszcza w tomy V i VI, widzimy w nich 
kraj cały odbity, jakby w szybie czystej wody. Nie potrzebujemy 
szukać, idziemy otwartemi szlakami, po ścieżkach tak wiernie za- 
rysowanych, że niemal histor¥ą każdej możniejszej rodziny szla- 
checkiej, jej wzrost majątkowy, zarówno jak i upadek, jakby na 
dłoni nakreślić jesteśmy w stanie. J cześć i wdzięczność mu za to, 
zwłaszcza od nas pracujących na tej niwie. 
Otóż zawdzięczając Jabłonowskiemu, dobadaliśmy się da- 
wnych posiadłości Siemaszków, możnej i znakomitej na dawnym 
Wołyniu rodziny, a w ślad za nimi zarysowała się przed naszemi 
oczami i cała grupa majątków rodziny Kaszowskich herbu Ja- 
nina, możnych i wpływowych na Wołyniu posesyonatów, którzy 
z Lubelskiego do nas zawitali i przez małżeństwa znaczną część 
dawnej Siemaszkowszczyzny posiedli. Ponieważ zaś' w przeszłym 
rozdziale przy opisie Kurasza o nich mówiliśmy, pozwólcie więc 
że do nich jeszcze powrócimy. tern bardziej, że nam to da mo- 
żność poznania jeszcze kilku historycznych miejscowości wołyń- 
skiego Polesia. Na ten raz, a to aby lepiej upostaciować sobie 
dzieje rodziny Kaszowskich i obraz ich majętności - dopuszczamy 
się licencyi, bo na chwilę wyjrzymy poza granicę dzisiejszego rówień- 
skiego powiatu, którego opisom wyłącznie tom ten poświęciliśmy. 
W głuchej piaszczystej okolicy kowelskiego powiatu, poło- 
żone jest miasteczko Kaszówk
, przez Kaszowskich założone i od 
ich nazwiska przezwane. Powstało ono na posiadłościach dawnej 
Siemaszkowszczyzny. 'Vraz z majątkami Siemaszków, przeszła 
w dom Kaszowskich i część ich domowych archiwów, z których 
p. Teodor Kaszowski, syn dziedzica Kurasza, badacz i miłośnik 
krajowych pamiątek, udzielił nam wiele ciekawych materyałów 
do historyi dawnych majętności tak Siemaszków, jak Kaszow- 
skich. 
W sumaryuszu archiwum dóbr Kaszówki z roku 1756 jest 
wzmianka, że w. książe litewski Swidrygajło Olgierdowicz, jeszcze 
w r. 1402, miał nadać Siemaszkom, przywilejem z dnia 15 au- 
, 
gusta. tegoż roku w Łucku wydanym, dobra: sioło Rykanie z dwo- 
rzyszczami Ławl"Owskiemi, Omelanik, Ozdeniż, Dobratyn i Podryże 
z przyległościami. Gdy jednak oryginalny dokument zaginął, trudno 


I.
		

/Sponsorzy_004_01_296_0001.djvu

			285 


sądzić o wiarogodności tej w:i!1nianki. W każdym razie wątpliwo- 
ści nie ulega. ze rodzina litewska Siemaszków herbu Łabędź, 
głębokiej starożytności sięga i juz pod rokiem 1528 wzmianko- 
wana w metryce wołyńskiej. 
W pierwszej też połowie XVI wieku, często występują 
w aktach ówczesnych trzej bracia tego z nazwiska: Piotr. Wasyl 
i Bohdan :Michajłowicze, którzr stali się założycielami tyluz 
odrębnych linij rodu Siemaszków, piszących się na Dobratynie, , 
Rykaniach i Hupkowie. Siemaszkowie. co się w ówczesnej Pol- 
sce rzadko przytrafiało. byli w ogólności bardzo rządni i zapo- 
biegliwi. wkrótce tez wzbogaceni przez małzeństwa. skoligacili 
się z przeoniejszemi ówczesnemi rodami na Wołyniu i przyszli 
do niernałego znaczenia. 
Tak Piotr z Dobratyna Siemaszko, miał za sobą Zofią Bo- 
howitynównę i przez długi czas piastował urząd starosty krze- 
mienieckiego. Z licznego jego potomstwa najgłośniejszą się stała, 
córka Aleksandra, trzecia zona sławnego wychodźcy kniazia An- 
drzeja :Michajłowicza Kurbskiego-Jarosławskiego, pana na Kowlu, 
z którym żyjąc blisko lat pięć (od 1579-1583), miała syna Dy- 
mitra i córkę Maruszę Kurbskich. 
Wasyl na Rykaniach Siemaszko zostawił córki: Bohdanę 
l-mo voto Janusza kniazia Czetwertyńskiego, 2-do voto Zacha- 
ryasza Waścika Łahodowskiego, 3-tio voto Stanisława na Olesku 
Kamienieckiego (1585 r.) małżonkę, Hannę juz 1561. zonę Jana 
Olechnowicza Borzobohatego Krasińskiego i trzecią córkQ :Maryą. 
Szczep zaś męski panów na Rykaniach albo wygasł na W oły- 
niu. lub się przeniosł na Litwę. gdzie również mieli Siemaszko- 
wie posiadłości. poźniejsze bowiem akta wołyńskie o nich milczą. 
Ale najwięcej wzniosła się gałąź Siemaszków piszących się 
na Hubkowie. Już Bohdan :Michajłowicz starosta kowelski (t przed 
1545 rokiem). trzeci brat dwóch wyzwspomnionych . zaślubił 
Annę Puciatankę, bogatą dziedziczkę na Tuczynie i Korościaty- 
nie. które mu wniosła posagiem, nabyciem nareszcie do swych 
dóbr: gródka :Mielnicy. wielkich i małych Popowicz od klucznika 
łuckiego Zahorowskiego, znakomicie powiększył swą fortunę. 
Syn jego Aleksander, najprzód podkomorzy włodzimirski, 
wszed,ł jako kasztelan bracławski do senatu (t przed 1608 r.).
		

/Sponsorzy_004_01_297_0001.djvu

			286 - 


, I 


Dwa razy związki małżeńskie ponawiał, najprzód z Anastazyą 
Wołłowiczówną, później z Barbarą księżniczką Porycką. wdową 
po Janie Montołdzie, od której nabył znaczną część substancyi 
Montołdowskiej, tj. Kobłyń, Młynów i Lipę. Syn Aleksandra 
z pierwszej żony, 
likołaj na Hubkowie Siemaszko, ze starosty 
łuc:kiego i on kasztelan bracła wski (t 16] 8 r.) również dwa razy 
żenił się: l-mo voto z Anastazyą Malińską, która testamentem 
1599 r. w aktach łuckich, zapisała mężowi, miaste
zka: Ostro- 
ziec, Andrzejów, wsie Uereźno, Horodyszcze i t. d. na Wołyniu 
położone, 2-do voto, według Niesieckiego, z Izabellą Uchańską. 
Ten Mikołaj, wówczas klucznik łucki, rozrzutny, o ile poprzednicy 
jego byli skrzętni, odprzedał Janowi z Wysokiego Kaszowskiemu 
w r. 1597, najprzód Młynów i Kobłyń, później zaś aktem z dnia 
15 maja 1602 r., miasteczko i zamek Mielnicę, ze wsiami do niego. 
należącemi, mianowicie: Zmucz, Krywhn, Zameryn, Rudaki, Popo- 
wicze, Swidniki, Serhotyn, Wielki Podryż, Mały Podryż, Podlisy, Li- 
togoszcz, oraz części w Kopylu i Nawozie, w powiecie łuckim za 20 
tysięcy kop groszy J). Tegoż samego dnia i roku, lecz za osobnym 
dokumentem, odprzedał temuż Janowi Kaszowskiemu, zapisane 
sobie przez pierwszą żonę Malińską, miasteczko Ostroziec z przy- 
siołkiem Zabołotie, również za 20 tysięcy kop groszy, 2) warując 
w tym akcie, że córki jego Katarzyna i M
rusza, za dojściem 
swojem do pełnoletno ści, tę sprzedaż potwierdzić winne, co też 
dopełnionem zostało, najprzód w r. W19 przez Katarzynę, już 
wówczas wdowę po Adamie Prusinowskim wojewodzie b ełzkim , 
później zamężną za Eustachym. Tyszkiewiczem, 3) a następnie 
w 1629 r. i przez drugą jej siostrę .Maruszę z Żurowa Daniłowi- 
czowę starościnę czerwonogrodzką. '). Jan z 
Wysokiego Kaszow- 
ski, idąc zapewne za namową szwagrów swoich Jana i Andrzeja 
Firlejów, kasztelaniców radomskich (ożeniony był bowiem z ich 


j 

 


I) Oryginalny akt sprzedaży na pergaminie, znajduje się w archiwum 
p. Teodora Kaszewskiego w Łabuńkach pod Zamościem. 
II) Oryginał także na pergaminie jest w zbiorach komisyi archeologicznej 
kijows. która go przedrukowała w części V-t.ej swego . Archiwum " w tomie I. 
.Akty o horodach" str. IOO......W6. 
l) Oryginał w Łabuńkach. 
') Idem.
		

/Sponsorzy_004_01_298_0001.djvu

			287 


, I 



 


rodzoną siostrą Józefą Firlejową}, pierwszy z tej redziny prze- 
niósł się z lubelskiego na Wołyń, gdzie stale zamieszkał i był 
protoplastą tej możnej i dobrze następnie zasłużonej rodziny. 
Skupiwszy w swem posiadaniu wielkopańską fortunę, niedługo się 
nią cieszył jednakże, umarł bowiem w 1611 roku, pozostawiając 
trzech synów: Henryka, Andrzeja i Jana. O każdym z nich 
kilka słów powiemy. 
Henryk z Wysokiego Kaszowski, dziedzic miasta i zamku 
Mielnicy, burzliwe w życiu przechodził koleje. Obrany w 1632 r. 
posłem z Wołynia, sufragiana Władysława IV podpisał i towa- 
rzyszył temu królowi w wyprawie przeciwko Moskwy, gdzie w je- 
dnej z potyczek z hufcami Sehina otrzymał postrzał w twarz. 
Z miecznika wołyńskiego, za zasługi w obozie poniesione, mia- 
nował go król kasztelanem inflanckim w 1647 roku. Podczas 
nieszczęśliwych wojen z Tatarami i Kozakami za Jal1a-Kazimie- 
rza, bawiąc u siebie w Mielnicy, gdzie właśnie jednej z powino- 
watych wesele sprawiał, przykrej i niezwykłej doznał przygody, 
bo gdy właśnie sproszeni goście siedzieli u biesiadnego stołu, 
a szlachta wesołe spełniała wiwaty, wszczęła się rozmowa o Ta- 
tarach, gdzieś blisko Lwowa kraj plondrujących. Jeden z przy- 
tomnych kniaź Hołowczyński odezwał się, że obawiać się ich 
nie było poworlu, gdyż król z wojskiem niedaleko czuwa. Aż 
oto gdy o wilku mowa, zawrzało na zamku i z dziedzińca roz- 
legł się okrzyk, że już miasteczko w płomieniach i że Tatarzy 
suną na zamek. I tak było wistocie, a obrona już była za pó- 
źną i kniaź Hołowszczyński pierwszy wraz z gospodarzem i bie- 
siadnikami dostał się do niewoli. Pohańcy złupiwszy zamek, mia- 
steczko i okoliczne włości spaliwszy, uszli napowrót uprowadza- 
jąc z sobą liczny tabor jeńców. 
W jasyrze zostawał kasztelan Kaszowski półtora roku. wy- 
dosŁał się z niego dopiero za pomocą hospodara ziem muItań- 
skich, który mu pieniędzy na okup pożyczył. l}. Żoną jego była 
Engracya księżniczka Sołomerecka, kasztelanka smoleńska, która 
po bezpotomnem zejściu brata swego Władysława, ostatniego 
z rodu Sołomereckich, marszałka pińskiego, rozległe dobra tych 


'j Melryka koronna ks. 338 fol. 82.
		

/Sponsorzy_004_01_299_0001.djvu

			288 


książąt na Wołyniu, w dom mężowski wniQsła. J). Syn ich Jan 
Kaszowski, kanonik łucki, gnieznieilski.. krakowski, oficyał lubel- 
ski, umarł w 1698 r., a siostry jego Regina Stefanowa Czetwer- 
tyńska, Marya Rzeczycka i Zofia Bogusławowa Horainowa, roz- 
dzieliły między siebie całą pozostałą substancyą. Klucz Mielnicki 
dostał się wtedy (1696 r.) Horainom 
Drugi syn Jana Kaszowskiego z Fil'lejówny, Andrzej, życie 
całe poświęcił obozowym trudom. Własnym kosztem wystawiał 
i prowadził chorągwie, z nadwerężeniem, według ówczesnych 
świadectw, własnej fortuny. Najprzód rotmistrz województwa wo- 
łyńsk., dalej łowczy wołyński i pułkownik j. król. mości, czynny 
brał udział we wszystkich wyprawach za Zygmunta III., Włady- 
sława IV i Jana-Kazimierza, umarł nawet 1651 r., w obozie śpie- 
sząc do Prus, gdzie wówczas wojna wrzała. Piękne świadectwo 
o czynach jego pozostało w instwkcyi danej posłom wołyńskim 
1651, polecenia opiece królewskiej pozostałych po nim dzieci. 2}. 
Wziął działem po ojcu miasteczka Ostroziec i Andrzejów, do 
niego też należał klucz kuraski. Z pierwszej żony Maryi knia- 
ziówny z Kozielska Puzynianki, nie miał potomstwa, z drugiej 
Maryanny ks. Czetwertyńskiej, zostawił kilkoro dzieci. Linia jego 
wygasła w ostatnich latach XVIII wieku. 
Jan z Wysokiego Kaszowski, rodzony brat dwóch poprze- 
dnich, najprzód w r. 1644 mianowany wielkorządcą (gubernato- 
rem) ziem wołyńsklCh, we trzy lata później, po bracie Henryku 
kasztelanie inflanckim został miecznikiem wołyńskim; oprócz tego 
otrzymał (1649 r.) starostwo szczerczowskie na Litwie. Miał 
wielkie zachowanie u szlachty, kilkakrotnie posłował na sejmy, 
a 1658 roku obrany został w Łucku marszałkiem wołyńskiego 
sejmiku. 8). Pierwszą jego żoną była Katarzyna Bożydar-Podho- 
rodeńska (t 1645" r.) drugą Petronella ks. Czetwertyńska, wdowa 
po Adamie Koniecpolskim. 
Tento Kaszowski, na wolnych grutach wsi Podryża, nad 
rzeczką Stochodem, fundował w r. 1632 miasteczko Kaszówkę, 
które zaraz Zygmunt III. za osobnym przywilejem, 'Jarmarkami 


l) Dział oryginalny z r. 1646 w archiwum w Łabuńkach. 
I) Patrz .Archiw. Iwaniszewa .Postanowlenja prowincyonalnych Sejmow.. 
3) Iwaniszewa .Archiw" - Postanowlenja prow. sejmowo 


,
		

/Sponsorzy_004_01_300_0001.djvu

			289 


. i prawem magdeburskiem obdarzył. Sukcesorowie jego, w któ- 
rych ręku majętność ta przeszło dwa wieki pozostawała, fundo- 
wali tu kościoł, ktory zgorzał w XVIII wieku - na jego miejscu 
wzniesiono kaplicę, która do naszych czasów przetrwała. Ka- 
szówka jak wszystkie prawie miasteczka poleskie tej okolicy, pod 
względem handlowym nie miała znaczenia, a nieszczęścia przez 
które kraj przechodził, i na tej mieścinie smutnie się odbiły. - 
W 1705 r. za wojen :,>zwedzkich, stał tu z załogą generał Born- 
field, złupił mieszkańców i wiele szkody porobił, srogie od oby- 
wateli okolicznych wybierając kontrybucye. W 1711 r. konsysto- 
wała tu Moskwa, również mieszkańców nie oszczędzając. Częste 
przechody różnych wojsk w końcu zeszłego stulecia, wpłynęły na 
upadek tej osady - w ostatnich czasach liczyła ona do sta dy- 
mów, z tych 45 żydowskich. Była tu oprócz kaplicy katolickiej 
ruska cerkiew, synagoga - i jedyna bodaj w tej prowincyi fa- 
bryka laku. 
Za miasteczkiem wznosiło się do niedawna mieszkanie dzie- 
dziców, staroświecki dwór, o jakich już tylko w powieściach czy- 
tać można, z łamanym dachem. z herbem Janina na piętrowej 
facyacie i charakterystycznem godłem "Cnocie i przyjaźni 
. Od- 
wieczne po obu stronach domu lamusy mieściły bogate familijne 
archiwum i naj różnorodniejsze zabytki i zapasy starożytnego do- 
mu. Stuletnie lipowe szpalery otaczały wokoło tę staroświecką 
siedzibę, a poza nią rozścielał się \V nowszym już guście park, 
w którym stada bażantów hodowano - słowem sadyba prawdziwie 
legiendowa. Dziś z tego dworu, tak niegdyś gwarnego i ludnego, 
rumowiska tylko pozostały. Ogień i obca ręka nieszanująca pa- 
miątek, zniszczyły tę cichą. pamiątkową kilku pokoleń siedzibę- 
o jednych i o drugiem wspomnienia już tylko na kartkach pro. 
wincyonalnych pamiętników pozostały... 
Ostatni z Kaszowskich rlziedziezył tę majętność Hieronim 
podkomorzy ostrogski, po którego śmierci (183iJ r.) klucze Ka- 
szowiecki i Sijaniecki tj. m. Kaszówka, wsie: Siółko, Podryż, 
Iwanówka, Zofianówka, Jabłonka - Wielka i Mała Dołżyca, Za- 
borówka - wszystko w powiecie kowelskim. oraz majątki Sija- 
niec (nabyty od Steckich), Tessów, Sadki, Chrynów i części w Ła- 
wrowie i Milatynie, w pow. ostrogskim, stały się własnością córki 
z boru I Itepu. ]g 


......
		

/Sponsorzy_004_01_301_0001.djvu

			\ . 


- 290 


jego, dotąd żyjącej Salomei hr. Stanisławowej W orcellowej, która 
klucz kaszowiecki (z wyjątkiem Podryża) sprzedała w 1841 r., 
jednemu z tych tak licznie u nas rozmnożonych przybyszów, 
aferzyście na polskich majątkach p. Abazie. Podryże spotkał ten 
sam los w r. 11:j69 - sprzedano go drogą publicznej licytacyi. 
Wspomnieliśmy kilkakrotnie w tern piśmie o miasteczku 
Mielnicy, które przez pewien przeciąg czasu pozostawało w po- 
siadaniu rodziny Kaszowskich, do niego więc jeszcze poprowa- 
dzimy czytelników. 
Mieścina to niepozorna, wśród błot, piasków i lasów pole- 
skich rzucona. A jednak ma odległą przeszłość dziejową i do 
najstarszych gródków dawnego Wołynia należy. Ważna jako punkt 
graniczny od ziemi Chełmskiej, pomimo że na to bynajmniej dziś 
nie wygląda, musiała być Mielnica silnie obronną i do przedniej- 
szych miast liczyła się jeszcze w XIV wieku. Pierwszą wzmiankę 
o niej napotykamy z czasów wojen Kazimierzowych z książętami 
litewskimi, kiedy po zwycięskiej na Ruś wyprawie w 13G6 
roku, Kazimierz Wielki, rozejm z krewniakami swymi zawierał, 
Mielnica wymieniona jest w liczbie kilku przedniejszych grodów 
ziemi wło?zimierskiej, które król w posiadaniu Lubarta pozosta- 
wiał. W kronice Jana z Czarnkowa, tak zwanego Anonima archi- 
dyakona gnieznieńskiego, gdzie cała ta tranzakcya dosłowlJie wy- 
pisana, znajdujemy następujący ustęp: "Pax autem in formam 
"coalttit hanc. Lubardo luceorientis terra cum omnibus territoriis 
"p
'imaevis et villis quemadmodum fuit a principio i. e. Stożek, 
f/Daniłów, Zakamień, Szumsk. Ostrog, Polonne et lIliędeyboże. 
"Insuper ad luccoriensem terram ren'unciavit rex territorium Vla- 
f/dimiriense, JVetly, Lbiaż, Ozarny- Horodek, Kamień, JJIiclnica". 
(Słowa rozejmu). J). Długo potem o losach Mielnicy nic nie wiemy, 
stracić musiała jednak swoje historyczne znaczenie, stając się 
prywatną własnością. W pierwszych latach XVI stulecia była 
w posiadaniu Zahorowskich, z tych jeden, klucznik łucki, jak już 
mówiliśmy, sprzedał ją Bohdanowi Siemaszce staroście - kowel- 
ski emu około 1530 r" . - wnuk tegoż Mikołaj, tranzakcyą 1602 r., 


.) .Anonim archid. gnesnensis. Wydanie Sommersberga. 'Tranzakcya ta 
znujduje się także w hist. Polski Naruszewicza, tom VI pod rokiem 13GB-noty. 


--
		

/Sponsorzy_004_01_302_0001.djvu

			- 291 


odprzedał ją znowu z zamkiem i okolicznemi wsiami Janowi 
z Wysokiego Kaszowskiemu, w rodzie którego pozostawała lat 
blisko sto. W 1696 r., działem familijnym między córkami Hen- 
ryka Kaszowskiego, kasztelana inflanckiego, dostaje się Mielnica 
Zofii, zamężnl'j za Bogusławem Horainem. Od Horainów kupuje 
ją zapewne w 1704 roku Ludwik Maniecki, podkomorzy czerni- 
howski, który odziedziczywszy wielki spadek po śmierci żony 
Myszkowskipj. margrabianki pińczowskiej, fundował t.u w tym 
czasie kościoł katolicki. Jaką koleją, w obecnem już stuleciu do. 
stała się Mielnica w posiadanie rzeczywistego radcy stanu Ko- 
rzeniowskiego, dziedzica na Kodni, znanego wołyńskiego bogacza, 
nie wiemy. Ten ją oddał za życia wnukowi od siostry Medardowi 
Radziszewskiemu, tutaj zmarłemu, a którego wdowa, w powtór- 
nem małżeństwie Przesmycka, dotąd tę majętność posiada. 
Rynek z kilkunastu żydowskiemi kramikami, w których je- 
dynym towarem łub lub garnki, stara drewniana synagoga, okop 
obok dworu - zabytek zapewne dawnego zamczyska i niewielki 
ale wdzięczny kościołek, starannie przez staruszka proboszcza 
księdza Jana Żyryckiego, kanonika łuckiego utrzymywany - oto 
wszystko, co przed dziesiątkiem lat, zwiedzając Mielnicę, widzie- 
liśmy. Dziś już i tego nie stało - kościołek uległ rządowej ka- 
sacie a staruszka kanonika przesiedlono na inną parafią. 
Otóż w tej cichej, wiejskiej świątyńce, oglądałem dwie cie- 
kawe pamiątki, których istnienia niktby się tu zapewne nie do- 
myślał. 
edną z nich był bardzo piękny obraz św. Franciszka, 
oryginalne malowidło Czechowieza. Swięty w postawie klęczącej 
w obłokach, z rękami wzniesionemi do modlitwy, otoczony całą 
plejadą skrzydlatych aniołków, z niezmierną lekkością unoszących 
się nad nim, musiał być piękny, kiedy do dziś dnia utkwił mi 
w pamięci. Drugą już całkiem historyczną pamiątką - był tu 
w jednym z bocznych ołtarzy umieszczony, niewielki obrazek M. 
Boskiej Częstochowskiej, malowany na miedzianej blasze, pokry- 
tej srebrną sukienką z wyzłacanemi koronami 1\1. Boskiej i Je- 
zusa. Otóż obrazek ten był niegdyś własnością króla Jana So- 
bieskiego. wędrował z nim do obozów pod Wiedniem i pod Cho- 
cimem - widać pobożny mąż Marysieńki miał dla niego osobli- 
wsze nabożeństwo. Słysząc te szczegóły z ust starego kanonika. 
l!1"
		

/Sponsorzy_004_01_303_0001.djvu

			-" 292 


zdziwiony, pozwoliłem sobie wyrazić mu wątpliwość o autentycz- 
ności faktu - nie mogłem bowiem zrozumieć, jakimby sposobem 
taka pamiątka, któraby w Wilanowie raczej chować się powinna, 
a
 tu do Mielnicy - na głuche Polesie zawędrowała. Ale po- 
bożny starzec przekonał mnie, okazaniem w księgach kościelnych 
pisanego dokumentu, który miał wszelkie cechy autentyczności. 
Była to relacya o historyi i pochodzeniu tego obrazka, spisana 
przez jaki.egoś Michała Janiszewskiego, współczesnego założeniu 
kościołka, prawdopodobnie sąsiada i przyjaciela fundatora Ma- 
nieckiego. Dokument ten poświadczyły późniejsze wizyty, a z tych 
najdawniejsza z r. 1762, w której notatka Janiszewskiego, już 
nazwana jest dawną i autentyczną. A że kościołek mielnicki był 
konsekrowany dnia 9 października 1705 r. przez Aleksandra Wy- 
howskiego, biskupa łuckiego i brzeskIego, na co była wydana na 
pergaminie erekcya, którą oglądałem, niema więc wątpliwości, że 
relacya Janiszewskiego była współczesna założeniu kościołka. 
Dodajmy do tego, że papier na tym dokumencie, o ile pamiętam, 
był stary, a charakter pisma dawny, widocznie trzęsącą się ręką 
starca pisany - dodajmy, że rodzina Janiszewskich, dotąd za- 
można, zamieszkuje i dziś w okolicach Mielnicy, a utrwalimy się 
jeszcze wiecej w przekonaniu o autentyczności tej pamiątki. Pro- 
siłem księdza Żyryckiego o pozwolenie mi zrobienia odpisu tej 
notatki, na co chętnie zezwolił, przytaczamy ją więc dosłownie 
z zachowaniem pisowni. Oto ów dokument: 
"Memoryał z pewney Helaty Cudownego Obrazu Matki Nay- 
"swientszey w kościele Mielnickim lokowanego. 
n Ten Obraz Cudowney Matki Nayswientszey u Najjasniey- 
nszego Króla JEM Polskiego Jana Trzeciego. na pokoiach kró- 

lewskich y gdzie się tylko Król obrócił, zawsze ten Obraz miał 
"z sobo, w wielkiey uczciwości, iako to pod Wiedniem, Choci- 
"mem, za protekcyo tey Matki Nayświentszey miał znaczne zwy- 

cięztwa. Była tedy Naypierwsza Dama na Dworze Nay. Królo- 
"wey JEMci Dwornego Froncymeru Myszkowska Margrabianka 
"Pińczowska, w wielkich u Królestwa Respektach, a IMPan Lu- 
"dwik Maniecki Podkomorzy Czerniechowski był także na Dwo- 
"rze Królewskim, assystowoł Królewicza IMci Jakóba, u którego 
"w wielkich także zostawał respektach.
		

/Sponsorzy_004_01_304_0001.djvu

			293 


"Tam tedy na DWDrze Królewskim, zabiera cDnfidentiD 
,.lMPan Maniecki P.C. z MyszkDwskD Margrabianko. PińczowskD, 
"ktDry ten cudDwny Obraz M. Nayśw. pDSt fa ta Króla IMCi dD- 
"stał się, y tesz margrabiankę PińcZDwskD, za wielko. pJ'DmDtiD 
"Królewicza IMCi Jakóba WZiDł In SDliam vitae Il\IPan Maniecki 
"P.C. y ten Obraz przywDzi tu na WDłyń taź-Margrabianka Piń- 
"czDwska, która pDtym rezyduiąc tu w Chrywiatkach l) peregD- 
Itrem Fatis cessit, DdprDwadzDnD ciało. do. PińczDwa, y tam PD- 
"chDwanD, po. którey WZiDWSZY IMPan Ludwik Maniecki P.C. 
"znaczny pDsag, Dd WieI IM Pana MyszkDwskiegD kasztelana Ży- 
"tDmirs., Margrabiego. PińczDwskiegD, pDwraca przywiDzłszy znacz- 
"nD summę, kupuie M i e I n i c ę, wystawia kDścinł y IDkuie ten 
"cudDwny Obraz Matki BDskiey, który swientey prDtekcyi y ia 
"grzesznik niegDdny Dddaie się (pDdpisanD) Michał Janiszewski". 
Na zakDńczenie dDdać winniśmy, że dziś ta nDtatka, pDdwójną 
mieć winna wagę, z zamknięciem bDwiem kDściDła mielnickiego., 
papiery i ruchDmDści jego., nie wiemy dDkąd przeniesiDne zDstały, 
kto. wie, mDże uległy rDzprDszeniu wraz z tą nDtatką, mDże na- 
wet z samym Dbrazkiem. PrawdDpDdDbnie jednak przeniesiDno. 
ztąd t.e rekwizyty kDścielne, bądź do. sąsiedniego. kDściDła w KD- 
wIu, bądź do. składów i archiwów kapitulnych w ŻytDmierzu. 
Rzecz ta warta zbadania, zwłaszcza wDbec zbliżającego. się Db- 
ChDdu jubileuszowego. Jana m. w KrakDwie, gdzieby Dbrazek ten 
w rzędzie najdro.go.cenniejszych pamiątek po. tym królu, miejsce 
znaleść po.winien. 


I) Chrywiatki wieś w okolicach Mielnicy, dotąd w posiadaniu Janiszew- 
skich pozostaje.
		

/Sponsorzy_004_01_305_0001.djvu

			XXI. 


J..,",zcze Sielnaszko'\Vszczyzna. - Huhl<:ó"W' nad Słuczem, da"W'na 
tej rodziny siedziba, piękny krajobraz l..śny i rosnąc-e tu słynne 
azalie. - Ruiny zanIku Sielnasz]<:ó'\V, pl'zec-ho"W'ane o nhn poda- 
nia i legiendy. -- KarU	
			

/Sponsorzy_004_01_306_0001.djvu

			- 295 - 


śmierci poleskich borów naszych, przeleciał mimo, nie zawadzi- 
wszy prawie o to ustronie, to też wspaniałe sosny i wieczyste dęby 
strzeliły tu w górę i splotły z sobą jakby na znak pobratymstwa 
rozłożyste swe konary; wśród nich i innego drzewa podostatkiem. 
A więc w śnieżnej bieli płaczące brzozy, wysmukłe, jakby strojne 
do tańca gotowe krasawice, dalej klony, jesiony i grusze stare, 
dzikim pokryte owocem i lipy rozsochate - a wszystko to wdzięcz- 
nk. jakby ręką umiejętnego ogrodnika, podszyte leszczyną, kru- 
szyną. ka
iną - odbija się i przeziera w błyszczących, tu i owdzie 
po lesie rozrzuconych jeziorkach - ponad któremi wielkiemi kłę- 
bami, to się wzbijają wgórę, to znowu opadając, dotykają pra- 
wie wody, miliardy leśnych komarów i drobniutkich muszek. 
Brzęk tych owadów zlewa się z świergotaniem ptastwa, z skrze- 
kotaniem żab i nawoływaniem chruściela i najdziwniejszą w tej 
leśnej ciszy tworzy muzykę. Ale to tylko tło obrazu - a akceso- 
rya macie w naj dawniejszej roślinnej wegietacyi tych lasów. - 
W największym cieniu, gdzie promyk słońca nigdy nie doziera, 
rosną tu naj dziwaczniejszych kształtów paprocie, o liściach ogrom- 
nych, misternie jak brabanckie koronki powycinanych - a na 
polankach ożywczem słońcem zasilane, wykwit.ają najróżnobarw- 
niejsze kwiaty: purpurowa leśna smółka, błękitne i białe o du- 
żych jak dzwonki kielichach kampanule, ostróżki, dziko rosnące 
róże i malwy i najosobliwsza, bo nigdzie zresztą w Europie nie 
napotykana, wyjąwszy tej jednej miejscowości nad Słuczem i to 
tylko na przestrzeni mil trzech czy czterech - gorąco pomarań- 
czowego koloru, z mocnym zapachem azalia. Odkrył w tutej- 
szych lasach tę nader rzadką roślinę, dopiero w r. 1795 sławny 
na Wołyniu botanik i założyciel licznych ogrodów - Mikler. 
Uszczęśliwiony ze swego odkrycia, niby drugi Kolumb, rozmno- 
żył najprzód tę azalią w puławskiej cieplarni, a w następnym roku 
zawiózł ją do Londynu, gdzie w ogrodzie botanicznyni przezwano 
ją azalil£ pontica, zapisawszy jej właściwą ojczyznę nad brzegami 
Słucza - szkoda tylko, że w nazwisku to pochodzenie nie wspo- 
umiane. Zapach tej azalii jest tak mocny i odurzający, że bydlęta 
uciekają od pastwisk, na których rośnie - suszone zaś liście lub 
korzenie posiadają, nawet dla ludzi, własność silnego narkotyku. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_307_0001.djvu

			296 


Takąto okolicą.. urozmaiconą widokiem zjawiającej się kiedy- 
niekiedy rzeki, przejeżdżamy mil kilka. Zbliżając się do Hub- 
kowa, las nagle się kończy i osada zpoza niego wyziera. - 
Wyobraźcie sobie tylko dwa skaliste dość strome wzgórza, u stóp 
których szerokiem korytem Słucz przepływa - na wierzchołkach 
obydwóch tych wzgórzów, rozsiadły się malownicze ruiny wa. 
rownego zamku, niegdyś mostem już nieistniejącym połączone. 
Odłamy baszt, obwodowe mury, a w nich ślady strzelnic, wszystko 
to tak dobrze dochowało się, że nawet rozporządzenie komnat 
jeszcze gdzieniegdzie rozpoznać można. Jedna baszta od wscho- 
du, najwyższa, obydwa piętra zachowała, dachu tylko na niej 
brakuje. - W ogólności ruiny te przedstawiają się niezmiernie 
efektownie i malowniczo, to też nieraz bywały rysowane, a tu- 
ryści z dalekich stron, często nawet cudzoziemcy, nawiedzali to 
miejsce, któremu ruiny zamku i owa sławna azalia, rozgłosu 
przydały niemało. Przed kilku laty widziałem w Warszawie na 
wystawie Tow. Zachęty Sztuk Pięknych, wcale udatny obraz na- 
szego malarza rodaka Marszewskiego, przedstawiający zwaliska 
tego zamku, a w Tygodniku IIlustrowanym z r. 1869 Nr 61, pa- 
miętamy także rysunek zamku hubkowskiego i opis tego miejsca 
przez Wacława Rulikowskiego. 
Pierwszymi założycielami tego zamku byli Siemaszkowie i tu 
główną mieli rezydencyą. Budowa ta sięgać musi XV wieku, bo 
już pod 1504 rokiem, natrafiamy na kronikarską wzmiankę, że 
zamek w Hubkowie i miasteczko już w owym czasie przez Ta- 
tarów zostały zniszczone; widocznie jednak odbudowano zamek, 
znowu bowiem był zamieszkany, nieprzerwanie aż do 1708 roku, 
w którym ostatecznie zburzony przez Szwedów, nie powstał już 
więcej, a dziedzice nie tylko swoję siedzibę, ale i miasteczko 
przenieśli do sąsiedniej wioski Siedliszez. 
Kiedy przed kilku laty zwiedzałem zwaliska w Hubkowie, 
pokazywano mi na zamkowym dziedzińcu studnię, zapewne do- 
tąd tam znajdującą się, a o której podanie niesie, że ma komu- 
nikacyą z neką i że puszczona w nią przed laty ryba, na której 
pieczęć z laku położono, w Słuczu złowioną została. Wistocie 
po obu stronach tej studni i zapewne pod całym zamkiem, ciągną 
się murowane lochy, które prawdopodobnie stanowić musiały
		

/Sponsorzy_004_01_308_0001.djvu

			297 


podziemne przejścia do rzeki, co zwykle w zamkach naszych 
urządzano, w celu ułatwienia ucieczki mieszkańcom, czasu 
trwog tatarskich. Lochy w Hubkowie w rozmaitych miejscach nie- 
jednokrotnie psuto i rozbijano, poszukując jak zwykle ukrytych 
skarbów - a nawet przed laty kilkudziesięciu, za czasu włada- 
nia Bierzyńskich, miano natrafić na jakieś drzwi żelazne w murze 
i na jakąś tajemniczą kryjówkę, ale czy co w niej znaleziono - 
nie wiemy. Na całej przestrzeni kraju naszego, nie wiem czy się 
znajdzie gdziekolwiek miejscowość z ruinami, czy to zamku, czy 
kościoła, posiadająca 'bodaj kurhan lub mogiłę - a wiadomo jak 
tego tu wiele - do którychby jednak poetyczna wyobratnia na- 
szego ludu nie dorabiała legiendy, mniej więcej zawsze do miej- 
scowości zastosowanej, a w której zawsze owe tajemnicze skarby 
i stojący na straży ich szatan pierwszorzędną grają rolę. Z sza- 
tanem jak z szatanem, wystarczy dlań święcona woda, która moc 
jego piekielną zażegna i osłabi - co zaś dotyczy tych skarbów, 
to na dnie każdej takiej legiendy, nie bez tego aby jakaś odro- 
bina prawdy ukrywać się nie miała. Niemasz w świecie dru- 
giego zakąta ziemi, w kt6rymby życie i to przez parę wieków, 
mniej było spokojne, mniej z dnia na dzień obliczone - jak na 
tych naszych sławnych kresach. Dziś jeszcze widzisz gromadkę 
u domowego ogniska - stary o odbytych bojach prawi, młodzi, 
lemiesz na jutro gotują - furczą kołowrotki w rękach niewiast 
i pieśń domowa rozlega się dokoła, ale jakaś smętna, na rzewną 
nutę nastrojona, jakby w przeczuciu niepewnego jutra. I prawda... 
zanim słonko po raz wtóry za to spokojne sioło zajść zdołało- 
już tylko dymiące zgliszcza po zagrodzie pozostały - w po- 
wiell"zu brzmią jeszcze krzyki dzikiej tatarskiej hordy, przerywane 
jękiem i płaczem uprowadzonych w jasyr, całych setek spokoj- 
nych rodzin. W takich warunkach nie dziw - że się człek i z gro- 
szem i z tern co miDł naj droższego- jakby kret w ziemi ukrywał, 
po lochach, tajemniczych kryjówkach, w lasach i po polach- 
a że z tej niewoli u pohańców zaledwie połowa ludności do 
swych zagród wracała, I1iejeden więc skarb ukryty w łonie zie- 
mi, w tych murach i zwaliskach pozostał do dziś. Rzecz jednak 
dziwna, ale stosunkowo do pojaśnionych tu wypadków - spo- 
łeczeństwo nasze, zwłaszcza inteligientniejsze, dość obojętnie d o
		

/Sponsorzy_004_01_309_0001.djvu

			''\ 


298 


tych ukrytych skarbów się odnosi - lud o nich rozprawia, stało 
się to jego gadką rodzinną, z pokolenia pokoleniu podawaną _ 
poszukiwań jednak naprawdę mało kto robi - a że się jednemu 
lub drugiemu niefortunnie powiodło, śmiesznością więc prawie 
te poszukiwania skarbów obrzucono. Mówiliśmy już o poetycznej 
wyobraźni naszego ludu - i nie dziw, bo też go wykołysała 
i przyroda poetyczna i przeszłość kraju o barwach tak bardzo 
niezwyczajnych , że to poetyczne tętno na jego ustroju, na 
wyobraźni, zwłaszcza przy kulturze i cywilizacyi tak bardzo słabo 
rozwijanej, odbić się z konieczności musiało. Dziś czasy się 
zmieniły -- i ta cywilizacya, na którą tak długo czekaliśmy i do 
nas już dociera szybko, choć w ujemnych częstokroć warunkacb 
i kraj więc zmienił swą postać, a lud - wyobrażenia i charakte- 
rystykę; pieśń gminna skażona, o legiendę corazto rzadziej 
i trudniej: jeśli więc gdzie jeszcze w ciszy poleskich borów' 
pochwycić się uda, to już ją jako zdobycz traktować należy _ 
i skrzętnie w skarbniczkę przechować, bo jutro, kto wie... 
już przebrzmi, już jej nie usłyszymy... 
W Hubkowie, w zwaliskach starego siemaszkowskiego zam- 
czyska, takich legiend aż dwie ułowić mi się udało... Posłu- 
chajcie. Przed laty (bo jużto podanie w ścisłą chronologią nie 
bawi się) mały )akiś chłopczyna, syn ubogiego gospodarza z Hub- 
kowa, bawiąc się na dziedzińcu zamkowym, wpadł wypadkiem 
przez otwór do lochu, gdzie pomimo otaczającej go ciemności, 
ujrzał w oddali światełko i człowieka siedzącego na wielkiej 
skrzyni. Przelękły, chciał krzyczeć, ale człowiek ów zbliżywszy 
się do niego, przemówił łagodnie: "Nie bój się - dam ci się 
czem rozerwać". I nasypał mu pełną czapeczkę złotych pienię- 
dzy, a następnie wziąwszy za rękę i oprowa,lziwszy po kilku 
ciemnych korytarzach, wskazał mu otwór, przez który chłopczyna 
nieuszkodzony. dostał się znowu na dziedziniec zamkowy i do ojca 
ze swą zdobyczą powrócił. Usłyszawszy o tern wydarzeniu, drugi 
majętny włościanin, chciwością powodowany, przywiódł i swego 
syna do otworu i w loch go spuścił - czekał jednak dzień je- 
den i drugi, ale chłopię nie wróciło już nigdy. 
Drugą mniej pospolitą legiendę, opowiada lud okoliczny 
o zburzeniu zamku i miasta Hubkowa przez Tatarów. Opowia-
		

/Sponsorzy_004_01_310_0001.djvu

			- 299 


danie to prawdopodobnie odnosi się do wyparlku zaszłego w 1504 
roku i jest w uderzającym związku i zgodzie z miejscowością. 
Z kronik nam wiadomo, ie Tatarzy tak zwanej Złotej Hordy, 
wpadłszy na Litwę, pobici zostali pod Nowogródkiem przez wo- 
jewodę Aleksandra Tryznę, pod Kleckiem zaś przez księcia Michała 
Glińskiego, a pod Kopysiem przez księcia słuckiego Szymona Olel- 
kowicza; mając więc przeciętą drogę Cło swej ojczyzny, drobnemi 
odrlziałkami przebijali się przez Polesie i Wołyń do Krymu. Otóż 
na samej granicy trzech osad tutejszych: Siedliszcz, Hubkowa i Cho- 
łop, z sobą stykających się, jest półwysep, śród błot i lasów rzucony, 
który dotąd nosi nazwę: Tatarskij hrud. Tamto właśnie jeden z takich 
oddziałków tatarf-'kich, zbłąkawszy się śród lasów i nie mogąc zna- 
leść drogi do wyjścia, miał, jak mówi podanie, przez długi czas tam 
obozować, a gdy mu żywności zabrakło, karmił się już mięsem wła- 
snych koni. Wtedy to żona jakiegoś strzelca Serhija, w tych lasach 
osiadłego, znana jako czarownica w okolicy i która już uprze- 
dnio czarami swemi zaklęła była Tatarów tych, tak że się z miejsca. 
ruszyć nie mogli, wskazała im potem drogę do Hubkowa, mó- 
wiąc: "W Wielki Piątek uEtyszycie odgłos dzwonów. będ;t.ie to 
znak wsenocznej (rezurekcyi): kierujcie się tym głosem, a posu- 
wając się na wschód, natraficie na bogate miasteczko, zamek 
i cerkiew". Tatarzy usłuchali, szli ku wschodowi, kierując się od- 
głosem dzwonów, zburzyli zamek i miasteczko w Hubkowie, lecz 
j,edna tylko cerkiew na oddzielnej górze zbudowana, nietknięta, 
cudownie ocalała. Tegoż roku w tydzień po Pokrowie, ta sama 
żona strzelca poszła zbierać jagody, niedaleko znajdującego się 
tam brodu i zmarzła, mąż zaś jej. wyprawiwszy się w lasy za 
odszukaniem żony. przez wilków rozszarpany został. Ztąd miały 
powstać nazwiska trzech uroczysk w tej okolicy położonych: 
Babyne-hało, Tatarskij-hrud i Serhijowa Chmyral, nazwiska rze- 
czywiście tym uroczyskom nadawane. 
Od legiend przechodzimy do opowieści historycznej o dzie- 
jach Hubkowa i dawnych jego panów. Częstokroć źródłosłów 
miejscowości, to jest jej nazwy, rzuca nam pewne światło na po- 
czątek jej pochodzenia. . Z etymologią jednak Hubkowa sprawa 
niełatwa i mnożą się, komplikują przypuszczenia. l\1oże pocho.- 
dzi od wyrazu huba, który w sŁarosłowiańskiem narzeczu ozna-
		

/Sponsorzy_004_01_311_0001.djvu

			300 


cza pewną przestrzeń ziemi (zdaje się 24 morgową włókę), by- 
wali nawet hubni starostowie, pobierający zapewne podatek od 
ziemi; lecz domysł ten traci na swej powadze, kiedy zajrzymy do 
starych akt, po których Siemaszkowie w XVI i XVII wieku, pi- 
sali się na Chupkowie, a następcy ich dopiero zaczęli osadę tę 
Hupkowem nazywać - dziś znowu ją przeistoczono, zmieniając 
p na b i wyszedł z tego Hubków, w urzędowych nawet papie- 
rach tak nazywany. Narbutt jeszcze mniej trafny robi domysł 
o początku tej nazwy. Kiedy Gliński, powiada on, miał zamiar 
przejść na stronę Rosyi, częs.to w negocyacyach u niego prze- 
bywał niejaki diak Huba-Mokłaków, a Glińscy wtedy uzbrajali 
swe zamki, zapytuje więc, czy nie był wówczas nasz Hubków 
w posiadaniu Glińskich. 1). Otóż nigdzieśmy się z tern nie spotkali, 
ani nawet z tem, aby Glińscy w tych okolicach mieli kiedykol- 
wiek swe posiadłości, choć osada z dawnem zamczYf'>kiem Hlińsk 
w rówieńskim powiecie położona, o której już mówiliśmy, mogłaby 
na ten domysł naprowadzać, ale prędzej powstała od gliny, któ- 
rej tam dość, niż od Glińskich, których śladu nigdzie doszukać 
się nie mogłem. 
Wracając do naszego Hubkowa, osada ta zdaje się być bar- 
dzo stara, choć o niej i o Siemaszkach, odkąd się pisać na niej 
zaczęli, dopiero w połowie XVI wieku, pewne, bo piśmienne 
mamy wskazówki. W czy jem posiadaniu był Bubków poprzednio, 
nie wiemy 
Pierwszym z Siemaszków, . który pisać się na nim zaczął, 
był Bohdan Michajłowicz, starosta kowelski, zmarły przed 1545 r. 
Onto był protoplastą naj
wietniejszej gałęzi swego rodu, piszą- 
cej się na Chupkowie; ożeniony z bogatą dziedziczką sąsiedniego 
klucza Tuczyńskiego Anną Puciatanką, pierwszy podniósł lustr 
i fortunę swego domu. Syn z tego małżeństwa Aleksander Sie- 
maszko, najprzód podkomorzy włodzimirski, starosta łucki. pierwszy 
z rodu wszedł do senatu, otrzymawszy kasztelanią bracławską. 
W roku 1577 wsławił się dzielną obroną Dubna od Tatarów, 
około 1590 roku za namową jezuity, księdza Herbesta, pier- 
wszy z rodu przeszedł ze wschodniego obrządku na łaciński, 


I 
l 


,) Patrz: Narbutt, Dzieje Litwy pod r. 1503-1507. T. VIII. pag. 429 
i T, IX. p. 21- 22. 


......
		

/Sponsorzy_004_01_312_0001.djvu

			301 


a gorliwość swoję w nowoprzyjętej wierze, do fanatyzmu po?obno 
posuwał. W dziejach Hubkowa już ślady o nim napotykamy. 
W tymże roku 1590 dnia 3 xbris, robi odgraniczenie majętności 
swej Hubkowskiej od dóbr sąsiednich książąt Koreckich i Ostrog- 
skich. Najprzód tedy rzeczką Bronicą oddziela wieś Głumeck knia- 
zia Konstantyna Konstantynowicza Ostrogskiego wdy kijows., od 
wsi Hołyszowa, należącej do Hubkowszczyzny. Następnie Rozbój- 
nikową Wołoką tenże Hołyszów oddziela od wsi Ustia, należącej 
do księcia Joachima Koreckiego, wojewodzica wołyńs., a rzeczką 
Bobrem i kurhanami, od Marynina i uroczyszcza Klenowa także 
korcecczyzny. J). 
Syn tego Aleksandra z Wołłowiczówny, Mikołaj, umarł 
w młodym wieku w 1618 r., pochowany u jezuitów w Łucku, 
był starostą i klucznikiem łuckim i także kasztelanem bracław- 
skim; ożeniony był z bogatą Malińską, która mu duże dobra 
wniosła w posagu, znacznie jednak ojcowiznę uszczuplił, wiele 
wiosek rozprzedał, ostatni to z Siemaszków pan na Hubkowie, 
potomka bowiem męskiego nie zostawił. Mieli Siemaszkowie 
szczęście do bogatych ożenków i w przeciągu lat kilkudziesięciu 
rozległe bardzo majętności Puciatów, Montołdów, Malińskich, 
a nawet część fortuny książąt Poryckich, weszły tą drogą do ich 
domu. Za czasów Mikołaja zamek w Hubkowie, zbudowany na 
dwóch przeciwlpgłych górach, mostem z sobą połączonych, naj- 
większej zdaje się doznał świetności. Miejsce to musiało być silnie 
obronne, wskazują to pozostałe dotąd mury, zresztą na mapie 
Zwickera z 1650 r., znajdujemy ten zamek oznaczony zarówno 
z zamkiem w Korcu, poczytywanym w swoim czasie, za naj sil- 
niejszą w tych stronach warownię. 
Córka Mikołaja Siemaszki z Malińskiej, Maryna, wyszła za 
mąż za Stanisława Daniłłowicza s-tę czerwonogrodzkiego i ten 
już w 1629 r., był właścicielem Hubkowa i przyległych wło
ci.- 
Majętność ta według taryfy podymnego, z następujących składała 
się wówczas wiosek: miasteczko Chupków mające swego bur- 
mistrza i ławników, ma dymów 180, wsie Siedliszczc i Szczyki- 
czanki dymów 55, UlŁynka dymów 38, Willa 11, Bystrzyce 98, 


'J Oryginalny akt graniczny, z papierów Stypułkowskiego.
		

/Sponsorzy_004_01_313_0001.djvu

			- 302 - 


\ 
Chołupy 75, Chotyń 49, Pohoryłówka 97, Wolica Bystrzycka 12, 
Niedź\viedówka 29, Ozirce 26, Bołysze 51, Borowa 67, Dobre 
Wody (dzisiejszy Woniacz) 29. 
I Dnia 18 oktobra 16()3 r., Daniłłowicze robią między sobą 
dział familijny, mocą którego Bubków z przyległościami przypadł 
na schedę Adama podstolego koron., lecz gdy ten umarł bez- 
dzietnie, majętność ta przeszła na córki jego brata Mikołaja pod- 
czaszego koron., podkomorzego chełmińskiego, s-sty lubieszow- 
skiego. Te znowu w 1676 r., w wigilią Bożego Ciała w grodzie 
przemyskim, nowy robią dział, którym Tuczyn z przyległościami 
dostał się !zabelli zamężnej za Eustachym Tyszkiewiczem, pod- 
komorzym brzesko-litewskim, a Annie żonie Jana Cetn era s-sty 
lwowskiego i szczurowskiego Bubków, który już ma tylko wów- 
czas dymów 10 i 'Ysie przy nim: Siedliszcze, Ultynka, Bystrzyca, 
Mokwin, Chotyń, Medwedówka i Borowa. 
Jan Cetner umarł \V 1680 r., pozostawiając trzy córki: Te- 
resę za Janem Potockim wdą. bracławs., Helenę i Dorotę, oraz 
syna Józefa, który jako dziedzic Bubkowa, zanosi w 1698 r. ju- 
rament do grodu łuckiego, że wielu poddanych z dóbr tych po- 
rozchodziło się, a razem, że żadnych kotłów ani karczem niema, 
tak w Chupkowie jako też i w należących do niego włościach, 
co ludzie wiarogodni przysięgą stwierdzili, że zatem płacić do 
skarbu nie mogą. Notabene z papierów współczesnych widzimy, 
że Bubków w tym czasie, bo w 1684 r. płacił szelążnego już 
tylko zł. 30. Wszystko to są szczegóły ciekawe, malują bowiem 
stan ówczesny kraju, jego niedolę, zniszczenie i ubóstwo, kiedy 
włość tak rozległa, nawet tak drobnych podatków, opłacać nie 
była wstanie. To też czytamy zarzut w manifeście z r. 1704, że 
"Hubków i przyległe włości przechodami Moskwy tak zniszczone, 
że ani jednej karczmy, ni też winnicy nie pozostało" a w r. 1713 
umieszczone zostało w laudum województwa, że w Bubkowie 
przestały istnieć targi i jarmarki, przeto "by to dawne miasteczko 
szelążncgo i czopowego nie płaciło". 
Widać że Józef Cetner starościc lwowski, umrzeć musiał 
bezpotomnie, bo Hubków razem z 20 wsiami. i Tuczyn z 12-tu, 
trzymany był w 1718 roku przez Józefa kasztelana wał. i Fran- 
ciszka wojew. smoleńskiego z Czertwic Cetnerów, synów Ale-
		

/Sponsorzy_004_01_314_0001.djvu

			iiOJ 


I 


ksandra starosty trębowelskiego. Manifest w tym czasie zanie- 
siony do grodu łuckiego nadmienia, że spuścizna zwana siema- 
szkowską, składała się niegdyś z 60-ciu wsi. Ugodą familijną 
oddają Cetnerowie Hubkowszczyznę siostrze swojej Teofili, żonie 
Józefa Potockiego strażnika kor. 
Z czasów władania tego Potockiego Hubkowem, mamy pod 
ręką jego przywilej, wydany dla tego miasteczka w 17:!2 l'Oku, 
który kusimy się przytoczyć w całości jako dowód, że nie W5ZYSCY 
panowie ówcześni, jak ich to pomawiają, nie dbali o dobrobyt 
kraju, że ten stan mieszczań5ki i rzemieślniczy po gródkach na- 
szych okolony był naj czulszą ich opieką, a więc, że raczej 
wpływy zewnętrzne przyczyniały się do ubóstwa i upadku tego 
stanu społeczności na naszej Busi, niż owo okrzyczane możno- 
władztwo magnatów i ucisk jaki dokoła niby wywierali. 
Oto ten dokument wypisany z oryginału w papierach Sty- 
pułkowskiego. 
"Józef z Potoka na Kitaygrodzie y Krystyampolu Potocki 
strażnik w. kor., bełzki, robczycki etc. starosta. Wiadomo czynię 
pp. administratorom moim klucza hubkowskiego, y innym komu 
o tym wiedzieć należy. Jż daje mieszczanom hubkowskim tak 
Chrześcijanom jako Żydom, tym Wole na lat pięć, którzy nowo 
będą osiadać, y w tymże mieście budować domy należyte jako 
po inszych miastach, których uwalniam od pańszczyzny, podatków 
wszelkich, oprócz tłok i szarwarków, które powinny bydi. A któ- 
rzy się nie będą budować a mają tylko chałupy i w tych mie- 
szkają, tedy ci jako potężni na ratusz drzewa zwozić powinni, 
a piesi z siekierami mają chodzić, zaczym nie będzie postawiony. 
Tym zaś mieszczanom nowo osiadłym, wolno będzie gorzałki 
kurzyć, miody sycić, piwo robić, winnice stawiać y jakie tylko 
mogą naleść hędle, pozwalam one prowadzić, bez wszelkiej da- 
niny przez te lat pięć. A którzy nie .hędą mieli swoich trunków, 
tedy jakoto na krzciny, wesela, prażniki, niepowinien gdzieindziej 
trunków brać, tylko u arędarza swego, pod winą grzywien 6-ciu 
Jarmarki, targi jako dawniey bywały w tym mieście, tak i teraz 
pozwalam, jako to pierwszy jarmark na św. Piotra ruskiego, 
drugi na Piatynki 
 a trzeci na W od	
			

/Sponsorzy_004_01_315_0001.djvu

			30J - 


bez myta a kiedy zaś postronny kto w powszenni dzień, który 
przywiózł towar, y chciał w pomienionym mieście przedawać, 
tedy powinien dać arędarzowi z wozu groszy sześć. a co ponczas 
jarmarku, to nic przez te lała słobodne. Co zaś na drugie jar- 
marki nowe, które zechcę aby były, postaram się o to o przy- 
wileje u króla Jmci, i one będo obwołane po miastach różnych. 
Przykazuje się zaś gromadom wszystkim klucza całego hubko w- 
skiego, aby się żaden z ludzi nieważył na targ y jarmark gdzie- 
indziej jechać. od tego czasu jak się zacznie miasto stanowić 
y targi, tylko do Hubkowa, pod winą grzywien dwóch na dwór. 
Z tych zaś wsiów należących do tey włości, zalecam aby każdy 
gospodarz, który siedzi na włoce w jakiey wsi, dał na ratusz do 
Bubkowa, który się będzie budował dranic kop dwie, a który 
na pół włoki, drzewa kopę jedną, z regestru powinien oddawać 
y na drzewo kwitek od pana administmtora ma wziąść. Do po- 
rząrlku zaś miasta tego naznaczam na burmistrza Łeśka Litwi- 
nowskiego, którego wszyscy powinni obserwować y słuchać jako 
rządcy miasta, którego uwalniam od podatków dworskich wsze- 
lakich i pańszczyzny. Ten zaś burmistrz ludzi powinien zaciągać 
y osadzać, place wymieniać na domy w pomienionym mieście, 
y pola rozdawać tym, których zaciągnie na słobodę. Także y tego 
przestrzegać y donosić panu administratorowi, do którego się ma 
burmistrz wyżej wymieniony referować, aby się żadna ludziom 
krzywda nie działa, zalecam y na to się dla lepszey wagi y pe- 
wności, moją własną ręką przy pieczęci zwykłey podpisuję, daU. 
w Sieliszczach dnia l marca R. P. 1722 (podpisani Józef Potocki 
straż. kor. Teofila Potocka)". 
Pomimo tych zachęt ze strony właścicieli, Bubków ciągle 
już odtąd upadał. Zamek jeszcze w roku 1708 przez Szwedów 
zburzony, przestał być mieszkalny. Potoccy już przenieśli rezy- 
dencyą do sąsiednich Siedliszcz, a miasteczko z każdym rokiem 
ubożejąc, już zaledwie na to miano zasługiwało. Lustracya 1727 
roku wylicza domy w miasteczku znajdujące się, a tych jest 
chrześciańskich dobrze się mających 8, średnio 6, ubogich 10 
i służby domów 10, żydowskich średnio się mających domów 4, 
pustek 3. Na czele jednak tego wszystkiego, stoi zawsze jesz,cze 
burmistrz. 


..
		

/Sponsorzy_004_01_316_0001.djvu

			- 305 -. 


Franciszek Potocki wraz z matką swoją Teofilą w 1744 r. 
sprzedaje klucz
 hubkowski i tuczyński Stanisławowi Lubomir- 
skiemu podstolemu kor., dobrze już, nam znanemu potentatowi 
ówczesnemu na Wołyniu, dziedzicowi Równego, a ten po upły- 
wie lat dziesięciu robi tranzakcyą w Aleksandryi 6 kwietnia 1755 
roku na rzecz Feliksa Bierzyńskiego stolnika owruck., któremu 
odstępuje klucz siedliski za 
77 tysięcy złotych, co do akt grodz- 
kich wniesionem zostało w 1758 roku. 
Bierzyńscy, chcąc mieć i miasteczko przy swojej rezydencyi, 
przenieśli je ostatecznie z Hubkowa do Siedliszcz, gdzie nigdy 
już świetniejszych losów nie doznawało. Z tej epoki wpada 
nam pod rękę jeszcze jeden charakterystyczny szczegół o Hub- 
kowie. Włość ta liczyła się zawsze jako należąca do powiatu 
łuckiego w w-twie wołyńskiem i wszelkie sprawy jej w tym gro- 
dzie spełniały się. Tymczasem w instrukcyi danej posłom kijow- 
skim na sejm walny do Warszawy d. 15 lipca 1776 roku natra- 
fiamy na następujący ustęp: "Ponieważ dobra klucz hubkowski 
i inne nad Słuczą do powiatu owruckiego należące, wojewódz- 
two wołyńskie do taryff swoich wciąga i różne podatkowania 
wkłada, a tak d'Yojakiem podatkowaniem one niszczy, więc do- 
mówić się mają imć panowie posłowie, aby w-two wołyńskie mid 
granicę opisaną nie zabierało nad prawo". Czyż to nie maluje 
owego bezrządu i panującego chaosu w kraju, .w którego aktach 
nie było nawet wyliczenia włości, które do którego w-twa' nale- 
żały, kiedy aż skargi o to i spory do sejmu zanoszono. 
Synami stolnika Bierzyńskiego, nabywcy Hubkowa i Sie- 
dliszcz byli: Onufry kasztelan żytomirs. od r. 1775 i Józef pod- 
komorzy kijowski. Józef otrzymał na swoję schedę klucz andru- 
szowiecki pod Berdyczowem, Onufremu zaś dostały się Siedli- 
szcze i Hubków, w owym czasie już tylko 1221 dusz męskich 
posiadające. W Hubkowie zamek stał pustką oddawna, rezy- 
dencyą więc kasztelana były Siedlicze, rzeką tylko od Hubkowa 
oddzielone, z obszernym murowanym dworem, który się dotąd 
w całości dochował i dzisiejszym dziedzicom służy za mieszkanie. 
Kasztelan ożeniony był z piękną księżniczk'ł Ludwiką Ponińską, 
siostrą sławnego podskarbiego Adama, Kaliksta i księżny Kaspro- 
",ej Lubomirskiej. Od imienia więc żony przezwał Bierzyński 
Z
I
. W
		

/Sponsorzy_004_01_317_0001.djvu

			306 - 


Siedliszcze - Ludwipolem, ale nazwa ta, jak zwykle w tych razach 
niedługo się utrzymała, i dziś podawnemu to miejsce Siedliszczem 
nazywają. Po śmierci kasztelana, młoda i piękna jego wdowa 
z dziećmi długo mieszkała w ulubionym swym Ludwipolu. W tej- 
to właśnie epoce t. j. w ostatnich latach ubiegłego stulecia, ro- 
zegrał się w dworze tutejszym smutny dramat rodzinny, który 
poruszył nietylko okolicę, ale kraj cały. Obszernie go opisał 
Andrzejowski w pamiętnikach 
woich p. t. "Ramoty starego De- 
tiuka o Wołyniu" kilka mu rozdziałów poświęcając. Pisał na 
co sam patrzał, będąc dzieckiem, ojciec jego bowil'm był wówczas 
rządcą siedliskiego klucza u kasztelanowej Bierzyńskiej. 
Byłoto w 1791- 2 roku, kiedy zjawił się w Siedliszczach 
u pięknej jeszcze wówczas kasztelanowej Bierzyńskiej daleki jej 
krewniak, młody i urodziwy wojewodzie Karol Poniński. Nazy- 
wano go wojewodzicem, bo był wnukiem Antoniego Ponińskiego 
w-dy poznańskiego, a synem Jana starosty ostroskiego i Kalinow- 
skiej starościanki winniekiej. Nauczycielem jego domowym był nie- 
gdyś poeta nasz Franciszek Karpiński, który w swych pamiętni- 
kach często o domu jego rodziców wspomina. Nie powiodło się 
jednak naszemu bardowi wychowanie młodzieńca, który wyrósł 
przejąwszy się wszelkiemi wadami epoki ówczesnej, wynarodo- 
wiony, sfrancuziały, przesiąkły wolteryanizmem i najzepsutszemi 
ówczesnemi obyczajami, takim zjawił się u kuzynki swojej w Lu- 
dwipolu, gdzie stał się smutnym bohaterem dramatu, o którym 
wspomnieliśmy. Jednocześnie zaczął on bałamucić nieobojętną 
jeszcze na rzeczy światowe sb'yjenkę i córkę jej młodziutką i pię- 
kną kasztelankę Apolonią, którą z francuska Ponetą zwano. Za- 
ślepiona m,atka nie dopatrzyła miłostek córki i sama, narzuciwszy 
się prawie zepsutemu młodzieńcowi, wyjechała do Warszawy, 
gdzie ślub z nim wzięła w obecności córki, której rozpacz przy 
tym obrzędzie aż nadto była widoczna. Po ślubie wojewodzic, 
wymógłszy najprzód znaczny zapis od żony, już się ze zdrożną 
miłością dla pasierbicy ukrywać nie widział potrzeby. Zaczęły. się 
więc najstraszniejsze w domu sceny; z małżeństwa tego wkrótce 
po ślubie przybył na świat syn, któremu dano imię Juliana, co 
jeszcze położenie rzeczy pogorszyło, Nareszcie w rok potem, 
wyagzaltowawszy do ostatnich granic umysł' i serce młodziutkiej
		

/Sponsorzy_004_01_318_0001.djvu

			307 


Ponety, wojewodzie uciekł z nią z domu matki a swojej żony 
i dostawszy się z nią gdzieś w obce kraje, przeszedł podobno 
na kalwinizm i pojął ją za żonę. Kasztelanowa, do której wieść 
ta doszła prędko, przypłaciła swą rozpacz nieuleczoną chorobą 
umysłową; żyła jeszcze lat kilka w zakładzie obłąkanych u sióstr 
miłosierdzia w Warszawie. Syn jej z tego niefortunnego mał- 
żeństwa umarł dziecięciem, syn zaś z kasztelana Adam Bierzyń- 
ski, doszedłszy do pełnoletności, w zacności naśladował ojca; 
poślubił Teresę Walewską, córkę wojewody sieradzkiego z sąsie. 
dniego Tuczyna. Dolegały mu wspomnienia domowe, przed 
oczyma, jak widmo, stał mu obraz nieszczęśliwej matki, zrzekł się 
więc tylu smutnemi wspomnieniami upamiętnionej ojcowizny, 
przelewając Siedliszcze i Hubków na rzecz siostry, o
ej Po nety, 
która z obcych krajów znak życia dała nareszcie. Tej zaś, za 
chwilę szału nie pobłogosławił Bóg w potomstwie. Z pięciu czy 
sześciu synów tego potomstwa, wszyscy nie dożywszy starości 
wymierali zkolei; pozostał przy życiu jeden tylko, dotąd ży- 
jący hr. Bolesław, ale i ten bezżenny, rozmiłowany w książkach, 
kwiatach i muzyce samotne przez lat kilkadziesiąt pędził życie 
w Siedliszczach. Na starość zesłał mu dopiero Bóg pociechę 
w osobie, jedynej z tej rodziny pozostałej córki brata jego Sewe- 
ryna, której przez pamięć zapewne nieszczęśliwej babki dano 
imię Apolonia; przed laty kilku poślubiła ona hr. Bronisława 
Walewskiego i z nim ma liczne potomstwo. Na stryju jej Bole- 
sławie kończy się męska linia Ponińskich, tak zwana wojewo- 
dzińska, a pani Walewska jest przyszłą dziedziczką Siedliszcz 
i Hubkowa. Nad starym więc kasztelańskim dworem w Siedli- 
szczach, choć herbowna Łódź Ponińskich dotąd nall nim pozo- 
stała, nowe zakwitło życie, zaświeciło słońce i wesele. Tak czas 
wszystko i słu!;znie zaciera.... 
Przebiegając dzieje i losy Hubkowa i SieJliszcz i tylu ro- 
dzin, W posiadaniu których pozostawały zkolei te majątki, da- 
leko odbiegliśmy od dawnej Siemaszkowszczyzny, do niej więc 
znowu powracamy dla dopełnienia obrazu i chociażby w kilku 
słowach wspomnimy o okolicznych wioskach, niegdyś \V skłarl 
tej fortuny wchodząc
ch, o czem dzisiaj już mało kto wie za- 
pewne. 


:?O.. 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_319_0001.djvu

			308 


o lekką milę ztąd położona jest wieś Chołopy, także nad 
brzegiem Słucza, który malowniczo oblewa ogród dziedzica. 
Etymologia nazwiska tej wsi, nietrudna do odgadnięcia. Nie- 
wolnik, sługa, nad którym pan miał prawo wykonywać samo- 
władny wyrok, w narzeczu dawnej Rusi nosił nazwę cholop czyli 
chłop, w terminologii która dotąd przetrwała. Osada przeto z ta- 
kich ludzi złożona, przezwaną zapewne została Chołopy. 
Chołopy choć należały przez długi czas do majętności hub- 
kowskiej, mają jednak nierównie starszą od Hubkowa, znaną 
historyą. sięgającą połowy XV stulecia. Już w roku 1451 d. 29 
października, Aleksander Swidrygajło Olgierdowicz, w. ks. litews. 
daje sioło Chołopy, ze wszystkiemi do tego przynależytościami, 
kniaziu Mjchajłu Wasilewiczu, przodkowi książą
 Zbarażskich l). 
Następnie spadły te dobra jure naturalis successionis na kniazia 
Iwana Iwanowicza Czartoryskiego, ktory zastawił je za sześćset 
kop groszy litews., Andrzejowi Jerofejowiczowi Chaleckiemu, sę- 
dziemu rzeczyckiemu. Ten odstąpił swój zastaw dnia 3 sierpnia 
1580 roku, Aleksandrowi Bohdanowiczowi Siemaszce, kasztela- 
nowi braclaws. i ionie jego Barbarze Aleksandrównie księżniczce 
Poryckiej. Po śmierci Iwana Iwanowicza spadły te dobra na 
brata jego Jerzego Czartoryskiego, który spłaciwszy zastaw Sie- 
maszkom, znowu im go wypuścił, ale już za trzy tysiące kop gro- 
szy lit. W 16
9 roku, dnia 30 czerwca Maryna Siemaszkówna, 
córka Mikołaja. zapisuje swe prawa za
tawne do Chołop (z 75 
dymów wówczas składających się), które się jej w posagu do- 
stały, mężowi swemu Stanisławowi Daniłłowiczowi, s-ście czer- 
wonogrodzkiemu. W liście tym już umieszczona Wólka Chołop- 
ska, która na gruntach Chołop osadzoną została. W tymże 
roku Mikołaj syn Jerzego Czartoryski kasztelan wołyński, chce I 
.wykupić Chołopy z zastawu, ale Daniłłowicze nie chcą z nich 
ustąpić i wytaczają mu proces, bo pozakładali na gruntach tu- 
tejszych sioła osadzone, jakoto uprzednio Wólkę Chołopską a te- 
raz Ozirce, Druhowę i Chotyń, co poświadcza wizya woźnego 


') U Stypułkowskiego w gienealogii Zbara
skich, którą układał z ory- 
ginalnych. działów tej rodziny, występuje ten Michał nieco później, bo około 
1490 roku. W ka
dym razie myłka tu tylko w imieniu: zawsze był to Zba- 
ra
ski, a może Nieświeki. bo i tak i tak pisali się w tych czasach ci książęta.
		

/Sponsorzy_004_01_320_0001.djvu

			309 


dokonana w 1637 r. Dalsze losy Chołop były wspólne z Hub- 
kowem; dopiero od Lubomirskiego, drogą sprzedaży, przechodzi 
ta majętność w 1754 r. do Mikołaja Lubienieckiego, łowczego 
nowogrodz., którego prawnuk p. Michał Jackowski dotąd je po- 
siada. 
Rzeką tylko od Chołop oddzielona leży wieś Chotyń, smu- 
tna w piaskach, rozległa poleska osada: tej dzieje wspólne 
z Hubkowem i Chołopami. Osadzona przez Marynę Daniłłowi- 
czową około 1626 r. dzieli już potem wszystkie losy siemaszkow- 
skiej spuścizny. W 1754 r. łowczy Mikołaj Lubieniecki, kiedy 
składał życzenia Nowego Roku księciu podstolemu Lubomir- 
skiemu, otrzymał od niego przedugodne punkty na dziedzictwo 
Chotynia. Podstoli aż nadto znany był ze swej hojności do mar- 
notrawstwa posuniętej, bo go aż własne dzieci w kuratelę po- 
tem wziąć musiały, - niedrogo więc zapewne i wie
 naszemu 
łowczemu dostać się musiała. Prawem spadku odziedziczyła po- 
tem tę majętność wnuka łowczego Cecylia z Lubienieckich Omie- 
cińska, wdowa po Jakóbie marszałku gubernialnym wołyńskim. 
. Bezdzietna, część życia spędziła w Warszawie, dobrze znana 
w kole dobroczynnych dam tego miasta. \V roku zeszłym do- 
piero umarła u wód we Francyi, a majątek po niej odziedziczył 
siostrzeniec p. M. Jackowski dziedzic sąsiednich Chołop. Chot 
w języku starosłowiańskim oznaczał kochanka, .mołe więc nazwa 
tej wsi łączy się z jakiem miłośnem podaniem, zaginionem 
zapewne w pomroce dziejowej. . 
Znowu o kilka wiorst, nad Słuczem, 11a 
15 wiorście jego 
biegu rozłożyła się obszerna wieś poleska Bystrzyce, z pięknym 
domem wiejskim i ogrodem ze starych szpaleruw, nad rzeką 
rzuconym. .Bystrzyca słowiańska bogini piekielna, na cześć któ- 
rej wiele osad założonych było" - tak wyrażają się stare kroniki, 
bezwątpienia więc i osada tutejsza nazwę od niej trzyma, a że 
prąd Słucza nadzwyczaj jest tu podniesiony, a bogini, jak mówi 
mitologia, miała być bardzo porywczą, wszystko to więc domysł 
nasz wspierać zdaje się. Początkowe dzieje tej osady nieznane, 
występuje ona rlopiero pod koniec XV wieku, obok Hubkowa, 
Siedlisu'z i t. d. i wspólne koleje z fortuną Siemaszków prze- 
chodzi przez rlwa wieki z górą. W roku 1797, kiedy kasztelanie 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_321_0001.djvu

			1O 


Adam Bierzyński, po tragicznej historyi siostry swej Apolonii, 
ustąpił jej siedzibę w Ludwipolu, sam pozostał przy Bystrzycach. 
Upiększył to miejsce, przyozdobił i wprowadził tu młodziutką 
s\Voję małżonkę Teresę Walewską w-dziankę sieradzką. Tu spły- 
nęły miodowe miesiące młodej parze, tu kwitło szczęście i spo- 
kój - a szczęśliwa wojewodzianka w tej cichej ustroni, prędko 
zapomniała o wspaniałościach tuczyńskiego pałacu. Niezadługo 
jednak potem, bo w pierwszych leciech obecnego stulecia, sprze- 
dał Bierzyński Bystrzyce Tomaszowi Jabczarskiemu, a ten je 
znowu odstąpił Wincentemu Omiecińskiemu. byłemu oficerowi 
armii greckiej, który porzuciwszy hellenizm i wojaczkę w dale- 
kich krajach, wrócił w rodzinne strony, poprzestając na spokoj- 
nym urzędzie powiatowego mal'szałka i tu w Bystrzycach, oto- 
czony rodziną długie lata spędził. Nieszczęśliwe jednak obroty 
i spekulacye finansowe ekslegionisty greckiego, zmusiły rodzinę 
po jego śmierci, sprzedać tę majętność. jakiemuś towarzystwu 
przemysłowemu, które tu lasy eksploatuje, fabryki i rękodzielnie 
zakładać myśli... 
Zaraz za Bystrzycami leży wieś Druhowa, jeszcze okrawek 
Siemaszkowszczyzny. Sioło to założył około 1637 r. na gruntach 
chołopskich, znany nam Daniłłowicz starosta czerwonogrodzki. 
mąż ostatniej Siemaszkówny. z linii panów na Chupkowie, a za- 
łożył je, choć Cho.opy były tylko zastawem jego żony. To też 
, 
przy procesie z Czartoryskimi. choć ci ostatni utrzymali się przy 
Chołovach. Druhowa jednak z zastawu przeszła na własność 
Daniłłowiczów. Podług taryfy 1676 r. podanej przez Mikołaja 
Daniłłowicza podstolego kor.; osada ta liczyła wszystkiego tylko 
chat cztery. późnipj dopiero duża wieś tu stanęła. W roku 1790 
Tomasz Jabczarski łowczy trębowelski. który pośredniczył między 
sukcesorami Daniłłowiczów i Korzeniowskim, w układach o sprze- 
daż klucza bereżeńskiego, w nagrodę za swoje trudy dostał od 
Korzeniowskiego, jednę wieś z tego klucza, tę właśnie Druhowę. 
Po śmierci Jabczarskiego bezdzietnego, siostra jego Jankowska 
odzierlziczyła po nim Druhowę, a syn jej Aleksander posiadał 
ją do ostatnich czasów. 
Kiedy już kreślimy dzieje tych okolic, dla dopełnienia obrazu 
godzi się tu wspomnieć szczegółowiej o Jabczarskim, który był
		

/Sponsorzy_004_01_322_0001.djvu

			3ł1 


postacią niepospolitą w swoim rodzaju i którym się powszechnie 
zaprzątano na początku bieżącego stulecia w prowincyi wołyń- 
skiej. Ztąd znalazł nawet miejsce w Encyklopedyi Orgelbranda. 
Szlachcic to był dorobkowicz, sprytny. układny, dworak całą. 
gębą, wkręcić się umiał, a nawet stać się niezbędnym, we wszy- 
stkich pańskich domach na Wołyniu. Profesyą jego i głównem 
zajęciem było szyprowstwo, a trzech miał mianowicie najbogatszych 
klientów: Lubomirskiego z Równego, Steckiego z Międzyrzecza 
i w-dę Walewskiego z Tuczyna. Od tych ogromnemi partyami 
zakupował pszenicę, za którą już wówczas płacił po dukacie za 
korzec. Cena to była na owe czasy niesłychana., pomimo to 
Jabczarski robił na tym handlu wyśmienite interesa, sam bowiem 
na własnych galarach spławiał tę pszenicę do Gdańska, gdzie na 
niej w trójnasób zarabiał. Dla łatwiejszego zaś zbytu, brał 
dwie trzecie tylko szacunku swego produktu gotówką, resztę ba- 
kaliami i towarami wszelkiego rodzaju, które następnie bogatym 
swym klientom z korzyścią spieniężał. Sława obrotów Jabczar- 
ski ego obudziła z czasem zazdrość w niektórych zapobiegliwszych 
właścicielach w tej okolicy, ci więc próbowali sami na własną 
rękę spławiać do Gdańska swe zboże. Tego jednak co prze- 
myślny łowczy potrafił, nie umieli dokazać drudzy, a kiedy w re- 
zultacie straty ponieśli, wrócono do pośrednictwa Jabczarskiego, 
którego wziętość podwoiła się jeszcze przez to. 
Na zakończenie naszego obrazu dawnej Siemaszkowszczyzny, 
wspomnimy tu jeszcze o jednej w tej okolicy wiosce, która 
w skład jej wchodziła. Wioska ta Hołysze, w tranzakcyach tych 
dóbr w XVII wieku wspominana, przezwaną została później Ho- 
łyszów. W lustracyi 1727 roku, wyliczono w niej gospodarzy 
dobrze się mających 5, średnio l Ó i uboższych 4. Ciekawa tra- 
dycya przywiązana jest do tej wioski. Leżała ona na pograniczu 
obszernych dóbr panów na Klewani
 Czartoryskich. Miał w niej 
kilka włók ziemi, niejaki szlachcic, nazwiskiem Czyż. Szlachcic 
butny być musiał, bo książętom sąsiedztwo jego było nie na 
rękę, zaproponowali mu więc nabycie tego kawałka ziemi, ale 
Czyż o tern i słyszeć nie chciał i wręcz odpowiedział, że ojco- 
wizny za żadne skarby świata nie sprzeda. Wtedy to rozgniewany 
jeden z Czartoryskich zajechał zbrojnie zagrodę Czyża, spalił 


'I 


....L... 


...
		

/Sponsorzy_004_01_323_0001.djvu

			812. - 


siedzibę, grunta zawładnął i Czyża bez dalszego sądu ztąd wy- 
rugował. Procesował się nieborak, dochodził swej krzywdy, lecz 
sprawiedliwości, o którą w owe czasy z możniejszym było tru- 
dno, nigdzie nie znalazł. Upłynęło sporych lat kilka, gniew 
ostygł w sercu magnata, przemogło uczucie sprawiedliwości 
i stary już wówczas Czartoryski przywołał Czyża, do winy się 
przyznał a na znak łaski i zgody, pozwolił mu w swej maję- 
tności, wybrać dwa razy tyle ziemi, ile mu jej był zabrał przed 
laty. Czyż zatem osiadł w Hołyszowie i dotychczas rozrodzeni 
jego potomkowie po mieczu i kądzieli posiadają tu dziewięć 
włók pola, a choć podawnemu otoczeni potężnemi majętno- 
ściami Radziwiłłów i Czartoryskich, nikt już, jak dawniej, spo- 
koju ich nie kłóci. 


t 
I
		

/Sponsorzy_004_01_324_0001.djvu

			t 


'. 


'1. 


XXII, 


Wieś MokW'in. - Miasteczko Bereźne, daW'ny Andrze'óW', 'W"sie 
i osady do tej majętności n..1E"ża,ce, jej poleska charakterystyka. 
'W"ygasły ród kniazióW' HołoW'nió'W", pierw-szych założycieli An- 
drz
o'W"a, ich rodo'W"ód. - Hołow-niow-ie Ostrożeccy, linia. w-o- 
ły:ń.ska tych kniaziów-, znow-u Siemaszli:ow-ie, pan jenerał 1\:0- 
rzenio'W"l!'ki. - '\V sie: Bronne, Horodyszcze, Bitki i BiełaszóW', do 
klucza bereżeńskiego nalezące. 


Pominąwszy Hubków i Chołopy i kierując się na północ 
wzdłuż brzegów Słucza, kraj coraz to smutniejszy mamy przed 
sobą, najuboższą zdaje się część Polesia. Gleba tu piaszczysta, lasy 
zniszczone, brzegi rzeki niczem zgoła nieurozmaicone, ani wzgó. 
rzem, ani skałą, ani łąką - nic coby oko bawiło - istna pusty- 
nia, wsie nawet tutaj rzadkie, są to raczej ubogie osady budników, 
trudniących się wyrobem dziegciu i smoły, jedynych produktów, 
jakie jeszcze z tych wspaniałych niegdyś puszcz wydobyć się 
dadzą. 
Ujechawszy od Chołop taką okolicą wiorst z dziesięć, spo- 
strzegamy nareszcie wieś dużą, z cerkwią, z piętrowym nakształt 
kamieniczki domem dziedzica, smutnie na piaszczystej wydmie 
rzuconym. To Mokwin, majętność Walewskich. Jak na włość pole- 
ską, osada to wcale zamożna, ma pław ak na rzece i do 7 -miu 
tysięcy morgów piaszczysto-gliniastego gruntu, a tern się wyróżnia 
od innych, że choć położona na Polesiu, lasu niema zgoła, prócz 
małego zagajnika. Drugą jej charakterystyką są częste jej przej- 
ścia coraz do innfch właścicieli. W 1565 l'. należał Mokwin do 


..-... 


...ołI
		

/Sponsorzy_004_01_325_0001.djvu

			=4- 


- ii14 


. 


książąt Koreckich, a mianowicie do księcia Bohusza Fiedorowicza 
Koreckiego, starosty łuckiego. bracławs. i winnickiego. W 1594 roku 
już jest własnością Aleksandra Siemaszki. kasztelana bracławskiego. 
Odtąd dzieli losy sąsiedniego Hnbkowa - i tak w 1631 r. po- 
siada go Stanisław z Zurowa Daniłłowicz s-sta czerwonogr.. oże- 
niony z Siemaszkówną. W roku 1683 Mokwin i Pohoryłówka są 
we władaniu Anny z Daniłłowiczów, l voto Cetnerowej s-ściny 
lwows. 2-do voto Dąbskiej, w-dziny brzeskiej. wkrótce potem 
wcielony do fortuny Lubomirskich i w ich ręku niedługo się 
utrzymał. bo 7 stycznia 1755 r. podstoli w. k. Lubomirski wy- 
dał z Mokwina ko.ntrakt resignationis p. Walentemu Trzebuchow- 
skiemu, cześnikowi gostyńskiemu za 63 tys. złp. Starca tego 
przeszło stuletniego. o pięknej postaci w dawnym stroju narodo- 
wym, jakby wykrojonego z Pamiętników Paska, pamiętam jeszcze 
w dzieciństwie majem, umarł bezżenny, otoczony czcią okolicy, 
zapisawszy Mokwin krewnemu swemu staremu kawalerowi, Wła- 
dysławowi Walewskiemu. I ten kilkadziesiąt lat samotnie tu spę- 
dził, a po nim w spadku dostał się ten majątek Bronisławowi 
Walewskiemu, ożenionemu z Ponińską, o którym wspominaliśmy. 
I znowu po piasku i korzeniach, wzdłuż Słucza. którego 
brzegi są tu płaskie i niskiemi krzewami zarosłe, posuwamy się 
dalej na północ, jeszcze o wiorst pięć za Mokwin. Tam smutna 
poleska mieścina siadła na równinie. To Bereźne, dziś własność 
marszałka. Michała Małyńskiego, którego dwór drzewami osło- 
niony. na starym jakimś okopie, góruje nad miasteczkiem. Mia- 
steczko to jest dominialną osadą obszernego klucza. z kilkunastu 
wiosek i ogromnych leśnych obszarów złożonego. 
Kto nie zr::a naszego Polesia, jego fizyognomii, charakteru 
i całkiem lokalnych warunków, temu majątek bel'eżeński, za wy- 
borny typowy WZÓI' służyć może. Przedstawia on to. czego już 
w innych krajach zobaczyć nie można. Wyobraźcie sobie posia- 
dłość jednego prywatnego właściciela, obejmującą obszar puszcz 
wzdłuż na mil pięć. a wszerz na mil trzy w jednej granicy cią- 
gnących się - większą więc o wiele od niejednego księstwa 
rzeszy niemieckiej. 
Na tej przestrzeni wśród lasów, mocno już przetrzebionych. 
ale jeszcze miliardy sągów opałowego drzewa,_ desek i budulco-
		

/Sponsorzy_004_01_326_0001.djvu

			315 


wego materyału wyprodukować mogących, widzicie kilkanaście 
rozrzuconych wsi poleskich, nawpół leśnych, złożonych z osad 
budników, którzy nigdy poza swe puszcze i bagna na świat inny 
nie wychylili się; dokoła tych osad mnóstwo rud żelaznych. słabo 
w stosunku swych bogactw eksploatowanych, kilka fryszerek, czyli 
jak ich tu pospolicie nazywają pieców dla lania surowcu (czu- 
hunu), kilkadziesiąt pieców smolnych i dziegciami - oto mniej 
więcej obraz Lereżeńskiego majątku. Majątków takich mamy na 
wołyńskiem Polesiu kilka, mniej więcej w tych samych warun- 
kach. Taką jest n. p. majętność stepańska, niegdyś Worcellów, 
Dąbrowiczyzna Platerów, Wysock Rulikowskich, i inne stanowią 
więc prawie połowę Polesia: a że zadaniem naszem jest skreśle- 
nie obrazu tych okolic, nietylko pod względem ich historycznej 
przeszłości, ale i obeznanie czytelników z położeniem i zewnętrzną 
charakterystyką kraju, mając więc pod ręką statystyczne wykazy, 
majętności bereżeńskiej, przed kilku laty zebrane, wypisujemy je 
dosłownie. . 
Bereżeńszczyzna graniczy od wschodu z powiatem owruckim, 
z włością borowską i Chotyniem, od południa z Mokwinem, rzeką 
Stuczem, uroczyskiem Kołodiażem i rzeczką Biłką, a także z wsią 
Hołubnem - od zachodu z majętnością pieczałowską, a od pół- 
nocy w części z Stepańszczyzną, dalej z wsiami Niemowicze, Zno- 
sicze, Tynną i Czabel. Cała ta majętność ma przestrzeni 57,0.;5 
dziesięcin 2396 sążni w następujący sposób podzielonej: 


Ziemi pod sadybami 593 dzieś. 1183 sąż. 
Ornej. 12,886 " 121:)1 " 
Sianożęci . 6,470 " 35(; " 
Pod lasem 34,532 " 855 
 
Wygonów. 980 " " " 
Ziemi nieużytecznej . 1374 " 525 " 
cerkiewnej . . 229 " 5U6 " 


W skład klucza bereżeńskiego, wchodzi samo miasteczko 
Bereźne, w którem znajduje się ekonomicznych zabudowań 19, 
włościańskich domów 116, domów żydowskich na czynszu ] 37, 
kościoł, cerkiew i synagoga murowane, pławak na Słuczu l, wia- 
traków 2, szynków 8 i cegieln;a 1. 



 


. 


- 



 


..
		

/Sponsorzy_004_01_327_0001.djvu

			- 


- 316 


Do klucza tego należą folwarki: 
1) Zureński, który składa się ze wsi Sielce i wioski Horo- 
dyszcze, wogóle ma chat 160, gorzelnię, cerkiew murowaną i pła- 
wak na Słuczu. 
2) Biłecki, składa się z wkski Bitka. mającej chat 50. 
3) Łukowski, z wioski Teklówki, chat 17. 
4) Polański, do tego należą wieś Polany i wioska Tyszyce, 
chat wogóle 101, gorzelnia, młynów wodnych 3, wiatrak 1, cer- 
kiew drewniana. 
5) Broneński, z wiosek Bronne i Bohusze, chat 65, 
6) Orlijowski, z wiosek Orlijówka i Lisiana, chat 75. 
7) Kniażsielski, ze wsi Kniażsioło, chat 40, mającej cerkiew 
drewnianą i młyn na Słuczu. 
8) Łenczyński, z wioski Łenczyn, chat 43, młyn na stawie. 
9) Michaliński, wioska Michalin, chat 13, garbarnia. 
10) Biełaszowski. wieś Biełaszów, chat 61, młyn na stawie 
zwanym Komarnia, wiatrak i cerkiew drewniana. 
11) Wilkowicki. wieś WiIkowicze, chat 52 i młyn na stawie 
zwanym Tetiojana. 
Prócz powyższych H-stu folwarków, należą do Bereźnego 
następujące słobody i rudnie : 
Karaczun, w której budników chat 13. 
Wólka Niniatka, chat 3. 
Oczeretianka o 1 chacie. 
Podchotenka o 1 chacie. 
Rudnia bobrowska, mająca chat włościańskich 13, młyn 
i fryszerkę żelaza na rzece Bóbr. 
Rudnia łenczyńska, budników chat 9, młyn i fryszerka. 
Rudnia nowokniażsielska, chat 8, fryszerka, tartak i młyn. 
Taką jest w obecnym składzie majętność bereżeńska, to le- 
śne państwo, które stosunkowo do swych obszarów i do bogactw, 
które posiada w drzewie, smole i rudzie żelaznej, dochodów daje 
niewiele. Cóżbyto z niego niemieckie paniątko zrobić potrafiło? 
A teraz prz
jdźmy do historyi Beretnego. do jego dziejowej prze- 
szłości. 
Od jak dawna, niewiadomo już, ale to pewno, że aż do 
połowy XVI. wieku Bereźne było dziedziczną własnością, dziel- 


T 
I 


J.
		

/Sponsorzy_004_01_328_0001.djvu

			317 


1 
I 


nicą kniaziów Hołowniów-Ostrożeckich. Kto byli ci kniaziowie, 
z jakiej krwi pochodzili, na to odpowiedź niełatwa, pomimo pi- 
śmiennych śladów, jakie o nich pozostały, bo przetrwali dłużej 
nad innych w tych stronach. Do krwi jagiellońskiej, jak inni moż- 
niejsi kniaziowie, nie mieli nawet pretensyi, wątpliwą jest nawet 
rzeczą, czy od krwi panujących waregów udowodnićby swoje 
pochodzenie potrafili. Byłato więc rodzina ruska, niewiadomego 
pochodzenia, która bodaj czy dotąd na Litwie w potomkach 
swych nie przetrwała. Kniaziowstwo ich odkryły niedawno dopiero 
drukowane stare dokumenty, ale już od XVIII. wieku zapomnieli 
i o tytule, który pozostał (ylko po nich, jako pamiątka w dawnych 
aktach. Należeli więc do tego mrowiska. do tej mlecznej drogi 
kniaziów, jak ją trafnie nazwał Bartoszewicz, na Wołyniu, od 
Buga po Styrze, Horyniu,. do Dniepru ciągnącej się. Bez żadnego 
historycznego znaczenia, zaledwie drobne urzędy podstolich, sę- 
dziów ziemskich lub cześników plączą się między nimi. mitrę 
jednak w pieczęci i ów nieodłączny od niej płaszcz książęcy, spo- 
tykamy u nich wszędzie. Rozrodzeni jednak zbytecznie nigdy nie 
byli Hołowniowie - owszem spotykamy ich po dwóch, po trzech 
niewięcej jednocześnie w aktach miejscowych. Było ich kilka 
linij, z tych wołyńscy zwali się Ostrożeckimi, od małego miaste- 
czka Ostroźca, dotąd w dubieńskim powiecie położonego, a które 
widocznie musiało być ich gniazdową posiadłością, ale przydomku 
tego używali i inni na Wołyniu osiedli Hołowniowie; dziedzice 
Bereźnego pisali się także Ostrożeckimi - byłato więc bliska 
rodzina wszystkich tych kniaziów między sobą. Latopisy nowo- 
grodzkie wspominają jeszcze pod rokiem 1401 jakiegoś Nikitę 
Hołownię w krajach naddźwińskich l). Nie byłto kniaź i zapewne 
nic nie ma wspólnego z Hołowniami, kniaziami na W ołyniu. Owszem, 
policzyćby go można, jako przodka Hołowniów litewskich, którzy 
do najpóźniejszych czasów na Litwie w nowogródzkiem prze- 
trwali, ale tamci byli szlachtą, używali przydomku Jakimowiczów, 
od jednego zapewne z przodków swych Jakima, kwitnęli szcze- 
gólnie w XVII, wieku, w czasach Zygmunta III., Jana IH., wt
dy 
kiedy już na Wołyniu po Hołowniach Ostrożeckich i śladu nie 
pozostało. 
I) Patrz Karaffizyna bisl T. V. przypisek 19.1. 


" 


--
		

/Sponsorzy_004_01_329_0001.djvu

			318 


Niesiecki zna tych litewskich kilku: pisarzów skarbowych, 
poborców, posłów i jednego chorążego nowogródzkiego, ale sam 
powiada, że innym kształtem od Hołowniów wołyńskich herb 
swój układają, OHołowniach Ostrożeckich jednem słówkiem tylko 
wSipomina i to z Okolskiego czerpiąc swą wiadomość; wylicza 
ich trzech, z których dwaj żyli w pińskiem za Zygmunta III., co 
zresztą prawdopodobne, bo i Bereźne, dzielnica ich wołyńska, 
prawie na granicy Pińszczyzny położona. Za czasów Niesieckiego 
żył jeszcze w roku 1727 Bogdan Hołownia Ostrożecki, koniuszy 
pińsk i, ale ten już tytułu kniaziowskiego nie używał, a może pod- 
szywał się tylko pod dawny ród kniaziowski. Faktem jest także 
znanym, że żona Adama Pocieja, kasztelana brzeskiego, sławnego 
promotora Unii brzeskiej, była Anna Ostrożecka, także więc za- 
pewne Hołownianka. 
W naszych już czasach żyjący Adryan Hołownia, biskup 
orszański unicki, zmarły przed 1831 rokiem, ostatni biskup tego 
obrządku, nie miał zdaje się także nic wspólnego z dawnymi 
kniaziami Ostrożeckimi. 
Oto rozproszone szczegóły o Hołowniach, których zszyć 
z naszymi kniaziami wołyńskimi, dziedzicami na OsŁrożcu, Be- 
reźnej i na kilku innych jeszcze osadach wołyńskich, z trudnością 
już nam przychodzi. Zato z tych ostatnich, znamy. historyą kilku. 
Z tych pierwszym znanym był kniaź Andrzej, ten miał posiadłości 
swoje na Wołyniu i na Podlasiu, bo 16 czerwca 1569 roku przy- 
sięga razem z inną szlachtą wołyńską na wierność koronie, wsku- 
tek Unii lubelskiej, jako obywatel powiatu łuckiego i "z ymen 
podlaskich J)". 
Ten sam zapewne kniaź Hołownia, bo imienia niema w akcie, 
jest posłem wołyńskim, obranym w Beresteczku 16 marca 1573 r. 
z Wołynia na elekcyą króla do Warszawy 2). Ten kniaź Andrzej 
Hołownia był typową swej epoki postacią, bawił się w najazdy 
i gwałty wszelkiego rodzaju, wojował posąsiedzku ze sławną Ma- 
ryą księżniczką Holszańską, rozwiedzioną księżną Kurbską na 
Wołyniu i wyrządził jej krzywd wiele w Bronnem, a i we włości 


') Iwaniszew nArchiw, Instrukcye sejnuków. l str. 6. 
2) Iwauiszew, .Źyzń kniazia Kurbskoho" I. 49. 


l 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_330_0001.djvu

			319 


dubrowickiej włościan jej złupił, o co księżna długi proces z nim 
prowadziła I). 
Był on niezawodnie dziedzicem Bereźnego, bo nawet od 
imienia swego miasteczko to Andrzejowem był przezwał, co na- 
wet przez jakiś czas po aktach i dokumentach przechowało się, 
ale w następstwie powrócił ten gródek do dawnej swej nazwy 
Bereźnego. Ojcem zdaje się tego kniazia Andrzeja był kniaź Piotr 
Hołownia Ostrożecki już w 1562 roku w dokumentach figurujący, 
a w 1567 występuje jako dziedzic Bereźnego. Otóż i wszyscy, 
więcej ich nie znamy, a w drugiej połowie XVI. wieku, ginie ich 
ślad zupełnie na Wołyniu. 
Co do naszego miasteczka Bereźnego, tego losy znane nam 
także dopiero od połowy X n. wieku. Kiedy w roku 1562 kniaź 
Aleksander Andrzejowicz Sanguszko Koszyrski, oddawał w za- 
staw wieś swoję Jabłonnę Mikołajowi Radziwiłłowi, to w do- 
kumencie odznaczającym granice tej wsi, wyraża, że takowa leży 
"meży imenjem kniazia Petra Ostrożeckoho Bereziekim, a Pana 
Mychajła Kozińskoho Boronnynr', co król Zygmunt August listem 
swym w Wilnie poświadcza 
). 
Otóż to "imenje Berezickoje" jest nasze Bereźne. Ale oto 
znowu marny pod ręką list Hadziwiłła, późniejszej już daty, bo 
pisany w r. 1594 do Mikołaja Siemaszki z Hubkowa, w którym 
go tytułuje dziedzicem Andrzej owa, alias Bereźnego i Polan 3). 
Kiedy jednak ustąpili ztąd kniaziowie Ostt'Ożeccy i jaką drogą 
przeszło Bereźne do Siemaszków, niewiadomo. Maryna Siema- 
szkówna, córka Mikołaja, kasztel. bracławskiego, s-sty łuckiego 
i MaliiIskiej - a wnuka Aleksandra i Barbary ze Zbaraża Po- 
ryckiej, wyszła za mąż za Stanisława Daniłłowicza, s-stę czerwo- 
nogrodzkiego, pod!'>karbiego w. kor. i wniosła w dom mężowski 
Andrzejów, gdzie jest zamek i dom przy nim, także burmistrz 
i ławniki, a więc i miasteczko znaczne, bo jak dokument z tego 
czasu, z r. 1629, opiewa, miało dymów 32
, z których poboru 
podymnego p.łaciło po 15 groszy z dymu. Wsie należące do tego 


') Tamże I. str. 137 i następnI' 
,) Oryginalny dokumenl z papierów 
typułkowskiego. 
aj Idem, 


.......
		

/Sponsorzy_004_01_331_0001.djvu

			. 


- 320 - 


miasteczka, a w tym dokumencie poszczególnione, miały te same, 
co i dziś nazwy. 
W r. 1663 dnia 18 pażdzier., Daniłłowicze robią w grodzie 
łuckim dział między sobą, mocą którego Bereżne dostaje się Mi- 
kołajowi Daniłłowiczowi, podstolemu kor. W tym czasie posiadłość 
ta mocno podupadła - zapewne wojny i pożary o ten upadek 
ją przyprawiły, bo oto z bogatego i ludnego miasteczka, jak wi- 
dzimy z taryfy 1676 roku, zeszła na osadę, mającą wszystkiego 
wraz z "Hospodynem" dymów 27. Dalej, z papierów, jakie mamy 
phd ręką, plączą się nam już same statystyczne dane o tej ma- 
jętności - szczegółów historycznych mało, majątek ciągle w po- 
siadaniu Daniłłowiczów. Ale i temi szczegółami statystycznemi 
gardzić nie należy, malują bowiem i obraz rozwoju kraju na dro- 
dze przemysłu i kultury i niesłychanie bogaty stanowią materyał 
dla historyi rachunkowości w tych zi emiach dawnej Polski, ma- 
teryał prawie niedotknięty przez ekonomistów naszych. 
Owóż w 1690 roku miasto Andrzejów, bo znowu tak w pa- 
pierach nazwane, a które ostatecznie połączyło się z podmiejską 
wioską Bereżnem i tej miano w dalszych czasach zatrzymało - 
miało w tym roku gruntu włok 20, gospodarzy p6łwłocznych 36, 
którzy płacą czynszu po zł. 3, chałupników bez gruntu II, ży- 
dowskich domów 17. Mieszczanie płacą czynszu zł. 117, pokotel- 
szczyzny zł. 90, oprócz tego powinności na groblę i na obławę, 
Żydzi zaś dają kotłowego zł. 45. 
Właściwa zaś wieś Bereżne ma włok 20, a gospodarzy 13, 
których powinnością jest rohić w tydzień po dni trzy, rachując 
każdy dzień po groszy trzy, nadto dają czynszu ?ł. 40 gr. 12. 
Prócz tego jednak z każdej włoki wybiera się 5 kur i pół gęsi, 
przędziwa czesanego garści _ O, przędzy pasm 30, chmielu osma- 
czkę, albo groszy 6, siana wozów trzy, albo zł. 3. Wszyscy zaś 
gospodar:ze składają się na miód, którego dają 2 półbeczki i kusz 15 
co także czyni złotych 105 l). 
Rodzina Daniłłowiczów w następstwie cza.sów bardzo się 
rozrodziła, mianowicie po kądzieli, majętność więc bereżeńska, 
została podzieloną na sześć części czyli sched, a że w żadnej 


l) Półbeczek = 24 kuszom, a kusz = 6 kwartom. 


.
		

/Sponsorzy_004_01_332_0001.djvu

			321 


I 
1 


z nich nie mieszkali dziedzice, tylko zastawnicy lub dzierżawcy, 
postanowiono więc sprzedać tę majętność. Wtedy to Samuel syn 
Jana Korzeniowski, jeden z tutejszych zastawników, coraz to 
ówczesnym sposobem zwiększał rachunki, tak, że syn jego Leon 
Onufry, s-sta Żółkiński, w r. 1766, miał już sobie przyznanych 
pięć części Bereżeńszczyzny przez Feliksa Wincentego Potockiego, 
który miał do tego, od swojej żony Maryanny, jako też orl jej 
sióstr i brata Jana Karola Daniłłowicza, dane pełnomocnictwo. 
Po śmierci Leona, dnia 13 grudnia 1787 roku, mocą kom- 
promisar5kiego dzielczego aktu, majętność ta przeszła na syna 
jego Michała-Gwidona Korzeniowskiego, który nabył i szóstą część 
Bereżeńszczyzny od Konstancyi z Daniłłowiczów Potockiej rlnia 

3 września 1799 roku. 
Ów Michał Korzeniowski, rzeczywisty radca stanu, przywo- 
dząc za życia testament swój do skutku, całą majętność bereżeń- 
ską, ocenioną na 2,475,375 zł. 17 gr., oddał krewnym swym 
Michałowi i Janowi, synom Józefa Małyńskim 29 lipca 1854 roku, 
sam zaś umarł 23 kwietnia 1855 roku, pochowany w kościele 
bereżeńskim, dawniej fundacyi Daniłłowiczowskiej, który z gruntu 
odnowił. Byłato wydatna, choć zupełnie niesympatyczna postać 
w ostatnich czasacp świetności Wołynia. Za młodu służył po- 
dobno w intendenturze, gdzie też i stopień radcy zdobył, a 
e 
ten odpowiadał randze jeneralskiej w służbie wojskowej, przez 
grzeczność więc Korzeniowskiego i wielu innych nazywano je- 
nerałem. Bylito więc jenerałowie cywilni, in lJar ",bus, a do Ko- 
rzeniowskiego tak przylgnął ten tytuł, że go już pod innym nie 
znano na Wołyniu. Sknerstwem i wielką zapobiegliwością przyszedł 
do ogromnego majątku, tak w ziemi, jak i w gotowiźnie, do czego 
mu dopomogły znaczne posagi dwóch żon. Dzieci nie miał z ża- 
dnej, ale licznych krewnych, którzy po nim ten długo oczekiwany 
spadek zabrali, po długich między sobą sporach i rozterkach, 
pamiętnych w dziejach prowincyi. Zwykłą rezydencyą jenerała 
była Kodnia pod Żytomierzem, miejscowość wsławiona z czasów 
hajdamaczyzny. Tam zbudował Korzeniowski obszerny, jeden 
z piękniejszych na Wołyniu pałac, w którym dożył prawie do lat 
stu, a byłto jedyny zbytek, .jakiego dopuścił się w życiu, zreszt
 
znany był z chciwości i skąpstwa. Za swobodne obyczaje, któ- 
z boru I ItepU. 21
		

/Sponsorzy_004_01_333_0001.djvu

			....-- 


3
2 


remi słynął aż do śmiel'ci, myślał, że Boga przebłaga fundacyą. 
kościołów w Kodni i \V Bereźnem, ale i w tem podobno próż- 
noŚĆ grała wielką rolę. Wogóle, jak powiedzieliśmy, typowa to, 
ale wcale niepociągająca była postać. Dziwnym trafem, niespełna 
w lat kilkanaście po jego śmierci, znaczna część jego bogactw 
i majątków poszła \V rozsypkę, zmarniała w rękach spadkobiercó\v. 
W kilku już tylko słowach wspomnimy o niektórych wsiach, 
do majątku bl:.feżeńskiego należących. 
Wieś Bronne zastanawia brzmieniem nazwiska. Bronne-Bo- 
ronne, jak ją także w dokumentach piszą, znaczy w starosłowiań- 
skiem narzeczu to samo, co niewolne, może więc ta osada była 
założoną przez jeńców, niewolników. Podług znanego już nam 
dokumentu graniczneg"o wsi Jabłonnej z 1562 r., miało Bronn
 
w tym czasie być własnością Michała Kozińskiego, a w kilka lat 
potem w 1567 roku, jest w posiadaniu kniazia Teodora Piotro- 
wicza Hołowni-Ostrożeckiego, który był. jak się zdaje, jakimś jego 
krewnym i czasowie tylko ten majątek posiadał. Oto bowiem 
Marya Jurjewna, księżniczka Holszańska, po śmierci drugiego swego 
męża tegoż Michała Kozińskiego, kiedy w 1571 roku po raz trzeci 
wychodziła za mąż za kniazia Kurbskiego, była już w posiadaniu 
Bronnego tak jak i całego spadku po Kozińskim - widzimy ją 
także w tym czasie wojującą z sąsiadem swoim kniaziem Andrze- 
jem Ostrożeckim z Bereźnego, o toż samo Bronne. Nareszcie już 
po rozwodzie 
urbskim, taż księżna w zapisie swoim d. 6 paź- 
dziernika 1580 r., oddaje włość Dąbrowicką z przyległościami 
i wieś Bronne, córce swej Barbarze z tym Kozińskim spłodzonej 
i poślubionej najprzód ks. Zbarażskiemu, następnie Firlejowi, wo- 
jewodzicowi krakowskiemu. 
Zaraz już potem 'losy tej wsi łączą się z Bereźnem, bo JUż 
w 1594 r. posiada ją Mikołaj Siemaszko, dziedzic Bereżeńszczy- 
zny, a po nim całą tę majętność i Bronne biorą Daniłłowicze. 
Według taryfy 1629 r. ma Bronne dymów 31, a w r. 1676 
już tylko 6. W 169.) roku miało gospodarzy 14 i ziemi włok 20. 
powinno
ci włościańskie też same co w Bereźnem, tylko chmielu 
i siana nie dają. Intrata zaś wyliczona z robocizny, czyni zł. 110, 
z czynszu zł. 64 i miodu półbeczków 2 i kusz 6, za zł. 90 - 
ogólny zatem dochód stanowił zł. 264. W 17:!1 r. Bronne wraz
		

/Sponsorzy_004_01_334_0001.djvu

			32 ł 


z Polanami i Orlijówką, znajduje się w zastawie u Piaskowskiego 
za 17 tysięcy zł, bo wszystkie te trzy wioski czyniły intraty 
1700 zł.. która jednakże w lat siedm podniosła się do 2000 zł. 
Obok Bereźnego, \V północnej jego części, znajduje się wieś 
Horodyszcze. Nazwi5ko to przysługuje co najmniej ze trzydziestu 
osadom wołyńskim, a w każdej z nich jest okop, wał ziemny, 
czyli właściwe horodyszcze z czasów przedchrześciailskiej sło- 
wiańszczyzny, od którego osady te właśnie tę nazwę przyjmują. 
W tutejszem Horodyszczu pod Bereźnem, rzecz się ma tak samo 
i niezawodnie miejscowość ta, wprzód niż miasteczko, osiedloną 
i zaludnioną być musiała. Niestety, w tych naszych wołyńskich 
horodyszczach nikt żadnych archeologicznych poszukiwań nie 
lObi, nic więc zgoła o ich przedhistorycznej przeszłości nie wiemy. 
Statystyka tej wsi z r. 16
0 podaje takie o niej szczegóły: 
Horodyszcze mają ziemi włók 
8, a gospodarzy 2
, tych powin- 
ności jednakowe ze wszystkiemi poddanemi majętności bereżeń- 
skiej. Robocizna ich roczna oszacowana na zł. 247 gr. 15. Prócz 
tego czynszu zł. 9.! gr. 
l. Danina z miodu składająca się z pół- 
beczków 3, kusz 7 i kwart 5, licząc po 40 zł. wyniesie zł. 128. 
Siana wozów 2!1 po złotemu i chmielu ośmaków 9 i pół po gr. 6 
t. j. zł. 1 gr. 
7, a cała intrata z wioski oszacowana na zł. 499 
gr. 3. Dzisiejsi dziedzice z tej cyfry nie wielce byliby zadowolnieni! 
O kilka wiorst ztąd leży wieś Biłki, położenie jej leśne tłó- 
maczy powstanie nazwiska; biłka, biełka, wyraz staroświecki ozna- 
czający popieliczki: w zwierzątka więc te.obfi.tować musiały pu- 
szcze, wśród których stanęła ta osada. Wieś ta niewcześniej jak 
w r. 16liO lub około tego założoną została. Mamy pod ręką o tej 
dacie świadczący list kanclerza Albrychta Radziwiłła, dziedzica 
Jabłonnego, pisany w sprawie granicznej do Stanisława Daniłło- 
wicza, podskarbiego w. kor.: "Na własnom hrunti Jabłonowskom, 
hdy w czużych krajach na naukach był, Seło Biłku, antecessor 
Wielmożnosti Twoiey, zoyszły Pan Mykoła Semaszko, kasztelan 
bracławski, prez słuhu swojego Woytecha Kendzierskoho osadyty 
i rów po własnym hrunti Jabłonowskim pokopał, riczku Bełku, 
hmntom Jabłonowskim iduczoho, do Rudy swoiey obernuw etc. etc." 
Spr'awa jednak zakończyła się polubownie, wieś została przy 
Daniłłowiczach i następnie szła razem z Bereźnem. 


" 


..- 


21'"
		

/Sponsorzy_004_01_335_0001.djvu

			324 


Ciekawy szczegół znajdujemy w papierach o wsi Biełaszo- 
wie, do klucza hereżeńskiego także należącej. Taryfa 1676 roku 
mówi, że w majętności bereżeńskiej nowo jest założone sioło 
Biełaszów. mające dopiero osad cztery. Tymczasem z poboru po- 
dymnego w 162!1 roku widzimy, że tenże Biełaszów był jeszcze 
wówczas i miał osady chat pięódziesiąt. Jaka więc ogromna róż- 
nica, kiedy po upływie pół wieku, tworzą tu nową osadę - z da- 
wniejszej pamięć prawie zaginęła - takiemu uległa zniszczeniu... 


. 
,.. 
I 
I 


... 


l 


-
		

/Sponsorzy_004_01_336_0001.djvu

			XXIII. 


I 
'v głębi w-ołyńskipgo Polesia. - 
Iajętnoś6 pip<,załoW"ska. da'Wn8 
dziedzietw"o Radziw-ilłóW", osady no niej niegdyś należące: w-ieś 
,Jahłonnp, rnia...teczko l{azhnierzóW" vel E:azirnierka, W"sie Jabłon- 
Ira, Jarynó""Ira, I{anlionlra i Hołubne - dzieje i historya tyeh 
o!o'ad. - CudoW"ny obraz 
I. Bo..)e tej lTl".iętności, w-zorow-e jej 
urządzenie przez Rybczyi...kip!jto. 


'" 


Otóż i dotarliśmy w sam środek \vołyńskiego Polesia: 
dokoła nas puszcze, brody, błota, piaski, natura i charakter 
najh
rdziej leśnej okolicy - obraz smutny ale nie bez wdzięku, 
nie bez kolorytu, z którym się ilietylko oswoić, lecz przywiązać się 
do niego można. Któż z nas nie lubował się np. w poleskich 
obrazkach i powieściach Kraszewskiego, kto nie pokochał jego 
flisów i bunników. ich pieśni smętnej i prostoty ic-h obyczajów, 
nlbo tej szlachty semickiej, zubożałej, ciemnej. a pomimo to 
eho\\'ającej swe tradycye, ceniącej swój klejnot szlachecki - choć 
\V łapciach ale karmazynów z krwi i kości. Las w tych obrazkach, 
ze swą wegietacyą, z woni!! ży
viczną, z aromatem kwiecia. ze 
swym zwierzem, 'ptastwem i z nemrodowskiem zamiłcwaniem 
jego mieszkańców - to jakby zaczarowana kraina posępna, na- 
wpół dzika, ale taka jakaś rzewna, tak pociągająca jakimś uro- 
kiem nie dającym się określić, że w niej żyć i umieraćby się 
chciało. 


... 


-
		

/Sponsorzy_004_01_337_0001.djvu

			- B26 


W takiejto okolicy zapadł
j, niepojętej dla nikogo, kto jej 
własnem nie oglądał okiem, znajdujemy się przy wyjeździe 
z Bereźnego. W lewo ku północo-zachodowi pociągnął trakt do 
SIepania, gościniec nie pocztowy wprawdzie, ale dość uczęszczany, 
szeroki i, jak na drogę poleską, wcale znośny. Droga ta od razu 
zwraca na siebie uwagę podróżnego, zwłaszcza, że w rozmaitych 
kierunkach na prawo i na lewo poszły inne, także szerokie, 
równe, wygodne, wycięte w proste linie, drzewami wysadzane, 
lub przecięte przez gęste bory i zarośla, wyraźnie mające na celu 
wygodę podróżnego. W całym kraju naszym, a cóż dopiero na 
Polesiu, widok to nowy, niezwykły. Otóż jesteśmy na gruntach 
majętności pieczałowskiej, składającej się z kilku wsi, a której 
ostatni dziedzic, zmarły w r. 1852 Mikołaj Rybczyński zostawił 
tę piękną po sobie dla dzieci i dla kraju pamiątkę. I nie tylko 
drogi, ale i urządzenie lasów, ulepszenie, o ile się ciało, gruntów 
poleskich, nareszcie zabudowania ekonomiczne a nawet chaty 
włościańskie w majętności pieczałowskiej, wszystko to do dziś 
dnia nosi na sobie ślady porządku, wdzięcznpgo dla oka i świad- 
czącego o niezmordowanej, wieloletniej pracy i starania Rybczyń- 
skiego. Synowie jego widocznie, o ile mogą, radziby podtrzymać 
dzieło ojca; ale czasy i dzisiejsze warunki bytowe mieszkańców 
Polesia nie małą są ku temu przeszkodą. 
Na początku jeszcze bieżącego stulecia dobra klucz piecza- 
łowski były własnością Radziwiłłów i dopiero sławny swego 
czasu z marnotrawstwa książe Dominik, ordynat nieświeski 
i ołycki, około 1810 roku rozprzedał je w różne ręce. W skład 
tego klucza wchodziły wówczas następujące majętności: miastecz- 
ko Kazimierka, wsie: .Jabłonne, Jabłonka, Dańczymost, Jarynówka, 
Kamionka, Pieczałówka i Hołubne - wogóle przeszło 1400 włók 
ziemi obejmujące. Granice tej majętności stanowią od północy 
dobra bereżeńskie, od wschodu wsie Mokwin i Sinne, od po- 
łudnia dobra podłużeńskie i kosmaczo\vskie, a od zachodu Ste- 
pańszczyzna. Mienie to było zaprawdę książęce, choć lasy stano- 
wiły większą część jego a gleba piaszczysta poleska, ale za 
tu jakieżto były lasy!... 
Miliony wyciągnęli z nich książęta i poźniejsi nabywcy, sta- 
nowiły one ulubione miejsce łowów dla Radziwiłłów. Co się zaś 


\I 


. 


t 
.
		

/Sponsorzy_004_01_338_0001.djvu

			- 327 


\I 


tyczy gruntów, to ostatni nabywca znacznej części tej majętno- 
ści, Mikołaj Bybczyński, dowiódł co może, przy dobrej uprawie 
i ulepszeniach. wyprodukować grunt poleski. 
W ostatnich czasach wieś Pieczałówka została dominialną 
włością całej tej majętności. tj. tych wiosek. które nabył na 
własność z dawneg
 klucza Rybczyński : on założył tu swoję 
rezydencyą i tu się przechowało dawne tych dóbr archiwum, 
a w niem mnóstwo ciekawych dawnych dokumentów, nietylko 
klucza tego dotyczących się, ale innych dóbr radziwiłłowskich. 
ważne materyały historyczne, z których sporo notat i wyciągów 
mamy pod ręką: o każdej więc włości z tego majątku po- 
osobno wspomnimy. 
Wieś Jabłonne dawnemi czasy była właściwie gniazdową 
osadą całej majętności, starszą od innych i na jej gruntach. ra- 
czej w puszczach do niej należących. zakładali dopiero Radzi- 
wiłłowie nowe osady: Jabłonne zaś dużo jeszcze pierwiej przed 
Radziwiłłami, było osadą zaludnioną, miało dawniejszych dzie- 
dziców. Pierwszą o niem wzmiankę, a nawet cały dokument. 
spotykamy z końca X\T wieku. Chwed'ka Paszkowa. doczka 
(córka) Dochnowicza. darowuje majątek swój ojczysty Jahłonne, 
ze wszystkiemi użytkami. męźowi swemu Wasylowi Chrebtowi- 
ezowi. na co wydaje mu zapis w grodzie łuckim dnia 16 czerwca 
1490 r. indyktu 9, do którego przywiesza swą pieczęć i pieczęci 
świadków tej darowizny: Piotra Janowicza. wojewody trockiego 
i kniazia Semena Jurjewic
a, starosty łuckiego. Dochnowicze więc 
byli w XV wieku pierwszymi dziedzicami Jabłonnego. Oryginał 
tej donacyi na pergaminie przechowuje się dotąd w archiwum 
pieczałowskim u pp. H.ybczyńskich. Ze świadków tych. Piotr Ja- 
nowicz. był to ów Piotr Janowicz Biały, znany z rlziejów, pier- 
wszy wojewoda trocki. założyciel radziwiłłowskiej następnie Ołyki. 
Semen zaś Jurjewicz, także znany z dziejów pogromca Tatarów, 
kniaź Holszański, nazwisk swoich na tym dokumf'ncie nie kładą. 
bo zwyczaj ówczesny do tego nie obowiązywał. A sami ci Doch- 
nowicze czy Duchnowicze (bo na rlokumencie wyczytać trudno) 
zdają się być imieniem patronymicznem; to właśnie utrudnia ro- 
dowody z tych czasów. 


... 


I 
. 


-
		

/Sponsorzy_004_01_339_0001.djvu

			328 


Mąż Chwedki, ów Wasyl Chrebtowicz. był, jak widać z pa. 
pierów, namiestnikiem włodzimirskim i odznaczał się w utarcz- 
kach z Mengli-Gerejem, pustoszącym w owe czasy te kraje. Umie- 
rając przekazał testamentem majętność Jabłonne córce swej za- 
mężnej za kniaziem Andrzejem Michajłowiczem Sanguszkowiczem. 
co król Zygmunt potwierdza na prośbę kniazia w Wilnie 6 czerwca 
1514 r. indyk ta 2. I ten pergamin. znajduje się w oryginale warchi- 
wum pieczałowskiem. Kniaź Andrzej był z linii kosz,rrskiej Sangusz- 
ków, ojciec jego Michał był pierwszym tej I!uii protoplastą. Syn 
zaś Andrzeja, a wnuk l\lichała - Aleksander Sanguszkowicz Ko- 
szyrski, piszący się także w dokumentach Lwem, był marszałkiem 
hospodarskim. Ten poszukując na różnych osobach swego ma- 
jątku, który (jak się sam wyraża w swem pIśmie) nieprawnie 
w cudze przeszedł ręce, zadłużył się przyjaciołom. Dla spłacenia 
więc tych długów, pożycza u Mikołaja Hadziwiłła, kanclerza w. 
ks lit. sześć tysięcy kop groszy liczby i monety litewskiej, licząc 
po dziesięć pieniążków w groszu, i \V zastaw daje hm mają- 
tek swój macierzysty, sioło Jabłonne leżące na Wołyniu 
ne po- 
doleku zamku Stepańskoho y meży imenjem pana Kirdeja l\Iyl- 
skoho, marszałka Hospodarskoho, a imenjem kniazia Petra Ostro- 
żeckoho F3erezickim, a pana Mychajła Kozińskoho Boronnym", 
Pozwala tym zastawem Hadzi wiłłowi w tej majętności osady 
nowe robić i według upodobania gospodarować. Dokument ten 
datowany 25 kwietnia J 562 r., co znowu król Zygmunt August, 
osobnym przywilejem zatwierdza, w tymże roku 15 maja w \Vil- 
nie J). Szczegóły prawa zastawnego opisane są w tym dokumen- 
cie bardzo obszernie, z rozwlekłością wszystkich dokumentów 
ówczesnych, a jedna/<: kniaź wspomina ,,, nim jedno tylko sioło 
Jabłonne i "danniki z puszczą 
: widocznie więc innych wsi nie 
było tu jeszcze, na tych obszarach lasów, a Sanguszkowie, bar- 
dzo jeszcze wówczas ubodzy, nie mieli o czem trzebić tych puszcz 
i nowe śród nich tworzyć osady. To było dopiero pozostawione 
gospodarnemu Albrychtowi Hadziwiłłowi, wówczas podkancle- 
rzemu litews. dopiero, który zastawę Jabłonnego zamienia na 


; 


" 


, 
4 



- 


') Ohyllwa te dokumenty przechowują się w oryginałach w archiwum 
pieczałowskiem. 


.-
		

/Sponsorzy_004_01_340_0001.djvu

			329 - 


\.> 


dziedzictwo, nową umową z Adamem Aleksandrem Olgierdowi- 
czem Sanguszką, zawartą w Lublinie 15 maja 1620 r. spisaną 
na pergaminie i. zatwierrlzoną przez trybunał miejscowy. W tym 
ciekawym dokumencie. przechowanym jak i poprzednie w archi- 
wum Rybczyńskich, spostrzegamy po raz pierwszy pretensye San- 
guszków do pochodzenia od panującego domu litewskiego. Pisze 
się już na nim nasz kniaź "Olgierdowiczem" i nie kniaziem jak 
jego przodkowie, ale już książęciem "Książe". Jest to już wnuk 
tego Aleksandra, który pierwszy oddał Jabłonnę w zastaw L{a- 
dziwiłłom, a prawnuk And
zeja. który otrzymał to' sioło w po- 
sagowem wianie po żonie. Tym sposobem wyjaśnia się i rodo- 
wód tej linii Sanguszków, tak poplątany po naszych herbarzach. 
Książe Albrycht wziął się czynnie do uporządkowania tych 
dóbr, a wię.c najprzód (dnia 29 maja 1619 r.) zanosi skargę na 
potężnego swego sąsiada księcia Janusza Ostrogskiego z sąsiedniej 
Stepańszczyzny, o najechanie puszczy czyli ostwwu do Jabłonnego 
należącego, o ode
ranie ostrowia lIad rzeką Zołną położonego 
i o przyłączenie takowego do wsi Piasecznej, jak również i na 
inne szkody mu poczynione i pozywa niespokojnego kniazia do 
grodu. Następnie na gruntach jabłońskich zakłada miasteczko 
Kazimierzów, wsie: Rajszówkę, Jabłonkę i Kamionkę, opatruje je 
ludźmi, nowymi osadnikami, wznosi kościoł w Kazimierzowie, po- 
rządkuje granice tych dóbr i wnosi je za zgodą sąsiadów do 
ksiąg łuckich podkomorskich (20 paździer. 16ii l r.); jednem sło- 
wem robi tak wiele, że w lat kilkanaście dochody z dóbr jabłoń- 
skich w kilkoro podniosły się i majątek całkiem inny przybrał 
pozór. 
Umier[łjąc pobożny Albrycht przekazuje testamentem Ja- 
błonnę z miasteczkiem Kazimierzowem, jako dożywocie dla żony 
swej Krystyny Lubomirskiej, i na tychże dobrach zapisuje jej na 
wła,,;ność 20 tysięcy złotych, z zastrzeżeniem, że ten który po jej 
śmierci otrzyma w spadku Jabłonne, obowiązany będzie pomie- 
nioną sumę wypłacić komu ona wskaże. Prócz tego leguje na 
tychże dobrach 120 tysięcy złotych proboszczowi ołyckiemu i jego 
następcom, z których corocznie winni będą wypłacać po 4 ty- 
siące z.łotych, na posagi dwunastu ubogim dziewczętom, sześciu 
ze stanu szlacheckiego, a sześciu z mieszczańskiego wybranym, 


.11 


, 
4
		

/Sponsorzy_004_01_341_0001.djvu

			330 


wedle osobnego na to zapisowego funduszu. Dokument tego za- 
pisu mamy w urzędowej współczesnej kopii. Akt to śliczny, 
pełen prostoty wdzięku, zawierający mnóstwo drobnych a cie- 
kawych szczegółów, jednem słowem malujący nam lepiej od 
. wszystkich życiorysów, tę charakterystyczną XYII wieku postać 
bogobojnego kanclerza. Akt ten przedrukował Kottłubaj w swojej 
"Galeryi Nieświeskiej str. 511-515", wstrzymujemy się więc od 
przepisywania go tutaj. I 
Po Albrychcie wciąż już pozostawało Jabłonne w posiada- 
niu Radziwiłłów, aż dopiero książe Dominik ordynat ołycki 
i nieświeski, synowiec księcia Panie Kochanku, w r. lRI0 sprze- 
dał całą tę majętność, z wyjątkiem kościelnej wsi Jabłonki, je- 
nerałowi Kajetanowi Kurdwanowskiemu za milion złp., a czyniły 
wówczas te dobra, jak świadczą współczesne rejestry ekono- 
miczne, rocznej intraty 37,473 zł. gr. 4. Był to ten sam Kurdwa- 
nowski który w ostatnich latach Hzeczypospolitej. wichrzył sej- 
miki w Łucku i smutną po sobie pozostawił pamięć. Za niego 
dopiero dobra Jabłońskie przetworzyły się w osobny klucz pie- 
czałowski. Umarł w rok po nabyciu tych dóbr, w 1811 r., prze- 
kazując je testamentem żonie, Antoninie z Paszkowskich i wnu- 
kowi po córce, Adamowi Żyłłokowi. Zaciągnięte na nabycie tych 
dóbr długi w banku petersburskim i nieregularność w opłacaniu 
od nich procentów, spowodowały sprzedaż ich z publicznej licy- 
tacyi w roku 1834. W ówczasto nabył je tanio, bo według ów- 
czesnej rachuby po 
5 dukatów za duszę, rzeczywisty radca 
stanu Mikołaj Rybczyński, o którym wspomnieliśmy wyżej. Pani 
jenerałowa Kurdwanowska umarła prawie w niedostatku, późnej 
dożywszy starości, dopiero w 1839 roku, a wnukowi jej Żyłło- 
kO\vi, z całej majętności pozostała tylko wioska Hołubne. 
Dziś dziedzicem Jabłonnego jest młodszy syn Mikołaja, Ignacy 
Rybczyński, rządny i wzorowy, jak ojciec, gospodarz. Ziemi, oprócz 
lasów, posiada 
vieś ta: gruntów dworskich 416 morgów, wło- 
ściańskich 1457 i cerkiewnych 87 morgów. 
Zkolei przystępujemy do opisu najciekawszej osady z ma- 
jętności pieczałowskiej, a mianowicie miasteczka, dawniej Kazi- 
mierzowem, dziś Kazimierką zwanego, słynnego, nietylko na Wo- 
łyniu ale i w ościennych prowincyach. cudownym obrazem Matki 


.. 


4 


.
		

/Sponsorzy_004_01_342_0001.djvu

			331 


l 


Boskiej, znajdującym się w tutejszym kościołku. Dzieje tej osady 
już nam nieco znane z opisu Jabłonnego, teraz rozpatrzymy się 
w nich nieco szczegółowiej, ale najprzód spójrzmy na położenie 
i fizyognomią mieściny. 
Z nazwiska to raczej, z tradycyi tylko miasteczko, bo odda- 
wna miejskie swe prawa utraciło, przekształciło się na leśną 
wioskę, zaludnioną wyłącznie tylko samymi włościanami, których 
liczba obojga płci przeszło dwieście dusz wynosi, osiedlonych 
w trzydziestu kilku chatach. Kazimierka położona przy leśnym go- 
ścińcu łączącym dwa tutejsze miasteczka Stepań i Bereźne, od 
pierwszego o półtorej, od drugiego o trzy mile, a od Równego 
o mil siedm odległa, charakterL'm miejscowości i wogóle całą fi- 
zyognomią odróżnia się ona od wszystkich innych wiosek i mia- 
steczek poleskich. Ma w so"bie coś oryginalnego, odrębnego. Do- 
koła otoczona lasem i bagnami. kLóre ją jakby ciasnym opasują 
pierścieniem. Ziemi uprawnej niemasz tu zgoła, chyba szczupło 
pod ogrodami włościan. las i las na prawo i na lewo, gdzie ol,iem 
zasięgniesz. Gościniec tutejszy mało uczęszczany - powozy i wózki 
spotkasz tylko po nim w każde święto Matki Boskiej - innym 
czasem, warkotu kół tu nawet nie usłyszysz. Istna pustynia, 
z rzuconą na niej malutką oazą, osiedloną ludźmi. znającymi 
tylko drogę do swojego kościołka. do swojej Cudownej Panienki. 
'Vjazd do Stepania ciągnie nil'przerwanem pasmem sosnowych 
lasów, przypiemjących do głębokich bagien: pominąwszy groble 
i mosty. już jeste5my w samej wiosce. Oto obszerna pic;trowa 
austerya, wystawiona dla wygony pobożnych przez ostatniego 
dziedzica Mikołaja Hybczyilskiego; dokoła niej plac pusty, to 
niegnyś rynek miejski, na którym dzisi3j zaledwie kilka dom- 
ków pozostało. l jeszcze ani kościoła ani chat włościańskich nie 
widzisz, tak się .to wszystko za drzewami ukryło. Na prawo idąc 
oil austeryi leży probostwo, na lewo, pOllad błotem i rzeczką 
Zulnią. ciągnie si
 dopiero ulica,. z obu stron włościańskiemi cha- 
łami zabudowana; wprost przed tobą. na piaszczystem wzgórzu, 
stoi drewniana cerkiewka, koło niej cmental'Z katolicki, miejsce 
na którem stał dawniejszy kościoł - i oto już koniec Kazimierki; 
dalej przez pasieki i lasy prowacizi droga do Bereźne
o Tak 
wygląda to miejsce cudowne, a oto jego dziejowa kroniczka. 


4 


-.
		

/Sponsorzy_004_01_343_0001.djvu

			332 - 


W roku 1629 sławny nasz kanclerz Albl'ycht HadziwiU, po 
długim procesie, odzyskał znaczną część ziemi od dóbr stepań- 
skich. udowodniwszy, że to była dawna posiadłość dóbr jabłoń- 
skich, a zatem jego dziedziczna własność. W tymże roku wziął 
się do założenia dwóch osad na tych odebranych gruntach, mia- 
steczka, które jako człek pobożny przezwał Kazimierzowem ku 
czci ś. Kazimierza królewicza i patrona Polski i Litwy, i drugiej 
osady sioła Jabłonki, jakby odrośli sąsiedniej wsi Jabłonnego. 
Miasteczko zrazu szyhko wznosić się poczęło, lecz wzrost jego 
przerwała śmierć ks. Albrychta w 1656 roku, a w dodatku Ta- 
tarzy i Kozacy zapuściwszy swe zagony w 1665 roku za Horyń, 
zrabowali miasteczko to doszczętu, uprowadzając część jego 
mieszkańców z sobą w jasyr; reszta ludności rozbiegł'a się po są- 
siednich puszczach, ruiny i zgliszcza tylko z swych siedzib zosta- 
wiając. Nit'prędko dopiero później, kiedy się w kraju pokój usta- 
nowił, pozostali przy życiu mieszkańcy Kazimierzowa ściągać się 
poczęli do opuszczonych siedzib swoich. Ale te już z rumowisk 
dźwigać było potrzeba, a czasy były ciężkie, szło to więc jakoś 
niesporo, i pobożnego zresztą kanclerza, któryby im był dopomógł, 
już nie było. Nowa więc osada miasteczka dźwigała się bardzo 
powoli i nigdy już dawnego bytu nie odzyskała, pomimo nawet 
cudowności miejsca, które tu licznych pielgrzymów ściągało. 
Trochę łaou i porządku zaprowadził tu dopiero ostatni 
oziedzic Mikoł3j Hybczyński, który i kościoł oonowił i cerkiew 
nową zbudował i wygodną dla pobożnych pielgrzymów austeryą 
urząoził. Do dziś dnia Kazimierka należy do włości pieczałow- 
skiej, a właścicielami i kolatprami jej są Bybczyńscy, synowie 

Iikołaja. 
Dzieje kościołka i cudownego obrazu spisane są \V dawnym 
I'I;kopiślIJie, przy kościele przechowującym się.. z którego, jak 
również z notat Stypułkowskiego. treść do opowieści naszej czer- 
piemy. 
Jak tylko pierwszych kilkanaście chat stanęło w Kaźimie- 
l'Zowie, zaraz przystąpił książe Albrycht do budowy drewnianego 
kościoła, który stanął pod tytułem św. Kazimierza, patrona mie- 
ściny, za erekcyą 16:W roku. Następnie nadaniem 15 kwietnia 
16jS r. przeznaczył ksi
!że, nowo zbudowaną o wiorst sześć ztąd. 


" 


... 


J 


. 
oJ 


" 


..
		

/Sponsorzy_004_01_344_0001.djvu

			333 


" 


wieś Jabłonkę na wieczysty fundusz tego kościoła, inkorporując 
do ulubionej swej kolegiaty Ołyckiej beneficyum i kościoł, co 
król Władysław IV 21 kwietnia tegoż roku potwierdził, a Piotr 
Gembicki biskup łuckobrzeski, powagą zwierzchności rluchownej 
aprobował. Sejm narodowy w 1639 r. także tę fundacyą za- 
twierdził. Ten pierwotny kościoł tutejszy musiał być niewielki 
i potrzebom parafii nieodpowiedny, zresztą zbudowany był z drze. 
wa a temsamem nie trwały, książe kanclerz albowiem w testa- 
mencie swoim przeznaczając 200 złp. dla szpitala tutejszego, 
uprasza sukcesorów swoich o zbUllowanie nowej świątyni. Prośba 
ta nie zaraz została spełnioną, a pierwotny kościołek uh'zymy- 
wał się jako tako do l G65 roku.. w którym dopiero Tatarzy 
i Kozacy zrabowali i spalili go. 
W tym czasie właśnie' kapituła ołycka mianowała probo- 
szczem w Kazimierzowie Feliksa Bachowskiego, prałata i kusto- 
sza kolegiaty. Ten gorliwy o chwałę Boską kapłan, dysponując 
dochodami pięknej wsi Jabłonki, postanowił wznowić albrych- 
towską fundacyą, zaczął więc z muru wznosić obszerną kaplicę, 
którą ukończył dopiero w 1679 roku, podług planu który pozwa- 
lał rozszerzyć ją w przyszłości. Pragnąc tę kaplicę upiększyć, 
ksiądz Bachowski polecił malarzowi z Łucka Antoniemu Samo- 
łowcowi, parafianinowi kościoła księży bazylianów łuckich, zdjąć 
kopią z obrazu Matki Boskiej w skarbcu książąt w Ołyce znaj- 
dującego się, a przywiezionego, jak chce tradycya, przez Radzi- 
wiłła Sierotkę z Palestyny. Kopia ta była skończoną wroku 1671 
i umieszczoną w ołtarzu po lewej stronie w kościele kazimie- 
rzowskim. 
Od pierwszego pojawienia się tego obrazu, lud okoliczny 
zaczął zaraz okazywać do niego szczególniejsze nabożeństwo, 
liczba modlących się tu wzrosła, a niebawem po całem woje- 
wództwie rozniosła się wieść o łaskach i cudach za pośrednictwem 
M. Boskiej Kazimierzowskiej osiąganych. Sława tego obrazu prze- 
kroczyła wkrótce i granice województwa: z kijowskiego a nawet 
z brzeskiego, płynął tu lud pobożny niósł cenne wota i hojne ofiary, 
błagając u Zbawicielki tutejszego obrazu pociechy i pomocy w krzy- 
żach i dolegliwościach swoich, a łaski i cuda spełniały się, mnożąc 


ł 


oJ 


., 


.. 


....... 


J
		

/Sponsorzy_004_01_345_0001.djvu

			334 


1 
I 


chwałę obmzu. 1 ) Przybywające te ofiary postawiły w możności miej- 
scowego proboszcza księdza Jana Bieleckiego rozszerzenia kaplicy, 
dobudował więc front jej i stronę przeciwległą frontowi przedłużył 
na kilkanaście łokci, dodając zakrystyą i skarbiec. To przerobienie 
kaplicy nastąpiło w 1770 roku, to jest w lat sto po zmurowaniu 
jej przez księdza Bachowskiego. Ofiary nie ustawały, ale podwa- 
jały się jeszcze. I tak w roku j 77::ł Kcrzeniowski, kasztf::lan 
Owrucki (?) nową sporządził dla tego kościoła ambonę 2). W tymże 
roku Ignacy Grocholski wojski kijowski, fundował chrzcielnicę 
a w r. 17'il) kasztelanowa Pruszyńska, oprócz ofiarowanych ma- 
teryj na ornaty, cały wielki ołtarz z pozłoceniami i malowaniami, 
tak jak dziś stoi, swoim kosztem zrobić kazała. W roku 1778 
Bartłomiej Komornicki pułkownik Rzeczypospolitej, z zebranych 
od ludzi pobożnych składek i z dołączeniem swojej ofiary, kazał' 
wyrzeźbić w Gdańsku z czystego srebra sukienkę i w takową 
obraz tutejszy N. Panny przyozdobił. Pobożny restaurator ko- 
ścioła ksiądz Jan Bielecki, prałat - kustosz kolegiaty ołyckiej, 
zmarł w 1780 roku, i on to zostawił w rękopiśmie opis łask 
i cudów p'rzez siebie i innych pobożnych za pośrednictwem tutej- 
szego obrazu doświadczonych i autentycznemi świadectwami osób 
wiarogodnych stwierdzonyeh. S). 
Cuda te spisywać poczęto dopiero od r. 17.H) i doprowa- 
dzono do 1792 roku. Jest ich wszystkich szczegółowie opisJnych 
czterdzieści pięć, a wszystkie nie tylko w ręko piśmie ale i w ust- 
nem przechowały się tu podaniu. Jednego z tych cudów speł- 
nionego dnia 13 lipca 1775 r. na osobie cześnika Ignacego Kli- 
czewskiego, pozostała w kościele pamiątka. Ten przez lat trzy 


ł 
I 
L 
ł 
[ 


') W drukarni łuckiej odtłoczoną została na ćwiartce Pieśń o N. P. Ma- 
ryi cudownie słynącej w kościele kazhuierzeckim, dzisiaj druk ten nalety do 
rzadkości bibliograficznych. 
I) Tak wyrażono w rękopiśmie, ale tytuł to błędny, kasztelania bowiem 
owrucka ustanowioną dopiero została w 1779 roku i pierwszym na niej zasiadł 
Stanisław Pruszyński sędzia ziems. tytomirs, po nim objął ją Michał Trzeciak. 
a trzecim i ostatnim na tym krześle Lył Antoni Rybiński herbu Wydra, mia- 
nowany 14 paździt'!r. 17fJO r. Źaden Korzeniowski nie miał więc tego krzesła. 
3) Manuskrypt ten tak zatytułowany: .Łaski y Cuda świadczone Naj- 
świętszej M. Panny w kościele Kazimierzeckim przez ks. Jana Bieleckiego ze- 
brane i spisane 1779 R... 


l' 




 
r 
I
		

/Sponsorzy_004_01_346_0001.djvu

			1 


ii35 


L 
ł 
[ 


utraciwszy władzę w nog,lch i chodząc o kulach, podczas gorą- 
cej modlitwy w kościele kazimierzeckim cudownie uzdrowiony 
został, tak że powstał o własnej sile, a kule na ofiarę dziękczynną. 
u ołtarza zostawił; do niedawna można je tam było oglądać. 
Sam autor opisu tych cudów ksiądz Bielecki podaje między in- 
nemi, że chorym będąc obłożnie we wsi JaDłonnem, miał cu- 
downe widzenie N. Panny z dzieciątkiem Jezus, tak jak jest na 
obrazie kazimierzeckim przedstawioną i że we trzy dni po tem 
widzeniu \vyzdrowiał zupełnie. 
Po księdzu Bieleckim wstąpił na probostwo tutejsze ksiądz. 
Franciszek Cresconi, Włoch jak się zdaje z pochodzenia, archi- 
dyakun kolegiaty ołyckiej; ten odnowił dach Kościelny i nową 
na nim dał kopułę, godność swoję piastował lat pięć. Po nim 
nastąpił ksiądz Walenty Znamirowski, prałat kolegiaty łuckiej, 
lecz mieszkał w Petersburgu, jako członek kolegium duchowne- 
go, a później w Wilnie zostawszy regensem seminaryum przy 
akademii tamtejszej. Następcą jego w Kazimierce był ksiądz 
Wojciech Ziemnowicz, ten zajęty sprawą procesową o ziemię ko- 
ścielną, zbudował tylko kapliczki na cmentarzu kościelnym. Po 
nim idzie ksiądz Józef Piaskowski, dziekan ołycki, który odno- 
wił kościoł i trzy kaplice na cmentarzu kościelnym. W ręko piśmie 
"Opisu cudów" zostawił ksiądz Piaskowski pod r. 1824 nastę- 
pującą adnotacyą: "Od roku 1792 zaczęła się epoka wojen i re- 
wolucyj kl-ajowych. od tego czasu zl}iknął kraj polski i z mapy 
krajów europejskich wymazany, od tego czasu plebani kazimie- 
rzeccy, jako prałaci kapituły ołyckiej w kolegiacie ołyckiej za- 
mieszkali. przez zastępców swych, wikaryuS'lów dopełniali para- 
fialnych obowiązków, a przeto niedbalstwem tych zastępców, 
księga opisów łask doświadczonych od licznie zgromadzajacego 
się i garnącego się z zaufaniem do obrazu M. N. ludu, zaniedbaną 
została. Pomimo to ciągły napływ pobożnych jużto ufających 
w protekcyą Maryi, już dziękujących za odebrane łaski, zawie- 
szających wota i w różnych rodzajach niosących dary, są wielkiem 
świadectwem, że Matka Najświętsza Kazimierzecka, jaka była dla 
nad dziadów i naj dalszych poprzedników, -taką i zawsze zapewne. 
będzie dla prawnuków, wnuków i naj dalszych w przyszłości po- 
koleń" . 


r
		

/Sponsorzy_004_01_347_0001.djvu

			316 


Ostatnimi benefaktorami tutejszego kościoła byli: Mikołaj 
Rybczyński,. dziedzic, który chociaż był wyznania ruskiego, świad- 
czył jednak wiele kościołowi: pokrył go blachą i wielki krzyż 
pozłocisty na nim umieścił; nareszcie jeden z ostatnich pro- 
boszczów ksiądz Kowalewski. ktory 7. uzbieranych składek, ko- 
ścioł zupełnie odnowił i freskami wewnątrz ozdobił. 
Kościoł w Kazimierce nie jest ani obszerny, ani się odzna- 
cza bogactwem ozdób i materyałów do budowy jego użytych: 
przeciwnie jcstto skromna, uboga prawie świątyńka, ale jest w niej 
coś, co ducha podnosi i do szczerej a rzewnej modlitwy nastraja. 
Już sama miejscowość wśród lasów, jakby w pustyni, daleko od 
zgiełku świata i jego cywilizacyi, niezawodnie że się do tego na- 
stroju przyczyniać musi; jest w nim coś, co nasze dawne modrze- 
wiowe kościołki w pamięci wywołuje - a i jakże się tam w nich 
modlono! . . . 
Pomimo to wszystko jednak, sama przysada kościoła kazi- 
mierzeckiego wielce niefortunna : stoi on, jak już powiedzieliśmy, 
w miejscu tak ciasnem, tak zasłonięty drzewami, że go znizkąd 
nieco dalej, dojrzeć niepodobna, Front kościoła obrócony na za- 
chód w stronę Stepania, o kilka kroków przypiera już do głę- 
bokiego jaru, poza którym przepływa wąska błotnista rzeczułka 
Zulnia, a za nią zaraz ciągną się obszerne bagna i gęsty dokoła 
las sosnowy. Podanie mieć chce, że właściciele Step ania zamie- 
rzali usypać groblę przez tutejsze błota i przeprowadzić drogę po- 
pod kościołem, z tego więc powodu budowniczy kościelny miał; 
go w tak dziwny sposób zmurować, t. j., że wejście na dziedzi- 
niec kościelny wypadło na wprost nawy. Na tym dziedzińcu stoją 
trzy grubego dłuta posągi: Chrystusa, N. Panny i św. Tekli - 
fundacya księdza Ziemnowicza. Na frontonie kościelnym fresk 
wyobraża św. Kazimierza z krzyżem w ręku - pod nim wyryty 
napis: "Adorate Dominum in atrio sancto Ejus", a nad drzwiami 
wchodowemi ,,1824 r. 13 czerwca odnowiony i pobielony do- '. 
koła". Wnętrze kościoła ni€co przyciemnione freskami, tworzy 
całość poważną, harmonijną - niemasz tu świecideł, ani bły- 
skotek, ale też i pamiątek, zwłaszcza dawnych, nie wiele; te 
'I. zaś, które są, nie psują wcale całości, mają wdzięk prostoty. Na 
chórowej balustradzie dotrwały orły radziwiłłowskie, jedyna po 


r 
J 


I 
I' 

 
.
 


t 


'r- 


II 


ł.
		

/Sponsorzy_004_01_348_0001.djvu

			- 337 


I 
I 
i 


książętach fundatorach pamiątka. Cudowny obraz, niewielki, po- 
kryty srebrną sukienką, przypomina nieco wizerunek M. Boskiej 
Częstochowskiej: koloryt twarzy ciemny, jak na tamtym, rysy wy- 
ralne, regularne. Obraz ten zawieszony dokoła najrozmaitszego 
kształtu wotami. W czterech bocznych ołtarzach mieszczące się 
obrazy nieosobliwszego pendzla, wyobrażają: Ucieczkę św. Józefa, 
'Chrystusa na krzyżu, śś. Piotra i Pawła i św. Michała. Na ścia- 
nach kościelnych wmurowane tablice nagrobne i pamiątkowe, wy- 
pisujemy tu w całości. 
Po lewej stronie ambony skromna kamienna tafla z napisem: 
D. O. M. Felix Bachowski me fecit A. D. MDCLXX. 
Dalej na tejże ścianie oK.lzała tablica z czarnego marmuru, 
.a na niej napis: "J. W. Kajetanowi Kurdwanowskiemu, generałowi 
byłych wojsk Polskich, orderu S. Włodzimierza, wielkiego krzyża, 
pierwszej klasy kawalerowi, dziedzicowi klucza Pieczałowskiego, 
kollatorowi kościoła Kazimirzeckiego, zmarłemu w wieku życia 
.63-cim. R. 1811 d. 23 marca, Antonina z Paszkowskich Kurdwa- 
nowska, najobowiązańsza żona, w dowód uwielbienia najlepszl>go 
'męża, znak ten szacunku i przywiązania cieniom jego poświęca. 
R. 1812 marca 21 dnia". 
Na drugiej ścianie naprzeciwko ambony, podobnyż nagro- 
bek rodziny Grocholskich herbu Syrokomla: "D. O. M. Stefanowi 
-i Joannie z Krynickich Chorążostwu bracławs. wnuk, Ignacemu 
i Wiktoryi z Steckich Wojskim, kijows. syn, Wiktoryi z Aleksan- 
{lrowiczów l-mo i Maryannie z Hulewiczów 2-do voto, żonom, 
mąż. Józef Kalasanty, herbu Syrokomla Grocholski, pod.komorzy 
pow. Rowieńskiego r. 1831 położył". W prezbyteryum po lewej 
stronie nad drzwiami, tablica z napisem: "Kościoł parafialny Ka- 
zimirzecki od J. O. księcia Albrychta Stanisława Radziwiłła, ordy- 
nata Ołyckiego i Nieświeżskiego, kanclerza W. księstwa litews. 
w r. 1629 ufundowany i uposażony - J. W. Jakób Dederko, bi- 
skup dyecezalny Miński, infułat Ołycki, orderów rosyjskich i pol- 
..skich, kawaler w roku 1824 mea września 8 dnia konsekrował 
i dzień obchodu konsekracyi, pierwszą niedzielę po Narodzeniu 
Najświętszej P. Maryi naznaczył". 
. Na tejże samej ścianie, tylko z drugiej strony, wewnątrz 
.zakrystyi, wisi olejny portret, biskupa Dederki. 
z boru I ItepU. 


, 
i 


. 

 



 


'r- 


22 


-- 


...
		

/Sponsorzy_004_01_349_0001.djvu

			338 


Po prawej stronie drzwi do zakrystyi wiodących, kamień 
z napisem: "X. Dyonizemu Dębczyńskiemu, kanonikowi kolegiaty 
Ołyckiej, wikaremu kościoła Kazimirzeckiego, zmarłemu w r. 1838 
grudnia 8 w latach życia 80, kapłaństwa 5;, a w usługach tu- 
tejszego kościoła 53 lat zostającego". 
Po lewej stronie drzwi do 
akrystyi, mosiężna złocona ta;-. 
blica z napisem: "D. O. M Józefowi-Kalasantemu Grocholskiemu 
podkomorzemu i 36 letniemu w powiecie Rówieńskim urzędni- 
kowi, orderu św. Włodzimierza klasy IV kawalerowi, w latach 
życia 76 roku 1834 mca grudnia 3 dnia zmarłemu, a przy tymże 
kościele spoczywającemu Ojcu - Wiktor marszałek ptu Staro- 
konstantynowskiego orderu św. Włodzimierza, kawaler i Feliks- 
Walery Grocholscy synowie, w dowód czułej swej wdzięczności
 
dla wiekopomnej pamięci, tu położyli pomnik". 
Po prawej stronie prezbyteryum, prowadzą drzwi do skarbca 
kościelnego, nad niemi olbrzymia tablica pamiątkowa, cieniom 
wszystkich proboszczów tutejszych, dla uwiecznienia ich pamięd 
poświęcona - na niej taki napis: 


; 


f 


: I 


D. O. M. 
Hoc Monumentum perennis memoriae causa Curatis Ecc1e- 
siae Parochialis Casimiriensis Dignissimis ab Anno 1629 Ante- 
cessoribus 


Felix Bachowski Decanus 
Thomae Ledziejowski Canonico 
Samueli Szpinek Custodi 
Thomae Przekasiński Infulato 
Michaeli Koszucki Custodi 
Josephi Olszański Infulato 
Francisco Trojanowski Custodi 
Leoni Kosicki Canonico 
Vilhelmi Henkenvach Cancellario 
Vincento Suchocki Infulato 
Sebastiano Suchocki Scholastico 
Sebastiano Kozierowski Decano 
Joanni Bielecki Custodi 
Francisco Cresconi Archidiacono 
Valeriano Znamirowski Scholastico
		

/Sponsorzy_004_01_350_0001.djvu

			339 


I 
I 
I 


Adalberto Zienowicz Cancellario 
Josephus Junosza Piaskowski Decanus 
Insignis Collegiati olycensis Anno ) 831 posuit. 
Po ohyd\\ bch stronach drzwi do skarbca wiodących, umie- 
szczono dwie grobowe tablice, pierwsza na prawo z napisem: 
"Grób jw. Maryi-Magdaleny z Krosnowskich Olchowskiej, 
żony aktualnego radcy stanu, przeżywszy lat 48, umarła 29 paź- 
dziernika 1836 roku". 
Napis na drugiej tablicy na lewo: 
"W. Tekli z Groc!]olskich Dworzańskiej, zmarłej 1846 roku 
kwietnia 4 dnia, w majątku dziedzicznym Kosmaczowie, w latach 
22 życia, po 6-ciu latach małżeńskiego pożycia". . 
Otóż i wszystko co o Kazimierce powiedzieć się dało, wszystko 
.co w niej widzenia godne. Pozostaje wrażenie rzewne, skupia- 
jące ducha, pobudzające do modlitwy, które każdy ztąd wynosi. 
I dzisiaj jak dawniej, lud się tu gromadzi w każde święto Matki 
Boskiej, z wiarą niezachwianą w Jej łaski i cuda, a pieśń 
o Bogarodzicy płynie tu jak przed wieki, wtóruje jej szum sosen 
z pobliskiego boru i roznosi daleko... na miejsce wznoszo- 
nych intencyj. 
O innych wioskach do pieczałowskiego majątku należących, 
wspomnimy już tylko pobieżnie, w kilku słowach, historya -ich 
bowiem mało pr'zedstawia interesu. 
Wieś Jabłonka albrychtowskiej fundacyi, niegdyś kościelna, 
własność kościoła kazimierzeckiego o 6 wiorst ztąd odległa, od 
roku 1843 przeszła na własność rządu. Jest to największa z ca. 
łych dóbr osada, ma bowiem 2900 morgów gruntu i 453 dusz 
mieszkańców obojej płci. 
Wieś Jarynówka osadzona także prze7. ks. Albrychta na po. 
czątku XVII wieku, na gruntach do Jahłonnego należących, przy 
założeniu Hajnówką a raczej Heginówką nazwana, od imienia 
pierwszej żony kanclerza, Reginy von Eisenreich, rodem Bawarki, 
wdowy po Michale Działyńskim, wojewodzie brzeskim. Wieś ta 
należy dotąd do Ryhczyńskich, do folwarku pieczałowskiego. 
Gruntów dworskich nie ma wcale, ziemi zaś włościańskiej posiada 
15ii6 morgów, ludność jej dusz męskich 168, żeńskich 180. 


" 


j 


22* 


# 


J
		

/Sponsorzy_004_01_351_0001.djvu

			..... 


340 - 


Wieś Kamionka założona jednocześnie z drugiemi przez ks. 
Albrychta, ziemi dworskiej nie posiadała także, dopiero Rybczyńscy, 
do których i teraz należy, z wykarczowanej ziemi stworzyli tu 
folwark i nazwali Antonówką, mający łanów sto kilkadziesiąt 
morgów, w posiadaniu włościan ziemi 1086 morgów. 
Wieś Dańczymost, wcześniejszą, zapewne przedalbrychtow- 
ską musi być osadą, nie spotykamy bowiem nigdzie śladów aby 
ją książe kanclerz zakładał. I ta jest własnością Hybczyńskich, 
folwarku i tu niema, a włościanie posiadają ziemi 2102 morgi. 
Wieś Pieczałówka z całych dóbr jest najdawniejszą osadą, 
również może dawną jak Jabłonne, z którem jednocześnie dostać 
się nl1lsiała Radziwiłłom, choć d.okumentów na to nie mamy pod 
ręką. Mamy za to inne, świadczące o dawności osady i o tern, 
że już na początku XVII wieku była dziedzictwem Radziwiłłów. 
W roku 1619 toczyła się jakaś sprawa graniczna między Piecza- 
łówką a Piaskowem książąt Ostrogskich. Dawniejszej nawet daty 
dokument wpadł nam w ręce. Jestto zapis na obrąb sioła Pi e- 
czałówki z ograniczeniem, wydany na zamku ołyckim 8 lutego 
1613 roku przez książąt Mikołaja-Krzysztofa i Albrychta-Stani- 
sława Radziwiłłów, słudze ich ur. Marcinowi Kowakowskiemu. 
Zapis ten oblatowany następnie w aktach grodz. łuckich w 1622 
roku. Nie był to wszakże dar wieczysty, ale zapewne dożywocie 
bo i później widzimy Pieczałówkę nieprzerwanie w posiadaniu 
Radziwiłłów. Młodziutki Albrycht miał więc lat 17 dopiero, pod- 
pisując to nadanie. Ostatnim radziwiłłowskim dokumentem do 
Pieczałówki, jest intromisya zeznana w grodzie łuckim 22 grudnia 
1790 r. do dóbr klucza pieczałowskiego pani Teofili z Radzi- 
wiłłów Morawskiej, żonie jenerała-lejtnanta wojska litews. siostrze 
księcia Panie Kochanku I). Musiała więc Pieczałówka mieć już 
rezydencyą za Hadziwiłłów, a miała ją i potem za późniejszych" 
dziedziców. Mieszkali tu Kurdwanowski i Mikołaj Rybczyński, dziś 
starszy syn jego Jan mieszka w dawnym obszernym dworze, 
wspaniałemi drzewami ocienionym. Ziemi w łanach dworskich 
jest tu 814 morgów, oprócz obszernych puszcz do tej majętności 
należących, w których jest mnóstwo uroczysk, dziwne niekiedy 


" 


I 


f 


I 
\, 


I 

 


I) Wszystkie te dokumenty przechowują się w archiwum Rybczyńskich 
w Pieczałówce. 


L 


-
		

/Sponsorzy_004_01_352_0001.djvu

			341 


i' 


nazwiska mających, a o których lud fantastyczne legiendy i po- 
dania opowiada. Gdyby je w części przynajmniej zebrać i spisać, 
utworzyłaby się z tych leśnych legiend poleskich książka niezmier- 
nie ciekawa, fantastyczna, w rodzaju literatury hofmanowskiej. 
Tu w tej Pieczałówce, w starym dworze, skończył ży- 
wot przed kilku laty; starzec przeszło 90 letni, teść dzisiejszego 
dziedzica, Tadeusz Dzierzbieki, ostatnia może, lub blisko tego, 
wspaniała typowa postać na Wołyniu. W 181
 r. był już porucz- 
nikiem w pułku hr. Marcina Tarnowskiego, i w nieobecności 
swego wodza niedobitki tego pułku wprowadził po berezyńskim 
pogromie uroczyście do Warszawy. Był kawalerem krzyża legii 
honorowej, towarzyszem i od serca przyjacielem Tarnowskiego- 
ślicznej duszy i wspaniałej postawy starzec, otoczony był w osta- 
tnich czasach czcią całej prowincyi. Był to najpierwszy z Pola- 
ków szambelan dworu rosyjskiego, bo mianowany jeszcze przez 
cesarza Aleksandra I-go; legiendarna, obrazkowa zaiste postać. . . 
Pozostała nam dla zaokrąglenia obrazu jeszcze jedna wieś 
z dawnego składu dóbr jabłońskich, a to wieś Hołubne, choć się 
w ostatnich czasach od tych dóbr oddzieliła. Nazwa tej wsi cał- 
kiem leśnej, powstała może od wyrazu holubka, który w języku 
flisów czyli orylów miejscowych, pomimo tak poetycznego brzmie- 
nia, oznacza jednak tylko drąg z krukiem, którym wicie w czasie 
kręcenia około chlubownicy obwijają. 1). Kraszewski ma jakichś 
kniaziów Hołubów na Wołyniu, od których późniejsi Hołubscy 
powstać mieli i o nich drukował przed laty fantastyczno. heral- 
dyczny obrazek. Kto wie, może to tych kniaziów dawna gniazdowa 
siedziba. To pewna że Hołubne jest niezmiernie starożytną' osadą, 
starożytniejszą od domniemanych kniaziów Hołubów, staroiytniej- 
szą od akt które o jej założeniu mówią, jednem słowem jest 
osadą przedhistoryczną, przedchrześciańską. Są na to dowody; 
jest tu przedhistoryczne horodyszcze, okop, na którym dwór dzi- 
siej
zy stoi, a w pobliżu którego znajdują często w ziemi szczątki 
zabytków z epoki kamiennej, misternie wyrobione strzały, toporki 


l 


f 


.. 


I 

 


. ł 
II 


') Chlubownicą zaś na Rusi a w Polsce biegunem nazywają oryle, spła 
wami trudniący się, kół drewniany 10 stóp długi a 5 cali gruby, w ziemię 
wbity, około którego, właściwym sobie sposobem kr
cą wici, potrzebne im do 
wiązania drzewa na wodzie.
		

/Sponsorzy_004_01_353_0001.djvu

			- 342 - 


, 


itp. narzędzia z krzemienia. Z czasem znikła z powierzchni ziemi 
ta ludzka siedziba, i w wiele wieków później, nową dopiero na 
jej miejscu osadę, dzisiejszą wieś Hołubne, założono. 
Z papierów widać, że założycielem wsi tej na gruntach 
jabłońskich był przy końcu XVI wieku Stanisław Radziwiłł, pan 
na myce i Nieświeżu, znany pod przydomkiem Pobożnego, mar- 
szałek w. księstwa litews., ojciec Albrychta. Wówczas kiedy książe 
wieś tę zakładał, był tylko jej zastawnikiem, włość należała do 
Sanguszków. W aktach podkomorskich z 1631 roku, także kil- 
kakrotnie spotykamy wyrażenie: "Seło Hołubne od kilkudeset let, 
na hruntie kniażat Jabłonowskom jest osażeno M . A więc jest do- 
wód i pewność o czasie założenia. Dwór wystawiono wówczas 
nad sadzawką, ze źródeł tworzącą się, która w owych czasach 
musiała być granicą między majętnością Radziwiłłów jabłońską 
i Mokwinem książąt Koreckich. Pobożny Stanisław, osadzając 
swych włościan na nowym gruncie, zapewne zaraz dla nich i cer- 
kiew zbudować musiał. bo już takową wirlzimy w Hołubnem na 
początku XV II wieku, pod wezwaniem Św. Trójcy - taż sama 
w 1753 roku odnowioną została. 
Po śmierci Stanisława syn jego AlłJrycht został dziedzicem 
Hołubnego, że zaś w czasie jego podróży po obcych krajach, jak 
sam powiada, sąsiedzi wiele mu gmntów pozabierali, przyzwał 
więc książe sąd podkomorski i dnia 20 listopada 1631 roku, uczy- 
nił objazd tej majętności, posypał kopce i ostatecznie spory gra- 
niczne pokończył. 
W roku 1810 Kurdwanowski kupił Hołubne od Dominika 
Radzhviłła, wraz z całą majętnością jabłońską, a już po jego 
śmierci jenerałowa dymitowała tę wioskę w roku 1822 mężowi 
wnuki swej Adamowi Żyłłokowi. Tym sposobem wieś ta ocalała 
przy sprzedaży reszty majętności i dotąd należy do synów Adama 
Żyłłoka. Ludność tej wioski wynosi 126 męskich a 136 żeńskich 
głów, ziemi dworskiej w łanach ma 377 morgów. 


J 


J 
, 


KONIEC. 


I 
,t 


I 
L
		

/Sponsorzy_004_01_354_0001.djvu

			, 


s P I S R z: E C z: Y. 


---- 


I. 
Miasto Równe stolica powiatu. - Właściciele miasta i okolicznych:wło- 
ści. - Iwaszko Dyczko, ksiątęta Nieświccy. - Księtna Marya Ró- 
wienska, jej tycie i działalność. - Kniaziowie Ostrogscy. - Ksi
1na 
BeRta Ostrogska i jej córka Halszka, tyciorys ich. - Mąt Beaty 
Albrycht Łaski. - Zamoyscy i Lubomirscy, ostatni dziedzice Ró- 
wnego. - Ksiąte podstoli Stanisław Lubomirski, dwór i życie jego 
w Równem. - Kronika wypadków miejskich do naszych czasów.- 
Świątynie. kościoły i cerkwie w Równem, ich dzieje, fundusze 
i urządzenie. - Dzisiejszy stan miasta 


, 


II. 
Wieś Barmaki pod Równem, topografia i historya tej osady, dawni jej 
dziedzice Ostrogscy i Lubomirscy; póżniejsi: starosta Zakrzewski 
i marszałek Załęski . 


IlI. 
Wieś Bassówkąt pod Równem, w starotytności Baszyn zwana, dawni jej 
osiedleńcy i historyczne wspomnienia. - Opis dawnego horody- 
szcza. - Wsie: Dworzec, Helesin, Tynne 65 


I 
, 


IV. 
Wieś Gródek pod Równem, dzieje tej osady i jej monasteru. - Wieś 
Beheń, opis jej miejscowości, trochę historyi i legiendy miejscowe 


V. 
Wieś Ponebyl, dziedzictwo Czapliców Szpanowskich, kilka słów o tej ro- 
dzinie. - Groby aryańskie Czapliców. Ciekawa wojn a o te groby 
i o granicę między Czaplicami z Ponebyla i mnichami ruskimi 
z Gródka. - Działy majętności Czaplicowskich. - Steccy dzie- 


,t 



 


str. 


l 


60 


73
		

/Sponsorzy_004_01_355_0001.djvu

			344 


dzicami Ponebyla. - Znowu wojna Jana Steckiego chorą
ego 
w. kor. z mnichami gródeckimi 81 


etr. 


VI. 
Wieś Chocin nad Horyniem, - starożytne horodyszcze i zamczysko tutej- 
sze, - pieczara pod zamkiem i książęce o niej legiendy, - ka- 
plica z starożytnym o,brazem M. Boskiej, - kurhany i wykopa- 
liska w Chociniu. - Historyczne wspominki o Chociniu, ułamek 
lustracyi tutejszego zamku. - Wieś Glinki, notatka o dziejach i za- 
łożeniu tej osady . 86 


VII. 
Wieś HIińsk, nadania i przywileje tej 
ady, stare zamczysko, góra zam- 
kowa i jej żródła; pamiątki w cerkwi; pomnik kniahini Pokotyłło- 
wej. - Wieś Bohdaszów 92 


VIII. 
Wieś 'Kustyn pod Równem, poło
enie jej i pamiątki. Dawni dziedzice tej 
majętności; kniaziowie Nieświccy, Kirdeje-Mylscy, Steccy, Kazimierz 
Stecki, kasztelan kijowski, jego działalność publiczna. Kościoł i kla- 
sztor po-bernardyński, jego dzieje i fundusze, kwestarz wier- 
szokleta brat Flawiusz 99 


IX. 
Urok archeologicznych wycieczek po kraju. - Historya dwóch dawnych 
gródków: Koźlin, jego domowe sprawy i dzieje mieszkańców, są- 
siednia wioska Chotenka. - Miasteczko; uziś wieś Horodyszcze pod 
Równem; przywilej Zygmunt.a Augusta na osadzenie miasta; dzieje 
rodziny Horodyskich herbu Korczak, opuszczonych uNiesieckiego J08 


r 


X, 
Wieś Babin - gniazdo l'odzinne Babińskich herbu Boycza. Kilka heral- 
dycznych szczegółów o tej rodzinie. - Legienda Albrychta Radzi- 
wiłła. - Wsie Łęczyn, Wiry, Kamienne, Sieliszcze i kilka innych 
dawnych posiadłości Babińskich w tej okolicy . 119 
XI. 
Wieś Niewirków - smutny stan jej pamiątek po Lubomirskich i Ste- 
ckich,- szereg jej pierwotnych właścicieli: kniaziowie na Ostrogu, 
Zamoyscy, Koniecpolscy, Lubomirscy - zastawni posiadacze 
Rokszyccy i ich fundacye w Niewirkowie. - Włość. ta przechodzi 
następnie do wyleżYńskich, dokonane tu morderstwo. - Ostatni 
dziedzice Steccy i znowu Lubomirscy. - Kościoł tutejszy i legienda 
o jego trąbach . 125 


I 
) 
I 


XII. 
Międzyrzecz-Korecki - kroniczka dziejowa tego gródka i zaszłych w nim 
wypadków. -- Książęta Koreccy, pierwsi znani dziedzice tutejsi, 


I 
L
		

/Sponsorzy_004_01_356_0001.djvu

			.. 


345 


Itr. 


następnie Lubomirscy i Steccy. - Domowe przez kilka pokoleń 
dzieje tych ostatnich, wzrost miasta i ich fundacye. - Kościoł, 
sławne w prowincyi szkoły pijarskie i upadek takowych od roku 
1831. - Powrót Steckich do Międzyrzecza i odrodzenie miasta. 132 


XIII. 
Czem dla nas kraj rodzinny?- Miasteczko Tuczyn, jego ruiny i pamiątki, 
dawni dziedzice tutejsi. - Stary ród kniaziów Puciatów, Sie- 
maszkowie i ich następcy. - Michał Walewski wojewoda sieradzki, 
ostatni pan na Tuczynie, wzrost i upadek tego magnata, losy jego 
potomstwa. - Jak się dziś Tuczyn przedstawia? 154 


XIV. 
Peresopnica, niegdyś stolica malutkiego ruskiego księstwa na Wołyniu, 
dliś w wioskę nieznaczną zamieniona - historya tego księstwa 
i książąt tutejszych. - Książęta litewscy. - Peresopnica staje się 
prywatną własnością Czartoryskich, następnie kościoła klewań- 
skiego. - Starożytny monaster tutejszy Przeczystej Matki Boskiej, 
groby Hornostajów. - Sławna księga ewangielicana, znana z bi- 
bliografii pod nazwą .Peresopnickiej ewangielii". - Położenie 
dzisiejszej Pel"esopnicy, ruiny zamczyska, wały, okopy, okoliczne 
zamki: Bielów. także Biełhorodem zwany i Żuków. - Mogiły pe- 
resopnickie i znajdywane w nich wykopaliska. Wsie: Zarzyck 
i Broniki 170 


r 


XV. 
Klewań, rodowe gniazdo ksią
ąt Cząrtoryskich na Wołyniu, filiacya tego 
domu od jego protoplasty do dzisiejszych czasów doprowadzona. 
Stary zamek tutejszy, kościoł katolicki i cerkwie ruskie z grobami 
ksią
ąt. - Upadek K1ewania i przejście jego na własność dóbr 
państwa 193 


I 
) 
l 


XVI. 
Księstwo dubrowickie na wołyńskiem Polesiu. - Źródła, z których czer- 
pałem materyały. - Początkowe dzieje osady. - Udzielni. knia- 
ziowie Dubrowiccy z rodu Ruryka. - Kniaziowie Holszańscy 
i Dubrowiccy pochodzenia litewskiego, ich rodowód. - Ciekawy 
testament Jurii Iwanowicza Holszańskiego i Dubrowickiego w XVI 
wieku. - Córka jego Marya kniahini Kurbska, jej żywot i dzieje.- 
Księstwo dubrowickie rozpada się, póżniejsi jego dziedzice. - Tro- 
chę historyi miasta Dubrowicy. - Zamczysko, kolegium i szkoły 
pijarskie. - Malarz Łukasz Hubel i jego obrazy 232 


XVII. 
Księstwo stepańskie. - Jak dziś wygląda to dawne księstwo. - Kroni- 
karskie podania o udzielnych ksią
ętach na Stepaniu. - Miasto 
w posiadaniu kniazia Semena Nieswickiego, następnie Semena JU"Je.
		

/Sponsorzy_004_01_357_0001.djvu

			346 


ł 


wicza Holszańskiego i kniaziów Ostrogskich. - Przywileje w. ks. 
Aleksandra i króla Zygmunta I. dla Stepania. - Świdrygiełło 
chrol1i się do zamku tutejszego. - Kilkakrotna bytność tu Stefana 
Batorego. - Kronika miejska. - Ostatni panowie na Stepaniu.- 
Ordynat Sanguszko. - Lubomirscy i Worcelle. - Wnętrze upadłej 
magnackiej rodziny. - Kościoł katolicki i dawne cerkwie w Ste- 
paniu. - Uroczysko Monastyrszczyzna ze szczątkami dawnego 
klasztoru śś. Michała. i Jerzego . 246 


Itr. 


XVIII. 
Jeszcze jedno udzielne księstwo na wołyńskiej Rusi - berestowieckie, 
ze stołecznem miastem Berest - dziś wioska Berestowiec, w pow. 
rówieńskim. - Położenie tej wsi, bazaltowe pokłady. - Kroni- 
karska wzmianka o t.em księstwie, póżniejsze dzieje tej osady. 
Sąsiednia wieś, dawniej zamek Hołowin, jego historya 266 


XIX. 
Słówko o Horyniu, charakterystyka tej rzeki. - Dobra KUl'asz dzie- 
dzictwo Kaszowskich herbu Janina, dawne dzieje tego miejsca, po. 
czątek osady i kilkowiekowe jej losy. - Starożytny ród Montołdów 
osiada na Rusi, krzewi się i wygasa. - Kurasz przechodzi w ręce 
Kaszowskich, historyczne notaty z miejscowego archiwum 272 


! 
i 


XX. 
Prace historyczne Aleksandra Jabłonowskiego p. t. .Źródła dziejowe", 
jako najlepszy materyał do topografii Wołynia. - Kilka szczegó- 
łów gienealogicznych o rodzinach wołyńskich: Siemaszków i Ka- 
szowskich herbu Janina, dawne ich posiadłości na Polesiu.- Mia- 
steczka Kaszówka i Mielnica, dzieje tych osad. - Ciekaw
 zabytki 
historyczne w Mielnicy 28. 


XXI. 
Jeszcze Siemaszkowszczyzna. - Hubków nad Słuczem, dawna tej rodziny 
siedziba, piękny krajobraz leśny i rosnące tu słynne azalie. - 
Ruiny zamku Siemaszków, przechowane o nim podania i legiendy.-- 
Kartka z kroniki dawnego miasteczka Hubkowa i jego mieszkań- 
ców. - Miasteczko Siedliszcze, dawny LudwipoI. - Wsie: By- 
strzyce, Chołopy i inne, w skład dawnej Siemaszkowszczyzny wcho- 
d7ące. Rodziny Bierzyńskich i hr. Ponińskich 294 


.t 


XXII. 
Wieś Mokwin. - Miasteczko Bereźne, dawny Andrzejów, wsie i osady 
do tej majętności należące, jej polska charakterystyka, wygasły 
ród kniaziów Hołowniów, pierwszych założycieli Andrzejowa, ich 
rodowód. - Hołowniowie Ostrożl'ccy, linia wołyńska tych knia- 
ziów, znowu Siemaszkowie, pan jenerał Korzeniow
ki. - Wsie: 


l
		

/Sponsorzy_004_01_358_0001.djvu

			! 
i 


t 


...... 
\ 


..... 


347 


Itr. 


Bronne, Horodyszcze, Biłki i Biełaszów, do klucza bereteńskiego 
naIetące 313 


XXIII. 
W głębi wołyńskiego Polesia. - Majętność pieczałowska dawne dzie- 
dzictwo Radziwiłłów, osady do niej niegdyś naIetące: wieś Ja- 
błonne, miasteczko Kazimierzów vel Kazimierka, wsie Jabłonka, 
Jarynówka, Kamionka i Hołubne - dzieje i hlStorya tych osad.- 
Cudowny obraz M. Boskiej w Kazimierce. - Sanguszkowie z linii 
koszyrskiej, Radziwiłłowie, jenerał Kurdwanowski i Mikołaj Ryb- 
czyński dziedzice tej majętności, wzorowe urządzenie przez Ryb- 
czyńskiego . 325 


-
 

 ' 
\ILlOTEI{.., 
ONIWER5YT8..'r 
w Torun
 


8' 


.
		

/Sponsorzy_004_01_359_0001.djvu

			., 


I 
l 


. 
 


f 


Al, 


I,," 


) 
I 
, 
, 


.-..
		

/Sponsorzy_004_01_360_0001.djvu

			WOJ£w. 


MAPKA 


. 
. 
WOJ£WÓDZTW4 WOt. YŃSKI£GO 


SKALA 


1 :1.500.000 


,o 25 
0< I 
o <- 
kam,,;, K031yr
i S 
. I 
DrJtyn 
I 
M, :, 



... 
75 
I 


100 KM 
I 


o 
I 


25 
I 


50 
I 


KI£ 


OstAł 

 
O '""t 
'- 
 

 

 (.J 

 
c::::.