Pisma. T. 7

.'J/ '" 
vI":) , 


L1/, 


Włodzimierz Spasowicz. 


, 


PIS 


Al 






 
- - "=..-/oK
 


Tom VII. 


- Męki Chrystusowe w Oberammergau.-Schiller 
i Goethe.-Nowestudjum o Goethem.-Adolf Pa. 
wiński.- Wlodzimierz Solowjew.- Nowy życio- 
rys Piotra W.-Konstanty KaweJin.-Ilodzina 
Polanieckich.-Zadania histOlji.-Z tematów 
Wigilijnych.-O Adamie Mickiewiczu.- Uowa 
-; w 100 rocznicę A. JIickiewicza-Fr. Palacki. 


PETERSBURG. 
K S i ę g a r n i a K. G r e n d y S z y ń S k i e g o. 
1899.
>>>
( 


Cs''JLf ?J 


. 


[uno-.-UITorpapiH u nepeU:TeTHaH 10. A. l\[aHc!Je.:Ib.:.(n, Ma.nR MopCI
aH. ""
 9.
>>>
SPIS RZECZY. 



Ięki Chrystusowe w Oberammergau . 
Schiller i Goethe. . - . . 
Nowp, stUlljum o Goethem. 
Adolf Pa wiński . . . . . . 
Wlodzimierz Solowjew. 
Nowy życiorys Piotra. Wielkiego. 
Konstanty Kawelin . 
Rodzina. PoIanieckich. 
Zadania. historji.. . . 
Z tematów Wigilijnych . 
(j Adamie .Mickiewiczu . 
Mowa w 100 rocznicę A. Mickiewicza . 
Obchód pamiątkowy 100 rocznicy F. Palackiego. . 


. 
 . 


. . . 


. o . 


.'"'+

. 


. . 


. . 


Str. 
1 
. 27 
_ . . 157 
.187 
. . 229 
. . 243 
_ 275 
.323 
.353 
.365 
.373 
.379 
.387
>>>
" 


, . 


)
>>>
, 


- 


MĘKI CHRYSTUSOWE W OBER-AMMERGAU 


WSPOMNIENIE z: PODRÓŻY 1890 R. 


-

-
>>>
" 


ł\
>>>
l. 


... 


\V piątek 18 lipca 1890 r. dojechałem koleją żelazną z :\Iiin- 
('lwn do Partenkirchen. ,V pociągu byli głównie anglicy i między 
nimi wiele duchownych osób. Znaleźliśmy się na samych pod- 
górzach bawal.skiego Tyroln. Ki
kadziesiąt powozów: karet, 
faetonów, bryczek czekały na przybycie pasażerów i wiozły 
ich o 9 kilometrów po szosie, urządzonej specjalnie dla wi- 
dzów zjetdżających na oglądanie tak zwanego Passionsspielu. 
Droga idzie w górę skrętami brzegiem Ammeru przez Etthal 
do wioski Oberammergau, pobudowanej w kształcie długiej 
bardzo ulicy. Cały ten kraik zwany był Pfaffenwinkel, same 
prelatury i klasztory. Jadąc rzemiennym dyszlem molna 
było w ciągu dwóch tygodni nocować w coraz to now
!ch 
klasztorach albo w plebaniach. Kraj ten należał naprzód do 
'Velfów, - potem do Hohcnstaufów wreszcie do Writtelsbachów. 
Jeden z tych 'Vittelsbachów
 Ludwik, stał się Cesarzem w 1314 
{Ludwik IY), jeździł koronować sie w Rzymie, a potem po po- 
wrocie do Bawarji, zbudował w Et.thal klasztor. a przy nim 
konwikt dla 13 zestarzałych rycerzy, mający surową ustawę, 
podobną do tej, jaka wedle podania obserwowana była w 
Ion- 

a lwacie prZf:Z strażników świętego G raala. Od minnesingera .... 
'Volframa z Eschenbachu i Ludwika IV aż do Ludwika II. 
króla bawarskiego, któr
 zbudował nie daleko stąd Kowy 

chwanstein i zamierzalotworzyć rodzaj nowego :\Ionsalwatu 
w Falkenstein, snuje się pasmo legend oParsiwalu, któremr 
. 1 OC
>>>
- 4 - 


::;ię natchnął R. 'Vagner. Założone przez Ludwika IV br(jctw() 
rycerskie jakoś się rozpadło, zniszczało, lecz klasztor prze- 
stroił się i stał się ogniskiem oświecenia i artyzmu tej doś6 
gluchej okolicy. Po spaleniu się w 1744 roku kościoła w Etthał 
odbudowano go znowu w stylu barocco tła wzór weneckiej 
Santa !\Iarja delia Salute. Olbrzymią kopulę wieńczy latarnia 
ze stożkowym dachem. Pełno w kościele tYJ? okrągłych łuków, 
złoceń, amorków, rzeźbionych obłoków, malowideł al fresc() 
na ścianach. 'V 1803 r. klasztor zamknięto. obrócono go na 
prostą parafję z porządną przy niej szkołą ludową. 
Jadąc po drodze z Etthal do Ober AmIDcrgau mieliśmy 
przed sobą na skraju widnokręgu łańcuch. gór o ostrych szczy- 
tach, pomiędzy któremi wyrólniała się niby cienko zaostrzOlla. 
iglica Kofel (Coveliacae u rzymian). Tu były rzymskie castra,. 
tędy szła wielka droga bardzo uczęszczana w ciągu średnio- 
wiecza z 'Verony do Augsburga. Po tej drodze nie tylko przy- 
wożone były do 
iemiec wyroby włoskie, ale wpływał}T zara- 
zem włoska cywilizacja i sztuka. Ludność miejscowa od niepa- 
miętnych czasów w}!kształcona jest artystycznie, pełno po wsi 
malarzy i rzeźbiących drzewo snycerzy, szczególniej ta
 zwa- 
nych Herrgottschnitzler, produkujących krucyfiksy i postacie- 
świętych. 'Vieś Ammergau wyciągnięta niby nieskończona ła- 
mana Hnja z mnó::;twem zadworków. z drewnianemi ogrodze- 
niami z żerdzi. Każdy dom dwupięt.rowy, po większej części 
z cio::;anycb kamieni, biało pomalowany, ale na tern białem tle- 
pelno fresków, wyobrażających Chl'ystusa i świętych w oblo- 
kach. 'V chwiU obecnej są tu i hotele po europejsku urzą- 
dzone, ale tylko dla ludzi bardzo bogatych, wieś zaś mieści 
mnóstwo zajazdów czyli gospód (Gastwirtschaften), całkiem do 
siebie podobnrch, na jeden wzór pobudowanych. Ganek pro- 
wadzi do 8ieni, skąd drzwi po jednej stronie do bawialni 
(Gaststube), po drugiej do 
zynkn, gdzie głównym trunkiem 
jest piwo. Z tychże sieni wstęp po kręcących się schodach 
na górę do pokojów mieszkalnych
 które w epoce przedstawień 
przerabiają się lla sypialnie dla przyjezdnych gości, w każdym 
pokoju 3 albo 4 lóżka z płacą po 4 marki od o.5oby za nocleg. 
,V tymże don.u i pod tymżf' dachem mieszczą się konie, b
'dł() 


..
>>>
5 


i kuchnia, więc trzeba się OSWOlC l z odpowiednimi zapa- 
,hami. Na jednym końou wsi wyciągniętej wzdłu
 rzeki 
Ammpr, stoi kościół, a na drugim teatr oparkaniony, mający 
fl'onton grecki z mnóstwem na nim ciemnoszarych e.n grisaille. 
Po drugiej stronie rj:eki wznosi się pyszny olbrzymi krucyfiks, 
-otoczony grupą, składającą się z Matki Boskiej i z uczniów. 
Pomnik ten z żółtawego kamienia wzniósł król bawarski Lud- 
wik I. 
Tak się przedstawia miejscowość. 'V soboty przeludnienie 
wsi niezmiernie, wszystkie cbaty aż do najskromnieszych są za- 
jęte. Ci, co miejsca nie znaleźli, starają się pomieścić w sąsiednich 
()sadach. Piekne pojazdy, jeźdźcy na koniach, przedzierają się 
llie bez trudności przez tłum spacerujących, pomiędzy którymi 
więcej anglosak
ów, niż niemców i więcej duchownych, niż 
'Świeckich. 'V liczbie duchownych mnóstw
 noszących fiolety, 
.znać że to są prałaci albo biskupi rzymskokatoliccy. Skoro 
-się zmierzchnie, ulica się wypl'óżnia. Przyjezdni wcześnie idą 
na spoczynek. 'V następny dzień msze się odbywają od 6 rano, 
a punktualnie o 8 zaczyna się widowisko. 
im pl'zystąpię do 
jego opisu powiem w kilku słowach o pochodzeniu i teraźniej- 
szej organizacji, przedstawianej na scenie męki Pańskiej. 


fV"'J'VAJ"'_

,",-,,' 


II. 


'Viększa część wykształconej, kosmopolitycznej publiczności, 
'Zapełniającej teatr, wynosi zeń takie wrażenie, jakoby oglądała 
,udem prawdziwym przechowany szczątek miRteryj z średnio- 
wiecza, jakoby oddychała powietrzem przesiąkniętem zapachem 
kwiatu naiwnej, c.zysto ludowej poezji; jakoby ten kwiat aż 
{}otąd kwitnie w pewnym głuchym zakątku u wcale nieokrze- 
sanych chlopów. rre zdania rozmijają się z lH'awdą. Passiollsspiel 
jest to widowisko bardzo sztuczne, owoc k:"ią
kowej uczoności, 
ł\zkolnego wycwiczenia i głęboko obmyślanej polityki religij-
>>>
6 - 


" 


nej. :Męki Pańskie teraźniejsze mają swoje niewidome dla ogó- 
łu korzonki podziemne. Trrścią swą, pierwszemi początkami 
swemi sięgają one aż do średniowiecza, ale bezpośredniemi ich 
rodzicami - były: wło::-ki renemns, przesadzony na grunt. nie- 
miecki i katolicka antireformacja, w której 
ię odrodził rzymski 
katolicyzm w XVII wieku, inaczej mówiąc ruch religijny, któ- 
remu przy,,'odzili jC'zuid. 
,,- całrj zachodniej Europie, a więr i w Kiemczeclt, prakty- 
kowały się tak zwane misterje, przedstawienia wypadków sta- 
rego i nowego testamentu, w których brały udział cechy 
. rzemieślników, bractwa kościelne. truppy wędrujących aktorów, 
albo miunesingerów; rysami t}'ch przedstawień w Niemczech. 
byly prostota, naiwność. Bt'ano się do rzeczy pobo
nie, po- 
ważnie i na serjo. Ka czele stał morał religijny, starano się (} 
reprodukcję samej treści wypadków, a nie o pyszną wystawę, nit} 
o wplyw na wyobraźnię, przez zmysłowe podniety. Przeciwnie za 
Alpami w okresie renesansu wystawa stanęła na pierwsilym planie 

 . 
i doskonalila się stopniowo w miarę bliższego zaznajomienia 
się z teatrem starożytnym. 'Viadomo, że w końcu XV wieku 
i w pierwszej połowie XVI, męki Pańskie były przedstawiane 
w Rzymie. w Kolizeum i że w tymte okresie ogłoszony był dru- 
. kiem tekst tego przedstawienia. Autorem był penitellcyarjusz 
florentczyk Giuliano Dati, zmarły w 1520 r. La representazione 
del N ostro Signore J esu Chri:;;to quale si repicienta iu Coliseo 
in venerdi santo con sua Resurrectione istoriata. (Conf. artykuł 
GregoroYiusa w Unsere Zeit z 1890 r. zeszyt 8). Przedstawie- 
nia odbywały się zwykle podczas świąt wielkanocnych. Auto- 
rami byli czło:£kowie bractwa del Gonfalone przy kościele 
S. .Maria :\Iaggiore. 'Vidzowie siedzieli u dolu, na samej arenie, 
scenę urządzano na podnoszących się stopniowaniach amfiteatru. 
Ul'ządzf'nie sceny było jeszcze całkiem średniowieczne. Jedne 
obok drugich mieściły się następujące nie zmieniające się deko- 
racje, przedstawiające ogród oliwny, Golgotę, pałac Piłata, 
 
nad niemi co
 naksztalt galerji z obłokami, na którycl1 unosili 
się aniołowie, w dole zaś piekło komunikujące się ze ::;ceną za 
pOllll'Cą zapadającego spustu. 
.\.nioł wygłaszał prolog. Dusza 
pat.rjarchy .Takóba spuszczała się do piekła, zwiastując przyjście
>>>
7 


Jlessjasza. Kończyła sztukę relacja setnika Piłatowi o cudach, 
towarzyszących zmartwychwstaniu Chrystusa. Przedstawienia 
w KolizeuID ustały po spustoszeniu Rzymu przez wojska Karola'V 
w 1523 r. Odnowiono je w 1529, ale ostatecznie wzbroniono 
w 1539 r. z powodu, 2e dawały powód do nieporządków 
i kończyły się na hecy na 
ydów. Tymczasem teatralne lJU- 
downictwo we 'Vłoszech robiło znaczne postępy. 'Vielcy mi- 
strzowie biorą się do roboty, urządzając przedstawienia wedle 
wzorów starożytnych. Znakomity Andrzej Palladio z 'Viczency 
(urodz. 1518-1580) założył w rodzinnem swojem mieście teatr 
Olimpijski, dokończony przez ucznia jego Scamozzi. Scenerya 
w Ober Ammergau przypomina ten olim pijski teatr Palladio. 
Przedstawienia zaczęły się tu w pierwszej połowie XVII wieku, 
to jest w tym właśnie czasie, kiedy jezuici, usadowiwszr się 
na dobre w Bawarji, zapanowali i w polityce i w sztuce, byli 
w modzie, byli prawodawcami gustu, a 
degły im całe ducho- 
wieństwo i wszystkie bractwa, zajmujące się sztuką drama- 
tyczną. 'Vszystkie udoskonalenia w technice teatralnej, wszy- 
stkie naśl
dowania wzorów starożytnych nie tylko w architek- 
turze, ale i w plastyce, w muzyce i mimice użyt(' były przez 
jezuitów w religijnym celu dla walki z protestantyzmem i dla 
przywiązywania ludu do wyznania rzymsko-katolickiego przez 
działanie na zmysły, na wyobraźnię ludową Przewrót dopięty 
przez zakon jezuitów w sztuce scenicznej nie podobny był do 
_ tego, jaki dokonany był za dni naszych przez R.yszarda 'Vag- 
nera. Polegał on na skojarzeniu wszystkich rodzajów poezji, 
muzyki, mimiki w ram!łch dramatu. Osnowa przedstawienia, 
zawierając.a się w tekście jego miała znaczenie podrzędne. 
Tekst bywał nieraz łaciński. ,Pomagaly do zrozumienia go dru- 
kowane książeczki (Periochen). Nawet i dzisiejsi przyjezdni do 
Ober Ammergau cudzoziemcy nie wsłuchują się wcale w słowa 
tekstu... Brano ten tekst ze średniowiecznych misteryj
 ale go 
przerabiano i do niepoznania przeładowywano 
zdobami. Całą 
dekoracyjną część upiększono przy pomocy włoskich majstrów, 
, rzeźbiarzy, snycerzy, malarzy, przy współdziałaniu takich 
kapelmistrzów, jak Orlando di Lasso i przy najwspanialszem 
i bogatem ukostiumowaniu działających osób.
>>>
8 - 


Dramat religijny, którego głównemi promotorami byli bracia 
Soc. J esus. doszedł w końcu XVII wieku i w XYIII do stanu 
zupełnego rozkładu i upadku wskutek tego, 
e z biegiem czasu 
i ze zmianą gustów scena stała się całkiem niezaletną od 
kościoła i świecką. 'V Niemczech stopniowa sekularyzacja sztuki 
dramatycznej głównie się objawiJa w tem, 
e na dworach 
niemieckich, a w tej liczbie i na bawarskim zaprowadzone zo- 
stały wytworne przedstawienia cudzoziemskie egzotyczne: opera 
włoska (drama per musica od 1652 r.) przedstawienia trupp 
francuzkich (od 1670 r.). Srodki pieniętne, które się dawniej 
hojnie sypały. na widowiska jezuickie, płyną ju
 odmiennym 
korytem na cudzoziemskie sztuki kosmopolitycznego charakteru. 
\Vielkoświatowe intelligentne towarzy
two jut nie smakuje 
w biblijnych materjach, które stały się odtąd rozrywką samego 
tylko prostactwa. 'Vidowiska te robią się coraz potworniejsze, 
przeładowane allegorjami, rutynowe. 'V post.aciach działających 
osób występują oderwane pojęcia jako to: śmierć, grzech "'albo 
bóstwa pogańskiej mitologji. Pomieszanie pogańskiego z chrze- 
ściańskiem, dochodzące do karykaturowania rzeczy relig-ijnych. 
zmusiło duchowieństwo katolickie do wystąpienia przeciwko 
sztuce dramatycznej i do stawienia wsmagań, aby zaka- 
zano na scenie wszelkich przedstawień religijnych. Ruch wieku 
XVIII był wogóle niereligijny, racjonalistyczny, pochopny do 
traktowania przedmiotów religijnych nie tylko przecząco, ale 
ironicznie i szyderczo. 30 marca 1770 r. elektor bawarski 1łlaks 
Józef III wydał stosowny zakaz przedstawiania męki Pańskiej 
(die Passionstragodien ganzlich abzuschaffen und dieselbe weder 
in den Fasten, am mindesten aber in der heiligen Cbarwoche 
mehr zu gedulden). Ciętka dłoń biurokracji i policji legła na 
tej gałęzi sztuki, która zwyrodniała przez to, 
e zobojętniała 
względem niej inteIligencja narodowa. Zachodzi pytanie: jak 
mogły ocaleć przedstawienia w Ober Ammergau po stanowczym 
zakazie ich w 1770 roku? .
>>>
- u - 


nI. 


Istnieje podanie, 2e w 1633 r., kiedy w Bawarji grasowała 
czarna śmierć, spustoszona przez tę zarazę gmina Ober Ammer- 
gau ślubowała, 
e odtąd co lat dziesięć będzie odprawiać tra- 
gedję męki Chrystusuwej (die Tragodie zur Ehren des bitteren 
Leidens und Sterbens J esn Christi zu halten und zu exhibiren). 
'Vraz po tem ślubowaniu zaraza ustała. Pierwsze przedstawie- 
nie odbyło się w 1634 roku, {tle od 1680 r. postanowiono 
przenieść widowiska na lata, kończące się cyfrą O, co trwało 
aż do 1770 r., kiedy nastąpił urzędowy zakaz wszrlkich reli- 
gijnych przedstawiciI. l\Iieszkań'.i Ober Amrnergau skarżyli się 
powołując się na ślubowane zapowiedzi. Rząd odpowiedział, 
e 
ślub mo
e być i w inny jaki sposób spełniony (eine andere 
gottesdienstliche Handlung Predigt oder Standgebet). Prośbę 
swą gmina ponowiła w 1780 r. za czasów eJektora Karola 
Teodora, kiedy moc zakazu znacznie jut osłabła. 'Vystępując 
przeciwko pobudkom, które wywołały zakaz Ober Ammergauczy- 
kowie prosili o zezwolenie na przedstawienia ze Starego i No- 
wego Testamentu po oczyszczeniu ich od wszelkich niewłaści- 
wości, dających powód do zgorszenia (von allen anstosslichen 
Ungebtihrlichkeiten). Dano im tądane zezwolenie, ale po przed- 
stawieniu 1780 r. nastało ostatnie jut prześladowanie wido- 
wisk w duchu oświeconego despotyzmu. Pierwszy minister 
hrabia l\Iontgelas wzbronił Passionsspiel bezwarunkowo w ro- 
ku 1801 i oświadczył, te przywilej dany Ober Ammergauczlkom 
zostaje uchylony. ,V 1810 r. udała się do Miincllen deputacja 
{)d gminy, na czele której był burmistrz gminy Long. Petycję 
układał ksiądz Samb1J.ga, były piastun następcy tronu, który 
wstąpił potem na trun jako krół Ludwik I. Na prośbę syna 
król Maks Józef zezwołil 3 marca 1811 r. na pr1:edstawienia, 
które odbywają się o.dtąd w latach zerowych, lecz zostały 
przerwane w 1870 r. z powodu wojny franko - niemieckiej. 
Najbliższe przedstawienie w przyszłości odbędzie się w 1900 roku. 


,
>>>
10 - 


Konieczność zastosowania widowiska do ducha wieku i usu- 
nięcia wielkich niedorzeczności i nieprzyzwoitości, wplynęla 
jaknajpomyslniej na stronę przedstawienia dogmatyczną, na 
sam tekst, który teraz ma wygląd następujący. :Miejscowy 
pocztmistrz Gwido Long posiada stary tekst, rlrukowanr 
z 1662 r. mający 4500 wierszy. Krytyczne studja nad nim 
wykryły, tc tekst ten złotył się ze zlewu w jedno dwóch źró- 
deł: 1) pisanego tekstu z XY wieku, bardzo rubasznego i na- 
iwnego, którego utywało bractwo augsburskich aktorów, i 2) tra- 
gedyi o męce i śmierci Chl!ystusa, drukowanej w 1566 r. uło- 
żonej przez augsburskiego nauczyciela Basti (Sebastjana) Kild'a. 
,y całości kompilacja 1662 r. stoi niżej od wS7.elkiej krytyki,. 
jest to utwór głównie morali"zujący. Od końca XVII wieku 
upstrzono utwór wstawkami, dodatkami. alegorjami, wprowa- 
dzono doń duszę, która rozprawia, rozmawiając z aniołem o- 
mękach Pańskich. Poi1ieważ zbliżał się rok 1750
 w którym 
gmina spodziewała się, te przyjedzie do 12000 widzów, udano- 
się do uczonego profesora, który wstąpił potem do zakonłl 
i umarł \V klasztorze Ettbal, Ferd
'nanda Rosslera, a był wia- 
dom} w owym czasie jako biegły dramaturg. (beriihmter Co- 
micus seiner Zeit) z prośbą, aby zastosował tekst Passji do 
wymagań nowego ducha czasu. Rossler wprowadził podział 
przedstawienia na części i uporządkował te części sposobem
 
który się dotąd zachowuje. Sceny dramatu przeplatane są tak 
zwanemi f'xhibicjami, to jest żywemi obrazami ze Starego Testa- 
mentu, przepowiadają
ymi symbolicznie męki Chrystusowe. Katdą 
scenę poprzedza odpowiedni jej tywyobraz, któremu towarzrszą, 
zjawiające się tak zwane duchy opiekuńcze (Schutzgeister), 
rodzaj chóru przygotowującego słuchaczy do tego, co będzie- 
przedsta wiane. Oprócz tych duchów wprowadzano na scenę- 
uosobienia oderwanych pojęć: śmierć, grzech, chciwość, zazdrość,. 
tłumy duchów piekielnych. 'Vidowisko posiłkuje się muzyką 
i śpiewami choralnemi. 'V jakim guście był skomponowany przez 
Ros
;lera utWÓ1', o tern da najlepsze wyobratenie treść końco- 
wego obrazu, czyli apoteozy. Pośród scęny stoi ołtai'z, na nim 
księga o siedmiu pieczęciach, a na niej baranek z wiankiem 
laurowym i chorągwią. Przed ołtarzem leżą skrępowane, grzech 
wierć i djabeł. Ol tarz otaczają Adam, Ewa i prorocy.
>>>
]] - 


'Vspomniałem już, 
e pod wpływem panującej w XVII w_ 
reakcji przeciwko widowiskom religijnym uznano za potrzeb- 
ne oczyścić je od naleciałości mitologicznych, przekształcić 
całkiem formę językową, zrobić sam tok działania prostszym, 
realniejszym. Nowe to przekształcenie dramatu dokonane zo- 
stało w 1811 r. przez jednego z mnichów skasowanego klasz- 
toru-Otmara 'Veissa. Była to reforma kapitalna. 'Veiss wy- 
rzucił z przedstawienia wszystko, co było alegorycznej wiersze 
za.chował tylko dla chóru, to jest dła części przedstawienia 
pouczająco-lirycznej, samo działanie sceniczne oddał li tylko za 
pomocą prozy, reprodukując ją, o ile to możebne, samemi sło- 
wami ewangelji. Ostatnie retuszowanie utworu zawdzięcza tekst 
zmarłemu w 1883 r. księdzu Józefowi Aloizemu Daitelbergowi,. 
który energiczną prozę \Veissa przełożył na białe nierymowane 
wiersze. Akompaniament muzykalny używany przy przedsta- 
wieniach 1890 r. ułożył ludowy nauczyciel Roch Dedlerw 1814 r.; 
muzyka ta dość monotonna i słaba, ale nierażąca i dopasowana 
do wokalnych środków truppy, jest ona zresztą tylko drugo- 
rzędnym pierwiastkiem w całości. 


-.z
. €'€--- 


IV. 


Przedstawienie rozpoczyna się. o 8 zrana i trwa do 6 wie- 
czorem z póLt(}ragodzinną przerwą w południe. Odhywa się na 
otwarlem powietrzu. 
ie bywa przerywane nawet podcz3::; 
deszczów, dość częstych w tej górnej okolicy. Od tej niedogod- 
ności ochronioną jest część siedzeń, przeznaczonych dla pu- 
bliczności, przykrytych lekkim dachem. )Iiejsca tak ochronione- 
opłacają się drożej. Trzy kryte budynki zaj mują samą scenę. 
Główny budynek z facjatą nakształt greckiej świątyni z za- 
słoną, która się podnosi dla ukazania żywych obrazów Starego 
Testamentu, albo dla głównych momentów działania, naprzykład 
dla modlitwy wogrodzie Gethsemanł, albo dla ukrzyżowania na.
>>>
-- 1
 


Golgocie. Po obie strony tej świątyni wznoszą się symetrycznie 
dwie mniejsze budowy, na prawo dworzec Kaifasza, na lewo 
mieszkanie Piłata. Oba budynki boczne łączą się z głównym 
za pomocą łuków, przez które widać w perspektywie jerozo- 
limskie ulice. Przed trzema budynkami razem wziętemi jest 
plac dość szeroki, czyli tak zwane proscenium, po którym 
z łatwością przechodzą tłumy, wyobrażające naród i liczące aż 
do czterechset osób, poczem szybko znikają albo wchodząc do 
ś\Yiątrni, albo spływając po pod łuki ulicami. Przedstawienie 
8kłada się z trzech całkiem odrębnych i po kolei działających 
na publiczność pierwiastków. 
Składa się ono po pierwsze z chóru duchów opiekuńczych, 
śpiewającego z akompaniamentem muzyki wiersze w rodzaju 
psalmów kościelnyclJ. Po każdej scenie dramatu i podczas 'ly- 
wych obrazów zajmują proscenium i układają się długim półko- 
lem, obróceni twarzami do publiczności 10 mę'lczyzn, 14 kobiet, 
w ogóle 24 osoby. Są to tak zwani Schutzgeister. Niegdyś 
występowały te duchy w strojach fantastycznych z wieńcami 
.z ptasich piór na głowach, niby indjanie amerykańscy z czasów 
kolumba na płaskorzeźbach renesansowych. Dziś duchy mają 
ubiory średniowiecznych panującycb osób, noszą złote korony 

 długie szaty, a przepasani są złotem i sznurami. Twarze osób 
z chóru są grube, prostacze ale wyraziste. Pomiędzy kobietami 
są takie, które z głosu i rysów twarzy wybornie nadawałyby 
się do roI walkiryj. 
Drugą składową część widowiska. stanowią Vorbilder, czyli 
żywe staro-testamentowe obrazy, przepowiadające nowo-testa- 

entowe wypadki symbolicznie. 'V 1890 r. było tych obra- 
.zów 22. Niektórych związek z Nowym Testamentem prawie 
żaden, stosunek ich wzajemny sztucznie naciągnięty. Na dowód 
przytoczę tłómaczenie, które chór daje odprawieniu 'V asti prz
z 
Antakserksa i podniesienie na tron Estery. 
Seht Yasti die stolze wil'd verstossen. 
Ein Bild was mit der Synagoge hat Gott beschlossen. 
Pierwszorzędni artyści plastycy monachijscy pomogli Ober 
.Ammergauskim chłopom do układania tych żywych obrazów_
>>>
-- 13 - 


skomponowanych w stylu włoskiego malarstwa najcellliejszej 
epoki, to jest w stylu XVI wieku. 
Nakoniec trzecią część widowiska, najistotniejszą, stanowi 
sam dramat w 17 aktach, pOllzielonycb na sceny. Poczyna się 
przedstawienie od wjazdu ChJ'ystusa do JerozoJimy na oślęciu. 
Gęste tłumy ludności wysypują się z pod łuków, to jest z ulic- 
miasta na prpscenium. Chrystus wstępuje do 'świątyni i wyga- 
nia stamtąd przekupniów. Chrystus i uczniowie odziani są tak, 
jak ich malowali Trcjan i Rafael. Tłumy odziane są we wEchod- 
nie ubiory jaskrawe, a ruszają się tak lekko i swobodnie, jak 
za naszej pamięci odbywały się przedstawienia tl'UPPY aktorów 
:Meiningeńczyków. Autorowie tekstu wkładają nieraz w usta. 
Chrystu80we to, czego niema w ewangelji, ale te dodatki trzy- 
mane są w duchu i tonie ewangelickiego opowiadania. 
Następuje narada kapłanów i uczonych w piśmie u Kaifasza.. 
Tu trzeba było tworzyć rozprawy od początku do końca. Spra- 
wiono się nieźle i dorzecznie. Cała uwag'a obradujących skupia 
się na tern, jak ująć i owładnąć Chrrstusem. Jest na myśli II 
faryzeuszów c
łowiek, którego lT\0;};na przekupić i na swojq 
stronę przyciągnąć. Potem w Betanii Chrystus rozmawia 
z uczniami o zbli
ającem się święcie przasników. Zjawia się Ła- 
zarz z siostrami. Cbrystus tegna. się z matką. Ka tern tle, peł- 
nem serdeczności i miłości. występuje niby czarna plama postać 
zdrajcy, odrysowana prawie tak, jak w ewangelji, ale obmy- 
ślona bardzo pięknie i artyst.ycznie bez domieszki do tej postaci 
czegośkolwiek-bądź szatańskiego. :\la zdrajca twarz człowieczą. 
pojmujemy pobudki jego działania, jest w nim stanowczość 
grubej, twardej, ograniczonej natury samoluba, mającej powody 
do nieukontentowania ze sposobu postępowania Chrystusa. Ju- 
dasz jest to człek z natury skąpy i chciwy, trafnie przez sa- 
mego;}; Chrystusa wybrany na skarbnika, rozporzątlzającego się 
workiem, który co chwila się wypróżniał wskutek hojności Zba- 
wiciela. Judasz szczerze boleje nad tem, te wydano duże pie- 
niądze na szpikanard dla umaszczenia nóg Zbawiciela. Judasz 
cierpi, bo wierzy wraz z innymi w odbudowanie przez Chry- 
stusa państwa żydowskiego, ale gdy posłyszał, że Chrystus 
przygutowuje . się duszę swą oddać za owc
 swoje, zaczyna się
>>>
- 14- 


mocno frasować, co się z nim samym stanie? (\Yer sorgt, wenn 
ich nicht sorge; bin ich nicht Sackplmeister)? ,y tej chwili pod- 
chodzą doń łudzie, posIani przez arcykapłana, którym on po 
przyjacielsku objawia, co mu lety na sercu, sądząc, że to są 
ludzie, którzy pragną być przyjęci do liczby uczniów Chrystu- 
sowych. Judasz 
bjaśnia im, te nie mają się-niczego od Chrr- 
stusa spodziewać, ponieważ Chrystus przygotowuje się do 
śmierci i trwoni wspólnc mienie swoich współwyznawców. Po- 
słańce proszą Judasza, aby wskazał. gdzie jest nauczyciel. Ju- 
-cla
z czyni im zadość, sądząc, te .sam wstawi się później za 
-Chrystusem przed arcykapłanem, a przekonany jest, te Chry- 
stusa uwięzią tylko na czas krótki. ,V końcu rozstaje się on 
z posłańcami, po niemiecku uderzywszy ręka w rękę i mając 
na myśli przysłowie, które wypowiada przy tern uściśnięciu ręki: 
-ein J\Iann cin 'Vort. Jut będąc na osobności, Judasz rozumuje 
w ten sposób w monologu w 8zekspirowskim stylu ułotonym: 
.albo go uwięzią, wtedy ja otrzymam znacznc pieniądze; albo 
-On będzie górą, wtedy ja wyproszę sobie przebaczenie, wszakże 
. 
On dobry jest i miłosierny. 'Vłaściwic go nie zdradzam, a tylko 
podalem wiadomość, gdzie się będzie znajdował... 
Następna scena 'Vieczerzy Pań
kiej narzucona śmiało wiel- 
kim pędzlem
 całkiem wedlug ewangelii i prawie dosłownie, z 
umyciem nóg uczniom, z przełamaniem chleba (bierzcie i jedźcie. 
to jest ciało moje..) z wypijaniem wina i ze wskazaniem na 
przyszlego zdrajcę, który macza rękę w misie. 
Ołbrzymie wrażenie, które sprawia scena 'Vieczerzy Pań- 

kiej, poteguje się je£zcze i stopniowo wzrasta w następnych 

cenach. Judasz sprzedaje nauczycieła kapłan9lU za 30 srebrni- 
ków. :Mocno sprzeciwia się tcmu 
ikodem, którego podejrzewają 
z tego powodu koledzy, żc jest tajnym uczniem Chrystusowym. 
Po od(
jściu Judasza z 
ołnierzami i ze sługami kapłańskiemi. 
l"ada z kapłanów i starszych w małym komplecie działająca 
postanawia, te Chrystus skazany będzie na śmierć. . 
Do na
tępującej sceny w ogrodzie Getsemani, odtworzonej 
według ewangełji, wprowadzono pierwiastek nadzmysłowy, hez 
którego nie można się obejść \V warunkach dramatu religijnego. 
Z obłoków spuszcza się anioł z kielichem na kamień, przy któ-
>>>
- 15- 


}'ym leży aż do niemocy wyczerpany Chrystus i daje mu posi- 
tek. Następnie zjawia się Judasz ze zbrojną zgrają. Piotr ucina 
ucho lUalchusowi. Chrystus ujęty. ,y Ober Ammergau ten wy- 
padek, który miał miejsce o północy, odbywa się punktualnie 
o południu, poczem kończy się pierwsza część przedsta wienia. 


yg,

 


v. 


Po półtoragodzinnej przerwie ciągnie się już prawie bez 
przerwy straszliwa tragedja męki, niezmiernie silnie działająca 
l1a obecnych. Całe działanie odb
'wa się pod otwarte m niebem 
eześciowo liD proscenium, częściowo w dwóch bocznych budyn- 
kach, albo na prawo u Kaifasza, albo na lewo u Piłata. Chry- 
stus stawiony jest przed Annaszem, a potem przed zięciem 
jego, arcykapłanem Kaifaszem. 'Yyrok śmierci wydaje rada już 
w pełnym komplecie. Po zaparciu się Piotra przychodzi kający 
się Judasz i odnosi kapłanom swoje srebrniki, ale nie dopiąwszy 
uwolnienia Chrystusa, rzuca srebrniki na ziemię. Uwieńczonego 
eierniem i prawie nagiego Chrystusa :tohlierze sadzają na sto- 
lek, kłaniają mu się, a potem rzucają go na ziemie. Gdy upro- 
,,'adzony zostal Chrystus po śmiertelnym wyroku, w budynku 
środkowym znowu zjawia się Judasz, wdziewa na szyję sznu- 
rek, zasłona. spada wtedy, gdy się on wiesza. 
Bardzo starannie oddana psychologja Piłata. Prokonsul jest 
rzymianinem a
 do śpiku kości. 'V grnncie to sprawiedliw
' 

złowiek, ale do takiego stopnia brak mu mocy charakteru, :te 
wszystkie jego usiłowania, aby Chrrstusa ocalić, prowadzą tylko 
do większego poniewierania i do sro
szej męki. Piłat gardzi 
żydami. .Tako prawnik dochodzi on istoty czynu przestępstwa 
i wymaga (lowodów. Zamiast dowodów słyszy tyłko łajania się 
i wycia. Kiedy mu już obrzydło to bezmyślne znęcanie sie. 
chwyta się pierwszego lepszego pozoru: by pozbyć się Chry- 
stusa ze swoich rąk; «okazuje się, że on Galilejczyk, prowadź- 
cież go do króla Heroda».
>>>
- 16- 


Nielle też pomyślany jest Herod, smakosz i niedowiarek, 
ale wierzący w cuda i pragnący tego, by Chrystus, którego 
uważa on za wielkiego szarlatana, nauczył go jakiejkolwiek 
sztuczki czarodziejskiej, noc w dzień obrócił, albo z kija zro- 
bił węta. Obratony milczeniem Chrystusa (stumm wie ein 
Fisch), Herod oddaje go na pośmiewisko, a 
e lud mówił, te. 
ChrYE:tus podawał się za króła tydowskiego, więc każe go 
udziać w purpurę i odsyła nazad do Piłata. Chrystus przyprowa- 
dzony do prokonsula prawie nagi w trykotach, opasany tylko 
kawałkiem płótna naokoło torsu, ze związanemi rękami, stru- 
mienie krwi wyobratone są, jako płynące od głowy i po całem 
ciełe. Piłat chce podejść tydów i poprzestać na biczowaniu, 
daje ludowi na wybór, kogo ma uwolnić: Chrystusa czy Bara- 
basza, w końcu ucieka się do takiego wykrętu prawniczego. 
(\; Nie jesteście narodem, powiada on starszyznie, kapłanom 
i uczonym, niech stanowi o nim lud, który go ubóstwiab. 
\Vtedy kapłani wysyłają na wszystkie strony swoich sług i 
.. 
stronników. Tymczasem za sceną odbywa się biczowanie, a na- 
stępnie na scenie w głównym budynku przybijanie do głowy 
cierniowej korony i wciskanie w dłoń Chrystusa trzciny za- 
miast berła. 
Nastaje massowa scena bunt.u narodowego (EmpUrung), cała 
truppa aktorów: st.a.rce, dojrzali ludzie i dzieci wrzeszczą, sza- 
leją, ciskają się niby krwi tą'lne tygrysy, domagając się aby 
Chrystusa ukrzyżowano. Chrystusa wyprowadzają z domu Pi- 
łata; stąpa on powoli, schodząc ze schodów, w narzuconej nań 
płachcie, spuszczającej się at do stóp, ze związanemi rękami, 
twarzą zwrócony do ludu i do widzów. Bunt tydowski zaim- 
ponował Piłatowi. Piłat umywa ręce, oświadczając, że czyni 
zadość 
ądaniu tydów dla uniknięcia gorszego zła. (Ich habe 
euerem Drange nachgegebell um grUsseres Uebel zu verhiiten). 
Formy sądowe zachowane, pisarz odczytuje wyrok. Lud cieszy 
się z wydania mu Chrystusa. Szczytem artyzmu jest cały po- 
chód na Golgotę. Przodem jedzie setnik na koniu, za nim toł- 
nierze i upadąjący pod ciętarem krzy ta Chrystus. nat} którym 
litują się nawet jego siepacze, zmuszający do dźwigania krzyża 
Szymona z Cyrellei. Odbywa się ostatnie widzenie się Chry- 
stusa z matką. 'Veronika ociera płachtą oblicze Chrystusowe.
>>>
- 17- 


Przed sceną ukrzy
owania chór duchów opiekuńcz)"ch uka- 
zuje się w czarnych 
ałobnych szatach. 'V ciągu całego cho- 
rału słychać stuk młotków. Przy podniesieniu zasłony w uka- 
zującem się wnętrzu środkowego gmachu już wiszą dwaj roz- 
bójnicy przybici do swoich szubienic, a Chrystus leży poziomie 
przytwierdzony do krzy
a, któr}' ma być dopiero podniesiony. 
)Iayr, który grał rolę Chrystusa, powiadał, 
e to jest najtrud- 
lliejsza pozycja, która gdyby trwała dłużej nad to co przepisano, 
aktor nie mógłby nie zemdleć. Pewnego razu w 1880 r. 
:\fayr rzeczywiście doprowadzony był do utraty przytomności. 
Zaledwie wyrzekł: Eloi, eloi lima sabachtani, omdlał i przy- 
!-Jzedł do przytomności już po zdjęciu z krzyża, wśród Matki 
Boskiej i niewiast. Wrażenie, które sprawia podjęcie i posta- 
wienie krzyża przechodzi po za granice artystyczności. 'Vszy- 
scy cierpią od nerwowego rozdraźnienia, od zbytniego realizmu 
w widowisku. Z przebitych niby rąk i nóg sterczą podobizny 
gwoździ, potoki krwi spływają po wszystkich członkach ciała. 

-\.ktor na krzyżu wisi 20 minut. 
Iayr, grając rolę Chrystusa, 
miał pod trykotami gorset, przymocowany do haku w krzyż 
wbitego. Przełamanie goleni u rozbójników nie sprawia nawet 
illuzji. Dwaj oprawcy uzbrojeni w ogromne maczugi, zrobione 
ze skóry, a mające wewnątrz watę
 biją niemi rozbójników po 
nogach, mówiąc: masz tego dosyć. (Jetzt hast du genug). Prze- 
bicie piersi u Chrystusa z rozkazu setnika odbywa się w ten 
sposób, że z pęcherza, umieszczonego pod trykotami i pełnego 
czerwonej cieczy, tryskał płyn udający krew. Pyszne są sceny 
zdjęcia z krzyża i pogrzebania. Tu możnaby było położyć ko- 
niec przedstawieniu, gdyby ze wględów religijnych nie musiano 
przedstawić samo zmartwychwstanie, znacznie jednak skrócone 
w porównaniu z tekstem Daisenbergera i trwające zaledwie 
jeden kwadrans. \Vidzimy straż, stojącą u Grobu Pańskiego, 
blyska raptownie światło, kamień n wejścia do grobu odpada. 
Chrystus ukazuje się w białej szacie i opuszcza scenę. Zdzi- 
wieni żołnicrze nie wiedzą, co czynić i postanawiają donieść 
kapłanom o wypadku. Chór śpiewa alleluja, a w głębi sceny 
wi
 W apoteozie wstępującego na niebo Chrystusa. Wedle 
ft 
 , ...... 

nacznie. uż:-:zego tekstu, który był używany do 1890 r. po 

 
 
:::] "t
;1 ł '. 1_ ';;:. 2 
......J....j
 K.t ......a. 
;,.. 
.... . J" . - 
. OJ . \
. . 

 . -\,' 
.1J " 
.f)-n .'\,0,-
>>>
- lS- 


zwiastujących o zmartwychwstaniu aniolach i niewiastach przy- 
biegali strwożeni tą wiadomością Annasz, Kaifasz i kapłani. 
kłócili się ze strażą, - grozili, że będą skarżyć przed Piłatem 
za wrkradzenic martwego ciala, wregzcie przekupywali straż- 
ników, br ci świadczyli, że ciało wykradli uczniowie. Po odej- 
ściu żołnierzy i kaplanów na proscenium wbiegały święte nie- 
wiasty i apostołowie, a w tej liczbie Piotr i .J ano Kończyło 
się przedstawienie na ukazaniu się )Iarji l\IagdaJenie na osob- 
ności jednego trlko Chrystusa i na słowach jego pożegnalnych. 
abecnie widowisko kończy się na chórowym hymnie wesel- 
nym-niemal o samej 6 godzinie po poludniu. 


!Q. 


YI. 


:\Iam do zakomunikowania, nieco interesujących zakuliso- 
wych wiadomości o aktorach religijnego widowiska i o stro- 
nie finansowej całego przedsięwzięcia, od którego zależy do- 
brobyt gminy Ober Ammergau. Czerpię wiadomości z ciekawej 
książki \V. 'Yyl'a pod tytułem: «Der Christus l\la}-r». 'Vyl był 
obecny przy przedstawieniach 1880 i 1890 roku. 
Przedsiębiercą inscenacji Pas:sji Chrystusowej, czyli tak 
zwanym impressario, jest sama gmina Ober Ammergau z 217 
gospodarzy złożona, to jest właściwie nie sama gmina, ale jej 
reprezentacja z wyboru, inaczej się wyrażając, komitet dla 
przedstawień specjalny, któremu przewodniczył w 1890 r. bur- 
mistrz Johan Long, grający rolę Kaifasza. Jedna z jego córek 
Róża przedstawiała :Uatkę Boską. a druga :l\Iartę. Krewny ich 
rysownik, też nazywającr się Long, ukladał żywe obrazy. 
Kierownikiem i głównym dyspozytorem w komitecie był miej- 
scowy proboszcz. Role w sztuce nie są dziedziczne, ale roz- 
dają się li tylko ludziom" do gminy należącym. Jedną 
i te samą rolę pełni nieraz ta sama osoba, która z wiekiem 
podejmuje się innych odpowiedniejszych jej ról. l\Ialcem
>>>
- ]9 -- 


1Jędąc któś ,był na scenie prostym komparsem, w następnem 
dziesięcioleciu awansował na. Jana apostoła, a bywały przy- 
kłady, że apostoł Jan po nowych latach dziesięcin, stawał się 
Chrystusem. Zdarzało się jdnnak, 
e Jan dawniejszy przemie- 
niał się w Judasza Iskariotę, (malarz Zwink), Gett grał 
wciąż rołę Piotra, a miał czarne krucze włosy, ale w roku 1890 
już pobielał i włosy były całkiem siwe. RendeI był początko- 
wo Janem, następnie Piłatem, spółzawodniczył w 1870 r. 
z początkującym jeszcze Józefem l\Iayrem o rolę samego 
Chrystusa. 
Iarr przesłuż
'ł w ciągu trzech szeregów przed- 
stawień (1870, 1880 i 1890) i zgrawszy rolę po raz 
o()statni gdy miał lat 47, porzucił ostatecznie swój zawód 
.aktorski; wskutek tego 
e posi wiał, 
e musiał występować 
tylko w trykotach na chłodzie, przez co rozchorował się i cierpi 
Jla nieuleczalne renmatyzmy. Gdy w ciągn przedstawień 1890 r. 
Józef )Iayr zasłabł, tak 
e zwątpiono, czy będzie mógł grać 
-dalej, gmina rozporządziła się zlecić granie tej roli byłemu 
"współzawodnikowi jego Rendlowi. Obstalowano nawet dla Rendla 
nową perukę w Miinchen, ale musiano wnet porzucić wszelką 
myśl o zastąpieniu 1\Iayra, gdyż okazało się, 
e Rendl całkowicie do 
roli tej nie pasuje, 
e jest ponury, opryskliwy, porywczy, 
e nie ma 
.łni odrobiny tej miękkości i tego namaszczenia, które nieod- 
łączne są od postaci Chrystusa w ludowej wyobraźni. Nie mógł- 
by on zmusić słuchaczy, ażeby mu współczuli i cierpienia jego 
podzielali. Musiałaby nastąpić przerwa w przedstawieniu
 a może 
i calkowity upadek przedsięwzięcia. Opowiem później, jak sobie 
poradzUa gmina w tej arcytrudnej sytuacji. 
'Vszyscy l\fayrowie są snycerze. Sam Józef 
Iayr jest obec- 
llie handlarzem rzeźb z drzewa (Schnitzwaaren- V erleger). 
Zrodził się w 18-13 r. z ojca, który przedstawiał Kaifasza. 
Uczrł się snycerstwa w 
orrmberdze. 'V 1866 r. pełnił obo- 
wiązki wojskowej słu
by, jako artylerzysta w wojnie austro- 
pruskiej, następnie od 1867 r. był podoficerem w rezerwie. 
Będąc 
ołnierzem olenił się ze służącą hrabiego Holleina, 
-dziewczyną starszą od niego o lat 5. Familja 1\Iayrów była 
bardzo uboga. 'V końcu 1867 r., gdr )Iayr miał tylko 26 lat, 
gdy był w najpiękniejszym kwiecie wieku, miał długie piękne 
2*
>>>
- 20- 


włosy i posiadał gło'S tenorowy prześliczny, gmina. wybrała 
go jedliogłośnie na rolę Chrystusa po konkursie, w którym 
współzawodnikiem jego był Rendl. Po pierwszej próbie oka- 
zało się, 
e Mayr jest nieporównanym Chrystusem, jakich gmi- 
na nigdy nie miała. ,V samym początku przedstawienia 1870 r. 
wybuchła wojna franko-niemiecka. Jako podoficer zapa:5u 
::Uayr musiał iść na wojnę, zaś przedstawienia w Ober Ammer- 
gau zostały przerwane. 'Vtedy osobna deputacja od gminy 
udała się 
o króla Ludwika II, prosząc o pozostawienie Ma
7ra. 
w garnizonie i o pozwolenie mu nie golić brody i nie strzydz 
pysznych włosów szatynowego koloru. Ksią
ęta krwi wsta- 
wiali się do króla, który uwzględnił prośbę gminy, trwo
ącej 
się o przyszłość nieporównanego ich Chrystusa i dał 
ądane- 
zezwolenie. 'V roku 1871 Passionsspiel został powtórzony 
z wielką okazałością i powodzeniem w obecności monarchy 
 
który potem zaprosił 
Iayra do sąsiedniego swego zamku w Lin- 
derhofie i podarował gminie tysiąc marek. 
Mayr stał się bohaterem pewneg'o drukowanego romansu. 
Dama z wielkego świata 'ViJhelmina von HiIJerJl, właścicielka 
pięknej wiIJi nad Ammerem wydala 2 tomową powieść «Am 
Kreutze», w której działające mi osobami 
ą łatwe do odgad- 
nienia postacie pod pseudonymami: :Freyr-1fayr, Rendl-Renner
 
sama autorka ma imię. 'Valdersee. \Vątek powieści taki, 

e pani 'Valdersee ujrza wszy Freyra w roli Chrystusa zako- 
chała się w nim szalenie i pociągnęła go ku sobie. Ponieważ 
jednak była wdową i otrzymała wielki testamentowy spadek 
po lllę
n z warunkiem, 
e nie wyjdzie zamą.,ż powtórnie, więc 
kochankowie romansu kojarzą się w mał
eństwo sekretnie, po- 
dróżują, zwiedzają Palestynę. K areszcie pani Waldersee robi 
męża zarządzającym jej majątkami. a ponieważ ju
 zobojęt- 
niała względem niego, z powodu jego nie wykształcenia i pro- 
stactwa, a dzieci z tego mał
eństwa pomarły, więc chce się 
z nim rozstać. Freyr sam ją rzuca, nie biorąc ani gro- 
sza. Ubogi, obdarty wraca na wieś i bierze się do swojej 
roli, powraca do swojego zawodu dramatycznego. Hrabina 
czuje w sobie znowu odradzającą się namiętność, by" a na. 
przedstawirniach, ogłasza, Ze jest żoną Freyra, a chocia
 traci
>>>
- 2l- 


-majątek na mocy testamentu, lecz korzystając z resztek for- 
tuny. z brylantów i klejnotów kupuje dom, w którym mał
on- 
kowie zamieszkują, oczekując pory nowego przedstawienia. 
Podczas nowego przedstawienia Freyr umiera na krzyżu wsku- 
tek anewryzmu. 
Taką jest treść romansu. Prawdy \V nim tylko tyle, 
e 
hrabina HiBern zakochała się w 
Iayrze i prześladowała go swo- 
jemi zalecaniami się i grzecjf,nościami. Podarków od niej nie 
\ 
przyjął )Iayr 
adnych, ale okazała mu ona wielką przysługę. 
.l\Ia yr cierpiał n
 reumatyzm, choroba doszła do błon mózgo- 
wych. Hr. HiBern. wymogła na nim, aby się leczył w lIiin- 
chen. Leczenie to pomogło. 'V szystkim znajomym rozpowiadała 
Hillern: 
e rozmiłowała się w nim, jako \V modelu i że za po- 
mocą ksią2ki, usiłowała c:Christus in die ?\Iode zn bl'ingeIu. Jej 
ambicja jednak sięgała daleko \Vy
ej, postanowiła zostać człon- 
kiem komitetu przedstawień i wpłynąć na to, aby widowiska 
zostały dopasowane do ducha czasu, aby zostały mocno zmo- 
dernizowane. )Ionachijscy artyści popierali ją mocno, podtrzy- 
mywali ją ministrowie, sam miejscowy arcybiskup pomagał 
jej swemi listami. Kiedy-te plany wyszły na jaw, burmistrz 
Long zwołał gminne zgromadzenie, członkowie gminy rozagi- 
towali się mocno, wzburzyli się i jednogłośnie postanowili 
prowadzić interes po dawnemn i zerwać z hr. HiIJern wszelkie 
stosunki. Odtąd nikt z uczestniczących w sztuce aktorów nie 
pokazał się u niej, prócz zarządzającego jej majątkami Piłata 
Rendla. Sprzedała willę i opuściła Ober Ammergau. Chocia
 
jej wtrącanie się nie odnioslG skutku, ale duch nowatorstwa 
zaczął rozpowszechniać się we wsi i wpłynął na niejakie ze- 
psucie i skażenie dawnych obyczajów. :Nie ulega wątpliwości, 
że z ka2dem nowem dziesięcioleciem odmieniają się w Ober 
Ammergau i publiczność i obyczaje i sam duch widowiska. 
Charakterrst}7ka tych zmian da się z łatwością określić na p0d- 
stawie następujących danych statystycznrch.
>>>
- 22- 


. 


VII. 


,V edle sprawozdań komitetu przedstawień za rok 1890 
dano 40 przedstawień, które przyniosły dochodu 330000 marek 
z biletó
" dla 121000 przyby:szów i 6000 marek ze sprzedaży 
tekstów sztuki i fotografij, reprodukujących tak pojedyńczych 
aktorów, jako i różne sceny dramatu. Cały dochód wynió
ł 
3360uO. Z tego dochodu wydano: I 
Xa naprawę bullynków i ubiorów . . . . . . . 
Xa odsetki z kapitał6w po;2;yczki na przedstawienia 
:N a powiększenie szkoły wiejskiej. . . . . . . . 

a teatr d]a prób i jego garderobę. . . . . . . 
Xa kościół wiejski, ocembrowanie :'\.mmern, za ma- 
chiny od pożaru i bruk. . . . . . . . . . . . . . . 12000 
Xa kapitał :impasowy. . . . . . . . . . . . . 4400() 
I 
Xa szkołę wiejską, na ubogich, lla szkólki rysow-. 
niczą i rzeźbiarską . . . . . . . . . . . . . 23000 
.. 
marek 17800t) 
Pozosta1e po odtrąceniu 178000 marek z przychodu bl'utt() 
336000 marek stanowią 158000 marek, które zostały w ten 
sposób podzielone: 
Xa ubogich .. .............. 2000 
X a 217 gospodarzy w gminie . . . . . . . . . JOOOO 

a aktorów, muzyków i statystów, uczestniczących 
w widowiskach. . . . . . . . . . . . . . . . . . 116000 
marek 158000 
Brało udział w przedstawieniu 700 osób, gdyby na tę liczbę 
podzielić całą sumę 116!)OO marek, na ka;2;dego przypadło by 
166 marek po 4 marki za każde z 40 przedstawień. 'Vpraw- 
dzie przeważna liczba uczestników składająca się z muzykan- 
tów. dzieci i tak zwanych figurantów czyli stat'ystów licho 
płatna. ::\Iayr za pieniądze zapracowane w 1880 r. założył 
sklep wyrobów snycerskich i kupił sobie drugą krowę. 
Rosnące powodzenie przedsięwzięcia skłoniło gminę do 
bardzo znacznego nakładu na jego podniesienie. Wiadomo bylo, 


7800(} 
3000 
1100() 
7000
>>>
- 23- 


że przybędą w znacznej ilości nie chłopi, ale bogaci przyhp.:ze 
z całego świata. Zaczęto reklamować. Sam widzialem ogło- 
:-;zenia o tgnich specjalnych pociągach kolejowych do Ober 
Arnmergau z Galicji, 'V ęgier, Czech. By podtrzymać swoją 
wziętość gmina zaryzykowała, zaci
gnęła pożyczkę z 20VOOO 
marek, które użyła na zbudowanie nowego teatru. ozdobiła go 
rysunkami, naśladującym t Sykstyńską kaplicę w 'Vatykanip, 7.a- 
miast zpstarzalych postaci wiary, nadziei i miłości. Urzą- 
dzono kryte siedzenia znacznie drożej płatne, przygotowano 
miejsca dla widzów na 4000 osób. Gdyby wszystkie miejsca 
były zajęte przychód stanowiłby 20000 marek z każdego przed- 
stawienia, a z 40 przedstawień 800000 marek. Jeżelibyśmy 
rachowali przypuszczalnie tylko 500000 równałoby sie to nie- 
powodzeniu i stanowiło by deficyt, czego jednakże nie doświad- 
czono w 1890 r. Ryzyko było bardzo wielkie. Była chwila 
krytyczna w czerwcu 1890 r., kiedy ::\Iayr zaczął cierpieć na 
zęby oc1 25 maja. ,,' sobotę 31 wyrwał ząb, ale cierpienia nie 
ustały, i twarz mu mocno zbrzękła. Przyjezdnych widzów było 
co niemiara, a pogoda wciąż slotua. Doktorowie wzbronili cho- 
remn myśleć nawet o graniu. Całą noc spędził Mayr w moc- 
nej gorączce. Na drugi dzleń, o 6 zrana, burmistrz, nie pyta- 
jąc, kazał obwieścić o mającem nastąpić przedstawieniu wy- 
strzałem z moździerza. Skoro nieuprzedzony o niczem chory 
posłyszał wystrzał, skoczył na równe nogi wołając: cJetzt muss 
es sein), począł naciągać trykotf, poszedł na przedstawienie 
i roię swą odegrał chociaz i z obrzękłym policzkiem. 
Kiedym był w Ober Alllmergau w drugiej połowie lipca 
wiedziano, 
e prz.
dsię\Vzięcie się opłaci, że aktorowie będą 
mieli zwyżkę w porównaniu z zeszłemi latami. Xie sądzę 
żeby ta zwyżka była znaczna. Aktorowie mąk Pańskich nie 
staną się spekulantami. 
ie d\Jpuszczą do tego i mała korzyść 
materjalna, którą osiągali nieodpowiednio do pracy i wiel- 
kość dziesięcioletnich odstępów między graniem. Mimo to jed- 
nak duch spekulacyjny zaczyna we wsi grasować. )Ięki Pai}- 
skie stają się celem rozmaitych kosmopolitycznych 
vyzysków. 
\Vłoś
ianin Lechner, dawniejszy Judasz otworzył Pension Lech- 
ner z płacą po 2u marek za. dzie6. od o:soby. 'Vłościanie wy-
>>>
- 24- 


\ 


noszący 
ię na noc na strych albo do odryny biorą po 3 i 4 
marki w dobe za łóżko. Są tacy, co wynajmują swoje domy na 
cały ciąg przedstawień i biorą za to 1 po 10 tysięcy marek 
i więcej. Oprócz wiejskich gospodarstw i szynków z niezłem 
pi wem, S1 dziś traktjernie z delikatesami gastronomiczllemi, 
jest winiarnia Bodega i Reustaurant Lucullus. 'V 1880 r. gmina 
dała fotografowi 7. Partenkirchen 'yyłączne prawo na sprzedaż 
światłodruków teatru i scen przedstawienia za 30000 marek 
'V 1890 r. pewna wiedeilska fotograf ja zapłaciła za ten mo- 
nopol 37000. Burmistrz Long zwierzał się niedawno, że chciał- 
by wziąć bicz du ręki i powypędzać ze świątyni handlarzy, 
ale jest już obecnie handlarzy tych nieprzebrana moc. 



- 


. 


YIII. 


Mimowolnie nasut\'a się pytanie: jaka jest przyszłość przed- 
stawień w Ober Ammergau? \Varto się nad tem pytaniem za- 
stanowić, zwłaszcza, że reforma przedstawień w 1890 r. tr- 
czyła się tylko części ich dekoracyjnej, nie istotnej, tylko 
zewnętrznej, ale przrszłe reformy mogą. zmienić i część instru- 
mentalną i chórową i sam tekst stosownie do tego, z jakiego 
punktu widzenia reformatorowie przystąpią do przebudowania 
całości? jakie cele sobie wytkną: artystyczlle czy religijne? 
Przypuśćmy, że pochop do reformy pociągnie za sobą przejęcie 
się jedną tylko stroną przedmiotu, czysto artystycz
ą, że odrzu- 
ciwszy wszelkie względy i wymagania l-eligijne i nie dbając 
wcale o praw
ę historyc!:ną reforma postawi sobie zadanie 
osiągnięcia jaknajwiększej rozkoszy estetycznej, najgłębszej i 
najpełniejszej. 
\Vtedy wrpadnie zmienić wszystko z gruntu i z kretesem: 
zamiast słabej wiejskiej muzyki Dedlera dać oratorję w guście 
Wagnera albo wokalno-instrumentalny utwór w rodzaju Re- 
quiem Yerdiego, a może odrzncić i to i drugie, bo skojarzenie
>>>
- 25- 


się połączonych różnych sztuk sprawia wrażenie słabsze, ani- 
żeli wrażenie od jednej sztuki doprowadzone do najwyższego 
st.opnia doskonalości. \Vypadpie uciąć oratorję i zadowolnić 
się tylko dramat.em albo odwrotnie. Prawdopodobnie wypadnie 
poświęcić muzykę i chór. Sielska muzyka nie pasuje do na- 
szego delikatnego smaku. Chór ma bardzo wiele zalet, na ko- 
rzyść jego przemawiających. Podczas chorału sluchacz się uspa- 
kaja i odpoczywa po mocnych wzrus7.eniach dramatycznych. 
Daleko łatwiej przyjdzie się wyrzec niepotrzebnych i prze- 
starzałych żywych obrazów, tolerowanych t.ylko przez wzgląd 
na tradycję. Są to strzępy dawniejszej teologicznej scholastyki 
Przypuśćmy że żywe obrazy już usunięto, że części mu- 
zyczna i chorowa albo zostaną uprzątnięte, albo zużyte jako 
ramki dla dramatu. \Vedle praw wolnej twórczości artystycz- 
nej, · dramat ten będzie wciąż i do niepoznania co chwila od- 
mieniany wedle gustu wieku. Naprzód wypadnie zeń wyrzucić 
nadzmysłowy pierwiastek, to jest cudowność, bez której nie 
może się obejść żadne religijne widowisko N astępnie, ponie- 
waż sztuka czerpie i z natury i z historji niektóre tylko fakty, 
jako materjał, które potem dowolnie potęguje albo kombinuje, 
i ponieważ każde tego rodzaju nowatorstwo zachwiewa usta- 
lone już wyobrażenia, które przekazują się na
tępnym poko- 
leniom przez tradycję, zmiany te będą wywoływały opór w tych 
warstwach społeczeilstwa nawet, które są najinteligentniejsze 
i najsceptyczniejsze. Nowatorowie będą"mieli do czynienia z ta- 
kimi zarzutami: drukujcie, co tylko chcecie, drukowane, jako 
tako uchodzi, ale nie produkujcie \Vaszlch wymysłów na scenie, 
bo tam zawsze górą idą religijne wymagania masy ludowej. 
\V Ober Ammergau te wymagania stoją na pierwszym planie. 
Sztuka miejscowa nawskróś i do gruntu, chłopska trzyma się 
mocno dla tego, że jest bardzo pobożna. Skoro przerobicie 
lllisterję na rzecz całkiem teatralną, wierzajcIP, że nikt wtedy 
do Ober Ammergau nie pojedzie. 
Przejdźmy na religijny grunt, bierzmy przedstawienia, jako 
pewnego rodzaju nabożeństwo za pomócą sztuki, celem uczczenia 
pewnej świętości, która trwać będzie aż do końca wieków, 
jakiegoś religijnego ideału stałego i nieruchom ego. Sciśle re-
>>>
- 26- 


ligijny pogląd na sztukę może być li tylko przeczący. Sztuka 
jako środek rozpowszechniania pojęć religijnych za wsze trącić 
będzie pogaństwem. \Vłaściwie każda sztuka religijna jest 
tylko herezją, jest to ze świadomością dokonywane odstępstwo 
od kryształowej czystości, od nie kolorowości wiary II samego 
jej źródła. 'V szakże skoro mamy do czynienia na praktyce 
z taką religijną sztuką, skoro widzimy, że istnieje i że skut- 
kuje pożytecznie, konieczność skaże ją pielęgnować, ale ob- 
chodząc się z nią ostrożnie i konserwatywnie, jak obchodzimy 
się z tryptykami jakiego :l\Iemlinga, z prerafaelitami, z samym 
nawet Rafaelem. ::\Ięki Pańskie w Ober Ammergau są. to nie- 
jako taki tryptyk z relikwjami, ze szczątkami świętycb, oka- 
zywany publiczności tylko co lat dziesięć. «Sprawujcie się po 
staremu, nic nie zmieniajcie), powiedzial po przedstawieniu 
1871 r. król Ludwik II do Ober Ammergauczyków w Linder- 
hotie. Radę króla moglibyśmy tylko powtórzyć. Przedstawienia 
w Ober Ammergau stanowią paleontologiczny zabytek zeszłych 
wieków, mocno zastanawiający Judzi współczesnych właśnie 
tern, że nie będąc produktem sztuki religijnej naiwnej, pochodzi 
jednak z epoki, kiedy wiara była mocniejszą, energiczniejszą. 
Zabytek ten znajduje 
ię w pewnem ręku arcyzachowawczej 
masy chłopstwa, doskonale nadającego się do takiego przecllO- 
wywania wskutek tego, że dawniej było professjonalnie do tej 
sztuki wdrożone i nałożone. Sztuka ta musi kwitnąć tylko na 
miejscu i do żadnego naśladowania wcale się nie nadaje. 


· .
o:"'
-
>>>
-147 - 


y 


przedmiotu spaskudzonego przez V ultaire'a (La Pucelle7l) 
książę Karol-August, h;tny n'ancuz z wycho\Va
lia i literackich 
gustów, powstał stanowczo przeciwko dokonanemu wyborowi 
a chocia
 zmuszony był odmienić swoje zdanie po prle
zytaniu 
utworu, jednak nie dopuścił, aby grano sztukę \V "reimarze. 
Przedstawiono ją w pobliżu, w małem miasteczku Lauchshidt. 
'V «Dziewicy Orleańskiej» Sl:hiUer od
tąpił ou prawidła, które 
sam podal w recenzji «Egmonta», że biorąc na bohatera osobę 
}1istol'}'czną, autor może ją upiększyć w porównaniu z te m, jak 
ją prledsta wiają niezaprzeczone faktr hi
tuJ"yczne, ale nie po- 
winicn jej obniżać w pOl'ównaniu z tern, czem byla \V rzeczy- 
wistości, że można ją idealizować, ale nie wolno jej p
uć i 
deprecjować. Dziewica Orleańska b}1a istot'! bezpłciuwą. Rycerka 
ta, ginąca pu męczeńsku. może nie naJawa.ła się całkiem do 
tragfdji, nie mającej nigdy do czynienia ze świętymi, wi;c nie 
należało jej t
 kać, 
ie wypadało obracać w kobietę puspolitą, 
po ,lztecięcemu tkliwą. uczuciu miłości przystt:pną i na.wet wcale 
nie naiwną, ponipważ w mowach jej zbyt dużo mamy lil'yzmu, 
dekhJfnacji i rezonowania. Zmy
lona w dramacie śmierć jej na 
polu bitwy nie warta zgola rzeczywbtej śmierci jej na stosie. 
l\Iimo swych wad o,'zywistych, miała tragedja Schillera powo- 
dzenie wii
lkie i przytem zapewne przez niego niep.'zewidywane. 
Chociaż pisane bez powziętej naprzód intencji, dzieło to wy- 
sławiało miłość OjCZYZłlY, uczucie bardzo gorące, bardzo po1- 
rażnione w tej chwilI w Niemczech w okresie pl'zewagi i go- 
spodarowania cUllzoziemców, chociaż treścią tragedji jest walka 
francuzó\\" z anglikami u narodową niepodleglość, ale uczucia 
które wzruszały niemców w początkacJI XIX wieku, byłr bar- 
dzo zbliżóne do uczuć francuzów względem anglików w począt- 
kach XV wieku; w poezji tej słyszano jUl akordy o lat dzie- 
siątpk późniejszet:!O «Eelreiu1ł[jskriegu». 
Przechodzę du ostatniego chronologicznie utworu Schillera, 
a mianowicie do «\Vilhelma Tella 71, p.'zedstawionego w 'Vei- 
marze d. 17 marca 1804 r. Sam autor nazwał go nie tragedją 
a scenicznem widowiskiem, Schauspiel-dramatem historyczn
'm 
Jest tu dzieło jedyne w calym teatrze schilleł'owskim, mocno 
odstępujące od czy
t('go gatunku, który Schillel' przez całe życie 
lOił
>>>
. 


"
>>>
CZĘŚĆ PIERWSZA. 


Jak się bliżej poznali dwaj wielcy poeci. 


I. 

llJ latach 1881 i 1893 odbylem dwie artystyczne pielgrzymki 
do cichych, osamotnionych .Aten niemieckich. 'Veimar, Jena 
i Eisenach z tuż blizko le
ącym, pięknym jak teatralna deko- 
racja, zamkiem 'Vartburskim, tak są dobrze polączone kolejami 
żelaznemi, że wszystkie te punkty mo
na w ciągu jednego 
dnia. odwiedzić. Najciekawszym z nich zaiste jest Wejmar, 
mieścina, która się stopniowo około zamku wielkoksiążęcego 
rozrosła. Zamek przyt
'ka do krętej rzeczki Ilmu i do nie- 
zmiernie daleko po obił jego brzegach rozłożonego cienistego 
parku. Flora tego parku bardzo pospolita: są to ogromne:- 
szybko rosnące
 ale nietrwałe i prędko gnijące topole tegoż 
gatunku, co nadwiślańskie. W gąszczy zieleni utonął «Gar- 
tenhaus
 Goethego po za Ilmem, domek dwupiętrowy, w któ- 
rym Goethe mieszkał od 1776 do 1782 roku, pracując 
'':" ksią
ęcej bibljotece i bywając często u pani Stein, o parę kro- 
ków od bibljoteki. Po podró
y do 'Vłoch ksią
ę Karol-August 
podarował swojemu ulubionemu przyjacielowi, ministrowi 
i poecie, obszerny, brzydki zewnątrz, w mieszczańskim stylu 
budynek, który odtąd Goethe zamieszkiwał a
 do śmierci, 
w ciągu 39 lat. Z całego świata zbiegali się tu uczeni, mę
owie 
stanu, poeci i artyści, do genjalnego, wszystko wiedzącego 
i nieustającego w pracy starca. Dla publiczności dom ten został 


.
>>>
, 


-- 30 - 


ltwartr dopiero w roku 1885, gdy po śmierci wnuka Goethego, 
'V alt era, dom ten z bogatemi zbiorami dziada przekazany zo- 
stał przez zapis testamentowy publiczności i stał się narodo- . 
wem muzeum imienia Goethego. 'Vewn ątrz budJnek ten bardzo 
przestronny i urządzony w guście Goet.hego, klasyka retour 
łl'Italie, ostatecznie wyrobionego i znacznie Q(lmiennego od tego 
jakim był, gdy zaezynał swój zawód literacki (1773), gdy zachwy- 
cał się nad katedrą strasburską i gdy w «Goetzu», naśladował 
-Szekspira. 'V roku 1811, kiedy Sulpicjusz Boisseree, jeden 
z dwóch braci, dobudowujących tum koloński, przyjeehał do 
B-oethego do 'Veimaru, po wielkich dopiero wysiłkach i wsku- 
tek niemałej natarczywości, udało mu się pokonać obojętność 
Goethego wz
lęden stylu gotyckiego i zainteresować pierwotnym 
planem tej budowy (Biedermann
 cGoetltes GeS1Jriiche», Leipzi!J, 
1889, t. III, nr. 525, 638, 666). Boisseree dostrzegł większego po- 
krewieństwa Goethego ze staro
ytnością rzymską, ni
 ze staro- 
żytnością grecką; zdawało mu się, 1:e widzi kogoś z czasów 
cesarza Hadrjana: «'Vszystko, co rzym
kie-pociąga go mimo- 
woli; ten wiełki rozsądek, ten we wszystkiem porządek odpo- 
wiadają jego naturze więcej, ni
 to, co greckie». Szekspira 
Goethe przez cale 1:ycie uwielbiał. Bierzemy z rozmów 
z Ekermanem na.stępujące wyrazy Goethego (Biedermann, nr. 
1016): .«Niema co mówić o Szekspirze; wszystko. cobyśmy po- 
wiedzieli, nie będzie wystarczającem. 'V «'Vilhelmie :Meistrze» 
kręciłem się około niego (herwngetufft), ałe wyszło ztąd niewiele. 
Płodnemu pisarzowi starczy na czytanie jedna sztuka Szekspira 
rok rocznie, z wielką ilością nie da sobie rady, albo zginie. 
Dobrzem zrobił, żem się od niego odczepił, napisawszy «Goetza» 
i «Egmonta». Dobrze zrobił Byron, idąc własną drogą. 'Vieluż 
to zdolnych niemców poginęło przez niego i przez Calderona. 
Szekspir nie był teatrowym dramaturgiem, nie myślał nigdy 
o scenie, cały świat ziemski widomy był mu zbyt ciasny. 
Przeczytajcie-no jego «TroiJa i Kressydę», jak on tam obrabia 
«Iliadę) we właściwy mu sposób). Uwielbiając Szekspira, Goethe 
go nie naśladował; był on największym mistrzem w sztuce 
samoograniczania się dla tern większej twórczości. 'V okresie 
,przyjaźni z Schil1erem miał on swoje własne bogi, tylko nie 


.
>>>
- 31 


romantrczne. Pokazując Lamotte-Fouque'mu marmurowe oszlifo- 
wane tablice ze szczątków świątyni delfickiej, rzekł: «Oto są 
teraz moje relikwje» (Biedermann, nr. 591). 
Ten duch klasyczny i to sallloograniczanie się rozmyślne 
tchną z całego uporządkowania goethowskiego pomieszkania. 
Ogrom tu rzeczy pięknych, gustownych i interesujących, a 
bardzo mało oo.powiednieh w
Tmaganiom dzisiejszego komfortu. 

iezmiernie proste, ale geometrycznie foremne schody bez 
poręczy wiodą z pierwszej platformy do pracowni i sypialni 
poety, a z drugiej do paradnych bawialnych pokojów. Dwa ga- 
binety pracy poświęcone i malutka s)-pialnia z oknem na 
.ogród domowy uderzają swoją skromnością i prostotą. Oba ga- 
binety przepełnione stolami, szafami na książki i zbiorniki. 
-« 'V tych dwóch pokojach i w sypialni, zwierzał się w roku 
1827 Goethe Ekermallowi (Biedermann, nr. 1070), spędziłem 
zeszłą zimę, nie przechodząc do innych. Patrzcie - mówił w 
r. 1831 (B., nr. 1358)-w całym moim gabinecie nie znajdziecie 
ani jednej sofy. Siedzę na krześle drewnianem i dopiero nie- 
.dawno urządziłem sobie rodzaj oparcia dla głowy. 'Vygodne 
meble zawadzają myśleniu, wprawiają mię w stan przyjemnej 
bierności. Pyszne pokoje i wygodne sprzęty zdadzą się ludziom, 
którzy żadnych myśli nie mają i mieć ich nie mogą». 
Również nadmiernie prost.ą jest jadalnia na. górnem piętrze, 
mająca wyjście do ogrodu; za to wytwornie są ubrane pokoje 
bawialne górnego piętra, a ściany ich gęsto pokryte drogiemi 
utworami i szczątkami sztuki staro- i nowo
ytnej, przywiezio- 
nemi z 'Vłoch, kupionemi albo podarowanemi przez wielbicieli. 
,V pamięci mej zostały szczególniej: pyszny olejny portret, 
włoskiej szkoły, jakiegoś duca dT
rhino i starożytna marmu- 
l'owa głowa Meduzy, dar króla bawarskiego, Ludwika l. 
.Jasno-żółty fortepian przypomina tę, co na nim tak często 
grała, wielką, ulubioną przez poetę pianistkę, p. Szymanowską. 
'V malarstwie - panującym gatunkiem są portre
y przy- 
jaciół i znajomych (w tej liczbie i pani Schopenhauer) wspól- 
pracowników, samego Goethego i jego rodziny. 'Vidzimy tu 
wielokrotnie reprodukowane, dość figlarne, ale i wulgarne rysy 
małej i zwinnej mieszczaneczki, którą na drwiny nazywano
>>>
- 32- 


Vulpią, ale z którą Goethe przeżył spokojnie lat 30. «Z mowy 
i z obyczajów-powiadał Goethe jeszcze za jej życia (Bieder- 
mann, nr. 1497) - była to istna turynżanka, która gorliwie 
spełniała główne zadanie swojego istnienia: być piastunką ojca 
swoich dzieci i uprzyjemniać mu cielesne życie. 'Ve wszystkiem 
innem była uparta i trzymała się stale swojego ob-yczaju 
i swoich nawyknień. POlloba mi się, 
e nie odstępuje w niczem 
od swojej istoty i jest czem była). Czerwony, rudowłosy, 
uśmiechający się niby to bursz, niby .John Bun, jakim go na 
karykaturach malują, wyobra
a Augusta, syna Goethego. 'Vnuk, 
pochodzący od tego syna i od OtyJji von Pogwitz, 'Valter 
Goethe, ma ciemne włosy, wązką twarz z wyciągniętym pod- 
bródkiem, postać znudzonego i ospałego człowieka, z rysów 
dziada ani jednego już w nim nie zostało. Ze znacznej liczby 
portretów Goethego wsz
'stkie prawie sięgają lat późnej sta- 
rości i mają typ jowiszowski, z którym się w wyobraźni 
raczej wiąże samo wyobrażenie o Goethem. \Viadomo wszakże, 
że w latach kwitnącej młodo
ci
 naprzykład w okresie podróży 
do 'Vłocb, Goethp wyglądał raczej jak Apollo. Jako taki mło- 
dzieniec figuruje on na portrecie w muzeum schudelowskiem we 
Frankfureie (w białym płaszczu le
ący na kamieniu śród ruin 
rzymskiej kampanji). Jako taki młodzieniec oddany został 
w popiersiu, wykutem z marmuru dłutem Trippela w 1788 r. 
Popiersie to jest arcydziełem. Gdy tenże snycerz przedsięwziął 
wykonać nowe popiersie z tegoż oryginału, nietylko próba ta 
się nie udała, ale nawet nie osiągnięto podobieństwa. Oba po- 
piersia przechowują się w bibljotece wielkoksiążęcej, od któr
j 
wypadałoby zaczynać obejrzenie znajdujących się w mieście 
pamiątek wielkiej epoki w dziejach literatury. 'V 1562 roku t 
tuż obok wielkiego starego zamku zbudowano mały nowy 
w stylu francl1zkiego renesansu, na wzór zamku u Chatillon; 
w późniejszym czasie użyto go na księgozbiór. Rządząc tą 
książnieą, Goethe, już będący ministrem, przerobił budynek 
wewnątrz, przebił sufity, stworzył szereg wielkich sal o dwóch 
rzędach okien. Tu odbyło się przedstawienie «Ifigenji w Tal1ry- 
dzie», w którem Goetbe występował jako Orestes, a książę 
Karol-August jako Pylades. \V jednej z oszklonych szaf chowa
>>>
- 
3 - 


się mniszy habit Lutra, przestrzelony łosiowy kaftan, zdjęty 
2; trupa Gustawa-Adolfa pod Liitzen, mumlur dworski Goethego 
ze złotemi guzikami. N a ścianach i we framugach na konsolach 
ustawiona w marmurze i na plótnie cala wielka epoka w oso- 
bach jej głównych działaczy. 
Prócz popiersia Trippela mamr tu pyszną jowiszową głowę 
starca Goethego, dłuta Dawida d.Angers. Bibljoteka posiada 
rzecz, która nie da się calkiem oszacować, popiersie z marmuru 
.schillera przez Danneckera z wykutą liczbą 1805, wyciosano 
na dwa miesiące Pl'zed śmiercią poety. Dalej nie idzie piękność 
patologiczna. uwydatniony ostatni błysk płomienuy gasnącej 
pochodni. Ciało zmacerowane, jak u nieboszczyka, skóra tylko 
i kości, ale na wychudłych policzkach widz prawie do patrzeć 
może rumieńce sucbotnika; we wszyst.kich rysach wyraża śię 
dumna i do wielkich czynów pochopna dusza idealisty. By 
{Jcenić całą wartość estetyczną tego utworu, trzeba go postawić 
-obok przedmiotu już wcale nie estetycznego, pośmiertnej gipsowej 
maski, zdjętej z twarzy zmarłego Schillera. .l\Iożna tę maskę 
-uglądać na byłej Luisen, a dziś Schillerstrasse, nie w wielkip.j 
-odłegłości od dOl)lU Goethego i od teatru. Dom wązki i ciemny, 
() trzech piętrach, kupiony zost
ł w 1802 r. przez Schillera, 
dziś sŁał się własnością publiczności i mieści szyllerow..;kic 
muzeum. Cały dom zajmował sam Schiller, na drugiem piętrze pra- 
-cował, na trzeciem bIły pokoje mieszkalne, sypialny pokój 
.schillera był rodzajem mansardy. Pod koniec życia Schiller nic 

ierpiał na ubóstwo, ale ledwo mu starczyły środki utrzymania 

ię, tysiąc talarów pobierał od księcia, dl'ugi t)Tsiąc miał 
przyobiecany w :-azie, gdyby choroba odjęła mu możność pra- 
cowania, z której to obietnicy nie skorzystał (Bied. numer 1074. 
rozmowa z Ekermanem). Resztę na utrzymanie albo zarabiał 
piórem. albo brał jako tantjemę z przedstawień teatralnych. 
\Vypadalo mu dawać po dwie sztuki do roku, pracował do 
wycieńczenia- sił, szczególniej po nocach. Urządzenie jego 
mieszkania schludne i przyzwoite, ma wszystkie cechy tego 
typu 
ycia małomieszczańskiego, które się tem odznacza, że 
najmniejszr okrawek. pkonomizl1je się i 
e z biegiem lat 
gromadzą się masy tanich bagatelek j pamiąteczek. Za to 
3 


.
>>>
- 34 -- 


sypialnia wygląda nago, P 1'0 S t1 T czlowiek nie poprzestałby 
na niziutkiem, wązkiem łóżku, na którem, kiedy skonał, na 
jego twarzy zastlgło uczucie niewymownej goryczy i głębo- 
kiego smutku, z domieszką jakiejś bardzo podniosłej wzgardy_ 
Przypominają się mimowolnie dochowane dla nas szczegóły 
o tern, co zaszło po owej chwili. Nie znalazł się nikt narazie,. 
ktoby się należrcie zająŁ pogi'zebem. Zona Schillera, Szarlot;1,. 
chorowała obłożnie i była bezwładna i prawie nieprzytomna... 
Nikogo z familji panująeej nie było w 'Veimarze. Urządzała 
pogrzeb miejscowa władza parafjalna. 'Vedle miejscoweg() 
zwyczaju, używano za pewną opłatą bractw cechowych rzemieślni- 
czych, niesiono trumnę na rękach, bez muzyki i śpiewu, po pólnocy 
 
Kolej wypadła na cech krawiecki; znaleźli się przecie znajomi 
i wielbiciele nieboszczyka, którzy odprawili cechowych i sami 
trumnę donieśli w tej nocr z d.' 11 na 12 maja 1805 r. do Hof 
und GarnisollskiŁ'che św. Jakóba na cmentarzu, w obrębie mu- 
rów nowego miasta. Trumna była bez blachy i napisu. Dziś 
ani w sklepie kościelnym, ani na cmentarzu nikogo nie cho. 
wają, ale jeszcze w r. 1816 pochowana tu została na cmentarzu 
żona Goethego. Trumnę spuszczono na sznurach do kośeielnego- 
sklepu, gdzie się już znajdowalo dwa dziesiątki takich
e tru- 
mien dawniejszych a przybyło ich jeszcz.e więcej, zanim zapadło- 
postanowienie w. księcia Karola-Augusta o przeniesieniu zwłok 
Schillera do bardziej odpowiedniego im grobowca. Gdy ot.wo- 
,'zono sklep, aby wydostać ze spodu trumnę Schillera, już jej- 
uie można było rozpoznać w masie piętrami poustawianych 
jedne na drugich trumien, przegniłych od wilgoci i rozsypują- 
cych się za lada dotknięciem. Poszukiwaniami kierował bur- 
mistrz Schwab, który sam niegdyś uczestniczył w kondukcie- 
Schillera i w spuszczaniu trumny do dołu. Pracowano do nocy 
 
wydobyto 23 czaszki, zaniesiono je do mieszkania burmistrza 
i wybrano \V końcu jedną najlepiej pasującą do form i wymia- ' 
rów maski pośmiertnej. Oddzielona od swego złożonego przez 
anatomów szkieletu, przechowywała się czas niejaki w bibljo- 
tece w podstawie słynnego popiersia dannekerowskiego, wreszcie- 
złączono szkielet z czaszką za poradą króla ba warskiego Ludwika I 
t przeniesiono te zwło.ki do grobowcowego sklepu wielkoksią- 


, .
>>>
3 - 
- J- 



ęcego 1827 r. d. 26 grudnia, gdzie Karol-August przygotował 
idla siebie i dla Goethego miejsce ostatniego pobytu i gdzie 
dzisiaj pomiędzy obu poetami spoczywa. 



 


II. 


Gdzie był i co robił Goethe, kiedy jego druha chowano? 
\V styczniu 1805 l'. Goethe przebył obłożną i niebezpieczną 
chorobę. \V maju ju
 wstał z łó
ka, ale był bardzo słaby i mu- 
siał się wystrzegać. Prz
.tem pomiędzy licznemi jego odrazami 
i wstrętami (do psów, do palonego tytuniu, do czosnku, do 
noszenia okularów! niepoślednie miejsce zajmowała odraza do 
śmierci, do jej widoków i zapachów). Po matce swej, Frau 
Rath, albo pani Ayi (Heinemann, o.GoetltCs JJlutter'b. 1892, 
str. 345), odziedziczył Goethe wesołe, pogollne usposobienie, 
cenił nadewszystko zdrowie, miłował 1:ycie i stronił ód wszel- 
kiego bólu i cierpienia, tak fizycznego, jako i moralnego (Bie- 
dermann, nr. 1434). «Wykarmiłem, powiadał, Werthera krwią 
mego serca jako pelikan, ale po wydaniu raz go tylko o dczy- 
tałem i nigdy już czytać nie będę. Czytanie to mnie nęka 
(es wird mir wz/teimlich dabei); lękam się odczuwania znowu 
patologicznego stanu, z którego \Verther wyniknął. (B., Nr. 919). 
Nie brakło Goethemu na fizycznej odwadze, czego dal dowód 
w kampanji 1792 r. pod Valmy z wojski
m księeia Brnnświc- 
kiego, kiedy z własnej ochoty galopował pod kulami francuz- 
kiemi, li tylko by doświadczyć co jest Ganoncufieber i by 
zakonkludować, 
e jest to uczucie wcale niepożądane. Ta 
niechęć jednak do zazierania śmierci oko w oko stanowiła 
słabą stronę w charakterze Goethego l). 'Viedziała o tern ro- 
dzina, wiedzieli domowniey, te chodzące słowniki (lebelldc Lexica) 


1) Prwn. Biedermann, nr. 1414. O ostatnich chwilach Goethego: f/lTchte1'- 
liche, grassliche Todessangsf. Ostatnie jego slowa sfalszowano, dając im 
prze.ośne znaczenie. którego nie miaIy. Goethe chcial tylko by otworzono 
drugą pofowę okna, by więcej światla weszlo do pokoju. 


3'"
>>>
- 36- 


któremi się Goethe w pracach swych posiłkował player, Rie- 
mer, Eckermann). '''szelką śmierć Llizkiej osoby starano się 
przed nim chować jak najdłu
ej. Przyjmował on podobne wia- 
domości spokojnie, czasem prawie obojętnie, nicz_em swych 
własnych uczuć nie zdradzając. Tak było po zgonie matki 
w. ks. Karola-Augusta (1828 r.), po śmierci sIna Augusta. 
zmarłego w Rzymie (1830 r.). Łzą mu z
tszły oczy: non i!l''lOrari 
me m, 'tlem !/cnuisse, wyrzekł tylko i dodał, zwracając się do 
wdowy po synu, Otr1ji: «August nie wróci; trzymajmy się ra- 
zem». I na tern koniec. Kiedy po roku przyjaciel syna K. y_ 
Ho1tei, wszczął z nim rozmowę o synu, Goethe urwał rozmowę 
i przeniósł ją na inne rzeczy (B., nr. 1374). Z wielu względów 
Goethemu należy się nazwa «wielkiego poganina», miał on 
serce dawnego greka; brak mu było wielu uczuć, które w na
 
pracowicie wszczepiło chrześcjaństwo. Śmierć Schillera odczuł 
jednak mocno i głęboko. Podezas choroby Schillera był mocno 
przygnębiony i płakał. Z chodzących jego słowników l\Iayer 
(szwajcar, którego przezywano Kunschtmayer'em) odszedł bez 
pożegnania, skoro się dowiedział o zgonie Schillera. Goethe 
domyślił . się na drugi dzień o wrpadku z łez 
ony swej, 
Chrystjany; dnia 11 maja chodził podzielić się ze swym smut- 
kiem do dawnej przyjaciółki, pani Stein (Diintzer «Goethes Lc- 
ben», 1850 r., str. 335), lecz na jej poradę, by nieboszczyka 
nawiedził, odpowiedział przecząco: «nein, clie ZerstorUl1!1»! 
Później w 1813 r. tłómaczył się w ten sposób przed Folkiem 
(B., nr. 573): «nie chciałem widzieć w trumnach Herdera, ani 
Schillera, ani księ
ny Amalji. Śmierć jest to licha port.recistka. 
J a chcę w pamięci chować 
ywe (;)brazy przyj aciół, a nie maski; 
tak chcę, aby i ze mną postąpiono. To mi się najbardziej po- 
dobało w zgonie Schillera. 
iemeldowany i niezapowiadany 
przybył do \Veimaru i tak też go opuścił. Parady pogrzebowe 
nie są w moim guście. '''prawdzie wystawianie nieboszcz
'ka 
jest dobrym prastarym obyczajem, pożytecznym dla ludu i dla 
dobra publicznego, które wymaga, aby wiedziano nietylko, że 
człek umarł, ale i jak człek umarł. Ka
dego z nas obchodzi 
w gruncie tylko to, aby 
adne 
ycie nie zostało przerwane 
dopóki' nie nakaże natura».
>>>
.J - 
-- .J' - 


. 


III. 


Pod tym posągowym spokojem krył-yż się tylko obojętność 
i lodowaty egoizm? O ten egoizm posądzało Goethego wielu, 
sam nawet Schiller, póki się _ do .Goethego nie zbliżył. Kto 
obejmie \V całości st.osunek G. z Schillerem 7.a życia tego 
ostatnirgo i zachowanie się G. po śmierci S., ten musi przyznać, 
że G. przechował aż do skonu swego pamięć Schillera w wiel- 
kiej czci i uwielbieniu. 
'V malignie przed konaniem śniły mu SIę Jeszcze rozrzucone 
niby po podłodze liartki korespondencji z Schillerem, które 
kazał zbierać (B., nr. 1415). Dla zmarłego przyjaciela Goethe 
wystawił pomnik piękniejszy i trwalszy niż ten, który się 
znajduje w w.-k
iążęcej :F'iil
stengruft. 'Vraz po pierwszem 
ukojeniu się smutku, G. ułożył epilog do scenicznego przedsta- 
wienia «Dzwonu» Schillera, do którego to epilogu przy każdym 
z następnych sceniczo-żałobnych obchodów przybywały nowe 
strofy (1810, 1815 r.): 


Indessen schritt sein G-eist gewaltig fort 
111'8. ewige des Wallren, Guten, SchuueD, 
FiliI hinter ihm im bodenlosen Schei ne 
Lag, was nus aHe bi.indigt: das Gemeine. 
(po za nim legła w pozorze bez gruntu ta) co nas wszystkich 
więzi- pospoli tość). 
«Nie mogę zapomnieć tego człowieka» -rzekł, przerywając 
recytującej przed nim w sierpniu 1805 r. ten epilog artystce 
'V olff tB., nr. 23-:1:). «Był to ostatni szlachcic w niemieckiej 
literaturze chevalier sans p:mr et SWlS )'cproche» - mówił do 
t5. Boisseree w r. 1815. (B., nr. 632). «)liędzy nami mówiąc- 
rzekł G. w 1824 r. w rozmowie z Ekermanem (B., nr. 920)- 
był to daleko większy niż ja arystokrata (w umysłowem zna- 
czeniu, w podniosłości uczuć i charakteru). Dziwny i wielki 
człowiek ( B., nr. g71) co tydzień był on inny i doskonalszy;- 
przy ka
dem .nowem widzeniu się, zdawało się że zrobił nowe. 
postępy w czytaniu, uczoności i sądzeniu». W 1828 r., poprzedza-- 
jącym pobJt w 'V eimarze 
Iickiewicza, zgL'zybiały już starzec'
>>>
" 8 
- 6 - 


Goethe daJ do druku korespondencję swoją z Schillerem, klucz 
do dziejów twórczości obu poetów w okresie największego ich 
blasku i dojrzałości. List Goethego z dnia 18 października 
1829 r., towarzyszący egzemplarzowi, ofiarowanemu królowi 
Ludwikowi bawarskiemu, streszcza w ten sposób stosunek obu 
Iistujących: «'V chwili gdy nas opuszcza wa
na, wpływowa 
osoba, mamy zwyczaj wchodzić w siebie samych i odczuwać 
boleśnie, czego nam wskutek tego zabraknie. \V mojem poło- 

eniu zwrot ten miał tern większą wagę, 
e od tej chwili bra- 
kować mi zaczęło poufnego wewnętrznego współudziału, ustała 
wysoka umysłowa podnieta i ubyło to, co podtrzymuje chwa- 
ebne współubieganie się. 'V szystko to odczułem wte dy w najbo- 
leśniejszy sposób». 
Ta bogat.a treścią i interesująca, jak psychologiczny romans, 
korespondencja odsłania nam wypadek arcy-rzadki i mo
e jedyny 
w literaturze wszechświata: dwóch mistrzów słowa ró
nego 
wieku i sprzecznych temperamentów, któr7.Y się zeszli, zaprzy- 
jaźnili i w ten sposób skojarzyli, że, uzupełniając się i 
e tak 
powiem, zapładniając się wzajem umysłowo, jęli na polu sztuki 
pracować, każdy na swoją rękę, w tym samym tylko duchu 
i kierunku. Zawiązywaniu się takich przyjaźni stoją na 
przeszkodzie ró
ne okoliczności, duma i miłość własna, tak 
dra
liwa u ludzi cechu pisarskiego, różnice poglądów etycznych 
i kierunków politycznych; to, 
e genjllsz nie znajduje. zwykle 
towarzyszów jednej z nim miary: a .rzadko nawet miewa takich, 
którzyby mu mogli dawać replikę w taki na przykład sposób, 
w jaki dotrzymywał, wedle podań, kroku Szekspirowi nie- 
skoń
zenie od niego pośledniejszy Ben Johnson. Genjusz posuwa 
się jak słońce, otoczony tylko ciżbą planet (::\Iickiewicz), albo 
ciągnąc za sobą długi ogon naśladowców (\V. Hugo). Zdarzało 
się, 
e się zbliżali poeci olbrzymich talentów i prawie równej 
miary, ale ich usposobienia były tak różne, 
e l)rzy jeduakiem 
zamiłowaniu w pięknie o przejęciu się i wpływie wzajemnym 
nie mogło być mowy (Byron i Shelley). Zdarzało się, że zami- 
łowanie było wzajemne i gorące, ale przelotne, wrodzona nie- 
sforność albo i prądy społeczne braly górę. Ch wilowi sprzymie- 
l'zeiicy rozchodzili się w przeciwnych kierunkach, po drogach,
>>>
--- 3 t) 


'które się tylko :-:krzyżowaly (Słowacki i Krasiński).. Związek 
Schillera z Goethem tem się odznaczał, 
e dwaj mistrzowie 
równi stopniem i godnością zeszli się. nie-jak u Słowackiego 
w ostatniej pieśni Beniowskiego: «dwa na słońcach swych 
przeciwnych bogi », ale zjednoczeni, trzymający się za ręce 
i na jednem słońcu tworzący i krytykujący, teoryzujący 
i praktykujący, wskutek czego utrzymali na lat setkę już za- 
ehwiewane dzisiaj, ale nie obalone jeszcze panowanie. Był to 
()d renesansu przeciągnięty i bujnem kwieciem umajony bez- 
wyznaniowy i w gruncie wszechludzki humanizm, sztuka 
klasyczna, odlewająca myśli i uczucia spółczesne w udatne 
formy w styłu i duchu staro
ytnym. 
Xikt do dziś nie doszedł do szczytu poetyckiego Olimpu 
niemieckiego, zajętego przez tę potężną dwójcę, przez tych, 
których nie bpz zasady zwano bracmi dioskurami: Kastorem 
i Polluksem. Na cześć tej wielkiej pary wzniesiony został 

pi
owy pomnik, pomysłu Rietschla, przed sławnym niegdyś na 
eałe Niemcy weimarskim Hofteatrem. ,v dzi,iejszej swej postaci 
teatr ten nie sięga czasów Schillera; dawniejszy spłonął dnia 
22 tnarca 1825 roku, a na miejscu jego zbudowano. pod kie- 
rownictwem Goethego, nowy obszerniejszy. Dwaj olbrzymowie 
-spiżowi stoją na bardzo niewysokiej podstawie. jak gdyby się 
pl'zypadkiem tu zeszli, i wyróżniają od przechodniów tylko nad- 
ludzkim wzrostem. Grupa przedstawia parę w ruchu. \V dwor- 
skim haftowanym mundurze, z koronkowym na szyi żabotem 
Goethe podaje wyciągniętą prawą ręką laurowy wieniec Schil- 
lerowi, a lewą oparł protekcjonalnie na jego ramieniu. I Ritschl 
i Begas na posągu Schillera w Berlinie przed teatrem na Gen- 
darruenmarkt ubrali Schillera w prosty, domowy surdut o 
długich połach i wielkich kieszeniach, Schiller wygląda niby 
student, ma obnażoną długą szyję, długie włosy, gestykuluje, 
. sprawuje się jak mówca-entuzjasta, końcami palców już się 
-dotyka do podawanego wieńca, znać że go w końcu weźmie, 
chociaż narazie niby się waha. Słusznie zauważył Herman 
Grimm (Berlin, 1877 r., prelekcje w Berlinie), że to ubranie 
niestosowne i 
e ugrupowanie osób niewłaści we. Opisywała 
w następujący sposób pani Stael swój pobyt w 180! f.
>>>
.. 


- -!\..i - 


w 'Veimarze: «Czekałam u księżny matki (.Amalji). 'Vidziałam 
wtymżepokoju wJsokiegomężczyznę, chudego, bladego w mundurze- 
z epoletami. Czuję respekt przed jenerałem, stojącym LI kominka 
i milczącym. Zjawia się księżna i przedstawia mi p. Schillera. 
Osłupiałam. lt cóżbyś pani powiedziała-rzekł Goethe-gdyhyś- 
mnie zobaczyła w takiemże ubraniu? Kie omyliłabym się
 
zresztą odpowiadałoby panu doskonale. z powodu pańskiej... 
okrągłości» (B., nr. 209). W czterdziestoletnim światowym 
czlowieku z lat jego ostatnich nie było ju2 żadnych śladów 
pierwotnego bur:,za. Przypuśćmy, że wyobraźnia rzeźbiarza 
odtwarza zwykle rysy wielkiego człowieka, nie rzeczywisto- 
w danej chwili czasu, ale legendowe, do pewnego stopnia kon- 
wencjonalne, że trudno wyobrazić Goethego nie w postaci 
clojrzalego mędl'ca, a Schillera nie w postaci bursza-entuzjasty,. 
że w posągowej grupie wolno jest rzeźbiarzowi zestawić dwie- 
historyczne postacie w takiej charakterystyce, w jakiej się 
nigdy w życiu nie spotykali, ale jaka im ostatecznie należy 
się w historji albo jaka najbardziej pasuje do legendy; toć sam 
ich układ powinien odpowiadać icll rzeczywistemu sr.osunkowi r 
ich jednego względem drugiego pojęciom i uczuciom. Otóż 
z tego punktu widzenia układ grupy u Rietschla nie jest trafny. 
Stosunek obu mistrzów, w okresie ich ścisłej zażyłości, nie- 
był w najmniejszym stopniu stosunkirm łaskawej i protekcjo- 
nalnej kondescendencji z jedliej, a serdecznego i umysłoweg(} 
poddania się z drugiej strony. Nietylko miała miejsce równość- 
przyslug, ale, co więcej, rola czynna w tym związku należy się 
nie Goethemu. lecz Schillerowi. 
Pierwszy krok do stowarzyszenia się zrobił Schiller, ująć 
Goethego ozamierzył, wytrwale llad tem pracował, jakoż 
rozjuezał i nim,. że tak powiem, zawładnął. :Mimo swoje kry- 
tyczne położenie pieniężne, mimo chorowitość i zarodki suchot 
w płucach, Schiller był, za powrotem Goethego z 'Vłocb, głó- 
wnym motorem życia literackiego w Niemczech, czułym na 
potrzeby czasu i podmuchy ducha wieku. :\Iiał w naturze swej 
materjał na pierwszorzędnego publicystę, porywającego pl'zez 
swoją serdeczność. Jego istota, sympatyzująca z wszelkiem do- 
brem, była tak czarująca, że kogo chciał, pociągnał, op ano-
>>>
41 


wał i służyć kazał nie sobie, ale dobru pospolitemu i idei. 'V 
chwili sKojarzenia się mistrzów był już Goethe po za głównynł 
prądem spolecznym, stygły ku niemu sympatje masy, w któ- 
rych się SchiIJer kąpał jak w swoim żywiole. Goethe coraz. 
się mniej stawał zrozumiałym dla ogółu, przyrodnik, a w sztu- 
 
ce klasyk zamiłowany w antykach, maio dbający o resztę. Gdy- 
by w Schillerze była chociażby krzta zazdrości, gdyby w nim 
górowała miłość własna, cisnąłby kamieniem w bożyszcze, jak 
to zrobili Kotzebue, a potem Burne, Heine i młode Niemcy. Po- 
ciągnąwszy Goethego, Schiller skrzesał w nim znowu ogień 
poetycznej twórczości, znów Goethe stał się popularnym, a 
Schiller tę dla siebie z obcowania z nim wyciągnął korzyść,. 
że czerpał natchnienie i pomysły w daleko głębsz}'m od swe- 
go i niewyczerpa
nie bogatym umyśle. Ze zgonem Schillera 
Goethe dużo stracił, zamknął się w sobie. stał się bardziej 
uczonym i krytykiem niż al'ty:;;tą, a i w artyzmie się zmienił,. 
już tylko przez refleksję symbolizował, alegoryzował, układa- 
jąc «lYanderjahrpu», «'V. 1tleistra» i drugą część «Fausta\. 
Kłaniano mu się i kadzono, obchodzono się z nim jak z boż- 
kiem (Heine go nazwał KUllst!Jreis), ale mało ubudzał spółczu- 
cia i był tylko ceremonjalnie honorowanym. 'V pół wieku 
potem, za bismarkowskich czasów, doczekali się obaj zmarli 
ju
 dioskurowie, że ich łajano za to, IŻ byli zanadto ludźmi 
a zamało niemcami. (Xaprzykład Stacke, «Deutsche Geschicldc»
 
1880. 11,554). Sam sposób zawiązania się stosunku jest nie- 
zmiernie ciekawy i wpłynął niezawodnie na zachowanie się 
i rolę każdego z mistrzów w ich sojuszu. Nim więc przejdziem:r 
do głównej materji niniejszej pracy
 to jest do treści korespon- 
dencji między mistrzami, musimy się zastanowić. nad okolicz- 
nościami, poprzedzającemi ich zażyłość. 


,
 


IV. 


Pierwsze zetknięcie się Goethego z Schillerem miało miejsc
 
w Stuttgardzie, d. 14 grudnia 1779 roku. )lłody książę sach- 
sen-weimarski, Karol-August, podróżował w Niemczech, mają
>>>
- 42- 


:la towar
ysza i mentora młodego radcę tajnego, Jana-'Volfganga 
-Goethego, bardzo już wówczas slynnego pisarza, autora «Goe- 
tza», «'Verthera» i «Clavigo». Zwiedzając Stuttgard, książę 
był przytomny na uroczystym akcie fundowanej przez 'Viirtem- 
berskiego księcia akademji medycznej. Podczas posiedzenia 
rozdawano nagrody uczniom, których wywoływano. Ze 124 
rozdanych medalów trzy dostały się 20-letniemu młodzieńcowi, 
() lat 10 młodszemu od Goethego (1749-1759), Fryderykowi 
Schillerowi. Był to człowiek niezgrabny, wysoki, chudy, o 
,vązkiej i wypukłej piersi, mający czerwono-rude włos-y, twarz 
piegowatą, cerę niezmiernie delikatną i prawie przezroczystą; 
piękne w nim były tylko: szerokie czoło, kształtny orli nos 
zakrzywiony, orle i ogniste spojrzenie. Schiller byl zapalonym 
wielbicielem Goethego, posiaąał niepospolite zdolności, posiadał, 
jak to mówią, żyłkę dramatyczną i chował już w szufladzie 
pod kluczem rękopis «Zbójców», inscenizowanych później, d. 
l. strcznia 1782 roku, w 
Iannheimie. «Zbójcy» były jedną 
z największych iskier spółczesnych, spadających na proch, jed- 
nem z dzieł najbardziej w owym czasie rewolucyjnych. 'Viado- 
me są skutki osobiste dla Schillera tego przedstawienia, star- 
oCie się pułkowego felczera. Schillera z księciem, dezercja Schil- 
lera i jego tułaczka. Od chwili ucieczki ze Stuttgardu, d. 22 
września 1782 r., aż do kwietnia 1785 r., gdy znalazł przy- 
tułek w Lipsku i Dreznie, przeszły t.rzy lata burszowania i cyga- 
nerji, życia na 
udze konto i na kredyt, bez grosza w kie- 
-szeni, z dopisywanemi i przerabianemi takiemi skarbami w tece, 
jak «Fiesco», «Intryga i miłość», «Don Carlos». Sztuki te 
nic nie przynosiły narazie, bo je przedrukowywano bez 8kru- 
pułu, a i przedstawiane na scenach nie miały już tego, co 
4 Zbój cy», powodzenia. Prawie o głodzie, tułając się i roman- 
:f'ując, próbując sił i w krytyce i w dziennikarstwie, 
:Schiller widzial wciąż przed sobą wytknięty cel jeden, wielki 
i prosty: być autorem-tragikiem, grać na sercach ludzkich jak 
na arfie, sprawiać, by od słów jego ludzie drżeli i płakali. 
Sie opuszczała go energja, krzepiło go niczpm niezachwiane 
przeświadczenie o wielkiej sile wewnętrznej, która zadaniom 
"tycia podoła i mimo przeszkody do celu doprowadzi.
>>>
- 43- 


,V zapasach z losem, w obcowaniu z truppami aktorów, 
z dziennikarzami i dyrektorami teatrów, w ocieraniu się o 
sfery dworskie niemieckich państweczek i o wy
sze towarzystwo, 
Schiller się okrzesał, wypolerowal i nabył dziwnej zaradności 
i praktyczności. Lgnęli do niego ludzie, tak był pociągający 
ten idealista, tak umiał trafiać w najczulsze struny każdegc 
charakteru, z którym obcował. Był to swojego rodzaju, na małą 
tylko skalę, markiz Poza, przemawiający nie do Filipa II, ale 
de serc daleko tkliwszych, łatwiej ni
 nasze rozczulających 
się, jakich było sporo w XVIII wieku. Serdeczność z jednej, 
a tkliwość z drugiej strony objaśniają nam mnóstwo tych 
niespodzianek, których doświadczył Schiller; opiekowały się 
nim kobiety: w trudnych chwilach od nieznajomych osób przy- 
chodziły niespodziane pomoce i otucllY. 'V 1791 r., ju
 profe- 
sorującBmu w Jena i 
onatemu, podczas strasznej piersiowej 
choroby, która go na dłuższy czas ubezwładniła, spadł jak 
z nieba dar 3,000 talarów od ksiecia A ugustenburskiego 
w Danji. Do liczby takich niespodzianek należała różowa jed- 
wabna teczka z czterema sylwetkami wielbicieli, która była 
wstępem do znajomości i najidealniejszej, jaką można sobie 
tylko wyohrazić, przyjaźni z Koernerem i jego żoną, przyjaźni, 
która znalazła swój nieśmiertelny wyraz w «Lied an die Freude». 
Koerner był urzędnikiem konsystorza w Dreznie, miłośnikiem 
sztuki i filozofem. Pobyt Schillera II Koernera dał Schillerowi 
spoczynek i wpłynął na dalsze jego 
ycie bardzo szczęśli wie. 
Po t.ym wypoczynkn nastąpił powrót do miejsc dawniejszych, 
do Tllryngji, w okolice )Ieiningen, 'Veimaru, Rudolfstadtu. 
'V 'Veimarze było cicho i pusto. Goethe, wprzę
ony przez lat 
dziesięć (1775-]785) do spraw administracji małego państwecz- 
ka, uciekł do 'Vłoch, książę Karol-August wstąpił do słutby 
pruskiej, w małej stolicy były tylko damy i kilka znakomi- 
tości literackich, z dworem zestosunkowanych: 'Vieland, Her- 
der. Schillerowi uśmiechała się pl'zelotnie myśl o profesurze 
w Jena, w uniwersytecie, na którego utrzymanie 
kładały się 
cztery państewka (Gotha, Coburg, 
Ieiningen. Weimar). Do 
Rudolfstadtu nęciła go coraz za
ylsza znajomość z wdową von 
Lengenfeld i jej dwiema córkami, Lottą i Karoiiną. z których
>>>
- 44 - 


pierwsza wyszła później za mąż za Schillera, a druga (później 
pani Beul witz) napisala cenny dla potomności jego życiorys. 
Dawno oczekiwany powrót Goethego do 'Veimaru nastąpił d. 
18 czerwca 1788 r. Nieuniknione spotkanie się poetów zaszło 
przy warunkach, które nam najlepiej wytłómaczą Jisty 
Schillera. 


+ 
\, 
. 
II 
V. 


Chwili tej wyczekiwał Schiller z tajonem upragnieniem
 ale 
i z pewnego rodzaju niespokojnością. Umysłowej wartości 
Goethego i olbrzyminego jego wplywu na młode pokolenie bJl 
on najdoskonalej świadom, ale miał on też pojęcie o swojej 
wlasnej wielkości, wię
 8tanąć mógł przed Goethem tylko na 
stopie równości i nie czyniąc pierwszego kroku. Przecież i Goe- 
the wiedział, co się dzieje w Niemczech, więc chyba nie chciał- 
by go widzieć, gdyby go pominął. Myśl o Goethem trapiła go 
wyraźnie i po części odstręczała. Dnia 12 
derpnia 1787 roku 
pisał do Koernera, po obejrzeniu domku w ogrodzie Goethego: 
«duch jego przemodelował wszystkie osoby, które do kołka jego 
należą. Dumna pogarrla względem spekulacji i filozoficznego 
badania, przywiązanie aż do afektacji p08unit:te do natury 
i pięciu zmysłów, slowem pewna dziecięca prostota rozumu 
charakteryzuje i jego i całą sektę tutejszą (8('hillers Briefe. 
Aus!lrtbe von .Jonas 18.92». 1,381). Dnia 28 sierpnia 1787 r. 
fetował Schiller urodziny Goethego u Knebla w Gartenhausie 
i pisał: «piłem zdrowie Goethego winem reńskiem: nie domyślał 

ię pewno we \Vłoszech, że liczy mnie do swoich domowych 
gości, ale fatum dzi wy różne sprawuje». 
lieszkając w Y olkstiidt 
. pod Rudolfstadtem u pani Lengenfeld, 
chiller śledził każdy 
krok Goethego i pisał dnia 27 lipca 1788 roku do Koernera: 
«ciekawym bardzo go widzieć, w gruncie jestem mu przychylny 
(bill 'ich ihm gut) i mało jest hulzi, którychbynł z ducha równie-
>>>
-- 43 · 


poważał. l\Ioże prz.yjedzie o milę ztąd do Kochberga, gdzie ma 
posiadłość pani Stein». Z tych słów wyziera gorączkowa nie- 
cierpliwość i niewiadomość, jak się postawić względem Goe- 
thego wedle okoliczności. Co do p. Stein, jako możliwego przy 
poznaniu się pośrednika, Schiller był na mylnym tropie, bo 
Goethe wyniósł się do 'Vłoch w zamiarze wyzwolenia się od 
-ciążącego mu stosunku z wielką damą; jego listy z \Vłoch 
świadczą o coraz bardziej stygnącem przywiązaniu. Przy 
pierwszem widzeniu się wiedziała pani Stein, że ma przed 
sobą calkiem już inną osobę. \V trzy tygodnie po powrocie 
2resztą już panowała w domu Goethego mloda, niewyszuka- 
nego obejścia się gosposia, Christiana Vulpius, którą Goethe 
poślubił już po śmierci Schillera. 
Epragnione 
potkanie odbyło się w Rudolfstadt, dnia 12 
-września 1788 roku, w domu pani Lengpnfeld, wobec pani 
.stein i Herderowej. Ze słów Herdel'a utworzył Schiller wyo- 
brażenie o G., jako uniwersalnym umyśle w rodzaju .Juljusza. 
(:Iezara. Pierwsze oględziny obniżyły to wyobrażenie: ł.moja 
idea o nim nip mniejsza - pisze do Koernera - ale wątpię, 
abyśmy się kiedy bardzo do siebie zbliżyli. Jest on śred- 
niego wzrostu, trzyma się sztywnie, twarz jego zamknięta (nie 
okazuje uczuć)
 ale o;ko przyjemne, żywe i pełne wyrazu. Głos 
ma bardzo miły, opowiadanie jego plynne i interesujące. Wiele 
rzeczy, któL'e mnie obchodzą, on już przeżył; jest odemnie o 
wiele starszy nie tyle latami, ile doświadczeniem i samodziel- 
,.11ym rozwojem, watpi.
cky się zbliżymy. Cala jego istota inaczej 
jest niż moja uorganizowana. Z takiego widzenia się nic nie- 
podobna gruntownie wywnioskować; czas o dalszem nauczy» 
\V odpowiedzi swej Koerner wYl'aża owszem zadowolenie, że 
się spotkanie w ten sposób odbyło, i dodaje: «przyjaźni nie 
.czekam, a wzajemnego ścierania Rię i interesowania». Do 
starcia mogło jednak pL'zyjść prędko, bo Schiller zrobił krok 
zaczepny, ogłaszając. w dzienniku recenzję «Egmont
u, z racji 
,vydania IX tomu dzieł Goethego. 


+ 


,
>>>
- 46 - 


VI. 


Recenzja pisana jest przedmiotowo i bezstronnie, tak że 
nawet dziś małoby lliożna jej dodać co albo ująć. Krytyk podzi- 
wia przedewszystkiem sposób, w jaki zostało odmalowane spo- 
łeczne tło historycznego obrazu Niederlandów, rzeczy skompli- 
kowanej i nie dającej się malować wielkiemi pociagąmi pędzla 
a tylko drobniutkiemi rysami. Krytyk podnosi twórczy genjusz, 
& 
mistrzowstwo równające się temu, za pomocą którego Goethe 
ł 
nas oczarował w dwóch poprzednich utworach (Goetzu» I i 
c lfigenji» ). Tlum się msza, każda oosba zindywidualizowana, 
tyjąca; wyszlachetnione i uczłowieczone nawet złe i czarne 
, postacie takiej księżny Parma, takiego Alby tak, że nie budzą 
odrazy. 'Vszystko to piękne i doskonałe, tylko nie sam bo- 
hater. Tu poczyna się dysekcja najprzód budowy tragedji 
wogóle, a potem bohatera. Materję tragedji stanowić mogą 
tylko trzy rzeczy: albo nadzwyczajność wypadku czy po- 
łożenia bohatera, albo namiętność jego, albo charakter. 
Starożytni tragicy budowali prawie wyłącznie na sytuacji 
i namiętnościach, nie wdając się w ostrą i dokładną cha- 
rakterystykę osób. Dopiero Szekspir wprowadził na scenę 
ludzi całkowitych i cały przebieg ludzkich żywotów. "\" Kiem- 
czech pierwszy Goethe poszedl w «Goetzu» tym szekspirowskim 
torem, następnie dał w cEgmoncie
 tragedję przedewszystkiem 
tylko charakteru. \V takiej jak Egmont sytuacji znajdowali się 
wszyscy wydatniejsi ludzie w Niederlandach pod hiszpańskiem 
jarzmem, cierpieli więc i ginęli. Egmont ginie bez żadnych 
powikłań. Zadna też go namiętność do ostateczności nie dopro- 
wadza, czyniąc zeń swoją ofiarę. Charakter to niewielki. ale 
sympatyczny. Jest to człowiek odważny, pyszny i hojny,. 
zmysłowy i rycerski, pociągający swemi nawet słabościami
 
posuniętem do nierozumu zaufaniem w swoją prawość. W t.em 
zaślepieniu, z którem zbliża się do widomej wszystkim innym 
katastrofy, jest pewien tragizm, wzbudzający w widzach obar 
wę i \ litość (te zadania tragedji wedle Arystotelesa i Lessinga). 
Autor nie wymyślił powikłanej sytuacji, budzącej ciekawość,
>>>
. 
, 


- 47 - 


żadną go namiętnością nie natchnął, wziął miły charakter,. 
ufając, 
e ubóstwo tragicznej treści zastąpi bogactwem sweg() 
genjuszu, czego też dopiął, ale spytajmyż, jakim kosztem cel 
ten osiągnął? 
Przedewszystkiem kosztem prawdy historycznej. Z tą prawdą 
w tragedji rzecz się ma taka, 
e tragikowi wolno ją lekcewa- 
żyć i nawet pominąć, skoro to jest koniecznem dla podniesie- 
nia zainteresowania się przedmiotem, ale nigdy dla obniżenia 
tego zainteresowania się. Tymczasem c6
 się dzieje? Egmont 
historyczny miał żonę i dzieci dziewięcioro, hojnością swą. 
majątek odłużył, gdyby się wyni6sl z Niederlandów, wyszedłby 
z całą swą rodziną na arystokratycznego żebraka. Nie ucho- 
dząc, narażał się przez przywiązanie do familji, przez dbałość. 
o jej byt. \Y cóż się obrócił Egmont w tragedji? \V pospoli- 
tego spijacza uciech życia, w pospolitego kochanka, który staje- 
się bez zastanowienia sprawcą nieszczęścia dwojga ludzi 
Klarki i Brakenberga, mogących się skojarzyć, a czyni to 
tylko, by spędzić zmarszczki zamyślenia ze swego czoła. O 
wielkich czynach Egmonta wiemy w sztuce tylko z podania, 
na scenie oglądamy same tylko słabostki i lekkomyślność
 
Kiedy, doprowadzony do zguby przez tę lekkomyślność, zasy- 
pia na chwilę w więzieniu przed samem prowadzeniem go na 
stracenie, przez dziwne salto mortale poeta nas przenosi w świat 
operowy. Opada ściana, unosi się w obłokach wołność w po- 
staci Klarki. Autor wiedział, co czynił: chciał alegorycznie 
uzmysłowić skojarz
nie się w duszy bohatera dwóch uczuć:. 
miłości ku Klarce i miłości ku \V olności. Recenzent skończył 
na ubolewaniu, że gwoli t.emu dowcipnemu pomysłowi zniszczo- 
nem zostało całe wielkie i smutne końcowe wraż
nie sztuki. 
Sąd wypowiedziany był z przekonaniem i z zupełną nieza- 
leżnością. ltlylił się jednak Schiller, wnosząc, 
e mo
na paso- 
wać na tragicznego bohatera familjanta, który ginie tylko- 
przez to, 
e nie działa, 
e się nie rusza, 
e nie uchodzi zagra- 
nicę. Sąd kryt.yka streszczał się w ten sposób, że sztuka na- 
pisana po mistrzowsku, ale chybiona w głównem zadaniu. Pi- " 
sząc artykuł, Schiller miał względem Goethego uczucia 7" 
które wziął z Ramegoż Egmonta i zacytował w recenzji. Są
>>>
\ 


, 


...... 


48 - 


to słowa młodego Alby do uwięzionego Egmonta: «imię twe 

wieciło w pierwszej mej młodości, jako gwiazda niebieska. 
Ileż to razy słuchałem, co mówiono o tobie l pytałem. Szedłe3 
przedemną wciąż, patrzyłem na cię bez zawiści i postępowałem 
za tobą wciąż i wciąż». Schiller był tak naiwny, że gdy po- 
słyszał, iż komuś Goethe wyrażał się o recenzji z uznaniem. 
komunikuje tę wiadomość w liście Koernerowi, co świadczy. 
że w nią wierzył, a może nawet podzielał już zdanie Koernera, 
że starcie doprowadzi do zainteresowania się. .. 
Schiller grubo się mylił. Goethe recenzję przeczytał, lec? 
na nią nie odpowiedział i nawet nie raczył się interesować 
recenzentem. Jedyny ślad jego uwagi znajduje się w liście 
jego do Karola-Augusta z początku października' 1788 r.. 
w którym pisze, nie wymieniając autora recenzji, że «recenzja 
moralną stronę sztuki dość dobrze rozczłonkowuje, co się zaś 
tyczy poetycznej strony, to recenzent pozostawił jeszcze innym 
dużo do powiedzenia». Sens tej lakonicznej odprawy wyraźnip 
taki. Jest tu w \Veimarze o kilka domów odemnie mieszka- 
jący publicysta, którego nie nazwę, który zganił mojego «Eg- 
monta», może i trafnie ze stanowiska panujących dziś w poli- 
tyce prądów, ale co się tyczy poetycznej jego wartości, to roz- 
'prawia Qn, jak ślepy o kolorach. To niebotyczne lekceważenie 
jakichś tam schillerowskich sądów wynikało z dwóch przyczyn, 
z których jedną doskonale nam tłómaczą luźne autobiograficzne 
notatki . Goethego. Podczas bytności we 'Vłoszech, zanie. 
dbał Goethe literaturę niemiecką. Gdy wrócił, zastał strasznie 
przewrócone głowy i wielki zamęt, którego najjaskrawszemi 
okazami byli: «Ardinghello» Heysego i «Zbójcy» Schillera. 
-«Ostatniemu z tych utworów, wyraża się Goethe, miałem do 
zarzucenia, że autor z mocnym, ale niedojrzałym talentem wy- 
lewał na cały świat rwącemi potokami etyczne i teatralnf' 
paradoksy, od których wszelkiemi siłami starałem się wyzwo- 
lić. Przestraszyłem się, dostrzegłszy, że te dziwaczne utwory 
.eieszą się powodzeniem nietylko u dzikich studentów i u wy- 
kszt.!lłconych dam d worskich, że zarażeni są moi najbliżsi przy- 
jaciele: Mayer, :Moritz, 1'ischbein i Bury. Byłem już gotów 
wyrzec się badań nad sztuką plastyczną i praktykowania ry-
>>>
- 49- 


motwórstwa. bo jakaż była możebność WZląC górę nad temi 
, 
utworami jowialnej treści, ale dzikiej formy. \Vyobraźcie sobie 
mój stan. Karmiłem w sobie i rozpowszechniałem najczystsze 
wyobrażenia, a tu znalazłem się jak w kleszczach między Ar- 
dinghello i Franciszkiem l\Ioorem. \Vięc unikałem Schillera, 
który tu1; około mnie mieszkał i odrzuciłem wszelkie usiło- 
wania zbliżenia nas, czynione przez osoby jemu i mnie blizkie». 
Ten ustęp notatek dowodzi, jak mocno i bez racji był Goethe 
przeciw Schillerowi uprzedzony. \Yszak
e miał do czynienia już 
nie z autorem «Zbójców», ale z twórcą «Don Carlosa»
 nie 
z rewolucjonistą, cały świat przewracającym, ale z człowie- 
kiem, nawracającym na drogę postępu oświeconego samo- 
władcę. Na małą skalę sam Goethe był małym Pozą w małem 
państweczku. Dopisek notatki: «Ukazanie się «Don Carlosa» 
nie było właściwym środkiem do naszego zbliżenia się», wska- 
zuje tylko, że Goetbe przestał ju
 być entuzjastą, 
e przeżył 
już swój burzliwy okres wczesnej młodości, że zatykał uszy 
przed entuzjazmem, niby przed fałszywym tonem w mu- 
zyce. Był może jeszcze inny, głębszy powód lekceważącej od- 
prawy. 
ikt mniej niż Goethe nie władał swoją twórczością, 
tworzył on znienacka, kiedy przychodziło natchnienie. Nik
 nie 
odczuwał głębip.j bezwłasnowolności ludzkiego charakteru. Głów
 
nie liryk i epik, ale nie dramaturg, od czasów swojej mło- 
dości a1; do «Hermana i Doroty» Goetbe dramatyzował rzeczy 
li t ylko przez siebie przeżyte, a podobnym będąc z tego wzglę- 
du do Byrona, nie przestawał malować siebie samego. Goetz 
czy E
mont, Faust czy ,Vilhelm 1\Ieist.er, zawsze to jeden 
i tenże sam bohater rozległej wiedzy, wysoce uzdołniony ale 
chwip.jny, poddający się na
iskowi chwili. \Y t.ej bierneJ po- 
datliwości tkwi wielki tragizm jego położenia w spadających 
na niego katastrofach. \V dziele «Unzeif!J('miissc Bf'lrochftm-ąen» 
( «SdlO)Jrnhauer aZs .ErFifher») Kitzsche trafnie wyobrata ten 
typ człowieka wedle Goethego, który w młodości był wichrzy- 
cielem i buntownikiem, jako i człowiek Rousseau'a, ale się na- 
stępnie odmienił i stał 
ię przeci wuikiem wszelkiego gwałtu, 
wszelkich skoków znienacka, wszełkich czynów praktycznych, 
tak że z wyzwoliciela Fausta przedzierzgnął się we wszech- 
4
>>>
- 50- 


światowego wędro\\-ca (lYeltre isen der). XienasycollY oglą(łacz. 
przelata przez wS:ł.ystkie kl'aje 1;ycia i natury, przez wszystkie 
przeszłości, wszystkie kUllSZt.y i mitologje, dopóki ciekawość 
jego się nie zaspokui, to jest dopóki nie nastąpi chwila prze- 
sytu, na którą czylla jego szyderczy towarzysz l\Iefisto, hy sięg- 
nąć po jrgo duszę. Skoro niemiec przestaje być Faustem 
schodzi natychmiast ua prostego filistra i stajp się łupem 
czarta, jeśli mu nie przybędą w pomoc siły niebieskie. 
Człowiek, wedle Goethego, jest to człowiek k
ntemplacyjnr 
wysokiego stylu, który tem się tylko utrzymuje przy życiu, 
e 
się karmi tem
 co najwyższe i llajgodniejsze, przechodząc bd 
zachcenia do innego zachcenia, ale nie działając. Jest taki 
czlowiek siłą zachowawczą i znośną, lecz często przeradza się 
w filistra: jak się przeeadza człowiek Rousseau;a we współ- 
nika Katyliny. Gdyby nieco więcej w nim było mięśniowej siły 
i naturalnej dzikości, wszygtkie jego cnoty wygrałyby na tem 
nieskończenie. «Skwaśniałeś i zgorzkniałeś-powiada w pewne m 
miejscu .J alno do 'Yiłhehna Meistra-to już nieźle; gdy się choć 
raz naprawdę rozzłościsz, będzie to jeszcze lepsze». Czuł Goe- 
the, z jak głębokiego źródła płynęła jego twórczość, wiedzial. 
1;e to źródło nikomu niedostępne, więc mógl, nie dyskutując, 
nie dbać o recenzenta, a chociaż o zdanie jego ule dbał, jed- 
nak go zaprotegował, może dlatego, aby go ::;ię pozbyć z \Vei- 
maru. Na jego przedstawienie w polowie grudnia 1788 r. Schil- 
ler mianowany został profesorem historji w Jena w uniwer- 
sytecie. Przychodzącego mu podziękować za udział w nomi- 
nacji. Goethe przyjął ceremonjalnie, z całą oschłością starszeg-o 
urzędnika, traktującego z niższym o materjach służbowych. Ta 
zacięt0ść dopro\Va(bdłcl Schillera (Jo rozpaczy i spowodowała 
wylewy żalu przed Koernerem, zdl'adzając uprzedzenie prze- 
ciwko Gorthemu, równające się uprzedzeniu Goethego przeciw 
Schiller'Jwi. . 
Lmy 1789 r.: «Xa wet z bIizkimi przyjaciółmi nie ma on 
chwili wylania się, niczem nie daje się ująć, sądzę, że je:-;t 
w nadzwyczajnym stopniu egoistą. Posiada talent krępowania 
ludzi, 7.obowiązywaoia ich przez większe lub mniejs,ze atencje, 
ale sam się trzyma za wsze wolno. Objawia sW0je istnienie
>>>
- 51 - 


dobroczynnie, ale jak Bóg, nie dając samego siebie. Jest to 
konsekwentny i uplanowany sposób postępowania, obrachowany 
na najwyższe smakowanie w miłości wlasnej. :Kienawidzę go za 
to, chociaż umysł jego z całego" serca miłl1j{: i mam o nim 
wysokie pojęcie... Dziwną obudził we mnie mieszaninę niena- 
wiści i miłości, coś podobnego do tego, co odczu wali Brutus 
i Kasjusz względem Cezara. Móglbym go zabić i znów go ca- 
lem sercem koellać. Sąd jego o mnie, niezmiernie dla mni e 
ważnr, jest stronny, raczej przeciwko mnie niż na moją ko- 
rzyść skierowany. Ze wszystkich ludzi, których znam. jest to 
jedyny, od którego mogę spodziewać się prawdy. Ja go o sie- 
bie nie spytam, więc otoczę wysłuchiwaczami» (Lrlll- 
scherY. 
l\Iarzec 1789 r.: rozgoryczenie doszło do swego szczytu 
«Śmiałeś 
iQ z tego, com ci pisał o GoeUlem. Ten człek, ten 
Goethe, stoi mi na drodze i przypomina mi, że los okrutnie 
mię traktu
e, jego na skrzjdlach swych unosi, a ja do dziś 
dnia muszę wywalczać każdą chwilę». 
Tymczasem Schiller ożenił się po prz
niesieniu się do .reny, 
okolo \Vielkanocy 1789 L'., zapracowywał się kosztem wątłegu 
i już nadszarpanego zdrowia, zapadł w ciężką chorobę \V {JO- 
czątkach 1791 J. i był, można powiedzieć, na jeden włos od 
śmierci. Goethe tyme:zasf'm czul się coraz to samotniejszym 
w \V rimarze, ale w tem odosobnieniu sobie wystarczał, a urzą- 
dżil się, aby mógł w obranym przez siebie bardzo ograniczo- 
nym zawodzie jak najskuteczniej pracować. Już pL'zestał być 
głównym motorem machiny rządowej, przestał bywać w ra- 
dzie administacyjnej książęcej, wziął na się tylko ki
row- 
- nictwo szkół, zakładów naukowych, muzeów i teatru, po- 
suwał dalej głębokie i pomIsłowe 8tudja przyrodnicze, ruało 
zajmowal się poezją, ale towarzyszył księciu w ceremonjalnych 
podróżach do krajów i d worów niemieckich, odb
'ł też kam- 
panję francuzką 1792 f. Tak minęło od pl'zyjazdu Goethego 
z \Vłoch do \Veimaru lat pięcioro. Cobr się stało-pyta. Grimm 
w prelekcjach-gdIby Schiller umarł \Y ciągu tego okresu. \Vo- 
hec jego sądów w listach, spadłaby na Goethego zadokumen- 
towana niezmyta plama, że odepchnąl od siebie Schillera z po- 
4*
>>>
5
 - 


budek najbardziej osobistych. Coby się stało. gdyby francuzka 
kula sprzątnęła w 1792 r. Goethego pod Yalmy w szykach 
armji księcia brunświckiego? Powiedzianoby, jak o Byronie 
w 1824 roku, że zmarł, wydawszy z siebie zgola wszystko, do 
czego tylko był zdolny, że zmarł na schyłku swego przygasa- 
iącego talentu. Rzeczywistość, jak wiadomo, zadaje kłam co 
chwila takim pospiesznym sądom ludzkim.. i przypu
zczeniom. . 
Zbliżenie się wzajemne obu uprzedzonych przeciwko sobie poe- ' 
łów nastąpiło w 1794 r. w sposób najprostszy i naj naturalniej- 
szy. Postarajmy się najdokladniej streścić szczegóły tego psy- 
chologicznie ciekawego momentu. 


II! 


-
"'- 


VII. 


"- 
Podczas gdy Goethe coraz się bardziej uchylał od świata 
i od ruchu filozoficznego i litel"ackiego
 Schiller, nie mog-ący 
-żyć bez ciągłego zespalania się z duchem wieku i jego aspi- 
ł
acjami, bez wpływania na ludzi nietylko z katedł'y, ale i przez 
dzienniki, poznał się w Stuttgardzie w 1793 l'. Z rzutkim 
i czynnym księgarzem i wydawcą w Tiibingen, baronem Janem 
Fl'yderykiem Cottą. Stanął mię{lzy temi d wierna osobami układ 
o wydawnictwo 9-arkuszowego miesięcznika «Hory» czyli go- 
tlziny, do którego należało zaciągnąć, przy pomocy sporego 
naonczas honorarjum, po 6 luidorów od arkusza, co naj przed- 
lliejsze umysły, w tej liczbie przędewszystkiem Goethego. Dnia 
13 czerwca 1794 roku wystosował Schiller list proszący w naj- 
wyszukańszych wyrazach, po którym nastąpiła prędka, równie 
wrtworna i uprzejma a przys
ająca odpowiedź (dnia 24 czerw- 
"' ca), zapowiadająca nawet coś więcej, bo chęć osohistego po- 
rozumienia się w Jenie za pierwszą w tem mieście bytnością. 
rro_ widzenie 
ię nastąpiło wkrótce pod bliżej nieokreśloną datą, 
ale w warunkach, które utrwaliła autobiograficzna notatka 
f
oetbego. Z urzędu opiekując się uniwersytetem, był Goethe 
na posiedzeniu rrtJW3l'zystwa przyrodniczego, założonego przez
>>>
- 53- 


prof. Batscha; na tem
e posiedzeniu znalazł się i Schiller. \Vy- 
szli razem i rozmawiając o treści wysluchanego referatu, do- 

zli a1;. do pomieszkania Schillera, dokąd wstąpił i Goethe. 
pociągnięty interesującą rozmową. Schiller 
ałował, że dla ludzi 
niewtajemniczunych w przyrodoznaw,stwo tak mało zajmującemi 
są dl'obnostkowe badania natury, bez poglądu na nią, jako na 
żywą całość, wątpił jednak, czy takowe jest możebne w gra- 
nicach doświadczalnego badania. Goethe nietylko wierzył, że 
mo
ebne, ale twierdził, że wszystkie swoje przyrodnicze odkry- 
cia zawdzięcza 
mialym przypuszczeniom, a że mial głowę pełną 
teol'ji metamorf0zy roślin, więc, biorąc z niej prz-J'kład, nakreślił 
kilku rysami pióra symboliczną roślinę, roślinny pierwotyp. Schil- 
ler wysłuchał, lecz rzekł wstrząsając głową: «Ależ to nie do- 
świadczenie, ależ to idea!» ffen zarzut o mało co nie prze- 
ciął pracowicie od tak dawna klejonego przez Schillera poro- 
zumienia. Uwypukliły się przed Goethem bif'gunowe przeci- 
wieństwa ich na świat poglądów, ró
ne pojmowania rzeczy 
przez duchowych anlypodów, więcej ni
 o całą średnicę' ziemi 
od 
iebie oddalonych. Ujrzał przed s obą ucznia Kanta, stosują- 
cego zasady nowej transcendentalnej filozofji, której nigdy nie 
zdolał sobie przyswoić. Sądził Goethe, że uwydatniając w czło- 
wieku, co natura w umysł jego włożyła, i wyszrubowując do 
najwyższego ::;topnia, jako cechy porlmiotu, wolność i samo- 
dzielność, stawał się Schiller niewdzięcznikiem względem wiel- 
kiej matki-natury. Przypomniały się Goethemu różne miejsca 
w rozprawkach Schillera, które mógł Goetlle tłómaczyć, jako 
do niego wystosowanp. Budziła się we mnie-powiada-daw- 
na uraza (Groll), ale się zebrałem z myślami i rzekłem: «A to 
mi się pod0ba, że mam idee, nic o nich nie wiedząc i że je 
nawet oczyma memi widzę». Struna wytężyła się ale nie pękła. 
Schiller, któremu Goet.he przypisuje wielki .takt i zręczność 
w obcowaniu, bronił swego stanowiska i Goethe uległ jego uro- 
kowi mimo dawniejsze urazy, mimo fizyczny wstręt do tytoniu 
i fajki, której 
chiller bez miary u
ywał. Goethe l)rzyznaje 
Schillerowi ogromną siłę przyciągając
. Skutkiem wieczornej 
rozmowy było nadesłanie artykułów do «Hor» przy liście, mie- 
szczącym słowa bardzo znacząee ze strony tak zapiętego na
>>>
- 54 - 


w
zystkie guziki i mało uzewnętrzniającego się czlowieka l): 
q: Zachowajcie mnie w przyjaznem wspomnieniu i bądźcie za- 
pewnieni. 
e się mocno cieszyć będę z wymiany myśli z wami» 
(dnia 
5 lipca 179-1 ..oku). Krok zatem pierwszy był zrobiony, 
lody były przełamane, obcowanie poczęło się na stopie
 którą 
Schiller uważał za jedynie możebną, to jest na stopie równości 
i w tonie szczerej otwartości, z pełnem uznaniem 7.asług i po- 
wagi sta..szego wiekiem, ale bez nadskakiwania i pochleb
twa. 
Dwie różne natury dostroiły się wedle .jednego kamertonu, 
brakło tIlko skinienia do rozpoczęcia muzyki. rro skinienie 
dał. jak się należalo spodziewać, Schiller listem swoim mist- 
rzowskim, jeśli go rozważyć z dyplomatycznego stanowiska. 
.. 
List tC'll, z dnia 23 sierpnia 179-1 roku, lla cale ju1; dalsze 

ycie 
chiłlera służył za fakt przymierza i za program zaży- 
łości. 


-łA: - 


VIII. 


Li
t ten dość obszerny. niezmiernie trzeźwym 
tylem pra- 
wie bezbarwnie pisany, poczyna się od zapewnienia nie ma- 
jącego nawet pozorów komplementu: że obcowanie z Goethem 
obudziłu w S. wielką. masę pomysłów i rzuciło światło na to, 
co się odbywa w jego własnym umyśle. :My pospolitsi ludzie 
uciekamy się do filozo(ji i szukamy pracowicie za pomocą ana- 
lizy, idąc nieraz po bezdrożach tego, do czego dochodzi wasza 
trafna intuicja, i co w niej jako całość leży. 'Vy sami nie 
wiecie o swem bogactwi
. bo wiel1zieć cokolwiekbądź można 
tylko rozróżniając i rozczłonkowując to coś, które jest dane; 
dawanie zaś samo nie jest już rzpczą analityki, ale genjuszu
 
który kombinuje przedmioty wedle praw objekt ywnych, pod, 
wpływrm ciemnym ale pewnym czystego umu (der rcinl'1Z Yer- 


]) Erltalten Sie mir ein frewulschartliche s _Jndenken tlncl seien 
We t'e1'si- 
clte1.t, dass ich mich aur eille u{tere .Auswecllselll'llg att' Tocen mit Ilme1
 
recld lllJ1w{t {reue.
>>>
- 55- 


llUlltl). Pokrewne wam umysły nie wiedzą, jak mało mają po- 
wodów do za pożrczallia się u filozofji, która sama u nich mo- 
głaby się pouczać. 'Vyprzedząjąc nową doświadczalną psychologję, 
badającą czynności psychiczne aż w ciemnych g}ębiach nieświa- 
domości, S. uzbrojony tą, którąśmy dodali, charakterystyką, 
przekonany j€st, że przejrzał usposobienie Goethego aż do 
głębi, że posiada nawet dzieje jego umysłowego rozwoju, że 
je rozumie lepiej może, niż sam Goethe, że go zna, jak nikt 
na świecie dotąd nie znał i podsuwa mu swój obrazek, aby 
::-ię Goethe przejrzał w nim, jak w zwierciadle. Szukacie praw 
natury, ale dochodzicie do nich po najtrudnijeszej i dostępnej 
tylko dla wyjątkowych natur drodze. Bierzecie naturę w jej 
całości, jaku coś organicznego, odbijającego się w każdej czą- 
steczce i objasniającego każdą cząsteczkę. Postępujecie po 
szczeblach tej drabiny od najprostszej organizacji, aby ułożyć 
genetycznie najbardziej skomplikowaną. to jest człowieka, z ma- 
terjałów całego wszechświata, aby go odtworzyć wedle wszel- 
kich tajników jego techniki--zadanie wychodzące po za gra- 
nice pojedyńczego żywota. Gdybyście byli grekiem albo wlo- 
chem z epoki odrodzenia, gdyby was otaczała piękna natura 
i idealizująca :sztuka, droga wasza byłaby krótszą i może zby- 
teczną, wybyście tworzyli odrazu i bez trudności rzeczy zu- 
pełnie piękne i w wysokim styln. Ponieważ jednak urodziliś- 
cie się na dzikszej i surowszej północy, śród brzydszych 
i ułomniejszych postaci, ponieważ jesteście z ducha grekiem 
ale w północnem ciele, więc tworząc drugą Grecję-godne grec- 
kich dzieła, w braku pięknej natury i pięknej kultury music
e 
się posiłkować lepszemi wzoranli. nauką, wiedzą. Bardzo nie- 
łatwa to robota, bo sztuka działa nie przez abstrakcje i pu- 
jęcia, ale tylko za pomocą obrazów i uczuć, więc musieliście, 
wstecz idą
, przerabiać pojęcia na obrazy, 
a myśli przemie- 
niać w uczucia, ponieważ genjusz działa tylkc obr!tzami 
i uczuciem. 
Uprzedzam. że, streszczając list, parafrazuję go, a nie tłó- 
maczę dosłownie. Prosty przekłact byłby niezrozumiały z powo. 
du już znacznie przestarzałej frazpologji filozoficznej ówczesnej. 
Kreśląc umyslowy portret G-oethego, Schiller wyrażał niekła- 


..J
>>>
( ' 
- .J) - 


". 


maue uznanie pierwszeństwa przed sobą i przed "całem obecnem 
pokoleniem jego wieku dujrzałości i bogatszego uposażenia od 
natury
 ale przerzucał zarazem most porozumienia z jednego 
brzegu na drugi, w celu zejścia się gdzieś na pól drogi. Twier- 
dził wobec Goethego: « Sami nie wiecie i wiedzieć nie możecie, 
ponieważ natura genjusza jest dla niego wieczną tajemnicą, 
do jakiego stopnia wasza int.uicja zgadza się najpiękniej z re- 
zultatami filozoficznej spekulacji. Tworząc przez intuicję, ge- 
njusz ma do czynienia z niedziałkami, ale bierze z nich tylko 
to. co istotne, to jest tworzr niedziałki, mające wszystkie 
przymioty gatunku. Przeciwnie, umysl metafizyczny, podnosząc 
się przez doświadczenie, nie traci go, więc tworzy gatunki, 
ale do 
ycia uzdolnione i zestosunkowane z rzeczywistością». 
List z d. 23 sierpnia był strzałem, wymierzonym tak celnie. 

e trafił wprost do mety i osiągnął skutek, przechodzący 
najśl
ielsze nadzieje Schillera, a widoczny z odpowiedzi. Goethe 
odpisał rychło, bo d. 27 sierpnia, w wigilję swoich urodzin 
(2ł; sierpnia), i krokiem 8chillera uj.ęty, ofiarował całkowicie 
i bezwarunkowo swoją przyjaźń otwartą i zupełną. Oddanie 
się to wyrażone było sposobem godnym i dojrzałości obu 
mistrzów, i stanowiska, które zajmowali, bez tadnych uczucio- 
wych uniesień, spokojnie, prosto. ale z zadatkami czynn. Goethe 
oswiadczał, że list B., smnlljący po przyjacielsku przebieg istnie- 
nia G. i zachę
ający do żywszego i skrzętniejszego u
ycia 
. je
o sił, był najmilszym upominkiem, jaki mógł na urodziny 
otrzymać. «Cieszę się-pi::;ał-żem -bez szczeg6lniejszej zachęty 
szedł sam jeden po mojej drodze, bo odtąd po tem «lliesjJo- 
dZtanem slJotkaniu sig», które uważam za początek nowej dla 
mnie epoki, zdaje się, jakobyśmy musieli razem podróżować 
. ({ort'Wandern). Zawsze ceniłem uczciwą i rzadką prawdę (ErJlst) 
we wszystkiem, coście czynili i pisali; mam prawo 
ądać, abyście 
mnie sami zapoznali z rozwojem waslPgo umysłu, szczególniej 
w latach ostatnich». Najważniejs7.Y był praktycznie koniec 
odpowiedzi. Goethe przyrzekał, że chętnie udzieli Schillerowi 
«wszystkiego, co we mnie jest i co mnie się tyczy, bo moJe 
przedsięwzięcie przewyższa. istotnie miarę 
ił ludzkich i ziem- 
skiego istnienia człowieka, więc chcialbYlll -po\Yiadał-wiele
>>>
.... 


\ 


... ,.. 
- al - 


rzeczy u was deponować, a przeto nietylko je zachować, ale 
i ożywić. Będziemy nieprzerwanie pracowali razem. Sami 
zobaczycie, jak wielką będzie korzyść waszego we mnie udzia- 
łu, bo odkryjecie we mnie, bliżej mię poznawszy, pewną nie- 
jasność i pewną nieśmiałość (DuJłkelhcit und Zaudern), nad 
któremi nie umiem zapanować, chociaż ich jestem doskonale 
świadom». Odpowiedź ta maluje Goethego z najmniej spodzie- 
wanej strony, jako mniej siebie pewnego i 
enującego 
ię, a 
wahającego się człowieka, który użyje odtąd Schillera za 
zwierciadło, odbijające własną jego niewidzialną mu inaczej 
naturę, który go będzie prosił w' dalszym ciągu listowania, 
«aby służył mn za wykładacza snów jego i marzeń». DJ śmier- 
ci przekonany był Goethe o tern, co wyraził w liście z r. 1798, 
za N-rem 399, i w końcu swojej autobiograficznej zapiski: 
«dałeś mi drugą młodość i sprawiłeś, 
em zost.ał znów poetą
 
chociaż już być nim prawie przestałem:t, «Odtąd dla lllni
 
szczególniej poczęła się nowa wiosna. \V której wszystko jedno 
obok drugiego kiełkowało i wyrastało z otworzonych nasion 
i z gałęzi ». Owocem tego umysłowego zapładniania się wzajem, 
jest właśnie kOl'espondencja poetów o 999 numerach. Nim do 
przeglądu jej przystąpię, pozwolO sobie skreślić słowami 8a- 
mychże korespondujących całkowitą odrębność i djametraln}' 
antypodYZlll dwóch kojarzących się dla wspólnej umyslowej 
roboty umysłów. 




 


IX. 


U mysI t;chillcra był metafizyczny; tworząc, docickal do za
a- 
dlliczycl1 pra w 
wojej sztUAi. \V 179;)-96 r. napbał traktat 
« Ueue'ł' llaive und scntimental
sclte Dicldung», dzielący porzję 
na te dwa glówur rodzaje. \Vyrazy, oznaczające te g-atunki 
może nic są właściwe; wypadałoby może dać gat
lllkoll1 nazwy 
podmiotowej i przedmiutowcj: albo realistycznej i idealizującej 
poezji. 'V pierw::izym gatunku mieścił Schillrr dawn
Tch gl eków. 
alp nit' w
zy
tkich: HOIllf'l'a i 
zckspira: w drugim z gTl'ków 
Eurypidl'
a, rzymian i prawi£' całą PO('zję nowożytną. Pod
>>>
- 58- 


tym podziałpll) jest inny podkład teoretyczny, nie wypowie- 
dziany, alr oająey 
ię domyślać. Schiller zr
tawia swoją twór- 
czość z twórczością Gocthego z drugiego okrf'
u jego twór- 
czości,oo którpg'o należą jego dzieła po powrocit' z 'Vłoch, kiedy 
:-.tał się klasykirm, i aż do starości, kipdy zaczął tworzyć rzeczy 
już tylko przrważnie symboliczne. Schillcr broni s\Vojr'go ro- 
(.lzaju twórczości, dowodząc jego prawności i konieczności. Pierw- 
szy gatunek porzji przrdstawia naturę \V najrozlr'g-lejszclll zna- 
cz('niu, a zatplll i człowicka bpzpośrednio i z pienvszej ręki, 
zmysłowo i plastycznie, bez żadnego względu, czy przedsta- 
wirnip będzir pięknl', bylr było prawdziwp, nip narzucajac 
widzowi żadnych swoich pomysłów, żadnego idealu, · unirwido- 
miając się za obrazem, jak Bóg :-:ię uniewidomia w 
tworzelliu. 
Dł'lud gatunf'k właściwy jPst sztuczniejszym i 
komplikowań- 
szym ..;połecznym układom, rwącym się ku picrwotności, ku na- 
turze z więzów nienatul"ablych 
tanów, sto:-:unków i zwyczajów. 
Człowirk do:-:zukujc się natury, jaką sobic sam wrmarzył przy 
świetlp 
\Vl'g-o o niPj idpalu i w zabarwirniu swoich osobistych 
, . 
uczuc. 
Typowym okazcm takirgo 
entynH'ntalizmn jrst J. .J. Rous- 
:-.pau. 
chillf'r tłómaczy, jak mu trudno było porozumipć 
ię 
z Szek
pirrm, z jPg"o chłodpm, nieczułością i szydrrstwem śród 
naj,Yięk
zrgo patosu. 4 Spoufalony, powiada, z now:-:zymi poe- 
tami, przyzwyczajony w każdem dziele spotkać autora, zc- 
spolić 
ię z nim :-\rrcrlU, z nim o jrgo przedmiocir ruzmyślać
 
słowem spozierać na pr7.pdmiot w podmiocie, znieść nip 1ll0g- 
łrm. żr autol" nipujętny, żr do mnir nic przemawia». Każdy 
grnjusz musi być naiwny, genjalnym jp
t pt'zrz f\wą nai\\,;ność. 
'Vipoziony samą swoją naturą, instynktpm, wychodzi on cało 
zr w:-:zy
tkich nastawionych si(]('ł złrgo f'maku i gospodarując 
po za trm. co mu wiadomr, rozszerza 
amą naturę, nic wy- 
Ch0dząc z nirj wcalr. Za takiego gpnjalnego poetę uznawał 
Schiller Goethego, bijąc czolrm przed jego intuicją, przpd nie- 
OIllJ hWlll brzpośrrdnipm uczuciem, 
lużąc()m mn za przrwodnika 
(Kor., nr. 7). Domyślał się, żr zanim Gorthrgo poznał. mll
ial 
przpjść G. llit'Jllały okres analityczny wpwnętl"znego rozdar,cia 
się, który przebywszy, do
zedł do hal'monji w 
obie pl'Z'Z 
ztukę
>>>
- 59- 


i naukę. Dziś wn1ca wyk:-:ztałcony i dojl"zaly do 
woj(\j młouości,_ 
posiadając jPdnocz(\śnic i owoc i kwiat. Ta druga młouość jpst 
młodością bogów, jako bogowir ni(\śmiertpluą (K., nr. 267). 'Vo- 
-bec t(\j naiwllośd i intuicji odczuwał SchilleI' swoją 
tosunkowo 
mnir.;:-izą zasobność umysłową. Trzeba mi czasu-pisał po 
wie- 
ŻPlll siłę widzPlliu z G. (dnia 29 września 1794 r., K., 12)-by 
ł'Ozi)lątać pl'ZPZ wa
 obudzone we mnie pomr:-:ły, wziąć w siebi.p 
w:-:zy:-:tko, co wziąć dopu
zcza mOJa 1"eceptivitas; czas pokaże, 
czy dojrzeją ten po
.:iew. Xir oczekujcif'-pi
ał (dnia. 31 :o;icl'p- 
nia 1894 r., K.. 7)-wipln odl'mnit'. pom
-słó\V; ja z malego 
robię wi(\le, mnipjszy mam zakrp
 umy
łowy, więc obiegam 

o pI'ędz('j i części(
j, \Vi
c użytkuję Ippirj z mojpj mnicj zna- 
czącPj g-otowizny, za
tępując fOl'lllą właściwy mi brak rozmai- 
tości w tl'CŚCi. 3Iój rozum dzia1a, symbolizując. Jr:-:t to mic- 
:-\zani(\c: coś pfJśl'pdllipgo między POjęCiPlll a idrą, prawidłcm 
a wrażrnirlTl, trclmiką a :renjalnością. Czyniło mię ta niezgl'ab- 
nym tilk w popzji, jak w filozo(ji. 1)0 dziś dnia nif'raz wy- 
obraźnia psuje mr).k absttakcjf', a chłodny rozsądpk moje por. 
t yzo\Vani('. Szczęśli wy będe
 :-:koro zdołam okipłznać i ogra- 
niczyć obir 
ily, l11f' nim mojrmi 
iłami zawładnę. g-ł-ozi mi 
ehol'oba śmirrcią fizyczną. 'V ątpię, czy będę miał czas do 
w:-:zechstrolllwgo przPł'obirllia fię ul1lysłowrgo, możp i uda.. sie 
uni('ść z trgo l'ozbicia to, co pI'zechowania gOdIW. Sehillrr do- 
:-:konalp pojmował, jakir :,:zkopuŁy tl'zpba omijać, by ujść roz- 
bicia (K., 361). Porta powinirn podni('ść 
ię nad l'zpczywi- 

tość, alr nir przechQ(lząc granic zmysłowości, bo 
 tylko W Zf'- 
:--polrniu obu l('ży 
ztllka. Zamykając :,:ię w nipfol"l'mnej, nie- 
piękIWj natUl'ZP. po(\ta wyskakuje zr- zmy
lowości, utwór :-:tajl' 

ię idpalistyczllym, albo co gorzpj fanta
tyczllym, jPżpli 1'(Jzum 
poety za
łabJT. .T
żpli z natury ma pociąg do zmysło\Vo
ci, nt- 
WÓl' jPgo stajf' 
ię, w złem znaczpuiu slowa, reali:-:tycznym, a gody 
mu brak fantazji-nh\\Volniczym i grubo po:o:pulitym. w olm wy- . 
padkach zaś nipestptyczllym. SchiUrl' zdawał 
obip dokladnip 
pra- 
wę z tł'tHlności przenLbiania doświadczalnych fonu \V ('
trtycznp 
i dhltrg-o tak wy
oko cenił trclmikę mistrzów starożytnych. 
am 
sil'bi(
 znając, nip opracowywał innych kl'om hi:-:torycznych. bo 
by się nh"zl1wodnir potknął, gdyby :-:ię pOł"\vał na ł'palizo-
>>>
- 60 -- 


f 
w3nir' czp.:łt'go zmyślenia. «Czuję-powiadał-że mogę pl'wną 
określoną matl'rję l'ozplynić (a.ufquclleu), podcza
 g-dy przed- 
miotowa pewność materji hamujr moją fantazję i opiera się 
wybrykom dowolności» (K., 398). Schillpl' mocno zazdrości Goe- 
themu jego,zadziwiającf'j zdolności tworzyć i reflektować ko- 
lr'jno, nigdy tych dwóch funkcyj nip plącząc. «Pracujeci
-pi- 
sal-tworząc pocil'mku i światło jed
"nip w 
()bie tylko mając 
(illIH'mi słowy mówiąc, rzecz u was sama w utwór 
ię układa 
nie wiedzieć jak, przl'z natclmicllie i nieświadomi e), alt' 
koro 
zaczynacie reflektować, światło wC'wnętrzne uzewnętrznia 
się i oświetla przl'dmioty i dla was i dla innych». \V Schil- 
lerze 
amym obir funkcje odbywały się jednocześnie, mit'::,zając 
się w sposób niekorzystny dla utworów (K., 39'6). 
"T 1823 I'. W rozmowie z EckermanC'n (B., nr., 899) GOl'- 
tli(' żartuje z utrapień Schillera i z jC'go próżnych wysiłków 
rozrqbać całkil'm dwa gatunki poezji, naiwny' i srntympntalny, 
jak gdyby mogła kiedy btnieć 
C'ntymentalna poezja nie na 
gruncie naiwności, jak gdyby każda poezja obu gatunków nie 
rodziła 
ię zawsze z pomY8lu. try
kającego w głowie nie::.:po- 
dzianip i zlliC'nacka. Bpz takich llatclmil'ń niC'ma twórczości 
i gC'njuszu. Każdy dramat Schilkra wynikał z pienn;zpgo po- 
myslu
 już zawicJ'ającC'go w sobil' ogólny zarys prz
.szłC'j ca- 
f łości. rra tylko jednak zachodziła wielka między mistrzami 
różnica, że w glowie GoC'thego pomysł wylęgał 
i:, rozwijał się 
i dojrzpwał, aż się wylonił, jako całkiem dono8zonl' dziecko, 
tak że nikomu ani na myśl nie przyszło du chwili samego po- 
rodu, że autor cokolwiekbądź zamit'l'za, zaś Schiller, mając po- 
my
ł, kuł go natychmiast i prawił' mechanicznie, jak majster 
z profr
ji, całość stopniowo wypracowywał. Przytaczamy bar- 
dzo trafną charaktl'l'ystykę Grimma (rorlesungen, 21): to, co 
Schiller rozumial pod twórczością poetycką, wcale dla Goethego 

lie było żadną poetycką twórczością. Schiller wynajdywał naj- 
przód matt'rjał, to jest jakąś fabułę-zwyczajnie historycznq. 
\V liście do Go('th('go (K., 290) czytamy: cała waga. utworu 
w 
ztuce, to jest cardo n'i pollga. w wlnalezipuiu fabuly poptycznpj. 
Kastępnil' modelował on tl'll mateljał, dopóki go nip ull/żył 
w odpowiedni 
po
r)b. Potem na chłodno robił rozkład 
ztlIki.
>>>
- 61- 


Następnie dzipń po dniu pr..lcJwał, niby mularz, _ budujący pa- 
łac wedlp danego planu, potem budynek ten stroił, mt'bl
wał, 
llakonipc, wyświeżywszy go ostatecznie, oddawal do użytku 
publiczneg-o. Schiller przywyknął do takiego panowania nad 
swoim talentem, 
e, nara
ając na szwank swoje zdrowie, po- 
pędzał swego pegaza biczem i ostrogą, kawą i likworami sród 
pracowitych, bezsennych nocy nad robotą, zapachem przegni- 
łjch jabłek, które trzymał w szufladzie. a od którego Goethe 
cl0
tał ra.z mdłości i zawrotu głowy (Biederman, nr. 1074,1131).. 
Ten nadmiar mózgowego natężenia., te kroplt. potu, widocznp 
w każd}"m utworze S., dostl'zegal Goetbe jeszcze przed bliższe m 
poznaniptl1 
ię (naprzykłaf! rozmowa z Falkiem, Bied.. nr. 111). 
:Kie było właściwem Schillprowi, powiadał G. (Bied., nr. 899), 
t.worzIć instykto\Vo i jakby nieświadomir, mu
ial reflektować 
tworząc, ale filozoficzne nakiel'owanie jego poezji szkodziło jej, 
bo dając pierwszeń
two idpi przed naturą, często pomijal tę. 
ostatnią. Cokolwiekbądź wykombinował, musialo 
ię odbyć, 
choćby bylo nienaturalne (8., nr. 699). Ztąd bl'ak dostatecz- 
nego wymotywowania działań, ztąd, obok scen wznioslych i po- 
rywających, s
\ inne, ploawie wytrącające książkę z ręki wy- 
kroczenia przeciwko prawdzie natury, ztąd zbyt 
kompliko- 
wana psychologja charakterów. 
Przedmiot swój Schillej', wedle Gorthpgo, chwytał śmiało 
i opatJ'ywał ze wszech stron, i przewracał, i majstrował, p:\- 
trząc na niego tylko z zcwnątl'zo Spokojny rozwój z wewnątrz 
nie b
"ł mu właściwy. 
igdy on nie był z siebie zadowolony, 
często przl'rabiał rolę pl'zed samą próbą, rozporządzał się do- 
raźnie i był przeciwny wszelkiemu długiemu motywowaniu. Za 
to miał dar całkiem obcy G. rozpowiadania o płanie i o ruz- 
kładzie każdej rzeczy, którą miał na wal'sztacic, każda więc 
jego sztuka. odkąd się zbliżyli, była "pomiędzy nim i GOt'them 
przenicowana i przedyskutowana. GoctIH' przYllajp się,.że to 
motywowanie działań, bez którego nip mógł si
 on ob)"ć, 
pra- 
wialo, 
p !'ztuki jego były mało sceniczne, podcza
 gdy talrnt 
Schillera był przeci wnie przedew
zp;tkiem 
cenicznr (B., nr. 971). 
Dodajmy do charakterystyki twórczości jeden rp. szczegól- 
niej:-:zy (
itzsche w «Gcburt do: lrafJrdie»). Talent Schillel'a 


.
>>>
- 62- 


był w najbliższem pokrewieństwie z muzyką, a Goethego- 
z plastyką. «Chialbym wiedzieć-pisał S. do Goethego (K., 157, 
w 1796 r.)-w jaki sposób bierzecie się do roboty. U mnie 
uczucie bywa początkowo bez określonego i jasnego przedmiotu. 
ten się wyjaśnia później. Poprzedza go pewny nastrój uczu- 
ciowy muzykalny i dopiero po tym nastroju następuje pOJTI}"sl 
poetyczny». 
c
Iimo rażącej usterki (llol,eiten), tak się wyrażał Goethe 
w l". ] 827, Schiller ma taki wzniusły umysl i charakter, że 
w
zrstk9, czego się cłotknął, było nieskończenie doskonalsze 
nad to
 co najlepszego dają nasi nowsi tragicy w swoich sła- 
bych, miękkich, forsowanych i nienatura]nych utworach. Schil- 
ler był od tych panów nieskończenie wyższy, llaweż kied,Y 
obcinał sobie paznogcie». (B., nr. 1073). 


-
t: t'E- 


x. 


hoilC7ąC tę wstępną dlarakteq-5tykę 
chinera, powinniśmy 
rzec kilka słów o Goethem, jako o wręcz przeciwnym tempe- 
ramencie i uzdolnieniu. Przy zestawieniu ich nasuwa się kla- 
syczne wyobrażenie ognia i wody. jako dwóch nieprzejedna- 
nych nigdy żywiołów. \V obec schillerowskiego ognia. przetra- 
wiającego wątły jego organizm fizyczny, wobec nieustającej 
do zgonu młodzieilczości ducha i upędzania się za wymarzo- 
uerni idealami, Goethe przc(lstawia obraz \Vf:paniałej morskiej 
ciszy, nastałej po dość burzliwej, ale niepowrotnie minionej 
młodości. Pod tą szklistą powierzchnią zachodzą _ciekawe zja- 
wiska
 wyprodukowane jak wszystko, co daje natura, bez ulo- 
żonego najprzód w pewnym mózgu planu, bez wysiłków woli 
i w ten SpOSÓD, że nikt nIC wie i nie dociccz(\, jak się to 
sarno przez 
ię stału. 
\Vszystko, co twoI'zr genjusz, jako genju8z-zwierzał się 
Goethe Schillerowi (K., 807, r. 180 l)-odbywa się bez ś\\"ia- 
dOlllOści. GenjalllY czlowiek może coś czynić rozważnie, roz- 


op
>>>
- 63- 


myślnie, z przekonania, alc tc wszystkie okoliczności są przy- 
padkowe. Genjalne dzielo nie da się przez refleksię popra\Vić
 
od swoich wad uleczyć. lecz przy pomocy refleksji i praktyki 
genjusz może się podnieść do tego stopnia, że będzie tworzył 
rzeczy wzorowe (K., 268). rrwórczość to sila przyr(ldzona
 ni- 
czem na świecie nie kierowana, wyrabia się sama z siebie 
i działa we właściwy sobie sposób. rro odczuwanie przez Goe- 
thego
 że swój genjusz zawdzięcza tJlko naturze, a nie chara- 
kterowi, czyniło go w rzeczacb twórczości zamykającym się 
w sobie, unikającym wszelkiego popisywania się i pozowania, 
nawet tajemniczym \V prostem obcowaniu z ludźmi, starającr m 
się uchodzić za daleko pospolibo:zego człowieka, aniżeli był 
nim w istocie. «)!am w naturze
 pi
ał on do 
. (K., 186), pe- 
wien pochop (Tlc) realistyczny, wskutek którego chciałbym od 
ludzkich oczu chować mój byt, moje czyny, moje pisma. :::i ta- 
ram się jeździć incognito, nosić proste raczej niż wykwintniej- 
sze ubranie, użrwać najmniej dobitnych wyrazów w rozmowie, 
słowem, wygląrlać mniej znaczącym, niż jestem. Zechciejcie 
mnie wypędzać z tych moich granic.». Co się tyczy poetyckic- 
go tworzenia. to chował Goethe "r największej tajemnicy. 
«'Viem, mówił (B., Nr. 899, rozmowa, r. 1823), że nigdy nic 
nie zrobię, skoro komukolwiek zwierzę 
ię z mego planu w ro- 
bocie, albo skoro g"O komu wyłożę». Nie zwierzał się nawet 
Schillerowi (wyjątek stanowi, jak o tem powiemy póżniej 
«Hprman i Dorota»). «.Nosiłem się w milczeniu z utwurem 
i nikt nie wiedział o nim, pókim go nic ukończył». rrworząc, 
G. sam siebir obserwuwał, hadając tajemnice własnej swej 
istoty. \V tym właśnie punkcie miało ula nipgo wielką war- 
tość zainteresowanie się badacza, któryby mu pomagał tłóma- 
czyć sny jego, to jest wytłómaczyć, co było niedocieczolwgo 
w tych własnych jcgo ob
erwacjach. Goethe u
tawal tworzyć, 
bo coraz rzadziej u3.wiedzalo go natchnienie, obcowanie z Schil. 
lerem było nową, żywszą do tworzenia p()buclką. Była też 
i druga korzyść niemniejsza. «Odciąg'nęliście mnie, pisał, od 
zbyt ścisłego obserwowania zewnętrznfch rzeczy i ich 
tosun- 
ków i kazaliście mi wejść w samego siebie; kazaliście mi spra- 
wiedliwiej oceniać wszech
tronnuść wewnętrznego człowieka».
>>>
- 64- 


Zamykamy ten dział naszej pl'acy dwoma łvypisami z Goe- 
tliego, awoma obrazowemi porównaniami poetyckiej, wedle 
niego, twórczości. «)ly tylko wysuszamy stosy drzewa i skła- 
damy je tak, aby się same kiedyś we właściwą chwilę zapa- 
liły, czemu się potem dziwimy» (K., 52). G. uwielbiał Szek- 

pira
 i stawił go nieskończenie wy2ej od siebie. «Szekspir. 
powiadał, podaje nam złote jablka w srebrnych czaszach. 
P,"zrz wielkie studja uczymy się wyrabiać srebrne czasze, cóż 
jednak poczniemy, gdy nie mamy ich czem zapełnić, chyba 

amemi kartoflami» (Biedermann, Xr. 1016, r. 1825) 


., 


..."''''-'''"

 



rv
>>>
CZĘŚĆ DRUGA. 


Polityka Goethego i estetyka Schillera. 


c
 


XI. 


 'l l . 1 ' k . d . k . ł d . " . l 
't,_1 C lWI l, "le r 
łę FOJarzya ozgonna przYlazn pomlę( zy 
dwoma wielkimi poetami niemit'ckimi, odbywały :-;ię na scenh' 
politycznej europejskiej następujące olbrzymie wypadki: d. 27 
lipca (9 teJ"midora) 179-1 r., z upadki('m Robespirra ustał tel'o- 
ryzm rewolucyjny. 'Vkrótct' potem, d. 5 kwiL'tnia 1795 l'. (H; 
gPJ'minala). Francja zawarła pokój z P nI::., a m i pod warunkiem 
neutralności pail::-:!l'\Vrk ,'ze:,zy na północ od )Il'nu. Szkaradlll' 
okrucieilstwa rewolucji trancllzkiej znacznie ostudziły entuzjazm 
Schillera i zachwiały jl'gO wiarę w blizkip odrodzl'nie się ludz- 
kości. Obrzydły mu panowanie motłochu, rZl'zie, mordy i w::;zy- 
stki.. wogóle praktyki rewolucyjne. Ten nowy jego nastrój od- 
bił się w «Pieśni o dzwonie»
 poczętej w 1788 roku i wydru- 
kowanej w l'. 1800. Goethe nigdy nic był stronnikiem rewo- 
lucji. nawpt za młodych lat, takim, jakimi byli \\7iplaml: 
Herdrl" albo początkowo i Schiller,. lecz zrozumial on odrazll 
i ocenił bardzo przrdmiotowo doniosłość tego faktu w
zt'chś\Via- 
to\Vą, konieczne rozlanie się tej rewolucji po całej Em'opic 
i głębokie zmiany, jakir ona sprawić. musi w obyczajach i 
w ustroju społecznym. Zoczywl'zy pod Valmy roztoczoną wklę- 
słem półkolem, ogień gęsty działowy ziejącą armję Kellermana. 
zapisał on do swego dzipnniczka: «roll, llier und /tcute !lent 
eiue ncul' Epoche t7er 1V clt!Jeschichte al/S, und ihr kiinnt SG!JCIl, 
ilzr seid da.bei geu'csc'Wlł (odtąd i od dzisiaj począł się nowy 
()kres w dzipjach w
zechświata, możecip powiedzie.\ żpścip pl"zy 
5
>>>
- G6- 


tem byli). 'V tym nowym kroku dziejowym najprzód Gopthc 

ercem nie uczestniczył, on stwierdzał tylko sam fakt. 'Vy- 
padki 
zły za wypadkami i rozwijały się szybko. P
tra mo- 
zajka państweczek dorzecza Henn nie układala :się w żadną j('d- 
ilOŚĆ narodową, a odznaczała się mnóstwPlll dziwacznych przeży- 
tych archaizmów, które miłe były sercu Goethego, jako serCll 
artysty i pierwszego w Niemczl'ch romantyka. Francuzi go::;poda- 
l'owali tu, jak tylko sami chcieli, podtrzymując drobne pail
twa 
i miasta rzrskir przeciwko takim wielkim i zaborczym pań- 
stwom, jakif'mi były Austrja i Prusy. Deptane, obcinane, łu- 
pionc i mpdjatyzowane drobne państweczka rze"
y co chwila 
mogły się spodziewać że staną :,ię pa8twą każdego silniejszego. 

cbilłer nie doczekal 
ię najgoJ'szycb chwil dla Niemiec. lecz 
w póltora roku po jego śmierci, w 1806 r., 'V rimar oddany 
był na łup zwycięzkiemu wojsku francuzkiemu. Dom i dobytek 
Goethego ocalonf' zostały dzięki energji i prz}'tomności ducha 
gosposi Cl1ł'ystjany Vulpius, którą wnet potem GoetlH' kościeI- 
nil' poślubił
 uporządkowawszy w trn 8posób swój z nią sto- 
8UlH'k. 'V październiku 1808 1"., wezwany przf'Z Napoleona Go£'- 
the stawi się przed nim w Eł'ful"cil' i będzi(
 z wirlkirm od- 
znaczpniem Pl"zyjęty. (Voillt un homme-rzf'kł K. po przyjęciu). 
'V 1810 roku książę Weimar
ki wypadł z łaski Xapolf\ona; 
groziła mu destytucja. Gopthe roznamiętnił się aż do otwartego 
wyrzekania ze lzami w oczach: czegoż chcą ci francuzi? czr- 
muż wymagają rzeczy nil\ludzkich? Czy
 ju
 wasze Cl':san:two 
8toi na tak mocnych nogach, że się niczego nip obawia w prlY- 
szłości':J Z kijami w ręku pójdzirmy za naSZ}Tm panem. Bę- 
dą mówili ludzie: oto stary Goethe i dawnipjszy książę \Vei- 
marski 
pędzony z tronu przez ce
arza francuzów za to, że pa- 
miętał o swoich przyjaciołach.... Będę ja śpiewał o żl'branym 
chlpbie... wyśpif'wam naszą niedolę.... pójdę po miastach i szko- 
łach, wszędy gdzie imię moje wiadome, śpiewać będę hańbę 
nirmców!... (Biedprmann, UJ'. 518). 'Vszakże, gdy zarY80wała 
się w 1813 r. możebność odwetu za krzywdy nic narodowego 
wprawdzir (bo się Niemcy nip skon80lidowały w polityczną 
całuść)
 alc tylko rasowego, Goethe rozmyślnic nsunął się na 
:-;tronę i ani palcrm nie przyłożył się do tego Freih 'itskrie!}u...
>>>
- 67- 


zapoczątkowanego przrz panujących monarchów nirmieckich 
i przez profr
orów, a porywającego masy pod hasłem: hejże 
na francuzów! 
i(\ chodziło o wystąpienie z bl"Onią w ręku, 
na co Goethc był ju
 za stary, chodziło tylko o slówko za- 
grzrwające do walki, a trgo słówka nic chciał wyrzec Goe- 
the. Nic niema cickawszego w tym względzic nad opowiada- 
nie byłego docenta \V Heidelbergu, Ludrn3. (Bied., nr. 590), 

tóry poznal 
ię z Goethcm w 1806 r. i był przez niego po 
przyjacirlsku przyjmowany. Lllden ('hciał wstąpić du wojska 
na ochotnika, lecz przyj2ciele namówili go by założył patrjo- 
tyczne pismo «Kemrzis», przIjech
ł więc do Goethego z pro
- 
bą o błogoslawieństwo z pełną otuchą, że znajdzie w G()ethem 
współpracownika, lecz Goethe go osadził na miejscu temi lodo- 
watemi słowy: «'V teraźniej
zym stanie podniecenia (Auf're- 
!JUJlg), czyli tak zwanego podniesienia się duchem (Bcgeisterllng) 
nic nie mam przrciwko wa:o:zemu przedsięwzięciu
 jako urzę- 
dnik. Nie potrzebujecie żadnej protekcji. Ale jako człowiek, 
radzę wam pozo:-:tawić los świata właściwemu jego biegowi 
i nil' mieszać się do tych waśni królów między 
obą, w których 
i mój głos i wasz nigdy nil' będą wysIuchanr». Do żywego 
dotknięty Luden, zdobył się na słowa pelur mlodzirńczego 
obm'l('nia, ktÓrych Gocthc wysluchał: potem zaś odpowiedział 
łagodnic, jak się przemawiać zwykło do młodszegu wiekiem, 
prawie do dzircka: Czyż sądzicie, żeście mnir powiedzieli coś 
nowego, mnie całkicm nieznaJl(\go?... Czyż sądzicie, że jestem 
obojętny na wszystkie wielkie ider wolności, ludu, ojczyzny?... 
I ja miłuję Niemcy, i jam gorzko cierpiał nad losem tego na- 
rodu. tak czcigodnego w m
obnikach i tak nędznrgu w jego 
całości. Porównanie jegu z iunrmi narodami tak przykre, żr 

tarałrm się wszelkirmi sposobami złemu zaradzić i znalazlem 
w nauce i w sztuce skrzydła, na których można gię podnieść, 
ale nauka i sztuka nie llale?ą do żadnej narodowości. \V szakżl
 
pociecha, którą one dają, jeRt to błaha pociecha, która nic 
:-;tarczy za dumnr przrświadczenie o nalrżenill do wielkiego na- 
rodu, cześć i bojaźn nakazującego. \V przyszłość 
iemiec, jako 
i wy, wierzę ja najmocnil'j. Ich przeznaczenie daleko WYŻSZl
 
nad to, czego dokonali, to jr
t nad obalrnip Rzymu i ukształ- 
5*
>>>
- - 68 - 


towCłuil' ś.'p Iniowiecza
 _ ale tu l'zecz dalpkiej pJ'zy
złoścj, zaś 
jak na dzbiaj każdy puwinien wedll' talrntu. 
kłoll11OŚci i sy- 
tuacji, działając głównie z dołu w górę, mnożyć, pOdJlO
ić i 
L'OZ
zl'L'zać kulturę narodu, aby go uzdolnić do wielkich czy- 
nów, kiedy dzień chwały nastanie. Cóż jl'st na dobie? zal£.dwil' 
początl'k końca. Albo Napoleon zwycięży i wszystko zostani p 
po dawJwIllu-chociaż to je:,t mało do prawdy podobne-albo 
Xapoll'un zostanie pokonany. Cóź dalej? l\Iówisz o przebudzf'nin 
!:'ię narodu, alt' czyż naród ten jest istotnie przebudzony? czy 
każdy l'uch ie
t podno
zl'nieIll się? 1t[ówię nie o wyk
ztałco- 
nych młodzil.ilCach i mężach: mam na oku ludowe masy, mi- 
ljony ludzi. Powiadasz: wolność; powiedzialbym raczej: wyzwo- 
lenie, lecz nam trzrba wyzwolenia nie od jarzma pewnego 
cudzozicmca; chodzi o wyzwolenie od jarl.ma cudzozirm
zczyzny' 
Niemasz już dla mnie francuzów ani włochów, ale widzę kozaków, 
baszkierów
 choL"\vatów, madjarów, ka
zubów. żmudzinów, brunat- 
nych i w:,zelkich innych huzarów. Przyzwyczailiśmy 
ię spozierać 
tylko na zachód i ztamtąd tylko oczekiwać niebezpieczeństwa, 
ale niebezpieczeństwo może nam grozić i od wschodu. Powo- 
łujesz się .na prześliczne proklamacje obcych monarchów i krajo- 
wych, ale te proklamacje tyle znaczą, co monolog RYf'zarda III: 
«konia, konia, króli'stwo za konia!»... Luden odszedł z pL'óżnemi 
rękami, alr odszrdł rozbrojony, rozczulony i przekonany, że 
wyrzrczenir 
ię przez Goethrgo wszelkil'j czynuej roli w naro- 
dowym ruchu, było u\VOl'em l1ie obojętności, ale bolesnej rrzyg- 
nacji. w
-wolanej przez głęboką znajomość ludzi, okoliczności 
i własnej sytuacji. 


+-- 


XII. 


Sąd na
z nI(' mOŻl
 lJyć tak pobłażh wy, jak 
ąd Ludena. 
Goethr nil' odczuwał zgoła. wielkil.go i już rozbudzollego, a 
mającl'g"o og-romną doniosłość ruchV narodowrgo w Kicmczech, 
nir prZ('z pJ'Zł'ZOrllOŚć albo dojL'załość, all' przez uderzający 
,
>>>
- 69 


brak zmJ:,ln polityczlH'go. :Xir był to bł'ak wrodzony, alr 
nabyty 
kutkicm nirwprawy i zaniedbania. a dochodził do 
atrofji, do ubrzwładnlpnia Ol'gallów t£'go zmy
lu. Badacz na- 
tury, dla którpgo nic było \V trj naturze tajemnic, znał do- 
kładnie w:-:zy:-:t kip 
zczeblp w drabinie jC::-Itestw organicznych
 a 
nie zastanawiał :-:ię nigdy nad trm, jak wielkim i 
amodziel- 
nym je:,t czynnikirm państwo w dzirjach kUltUlT i omijał jr 
w 
tudjach swych 
y
trmatyczni(', czego dał dowody na przykład 
w datach uczniostwa 'Villwlma Mcistra». ,V tym jednym punkcir 
nic dotrzymał Goethr kroku 
wojrmu wiekowi. 'Viadomo, Żp 
nikt 
ię więcej nic przyłożył do wrl'obirnia. zmyslu politycznego 
w :Nif'mczrch nad Hrgla, którrgo filozof ja 
tała 
ię na cza.:; 
prwirn urzędową i pań
twową filozof ją 
iemiec, już kirłku- 
jących w postaci pł'uskirj monarchji. Hrgcl znał się z Goethf'm, 
gościł u niego w 1827 l"oku i był wysoce przrzrń honorowany 
(Birdermann nr. 1132), ale to obcowanie nic wywołało zespo- 
lrnia się, tak że Gorthe pozo:,tał człowic'kiem z przedheglow- 

kiej epoki. Usprawiedliwiając się pod koniec życia (1830 roku, 
Birdrrmann m'. 1276) zr swojej neutralności politycznrj. Goe- 
the tlómaczył ją wickiem i :o.tężalością o
tatecznie wyrobionego 
charakteru: «Czyż mog-h'm chwycić za oręż brz nirnawiści? 
Czyż mogłrm nipnawidzirć, mając lat nir 20, alr prze
zlo 60?) 
Pł'zyjaźniąc 
ię z Schilleł"rm. miał Gorthc dopirł'o 45 lat, więc 
był w silr wif'ku, a nirma na to żadnych dowodów, żr myślał 
i odczuwał swe myśli inaczcj jak w 1813 r., to jrst w przrdr- 
dniu F1"('i"eit.
krie!Jlf. Zagadnięty, pozorowalby tę swoją ni- 
jakość polityczną argumentami i motywami, których używał 
w kilkadzirsiąt lat późnirj, mówiąc do Eckermana w r. 1828 
(Bied., nr. 1276): «Prawdę mówiąc, ja nir nirnawidziłrm fran- 
cuzów, chociaż chwała Bogu. że :-.ię od nas wynirśli. Czyż 
mo
drm ja, dla którego znacza coś tylko kultm'a i bar
a],7.yń- 
stwo. nienawidzicć naród, nalrżący do najwyk
ztałceń
zych 
na śwircir, któremu i ja zawdzięczałem znaczną część mego 
wyk
ztałcenia? J pst pewi('u stopipń podnirsicnia się, na którym 
nipll(lwiść narodowościowa ustajr. stoi
z nad naJ'odami i od- 
czuwasz 
:zczęście i niedolę sąsiadów, jak gdyhy 
wojr wła
n('». 
Uwirlbirnir dla Xapolpona pl'zrchowywało sie w GortlH'm nir-
>>>
- 70- 


zmniej
zOll(' aż uo śmiprti; te są słowa, któn' wyrzekł w r. 1828 
(Bied., nr. 1144): «Oto był człowiek, zaw
ze jasno patrzący 
i }:tanowczy, każdl'j chwili tyle mający energ-ji, że urzeezy- 
wbtnił, co uważał la pożyteczne i koniecZ-llC. Zycie jego - to 
pochód półboga z bitwy na bitwę
 Z(
 zwycięztwa do zwycięztwa; 
(laIeko nam do niego (es war ein ](erl, lem 'łrir l'S {reilich nicht 
naclł machcll konnen) J. 
'V tem 
wojem ko
mopolitycznrlll miłowaniu :samej tylko 
,kultury wogóle Gcethr ani pożądał pru'wagi politycznej dla 
Niemiec, ani jej naWf't w najmniejszym 
topniu nic pL'zeczuwał, 
nie domyślał się wcall', że 
iemcy mogą :-;ię zmasować w wielką 
potęgę. O
lupiające prawil' wrażrnir 
prawia
 z powodu 
wej 
oczywi:--tej niedorzeczności. jego ruzmowa z Mulll'rem w r. 1808: 
«ł\irIDcy, jako kraj, są niczrm, ale każdy.z osobna niemh'c- 
cZf'mś, i nawet znacznrm, lecz wyobrażają sobie, że ::się rzpczy 
mają odwrotnie. Nil'mey muszą być rozsadzeni. i rozprm;zeni po 
całym 
wiecie, jak żydzi, aby wydali z 
iooil' całą masę dobra 
na pożytek innym narudom.. (Biederm., llL'. 386'. 
Schillrr czuł daleko lepjpj od GoptllPgo tętno cza
u i u
po- 
sobienir swojrgo narodu nawet przed najgon:zymi, najbardziej 
upokarzającymi Niemcy wypadkami, do których nic dożył, przed 
bitwami pod Austerlitz (1806) i Jeną (1806), i przed pokojem 
w Tylży zawartym (1807). Przez najmnirj tendrncyjne i nic 
mające nic napozór politycznego jeg-o utWOI'Y: ({Dziewicę Orle- 
ańską» i c WillH'lma TpUa», przr
ączał się mimowoli gorący 
jego patrjntyzm narodowy. Słu
znie powiada życiopi:;arz j('go
 
Palleske (II, 570), 1e Schiller Zbl'oił }:wój naL'ód przeciwko 
Napoleonowi, o ile tylko poeta może 
wój naród uzbroić. Sam 
zdawał ::;obie z tego sprawę, pi
ząc o «Tl'lhu do Koernel"a: 
«Jeśli bogowie mi pomogą :-;pplnić
 com zamiprzył, będzie to 
rzecz potężna, która wstL'ząśnie 
ceny nirmiet:kie». Coby sie 

tało. gdyby Schiller przpżył dłużrj
 jPszcze lat dzirsiątek, aż 
do upadku Napoleona? nic mógłby się zachowywać nieczynnif' 
i alboby Gopthrgo za 80bą pociągnął i zllipwolił do akcji po- 
litycznrj przrciwko francuzom, alboby zaszlo pomiędzy nimi 
pewne rozszczl'pipnie 
ię i zrrwanie bl'zprzykładnej umy
łowej 
harmonji i jedności. TymczasPID j('dnak
 ponh'w3ż nil- bylo ani 
,
>>>
-71- 


jcdnrgo promyka nadziei. żadncj innej polityki niepodobna było 
prowadzić, okrom bierncgo wyczekiwania, a życie publieznc 
zanikło i, zdawało się, jakoby ustało, obaj poeci mogli pracować 
nirprzerwanic w podniosłcj krainic czystej nauki i czystej sztuki 
Schilll'L tworzył, jako filozof, cały systcm estctyki, odpowicdni 
chwili historyczncj, pL'zrżytej przcz Niemcy na 
chyłku XVIII 
w., ::,ystem, odrywający ludzi od rzeczywistości, przenoszący 
ich w kraj idC'alnej wolności i ide
łów niedosięgłych i nieda- 
jących się nigdy urzeczywistnić. Nic był w 
 wojrj f'strtyce 
Schillcr samodzi('lnym twórcą; wije :się ona niby sploty bluszczu 
około potężn
go pnia filozofji Kanta, jrdnak poczynającC' :-:ię 
dopirro jC'j głębl'ze studjowanie zaleca się, jako bardzo poży- 
teczne. Z najnow
zych dzif'l pL'zybyły w tej materji dwie znacz- 
lwi wartości prace: FrC'dm'ic Montargis «L'est/wtique de Schiller» 
1892, i Karol Bf'rger «Die Entwickelung von Schiller's ...lesthetik» 
1894. Edward Hartmann (w «Estetyce»
 1886, I, 11), wyraża 

ię dość trafnie w tC'n 
posób o Schilll'rze, jako e
tetyku: 
Skoro 
Schiller idzic za popędem swej bystL'ej postrzegawczości i po- 
czucia, znajdujemy n niego ziarnka szczercgo złota, ah
 skoro 
j('
t zasznurowany w k
ntow
ką doktrynę, sądy jPgo bywają 
odprwa.ul', krzywr, naciągane i nie płodne. Był w nim matr- 
rjał na jednrgo z największych estf'tyków XIX w., gdyby 
dłużl'j pożył i gdyby 
ię wyzwolił od dwoistości Kanta i jf'go 
moralizmu». 
Z konipczności wkraczając w zakL'es trj bardzo 8uchC'j ma- 
tf'rji i idąc za przysłowiC'm: «A .To'oe principium,», poczynamy 
od mistrza i od podania w najpobirżniejszy sposób głównych 
zarrsów filozofji Kanta. 



 


XIII. 


'Vedlp SlU8ZlWj uwagi \Villdl' lbanda (( Geschicltte der lleucren 
Philosophie», II. 20) Kant (Ul'. 1724 t 1800 l'.) za myka filo- 
zoficznr ruch oświccający czyli racjonalistyczny XYIII wieku,
>>>
- 72- 


ale znacznil' pl'zrkraczając po za jego mrte. Stoi na pograniczu 
li wóch okr('
ów w filozotji i służy za punkt wyjścia dla licz- 
nyell, najsprzecznirjszych kirrunków. Czrrpią z niego swoje 
źródła późnirjsz)T pozytywizm i teraźnirjszy agno
tycyzm i trau- 

crlldrntalny idralizm i mistycyzm; skoro tylko natrafi dzie- 
jopis now

zPj filozofji na jakiekolwirk w tych kirrunkach wę- 
zrłki, musi \\...acać do Kanta i od nil'go znów zaczynać. 
FilozotJa Kanta jest to filozo
ja pl'zed('w
zystkirm krytyczna. 

tawił on przrd swoim sądem butny i zarozumiały rozum ludzki 
i wykazał, jakie ciasne ma granice wirdza nasza doświad
zalna. 
Znamy tylko objawy rzeczy, mamy tylko do czynienia z wra- 
żrniami
 to jrst z (ldci
kami rzeczy w naszych zmysłach, istota 
rzrczy jest eałkirm dla nas niedostępllą. ,V 8zystkir otl'zymy- 
wam' fakty doświadczalnp rozum porządkuje, układając je Wf' 
wrodzonr aprioryczne formy, czyli kategorje myśh'nia, jakierni 

ą przrstrzPll i r.zas, i wiąże je wrdle pojecia przyczlnowości, 
które czerpie z własnej samoświadomości, z doświadczrń nall 
tą samoświadomością. Dla objaśllirnia przedmiotów transcen- 
dpntalnycll, całkiem metafizycznych, nic istnil'jących po za 
świadomością, jakirmi 
ą: dobro, piękno, świat, Bóg. dusza., 
Kant ucieka się do nipużywaneg'o dzisiaj i zarzuconeg-o podziału 
zdolności poznawawczej czyli rozumu na Verstaml i rermmtt, 
to jpst na prosty rozum czyli rozsądrk, tworzący z realnych 
wrażcll pojęcia za pomocą abstrakcji i na wyższy um filozo- 
ficzny, podciągający nabytr w ten \;\posób abstrakcje pod peWllf" 
najog-ólniejsze idl
c. Ograniczywszy zllly
łowość i doświadczenie 
zmysłowe do najbardziej małej funkcji w wiedzy, dopl'owadzi \V- 
:-;zy je w ostatecznym rezultacie do sumy porządkowanych przez 
rozum wrażrń zmysłowych, Kant w swojej filozofji woli, ktorrj 
d3ł nazwę «Krytyki praktycznego rozumu» wyłącza calkiem 
z etyki doświadczenie i zmysłowość i buduje moralność na 
podwalinach całkiem już nir filozoficznych: na bezpośrednicm 
uczuciu, czyli na tak zwanJ'm impeł"atywie kategorycznym, to 
jf'st na rozkazic rozumu praktycznego, żadnych dowodów ni(
 
potrzpbującym. ""iplkir powodzenh"', którrgo doznała ta trorja 
moralności, na niczem nic ufundowana i można rzec w powie- 
trzu wi:-:ząca, wymaga pewnych ohjaśllipń. 


""
>>>
- 73 - 


\Viek XVIII nie mial, jak wiadomo, cechy religijności. 
\Vraz z upadkiem l"eligji podupadała i mOl'alność relig'ijna opie- 
rająca się na powadze kościelnej i złożona z dokumentaln"ych 
Bożych przykazań, a sankcję swoją mająca w oczekiwanych 
od Boga dobrach doczesnych, albo pośmiertnych. 'V miarę tego, 
jak obniżała się i podupadała moralność religijna, podnosiła się 
jednocześnie druga moralność, pierwszej wręcz przeciwna, ale 
bardzo łatwa do ujęcia i bardzo prosta, moralność eudemonizmu, 
racjonalistyczna i utylitarna, osnuta na tern, że każdy człowiek 
pożąda. jak najwięcej przyjemności i że każdy ma właściwy 
mn pochop do osiagniecia największego 
zczęścia i rozkoszy. Z na- 
tury swojrj człowiek je
t samolubrm, lecz kUltłłł'
 Dla tf'n ko- 
nieczny 
kutek, że się egoizm wydelikatnia i 
tajr :-:ię coraz 
przf'zornirjszym. 
 jrdnrj 
t..ony zbiorowa wola społeczeństwa 
zakazuje czynów, :-:pl"awiających więcej :,zkody dla wszystkich. 
niż przyjemności dla pojrdyńczych ich 
prawców. Z drugiej 
Rtl'OIlY, człowirk na wyka do cieszenia :-:ię i radowania ze :;zczę- 
ścia innych ludzi, swoich bliźnich, przez swoje ku nim spół- 
tZucip. Takiemi to 
posobami powstają zmirnne i ehwiejne 
HOI"my tak pl'awa stanowionego, jako i moralności, moralność 
zaś ta wyrabia :-:ię głównie z popędów pojedyńczych o
obników 
ku dopięciu najwięk
z('j szczęśliwości osobistej. Kant nie wy- 
brał dla sicbic ani jrdnego z tych dwóch gośeiIlców. Zyt on 
w wieku, w którym ani dogm
t, ani moralność nie były fun- 
dowane na powadz p , lecz wiedzial takir, na jakie trzę:,awiska 
wprowadzia ludzi moralność zmyslowych żądz uszhlChetuionych, 
wiedział, że tam już niema odpowiedzialności
 ir tam :-:ię wszy- 
stko przf'bacza, bo pożądanie moźr być f-tl'aszllic silne, że tam 
drobnieją i zanikają charakter, siła woti. POclłOPY do heroizmu 
i poświęcania się. Gdybyśmy złożyli razem w
zy:,tkie skłon- 
ności i wszystkie pożytki, z ich snmy nie złoży się aI
i jeden 
atom moralnego obowiązku. By wywnio:,kować pojęcie o obo- 
wiązku, Kant dodaje do dwóch gatunków rozumu, stanowiących 
zdolność poznawawczą (rerstand i rcrmmft) trzeci jeszcze 
g-atłłJwk - rozum praktyczny, kierujący wolą, rodzący ezyny. 
Jeg"o rozkazy :o:ą całkiem niezalrżllc od względów utylitarnych 
i od popędów zmysłowych. Cala wartość dokonywanych z ka-
>>>
- 74- 


tegorycznego rozkazu pł'aktycznego rozumu czynów polega na 
tem, aby były spelnione wbrew 
kłonnościom. Ponieważ te 
rozkazy idą z głębi świadomości. więc pochodzą od jedynego, 
znanego nam i dostępnego nnmenu, z duszy naszej, nie mogą 
one być udowodnione i żadnych dowodów nie potl'zebują. Trrść 
tych ł'ozkazów taka: rób, coś powinien; skoroś powinien, więc 
możesz. 'V tem pł.zymu
zenin woli Zp strony rozumu praktycz- 
nego, to jest ze 
trony uczucia i 
umienia: tkwi cala: moralna 
wartość czynu. 'V niej 
ię wyraża autonomja człowieka: wol- 
ność jego, czyli niezależność działającego podmiotu od wszel- 
kich zl
wnątł"z nh'go leżących pobudek. 


. 


Sto lat ubif'gło od ukazania ;-,ię na świat głównych filozo- 
ficznych prac Kanta, od tego C7-asu wiele kwestyj objaśniono, 
wiele rzrczy 
ię zmieniło, pewna część zasadniczych założrń 
tej filozofji j('st albo zachwiana, albo i całkiem obalona. Dzi- 
siejsza filozof ja ewolucji zaprzecza i:.;tnienia apriorycznych form 
poznania i objaśnia doświadczeniem, dopflsowywaniem się do 
ośrodka i dziedzicznością formowanil' się nawet takich pojeć, 
jakiemi :-:ą przestrzeń i cza
. 'Volność woli obwołaną zostala, 
jako zhidzenie i bajeczka I'l'zez tak rozpowszechnioną wobec- 
nym czasie tcorję dett'ł"minizrnu, wedle której człowipk fatalis- 
tycznie działa w kipł"unkn najsilniejszej z popychających go 
pobudek psychicznych. \Viek nasz religijniPjszym je:,t od XVIII 
wieku, uczucie religijIH' nie traktuje się już jako przesąd, lecz 
w dziedzinie naukowości powaga nie została zrestaurowaną i 
trwa wciąż :-;zl'ł'oki rozlew występujących z koryt swoich wiel- 
kich doktl'Yll ut'ylitarnych, rozkładających moralność do szcz
tu. 
Śród tych roztopów stoi dotąd lU'atowalla przez Kanta od 
potopu i postawiona na znacznej wysokości idea morahl('g'o 
obowiązku, odrąbana od 
wojej pienvotnej pod
ta wy - od po- 
wagi, od Bożpgo przykazania. Dowieść jej Kant nic próbował 
lecz nauczył ludzi wierzyć w możebność poświęcania. się dla 
dobra dla teg-o tylko, że ono dourem jest. "Tundt (Etltik» 
188(j r., 
tr. t)20) slu:o:znie sądzi, że w 
urowości pojęcia Kanta 
o mOł'alności odżył duch ascetyczny kościoła chrześcjańskiego. 
Dodajmy od 
iebip: duch protest:.mcki, duch człowieka, obeują-
>>>
75 


cego sam na :-:am ze swem :snmienipm i poddającego ::ilę jego 
wyrokom: brz wszelkicgo z zewnątrz przewodnika. 




 - 


XIY. 


. 
'Vypada nam rozejrzrć 
ię w (.stetrce Kanta. to jest w o:s- 
tatnirm z dzieł jego głównych, zatytułowanem «Kritik der 
Frtlteilskraft», 1790. Ten człek 
amotny przeżył wiek caly 
nie wychylając się z Królpwc3: na krańcowem północno- 
wschodnicm pograniczu Niemiec; żył śród niepięknrj natury: 
zdala od w
zelkil'go aLty
tycznego ruchu, od muzeów. Z na tury 
mało był on uzdolniony do rozkoszowania się w utworach 
sztuki i w rzeczach pięknych. Nit' było w nim zgoła żadnej 
żyłki arty:;tycznej. Jrdnak li tylko "'przrz potęgę 
ubtehlPgo i 
przenikliwego rozumu założył on g-łówne podwaliny 
półczesnej 
et'tetyki tak mocnC'. że to, co on o e:-:tetyce napi:-:ał, jl'i't głęb- 

ze, niż wszystko, co po nim było napisane (\Vindelband, G. 
d. Ph. II, ] 71). Estetyka Kanta no
i zasadnicze eechy jego 
zapatl,¥wania 
ię na świat. Jf'st w niej ten sam dualizm, tenZl
 
bezdpnny przedział, przez ktÓL'y usiłuje on most połączrnia 
przerzucić, między numenem i fenomenem, między światem 
zmy
lowym i nadzmysłowym, między wolnością :,amodzielneg:o 
ducha i mechanizmelll natUl')" zewnętrZlH'j, ślepo podległej pra- 
wom konieczności. l\liędzy etyką i estetyką Kanta zachodzi 
całkowita analogja. O moralności umysł wyrokuje lt l)riori 
wedle kategorycznego rozkazu, o piękności wyrokuje on tpż 
(( lJrio'l"i wedle bezpośredniego uczucia, które nazywamy S1'JW- 
kiem. Skoro piękność rzrczy niC' jest pI"ZC'Z kogokolwiek Qdczutą. 

adną miarą niepod0bnają nieodczuwającemu wrazić i przekonać 
go o trj piękności. Sądy o piękności przedmiotów smakowe 
albo estetyczne, za
adniczo 
ię różnią od innych ::,ądów rozumu 
o Lzeczach przyrody, któI'ą opanowujemy, od sądów tak zwanych 
('f'luu
ych, czyli telf'olo,qicznyth. 'V tych 
ądach celowych uzna- 
jemy. żr rzecz je:-;t dla nas pożyteczną, że za'spokaja na
ze
>>>
- 76- 


.... 


potrzeby, a więc, że je
t przyjemną i pożądaną. Cel rzeczy 
tej nie w niej samf'j le
y. ale tylko w nas; uczucie, które w nas: 
myśl o rzeczy wywoluje, zależy od upatrywanego związku tej 
rzeczy z llaszymi potrzebami, od :stosunku tej rzeczy do btann 
na:-:zego podmiotowego. Do takiego 
topnia pI'zywykliśmy do 
celowego myślenia, że mocą naszej wyobraźni przenosimy je na 
nature i wkładamy w naturę. l\Ii
ła nirgdyś powodzenie pewna 
filozof ja (głównie Leibnitz), która cały w
zechświat pI'óbowała 
objaśnić tłómacząc, jakie mial cele najwyższy twórca. świat 
tworząc
 i podawała tr końcowe cele, jako prawdy naukowe. 
Kant badanip tych cel6w wyrzucił po za obręb wiedzy, lec7. 
nirzawodnem jest. że myśląc celowo, rozum lla
z 
uponujl
 celowość 
nawpt tam, g-dzip nie dowiedziono, że były jakiekolwiekbądź 
cele. Ump.;ł na:;;z wierzy w celowość urządzenia wszechświata 
i rozumuje o niem i o wszelkiem życiu org-anicznem na kuli 
ziemskiej wedlp celów, wyobrażanych jako immanentne, to jest 
w 
amym przedmiocie tkwiące, bez ża(lnej świadomości 
amego 
przedmiotu tych celów, jak to 
ię dzieje przy działaniu przez 
instynkt. Kant nazywa taką dzialalność złcecklose Zweckmas- 
sigkeit (bezcelowa celowość), nazwa niewłaściwa, wlaściwiej' 
nalezałoby powiC'dzieć CdOłl
O.
Ć uez ślfif(domo.4ci. 
Od tych celowych 
ądów mocno :-;ię różnią s1n((kowe. Przed- 
miot czy to odrazu, czy przy bliż:;;zem badaniu przypada nam 
do 
maku i uznany bywa jako piękny pl'zez normalnie czujących 
ludzi, nie obudzając w nas żadnych pożądań, nie wiążąc 
ię 
z jakimkolwiek naszym interesem. Bedzie to 
ąd e
tetyczny, 
wprost płynący z bezpośrednieg-o uczucia, pobudzonego przez 
piękne przed
tawienir rzeczy, przez ndatną jej formę. Forma 
może się podobać nawet w rzeczach całkiem prawie beztreści- 
wych. Zak l'es tych rzeczy czczej treści, ale czysto pięknych 
(reillP Scltonheit, (rcżc Sdł"rmheit) bardzo niewielki: arabr8ki, 
kwiaty, obrazy :-.iebkiei przyrody. ,V przeważającej liczbie 
wypadkó\y :.:ądy e:-:tetyczne wydają 
ię o rzeczach piękności 
ł/deszanej, to jest o wyobrażeniach udatnych co do formy i zaj- 
mujących na
 
woją treścią 7. powodu wY\Jbrażanrj przez nas 
wrodzonej im celowości, dochodzącej aż do do
konałości. Do 
gatunku tej mieszanej piękności należą wyobrażenia mające 
,
>>>
,.. - 
- II - 


pewną dozę moralnego pierwia
tku, obudzające w nas uczucia 
'wzniosle. Kant jest zupelnym su7dektyu'istct w e:-;tetyce, l'zeczy 

ame w naturze. wedle Kanta, nie 
ą ani piękne ani niepięknr, 
ani podniosłe, ani poziome, ale f'ą pomiędzy niemi i takie, 
które wprawiają na
 w :-;tan :.-;zczeg"ólniej:-;zy egzaltaeji ducl13, 
gdy, czując naszą słabość fizyczną wobec jakiegoś ktllosalneg-o 
wypadku CZ)? obja.wu, bierzemy nad niemi górę w myśli na
zej 
za pomocą woli, to jest, gdy podno:--imy 
ię nad nie :;;troną 
i:;tnienia naszeg-o nadzmysłową. 
Na pod
tawie podanych pl'zez nas za
ad Kant odgranicza 
krainę piękna od prz:ytyka,jących do niej krain zmysłowej 
przyjemności i moralności, to jest od dobra czy to utylitarnego 
czy moralnego. 'Vielka zasluga e
tetyki Kanta w tern się zawiera, 
Żp Kant od dziedziny piękna odrąbał i w)yłączył z e
tetyki wfo:zelki 
estetyczny epikureizm, wszelkie podłechtanie zm}1słowe, wszelką 
lubieżność, w:,zelkie wyuzdane żądze, że zrobił 
ztukę niepo- 
kalanie czystą. Charaktel'y
tyczną cechę estetycznej rozkoszy 
btanowi całkowita bezinteresowność nasza (intcressloscs Trohl- 
gef(tlleu) w rzeczy, podobającej się gdy się nią nas}'camy bez 
najmniej
zej materjalnej korzyści. Dla objaśnienia swego po- 
mysłu Kant używa porównania. które stało się klasycznem 
i które panuje odtąd w fiJozotji piękna od SchiJlera aż do 
Herberta Spencera. Kant znajduje zupełne podobień
two między 
estetyczną przyjemnością i pl'zyjemnością gry. polegającą tylko 
w rozkoszy, jakiej dostarcza niedoznająca przeszkód wprawa 
na:-;z)"ch zdolności. Rozko
zy tej właści wem jest WZI"u:,zenie, ale 
tylko idealne, z pełną. świadomością, że uczucie nie jest na 

eljo i że mu brak w
zelkiego realnego przedmiotu. Kantow- 

kie rozgraniczenie sfery piękna od innych. do niej przytyka- 
jących, trwa w swojej mocy do dziś dnia. lecz ponieważ za- 
nadto je:-;t ostl"e, w}'mag-a więc niektórych zresztą niebal"dzo 
wielkich 
pro:sto\Vail. I\:ant wrłączył z e:i:tet}'ki zmrsłowość
 
wiadomo w
zakże, że zm
-słowość ma w f'stetrce swoje zna- 
czenie, aczkolwiek tylko podrzędne. AL.ty::;ta obdarzonr jest 
zwykle mocną. i delikatną wl'aż}iwością zmJ:-:low.1, ZJllrsło\Vość 
utworu cZJui go zwykle mocno pociąg'ającym. Xu\\ 
za estetyka 
nie poczyna 
ię już zwykle od oderwanej idei piękna, ale bada
>>>
78 - 


przedewszystkiem to, co 
ię ludziom podoba, to je:-;t zaczyna 
od zm)':,lowo przyjemnego, poczem dopiero budując dalej, wedle 
wyrazów Feclmera, z dołu do góry, doehodzi do .idei piękna. 
.Jeżeli idąc trópem Kanta, wyrzu\:imy z e
tetyki w:-;zelkie łech- 
tania zmy
łowe, wszystko, co ma najmniejszą styczność z por- 
nogratją, wszelkie pożądania przez przedmiot wywołane, koniec 
końcem, przy najzupełniejszej naszej bezinteresowności względem 
przedmiotu, otrzymamy w ostatku coś właściwflgo w
zy!'tkim 
ludziom wyk:-;ztałconym, bez czego sztuka nie może kwitnąć, 
a mianowicie interfls nie materjalny, ale li tylko idealny, . 
z którym ludzie 
makiem obdarzeni przywiązują się do pięknego 
otoczenia, szukają go i nie 
zczędzą nakładów, by żyć tylko 
w pięknej krainie i śród arcydzieł sztuki. Kant sądzi, że piękno 
to zawiera się nie w rzeczach, a tylko w fonnie przedstawie- 
nia, więc, że trzeba odróżniać rzecz rflalną. może nawet nie 
piękną, Ot! pstrtycznego jej pozoru (lIestllrtis(.!t( Jl l" 
""dwin) od 
wyobrażenia jflj; więc, że można być obojętnym względem 
rzeczywistego istnienia rzeczy i wzru
zać 
ię tylko jej e8te- 
tycznym widokiem, bez domieszki realnych uczuć, które rzecz 
wywoluje. 
Podkreślimy jeszczr niektóre godne uwagi pomysły Kanta 
o genjalności artystycznej. Za pomocą dobrej szkoły może ta- 
lent wprawiać się w produkowanie pięknych rzeczy, ale praw- 
dziwa twórczość w sztuce właściwą jest tylko genjuszowi. 
Z krzywdą dla samego siebie i z ,vielką niesprawiedliwością, 
względem uczonych i filozofów Kant twierdzi, żr grnjalnuść 
jr
t udziałem tylko ludzi wyobraźni, to je
t arty
tów. \Vedle 
jego zdania uczony różni :-;ię od średnirj miary myślicirla tylko 
ilościowo, tak że nawet do takich wnio
ków, jak naprzykład 
Xewtona, mógłby dojść średni rozum. długo i uporczywie roz- 
myślając. Zadziwiającem jrst pojmowanie pl'zrz Kanta g-enjal- 
ności. 'Inirma on, że genjalnem może być tylko nirświadomir 
crlowr, to jest to, eo \V oczach innych ludzi zdajr się dziełem 

amrj natury, do którrj nie :-.tosują :-;ię wcalr pytania: zkąd 
i po co? Działalność genjusza jest dla nieg£) sameg-o tajemnicą. 
Aczkolwirk di'iała on świadomie, ale w tej działalności obja- 
wia się taka niepohamowana "iła, która właściwą jrst chyba 
,
>>>
- 79 


żywiołom (das Genie ist eine [,ltelli!}enz elle als Yatlfr wirkt). 
Działalność tę podziwiamy, ale jej nie pojmujrmy. .A.rty
ta, 
w trn 
posób tworzący, istniał spółcześnie i nazywał 
ię G-oethe. 
Kllut nigdy 8ię z nim nie spotkał, nie 
tudjował dzieł jeg-o 

pecjalnie i nie po
iadał nic arty
tycznrgo w swym tempera- 
mrncie, a jednak opbal twórczość Gortheg-o taką, jaką była 
w ł-zrczywistości, tak że uczeń jego, Schiller, ktJry, począwszy 
od r. 1794, mógł bezpośrednio Goethego obsrl'\vować, musiał 
uznawać zupełne podobieilstwo oryginalu do obrazu, nakreślo- 
lH'gO przez swrg-o mistŁ'za. 


+ 


xv. 


Od Kanta przrjdźmy do 
chillel'a. Zacznę od wcześlliej
zego 
okrc:-;u jego twórczości, poprzedzającego chwilę, g-._ly poznał 
w r. 1791, po ciężkiej chorobie. «Kl'ytykę praktycznego rozumu 
Kanta w}'daną w r. 1790. Schiller był przedewszystkiem mężem 
:-;późnionego w Niemczech Odrodzenia, jednym z tych pogan, 
w których obfitowały wirki XYI i XVII, którzy ubó
twiali 

stetycznie bogów greckirgo Olimpu i prawie żałowali, że wy- 
padło «jednego tylko między Wsz)'stkimi zbog-acić» (EiJ/fll- Złl- 
bereichcrn linter 
lllen). Schiller mógł jrdnaku albo analizować 
filozoficznie, albo odczuwać poetycznie oderwane iti ee. rl'ego 
o
tatnirgo gatunku :o:ą tak nazwane przez \Vilhelma Humboldta 
jego «Ideenlrichtun.rICJl». Dwa do tego gatunku nalrżące wiersze: 
«Die Gotter Griech p l1lllJld,c;» i «])ip Kiinstlpr», napisane były 
przezeń w 1788 roku. 'V obu poeta helrnizującr i zachwycony 
tym 
łonecznym światem zdrowia, zmysłowości i lubowania 
ię 
w życiu. pi
ze, że OlH'gO czasu «czarowna opona poe
ji-wdzię. 
cznie prawdę 
bwijała... jedna tylko piękność ue hodzila za 
świętą... żadnej rozko8zy nie wstydził się Bóg» (Dn" DichtuJl,fJ 
zf1llberhf(fte Hiille - Sich 110ch licblich um dil' JVahr!teit wand... 
Da}}lals lcar Jłicltls heili!) als das SchuJlc - Kcim'1' }l'elldc 
sdliimte sit.h der r:ott). Po llad śmiertehu\lll łożem nic 
tawał
>>>
- bO- 


brzydki kościotrup, a grnju:5z tylko pochylał pochodnię... «'V dzię- 
czny wieku rozkwitu natUl'Y - ach, tylko w czarodziejskim 
kraju pieśni żyją je:-:zcze twe bajeczne ślady')} (Holdcr BliUlten- 
alter der Natur,-Aclt, /lur im Feenl(wd {fer Lieder Lebt noch 
.deine l(llJelltafte Spur). . 
Żal po 
traconych ideałach (Die Ideale sind zrrronnen), żal 
po zanikłej wierze cw istoty, które zrodził sen
 (in TVesen 
die 'Jill'iJl Traum gebar), innemi 8łowy tęsknota po niemożebnym 
w naszym wirku antropomorfizmie natury mimo całą aerdecz- 
ność byłaby poprostu dziC'ciństwem, gdyby nie istniał później- 
szy szczegółowy prozaiczny do n.iej komentarz w 6 z rzędu 
późniejszym liście estetycznym Schillera, gdzie się tłómaczą 
głębsze motywy żalu spółczesnego człowieka po ut)'aconym 
Olimpie. Grecy byli calkowitsi, aniżeli my spółcześni; miłowali 
materję i nie kaleczyli jej. Badając naturę ludzką, odbijali 
obl'az jej w wielkich rozmiarach w kształcie grupy !:'woich bo- 
gów, z których każdy mieścił w sobie wszystkie cechy czło- 
wieczeństwa. )fyśmy przeciwnie, krańcowi wc wszystkiem 
specjaliści. Odbijamy w projekcji na wielką skalę tenże rodzajo- 
wy typ ludzki
 ale w kształcie odrębnych części czy człon- 
ków organizmu
 poczem musimy te części w całość układać. 
Społeczeństwo dzieli się na klasy, żaden człek pojedrńczy nie 
bywa zupełnym przedstawicielem wieku. Państwo n greków 
podobne było do polipa
 którego cząstka każda czuła
 że jest 
żywym członkiem żywego ciała. Dziś polityka. przerobiła pań- 
stwo na prosty mechanizm, życie jego podobne do ruchu w na- 
kręconym zegarze. Państwo stroni od obywateli
 obywatele 
wracają do pierwotnego stanu nieuorganizowanego; rząd 
w oczach narodu jest tylko panującą a przeto najbardziej nie- 
nawistną part ją. Hozum analityczny pozbawił ognia wyobraźnię. 
Myśliciel analit.yk ma zimne serce, bo rozczłonkowuje wrażenia, 
które pOL"Uszają nas t}-Iko. gdy są połączone; zaś człowiek 
praktyk ma ciasne serce
 bo wyobraźnia jego nie przekracza 
zaklętego koła jego powoJania. Czyjaż w tem wina, że ludzip 
się uspecjalizowali, a przeto stali się niepięknymi i nawet 
ułomnymi? \Vinowajcz}"nią jest sama tylko kultura i konieczne 
wąrunki (jakb)"śmr dziś rzekli) e'....olucji kultury. Poświęciliśmy
>>>
- 81- 


całość istot
r naszej i zaczeliśmy badać naturę częściami i każ- 
dy na swoją rękę. Całokształt świata znacznie się rozwidnił, 
lecz niedziałki cierpią pod jarzmem wszechświatowego celu 
(unta dem Fluche des lVeltzzcecks), a będąc pokaleczonemi, 
noszą na sobie piętno tej niewolniczości na ten koniec, aby 
ln'zp5złe pokolenia miały możność cieszyć się w lubym spokoju 
zdrowiem 1ll0ralnem. Z trzech głównych potęg kierujących 
ludzkością: l'eli g"ji, sztuki i nauki
 piprwsza, to jest religja, już 
oyła wykreśloną w XVII wieku z obrachowań: uchodziła za 
uprzątniętą, jej funkcja zlewała się z funkcją ::,ztuki. Literat 
i 
utysta: Schiller, zajmował się głównie wydo:-;konaleniern ro- 
dzaju ludzkiego za pomocą sztuki i podnosił rolę poezji w tym 
procesie z ocz)
""istem pokrzywdzeniem nauki. Poezja jest po 
l)irrwsze pocieszycielką rodzaju ludzkiego; tak dawniej jako 
i teraz cblyska na życiu naszem ubożuchnem, poezja-rzeźkich 
cieniów światek» (Es schimrnert auf dem diirftgell Leben Der 
DiclduJlg muntre Sclwttenwe.lt). Powtore, pGezja podchwytuje 
i objawia prawdy, do których potem dochodzi żólwim krokiem 
ref1ektujący rozum. «To, co ten rozum starzejący się odkryl 
po lllnogich wiekach, leżalo w srmbolu piękna i wzniosłości- 
już naprzód objawione dziecinnemu pojęciu». (JVas einst '}lach 
dem J((ltrluwderte "l.:crflosscn Die i.ilternde l
cnnenltverstand, Lag 
im SjJułbol des 1Jchunen und des Grossul, Voruus gcotfenuart 
dem kindliclte1Z, re rstaJlll). l\lyli się lllzawounie 
chiner, gdy 
przypuszcza: 
e nauka postępuje tylko pełzając i gdy przydzie- 
la do poezji wszystkie przypuszczenia. naukowe, jeszcze tym- 
czasem niedowiedzione. Ten błąd objaśnia u Schillera niesly- 
chanie przesad.ny, aż do zarozumiałości doprowadzony stosunek 
poezji do suchych badań naukowrch 1). 
chiller przez całe ży- 
cie sądził, że sztuka jest główną wychowawczrnią rodzaju 
ludzkiego, co potem rozwinął w osobnym szeregu rozpraw. Gdy 


J) lVeJtIt aus der Denkens fl'ei!Jegebnen Bnlmen De'r Forscher jetzt mit 
kiilwcm Glucke schweift... Jlit 'ł"asclter Hand sclton naclt eler Krone greiftj 
We1t1& er mit ftiederm Soldnerlolme Delt edlen Fiiltrer se/ton zu enlasselł 
g III ubt, eftd nelJelt dem gctraumteu l'hrone DerkulIst den e..sten "';clal elt- 
1Jlatz edaubt... dJie E iinstle-r
. 


I)
>>>
') 
u_ 


osiadł w .Jenie w roku 1789 na katedrze uniwersyteckiej, 
rozstał się z poezją na dłuższy czas i calkiem oddał się na- 
ukom: historji a po części estetyce. Uczuł, 
e w nim odżyła 
od młodości doświadczana «dawna chętka filozofowania» (nie 
altc Lllst zum pltilosophire'Jl. Listy S. wydane przez .Tonasa, 
nr. 251). 'Vszystkie filozoficzne prace jego z dziedzil)y estetyki 
datują się z lat 1791-1795 i są w związku z zajęciami uni- 
wersyteckiellli i z filozof ją Kanta, którą się stopniowo 
rzej- 
mował. 



 


.. 


. 


XYI. 


Uniwersytety malomiejskie niemieckie podobne są 7. pe- 
wnego względu do mikrofonów: co się pisało w jednym, np. 
w gabinecie Kanta w Królcwcu, i o czem naj bliżsi jego zna- 
jomi nie wiedzieli, to otrąbiono w drugiem mieście np. w Je- 
nie, prawie na ulicach. Tu w Jenie mieszkał specjalny apo- 
stoł kantyzmu, prof. R(
inhold
 który twierdził, we(Ue słów S. 
w liście do Koernera
 żc po 
tu latach Kant będzie tak sza- 
nowany na świecie, jak Chry:-;tus. .Jeszczc w r. 1787 Reinhold 
ogłaszał. że się niebawem ukaże krytyka woli i smaku przez 
Kanta (I. 
ch., nr. 214). Schiller otrzymał tę książkę zatytu- 
łowaną «Kritik drl" rrtheilskrafl», podczas choroby. Pl'Zytoczę 
wyjątki z korespondencji Schillera na dowód. jak się mocno 
tern dziełem zainteresował. 
(3 marca 1791 1".. nr. 563, do Koernera): c
ie domyślisz 
się, co czytam i ::;tudjuję: nic gorszego, jak Kanta. .Jego kry- 
tyka pociąga mię swoją pełną światła i dowcipu treścią i zro- 
dziła we mnie chęć wpracowania :-:ię pomaleilku w jego filo- 
zofję». (l stycznia 1792 r.. nr. 628): cZajmuję się filozof ją 
Kanta jak najpilniej. l1am stały zamiar nie rzucać go, aż po- 
znam go do dna samego. chociażby mię to trzy lata pracy 
kO:5ztowalo». (15 października 1792 r., nr. 628): «Siedzę aż 
po same uszy w I\a
lCie; nic spocznę, aż tę materję przeniknę
>>>
- 83- 


i aż się coś z niej zrobi w mojem ręku». Jeszcze przed swoją 
chorobą t;chiller miał z katedry odczyty o tragedji w roku 
1790 nie wedle podręczników, ale z własnych wspomnień 
i z tragicznych wzorów, dziwił się, że tak dużo się znalazło spo- 
strzeżeil i obserwacyj z własnego jego zawodu scenicznego 
(nr. 519, 52-1). Po chorobic w listopadzie 1792 r., S. wykła- 
dał kurs estetyki (privatissimc. 4 do 5 lekcyj w tygodniu, przy 
2-1 sJuchaczach) i przekonany był (nr. 629), że to collegiu1n 
przyczyni się znaczq.ie do naprawy jego smaku. l\Iaterjał ura- 
stał \V miarę postępowania wykładów, wiele jasnych myśli 
przrchodziło do głowy, gromadził się znaczn)' zapas dla przy- 
szłego pisarstwa, a oprócz tego budziła się nadzieja dojścia do 
rezultatu w sztuce. 
a pierwszy początek rezultatem była tyl- 
ko niedokończona próba, któl'a nie znalazła nawet miejsca 
w pełnem wydaniu dziel Schillera. Jliała to być rozmowa 
o pięknie, pod tytułem «Kallias,!, którą zapowiadał na 'Viel- 
kanoc 1793 r. Pisząc do Koernera (nr. 635), wyraża się.w ten 
sposób: ({ Sądzę, że wynalazłeJIi to, o którem Kant zwątpił- 
przedmiotowe pojęcie piękna, kwalifikujące się przez to samo 
na przedmiotową zasadę smaku». Innemi słowami mówiąc, 
sądził, że rozwiąże węzełek, którego możności rozwiązania 
Kant zaprzeczał (nr. 64J). . 
Nadzieja ta zawiodła, Schiller szedł błędną drogą i szukał 
czegoś w rodzaju kwadratury koła; ponieważ piękno tylko 
odczuwamy, a nie poznajemy, więc piękno to istnieje tylko 
w naszej świadomości, nie zaś w naturze. \Vypada nam za- 
trzymać się nieco na tej robocie, która niezmiernic wiele pra- 
cy k(Jsztowała. 



 


XYII. 


Schiller stanął całkiem na gruncie tilozotji Kanta, zaś 
wiadomo, że Kant oddzielał świat zmyslowy doś\\iadczalny OlI 
świata świadomości, 'pierwszy z nich poddał prawom koniecz- 
ności, a drugi nacechował wolnością ducha. 'Volność ta stała 
6 1ł
>>>
- H4 



Hę ideałem 
chillera. ,y r. 1827 Goethe mówił Eckermanowi 
(Bied., nr. 1074). że wadą Schillera bIlo ubieganie się za tym 
ujemnym tylko w gruncie ideałem, i twierdził, że w młod)'m 
wieku Schiller upędzał się za wolnością .raczej fizyczną, ale 
następnie tylko za idealną. \\T każdym razie idea wolności 
zlla cz r ła II Schillera coś inllego
 niż u Kanta. którr ją utoż- 

alllial z uległością woli kategorycznemu imperatywowi i mnie- 
mał, że ta wolność polega w 1ll07.ności działania z poczucia 
obowiązku wbrew skłonnościom, gwałcąc je i poskramiając. 
rrakie pojmowanie wolności oburzalo Schillera i było mu 
w:4rętne z racji samego jego temperamcntu. Poslugujmy się 
dalej wyciągami z korespondencji (1\. z Goet.hem, r. 1793, nr. 
362): «Uderza mię w starIIll panu coś młodzieńczego
 prawip. 
es.tetycznego, ale co za okropna forma, st
 l jego, można rzec, 
filozoficzno-kancelaryjny». (1893 r., nr. 670, list Sch. do k
ię- 
cia Augustenberga): ((Wielu założeniom Kanta ich surowa, 
zbyt scholastyczna forma nadaje taką ostrość i dziwacznoś
, 
które są obce ich duchowi. Prawdy filozoficzne inaczej po- 
winny być dochodzone, a inaczej stosowane i populary'zowane. 
Piękność budynku okazuje się tylko wtedy, gdy zdjęto rusztc;- 
wanie i gdy uprzątnięto narzędzia murarza i cieśli». KiechQć 
Schillera nie zatrzymuje s,ię na samej formie, ale sięga bezI)Q- 
równania "głębiej. (K. z G., nr. 21): «Filozot}a Kanta zbr t 
jest rygorystyczną i odznacza się nietolerancją'. (Tamte, nr. 
553): «Kant wywraca na zewnątrz patologiczną stronę duszy 
ludzkiej, wrodzoną skł')nność człowieka ku złemu, co nadaje jegu 
praktycznej filozofji takie wst.rętne pozory. Z niego, jako 
i z Lutra wyziera zbiegły mnich, który nie starł z siebie śla- 
dów klasztoru. J eszczr bardziej 
tanowczo zarysowuje się bi('- 
gunowe przeciwieństwo dwóch usposobieil, z których jedno 
obchodzi :się z czlowiekiem wedle zakonu, a drugie z miłością. 
\V liście do G. z dnia 17 sierpnia 1795 r., nr. 86, ::3chiller 
uWaża Kanta za obrońcę starego zakonu wobec nowego chrze- 
ścjańskiego, bo wy lszość chrześcjaństwa na tern polega, że ono 
zniosło zakon czyli kantow:-:ki imperatyw i postanowiło na 
jego miejsce wolną skłonność, z tego względu jest to piękna 
moralność i jedyna religja estetyczna. W tych kilku wyrazach
>>>
- 85 


ześrodkowana caŁa treść estetyki 
chillera w jej ostrej opozy- 
cji z kantowską. 
'V później8zej rozprawie z 1793 r. «liber Anmuth uml 
TV;erde» ::3chiller otwarcie występuje przeciw Kantowi, nazy- 
wając go Drakonem swego wieku i tlómacząc, że surowość 
jego moralności odpędzała od niej wszystkie gracje i że mogła 
zniewolić słabsze umysly do szukania doskunałości w ponurym 
mniszym ascetyzmie. 
Schiller był zatem niezupełnym kantystą. różnił się on od 
Kanta w bardzo wielu punktach; należy nam zbadać te róż- 
nice, idąc krok za krokiem. 
Pomiędzy nimi by ta po pierwsze ta różnica, że wedle Kan- 
tH, piękność, przypisywana rzęczy, była czemś całkiem pod- 
miotowem, wyrokiem gustu, oczywistym bez wszelkich dowo- 
dów. Xależy najprzód uczcić piękność,' następnie zaś 1l102na 
wynaleźć i motywy popieL'ające i usprawiedliwiające doznane 
estetyczne wrażenie. Schiller nie u
taje w odszukiwaniu for- 
muły, określająrej piękno, w odszukiwaniu przedmiotowej pod- 

tawy piękna, lecz wszystkie te usiłowania za.wiodą i spełzną 
na lllczem. 
Powtóre, Kant wprowadził w zakres czystej piękności same 
tylko blahe przedmioty, żadnej trrści nie mające, zaś wszy- 
stko, co uplanowane, co do działania narządzone j co jest do- 
skonałe technicznie, a więc i samego człowieka zaliczył do 
g-atunku mieszanych piękności. ::3chiller odrzuca cały ten po- 
Ilział, korzystając z pożyczonego od Kanta pojęcia o nieświado- 
mej celowości, to jest o celach immanentnych, "łaściwych rze- 
czom bez w:-:zelkiej o tern ich świadomości, o celach istotom 
przypi:.;ywanych wedle logiki rzeczom właściwej. 'Vyobraźnia 
wkłada w rzeczy te supono,yane cele i sądzi o rzeczach nie 
logicznie ale teleologicznie, to je:-;t celowo i jakoby rozumowo. 
Każdy organizm w naturze jest zjednoczeniem części, jest 
czemś prawidłowo urządzonem dla życia, dla działalności i funk- 
cjonowania. Ten prawidłowy ustrój części, nadających się do 
zgodnego funkcjonowania, 
tanowi technikę przedmiotl1
 inaczej 
mówiąc-jej formę. Przypuśćmy, że ta technika. doprowadzoną 
jest do doskonałości. 'V tym okresir, w którym się znajdo-
>>>
- 86- 


wal Schiller, gdy zamierzał pisać I\alliasa, jeszcze nie uważał, 
aby technika sama przez się mogła brć pięknem, nie jest ona 
życiem, nie jest. pięknem, a tylko koniecznym warunkiem pięk- 
ności. Podnieśmy tę technikę, że u2yjemy wyrazów algebry, 
do drugiej potęgi, weźmy formę tej fOfmy
 weźmy wolne funk- 
cjonowanie przedmiotu wedle prawideł techniki-dopiero wte- 
dy otrzymamy piękno. Dochodzimr do najgłówniejszego pun- 
ktu w estetyce Schillera z tego okresu, do trzeciej bardzo istot- 
nej różnicy między tą estetyką a kantowską. Kant nie dawał 
l)ięknu żadnego określenia, Schiller zaś je formułował, orze- 
kając je, jako 'lfolność UJ objmcie (F'}'cilteit dcr Erschcinwlfj). 
Zastl'zegam się, że nie poprowadzę czytelników po ciężkiej 
i męczącej drodze, po której idąc, Schillpf doszedł do ostate- 
cznych swoich wniosków. 
Iuszę nieeo modernizować nawet 
jęzIk jego, trącący scholastyczną terminologją filozofji z końca 
XYIII wieku. Pomysły jego w tym okresie dałyby się streścić 
w następujący sposób. 


-"-
- 


XYIII. 


Jlyślimy dwojakim trrbpm. .Albo olJser1fujcmy przedu1iot 
w j('
:.w objawie, to 
jest I wrciągamy zeń czyste, zimne, bez- 
banvne. oder\\ane pojęcie. pozba\"i'ione wszelkich cech przed- 
miotu indywidualnych; albo zapatrujemy się na przedmiot
 
a w rezultacie otrzymujemy coś konkretnego, żywy zmy.:;lowy 
obraz przedmiotu. reprodnkow3n). w jeg'o nieobecności łącznem 
działaniem rozumu i wyobraźni. ::\Iyśląc pierw
zym trybem, to 
jest za pośredllictWl!m samej tylko abstrakcji, nie mamy wcale 
do czynienia z pięknością. 
\Viat 8am przez się nie jest pięk- 
nr, gdy go analizujemy naukowo, kojarząc jedno z drugiem 
i wiążąc obsef\yacje za pomocą pojęcia przyczynowości, które 
czerpiemy z 
amego tylko doświ.adczenia we\"netrznego czyli 
psychicznego. ale nie z natury fizyczIlej. 'V nieskończonym 

zere:hl przyczpl i ich skutków rzecz każda tłómaczy się, jako
>>>
-R7- 


pochodząca z jakiejś przyczyny zrwnątrz jej będącej, która 
jej dala początek. Sądzimy o rzeczy wedle celu, dla którpgo 
jest stworzoną, a cały świat, rządzony prawami koniecznemi, 
wydaje się nam jako olbrzym. uporządkowan
 'mechanicznie. 
'Vniosek o nieobecności piękna we wszystkiem, co czysto me- 
chaniczne, 
tosuje się nietylko do świata fizycznego, ale i do 
umysłowego. Człrwiek, jako istota moralna. wolnym jest tylko 
przez to, że :noże uchylić f'ię i od normy obowiązku, od ka- 
tegorycznego imperatywu. l\Ioralnie sądząc, pochwalamy tę uleg- 
łość woli pod jarzmem obowiązku. z moralnego stanowiska jest 
ta uległość tem więcej wartująca, im więcej trzeba było wy- 
silków dia pohamowania zmyslowych popęrlów. ,y 
zakże jed- 
llak jarzmo obowiązku jest tylko jarzmem w stosunku do woli, 
jest ono czemś względem niej zewnętrznem, sam zaś proces- 
tej walki i jrgo po
kromienia nie jest wcale estetyczny. 
Io- 
ralność i piękno są to sfery niet.ylko różne, ale nieraz wręcz 
przeciwne i siebif' wzajem wylączające. «3Ioralny postępek- 
pisze Schilrr (Jonas, l, z 8 lutego 1793 r.)-nigdy nie wyda 
f'ię nam pięknym, skoro będziemy się wpatrywali, jakiemi 
sposobami byl on wymuszony na naszej zmysłowości». 'Vięc 
Kant objaśnił moralność naszych czynów, ale nie wytknął 
ani podstawy, ani warunków ich piękności. 
Rozwiązanic pytania o piękności czynów możebnem jest 
tIlko przy używaniu innego trybu myślenia, przy myśleniu 
za pośrednictwem wyobraźni. Nie rozcinając rzeczy skalpelem 
analizy, możemy je brać takiemi, jakiemi się nam przedsta- 
wiają (u:ic sic rrschein('u), jak je sobie wyobrażamy, jako przed- 
mioty nie oderwane, lecz konkretne, jako żywe - obrazy, oży- 
"ione przez nas tą samodzielnością, którą w 
obie doświad- 
czamy, a zewnątrz tylko suponujemy, więc w naturę. samą 
wkładamy (antropomorfizm). Co się tyczy bezrozumnych 
jestestw, przypuszczamy, że to, czem się one nam objawiają, 
wypływa swobodnie i nieprzymuszenie z samej ich natury 
(aus reiner :Satur). Ponieważ wolność jest to własność na(l- 
zmysłowa. niedostępna dla zewnętrznego doświadczenia, wkła- 
dana umyslowo w wyobrażenie przedmiotu, który może jej 
wcale nie u
rwa, jest więc ona wolnością nie rzeczywistą,
>>>
- 88- 


a tylko 
colnością w objawie, wolnością wyobrażaną-jest istot- 
nem źródłem piękności. Przy zastosowaniu tegoż pojęcia do 
człowieka, przy ocenie jego postępków wedle moralnej ich 
wartości, ocena ta zawisła głównie od tego, czy człowiek dzia- 
łał wedle kategorycznego rozkazu sumienia, czy był do dzia- 
łania popchnięty przyczyną jakąś zewnętrzną, naprz}?kład 
fizyczną potrzebą, namiętnością lub inną tegoż g
tunku pobud- 
ką. Xawet i wtedy
 gdy osoba działała całkiem moralnie, to 
jest wedle kategorycznego imperatywu, sam widok tego niby 
drutu. tej sprę
yny
 sprawia, 
e objaw wygląda jak martwy, 
jako coś całkiem mechanicznego, więc pozbawionego piękności. 
Niewątpliwie mogą być czyny i moralnemi i pięknemi jedno- 
cześnie, ale z całkiem ró
nych zasad i przycz)?n. Pięknemi 
staj ą się czyny nie przez to, 
e się zgadzają z normą obo- 
wiązku, z imperat.ywem, a tylko przez to, 
e są czynami osoby 
smakiem obdarzonej i działającej bez 
adnej wewnętrznej walki 
z sobą, lecz tylko z natnrahlego popędu swojej dobrej natury, 
swojej pięknej duszy (scllóne Stele). Pochop do dobra rozumo- 
wany, jest to moralność; pochop do dobra z serca pochodzący, 
jest to piękność. Rozum i serce mają niby dwie wole, wyłą- 
czające się wzajem: woJę zmysłową wprost i naocznie przez 
czlowieka sobie samemu przedstawianą, i wolę rozumową, do 
objawu nie wchodzącą, ponieważ jest tylku wyrozumowanem 
})rawidłem. Ponieważ ta ostatnia tylko bywa myślana, jakby 
z zewnątrz przychodząca, więc działający podmiot, jej slucha- 
jący, wygląda jako istota nie autonomiczna, nie piękna. 
Celem przedstawienia przyjacielowi Koernerowi naocznie 
w 
ywJch przykładach, w czem polega piękność czynu este- 
t.yczna, Schiller (nr. 643) podaje mu kilka obrazków tak cha- 
rakterystycznych, 
e uważamy za potrzebne je przytoczyć. 
1) Zbójcy poranili i obdarli człowieka, potem zaś porzucili 
nagiegQ na gościńcu i na chłodzie. Zastaje go przejezdny, 
ubolewa nad nim, ale widok cierpień jest mu wstrętny; bo ma 
słabe nrrwy. Proponuje obdartemu pieniądze dla najęcia in- 
nych ludzi, którzyby go ratowali. Rodzaj ten działania nie jest 
u
ytecznJ, nie jest moralny, ani wspaniałomyślny, ani piękny, co 
najwi'ęcej chyba t.ylko dobroduszny i tu tylko z temperamentu.
>>>
- 8!) -- 


2) Drugi przejezdny chciałby pomódz cierpiącemu, ale tar- 
guje się. «Dasz mi dukata-rzecze-za moją stratę czasu. 
a ja cię odwiozę na wyleczenie do najbliższego klasztoru». 
Ten postępek jest tylko uty1itarny, nie wspaniałomyśłny, nie 
moralny, nie piękny. 
3) Trzeci przejezdny, wysłuchawszy obdartego, pożałował 
w duszy płaszcza swojego i konia, którego wypadało podwójnie 
obładować; jednak uznał. 
e to uczynić powinien i choć nie- 
chętnie ofiarował i swój płaszcz, i swego konia i swoje usłu- 
gi. Jednak obdarty człowiek odrzucił propozycję, zrozumia- 
wszy, że ta nie idzie z serca. Ten sposób postępowania jest 
typowo moralny, zupełnie wedle Kanta z imperatywu pocho- 
dzący, ale nic więcej. 
4) Niespodzianie zjawili się na gościńcu dwaj śmiertelni 
wrogowie obdartego, którzy go .ścigali, ażeby go zabić, lecz 
ujrzawszy go ranionym i bezbronnym, postanowiJi ocalić go 
tIlko przez wspaniałomyślność. Obdarty wyciągnął do ich 
ręce, prosząc o zapomnienie przeszłości i o zgodę. ale oni o
a- 
dzili go na miejscu, wyrażając, 
e mu pomogą, ale nie kończą 
wcale swoich z nim rachunków. Obdarty i ich propozycje od- 
rzucił. Sposób ich postępowania b}"ł niezawodnie wspaniało- 
myślny, ale niezupełnie piękny. 
5) Nakoniec ukazał się na gościńcu człowiek pieszy, obła- 
dowany wielkim ciężarem. Człowiek ten, widząc, 
e obdarty 
i raniony ginie od upływu krwi, a pomoc daleka, składa swój 
baga"Z na drodze na wolę Opatrzności, bierze ranionego na 
plecy i niesie go do najbliższej osady. Objaśnij mnie-pyta 
Schiller-dlaczego pięknym jest ten ostatni ucz:ynek?-i dodaje 
w post scriptwn: dlatego, że obowiązek spełniony został z taką 
ochotą, jak gdyby dokonanym był wprost przez inst.ynkt.. 
Kończąc przegląd okresu, w którym naczelne miejsce 
w estetyce Schillera zajmowała formuła: u.:olność 'lO objmC'ic, 
zauważmy, 
e Schiller wciąż usiłuje określić filozoficznie to, 
co 
adnemu określeniu się nie pod{laje, a mianowicie uczucie 
piękna, i że f?rmuła jego zbyt jest jednostronną i ciasną, bo 
do sfery piękna wprowadza same tJlko pierwiastki ruclm 
i działania, f to jest pierwiastki dynamiczne, i wyłącza w:szy-
>>>
- 90- 


stkie pierwiastki statyczne, a WIęC wszelką chociażbr najdo- 
skonalszą technikę
 architektonikę, nawet budowę ciała ludz- 
kiegu, \V której się tak lubowali grecy i ludzie odrodzenia. 
Jest to wzięcie się do rzeczy nadzwyczaj jednostronne, takie 
naprzykład, któregohy się dopuścił ten, ktoby uznawał jedną 
tylko sztukę-muzykę, a nie uznawał plastyki albo, ktoby 
chciał operować" sztuce w czasie tylko a nie w przestrzeni. Za- 
uważmy jeszcze, że wziąwszy od Kanta szczęśliwy pomysł 
estetycznego pozoru (rzestefisrhrr Scltcin), SchiHer rozwinął 
wspaniale ten pomysł i znakomicie gD uzupelnił. ..Test to niby 
znaleziony olIrębny świat, państwo cieniów «Reich der Sclwttcll» 
(taki dał tytuł Schiller wierszom z 1795 r., zamykającym 
szereg jego «IdcendiclduJlgen»; dziś wier:,ze te noszą tytul «Das 
Ideal und das Leben»). Jest to kraj, w którym panuje samo- 
władnie wyobraźnia, zaludniony przez nią stworzonemi 'lcid- 
mami czy u: irlziadla m i, daleko bardziej żywemi, bardziej dłu- 
gotrwałemi i do natury zbliżonemi, aniżeli ludzie rzeczywiści. 
Od chwili, w której te twory podmiotowej wyobraźni ujęte 
bywają w pewną udatną formę, już stają się same przedmio- 
tami, wpływającemi na społeczeilstwo, zapładniają się. rodz'l 
nowe utwory sztilki i dzielą się na gatunki i typy, a każdr 
odbywa swoją odrębną ewolucję. 
Oprócz pomysłów albo od Kanta żywcem wziętych, alho 
w zarodkowym stanie od niego pożyczonych i na własną rękę 
rozwiniętych, były jeszcze inne calkiem oryginalne, datujące 
się jeszcze z lat, kiedy Schiller nie znał estetyki Kanta. .Jeden 
z takich ulubionych przez Schillera i aż do końca 7.aprząta- 
jących go pomyslów, nie naczelny wprawdzie, ale t.ylko pod- 
rzędny, stanowi pogląd jego na stosunek trzech czynników ka- 
żdego utworu sztuki, któremi są: l) sam lJrz('(7rnżof. przedstawiony 
z wrodzonemi mu cechami; 2) surowiec, czyli '1nateljal, uży- 
wany do artystycznej roboty: marmur, płótno i farby, mowa; 
3) llakoniec sama osuba tworzącego utwór artysty. Proces 
tworzenia w sztuce zawiera się w tem, aby: l) opanowawszy 
surowiec. rozpuścić go i całkiem unicestwić w formie, cieles- 
ność .roztopić w idralności, rzeczywistość w jej artystycznym 
objawie. sprawić naprzykład, aby kamień przemienił 
ię W miękkie
>>>
-91- 
.., 


i niby 
ywe ciało; 2) aby w utworze znikła pogrążona w nim 
osobistość autora z właściwościami jego osobistego smaku, 
jego tak zwanej maniery; aby utwór utrzymać w tak zwanym 
wysokim stylu, to jest w całkowitej niezależności od wszelkich 
albo podmiotowych, albo i przypadkowych, przedmiotowych 
cech i określeń. 1Vielki art}Ysta przedstawia nam tylko przed- 
miot w czystej jego naturze, co stanowi szczyt sztuki; mierny 
artysta produkuje jeszcze w utworze swoją osobę, a pośledni 
artysta zdradza nawet ::)am surowiec użyty i zmodyfikowany 
w celu zreaHzowania wizerunku. (List. z d. 28 lutego 1793 r., 
nr. . (146). 



 


XIX. 


\Vypada nam obecnie określić dalszy ciąg ewolucji este- 
tyki Schillera po jego przygotowaniach do KalJiasa, ostateczne 
jego dedukcje. R.ozmowa Kalliasa. nigdy nie została napisaną, 
nie doszła też do skutku zamierzona (list z d. 20 czerwca 
1793 r., nr.. 662) «Analityka piękna», czyli «Teorja piękna». 
Chęć do filozofowania, która się w nim obudziła w 1790 r., 
trwała do 1 795 r., nie wydała jednak nic całkowitego. Z prac 
prozą z lat 1793-1795 najbardziej sie odznaczają: traktat 
« [;('uer Amnuth Ilnd 1rllrde» (o wdzięku i godności) i «Listy O 
estetycznem wIchowaniu człowieka1, któr(l w ten się sposób 
utworzyły, ze chcąc czemś się odwdzięczyć księciu Obrystja- 
nowi Augllstenburskiemu za wspaniały dar pienię
ny, bardzo 
na dobie będący podczas cię
kiej choroby Schillera, wysto- 
sował doń 9 listów o sztuce. Oryg-inaly trch listów spaliły się 
podczas po
aru królewskiego pałacu w Kopenhadze, d. 26 lu- 
teg'o 17940 roku, ale niektóre listy ocalaly w krążącrcb dość 
licznych odpisach. 
Z tych odpisów. z bruljonów i dalszych ciągów złożyła się 
serja z 28 listów, wrdrukowanrch w «Borach}). z 1795 r. Istota 
wielkich zmian, które za:,zly w poglądach Schillera na piękno,
>>>
- 92- 


streszcza się naj dobitniej w następującym wyciągu z listu jego 
do Koernera z dnia 25 paźlziernika 1794 r. (wnet po zbliżeniu 
się lo Goethego): «Przywykliśmy opierać się na doświadczal- 
nem pojęciu piękna, które wcale nie istnieje... Co odczuwamy 
zwyczajnie, jako piękno, wcale nie jest pięknem. riękno nie 
jest żadnem doświadczalnem pojęciem, a raczej tylko samym 
imperatywem. Zaiste, jest to coś przedmiotowego, ale li tylko 
jako konieczne zadanie dla naszej natury zmysłowo-rozumowej. 
"... rzeczywistem doświadczeniu zadanie nie osiąga się nigdy, 
bo bądź z sampgo przedmiotu najpiękniej
zego, albo wyskaku- 
jącego naprzód rozum czyni momentalnie doskonałość, albo 
wyskakująca naprzófl zmysłowość sprowadza go do samrj 
tylko przyjemności». (Patrz Berger «Die EntlfickfluJl!} von Schil- 
lcrs Aestetik». str. 238). Doświadczenie w tym wyciągu znaczy 
toż samo, co przcdmiotou'ośc. Przestając dochodzić go w pięknie, 
Schiller przechodził na stronę Kanta, z któr} m chcial się 
dawniej potykać. Obok imperatywu obowiązku stawił on drugi 
podobnyż imperatyw, nienasycone pragnienie. rwanie się ku 
czemuś, nie dającemu się 0siągm\ć, ale przyświecającemu 
gdzieś zdaleka, jako zadanie naszego życia. Sam pogląd na 
piękno znakomicie się rozszerzył i uzupełnił. Nie jest to sam 
tylko ruch, sam czyn, ale i spokój, ale i układ, ale i harmo- 
nijne sprzężenie się części w całość. Istnieje przedewszystkiem 
piękno budowy ciała ludzkiego (architektonika człowieka), 
czarująca nas zmysłowo, zanim pomyślimy o objawie w po- 
staci człowieka jego osobistości duchowej. 'V rozprawie «Ueuer 
_1 e1nutlt uHd W'iirde», Schiller dla oddania tej myśli ucieka się 
do greckiego mitu i każe uwielbiać 'Venus-Afrodytę w trj 
chwili, kiedy wyszła przez nikogo nie-widziana i bez pasa 
z morskiej piany. Ta piękność budowy ciała, bez względu jaka 
w niej objawia się osobistość, jest niższym stopniem piękna. 
Drugi
 wytszy stopień piękna stanowi wdzięk (Amllldh), piękno 
gry nie z natury pochodzące, ale płynące z duslY. Kie wszyst- 
kie rnchy bywają wdzięczne. Xajsamprzód należy nsunąć ruchy 
chociażby naturalne, ale nie dowolne, chociazby ruchy te wy- 
.xażały niezaspokojoną potrzebę
 bo każde rozpasanie się chuci 
est panowaniem grubej siły nad wolą. Również wypada wy-
>>>
- 93- 


łączyć, jako pozbawione wdzięku, wszelkie gwałtowne poha- 
. 
mowa nie chuci, albo nawet i zimne pełnienie obowiązku. 
Ruch staje się wdzięku pełnym. skoro jest niet.ylko zamie- 
rzony, ale i symlJatyczny, to jest gdy będąc dowolllym, jest na- 
cechowany falowaniem uczucia, zdradzającem odpowiedni 
i wtórujący ruchowi nastrój duszy, inaczej mówiąc, skoro ruch 
ten objawia spójność rozumu i zmysłowości, powinności i po- 
ci ągu. Moralna doskonałość osoby polega na tern właśnie, 
e 
pociąg uczestniczy w czynie, że człek pełni obowiązek ochoczo. 
Xajwyższym ideałem ludzkości jest tak zn'ana przez Schillera 
lJigkna dusza (Scho"ne Seclc), to jest właśnie taka, w której 
kierowanie wolą może być calkowicie i nieochybnie oddane 
samenm afektowi z pewnością, że 
ię nigdy nie omyli. Skoro 
człowiek przywykł tylko szlachetnych rzeczy 
ądać, wola jego 
łączy się z tym idealem i tonie w tym ideale. Nie troszczy 
się on już o to, aby moralnie działać, bo stał się całkiem 
i na\Vskroś moralnym człowiekiem. Doszedł więc Schiller sto- 
pniowo do t('go rezultatu, zgodnego z filozof ją Kanta
 że kon- 
tretuy człowiek jest jedynym możebnym ideałem piękna. 'V re- 
cenzji o poezjach 1\Iatthissona twierdzi on, że nieożywiona na- 
tura może służyć tylko za materjał dla sJTmbolizującego nat- 
chnienia
 że w obręb sztuki wclwdzi ona tylko jako symbol 
czystego człowicczeilstwa. Po nad człowiekiem, jako konkret- 
nym objawem, niema już przedmiotu dla sztuki, a chyba tylko 
ula nauki, bo tu. się kończy sfera wyobraźni. Poniżej człowieka 
niema też przedmiotu dla artystycznego piękna, a chyba tylko 
dla zmysłowej przyjemności, bo tu już panuje sama tylko ko. 
nieczność. -' 
Stawiając zlanie się skłonności z obowiązkiem jako naj- 
wyższy ideal piękna. Schiller pojmowal jednak doskonale,. 
e 
bywają przypadki, iż się ścierają oba te pierwiastki, więc że 
trzeba pomiędzy nimi wybierać i, by zachować godność swoją, 
wypada wykroczyć po za naturę, zdeptać ją i zgwałcić. Do- 
chodzimy do drugiego bieguna piękna. J\ie zawsze piękno za- 
wiera się w rozkoszy, czasami bywa ono i w cierpieniu, w od- 
dzielającej się i zmysłowo kontrastującej z wdziękiem dzie- 
dzinie podniosłości. rra zupelna przydatność cierpienia dla este-
>>>
- UJ -- 


tyki tern mniej jest obcą Schillerowi,. że jako tragik zajmuje 
się głównie właści wem tenm ł'odzajowi twórczości przedsta wia- 
niem na scenie najwyż.szych cierpień rodzaju ludzkiego. Kant 
uważał, 
e wznios' ość jest czemś obcem estetyce, że jest 
wszczepioną w estetykę gałęzią moralności. Schiller utożsamia 
wdzirk, cz)'li poprostu piękno ze wzniosłością i stawi je jako 
d wa główne i spółrzędne gatunki piękności, poczem czyni głę- 
boką analizę wzniosłości z dwóch przeciwnych stanowisk: mo- 
ralnego i estetycznego. 'Villok cierpienia obra
a nerwy patrzą- 
cych, sprawia im nieprzyjemność, ale ta nieprzyjemność opłaca 
się widvkiem reakcji cierpiącego podmiotu przeciwko cierpie- 
niom. Jeż
łi ta reakcja jest czynem z gruntu moralnej osoby, 
chociażby doszła aż do zguby tej osoby, interesuje nas naj- 
przód, jako objaw moralności, chociaż mo
e nas i nie zachwyci, 
jako objaw piękności; wogóle w niej tern mniej bywa piękna, 
im bardziej czlowiek przy wy kł być cnotli wym, im bardziej 
cnotliwym jest bez walki z sobą i wprost, 
e tak powiemy, 
automatycznie. 'V estetycznej 
ocenie reakcji przeciw cierpie- 
niom zainteresowany jest nie praktyczny rozum ze swoją etyką, 
ale głównie wyobraźnia, którą zachwyca nie nakierowanie siły, 
ale jej potęga, t. j. ta swoboda, z którą walczący człowiek 
robi igraszkę z przeszkód i depce wszystkie ustawy, wszystkie 
fizyczne i moralne prawidła i porządki. Artysta wybiera do- 
wolnie na bohaterów i dobrych ludzi i złych, byle ludzi nad- 
zwyczajnyclI, byle potężnych, byle st.a.wiących na kartę żIcie 
i szczęście w grze zuchwalej. 
W rozprawie «o patetyczności» Schiller twierdzi, 
e za- 
chodzi jawne pomieszanie granic, gdy wymagają moralnej ce- 
lowości dla rozszerzenia dziedziny rozumu i wypędzają wy- 
obraźnię z jej posiadłości. 'Vięc stawia Schiller, jako zasad- 
nicze prawidło, całkowitą lJdrębność moralności i piękna, do- 
prowadzoną do tego stopnia, 
e nie wszystko moralne pięknem 
jest, ale że sztuka może się zajmować przedstawieniem nawet 
zupełnych niemoralności. Tę samoistność sztuki wobec moral- 
ności najdobitniej wyraża list Schillera do Koernera, z d. 25 
grudnia 1788 r., nr. 357: «Przekonany jestem, że utwór sztuki 
podlega odpowiedzialności tylko przed prawidłami piękna sa-
>>>
- 
5- 


t 


mej sztuki. Poeta, który stawia sobie za cel jedno tylko pięk-- 
no, ale służy mu święcie, osiąga, koniec końców, bezwiednie 
i mimowoli, jako dodatek (Zu!Jabe), i to, do czego prowadzą 
inne wzgłędy. Przeciwnie, kto przechodzi kolejno od moral- 
ności do piękności, i odwrotnie, od piękności do moralności. 
albo umizga się i do jednej i do drugiej, może doznać u obu 
n
.epowodzenia». 


. .... łr-' 


# 


xx. 


Ktoby chciał twierdzić, opicrając się na tym ustępie i na 
mnóstwie podobnych innych, 
p Schiller jest stronnikiem se- 
paratyzmu sztuki, 
e jest apostołem sybarytyzmu gustu, ka- 
płanem sztuki samej sobie wystarczającej, tego, co się tłó- 
maczy oklepaną formutą: sztuka dla sztuki, tenby się mocno 
omylii, bo jego zdaniu zaprzeczyłby stanowczo ogólny pogląd 

chiłJera na losy ludzkości, za.przeczyłyby listy jego do księcia 
Augustenburskiego i li;ty o estetycznem wychowaniu człowieka. 
'Vielokrotnie stale podaje siebie Schiller, jako obywatela kraju 
swego i narodu (Zeitl
.b,.i;cr mul StaatslJUr!Jcr). «Xie cllCialbym- 
powiada-należeć do innego wieku i narodu». Twierdził, 
e 
gdyby był blizkim urzeczywi:;tnenia ideał wolności politycznej, 
poświęciłby on temu wielkiemu dziełu cale swoje życie na 
wieki rozstając się z muzami. Lecz straciwszy wszelką wiarę 
nawet w możeLmość ujrzeni:.1 początku odrodzenia polityczllego
 
odroczył na cale wieki oczekiwanie takiego odrodzenia, zwła- 
szcza, 
e próba (francuzk:ł. re\,"olucja) całkowicie się nie udała. 
Mo
e chwila dla. takiej próby była nawet. odpowiednią, ale 
pokolenie działające było calkiem zepsute, liberalny tryb po- 
stępowania wedle rozumu okazał się przed wczesnym. Ludzie 
spółcześni z trudnością bronią się od dzikiej siły zwierzęcej, 
nie są przygotowani llaweł do wolności obywatelskiej: a tem 
bardziej do czlowieczej. 'V szelkie usiłowania przebudowania 
państwa będą daremne: póki społeczeństwo nie wyrobi w sobie
>>>
- 
)6 


szerokich podwalin do takiego budynku; podwaliną będzie 
uszlachetniony charakter narodu, poczem dopiero nastąpi przy- 
gotowanie się obywateli do konstytucji, nakoniec sama kon- 
stytucja. Do wyrobienia charakteru prowadzą dwie drogi: 'J'uz- 
jaśnienie pojcć-zadanie filozofji, i u.czyszczenie uczuć, pocią- 
gające za. sobą i udoskonalenie woli-zadania kultury este- 
tycznej. Dla pierwszego zadania zrobiono już niemalo, dla in- 
nych zadań wypada pracować polączonemi siłami gustu i sztu- 
ki. Zadania sztuki potężnieją ogromnie, technika pozostaje }la 
boku j w tyle, na pierwszy plan wysuwa się estetyka samego 
życia, estetyka obyczajów. \V czwartym 
 liście estetIcznym 

chiner rozróżnia trzy klasy ludzi, trzy gatunki, czy typy, 
spotykane w każdem spoleczeństwie, nawet najbardziej ucywi- 
lizowanem. Klasa pierwsza-to ludzie nieuształceni i dzicy, 
stanu prawie pierwotnego, niewolnicy swych poczuć i pożą- 
dań, ci sami. których scharakteryzował Schiller w ten sposób 
w wierszu «Dit; Eiinstler1J: żądzy ślepym łallcuchem do zja- 
wiska przykuci... umyka do uich lliepochwrcona, nie odczuta 
prześliczna natury dusza (.Allr der Begierde blinde Pes$el nur 
..A.n die Erscheinung angelmnden... Entlloh ilm
 un!}enossen, 
unemlJfunden Die schone Si3ele der }..-ratur). Drugą klasę sta- 
nowią barbarzY1łcy, gwałt zadający uczuciom swym przy urze- 
czywistnianiu swych zasad moralności (
ądzę, ze Schiller do tej 
klasy zaliczyłby i mistrza swojego, to jest Kanta). Trzecią 
klasę, najnieliczniejszą. stanowią ludzie wykształceni este- 
tycznie, ze zrównoważonymi rozumem i zmysłowością, dobro 
czyniący ze skłonności i z gustu, IUllzie cieszący się pełną 
wolnością estet.yczną, to jest znajdujący się w przejściowcm 
stadjum od biernego wrażenia do czynnego myślenia i woli. 
To, czemu jest człowiek oddanI i do czego dąży, jest niereal- 
ne, składa się z pewnej ilości zmyśleń, z widzeń estetycznych, 
które nie są odpowiednie czemukolwiekbądź istniejącemu rze- 
czywiście. Siła w nim działająca nie jest zmyslou'ym popędem 
(Silllltrieb), ani też formalnym pociągiem (Formtrieb) ugrunto- 
wanym w miłości prawdy i w moralności. Jest ten popęd 
czemś pośredniczącem pomiędzy temi dwiema siłami. Jest to 
pOpe'({ do gry, chetka do ciągłego ćwiczenia uczucia i woli,
>>>
- 97 


połączony z pełną świadomością, że pop
d ten nie może osią- 
gnąć żadnych pozytywnych praktycznJch rezultatów. \V stanie 
swym fizycznym człowiek jest niewolnikiem natury, całkiem 
jej poddanIm, w stanie swym moralnym panuje nad naturą, 
zaś w estetycznym, jest tylko niezależnym od natury. rrak 
rzecz przyjemnie-pożyteczną, jako i moralnie dobrą traktuje 
człek na serjo, ale z pięknością, czyli z hIbem zmyśleniem 
trlko igra. Jednak mimo pośredniczącej roli takiego stanu, 
Schiller tak je:st temu stanowi oddany, tak ubóstwia swoje 
powołanie artysty. że przekłada estetyka nad wszystkich in- 
nych ludzi, czyni zeń koronę stworzenia i ogłasza, że ten 
tylko jest znpelniC' człowiekiem, kto w ten sposób igra z pięk- 
nością (er ist nur dann ]Iellsch 'u.:ellll er spielt-Jist Ió). Schil- 
ler prl.ewiduje, że to jego założenie może być wzięte za pa- 
,radoks; paradoksalność jego będziemy się starali nieco później 
udowodnić. \V tej chwili zauważmy, używając słów SchiJlera 
(list 
7), że między przerażającem królestwem sił i świątynią 
ustaw buduje się spokojne ustronie dla grI w widziadła, w któ- 
rem z człowieka zdjęte są pęta wszystkich stosnnków, i w któ- 
rem jest on wolen od wszelkiego Pl'zymusu, czy fizycznego 
C7.y moralnego. Prawda tu mieszka w artystycznej swej po- 
dobiźnie i wedle tej podobizny może być restaurowany sam 
oryginał po zdarzających się czasami jego spaczeniach i upad- 
kach. Artysta, nic nie zamierzając i nie chcąc, a tylko służąc 
pięknu, staje się mimowolnym siewcą dobra, co wlaśnie Schil- 
ler wyraził w następnym dwuwierszu w ksenjach: 


Wirl{e Gutes-du nahrst der 1\Ienschlichkeit guttliche Pflanze, 
Bilue Schones, drr strem,t llie Keime der giittlichen ans. 


.... 


(Dobrze czyń, a wykarmisz boską roślinę ludzkości. 
Kształtuj piękno, a posiejesz tej boskiej rośliny nasiona). 



4
.- 


-ł 
I
>>>
- 9
- 


XXI. 


Idąc za radą, podaną pł-zez 

hillera. spróbuję zdjąć ru- 
sztowanie, otaczające skreśloną w główn)Tch zarysach budowę 
jego estetyki
 uprzątnąć narzędzia murarza i cieśli i rzucić 
po raz ostatni okiem na całość tego hudynku. 
Podwaliny budynku są stare
 położone ręką Kanta, , a do 
dziś dnia dość wytrzymałe: bezinteresowność tak artysty, jako 
i widzów albo słuchaczy względem przedstawianego piękna. 
Sztuka jest przedewszystkiem czystą. żadnych zmysłowych 
chuci łechtać i podniecać nie powinna. Z tego stanowiska roz- 
ważany nie był prawdziwym art.ystą Pigmalion, który się za- 
kochal w wyciosanej przez się Galatei. Pod względem . arty- 
stycznym mybyśmy ogromnie wiele stracili, gdyby zamiast 
marmurowej bogini przed nami stanęła jeszcze piękniejsza 
może, ale żywa kobieta. Przed każdym z nas otwarte są dwie 
drogi, z których pójść można tylko po jednej: albo zmyslowe 
nasycenie się, albo kontemplacyjne rozkoszowanie się samą 
tylko formą: «między zmysłowem szczęściem i spokojem duszy- 
jest ciężki wybór do zrobienia... Pozorem ma się wzrok na- 
sycać-przelotne uciechy używania-pomści wnet żądzy uciecz- 
ka». (Z'tcischen Simzell!Jluck and Spclentrie(Ten Bleibt (Telll JiensdiCl'l 
nur (he hal1!Je TVahl... ..An (lelIl, Scheine mass (ler Blick sielI, u;ei- 
ile1'l nes Genu:;;ses 'Wwulelbare Freuden R({cltct schleunig (Ter Be-- 
gierdc J/lu.cht, (Das Iaeal mur (las Lehpn»). 
Również kł-zrpko trzyma się ugruntowana przez Kanta za- 
sada podmiotowości w sztuce, pochodzenie piękna z duszy 
podmiotu
 niemożebność określenia piękna za pomocą formuły. 
filozoficznej. 'Vszystkie zasadnicze formuły estetyczne, wymy- 
ślone przez Schillera, runęły i nie zdały się na nic. Jego de- 
finicja piękności, jako «wolności w objawie» nie może się 
w obecnej chwili utrz}
mać po pierwsz'3 dlatego, że wolność woli
 
albo dowolność całkiem jest demonetyzowana i z obiegu 
wyjęta przez dpterminizm, a lJOlr(óre, że te koilCowe cele: na 
któq
ch lnulowaną była niby rozumna
 nieświadoma celowość
>>>
99- 


w naturze, zostały uprzątnięte w filozotji, a nlleJsCp. ich za- 
jęły: przystosowanie się organizmów do otoczenia i atawizm 
czyli dziedziczność przymiotów. Dziś powstają przeciwko pojmo- 
waniu sztuki, jako czystej tylko formy; robią się też. zarzutr 
przeciwko tej ulubionej przez Schillera i wrnalezionej. przez 
niego formule, jakoby materja w utworze 8ztuki miała być cał- 
kiem unicestwioną a raczej w czystej formie rozpuszczoną l). I 
Formuła: (Ter Sfof{ ist (lurc/1. ifie Form 'Ccrtil!/t, ma tę w sobie 
niedogodność, że daje początek dwuznacznościom. Jeżeli ma.- 
terję mamy pojmować jako surowiec, z którego urabia się 
dzieło sztuki, niewątpliwie niknie Olla całkiem w formie, lecz 
ta metamorfoza odbywa się w obrębach samej tylko techniki, 
a technika jest tylko przygotowaniem, wstę'pnrm warunkiem, 
babińcem przed świątrnią sztuki, ale nie świątynią; w samym 
obrębie 8ztuki ona się nie mieści. ,V obrębie szt.uki forma 
może być przeciwstawianą nie surowcowi. ale chyba treści 
utworu, temu, co się zo
vie fabułi:!, oderwanym pomyslem, 
temu, co się w wyobraźni arstysty oblekło w kształty żywego, 
zwykłego, konkretnego obrazu, co się wykluło z pierwot nego 
jajka i stało się ożywionym przedmiotem. Proces twórczości 
art.ystycznej polega na tern, że idee-pomysły przemieniają się 
w obrazy, że treść sama rozplywa się w poetyckiem zmyśleniu, 
lecz nie ulega wątpliwości, że nie o takiej przemianie myślał 
Schiller. Ou rozumiał tylko przemianę zmysłowo-dotykalnego 
w kontemplacyjno-idealne (]Jer Korper '1WlSS sic/t in (Ter l(Tee . 
i:e,'lier.en. Listy Sch., nr. 646). 

 ajcharakterystyczniejszą właściwością estetyki Schillera 
jest pożyczona od Kanta alp wszech stronie rozwinięta, pysznie 
opracowana i z wielkim zapałem wygłoszona zasada niere.al- 


1) «Das Ideal wul das Leben.. lVenn das l'odte bildend Zlt beseelen 
, 
JJlit dem StoR sich Zl" vermiiltlen TltatelłVoll der Genius entvrennt... U'nd im 
Stuube Uleibt die SCh2Ceel"e-JHt dem Stoff den 8'le beTterrscltt z1Iriick.. 
Schlank tllld leicltt wie a1IS dem Nicltts enspnmgen Stdlt das Bild VO'1' dem 
enzikkten Blick. (Gdy martwotę ksztaltując, atr ją ożywić i aby się ożeni(: 
z materją, genjusz zapala się do czrnl1... w proch się rozsypuje ci
żkość' 
wraz z materją, litórą w niewoli trzymala... smukła i lekka niby z niczego 
powstala, Iu-oczy postać przed zachwyconym wzrokiem). 


7
.
>>>
- 
---.-.:..... 100 --- 


. 


ności zm}'ślenia poetyckiego «([es Scltcins), świauome wyłączani
 
go z rzeczywistości. Zasadę ową wyraził Schiller w ten spo- 
sób w wierszu «...-1n ([ie 
Freude»: «'Vszy:;;tko powtarza się 
tylko w życiu, wiecznie młodą bpva tylko fantazja; co się nie 
zdarzyło nigdzie i nigdy, jed)'nie to się nie starzeje» (Aflr:; 
'lcic((erlwlt sielt nur im LelJen, Ewi!J jung ist nur ([ie Phalltasie, 
U'as sich nie uwT nirgP'Jurs lwt lJC[jelJen, Das alleill veraltet nie). 
Umysł czlowieka panuje niepodzielnie i wszechwładnip 
w tern nierealnem państwie wyobraźni (in (Tem wesenloscl't 
!leieli aer EinlJilrTungskratt--'26 list estet.). 'Vięc i odwrotnie 
zmy
lenie może być estetycznem tylko póty, póki nie podaj
 
się za realnie istniejące, póki nie zamierza sprawiać omamia- 
jącego złudzenia. Jak tylko zmyślenie omamia do takiego sto- 
pnia, że traci się możność rozpoznania, gdzie się kończy 
prawda i gdzie się poczyna wymysł, staje się ono lliedopusz- 
czałnym fałszem i oszukaństwem. Nieprzebyta przepaść oddziela 
dwa tej kraje: realny i wymarzony. «Xigdy nie należy pozo- 
rowi osiągać rzeczywistości; skoro natura zwycieży, sztuka 
już ustąpić musi (Der Schein soll nie die TYirklichkcit erreiclu'Jl, 
UIUT s'iegł Ratur so ."mss (Tie Kunst eniu:eiclten. 'Viersz Schil- 
lera na przedstawienie «
Iahometa» V oltail'e'a w przekładzie 
Goethego). Sztnce nie godzi się nawet usiłować sprawiać oma- 
mienie, oszukanie zmysłów. Srodki i sposoby sztuki są warun- 
kowe, nikogo nie oszukujące, oświetlenie w c;;ztuce jest sztncz- 
ne
 mowa używa się miarowa, rymowana; obnażają się i pod- 
kreślają się te tylko rysy z życia, które toną w rz
czywi- 
stości w mnóstwie nieistotnych i niepotrzebnych pr
ypadko- 
wości i domieszek. «To, co dzieje się na 
cenie, jest tylko 
symbolem rzeczywistości»-mówi przedmowa do «Oblubienicy 
:\Iessyńskiej» 1). Ta nierealność poezji ważną jest jako koniecz- 


1) \V tymże wierszu, z racji przedstawienia «llahometa
, Schiller tak 
się wyraża: 
Verbannt ans ihrem festlicben Gebiete (ze sceny) 
Sind der Natur nachlassig rohe Tone 
Die Sprache selbst erhp.bt sich ihm znm Lied 
Es ist ein Reich des W ohlauts und der Echone:
>>>
-- 101 - 


ny warunek myśli artystycznej, jako zasada odpowiedzialności 
artysty przed jednym tylko trybunałem jego sztuki i tylko 
wedle kodeksu tej 
ztuki. 'V 1788 r. pisał Schiller do Koer- 
nera (nr. 357): «(A rtysta, a szczególniej poeta nie opracowuje 
nigdy rzeczywistości, ale jedynie tylko samą idealność, to jest 
artystycznie wyjęte rzeczy z pewnego rzeczywistego przed- 
miotu. :Ma on do czynienia nie z prawdą i nie z moralnością, 
ale z takimi szczegółami każllej z nich, które zechce w myśli 
z nich wybrać a. następnie powiązać. Xie moie on g-rzeszyć 
względem którejkolwiek z nich, a grzeszy tylko chyba wzglę- 
dem estetycznej konstrukcji i gustu. .T eżeJi zdołam z nadnży- 
wall religji albo moralności złożyć piękną udatną całość, utwór mój 
będzie piękny, nie zaś niemoralny ani bezbożny
 dlatego wła- 
śnie, żem wziął oba przedmioty nie takimi. jakimi są, ale 
jakimi się. stały po gwałtownej operacji, to jest po gwalto- 
wnem wyjęciu ich i następnie powiązaniu». 
Tej nieograniczonej wolności estetycznej, igTającej wszel- 
]dmi na świecie przedmiotami i odmieniającej je wedle widzi- 
misię i fantazji, odpowiada szczeg-ólniejszego rotlzaju zadowo- 
lenie i 
zczęście tern nieogra
}iczellsze, że jest ono nie ze 
świata teg-o. Zupełnie i aż do syta cieszą się z tego szczęścia 
sami tylko poeci. Poeta spóźnił się, wedle SchiHera, na po- 
dział ziemi, bo się błąkał po niebie: gdy przybył, wszystko 
już rozdane zostało przez Zeusa, ale Zeus się zmiłował i za- 
wyrokował: gdy ze mną w niebie zechcesz żyć, He razy tam 
zajdziesz, stanie ci otworem (TJ 'zllst (fu im nzeine'Ji1, IIimmel mit 
Mir lelJen, 800ft ffu kommsf, rr soll tTir offnz sein.o «Theilull!J 
(Ter En"'»). Niebo dostępne jest nie samym tIlko poetom, 


In edIel" Ulodnung greifet Glied in Glied, 
Zum emsten Tempel fUget sich das Ganze 
U nd die Bewegung borget Reiz vom Tanze 
(W ygnane są ze świątec,znego zakresu sceny-nienważnie ostl"e tony na- 
tury. Sam j
zyk podnosi się na wyż
'nl
 pieśni. Tu panowanie harmonij- 
nych dźwięków i piękna: w szlachetnym szyku czlonek wiąże się z czIon- 
Idem, całOŚĆ się zwarła we wspanialą świątynię, a ruch zapożycza. swój 
urok od tańca.
>>>
- 102 -- 


Schitler zwoluje do teg-o nieba wszystkich, nęci ich i przeko- 
nywa słowami pelnemi entuzjazmu. Byt ludzki na ziemi bar- 
dzo ubogi (menschliclte Rc(r;irftifJkeif). Poeta wzywa, abyśmy 
uciekali z ciasnoty zm
T8ł{)w du dziedziny wolności myśli (aus 
(re)" Sinne Hchrcwk
n in ffie Freiheit (rer Gcclanken), w te jasne 
strefy, gdzie mieszkają czyste formy (lieitre flc!/ionen, wo aie 
reinert FnrmrJl, 'lColme.n). Poeta zachęca nas, abyśmy się stali 
podobnymi bogom, przenosząc się 7. zaduchu ziemskiego w pań- 
stwo idealów, gdzie nad glowami wieczne niebieskie lazury 
i przebóstwiona postać człowieka przechadza się. po kwieci- 
stych łąkach pomiędzy bog-ami l). 
Jest jedna]\: okoliczność, która ni
pokoi i trwoży nas na samym 
wstępie do.. teg.o raju. 
ic w życiu ludzkiem nie nabywa się dar- 
mo. Zą wszelkim bogatym podarunkiem czai się albo zasadzka, 
albo oszukaństwo. Proponowana przez Schillera raj
ka szczę- 
śliwość st
je 
ię udziałem czlowieka darmo, bez wysiłków 
i cierpień, bez \V8zrlkich cierni i kolców na zl"ywanych kwia- 
tach. SchHler pociesza nas, że w tym kraju czystych form «nie 
szumi nieszczęść straszna lnu'za, żauen smutek duszy nie roz- 
dziera, żadna łza nie wyciska się. cierpieniem, a samą tylko 
mężną opornością ducha 2). Szczęście to zawdzięczamy nie po- 
siadaniu rzeczy, ale tylko jej pozorowi, ale tylko wiuziadłu. 
Xiepodobna uważać go za zasadzkę, tem więc podobnej do 
prawdy, że jest to niby szczęście, że jest to widmo szczęścia. 
Pozorność tego szczęścia tem jest bardziej pewną i niezawodną, 
że szczęście to tJlko Cilwilowe. Uciekając od rzeczywistości, 
człek się pogrążył w marzenie. a wnet potem się ocknął. Sam 
Schiller przyznaje w przedmowie do «Oblubienicy Messyńskiej»
 
że większej części ludzi sztuka dostarcza nielicznych, wiel- 


I) Flieltet aus dem dumpfen Lebelt In des Ideales Reich
 In der Ruhe 
Tteitł"es' Blm"... 1Vrtllflelt oben in des LicTttes Fllt1"en Guttlich unter Giitter1ł 
!lie Ue.ętalt. (. ])as Ideal uud da.; Lebelu). 
2) R.anse.ht des Jammers triiher Stnnn nicht mebr. 
JIier dar f Sr.hmerz die Seele l1icht uUl"chschue.iuen, 
Keine Thrane f1iess hiel" mchr dem Leiden 
:K nr des Geistes ta.pfl'er negenwelll'.
>>>
- 1{J3- 


kiemi ustępami czasu oddzielónych chwil zapomnienia o rze- 
czywistości i że tylko na artY.5tę działa ona pot
żniej, prz}'- 
zwrczając do odsuwania przygnębiającego świata rzeczywistego 
na dalszą przestrzeń, na dłu2SZY czas. Poniewa2 tylko jedno 
marzenie dostarcza człowiekowi szczęścia estetycznego, szczę- 
ście to niczem się w gruncie nie różni od szczęścia dziecka, 
hasającego na drewnianym koniku. a mającego siebie za bo- 
hatera i za pogromcę świata, bo macha drewnianym mieczy- 
kiem, a wdzial na siebie papierowy helm czy koronę. 
Takicmże zludnem i politowania godnem dzieciństwem jest 
i samo uczucie podnioslości, mające taką wagę w artyzmie, 
stanowiące estetyczm podniesienie się ducha i wywyższające 
zdolnego odczuwać je człowieka po nad tłuszczę. Chodzimy dl) 
teatru dlatego głównie, by doświadczyć tego podniesienia się 
ducha, ucieklibyśmy z teatru, gdyby nam wypadło nietylko 
drżeć za siebic samych, doświadczając tych nieszczęść i okro- 
pności, które są na scenio przedstawiane, ale chociażby tylko 
wypadło być naocznymi świadkami tego, co się na scenie dzieje. 
"'idok złego, które się na scenie dzieje, 
prawia zrazu tylko sam 
ból, potem ta nieprzyjemność przemienia się w przyjemność, skoro 
stajemy się w myśleniu panami tych cierpień, skoro sobie 
wyobrażamy, jak byśmy mogli postawić im skuteczny opór. 
Uczucie to wybornem jest. jako pocz
tek w):wiąznjącego się 
procesu, alr jest ono błahostką i niczem, skoro na niem po- 
częty proces się urywa, skoro tylko igramy z bohatf'rstwem
 
z wspanialomyślnością. Sama przez się ta zdolność odczuwania 
wspaniałomyślności nie daje najmniejszej pewności, że dotrzy- 
ma próby w istllem doświadczeniu za 2ycia, że ona jest 
w istocie des Geisfes lapfre Gcgc1lwchr. .A więc ten napój, który 
nam podaje najpodnioślejsza sztuka, smaczny jest i słodki 
i podnieca wszystkie żywotne funkcje, lecz korzystać bez szkody 
z tego napoju można tylko, używając go w samą miarę w do- 
zach niezbytecznycb, inaczej upaja on i usypia. Nadużywający 
z tego trunku, mającego wszystkie własności mocnego narkot.yku, 
kończy na tem, że się w niegodny sposób bawi podniosłemi 
uczuciami przed samym progiem prawdziwego wielkiego czynu, 
przed Pl'ogiem, którego nigdy nie przestąpi. Rola artyst.y
>>>
- 10-1 - 


w ogólnym biegu żyda ludzkości może być tylko przygoto- 
wawczą, a kończy się, gdy nas sztuka doprowadziła aż do tego 
progn. Przejść przez ten próg ona nas nie nanczy, ani do 
tego, byśmy go przestąpili nie pomoże. 
chiner świadom był 
i istnienia tej wielkiej a ciężkiej roboty :lywego czynu oraz 
nieprzebytej zapory. odg-radzającej prawdziwy czyn od igrania 
zm"yśleniem. 
igdy Schiller nie doszedłby aż do przekładania go 
nad :lrwy czyn, aż do tej J.wrezji, którą wygłaszał Puszkin 
w wiadomym wierszu: t'1ny niz.kich istin mnie doroże nas woz- 
wyszajuszczyj ol)man (nad moc prawd nizkich stawię wyżej- 
podnoszące nas złudzenie). W 26 liście estetycznym SchiIJer 
wyraża się bardzo trafnie w ten sposób: najzupelniejsza pro- 
stota i najwyższy rozum (to jest dwa skrajne członki podziału 
rodzaju ludzkiego, pomiędzy któremi staje jako trzeci czło- 
nek est.etyczność) mają pomiędzy sobą to pokrewieństwo, :le 
dążą do tego tylko, co jest realne i całkiem są nieczułe 
w stosunku do zll1)"ślenia. Ta sfJrja, poczynająca sic od pro- 
stoty i przez artyzm dochodząca do najwy:lszego rozumu, 
mieści w ostatniej klasie wielkich wiarodawców, jak Mojżesz, 
wielkich filozofów, jak Sokrates i Kant, wielkich państ\Vo\V
r('h 
blldowniczych
 jak ten, który czarowa-ł wyobraźnię ludzi 
w pierwszej ćwierci XIX wieku-Napoleon. Specjaliści, artyści 
i poeci nie zajmują miejsc pierwszych w grupie tych władców 
świata, a jednak SchilJer wysunął ich naprzód i postawił na 
czele całej grupy, zrobił ich najzupelniejszymi przedstawicie- 
lami ludzkości i wyrzekł, że ten tylko jest zupełnym czlo- 
wiekiem, kto igra tylko z pięknością. 
Schiller uniósŁ się i niezawodnie przebrał miarę. Bu um cui- 
qu£'. Artysta nie jest naczelnym pracownikiem w wielkiej ro- 
bocie społecznej, nie na nim się opiera, jako na kamieniu wę- 
, 
gielnym, cały zrąb budowy 
połecznej, nie podlega jednak wąt- 
pli wości. :le po' pozbyciu się wszelkich nadmiernych na korzyść 
jego uprzedzeń, funkcja poety okaże się w każdym razie bar- 
dzo ważną, bardzo płodną. i d
broczynną. 
Po pierwsze. Jedynie poezja mo:le być wyrazem przyrodze- 
, 
nia, pojmowanego jako żyjąca całość. «Przyroda-mówi Schil- 
ler we wstę!)ir do «Oblubienicy )IessYllskiej» -jest to idea,
>>>
- 105 -- 


pod zm)'sly nie podpadająca, leży ona guzieś na dnie, pod za- 
słoną objawów, i nigdy sama się nie pokazuje. Tylko idealna 
sztuka zdoła objąć tego ducha wszechbytu i zamknąć go 
w cielesną formę. Sztuka nie może ujawnić przyrodzenia 
przed zm)'słarni, ale skutkiem swojej siły twórczej może 
przedst.awić je wyobraźni tak, że to wyobrażenie przyro- 
dzenia staje się oczywistszem, niż największa rzeczywistość, 
i pewniejszem od wszejkiego doświadczenia». 
Pou;tóre. 
ztuka w swoich wzorach stanowi olbrzymi skład ma- 
terjałów, że tak rzekę, zdrowotnych, potrzebnych dla oświeżenia 
atmosfery i dla przywrócenia umysłowego zdrowia w epokach ze- 
psutego smaku i moralnego upadku. Sztuka odciska życie w pe- 
wnej chwili, ujęte \V formie młodej, nigdy się nie starzejącej. 
O leczniczym wpływie wielkich utworów sztuki na przyszłe pOP 
kolenia, wyraża się w ten sposób Schiller w 9 liście estetycz- 
nym: «Ludzkość mogła czasami uronić godność swoją, ale ją 
ratowała w tych przypadkach sztuka, która przechowała god- 
ność człowieka w wymownych kamieniach, w świątyniach, 
które nie przestały być świętemi dla oczu, chociażhy z nich 
już pouciekały wyśmiane bóstwa. Prawda nie. przestaje żyć 
w zmyśleniu, a podług tej jej kopji da się sam oryginal odre- 
stranrować». . 
Nakoniec po fr::ccie, sztuka jest dla nas wszystkich nie- 
skończenie drogocenną dlateg-o jeszcze, że jest jedną z najsku- 
teczlliejszych pocieszycielek rodzaju ludzkie
o, jednym ze śt'ód- 
ków najbardziej l13rtując)"ch nas w walce z losem. jeunem 
z nadzielniej
zych lekąrstw przeciwko grasuJącej w pewnych 
epokach epidemicznej zarazie pesymizmu, przeciwko taediwa 
","itae, tak rozpowszechnionemu w wieku XIX. Fr. Nitzsch'e 
({;-cburt der T1'a!lo('di('
, 1871) podaje trzy takie śroaki do 
walki z pesymizmem. majqce tę wspólną cechę, że przywiązują 
Judzi do -
ycia za pomocą szerzonych przez nich nnjniewąt- 
pJiwszych złudzeń: albo jJragnienie wiedzy, któremu towarzyszy 
mylna nadzieja, że można wszystko we wszechświecie pojąć, 
zrozumieć, a. następnie zagoić wiecznie jątrzącą się ranę is
- 
nienia. Albo pochop do n;rlfany, umysłowe pogrątenie się 
w niebycje, którJ jedno jest czernś nieprzerwanie istniejącem:
>>>
- 106 - 


bo wszystkie wiatrami pędzone i przemijające zjawbka rze- 
czywistości, są tylko złudne omany (Schopenhauer, Leconte de 
rlsle). X akoniec jest jeszcze czarodziejstu.o sztuki, która na- 
rzuca na calość istnienia przezroczystf' vdum, przepysznie- 
wszelkiemi barwami malowane: a hafty to tak zachwycająco 
piękne, że patrzącemu na nie mija wszelka ochota do zerwania 
tej zasłony i do oglądania przykrytych rzeczy, jakiemi są. 
istotnie w rzeczywistości. Człowiek wie doskonale, że go oma- 
mia to, co realnie nie istnieje, to, co je
t pozornem, że mu 
przyjemność sprawia samo tylko marzenie, ale samo zadowo- 
lenie to nie było wcale marzeniem, a przytem marzenie bylo 
cudowne, zachwycające i dostarczyło mu nie chwil, ale może 
calych la t 
pokoju i wyz" oliło go z szorstkich uścisków rze- 
czywistości. To już wystarcza, abyśmy sztukę niezmiernie wy- 
suko cenili i kochali. 
Estetyka Schillera zgadzała się w wielu punkt.ach ze zwy- 
kłym na
trojem Goethego, z politycznym jego indyferentyzmem 
i nawet z niebardzo wielkiem jego przywiązaniem do filozofji. 
D. 19 grudnia 1798 r., nr. 532, pi:sał Goethe do Schillera z po. 
wodu Kanta: (t
ienawidzę wszystkiego, co mię tylko poucza, 
nie wzmagając i nie ożywając bezpośrednio mojej działalnośći». 
Obaj wieszczowie stali po nad stronnictwami politycznemi, spo- 
łecznemi, a. nawet i literackiemi, zajmowali się wyłącznie roz- 
wiązywaniem zadalI sztuki i analizowali je, albo i praktyko- 
wali z rozmaitych punktów zapatrywania się, bo różnili się 
mo 
no i w organizacji umysłowej i w temperamentach. Xasz 
przegląd rezulta tów ich wspólnej pracy oprze się głównie jako 
na pierwszorzędnem źródle, na ich korespondencji. 



--
>>>
CZĘŚĆ TRZECIA. 


Owoce związku poetów. 


XXII. 


l!ielem mej pracy nie było kreślenie życiorysów dwu poetów, 
ani też szczegółowy przegląd ich utworów, pisanych w ciągu 
dziesięciolecia ścisłej ich przyjaźni. Chcialem tylko zestawić 
w wyciągach z ich korespondencyj sądy ich o ich własnych utwo- 
rach i ich pojęcia o zadaniach, g"ranicach i prawach tak sztuki 
poetyckiej wogóle, jako i głównych rodzajów i gatunków poezji, 
w których celowali. Poprzyjaźnili się wtedy już, gdy byli nie- 
praktykującymi prawie poeta1ni. Schiller pogrążył się całko- 
wicie w historję, estetykę, dziennikarstwo. Całe lat 12 dzieli 
inscenizację dramatycznego utworu wielkiej miary, «Śmierć 
'Vallensteina», 0d poprzedzającego dramatycznego utworu, 
«Don Carlosa» (1786-1798 r.). \V pierwszych miesiącach po 
zbli
eniu się Schiller częstował Goethego swoją prozą filozo
 
ficzną i POSJ łał m 11 czę
ciowo, w rękopisie, swoje listy este- 
tyczne, które Goethe jednym tchem połykał (ich schllwtl e es 
aut eincm Zug, nr. 19, Briefwecbs., wrzesień, 1794 r.), a dru- 
gi raz czyt.ając, zgadzał się z nimi zupelnie (nr. 22). 'V li- 
stopadzie 1794 r. Schiller pisze do Koernera (nr. 768): «Listy 
te zastanowiły 'Goethego i przejęły go nawskroś... lIerrler 
brzydzi się niemi, jako grzechami kanto\\'skiemi, i krzywo na 
mnie patrzy».
>>>
- 108- 


,V styczniu 1795 r. Schiller czytał dalszy ciąg listów 
\V Jenie przed Goethem i ::\Ieyerem (nr. 800), l
tórzy byli 
niemi zachwyceni ou początku aż do końca i twierdzili, że 
najwięl
sza wymowa nie mogłaby zrobić na nich takiego wra- 
żenia. Schiller zainteresowany był w literackiej produkcji Goe- 
thego niet}Tlko jako poeta, ale i jako wydawca «Hof», które 
trwaly tylko trzy lata (1795-1797 r.) i swego' do nich rocz- 
nego dodatku «l'tIuspualmanacłul», wyciągał więc z teki 
Goethego co najwięcej zalegających w niej utworów, z których 
wydaniem Goethe nigdy się nie spieszył. Była jeszcze pewna 
osoba. której przez to przysługiwał się Schiller, a miano- 
wicie ksi
garz Cotta, płacący najwyższe wówczas honorarja 
pIsarzom. 
'Vedlug sposobu pisania dzielą się utwory Goethego na 
trzy gatunki. 'V pierwszej młodości swojej Goethe zapoczątko- 
wał ruch, słynny później pod rozgłośnem mianem romantyzmu; 
do tego gatunku najeżą duże utwory pisane przed podróżą 
włoską. Do drugiego gatunku należą rzeczy, pisane później, 
gdy Goethe poznał bliżej wzory st.arożytne pod niebiem Italji; 
są to rzeczy pelne boskiej pogody, olimpijskiego spokoju. 
Przejął on tajemnice wysokiego stylu. zrobił się epikirm, nik- 
nącym w utworze do tego stopnia, że przez największe, jakie 
możr mieć artysta mistrzowstwo zdawało się
 że ustami poety 
przemawiało i wieszczyło samo przyrodzenie. Jednak to, czego 
Goethe się wyuczył u starożytnych, nie wyżarło zeń całkicnl 
dawnej jego natury. Czasami budził się w nim syn północy. 
z jego rwaniem się do gąf\zczy lasów,- do mglistej oddali, z jego 
przeskokami od epiki do tragizmu. Taką cechę mają «Lata 
uczniowskie 'Yilhelma ::\Ieistra ') i o;Faust», pierwsze z nich 
zaczęte w 1775 r. w 'Yeimarze (pierwsze dwie księgi) i do- 
kończone w "Teimarze przy czynnym udziale Schillera w ich 
opracowaniu), a drugi puczęty w Strasburgu, pisany w 'Vetz- 
larze, dopelniony d wienm scenami w Rzymip i ()gloszony jako 
fragment w 1790 roku, w pierwszem w}Tdaniu d7.iel Goethego. 
,Goethe nawet pierw
zej części «Fausta» nie dokończył- za 

ycia Schillera. cała pierwsza cz
ść została wydaną dopiero 
\V 1808 r. )[ocno zaciekawiony ulamkiem, Schiller wszystkich 


I
>>>
, 


.... 


\ 


- UJ9 - 


środków używał, ale bczskutecznie, by zniewolić Goethego do 
dokończenia zaczętej roboty. Gdyby nie było tego ciągłego na- 
pędzania Goethego do robot.y, możeby się wszystko skończyło 
na ułamkn z 1790 roku. Zajmę się Teraz «Faustem». 


'l.,
 J';;- - 


XXIII. 


«Zdawało nH :SIę, pisał Schiller (d. 2
 listopada 1794 r., 
nr. 26), że widzę tors Herkulesa. 'V scenach tych objawia się 

traszna RHa i pełnia g-enjalności. Chcialbym, o i1e tylko 
można, dalej badać tę \\ ielką i śmiałą naturę, która tchnie 
w tym ut worze». (2 stycznia 1795 r., nr. 67). «'V całym 
świecie poetyckim nic tak nie uradowało mię, jak przeczy- 
tanie kilku jeszcze sceu z «Fausta». Ułamek w V II tomie 
azicł Goethego, wydania 1790 r., był istotnie tylko rodzajem 
torsu, poczynal się od sceny w pracowni Fausta, nie mieścił 
w sobie próby otrucia się, przerwanej dźwiękami r,hórowej 
pieśni wielkanocnej, ani mnóstwa monologów i rozmów Fausta 
z )Icfistofelesem, zatem żadnej prawie części filozoficznej dra- 
matu. Zawieral już jednak drukowany fragment scenki saty- 
rycznej, ubranego w togę Fausta 
Iefistofelesa, drwiącego ze 
studenta i kuglarskie sztuki w winiarni .Auerbacha. ".,. Rzy- 
mie zostaly dopisanc dwie sceny:« Hl'xenki;clte» i c: TVald wul 
JJoeMe» (Daj mi w otwartą pierś przyrody zajrzeć, jak w serce 
przyjaciela). Cała tak zwana «Grctchentragodie» była. jn2 
w ułamku gotowa, doprowadzona do pokutowania )Iargarytr; 
do jej mąk moralnych w kościele przed powrotem do domu 
'Valentego. Brła to część dra.matu drgająca, 
ywcem z pamięci 
samego Goethego wzięta, utkana z gorzkich wspomnień 
i wyrzutów sumienia za to, że bedąc jeszcze studentem porzu- 
cił bez litości w Sesenheim zakochaną w nim dziewczynę 
Fryderykę Brion. Za tę zdradę w miłości Goethe sam siebie 
ukaral trzy razy: w «Goetzu» (w osobie 'Veislingena) w 

Cla- 
wiga» i w cFanście». Namowy Schillera do dalszej pI'acy_były 


"
>>>
- 1]0-- 


bardzo dIugo bez
kuteczlle. Goethe nie decydował się rozwią- 
zać paczki starych papierów (nr. 27, «Briefu;ecltsel»). Xakoniec 
1797 r. w czerwcu (nr. 32'7) zaklęcie było zdjęte, paczka roz- 
wiązana, z celem przerobienia utworu wedle calkiem nowej idei 
tego, co już miało być rozpuszczonem \V daleko obfitszym ma- 
terjale. Goethe planu swego SchiJlerowi nie wyjawił, ale go 
prosił: Obmyśl tę rzrcz podczas jednej z tWlch brzsennych 
nocy, ty opowiadaczn i tłómaczu snów moich». 
Schiller był w wielkim kłopocie, prócz fragmeptn nic zgoła 
o «Fauście» nie wiedział. \Vyobraził 
obie, że fragment ów 
gdzieś przypadkowo znalazł i postawił sobie zadanie: jak i 
czem go dopelnić? Tli zrazu poczuł, że jest w swoim żywiole, 
w mało właściwym Goethemu pierwiastku reflektującego ro- 
zumu; że w tym utworze nie można obejść się bez symbo- 
lizmu, jako podkładu, bo cały utwór jest osnuty na dwoistości 
natury ludzkiej, na nieudających się próbach połączenia pier-. 
wiastku boskiego z fizycznym, że niepodobna załatwić się 
z dziwaczną bajką średniowieczną, nie uciekając się do filozo- 
ficznych idei. « \Vlmagania do «Fausta» sto
owane, pisał 
Schiller, będą dwojakie: i filozoficzne i poetyczne. Kręć się, 
jak chcesz, natura przpdmiotu zmusi cię filozofować, a wy- 
obraźnia będzie musiała być na posługach 11 idpi rozumu» 
(nr. 328). Schiller przyznaje się, że kiedy przeczytał frag- 
ment, zakręciło mu się w głowi'e od myślenia nad roz- 
wiązaniem, bo urzeczywistnienie idei wymaga takiej masy 
materjału, szczególniej dla przeprowadzenia Fausta przez 
czynne życie, że nie pojmuje, jak to wszystko mogłoby być 
.poetycznie powiązane. On upatruje przeciwieństwa między 
tem, czem być powinni Faust i djabeł, a tem, co robią 
i mówią na scenie. Zdaje się czasami, że zmieniają swoje 
role i że djabeł broni rozum n przeciwko Faustowi. 
Trudności, z któremi musiał walczyć Gopt.he, były olbrzy- 
mie rllatego nfljp1'zÓ(r, że sam przedmiot był staroświecki, 
gotycki, mało odpowiedni gustom późniejszym Goethego, 
odkąd się w klasrka przedzierzgnął. Trzeba mu było ską- 
. 
pać się znowu w «Symbol ll12rT 
rebel'lfelt» (nr 329). \Vstręt- 
nem mu było nieraz t.akie obcowanie z. północne mi widzia-
>>>
- 111 - 


dłami, wrzierającemi z pod południowych jego wspomnieil, 
tak, 
e Schiller musiał go zachęcać do tej syntezy szlachet- 
ności z barbai'zyńst,,-em (nr. 765, wrzesień, 1800). Pozctó1"e, 
Goethemu trudno było wskrzesić nastrój, w którym pisane 
były dawniejsze sceny r przed 25 laty, otoczyć się marami 
przeszłości, temi chwiejnemi postaciami, które dojrzał niegdr ś 
mętnym wzrokiem (Scku.:anke1Z(le Gestalten Die {riih sich cinst 
aem triilJen Bliek gezeigt). «Cala moja praca 
 pisał Goe- 
the-jest całkiem podmiotową, pracować mogę tylko w pew- 
nych chwilacłl» (nr. 327). Xakoniec trzecią i bodaj największą 
trudnością było to, że utwór był zrazu osnuty na jednej idei 
symbolicznej, a kończyć go przyszlo wedle innej idei, nie łą- 
czącej się z pierwszą i nawet wręcz jej przeciwną. 
Kie wejdę w rozbiór dwoistości idei «Fausta», powoluję się 
na książkę, w której trafnie, według' mego zdania. skreślona 
ta dwoistość, na «Goethe's Faust» Kuno Fischer'a z It':l78 r. 
"T «Fauście» trzy są działające o,oby: Bóg, djabeł i Faust; 
treść umysłowa k3żd P j 
 tych osób rd.zennie się zmieniła. 'Vedle 
pierwotnego planu, Faust był to m:zony średniowieczny, z nie- 
nasyconą żądzą wiedzy, obdarzony. siłą tytaniczną. \Yywoluje 
on przez swoje zaklęcia Boga, naturę, ducha ziemi, i ten duch 
ziemi daje mu za nieodstępnego towarzysza kuglarza, psotnika 
i szydercę, coś w rodzaju koboldów. albo szekspirowskich du- 
chów Puka lub Ariela. \Vedle drugiego pomysłu, Bóg podobny 
jest do st.arozakonnego ,Tehowy
 :\Iefisto przedzierzgnął się 
w biblijnego szatana, stał się dm;hem przeczenia i zwątpienia, 
kusicielem, tem idealnem nie, które wstrząsa wszelkie pozy- 
tywne tak, chociażby to ostatnir było światem lub Bogiem. 
Przy szlo zlać w jedno oba pomysły, gmach w jednym stylu 
budowany kończyć w drugim, zacząwszy od romańskiego stylu, 
kończyć na ostrołukowym gotyku, zamazawszy tylko sprzecz- 
ność i szpary. Goethego męczyła ta robota, możliwa tylko 
w chwilach pewnego nastroju, mordowało go rozwiązywanie 
węzełka po węzełku (nr. 382). «Zdawało mi się-pisał-że beł- 
tam w szklalicę wody proszek, który niby to rozpuścił się, ale 
jak tylko postawie szklankę, osiada na unie» (nr. 80). Xako- 
niec Goethemu zachciało się odczepić nareszcie. od tpgo trage-
>>>
- lI
- 


- 
Z"p/w. to jest po grecku kozlojdenia (dziwotwÓr mitologiczny 
z dwóch pomieszauIch natur), by przejsć do innej roboty, być 
może, że do «Tella». Nie dożył Schiller uo tego poetyckiego 
połogu, ale już wiedzialo projektowanej drugiej części «Fausta», 
do której Goet
e przystąpił dopiero w 1824 r., mając lat 75; 
wiedział przynajmniej o scenach, w których się zjawi wskrzeszona 
trojanka Helena, mająca 
ię z Faustem połączyć. \Yielka część 
scen z «Fausta» pisana jest prozą, lecz Goethe przekonał się, 
że te sceny są nie do zniesienia, z powodu zbytniego ich rea- 
. 
!izmu i dosadności, wił;:c przełożył je na wiersze, ponieważ 
sądził, że lepiej jest
 gdy piękność przez zasłonę prześwieca, 
a przytem gdy osłabionym jest wpływ grubego surowca 
(nr. 457). Schiller tę przeróbkę pochwalił, jako potwierdzającą 
jego estetyczną teorję, że czysty realizm nie powinien być 
nadmierny w patetycznej sytuacji, gdyż sprawia zbyt poważne 
niepoetyczne wrażenie, zaś istota poezji w tem się zawiera, by 
powaga i zabawa (Erust wur Spiel) byly zawsze spójne (nr. 458). 
Goethe wciąż się ociągał, ale przer.zuwał, że utwór jego będzie 
bardzo popularny: «Z natury swej północnej znajdzie mój 
«Fanst» wielkie puLlicwn }
a pólnocy» (17g8 r., nr. 452). Ja- 
koż nie omylił się. «Fausta» odr3zu postawiono obok «Ham- 
leta», .Jean Paul ogłosił, że Goethe jest to Szekspir zmart- 
wychwstały. Dotąd panuje zdanip, że gdy najednej szajce wagi 
położyć tylko «Fausta», a na dl ugiej wszystkie inne utwory 
Goethego, szalka z «Faustem» stanowczoby przeważyła. 


+-- 


:XX l V. 


PrzecuOllzę 00 «Lat uczniowskich \Vilhelma 
leistra». 
Zaczęte zostały w roku 1775; pierwsze 6 ksiąg napisał Goethe 
przed końcem 1785 1.; Schiller wpływał tylko na dwie ostat- 
nie uwagami swojemi nad rękopisem, wskutek czego rękopis 
, 
przprabiał się i poprawia.ł. Niema prócz «Fausta» żadnego utworu 
Goethego, któryb}T Goethe stawiał wyżej albo nawet nar6wni
>>>
- ] 13- 


Z «"T. Meistrem». 'V 1825 roku pisał Goethe, że «'V. Mei- 
ster» 'należy zu (Tenincalculabelsten Pro(Tuctionen (nieobliczalny 
utwór, do którego ja już klucz straciłem», Biedermann, nr. 971). 
Zdarza się nieraz, że autor myli się względem wartości swoich 
utworów. «ł.Jeistel'J pełen jest młodzieńczego tytanizmu, w nim 
tchnie duch burzliwy (Ter Dfaug mur SturJn Perioae, samego 
końca XVIII wieku. A przytem sam Goethe siebie tu odmalo- 
wał w całej postaci, w mnóstwie przeżytych albo wyobraża- 
nych sytuacyj, co musiało go zniewalać do pobłażania temu 
utworowi. Lecz i Schiller był pełen też zachwytu po przeczy- 
taniu wszystkich 8 ksiąg «'V. 1\1.» naraz (nr. 179). cCzego 
szukamy i co nie zawsze znajdujemy w oddali błogiej staro- 

ytności, to mamy podle nas w waszej osobie. Nie dziwcie się 
że was zdolni i godni są pojąć bardzo nieliczni ludzie. Zadzi- 
wiająca naturalność, prawda i tatwość waszych opowiadań usu- 
wają z umysłów gminu waszych sędziów wszelką myśl o trud- 
ności i wysokości sztuki, na wszystkich zaś, którzy są w sta- 
nie badać artystę i brać pod rozwagę używane przezeil środki, 
genjalna potęga, objawiająca się \V utworze. działa do tego stop- 
nia wrogo i zabijająco i obniża do tego stopnia ich .fa nieu- 
dolne, że odpychają od siebie książkę, ale w sercu swojem i (Te 
mauvaise .ą1.ace l10łJują tobie mimowoli» (nr. 179). 
Zachwyt Schillera nie odpowiada wrażeniu, które wywiera 
utwór na dzisiejszego nam współczesnego czytelnika. Czytają 
go nie wszyscy miłośnicy literatury, nie wszyscy doczytują go 
do końca, zaczynając od księgi szóstej, od «'Vrznań pięknej 
duszy». Domyśla się Schiller, że romansowi szkodzi, mimo mi- 
strzowskiego stylu, forma zewnętrzna, czyli ta rozsądna proza,. 
którą piszą się dzisiaj wszystkie romanse. Ponieważ formy tej 
używał umysł poetyczny, więc objawiła się chwiejność między 
dwoma nastrojami, poetycznym i prozaicznym. Koncepcja cierpi 
na brak śmiałości poetyckiej, lecz brak jej też i trzeźwości 
prozaicznej. Niepodoba się Schillerowi, że Goethe nie użył 
czystej formy, ale rozpuścił treść utworu w mętnej wodzie, .... 
innemi słowami-że nie użył sposobu pisania, którym się po- 
sługiwał, pisząc «Hermana i Dorotę», że nie przeniósł rzeczy- 
wistości w boski świat poezji. 'Vidocznem jest, że Schiller ani 
8
>>>
-114:- 


się domyślal olbrzynIie.i przyszłości teraźniejszego romansu. Co 
więcrj, protestuje on przeciwko dwóm naj poetyczniejszym w ro- 
man
ie osobom, które wiecznie żyć będą, chociażby zresztą 
wszystko inne utonęło w niepamięci, przeciwko )Iinjonie 
i przeciwko staremu harfiarzowi. 'Vedle Schillera, w (t 'V. 
:\It-'istrze» zadużo tragedji, to jest tego ziOwrogiego, niepojęt- 
nego, podmiotowo cudownego pierwiastku, który wnoszą do ro- 
mansu te d wie osoby, tak, że czytelnik, trafiając na ten mrok 
i tę zagadkę, nie czuje pod sobą twardego gruntu, na którym 
wszyst.ko inne zresztą się opiera. Inaczej mówiąc, Goethe, 
wedle Schillera, nzywa sposobów, do których go nie upoważniają 
gatunek i duch utworu - (nr. 367). 
Iylił się Schiller w tym 
punkcie niezawodnie. Proza jest właściwą, najlepszą, formą 
spółczesnego romansu. Gatunek ten, najswobodniejszy, nie stroni 
wcale od lirycznych i tragicznych domieszek, byle nie hamo- 
wały biegu eposu, jak go hamują wstawkowe «'Vyznania pięk- 
nej duszy», stanuwiące księgę 6, niczem z inuemi księgami nie 
powiązaną. Dodajmy, że sam wyraz «piękna dusza» wzięty 
jest z estetycznych listów Schillera. «'V. 1tleister» mocno się 
już przeżył, co się zdarza z każdym romansem wogóle. Romans 
odtwarza żywcem i prawie fotograficznie wielkie masy drgają- 
cej prawie rzeczywistości, więc stopniowo musi coraz to mniej 
interesować czytelnika, w miarę tego jak się odmienia świat 
portretowany w romansie i jak się sam czytelnik odmienił 
w swojej czuło
tkowości, w odczuwaniu przedstawianych mu 
przez pisarza zadań i sytuacyj. Z tego punktu widzenia przyj- 
rzyjmy się w końcu XIX wieku utworowi z końca w. XVIII. 
Schiller i Goethe są w najzupełlliejszej prawie zgodzie 
względem określenia głównego zadania romansu. Schiller sądzi 
w liście z d. 8 lipca 1796 roku, nr. 185, że w «'V. l\Ieistrze1 
przedstawiony jest najlepszy człowiek wieku i że autor przed- 

tawił, jak ten człowiek przechodzi od nieokreślonego beztreści- 
wego ideału do życia praktycznego, nie tracąc swej zdolności 
idealizowania, inaczej mówiąc, jak się ten człowiek określa, 
nctąc się, jak ma sam siebie ograniczać, ale i w tem ograni- 
czaniu si
 znajduje w formi.e swojej działalności drogę do nie- 

kollCzoności. 'V 1825 roku w rozmowie z Ekkermanem (Bied.,.
>>>
- 115- 


nr. 973) Goethe wyraził się w ten sposób. «Romans mój przed- 
stawia to tylko, w jaki sposób człowiek, 'wyższą rf}k,! kiero- 
wany, mimo wszelkich pomyłek i uchybień, osiąga cel szczę- 
śliwy» . 
Rzeczmy słów kilka przelotnych o tej «wyższej ręce». Goe- 
the pojmował pod tym wyrazem nie Opatrzność, ale samo 
tylko przyrodzenie, które ubóstwiał, jako panteista, co mogę 
dowieść, przytaczając z tegoż «\V. l\Ieistra» dwa ustępy. 
'V jednym z nich (ks. 8) woła autor z liryzmem, godnym 
"Terthera «O, niepotrzebna surowość moralności! 'Vszakże 
natura właściwym jej łagodnym sposobem kształci nas na to, 
czem b}Tć powiniśmy! O, dzikie wymagania cywilnej społecz- 
ności, które nas pętają i zwodzą nas potem, żądają od nas 
więcej, ni
 sama natUl'a! Biada wszelkiemu rodzajowi kultury, 
. który niszczy najskuteczniejsze środki prawdziwego wykształ- 
cenia i odsyła nas do samego końca miasto tego, by nas po 
drodze samej uszczęśliwiać». Drugi ustęp biorę z 17 rozdziału 
1 księgi, gdzie powiedziano: «\Vyobrażamy sobie żeśmy pobożni, 
gdy wleczemy się naprzód bez rozwagi i dajemy się powodo- 
wać przyjemnemi przypadkami, poczem dajemy rezultatom 
takiego chwiejnego życia imię boskiej Opatrzności»... 
'Vięc )Ieister, w którym Goethe ,sam 8iebie portretował, 
jest najlepszym w swoim czasie człowiekiem idealnym, którego 
z wszelkich bied i kłopotów ratuje wysoka jego własnej na- 
tury estetyczność. Zadziwiającą rzeczą jest t.rafność, z jaką 
Schiller wynalazł slabe miejsca, achillesową piętę, która zra- 
nić się daje (nr. 158, 9 lipca 1796 r.): «Dałeś-powiada-ca- 
łemu romansowi kierunek estetyczny. Przy estetycznym nastroju 
umysłu nie czuje się potrzeby szukać pociech, których dostar- 
cza filozoficzna sp
kulacja (to jest etyka, jako część spekulacji); 
jest w tym nastroju i samodziplność i nieskończoność. Wtedy 
tylko wypada uciekać się do pomocy czystego rozumu, gdy 
zmysłowość ściera się po nieprzyjacielsku z moralnością. 
Zdrowa, piękna natura nie potrzebuje wcale moralności ani 
prawa przyrodzonego, ani politycznej metafizyki.. Stoi ona 
i trzyma się bpz bóstwa i bęz nieśmiertelności duszy. Zachodzi 
pytanie, czy nasz przyjaciel (\V. :.\Ieister) posiada w istocie 
8j!.
>>>
- 116 -- 


taką swobo'lę estetyczną, by już nie potrzebował filozofji? 
'Yszakże jest on sentymentalnym (rflflektującym) człowiekiem, 
a wszyscy sentymentalni ludzie pochopni są do rO"lumowania. 
,y braku filozoficznego wykształcenia, skoro zacznie myśleć, 
niezawodnie wpadnie w mistycyzm (t. j. zajdzie, dokąd z'lszla 
w 6 księdze «'V. .:\1.:b piękna dusza). Czyż może wasz wycho- 
wanek stać tak, jakeście go postawili bez podpory zewnę- 
trznej? Czy jest on na tyle realistą, że nigdy nie będzie się 
uciekał do czystego rozumu? Czyż nie należało zaopiekować 
się bardziej potrzebami idealisty?» 
Że krytyka Schillera trafiała w samo sedno, tego dowodzi 
ciąg dalszy romansu, w którym opisują sie przygody bogateg'o 
kupczyka, trochę literata i artysty i wielkiego przytem miło- 
śnika teatru, który chcialby się całkiem poświęcić scenie, 
i który zapoznaje się praktycznie śród niespodzianek i powi- 
kłań, nieraz bardzo skandalicznych, z odwrotną stroną tego 

ycia. z brudami i wyuzdaną rozpustą tej koczującej cyganerji. 
Przyłączywszy się do wędrownej trupy artystów, 'V. Meister 
wkracza wraz z nią do ary
tokratycznych salonów, gdzie pa- 
nuje taż obłuda, taż symulacja, taż rozpusta pod sztuczną po- 
liturą cel'emonjalności i etykiety. Rażącą. jest pstrocizna. wy- 
pływająca z pomieszania pierwiastku komedjanckiego z wielko- 
światowym. Osohy działające tak są żyjące i typowe, że ich 
imiona stały się nazwami pospolitemi, np. Filina. Przypadkowo, 
dzięki jednemu z protektorów artystów, Jarno, )Ieister zabiera 
znajomość z Szekspirem i przystaje do lepiej uorganizowanej 
stałej trupy, zostającej pod kierownictwem biegłego reżysera 
SerIo. )Ieistrowi wciaż towarzyszą wzięci przezeń 
z łaski pod 
opiekę niedorosla dziewczyna .:\Iinjona i pomiesza.ny na umyśle 
starzec harfiarz. :l\Ieister staje się główną osobą w trupie, wy- 
sta wia _Hamleta» i gra w tej 8ztl1Ce rolę duńskiego księcia. 
Do romansu wstawił Goethe całe kl"ytyczne studjuru o «Ha- 
mlecie». dziwnie głębokie i należące do liczby najlepszych rze- 
czy, któl"e o «Hamlecie» aż dotąd napisano. 
,Cała piąta księga romansu opowiada o pierwszem przedsta- 
wieniu sztuki, a jest tak pełną porywającego interesu, że 
Schiller przyznaje się, iż go prawie upoiło samo przeciągłe
>>>
-.- 117- 


a niczenl nie przerywane wrażenie, które zmusza czytelnika 
do kręcenia się niby w wirze (nr. 74. 1
 czerwca, 1795 r.). 
Sam Goethe czuł, że mu się ta część udała, pisał: «Sie macht 
Epoclle
. Urywa 
ię księga w punkcie w najwyższym stopniu 
rozciekawiającym cZJ.telnika, na następujących kwestjach: kto 
był nieznajomy, który zapowiedział
 że podejmie się grać rolę 
ducha ojca Hamleta dotrzymał slowa i wywarł takie wrażenie, 
że aktorowie sami cofali się przed nim, jak przed widziadłem, 
a potem bez śladu zniknął? Kto był tajemniczym gościem 
w sypialni :\Ieistra w nocy po przedstawieniu? Schiller 
do- 
myśla się, czy nie :\Iinjona, która się nauczyła wielu rzeczy, 
jej płci się dotycząeych? (\Vedle Grimma, taki też był pomysł 
Goethego pierwotny). 
:\Iimo niektórych obrazów, aż do cynizmu realistycznych, 
które wywołał-y oskarżenie przeciw Goethemu i utworowi jego 
o niemoralność, pięcioro ksiąg pierwszych sprawiają wedle 
Schillera, «uczucie słodkiego wewnętrzneg-o zadowolenia (siisse 
Ulul imzcre Behaglichkeit, ur. 40); wobec tego życia, jakaż to 
blada i sucha rzecz filozofja!« Schiller, który sam o sobie 
mówił, że zna się więcej, niżby chciał, z teatralnem gospodar- 
stwem i dyletanctwem (nr. 52), świadczy o prawdziwo
ki obra- 
zów w romansie, ale nieprzyjemnie uderza go pr
ewaga w utwo- 
rze teatralnego pierwiastku. Pisze do Goethego: «Zdaje się, że 
t:hdeliście pisać o aktorach, ale nie dla aktorów. Techniczne 
szczegóły i drobiazgi nadają L'omansowi fałszywy pozór, jak 
g-dybyście mieli w opowiadaniu cel jaki specjalny. Nieprzypu- 
szczający tego celu gotowi są winić was, żeście się dali po- 
ciągnąć o
obi
temu upodobaniu w tych przedmiotach» (nr. 75). 
Obawy Sehil1era były płonne. Po 5 księdze nastaje zwrot 
w romansie w stronę przeciwną. t;zósta księga z «'Vyznaniami 
pięknej du
zy» jest rodzajem życiorysu, wedle młodzieńczych 
wspomnień frankfurckich o pietystce - pannie Klettenberg. 
Schiller nie wierzył w religijny nastrój Goethego, tak niewła- 
ściwy istocie jego umysłowoścL «:Marzellie religijne, pisał 
(nr. 58), przystoi tJlko umysłom, które kontemplacyjnie i nie- 
czynnie pogrążają się same w sobie, a z wami nie może być 
podobnego wypadku». «'Vyznania pięknej duszy» w 6 księdze,
>>>
- l1R- 


malującej przemnienienie się światowej kobiety prawie w mniszke, 
w hernhuterowską piety
tkę, ciekawe są dla nas tylko w ustę- 
pie końcowym: d\ie pamiętam żadnego prawie pl'zykazania. 
:Kic mi się nie objawia w kształcie prawa. Jest to pęd jakiś 
mnie prowadzący i zawsze dobrze prowadzący (t.u znajdujemy 
coś nal{
ztałt odbłysku pomysłów Schillera do Kalliasa niby 
Freilteit in de?" Erschcimm.Q). Swobodnie daję się kierować 
memn uf'posobieniu i nie wiem nic zgoła ani o ograniczrniu, 
ani o skru
ze. Nigdy nie będę narażona na niebezpieczeństwo 
pysznienia się swojemi zdolnościami, bo poznałam dokładnie, 
jakie mogą się gnieździć i karmić w każdej ludzkiej piersi 
potwory, jeśli nas nie ochroni od nich wyższa :-:iła) (znów 
taż natura, którą w
kazywał Goethe w rozmowie z Ekkerma. 
nem w 1825 r.). Godnem jest podziwienia, jak się zjednoczył. 
Schiller i Goethe we wrodzonym pochopie czlowieka ku dobremui 
zastępującym surowy kantowski imperatyw. Kto dał temu 
zjednoczeniu początek? Sądzę, że Schiller, bo najbardziej opra- 
cowal ten przedmiot filozoficznie, Goethe zaś przyłączył się 
tylko do Schillera. ::\Iimo ostatecznej tożsamości ich poglą- 
dów, ta pomiędzy niemi przechowała się różnica, że, uznając 
niedostateczność estetyki dla wykształcenia doskonalego czło- 
wieka, jakim on być powinien, Schiller podaje mu punkt 
oparcia się w filozofji, zaś Goethe, mimo calego swego pan- 
teizmu i całej swej bezwyznaniowości. więcej ma religijnego 
uczucia i więcej skłonności do bezpośrednieg'o obcowania z tern 
czemś l1iewiadomem, które stanowi 
iłę, jednoczącą świat i po- 
ru
zającą go, z Bogiem-naturą, albo z naturą-Bogiem. 
:K iedostateczność estetycznego uczucia i niemożebność, aby 
samo siebie wystarcz
ło, objawiają się w 'V. l\Ieistrze w llaj- 
zupełniejszy sposób. :\Ieister odegrał wybornie na scenie rolę 
Hamleta i uwydatnił uzdolnienie na wielkiego artystę, jednak 
czuje, że nie mógłby całego życia wypełnić jednym tylko arty- 
zmem. 1tloże grać to, co odpowiada jeg"o naturze, co pomaga 
mu do osobistego wykształcenia się, do wyrobenia charakteru, 
a nie do pozbycia się go przez udanie artystyczne, przez wcie- 
, 
lanie się w inne osoby, z któremi nie ma nic wspólnego. \Vsl'ód 
prz}"gód, którym dało początek jeg"o zamiłowanie w sztuce, doj-
>>>
- 119- 


rzał on moralnie i stal się podobnym do Saula, syna Kisa- 
który szedł odszukać oślice ojca., a znalazł koronę i był na 
króla namaszczony przez 8amuela. 'V ręku ::\f cistra zllalazly 
się losy trzech osób, któremi się opiekował: Feliksa, syna 
jego i l\Iarjamy, Minjony i harfiarza. Sam on spoważniał i za- 
wiązał stosunki z poważnymi ludźmi. \Vskutek tej zmiany, 
romans staje . się coraz mniej interesującym. ,V padamy 
w szczególniejszą utopję niezmiernie mgławą, pełną istot bar- 
dzo moralnych, ale sztucznych, wcale nie żyjących. 
Iożna pra- 
wie żałować, że Goethe nie poprzestał na pierwszych pięciu księ- 
gach; mielibyśmy tylko tors, ale przepyszny. Zamiast takiego 
torsu, posiadamy bardzo nieskładną całość, o której Goethr 
pisał do Schillera (d. 26 marca 17!ł6 r., nr. 174), że czuje 
zmęczenie, jak po długiej podróży, i że chce, aby czytelnicy 
dużo rzeczy uzupełniali w myśli wedle idei autora. "Gtopja 
Goethego tem różni się stanowczo od wszystkich nam współ- 
czesnych, że nie przypuszcza żadnej organizacji społecznflj, 
żadnej państwowości. Przenosi ona nas do stanu, podobnego ze 
-stanem Polski w latach jej ostatnich przedrozbiorowych i poka- 
zuje nam zupełny rozkład rządu i wielkie względem niego lek- 
ceważenie. «Precz z państwem i urzędnikami!-woła Filina 
(4 księga, 2 rozdz.)-nie wyobrażam ich sobie inaczej jak 
w perukach; świerzbią mię ręce, takby mi się chciało pozry- 
wać te peruki». Upewniam, powiada 'Verner, wpI'awdzie ogra- 
niczony człowiek i filister, (8 ks., rozdz. 2), że nie myślałem 
nigdy o państwie a tyJko płaciłem cła i podatki, jako to jest 
llstanowionenl»... Idealny czlowiek w romansie - Lotario - 
()świadcza, że patrjotą i dobr}"m obywatelem jest ten, który 
przedewszystkiem z dochoclów swych odkłada. co powinien pail- 
stwu zapłacić! Ustrój państwowy zarysowuje się bardzo nie- 
wyraźnie, na tle pospolitego tlumu uwydatniają się pojedyńcze 
{)sobistości, lepsi ludzie, arystokracja inteligencji. \V sz-y::;tkie 
te plany społeczeństwa, tajemniczo powiązane z sobą, stanowią 
rodzaj woIllomułarstwa. Takiemi są Jarno, opat, szczególniej 
Lotario, Teresa, Katalja. 'Yynajdują oni burzliwych do tej 

półki kandydatów i w}Tpróbowawszy ich, przyjmują ich do 
swego tajemniczpgo bractwa. Z wstąpieniem kandydata do brac-
>>>
. 


- 120 - 


t\"a kończą się jego lata uczniowskie. Romans zakończony na- 
prędce kilku f)Tsami, urywa się na kilku pomyślnych małżeń- 
stwach. 'V. :Ueister żeni się z idealną kobietą Natal,ją, która 
w ten sposób sama siebie maluje (8 ks., 3 roz.): «ni.e jestem 
wrażliwą na wdzięki martwej natury, a tern mniej na wdzięki 
sztuki. N"ajprzyjemniejszem dla mnie uczuciem było i jest, gdy 
dostrzegam w świecie jakiś brak, jakąś potrzebę. 'Vtedy szu- 
kam w myśli, czem wypełnić, jaką pomoc dostarcz"rć... Pier- 
wszą i ostatnią rzeczą w człowieku jest czyn, ale.. nie można 
nic czynić, nie mając usposobienia. nie mając instynktu, który 
nas do tego pobudza». 
Zapominając o planie, który przewodniczył pierwotnemu 
założeniu utworu, czytelnik nie znajduje w końcowych jego 
częściach żywotnej prawdy w obrazowaniu, ale gorące i po- 
ciągające tendencje etyczne i ideały autora. )Iierzy on i oce- 
nia to, co utwór przedstawia wedle tego nowego miarowskazu, 
sam zaczyna roztkliwiać się, obcując z tymi uczuciowymi ludźmi. 
Zdaje mi się, że sam SchiUer w roli krytyka uległ temu uro- 
kowi wbrew swym przekonaniom estetycznym, wedle których 
pięknem w sztuce może być tylko to, co nie jest na serjo, co 
jest li tylko igraszką wyobraźni. 27 czerwca 1796 roku,ot.rzy- 
mawszy koniec romansu, odczytał piJnie i nanowo cały ro- 
mans od początku do końca, co mu zajęło dwa tygodnie do 
9 lipca. 'V tym czasie napisał on do Goethego pięć bardzo 
długich listów krytycznych, w których rozbierał szczegółowo 
wszystkie wypadki i charaktery. Podobało mu się to nawet, 
co jest najnienaturalniejsze. Chwali on (nr. 185) nawet część 
tegJ eposu machinalną, przypomina.jącą wolę bogów, albo los 
w tragedji greckiej, a mianowicie działałność opiekującego się 
)leistrem tajemnego towarzystwa 1 skutkiem którego lata uczniow- 
skie 'V. l\leistra wyglądają nie jako ślepa gra natury i przy- 
padku, ale jako szereg prób, kierowanych wyższą ręką, ro- 
zumną siłą, której istnienia wychowaniec ani przeczuwa, ani 
się domyśla. Schiller zachęcał Goethego do dalszego ciągu ro- 
boty, do lat mistrzowstwa, to jest do urzeczywistnienia idei, 
ktÓI:ą przedstawiał Goethe w « TV. 1łleister lVn lldcrj({hren», najsłab- 
szym, rozwlekłym i nudnym utworze ostatnich lat swoich.
>>>
-121- 


xxv. 


Trzy tylko lata trwało wydawnictwo «Hor» (1795-1797), 
a było ono połączone z wydawnictwem rocznego c:)Iusenalma- 
nach1.u, poświęconego głównie wierszo\vanym utworom i epi- 
gramom. Schiller był oburzony na obojętność dla «Hor» pu- 
bliczności i na systematycznie złośliwe ich traktowanie przez 
prasę perjodyczną i fachowych krytyków i recenzentów. c:Kie- 
masz w naszej pubJiczności, pisał on (nr. 64, maj 1795) ani 
jedności dziecięcego smaku, ani jedności wyższej kultury, ale 
jest coś p()średniego, ni to ni owo. .T est to czas wyborny dla 
kiepskich pismaków, ale tern gorszy dla tych, co nie dla pie- 
niędzy tylko piszą»
 Goethe szczególniej nadawal się dla tych 
psów, jak ich nazywał (L u mpen ll'lln den, nr. 187). Kąsali go o 
ile mogli, albo starali się przemilczeć 1), w tej zaś chwili 
główna żywotna kwest ja dla kryty ki polegała na tern, jak 
będą przyjęte przez publiczność «Lata uczniowstwa 'V. Mei- 
stra», drukowane częściami i sprzedane pewnemu bf'rlińskiemu 
wydawcy jeszcze przed ukazaniem się «Hor». 'V końcu 1795 
roku przyjaciele-poeci postanowili zrobić wspólnemi siłami atak 
na złorzeczących recenzentów i wymordować ryczałtem wszy- 
stkie miernoty, cieszące się poważaniem, albo wszystkie nicości 
ówczesnej krytJki, wystawiając je na pośmiewisko. Swemu wo- 
jowniczemu przedsięwzięciu nadali tytuł, pożyczony od rzym- 
skiego satyryka :llartialisa: «Ksenje». Bylo u rzymian we 
zwyczaju, że po sutej uczcie, gospodarz rozdawał odchodzącym 
gościom w podarunku łakocie (xenia); w późniejszym czasie 
miejsce podarunków zajęło rozdawanie wesołych dwuwierszo- 
wych epigram. )[yśl o wypracowaniu wspólnemi siłami wieI. 
kiego zapasu satyrycznych wierszy, w rodzaju martialisowym, 
ula wydrukowania ich w almanachu na rok 1797, przyszła 
najprzód do głowy Goethemu (nr. 132, d. 23 grudnia 1795 r.). 


1) Goethe nr. 120: «Geltei11le Feldc des Verscluceigens, Ve1"d/tckens wid 
Ve1"dmckem:.
>>>
- 122 - 


Pociski przygotowywały się i hartowały w ciągu całego 1796 
roku; zebrano do 2,000 epigram. Robota do tego stopnia była 
wspólna, 
e jeden z pracujących podawał ideę, drugi ją wy- 
konywał, jeden wyrabiał st.rzałę a drugi zaostrzał i osadzał żeleźce. 
«Teraz możemy, pisał Schiller (nr. 135), śmiało napadać i na. 
rzeczy święte i na nieświęte, jakiż to pyszny materjał do po- 
lowania: kilka 
tolbergów. Packnitz, Ramdohr, świat meta- 
fizyczny ze 
wemi «ja» i ({nie ja», zaklęty wróg 
icolai, lipska 
jaskinia gustu, Thiimmel, Goeschen i inni». Goethe był łago- 
dniejszy, komponował nie tylko cięte przytyki, ale i chwalące 
wiersze, albo mające sens ogólniejszy i tyczące się wogóle ży- 
cia albo sztuki. Schiller był daleko zjadliwszy i kostyczniejszy, 
on to wypuścił najwięk
zą liczbę lisów z zapalone mi ogonami 
na niwy filistynów (nr. Li7). Zbiór epig-ram szybko urastał, 
ponieważ zaś w
zechwładnym dyspozytorem jego był Schiller. 
więc ten ostatni, idąc za popędem swego wojowniczego tempe- 
ramentu, wyłączył, mimo wielkiego utyskiwania Goethego 
(nr. 200), wszystkie kawałki łagodniejsze, rozgatunkował l'e- 
sztę i ugrupował wszystko, co było jadowitego i bodącego. 
«Kiedy są w jednej kupie i bez domieszki pierwiastku poważ- 
nego, pozbywają się 
wojej goryczy, og(jlnie panujący w nich 
humor sprawia. 
e stanowią niby jedną całość» (nr. 202). 
Z nagromadzonych 2,000 sztuk wybrano 200 nikogo nip obra- 

ających 
 L114 satyrycznych i puszczono je bpz podpisów, bez 
oznaczenia, co kto napisał. Almanach ukazał się w końcu 
1796 roku. 
Powodzenie było ogromne, mnmentalnie rozkupiono 2.000 
egzemplarzy, po pierwszem nastąpiły jeszcze dwa nowe wyda- 
nia. X a pobojowisku legło mnóstwo pokaleczonych i rannycll. 
:Mieli za swoje dewoci, hypokryci, pedanci
 gadatliwi, ludzie 
grubo zmysłowi i morali7.ujący rstetycy. Najro7.umniejsi z po- 
między zaczepionych milczeli i uchylali się; publiczność śmiała 
się głośno; najboleśniej dotknięci łajali, odgryzali się i odpo- 
wiadali po grubjańsku. Była chwila w której Schiller, bojąc 
8ię, 
e go mogą pobić, miał na myśli policję (ur. 249). Go- 
dnem jest uwagi, że publiczność mrJiła się pod względem tego, 
kto był głównym przedsiębiorcą. tDostaje mi się, pisał Schil-
>>>
- 1
3 - 


Jer, nędzna rola uwiedzionego, możesz się cieszyć, że jesteś 
podniesiony do godności uwodziciela». Chociaż idea o wojnie 
zaczepnej ksenjowej błysła najprzód w głowie Goethego, lecz 
niezawodnie na czele pl'zeclsięwzięcia stał Schiller, pociągając 
Goethego, który nie zdawał sobie sprawy z następstw walki, 
tak jak go zaciągnął i do dziennikarstwa, tak jak dobywał 
z teki Goethego zalegające tam kompozycje, które za. życia 
autora nie doczekałyby się wydania. Następstwa «Ksenjów» 
b}Tły bardzo znaczne. 'V rzeczypospolitej niemieckiej literackiej 
panowało od wieków bezkrólewie, pewna ilość talentów pano- 
wala każdy w swojej okoli er, tpraz za zgodą powszechną do- 
myślną, ustaliło się powszechne panowanie tylko dwóch braci 
Dioskurów. Gdy się okazało, że ich przeciwnicy żadnej innej 
broni nie mają prócz grubjańskiego łajania. sam Goethe zatrą- 
bił na odwrót i pisał (d. 15 list. 1796 r., nr. 241), że po 
«szalonej. karkołomnej sztuce z «Ksenjami», powinniśmy się 
ważyć na same tylko wielkie i godne utwory i na zawstydze- 
nie przeciwników objawiać nasze proteuszowskie natury tyłko 
w postaciach szlachetnych i dobrycłl. Gdy Goethe to pisał, już 
miał w głowie wielkie utwory: kończył «Uczniowskie lata 
'V. .Meistra» i układał od jesieni 1796 r., aż do czerwca 1797 r. 
mistrzowskie, pod względem formy na.jświeższe, a po «Fauście» 
najpopuJarniejsze ze swoich arcydzieł, 4Hermana i Dorotę», po 
przeczytaniu którego, gdy się ukazało w druku (paźdź. 1797 r.. 
nt". 3967), objawił :::3chiller, że slyszy «głos homerycznego I"ap- 
sodu, rozlegający się \Y teraźniejszym świecie polityczno-reto- 
rycznym». Do tego stopnia zachwycony był Schiller tym utwo- 
rem, że w liście do 
Iayera (nr. 344) ogłDsil, iż utwór ten jest 
szczytem całej ówczesnej sztuki niemieckiej. Był on świadkiem 
tego, jak się utwór układał i dziwił się temu, w jaki powstał 
sposóh, z jaką lekkością był napisany. Dość było Goethemu 
trząsnąć drzewem twórczości, a spadały same przez się soczyste 
i dojrzałe owoce tej twórczości. Schiller był przekonany, że 
Goethe nie wyda nigdy nic wyższego nad ten epos, że nałeży 
mu reprodukować jeszcze tęż samą piękną fOl'mę, nie szukając 
nowego materjalu, że powinirll oddać się calkiem praktyce na 
szczęśliwie odkrytrj nowej drodzr. Gorthe oceniał pracę 
woją 


.
>>>
- l24 
 


trzeźwiej i wyrażał 
ię z pewl1ą irollją o osiągniętem powo- 
dzeniu (d. 2 styczuia 1798 r., nr. 397): «gdyby nam poetom, 
podobnie jak kuglarzom, zale
ało głównie na tern, aby nikt się 
nie poznał na tern, jak dokonywamy sztuk naszych, wygrana 
byłaby na stronie naszej, 10 jest stalibyśmy narówni z tymi, 
którzy wiedzą, że po ich stl'onie jest publiczność, b0 płynąc 
z wodą, mogą z pewnością rachować na szczęście. 'Vybierając 
materjał, wiedziałem, że «Hprmanem i Dorotą» dogodzę niem- 
com wedle ich woli, i że będą całkowicie zaspokojeni. Myślę 
o tern, czyby 8ię nie udało napi:-;ać takiej sztuki dramatycznej, 
którąuy we wszystkich teatrach dawano i którąby każdy jako 
doskonałą uważał, zaś autor nie potrzebowałby wcale ją za 
taką poczytrwać». Z tej otwartości Goethego wnioskując, są- 
dzimy. Żf' moglibyśmy w ten sposób określić chwilę twórczości, 
odpowiadającą znakomitemu eposowi: najw
-ższy st0pień twór- 
czego zamiaru, do jakiego tylko mógł się wznieść Goethe kie
 
dykolwiek; umiarkowane natchnienie, najwyższa zręczność, zu- 
pełna świadomość tak praw sztuki, jako i uczuć słuchacza, na 
których poeta gra, mała troskliwość o sam materjał, o fabulę, 
bo i najlichszy przedmiot może być podniesiony i stać się bry- 
lantem sztuki za pomocą wysokiego stylu, tajnie zaś tego stylu 
autor pojął i przyswoił sobie tak, że ..y
zystko, co wyobraża, 
b}'wa pełne życia i odpowiednie przyrodzeniu. 
Główny poemat w grupie utworów dl"ugipj maniery Goethego 
niepodobnym jest do utworów pierw::;zej maniery, przC'd wło:ską. 
podróżą pisanych. Układając go, Goethe zaniechał prawidła nic 
nikomu nie pokazywać, zanim utwór 
kończy. Trzy pierwsze 
pieśni dawał do przeczytania (w lutym 1797 r.) 'Vilhelmowi 
Humboldtowi i Schillerowi, chciał potem udzielić Schillerowi 
plan na:-;tępujących (d. 26 kwietnia, nr. 303), ale się pow
trzy- 
mał (d. 28 kwietnia, nr. 304) i radził się tylko ustnie, mógł 
więc Schilll'r wyrażać się w ten sposób, że widział, jak się 
poemat układał (lch Jw7Je es entstelten sehcJl, nr. 944). Korespon- 
dencja poetów zawiera bogaty materjał do m'tanowienia. teore- 
tyc
nych prawidel sztuki, któremi był Goethe zaprzątnięty, gdy 
układał «Hermana i Dorotę», które df'dukcyjnie l.ealizowa 
i zastosowywał w tym utworze. Poematu rozbierać nie będę
>>>
- 1:ł5 - 


ale skorzystam z korespondencji, wprowadzę czytelnika do pra- 
cowni Goethego i zapoznam g.o ze sposobami, nżywanemi przez 
autora i z jego metodą. 



"", - 


XXVI. 


Sród wzorów starożytnych we \\Tło:,zech wyrobił w sobie 
Goethe wys'Jki 8tyl, to jest taką przedmiotowość w sztuce, że 
w utworze już nie zostawało śladu jego osobistości, że sam on 
zupełnie niknął, a pozostawał tylko sam utwór, występujący 
jako samodzielna istota, jako żyjący organizm. \V cLataclL 
uczniowskich \V. l\Ieist.ra» jeszcze takiego mistrzowstwa niema, 
autor maluje trafnie tylko, czrm sam był i co odczuwał, lecz 
Goethe drugiej maniery stał się c
łkowitym Proteuszem i przez 
genjalną domyślność mógł przedstawiać i to, co było calkiem 
obce j
go naturze. Zdolność ta, rozwinięta w obcowaniu z wzo- 
rami starożytnemi, sprawiała, że artysta już przedstawiał nip 
pojedyńcze osoby charakterystyczne, ale same tylko typy. · 
Schiller trafnie się wyraził (nr. 290) o grekach, że ich osoby 
są to nie niedziałki, ale idf'alizowane maski. O dawnej plastyce 
powiada Goethe (nr. 291), że jej osoby f'ą abstrakcjami, dopro- 
wadzonemi do doskonałości tylko cudem wysokiego stylu arty- 
sty, innemi słowy, że nie są to kopje z natury, ale wyideali- 
zowane najdoskonalszr ciała ludzkie, prostsze od naturalnych 
i składającr się z naj piękniej szych kombinacyj powierzchni 
i linij, nigdy w rzeczywistości w takich kombinacjach nie spo- 
tykanych. Prostuta linij i powierzchni doprowadzona jest do 
najwyższego stopnia w 
H
rmanie i Dorocie» i w późniejszej 
«Córce Naturalnej». 
\V dziewięciu pieśniach «Hermana i Doroty» mamy tylko 
siedm czynnych osób: traktjernik z żoną, aptekarz, ksiądz, 
sędzia i kochanek, który się żeni ze służącą, córką emigrantki. 
Otoczenie tych działających osób stanowią malownicze brzegi 
Rrnu, małe miasteczko, w oddali łuna międ zynarodowego po
>>>
- 126- 


żaru i uciekają
e za Ren tłumy wysiedlających się niemców. 
Chwila działania-naj nowsza 
połeczllość, byt prowincjonalny 
najprostszy miejscowych włościan. Xiezmierna pospolitość 
treści opowiadania nie dopuszczała żadnych skomplikowanych 
obrazowań, żadnego wyrafinowania. Nakoniec wypadek sam nie 
mieści w 
obie napozór żadnego dramatyzmu, zwłaszcza że 
odbywa się w ciągu dnia jednego i daje miejsce tyłko uczuciom 
miłości fizycznej, rodzinnego przywiązania i zamiłowania 
w oj
zyźnie niemieckiej, za niepokojonej w jej sennym stanie 
przez powódź francuzkiego rewolucjonizmu. Postanowiwszy 
idealizować najpospolit.szą prozę życia i podnieść chłopską 
sielankę do wysokości homerowego eposu, Goethe podjąłjedno z naj- 
trudniejszych zadań teoretycznych, polegające na odszukaniu 
dla tego surowca odpowiedniego mu gatunku poezji, z wyłą- 
czeniem w
zystkiego, co do tego materjału nie pasuje. 22 kwiet- 
nia 1797 roku (nr. 301) Goethe pisał do Schillera: «Nic w tej 
chwili nie interesuje mię bardziej, nad rozważanie właściwości 
materyj pod względem tego, jakieg-o każda z nich wymaga 
traktowania. Tak czę!'tom się w tych rzeczach w życiu mcjem 
mylił, że chciałbym raz na zawsze kwestję wyklarować, by 
. już nie popełniać błędów w przyszłości». Zadanie, nad którem 
pracował Goethe, podobnem jest do tego, z którem ma do 
czynienia F. Bnmetiere w «Evolution ([es r;enres» , Paryż 
1890 roku, to jest, że literatura zna nirtylko utwory, jako 
niedziałki, ale i całe gatunki utworów, że te gatunki rodzą 
się, krzyżują, płodzą, modyfikują się i wymierają, że się do- 

konalą przf'Z właściwy dobór i że 
ię zwyradniają przpz nie- 
odpowiednie krzyżowania się, że każdy gatunek po
iada swoje 
rysy typowe i swoje prawa niezmienne, niezbędne dla tego, 
aby niedziałka w gatunku mogła być piękną, jPdnem słowem-- 
że utwór" nie powinien przekraczać granic swego gatunku. 
Zarodek pomysłów Goethego o zasadniczych różnicach. 
między gatunkami w poezji znajdujemy w 7 rozdziale 5 księgi 
«\v. 
Ieistra», w której Serlo wykłada swoje poglądy na. 
podgatunek eposu - romans, w jego odrębności odnośnie do 
dramatu. Romans przedstawia głównie Jl(,stroje i 'lcyam'zeni", 
dramat-clwraktrr.'1 i czyn?!. Romans postępuje zwolna; we-
>>>
. 


- 127 - 


wnętrzne usposobienia bohatera muszą w ten lub inny sposób 
hamować rozwijanie się całości. Przeciwnie dramat spieszy, 
charakter bohatera napiera ku końcowi, trzeba go trzymać 
na wodzy. Bohater romansu cierpi raczej, niż działa, spóźnia 
się1 a na wzór jego modelują się i wszystkie inne osoby. 
'V dramacie bohater nie kształtuje nic na swoje podobieństwo, 
on tyłko łamie i uprząta z drogi przeszkody, albo sam przez 
nie ginie. 'V romansie gra pewną rolę przypadek, ale kiero- 
wany i prowadzony pl'zez usposobienia działających osób. 
'V dramacie wielkie ma znaczenie los, który bez przyczy- 
nienia się osób przez niepowiązane z sobą zewnętrzne okuli- 
czności, pędzi te osoby do nieprzewidzianej katastrofy. Przy- 
padek wytwarza sytuacje patetyczne, ale nigdy nie tragiczne; 
przeciwnie los bywa zawsze straszliwy i staje się w najwyż- 
szym stopniu tragicznym, skoro sprowadza nieszczęśliwe po- 
wiązanie niezależnych jedne od drugich czynów, czy to winą 
skazollych, czy niewinnych. 
Zauważył Goethe, że tok eposu bywa spokojny, że wszyst- 
kie jego szczegóły powinny być rozsądnie obmyśłane, że bieg 
jego podobny do ruchu ściegowego (zygzaki), więc i momenty, 
powstrzymujące ten bieg (a. bywa ich sporo) są wielce epicz- 
ne. Xie są to przeszkody, jak w dramacie, ale tylko zaha- 
czania się (nr. 299). t\chiller gudzi się z tern, że samoistność 
części stanowi główną cechę epickipgo utworu. Celem epika 
jest czysta prawda, z wnętrza przedmiotu wydobyta. Epik 
przedstawia spokojnie istnienie i działanie rzeczy wedle ich 
przyrodzenia, cel eposu urzeczywistnia 
ię w każdej chwili 
ruchu. Kie spieszymy do końca, ale zatrzymujemy się z lubo- 
ścią na każdym kroku (nr. 300). Goethe usiłuje wciąż dojść 
do najwyższego prawidła, tłómaczącego spóźnianie się dzia- 
łania w eposie, w węzlach zatrzymających tQ działanie, w po- 
jedYl1czych epizodach. Zdaje mu się, że w eposie interesuje 
nas nie to: co się zdarza, ale tylko to, jak się co zdarza (([fiS 

Vi(' und uicltt das Was Intcresse mac/d: nr. 301), inaczej mó- 
wiąc, że w eposie domyśla się odrazu słuchacz, jaki będzie ko- 
niec, a więc zaciekawienie, jak się rozwiąże działanie nie 
wpływa na słuchacza. 'V swoim eposie Goethe zakłopotany
>>>
. 


- l28 - 


jest tern, że bieg jego sielanki, odbywającej się w ciągu jed- 
nej doby, podobny jest do linji prostej, bez żadnycb zatrzy- 
mywań i spóźniania się. Schiller go uspakaja, wykładając 
(nr. 302). że przyczyny opóźniania się mogą być dwojakie: 
jedne zależą od właściwości drogi, drugie od trybu chodzenia, 
więc zatrzymania się mogą się zdarzać i na prostolinijnej 
drodze, co ma miejsce w «Hermanie i Dorocie». Chwaląc 
ut.wór Goethego z tego stanowiska, Schiller sądzi, że ten poe- 
mat nie jest czystym eposem, ale podgatunkiem eposu, przecho- 
dzącym w komedję, co jest zupełnie słuszne. Całą powieść 
«Herman i Dorota» możllaby przenieść na scenę i porównać 
do naiwnych powieści z życia włościan francuzkich George 
Sand'a, które się łatwo poddawały takiej inscenizacji. Z dru- 
giej strony są w eposie Goethego rysy tragiczne, niewłaściwe 
eposowi, np. ustęp, gdy syn, opierając się woli ojca, zamierza 
zaciqgnąć się do wojska. Co się tyczy formuły: nur (raS Wie 
UI'l(1 nicld ,{(tS JVas, . Schiller mniema, że jest ona zbyt ogól- 
nikową i że da się zastosować do wszyst.kich pl'agmatycznych 
albo dydaktycznyclJ gatunków poezji. Schiller poprawia ją, 
przerabiając ją w ten sposób: i epik i dramaturg przedstawiają 
pewne działanie, lecz u dramaturga jest ono samym celem, 
a u epika jest ono tylko środkiem osiągnienia jeszcze wyż- 
8zego estetycznego celu; dlatego więc dramatur
' spieszy się 
i idzie na przełaj, a epik często ociąga się i rozmyślnie unika 
sytuacyj, tak mocno podniecających cieka wość lub spółczu
ie, 
że samo działanie zaczyna już nas bezpośrednio interesować. 
Pracując nad «Hermanem i Dorotą \), Goethe czytał li t)TI- 
ko Homera i biblję. Gdy skończył epos i jeszcze raz przewer- 
tował clIjadę» i Sofoklesa, mając na myśJi nowe projekto- 
wane prace epickie (Achilleidę \) ), w końcu przy
zedł do tej 
konkluzji, że u s}ółczesnycb gatunki poezji zmierzały do tego 
stopnia, że niepodobna oddzielić jeden rodzaj od drugiego 
wskutek pochopu publiczności do osiągania najwyższego zlu- 
dzenia, największego prawdopodobieństwa (1797, nr. 39). 
'V plastyce na pierwszem miejscu staje uziś wałarstwo, spra- 
wiające naj wyższe złudzenie za pomocą perspektywy i kolo- 
rów. 'V poezji przemaga dramat, jako przedstawienie chwili
>>>
" 


- 129 - 


, 


ohrcnej. Skoro ukaże się jaki romans, natychmiast usiłują 
przedstawić go scenicznie, a ztąd pochodzi taka wielka ilość 
nędznych dramatów. Skoro tylko zarysowało się interesujące 
położenie, rytują odpowiednie sceny na miedzianej blasze, nie 
zost.awiając już nic do roboty wyobraźni, celem jak najwięk- 
szego zbliżenia dramatu do rzeczywistości. Goethe oburza się 
na ten barbarzyński i niesmaczny kierunek i radzi opierać 
. mu się wszelkiemi sposobami, odgraniczać najściślej jeden ro- 
dzaj od drugiego, jak to robili starożytni, ale wątpi zarazem, 
czy się uda płynąć przeciwko ogólnemu prądowi. Ze swych 
notat i z listów Schillera ułoż
'ł Goethe rodzaj protokółu (Ab- 
safz: Uebe,. elJische U1ul d'ramatischc DicMulłg), który posłał 
w końcu 1797 r. niby dla podpisania Schillerowi. Główna 
treść tej rozprawki jest następująca. 
I epik i dramaturg podlegają ogólnym prawom poetyckim, 
szczególniej prawu jedności i prawu rozwoju, wyzyskują też 
same przedmioty i posługują się najrozmaitszymi motywami. 
Różnica między nimi jest ta, że epik opowiada wypadek 
daw
o 'miniony. a dramaturg przedstawia go, j3ko rzecz zu- 
pełnie spólczesJlą. By pojąć tę różnicę we wszystkich szcze- 
gółach, należy wyobrazić sobie z jednej 
trony .rapsoda w kół- 
ku, 
które go uważnie słucha i mima w zapatr'zonem weń 
i ruchawem a falującem od jego gestów i slów otoczeniu. 
Uwydatni się wtedy to, co do każdego z nich najbardziej pa- 
suje, czem się każdy głównip zajmie i jakie motywy zużyt- 
kuje. Treść obu rodzajów powinna być poważna, wszechludzka 
i patetyczna. Osoby działające powinny stać na pewnej kultu- 
ralnej wysokości; llajłepiej, gdy stoją na takiej, na której nie 
wyspecjalizowały się jeszcze zajęcia, gdy ludzie działają jeszcze 
samodzielnie, a nie nałożyli się do rutyny etycznej i politycz- 
nej, gdy. nie działają jeszcze mechanicznie. Epos maluje ogra- 
niczoną osobistą samodzielność, a tragedja ograniczone oso- 
biste cierpienie. Epos wyobraża zewnęt;.rzną działalność czlo- 
wieka (bitwy, podróże, obszerne przedsięwzięcia), tragedja- 
człeka w sobie samym ześrodkowane
o, czyli w zakresie dzia- 
łania jak najl1lniej:5zym. \V obu rodzajach otoczenie składa się 
z następujących pierwiastków: l) świat fizyczny bliższy i dal- 
9
>>>
- 130 - 


szy. "T bliższ}'m dramaturg trzyma się zwykle na jednym 
punkcie, ale epik działa dałeko swobodniej. Dałszem otocze- 
niem bywa natura, którą epik oddaje w obrazowych porówna- 
niach, zaś dramaturg używa ich daleko oszczędniej; 2) świat 
moralny w najrozmaitszych stanach duszy fizjologicznych 
i patologicznych; nakoniec 3) świat narlzmyslowy, przeczucia, 
widziadła. losy. Trzcba te przedmioty materjalizować, co nic- 
latwem bywa spółczesncmu człowiekowi. Starożytni mieli bo- 
gów, wyrocznie, wieszczków, rzeczy cudowne, które niepodo- 
bna prawie czemś innem zastąpić. 
Rapsod przegląda rzeczy calkiem przeszłe, stara się znie- 
wolić słuchaczy, uy go słuchali chętnie i długo; stara się inte- 
resować slucbaczy w samą miarę, bo gdyby odrazn wywarł 
bardzo mocne wrażenie, jużby mu trudno było je jakotako 
zrównoważyć. 
Ioże postępować i naprzód i wstecz. Pojdą za 
nim słuchacze, bo on pobudza ich wybraźnic, która już sama 
potem l'odzi jeden obraz po drugim. Jest on wyższą istotą, 
mógłby się nie pokazywać, stojąc po za zasłoną, słuchanoby go, 
nie patrząc nań i glosem jego napawanoby się, jak muzyką. 
Przeci wnic, mim wymaga, aby oglądano jego samego i naj- 
bliższe jego otQczenie, aby współczuto jego cierpieniom moral- 
nym i fizycznym, aby, patrząc na.ń, o samym sobie zapomi- 
nano. Jest i u niego stopniowość, lecz pozwala sobie na uży- 
de mocniejszych efektów. Słuchacze są bezustanku zmysłowo 
podniecani, nie mają ciasu do namysłów, falltazja ich nie działa, to 
co im opowiadają, spełnia się wł:let zmysłowo przed ich oezyma. 

chiller dołączył do rozprawki Goethego jedno objaśnienie 
i zrobił jedno gruntowne dopdnienie. Objaśnienie dał następu- 
jące: działanie dramatu rozwija 
ię przedemną, przykuty je- 
stem do zmysłowej teraźniejszości, fantazja moja nie jest usa- 
mowolniona; w I.r'u';J.:ony jestem, przywiązany do przedmiotu, 
nie myślę i ulegam obcej pociąg'ającej mię potędze. Przeci- 
wnie, działanie epickie tak jest wolne, że zdaje' się czemś 
nicruchomem, około czego ja 
ię tylko obracam, mogę pospie- 
szyć, mogę się i ociągać. Jest ono rzeczą całkiem przeszłą 
z końccm naprzód wiadomym, więc każda chwila dzialania 
równoznacząca, cechą jego jest spokojna swoboda. 


....
>>>
- 131 - 


Zrobione przez Schillera dopełnienie bardzo jest ważne 
i ściśle połączone z zasadami jego estetyki. Oba gatunki poezji 
nietyłko graniczą, ale też i uzupełniają. się tak, że bywają 
jeden z drugim prawie nierozerwalnie splecione. Charaktery- 
stykę epiki stanowi zmysłowość, a tragiki-swolJoda. Chociaż 
epik panuje nad przeszłośc.ią, lecz upoetycznić ją mol? tylko, 
gdy ją zmodernizuje (vergege'Jlu'iirtigen). Z drugiej zaś stro'ny 
tragik, gdy chce wyzwolić widza od brzemienia surowego ma- 
terjału, powinien usunąć daleko w głąb działanie, idealizując 
jego prawdziwą, grubą rzeczywistość. 'V ten sposób tragedja 
wzno:;i się. z konieczności ku eposowi, by staó się poetycz- 
niejszą
 a epos nawzajem zl1iża się do dramatu, by stać się 
też poetyczniejszym. Oba gatunki pomagają sobie ,,,zajem 
w zachowaniu cech rodzajowych przed przewagą gatunko- 
wych. Zadaniem jest sztuki nie dopuszczać do zlania się gatun- 
ków i lIu zatal'cia granic; godzi ona charaktcrystyczność 
z pięknem, czystość z pełnią, jedność z rozmaitością. 


-
I
- 


XXVII. 


,V mian: hellenizowania się obu poetów wskutek studjów 
nad antykami i postępów w teorji rozmaitych rodzajów i 
gatunków 
ztuki, zmieniał się wciąż ich stosunek do ich 
wlasnych dawniejszych utworów, a sądy ich o tych ut.worach 
Si :nvały :się 
oraz krytyczniejszymi. 'V r. 1788 bolał Schiller 
nad ...tem, że nie stworzy nigdy nic tak doskonałego, jak 
«Ifigenja» Guethego, zaś w r. 1797 (nr. 392) już uznawał, że 
na tem 
łoi.LCLL są plamy, że tok działania w «Ifigenji.}) zbyt 
jest wulny, że zLyt częste są zatrzymania, że rozwiązanie uie 
jest tragiczne, ale szczęśliwe, zatem 
przeczne z pojęciem 
tragedji. 'Vrażrnie
 które sprawia tcn utwór, jest poetyczne, 
ale nie jest speejalnie tragiczne, co zwykle bywa, gdy się tra- 
gedja nachyla ku epickicmu gatunkowi. Sam Goetlw zobojęr- 
nia! z biegiem lat do tego utworu. :\.Iatcrjal wziął Goethe od 
9$
>>>
-132 - 


. 


Eurypidesa, II którego ścigany przez Erynnje za zamordowanie 
matk
 Orestes, wtedy dopiero ma odpokutować za dokollany 
mord, gdy w
Tkradnie od taurów i przywiezie do Grecji ubó- 
stwiany w Tauryce posąg Djany. Kapłanka Djany, lfigenja, 
pomaga złodziejom, którzy jednak zostają odkryci i ujęci; 
ratuje ich broniąca ich Athena, przed którą się korzą krół 
Thoas i taurowie. '" sztuce Goethego wyrzucony i całkiem 
usnnięty jest mechanizm religijny. Miejsce bogów zajęło 
llajczystsze u
zucic człowieczeństwa, wcielone w osobie kapłanki 
lfigenji. I\:apłanl{a odrzuciła miłość króla, ale urokiem swej 
miękiej i szlachetncj natury dopięła tego skutku, objawiając 
kró]o\\:i zuchwały zamiar awanturników, że Thoas puszcza 
wolno tak ich, jak i lfigenję wraz z p03ągiem Djany, i że się 
rozstaje z nimi po przyjacielsku i bez żadnej urazy. Kie pod- 
lega wątpliwości, że tik ludzkiego uczucia nie mogli karmić 
ani taurowie, ani grecy. Goethe postąpił tak, jak zalecał po- 
stępować poctom Andrzpj Chenicr (Sur des pen.'iers Jlouveaux 
faiso'J2s des ve'J's ulltifJues). Przy takiem przeniesieniu czynnego 
dzialania na samc duchowe nastroje działających osób, dramat 
ma bardzo mało rucbu. Gdy w r. 1802 poeci zamierzyli przed- 
stawić clfigenję» w wejmarskim teatrze, oddając sztukę całko- 
wicie do zupełnego rozporządzenia SchiIJerowi, z prawem obci- 
Ilania scen i modyfikowania ich, Goethe nazwał sztukę eiu 
f/,'uccisif'reudcs SclWllSpid i wyraził się, że utwór jest (ljalJlo 
lUl'JJUfuitarny (yanz 1:crtf'1l{i.lt 7mrnan). t;chiłłer odpisal (uJ". 832): 
«To, co nazywasz hnmanitarnem, ratuje sztukę, z tej huma- 
nitarności nie wyrzucę ani jednego wiersza». Schiller żałował, 
że Goethe wyłączył ze sztuki postacie groźnych Erynnij, 
wskutek czego duchowe cierpienia Orestcsa dłużą się niepo- 
miernie, męczą słuchacza i są pozbawione wyraźnej treści. 
Poniewaz całe działanie odbywa się za kulisami, Schiller 
zastanawiał się llad tem, czy nic możnaby rozruszać Thoasa i 
taurów, aby nie stali tak nieruchomie, aby Orestes i Pyladc:: 
mogli się czegoś z ich strony obawiać. Pisze Schiller (nr. 834): 
«Sztuka wzruszyła mię mocno przy Ilowcm jej odcz)'taniu, 
aczkolwick lllużllaLy Z nirj W
TZlICić nieco z surowca. Ma ona 
tę zaletę, że je
t \\" uiej dusz({ »... Go
lhe daleko był surow-
>>>
- ] 33 - 


szym dla swego arcydzieła i pisał (18U2 r., maj, nr. 857): 
«Dziwna rzecz stała się ze mną na przedstawieniu «Ifigenji», 
rzecz nigdr przedtem niedoświadczona-bezpośl'ednia kontem- 
placja dawno minionego stanu duszy». 
Jesteśmy li samego końca przegląrlu utworów 3Iuzy Goe- 
thego, w których brał udział Schiller swemi radami i wskazów- 
kami. Zaciekając się w prawa twórczości epickiej. zamierzył 
Goethe dalszy ciąg «Iljady», urywającej się, jak wiadomo, na 
śmierci Hektora, dalszą opowieść 10Sów Achillesa-rzecz tra- 
giczną, której chcial nadać formę epicką (nr. 436). \V r. 1830 
Goethe przyznawał się (Bied., nr. 1276), że do pisania ballad 
podniecal go Schiller, potrzebujący materjału dla «Hop. «By- 
łem już nie tCll, co zamlodu, kiedy pochop do pisania porywał 
mię znienacka, kiedy rzucałem przychodzące do głowy myśli 
na pierwszy skrawek papieru, nie bacząc, czy piszę prosto czy 
krzywo. Treść oddawna leżała w glowie w kształcie pięknych 
obrazów i marzeń, któremi rozkoszowałem się, igrając nimi 
w wyobraźni. Niechętnie rozstawałem się z nimi, wcielając 
je w skąpe słowa i czułem coś podobnego d.o pożegnania z 
drogimi przyjaciółmi». 
Rok 1797 był dla poetów głównie rokiem balladOlcym. 
Największa część ballad była skomponowaną i napisaną podczas 
częsteg"o goszczenia Goethego u Schillera w Jenie. Do liczby 
ballad należy i najbardziej tajemniczy co do swego pomysłu 
utwór Goethego: «Oblubienica Koryncka» (lipiec, 1797 r.), 
. 
którego fa bulę Goethe zapożyczył w całości z dziela Flegonta 
Tralleskiego, wyzwoleńca cesarza Hadrjaoa tO cudownych 
rzeczach» (porównać 'V. E. 'Veber, «VorlesuJlgen aus der 
Acstltetik». Hallnower, 1831 roku). Utwór ten składa się z 
cudownie pięknego przeciwstawienia dwóch religij: chrześcjań- 
sklej i helleńskiej, przyczem oddaje się pierwszeństwo helle- 
nizmowi przed chrześcjaństwem, ze względu na jego piękność 
i promienną jasność. Kapróżnobyśmy szukali u Schillera klucza 
do tej zagadki. Sthiller pisał 
ylko do Koernera (d. 12 lutego 
1798 f.Y: «Goethe zażartował, tworząc to, co nie leżało w jego 
naturze i sKłonnościach». Nie brał też Schiller żadnego udziału 
w drugim scenicznym już utworze Goetbego «Die nalarliche
>>>
- 134-- 


Tocltter» , który powstal w następujący sposób. 'V początkach 
1799 r. ukazały się w druku nie mające wagi pamiętniki: 
«1Jlćmoires ltistoriques de Stepltanie LOllise de Bourbon Gonfi». 
Czerpiąc swój dramat z tego źródła, Goethe swoim zwyczajem 
nie po
iedział nikomu ani słówka, że go pisze
 aż go skończył 
i inscenizował w \Vejmarze dnia 2 kwietnia 1803 r. Dramat 
podobał się w 'Vejmarze, ale zrobił wielkie fiasco w Berlinie 
i nie utrzymał się w niemieckim repertuarze, chociaż Goethe 
uważał go za jeden z najserdeczniejszych swoich utworów i 
chociat go staranni
 opracował białym wierszem. (Di.intzer, 
«Goethes Leben», 1880 r., str. 504). Nie podobał się utwór ten 
publiczności, nie podoba się i dzisiaj. Stanowi on w działałności 
Goethego przejście od drugiej jego maniery (utworów artysty- 
cznych klasycznych nieosobistych) do t
zeciej, mianowicie do 
sztuki symbolicznej. Oderwanie od charakterystyki miejsca, 
czasu i faktycznego otoczenia posunięte jest do tego stopnia, 
że działają na scenie nie osoby, ale profesje i typy: król, książę, 
sędzia, wielkorządca i t. p. \Vskutek zupełnego braku osobi- 
stości w produkowanych typach, nie mają działające osoby 
pewnych konturów, ałe oddane są jakiemiś rozpływającymi się 
rysami. :Mimo tych wad artystycznych, sam pomysł zasadniczy 
bardzo jest bogaty pod względem treści i jest nam bardziej 
współczesny (modern), aniżeIi cały teatr scbillerowski. .Mimo 
swego indlferentyzmu politycznego, b
Tł Goethe niesłychanie 
wrażli wym we wsz
'stkich głębszych spółczesnych kwestJach 
najodleglejszej przyszłości. Źaden rok nie mija obecnie bez 
ukazania się książek i broszur o Goethem, jako o proroku, 
albo jako o socjaliście. Francuzką rewolucję zrozumiał odraz u 
Goethe lepiej, niż wszyscy niemcy współcześni, daleko głębiej 
przejął się znaczeniem tego dziejowego wypadku ogromnej 
miarr dla uksztaHowania się społeczeństw europejskich. Zro- 
zumiał on zgniliznę i rozkład wierzchnich warstw narodu fran- 
cuzkiego, si('gający aż do korzeni, przypływ demokrat
Tcznej 
fali i pijany szał zwycięzców. \Vymarzyło mu się niejakie 
pojednanie wrogich żywiolów, wstępujących w nowe kombinacje
 
coś w rodzaju pomysłów Taine'a w jego cOrigincs ,ze la Fra1tce 
conlpmporainc». Uwydatniło mu się wznoszące 
ię wysoko w
>>>
- 135 - 


górę i wszystkich pod sobą równające jedyne prawo cywilne 
(miejmy na względzie, że pierwsze przedstawienie sztuki zbieglo 
się w tymże 1803 r. z ogloszeniem «Code l-lalJolćon»). Goethe 
zamierzlł całą serję (trylogję) dramatów, a poprzestał na 
ukończonej pierwszej sztuce. Treść istotna dramatu nie została 
ocenioną nawet przez Schillera, do tego 
topnia była ona po 
za obrębem estetyki i płytkich prądów ówczesnej poJityki. Co 
się tyczy formy utworu, nie mogła się ona podobać Schille- 
rowi, który stale walczył z poglądami ówczesnych teoretyków 
estetyki \Vinckelmana i Lessinga, twierdzących, że prawdziwa 
piękność, jak ją pojmowali nieporównani grecy, polega na 
oderwaniu obrazu od wszystkiego, co mogło być indywidualnie 
/charakterystycznem w przedstawianym przedmiocie (nr. 388, 
7 czerwca 1797 r.). 'Vedle Schiller(:l, teoretycy wybiegli zbyt 
daleko i wydrążyli do t
go stopnia pojęcie piękna, że pod jego 
powloką uformowała się najzupełniejsza próżnia. 


+ 


XXVIII. 


Przechodzę wprost od Goethego do prac Schillera i prz('- 
dewszystkh'm do utworu, który go wyłącznie prawie w Cią
'll 
trzech łat zaprzątał, to jest do «\Vallensteina». Tu Schiller 
ukazuje się w całej swojej wielkości, w DajdoskonaJ
zym i naj- 
dujrzalszym utworze swoim, należ
cym do rodzaju poezyj 
w którym nie miał on równego :;obic spólzawodnika i był 
w pełnem uzbrojeniu najwyż:;zej w oW
Tm czasie wiedzy tcore.. 
tycznej. - Przewodnikami w tej pracy służyły mu trzy wyborne 
rozprawy: 1) «G'i"U1U[ ([es Verg1l{iyeus an tra!liscl
en Ge!Jcnstiin- 
tint» 1792: 2) «Ueuer die tragische Kmzst» 1792 i 3) «Ueun' 
das Patltet-isclte» 1795. Niezmiernie dah'kim jest Schilh
r od 
takiego pojmowania sztuki. jaki£' spotykamy uaprzykład n Je- 
rz£'go Giinthera ( Grwulziige aer tra!Jiscltcn KUJlst» 18S:}) 
Giinther sądzi, że w naS7.ym wieku, przy calkowitym braku 
żywiołów, przydatnyclI dla właściwej grekom tragedji losu, 


.
>>>
- 136 - 


czyli prZl'ZnaCZCll-ia, rl
pl'odukującej starcie się bohatel'a z nie_ 
pojętym dlań świata porządkiem, uosobionym w woli bogów. 
trag-edja, stanowiąca podgatunek dramatycznej sztuki wogóle 
i podlegająca j
j technice, ma jeszcze odrębną właściwość, 
zwaną przez autora t-ragikq; że w zakresie objawów podno
i 
ona stanowcze zwycięztwa oderwanego porządku moralnego, 
godząc waśnie i przeciwieństwa pierwiastków zmysłowego i mo- 
ralnego (sb'. 439), illnemi 
łowy, Żl' kwinte sencja tragefrji za- 
wiera się w 'lcinie bohatera, stanowiącej niezbędny warunek 
tl"agedji, to jest, że bohater powinien być należycie ukarany 
dla zaspokojenia podrażnionych moralnycl1 uczuć 
pektatorów. 
Schiller zadrwił okrutnie z takiego upodrzędnienia tr::tgizmH 
etrce w ostatnich wierszach palodji «Cień Szekspira»: «gdy" 
zbrodnia dostanie wymiotów, cnota zasiada do stołu» (TVenn 
siclt £las L({StC1' e.lJricht, setzt sich aie Tuge1UT zu Tisch). Scena 
nic nic ma współnego z sąrlem ani relig-ijnie, ani politycznie, 
ani moralnie. Nie jest ona w]aściwem miejscim dła sprawo- 
wania jakiejkolwiekb
dź chociażby tIlko moralnej 
pl'awiedli- 
wości. Kiema człeka bez grzechu, wszyscy bohaterowie trag'iczni 

ą to ludzie grzeszni, ludzie z wadami,i słabościami, święci do 
tragedji nie nadają się wcale. 'V każdym razie bohatcl'ami 
bywają ludzie tylko nadzwyczajni (nadludzie, UelJcrmeusclten, 
jakby 
ię Xietzsche wyraził), ludzie zdolni, Grosses bl'gegnen, 
(;rossrs dU'I"ch Si
 muss !lcsc7u:/wrl (wiełkich rzeczy doświadczyć, 
wielkich rzeczy dokonać). 'Vstępują na scenę z wyrobionemi 
już charakterami, z namiętnościami zaletącemi od charakterów; , 
często chybiają, często llawet popełniają zbrodnie. Najwięcej 
o nich llDże powiedzieć poeta, że zawinili, ale nigdy nie powie, 
że na swoje cierpienia zaslużyli. Pisarz-tragik wie, że wina 
i cierpienie są to wielko
ci nie współmierne. )Ialuczkie winy 
pociągają za sobą czasami zgubę i śmierć; przytem cierpienia 
mog'ą być niezaslużone. Jakaż jest wina Edypa, Antygony, 
Hamleta? co zawinili bohaterowie, którzy przez to tIlko giną, 
że z d\yóch wręcz sprzecznych, leżących na nich, a wyłącza- 
jących się wzajem obowiązków, obrali jeden i to może najświętszy 
i llajczcigodniejszy? Poniewai ani poeta, ani widzowie nie po- 
siadają szalek Temidy i nip mają za wiązanych oczów jak 


.
>>>
. 


- 137 - 


r.J.'emida, więc ani na chwilę nie są bezstronnymi sędziami, 19ną 
ku bohaterowi, wstrzymując oddech i z biciem serca biOl'ą 
udział w toku walki bohatera z jego przeznaczenicm, to jest 
z przeciwdziałającemi .mu siłami zewnętrznemi, posiłkowanemi 
przez skutki jego uchybień, błędów, albo nawet i zbrodni, 
,"Vidzowie stają zawsze po stl"onie dzielności, męztwa i nad- 
ludzkich wysiłków szermierza, chociażby szermierzami byli 
Makbet albo Ryszard III. Sam zgon cierpiącej niedziałki nie 
zawsze bywa karą, czasami stanowi ona istotne zwycięztwo, 
apoteozę bohatera wC' wszechświecie hez końca, gdy wedle sJów 
Schillera «olbrzymie przcznaczenie wywyższa człeka przez to 
samo, że g'o na pl"Och miaZdży» 1). O poetycznym wymial'ze 
sprawiedliwości nie moźe być mowy nawpt, ho sąd przypu
zcza. 
poczytalność. poczytalność przypuszcza swobodę woli. a swobodę 
woli wykluczają już ludzie spólcześui nawtt z prawnictwa. Bę- 
dący przez c.ałe życie fatalistą, Goethc naigrawa 
ię w jednym 
ze swych listów nad Kantem (nr. 631), wierzącym w wolność 
woli, ale i w naturalny, wrodzony człowiekowi pochop ku złemu. 
«J poezja i religja dają wolności woli rolę llajgorszą. Jeśli 
człowiek jest z natury swojej dobry (jak był Schiller przeko- 
nany), wolność woli jest to głupia zdolność rozmijania się 
z prawdą i grzeszC'nia w ten sposób. Jeżeli z natury swej czło- 
wiek jest zły i jeśli idzie wciąż za popędem tcj swojej złcj na- 
tury, wolna wola jego wygląda niby jaka znakomita osoba, 
która pozwala sobie działać czasem wbrew naturze». 
Xa ten żart odpowiada Schiller (nr. 632): «Chwala Bogu, 
że niC' jesteśmy powolani do nauczania ludzi w tej rnaterji 
i pozostaniemy na zawsze w zakresic objawów, innemi słowy, 
że nic wchodząc w istotę kwestji, stajemy tylko, jako popci. 
na tem, o czem wszyscy są przekonani; bo wszystkim się zdaje, 
żc są wolni, więc znaczy wszyscy są wolni». Jakiejkolwiek 
teorji pocta trzyma się, czy jest dcterministą. czy nie deterministą, 
nie ma on do czynienia z korzonkami czynów na gruncie wolnej 


J) 1Voher nehmet iltr aber das grosse, qiga,
tisclle Scl
icksal, Welches del& 
_l£e'ISclten erhebt, 'll'e1l1t es den JJIenscltelł zermalmt,
>>>
- 138-- 


. 


woli, poniewa
 zadaniem jego nie jest jakiekolwiekbądź badanie, ale 
tylko uszczęśliwianie 
ycia, pocieszanie i zabawianie ludzi, za- 
daniem zaś specjalnl'm tragika, jako mistrza w tym najwyższym 
i najtrudniejszyV1 gatunku pOf'zji, jl'st wzruszanie ludzi wido- 
kiem obcych cierpień, budzenie w sercach wzniosłych nczuć 
i dostarczanie przez to widzom i sluchaczom najwyż
zych z p.o- 
między tych, jakie są dostępnemi dla poezji, rozkoszy. rrak 
postawione zadanie mieści na pierwszy rzut oka jakby niepo- 
konane sprzeczności. Wszelkie cierpienie swoje czy cudze rodzi 
uczucip Rmutne, a k.iC'lly jest okrutne, staje się przerażającem. 
Oba te nczl1Cia są bardzo llieprzyjrmne. Zachodzi pytanie: jak 
mogą stać się źródłpm wysokit'j rozkoszy'? :Nad tem pytanh'm 
łamał sobie głowę bchillel' estetyk i rozwiązał je w następujący 
sposób. 
'Vidok cierpienia poru
za nieprzyjemnie naszą zmysłowość, 
sam przez się jest on tylko smutny; ale j{'śli w cierpiącym 
obudza się reakcja, jeśli cierpiący walczy z uciskającem go 
złem, ku niemu pociąga go i skłania nadzmysłowy moralny 
piC'rwiastrk istoty naszej. )fiędzy cierpif'niem i wall\ą zachodzi 
pewna proporcja. Na cierpiącego wkłada się pełny ładunek 
cierpienia. Nir wystarczają zgoła opowiadania samego boha- 
tera albo obcych osób o jego cierpieniach, jak to ma miejsce 
w pseudofrancuzkiej klasycznej fałszywej trag-edji francuzkiej, 
w której aktorowie deklamują, oglądając się na sIuchaczy 
i śledząc za sprawianem przez ich opowiadanie wrażeniem, a 
królowie i księżniczki tak są przejęci ceremonjałem, że, nie 
zdejmując koron, kładą się do łóżek ( eeber aas Pllf"eti:
clłC»). 
,V ocenie reakcji przeciwko cierpieniom całkiem się różnią mo- 
ralista i artysta. Moralista uwzględnia wartościowo tylko pod- 
danie 
ię woli kategorycznemu rozkazowi sumienia i tem wyzej 
stawia po
tępek i tem większą przyznaje mn zasług'ę, im wię- 
cej usiłowań użył na poskromienie czynów, wypływających 
z wrodzonej skłonności
 jednakże owo pohamowanie skłonności 
z natury swojej wcale nie je
t estetycznr. .Artysta bierze się 
do ;roboty inaczej: ma on za punkt wyjścia pochop do wolności 
i usamowolnienia się od wszelkich więzów zewnętrznych, od 
praw prZYI"odzonych czy ludzkich, boskich czy społecznych. Igra 


,
>>>
- 139- 


on za pomocą wyobraźni ze wszelkiemi ograniczeniami. Cierpie- 
nie staje się czems, czego sam bohater pożądał
 albo czego się 
sam porljął, przez co stał się 
l"ysoce moralnym podmiotem. Zda- 
rza się te2, 2e bohater poddaje się wszelkim karom i śmierci, 
depcąc prawo i zakon i f'taje się przez to ęstctycznie pociąga- 
jącym przedmiotem. Tragik nie jest związany wyborem, może 
na bohaterów pasować i czcicieli dobra i obdarzonych demo- 
niczną siłą zbrodniarzy, byle potężHych, byle z jakiegokolwiek 
względu sympatycznych albo godnych podziwI!. 


+ 


XXIX. 


Przytoczyliśmy uprzednio określenie przez Schillera poezji 
dramatycznej z racji recenzji «Egmonta», określenie bardzo 
szerokie, wedle którego treścią trag:edji mog'ą bIĆ albo nad- 
zwyczajne sytuacje, namiętności, albo charaktery. 'V tragedji 
starożytnej pq;eważa gatunek tragedji nadzwyczajnych sytu- 
acyj, w której bohater, bez względu na wartość swego cha- 
rakteru i czynów, rozbija się w końcu w swojem przedsięwzię- 
ciu o granitowe zręby wszechświatowego porządku; jest to tra- 
gedja losu, czyli przeznaczenia. Tragedja namiętności nie ma 
potrzeby uciekać 8ię do przeznaczenia. 
amiętność gubi człeka
 
skoro nim całkowicie zawładnie (Otrllo, l\Iakbet). Od Szekspira 
POCZąWBZY, scena nowożytna bawi się głównie w tragedję cha- 
ral\t.erów. Określa najlepiej ten gatunek wiersz Schillera 
w «"\Yallensteinie»: «In deinC1" Brust Sil1cl deillcs Sclticksals 
ÓtC1'1U'» (w piersi twej jest t.wego losu konstelacja). Taki jest 
tragizm w Hamlecie, taki też w 'Ya]]ensteinie. Studjując swego 
bohatera. w «Dziejach wojny 30-letnirj ». Schillrr odmalował 
w 4 księdze jego portret historyczny: czlowiek w najwyższym 
stopniu ambitny, polityk, nieobłudnik, dość obojętny dla re- 
Iigji, nieprzyjaciel jezuitów, wątpliwą jest rzeczą, czy dopuścił 
się zdrady. Gdyby się dały nawet z czasem odszukać dowody 
jPgo winy, dowiodłyby tylko, że ostatecznie upadając, z ko-
>>>
- 140 - 


nieczności uciekł się nawet do zdrady. Przytem był to czło- 
wiek potężny, do władzy nałożony, umiejący panować za po- 
mocą postrachu, przebiegly i hojny, pozbawiony wszelkich 
tkliwych uczuć, wszelkicj ludzkości. W rozmowie z 1827 r. 
z Ekkermanem, G;ethe wyraził się w ten sposób: «Gdyby mię 
:zapytał Schiller, czy ma wziąć się do pi
ania «'V allensteina», 
odradziłbym mn niezawodnie, bo nie móglbym dopuścić, by 
można było coś udatnego. zrobić z takiego przedmiotu». .Jed- 
nak Schiller zatrzymał sie na 
 W allensteinie» i od d. 18 mar- 
ca 1796 (nr. 187) zajmował się nim prawie bez przerwy aż 
do d. 17 marca 1799 r., kiedy przesłał Goethemu ostatnie 
sceny z «'VaIlensteina». 
Schillerowi ciążył przygnębiający, straszliwy og
'om mater- 
jału, chłodem go przej mowała osobistość samego bohatera- 
przedmiot nieportyczny i w tragedji bardzo niewdzięczny. «Nie 
interesuje on mnie, pisał Schiller. ale pracuję nad nim z tern 
większym zapałem, to jest miłuję go miłością iście artystycz- 
ną» (nr. 246). 'V końcu 1796 r. wątpił jeszcze Schiller, czy 

ię naprawdę sklei w jego ręku prawdziwa tragedja, czy prze- 
może on straszny opór surowego materjalu (nr. 244). Przy- 
chodziło mu na myśl, że może się złoży nie tragedja, ale tylko 
ciąg jaki obrazów historycznych. Kajwiększa trudność na tem 
polegała, że bohater tak bardzo się przyczynił swojemi omył- 
kami do końcowej katastrofy i że zamalo w upadku jego ucze- 
stniczył sam los. to jest przypadkowośe i niespodzianka. Za- 
głębi wszy się u samym przedmiocie i znalazłszy się na grun- 
cie najsuchszej polityki, Schiller uczul się jak gdyby był nie- 
swój i po
tanowił pisać milą prozą, to jest mową najodpo- 
wiedniejszą przedmiotowi (nr. 258). 'V tym właśnie punkcie 
okazały się dobre skutki artystycznej dojrzałości, nabytej 
przez obcowanie z Goethem. Schiller lękał się wpa
ć w ulu- 
bioną kiedyś manję retoryczną, a ponieważ sam przedmiot był 
już i bez tego prozaiczny, więc przyszedł d') wniosku, że, aby 
uniknąć i prozaiczności i retoryczności, potrzeba nadać cało- 
ści · nastrój bardziej poetyczny (nr. 364). Po olbrzynlich usiło- 
waniach udało mu się nietylko uszlachetnić charakter 'Vallen- 
steina, ale wprowadzić też do tragedji nowy pierwiastek poe-
>>>
- 141 - 


tyczny, w wymyślonej przezeń 9sobie-w Maksie Piccolomini. 
Odtąd 
 zaczęło się nieodzowne przejście od prozy do nierymo- 
wanych, białych wier
zy. «Niepodobna, pisał, oddawać poetycz- 
nych rzeczy prozaicznie (nr. 375), byłoby to bowiem coś na- 
kszt.ałt tego, jak gJyby wlaściciel parku, chcący urządzić sa- 
dzawkę, dla tern większej naturalności urządził tylko bag- 
nisko. \Vszystkie utwory teatralne powinny być rytmiczne». 
'V listach swych wyraża nieraz Schiller tę myśl, że poe. 
zja przpd:.:tawia same tylko symboliczne btoty, bo wszystkie 
te istoty, jako postacie poetyczne, wyobraż.lją coś ogólnie ludz- 
kiego (Hl" 490). Nie bylo też nowością pu
tawienie rzędem 
dwojaków, tak ściśle z sobą powiązanych, że można powie- 
dzieć, iż mają jedną duszę, a tylko inaczej odbijają 
ię w ka- 
żdym z nich przeżywane przez nich wypadki. I u Goethego 
bywali tacy d wojacy, naprzykład Faust i Mefistofeles, z któ- 
rych ostatni jest widocznie alegoryczną, osobą oderwaną, 
upostaciowaną ideą. Schiller 
twoł'zyl d wie pal'y takich bl'aci 
ślubnych: don Carlos i Poza, :1\Iaks i 'Vallenstein, obie parr 
z żywych, konkretnych ludzi złożone. W ostatniej parze rnanrr 
świetlną plamę na tle prawie czarnrm. 'Vstąpienie na scenę 
białoskrzydłego, można rzec, !\Iaksa, z jego ufnością bez gra- 
nic ku uwielbianemu wodzowi-bohaterowi, ale i z niewzruszuną 
żołnierską wiernością sztandarowi i rozkochanie 8ię jego 
w córce 'Vallensteilla, (,czyściły natychmiast powietrze, pozba- 
wiły sam przedmiot tragedji oschłości. wprowadziły prąd po- 
ezji do obrzydliwego ośrodka, składającego się z grubjańskiej 
żołnierszczyzny, jeneralskiego o sobie pamiętania, cynicznego 
samolubstwa, szpiegowania, intt'yg i podstępów. Książę Fryd- 
landzki jest przrdewszystkiem praktycznym l'ealistą, chciwym 
władzy człowiekiem, oddanym tylko praktycznemu 
zynowi 
politycznemu, pełnym szerokich poglądów i daleko sięgających 
zadań, calkil'ID llirodpowiednich do roli jego, jako. wodza 
Austrji, w której się zagnieździły od wirków zastój, nierucho- 
mość i najograniczeńszy religijny fanatyzm. 'Vallen
tein chciał- 
by pokoju dla Europy, o ile lllo
e stara się być tolerantem. 
gwoli SW}TIll politycznym widokom szczędzi nawet i szwedów 
Czuje on, że mJśl jest szeroka, ale świat dla niej za ciasny
>>>
.. 


- 142 - 


(Eng isf (Tie Jrelt uniI (('tS Gehirn ist 'UJeit, «TVall. l'O£t.», 
II akt, 2 sc.). By stać się wielkim, by dorównać prawie uko- 
rowanym głowom, musiał \Vallenstein spełnić dużo wołających 
o pomstę do nieba czynów. 1), widzi obecnie. ze z czynów 
tych tworzy się wał, zagradzający run drogę do odwrotu 2). 
Suma sił, przeciwko niemu :,kojarzonycl1, stanowiąca dlań 
przeznaczenie, rośnie co chwila, i w ten sposób się układa, 

e nasuwa 
ię i zawisa nad nim coraz groźniej, on zaś sam 
zwleka, upóźnia się i cieszy siebie tern, 
e rzecz sama z rąk 
t-:ię jego jeszcze nie wymknęła 3). Jednak wypadki idą tak 
szybko, 
e już nie ma wolności wyboru i 
e zmu:,zony jest 
odważyć się i na rokosz i zdradę 4). 'Vedle Schillera, ten mus 
nad bohaterem podnosi tragiczne wrażenie. Następuje kata... 
strof:! i upadek. 
Ponieważ bohaterów byłu dwóch
 a nadto jeden biały, dru- 
gi czarny, więc odbywają się d wie katastroty; najprzód z Mak- 
sem, który ginie bez winy (po zerwaniu najprzód z ojcem a 
potem z "-allenstcinem, pozostawał już mu tylko jedyny ko- 
niec świetny: śmierć 
ołnierska w potyczce ze szwedami), a 
na:;tępnie z 'Vallensteinem, podle ale. bez sławy zamordowa- 
nym rękami nasłanych :;iepaczy. \V
kutek dwojenia się tych 
różnych akcyj, rozrastała się tragedja do niesłychanych dotąd 
rozmiarów. D. 18 marca 1796 I'. istniał tylko sam szkielet 
sztuki. ,V styczniu 1797 r. nie było jeszcze całkiem pewnego 
planu, ale Schiller przewidywał, 
e będzie dziesięć aktów, 
ta- 
nowiącrch dwie sztuki: «Dwaj Piccolomini» i «\V allrnstl'in». 
\Vedle swego zwyczaju, Schiller rzucał na papier pojedyńcze 
sceny, które następnie wiązał i lutował. \V kwietniu 1797 r. 
ułożony już był na papiel'ze całkowity plan sztuk obu. W paź- 


J) Es ubte diesel" Kaiser durch meinen Al"m im Reiche Thateu aus 
Die nach der Ordung nie geshehen 5ollten. 
2) Eine Alauer ans meinen eignen 'l'haten' baut sich auf 
Die mir die Vmkehr thiirmend hemmt. 
3) \Var's moglich! Kijnnt ich nicht mehr, wie ich wollte?- 
Ich musste die That ,-ollbriugen, wie ich sie gedacht? 
.) 
la\.: clhI" I{unnt ihn, weil ilu ihn schuldig ,,"oUt, auch schuldig 
machen ».
>>>
- 143 - 


dzierniku Schiller donosi Goethemu (nr. 365), że siedzi mocno 
na siodle, że «\V allen
tein» nabiera ciała (nr. 377), że nawet 
mu się niepodoba, iż «\V allenstein» tak puchnie. (fir. 379); 
gdyż jrgo autor przejmuje 
ię duchem epickim, przypisywanym 
przezeń wplywowi Goethego. Mniema on, że utwór wcale nic 
przyda się do grania na scenie z p.owodu objętości, z powodu 
trudności, aby się mogli wyuczyć swoich ról artyści (ur. 456, r. 
1798 w maju). Początkowo cały los 1\Iaksa miał się rozstrzy- 
gać w 8ztuce: «Dwaj Piccolomini», do której miały wcho- 
dzić i zerwanie l\Iaksa z ojcem i sławna gcena z pułkiem ki- 
ra:-:jrrów PapPNlheima i pożegnanip :l\Iaksa z 'Vallensteinem, 
jednem 
łowem wszystko prócz śmierci :Maksa, zachodzącej, 
jak wiadomo, za kuli
ami. Do sztuki: «Smierć \Vallensteina» 
należałby' tylko sam upadek i zg'on Wallensteina, rzC'cz tra- 
gicznie arcyprosta, podczas gdy w «Dwóch Piccolominich» 
było bardzo dużo piC'rwiastku falującC'g"o, to jest epicznego. 
Zł' wględll na niemożebność dysponowania publicznością dłużej 
niż w ciągu 4 1 i2 godzin, Schill('r zmuszony został przenieść 
parę aktów z «PiccGlominich». do «8mierci \Vallensteina». 
Mimo takh'go skrócenia ociągał 
ię Schiller z oddaniem ręko- 
pi:-:n dla przedstawirnia 8ztuki na scenie, aż dopóki nic został 
wydany 27 grudnia 1798 roku (nr. 557) żartobliwy ordynans, 
podpisany przC'z Goethrgo i reżysrl"a trupy, od «.Melpomeno- 
wskiej komisji» o ujęciu obu Piccolominich-ojca i 
yna i do- 
stawieniu ich pod wartą do rąk właściwej wladzy. 
\V korespondencji przyj:lCioł-mistrzów jest jeden bardzo 
clIarakter) styczny n
tęp, malujący Schillera, jako czystej krwi 
tragika i wcale nie moralistę. Zdaje mi się. że u
tęp ten jest 
w związku Zl
 seellą. stanowiącą zwrot ku końcowej kata- 
strufie, w której kirasjerowie Pappenheima już gotowi do 1'0- 
ko::;zu przeciwko cesarzowi pod wodzą \Vallensteina, l'obią ra- 
ptownie pół obrotu na prawo na komendę gefreitera, skoro 
zwąchali, że jest w robocie sojusz ze !:;zwedami. «Rad jestem, 
pisze Schiller (27 lutego 1798 r., nr. 430), że W1 szedłem 
z położenia, które wymagało pospolitego morału o przestęp- 
. 
stwie \YallC'n:-:teina, że mi się udało przedstawić poetycznie 
taką trywialną i niepoetyczną materję. Zdaje mil się, żem do-
>>>
- 144 - 


.. 


godził naszej bardzo moralnej publiczności, lrcz i w tym razie 
czułem, jaka jest czczość w tym morale i ile pracy kosztuje 
autora utrzymanie przedmiotów na poetycznej wysokości». 
Goethe dopomógł bardzo znacznie Schillerowi w należy tern 
przedstawieniu astrologicznej kwestji, jako jednego z głów- 
nych motywów w życiu 'Vallensteina. Bez astrologji nie da 
się 'Vallenstein. nawet pomyśleć. Schiller wziął się do grunto- 
wnego slUdjowania astrologji, alp nie mógł podołać zadaniu, 
bo stała mu przed eczyma. tylko sucha i niepof'tyczua niedo- 
rzeczność (nr. 543-547; dies ist trocken, leer 'lmd dUJłkel fiir 
tle1/, Zusclw.uer... eine liicherliche Fratze). Dopiero Goethe prze- 
konał go, że a!:;trologiczny zabobon jest objawem niewyraźnej 
ale odczuwanej idei o jedności wszechświata, o zależności na- 
szej od naj odleglejszych sil i faktów w przyrodzenin. 
Postępując od każdeg-o z nas, jako lliedzialki, aż do nie- 
mającego granic og-romu wszecLbytu. nie mamy taldt'g"o progu- 
po za któl'rm ustawałby wpływ najodleglejs7.ych przedmiotów 
na naszą moralność, na nasze szczęście lub niedolę. «Nie 
chiałbym nazwać tego obłędu przesądem-pisze Goethe-jest 
on tak pokrewny naturze naszej, 
e tyleż wart, co taka lubo 
owaka wiara». Schiller dał się przekonać całkowicie i dzię- 
kował Goethrmu: «nie wiem, jaki zły duch mię opęJ:ał, żem 
nir chciał brać na serjo astl'ologiczllego motywu w 'Vallen- 
steillie, chociaż z natm'y swojej wolę brać rzeczy z poważnej, 
a nie z lekkiej strony». 'V bystrym umyśle bohatera był 
ciemny zakątek ':ren saUl mistycyzm, który każe mu wierzyć 
gwiazdom nawet, gdy dzieją się rzeczy naprzekór gwiazdom 
i losowi, zaślepia go do tego stopnia, że nie dostrzega on. 
jak go oplątały ze wszech :,troll szpiego
two i zdrada. Nad 
widzami ciąży w ostatnich aktach dusząca atmosfera, odczu- 
wamy zbliżanie się czegoś okropnego, jakiegoś uderzenia pio- 
runowego. Schiller popro::;ttl przechorował koniec sztuki w cza- 
sie pisania i przypisywal ten 
kutek fizycznemu o:-ilabipniu 
(nr. 383), ale Goethl' mu wytłómaczył, że tragicznych sytuacyj 
nie odczuwa autor, skoro sam się nie z.najduje w stanie pato- 
logicznym-z tego powudu dodawał: «unikałem raczej podob- 
nych przedmiotów, niż szukałem» (llI'. 384). Z tej obsel'wacji
>>>
- 14;) - 


Schiller wyciągnął wniosek, że trag-edja plzedstawia tylko 
rzadkie, wyjątkowe chwile z życia ludzkiego, zaś zadaniem 
eposu jest malować strony 
duszy stalszp, spokojniejsze, wła- 
ściwe ludziom przy każdym zwykłym ich nastroju. 
Goethe bawił w Jenie prawie przez całe 3 tygodnie (od d. 
11 do 29 listopada 1798 r.) i codzień obcował z Schillerem, 
któq; po tym pobycie pisał (nr. 541): «tak przyzwyczaiłem 
się do tego, żeście co wieczora nakręcali zegarek moich myśli 
i 
eście poprawiali skazówki na cyferblacie, że teraz w samot- 
ności jestem całkiem nieswój». \Y trylogji «\Vallen
tein» jest 
jedna część, niby obraz rodzajowr, napisana tak dzielnie, jak 
ty lko umiał pisać takie rzeczy sam Goethe. Jest to «Qbóz 
'Vallem;teipa», pstre widowisko, pełne zgiełku, oddany z głę- 
boką znajomością stek ludzi, przejętych jednym tylko wspól- 
nym 
ołnierskim duchem. a nie mających żadnej, oprócz obozu, 
ojczyzn
 l). .Tłómaczy ta część losy samego \Vallensteilla, bo, 
posiadając trlko taki bicz narodów' w swem ręku, ani genjal- 
ny umysł, ani najbardziej bohater:,kie serce nie zdołałyby wy- 
tworzyć nic historycznie wielkiego i trwałego. 
Goethe zachwycał się «Smiercią "
allensteina». pc,nieważ 
treść sztuki przestała być polityczną, stała się wszechludzką. 
to, co w niej jest historycznego, obrócone było w lekki, mgła- 
wy obłoczek, z którego wyzierało tylko to, co czysto człowiecze 
(nr. 585). Dawano trylogję w ciagu trzech dni z rzędu na 
wejmarskiej ::;cenie w kwietniu 1799 roku; miała powodzenie 
olbrzymie; płakał cały teatr, plakali nawet grają"cy sztukę 
artyści. Powstał znienacka olbrzymi i wzorowy dramat naro- 
dowy. Po raz pierwszy po trzech latach pracy Schiller wolniej 
odetchnął; uczuł, że niby spadła mn g'óra z piersi, ale zarazem 
doświadczył takiego uczucia, jak gdyby wisiał w próżni, bez 
żadnego ruchu, i jak gdyby stracił zdolność do produkowania 
czegokolwiekbądź (nr. 58h, dnia 19 marca 1799 r.). Po
ądał 
zahaczenIa się o coś, coby już calkiem nie było historyczne, 


. 1) Der Oesterreir hel' hat ('in Vaterland 
Doch (Heses H"cl' das Kaiserlich sich nennet 
Uat keins. 


10
>>>
- 146 - 


a tylko fantastyczne, byle stra::;zne i ludzkie. «Dość mam już 
żołdaków, mętów stanu i bohaterów, jestcm już nimi przesy- 
con-y!)p Jcdnak mimo to nie wyszedł z zaklętego koła swojej 
wyłącznic historycznej twórczości i napisał jeszcze, prócz 
Oblubienicy Messyńskiej», c
Iarję Stuart», «Dziewicę Orleań- 
ską» i 
 \VIlhelma Tella». Niedługo zatrzymywać się będę nafl 
temi sztukami, zwłas
cza. że samo żródło, z któregom czerpał. 
wysięka wskutek tego, że, przeniósłszy się do \Veimaru, Schil- 
ler nie p1iał już powodu do ob5zernego z Goethem listowania. 
'Vidywali się z sobą niemal codziennie. 


c
 


xxx. 


"r samym czasie pl'l
ygotowań do inscenizacji trylogji 
'Vallensteina» w \Veimarze (kwiecień. 1799 r.), 
chilJer pra- 
cował już nad politycznym procesem, wytworzonym przeciwko 
królowej szkockiej prlez jej ukoronowaną rywalkę, obłudnicę 
Elżbietę. Schiller nie zamierzał wcale oczyścić :\Iarję Stuan 
od wszplkich zarzutów, owszem, przedstawił kobietę bardzo 
grze
zną, mającą mnóstwo zbrodni na sumieniu, ale uwięzioną 
i nad której' głową od samego początku sztuki wisi na cien- 
kiej nici fatalny topór. Ona sama 
puszcza na siebie ten to- 
pór, zrpvRj.\C nić w wybucbu namiętności i przez to ginie. 
Jest to isto(a hanlzl) zmyslowa, natura demoniczna. Nie do- 
świadcza ona miękkich uczuć, ani zdolną jest natchnąć kogo 
niemi. Przeluarlcllipm jej jest l doświadczanie W sobie i wzbu- 
dzaniE.. w innr c ludziach ll£ijmocnie}.:zych namiętności (nr. 607). 
Pi(1orw
ze przrll..tawił'llie odlyło się dnia 14 czerwca 1800 r. 
Guethe prl.t.łralał 
ię, gity się dowiellział, że Schiller cbce re. 
alnie III
ce:lil.owat pomieSI.ClOne przezeń w tekście dramatu 
przellśmicrtllP p"
r.ięde komunJi przez królowę (nr. 741). 
\Vskutek j...
 I nal..gall. scenę te opuszczono. 
Glly po s'{onczPlliu «)11l'ji Btnart» Schiller przy
tąpił do 
pisania nowej tl'age,lji romantycznej. «Dliewicy OrleańskiejlI, 


,
>>>
-147 - 


y 


przedmiotu spaskudzonego przez V ultaire'a (La Pucelle7l) 
książę Karol-August, h;tny n'ancuz z wycho\Va
lia i literackich 
gustów, powstał stanowczo przeciwko dokonanemu wyborowi 
a chocia
 zmuszony był odmienić swoje zdanie po prle
zytaniu 
utworu, jednak nie dopuścił, aby grano sztukę \V "reimarze. 
Przedstawiono ją w pobliżu, w małem miasteczku Lauchshidt. 
'V «Dziewicy Orleańskiej» Sl:hiUer od
tąpił ou prawidła, które 
sam podal w recenzji «Egmonta», że biorąc na bohatera osobę 
}1istol'}'czną, autor może ją upiększyć w porównaniu z te m, jak 
ją prledsta wiają niezaprzeczone faktr hi
tuJ"yczne, ale nie po- 
winicn jej obniżać w pOl'ównaniu z tern, czem byla \V rzeczy- 
wistości, że można ją idealizować, ale nie wolno jej p
uć i 
deprecjować. Dziewica Orleańska b}1a istot'! bezpłciuwą. Rycerka 
ta, ginąca pu męczeńsku. może nie naJawa.ła się całkiem do 
tragfdji, nie mającej nigdy do czynienia ze świętymi, wi;c nie 
należało jej t
 kać, 
ie wypadało obracać w kobietę puspolitą, 
po ,lztecięcemu tkliwą. uczuciu miłości przystt:pną i na.wet wcale 
nie naiwną, ponipważ w mowach jej zbyt dużo mamy lil'yzmu, 
dekhJfnacji i rezonowania. Zmy
lona w dramacie śmierć jej na 
polu bitwy nie warta zgola rzeczywbtej śmierci jej na stosie. 
l\Iimo swych wad o,'zywistych, miała tragedja Schillera powo- 
dzenie wii
lkie i przytem zapewne przez niego niep.'zewidywane. 
Chociaż pisane bez powziętej naprzód intencji, dzieło to wy- 
sławiało miłość OjCZYZłlY, uczucie bardzo gorące, bardzo po1- 
rażnione w tej chwilI w Niemczech w okresie pl'zewagi i go- 
spodarowania cUllzoziemców, chociaż treścią tragedji jest walka 
francuzó\\" z anglikami u narodową niepodleglość, ale uczucia 
które wzruszały niemców w początkacJI XIX wieku, byłr bar- 
dzo zbliżóne do uczuć francuzów względem anglików w począt- 
kach XV wieku; w poezji tej słyszano jUl akordy o lat dzie- 
siątpk późniejszet:!O «Eelreiu1ł[jskriegu». 
Przechodzę du ostatniego chronologicznie utworu Schillera, 
a mianowicie do «\Vilhelma Tella 71, p.'zedstawionego w 'Vei- 
marze d. 17 marca 1804 r. Sam autor nazwał go nie tragedją 
a scenicznem widowiskiem, Schauspiel-dramatem historyczn
'm 
Jest tu dzieło jedyne w calym teatrze schilleł'owskim, mocno 
odstępujące od czy
t('go gatunku, który Schillel' przez całe życie 
lOił
>>>
148- 


uprawiał. Xiema tu bohatera, a Bą tylko bardzo liczni uuhate- 
rowie. Jest to właściwie pyszny i świetnie inscenizowany epos 
wielkiej na l"Odowej walki za. niepodle
łość. 'V ą.tek dzieła wy- 
ualazł Goethe:! ale ustą.pił go SchillPI.uwi w na
tęlmjących oko- 
licznościach i warullka.ch. 
'V jp
ieni 1797 J'., w tym samym cza
ie, kieoy SchiJler po- 
grążony był w pracy nad «" allellsteinem», Goethe odbył po- 
dróż w Szwajcarji. zaczął od Scbathausen, zatrzymywal się 
w Zurichu i w Staffa u przyjaciela :\Ieyera, od wiedził wybrzeże 
jeziora czteredl kantonów, Altdorf, Sehwitz, Fluellen i Ullter- 
walden. \v tych k.oajach hi
tOJ.ja Tella w XYIII wieku uwa- 
żaną byla za bajecz
lą. Goethe zamierzył opl'acować ją epicz- 
nie, zaludnić te śliczne gÓł"
kie miejscowości wymyślonymi ludź- 
mi (Biedel.mC1nn, Hr. 1097. J'. 18:ł7); wyobraził sobie Tella, jako 
najlepszego i najniewillniejszego pl'ostaka, tragarza z profesji, 
człowieka fami1ijneg"o. Gessler jest wprawdzie tyranem, ale nie 
lłajgorszym, czyniącym cza:-;ami i luurze, ale również i źle, 
,kiedy mu taka fantazja pl.zyjdzie, czlowiekiem, dla którego lud 
i szczęście jego, albo niedola są zupełnie ubojętue, tak dob.'ze, 
jak gdyby wcale nie i:-;tuiały. Pośrodku pomiędzy temi dwiema 

krajllerui osubami, własciwie dość bipł-uemi. umieści! Goethe 
czynnych sprawców pow::o:tlluia szwajcarskil'g"o. prlełożonych i 
przywó,lców gó.'aI8kil\go pl"Ostactwa: 'Valtera Fiirsta; Staufa- 
chera. 'Vinckell.ieda. O:-;oby te ru
zają się na pel nem rozmai- 
tości tle 
zwajcar
kiego krajobrazu. Goethe zamierza ich ma- 
lować w najróżniej:-;zem oświetleniu, prz-y słońcu, k
iężycu, 
w pog"odę i w bUł.zę
 uddając świeżość łąk i la::;ów, uk.'opność 
wąwozów i ścieżek, zawisających nad przepaściami. «'V
zYJ'tko 
opowiedziałem tiel1iIlerowi-mówił Goethe -a ponieważ hek
a- 
metry moje układały się nfe
poro i rzecz 
amą odkładałem uez 
końca. więc n
tąpilem temat Schillerowi. który z krajobrazów 
i działających osób zrobił dramat». 
Otrzymawszy pierwszą wiadomość o zamierzonym ..Tellu», 

chillcl' odpisał. winszując szczęśliwpg'o pomysłu (d. 30 paźdz. 
1797 ' I.., nI". 36g), przItem zauważył, ze p.'zedmiot 
tra:-;zllie 
jest zaeiesniUll): i lwzrz mały ob:-;I.:ar g'ól'
ki('j okolicy 
 i przrz 
chwilę histol.yczHą, więc wypada opracowywać go, zapuszcza-
>>>
- l49 - 


jąc się w głąb i intensywnie, ale z prr::-;pektywami po nad 
gÓl'
kiemi gTzbiety na cały obszar rodzaju człowieczego. Treść 
utwl)ru-wyzwolenie 
zwajcarów-była całkiem w duelm czasu, 
odpowiadała nastL'ojowi ::;połecznemu. 'Viadomo, że Schillera 
pytano ze wszy
tkich stron
 kiedy oQ:ło
i «Tella}}, wPl'zód ni,m 
p.'zy
tąpił (1801 roku) do pi
ania. Schille,o zaczął pbać dramat 
w 1802 r., gdy wynalazł całkiem gotową. dla 
wegoo utworn 
osnowę w :-;zwajear
kiej krOl
ice rr
cllłldi.eg'o. Cały materjal 
fakt.yczny wziął Schiller od Tsc1mdi'ego, na wet samego Jana- 
Parricidę. synowca, TIlm'dnjąceg'o swego stryja, cesarza Albl'echta 
tego samego
 który nasyłał 
wych :-:tarostów na wolne gór::;kie 
gminy w celu okiełznania 
zwajcaL'ów i obrócrnia ich z cesar::;ko- 
niemipckich w austrjackich poddanych. f}wa1tr 
tarostów, ta- 
jemna zmowa na Riitli
 ::,trzclanic z łuku do jablka. na głowie 
syna Tella położonego, do czego Gessler zmusza Trlla ojca. 
w:,z1':-:tko to już Ł-ię mieści w kronice. Epizod z Tellem był 
tylko przypadkową bkirrką, która płomienirm objęła ealy ma- 
terjał palny w sercach. w ciągn długich lat ncisku nagroma- 
dzony. Natm'ę miej
cowości zbadał Schille,', nietylko opierając 
się na u
tnem podaniu Goethego, ale i na mnóstwie historycz- .. 
nyrh i geograficznych kgiążek o 
zwajcarji. Szukając odpo- 
wiedniego nastroju do odcl::łnia 
cen ludowych, SchilIr" WCZY- 
tywal 
ię w «Juljn
za Cezara.. szeksph'ow
kir
ro (llI'. 918). 
Goethe zachwycał się każdym otrzymywanym od Schillera od 

tycznia 1804 r. aktem «scenicznego widowi
ka». 
Nie ulega wąt.pliwości. że Schiller mocno wyszlachetnił 
swoich szwajcarów xrr wiekn, że obdarzył ich całą pełnią 
wszechlridzkich uczuć, jaka tylko byIa możliwą w tym wieku 
przy jeg"o zadaniach. 'Vziął Schiller temat ten, bo mu się po- 
dobał. Ułożył dramat be.z żadnej naprzó(l powziętej myśli pod- 
niecania niemców przeciwko francuzom i przygotowywania ich 
do akcji polit.ycznej. Był on jednak niewątpliwie synem wieku 
swPgo i narodu, ożywionym uczuciami wolności i niepodlrgłości. 
które p.'omieniowały zeń i przf'llikały ut WÓL" jego naw
k,'oś, co 
8am uznawał
 gdy pisał następne słowa lo J{Qerne.'a: «.Jl)żeli 
bogowie mi pomog-ą. w spełnirnin tegf), co pomyślałrm. będzh' 
to rzecz potężna, która wstrząśnie scemnni nirmieckirmi».
>>>
- 150 - 


. 


Tak się te
 stało. \Vr3żenie sztuki w Berlinie (lipiec, 1804) 
. 
było jeszcze silniejsze niż w 'Veimarze. J e:leli zestawimy koniec 
twórczości Schillera: «Tella» z początkiem jej, «Rozbójnika mi», 
zobaczymy, że w «Tellu» nie zostało już żadnych śladów daw- 
niejszego ucznia Rousseau, rokoszanina, obalającego cały 
po- 
łeczny porządek. 'YoJność w «Tellu» wyslawiana, jest to wol- 
ność szczególniejszrg-o rodzaju, wolność historyczna, mała i 
szczupla, bez żadnych porywań się ku idealnej t.ylko możli- 
wości, bez 
adnego podobieństwa do utopji. Jest to wolność 
wedle zwyczaju, taka, jaka już była dawniej, wolność, z:;t, którą 
człowiekowi warto nawet życie poświęcić, wolność, której 
wypada bronić chociażby wbrew woli monarchy, uderzając 
nawet na wykonawców jego woli, nie tykając tylko jeg-o osoby. 
Czytając «Tella» odczuwamy, żeśmy wyszli całkiem z rewolu- 
cyjnego prądu i że zna1dlljemy się w talkiem przeciwnym' 
prądzie praktycznego, umiarkowanego liberalizmu, stawiającego 
sobie jako cel zadanie realizować wolność i prawa człowi
a 
w ustawach, za pomocą konstytucyjnych dróg i środków. , 



 


XXXI. 


Po tylu wielkich i świetnych utworach, zmuszeni jesteśmy 
dotknąć się odwrotnej, nieoświetlollej strony bytu dwóch olb- 
rzymów literatUl"y niemieckiej, spojrzeć na nich jako na oby- 
wateli mikroskopijnego państweczka, którc miało ten zaszczyt, 

e było dla nich przytuliskiem w tym właśnie okresie, kit'dy 
wskutek wypadków zewuęt ł'znych, Niemry skazane były na 
najznprłniejszą nieruchomość i nieczynność polityczną. K
ięztwo 
Sacllsen- 'V eimarskip miało swój d wór, swojego monarchę. &re- 
nissimu
 Karol-August, osobisty przyjaciel obu poetów, miał 
swoje upodobania, swój gust. odrębny, artystyczny. Był to 
człowiek XVIII wieku, a chociaż przel jego oczyma poczynał}'" 

ię i wyrastały arc,ydzieła niemieckiej sceny, wolał .law
ze 
trag-edję francuzką pseudo
lasJczną, niż te arcydzieła
 a nad
>>>
- 131 - 


Szekspira przekładał Racine'a. Schiller był za w
ze najbardziej 
stanowczym krytykiem dramatu francuzkiego i pj
ał w 1799 r. 
(nr. 599): «przez lat dwadzieścia trąbią pochwał
T Corneille'owi, 
ja zaś podziwiam nieudolność jeg-o twórczości. Akcja: układ, 
charaktery, obyczaje, język, pełne są wad najoczywistszych. 
Składać winę nie można na sam zły gust spóJczrsllY. 'V strętne tu są 
ubóstwo w koncepcji, suchość i chudość charakterów, chłód \V na- 
miętnościach, kulawy bieg akcji i brak wszelkiego interesu. Ra- 
cine bezporównallia wyższym jest od Corneille'a, lecz i jemu 

ą właściwe wszystkir niestosowności maniery francuzkiej». 
A jednak pomimo całego wstrętu swego do francuzkiej sceny, 
poeei, dysponujący weimarskim teatrem dwor
kim, musieli 
ię 
liczyć z zamiłowaniem księcia we francuzczyźnie, mus.irli mu 
uog-adzać dlatego nawet, że byli do niego serdecznie przywią
 
zani. Goethe dla jego przyjemności tłómaczył albo 
'acze.i prze- 
L'obił «Mahoml'ta» (1799) i «Tankreda» (1800) Voltaire'a, a 
Schiller «Fedrę» Racine'a (styczeń, 1805). Przekłady te poprze- 
dziły chwilę, gdy w 1808 1". "tV Erfnrcie artyści «Teatru {ran- 
cuzkiego» występowali na galowych pJ'zedstawieniach przed 
Napoleonem i jego publicznością, 
kładającą 
ię z kJ'ólów, to 
jest z ludzi, którzy nie uznawaH \V owej dobie, że może być 

cena lep
za od francuzkiej i wzorow
za. Uznając całą poni- 
żającą niewlaści wość. takiego klQkania pod umysłowem jarzmem 
eudzoziemszczyzny, Schiller dokonał pewnej niezadawalniającej 
wszakże pL'óby usprawiedliwienia i siebie i Goethego z ra:ji 
wyst.awienia na 
cenie «Mahometa» w przekładzie Goetheg'o. 
'V wierszu swym, z tego powodu pisanym, tłómaczy on: dla- 
czego Goethe «składał offary na ołtarzu fałszywej muzy, której 
już nie czcimy» (Du opferst aut ze'rfr;
mm(-rtcll ...lltii1.en Dn. 
Aftermuse, elie wi'i' 'Ilicld rneltr ehrcn). «Ty nie zamiprzasz, do- 
dawał, wkładać. na nas zerwane kajdany i przywracać nam 
lata dawniejszej niepełnoletności». 
Na czemże polega jednak usprawiedliwienie umizgauia się 
do pseudo 
luzy? N a tern, Ż(\ na żadnej scenie nie m"zeczywi- 
stlliono w takim stopniu, jak Ha francuzkicj scenie głównego 
prawidła estetyki Schillera, że scena i życie są to dwie rzeczy- 
całkiem różnie i nie współmienle; że scena jest p,"z('kładem 
.
>>>
, 


- 1;)2- 


grubej rzeczywistości na fikcj(', w konwencjolln}nej wyszlachet- 
nionej formie. SchilleI" objaśnia to założenie przez porównanie 

ceny do wozu Thespisowe!5o. to jest do przewożonego w bu- 
ozie z miejsca na miejsce teatru tego koczując('g'o dramaturga. 
'" óz ten podobnym jest do łodzi przewoźniczej na Acheroncie. 
która może pl'zewozić tylko cienie i bałwany CXur ,':Jchaffen u1ll1 
Idole soll cs tragell) i rozpada się skoro do niej wstąpi żywy 
człowiek. Schiller twierdzi
 że tego rodzaju llirbezpieczeństwo 
groziło scenicznej sztuce. Dzika fantazja chciała świat i scenę 
z{'
poJić, mieszając rzeczy najpodlejsze z najwyż8zemi; tylko 
II franków można było je
zcze znaleźć sztukę, chociaż nie się- 
gającą aż do najwyż
zych wzórów»... Nie może frank służyć 
nam za wzór, ze sztuki jego nie przemawia żywy duch... alp. 
możp się nam przydać. jako przewodnik ku lepszemu, niech 
staje on przed nami, jak widmo przeszłości, oczyszczające spo- 
niewieraną scenę, by zrobić z niej godne siedlisIw dawnej Mel- 
pomrny (/-;" k01JWIf', wie ein abgcschied'ner Gcist Zu 1'einigen die 
ot
 entweilztc Scene, Zum u'unl!fCn Sitz der alten JIelpornenc). 
UsprawipdJiwieuie bylo niezręczne, gorszr od przyznania się 
do winy. SchHler wysławia francuzką :Melpomenę z jrj chłod- 
nym blaskiem i nienaturalnością, za przymioty, których nie 
posiadała, a zapomina że ta :\Ielpomena byla nawskroś ten- 
dencyjna, że była nieustającem polityko,,:aniern na scenie, że 
pod zrnyślonp.mi imionami oawnych bohaterÓw byla tylko kra- 

omówczem rozprawianiem o najostatlliej:5zych potitycznych 
wypadkach i o kwestjacłl bieżących. l\:'ie inac7.ej pojmował 
tragerlję Napoleon w 1808 r. w Erfnrcie, kiedy rozmawiał z Goe- 
them (Riederm., nr. 372): «rrragedja przeznaczenia możliwa. 
była tylko w wiekach ciemnoty. CzPgo 
hcą od przeznaczenia? 
Przeznaczenie-to polityka)). Zwrot w sztuce, którym uwie;z- 
niIi siebie Goethe i Schiller, polegał na przejściu od nienatll- 
ralno::;ci i od polityki do prawdy i do przyrodzenia (vom fal- 
sdzert EcgclzwQJlge zur TYa!tr!teit und Natur). 'V tern tylko 
znaczeniu mogą być do każdego z nich zastosowane wiersze' 

cbillera: 


ł:iuheimschel' Knllst ist dieser SchaupIatz eigcu; 
I1ier winI uicht fremdcy niiltern rnehr gedicnt..
>>>
. 15;J,- 


Wir kijuuen muthig einen Lorbeer zeigen. 
D
r auf dem ueutschen Piudus hat gegriint l). 
Sam Schiller wytłómaczył następnie, jakiemi drogami ge- 
njusz niemiecki doszedł do swojej niezależności, a mianowicie 
za pomQcą studjowania lepszych i doskonalszych wzorów 2). 
Xie ustępując Goethemu w uwielbianiu Szekspira, Schiller 
przerobił «l\Iakbeta» dla niemieckiej sceny, wyrzuciwszy grubo 
komiczne kawałki, przełożył «Ifigenję w Aulidzie» Eurypidesa 
i. chcąc iść o lepsze z Sofoklespm w tragedji losu, czyli prze- 
znaczenia, stworzył «Narzeczoną z l\Iessyńy», tegoż rodzaju co 
«Edyp króh, tylko cokolwiek nowszą. «Erlyp» jest najbardziej 
typowym okazem starożytnej tragpdji przeznaczenia. rren ok- 
ropny wypadek. który zrlecydował bezpowrotnie o losach Edypa, 
odbył siO bez wszelkiej własnej jego winy rozmyślnej i leży 
już po za nim w przeszłości. - 
Jedyna rzecz, która nas obchodzi lla scenie, zawiera się 
w telll, w jaki spo
lb odsłoni się działającym osobom ta o- 
kropność od początku wiadoma słuchaczom. a niewiadoma tylko 
działającym osobom. 'V «
arzeczonej z 3IessYI1Y» mipjsce wy- 
roczni delfickiej, to jest, inaczej mówiąc - przeznaczpnia, zaj- 
muje niebezpieczna dla. pewnej dynastji przepowiednia, grożąca 
tylko w przyszłości, mogąca się jednak urzeczywistnić dopiero 
przez własnow()lne przyczynienie się działających osób. Samo 
przeznaczenie w znacznym stopniu jest już zmodernizowane. 
Zamiast czPgoś niewiadomego, co zwykle zowiemy przydat.kiem 
i co uszczupla się stopniowo w miarę, jak zgłębiamy tajemnice 
porządku wszechświata, zjawia się nowy tragizm, daleko zro- 
zumialszy tragizm winy 'lclasIlPj. oddany w końcowych dwóch 
wierszach chóru: «1)((8 Lrbcn 1st der. Guł!!/" ltocltstes nicllt, Der 
Ueb ,l yrusstes aber ist die Sc1wld». (Zycie nie stanowi naj" yż- 
szego z dóbr, Ale największe zło-to wina). ' 
"r ątek 
ztuki wzięty jest z podań o starogreckim królew- 
skim rodzie Atrydów i przeniesiony w fanta
tyczllY świat niby 


J) Rodzimiej sztuce SłUŻY nasza scella,-Już obcym bogom nie palimy 
oliar.-.31oiemy z dumą ok:łzać tu wawrz
.n. - Co Ha niemieckim Pindzie 
zazieleniaJ'. 
2) Śladami grelia i brytańczyIm doszliśmy do lepszej slawy. 


"
>>>
- 154 - 


to chrześcjański, ale niby i pogański. Osoby sztueznie prze- 
brane za średniowiecznych rycerzy. Kiezupełnie udała się zu- 
chwała próba wprowadzenia do układu i organizmu tragedji 
pierwiastku lirycznego, reflektującego w kształcie chóru. Nie 
wszystkie tragedje starożytne mogą być zredukowane do jed- 
nego tylko podgatunku, do tragedji prze
maczenia. Xawet i 
w naszym czasie niepodobna, ze względu na samo pojęcie tra. 
gedji
 wcisnąć ją w ramki jednej tylko kategorji tragizmu, 
zrobić z niej tragedję jedynie tylko własnej winy. Biorąc się 
do pisania et Xarzeczonej z :Messynp, Schiller zamierzał być 
tylko naśladowcą. Grecka tragedja nie została jednak
 za 
przykładem Schillera, przeplantowaną na grunt niemiecki. 
chociaż utwór pisany jest po mistrzowsku, znakomicie, prze- 
. pysznym wie
szem i chocia
 ma wysoce artystyczną formę. 
Utwór ten nie jest najlepszym utworem Schillera, ale nie może 
w niczem sławy jego umniejszyć. Byli jednakże krytycy, którzy 
upatrywali w «Narzeczonej z Jlfssyny» oznaki wielkiego upadku 
talentu Schillera, którzy oskarżali go, wspólnie z Goethem, o 
grekomanję i potępiali go za to, że, zamknąwszy się w drob- 
nem państweczku, przestał już całkiem walczyć o idealne in- 
teresy ludzkoś 
i, że oddał się wyłącznie na służbę formy art y- 
stJ cznej, pokochał sztukę dla samej sztuki, słowem-żył odtąd 
dla samej techniki estetycznej. 
Zarzuty te są bezzasadne i płonne, 'V olności myśli
 to jest 
tego powietrza. bez którego nie mogą żyć poeci, nie znale- 
żliby Goethe i Schillcr ani w 'Viedniu, ani w Berlinie, ale 
używać mogli jej najzupełniej na takim partykularzu, jak 
'Veimar, albo w jakiemkolwiek drobnem mieście uniwersytec- 
kiem. Mimo całeg'o swego idealizmu, Schiller karmił w 
ercach 
współczcsnych mu ludzi miłość wolności i niepodległości poli- 
tycznej. 'Vspólnemi silami wyzwolili oni gust niemiecki od 
jarzma cudzoziemszczyzny, bo grecy i wielkobrytańczyk służyli 
im tylko za wzory i pomocnicze środki do otrząśnienia się od 
francllzkiej mody i do podniesienia narodowej muzy i osadzenia 
jej na wysokim tronie, przez nich dla niej przygotowanym. 
Nieporównani mistrzowie \V tworzeniu wielkich rzeczr, bada1i 
oni przytem piękno naukowym sposobem ,re wszystkich dziel-
>>>
- 155 - 


nicach jego i rozgałęzieniach. Obaj byli wrażliwymi na powiewy 
czasu i na prądy swojego wieku: Schiller g-łównie w prakt.ycz- 
nych kwestjach polityki i moralności. Obaj by1i przedewszyst- 
kiem artystami, to jest nie pojmowali, jak może być sztuka 
zaciągana na służbę polityki, moralności, albo czegokolwiekbądź, 
co się nazywa w danej chwili postępem. Obaj byli ludźmi 
wysoce moralnymi, Schiller do tego stopnia był niepokalanie 
czystym, że teraźniejsi pisarze i krytycy niemieccy uważają 
utwory jego za karm, właściwy dla młodzieniaszków i pod- 
rostków. Nie 'vygłaszali. oni nigdy formuły, którą im zarzucają: 
«sztuka dla sztuki», nawet niebardzoby ją zrozumieli, do ta- 
kiego stopnia formuła ta jest niedorzeczną. Sztuka jest zawsze 
tylko środkiem, a nie bywa nigdy celem. Główne cele czlowieka 
są t.ylko trzy: prawda, tlobro i piękno. Nikt nie wąt.pi, że do. 
chodzimy prawdy tylko dla samej prawdy, i że czynimy dobro 
dla samego tylko dobra. W tenże sam sposób piękno powinno 
być miłowane tylko dla samegoż piękna. Przypomnijmy, jak 
uporczywie uwydatniał zawsze Schiller zasadnicze przeciwień- 
:,two wymagań estetyki i moralności, jak gorąco zwalczał u- 
żywanie sceny do odbywania na niej prób moralno-
połecznych 
w duchu panującpgo prądu, albo nastroju. Przytoczę wyjątek 
ze wskazanego przezemnie dzieła Berger'a (s. 214): «Schiller 
przeczy, że poeta powinien poprawiać człowieka, albo wycho- 
wywać' obywatela. Poezja nie spełnia zleceń i nie wdaje się 
w szczegóły, zadaniem jej jest całość natury ludzkiej. W niczem 
poezja człowiekowi nie pomoże, nic mu nie poradzi, nic z nim ..... 
na spółkę nie wypracuje, ale może zeń zrobić bohatera, może 
go do wielkich czynów zachęcić i uzbroić go na walkę o życie; 
takiego {oY'fJlalnego wychowania może ona dokonać». Innemi 
słowy, i korzystając z wyrazów Schillera, tyczących się układu 
«Tella», możemy powiedzip.ć, że poezja powinna otwierać czło- 
wiekowi szerokie perspektywy z ciasnych górskich wąwozów 
na całą szerokość rodzaju człowieczego, jakim ten był, jest i 
będzie.
>>>
- 206 -- 


w ciągu ostatnich lat 6 czy 7 ćwiczyli swój prawny dowcip 
w zbijaniu prerogatywy królewskirj. \Vyprawa miała na celu 
nie obronę granic, ale pochód extra metf/s, bf'z płacenia zwykle 
od 1430 r. dawanych pięciu grzywien na włócznię. Król zna- 
lazł się nie w obozie, ale na sejmiku. Szlachta oświadezyła 
gotowność pój
ć za granicę o własnym koszcie, ale podała kró- 
lowi do podpisania kilka artykułów, nadających szlachcie nowr 
prawa i dogodności. Król to podanie w 35 S
 podpisał, poczem 
po paru dniach ciż nic tak rycerze, jak prawnicy
 zostali sro- 
motnie pobici pod Chojnicami. 'V ojna, z którą zamierzano za- 
łatwić się doraźnie, zaciągnęła 
ię na lat 13, kosztowała miliony 
pieniędzy, krwi co uie miara, i 
kO{lczrła się w r. 1466 na toruń- 
skim traktacie, dającym Polsce tylko zachodnie Prusy z Gdań- 
skiem i lIalborgiem, ale z pozostawieniem ZakonowI wschodnich 
Prus z Królewcrm. Co roku pobierano od szlacht.y zwiększone 1 JO - 
datki, ale dawano jrj natomiast piśmienne'przrwileje, z cerekwic- 
kiego żywcem kopiowane. Przywilejów takich zażądały )Iało- 
polska, ziemie :sierą.dzka-i chełmska, a nawet i ziemie wielko- 
polskie. Kic wszystkie tego gatunku akty do nas doszły. 
re, 
które znamy, dane są w li
topadzie i grudniu 1454 r. we w:-;i 
:Kieszawie (nad 'Visłą, podle Torunia), w:-;zp
tkie są do siebie 
podobne, a ponieważ stanowią one podkład caly parlampnta- 
ryzmu polskh'go, za:sługują na jak najbaczniejszą uwagę. 


YII. 


Cerekwicki przywilej zaznacza. wyraźnie i dobitnie cel jego 
wydania: ut igitUf respttblica in. posteruJn saJl.ius dirigatur (by 
rzeczpospolita lepiej na przyszłość była rząclzona). Słów tych, 
uwłaczających powadze majestatu, nie zawierają w sobie przy- 
wileje nieszawskie, ale duch i w cerekwickim i w nieszawskich 
przywilrjach panuje jednaki, duch czynnego uczęstnictwa stallU 
szlacheckiego w rządzeniu krajem, bez jakiegokolwiekbądź wy- 
szczególnienia organu, zapomocą którego urze
zywistniałaby 
się spotęgowana 
amowiedza przewagi szlachty i odpowiednie 
jej uczucia. Ka szczycie państwa stoi tylko król ze swą radą,
>>>
NOWE STUDYUM O GOETHEM. 


Edwarda Roda. 


+ -- 


l. 



zwaJcar z pochodzenia, zdolny nowelista i krytyk literacki 
francuski, Ed w3rd Rod W przedmowie do swojego studYUlll o 
Goethem CEtude SUl" Goethe, Paris, 1898
 str. 309) oświadcza. 
że był przed dziesięciu laty bezwarunkowym, entuzya
tycznrm 
wielhicielem Goethego, ale po pobycie. w 'Veimarze, po roz- 
czytaniu się w źródłach i po dojrzałym namyśle zmicnił zdanie. 
odzyskał swobodę krytyczniejszego poglądu n
 
ywot, którego 
odbiciem są utwory wielkiego poety, 
e sąd jego dzisiejszy. 
wolno pomyślanr, wolno pisany
 bez fanatyzmu i zgrrźliwości 
(delligrement) zachęci może czytelników do smakowania w pis- 
mach Goethego bez czołobitności i do uwielbiania go bez prze- 
sady. l\Iamr więc do czynienia nie z pierwszą w tym rodzaju
 
ale z talent
m dokonaną próbą oceny na zniżkę człowieka. a 
następnie i jego utworów i walki z wpływami, które ten nie- 
boszczyk na spoleczeństwa europejskie wywiera, z tak zwanr m 
g o e t y z m e lll, do którego adeptów Rod zalicza we Fran cyi 
Pawła Bourg-eta z jego «intelektualizmem» i 
Iaurycego Banesa 
z jego «samokultlIrą» CllltW'C dlt moi. Szkoła ta goetJstów nie 
liczna, al(\ garną się do niej najgiętsze i Dajsubtellliejsz
 
llmy
ły. Charaktcrystyczną ccchę goetyzlllu stanowi powszechne
>>>
- 158 - 


interesowanie się wszystkiem bez wyjątku, nie pf:t
az miłość 
prawdy i nie dla dojścia do, praktycznych rezultatów, lecz 
przez upodobanie w samym procesie pojmowania i obejmowania 
wszechrzeczy, cłlocia
by i bez sięgania do ich głębi. Jest-to 
właściwie dyletan tyzm umysłowy, wszechstronny, ale suchy 
i jałowy, igrający po kolei ze wszystkiemi formami 
ycia. Goe- 
tysta nie odiJa się 
adnej z nich i nie stanie się nigdy człowie- 
kiem czynu. Jest-to przytem przy. całej uniwersalności o::;ta- 
tecznie tylko s o b k o w s t wo czyli e g o t Y z m, bo goetysta 
odrzuca ze wstrętem wszystko, co przeciwne jest }Jarm0nii, któ- 
rej wszędzie szuka, skoro więc trzyma się zasad tej filozofii 
nie pojmie nigdy boleści; nie będ
ie się lliąz innemi duszami 
dzielił, nie będzie się sercem z cierpiącymi kojarzył, nie będzie 
im sympat
-zował. \Vedle p. Roda, Goetbe nigdy się nie mógł 
pozbyć tej wrodzonej mu (congenitale) oschłości serca, chociaż 
czynił ku temu wysiłki i rad był miłowanie się wzajem zale- 
cać czytelnikom (p. 57). Zgodnie z Barresem, Rod przyznaje, 
że mistrz weimarski nie obliczał nigdy, czy ten lub ów czyn 
będzie dobry czy zły. czy szczęście albo nieszczęście przynie- 
sie r ale odczuwał tylko wszędzie kiełkującą i zdolną do rozwi- 
nięcia się sirę. Ta uniwersalna wyrozumiałość pro\\"adzi, wedle 
Roda, do tolerancyi, ale pociąga zarazem i obojętność wzglę- \ 
dem dobra i zła. Jest-to niby promień światła od przedmiotu 
odbity i wracający do swego źróiJła, do syntezy, w której zle- 
wają się: nie różniczkując się, natura, 8ztuka i salLo zycie. 
By uzasadnić swoje założenie końc('we, Rod zaczyna od tak 
zwanych przezeń c Pamiętników» Goet.hego, to jest od skreślo- 
nego obrazu swoich lat młodzieńczych: rVahrhcit und Didtlull!/ 
aus meincm Lel;en (Z mojego życia - Prawda i Fantazya», 
bardzo dobry przekład L. .Jenikego. \Varszawa, 1895). Dzieło 
to zaczął autor pbać w r. 18] l, mając. lat przeszło 60, a do- 
prowadt.ił je tylko do przybycia na dwór weimarski (1775). 
Rod posługuje się niem niby soczewką, przez którą zapatruje 
się na osobę autora w jego utworach. Sam tytuł zastanawia; 
I 
brzmiał on pierwiastkowo: Diclttu1Z[1 und Wahrltpit. \VyiJawcy 
przestawili wyrazy dla lepszego ellfonizmu. Z samego tytułu 
Rud wnio:5kllje, biorąc to jUt za pewnik, że w swoich pamięt- 


9
>>>
- 159 - 


. 
nikach Goethe nie był szczery, 
e się z zycia swego nie chciał 
spowiadać, 
e je tendencyjnie upiększał, harmonizował, rzucając 
lekką gazę zmyślenia poetycznego na przeżytą rzeczywistość, 
że się st.roił przed potomnością, pragnąc, aby go miano za ta- 
kiego olimpijskiego półboga, jakim się wyobraził, że sam sobie 
budował piedestał; ale ta sztuczna wielkość jest w znacznem 
stopniu udana, dość pospolita w gruncie i banalna. Goethe 
chciał zmieścić prostotę prawdI i piękno stworzenia, a stwo- 
rzył rzeCz niższą od autobiograficznych zapisek Stendhala. Be- 
niamina Constant, Amiela, bo ci ludzie wyznawali swoje błędy 
, 
i zawody, mieli nieprzepartą potrzebę takiego wyznania, któ- 
rej to potrzeby Goethe z natury swojej nigdy nie doś\viadczal. 
Pamiętniki Goethego rnożnaby porównać chyba z .:.lIćmoires d'outre 
Tombe Cha teaubriand'a. Są to d \fa pełne, jednakowego wyso- 
kiego o bobie rozumienia, przez 
rjącycb za 
ycia dla siebie 
przygotowane mauzolea pośmiertne. 
Takie o Goethem wyrobiwszy sobie wyobrażenie z jego pa- 
miętników, Rod przegląda pobieżnie w pięciu następnych roz- 
działach pięć większych utworów: c:Goetza», c: 'Verthera», (Tassa», 
«lralllren,candschaften» i (Fausta», nie poświęcając oprócz po- 
bieżnych wzmianek żadnej treściwej uwagi naw
t utworom, które 
zalecałyby się do wciągnięcia do rachunku, jako to: "Egmont", 
"Ifi.genia w Taur}Tdzie", ,,\Vilhelm :\Ieister
', "Herman i Do- 
rota", "Ballady", "Córka nieślubna ", prz}'czem nie tai się 
z zamiarem, 
e chce sproc(1sować Goethego (reviser lcs proces 
d,t (;-rn'ł1d Goethe), to je
t dopasować opinię o nim do ducha 
wieku obecnego. 
:Sim przystąpimI do sprawdzenia zarzutów przeciwko Goe- 
themu i do przejrzenia w świetle nowej kry tIki tak pamiętni- 
ków Goethego, jako j innych jego utworów, uważamy za ko- 
nieczne zacząć od kilku uwag przedwstępnych. 



:f,;
>>>
- 160- 


II. 


\Vszelka roślina zawiera się potencyalllie w nasieniu. rrak 
też i człowiek bywa tylko tern, czem go stworz
 la natura, to 
jest tem, do czego usposabia go indywidualny jego temperament. 
Od urodzenia bywają ludzie :słabi, chorowici, cierpiący, pesy- 
miści, albo teZ mocni, zdrowi, weseli. Goethe należał do pocztu 
najweselszych, najbardziej zrównoważoll-ych i najzdrowszych, do 
najpochopniejszych żyć, uzywać życia i z tego używania się 
cieszlć, wypijając z ka
dej czary wszystko a
 do ostatniej 
kropli. Każdy człowiek ma swoje przywary i słabostki. Do 

łabostek Goethego najeżało to, Ze nietylko cierpieć nie lubił, 
ale i widoku cierpiącIch unikał, umarłych nie nawiedzał, na- 
wet z najbliższych mu u:narłych nie wspominał, a śmierci się 
bał aż du kresu swego 83-letniego 
ywota. Mimo ten lęk po- 

iadał odwagę fizyczną, czego dowiócll pod kulami armatniemi 
franeuskiemi pod Valmy. Goetbe bJ 7 ł zawsze przystępny, wy- 
trwały \V przyjaźni j czynny. Chcąc ilustrować egoizm Goe- 
thego, Rocl bierze do tego rysy już nie z pamiętników, ale 
z innlch źródeł. wytyka jego korzenie się, umysłowe przed 
najwięksZIlll geniuszem spółczesnym politrcznym-:Xapoleonem 
i jego całkowitą obojętność względem narodoweg-o przebudzenia 
się Niemiec i jego całkowitą niewiarę w jakiekolwiek bądź 
zjednoczenie się polityczne swojego narodu. Skłonniejsi byli- 
byśmy do wniosku, że w tern nieuleganiu rwącym prądom spo- 
łecznym uwydatnia się raczej jedna z najwJbitniej:-;zych cech 
geniuszu Goethego, przyczyna nie obliczalnego jeg'o wpłIWU na 
przyszłe pokolenia. Sam Rod przyznaje, że jego rozwijanie się 
było bardzu powolne, 
e było niby uosobieniem heglowskiego 
pojęcia stawania się (Da.r; łJierdf'n), że chociaż ciągłp, odby- 
wało się jednak z wielkiemi niby przestankami. a gody się wy- 
daw
ło, 
c całkiem się wyczerpał, stl'ze]ał on nagle jakimś 
nieoczekiwanym arcytworem. tak mało odpowiadając
'm llSpO- 
sobieniu ogółu i prądom wieku. że g'O przyjmowano chłodno 
i że trzeba b) ło dług-ie
!'O czasu nim w nim zasmakowano. Nikt
>>>
- 161 - 


nie był bardziej od Goethego nad fale usposobień ludzkich pod- 
niosły, nikt mniej od niego nie ubiegał się o popularność. Po- 
nieważ Goethe wciąż się zmieniał jak mitologiczny Proteusz 
i b
Tł odmienny w ka
dym nowym okresie swojego 
ycia, więc 
zdanie ogółnikowe o nim z jednego okresu powziętę, może się 
nie stosować do okresów innych. Co może być w8pólnego 
między doktoryzująclm się w r. 1771 studentem w Strasburgu, 
który broni takich założeń w duchu czystego lut.eranizmu, 
e 
państ wo ma prawo ustanawiać jeden kuł t powszechny, wedle 
którego duchowieństwo powinno nauczać i. do którego świeccy 
ludzie powinni chociażby i pozornie się stosować (ks. XI Tr. 
u. D.), a religijuIlll mistykiem, dotrzymującym kompanii La- 
vaterowi i pannie Klettenberg, nareszcie z końcowym wielkim 
poganinem, względem każdej religii obojętnym, który się chwa- 
lił, pokazując znajomym kawał marmuru z Deltow: ,.oto są 
moje relikwie". Jedno, w czem się Goethe nigdy nie zmienił- 
to b
-ł idealizm, wiara w istniejący świat nadzmyslowy (ks. XX 
lr. u. D.), który sprawił w młodzieńcu wykształconym z fran- 
cllska i chętnie pisującym wiersze po francusku zwrót ku 
, swojskości, ku niemieckości. 
łynne dzielo barona Holbacha 
."Systerne de la nature" wydało mi się, pisze Goethe, książką 
szarą i tak martwą, 
e wzdrygaliśmy się przed nią, jak przed 
upiorem. Pusto nam było w tej atmosferze zmroku ateist.ycz- 
nego, w którym nikła ziemia i wszystkie jej tworr, niebo 
i wszy::;tkie jego gwiazdy. Na pograniczu Francyi pozbyliśmy 
się odrazu wszystkiego francuskiego. Ich sposób życia byl zby
 ' 
konwencjcnalny i pańs.ki, ich poezja zbyt chłodna. ich kry- 
tlKa zb
Tt niszcząca. ich filozofia zbyt zawiła i niewystarcza- 
jąca. Odstrychnięcie 

ę od Francuzów zbli
yło Goethego lo 
Szekspira. 'V" Goetzu von Berlichingen" Gortlle zaznaczył 
zwrót ku swojej swojszczyźnie staroświeckiej i zapoczątkował 
romantyzm niemiecki. Następujący po "Goetzu" większy utwór, 
"Cierpienia \V erthera", jest niby haraczem, spłaconym rewo- 
lucyjnemu duchowi wieku, przejęciem się uczuciami J. J. Rous- 
seau, obrzydzeniem sobie wlokącego się zwo]na bezdusznego 


'cia mieszczańskiego, i rwauiem się raczej ku rzeczom, które 
.. 
być powinny, niż jakiemi są w istocie (ks. :XII łV. li. D.). 
11
>>>
-162 - 


".,. erther od razu zyskał rozpowszechnienie wszecllś\Viato
'-e, do 
teg"o stopnia odpowiadał nastrojowi chwiJi. Od autura "Goetza" 
oczekiwali wcią
 jeszcze patryoci niemieccy ideałów średnio- 
wiecza-dalszego ciąg'u "Goetza". Oczekiwania zostały zawie- 

zione: z poczwarki wylągł się motyl
czysty klasyk, tworzący 
rzeczy piękne, ale marmurowo chłodne. Poeta stał 8ię dwora- 
kiem, tajnym radcą, małopaństewkowym ministrem, stronnikiem 
na całe 
ycie drobnej polityki niemieckiej, nietylko nie prze- 
czuwającym daleko późniejszej epoki krwi i 
elaza. .. epoki Bis- 
marcka, ale mającym wstręt do przewrotu, w którym zginę- 
łoby bpzpowrotnic to, co było dla niego najpożą
al1sze i najdroższe. 
.,Leżaly, powiada Goethe (ks. XV łV. ll. D.), przedemną "patryo- 
tyczne fantazye': :\Ioesera. Tłomaczyłem księciu (Karolowi. Augu- 
stowi ,V eimar
kiemu), 
e chocia
 zarzucają Niemcom drobienie- 
się. bezrząd i niemoc
 jednak ze stanowiska )Ioeserowskiego 
mnog'ość drobnych państewek jest rzeczą najpo
ądańszą dla 
podniesienia kultm'y w poszczegółnych częściach wedle potrzeb,. 
wynikających z położenia i natury ka
dej dzielnicy". Każrly 
przewrót polityczny kosztuje drogo, okupuje się ciężkiemi stra- 
tami. ,V wielkim zjednoczonym ogromie nie znalazłoby 
ię 
miejsca dla takiego ogniska umysłowego, jak \Veimar-niemiec- 
kie Ateny, ale świecąca nad niemi dotąd konstelacja Castora 
i Polluksa, Goethego i Schillera będzie i nadal przeszkadzała. 
zgrubieniu obyczajów, obniżeniu sie w humanizmie i mo
e nie- 
dopuści, by Germania sprusaczała. 
Egoizm, o kióry Rod oskarża G
ethego! nie WIs tarcza. dla 
objaśnienia, dlaczego Goethe zachowywał się podczas .,]Jpfre- 
jUI1!1skrier/ll" narodowości niemieckiej pI'zeciw Napoleonowi. :Mo- 
żemy tej obojetności nie pochwalać. musimy jednak przIznać 
 
że miała ona jesz
ze inne, powa
niejsze przyczyny. O ile 
słuszne są inne oskarżenia o oschłość wrodzoną umysłową, 
brak serca, niezdolność sympatyzowania z ludźmi, odczuwania 
ich bólów i cierpień? Zdaje się nam, 
e krytyk francuski po- 
stępuje nie dość psychologicznie, 
e miesza prz
Tmioty 
erca 
z właściwościami rozumu i twórczej wyobraźni, a z pogmatwa- 
nia ich snuje wnioski, na które przystać niepodobna. Z natury 
rodzą się ludzie albo sercowi albo refleksyjni. Sercowi owi by-
>>>
- 163 - 


I 


wają albo tkliwsze, albo bojownicy. Jednym z takich bojow- 
ników był Byroll
 ale rodzaj wyobraźni mial on wyłącznie 
podmiot()w
", to jest taki, że nigdy mu się nie udało wcielić 
się w inną osobę, wejść w cudze myśli i uczucia. 
e tylko sam 
siebie w najrozmaitszych polożeniacJl malował. Byrona nikt nie 
nazwie egoistą. Ludzie refleksyjni nawet dobrymi być nie mogą 
bezpośrednio, tak bez namyslu i ochoczo, że dobroć sączy się 
z nich jak gdIby mimowolnie i bezwiednie sama przez się. 
Dobroć ich wypływa zawsze z tkwiące
w w ich świadomości 
pojęcia obowiązku. To pośrednie kochanie ludzi z mocy idei 
obowiązku nie uwłacza im wcale, ani stawia ich niżej. Bywali 
wielcy pisarze, którzy dla takiej etyki z głowy nie zaś z serca 
pochodzącej wyrzekli się estetyki, kultu piękności i nawet 
twórczości swojej poetyckiej, a stali się wyłącznie moralistami 
i kaznodziejami. Rażącym przykładem takiej bardzo na wet - 
niekorzystnej dla ogółu przemiany jest obecnie hrabia Leo
l 
Tołstoj ze swoją religijną propagandą, której dużo możnaby 
zarzucić. Był jeszcze drugi pisarz rosyjski, Hohol, który stał 
się w końcu takimże ascetą. 
Tak mało wiemy o Szekspirze, 
e nie możemy stanowczo 
orzec, był-li on dobry czy zły, egoista czy altruista, pewnem 
jest tylko, że nikt nie wyprodukował w sztuce tyle dusz ludz- 
kich, tak. dobrze jak żywych, 
e nikt nie dorównał mu jako 
wIrazicielowi wszelkich cierpień ludzkich. Goethe nale
r do 
teg'oż rodzaju ludzi, co Szekspir, do nielicznego pocztu najpo- 
tężniejszych analizatorów i reproduktorów wszelkich myśli 
i uczuć ludzkich. Życie człowieka składa się nie z samych tylko 
przyjemności, nie pełne byłoby bez cierpień. )Iistrz, który sa- 
meby tylko radosne 'uczucia odtwarzał, bJTłby ograniczony, 
mierny. Kto zna «Ifigenię», «Tassa», a szczególniej «Fausta», 
ten wie, jak potężnie i subtelnie odtwarzał Goethe cierpienia 
ludzki.r, a stąd rodzi się wniosek, że je sam osobiście odczu- 
wał, bo inaczej nie potrafiłby ich odtwarzać. Że tak było, są 
na to liczne dane w pamiętnikach, które, jak naln się zdaje. 
zostały przez Roda .opacznie pojęte i jak najsprawiedliwiej 
ocenione. 


--Oio 


11*
>>>
- 16-1- 


- 


1 II. 


Kaprzó(l należy uchylić pObądzenie
 do którego daje powód 
tytuł "lVahrheit und Dic/dm?!j", któryb
'm przetłomaczył nie 
tak, jak p. Jenike: .Prawda i fantazja», ale «Prawda i wy- 
obraźnia», że biorąc się do tego dzieła. Goethe romans z swo- 
jego życia 
ozmrślnie ulładał, że podawał siebie potomności. 

ycząc, żeby go za takiego, jakim się odmalował, miano. Goethe 
zaczął pisać dzieło w r. 1811, m
jąc lat 62 po późnem, ale nie 
ostatniem w życiu, zakochaniu się (w )Iiunie Herzlieb), a po- 
chop do pisania dał mu cytowany we wstępie list przyjaciela. 
proszącego usilnie o ułożenie przez Goethego swoich utworów 
w związku ich wewnętrznym i w porządku chronologicznym, 
z objaśnieniem 
tanu umysłowego przy pisaniu i okolicznośti. 
które utwór wywołały, oraz tf'oretycznych zasad, które prze- 
wodniczyły tworzeniu. Goethe wyznaje, 
e rad był z podniety 
i 
e postanowił uczrnić przyjacielowi zadość.. zaczął więc no- 
tować i porządkować chrollologicźnie utwory, Upl'zytom.niając 
sobie czas i okoliczności ich powstania, co bylo' nieraz uciążHwe 
z powodu trudności wypelnienia przerw między ogłoszonemi 
juz utworami. Brakowało rzeczy zaczętych, ale niedokończonych, 
a i dokończone bywały nieraz kilkakrotnie przerabiane i w 
inne przelewane formy. .Jednocześnie Goethe przypominał sobie 
usiłowania clynione w zdobywaniu nauk i sztuk. 'V miarę, jak 
przedstawiał sobie pobudki zewnętrzne i wewnętrzne, którr 
nań oddziaływały, szczeble teoretyczne i praktyczne, po któ- 
rych kroczył, musiał coraz częściej z własnego lycia przenosić 
się na świat s:leroki. Postaci znakomitych ludzi, z którymi 
obcował, wysuwały się naprzód, nawet wielkie ruchy politrki 
wszechświatowej powinny były być uW7.ględnione. Głównem 
zadaniem każdej biogratii jest okazanie. o ile całość okoliczności 
sprz
ci wiała się albo sprzyjała dążeniom człowieka, jakie w 
sobie wyrabiał pog-Iądy na świat i ludzi. a jeżeli to był pisarz, 
w jaki sposób poglądy swoje uwydatnił. Stulecie w prąd 
wój 
człowicka porywa i urabia, tak iż o lat dziesięć wcześniej lub
>>>
- 16G- 


później zrodzony ju
 byłby może pod względem w:ykształcenia 
i działalności na zewnątrz całkiem innym. c 'V takiej to drodze, 
z takich rozważań, prób i rozpamiętywań, pisze Goethe, wy- 
łoniło się niniejsze przedstawienie, które mogło być tylko na 
poły historyczne, a na poły poetyckie», bo ani mówiąc o daw- 
nych ludziach nie może sześćdziesięcioletni człowiek patrzeć 
oczyma dziecka ani młodzieńca, ani o wypadkach przeżytych nie 
może sądzić nie w świetJe późniejszych doświadczeń, nakoniec 
co zapomniał, może przez wyobraźnię tylko uzupełniać. d\'ie 
zapowiadałem, pisze Goethe (k
. XII TV.1f. D.), pracy samoist- 
nej», jej przeznaczeniem było wypełnić pewne luki w swojem 
życiu, objaśnić niejeden fragment i przeclHHvać pamięć speł- 
złych a przebrzmiałych zamiarów. 
Jak ka
dy prawdziwy poeta, miał Goethe zdolność uwal- 
niania się od cierpień dU5zy za pomocą skq'stalizowallia ich 
w utworze poet
'ckim, którym 
ię od nich jak gdyby odgradzał 
i przez to ich się pozbywał. Sam to tłomaczy (w ks. YII IV. u. IJ.), 
jak cod młodu począł się kierunek, z którego potem zboczyć 
nie moglem, że wszystko co mnie dręczyło, cieszyło lub w 
inny sposób zaprzątało, zmieniałem w obraz, w ut.wór poetycki, 
aby nietylko pojęcia moje o rzeczach zewnet,'znych prostować, 
ale zarazem wnętrze ducha własnego uspokajać... llekroć dla 
poezji mojej potrzebowałem podkładu rzeczywistego, uczucia 
lub refleksji, musiałem sięgać do pierl'i własnych... «Od cza,u, 
jak mnie zaczęła trapić troska o Frederykę (Brion), powiada 
Goethe (ks. XII TV. u. D.), szukałem swym zwyczajem ulgi 
w poezji. Odbywałem też, jak dawniej, rodzaj samospowiedzi 
poetyckiej, nakładając nieraz na 
iebie pokutę. Żadna taka 
potrzeba, żadne szukanie ulgi nie przewodniczyły układaniu 
pamiętników. Pisał je człowiek podeszły. skupiający i ożywiający 
za tarte nieco wra żenia pierw
zej młodości, kiedy je
zcze nie był 
mężem stanu i dworakiem. Pisał je zachęcony przez przyja
iół dła 
małego koła ludzi, interesujących 
ię dziejami jego stopniowego 
wykształcenia, chcąc 
amemu sobie uprzytomnić proces ewo- 
hlCJi swojej głównie twórczości literackiej i zdać sobie sprawę 
co z odczutego i przeżytego osobiście, weszlo prawie do niepo- 
znania uidealizowane do jego utworów. Goethe był poetą, a 
\
>>>
- ]66- 


przytem i człowiekiem naukowym; pamiętniki układ.ał czlowiek 
naukowy, historyk, mający ściśle określone zadanie, pl'zeciwllr 
w 
 wej tego rodzaju prac
T tikcji. ałe doskonale świadomy tego, 
że i naj
krupulatniejszy hi:,toryk nie posiędzie bezwarunkowej 
prawdy, że się posługiwać musi wyobraźnią, chocia
by dla sa- 
mego powiązania, zaokrąglenia i uzupełnienia swego materjału. 
Pamiętniki urywają się na r. 17'i 5. Pob
Tt w 'Veimarze od 
r. 177;) do 1786 był najmniej płodny w wartościowe dzieła li- 
. 
terackie, następnie w:-;pomllienia z podróży włoskiej były co- 
dziennie prawie notowane, a dla wielkiego dziesięciolecia przy- 
jaźni wielkich braci Dioskorów (1794-1805) w::\zelkie pamięt- 
niki były zbyteczne wobec wydanej starannie przez Goethego 
jego korespondencji z Schilłerem. 


-:---
-'- 


I'? 


Xąjsłabszą najdraźliw:-;zą stroną poety wobec krytyki bywa 
jego erotyzm. 'VspoInnijmy, co pisał Zan o Mickiewiczu 12 
maja 1823 r. (Koresp. 11, 6) po wydaniu czwartej części «Dzia- 
dów»: «nie wczesne wyjawianie się ze swe mi milosnemi wraże- 
niami niezbyt pochlebne i przyjemne robi na wielu wrażenie». 
:Kic wstrętniej:-;zeg-o na świecie nad chelpliwość mającego p- 
wodzenie mężczyzny. a tych powodzeń miał Goethe i'poro. Rod 
przyznaje mu, że opowiadania jego o zakochaniach się są oczy- 
szczone od wszelkich męski
h przechwałek. Xie znalazł Goethe 
łaski u krytyka za tę samą \\"strzemię
liwość, za to, że wy- 
mieniając w jak najsuch:-:zy sposób wpływ tPj lub owej kobie- 
cej postaci na utwory. załatwia ::--ię zbyt lekko ((rUn ton (h- 
tnchć qui deplffit, p. 2g), t.onem zdradzajątym wrodzoną obc.- 
jętność kochanka i prawie pog'ardliwą wyższość opowiadacza. 
Rod ma za złe GoetllPmu jego poprawność, niewchodzenie w 
. . 
szczegóły, zamilczanie o okolicznościach, którp., gdyby zo:-;taly 
ohnażone, dopiero-by się okazało, ile w :-;amej rzeczy było uda- 
wania albo po
politości w ka
dej miłości (29, 35), ile je::;t kon..
>>>
IH7 - 


wcncjonalności, sztuczl1()ści, romansowości w upoetyzowanej 
prawdzie opowiadania, ile o
chłości: egoizmu o nawet okruciell- 

twa (39). 
 
Dusza Goethego miala wrodzony przymiot, nie mający 
wszakze.. nic wspólnego z pamiętnikami, że w n'3jwiększem 
uniesieniu miłosne m nie mógł nie robić ,loświadczeń, uie ana- 
lizować, że uczucie miłosne nigdy go całkowicie nie posiadło
 
:l:e żadnej ze swych kochanek nie oddał się caly bezwarunkowo, 
aż wreszcie na schyłku lat (1806) ożenił się 7. hożą, niew-y- 
kształconą kwiaciarką Cl1rrstyną Yulpius,' z którą już był 
uieślubnie przeżył lat 17. Takiego urządzenia życia nie mamy 
zamiaru chwalić, ani zalecać. Goethe sam się potępiał za niesta- 
ł05Ć w miłości. «Dopićro wtedy, pisze
 odczułem wielkość straty; 
Frcderyka (Brion) ustawnie stawała mi na oczach, uznawałem 
. 
się winnym własnego nieszczęścia. rfu poraz pierwszy byłem 
sprawcą złego; zraniłem serce anielskie w naj
krytszych jego 
głębiach; chwile późnego żalu były dla mnie dręczące, prawie 
nieznośne. Udbywałem rodzaj samospowiedzi poetyckiej w 
«Goetzu» i (,Clavig'o», w których liche postaci kochanków były 
poniekąd wynikiem takich udręczeń pokutniczych (XX, 11'". ll. D.). 
Rod nie wierzy pra wdzi ,,"ości tej skruchy i sądzi, że złapał 
Goethego na gorącym uczynku nieszczerości, na odgrywaniu 
komedyi w 'Vetzlarze z Kestnerem i Szarlott.ą ButY w roman- 
sowym stosunku, który p..osłużył potem za wątek do «Cierpieil. 
\\? erthera-. Rzecz cała jednak bardzo jest prosta. Goethe 
doktoryzował się w 
traslmrgu, poczem został w r. 1'172 apli- 
kantem przy sądzie cesarskIm w "T etzlarze. Przyjaciel jego, 
Kestner po_znajomił go ze swoją narzeczoną Lottą Bntf, w której 
się Goethe zapamiętale zakochał. ,V ciągu lata odbywala się 
iście niemiecka sielanka w trzech nierozłącznych i zgodnych 
z sobą osobach, bo i Lotta była wz
'lędem Goethego przyjazną 
i życzliwą i Kestner był do tego stopnia pewien jej przywią- 
zania, że nie okazy,,'ał najmniejszej zazdrości. «Stosunek mój, 
pisze Goethe w pamiętnikach, samą siłą przywyknienia stawał 
się namiętniejszy, oboje zaś narzeczeni obcowali ze mną w spo- 
sób tak przedziwnie swobodny, że widoczna ich pewność siebie 
kazała mi o wS7.elkiem niebezpieczeństwie zapominać. :\Iłoda
>>>
'. 


- 168 - 


para miała wkrótce z sobą się połączyć, 
e zaś człowiek po- 
siadający jaką taką energię potrafi chcieć tego, co uznaje za 
konieczne, przeto i ja postanowiłem dobrowolnie się oddalić, 
nie czekając a
 mnie wygna nieznośna rzeczywistość». Trudno 
zwięźlej i prościej streścić sytuacyę. Goethe umknął z 'Vetz- 
laru 11 września 1772 r. nie uprzedziwszy przyjaciół, nie 
po
egnawszy się z nimi, zostawił tylko parę kartek do nich, 
wyrażających w krótkich frazesach urywkowych swoje uczucia 
. 
(Er ist {mot [(estncr, 
l;enn sie diescJl Zettel kriegen, er ist (orf... 
o. 'ł1U'in armer Kop{!). Z listów do Kestnera W r. 1773 można 
się przekonać, że Goethego wciąż prześladował obraz Lotty, 

e melancholijne usposobienie trwało bardzo długo, 
e go tra- 
piła nawet powszechna w owym pokoleniu i wieku myśl o sa- 
mobójstwie. Kładł co wieczór pod poduszkę zaostrzony sztylet 
i próbował. czy nie mógłby na parę cali zagłębić go w swoje 
piersi (ks. XIII TV. ll. n.). «'V tern, pisze Goethe, gruchnęła 
wieść o samobójstwie w 'Yetzlarze znanej osoby, młodego teo- 
loga .Jeruzalema
 który się zastrzelił z powodu niepowodzeń 
w miłości. 'V jednej chwili ułożył się w głowie Goethego plan 
'Yprthera. «.Tak woda w nacz)9niu bliska zamarznięcia ścina 
się w lód przy najmniejszem w3trząśnieniu, tak i we mnie 
szczegóły zestrzeliły się same tworząc całość spoistą». Te 
łowa 
świadczą, jak zawodną jest pamięć w człowieku, nawrt wzglę- 
dem wypadków, zaszłych w życiu jego własnem. Odjazd z 
'Vetzlarll nastąpił 11 września 1772 r., zaś 30-go października 
t.egoż roku zastrzelił się Jeruzalem. ,y ciągu 1773 r. Goethe 
bawi najczęściej we Frankfurcie, przerabia i wydaje «Goetza», 
zaznajamia się z etyką- 'Spinozy i staje się na całe 
ycie pan- 
teistą
 dowiaduje się w początkach 1774 r. o nie
zczęśłiwem 
pożyciu mał
eńskiem pt'zyjaci6łki swej, panny )Iaksymiany 
I.Jaroche, wydanej za kupca Brentano, co mu daje pochop do 
napisania szybko i jAdnym ciągiem «Cierpień 'Verthera», za- 
czętych 1 lutego i ukończonych w marcu 1774 roku. 
Sprostujmy mylne powiązanie w pamiętnikach przyczyn i 
skutków. Pochop do samobójstwa był tak powszechny i epide- 
micznie grasujący w Europie, 
e «Cierpienia 'Verthera- nabyły 
od razu rozg-łos wszechświatowy. 'V tę książkę wczytywał się 


....
>>>
- 16
J - 


Xapoleon w Egipcie, znalazła też i u nas nieśmiertelny wyraz 
w końcu pierwszej ćwierci XIX wieku w czwartej części 
«Dziadów). Pisze Goethe (XIII, \V. u. D.): «wyśmialem siebie, 
porzucllem hipokondryczne widziadła i post.anowiłem żyć jeszcze, 
b} jednak żyć pogodnie (mit Heiterkeit), musiałem się podjąć 
poetyckiego zarlania, w którem-by omówione bylo wszystko, 
co w tym ważnym przedmiocie odczułem, przemyślałem i roiłem. 
Skupiałem materya1y, które od lat dwóch we mnie się tułały; 
uprzytomniłem sobie wypadki, które mnie najbardzif'j mf:czyły 
i trwo
yłr. 'Vszystko to ukształtować się nie chcialo. Brakło 
mi fabuły...» \Y tem grucbnęła wieść o śmierci Jeruzalema 
i wnet ułożył się plan 'Verthera. Nie tak było \V rzeczy- 
wistości. Plan dojrzał.w rok przeszło po śmi.erci Jeruzalema. 
Dzieło pisane było w znacznym odstępie czasu od chwili
 kiedy 
Goethe rozstal się ostatecznie z widmem samobójstwa. Pochop 
do napisania dzieła dało współczucie losowi panny Laroche;___ 
obie niewiasty pani Brentano i pani Kestner pozowały na 
heroinę powieści o 'Yertherze. Dzieło pisane było nie pod 
świeżem _ wrażeniem cierpień samego autora, było raczej ima- 
ginacyjne, ale stało się wnet bardzo wpłrwowem: bo wprost 
trafiało w bojące miejsce, w chorobę wieku. "
crther stał się 
utworem bardzo modnym. Mial krytyk pełne prawo, z którego 
też skorzystał, obniżyć artystyczną wartość «Cierpień 'V er- 
t.hera» mało już dziś poczytnych, któryc.h znaczenie było wtedy 
czasowe, a dziś głównie historyczne. Któż dzisiaj czyta nawet 
«Nową Heloizę» Rousseau? Słusznie uważa krytyk, 
e g-dyby 
się z sobą kiedy spotkali Saint-Preux i "r erther, toby się 
przerazili, bo każdyby przed sobą ujrzał swojego sobowtóra. 
Ale p. Rod sięga daleko wyżej i twierdzi, 
e już w chwili 
zakochania się wSzarlocie Buff Goethe uczucie miłości swrj 
do niej f.)rsował i szrubował w zamiarze wyzyskania go póź- 
niej artystycznie, 
e same kartki pisane lO-go września 1772 r. 
przed odjazdem z "
etzlaru byly sztucznie komponowane w tym 
właśnie celu, 1:e i układał je człowiek odgrywający sam z sobą 
rodzaj komedyi, bez złej wiary z,'esztą i bez obludy, jak to 
chętnie czynią ludzie, oschłe serca mający, którzy sztucznie 
rozgrzewają swoją wyobraźnię i którym się udaje sprawić 


'"
>>>
-- 


- ] 70 - 


na innych zludne wrażenie szczerości, której im w)aśnie brakło. 
bo nie brli takimi. lecz tylko pozowali (p. 113). Tragiczne 
rozwiązanie w «\V ertherze» przykrywa więc, według Roda. 
spokojny koniec sielanki dość pospolitej i płaskiej (p. 120). 
Czem
e jest 'Yerther w porównaniu ze s\Vojemi źródłami: 
przygoda osobista autentyczna, ale pospolita i mało znacząca, 
skombinowana z drugą też osobistą przygodą, ale z innemi 
osobami (stadło Brentanów). A.by dać całości podnoszące ją 
tragiczne :lacięcie i zakończenie, autor ucieka się do calkiem 
postl'ollllego wypadku (.Jeruzalem). to jest wprowadza do amal- 
gamy pierwiastek obcy, nie z własnego doświadczenia, lecz ze 
spostrzeżeń zewnętrznych wzięty. 
Dziwimy się niepomałl1 takim wymaganiom krytyki, sto- 
sowan-ym do utworu sztuki. ,y «\Vertherze» autor z 
rcia 
swego nie myślał się spowiadać. Od wieków odróżniano prawdę 
poetyczną od pra wdy rzp.czywistej. Prawda poetyczna jPst 
tylko piękne zmyślenie z naturą rzeczy zgodne, rzeczywistość. 
ale mocno zmodyfikowana, ujęta w formy odpowiednie warun- 
kom idei piękna. Do tych warunków nie nalrży ani to, czy 
sporo we
zlo do utworu rzeczy realnie przez autora odczutych. 
ani to, czy zp świeżych czy z późniPjszych w:.;pomnień i \\"ra- 

eń został utwór wysnuty. 'Vadą utworu bywa, gdy autol' nh' 
umiał jakby mógł zużytkować rzeczywistości, gdy podaje coś. 
co jest gor
ze i pośledniej:.;ze od tego, jakiem było w natul"zP. 
Rzadko poeta doświadczył i odczuł osobiście rzf'czy nadzwy- 
r.zajne, które przedstawia, lecz gdy ma talent poetycki, pu- 
trafi wysnuć i z rzeczy znanych, po
po1itrch a nawet banal- 
nych nirśmiel'telne opowiadania albo pio
pnki. Cóż może być 
pospolitszego nad następujący rzeczywisty wypadek. Był uta- 
lf'ntowany al(' nicbogaty młodzian imieniem Adam i była do- 

tatllia panna, o którą się ubi('gallo-l\Iarrla. Kochali 
ię 
wzajem, ale pannę wydano za odpowh"\dniej
z('g'o i nil'co 
dojrzal
zego konkurenta, 'Vawrzyńca, który z tl'go względu 
podobny był do Ke--tnrra, 
e nie był bynajmnipj zazdl"J
ny. 
.:\[alżollkowi(' prowadzili po pobraniu sie kOl'rspolldencyę z Ada- 
llwm i widywali 
ię z nim, jak Kestnrrowie z Gocthl'lll. Co 
przeniósł i jak cirrpial Adam
 to pokryte' jest tajemnicą. ale 


ł
>>>
-171 - 


wiadomo, że do 
\Vojego ognia Illolcwał pużyczonej oliwy. że 
rozpalał :,ię czytaniem «\V erther3.», żp idąc w tropy «\Y ertlwra» 
marzył o samobójstwie i poety
znie je opisał w k
iążeczce, 
którą ofiarował 
\Iaryli w dwa lata po jei zamążpójściu z pr(lśbą: 
«1 pamiątkę kochanka przyjmij z ręki brata,.-Serrt"\ poety 
nie stoi długo pu:-:tkami, bywały w nipm rozmaitp i panny i 
panie. ale w lat 8 po zamążpójściu :Maryli jeszcze .Adam marzył 
o njrj i tylko o niej (w 1829 r.) na Alpach w Spliigen: «Nigdy 
więc nigdy z tobą rozstać się nie mogę-I po:-:tać twoją wi- 
dzieć lękam się i 
ądalll». Przygody towarzyszące ::;tosunkowi 
mog'ły być bardzo pospolite
 ale prawdziwa miłość poety nit' 
bywa nigdy pospolitą i banalną. 



 


Y. 


Cały wy
tęp p. Roda przeciwko Goethemu
 jako prototl- 
powi \Verthera z powodu pamiętników jrst bez racyi. możllaby 
rzec, używając francuskiego przY8łowia, że je::;t to HUf qU(''J'ellc' 
Tallenzaud. Lepiej by zrobił krytyk, gdyby zbył całą materyę 
o \Vertherzp w krótkich 
lowach, przpz co uniknąłby ra1ącej 
w układzie jego pracy llieproporc)"onalności części. Połowa 
studyum po::-;zla tam na pamiętniki, któl'l"\ mimo swoją dziejo- 
pisan:ką wartość, :-:tanowią w całości utworów czą::;tkę dość 
podrzędną, jako też na dwa kl'YZYSY, czyli przełomy: ruman- 
tyczny (Goetz
) i :-:tntymentaluy ( \V ertlIf'l"»). ,,
 obu tych 
utworach Goethe nip je:-:t je::,zcze ::-;am sobą, podlega mocno 
wplywom zewnętrznym i porywany je:-:t przez nowe prądy 
rrwolucyjne. któł'e nUI.towały 
połl'czeń::;two pUl'opejskie \V dru- 
giej połowił' XYII \,'ieku. Slu:-:znic notuje Rud. że na roman- 
tyzm Goethego wpłynęły rozmaite okoliczności: zachęta ze 
strony HCl'dera. który był llo\\"aturl'lll w 
woim rodzaju i pro- 
pagatorem poezyi ludowej. przeciwstawianej pOl'tom uczonym, 
przejęcil
 ::;ię Goethego Szekspirem, zawdzięczane Hcrderowi 
i Lessillgowi, wrażpuie wywarte przez tum Stl"asbUl'ski, zajęcir
>>>
- 1,2 - 



ię gotykiem. który Go('the mylnir ural za narodową architek- 
tnrę nirmipcką. Pano.wał wówczafo: nawet w szkołach taki 
kierunek rf'tro.
ppkcyjny, że uczniacy wyo.bra
ali so.bie 
woich 
praojców wedle o.brazu Germanów, nakreślo.nego prz('z Tac)"ta 
(k:-:. YI \V. u. D.t Był po.pęd do. u
amo.wollli('nia się w duchu 
naro.dowym, do wyzwol('nia 
ię z mody, kultury i literatury 
francuskiej, ale nawet dla zwalczenia francuszczyzny zapoży- 
czano 
ię od Francyj, brano od J. J. Rou
seałl j('g"o duch rewo.- 

 
ll1cyjny
 wskut('k któreg-o temu najwięk::;zemu władcy dusz 
w X\-IIf wieku ho.łlo\vali i Kant, którego. Herder był uczniem, 
i Goethe.Tem się tłómac.zy, 
e Go('the podnió
ł i wyidf'alizował 
niesympatyczną po.stać do.ść tuzinko.wego. rycerza- rabusia, wich- 
rzycipla, depcącego w XYI w. władzę ce
arską w ('poce naj- 
większego rozprzę
enia po.litycznego. Niemif'c. Rod sądzi (p. 80), 
że nikt na świecie nie mo.że twierdzić na i'eryo, jako.by «Gortz 
vo.n Berlichingen», albo autor jego Go.ethe byli poprzednikami 
jedności po.litycznpj Xiemi('c i Bi
marka l). «Dziej(' Go.etza, 
pisze Goethe (X ks. \V. u. D.), w
tł:zą
nęły mną do głębi: po- 
stać llieo.krze
ana dobrze' intl'ncyonowallego. bojownika samo- 
pomocy w dzikif'j anarchicznej epoce mo.cno. mię zajęła ». Nęcił 
w Goetzu Goethego
 wedlr 
lusznf'j u wagi Ro.da, powrót do 
:--tanu natury, do pierwotnej wolności. Pojął on Goetza, patrząc 
nall przez szkiełko. Ro.u

eau. Był to utwór pełen wad począt.. 
kującego je
zczc pisarza, który, wedle przyznania 
ię samego 
Goethego, «zł'zucając krępujące go więzy jedności mil'jsca i 
czasu, zaniedbał ważni('jszą o.d nich jedność wewnętrzną» 
i stworzył sz('reg luźnych scen, w których glówny bo.hater
 
Goetz, staje się coraz bezczrnniej:,zym, a na pirrwszr plan 
wy:mwają się \Vpblingen-słaby człowiek, w którym Go.ethe 
sam 
iebie przed::;tawił. pokutując za swojp od
tąpienie o.d 
Fryderyki Brion, i AdP1aida, bo.haterka mplo.drama tyczna, cał- 
kiem wymarzona; żadnrj takiej ko.biety Go.ethe nigdy nie spotykał. 
Z \Verthel'l'm jużeśmy się załatwili. Godzimy się z krytr- 
kiem, że mimo o.lbrzymi talent pi
arski utwór ten z ducha 
I 


J) Myli się-ja sam słyszałem takie założenie przed laty kilkunastn 
na pewnJlłl odczycie publicznym w \Yarszawie.
>>>
, 


- 173 - 


Rou:;seau poczęty, pełell (:zułostkowości przr::,adnej, chorobli wl'j 
i wyszrubowallej
 nie kwalifikuje :się do zaciągnięcia w spi
 
arcydzil'ł wiecznie świeżych i prawdziwie nieśmiertelnych. Po- 
nieważ p. Rod założyl sobie, że \V utworach będlie badal 
człowieka i śledził, jakie w ciągu jego 
ycia zachodzilr w jeg-o 
osobie odmiany, nie pojmujrmy dlaczego prze:o;kakując przez 
«Egmollta) i «Ifigenię» zalatwił się z poetą dworakiem (4 roz- 
dział), zahaczyw
zy o jednrgo tylko «Ta

a». Ten długi okn':, 
życia od li:stopada 1775 (przYlazdu do \V ('imaru) aż do powrotu 
z pierwszej podróży włoskiej w 1788 l"., je
t baJ'dzo ważny 
i stanowczy, bo odpowiada zerwaniu Goethego z sentyml'nta- 
lizmem i tytanicznem llieboburcowstwem (Das titanisch.gi!/Wl- 
tische hirmnplsliinncnde Sinn verlieh meiucr Dicldul1ysart sein Stoff) 
i przejście do olimpijskirgo spokoju
 gdy jako Proml'teu
z bogów 
uznawał, ale :spokojną. pla
tyczną, bil'rną opozycyą dążył ku 
temu, aby stanąć z niemi na równi (XY k:o;. 'V. u. D.). Za
zla 
wprawdzie :stanowcza Odm1311a i człowiek Jawi 
ię przed' nami 
całkipm inny
 z romantyka kla::-.::-.yk. obracający 
ię z pełną 
swobudą w więzach już nie 
tarożyt}ll'j, ale p:seudo kla
sy('z. 
onej e:stetyki francu
kiej
 jak gdyby go nic krępowała, obcho- 
dzący się bez chórów, poprze
tający na pięciu co najwięcej nie 
działających, a tylko mówiących osobat"h
 al(' tak mówiących, 
że 
ię w ich mowach odzwirrciadla :się odbywająca się w ich 
duszach ewolucya ich nastJ'ojów i uczuć. Rod cytuje najnow- 
szych życiopbarzy Goeth('go, llaprzykład RobeJ.ta 
I. :Mcypra. 
(Goethe, B('rlin 1895) i Bielsznw
kiego (Dr. Albert Biel
chow
ky, 
Goethe, :scin Lt'beH nnd 
eine _ \Verkl'. )Iiinchen 1896), móglby 
więc chodażby od :Meyera dowil'dzieć się
 że uic dla Korony 
Schruetrr, aktorki. układał Goethp lfig-enię, że za. wzór du 
lfigenii :-;lużyła mu wiplkoświatowa dama d wor
ka pani Stein, 
całkiem niepodobna do dziewcząt, do których dotąd dę zah'- 
cał
 staJ'
za od uh'go o lat 7 i matka już 
iedmiorga dzieci. 
kobieta wysoce w)'k
ztalcona, bardzo łagodna i wywierająca 
na niego wpływ uspokajający, kojący. Głównym węzłrm ::-.ztuki 
jest 
ccna, \V któl"pj matkobójca Ore::-.tes. prześladowany przez 
Er.Y1lllij('. uwolnionym zostajl' od ich mściwego pości:ru skut- 
kiem przyczynieuia starszej od niego siostrr, :szlachl'tllej llie-
>>>
, 


---17-1- 


wiasty, która te duchy zaż('gnala i do ustąpienia zmusiła. 
Iiał 
swoje utrapienia Goethe, mniej stra
zne od Orr:-:t('sowych, ale 
dotkliwe. Ścigały go wyrzuty sumil'nia za Frydprykę B,'ion, 
którą miłując, opuścił, i która a
 do śmierci (lS13) zo:,tała 
nirzamężną. za 
trojnis.ię Lily (_-\.nnę SCIlOenemann, później:-\zą 
panią Tiirckheim), z którą już po słowif' i po zaręczynach zrJ'- 
wał, gdy postąpił na dwór weimarski. Od tych mar uwolniła 
Go('thego czuła i prawie 
iostrzana opieka pani Stl'in. Do oby- 
dwóch jeżdził potem w odwiedziny z \Veimaru, obie pozostały 
do końca życia z najlrpszą o nim pamięci
 i uwielbieniem. 
)Iniej dbamy o pominięci(' «Egmonta»- jest to jeden Zl' słab- 

zych utworów mistrza, w którym znać jednak j('go rękę. Dla 
twórczości poetyckiej wirlkiego poety żywot d\Vor
ki W roli 
pierwszego mini
tra, chociażby w 
robnem państpwku, mpntora 
młod('go, tylk(\ co do pełnol('tności doszł('go k:;:ięcia, gospodarzą- 
cego i zabawiającego towarzy
two, był nielmirrnie ucią
liwy 
i jałowy. Z
częły mu ciężyć jegu ż}"cie i otoczenip, sprzykrzył 
mu 
ię nawet fo:to:,uuek do pani Stein, tak ŻP L'aptownip 3 
września 1786 roku, nic zapowiedziawszy nikomu :swego za- 
miaru, zbiegł z Karlsbadu, gdzie się na wodach leczył, na dwa 
lata do Włoch, do których tę
kllił od dawna. Z \Vłorh wrócił 
do 'Veimaru, alp już nie do dawniejszych obowiązków, wioząc 
przf'robioną u
tatecznie «IfigenięJ, wykończonego «Ta:-;
a» i 
powiększonego nieco «Fausta1. Estetycy smakosze 
tawią 
«Tassa» bardzo wysoko pod wzgłędrm wykończf'uia, pokona.- 
nia trudnuści technicznych, llakouiec jako l"l(,CZ, w którą dużo 
włożył csobist.ych doświadczpń. )Ia to być niby kwinte8f'J
cya. 
teg"o co przeżył
 będąc na dworze i rządząc jako minister. 
,v 
wych sądach o «rra:-:
i('» Rod trzyma się opinii Kuno 
Fi
chera i powołuje się na piękne stndYł
m Cherbulif'z lpo 
prince Vil"lc. Tas:-;o w dramacie GortłłC'go niema nic zgola 
wspóhwgo z Tas
l'm hi:.;toryczn).m. do któ,'pgo 
yciory::::n źródła 
nic były jeszcze w XVIII wieku drukiem ogłoszone, z rrassem, 
spó,źnionym poetą Odrodzenb, który :.;tał fo:ię ofiarą o
tn'j cen. 
znry kościchwj w rpoce 
tarcia się reformacyi z powracającym 
do rygoru ka tolicyzmcm rzym::,kim, wietrzącym herezye w utwo- 
rach sztuki. Przytpm trybem 
półczp:,nrch poetów XVI wipku
>>>
-- 175- 


żyjąc z łaski pań
kiej, tt-afił na dwór bardzo rozpustny jed- 
nego z najg:orszych drobnych trranów włoskich. Fcrrara je
t 
tylko fikcyjnem miejscem akcyi dramatu, rzecz cała się dzieje 
właści wic w ,V cimarze, książę i innc działającp osobr są to 
lnazie dobroclu
zni, sztukę piękną pielęgnujący, ale sztywni i 
konwenansowi podlegli. Oceniony PFzez księżnę Lconorę d'E
tc 
i uwieiIczony przez nią laurem poeta, traci głowę, rozpala 
ię 
i podnosi oczy jako meżczyzna na panią, która upodobała. 
w nim tylko poete, a pl'zez to wypada z łaski i tra('i wstęp 
do dworu-nic więcej. Xiema tu "ani melodramatycznych 
cen 
tułactwa o żpbracznym chl('bi(', ani zamknięcia w domu obłą- 
kanych. Ta

o ma podobicń
two do 'Verthrra. ale jest to 'V ('r- 
thcr już nieco utemperowany, czułostkowy, niesłychanie dra- 
żliwy i podejrzliwy, gotowy \V każdym upatrywać w,'oga, a 
tak nieznający się na ludziach, jak małe dziecko. 'Vkładając 
w Ta
:5a coś ze swojego własncgo doświadczenia z rnłod:.;zych 
lat, Goethe zdublował 
woją jaźń. to jcst przeciwstawił Tas- 

owi bystrego polityka, Antoniego :rłIontf'catino, obdarzonego 
tpmi przymiotami, które Goethe świadomie w sobie wyrobił, 
kiedy rządził, kiedy był ministrem. Między obydwoma temi oso- 
hami istnieje przeciwiel1stwo dwócb rdzennie sprzecznych na- 
tur. Zwycięża t.en, kto praktyczniejszy, kto patrzy na poezyę 
jak na przyjemną zabawkę, kto umie ranić poetę aż do krwi 
i nim jak chce kierować, ale sympatye i autora i czytelnika 
są po stronie natury lotniejszcj i szlachetniejszej, to jest po 
stronie Tassa. 
Ponieważ p. Rodowi głównir chodzi nie o utwory Goethego, 
ale o jego osobę, o ile ta osoba uwydatnia się w jego ntwo- 
rach, nie możemy mu bl'ać za złe, że się prześlizgnął po prze- 
ślicznej sielance w homerowskim 
trlu na tle wypadków z l'P- 
wolucyi francuskiej (Herman i Dorota)). Nie mamy mu za 
złe pominięcia «Nieślubnej córki» ((lic ll((tiirliche 1'0chtc)") zbyt 
lekko traktowanej przez dzisiejszych kry.tyków, ale świadcz
cej 
jak przenikliwie pojął Goethe doniosłość wielkiejrewolucyi 
społecznej, zapoczątkowanej przez Fraucyę, jak odgadł konie- 
czne demokratyzowanie się społeczeństw europejskich. Daleko 
mniej da się uzasadnić pominięcip « Urznlowsldch lat 'Vilhelma.
>>>
- ] 76 - 


J.Iei
tra». Pod koniec życia w rozmowach z Ekkermanem 
Goethe sądził o tej pracy w sposób następujący: «jest to jeden 
z najnieouliczalniejszych (incofllmensurabelsten) utworów moich, 
do którego sam dziRiaj już nie posiadam klucza». Jak wszy- 
stkie większe utwory Goethego, jest to niedorostek, coś llaksz- 
tałt torsu Herkulf'sa, ale w tym ułamku drga potężne życie. 
Autor 
am siebie- odmalował, mnóstwo znajomych sportretował, 
wstawił w ramy romansu, cały wiek XVIII z jego anarchią, 
swawolą i rozwolnieniem obyczajów. Interes utworu stopniowo 
słabnie po pierwszych 5 księgach ku końcowi, w którym na 
pierwszy plan wysu wają się etyka i zadania pedagogiczne, 
w którym bogaty kupczyk, trocbę literat, trochę amator teatru, 
mę
niejp, praktycznieje i wskutek przcróżnych przygód wyrabia 
się ż dyletanta na człowieka poważnego i pożytecznego. Całe 
dzieło jest w gruncie tendęncyjne i skierowane przeciwko dy- 
letantyzmowi, o którego propagowanie Rod Goethego oskarża. 
'V 1790 r. w listach do Schillera Goetbe zamierzał napisać 
cały traktat o tak zwanym dyletant.yzmie, czyli o praktycz- 
nem zamiłowaniu w sztuce, w którym miał to złó podciąć 
w samym jego korzeniu Ofeyer s. 261). 
, . 



-+ 


YI. 


Krytyk poświc:ca rozdział przedostatni «ostatniemu roman- 
sowi! Goethego TJFf,hlvC'i"wandschaften. osnutemu na idei miłości, 
jako ślepej biły 
ywiołowej, pociągającej serca tak, 
e już nie 
mogą się jej oprzeć. Je
t w tym roman
ie blade i całkiem 
przeinaczone odbicie 
ię miłości, której Goethe doświadczył. 
mając lat 58, ku młodziutkiej 18 letniej dziewczynie 
Iinnie 
Hcrzlieb, od której oderwanic się mocno go kosztowało, a była 
tOpliłość nie o
tatnia. 'V 1823 r. mając lat 74, podkochiwał 
się w :Mariellbadzic w Ulryce Lewetzow. 
Z lekkim baga
em: nie wycz('rpaw
zy więk
z('j części dzieł 
Goethego, którc 
ię nadawały do psychologicznego studyum
>>>
- 177 - 


o GoetllCm, Rod przystępuje w rozdziale 6 i ostatnim do 
(}r((lld Oew:re, do arcyt\yoru, do «Fausta », z któI'ego dwoma 
częściami załatwia 
ię na 53 stronicach. Temu końcowi nie 
dużo mamy do zal'zucenia, bo albo mieści przedmiot legendo- 
WIch źródrł dramatu. albo dat pow:-:tania cząstek, z których 
to arcydzieło układało się w ciągu całego życia, ale się osta- 
tecznip nit. ułożyło, bo cząstki nip dały się 
topić, albo po- 
wtarza 
ądy o obu częściach już wygło
zone i wymotywowane 
przez znawców, jak Kuno Fischer, Loeper i inni, z którymi 
p. Rod jednoczy się WP w
pólnym chórze pochwalnym i czyni 
następujące wyznanie o80bi
te (p. 285): w ciągu mego stu- 
djnm gnif'wałcm 
ię cza:-;ami na tego człowieka, którego wyż- 

zość um:y
łowa mi.ała tyle 
łabostek; tu zaś przynajmniej 
można podzhviać bez 
adnego wyłączenia wielkość arty
ty 
i pracownika wobec ukollCzonego dzieła, które 
tanowi niby 
uo
obienh' całej jego du
zy». 
«Fau8t» byJ dla GoetlH'go rodzajem 
karbony, do której 
w tiągu całego życia dorzucał ciąglf' nowe monrty, tak iż si
 
zebrała znaczna ich ilość, ale ze sztuk najrozmaiciej stemplo- 
wanych. 
ą r7CCZY pisane może je;;:zcze w Strasburgu, w 1775 
roku b:tniał już zawiązek bez prologów na scenie i w nil'bie, 
)Iefistofcle
 wyprawiał hece jako dł-Obny psotnik i szyderca, 
ale ju
 mieści się w tym zawiązku prawip cała tak zwana 
tragedja Małgosi, bez \Vah'ntego tylko i b('z końcowej kata- 

trofy \V więzieniu. :Nic ulega wątpliwości, że gdyby z później- 

zego dramatu wYł"zuconą zo
tała :Małgosia, utwór cały byłby 
nieinteresujący, martwy. Po zaprzyj;łźnieniu się z SchiIJrl'em, 
Goethe za:-;ięgał jego rady, co zrobić z« Faustem», którego 
ułamek w 1790 w zbiorze pi;;:m Gorthego. \Vskutek rady 
Schillrra Goethe przrdsięwziął pogłębić ideę sztuki i dać jej 
podkład filozoficzny. Przyb)Tły wtedy oba Pl'ologi. \V prologu 
w niebir Bóg zakłada się z szatanem o Fausta, :Mefisto wy- 

tępuje odtąd jako duch zła i przf'czcnia; pl'zybyły próba 
otl'ucia się Fausta, przechadzka z \Vagnerem po za mia
trm, 
scena układu z djabłrm i podpisania cerogTafu, 
ccny z \Va- 
lrntym, pojedynpk jego z Fau:,tem, nakonirc scena w więzie- 
niu i l'oz::;tanic ::;ię Fausta i Mcfi::;to z Małg'osią, już od wircz- 
12
>>>
- ] 78 - 


nego zatracenij uratowaną
 bo :-;lę z ł'ezyg-no wala ponieść 
śmierć doczesną. Sztuka 
ama nic 
kończona, a raczej urwana 
bo chociaż po śmil'l"!.'i )Iałg-o
i można jn
 uważać Fau
ta za 
duszę zaprzepa
zczoną, nic nastały w:::;zakżp warunki paktu. 
od których zawisło wejścip czarta w po:::;iadanie h'j duszy: 
TYerlT ich f!1f1Jl 
l1lg(,llblick(' sar/eu: rc'rweile nocll! du bis' 80 
sc!tón! ])W111 mU!J..;;t du 'in ich in Fesscln sc '1 [a!len. Jeżeli powiem 
ja do chwili: zatrzymaj 
ię, tyś taka piękna - Katenczas już 
zakujc
z mię w kajdany). 
rc wi{'ł"sze są niby nici, zapowia- 
dające ciąg dalszy. Jest wzmianka w części 1-rj o kla
ycznej 
Helenie. Z legendy wiadomo, żr Faust czarodziej wywolywal 
prZ(\d cesarza I\"arola V duchy .A.leksandra \V. i Roksany
 
a w \Vittrnbl'l"gu pokazywał uczonym Helenę i nawet z nią 
syna spłodził. Xie mógł Goethp nir skorzystać z tych w:-;ka- 
zówek legelldy
 a to tem bardzh'j, że od młodu czuł w sobi" 
ducha Prometl'u::;zowego, że uzna wał :,iebie za pokrewnego Lo- 
gom, i że nil' mógł z tryumfem djabła 
ię pogodzić; mu
iał 
więc dać :,ztuce taki końcowy obrót. że. ostatecznie Faust zo- 
stanie z czal"towskich szponów wydobytr
 a chóry anielskie 
zaśpiewają: JVer iW'I1ler st'rebend sich lJ('m-iild, Den sollcn wh' 
e1"losen! (Kto wciąż wyteżając 
ię u
iłuje-rrell wyzwolonf zo- 
stanic'). POH1y:-;ły i luźne scpuy drugiej części «Fau
ta» po- 
chodzą z czasów podróży wlo:-:kirj, a może nawet jeszcze Zl' 
Śtł"a
błlł'ga, ale nim Goethe pł"zy:-:tąpił do układania całości, 
upłrnęły lat dzie::;iątki. Przf::;tąpił do tej roboty, zachęcony 
nieslychalll'ID powod
enirm. którrgo .pierw
za część w :-:połr- 
f'zeństwie nirmicckiem dozll
ła. Było to w chwili najwięk
zego 
llpokGrzrnia polit)"cznego Kiemit'c. Pjprw
za część «Fan
ta» 
w 1808 r. wy:-:zła z druku w rok po llitwir pod Jrną. i po 
pokoju w Tylży. Odrazu dzieło UZnalll' zo
tało za liajwyż:-:zy 
wyraz umrsłowrgo i literackiego odrodzl'nia :-:ię Kirmic.(" 
w duchu narodowym. Podnieśli Goethego na tarczy dotychcza- 

owi jPgo przeciwnicy, romantycy. .Jean PanI Rirhtrł' dał 
«Fau
towh nazwę Shflkespef/re postmnus. \VipIki patrjota nie- 
mil'cki Stein. wrratal :-:ię o Fauście: «mein KaftJchismus. ,frr 
/ulJegriff meillfr Ceb('rzcuguI1l/(,1l Uluf (;efMde». Słusznie twirrdzi 
Rod (p. 280). ŻP Xicmcy owych cza
ów były kł'ajl'łll najbar-
>>>
- 179-- 


dziej intelłigentnym
 że urodziny każdl'go umrsłowego al'cy- 
tworu obchodziły jako uarodowe zwycięztwo, chociaż w OWP 
czasy dobre armaty powinny b
-ły więcej znaczyć niż najpię- 
kniej
ze wiersze. :Mimo to wiara narodowa p
dtrzymała. utwór 
podcza:::\ pirrwRzych lat jrgo rozpowszechnienia się, od któryeh- 
nieraz za wi::;:
a przYl"złość utworów. 'Viara ta podniosla i roz- 
szerzyła treść i myśl utworu, zrobiła zeń dzieło wiclee naro- 
dowe, a jednocześnie mocno wszechświatowe, pokryla go ro- 
dzajrm krystalizacji, złożonej z niezmiernej ilości mnó
twa 
obcych pomysłów i marzeń w nieświadomości poczętych, które 
się do utworu przylepiły. Ka utwór rzuciły !.'ię roje komenta- 
torów. Allegorzyści i 
ymboliści wynajdywali w nim dziwy, 
o których autorowi ani I"ię śniło. Hbtorycy i filologowie do- 
kopywali 
ię aż do korzonków legendy. Z konwntarzy utwo- 
rzyla I"ię niby selva oscura dantejska, rodzaj nieprzebytego 
la
lł podzwrotnikowego, nieodpowiedniego napozór ::-amemu 
utworowi, bo w tym Uł'wan
'm dramacie bez zadowalniającego 
rozwiązania, bohater porywa się z motyką na słońce i potyka 
się z Panem Bogiem, a kończy na tem, że w najpospolit
zy 
sposób uwiódł i zgubił dziewczę, a potem zniknął tak, że nie 
wirmy co się z nim stalo. 
Dla 
amego Goethego olbrzymie powodzenie «Fausta» 
było poprostu nie::;podzianką, 
prawdzenirm się 
ądu Schillera, 
że stworzył rzecz wyjątkowo wielką, nadzwyczajną. Goethe 
.oswajał się ::,topniowo z tą myślą, że w utwór włożył znacznie 
więcej niż miał na myśli, zagustował w komrntarzach i za- 
chęcał się do tego, aby podnieść utwór a
 do wysokości ko- 
mentarzy i dodać do «Fausta», co weule późniejszych zapatry- 
wań mogło doń być dodane. «'Vylewy krytyki porwały 
w swoje wiry, powiada Rod, tracącą się ja:-;ność własnej 
wia- 
uomości autora» (la simple lucidite ae sa COllscience ae tTcatell1"). 
"\Vziąl się lo układania dabzego ciągu «Fau::;:ta», to jest dru- 
giej jego części, ale przystąpił do tej pracy zapóżno bo 
w 1824 roku, kiedy miał lat 75. Skończył pracę przed o:-;tat- 
nim obchodem swoich urodzin 28 sierpnia 1831 r., na 7 mie- 
sięcy przed śmiercią (22 marca 1832 r.). Dophmjąc końcowe 
.słowa powiedział Ekkermanowi, cdal:,ze me życie uważam 
12'"
>>>
- 1 t)O - 


wpro::-;t jako pouarpk». "CtWÓł' wpl"awia czytl'lllika w zdumienie. 
Zgrzybialy starzec zachował pełne mistrzowstwo techniki, pa- 
nowanip nad Btylrm, obrazowość, 
ztukę malowania :i:ywemi 
farhami i czarod
iej:5ką zdolność fantastycznegJ grupowania 
najspł"zrcznipjszych pierwiastków. Fatalny wpływ bardzo pu- 
df'
złego wieku uwydatnia się j('dnak w słabszej koncepcji 
całości. w pobudowaniu jej takiem, że części luzluźniają się nie- 
puwiązane, :i:e dram.at pl"zek:-:ztałca 
ię w czary,. w feeryę, 
\V jakąś metp.mpsychozę indyjf'ką, w migocące przeciąg-anie 
pl"zed nami :-:amych tylko pozorów pod pante.istyczną dewizą: 
cAlles vcrgiinliclte ist nur cin Glridm;ss» (Zycie nasze jest 
tylko 
ymbolem). ,V latach młodzieńczych i w wieku dojrzałym 
Goethe nie cznł w :-:obie zdolności do wcielania abstrakcji, 
wiedział że jego twórczość poleg-a tylko w przetwarzaniu wła- 

nych wł"aż(,ń w żywe obrazy artystyczne. Z wiekiem to 
g-lówne źl'ódło twórczości całkowicie wysiąkło, uczucir się :stę- 
piło, w pamięci chwiały :-:ię coraz mnif'j wyraźne wspomnienia. 
'Vypadało tok wspomnienia jako i myśli, które zapł'zątały 
w ciąg"u dłngif'go bardzo żywota wiecznie kipiący umysł przp- 
żuwać i tworzyć z nich r
pczy już nie rralne, alp całkiem 
fantastyczne. symbole pracowicil' wyszukiwane i nietreściwe. 
Sam Goethe przyznawał :-:ię Ekkeł'manowi, że bawił 
ię w wy- 
myślanie trudnych do rozwiązania zagadek (Ich ltabe manchn- 
hineiugcheimnist). Poezja nie może :.;ię obyć bpz 
ymbołów, 
każdy wielki utwór lll
l
i być 
rmboliczny; w ten tylko "posób 

taje 
ię niewyczerpalnym. bezdennym, dającym każdemu no- 
W('IDU pokoleniu pokarm umysłowy, będącym umysłowym wyra- 
zem llieskończOllf'j idf'i lladzmysłowrj. :Nawet alegOl'je mają 

woje uPl'awnienie w 
ztuce; są to zmysłowe upostaciowania 
wypadków nadzmy
łowych. I symbolizm i alegoryzm bywają 
albo indukcyjne, albo dedukcyjne. Inuukcyjny symbolizm bywa 
potężną dźwignią przy zdobywaniu prawdy za pomocą uczucia, 
zanim sfę rozumowi rozwidniła. .\1r jf'
t jeszcze drugi 
symbolizm dedukcyjny, właściwy starym ludziom i społ(\czeń- 
::-twom. Główną cechą :-:tał'ości jf'st brak nowych świe
ych po- 
my:-:łów. Dla za::-pokojenia nałogu i potrzeby myślenia, ludzie 
biorą odrobinę myśli, okręcają koło niej :-:nto haftowane po-
>>>
. 


- 181 - 


wijaki i ob
łollki, wiążą misterne węzełki gordyjskie i zapę- 
dzają publiczność do odgadywania: co jest ukryte w takim 
pakieeie. Jest to ju
 nie poezja lecz filozofowanie, pł-zytem do- 
konywane w zawiłej i najniewłaściw
zej formie. Takiego filo- 
zofowania pelno w drugiej części «Fau
ta
. 'Vina w t('m nie 
Goethego, lecz tylko jego podeszłego wieku. Pod tym pretek- 

trm nic godzi :-,ię wedle p. Roda, lekceważyć i z g-óry pa- 
trzeć na utwór, bo nawet usterki i wykolejenia 
ię geniusza nie 
są do pogardzenia i mają w sobif' pewną wielkość. Druga część 
«Fau:-;ta» zawiera w sobie :'\ymboliczny pogląd na świat. ma 
ona ideę środkową sympatyczną
 moralną, jp:.;t w niej stresz- 
czenie przez Goethego btoty własnegD jego dncha
 objawh'nie 
do czego zawsze i nawet nirświadomie dążył. .Jest to idea 
- wyzwolenia się dobi"ym czynem, ciągłem, nh'ustającem usiło- 
waniem. 'Yedle układu z djabłem. Faust odda mu się w chwi- 
Ji, gdy fo;ię cZ('mśkolwiek zadowolni. ZdaJ'zyło się, 
e Fau:-;t 
zawołał: chwilo, zatrzymaj się! Jest to chwihl poświęcenia 
ię 
dla ogółu, dla dobra społf'cznego, rozmiłowania się w bliźnich. 
koniee życia chrześcijań:-,ki, trochę bocyalistyczny, możf' i jrcl- 
no i drugie' w polączf'niu, w każdym razie już w takipj chwili 
szatan nad duszą umierającego nie miał żadn('J mocy l). 
Z pod wszystkich powikłań, obsłonek i haftów symbolicz- 
nych wydobywa się, wedle sI ów p. Roda, jasna i prosta idea 
zbawienia przez czyn. Jest to kit wiążący l'ozpadające się 
rzęści utworu, niewidoma dusza całego organizmu, która jednak 
wedle opinii krytyka, przyczynia się nie do podnie::;ienia, ale 
do obniżenia i do zmniejszenia proporcji całości. Był człowiek 
wielki, całkiem wyjątkowy, którego pomysły i aspiracje nie 


J) Der i:-t der Weissheit letztel" Schlnss: 
N nI" deI" ,-erdient :;ich Fl"eiheit und das Leben 
Bas taglich sie erobern muss... 
Solch ein Gewimmel mijcht ich f;ehen 
Aur fl"eiem Grund mit freieru Yolk zu steheu... 
ZUlU Augellbliicke mi;cht ich sagen: 
Yel"weile doch! du bist so schlin. 
Es kann die SPUI" ,"on meinen Erdentagen, 
1\icht in Aeonen untergehn! 


.
>>>
. 


- 1
2 - 


" 


miały granic. Człowiek ten zało
ył się, 
e nic go w świecie 
nie zadowolni. był on potężny i w mocowaniu się. z zagadką 
świata i w po
ądaniach rozkoszy przez nikogo jeszcze nie do- 
znanych i w woli panowania nad tajemlliczemi siłami, które 
go otaczają i niepokoją. 'V czem że jednak wyraziła się ta 
jego nadczlou:ieczość, (używając wyrazu, zapo
yczonego od Xietz- 
scbego)? Źe uwiódł dziewczę, 
e cieszył się nad miarę, lubu- 
jąc się jak pędzą na miotłach wiedźmy na Łysą Górę, 
e na- 
stępnie po nieskończonych wałęsaniach się, po przebyciu ciem- 
nych puszcz symbolicznych, człowiek ten ju
 stuletni i oślepły 
przyczynia się do dobra społeczeństwa, dobywa z łona mor- 
skiego spory kawałek gruntu, uprawia go, zaludnia i \V ten 
sposób zużywa ostatni swój wysiłek na czyn dość pospolity, 
ale społecznie niewątpliwie użyteczny. Pomysły jego już się 
obniżyły, 
ądania się skanalizowały, aspiracje już ograniczyły, 
tak że się spospolitował starzejąc się w swojej mądrości. 1\Iimo- 
wolnie budzi się' w czytelniku pewien rodzaj wątpliw
ści. Oto 
alchemik, który rzucił do kotła i w nim na ogniu gotował 
t.ysią
 najrozmaitszych ingredjencji: serce dziewczęcia, duszę · 
starego mędrca, dyable kopyto, miecz zabitego \V pojedynku 

ołnierzu, widmo pięknej Heleny. Otrzymaną została w rezul- 
tacie bryła kruszcu, ale niewiadomo jakiego: złota, miedzi czy 
ołowiu? 'Vątpliwość ta przenosi się z utworu na sam 
ywot 
autora, który ideą tego ut\\'oru 
yl i koło której niby około 
osi swej się obracał. Był-Ii to w Goethem instynkt, hyła-1i to świa- 
domość, w ka
dym razie siła ta wiodła go od młodu, panowała 
nad nim, pociągała go na bezdro
a, ale naprowadzała zawsze 
znowu na bity gościniec. 'Vszyscy, i wielbiciele i przeciwnicy, 
nie mogą nie uczcić w nim człowieka
 który się rozwinął wedle 
własnego swego prawa, urzeczywistniając codziennie wszystkie 
swoje uzdolnienia, doprowadzając do pełnego rozkwitu te ukryte 
nasiona czynów, które zanikają bezpłodnie w duszach pospoli- 
tych. Prawo, którego wykonanie 
tanowiło jego potęgę stre- 
ścić się daje równie łatwo, jak i zasadnicza idea jego arcytworu. 
Umiłowawszy głównie czyn, Goethe do tego elu cały swój 
żywot za
tosował i wszystkie swoje. myśli w tern upodobaniu 
skupił. 'V tern jego wielkość, w tern może cała jego wielkość. 


,
>>>
. 


.. . 


- 183- 


. 


. 


. 


Reszty ju
 nie warto wedle p. Roda dochodzić, bo szczegółowe 
rozglądanie się w jego niezmiernej rucHliwości, w licznych jego_ 
miłostkach, w mnogości nieraz błahych utworów, mogłoby po- 
śmiertnej jego sławie tylko zaszkodzić i na szwank ją wy- 
stawić. 


. " 


+- 


VII. 


. 


. 


Xa tym ostatecznym wywodzie zamyka E. Rod swoje stu- 
dyum, nie domawiając w końcu, co istotnie znalazł w «Fau- 
ście», a nast(lpnie i w Goethem: złoto czy ołów, ale dając, jak 
się zdaje, do zrozumienia, że posiadamy 
pław, w którym jest 
i złoto, ale Zl
 znaczną domieszką miedzi. tak Ze wartość spławu 
jest może nie wielką jak sądzono, ale w każdym razie pokaźną 
i znaczną. Gdybyśmy ten sam sposób analizowania po «Fauście» i 
Goethem chcieli zastosować do krytyki pana Roda i gdybyśmy za
 
pytali, z jakiego kruszcu ulany jest jego sumaryczny wywód 
o Goetbem
 bylibyśmy w wielkim kłopoci
, bo w retorcie alche- 
mika .znaleźlibyśmy nawet nie jakikolwiek kruszec, ale tylko 
cień czegoś
 czcze słówko, pusty frazes, zamiast rozwiązania- 
jakieś x algebraiczne. Upodobanie w czynie, powiada Rod, ale 
w jakim? zbawienie przez ciągłe' usiłowanie, ale w jakim kie- 
runku? Ceł jest to ruch celowy w pewnym kierunku. Czyn może 
być pojęty tylko jako wysiłek praktyczny. Za najwyZszy ga- 
tunek czynu poczytywane bywają zwykle produkcyjne działa- 
nia polityczne. Najwięcej sławy i bJasku dostarczały dotąd 
w życiu społeczeństw te czyny, którIm towarzyszyły cięcia 
broni o
trcj, albo strzały armatnie, to jest te środki, którf' się 
u \va
ały za ultima ratio. Jaśniał wtedy na widnokręgu naj- 
wyższy geniusz czynu Xapoleon, przed którym Goethe chylił 
czoło nawet po jego upadku. Do polityki Goethe nie miał 
llajmniejszego powołania, chociaż był ministrem, ale z tej roboty 
wcześnie się wycofał. To, że się nigdy i w niczem nie przy- 
czynił do upań
twowienia Xiemiec, do ich przyszłego zjedno- 


.
>>>
- 184 - 


czenia, krytyk poczytuje mu za ujmę i stawi na stronie ({wi- 
nien» jego rachunku, tłómacząc egoizmem ten rys charakteru, 
a możnaby go właściwiej wytłómaczyć przeczuciem wielkich 
nieszczęść, które pociągała za sobą idea wyłączając}'ch się 
wzajem nac-ronalizll
ów, idea, która byla wstrętna GoetlwlTIu 
jako nieodrodnemu synowi XVIII-go wieku. jako człowiekowi 
od kolebki aż do grobu owianemu duchem jaknajzupełniejszego 
humanizmu. 'Vielkość Goethego polega głównie na tern, że pojął 
zasadniczą marność wyodrębnionej siły materyalnej. że zrozu- 
miał, iż walka powinna się toczyć nie na pięści, ale na myśli; 
Żp się stanowczo i genialnie ograniczył i został tylko uczonym 
i poetą, ściślej mówiąc, trochę uczonym i bardzo a bardzo 
poetą, że obrawszy zawód poetycki, ani na chwiJę nie przestał 
być człowiekiem w szekspirowskim tego słowa znaczeniu (!te 
was a 'mon, W zastosowaniu do Hamleta i Brutusa), 
e miał za 
basło: przez piękno do dobra, a nigdy nie hołdował fałszywej 
teoryi: sztuka dla sztuki, która płodzi samych tylko dekaden- 
tów. Poeta st.oi po za obrębem tego, co się nazywa czynem
 
on tylko bardzo pośrednio wpływa na ludzi, strojąc ich serce. 
jak muzyk swoje narzędzie, według swego kamertonu, poddając 
im własne uczucia; w ten sposób pełniąc względem ich nieja.ko 
fllnkcye piastuna i wycbowa
cy młodszych pokoleń. Ten wpływ 
Goethego pedagogiczny był ogromny i dotychczas nie ustał. 
Lczył on ludzi wszelkich narodów, jak mają żyć po ludzku, to 
jest właściwie mówiąc po bożemu, w nieco inny tylko niż we- 
dług nauki religii sposób, to jest uchylając się od wszelkich spo- 
rów wyznaniowych. Uczył on, jak mają ludzie pomagać sobie 
i obcować pomimo różnic -językowych i narodowościowych. 
Goethe nie jest właściwie Xiemcpm i do wszystkich narodo- 
wości prawie jednako należy. 
Zaczą wszy od systematycznego obniżania Goethego i od wy- 
tknięcia jego słabostek, doszedł p. Rod do tego, że mu
iał g'o 
podnieść na bardzo wysoki piedestał i zjednoczył się prawie 
przy zakoilCzeuiu książki z temi 18 przyjaciółmi Goethego, 
Anglikami z Carlylem na czele, którzy mu na ostatni obchód 
urodzin przysłaJi 28-go sierpnia 1831 r. pieczęć z wyrytym na 
lliPj egipskim symbolem wieczności-wężem kąsającym się za 


.
>>>
- 185 - 


" 


ogon i z napisem od samegoż .Goethego pożyczonym: U/we llflst 
o.ber u/me Ra:-;t (bez pośpiechu, lecz i bez wytchnienia). Koniec 
książki Roda nie odpowiada początkowi. Gdyby cofając się ku 
począt.kowi chciał autor sprawdzić zIe noty, które mu stawiał 
za lata dawniejsze, możeby mu przyszło wiele z tych not wy- 
kreślić, chociażby na zasadzie pamiętników Goethego, któremi 
się posiłkował jako bronią główną i na zasadzie spostrzeżell o 
twórczości Goethego zrobionych przez Schillera
 z którym 
zapl'zyjaźnienie się zalicza Rod do naj piękniejszych wypadków 
w życiu Goethego. 
Goethe miał głowę całkiem nie filozoficzną. Sam wyznaje 
(ks. XII TV. u. D.), jak i przez co po przeczytaniu \.Etyki' 
Spinozy przY\riązał się do niego: ąznalazłem, pon'iada, ukojenie 
moich namiętności, szerokie perspektywy. otwarte na światy 
zmysłowy i moralny; przywiązała mnie najbardziej bezgraniczna 
bezi nteresowność tej filozofii». 'Vedle podziału poezji }Jrzez 
Schillera na naiwną czyli bezpośrednią i sentymentalną czyli 
, refleksyjną, należałoby Goetheg-o _zaliczyć całkiem do naiwnych. 
- to jest bezpośrednio twórczych i genialnych, odpowiadających 
całkiem formule Kanta: Das Genie ist (ine IntellifJcllz (lie als }"
((tur 
1vi1'kt(Geniusz jest rozum działający jako żywiołowa siła w n:łturze). 
KoilCZąC swe pamiętniki około r. 1820 (ks. XX Jr. u. D.). 
Goethe bierze za pewnik to, czego się za lat młodych jego ani 
domyślano, że 
renitu;;z jest ową siłą człowieka, która działa- 
niem swem tworzy prawidła, to jest
 że nie będąc tego świa- 
dom, geniusz tworzy tak, jak gdyby pracował podług- najściślej- 
szych prawideł. Świadomość swojej genialności posiadał on od 
młodu. na niej się opierał, jej zawierzał i ufał, wyrabiał ją 
i wykształcał i nie zawiódł się, bo po wszplkich próbach i po 
najrozlllaitszych bezdrożach trafił na szeroki gościniec i s
ał 
się dożywotnio panującą w literaturze kraju swego potęgą. 
Swoją jaźń twórczą chował Goethe w poszanowaniu. jak źre- 
nicę oka, jak skarb, któł'ego nie godzi się marnować, stawiał 
ją wysoko jako ideal i miał do niej pewien rodzaj nabożeństwa, 
co w oczach Roda uchodzi za egoizm, ale z czem my jednakże 
zgodzić się nip możemy. To powołanie do wielkiego dzialania 
na szcrokiem polu sprawiło, że Goethe w czas się nie ożenił,
>>>
- 186- 


że nie dał wciąg-nąć się do 
ycia familijnego PQmiJno skłon- 
ności do Frederyki Brion i Lily, 
e otrząsł się ze stosunku z pa- 
nią Stein, wziąwszy za towarzyszkę prostą kobietę, która mu 
niczem w pracy nie zawadzała, że uchylając się od władzy 
i urzędowania umknął do 'Vłoch i już potem do przewodniczą- 
cej roli w rządach nie wrócił. .Miał Goethe swoje wady i braki, 
jak ma je każdy człowiek. Rozumiemy, 
e i te slabe strony 
powinny być krytycznie rozwa
ane w imię droższej nad wszy- 
stko świętej prawdy i traktowane bez pobłażliwości; inaczej 
mielibyśmy nie dzieje, lecz legendę i stalibyśmy się bałwo- 
chwalcami ze świadomością o tern. Zdaje nam się jednak, 
e 
pall Rod zły wybór zrobił w środkach prowadzących do celu, 
że nas nie przekonał, że nie dowiódł, by należało obniżyć pa- 
nujące o Goethem i podzielane pl'zez nas wysokie o nim wyo- 
bra
eni(l. 'Vyznajem)T, 
e jesteśmy poniekąd tpmu radzi. Pier- 
wszorzędnych geniuszów poetyckich posiadamy niewielu. Jest 
ich tej podniosłości i . kalibru czterech tylko, nie więcej: Homer, 
Dante, Szekspir i Goethe, a do tej c7.wórki każdy z nas dodaje 
dwóch czy trzech swoich narodowych penatów; w tem tylko 
wyborowem towarzystwie lubi przestawać i często prawie wy- 
łącznie niem się ogranicza. 
Zdetronizowanie ka
dego z tych olbrzymów, zdjęcie im wień- 
Ców z głowy równałoby się dotkliwej stracie drogipj osoby, 
uszczupleniu tej umpdowej rodziny, w której nieraz potrzebu- 
jemy się zamykać, aby się odosobnić i aby zapomnieć o zlej, 
szarej, mglistej i nieprzYlemnej rzeczywistości. 


, 


1897. Petersburg. 





 


.
>>>
...... 


, 
AD O LF P A WIN SKI. 


JAKO HISTORYK SEJMIKU POLSKIEGO. 


Odczyt miany 16-28 października r. 1896 w Towarzystwie 
historycznem przy Cniwersytecie petersburskim). 


-
-
>>>
.
>>>
I. 


" 


Nie wyjdzie nigdy z mojej pamięci jedno z moralnie llajbo- 
le
miejszych wrażeń, których doznałem w życiu, kiedy w prze- 
jeździe przez \Varszawę, w maju r. 1896, odwiedziłem profe- 

ora Adolfa Pawińskiego, zapadłego na nieuleczalną chorobę 
umysłową na trzy miesiące przed śmiercią. Pierwsze uderzenie 
na mózg nastąpiło w jesieni 1895 r., po niem można bylo cie- 
szyć się jeszcze nadzieją, że osłabienie, sprawione przez nad- 
miar pracy umysłowej, będzie tylko chwilowe, że wyjątkowo 
uzdolniony ten umysł będzie jeszczf' jaśniał, chociażby jako 
przyćmionc światło o znacznie zmniejszonej produkcyjności. 
Drugie uderzenie nastąpiło wjo
ną 1896 r. wśród zajęć na 
zwykłcm polu pracy i czynu Pawińskiego - w bibliotece uni- 
wersytetu; to ostatnie wItrąciło raz na zawsze książkę i pióro 
z jego ręki. Zestarzal się od razu ogromnie; znajomych po- 
znawał, ale mylił się w ich nazwiskach. Pod względem umy- 
słowym byla to najzupełniejsza ruina dawniejszego lotnego 
umysłu- z zaledwie migocącą iskierką poprzedniej świadomości. 
'Vzrokiem jak gdyby się żalił, w głosie jak gdyby jęczał nad 
nieszczęściem, którego spotkało. Zyczyć mu można było śmierci, 
jako w}Tzwolenia. Ta śmierć nastąpiła niebawem-24 sierpnia.
>>>
- 190 - 


Z gazet dowiedziałem się o pogrzebie, żegnano się z umar- 
łym poważnie i świl'tnie. Z mów, wygłoszonych nad cmentar- 
nym dołem, okazało się, jak wielkie i powszechne było uznanie 
jego pierwszorzędnego talentu i zasług. Odczułem, jakoby ubyla 
cząstka mojej własnej istoty, bo gdy uprzytomniłem sobie 
w świadomości cały ten już skończony żywot bardzo czynny, 
okazało się, że nasze drogi :-;chodziły się nieraz, ale nigdy się 
nię krzyżowały, że nasze ręce l)rzykładaly się często do wspól- 
nych usiłowall i przedsięwzięć i że ta znajomość, która liczyła 
lat trzydzieści pięć, i ta przyjaźń, która trwała przynajmniej 
lat dwadzieścia cztery, nie miały na swoim widnokręgu ani 
jednej chmurki.' Dziwnem mi się wydało, że ja jeszcze żyję, a 
o lat jedenaście młodszy mój towarzysz zgasł, mając lat do- 
piero pięćdziesiąt pięć, nie urzeczywistniwszy może połowr 
nawet tego, co planował i do czego posiadal w swojej płodnej 
głowie gotowe pomysly. 
Stosunki moje z Pawińskim sięgają lat 1
59 t 1860; byłem 
. - 
już profesorem w uniwersytecie petersburskim. Znalazł się ofiaro- 
dawca (.J. Bańkowski), który dostarczał środków na wydanie 
przekładu na język polski dzieł poważniejszych popularnych 
naukowej treści. Niewielkie kólko literackie, będące szczątkiem 
redakc}'i. krótkotrwałej gazety cSłowa», wybrało «Ekonomię 
polityczną 
 J. St. 3[illa i «Encyklopedyę prawa» H. Ahrensa. 
Mnie polecono poprawianie przekladu ostatniego z tych dziel. 
Do roboty użyto f':tudentów uniwersytetn-w liczbie ich już się 
odznaczał Ad'JIf Pawiński, który pozosta.wił mi bardzo miłe 
wspomnienie. "Tydania książki już się PawiiIski nie doczekał: 
uniwersytet petersburski został w jesieni 1861 r. wskutek roz- 
ruchów między studentami zamknięty; Pawiński przeniósł się 
do Dorpatu (dzisiejszego .Turjewa), po otrzymaniu stopnia na- 
ukowego został przez rząd wysłany za granicę, duktoryzował 
się w Goetyndze, wstąpił, jako docent, do Szkoły Głównej war- 
szawskiej, wkrótce przemianowanej na uniwersytet, i przy- 
jechal w 1
71 r. do Petersburga ubiegać się o doktorat rosyj- 
ski,-bronić rozprawy o «Słowianach nadelbiańskich». Tu się 
odnowiła nasza dawniejsza znajomość i zawiązały się stosunki 
bliższej zażyłości i przyjaźni, które już nie ustawały. Okazało 


I
>>>
- 191 - 


się, 2e mamy jednakie zamilowania i trzymamy się tegoż 
a- 
mego kierunku. Pierwszym przedmiotem mojego upodobania 
była historya polska; mimowolnie oderwany od niej losów ko- 
leją oddałem się prawnictwu, ale w wolnych chwilaeh służyłem. 
o ile mogłem, pobocznej gałęzi nauki historycznej - dziejom 
literatury polskiej. Pawiński przez całe życie historyi tylko i 
nieodmiennie słnżył
 ale objawiły się w nim niepospolite zdol- 
ności prawnicze; więcej, niż ludźmi, zajmował się instytucyami 
i pojmował wybornie warunki ich wzrostu i przemian i ich 
nieskończenie długotrwałą naturę. Obaj byliśmy naocznymi 
świadkami tej epidemicznej choroby społecznej, niebezpieczniej- 
szej od tyfusu, która sprowadziła katastrofę 1863 r. Ja już 
dojrzaly człowek, Pawiński dojrzewający, obserwowaliśmy ruch 
ten w fazie jego przygotowawczeJ; obydwaj uważaliśmy go za 
l1ajwiększ q klęskę i byliśmy całą duszą po stronie :Margrabiego. 
1tlało dotąd zwracano uwagi na sposób zachowania się otwo- 
rzonej wśró(l najnieprzyjaźniejszych dla umysłowej pracy wa- 
runków Szkoły Głównej warszawskiej, na to, że podczas awan- 
tur na ulicy, w Szkole gorliwie się uczono i na zabój praco- 
wano, na to, że w tej t;zkole pomięszane były różne wieki. Żp 
zasiadali na ławaeh i niebardzo młodzi ludzie i. podrastający 
młodzieńce, nakoniec, że to pokolenie, które wyszło ze Szkoly 
w pierwszych jej latach. dotąd się świetnie w naszym kraju 
przedstawia i odznacza się bardzo korzystnie pod względem 
umysIowym. Pawiński już nie należał do liczby tych uCZąCydł 
się, ale stanął pomiędzy uczącymi. 
Zmiana w pojęciach i w uczuciach zaznaczała się olbrzymio 
i objawiła się przez stanowcze zerwanie z marzycielstwem, z nie- 
prześcig-niętą dotąd wielką poez
-ą rornantyzmu
 bo okazało się, 
że ta poezya jest najbłędniejszą przewodniczką i najgorszą \ 
mistrzynią życia. Przebudziło się pragnienie prawdy- nagiej, 
chociażby naj przykrzejszej i gorzkiej. Dodać jednak winienem, 
że w tern pragnieniu nie było ani krzty rozpaczy, - tego, co 
się nazywa pesymizmem, brakiem wiary w siebie samych i na- 
dziei na znośniejszą przyszłość. Co się tyczy poglądów na 
. narodową przeszłość, przełom objawił się, jak wiadomo, " u- 
padku poprzedniej szkoly l}istoryczIlej
 tak zwanej clelewelow- 


"
>>>
- l !)2 - 


skiej», i w utworzeniu się nowej szkoły krytycznej, która, badając 
przyczyny upadku narodu, oskarżała sam naród i dochodziła t 
kiedy, jak i dla czego zachwianą została i ubezwładnioną 
władza rządowa, monarchiczna w Polsce, przez co wzięły górę 
i l'ozwielmożuiły się na powierzchni społeczeństwa żywioły 
albo stęchłego zastoju, albo wichrzycielskiej anarchii. 'ra re- 
akcya w nauce historycznej poprzedziła ukazanie się Pawiń- 
ski ego na katedrze i w literaturze. «Dzieje Polski» J. Szuj- 
skiego poczęły się drukować w roku 1862, ale ostatni tom ich 
ukazał się dopiero \V r. 1866. 
Dla walki z przestarzałemi, ale mocno zakorzeniOlwmi prze- 
konaniami i przesądami niedość było katedry szkolnej i cięż- 
kicI) rozpraw naukowych: należało uciekać się do lżejszej broni, 
do czasopiśmiennictwa. Pawiński miał w sobie żyłkę publicy- 
styczną i namówił mnie, bym się podjął wydawnictwa miesię- 
cznika fi 
\teneum
, na które otrzymał był świeżo koncesyę p. 
Herman" Benni. l\abyłem od Benniego to pismo, na którem 
w ostatnich latach figurowaliśmy z Pawińskim, jako współwy- 
dawcy. W ponoszeniu kosztów dopomogło nam grono. które 
się utworzyło około redakcyi, 
kładające się głównie z żywiolu 
warszawskiegp mieszczaństwa. 'V liczbie ich był i żywioł ży- 
dowski-'le stronników reformy, rozpoczętej pl'zez 'Vielopol- 

kiego. Czasopismo było skromniutkie, nmiarkowanp, demokra- 
tyczne i nieklerykalne. :Mówiono, że kierunek jego jest pozy- 
tywistyczny, chociaż nikt z nas właściwie nie był ścisłym 
wyznawcą zasad .Augusta Comte'a. Pawiiiski był wybornym 
współpracownikiem redakcyi, pisał z niezmierną łatwością 
w llajrozmaitszych materyach dowcipnie, obrazowo, był bardzo 
pomysłowy i mocno dbał o wytworną elegancyę stylu. Dodajmy, 
że był to niezmordowany podróżnik, że posiadał mnóstwo obcych 
języków - nawet hiszpański i holenderski, że z upodobaniem 
szperał w archiwach zagranicznych (w Simancas, w Haadze), 
że, będąc człowiekiem bardzo towarzyskim, nczęstlliczył z och{Jtą 
i cZYllnir we ws
ystkich zjazdach archeologicznych (n a przy- 
kład w Lizbonie, w Atenach). Pomijam tę stronę działalności 
Pawińskiego bardzo udatną, ale tylko literacką, i przechodzę 
do gruntu rzeczy; 
tawiam pytanie: czem się przyczynił Pa-
>>>
- 193- 


wiński do pracy, porljętej przez współczesną szkołę bistoryczno- 
krytyczną? jakie są jego na tern polu zasługi? 


II. 


Przy opracowaniu dziejów, jak przy każdej innej znacznego 
rozmiaru robocie ludzkiej
 wytwarza się z konieczności podzial 
pracy, podobny do tego, jaki się praktykuje w budownictwie, 
gdzie odrębnie pracują ciosający kamienie, strycharze, murarze. 
Jak od dubrego inżyniera kolei żelaznej wymaganem jest zwykle, 
aby zacząl praktykować od pełnienia posług prostego maszy- 
nisty, tak i prawdziwym historykiem mo2e być ten tylko, kto 
okazał, że umie w
Tabiać suro" iec. Podział pracy ma tę nieu- 
niknioną prawie niedogodność, że, ponieważ nauka żąda, aby 
w każdej materyi badanie szlo od samych źródeł i aby zużytko- 
wane zostały wszystkie dokumenty, albo już ogłoszone drukiem 
albo nawet nieogłoszone, ale dostępne, to jest znajdujące się 
w otwartych archiwach publicznych-więc budowniczy, jeżeli 
sam w archiwach nie pracuje, zależy od dostawców surowca. 
Xieraz nie tylko rodzaj jego pracy, ale i wybór przedmiotu 
a zatem i powodzenie, zależą od tego, jakie źródła zostały 
wydobJte na jaw
 a zatem wprost od przypadku. Ponieważ 
większa część hi:;:toryków nie szpera w m'chi wach, ale buduje 
w miarę, jak się drukują źródla dziejowe, więc i dziejopisar:;two 
polskie bardzo niedaleko jest jeszcze posunięte, wygląda niby 
olbrzymie, do malowania przeznaczone i naciągnięte płótno, 
na które setki ludzi narzucają pędzlami, bez porozumienia się 
z sobą, kwipciste plamy, pojedyńcze figury i sceny albo kawałki 
krajobrazów, aż się całe płótno zamaluje. Dopóki grunt nie 
podmalowany, białe przestrzenie pomiędzy narzutami wypeł- 
niane są przez domysly, - przypuszczenia najczęściej psycho- 
logicznego gatunku, nieraz chybne i dowolne. Pawińskiemu 
powiodło się, 2e prawie jednoczrśnie z objęcien
 katedry historyi 
w uniwersytecie został naczelnikiem głównego archiwum w'Var- 
sza wie, to jest olbrzymiego składu dawnych aktów. Archiwum 
to stanowi obecnie aependencyę Izby sądowej warszawskiej i 
13
>>>
Posiadam egzemplarz książki 'V. Sołowjewa: «Kwest ja na- 
rodowościowa w Rosji» (2 zeszyty, Petersburg 1891)
 dedyko- 
wany mi przez autora. Słowa dedykacji jak naj dokładniej o- 
kreślają stosunek autora nietylko do mnie, ale i do całego 
spółczesnego nam ogółu filozofującej dziś publiczności, nietylko 
w Rosji, ale i u mis i nawet w całPj zachodniej Europie, bo 
zaznaczają i mocne spójnie i rażące różnice pomiędzy wyłącza- 
jącemi się wzajem dwoma przeciwnemi sposobami myślenia. 
Autor ofiarował mi swoją pracę «w nadziei, że znajdzie prak- 
tyczną, jeżeli nie teoretyczną jednomyślność». 'Ve wnioskach 
swoich praktycznych był Sołowjew śmiałym i stanowczym po- 
stępowcem, bez najmniejszej domieszki oportunizmu, nie rachu- 
j ąc)'m się z żadnymi wzgl{'dami miejsca, czasu i okoliczności 
i podnoszącym swój glos tem śmielej, im bardziej był przeko- 
nany, że głos ten wywoła nie poklask, ale oburzenie. Prze- 
dewszystkiem moralista, wierzący, wedle Platona, w zasadniczą 
tożsamość dobra i piękna, posiada Sołowjew temperament szer- 
mierza, jest on w literaturze i w życiu pierwszorzędnym po- 
lemistą, ochoczym do wyzywania do potyczki na ostre liczebnie 
przemagającego przeciwnika, nietylko pojedyńczego, ale i zbio- 
rowego, chociażby tym zbiorowym przeciwnikiem była sama 
opinja publiczna. Bezwzględny przeciwnik kary śmierci w pra- 
wie kryminalnem, Sołowjew przekonanie to wyraził w pu- 
blicznym odczycie w r. 1881. 'V tymże samrm roku opuścił 
zawód profesor
ki i katedrę w uniwersytrcie petersburskim. 
Drugiego w tymże rodzaju wypadku byłem naocznym świadkiem 
cv 1890 roku, dnia 9 lutego, na zbiorowej uczcie, w rocznicę
>>>
195 - 


padki. Sposób ten odznacza się wielką dokładnością i ścisłością 
wyników badania, ale ma tę niedogodność, że nie może sięgać 
głęboko, bo bardzo prędko urywają się przpwodnie nici, kruszą 
się stopnie i ćmi się Iata.'ka w ręku badacza. który się grąży 
w coraz większej liczbie nic wiadomych danych, w labiryntacb 
bez wyjścia. Kie dla każdego rodzaju studjów jest metoda. ba- 
dania wst.ecz jednakowo przydatną; naprzykład z trudnością 
da się ona używać do zbadania całego bytu narodowego pew- 
nej odległej epoki, dla poznania którego badacz mu:;i co chwila 
sięgać i w czasy późniejsze i w czasy wcześniejsze i używać 
jednocześnie wszelkiego rodzaju wskazówek, uciekając się do 
przypuszczeń i domysłów. 
Słynnem swem dziełem 
Rządy sejmikowe» (r. 1888), które 
10stało nagrodzone i przez _\.kademię Umiejętności w Krako- 
wie, i przez Kasę pomocy naukowej imienia Mianowskiego, 
Pawiński świetnie dowiódł p.'zydatności obranej przez się me- 
t(;dy do wyjaśnienia procesów życia społecznego, poczynających 
się w stanie nieświadomości, tak zwanych procesów biologicz- 
nych roślinnych, dla zrozumienia, jak się tworzyły, krzl'pły 
układały in
tytucye i sto
unki, zanim je dostrzeżono i zanotowano. 
Drgania i ruchy odbywają się nieświadomie. automatycznie. wsku- 
tek nierozumianych jeszcze potrzeb, aż przez powtarzanie i ru- 
tynę wyrobią obyczaj. Każda innowacja jest zrazu drobniutkim 
rysem, aż wskutek przybierającej fali życia stanie się bruzdą, 
a pot.em małym kanałem, który pogłębia się stopniowo, aż 
stanie się łożyskiem ruczaju, nakoniec strumieniem znacznej 
rzeki. Dla. każdej rozwijającej się funkcji społecznej wy t wa- 
l'Z3ją 
ię same przez się odpowiednie organy. Instytucje mog-ą 
być badane biologicznie.-uczył się tej biologii za młodu Pa- 
wiński u \Vaitza w Getyndze, cytuje :\lohla, Gneista. 'Yawrz. 
Steina, nie pomijając Herbe..ta Spencera i Schiiffłego. 
Pawiński zaczął od tego swoje opracowanie sejmiku, że po- 
łożył niby wielki głaz li końcowej mety p.'ojektowanej miłości, 
to jest skreślił pyszny obraz działalności sejmików w ciągu 
ostatnich dwu wieków istnienia Polski, od bezkrólewia po 
ostatnim Jagiellonie w l'. 1572. nie aż do samych podzialów 
Polski, jakby można wnioskować z daty 1795 na tytułowej 
13*
>>>
-196 - 


karcie, ale tylko do reform w drugiej połowie XVIII wieku, 
kiedy pod wpływem nowych umysłow
'ch prądów, głównie 
z FI'ancji płynących. zostały poczęte, przerwane następnie 
podziałami, roboty przebudowania całego gmachu pailstwowego 
od szczytu aż do samego prawie dołu. Sam autor, zlekka tylko 
napomykając o tych reformach, odsyła czytelników do dzieł 
ks. Kalinki i rr. Korzona. Ponieważ państwem rządziły niby 
trzy czynniki czyli stany: król, senat i izba poselska, ale nigdy 
sejmiki ziem
kie nie pozbyły się swej udzielności i nie wyrzekły 
się w wielu rzeczach swojego wszechwładztwa, więc nie były 
królowi i jego mini
trom uległymi, ale w
półrzednymi sejmowi 
walnemu urganami, więc dziełu całemu dany był przez autora 
całkiem właści wy t rtuł, treść jego najzupelniej malujący, to 
jest nie «Samorząd sejmikowy», lecz «Rządy sejmikowe» nad 
państwem, a zatp.m słynna anarchia polsl\a. Ponieważ wykład 
pocz
'na się od daty 1572 r., kiedy państwo Skl'ystalizowalo 
się ostatecznie tak, że nic ju2 potem do tej budowy nie przy- 
było, więc mieści on w sobie wypadki niewątpli \ye. rzeczy 
najzupełniej wiadome, ale po mist,rzowsku oddane, tak barwnie 
i dosadnie, 2e z nim nie wytrzyma porównania żaden z wcze- 
śniejsżych, ani późniejszych obrazów, bytowi temu poświęconych. 
Dubl"o i zło, za lety i wady tak instytucji, jak i samego na- 
rOllu, oddane są niezmiernie ,przedmiotowo, bm"dzo bezstł'onnic, 
uwzględniony zosrał i duch stanowej wyłączn.)ści szlacheckiej, 
który czynił panowanie szlachty, nie stanowiącej nawet dzie- 
siątej części całego n31'odu (1.300.000 na 14 milionów zalud- 
nienia Polski w XYIII w.), bardzo ciężkiem dla innych war:stw 
ludności, i wyrobiona prze7. instytucye gorąca miłość ojczyzny, 
nałożenie się, wiel\ami praktyki rozwinięte, do poświęcania na 
posługi publiczne osoby, mienia i całego 2ywota. Co więcej 
jeszcze, dzieło Pawińskiego okazuje najdokładniej, jak instancje, 
które naród tworzył, wyrabialy charaktcr na l'odowy, kładły 
na ten charakter takie niedające się zatrzeć piętna, po któ. 
rycl\ można dotąd poznać sam naród. «'V szystko poddaje. się 
pod jeden strychulec, żaden prcrogatywy nie posiada, każdy 
ma równy głos. Co glowa, to głos, byle głowa szlachecka» 
(str. 413, 419, «Rządy sejm.»). Dodajmy, że w głowie każdej
>>>
197 - 


tak głęboko siedzi właściwy wiekom średnim ind}'widualizm 
że nic ona nad sobą nie przyznaje i wtedy tylko odstępuje od 
swego zdania., gdy ją porwie rwący prąd uczucia w chwili 
powszechnego uniesienia, entuzyazmu. Gmina szlachecka nie 
podniosła się do pojęcia przedstawic.ielstwa, do przelewania na 
swoich posłów nieograniczouej -władzy w radzeniu o rzeczach 
publicznych, w wrtworzt'nill uchwa.ły. Małą ma ona pochopność 
t.ak do akomodowania się, jako też i do koordynowania ruchów 
lH'zy wykonaniu woli zbiorowej. U spcdn bywa siły i władzy 
duto, u gÓl'Y jak najmniej. Jeżeli konieczność każe tworzyć 
komisje wykonawcze, te bywają wielogłowe w kilkanaście albo 
kilkadziesiąt osób, a w nich przewodniczący działa tylko chwi- 
lowo, jako i marszałek na sejmiku. 'Vszędzie ten sam wstręt 
do władzy osobistej, na długo w jednej osobie ześrodkowanej. 
Radzić dużo i długo, a przedewszystkiem w licznej kupie, gro- 
mad7.ie, bez widomej głowy, bez niezmieniającego się przewod- 
nika,-oto są cechy polskiego rządu tak na sejmiku, jaki na 
sejmie, i które tlómaczą, dla czego ten parlamentaryzm bardzo 
pierwotny i o grubych formach musiał skończyć się na ban- 
kructwie. 
Za!nierzywszy podać a.natomiczny preparat tej oryginalnej 
organizacyi
 Pawiński wynalazł p,'aktyczny sposób wywiązania 
się z obszernego zadania, to jest znaC7.nego skrócenia i upro- 
szczenia swojej roboty. Po pier'wsze. Budowa sejmiku w całej 
Polsce jest jednostajna, stnsunek ich do króla i do walnego 
sejmu, ktÓl'y się też skonsolidował ostatecznie pl'
ed 1572 l'., 
zupelnie identyczny, więc dość wziąć jedną ziemię, z jednego 
albo kilku województw złożoną, ale mającą jeden wspólny sej- 
mik, naprzykład ziemię kujawską z 
ojewództwami brzesko- 
kujawskiem i inowrocławskiem, sejmikującą w Radziejowie. 
ażeby już wyciągnąć wnioski, mogące się zastosować do ogółu 
ziem, do wszystkich sejmików, nawet na Podolu i Rusi, nawet 
na \V ołyniu i Litwie. Po 'ldóre. Pawiński podnosi do wysokości 
bezwzględnego prawidła zasadę dość wątpliwą w okresie przed 
1572 l'., a nie ustanowioną wyraźnie i w IJóżlliejszych czasach, 
że tylko ten, kto dzierży władzę zwierzchnią może sejmik zło- 
żyć, że bez pozwolenia króla sejmiku mieć się nie godzi (Rządy
>>>
-198 - 


sejm». str. 15.), a pl'zeto oddziela 0n i poza obręb swojej pracy 
wyrzuca wszystkie prawne zgromadzenia szlacheckie,-nie tylko 
rokosze, ale i konfedel'acye, tak z sejmikami spokrewnione, 
jak bracia, jeżeli nie rodzeni, to Pl"z)Todni, a zatpm i wszelki
 
też zgromadzenia i związki, najlegalniej funkcjonujące albl} 
podczas bezkrólewiów, których po 1572 r. było dziesięcioro, 
albo podczas zawicJlI'zeń politycznych, kiedy niewiadomo było, 
gdzie się król znajdował, albo go nie było na teł-ytorjum Rze- 
czypospolit ej. 


IY. 


Pi"zechodzę do drugiego i już ostatniego dzieła, POSWlęCO- 
nego temuż samemu przedmiotowi: Sejmiki ziemskie ('Varszawa, 
1895). Tytułowa karta tego dzieła ma daty 1374-1505 i do- 
prowadza opowiadanir aż do ostateczTIPgo ukształtowania się 
, 
sejmu walnego przez przybycie do niego izby poselskiej. Ze 
i ta drnga praca była już z gruba ociosana PloZY ogłoszeniu 
drukiem w r. 1888 «Rządów sejmikowycJu o tcm świadczy na- 
stępny wyciąg ze wstępu do tego dzieła (str. VIII): «po zgłę. 
bieniu zasad (polskiego samorządu) łatwiej będzie z kierunku 
(jego) podstawowych linii wyrozumieć drogę uprzednio prze- 
bytą, oraz określić pierwsze zawiązki i oznaczyć stosunek (sej- 
mików) do s}'stematu władz korollnych. Rzecz tę, niemal przy- 
!fotowaną (lo druku m02e w osobnem dziele uda się nam na 
widok publiczny wprowadzić». 
Biorąc się do wykrycia IJierwotnych z
wiązków sejmików, 
zmuszony był Pawiilski odstąpić od planu, którego się trzymał 
w «Rządach sejmikowych», bo droLniutkie wskazówki tworze- 
nia się jednocześnie we wszystkich ziemiach tej illstytucji na- 
leżało skrzętnie zestawiać, zbierając je, gdziekolwiek tylko 
były ponoto\Valle. Nie mogąc nieJ"az, jak to sam powiada 
«Sejmiki» str. 2.) z pozostałych szczątków złożyć calości, mu- 
siał on ogl"aniczać się na ogólnikowem uwydatnieniu stopnia 
i cl1arakteru ewolucyj, dokonującej się na calym obszarze ziem 
polskiclJ. Musiał te2 pod siatkę pajęczą drobnych luźnych no-o 


.
>>>
- 199- 


towań, wzmianek i domysIów podkładać tło ogólne wielkich 
wypadków historycznych i wiązać historję sejmików z powsta- 
niem w opisywanym dziejowym okresie izby posłów ziemskich, 
któl'a była wytworem sejmików, ich uzupelnieniem i sklepie- 
niem polskiego parlamentaryzmu, bardzo niedoskonałem i zo- 
stawiające m wiele do 
yczenia. Ponieważ rzecz swą o «Sejmi- 
kach ziemskielu Pawiński doprowadził tylko do r. 1505, a 
«Rządy sejmikowe
 zaczynają się od daty 1572 1'., więc nie 
. spajają się oba dzicla w jedną nieprzerwaną całość i są niby 
dwoma skrz}Tdłami budowy, której brak środkowego korpusu. 
:\Iożna tylko domyślać się, w jakim duci m i ::;tylu wypełniłby 
Pawiński tę 67-letnią przerwę, obejmującą dwa ogromnego zna- 
czenia panowania ostatnich JagieJJonów. 
Co 
ię tyczy epoki pierwszego formowania się sejmików, 
Pawiński
 nie lubiący w ogóle przypuszczcń, nie popartych do- 
kumentami, nie probuje nawet wyprowadzać pochod7.enia sejmi- 
ków z wieców starosłowiańskich. 'Vyrzekając się tej proble- 
matycznej genealogii, bierze on ten punkt wyjścia, którego użył 
p. A. Rembowski w «Konfederacji i Rokoszu», a mianowicie, 
że w ustroju średniowiecznych stanów w Europie dostrzegać 
się daje w ogóle od XI wieku nowy objaw. pochop do związ- 
ków i stowarzyszeń, któremi się łączyli ludzie jednakiego za- 
wodu, zniewoleni do solidarnego wy
tępowania w imię wspól- 
nego dobra. Pawiński nie łamał sobie głowy nad odszukaniem 
daty piel'wszych historycznie pewnych sejmików, bo znalazł ją 
zanotowaną u Długosza i ustaloną u Lengnicha (Jus lJUblicurn 
reg. Pol., Gerlani 1742); jest to rok 1404, kiedy król 'Vłarly- 
sław Jagiełło zarządził złożenie z całej Korony sejmików dla 
uchwalenia nadzwyczajnego podatku po 12 gl'OSZY z łanu na 
złożenie 
umy 40.000 czerwonych złotych dla wykupna ziemi 
dobrzyńskiej, zastawionej Zakonowi teutońskiemu. O
iągnięty 
przez te sejmiki konsens szlachty był w danym l'azie nieodzow- 
nie koniecznym dla ustanowienia zwiększonego z 
 do 12 groszy 
z łanu podatku wskutek innego historycznego wy
adku, a mia- 
nowicie wskutek koszyckiego przywileju króla polskiego i wę- 
gierskiego Ludwika z dnia 17 września 1374 roku. 
Oba wypadki, jeden z 1374, drugi z 1404 l'., były z sobą
>>>
- 200 - 


w stosunku Pl'zyczyny do skutku. Układając się w Koszycach 
w r. 1314 z mo
nowładcami polskimi o następstwo na b'on 
polski jednej ze swoich córek, król Ludwik oprócz zatwierdze- 
nia ogólnikiem wszystkich przywilejów, nadanych wszelkim 
stallOm Polski przez swoich popl'zedników, zapewnił, że odtąd 
dobra miast i włości polskich baronów i szlachty wolne będą 
od wszelkich danin, służb i podatków, wyjąwszy dwu grosz}T 
polskich (tak zwane poradlne), płatnych in signum sumJ/łi do- 
minii et rcco!Jnitionem CO'i"onae regni. 'Varuje oprócz tego przy- 
wilej, że szlachta obowiązaną jest do pospolitego ruszenia dla 
obrony tylko granic (si insultus hostium in dictum rcg'JUnn i12- 
valescc}'et). Tu Pawińskiemu naSUWl się pOl'ównanie najwydat- 
nieszej części koszyckiego przywileju do 
 12 angielskiej 

l[agna Clzf1rta Lihertałwn: nullum scutagimn vel auxilium po- 
natur in regno nostro nisi per commune cOl1siliu'in regni nostri. 
.Jeżeli jest podobieństwo, to bal'dzo dalekie, przewa1.ają 
aś 
różnice. Stan rycerski Anglii nie wymawia się, że nie będzie 
płacił podatków, nie domaga się wcale, aby mniej od innych 
placił, ale żąda, aby naród uczestniczył w opodatkowaniu 
i wskazuje sam organ, uczestniczący w tern opodatkowaniu 
«col1siliuJJt W1nulUne'l, - organ, z którego później wyrobił 
się parlament. Koszycki przywilej u5tanawia dla rycerstwa 
znaczne zwolnienie od podatków, nie wskazując, kto będzie 
dawał konsens lIa zwiększone podatki. Kwest ja ta zo- 
stała rozwiązaną dopiero przez wypadek 140--1 r., o którym 
Pawhlski wyra
a się w ten sposób: «jak osadzista skała na 
bezbrzeżnem n)OI"ZU, stel'czy ten wiarogodny wypadek wśród 
głuchcS!o, jednostajnego bytu żywiołów, któl'e się składały na 
utworzenie sejmików». Żywioł, z którego się utworzyły sej- 
miki, 
ą to zicmstwa, commullifates terrarum, zbiorowe osoby 
pl'awne, już istniejące w końcu XIV wieku. Pawiński cytuje 
uchwałę takiego zjazdu ziemiaństwa siel'adzkieg f ) z roku 1399. 
Głębiej nie sięgnął PawifIski, chociaż, gdyby odstąpit nieco 
.od swojej metody budowania na dokumentalnie pewllem 
i g(J.yby się I'ozejrzał retrospektywnie, nie unikając podo- 
bieilstw i pl'zypuszczeń w wieku XIV całym aż od 'Vłady- 
::.-ława Łokiet.ka, możeby się doszukał takich stałych skojal'zeil
>>>
- 201 - 


ziemiańskich, jako już istniejących w tej odleglejszej epoce 
Jest wielkie podobieństwo między biegiem dziejów starej pia- 
stowskic'j Polski i waregskiej Rusi. Początek obu państwom 
dało wielkie militarne samowładztwo, poczem nastąpiło nie- 
uchronne rozbicie się państwa na coraz to bardziej kruszące 
się dzielnice, spojone słabą więzią seniora.tu w osobie najstar- 
szego z panujqcych książąt. Słabnie władza monarsza, ale wy- 
rabiają się między dzielnicami głębokie, nie zacierające się 
już rot
m, ziemskie różnice i rośnip wpływ pierwiastków ary- 
stokratycznych: wojewodów, duchowieństwa, urzędników ziem- 
skich. Przytem we wszystkich odłamach dawniejszej całości za- 
czyna kiełkować oparte lla wspomnieniu poczucie wspólnej 
narodowości, któl'e, skoro się wzmogło, doprowadziło do odbudo- 
wania jedynowładztwa w ogromie już odtqd niepodzielnym 
i nawet nirzawisłym od krzewieniJ. się, albo przerywania się 
dynastji. \V jednakim ogólnym biegu wypadków zachodzą 
jednak wybitne różnice między Pulską a Wielkicm Księstwem 
)Ioskiewskiem. Na wschodzie jednoczenh' się ziem odbyło się 
z konieczności dla wyzwolenia się od jarzma tatarskiego, więc 
pod presją zewnętrznego ucisku. Nie układano się o 
adne wol- 
ności an
 pł'zywileje. Tl'On samodzieł'żcy podnosił przedrwszy- 
stkiem kościół nar'odowy, roztaczający nad jego głową nimbus 
tradycyj bizantyńskich. 'Vładza monarchiczna, w ten sposób 
osiągnięta była tak nieogranic7.enie wielką, że przetarla na 
piasek wszelkie różnice ziemskie zapomocą bim'okratyczncj 
centralizacji czyli tak zwanych «pł'ykazów» moskiewskich. 
Z tej miękkiej masy ulepiali potem pań
two samodzierżcy 
moskiewscy wedle swoich własnych pomysłów, albo wedle 
instynktownych podsuwanych im aspił'acyi narodowych. Ta- 
ldego zl'wnętrznego nacisku i takiej konieczności nie było na 
zachudzie. Lączellir się ziem przybirralo ł'aczej formy unii. 
dobrowolnych umów, zachowujących dotychczasowy stan rze- 
czy, zatwierdzających nabyte prawa i pł'zywileje, a nawl't 
i
odrębność ziem, które, zlrwając się w jl'Clno
 tł'wały w da- 
wllicj
zym ustroju i po
ługi\Yaly 
ię całym dawniej:-:zym 
kompletem ziemskich urzędników. Tylko przednipjsi z tych 
urzędników: wojrwodowie
 kasztelanowie, wchodzili do skladu
>>>
.- 202 - 


rady krvlewskiflj - późniejszego senatu. Skoro główną dźwi- 
glllą zjednoczenia był stan :szlachec
i: skoro on spajał czą- 

tki w narodową. całość, skoro stan tfln już w 1404 r. 
składał się z twardych kryształków-sejmikujących ziemiaństw, 
otwiera się zatem dla przyszłych badaczów szerokie pole dla 
sprawdzenia, jak się odbywał proces tego twardnienia i indy- 
widualizowania się ciałek, które zapewne istniały i samodziel- 
nie ctziałaly o jakie półtorasta lat wcześniej, zanim doszły do 
niC'szawskich przywilejów albo statutów. 


v. 


,V IJiprwszej pułowie XV wieku c01nmuuitates terrarum za- 
I'YSOWUją się, wedłu
 Pawińskiego, w sposób następujący. 
Istnieją ziemscy poborcy, jest i skarb ziemski (the1'tsauJ'"um 
terrestre), ziemanie czasami dochodzą sądownir, że poborca za- 
brane pieniądze zdził (zataił) i olit;zby z nich nie uczynił. 
'V ziemiaństwie wszyscy członkowi c równi, bogaci i ubodzy. 
'Yirrzchnią wal'stwę ziemiaństwa stanowią urzędnicy, dirrnitarii, 
w liczbie ich są i ci, co zasiadają w radzie królewskiej. Ni- 
gdy do
tojnicy polscy nie doszli, jak w zachodniej Eni'opie, do 
dziedziczności swoich urzędów. Zjeżdżają się często, zjazdy 
ich to są com;enciones florninorum albo comrnune consiliurn pe- 
wnej ziemi. .Test to grupa przcwodnicząca i rozporządzająca 
ukrytą w masie szlachty siłą. Skoro ogól zacznie występować 
ma:::;owo, przewodnicząca. grupa w nim się rozpuści i zatonie, 
nie zachowawszy wcale odrębności. Pomiędzy dygnitarzami są 
i urzędnicy :;ądowi królewscy, stołecznicy, sędziowie ziemscy, 
kasztelanowie, wojewodowie. starostowie grodowi, :-.ądzący 
4 główne przestępstwa. Sędziowie ci działają pojedyńczo, ale 
zjeżdżają się perjodycznie na róki sądowe, colloquia, rozpo- 
znające skalgi na wyroki, wydane przez pojedyńczych sędziów 
w pierw
zrj instancji. Ciż sami sędziowie wchodzili w skład 
pańskiego zjazdu, rady pospolitej ziem:-,twa. Królewscy 
sędziowie chybiali często, nie przyjeżdżali na roki, będąc za- 
jęci innymi obowiązkami pań
twowymi, a 
c zjazdy pańskie, 


.
>>>
- 203 - 


pospolite, było daleko częstsze, daleko liczniejsze, bardziej 
pł"ZeZ ogół szlacht

 llCz(lSzCzane, stąd powstal zwyczaj, często 
w laurTach cz)'li uch\vałach sejmikowych powtarzany, aby 
w drugiej instancji sprawy b)"ły rozpoznawane albo na ro- 
kach sądowych, albo na zjazdach pańskich (ad terrnillos gene- 
rales sive ad convel1tionem,
 qui lwrU'Jn prius tuait). Są ślady 
tego, 
e na takich zjazdach pań
kich zasiadali ł'azem ze sto- 
łecznikarni wybrani przez szlachtę nolJiles l1ntabi!es, (sejmik 
w Łęczycy 1448 r. «Sejm. ziem.». str 40). Szlachta ziemska 
przez swoich dygnitarzy podHje królowi kandydatów na sę- 
dziów ziemskich i podsędków. ,V ten spo
ób Pł"zygotowywa 
się powoli reforma sądowa, dokonana. w r. 1578 za Stefana 
Batorego, któł'a stworzy dwa trybunały-piotrkowski i lubelski. 
'Yszystkie sądy zwyczajne, niższe i wyższe. hędą z wyboru 
kompletowane, od króla całkowicip- niezależne. Jedn0czcśnie 
przejęte zostaną sądy na wskróś duchem party"
 agitujących 
się na sejmikach i przerwie się na zawsze prawidło \\'} rozwój 
sądowej praktyki i metodycznej interpretacji prawa, możliwej 
tylko przy zawodowych sędziach, nie zmienia
ących się co 
ch wiła. . 
J\Iilcz
cy asystent przy wszystkich wielkich w'ypadkach 
krajowych i publicznych, ogół szlachty, załatwia przez swoje 
przyzwolenie tylko sprawy porlatkowe i cz)'ni to wszędzie, 
gdzie się przypuszcza, że jest on obecnym, na sejmie walnym, 
w obozie pospolitego ruszenia, albo na odbywających się dla 
zezwolenia na podatek sejmikach. Prawidło, 
e sejmik odbywa 
się tylko z upoważnienia króla 3lbo sejmu walnego, nie 
istniało jeszcze w XV wieku. Król, który w swojej osobie 
jednoczy rządy i "Tielkiego KSIęstwa Litewskiego, 'rzadko 
przesiaduje \V Koronie. 'Vładysław 'Varneńczyk zaczyna pa- 
nować, mając lat 10
 rządzą więc właściwie tylko możno- 
wladcy. Sejmiki składają ciż możnowładcy, czasami w1 Taźni 
przeciwnicy królewscy (3ejm w Korczynie 1450 r.
 zwo!any 
przez kardynała Oleśnickiego). _Nawet i Da sejmikach podno. 
szone bywają przygodnie sprawy" wielkiej wagi i doniosłości 
politycznej, na przykład mnogie lauda sejmikowe wielkopolskie 
z 1421 r., zabraniającr stronom świeckim uciekać się du fo-
>>>
- 204 - 


rum kościelnego (Sejm ziem.», str. 21). 'Yycięczenie skarbu 
i rabunkowe gospodarstwo skaruowe za niepełnoletności 'Yła- 
dysława 'Varneńczyka wy,,'olaly ten skutek. że próbowano 
polecać zbieranie państwowych podatk6w wojewodzie, zapo- 
mocą poborców ziemskich i skarbników. Taki był sta.n sejmi- 
kowania w połowie XV wieku. Zbliżamy się do wielkiego wy- 
padku, du przywilejów nieszawskich z r. 1454, na których po- 
budował się
 jak na podstawie, całI ustrc)j rzccz'rpospolitej. 


YI. 


Sytuacja polityczna Polski była następująca. Królował 
twardy Litwin. Kazimierz .TagieloilCzyk, nie wojak, człowiek 
miernych zdolności, uporczywy i do SZIJiku kości samowładny, 
dbający glównie o to, jakby nic nie uronić ze 
wojej monar- 
chicznej prerogatywy. 'Vładza monarchy wzmaga się i utrwala 
tylko w ten sposób, że, rozróźniając w pań8twic pierwiastki 
powolne jej działaniu albo .oporne, w::;piera się na powolnych 
i przez nie pokonywa i opanowywa i oporne (divi(Te et irnpera). 
Kigdzie prawie w średniowieczu nie funkcjonowało włościań
two 
jako żywa siła polityczna. Prawie toż samo można rzec i o polskich 
miastach, zaludnionych po większej części przez cufizozicmców, 
a w liczbie ieh żydów. 'Vłościanie i miasta mogli stanowić 
chyba tylko rezcrwę, którą nalrżało królowi zachowywać i ni- 
komu nic oddawać. Pozostawały tJlko trzy potęgi, z które mi 
wypadało się rachować: kościół, możnowładcy do rządz('nia na- 
wykli, i ten ogół szlachecki, który dźwignął na swoich barkach 
monarchię Łokietka i Kazimierza 'Vielkiego. Kazimierz .Tag-iel- 
lończyk tak sobie źle poradził, że nikogo do sipuie nie przy- 
ciągnął
 ale przeciwko sobie usposobił i zjednoczył w8zY8tkie 
trzy wymicnione kla8Y, które, działając społem, ogl'aniczyły i 
u 
amego pnia podcięły władzę monaJ'chiczną. Najbardziej król 
uraził ten pierwia
tek, który miał Pl'zed sobą największą 
przyszłość, to je:-;t :-:tan szlachecki. Pod rozmaitymi pozorami 
uchylał :-;ię król w ciągu lat 3 po wstąpieniu na tron (1447 r.) 
od potwh'ł'dzenia i zaprzYfo;iężenia za przykładem swoich poprzed-
>>>
- 205 - 


ników praw i przywilejów
 ,,"
zystkim stanom korony polskiej 
nadanym, a w tej liczbie i j1rzywileju ko!'zyckiego. Urok władzy 
królewskiej był jeszcze tak wielki, że szlachta stawała do po- 
spolitego ru:-;zenia i płaciła podwyż:,zone podatki bC'z otrzymy- 
wania od króla poświadczeń, że to czyniła z dobrej woli, ale 
:,zemranie było ogólne; pomiędzy senatorami byli i tac
T, którzy 
wyrzucali królowi niespC'łnienie powinności i grozili, że radę 
królewską porzucą, p0ciągając za sobą ziemi swojej dostojni- 
ków. :Ka sejmie w Piotrkowie 1453 r. utworzono dla narad 
dwa koła: jedno stanowili najprzedniejsi panowie, a drng-ie- 
szlachta z niżi'zymi dostojnikami: zamyślano zawiązać wielką 
konfC'derację i wypowiedzieć królowi poslu
zeń:,two, broniąc 
po
połu swobód, tak kościelnych, jako i świeckich. Król uległ 
z konieczności, powolał panów i przybraw:-:zy do nich dwullastu 
ze szlachty (ex cOJJl'inunitate), wobec nich w"rkonal ogólnikowo 
żąrlanq przysi
gę. Krótkie piśmienne zaręczenie króla pokrze- 
piło szlachtę moralnie, sprawiło wzmoźenie się jej animuszu i 
odbiło się w nowym, uZYi'kanym 14 marca 145-1 r., datowa- 
nym z Krako\\"a
 przywileju, ponawiającym U1'oczyste zatwier- 
dzC'nie wolności od podatków z racji dobrowolnrgo nowego ich 
zwiększenia. Potrzeby skarbu był-r naonczas niezmiernie wiel- 
kiC', wywolane odbywającym :-:ię ważn
-m wypadkiem lJOlitycz.. 
nym. Stany pru:,kie, wylamując ::;ię z pod panowania Zakonu 
niemieckiego, ofiarowały swoją wierność koronie polskiej i pro- 
siły o unię z Polską. 'V radzie królewskiej przeciwko przy- 
jęciu hołdu wlstępował kardynal Olehlicki, większość była za 
Pl"l:yjęciem. Piętnaście dni trwały rokowania, czy przybrać. do 
radyohoIdzie «młodszych» (iuniores), to jest obecną szlachtę. 
Przeważyło w tym sporze zdanie arystokr&tyczne, przeciwne 
postawieniu szlachty na jednej stopie z senatorami. Nie zwo- 
łując sejmu walnpgo, i nie pytając młodszej braci, król i pa- 
nowie rada przyjęli ltO'JnayillJ1t od stanów pru:,kich i uchwalili 
wyprawę. Pawiński sądzi, że zniechęcenie, wrwołane pl'zez po- 
miniecie szlachty, wpłynęło na następne wypadki i nw)"datnilo 

ię w ciągu wyprawy prm
kiej. P08polite ł-l1
zellie z 'Vielko- 
pol:,ki zebralo się pod Cerekwicą, podle Xakla. 
ie było już 
ryc(,ł"I.Y z pod Grunwaldu, a1e ogół składał ::;ię z ludzi, którzy
>>>
- 206 -- 


w ciągu ostatnich lat 6 czy 7 ćwiczyli swój prawny dowcip 
w zbijaniu prerogatywy królewskirj. \Vyprawa miała na celu 
nie obronę granic, ale pochód extra metf/s, bf'z płacenia zwykle 
od 1430 r. dawanych pięciu grzywien na włócznię. Król zna- 
lazł się nie w obozie, ale na sejmiku. Szlachta oświadezyła 
gotowność pój
ć za granicę o własnym koszcie, ale podała kró- 
lowi do podpisania kilka artykułów, nadających szlachcie nowr 
prawa i dogodności. Król to podanie w 35 S
 podpisał, poczem 
po paru dniach ciż nic tak rycerze, jak prawnicy
 zostali sro- 
motnie pobici pod Chojnicami. 'V ojna, z którą zamierzano za- 
łatwić się doraźnie, zaciągnęła 
ię na lat 13, kosztowała miliony 
pieniędzy, krwi co uie miara, i 
kO{lczrła się w r. 1466 na toruń- 
skim traktacie, dającym Polsce tylko zachodnie Prusy z Gdań- 
skiem i lIalborgiem, ale z pozostawieniem ZakonowI wschodnich 
Prus z Królewcrm. Co roku pobierano od szlacht.y zwiększone 1 JO - 
datki, ale dawano jrj natomiast piśmienne'przrwileje, z cerekwic- 
kiego żywcem kopiowane. Przywilejów takich zażądały )Iało- 
polska, ziemie :sierą.dzka-i chełmska, a nawet i ziemie wielko- 
polskie. Kic wszystkie tego gatunku akty do nas doszły. 
re, 
które znamy, dane są w li
topadzie i grudniu 1454 r. we w:-;i 
:Kieszawie (nad 'Visłą, podle Torunia), w:-;zp
tkie są do siebie 
podobne, a ponieważ stanowią one podkład caly parlampnta- 
ryzmu polskh'go, za:sługują na jak najbaczniejszą uwagę. 


YII. 


Cerekwicki przywilej zaznacza. wyraźnie i dobitnie cel jego 
wydania: ut igitUf respttblica in. posteruJn saJl.ius dirigatur (by 
rzeczpospolita lepiej na przyszłość była rząclzona). Słów tych, 
uwłaczających powadze majestatu, nie zawierają w sobie przy- 
wileje nieszawskie, ale duch i w cerekwickim i w nieszawskich 
przywilrjach panuje jednaki, duch czynnego uczęstnictwa stallU 
szlacheckiego w rządzeniu krajem, bez jakiegokolwiekbądź wy- 
szczególnienia organu, zapomocą którego urze
zywistniałaby 
się spotęgowana 
amowiedza przewagi szlachty i odpowiednie 
jej uczucia. Ka szczycie państwa stoi tylko król ze swą radą,
>>>
- 207 - 


która nie wyosobniła się nigdy w odL'ębną korporacyę i w któ- 
rej wciąż przemagaly możnowładcze pierwiastki. Szlachta działa 
wciąż gromadnie, ale gromada szlachecka mała, jest. to sto- 
sunkowo drobna gmina ziemska, ze swym zjazduwym organem, 
sejmikiem, funkcyonującym chwilowo z przeciągłemi przerwami 
między zjazdem a zjazdem. Każde ziemiaństwo dba tylko o 
siebie i obwarowywa się w swoim sejmiku jak w fortecy, nie 
zaprzątając się tern, czy będą inne sejmiki z nim zgodne, C.Z)" 
nie zaczną sobie nawzajem przeszkadzać aż do zahamowania 
wszelkiego działania. Przywileje nieszawskie stawiają na ostrzu. 
głównie pytanie, od którego zawisły dalsze koleje i losy naro- 
dów; czy się wyrobi w Polsce jedyna wszechziemiailska insty- 
tucya, ziemiaństwo, że tak powiem, w drugiej putędze, w któ- 
remby się spławiły w jedną masę twarde kryszt.ałki sejmikuwe? 
czy nabędzie ten środkowy inst.ytut cechy prawdziwego przed- 
stawicielstwa, to jest czy wejdą do jego składu ludzie posiada- 
jący nieograniczone umocowanie do działania, albo czy będzie 
miało to zgromadzenie charakter li tylko kongresu, złożonego 
z pełnomocników? Czy będą nadal rozwiązywane wszystkie 
(Jytania prakt.ycznc sposobem używanym li "narodów cywilizo- 
wanye1], to jest większością głosów, alboli też czy pozostanie 
w użyciu wymaganie jednomyślności z dopełnieniem jej koniecz- 
nym-liberum veto, jak u zachodnich Słowian, wedle Thietlnara 
Merseburskiego, albo w 
owogrodzie
 gdzie niezgadzających 
ię 
ludzi innego zdania prześladowano, zabijano, albo topiono? 

lożna tenże sam przedmiot inaczej jeszcze formułować: czyż 
wyjdzie ten polityczny organizm ze średniowiecza, albo czyliż 
nie skostnieje w swoich śL"edlliowiecznych formach. tak, że da 
się wyprzedzić przez inne narody mniej mocne i mniej wy- 
kształcone, lecz pL'zeniknięte duchem nowych wieków? Kwestya 
ta otrzymała rozwiązanie niepomyślne, przeczące: polskie pań- 
stwo nie wyłoniło się ze średniowiecza. Ta przecząca odpowiedź 
zaznacza się już w artykułach pl'zywilejów nieszawskich. 
,V prerogatywie królewskiej robią przywileje nieszawskie 
parę wielkich wyłomów. Pierwszym jest ten, że, jeżeli król 
zamierza wyprawę jaką zagraniczną, powinien wyjednać uprzed- 
nio zezwolcnie oddzielnie od każdej z ziem. w których będzie
>>>
- 20S - 


zwołane pospolite ruszenie, niezależnie zaś od tego płaci ze 
skarbu 5 grzywien na włócznię. rro ograniczenie donioślejsze 
jest w treści swej niż w formie. Szlachta polska nie rozpieściła 
, 
się jeszcze tak, jak za panowania dwu ostatnich, pokój lubią- 
cych Jagielonów, praktyku wała pilnie slużbę wojskową i pła- 
ciła znaczne podatki, (nawet wysokie poglówne w końcu XVII 
i początkach XVIII wieku). Chodziło jej głównie o to, aby i 
s1użha krwią i zdL'owiem i płacenie wysokich podatków były 
dobrowolne, wedle dewiz}' w laudach piutrkowskich 1406 I'.: 
nubilitas ex libcrtatc et e contra, libertas e 1w1Jilitatc O1'igim:m 
fł;uwn censentur oUiJlere. 
Przywileje nieszawskie mieRzczą w sobie drugi spory wyłom 
w us.tawodawczej wla1łzy królewskiej: Pollicemur, quod 'J'lullas 
nOŁYlS com.:titutioJlcs {acicmlfs, bez zezwolenia na to odpowiednich 
sejmików. Dla zrozumienia tego art}'kulu trzeba go zestawić 
z wyrazami cerekwickiego przywileju: Ile afiquae 1l0vae institu- 
tiones privatis cOllsiliis statuantur. Przepis sam bardzo prosty. 
KL'ól mógł, co chciał, stanowić, ale sam, z woli własnej, z ni- 
kim się nie radząc (rex per se), albo słuchając niewiadomych 
nikomu d{)radców (co nie było wcale do życzenia). albo po 
naradzeniu się z senatrm. Postanowienia i rozkazy królewskie 
mogły się ściągać i do rzeczy, wcale szlachtę nie obchodzących 
i nawet poza atrybucyami spjmików zostających. 'V tych ma- 
teryach nikt nie ogl'aniczał króla. Skoro jednak odmiana ty- 
czyła się praw i przywilejów szlacheckich, szlachta odgrodziła 
się uieszawskim przywilejem, niby palisadą, przeciwko reformom, 
zażądała uprzedniego na innowacYę, zezwolenia sejmików, to 
jest związała królowi ręce. 
Oprócz tych dwu głównych przepisów, bIł u w przywilejach 
nieszawskich wiele innych pomniejszych o mianowaniu na 
wszystkie ziemskie urzędy i godności, oprócz wojewódzkiej, 
tylko osiadlej szlachty danej ziemi, o uporządkowaniu sądów 
i procederu sądowego. Podniosę jeszcze jeden ważny szczegół. 
Król posiadał ogromne dobra w Koronie i szczególniej na Litwie 
(dobl'a stołu kl'ólewskiego, zakłady pI'zemyslowe, kopalnie soli, 
pobory z miast). Jlógł on utrzymywać swoim własnym kosztem 
wojska zaciężne, prowadzić wojny zagraniczne. Gospodarstwo 


/'
>>>
- 209 - 


skarbowe królewskie było zazwyczaj w opłakanym stanie, 
tl'acono grubo na wojny zagraniczne, na osadzanie synów kró- 
lewskich na obc:ych tronach, węgierskim i czeskim. 'V braku 
pieniędzy, alicnowano i zastawiano dobra, wszelkie zródła do- 
chodów i nawet ruchomości i kosztowności. Król był straszli- 
wie zadłużony u magnatów, u szlachty, u mieszczan krako\\"- 
skicll. 'V przywilejach nieszawskich przebija się ta myśl ludzi, 
co je układali, że stołowe majątki królewskie należą właściwie 
nie do króla. lecz do rzeczypospolitej. Król obiecuje, że nie 
będzie zastawiał starostw grodowych, że wszystkie dobra kró- . 
lewskie, oddane po tych statutach w zastaw, będą bez wyna- 
grodzenia odbierane od dzierżących je, cum bona et possessio- 
n-es mensae nostrae refjalis uondum pro lJel'sona nostra, sed et 
lJro tuitiune et conseJ'vatione regni nostri totius sint in prrincipio 
ordlnata. rfu polożonr został pierwszy kamień dla ograniczenia 
króla w rozporządzaniu się skarbem państwa. 


YIII. 


"\V szystkie żywotne arterye organizmll państwowego zostały 
już w statutach nieszaw3kich mocno przewiązane. Jak mógł 
żyć taki organizm? Jak mógl cieszyć się niel'az bardzo znacz- 
nymi sukcesami? Odpowiadając na t.e pytania, należy uwzględ- 
nić, że obyczaje bywają czasami lepsze. aniżeli instytucye. 
. . 
'V braku cf'ntralizacyi, funkcye jej mogą byc spelniane przez 
spotęgowaną działalność osób pojrdynczych i zbiorowych. 
Szlachta. w owym okresie dubijała się praw i swobód nie tyle, 
aby z nich w calej ich doniosłości korzystać. ale ażeby je 
mieć i niemi się cieszyć i lubować. Poda.tki były w wysokiej 
stopie bez opozycyi uchwalone. 'V 1455 r. w Grudziądzu, król, 
wiedząc, że chodzi po głowach szlachty myśl o obciążeniu Ko- 
ścioła na rzecz potl"zeb państwa podwójnym podatkiem łano- 
wym, przypuścił do swojej rady przedniejszych przedstawicieli 
szlachty. Stanęła takowa uchwała podatkowa, ale nie została 
wykonaną z powodu mocnego oporu duchowieństwa. Przy tej 
okazyi arystokratycznie usposobiony historyk, ksiądz Długosz. 
1-1
>>>
- 210- 


dal niemiłemu wypadkowi taką clJarakteq'styczną illustracye: 
apparelJllt nOI.'arurn cOJlsiliarioruJJl iml.JrolJa deforlJlitas et 'j'llsticc;t,. 
tcmcł'żlas (ujawniła się w nowych doradcach nieuczciwa nie- 
kształtność i wkśniacza zuchwałość). 
Pł'ZY wykonaniu uchwał nieszawskich zwyczajem i rutyną. 
ustanowiły się następujące porządki. Po odbytych pojedyńczych 
:;ejmikach, przed sejmem walnJm, miały miej8ce dwa. wielki& 
zjazdy czyli sejmy prowincyonalne, jeden wielkopolski w Ko]
 
drugi małopolski w Kprczynie. Na te zjazdy przyjeżdżali poslo- 
wie do każdego z osobna sejmiku i radzili społem z przyjezd- 
nJmi, wlasne głosy viritim podającymi szlaclIcicami. 'V ten 
SpOSÓb k westy a podatkowa rozstrzyganą bywała naprzóll 
\V dwóch wielkich kolach, które mogły się różnić w z
a.lliacll, 
tak, że w jednej części paJ}stwa można było ściągać uchwalone 
poda tli, a w drugiej król zwoływał ponownie sejmiki, wydając 
nowe uniwersały. Oba sf'jmy prowincyonalne, wielkopolski i 
małopolski, coraz bardziej dbają o to, by ich uchwały bIły o 
ile możności jednostajne i zgodne, a w tIID celu ślą z sejmu 
prowim:yonalneg'o, który się zebral pierwej, do tego, który sie 
zbicraŁ później, kilku swoich posłów. Działo się tak stale i re- 
gularnie od 1468 r. J cduo:-;tajne uchwaly zano:-;zą posłowie 
sejmów prowincyonalnych na sejm walny do waln
j rady zło- 
żonej z króla i :-:enatorów. Są ślady, że posłowie otrzymywali 
od ziemskich poborców dyety po pięć grzywien, tytułem zwrotu 
kosztów za czas pobrtu na 8ejmie pro\vincjonalnym. Równie 
też i późniejsi posłowie na sejm walni byli płatui. Tak się po- 
woli i pracowicie urabia ta inst rtucya, która przrbiera nazwę 
izby posel::;kiej i będzie t L'zecim stałym czynnikiem wszech- 
władztwa narouowego w rzeczypospolitej. Cały budynek poli- 
tyczny już zupelnie gotowy, należy tylko rozeln"ać i uprzątnąć 
rusztowanie. Chwila ta zeszła, niczem się nie zaznaczywszy, 
bez żadnego zgoła wstrząśnienia albo uchylenia czegokolwiek 
bądź z dawniejszych porządkó\v. Umarł król KazimieL'z, po nim 
na troll polski w:;tąpił syn, ,Jan Olbracht, zaś drugi syn, Alek- 
sander, panowal na Litwie. Na pierwsz) walny l:iejm, zwołany 
za Jana Ołbrachta do Piotrkuwa w 1493 r.. przybyli już nie 
posłowie od sejmów prowincyonalnych z gotowemi uchwałami
>>>
- 211 - 


tych seJmu\\T, ale i poslowie od sejmików, którzy o(lbyli swoje 
dwa sejmy prowincyonalnc i zlali się w jedno, że tak powiem, 
kor}'to, i wotowali podatek na sejmie walnym w ogólnem 
zgromadzieniu, wskutek czego w statutach tego sejmu stoi 
wyraźnie, że zostało uchwalone (le unanimi voto, ('ollsilio et de- 
liherfftione oJ1łnł?rrn praelatorum, banmurn, p'ł'ote1"tnn et communi- 
t({tum regni in lJraescnti cOJlt'entwne cOJł!p"efJ(dorum. Malutka- 
mikroskopijna odmianka. która zaszla w f(Yrmach sejmowania, 
była tylko formajna, nie tyczyła się rzeczy i treści. Podkładem 
uchwał piotrkowskiego sejmu z 1493 r. były. jak zazwyczaj, 
przywileje nieszawskie już nieco zmodernizowane i przerobione 
z królewsldch prz}wilejów na Statut(( 
Nyeszoviensia odtą(l już 
zlane w jedną mas
, chociaż były nadane każdej zipmi z osobna. 
Pa,villski robi porównanie między tym sejmem z r. 1493 i an- 
giebkim JJlo(ltl Parliamentern za Edwarda I z 1295 r., kiedy 
po raz pierwszr zasiedli i złożyli ltOllSC of Cornmons posłowie, 
po d waj od każdego hrabstwa, i pl zedsta wiciele miast (Sejmiki 
ziemskie 182). Kie możemy przystać na takie podobieństwo. 
W Anglii rok 1295 jest. chwilą potężnego zjednoczenia się i 
stopienia ws.zystkich pierwiastków narodowości, podn(Jszącego 
urok władzy krółewskiej i odznaczającego się w powodzeniach 
państwa, w stosunkach jego zewnętrznych. Ugruntowały się 
rządy narodowego przed::;t.a wicieJstwa, zeszli się ludzie, posia- 
dający zaufanie wyborców i wysadzeni przez nich z nieogra- 
niczoną władzą,. niekrępowaną nawet wolą tych wyborców, aby 
radzili i stanowili o rzec.zach krajo?"ych. według swojego rozu- 
mienia, stosownie do czasowych okoliczności. Przeciwnie zaś 
na sejmie polskim, posłowie ziemscy, wskutek separatyzmu 
ziem, hyli tylko umocowanymi od 
ejmików, majqcymi pierwot- 
nie tylko ustne. a następnie i szczegółowe piśmienne in
trn- 
kcye, upoważniające ich do dzialania warunkowo, albo do zga- 
dzania się na podatek do pewnej w}"sokości. Jeżeli zachodziła 
kwestya o rzecz w in
trukcyach nieprzewidzianą, posłowie, 
obowiązani do £prawozdania ze swego poslowania przed wy- 
borcami, wstrzymywali się od wotów, z odwołaniem się do 
«braciey» to je:;t do wyborców swoich sejmikowych. Napróżno 
królowie zalecają w swoich uniwersałach przysyłać posłów 
1-1*
>>>
- 212 - 


ziemskich cum plena et }lon limitata jJOtesfatł, sejmiki nie ule- 
gają tym rozkazom i tylko wyjątkowu w chwilach bardzo 
groźnego niebezpieczeństwa, na przykład w 1683 r' I przed 
wojną z TurC"yą
 dają posłom alJsolutam potestatern coucludendi. 
stanowienia o tem, czego będzie wymagało dobro rzeczypo
po- 
litej. 'VytwoL'zenie się izby po
elskiej do takiego stopnia nie 
zwróciło niczyjej uwagi, że nie przechowały się w piśmiennych 
zabytkach żadne wskazówki o tem, jak funkcyonowała i głoso- 
wała ta izba na pierwszych swoich posiedzeniach. 'Vlaściwego 
regulaminu nie miała izba nigdy żadnego, wszystko odbywało 
się podług niezapisanego zwyczaju. "r przejściowym czasie od 
sejmu z r. 1493 z pierwszą izbą poselską i uchwałami lI
iltil 
'JlO'l:i sejmu radomskiego z r. 1505, na których się Ul'ywa druga 
praca Pawiilskiego, obejmującym panowania dwóch synów Kazi- 
mierza, Jana Olbracht-a i Aleksandra, odbyła się jeszcze jedna 
faza ewolucyj, którą Pawiliski skreślił w «Sejmikach ziem:-:kicll»; 
rezultatem tej fazy było nowe zmniej
zenie i skurczenie się 
władzy królewskiej. 


IX. 


Z pomiędzy czynników polskiego społeczeilstwa wlościalistwo 
i miasta nie miały przedstawicieli w polskich organach parla- 
mentowych. Używam tu z umysłu liczby mnogiej, bo w tym 
decelltralizowan:ym organizmie wszechwładztwa (souverainetć) 
używały raczej spjmiki, aniżeli sejm walny. Xie posiadał w nich 
też przed:5tawicieli Kościół, jako osoba prawna, zbiorowa. 'Viel- 
kiego wpływu używały osoby duchownego stanu, biskupi za- 
siadali z tego tytułu w radzie królewskiej. Księża nieraz rej 
wodzili na sejmikach, jeżeli należeli du szlachty, działając jako . 
szlachta. 'V XY i w początkach XY! wieku duchowiellstwo było 
mocno zachwiane wskutek Hzerzącego się hussytyzmu i pierw- 
szych ruchów powstającej reformacyi. Kiełkowały i rozwijały 

ię pomysły o odpadnięciu od władzy papieskiej. o ut worzeniu 
narodowego własnego kościoła. o zużytkowaniu i puszczeniu 
w obieg martwych skarbów kościelnych. Król Kazimierz nie 


,
>>>
- 213- 


był w duszy przcciwny sekularyzacyi i konfiskacie majątków 
kościelnych i duchownyc.h dla zasilenia mocno wycieńczonego 
skarbu. W państwie przeważał stanowczo i rozporządzał sie 
wszechwładnie stan szlachecki w dwu swoich gatunkach: wiclcy 
panowie i szlachta pospolita. Możnowładztwo było już przeżyte 
nie dopięło dziedziczności wielkich urzędów paiIstwowych, nie 
zlało 
ię w jedno ciało, ale wpływ osobnych jego członków na 
masy i na rząd był olbrzymi. Oligarchowie polscy, uprzywile- 
jowani doradcy króle",scy (Panowie Rada), bardzo zazdrośni 
względem osób, których król słuchał i którym zawierzał, z góry 
t raktujący szlachtę, albo ubiegający się o jej względy, kiedy 
stawali w opozycyi z królem i grali rolę trybunów narodowych, 
bywali na sejmikach i nieraz pełnili, mimo swoje senatorstwo. 
obowiązki posłów ziemskich. :Ma!:nat pol
ki myślał głównie o 
subie, z klasy magnatów wychodzili najzdolniejsi mini
trowie 
królewscy. Skoro stracili łaskę i nie mieli nadziei jej odzy
kać, 
pt"zedzier2:gali się w przywódców :,zlacheckiego plebsu, w złoś- 
liwych krytyków i oskarżycieli rządu. ostro strofujących króla 
na sejmie, publicznie (Rytwiań
ki na s
jmie 1459 r.). Liczyli 
Hię możnowładcy do głównych wierzycieli króla, mieli w swym 
ręku zastawione im dobra kr6lewskie. Chodząca po glowach 

zlachty myśl o zwrócie przymusowym tych królewszczyzn do 

lwrbll, uśmiechała się kl'ólowi. Na sejmie 1459 r. Kazimierzowi 
wyrwały się te 
lowa: «inaczej by rzcczy poszły, gdyby dobra 
koronne wróciły do skarbu». 
Przy takjej solidarności interesów senatu i stanu szlache- 
ckicgo nie podobna było podnosić sprawy o umniejszeniu praw 
i swobód szlachcckich, lecz dla lepszego skonsolidowania pań- 
stwa nawet wyłącznie szlacheckiegu nie chodziło wcale o odjęcie 
jakichkolwiek praw już nabyq'ch. \Yypadało tylko przenieść 
środek ciężkości z sejmików na sejm walny i przekazać wyłą- 
cznie sejmowi liczne funkcje, stanowiące atrybucje sejmików 
\Yszystkim było wiadomo, że w Rzeczypospolitej źle się dzieje, 
że dużo jest do naprawy. Samego króla zobowiązywano (1455 l'. 
na sejmie w J{orczynie), aby zwołał sejm wyłącznie tylko takiej 
naprawie Rzeczypospolitej poświęcony (pro rc{ormatione, instau- 
ratione et emeud,ttione status rcgni). Były w obiegu pisma o tej 


I 


('"
>>>
, 


- 214- 


naprawie traktujące, na przykład dzieła barona, doktora obojga 
praw
 Jana O:;troroga. :Kigdzie jednak ani w mowach ani 
pismach niema najmniejszej nie tylko propozycji, ale nawet 
wzmianki o większości głosów, jako decydującej ws
elkie kwest je 
prawodawcze, administracyjne i polityczne. Dopiero po tysią- 
cznych klęskach, przekonani gorzkiem do
wiadczeniem potom- 
kowie, podnoszą w drugiej połowie XVIII wieku kwestyę o 
uszczupleniu władzy sejmil\ów, a potem zaświta m)"śl z zachódu 
przyniesiona o uchyleniu liber1
m veto. Okaże się, ż J się spóź- 
niono, że w ciągu dwu poprzednich wieków społeczeństwo polskie 
kręciło się na jednem miejscu
 ni o krok naprzód nie postępując, 
że go prześcignęły i obeszły narody mniej początkowo wy- 
kształcone; ale które wyro biły mocniejsze, bardziej ześrodkowane, 
organizmy pallstwowe i wydostały się bez szwanku ze 
rednio- 
wiecznego bagniska. Wrócimy jeszcze do tego końcowego w.niosku 
Pawińskiego, z którym najbardziej współczujemy, teraz zaś 
zatrzymamy się na chwilę na ostatnich latach
 do których on 
doprowadził dzieje polskiego parlamentaryzmu. 
Na tron polski wstąpił młody człowiek Jan Olbracht., wojo- 
wniczo usposobiony, klasycznie wykształcony i kierowany przez 
jednego z celniejszyeh humanistów, 'Vlocha, Filipa Buonacorsi, 
przezwiskiem Kallimacha. Łatwo zrozumieć, że chciał on wy- 
zwolić się z pod opieki swoich urzędowych doradców, Panów 
Rad, i że w tym celu ubiegał sie o popularność u plebsu szla- 
checkiego. Działając wręcz sprzecznie z tem, jak postępował 
ojciec, nie tylko zatwierdził on od razu, w r. 141)3 w Piotrko- 
wie, wszystkie nadane przez swoich poprzedników komukolwiek 
w Polsce przywileje, ale jeszcze obiecał powiększyć je i przy- 
sporz)"ć (non solmn cOllserrvari venem etiam communis eorum 
status allgeri) (Sejm. z. p. LXIII N. 190). Sejm przystał chę- 
tnie na wszelkie pobory, myśl uniwersału o przysporzeniu swo- 
Lód padła na urodzajny grunt i przynio
ła obfite plony w na- 
-stępującym sejmie 1496 r.. którr wyłącznie prawie poświęcony 
został rozszerzeniu, z ujmą. dla innych stanów, swobód i przy- 
wilejów szlacheckich, na podkładzie powtórzonych w uchwałach 
sejmu statutów nieszawskich. Szlachta została uwolniona od 
- wszelkich opłat celnycb, otrzymuje prawie darmo sól królewską,
>>>
-- 215 - 


nie płaci nic do skarbu z towarów i produktów do nowego wy- 
robu. Poza obrębem miast, nieszlacbta. i gminy miejskie u
u- 
nięte zostały całkowicie od posiadania ziemi. 'Vzbroniono ple- 
bejuszum nieszlacheckiego pochodzenia zajmować w kapitułach 
kanonje i inne wyższe duchowne dostojeństwa. Nakoniec umo- 
cowano poddaństwo przez całkowite prawie wzbronienie kmie- 
ciom przesip.dlania się ze wsi do miast i od jednego właściciela 
do drugiego. Słusznie twierdzi PawiiIski (str. 196.), że za miskę 
soczewicy wydał król na łup szlachty żywioły społeczne, które 
mogłyby z czasem stać sie pod porą dla zachwianej kró- 
lewskości. 
'Vspaniałe plany zewnętrznej polityki Jana Olbrachta
 się- 
gające do l\Iołdawii, skOl'Iczyły się 
l'omotnie na strasznej po- 
rażce szlachty na Bukowinie. 'Vskutek zupełnego zaniku zau- 
fania u szlachty do króla i jego planów politycznych i oburze- 
nia jej przeciwko tajnym króla doradcom, nastąpiło szkodli WP 
dla władzy królewski
j zbliżenie się ziemian i senatorów 
w celu postawienia senatorów u boku .króla w roli dozorców, 
pilnujących zgodnego z ustawami sprawowania rządów. 'Vładze 
królewskq miano wziąć w karby i wpływ wywip.rać na króla 
llaWet przy mianowaniu osób dla zajęcia wysokich urzędów ko- 
ronnych. Uznawano konicczność unii Polski z Lit.wą, nie osu- 
łJistej, ale realnej. Nowemu królowi, Aleksandrowi, wielcy pa- 
llOwie polscy, działający nie bez wiedzy szlachty, dali do pod- 
pisania w ::\Iielnikach koło 'Vilna akt, mOCq którego on się 
Qbowiązywał rządzić, jak przystoi dobremu i sprawiedliwemu 
panującemu (bono et illsto priJlcipi) i zwalniał poddanych od 
przysięgi, jeżeliby postępował contra ius scriptum . . .. aut contra 
.sfatum 'reipuUicac. 
ArtykuIy mielnickie nie zosta.ły potwierdzone i m03Y obo- 
wiązującej nic nabyly, ale myśl ich zasadnicza i przewodnia 
uuszła do skutku. 'V 1501 roku mennicę wyjęto z pod nieo- 
graniczonej władzy królewskiej. \V 150-t: r. na sejmie piott'kow- 
skim
 przy ustanowieniu dozoru senatu nad szafunkiem dóbr 
koronnych, powstała instytucja stałych pl'Zr królu, zmieniają- 
cych się kolejno 20 konsyliarzy-senatorów. U członków tego 
skróconego senatu miał król w bieżących sprawach rady za- 


.
>>>
- 216 - 


sięgać. 'Ytecły także postanowiono, że kr61 po naradzeniu się 
z senatem ma rozdawać piec?ęcie większą i mniejszą (cum 
COIlS1:ti0 cOllsilia'riorum in cvnventiouc f/enerali). 
Nakoniec ustawy sejmu radomskiego z 1505 r. pod nazwą. 
:"
ihil 'Jlovi zamykają okres i są stanowczem, z formalnej strony 
w prawie pisanem, dokonanem dobudowaniem polskiego parla- 
mentu. OJpowiadają one najzupełlliej swemu tytułowi nihil 
novi, niema w nich najmniejszej inowacji w stanie rzeczy, a 
'cb
Tba tylko w słowach, boodtąd już:
ię nie wspominają.'szlacheckie 
com mUJlitates i ich przedstawiciele, lecz nazwani są wyraźnie 
mmtii tcrrcstres. Król wyraża to samo, cojuż się zawiera w J.:rzy- 
wilejach nieszawskich, że nic l1o'wego stanowionem nie będzie 
bez wspólnego ze7.wolrnia senatorów i posłów ziemskich, coby 
było z ujmą i ku uciążeniu Rzeczypospolitej oraz ze szkodą i 
ujmą czyjąkolwiek, tudzież cobr zmierzało ku zmianie prawa 
OgÓlllCg-O i. wolności publicznej. Pailstwo skazanem jest na nie- 
ruchomość, samo sejmowanie oclbywa się nie trybem przez prawo 
przepisanym, ale według zwyczajów: niema żadnych przepisów- 
ani o glosowaniu, ani o liczbie posłów. Od każdego z sejmików 
zwyczajnie stawiają się dwaj, ale bywa, że :sejmik przysyła. 
trzech, czterech, pięciu nawpt sześciu posłów. Obuwiązki po- 
słów ustają z kOiicem sejmu, na który zostali obrani. Niejed- 
nakowość liczby posłów od rozmaitych sejmików niema zna- 
czenia wobec zasady jednomyślności. Xieobesłanie sejmu daje- 
powód sejmikowi do nieuznania uchwał, które bez jego posłów 
zapadły. Środkowy organ prawodawczy, !:Iejm walny, bywa. 
malowładny, sejmiki obstają. mocno przy swojej odrębności, 
wskazują posłom, co mają do sejmu wnosić i Ha jakie posta- 
nowienia sejmowe mają się zgadzać. Sejm walny staje się in- 
stytuC}'ą spółrzędną, niemal nawet podrzędną, bo mocno zale- 
żną od 
ejlllików. ::\Iechallizm pailstwowy staje się podobllynł- 
do rozmachanego wahadła, które mocą nadanego ruchu kołysze- 

ię to w tę, to w drngą stronę coraz to słabiej wskutek oporu 
powietrza, aż w końcu się zatrzyma całkowicie. 
.
>>>
-217- 


x. 


Oba dziel a Pawińskiego: «Rządy sejmikowe» (1888) i «
ej- 
miki ziemskie» (1895), wyrosły z jednej idei i mają prawie 
jednakowe wywody i wnioski tak, że niedługa, 67 -letnia przerwa 
między treścią jednego i drugiego, od 1505 do 1572 roku, nie 
przeszkadza prawie rozważać je jako 
kończoną całość, jako 
zamykające się kolo. Gdyby śmierć nie stanęła na przeszkodzie 
i gdyby był Pawiński uzupełnił przerwę, objaśni1yby się zapewne 
niektóre szczegóły organizacji sejmików, na przyklad dlaczego 
do 150?) r. sejmik zagajał i obradom jego przewodniczył naj- 
starszy z obecnych na nim ziemskich dostojników: wojewoda, 
kasztelan lub inny, a od 1572 l". sejmik poczyna się od wy- 
boru marszałka, którego funkcje kończą się z końcrm ostat- 
niego posiedzenia sejmiku. Gdyby Pawiński dopisał hył dzieje 
sejmiku w okresie od 1505 do 1572 r., musiałby z 
oniecz- 
nu
ci obrać w tym okresie inny punkt zapatrywania się na 
pt'zedmiot. niż w «Rządach sejmikowych», musiałby zająć sta- 
nowisko nie w środku małej całostki: ziemi kujawskiej
 ale 
gdziekolwiek na wysokości, skąd mógłby objąć przebieg ca- 
łego życia politycznego Polski, nie tylko jeden sejmik
 ale ca- 
łość politycznego organizmu. Panujący w tym okresie ostatni 
dwaj J'agiellonowie byli to ludzie wysoko wykształceni i bardzo 
pokojowo usposobieni. Pod ich rządami Polska zakwitła umy- 
slowo i ekonomicznie, zaszczf'pił się w niej humanizm, tak, że 
nawet wśród największego ferwotu rozwijającej się reformacji 
panowała w niej zupełna swoboda religijna. )Iieliż dwaj ci kró- 
lowie możność, przy pewnym sposobie działania, użycia swojej 
umysło,yej i politycznej przewagi dla znaczącego zwiększenia 
władzy monarchicznej? )Iogliż znieść st::\JIO\YCZO oligarchiczne 
żywioły, poddając je pod 
trychulec szlacheckiej równości? 
)Iogli
 pozbyć się tych «królewiąt», któtzy byli nieraz potęż- 
niejsi od króla samego? Zdawaćby się mogło, że sama szlachta 
podawała królowi środki do tej akcji ". rękę, proponowała 
('y.:"rkucyę, to jest zwrot do skarbu alienowanych wcześniejszemi 


.
>>>
- 218- 


czasy kł'ólewszczyzn
 domagała się niełączenia w jedn
j osobie 
wielkich urzędów pa{lstwowych, nicrozdawania wp:okim Uł'zęd- 
nikom gł'odowych starostw; co więcej: żądała (1565 r.) zapro- 
wadzenia w każdej ziemi królewskich instygatorów, to jest 
urzędników podobnych do «urzędu publicznego) we Francyi. 
mających dozorować śc.i
łe i powszechne wykonywanie ustaw 
krajowych. Byliż ostatni __Tagiellonowie tak nie do darowania 
niezaradni, że nie użyli środków, któr
 mieli w pogotowiu? albo 
czy nie mogli uporać się z prze
zkodami, które nniemożrbnia1r 
dopięcie tego celu? 
Prawdopodobnie doprowadziwszy swoje opowiadanie do 
1572 r., Pawinski byłby następnie zniewolony, robiąc drugie 
wydanie «Rządów sejmikowych», rozszerzyć program i całkiem 
inaczej materyę dzieła uplanować. Nie podobna zaprzeczyć, że 
sejmiki były wszędzie uorganizowane jednako
 że z Kujawskiego 
można sądzić i o wszystkich innych, a jednakże pod jednaką 
formą urządzenia kryły się pstre przeciwieństwa różnic pro- 
wincjonalnych, jednostki ziemskie rozmaicie się zapatt'ywały 
na ogólne cełe i rozchodziły się w różnych kierunkach. Koro- 
nie trudniej było akomodować się z Litwą, aJIlżeli )Iałopolsce 
z \Vielkopolską, Pl'USY zaś zawsze byly czemś oih'ęonem. 
c ,V wielkiej rzeszy gmin szlacheckich, powiada Pawiński, pa.- 
nuje, pomimo jedności połitycznej i równowagi co do składo- 
wych cząstek, rozmaitość historyczna, religijna, językowa, ple- 
mienna, cywilizacyjna» (Rządy sejmikowe» st)'. 420), więc 
i sposoby sejmikowania nie mogły być jednakie. Kakoniec 
trudno byłoby tak oudzielić, jak to czyni Pawiński, sejmik od 
jego sobowtól"a, od konfederacji, którą się specjalnie zaimował 
ostatnimi czasy znany polski historyk i publicysta A. Rem- 
bowski. Każde ważne dzieło historyczne zostawia jeszcze dużo 
do życzenia. Mimo te dezyderaty powtarzamy, że oba dzieł3 
Pawińskiego stanowią zwartą całość. Zachodzi pytanie, jakież 
są ostateczne wnioski autora? 
Oto jest ich streszczenie. Rzeczpospolita była urządzona 
wedle zasadniczego typu sej roiku ziem
kiego i reprodukowala 
formy tej swojej pierwotnej komórki we wszystkich swoich 
instytucjach i czrnnościach państwowych. Była ona utworem
>>>
- 21
) - 


hardzo oryginalnym. ale calkowicie średniowiecznym, to jest 
nieuzdolnionym do trwania w teraźniejszej atmosferze i warun- 
kach europejskiej państwowości, jak nie ll}ógłby żyć obecnip 
lakikolwiek płesiosaurus, albo inne zwierzę, z liczby tych które 
bada nauka paleontologii. Są wprawdzie wielkie różnice międz
. 
zachodnio-europejskim feudalizmem i sejmikującą Polską. Typem 
zachodnio-europejskiej organizacyi było feudum, ziemska. włas- 
ność szcz
gólniejszego rodzaju. Jednoczące 
ię pierwiastki na 
zachodzie były liczniejsze, rozmaitsze. jeszcze uporczywszr 
\V swojej odrębności. Robota zjednoczenia szła niesporo, a1; 
w końcu, w drodze centralizacyi, przewa
nie monarchicznej. 
wyłonił się i wybujał do wielkiej wysokości rząd państwowy. 
jako punkt centralny akcyi narodowej. Rząd ten poniszczył i 
uprzątnął przegródki i ściany pomiędzy stanami, doprowadził 
wszystkie warstwy no jednego mianownika, do równości praw 
cywilnych, i naród cały do boju uzbroił, zapewniając mu przez 
to niezależność polityczną. Zadna g-rupa wśr6d państwa nie 
ma tak przeważającej mocy, aby państwem rządziła, ale wszy- 
stkie mają prawo do pewnego przedstawicielstwa, czyli je
eli 
nie do pewneg'o współudziału we władzy prawodawczej, to 
przynajmniej do przedstawiania rządowi podalI o llwzgJędnienie 
swych potrzeb i korzyści. 
,V jednej tylko Anglii szły dzieje innym trybem i poczęły 
się od straszliwej, ciężkiej monarchicznpj cent.ralizacyi wsku- 
t.ek podboju Anglii przez Normanów. Ucisk rządowy był tak 
przykry, że pod przywództ wem arystokracyi wszystkie rasy, 
klasy i stany, nie wznosząc między sobą murów nieprzebytr cb , 
łączą się i zdobywają pewne ogrankzenia samowoli urzędni- 
ków, oraz wyrabiają jako punkt środkowy swoich opozycyjnych 
nsiłowal1 instytut, który się z czasem nazwał parlamentem i 
który poslu
ył za wzór dla. europej
ki("h konstytucyj XIX w.. 
skopiowanych niewolniczu nieraz podług tego wzoru. bez nale- 
żytego zrozumienia jego względnych załet i znaczenia. 
'Vniosek o specyficznie średniowiecznym charakterze pall- 
stwa polskiegu z jego zasadniczą formą - sejmikiem, tak jest 
nieskomplikowany i oczywisty, ta.k na pozór przekonujący, że 
mo
naby uznać go za pewnik, nie podlegając)T dyskusyi. A jednak 


" 


#
>>>
- 220 - 


jest on przedmiotem sporu, prowadzunego nie tylko przez szkułę 
historyczną lelewelowską, ale i przez wielu pisarzy 
 nowsze 
szkoły krytycznej. 'Vahają się oni, czy można potępić surowo 
, 
swój parłamentaryzm narodowy, nie o wiełe młodszy od an- 
gielskiego, a jednak na tyle pożyteczny, że dawał osobistości 
hulzkiej jak największą swobodę i pozwalal jej w odległycb 
wiekach używa.ć praw, któremi się cieszą współcześni ludzie 
na łądzie europejskim, jako świeżymi nahytkami. Szuj ski (Hi
 

tol"yi pobkiej ksiąg dwanaście», 1880, str. 159) wyraża się 
niewyraźnie i dwuznacznie: «plan uparcia się o 8złachtę ::;kie- 
rowany został ustawą nihil novi 1505 r. na drogi centrałllegu 
parlamentaryzmu, który niezawodnie był dla państwa przed- 
wczeSJlą instytucją, a zanim do pojęcia ogólnYl:h interesów 
przyszedł, długo bardzo szamotać się musial z powijakami woli 
możnowładczej i pruwincyonałnego interesu». Okazuje się, że 
nim nastąpiło to uświadomienie się w narodzie ogólnych inte- 
resów w drugiej polowie XVIII W., już było zapóźno. Zresztą 
to narodowe przekonanie nie wynikło z naturalnej ewolucyi 
pallstwowości polskiej, ale przychodziło z zewnątrz i było sng- 
gestyonowane z zachodu. Sama konstytucya 3 maja 1791 r., 
była przeprowadzona zapomocą 
spokojuego» jak się wyraża 
Sznjski (str. 378), «zamachu stanu)). 
Dałeko otwarciej i bezwzględniej wyraża się M. Bobrzyński 
(Sejmy polskie za Olbrachta i Aleksandra» str. 347 i «Dzieje 
Polski w zarysie» t. II 
 66). rrwierdzi Bobrzyński, że polSld 
parlamentaryzm, atzkolwiek przedwczesny, sprawił, że pal1stwo 
polskie przestału być średniuwiecznem, a stawało się nowożyt
 
nem, to jest prawnem (RecJztsstaat) i że na tej nowej podstawie 
miało się udtąd kształcić i rozwijać. Dowodzi on, że w brzasku 
Odrorlzellia, skupiając się w sejmie wolnym, zaczyna Polska 
współzawodniczyć w wałce o najwyż
ze zagadnienia lndzkości, 
nie ograniczając się obL'oną intere:,ów stanowych, łecz mając 
"na pieczy 
prawy calego narodu i pai1stwa. 
Zastanówmy się, które z tych dwóch zdai1. wręcz sobip 
przeciwnych, zgodniejsze. jest z pn wdą? Niezawodnie tylko 
pierwsze, to jest zdanie Pawińskiego, które pouzieJa i Hembow- 
ski. Lstrój państwa polskiego nie może być nazwany nie śred- 


.
>>>
, 


- 221- 


1ziO'lciecznym, a to z dwóch powudów. Po lJieru;szr, całostki 
ziemskie stanowiły, ka
da z osobna, twarde, oporne, nieprzy- 
st.ające szczełnie do siebie i nieprzellikliwe krysztalki, których 
zjednoczenie nie mogło przyjść do skutku, bo niezupełnie pod- 
legaly sejmowi, tak. że sejm walny przedstawiał w sobie insty- 
tucję tylko kongresową. Sejmik, wedle dosadnego wyrazu Pa- 
wińskiego, miał duszę rogatą. ",\y spjmiku, jak w fortecy, ob- 
warowywał się i bronił duch średniowiecznego indywidualizmu. 
"'\V szystkie głowy są równe; ile głów - tyłe zdań; a głowy te 
są butne, nic po nad swoje zdanie nie uznają, odstępują zaś 
l)d niego wtedy tylko, gdy je porywa wspólny i niepowstrzy- 
many potok łltzucia, gdy następuje wybuch patryotycznego 
uniesienia. Po 'łrtóre, to państwo połskie bylo wręcz średnio- 
wieczne i w tym jeszcze wzgłędzie, że stosunki prawne nic 
wyra
tały ze \V
pólnego wszystkim pnia pospulitego uzdolnienia 
cywilnego, z tytułu wszcchczłowieczeństwa, ale z należenia do 
uprzywilejowanego stanu, obcjmującego w koilCU XVIII w., 
mniej, niż dziesiątą część ludności. Nad włościallstwcm zacię- 
żyło poddallstwo, stan miejski po części sam się u:,unął. a 1)0- 
niekąd był usunięty od przedstawicielstwa. więc w poJitycznem 
znaczeniu był od innych zawigly. Tak mieszczaństwo jako i 
Kuściół posiadały :5amorząd, ale nie były reprezentowane w sej- 
mie, i idące za tem 'głosowanie nie stanami, ale viritim, nie 
daje sejmowi polskiemu pierwszPllstwa w tym względzie, jak 
sądzi Bobrzyński, przed trzech
tanowymi sejmami zachodniej 
Europy, bo duch szłachectwa korporacyjno-stanowy panował 
w sejmic wyłącznir i bez żadnych ograniczeń, nie znajdując 
w innych stanach przeciwwagi. Ścianki :-:tanowe, przeszkadza- 
jące równouprawnieniu cywilnemu, były dwojakiego rodzaju: 
a) poziome (ludzie wołni i do gleby przywiązani - szlachta i 
nieszlachta) i b) pionowe (prowincje ze swojemi odrębnościami"). 
Pawiil
ki wybornie tłómaczy, jak z biegiem czasu i nieznacz- . 
nie traciły swoją rację bytu stanowe przywileje i jak te ra- 
cje, niegllyś realne. stawały 
ię fikcyjnemi. Prawdziwym lu- 
gie7.nym tytułem przywilejów szlacheckich był pierwiastkowo 
11odatek, krwią płacony, służba czynna wojskowa z narażeniem 
osoby i mienia. Słu
ba ta stala się zbyteczną. 
koro wprowa-
>>>
-99 2 - 
-.... 


dzonu wojska zaciężne i zaprzestano prawie używać rdzawego 
przyrządu: pospolitego ru
zenia. Obrona kraju mu
iala się 
oprzeć odtąd na. zwiększonym ciężarze podatkowym, ale właś- 
nie od płacenia pieniędzy szlachta się uChyłała, z przywileju 
odtąd korzystała darmo, większą część ci«;żaru ::;pychając na opo- 
uatkowane klasy. 
Z dwóch przyczyn, przeszkadzających pallstwu rozwinąć 
się jak należy, Pawii1ski główny nacisk kładzie na pierwszą. 
Odrębnuść sejmików nie puzwuliła ustalić się sejmowej centra- 
lizacyj, gdy tymczasem t.ylko przy centralizacJi mugly dojść 
do skutku reformy II góry zamyślane, a ostatecznie dążące do 
.I'ówllouprawnienia obywatelskiego i do emancypacyi włościan. 
Dopiero po uprzątnieniu przegródek pierwszych można byłuby 
wziąć się do łamania poziomych. bez poró wnania trwabzych i 
wy t rzymah:zych. 


XI. 


Końcowy wywód Pawińskiego, mimo swojej prus taty, bardzo 
jest ważny i dużo obiecnjąey ze względu na metodę, która 
w dalszem swojem za8t08owanill może przynieść bardzo liczne 
i obfite plony. Najczęściej chudzi historykowi o wyjaśnienie, J 
przy POlllOCY 
y:;tellla(Yl:Znego badania, jakiegoś wielkiego wy- 
padkn, na przykład rozkładu pewnego palistwa, z wykazaniem 
w:-;zy
tkich przyczyn tPgo wypadku i z ilościowem wy
zczególnie- 
niem ich udzialu, które bieg rzt'czy tamowały albo go przyspies.lały. 

ikt nie wątpi, że w Jiczbie t.yc.h czynników 
ą także i oso- 
bi:-.te, tak zwane psychologiczne, zawierające się w ideach, 
uczuciach i woli glównych działaczy dziejowych. Sam Pawiński 
wskazuje, jaki wpływ wywarły charaktery Kazimierza J agie- 
lOliczyka i jego synów na losy znikającej w ich ręku mocnej 
niegdyś władzy monarchicznej. Tylko początkująca nauka hi- 
8toryczna może się zadawalniać glównie motywami osobistymi 
i wyłącznie psychołogicznymi, kończącymi się na poczytaniu 
tej lub owej postaci historycznej za winowajcę tego, co się 
stało. 'V tak niedoskonalem pierwotnem badaniu przemaga nie
>>>
- 223 - 


, 


analiza, ale gra wyobraźni. objaśniająca dziejowe fakty antro- 
pomorficznie, na obraz i podobieilstwo tego, co badacz we 
własnej swojej du
zy odczuł i dopatrzył. 
Dla uwydatnienia trch założeń pozwołę sobie rozebrać kilka 
sąlów p. BobrzY11skiego. Twierdzi on, że lakoniczna ustawa 
150; L'. nihil 'Jlovi .1awała króluwi sposobność nagięcia jej na 

woją korzyść, bo wzbraniała t)'lko królowi zmieniać prawa 
bez sejmu, ałe pozostawiała mn moc autentycznego tłómaczenia 
i uzupelniania istniejącego prawa. Tak niezawodnie brzmi 
l1
tawa, ale korzystać z mocy tlómaczenia praw i do potrzeb 
rządu je naginać mógł tylko król, mający w swojem rozporz ą - 
(lzeniu i C01]mS iuris cesarskiego Rzymu - ;dóre aż do końca 
istnienia Pobki było jej tak obce, jak obcem jest Rosyi do- 
tychczas-i całe zastępy :-;ędzi6w i administratorów-prawników, 
którzyby. zżrw
zy 
ię z tern prawem, stosowali je jedno
tajnie, 
energicznie i tf'llllencyjnie w ciągu wielu pokoleń
 monarchi- 
zując prawo i demokratyzując je jednocześnie. Takich praw- 
ników Polska mieć nie mog-ła do XV wif'ku, ani później, bo 

zerzący się w niej humanizm wskrze:o:zał w:-:pomnienia raczej 
republikai1skiego Hzymu, więc zapatrywał się na sejm raczej 
jak na cornitia, w posłach ziemskich widzial. raczej friuu"llos 
lJlcbis i karmił spółczucie raczej dla Brutusa i Kasyusza, ani- 
leli dla Cezara. 'YvrowaJzenie prawników urzędowych 
tało 
się niepodobieństwem już przez to 8amo, że od 1578 r. sądy 
całkiem przeszły w ręce sędziów, wrbiel'anych przez szłachtę 
na sejmikach. 
::\lniema p. Bobrzyński (Dzieje Polsld», II 
 67), że mógl 
król stworzyć sprężystą i jednolitą maszynę m'lędniczą, biu- 
rokracyę, bez której żadne państwo nowożytne ut l'zymać się 
nie może, łrcz nie wskazuje, :skądby można było wziąć mate- 
ryal dla wytworzenia takiego mechanizmu. 
BubrzYllski oskarża dwóch ostatnich .Ja
rielonów o miękkość, 
brak decyzyi. o dojutrkowstwo, o to, że, wzdragając się przed 
sojuszem ze szłachtą, nie zechcieli zlamać siłą mo
nowładczej 
anarchii, o to, że nie dali ucha glosom intelligencyi 
zlachec- 
kiej. Cała 
zlachta oLjęta byla i p0rwana ruchem religijnym 
l'eformacyi; odczuwała ona potrzebę mocnego rz
du dla oder- 


"
>>>
- 22! - 


, 
wania się od Rzymu. Słabły teorye wolności, a w przewidy- 
waniu blizk"iej walki rodziło się poczucie silnego przywództwa 
i jednołitej w
adzy. Przy pochopności ::,złacEty do kroków sta- 
nowczych m01na było restaurować i wskrzesić niemal ab
olu- 
tyzm kl'ółewskości... 
'Vszystkie te kombinacye nie są dość przekonywającemi. Ka- 
stępne wypadki okazały, jak płytkim i powif'f"zchownym był 
ruch protestancki w Połsce. Do pokonania jednego żywiolu 
społeczncgo przez drugi potrzebny jest taki ich antagonizm, 
który wyłącza myśli o pojednaniu, zaś pol::;kie możnowładztwo 
było tąż samą 
zlachtą, jego interes był w znacznym stopniu 
solidarny z' interesem szlachty. :\Iiał większą racyę Szujski. 
gdy wbrew Bobrzyńskiemu twierdził, że można 
ądać od króla 
aby z gotowych materyalów coś zrobił; tl'udno zaś żądać, aby 
coś zrobił z tych, które gotowymi i dojrzałymi nie są. Dzieło 
Pawińskiego wplynie skutecznie na upl'zątnienie wszystkich, 
niezgodnych z ówczesnym bytem Połski projektów, domy
lów 
i ubołewań. Okoliczności, prze
zkadzającc wzmocnieniu władzy 
monarchicznej w Polsce, nie mogly być odraza i jednocześnie 
usunięte. Naprzód wypadłoby stworzyć mocną i władzę mającą 
izbę posełską, a potem dopiero za jej pomocą okiełznać m01no- 
władców, obniżając ich do poziomu szlachty; ałe robota uobywa- 
telenia wszystkich stanów zeszłaby na nice, bo rozbiłaby się 
o mur, dzielący szlachtę od nieszlacbty i od włościmiskiego 
poddaństwa. 
Gruntowne i wszechstronne zbadanie dziejowych czynników 
przedmiotowycb. nieosobistyell, jako to: miej:,cowości. ras i 
narodów, zamie
zkującycb w kraju, obyczajów i instytucyj tych 
płemion, prowadzi nip do całkowitego uprzątnienia żywiołów 
l'sychołogicznych. ale do bardzo znacznego zredukowania badań 
czysto p::;ychologicznych, z przeniesieniem na karb czynników 
przedmiotowych wielkicj ilości tego, co się dziś przypisuje 
dobrej albo złcj woli dzialających osób historycznych. Hbto- 
rycr, włącznie aż do najnowszego Alfreda Rambaud'a (Histoirc 
gćne1"ale ({li TV siccle a nos jours, t. YII, le XVIII siecle, 
p. 454), powtarzają jeden za drugim, że geograficzne położenie 
Polski było fatalne: kraina rozległa, bAz wszelkich granic na- 


.
>>>
- 225 - 


turalnych, płaska, bezbrzeżna, na. w::;zystkie napady otwarta. 
Drugą przyczynę upadku: brak spręży
tego rządu i ześrudko- 
wania władzy, zbadali szczegółowo hi
torycy nowej szkoly kry- 
tycznej. Pawiilski, w tem dziele wystudyowawszy oporność sej- 
mików
 wykazał w niej główną przyczynę 
łauo
ci władzy środo 
kowej. Brak sprężystego rządu był przeszkodą niepokonalną, 
dopóki Polska była niezależną polit.ycznie, t. j. do początków 
XVIII 
t.ulecia. .Je::;t jeszcze przyczyna :-;łabości trzecia, nad- 
mierne rozpraszanie sił na kolonizacyę olbrzymich przestrzeni 
na w:-:chodnich kre:-::ach ówczesnego państwa, jilko to: Litwy, 
Czerwonej Rn
i, Podola; sposób gospodarowania ekstensywny 
nip dający możności działać intensywnie i dotrzymywać kruku 
zachodowi Europy w po
tępach przemyslu i handlu, połączony 
z kuniecznością przybierania mnóstwa niekuIturalnych, albo 
mało ucywilizowanych pierwiastków ze wschodu, które nie 
dały 
ię przetrawić i opóźniały postęp i ekonomiczny i socyałny 
i polityczny. 
Pozostaje mi teraz, kończąc mój może zadługi wykład wobec 
rosyjskiej publiczności, uprzedzić jeszcze jeden zał.zut
 który 
mo
e mi być przez tę publiczność zrobiony, a ty.czący 
ię wy- 
boru przedmiotu i małego stopnia intere
u, laki może mieć ten 
prżedmiot dla moich słuchaczy. l\Iogą mi powiedzieć: przekona- 
łeś nas pan zupełnie, że pol
kie instytucye sejmikowe były 

redniowiecznemi, dła naszych czasów nieprzydatnemi, że z ko- 
llipczności upaść musiały i upadły. Co byłu, to przeszło; po cóż 
nam 
ię przeszłością zajmować? Sądzę, że podobny zarzut 
mógłby pochodzić tylko od łudzi, znających jedynie swoją prze- 
:szłość moskiewską
 oraz związany z nią petrrsburski okres 
dziejów Rosyi,- a zatem od takichże nieuleczalnych separatystów, 
jakimi - byli obywatele dawnej polskiej rzeczypospolitej w swych 
ziem
kich odrębnościach i w swym braku uzdolnienia do zjed- 
_ noczenia w działaniu. 
Dawne państwo polskie ze 
wojem prawem i publicznem i cy- 
wilnem niepowrotnie upadło; nie możemy bowiem uważać za 
szczątek prawa cywilnego Polski tych kilkuna
tu artykułów 
księgi 10 tomu Zbioru praw, wziętych ze Statutu litew
kiego, 
które obowiązują dotąd w guberniach czernichowskiej i połtaw- 
15
>>>
'- 


- 226 - 



kiej. "'"łaściwem jest ka
demu narodowi bronić do ostatka 

wojej prze
złości, dopóki nie zmotanie wyczerpaną wszystka 
amunicja. Zajdzie potem konieczność przy::;to
owywania f;ię do 
innego państwowego organizmu. 'V tym organizmie naród ów 
jest 
yjącą częścią, wno
i do niego 
woje kulturalne uzdołnie- 
nia i tradycje; może pomiędzy tradycjami temi są i takie, 
któreby się i państwu przydały i których łekceważrć nie nałe
r. 
Główne zadanie nowożytnrgo pai1
twa, wszystkie inne obej- 
mujące daje się w ten 
posób 
formułować: jak pogodzić wyma- 
gania 
iły i bezpieczeństwa pań:;.;twowrgo z wymag"aniami swo- 
body? Zadanie to uie zostalo rozwiązane w wieku XVIII, nie 
zostanie ono rozwiązane i w w. XIX; nad nim będą łamali 

obi-e głowy najdalsi nasi potomkowie, 'V ęzel kwe:-:tji połega 
na tern jak uregulować stosunek między centralizacją jedno- 
czącą w państwie wszystkic osoby pojedYllcze i zbiorowe z in- 
dywidualizmem tych osób pojedyńczych i zbiorowych, folgują- 
cym ich dążeniom odśrodkowym? 'Valka tych dwóch pierwiast- 
ków, biegunowo sobie przeciwnych, trwa już od wieków i 
przeszła przez różne okresy. Był okres wzmagającej się i ła- 
miącej wszełkie zapory centralizacji, w ciągu którego uważano, 

e prawa służą samemu tylko paiIstwu, że osoby i grupy pod- 
władne państwu mają jedynie tylko obowiazki, że w
zelki(' 
prawo prywatlH' zanika, skoro się ściera z państwowym inte- 
resem albo z państwowymi widokami (raisen ((Etut). rreorja ta 
do
ięgła szczytu swego panowania w X,TII wieku, uosobie- 
niem jej był Ludwik XIV. Następnie, gdy państwo stało się 
w:-\zechwładnem i u
unęło wszełkie zapory, nastąpił okl'es «oświe- 
conego ab
olntyzmu.. Państwo. przejęte zasadami współczucja 
i ludzkości, przyklada się do dobrobytu poddanych w widokach 
altruistycznych, utylitarnych, robi wszystko dła wszystkich i 
za wszystkich, ałe nie osiąga zamierzonego cełu, bo nie może 
być w
zędzie i wiedzieć wszystko, a jego opiekuńcza działał- 
ność ma ten wadliwy skutek, 
e odzwyczaja osoby pojedyńcze 
i zbiorowe od ::,amodziełności i od praktykowania dobra na 
własną rękę. Nastaje więc, naturałnym biegiem rzeczy okres 
trzeci, zwrot ku rozbrojonemu i. już nieszkodJiwemu indywidua- 
li
mowi, restytucja praw, niezaprzeczenie mu przynałeżn}ch.
>>>
- 227 - 


Okazuje się, że indywidualizm jest niedającym 
ię lliczem za- 
stąpić skarbem przy utworzeniu samorządu. Przeciwko zbyt 
wielkiej przewadze państwowej występowali wielcy europejscy 
myśliciele spółcześni, dość będzie, jeżeli nazwę Herberta Spen- 
c
ra i Hipolita Taine'a. :I?la udowodnienia, że w tem właśnie 
znaczeniu cenią i podnoszą indywidualizm nowsi polscy histo- 
rycy, przytoczę dwa wyciągi z dziel Rembowskicgo i Pawiń- 
ski ego, na których zakończę mój wykład. 
A. Rembowski pisze (Konfederacya i rokosz», 'Varszawa 
1896, str. 190): «Jakkolwiek też korona była zwycięzkim zwia- 
stunem idei jedności i całości państwa na zachodnim konty- 
nencie, to z drugiej strony zniweczyła udział społeczellstwa 
w życiu publicznem, podkopując tern samem w znacznej części 
przywiązanie do publicznego dobra, a w Hiszpanii, ścigając 
naukę, jako przestępstwo, zdołała pokryć w zupełności god- 
IlOŚĆ człowieczą całunem śmiertełnym». 
Pawiński zamyka. swoje «Rządy sejmikowe» (str. 431) na- 

tępnemi słowy: «Na wązkiej krawędzi polega równowaga sił 
państwa i społe(}zności. 'Vielka ta budowla państwa łatwo się 
to w jedną, to w drugą pochyla stronę. Kiedy się na prawo 
przeważy, to się prędko roz;;;ypuje w gruzy i rozpada na atomy 
a gdy się na lewo nachyli, to jak zwalisko skamieniałe. zasypie 
ożywcze źródła życia i przybije do ziemi podniosłą indywidu- 
alność ducha). 



 


15
>>>
#
>>>
WŁODZIMIERZ SOŁOWJEW. 


Szkic Literacki. 


I
>>>

>>>
Posiadam egzemplarz książki 'V. Sołowjewa: «Kwest ja na- 
rodowościowa w Rosji» (2 zeszyty, Petersburg 1891)
 dedyko- 
wany mi przez autora. Słowa dedykacji jak naj dokładniej o- 
kreślają stosunek autora nietylko do mnie, ale i do całego 
spółczesnego nam ogółu filozofującej dziś publiczności, nietylko 
w Rosji, ale i u mis i nawet w całPj zachodniej Europie, bo 
zaznaczają i mocne spójnie i rażące różnice pomiędzy wyłącza- 
jącemi się wzajem dwoma przeciwnemi sposobami myślenia. 
Autor ofiarował mi swoją pracę «w nadziei, że znajdzie prak- 
tyczną, jeżeli nie teoretyczną jednomyślność». 'Ve wnioskach 
swoich praktycznych był Sołowjew śmiałym i stanowczym po- 
stępowcem, bez najmniejszej domieszki oportunizmu, nie rachu- 
j ąc)'m się z żadnymi wzgl{'dami miejsca, czasu i okoliczności 
i podnoszącym swój glos tem śmielej, im bardziej był przeko- 
nany, że głos ten wywoła nie poklask, ale oburzenie. Prze- 
dewszystkiem moralista, wierzący, wedle Platona, w zasadniczą 
tożsamość dobra i piękna, posiada Sołowjew temperament szer- 
mierza, jest on w literaturze i w życiu pierwszorzędnym po- 
lemistą, ochoczym do wyzywania do potyczki na ostre liczebnie 
przemagającego przeciwnika, nietylko pojedyńczego, ale i zbio- 
rowego, chociażby tym zbiorowym przeciwnikiem była sama 
opinja publiczna. Bezwzględny przeciwnik kary śmierci w pra- 
wie kryminalnem, Sołowjew przekonanie to wyraził w pu- 
blicznym odczycie w r. 1881. 'V tymże samrm roku opuścił 
zawód profesor
ki i katedrę w uniwersytrcie petersburskim. 
Drugiego w tymże rodzaju wypadku byłem naocznym świadkiem 
cv 1890 roku, dnia 9 lutego, na zbiorowej uczcie, w rocznicę
>>>
- 232 - 


otwarcia uniwersytetu peter8burskie
0, bylych jego uczniów 
i profesorów. Z całą świadomością wrażenia, które sło
a jego 
wywołują, Sołowjew wzniósł toast na temat tolerancji narodo. 
wej i religijnej, który dziś jeszcze nawet śród znacznie odmien- 
nych okoliczności nie obyłby się bez protestu. 
W życiu praktyczneIll łączymy się bez wahania się z ludźmi 
najrozmaitszych przekonań, byle zmierzali do jednego z nami 
celu. Inaczej je::-;t w zakresie filozotjL Tu waży przedewszystkiem 
punkt wyjścia w rozumowaniu i sposób zapatrywania bię na 
świat; tu pierwszy pewnik mocno oSadZOIJY stanowi o wartości 
całego systematu na
tepnych wywodów. J\Iy sami w poł0wie 
XIX wieku byliśmy heglistat.ni. później, wyrzekłszy się meta- 
fizyki, staliśmy się pozytywistami, w końcu śladem Darwina 
zrobiliśmy się z Herbertem Spencerem ewolucjonistami. Xa:
ze 
wątpliwości co do wszechmocy rozumu ludzkiego w
Taziły się tylko 
w agnostycyzmie, wpojęciu o «niepoznawalności», nie wyłączają- 
cem zwrotów na przyszłość ku mistycyzmowi, ale chyba w innych, 
niż dawniej
ze formach. ,V. Sołowjew urodził się 16 stycznia 
1853 r., wśród pełnego rozkwitu pozytywizmu, walc7.ył z nim 
od początku swojego zawodu (rozprawa na stopień magistra 
filozotji 1874 r.: «I\:
'yzys zachodniej filozofji», rzecz prze- 
ciwko pozytywistom; rzecz na stopień doktora 1880 r.: 
«Krytyka oderwanych zasad»). Ten spóźniony o CWlerć. 
wieku wyznawca absolutu, ten uczeń Hegla. i 8chellinga 
uważał za jedyną realność w życiu-ideę, to jest samą 
przędzę myśli ludzkich. "'łaściwie jego rozullluwania były 
to tylko wycieczki w kraj wiedzy, bo stał na gruncie wiary, 
właściwej ogromnym masom ludzkości, wszystkim rl'ligjantom, 
to jest
 i tym niewielu, co w Bogu wciąż żyją, i tym nieprzej- 
rzanym tłumom, które boją się Boga i z nim się rachują. \V. 
SołQwjewie filozof ma za podkład teologa. na teologa zresztą 
wychował się on i wyksztalcił. Pochodził z księżego rodu, 
dziad jego nalpżał do tak zwanego białego duchowieństwa i 
był protojerejem w jednym z soborów na Kremlu moskiewskim. 
,V liczbie przodków po matce, malorosjance
 liczy Sołowjew 
Skoworodę, małorosrjskiego pisarza. Ojciec jego, profesor 


,
>>>
- 233 - 


Sergjusz, stał się najsłynniejszym po Kara1l1zinie historykiem 
Rosji; opracowywal on dzieje Rosji z głęboką krytyką 
i źródłowo, a doprowadz;il je w 27 tomach aż do po- 
łowy XVIII wieku. Był on przez lat przeszło 30 jedną 
z najwiekszych powag i ozdób moskiewskiego UiU wersy- 
tetu i wykładał lekcje Cesarzowi Aleksandrowi III i Jego 
bL'aciom. 
t;kończywszy studja gimnazjalnA w l\Ioskwie, wstąpił \Yło- 
dzimierz Sołowjew w 1869 r. do moskiew
kiego uniwrrsytetu na 
wydział Hauk przyrodniczych, ale porzucił go, przechodząc na 
filologiczny, poczem w 1873 roku ze stopniem kandydata za- 
ciągnął się jako wolny słuchacz do akademji duchownej mos- 
kiewskiej na cały rok. Tym studjom zawdzięcza Sołowjcw wielką 
znajomość języka i literatury hebrajskiej, niezbędnej dla wy- 
kładania tekstu Pisma świętego. 
Lata 1875 i 1876 spędził Solowjew zagranicą, w Anglji, 
Francji, 'Vłoszech i Egipcie; w 1880 doktoryzowal się i czas, 
niejaki wykładał jako docent filozofję w petersburskim uni- 
wersytecie. Po wyjściu jego do dymisji mial miejsce drugi
 
jeszcze dłuższy pobyt zagranicą, w ciągu którego Solowjew 
bawił w Djakowarze n biskupa Strossmaiera i w Zagrzebiu 
gdzie drukował w. 1887 r. tom I swojego niedokończonego 
dzieła o «Historji i o przyszlości teokra
ji». zawierającej filo- 
zofję dziejów biblijny
h, starozakonnych, poczem bawił w Kra- 
kowie, gdzie nawet polemizował w 1889 r. z hr. Stanisławem 
Tarnowskim na stronicach {l Przeglądu Powszechnego.» Od roku 
1889 pLzesiarluje głównie w Petersburgu i jest 
talym' współ- 
pra.cownikiem «\Viestnika Jewropy». Dzido jego «Kwest ja naro- 
dowości w Rosji» mia.ło trzy w)-dania. Obecnie dopisuje ostatnie 
rozdziały obszernej pracy o etyce, którą naturalniA o
nuwa na 
uczuciu religijllcm. \V wielkie m wydawnictwie «Slownika en- 
cyklopedycznego rosyjskiego» (Brockhaus i Efron), posuwają- 
cym się obecnie aż do litery X, jest on redaktorem działu 
filozoficznego. 
Zastanówmy się nieco nad pod
tawową w dziełach \V. 
o- 
łowjt'wa religijnością. Jest to religijność clu'ześcjańska, ale
>>>
- 2
-1 - 


szczególniejszego rodzaju, najpowszechniej
za jaka tylko być 
może, bo przyznaje, że we wszystkich wielkich religjach, które 
się rozpowszechniły, było objawienie, że niema właściwie wial
 
fałszrwych, a tylko lliekompletne, że świat jest widownią 
urzeczywistniającego się królestwa Bożego lla ziemi. Znać 
w tem przyznaniu ciągu religij Wpl)TW Heglowskiej idei o 
«stawaniu 
ię}) i nawet zaczątki późniejszego «ewolucjonizmu)).- 
Prześlicznie tlólllaczy Sołowjew w swojej monografji o «Ma- 
homecie» (Zbiór życiorysów'wielkich ludzi, wydawanych przez- 
Pawlenkowa, 1896 r.. Petersburg), jak wielki postęp stanowił 
islam po bałwochwalczym naturalizmie. :\Iahomet był wielkim 
genjuszem religijnym, miewał widzenia. 'V jedllem ta. 
kiem sennem widzenie jeździł on na swoim rumaku 
EI-Boraku do Jerozolimy i z trzech podanrch mu czasz, 
z miodem, winem i mlekiem, wybrał ostatnią, napój trzeźwy a 
zdrowy, 
ymbol najprostszego teizmu, jedynie dostępnego dla 
ówczesnych izmaelitów-arabów, w którym brak ideału dosko- 
nalenia się człowieka: tego, :0 nazywamy bogoczłowieczeństwem r 
a jest tylko bezwarunkowe poddanie się woli Boga, bez żad- 
nych dal
zych celów życia; ztąd nieruchomość tej kultury i jej 
prędki przekwit. 
Ze stanowiska chrześcjań
ko-religijnego, na którem stoi 'V. 
Sołowjew, dzieje tej trzeciej części łudzkości, której nasieniem 
był :--:tary zakon, a kwiatem ewangelja, są nieprzerywającemi 
się dziejami Bożyrh rządów czyli teokracji; ale takiemi, któ- 
rych rozwój odbywa się przez współdziałanie trzech czynlllkó\V 
czyli pierwiastków: kapłańskiego, lnólew::-;kiego i proroczego, 
odpowiadających trzem kategorjom logicznym: jest, był i będzie. 
Kapłaństwo \V kościele przedstawia tradycję, to co było: histo- 
q'cznie suh specie pł-rlelrriti. Jeżeli poprzestanie kościół na tem 
zespoleniu się w Bogu kontemplacyjnem, mistycznem, nie trwo- 
żącem się o doczesność, całą tą doczesllością rozporządzać 
będzie państwo, które znowu interesuje się nie ludzkośc
ą, 
lecz tylko upań
twowionymi narodami i zabsorbuje kościół 
w 
wojej polityce interesów doczesnych. .Jestto stan rzeczy nie- 
normalny, przejściowy. Po rozszczepieniu się w 867 r. kościoła 
powszechnego na dwoje, takie upodrzędnienie kościoła państwo.
>>>
- 235 - 


, 


waści przemaga na ,,? schodzie, w ostatecznym swoim rezulta- 
cie doszłoby do potworzenia się tylu narodowych odrębnych 
kościołów, ile jest samodzielnych narodowości, co Sołowjew 
uważałby za zaprzeczenie w zasadzie samego chrześcjaństwa 
jako religji powszechnej, jako religji całej ludzkości. Zachód Europy 
ze swoim obrządkiem rzymskokatolickim przebY\'¥l.l"ównież ciężki 
kryzys, całkiem przeciwnego rodzaju. Po rozbiciu się Rzymu i usta- 
niu pacis rOUlf1llae kapłaństwo \V osobie papieża przedsięwzięło wy_ 
tworzyć nową władzę świecką, jako orędowniczkę pokoju clll'ze- 
ścjańskiego, zlewając na nią WSzIstkie atrybucje dawniejszych 
rzymskich cesarzy. Ta pierwsza próba była chybiona i zawiodła 
oczpkiwania. Rzymsko-niemiecki cesarz ani był tak silny, aby 
mógł sprawować rządy chrześcjailskie powszechne, ani był na- 
leżycie uległy, by sprawować, rządy po chrześcjańskn. Papieże 
sami postanowili rządzić i panować, używając i miecza i pas- 
torału, co doprowadziło do opłakanych skutków, jak o tem 
świadczy nieśmiertplny protest Danta, a następnie reformacja. 
Po reformacji kościół rzymski katolicki oanowił się i oczyścił, 
ale w życiu społecznem ustaliła się protestancka zasada całko- 
witej separacji kościoła i państwa, skutkiem zaś tego rozdziału 
pań'Stwo bezwyznaniowe staje się całkiem względem religji 
obojętnem i występują na jaw cechy tej sekularyzacji państwa, 
które Sołowjew w taki sposób maluje: «l\Iilitaryzm powszechny, 
obracający całe narody w wojujące armje i tchnący tak wście- 
kłą nienawiścią narodowościową, jakiej średniowiecze nie 
znało nigdy; antagonizm stanów nieuleczalny, upadek siły mo- 
rahIej w osobnikach, ujawniający się we wzrastaniu liczby 
warjatów, samobójców i zbrodniarzy». Sołowjew jest za
adniczo 
przrciwny temu ateizmowi państ.wa j bynajmniej nie chwali 
separacji, uważanej pospolicie jako cenny nabytek cywilizacji; 
. ceni on tylko i uważa jako taki nabytek: wolność, to jest 
niezależność kościelną. odróżnianą przezeń od wolności religij- 
nej, to jest od tolerancji, królej udziela i teraźniejsze państwo 
ateistyczne, pozwalajace każdemu wierzyć, w co kto chce, albo 
całkiem nie wierzyć. Sołowjew obstaje jednako i przy pierwszej 
WOl
lOści i przy drugiej, która jest dlań konieczną, jako waru- 
nek trzeciego czynnika jego teokracji, pierwiastku proroczego.
>>>
- 
36 - 


, 


Odrzuca on tylko stan obojętności wzajemnej kościoła i pall
t\Ya 
i sta \Vi przypuszczenia tak śmiałe i tak dalekie, że mogą dziś 
uchodzić za marzenia, za czyste utopje. Z jednej strony nie 
wątpi on w możebność i nawet wierzy w konieczność unji 
obu kościołów, zachodniego i wschodniego. Z drugiej 8trony 
Sołowjew ma jeden pomysł w
pólny z moskiewskimi słowiano- 
filami, z którymi wciąż walczy i polemizuje. 'Vierzy on, że 
przy warunku takiej unji kościołów posłannictwo dziejowe Rosji 
skończy się na tern. że Rosja dostarczy kościołowi powszechnemu 
królewskość polityczną niezbędną, potrzebną dla zbawienia i 
odrodzenia Europy i świata»... 
:Kie uważamy za właściwe nawet krytykować te przypusz- 
czenia, które w całkowitym braku reahlPgo gruntu wydają się 
raczej utworami wyobraźni. Zauważmy tylko, że Sołowjew 
w swoich pomysłach o możebności unji kościołów uznaje pierw- 
szeństwo stolicy św. Piotra wedle ewangelji od św. :Mateusza 
16. 18 (Ty Jesteś Piotr i nJ tej opoce zbuduję kościół), nie 
widzi :zadnych niepodobnych do usunięcia różnic dogmatycznych 
pomiędzy dwoma kościołami, nie sąd,li on, aby przrszkadzało 
unji odmienne pojmowanie przez wschodni kościół powagi so- 
boru powszechnego, ponieważ od rozszczepienia się kościołów 
sobór powszechny stał się na 'Vschodzie rzeczą calkiem nie- 
urzeczywistnialllą, nakoniec SołowJew posiłkuje się zdaniem 
naj słynniejszego w XIX wieku prawosławnego teologa, metro- 
polity moskiewskiego Filareta, że kościoł wschodni prawosławny 
żadnego wyznania chrześcjańskieg:o za nieprawdziwe nie uważa, 
choćby się różniło w przekonaniach. Dodajmy dla zakoilCzcllia 
zarysu religijnej teorji Sołowjewa, że przywiązuje on wielką 
wagę do pierwiastku proroczego, do ludzi wolnych, do kaplań- 
stwa nie należących, ale duchem Bożym natchnionych i swobodnie 
wieszczących o przyszłem królestwie Bożem, jakiem niet"ylko 
bIło, jest, ale jakiem w przyszłości będzie. 
.... 
Bliżej niżeJi teologiczne pisma Solowjewa dotyczą nas inne 
jego rozprawy, POŚWięCOlll' bieżącym zadaniom polityki spół- 
czesnej. np. wspomniana już praca pod t.ytułem: «Kwest ja na- 
rodowościowa w Rosji». Analizując tę mocno skomplikowaną
>>>
- 237- 


kwest ją, Sołowjew przystępuje do rozwiązania zagadki z innego 
końca, nie tak jak to czynią pospolicie ludzie rozumujący in- 
dukcyjnie, dla których punktem wyjścia jest pojedyi1cza osoba, 
a dalsze :stopnie rozwoju stanowią: rorlzina, ród, plemię, naród, 
zaś za narodami w mglistej oddali daje się spostrzegać ludzkość, 
do której pojmowania, jako rzeczy realnej, jeszcześmy dziś nic 
dorośli. Sołowjew rozumuje naodwrót, dedukcyjnie, od najogól- 
niejszego poczynając i schodząc do szczegółów. Kajogólnicjszym 
dlań absolutem jest ludzkość, przez Chrystusa światu objawiona. 
To objawienie znosi, albo przynajmn.iC'j ogranicza przeciwnc 
jej zjawiska, różniczkuj
ce ludzkość i będące w porządku na- 
tury, jako to darwinowską walkę o byt i w8zrlkie egoizmy 
osobiste i narodowe, więc i wyłączne nacjonalizmy, które, bę- 
dąc rozkiełznane, prowadziłyby w ostatecznym wyniku do lu- 
dożerstwa. Od nacjonalistycznego patrjotyzmu wyzwoliła nas 
krew Chrystusa, wylana przez żydowskich patrjotów w rodzaju 
Kaifasza. O swoim judaizmie zapomnieli żydzi, kiedy z aposto- 
łem Pawłem opowiadali światu ewangelję, nie czyniąc różnicy 
między grekiem i żydowinem. O swojej narodowości zapomnieli 
arabi, kiedy stworzrli i wielkiej części światu narzucili Islam, 
IJoczem sami się poddali turkom, którym przekazali kalifat. 
Xie troszczyły się o swoją narodowość i narody zachodnioeuro- 
pejskie, gdy ulegały nadnarodowościowej władzy papieży i wy- 
tworzyły kulturę europejską. 
Stosunek Sołowjewa do swego własnego nacjonalizmu nie 
jest tak bezwzględnie zaprzeczny, jak u Leona hr. Tolstoja. 
:Nacjonalizm może się podnieść po nad pogański partykularyzm, 
może się łączyć z poczuciem cywilizacyjnego pGslannictwa na- 
rodu. Kacjonalizm stanowi potężną siłę, która wiele dobrego 
sprawić może, skoro jest na poslugach u wyż
zej idei. :Ma on 
podobiC'ństwo do rośliny, czerpiącej pożywienie nietylko z ziemi 
przez korzenie, ale i z powietrza, skoro jest dl& wszystkich 
zewnątrz wpływów otwarta i przez nie zapładniana. Rosja, 
jako państwo, stoi tak mocno, że od nacjonalizmu nie zależy 
samo istnienie narodu. ale od niego zawisło istnienie narodu 
z godnością, po ludzku, albo, co na jedno wychodzi, po bożemu. 
Trzy są główne pytania, narzucone Rosji przez historję: kwr- 


.
>>>
- 238 - 


. 


stja polska czyli katolicka, kwest ja wschodnia czyli słowiańska. 
i k\vestja żydowska. Są to trzy różne dziejowe formy wielkiego 
sporu wschodu z zachodem; z niemi się wiążą j inne. pomniejsze 
węzły zewnętrznej i wewnętrznej polityki, jako to: kwest ja 
nihilizmu i kwest ja roskolnicza. 
'V kwestję żydowską Sołowjew wcale się nie zacieka, cho- 
ciaż wiadomo zkądinąd, :le jest on stanowczym stronnikiem 
równouprawnienia żydów. 'V kwestji słowiań:.-:kiej Sołowjew 
przez długie lata był czystej krwi słowianofilem moskiewskiego 
gatunkn, zanim stał się zajadłym przeciwnil..-iem tego umysło- 
wego kierunku, z którym polemizował, i którego dzieje aż do 
ostatecznego, jak sądzi, jego przekwitu skreślił, dzieląc je na 
trzy okresy, czyli f
zy. 'V dobie tego kierunku pierwszej- 
najświetniejszej (Chomiakow, Samaryn: Konst. Aksakow) do 
1863 r. słowianofilstwo mało troszczyło się o paJlstwo, jako 
skojarzenie ludzi przymusowe, zarzucało rzymskiemu katolicyz- 
mowi jego modelowanie się wedlp wzrJrU państwoweg-o, upatry- 
wało we wschodnim obrządku idealny typ wiary i dopominało 
się dla tej wiary o wolność słowa. 
ieco poźniej, w początkach 
panowania Aleksandra II. przyjęło ono czynny udział postę- 
powy w reformach nie politycznych, a społecnych, naprzykład 
w emancypacji włościan. Druga doba odpowiada, wedle 80ło- 
wjewa, wyrzeczeniu się i zaprzeczeniu prawdy powszechnej 
(u:selc1łskoj) i uderzeniu czołem przed narodem, jako samoistną 
siłą ślepego żywiołu. Był to swojego rodzaju fanatyzm nie re- 
ligijny ale państwowy: rodzaj islamu, głoszonego przez Katkowa 
w ciągu ostatnich lat jego życia. Trzecią i ostatnią dobę slo- 
wianofilstwa przedstawiają bardzo nic'pokaźni epigonowie-obsku- 
ran ci, którzy wbrew prawdzie pow8zechnej ubóstwiają same 
bbtoryczne usterki i anomalje, wyróżniające naród ruski od 
reszty cywilizowanego człowieczeń
twa. 
Dawniejsi słowiallofilowie. pierwszej świetnej doby byli z za- 
sady przeciwnikami reform Piotra "\V. i tem się właśnie różnili 
od zachodowców. Sąd Sołowjewa o Piotrze jest tak oryg-inalny 
i tak daleki od bezwzględnego zachwytu albo potępienia re- 
formatora, że warto się nad nim zastanowić. Cesarz Konstan- 
tyn, przenosząc stolicę do Brzancji. stworzył Rzym drugi, od
>>>
- 239 - 


któl'ego Ruś przyjęla wiarę chrześcjańską.Ruś popaUa w upokarza- 
jącą i obniżającą poziomjej kultury niewolę tatarską, alei Konstan- 
tynopol ulegl prawie temuż losowi. Kiedy książęta moskiewscy 
wyzwolili się z pod jarzma tatarów, księża greccy uczęszczali 
do )Ioskwy już nie jako cywilizatorowie i krzewiciele wyższej 
oświaty, ale jako pochlebcy, niewołnicy turków i wycią
ający. 
ręcc' po ofiary i datki, a sug-gestjonujący we własnym interpsip, 
że po upadku CaJ'ogrodu l\Ioskwa staje się Rzymem trzecim. 
'V szystkie siły żywot.ne tego odosobnionego w tatar
kiej niewoli 
społeczeństwa zostały zużyte na wytworzenie bardzo mocnego 
i dyscyplinowanego państwa, z naczelnym władcą wedle typn 
3utokratorów bizanckich. Ujemne wpływy odosobnienia od 
Europy, niewoli tatarskiej i bizantynizmu sprawiły, :le osłabło 
poczucie chrześcjańskiej powszechności i solidarności i wybujały 
pierwiastki przesadnego narodowe
'o egoizmu i wyąokiego o 
własnym narodzie wyobrażenia. 'V:XVII wieku, za cara Alek- 
sego, w życiu religijne m narodu zaznaczyły się następujące 
wielkiej doniosłości wypadki: walka rządu z patrjarchą Xiko- 
nem i poskromienie roskolnictwa. Kreowany przez samodzierżców 
moskiewskich patrjarchat w o
obie Nikona próbował walczyć 
z władzą świecką o pierwszeństwo, mylnie się' powołując na 
przykłady teg"o, co niby praktykowało się u greków. Skutkiem 
tej walki bylo złożenie z patrjarchatu Nikona i przyznanie 
przez soból' 1667 r., ż
 kościół jest tylko funkcją państwoweg"o 
organizmu. Na tem skończyła się, wedle Sołowjewa, nieudatna 
parorlja średniowieczneg-o papieztwa. 
W ruchu roskolniczym. wywołanym przpz na prawę ksiąg ko- 
ścielnych, za sprawą 
ikona. objawiła się gorąca religijność 
narodu przy bardzo nizkim poziomie jego umysłoweg'o uksztal- 
cenia. 
rzy nizkim stanie umysłowości religijność bywa bar- 
dzo formalna, ściśle obrzędowa. nie zaciekająca się w kwest je 
.et.ycznie i tylko fanatycznie obst.ająca przy tem, jak dawniej 
br ło , nie uznając nawet władzy kościelnej, skoro ta ostatnia. 
rozporządza się wbrew tradycji. 'V tej walce sekciarze-staro- 
wiercy, chociaż obskuranci, bronili zasady wolności wyznania, 
ale uniemożebniali wszelki postęp w obyczajach, wszelkie re- 
formy. Z roskoluikami miał Piotr \Yielki przedewszystkiem
>>>
- 240 - 


-. 


do czynienia i zgniótł ten podolH1Y do chińsLczyzny opór za 
pomocą uŻJ?cia środków tak świeckich, jako i duchownych. 
Sołowjew wini go za to, że, nie przebierając w środkach, był 
niedostatecznie człowiekiem. 
-\le poskramiając roskolników, 
Piotr położył stanowczo tamę wszelkiemu klerykalizmowi pra- 
wosławnemu, uchylając partjarchat i stawiąc, zamiast niego, 
kolegjalny instytut S)'nodu. Odtąd bez żadnej przeszkody i oba- 
wy mogła Rosja przejść przez szkołę cywilizarji europejskiej, 
poskromnieć, naśladować Europę i bkąpać się w europejskiej 
pow
zechności, stawiąc się wobec swojskiegC\ bytu jak najza- 
przeczniej
 jak najkrytyczniej. Do tego poskromnienia przy- 
łożyła się niemało najpotężniejsza w Ro
ji gałęź literatury, 
satyra od Kantemira do Gogoła i Sałtykowa. Z nien! w najści- 
ślejszym związku zostają postępr Rosji w chrześciańskiej po- 
lityce, wielkie reformy społeczne ostatnich czasów. Co będzie 
dalej? Sołowiew t.ylko pyta. ale zadania nie rozwiązuje. Środ- 
ki Piotra \V. były, wedłe niego
 tylko czasowe i jnż są wy- 
czerpane. Rozwiązanie odsuwa się w przyszłość, do oczekiwa- 
nej przez autora unji kościołów, stanowiącej najdalszą metę, 
do której wzrok jego umysłowy sięga. 
Jakżr się stawi i jak wygląda kwest ja polska w pracy 

ołowjewa? Ani wykład tej zawiłej i bardzo zadawnionej 
kwestji nie jest u Sołowjewa zadawalniający, bo baQał ją tyl- 
ko pobieżnie i to, co o niej podaje, wiadomem je:,t głównie 
ze słyszenia, ani z wynikami i rozwiązaniem kwestji mógłby 
Bię ktokolwiek z zainteresowanych w niej dwóch stron zgo- 
dzić, tak że, zapewne pozostanie on sam jeden przy swojem 
zdaniu
 przy swoim poglądzie na przedmiot bardzo oryginal- 
nym, i co trzeba mu przyznać, bardzo konsekwentnym, z jego 
szczególniejszego stanowi
ka. 
'Vedle p. Sołowjewa. kwest ja połska w Rosji (latuje tylko 
od ostatnipg"o z podziałów, to jest od stu lat. 'V aktywach ra- 
chunku Ro
ji autor stawi rozmaite pozycje, wymagające spra- 
wdzenia i sporne: uratowanie Polski nad 'Visłą od zniemczenia 
przez zachowanie jej przy 
obip w 1814 i 1815 r., uratowanie 
Polski przez emancypacje włościan od rzezi, od bratobójczej walki 
stanów, dobrobyt lllaterjalny Królestwa więk
zy, niż Galicji.
>>>
--- 2-11 - 


Dużo możllaby rozprawiać in' o i C01łtra tych założeń. 'Vidmo 
wielkiego faktu historycznego wałęsa się jak upiór po świecie, 
zanim zniknie z kombinacyj międzynarodowych politycznych. 
Do emancypacji włościan dążyło społeczeństwo i w Królestwie 
pob:kirm i w Cesarstwie jednocześnie. Jeżeli w 1864 roku 
emancypacja d(lkonaua została za pomocą energicznej rządo- 
wej akcji :-lzybko, doraźnie i z uwłaszczeniem, ślad uprzed- 
nich, mających niewątpliwie zalety usposobień uwydatnił się 
organizacji wszechstanowej gminy, która pod względem .wpły- 
wu na uobywatelenie włościan gódna byłaby przyjęcia i w Ce- 
::;arstwie, o czpm świadczą odzywające 
ię w tym sen
i(' głosy. 
Sołowjew jrst głęboko przeświadczony o konieczności pojedna- 
nia się obu narodów, ale doszukując się właściwej dla niego 
podstawy, znajduje ją na takim gTuncie. na jakimby się nikt 
z nas czrgoś podobnego nie domyślił. ){y ludzie naukowego 
XIX wieku, przywykliśmy pomijać pierwiastki religijne jako 
rzeczy nieruchome, jako z2bytki przeszłości i przedmioty oso- 
bistego przekonania osobników, znajdujemy, że bezporównania 
łatwiej tworzyć kombinacje na gruncie bezwyznaniowym nowo- 
żytnego państwa. 
Z natury swojej Sołowjew skłonny jest rozważać i intere- 
sy bieżące polityki sub spccie aeternitatis, jak gdyby raz do- 
patrzone pozostawały niezmiennr. Chce on sięgnąć głębiej i 
usunąć naj głębszą przyczynę nieprzyjaźni. Polacy są przed- 
stawicielami ruropejskiego zachodu: raczej (wedle Sołowjewa) 
przystaną na zniemczenie, niż na zruszczenie. Za Polską 
stoi Aust
'ja, za Austrją Rzym. Trwa dotąd przeciwieństwo 
zachodniego Rzymu z Rzymem w
chodnim, po którego upadku, 
1453 r., przedstawicielem 'Vschodu stał się Rzym trzeci, to 
jest Rosja, która może się stać syntezą dwóch poprzednich. 
Kiedy w koi1Cu XVII w. tak się kstałtowały stosunki, :le Mo- 
.;;:kwa. mylnie pojmując swoje posłannictwo, mogła Rtać się po- 
dobizną Carogrodu
 wrogo względem Zachodu usposobioną., 
Opatrzność dziejowa powołała llo czynu Piotra 'Vielkiego, 
który swoją grubą ręką rozbił twardą łupinę nacjonalizmu 
i wydobyte z niej ziarno ruskiej samobytności rzucił na polr 
wszecheuropejskiej historli. Trze.ci Rzym przysunął się do 
16
>>>
- 242 - 


Europy, stanął na brzC'gn morza. Obcowanir z Zachodcm byłu 
początkowo tylko naśladownicze ze strony Rosji i formałne. 
Rzeczywistsze i głębsze pojednanie na::-.tąpi
 
koro dokona się 
wolny i z pełną świadomością zawiązany sojusz z duchowym 
pierwiastkiem życia zachodnioeuropejskiego, co tPffi jest ko- 
nieczniejsze, 
e pierwiastpk Zachodu ma wewnąrtz Rosji przed- 
stawiciela w pokrewnej ruskiemu narodowi i nierozłącznie z nim 
związanej polskiej narodowości. Ostatnie słowa, na których 
kończy Sołowjrw 
wój wywód, są następujące: «Dla wschod- 
niego kościoła najwyższą w rzeczach wiary i kościoła powagę 
stanowią. postanowienia 
iedmil1 so
orów powszechnych. odby- 
tych przrd separacją kościołów, więc kwest ja o władzy pa- 
piezkicj nie była i nie mogła być rozpoznaną i rozstrzygniętą 
na żadnym soborze powszechnym. Powstrzymajmy się więc od 
nierozważnego potępiania Zachodu i prcstujmy a czyśćmy dro- 
gę: wiodącą do zbliżenia się dwórh chrześcjań
kich światów». 
Jesteśmy u kr£1su. Dotarliśmy do najdalszych oczekiwalI 
i do szczytu ideałów, które karmi i którym jest. oddany ten 
samotnie kroczący, w każdym razie oryginalny, myśJiciel czy 
marzyciel. )Iimo zaciętą polemikę ze słowianofilstwem, 
ądzi- 
my, że jego idea o trzecim Rzymie jest ostatecznie słowiano- 
filska i mesjaniczna. w każdym razie jest to pomysł, żadnen1U 
innemu narodowi nie szkodzący, nie ubliżający i bardzo wznio- 

ły. Do życz£1nia jest, aby każdy naród posiadał swoich proro- 
ków, ludzi, wytężonycH na poddawanie temu narodowi jak 
naj wznioślejszego posłannicl wa. Ile mieści się w tych marzeniach 
realnej prawdy
 to tylko przysz O)ŚC może pokazać. 'Nim to na- 
stąpi, mozemy Rię lubować w POUl) dł.l
h, jeżeli są prawdziwie 
piękne, nie wdając się w to, o He mogą być realne. 1\ajwię- 
kszym mo
e utworem muzycznym R. "ragn
ra jest jego Par:si- 
fał, dzieło pełne religijnego ducha, dla słuchania którego tłu- 
my słuchaczy-widzów zbiegały się do Bayreuthu. Nikt jednak 
z tych pielgrzymów, nawet najbardziej utworem przejętych
 
nie odjeżdżał z zamiarem odszukania naprawdę, czy w górach 
pirenejskich jest zamek 1\Ionserrat i czy w nim strzeże osobny 
zakon rycerski świętego Graalu, czary, która poslugiwala 
Chrystusowi podczas ostatniej wieczerzy. 
"Kraj" 1897, 

 2-40 ·
>>>
, 


NOWY ŻYCIORYS 


P lOT R A W I E L K I E G o. 


... 


....
>>>
.
>>>
I. 


Pan Ka7.imierz 'Valiszewski w przedsłowiu' do nowego 
swego dzieła o Piotrze "Tielkim (Pie'i"re le Grand; l'educatio1ł, 
l'lwmme, l'oeuvre. Paris, 1897, p. 633) tak jest przejęty prze- 
dmiotem, tak lirycznie nastrojony, że chociaż tylko prozą: ale 
bardzo piękną opiewa człowieka-cudo (l'hornrne d/e prodigc). 
jedynego w swoim rodzaju, bo kiedy uniwersalnirjszy od Piotra 
Napoleon nie jest calkowicie ani Francuzem, ani \Vłochem, 
Piotr może być uważany jako uosobienie swego narodu; duszą 
i cialem geniuszem i temperamentem
 jest on wcielona całko- 
wita Rosya, ale nic więcej. Blade cienie innych zmarłych 
wielkich ludzi można jako tako wywoływać przy pomocy histo- 
ryi, ale Piotr żyje i rzeczywiście trwa a
 dotąd. Epokę te- 
raźniejszą wyobraża. \VaJiszewski jako pierwsze godziny po pół- 
nocku, takie mniej więcej, jak je opisał Słowacki w 2-ej pieśni 
«Króła-ducha». (Przed rannym strachem niebiosa czernieją... 
Ludzie przy ogniach miast swe ręce grzeją I przerażeni ci- 
chością godziny Gotowi zaprzeć się bożego ducha). Jesteśmy 
w pustem przestworzu między Europą znużoną, bo dh!go żyła, 
a Azyą cil'rpiącą od bezruchu. Z szerokiej rzeki podnosi się 
ranny opar, który przesłonił spiżowy kolos, ale I'łycllać tentent 
kopyt galopującego bez wytchnienia po bruku ciężkiego rumaka. 
A.utoL'a nie zadawalnia żaden z istniejąc'rch wizerunków 
Piotra, ani śpiżowy posąg Falconneta, ani poemat Puszkina: 
«Jeździec 
Iiedziany». O «Posągu Piotra» l\Iickiewicza, za któ- 
rego pobudką powstał «Jeździec Miedziany» Puszkina: p. 'Va-
>>>
- 246 - 


l i
zewski z umysłu nawet nie wspomnial, bo podznaczył do- 
bitnie, że ksią
kę swą przeznacza dla czytelników Rosyan 
(a mes lecteurs russes). Nie będąc z zawodu poetą, autor podjął 

ię roboty we właściwym sobie facbu w dziedzinie historyi. 
im 
przejde do rozważania i oceny wznie:5ionego przezell nowego 
pomnika, zauwa:lę, :le mimowolnie nasuwa mi się ,na myśl 
Juliusz Słowacki, którego zacytowałem, i:le gdyby był kon- 
kurs na o
tworzenie postaci Piotra, ale trlko \V dziale poezJi, 
to jest w warunkach pięknego zmyślenia, nikt z naszych poe- 
tów nie byłby zdolniejszym do podjęcia się tego tematu ud 
Juliusza Słowackiego, z powodu ścisłego związku i uderzają- 
cego podobieństwa między rdzenią treści jego «Króla-ducha» 
a Piotrem, jakim go podaje historya. 'Viadomo, że Słowacki 
pisał poemat w r. 1847, kiedy już zostal towiańczykiem i kiedy 
pogrążył się w mistycyzm. Sam on uważał swój zag-adkowy 
utwór, jako dzieło swoje najkapitalniejsze, jako alfę i omegę 
dziejów Polski. Mistyk i rewołucyonista śród narodu podupa- 
dłego ,,'skutek anarchii
 wskutek nadmiaru indywidualizmu 
podał on jako ideal to, czego właśnie brakło Polsce, a przez 
co rozwielmożniła się Rosya: despotyczny rewolucyouizm z góry, 
spra wowany przez mocarza, posiadającego władzę nieograniczoną, 
nadludzką (CO najdzi wniejsza, że mnie ukochano Za siłę za 
strach i za męczarnię. Gdym wyszedł, lud giął przedemnq ko- 
lano, Lud owiec, który się ku pasterzowi garnie... Jam jest 
bicz okropny, boży, I będę cierpiał co mi prżeznaczono, 
-\..le 
przezemnie ta ojczyzna wzrosła, Nazwisko nawet Pl'zt'zemnie 
dostała. I pchnięciem mego skrwawionego wiosła Dotyehczas 
idzie...). Zacząwszy od mitycznych Lech'a, Popiela, Bolesławów,. 
Słowacki. jak twierdzą jego biografowie, miał skończyć Da sobie 
jako na ostatniej metamorfozie «Króla-ducha», przez co spraw- 
dziłoby się polskie przysłowie: «pr7ez imaginacyę pojechał na 
koronacyę». Ponieważ jednak po Bolesławach, a szczególniej 
po Jagielonach, typy panujących monarchów w Polsce są dobre, 
łagodne i blade, nie przypominające zgoła gwałtowników, więc 
zmuszony jest Słowacki wplatać do epopei obcokrajowe pier- 
wiastki i gdy opisuje, jak król-duch przybił do ziemi mieczem 
nogę starego rapsoda podającego mu list od ŚniatYDa wojewody, 


'\,
>>>
- 247 -- 


jest to żywcem z historyi wzięty fakt o carze Iwanie IV-ym 
Groźnym, kttjry w ten sposób przygwoździł do ziemi ostrym 
końcem swojej laski 
topę sługi kniazia Kurbski('go, podającego 
mu orędzie od swego pana. Gdyby Słowacki prowadził dalej 
swą opowieść, to najwięcej ł:nateryalu dla niej dostarczyłyby 
mu chyba dziele Piotra \V. Ze idea o władzy sprężystej, ale 
okrutnej, jako o środku szybkicgo podniesienia się narodu, nic 
jest pomyslem bezpoQstawnym, właściwIJll tylko Słowackiemu, 
widać już z powodzenia, jakiem się w ciagu kilku lat ostatnich 
cieszył Nitzsche i jego teorya o «nadczlowieku», którego nie 
obowiązują żadne prawa pospolitej moralności. 
P. \Valiszewski ma styl wytworny i pisze zajmująco, ale 
po za przedsłowiem już mu nie chodzi o poezyę. Zalożył sobie 
napisać rzecz ściśle historyczną, wolną od zarzutów, że pisana 
z tendencyą, że jest stronniczym pamfletem. «Brałem co piszę 
powiada on, tylko z samych dokumentów, wyciskając z nich 
wszystko, co dać mogą. Ufam, że trzymałem się ich dokładnie. 
)Ialll pcwność, że jestem szczery. Mogę sprawić niespodzianki, 
wywołać decepcye, na wet gniewy, ale pro:-:zę smych czy trlni- 
ków Rosyan, aby dobrze zważyli swoje wrażenia». Pamiętamy, 
jak mu u nas miano za złe tę jego bezstronność, tę okolicz- 
ność, że tak mało z11ać w jego pi
mach Polaka, to omijanie 
swojl'go narodowego stanowiska, obowiązujące przecież bezwa- 
runkowo histoq-ka i Lędące najważniejszą jego zaslugą. 
Są niezawodnie uprz?dzający się sędziowie, których nie prze- 
kona żadne wyprzysięganie się stronności. Dzi:siejsza, w wielu 
rzeczach gorzej od niemieckiej usposobiona
 krytyka francuska 
(Emile Haumont w JOllrnal des Dćb,ds 9 czprwca 1897 r.) nie 
przypuszcza, żeby Polak przy najgorętszej chęci mógł być bez- 
stronnym, mógł w sobie stlumić swoje konieczne polskie' m'azy 
(ses il1
vitltUes 1'anCll1lCS de jJulollais). \Vięc choć p. \Valiszewski 
czerpał tylko ze źródeł, nie opus
czając, żadnych, a jest ich 
co niemiara, dziplo jego nie może wedle tej krytyki nie sta- 
nowić pamfletu, nie przez fałszowanie faktów, ale przez sam 
ich układ, przez obfitość anegdot, szczegółów sprośn
-ch i dra- 
st)'cznych. Z wielkim wysiłki
m stworzył antol', wedle fran- 
cuskiego krytyka, jakiegoś dziwacznego mastodonta, nie zaś
>>>
- 218 - 


żywego człowieka, a stąd historya nie może odnieść 
adnego 
pożytku. Krytyk dba tyle, aby w wizerunku ulubiony mu przęd- 
miot dostojnie i ładnie wyglądał, że oskarża nawet Matejkę, 
iż stworzył nie obraz historyczny, ale karykaturę malując po- 

łów cara Iwana Groźnego przed Batorym w obozie pod Psko- 
wem. Sprawdziło się na p. 'Valiszewskim, że jeszcze się taki 
człowiek nie urodził, któryby każdemu dogodził. Nasz autor 
lubi wprawdzie szczegóły malowlticze, wyrazy charakterysty- 
czne, strzeże 
ię jednak podawać za prawdę wszystko to, co 
w aktach zapisane, a oprócz anegdot notuje mnóstwo rzeczy 
treściwych, i układa obraz tak Rosyi w końcu XVII i w po- 
czątkach XVIII-go wieku, jak i reformatora. bardzo żywy, 
pouczający i podobny. Tytuł dzieła glosi, że je pisano «wedle 
nowych dokumentów». Autor przytacza nowe dokumenty, nawet 
rękopiśmienne, ale 
tanowią one niezbyt spory przyczynek 'do 
materyałów już zebranych i ogłoszonych uprzednio przez Rosyan. 
Pro
te zestawienie książki z tem, co się mieści naprzykład 
w pięciu tomach «Historyi Rosyi» 
ergillsza Sołowjewa 
(XIV-XYIII), wystarczj dla przekonania, Żf\ p. \Valiszewski 

ądzi o Piotrze \V. i o Rosyi dośó powściągliwie i ostmżnie. 
Główną jego zasługę stanowiło, że rzeczy już wiadome przez 
krytykę przefiltrowal, wyrozumował i odmalował, żadnego dro- 
biazgu nie pomijając, nowy portret historyczny wielkiego czło- 
wieka z nieco innymi, niż u poprzedników, poglądami na jego 
osobę, na jego zdolności i zamiary co do przyszłości Rosyi, 
z któremi zaintromitował Rosyę jako stałego odtąd członka 
Europy. Nie zamierzając wyczerpywać dzieła w niniejszym 
krótkim przeglądzie, poprzestaniemy na zaznaczeniu najbar- 
dziej wydatnych rysów tego w każdym razie interesującego 
utworu. 



 


II. 


\Vyrzeczmy się wszystkiego, co zakra\ya na mitologię. Rp- 
forma nie wyszła gotowa z głowy Piotra \Vielkiego, jak :\Ii- 
nerwa z głowy Jowisza. Piotr całej przeszłm3ci rosyjskiej nie
>>>
- 249 - 


" 


splantował, by na tej tabula 'i'asa coś nowego poburIować. Ruś 
waregska w początkach XIII wieku st.ała w kulturze prawie 
na równi z narodami curopejskirmi, podbita przez Mongołów 
zdziczała, ale się skupiła i uorganizowała na sposób oryentalny, 
poczem wyzwoliwszy się i odbywszy ogniową próbę swej nie- 
podległości w walce z Polską na początku XVII wieku, calym 
cię1:arem swego wszechwładnego rządu i oświeceńszych klas 
ciążyła ku zachodowi, starając się przyswajać gotowe nabytki 
obcokrajowych cywilizacyj; chodziło jej tylko albo o wybór 
dróg i sposobów, albo o większy lub mnif'jszy pośpiech w cudzo- 
ziemczf'niu się. Car Fiodor, syn Aleksego, mówił po polsku, 
miał pierwszą żonę Polkę, Gruszecką; mody polskie panowałr 
_ na dworze, sam język przesiękł polonizmami, w szkołach łacina 
brała górę nad g.'eczyzną, szukallo i zapraszano nauczycieli 
wychowanych wedle jezuickich metod z należącego jeszcze do 
Polski Kijowa, albo Połocka. Te same y;plywy polskie i ma- 
łorosyjskie Pl zeważaly i za rządów regentki Sofii, której uh
- 
bieniec \Vasili Golicyn wybornie mówi! po łacinie i był po eu- 
ropejsku wykształconym człowiekiem. :Nawet moda golenia 
brody datuje się od Godunowa, a przy carze Aleksym w 1". 
1681 wydane jUl były obostrzone karami zakazy noszenia dłu- 
gich bród, tak, że car Piotr nic nowego w tym względzie nie 
wymyślił, dodał tyJko bufonadę: ośmieszając wykonanie, t.o jest 
nakazując. strzyżenie bród W swojej obecności i na przyjęciach 
dworskich. Zauważmy. że doszły do nas wiarogodne relacye 
pól- 
czesne (
euville) o planach reformy, kt6i'c mial GOliCYll i które 
bylr nieco głębsze, uiż Piotrowe: ił VOUlllit affra1ZChi,. les pays(ms 
et lem' abando1'l1'ler les ter'J"cs qu'ils cultivent (Briir.kner, Pcf('r 
tler arosse, 1879, str. 58). 
Dl"ugiem, prócz dworu, obfitem źródłem szerzącej się cudzo- 
ziemszczyzny, był tak zwany Kuk uj czyli S ł o b o fI a X i e- 
miecka, dzH część )Ioskwy nad Jauzą między ulicami Basmanuą 
i Pokrowską. 'fu sieuzicli Hanzeaci, przybyli wraz z przymu- 
sowo przcsiedlon ymi 1\ owogrodzianami, Xicmcy, ...\.ngli cy, Ho- 
lendrzy, Szkoci. Było tu dużo szkół i rożnowyznaniowych świą- 
lyń protestanckich. Ponieważ w Moskwie ówczesnej zaznaczał 
się wyraźny antagonizm dwóch dworów: regentki Sofii i cara 


...
>>>
- 250 - 


Iwana z krwi )liło
lawskicb z jednej, a cara Piotra i matki 
jego Katalii Xaryszkinó"ny z drugiej ,;trony, ponieważ dwór 
ostatni wyniósł się z Kremlu moskiewskiego i osiadł w Preo- 
brażeńskiem Siole, zaś młody Piotr wychowyjący się tu dość 
swobodnie, .zaglądał do Słobody Xiemieckiej i miał w niej liczne 
stosunki, nie pozostały obie te okoliczności bez wpływu na. 
sposób europejzowania się Piotra raczej na wzór niemiecki i ho- 
lenderski, aniżeli na łaciński i francuski. Główną osobą na tym 
drugim dworze był Borys Golicyn, brat stryjeczny 'Vasila, 
czlowiek bardzo wykształcony i łacinnik. 
Dojścip do rządów w r. 1689 Piotra (urodzonego w r. 
1672 i mającego wtedy lat 17) stało się niespodzianie i prawie 
nie z własnej jego woli. Oba dwory szukaly punktu oparcia się 
w sile zbrojnej, w tak 
zwanych «strzelcach», grających rolę 
rzym
kich pretoryanów czy tureckich janczarów, dec)'dujących 
o losach państwa za pomocą pl"zewrotów palacowych. Katastrofa 
musiała na.stąpić. Sofia i 'Vasil Golicyn nie brli jej .inicjato- 
rami. Około l\atalii i Piotra grupowało się stronnictwo opo- 
zycyjne starą Rosyę wyobrażające. Niektórzy z tych stronni- 
ków wystraszyli Piotra, obudziwszy go w nocy fałszywą wia- 
domością o grożącym mu niby zamachu. Jak :stal nie obuty, 
dosiadł Piotr konia i scbronit .
ię do monasteru Troickiego. 
Strzelcy podzielili 
ię, część stanęła przy Piotrze, jego też 
stronę w:lięły wojska autoramentu cudzoziemskiego, konsystu- 
jące w Słobodzie 
iemieckiej, a także patryarcba Joachinl. 
Opuszczona regentka zamkni,:tą została do klasztoru. \Vasil 
Golicyn ocalał i zesłany tylko na deportacyę za wstawienicm 
brata swego, Borysa, który przez to samo naraził się swojej 
partyi, stronnikom carowej Xatalii i został od władzy oddalony. 
'Vładzę sprawują Karyszkinowie, ludzie starej daty, reakcyo- 
uiści. Otoczenie regentki ginie w strasznych mękach i kaźniach. 
Patryarcba Joachim wygania z Moskwy jezuitow i pali na 
stosie protestanta Kulmana jako heretyka. Piotra jeszcze nie 
widać. Znika on za plecami tych, którzy imieniem jego rządzą 
i nie jest na widowni politycznej prawie aż do roku 1695. 
Czas jego jeszcze nie nadszedł, on się tylko bawi. Dojrzewal 
powoli, do lat 11 nie umial czytać: .szesnaEtoletni pisz£' źle 


...
>>>
- 251- 


i nie poprawnie; uczy się urywkami i niesystematycznie u Kiem- 
c:óW i Holendrów w Słobodzie Niemieckiej. Ponieważ go nie 
trzymają w Kremlu na pasku etykiety, przestaje on głównie 
z dworskimi stajennymi i kuchtami, musztruje ich i wybiera 
z nich swoją drużynę. Ju
 ma przy boku ulubieńca-piekarczyka 
::\Iem;zykowa. Matka Natalia żeni go \V "1689 r. kiedy mial lat 
17 z Eudoksią Łopuchinchvną. 'V e trzy miesiącc po pobraniu 
się mąż żonę na zaw:-:ze porzuca i zaprząta 
ię buclowanicm 

tatków na jeziorze, albo pływaniem po morzu koło Archan- 
girIska. Jest w jego naturzr jakiś niewytłómaczony popęd do 
marynarki, nic odpowiedni ani wyłącznie odlądowrmu położeniu 
carstwa jakiem go Piotr za
tał, ani nawct pó2niejszemu gdy 
Piotr zdobył część wybrze2y Bałtyku. «Ciemny jakiś atawizm, 
IJowiada \Valiszewski, spadck po praojcach \Varegaclu. 
\V obcowaniu z nielnajomYllIi dziki i żenujący się, Piotr 
nie ma z natury wojowniczrgo usposobicnia i nie jest z pier- 
w:;;zego popędu odważny, ale staje się nim przez wysiłrk woli 
po refleksyi. Ma przytem temperament wściekle gwałtowny, 
z wybuchami gniewu nie wyrafinowanymi i nic oblic
onymi 
naprzód. jak u"N apoleona, ale przychodzącymi niespodzianie iodej- 
mującymi ruu włądzę nad zmysłami i wolą, tak że zdarzało mu 
się fizycznie maltretować nawet naj bliższych przyjaciół, naprzy- 
kład Leforta. 'V takich paroksyzmach" i g-łowa mu się trzęsła 
i wykrzywiały się konwulsyjnie rysy twarzy. 
Pi()tr nie spieszył się wcale panować. Samouk. obdarzony 
umysłem fenomenalnie czynnym, niesłychanie ciekawym, brał 
się do mnóstwa rzeczy, w których ;;;it swoich próbował. Po nu- 

ących pracach szukał wyt!hnienia u cudzoziemców w Sło- 
bodzie niemieckiej, u Szkota jenerała Jordana, żonatego z Ha- 
miltonówną (był to kondotier miernego lialibru, jakobita i ka- 
t olik, który 
lużył cesarzowi niemieckiemu i Szwedom, a potem 
Polsce, w końcu Carowi), szczególniej zaś u takiegoż ofic 
ra- 
najemnika Franciszka Leforta. syna aptekarza. z Genewy, pro- 
testant'ł. Z obuawoma poznał się dopiero w 1689 r. Lefort 
szczególniej przypadł mu do serca, wesoły, zrtczny, ujmujący 
kawajer, mówiący wszystkiemi jęz)'kami. Tu w trlll mieszanelll 
t.owarzystwie, złożone m z cudzoziemców najrozma i tszych naro-
>>>
f 


- 252 - 


. 


dowości, z ładnych kobiet światowo wykształconych, po większej 
części przystępnych i łatwych, nabrał nieco poloru, nieco wy- 
tworniejszego obejścia niż to. które zawdzięczał obcowaniu ze 

łużbą nadworną, z dwor:,kimi k o n i u c h a nI i. U Lefotra czuł 
się Piotr jakby u siebie w domu, tu kogo chciał przyjmował. 
'Veszło u niego odtąd w zwyczaj nie mieć własnego gospo- 
darstwa, a wyręczać się zap.lmoc:) ulubieńców prowadząc}'ch 
domy otwarte. Takimi byli Lefort, później )Ienszykow.-Zad- 
nych szerszych politycznych planów jeszcze nie znać w przy- 
szłym reformatorze. Pierwsza akcya polityczna była bardzo 
drobua i miała na celu zd
bycie dawniejszego Tanaisu, turec- 
kiej twierdzy Azowa niedaleko od ujścia Donu do morza, punkt 
na kt.óry jeszcze Batory zwracał uwagę Iwana IV. \Yyłrano 
się w 1694 na Azow nieopatrznie, bez przygotowań. jak na 
j'1.kie gody, z trzpma o równej władzy wodzami: Gordonem, 
Lefortom i Gołowiuem, z nich Lefort nie miał żadnego o sztuce 
wojowania pojęcia. Piotr, który gdy mógł lubił się wyręczać 
zastępcami u steuI państwa, wcale nie chciał być przywódcą 
wyprawy, zostawił w )Ioskwie na czas nieobecności tytułowego 
monarchę z swojego ramienia w osobie «Cpzara» Romorlanow- 
I:)kiego, do którego pisywał listy tytułującego go min Her Ke- 
nich, sam zaś sprawował w tym poch(,d7ie urząd bombardjera 
pou przybranem nazwiskiem Piotra 1\Iichajłowa. Lekkomyślność 
odniosła zasłnżoną karę i doprowadziła do porażki i sromotnego 
odwrotu. 
Tę porażkę pod Azowem uważa \Valiszewi"ki za punkt 
w życiu Piotra zwrotny. Uwydatnił się wtedy w mlodym wład- 
cy, w tej rannej jego dobie, najkapitalniej
zy przymiot ro- 
syjski narodowy, na którego wyrobienie składały się całe 
wieki niewoli tatarskiej: wytrwałość i niezlomny upór w 
przedsięwzięciu z podwajaniem wysiłków i cierpliwem wycze- 
kiwaniem aż przyjdzie czas. Mocne skupienie się umysłu już 
nie dla zabawy, ale dla akcyi politycznej, obudziło twórczoś
 
Piotra, nasunęło mu mnóstwo pomysłów: o marynarce, o połą- 
czeniu ka!lalem Donu z \Volgą, o wytw01'zeniu armii regular- 
nej na kształt 7.agranicznych. Nie dość werbowa.ć do Ros
Ti 
cudzoziemców, trzeba było setkami wysyłać młodych Rosyan 


"
>>>
- 253 - 


zagranicę na naukę, trzeba było samemu pojechać dla naucze- 
nia się wszelkich sztuk i rzemio
l pożytecznyc1): ażeby je 
przesadzić potem na grunt własnego kraju. Dziś takie wy- 
cieczki do Europy mocarzy z dalszego 'V schodu, z Azyi i Afry- 
ki, jako turystów, spowszedniały, powtarzają. się niemal co lat 
kilka, ale w on czas byłr rzeczą nadzwyczajną. Pomijamy 
opowiadanie p. 'VaJiszewskiego o tych peregrynacyach, pod- 
czas których car Piotr pracował jako pracownik albo technik, 
ale też naprzemiany nie powściągliwie hulaI, .oddając się kla- 

yczllemu Bachusowi, a jeszcze bardziej «Iwaszce Chmielnic- 
kiemu» (wódka). 'V 'Vieolliu zaimponował carowi cesarz Leo- 
pold swoją sztywną etykietą, aleodstręczrl go też stanowczo, 
tak że w niwecz się obróciły rodzące się w Piotrze zamiał-Y 
wspólnej z cesarzem wojny przeciw Turkom i dorwania się 
00 posiadania morza Czarnego. Potem Piotra olśnił, oczarował 
i do serca mu przypadł, })odczas czterodniowej pohulanki 
w Rawie, pierwszy siłacz i może pierwszy w Europie rozpust- 
nik, .August II. Planowali jakby pobić Szwedów i dostać się 
do brzegów Bałtyku, a przy rozstaniu przyodzieli się wymie- 
niwszy ubiory, tak że w .Moskwie Piotr nosił się w kaftanie 
i ze szpadą króla polskiego. Ani śród prac ani na polmIan - 
kach nie pozbywał się Piotr swojej podejrzliwości, swojej oba- 
wy że 
o nie lubią w Rosyi za cudzoziemczenie się, że :się 
wciąż burzy niesforna 
wardya strzelecka. .Już uprzednio wy- 
padło mu kilka razy strącać po kilkanaście głów, co na razie 
wystarczało. 'V jego nieobecności nie chętni, a miał ich sporo, 
mogli tron jego wywrócić i zawładnąć w :Moskwie machiną 
rządową. Bunt strzelców wybuchnął i miał ten skutek, :l:e 
Piotr bezzwlocznie wrócił do )Ioskwy pelen gniewu i żólci, aby 
raz na zawsze zadeptać «siemię l\Iiłosławskich:t i z korze- 
niem wyrwać instytuc)"ę, po za którą czuł, że się chowa 
wszystko to, co nie trzyma z nim, a taką była olbrzymia 
większość społeczeństwa, która zawsze i wRzcrlzie przywią- 
Za11a jest do tradycyi i nie lubi nagłego wykolejania się z ru- 
tyny. 
Piotr wszystko robił na wielką skalę. Prawdziwą tyta- 
nicznością odznaczyły się i kaźnie nar} winowajcami w !\Iosk-
>>>
- 254 - 


wie. Od wrzesnw 1698 r. przez dwa nlleSlącC' funkcyonowało 
14 tak. zwanych zastienkow (Folterkammern). stracono do ty- 
siąca osób. Sam car ściął własn
 ręką w Preobrażeńskiem 
Siole pięciu skazanych na śmierć i przypatrywał się, jak się 
w tejże robocie wprawiali jego ulubieńcy Romodanowski, 
Ien- 
szykow; jeden tylko Lefort się wymówił l). P. 'Yaliszewski 
twierdzi, że Piotr, lubo człowiek bardzo zmy słowy, nawet 
w swoich okrucieństwach, nie okazywał najmniejszych oznak 
tak z\vancg-o «sadyzmu» ani też nie lubował się i nie roz
o- 
szował w męczarniach. Posługiwał się on w całem życiu ter- 
roryzmrm, tem co 'V łosi nazywają crueltrt bene 'ltsata. Lecz że 
był człowiekiem z natury gwałtownym, więc i w tym razie 
zapewne przebrał miarę. W sądach o takich ludziach powin- 
niśmy pamiętać, że jesteśmy w 
Ioskwie XVII wieku i że epoka 
Piotra niezbyt była odległą od
epoki Iwana Groźnego.- Nie wykry- 
to na wet przy użyciu tortur spólnict wa zamkniętej w klasz- 
torze regentki z winowajcami działającymi w jej imieniu, więc 
zawieszono tylko pred kratami jej celi pięciu wisielców. Po nie- . 
waż Piotra już nie krępowały wzglę{ly na matkę, carową N"a. 
taJię, która umarła w roku 1694, pozbyl się więc żonJ 7 , którą 
sobie zbrzydził, zesłał ją do klasztoru w Suzdalu i zerwał cał- 
kiem z krewnymi jej Łopuchinami, stronnikami staroświeckiej 
reakcyi. :Miejsce po żonie zajmuje w pożyciu .A.nna JIons, córka 
jubilera ze Słobody Kiemieckiej, która mu się sprzeniewierzy 
w 1703 i odprawiona, stanie się metresą a potem żoną pru- 
skiego posła Kaiserlinga. Jesteśmy w przededniu reformy, na 
początku głównej akc
'i politycznej Piotra, której punkty koń- 
cowe są porażka pod Narwą 1700 i bitwa- pod Poltawą 1709 r. 
Dziejopis przerywa pred porażką Karwską opowiadanie i trze- 
cią część książki poświęca psychologicznemu, drobiazgowemu 
badaniu postaci Piotra, którą ogląda ze wszystkich stron i we 
wszelkich jej stosunkach. Rozbiera on ten potężny organizm 


J) Bior} te szczegół)' nie z księgi Waliszewskiego, ale z historyi S. 
Solowiewa (XIV, 2(0). Opisal je szczegółowo naocZll}- świadek Korb, jeden 
z poselstwa cesarza niemieckiego.
>>>
2 ...... 
- 
.)- 


niby zegarek. bada każdą sprężynę, każde kółku i włosek. tło- 
maczy jak się te pi
rwiastki kombinowały. Główne rysy tego 
charakterystycznego portretu są następujące. 


III. 


Przez dziwny zbieg okoliczności na tronie moskiew:;kim 
zasiadł człowiek, prawie teraźniejszy, wolny od wszelkich 
przesądó'V, posuwający lekceważenie form i etykiety do cy- 
nizmu i taki niespokojnr, tak gorączkowo spragniony in no- 
wacyi, że razami siekiery i obucha wprawi w ruch ciężką 
bryłę swojego, umysłowo leniwego i półsennego społeczeństwa. 
Równie nieustające wrzenie, mające wszrstkie cechy siły ży- 
wiołowej. równe nioszczędzanie siebie samego bez wyczerpy- 
wania się i bez potrzeby wypoczynku, znaleźlibyśmy może tyl- 
ko w .Napoleonie. I Piotrowi i Napoleonowi były one od na- 
tury dane. Dla oznaczenia t.ego przymiotu, \Valiszewski używa 
słowa lltatcJld,.anfl i frazesu Szekspira: lite soul is joyo us in do- 
'ing roskoszowanie się duszy tylkO' w działaniu. Chociaż ni€' 
nałożony do pisania, Piotr pracuje z piórem w ręku po 14 
godzin dziennie
 po męczącej robocie równie niepowściągliwie 
hula
 w chwilach osobiście go wzruszających i tragicznych nie 
ustaje w pracy bynajmniej i sypie krociami ukazy w najroz- 
mai tszych materyach. (;' est natu rellemeJlt u n i m p u l s i f 
powiada p. 'Valiszewski. to jest człowiek działający . z pierw- 
szego popędu w projektach swoich niesłychanie zmienny, przy- 
tem bardzo giętki, więc oryentujący 
ię 
zybko wedle oko- 
liczności i albo natychmiast naprawiający swoje pomylki, albo 
dźwigający się z podwojoną energią po rzadkich ale trafia- 
jących się upadkach na duchu. Ta straszna energia ma swoje 
źródło prawie wyłączuie \V mózgu, nie zaś w sercu. Nie mo- 
. żna o Piotrze 'Vielkim powiedzieć, że był nieludzki, owszem 
i w prawodawstwie i w obeściu się z ludźmi dawał dowody 
uczynności, dla potrz
bujących opieki. dla cierpiących, dla sła.. 
bych. Był on przytem towarzyski i jewialny; bardzo lubił 
farsy. miał pochop do błaznowania i grubych żartow. ,,- tej
>>>
- :256 - 


, 


wrażliwości nie ma ani źdźbła sentymcntalizmu. Kwiat sze- 
waleryi, wygórowanej ambicyi jeszcze w tym kraju nie ist- 
niał nawet w pączku. Sam władca wychował 
ię w bardzo 
prostaczem i zepsułem otoczeniu, gusta jego były niewybrednA, 
gminne, obejście się rubaszne a niepowściągliwość w gniewie 
tak wielka, 
e się go jak ognia bano i 
e tylko po jego sko- 
nie spokojniej odetchnieto, jak gdyby spadł kamień z piersi 
nawet tym ludziom, którzy byli mu najbliżsi. 'V każdej niepo- 
spolitej umysłowości znajdzie 
ię pewicn zakątek, w którym 
się mieści zapas idealizmu, nawet marzycielstwa, stanowiący 
zwykle główną tej umysłowości wartość i jej największą okra- 
sę. Zanim dojdziemy do obejrzenia w duszy Piotra tego ustro- 
nia i tego zapasu, który był dość spory, zauważmy, ż
 rozum 
Piotra uie nad obłoki szybował ale po ziemi chodził. przede- 
wszyskiem utylitarny, arcy praktyczny, wprost zmierzał do celu. 
:Miał on właści wy sobie sposób wyrażania :,:ię, co się zowie- 
cięty, bez najmniejszej retoryki, bez dbałości o pisownię, od- 
razn wynajdujący dla każdej myśli odpowiednie słowo, albo 
obraz, z zakrojem jfldnak oryentalnym, z popędem do kolosal- 
ności i nadmiaru w obrazowaniu. Nie odznacza się Piotr w opi- 
sywaniu wypadków, ale ocenia je szybko, trafnie i odrazu. 
Przypatrzmy się dokładniej jak działało główne narzędzie- 
twórczości Piotra, jego fenomenalny umysł. 
Rozum pełni funkcye dwojakie: naprzód pochłania i przy- 
swaja sobie gotowe, wyrobione kursujące pojęcia, a powtóre- 
kombinuje te pojęcia w taki sposób, że kombinacya staje się 
rzeczą nową, jest ju
 ideą własną myślącego jej twórcy. Otóż 
w umyśle Piotra była, wedle p. 'Valiszewskiego, ta druga 
zdolność daleko słabiej rozwinięta. Idei własnych posiadał on 
niesporo, zato 
tanowczo przew
żała w nim asymilacyjność,. 
niezmordowana naśladowniczość bez dostatecznego nieraz wy- 
boru i bel miary. Stąd wynikały: drobiazgowość, nieproporcyo- 
nalność, niesystematyczność pomyslów, traktowanie niby żar- 
tem rzeczy poważnych, robienie na seryo rzeczy błabych,. 
ubieganie się o mistrowstwo w ciesielstwie, chirurgii, rwaniu 
zębów, w czternastu najrozmaitszych rzemiosłach. l\Iożliwość 
dojścia do kombinacyi, to jest do idei własnych, zależy od
>>>
- 
37- 


uzdolnienia umysłu do abstrakcyj, do stawania na tak wyso- 
kiem oderwanem stanowisku, ażeby można było objąć rzutem 
oka wielkie przestworza i wielkie masy i całokształty pojęć
 
\Vedle p. \Valiszewskiego, Piotr jest intelektualnym krótkowi- 
dzem, dostrzega jednocześnie mnóstwo drobnostkowych punk- 
tów, ale nie widzi całości; ogólne pojęcia są u niego cbwiejne 
i niewyraźne. :Ma on książeczkę notat.kową, do której. co zo- 
baczy, wciąga. \Vszystkie pomysły przychodzą mu gotowe z zew- 
nątrz i są niejako suggest.yonowane. Stosnje je bez namysłu 
tak, że czynna wola poprzedza jasne pojmowanie, a cel roz- 
widnia się dopiero przy braniu się do rzeczy, z różnych 
stron i różnemi spo::,obami; porzuca jedne i bierze się do dru- 
gich, jeżeli ten lub ów krok okaże się nietrafnym. Sam Piotr 
jest niby olbrzymi reflektor, wszakże wyłącznie tylko ku Za- 
chodowi obrócony, ku cudzodziemcom raczej, aniżeli ku krajow- 
com. Za jego panowania żył llicpospolity pisarz ekonomista, 
Pososzkow, uwielbiający reformatora. Piotr \Vielki mógłby go 
był użyć, ale nie zwrocił na niego najmniejszej uwagi. Nie 
b"ył psychologiem i na ludziach nie umiał się poznawać. Każdy 
mu był dobry, byle sprawny, cllOcia
by miał długie ręce i 
sprzeniewierzał się pieniężnie, jak Ilaprzykład )Ienszyków. Ka- 
ryera znacznej części sług Piotra kończy się na knutach albo na 
batogach. :\Iędzy sługami, chociaż Piotr 
ydów nie znosi, są 
i żydzi: "icekanclerz Szafirow, syn faktora z Orszy, policmaj- 
ster petersburski Dewjer, potomek 
ydów portugalskich. Cały 
rnzdział u \Valiszewskiego poświęcony jest tej nie bardzo 
schludnej drużynie współpracowników i faworytów, w których 
szeregu zajmują znaczne miejsce tak zwani «pl'ybylszczycy
, 
to jest wynajdywacze dochodów dla 
karbu z Kurbatowem na 
czele. 
\V umysłowej orgallizacyi każdego niepospolit,ego człowieka 

przęgają 
ię zazwyczaj nie godzące się na pozór przeciwieństwa, 
Spostrzezenie to sprawdza się na Piotrze jak najbardziej. \V tym 
zmysłowcu, materyaliście, nie schodzącym nigdy z gruntu rze- 
czywistości zmysłowej, namacalnej, tkwi jednak kawał marzy- 
ciela i prawie mistyka. Przechodzimy do tej materyi stano- 
wiącej w umysłowości Piotra punkt centralny. Tą jedyną 
17
>>>
- 258 -- 


w swoim rodzaju charakterystyczną cechą jest szczC'gólniejsze 
pojmowanie przez Piotra \Vielkiego obowiązków samowładnego 
mOnarchy względf\1ll swojego państwa. 
Panujący, według pojęć naniesionych do Rosyi ze \Vscho- 
du. jest nieogralliczonym panem kraju, ludzi w tym kraju 
i całego ich mienia. Posiada on to wszystko tytułem własno- 
ści wedle prawa prywatnego, ma tylko prawa i nie dźwiga 
żadnych obowiązków, moralnie zaś uch0clzi za ojca. Uwielbiają 
go na klęczkach i cenią tembardzicj, im bardziej jest llieru- 
chomy, im bardziej się trzyma niezllliennego rytuału i praoj- 
cówskiell tradycyi. 
Xie zrzekając się 
a.dnego z pl'a\" swoich monarchicZll}Tch. 
Piotr \Vielki wprowadza do swej funkcyi monarszej s p o ł e c z- 
n y pierwiastek, wzięty niezawodnie z zachodu, ale niewiadomo 
kiedy i przez kogo mu wpojony, i stosuje ten pierwiastek 
z właściwą sobie skrajllo
cią i gwałtownością. Oglasza on. 
a potem urzeczywistnia. zasadę, że jest 
wą,go pailstwa pier- 
wsz)"m sługą. \Vicmy, że i Ludwik XIY rzekł: «jam jest pań- 
stwo (l'Etat c'est moi)
, ale Ludwik nie ogarniał i nie pochła- 
niał całego 
ycia narodowego ani nie obracał go na korzyść 
państwa. Obok publiczneg0, wiedział on, że istniejr życie pry- 
watne, 
e byle poddany pełnił swoj4 powinność względem pall- 
stwa i państwu nie szkodził, może jak mu się spodoba cie- 
szyć :się 
yciem i sobą dysponować. Oryginalność pomyslu 
Piotra stanowiło to, 
e w imię dobra publicznego siebie sa- 
mego poddał i podporządkował pailstwu, ale wnet potem w imię 
pailstwa w swojej osobistości, pochłonął i ogarnął całe życie 
narodowe bez podziału, teraźniejgze i przyszłe, całą społecz- 
ność, nic z niej nie wyłączając. Sam Car daje przykład i słu- 
ży, otrzymuje rangi i promoc}'e, pobiera gażę, oddaje wszelkie 
glużbowe honory zastępcy swemu Romodanowskiemu. Pozbył 
się przytem, oddając je do skarbu wszystkich ojcowskich dóbr 
i domów. Lecz od każdego ze swyeh poddanych Piotr wymaga 
takiejże służby, takiegoż oddania się państwu ciałem i duszą: 
każe mu wierzyć jak on wierzy, bawić się jak on się bawi 
poniewirrać najpoważlliejsze przedmioty 
 chociażby z obrazą 
nawet uczucia religijności. \Viadoma je::;t zabawa pijacka tak
>>>
- 259 - 


zwanego bJazeń
kicgo soboru (wsieszutiejszyj solJOJ). Prez
'do- 
wał za 
tolem były nauczrciel Piotr
 djak Zotow jako kniaź- 
papie
; inni biesiadnicy grali rolę kardynałów i biskupó w 
Byly prz
'kłady, że odmawiających udziału w tych orgiach 
karano i bito. Rosya, której Piotr służy. wszystkich w służbę 
jej zaprzęgając, nie jest zbiorową istotą realną, nie jest tem 

połeczeństwem, które jego samego z łona swego wydało i jako 
fala na barkach swoich dźwiga, społeczeństwem, w którego ży- 
ciu on sam jest tylko jednym z mnogich czynników. Ta Rosya, 
którą on wymarzył, jest jego osobistym utworem, czemś od 
niego nieodłącznem, czemś, co od niego się poczęło i po za 
jego osobą nip ma ani możności istnienia, ani racyi bytu. 
Jest to jakieś widmo wielkości i sławy, które majaczeje w 
d- 
dali, jakaś istota o zmieniających się i niepochwytnych rl- 
sach; czasami wygląda jak zbrojne obozowisko podczas wy- 
prawy, czasami zaś jako nI uporządkowany i gospodarny. Cel, 
wytykany przez Piotra, nie da się materyalnie urzeczywistnić. 
Jest on nie jako halucynacyą, która tak opętała tego pozytyw- 
nego 
kąd inąd człowieka, że głęboko w nią wierzy i wiarę 
tę przymusem wdraża swoim poddanym, tak że wiara ta prze- 
nika ich potem aż do szpiku kości. Przejdzie wiek cały, po- 
wstanie opozycya przeciwko cudzoziemczeniu się, zakwe- 
styonowaną zostanie wartość samej reformy Piotra. potępia- 
nej przez słowianofilów, bronionej przez zachodowców. I jedni i 
drudzy wierzą w przyszłość swego narodu (Sw'iataja Iluś) i są 
przekonani, że ta Ruś odrodzi psującą się Europę. Ideał, któ- 
ry obu tym stronnictwom będzie przyświecał w XIX wieku, 
pochodzi wprost od Piotra; monarcha ten bowiem pomimo 
swego pozytywizmu był trochę marzycielem, trnchę poetą czy- 
nu. 'Vedle p. 'Valiszewskiego, ten wizyonaryusz ma pewną 
przewagę nad Xapoleonem w tem, że posiada większą świa- 
domość przyszłych możebności i realniej patrzy na przy- 
szłość nie całej ludzkości ale swojego narodu, więc tworzy rze- 

zy trwalsze. P. 'Valiszewski jest przekonany, że gd}'br Piotr 
był mniej zaślepiony w swoim ideale i gdyby mógł sobie Ro- 
syę, o której marzył, bez siebie samego wyobrazić, pomyślałby 
I o utrwaleniu swego dzieła przez ufundowanie dynastyi i że 
1;
>>>
- 260 - 


nie bylby dla losów dynastyi tak calkowicie obojętnym. Piotr 
zerwał swe małżeństwo 
 Eudoksyą Łopuchinówną bez żadnej 
istotnej racJi, zaniedbał wychowanie spłodzonego z nią syna, 
Aleksego, prowadził żywot w obcowaniu ze zmienianemi czę- 
sto kochankami, zI
alazł w synu Alek sym niebezpiecznego 
przeciwnika, przemyśliwającego jakby całe dzieło ojca unices- 
twić po dostąpieniu tronu. Skazuje on sJna tego na śmierć 
i prawdopodobnie usuwa go przed wykonaniem wyroku z licz- 
by żyjących. Następnie koronuje on uprawnioną juz przez mał- 
żeństwo towarzyszkę ostatnich lat kilkunastu, kobietę tak 
niskiego pochodzrnia, że nie wykryto ostatecznip jej nazwiska 
,Vasilewska, Trubaczowa, Michajłowa, najprawdopodobniej 
Skowrońska). Piotr żadnego testamentu nie sporządził, zabipra 
się do pisania go w wigilią śmierci (27 stycznia 1725 r.) 
i zdoła skreślić tylko urwane 
łowa: «oddajcie w8zrstko»... 
(niewiadomo komu). O tron umi
rającego będą się ubiegaly 
nieletnie dziec'i, w liczbie ich córki Cara Iwana, córki same- 
goz Piotra, wnuk po Aleksym nieletni, ohok nich cesarzowa 
Katarzyna I -sza. Około łoża śmierci ścierały się stronnictwa, 
planowały się zamachy stanu; poczynała się hazardowna gra, 
w której korona była stawką i w której uczestniczyli genera- 
łowie, intryganci, krajowcy i cudzoziemcy, kobiety i dzieci. 
Fortuna Rosyi naprawiła to, w czem uchybił geniusz twórcy 
państwa. Ocalało pań::;two, przebywszy ciężką chwilę, \V któ- 
rej zdawało 
ię, że musi się rozpaść. 


IV. 


Przypatrzmy f'ię tej części książki p. 'VaJiszewskiego, któ- 
ra jest zatytułowana L'oeuvre de Pierre le Grand. Dziełem 
Piotra 'Vielkiego jest to, co ::,tanęło za jego sprawą i co obej- 
muje ustrój i kszałty nadane przezeń kolosalnej gr0madzie lu- 
dów i plemion, berłu jego podwładnyr.h. Znowu wypada auto- 
rowi walczyć z uprzedzeniem jakoby to, czego Piotr dokonał, 
stało się podług powziętego naprzód i obmyślanego systema- 
tycznie planu. \V rzeczywistości było całkiem inaczej i nawet
>>>
- 261 - 


stało się naodwrót. Po umocowaniu się w r. 1698 na tronie 
i po krwawej rozprawie zc starą Rosyą i :.:trzelcami, pierwszym 
krokicm Pitora bIło pełne ambicyi wstąpienie do stowarzy- 
szenia państw ucywilizowanych europejskich i wzięcie na się 
czynnej roii w charakterze przedstawieciela mocarstwa pier- 
wszorzędnego. Zamiar przcwyźszał środki. któremi dyspono- 
wano. Podczas walki, która się z tych u
iłowań wYJviązała, 
popękały i porozłaziły 
ię i wiązania i podpory państwowego 
budynku moskiewskiego. 'V ojska poszły w rozsypkę, skarb 
świecił pustkami, trzeba było naprawiać starą, zużytą ma- 
chinę, stosując się do najbardziej naglących potrzeb, wyciskać 
fiskalnymi środkami pieniądze z ludności, wyzyskiwać kraj 
ekonomicznie, improwizować biurokracyę i w lat dzicsiątki 
zdziałać to, na co w innych warunkach trzebaby było praco- 
wać w ciągu paru wieków. To, co nazywamy instytucyami 
politycznemi Piotra 'V., było tylko ladajakiem uporządkowa- 
niem i powiązaniem doraźnych środków, użytych dla załatwienia 
jako tako najnieodzownieszych wymagań chwili. 
:Cała treść 
ulepszeń i reform Piotra \Vielkiego da się podzielić na dwie 
części: po pierw:-;ze, wItworzenie za pomocą uzbrojeń, dyplo- 
macri i zaborów, wielkiego mocarstwa o europejskim zakroju. 
z dobrą armią i marynarką; powtóre, wytworzenie całokształtu 
urządzeń wewnętrznych, które spajaly tymczasowo i wieńczy- 
ł)' nowy bmlynck podrastającego mocarstwa europejskiego. 
Pierwsza z tych robót da się podzielić na trzy nierówne 
()kresy. Pierwszy okres prawdziwie bollaterski pod względem 
wytrwałości i ciągu w działaniu zaczyna się od pobicia wojsk 
Piotra 'V. pod Xarwą (1700) i kończy siC na bitwir połtaw- 
skiej (1709). Do uchybień Piotra 'V. zaliczyć trzeba związanie 
się przyjaźnią z ....:\ugustem II-im, lttóremn jednak Piotr wie- 
rzył i który opuścił Piotra (1706), zawierając osobnr pokój ze 
Szwedami w Altranstadtcie. Pomiędzy obu wyprawami azow- 
skiemi zapełnia panowanie Piotra 'V. praca powolna, ciel'pli,,'e 
rachowanic się z twardą rzcczywistością. Z Polski Piotr się 
wycofał, wyrąbał otwartą perspektywę na Europę, zakładając 
Prtersburg, w koilCU doczekał się głó,\nego przeciwnika na 
swoim własnym gruncie, kraj przed nim spustoszył i pokonał
>>>
- 262 - 


go w ten sam prawi
 sposób, w Jaki w r. 1812 Rosya po. 
kon3 Xapolcona. l\Iiędzy dwoma przeciwnikami chwieje się 

Iazepa zwyczajem hetmanów kozackich, zdradzają
 Piotra, 
, 
ale jednocześni

 nęcąc go obietnicą, że mu T\"arola XII-go. 
wyda. Piotr daje pod Połtawą dowody chłodnej odwagi w ogniu 
bojowym, ale tylko w skromnej randze pułkownika. ,,, bitwie 
tej przepada do szczętu Szwecya Gustawa A.dolfa, ginie wol- 
ność czy raczej swawola kozacka, a Polska staje się trupem. 
nad którlm krążyć zaczynają sępy w powietrzu. 
Drugi okres (1709-1721) od bitwy poltawskiej do Nistadt- 
skiego pokoju ze Szwedami składa :-;ię z 12 lat, użytych na 
fałszywe kombinacye i bezowocne intrygi, prowadzone na to t 
tylko, aby w Europie figurować. Przyszedł nakoniec uprag- 
niony pokój, ale możnaby było zyskać go daleko tańszym 
kosztern
 stojąc na miejscu, zabierając bezbronne Inflanty z Re- 
wIem i RTgą i fortyfikując się w Finlandyi; można było nie- 
dbać zresztą o Europę. 'V tych grach szachowych na dalekie 
mety i o długich terminach uwydatnia :o:ię, że Piotr ma raczej 
genialne instynkty, niż g-enialne przewidzenie dalekich rzeczy 
przyszłych i że załatwia się należycie tylko z tem, czego się- 
bezpośrednio dotyka. Jrzedsiębierze on lekkomyślnie wyprawę 
turecką do 
Ioldawii, nie oceniwszy przeciwnika, jest o wlos 
pra wie od zguby nad Prutem (1711). 'V tej ciężl
i ej ch wili 
upada na duchu, ale wykręca się prawie bez szwanku i niby 
cudem, straciwszy tylko wrócony Turkom Azow. ,V tych jało- 
wych latach wypraw i układów dyplomat1'cznych tworzą się 
powoli zawiązki nowych praktyk i stosunków na przyszłość, 
Piotr \V_ występuje jako medyator i jako obrońca swobód pol- 
skich, to jest polskiej anarchii przeciwko Augustowi II.mu, 
daje poparcie prawosławnym dJsydentom przeciwko Polsce 
i Unii, przedsiębierze nakoniec zbyt wczesną i na razie nie- 
skuteczną próbę nawiązania sojuszu z Francyą podczas po- 
dróży swojrj do Paryża. w r. 1717. Rok następny 1718 za- 
znacza się jako rozwiązanie krwawego domowrgo dramatu 
w życiu Piotra. jako rok proce8U i śmierci carewicza Aleksego. 
'Yypadek ten nie może hyć pominięty, bo oświeca postac 
Piotra bardzo jaskrawo, ale bardzo dla niego niekorzystnie-
>>>
- 263 - 


P. 'Vali
zewski w sądach swoich o tym procesie jest bardzo 
względny dla Piotra. daleko względniejszy na przykład od Ser- 
giusza Sołowiewa (XVII, 124 i nast.), któremu 
kłada hold 
uznania za to, że był najwymowniejsz}"m obróńcą Aleksego 
i OSkal"życielem jego ojca (str. 598). Proces ten będzie zawsze 
interesował i wzruszał, bo zawiera w sobie wszystkie pier- 
wiastki pirrwszorzędnej tragcdyi historycznej. Ścierają się 
w nim dwie siły fizycznie niedpowiednie, ale moralnie równo- 
ważące się, z których żadna drugiej nie ustąpi, a ta, która 
zglllte. nie może nie zjednać sobie współczucia i politowania 
potomności. Syn pokrzywdzonej mat.ki, Aleksy, nie był w -rze- 
czywistości ani takim bezkrwistym niedołęgą, ani takim tę- 
pym fanatykiem, jakim go odmalował Gai w swoim słynnym 
obrazie «
L\..leksy przed Piotrem w Peterhofie». Xiepodolmy do 
ojca, ale nie ulomny i nie brzydki, miał on wielką łatwość do 
języków, był naukowo wykształcony i oczytanY1 nie był nawet 
w zasadzie przed wnikiem retorm, zratała go tylko gwał- 
towność postępowania i przymus, rekrutowanie i ciągła wo- 
jaczka, kraj rujnująca i wyludniająca. Nawet \V religii był 
Aleksy tolerantem i kiedy go żeniono z luterką, księżną 
Szarlottą 'V olfenbiittel, godził się z tem. w nadziei, że żona 
skoro przyjerlzie do Moskwy, sanla zechce przyjąć wiarę pra- 
:"ławną. Przez naturalny bieg w
'padkó\V opozycya żywiołów za- 
chowawczych, duchownych i świeckich, przeciwko wcielonemu 
w Piotrze rewolucyonizlllowi
 musiała się grupować około domnie- 
manego następcy tronu. musiała wyczekująco licz)'ć na zmianę pa- 
nowania )liędzy ojcem a synem rośnie i zaostrza 
ię antypatya, 
wynikająca z przeciwieństwa dwóch różnych natUl', z których 
jedna czynna, a drug"a biernie we wszystkiem ustępująca: ale 
wytl'zymała, uparta i nir
kłonna do kajania się i przeprosin. 
Ojciec grozi, że syna wydziedziczy. Syn poddaje się trmu wy- 
rokowi z największą rezygnacyą, calkiem przeciwną ojcow- 
skim chęciom i rachubom. Po kilku miesiącach Piotr czyni 
nową propozycję: «Albo zmień obyczaj i bądź bez obłudy god- 
nym mnie następcą, albo zostań mnichem. Takim zostać nie 
możesz: ani rlbą, ani mięsem». Aleksy naradza się z przy ja- 
ciohni, kt6rzy mu szepcą: «'Vszakże kłobuk (kołpak mni
zy) 


,
>>>
- 264 - 


nie p
'zybitr gwoździami dó głowy, może więc być i zdjęty
. 
Aleksy oświadcza. ze chce zostać mnichem. Znowu car się za- 
wahał przez tę upokarzającą go rrzygnacyę i nip wiadomo, 
cob} 
ię dalej &tało, gdyby Aleksy nie umknął od. ojca zagra- 
nicę, przez co stracił wszelkie korzyści, wynikające z rczy- 
gnacyi. Ajenci Piotra wytropili go w jego ::,chronisku, w cy- 
tadeli Sant-Elmo llad Xcapolem, gdzie zostawał pod opieką ce- 
sarza Karola YI-go i skłonili go do dobrowolnego. powrotu do 
kraju, okazawszy mu przebaczenie ojcowskie na piśmie. Do- 
piero po przywiezirniu do :l\Ioskwy dowiedział się carewicz 
pod jakierni warunkami dane mu było to przebaczenie. Musiał 
zaprzysiądz w lutym 1718-go roku w Uspieilskim soborze 
w lIoskwie (gdzi p 
ię koronują monarchowie rosyjscy), że 
zrzeka się trollU i musial w)"jawić na osobności ojcu wszystko, 
co przeciwko niemu zamicrzał i knował z wymicnieniem spól- 
ników, co pociągnęło za sobą męki i stracenie wszj
stkich jego 
sług i przyjaciół. 
, 
Zda wałoby się, że na tem koniec, okazalo się jednak, że to 
był tylko początek. Aui polityka. ani trmpl'rament nie pozwo- 
liły Piotrowi uważać stosunku do syna za ostatecznie uregu- 
lowany. ,V kwictniu 1718 r. przywieziono do Petersburga "to- 
warzyszkę ucieczki carewicza finlandkę ° EufrozInę, bardzo po- 

politą kobietę, z którą miał się ożenić i która wpłynęła 
w S.-Elmo Ha to, że się poddał ojcowi. Nowe zaprotokułcrwane 
zeznania tej kobiety pociągnęły za sobą odnowicnie procesll 
przeciwko cesarzewiczowi, celem pozbawienia go dobrodziejstw 
udzielonego mu ułaskawienia, z powodu, że nie wyznał rzr- 
komo wsz.ystkiego, co miał na sumieniu i że niektóre okolicz- 
ności zataił. Złozony został w czerwcu 1718 f. W Petęl:sburgu sąd 
najwyższy z dostojników duchownych i świeckich, generałów Sl'- 
Datorów, ministrów dla rozsądzenia tej sprawy między ojcem a 
synrm; oddam' mu były do rozpoznania :skrupuły Piotra, wyni- 
kające stąd, że mu uroczyście winy 
go przebaczył. Członkowie' 
są'łu duchowni, nie tykając skrupułów, zalecali Piotrowi na za- 
sadzie Pisma świętego tylko miło:,ieJ'dzie. Członkowie świeccy 
zatądali dopeJnienia śledztwa. co prowadziło niechybnie do 
zguby carewicza. Brano go dwukrotnie na męki, ah' nic zgola
>>>
- 265 - 


nie wykryto 1'0 za tem, co było już uprzpdnio albo wiadome, 
albo przcwidywaIll'. Carewicz radował się z niepowodzeń ojca 
zapowiadał, że 
koro wstąpi na tron, zaniecha marynarki 
opuści Petersburg, woj..:ko będzie trzymał tylko dla obrony. 
Carewicz mniemał, :lP ma po Rwojej stronie i całe duchowień- 
stwo i starą bojarską arystokracyę i nawet pospólstwo. 
'V \Viedniu mial podmawiać cesarza przeciwko ojcu. a zwąt- 
piwszy o cesarzu miał zamiar oddać się rod opirkę papipżowi. 
'Ve wszystkich tych nowych danych nie było ani cienia spis- 
ku, ani początku czynu, jedynir tylko nieprzyjazllf' intcncye. 
\Vyrok zapadł 24 czcrwcza za podpisami 126 sędziów świec- 
kich, skazujący carewicza na śmil'rć, ale wykonanie nie miało 
miejsca, bo go uprzedziła śmierć skazanego. \V księgach kan- 
celaryi garnizonu fortecznego zapisanem jC8t, że 16 czerwca. 
zrana badano go znowu w izbie tortur (zastienok) i że wieczo- 
rf'm tegoż dnia zeszedł ze świata. Rodzaj śmierci zostanie za=- 
pewne niedocieczoną tajemnicą. 
h
 usprawiedliwiając Piotra 
 
p. \Valiszcwski wnio3kuje, że odnawiając proce
 carewicza. nie 
był świadom, jak daleko zajdzie w swoj ej pasyi, która, gdy 
się wzmagała, działała jut jako niepohamowana siła żywiołowa. 
unosząca go dalej aniżeli zam ierzaL 
Trzeci, najkrótszy okres w polityce zewnętrznej Piotra \l'". 
(1721-1725), uprol11ieniony blaskiem potęgi po zdobyciu po- 
koju, drogim kosztem kupionego, zawiera w sobie źle obmy- 
śloną. nie p.omyślnie zakończoną wyprawę perską. zdobycie 
Derbentu i otworzPL1ie dróg na wschótl ku Azyi środkowej, 
troski domo'we. kaźń lUon:sa. wreszcie chorobę i śmierć Piotra 
. , 
'Virlkiego. ze zdaniem przl'zeń przyszłości swego dzieła na 
los szczęścia, b(
z żadnych z jego strony rozporządzeil. 


Y. 


Pozostaje nam jeszcze, posiłkując się książką p. \Yalbzew- 
skiego, rzucić okiem na całość instytucyi wewnętrznych Pio- 
tra W., na to, jak on i te wewnętrzne instytucye zeuropeizo- 
wał. P. \Yaliszewski pijdaje ńam rodzaj inwentarza reformy
>>>
- 266 - 


i jej bilansu z aktywami i pasywami, o których rozmaite po- 
zycye toczył się bój zawzięty między wielbicielami Piotra, za- 
chodowcami a przeciwnikami n.form, przywiązanymi do swoj- 
szczyzny słowianofilami. Dziś spór ten można uważać za zam- 
knięty. dziś same hasła i nazwy obu kierunków są pozbawione 
aktualności i nawet mało zrozumiałe. Xarodowi wskutpk nie- 
woli mongolskiej mocno w kulturze zacotanemu i zoryentali- 
zowanemu, wiele wieków przyszłoby czekać, nim-by się docze- 
kał plonów z własnego posiewu, nim-by się czego
 dorobił 
własną pracą. Piotr obcokrajowe, wyrobione jll
 formy zapo- 
zyczyl i do Rosyi przl"'
zczepił przymusowo i rowolucyjllie, 
przytem powierzchownie i llirraz tylko pozornie. \V pośpiechu 
rąbał nieraz zdrowe gałęzie społecznego organizmu i marno- 
trawił swojskie rmmące już zawiązki, których brak daje się 
wc znaki i odczuwa się boleśnie. Przy obraelmnku strat i 
korzyści z reformy, należy po pier
vsze zwrócić. uwagę na 
to, że były to zawiązki po większej cześci nie
łychanie drob- 
ne, pierwotne tak, że ich nirdopicJęgnowanic nie może iść 
w porównanie z zyskami nowych, kosztem ich otrzymanycl1 T 
nabytków. Powtóre, należy jeszcze uwzględnić, że reforma 
Piotra brała z obczyzny same tylko fOTmy
 że Piotr nie był 
wcale nowatorem w treści i i
tocie stosunków społecznych i że 
pod zmienionemi nazwami i obrzędami treść życia prawie się 
nie zmieniła u ludzi zeuropeizowanych, niby wolnych od prze- 
sądów i mówiących wszystkiemi językami purope}.:kiemi, pozo- 

taje oryentalną, jaką była u ich przodków XVII-go wieku. 
Ci, co powstają na utwory Piotra \Vielkiego, w grnncie 
swojskie, ale po europejsku ochrzczone i inaczej miał:l0wane 
ani podejrzewają nawet., że w gruncie wy:-:tępują jako wro- 
gowie swoj::-zczyzny, że są przesiąkli i zarażeni późniejszym euro- 
peizmplll. 
Rzućmy okiem na :\lo
k\Vę XVII wieku. Stoi Dna na dwóch 
głównych podstawaGh politycznych: monarchizmie jednowładclym 
(s{{Jnoderfau
e) i kościele' prawosławnym. Car, wedle Piotra 
'Vielkiego, je
t panem i właścicirlem państwa, alf' bez \fszel- 
kich punktów oparcia się; ma on pod sobą próżnię, a w tej 
próżni wirują tylko pyły z niewolników i męty żywiołów J po-
>>>
- 2G7 - 


ruszane niby wiatrem, grą dzikich namiętności i chuci bru- 
talnych i rozpasanych. JedJuem wędzidlrm t.ych namiętności 
i chuci jest kościół. chociaż de niezależny od państwa, ale 
znacznie od niego wyodrębniający się i poważany. Od rozdwoje- . 
nia w IX wieku obu kościołów 'Vschodu i Zachodu askeza na 
'Vschodzie brała górę nad kierunkiem praktycznym. 
ajbliżsi 
pOfrzednicy Pif.,tra \V. IJ
ocno byli zajęci tem, jakby obie pod- 
sta wy społeczne umocnić.Zamierzali oni urządzić wojsko stałe 
i finanse, rozwinąć siły produkcyjne kraju, handel zagraniczny, 
usiłowali dać pewną samobtność municypalnościom i nawet zao- 
piekować się lospm włościan. )[yśleJi oni wre
zcie o ulepsze. 
niach w rzeczach kościelnJ"ch. Za cal'a Aleksego, za sprawą 
patryarchy Nikona, wzięto się do rzeczy bardzo prostej: do 
oczyszczenia tekstów Pisma świętego z błędów i naleciałości, 
wytworzonych przez tl'adycyę. skutkiem niskiego poziomu ukształ- 
cenia społecznego. 
potkano uiepL"ZeIamanr opór, o który się 
rozbiła powaga kościoła urzędowego. Powstało sekciarstwo 
(raskol), z którrIP aż do dzisiejszego dnia państwu nie udało się 
załatwić. 'V tej walce ciemnego obskurantyzmu, trzymającego 
się bezmyślnie w
zystkiego, co stare, chociażby niedorzeczne, 
sekciarze przedstawiali zasad
 wolności wyznania, ale uniemo- 
żebniali wszelki postęp w kościele i w państwie. wswlkie zmiany, 
nawet w obyczajaclJ. Jest to stanowisko tak zw:
nej chińszczyzny, 
odrzucające wszelką, jakąkolwiekbądź zmianę. ".obec Piotra byli 
to jeg-o główni i nieprzejednani przeci wnicy. Broniąc kościoła 
od ob:-knrantów, poprzednicJ" Piotra nie folgowali i tak zwa- 
nemu dzisiaj kleryl\alizmowi, to jest nie dopuszczali wtrącania 
się duchowieństwa w rządy świeckie, czego do\Ycdcm pozba- 
wienie 
ikona za czasów Alrksego godności patryarszej. Piotr, 
idąc torem s\\'oich poprzedni1{ów, przewyż
zył ich tem, że Z!o- 
bił jl'dpn krok naprzód i że zniósł patryarchat, a za
tąpił go 
kolegialną instytucyą SYllOrlU. Do tC'g"o rezultatu, który bezwa- 
runkowo chwalą gorliw: nawet religianci prawosławni, naprzy- 
kłwI "
łodzimierz Sołowjew, Piotr doszpdł nir od razu. lecz 
po wielu próbach. Xaprzód w r. 1700, po śmierci patryarC"hy 
Arlryana, postanowiono zastępcą patryarchy mianować ad inte- 
j'iw moskiewskiego i riazań
kiego biskupa Stpt'ana Jaworskiego,
>>>
- 268 - 


małoro
yanina. ucznia akademii kijowskiej, skorzystano przy 
tpm z tego przejściowego stan
i, ażeby wyodrębnić kla
ztory 
i poddać jr osobnemu rządo\yemu «p ryk a. z o w i». .Jaworski nie 
ziścił oczekiwań Piotr'a i nawet z kazalnicy (12 marca] 712 
roku) ostro ::;trofował rząd za rrtormy. :Nie tknięto go, ale po jego 
śmierci Piotr wynalazł nakoniec odpowiedniego swoim poglą- 
dom człowieka, biskupa pskowskiego, Teofana Prokopowicza
 ró- 
wnież ma}orosyanina
 wychowanego w szkołach unickich wRzymie, 
ale przeciwnego p?piestwu i obeznanego z teolog-ią protestancką. 
Pl'okopowicz na]rży już do pokolenia hołdującego reformie, po- 
litykował on nawet w kazaniach, był moralistą, a trochę pam- 
flecistą i satyrykiem. Pomoże on Piotrowi do ułożenia regu- 
lamiIm duchownego 25 stycznia 1721 r. "r rdle tego regula- 
minu. na którym odbiły f'ię wpływy. protestanckich, a szcze- 
gólnie presbiteryańskich wyobrażeil o rządach kościoła, ster 
spraw kościelnych dzierży zbiorowa osoba
 naiświątobliwszy 
synod, a w tern koleg-ium obok czarnego, czyli mniszego du- 
chowieństwa, zasiadają i przedstawiciele biaJego, to jest żen- 
nego duchowieństwa, przy wszelkich zaś ubradach asystuje rzą- 
dowy, świecki prokurator, jako tłómacz woli monarchy. W ten 
tylko 
posób mogla odtąd Rosya bez oporu ze strony sweg-o 
kościoła prawo
ławnego przejść przez szkołę cywilizacyi euro- 
pejskiej i skąpać się w świeckiej europejskiej powszechności. 
Od kościola przejdźmy do społeczeństwa świeckiego i pań- 

twa. Co nowego wprowadził do nich Piotr?-B'udzo niewiele, 
według- zdania p \Valiszewskiego. Program jego taki sam pra- 
wie, jak i program poprzedników, z jednej strony odrobinę 
S7.erszy, bo połączony z reformą obyczajów. ale z drugiej 
strony nawet mniej głęboki (organizacya miast i wyzwolenie 
włościan). 'Vprowadzont' przrzrń na ob
zrrną skalę odmiany 
są bardzo gwałtownego, przrz t') były bardzo przykre dla za- 
interesowanyeh i tern cięższe, że nie były ewolucyjne i nawet 
nieraz nie motywowane. Przygiądając 
ię tym nowościom
 do- 
strzrżemy, że są najczęściej sug-gestyonowane zzewnątrz i że 
Piotr je zan"dzieczał ałl.Jo wycho\Vaniu
 albo zetknięciu się z 
cudzoziemcami w Słobodzir Xiemieckiej, aP)o podróżom po Eu- 
ropie, w ciąg-u których mnó
two rzeczy dc.strzegł, lJOnotował,
>>>
- 269 - 


podniósł do wJ
okości zasad i 
tosował. nadając im znaczenie 
nieodpowieunir rzeczywistej ich wartości. 
iektóre innowacye 
właściwie drugorzędnr, tak się wraziły z powodu towarzYHzą- 
cego im przymusu, Że' w oczach luazi 
półcze
nych nabrały 
znaczenia samej istoty reformy. Do takich zmian p. 'V aliszew
ki 
zalicza znirsienic ..;:trzelców, zmianę kostiumu, obcięcie bród, 
przeniesienie stolicy do Petersburga. Moglibyśmy dołączJć zmianę 
kalendarza, pi
owni i czcionek drukarskich, wydobycie kobiety 
z tel'emu, to jc
t zamknięcia bardzo podobnego do wschodnie
o 
haremu i a 8 
 a In h l ej e, przymusowe zabawy towarzyskie 
obojga płci, które trąciły nieraz szynkip.m, ko:;:zarami albo 
lupanarem, ale 
prawiJr, że dzisiejsza Rosyanka wysoko stoi 
pod wzgłędcm wykształcenia, a pod względem praw cywilnych 
postawiona jest nal"ówni z mężczyznami, więc ma położenie 
lep
ze, niż u narodów, które prawo rzymskie zaakceptowały. 
Fantazye wielkiego nowatora miały olbrzymią doniosłość, bo 
w ciągu lat 30-tu panowania Piotra, Rosya przeszła przrz 

zkołę dobrego przykładu. Gorączkowa ciekawość i ruchliwość 
panującego działały pociągająco, tak, że w ciągu tego pano- 
wania pod wzg-lędem wykształcenia chociażby powierzchownego, 

połeczeństwo posunęło się bardzo widocznie naprzód. 
ie odmie- 
niła się istota państwa, układ jego zasadniczy. 
Ocalało i przekazane zostało 
owej Rosyi nieograniczone je- 
dynowładztwo, bez najmniejszego wyrzeczenia się przez mo- 
. narchę jakichkolwiekbądź praw i bez :::,pecyalizowania najwyż- 
szej władzy na funkcye, którego to specyalizowania próby już 
istniały, doprowadzone do pewnego stopnia doskonałości \V dobrze 
znanych Piotrowi państwach europrjskich. 'V prawie publicznem 
za
zła ta tylko zmiana, że ukost.yumowani zostali po eUl"O- 
pej
ku urzędnicy. 
Z właściwego samemu tylko Piotrowi pojęcia, że monarcha 
jest pierwszym 
ługą państwa, wynikało, że powinny istnieć 
pewne us
awy dla dobra państwa przez wszystkich sptłniane 
i przez samegQ monarchę obserwowane, ale urzeczywi
tnieniu 
takiego pojęcia stawały na przeszkodzie naprzód despotyczny 
charakter monarchy, który nie zważał na to, co nawet sam 
postanowił, a powtóre całkowity brak kodyfikacyi. Od kodeksu
>>>
- 
70 - 


cara Aleksego z r. 16.19 (
obornoje ułożenie») wszystko się 
całkowicie odmieniło. Zaprojektowano w r. 1720 zastosować do 
Ro
yi przetlómacźony kodeks szwedzki, ale ponieważ projekt 
ten był niedorzeczny i nie wykonalny. więc posiłkowano się po 
dawnemu kodeksem z r. 164!ł i chaotyczną masą krzyżujących 
się bez ładu i ciągu ukazów. O wyodrębnieniu sądu ód admi- 
nistracyi nie mogło być mowy, administr:uorowie jednocześnie 
i administrowali i sądzili, sprawy cywilne nie oddzielały się 
od karnych, w sprawach karnych sędzia prowadził śledztwo, 
a ponirważ głównym środkiem śledczym były męki, więc sędzia 
był niemal i oprawcą. 'Yszrscy urzędnicy skąpo zazwyczaj ou 
skarbu płatni. po staroświecku patrzą na swój urząd, jako na spc- 

ób wyżywienia się, cz
'li jako na tak zwane kor m l e fi j e i biorą 
wziątki.-«Biorę, mówił w oczy Piotrowi Tatiszczew. ale w rem 
ani przed Bogiem, ani przed Waszym ::\Iajestatem nie gl'zeszę.» 
Generał-prokurator senator, Jagużyński, przemawiał do Piotra: 
«Azaliż chcecie zostać się bez slug? 'Vszyscy kradną, jedni 
więcej, drudzy mniej». 
Najtrwalszą i najważniejszą może kreacrą Piotra była armia 
o nowym zakroju, przez rząd komplektowana, Ćwiczona, ży- 
wiona i mundurowana. Dawna milicya (rąt') była tylko nie re- 
gularnem zbiorowskirm ludzi pod bronią, ale właści wie bez 201- 
nierzy. Już za \Vasyla Golicyna zaczęło się, prócz płatnych 
zaciągów cudzoziemskich, formowanie pułków z krajowców (pulki 
tak zwane p o t i e s z n e czyli d l a. z a b a w y: Preobl'a2eński. 
i Semionowski). Car Piotr urządził woj
ko regularne na wielką 
skalę, kompletowane nie przrz werbunek lecz przez rekrutowanie. 
Ten podatek krwi płaciły wszystkie stany i grupy. Ulegający 
poborowi, człowiek oderwany był raz na zawsze od swoich 
zajęć i od swojego dawniejszego otoczenia. 'Vojsko stanowiło 
odrębnę kastę; 
lużba wojskowa byla dożywotnią. Okazalo 
się, 2e ta żelazna dyscyplina podnosi ducha, wyrabia cnoty 
:2;ołnier
kie, że obudza cześć sztandaru i miłość ojczyzny poli- 
tycznej. 2e ćwiczenia 20łnicrskie rvzwijają :2;Jlllierza nietylko 
fizycznie, ale i moralnie. Do tPj slużby wojskowej pociągnięto 
przymusowo i bez folgi zwierzchnią warstwę społeczeństwa. 
ludzi tak zwanych s l użył y c h, którzy w póżniejszym czasie
>>>
- 
71 - 


utworzą stan 
zlachecki czyli d w o r i a n s t w o. Z tej klasy 
kompletował się stan oficerski, gmin figurował w wojsku jako 
szeregowcy. 'V cielani do pułków tak oficprowie, jako i szerr- 
g"owcy byli jak odrąbani od 
woicb zirm i prowinq"i. Reszta 
stanu szlacheckiego czepiała się dworu. albo urzędowała. Po- 
nad trzema rodzajami słu
bowości: wojskiem, dworem i Slll
bą 
cywilną, rozpiętą została dla emulacyi slynna piotrowa tabela 
czternastu rang, gatunek chińszczyzny, przydatny jednak jako 
silny boJziec. działalności. r:ra tabela rang. jest niezawodnie 
instytucyą demokratyczną, bo daje możność wysunięcia się 
naprzód i posuwania się po szczeblach :-łużb
T ludziom nie uro- 
dzonym szlachetnie. alp torującym sobie drogę przez zasługi. 
O korporacyjnej organizacyi wyższrgo Rtanu szlacheckiego Piotr 
nir pomyślał, ale próbował urządzić korporacyjnie stan miej- 

ki, :,tworzyf ratlBze, ustanowił burmistrzów, gilllye i cechy 
Czynił to w epoce, kiedy w Europie instytucye śrcdniowieczne 
świeciły próchnem i były czemś w rodzaju zno
zonych 
zmat. 
P. Waliszewski obniża wartość tych kl'eacyi Piotra, twierdząc. 
że były wprowadzane głównie w celach fiskalnych dla wycią- 
gnięcia ze stanu miPjskieg-o podatków. Obok szlachty i :;;tan u 
miejskiego, zarysowuje się stan trzeci, duchowny, który s
ę 
przedtem wyodrębniał i wyglądał jak status in statuo Piotr ,,-o 
przyucza duchowielIstwo do subordyn:lcyi i robi z duchownych 
jcżeli nie obywateli, to przynajmniej państwowych poddanych. 
Najcięższem i najmniej ludzkiem jest praw
dawstwo Piotra o 
włościanach, doprowadziło ono do jednego mianowRika dwie klasy 
włościan: k r e 
 t i a n i e i c h o l o p y, zniosło kada
ter i wpro- 
wadziło bardzo obciążający podatrk pogłówny, czyli tak zwany 
p o d u s z n y. "Tszelki nabytek wielkosci i 
ławy, opłacać się 
musi znacznym okupem. Okup ten będzie płacił chłop rosyjski 
aż do 1861 roku. 
,Yiqzanie politycznrgo gmachu Piotra ma wygląd nir'- 
kształtny, niesymetryczny, na pozór 
uropejski, a w i
tocie 
archaiczny i azyatycki. Zdawałoby się z pierw
zego rzutu oka, 
:2:e budowano nie od podstaw do dachu, ale naodwrót, to jest 
od górnych piątr i dachu, spód zaś stanowiły wdrążone w zie- 
mię tyki, utrzymujące budynek na powietrzu. \V dawnej )Ioskwie
>>>
- 272 - 


przed Piotrem, szczJt biurokracyi stanowiły moskiewskie p r y- 
k a z y, uprzytomniające .hh;toryczny bieg skupIania :::,ię poje- 
dyńczych zipm koło )loskwy i nie zatarte rMnice pomiedzy tcmi 
ziemiami. Osadzając swój troll w Petersburgu
 Piotr 'V. dla swych 
cen tralnych instytucyj brał wzory :2:ywcem z Szwecyi; st
 tąd 
zapożyczył senat i kolrgia, które miały podobieństwo dr póź- 
niejszych ministeryów i były urządzone ni
 biurokratycznie, 
ale kolegialnie. Stało się to wedle rad Leibnitza, óry tłó. 
maczył Piotrowi, że tylko w kolegiach wszystko idzif' jak w ze- 
garku. ...\.trybucye senatu i kolegiów nie były rozgraniczone, co 
spra.wiało nieustający zamęt i plątaninę. Od tych centralnyeh 
instytucyi szedł rozgałęziający się lnl spodowi system organów 
kontroli, f i s kał ó w, którzy później przybierają n
zwę p l' o- 
k u r o ró \Vj są to «oczy carskie
 i donoszą mu o wszystkich 
naduzyciach urzędników, szczególniej o przestępstwach przeciw 
skarbowości. Dawniej:o:ze podziały na ziemie wyszly z użycia 
po zwinięciu moskiewskich p l' Y k a z ó w, nie wskutek tego, iżby 
usiłowano, jak naprzykład we Francyi, zatrzeć pamięć o da- 
wnych prowincyach, z których się wytwarzała niegdyś mozajka 
państwowa, ale wskutek t.ego, :2:e musiano podzieHć pań8two na 8 
o
romnych łamów z ogni
kami w punktach
 które najbardziej 
potrzp.bowały zaopatrzenia w siły zbrojne. Dawniej:.;i wielko- 
rządcy, wojewodowie, przezwani z europejska g u b e r n a t o l' a ID i 
byli jednocześnie generalami czynnej służby wojskowej. Te 
wielkie łamy powoli drobnieją i krll
zą się. Za Katarzyny II-ej 
wprowadzony zostanie dzisiejszy podział na: gubernie i powiaty, 
ale nawet powiaty są to chociaż na mniejszą skalę dość obszerne 
kraiki. Gmin zaś, złożonych z mieszkańców wszl'lkiego stanu, 
gmin gospodarujących się autonomicznie, Rosya dotąd nie posiada. 
'V yjątek stanowią tylko miasta. To budowanie z góry w dół, na 
powietrzu, za pomocą wiązań tymczasowych, stanowi wogóle cha- 
rakterystyczną cechą prawodawstwa Piotra \V. Jako merkan- 
tylista w stylu Colberta, Piotr albo okłada. podatkami wywóz 
pewnych surowych produktów, do których eksportowania Rosya 
jest najbardziej uzdolnioną (naprzykład wełny), albo zabrania 
całkowicie ich wywozu, zakłada i pl'ote
uje fabryki produktów 
zbytkownych, stara się o zakładanie najwyższych szkół techni-
>>>
- 273 - 


cznych w kraju, nie posiadającym zakładów wychowania ele- 
mentarnych, an
 średnich, w r. 1724, na rok przed smiercią 
napisze na ukazie: «zrobić akademię» (sdieł a t' akademj u). 
Taki był początek akademii des sciences petersburskiej. 
Tak się mniej więcej w oświetleniu p. 'Valiszewskiego 
«dzieło Piotra 'Vielkiego», pstre i niekształtne, naśladowniczo 
..;klecone 7. najrozmaitszych żywiołów i kawałków, pościąganych 
zewsząd i ladajako zszytych przedstawia. Jak się to dzieje, :2:e 
się nie rozpadło po śmierci wielkiego człowieka? jak się to dzieje 
:2:e dotąd nietylko trwa., ale potężnieje i urasta, :2:e ta zawieszona 
w powietrzu hronzowa postać konna «leci, lecz nie spada»? 
Że, wedle wyra:'-enia Słowackiego, nawa przezeń popchnięta 
w ciągu dwóch wieków idzie pędem jego wiosła, nie zbaczając 
ani na jeden cal? 'Valiszewski przypisuje ten rezultat odrobinie 
idealizmu, która mieściła się \V jego umysłowym organizmie, 
wierze w wielką przyszłość Rosyi, którą on wpoił i przelał 
w głowy i serca swoich poddanych. tak:2:e to jego widzenie 
stało się dla nich wyrokiem przeznaczenia. rra drobna doza 
idealizmu wystarcza do wytłóm3czenia znaczącego i oczy- 
wistego dla Rosyan "faktu możności dopięcia nieraz za pomocą 
materyalnej siły i przymusu pewnych rezult.atów umysłowych 
i mor'alnych, co daje po\yód drugiemu historykowi S. Sołowje- 
wowi (XIV, 99) do zrobienia uwagi, że i chrześciaństwo do eu- 
ropejskich narodów wprowtldzone było przymusowo, a:2: się przy- 
szczepiło i wydało najpiekniejsze owoce. 
Linia postępu rosyjskiego dałaby się nakreślić graficznic, 
a ko ząbkowanie o ząbkach nierównycb, z jednpgo boku krót- 
kich, bardzo spadzistych i prawie pionowych, a z drugiego 
boku długich i bardzo pochyłych. Pochyłości-to są okresy dłu- 
gich odpoczynków po wysiłkach, kiedy umysłowa ociężałość 
bierzc górę; linic prawie pionowe oznaczają objawy zdwojonej 
f'nergii, dokonywającej w krótkim czasie wielkich rzeczy. rrrzy 
takie doby zdwojonej działalności miała Rosya: raz za Piotra 
'Viclkicgo, drugi raz za Katarzyny II-ej, trzeci raz podcza
 
wielkich reform Alcksandra II-go. Przy zestawieniu tych trzech 
chwil zdwojonej działalności dojrzymy w nich róźnice; ślepe 
naśladownictwo obcokrajowych form, jrżeli nie ustaje, to 
18
>>>
-
7-l:- 


zmnIl'Jsza się. u
tępUjl' mIejSCa zapożyczaniu coraz większej 
liczby zasad, wyrobionych przez europejską cywiliza.cyę ale wc' 
w8zystkidł tych dobach panuje jednaki kicrunek umysłów, jU7. 
przez p. 'Vali
z('w:-;kiego zauwa2ony
 kiedy porównywał Piotra 
z l"('flektoł-l'lll wciąż ku Europlc obróconym. \V chwilach, nie 
wypoczynku ale przeobmżania się. Rosya bywa zaw:,ze zwró- 
cona twarzą ku Europie; jeżeli marzy wt('uy, to o trm, jakby 
się stać trzecim Rzymrm. jakby dustać spadrk bogactw umy- 

łowych po starożytnych Gl"ecyi i Italii. Omylił się Xapoleon, 
glly przepowjrdział, że W pięćdzirsiąt lat po nim Europa zo- 
stanie albo fl'publikańską albo kozacką; p. \Valiszl'w
ki 
ądzi, 
2c Ro:-;ya może 
tać się taką, jaką ją widzial Piotr \Vh'lki w 
swoich marzeniach, to jr
t bardzo wielką, a to jedynie przez zapo- 
2yczanie od zachodu niespożytych kulturalnych zasobów wyk
ztał- 
cenia i umysłowej wiplkości. 


Lemieszówka. na Podolu. 29 czerwca 1897 f. 
(Ateneum. 1897 .\
 81. 


.... 
--

-o()_ 


,.
>>>
I 
-KONSTANTY KA WELIN. 



IOJE o NI:\I WSPO}I
IE
[A.
>>>
, 


.
>>>
l. 

Iłóuszy byłem od Kawelina na lat dziesiątek (urodziłem 
się 16 stycznia 1829 r.), poznajomiłem się z nim dopiero w 1852 
roku. Znajomość nasza bardzo blizka od 1857 r. trwała bez 
przerwy aż do Jego zgonu w 1885 r.. więc tnvala przeszło 33 
lata. \V wielu względach byłem Rawelinowi mocno obowiązany 
wpłynął on znacznie na wyrobienie moich poglądów na świat 
wciągnął mię w zakres życia r08::iyjskiego i świata literackiego, 
zapoznał mię z ideałami i interesami tego społeczeń
twa. - 
Przedsięwzięte obecnie wydawnictwo dzieł jego ma przede- 
wszystkiem na celu wyodrębnić jego pi
arstwo jako źródło 
nieustającego nawet po śmierci wplywu ph;arza na następne 
pokolenia. Najczęściej tak bywa że :-:ię wpływ ten mierzy wy- 
razistością formy, pięknością stylu pisarza.-Chociaż Rawelin, 
był specjalnie tylko pisatzem i profesorem, wszakże nie należał 
on do liczby świetnych 
tylistów i artystów slowa, chociaż 
pisał z łatwością i wyra1:ał się bardzo. prosto i jasno. W każ- 
dym jego utworze treść nieskończenie ważniejszą jest od. formy 
,o którą w ogóle mało się troszczył. Przytem, idee których Ka- 
welin był przed kilkuuziesięciu laty inicyatorem i propagan- 
dystą przykrzepiły ::iię, wzrosły, stały się utartemi komunałami, 
a. więc straciły urok nowości, tak 1:e używamy je jak swoje 
własne, nie myśląc nawet o ich pochodzeniu.-'V 1846 r. kiedy 
Kawelin dał siebie poznać miał on lat 28. Ukazał się od razu 
w całkowitem uzbrojeniu rlojrzałego talentu i bardzo określo- 
nego zapatrrw'ania się na. świat w swoim «Poglądzie na prawny 
. byt dawnej ROS8yh (B3rJIH)('b Ha IOpIl)J;Ifl1eCKiil 6hITb ;J;pf'BHeit 
PQcciu).- \V dziele tern podał Rawelin zrozumiałą i bardzo 
głęboką filozojię rossyjskiej nacjonalności i wytworzonej pł-zez
>>>
- 278 - 


nią państwowości. Z zestawienia tego «Poglądu» z «1UyśJami 
i notatkami z ruskiej historjh późniejszemi o lat 21), bo pi- 
sanemi w 1866 r., okazuje się:2:e mamy do czynienia z tym 
samym gruntem. a zaznaczają się tylko dJ'obne dopełnienia: 
odmianki. spowodowane ukazaniem się nvwyeh prac kapital- 
nych, jako to «Historyi Rosyh Sergiusza Sołówjewa albo 
«Prowincyonalnych Instytucyj» Borysa Czyczeryna. - Osnowę 
c:Poglądu» stanowi ta myśl zasadnicza, że od Ruryka dzieje 
Rosyi stanowią organiczny I'Ozwój 
ycia narodu, jako czegoś 
odrębnego
 samoistn{\go i wynikającego z własnych zasad we- 
'wnętrznych
 bytowrch.-Punktem wy,jścia w trch dziejach jest 
pierwiastek rodowy. ktOJ"y się stopniowo rozkłada wskutek potę- 
gowania się drugiego zawartego w nim pierwiastku familijnego... 
Rodzina l'ozklada się też po kolei i wytwarza nowy typ poje- 
dyń czego posiadacza wedle prawa prywatnego czyli tak zwaneg'o 
właści ciela-1l:otcZ!l1w ika. 
owy ten typ jest podwaliną budowy 
krzepkiego państwa moskiewskiego, w którem przy najpełniej- 
szem ześrodkowaniu państwowem przpszkadzającem wszelkiej 
. 
krystalizacyi osadów, tworzeniu 
ię jakichkolwiek bądź gnlp- 
odrębnych stanowych. odbywa się poddańcze przytwierdzenie 
(sal{ptno
eHie) Judzi służebn)-clt i dworu do osoby panująeego- 
i włościan do klasy państwowo służebnej (cJ:YJRlłJlOe 
ocJ.oBie)... 
Skoro tylko stężało takie państwo samodzierżcze i demokra- 
tyczne, z utworzeniem którego wyczerpała się cała treść starorus- 
kiego życia, otwał-ło się 
zerokie pole do działania nowemu 
pierwiastkowi-osobistości (';UI'IHOCTb). Ziarna nasienne tego 
nowego pierwiastku posiane już były na ruskim gruncie przez 
chrzescijaństwo, ale przez dlugie wieki nie mogły dostać się'- 
kiełkując do prawnego porządku. - Od Piotra \Vielkiego oso- 
bistość ludzka dochodzi do używania praw jej należnych wy- 
wiązując się z pierwszych bezposrednich i wyłącznie nacjonal- 
nych obsłonek, osobistość zw
-cięża i dąży do panowania. Naro- 
dowość nie tkwi w samych tylko 
zewnęt.rznrch formach ob-ł- 
jawów. Panujący począwszy od Piotra W. nie odziewali się
 
a nawet często i nie mówili po rusku, nigdy jednakże ni
 
tracili swiadomości o swej narodowości, nigdy nie zamierzali 
wprowadzać cudzoziemszyznę miasto rllsczyzny. 'Valcząc
>>>
- 279 - 


z wadami i brakami spółczesnej im Rossyi, starali się ją na 
prawić i udoskonalić za pomocą cudzoziemskich form i sposobów 
działania, . ale dalecy b
-li od wszelkiej mysli o przeciw:,ta wianiu 
Rosyi i Europy. - Gdy :,ię miala całkiem już ku ::,ch
'łkowi 
reformacyjna epoka Piutra, gdy się ulotnił 1..ywy rluch trj epoki, 
został się już tylko trup jej rozpadający się na składowe l)ier- 
wia
tki; zaczętu wtedy to lub owo chwalić albo ganić ze 
względu tylko na to czy jest ono swojskie czy cudzoziemskie. D
- 
alizm t
n wedle Kawelina dochodzi już du końca. Zastępuje go 
myśl o człowieku i jego potrzebach a wymaganiach. 
\V czasie' poźniejszym, w odczytach z 1863 w klubie pro- 
fesorów uniwersytet u w BunD i w «:Myślach i Notatkach» z 1866 r. 
uwydatnia się to tylko, że Kawelin jako z rodu swego wiel- 
korus dzieje narodu wyrodzi nie od Ruryka, a. o 300 lat później, od 
książąt suzdalskich i od Moskwy; że buduje państwo na pniu 
słowiańskim ale już będącym z domieszką filIskich pierwiastków, 
że idąc za Czyczel"ynem PI"zypuszcza, że powstawanie gmin- 
nych spółek miejskich i sielskich tialtlou:ych to je:;t powin- 
nościami obciążonych wynikło z 
yskmatu ich opodatkowa- 
nia, nakoniec że ścislej określa za:-:adnicze przeciwieństwo bie- 
g"ÓW rozwijania się zachodnio europrj;:;kich 
połeczenstw i 
Rosyi.-Dziejc zachodu poczynają się od 
wietHego rozwoju 
indywidualizmu, któren na:-:tępnie z trudnością wciskał się 
w warunki pallshvuwegl) bytu, zaś w Rosyi brakło calkiem 
pierwiastku o
obistości, któren zaczyna się ;:;adzić i krzewić 
tylko po wytworzeniu się państwa i rozwija :,ię pod wpływem 
europejskiej cJ'wilizacji, aż nastanie niedall'ka już doba, w któ- 
rej obie ewolucye skrzyżują :,ię i zharmonizują. - Uprzątnię- 
cie hbtorrczneg-o poddańczego (Kp'l;nOtTHI[1ICCl
aro) typu idzie 
zwicrzchu w dół stopniowo. 
iemogło :,ię ono dokonać dopóki 
nie nastąpił(' wyzwolenia włościan. Xa całem brcie narodowym 
leżała pieczęć poddańczości, na wszystkich jego in
tytucyach, 
które musiano przetwarzać, działając w jedynie możebnym 
w Rosyi kierunku, a mianowicie od góry do dołu. 
Nie w pojęciach jednego tylko Kawelina, ale i całego po- 
kolenia, które podrastało i uczyło się w czterdziestych latach 
i hi
torra i filozofia i polityka brl-r zaci
mięte jednym dla.
>>>
- 280 - 


wszystkich wspólnym węzłem włościań:-ikiej kwestyi. Pamiętam 

e podczas moich lat 
tudenckich w uniwersytecie (1845-1849) 
nie tylko rosyanie ale i polacy byli ustawicznie zajęci zadaniem 
uprzątnienia poddaństwa. l\fyśmy łamali sobie głowę głównie 
nad tern, jakby zruszyć ten kamień, przeszkadzający wszelkiemu 
ruchowi naprzód. 
Z przytoczonych przeze:nnie wstępów c Poglądu» okazuje się, 

e ju
 w 1846 1'. Kawełin wzbl'aniał 
ię od zaliczania go czy 
to do zachudowców czy do slawianofilów, że u
iłowal zająć stano- 
wiska po 7.a obydwoma temi partjami czy prądami. 'V każdym 
l'3zie sprzyjalon Jaczej zachodowcom, do któr}Tch go pociągało 
współczucie ku wszelkim wielkim nowatorom, począ.wszy od 
moskiewskiego okresu, ku wszelkim burzytieloIli staroswieczyzny 
w rodzaju Iwana Groźnego, nakoniec jego entuzyazm dla 
Piotra 'Vielkiego. - Z zachodowcami wiązała go jeszcze i ta. 
okoliczność, że chociaż niebyt pozbawiony uczucia J'eligijnego 
i wy1:ej nad wszystko zawsze cenił moralność chrzescijallską. 
ale był obojętny wzgledem wszystkich wyznaiI, względem 
wszelkich wyznaniowych różnic ubrzędowych i dogmatycznych.- 
,V tej materji nale
ał on do lewego skrzydła szkoły filozoficznej 
Hegla, dzielił pojecia Ludwika Feuerbacha (Das Wesen der 
Religion 1845). Raz tylko w życiu o ile pamiętam wyraził 
Kawelin swój stosunek zaprzeczny względem katolicyzmu rzym- 
skiego i to w związku z przeszłością i z państwowego tylko 
stanowiska.-«Dotycbcza
, pisał, katolicy
m działał rozkłada- 
jącym sposobem na wszystkie plemiona słowiańskie których 
się dotknął. Sam on jest płodem europf'jskiej cywilizacyi, ale 
cała kwestya w tern polega na jakim stopniu ::,wojego rozwoju 
mo:Ze naród słowiański przyszczepiać sobie europejskie pier- 
wiastki nie tracąc samodzielności. Arystokratyzm i kościół 
kosmopolityczny nie dopuściłyby llaróu do wytworzenia tego 
krzepkiego państwa
. którego wyrobienie stanowi jedyny płód 
dziejów i jedyną. zasługę plemienia wielkoruskiego». Łączyła 
}{awelina z zachodowcami i szczególniej z Hercenem wspólna 
m metoda myślenia, podnosząca jako dodatnią. cechę narodow ą 
ujemne narodowe przymioty, llaprzykład względny brak kultury, 
podobieństwo ruskiego narodu do białej karty papieru nieza-
>>>
- 281 - 


))isanej, na której przyszłość zapisze zapewne coś bardzo wiel- 
kiego, nakonier bardzo zapl'zeczny stosunek i Kawelina i Hel'cena 
do wszelkiej narodowej staroswiecczyzny. do wszelkich szczą t- 
kowych powstałości. Nieraz z n
t samegoż Kawelilla słyszałem, 
2e podobałby w J\Ioskwie i radby ,,
niPj zamieszkał
 gdyby nie 
Kremlin, którego on nie znosił. 
,y ka2dym ruskim umyśle, nawet w najbardziej analitycz- 
onym i radykalnym jest zawsze jakiś kątek słu
ący za schro- 
nienie mistycyzmowi. Był taki kątek i 11 Kawelina zbliżający 
go do . słowianofilów. Kawelin bezwndędnie wierzył w wielką 
przyszłość «państwa chłopskiego» ('lrmHlJ,hoe). w wielkoruski 
swiat sioł-kontrastujący z europejskim swiatem miast, w wiel- 
koruską g'minną własność ziem przez włościan po
iadanych, 
w ('zem npatl'ywał antidotum przeciwko paupefJzmow
. Marze- 
nia te o przyszłuści zarJI'zątaly l\:aweIina głównie pod ko- 
uiec jego 
ycia, gdy po reakcyi, sprowadzonej naturalnym 
biegiem wypadków, wskutek emancypacyi włościan i powsta- 
niem polskiem 1863 r. wszelkie postępowe działanie stało się 
niepudobieństwem, tak że ludziom kierunku i temperamentu 
KaweIina wypadało albo wyrzec 
ię wszplkiego działania albo 
marzyć o dalekiej przyszłości. - W naszych poglą(lach na 
przyszłość nie godziliśmy się nigdy z Rawelinem. Sądziliśmy, 
że chłopskie państwo dopóty t
Tlko będzie takow('m póki jest 
niekulturalne, ale skoro się ucywilizuje przest.anie już być 

hll'pskiem. 
Z zawodu swego prawnik
 z temperamentu ustry krytyk i 
refnrmator, Kawelin zdał się stworzonym na to, by stać na 
czele ruchu i być przywódcą postępowego stronnictwa. Siła 
przyciągająca jPllll1 właściwa była niezmiernie potętua. Ulegali 
jej ludzie wszelkiego wieku, wszplkich narodowości, zajęć 
i :,tanów. Posiadał on wszelkie przymioty potężnego leadc)"a, 
miał on nleograniezone upodobanie w ideach rlobl'a spólecz- 
nego. narodowego albo wszechludzkiego i daleko mniejsze 
w pojedyńczych osobach żywych, chociażby względem niego 
najbliższych. Ponieważ Kawelin przywiązywał się nie tyle do 
ludżi ile do idei i hył z natury namiętnym człowiekiem, zdol- 
nym do gorącego kochania i do również gorącej nienawiści, zda-
>>>
- 282 -- 


l"zało się mu nieraz, że nie ozierając się wstecz i nawet niebardzC1 
się smucąc zl"
.wał stosunki z ludżmi bardzo doń bliskimi skoro 
się z nim rozeszli w pog1ądaeh albo telldencyach na gruncie- 
spółeczuym. Lecz bIł on także niewzruszalllie wietnym SIU'ZY- 
mierzeńcem każdego człeka, któremu wierzył. którego uważał 
jako przejętego poczuciem dobra publicznego. 'Viększa częś6 
jego «ja.» używaną była na bezpośrednie działanie na ży- 
wych ludzi i mlliejsza tylko reszta 
zła na pl'ace literatkie- 
Ponieważ w swoim zycim'ysie Kawelina profrsor D. KorsakO\v 
nie dotknał wielu stron dzialalnośei Kaweliua. a mo
e wielu 
.. . 
uieznał nawet wcale, więc uważam za. obowiązek podać pu- 
bliczności historyę moich osobi.stych z nim stosunków. Sądzę 
że moje opowiadanie dółoży nieco nowego i oq-ginalnego do 
wiadomości ogło
zonych już drukiem. że objaśni przytem jak 
się zapatrywał Rawelin na kwestyę polską, która przy nim 
wysuwala się w Rosyi na Ijierw
zy plan. 
 


II. 


Poznałem 
ię z Konstantym KaweliIwm i z Grzegorzem Dani- 
łowiczem w 1852 r., gdy byli naczelnikami wydziałów w szta- 
bie zakładów wojenno-naukowych, a mnie wypadło dać kilka. 
odczytów na próbę dla zajęcia urzędu nauczyciela w tych za- 
kładach.- 'V 5 lat potem w r. 1857 broniłem w uniwersytecie 
rozprawy swojej pro venia legendi o sto
Ullkach mająt.kowycll 
małżonków w prawie staropolskiem, celem objęcia potem jednej 
z dwóch katedr prawa polskiego, wykładanego w polskim ję- 
zyku.-Odbitkę mojej pracy ofiarowalem Rawelinowi za pośred- 
nictwem mego kolegi z gimnazium i z uniwersytetu .Józefata 
Ohryzki, którell się zapoznał z Rawelinem II łoża śmierŁebwgo- 
pl"zyjaciela ich wspólnego Kust.ylowa, a było to w domu Pani 
Aurory z domu Schern wall z pie
w
zego małżeń
twa Demido- 
wej a z drugiego Karamzynowej. J{l)stylow wychowywał syna 
Pani Karamzynowej Drmidowa (późniejszy hrabia San-Don ato),. 
a Ohryzko był zarządzającym jej majątkami. - Kawelin był 
obecny na mej dyspucie w uniwersytecie i zrobił mnie kilka
>>>
. 
.. 


- iR3 - 


bardzo poważnych i gl"Untownych z
n'zutó";. Pamiętam że na 
dyspucie byli obecni kUJ"ator, okręgu naukowego Musin Pusz-- 
kin i towarzysz ministra oswiecenia, l)rzyjaciel Mickiewicza i 
Puszkina, ksi1żę Piotr \Yiaziemski. 
Od tego czasu zacząłem bIwać niekiedy u Kawelina. \Vzględy 
jego i intel'r:'tJwanie 
ię moją osobą przypisuję temu, ŻA byłem 
polakiem, a Kawelin chociaż nie znał języka polskiego i lite- 
ratUl"Y, ale od młodych lat polską kwestyą zajmowal się. Ki

 
mogąc znaleść czego szukał w k
iążkach, 
tmlyował jak zwykł 
to czynić na żywych osobach, w decyfl"owaniu których był zna-- 
komitym mistrzem. Trzymał się zawszr tej często powtarzancj 
przez się zasady, że jesteśmy dwa narody tak jeden z drl1gim 
i za ręee i za nogi skute, że niepodobna nam ani się roz- 
wieść ani l'ozerwać
 a trzeba jako tako żyć społcm, jak naj- 
mniej sobie szkodząc. - rramtorzesne warunki dla porozumir- 
nia się (w końcu panowania :Mikolaja I) były ba.rdzo ciężkie i 
nie dysponujące do żadnych zwierzeń się poufnycb. Co się 
tyczc mnic 
amego. pochodziłem z tak zwanego mieszanego. 
małżeństwa, zawartego jr
zcze przed ukazrm 23 listopada 1832,._ 
którym przepbano aby \\"
zystkie dzieci z podobnych małżeństw' 
były religii prawosławnej. Ukaz ten znacznie wpłynął na 
zmniejszenin się ilości takich mieszanych małżeiIstw w Rm:syi. _ 
W naszej rodzinie bracia byli prawo:-:lawni, a siostry rz.-kato- 
liczki. Od dzieciIl:.;twa wychowywaliśmy się w duchu najzu-- 
pełniejszej tolerancyi i patł"z
'liśmy na wyznaniowe różnice 
jako na okoliczności podl'zędn p . \V ['..ligii przywiązywaliśmy głów-- 
llą wagę do jej rnoralllości.-1\Iój ojciec kończył swoje wycho- 
wanic w nniwersytecie wileńskim przeto też i cała nasza ro- 
dzina była pol
ka z ducha. Pobierałrm pierw8ze nauki w domu. 
a potem w miński cm g-imnazjum, w którem cały wykład od- 
bywał };ię w ruskim języku, więc i ja i moi koledzy rodacy po 
wstąpieniu do uniwenytetu i po obraniu przez każdego z n3
. 
pewnej specialności. 
taraliśmy się gorliwem cZJ
tanip.m k
ią- 
żek polskich uzupełnić wadliwewyk
ztałcenie narodowościowe,
tn- 
drowaliśmy pol
ką historyę i literanU'ę; :::zczrgólniej zaś naj- 
now
zych pobkieh poetów, największych jakich tylko narólt 
wydał w ciągu ::,wojego i
tniellia. 'V 8Zp.CY prawip wielcy po-- 


.
>>>
.. 


- 



 


- 28-ł -- 


cci polscy ostatniej doby hyli wychodżcy, w
zy
cy zwia
towali 
i przepowiadali w!-\krze::-zenil' Pol
ki i narodowe i państwowe; 
()ba uważane były jako nierozłączne. J('żeli były jakie między 
prol'okami różnice to tylko chyba co, do terminu. w którym 
miał nastąpić oczekiwany wypadek. Jedni spoIłziewali się że 
na:-:tąpi wkrótce za pomocą jakieg'oś europejskiego kataklizmu 
w rodzaju tego, który w:-:zystko w Europie przewrócił w 1848 
ruku. Dl'udzy dalej sięgający wzrokiem odkładali wypadek na- 
półwieku albo i na wiek. Xakoniec byli i tacy. którzy odsuwali 
go na cały dalszy ciąg wieków bardzo nipokl'eśloIlY, na jakie 
tysiąc lat.- Tego o
tatniego pl'zekonania trzymał się wieszcz. 
który wywierał wpływ naj\Viek
zy na sposob myślenia i 
]Ja uczucia tego pokolenia studentów, do któ)'pgom i ja należał 
podczas bytności mojpj w uni w('r
ytecie od 1845 do 1849 l'. 

 mianowicie Zygmunt Krasiński... Ze wsz}stkich wielkich spół- 
-cz(,
lIych wydarzeń najmocniej i najb()le
niej dutknr,ły nas w 1846 
rzezie galicyjslde w Austryi za ł-ząlłów Mdternicha, wyrżnię- 
cie masy szlachty przez chłopów. ,y ysyłani z Paryża spiskowi 
pmisaryusze u:-\iłowal i zwalić rząd au
tryacki, nadając wło
cianom 
ziemie na własność. Rząd stłumił 011 razu ruch ten za pomocą tychże 
",ło:o:cian, płacąc im za głowę każdego zabitpgo szlachcica.-Krew 
w ten sposób przelana tak podziałała na m.ugTabiego \Vie- 
lopolskiego, że na całe już życip stanął po st ronip R.osyi 
i napisał wiadomy list otwarty do JletteJ'uicha. \Vrażenie, 
któr'p rzeź sprawiła było 
mutne, al(' zarazpm trzeźwiące i 
uzdrawiające.-
ądzę o' nim z tego jak na mnie samego po- 
działało; uczułem najwyższy wstręt do w:-\zelkiego fałszu, do 
nierozważnych zachwytów, do wsz,lkich poetycznych złudzeń; 
-uznałem potrzebę dochodzenia realnej prawdy i tylko jednej 
prawdy, chociażby g01"zkipj i najbolpśniejszej. Rzeź nam w
ka- 
.lała, że :-;toimy na kraju przepaści, z{' przegrywamy sprawę 
na kwestyi włościańskiej, na tym najsłabszym punkcie historri 
polskiej.- 'Vidzieliśmy jak na dłon-i, że upadek państwa pol- 

kiego był wynikiem wadliwej jego organizacyi, że spowodo- 
wały go tylko przyczyny wewnętrzne. Uznaliśmy bezwarunkową 
konieczność rozcięcia przedew
zystki('m węzła kwestyi włościań- 
;gki'j. Staliśmy się gorliwymi emancypat'Jrami włościan wprzód
>>>
, 


- 
H5-- 


jeszcze, nimeśmy śię bli
ej zapoznali z rosyanaml l uimcśmy 
się dowiedzieli, że jest w tymże kirrunkn w Rosyi ruch po- 
stępowy, do którego należała najiutelligrutlliejsza i najszlachet- 
. ... 
niejsza część ruski
go społeczeństwa. Chociaż wychowywaliś- 
my się w ruskiem mieście i w ruskim uniwerstecie, byliśmy 
odosobnieni i niby murem odgrodzeni od naszych kolegów ro- 
syan. - Nie obchodził
T nas bynajmniej kur:-:ujące pomiędz)r 
nimi teorye i utopje Saint-Simona, F
uriera, Leroux.-Rów- 
nież jak dla spławu metaJów, tak i dla zbliżenia się wrogo- 
usposobionych narodowości potrzebnym jest pewien wysoki 
stopień temperatury, którego całkiem brakło do połowy lat 
pięćdziesiątych, do niepowodzeń wojny krymskiej i do początku 
nowego panowania, które się od razn zaznaczyło jako okres. 
reform bardzo daleko ::;ięgających.-Aż do sanwgo tego zwrotu 
zb1i
enie się polaków do rosyan jeżpli miało miejsce, to tylko 
przypadkowo.-.Ta miałem jeden taki szczęśliwy przypadek.- 
'V 1849 r. po otrzymaniu stopnia kandydata praw poznałem się 
w rodzimwm mieście mojem ::Uiń
ku litewskim z Mikołajem 
Kolajdowiczem rodem z 
Ioskwy, byłym uczniem szkoły prawa. 
pełniąeym czasowo obowiązki prezesa izby sądowej cywilnej
 
w której rząd dojrzał że są straszne zaległości. Od Kałajdowicza 
wionęła ku mnie atmosfera Grauowskiego i grupy Hercenow- 
ski ej. Kolajdowicz poradził mnie obrać słu
bę sądową w Pe- 
tersburgu i dał mnie listy rekomf'udujące. Ku Kawelinowi po- 
ciągała mię ta okoliczność, 
e był on europejczykiem w najpeł 
... niejszem znaczeniu tego slo\Va
 że wlIlny był od wszelkit-h prze- 
sądów narodowych, że pogląd jego na dzieje Rossyi nie dawał 
najmnieiszrj materyi do sprzeczek, 
e uważał jej dzieje jak 
białą kartę papieru, na której wypisane jedno tyll...o wielki
 
sJowo: «palIstwo». Obaśrny przeszli przez szkołę Hegla, obaśmr 
byli naiożeni do r.rtmu w h'z)" tempa heglowej dyalektyki. 
Dla l{awelina heglowstwo hylo lUż przebytem Rtanowiskicm. 
Heglową ideę uważał on jako oman, jako wytwór metafizyki t 
nie i:-tniejący realnie, jako projekcyę tylko żyjącej duszy ludz- 
kiej. Obaj wJ'soce cpni1iśmy Pl'ouiJhóna i czytywaliśmy go. 
za WZIęCIe. 
T
-mczasem nadf'szły chwile kiedy nam wypadło 
polem i
>>>
- :łSu - 


""PomagaJąc 
obie wzalem pracować. Uniwer8ytf.t petersburski 
odnawiał się w swoim :składzie usobowym. Nowy kurator 
I{
iążę Szczerbatov.: wysyłał zagranicę dla przygotowania się 
10 zajęcia katedl' licznych magistrant?w i doktorantów. Po 
śmierci profesora prawa cywilnego Zyriajewa Szczerbatow 
zrobił w 1857 r. propozycyę zajęcia tej katedry Kawelinowi, 
któren prawie jednocześnie powołany był do wyk
adania prawa 
Cesarzewiczowi następcr tronu. 'Vkrótee potem zawakowała 
katedra karnego prawa po niewybraniu przez I"adę uniwer:-:y- 
te tu na dalszy ciąg lat emer"yta profesora J aklJba Barszewa. 

Iian(j mię wysłać z
granicę, lecz w
kl1tek pI"Opozycyi Kawe- 
lina, popartej przez dziekana fakultetu Piotl"a Kałmykowa, za- 
żądano odemnie abym bezzwłocznie objął katedrę w charakterze 
adjulIkta.-Podjąłem tego czego ode mnie wymagano.Jako najmłod- 
bZY członek fakultetu pełniłem w nim obowiązki sckrchuza. 

im zaCZllę opowiadanie jakeśmy razem pracowali w uniwPlo- 
- sytecie muszę dotknąć pewnego epizodu, ktÓł-ell wzmoru ił mój 
związek z Rawelinem. \Vyłożę w jaki 
posób przy czynnym 
udziale Kawelina, powstała w Petersburgu polska codzienna 
. gazeta «Słowo», która, wkl'ótce po ukazaniu się, skończ
'ła swoje 
. efemeryczne istnienie na numerze 16-ym. 


III. 


I w uniwel'sytecie i po wY.1scm z niego, my pohcy, stano- 
wiliśmy pewne kółko zamknięte, wewnątl'z którego pod sztan- 
darem polskiej narodowości zaznaczały się pewne poddzialy, 
-pewnp. krajowe pruwincionalizmy. Osobno trzymali się litwini, 
nie bez pe\\'Ilej dumy wspominający o tern, że u nich to po 
ukazaniu się Mickiewicza trysnęło bogate źródło nowo-polskiej 
poezyi.-O:-;obną grupę tworzyli przybp;zp z 'V olynia, Podola i 
Ukrainy, w których pl'zy całej ich polskości I uwydatniały się 
pewne rY8Y hajdamaczyzny, a obyczaje :-\zlacheckie dziwnie 
szły w parze i 
odziły się z zuchowatością kozacką. 
are- 
- szcie najwybituil'j odosobniali się koronjarze, zamieszkańce 
sztucznego dyplomatycznemi nożycami wykrojon
g-o skrawka,
>>>
. 


-- 287 - 


:glową i s7.yjką dotykającego Kiemna. zachodnią CZęSClą obej- 
mującego brzegi 'V::uty dopływu Odry, a tl1łowem rozsiadają- 
cego się na Wiśle. - Rm
yfikatorowie z lat siedmdziesiątych 
napróżno usiłowali ten Kraj złożony z trzech różnych dorzeczy 
przezwać Krajf'm Xadwiś1ańskim (Priwislinje). ::\Iy p()lacy nie 
lnbiącyteż dyplomatów i wiedeńskich tł'aktatów z 1815 t. przezy- 
waliśmy go ](Oi"OJllt albo jeszeze ezęściej l{o11!rresówką. to jest 
dzieckiem kongresu 1815 r. P
tl"OciZlla skladu rozmaitych czą- 
stek plemif'nia polskiego znikła dziś i całkiem się zatarła. 
Wypadki 1863 r. obróciły- te l"óżllukolor owe bł"yły w jeden 
sypki piasl'k. \\- tak zwanej Koronie
 czyli w Królestwie pol- 
skieID. liczono za moich lat Ilniwersyteckich 5 do 6 milionów 
mieszkailCów, dziś liczą do 10 milionów. :Mimo domieszkę ŻI- 
dowską eli część ludności, i niemiecką (wszakże północ 
kraju należała do Prus a południc do _-\nsh'yi) kraj ten dotąd 
jest. f'tIlograticznic polski z powoall swego polskiego wł05ciań- 
skiego podkładu. Do 18
O f. kraj ten był konstytucyjny, na- 
l

ztałt ru:,kiej Finlalldyi i miał dwie izby sejmowe, lecz po 
powsta.niu H;:n r. konstytucję uchylono. \V"ydany zo:,tał statut 
organiczny 14 lutego 18:32 r., nadający krajowi radę stanu 
i autonomiczne miejscowe in::-tytucye odrębne. - Były to nie 
urzeczywistnione obietnice, które po
łużyły na punkt wyjścia mar- 
grabiemu \Vit--lopolskiemu w jego polityce. Przez cały ciąg pano- 
wania cesarza lIikołaja po 1830 r. krajf'm ł"ządził namiestnik 
Ks. Paszkicwicz z bardzo l"ozległą władzą, komunikujący się 
z centralnemi instytucyami Ce::,arstwa za pomocą ::;ekrrtarz
 
stann królp8twa polskicgo w retersburg-u. Ppd płpzydcncyą lla- 
mie
tnika funkcyonowała. rada administracyjna kł'ólrstwa 
z pięciu dyrl'ktol"ów to jPst właściwip ministrów. 'Vsz)Tstko 
było niby to pobkie językowu w t('j osobłiw
zej krainie. Pol- 
ski język używany był wyłączllif' w 
zkołach. sądach i w8zelkich 
nrzędach
 pJ"zeprlllionych urzędnikami dp'Icyplillowanymi 
na 8po
ób au
trracki, a 
lcz('gólni('j prłl
ki. - Lecz pod tą 
pozorną polskością na pokaz. cała treść pl"awodaw
twa, prawo- 
znawstwa i admiuistl"acyi była nirpol8ka i niero8yjska, al(' 
całkirm cudziozipmska. Porządki admillistracyjlH' były austry- 
ackic i pnl:-;kil'
 dwie procrdm-y karne funkcyonowały na pół-
>>>
- :łS8 - 


llOCr pruska, na poludniu au
tryaeka. Rżą!l ro::;syjski dokonat 
tylko dwu zmian znaczących. Zamiast kodeksu karnego 
(\jmo 
wego z 1818 r., wprowadzono kodeks kar głównych i popraw- 
czych ros
yjski z 1815 r. trochę tylko zastosowany w szczegółaclt 
do królestwa z datą 1847 l". - Autorem tak kodeksu rosyj- 

kiego z 1845 r. Jako i jego przeróbki \V 1847 l'. był polak 
Romald II ube, później::;zy członek rady państwa w cesaJ 
twie.- 
Druga wielka innowacya polegała w powstrzymaniu naltal 
w-rzuwania włoscian z posiadanych przez nich gruntów. Wlo- 
ścianie otrzymali wolność osobistą w 1808, alp wolność bez 
nadziału ziem. Ukazem 26 maja 18-16 r. wzbroniono właści:' 
cieJom ziemskim włosciańskie grunta załączać do folwarcznych. 
Prawodawstwo maluczkiego państewka \V państwie, to jest kró- 
lewstwa polskiego, wyglądało jak ubiór arlekina zszyty z mnó- 
stwa różnokolorowych kawalków. Od 1831 r. aż do Krymskiej 
wojny kraj rządzon}T był przez wszechmocnego prawie namipst- 
nika Ks. Paszkiewicza biurokratycznie, całkipm inaczej niż 
Ros)'a i w ten sposób, że wszystkie usiłowania tak namiestnika, 
jako i odrębnej polskiej biurokracyi zmierzały tylko do tego, 
aby nic nie ruszać, ni'c nowego nie wprowadzać, być w bez- 
czynności i unikać wszelkiego wdawania się centralneg.) rządu 
w Petersburgu w sprawy królestwa, inaczej mówiąc działae 
w kierunku calkiem Pl'zeciwnym temu. ktąrego się trzyma OQ 
1863 J'. nacjonalna rosyjska polityka, to jest przeciwko zjedno- 
czeniu królestwa z cesarstwem.-O zacofaniu całkowite m w sto- 
sunkach prawnych tego społeczeńst.wa, które nie żyło a tylko- 
wegetowało, świadczy uostatee:znie ta okoliczność, która mię- 
oburzala wówczas, jako kryminalistę, że w procedurze karnej 
mmutej jak i w Rossyi na kancelarszc7.yźnie i na- inkwizy- 
cyjnym pierwiastku, stosowaną była do prostego gminu tortura, 
w kształcie rózeg administrowanych w toku śledztwa, .pod 
pozorem kary za wypieranie się winy i za fałszywe zeznania, 
podczas gdy w Rusyi 
1ic podobnego już nie praktykowano 
oddawlla. 
Dopóki panowałr w Rossyi stężaly konserwatyzm, nie- 
ruchomość i milczenie, aż do wstąpenia na tron Aleksandra II, 
trwały też w Królestwe polskipm pozorny spokój i zupełna
>>>
- 289 - 


cisza, lecz od 1856 w Rosyi samej objawiły się nowe powiewy. 
Zaczęto pojmować, że skoro tylko w Rosyi rozwiązana 
będzie kwestya włosciańska i skoro przystąpią do reorganiza- 
cyi urządzeń państwowych w calym ich składzie, wystąpi wtedy 
naprzód i stanie na pierwszym planie zamilczana, zapomniana 
ale nie rozstrzygnięta wcale kwestya polska, która zagrodz 
drogę dalszemu postępowi i stanie się zawadą, tamującą zamie- 
rzane ulepszenia wewnątrz Rosyi. - Myśl o tern że kwestya 
polska jest niebezpieczną, grożącą chmurą na, widnokręg"u 
Rosyi nie opuszczała Kawelina ani na chwilę. Dziwię się 
{lzisiaj bardziej; niż za jego życia tej nadzwyczajnej prze ni - 
kU wości, z którą przewidywał on przyszłość i z którą usiłował 
działać przeciwko przeczuwanemu niebezpie
zenstwu. Kawelin 
wiedział że po wyzwoleniu włościan musi koniecznie nastąpić 
przymilanie się do materaInic dotkniętych właścicieli ziem- 
skich, reakcya w szlacheckim duchu, z którą wypadnie się 
potykać. Swoim nadzwyczaj delikatnym zmysłem przeczuwał 
on, że w polsko ..ruskich stosunkach jest jakieś nieporozumie- 
nie, coś bardzo niedobrego, że kwestya polska nił'dbale zapu- 
8zczona przed tradycyjne ru:-;kie lenistwo w ciągu całego 
mikołajowskicgo panowania, stoi całkiem krzywo i. może du- 
prowadzić do wybuchu, że po wybuchu nastąpi przelew krwi. 
po przelewie krwi bicie na gwałt w dzwon rosyjskiego pa- 
tryotyzmu to jest pełne i wyłączne panowanie ślepej niena- 
wiści narodowej, w której falach utoną zawiązki reforln, drobne 
kiełkujące porosty osobistych i społecznych swobód hojnie 
szafowanych- i troskliwie sadzonych przp,z władzę najwyższą 
, 
traktującą naród cały z największem zaufaniem i dobrodusz- 
nością. Jak uprzedzić niebezpieczeństwo? jak rozpędzić groma- 
dzące się chmury? Dla dopięcia tego celu Kawelin uważał 
za stosowne zrobić krok naprzód w kierunku do polaków, po- 
dać im ręke, postarać się tworzyć rzcczywiscic ruskie stron- 
nictwo w polskiem społeezeństwie, zbyt odosobnione m o!l Rosyi 
i wyłączone m z zakresu akcyi rządu rosyjskiego. Stronnictwo 
ruskie sród narodu polskiego mogło by. przy 7:achowanin pew- 
n ych warunków. trzymać stronę Rosyi w
kutrk swoich prze- 
konań rz£'telnic patryotycznych.-Istniało takie russkie gtron- 
19
>>>
- 290 - 


nictwo w rzeczypospolitej przy Piotrze \Vielkim; wyrabiało 
ono samodzielną organiz'acyę przy Katarzynie II (dom Czarto- 
ryskich i ich polityka). StJ'onictwo to było tak mocne przr 
Aleksandrze I że na niem się opierając Cesarz dał w 1815 r. 
konstytucyę swieżo kreOWalll'mU Królestwu polskiemu. )Iożeb- 
ność przyjacielskiego poż
'cia i zbliżenia się zależała, wedle rozu- 
mowań Kawelina, od te
o jakiemi częściami, kierunkami 
i stronnictwami będą się kojarzyły obie narodowości. PoJscy 
panowie jeżeli się będą bratali z ruskiem bojarstwem, z takiego 
aliansu wynikłaby tylko najobrzydli wsza reakcya. - Polscy 
}'ewolucyonisci gdyby się wzięli do wspólnej akcyi z rosyj- 
skimi
 mielibyśmy w rezultacie same pożogi i wywroty.-Lecz 
demokracya polska możr i powinna paktować z rosyjską na 
warunkach cywilnego równouprawnienia i na gruncie libe- 
ralizmu pod wspólnem przykryciem pallstwa rosyjskiego.- 
Kaweliu mawiał nil'ł'az do na:-: polaków: cniemacie. potrzeby 
dorabiać się wytworzenia własncgo pol
kiego paiIstwa, które 
niemożebne jest fizycznie wskutek poplątanych niezmiernie 
stosunków ze strony etnograficznej.-Xiemożf'my żadną miarą 
się rozgraniczyć. Czyliż nie lepiej byłoby szczerze i bez 
J'cstrykcyj się pogodzić
 wyrzec się wszplkich powstań, zdecy- 
-dować się działać całkiem legalnie i wyrobić szerokie prawo 
obywatelstwa dla waszego języka, wa
zej religii i kultury». 
Taki był program wrgła:,zany przez Kawelina, taka była 
zasadnicza idpa nowego organu polskiegu \V Peter:::burgu. Przy 
pomocy Kaw{'lina, przyjaciel jeg-o, Józefat Oltryzko otrzymal 
koncessyę na wydawanie codziennej polskiej gazety «Słowo», 
z miesięcznym do niej dodatkiem, a więc pl"awo na wydaw- 
nictwo i gazety i miesięcznika w kierunku, któ)'en, według 
terminologii obecnego czasu, możnaby było nazwać u[lodowym.- 
'Varunki te zdawały się odpowiednimi celowi i zapewniającymi 
powodzenie. Ohryzko środków pienię1.n}Tcb nie posiadał, lecz 
potrzebne pieniąt1ze jakoś się znalazły . Nowy organ doznał 
poparcia od Jiteratów polskich i w kraju i zagranicą, \V zie- 
miach tak zwanych zakordonowych, to jest w Poznaniu, Gali- 
cji, a nawet we Francyi sród emigrantów, tak że odrazn po- 
..:iadł wy
tal'czającą ilość prenumeratorów.
>>>
- 2
)} - 


Okazalo się jednak. 
eśmy :-;ię grubo omylili, nie co d o 
powodzenia wydawnictwa, lecz co do możebności jego istnie- 
11ia przy odloębności Króle
twa polskiego pod peŁną i niekontro- 
Jowaną władzą namir:o:tnika. Nasz dziennik działać musial jak 
-ciąg- wolnego powietrza przerzynający atmosferę nieoswie- 

oną przez ćwierć wieku i stąd pełną zadnchu. Rzą1 een- 
tl'alny cesarst wa, zaprzątnięty ty:;;tą
7.nemi kwc5tyami Wd- 
wnętrznej polityki i wielkiemi w niej 1..
fojOm:lmi
 nie wciąga ł 
Królestwa w zakre
 swojego działania i Inlegat bezwc1runkowo 
na namiestniku. Z dl'Ug-iPj strony lum;
stnik. kąlę Michal 
Gon:zakow i cały świat urzędniczy I\:L'óle
t\Va polskiego bro- 
nili istuiejącPg"o statu quo i pełnej nietykaluości i:;tniejących 
(lor"ządków, a to tem zawzięciej, że tryli po
tęp)wallia władzy 
pod nowem panowaniem był łagod1iejslY. że ubyła ta groza, 
która towarzrszrła p )PI'lC lnie:nu systematowi rządzenia, że 
zr.)bione zostały pt' \vn
 ulgi i że \V ten SpJSÓJ p }ptBl
z')no lice. 
'\Vładzom Królestwa pJIskiego niesmako\vała gazeta, wydawana 
w Peter:,burgll i rozgła::,zająca przed całym światem o tern co 
'się dzieje w KI'ólestwie.- \V s:nltek pr
elita\vienia ulmicstnika 
-gazeLt «Słowo» z')st:tła z:l!llklliętJ W p')łowic strclnia 1853 r. 
.a jej wydawca uwięziony \V fortPJ.Y PlOtropawlo .v

dcj w Pe- 
tel"
bul"gu.-P'Jwody t(';! J 10'Hporządlnia nie są wia bm
. Powia- 
(lano że (
łowo» ukarau
 było za t.o, że wzięło czrnny ullia 
w polemice mlę,l
y c
],...; Jpi.;m1:ni W.t1'Hlw5'dem
. b1r 1
) za 
ognionej, w sprawie i k\V
styi 
ydow
kicj. UrzęJownie poczytano 
za winę wydawcy Ohl"Ylce, ze w 

 15 gazety umie3cił list 
4"3 letniego starca L
lew
'l:ł
 dOi.ywcł.ją

go gW

'O wieku w Bruk- 
fielli.-List ten oJl03z.)ny zBt1ł rll'lkiem ju
 po p
M\Vol
lliu 
z łaski MOnal":'lej wy
h ).!źcom p.)ls:dm z 183:) 1°. wracać do 
krajn.-Znakomity dliejopis Joachim L
lf\
vel oceniał w sWJim 
)iście pl"acę (lruJleg) hist Jryka H JlclJ o stat:ltach K'lZimierla 
'V. z XIV wieku i końclył na pOllh'ł.Hvienin «Słowa)) \V 1'0- 
lzajn: «BJże P0;IU:! ł.j). Po u wię.lieniu O:u'yz:d \V fol"te.
y, ja. 
i j(,sl'
ze d wJ.j inni ClłOllkl)wie redlkcyi, p )Jaliśmr 2 marca 
}8
9 społem polpisJ,ną p
tycyę wierlnp Jddań3Z,\ du Cesal.za 
prz('z .Takób'l R)
tfJWee.Vi.l nl.clel!Iika. zlkta1ów wojskowo- 
naukowych i głównego,) na ÓW
z.1) m ,:ol'a w kWdsq-i włosciań- 
19*
>>>
- !
2 - 
. 



kiej. KawPlin pochwalił naszą prośbę, poprawił ją i ułatwił 
jej prz)'jęcie.-Petycra mieściła następujące u
tępy, które przy- 
taczam jako dokument hi:,toryczny. 
cOkazy łagodności i tolerancyi, którPlni zaznaczone zostało 
panowani{' 'r. C. )1.. kazały nam wierzyć, Że Cesarz wszech- . 
rosyjski zajmuje stanowi
ko po nad wszelkiemi narodowościami, 
że względem polaków jest on prawdziwym polskim monarchą. 
'Viadomo, Żp wskutek nieszczęśliwych wypadków 1831 r. 
rząd zaczął patł'zyć na narodowość polską. jako na wrogi 
względem siebie' pif'ł'wiastek. - Z drugiej stronr naród polski, 
broniąc swojr.go istnienia, zu
ywał swoje 
iły 113 bezpłodny 
opór, na walkę z przfluikającymi go wpływami rosyjskiemi, na 
czcze marzpnia o utraconej samoistności poJitycznej. Literatura 
zajęta badaniem nie'powrotnie straconej przeszłości, wydobywała 
z dziejów gorzkie wspomnienia odwif'cznych nienawiści. Re- 
ligia pI'zyłączyla się do namiętności politycznych. Fanatyzm 
opanował umysJy i wpajał za wziętość przeciwko wszystkiemu 
co obce. Ten smutny okres zbliżał się ku swemu koiJCowi 
\Vstąpienie na tron 'V. Ces. )Iości obudziło tysiące współczuć, 
nadzipi, oczekiwal}. ,V społpczpństwie polskiem prze:,tano lękać 
się utraty bytu. i obudziły się nowe potrzeby. Z Poznania" 
z Galicyi dochodzą do nas żalące się głosy narodowości pol- 
skiej. uł:iskanej pl'zez niemiecki pierwiastek, który ją przy- 
gniata. Xajcelniejgi pomiędzy polakami ludzie postępowi przl'-- 
konali si
, że im wypada pozbyć się marzeń i Że' im należy. 
pod skł"z}"dłem !'osyjskiflg'o mocar
twa szukać ratunku i obrony 
nie przestając być polakami, ale szczerze i rzctelnip !'tając po 
stronie l'ządu WP wszystkich je'go przedsięwzięciach)\. 
cCaikowicie podzif'Jając ten nowy kierunek, któren mo-- 

emy poprLeć i udowodnić faktami i chcąc mu wszelkif'llli 8i- 
hmi pomagać, w1 J je'(}naliśmy u rządu prawo na wydawnictwo. 
czasopisma «Słowo». Xie prosiliśmy o żadnp rządowe poparcie, 
któreby musiało by tJ Iko nam zaszkodzić, bo stronnictwa z przp- 
konalI nam przeciwne nic omieszkałyby podać w wątpliwość 
naszą bezill t,'rpsowlł ość'. Chcieliśmy wystąpić z slowem miłości 
i zgody i przyłożyć się do zbliżenia się wzajem dwóch naj- 
większych narodowośd słowiańskich, zaznajamiając Polaków
>>>
- :ł93 - 


2 Rosyą, z jcj inst
!tucyami i siłami. z utworami russkie , 
umysłowości. \V rcligii chcieliśmy bronić całkowitej. tolerancyi
 
ezystej idei chl'zescijailstwa wolncj od wszelkiego fanatyzmu. 
,V nauce chcicliśmy ułatwić szerz('nie się tych wiadomości, które 
mają styrzność bezpośrednią z życil'm prakt)"cznem, z mat('ry- 
alnym d'Jbrobytem krain, zamieszkiwanych przez polaków, wia- 
domości prawniczych i ekonomicznych. Liczne korespondencye 
ze wszystkich części zachodnirgo kraju (cesarstwa) dostarczyły 
llam możności śledzcnia za biegiem wszystkich k\yestyj miej. 
scowych. Z ręką na sercu możemy przyznać się otwarcie, że 
we wszystkiem co w cza:-\opismif' naszem wydrukowano i w ma- 
teryalach przez nas nagl'omadzonych, ale jrszcze nil' wydanych, 
niema ani jednej myśli przrciwnej rządowi i jego zamiarum». 
«'Viadomr nam były wszystkie trudności podjętrgo przez 
nas zadania. 
Iieliśmy przed sobą walkę z ignorancyą i 
z przesądami bardzo zakorzenionymi, jeżeli wziąć na uwag'ę 
nil'liczne w naszym kraju towa."zystwa i zakłady naukowe, 
stanowe uprzedzenia polskirgo spo!eczeilst\Ya
 fanatyzm i nie- 
tolerancyę: z:!"mła moc rzeczy pl'zeżytych. które' nam 
przr5zkadzają przyjść do siebie i oddzieliwszy się od PI'zcszlości 
pogudzić się z terazniejszością. "r chwili dzisiejBzej, z wyjątkiem 
'Va."szawy jako ogniska życia literackiego w Królestwie polskiem 
kraje zachodni i poludniowo-zachodni nie posiadają ani jednego 
organu polskiego. Najjaśniejszy Panie, od imienia narodowości 
polskiej, błagamy Cię: nie daj zamilknąć naszenUl organowii. 
Gazety nam nie pozwolono wydawać. alf' wydawca był 
wkrótcr uwolniony i uwięzienie nie przeszkodziło wstąpieniu 
jego na rządową slużbę, lla jeden z UI'zędów ministe.'stwa 
finansów. 
Kończąc ten krótki ustęp z życia tak Kawelina jako i na- 
szego własnego, tyczący się w-ydawnictwa «Slowa», mam prawo 
.do p05ltawienia za łożenia, że już w pięćdzie
iątych latach byli 
\V rosyjskiem społeczeństwie ludzie. którzy pojmowali kwest.yę 
polską, jak my ją dziś pojmuje
ny. Kawelin zasluguje na to, 
aby mu wyznaczono pierwsze miejs
e w 
zercgu tych dzia- 
łaczy. ByŁ on pierwszym inicyatorem godzenia się na- 
Todowości, pod warunkiem po
zalluwania ze strony rosyan
>>>
- 294 - 


pokrewnpj im pulskipj narodowcści, a ze 
trony poJaków pod- 
dania się wymaganiem ro
y
skirj' :państwowości. Kajbliisz3. 
przJ'8złość puk aże o He ta. idfla jest prawdziwa i żywotna
 
Propaguj
c ją KaweJin polfgał głównie na zdrowym sądzi& 
praktycznlID (3;I;paBbrA C)IbJC.JJ.'b) narodu rosyjskiego, w które
 
wierz)'ł przez całe życie bezwarunkowo. 


IV. 


PI"z(c-hodzę do mojej wspólnej z Kawelinem działalności 
która się dJa mnie poczęła od daty 5 grudnia ]857 T. kirdyrn 
otrzlmał katedre pl'awa karnego i urywa się na katastrofie,. 
która dotknęła uniwersytet we wrześniu 1861 i nas' pięciu 
profesorów zmu8iła do zrobienia podań o dymissyę. 
'Vypadło mi bardzo ciężko pl'acO\vać, musiałem przygotowy-- 
wać t) le materyału do wykładów, aby wypełnić tygodniowo 
pięć póltoragcdzinnYtb odczytów. Nie poczuwałem 
ię do ża- 
dnego daru improwizowania wykładów: wszystko com mówił 
musiałem od początku do końca napisać. Czułem potężny przy- 
bytek 
ily i potęgującą się wskutek przyzwyczajania się łalwość- 
w robocie. Od koiica pienn
zego :półrocza wiedziałem, że owładnę- 
mój przedmiot. Jedyną prawie moją rozrywką były niedzieln& 
wieczorne jours fixes u Kawelina. Nie było na tych zebraniach 
ani kart ani muzyki. Dwa albo trzy dzie:-;iątki gości z peters-. 
burczan, allJo z prz)jezdnych z Moskwy lub z prowincyi, sia- 
dały przy długim stole nakryt
'm do herbaty. Gospodyni obo- 
wiązki pełniła żona Kawelina Antonina z domu Korszów. Zgro- 
madzeni rozprawiali o najrozmaitszycb materyacIJ, o sztuce,. 
prawoznawstwir, polityce. Rawelin był stałym zamieszkailcPID 
\VasiJjewskiej \Vyspy. Kigdym nie bywał w 
alonie bardziej 
intere8ującym, ożywionym 1 ponętnym i ze wzgJędu na przedmiot 
rozmów i ze względu na osoby biorące udział w dyskusyach
 
Towarzystwo było prawie wyłącznie męzkie. Bywali ludzie 
"szelkicb barw i odcieni, którzy dopiero później rozstawszy!o\ię,. 
rozeszli się we wręcz pł.zeciwnych nieraz kierunkach. Uczęsz- 
czali tu wojskowi i cywilni. sędziowie i administratorowie". 


..
>>>
- 2H5 - 


profesorowie i artyści
 przyby
ze z Moskwy, jako to Sergiusz 
Sołowjew, Borys Czyczeryn
 Babst, Dmitriew, bywali l\Iikołaj l\Ii- 
lutin, Zabłocki-Desiatowski, Stojanowski, bracia Grotowie Kon- 
stanty i ,-Takób, oficerowie: GrzegoJ'z Danilowicz i 31. Dl"ago mirow, 
pisarze jak naprz)'kłarl: Iwan Turgeniew. dziennika.rze: "Talenty 
Korsz, Czernyszcwski, 'Veillberg i wiele ubietujący a pierwsze 
kroki stawiący na polu krytyki Dobrolubow, profesorowie 
Borys Ctin, Stasiulewicz, Pypin, Berezin, Sawicz. 'Vszystkich, 
których tu wirlziałem
 nie spamiętam. Główną osoLą dominującą 
w dysku
jacll był sam gospodarz, wciąż zaprzątniętynajswie ższem 
najnowszcmi i najtreściwszemi kwestyami chwili bie1.ącej. 
Dziwiliśmy się niepomieł"nir nieporównanej jego ruchliwości. 
'Vykładał lekcye Cesarzewiczowi Następcy trollU, przygotowy- 
wał się do uniwersyteckich odczytów w materyi dla niego no- 
wej. Specyalnuścią jego była bistorya dawnego prawa ruskiego, 
a wykładal prawo cywilne. Sledził on pilnie wszelkie fazy 
tocząceJ się sprawy włościańskiej reformy, przyczyniał się do 
rozwiązania jej swemi artykułami. .Jako professor zazdrościłem 
mu, że tak llie
łycbanie łatwo grupował koło siebie stud entów, 
zachęcał ich do zajęć, dawal im tematy dla opracowania i oce- 
nial je w zgromadzającem się II niego kółku studenckiem. Przy- 
pływ świeżych i młudych sil do uniwersytetu był olbrz ym 
Ogrumna liczba interesujących się nauką ludzi obojga płci 
i różnych wieliów zapełniała otwarte llao
cież dla publiczności 
audytorye uniwersytetu. Zapał ożywiający studentów i całą gro- 
madzącą się publiczność porywał i podniecał i nas też jako 
profesorów. Xa porządku dziennym była z kolei i reforma 
uniwersytetu. l?oczęta pod rząflami kuratora ks. Szezerbatowa 
robota cię
rła głównie na radzie uniwersytetu. Opracowywa- 
liśmy reformę współuemi siłami. Otwierała 
ię przed nas zemi 
oczyma szeroka perspektywa prac w tym przybytku nauk na 
zasadach największej swobody i samodzielności tak pł'ofessu- 
rów jako i uczących się, inncmi słowy na zasadach naj szerszej 
autonomii uniweł"syteckiej. 'Vedle starej ustawy z 1835 r. 
i dopełniających ją cyrklIlarzy i instrukcyj ministra i k nra- 
tora uczącr się byli odgrodzeni od uczących niby murem. Pro- 
fesorowie byli to właściwie tylko m"zędnicy miewajacy odczyty
>>>
- 29G - 


i st'ykający się ze studentami tylko na lekcyach i na egzami- 
nach. Część gospodarcza stanowiła atrybucyę zarządu (npaBJIe- 
nie) zależnego od kuratora. Część nauko,,::1. należała do rady. 
Obowiązki rektora uniwersytetu redukowa.ły się prawie wyłą- 
cznie do prezydowania w radzie. Pod względem policyjnrm 
zależeli studenci od inspektora mało przez nich poważanego 
i 
kladającego raporta kuratoł'Owi. Kary za wykroczenia wy- 
mierzał km"atol'. 
órne piętro uniwersytetu mieściło konwikt 
dla tak zwanych skarbowych studentów, których było nie wielu. 
Przewa
na większość uczącycb się lokowała 
ię na prywatnych 
kwaterach i zbierala się kółkami, które były korporacyjnie urzą- 
dzone na wzór niemieekich bl1r
zenszaftó\V, z burszami i fuksami, 
z kommeI'szami i pojedynkami. ,V kOllCU lat piećdziesiątych kor- 
poracye polska i rL1
ka wyodrębniły się i wyzwoliły się od form 
i obrządków niemieckich. Odtąd pomiędzy studentami ro::;yanami 
były nie ujawnione jeszcze pJczątki odrębnej korporacyjności. 
Książę Szczerbatow uporządkował ją i do pewnego stopnia ogl'ani- 
czrł. Pozwolono studentom mieć własną kassę zapomóg potrzebują- 
cym, bibliotekę, wydawać pismo zbiorowe, obierać przełożonych 
i starszycb. Po otrzymaniu dymissyi przez ks. '
zczerbatowa 
!Spójna i uorganizowana niejako studenterya nie miała już nad 
sobą żadnej kontroli. 'V ich życiu korporacyjnem odbijały 
się i powtarzały wszystkie objawy i ruchy w illtelligellcyi sto- 
licy, odbywającej proces fermentacyi, odnawiania się i wyzwa- 
lania się od dawnirjszych policyjnych przepisów i przestarzałych 
zakazów wolnego obcowania. Zdarzaly się liczne przykładr 
ścierania się publiczności z policyą po za murami uniwersytetu 
podczas tych lub- owych zebrań publicznyc.h. Policya z ła- 
twością notowała, że w tych starciach się brali większy lub 
mniejszy udział studenci, bo zdradzał studentów błękitny kol- 
nierz ich mundurów, które obowiązani byli nosić. Zdarzały się 
też i w obrębie murów uniwersytetu zajścia studentów z mało 
poważanemi przez nich inspekt0rami i bedelami, które docho- 
dziły do kuratora i przyprawiały go o niepokój. Cały rok 1860 
zaznacz}'ł się szeregiem takich drobnych utarczek, ktore możnabr 
było z łatwością uprzedzić i stłmić, gdybr 
lowa i władza 
inspektora więcej znaczyły i były poważniejsze. Zwykle w po-
>>>
- :ł97 -- 


dobllych :-;prawach kOJ1CZyło się na tem, że nowy po ks. Szczer- 
batowie kurator Jan Delanow (późniejszy minister oświecenia 
lIrabia) udawał się do tego lub owego z wpływowych i po- 
pularniejszych profesorów i za wdaniem się tych ostatnich i po 
ch namowach sprawę tak lub inaczej zażegnywano i umarzano. 
,y marcu 1861 r. wskutek urzędowej propozycyi na piśmie 
kuratora, adresowanej do Kawelina, uformowana zostala pod 
p:ezydencyą Kawelina komi
ya z czterech profesorów (do 
Jiczby których nie należałem), którpj polecono uporządkować. 
korporacyę studentów i przepisać im prawidła postępowania. 
Kommisya powołała ośmiu studentów, których opinii za
ięgano 
przy wypracowani.u szeregu pra widet tworzących rodzaj ustawy. 
Komisya miała na uku tę zasadniczą ideę, że lllliwers}'tet 
mieści w sobie dwa uorganizowane pierwiastld: korporacyę 
uczących tworzących radę, prezydowaną przez rektora z wy- 
borów-gospodarza i przedstawici,Ja uniwer
ytetu i korporacYę 
studentów mających swoje zgromadzenia i swoich przełożonych 
()d wyborów. Te urz
dzenia gminne studenckie należałoby dać 
pod k(Jntrolę i pod zwierzehllią władzę obieranemu pJ'zez radę pro- 
rektorowi a władzę sądową przekazać sądowi z :J Rę- 
dziów przez radę obieranych, i karzących studentów za 
wszelkie przewinienia i wykroczenia przeciwko prawidłom. Od 
r. 1860 już byłem profesorem i bardzo dobrze pamiętam. że 
przy porozumiewaniu się w radzie pomiędzy kolegami na sesyach, 
my professorowie pojmowa1iśm}" należycie, że nasze zadanie nie 
będzie łatwe, że nam wypadnie surowo karać za wszelkie wy- 
kroczenia przeciwko przepisom i poskramiać wszystkie próby 
politycznej agitacyi między studentami. 'Viedzieliśmy, 
e będziemy 
zmuszeni wrrzucać z uni wersytet.u rnłudzieliców zbyt gorących, 
ehociażby i bardzo uzdolnionych. l\Iimo to Jestem do dziś dnia 
przekonany (a przekonanie to podzielal i Kawelin aż do 
woj
j 
śllJierci), że korporacyjna organizacya studentów w ich drobnej 
komórce, dająca pokarm umrslowości ich i l)rzykładająca się 
do wyrobienia w nich woli, służyłaby jako najlepsz}T środek 
()chronny zapobiegający zarazie polit.ykowania, która grasuje 
wszędzie gdzie korporacya jest ukryta, gdzie istnieje na uboczu
>>>
- 298 -- 


i po za obrębem kontroli ze strony uniwer
ytetu. Projekt pra- 
wideł wypracowany przez komisyę podauy był podczas wiosny 
1861 byłemu ministrowi oświecenia Eugrafowi Kowalewskiemu,- 
lecz nie otrzymał sankcJi Uniwersytetu. Doświadczyłem na sobie 
skutków pierwszych podmuchów reakcyi, nieuniknionych wsku- 
tek zwyczajnego biegu rzeczy ludzkich, po ukoilczeniu najważ- 
niejszego i najobfitszego \V błogie następstwa praktyc'lnego dzieła 
epoki, a mianowicie po dokonaniu emancypacyi włościan. Praw- 
dziwe, niepozorne li tylko, ale btotne wyzwolenie włościan mogło. 
się stać jedynie pl'zez narlanie im ziemi. Takie w}'zwolenie 
połączone z uwłaszczpniem gdziekolwiek miało dotąd miejsce,. 
wszędzie osiągnięte zm;tało li tylko za pomocą społecznej re- 
wolucyi. Szcześciem dla Rosyi emancypacYę dokonano w drodze 
prawodawczej, za pomocą l'eformy, nie bez pewneg"o częściowpgo. 
połamania i wywrotu stosunków w dziedzinie pojęć o mojem 
i twojem, w instytucie własnośei prywatnej, którt'n jest i ogólniej- 
szy i głębszy aniżeli w
zelkie urządzenia pań::;twowe. Sam rząd- 
, 
uznawał, że dokonywa się pewne odstęp
two od tego instytutll 
i dokładał staralI aby reforma nie wyszła z granic nieodzownej 
konieczności. Rząd był całkiem dysponowany do wszelkich 
llStępstw względem wielkiej własności ziemskiej, skarżącej 
ię 
na straty: które poniosla wskutek emancypacyi włościan. 
Główna działająca. w reformie włvściailskiej osoba .l\Iikołaj l\Ii- 
liutin i niektórzy jego pomocnicy otrzymali dymisyę. Wskutek 
gromkich napastniczych krzyków ze strony antagonistów re-- 
formy, w drażliwem i niebezpiecznem położeniu znalazły się te 
instytucye publiczne i te siły społeczne, które okazały naj- 
skutecznip.jsze usługi w sprawie emancypacji włościan, a w liczbie 
tych sił i w pienvsz}rm ich sZPI-egn prasa, jako propagandystka 
refOł'my i uniwersytety, jako krzewiciele teOl'yj którp, niby podruj- 
nowały główne filary towarzystwa. Nie podobały się uniwersy. 
tety wielu osobom, zajmującym najwyższe stanowiska i z po- 
wodu ogromnego napływu do nich młodego pokolenia, które 
jU2 z racyi swojego wieku najbardziej jest do wolności pochopne 
i z powodu że nauka udzielała się na nich prawie bezplatnie, 
że uniwersytety by)y dostępne chudym pacholkom, biedakom, 
demokl-acyi. Dodajmy jeszcze, że po wyzwoleniu włościan znikła
>>>
- 2
19 - 


ta spójność, ta 
olida l'ność wszystkich odcieni postępuwców" 
począwszy od prnwie białych do naiczerwieńszych, która znie- 
walała ich działać wspólnie i trzymać się w jednej kupie. 
'Vl'az po emancypacyi włościan dawniejsi sprzymierzeńcy za- 
częli się rozpierzchać i działać każden na swoją rękę. Na razie, 
w czasach bezpośrednio idących po emancypacyi, przemagający 
duch liberalizmu był jeszcze do takiego stopnia potężny, że nowi 
przełożeni nad uniwersytetem dla wzięcia stud
ntów w kluhy, mia- 
nowani w maju 1861 minister oświecenia admirał Putiatin i kura- 
tor petersbur
kiegookręgu-jenerał Filip
on,postanowili po części i 
skorzystać z opl"acowanych przez uniwersytetową komisyę- 
prawideł dla 
tudentów i wiele urządzeń projektowanych z pra- 
wideł tych zapożyczyć. \Vzięto 7. tego źrodła w całości urząd 
prorektora i sąd uniwersytecki. \V nowych prawidłach ogłoszo-- 
nych 21 maja 1861 r. dwie tylko wprowadzone zostały zna- 
czące zmiany, odstepująee od naszego Pl'ojektu, ale te były tego. 
l'odzajn, że podcinały korporacyjność studentów stanowczo 
i radykalnie. Popierwsze wszelkie 
chadzki studentów zostałr 
zakazane, odpadały więc wyborr na korporacyjne llrzęd'y. Po\\"- 
tóre zmniejszoną została znacznie liezba uczących się przez' 
niedopuszczenie do uniwersytetu ubugich studentów nie 
mogących płacić wpisowego za słuchanie lekcyi (ograni- 
czono liczbę darmowych wpisó\V do dwóch uczniów z każdej 
gubel'nii należącej do okręgu). Kazano kasę i bibliotekę stu-. 
dentów w
'rzucić z obrębów murów uniwersytetu, wyra
ono
 
przytem 
e mogą istnieć gdziekolwiek na uboczu. Prawidla 
11 maja zostały ogłoszone już podczas feryj uniwersyteckich. 
kiedy studenci już się rozjeżdzali, tak że .;kutki zmian mogły się 
uwydatnić tylko w jesieni w początkach nowego szkolneg-o. 
roku. Zmiany te przypadły dla Kawelilla, w llajboleśniejsze 
dla niego chwili, kiedy byl calkiem przygnębiony wielkiem nie- 
szczęściem familij nem, któl"(, tak na niego podziałało, że mo- 
mentalnie postarzał. Klęską tą była śmierć jedynaka syna Dy- 
mitra, młodzieilca lat 14, bardzo utalentowanego i nad wiek 
swój rozwiniętego. Ani Kawelin ani ja nic bawiliśmy latenł. 
1861 w Petersbnro"u. Po raz pierwszy w życiu ndało mi się- 
odwiedzić \Varszawę. Jako naoezny świadek z największą cie-
>>>
- 300 - 


. 


kawością przypatrywałem się" procesowi fermentacyi, która dopl'o- 
wadziła we dwa lat.a poźniej do katastrofy, do powstania 1863 l'. 


'"' 


\-. 


Zjechaliśmy sie w Petersburgu \.... sierpniu 1861 r. 'Vp 
wrześniu zaszla ta burza w szklancp wody, która sprawiła że 
uniwersytet pozostał pusty bez uczniów, aż 20 grudnia 1861 for- 
malnic go zamknięto. Kawelin opisal ten wypadek w «Zapisce 
-o nieporządkaeh w petcrsburskim uniwrrs}?tecie w je:,ieni 1861 r.}). 
wydł'ukowanej w tomie 2-m jcgo dzieł. .J a też prowadziłem 
w tym czasie dzienniczek, z tych notat ułożyłe:n art.ykuł, 
któren odczytałem I\awp.Hnowi a potCIr. wydrukowałem. Art.y- 
ku) ten mieści się w t. YI polskiego wydania moich Pism 
stl'. 1--58 J". 1892. To co zaszło stanowi mały dramacik z t,'zema 
dzi ałającemi zbiorowcmi osobami: studenci, profesorowie i na- 
czelnf' władze. 'Vładze postanowiły wprowadzić matrykuly, t") 
jest książeczki z zapisami dla każdego :::;tudenta o opłacie za lek- 
c ye, o prowadzeniu się i karach, o rgzaminach. Książeczka slużyła 
zamiast pasportu i zawiemla \V sobie pl'awidła dla studentów_ 
Przy otrzymaniu matq"kuły 
tudent powinien był podpisać 
zobowiązanie się, że będzie 
pełnial prawidła, zawierał zatem 
z władzą coś w ł'odzaju umowy. Chodziło o to w praktycznym 
rr zultaeie Jak znicwolić studrntów by brali matrykuły. Prze- 
d ywano ż} pewna liczba studentów będzie zmuszona do brania 
książrczek i że ta liczba będzie wystarczająca dla zkonstato- 
wania faktu że studenci łlCzę
zczają na lekcye. Skoro ksią- . 
te czki byłyby wzięte, możnaby zmusić tych co je wzięli do 
spełniania prawideł. 'Vładzc spodziewał}? się, że można zmusić 
do współdziałania profesorów rządowi przy rozdawaniu książeczek. 
:Ka posiedzeniu 6 września rada uniwersytetu stawiła zarzuty prze- 
ciwko prawidłom, uważając je jaktJ projektowane tylko ale 
jeszcze nieogłoszolH', więc nie podlegającc jeszcze wykonaniu, 
i postanowiła, :2:e nie przystąpi do wyborn prorektora d]a braku 
chcących poddać się balotowaniu kandydatów. Kuratol' miał 
więc do swojej d)'spoZYCIi tylko inspektora studentów. jako
>>>
- 301 - 


organ władzy policyjnej. Matrykuły drukowano' tymczase m; 
lekcye rozpoczęły się 17 września bez pI'zed:,ięwzięcia jakich 
kolwiekbądź zapobiegawczych środków pI'zeciwko schadzkom. 
Schadzki się rozpoczęły i odbywały się codziennie. Kazano za- 
mykać na klucz pustującc audltOl'ye, wtedy studenci włamali 
się przemocą do wirlkiej sali aktowej uuiwersyteckiej. Tr 1ko 
dnia następnego dowiedzieli się profesorowie o tym wypadku, 
a mianowicie 24 września w niedzielę podczas urzędowego 
przyjęcia llas pl'zez ministra w jego mieszkaniu. Ministel' nam 
objawił o ezasowem zamknięciu uuiwel'sytetu. Na drugi dzień 
masy studentów, uiewpuszczonych do uniwersytetu, pociągnęły 
ku mieszkaniu kuratora Filipsona na ulicy Kołokolnej. Ka 
obronę kuratora stawiła się na ulicy siła zbrojna. Do starcia się 
nie doszło, uprzedzonem zost.ało zjawieniem się kuratora
 któr en 
wraz z studentami udał się do uuiwerRytetn i po
egnał ich potem 
aż.do następującego dnia. "Tieczorem tegoi-samego dnia, zastępca 
nieobecnego \V Petel'sbl1l'gu rektora, profesor Izmael Srezniewski 
zagail posiedzcnie rady w pt'zytomności zasiadającego w niej 
km'atora, któren natychmiast zaproponował, aby matrykuły były 
rozdawane jednocześnie z wzięciem od studentów akceptujących 
poJpisówprzez dziekanóww pelnym składzie członków fakultetó w. 
Kawełin pierwszy oświadczył w radzie stanowczo o niemo
ebności 
wykonania tego wymag:mia. Trzej tylko członkowie L'ady pud 
trzymywali propozJ'cyę km'atora. PI'zy głosowaniu, większflŚć, ale 
przeważająca jednym tylko głosem (15 przeciwko 14) oświad- 
czyła się za niebranie pl'zez profesorów żadnego udzialu 
w rozdawnictwIe matrykuł. "Minister za
ądal od członków 
rady podania na pi
mie motywów ich rezolucyi, lecz pod wpły- 
wem bardzo stanowczo występującej po stronie protestujących 
profesorów opinii publiczncj w stolicy, wielu z członków radr
 
którzy 25 września podtrzymywali kuratora, przp.szli już na 
stronę przeciwną i przyłączyli się do protestujących. Odtąd 
wyjaśniło się ostatecznie, że profesorowie zachowają się biernie 
względem uniwersytrckieg-o konfliktu. Codziennie prawie z rana 
u drzwi wchodowych do uniwersytetu i na ulicy odbywały się 
sceny komiczne wobec intpre
ującej się kwest}'ą publiczności 
petel'sburskiej. Na posiedzeniu rady 8 paździf'rnika pod pl'ezy- 


"
>>>
- 302 - 


dencyą świeże przybyłego do stolicy rektOL'a Piotra Pletnicwa 
. cała rada jednogłośnie oświadczyła się za uchyleniem matrykuł 
i objawiła, 
e gotowa jest podjąć się uśmierzenia studentów, 
_ jeżcli jej dadzą rozporządzać się wedle jej uznania i za po- 
mocą jej własnych ŚJ'odków. Km'atol' oświadczył, że nie może 
"się zgodzić, że rozdawanie matrykuł musi nasf-ąpić. Powiedział 
nam: «stawicie panowie takie pytanie: alho uniwersytet albo 
Rosya»? Zarzncaliśmy. że pytanie formułowane lliewłaściwie, 
"że trzeba pytać: czy ma być uniwersytet bez matL"ykuł czy 
mau-ykuły bez uniwersytetu? \Vypadki sprawdzały wszystkie 
nasze obawy. Rozdawanie matrykuł odbyło się, wykłady lekcyj 
---m i al}' micjsc.e, ale im towarzyszyły takie nieporządki, że wy- 
padło aresztować student6w masami. Część ich została osadzona 
w fortecy Petropawłowskiej, część wysłana do Kronstadtu. Na 
placu przed uni wel'sytctem leżały seciny rozerwanych książeczek 
-z matrykularni. Audytorye pustkowały w braku słuchaczy. 
,,
 ciągu 2 tygodni od 25 września. do 12 paidziernika
 kółko 
profesorskie w liczbie osób od 12 do 15, do którego w stanowczych 
. chwilach przyłączali się i wszyscy inni profesorowie zbierało 
-się prawie codzi
nnip dla narad w pomieszkaniach pr)"wat- 

lych II tego lub owego z profesorów. Bez wszelkich wyborów 
i porczumienia się poprzedniego, Rawelin brł naszym kiero- 
-wnikiem, a w utarczkach z władzami naszym pierwszym tyrd- 
Ijerem. On decydował ::--tanowczo \V naszych chwianiach się 
.i wątpliwościach. Jemu jesteśmy obowiązani, że konsekwentnie 
i aż do ostatka graliśmy niejako rolę Kasandry przepowia- 
dającej upadek Iljonu, a nie schodziliśmy jednak ani na krok 
z drogi najścislejszej legalności
 żeśmy się u
trzegli od wsze l- 
.kiej solidarności ze ś
ierającemi się dwoma siłami: z władzą 
- vpierającą się na sile wojskowej i ze studentami, w pierwszym 
szeregu których odznaczał się zuchowatością Mikobj Niekln- 
--dow, utalentowany późniejszy mą
 stanu, któren zakończył 
żywot !'1wój na stanowisku towal'zysza mini
tra spl'aw wewnę- 
trznych. Nic szukaliśmy bynajmnipj p{jpnlarności
 owszem poj- 
mowaliśmy doskonale, że skoroby l)rzyjęto ofiarowane przez 
nas uslugi i 
koro by nam oddano władzę w uni wcrsytecie, 
musielib}'śmy poskramiając rozruszanych studentów ucIekać się
>>>
, 


- 303 - 


-do najeuergiczniejs7.ych środków dla ustalcnia tego normalnego 
porządku, jaki mieliśmy na myśli. Gdy uniwers}'tet :-;tanął 
1ustkami
 nie będąc urzędowni(' zamkniętym, Kawelin pierw
zy 
postanowił
 że pozostawać w uniwersytecie tym nie może, ale 
nikomu z nas nie podtlawal za obowiązek, by szli za jego 
przrkladem. Decyzyę Rawelina, której on nikomu nie narzu. 
cal, przyjęli tylko czterej profesorowie: :\1. Stasiulewicz, A. 
Pypin. B. Utiu i ja. Dla uniknienia wszrlkiego pozoru zmowy 
albo zbiorowej dcmunstracyi, postanowiliśmy, 
e zrobimy nasze 
podania o drmis nie jednocześnieję ale w niejakich odstepach 
. 
od podania Kawelina. 'Vszystkic podania nastąpiły w ciągu li. 

topatla 1861. Co się mnie tycze prosiłem o przeniesienie mię 
-na slu
bę do szkoły prawa, w któn:j już wyk
adałem prawo kar- 
ne. Dla wielu z nas krok ten potrzebował namysłu zwłaszcza, 
e 
od niego zawisły materyalne srodki utrzymania się. Do liczby 
tych służby potrzebujących należał sam Rawelin, u którego 
jako familijnego człowieka przy najskromniej
zem 
yciu końce 
z trudnością wiązały się z końcami. Byliśmy wielce popularni 
w opinii publicznej Petersburga, w pl'asie, w miejscowej intel- 
ligencyi, nastrojonej liberalnie. Stud(
nci uchodzili prawie za 
bohaterów i zasmakowawszy w owocu zakazanem polit.yki, znacz- 
11ie 
ię popsuli. Od tej chwili datują bratanie 
ię z pospól- 
.
twem, uczęstnictwo niedojrzałych młodzieńców w usiłowa- 
ł 
'łliach anarchicznych;. )Iinister
two Pntiatina trwało t.yłko do 
1Iowego roku 1862. _\rcsztowanych studentów wypuszczono 
:z zamknięcia wyjąwszy kilkU; któl'ych deportowano admini- 
-stracyjnie. Obdarowanych wolnością wziął w swoją :-;czegól. 
niejszą opi
kę nowy jf'nerał gubernator petersburski ksią
ę 
Suworow. 'V radzie ()J;Y
fa) mirjskiej urządzone zm.tały odczyty 
publiczne, wygłaszane przez nas profe
orów, na których po 
rzadku pilnowali studenci. )Iini:4rem oświecenia został Aleksan- 
der GI)łownin, a towarzyszem jeg'o były kurator. L Delanow. 
Golowninowi polecono opracować nową ustawę dla uniwersy- 
tetów, od ogłoszenia której miało zależeć otwarcie znowu 
petersburskiego uui wersytetu. Nowy minister był liberałem 
i pmlzielał nasze idee. 'Vielll profesorów albo byłlch profpso- 
rów wezwał on do prac nad układaniem nowej ustawy z 186-1
>>>
- 304 - 


roku. Ustawa była zbudowana na na
zydl l)Omyslach. Goło- 
wniu nie taił przed nami że w wy:lszych !'ferach uchodzimy 
za podżegaczy i za kierowników ruchu studenckiego. Kiedy. 
wynikło przypuszczenie o mianowaniu niektórych z pomiedzy 
nas profesorami do mającego 
ię otworzyć Noworosyj
kiego 
uniwersytetu w Odessie, Gołowuin uprzedził nas że nie jest 
to w jego mocy. Stasiulewiczowi zaproponował ul'ząd członka 
rady w uczonym komitecie ministerstwa oswiaty, KaweliulJwi 
zaś wycieczkę zagranicę dla zbadania organizacyi zagl'anicz. 
nych uniwersytetów i dla zebrania materyałów dla przyszłej 
ustawy uniwers}.teckiej. Propozycya ta zo
tała przyjętą przez 
Kawelina wnet i bez wahania 
ię. \V danej chwili była mll 
ona na rękę, jako człowiekowi znużonemu, cierpiącemu moral- 
nie i szwankującemu na zdrowiu. Po strasznym ciosie, kt6ren 
poniósł przez śmierć syna nigdy już nie mogł przyjść do siebie 
i być takim jak przedtem. 'Yalka za uniwersytet tembanlziej 
go zmęczyła, że niczego pocieszającego nie przewidywał w przy- 
szłości i że nie godził się bynajmniej z więks
ością postępowych 
ludzi ówczesnych w poglądach na poczynające ju
 kiełkować 
nieznacznie idee konstytucyjne. Idee h' uważał on jako zwod- 
nicze i fałszywe, co 
powodawało wkrótce potem w 1862 roku 

tanowczy rozbrat jego z .Aleksandrem Hercenem. 'V listach 
Kawelina do Hercena, wydanych w 1892 r. przez Drag"oma- 
nowa są bardzo otwarte tłómaczenia się Kawelina z racyi ko- 
mendcrówki jego za granicę z poleceniami od Gołownilla. 
«:t\iewierr. dotJchczas co znaczy ekspedycya moja za gra- 
nicę. Gołownin powiada, że widząc moje liiezręcznc położenie 
między rządem, który mię podejrzewa i studentami, którzy 
mię uważają za kon
envaty
tę, chce on ocalić mię na przy- 
szłe czasy. Drudzy zaś ludzie znający się na rzeczach powia- 
dają, że Gołownin zbył mię z rąk swoich pod prz
Tzwoitym po- 
zorem i w ten 
posób odemnie się uwolnił. Co się mnie tyczy 
jestem zupełnie obojętny względem obu tych wersyj. Zająć 
jakikoJwiekbądź czynny posterunek ani trl'3Z. ani później, ani 
mogę ani chcę. ,y uniwersytecie jestem niemożebny, bo był- 
bym postawiony między dwoma ogniami: między studentami 
chwiejącemi :-:ię to w jedną, to w drugą stronę l władzami 


.
>>>
- 305 - 


które przez jakiś wyskok mogą zniweCz'yć to com tak d1ug0 i usilnie 
budował. Rawelin sądził że służbowy jego zawód już całkiem 
skończony. Jeżeli miał pojęcie o jakiejkolwiek służbie
 to chyba 
w specialnym tylko fachu i na warunkach wolnego najmu. 
.Jakoż wypadło mu w ten sposób przez dwadzieścia lat jeszcze 
pracować w ministerstwie finansów. Prawdziwem szczęściem dla 
Kawelina i zajęciem odpowiednim jego usposobieniu był wyk lad 
prawa cywilnego oficerom, kształcącym się w wojennoprawni- 
ezej akademii w PetersbUl'gu począwszy od jesieni 1878 do sa- 
mej śmierci w 1885 roku. 
Po otl"zymaniu zlecenia od Gołownina Rawelin wybrał się 
w drogę bardzo prędko ijuż w połowie kwietnia. 1862 r. zainstalo- 
wał się du rohoty w Paryżu, w tym samym czasie kiedy w Pe. 
tersburgu odbywała się w wielkim stylu próba rozwiązania kwe- 
styi polskiej przez mianowanie namiestnikiem ,V. Ks. Konstan- , 
tego i naczelnikiem zarządu cywilnego w Królestwie margra- 
biego 'Vielopolskiego. Chocia
 Kawelin nie był, jak mówią. 
w łaskach u dworu, ale miał tam pewne stosunki przez 'V. Rs. 
Helenę, pl'zez baronessę Roden i hrabinę Antoninę Błudową. 
Kawelin należał niezawodnie do liczby tych, którzy się naj bar. 
dziej przyłożyli do sympatycznego przyjęcia 'Vielopolskiego 
przez ruskie towarzystwo. Od chwili wyjazdu Rawelina z Pe- 
tersburga w końcu marca 1852, aż do powrotu jego do Peters- 
burga nie widziałem się z nim a te bardzo czynnie korespon- 
dowałem. Sprobuję wyłożyć co wiem o jego nastroju w tym 
periodzie, a
 do zupełnego rozbicia się planów margrabiego 
i do powstania 1863 r., kiedy jaskrawym płomieniem wybuchły 
dwa wrogie patryotyzmy obu narodowości, to jest kiedy spra- 
wdziło się to właśnie, czegośmy się obydwaj najbardziej oba.- 
wiali . 


YI. 


Pierwsza bytność Kawelina za granicą ma datę 1857 r. 
.Jeździł na krótki czas przedstawić się Cesal'zowej, jaku przy. 

zły nauczyciel K astępcy tronu. Drugą podróż odb"ył już po 


,
>>>
- 306 - 


uwolnieniu od t
-("h obowiązków w r. 1859. Jechaliśmy razem 
z Kawelinem na parostatku, z Petersburga do Rostoku. Na 
tym:2:e parostatku znajdował się chory na oczy i udający le- 
czyć się w klinice Graefego M. Katkow. Kawelin nie taił prze- 
de mną swojego zamiaru odwiedzić w LOll(lyni
 przyjaciela 
swego od młodości Hercena. Po powrocie do Petersburga 
zwierzał mi się z rozkoszy, jakiej doświadczył przy zobaczeniu: 
się z człowiekiem, którego najbardziej za żrcia ukochał i z któ- 
rym nie obcował w ciągu lat 12. 'V 1862 l'. Rawelin udawat 
się do obcych krajów na czas dłuższy. nieokreślony, ju
 po 
przejściu przez kl'ZYŻOWY ogień 
Jciowych walk, ju
 zmęczony 
i w wiele rzeczy, w które wierzył, uie wierzący, ale maj
cy 
mocne przekonania i ustalone poglądy na życie, o których wie- 
dział, że popula ł'nemi nie są i że podzielają ich tylko nieliczni 
, najintelligentniejsi jego rodacy spółczesni. Nie robiąc żadnych 
ustępstw rewolucyonistom, był on stanowczo przekonany tylko- 
w jednej głównej kwestyi, a mianowicie we włościańskiej,. 
o której wiedział, 
e zostanie rozwiązaną iak się należy '! je- 
dyny prawidłowy 
posób, jedyn}"m należyt.ym. torem, a miano- 
wicie 7. góry na dół. 'Viele
 to razy 
łyszałem z ust jego sto- 
s(jwanie do niegoż słowa Simeona: rtllflC dimittis, z dodatkiem,. 

e główne zadanie spółczesnego pokolenia. ruskiego już jest 
spełnione. Obstawał on przy wielkoruskiem włościańskiem wła- 
daniu ziemią gromadzkiem, uwa:2:ając je jako rękojmię należyte- 
go rozwijania się reformy włościań
kiej w przyszłości. Z re- 
formy włościańskiej wynikały wedle niego wszystkie inne, sta- 
nowiące niby jedną nieprzerwaną nitkę nawiniętą na kłębek. 
'Ve wszystkich reformach, które projektował
 był on konse- 
kwentnym radykalistą, stroniącym od w
zelkiego łatania się i 
od kompromisów. Pomimo głębokej odrazy do biurokracyi wo- 
góle był on na swojem państwowem stanowisku najzupełniej- 
szym wyznawcą samodzierżstwa. Tysiąc raz}' słyszałem z ust 
jego te same wyrazy, których używał w listach do Hercena
 
«gra w konstytucyę straszy mię, tak że o niczem inuem nie 
mogę myśleć» (str. 47) i «obecnie w niniejszej chwili nie mo- 
żebną jesf. konstytucya wspólna dla wszystkich klas narodu,. 
a przeszłaby jedynie szlachecka konstytucya od której Boże-
>>>
- - 307 - 


chroń» (57). ,,"
krótce 7.acznę wszelkiewi memi siłami bronći 
stnjej
1cego porządku rzeczy, to jest walczyć za wszelkie re- 
formy ale przeciwko konstytucyi (str. 47)". cSpołeczna forma, 
jakakolwiekbądź, nie może być przedmi.otem kultu, nie m02e 
być bogiem, któremuby składano ludzi na ofiarę. Są to te sa
e 
odzienia i te same buty, które nie przydadzą się, skoro będą 
dla wszystkich na jedną uszyte miarkę
 (str. 56). «(Zrobić 
przewrót nie tak trudno, jakby się zdawało. Uwa2am 2e nie 
jest wcale niepodobieństwem podruinowanie podstaw teraź- 
niejszej społpczności w Rosyi prze2ytych i wytęcbłrch, a po- 
tem sprawienie, aby się Rosya z tych podstaw całym swoim 
ciężarem zwaliła. Cała kwestya w tern, co potem nastąpi? To 
co jest nie stworzy nic nowego, a to z tej prostej przyczyny 
że gdyby było nowe, stary porządek nie mógłby przetrwać 
ani przez dwa dni. 'Vyplynip więc na wierzch większość, nie 
wiem jaka, poczem skrystalizuje się po staremu, nasamprzód 
lodług większości istniejących pierwiastków i pojęć, a w do- 
datku z największą nienawiścią ku nowemu:t (56). «Uwa
ałbym 
siebie jako pozbawionego wszelkiej, uczciwości. gdybrm dora- 
dzal panu, albo popowi, albo chłopowi, oficerowi czy studento- 
wi. pl'zyspieszać proces rozkładu przestarzałych form społecz- 
ności historycznych. Przez całe 2ycie babram się w naszem 
paskudstwie społecznem, dużo wiem i widzę. a wiedząc 2e 
z teraźniejszego barbarzyństwa. wyłoni się coś nowego i wiel- 
kiego, przekonany jestem 2e to nowe bardzo dalekie, a na po- 
rządku dziennym stoi jakby tylko przebyć kryzys najspokoj- 
niej, najoszczędniej, z najmniejszą ofertą sil, które należy na 
przyszłość zachować» (str. 60). 
Można dojrzeć przyczyn i zl'ódeł antyopozycyjnego nastroju 
KaweIina w 1862 l'. Pochodziła ta antyopozycyjność popier- 
wsze z poglądu jego na społeczeństwo wedle metody nauk 
przyrodniczych, jako na coś nie mającego ani celu ani zada- 
nia, jako na konieczny produkt pewnych kombinacyj. tak 2e 
niepodobieństwem jest prowadzić gwałtem plemiona i Ilarody 
po tej lub o wej drodze. «Społeczeństwo jest to organizm, a z 
organizmem nic nie poczniesz przemocą. Chorego leczą a nie 
biją 
koro cbcą go uzdrowić» (str. 77, 78). Powtóre do tego
>>>
- 308 - 


wniosku dopl'owadzała Kawelina jego znajomość histol'yi Ros- 
syi, ta zasadnicza formula życia rosyjskieg"o
 która wedle 
jego przekonall polega nie na stopniowem ograniczaniu monar- 
chizmu, jak w zachodniej Europie i w Polsce
 ale całkiem na 
opak i przeciwnie. «Kie takeśmy się nało
yli, urastali, nip 
taka nasza l1istorya, ażebyśmy mogJi mleć inne wyobrażenia. 
Przeszliśmy w dziecięctwie naszem straszną rewolucyę, której 
sens dla nas nie zupelnie! jeszcze jasny, przeszliśmy przewrót 
Piotrou'ski. Zaledwośmy prze tal-li oczy, kiedy gwałt przezeń 
zadany. to jest cała sztuczna jego budowa. kruszy się sama 
przez się. kiedy wszy:.;tko co spl'awił. zamiera bez _ wszelkiej 
rewolucyi. Czem spokojniej pójdą nasze spra"J. tern prędziej 
to stare wywietrzeje. Xie powiem tegoż samego o polakach. Po- 
rządek rzeczy istniejący w Polsce nie przez nich był stwo- 
rzony. Najzupełniej rozumiem buntującego się polaka. rrylko 
czyli
 zrzucenie siłą jarzma rosyjskiego byłoby naj prostszą 
drogą do wyzwolenia Polski? Jest to pytanie całkiem odrębne. 
Jestem głęboko przekonany, że dla nich niekorzystnie zrzucić 
Jlasze jarzmo. Gdyby rządowi rosyjskiemu przyszła szczęśliwa 
myśl pozbycia się Polski, W)Tzpczenia się ka
dego kawałka 
ziemi, który polacy uważają jak.9 swoją własność, mielibyśmy 
przed sobą takie widowisko, że polacy by mocno ku nam zo- 
stali pociągnięci, bo po za .kwestyą polską stoi druga ważniej- 
sza-słowiańska, w której bez Rosyi obejść się nie podobna. 
Przez wza.jenme tarcie się o siebie leczymy się od dziczy 
i bezmyślności, a oni od niesłowiańskich soków i skrofułów, 
których mają do zbytku. Zbliżeni£' się polaków i rosyan po- 

 
stępuje, mimo wszystkie przeszkody, idzie zwolna aJ e bez przer- 
wy. 'V tym wielr znaczącym fakcie zbliżenia się wspólna 
nienawiść ku rządowi nie jest ani trwałym ani llajgłębszym 
czynnikiem. Zniknie ona ze zmianą okoliczności i pozostawi 
po sobi" same decepcye. 'rrwałem może być zbliżenie się po- 
chodzące od wspólnego przel'odzenia się, świadomości jedności 
wobec głębokich rdzf'nnych różnic w porównaniu z syntezą 
uropej ską» (str. 79).
>>>
- 309 - 


, 
II. 


",. ciągu obfitującego w wielkie wypadki 1862 r. Kawe- 
lin obserwował z najżyw
zym interesem, jak po pożarze na 
Apraksinskim rynku, na drugi dzień po Zesłaniu S. Ducha, 
o
rożyła się w Rossyi reakcya przeciwko I"uchowi naprzód 
w ogóle, jak się poczęły liczne areszty, a w liczbie uwięzio- 
nych byli i bliscy znajomi, naprzykład Czernyszewski, jak z 
d..ugiej strony llajzupcłniej llieudała się w \Varszawie próba 
pl'zedsięwzięt.a przez \Vielopolskiego rozwiązania pokojowo 
kwestyi polskiej. \V ciągu całego tego 1862 r. aż do jesieni 
KaweJin zaznajamiał się w Paryżu z wydatniejszemi osobi- 
stościami z polskiego towarzy
twa. Xa dowód przytoczę szcze- 
gółowy list do mnie pisany, któren podaję w zupełności bez 
skróceń. 


Paryż 27 kwietnia (9 maja) piątek 1862 r. 


«Xie dasz wim'y, drugi Panie \Vłodzimierzu, w jakim stop- 
niu obowiązany ci jestem za twoje arcyinteresujące listy, ja 
się niemi upijam i poję moich przyjaciół tutejszych. Tysiąc 
razy powtarzam, godzę się ze wszystkimi twemi poglądami na 
sytuacYę. To co piszesz o upadaniu skl'ajnych poglądów cie- 
i'zy mię bardzo. Jeżeli my i wy (ma się rozumieć nie oso- 
biście) ufamy w jakąkolwiekbądź przyszłość: możemy ufać 
,jedynie pod warunkiem, że zdrowy 
ens praktyczny weźmie 
w końcu górę nad ostatecznościami, pięknemi i po
ytecznemi 
jako pomysły, ale nic nie wartemi j}łko czyny. Nie godzę się 
z wami jedynie w dwóch punktach, najprzód co do stosunku 
naszych opinij o Polsce, a powtóre co do naszej najbliższej 
działalności w uniwPl"sytecie. IIylisz :5ię wiplce co do naszych 
stronnictw, co do teg'o, że nasi skrajni są waszymi najwier- 
niejszymi aljantami. 
eJ est to złudzenie optyczne, a rozcZarUjeCIe się prędko. 
Skrajnym poglądom przydatny jest wszelki materyal palni, i
>>>
- 310 - 


Ha tern osnuwa się rzekomy związek. Skrajne poglądy wierzę 
i nie wątpię że są bardzo szczere, ale nie zdają sobie sprawy 
z tego co ich pociąga do polaków bcz żadnej arriere pensee 
wyzyskiwania polaków. Wierzaj mi najwiel'niejszy wasz SPl'ZY- 
mierzeniec to zdrowy sens moich rodaków, który wkrótce do- 
grzebie się do prawdy w kwestyi polskit'j, a dogrzebawszy 
się wypowie ją jednogłośnie. Aksakow i jego «Dzieiu porusza- 
ją wiele kWL'styj
 wypowiadają dużo dobrych mrśli, lecz mocno 
się mylicie gdy sądzicie, że jego głos jest głosem całej Rosr i 
w kwestyi polskiej. Bądźcie pewni, że myślałem o tej kwestyi 
dlugo, bardzo długo, mówiłem o niej dużo i przyszedłem do 
przekonania (a wiesz że mam węch nie lada), że chwila spo- 
kojnego i I"Pl'awiedliwego rozwiązania zbliża się wielkie mi kro- 
kami. 
3/15 maja. Z racyi różnych kłopotów nie skoilczyłem zaczę- 
. . 
tego listu. Piszę go dalej. Przyjmijcie uprzejmie JIikołaja Cha- 
nykowa, oddawcę tego listu. Jest to bardzo dobry człowiek. 
..Powiedziałem wam, że spokojne i sprawiedliwe rozwiązanie 
polskiej kwestyi zbliża się 
zybko. Zdaje mi się, że tak będzie. 
mimo fakty
 ktÓl'C moglibyście przytoczyć przee:iwko memu 
twierdzeniu. 
«z tutejszymi polakami stosunki moje jakuś się nie klcją. 
ie 
kłóciliśmy się, a nawet nieposprzeczaliśmy się mocno, ale po 
drugiem widzeniu się spostrzegłem, że pierwsze dobre wraże- 
nie, które sprawiłem, jakoś się oziębiło. \Vyznam, że nie mam 
za to do nich w duszy naj mniejszego żalu. Od pierwszego razu 
starliśmy się o kwestrę \ gl'anic i odskoczyliśmy jedni od dru- 
gich. 'Viecie, że nip je
tem fanat}kiem naszego panowania na 
Litwie, lecz rozmawiając z polakami w Paryżu. nie miałem 
prawa odgrywać roli Chlestakowa (w komedii Rohola: Rewi- 
zor) i prawić im smalone duby, to jest zapewniać ich że wszy- 
scy rosyallie gotowi są uznawać ten kraj jako polski, a wiec 
doszukiwałem się ostrożnie punktu, na któr'ym moglibyśmy się 
pogodzić. \Vyobraź że sobie ludżi, którzy przez całe życie 
biedowali za kraj swój, u których jedyne szczęście, jedyny 
ideał, jpdyne tylko marzenie-ojczyzna. )!yśl o gwałcie i uie- 
sprawiedliwości, któr'e poćwier.towały i skaleczyły Polskę, ska.-
>>>
. 


- 311 - 


mieniała w nich całkiem. Ruchu idei naszych, ani może i wa- 
szych nie znają, albo znają li tylko w tej zatartej postaci, 
w której wszystko co jest słowiańskipgo dochodzi do Europy. 

Ia się rozumieć, że ich dra2Ji wość narodowa została podrażnio- 
na. Stali mocnu na swojem historyczncm pra wie i dalsze ro- 
kowania już się nie układały, już się nie kleiły. Każdy z nas za- 
taił w sobi(
 swoje pomysły. Dojr
eli we mnie rosyanina i za- 
pięli się na wszJstkie guziki. Kajpiękniejszą pomiędzy wszyst- 
kimi imi postacią zdał mi się Gałęzowski (Seweryn). Przy- 
.pomniał mnie Dhryzkę, uczułem wielki ku niemu pociąg. Klacz- 
ko bardzo rozumnr, ale ma. cllic hancuzki. Chojecki wygląda 
na bardzo praktycznego człowieka, najmniej cierpiącego na cho- 
robę ojczyzny. Młody JIickiewicz to czysty francuz, w którym 
mało co jest pobkiego. \Vidziałem l\Iilowicza i spędziłem z 
nim kilka godzin. Obiecał że zajdzie ale znikł. Synowiec Ga- 
łezowski€go, medyk z akademii petersburskiej, czę
to bywał. 
ale późnipj przestał bywać. Słowcm stronili odemnie wszyscy 
IH'ÓCZ Okolskiego (później profesora warsz. Uniwersytetu 
t 1897), Józef'owicza i jeszcze jednego (nie pamiętam nazwiska, 
jest to chemik), którzy mię odwiedzają. Okol ski mię zadziwił 
swoje m ugo
owcm u
posobieniem, k tóregom w nim nie widział 
w Petl'rsbUl'gu. \Vidzialem się z \Vyzińskim. Muszę dodać, że 
-obaj: i Okolski i \Vyziński krążą najczęściej pomiędzy arysto- 
kratyczną pal'trą. \Vedle zdania obydwóch we frakcyi tej wię- 
cej widać pochopności do zbliżenia się z Rosyą i z ruskimi 
ludźmi. Pierwszym razem, gdym się z \V yzińskim spotkał u Tur- 
gieniewa. mówił on o jakichś kombinacyach, w których pewne 
.części zachodnich glluel'nij miały by być l"osyjskiemi, a inne 
polskiemi, ale przy drugiem widzeniu ju2 się opamiętał i cof- 
nął to co był wypowiedział, stanął na gruncie historycznym 
i rozprawiał w ten spo
ób: my polacy nie możemy brać za punk
 
wyjścia nic prócz granic Polski i Litwy przed pierwszym po- 
.działem. Raz obrawszy ten fundament, nie będziemy trzymali 
gwałtem te prowincye, które zechcą pozostać z wami rosya- 
nami. \V ten spo
ób całkiem upadną niedorzeczne gawędy, ja- 
kobyśmy 
ię napierali Kijowa i Smoh
ńska. rro cośmy wam 
.n
tąpiłi jako niepodległe państwo przrznajl
my i teraz, jak to
>>>
. 


- 312 - 


uczyniliśmy pOPI'zednio. Ten punkt widzenia jest prawidłowszy 
niż inny, na któl'ym 8tał przy widzeniu się poprzedniem. Pra.- 

'nie rzeczy biorąc polacy nie mogą odstąpić od granic dopo- 
działowych, bo przyjmować coś innego znaczyłoby abdykować. 
Te rachunki graniczne, te kombinacye polityczne, gdy Polska, 
istnieje tylko narodowo, pokazują wam, 
e ruch kwestyi odby- 
1ra się po przegniłej ,dl"Odze. Nie o granice chodzi, ani cho- 
dzić może, te rachunki dadzą się tak albo inaczej zlikwidować 
niezawodnie. Główne pytanie w tpm, by polacy i rosyanie- 
uznali siebie wzajem za równouprawnionych i za braci, pokłó- 
conych wskutek biegu:dziejów i omyłek.ojców, ale mogących być 
doprowadzonymi do zgody i harmonii za pomocą tychże dziejów 
i politycznej mądrości potomków. Zawcześnie jeszcze myśleć o 
tern jak się mamy rozgraniczyć. :\Iowa może być dzisiaj tylko 
o tem, jak dojść do tego, by można było uczciwie i bez po- 
. 
dra
nienia wypowiedzieć sobie wzaiem swoje krzywdy i po 
usunięciu z duszy złości, nieprzyjaźni i nieufności, począć żyć 
w jednej myśli, w jednej dążności. Reszta załatwi się d
leko 
prościej, niż się spodziewamy. 
«Zdaje mi się-i tf) zdanie podzielają najlepsi z pomiędzy 
waszych rodaków, że na pierwszym planie stoi tcraz u was 
potl'zeba założenia zagranicą nowego organu, w którymby usły- 
szano nowy głos, a mianowicie głos społecznej polskiej partji 
oświeconej. )Iyśl, która się zrodziła n Ohryzki, i została wnet 
zduszoną przez Gorczakowa i spółkę szuka ujścia i wyrazu. 
Potrzeba to konieczna. Rozprawiając często o kwestyi polskiej 
z mojemi ziomkami, postrzegam wszędy zadziwiającą nieznajo- 
mość pol3kich ruchów i idei. Sądzą wedle starych pojęć, Bóg 
wie kiedy sformułowanych, nic wiedzą o lliczcm nowem, ależ 
bo naprawdę mówiąc, i dowiedzieć się nie było skąd. Czaso- 

 pisma zapełniają się starą zapleśniałą zgnilizną, rutynicznem 
łajaniem Ro
syi. Duchiński dowodzi na 8woich prelekcyach, 

cśmy nawet, nie Czuchońcy ale Chińczycy, 2e my Rosyanie 
ponicwa
 Katal'zYlla kazała się nam tak nazywać. rre i tym 
..... 
podobne brednie podtrzymują u na
 ciemnotę w myślach. Or- 
gan, którenby prosto a śmiało stawił pytania, które się nie wy- 
powiadają z powodu jakiś dziwnych obaw i zacofanych kombi-
>>>
- 313 - 


nacyj, nic zgoła dziś nie wartych, byłby dla większości rosyan 
prawdziwem objawieniem, otworzyłby nam oczy i posunąłby 
ogromnie naprzód kwestyę polską w Rosyi. Gdyby wydruko- 
wane było to tylko, co śię mówiło między mną a wami, jakież by 
ogromny wpływ wywarło. Sprawa pojmowania się wzajem za- 
hamowaną jest nie wskutek nienawiści, ale wskutek niewia- 
domości i dziecinnych przesądów. Powtarzam: działanie organu, 
o jakim marzę, byłoby olbrzymie. Czyż go nie będzie? Było by 
-t
 bolesne, było by to i dla was i dla nas największem nie- 
szczęściem. Gdyby się organ taki zjawił, wnet by stał się on na- 

zym organem międzynarodowym. 
c'feraz pomówmy'o czemś in nem. Czyż wierzysz, drogi 
przyjacielu, że nam wypadnie i że będziemy musieli działać na 
naszym jak nazywasz małym teatrzyku, to jest w uniwersyte- 
cie. Jam wiarę tę stracił. Przeciwko wypadkom w rodzaju tych, 
które się z Kostomarowym stałr, żadna 
ludzka mądrość nie 
pomoże. .Ja go nie bronię, dostał na co zasłużył przez swój 
dziwny sposób postępowania, lecz czyż możesz mi zaręczyć że 
z nami nie stanie się jutro coś podobnego. Chłopaki rozbrykali 
jak źrebięta wolno pu
zczone. Dajmy nato, że krzywda ze strony 
ich nie Bóg wie jak obrażająca, ale żadllenm porządnemu czło- 
wiekowi nie żY9zę jej doświadczyć, bo z niej wnet skorzysta 
, d , 
ktos, komu ona na rękę, a was sprze adzą wrogom waszym za 
miedziany groszak. Gotów jestem doświadczyć wszystkiego, 
i potwarzy i krzywdy ale tylko jeżeli wygra na tern sama sprawa, 
to jest uniwersytet i młodzież. Powiedż mi, czy jesteś tego pe- 
wien, że jeżeli do uniwersytetu w:5tąpimy ja, wy, albo i wszyscy, 

prawa na tern co zyszcze? Wyznaję wam
 że wcale nie jestem 
tego pewny. Przy tak zgniłych kolegach, jak nasi, szukających 
przedewszyst.kiem popularności i nie mających ani kropelki 
taktu i sensu politycznego, cobyśmy zrobili? By mieć prawo 

urowo postępować, trzeba dać młodzieży uniwersyteckiej wielkie 
prawa. szerokie korporacyjne swobody. Co uprawnia was do 
myślenia że je dadzą, 
e rząd spojrzy, na sprawę jak wy na 
nią patrzycie, że w każdym drobiazgu będzie rząd tak roz- 
tropny, jakby wypadalo? A jeżeli chociażby raz 
fałszuje, wtedy 
wasza surowuść o bróci się w katowstwo i przepadniecie raz 


"
>>>
- 314 - 


... 


na za wsze: powalacip się w błocie. N'ie, panie 'Vłodzimierzu, 
-czas nie po temu, aby można było stawić odważnie ?Ja baJl'lue. 
Ani wam tego nie radze, ani sobie nie życzę. Powiadają żr 
Pana studenci nienawid7.ą. Przypuścmy
 
e nienawidzi tylko 
komitet, łeez tego już dosyć dla tego, aby sromotnie upaść, 
jeżeli ktokolwiek bądź z komitetowych wYI'azi nienawiść przez 
. obelgę. Rozkąsiwszy rzecz całą umem i rozumem, zdecydowa- 
-tern się 'n'ócić do n niwersytetu tylko w razie konieczności. 
ł'aprzód proszę o pł'zedłu1:enie terminu zlecenia do listopada 
albo grudnia, a potem postaram się o pozostanie zagranicą na 
-czas nieograniczony. Jeżeli mi się to nie uda, pozostanę za 
granicą na moje r}'zyko
 to jl st za moje grosze, ale nie będę 
się SIJieszył z powrotem do ojczyzny. 'V ąchać zgniliznę, która 
a
 tu dochodzi, na to za stary jestem i zbyt fizycznie popsuty. 
Potrzebuję spokoju i możności zajmowania się bez przeszkód. 
. 
1\Iam dużo rozmaitych pomysłów, których stanie na parę lat 
pracy i które dadzą mnie środki na życie. J ednem słowem 
postanowiłem nie wracać do uniwersytetu, przynajmniej teraz 
na pierwsz)7 czas, póki się położenie nie wyjaśni trochę. 
«O pracach mych obecnych nie piszę. Możecie je przeczy- 
tać z kopij mych raportów do ministra, ktorą przesyłam jedno- 
cześnie Dalliłowiczowi. Przesyłam również ministrowi pierwszą 
. l)ołowę zarysu frallcuzkiego uniwersytetu, prosząc o wydruko- 
wanie jej w czasopiśmie ministerstwa oświecenia. 
«Stronnictwo niepl'zyjazlle Gołowninowi, rozgłasza 1:e wypa- 
dek z Kostomarowym podciął go mocno, że stał się niemożli- 
wym 5ako minister. Ja tym gawędom daję wiarę tylko w po- 
łowie. ,V każdym razie widocznem jest. żp położenie jego 
bardzo trudne». 
Dopiero w lipcu lt!62 r. dowiedział się Kawelin, że wsku- 
tek propozycyj, mianowanego przez 'Yielopolskiego, dyrektora 
komissyi oświecenia Kazimierza Krzywickiego zezwoliłem na 
przeniesienie się do Szkoły Głównej, z której się później wy- 
tworzył warszawski nniwers
 tet dla zajęcia katedry prawa 
kal'nęgu. Napisał on wtedy do mnie list następujący datowany 
3! 15 sierpnia. 
«Drogi przyjacielu Panie 'Vlodzimierzu, piszę do was na
>>>
- 315 - 



hfbił trafił, tylko dla tego, aby wam wyrazić, że was bardzo 
ccnię i że mnie ciężko, bardzo ciężko pomyśleć. 2e los nas 
t'ozwiódł w różne strony nadłngo
 a ktu wie ezy nie na zawsze. 
'V każdym razie zapewne nie zdarzy sie już nigdy byśmy ra- 
:lem działali. Postąpiłeś LlCzciwie przeno
ląc się do \Varszawy, 
ale przez t.o samo nam wcale nie lżej w Petersburgu. Mocnośmy 
ubolewali nad tem z B. Utinem w Karlsruhe. 
«Nie mogę wyrwać się z Paryża, chociaż pracuję, jak Pan 
wiesz zapewne, bardzo gorliwie. Zeszkicować fraI?cuzki uniwer- 
sytet i prawodawstwo 8zkolne tutej
ze równie trudno jak na- 
przykład napisać rolział z prawa cywilnego rosyjskiego Prawa, 
-dekrety, arrptes, crrkularze etc. etc. ciągle ogłaszają się. za- 
mieniają. dupełniają całkiem albo częściowo obowiązujące 
ustawy. Dużo praw bardzo ważnych istniejących tylko na pa- 
pierze. \Vszystko 10 zanalizować i uporządkować rowna się odby_ 
.ciu ciężkich robot karnych. Kiedy skończę nie wiem. Boli to, że 
większość rossyan nie pojmuje treści rzeczy i sądzą o hltej- 
'Szych porządkach powierzchownie. Można to powiedzieć i o go- 
łobrodych i o siwoszach - jedni drugich warci. 
«Pl"zedwczora byłem na uroczystym akcie w szkole polskiej 
w Battignioles. Gorzko mi było i na łzY' się zbierało, widząc 
300 dzieciaków i chłopaków, wycbowujących się zdala od ojczy- 
zny, i w obrębie pojęć nie słowiańskich. Są to po większej 
.części s
racone siły. Boże, kiedyż się skończ) to nieporozumienie, 
które sprowarlzało i f:prowadza tyle cierpień, tyle nieszczęść' 
\V dziedzinie myśli zaznacza się wielki przewrót i między na- 
-szymi i między waszymi. Kiedyż dojdziemy do stopnia głębokiego, 
spokojnego przeświadczenia, które w siebie uwierzy i nie bę_ 
dzie się uciekać do gwałtu, nie zechce wstępować w życie 
i urzeczywistniać się od razu i znienacka. \Vtedy można bęrlzi e 
powiedzieć, że zbliża się pożądana przyszłość. Teraz wszystko 
zawleczone obłokami
 bardzo chmurne. Spodziewajmy się lep- 
szego: wzywajmy je wszystkiemi siłami duszy, chociażby mialo 
przyjść po nal'. 
..... «
ie zamierzam wracać du Rosyi w predkim 
.czasie. Ciężko tam żyć obecnie, a wstępować do rządowej slużby 
,,"caJe nie myśle. Będę się zajmowal pracami zamierzonemi
>>>
- 316 


oddawna. Wolnego czasu mam do zbytku, a stać na uboczu da- 
leko przyjemniej. Fermentacya, która się teraz u nas odbywa, 
na razie całkiem bezpłodna. Żyć środ niej, znaczy męczyć się 
bez żadnej racyi» .... 


ł 


YIII. 


. 


,V chwiH, kiedym otrzymał pismo powyżej przytoczone, już 
nie karmiłem w sobie żadn'rch nadziei i widziałem z najwięk- 
szą pewnością, że los narodowości polskiej na długie lata roz- 

trzygnięty i że lecimy na złamanie karku do głębokiej prze- 
paści. Udało mi się spędzić w 'Varszawie po miesiącu latem 
1861 l.. i następnie latem 1862 r.-Obserwowałem rewolucyjny 
ruch i w umysłach znajomych ludzi i na ulicach i kiedy się 
poczynał i kiedy putem dojrzal, rozgałęział się i organizował 
w status in statuo Przy mnip strzelonu do jenerała I...Jiidersa 
w ogrodzie Saskim. Byłem naocznym widzem wjazdu do 'Var- 
sza wy 'Vielkiego Księcia Konstantego.-'regoż dnia wieczorem 
usiłował go zamordować .Jaro:-,zyński w teatrze. Zamach ten 
nie wywołał w znajdującem 
ię jut. w nienormajnym 
tanie 
społeczeńskie pobkiem, chorem na rodzaj tyfusu z żadnego wy- 
lmclm oburzenia przeciwko skrytobójcom. Obrzyd1a mnie 'Vał'. 
szawa z codziennymi w niej objawami zuchwałych gwałtów na 
ulicach, z fałszywym patosem, z pełną przewagą fł'azerów i 
kł'zykaczy, niedouczonych studentów i wściekłych waryatów. 
Xajbardziej przerażał zupełny brak charakteru w klasach intel- 
Iigencyi, ::-zlachty i sredniego :-;tanu, prowadzonych przez re- 
wolucyonist6w na uwięzi i niby na rzeź, ludzi tchórzliwych, 
a najbardziej obawiających 
ię, aby nie być szczerymi i nie obja- 
wić ::-woich wła
nych myśli i uczuć. - Nie miałem ju2 żadnej 
ochoty wynosić się z Petersburga. Kiedym powrócił z letniej 
wycieczki w :-,irrpniu lb62 J'., zostałem zawezwany do minbtra 
_4. Gołownilla, interesującego się m@cno sytuacyą \V. Księcia 
w \Vari;zawie. Gołowllin postawił mnie pytanie: jak idą sprawy 
w Pobce? Odpowiedziałem mu bez ogródek, że nieodzownie i 


-
>>>
. 


- 
17 - 


fatalnie wybuchnie niebawrm powstanie w Królestwir pol- 
skielIi. 
Moje lbtowanie z Kawelinem ustało zupełnie. Xicpodobna 
było korespondować pocztą. Niewidzie1iśmy się wcale w 1863 
i 1864 roku. \V skutek wybuchu powstania. znalazłem się 
w sytuacyi niebezpiecznej wobrc władz i rządu. - Kólko 
wspólnych znajomych moich i Kawelina uszczupliło się mocno; 
wielu z nich oddano pod sąd, smiercią ukal'ano albo zesłano 
do Syberyi. \V końcu 1864 r. byłem wykluczony ze służby po 
części wychowawczej, musiałem pra.cować na życie jako lit.erat, 
zostałem współpracownikiem w gazecie «Pieterburgskija 'Vir- 
domosti» redagowanej przez Walentego Korsza brata Pani 
Kawelinowej.-Na
tępnie skoro' tylko zostały w 1866 r. otwarte 
nowe sąd)', wstąpiłem do kOl'poracyi przysięgłych adwokatów. 
Przerwę w liRtowaniu i w obcowaniu z Kawelinem poczytuję 
jako szczęśliwą pod pewnym wzg-Iędem pl'zypadkowość. 1\Iimo 
pl'zyjażll naszą i jednomyślność w polskiej kwestyi, nie byliśmy 
usposobieni do odczuwania jednako i do odpowiadania jednako 
na walkę llarodowości
 obostrzoną aż do przelewu k nvi. Xie- 
mogliśmy sympatyzować jednako z głównym działaczem w tej 
chwili Mikołajem Milutinem, któren w wielu rzpczach działał 
na współ z:\L 
rurawjewym. w wyjątkowych środkach wy- 
mierzonych przeciwko polskiej narodowości, naprzykład w kon- 
cypowaniu prawa z 10 grudnia 1865 r. którego pomysł pocho- 
dził z głowy .Milutina. - Zszedłem się snowu z Ka welinem 
w 1865 r.
 kiedy żaden z na
 już nie zajmował urzędowego 
stanowiska, kiedyśmy obąj oddawali się wyłącznie literatm'ze 
i nauce, kirdyśmy znaleźli odpowiedni obu nam organ prasy 
(Wiestnik Iewl'Opy) od 1866 wydawany przez naszego byłego 
kolegę M. Stasiulewicza. \V ciągu lat 20 następnych zbieraliśmy się 
przez wszystkie pory l'oku, prócz lata. na rcdakcyjne obiady 
'Vipstnika lewropy, w których uczęstniczyli A. Pypin, Iwan 
Turgeniew podczas przyjazdów swych do Pet.ersburga, Iwan 
Gonczarow od 1869 r., 'Viktor Arcimowicz, Anatol Koni, KOll- 
stanty A.rseniew. W życiu umysłowem i mojem i Kawelina 
dużo zawdzięczamy obcowaniu w tern maluczkiem przyjaciel- 
skiem kółku. Postaram się skreślić w kilku rysach moralnr
>>>
-318- 


wizerunek Kawelina, któren się we mnie ustalił w ciągu ostat- 
niego dość długiego (}k ..esu jego życia. 
'Vciągu tego okresu Kawelin wyglądał jako nad swe lata 
fizycznie podf8zły bardzo dężki, otyły człowiek, o bia- 
łej brodzie i z wielką łysiną na czole.-Zewnętrzny wygląd 
jego najlepiej oddał mal
rz Jaroszenko w kredkowym por- 
tr
cie. - 
Rawelin nieodmienił się wcale pod względem towarzys- 
kości i żywego i nteresowania się wszelkiemi kwestyami bieżącej 
chwili, pisał i dużo pracował ale nad przedmiotami dalszemi od 
życia praktycznego, nad zadaniami filozofii. Jego kurs prawa 
cywilnrgo rosyjskiego nie zo
tał dotąd należycie oceniony 
 
a odstępuj£' znacznie od trad) cyj, od systematów, wedle których 
prawo to bywa wykładane w lekcyach i w podręcznikach.- 
Ka wel in nie stworzył szkoły cywilistów i o ile mi wiadom{} 
nie znalazl naśladowców. Estetyka nie była nigdy specialno- 
ścią Kawelilla. 'V każdym utworze poetyck im doszukiwał się 
on' idei, dążności, nie pojmował piękności w c 'Vierszach prozą. 
I. Turgeniewa i zachowywał się względem nich przecząco.- 
Xiewielki znawca plastyki, namiętnie kochał muzykę i nie- 
skończenie unosił się nad Beethovenem. Z wielkich filozofów 
przeszłości wybornie znał Kanta, Spinozę, Lockego. Z początku 
czysty heglista, Kawelin doszedł następnie 00 wniosku, że 
w fOl"mułach Hegla filozofia nie przestała być kabali
tyką i 
religią. Proponował on prze
tawić terminy w formule Hegla 
(Tie Natur ist das Anr[erssein des Geistes i wyrazić ją na opak 
w ten spo
ób: eler Geist ist das .AJ/([ers.
ein der 

atur. Twierdzii 
że jest najgłęb
zy związek między światami fizycznym i moral- 
nym, jedność zasad, ciągłe wzajemne oddziaływanie już zdo- 
byte przez naukę. Jednak pomimo tej jedności, oddziaływania 
i związku nie należy te swiaty mieszać. Tam gdzie ustaje różnica 
ustaje i nauka, ustaje i 
amo życie (list z 1859 l". s. 15). Za- 
pi
ał Ka welin, że zamierza 
prawdzić wedle metody nauk 
przyrodniczych działalność myśli i woli. - u Roboty Lockego i 
Kanta, pi::;ał, ze
tarzały się, a po nich budowano tylko z re- 
zultatów, do których oni doszli. Zdaje mi się, że tu leży klucz 
do wyjścia z dualistycznych zapatrywań i wstęp do nowego.
>>>
- 319- 


świata. Sześć lat już jak ta myśl mię zaprząta, ale C.ł.Y potrafię- 
wyłożyć ją jak chciałbym-niewiem.-Czasu nip mam». - Xie- 
brakło czasu, ale okazało się, że już zapóźno. Pomysł był 
wielki; dzięki mu wiedza naukowa w XIX wieku doszła d(} 
s wietllych rezultatów, ale już od lat czterdziestych do sześćdzie- 
siątych Rawelin był rozrywany i pociągany \V iu:qe strony, 
do innych zajęć. 
ie miał czasu dla śledzenia za filozofią ile 
było potrzeba. Metody nauk prl}Todniczych K awelin sobie nie- 
przyswoił, pozytywizmu Augusta Comte'a prawie nie znał, 
. ewolucyonizmu Herberta Spencera nie studyował. Nie praco- 
wał nigdy w labOl'at01'yach tizyologicznych i nie obserwował na- 
wet zdaleka co czynią tizyologowie gdy badają najdrobniejsze 
pł'zedmiotowe dane swiadomości, WZl"uszellie. myślenie, wolenIe 
nie w samym badaczu dostrzegane, ale w innych subjektach, 
w ma
ach ludzi. Biorąc się do rozwiązania zadail logicznycll 
i etycznych. Rawelin działał uzbrojony w jedno tylko stare, 
pewnp ale niewystarczające narzędzie zmyslu wewnętrznego. 
Z a punkt wyj
cia brał (In już 
otową samowiedzę, 
\Voje «ja» 
jako niedziałkę. a jednak wiadomo, że to ja jest strasznie 
8kompIikow3i1e, mające głębokie korzenia w ciemnych głębiach. 
stanu nieświadomości.-i\a mój pogląd (a w filozofii uważam 
się jak osobę mało kompetentną) takie były słabe strony 
dwóch o:-:tatnich utworów Kawelina: «Zadania psychologii» 
1872 r., z powodu którego polemizował z:\1. Sieczenowym 
i «Zadania etyki', które ukończył na rok przed śmiercia 2 sierp- 
nia 1884. Jeszcze nie b
Tła :-ikOl1cZOlla ta praca ostatnia, kiedy 
wypadło mnie, jako adwokatowi. bronić w sądzie przysięgłych 
petersburskim 
prawę Ostl'Owlewej i Chudina (t.. VII moich pism 
w języku rossyjskim str. 1-58) 'przed sądem przysięgłych, do. 
składu ktÓł"ych należał Rawelin. przysięgli obrali go na star- 
szego.-Ze 
trony faktycznej 
prawa była bardzo prosta- 
rozbój. 'Vinowajczynią była 25 letnia panna Ostrowlewa, która 

ię wybrała ze 
łllgą swoim, Clmdinem, za miasto na Lachtę. 

ajęłi woźnicę lat 19, czuchnę Sawina, w drodze napadli na 
niego i poranili. 
awin udał zmai'łego, napa
tnicr sciągnęłi 
z niego armiak, to jest odzież zwierzchnią, którą przywdział 
Chlldin, wrócili do mia
ta na doro
ce Sawina. poczem ;;:przedali ją
>>>
-320 - 


wnet na rynku handlarzom. Xa drugi dzielI tr Jupy-lice prze- 
:-;tępstwa znalezione zo:-\tały i oddane właścicielowi.-Ze 
tł'ony 
psychologicznej zadanie było niesłychanie trudne, bo przy 
ekspertyzie psychiatrycznej bardzo swietnej z powodu doboru 
bardzo biegłych znawców (d-wie Mierzejewski, Czeczot, Czyż, 
KondińRki) okazało się
 że Ostrowlpw'\ jest to osoba w naj- 
wyższym stopniu pod wzgledem psychologicznym nie nor- 
malna. Broniłem pierwszym razem O:-;trowlewę sam jeden. 
Sąd uniewinnił i ją i Chudina.-KryminalllY kasacyjny depar- 
tdment senatu uchylił ten wyrok. Gdy Rprawa szła w okrę- 
gowym sądzie powtórnie. przybrałem do pomocy sobip przy ob- 
ronie Ostowiowej mego kolegę z professyi adwokata Eugenju- 
sza Utina. któren był młodzieniaszkiem je
zcze podczas 11lliwer- 
syteckiej katostrofy w 1861 r., a później został jednym z czyn- 
nych współpracowników w «'Viestniku lewroPIe. Pamiętam. 
że przed wylosowaniem przysiegłych, gdy obrońcom zapropo- 
nowano skorzystać z prawa wyłączenia pewnej liczby przy- 
sięgłych :z kolejnego :,pisu, "Gtin wnió:,ł pytanie, czy nie na- 
leżałoby wykrrśłić Kawelina, jako 
rogiego moralb:t.ę. Utin 
obawiał się żP. KaweIin niepodzieli może zdania biegłych 
lekarzy psychi&trów, przekonanych o p:-;ychicznej potworności 
Ostrowlewej, ale nieprzeczących temu. że ta potworność tkwi nie 
tyle w myśleniu, jak w odczuwaniu i woli i nie daje się sciśle 
podciągnąć pod formy chorób psychicznych, wyróżnionych i że 
tak POWiPlll zanumerowanych w swoim czasie pl'zez naukę, a 
nastepnie włączonych do spisu tych chorób, mieszczących się 
w zacofanym mocno kodeksie kar głównych i poprawczych 
184.5.-Ja się podjąłem zanalizować, wedle najnowszych dzieł 
o chorobach woli, a głównie wedle książki Ribota, ruchy woli 
automatyczne, popędowe i ideomotorne, wykazać, że O:-.trow- 
lewa cierpiała na tak zwaną ablllig, to jest bezwładność woli, 
chorobę przez nasz kodeks nieprzewidzianą. 
Kawelin, jako stal"
zr przysięgły, ogłosił dla Ostrowlowe 
werdykt ją uniewinnićjący, wydany przez przysięgłych, jakiem 
się potem dowiedział, jednomyślnie. Sługa jej, Chudin, został 
uznany winnym, ale skazany tylko na dwa lata zamknięcia 
w aresztanckich rotach. Spełniając polecenie przysięg-łych, Kawe- 


.
>>>
- 321- 


lin miał długie objaśnienie z prezydującym sędzią. - \Vyraził 

ię potc'm z pełopm uznanif'm o metodzie, której :-:ię trzymałem 
charakterTzując choroby woli i o og-ólnym poglądzie moim 
Ha ten przedmiot.-Być mo
e iż obrona przezemnie O:-:trowlowej 
przyczyniła 
ię do tego, że Kawelin dwa razy żądał odemnie 
obietnicy, abym napi
ał krytykę na jego «Zadania et.yki». 
O:-:tatnią obietnicę dałem na dwa tygodnie przed jego smier- 
cią.-Niebyłem obecny w Petersburg-u podczas choroby, hardzo 
szybko po:,tępnjącej, która przyprawiła go o śmierć. Daną 
przezemnie obietnicę :-:pełnilem w 1885 r. (IV t. moich pism. 
w lJol:-:k. języku :-:tJ.. 189-287. 1892) wedlp sił moich, poczy- 
tując za :-:więty obowiązek względem pamięci zmarłego wypo- 
wiedzieć moje zdanie otwarcie. nie. tając że nie mogę głównych 
założera jeg-o podzielać. Kończąl" dziś moje w:-:pomnienie o Kawe- 
linie uważam, 
e powinienem powtórzyć mój końcowy wywód 
o tej książce i o jej autorze jako o jednym znajznakomitszych 
ludzi, których kiedykol wiek bądź w 
yciu znałem, jako o osobie 
najbardziej ku sobie pocią
'ającej, względem której mam szcze- 
gólniejsze obowiązki wdzięl"zności za moje rozwinięcie 
ię umy- 
:-:łowe, za to że pienv
zy mię nauczył, że możemy Rosyę jak on 
kochać.-«K:-:iążka, pi:-:ałem w mojej krytyce, zmusiła nie tylko 
młodzież, lecz i staJ'szych g-łęboko zostanowić :-:ię nad tem 
czego dotknęła.- 'Vło
yła ona palce w rany, kazała ubolewać 
nad tern, 
e osobistość zmarniała i zdziczała, że przy pozornym 
rozwoju cywilizacyi zep:-:uło się same :-:poleczeństwo i te ciężko 
w niem 
yć człowiekowi. Boleść ta bardzo głęboka i płynie 
wprost z serca, w skutek tego jPst wymowna i dobitna. Działa 
ona porywająco; przytplll baJ"dziej wpływa na niefilozofów, nit 
na psychologów z profe:o;yi, zresztą była ona pJ"zeznaczona nie 
dla wybranych, ale dla masy czytel
ików. Je::-tem przekonany 
że wszystkie krytyki nasze, skierowane przeciwko jej budowie 
i technic(' utoną w Lede i zo
taną zapomniane, a czytelników 
«Zadań Etyki:. nie zabraknie nigdy; nie "będą oni należeć do 
liczby czytających k
ią
kę, aby ją krytykówać, lecz do tych 
któ,"ym dJ"ogie jest w
zelkie zwieJ"zenie :-:ię szlaehetnej du:;:zy, 
lo w nich samych odzywają 
ię i wywołują głębokie oburzpnie 
i boleść szczerą:.-(:-:tJ". 2S6). 
20 grudnia 1897 r. (2-gi tom Zbioru Pism Kawelina 1898).. 



 


21
>>>
..
>>>
" 


" 


RODZINA P()LANIECICICH. 


.
>>>
.
>>>
l. 
Romans prozą w drugiej połowie XIX wieku. stanowi ro- 
dzaj główny literatury pic:knej. który się w niej przeważnie 
rozwielmożnił. 'Vedle romansu ocenia się dziś wartość litel'a- 
tury w danej chwili czasu. Każdy większy utwór tego rodzaju. 
wyrastający po nad poziom noweli-zabawki. wymaga kilku dni 
ciągłego czytania i dość pracowitego wmyślania się w całość 
utworu. Pierwsze wra1.enie pilneg'o czytelnika bywa takie
 ja- 
kie odnosi każdy, kto się znajdzie znienacka pośród rozba wio- 
nego, wielkiego i zgiełkliwego towarzystwa. Trzeba w tym 
tłumie przeclewszystkiem l'ozpatrzyć się i welść z działającemi 
o
obami \V pewną zażyłość. 'V rodzinie Połanieckich takich 
osób, czy to najpobieżnit'j na
zkicowanych paru pociągami 
ołówka, czy najsllbtelniej odcieniowanych i koloryzowanych, 
naliczyłem 39. lT 31'tysty tej miary, jak Henryk Sienkiewicz, 
znajomość zawiera się szybko, bo w mgnieniu oka w dwóch 
trzech wierszach I)Ortret od stóp do głów odrazu gotów i stajp 
wyraźny tak
 że go rozpozna
z między tysiącami, wypukły 
i niby żywy. Portretowanie odbywa się z niesłychaną łatwoś- 
cią, bez względu na przedmiot podnio
ły, czy komiczny: bądź 
autor kreśli Papieża, niesion
go w 'Vatykanie na sellll gesta- 
toria (światło, przeświecajqce przez alabasHn', dl.ch. wszcze- 
piony w jakąś przezroczą materję
 tak, że materja"wyda le się 
czemś widziadłowem. a duch czemś realnem), bądź to doktora
 
funkcjonującego przy połogu :\Iaryni (stary impetyk burkliwy. 
ze złotcmi okularami na llO
ie i złotem sercem w piersiach) 
bądź poetę ZawiłoW"skieg-o (twarz miał nerwową, z wystającą 
silnie
 jak II 'Vagnera, brodą, z wesołemi, czarnemi oczyma 
i niezmiernie delikatlLem, bielszem od twarzy czołem, na któ-
>>>
- 326 - 


rem wydahll' żyły tormowały literę l: był przytem niezgrab- 
ny, kościsty, miał długie nogi, bliznę na powiece; a wystają
a 
broda nadawała mu wyraz energji, której całkowicie przeczyła 
górna część twarzy, tak delikatna, że prawie kobieca). Z je- 
dnakiem artyst.ycznem zamiłowaniem szkicowane są osoby nir- 
tylko trzeciorzędne, jak pan dzipdzic Gątowski, co to «na bia- 
łym koniu jeździ, z pistolcow se strzylo i dziewkom w ślipia 
patrzy»; alr nawet niepotrzebne, jak ta niania Rozulka
 która, 
znalazłszy 
ię w sieni, najprzód ujęła Gątowskiego za nogi, a 
potem pocałowała go w rękę. albo, jak całkiem już zbyteczne, 
jakim, naprzyklad, jest pan Broni
z. {(lias słynny nieboszczyk 
Teodor (dubeltowy dureń, o tyle tłusty, o ilr pa.ni Broniszowa 
chuda: wa
ył podobno 150 kilo i miał r
-bie oczy). Zda się, 
jakby autor :--ypał bez wysiłku, nie zastanawiając się i prawie 
bezwiednie, jak z rękawa, na papier twarze, główki i całe po. 
stacie. 
Ka
dy powieściopisarz mll:;:i mieć postrzegawczość, to jest 
wrodzoną, a przf'z wprawę rozwiniętą zdolność szybkiego no- 
towania wydatnych rysów w obserwowanych przedmiotach. 
l-\"to ma w głowił' taki niby przyrząd fotograficzny, a posiada 
pewne oczytanie, może już z tych odbitek i z tych reminiscen- 
cyj klecić utwory, niepozbawione pewnej wartości. Jest to jt'dnak 
tylko zdolność podrzędna, pro:;:ty kunszt fotograficzny, nie przecho- 
dzący za próg prawdziwego mistrzow:-:twa, nie do
ięgający wy
yn 
wielkiego malarstwa. Prawdziwy mistrz o twórczrj wyobraźni 
przez wyrazistą powłokę fizyczną sięgnie do duszy, njmie ją i uw i- 
domi organizację, 
e się tak wrra
ę, postać i umysł osoby, tryb 
jej oddziaływania nazewnątrz, czyli formę jej chal'akteru. Sze- 
k
pira Taine określił jako najwięk
zrgo twórzdzielcg dusz ludz- 
kich (le plus !/ral1cl {a(scuł" d'ariU's). 
Sienkiewicz należ}" niezaprzpczellie do liczby największych 
rnish"zów tego gatunku w chwili obecnej. Sposób wywiązywa- 
nia 
ię z zadania jest II Sienkiewicza nie dramatyczny, ale 
prawdziwie epicki; autor skłonny jest do powtal"zań, dokony- 
wanych temi
 prawir słowami i rysami, do częst.ych nawro- 
tów, do kreślenia tej
e o
oby w różnych poło
eniach, do sub- 
teln('go zaznaczania, nie przy btallowczych starciach się jej
>>>
- 327- 


Z dl ngimi ludźmi. ale w p08politym ciągu wewnętrznego jej 
życia, zaledwo pochwytnych zmian w uczuciach i myślach
 tak 
przekształcających jednak człowieka, że staje się po nich juz 
całkiem odmienną od dawniejszej osobą. Skutkiem takich na- 
gromadzonych z niezmordowaną skrzętnością drobniutkich l'Y- 

ów, czy po
trze
eń dokonywa się niesłychanic konsekwentne 
r logiczne budowanie zasadniczego pomysłu o ka
dej pojedyń- 
czej osobie, a z tych osób tworzy się w końcu przez zhJrmo- 
nizowanie pojedYlIczych czynników ogólny obraz, któremu 
przyświeca rdzenna idea całego utworu niewypowiedziana, mu- 
że nawpt niesformułowana. dokładme w umyśle samego autora, 
ale .niezawodnie przez nicgo odczuwana, więc przez krytykę 
dająca się wynaleźć. Ka
dy głębszy utwór, nie będący czczem 
tylko cackiem, bywa tylko symbolem takiej idei, do której 
mo
na szukać klucza. 

ie podlega wątpliwości, 
e kluczem tym może być li tyl- 
ko wzajemny stosunek dwóch głównych postaci romansu, Ba- 
dających mu tytuł. to jest Stanisława i Maryni Połanieckich. 
Są. to tak zwani bohaterowie romansu, któregu tytuł niezupeł- 
nie właściwy, bo rodziny nie dokompletowuje mały berbeć, na 
którego chrzcinach kończy się opowiadanie. 'Vłaściwszem by- 
łoby nazwisko IJwlżc11łslw((, lUtry albo stadła Połanieckich. 'V 0- 
bec tpj pary wszystkie inne postacie sfanowią tylko tło i oto- 
czenie. Są to typy męzkie i niewieście, sympatyczne i wstręt- 
ne, czyste i brudne, jak zawsze w życiu ludzkipm, gdzie dużo 
kału, ale sporo jest i pł-zeblysków ideału, sporo pierwiastkówdodat- 
nich. \Vyrozumiała i.dobrotliwadu:-:za autora oświecanawetnajbar- 
dziej wstrętne po
tacie chociażby mdłym promyczkiem ideału, co 
najbardziej uderza w takim, naprzykład, 
Iaszce, z jego «twal'zą 
aroganta, długimi faworytami, monoklem w oku, białą kamizelką, 

zerokiemi ustami, wydętemi nozdrzami i czerwOlIemi wypiekami 
na t.warzy». Jest w tym z powierzchowności ni to angliku, ni 
to dyplomacie
 w tym człowieku 
lownym przez wyrachowanie 
w tym cynicznym egoiście, trzymającym się systematycznie 
zasady zachowywania pozorów, pewna brutalna ::-:iła, pewna 
zuchowatość większej ręki awantm.llika, któ
y, J;H1)vet gdy 
bankrutuje, ma pewien pmikt honorn bankruta (wolę zarywać
>>>
- 328 - 


obojętnych, ni
 tych, cu mi oddali uslugi), pewien upór w po- 
wtarzaniu: «mniej ja czuję, niż myślisz». "["pór ten nie opuści 
go nawet, gdy, 
padając coraz to niżej, zostanie wJytartym 
wygą o wykrzywionych butach. Ten człowiek więcej jest 
próżny, niż chciwr i choć z umysłu obrał sobie 
onę taką me- 
chaniczną, jak gdyby była nakręcona kluczem, ale mimo swój 
afiszowany egoizm, ruztkli wia się nad cię
kiemi chwilami, któ- 
re żona przejść musi po jego ucieczce. Do w
trętnych osób 
wahalbym się zaliczyć ({hurysa z damskiego raju lIahometa»- 
Kopowskil'go, mniej rozumnego 00. pudła, człowieka, którego 
mózg mógłby się zmieścić w lupinie od orzecha
 ale który' tak 
jest piękny, 
e trzyma środpk między marmurowym bogiem 
greckim i modelem krawieckim. Kopowski nie jest żyjącą oso- 
bą, tylko maską, czy kukiełką, użytą dla wprawienia w ruch 
pewnych 'ujp.mnych charakterów kobiecych. Do 
adnej z dwóch 
wymienionych przezemnie kategOl'yj sympatycznych i wstręt- 
ny
h nie umiałbym zaliczrć papy Pławickiego. Jest to wybOl'- 
na karykatura, pełna najwyśmienitszego komizmu, czy to, gdy 
ten stary komedjant, filut i krętacz, darzy, dopominającego 
się o nalpżność Połanieckiego, najprzód błogosławieństwem, po- 
tem fantastycznym marglem. a potem przekleilstwem i pate- 
tycznie woła, podając Połanieckiemu zdjęty ze ściany korde- 
l as: uderzaj! Jego to słowa cytuje sąsiad J amisz: «to nie ja 
kręcę, to mój majątek kręci, a ja za niego gadam». 
Do liczby sympatycznych autol'owi i z wielkiem zamiłowa- 
niem przezeil opracowanych osób, należą cztery męzkie posta- 
de: 'Vaśkowski, Zawiłowski, Bukacki i Swirski. Już skreślili- 
śmy 
łowami antol'a powierzchowność Zawiłowskieg-o. Był to 
IH'awdziwy wieszcz, bojący się, aby go nie pomówiono, że po- 
zuje, więc wstydzący się swojej poezji. dziki i dumny; dusza 
nadzwyczaj tkliwa, potrzebująca ciepła i kochania. ale ze zmy- 

łami satyra, więc kiedy postanowil, że :--ię pokocha, ukladał 
obl'azy, jak gdyby się już kochał, a wtedy 
ama wyobraźnia 
porywała jego zmysły, naprawdę drżał, 'q'czuwał urojony ob- 
raz, jah-o kobietę, gdy zaś :zycie okazało z niemiłosierną iru- 
nją, jaką była rzeczywistość
 wszystko się w uim porwało. za- 
waliło, palnął sobie w łeb i, stało się coś gorszego nad śmierć-
>>>
- 32
) - 


przedziurawił sohiP nietylko czaszkę, ale i talent, i stal się 
nicpotrzebnym dlą, ziemi i innych ludzi cięźarem. rraki był ko- 
niec jego romansu z Kastelką. 'Vaśkowski jest to niby «Olesz- 
kirwicz» z :3 części «Dziadów». Kie blakło nam dotąd nigdr 
Da takich bezwinnych, religijnych mi
tykach, z ćwiekami 
w głowie, z oczyma, odbijające mi tylko, jak u dziecka, zewnę. 
trzne przedmioty, ale utkwionemi wiecznie jak gdyby \V nie- 
skończoność. Szczrtem doskonałości i największą okrasą roman- 
su są zestawione postacie dwóch najprzeciwniejszych natur. 
najściślej z sobą zaprzyjaźnionych i znających siebie na wy- 
lot, i jak gdyby na to stworzonych. aźeby zeszli ze świata 
\V stanie bezźennym, nie zakładając sobie gniazdeczek: mala- 
rza t;wirskiC'go i dyletanta, z gatunku dekadentóW', Bukackieg-o. 
Swirski 
am siebie nazywa bawołem, jest to cz)C'k z jednej 
sztuki z gruba ociosany, krępy, nizki, smagły, o herkulesowym 
torsie i czuprynie tak czarnej, jaką miC'wąją tylko włosi. Jest 
to skończony artysta, oddany sztuce, jak nh'wolnik, który codzieil 
musi pracować, bo czuje, 2e inaczej tępieje nietylko ręka, ale 
i zmysł art
-styczny; więc przez tę ciągłą pracę nie miał on 
czasu nauczyć się kochać i czuje się na świecie tak samot- 
nym, jak palet. \Vszelki zachwyt, prawdziwie estetycznl, wy- 
łącza 2ądzę posiadania i u2ywania
 więc po dwudziestu pięciu 
latach takiego, czysto estetycznego smakowania, Swirski mo- 
dli się do Pana Boga, aby mu dał kobiecinę, któraby go choć 
trochę pokochała, i wyrzC'ka, 2e kobiety nie umipją kochać. 
choć nie mają nic innego do roboty; chciałby, 
l'by wszystkil' 
miewaly skrzydła, nie 'zaś, jak to często bywa. tylko ogony, 
a nie domyśla się, 2e sam winipu, bo obrał niewłaściwą drogę. 
Inni zaczynali od kochaniai dla ubóstwianej juź kubietT stawiali 
świątynil', on za
 zaczął od zbudowania świątyni i do tej świątyni 
l)róbował dopasowywać bóstwo: więc zawsze clr
,-biał, a choć brał 

ię z impetem, chłódł jednak natychmiast i koilCzył na decyzji: 
czekam do roku, a potPIll oświadczam się pannie Ratkowskiej. Xa 
takie «potl'llU Swirski chyba nigdy 
ię nie zdC'cyduje. 
Swirski jest to zdrowy, atletyczny i pracowity asceta, któ- 
ry takowym stał się wskutek zamiłowania w sztuce. ,V Bu- 
kackim mamy, przeciwnie, zużrtego aź do :szpiku kości naj-
>>>
- 330 - 


niepotrzebnie}.:zeg-o w. świecie sybarytę, umierającego wskutek 
gra
ującej choroby wieku. którą autor już nie raz obserwowal 
i studjował, na brak dogmatu. na pp
ymizm. Bukacki jest, to 
blizki po duchu krewny Płoszowskiego; ale przez rlowcip i mi- 
strzowstwo ironji l)odnosi się on prawie do wysokości Hamle- 
ta. Jego rada Połanieckiemu: «Zrób mi jedną łaskę, proszę cię 
na wszy
tko
 nie żelI się', może śmiało :.:tanąć obok hamle- 
towskiego: «Idź, Ofelio
 do klasztoru». Z miłości zostało mu 
tylko :'trzykanif' w łopatkach. Umie on w sobie się rozdwa- 
jać, siebie analizować, więc wie dobrze, że wszystko w świe- 
cie marność, w porównaniu z 
ercem. które kocha, że kochać to 
dobrze, ale jest jeszcze coś łep8zC'go, to jest być kochanym, 
e zaś
 
abybyćkochanym
 nie dość kohietę wziąć
trzebajeszczejej się tak- 
że dać i trzeba, aby to czuła. _-\.le wie on doskonale, że takie 
zczę- 
ście nie jest dła niego, więc drwi z siebie i z całego świata, staje 
:-:ię kpiarzem, pajacem, a przytem gorzkim i nie
zczerym pajacem, 
wmawia w siebie, że życip nie warte fatygi, że jest buddystą, 
bawi się w nirwanę, nie odczuwając jej, więc ucieka z kraju, 
bo się tu zaw
ze coś, albo kogoś kocha, i jf'dzie do 'Vłoch, 
bo t.am ma słońce; ma sztukę. do której czuje słabość, ma dobre 
wino ,.Jlirwti, wre3zcir ma ludzi, którzy go nic a nic nip obchodzą, 
a -.:tara się on tylko o to, aby by
 dostatecznie bydlęciem. 
Sztuka, do której ma słabość Bukacki, to tylko kolekcjo- 
nerstwo, wyrafinowane amatorstwo, sztuka naodwrót, w któ- 
. rej poczucie wielkich ideałów ginie i ustępuje miejsca pożądli- 
wemu smakowaniu. Tak gustowana :-:ztuka warta prawie oceny, 
którą. jej da wal znajomy Bukackiego, akwarelista sł0'Yianin, 
że :.:ztuka, to je
t świństwo, wynikłe z mieszczańskiej chęci 
rozkoszy i z nadmiaru pieniędzy, którE' jedni nagromadzają ko- 
sztem drugich, jednem słowem, że sztuka to podłość i krzywda. 
Spotęgowana humoryst)"czność, 
tanowiąca główną treść umy- 
slO\vego życia Bukackiego, dochodzi do bohaterstwa, do kpin 
nad nadchodzącą śmiercią w :-:amej chwili konania: «to nic 
wielkiego, paraliżyk lewPj części ciała, mała przykrość, rzecz 
przyzwyczajf'nia, jak mówił rydz na patellli»... «
ieprawda 
to, że człowipk jest bryłą, ja jestem tylko linją i do tego 
1inją, i
ącą, bez żartów, w użeskmlczollo.ŚĆ).
>>>
- 331- 


Szereg kobircych typów,
 «Rodzinie Połanirckich» przewyższa 
jeszcze galerję męzkich doboJ'('m i opracowanicm. co się tłó- 
maczy poprostu tem, żr pl'zr7. kunszq-k artystyczny za pomocą 
skupirnia się w jcdnrj materji, autor zamknął całą rzrcz swoją 
w szrankach samego procesn rozrodczego, to jest wzniósł świą- 
tynię jednemu tylko bogowi Erosowi. Xie bierzmy za złe Sien- 
kiewiczowi tej jego jednostronności
 najprzód ze względu na 
to, że okaz al już dawniej, jak umie wspaniale jeździć na 
szczytniejszych jeszcze motywach, czego dowiódł w swoich 
romansach histurycznych, wywołując, niby zaklęcie z grobu, 
wielką przeszłość «zbrojną w stal i powiewną rycerskiemi 
pióry», po wtóre, że najwięk
i mistrze pisywali dziela, poświę- 
cone wyłącznie pięknej namiętności kochania, a nic u
tanie 
chyba nigdy, aż do chwili
 kiedy zamrze sam rodzaj romansu, 
nieprzebrany szereg naśladowców tych mistrzów. 'Vybór przed: 
miotów opowiadania i motywów przedstawianej akcji stanowi 
brzwzględn(' prawo autora, co. przyznajemy tern chętnirj, żr 
przrmawia on do na
 temi slowy w sposób arcyprzekonywający: in- 
stynkt z 
iłą prawie niPllbłaganą popycha mężezyznę do założenia. 
ogniska domowrgo, pojęcia żony i stworzrnia rodziny.Największy 
pesymizm jest bezsilny wobec tego instynktu;nie bronią od nięgo ani 
artyzm, ani żadne zadanie życiowe. Zellią się mizantropi, pomimo 
swej fiilozotji, artyści, pomimo sztuki, i wszyscy tacy ludzil', którzy 
twierdzą, 
e Rwoim celom oddają nie pół, ale całą du
zę. Xie 
żenią się zwykle ci tylko, którym na prze
zkodzie :4anęła ta 
sama sHa, która małżeństwa tworzy, to jest ci, których miłość 
zawiodla. Starokawalerstwo. jest najczęściej ukrytą - tl'agedją. 
Instynkt ten-ślepy, więc często chybia, ztąd cale poplątane 
szeregi niespodziewanych omyłek i omamień, branir zwicrzątek 
za aniołów, albo uleganie zwodnicom kusicielkom. Krytyka na- 
sza literacka już wielokrotnie podniosla wysoki artyzm i ma- 
c
tl:ję Sienkiewicza w malowaniu t)-ch natur ujemnych kobie- 
cych i zalecała tego rodzaju sceny z zalotnicami, jako uajdo- 
skOllalszl' pod względem plastyki i komiki, stawiła jc na cze- 
le jako najlepszą część utworów Sienkiewicza wogóle i l'odziny. 
Połanieckich w szczególności. ,V 
cenach tych figurują lwie 
S)TellY. Pani Osnowska i panna Ca:::te]}i: obie coś zarwały
>>>
- 332 - 


z cudzoziemczyzny-jedna przez wychowanie światowe kosmo- 
polityczne, dl'ug-a z krwi nawet i przez kręcenie się w cudzo- 
ziemskich artystycznych kołach. Jedna (Osnowska) ma zapalo- 
ną głowę, a rybi temperament, przekłada igranie ze zh"m nad 
samo zło i jest, jak brzytwa, szukająca paska. na któl'ym mo- 
głaby się poostrzyć, je
t to jrdyna osoba \V romansie, do któ- 
rej nie stosuje się zdanie panny Heleny Zawiłowskiej
 2e o 
człowiC'ku nie wolno wątpić, póki 2yje. Druga (Castelli albo 
topolka
 albo kołumneczka, albo gidja włoska) jasnowłosy i 
czarnooki ideał, postawa łabędzia z instynktami pokojówki, 
poszła za swoim powołaniem modniarki i kabotenki i obie sta- 
nęły do walki, bijąc się o ten model kl'awiecki, oKoposia. 
Nie mogę przystać na takie wrwody krytyki i na taką oce- 
nę utworu. Recenzpnci nie chcą oszacować 
prawiedliwie u Sien- 
kiewicza natUl" niewieścich dodatnich w romansie, które są i 
liczniejsze i daleko szczegółowiej i z większą lubością odmało- 
wane, jak naprzykład Emilja, Helena Zawiłowska. jak Ratkow- 
ska, Bigielowa i prawic tak piękna, jak sykstyńska l\Iadonna, 
nieporównanie dobra, a 2yjąca przytem l\Iarrnia Połaniecka. 
I Osnowska, i Castelli mają znaczenie tylko epizodyczne, moż- 
naby je wykroić i wyrzucić a romans niewieleby stracił przez 
to na swoim głównym interesie. Że autor nie myślał stawiać 
tycI} ujemnych postaci niewieścich na pieL'wszym planie, to 
jPst widocznem z paru miejsc, (III, 175, 314) zdradzających 
prawdziwe jego przy kreśleniu tych figur intencje; nic nie wzbu- 
dziło tylu obaw o przyszłość w Połanieckim, ile «wykwintne 
zło zachodu, posiane na dziką słQwiańską glebę j wYl'astającp 
na niej chorobliwym kwiatem dyletant.yzmu, rozpusty, bezsil- 
ności i wiarołomstwa». Polaniecki, który oskm'i;ał o taki po- 
siew to arystokl'ację rodu, to wysokie sfery finansowe
 zrozu- 
miał, żP, kto 2yje w atmosferz(", przesyconej kwasem węglanym, 
też musi się zaczadzić. Jesteśmy prawie wszy:'\cy drzewami 
z tego 1asu i przyczyniamy się do wytwarzania tej społeczno- 
lllorakej atmc:,fery, w której kwiatki, podobne do Castelli, mo- 
gą wschodzić, rozwijać się i kwitnąć. _ 
Zagruntowaliśmy tło obrazu
 zeszkicowaliśmy otoczpnie spo- 
łeczne dwóch g-lównych dzałających osób, to jest pary Poła-
>>>
- 333 -- 


nieckich. Z całeg-o tego otoczenia, może jaka para typów (Pła- 
wicki, stary Zawilowski) należą do przeszłości i były już przez 
naszą literaturę reprodukowane, inne typy są nowe zupełnie, 

p{)lczesnp, żywcem z Ilatm'y wzięte i nie lmdzące już żadnego 
podejrzenia. jakoby były kopiami albo odmianami, albo remi- 
nh:cencjami okazów, już przez literaturę pocbwyconych i ut.'wa- 
lonych. Z oddzialywania wzajemnego pomiędzy temi dwiema 
osobami wywiązuje się romans, tak zwany psyclwlu.'liczny. 
właści wość którrgo połega na trm, że przy danych organiza- 
cjach umysłowych działających osób, icb pomysły, wzrll
zenia 
i po
tępki pozostają, odbywają się i dokonywują nieprzenva- 
nym ciągiem
 niby z nieodwołalnej logicznej konieczności, że 
czytelnik, cboćby nie chciiił. musi w sumieniu przyznać, 
e tak 
a nie inaczej być musiało, ze prawda jest łapana na gorącym 
uczynku i zadokumentowana tu dokładniej, niż w akt.ach sądo- 
wego śledztwa, a to odczuwanie nagiej prawdy ma wszędzie i 
zawsze taką ponęt.ę, że można zagustować nawet w obrazach, 
w których mamy do cz}'nif'nia prawie nie z ludźmi, ale z nie- 
oskrobanemi zwie.'zętami, czego dowiodło powodzenie utworów 
szkoły Raturali
tycznPj francuzkirj. Sienkirwicz nie umie ma- 
lować zwierząt, ale ma przeważnie upodobanie w stwarza- 
niu ludzi, któł'ycb ludzkie uczucia nas pot.ężnie wzruszają i 
podnuszą. 'V tym właśnie punkciezal1aczamy się o główny sęk 
w naszej krytJce literackiej spółczesnej. 


II. 


Xasza krytyka literacka teraźniejsza boi się jak ognia, 
ażeby ją niepo
ądzallo o heretycki dogmat: sztuka dla sztuki. 
Poczuwa się ona na serjo do specjalnej mi
ji pouczania i mo- 
ralizowania. "r tak zwanych bobaterach, to jest głównych 
działając
-ch osobach, upatruje ona nit' idealne typy żywycb 
ludzi, pewnej narodowości i wieku, jakiemi ich Pan Bóg stwo- 
ł-zył
 a 
połeczeństwo wychowało, ale upo
taciowane idrałr dobra 
czy zła, ludzi, jacyllY być powinni, albo nie powinni
 ludzi, na
>>>
-- 334 - 


wzór i podobień
two kt.órych powinniśmy 
ię kształtować 
i Ul'abiać, albo od których powinniśmy stronić jak od moral- 
nych potworów. Nasza krytyka pociąga każdego 
ympatyczuego 
wzorowego buhatf'ra na egzamin obywatelskiej dojl'załości
 

tawi mu stopnie i wedle tych stopni podwyższa albo obniża 
wartość najprzód samego bohatera, a następnie i roman:-;u. 
«Połaniecki jest tylko troszkę wyż-::.zy nad pl'zeci
tny dum 
inteligentnych ludzi, takich jak on, bywa w społeczeń:;twif' 
legjon caly. Umie on farbować perkaliki, ale nic go nie określa 
jako obywatela. Czy
 się zajmuje jaką instytucją u
yteczności 
publicznej? 'Vystępl1je tylko jako człowiek zamknięty wyłącznie 
w kolt' interesów prywatnych, za najszerszy horyzont uwa
a 
jedynie 
ycie rodzinne. Kie szuka w dopomaganiu do rozwoju 
oświaty; w niesieniu pomocy bliźnim, spo
obności do zużytko- 
wania swego mienia i swych zdolności, więc cllyba cierpi na 
bl'ak zmysłu społecznego, jest pospolitym groszorobem nieczu- 
łym na drg"nienia społeczne). (Patrz «_-\.teneum», 1893 roku. 
Xr. 5, art. P. Chmielowskiego). Rozważana z tego stanowiska 
i l\Iarynia Pławicka jest zwykłą, «przeciętną kobietą», odpo- 
. wiednią połowicą groszoroba, pozbawioną wyż:-\zego polotu 
myśli. Niedarmo autor przed:-;tawił ją przez większą część ro- 
mansu w stanie poważnYlll, to jest niebardzo pociągającym. 
Przez takie sztuczne oszacowanie pary Połanieckich na 
zniżkę, wbrew wyraźnym intencjom autora, pospolitują się 
w oczach krytyki ustępy główne, szlachetnie erotyczne, a po- 
tęgJ
ją się i podnoszą do szczytów artyzmu sceny zepsucia 
i epizody nie wchodzące do pienvotnej koncepcji powieściowej, 
godne zaś bicza satyry. Ironji - to prawda - mamy sporo 
w utworze Sienkiewicza; bez ironji nie byłby on wielkim pi- 
sarzem, ale przeczymy wręcz jakoby iron ja życia była \V utworze 
panującym tematem, ta iI'Ollja, wskutek której u Homera ginie 
Achilles, ale przeżywa go podły rrersytes, a \V «Rodzinie Pola- 
nieckich» prosperuje nie Pło
zowski, lubiący siebie analizować, 
ale Polaniecki. \Vyraźnie przepadł Płoszowski z tej racji, 
e 
-był 'wytworniejszy, więcej uszlachetniony i wogóle wycitłsany 
I. cieńszego materjału. Szczytem ironji byłoby zapewne, gdyby 
małżonkowie Połanieccy, którzy z taką trudnością, po ty1n
>>>
- 335 - 


przejściach
 wreszcie 
ię dopasowali. byli się po latach kilku- 
na
tu pożycia rozeszli
 wszakże Połaniecki nie wyznał żonie. 
że się dopuścil złamania wiary malżeńskiej, więc żona wiprzy 
w mę
a trlko przez złudzenie, a i autor nie chcr ręcz.yć. 
wiedz
c: że to kawał urwisa, że nie będzie z nim recydywy: 
«w
zak nie jedna 3Iaszkowa na świecie». Autor zakończył 
rzecz szczęśliwym finałem, schlebiając tylko pospolitym gustom. 
«cóż to szkodzi, że zakoilCzenie przypomni 
tare romanse, alboż 
wszy:4ko co stare, to złe». 
Nie zgadzamy się na takie stawi(.niC' przez krytykę rzeczy 
na opak. Bogu dzięki coraz mniej na świecie Płoszowskich. 
ale nie je:,t prawdą jakoby Polanieccy składali u nas legjon. 
byłobr to tylko do życzenia. Połaniecki nie traci na porówna- 
niu z Pło;o;zowskilll. Ten ostatui nadałby się tylko do posta- 
wienia na etażerce z bibelotami. Ja umiem: powiada Poła- 
, niecki, farbować pel'kaliki, a Płoszowski umiał tylko iarbować 
kobiece policzki. \\T świecie i umysłowym i fizycznym zgubuą 
je
t rzeczą być zbytnim fiłigranem
 przyszłość należy do nil'- 
działek mających wobec warunków życia największą zdolność 
życiową
 do istot życie dla ::-:amego życia miłujących i odczu- 
waJących wszystkiemi porami skóry jego przyjemności, jedllem 
słowem do optymistów. Powab życia b
-le jakiego, nawet bardzo 
przykre::!O: nie da się nigdy wyrozumować, można go tylko 
odczuwać, odczuwa go też Połaniecki, i to odczuwanie je5t nie- 
zmiernie zdrowym pokarmem dla czytających; odczuwa go po- 
tężnie i Sienkiewicz i w tern tajemnica jego ogromnego wpływu. 
Zawsze mnie 40 zdumienia doprowadzał ten fakt rDzumowo nie 
wytłomaczalny, że śród najgorszych. do rozpaczy prawie uspo- 
sabiających okoliczności, tak mało u na
 zrozpaczonych poe- 
tów-pesymistów, u których wedle slów Słowackiego, w «oknach 
uuszy są zielolH' 
zyby». 'Vygląda to jak g"dybyśmy przy
złi do 
niespodziewanego wyniku, że im ciężej tern weselej. LiteratUl'a 
nasza wogóle działa na nas uotąd pokrzepiająco i przez to 

lłat\Viała nam żyć i trwać
 chociażby tylko wegetując. Ten 
z t.emperam('ntu pochodzący optymizm jest potężny, porywa- 
jący i zbawienny; gdyby utwór ten tę jedną posiadał zaletę 
już i ta wystarezy dla usprawiedliwienia go. Tłómaczyliśmy
>>>
- 33() - 


już uprzednio, że nic uie mamy przeciwko romansowi OSllutC'mu 
wyłącznie na jednym temacie kochania, bez 
adnych innych 
spółecznych domieszek, co nie dowodzi, że autor nie uznaje 
możebności takowych, jako cZInników roman:-;u; dowodzi to 
tylko, że autor wolał się w ciaśniejszem kółku ograniczyć. 
Twierdzimy loównież
 że autor ma prawo przedstawiać człowieka, 
jako działającego wyłącznie tylko w kole jego interesów pry- 
watnych i sto
unków rodzinnych. Niema autor najmnirjszego 
obowiązku legitymować go przed czytelnikami zr strony jego 
obywatelskości, bo przez to ani go poniża, ani go nara
a na 
posądzenie o zanik w nim zmysłu :-;p01ecznego. 
\Yiększość ludzi z którymi przystajemy, wchodzimy w za- 
żyłość i przyjaźnimy się, znaną jest nam tylko ze 
tosl1nków 
ich prywatnych i domowych, szczególnie jeżeli nie zajmują 
w 
połeczeilstwie bardzo wybitnego stanowiska. Bylp się nie 
oszpecili czemś nieuczciwem i rażącem, uwa
amy ich za ludzi 
porządnych, a troszczymy się zwykle mało o to, jakie są ich 
poglądy na ideały albo utopje społeczne. ,V tem ograniczeniu 
się autora zakresem życia prywatnego bez wdawania sie w sto- 
..:unki i upodobania społeczne, pominięcie których w utworzp 
nir wyraża, żeby ich nie było albo 
cby dla działających osób 
były obojętJle
 upatfll
emy raczej zalrtę niż wadę utworu. Pole 
do działalności publicznej może być w danej chwili całkiem 
zamknięte. pole do działalności społecznej może być bardzo 
szczupłe, ale dopóki niedziałki w stosunkach swoich domowych 
i rodzinnych wydzirlają to. z czego się składa normalna atmo- 
sfera moralna towarzystwa, zdrowa, nipzarażona miazmatami 
rozkładów i zepsucia
 doróty o społeczenstwie nie należy rozpa- 
tzać, poradzi ono sobic i przejdzie na 8zrrszp tory przy pier- 
wszej lepszej ku temu sposobności. 
Stanisław Połaniecki jest to typ nowy, ostatniej daty, nie 
mający nic wspólnego z epigonami bajronizmu i romant.yzmu, 
z dekadentami takiemi jak Płoszowski. a ostatecznie Bukacki. 
Typ to przytem bardzo rasowy, o szczeloej, męzkiej twarzy: 
o zdrowych zębach, dzielnej postaci i żywych oczach. niepo- 
dtJbny do poprzedników, a wskntpk pl'awa natury, zwanego 
atawizmem, daleko podobniejszy do pradziadów; nie powsty-
>>>
- 337 - 


ziliby się przyznać go za swego Skrzetn
ki, 'Vołod)'jowski 
1 mni rycerze z wojen kozackich i 
ZWt
dzkich. X alrży on do 
pokoleni.a, z którego się cieszy taki na wet antyk i :::zlagon, 
stary Zawiłowski: cmoże to Bóg miłosi
rny daje, że młodsze 
pokolenia tak się zmieniają. bo djablu do nich ani przystąp. 
Zdolne szelmy i zawzięte w robocie. i charaktery-oho, cha- 
raktery»! Połaniecki wie dużo, jest wielostronnie i nawet filo- 
zoficznie wykształcony, ocierał się przynajmniej o myślących 
ludzi jrżeli nh\ w kraju, to \V Belg"ji. «Była nas cała paczka 
ludzi, którzy się schodzili na rozprawy o znaczeniu życia. Za- 
dawaliśmy sobie' pytania dokąd idziemy'? jaki w
zystko ma 
sen:;. jaką wartość i jaki koniec? Czytywaliśmy pesymistów 
i gubiliśmy się w kwestjacłl bez dna, jak to ptactwo, które 
leci przez morza
 nie ma n2. czem usiąść; ale postrzegłem, że 
mi się ochota do pracy psuje, i że robię się niedołęgą, wów- 
czas wziąłem się za uszy i zacząłem na llmor farbować perka- 
liki. Powiedzia1em sobie tak: życie jest w prawa.ch natury. 
mądrych czy glupich, mniejsza z te m, ale jest. Zyć trzeba 
więc trzeba z życia wydob:yć, co się da. «Połaniecki stał się 
pozytywnym czlowiekiem i kupcem (,1,55), lecz i w tym pozy- 
tywizmie zaznacza się rdzenna różnica między zachodniemi 
europejczykami i krwią słowiań:-;ką. Dostrzegłrm. powiada Po- 
łaniecki, że moi belgowie mniej biorą do set'ca kwest je bytu 
bezdenne; my jesteśmy naiwniejsi. SlowialIska jego głowa nie 
była ostatecznie wyJoniona ze w
zl\chł.,ytu. więc. mimo, że uni- 
kał wszystkich ogólnych zagadnień, te ostatnie nic przl
stawałr 
go napastować i trapić. Ka co pracować, robić majątek. żenić 
się, plodzić dzieci-
koro wszystko 
ończy się przepaścią?- 
c 'Vidzi pa ni, powiada Polaniecki do )Iaryni, myśłę, że mój 
oryginał 'Vaskowski ma 
łuszność, i że nikt. kto się koilCZY 
na ski albo lt'icz, nie może włożyć w pieniądze" c alej du
zy i na 
tem wyłącznie poprzestać». Z natury UCZIllllY, hojnI i nawet 
zdolny chwilami do prawdziwie kobiecych delikatności, Poła- 
niecki miał przytem niepohamowany wstręt do materjalizmu, 
był w obejściu Rię szorstki i grał rolę. człowieka nieużytego 
w interesach, przez bojaźń, aby go nie wystrychnięto na dudka 
i nie uważano za niedołeg'ę. L czynił 
obie z nieugięto
ci za- 


:!2 


ł
>>>
- 338 - 


::-adę. a zarazem sprawę miłości własnej. Taki w)aśnie pieniężn

 
interes sprowadził 
o do wsi Krzemienia, do swego krewneg'o 
i dłużnika Pławickiego upomnieć się o nale:lność. Kim się roz- 
gadali o interesie. już Połanircki ani 
postrz(lgł jak zakochał 
się w swojej kuzynce )laryni Plawickiej. Stało się to jak naj- 
naturalniej. \V człowieku młodym, tęgim i duchowo i fiz)"cznie r 
dziala ta siła elementarna, która popycha mężczyznę w objęcia 
kobiety. Ponieważ sam był żywy i czynny, utrzymywał on 
z młodu, że l'Oman'5ować z mężatkami mogą tylko próżliiacy, 
zajmował się tylko pannami, kochać się chciał tylko, ażeby :--ię 
ożenić
 więc tylko panny budziły w nim zaciekawienie zarówno 
fizrczne
 jako i psychiczne (1,15). Pewna praktyczna :filozo
ja., 
popierająca jego rozumowo mezkie instynkty, wskazywała mu 
małżelistwo, jako jeden z g-łównych celów życia. Oto jak się 
tłómaczył przed swą późniejszą żoną zaraz po poznaniu :::,ię: 
trzpba. żebym miał się z kimś w
zystkiem podzielić, muszę 
mieć kogoś, ktoby mię uznawał. 1\:to mnie uzna, jeżeli nie ko- 
bieta, byle była ogromnie dobra, ogromnie pewna i bardzo moja 
i bardzo kochana. Od pierwszpgo dnia poznania f'ię powstał 
stosunek otwartej i pelnej zaufania zażyłości, ale ten stosunek 
popsuł wnet Połaniecki przez swoją popędliwość. On, który 
pannę Pławicką zapewniał, że jej wierzycielem nig-c1y uie bę- 
dzie, a tylko dłużnikiem, w kilka chwil potrm, wyprowadzony 
z cierpliwości farsą. godną patetyczneg-o komedjanta, za po- 
mocą której filut Pławicki chciał go odprawić z kwitkiem, zro- 
bił mu 
cenę, obraził przytem )Iarynię i odjechał, odgrażając 
się, że sprzeda swoją wierzytelność za pół ceny pierwszemu 
lepszemu żydowi. 'Vierzytelność zo
tała rzeczywiście nabytą 
przez aferzystę )Iaslka; który kupił Krzemień i zaczął się do 
panny Pławickiej zalecać, jako konkurent. Pławiccy przenieśli 
się na mieszkanie do \Varszawy. . 
X astępnje okres urazy, chlodll i wzajpmnego odpychania się. 
Ona nie może mu darować, że się na nim zawiodła, a miała 
ufność, że nie zrobi krzywdy ani jej, ani papie ani Krzemieniowi. 
Połaniecki spokoju znalpźć nie może, tak mu się marzy, przy 
jeg-o potężnej zmysłowości, ta giętka postać, od której biło cie- 
plo wiełkiej i niezmiernie dziewiczej młodości, te jasne, nie- 


"
>>>
- 339 - 


biesIde oczy i śliczne, trochę za szerokie usta i delikatne, nieco 
opalone ręce, i dźwięczny głos, i ciemne wlosy, i małe znamię 
nad górną wargą. Działający zawsze z pierw;-;zeg'o popędu i nie 
lubiący z zasady reflektować, ale mający niezmiernie wrażliwe 
sumienie PoJaniecki tak sobie tlómaczyl swój stan wewnętrzny: 
«w każdym z nas siedzi dwóch ludzi, z których jeden kryty- 
kuje to, co robi drugi. Ten krytyk począl mówić: daj pokój, 
z ojcem nie wytrzymasz, więc pozbyłem się 
umy, dopiero póź- 
niej po
trzeglem, że nie mogę się pozbyć myśli o pannic Pla- 
wickiej, a potem
 jak się z listu przekonałem, że i z jej strony 
było coś, tak ją również pokochałem. Póki człowiekowi coś 
się roi
 to nic, ale gdy się zobaczy, że i tam były otwarte 
ramiona, to rady sobie dać nip mogę». Jak się sam w sobip 
Polaniecki dwoił, tak i w duszy jego zaczęła się dwoić postać 
)[aryni. .T edna potulna, przyjazna, zasluchana i gotowa kochać, 
druga-lodowata panna, która go odtrącała, «karafka frapowa- 
nej wody», im vbojętniejsza, tern bardziej nienawi::;tna. Poła- 
nieeki nie znał się na p:,ychologji kobiecej, nie zdawał sobie 
sprawy. jak dalece sądy kobiet o mężczyznach są zależne od 
ich uczuć stałych
 czy chwilowych. Na mocy tych uczuć wszy- 
stko może być przyjęte za dobrą, albo złą monetę: głupota za 
rozum, rozum za głupotę, grubijaństwo za otwartość, otwar- 
tość za brak delikatności. Zdalo 
ię jej, że Połaniecki rozkrwa- 
wia w niej ranę z calą bezwględnością czlowieka o szorstkiej 
naturze i grubych nerwach. \V obu osobach uczucie pomieszało 
się z goryczą, a ferment taki rozkłada miłość, z tej prostej 
przyczyny, że ją zatruwa. Stosunek ich tak się powikłał, że 
prędzej je:;zczc mog-liby się znowu pokochać, niż się purozu- 
mieć. Puczątf'k takiego porozumienia się spL'owadza niespo- 
dziana i postronna okolicznoś
-choroba i śmierć Litki, epizod 
estetycznie może najpiękniejszy w romansie. Litka je
t to 
12-letnia chorowita dziecina, córka wdowy Emilji Chwastow- 
skiej, która, będąc przyjaciółką obu kochanków, star
ła sie 
ich zapoznać, a gdy się zapoznali, pojednać. Ta chora ua 
:-:erce dziecina, przywiązana jc
t nad wiek i 1ata wybiegającą 
miłością, którą spJstrzeg-amy wyjątkowo u dzieci. do t;tacha, 
ale, gdy się dowiedziała, że Stach kocha :Marynię, odczuwa, 
22*
>>>
- 340 - 


że jej się staje pierwsza krzywda, jakiej w :.vciu doświad- 
czyła, bo go już uważała za swoją wyłączną własność. To 
odkrycie powiększa chorobę i przyśpiesza śmierć. Dostrzegłszy. 
że pan Stach bardzo smutny i nieszczęśliwy, biedactwo robi 
z siebie otiarę
 przyznaje się mamusi. .ze ma na sumieniu wielki 
grzec1l. że nie kocha panny :l\Iaryni, na kilka chwil przed sko- 
naniem przed dopatrującemi ją Polanieckim i Marynią szepcze: 
,. mam wielką prośbę do cioci 1\Iaryni, żeby ciocia 3Iarynia 
kochała pana Stacha», CZ
lll zmusiła Marynię do obiecania, że 
wyjdzie za pana Stacha. \Vtedy Połanieckiego chwycił za 
gardło spazm placzu, czuli i on i 1\Iarynia, że się ich losy 
, 
przeważyły tej nocy; byli, jak gdyby ogłuszeni wypadkiem, nie 
śmieli spojrzeć sobie w oczy. . 
)Iniej:,zej miary artysta pożeniłby kochanków i odpocząłbr, 
postawiwszy punkt. Kowelka byłaby prześliczną, z wielkim br}- 
łantem u śpięcia, t. j. z epizodem Litki, zajęłaby, rozrzewniła 
i nie dałaby ani czasu, ani miejsca do reflektowania, do głęb- 

zego namysłu. Kie byłoby, jak teraz, dwóch różnych sądów 
w krytyce, wołanoby unisono: wybOl'nl"}
 Ogr0mną wyższość 
w twórczości Sienkiewicza upatrujemy właśnie w tern, że 
sięgnął do głębi życia, do jego mętów i zgrzytów, że sielanka. 
na której móg-łby się urwać utwór, jest tylko wstępem do dL"a- 
matu, do upadków z własnej winf i do dźwignięcia się z nich 
takh"\go przytem, że po nim nastaje jeżeli nie pewność
 to 
prawdopodobieństwo, iż dalsze pożycie małżeńskie będzie szczę- 
śliwe, nie zllpt'lnie wolne od trosk, ale mające więcej miodu. 
niż piolunu. 
'Vypadt'k śmierci Litki zniósł gorycz nienawiści, ale nie 
sprowadził n:łłelytc
'o porozumienia się. Wytworzył się nowy 
stosunek, zaszła pewnLl zmiana w miłości, tak znaczna, że się 
Połaniecki zaczął reflektować z oświadczeniem sie. :Uaryni 
zaimponowała męzka energja Połanieckiego, kiedy przy chorem 
dziecku wyrzucał jej
 że nic ma ona ani dobroci, ani miary. 
Obietnica, dana Litce, podziałała na nią, jak gdyby złożona 
przysię
a; zdawalo się jej, że gdyby nie kochala, powinnaby 
sobip nakazać kochać. Połaniecki wszedł w 
ferę jej obowiązku. 
a nalf'żała do tych prostych kobiecych natur, dla których
>>>
, 


- 341 - 


. 


życie i obowiązek-to jedno i to samo. Połaniecki dostrzegł, 
że ma przed sobą inną, niż dawniej, )Iarynię, mimo to, że nip 
przestała być (lla niego typem, czyniącym wyjątkowo :-;ilne WJ'a. 
żenie na jego męzkie nerwy, i że go ciągnęła jak 
adna inna, 
jak g"dyby kleszczami. Odczuł, że w jego ul:zuciu do :\Iaryni 
zabrakło czeg'oś
 naokoło czego osnuwa się marzenip., tego co 
sie boi, co drży i klęczy, z żądzy robi kult, wprowadzając do 
mi)ości mi:-:tyczny odcień i z kochanka robi wyznawcę. Dwie 
o
oby, które w nim się mieściły, staczały z sobą ciągłą walkę. 
Człowiek namiętny złościł się bez miary za to, Żp pragnął 
mieć Jlarynię więcej, kiedy g-o nie chciała, niż teraz, kirdy 
była mu skłonniC'jszą, l:hciał, aby go kochano dla niego samego 
i wolał: «ryba, obowiązkowa ryba! znam te zimne natury 
z egzaltowaną głową, pełną tak z wanych zasad,. Ale druga 
osoba. siedząca w Połanirckim-ukryty w nim sen:-:at i kry- 
tyk-mówił mu: «czyś ty zwarjowal! 'robie przecie chodziło o 
żonę, a nie I) przemijającą awanturę miłosną». ,V duszy Poła- 
niecki żałował, że jego uczucil' było inne, niż na początku, że 
ł-lawniej dążył i pl'agnął. a dziś t}"]ko chciał i zgadzał ::;ię, 
chociaż to porównanie przejmowało jak zmnroź. 'Vięc mimo tę 
z?mroź, powiedzial :,obie rozumowo i chłodno, że trzC'ba uczy- 
nić krok 
tanowczy, i ożenił się, a w
zyscy, co go znali. po- 
wiedzieli, z Bigielem na czełe, że zrobił naj mędrszą rlecz 
w życiu. Pólżartem muwil Stach do Maryni: «żem zginął, tom 
zginął. pani mnie zupelnie zawojujesz, wiem. że zemnie, jak 
z zająca, zo
taną tylko uszy»; mówił zre
ztą nieprawdę, bo 
czuł. że będzir inaczej. I stało się inaczej, ale to inaezej 
omal co nir doprowadziło go do najwięk8zych nieszczęść z po- 
wodu, że Polanieckif'lllu, chociaż zarozumiale twierdził, że jest 
w porządku z Bogiem l ze światem, zaczęło :się tymczasem 
psuć w domu własnym, bo z żoną swoją nie był w należytym 
porządku. 


lU. 
.Test w romJn
ie osoba. która żyje jak najgłupiej, ale mą- 
drz,. i trzeźwo sądzi i radzi. Jest to Bukacki, który twierdzi,
>>>
- 34
 - 


że małżellstwem się brzydzi, bo z jednej strony bywa ono wy- 
zyskiem, a z drugiej ofiarą. Połaniecki ma weile Bukar.kiego 
tyleż rozumu i charakteru, co i ona, ale że żona więcej kocha, 
więc życie im tak się ułoży, że ona wejdzie \y sff'rę męża jak 
płanetka, którą mąż będzie oświecał i grzał. On będzie miał 
ją i resztę, ona tylko jego i bez rt'szty; on pozwala siebie ko- 
chać, ona kocha, uwa
ając to za szczęście i obowiązek: «patrz- 
cie mi go, bożka promienistego»! Połaniecki mial w sobie tę 
pewność, która oburzała Bukackiego. i to zadowolenie z siebie
 
które usposabia do zatycia, i z którem człowiek rdzewieje i 
obniża 
ię. Gdyby miłość przychodziła :\Iaryni z większą trud- 
nością, gdyby mieniła się za bóstwo i żądała, aby ją czczono, 
Połaniecki uważałby ją za bóstwo i czcił, teraz zaś brał jej 
miłość, jako swoje prawo, jako swoją własność; otrzymując od 
niej wszystko-oddawał tylk(j część. Nawet pieszczoty i poca- 
łunki męża raziły !\Iarynię nieraz dotkliwie; przez brak uwagi. 
przez kondescendencję żądałaby tro
zkę więk
zej tkłiwości
 
ziarneczka poezji, czuła. że schodzi powpli na. drugi plan, że 
on dba o nią głównie, jako o matkę, mającą mu dostarczać 
dzieci. Ten zwiększający sie odstęp żony od męża, ten brak 
równości, postępujący powoli, odmalowany jest subtelnie drob- 
nemi rysami. Gdy pani Połaniecka zaszła w ciążę, ::\traciła świe- 
żość cerr, stała się brzydszą.-przeszła przez ciężkie chwile, 
zanim znalazła ukojenie w tern, co ją do męża jednak nie zbli- 
żyło: w rezygnacji, zanim wyrozumowała, że tak mn:-:i być, jak 
jest. Niet yJko pogodziła się z losem. ale u ważala siebie za 
szczęśliwą. «Ja, żebym była Stachem, myśl'da, uciekłabym z do- 
mu». Im bardziej szlachetniała 
Iarynia przez zapieranie się 
siebie samej i rezygnację, tern bardziej obniżał się moralnie 
Stanisław. Uważał on siebie za lepszego życiowego majstra od 
innych. Powiedział ;;;obie: jestem dostatecznie mądry, dobry i 
mogę odpocząć-i oto właśnie zapomniał o konieczności ciągi£'- 
go wysiłku, bez którego człowiek idzie na duo wlasnym cięża- 
rem. Sądził, że oto wybudował sobie życiową teorję z tęgich 
bierwion i na mocnych fundamentach, a właśnie ściany tego 
domu zaczęły .;ię rysować. Poczuł, że się przerachował, że za- 
chwiał sie w tpm, co uważał w sobie za najtęższe-w swoim cha-
>>>
- 343 - 


rakterze. Prawdziwie g'enjalnie pochwycony został przez autora 
rys właści wy naturom, ta k niezmordowanie czynnym, jak Po- 
łaniecki, :2:e jest on bezwzględnym: ano ano. że może być tylko 
albo złym, albo dobrym
 ale nie nijakim
 \ że jeżeli brnie w zło 
to własnowolnie, sam z :siebie niejako snując pokusę, że napy- 
t.ał, że tak powiem, sam sobie przedmiot pokusy, bo trn przed- 
miot nie zrobił do niego pierwszego kroku. Przedmiotem tym 
jest pani )Iaszkowa. \Viemr jut, że 'Araszko, nabywca Krze- 
mienia, aspirował do Jlaryni: ale, dostaw:3zy odkosza, ?żenil 
się znajbierniejszą W' świecie istotą. rrerką Krasławską, ma- 
jącą tyle rozumu, ile go ma kura, a wybrał ją z racji, «że nie 
znaJazł w niej ani jednego ziarnka, z którego wyrastają awan- 
turnice». 
Iiała ona tę tylko ważllą zaletę, że zachowywała 
wszystkie światowe pozory, stroniła od wszy
tkieg-o, czego nie 
wypada robić, a zresztą była anemiczną, ociężałą, naiwnie ule- 
gającą natarczywości samicą. Do upadku Połanieckiego przy- 
łożyły się i choroba Jlaryni i dłuższy pobyt jego w atmosferze 
zepsutej. wytwarzanej przez takie zalotnice, jak Osnowska i 
Ka
telka, albo przez Kopowskiego i cały szereg nic poważniej- 
sze
ro nie robiących cadministt'atorów świeżego powietl'za). Oblał 
Polanieckirgo nagle ukrop zmysłowej :2:ądzy, długo tłumionej, 
wybuchający z niepohamowaną 
iłą. Upadek Połanieckiego od- 
malowany jest po mistrzowsku, z pełnem uwidomieniem czytel- 
nikowi, jak mógł się zdarzyć upadek tak wyborowego człowie- 
ka, rujnując cały stosunek jego do B9ga, do prawdy, do kobie- 
ty (III, 180), jak się zazębiało w nim zło, jak psuł się szybko 
i odrazu cały szew moralności po przrcięciu jednej niteczki. 
jak się dokonało podłe wiarołomstwo, wyłączające honor, oby- 
watelstwo, uczciwość, i popelnione przytem nie przez łotra, 
albo hypokrytę i nie przez łekkieg-o lub bezmyślnego człowie- 
ka, ałe przez takif'go, który zarozumiale myślał, że jest pomię- 
dzy ludźmi wyniosłym dębem, albo twardą opoką. Z przeraże- 
niem przekonał 
ię on, :2:e jest tylko zwie

zęciem. Kie czuje 
on w sobie :2:adnej zdolności do wykręcania się znanym brukG- 
wym dowcipem, że nie jest szwedzką zapałką i do pospoEtego 
składania winy na to, że cudzołóstwo jest między mężczyzna- 
mi rzeczą niemal dozwoloną, bo utartą.
>>>
- 344 - 


Jak spadł znienacka i momentalnie w otchłań Połaniecki, 
tak się z nie; i dźwignął pot
żnym wysiłkiem bardzo energicz- 
nej woli. 
io lubił on zaciekać się w kwest je życiowe i ana- 
lizować, ale siebie znał i obserwował na wylot z nieubłaganą 
szczerością. O :Maryni powiadał, :2:e gd}'by kogo oszukała, to ze 
zgryzoty dostałaby zapalenia sumienia. Sam w sobie był on 
tak, iż
nie mógł nie czynić co chwila obrachunku ze swojem su- 
mi
niem. Dojrzał, że w ironicznej komedji ludzkiej odegrał 
nędzną rulę: idąc za swymi instynktami pawjana. Pani )Iasz- 
kowa już budziła w nim odtąd uczucie duchowego niesmaku, 
które potem spotęguje się do niezasłużonej jednak przez nią 
nienawiści, zaś następnie ta nienawiść ulotni się dopiero wte- 
dy, gdy Połaniecki poczuje, że się zmienił i stał się innym czło- 
wiekiem. Ostatnie słowa jego do )Iaszkowej były niezrozumia- 
łym może qla niej, ale 
zczerym aktem pokuty: «Oświadczam, 
żem względem pani niegodnie zawinił, i że panią z całej duszy 
przepraszam». 
Połanif\cki czuł się glęboko upokorzony m, posiadał on w swo- 
jej świadomości wszystkie wielkie moralne zasady, przeciwko 
którym wykroczrł, ale trzymał je w sobie, jak na składzie, jak 
w kasie. Xie żrł z nich i, zaufawszy swemu bogactwu, sądził, 
że może ich nie używać, ale na laurach spocząć. Zazwyczaj 
ludzie czują urazę do tych właśnie, których skrzywdzili, tak 
też i w danym przypadku Połaniecki na razie gniewał się nie- 
tyłko na )Iaszkową, ale i na żonę za to, że go do jego upadku 
dopuściła (III, 20). 'Vłaściwie zapewne nie mógłby on nig1y 
należycie ocenić zachowania się względem niego Maryni: tak 
są różne od siebie dwa przyległe światy, kobiecy, czysto uczu- 
ciowy, którego główny interes polega na kochaniu, na szczęś- 
ciu blizkich, i męzki, pełen spółza wodnict w, walki, czubienia 
się, gniewów, pojedynków, wy
ilków dla zrobienia majątku i 
zmęczenia (II. 63). 
Iarynia nikomu nie skarżyła się na męża, 
nawet nie dopuszczala, że są w nieporozumieniu, uważała t.ylko, 
że miłość, o której dawniej marzyła. wygląda inaczej. Pa- 
dał na tę rzeczywistość cień smutku z poczuciem, że 
ów cień może się stać tłem życia. Xie mogła nie dostrzedz, 
że wszyscy ludzie ją cenią, chwalą
 są pod jej urokiem, ale
>>>
- 345 - 


najmniej sobie robi z tych przymiot«)", on, Stach. rrylko prze- 
lotem, i to na. chwilkę, drgnęło jej serce i ściemniło się jej 
w oczach, jak gdyby w przywidzeniu szychu życia, nędzy i li- 
choty natur ludzkich, skoro spostrzegła
 żr on rzuca na jaką 
inną kobietę, naprzykład na 
laszkową, wzrokiem, jakim na nią 
patrzył przed ślubem, ale wnet pomyślała potem: «coś mi się uwi- 
działo». 'Vięc winę tego, że on ją nic szanuje, wynalazła w so- 
bie, w braku dostatecznie odpowiedniej jego osobie miłości, 
w tern, że nie zapobiegła temu, iż gdzieś w głębi jego 
erca 
zrobiła się jakaś fałdeczka, kt6rej nie umiała wyprostować, trzr- 
ba więc mieć cierpliwość i czuć się szczęśliwą za taką dołę, 
jaką jest, reszta zaś szczęścia to tylko przydatek i podarek 
Boży. Obowiązkowa cierpliwość wynagrodziła się Maryni sto- 
krotnie. Korzący się po upadkuPolaniecki stał się dla niej nie:-:;koń- 
czenie mib:zym i lepszym.Trapiłgog-łuclty niepokój,podobnydo pl"ze- 
czucia, że wskutek jakiejś wyższej nicubłaganej łogiki musi go spot- 
kać coś strasznego, że w życiu, jak w lesir, tropią człeka milczkiem 
jakieś nieszczęścia. Zdawało mu się
 że zło, jak fal-a
 odbija się od 
brzegu i wraca, i trwało to tak dlugo, póki nie ujawniło mu sie, 
Żf' ową powracającą falą może być sama jego zgryzota i żal. 
Połaniecki nie stracił miłości do Maryni, ałe zato stracił swoją 
pewność, zamaszystość i bezceremonjalność. To jego nowe za- 
wahanie się wygłądało niekiedy na chłód. Oboje małżonkowie 
przyszli do przekonania, 
e różnr zmiany i odcienia w pożyciu 
są rzeczą konieczną, ale przcjściową, dopóki nierówności i za- 
gięcia charakterów nie ułożą się do jednej wspólnej linji. Spraw- 
dziła się po części pod niewidzialnym wpływem kobiecym ta, do 
p('Wllego stopnia na żart tylko rzucona, przApowiednia Stacha: 
,-zginąłem, pani mię zawojujesz zupełnie, ze mnie zostaną tylko 
same uszy». Połaniecki stawał się z każdym dniem mniej bez- 
wzg-Iędny, wypozumialszy w sądach i łagodniejszy, nietyłko 
w stosunku do żony, ale i do wszystkich, z którymi go stykało 
"i'rcie. 'Viedział on. że jego rozum był sprężystszy, m'yślenie 
rozleglejsze i wiedza głęhsza, a jednak czuł tylko przez nią, 
w:-:zystko w nim stawało się jakoś bardziej wykończone i"szla- 
chetniejsze. Przez jej wpływ, zdobyte jego rozumem zasady prze- 
chodziły z jego głowy, gdzie były martwą materją, do jego
>>>
- 3-16 - 


I 


serca. gdzie stawały się życiem. Pomiarkowal, że nietylko szczę- 
ście, ale i (lll sam jest poniekąd jej dzielem. Rzecz cała kończy 
f'ię świetnym tryumft:"'m kobiety
 osadzonej, można powiedzieć. 
na podniosłym tronie, tak olśniewającej nowym rozkwitem pięk- 
ności po połog-u. że, widząc ją w tej krasie ma cierzyństwa, 
woła malarz Swir
ki, jak przed :Madonną R:}.faela: «To prze- 
chodzi wszelkie pojęcie, dalibóg, można oczy stracić; klękajcie 
narody. nie powiem nic więcej». Gdyby dając taki final roman- 
sowi autol' go nazwał: «Jlarynia Połaniecka
, llicbyśmy n:e 
mieli przeciwko takiemu tytułowi. Dła dokompletowania niniej- 
szego krótkego sprawozdania musimy się zatrzymać na jednym 
jeszcze bardzo ważnym szczególe, na zharmonizowaniu się mał- 
żonków nietylko w tem, co dobre i godzi we. ale i w pojęciach 
religijnych. Czynimy to dla obalenia mylnego łałożellia kryty- 
ki war
zawskiego recenzenta, jakoby romans podawał obraz 
. chełpliwego człou'ieka zasad, nawróconego do prawd religji ob. 
ja u: ionej. Uważamy to założenie, jako nie mające uzasadnienia, 
a to ze względów następujących: 
l\Iarynia wyznaje tylko L'eligję obja wioną
 bierze swoją re- 
Jigję wprost z podania i nigdy wątpić nie będzie. \Viara jej 
płynie z obowiązku, obowiązek ten-t') «służba boża», tym obo- 
wiązkiem ona żyje i oddycha. Pl'zeciwnie, Połaniecki no
i w so- 
bie część wielkiego niepokoju ll
szej schyłkowej epoki. 
Nykru- 
szyły się w nim podstawy, na których w wiekach zeszlych opie- 
rało się życie, ale i pod tym wzgłędem był on dzieckiem swo- 
jr,2"o wieku, że, chociaż nie odzyskał już potem nigdy prostej, 
tl'adycyjnrj wiary, ale zwątpił ostatecznie i w racjonalizm, po- 
tykający się o wszystkie podróżne kamienie (1,95). Z tempe- 
ramentu nie był ani niedolęg-ą, ani próżniakiem, więc nie dal 
sobie dyspensy na lubowanie się w swoich nerwach, w zwąt- 
pieniach, w duchowym dramacir. Przekonawszy się o całkowi- 
tej niAmożebności odpowiedzieć na rozmaite: dła czego? posta- 
nowił coś robić zupełnie niezależnie od tego, jakie jest to ży- 
cie tajemnicze, a mianowicir: założyć rodzinę i zająć się pracą 
społeczną. Połanipcki piel'\\'szego ukaz
nia się w powieści był 
tym wędrowcem w nieznanym sobie kraju, który, nie zatrzy- 
mując się, idzie i n:gdy niB rozpytujr się przechodniów o dro-
>>>
-- 347 - 


gę, ma tr1ko ten spryt, że idzie po ubitych torach i tędy, do- 
kąd zdążają wszrscr. Przed poznajomienil'Ill się z Jlarynią 
uprzedza nas autor: że słowiańską jego 
'łowę trapiła wciąż i 
ogrom nie przepaść między namil;tnoscią życia i kOllieczno
cią 
śmierci, ale był on wciąż świadom, że może dla tego filozoficz- 
l'le systemy mijają: jak cienie. a m
za po staremu :5ię odpra- 
wia, iż ona jedna obiecuje dabzy i nieprzerwany ciąg. Br ł 
więc Połaniecki od początku nie niedowiarkiem ale, jakto dziś 
nazrwają, agnostykiem, wyznawcą niezależnej od wiar}" mo- 
ralności, przytem mającym mocne uczucie religijne. 
Gdy się poznał z 
Iarrnią. wrroznmował sobie z początku. 

 powodu rdzennej w podstawach obu wierzeń różnicy, że świa- 
tła tej przystani. jakąbr w związku z nią znalazł, nie dla nil
- 
go były zapalone i powiedzial sobie: jeszcze uie ta i jeszcze 
nie tym razem. A jednak brła ona właśnie tą samą, i io nil'j 
ciągnęło go, mimo jego woli, uczucie: niby obcęgami. Śmiel-ć 
Litki, która ich skojarzyła, wzmog'ła w jego agno
tyc'yzmir 
pewien pierwiastek mistyczny. \\T matce Litki. Emilji, odczul 
niezmierzony smutek, wołający o śmierć ze wszystkich sił du- 
szy i serca. \V nim samym śmierć Litki podkopala pierwszą 
naiwną miłość do l\Iaryni. Uczuł, że wszystko marność, że mu 
się chce śród tej marności zgTzrtać i kląć; wszyscy ludzie wy- 
dali mu się ohydnymi, on 
am wyglądał w oczach wła- 
snej duszy obrzyuliwie. Xa myśl, która mn przr:-.zła do glo- 
wy, że Litka może dla teg'o umarła, aby go pl"u'd śmiercią z )la- 
rynią połączyła, porwał go nagły gnipw, ppłen zawziętości i 
pogardy dla siebie, dla całego świata i dla :\Iarrni; tak upor- 
czy wir jeszcze oddziaływał w uim dawniejszy racjonalista. czło- 
wiek, nawykły patrzeć lla wszy
tko trzeźwo, krytycznie, nauko- 
wo i wystrzeg'ającr się wszelkich pytań: dlaczego? 
Jeżeli nau życiem niema ani rozumu, ani miłosierdzia, to 
po cóż się trudzić, po co się żenić? 'V obec ruślinnego niemal, 
ale anielskiego spokoju :\Iaryni pojął. że on i :\Iarynia I'ą i;;;to- 
tarni niby z dwóch odrębnych światów, a następni
 pomrślał. 
że gdrby w tem, co ona mówi: byla choć cząstka prawdr. jego 
duchowe rozterki byłyby trle warte, co topniejący śnieg. bo 
w takim l"azie jest umieranie i są cmentarze: ale poprostn nie-
>>>
. 


- 3-!t: -- 


ma smlerci, i że gdyby takie pojęcia nie płynęły z wial'y i by- 
ły dotąd nieznane, i gdyby je postawił jaki filozof, jako hypo- 
tezę, toby taką hypotezę uznano za najgenjalniejszą z genjal- 
nych, toby przed takim mędrcem ludzkość klękła z podziwu. 
Je
teśmy wobec kartki, jax gdyby żywcem wziętej z dzieł Leo- 
na Tołstoja, kartki, wyrwanej z jednego z tych mist.rzowskich 
opisów śmierci, w których umierający, mocą wyobraźni wiel- 
kiego poety-moralisty, wyobraża 
obie, że w tej chwili nie 
umiera, ale właściwiej wchodzi do żywota. Wierzącym przeto 
Połaniecki nie zO:3tał, bywaly chwile kiedy napastował go scep- 
tycyzm, ale marszcząc tylko powierzchnir jego umyslu, głąb 
zaś tej toni pozostawała spokojną. Źona odniosła nad nim to. 
zwycięztwo, że uszanował i zaczął pełnić obrządek. Ustaliła 
się i w tym względzie harmonja małżeńska, dwie różne osoby, 

tanowiące doskonalą całość i nietracące w tej całości swoich 
odrębnych usposobif'ń, złożyły niby jedną całość. 
Iiał rację Po- 
łaniecki, gdy mówił, mając na myśli Bukackiego: «jeśli będę 
miał syna, nie zrobię z nil.go dekadenta'. Dekadentów nie wy- 
da i nie wychowa takie stadło. U twór SIę zaokrągla 
i układa w skończoną całość, dopowiedzianą, sprawia- 
jącą prawdziwie estetyczne zadowolenie. Xa :5zczycie utworn 
nie wznosi się, panując nad nim, ironja, jako krzew burzanu, 
ze swym jaskrawo' czerwonym kwieciem i kolącemi osty, ale 
ot.rzymujemy wrażenie, podobne do zapachu, jaki wydziela się 
z łanu zboża, bo z tej złotawej, plennej, kłosistej masy, mimo 
pl'zykryte przez nią bławatki, dzikie maki i chwasty, wywią- 
zuje się pewien przyjemny aromat, pewna orzeź\Yiająca filozof ja 
praktyczna, chociażby tar naprzykład, że. jak powialla \Vas. 
kowski: «Kiemiec, jeżeli jest pesymistą, będzie pisał tomy o t
m, 
że życie jest rozpaczą. a będzie przrteIJl pił piwo, hodował 
dzieci, kuł pieniądze i sypial pod pierzyną, a słowianin się po- 
wiesi, albo się zgubi rozpustą. bo będzip właził w błoto umyśl- 
nie». ...-\lbo ta druga, którą wygłasza Bigiel, «że gdzieindziej 
byłby człowiek skończonym 
zelmą, ale u nas i pod szują 
możesz doskrobać I"ię człowieka, bo, ostatecznie, póki 
się ma w brzuchu jeszcze jakąś iskrę, póty się nie, 
jest 2upelnem bydlęciem. Odejmij nam to, a rozlecimy się,
>>>
\ 


- 3-ł-
 - 


jak beczka bez obręczy». Albo ta trzecia prawda, którą POlll- 
niecki 
t.osuje do Bllkackiego: «'V y nie kochacie 8ztuki
 all' 
własne znawstwa, nie widzicie drzewa, a wyszukujecie :-;ęków 
i wmawiacie "r siebie i w drllg-ich, że rzeczy gor6ze i bardziej 
niedołężne są ciekawsze od lepszych i doskonalszych. My za 
takim przewodem moglibyśmy niedopatrzyć kościołów, a wi- 
dzielibyśmy tylko rzeczy, które trzeba og-lądać przez lupę Jt. 
Albo ta czwarta, że «biada ogółowi. który się f'kłada 1.1 dołu 
z ciemnych głów, a n góry z mędrków, dyletantów i dekaden- 
tów i innych zakażonych figur ze zwiclmięiym mózgiem, nie 
posiada zaś dostatecznej liczby ludzi pracowitych, uczciwych 
i zrównoważonych». Xakoniec ta prawda piąta: wypowirdziana. 
przez S,,"irskiego, a stanowiąca niejako rdzel1 całego utworu: 
«Dziwny ten ludzki organizm, który ma tylko do wyboru: albo 
iść naprzód. albo się cofać, bo 
dy nie idzie naprzód, to upada,.. 
Takich, jakieśmy prz) toczyli, skarbów praktycznej filozofji po- 
strzegawczości, finezji, uowcipu-jest co niemiara. _\utor sypie 
je całemi garściami. 
Utwór Sienkiewicza jest nietylko piękny, ale ostatecznie i 
mOł-aln)' w najpospolitszem tego słowa znaczeniu, to jest zu- 
pełnil' odpowiedni nawet tej nauce moralności, jaką marny w ka- 
techizmie. Te
'o ostatniego rezultatu autor chyba nic szukał. 
Gdyby mu chodziło o przedstawienie wzorowych ludzi, kwalifi- 
kujących się do tego, aby ich naśladowano, zrobiłby Polaniec- 
kiego niezawodnie członkiem wszystkich możebnych instytucyj 
użyteczności publi
znej i postaralby się, aby l\Iarynię nie raz 
jeden, jak w roman:-;ie, ale wiele razy widziano pracującą nad 
robótkami na cel dobroczynny. a wtedy nip można byłoby już 
żadną miarą posądzić małżonków «o zanik zmysłu społecznego, 
o nieczułość na drgnienia 
połeCZHe». Sztuka ma to do siebie, 
że wszelka wkładana naprzód do dzieła tendencja niezawodnie 
chybia i zwykle tylko u:-;zczerbek przynosi utworowi, bo pod 
przedstawioną osobą domacamy się pewnej formuly etyczne
, 
więc znajdziemy
 że ta osoba to manekin, że jej :slowa i czyny 
są sztuczne, :,:kompollowane i nieszczere. "
eżmy przykład z ro- 
mansu (1.38). Stary komedjant Pławicki poucza: «Pamiętaj, mój 
chłopcze, że życie to :szereg poświęceń». Sama ta rada jest
>>>
- 350 - 


formułką etyczną, zatem rzeczą martwą, zwłaszcza
 że pocho- 
dzącą od wiadomego komedjanta, ale zachwycamy się, 
gdy ten komedjant. zaradza przed nami całe wnętrze 
swojej natury pawjana, gdy z miną uśmiechniętego satyra 
wykrzykuje, mrugając okiem, skoro się dowiedział o katastro- 
tip w domu Osnowskich: «no, ale to rezolutna kobietka; co na 
placu, to nieprzyjaciel. Xikomn nie przepuściła. Biedny Osnosio. 
ale ona nie przepuściła nikomu.» Celem sztuki nie może być 
nigdy pouczanie. Zadanie jej ogranicza się na rzeczywi
tem 
przedstawieniu wyobrażonej, nie oderwanej, ale, jak się filozo- 
fowie wyrażają, konl..Tctncj rzeczy, tak
 ażeby inni ludzie odczuli 
ją tak, jak ją odczuł sanI autor, to jest, aby musieli uznać, że 
jest najzl1pełniej zgodna z naturą, z tak zwaną prawdą poe- 
tycką, ażeby odnieśli takie wrażenie, jakieby spra wii sam ob- 
raz lub wypadek. gdyby go og'lądali w rzeczywistości własne- 
mi oczyma. 'Ve wplywie 8ztuki na widzów i słuchaczy jest 
coś poc.lobnego do poddawania myśli, czyli suggestji, doświad- 
czonej w tak zwanym hypnotyzruiC'. ::\Iistrz nic na swoje włas- 
ne oderwane myśli, ale na własne uczuci3, wywołane moc 
tworzącej żywe obrazy wyobraźni, nastraja og-ól i każe mu te 
uczucia podzielać. Xatura ludzka jest niewyczerpanem i głów- 
nem źródłem piękna. Poeta albo rowieściopi:-:arz, jeżeli tę pię- 
kność w naturze dojrzał. odcznł, pochwycił, uwydatnił, już na
 
przez to samo
 za pomocą artystycznej suggestji, podniósł, zro- 
bił lepszymi, uszlachetnił. Slużył on tylko sztuce, ale moral- 
ność przyszła, nie zaproszona i nie szukana, znalazła się w ntwo- 
. rze. Podziwialiśmy mistrzowstwo autura w romansie «Bez do- 
gmatu'!); «Rodzinę Polanieckiclu stawiamy jeszcze wyżej, cho- 
ciaż niełatwo nam powiedzieć, dlaczego? Może dlatego, że wy- 
bór jest rzeczą gustu, i ze wolimy zwykle gościć w czyimś 
domu familijnym, aniżeli odwiedzać 
zpitale. 
łyszeliśmy ubu- 
lewania nad tem, żr nic nam w tym romansie naszej pozado- 
mowej teraźniejszości nie przypomina, że to jest romans raczej 
kosmopolityczny. Chwała Bogu, mamy tcj pozadomowej teraź- 
niejszości rIo syta gdziei ndziej i może mamy jej aż nadto, daj- 
cież nam choć raz U'l:yć spukoju domowego stosunków li tylko 
prywatnych. 
-\. co do ko:-:mopolityczności, to czyż nie są w
zyst-
>>>
-- 351 - 


, 


kic działające osoby tak nawskroś poJ
kie i przeważnie naj- 
nowszej daty, że cbyba żaden cudzoziemiec nie móglby się po- 
mylić? Już krytyka rosyjska. która ogromnie zainteresowała 
się romansem, wypowiedziała rzecz niezaprzeczenie prawdziwą, 
że z tej książki można powziąć najlepsze i najdokładniejsze wyo- 
brażenie o tem, czem są. rodzina i towarzy:;;two polskie w obe- 
cnej chwili. 
Czyż wypada jeszcze dodawać, że tę polskość romam;n nie- 
słychanie podnoszą: barwny -i obrazowy język utworu i stJ?1 
alltor
, ostry jak brzytwa, a delikatny jak rylec, odtwarzający 
wszystkie wydatnr lillje i chropowatości przedmiotu, a tak 
oryginalny i w swoim rodzaju jedyny, że przychodzi na myŚ1 
«ex Wlfjlle lermern» i że odgadnąć odrazu można.by autora bez 
żadnego podpisu? 


cKraj» Xi 20--
2, 1895 :". 


\ 


. 


,
>>>
. 


.
>>>
, 


ZAD ANIA HI8TO RJI. 


..... 


. 


23
>>>
.
>>>
... 


,V 18t\6 r. czasopismo «_-\.tenenm» pomieściło stndjllffi by- 
strego i utalentowanego historyka "'"ładysława Smoleńskiego, 
którp. znalazło w roku bieżącym szersze ł"Ozpows1.echnienir 
w K -l"zr 19 «Bibljoteki dzieł wyborowych» pod tytułcm: «
zkoły 
historycznc w Polsce-główne kierunki pogląrlów na prze- 
szłość». Nowp wydanie nie obeszło się bez nipktórych lekkich 
modyfikacyj w tekście. P.Aleksander Rembowski. który jt' zaopa- 
trzył \V przedmowę, uważał za potrzebne oświecić czytelników, że 
w ciągu lat ostatnich jedenastu, któł'e ubiegły między obu wy 
daniami, sam autor się odmienił: 
tał się mniej ostry, mniej 
w sądach 
woich bezwzględny, że pozbył się zbytniej krewkości 
tempm'amentu, mniej ma jaskrawości w kolorycie, mniej impe- 
tyczności \V wyrażeniu
-że gdy pisał 
wój artykuł przed laty 
jcdenastu, jeHZCZt' nie zdobył ani tego umiarkowania i wyro- 
zumiałości w historycznym sądzie, ani tego spokoju w opisie. 
jaki się uwydatnił w "Ostatnim roku sejmu wielkiego
 (Kra- 
ków, 1897). Nie wiemy, jakie 
ą dzisiejsze zapatrywania 
p. Sm. na historję, jako naukę, ale przed jedenastu laty wy- 
znawał, że historja,. jako nauka. jest dochodzeniem rządzących 
ludzkośtią praw niezmiennych w znaczeniu tego słowa przy- 
rorlniczpm, najwyżej stawił But;kle'a, chociaż przypuszczał, że 
mogą być kwestjonowane ogłoszone przezeń p,'awdy zasadnicze, 
które, nie zll:1lazł)"" II naszych historyków uznania... :\ie przy- 
znać, że takie prawa istnieją, niepodobna. nie usnwajqc zbio- 
rowego człowieka z pod prawidłowości rozwoju... Jeżeli prawa 
te istnieją, ale nieznane ałbo zaprzeczane, nanka historji nie 
może uchylić się od ich badania, bo jakaż inna nauka będzie 
ich poszukiwać... P. Smoleński ceni w nauce historji przede- 
wszystkiem jej ohjektywizm, chciałby, aby 
łynęla cZ
'8tem. 
n* 


.
>>>
- 336 - . 


niezmąconem przpz żadne próby jej sto
l)wallia źródłem, aby 
tł{,maczyła, jak si
 co stalo, ale nie uczyła, jak co być jJou:inno, 
bo do tego się nie zdała. Zrywając całkowicie znpodobanem 
przez Szujskiego i krakowskich dziejopisarzy crceronowskiem 
(Jkreślelliem: historia est '}jlafjistra t'itae, p. Smoleński sądzi, że 
nostępstwa tej zasady zaciężyly fatalnie na polskiem dziejopi- 

arstwie. Xiezaprzeczenie materjał do badania olbrz}Tmio rośnie, 
prz}"była masa faktycznych wiadomości, ale w metodach i wy- 
tycznych celach badania jesteśmy zacofani, tupczemy prawie 
na jednem miejscu. nie poruszając się ani o parę kroków na- 
przód, a trwać to bedzie dopóty, dopóki hadania dziejowe 
nie wyzwolą się z więzów polityki praktycznej, dopóki nie 
IWjtanie starte z naszej historji piętno dydaktyzmu, nie ma- 
jące żadnego związku z nauką, dopóki- nie przestaniemy oce- 
niać przeszłość przez szkła interesów stronnictw politycz- 
nych i poszukiwać w niej wskazówek p,'aktycznych, dopóki 
wreszcie hi
torja nie przestanie być dla nas i polityką i rtyką. 
HistOl-ja, jako nauka, mogła powstać tyJko pod warunkiem 
wyrzeczenia się dla jej wysnucia pierwiastku cudowności 
i pr7.Y opracowaniu jej pragmatyczne m, to jest przy przedsta- 
wieniu jej, jako nieprzerwalnego szeregu udowodnionych i 
pra- 
wJzalnych pL'zyczyn i skutków. Tak ją. pojmował Naruszewicz, 
itlqc torem dziejopisów starożytnych. Pochop do pisania dała 
mn najg-wałtowniejsza potrzeba ratowania grożącego upadkiem 
patistwo\yrgo gmachu. Słusznie twierdzi p. Smoleński, że 
a- 
ru
zewicz pisał hh:torję nie narodu, lecz państwa i królów, że 
miał on do czynienia z zaślepionymi republikanami w rodzaju 
\rielhorskiego i Rzewuskich. którzy nanizali erudycję swoją 
n
 nić doktryny o idealnej. cnotliwości praojców i tylko w de- 
moralizacji r:;otomk.ów znajdowali klucz do zrozumienia gcnezy 
upadku. Biskup smolellski zająć mn
iał względem przeszlości 
Hanvwisko monarchiczne, najwyżej stawiąc monarchizm, jako 
najprostszą formę siły, pod państwo podłożył hipotetyczną, dziś 
zachwianą ale długo panującą, teorję l;asowego podboju, z tej 
wysokości ferował wyroki na fakt)" i ludzi, pl'zekonywając 
nawet zwolenników .T. J. Rousseau, że rządy republikańskie 
nie są fila Polski na czasie. Próżne były spóźnione usiłowa. 


I 


.
>>>
- 357 - 


nia, rozbiło się pmistwo, ale zapatrywania się 
aru
zewicza 
zyskały powagę dogmatn i były propagowane w okresie poro- 
zbiorowym przez Towarzystwo pl'Lyjaciół llauk w tym sam}'m 
wrłącznie politycznym celu l duchu. Ta długa wytrzymałość 
w dorozbiorowych zapatl-ywaniach się Xarus.zewicza brła. rze- 
czą najnaturalniejszą w świecie. Upadający politycznie naró(!, 
jeżeli nie jest do szcz
tu zniszczały, nim się pogodzi osta- 
tecznie z koniecznością swojego odpaństwowienia. lllll:-:i wy- 
ezel.pać wszystkie śl'odki odzyskania utraconego bytu. Przez diugi 
czas jego pomysły muszą ograniczać się do obracania się wy- 
łącznie około l)olityczllej formy bytu, około najbliższych przy- 
CZ}'u upadku
 widocznych, dot}'kalnrcb, około stopniowego za- 
niku władzy I'ządzącej i wybujania anarchji. 
Xiezaprzcczoną zasługą szkoł}' lelewelowskiej w dziejopi- 
sarstwie pvlskiem brło to, że sięgnęła po za zaklęte koło sa- 
mej tylko państwowości i podniosła społeczne kwest je: uci
ku 
klas plebejskicl1, poniewierania mieszczań
twa i chłopstwa, 
i małego wplywu ich ua sprawę publiczną. Znane były te wady 
pobkicgo organizmu ludziom XYIlI w., ale nie przywiązywano 
du nich wielkiej wagi; teraz nabIły znacz('nie pierwszorzędue 
bo naród w myśli badaczy został powiększony o cały ogTom 
ludu, który dotąd w rachunku uważano prawie za nic. Zadani£' 
zostało bez zmiany: dochodzenie przyczyn upadku, ale demo- 
kratyczny dziejopis (Lelewel) zajął wedle 
lów p. Smoleńskiego 
stanowisko względem szlacbty wyzywające
 bo lJl'zeno
ił winę 
upadku nie na królów tylko i możnowładców, ale i na szlacbtę 
(str. 67). Cała teorja pobudowana była na urojonem przy- 
puszczeniu, na rodzaju ntrospekcyjnej utopji. Poglądr lelewe- 
lowskie, powiada p. Smołeilski, były wznowieniem teorji 'Viel- 
ltorskiego i I'epublikanów z doby Sejmu wielkiego (to jest, po- 
wiedzmy nawiasem, i samych targowiczan) a t}'lko przeniesionr 
zostały ze szJachty, z ktÓl'ą jedni przeciwnic}" ustawy 3 maja 
się .rachowali, na cały lud. Byli w wieku złotym przedhisto- 
rycznym Pl'aojcowie nasi ludźmi ,,'olnymi, posiadaczami gl"lm. 
tów, zanim zostali gwałtem z wolności i posiadania WYZUCI 
i do gleby przymocowani. Po upadku ludowl'go gminowladl-twa 
i prlywodzącego mu nieograuiczonego munarchizlllu. wyczynia
>>>
- 358 -- 


::-ię z bogatszej szlachty możnowładztwo i dzielnie gospodarzy 
aż do 1374 r.. do paktów koszyckich. W XY i XYI wieku 
podnosi 
ię, dojrzewa i do wszechwłanctwa dochodzi spodnia, 
pod lllolllowładztwem leżąca
 warstwa stanu ryc£'rskiego i do- 
stępuje panowania. )la ona w sobie dużo ducha organizacyj- 
nego i dużo poczucia za::,ad gminno władnych 
łowiallskich, ale od 
XYII wieku nie moż(' już swojemu zadaniu sprostać. Żywioły 
cudzoziemskie biorą górę nad myślą narodową, sprowadzają 
udmęt i nierząd. Xaród upadł, bo się sprzeniewierzył leżącym 
w duchu jego oraz tylko w pierwotnej słowiańszczyznie urzr- 
czywistniollym zasadom równości i wolności. 
Pierwszy posiew tych poglądów datuj£' od trzeciego dzir- 
sięciolecia XIX w., ale porosty z tego ziarna zazipleniły się 
tylko po katastrofie 1831 r., pod wpływem prądów socjal- 
nych we Francji, i uwydatniły się w ucieraniu się nan.iętnrlU 
pierwszych stronllict,w, głównie w emigracji. Drmokracja skom- 
promitowała się przeź rzeź galicyjską. a po rewolucyjnym ru- 
chu 1848 r. ponio
ła powszechną klę
kę wraz z całą demo- 
kloacją zachodnioeuropejską. K astała powszechna reakcja
 pod 
którrl panowalliem
 i \V ;;;tosnnkach praktycznych i w wyobra- 
żeniach. szły górą i uwydatniły się nawet w dziejopisarstwip 
najkonserwatywniejsz(' pierwiastki: szlachetczyzna 
z apologją 
nawet lilJcnnn veto i elekcji u \Vróblewskiego w «Słowie dzip- 
jów polskich
), ultramontanizm (Dzic'duszycki) i monarchizm 
szczególnejszego rodzajno brzwzględnym lojalizmem nacecho- 
wany (A. 'Yalf'\Yski). Caly ten romantyzm. od Lelewela po- 
czątek biorący, a kończący się na jego wcale nie demokratycz- 
nych epigonach w dobie reakcji po 184
 r., podjęła ;;:ię uprzą- 
tnąć po największej z klęsk, któł"e naród poniósł, po l". 1863, 
nowa szkoła krytyczna
 zwana często krakowską. 

ąd o tej 
zkole krytycznej w książce p. Smoleńskiego jest 
jej częścią najmniC'j zadawalniającą. :Nam 
ię wydaje, 
e jest 
on mo:no st rOlllliczy, przeładowany niepotrzebnemi rzeczami 
i mocnu niesprawiedliwy. Co nas może obchodzić, że p. Sm olka 
wrra
a się sceptycznie u prawach niezłomnych i niewzruszal- 
nych w znaczpniu przyrodnirzem, wedle Buckle . a: «może i są, 
ale ich nie znam, więc się bez nit:h obchodzę) (152). Prze-
>>>
- 359 - 


ważna większość i ludzi i historyków będzie niezawodnie po 
stronie p. Smolki, wszak i prawa rządzące ludzkością są i będ
 
bardzo długo nie pewnikami, a tylko domysłami, a dla do- 
brego historyka wystarcza, z czem się i p. Smoleński zgatlza, 
jeżpli traktuje historję. jak ją traktowali starożytni, a po nich 
:Xaruslewicz i Towarzystwo przyjaciół nauk (stl.. 153), to jest 
\ 
w pragmatycznie nieprzerwalnyro, wyczerpującym wszystkie 
wiadome dane każdej chwili, prz)"ezynowym związku faktów. 
Co ma za związek z sądem o szkole ta okoliczność, że 
jeden z jej przywódców, J. Szujski w ciągu krótkiego ale naj- 
cZ}"lmiejszego żywota, dosiadał po kolei wszystkich biegunów 
ze w:-:paniałej naszej masztarni rycersko-poetycznej. że wie- 
rzył początkowo z Lelewelc'm w odwieczność demokratyzmu 
pulskiego, a potem opłakiwał przedwczesność parlamentaryzmu, 
poczytywał humanizm i reformację jako rozkładowe pier- 
wiastki -i skończył, wedle p. Smoleńskiego, na wstecznictwie 
zaprawionem jezuityzmem (str. 133). W u
tach stronnika hi- 
storji w stylu Buckle'a, odmawiającego historji wszelkiego 
innego zadania, krom konstatowania i objaśniania zjawisk 
(156), same wyrazy: postępowość i wstecznictwo są nie na 
miejscu, bo rodzą domniemanie, że w formie rozprawy nauko- 
wo-kl"ytycznej, autor: układał pamflet polityczny, to jest popełnił 
to, o co oskarża Szujskiego. Z Szujskim, który odbył całko- 
witą e\Yolucję um-ysłową, p. Smoleński zestawia)1. Bobrzyń- 

kicgo, który się prawie uie odmieniał, będąc doktrynerem uie- 
ograniczcnej monarcbji, wykluczającym moralność i religję 
i godzącym na ujarzmienie 
amodzielności narodu
 dla zbu- 
dowania silnego rządu na wzorach bizant-yjskich. 'V niczem 
prawie nie zgadzają Bię z sobą d \vaj naczełni koryfeusze 


koły krakowski('j
 krom tylko w jednem, a mianowicie, że 
mają pewną doktrynę, z której wyżyn protegują rząd silny, 
monarchiczny, ale i tej doktryny nip wymyślili, tylko poszli 

Iadami Karuszewicza. Ich poglądy są echem przebrzmiałych 
oddawna g-ło:-:ów, nit' I"óżnią 
ię w pojmowaniu zadań histOlji 
i celów
 a tylko idą dalej niż :Naruszewicz, i tę samą ideę 
doprowadzają do przesady. Xaruszewicz był monarchistą, ale 
władzę królewską ujmował w ramy konstytucji. dalekim był
>>>
- 360 - 


od biurokratyzmu, unifikacji religijnej l wszelkich plag cPoli- 
zeistaafu» . 
Do liczby wad szkoły krytycznej p. Smoleński dodaje to, 
że jest krakowska, bo Kraków, odziedziczywszy po przeszłości 
katolicIzm, stawszy się siedliskiem arystokracji i konserwato- 
rem pomiątek. pogrążIł się w dogmatyzmie zachowawczym: 
kołysanym prądami z \Viednia. Położenie międzr Lwowem
 
'Varszawą i 'Viedniem zmusza do ruchu, nie wypierającego 
jednak myśli po za ściśle ozn.aczoną orbitę doktryn (149). Cała 
argumentacja p. Smołeńskiego streszcza się w tym akcie oska- 
rżenia przeciwko obecnemu dziejopisarstwu: ka
dy historyk po- 
siada. już gotowy modeł polityczny, jakiś gotowy ideał, wedle 
którego urabia swój pogląd na przC'szłość, a sięga do historji 
jak do zbrojowni, aby zaopatrzyć się w., oręż, dogodny do 
walki o chwilę bieżącą. Z historji zrobiono trybunał, z wyżyn 
którego rzucają się na przeszłość potępienia i klątwy. Jest to 
zachowanie się tak nieumiejętne, jakiem byłoby utyskiwanic 
na ciążenie ciał, na obrót księżlca, albo na inne prawa przy- 
rody. Bezstronność, obojętność, wymagane być powinny od hi- 
storyka w stopniu możliwi f' jak najwyższym. .Test jeszcze 
i drugi specjalniejszy zarzut w tymże kieruku. Od Narusze- 
wicza całą uwagę zwrócono w jeden punkt, w fenomen uwa- 
żany aż dotąd za ogniskujący całą kwintesencję przeszłości: ba- 
dano tylko upadek państwa i jego przlczyny, nawlekano cały 
proces przeszłości na jedną nić czarną, ginącą w olbrzymiej 
ruinie; katastrofa upadku użytą została do oświetlenia wypadków 
wstecznych i zaprawiała pogląd na przeszłość szkodliwym pesy- 
mizmem. Postaramy się dowieść, że oba zarzuty p. Smoleń- 
skiego nie są należycie uzasadnione. 
Historja nie jest nauką doświadczalną, ma za przedmiot 
wypadki przeszłe, rzeczy już znikłe, nIe dające się powtó- 
rZ1 ć. Zadaniem historji jest najrzód odtworzyć sam wypadek 
w postaci najbal'dziej do prawdy zbliżonej, a powtóre uszy- 
kować wszystkie pojedyilczC' wypadki w przyczynowym zwią
 
zku, sięgając z jednej strony do najodleglejszych przyczyn. i do- 
chodząc z drugiej strony aż do najdalszych następstw. Zaden 
sąd historyczny o wypadku nie może być skończony, ani za-
>>>
- 3f;] - 


mykać się nigdy, nawet dla tych, co byli świadkami wypadku 
albo działaczami. rstawiczna ruchomość historyczn}-ch poglą- 
dów zawisła uietJlko od pojawienia,' się IDaf'Y źródeł historycz- 
nych, ale i od następstwa pokoleń
 a także i od zmian w uspo- 
sobieniach, przywyknil'niach i potrzebach jednych i tychże sa- 
mych, intl'r('
ującJch się dziejami, osób. Xie nauka wytyka, jakie 
kwest je 
ą na dobie, nie nauka stawia je po kQlei, ale czyni 
to życie samo bez ludzkiej świadomości i woli. Skoro potrzeba 
bieżącej chwiJi wywołała nową k\Ye
tję
 jeżeJi w historycznie 
wyrobionych poglądach niema na nią odpowiedzi, albo, co gor- 

za, jeżeli budzą 
ię wątpliwości, sama konieczność każe przt i - 
studjować na nowo i krytycznie caly ogrom materjału dla 
wyrobienia, w świetle odmiennych potrzl'b i okoliczności. cał- 
kiem nowych poglądów z przeszło
ci 7.aczerpnięt}rch
 celem 
załatwienia się z kłopotami. t(\raźniejszości i zapewnienia się 
na przyszłość. 
Przy takich odnawianych, mozolni p prowadzonych stu- 
djach-rzeczy, pomijane dąwniej albo lekceważone, na
ierają 
znaczenia pierwszorzędnych. Sam p. 
moleilski notuje. że 
ludzie XYIIl wieku wiedzieli o zaniedbaniu i ucisku klas niż- 
szych, ale g-o nie uwzględniali, póki nie objawił się prąd de- 
mokratyczny, który zaognił i roznamiętnił ludzi. podnosząc j4- 
trzące kwe::;tje 
ocjalne (s. 62). Dowodzi p. Smoleński. że 
a- 
ruszewiczowi nie tyle chodziło o budzenie w czytelnikach po- 
czuć, ile o kształcenie ich pojęć politycznJch. Je:4to twier- 
dzenie niesłuszne; w rzeczywif'tości było inat:zej-i na opak. 
Nie mógł Xaruszewicz budzić poczuć
 bo sam jeszcze uie od. 
czuwał tego, co odczuwać zal"zęto ilopie,'o później, po rozna- 
miętnieniu się polskiego społeczpństwa kwp-.:tjami 
ocjalnemi,może 
pod wpływem t{
go, tO emigracja obserwowała we Francji po 
1831 r. Xie przeczymy, że gody brano :-:ię do dziejów dla roz- 
st.rzygnięcia palących kwestyj bieżącej chwili, podejmowali sie 
studjów nieraz szermierze, w ,,'alce stl'onnictw bezp(lśrednio 
zainteresowani, 
e ci :;zermierze wyzyskiwali histoł'ię, jak 
zbrojownię, w któl'ej się :f.aopa.trywaJi w Oł'ęŻ: że pisali pam- 
flr.ty polityczne. 
ą i będą \V użyciu tak
p adwokackie pisma 
tendencyjnie 
tronnicze. ale i one nili wadzą: wszakże i 
ąd
>>>
- 362 - 


wysłuchuje ciprpliwie i z pożytkiem mowy adwokatów, przy- 
klarlających się do wydobycia prawdy. chociaż nie całej prawdy 
bo z wyraźnem zast rze
eniem: audi"tur et altcra pars. )Iają 
i takie pisma swój niezaprzeczony pożytek, aJe nie rozminiemy 

ię chyba z prawdą, twierdząc, 
e większa część głosów, odzy- 
wając}.ch się w
ród walk bieżącej chwili, są to głosy 
ędzio- 
wskie. głosy ludzi, szczerze pragnących dojść prawdy, chociaż- 
by bolesnej, i zatiekających się w te badania bezinteresownie, 
celem sumiennego przeświadczenia się o trm, po jakiej stronie 
mają walczyć. 'V pracr nad dziejami panuje ekonomiczne 
prawo podziału pracy, więc po ukończonpj wa1ce, po Qdn:esio- 
nem przez tę lub ową stronę zwycięztwie, wezmą się do 
oceny tejże kwestji ludzi(' systcmatycznic obojętni, będą oni 
uochodzić z wyżyn jakiegoś nadziemskiego Chimboraso praw 
wiekuistych, rządzących ludzkiemi-mrowiskami. Kie przeszkadza 
to innemu gatunkowi nauki historji z
tępo\Vać na samo pole 
bitwy i w chwili jej trwania przechadzać się pomiędzy gre- 
kami i trojanami
 jak Pana
 w «IIjadzir), i prowadzić pułki 
do zwycięztwa. )limo wszystkie zal.zuty p. Smoleńskiego, jest, 
będzie i powinna być historja: //Ia!listra vitae, wedle cycero- 
nowskiego określenia. 
Przechodzimy do ostatniego zarzutu p. SmoleńsJdego prze- 
ciwko zachowaniu się nauki historji. Dlaczego, jak niepocie- 
szona wdowa, w ciągu całego stulecia płacze t y lko nad mar- 
murowym g
'obowcem państwa, reprodukując jeden tJlko koń- 

owy fenomr.n: katastrofę politycznego upadku? Tu znowu za- 
chodzi taż sama u p. Smoleń:o;kiego omyłka pod względem oso- 
by oskarżonego, którąśmy już przy odparciu poprzedniego za- 
rzutu wytykali. Przyczyną dotychczasowego utykania na ka- 
tastrofie up
dku jest nie teraźniejsza nauka. historji polskiej, 
ale ta okoliczność, 
e, niezależnie od woli badaczy, stan rze- 

zy tak się uk
ztałtował, iż cały dalszy postęp zawisł od po- 
rn-zrdniego rozwiązania tego właśnie węzła. Kiedy wziął się 
za pióro ojciec hist0rji polskiej, Naruszewicz, gmach polityczny 
stał jeszcze, ale porI
owauy i walący się, uczony świat się. dzie- 
lił na stronuików Rousseau i )Iably, republikanó\y i monar- 
chistów. Naruszewicz stanął po 
tronie monarchizmu, a tak
>>>
- 363 - 


jemu, jako i wszy
tkim chodziło tylko o jakie takie podrepc- 
lowanie ścian i sklepień, nie tykając fundamentów. Gmach 
wkrótce upadł, alf' wielowiekowe przyzwyczajenie było tak silne, 
że pogrobowcom zaświeciła zawodna, entuzjastycznie karmiona 
przez nich, nadzieja restauracji, na tychże samych fundamen- 
tach. 'V końcu pierwszej ćwierci XIX w. wzięto się do oglę- 
dzin fundamentów, do p-oruszenia kwestyj socjalnych. 
zkola 
lelewelowska była niejako odwetem za naruszewiczowski monar- 
chizm. Brzpodstawne fantazje stronników 
zlachecki('j wolno- 
ści, w tej liczbie i samych targowiczan, w skojal'zeniu ;-,ię 
swojem z liberalizmem i demokratycznemi aspiracjami XIX w. 
w zachodniej Europie, wydały dziwny i osob
iwy owoc. Poli- 
tyczny romantyzm szkoły historycznej lelrwelowskiej, piękny, 
fako poezja, zhołd..J\vał potężne umysły A.. Mickiewicza i 
. 
Krasil}skiego. ale najgorszy był jako przewodnik. czego dowodem 
był rok 1863. Szkola następna historyczna nie możr być na- 
zwana krakowską, bo należą do niej nąprzykład _\. Pawiński 
i sam p. 8moleński. Nie jest ona powrotem ku stanowisku 
Xaruszewicza, bo traktuje' o rzeczach
 które się Xaruszewi- 
czowi nawet nie śniły. Zadaniem, dokonanem przez tych jej 
krakowskich pracowników, którzy się ostentacyjnie nazywali 

strażą ogniową», było to, że pokonali romantyzm historyczny 
poprzedników na wszystkich punktach, 
e dowiedli niemożeb- 
ności dalszego istnienia byłego politycznego organizmu pań- 
stwowego i konieczności upadku, wynikającej z natury rzeczy 
a nie z przypadku. Dokonane w chwili obecnej spf'łnienie tego 
zadania otwiera calkiem nowe widoki na przyszłość. X
lwy 
program postawi w nauce historji nie naukowa reflek
ja, a 
samo t}7cie. Program ten gotów, posiada go p. Smoleński 
i objaśnia tak p
'zckonywająco, że podzielamy w tym wględzie 
jego przekonania zupeInie, że piszemy się na nie bez restryk- 
cyj i' 
e za t('n ustęp w jego książce (158, 159) gotowibyśmy 
już nie baczyć na niesłuszne nieraz potępianie prZeZeł} swoich 
na polu dziejopisarstwa poprzedników i współpracowników. 
cFakt upadku państwa-powiada p. Smolf'ń:,ki-musi być 
punktem wyjścia do historji czasów na
tępnr
h, porozbioro- 
wych, zmienił bowie"1l warunki dal
7.ego rozwoju tak samo,
>>>
- 3()-! - 


jak w stuleciu XIII najazdy tatar:skie i kolonizacja niemeów, 
jak w XIV wieku zjednoczenie z Koroną obszarów Litwy 
i Rusi. 
ie widzimy jednak racji naukowej do przyjmowania 
go za gIówny wątek przy zgłębianiu całej przeszłości. Czr ż 
przeszłość gromadziła jedynie materjał do sprowadzenia upadku? 
Czyż obok wadliwej organizacji państwowej nie rozwijała mo- 
tywów innych? Upadek państwa nie doprowadził bytu naszego 
do kreBu, lecz stworzył jedynie przełom; "nie unicestwił na- 
rodu, lecz tylko zmienił warunki jego rozwoju. Te zasoby, na- 
gromadzone w przeszłości, którym naród zawdzięcza ciągłość 

ycia moralnego, pomimo upadku państwa, stanowią fakt zna- 
mienuiejszy, niż. zanik bytu politycznego. Racjonalniej było 
przyjąć za punkt wyjścia do (całych) dziejów (polskich) ge- . 
nezę i pro
es gromadzenia tego dorobku moralnego, który za- 
gwarantował byt narcdu i jego kulturę, niż ogrywanie wszy- 
stkich strun przeszłości na temat upadku. Zrozumiałą była 
wyłączność motywu upadku w dzipjach pWłslwa, lt'cz nie tła- 
rodu, który stanowi główny przedmiot badania historycznego 
i który nie przestał i:4nieć, pomimt zaniku politycznego. Hi- 
storyk państwa musi ciągłe zwracać uwagę na upadek, w nim 
bowiem znajduje kres badań; dla dziejopisa narodu fakt znisz- 
czenia warunków egzystencji politycznej wagę ma inną. Orga- 
nizm. zwany pailstwem, nie ogniskuje w sobie wszystkich pro- 
mieni życia i jego dzieje nie są kwintesencją przeszłosci. 
Obok urabiania form życia pail:-;twowego, naród polski snuł 
wątek dorobku cywilizacyjnego, który przetnyał upadek i 
ta- 
nowi główny motyw historji polskiej». 


«Kmj» J\
 21, 1895 1".
>>>
1. Tematów WigilVrtych. 


o DOBREJ WOLI.
>>>
Gdyby mię zapytano, co uważam za :-szczyt l najwyższy 
stopień potęgi um
'słowej człowieka
 nie w jego działałności 
twórczej, naukowej albo artystyczncj, alc w moralnej i spo- 
łecznej, w której się jednoczą i prostaczkowie i genjusze, po- 
wiedziałbym, że llajjaskrawiej i najwyraźniej wyraża' :-;ię t.l 
potęga w uzdolnieniu człowieka do panowania nieł-rlko nad 
swoją 11 wagą przez na tężenie jej dowoJne
 ale i nad swojemi 
myślami, w:,pomnieniami i wzruszeniami. 
Każdy z nas może wskrzeszać 
tany duszy dawno minione 
i przeżyte, może je odna wiać i podno
ić, może takiż stan 
i nastrój wywoływać w pokrewnych mu duszach, tak, że z tych 
rozdmuchiwanych i wzajemnie podsycających się usposobień 
albo lunie rzęsisty deszcz wspólnego żalu, albo ukażą 
ię tęczP. 
wspólnych lladziri, albo rozpali się wielki płomień wspóJneg'o 
miłowania sil'. oczyszczający W
z)'stkie brudy, albo utworzy 

ię łallcuch rąk i ramion powiązanych z sobą, ,opasujących 
bryłę swiata i popychających ją na nowl' tory. 
1'akie wzruszania 
ię i entuzjazmowania się społEm mogą 
odbywać się perjodycznie, w pewne dnie, w pewne rocznice. 
Jedną z takich rocznic świętujemy obecnie, największą, naj- 
ważniejszą i najpow
zechniejszą. Je8t to niezawodnie dla każ- 
drgo z nas i nroczystość domowo-rodzinna i narodowa, świę- 
cona z całym rytuałem obrzędowym. Pamiętam, jak gd} by to 
wczoraj bylo, jak w wig'ilję B. 
. w 18-16 r., akurat pI'zed 
pólwiekiem. zgromadził nas. 
tudentów uniwersytetu i wyższych 
zakładów naukowych, na taką ucztę jeden z najbardziej pory- 
wających entuzjastów. B
Tłu to w Petel'sburgu na ul. Galernej 
w garkuchni pani Bohdanowiczowej. Znalazlo 
ię nas prze:,zlo 
stu. Bylo to coś podobnegu do chrztu albo do sakranll'ntu
>>>
- 3()8 - 


euchar,rstji w duchu może nie biblijnym, ale w duchu wzniosł
j 
bardzo poezji: Przedświtu. Do obchodów na
zych wigilijnych 
przyczepiały się reminiscellcje litprackie
 wrt"szcie w wigilję 
Bożego Narodzenia urodził się przed 58 laty Adam )Iickie- 
wicz; jego urodziny i imieniny świętowano 2--1 grudnia. ..\Je 
te wspomnienia drobnieją wobec innych daleko ważniejszych 
wobec wspomniei1 ogólno-ludzkich. 
...Do całego rodzaju ludzkiego stosowała się przepowiednia 
aniebka: Iłolite timere, eCltJlgeliso 'Cobis .gaudium mag1l,um, qllod 
rrit oluni pO]Jz.tlo, quia mtłus est vobis lwdie Salt:ator. A wnet 
następnie ukazały się wojska niebieskie
 które ogłosiły dla 
kogo przyszedł i kogo będzie zbawiał ów Zba wicie
; przyszedl 
on dla ludzi dobrej woli: glm'ia in altissimis ]Jeo et pax lWJJli- 
lilms bOJlae t'oluntatis... Co to są ludzie do
rej woli? Bywają 
lata, dziesiątki lat i całe epoki, kiedy te wyrazy brzmią tylko 
jako piękne głosowe (łźwięki-nic więcej, jako cudna melodja 
I bez głębszego znaczenia. Są znowu chwile, do których zaliczam 
dzień i godzinę teraźniejszą, kiedy te 
łowa mogą być niełatwą 
do rozwiązania zag'adką, ,kiedy mogą się stać węzłem dramatu, 
czemś tragicznem, bo od mylnego lub wlaści weg'o ich pojmo- 
wania może zawisly szc7.ęście lnb niedola, życie lub śmierć. 
'Yiadomo wam, że jesteśmy pogrobowcami, z mogiły rodem, 
«my, co nigdy nie widzieli, jak SIę matki oko świeci i nad 
dzieckiem swem anie1i
. Byliśmy dziećmi matki chol'ej i pra- 
wie umieraJącej. 'Viarlomo. że już od końca :XYII w., od śmierci 
Sobieskiego, od Karola XII i Piotra "
., Polska przestała być 
pań
twem prawdziwie nif'podległf'm. \Veszło w przysłowie, że 
Polska niel'ządem stoi; właściwie stała tylko waśniami i nie- 
porozumieniem pomiędzy sobą, swoich sąsiadów. Po rozbiol'zr 
Polski obowiązki patrjotyczne jej synów, ludzi dobrej woli
 
zaznaczały się jako bardzo proste i jasne: odbudować ją ma- 
terjaJnie. państwowo. materjalnemi środkami, a że tych środ- 
ków własnych nie było, więc z pomocą cudzą, przez zewnętrzne 
kombinacje polityczne. Ztąd nasz sto
ulłek wasalnej zależności 
od zachodni('j Europy. «Urodzony w niewoli, okuty w powiciu 
(powiada 
Iickiewicz), ja tylko jedną taką wiosnę miałem 
w życin
-wio
nę szczęśliwą, wio
nę krwawej i fatalnej pa
>>>
- 569 - 


mięci 1812 r., wiosnę nadziei ale najzludniejszych, a z drugiej 
btrony wojnę najniesluszniejszego najazdu. 
Boleśnieśmy odczuli pogrom Francji w 1870 r., ale wypadki 
lt;70 r. ten miały dla nas zbawienny 
kutek, że wyzwoliły 
nas od poddalIczego zachowania 
ię względem idei napoleoń- 
skiej. Dopóki trwał ten obłęd, tak się przedstawiały obowiązki 
nasze patljotyczn(': żyć jak na popasie, jak na przewozie 
z dnia na dzień, byle jako, stawić się w decydującej chwili 
na popis jeneralny, kiedy siła nh'widoma' do czynu llas po- 
woła i oddać wtedy ojczyźnie wszystko: mieni(', życie. nawet 
zbawienie du:-;zy. «Ja mój żywot w ofierze położę, przyszły i 
teraźniejszy!» - woła \Vacław u Garczyński('go. 'Vtóruje on 
tylko 'Valenrodowi, którego miłość ojczyzny tak wielka, tak 
oślepiająca, że wygląda jak pogań:,ka, że nie cofa :.-;ię nawet 
przed zdradą. 
Pytanie o tern, jaką być powinna dobra wola, :-;tało się 
mOCllO zagmatwanem w środku XIX wieku. 'V roku 18-16 
blysły noże zbójeckie rzezi galicyjskiej. Odczuliśmy, żeśmy 
spętani, że mamy u nugi niby galernicy wielką kulę armatnią: 
kwestję włościall:-;ką nierozwiązaną, grzech pierworodny i nie- 
odkupiony. Zjawił się wódz, dalej okiem sięgający, niż 
Iic- 
kicwicz, poeta beznadziejny. sperrms contra spe111, odsuwający 
termin zbawienia o lat jaki tysiąc. Cel naszych życzeń ten 
«rnillenarjusz
 podniósł i u
zlachetnil, z patrjotyzmu uczynił 
gatun('k religji: 


. 


cTy nie jeste8 mi już krajem, 
:i\Iiejscem, domem, obyczajem, 
Państwa skonem, albo zjawem, 
Ale wiarą, ale prawem}). 
rrę daleką wytycznę życzrń oblał poeta potokami lry
ka- 
jące:,ro zeń światła elektrycznego. 
Zauważmy przy tern, że tell poeta prorok i twórca nowej 
religji, !'pecjatnie dla polaków przeznaczonej, miał umysł mętny 
i często w sobie rozdwojony. Aż do szpiku kości i aż do koilca 
życia Krasiński był arystokratą, odczuwał, że nale1:y do ary- 
stokratycznego. do panowania wyłącznie uzdolnionegu, narodu 
i nigdy nie mógł w 
obie pokonać nieprzezwyciężonego w
trętn 
do innych: 


24
>>>
- 370 - 


c Bo z mlekiem wyssa
em, 
Że was niecierpieó jest święcie i pięknie. 
J ta nienawiść moja dobrem calem.... 
Chyba ją sprzedam za polską koronę». 
Poeta nie mógł przytłumić w 
obie 
tarego pogańskiego 
fermentu, chociaż w idei miał przytomne wcale inne wlmaga- 
nia moralne, bo oto, jak tłómaczy on w cPsalmie dobrej woli », 
dlaczego Polska dzisiejsza codkrólewszczona i stała :;.ię wdową»: 
. ..« bo wciąż śniła o tych innych skonie, dość Tw}'ch (Bożych) 
iskier nie miała w swem łonie, by nad' nich podnieść się ży- 
ciem nanowo». 
Samo pojmowanie Polski przez Krasińskiego, mimo swoją, 
podniosłość, trąci materjalizmem. 
iewiadomo, co więcej on 
ceni i co mu jest droższe, czy sama postać z jej cierpieniami 
i ranami, czy kawał korony, który jej przyrósł do czoła, i 
szmat pUl'pury, który =ła nią poeta narzuca. Xiewiadomo, c
y 
poszedlby za nią, gdyby ją ujrzał zaprawdę odkrólewszczoną 
nie panującą i bez berła w ręku. Kwestję moralną Krasiński 
tylko zaczepił, ale jej ani próbował rozwiązać i cofnął się po 
slo wach: 


Za co życie w iycia chwili 
Z taką pychą roztrwonili, 
Ze potomkom nie zostalo 
Ki potęgi, ni spuścizny, 
Jeno wzamian ich ojczyzny 
Rozebrane kraju ciaIo?
 
'''skutek tego cotnięcia się od rozwiązania kwestji moral- 
nej, poeta nie uczy nas wcale, co mamy czynić od dziś dnia 
przez lat tysiąc, nim pl'zyjdzie zapowiedziane przezeń panowa- 
llie? Czyż tylko wierzyć, tylko trwać i to mieć jedynie w za. 
sludze? AleZ tej nowej Polsld co dzień już potro
zę ubywa i
 
nim lata czekania miną, wykruszy się ona do szczętu po ka- 
wałeczku, tak, że z na:;, zostanie chyba kupa rumowisk, nic 
WIęceJ. 
Na
tala pora dla poło
enia końca tym nieporozumieniom, 
tpmu pogmatwaniu pojęć, temu uzależnieniu szczęścia narodu 
od pewnych tylko form politycznych. temu utożsamianiu naro. 
dowej wolności z panowaniem. 
Karody nie powinny gatunkować się na panuj:1Ce i podległe.
>>>
- 371 - 


\Vszystkie narody, ile ich jest i będzie, powinny być językowo 
i obyczajowo wolne i żadnenlU nie Ilależałoby przeszkadzać 
w wyrabianiu własnej i odrębnej kultury. Ale narodu nie 
trzeba brać z pań::,twem za jedno. Państwa nie bywają nigdy 
narodowo jednolite. Narody w państwie bywają politycznie 
zrze8zone, a gdzie jest rzesza, tam być też musi jakiś pier- 
wiastek górujący i naczelny, przodujący przed innymi, jako 
pJ'irnus inter pares. O tern, co to jest rzesza narodów, politycz- 
nie zjednoczonych, możemy coś wiedzieć, wszakż
 byliśmy sami 
rz.e:-;zą, rozrastającą się przez dobrowolne związki równoupraw- 
nionIch narodów. Gdy rzesza została na części rozbitą i po- 
dzieloną, uwydatnił się w dawnych jej gTanicach ten polski 
pierwiastek, który był w dawniejszeffi państwie spojem i kitem, 
ale nie nadający się do tego, by dawniejszą całość dźwignąć 
i odbudować. 
Kto domaga się, aby jego podupadły naród był nietylko 
wolnym, ale naczelnym i politycznie prz
dującym, chociażby 
nie miał na to żadnych innych tytułów oprócz starych, kwe- 
stjonowan)?ch i przedawnionych może dokumentów, ten stawia 
się w polożeniu spadkobierców upadłego magnata, zubożałych 
i karmiących się może łzami, o żebranym chlebie, ale stroją- 
eycb się w dziurawe łachmany swojej dawnej książęcości i wie- 
rzących, że bez najmniejs.zego przyczynienia się przeżyta prze- 
szłość znowu cudem jakimś wróci, a oni sami zostaną znowu 
przez kogoś wprowadzeni do utraconych praojcowskich włości. 
,V rodzona nam duma powinna nas powstrzymać od takieg'o 
rodzaju ambicji. 
ie mamy prawa pozować na zdetronizowa.. 
nych pretendentów. Nie będziemy szukali cw ojcach winy», 
smutne na
ze koleje gotowiśmy przypisać histof'ycznej koniecz- 
ności, ale nie zapomnijmy nigdy, żeśmy wielkiego plemienia i 
bohaterskiego rodu i że te wspomnienia, choć nie dają nam 
żadnych praw, a]e wkładają ciężkie obowiązki. Stojąc na jed- 
nej stopie ze wszy stkimi narodami i bynajmniej nie panosząc 
się, weźmy się znowu do pracy, a ponieważeśmy umysłowo nie 
upośledzeni, więc doczekamy się niezawodnie, że nas .zaliczą 
do pocztu przodujących w cywilizacji i uspołecznicniu narodów. 
... 'Viadol1l0, że giełda stanowiła zmorę Krasińskicgo i że 
2-1*
>>>
- 372 - 


świat współczesny wyobrażał on jako arenę, ua której «grają, 
walcząc o prym naprzemiallY, raz zysku chciwość, to znów 
wojen trwoga, i ziemia cała jest giełdą bez Boga» Zdaje się, 
że postępując, z dobrą wolą, we wskazanym kierunku, zrobim}T 
wszystko co można, ażeby ziemia nie stała się giełdą i nie 
była bez Boga. 
Nie znajdę lepszego zakończenia dla tych slów kilku nad 
wiersze końcowe tego ' «Psalmu Dobrej 'Voli» Krasińskiego, 
który zaczyna się od słów: « 'V 8zystko nam dałeś, co dać - 
mogłeś, Panie» i mieści prawdę jedną wielką: «Ty bez llas 
samych nie możesz nas zba.wić»
 a zamyka 
ie w następnych 
w}Tazach: 


Blagamy Ciebie stwórz w nas serce czyste, 
Odnów w nas zmysly, z dusz wypleń kąkole 
Zlud świ
tokradzkich i daj wiekuiste" 
Śród dóbr Twych dobro-daj nam dobrą wolę! 


(_Kraj» 1896, N 51). 


.
>>>
. 


\ 


o ADAl\JIIE 
fICKIEWICZU. 


l\Iowa wygłoszona podczas 11roczystości l\licki
wiczo\vskich 
w Krako,vie 4/16 lipca I89B r. 


..
>>>
.. 


.
>>>
Kiedy sto lat mija od urodzenia wielkiego człowieka, któI'y 
nIe dożył pełnych lat swojego wieku, nie wiele moze bIĆ obie- 
gających, a dotąd niezapisallych i drukiem nieogłoszonych wia- 
domości o nim z zywego podania, z ustnej tradycji od ludzi, 
którzy go usobiście znali i z nim obcowali. Ja sam, co takie 
chodzące, żywe kroniki mickiewiczowskie jeszcze znałem,-ni- 
gdy nie zapomnę księdza Kalasantego Lwowicza z III części 
cDziad6w»-wysoką, szczupłą, ewangeliczną postać o ascetycz- 
nym wyrazie twarzy-pełnego niewysłowionej szłachetności i 
dobroci. Znałem drugiego towarz}Tsza niewoli u bazyljan6w, poe- 
tę Jana \Viernikowskiego tłómacza Pindara,-jam rozpytywał 
się o :\Iic.kiewicza n Odyńca, u Domejki, powracającego z Ame- 
ryki, u Bohdana Zaleskiego. Jam sie wychowywał z dziećmi 
\Valentego Wańkowicza, który go odmalował z natUl'Y w Pe- 
ter
burgJl w 1828 r., a potem był w Paryzu gorliwym towiań- 
czykiem,-jam znał nakoniec samego Pelikana, i sądzę, że go 
Mickiewicz nie tak bardzo pokrzywdził. Ustne podania mają 
to do siebie, że się krzyzują i plączą, że się rozrastają do nie- 
poznania, przechodząc z jednych ust do drugich, zwłaszcza, że 
każdy opowiadający ulubionego przezeń bohatera pojmuje po 
swojemu i wkłada weń zawsze coś z siebie samego. Z trady- 
cyj wyrasta jeszcze za życia bohatera legenda, która jak mech 
wielką dziejową postać ze wszystkich stron obrasta, psuje i wy- 
naturza,-tak, iż krytyka historyczna mnsi przpdew
zystkiem 
użyć wiele prac)' i zach.)dów, zanim wielką postać oczyści i 
o:-,kl'obie ze wszystkich tych narostów, a i niezawsze się uda- 
je restaurować osobę, jaką była-nieuszkodzoną, niepopsutą. 
Historja na:-:za już zdawna wzięła się do tego dzieła i prowa- 
dziła roboty swoje raźnie, umiejętnie. Jest to dobl'Y początek,
>>>
- 
76 - 


postawiono jn
 posągów kilka, może nawet przedniejszych niż 
tell, który odsłonięty został przed nami dnia wczorajszeg-o 
w Krakowie: oddawaliśmy ju1; przed chwilą hold pracy syna 
poety nad życiorysem ojca,-jest tu między nami obecny drugi 
biograf, p. Piotr Chmielowski,-jest piękna praca Kallenbacba. 
Dziejopis ma tę przewagę nad artystą-plastykiem, że malarz 
a]bo snycerz, chociażby był najgenjalniejszym, ma w swojem 
rozporządzeniu tylko jedną chwilę z życia poety, a nie całko- 
witą jego ewolucję, że musi koniecznie wybierac, że może podać 
n apl'zykład szczupłegu mlodzieńca z lekko kędzierzącym się kru- 
czym włosem, ognistrm wejrzeniem i 1;ywym rumieńcem, to 
jest takiego, do jakiegośm}" się nie przyzwyczaili, a my od- 
dawnaśmy nawykli wyobrażać go sobie w innej postaci: już 
podeszłego, obrośniętego wielką, już mocno szpakowatą czupry- 
ną, szerokokościstego, o orlim wyglądzie fizjog-nomji, o twarzy, 
głęboko pooranej zmarszczkami. 
Z tych dwóch calkiem odrębnych-jabym muże woltił po- 
stać młudego orlęcia, a nie starego urla, bo ja sam najprzód 
poznałem i pokochałem takiego właśnie młodzieńca. Za moich 
lat pacholęcych znaliśmy tylku autora cOuy QO młodości» i na 
kolanach modląc się przysięgaliśmy, 
e będziemy tak kochali 
ojczY Zll e, jak \Valenrod; z zagl'anicy przedostawały się tylko 
urwane fragmenty improwizacji, a 
Palla Tadeusza» poznałem 
dopiero mając lat 18, kiedym był studentem w uniwersytecie. 
Co zaczęła histol'ja, to prowadzi dalej i nigdy zapewne 
roboty swej nie skończy, bo wielkie, prawdziwie genjal- 
ne utwory mają tę właściwość, że są niewyczerpalne, że są 
bezdenne, a zatem wiecznie mlode i spółczesne, jak gdyby by- 
ły dzisiaj pi
ane. Każde nowe pokolenie siebie w nich dojrzy 
COl'(tZ inaczej, pełniej i d05konalej je zl'ozumie. swojem świat- 
łem je ubleje. One nie przeżyją się nigdy, są prawdziwie nie- 
śmiertelne, bo indpvidualnie piękne, bo żywe, bo charaktery- 
styczne i napiętnowane w)Tazistymi l'ysami tak dodatnimi, 
jako i nierozlącznie POłączOllemi z niemi ujemnemi cechami. 
W swoim wieku i czasie był )Iickiewic z najzupełniejszem uo:.-;o- 
bieniem swojego nal'odu, ztąd jegu panowanie nad naszemi 
sercami o wiele potężniejszr, aniżeli panowanie nad ludźmi
>>>
'" 


-- ;iii - 


ziemskich dynastów. Tego pieśniarza, spoczywającego między 
nas
ymi królami na \Vawelu, kochamy ze wszystkiemi jego 
wadami i slabostkami, ze wszystkiemi jego uniesieniami i ob- 
łędami. Kochamr go za to, że był takim właśnie, jakim był, 
za to nawet, że się mylił (nie myli 
ię tylko jeden Pan Bóg), 
bo bez niego i bez wałęsania po bezdrożach, na które on nas 
prowadził, doświadczylibyśmy może mniej cierpień, możebyśmy 
nieco pomyślniej wegetuwali, ale bylibyśmy naog6ł mniejsi, po- 
śledniejsi i gorsi. 
CÓ
 z tego, że dzisiaj nie mo
emy powtarzać (albo czynimy 
to w przenośnem tylko znaczeniu) hasła: «mierz siłę nad za- 
miary», albo «rozumni szałemh. 'Vszakle on nam dowiódł. że 
czucie się
a dalej nil ruzum, że to czucie zahartowało nas tak, 
żeśmy się włożyli, jak Zygmunt Krasiński: «sperrn"f3 contra 
spellu, żeśmy, nieuszkodzeni ostatecznie, przeszli za 
ycia jak 
Dante przez piekło; żeśmy duchowo niepodlegli, że przez ła- 
chmany nasze świeci-jak powiadal Szuj ski-dawna nasza du- 
ma i królewskość. 
Cóż ztąd, że Mickiewicz wyobl'azil sobie przyszłość naszą za- 
nadto mat.el'jalnie, 
e do niej podejmował się prowadzić nas, 
jak do ziemi obiecanej, a jednak nikt z llas do takiej Polski, 
jak on ją pojmował, nie trafi. \V szakże uczniowie spodziewali 
się przyjścia Chrystusa niebawem, wszakże go oczekiwano 
w końcu pierwszego tysiąclecia, a nie będą już go oczekiwać 
w końcu dmgiego tysiąclecia. Czyż niesprawdzone oczekiwania 
ujmę jaką chrześcjaństwu prsyniosły? Oczekiwania były obłę- 
dem kilku wyroslych jedno po drllgiem pokoleń. \Vypadało 
pJ'zetl'wać i tę ciężką próbę. 
Cóż ztąd, że :Mickiewicz, jako istny slowiallin, nie pojmował 
rozdzielności dubra i piękna, sztuki i
ycia,-nie pojmował możli- 
wości licho żyć, byle bosko śnić; że czuł w sobie powołanie 
nietylko pisać poezję, ale i «,robić poezję», że wskllttk b'go 
potrzaskał w końcu bardon swój o zgięte kolano i stał się po- 
litycznym i społecznym wodzem i prorokiem, t. j. uczynił to 
samo, co dzisiaj Leon Tołstoj w Rosji. Powiedzmy otwarcie: 
takie pojmowanie 
zt.uki jest to herczja estetyczna, jest 
to niepowetowana 
trata i ujma dla 8zt.uki, ale przy-
>>>
- 378 
 


znajmy zarazem, że to tysiąckrotnie Iep
zp, niż rozbrat 
życia ze sztuką, niż obłęd, wieszczący, jakoby dobro i 
piękno istniały każde dla siebie i odrębnie: dobro-gmin- 
nie i materjalnie pojmowane
 dla samolubów, piękno-dla este- 
tycznych smakoszów. 'Yielkim artystą był Goethe w swoim 
niedokończonym «Prometeuszu», któl'ego miał na myśli 1\1ickie- 
wicz, gdy pisał trzecią część «Dziadów», ale wielkim był tylko 
w swojej fantazji i ani na chwilę nie za.pominał, że buja tylko 
w krainie zmyślenia. O ileż wyższym jest Konrad w trzeciej 
części «Dzia
ów»: prawdziwy Prometeusz, pasujący się z Bo- 
giem i z jego wyrokami. On w nas wszczepił cząsteczkę swo- 
jego prometeuszowstwa. On sprawił to, co orzekł wczora.j na 
Rynku p. Tarnowski, żeśmy przezeń poniekąl odkupieni, żeśmy 
od Ila
zych PI'lOdków nie gorsi, ale może i lepsi. Ja chcialbym 
dożyć do czasów, kiedy pomiędzy poczynającemi się stawiać 
:Mickiewiczowi pomnikami stanie choć jedpu, wyobrażający go 
w chwili, kiedy tworzył «improwizację», którą uważam za kul- 
minacyjny punkt jego twórczości poetyckiej. 
Jeszcze powiem sŁów kilka. Mickiewicz był apostołem ma- 
jącej się kiedyś zjednoczyć słowiailszczyZuy. Z tego posiewu 
lllamy owoce, mamy pomiędzy sobą braci czechów. Już przepi- 
jano do obecnego tutaj .Jarosława Vrchlickiego. Pozwolę sobie 
oddać hołd temu największemu może w obecnej chwili poecie 
w całej Słowiańszczyźnie. 
I wspomnę jeszcze, że )Iickiewicz napisał przecudny wiersz 
do «Przyjaciół MO:5kali». Pół wieku przeżył
m w Petersburgu, 
mogę zaświadczyć, że jest tych ludzi sporo, a więc podnoszę 
ich zdrowie i oddaję ten toast w ręce przybyłego z :.\Ioskwy 
prof. Brandta. którego w Pradze poznałem, i który tu przyje- 
chał dla oddania czci 
Iickiewiczowi. 


"Kral' 1898 :łi 28.
>>>
MOWA 


w dzieli setnej rOCZl1ic}"'" llrodzin 
Adama Mickiewicza 
. 


miana w Petersburgu 12 (:-ł4\ grudnia 1898 r. 


.J"'./__/'\../'"
>>>
" 


A 


.
>>>
Xie .k
teśmy bard1.o liczni jako naród, nie należymy do 
górujących i do takich, którym się powodzi, ale gdybyśmy 
mogli gdzieś z bardzo wysoka, z górr, obejrzeć całą północną 
półkulę ziemską, wszy:.;tkie miejscowości, gdzie zalegamy cho- 
ciażby mniej liczne mi kupkami, dostrzeglibyśmy, że coś szcze- 
gólniejszego się święci o tej dobie, jeśli nie o tej gOllzinie, że 
wszędzie rojno, że się palą świąteczne ogniki od \Vilna i 'V ar- 
szawy przez Kraków, Berlin, 'Viedeń, Lozannę, Pary
 aż do 
Xew-Yorku i do Chicago, może w San-Francisco i \Vładywo- 

toku, a jn
 najpewniej w Irkucku, TyfUsie, 
Ioskwie i Peters- 
burgu. \Vięc pewnem poru
zeniem fizyczne m, wywołanem pa- 
mięcią żywą o zrodzonym przed stu laty, a przed czterdziestu 
laty z górą umarłym czlowieku, jest niby opasane ziemskie 
kolisko. Ten litwin własnego nawet kraju calego nie znał. 
Czcząc Kraków, jako Rzym :-.łowiański, wyobrażał go sobie 
jako miasto tuż pod Tatrami, do \Varszawy nie stąpił nigdy 
nogą, a o kongresowem Królestwie wyraził się l"az arcyironicz- 
nie: «Pan z Litwy a po pubku? nie pojmuję wcale. Ja myślałem, 
że w Litwie są wszyscy )Io
kale\}. Pierwsze 25 lat życia spędził 
ten litwin w kraju, a pó
niej na obczyznie... Do tego okresu 
calkowicie pasowałyby słowa z «Boskiej komedji» Dantego: 
.Doświadczysz jeszcze, jak sIono smakuje 
Chleb cudzy. synu, i jak ciężl.a droga 
Po cudzych schodach wstępować i schodzić, 
A co najgorzej barki ci przygniecie 
To ta dmiyua niegolIlla i glupia. 
Z któr
 pospolu spadniesz do tej jamy». 
Podobny do Dantego i z genjuszn i z gorącego a wielkiego 
serca wychodźca. był )Iickiewicz tylko portą, a nie zdał się 
na polityka, Obaj gonili za marzeniem, Dante za marą gibe-
>>>
- 382 - 


lińskiego jasnowłosego Cezara z za Alp, mającego 'Vłochy 
opanować, a Mickiewicz za nieurzeczywistnialną marą mesja- 
nicznej Polski. Nasz wychodźca prędzej jednak niż włoch do- 
czekał się sprawiedliwości i uznania, bo tam, gdzie nawet nie 
był, stawiają. mu spiżowe pomniki. 'V przód jeszcze, nim go 
zaczęto czcić pomnikami na rynkach, spotkała go cześć naj- 
więk8za, jaka w XIX wieku okaza ną być możf' poecie czy 
artyście: wydobyte z grobowca jego zwłoki przewieziono try- 
umfalnie do św. Stanisława na \Vawelu i złożono obok zwłok 
królów. 'Vybrany genjusz opiekuńczy przestaje już być zwy- 
czajnym rzeczywistym człowiekiem i staje się symbolem, 
w którego ulll)'słowości i czynach nar6d dopatruje swoje własne 
dzieje. 
'Vięc już nas prawie nie obchodzi :\Iickiewicz, jako przy- 
stojny młodzian' o ognistych oczach i mocnych rumieńcach, 
który się zapalał i improwizował, który w wigilję Bożego Na- 
rodzenia 1827 roku w domu Żerbina, na placu Michajłowskim 
w Petersburgu, w mieszkaniu Rogabkiego, zaimprowizowal 
całą trag-edję o Zborowskim, ten, który z tęsknoty za krajem 
dał się pociągnąć w bezdenną toń mistycyzmu przez Andrzeja 
Towiailskiego, a w 1848 r. trochę apostol, trochę prorok, na- 
mawiał podniesionym głosem Papież':). Piusa IX do wstąpienia 
na tory rewolucyjne, umarł zaś w Konstantynopolu, pełniąc 
jakąś imaginacyjną misję. 
'V szystkie drubniejsze charakterystyczne i anekdotyczne 
rysy nikną w oczach, a kwest ja o wielkim mistrzu stawia się 
w takiej postaci: ta wielka postać dlatego jest wiekopomną 
i dziejową, że była wytworem wielorakich potęg i czynników, 
które się na utworzenie jej złożyły: ziemi, słollCa, klimatu, 
składu społeczeństwa, prądów wieku, właściwości rasy. W szy- 
stkie te wpływy ukształtowały jednostkę w pewną tak udatną 
i tak uiepodzielną całość, jaka się nigdy potem nie powtórzy. 
Wskutek tych wyjątkowo pomyślnych okoliczności nicdziałka 
owa z wybitnemi piętnami wieku, kraju, rasy i społecznego 
stanowiska swego symbolizuje pewien naród w pewnej epoce, 
a dokonana pl'zezrń pewna pokaźna ilość społecznej roboty 
wplynęła jn
 i wpływać będzie bardzo długo na losy tak spół- 
czesnego, jako i następnych najdalszych pokoleń. Cała ewolu-
>>>
- 383 - 


cja tej jednostki, jako symbolizującej naród, sprowadza się. do 
jednej glównej jego funkcji, przeważającej, naczelnej, utrwala- 
jącej na przyszłość jej panowanie. Jest to zawiła kWe
tya, 
kt6l'q na
uwa chwił
 obecna. Zuchwały byłbym gdybym za- 
powiedzial, :le ją roz\'C iążę. In magnis voluisse sat est. Pozwólcie 
że ją postawię i do rozwiązania jej zacllęcę. Jak streścić, jak 
wyrazić rys przeważający, naczelny. symbolizujący całą poezję 
:Mickiewicza? 
Ka2da narodowość miała, albo i ma swój podkład państwowy 
historyczny. Od tllugiego wspólistnienia w jednym pal1stwowym 
ogl'omie, chociażby ukutym cięciami miecza albo mIota-wyra- 
biają się w ciągu pewnego czasu odrębne: literatura, sztuka i 
kultura. 
\V szelki uksztalt pań:.-;twa je:'Jt kruchy i może się rozbić 
przez to samo, że z biegiem czaf'U pojedyńczf' grupy masują 
się w coraz większe ogromy, a więc ubywają mniej opOl'ne i 
krzepkie, które innym, mocniejszym; nie dotrzymały kroku. 
Po rozbiciu się każdego już wyrobionego pallstwa dla zawartej 
w niem duszy, dla wyrobionej w niem cywilizacji nastaje kry- 
tyczna chwila hamletowego zawahania :-:ię: być albo nie być? 
Po rozbiciu się nawy pal1stwowej może sW(ljska
 wyrobiona 
w państwie cywilizacja pójść Ha dno. Tysiące takich cywilizacyj 
przepadly bez szczętu, zalane falami i prądami umyslowem i wszech- 
świata. Jest wówczas do wyboru: albo zapomnieć o narodowych 
tradycjach, jako o rzeczy niepotrzebnej, zarzucić je, rozproszyć 
się, wynarodowić, albo z temi tradycjami, jako Ilajdroższym 
ocalałym skarbem, wypłynąć na wierzch, jak wypływa oliwa 
na powierzchnię wody i posiłkując się niemi, jako kapitałem 
obrótowym, operować, nie wywyższając się nad innych, nikomu 
się nie narzucając, ale pracując na dobro i na pożytek ludz- 
kości. 
Naród, złożony z politycznych rozbitk6w, musi 
ię organizować 
inaczej, niż przed rozbiciem, inną mieć komendę. Przodują mu już 
nic jak dawniej k1'61owie,albo hetmani, albo prawodawcy, ale uczeni 
poeci, artyści. to jest mędrcy i wieszcze. Jak nad apostołami po 
zesłaniu Ducha Swiętego latały w powietrzu ogniste języki, 
tak zawisaly one po kolei i nad czolami wodzów odradzającej
>>>
- 384 -- 


się nal'odowości
 z których jedni są panami rozumów, a drudzy 
władcami serc i dusz, jako nad trójcą genjuszów: :Mickiewiczem, 
Krasińskim, Słowackim, nad Szopenem, nad Matejką. Samo 
powst.awanie arcytworów umysłu i arcydzirł sztuki, noszących 
wspólne piętno całkiem odrębnej narodowej Psychf', do żadnej 
innej nie podobnej, wystarcza na udowodnienie, że naród ż-rje 
i żyć będzie, bo, wedle słów Mickiewicza
 
Ale równa jest wielkość, czy to światu wJ'adać, 
Czy fkutki wielkiej ",bdzy nad gwi3tem wybadać. 
Mickiewicz jest i będzie przedewszystkiem i głównie tyta- 
nicznym poetą nowego polskiego nacyonalizJnu w XIX wieku. 
Xie odrazu został on takim. Oda do młodości, spowiedź Gu- 
stawa w IY cz. «Dziadów» nie zapowiadały nacjonalisty, a 
świadczyły o orlej lotów potędze, jakiej ni.kt po nim w takim 
stopniu nie posiadał i o szalonych burzach uczuć w czułem 
sercu. Dopiero w celce u bazylianów obiit Gustavlls, natus est 
ronrauus i jl!Ż odtąd niepodzielnie panuje, góruje i pochłania 
wszystkie inne uczucia w tern wielkie m sercu - patrjotyzm. 
Ten pierwiastek poezji od wieków istniał, przynajmniej od 
Jana Kochanowskiego miał swój wyraz, ale 
I. spotęgował go, 
nam go przyszczepił, nas tym pierwiastkiem, jak 
ię niedawno 
o poetach wyraził L. Tołstoj, zaraził i wpoił w Ilas to, że jak 
'Valter, tak i każdy z nas «szczęścia w domu nie znalazł, bo 
go nie było w ojczyznie». Ten grunt późniejszy od czasów 
wilell
kich nadzwyczaj jednolitej poezji 1\Iickiewicza, grunt 
ojczyzniany doskonale odczul i wyraził najlepszy życiopisarz 
JIickiewicza, Józd Kallenbach, który calą działalność :JIickie- 
wicza ściska i streszcza w tych )Iickiewicza wyrazach «ja i 
ojczyzna to jedno». 
\Vśródpoetów świata,powiadaKallenbach, byli więksi rozumem 
więksi darem twórczym, ale drugiego poety, któryby był dla narodu 
swego tern, czem dla nas )Iickiewicz, nie było dotąd. Ta ocena 
niezaprzeczenie si uszna, w"j'daje się jednak, jak gdyby była 
nieco kusa, niewystarczająca. \Vięc pojąć wielkość Mickiewicza 
móglby tylko polak, więc jest to tylko największy polski poeta, 
ale może
 nie dochodzący do miary wszechświatowych, jak 
Dante, jak Szekspir, jak Goethe, może nawet nie dający się 
zestawić z poetami drugiego rzędu, jak Schiller albo Byron.
>>>
- 3/:;5 - 


Budzą się wątpliwości, czy może być wszechświatowym poetą 
ten. który głównie apoteozował nie wszechludzkie uczucia, ale 
indywidualizm, odrębność między narodami, który nawoływał 
nie do pokoju, ale do walki. Są tego rodzaju zarzuty, które 
słychać szczególniej, ale dodam tylko urywkowo, w prasie 
rosyjskiej, mniej z )lickiewiczem obeznanej. 
ie mogą dotąd 
mu darować '\V
llenroda, na którym się dopiero teraz poznali. 
Prag'nąlbym kilku słowami dać tym glosom odprawę w obronie 
:\Iickiewicza. 
Kosmopolityzm nic nigdy Ilie zbudował. Na sCenę świata 
występowały po kolei wielkie dziejowe grupy narodowe, które 

ię przyczyniały do postępów ludzkości, działając zbiorowo, 
wyśpiewując niby chórowe pa l'tje w wielkiej symfonji wszech- 
ludzkiej. 1\Iickiewicz, wedle Kallenbacha, był twórcą jednego 
takiego wiplkiego polskiego chorału. Dwa tylko narody były 
w tern położeniu w XIX wieku, że walczyły oświatowe swoje 
i:-:tnienie: Italja i Polska, nic więc dziwnego, 
że ich poezje 
były przeważnie nacjonalistyczne
 były do tego najzupełniej 
usprawiedliwione. 
Każdą. rzecz można obniżyć i splugawić, nawet. religję; 
czyż nie palono ludzi w imię Pana Boga? Czy kiedykolwiek 
nacjonalizm polski. którego apostołem był :Mickiewicz, rozmijał 

ię z ludzkością, czyż działał kiedy zaczepnie i podbijająco? 
Twierdzę. że nigdy, aui za młodu, ani później, ani[przed, ani 
po przerodzeniu się Gustawa w Konrada, i na dowód powołuję 
się na śliczny wiersz l\Iickiewiczowski do .T. Lelewela. 
:JIickiewicz bada w scbie fundusz narodowi wspólny, do- 
mowych, krajowych, ojczyzniauych tradycyj: 


Czlowieku, sIngo wieczny! bo nietylko zmysly 
Ale i są.dy twoje od drugich zawisly, 
Piel'J niewinną ojcowskie' napełniają czucia. 
Gdy
 mIody uciskają zw
-clajów okucia, 

ieraz myślisz, że zdanie nrodzileś z siebie, 
A ono jest wyssane w macierzystym chlebie, 
Albo niem nauczyciel poil ucho twoje, 
Zawżdy czę;ć własnej duszy mieszając w na})oje- 
-?- tak gdzie się obrócisz, z każdej wydasz stopy, 
Ześ z nad Xiemn8, żeś Polak, mie:::zkaniec Europr. 


')- 
...\)
>>>
- 386 - 


Otó
 t a polskość i ta dziejowo od niej nieodłączna euro- 
pejskość, to jeszcze nie szczyt ale początek tylko doskonalości, 
tylko punkt wyjśda po wskazanf'j drodze. cZ mniejszości po- 
tępujmy ustawnie do góry», by dojść tam, 
Gdzie sIońce Prawdy wschodu nie zna ni zachodn 
Równie chętnie każdego plemionom narodu 
l dzień lubiące każdej rozsz£'rzać ojczyznie, 
W szystkie ziemie i ludy poczyta za bliźnie. 
A kto się w przenajświętszych licach jej zaciel.a, 
1\1usi sobie zostawić czystl! treść czlowieka... 
więc być wszechczłowiekiem. Takim wszer.hczłowiekiem uył 
w całej pełni :l\Iickiewicz, posiadał całą wiedzę tego wieku i 
był wtajemniczony we wszystkie jego aspiracje. Znał. dosko- 
nale wonny, ale wcześnie odkwitły kwiatek .renesansu: Htera- 
turę zygmuntowską, zDał cały wiek :XVIII z Rousseau i ze 
wszystkimi na
ladowcami francuzów 8tanislawowskiej epoki, 
wychował się na czułostkowości Rous
'C3u, zmężniał na bolta- 
terskich uniesieniach Byrona, przeszedl przez gcrmanomanj
 
z Goethem i Schillerem
 przez bl'ytanOm:lllję, to jest przez 
Szekspira, znal na wylot cstetrków spólczesnych niemieckich, 
francuzkich. Kiedy znalazl się w Petersburgu, żadell z naj- 
bardziej oczytanych rosjan z wiedzy 
wej nie był mu równy. 
nawet sam Puszkin. 
Otóż ze swego uzdolnienia, ze swojej wiedzy, ze swoich 
górnych lotów, ::\lickiewicz należy do tych wybl'anrch wszech- 
ludzkich genjuszów, które już nie mają narodowości, sam on 
był twórcą polskiego choralu w poezji w:,zecl1światowej; miej- 
sce jego pomiędzy największymi, jacy kiedykolwiek istniela 
mistrzowie. Kallenbach powiada, żeśmy :\Iickiewicza nie objełi 
jeszcze i nie pzędko do obejmemy. Ja twierzę
' że nie objęła 
go i EUl'opa. Ja sądzę, że imię i pamięć :Mickiewicza jeszcze 
będzie dlugo i dlugo wyrastać, na chwałę ziemi. która go wy- 
dała. 


«Kraj
 1898 X 5:1.
>>>
fi 
OBCHOD P A
II
\ TI\() "1 Y 


setnej rocznicy urodzin F. P ALACKlt:GO 


w 1898 r. 


list otwarty (10 A. Pypina. 


,
>>>
.
>>>
1. 


\V ziąłeś mnie za słowo, drogi P. Aleksandrze, kiedym jechał 
lla zjazd do Pragi, na który byłeś Pan zaproszony, ale nie 
mogłeś jechać, że ci opiszę wrażenia moje z tego wypadku, 
któren nie mógł cię nieinterpsować, jako znawcę i miłośnika 
slowiańszczIzllY, wstępującej dziś w nową fazę swojego istnie- 
nia, przez co kwestya słowiańska musi być inaczej niż uprzed- 
nio postawiona. 
O ile pamiętam obadwaj obserwowaliśmy czeskiego histo- 
ryka i polityka \V 1867 l'., kiedy był w Petersburgu jadąc na 
zjazd etnograficzny do :.\foskwy. Był to już cz}ek wieku wy, 
mający 69 lat, siwy, zadumany, małoruchliwy i milczący. PI'aw- 
dziwym mówcą zachodnio i poludlliowo słowiailskieg-o orszaku 
był zięć Palackiego 'Yładysław Rieger. ale wodzelll i kierow- 
nikiem a razem patryarehą drużyny był niezawodnie 
am Pa- 
lacki. Ze względu na owoczesne okoliczności zjazd nie mógl 
być wszeclLsłowiailski. :Kikt z nas polaków llie mogl bl'ać w nim 
udziału nie sciągająe na się podejrzelI, że jest albo nieszczery 
i hipokryta, albo zdrajca względem uczuć i godności swojego 
narodu. Sądzę, że gdybyś Pan zdecydowal się pojechać w 1867 r. 
na wystawę do l\Ioskwy, znalazł byś się w otoczeniu dla Pana 

iewłaściwelll. Przrjętem jest niby powszechnie w Rosyi trak- 
tować słowiailską kwestyę tylko uczuciowo, ale nie racyonalnh\. 
(My zajdzie dyskusya w tej matel'ji, huczniej lliż inne odzy- 
wają się glosy tylko ludzi karmiących się nieurzeczywistnial- 
nemi i wstrętnemi dJa cze
kicb narodowych uczuć rojeniami o 
możebności, jeżeli nie dziś to w przyszłości, obcowania z braćmi 
słowianami na za::,adach jednowierstwa, jednowładztwa i nawet
>>>
.... 


- 390 - 


jednojęzrkowości. Od l)rzyjazdu slowian do Rosji lla wystawf7 
w 1867 przeszło lat 30, naddunajska słowiańszczyzna odmie- 
niła się do niepoznania, w _lustro- 'V ęgrzech odb}Tło się kilka 
wielkich i rdzennych przewrotów, ale u większej części 1'0- 
syan utopje przechowały się takie ,same jakie były dawniej, 
bez ustępstw, be7, llajmniejszego zbliżenia się do rzeczywistości., 
Prag"ski zjazd 1898 r. tern się zaznaczy, że wprost albo ubocz- 
nie przyczyni się do ich rozwiania i przyłoży się do ich oba- 
lenia. Sądzić o tym zjeźllzie należy nie tIlko podług przygo- 
towanych zawczasu uroczystych mów na posiedzeniach rozma- 
itych uczonych towarzystw i przy założeniu pomnika Palackiego, 
ale szczpgólniej podlug wolniejszych biesiad i roz{Jraw człon- 
ków zjazdu za stołem podczas proszonych obiadów. 'Vypadnie 
· rozpatrzyć się iw" aktach pismiennych dla zjazdu pl'zygoto- 
wanych; naprzykład w wydaniach komissyi z 9 członków, ob- 
ranej dla uczczenia pamięci Palackiego z powodu dnia 14 
czerwca 1
98, to jest 
etnej rocznicy j£'go urodzin. Z tych wy- 
dali, które się rozdawały członkom zjazdu, zwrócę uwagę na 
książkę z 726 stronic in 8° ścisłego druku pod tytułem:- 
Pttmalnik na osla
'u słych 1wrozeuin Prallsiska Pal(fckeltO. Książka 
ta wydana kosztem czeskiej maticy. Redagowały ją l-y j 3-i 
wydziały cesarskiej akademii Franciszka-..Tózefa i przedstawi- 
ciele czeskiego towarzystwa naukowego; 42 pisarze brali udział 
w tym zbivrniku (39 mężczyzn i 3 kobiety), w liczbie ich 
Rieger, córka jego Pani Czerwinkowa, syn Palackiego .Tan 
profcsor uniwersytetu, dwóch francuzów (Louis Leger i E. 
Denis) dwaj ang"licy ()Iaurice i Morfill) jeden profesor war. 
szawskiego uniwer
ytetu (Siegei) i trzej niemcy (Helfert, Zim- 
mermann i Kopi). Artykuły trzech ostatnich pisarzy wydruko- 
wano w niemieckim języku, a wszystkich innych w przekładach 
na język cze:,ki. 
 ajc?lniej8zy obecnie poeta czeski .T aro sław 
Yrchlicki uczcił pamięć wielkiego swego ziomka wierszami. 
Inni autorowie albo podawali o:-:obiste wspomnienia o niebo- 
szczyku, jako o swoim blizkim znajomym (na przykład Tomek, 
historyk czeski) albo krytyczne oceny działalności jeg-o nau- 
kowej, artystycznej, :-:połecznej i politycznej. 'V tym ostatnim 
wydziale szczególniej odznaczają się treściwością swą dwa
>>>
- 391 - 


artykuły, jeden ..Tózefa Kalouszka (o przewodniczących po- 
mysłach w hi:..:torycznem dziele Palackiego) i drugi Adolfa 
Srba (o politycznej działalności Palackip
w). Nikt z gości przy- 
jezdnych nie obznajmił bię ppwno z zawartością tego ważnego 
zbiornika do lll'oczystości i podczas fet, ale tel
az odczytując 
go w wolnych chwilach, na wodach emskich, widzę jak prze- 
demną wyrasta potężna postać tego bardzo wielkiegu człowieka, 
męża czynu i patl'yoty. Posługując się tą książką mogę dać 
trrściwą udpowiedź na pytanie: jakiej wielkości był ten czło- 
wiek i co on wyobrażał 'IV porównaniu z innymi jego rowieś- 
nikami, ze ::::łowianami ()Iickiewiczem ur. 1798 i Puszkinem 
Ul'. 1799 r.), z francuzem Augustem Comte'm (ur. 1798 r.) i 
nakoniec z niestojącym z wymienionemi przezemnie osobami 
na jednej wysokości, ale niezapomnianym i mającym zapalo- 
nJ'ch wielbicieli niemcem Henrykiem Heine (ur. 1799). '\Vszy- 
st,ko co opowiem o Palackim wzięte będzie Zp- wskazanego 
przezemnie zbiornika, mającego w moich oczach tę wagę, że 
pisali zbiornik pl'awie sami czesi j że zbiornik przeszedł przez 
ich ścisłą narodową krytykę, więc Palacki wystawiony tu taki, 
lak go pojmowali rodacy i jakhr ci ('odacy chcieli aby to 
wyobrażali też i cudzoziemcy. Później wyłożę, jakie cele i za- 
dania mieli na oczu org"anizatorowie zjazdu. 'Nakoniec dotknę 
tego jak się urzeczywistniły te cele i zadania, jakie były re- 
zultaty zjazdu dotykalne, inaczej mówiąc w jakim duchu i uspo- 
sobieniu rozstali się z czechami zaproszeni przez nich goście, 
rozjeżdzający się w swoje rodzime strony. 


II. 


U wszystkich narodów zachodnio i południowo-słowiańskich 
odbyło się w pierwszej połowie XIX w. i
h odrodzenie się 
narodowe kulturalne, które poczęło 
ię od poezyi i od literatnry 
w ogólności i miało ścb:ły związek z ruchem umysłowym zachod- 
nio europejskim znanym pod nazwą romantyzmu. Odrodzenie 
się objawiło się nawet w narodowościach, które straciły swój 
samobyt polityczny, które zapomniały o swoich dziejach i
>>>
" 


- 392 - 


. 


odwykły używać wła
ny język jako organ literatury. rro odro- 
dzenie się wymagało dwóch warunków: żywej odczuwanej morno 
świadomości swojej plemiennej uryginalności i gorącej miłości 
a przywiązania się do tego co rodzime. Obu przymiotamI był 
w wysokim stopniu obdarzony morawczyk Fl'anciszek Palacki. 
zrodzony 14 czerwca 1798 r. w Godsławicachna południowym 
stoku pasma gól' B
skidów. Był to syn nauczyciela wiejskiego 
luterańskiego wyznania. \Vycl1owrwał się on w 'V ęgrzech, 
. 
naprzód w r:rrenczynie, potem w Presburgu, obrał zawód du- 
chowny, ale zamiar tell porzucił skuro się poznał z filozofią 
Kanta i skoro obudziła się w nim wolnomyślność, którą 
miał można powiedzieć we krwi, i którą odziedziczył. I w Cze- 
chach i w l\Iorawii protestantyzm wyrastał 'L, korzenia husy- 
tyzmu. Po upadku hnsyctwa w XYI i XVII w. chociaż prze- 
śladowane istniało ono jednak pod nazYiiskiem «braci czeskich». 
'V 1787 r. ogłoszony został za Józefa II patent o wolności 
wyznania dla protestantów tak lutrów, jako i kalwinów. Pro- 
testanci czescy i węgirrscy przypisali się wnet pierwsi do lut- 
rów, a drudzy do kalwinów. Husycki pierwiastek w Palaekim 
wpłynął i na dalszy kierunek jeg-o działalności. "T oczach 
Palackiego nad dziejami jego ojczyzny unosi się dotąd tell 
nimbus wiekowieclnej sławy, że wyprzedziła wszystkie euro- 
prjskie narody na polu wolno
ci wyznaniowej; że od 1419 
Czechy stały się pierwszem w chrześcijai}
twie świecikiem, 
«nowowiekowem» (modern) państwem; że pustawiły pierwej ?d 
innych chociaż przed wcześni e zadanie, którego nie pot l'afiły 
należycie rozwiązać o wyzwoleniu ducl1a ludzkiego z pod presji 

owag sredniowiecza. Ponieważ Palacki posiadał rozum głę- 
boki, uzdolniony do historycznl'go pojmowania wypadków i 
dopatrujący we wszystkich walkach ludzkości obrazów sciera- 
nia się dwóch sprzecznych sil jednako uprawnionych, to jest jed- 
nako zawierającyth w sobie cząstki prawdy (Kalousek ten 
. 
przymiot umysłowy Palackiego nazywa pularnością jeg"o po- 
glądów na świat), więc pojmował, że kOll
em końcÓw w teIn 
ścieraniu 
ię zwycięża z dwóch przetiwnyeh pierwia
tków ten. 
któren lepszr, ale że zwycięstwo nie obywa się bez strat god- 
nych pożałowania i niepowrotnych. Palacl\i do tego stopnia 


,
>>>
- 393 - 


był bezstronny jako historyk, że biografowie jego w zbiorniku 
nie biorą się stanowczo wypowiedzieć czy był- on osobiście 
w duszy prote
tantem czy katolikiem (Kalousek s. 202). \Vedle 

łow syna swego Jana Palackiego (s. 129) ojciec jego zrobił 
w testamencie dwa zapi
y na dwa kościoły katolickie, a razu 
pewnego odezwał ::,ię w następujący sposób: «kościoł katolicki 
zawdzięcza katolicyzmowi, że się uchował od byzantyjstwa 
w któreby się inaczej nipzawodnie pOg"l'ążrh. 
Historyk Helfert powiada o Palackim v'!liki muż, veliki 
1:lastenec, to jest patryota (s. 106). Badając i
totę tego pat- 
ryotyzmu KaIousek twierdzi, że II Palackiego ma on tę szcze- 
góllliej8zą własność, że Palacki uważał miłość ojczyzny jako 
pośredni :::topień między zwierzęcym egoizmem i powszechną 
miłością człowieczeństwa czyli lmmanizmem, który nakazuje: 
nie cZYI l innemu co tobie nie miłe (
łowa Palatkiego na zjez- 
dzie 8łowiallskim 1848 r.). Patl'yotyzm Palackiego łączył się 
w nim z nadzwyczaaną umiejętnością wyszukiwania środków 
najprogtszyclL bezpośrednio stoso" nych do praktycznego urze- 
czywistniania celu. \V pierwszej połowie XIX w. (aż do 1848 
r.) środki te w Czechach polegały na wyrobieniu żywego naro- 
dowego języka literackiego i w odbudowaniu dla narodu jego 
dziejów, które zapomniał i w ten sposób utracił. ..Tak trudnem 
bylo to zadanie, przechodzące
 o ile się zdawało, siły pojedyi1- 
czych ludzi: o tern można powziąć wyobrażenie z kilku na- 
stępujących charakterJ:-:tycznych przltoczeil. 
,,, 1815 r" Palacki uczył się w Presbnrgu, w liceIlm, 
.w którym wykjad nauk był łaciil
ki. Przyjaciel ojca jego 
Bakosz pro
ił go o wytłómaczellie kilku wyrazów w czeskiej 
książce. Okazało 
ię, że Palacki mniej wie aniżeli ten co go 
pytał. Zaw
tydzony Palacki zaczął 
tndrować Amosa Komeil- 

kiego. 'V bwoich zapiskach Palacki zapisał pod r. 1815, jak(J 
bardzo nieprzyjemllY dla sil'bie wypadek: :-;pór sw6j z kolegą 
szkolnym Bf'nedicti w obec innego jeszcze kolegi Szafal'zyka. 
któren ju
 był wtedy studentem uniwersJ"tetu w Jf'nie. Bene- 
dicti twierdził na :-eryo. że nie mogą mieć czesi wielkiego 
historyka, bo nie 8pełnili żadnrch wielkich czynów historycz- 
nych. «Czyż('śmy panowali?-powiadal-Gdzie nasze państ\yo? 


,
>>>
- 394 - 


bez państwa nie może brć ducha hb:torycznego). - 'Vahający 
się między b
netrystyczną twórczością, do którpj czuł pociąg, 
i historyą Palacki postanowił 'oddaćsię całkiem hbtoryi. 'V 1823 
ł r. przybył do Pra:;d, gdzie i pozostał przez całe życie aż do 

mierci w 1876 r. \V Pradze wzięli go wraz w opiekę uczeni 
Jungmann i Dobrow
ki. Ten ostatni zapoznał go z hrabiami 
Sternberkami. odszukującemi pracownika, którenby przejrzał 
ich arehi wy i przewertowawszy źródła dziejowe ułożyłby ich 
l'odowód i napisał historyę ich rodu. Palacki :-;pełnił tak wy- 
bornie tę robotę, że i inni czescy magnaci: Czerninowie, Kińscy, 
Clam-Martiniszowie zrobili mu takiegoż rodzaju propozycye. 
\V 1827 r. królewskie czeskie towarzystwo naukow
 włożyło 
lla Palackiego obowiązek wydawnictwa latopisów krajowych. 
Po wyjściu z dl'uku w 1836 pierwszego tomu «Historyi Czechl) 
Palacki przed
tawiony zostal przez wybór ziemski Bob
mii 
(czeski wydział krajowy), wybierany przez stany na sejmie 
na godność hi:.:toryografa Czech, którą otrzymał- Przedtem 
jeszcze pod datą 20 grudnia 1825 r. zanotowane je
t w za- 
piskach Palackiego ciekawe zdanie sprawy z rozmowy poobied- 
niej Palackiego, która się przeciąg.nęł
 do późnej nocy z Dob- 
rowskim i z braćmi Sternberkami Kasprem i Franciszkiem. 
By ocenić całą doniosłość sprzeczki, która :-;ię zawiązala na 
tej biesiadzie, trzeba dać charakterystykę osób, które się spie- 
rały. Dobrowski, który całe życie poświęcił na badanie czes- 
kiego języka, uważał go jako język martwy, całkiem przeżyty, 
:,am zaś prawie wyłącznie pisał tylko po niemiecku. Arysto- 
kraci hrabiowie Sternberkowie byli to bardzo wyks
tałceni. 
ludzie i nawet w swoim gatunku czescy patryoci, ale myślili 
i rozmawiali w towarzystwie tylko w niemieckim języku 

łowcm hyli podobni do dworaków rosyan z epok Katarzyny 
I i Aleksandra I, którzy przywykli byli do francuzkiego języka 
jak do własnego. Prezes cze8kiego muzeum Ka:.:par Sternberk 

karżJ'ł się, Żp naród czeski bardzo jest obojętny względem 
swojego bardzo dobrego i dużo kosztującego muzeum. Palacki, 
który nieraz robił wyrzuty Dobrowskiemu, że nie pbze po 
czesku, zaczął dowodzić, że wina obojętności narodu względem 
muzeum cięży na władz1' muzealnrj, że ta władza nie przy-
>>>
- 39
 - 


czynia się do narodowego przebudzenia się i nir przemawia 
do narodu w rodzimym jego języku. Spółbiesiadnicy ::,luchali 
tych 
łów z niedowierzaniem. 'V daleko później
zym czasie bo 
w 1850 r. kiedy j eden 'wysoki dostojnik czeski Falk zrodzony 
z matki czeszki, pewnego razu tak się wyraził: Roehmen kann 
nie slavżsi,.t werdcn, wozu also 6-ir einen Bohmen der Traum 
eines Slat'enreicltes., twierdzenie to uznane zostało jako ana- 
chronizm i wywołało powszechne oburzenie
 ale w 18i5 prze- 
konania podobne do Falkowskich były w obipgu pomiędzy 
czechami i uchodziły za szczerą prawdę. «Puwiedziałem sp6ł- 
biesiadnikom, zapisał Palacki, że jeżeli wszyscy będą się taić, 
cały nasz naród zginie z powodu braku duchowego pokarml1
 
Gdybym był cyganem, gdybym był ostatnim potomkiem tej 
rasy, uważałbym wszakże za obowiązek dokonać tego, aby 
uczciwa pamięć o moim narodzie prze chowala się przynajmniej 
w historyi ludzkości». Słowa te przyjęte zostały przez Dob- 
rowskiego i Kaspra Sternberka. jako uniesirnie młodego za- 
paleńca. ale Francisz ek Sternberk pochwalał i popieral Palac- 
kiego. Rozmowa wiała ten skutek, że organ czeskiego muzeum 
wydawany b1 ł odtąd w dwu językach: w czrskim i w nie- 
mieckim. 


III. 


Ogromne powodzenie Palackiegu jako historyka objaśnia się 
zbiegnięciem się w jego osobie rzadko towarzy
zących sobie 
wzajem przymiotów: umiał z niezmierną cierpliwością drabować 
archiwy, był przytem przenikliwym krytykiem. oprócz tego był 
al tystą, żywo malującym wypadki. rre uzdolnienia posiadał 
przy tern człowiek bardzo niepospolity, konsekwentny, ideałi
ta 
w najpiękniejszem znaczruiu tego wyrazu, mocnego charakteru 
i rozmiłowany gorąco w narodowości swojej i w całej ludzko- 
ści. Siły jego rosły w miarę" jak się posuwała naprzód jego 
olbrzymia robota. Rozkopywał on przeszłość tak dalece zapom- 
nianą, że spółczesnym się zdawało, jakoby oglądają wykopa- 
liska jakichś tam Pompejów. \Vykopalb:ka były piękne, żyjące
>>>
- 3
6 - 


i tak powiązane z teraźniejszością, że podawały spółczesnym 
gotowiutkie ideały praktyczne, do których ciż spółczesni po- 
I winni byli dążyć za przykładem sW,oich przodków. Palacki 
brał bistoryę ze strony jej praktycznej i był przekonany o 
pra wd
i wości orzeczenia Tacyta, żc historya powinna być na. 
uczycielką. ludzi: vitae 'magistra. Jcgo histof}a Czech jest 
utworcm wcale nie doskonałym, w wielu rzeczach wyprzedzili 
go inni późniejsi pisarze. wiele poglądów jest już przeżytych. 
.Tdąc torami l\Iaciejowskiego i Lelewela Palacki zbyt wyidea- 
lizował słowian, a dzielił on plemiona. i narody lla pokojowe 
łagodnc
 wolnc, i w tej liczbie byli dawni grecy i 8łowianie, i 
na wojownicze, srogie, dl'apieżne, do których zaliczał rzymian 
i germanów. . Życic ludzkości Palacki pojmował jako walkę 
sprzecznych zasad, kończącą się na tern, że obie zasady' prze- 
nikają 
ię wzajem i wchodzą w stałą równowagę. Dwie były 
I 
wielkie duchowe siły, które się zcspoliły w końcu i zjedno- 
czyły: chrześcijaństwo i starożytna klasyczność; i były dwie 
wielkie siły materyalne: Rzym i germanowie, którzy zawład- 
nęli Rzymcm i przyswoili bobie wszystko co byJo zdrowego i 
krzepkiego w świecie rzymskim. Pogodzellie się i zrównowa- 
żenie się dwóch panowań: duchowego i materyalnego znalazło 
swój wyraz w średniowieczu w dualizmie władz papieskiej i 
cesarskiej, dwóch powag powszechnych i bezwarunkowych, 
w zasadniczych ich ideach. Gdy ku końcowi :XIV wieku obie 
powagi zostały zachwiane i okazały się jawne cechy ich roz- 
kładu i podupadania, gdy walczyli spierając się o lepsze jed- 
nocześnie trzej papil'że i trzej cesarze, w samem środowisku 
Europy, w małym kraiku na zachodnim skraju slowiań
zczyzlłY, 
{)blanym jak półwysep z trzech stron falami morza Xiemiec- 
kiego, środ walki między słowiai1szczyzną i niemczyzną, przel 
którą przesączał się i rzymski pierwiastek, począl się w sło- 
wiańszczyzllie ruch cmancypacyjny, dążący do obalcnia obu 
powag: i papieża i cesarza na 1..0rzyść wolności sumif'uia, kie- 
rującego się tylko świętem pismem (Hus) i na korzyść całkiem 
swieckicgo państwa w nowożytnym stylu (król cze
ki .Terzy 
z Podiebradu). Ta llie
łyszana dotąd nowina odniosla w końcu 
zwycięstwo w EHropir. :\Iy przejęci nią je
trśmy, żywimy się
>>>
- 397 - 


nią i oddychamy. 'Vzięla ona górę po tysiącznych ofiarach i 
nirudanych próbach. Pierwszą ofiarą tego zapoczątkowania 
stały 
ię same Czechy, które upadły nie przrz to, że pierwia- 
::;tek niemiecki wziął fizycznie górę nad słowiańskim, ale jesz. 
cze bardziej przez to, że zadanie było bardzo trudne i nieod- 
powiednie siłom wykształconej kla
y, która odstąpiła od rodzi., 
mych zasad, przys woiła sobie niemiecki feudalizm i nierówność 

tanów i przyłożyła się do ujarzmienia w poddalistwie wolnego 
dotąd pospólstwa sieh:kieg-o. My wschodni względem czechów 
slowianie dm:kunale pojmujrmy kierunek historyczny retrospek- 
tywny. któregośmy sami doświadczyli. Jest to przeżyty przez 
nas punkt widzenia. .Jemu zawdzięczamy polski messyanizm t 
prąd równoległy rosyjskiemu slowianofilstwu. Na niwie świeżo 
przeoranej wojnami l1apoleońskiemi, po ideach kosmopolitycz- 
n
-ch filozofii francuzkiej, mającej do czynienia tylko z oder- 
wanym nie różniczkującym się człowiekiem, z jego również 
oderwanemi i praktycznie nieurzeczywistnialnemi prawami 
przyrodzonemi, zaczęły kiełkować nowego posiewu rośJin ki 
nacyonalizmy, które stały się głównym objawem życia w XIX 
wieku. 'Vszelki nacyonalizm, formułując swoje niewyraźne 
jeszcze dla niego samego wymagania, uciekał się do retrospek- 
tywnych ideałów, to jest wyobrażał, że te ideały już byly wyt- 
knięte w przeszłości i w samem tem złudzeniu znajdował po- 
mocną mu siłę, to jest stawał się poniekąd tym mitologicznem 
olbrzrmem Antel1szem, któren potężniał, skoro się dotknął do 
swojej matki-ziemi. Chociaż Palacki wykładał swe idee w for- 
mie ścisle naukowej i wedle naukowej metody, nie mogły one 
się podobać i uchodziły za rewolucyjne w obec krótki wzrok 
mającemu rządowemu konserwatyzmowi z epoki .Mettel'nicha, 
osnutemu na biurokratycznej centralizacyi w niemieckim duchu 
w pstrej z rozmai t)Tch szmat zszytej monarchii. 1'0, że si ę idee 
Palackiego krzewiły mimo surową cenzurę prewencyjną duchową 
i 8wiecką, należy przypisać tylko podtrzymaniu, którego Pa- 
- lacki doświadczał ze 
trollY czechów patryotów magnatów. 
zasiadających w ziemskim wyborze czyli wydziale, a także tej 
okoliczności, że po 1848 r. cenzura prewencyjna została znie- 
sioną. Przed 1848 r. Palacki doszedł w swojej robocie bisto-
>>>
- 3
8 - 


rycznej tylko do ukazania się Husa na widowni dziejowej. 
Dzieje poźniejsze skreślał on już przy całkiem swobodnej prasie 
i w wolnych chwilach od politycznych czynności, w które zo- 

tał wciągllięt)T od 1848 1'. Historyczna praca jego w 5 tomach 
nie do
ięga fatalnej dla Czech bitwy pod Białą Górą w 1620 1'., 
która miała, dla Czech prawie takie skutki, jakie dla Polski trzy 
jej podziały w końcu XVIII wieku. Praca Palackiego urywa bię 
na r. 1529. Jakkolwiek wielkie hyły zasługi Palackiego jako 
dziejopisa, być może, że sla wa jego nie wyszla by po za gra- 
nice jego narodowości i nie stala b"r się powodem zjazdu, cho- 
daż nie wszechświatowego, ale wszechsłowiańskiego, gdyby nie 
podniosła go wysoko zachodnio europejska rewolucya 1848 r. 
'V ciągu tej rewolucyi Palacki stal się politykiem, którego 
ważkie i przekonywające słowo było nieraz decydującem 
w chwilach krytycznych i wpłrnęło nirtylko na rodzime 
Czechy, nietylko na Austrrę, ale i na całość międzynarodowych 
stosunków w całej f'łowiańskiej grnpie narodów europejskich. 
ł'jlylko Ro
ya unikła zaburzenia politycznego, które zamąciło 
cały rok 1848, bo ją od tego' powstrzymała twarda ręka Mi- 
kołaja I, _łl1strya została wzburzona do saJIiego dna. Powstała 
kwestya o możebności istnienia tej kupy nienawidzących się 
wzajem narodowości, trzymających się jedne z drugiemi przez 
to tylko, że były nanizane na jedną nitkę, że były zjeunoczone 
autokratyzmem jednego monarchy właściciela, któren je nabył 
nip zaborczo, lecz albo \V spadku albo na mocy famiJij
ych i 
innych traktatów (tu felix Austria nube). Ze !:'tanowiska teo- 
ryi narodowościowej, przypuszczającej że tyle powinno być 
państw ile ourębnych narodowości, samo i
tnienie Austryi 
wyglądało jako niedorzeczność. 'V ypadało wnioskować, że musi 
się rozpaść skoro zabraknie władzy centralnej. \V 1'. 1848 
rząd na czas pewien jak gdyby znikł całkiem, nastało coś po- 
dobnego do babylońskiego pomieszania języków. Dwa czynniki 
przyłożyły się do tego przewrotu: z jednej strony liberalny 
konserwatyzm jako ciąg dalszy i jako nowa faza francuzki ej 
l'ewolucyi z końca XVIII wieku, a z drugiej przebudzające się 
narodowości. Łatwo pojąć że przy takim politycznym ruchu 
nie mógł być pominięty najlepszy znawca i tlómacz historyi
>>>
, 


- 399 - 


narodowej a więc najlepszy mistrz i nauczyciel. ltleżowie stanu 
bywają dwojakiego rodzaju; jedni najzdolniejsi do rządów, są 
to zwykle oportuniści, odznaczający się giętkością, majstrujący 
kompromisy i nie wiele dbający o konsekwentność, byle główne 

ele które mieli na oku zostały w ten albo inny sposób do. 
pięte, drudzy-przywódcy stronnictw, ludzie ścisle konspkwentni, 
uosobiający sumienie narodu, jego pojęcia o dobrem i złem. 
jego uczciwość. Palacki należał do drugiego gatunku mężów 
stanu. Syn Jego Jan charakteryzuje go w ten sposób: «muż 
skalopewnycli zasad i to jednotnych a nie koIikerych, jak to 
ted'moda» (mąż jak skała twardych przekonań i to jednych 
a nie rozmaitych, jak to dziś bywa w modzie).. Serb albo 
chorwata każdy zwie Strossmaiera: prvi syn Srbii, tak też 
każdy czech powie o Palackim: ojciec narodu, albo ojciec ojczyzny 
(otec vlasti). \Vedle życiopisarza jego ŻiIki (Żilka «F. Palacky» 
1898) Palacki stworzył dla narodu czeskiego pierwszy program 
polityczny i ułożył. odpowiednią temu programowi taktykę. 
Powaga. jego nie była przez nikogo kwestyonowana az do 1863 
r. \V tym roku 1863 zaszło rozszczepienie się w obozie Czes- 
kim, wyosobnili się Gregr i Sladkowski pod mianem mlodo- 
czechów. Organem ich stały się «Narodni Li8ty», w skutek czego 
główne jądro staroczl'skie z Palackim, Rigierem i Brauuerem 
założyło nowy organ: «Narod). Dopiero po śmierci Palackiego 
młodoczesi przemogli staroczechów, ale w istocie rzeczy oka- 
zało się, że i młodQczesi idą śJadami 
taroczechów, trzymają 
się tegoż samego programu, tak że róznice między obu Olicie- 
niami niewielkie i że te różnice polegają głównie w większym 
albo mniejszym ferworze działania, a może i w rywalizacyi 
osobistych ambicyj. Role są pomiędzy obu odcieniami podzie- 
lone i dają tym lub owym po kolei. Jezeli urząd jaki zajmuje 
młodoczech, jego zastępcą albo towarzyszem bywa st{lroczech i 
od wrótnie. Oba kierunki brały jednaki równie gorący udział 
w zjeździe dla uczczenia Palackiego. Przyjmowali nas w Pra- 
dze i fetowali starosta miasta Pragi młodo czech Jan Podlipny 
i namiestnik jego staroczech \Vłodzimierz Srb. Pozostaje mi 
uwydatnić główne chwil
, w których Palacki objawił najbar- 
dziej stanowczo swój rOzUllll)olityczny, przy czem ::;ię wyjaśni,
>>>
" 


- 400 - 


( 


, 


że aż dotąd sprawa czeska posuwa się ruchem wiosel tego po- 
tężnego wioślarza. 
, 


IV. 


'\V ciągu całego swego życia Palacki szedł za postępowemi 
hleami XIX wieku. Był to liberał, konstytncyonist(
, bezwzglę- 
dny stronnik równouprawnienia, nie przypu
zczający żadnych 
stanowych przegródek. Kie wyciągał on swoich wniosków 
z racyullalizmu, z jakichś niby wrodzonych praw człowieka. Bu- 
dował on rówlloupra wnienie na wyobrażanym podkładzie his- 
torycznym, dopatrując jego początków i korzeni w zanikłt'j 
narodowej słowiańskiej przeszłości. Podtrzymywało go w tym 
kierunku wyższe cze
kie towarzystwo, szczególniej szlachta- 
czeska, która nie traciła nigdy przeświadczenia o 
zczególniej- 
szem polożeniu czechów w mon
rchii habsburskiej i o prawacb 
korony S. \Vacława. Posiadały Czechy szczątek przeszłości 
w tak zwanych Landstanrlach, to jest w wielustanowym sej- 
mie, w którym górował żywioł szlachecki i w stojącym na 
jego czele wydziale krajowym od wyborów. Na żądanie sta- 
- nów .czeskich Palacki wykładał w publicznych odczytach i me- 
moryałach pomysły swoje o konieczności zmienienia feodalnej róż- 
nicy stanów i o poż
clan('j decentralizacyi. Gdy w 1848 r. w 
ku- 
tek rewolucyi w 'Yiedlliu wszystkim narodom austryackim na- 
dana była konstytucya, a w Pradze za wolą cesarskiego namie8t- 
llika urządzony był niejako rząd narodowy czasowy, do składu 
kt«jn.go zawezwany został i Palacki, rząd ten nie bez przy- 
czynienia się do tego Palackiego u:-;tanowił równouprawnienie 
w Czechach wszrstkich narodowości i wyznań: czerhów, niemców 
i nawet żJ-dów. Rząd ten zahaczył się wnet o bardzo skompliko- 
waną i trudną kwestyę jak ma poradzić z reformacyjllrm ru- 
chem w jednoczących 
ię 
iemczech. pragnących wciągnąć 
Bohemię do swojego ośrodka. Królestwo czeskie czyli Bohemia 
było częścią swiętrgo cesarstwa rzymskiego; po zniesieniu 
w 1806 tego cesarstwa włączono je ma mocy traktatów wie- 
deń
kich 1815 l'. do składu związku niemieckiego, posiadają-
>>>
.
 


. 


-401- 


-cego swoje stałe międzynarodowe przedstawicielstwo we Frank- 
. 
furcie nad l\Ienem. Do tego to Frankfurtu zjechali się patry- 
oci niemieccy w liczbie 50 i utworzyli z własncj inicyatpvy 
wszechnicmiccki parlament. Zaprosili do swego składu wydat- 
niejsze osobistości z niemieckiego międzynarodowcgo związku, 
a w tej liczbie i Palackiego. Gabinet wiedeński popierał to 
zaproszenie wskutek ha81a, którego wiernie trzymali się niemcy 
wiedeńscy: _lllschluss aft Deutschland. Ostra zaprzcczna odpo- 
wiedź Palackiego miała ten skutek, ze 24 kwietnia 1848 r. 
gabinet wicdeński odmówił przyjęcia postanowieniom frankfurt- 
};kiego parlamentu, a zatem wyrzekł się wszelkiego w nim lHlzia- 
lu. Od motywów tej odpowiedzi czechowie nie odstąpili aż 
dotychczas i liczą je do zasadniczych założeń swego programu 
politycznego. Główna treść jej taka, że chocia
 cesarz anstry- 
acki może być w jakichkol wiek bądż st.osunkach d o monar- 
chów i państw niemieckich, ale nigdy naród czeski nie uzna 
siebie niemieckim i nie zjednoczy się z XiemCtlmi. \Vedle Pa- 
lauckiego usiłowania niemieckich patr}Totów zmierzały do tego, 
aby poniżyć Austryę i zrobić ją zależną. «Gdyby nie istniały 
całkiem państwo austryackie twierdził Palacki, w interesach 
i Europy i ludzkości, powinni bylibyśmy się postarać, aby 
Austryę 8tworzono»
 to jest aby stworzono całość złożoną 
autonomicznie rządzących się części, mających Dunaj jako 
arteryę i bardzo daleko od Dunaju nie odchodzącą. Palacki 
tlómaczył konieczność istnienia Austryi dla Europy i dla ludz- 
kości za pomocą kombinacyj niezaprzeczalnych ze stanowiska 
reformatorów niemicckich: «tylko związek narodowości nad- 
-dunajskich mole ochronić Europę od monarcIlii rosyjskiej», 
której najbardziej stanowczym przeciwnikiem był Palacki, nie 
z tego powodu że rosyjska, ale z tego że byłaby powszcchną 
{uniwersalną). Palacki opierał się jednoczącym się niemcom llie- 
tylko jako austryak, ale i jako czech, występujący w tym cha- 
rakterze wiernopoddany swojego monarchy. «Xie jestem kom- 
petentny do sądzenia czy zostanie zjednoczona Germania rzeczy- 
pospolitą czy nie rzeczpospolitą, ale my austryacy powinniśmy 
2ażegnać i . odpędzić wszelką myśl o rzeczpospolitej. Przy- 
puśćmy, żr Ausf,rya się rozpadnie na mnóstwo większych 
26
>>>
- 40:ł - 


i mnieszych respublik-wszaKze to będzie początkiem UlliWel.- 
.. salnej monarchii rosyj
kiej:t. Od chwili ogłoszenia tego listlł 
zasłynął Palacki pomiędzy austryackiemi niemcami jako fana- 
tyk, jako zacięty germanofob. Wiedeń się wzburzył kiedy pier- 
wszy minister PHlersdorf ofiarował mu portfel ministra oświe- 
cenia Austryi. 2 czerwca tegoż 1848 r. zebrał się w Pradze- 
zwołany nie przez Palackiego, ale przez innych zjazd rasowy 
wszechsłowiański o bardzo szerokich ale nieokreślonych zada- 
niach, któl'en się skończył na kn\,awem starciu się z wojskami 
na ulicach Pragi w dzień Zielonych Świątek i na ogłoszeniU! 
stanu oblężenia IJl'zez księcia 'Vindiscbgriitza. Palacki prezy- 
dował w tern zgromadzeniu efemerycznem. .N
stępnie w urzą- 
dzających sejmach ogólno austryackich 1848 i 1849 r. w \Vied- 
nin iKromieryżu (Kremsier) ro
wijał on konsekwentnie i prze- 
konywająco ulubioną temę swoją: fede.racyjności Austryi jako 
koniecznego następstwa odrębności i oryginalności narodów 
tej grupy, w przypuszczeniu że są równouprawnione. Po roz- 
wiązaniu sejmu w Kromieryżu, oktrojowana konstytucya au- 
stryacka 24 marca 1849 (Stadionowska) została tylko na pa- 
pierze, a w rzeczywistości nastąpił przy Feliksie Schwarzpn- 
bergl1 zwrót ku najczyst
Z(,IDU a
so]utyzmowi. Kiedy 21 grudnia 
1849 r. Palacki ogłosił w gazecie «Narodni Nowiny» swoje po- 
mysły o federalizacyi Austryi. gazeta została zamkniętą, a Pa- 
lacki omal co nie zostal oddany pod sąd wojskowy. Od 1849- 
do 1851 r. zawód publiczny był dlań całkiem niedostępny, tak 
że musiał się oddać działalności czysto naukowej. 
W ciągu dziesięciolecia rządów nad Austryą Schwarzenberga 
i Bacha czysty absolutyzm okazał swoją całkowitę nieudolność- 
i sprowadził ciężkie porażki w polityce zewnętrznej. Każda 
z tych porażek (w wojnie 1859 r. z FranCJą za. \VłochJ'r 
" wojnie 1866 r. z Prusami z p0gromem pod Sadową) popy-' 
chała Austl'yę na drogę wewnętrznych reform, decentralizacyi 
i parlamentaryzmu. 'Ve wszystkich krajach Austryi albo odno-, 
wiono albo wprowadzono sejmy krajowe. \Vypadło uwieńczr ć 
budowę politycznego całoksl;tałtl1 tworząc sej
 centralny 
w
zechkrajowy. Dla dopięcia tego celu wypadło niemcom 
samym za przyczynieniem się młodziuchnego jeszcze monar-
>>>
- 403 - 


chy, frderalizować biurokratycznie tylko spojoną masę, co 
się działo z niesłychaną trudnością i śród ciągłych falo- 
wań międzr zu
ytą przeszłością i projektowanemi nowi- 
nami (dyplom z 20 pazdz. 1860 r. GoIachowskiego i patent 
z 26 lutego 1861 r. Scbmerlinga). \Vysiłki połogu były bardzo 
ciężkie po pierwsze z powodu, że narody anstryackie przestały 
wierzyć w oktrojowane konstytucye, tak że wypadło je pocią- 
gać za pomocą osobnych paktów, przyczem naród węgierski, 
który posiadał ze średniowiecza pochodzącą, wypróbowaną 
kOllstytuCyę, a któren następnie najwięcej ucierpia£ i po- 
szmatowany został, zachowywał się zaprzecznie wzglę- 
dem wszelkich czynionycb mu propozycyj; a powtóre, że idea 
federacyjna na pozór tylko wydaje się prostą, a w gruncie 
jest te największa w europejskim bycie innowacya, będąca 
w ostrrj sprzeczności tak z prawem historycznem, z którego 
dedukowali ją czesi z Palackim na czele, jako i z rasowym 
podkładem pojedyńczych krajów. Nie ulega wątpliwości, że 
federacya jest możebną ale tylko pod warunkiem zbratania się 
federujących się, inaczej mówiąc pod warunkiem ich moral- 
nego pl'zerodzenia się, oni zaś zawsze byli pochopniejsi do 
zjadania się wzajem, pomnąc-jedni ze byli podwładnymi i cier- 
pieli ucisk i krzywdy:-drudzy że panowali i że zatem uznanie 
równouprawnienia rowllałoby się dla dawniejszych panów wy- 
rzeczeniu się ich narodowych tradycyj. 
\V pierwszych czasach po pokoju w Yillafranca aż do po- 
gromu pod Sadową, madjarowie odznaczali się uporczywem 
przeczeniem wszelkich czynionych im propozycyj i hłyszczeli, 
jak to mówią, swoją nieobecnością. Ze wszystkich innych 
krajów ważkie prawa. historyczne posiadały tylko Czechy, 
w których chociaż niemcy nawykli do centralizacyj, 
tanowiIi 
tylko mniejszość, ale znaczna więkslOŚć ludzkości to jest cze- 
chowie stawili wciąż żądanie nie spełnione dotąd, aby się ce- 
sarz koronował w Pradze koroną S. \Vacława za przykładem 
swych przodków. \Vskutek nowego nawrotu do centraIizacyi, 
zbiegającego się z mianowaniem pierwszym ministrem w 'Vied- 
nin Schmerlinga wynikło stawione pomiędzy czechami pytanie, 
czyby nie warto pójść za przykładem 'V ęgier? czyby się nie 
26
 


"
>>>
- 40J - 


wyrzec całkiem wysyłania delegatów do wiedeńskiego reiel1s- 
ratu? Palacki tracący wszelką wiarę w 1ll0Z!iwość porozu- 
mienia się z niemcami, radził od 1861 r. nie wysyłać po
łów, 
ale uległ ze wzgędu na to, aby nie zaszło w stronnictwie roz- 
szczepienia się zwłaszcza, że zięć jego Rieger był przeciwnego 
zdania. Następnie w ciągu całego spjmikowania Palacki stał 
na tern, by czesi opuścili radę państwa zamanifestowawszy się, 
że protestują, co też i uczynili czesi uchylając się od bytności 
w radzie od 1863 
 
Drugiej siJnej porażki doświadczyła Austrra w 1866 r. pod 
Sadową, poczem zmuszoną była wyjść ze związku niemieckiego 
przez co upadły w Austryi waga i znaczenie niemieckiego 
pierwiastku. Pozostawało jpj jedno tylko wyjście: zawrzeć pakt 
z madjarami byle za jaką cenę, restaurować \V ęgry w całym 
ich składzie terrytorjalnym z konstytueyą, z sejmem niepodleg- 
lym i wytworzyć ten system austro-węgierskiego dualizmu, ze 
zbierającemi się perjodycznie delegacyami od obu połówek cr- 

arstwa, który działa aż dotąd i w którym decydują ostatecz- 
nie tylko niemcy a madjarowie, zaś inne plemiona i pierwiastki 
stanowią tylko drugorzędne dodatki albo do Translejtanii albo 
do Cislejtanii. Stało się to, czego się najwięcej obawial Pa- 
lacki. Oto są własne jego słowa (Srb, s. 577): «Dualizm w ja- 
kiejkolwiek bądź formie zgubnym jest dla A ustryi, zg-nbniej- 
szym nawet niż zupełna centralizacya; jest to podwÓjna cen- 
tralizacya, a każda. z niell przeciwna jest i naturze rze
zy 
i prawu. Podwójne zło zawsze bywa gorsze niż pojedyilCze». 
, 'V tym samym czasie kiedy w \Viedniu w radzie państwa 
bez żadnego udziału czechów decy?owaly się te zmiany i ro- 
biły się przygotowania do koronacyi Franciszka .T ózefa 
w Budapeszcie koroną \V. ",zczepana, która się odbyła 7 czer- 
wca 1867 r.. Palacki postanowił wyprawić się do Petersburga 
i :lloskwy w maju i czerwcu tegoż roku na wystawę, co mu 
potem wciąz wytykali przeciwnicy jako rouzaj protestu prze- 
ciwko jego rządowi z odcieniem, jeżeli nie zdrady, to tak zwa- 
nej nielojalności względem swojPgo pai1stwa. Odtąd i aż do 
końca życia, mimo mocno odmieniające się okoliczności, Palacki 
trzymał się zasady nie wysyłania do rady pallstwa posłów od
>>>
- 405 - 


Czech. \V 1870 r. sytuacya bda już c.ałkiem odmienna. rra 
zwany «mieszczański» gabinet Auersperga, niemiecki i centra. 
listyczny, ustąpił z placu, któren zajął nowy g-abinet hl'abiego 
Alfreda Potockiego i Taafego. Ponieważ po fatalnym roku 
1863 w przeświadczeniu galicyjsko-polskiego społeczeństwa 
zaszła ta zmiana, że polacy w Galicyi wyrzekli się marzeń 
o restauracyj dawnego państwa poh:kiego i związali swe losy 
z losami dynastyi i monarchii Habsburgów, więc nic już nie 
przeszkadzalo zbliżeniu się wzajem czechów i polaków w ra- 
dzie państwa, ponieważ polskie stronnictwo w niczem nie sta- 
wało na zawadzie czechom w ich tendencyach narodowych. 
Gdyby się czesi połączyli wtedy z polakami i gdyby około 
tego jądra zgrupowały się inne drugorzędne plemiona słcwiań- 
;:,kie i nie słowiańskie, czesi mogliby już naówczas zająć to 
wpływowe położenie w radzie państwa, które zajęli za rządów 
Badeniego i Thuna, gdy walka doszła do ostrego przełomu 
i gdy rębem postawiono pytanie: czy ma bJ-ć Austq-a pań- 
stwem o dwóch głowach, czyli też federacyą równouprawnio- 
nych narodowości, między któremi niema ani panujących 
ani zawisłych. Hrabia rfaafe w 1870 r. we wrzpśniu zalecił 
Helfertowi wejść w porozumienie z czechami. Helfert podaje 
(s. 101) jak się uparł w tym razie stary Palacki. «\Vit;c po- 
winniśmy wstąpić do rady państwa i wtedy tylko dadzą nam 
czego żądamy? To samo było b}y gdyby nam powiedziano: na- 
przód odetniemy wam głowy, a potem otrzymacie czego żąda- 
cie». O to uparte nie rozbiły się wszystkie usiłowania pośred- 
ników. Dopóki żył Palacki nie wstępowali posłowie czescy do 
rady państwa. .Jak tylko następnie wstąpili, sprawy poszły 
w odmiennym niebeznadziejnym dla czechów kierunku. Mimo 
ostry kryzys, który nastąpił w ostatnim czasie wskutek obstruk- 
cyonizmu ze strony niemców, można już dziś przewidzieć że 
llastąpi wyjście z tego kryzysu pomyślne dla czechów. Tej 
zmiany sytuacji i stosunków nie przewidział Palacki, umarł 
jednak spokojny, i pewny że naród jego nie zginie. Oto co 
napisał w ostatniej dobie życia: «Bylisme pred Rakouskem, 
budeme i po nem» (byliśmy przed Austryą, będziemy i po niej). 


.
>>>
- 406 - 


Y. 


Dla dopełnienia charaktel'ystyki Palackiego muszę poświę- 
cić kilka słów jego wyprawie do Moskwy na wystawę etno- 
graficzną. O celach tej wyprawy panują w Rosyi mętne i wręcz 
falszywe wyobrażenia. Cenne fakty dla wykrycia prawdy w trj 
materyi zawiera Pamiętnik tlla sławienia Palackiego w arty- 
kule profesora Ludwika Leger (s. 153). 
\Vybiel'ający się lla wystawę słowianie pułudniowi umówili 
się z czechami Juliuszem Gregrem, BraunereIp i innymi, że się 
zjadą w Przerowie. Do ich orszaku w 'ViInie dopiero przybyli 
jadący z Eydtkunen przez 'Vierzbołowo Palacki i Rieger. Ci 
dwaj ostatni zajeżdzali uprzednio w maju 1867 r. do Paryża 
ażeby .się rozmówić z współpracownikiem «Revue des deux 
Ion- 
des» S-t Rene TaiIIandier, i z emigrantami polskimi książę- 
tami CzartorJskimi, jenerałem Zamojskim i innymi celem uprze- 
dzenia ich, że wycieczka odbędzie się nie w nieprzyjaznym dla 
polaków celu, innemi słowy dla przekonania polaków, że w za- 
miarach jadących niema ani cienia tak zwanego panslawizmu. 
Polscy wychodźcy wcale nie okazali się przychylnymi dla pro- 
jektowanej jazdy
 owszem ganili ten krok nie jako przeciwny 
polskim interesom, ale jako stanowiący coś IUikształt zdrady 
względem EuropJ' i względem europejskiej cywilizacyi. Uta- 
lentowany Juljan Klaczko wystosował przeciwko Palackiemu 
artykuł w «Revue de deux J\Iondes», ale w Paryżu Palacki 
i Ricger zetknęli się ze Strossmaierem i z gorącym patryotą 
polskim, z którym poznajomili się byli w 1848 r. na słowiań- 
skim zjeździe \V Pradze-.J erzym Lubomirskim. Obaj i Stross- 
maier i Lubomirski zachęcali ich do wytrwania w zamiarze. 
Palacki i Rieger przyrzekli, że odezwą 
ię na korzyść pola- 
ków w pojednawczym duchu dla uśmierzenia namiętności pod- 
nieconych powstaniem 1863 roku; tern chętllirj zaś dali oni tę 
obietnicę, że przedtem i slownie i w druku wyrażali się w naj- 
ostrzejszy sposób przeciwko powstai1czemu ruchowi, uważając 
go za największą klęskę dla sprawy wszechsłowiańskiej. \V
kll- 


. 


.
>>>
--- 407 - 


tek takiego ich poglądu na zachodzące w Polsce wIpadki po- 
różnili się oni z młouoczechami. 
Zjazdu słowiańskiego nie było właściwie w )[oskwie żad- 
nego, uikt go nie zwoływał, nikt nie ułożył"'programu. Przy- 
bysze słowianie przyjęci byli w Moskwie gościnnie i serdecznie. 
Opisuje .Jan Palaeki wrażenie jakie sprawiły na jego ojcu 
i towarzyszach ojca słowa wyrzeczone z wysokości tronu, gdy 
zostali przyjęci przez Cesarza Aleksandra II: «witajcie jako ro- 

:lzeni bracia w rodzinnej ziemi». ,V charakterze poddanych 
austryackich byli z wizytą u posła austryackiego w Peter8burgu. 
Ich zamiar powiedzenia czegoś Da korzyść polaków chybił 
.całkowicie. Słowa ich przyjęte były chłodno i zostały bez od- 
powiedzi na uczcie w :Moskwie 21 maja 1867 r. Dawniejsze 
l)oglądy Palackiego na ROSIę uległy znacznej zmianie podczas 
wyprawy. Była to chwila kiedy wprowadzano w wykonanie 
wielkie reformy Aleksandra II, co budziło nadzieje
 które nie 
wszystkie się sprawdziły. Postęp Rosyi zdał się Palackiemu 
nieslychanym, olbrzymim. 'Vedle Kalouska (s. 224) Palack: 
jednak nigdy do końca życia nie był panslawistą, albo jak się 
wyraża KalolIsek paurusistą ani w kulturalnym ani w poli- 
tycznym względzie. Xa 3 lata przed śmiercią w 1873 r. pole- 
'mizując z profesorem lUakuszewym, pisal (Srb, 594) «g(lybyśmi 
musieli przestać być czechami, byłoby dla nas rzeczą obojętną 

zy zostaniemy niemcami, włochami. madjarami czy rosyanami- 
Czesi zachowają swoją narodowość tak dlugo jak zechcą. 
P. l\Iakuszew może bIĆ pewien, że nie znajdzie w nas przy- 
szlych rosyan, ale tylko przychylnych dla rosyan ich przyjaciół, 
.a i to tylko pod warunkiem wzajrmnej przyjaźni». 


. 


VI. 


Rada miej
ka miasta Pragi nle poskąpila się na środki 
tak obchodu uroczystości, jako i przyjęcia gc,ści. lUówiono nam. 
że na urządzenie zjazdu asygnowano komitetowi (vybor) zja- 
zdu 300.000 reńskirb. Pl'oszonych gości było stu przeszło. 
Zaproszenia posyłano do slowian w ich narodowych językach. 


II-
>>>
- 408 - 


Gośeie proszeni byli o odpowiedź czy przybędą. Dla zaproszo- 
nych, którzy przyjęli zaproszenia, przygotowane były pomiesz- 
kania w pierwszorzęllnych hotelach, przyczemobserwowano, by 
goście grupowali się w hotelach podług narodowości. Rosyan 
lokowano pod «Czarnym koniem», polaków w pobliskim od 
Czarnego Konia Hotelu Saskim. Uprzejmość dochodziła do naj- 
drobniejszych szczegółów, wyrażała się w sposobach, które- 
O ile mi wiadomo nigdzie się nie praktykują na kongresach,. 
tak naprzykład, że po tygodniowym prawie pobycie w hotelu 
nic zgoła z nas nie wzięto. Pojazdy, w którrch jechaliśmy na. 
uroczystość zalożenia pomnika, były też oplacone przez komitet_ 
Tekst zaprosin adresowanych do «braci słowian» może po-- 
części wyt.łomaczyć w jakim duchu i jakich wytkniętych na- 
przód celach miano obchodzić uroczyście stuletnią. rocznicę- 
urodzin Palackiego z odkryciem mu jednego posągu w mu- 
zeum i założeniem podstawy na drugi. Jako główllą pobudkę- 
uroczystości stawił Komitet znaczenie Palackiego kulturalne,. 
pracę jego dziejopisarską, to mianowicie, że historyk Palacki 
z otchłani zapomnienia wyrwał cudny skarb wielkich czynów 
czeskiego narodu i czcskiego pa11stwa, ruipszczących się w sa- 
mym środku Europy i udowodnił prawo czeskiego narodu do- 
niezależności i do osobnego miejsca w poczcie oświeconych 
narodów, przez co zasłużył, że go czesi nazwali \(ojcem narodu»_ 
Usiłowaniom jego w ciągu półwieku obowiązanc są w znacz- 
nej części Czechy swojem przebudzeniem się iwyzwoJeniem 
się ze straszn
go i fizycznego i moralnego pognębienia, w które 
popadły wskutek pogromu w ciągu dwóch przeszł}"ch wieków_ 
Takie stawienie kwestyi było zupełnie racyonalne i uchy- 
lało wszelkie podejrzenia jakoby pod imieniem Palackieg'Oo 
urządzano jakiś zjazd polityczny. Uroczystość była przede- 
wszystkiem naukowa i kulturalna. 
Komitet jednak nie zawahał się przed wytknięciem obok 
zasług Palackiego dziejopisarskich, innych nie mniejszych jego- 
zaslug w zakresie austryackiej polityki. l\Iądrością swoją poli- 
tyczną, odwagą i przezornością Palacki utorował I'ogę, po- 
której poszedł czeski naród, stworzył dla tego narodu dzisiejszy 
program polityczny, oparlszy go na dążeniu do wolności i do
>>>
- 409 - 


tego aby zróżniczkowane członki wielkiego plemienia. słowiań- 
skiego, poznawszy 2e są braćmi i oceniwszy spokojnie wza 
jemną jednych od drugich zaJeżność, nabyli dla nalodowości 
:nvoich w Austryi wszelkiemi godzi wemi sposobami te same 
prawa w państwie, któremi już cieszą się narody niemiecki i ma- 
djarski. Program ten nakreślony został przez Palackiego jesz- 
cze w 1848 r. na sł£iwiańskim zjezdzie W' Pradzr i jest ten 
sam do dziś dnia, to jest do ostrego kryz}-sn, któren spo
o- 
dowal upadek gabinetu Badeniego. .Test on najtywotniejszą 
kwestyą chwili obecnej, lecz ma tę własność, że nie wychodzi 
po za granice Państwa Habsburgów i stanowi sprawę austry- 
ackiej polityki wewnętrzną, tegoż gatunku do którego należy 
i inna sprawa podjęta je
nocześnie ze zjazdem Palackiego 
i mająca być roztrząsaną w ratuszu pl'agskim, a mianowicie . 
zjazd austryackieh dziennikarzy. Na tym ostatnim zjeździe mogli 
być obecnymi przez ciekawość polscy dziennikarze z 'V ar- 
szawy i rosyjscy ze wszystkich stron Rosyi, ale nie uczrstni- 
cząc w rozprawach i debatach. 
Jeżeli główne zadanie zjazdu Palackiego tyczJło się t
rJko 
samych au
tryaków, jakże objaśnić obecność na tym zjeździe 
poza allstryackich zakordonowych gości z północy, wschodu i z po- 
z,adunajskiego południa? Dla usprawiedliwienia nagzej obec- 
ności na zjeździe, musiał komitet uciec się do trzeciego założe- 
nia, któreby z tego zgromadzenia, częścią narodowo-czeskiego, 
częścią austryackiego, zrobiło coś ogólniejszego, wszechsłowiań- 
skiego. To trzecie założenie zawiera się w następnych słowach 
wezwania komitetowego: «Swoją naukową i polityczną działal- 
o ność Palacki «zakotvih (t. j. oparł) na 
zerokipj podstawie 
slowianskiej, przez co dał pochop do zbliżenia się, które już 
wymownie i wspaniale wyraziło się w godnem pamięci zjeż4zie 
, 
słowian austryackich zagajonym w Pradze \V 1848 r.
 (zano- 
tujmy nawiasem
 że w zjeździe t}'m ucze8tniczyli i nie austry- 
accy słowianie). 'Vypada więc ;le Palacki był i wielkim cze- 
chem i wielkim 
łowianinem, a więc i na pamiątkę przebudze- 
nia się czeskiego narodu i na pamiątkę nowego ocknięcia się 
idei słowial1skiej, zwoływał komitet gości wyciągając ku nim 
ramiona: «przyjeżdzajcie w go
cinę do waszego ogniska (krb)
>>>
- 410- 


do królewskiej, złotej, słowiańskiej Pragi, wzywamy was od 
całego serca na zdrowie (nazdar)! 
Z tekstu listów zapraszających jasnem było jak dziel l, że 
() Palacki m jako o dziejopisie mówić będą obok innych rzeczy 
i pobieżnie tern bardziej, że ocena prac
T historycznej przez 
siedmiudziesięciu la ty p
czętej należy do kompetencyi nauki i 
specyalistów, nie zaś do zjazdu, że Palacki sławiony będzie 
głównie jako polityk, a ponieważ w polityce był on federalistą 
więc głównie wynoszony będzie federalizm a to tern bardziej, 
a może też wlasnie dla tego, że ta idea już po śmierci Palac- 
kiego zrobila wielki krok naprzód wskutek wypadku niebywa- 
łego pI'zedtem, bardzo pomyślnego dla czechów, zwiększającego 
icb siły i zabezpieczającego ich na przyszłość. \Vypadkiem tym 
jest związek najścislejszy czechów' na konstytucyjnym gruncie 
w wiedeńskiej radzie państwa z gaHcyj::;kimi polakami, osnuty 
za rządów gabinetu Badeniego i jeszcze bardziej umocniony po 
upadku tego gabinetu. ::\Iożna wnosić z niejaką pewnością, że 
ten sojusz będzie mocny, a nawet może i nierozerwalny. 
,V jednym z numerów gazety c8wieh p. Komarowa (
 159 
1'. 1898) uiewątpliwe, niezwykłe zbratanie się czechów z 
polakami na zjezdzie Palackiego tłóffiaczy się tern, że polacy 
mieli odwieczne stosunki z czechami. 'V istocie rzeczy 
działo się uie tak, ale calkiem inaczej. 'V ciągu calego 
prawie XIX wieku polacy odznaczali się największą obojętno- 
ścią względem idei słowiańskiej, dochodzącą aż do wstrętu i 
takimże stosunkiem zaprzec
nym względem pailstwowej idei 
austryackiej, jak ją pojmował Palacki, to jest względem fede- 
racyi naddunajskiej. Polaey marzyli wciąż o swej dawnej histo- 
rycznej Pol:.-;ce w granicach 1772 r., w obrębie zaś c
sarstwa 
austryackiego po 1848 r. pretendowali oni na takież uprzywi- 
lejowane połolenie w jakim się znajdowali tylko niemcy i ma- 
djarowie. Z czechami polacy byli w ciągłej rozterce, ich posłowie 
jezdzili do rady państwa kiedy czes
y posłowie zaprzestali tam 
bywać. Była chwila, gdy po oclInowie rządu anstryackiego od 
przyjęcia rezolucyj sejmu galicyjskiego z d. 24 września 1868 
względem niektórych ulg wymaganych przez Galicyę, polacy 
postanowili w początkach 1870 r. pójść za przykładem czechów
>>>
- 411 - 


i calkiem OPUSClC radę państwa, poczem dalsze funkcyonowanie 
centralnego teg'o sejmu stałoby się niepodobiellstwem. Lecz po 
niepowodz
niach polskiego powstania 1863 r. a szczególniej po 
poniesionej przez Francyę klęsce pod Sedanem i po upadku 
Napoleonidów w społeczeństwie pobkiem w Galicyi nastąpił 
przewrót całkowity. Utworzyła się partya St({ńczykó'w, którzy 
się wyrzekli retrospekcyjnych marzeń i mocno powiązali pier- 
wiastek polski w obrębach Austryi z losami państwa habsburg- 
skiego. St.ronnictwo to wyrobiło się w radzie państwa wiedeil- 
skiej, udyscypJinowało się, nawykło do dzialania zgodnie i jak 
jeden człowiek i nie tylko dostarczyło Austryi kilku męMw 

tanu (Gołuchowscy, Alfred Potocki, Dunajewski, Badeni) ale 
wyświadczyło też i czechom, gdy wstąpili nakoniec do parla- 
ment.u po śmierci Palackiego, kilka ważnych przyslug w walce 
kh z niemcami. Ostatnimi czasy polacy, działając w interesie 
cesarstwa austryackiego jako całości. st.anęli po stronie czechów 
w kwestyi podniesionej przez młodoczechów i mocno jątrzącej 
o językach. Czując, że przegrywają, niemcy w pał-łamencie uciekli 
się do obstrukcyonizmu, to jest do burdy, do awantur, do ulicz- 
nych prawie zaburzeń w zgromadzeniu pI;,a.wodawczem. Udało 
im się, że zmusili gabinet Badeniego do podania się do dymi- 
sji, ale przewaga moralna bywa zawsze po stronie spokojniej- 
szej i umiarkowań
zej, tak że przyszłe zwycięstwo dostanie się 
zapewne nie ni('mcom. 'V toku tej walki polacr musieli stanąć 
na gruncie federacyjnym, to jest przejęli się ideami czechów 
w tym kształcie w jakim je propagował Palacki i wyrobili 
w sobie też same uczucia. 'ro niepraktykowane nigdy zbli
enie 
się z czechami w słowiańskim duchu znalazlo wyraz w niespo- 
dziewanym przyjezdzie do Krakowa w początku 1898 r. czes- 
kich i innych słuwiańskich działaczy parlamentowych i w od- 
prowadzaniu tych cn)
ch gości przez polaków aż do granic 
jednoplemiennych z czechami l\Iol'aw, aż do Pl'zerowu. rL)IOd- 
prowadzającym ich polakom zrobione byly wielkie owacye przez 
ludnoś ći władze moraw
kie i czeskie. Odplatając się serdecz- 
nością za serdeczność. polacy g-alicyjscy odpowiedzieli na za- 
prosiny ich do Pragi dla uczczenia Palackiego w ten sposób, 
na jaki nie zdobyły się żadne inne :111stryackie ziemie i stolice. 


,-
>>>
- 41
 - 


Rady miejskie lwowska i krakowska postanowiły nie tylko 
złoZIĆ w Pradze srebrny wianek (od Lwowa), ale stawić się 
zbiorowo w składzie prezesów miast i czterech od każdego 
miasta radnych. Po całej drudze od Przerowa do samej Pragi 
spotykały jadących gromady miejskie i sielskie prawie urzędowo 
z rozwiniętemi chorągwiami i muzyką. 'V ten sposób, obchód 
Palackiego od samego początku skomplikował się przez dodat- 
kową, czysto miejscową, właściwą najnowszemu czasowi oko- 
liczność. Obchód musiał wyrazić i zadowolenie z powodu zbli- 
żenia się wzajemnego dwóch sprzyjaźnionych narodowości 
w Cislejtanii austryackiej, czego się nie mogli domyślać przy- 
jezdni z dalszych krańców Rosyi, niepoświęceni w tajemnice 
polityki austryackiej. :Nie w
zyscy rosyanie, ale znaczna ich 
liczba, okazali się ludźmi zacofanymi pod tym względem, że 
wyobra
ali sobir słowiańszczyznę jaką ją jeszcze pamiętali 
z 1867 roku. Powolywali 
ię wciąż na moskiewski zjazd sło- 
wiański, to jest nie na zjazd właściwie a na wystawę 1867 r. 
Z tego pomieszania pojęć i wspomnień wynikły zabawne nie- 
porozumienia, na które potem wskażę. Zanotuję tu tylko, że 
o ile pamięć mię nią. zawodzi, żaden ani czech, ani zachodni 
ani poludniowy słowianin, nie wyrzekł ani jednego słówka na 
obchodzie pragskim o wyprawie słowian do :Moskwy w 1867 r., 
ale przeciwnie goście z Rosyi powoływali się na nią w mowach 
swych prawie wszyscy. 


VII. 


'Vypada mi obecnie opisać zjazd ze 
trony jego zewnętrznej. 
Jest to zadanie nie bardzo łatwe z powodu następujących oko- 
liczności. Przeznaczono trzy dni na uroczystość: sobotę (6-18) 
niedzielę (7-19) i ponierlziałek (8-20 czerwca). Do t.ych trzech 
dni przybyły piątkowy wieczór (5-17 maja) niby prolog-bie- 
siada na Zofijskiej wyspie na l\Iołdawio celem wzajemnego po- 
znajomienia się z przybywającymi goścmi i piąty dzień dodat- 
kowy (9-21 czerwca) zajęty jazdą do Kutnej Hóry i balem 
na wyspie Zofijskiej, wydanym na cześć gości przez damy czes
>>>
- 413 - 


kiej Pragi. ,V ciągu każdego z trzech dni głównych miano 
wedle programu spelnić jakiś akt albo obrządek z muzyką i 
chórowym spiewem, wykona.nym tak przez towarzystwo czes- 
kich spiewaków cHłahob jako i przez rozmaite inne. Dzień 
pierwszy przeznaczony był na odslonięcie brązowego posągu 
Palackiego w muzeum narodowem czesJdem czyli w panteonie. 
Drugiego dnia na placu u wybrzeża Palackiego :niał defilować 
w uroczystym pochodzie cały Ilaród czeski w minjaturze ze 
wszystkimi członkami, stanami, towarzystwami, szkołami pod 
rozwiniętymi sztandarami i przy dzwiękach setnych orkiestr. 
Dzień trzeci miał być końcowy i skończyć się na pożegnaniach. 
Poważne posiedzpnia i uroczyste obchody przeplatane były 
ucztami i rozrywkami. Zapraszano nas Ha wieczorne przed- 
stawitmia do czeskiego «diwadła», to jest teatru zbudowanego 
ze składek narodowych. Każdego dnia karmiono nas przynaj- 
mniej dwa razy śniadaniem i obiadem, albo obiadem i wiecze- 
rzą. Jnter pocula: ale bardzo rozmyślnie i na seryo. wznoszono 
t.oasty i miano mowy na cześć Palackiego, albo z powodu Pa- 
lackiego. 3Iów wypowiedziano. setkę z górą, a więc krasomów- 
stwa brło dużo, aż do wyczerpania sił. aż do zmlżenia i prze- 
sytu. Nie wielka liczba przyjezdnych mogla się w
'sławiać w kra- 
jowym to jest czeskim języku (kilkunastu tylko), byliśmy więc 
zmuszeni mówić każden rodzimym swym językiem. Ku wielkiemu 
naszemn zdumieniu, przekonaliśmy sie, że rozumiemy się wzajem 
doskonale, albo przrnajmniej, że mimo nie zrozumiałe niektóre 
pojedyńcze w
 razy, ogólny sens przemówień był nam calkiem 
dostępny i zrozumiały. )Iowy nie czeskie uie mogly przedostać 
. się do druku, wyjąwsze te, które mówcy sami w przekładzie i 
na pismie podali dla zamieszczenia ich w gazetach. Na żadnem 
zgromadzeniu nie było osobnego biUl'a dla stenografów. Steno- 
graf chociażby władał kilkoma jezykami, nie móglbr sobie 
poradzić bo by mu wypadało w lot przeklad:ć słyszane na 
czeski język i ten przekład zapisywać. Gdybyśmr posiadali 
pełne stenograficzne sprawozdanie z tego co mówiono, ten su- 
rowy materrał nie zdałby się do bezpośl'el!niego zell użytku, bo 
w morzu 8łów, po większej części powtarzających się i banal- 
nrch, tonęlyby opadając na dno najcenniejsze, oryginalne myśli,
>>>
- 414 - 


któreby przyszłu się wolnym czasem przypominać, wyciągac l 
gatunkować dla zrobienia sobie samemu dokładnego i do prawdy 
zbliżonego przedstawienia o tern co się działo, jako o czcmś 
. całkowitern. Sądzę, że najlepiej podołam zadaniu, gdy dla po- 
dzialu materyalu na kategorye, zestawię naprzód adresy i tele- 
gramy, jako obmyślam) naprzód i opracowane podania na piś- 
mie na listy wzywające, nast.
pnie mowy głównych mówców 
czechów, jako organizatorów zjazdu, IUlkoniec prdzielone na 
narodowości głosy przyjezdnych gości dwóch gatunków, bo albo 
należących do związkn austro-węgierskiego, albo należących do 
innych dalszych krajów. Ci ostatni interesowali się austryac- 
kimi sprawami i wypadkami nie bezpośrednio ale zdaleka i 
ich zamiłowanie w tem co się odbywało
 bylo, że tak powiem 
platonic7.ne. 


V III. 


Co się tycze adresów i telegramów, odcz
.taniu ich było głów- 
nie poświęcone uroczyste posiedzenie 18 czerwca trzech czes- 
kich naukowych stowarzyszeń (muzeum, akademii i towarzystwa 
naukowego), pod prezydencyą dyrektora muzflum hrabiego Har- 
racha. Poprzedziła je mowa ucznia, pomocnika i kontynuatora 
Palackiego w dziedzinie dziejopisarstwa - profesora Tomka, 
z której biorę następną charakterystykę wielkiego nieboszczyka; 
«czeska szlacht.a walczyła, z absolutyzmem, ale nie dopięła celu, 
bo dla dobrego skutku powinna b}'łaby się zjednoczyć z inne mi 
warstwami ludzkości. Palacki pomógł czechom, bo zapoznał ich 
z ich prawami historycznemi, przez co przygotował naród do 
tego, że zaczął działać samodzielnie skoro nadeszła pora w 1848 
r., ale Palacki nie dożył do urzeczywistnienia swoich nadj.iei, 
. 
jakoteż i my nie dożyjemy wedle wszelkiego prawdopodobień- 
stwa». 
Czyt.anie pisanego, a zatem martwych słów sprawia Wl'aże- 
nie ochładzające. St.awało mi wciąż na myśli częstowanie gości 
słodyczami i lodami, na czem się smaczny obiad powinien koń- 
czyć a nie od nich się zaczynać. Siedzieli zaproszeni gęsto i
>>>
- 4]5- 


ciasno, sztywnie i nieruchomie. Assystowa1y pyszne ustrojone 
damy i rnężczyzni w 7:nacznej części orderowi i w mundurach. 
Polskie rady miejskie lwowska i krakowska uwydatnialy się 
przez swe wspaniałe staro.polskie ubiory_ Po za krzesłem 
presesa przed ciemną zasloną stali czterej pedelowie w togach 
z olbrzymiemi berłami w rękach. Po mowie Tomka spuszczono 
zasłonę. Ujrzeliśmy brązową postać stojącego Palackiego, utwór, 
jak mi się zdalo, nie bardzo udatny, chociaż na obronę sny- 
cerza trzebaby przytoczyć, że postać Palackiego nie bardzo 
kwalifikowała się do reprodukowania, była mało poetyczna.. 
Obserwowa1em go dobrze i zbliska w 1867 r. i mogę zapewnić. 
że Palacki wyglądał jak zwyczajny pedagog' albo mól książ- 
kowy. Można był\ pożał()wać, że w tej ciemnej sali postawiono 
kawal bl'ązn, a nic bryłę marmuru. \Vedle warunków naszego 
klimatu jesteśmy zmuszeni stawić bl'ązowe posągi na placach t 
ale w zamkniętych pomieszczeniach nic nie może się równać 
z marmurem jako surowcem snycer
kim. 
O telegramach dowiedzieliśmy się dopiero z g-azet. Były 
telegramy od pojedyńczych osób i OlI zbiorowych, od naj wyższych 
urzędników cesarstwa, od '
rhuna, ministra finan
ów Kaizla, od 
Strossmaiera-aż do studentów różnych pozakrajowych stolic 
albo miast. Szczególniejszą uwagę zwracała depesza z Peters- 
burga z nadpisem: \V. Ks. Konstanty. \Vywołała podraźnienie 
i napaście ze strony niemieckiej prasy wiedeńskiej, chociaż 
była wysłana przez prezydenta akademii nauk petersburskiej 
nie od swojego imienia. ale od akademii. Pozdrowień na pismie 
. od zagranicznych akademij było sporo: od cesarskiej wiedeń- 

kiej akademii nauk, podana przez zDanego nam obu pl'ofesora 
Jagicza, od krakowskiej, od południowo-słowiańskiej zagrzebskiej, 
od królewskiej biełgradskiej. Telegram petersburski był lako- 
niczny i pełen godności: «PalaGki przyłożył się swemi robotami 
do odrodzenia i umocnienia samoistności (ma się rozumieć że 
tylko kulturalnej) czeskiego narodu. Niech Die ustają rodzić 
ziemia czeska i słowiańszczyzna takich dzielnych mężów». Nie 
podobna wyliczyć wszystkie adrrsy od nniwersytetów, towa- 
rzystw naukowych, wszelkich ::;półek i miast. Nieuniknionym 
przymiotem adresów winszujących jest to, że czem bardziej są.
>>>
- 416- 


przyzwoite tem bardziej wydaje się, 
e są pospolite i szablo- 
nowe. Pewllą oryg-in[łlnością nacechowany był adres krakow- 

kiej akademii umiejętności, a następnie adresy moskiewski i 
petersburski słowiallskiego towarzystwa dobroczynności (czyli 
od tak zwanego Cyryllo Metodyuszowskiego). \V adresie kra- 
kowskim, odczytanym przez prof. Smołkę, wyrażona była ta 
myśl, że po pogromie czechów w XVII w. upadł sam naród czeski, 
a od dawnego państwa pozostali tylko prostacy i uczeni. Lud 
pJ'Of'ty nie miał literatury ani wstępu do szkół, ani na .pań- 
stwowe urzędy, zaś uczeni czescy uie mówili po czesku, zajmo- 
wali się wprawdzie 8tarożytnościami, ale dali się pociągać 
jakiemiś mglistymi ideałami,-czciH te ideały, nwa
ali się za 
slowia.n ale nie wierzyli, aby mogli mieć prawo na odrębne 
istnienie jako czechowie. \Viarę tę wlał w nich Palacki. Dwa 
moskiewskie adl'esy podał profesor Roman Brandt, z którym 
poznalem się uopiero na zjezdzie pragskim. Jeden &dres od 
muzeum RUllliancowa wysławiał Palackieg,), jako czlowieka, 
który smialo podniósł w Czechach i wysoko postawił chorągiew 
wszechsłowiańską; drugi adres od moskiewskiego towarzystwa 
historyi i starożytności stawił Palackiego narówni z Huselll i 
Komeilskim. C
 się tycze adresu od słowiańskiego towarzystwa 
dobroczynności w Petersburgu podpisanego przez hrabiego l\Ii- 
kolaja Ignatjewa, ten był takiego rodzaju, ;le dawał pochop 
10 sporu. Powiedziano w nim, ;le Palacki «wskrze:sił świętą 
postać Hu
a i epokę husycką i że objaśnił dziejowe znaczenie 
tego ruchu, któren zjednał sławne imię czechom w historyi 
wzajemnego stosunku «słowiańskiego plemienia i laci1lsko-llie- 
micckie!Jo zachodu»... Następnie adres chwali Palackiego za to, 
że wyświetlił niebezpieczeństwo, grożące czesko-morawskiemu 
plemieuiowi od niemicckiego zachodu z jego germańską pychą 
i jego austr.racko - ;lydowskim p:;;eudo-liberalizmem (l'akousko- 
żidoyskim lżrliberalismem). rrekst adresu był rosyjski i był 
pl'zeczyt.any w ruskim języku, ale o ile mi wiadomo, nie został 
ogłoszony w rosyjskich gazetach. Ukazał się tylko w czeskich 
czasopismach i był dwukrotnie pomieszczony w Narodnich Li- 
stach J\'2 166 i 167 z d. 18 i 19 czerwca. tak że wyciągi z niego 
podaję tylko w przekładzie z czeskiego. Adres ten zadziwił mię
>>>
-4]7- 


na dobrc. Jakże może hyć zwane czeskie husyctwo wschodem 
słowiańskim, kiedy ono jest zachodem a nie wschodem i kicdy 
wiedzie swój początek od \Viklcfa, to jest od jeszcze bardziej 
zachodniego człowieka z bardziej zachodniego kraju? Fabrykować 
dla husyctwa fałszywy rodowód, z pocho(1zeniem jeg'o od prawo- 
slawja też niepodobna, bo husyctwo było wprost zwiastunem 
protestantyzmu. Ono samo przez się było odszczepieil
twem, a 
prawosławje opiera się na powadze. Pochodzenie husyctwa od 
prawosławja jest to swojego rodzaju mara wyobraini, czy to 
będziemy utożsamiali lmsyctwo z prawosławjem czy z ruskimi 
roskolnikami. Nic podobnego nie marzyło się nawet Palackiemu. 
Lające wyrazy w końcu adresu mieszczą w sobie pewną dozę 
jeżeli nie soli, to przynajmniej pieprzli (au:,:tryacko-żydowski 
liberalizm). Jlają tydzi w .A..ustryi wpływ pewien na gieldzie 
i w prasie, ale silni są też i antisemici, llaprzykład Lueger. 
Palacki nigdy nic byl antisemitą. Zupełnie jest mi obojętnem 
to, czy mogły tr wyrazy obrazić władze naczelne miejscowe, 
takiego naprzykłau namiestnika ee
ar8kiego w Czechach Couden- 
. 
hoye'a, albo lllar
zalka krajowego Jerzeg'o Lobkowitza. Ci pa- 
nowie" nie mówią po rosyjsku i zapewne nie zrozumieliby treści 
adresu czytanrgo w tym języku. Sądzę jednak, że gdyby Pa- 
lacki żył jeszcze i znajdował się pomiędzy słuchaczami, mocno 
by go zardasnęły te wyrazy. Wszakże przez całe życie, albo 
przynajmniej od 1848 r. aż do śmierci w 1876 r., był on aż 
uo szpiku kości austryakiem, nawet kiedy jechał do Moskwy. 
)Iówiono często o nim, że z przekonań jest większym au:.-:trya- 
kiem, niż salll cesarz anstryacki. Zatrzymałem się na tym 
drobnym szczególe i przytoczyłem go jako dowód p"twierdza- 
jący już popl'zednio zrobione zalożenie, że pomiędzy l'osyanami 
krążą najopaczniejsze wyobrażenia tak o Palackim, jako i 
w ogóle o czeskich sprawach i stosunkach. 


IX. 


Po zafuknięciu posiedzieIlia trzech uczonych korporacyj 
w lllurJ.ch muzeum, gospodarzem w dal:,:zym ciągu obchouów 
C)- 
_I
>>>
- 418 - 


celem wysławiania pamięei Palackiego stał się stal'osta pragski, 
czyli po naszemu prezes rady miejskiej, adwokat Jan Podlipny. 
niestary człowiek, lat 45, szczupły, żywy, mównr, z ognistemi 
oczyma, z odrzuconymi w tył dlugimi czarnymi włosami, o 
wyrazistych ry
ach twarzy, które byłyby jak raz na miejscu 
na jakim historycznym obrazie :l\1atejki czy Brożika. Nie nosił 
on tadnego munduru, ani żadnej odznaki, a odziany był w czarną 
czamarkę z jedwabnemi naszytymi na piersiach sznurkami i 
spięciami. 
Jeszcze przedtem, a mianowicie 17 czerwca w piątek. 
w manifeście do obywateli pragskich prosił Podlipny aby oka- 
-zali gościom serdeczne przyjęcie wedle wszechsłowiańskiego 

 
przysłowia «gość w dom-Bóg w dom». 'Vieczorem tegoż dnia 
w pyszncj wy
okiej na dwa piętra sali na. wyspie Zofijskiej 
zagaił on biesiadę pomiędzy przybywającymi gośćmi i czechami 
w odezwie swej do gości, w której przebijały się większe luh 
mniejsze sympatye tak jego osobiste, jako i czechów, do tej 
. albo innej grupy słowiańskiej stosownie do okoliczności bi(\- 
żącej chwili. 
({ \Vitam was, mówił, drodzy przyjaciele, a przedewszystkiem 
najbliżsi do nas teraz bracia polacy! a następnie i was ser- 
deczni bracia od Krywania (slowacy austryaccy pozatatrzańscy) 
i was z południa z Lublany i z nad Sa wy, bracia słowińcy, 
chorwaci i serbowie wszystkich was najserdecznej witam. Na- 
ostatek, ale. llie jako ostatnicb w naśzej miłości, pozdrawiam 
was drodzy bracia ze świętej Rusi, a łącznie z wami przyja- 
ciół i braci Rusinów (galicyjskich). Nie mogę skończyć nie 
pozdrowiwszy naszych rodzonych braci przybywających z :Uoraw. 
'Vszy
tkim wam szlę nasze rodzime, czeskie, sokolskie «na 
zdar ]) ! 
Odpowiedzieć na to powitanie podjął się rosyanin profesor 
Brandt, któren wnet skierował mowę ku wystawie etnograficz- 
nej w Moskwie w 1867 r. Polacy nie mogli naturalnie zostać 
się dhltni odpowiedzią. Mówcą z ich strony był młody i tęgi 
członek wiedeńskiej rady państwa August Sokolowski, którego 
mowa zmierzała do podważenia i obalenia tego co mówił Brandt. 
Powołując "ię na federacyjne pierwia8tki byłej polskiej rzeczy-
>>>
. 


-419- 


pospolitej, złożonej z ziem, które się dobrowolnie złączyly pak- 
tami czy unjamj
 jako równe z równemi, - Sokołowski wska- 
zywał na zgodność federacyjnych pierwiastków dawnej Polski 
z obecnemi fedcracyjnemi aspiracyami czeskiego narodu, przy- 
ezem wspomniał, że i czesi brali udział w bitwie pod Grunwal- 
dem (15 lipca 1410 l'.) przy pobiciu na głowę zakonu teutoń- 
skiego. Powolanie się to było nip zupeJnie właściwe, z nietraf- - 
ności jego skorzystał w dniu następnym P. Komarow. Uważam 
powołanie się na Grunwald jako niewłaściwe, bo w bitwie tej 
brali wprawdzie udział po stronie polaków najemnicy czescy 
pod wodzą znakomitego Jana Zyżki z Trocznowa, ale czesi .. 
nie uczestniczyli w bitwie jako naród. Król Jagiello w bitwie 
pod Grunwaldem miał pod swojemi rozkazami najemników 
niemców, a Witold dysponował też pułkiem smoleńskim i ordą 
tatarską, z racyi czego możnaby twierdzić, że pod Grunwaldem 
zwycięstwo dostało bię niemcom i tatarom. Mowa Sokołow- 
_skiego była na razie bez najmniejszego zarzutu, bo nie mieściła 
ani słowa o Rusi a)bo o Rosyi terazniejszej. 'Yszyścy przyjezdni, 
tak polacy jako i rosyanie bez żadnego porozumienia się: in- 
stynktowo-tacito consensu - pojęli, że byłoby w fiajwyższym 
stopniu nietaktycznem względem gościnnych czechów gdyby, 
będąc na obczyznie i w gościnie, zaczęli wywlekać swoje spory 
domowe i gdyby się zaczęli procesować. Po mowie Sokołow- 
skiego członkowie rosyjskiej grupy, a w liczbie tej P. P. Ko- 
marow, \Vaclik i inni podchodzili do niego, by się z nim po- 
znajomić i wyrażali nie to, naturalnie, że się z osnową jego 
1l10WY godzą, a)e tylko że uznają, iż pl'zC'Ir.awial z taktem i 
swoją rzecz prowadził nikogo nie zaczepiając. 1'wierdzę, że tego 
rodzaju rozejm, od początku zjazdu inaugurowany, trwał aż do 
końca i nie był przez nikogo naruszony. 
19 czerwca. w niedzielę, przy założcniu podstawy poJ pom- 
nik Palackiego na wielkim placu, Podlipny rozporządzał 
ię 
już jak naczelna wladza, jako komenderujący. Od 8 godziny 
z raDa we wszystkich częściach miasta tworzyły się gru py 
które miały potem od muzeum i placu S. \'Tacława przejść 
uroczystym pochodem po Ferdynandowej ulicy na plac, Palac- 
kiego. Plac ten ma z jednej strony wysokie wybrzeże nad 
27* 


.
>>>
. 


- 4
O - \ 


Jloldawą (Wreltawa) z widokirm na Libuszowy 'Vyszellrad, 
 
z drugiej przeciwleglej rząd domów pieciopiętrowych. Aż do- 
wysokości trzeciego piętra. sięgały tł"}Tbuny wybudowane dla 
gości i dla publiczności. Xaprzeciwko trybun pośrodku między 
niemi i wybrzeżem stał pawilon kryty o slupach a pod nim ka- 
mień, na którym ma stanąć pomnik. Przell pawilonem była estra- 
da w "rodzaju kazalnicy dla mówców. Od godziny 1,0 kiedy 
ię- 
pokazal pierwszy or5zak pochodu I)rzecią
tającego między try- 
bunami i pawilonem pochód trwał bpz przerwy aż do kwad- 
ransa po poludniu. Orszaki plyne1y jedrn za drugim niby fa le- 
rzeki l o egnlarnie, prawie rytmicznie. Było to swiątecznie przy- 
brane związki 
połeczlle konne i pie:,ze, z mężczyzll, kobiet i 
dzieci zlożonc pod sztandarami i z orkiestrami muzyki. 'Vedle-- 
obrachowania w eXarodnic-h Li:;;tach» liczba samych tylko uczęst- 
niczących w pochodzie ludzi, nie l'achując patrzącej publiczności 
przenosiła 30.000 głów. Szli 
zeregami. a w każdym szeregu 6 
do 8 osób. Może być w:,kutek tego, że w społeczeństwie czpskim 
jest dotąd pewien ferment husycki, dzieje się tak w Czechach 
jako i we wszystkich krajach protestanckich, że duchowieństwo- 
nie uczestniczy jako Slan w obchodach uroczystych narodowych. 
Duchowieństwo nie poświęciło kamienia pod posąg. Uderzała 
też nieobecność drugiego spolf'cznego pierwiastku, a mianowicie- 
siły zbrojnej. \Vzdluż wybrzeża ustawiły się nieliczne szeregi 
tak zwanej gwardri narodowej-honorowych żolnierzy z ochot- 
ników, jedynych uprzywilejowanych stróżów cesarzów allstry- 
arkich w czasach rzadkich przez nich odwiedzin stolicy czes- 
kiej. )IieIi uni na sobie piękne mundury, ale nie trzymali w rę- 
kach broni palnej. Każden szeregowiec mial oficerskie hafty i 
epolety. Policya była nielic-zna i prawie niewitlzialna. Coś na-:- 
k
ztalt siły zbrojnej przedstawiali sobą «sokoły», naśladowanie 
niemieckich «turnyereinów», ochotnicy gimnasci, cwiczący się 
w rozwijaniu sił fizycznych. Liczą ich w całych Czrchach 50.000. 
Xa uroczystości Palackiego było ich 5000 podzielonych na 
miejscowe okręgi czyli żupy, w lekkiem grochowego koloru 
ubraniu, podoblIem do munduru i z sokolemi piorami na czap- 
kach. Xastępnie po
nwały się wszelkiego rodzaju stowarzyszenia 

trzeleckie, rzemiosla, majsterstwa, ręk@dzieJllictwa z wyrobni-
>>>
- 421 - 


karni, narzędziami i fabrykatami. truppy aktorskie i ::;piewacze, 
spólki nauczycielskie. damskie, nawet nradnicsfro, to je
t urzę- 
dnicy, a także olbrzymi orszak mężczyzn i kobiet cyldistów i cykli- 
stek na welocypedach, a po za terui towarzystwami i druż
twami 
tl'zy olbrzymie alegoryc.zne wozy. Główny wóz przedstawiaŁ 
.:;t.adło małżeńskie chłopów z Godsławic, trzymających pOllo- 
biznę domku, w kłórem się narudził Palacki i 
il'dzącrch p'nd 
popiersiem jego, a otoczonych symboIicznemi postaciami histo- 
ryi i sławy. \Vozowi towarzyszyły trzy oddziały. wyobl'ażajqce 
trzy wielkie epoki w historycznej pracy Palackiego: czasy 
przedhistoryczne dynastyi Przemysłowców, wirk 111k:,emburgski 
z czasów Kal'oła IV, nakoniec wiek husytów i taborytów. Przy 
przechodzeniu każdego oddziału około pawilonu wydzielały 
z każdego or:.-;zaku jedna albo dwie osoby i stawały na placu 
przed pawilunem, tak że około pawilonu wytworzył się ca1y 
las sztandarów i całe falujące morze ludzkich głów i żyw
-ch 
l-:wiatów. "Nakoniec na placu, ukazała :;ię i wypelniła ją po 
brzegi sam
 smietanka czeskiego spoleczeilstwa, jego inteligen- 

ya: Karolowo- Ferdynandowy uniwersytet cze::;ki z rektorem 
Kaderżabkiem i profesorami (Pi"aga mieści w sobie dwa uni- 
wersytety czeski i niemiecki, ale ostatui nie pokazywał się; 
w ogóle. ".szystko co niC'lllieekie, tak się schowało, że zdawało 
sie, że go całkiem niema w Pradze). Xa:,tępnie wszelkie aka- 
demie, członkowie sellllll cze:-,kiego
 przedstawiciele wszystkich 
miast czeskich i moraw
kich. Tylną stl"aż stanuwily straże 
-oc!lOtnicze pożarne z ich taborami sciągnięte ze. wszystkich 
koilCÓW Czech. Xie mogę Panu wyrazić roskosz, którą czułem 
w zetknięciu się z tą niezmierną l'ze
zą ludzi
 o których nie 
podobna rzec «profanum yulgus», massą ożywioną z góry do 
dołu spółczesnemi uczuciami spokojnej swobody, całkowitej 
równości i jfldnomyślności. Dzisiejsze Czechy są może jednym 
z krajów najdemokratyczniejszych w świecie i przytflm w cał- 
Idem nowym stylu. Xie są bynajmniej klel'ykahw. Zostały 
pewne małe szczątki możnowładztwa, ale oświeconego i bro- 
niąc
go czeską narodowość. Brak prawi('\ zupełny średniej 
i drobnej szlachty, są tylko bardzo liczne i bogate miflszczall- 
st\\"o i włościań:;two, w których są nieZapl'leCZellie l"ó
nice i od-
>>>
- 42
 - 


cienia co do większej albo mniejszej zamożności, ale te odcie- 
nia są prawie niepochwytne dla obcl'go człowieka. Socyalizm 
ma tu te
 swoich adeptów, ale i on jest uorganizowany. Brał 
on te
 udzial w uroczystościach. 'Vskazywano mi grupy w ru- 
szających się orszakach, w których godłami odznaczającemi- 
8\jcyaJistów slużyly pewnego rodzaju kwiaty, na przykład fijołki 
na piersiach l czapkach. 
\Viuok narodowego poehodu na placu, który odtąd nosi 
nazwę Palackiego, bIł do takiego stopnia uderzający, że p
 
nim sam akt założenia podstawy stał się czemś dl'ugorzętlnem 
i dodat-kowem. Powiedziane były dwie tylko mowy wstępne: 
starosty Podlipnego, któren wedle zwyczaju swego mówił w:ldzię- 
rznie i ozdobnie i sejmowego mówcy i dziennikarza Herolda 
mlodoczecba, uchodzącego 11 czechów za najzdolniejszego kraso- 
mówcę, obdarzonego najlepszymi 
rodkami zewnętrlnymi i ma--. 
jącego temperament trybuna ludowego. )lowa ta nie zrobiła. 
na mnie wielkiego wrażenia, może dla tego, że hrła bardz() 
dlugą, a mo:2:e dla tego, że chociażby mówc
 posiadał głos 
p iornnowy, nie by)by głos ten odpowiednim zadaniu obcowania 
z s('tką tysięcy ludzi na ot wartem powietrzu, nakonicc może 
i z tego powodu, że mowa ta była miana w niedzielę 19 czer- 
wca, a w wigilię unia tego w sobotę 18 czerwca, w sali Zo- 
fijskiej na wyspie odbył 
ię wielki obiad zjazdowy, któren. 
s tał się najbardziej interesującym i kulminacyjnym punktem 
zjaz du
 chwilą kiedy się określilo najdokładniej dla czegośmy 
się zjechali i co wywieziemy z 
sobą z Pragi jako obrok 
dL1C howy. Do t ego obiadu przyczApię analizuj ąc mowy czechów 
i m owę Herolda przy założeniu pomnika. Teraz zaś kończąc. 
rze cz o założeniu pomnika dodam, że obrządek odbywał się- 
w ten :::;posób, że uczęstniczący w nim naprzód ezechowie- 
a potem inne narody slowiańskie, z których od każdego sta- 
wał pewien przedstawiciel, uderzali po kolei o kamień młot- 
kiem i wymawiali jakiekolwiek krótkie, zwięzłe, stosowne do 
chwili zdania lub uwagi. Początek dal marszałek krajowy 
k
 iążę Lobkowitz. Podlipny powtórzył motto samego Palackie- 
go: csvuj k swemu a vżdy dla prawdy». Rieger życzył, by 
kjmień ten stał się kresem, po za którym kończy się wiek
>>>
- 423 - 


ncisku i zaczyna się wiek swobody, równości i braterstwa. 
Tomek powiadał: «niech żyją nauka i ojczyzna, które przed- 
stawiał sobą Palacki».-Trochę dłużej trwało przymówienie 
się lwowskiego prezydenta miasta M"ałachowskieg'o, który wska- 
zał na zbieg w jednYf:h latach i urodzin Palackiego i 
Iickie- 
wicza i postawienia im pomników. Jeden z ostatnich przema- 
wiających był bulgar profesor Georgow, któren orzekł żJ"cze- 
nie podzielane zapewne przez wszystkich na zjezdzie obecnych: 
«daj Boże abyśmy postawili conajprędzej w Sołuniu (rnece- 
doiISkich Tessalonikach) pom!lik świętym Crryllowi i Meto- 
demu». 


x. 


Przejdźmy do mów powiedzianych przez czechów. \Vracam 
na chwilę wstecz od założenia pomnika na placu do tego, co 
było w wigilię tego wypadku, do uczty sobotniej 18 czerwca, 
na którą komitet zjazdu zaprosił wszrstkich przyjezdnych. 
Obiad był podany na 500 przeszło osób i trwał od 2 godziny 
do 7. Podlipny ustąpił na uczcie prezesowstwo pomocnikowi' 
swojemu \Vojtlowi, któren podniósł pierwszy toast za zdrowie 
cesarza Franciszka Józefa, toast przyjęty bardzo ochoczo 
z bardzo długo przeciągającemi się okrzykami. Zgodnie z pro- 
pozycyą Podlipnego uch walono, aby od każdej narodowości mó- 
wił jed('n tylko mówca. Z tego prawidła zrobione zostaly 
-l)ewne nieliczne. wE'zakże wyjątki. 'V tym przyjętym porządku 
pierwszym mówcą. wystąpił w imieniu swojem i rodaków swo- 
ich czechów doktór Kramarz. Polityczna jego barwa jest taka, 
że nie liczy się do młodoczechów , ale do tak zwanych reali- 
stów, stanowiących odcień pośredni między staro i młodocze- 
chami. Ostatniemi czasy był on wiceprezydentem rady państwa 
i potykał się po uformowaniu się gabinetu Tlmna z niemcami 
obstrukcyonistami. Znany jest w Petersburgu, gd
ie nieraz by- 
wał, zna Rosyę i doskonale włada rosyjskim językiem. Po- 
mię4zy młodoczechami on i Herold uchodzą za najtęższych 
mówców. Herolda słyszałem po raz pierwszy dnia następnego 
przed obrzędowem F'tukaniem młotkiem po kamieniu. Jest on 


.
>>>
- 424 - 


o wiele namiętniejszy ou Kramarza. Dla porównania ich przy- 
toczę jako wzorek koniec mowy jego z d. 19 czerwca: «wiemy 
za co walczymy, jest to walka za prawdę przeciwko fałszowi. 
powinna być doprowadzoną do kOllca. Obowiązani jesteśmy! 
jeżeli chcemy sprlnić przykazanie Palackiego: SYllj k svemu 
a yżdy dla prawdy». Xiewątpliwie zwycięstwo uwieńczy nasze 
białe z czerwonem sztandary, przemówią dzwony stubasztowej 
złotej Pragi, zalanę będą światłem królewskie Hradczany (po 
niemiecku Hradschin pałac; królewski), 
więto- \Vacławska 
korona błyśnie nowym bla!'kiem, miliony dusz czeskich wygło- 

zą przed calym światem, że boj któryśmy wiedli i którtmu 
przywodził Palacki został przez nas z"'ycięsko doprowadzony 
do końca. Patrząc na nas z niebieskich wysokości duch ojca 
ojczyzny będzie błogoslawil swemu narodowi i uraduje się ze 
spelnienia swoich życzeJi. A więc powstallCie wszyscy cze- 
chowie, ślubujmy sobie wzajem uroczyście, że będziemy czyn 
jego wielki wypełniali do końca, że będziemy walczyli za idee, 
za prawdę. dopóki nie zwyciężymy. Slubujmy sobie że tylko 
takim sposobem będziemy mogli uczcić pamięć Palackiego, któ- 
remu niechaj będzie wiekuista «slawa». 
'V każdem słowie Kramarza w jr!{o obiadowej mowie 18 
czerwca znać było nie tylko mocno odczute przekonanie
 ale 
i to, że słowa idą z ust trzeźwego polityka, wpływającego na 
rozum słuchaczy i przytem doskonale wiedzącego do czego on 
i'ch prowadzi i jakie są granice jego żądali wedle okoliczności 
danej ch\yiIi, a także przeświadczonego o tem. ż
 nie dość 
jest tylko żądać 
hr zwyciężyć, ze zwycięstwo mOŻebneIll jest 
ale jeszcze dalekie, tak że nie podobna jrszcze oLliczyć ki'edy 
je można będzie obwołać i otrąbić. Glówną treścią mowy byl 
już Jlie Palacki, a ten olbrzymi bój dwóch światów, któren 
wrze i kipi wszędzie, 
dzie tylko llipmieckie styka się ze slo- 
,yiailskielll, czy to w Poznaniu
 czy na_Szlązku, w Sztyryi albo 
w Chorutanach (Kal'yntii), bój wszecllswiatowo historyczny 
od którego samo ".istnienie Austl'yi zawisło. «)Iyśmy tego boju 
nie wyzywali, mówił Kramarz, my nikogo nie chcemy l1cis}ać
 
ale bronimy się od ucisku ze strony tych ludzi, dla których 
ich granice nie są nig
y dostatecznie wielkie). Mówca skar-
>>>
- 425 - 



ył się głównie na to, że ten nacisk wywierają nie jacy tacy 
zacofani rycerze z średniowiecza, ałe najcelniejsi przywódcy 
niemieckiej cywilizacyi i kultury, że proklamacyę o pretensye 
niemców do Czecl1 podpbało 800 profesorów niemieckicl1, obsta- 
jących za niemiecką hegemonią w Czechach. 
rru mówca zrobił zwrót do przyjezdnych przedstawicieli 
słowiańszczyzny i prosił ich o moralne poparcie przeciwko 
takiej presyi ze strony illteligencyi niemieckiej w kwestyi 
właściwie tylko wewnętrznej, austryackiej, w której działając 
w duchu Palackiego, «my tylko (powiadał mówca) urzeczy- 
wistniamy program równouprawnienia wszystkich narodowości, 
tak słowiallskich jako i niemieckiej. bo nikogo nie mamy za- 
miaru uciemiężać, Z naszej :-5trony byłaby to najgorszego ga- 
tunku niewdzięczność, gdybym nie wspomniał o pobrataniu się 
z nami słowiańskich klubów w radzie państwa. Pozwólcie, że 
wam przypomnę, iż polakiem był ten mąż Rtallu (Kazimierz 
Badeni), który ucierpiał za to, że chciał aby czechom byłr 
l)rzyznane ich prawa językowe i aby przez to czechowie zo- 
stali ścislej do monarchii przygarnięci. \Vszakże to byl polski 
klub, któren najwięcej przykrości doznał za to, że nas bronił. 
'V tych cieżkich tlniach w tych zapalczywych starciach się 
wykute było pierwsze ogniwo, które objęło w jedno wszystkie 
słowiańskie narodowości w 
\ustryi. Jestem głęboko przeko- 
nany, że to ogniwo się nie rozłamie i że na przyszłość żadna 
siła w świecie go nie zniweczy:. 
«A jednak, moi panowie, mówił w dah:zym ciągu Kramarz, 
nie zamierzam bynajmniej śpiewać hymnu o tem
 że jakoby 
w naszym świecie słowiall:-,kim wszystko tak piękne jakiemby 
być powinno. Obecna uroczystość llie upoważnia nas do zamy- 
kania oczu na prawdę. My bynajmniej nie chcemy jakiegoś 
politycznego spojenia się wszech slo wian już przez to 
amo. 
że jesteśmy niedzialką historyczną, że jesteśmy samoistnym 

zynnikiem, ale nam bardzo jeszc7.e daleko do tego wewnęt.rz- 
nego spojenia duchowego, które było wciąż Palackiemu na 
myśli, a które w ognip,m tchnących słowach oddał nieśmiertelny 
Dostojewski. J eszcześmy bardzo daleko od tego celu i droga 
nasza będzie dluga i ciernista. 
i('zapominajcie, panowie, że
>>>
- 426 - 


pierwszym krokiem na tej drodze jest :;amopoznanie i rozpo- 
znanie naszych braci. )limo to nasze zebranie się obecne jest 
to wypadek nie małej wagi. Zebraliśmy się tu nie w t.ym celu, 
aby wysławiać wodza wojownika, któren na 5;tosach trupów 
zatknął zwycięzką chorągiew, nie w tym celu, aby wyslawiać męża 
!':tanu, któren rozwalał państwa a na ich miejscu budował-nowe. 
Przyszliśmy uczcić prostego słowiańskiego Uc.ZOllego i polityka t 
którego jedynym celem były prawo i sprawiedliwość, któren 
nic nie burzył, by na łomach coś innego budować, alo dbał 
tylko o to. aby dynastya Habsburgów przywiązała do siebie 
słowian tym tylko węzłem, że stała się względem nich spra- 
wiedliwszą». :\Iówca prosił obecnych słowian, by zapisali sobie 
w sercu i pamięci, że w chwili obecnej dokonany został nowy 
krok naprzód ku wielkiej przyszłości, ku duchowemu i mOl'al- 
nemu podniesieniu się całej słowiailszczyzny. 
:\Iowie Kramarza towarzyszyly przy każdym znaczniejszym 
jej założeniu okrzyki: 'cyborne! pokryły ją huczne i jednomyślue 
oklaski. Po tej mowie warte są. wzmianki przemówienia profesora 
Golla i Riegera. Mowa Golla była całkiem odrębna i specyalna. 
Składał on podziękowania wszystkim wszechnicom słowiańskim r 
które odpowiedziały na wezwanie pragskiej wszechnicy. Było 
ich sześć, jedna z nich wlaściwie nie slowiańska (wiedeński 
llniwersItet), ale delegowała znancgo słowianina, sł}'nnego sla- 
\yistę Jagicza. Z uniwersytetem jagielońskim pragski był 
. w zażyłości i komitywie w ciągu Jat 500. Dopóki nie było 
zag-rzebskiego południowi slowianie jeździli uczyć 8ię do Pragi. 
Po otwarciu zagrzebskieg'o większą. część katedl jego zajęli 
czesi. Z pomiędzy ros)
jskich nniwer
ytetów najbliższe do prag- 
ski ego są kijowski, mvskiew
ki i petersburski; we wszystkich 
trzech kwitnie slawizm, któremu dał podstawę Dobrowski: 
Xakoniec GolI podniósł toast za żyjących najbliższych spół- 
pracowników Palackiego, obecnych na uczcie, a mianowicie- 
za Riegera, co do polityki, i za Tomka, co do dziejopisarstwa. 
\Vtedy powstał ten niby z musu wywołany krzepki na pozór, 
nie siwiejący i dzielny jeszcze czlowiek historyczny, któren 
ud pólwieku (od 184:8 r.) trzyma się nie schodząc z areny 
l)olitycznej, a grał na niej nieraz role pierwszorzęune. Poucza-
>>>
- 427 - 


jąc młodsze otaczające go pokolcnie, Rieger określił, podobnie 
jak i Kramarz, zadanie swego narodu jako równe koło a w środku 
tego koła, obejmującego tylko wewnętrzną politykę austl'rackąr 
postawił znane założenie Palackiego słowamiż jego własnemi 
przytoczone, że «gdyby nie było Austryi, to wszakże sami byśmy 
musieli ją utworzyć». Dedukcya tego wniosku, po którym na- 
stąpiło podjęcie toastu za harmonię między dynastyą i cze- 
chami, a również i ze wszystkiemi słowiailskiemi narodowoś- 
ciami, była następująca: 
«Naród czeski był fundatorem austryackiego cesarstwa
 gdy 
powolał na swój tron Habsburgów; za tym przykładem poszli 
i węgrowie. Była to bezwzględna konip'czllość histol'yczna: 
trzeba było kraj ratować od jarzma tureckiego. 'V ciągu 
dwóch wieków naród czeski niósł na ofiarę krew swoją i pie- 
niądze na walkę z Turcyą. Lecz Austrya nie przestaje by(
- 
potrzebną i dzisiaj. Jest ona wspólną obronną tarczą dla 
wszystkich w nicj będących i wzajem 
iebic po ważających 
narodów. Dzisiaj niemieckie zamiary zmierzają ku temu, aby 
rozbić państwo austryackie i zrobić nas cząstkami zjednoczo- 
nej Germanii. Niebezpieczeństwo wielkie i wymaga współdzia- 
lania wszystkich słowian austryackich, by oprzeć się temu nie- 
mieckiemu naciskowi. Wszyscy bronimy monarchii austryac- 
kiej, jej interes jest naszym własnym interesem, jej wl'ogowi
 
są naszJTmi wrogami. Au
tryackie mocarstwo nie jest możebne 
bez czeskiego królestwa, a my nie możemy nawet PQmyśl
ć 
istnicnia Czech bez tej dynastyi, jednoczącej mocnym kitem te 
naro dy». 
Przytoczyłem wydatniejsze mowy, wypowiedziane przez 
organizatorów zjazdu-czechów. \Vszystkie były na jedną nutę 
i były oczywiście obrachowane na to, aby ich motyw był pod- 
trzymany chórowo przez wszystkie głosy słowiallskie. Było 
pewne ryzyko w przedsięwzięciu. Zamiast chóru mogłabJ T przy 
pewnych warunkach zgrać się kocia muzyka, zbiór ostrych 
nieznośnych dla uclła dysonansów. Cała kwestya zawierała się 
w tern, czy jest możebnem do dopięcia, by mogło w rodzinie 
ze słowiallskich narodowości, liczącej mnóstwo członków, ma- 
jącrch jedni z drugimi swoje osobne rachunki urządzić cho-
>>>
- 428 -- 



iażby wal'unkowo i ną jedną chwilę coś naks7talt rozejmu? 

zy mogłoby, jeżeli llie realnie, to tylko idealnie sprawdzić się 
to o czem marzył Puszkin w pośmiertnym u:amku poświęconym 
-:\Iickiewiczowi: «kiedy narody zwady się poZbYW5Z1--W wieJką 
się rodzinę sprzęgną». Czyż może być, by hymn pełen liryzmu 
skoilCzył się przyzwoicie nie na dramacie, albo nie na jakim 

ądzie, to jest jeżeli nie na bójce to przynajmniej na ostrem 
i skandalicznem połajaniu się wzajemnem? 'V rzeczywistości, 
rzecz dzi wna, wszystko odbyło się pokojowo. chociaż nie bez pe- 
wllego tarcia się i szorstkości. Chcąc objaśnić jak zostalo do końca 
zachowane us-posobienie pokojowe, powinienem przy przeglądzie 
mów słowiańskich odpowiadających na czeską zagrywkę p0łą- 
.czyć i to, co było powicdziane na uczcie 18 czerwca i na ze- 
braniu all:-:tryackich dziennikarzy w ratuszu 19 czerwca po za- 
łożeniu pomnika, uakoniec i to, co mówiono na wieczerzy na 
-cześć dziennikarzy tegoż 19 czerwca \V czeskiej «Biesiadzie 
mieszczańskiej», nakoniec i to co było 20 czerwca na sniadaniu 
pożegnaluem przed rozjpchaniem, po którem to sniadaniu sejm 
u ważany był jako zamknięty. Zacznę od obiasnienia znaczenia 
i czynności zjazdu dziennikarzy, którcn funkcyonowal jedno- 
.cześ nie ze zjazdem na cześć Palackiego. 


XI. 


Pomysł zjazdu dziennikar/GY był dobry i praktyczny. Po- 
'Ilieważ większość czynnych ludzi-narodowców i słowian za- 
.chodnich są literaci, uczeni albo dziennikarze więc zdecydo- 
wano, by jadący na zjazd austryaccy dziennikarze ofiarowali 
histol'yczne i st.atystyczne materyałJ?, każdy o swej prasie 
i po(lali wspólnie obmyślanc wnioski w jakim kierunku ma 
działać w państwie słowiańskie czasopiśmiennictwo, by najsku- 
teczniej się prz
łożyć do powodzenia wszechsłowiańskiej sprawy. 
,V ypracowano 
iedem memoryałów o prasach czeskipj, galicyj- 
sko-polskiej, galicyjsko-rushiskiej, chorwackiej (Zagrzeb), serb- 

kiej z Pomorza czyli dalmackiej, slowińskiej (Lublana) i sło- 
wackiej (8. l\Iarcin Tnrczański). Autorowie memoryaló\V po
>>>
- 429 - 


naradzie zgodzili się na podanie pięciu wniosków, które zo- 
stały' roztrząsane na jedynem posiedzeniu ogólnego zgromadze- 
nia dziennikarzy, odbytego 18 czerwca po założeniu pomnika. 
Posiedzenie odb
Tło się w wielkiej ratuszowej sali, w której 
na ścianach wiszą dwa olbrzymie obrazy Bruzika-na jednej 
ścianie Hus przed soborem w Constallz, a na drugiej obranie- 
królem Jerzego z Podiebradu. Przewodniczył posiedzeniu 
z wielkim taktel
l i stanowczością Jan Hribar z Lublany; 
wice-prezesowi
 bIli 1\Iic
ał ChyliIi
ki, redaktor kl'akowskiego 
«Czasu, i 
Iazzura z Zagrzebia. Zgromadzeni uchwalili: po 
pierwsze pomagać sobie wzajem w osiągnięciu przez slo wiań- 
skich dziennikarzy w Austryi jednostajnej i zupelnej równości. 
a unikać wszy
tkiego, co mo
e płodzić spory i waśnie pomiędzy 
narodami i plemionami monarchii Habsburgów (zatem nie- 
tylko w Cisletanji ale i w ca1ych Austro-'Vęgrzech). Powtórc 
umówili się dobijać się największej jaka być może wolności 
druku. Potrzecie dziennikarze podnieśli rzecz nową i wedle na- 
. 
szego poglądu całkiem niewłaściwą, a wymagającą aby ją roz- 
\\'a
yli przedewszystkiem ekonomiści, mogącą przy tern wy- 
wolać mnóstwo zarzutów. Zaproponowali propagandować utwo- 
rzenie się związku słowiańskiego ekonomicznego, wprowadzić 
sIstem wzajemnego slowiańskiego handlowego i przemysłowego 
protekcyonizmu, przeciwdziałać produkcyi obcokrajowej, ni
 
spo
ywać cudzoziemskich towarów, walczyć z wyzyskiwaniem 
Austryi przez zagraniczne kapitały. Poczwa1'te uchwalono utwo- 
.rzyć w Austryi informacyjny organ dziennikarski pośredni- 
czący pomiędzy słowiańskimi literatami. Nakoniec uradzono 
popiq;te przykładać się do zesłowiallszczeilia w życiu publicz- 
nem i w druku nazw imiennych slowiańskich tak osobowych, 
jako szczególniej topograficznych, które aż do niepoznania się 
deformują przech.;dząc przez urzędowe kancelarye. 
Przy roztrząsaniu proponowanych wniosków odbywającem 
się z niezmierną szybkością, ale nie brz debatów, okazało się 
jak jest trudnem dopięcie zjednoczenia się słowian chociażby 
w CiaSll}Tch granicach austryackich. Po za Austryą stoją 'V ęgry ,. 
a dwie centralizacye, wedle słów Palackiego, gorsze są ani- 
... żeli jedna. Chcąc być konsekwentnymi, musieliby czesi wpzwae 


" 


\
>>>
- 430 - 


na zjazd 
amych tylko słowiall cislejtańskich, co było niepo- 
dobieństwem bo niektóre narodowości slowiańskie :::;ą tak po- 
eięte, 
e jedną częścią siedzą w Cislejtanii a drugą w Trans- 
lejtanii. Są j('
zcze i takie i które zostają przez madjarów 
przydeptane. napl"zyklad ci slowacy i rusini Uhol"scy II Kry- 
wania, których Podlipny wymienił wraz po polakach w swo- 
jem powitaniu. Są oni oczywiście w daleko gorszem polożeniu, 
ani
e1i przyłączeni do korony S. Szczepana ch
)l'waci zagrzebcy 
albo serbowie dalmatcy. Nakolliec są plemiona, które same 
jeszcze ni
 zdecydowały, czcgoby chcialy i chociaż mówią jed- 
nym językiem, ale mają całkiem różne alfabety, naprzrkład chor- 
waci i serbowie. Polityka każe czechom nie tykać tymcza- 
sem madjarów, nie prowadzić podwójnej walki jedlloczesnie. 
I w 'V ęgl'zech usposobienie zmienia i się brwa mniej albo więcej 
ugodowe. Kiedy w lipcu 1898 Srossmaier, któren nigdy nie by- 
wał n chorwarckiego bana Chedervarego, oddal mu wizytę, 
wnet krążyć zaczęli przypuszczenia, że chorwato-serbowie pro- 
wadzą jakieś układy z madjarami. Podczas zjazdu Palackiego, 
eo chwila się zdarzało, że ktoś z zaproszonych nie wytrzJ.mal 
i nabroił. frak naprzykład na. bankiecie 18 czerwca rcdaktor 
gazety w S. Marcinie Turczańskim, l\Iaciej Dula wzniósl toast 
za zjednoczenie wszystkich rozerwanych cząst.ek święto-wacła- 
wskiej korony, a w tej liczbie i Szlązka austryackiego, na 
który :pretendują polacy, a także za zjednoczenie Moraw 
i Rusi Uhorskiej, co by pozbawiło Węgry części ich posiad- 
łości.-
a posicdzeniu dziennikarzy, członkowie zjazdu z wę- 
2ierskiej połowy, co chwila dobijali się poprawek redakcyjllych 
w wyrazach tyczących się rządu, poniewa
 mając ciągle za- 
targi z rządem w Buda-Peszcie nie mogą tak ten rząd trak- 
tować, jak ich wspólbracia traktują rząd wiedeński. Od 
strony 
niektórych serbów groziło odszczepieństwo, które zostało jed- 
nak za
egnane. \V czasie debatów na 
osiedzeniu piękną miał 
mowę Chyliński. Co się mów polskich tycze, w 
góle było ich 
wiele. Bardzo rozumnie przemawiali prezesowie miast czyli 
burmistrze Krakowa Friedlein i Lwowa :Malachowski; można 
jednak powiedzieć, że ponieważ głosy ich były spokojlle, więc 
nie robiły wrażenia, nie wpajały się w pamięć, owszem dzia-
>>>
-431- 


łały jako hamulce na żywy temperament czechów. Z drugiej 
strony przypisuję zbliżeniu się polaków z czechami i wply- 
wowi czeskich idei tederacrjnyclt to, że stara zadawIliona 
waśń rusinów galicyjskich z polakami jeżeli nie ustała (głę- 
bokie rany takie nie goją się bez przyczyn i to gojenie się 
bywa powolne), ale wykreślona była z porządku dziennego 
i na zjezdzie Palackiego wcale się nie okazywała. Mówili mi 
wpływowi czechowie, że namawiają wszelkimi 
posobami pu- 
laków do ustępstw. Rusini nigdy nie trzymają się w jednej kupie. 

ą pomiędzy nimi resztki potężnej niegdy partyi świętojurców, 
albo rusofilów. Cząstka rusinów z bardzo zdolnym, ale już całkiem 
pogrążonym \V socyalizm Iwanem Franko, zaprotestowała prz('- 
dwko jezdzie do Pragi, ale ogromna większość głosowała za 
zja.zdem. Przeclstawiciele małornsów albo ukrainofilów Barwiński 
i \Vachnianin uczęstniczyli \V zjezdzie z usposobieniem naj- 
bardziej pokojowem. Xa zgromadzeniu dziennikarzy jednego 
tylko słyszałem człowieka, starorusina Szczawińskicgo-r
dak- 
tora «HałyczaninaJ, któren się wysłowiał w wielkorosyjskim. 
to jest po naszemu w książkowym rosyjskim języku. Po pręd- 
kiem i zgodnem przyjęciu przez dziennikarzy (nowiniarzy jak 
ich zwą czesi) pięciu podanych im wniosków, wszyscy obecni 
przy tern przyjezdni zostali zaproszeni na wieczerzę do tak 
zwanej «
1ieszczańskiej Biesiady»-wielkiego klubu z ogrom- 
nym lokalem. Palacki był za życia 
 tałym czlonkiem tego klubu. 
fru późno wieczorem-około północy, wygłosił 'Visaryon Koma- 
1'0W mowę, która z powo
u oburzenia, wywołanego przez nią 
w prasie niemieckiej i zaciętośći z jaką nad nią pastwili się 
niemcy, stała się bardziej wiadomą, niż; w8zystko Zfl)5ztą co 
zaszło w Pradze na zjeździe. Dotychczas osoby zdaleka sto- 
. 
jące widzą ją w niewłaściwem i złudnem oświetleniu. Posta- 
fam się, jako naoczny świadek, przedstawić rzecz jak była 
prosto, spokojnie i nienamiętnie. 


XII. 


:Mowa P. Komarowa była bardzo dluga i zawcza
u obmy. 
ślana, co się nazywa programowa. 'Yyclała mi się jeszcze 


.
>>>
, 


- 432 - 


llłuższą kiedym ją odczJtal w .\
 164 «Swietu»! aniżeli wtedy 
gc1r m był jej 
luchaczem. Opuszczam części jej opisowe, na 
przykład wizerunek niemca 
 skradającego 
ię po wilczellllu
 
a szukającego kogoby poźreć, czyhającego na to aby połknąwszy 
c-zecha crozerwać całą słowiańską pozycyę». Autor przekonał 
się o tem naocznie w dwa albo trzy dni kiedy do Czech przyje- 
chal, ale gdzie zaprwne nir udało mu si
, jako te2 i nam, żadnego 
niemca ze skórą i kośćmi zobaczyć, tak się l'zetrlnie w Pradze 
pochowali, nie bez zlego zamiaru zapewne, aby nam dostarczyć. 
przyjemność wykąpania się w samym tylko słowiallskim-żywiole. 
Pomijam calą stronę mowy P. Komarowa l)istoryczną, ale- 
nie l'adzę nikomu uczyć się z niej historyi, boby pomyślał, 
że Kal'ol 'Vielki zapewnił «przewagę Germ alH
kiej mOJlarchii» 
a jednak wiadomv, że nie był ani germanem ani francuzem i 
żył w epoce kiedy się jeszcze nie różniczkowało rasowe two- 
rZIwo, z którego później urobili się i włusi, i francuzi, i hiszpa- 
nie, i niemcy. Z mowy Komarowa wnioskowal by czytelnik
 
że próżno pracują dotąd dziejopisarze nad odszukaniem dróg, 
kt-óremi chodzili Cyryl i )1 etody i narzecza, w którem pisali 

wój przekład Pisma świętego. P. Komarow upewnia, że ci 
swięci (żyjący w drugiej polowie IX wieku a działający po 
865 r., w półwieczu po Karolu \Vielkim, którr umarł w 814 r. 
i będący spółczesnemi Rurykowi) naprzód poszli do «rosJ
an 
w Rosyi» (jeszcze wówczas llie istniejących), potem do pola- 
ków'(którzy również nie istnieli) nakoniec do morawian i 
czechów.-«Stali oni z czechami pierś z piersią przeciwko 
lliemcom i pomogli czechom do oparcia się pierwszej fali nie- 
mieckiej (niby Karolowi \Vielkiemu). Xajłatwowierniejszy 
czytelnik zawaha ::;ię jednak i zwątpi jak mogli .owi swięci 
«odg-l'aniczyć niby ogniowym kresem świat slowiański od nie- 
mieckiego», kiedy jeszcze nie istuialy ni Polska, ni Ruś i 
kiedy kościół chrześcijański był jesżcze powszechny, nie ro- 
złamany na dwa katolicyzm)': zachodni i wschodni l). Cze;si. 


1) Xajllowszy dziejopis czel:!ki Lippert (Socialgeschichte Boel1mens, 
Wien 1896, t. I, G. 158) dowiódł, -je SS. C)Tyl i l\Ietody nigdy nie byli \V 
Czechach. Twierdzi on, że do :\Ioraw wiar
 chrześcijallską przyniesli Fran- 
kowie przy llast
pcach Karola W. w pocz
tkach jeszcze IX wieku. -
>>>
- 433 - 


nale
eIi ni
zawodnie do łacińskiego zachodu, głównym zaś 
apostołem chrześcijaństwa między polakami stał się rodowity 
czech i łacinnik wedle swego obrząrlku swięty 'V ojciech. 
By wytłómaczyć swoją nienawiść ku niemcom P. Komarow 
chwyta się bitwy grunwaldskiej 1410 r. i twierdzi, że chyba 
nie on, ale p
zodkowie jego, a nawet nie przodkowie, ale jacyś 
krewni wielkorusowie, smoleńszczanie, potykali się w tej 
bitwie pod sztandarami Polski i Litwy.-Po cóż, pytamy, szukał 
podobnych przykładów bojów z niemcami aż w X V wieku? 
\V połowie zeszlego XVIII wieku bili się rosyanie z niemcami 
i przyparli prusaków co się nazywa do muru. 1'ak Prusy zgi- 
nęłyby gdyby w Rosyi nie zaszła zmiana w wewnętrznej po- 
lityce. Takąż samą powolność okazała niemcom Polska po pogromie 
grunwaldskim, gdy po skasowaniu zakonu teutońskiego, Zyg- 
munt I dopuścił, aby to państwo przedzierzgnęło się w świecką 
posiadłość na lennem prawie od Polski zawisłą. Sądzę, że za 
pomocą naciągania, podobnego do tego. jakiego używa !{oma- 
row m02naby dedukować, że dzisiejsza nieprzyjaźń rosyall do 
hiemców jest tylko odpla tą za to, że prusacy i au:;tryacy brali 
udział w llajeździe na Rosyę dwunastu różnojęzycznych narodo- 
wości pod woclzą Kapole(lna w 1812 r. 'V mowie Komarowa 
p
łno fantastyczności ale mało dorzecznego. '" eźmy się teraz 
do jedynie treściwej części mowy, stanowiącej konkluzyę, to 
jest do jej polityki. 
. P. Komarowobrał jako punkt wyjścia zalożenie spOJ'ne i, 
powiedzmy otwarcie. zupełnie niewłaściwe, że w całej słowiań- 
szczyznie a więc i u rosyan, i u czecbó\\T jest (S,jeden tylko 
wróg, a nie d'l-cóch, że wrogiem tym są niemcy i że ich trzeba 
niebawem pokonać. Tą myślą przejęty autor ogłasza ogólną, 
wspólnemi siłami
 krucyatę przeciwko niemcom. To założenie 
jest lliesluszne, a to z te
o powodu, że we wszystkich częściach 
świata Rosya jawnych wrogów nie pO:5iada
 a ma tylko źle 
jej życzących przeciwnikó\V
 a może i rywalów, z któremi daje 
Robie jako tako rad
, a mo
e i na przyszłość podoła, do wojny 
się nie ncieknjąc. Z drngi
j strony u innych słowiańskicl1narodów 
i w tej liczbie u czechów
 którzy nas podejmowali w Pradze, jest 
nie jeden wróg albo przeciwnik, ale kilkoro, a przynajmniej 
28
>>>
- 434 - 


dwoje: niemcy i lllwljarowip. Jaku strategik, pułkownik Koma- 
l'OW musi wiedzieć, że pierwsze prawidło wojny polega na tern, 
by przeciwników rozdzielać, a nie zniewalać ich aby się łącz
'li. 
Ze względu na to czesi napastowali tylko niemców austrrackich 
i tych co niemców podszczuwają - profpsorów niemieckich. 
Doskonale wiedzą czesi, że dzisiaj gl"a idzie mię
zy niemcami 
i slo wianami o kwestyę austryacką wewnętrzną, rozstrzygającą 

ię na konstytucyjnym gruncie za pomocą parlamentarnycl1 
środków. Nad gwałtownym obstrukcyonizmem niemieckim weźmie 
ostatecznie górę zjednoczenie słowian, a sam Komarow przyznaje 
że "zjednoczenie wytwarza siłę". Ani razu na zjeżdzie cze!'\i 
nie tykali cesarza niemieckiego, alc P. Komarow, któremu się 
zapewne pl'zyśniło klasyczne orzeczenie: «Hannihal ante 
portas», maluje nam obraz następujący: gotuje się trzeci nacisk 
(germanizmu), niebezpieczniejszy może aniżeli dwa pirrwsze 
(za Karola \V. i pod Grunwaldem). Fraukopruska wojna z 
takiem niepowodzeniem prowadzona (dodajmy, że tak nieszczę- 
śliwie się skończyła, dzięki przychylnej dla Prus iieutralności 
Rosyi). od której tyle ucierpiał pl'zyjaciel nasz naród francuzki 
(dodajmy: przyjaciel dzisiejszy ale nie wczorajszy) podniosła 
blask i animu:5z Germanii do niesłychanej wJsokości... pod 
wodzem, który wie dokąd idzie i wie czego chce. Niemiec 
dobija się teraz uniwer
alnego panowania, by zetrzeć zachodnią 
słowiańszczyznę i sieci swe zapuścić na całą Rosyę».-Na 
zasadzie tych założeń, Komarow pn,ponuje pomagać- czechom, 
a.by niebawem odparli zalewającą ich falę niemiecką, chociaż 
czesi dotąd o taką pomoc wcale Rosyi nie p r08z ą, bo wiedzą, 
że im wystarczy, jeżeli się zgrupują szczelniej około habsburgskiej 
dyna
tyi. 
iebezpieczeństwo dla Rosyi oc1 niemców jest przez 
Komarowa kolosalnie powiększone. l\Iocarstwu
 które nie jest we 
wnętrzu swem rozdarte, a liczy 120 miljonów ludzi, nie może gro- 
zić niebezpieczeństwo na seryo ze strony Germanii posiadającej 
tylko 55 miljonów. Przytem Rosya zagwarantowała się, przyjaź- 
niąc się i zawarłszy alians z FrallcYą, tak że nie jest dla niej groź- 
nem nawet' trójprzymierze, tylko obronne przy tern i takie, które 
się zapewne rozluźni, bo każdy krok AU8tryi na droclze federali- 
zacyi musi ją zbliżać do Rosyi, jako do państwa słowiańskiego.
>>>
- 435 - 


-Słuchając z uwagą mowy Komarowa, mimowoli stawiałem 
sobie pytanie: co miała ona na celu, jakie były ukryte
 g-łęb- 
sze myśli mówcy? Nie mogłem przypuścić, by P. Komarow 
mógł
 jako rosIanin, obawiać się czegośkolwiek dla Rosyi od niem- 
ców. Nie mogłrm przypuścić, że P. Komarow zechce występo- 
wać jako przedstawiciel publicznej opinii Rosyi względem 
niemców. Rosyanie nie kochają niemców to prawda, chociaż 
wielu rzeczy się od nich nauczyli i wiele rzeczy zapożyczyli. 
Powodu do nienawiści nie mają żadnego. Pamięć o przewadzr 
niemieckiej nie zachowała. 
ię nawet w podaniu. Stokroć wię- 
cej powodów mieliby niellawidzieć nie"31ców polacy z powodu 
tego, że dzisiaj w 'V. Ks. Poznań
kiem i w ziemiach pruskich 
odbywa się na wielką skalę heca na polaków i górą stoją 
tak zwani hakatyści, poparci przez pru
ką administracyę i ga- 
binet., ale n polaków pozaniemieckich taka żywiołowa lliena- 
wiść nie istnieje. Polacy wiedzą, że oprócz hakatystów i jun- 
krów pruskicb, w sejmach jest jeszcze centrum katolickie. jest 
podnoszący się i obojętny względem narodowości socyalizm, 
są pewne gwarancye w państwie konstytucyjnem, można się 
skllpić
 ześrodkować i póki trwa niepogoda przeczekać, nie- 
rozpaczając o dalszej) chociaż kłopotliweJ, eg7.ystencyi. 
ie 
chcę nawet tłomaczyć mowy Komarowa pr7.ez chęć jego, by 
zyskać tanim kosztem popularność u czechów, uderzając na 
niemców, z któremi czesi iuą w zapasy. 
ie putrzebowal wcale 
tego środka dla zdobycia sobie popularności. Skoro przyjechał 
do Pragi z wiankiem od miasta Petel'sbul'ga, z adresem od 
jenerala Czerniajewa, II którego hIł szefem 
ztabu w Serhii, 
st.anął już niby na czele przybyszów do Pragi-rosyan. Jego 
tylko nazywały gazety «zastoupce Rusi». Z towarzyszy jego 
rosyal1 nikt mu nie przeczył, chociaż wielu z nich nie podzie- 
lało jego 
posobu myślenia. Nikt z nich żadnej treściwej. pro- 
gramowej mowy nie powiedział. P. KomaJ'ow twierdzi w «Swie- 
cie» , że mu wtórowaly oklaski, że oklasków miał więcej, ni- 
żeli polscy mówcy. Decydować tej kwe8tyi nie myślę i zosta 
wię ją otwart.ą. Oklaski dowodziły w danym wypadku trgo tylko, 
że na, każdym zjeździe słowial18kim i w ogóle wśród słowiall- 

zczyzny, Ro
ya cieszy się takiem znaczeniem i powagą, że 


28*
>>>
- 436 - 


będą przyklaskiwać ka
dcmu, kto w jej nnleniu się odezwie, nie 
la jego wymowę i nawet nie wnikając w to, o czem on mówi. 
Rosya jest najpotężniejszem pallstwem słowiailskiem, może 
Olla i nie bl'ać bezpDśredniego udzialu w pewllem . przedsię- 
wzięciu słowiańskiem
 naprzykład w zjeździe praskim, lecz ka
- 
demu wiadomo, że działała w kwestyach slowiańskich w duchu 
słowiańskim, że wirle ofiar na. tę sprawę poniosła, że stwa- 
rzała nowe państ.wa słowiańskie, działając jako wyzwolicielka (na- 
przykład w wojnie 1877 i 1878 r.). Nawet i wtedy, kiedy pozo- ' 
staje nieczynną, Rosya przedstawia taką potę
ną siłę zapasową, 
której nie podobna nie uwzględnić z tego powodu, że w przy- 
szłości może się przydać. Otoż przyszedłem do t
go przekona- 
nia nie odrazu, to jest nie wnet po wysłuchaniu mowy Koma- 
rowa, na której końcowe słowa mało kto zważał, ale dopiero 
potem
 kiedym mowę odczytał w «Swiecie», że prawdziwy jej 
sens mieści się w dwóch następnych urywkach, z których je- 
den zawiera się w środku mowy: «gdyby nawrt i było za co 
naganić to albo drngif' plemię słowiańskie za stosunek jego 
do drugich słowian, to nie cza
 tera:: między nami się raclLO- 
wać, kiedy wspólny 'wróg stoi u pr0!lU i gwałtownie 'łcłallu 1 j,. 
sig w nasze drzwi.. Dl'ugi urywek mieści się w końcu mowy: 
«kiedy dowiemy się, że fala niemiecka odparta i że nazad od

- 
szła. dopiero wtedy hędziemy mogli, jeżeli komu będzie ku 
tcmu ochota, zająć się naszymi domowemi swarami. \Vtedy 
wypracujemy dla ludzkości tę prawdę, ten porządek i tell hu- 
manizm, wrodzony wszystkim słowiańskim narodom, z rodu 
w ród i z wicków w wiek». 

a pierwszy l'zut propozycya P. Komarowa jak gdyhy dobra 
i nęcąca: zapumnijmy o swarach domowych, usuńmy je na 
stronę, nie godząc się.-Ale Pl'Opozycya ta ma swoją racyę 
bytu tylko jeśli pierwsza przesłanka prawdziwa, to jest jeżpli 
wróg istotnie wybija nam drzwi. Skoro jednak przesłanka fal. 
szywa, skoro wróg nie wyłamuje drzwi i może nie zamierza 
nawet do nich się dobijać, natenczas Pl'opozycya przybiera 
kształt manewru albo fortelu ohrachowanego na to, by odro- 
czyć na czas nieoglaniczony Ul'zeczywistnienie tej prawdy, tego 
porządku i tego humanizmu, które autor uważa jako przy-
>>>
- 437 - 


mioty slowiail:;kie i jako obowiązujące, chocia
 przypuszcza, 
że nie są zachowywane w życiu. .l\Iówca nie spostrzegł, że sam 
souie przeczy. Perorował on, że niemca można zwalczyć tylko 
pl'zez zjednoczenic i że «zjednoczenie wytwal'za siłę», znaczy 
się, że od zjednoczenia tl'zeba zacząć, a potem walczyć. Lecz 
zamiast tego raptownie udel'zył w dzwony na zmyśloną trwogę 
i odroczył humanizm a
 do zwycięstwa, po którym ju
 tpn 
humanizm Ha nic się nie przyda i będzie całkiem zbyteczny. 
Jednem :-;lowem KOffiarow postąpił wbrew słowom Palackiego, 
zacytowanym już pl'zezemnie i zwróconym do niemców, którzy 
rządzili w Cislejtanii: «chcecie naprzód odrąbać nam głowy, 
a potem maciC' zamiar być naszymi dobrodziejami». 


XIII. 


Mowa Komarowa interesująca je
t jako próbka tego, jak 
trudno jest rosyaninowi, któren dziś jeszcze ma pog"lądy na 
kwestyę słowiańską panujące w Rosyi za czasów etnograficz- 
nej wystawy moskiewskiej 1867 r., podczas najwieksz
go ubo- 

trzenia się stanowczo wrogich 
tosnuków Rosyi do polskh'j na- 
rodowości, orientować 
ię w kwestyi słowiańskiej w chwili 
dzisiejszej, kiedy wszystko naokół 
ię odmieniło i po tem, jak 
w 1897 r. młody cesarz rosyjski był z ogromnym entuzya- 
zmem przyjęty przez ludność polską i raczyl wyrzec wspaniało- 
myślne słowa, że wraca swojc zaufanie narodowi, któren 
ię 
przeciwko władzy jego zbuntowal przed trzydziestu z górą 
laty. Ponieważ wszyst.ko co mówił P. Komarow, było albo cał- 
kiem nie'zcczeslle (pobudka do walki rosyan przeciwko niem- 
eom), albo niedorzeczne w sto
unkn do sprawy, dla której slo- 
wianip zebrali się w Pradze, to jest nie dla radzenia o przy- 
szlej wojnie z niemcami, a dla ustanowienia między sobą 
sprawiedliwszych i bardziej ludzkich stosunków, nakoniec 
wcale niewspanialomyśl1Ze względem polaków, z tych wszyst- 
kich powodów nikt z obecnych na zgl'ollladzeniu w «:Mieszczall- 
skiej Biesiadzie» nie zechciał wdawać się z P. Komarowem 
w _długi spór zasadniczy, tembardziej, że SPÓI" ten nie móglby
>>>
- 438 - 


się obejść bez obrażenia czechów i popsucia im wszystkich 
szyków. Spór ten pociągnąłby nipodzownie za sobą poróżnienie 

ię, l'odzaj sądowych de\)atów między pokłóconymi i dałby po- 
wód nieprzyjaciołom słowian do twierdzenia, że nie mogą slowia- 
nie, zehl'awszy się, nie nawymyślać jedni drugim i nie pokłócić 
się miedzy sobą stanowczo. Przed przewodniczącym zgromadze- 
niu dziennikarzem Goleczkiem leżał 
pis osób zapisujących się do 
głosu. lecz mówcy ci poprzestali tylko na UI'ywanych uwagach. 
a w tf'j liczbie i P. Alfred Szczepański. 
ie mogę dziś przy- 
pomnieć w jakich slowach on się wyraził, ale stanowczo twier- 
dze, że nie wyraził on takiej aprobaty mowie P. Komarowa, 
jaką mu przypisały czeskie gazety. Ja osol}iścif' nie mialem 
zamial'u zbijać P. Komarowa, ale prosiłem o głos po kolei, 
któren wnet otrzymałem. Postanowiłem, nie wdając się wcale 
w polemikę z P. Komarowym, inaczej formulować kwestyę slo- 
wiańską i wypowiedzieć co dawno było w sercn z powodu coraz 
to większego ciążenia wszystkich słowian ku sobie, inuemi słowy 
wyrazić to samo, o czem myśmy z Panem, Panie 
.\leksandrze, 
szeroko i szczegółowo wiele razy mówili. Pozwolę sobie przy- 
toczyć moją mowę dosłownie, ażeby sprostować mylne i opa- 
czne o niej wzmianki w gazetach. Podaję ją tak, jak ją wy- 
drukowały gazety krakowska «Czas»: .,
 143 i petersburska 
«Kraj. 
 i5. 
«Pozwó1cie mi, dostojni panowie, pójść za przykładelll mo- 
ich ziomków, popl'zednich mówców i tłólllaczyć się w moim 
narodowym jezrku; pustaI'am się, abyście mnie zrozumieli. 
Zjazd nasz, aczkolwiek tylko trzy dni liczy, ma już swoją bi- 
storye. Powołuję się na jeden fakt z tej historyj, na piękną 
mowę w sali na wyspie Zofijskiej posła Augu
ta Sokołowskir- 
go, którą uważam za wzorową z tego wz
.!:ledu, że po jpj 
ukończeniu ci członkowie zjazdu, któn
y jedynie mogliby jej 
co zarzucić, a mianowicie pl'zyjezdni Rosyanie, widziałem, jak 
podchodzili do mówcy jeden po drugim: choć mówił głównie 
o Polsce, i chwalili go glośno w t.ycb prawie slowach: nikogo 
nie zaczepił, nikogo nie obraził, a mówił nie banalnie, lecz 
treści wie i przedmiotowo i tak, że do tego, co mówił, móglby 
się każdy Słowianin przyznać.-Potrącę jr:-:zcze o dł'ugi fakt,
>>>
- -139 - 


którr się na zjeździe niniejszym zaznaczył. Profe:-\ol' Bl'andt 
z :l\Ioskwy i inni mówcy Rosyanie powolywali się wciąż na 
zjazd wszechslowiań5ki w :Moskwie w r. 1867, zapoczątkowany 
przez wielkiego człowieka, którego dziś slawimy i przez drugie- 
go historycznego człowieka, który na barkach swoich lekko 
swoich lat 80 dźwiga, Dra Franciszka \Vładysława Riegera. 
Otóź za ten zjazd, odbyty przed laty przeszło 30, oskarżano 
w Rwoim czasie obie wymienione przezemnie osoby, że czy- 
niły rzecz all typaństwową, że działały na szkodę rzeszy ra- 
kuskiej. Oskar
enia tp były niesłuszne i dawno już upadły. 
\V liczbie głównych celów, które zakładali 
obie przyjeżdżający 
z Czech do :Moskwy, był i ten jeszcze prawdziwie chl'ześciań- 
ski, by przemówić za nieobecnych i nie mogących brać w zje- 
ździe 
adnego udziału polaków, by wyciągnąć do biesiadują- 
cych oliwną galązkę pojednania i zgody i wylać kropel kilka 
gojącego balsanlII na zaognioną, krwawiącą się ranę w sto- 
sunkach międzysłowiańskich, będącą fatalnym skutkiem pol- 

kiego powstania 1863 roku. Przemówić za polaków podjął 
się główny mówca zjazdu Dr Rieger
 który rzecz swoją przed- 
łożył w dziwnie udatnej, pięknej i poetycznej formie.-Jest 
w mieście :Moskwie-mówił Rieger-cerkwi przeszło 300. 
w każdej po kilka, kilkanaście, albo i kilkadziesiąt dzwonów. 
Kiedy uderzą wszystkie te dz\Von1 na jakie święto, naprzy- 
kład na 'V elikdzień, jaka
 to potężna harmonia
 jaka
 prze- 
cudna muzyka. Przypuśćmy, żeby zechciano i postanowiono 
przetopić wszrstkie te dzwony i ulać z nich jeden tJTlko, ale 
olbrzymi dzwon. Byłoby w rezultacie i mniej huku i żadnej 
llarmonii, całe przedsięwzięcie byłoby stanowczo popsnte. Otóż 
powodzenie ka
dego, nawet najpiękniejszego przemówienia za- 
leży od przypadku. Nie każde bywa w porę powiedziane, nie 
każde się uda, skoro nie jest na dobie, skoro nie znajdzie dla- 

iebie przygotowanego gruntu. Otó
 i powiedzenie Riegera nie 
znalazlo przyjęcia, nie doczekało się odpowiedzi i co się na- 
zywa upadło,nie przez to, 
eby wszyscy wogóle na zjeźdz!c 
byli względem Polaków jednako nieprzyjaźnie usposobieni, 
ale że na zjazdach, podobnych do obecnego, wszystkie uchwa- 
ły zapadają jak na dawnym sejmie polskim, t}'lko jedno-
>>>
- 44U - 


mIślnością, więc dość dwóch albo trzech oponentów na t.o, 
aby najpoważniejszy wniosek obalić.- \Vniosek Riegera upadł, 
bo namiętności obradujących b}'ły zbyt silnie rozbudzone.- 
Dużo czasu ubieg-ło odtąd, parę pokoleń 
ię zmieniło na scenie 
życia
 nie tu w rzeszy rakuskiej, ale gdzieindziej przeszło 
pal'ę panowań, inny jest nastrój, inne u
posobienia społeczeństw. 
'V tym odmiennym stanie rzeczy wniosek Dra Riegera, aż 
dotąd nie załatwiony, nabiera cechy żywej aktualności i wy- 
gląda jako kwestya pierwszorzędna i zasadnicza, jako myśl 
prawie nowa, dopiero co w mózgu ludzkim poczęta i na 
kol(\i pc
tawiona. - 
.Jestem przekonany, że cel naszego zjazdu nie będzie wcale 
osiągnięty, jeżeli wszyscy, ilu nas jest. różnonarodowi człon- 
kowie wielkiego 
zczepu Slowiańszczyzny nie zjednoczymy się 
w tej myśli iście czeskiej
 sformułowanej w 1867 r. przez Rie- 
gera, że lepiej mieć nip powiem kilkaset, ale kilkanaście mniej- 
szych dzwonów, aniżeli tJlko jeden, że należy ich mieć tyle, ile icb 
. stworzył naturalny bieg rzeczy i rozwój dziejów Slowiańszczy- 
zny, że pallstwo p'aństwem, a narodowości narodowościami i że 
nie pozwolimy się przetopić na coś innego, aniżeli to, czeID 
nas stworzyła historya, że nie dopuścimy, aby bylo starte t.o 
piętno odrębnej narodowości, które obowiązani jesteśmy prze- 
chowywać, przysparzać i oddać przyszłym pokoleniom. 
Otóż mam jakąś otuchę, że przemówienie Riegera w 1867 l'., 
które wtenczas nie miało powodzenia, bo wywolało protesty, 
przejdzie dziś może, że ono nas pokrzepi, a że początek jego 
był iście czeski i że w wielkim narodzie czeskim obudził się 
pierwej, niż u innych, kult 
łowiailskjej jedności, którego na- 
ród czeski i jego inteligencya byli kapłanami i rycerzami, 
więc podnoszę toast za. naród czeski i za wytwarzające się 
z małego pączka w8zechslowiańskie braterstwo, ciche, nie żą- 
dające zdobyczy, pokojowe. \V tem braterstwie, które :;ię 
urzeczywistni nie dziś, nie jutro, ale zapewne długo po nas, 
jest cała nasza wspólna przyszłość. \Viara to takaż jak chrze- 
ścianina: nie czyń innemu, co tobie nie miło, pożądaj dla in- 
nych trgo, czego chcesz dla siebie i zaczynaj kochanie się od 
ludzi i grup najbIiższycl1, idąc stopniowo do coraz dalszych.
>>>
- 441 -- 


XIV. 


. Mowa P. KOlllarowa b
7ła woda na kolo młyńskie gazet 
niemieckiclI. Szczególnie wiele kolumn poświęciła jej «Xeue 
Fl'eie Presse» wiedell
ka. ::\Iowa ta oddała słowiallszczyznie tę 
niedźwiedzią przysługę, że unicestwiła odrazu zjazd zwolany 
na t) siel'pnia do Poznania polskich lekarzy i przy,'odników. 
PoIicya poznailska rozporządziła się
 a minister spraw wew- 
nętrznych pruski von der Recke rozpol'ządzienie to zatwier- 
.dził, że na ten zjazd nie będą dopuszczani członkowie cudzo- 
ziemcy, nie będący obywatelami cesar
twa nielllieckiego
 pod 
obawą natychmia:.-;towego wysłania ich za granicę. Rozporzą- 
dzenie było w tell sposób motywowane, że wydanem zostało 
z powodu antyniemieckich manifestacyj, które mialy miej
ce 
ostatnimi czasy w podobnych przypadkach (znaczy się, że 
z powodu pragskiego zjazdu). Drugim następstwem mowr Ko. 
marowa było gadanie, które się rozpowszechniło o jakiemś 
jakoby pojednaniu się, zbliżeniu się albo porozumieniu się po- 
laków z l'osyanami. dokonallem na podstawie nie wiadomo jakich 
warunków, ktÓl'ych nikt nie w stanie był ani określić, ani też 
wskazać, w czemby się one zawierać mogły. Dali wiarę tTm 
pogłoskom pierwsi czesi, którym przypadly do smaku napaści" 
Komarowa na niemców i którzy zawsze pragnęli rusko-polskiego 
pejednania się. :Miał miejsce niezaprzeczenie wypadek pewny, 
ale natury z
przrcznej, że się zeszli razem rosyanie i polacy 
i że się rozstali nie nawymyślawszy jedni drugim. Z tego 
faktu za pomocą logicznego przeskoku domyślili się czesi
 że 
prawdopodobnie jakieś ugodowe pakty były zawarte. Ze wza- 
jemnego powstrzymania się od kłótni i zarzutów zrobili wnio- 
sek. że wiekuiści zapaśnicy poprzyjaźnili się. \V ten błąd po- 
padł sam starosta pragski Podlipny, nasz uprzejmy gospodal'z
 
którell na pożegnalnem śniadaniu 20 czerwca wyrzekł te słowa. 
lla nieszczęście nie dokładne, nie odpowiedne rzeczywistości: 
«dnia wczorajszego ku wielkiej naszej uciesze widzieliśmy jak 
niektóre słowiańskie narody, dotąd będące w niezupełnie przy- 
jacielskich stosunkach, obecnie uściskały się po pl'zyjacielsku
>>>
. 


- 442 - 


(nyni v pl'at(llskom objeti se nasli). By rzecz taką jak była 
:-,prostować i prawdę wyjaśnić zmuszony je
tem do następują- 
cych objaśnień. 
Po mowie Komarowa, ani ja, ani moi rodacy, nie podcho- 
dziliśmy do niego, aby się trącić puharami i wyrazić 
woje 
spółczucie. Nawet Szczepailski upewniał mię, że wyraził tylko 
ubolewanie, :!;e rosrjskie spoleczellstwo mniej jest przyjaźnie 
względem polaków usposobione, aniżeli sam rząd rosyjski. :Moja 
mowa nie stykała się w Iiiczem z mową Komarowa, obalała 
ją punkt po punkcie. rrrmcza8em obecni na biesiadzie i na 
czele ich sam P. Komarow podchodzili do mnie z pełnymi kie- 
liszkami co na pozór kazał9 przypuszczać, że jeżeli nie w
 
wszystkiem to w czemśkolwiek są ze mną zgodni i że podzie- 
lają przynajmnif'j niektóre zdania moj{1j mowy. Obowiązany 
- je:;tem oddać wszystkim rosyanom na zjezdzie tę sprawiedli- 
wość całkowi tą, że zachowywali się przyzwoicie, że byli grzeczni 
i że ustępowali llawet w razach, w których ich narodowe nczn- 
cia mogły być do pewnego stopnia podrażnione. Nie miałem 
powodu wzbraniać się od potrącenia kieliszków podchodzących 
d{) mnie osób, chociaż wiedziałem, że okazywane przez nich 
współczucie jest tylko pozorne, nie odpowiedne ich wewnętrz- 
nemu nastrojowi. Znając zWIkły tryb postępowania P. Koma- 
rowa i jego przeszłość nie mogłem się spodziewać, żeby się 
odmienił i żebyśmy mogli stanąć ołfok siebie w kwestyi sło- 
wiańskiej, a tembardziej żebyśmy mogli porozumieć :5ię wzajem 
w polsko-rosyjskiej kwestyi, ktÓl'y dla każdego z nas jest 
zawsze wstępem do słowiańskiej. Dla udowodnienia, że ta nie- 
możliwość rzec.lywiscie istnieje aż dotąd: przytoczę fakty na- 
stępujące. \V chwili gdyśmy trącali się puharami w Pradze 
{7-19 czerwca) organie :Komarowa «Swieb drukowały się 
w 

 150 z d. 10-22 czerwca: a) pl'zedruk z «ltloskiewskich 
'Viedcmostej.& 1867 r. części mowy Riegera mianej na korzyść 
polaków na uczcie 21 maja 1867 r. i b) odpowiedź na tę mowę 
redakcyi tej że gazety zawierającą twierdzenia, że rosyanie 
nienawidzą nie polaków osobiście, alc obowiązani są zachowy- 
wać się «z nieubłaganą nienawiścią względem polskiej idei». 
Do ostatniego z tych wyciągów zrobiony był od redakc
'i
>>>
- 443 - 


cSwieta» taki dopisek: «wierzyć się niechce, że to było pisane 
przed trzydziestu laty tak to tchnie spółczesnością» Następnie 
\V tymże numrrze «Swieta» mieści się telegram z 'Yilna z 8 
czerwca: «prowadzą się spieszne roboty około ustawienia pom- 
nika hrabiemu )Imoawjewowi. Ku jesieni pomnik będzie już 
gotóW». "T następnym 151 numerze pomnikowi temu poświę- 
cony był obszerny a,rtrkuł. Uważam za właściwe wytłómaczIć 
:-:ię co do pomnika hrabiego Michała Murawjewa. 
iBzaprzecze- 
nie Murawjew oddał ros)-jskiemu państwu wielką przyslug-ę 
przez stłumienie polskiego wybuchłego w 1863 f. powstania. 
Ka
demu wolno kogo OH chce uznawać za pożytecznego albo 
nawet za wielkiego człowieka. Czciciele Murawjewa mieJi prawo 
obchodzić uroczyście założenie trgo pomnika. Obchód ten nie 
miał cechy narodowej albo nawet ogólno-państwowej uroczy- 
stości, ale wybrano dla niej tę własHie ch wiJę, kiedy miody 
monarcha uszczęśliwił 'Varszawę swoją przytomnością. Gazeta 
Komarowa wybrała właśnie chwilę założenia pomnika Palac- 
kiemu ażeby dwa razy wspomnieć o wileńskim pomniku )Iu- 
rawjewa. Zestawienie tych llw6ch wielkości wprawdzie niejed- 
nego i tegoż 
amego rodzaju miało na celu jużciż nie czechów, 
którzy «Swieta» nie czytają. Nabiera ono znaczenia. skoro je 
połączymy z uwagą redakcyi o 
p6łczesności trwającej aż c10- 
tąd nieubłag-anej nienawiści względem polskiej idei. Jako czło- 
nek pr3gskiego zjazdu mogę zapewnić mego byłego spólczłonka, 
że jest on właśnie nie Rpółczesnym, a zacofanym człowiekiem 
w 
wojem zachowaniu się względem kwestyi słowiańskiej. Zjazd 
cały f;;tawił Da pierwszym miejscu poszanuwanie względem 
wszelkich idej narodowych. 'V podaniach «Swieta» o wileńskim 
pomniku Hie mogę nie dopatrzyć pewnego zapomnienia albo 
pogwałcenia przez P. Komarowa, jadącego na zjazd na którym 
wiedział że będą polacy, tego prawidła przyzwoituści, które 
fJ'ancuzi wyrażają przysłowiem: «OH ne parle pas de la cordo 
dans la maison dOun pendu». Z wiadomościami o pomniku można 
było bez szkody albo ujmy dla rzeczy zaczekać a
 do lipca 
albo sierpnia. 
Po pożegnalnem śniadaniu w ratuszu zaczęło się szybkie 
rozjeżclzanie się gości. Niektórzy czlonkowie zjazdu polacy i 


.
>>>
- 444 - 


cze
i wybierali się na 4-16 lipca ao Krakowa na uroczystość 
()twarcia pomnika Mickiewic
wwi. Byłem w ich liczbie. \Vy- 
biel'al się też do Kl'akowa profesor moskiewski Roman Brandt. 
któren jako znawca wszystkich słowiaih;kich języków pr7.Yg.o- 
tował nawet mówkę po polsku. Z racyi 
yków, które jej to- 
warzyszyły, ale jej nie PI'zPł'wały, kursują najfałszywsze wia- 
domości. Innym l'azem napiszę o tym drobnym wypadku. 
Io
.rę 
tylko już tu zapewnić, że mowa p. Brandta była bardzo przy- 
jazna dla polaków i bardzo przyzwoita i że była bardzo ..,ym- 
patyczllie- przyjęta przez najlepsze krakowskie i l wowskic ga- 
zety. P. Brandt okazał pewną odwag-e cywilną w tym wy- 
padku i brł odpowiednio przyjmowany i żegnany ze czcią mu 
nalrżuą. 
Skoilczyłem, drogi Pauie .AJeksandrze, moje opowiadanie. 
być może zadlug'ie. Przeczytawszy je może przypomnisz wJTazy 
przypisywane Galileuszowi: e pHr si 1nuove! Rusza :.-;ię coś 
\V zachodniej i południowej slowiańszczyznie. jest coś nowego 
i jest postęp ku lepszemu. 'V zakresie rosyjskiej polityki pań- 
::;twowej kwestya słowiailska jest jedną z bardzo wielu innych
 
ale nie gra roli pierwszych skrzypek w orkiestrze. ,V prze- 
stankacIl gry mogla by się kwestyą zajmować i ją opracowy- 
wać prywatna przrdsiębiol'czośĆ o
ób pojedyńczych i zbioro- 
wych, literatów, uczonyth t
warzystw i w ogóle rosyj:-;kiej il1tc- 
ligencyi. 'Vypadałoby badać plemiona pokrewne, ich literatury, 
()byczaje i instytucye. Studyować należałoby nie z książek 
tylko, ale wnikając w sam ich byt. 'Viecie, panie AleksaIHlrze, 
że pod tym wzg'lędcm rosyjskie s})ołrCZe}lstwo. do którego i ja 
należę
 jak umysłowy od lat. kilkudziesięciu na tern polu pra- 
cownik, bardzo je:-:t je
zczc 
łabe. Brak mu interesowania się 
pł'zedmiotem, brak ochoty iść po tej drodze, brak rzutkości. 
Przecięty poziom wiadomości o braciach słowianach, począwszy 
od najbliższych - od polaków i czechów, jest bardzo ni
ki. 

podziewajm r się, żr nastąpi zmiana na lepsze w pl'zy
zlości. 
Ufajmy w siły i czynność podrastających młodych pokole}). 


z rosyjskiego.
>>>