Główne prądy literatury XIX stulecia : prelekcye wykładane na Uniwersytecie Kopenhagskim, T. 2

. 
,. 
GŁOWNE PRĄ.DY 
LITERA TURY XIX 
TULE
IA. 


;. 


.. 


\
>>>
, 


"
>>>
GLOWNE PRĄDY 
LITERATURY XIX STULECIA. 


:ł;:'RELEKCYE 


WYKLADANE W UNIWERSYTECIE KOPENHAGSKI/A 


przez 


J. BRANDESA. 




 


TOM II. 


. 
WARSZAWA. 
Nakład Redakcyi "PRAWDY". 


- 
1881. 


.
>>>
.II;oBBOJIeHO D;en;BYPOIO. 
BapmaBa, 19 CeuTHC)pa 1881 ro
a. 


.
>>>
i b j et 6 n i e n i e. 


Praca Brandesa skJada się z tomów czterech. W szy- 
stkie mamy zamiar przyswoić naszej literaturze i wydać 
jako bezpłatne dodatki dla abonentów Prawdy. Poniewa
 
jednak tom pierwszy nie otrzymał dotąd pozwolenia cen- 
zuralnego, a nadto ka
dy stano,vi osobną całość, zaczyna- 
my więc od drugiego, obiecuj ąc czytelnikom, gdy na to 
warunki pozwolą, dostarczyć pierwszy. 
Zaznaczyć jeszcze ,vinniśmy pobudkę do tłomaczenia 
i wydania tej pracy: jest ona nietylko znakomitem bada- 
niem, ale nadto wymownym obrazem stosunków umysło- 
.. 
wych, z którymi nasze pozostają ,y bliskiem pokrewień- 
stwie. W szędzie niemal zamiast duńskiej mo
na podsta- 
wić naszą literaturę. 


Redakcya "Prawdy". 


----
--
>>>
.
>>>
SZKOŁA ROMANTYCZNA 


w 
 IE M C2;E CH. 


---- . - 


I I
>>>

>>>
J. 


Ci, co czytali poprzedzający tom tego dzieła, znają 
osnowę pracy, którą przedsięwziąłem. Wiedzą oni, że 
chcę odmalować ruch literacki tego stulecia, opisać kiełku- 
jącą i rosnącą reakcYę, najpierw w jej zasadach, następnie 
w całym jej przebiegu, a
 do zenitu. Później przedstawię, 
jak tę reakcyę spotyka płynący z przeszłego stulecia wol- 
nomyślny powiew, który wzrastając przemienia się w bu- 
rzę i przemaga wszelki opór. Tutaj potrzeba scharaktery- 
zować wiele dzieł, przedst.awić wiele osobistości. Zadaniem 
mojem będzie odrysować te osobistości w profilu tak wy- 
datnym i wyraźnym, o ile tylko zdołam. Nikt nie jest 
w stanie uchwycić wszystkiego. Zasadą moją jest oświe- 
cać całość silnie, lecz z jednej tylko strony, tak,. 
eby głó- 
wne rysy uwydatniały się i uderzały w oczy. Przede- 
wszystkiem będę się starał traktować historyę literatlu.y, 
o ile mo
na, najbardziej psychologicznie, sięgać jak najgłę- 
biej: 
eby pochwycić ruchy umysłowe, które długo i głę- 
boko przygotowują i wytwarzają występującą za ka2- 
dym razem na jaw literaturę. W tym celu muszę prosić 
czytelnika, żeby wejrzał we własny umysł jak najbezstron- 
niej. Następnie będę się starał przedstawić rezultat mych 
badań w postaci, o ile mo
na, najdotykalniejszej i nujpla- _ 
8tyczniejszej. Zadanie moje osiągnę, jeśli mi się uda na- 
kreślić w ścisłej i łatwo zrozluniałcj forn1ie ukryte uczucie 
Tom IL 1
>>>
9- 
.;"J 


i oderwaną ide
, le
ącą na dnie wszystkiego. Najchętniej 
przedstawiałem za wsze zasadę uzmysłowioną 'v postaci 
anegdoty. 
Wskutek tego przedewszystkiem sprowadzam wszę. 
dzie literaturę do 
ycia. Mo
na to poznać stąd
 
e wy- 
wołana przez moją ksią
kę, namiętna polemika poruszyła 
w mej ojczyźnie mnóstwo zagadnień religijnych, społecz- 
nych i etycznych, nietylko z powodu nierozsądku moich 
przeciwników, lecz również z powodu samej natury mej 
pracy; podczas gdy dawniejsze spory w naszej literaturze- 
np. pomiędzy HeibergieID i Rauchem, a nawet sławna pole- 
mika między Baggesenem i Oehlenschlagerem - zamykały 
się wyłącznie w dziedzinie literatury i prowadziły jedynie 
do rozpraw treści literackiej. Nie czynię tej wzmianki dla 
tego, 
ebym przywiązywał do mojej ksią
ki szczególną 
wartość, wskutek wywołanych przez nią licznych zdań. 
Było to raczej pomniejsze, samo przez się niewiele zna- 
czące dzieło. Lecz wygłosiło ono tutaj, w moim kraju, 
nowy pogląd, nad którym wywiązała się gwałtowna walka. 
Naj zwyczajniej sza miejscowość - powiada Wiktor Hu- 
go-nabiera pewnego blasku, gdy posłu
y za pole bitwy: 
Austerlitz i 
Iarengo są to wielkie nazwiska, a małe wio- 
ski. Sprowadziwszy stosunki do skromniejszej miary, mo- 
gę to powtórzyć o moj ej ksią
ce. 
Z tego poglądu mojego na stosunek piśmiennictwa do 
życia wynika, że dzieje literatury, które tu wykładam, nie 
sąhistoryąliteratury salonowej. Sięgam głęboko, o ile mogę
 
w 
ycie rzeczywiste i dowodzę, jakim sposobem powstają 
w sercach ludzkich uczucia, które się wyra
ają w literatu- 
rze. Lecz serce ludzkie nie jest spokojną sadzawką, ani 
te
 sielankowem leśne m jeziorem; jest ono' oceanem z pod- .. 
morską roślinnością, zaludnionym straszliwymi mieszkań- 
cami. Historya literatury salonowej, jak i poezya sa- 
lono,va, mniema, 
e życie ludzkie odgrywa się w salonie,
>>>
3 


w strojnej sali balowej, gdzie meble i ludzie są polerowa- 
ni, a oświetlenie wyklucza wszystkie ciemne kąty. Nie- 
chaj, kto chce, zapatruj e się na rzeczy z tego stanowiska, 
mojem ono nie jest. Jak ten, kto chce botanizować, musi 
dotykać zarówno pokrzyw, jak i rót, podobnie chcący stu- 
dyować literaturę musi przywyknąć do spoglądania niell- 
straszonem okiem badacza przyrody i lekarza na wszystkie 
formy bytu ludzkiego w całej ich rozmaitości i związku 
wewnętrznym. Roślina nie staj e się mniej albo więcej in- 
teresującą przez to, że kole lub pachnie. - Będę zatem 
musiał dotykać się rzeczy, o których mówić nie zawsze po- 
zwala konwencyonalność. Nie trzeba tem się gorszyć, lecz 
zwatać na ducha, 'v jakim się to dzieje, na powa
ny na- 
strój i zimną krew, z jaką mówię o tak zwanych zagadnie- 
niach palących. 
Zamierzam rozpatrzeć najpierw literaturę niemiecką. 
Zadanie odmalowania w ścisłym związku szkoły roman- 
tycznej niemieckiej jest dla duńczyka równie trudnem, 
jak zniechęcającem. Przedmiot ten jest przygnębiająco 
obszernym, prócz tego był on traktowany przez pisarzy 
niemieckich różnostronnie i z taką szczegółową uczonością 
wskutek podz
ału pracy, te cudzoziemiec, dla którego nad.. 
to nie wszystkie źródła są dostępp.e, nie mote iść w za wo- 
dy z krajowcami, oswojonymi od dzieciństwa z literaturą, 
którą on musi studyować w wieku, kiedy przyswajanie 
wielu wiadomości jest znacznie trudniejszem. 
Iusi 
on czerpać swą siłę po części w pewności, z jaką 
zajmuj e i utrzymuj e s,voj e stanowisko indywidualne, po 
części rozwijając, o ile to jest mo
liwem, właściwości, wy- 
stępujące mniej wybitnie u pisarzy danego kraju. Taką 
właściwością jest uzdolnienie artystyczne - rozumiellI pod 
tern: zdolność zewnętrznego przedstawienia rzeczy. N atllra 
niemców tak jest wewnętrznie ześrodkowana i głęboka, 
e 
Powy2sza właściwość rzadko się w niej spotyka. Nareszcie 
1*
>>>
1. 


4 


istnIeje pewien pierwiastek, który latwiej jest pochwycić 
cudzoziemcowi, ani
eli krajowcowi, a mianowicie cechy ra- 
sowe, czyli to, co charakteryzuje jako niemca pisarza nie- 
mieckiego. Miejscowy badacz zbyt łatwo sądzi, że być 
niemcem i człowiekiem jest jedno i to samo,gdy
 przywykł 
wszędzie, gdzie ma do czynienia z człowiekiem, widzieć 
w nim niemca. Cudzoziemca uderza wiele rzeczy, których 
odrębności krajowiec nie dojrzy, mając je ciągle przed so- 
bą, a nadewszystko w sobie. 
Wogóle zrzadka i t Y lJi: o przy zdarzonej sposobności 
będę dotykał literatury duńskiej. Gdzieniegdzie jedynie 
w zasłonie teatralnej, którą rozwijam przed moją publicz- 
nością, zrobi
 otwór, przez który mo
na będzie ujrzeć sto- 
sunki Danii. Nie dla tego, 
ebym zapominał o duńskiej 
literaturze, lub tracił ją z widoku; - przeciwnie, mam ją 
ciągle przed oczami. Próbując przedstawić historyę wę" 
wnętrzną obcej literatury, wyprowadzam na ka
dym punk- 
cie pośrednie dopełnienia do historyi literatury Danii. 
fa- 
luję tło
 które jest potrzebne, teby literatura duńska wy- 
stąpiła kiedyś na niem w całej swej odrębności. Opracowu- 
ję podstawę, na której, jak sądzę, musi się wznieść historya 
nowoczesnego piśmiennictwa Darui. Aczkol wiek metoda 
ta wiedzie drogą pośrednią, jest za to gruntowniejszą. 
Wszelako zaznaczę chętnie w kilku slowach, do jakiego 
wyniku doprowadziło mi
 zestawienie duńskiej literatury 
z obcą w tym samym przeciągu czasu. Rezultat ten mogę 
ująć, jak 'v formułę matematyczną. Stosunek pomiędzy 
Niemcami i Danią jest następujący: literatura niemiecka 
w okresie, o którym mowa, jest stosu.nkowo pierwotną 
w s,vych dą
eniach i treści. Literatura zaś ouńska po 
cz
ści pro\vadzi w dalszym ciągu czysto północną arteryę, 
a po części buduje na podstawie literatury niemieckiej. 
Pisarze duńscy czyty\vaJi powszechnie alltorÓ\V niemieckich 
i przyswajali ich sobie, podczas gdy tamci nigdy nie czytali
>>>
5 


pisarzy duńskich i nie ulegali ich wpływowi. Steffens, 
który nam przynosi pobudkę z Niemiec, jest zupełnym 
uczniem Schellinga. Jako dowód przeczytajmy następu- 
t 
jące słowa z listu do tego ostatniego: "Jestem w zupełno- 
ści uczniem pańskim. Wszystko, co mogę zdziałać, pocho- 
dzi od Pana. - Nie jest to uczucie przemijające, lecz moc- 
ne przeświadczenie, oparte na rzeczywistości, i nie cenię 
siebie mniej z tego powodu. Jeśli więc kiedyś stworzę 
prawdziwie wielkie dzieło, które bym mógł nazwać swo- 
jem, i jeśli ono zyska uznanie, wtenczas wystąpię publicz- 
nie
 żeby z gorącym zapałem wskazać mego mistrza i Pa- 
nu podać zdobyty wieniec z wawrzynu" I). 
Z tego stosunku do Niemiec wynikają niektóre re- 
zultaty, a mianowicie: w poezyi Niemiec jest więcej tycia, . 
w odpowiedniej zaś poezyi Danii - więcej sztuki. 
Iate- 
ryały odgrzebują się w Niemczech. Literatura, która się po- 
czyna wraz z romantyzmem i dzierga się wśród naj głębszych 
usposobień moralnych, roskosznje się w uczuciach, boryka 
się z zagadnieniami, stwarza formy, które sama bezustan- 
nie niszczy. Duńska literatura przyjmuje tryskające ty- 
ciem materyały i idee; udaje się jej częstokr06 nadać im 
pewniejszy kształt i jaśniejszy wyraz, niż te. które one 
otrzymały w swojej ojczyźnie. (Przypomnijmy sobie np. 
stosunek Heiberga i Tiecka). Po części utywa ona i opra- 
cowuje te same pojęcia, po części przedstawia pokrewne 
im myśli w szczęśliwszych i plastyczniejszych formach, 
jak np. w wątku zaczerpniętym z dawnej przeszłości Pół- 
nocy. 
Tak więc d
ieje się to, o czem mówiłem winnem 
miejscu 2). N a gruncie duńskim romantyzm zyskał więcej 
jasności i formy_ Nie szukał jut on tak bardzo cieniów 


1) G. L. Plitt. Aus Schelling's Lehen, tom I, str. 309. 
2) G. Brandes. Kritiken u. Portraits, str. 229.
>>>
6 


nocnych, od ważył się ,vynurzyć osłonięty na światło dzien- 
ne. U czuł, że przy by} do ludu rozważnego i patrzącego 
trzeźwo na rzeczy, który sam się nie może zdecydować je- 
szcze, czy światło księtyca nie jest nienaturalnem i senty- 
mentalnem. Wystąpił z górskich czeluści, skąd go po raz 
pier,vszy wywołał zak]ęciem Nowalis w swych pieśniach 
górskich i uderzył \vraz z Waulundurem w bok góry, która 
pękła i odkryła wszystkie swe skarby. Romantyzm spo- 
strzegł, że się znalazł wśród 'v eselszej, łagodniej szej i bar- 
dziej sielankowej przyrody, otrząsł się z grozy, jego grube, 
nieforemne mgły przybrały kształty wysmukłych rusałek, 
zapomniał o Rarzu i Bloksbergu i osiedlił się pewnego 
pięknego ,vieczoru święto - jańskiego na wzgórzu zwie- 
rzyńca. 
Aladyn jest lepszym i bardziej zrozumiałym utworem 
poety ckim, aniżeli Cesa'J'z Oktawian Tiecka. Lecz z dru- 
giej strony Oefllenschlaeger nie mógłby zaprzeczyć, te 
Aladyn nigdyby nie powstał, gdyby nie był istniał Vkta.. 
'wian. Figliki na dzie'Jl Bożego ]Va1J'odzenia i Ża1J-ty nowo- 
roczne Heiberga również są tak wysoce dowcipnym 
utworem, jak arystofaniczno - polemiczne satyry 'fiecka; 
lecz cała forma, scena na scenie, satyra literacka, mięsza- 
nina sentymentalności z ironią, po
yczona jest od Tiecka, 
a co gorsza, daje się zrozumieć wtedy tylko, gdy staniemy 
na. jego stanowisku. Słowem, znajdujemy u Oehlenschlae- 
gera, Raucha, Reiberga więcej wyrobioną formę, aniżeli 
uNowalisa, Tiecka i Fryderyka Schlegla, lecz natomiast 
mniej treści, t. j. mniej 
ycia, nie tyle prostego stosunku 
do pobudzeń życiowych. Zbyt często nie zwracano u nas 
uwagi na wielkie zagadnienia tycia, były one pomijane 
w literaturze, jeśli nie motna było ująć ich w prawidłową 
formę poetycką. 
Psychologicznie da się to tak wyrazić: nasi autorowie 
\yogóle prześcignęli pisarzy niemieckich pod względem
>>>
7 


artyzmu, lecz zostali daleko po za nimi pod względem du- 
cha. Zachodzi to nietylko w tym okresie, lecz w całem 
obecnem stuleciu. Poró\vnawszy Tiecka z Oehlenschlae- 
gerem, albo nowoczesnych: Lenana, Auerbacba, Spielha- 
gena, Pawła Heysego z Blicherem, Hostrupem, Anderse- 
nem, Bjornsonem, spostrzegamy: u pisarzy niemieckich, 
jak Tieck, lub Auerbach, (mam tu najpierw na myśli nie 
romantyczny peryod u Tiecka) 'v każdym najdrobniejszym 
utworze, chocia
by był jak najmniej plastyczny, słabo od- 
dany lub nawet zupeJ'nie nieudatny, widnieje pełny pogląd 
na tycie, i to nie schwytany z powietrza, lecz wyrobiony 
i rozwinięty uoświadczenien-I i zastanowieniem życiowem, 
pogląd, llOSZąCY piętno całego zd l1miewającego i wielo- 
stronnego ,\\ryksztalcenia, cechującego umysł niemiecki. 
Każda nowella Tiecka, każdy romans Auerbacha zawiera 
zupelny poetyczno...£lozoficzny pog1ąd na życie, który jest 
zapatrywaniem męża, chociaż nie zawsze poety. Natomiast 
tragedya Oehlenschlaegera, legenda Andersena, wodewil 
Hostrupa będą prawie zawsze odzl.
aczały się wybitnie poe- 
tyckimi przymiotami: fan,tazyą, humorem, wesołością, traf- 
nymi i Dlłodzieńczo świeżymi rysami, lecz pogląd zasa- 
dniczy jest dziecinny, skoro tylko jest poetycznym. Rzec 
można, że nie ma tam nigdy mowy o pojmowaniu świata, 
zdobytem za pomocą wiedzy, a rozwiniętem przez tycie; 
często nie można znaleść śladu właściwego rozwoju. Poeci, 
jak I{rystyan Winther, lub H. C. Andersen są zarówno do- 
skonali w B\voich pierwszych utworach, jak i \v ostatnich. 
U innych, jak u Hostrupa i Richardta, wyczerpuje się twór- 
czość poetycka, gdy autor jest w wieku, w którym, jakby 
należało się spodziewać, właśnie prawdziwie rozkwitnie. 
Talent niekiedy nabiera tuszy wraz z wiekiem, jak 
u Oehlenschlaegera. Czasami znowu ideał coraz to bar- 
dziej chudnie, jak II Pall1dan-l\Iilllera. Tam, gdzie zachodzi 
przemiana, nie jest ona stopniowem wyrabianiem w lasnego
>>>
8 


poglądu na życie. Przeszedłszy przez pewien czas wązką. 
ścietką poezyi, autor zwraca na jeden z ubitych gościńców: 
na trakt mieszczański lub też kościelny. Szlafrok, albo 
czarna sutanna księ
owska - to zwykły strój, który się 
przywdziewa po zdjęciu z siebie hiszpańskiego płaszcza 
u
ywanego w latach młodzieńczych. Nawet naj młodsi pi
 
sarze Danii ustępują z drogi przed ideami, będącemi na 
czasie. Porównajmy naprzykład jednego z młodszych pi- 
sarzy, jakim był Bergsoe, z takim
episarzem w Niemczech, 
Spielhagenem, a rótnica nie będzie polegała głównie na 
tam, 
e autor niemiecki posiada niezaprzeczenie większe 
zdolności; nie, Spielhagen jest Bergsoem z ideami,- 
z ideami naszej epo ki. Jest on przej ęty wszystkiemi. zaga- 
dnieniami chwili, w której 
yje, bywa nikiedy prawie 
przygnieciony ich brzemieniem, lecz uświadamia j e ciągle 
duchowi czasu. Z czeffi natomiast walczy Bergsoe? 
Z arystokracyą rodową, z religią katolicką, wyszydzając 
pierwszą w swoich poezyach, a ostatnią w romansach. 
Walka ta ma wielkie znaczeni e w życiu tam, gdzie te po- 
tęgi grają jeszcze watną rolę; ale upłynęło ju
 sto lat od 
czasu, kiedy ta walka była zajmującą w literaturze. Owe 
żywioły najeżą jut w literaturze do trupów, a nie warto 
przecież jeszcze raz zabijać martwych. Wogóle więc pi- 
.- sarze niemieccy, wszędzie prawie, gdzie tylko ich porówna- 
my w bietącem stuleciu z duńskimi, posiadają dojrzalszy 
i bardziej oryginalny pogląd na życie, a co do indywid ual- 
ności stoj ą wyżej od tam tych, bez względ u na stanowisko, 
które zajmują jako poeci. 
Trzecia strona tego samego przedmiotu jest następu- 
jąca: duńscy autorowie mają wogóle tę zaletę, że unikają 
wyskoków smaku i fantazyj, w które częstokroć wpadają 
obcy pisarze. Zatrzymują się oni zawczasu, unikają para- 
doksu, lub też nie doprowadzają go do najskrajniejszego 
punktu; mają pewność siebie, pochodzącą z wrodzonej rów-
>>>
9 


nowagi umysłowej i flegmy, nie bywają nigdy prawie cy- 
nicznymi, zuchwałymi, złorzeczącymi, buntowniczymi, 
dziko fant3zyującymi, nawskróś sentymentalnymi, czysto 
abstrakcyjnymi lub zupełnie zmysłowymi. Pegaz rzadko 
ich ponosi, nie wdzierają się oni nigdy do nieba i nigdy nie 
wpadają do kału
y. To jest powód, który ich ozyni tak 
popularnymi w oczach ich narodu. U duńczyków będą 
zawsze uwatane za wyraz szlachetnej, panującej Dad sobą 
sztuki: pewny smak i elegancya, któremi odznaczają 
się poezye Heiberga i muzyka Gadesa, a także zdrowe 
i silne odczucie przyrody, jakie charakteryzuje najlepsze 
utwory północne Oehlenschlaegera i Hartmanna. Cót za 
dziwolągi w przeciwstawieniu z tem mieści w sobie nie- 
miecki szpital romantyczny! Chorego na piersi braciszka 
czesldego z suchotniczą zmysłowością i suchotniczo-nad- 
ziemskiemi pragnieniami - jakim jest Nowalis; ironiczne- 
go melancholika z chorobliwemi widzeniami i chorobliwie 
katolickiemi dą
nościami - mówię tu o Tiecku; poetycz- 
nie bezwładnego geniusza z właściwym geniuszowi popę- 
dem. do buntu, a z oupo,viednią bezsilności dążnością ule- 
gania przed zewnętrznym rozkazem - to Fryderyk Schle- 
gel; wycieńczonego bezsennością fantastyka, z 8zalonemi 
marzeniami jakby pod wpływem opium - to Hoffmann; 
głupowatego mistyka, jak W crnel" i genialnego somobójcę, 
jak Kleist. Przypomnijmy sobie Hoffmanna, na którym 
się kształcił Ander8en, i zobaczmy, jak zdrowym, lecz 
także jak trzeźwym i spokojnym wydaje się Andersen obok 
sw
go pierwowzoru! 
Tak więc nie ulega wątpliwości, 
e II pisarzy duńskich 
motna znaleść więcej harmonii. Łatwo zrozumieć, te ten, 
kto uwa
a za szczyt sztuki harmonię, nawet ubogą, będzie 
stawiał duńską literaturę w pierwszych latach naszego stu- 
lecia daleko wytej od niemieckiej. W podobnych rzeczach 
ka!dy sądzi podług swojej natury i smaku. Co do mnie,
>>>
.. 


10 


nie b
dę się z tern taił, że pogląd mój 'v tej mierze dość 
mocno się ró
ni od ogólnie przyjęt.ego. Zdaje mi się, żeś- 
my zdobyli ową harmonię przeważnie pI"ZeZ chwiejność, - 
przez brak odwagi artystycznej. Nie u padliśmy dla tego, 
że nie weszliśmy na ,vy
ynę, na której groziło by niebez- 
pieczeństwo spadnięcia. Wdzieranie się na l\Iontblanc 
pozostawiliśmy komu innemu. U chroniliśmy się od skrę- 
cenia karku, ale tet nie uszczknęliśmy kwiatów alpejskich, 
które kwitną tylko na najwytszych szczytach gór i nad 
brzegiem przepaści. Nikomu nie narzucam mojego gustu; 
starać się o to byłoby niepotyteczną pedanteryą. J ednak- 
że, według mego zdania, nie ceniliśmy dostatecznie w lite- 
raturze śmiałości, owej śmiałości, która jest w pisarzu ró- 
,vnoznaczna ze zdolnością bez,yzględnego wyra
ania pewne- 
go ideału artystycznego, Śmiałość, z jaką pisarz przeprowa- 
dza to, co jest typowem w jego kierunku, stanowi całe pięk- 
no jego utworu. Żeby to lepiej objaśnić, powiem, 
e skoro 
pewien kierunek, jak np. romantyzm, uderza w strunę fant a- 
zyi
 to najbardziej interesującym wydaje mi się ten autor, 
który posuwa fantastyczność do naj sl{rajniej szej ostateczno- 
ści-jak Hoffmann. Im więcej w jego utworach jest dzikiej 
wyobraźni, tem piękniejszymi stają się one-jak topola, im 
jest wy
szą, a buk, im bardziej rozło
ysty i potę
ny. Pięk- 
ność polega na śmiałości i sile, któremi \vyraża się typo- 
wość. Kto odkrywa now'e lądy, może w podróży osiąść na 
mieliźnie; łatwo unikną mielizny ci, którzy nie staraj ą się 
odkryć nowych krajów. Nasi romantycy nie bywają ni- 
gdy szalonymi, jak HoH:91ann, ale tet i nie są demonicz- 
nymi
 jak on. Zyskując na zrozumiałości i jasności, tra- 
cą na poryw3jącem tyciu i energii. Znajdują stosunkowo 
więcej czytelników i w większej ilości warstw spolecznych, 
lecz nie udaje się im pozyskać sobie całkowicie tych czy- 
telników. Silniej sza oryginalność odstrasza wprawdzie 
wielu, lecz za to bardziej wią
e do siebie. Nie posiadamy
>>>
11 


. 


w naszej literaturze kierunku romant y czneO'o niemądrze 
. t:) 
zuchwałej nieobyczajności Fryderyka Schlegla, ale tet 
i nie mamy jego genialnego ducha opozycyi; II nas uwa
a- 
Dem jest za pewne i dane a priori to, co jego namiętność 
roztapia, a jego śmiałość wlewa w nowe i dziwaczne 
formy. 
Iy nie zachowujemy u siebie nawet dążności 
katolickiej; to znaczy, że zachowujemy prawowierność 
w jak naj zatwardzialszej formie, zachowujemy pietyzm, 
zachowuj emy w g'}.undtwigianiztnie kierunek, który stacza 
się po równi pochyłej, prowadzącej do katolicyzmu. 
Ale i tutaL jak za"\vsze, nie stawiamy ostatecznego kroku, 
cofamy się z obawą przed ostatnimi wnioskami. Stąd 
wynika, że u nas reakcya jest bardziej pełzającą i ukrytą. 
Zamaskowana, jak \vystępek, czepia się ołtarzów kościel- 
nych, które od niepamiętnych czasó\v byly zawsze schro- 
nieniem dla wszelkiego rodzaju przestępców. Nigdy nie 
możemy jej pochwycić, wprost ją przekonać, a jest to natu- 
ralnym wynikiem jej zasad, mianowicie przymusu sumie- 
nia, inkwizycyi i despotyzmu. Kierkegaard jest naprzy- 
kład ortodoksem, w polityce - absolutystą, ą przy schyłku 
tycia - fanaty kiem; wszelako unika przez całe życie, a rys 
ten jest czysto romantycznym, - ,vypro,vadzenia ze swojej 
teoryi jakiegobądź zewnętrznego lub społecznego wniosku, 
tak dalece, 
e po za rótnemi obsłonkami trudno dopa- 
trzeć jądra jego teoryi. Weźmy do przeciwstawienia in- 
nego absolutnego ortodoksa innej narodowości, n. p. Jó- 
zefa de l\Iaistre, również szlachetnegu i szczerze wierzące- 
go, tak samo miłującego ludzkość jak i Kierkegaard. De 

Iaistre rozwija wszystkie swe poglądy
 wyprowadzając 
z nich jasne wyniki; nie obawia się 
adnego rysu, pocho... 
dzącego wprost z j ego przekonań. Jak Kierkegaard jest 
on umysłem świetnie uzdolnionym i głęboko wykształco- 
nym. Ale podczas gdy Kierkegaard cofa się z przestra- 
chem, jak stara panna, przed n widowiskiem świata zewnę-
>>>
. 


12 


t,rznego", ile razy chodzi o rzeczywistość, de l\'faistre 
wyprowadza od wa
nie wszystkie wnioski praktyczne. 
Sławna rozprawa o kacie w szóstej rozmowie z Soirees 
de Saint-Peter.
bour9 nie pozostawia nic do 
yczenia pod 
względem wyrazistości. Kat jest" wzniosłą istotą", "ka- 
mieniem węgielnym społeczności ludzkiej" , przeg usu- 
nięcie go "znikłby wszeiki porządek społeczny". Podług 
de Maistre'a, w nowoczesnem państwie potrzebne są d wie 
potęgi dla obalenia rewolucyjnych sił umysłowych, rozpa- 
sanych przez przewrót, dokonany we Francyi, dla zniwecze- 
nia niewiary i nieposłuszeństwa: jedną z tych potęg jest 
papiet, a drugą-kat. Papie
 i kat są dwoma zasadniczymi 
filarami, podtrzymującymi społeczeństwo: pierwszy gromi 
swą klątwą myśl buntowniczą, drugi toporem ucina bun- 
towniczą głowę. Czytać takie rozumowania jest rozkoszą; 
znajdujemy tu siłę i konsekwencyę, pełne wypowiedzenie 
jasnej myśli, energiczną i niekłamaną l"eakcyę. De 
Iai- 
stre pozostaje wierny swoim przekonaniom na katdem 
polu, nie jest podobnym do naszych duńskich reakcyo- 
nistów, czyli jak oni nazywają siebie - liberałów, nie 
jest w poglądach religijnych reakcyonistą, a politycznie 
postępowcem, lub półpostępowcem: nienawidzi wol
ości 
politycznej, wy
zydza (w swoich list,ach) emancypacyę 
kobiet, gorąco i stanowczo broni (w oddzielnym utwo- 
rze) inkwizycyę hiszpańską, pragnie w niewinności ser- 
ca i z całą powagą swej męskiej duszy, teby wpro- 
wadzono na nowo palenie kacerzy, i nie wstydzi się 
wypowiedzieó tego, co myś-li. Tak genialny i wyrótnia- 
jący się człowiek jest postacią wybitną, dumnym i śmia- 
łym profilem, który przedstawia kierunek umysłowy 
i którego nie mo
na zapomnieć; wielki jako mą
 stanu 
i jako pisarz, woli on poświęcić całe swoje mienie, ni
 
zrobić naj mniejsze u3tępstwo rewolucyi, którą nienawi-
>>>
13 


dzi, albo Napoleonowi, którym się brzydzi; bez obawy ubó- 
stwia on oprawcę, jako koniecznego 8tró
a porządku, wzno- 
si w swoim kodeksie prawnym szubienicę i tąda dla ko- 
ścioła siekiery i stosu, jako narzędzi kasy. Jest on typem, 
na widok którego badacz się cieszy, tak jak się raduje przy- 
l'odnik nad wybornym okazem rasy, z której spotykał 
dotąd tylko skarłowaciałe i niewyraźne okazy. Ta oko- 
liczność, że indywidua tego rodzaju nie zdarzają się w na- 
szej literaturze, mo
e być szczęś1i wą dla nas pod względem 
praktycznym, lecz w ka
dym razie nadaje historyi naszej 
literatury mniej wyrazisty charakter. 
Józef de blaistre jest najostrzej wydatnym romanty- 
kiem reakcyi francuskiej. Zwracam się napowrót do kie- 
runku niemieckiego.. Okres ten literatury niemieckiej 
przedstawia na pozór nadzwyczaj wiele trudności przy u
y- 
ciu metody, którą obrałem. Ta metoda polega, jak wiado- 
mo, na tern, 
eby badać psychologicznie głębsze ruchy lite- 
l'atury z kraju do kraju, i pokazać. jak płynny materyał 
od czasu do czasu ściska się w massę, krystalizuje się 
w ten lub ów wyraźny i namacalny typ. Nie tak łatv{o 
jest ,v
rkazać tutaj typowość, gdy t ,vłaściwość poezyi tego 
okresu tkwi ,vłaśnic 'v tem, 
e jest ona. pozbawioną stałych 
form typowych, nie jest plastyczną, lecz muzykalną. Ro- 
mantyzm francuski wytwarza stałe postacie, ideał zaś nie- 
mieckiego romantyzmu nie jest postacią, lecz melodyą, nie 
pojedyńczą formą, lecz tonące m w nieskończoności pragnie- 
niem, a kiedy romantyzm ten ma określić przedmiot swojej 
tęsknoty, to wybiera takie wyrazy, jak "tajemne 81'owo", 
"błękitny k\viatek", "urok samotności leśnej." Lecz te 
określcnia są odbicielll usposobień, a lia
demu usposobie- 
niu odpowiada pewien stan psychologiczny. Idzie więc 
o odniesienie każdego nastroj u, ka
dego uczucia i pragnie- 
nia do tej grupy nastrojó,v, do której ono n3Ie
y. Grupa. 
ta w swojej całości t,vorzy duszę. Taka dusza z silnie 


.
>>>
14 


wybitną właściwością występuje w literaturze, jako przed- 
stawicielka wielu osobistości, które istniały, nie będąc sa- 
me w stanie przedstawić swoj ej natury, lecz które ją od- 
nalazły w owym opisie. Mo
e mi się uda dowieść, te po- 
ch wycimy typ charakteru, pomimo te pDeta przedsięwziął 
malować krajobraz za krajobrazem, zamiast przedstawiać 
080 bistości pełne siły, albo 
e poezyę swoj ą do tego stopnia 
rozlał w muzyce, i
 nareszcie u
ywa za napisy tylko »alle- 
gro", lub »rondo";-chcę atoli dowieść, te zupełnie odrębny 
charakter tych krajobrazów, albo natura tej muzyki wyra- 
zów jest określającym objawem stanu duszy, który daje 
się zdefiniować dość dokładnie. 
A
eby naletycie zrozumieć ten romantyzm niemiecki, 
trzeba rozwa
yć go z czterech stron: z poetyckiej, społecz- 
nej, religijnej i politycznej. W dziedzinie poezyi roman- 
tyzm rozpływa się w histerycznej nabo
ności i mglisto- 
ści; w zakresie społecznym traktował on jeden tylko sto- 
sunek, stosunek w 
yciu prywatncm pomiędzy mę
czyzną 
i kobietą i po większej części z rozpustną i chorobliwą na- 
miętnością wymierzał ciosy w powietrzu. !'Ia on tu na u wa- 
dze nie ludzkość, lecz tylko niektóre arystokratycznie 
uprzywilejowane natury artystyczne. Co do religijnego za- 
chowania się, to wszyscy tak rewolucyjni w poezyi roman- 
tycy poddają pokornie szyję pod jarzmo, skoro je tylko 
spostrzegą. W politycfl zaś oni to przewodniczą kongre- 
sowi wiedeńskiemu i w przerwie pomiędzy nab0żeństwem 
w kościele Św. Stefana a o biadelll z ostrygami u Fanny 
EIster układają manifesty. pozbawiające naród swobody 
myślenia. 
Dowodzą, 
e my przyswoiliśmy sobie tylko dobre 
i zdrowe pierwiastki romantyzmu; ci, którzy to twierdzą, 
nie zasługuj ą na wiarę. Romantyzm był zatruty już w swo- 
ich źródłach. Czy
 ktokol wiek sądzi, 
e rzeka, która u swe- 
go ujścia uDosi takie części składowe, w swych źródłach za- 


t 


.
>>>
15 


wierała złoto. Spójrzmy, jakim jest koniec tych ludzi, 
i zobaczmy z tego, co napisali, do jakich celó\v pobudzali. 
Kto był ów Steffens, który tu przybJł i przynió::;ł nam 
ogień, wzięty z niemieckiego nieba? Był t"o człowiek z ucz- 
ciwym, 1agodnym charakterem, z głową pełną zapału i za- 
mieszania, znajdujemy w nim samo uczucie i czułą fanta- 
zyę, lecz ani śladu przenikliwości myśli, lub zwięzłości 
i jędrności stylu. Niepodobieństwem jest literalnie czyty- 
wać tak z,vanych naukowych utworów z późniejszego pe- 
ryodu jego działalności; czytelnik tonie w wodnistej czu- 
łostkowości i nudzi się na śmierć. Pewien pisarz niemiecki 
w taki sposób odzywa się o nim: "Kiedy Steffens łamaną 
swą niemczyzną wykładał w pruskich wszechnicach filo.. 
zofię przyrody, obliczenia jego nie zgadzały się, a doświad- 
czenia się nie uJa,vały; ale namaszczenie, przejęcie się 
i dziecinne odoanie się przedmiotowi, któremi się odzna- 
czały jego k8ię
owskie wykłady, porywały umysł słucha- 
czów." Naiwność, wszędzie i zawsze naiwność. Steffens 
nie zapiera się przeszłości. Za dobrych swoich czasów 
znajdował on niewinną przyjemność, wyszukując siły 
duszy hHlzkiej w kamieniach i nadawał człowieczeństwo 
geologii i botanice, tak, 
e rośliny wyglądały mniej więcej, 
jak we FleuTs ąnimees Granville
a. Rewolucya lipcowa 
wykoleiła go zupełnie. Pietyzm, ta stara i chuda baba, 
w objęciach której dobrze mu się działo podczas ostatnich 
lat trzynastu, w obronie której nieraz jn
 kruszył kopie, 
natchnęła go zaFałem do zakończenia działalności lite- 
rackiej szeregiem mdłych napadów na przedstawicieli mło- 
dych porewolucyjnych Niemiec i na ich utwory. 
Steffens \v tej mierze szedł tylko drogą, którą postę- 
pował jego nauczyciel-Schelling. Scbelling, który wbrew 
Fich tern u i j ego nauce o j azni od wrócił na zewnątrz ci emną 
stronę luttury ducha i oparł filozofię, jakote
 sztukę i reli- 
gię, na tak zwanym intellektualnym poglądzie, mial za
>>>
16 


zasadę, za urgan swoJeJ teoryi samowolę, która jest ją- 
drem romantyzmu. J 11
 w utworze swym pod t.ytułem 
Bruno (1802) wplótł on tak pełne później znaczenia słowa 
"filozofia chrześciańska", chocia
 twierdził jeszcze, 
e mo- 

na porównać Biblię pod względem jej treści czysto religij- 
nej z księgami świętemi Hindusów; jest-to zapatrywanie, 
za którem obstawał nawet Gorres w początku swego za- 
wodu literackiego. Gdy Schelling, tak jak i Nowalis, bio- 
rąc pochop od Tiecka, zagłębił się w J akóbie Bohme i in- 
nych mistykach, zaczął filozofować Dlistycznie nad "naturą 
w Bogu "; jest to wyra
enie, które, jak wiadomo, przyswoi- 
ła sobie następnie dogmatyka spekulatywna. Skoro jednak 
w krótce potem, będąc profesorem w Monachium, otrzymał 
szlachectwo i został mianowany rzeczywistym tajnym rad- 
cą i prezydentem akademii umiejętności w arcykatolickiej 
i klerykalnej Bawaryi, \vtedy zaczęla kielko\vać w jego 
duszy "filozofia objaw ienia", o której wówczas tak wiele 
mówiono. Wkrótce dokonała się przemiana. Ognisty duch 
stał się d \yorakiem, a prorok-- szarlatanem, który przez 
frymarczenie sekretami, przez wydanie dzi wnych pro- 
gramów umiejętności) "która dotąd była uważaną za nie.. 
mo
liwą", a tak
e wskutek tego, 
e nigdy nie chciał kazać 
drukować swojej mądrości, tylko udzielał ją ust.nie, i to nie 
zupełnie, stał się godnym tego, 
e go po,vołano do Berlina 
wkrótce po śmierci Hegla, żeby dopomagał religii pań- 
stwowej w chrześciańsko-germańskiem państ,yie policyjncm 
i uczył filozofii państwowej, która, po"dł\1g własnego jego 
zdania, nie była niczem innem, jak cHrystologią. Przy 
tej to sposobności młoda generacya, le,yica szkoły heglow- 
skiej, napadła na niego i poszarpała na t.ysiączne strzępki 
jego mistyczną pajęczynę. 
J ednak
e ScheUing jest jeszcze najracyonalniejszynl; 
on sam jest usilnie oglaszany za heretyka przez ulubieńca 
Kicrkegaarda - Franciszka Baadera. Ten zarzuca mu
>>>
17 


te analizuje logicznie Trójc
 Świętą, lecz szczególniej, 
te zawinił wolnomyślnością, zaprzeczając istnienia złego 
ducha w postaci osobowego dyabła. Inni filozofowie ro- 
mantyczni wypowiadają jednozgodnie swe zdanie. Schu- 
bert pisze S!JmbolilciJ snów, zupełnie na seryo zajmuje si
 
wyjaśnianiem snów - w8za
te sen był ideałem całej poe- 
zyi romantyków-i roskoszuje si
 w lunatyzmie i jasnowi- 
,. 
dzeniach, jako najwytszych źródJach poznania.. Wieszczka 
z Prevorst, od której odsłonięcia Strauss rozpoczyna dosyć 
charakterystycznie swój zawód, gra wa
ną rol
 w owym 
czasie. N areszcie Gorres, którego Heine nazywa utonsuro- 
waną byenąJ autor Mist!Jki chrześciańskiej, księgi, którą 
Kierkegaard czytywał ie świętym dreszozem, tarza się we 
krwi męczenników, napawa się torturami i ekstazą świę- 
tych, opisuje, w jakim porządku pokazują się u świętych . 
płci m
zkiej i teńskiej blask gloryi, znaki gwoździ i znaki 
ran, i on, dumny jakobin, wysławiając świętą ligę panują- 
cych, pada na twarz przed kościołem katolickim, w którym 
jedynie mo
na tylko znaleźó zbawienie. Dodajmy do tego 
politykó
: Adama Mullera, który, jak trafnie powiedżia- 
no o nim, reprezentuje w polityce błękitny kwiatek No- 
walisa i chce stopić w dziwną jedność państwo, wiedzę, ko- 
ściół i teatr; Haller, który ukrywa przejście swe na katoli- 
cyzm, 2eby zachowaó urzędy, i który w swojem Odnowie- 
niu 'U'l1łiejiJtności państwowyclI, l) opiera j e na teokracyi; Leo, 
z którym Ruge toczył swą świetną polemikę, a który w tym 
samym duchu piorunuje na ludzkość owej epoki i jej oba- 
wę przelewania krwi radykałów; Stahl, który w swojej 
Filozofii prawa porównywa małteństwo do stosunku Chry- 
stusa z gminą, rodzinę z Trójcą, a ziemskie prawo dziedzic- 
twa z prawem do dziedzictwa niebieskiego. Zbierzmy to 


I) Restauration der Staatswi!senschaften. 
Tom II. 


2 


... 


... 


..
>>>
18 


. 


wszystko razem, a uczuj emy, 
e ron1a
tyzm kończy się sza- 
basem czarownic, gdzie filozofowie gloają rolę starych bab, 
dogorywa wśród wrzasku obskurantów, wśród szalonego 
wycia mistyków i wśród krzyku polityków, domagających 
si
 państwa policyjnego, klerykalizmu i teokracyi, podczas 
gdy teologia i teozofia rzucają się na namiętności i dławią 
je wśród pieszczot. 
Ta
 kończy się romantyzm i j ego to źródła na po- 
czątku stulecia pos}u
yły za zdrój odmładzający dla naszej 
li tera tury. 


II. 


Kto Niemcy teraźniejsze zna z książek lub podróty, 
spojrzawszy na nie, jakiemi były przed laty osiemdziesię:- 
ciu, nie mo
e się dość nadziwić wielkiej różnicy. Jak
e
 
daleko teraźniejszości do tego, co było wówczas! Któ
by 
uwierzył, że te realistyczne Niemcy były kiedyś roman- 
tycznemi! 
Wszystkie zdania wygłaszane publicznie, wszystkie 
rozmowy prywatne, a nawet widok miast nosi w naszych 
czas
ch piętno wybitnego zmysłu realnego. Przechadza- 
jąc się po ulicach Berlina, spotykamy ws.zędzie wojsko- 
,vych sztywnych, umundurowanych, zawie.3zonych ordera- 
mi. W wystawach księgarzy leżą przewa
nie dzieła z dąż- 
nością ku celom praktycznym. Nawet sprzęty domo,ve 
i przedmioty służące do ozdób ulegają wpływowi nowego 
ducha. Nic nie wygląda bardziej szorstko i wojowniczo, 
jak berlil1.ski sklep galanteryjny. Na zegarach, gdzie da- 
wniej uzbrojony rycerz, klęcząc, całował rękę swej da- 
my, stoją teraz ułani i kirasyerzy w pełnych mundu- 
rach, niezbędne kule działowe wiszą jako breloki u dewi- 
zek od zegarków, a kozły z karabinów tworzą lichtarze. 
Żelazo je
t najmodniejszym kruszcem, jest ono tak
e naj- 
modniejszem słowem. Ów naród poetów i myślicieli jest 


- 


.. ,....
>>>
. 


19 


. 


obecnie zajęty wszystkiem, tylko nie rymowaniem i filo- 
zofo"1"aniem. Najwykształceńszy niemiec nie ma dziś. po- 
jęcia o filozofii; na dwudziestu studentów niemieckich ani 
jeden nie czytał Hegla, interesowanie się poezyą w formie 
metrycznej zgasło prawie, zagadnienia polityczne i społecz- 
ne buązą stokroć więcej zajęcia, niż sprawy naukowe i za- 
5 adki serca. I to jest naród, który niegdyś gubił się w ro- 
mantycznych rozmyślaniach i marzeniach, a w Hamlecie 
widział s","ego przedstawiciela. Hamlet i Bismark! Bis- 
mark i romantyzm! Niezawodnie wielki mą;?j stanu nie- 
. 
miecki z tego ,vłaśnie powodu umiał porwać za sobą całe 
Niemcy, ze przyniósł narodowi w swojej osobie te wszystkie 
własności, których ten naród od tak dawna potrzebował 
. i pragnął. Przez niego polityka zastąpiła estetykę. Niem- 
cy zjednoczyły się, monarchia militarna pochłonęła drobne 
państew ka, a wraz z niemi sielanki feudalne, Prusy stały 
się dla Niemiec Piemontem i wycisnęły na nowem państwie 
swój prawidłowy i praktyczny kierunek duchowy, w tym 
samym czasie, kiedy nauki przyrodnicze wyrugowały albo 
zreformowały filozofię, a idea narodowościowa .wyparła 
i zmodyfikowała ideał ludzkości. Wojna. o n.iepodległość 
w 1813 roku była przewa
nie dziełem zapału, zwycięztwa 
zaś 1870 roku "były głównie wynikiem najprzezorniejszego 
wyrach o wania. . 
Gwiazdą przewodnią nowych Niemiec jest idea uor- 
ganizowania", się wjedną całość. Idea ta przenika 
ycie 
i literaturę. Wyratenie in Reilt und Glied, (czyli" w zwar- 
tym szeregu" tytuł współczesnego romansu) ,-mo
e być 
uwa
ane za ogólne hasło. Powstaje tendencya zebrania 
. 
tego co rozrzucone i rozprzestrzenienia oświaty skupionej 
w zbyt niewielu rękach, założenie wielkiego państwa 
i wielkiej społeczności, od jednostki wymagają ustępstwa 
na korzyść działania zbioro\vego. ; Działanie zbiorowe! 
Znajdujemy je wszędzie w nttjwa
niej
zych zjawiskach tej
>>>
20 


epoki. Wiara w nie słu
y za podstawę organizacyi Bi- 
smarka i agitacyi Lassa]a, sztuki wojennej Moltkego i mn. 
zyki Wagnera. Podstawą działalnośoi łiteraokiej piszą- 
cych prozlL jest chęć wychowywania narodn i grupowania 
go około wspólnego celu. Trzymanie się przedmiotów, 
które poprzednio nazwano objektywnoRcią i realizmem,je8t 
wspólne wszystkim utworom, które naj wierniej odz wiercia- 
dlajl\ epokę. Działalność zbiorowa jest uwarunkowaną w li- 
tera
urze stosunkiem do idei historycznych, do wiary w postęp 
i wolność, jako potęg historycznych. Stosunek j
dnostki 
do ludzkości, poświęcenie swego "ja" dla idei przedstawia 
w tej literaturze ostrą sprzeczność z właściwym romanty- 
zmem: ubóstwianiem genialnej jednostki ze wszystkiemi 
jej odrębnościami i obojętnością na wszystko, co tylko na- 
lety do historyi i polityki.. Romantyzm był i pozostał 
przewatnie poezyą sałonową, a ideałem jego było inteli- 
gentne towarzystwo i estetyczne herbatki. Posłuchaj my 
np. rozmów w utworze Tiecka - Phantasus. 
J akte odmiennie wyglądało przedtem tycie i litera- 
tura! Wówczas wszędzie widzimy oderwane "ja" w całej 
swej tułaozej samowoli. Swobodne niehistoryczne "ja" 
było tam gwiazdą. Całe państwo było podzielone na mnó- 
. 
stwo drobnych państewek, ulegających 300 panującym 
i 1500 półwładcom. W państewkach tych rządzi tak zwa- 
ny oświecony despotyzm osiemnastego stulecia ze swymi 
drobiazgowo skostniałymi stosunkami społecznymi. Szlach- 
cic jest panem swych poddanych, ojcieo rodziny - tyra- 
nem w domu; wszędzie surowe sądownictwo, lecz nigdzie 
sprawiedliwości. .. Nie ma w 
yciu rzeczywistem 
adnego 
zailania dla jednostki, zatem nie ma miejsca dla geniuszu. 
Teatr jestjedynem miejscem, gdzie mo
e przebyć wszystkie 
wypadki tycia ludzkiego ten, kto nie jest księciem. Stąd 
mania teatralna w literaturze. Poniewa
 nie ma społecz- 
ności, wśród której motnaby było działać, koniecznemjest, 


"
>>>
21 


te albo cała działalnoAć przyjmuje formę walki z rzeczywi- 
stością, łub też unika jej. Do unikania rzeczywi
tości 
pobudził wpływ odkrytych zabytków staro
ytności, wra
e- 
nia wywarte pismam
 Winckelmanna; walkę zaś przygoto- 
wał wpływ sentymentalno-melancholicznych poetów an- 
gielskich (Joung, Sterne) i francuza Rousseau, który był 
czczony jako apostoł przyrody, a podług wyra
enia Schille- 
ra "starał się z chrześcianina uczynić człowieka." Greko- 
mania u nikogo nie p
suwa się tak daleko, jak u Holderli- 
na. Cała j ego działalność piśmiennicza i całe j ego 
ycie, 
to tylko długa, pełna skargi tęsknota za straconą Helladą. 
Holderlin mówi o niemcach: "jak gęsi stoją oni płaskiemi 
nogami w nowoczesnej wodzie i starają się bezsilnie podle- 
cić ku niebu greckiemu. " Nazywa ich barbarzyńcami, któ- 
rzy przez pracę, wiedzę, a nawet przez religię, stali się 
jeszcze więcej barbarzyńskimi. Raduje się ze zwycięzw 
francuzów, z "olbrzymiego postępu republikanów," wy- 
szydza wszystkie "lotrostwa politycznego i umysłowego 
'Vtirtembergu, Niemiec i Europy, 
 wyśmiewa "ograniczo- 
ną rodzinność" niemców i tl
ala się na ich nieczułość dła 
wspólnego honoru i wspólnej własności. "Nie mogę wyo- 
brazić sobie - powiada - narodu bardziej rozerwanego 
od niemców. Widzisz rzemieślników, ale nie ludzi, myśli- 
cieli, księ
y, panów i słu
ących, młodych i dojrzałych, lecz 
człowieka nie dojrzysz." Wiadomo, do jakiego punktu do- 
chodziła obojętność dla rzeczywistości politycznej 11 naj- 
większego w owym czasie poety. Kilka anegdot z życia 
Goethego posłuty za dowód, jak pozbawione wszelkiej 
stronniczości zajmowanie się wiedzą zastępowało u niego 
osobiste interesowanie się polityką. O interesowaniu się 
swojem wyprawą przeoiw francuzom, podczas rewolucyi,. 
wyra
a się Goethe, 
e czasu swego u
ywał na studyowanie 
rozmaitych zjawisk z "nauki o kolorach" i "odwagi osobi- 
stej." Po bitwie pod Jeną pisze Knebel o nim i o sobie 


..
>>>
22 


II 



,Goethe przez cały czas zajęty był swoją optyką. Studyu- 
jemy tu pod jego kierunkiem osteologią, do czego czas jest 
odpowiedni, gdyż wszystkie pola zasiane są preparatami." 
Tru py j ego poległych rodaków nie zapalały go do tworze- 
nia ód i elegij, przygotowywał on z nich szkielety i pre- 
parował kości. Skoro Goethe, mając lat osiemdziesiąt je- 
den, zaraz po rewolucyi czerwcowej, przyjął jednego ze 
swoich znajomych, zawołał: "No, có
 pan powiesz o wiel- 
kiem zdarzeniu? Wulkan wybuchnął.
 Gdy ten odpowie.. 
dział, wylewając uczucia, które nim miotały z powodu wy- 
pędzenia rodziny królewskiej, Goethe sprostował nieporo- 
zumienie: miał bowiem na myśli naukowy spór, który wy- 
wiązał się był właśnie w akadeinii pomiędzy Cuvierem 
i Geoffroy.de Saint Hilaire. 
Tego rodzaj u fakta o bj aśniaj ą, dlaczego Goethe, jako 
poeta, trzymał się zdala od ruch.ów swojej epoki. Że pod- 
czas walki z Napoleonem nie pisywał patryotycznych pie- 
śni wojennych, jest w tern dobra strona, której nie nalety 
pomijać" l). Pisać pieśni wojenne i siedzieć w pokoju, to 
rozumiem. Pisać na biwaku, gdzie słychać w nocy rte- 
nie keni nieprzyjaoielskich placówek - to by mi się podo- 
ba)o. Lecz takie życie nie było dla mnie i nie moja to 
rzecz, lecz Teodora Kornera. Jego pieśni wojenne pasują 
d'oskonale do niego. Lecz dla mnie, który nie mam natury 
wojowniczej i zmysłu wojennego, pieśni bojowe byłyby 
maską, w której byłoby mi bardzo nie do twarzy. Nigdy 
nie przesadzałem w mojej poezyi." Silny pociąg zajmo- 
wania się tylko tern, czego sam doświadczył, doprowadził 
Goethego, również jak jego ucznia Heiberga, do wstrzy- 
mywania się od działalności na tem polu. Wogóle uwa- 
żał on, jak sam mówi, zajmowanie się historYą za "naj- 
niewdzi
czniejszy i naj trudniejszy zawód." 


1) Gottschal, Nationalliteratur, tom r, str. 58. 


. 


,
>>>
23 


Czysta humanitarność jest ideałem jego jak i wszyst- 
kich w całym tym okresie; życie prywatne pochłania 
wszystko. Zgodnie z idealistycznym temperamentem niem- 
ców, wszystkie gwałtowne walki osiemnastoletniego stule- 
cia i okresu oświaty ograniczają się na procesie kształce- 
nia się jednostki. Ale czysta humanitarność nie jest wyłącz- 
nie stronieniem od historyi, lecz wogóle od przedmiotu jako 
takiego. W jednym ze swych listów do Goethego, Schil- 
ler robi uwagę, że poeta i artysta powinni pragnąć dwóch 
rzeczy: najprzód, teby się wznieść ponad rzeczywistość, 
a potem, :2;eby pozostać wśród wrateń zmysłowych. Myśl 
tę rozwija Schiller dokładniej w taki sposób, te artysta. 
który znajduje się w niekorzystnych, bezkształtnych wa- 
runkach i z tego powodu porzuca rzeczywistość, opuszcza 
zarazem świat. zmysłowy i staje się abstrakcyjnym, a- na- 
wet, jeśli ma słaby rozsądek - fantastycznym; albo te
, 
gdy, naodwrót, pozostaje w świecie zewnętrznym, zatrzy- 
muje się wyłącznie przy tern, co jest tylko rzeczywistem 
i staje się niewolniczym i pospolitym, jeśli ma niało wyo- 
braźni. W tych słowach zawiera się jakby rozłącznik, któ- 
ry dzieli literaturę niemiecką owego czasu:. Po jednej 
stronie le
y niepopularna poezya sztuki Goethego i Schil- 
lera, wraz z dziwactwami romantyków, które są dalszym 
jej ciągiem; z drugiej strony - literatura, słu
ąca tylko 
. dla rozrywki, opierająca się na rzeczywistości, ale na ma- 
łomieszczańskiej rzeczywistości. Najwi
cej znanymi jej 
przedstawicielami są mieszczańsko-sentymentalne romanse 
Lafontaine
a i popularno-prozaiczne dramaty familijne 
Schrodera, Iffł.anda i Kotzebuego. Rozdwojenie to było 
nieszczęściem dla literatury niemieckiej. ,V szelako, je
eli 
oderwanie się dobrej literatury od rzeczywistości uwyda- 
tniło się w odstraszającej formie dopiero u romantyków, to 
nie nale
y zapominać, te rozdwojenie sięga daleko w prze- 
szłość, i 
e Kotzebue był zarówno. biegunem przeciwległym
>>>
24 


Schillerowi i Goethemu, jak później romantykom. Aneg- 
dota z owego czasu da nam najlepsze o tem pojęcie I). 
Pewnego dnia, na początku wiosny 1803 roku, w mia- 
steczku Weimarze panowało wielkie wzburzenie z powodu 
wypadku, o którym. mówiono i który roztrząsano we 
wszystkioh domach i piwiarniach. Widziano oddawna, te 
się przygotowuje wielka uroczystość. Mówiono, te bar- 
dzo sławny i powa
ny człowiek, prezydent von Kotzebue,. 
zwrócił się w sekrecie do burmistrza, 
ądając udzielenia 
świeto odnowionej przed niedawnym czasem sali ratu- 
szowej. Najznakomitsze damy w mieście od miesiąca jut 
zaj mo wały się wyłącznie sporządzaniem i przymierzaniem 
kostiumów. Wiadomo, te panna von Imhof wydała na 
swoją suknię pięćdziesiąt dukatów. Widziano z podziwem 
snycerza i pozłotnika, niosących w biały dzień przez ulicę 
dzi wny hełm i sztandar. Do czego miały być użyte te 
przedmioty? Czy zamierzano grać komedyę w ratuszu? 
Wiedziano, 
e została zamówiona w mieście olbrzymia for- 
ma na dzwon z tektury, która tak miała wyglądać, jak 
gdyby była murowaną. Do czego zostanie u
ytą? Wkrót- 
ce przestało jn
 to być tajemnicą. Kotzebue, sławny autor 
jlizantropii i /Skruchy'), zaopatrzony w ruble i dyplom 
szlachecki, powrócił do swego rodzinnego miasta Weimaru, 

eby jako trzeci wejść do związku Schillera i Goethego. 
Był tyle szczęśliwym, 
e został przyjęty u dworu. Teraz 
chodziło mu o uzyskanie wstępu do kółka Goethego, które 
było takim
e dworem jak i ka
dy inny, lecz do którego 
dostęp był jeszcze trudniejszy. Zamknięte w nim towa- 
rzystwo, dla którego Goęthe stworzył swoje nieśmiertelne 
pieśni, zbierało się raz na tydzień u poety. Kotzebue po- 


l) Goethe, Tag und Jahreshefle, 1802. G. Waitz, Karoline, t. nr 
str. 207. GottschaIJ, Nationalliteratur. t. II, str. 33. 
2) Menschenhas.'l uoo Reue. 


.
>>>
25 


. 


.. 


starał się o to, 
e damy nale
ące do owego kółka zapro- 
ponowały, aby go doń przypuszczono, lecz Goethe dodał 
do statutów towarzystwa postanowienie, wykluczając zeń 
Datręt
. Wtedy Kotzebue postanowił zemścić się, uczci- 
wszy Schillera w taki sposób, 
e, jak się spodziewał, nale- 
tycie dokuczy tern Goethemu. Goethe tylko co powykre- 
ślał był z przedstawionej" w teatrze weimarskim sztuki 
Kotzebuego Niemieccy parafianie I) niektóre osobiste na- 
pady na braci Schlegel. Otót Kotze bue chciał urządzić 
wielkie przedstawienie w ratuszu na cześć Schillera, 
eby 
rywalizować z teatrem. Zamierzono odegrać sceny ze 
wszystkich sztuk Schillera, a na koncu miała być przedsta- 
wiona i odczytana "Pieśń o dzwonie" 2). Skoro Kotzebue 
w postaci majstra w fartuchu rozbije młotem przy końcu 
poematu formę tekturową, miało ukazać się zamiast dzwo- 
nu popiersie Schillera. Atoli zrobiono projekt bez udziału 
gospodarza, t. j. bez Goethego. W Weimarze znaj do wa- 
ło się jedno tylko popiersie Schillera, które stało w bi- 
bliotece; kiedy ostatniego d nia posłano, prosząc o po
ycze- 
nie go, otrzymano ku wielkiemu zdziwieniu odpowiedź, te 
niepodobne m jest zadość uczynić temu 
ądaniu
 poniewat 
od początku świata nie zdarzyło się nigdy, teby użyty do 
jakiejś uroczystości posąg gipsowy został zwrócony w tym 
samym stanie, w jakim był po
yczony. Lecz có
 da się zró- 
wnać ze zdumieniem! wściekłością sprzymierzeńców, sko- 
ro cieśle, którzy przybyli do ratusza, zaopatrzeni w deski, 
palo i belki, zastali salę zamkniętą i usłyszeli od burmi- 
strza i rady decyzyę, 
e sala nie mote słu
yć do tak burzli- 
wego pr2edsięwzięcia, ponie"Tat j est świe
o urządzona 
i udekorowańa. Jest to tylk
. małomiasteczkowa anegdot-- 


. 


I) Die deutscher Kleinstiidter. 
2) Das Lied von der Glocke.
>>>
26 


.. 


!{a i burza 'v szklance wody. Lecz godnym 11 wagi pozo- 
staje fakt, który stanowi treść tego wydarzenia, te całe 
kółko naj wykwintniejszych, szlachetnie urodzonych 
am- 
panna · Egloffstein, piękna, uwielbiana później przez Gentza 
dama d worska, i poetka 
t\.me1ia von Imhof, która straciła 
pięćdziesiąt dukató,v, i wszystkie inne szlachetne damy, 
które dotąd opiewały sławę Goethego-uniesione gniewem 
porzuciło go i przeszło z .lego obozu w szeregi Kotzebuego. 
Nawet hrabina Einsiedel, którą Goethe zawsze wyró
niał, 
stała się jego. otW31'tą nieprzyj aciółką. Widzimy z tego, 
jak płytko wykształcenie klasyczne wniknęło w te naj- 
wytsze koła, odznaczające się intelligencyą i połO:2;eniem 
towarzyskiem, jak potę:2;nym był jeszcze ten, kto w swoich 
utw.orach litera.ckich pozostawał w prostym związku z :2;y- 
ciem rzeczywistem i czerpał przedmioty ze swego oto- 
. 
czenla. 


Czyli
 Goethe i Schiller nie byli nigdy zwolennikami 
naturalizmu? Niezawodnie, zaczęli od szorstkiego, nie- 
spokojnego, wrzącego popędu do rzeczywistości. Oba 
pozostawili w pierwszych swych utworach swobodę natu- 
rze i uczuci u: Goethe w G6tz'U von Berlichingen i Wertherze, 
Schiller w Zb6jcach. Ale gdy Gótz dał pochop do roman- 
sów rycerskich i rozbójniczych, a Wertlter do rzeczywistych 
i literackich samobójstw, zaś Zb6jcy spowodowały utwory 
takie jak Abellino, wielki bandyta I), i gdy szerszy zakres pu- 
bliczności mało rozró
niał oryginały od naśladowań, wiel- 
cy poeci wycofali się ze szranków. Ich interesowanie si
 
przedmiotem znikło w zajmowaniu się formą. Studyowa- 
nie staro
ytności doprowadziło ich do cenienia wyłącznie 
idealizmu artystycznego. Nie znaleźli oni publiczności, 
któraby ich zrozumiała, nie mówiąc jU:2; o narodzie, który- 


l) Abii/ino, der gro&se Bandit. 


CI
>>>
27 


by mógł dostarczyć im przedmiotów, stawiać wymagania, 
robić u nich zamówienia, 
e się tak wyrażę. Naród nie- 
. 
miecki był jeszcze zbyt zacofany, 
eby na to się zdobył. 
Kiedy Goethe robi starania z Weimaru, 
eby dopomódz 
w czem Schillerowi, spotyka wszędzie opinię, te ten, jako 
p'isarz, nie szczególną ma przeszłość, zwa
ywszy na jego 
ruchli wą, lekkomyślną młodość, spędzoną w 1tIannheimie, 
na te czasy, kiedy był wygnańcem politycznym, a zwłasz- 
cza ze względu na jego zupełne ubóstwo. Podcżas walki 
xenij I) w 1796 roku obu poetów potraktowano lekcewa
ą- 
co, jako "dwóch literatów z wątpliwym talentem." Jedna 
z ważniejszych broszur przeciw ko nim jest skierowana 
"przeciw d WÓIQ. gorszącym pisarz.om w Weimarze i Jenie." 
Uznanie Napoleona dla Goethego, ta okoliczność, :1e go 
chciał widzieć i z nim rozmawiać, wyra
enie: "Voila un 
homme!"-znacznie wzmocniły w Niemczech powa
anie dla 
Goethego. Pewien pruski oficer sztabowy, który stał na 
kwaterze u Goethego, nie 
łyszał nigdy jego nazwiska. 
Kiedy miało być przedsięwzi
te ogólne wydąpie utworów 
Goethego, nakładca gorzko się utaJał w swych listach na 
mały pokup. Nieprawy szwagier poety, Vulpius, autol- 
Rinalda Rinaldiniego cieszył się daleko większym pokupem. 
Tasso i lfigeńia do tego stopnia nie mogły współza,vodni- 
czyć z ulubioną w całej Europie. sztuką Kotzebuego, Mizan- 
tropia i skrucha, i
 Goethe sa
 opowiada, 
e '1;ąsso i Ijige- 
nia bywają przedstawiane zaled wie raz na trzy albo cztery 
lata. Widocznem jest, 
e nierozsądek pubijczności sprowa- 
dził wielkich poetów z kierunkiI światowego na drogę sła- 
wy, ale i odwrotnie kierunek ku staro
ytqości, lFtóremu się 
oddali, był coraz t? wzrastaj
cą przyczyną ich 
epopular- 


. 
l) Xenije-zdania, wyrażone w formie dwuwierBzów, 
tórymi Goe- 
the i Schiller"polemizowali 
e swymi przeciwnikami. 
(Przyp. tłom.)
>>>
28 


ności. Ze wszystkich dzieł Goethego właśnie dwa tylko 
mi
ły zupełne powodzenie: Wertlłer i Herman i Dorotlłea, 
ostatni ten sielankowy poemat zagłuszył rozdratnienie na 
Powinowactwa z wyboru l), który to utWÓ1. uwatano bez 
wyjątku jako obl.onę niemoralności i targnięcia się na 
małteństwo. 
Jak
e
 zachowują się obaj wielcy poeci, odwróciwszy 
się od całego otoczenia? Goethe obiera swoje własne walki 
na polu oświaty za przedmiot utworów poetycznych. Lecz 
poniewat, zagłębiając się w nowoczesnej indywidualności, 
nie mo
e on nigdy osiągnąć prostoty i piękności formy da- 
I 
wnych greków, odrzuca więc własności indywidualne, staje 
się symbolicznym i allegorycznym, pisze C6rkę naturalną 2), 
gdzie osoby są oznaczone tylko podług swego stanu, jako 
król, duchowny i t. p., studya nad staro
ytnością, jak 
Achilleis, Pandora, PaIaophron i N eoterpe, Epimenides 
i drugą część Fausta. Zaczyna posługiwać się mitologią 
grecką tak prawie, jak ona jest utywana w klasycznej lite- 
raturze francuskiej, a mianowicie, jako ogólnie zrozumiałą 
mową obrazową. Nie traktuje jut, jak w pierwszej części 
Fausta, jednostki jako typ, tylko stawia typy, które mają 
słu
yć za indywidua. Własna jego lfigenia wydaje mu się 
teraz zbyt nowoczesną. Sldonność do alegoryi, która od- 
dala od 
ycia sztukę Thorwaldsena, nabiera u Goethego 
coraz to więcej przewagi. Podobnie
 twierdzi zawsze 
Goethe w swoich pismach treści artystyczno-historycznej, 
2e prawda w sztuce wa
niejszą jest od prawdy w na- 
turze, a jako sędzia w rzeczach sztuki, przekłada nad nie 
zręczną, lecz świe
ą naturalność, idealistyczne wymaniero- 
\vanie, takie, jakie znajdujemy w jego własnych rysunkach 


. 


,) Die Wahlverwandschaften. 
2) Die natiirliche Tochter.
>>>
29 


(dom w Frankfurcie). Jako dyrektor teatru postępuje po- 
dług tych samych zasad'. To, co uroczyste i pełne powagi, 
je8t dla niego wszystkiem. Jest' zwolennikiem konwen- 
cyonalnego stylu Calderona i AJfieriego, Racin
'a i V oltai- 
re'a. Aktorzy jego muszą, jak staro
yt.ni. przedstawiać się 
niby 
yjące posągi; nie wolno im obracać się bokiem lub 
plecami do publiczności, mówić, zwróci w 8ZY się w głąb sce- 
ny. · Wbrew nowoczesnej, o
ywionej mimice, ka
e wyko- 
nywać w maskach widowiska sceniczne. Pomimo oporu 
opinii publicznej, urządza on przedstawienie sztuki A. W. 
Schlegla Jon, nienaturalną przeróbkę dramatu Euripi- 
desa, która była uwatana za oryginał i wywołana przy- 
kładem Ifigenii. A nawet Goethe dopiął tego, 
e wpro- 
wadzono na scenę weimarską, wrzekomo dla wprawiania 
aktorów w deklamowaniu wierszem, Ala'1'kosa Fryderyka 
Schlegla, nędzną ramotę, która robi wra
enie elukubracyi 
nieudolnego 
aka szkolnego l). Do tego stopnia poś więca 
on wszystko dla zewnętrznej formy p
tystycznej. 
Je
eli łatwo jest.widzieć, jak Goethe przygotował je- 
dnostronność romantyków przez swoją własną jednostron- 
ność, zdaje się trudniejszem dowie.
ć tego samego o Schil- 
. lerze. Jego dramaty wydają się, jak wró
by prawdziwych 
wydarzeń. W Zbójcach jn
 burzy się dzikość rewolucyi 
francuskiej (sztuka ta wyjednała później, jak wiadomo, dla 
"monsieur Gille" tytuł honorowego obywatela Rzeczypo- 
spolitej francuskiej), a jak mówi Galtschall, : w Tieckl1 
odzwierciadla się 18 Brumaire'a, w Pozie - wymowność 
Zyrondy, w Wallensteinie - cezaryczny duch 
ołnier8ki, 


l) Goethe pisze do Schillera: "Podzielam naj zupełniej zdanie pań- " 
skie o Alarkosie; wszelako zdaje mi się, że mu
imy odważyć się na wszy- 
stko, ponieważ nie idzie wcale o powodzenie lub niepowodzenie zewnę- 
b.zne. Sądlę, iż zyska]iśmy przedewszystkiem to, że słyszymy i każemy 
wymawiać tcn w najwyższym stopniu obowil}zujący iloczas zgłosek."
>>>
30 


w Dziewicy Orleańskiej i Tellu - wysoki polot woj en za 
niepodległość." Właściwie jednak Schiller tylko w swych 
pierwszych dramatach daje się natchnąć bez ubocznych 
myśli i zamiarów przedmiotowi, który opracowuj e. We 
wszystkich późniejszych dramatach czuje ka
Jy znawca, do 
jakiego stopnia przedmioty są pochwycone i wybrane z czy- 
sto formalnej strony. Jeden z najpierwszych naszych 
y- 
jących teraz poetów, zwróciwszy w ro
mowie ze mną uwa- 
gę na DziewicfJ O'rleal'lską, twierdził, te dzieło to nie wypły- 
nęło z tego, co autor przebył w tyciu, z silnych, odczutych 
wra
eń, lecz zostało zrobione. I Hettner dowiódł tego sa- 
mego o wszystkich późniejszych dziełach Schillera. Od 
roku 1798 zachwyt Schillera dla tragedyi starożytnej do- 
prowadza go do tego, 
e szuka wszędzie podkładów do sta- 
ro
ytnej wiary w przeznaczenie. Idea Nemezy panuje 
w Pie'l'ścieniu Polik,tatesa l). f-lurku 2), w J1 l allensteinie. 
.1.l£arya Stuart jest od wzorowana z Króla Edypa Sofoklesa, 
a wątek wybrany ze względu na to, 
eby znaleść przed- 
miot, w którym tragiczne przeznaczenie jest już określone 
niezachwianie, jak wyrok sędziego, tak, że sztuka rozwija 
tylko analitycznie to, co jest od początku. Dziewica Orlea1ł- 
ska, która \vydaje się tak romantyczną. wybrana jest za 
temat, ponieważ Schiller chciał mieć przedmiot, w którym 
na starożytny sposób bezpośrednie posłannictwo od Boga 
porywałoby duszę ludzką, tak, że czujemy bezpośrednie 
wdanie się bóstwa, a człowiek, któryby się stał narzędziem 
bóstwa, podlegałby jednocześnie, w czysto grecki sp.osób, 

 
swojej ludzkiej słabości. Przez długi czas Schiller, jak- 
kolwiek był mało muzykalny, zgodnie z tym swoim kierun- 
kiem oderwanym, wi(łlbił operę z uszczerbkiem dla akcyi 


- 


I) Ring des Polykrates. 
2) Der Taucher. 


...
>>>
31 


dramatycznej i twierdził, 
e chór starożytnych jest daleko 
bardziej imponującym, aniżeli nowoczesny tragiczny dya- 
log. W Oblubienicy z 1JIessyny I) daje dramat, oparty na 
przeznaczeniu, który od początku do końca jest studyum 
sofoklesowskiem. Nawet w H'ilhelmie Tell'lt stano,visko 
nie jest no\voczesne, przeciwnie - pod każdym wzglę- 
dem czysto helleńskie. Przedmiot tu pojęty nie drama- 
tycznie, ale epicznie. 080bnik nie jest przedstawiony 
z wyraźną
 wybitną właściwością. Wypadek tylko wyno- 
si Tella po nad tłumy i stawia go na czele ruchll. Goethe 
powiada, że Tell jest jakby uosobieniem Indu: "eine Art 
Demos. 
, ,,-r tej sztuce nie chodzi o walkę wielkich anty- 
tez historycznych; mężowie, którzy przysięgali w Rl1ttli, 
nie mają wzniosłego ducha wolności, a powstania nie wy- 
wołuje idea swobody lub państwa. Sprężynami dzia- 
łania, a raczej wypadku, są idee i interesy prywatne, 
targnięcie się na własność i rodzinę, tak jak w innych dra- 
matach,-ambicya osobista, albo cele dynastyczne. \Vie- 
śniakom nie idzie widocznie o zdobycie nowych swobód, 
tylko o zachowanie dawnych, odziedziczonych obyczajów. 
W tym względzie mógłbym wskazać pisarza
 patrzącego 
na wszystko ,vzrokiem geniusza, Lassala, który dokładniej 
rązwija ten l)ogląd w swoim dramacie, Franz von Sickingen. 
Widzimy więc, że nawet Schiller, przeważnie poli- 
tyczny i historyczny śród poetów niemieckich, skoro się 
zdaje najbardziej oddawać polityce i historyi, tern nie mniej 
przystępuje do rzeczy stosunkowo abstrakeyjnie i ideali- 
stycznie. 
Io
na te
 uwa
ać za do,viedzione, że tak zwany 
subjektywizm i idealizm, wstręt do historyi i prawdy ze- 
wnętrznej, jest cechą charakterystyczną literatury o,vego 
czasu. 


l) Braut von Jlessina. 


.
>>>
. 


32 


Kierunek ten umysłowy wyraził się pod względem 
filozoficznym i naukowym w teoryi umiejętności ( Wi88en- 
8cll,aftslell,'I'e) Fiobtego. Bezwzględne ja, zawierając w so- 
bie całą, rzeczywistość, tąda, te by nie-ja, które sobie prze- 
ci wstawia, było z niem zgodne i tworzyło tylko nieskoń- 
czone dątenie do' przełamania zapór. Ten wynik teoryi 
umiejętności zapalał młode pokolenie. Przez bezwzględne 
ja rozumiano (j ak właściwie i sam Fich te, chociat w bar- 
dzo ró
ny sposób), nie ideę bóstwa, tylko ludzką, myślącą 
istotę, a nowy popęd do wolności, samowładztwo i samo- 
cbwalstwojaźni, która z dowolnością nieograniczonego mo- 
narchy unicestwia cały świat zewnętrzny wobec siebie sa- 
mej, ten szał- swobody wybucha w postaci zabawnie swa- 
wolnej, ironicznej i fantastycznej gromady młodych geniu- 
szów. Okres burzy i walki, w którym swoboda, w jakiej 
opływano, była oświatą osiemnastego stulecia, powtarza 
się w delikatniejszych i bardziej oderwanych formach, 
a swoboda, którą, się roskoszowano, jest samowolą, dzie- 
więtnastego stulecia. 
Dowolność wyra
ania siebie, albo wyra
anie zasa- 
dniczej samowoli. mające punkt wyjścia w walce z za- . 
cieśniającą, prozą, w ogłoszonej pot.rzebie poezyi i wol- 
ności, jest wspólne wszystkim, tak rótnym od siebie 
dąieniom i utworom romantyków, zarówno braciszkowi 
klasztornemu Wackenrodera, odznaczającemu się marzy- 
cielskim zapałem dla sztuki i piękności idealnej, jak i zmy- 
słowej Lucyndzie, będącej apoteozą ciała, głębokim roman- 
Bom i baśnio'In Tiecka, w których nieobliczone fatum igra 
z człowiekiem, wreszcie dramatom Tiecka i powieściom 
Hoffmanna, które rozrywają wszystkie stałe formy w ka- 
prysach i arabeskach chwilowej fantazyi. 
Pierwszym znaczniejszym utworem, jaki spotykamy, 
jest William Lovell Tiecka. Pierwsza część tego romansU, 
który Tieck napisał w d wudziedtym pierwszym roku tycia,
>>>
. 


33 


pojawiła się w roku 1795. Pod względem smaku arty- 
stycznego potrącone są już tu struny, na kt,órych później 
grała szkoła romantyczna. 
William Lovell przybywa do Paryża, (którego Tieck 
wówczas wcale jeszcze nie widział), gdzie naturalnie wszy- 
stko, czego doświadcza, przejmuje go obrzydzeniem (tom 
I, str. 49-52): "Miasto jest pustą, nieregularną kupą ka- 
mieni, cały Paryż budzi uczucie więzienia... Ludzie roz- 
mawiają i paplają całymi dniami, nie powiedziawszy ani 
razu, co myślą... Z nudów poszedłem kilkakrotnie do tea- 
tru. Tragedye są pełne epigramów, bez akcyi i uczucia. 
tyrad, które wydają mi się tak, jak na starych obrazach 
słowa, wychodzące z ust osób... Im więcej aktor odJala 
się od natury
 za tem większego uważany j edt artystę... 
Usnąłem w wielkiej 
 slawnej po całym świecie operze pa- 
ryskiej." Oto są wrażenia, jakich doznał w Pary
u, pod- 
czas'rewolucyi, Lovell. który jest przedstawiony w ksią
ce 
jako anglik. Cała tradycyjna pogarda niemców dla tycia 
francuskiego i sztuki francuskiej wydaje się tu pouwójnie 
komiczną, bo jest zaczerpnięta z ksią
ek. Natomiast 
w Thea-tre Fran
ais wybucha LoveU temi słowy: "O So- 
fokiesie! i boski Szekspirze!" i nader charakterystycznie 
mówi: "Nienawidzę ludzi, którzy oświecają swojem naśla- 
dowanem małem słońcem (a mianowicie rozumem) każdy 
poufny zmrok i ro
pędzają miłe widma,. powstałe w cieniu! 
które tak bezpiecznie przebywały pod sklepioną altaną. 
W naszej epoce powstał rodzaj dnia, lecz romantyczne 
oświetlenie nocne i poranne było piękniejsze, aniteli to sza- 
re światło pochmurnego nieba." 
Z wyjątkiem tych pojedyiiczych rysów, wydaje się 
zresztą na pierwszy rzut oka, 
e ksiątka ta nie posiada 
a- 
dnej właściwości, jakie zazwyczaj przypisujemy utworom 
romantycznym; a jednak rzeczywiście tadne dzieło nie 


Tom II. 


3
>>>
. 


34 


. 
okazuje lepiej i pewniej, na czem się opieraj
 dątenia ro- 
mantyczne. William Lovell po
yczył swoją myśl zasadni- 
czą i formę listow
 od niemoralnego w wysokim stopniu 
romansu francuskiego Zepsuty wieśniak (Le paysan perverti), 
którego autorem był materyalistyczny pisarz - Retif de 
la Bretonne. Nie jest to bez znaczenia, te mo
emy tu na- 
tychmiast sprowadzić utwór romantyczny do materyali- 
zmu francuskiego; od tego ostatniego pochodzi w rzeczy sa- 
mej ponura romantyczna wiara w przeznaczenie. Lorell 
jest ksiątką, której czytanie jest nadzwyczaj uciątl1we 
w naszych czasach. Forma nu
ąco obszerna, wszystkie 
charaktery jakby osłonięte mgłą. Osobistości drugorzę- 
dne, j ak np. stary szlachetny sługa, są trywialnemi reminis- 
cencyami Richardsohna; nie znajdujemy ani 
adnego rysu 
drastycznego, ani plastycznej sytuacyi. Zaleta tej ksią
ki, 
równie
 niemiecka, jak i zawarte w niej błędy, polega na 
uparcie przeprowadzonem rozumowaniu psychologicznem. 
Bohaterem powieści jest młodzieniec, który stopniowo 
i zwolna dochodzi do rozłożenia w taki sposób pewnych 
zasadniczych sił 
yciowych, wszystkich przekazanych 
i uznanych za dobre przepisów 
ycia, te kończy na 
zbrodniczej egzystencyi, której podstaw
 jest naj zatwar- 
dzialszy egoizm. 
Zdaje mi się niesłusznem dziwić się, 
e Tieck w tak 
młodym wieku mógł dać podobny obraz. Czyli
 młodzie- 
niec, któręgo wzrok nie mo
e jeszcze zwrócić się na ze- 
wnątrz, nie zajn)uje się ustawicznie od naj wcześniejszego 
wieku ws
ystkiem ten), co mu się zdaje dziwnem, a co spo- 
strzega zajrzawszy w głąb swego serca? Czy
 nie jest on 
zmuszonym poskubać samego siebie na włókna, badać swo- 
je ,vłasne położenie, oglądać samego siebio w źwierciadle, 
które przed nim trzyma jego własna samowiet1za? Dla 
,vielu umysłów niema wieku, w którymby człowiek więcej 
sam siebie krytykował, jak okres początku lat dwudziestu. 


.
>>>
35 


Ma on jeszcze tyle wolnego czasu w 
yciu, 
e zdaje sobie 
sprSiwę o sobie samyn1, przepędza dnie na zapoznawaniu 
się z instrumentem, na którym ma grać przez całe 
ycie, 
nastraja go, baczy na to, jak jest nastrojony. Dalekim 
jeszcze czas, w którym by zawładnął sobą i u
ył się za in- 
strument, bądz to jako skrzypce, bądź jako sztabę telazną. 
Jeśli zaś otaczający nas świat wskutek składu okoliczności 
nie przedstawia ani zagadnień, ani materyału, i jeśli jedno- 
stka jest zmuszona tywić się własną krwią
 to popęd re- 
fleksyjny musi doprowadzić do tego, 
e indywidualność 
rozdziera się lub wyjaławia. . 
. 
Właściwością poety, kierunku, epoki jest tu owo dzi- 
wactwo t1CZl1Ć, w które się przemienia krytykująca siebie 
rozwaga. Jednostka naj powa
niej usiłuj e normą wszyst- 
kiego i źródłem wszystkich prawideł uczynić przypadkowe 
określone, bezpośrednie ja, które niszczy wszystko, co tra- 
dycya szanuj e. Trudno tu nie uznać przekręcenia całko- 
witej myśli Fichtego i psychologicznego z nią związku. 
Przeczytaj my następujące wiersze Lovella i idące po nich 
rozmyślanie (tom I, str. 178): 


" Witaj, o najwznieśłejsza myśli, 
Która mię wznosisz do Boga! 
Istoty są, bo pomyśleliście je. 
W mglistej oddali leży świat, 
Pomiędzy jego ciemne warstwy pada 
, 
Swiatło, któreśmy z sobą przyniesli. 
Czemuż nie rozpada się on w dzikie ruiny1 
lJly jesteśmy losem, który go utrzymuje! 


" 'V yrwawszy się z przykrych łańcuchów, 
Kroczę teraz śmiało przez życie, 
Odzwyczaiwszy się od twardych obowiązków, 
'Vymyślonych tylko przez tchórzliwych głupców. 
Cnota jest dla tego tylko, że ja istnieję, . 
Jest odblaskiem w wewnEttrznym mym zmyśle. 


J* 
v
>>>
36 


"Cóż mię obchodzą postade, których mdły 
Blask ja sarn stworzyłem? 
Niech cnota kojarzy się z występkiem! 
Są one tylko wyziewem i mglistym cieniem! 
Światło pada ze mnie w ciemną noc, 
Cnota istnieje, bo ja jąpomyślalem". 


"Tak zmysł mój zewnętrzny opanowuje świat fizycz- 
ny, a wewnętrzny panuj e nad ś wiaŁem moralnym. W szyst- 
ko poddaje się mojej samowoli; mogę nazwać, jak mi się 
podoba, katde zjawisko, ka
dy postępek; świat tywy 
i martwy wisi na łańcuchach, którymi włada mój duch; 
całe moje życie jest tylko snem, którego rozmaite postacie 
mogę kBztałtować podług mej woli. Ja sam je
tem j edy- 
nem prawem w przyrodzie, prawu temu wszystko ulega". 
Frydery k Schlegel woła później w polemice swoj ej 
przeciwko Fichteffiu: "Fichte nie jest dostatecznie bez- 
względnym idealistą, poniewat nie jest w dostatecznym 
stopniu krytykiem i uniwersaljstą; ja i Hardenberg (No- 
walis) jesteśmy przecie więcej". Widzimy zatem, 
e na 
dziesięć lat przedtem, kiedy nie było jeszcze mowy o ro- 
mantyzmie i szkole romantycznej! Tieck wyśledził drogę, 
na którą miala wstąpić nowa szkoła; drogą tą jest wznie- 
sienie się indywidualności do osobistej samowoli i podnie- 
sienie tej samowoli pod mianem fantazyi do źródła 
ycia 
i sztuki. Lovell wybiega na tej drodze po za wszystkie 
wytknięte granice. Podczas gdy Uwodziciel Jan Kierke.. 
gaarda, który w literaturze duńskiej wykończa i zamyka 
typ tego rodzaju, trzyma się ciągle w granicach pewnego 
szematu, zdala od moralności, którą uwata za siłę nudn
 
i dokuczliwą, i z tego powodu nigdy na nią wprost nie na- 
pada; Lovell, jako wszechstronniejszy, śmielszy, chociat 
gorzej wykończony charakter, nie cofa się ani przed zdra- 
dą, ani przed morderstwem, ani przed trucizną. Jest on 
zmiennym w ciągu całego tego okresu gatunkiem Don-
>>>
37 


Juana - Fausta z domieszką Franciszka l\Ioora Schillera. 
Lekceważenie w badaniu samego siebie doprowadziło tu do 
bezgranicznej pogardy ludzi i do bezwzględnego odrzuce- 
nia wszelkich złudzeń; nie widzimy tu żadnej innej pocie- 
chy, prócz tej, te obłuda zostaje zdemaskowana i szkaradna 
prawda odsłania się przed naszemi oczami. W jakże głę- 
bokim związku z tern, co wówczas głosili romantycy, jest 
pod wieloma względami następujące zdanie (tom I, str. 212): 
"Zaiste, roskosz jest wielką tajemnicą naszej istoty, a naj- 
czystsza, naj gorętsza miłość pragnie chłodzić si
 w tym 
zdroju... Tylko lekkomyślność, tylko poznanie omyłki 
mote nas ratować, i dla tego to postradałem Ameli
, odkąd 
wiem, te poezya, sztuka, a nawet pobożność są tylko prze- 
braną, osłonioną roskoszą... Nic innego, tylko &mysłowość 
jest najpierwszem kołem, porl1szającem nasz mechanizm... 
Zmysłowość i roskosz są dU8z
 muzyki, malarstwa i wszy- 
stkich sztuk pięknych; wszystkie 
ądania człowieka krążą 
około tego bieguna, jak muszki koło palącej się świecy; 
{lla tego to Boccacio i Ariosto są naj większymi poetami, . 
. 
a Tycyan i swawolny Correggio są daleko wytsi od Domi- 
nichina i nabożnego Rafaela. Nawet modlitwę uwatam 
za boczny kanał, przeprowadzony od surowego popędu 
zmysłowego, który łamie się w tysiącznych naj rozmai tszych 
barwach" . Można by sądzić, że Lovell, w którego rozmy- 
ślaniach zmysłowość grała tak wielką rolę, był przedsta- 
wiony jako natura, którą instynkty sprowadziły na bez- 
I 
drota. Przeciwnie! Jest on zimny j ak lód, zimny, jak 
Kierkegaarda cień uwodzicie]a, który jest nawet zapowie- 
dziany w tym zarysie. Lovell dopuszcza się wybryków nie 
ciałem i krwią, lecz fantastycznio wyegzaltowanym mó- 
zgiem. J eBt on człowiekiem czysto mózgowym, północnym 
niemcem najczyst8zej wody. a zarazem pod pewnym wzglę- 
dem jest już niespodziewanie przez antycypacyę romanty- 
kiem. Ponieważ wypalił si
 zupełnie, poniewat wygasła
>>>
8 


w nim ostatnia iskierka przekonania, a wszystkie jego 
uczucia le
ą naokoło niego .,martwe i pozabijane", ucieka 
się więc do wiary w cuda i pokłada zaufanie w mistycznych 
,vyznaniach, któremi mamił go stary oszust. Rys ten, któ- 
rego nie znajdujemy - co jest dość charakterystyczne - 
w pierwowzorze francuskim, był potrzebnym dla dopełnie- 
nia postaci. . 
Indywidualność tak jest oprótniona, tak mało waży 
w własnej dłoni, te katdej chwili wydaje się sobie zarówno' 
prawdziwąjak niepra\vdziwą; stała się ona obcą sobie i tak 
mało ma zaufania do samej siebie, jak do jakiejkolwiek ob- 
jektywnej potęgi. Stoi po za tem, czego sama doświadczy- 
ła. Kiedy dziala, to zdaje jej się, 2e gra jakąś rolę. Lovell 
opowiada, jak uwiódł jedną młodą dziewczynę - Emilię 
Burton (t. II, str. 110): "Padłem jej nagle do nóg i wy- 
znałem, te do pobytu w zamku skłoniła mię' tylko gwałto- 
wna miłość dla niej; mówiłem, 
e to ma być ostatnią moją 
próbą, czy istniej
 jeszcze serce ludzkie, któreby chciało 
pogodzić mnie z 
yciem i losem. Ona była piękną, a ja 
z dziwnym zapałem grałem dalej moją rolę, jak gdyby na 
scenie; udało mi się wszystko, co mówiłem; mówiłem 
z ogniem, ale bez afektacyi II. Dalej znowu powiada: "Jej 
wina, 
o sama zniszczyła na jakiś czas swoje szczęście do- 
mowe; nie mogę sobie wyrzucać, że zgodziwszy się, musi 
ona wstydzić się przed wieloma ludźmi. Ja wykonałem 
przy niej moją roję, ona zaś odpowiadała' mi inną rolą; 
z wielką powagą odgrywaliśmy utwór lichego poety, a te- 
raz znów przykro nam, 
e w taki sposób traciliśmy czas." 
A zatem wszystko było igraszką, rolą. Tutaj j ut widzimy 
rozwinięte w postaci literackiej to, co się stało później rze. 
czywist03cią 
ycia w charakterach takich, jak Fryderyk 
Schlegel i Gentz, a znajdujemy scharakteryzowane psy- 
chologicznie to, co artystycznie określone stało się tak 
bardzo osławioną ironią romanty ków. \V charakterze nagi
>>>
. 


39 


egoizm, który II wata tycie za rolę, w sztuce - nieporozu .. 
mienie i przesadzanie zasadniczej myśli Schillera, 
e dzia- 
łalność estetyczna jest "igraszką", to jest dzałanieID bez 
zewnętrznego celu, tak, 
e prawdziwą formą sztuki staje 
się ta, która rozbij a co chwila formę, czyni złudzenie nie- 
motebnem i kończy się parodyą samej siebie, jak to ma 
miejsce w komedyach Tiecka. Pomiędzy sposobem, w ja- 
ki postępuje bobater, a tym, jak jest napisana komedya, 
istnieje najściślejszy związek. Ironia jest jedna i ta sama. 
Wszystko da się' sprowadzić do jednakowego samolubstwa 
i nieprawdzi wości. 
A
eby dobrze zrozumieć stan duszy, w jakim jest od- 
malowany Lovell, nie wystarcza, tebyśmy ujrzeli przyszłe 
skutki, wynikające z tego stanu duszy, lecz musimy zoba- 
,czyć, jak dawniej u Rene, na czem jest oparty i przez co 
zawarunkowany ten moment psychologiczny. Warunkuje 
go cała samowola, w której wre ów okres. Stąd to spoty- 
kają się o,ve l'lmysły rozmaitych poetów w wytwarzaniu 
typu. Jako tytan znieczulenia Lovell jest swoj skim wśród 
rod u tytanów. 
Jean Paul, starszy o dziesięć lat od Tiecka, a o czte- 
ry lata młodszy od Schillera, na d wa lata przed na pisaniem 
Lovella rozpoczął kreślenie tego gatunku w swojej ]i'austia- 
dzie, w powieści Tytan. Jean Paul jest pod wieloma \vzglę- 
darni poprzednikiem romantyzmu: śród szkoły romantycz- 
nej naśladuje go Hoffrnann, .tak jak Tieck - Goethego. 
J e
t on romantykiem przedewszystkiem przez bezmierną 
samowolę artystyczną, z jaką prz) stępuje do dzieła. Auer- 
bach mówi o nim, że "odczuwał w ogólno3ci i - mial w po- 
gotowiu studya głów, usposobienia, rysy charakteru, zawi- 
kłania psychologiczne, obrazy, które w potrzebie przyłą- 
-czaI lub przenosił na dane charaktery i sytuacye". 'V ela- 
-styczne ramy swoich opowiadań wsuwa on wszelkie motli- 
we, najbardziej niesłychane pomysły. Jest on dalej roman- 


..
>>>
. 


40 


tykiem przez swoją niepomierną subjektywność, gdy
 sły- 
szymy zawsze jego ze wszystkich osobistości, bez względu na 
ich nazwy; jest romantykiem przez swój wszystko ogarnia- 
jący i na 
adną stałą formę sztuki niezwa
ający humor; wre- 
szcie przez swe przeciwległe ukształceniu starożytnemu sta- 
nowisko. Jednakte, czemkolwiek był w sztuce, wtyciu nie 
był przedstawicielem lichej rzeczywistości, lecz swobody, jej 
namiętnym obrońcą, istnem odbiciem Fichtego w natchnio- 
nym patosie. Nie walczy ani z oświatą, ani z rozumem, ani 
z reformacyą, ani tet z rewolucyą,j est przeświadczony o hi- 
storycznej wartościi zupełnej watności idej, których stwo- 
rzenie i wywalczenie stanowi sławę osiemnastego stulecia. 
Dla tego też ostrzega przeciw pustej i demoralizującej fan- 
tastyczności romant.yków. 
W Tytanie znajdujemy naj wybitniejszą z idealnych 
postaci Jean Paula: - Roquairola. Powiedziałem: posta- 
cie idealne, poniawa
 będąc doskonałym realistycznym 
poetą sielankowym, stworzył on inny rodzaj chH,rakterów. 
Roquairol jest pierwowzorem formy, w którą duch czasu 
wlewa swoją namiętność i swoją rospacz. Jest on szalo- 
nem i głęboko rozmarzonem pragnieniem, które przechodzi 
w fantazyowanie, ponieważj est siłą, ni ezużytkowaną przez 
warunki i niezawieraj ącą w sobie uzdolnień, któremi mo- 
tna przyswoić sobie rzeczywistość albo ją, przełamać i opa- 
nować. I tak pragnienie staje się chorobą, która zwraca 
się do wnętrzą i prowadzi do odzwierciedlenia siebie albo 
do samobójstwa. Posłuchajmy, jak Roquairol opisuje 
sam siebie, w jednym ze swych listów (tom III, cykl. 88): 
"Spojrzyj teraz na mnie, zdejmuję z siebie maskę, twarz 
moją przebiegają konwulsyjne drgnienia, jak u ludzi, któ- 
rzy wytrzymali zatytą truciznę. Upiłem się trucizną, po- 
łknąłem kulę z trucizny, kulę ziemską... Drzewo moje 
jest wydrątone, zwęglone prze
 fantastyczny ogień. Skoro 
niekiedy wewnętrzne robaki mego ja: złość, zachwyt, mi- 


.
>>>
41 


łość) tym podobne znowu wpełzną i gryźć zaczną, a jeden 
po
era drugiego, wtedy z wysokości mego ja przyglądam 
się im, rozcinam j e, przewracam i wkładam j eden w drugi, 
jak polipy. Później znów patrzę na to przyglądanie. się, 
a poniewa
 ciągnie się to do nieskończoności, na cóż więc 
zdało się wszystko? Jeśli inni mają idealizm wiary, to 
ja mam idealizm serca,.a to samo dzieje się z katdym, kto 
przebył wszystkie uczucia w teatrze, na papierze i na zie- 
mi. Do czego to sIuty? Często spoglądam na góry, rzeki, 
na ziemię wokoło mnie i zdaje mi się, jak gdyby one mo- 
gły lada ch wiła rozlecieć się, w dym się o brócić, a ja ,vraz 
z niemi... W człowieku znajduje się zimny, śmiały duch, 
którego nic uie obchodzi, nawet cnota; gdyż on ją dopiero 
wybiera i on jest jej twórcą, nie zaś jej stworzeniem. Prze- 
byłem raz na morzu burzę, podczas której wszystl\:a woda 
wściekle rozszarpywała się i spieniona przelewała, a tym- 
czasem ciche słońce przyglądało się z góry; - tak! Ser- 
ce jest burzą, niebem - moje ja. Czyż sądzisz, te różnią 
się odemnie powieścio- i tragedyo-pisarze, a zwłaszcza ge- 
niusze między nimi, którzy po tY8iąc razy przemałpowali 
wszystko, bóstwo i ludzkość? Realnie zachowuje ich i lu- 
dzi światowych tylko 
ądza złota i poch wał... l\lałpy są 
geniuszami pOluiędzy bydłem; geniusze zaś są małpami pod 
względem naśladownictwa estetycznego, braku serca, zło- 
śliwości, cieszenia się z cudzej szkody, lubieżności i - we- 
sołości". Roquairol opowiada, jak usidlił siostrę swego 
przyj aciela, nie odczuwaj ąc sam nic, prócz pociągu, pocho- 
dzącego. z nudów: "Nic nie straciłem, - we mnie nie ma 
niewinności; nic nie zyskałem-nienawidzę roskoszy zmy- 
słowych. Czarny cień, nazywany przez niektórych skru- 
chą, ulatywał szeroko za zniknionymi różnobarwnymi obraz- 
kami latarni czarnoksięskiej; ale czyliż kolor czarny jest. 
mniej optycznym od rótnobarwnego?". 


. 


.;
>>>
42 


.. 


Katdy, kto tylko przeczyta u wa
nie ten krótki l
stęp, 
przytoczony z grubej) czterotomowej powieści Jean Paula, 
dostrze
e tu znowu przeciągniętą linię, łączącą 
ycie ze 
sztuką. Mimowolnie, ale nader znacząco, u
ywa Roquairol 
naturę. produkującego artysty za symbol swojej własnej, 
a wyrażenia" wypróżniony fantastycznym ogniem" i "idea- 
lizm serca" (to samo, co ja nazwałem subjektywizmem) są 
tak ostro znamienne, jak gdyby były wprost kategorycznie 
wybrane. Tak, poeta był o tyle ś\viadomym tego, co pr
ed- 
stawiał, te potem-gdy Roquairol spelnił swój ostatni i naj- 
szkaradniej BZY w ystępek, gdy udaj ąc bohater8kiego Al bana, 
odwiedził w nocy jego kochankę, Lindę-ka
e mu umrzeć 
na scenie, zastrzelić się podczas wykonania roli, zakończo- 
nej samobójstwem, 
yć at do ostatniej chwili w świecie po- 
zoru i udawania, mięszając rzeczywistość z fantazyą. Czy
 
fantastyczne, albo poetyczne ksztaltowanie rzeczy,vistości 
nie było hasłem nastepnego pokolenia? Takie zadanie ono 
sobie postawiło i starało się rozwiązać je w całej swej 
twórczości; dą
enie do tego rozwiązania objaśnia i uniewin- 
nia wszystkie błędy owego pokolenia tam, gdzie ono szki- 
cuje przemianę rzeczywistości, jak naprzykład w Lzwyndzie 
Schlegla. 
Taj emnem tłem całej grupy literatury niemieckiej od 
"okresu burzy i walki", a
 do końca romantyzmu, je
t wiel- 
kie zagadnienie stosunku pomiędzy poezyą a tyciem, ros- 
pacz nad ich głęboką, gorzką niezgodnością, niezmordowa- 
ne usiłowanie pogodzenia ich z sobą. A
eby zrozumieć Lu- 
cyndę, równie
 jak i Lovella, potrzeba a
 tam się cofnąć! 
Oba powy
sze utwory pojmiemy lepiej po przeczy- 
taniu Tytana, Jean Paula: Lovella objaśnia potomek 
tytanów Roquairol, Lucyndę zaś - Linda.
>>>
43 


III. 


Skreśliłem, w jaki sposób romantyzm ze strony uje- 
mnej, wstrętu do rzeczywistości i dowolności, przygotowany 
był przez dawniejszą literaturę, przez Goethego i Schillera: 
i w jakich ,varnnkach życiowych miał swoją podstawę. 
Ujrzymy teraz, jak dalece znowu 
rzeszłość przygotowała 
go ze strony dodatniej. 
· Zatrzymajmy się jeszcze chwilę na Roqnairolu. Po- 
mińmy szczególny odcień demonicznej fantastyczności, ja- 
l{ą otrzymał ów charakter. Cót jest w takim razie jego pod- 
stawą? Jest nią namiętność, to jest to, co w Niemczech 
nazywają "wolnomyślnością" namiętności, jej poczucie 
swobody i dątenie do buntu. Wszelako, to właśnie uczu- 
cie było punktem wyjścia nowoczesnej literatury niemiec- 
kiej w poezyach "Dlłodzieńczych Goethego i Schillera. Opie- 
rają się one na jednym i tym samym zasadniczym nastroju 
tytanicznej przekory, są wyrazem jednej i tej samej opozy- 
cyj. Są one rewolucyjnymi wybuchami i rewolucyjnymi 
eksperymentami. Sztuka Goethego Rodzellstwo (Die Ge- 

chwister) jest doświadczeniem miłości pomiędzy bratem 
i siostrą. Jego Stella zawiera \v swej pierwotnej postaci 
niejako obronę dwużeństwa, a podobnie Jean Paul maluje 
w Siebenkas dwużeństwo, jako r"zecz dozwoloną geniuszowi, 
jeśli mu dolega zawarty wprzódy związek. Goetz jest tra- 
gicznym upadkiem genialnej jednostki w walce z niedolę" 
tną i zepsutą epoką. Zbójcy Schillera ze S\yoją winietą "In 
tyrannos. i 8wojem motto z Hipokratesa: Gdzie nie uleczy 
lekarstwo, uleczy telazo; gdzie nie uleczy telazo, uleczy 
ogień", są wypowiedzeniem woj ny społeczeństwu. Karol 
Moor jest idealistą z wielkiem sercem, który z konieczności 
musi zginąć j ako prze8t
pca "w wieku rzezańców". Roz-
>>>
44 


bój nicy Schillera nie są to bandyci, lecz rewoll1cyjoniści. 
Nie chcą oni rabować, ale karać, nie napadają na zdobycz, 
lecz na przywileje, opuszczają społec
eństwo, teby się pom- 
ścić na niem. W Zbójcac]" Schillera rewolucya rozpoczyna 
swoje dzieło. zanim w osiem lat później wybucha na praw- 
dę. Jeszcze bardziej osobiście wypowiada się tytaniczna 
zuch wałość Schillera w poezyach j flgO z pierwszego okresu, 
które pisał pod natchnieniem swego stosunku miłosnego 
z panią von Kalb. W zwykłem wydaniu poezye te są prze- 
robione i pokaleczone. . Należy odczytać je w krytycznych 
wydaniach Kurza albo Goedekego. Wiersz, który następnie 
został zatytułowany " Walka" (Der Kampf) ale początkowo 
nosił tytuł " Wolnomyślność namiętności" (Freigeisterei 
der Leidenschaft) brzmi tak: 


"Skąd to drżenie, ten niewysłowiony przestrach, 
Kiedy mię objęły twe lube ramiona? 
Czy że przysięga, którą naruszają nawet wzru5zenia, 
Więziła cię w swych okowach? 


«- 


Czy że zwyczaj nświęcony przez prawa, 
U święca ciężką. zbrodnię przypadku? 
Nie -- nieustraszony sprzeciwiam się związkowi, 
Którego żałuje rumieniąca się natura. 


* 


o nie drżyj - przysięgałaś jako gTzesznica; 
Wiarołomstwo jest pobożnym obowiązkiem skruchy. 
Serce, które straciłaś przed ołtarzem, należało do mnie. 
Niebo nie igra z uciechami ludzi. 


Jakkol wiek dziwnie mote brzmieć ta nai wn3 sofisty- 
ka, jakkolwiek mo
e się zdawać wątpliwem. czy niebo nie 
pozwala sobie czasami pobawić się trochę uciechami 111dz- 
kiemi, atoli niewątp1iwą jest tutaj tendencya. a jak Hett- 
ner (III, 3, 1, str
 375) trafnie zauwatył, Don Carlos prze- 
mawia prawie temi samemi słowy: "Prawa mojej miłości
>>>
45 


są starsze, ani
el i rota przysięgi u ołtarza." Zamach bo- 
wiem na mał
eństwo je8t myślą przewodnią w drugim za- 
rysie Don Carlosa, który był trzykrotnie, stosownie do 
przewa
ającej w SchiHerze namiętności. przerabiany. 
Karolina von Kalb słu?;yła za wzór dla mlodej kró- 
lo\vej Ei
biety. Ukochaną przez Schillera w młodości ro- 
dzice zmusili do zawarcia małteństwa. Schiller poznał ją 
w roku 1784, a zamyślali oni o zjednoczeniu na zawsze swo- 
ich losów. W jej dom n umieścił biednego Holderlina, 
gdy ten opuścić musiał swoję miejsce nauczyeiela domo- 
wego we Francyi, z powodu stosunku miłosnego z panią 
domu, 811sette Gontard. Karolina von Kalb wkrótce po- 
tem opuszczona przez Schillera, została kochanką Jean 
Paula. Karolina Schlegel nazywa ją 
artem Żanettą Pauli- 
ną. Jean Paul opisuje ją w następujący sposób: "Posiada 
dwie wielkie rzeczy: wielkie oczy. jakich nigdy jeszcze nie 
widziałem, i wielką duszę." Podług j ego własnego zezna- 
nia, ona to była tą, kt6rą jako tytanidę Linuę prze ci wsta- 
wił Roquairolowi. O Lindzie powiedziano w Tytanie (118 
cykl.) 
e musi być oszczędzoną, "nietylko w swej czułości, 
ale takte w szczególnym wstręcie do małteństwa, który 
zachodzi bardzo daleko." Nie mote ona nawet towarzyszyć 
przyjaciółce do oltarza ślubnego, nazywając go miejscem 
tracenia swobody niewieściej, stosem .najpiękniejszej, naj- 
wolniejszej miłości, i mówi, 
e bohaterski poemat miłości 
stałby się wtedy co naj wytej pasterskim poematem mał.. 
teństwa. Napró
no przedstawia jej rozsądna przyjaciółka 
(125 cykl.), 
e zapewne wstręt do "księ
y" jest powodem 
jej odrazy do małteństwa; 
e związek mał
eński nie jest 
niczem innem, jak wieczną miłością - a przecie
 chyba 
uwa
a ona. katdą prawdziwą miłość za wieczną-te tyle
 sa- 
mo, jeśli nie więcej bywa nieszczęśliwych zwi
zków miło- 
snych, co i nieszczęśliwych małteństw i t. d. Pani von 
Kalb pisze sama do Jean Paula: " Nęcenie u wodzeniem. .. 



 . 


1
>>>
46 


ach, proszę, oszczędzaj pan biedactwa i nie trwót jn
 wię- 
cej ich serca i sumienia! Natura dość jestjl1
 ukamienowa- 
na. Nie zmieni
 się nigdy wmoim sposobiemyślenia o tym 
przedmiocie. Nie pojmuję tej cnoty i nie mogę dia niej 
nikogo kanonizować. Religia tu na ziemi nie jest niczem 
innem, tylko rozwijaniem i zachowywaniem sił i skłonno- 
ści. które otrzymała nasza istota. Stworzenie nie powinno 
cierpieć przymusu, ale te
 i niesprawiedliwej rezygnacyi. 
Trzeba zawsze zostawiać swobodę śmiałej, silnej, dojrzałej, 
odczuwającej swą siłę i robiącej z niej u
ytek ludzkości; 
ale ludzkość i nasza generacya są nędzne i marne. 
'Vszystkie nasze prawa są wynikiem najnędzniejszej biedy 
i niedostatku, lecz rzadko-mądrości. 
Iiłość prawnie po- 
trze bowała. " 
Z listu 1iego przemawia wielki i energiczny duch. 
Przeskok stąd do idei Lłucyndy niewielki, lecz głębokim 
jest upadek stąd a
 do płytkiego jej wykonania. Wszela- 
ko wtedy dopiero rozumiemy dobrze te wybuchy, kiedy 
spojrzymy na stosunki towarzyskie, z których one wypły- 
wają, i kiedy pojmiemy, te nie są one odosobnionemi, oder... 
wanemi i przypadkowemi oskar
eniami, lecz wyniknęły 
z ogólnego stosunku natur poetycznych do ówczesnego spo- 
łeczeństwa. Główną kwaterą i punktem zbornym klasy- 
ków niemieckich był wówczas Weimar. Łatwo mo
na 
wskazaó powód, dlaczego tak małe miasteczko, w maleń- 
k
em księstwie, dostąpiło tego zaszczytu. Z pomiędzy dwóch 
wielkich ksiąząt niemieckich, Józef II zbyt był zatrudnio- 
ny s,voj emi usiłowaniami reform racyonalistycznych, zbyt 
troszczył się o oświatę, a
eby jeszcze cokolwiek mógł się 
interesowac poezyą niemiecką; zaś wolteryanin Fryderyk 
pruBlii miał zbyt francuski smak i kierunek umysłu, zeby 
dbał o poetów. niemieckich. Tylko małe d wory ujęły się za 
nimi: SchiJler znalazł schronienie w 
Iannheimie. Jean Paul 
w Gotha, Goethe rezydo wał ,w Weimarze. Pl:zez długi czas
>>>
47 


twórczość poetycka w Niemczech nie była ześrodkowana. 
Teraz Weimar stał się jej ogniskiem. Goethe powołał tu 
Herdera i Wielanda i wy
tarał się o posadę dla Schillera 
'v sąsiedniej Janie. 'Veimar stał się miej scem, gdzie zaró- 
wno praktycznie, jak teoretycznie namiętność była ubóst- 
wiana bezwzględnie i bez przesądów, w przeciwstawieniu 
do konwency
nalności towarzyskiej. ".A.ch tu są kobiety!- 
woła Jean Paul, kiedy przybył do Weimaru-tntaj wszyst- 
ko jest rewolucyjnie śmiałe, a małżonki nic nie znaczą". 
Wieland bierze do domu swoją dawną kochankę, La 
Rocbe, "żelly odżyć". Schiller proponuje pani von Kalb 
wspólną podróż do Pary ta. . 
· Goete, przybywszy do Weimaru, przyniósł z sobą 
cały "okres burzy i walki". Trudno wyobrazić sobie oso- 
bli wsze i bardziej świete towarzystwo: książę j księtniczkn 
liczyli lat 18t Goethe 26, księtniczka Amalia, matka Ka- 
rola Augusta, miała dopiero 36 i pełna była naj swobodniej- 
8zej chęci do życia. Duszą tego dworn stał się Go
the, 
który z junactwem młodości porywa wraz z sobą, całe to 
kółko w wir przyjemności, zabaw, wycieczek na ,vieś, wy- 
ścigów i maskarad z zapamiętałą swawolą, dziką, natural- - 
ną radością, którą to rozjaśniają, to znów "zasępiają" mniej 
lub \vięcej płoche miłostki. Jean Paul pisze do swego przy- 
jaciela, że mógłby tylko ustnie odmalować weimarskie oby- 
czaje. Zważywszy. te samo ślizganie się na łyżwach gor- 
szyło czcigodnych filistrów weimarskich. nie będziemy się 
dziwili tółciowemu wyrateniu starego "Vielanda, że zdają 
się dbać o to tylko, teby "brutalizować zwierzęcą naturę." 
Słodka i wratliwa kokietka pani von Stein była'przezdzie- 
sięć lat muzą Gaethego, pierwowzoremjego Eleonory i lfi- 
genii. 'Vielkie było zgorszenie, skoro Goethe wziął do 
Swego domu Krystynę ,,-rulpius, kwiatek "jasny jak gwia- 
zqy, piękny jak oczęta" i tył z nią przez osiemnaście lat, 
zanim uprawnił swój związek błogosławieństwem kościoła. 



 


1t
>>>
48 


. 
Schiller był 
onaty z Karoliną von Lengefeld, jednakte jej 
siostra "ideał" poety, z którą czuł się ściśle spokrewnio- 
ny, rozłączyła się z mę
ern i zamieszkaIa w domu Schillera. 
Pojmujemy więc, te Jean Paul pod wpły","em osobistości 
pani von Kalb mo
e zawołać w Weimarze: .,Pewnem jest 
to, że w sercu świata uderza bardziej duchowa i większa 
rewolucya od politycznej, a równie mordercza". 
Jaka rewolncya? - Wyzwolenie uczucia od zwycza.. 
jów towarzyskich, zuchwała duma serca z prawa uwa- 

ania swego kodeksu za nowy kodeks obyczajów i prze- 
. 
kształcenia obyczajów według moralności, a niekiedy we- 
.t 
dług skłonności tylko. Po za tern nie tądano nic, nie my- 
. 
ślano o niczem. Nie myślano o reformach praktycznych 
lu b spolecznych. Właściwość czysto niemiecka okazu- 
je się w tern, 
e zewnętrznie zginano się nisko przed ka.. 
tdem prawidłem, które otwarcie lekcewa
ono In b uchyla- 
no się od niego tajemnie. Tak naprzyklad nietylko Goe- 
the
 
iedy był starszym, kładł ciągle naoisk w swoich roz- 
mowach na zachowanie istniejących form wspólnego poty.. 
cia płci obojga
 jako niezbędnie potrzebnych dla kultury, 
lecz ciągle w pismach ogłaszano rewolucyjne idee, z które- 
mi zgadzano się mniej lub więcej, przy końcu zaś odwoły- 
wano je, gdy bohater, albo przyznawał się do błędu, albo 
odbierał sobie 
ycie, lub te
 bywał ukarany za swój upór, 
lub nareszcie kończył na tern, 
e się zrzekał swoich przeko- 
nań (Karol Moor, Werther, Tasso, Linda), jak heretyccy 
autorowie w średnich wiekach dodawali przy końcu dzieła 
wzmiankę, 
e wszystko, co jest napisane w ksią
ce, ma być 
pojęte, rozumie się. zgodnie z zasadami świętej matki po- 
wszechnej - kościoła. 
Do tego kółka uzdolnionych kobiet w Weimarze 
wstępuj c podczas swoj ej bytności w Niemczech pani de Stael 
"burza w spódnioy", jak ją nazywano. Wygląda ona po.. 
między niemi jak dziki, obcy ptak. Dla tamtych wszystko 


h"
>>>
49 


jest osobiste, dla niej wszystko jn
 jest spoleczne. Występuje 
publicznie, stacza mordercze walki za wielkie reformy spo- 
łeczne. Te kobiety niemieckie z epoki humanizmu, nawet 
kiedy najda
ej zachodzą, są usposobione sielankowo. Pani 
de Stael illzie o to, żeby zycie przerobić politycznie, tamtym 
zaś,-żeby je ukształtować poetycznie. ŻadnAj z nich nie przy- 
szło na myśl cisnąć rękawicę Napoleonowi. Có
 za nie- 
właściwy utytek z rękawiczki damskiej, zakładu miłości! 
Znają się ono nie na prawach człowieka, lecz na prawach 
serca; uderzaj ą nie na spra wiedli wość tycia, ale na jego 
prozę. Stosunek pomiędzy społeczeństwem i genialną je- 
dnostką nie przyjmuje tnbtj, jak we Francyi, formy walki 
pomiędzy jednostkową, rewolucyjną swobodą, a społeczną, 
tradycyjną koniecznością, lecz przybiera kształt walki 
pomi
dzy pragnieniami jednostki, jako poezyą. a polityką 
i przepisami towarzyskimi, jako prozą. Stąd to w litera- 
turze romantycznej bezustanne wychwalanie zdolności i si- 
1y pragnienia, temat, do którego często powraca szczegól- 
niej Fryderyk Schlegel. Jest to rzeczywiście jedyna skie- 
rowana na zewnątrz siła, jaką posiadano, u watając samą 
bezsilność za siłę. To samo podziwianie pragnienia znaj- 
dujemy w Kierkegaarda "Albo - albo". "Aladyn jest 
dla tego tak orzeźwiającym, 
e poemat ten posiada genial- 
ną, dziecięcą śmiałość w najbardziej awanturniczych pra- 
gnieniach. Ilu
 w naszych czasach ma na prawdę od wagę 

ądać! etc. etc." Dzieciństwo i ciągle dzieciństwo! Lecz 
któ
 się będzie dziwił, 
e pragnienie, matka religij i wyra
 
bezczynności, stało się hasłem romantyków? Pragnienie 
jest tutaj poezyą, społeczeństwo-prozą. Dopiero z tego 
stanowiska pojmujemy najjaśniejsze i naj wytrawniejsze 
dzieła wielkich niemieckich poetów. Produktem tego same- 
go długo trwającego wrzenia, które oddaj e szkole roman- 
tycznej wszystkie swoje fermenty, pomimo swej czystej, 
. Tom II. 4 


.
>>>
50 


jak kryształ, formy i cię
ko wywalczonej rezygnacyi, jest 
Tasso Goethego ze 'swoją walką pomiędzy mę
em stanu 
i. poetą, to jest ponliędzy rzeczywistością i poezyą, ze swo- 
jem odwzorowaniem przeciwieństwa między tymi dwoma 
ludźmi, którzy dopełniają się \vzajemnie, tylko nie są ró- 
wni sobie, "poniewa
 natura nie ukształtowała z nich obu 
jednego człowieka". 'J'Villtelm .J..tfeister ma ten
e przed- 
miot. I to dzieło maluje tak
e po,volne, stopniowe go- 
dzenie i łączenie się ideału poetycznego z realną rzeczy- 
wistością. Tylko najpotętniejsze ruchy mogły dosięgnąć 
tych wy
yn; wielki zastęp wybitnych, lecz niemających 
wyraźnych dą
ności umysłów pozostał w niezgodzie. Wal.. 
ka zaś z rzeczywistością tern więcej przyjmowała formę 
walki z filisterstwem ( zobacz n. p. dramat Eichendor:ffa: 
E/pieg den Pltilistern) im bardziej poezya nabierała poczucia 
swojej potęgi, im więcej poeta czuł swoją godność, a litera- 
tura stawała się sama w sobie małym światem z odrębny- 
mi interesami. Zadaniem przeto poezyi nie mogła być 
obrona wiecznego prawa wolności \vobec tyranii stosunków 
zewnętrznych; ona sama wystąpiła jako poezya przeciw 
"prozie" 
ycia. Takie jest germańskie, niemiecko.północ- 
ne, literacko - refleksyjne pojmowanie zbawczego dzieła 
. 
poezYJ. 
"Trzeba pamiętać o tern-mówi Kierkegaard (wswo.. 
im traktacie o pojęciu ironii, str. 322) - 
e Tieck i cała 
szkoła romantyczna weszli, albo tet sądzili, 
e weszli w sto- 
sunek do epoki, w której ludzie niejako zupełnie skostnieli 
w ostatnich skończonych warunkach społecznych. Wszyst- 
ko było uzupelnione i zamknięte w boskim, chińskim opty- 
mizmie, który zadawalniał ka
de rozsądne pragnienie, 
katde rozsądne ządanie. Wszystkie- pyszne zasady i ma- 
ksymy obyczajowe i zwyczajowe były przedmiotem nabo- 
, 
tnego ubóstwiania; wszystko było bez\vzględne, nawet bez.- 
względność; wstrzymywano się od wielo
eńst,!a, noszono 


. 


-ł
>>>
51 


spiczaste kapelusze-wszystko miało swoje znaczenie. Ka
- 
dy stosownie do swego stanowiska odczu wał z subtelnie od- 
cieniowaną powagą,jak wiele działał, jak wielkie znaczenie 
dla niego samego i dla ogółu miały jego niezmordowane 
usiłowania. Ludzie nie 
yli lekkomyślnie jak kwakrzy, 
nie zwa
ając na godziny i uderzenia zegaru
 podobna bez- 
bo
ność napró
no starała się wśliznąć. Wszystko posu- 
wało się spokoj nym, mierzonym krokiem, na wet ten, kto 
się puszczał w zaloty, bo wiedzial przecie
, te szedł po 
drodze legalnej i te przedsiębrał krok bardzo powatny. 
\Vszystko działo się podług uderzenia godziny. Marzono na 
łonie natury w dniu świętego Jana, tałowano za grzechy 
w dniach pukuty i modlitwy, kochano się, skończywszy 
lat d wadzieścia, zasypiano o godzinie dziesiątej. Zawicrano 
małteństwa, poświęcano 
ycie rodzinie i stanowidku w pań- 
stwie; przybywały dzieci i troski rodzinne; posiadano całą 
siłę męską, 
wracano uwagę z\vierzchności swoją bogatą 
w błogos.ławietlstwa działalnością, obcowano serdecznie 
z kaznodzieją. przed którego oczami uwydatniano epicznie 
wszystkie piękne rysy charakteru, zasługujące na zaszczyt- 
ne wspomnienie, które ten będzie się kiedyś napró
no sta- 
rał wyjąkać rozczulony; katdy był przyjacielem w praw- 
dziwem i istotnem znaczeni II tego słowa. rzeczywistym 
przyj acielem, tak j ak rzeczywistym radcą." 
Opis ten nie wydaje mi się zbyt historycznym. Pomi- 
jając to, że nie noszą teraz spiczastych, tylko okrągłe ka- 
pelusze, nie pojmuję, dla czego miałby on być mniej odpo- 
wiednim w 1873 roku, ni
 w każdym innym czasie. Nie 
charakteryzuje wyraźniej jakiejś jednej epoki ni
 drugiej. 
Nie, odrębność polega tutaj w pojmowaniu mieszozań13twa 
przez ludzi uzdolnionych, prze.z romantyków. Oni je poj- 
mowali filozoficznie jako skończone, intellektualnie - jako 
ograniczone, a nie moralnie, tak jak my, gdy je II wa
amy 
za złe. Romantycy małomieszczaństwu przeciwstawiali 
4*
>>>
52 


wartość swojej nieskończonej tęsknoty. Jego prozie prze- 
ciwstawiali swoją własną młodzieńczą poezyę, tak jak my 
przeciwstawiamy naszę męską wolę jego nędzocie. -Za 
ogólną' więc regułę uwatać motna, 
e romantycy ze swą 
tęsknotą i swemi myślami uciekali od społeczeństwa i rze- 
czywistości. Jednakże wyjątkowo próbowali od czasu do 
czasu, jak jut wzmiankowałem, jeśli nie urzeczywistnić 
swych idej w tyciu, to przynajmniej naszkicować, jak sobie 
wyobra
ali rozwiązanie zagadki; rzeczywistość mogła być 
przekształcona w taki sposób, teby rozpływała się zupełnie 
. 
w poezYJ. 
Nie zabłysła tu ani iskierka oburzenia lub inicyaty- 
wy, jak u pisarzy francuskich tej dziedziny, na przy kład 
u George Sand, lecz zabawiano si
 kreśleniem idej re'wo.. 
lucyjnych, albo co najmniej skandalicznych. 


IV. 


W czerwcu 1801 roku na katedrę w Jenie wstąpił 
młody człowiek dla rozprawy naukowej, w celu otrzymania 
stopnia doktora. Szykanowano go ze w szystkich sił, a na- 
wet, co było rzeczą niesłychaną, narzucono mu oponentów. 
Jeden z nich, zresztą płytki nicpoń, starał się zwycię
yć po 
ryoersku i zauwatył: "w pańskie m Traetatum e'J'oticum Lu- 
cinda mówisz pan i t. d.., na co doktorant sucho odpowie- 
dział, nazywając oponenta głupcem. Powstał rozruch i skan- 
dal, a jeden z profesorów objawił, te od trzydziadtl1 lat po.. 
dobne zgorszenie nie zniewatyło widowni filozoficznej. ])0- 
ktorant odrzekł, 
e od trzydziestu lat z nikim się w taki 
sposób nie obchodzono. Tym doktorantem był Fryderyk 
Schlegel, którego się tak obawiano z powodu jego straszli- 
wych poglądów, 
e czasem nie pozwalano mu nocować 


:fi
>>>
53 


w niektórych miastach. W reskrypcie elektorskim hanno- 
werskiej kuratoryi uniwersyteckiej do prorektora w Ge- 
tyndze z dnia 26 września 1800 r. czytamy: "Jeteliby brat 
profesora, osławiony przez swoje nieobyczajne utwory piś- 
miennicze, Fryderyk Schlegel miał się tam znajdować 
i przebywać przez jakiś czas, nie nalety mn tego dozwolić 
lecz polecić, teby opuścił Getyngę". . 
To się nazywa surowa sprawiedliwość! A cały ten ha- 
łas powstał o LucyndfJ. 
"Lucynda jest jednom z głównych dzieł romantyków, 
nie dla swojej siły poetycznej, gdy t, jakkolwiek duto się 
mówi w niej o " uczllciu ciała", nie można jednak znaleźć 
tam ciała i krwi, tadnej prawdzi waj plastyki; - nie dla 
głębokości myśli, - więcej :filozofii zawiera się w niewielu 
paradoksalnych kartkach, napisanych przez Schopenhaue- 
ra pod tytułem Metafizyka miłości l), ani
eli W całej pre- 
tensyonalnej 
 Lucyndziej nie odznacza się ona równiet ge- 
nialną bachancką roskoszą. naturalną - porówna wszy ją 
z A'l'dinghellem Heinego, pałającym południową, tądzą do 
tycia, widzimy. jak jest bladą i doktrynerską. Lecz ksiątka 
ta posiada wartość jako manifest i program. Główną jej 
ideę stanowi obwieszczenie jedności i harmonii tycia, tak 
jak się ono naj widoczniej i najbardziej namacalnie objawia 
w erotycznem natchnieniu, które duchowemu uczuciu na- 
daje wyraz zmysłowy i odwrotnie uduchownia zmysłową 

ądzę. Lucynda chce odmalować przemianę rzeczywistego 

ycia w poezyę, w sztukę, W swobodną. szyllerowską .grę" 
sił, w marzące, ciągle zadowalnianą tęsknotą. odradzające 
się tycie, w którem człowiek nie ma ta.dnego celu, ani tet 
nie działa według pewnych celów, ale jest przypuszczony 
do tajemnic przyrody, "rozumie skargę słowika i uśmieoh 


ł 


l) lrletaphysik der Liebe.
>>>
54 


nowonarodzonego dziecka i to, co się tajemnem pismem 
obrazowe m wyraźnie objawia na kwiatach i gwiazdach". 
Nie pojmiemy .zgoła tej ksiątki, jeśli z ładunkami 
dogmatyzmu rzucimy się Da nią, jak Kierkegaard, krzy- 
cząc: "To, czego ona 
ąda, jest nagą zmysłowością, w któ- 
rej duch jest objawem zaprzeczonym; występuje przeciw 
duchowości, w którą zmysłowość jest objawem włączo- 
nym". Zaledwie mo
na zrozumieć ślepotę, potrzebną dla 
napisania czegoś podobnego; wszelako prawowierność umie 
dobrze zasłaniać oczy. Nie zrozumiemy całkowicie tej 
k8ią
ki wtedy tak
e, jeśli będziemy w niej widzieli, jak 
Gutzkow, teoryę usprawiedliwiania wolnej miłości, albo jak 
Schleiermacher - protest prze ci w ko bezwzględnej ducho- 
wości i odparcie przesadnego zaprzeczania i odrzucania 
ciala i krwi. Zasadniczą myślą tego utworu jest właśnie 
romantyczna teorya jedności tycia i poezyi. Wszelako, 
jakkolwiek ta powa
na myśl tworzy ją,dro dzieła, forma 
dą,
y wyraźnie do zdobycia wawrzynów skandalu. Wpraw- 
dzie sympatycznie oddziaływa śmiałość, zuchwałość tonu 
wyzywającego, odwaga, z jaką autor nara
ał się z przeko- 
nania na wszystkie napady, na wszystkie osobiste drwiny 
i oszczerstwa, których nale
ało się spodziewać. Godną 
uznania jest pewność, z jaką autor w tak małej przestrzeni 
jednoczy wszystkie poglądy i hasła romantyzmu, tak: 
e 
mo
na widzieć łatwo w tej ksią,
ce rozwijające się 
wachlarzowato z jednego środkowego punktu wszystkie 
dą*enia, zwykle rozdzielane pomiędzy wiele osób. W stręt- 
ną jednak
e jest artystyczna niemoc, jaką zdradza ten ro- 
mans, będący tylko zarysem, liczne porywy nieprowadzące 
do niczego, jałowe ubóstwianie siebie, pragnące ukryćswo- 
ją. bezpłodność tem, 
e wytwarza sztuczny i niezdrowy 
ar, 

eby wśród niego wysiadywać swoje puste jaja. Karolina
>>>
55 


Schlegel przechowała dla nas następujący gryzący epigra- 
mat, który był skierowany wówczas przeciwko Lucyndzie I). 


Pedantyzm prosił fantazYę 
O pocałowanie, ta mu przypomniała grzech; 
Zuch wale, bezsilnie uścisnął ją, 
I zrodziła martwe niemowlę, 
Zwane Lucyndą. 


Pominąwszy wyraz "grzech", który tu się nie daje 
zastosować - gdy t Lucynda grzeszy naj pierw i przede- 
wszystkiem przeciwko poezyi i sztuce - nie mam nic do 
'Zarzucenia temu krwawemu szyderstwu. 
W Lucyndzie zbyt głęboko le
y znów Bubjektywizm, 
własnowolność jako samowola, która mo
e dojść do \vszyst- 
kiego, co jest tylko mo
liwem, do rewolucyi, do bezczelno- 
ści, do dogmatyzmu, do reakcyi, dlatego, 
e od początku 
nie jest związana z 
sdną siłą, gdy
 ja nie pracuje dla je- 
dynej idei, która udziela dą
eniu mocy i wartości: nie slu
y 
postępowi i swobodzie. Samowola, która w sztuce staje się 
wynalezioną przez Fryderyka Schlegla "ironią", bujaniem 
artysty nad swoim przedmiotem, swobodną zabawą z ma- 
teryałem, w poezyi występuje jako zasada czystej formy, 
która wcią
 żartuje z własnej swej treści i niszczy własne 
swoje złudzenia; samowola ta w dziedzinie rzeczywistości 
staje się ironią, która jest sposobem istnienia wysoce uzdol- 
nionych, genialnie paradoksalnym sposobem spo
ywania 
tycia arystokratów duchowych. Ironia ta jest zagadką dla 
profanów, "którym braknie do tego organu". Jest ona, 


J) Der Pedantismus bat dże Phantasie 
Um einen Kuss; sie wies ihn an die SUllde; 
}ł,.ech, ohne Krafl, umarmł er diet 
Und sie genas von einem todten Kinde, 
Genannt Lucinde.
>>>
56 


"najwolniejszą ze wszystkich licencyj" (wyra
enie, które 
przeciet tak
e nale
y do poezyi), poniewa
 przez nią mo
na 
wynieść się po nad samego siebie; ale jest ona najbardziej 
związana z prawem, gdy
 ma być bezwzględną i konieczną
 
Jest ona ciągłą parodyą samego siebie, niezrozumiałą dla 
,
harmonijnie płytkich" (wyra
enie, utywa.ne przez roman- 
tyków o tych, którzy czują się uspokojonymi przez try- 
wialną harmonię), gdy
 ci biorą, co ona mówi powa
nie, z
 

art i odwrotnie. Nietylko z nazwiska podobna ona do 
ironii Kierkegaarda, który równie
 arystokratycznie "dą,
y 
do tego, 
eby być źle zrozumianym". Bezpośredniość ge- 
nialnego ja - ,.subjektywność'
 jest zatem prawdą, chociat 
nie w rozumieniu Kierkegaarda, lecz w taki sposób, 
e sl1b- 
jektywność posiada w swojej mocy wszystkie wa
ne na 
zewnątrz reguły a ku zgorszeniu i zdumieniu świata, wy- 
rata się ustawicznie w formie paradoksów. Ironia jest 
"boskiem zuchwalstwem". Tak pojęte zuchwalstwo jest 
wszechstronną mo
liwością. Jest ono swobodą od prze8ą- 
dó,v, lecz będąc czysto formalnem, otwiera widnokrąg naj- 
zuchwalszemu dowodzeniu wszelkich mo
liwych przesądów. 
Jest - jak zapewniano - dostępniejsze dla kobiety, ani- 

eli dla mę
czyzny. uJ ak odzie
 kobieca ma pierwszeńst- 
wo przed męską, podobnie umysł niewieści ma tę wy
szość 
nad męskim, 
e z pierwszym mo
na przez jedną śmiałą 
kombinacyę wznieść się po nad wszystkie przesądy cywi- 
lizacyi i mieszczańskich konwenansów i znaleść się odrazu 
w stanie niewinności i na łonie przyrody". Łono przyro- 
dy! Słuchajmy, jak dźwięki Rousseau'a odzywają się na- 
wet w tej płochej fanfarze! Brzmi tak, jakby trąbiono po- 
budkę do rewolucyi-w rzeczywistości jest to tylko dzwo- 
nienie na reakcyę. Rousseau zalecał powrót do stanu na- 
tury, kiedy ludzie biegali nadzy po lasach i tywili się tołę- 
dziami. Schelling chciał cofnąć rozwój do czasów pierwot- 
nych, kiedy ludzkość nie była jeszcze zepsuta przez grzech
>>>
57 


pierworodny: Fryderyk Schlegel wytrąbia rewolucyjne 
melodye na wielkim romantycznym rogu cudownym. Atoli, 
ja]{ powiedziano w "Rogu cudownym chłopca" l): 


Myśliwiec dął w swój r6g 
A wszystko, co trąbił, było stracone. 


nie prowadzi to do wolności ducha, tylko do podniesionego. 
u
ywania. Wszystko, nawet roskosz zamienia się w sztu- 
kę. Jak poezya romantyczna jest poezyą, podniesioną do 
drugiej potęgi, poezYą nad poezYą, poezYą wyrafinowaną, 
tak miłość jest dla romantyka wyrafinowaną miłością- 
"sztuką miłości". Rozmaite stopnie wyższej zmysłowości 
bywają tn oznaczone i uło
one w systemat. Odsyłam do 
tej książki, niezawierającej lnbie
nych obrazów, jak Ar- 
dinghello, lecz suchą, pedantyczną teoryę, której wypełnie- 
nie pustych ram pozostawione doświadczeniu i fantazyi 
czytelnika Zuchwalstwo jest raczej lenistwem, genialnem 
próżniactwem. Próżniactwo nazywa się "życiową tądzą 
niewinności i zapalu". W najwytszej swojej potędze staje 
się ono wegetowaniem: "N aj wznioślejsze, najdoskonaldze 
tycie nie jest niczem innem, jak pL.oatem wegetowaniem". 
Roślina przedstawia się jako "najobycz
jniejsza i najpięk- 
niejsza ze wszystkich form przyrody". W tym stopniu 
powracano do natury, te się cofano at do rośliny. Spokojne 
używanie w prostem wegetowaniu wiecznie trwającej chwili 
byłoby naj wyższem szczęściem. "Rozmyślałem poważnie- 
mówi Juliusz do Lucyndy - nad możliwością trwałego 
uścisku. Myślałem o sposobach przedłużenia naszego 
wspólnego istnienia". Lecz poniewa
 genialność, niepo- 
trzebując8 
adnego trudu ani wysiłkn, i roskosz, która sa- 
ma w sobie jest spoczywającą błogością, nie zajmują się' 


l) Des K'/łClben Wunderhorn.
>>>
58 


celem, działaniem lub potytkiem, więc owo dolce fO/J'niente 
staje się szczytem 
ycia, a zamiar, który prowadzi do upla- 
nowanego działania, bywa prześladowany jako śmieszny 
i filisterski. Najwyraźniejszy co do tego ustęp tak brzmi 
w Lucyndzie: "Praca i potytek są aniołami śmierci z mie... 
czem ognistym w dłoni, które wzbraniają ludziom powro- 
tu do raju'". I{zeczywiście, niezawodnie tak jest! Praca 
i po
ytek zamykają powrót do wszystkich rajów, le
ących 
po za nami. Dla tego są one święte dla nas. Po
ytek jest 
właśnie dla nas dobrym, a czem
e jest praca. słutąca po- 

ytkowi, jeśli nie zbiorem wszystkich cnót, rezygnacyą 
przeciw rozrywającym uwagę roskoszom, natchnieniem 
i siłą, któremi dobro zdobywa się i spełnia! 
Powrót do doskonałości jest w sztuoe cofnięciem się 
do genialnej samowoli artysty, do punktu, gdzie on mo
e 
uczynić jedno lub drugie: wręcz tamtemu przeciwne; w ty- 
ciu jest powrotem do pró
niactwa, gdy
, kto prótnuje, ten 
cofa się wstecz, - cofnięciem się napowrót do u
ywającego 
wegetowania; w nauce jest on powrotem do bezpośredniej 
wiary, którą Schlegel określa, jako religię - religię, pro- 
wadzącą znów do katolicyzmu. Co się tyczy przyrody i hi- 
storyj, to jest on powrotem do stanu rajskiego ludzi pier- 
wotnych I). Tak idea zasadnicza romantyzmu, - a jest 
nią ów powrót do doskonałości,-tłómaczy nam, dla czego 
nawet zdobywająca niebo Lucyn da, podobnie jak i wszyst- 
kie inne targania się na niebo romantyków, nie odniosły 
najmniejszego skutku praktycznego. " Uśmierćmy teraz ra- 
dykalniej złe!
' śpiewa Henryk Ibsen. J abym ra.czej powie- 
dział spokojnie i beznamiętnie: my, którzy jesteśmy mocno 
zdecydowani kroczyć naprzód, a nie w tył, - podejmujmy 
w nowej formie zagadnienia i obrabiajmy je inaczej! 


l) A. Ruge, Gesammelte Schriflen, tom I str. 328.
>>>
... 


59 


v. 


Tak więo w Lu'cyndzie znajdujemy niejako in nuce 
wszystkie te twierdzenia, które później są rozwinięte i wcie- 
lone w historyi romantyzmu. W rozprawie o "opera- 
cyjach wekslowych", prótniactwo jest l1ło
one w syste- 
mat przez estetyka w utworze: Albo-albo. Nie nalety ni- 
gdy podejmować tadnego zawodu z powołania. U czyni- 
wszy to, zostaniesz prawdziwym gamoniem, drobną, ma- 
lutką zatyczką w maszynie ciała państwowego; przesta- 
jesz być panem swoich czynności... Powstrzymując się 
jednak od zawodu z powołania, nie nale
y być bezczynnym
 
lecz trzeba przywiązywać wagę do ka
dego takiego zatru- 
dnienia, które jest identyczne z prótniactwem. W samo- 
woli l) spoczywa cała tajemnica. Powiadają, 
e nie sztu- 
ka działać samowolnie, a jednak potrzeba głębokich stu- 
dyów do samowolnego działania w ten sposób, 
eby same- 
mu przytem nie zbłądzić, lecz osiągnąć roskosz. Próżnia- 
ctwo, samowola, roskosz! Otó
 mamy trójcę. Znajduje- 
my ją wprawdzie na polu romantycznem. W ksią
ce ta- 
kiej, jak Eicheodor:ffa Życie nicponia 2), pró
niactwo i bez- 
celowość są wyidealizowane i uczczone w postaci bohatera; 
bezcelowość jest głównym punktem, którego nale
y prze- 
dewszystkiem nie przeoczyć. Jest ona innem wyra
eniem 
dla genialności romantycznej. . Mieć zamiary - mówi J u- 
liusz do Lucyndy-podług zamiarów poetępować i sztucz- 


l) W braku innego wyrazu, musimy ciągle niemieckie JViUkUr 
tłoma.czyć przez sam()Wolt:, która w naszym języku posiada. na.dto odcień 
moralnie ujemny. Ostrzegamy więc czytelnika, że wyraz ten w pojęciu 
romantycznem najeży brać dosłownie, jako własną: wolę. (Przyp. tłom.) 

) Das Leben eines Taugennichts.
>>>
'" 



' O 
.J. 


ue splatać zamiary z zamiarami dla nowych zamiarów- 
narów ten jest tak głęboko zakorzeniony w głupiej naturze 
podobnego Bogu człowieka. 
e musimy rzetelnie postanowić 
i powziąść zamiar, jeśli chcemy bez 
adnych zamiarów po- 
ruszać się swobodnie po wewnętrznym nurcie wiecznie 
płynących obrazów i uczuć... O! to prawda, moja przy ja- 
ciołko, 
e człowiek jest z natury powatnem bydlęciem." 
Nawet surowo chrześciański Kierkegaard mówi o tych 
wyra
eniach: "Żeby nie wyrządzić krzywdy Schlcglowi, 
potrzeba pamiętać o wielu rzeczach opacznych, które się 
wśliznęły w okoliczności tyciowe i mianowicie dątyły nie- 
zmordowanie do tego. 
eby zrobić miłość tak obłaskawio- 
ną, dobrze wytresowaną, ślamazarną, leniwą i u
yteczną, 
jak zwierzę domowe, krótko mówiąc, o ile możności naj- 
mniej erotyczną... Istnieje bardzo ograniczona powaga, 
celowość, mizerna teleologia, którą wielu ludzi bałwo- 
chwalczo ubóstwia, która domaga się, jako swojej prawnej 
ofiary, ka
dego nieskończonego dą
enia. Miłość wtedy jest 
niczem w sobie i dla siebie, a tylko staje się czemś przez 
zamiar, który ją włącza w drobiazgowość, robiącą furorę 
na prywatnej scenie rodzin." Motnaby wnioskować. 
e to 
wyra
enie Kierkegaarda o przyłaskawionej, dobrze wytre- 
sowanej, leniwej i potytecznej, właściwej zwierzętom do- 
mowym miłości, stosowało się szczególniej do Niemiec, 
które z pewnością były w owym czasie siedliskiem samo- 
rodnej kobiecości. Satyryczne wycieczki Tiecka w jego 
komedyach zwracają się niekiedy w tym samym kierun- 
ku. I tak w Paluszku l) Tiecka uskar
a się mał
onek na 
niedające mu spokoju, wieczne zamiłowanie swojej 
ony do 
robienia pończochy - motyw zrozumiały prawie tylko 
w Niemczech, gdzie damy jeszcze do dnia dzisiejszego po.. 


l) Daumchen.
>>>
61 


kaznją się z pończochą w ręku. nawet w publicznych miej- 
scach rozrywek. np. w Dreźnie na koncertach. Pan Sem- 
melziege w utworze Tiecka mówi: 


... 


Tl.oski domowe zbytecznie zajęły jej umysł, 
Czystość porce'any, a nawet bielizna.; 
Podczas gdy jej mówiłem o mej wiecznej miłości, 
Brała do ręki g
stą szczoteczkę, 
Aieby po cichu wyczyścić mi surdut! 


Lecz wszystko bym ścierpiał oprócz jednej rzeczy: 
Gdzie tylko stała., dokąd poszła, w domu, czy za domem, 
Na koncercie, gdy mowa tonów świat stwarzała, 
Tam nawet, motając, zwijając, w bezustannym ruchu 
Ruszając łokciami, trąrając w boki i żebra 
Wiecznie, gorliwie robiła pończochę. 


Zabawną staje się ta satyra, która umyślnie, czy 
tet mimowolnie wygląda jak parodya znanej rzymskiej 
elegii, gdzie Goethe, "przebierając lekko palcami", liczy na 
plecach swojej ukochanej miarę hex.ametru: 


Raz gdy nas otaczało święte łoiysko To rusu, 
Na niebie jaśniał wstydliwy bla.sk księżyca, 
ŻyczclC sobie daru złotej Afrodyty, 
Leżałem opasany srebrzystemi ramiony, 
Rozmyślając jui, co za cudowne dziecię tak uroczej nl'cy, 
Co za zbawca ojczyzny, opancerzony siłą, powinien 
Zrodzić się z delikatnego ciała po pląsach godzin; 
W tem czuję na plecach łagodne uderzenie, 
Sądząc, że pieszczoty drażnią moje ramiona, 
Uśmiecham się niewinnie i czule do słodkiej oblubienicy: 
Wkrótce zbliża się do mnie straszny, piekielny ból rozczarowania: 
Pończocha pląsa żwawo po mym grzbiecie. 
Robota doszła właśnie do zagi
cia pi
ty, tam gdzie 
Partoli najdoświadczeńszy, pomimo że dożo rachuje. 


Wobec takiego pielęgnowania tego, co jest potyteozne, 
pojmujemy zalecanie bezcelowości.
>>>
62 


Lecz bezcelowość łączy się z pró
niactwem. fi Tylko 
włosi umieją chodzić, a tylko mieszkańcy wschodu umieją 
le
eć, a gdzie
 duch rozwinął się delikatniej i łagodniej, ni
 
w lodyach? A pod wszystkiemi strefami niebieskiemi 
prawo prótnowania odró
nia znakomite od pospolitego 
i jest właściwą zasadą szlachectwa." 
To ostatnie zdanie jest niegodzi we, lecz z powodu 

wego cynizmu tem charakterystyczniejsze. Takim był sto- 
Bunek romantvzmu do mas ludzkości. Posiadanie środ- 
. 
ków do bezczynności jest dla romantyzmu dyplomem szla- 
checkim. Bohaterami jego są ci, którzy zajmują się sztu- 
kami niedającenli chleba i których 
ywią inni: królowie 
i rycerze, j ak w romansach Fouq uego i I ngemanna, artyści 
i poeci, jak u Nowallisa i Tiecka. Romantyzm odosabnia 
się od tłumu, nie chce nic dla niego uczynić, ma tylko swo- 
ich wybrańców przed oczami. Bohaterem i bohaterką 
w Lucyndzie są genialny artysta i genialna niewiasta; sła. 
wią oni tylko mał
eństwo natury lub sztuki. Dlatego J ll- 
liusz zapytuje swoją kochankę, czy dziecię ich, jeśli będzie 
córką, zostanie ,vychowane dla portretu czy dla krajobrazu. 
Tylko jako członek bractwa artystycznego interesuje ono 
rodziców. My, którzy dzisiaj tęsknimy do rzeczywistości, 
pragniemy usunąć niesprawiedliwość podziału poezyi wy- 
łącznia- tylko między poetów i malarzy. Chcemy widzieć 
koło jej ulubieńców rozszerzonem, a nawet rozerwanem. 
Łatwo więc pojąć, dlaczego Lucynda nie mogła wy- 
wrzeć ,vpływu społecznego. IJecz chocia
 nie mieścił się 
w niej zarodek praktyczny, chocia
 była zbyt pozbawion
 
treści, 
eby mogła dokonać jakiejkolwiek reformy, wszak
e 
praktyka słu
yła jej za podstawę. 
I{zućmy naj pierw okiem na postacie w ksią
ce
 a po- 
tem na rzeczywiste osoby, stojące po za niemi. 
N
\ tle najgłębszej pogardy wszelkiej prozy rzeczywi- 
stości i wszystkich mieszczańskich stosunków społeczeń-
>>>
63 


stwa. rysują się główne osoby, niby 
 mówiące sylwetki. 
Dzieło to nie wstydzi się swoJeJ erotycznej teoryi, czuje 
ono, 
e jest zbyt \vzniesionem w swojej czystości po nad sąd 
tłumu: "Nietylko królewski orzeł powinien gardzić kraka- 
niem kruków; łabędź tak
e jest dumny i nie zwraca na nich 
uwagi. Nic go nie obchodzi jut, tylko 
eby blask jego czy- 
stych skrzydeł został nicpokalanym. On myśli o tem je- 
dynie, 
eby się przytulić do łona Ledy bez ura
enja go, 
i 
eby wszystko, co ma w sobie śmierte]nego, wyzionął 
w śpiewie." 
Obraz jest piękny i śmiały, ale czy prawdziwy? Ledę 
i łabędzia przelłsta
iano tak rozmaicie. 
Juliusz jest rozer\vany młody człowiek, naturalnie 
artysta, o którym w "latach kształcenia się męskości'
 
(w rozdziale zawierającym to, co Flau bert nazywa l'educa- 
tion sentimentale) dowiadujemy się, jako o najbardziej cha- 
rakterystycznym rysie, 
e mógł grać w faraona z najgwał- 
towniejszą napozór namiętnością, a jednak być roztar- 
gnionym i nieobecnym myślą: 
e w chwili zapału mógł się 
na wszystko od wa
yć, a skoro tylko to było stracone, obo.. 
jętnie się odwrócić. Aczkolwiek ten rys charakteru wca- 
le go nie zdumiewa, maluje on jednak dość dobrze tądną 
u
ywania i wypaloną naturę, która nie mając silnego po- 
pędu do działania., szuka Ś odków dt'ażniących w ospałem, 
chłodno rospaczliwem prótniactwie
 Historyajego rozwi- 
jania się, jak to często dzieje się z bardzo młodymi ludźmi, 
jest określona szeregiem imion kobiecych. I{obiety te, 
naszkicowane pobietnie, jak gdyby ołówkiem w albumie; 
jeden tylko z owych przygotowawczych obrazów jest tro- 
chę mniej wykończony, portret zupełnie zu
ytej wscho- 
dniem wegetowaniem damy kameliowej. która, jako dama 
kameliowa, przez szczerą miłość wznosi się po na.d swoją 
sferę i umiera, nie jest zrozumiana, czy tet nie znajdu- 
je wiary. Po świetnem zejściu ze sceny, ruzstaje się 


.
>>>
l4 



 ona przez samobójstwo z tyciem; i tak jak jest przedstawio- 
na, siedząc w swoim buduarze, otoczona wielkiemi źwier- 
ciadłami, z rękami złotonemi na pieraiach, zdaje się być 

yjącem wcieleniem estetycznego odurzenia, zatracenia 
i odbicia siebie, wśród czego zl1tył się romantyzm. Prze- 
biegłszy mnóstwo głęboko wstrętnych studyów erotycz- 
nych, poznaje nareszcie Juliusz swoje odbicie niewieście 
w osobie Lucyndy, której wra
enie nie daje się ju
 zatrzeć. 
"Spotkał w niej młodą artystkę (ma się rozumieć!), która 
- równie
 jak i on namiętnie wielbiła piękno, zdawała się 
miłować tak, jak i on samotność i naturę. W jej krajo- 
brazach dawał się widzieć i czuć tywy powiew prawdziwe- 
. go powietrza, zawsze pełne spojrzenie... Nie uprawia- 
-la ona malarstwa jako rzemiosło lub sztukę (tak, nic po- 
wa
nie, nic dla potytku!), tylko z ochoty i zamiłowania (dy- 
letantyzm i ironia!) i stosownie do czasu i humoru rzucała 
ka
dy widok na papier piórem lub wodnemi farbami. Do 
malowania olejno brakowało jej cierpli wości i pilności (tak, 
precz z pilnością!)... Lucynda ma silną skłonność do ro- 
_ mantyzml1 (naturalnie! ona sama jest czystą romantyczno- 
ściął. N ale
ała ona równiet do tych, którzy nie 
yją 
w świecie pospolitym, tylko w swoim własnym, przez sie- 
bie wymyślonym l utworzonym... Ze śmiałą stanowczo- 
ścią zerwała ona wszystkie więzy i względ;r, tyla zupełnie 
swobodna i niezale
na." Od chwili, w której Juliusz ją 
poznał, sztuka jego staje się cieplejszą i więcej zawiera du- 
BZY. 
Ialuje on tylko nagość "w strumieniu otywczego 
- światła", postacie jego" wydają się obdafzonemi dU:3zą ro- 
, ślinami w podobnej Bogu postaci ludzi." 
Lekko i melodyjnie, wśród ciągle pobudzanego i za- 
dawalnianego pragnienia, płynie tycie dla Juliusza i Ll1- 
. cyndy, jak "piękny śpiew." Akcya odgrywa się w pra- 
cowni malarskiej, gdzie stalugi stoją obok alkowy. Lu- 
.: cynda zostaje matką i jest przez to wtajemniczona w "mał-
>>>
65 


. 


teństwo naturalne:" "To, co poprzednio istnialo pomiędzy 
nami, było tylko miłością i namiętnością. Teraz natura 
związała nas ściślej." Urodzenie dziecka nadaje in1 "pra,vo 
obywatelstwa w państwie przyrody" -przypuszczalnie pra- 
wo Rousseal1'a
jedyne, do którego o.ni zdają się przywiązy- 
wać wartość. Społeczne i polityczne prawa są dla roman- 
tyków zarówno obojętne, jak u nas dla pseudonimu Kier- 
kegaarda, według którego tr
eba się cieszyć, te się ktoś 
znajduje, kto mo
e panować, ażebyśmy my mogli być swo- 
bodnymi. 
Po za tym wątpliwym utworem letała wszelako rze- 
czywistość z silniejszymi zarysami. 
lłodzieńcze żyoie bo- 
hatera zgadzało się dość dokładnie z życiem autora} jak 
o tern świadczą listy Fryderyka Schlegla. Berlin nie był 
jeszcze wówczas tak pietystycznym, lecz, podług świa- 
dectw współczesnych, był prawdziwą Górą Wenery, do 
której nikt. nie zbliżał się bezkarnie. Przykład tronu 
uświęcał wszelką swobodę obyczajów. Zapał dla sztuki 
i literatury pięknej rugował i zastępował tak potętną przed 
niedawnym czasem urzędową moralność, z której starano 
się otrząsnąć. . 
Wjesieni 1799 roku, tego samego, w którym po- 
jawiła się Lucyn da, pisze Fryderyk Schlegel do Schle- 
iermachera: "Gdy ludzi obłąkała ich istota, Schelling 
podległ nowemu n.apadowi swego dawnego entuzyazmu 
.dla niereligijności, w którym umacniam go wszelkiemi si- 
łami. Z tego powodu uło
ył nowe epikurejskie wyznanie 
wiary na Hans-Sachs-Goethowski sposób: 


. 


Zaiste, nie mogę znieść tego dłuzej, 
Znowu muszę szamotać się z sobą, 
Znów się poruszać wszvstkiemi siłami, 
Rozmyślać. jakimby ujść sposobem 
'Tom II. 


5
>>>
. 


· 66 


Od wzniosłej, nadziemskiej nauki, 
Do której mię chciano prz
mocą nawrócić. 


Dlatego i ja także wyznam, 
Jaki czuję w so.bie ogień, 
Jak się tli we wszystkich mych żyłach. 
Słowo me znaczy tyleż, co inne, 
Ponieważ w złej, czy też w dobrej doli 
JIiałem się zawsze doskonale 
Od czasu, jak zrozumiałem, 
Że materya jest jedyną prawdą. 


Uważam za nic, co niwidzisIne, 
Trzymam się tylko tego, co jest oczywiste, 
Co mOię wąchać, smakować, odczuwać, 
I w co zatopić wszystkie me zmysły. 
Jedyną moją religią jest, 
Że lubię piękne kolano, 
. Pełną pierś i wysmukłe biodra, 
Do tego kwiaty z pięknym zapachem, 
Pełne używanie wszelkiej roskoszy, 
Słodkie dogadzanie wszelkiej miłości. 
Dlatego, jeśli ma jeszcze być jaka religia, 
(Cho
iaż mogę zarówno żyć bez niej), 
Mogłaby mi się ze wszystkich 
Podobać tylko katolicka, 
Taka, jaką był:.. za dawnych czasów, 
Kiedy nie było kłótni, ani sporów, 
Wszyscy byli jednem i tern samem ciastem, 
Niczego daleko nie szukali, 
Nie gapili się w niebo, 
Mieli od Boga żyjącą małpę, 
U wazali ziemię za środek świata. 
A środkiem ziemi zrobili Rzym, 
Gdzie namiestnik rezyduj e, 
I nad częściami świata panuj e. 
Żyli sobie laicy i księża 
., 
Razem, jak w pasibrzuchów kraju, 
Do tego w wysokim domu niebieskim
>>>
67 


.. 


Żyli szumnie i gwarliwie, 
Codziennie były gody weselne 
Pomi
dzy dziewicą i starcem l). 


Taki poemat i z takiej ręki jest prawdzi,vym doku- 
mentem ducha czasu. 
}Ioda była rewolucyjna, pierś silnie obnatona, odzież 
,vschodnio przestr?nna. Sposób. tycia, nawet wśród naj- 
wybitniejszych kobiet był w najwy

zym stopniu swobo- 
dny. O 
adnej z nich nie mówiono więcej w owym czasie 
z powodu j ej piękności, jak o młodej Paulinie Wiesel, 
w której bu4uarze przebywał ksią
ę Ludwik Ferdynand, 
Ii.atilina pochopnej do rewolucyi młodzie
y. J eden ze 
współczesnych pisze o niej: "Patrzę na nią zupelnie jak na 
fenomen greckiej mitologii. Aleksander Humboldt prze- 
szedł pieszo dwanaście mil, ateby ją zobaczyć. Charakte- 
rystycznem dla d ucha czasn jest to, te. stosunek, przez 
który Panlin3 Wicsel postawiła na kartę S\voją sławę, n
e 
uległ naganie jej inteligentnych przyjaciółek, nawet tak 
zresztą niczem nieskalanej Racheli. Ta ostatnia nie jest 
zbyt daleką od zazdroszczenia jej. Będąc młodą dziewe- 
czką, pi sze raz niechętnie: "Posiadam wszystkie środki 
do życia, wszystko mam po temu, a ośmieliwszy się raz, 
miałabym przeciwko sobie cały nędzny świat, cały ten 
świat!" . 
Lecz oryginał Lucyndy był jeszcze więc
 wart, 
niteli 
jego portret, i większą miał miarę. Była nim kobieta, na- 
letąca do kółka młodych, inteligentnych izraelitek, które 
w owym czasie reprezentowały na.jswobodniejsze, naj wyż- 
sze wykształcenie, a których znaczenie historyczne polega 
na tem, te tworzyły wówczas jedyne kółko, wśród którego 
sława Goethego była bezwzględnie, absolutnie nienaruszo- 


l) PHtt, Aus ScheUing's Leben, tom I, str. 282.
>>>
68 


ną i gdzie prawdziwie ubóstwiano poetę. Najbardziej 
uzdolnionemi z pomiędzy tych dam były: trzeźwo patrzą- 
ca, delikatnie czująca, iskrząca inteligencyą Rachela Le- 
vin
 później tona Varnhagena; piękna, 
ywa, bogata w \via- 
domości Henrietta, tona doktora l\Iarkusa Hertza, i nako- 
niee mądra, samodzielna Dorota, córka }Iojtesza Mendel- 
sohna, która przez posłuszeństwo dla rod-ziców oddała swą 
l
ękę bankierowi Yeitowi, lecz 
yła z nim 'v niezadowol- 
nionym duchowo małżeństwie. Przywiązała ona do siebie 
.... 
Fryderyka Schlegla nie fizyczną pięknością, ale swojem 
namiętnem interesewaniem się kwestyami nmysłowemi. 
Liczył on wówczas dwadzieścia pięć lat, a ona-trzydzieści 
dwa. W jej naturze i zachowaniu się nie było nic zmysło- 
wego ani płochego, posiadała wielkie palące oczy, a rysy 
j
j odznaczały się twardą męskością. W listach do brata 
wysławia Schlegel jej "rodzimą wartość", powiada, 
e jest 
ona "bard zo prostą i posiada zmysł ty lko do miłości, m u- 
zyki, dowcipu i filozofii. " W 1798 rozwiodła się z mężem 
i udała się za Schleglem do Jeny. "Właściwie nie było 
nigdy naszym zamiarem - pisze ona w jednym ze swych 
listó\v owego czasu - połączyć się na sposób mieszczański, 
chociaż oddawna już uw
\żałam za niemo
liwe, żeby co in- 
nego jak śmierć mogło nas rozłączyć. Wprawdzie wstrę- 
tną jest memu uczuciu chęć pogodzenia i obrachowania te- 
raźniej szości i przeszłości, .ale gdy by nienawistna ceremo- 
nia była jedynym wa
unkjem nierozłączalności, to postą- 
piłabym podług chwilowego natchnienia i zni.weczyła moje 
naj milsze idee." Żaden z przyjaciól bardziej od szlachetn
- 
go Schleiermachera nie dopomógł do uporządkowania sto- 
sunku pomiędzy Fryderykiem i Dorotą. Na tadnym z przy- 
jaciól Fryderyka nie wywarła Luc!Jnda tak gwałtownego 
wrażenia jak na nim. Był on wówczas kaznodzieją w Ko- 
ściele 
Iiłosierdzia (Clta1'ite-l(irche) w Berlinie. Odda wna 
ju
 śledził z gorącą sympatyą, a nawet z podziwem ema;:
>>>
. 


69 


cypacyjne usiłowania Fryderyka. Zarówno w rozprawie 
swojej o Diolirnie, jak w ostrej ocenie Godności niewiąst I) 
Schille.ra, Schlegel wypowiedział wojnę oddawna przyjęte- 
mu pojmowaniu po.łożenia społecznego kobiety. Wyszy. 
dzał on zwykle związki, w których małtonkowie żyją, gar- 
dząc sobą wzajemnie, guzie on \vidzi w niej tylko płeć, 
a ona w nim - stanowisko społeczne, oboje zaś widzą 
w dzieciach swoją robotę i własność." Chodziło mu o mo.- 
ralne i duchowe ,vyzwolenie kobiety. Inteligencya i wy- 
kształcenie połączone z zapałem, były to przymioty, które 
w jego oczach czyniły kobietę przyjemną. 'Vyszydzał 
obiegające \v kraju wyobrażenia o kobiecości. Z goryczą 
odzywał się o głupocie i złości mężczyzn, którzy \vymagają 
od kobiety niewinności i braku wykształcenia, co, według 
niego, zmusza kobiety do pruderyi, ta zaś jest pretensyą do 
niewinności bez niej. Prawdziwa niewinność w płci ko- 
biecej zgadza się bardzo dobrze z wykształceniem. Istnie- 
je ona tam, gdzie jest religia i zdolność do zapalu. Że za- 
tem piękn.a i szlachetna wolnomyślność przystoi mniej ko- 
bietom, ani
eli mężczyznom, jest to jedną z wielu przyję- 
tych powszechnie banialuk, puszczonych w obieg przez 
Rousseau'a. "Poddaństwo kobiety" jest rakiem, toczą- 
cym ludzkość. Najwy
szem jego tyozeniem autorskiem 
jest, jak się wyra
a, "zalotyć moralność. " Jako pierw- 
szy moraln:y- popęd w ludziach podt1je Schlegel, "opozy- 
cyę przeci,vko pozytywnemu prawu i konwencyonalnej 
słuszności. u 
. 
Fragment Schleiermachera w.Ateneum: "Katechizm 
rozsądku dla szlachetnych niewiast" idzie po tej samej dro- 
dze i tąda od kobiet, żeby się wyswobodziły z więzów, krę- 
puj ących ich płeć. Jakkol wiek to wydaj e się niepra wdo- 


I) Wurde der Frauen.
>>>
. 


70 


podobnem. często przytaczamy ustęp Fr. Schlegla, nieznaj- 
dujący gruntownego zarzutu przeciwko małżeństwu lt qua- 
tre, pochodzi (jak tego dowodzi Haym) prawdopodobnie od 
Schleiermachera. Ustęp ten jest skierowany swem ostrzem 
przeciw wielu pospolitym i nieprawdzi\vym mal
eństw.om, 
przeciwko "nieudanym próbom małżeństwa", które państ- 
wo w swej przewrotności stara się utrzymać siłą, przez co 
zatamowana jest możebność małteństw pra,vdzi wych. Jak 
ów nstęp głosi, te wszystkie prawie mał
eństwa są tylko 
tymczasowemi i oddalonemi przybliżeniami pra\vdziwego 
małżeństwa, podobnie Schleiermacher twierdzi, że potrze- 
ba wielu doświadczell, i 2e "zebrawszy trzy albo cztery pa- 
ry, i pozwoli\vszy im się zamienić. lnożnaby skojarzyć bar- 
dzo dobre małteńst wa. " 
N aj głębszy powód, dla czego Scbleiermacher zaraz 
osobiście ujął się tak gorąco za Fryderykiem i Dorotą,.sPo- 
czy,,"'ał w jego własnych ówczesnych warunkach życia. Ży- 
wił on silną i gorąco odwzajemnioną miłość dla Eleonory 
G.I.
unow, która 2yła w bezdzietnym i w nadzwyczaj nie- 
szczęśliwym związku małteńskim z pewnym berlińskim 
kaznodziej ą. . 
Schleiermacher sądził, te było wiele ciemnoty i płyt- 
kości, wiele .filisterstwa i faryzeuszostwa we wściekłości na 
Luc!}ndę, którą łajano w tym samym czasie, kiedy się pysz- 
nie zabawiano lubieżnymi romansami Wielan"da i Crebil- 
lona. "To mi przypomina procesy czarownic-powiada-:- 
gdzie złośliwość formułowała oskarżenie, a nabożna głupo 
ta wykonywała wyroki. II 
Szczególniej zaś skłoniła go do gorącego bronienia 
prześladowanej pary okoliczność, że skarżenie podniesio- 
ne o pogwałconą przyzwoitość było dla ,vielu pozorem, 
a
eby po tym moście napaść na prywatny charakter 
Schlegla.
>>>
71 


Dorota posiadała silną duszę w slabem ciele. Bez 
zachwiania znosiła wszystko, na co ją naraziło zerwanie 
l 
z przyzwoitością towarzyską; tajemne potępienie i publicz- 
ne zniewa
anie zapomocą przygryzków w napadach na Lu- 
cyndę. Dowiodła człowiekowi, którego wybrala, naj wy- 
trwalszego oddania się i pełnej poświęcenia wierności. 
Nie tylko dzieli z nim to, czem się on interesuj e i do czego 
dąży, lecz znosi bez skargi kaprysy najgrymaśniejsze- 
go z kochanków. A nawet więcej jeszcze: niezwykła swo- 
boda umyslu i wesołość płoszy każdy cień niezadowolenia 
koło niej i innych. Śmiech j ej wesoło brzmi środ zbyt sub- 
telnych rozmyślań Schleiermachera i tr3nscedentalnej 
ironii Fryderyka. Jakkolwiek jest ona zresztą wolna od 
niewieściej tkliwości, rozpływa się w podziwie dla kochan- 
ka i ze wzruszającą skromnością dumna jest z niego. Na- 
pisawszy powieść 
F'lorent!ln, ksią
kę, zawierającą, pomimo 
wszystkich swoich słabych stron, więcej sily twórczej, ani- 
żeli którykolwiek utwór poetyczny Fryderyka, cieszy się 
ona i pyszni nadewszystko tern, że nazwisko jego,jako wy- 
dawcy, znajduje się na karcie tytułowej. Z bijącem ser- 
cem i rumieńcem ńa twarzy posyła Schlei
rmacherowi do 
przejrzenia pierwszy tom swego utworu i uśmiecha się nad 
licznemi czerwonemi kreskami w rękopisie. " Wszędzie, 
gdzie po,,"inien być trzeci i czwarty przypadek, występuje 
kat". Że ona tak
e musiała pisać i t\vorzyć wiersze 'v chwili 
(około 1800 r.), kiedy wszyscy romantycy, nawet Schleier- 
macher i Schelling, popełniali grzechy poetyckie, dowodzi 
to, i
 naletała do niemiecko-literackiego koła romantyków, 
i w rzeczywistości romans jej jest wyrazem wszystkich 
panujących idej, naśladowaniem Wilhelma Meistra i Fran- 
ciszka Sternbalda
 apoteozą harmonijnie ukształconych 
w przeciwstawieniu do pospolitości tycia tułackiego
 pró
- 
niactwa i pięknej lekkomyślności, bezcelowości, niemają- 
cej 
adnych "zamiarów" śród. prozaicznego, rzeczywistego
>>>
72 


, 


świata. Tern niemniej ta kobieta wznosi się po nad owe 
kolo. Niedarmo jest córką rozumnego, trzeźwo patrzącego 
na rzecz
r Jlendelsobna. 
1Vidziałaby - powiada - chętnie w Fryderyku a1:- 
tystę, lecz byłby on dla niej bardzo drogim dopiero \vten- 
czas, gdyby został dzielnym oby,vatelem w państwie ta- 
kiem, jakie by.ć powinno; a nawet zdaje się jej, że natura 
i chęci jej rewolucyjnych przyjaciół tak się nadają do lit
- 
ratury, krytyki i wszystkich tych rzeczy, jak olbrzym do 
dziecinnego łóżeczka; mówi, że gdyby się działo podług ich 
myśli, to czyniliby tak jak Goetz von Berlichingen, który 
chwytał za pióro dla tego tylko, 
eby wypocząć po włada- 
niu mieczem l). 
Widzimy znowu tutaj to, co nas uderzyło u pani von 
Kalb, a mianowicie, 
e u kobiet tego okresu uwydatnia się 
bardziej męska i niepotlzielniejsza siła, aniteli u mę
czyzn; 
ustawicznie chciałyby one przenieść na pole społeczne te 
zagadnienia, które mężczyźni chcą ograniczyć do forum 
literackiego. J{obiety odczuwają głębiej nacisk okoliczno- 
ści, są mniej osłabione przez uczoną, nadmierną kulturę, 
mają więcej zmyslu praktycznego i bystrości, aniteli ota- 
czający je mętczyźni. 
Pierwszem ważniejszem wydarzeniem, które zaszło 
n połączonej od niedawna młodej pary, było przybycie do 
niej Fichtego. Wiadomo, że oskarżono go, jah:o profesora 
uni wersytetn, o ateizm. J(arolina Schlegel pisze w tej 
mierze do swej przyjaciółki: "Ze smutkiem tylko mogę 
pisać do ciebie o tem, o co mię zapytujesz - o sprawie 
Fichtego. Wierzaj mi, że sprawa ta jest bardzo zła dla 
wszystkich, miłujących ucz.ciwe i rzetelne postępowanie. 
Co myśleć należy o pierwszem oskarżeniu, które pochodziło 


l) R. Haym, Die romantis
he Schule, str. 663. 


f'
>>>
73 


. 


od księcia bigota l J ego po części katolickich, po części 
herruhuckich I) doradców, mo
esz łatwo odgadnąć.... 
Lecz znowu szczują Fichtego rozmaite mi; wieściami z Wei- 
. . 
maru, że rzeczy przyjmują zły obrót i t. d.; to też pisze on, 
iż poda się do dymisyi, jeśli, mu dadzą sądową naganę lub 
ograniczą swobodę wykładu.,. "\łVszyscy służalcy dworscy, 
,vszyscy profesorowie. których Fichte przewyższył swym 
blaskiem, krzyczą teraz na jego śmiałość i nierozwagę. Jest 
on opuszczony, unikany". 
"r liście napisanym wspólnie przez Fryderyka Schle- 
gla, Schleiermacher3J i Dorotę, mó\vi ta ostatnia: "Bardzo 
dobrze dzieje się tu Fichtemn, zostawiają go w spokoju, 
Nicolai dał się z tem słyszeć, że nie troszczon0by się ani 
tr'ochę o niego, lecz musiałby nie \vy kła.lać publicznie, co 
niebyłoby dobrze przyjęte. Doskonale dalabym sobie ra- 
dę z Fichtem, i w ogóle tak mi jest dobrze w tym konwencie 
filozofów, jak gdybym nie była przyz wyczajona do czegoś 
gorszego, Oba\viam się je8zcze trochę Fichtego, lecz przy- 
czyna - tegiJ nie leży \v nim lecz bardziej w moim stosunku 
z światem i z Fryderykiem - obawiam się, chociaż może 
się mylę. Nie mogę pisać ani słówka więcej, moja droga, 
. 
filozofowie moi biegają ciągle po pokoju, tak
emisię,v gło- 
wie kręci". 

famy tu małą scenę domową z życia Doroty w Ber- 
linie. Tak, wszyscy do tego stopnia upodobali 80bie to 
wspólne życie, że Fichte powziął plan, iż powinni zostać 
połączonymi na zawsze. Pisze do swojej żony, że stara się 
nakłonić Fryderyka. ażeby pozostał w Berlinie i zniewolić 
Wilhelma Scblegla, 
eby również tam się przeniósł z toną: 
"Jeżeli to się uda, to stworzymy, t. j. obaj Schleglowie, 
Schelling (który także dalby się tu sprowadzić) i my, jedną 


t) Herrnhuci albo bracia czescy-sekta religijna (prz. tłom.)
>>>
74 


. 


rodzinę, naj miemy wielkie mieszkanie, ,veźmiamy jedną 
kucharkę i t. d." Poprzestali na proj akcie. Żony braci 
Schlegel nie mogły godzić się z sobą. Lecz czyż to nie jest 
jak gdyby tchnieniem z inrrego świata, gdy wśród tej troski 
o Fichtego i oburzenia na wyrządzoną mu niesprawiedli- 
wość spotykami słowa takie, jak następujące w listach 
Dorotei: "Dziękuję serdecznie twojej matce za kochany 
obrazek świętej. I{]adę go zawsze przed sobą; zdaje mi 
się, że sama nie wybrałabym sobie innej świętej; bardzo mi 
ona się podoba. Obrazy i śpiewy katolickie tak mię roz- 
czuliły, 
e postanowiłam, jeśli zostanę chrześcianką, to tyl- 
ko katoliczką" I). Nigdzie nie daje się wyraźniej., jak tu- 
taj, uczuć religijne zamięszanie romantycznego kierunku 
umysłowego. "\Vidzimy, te katolicyzm gra tam tę samą 
rolę, co g'J
undtwigianiz'Jn później 'v Danii. 
\Vszelako Dorotea nie jest jedynym portretem w Ltt- 
cyndzie. Podczas swego nauczycielstwa poznaje Juliusz 
wyborną kobietę, którą temi. słowy opisuje: "I tę także 
chorobę uleczył i zniszczył pierwszy widok kobiety, która 
była jedyną i która po raz pierwszy trafiła zupełnie i w sam 
rdzeń jego du
zy... Wybrała i oddała się; jej przyjaciel 
był również jego przyjacielem i godnym jej mił
ci. Ju- 
liu
z stał się powiernikiem, wiedział dokładnie o wszyst- 
kiem, co go czyniło nieszczę.Hi wym, i z całą surowością są- 
dził swą własną lichotę... I dlatego wszelką miłość krył 
w s\vem wnętrzu a namiętności pozwalał szaleć, wrzeć i po- 
żerać; zewnętrznośćjego wszak
e całkiem się zmieniła, a tak 
dalece umiał zachować pozory naiwności i niedoświadcze- 
nia, pewnej braterskiej szoł-8tkości, ażeby z pochlebstwa nie 
wpaść w czułość, te nie budził najl
ejszego podejrzenia. 
Ona była wesołą i lekką w swem szczęściu, nie przeczn wała 


') G. Waitz. Karoline, tom I, str. 254, 259, 261 i 294.
>>>
. 


75 


a więc nie lękała się niczego, lecz otwierała swobodne uj- 
ście swemu dowcipowi i humorowi, gdy on stawał się nie- 
przyjemnym. Wogóle w naturze jej tkwiła owa wynio- 
słość i roskoszność, często właściwe kobietom, wszelka bo- 
skość i nieobyczadność, ale wszystko to było delikatne, 
ukształcone, niewieście. Swobodnie i silnie rozwijała się 
każda pojedyńcza właściwość, jak gdyby istniała tylko dla 
siebie samej, a mimo to bogata i śmiała mięszanina tak 
odmiennych pierwiastków nie tworzyła chaosu, gdyż ją 
oty\viał duch, żywe tchnienie miłości i harmonii. 1\Iogła 
ona jednocześnie z pustotą i delikatnością ukształconej ar- 
tystki naśJadować jakąś komiczną niedorzeczność i z pory- 
waj ącą godnością naturalnego śpiewu odczytać ,vzniosły 
poemat. Już to chciała w towarzystwie błyszczeć i swa- 
wolić, już unosiła się zapałem, to znowu poważna, skromna 
i przyjacielska pomagała radą i czynem jak troskliwa mat- 
ka. D ro bny ,vypadek w jej opo,viadaniu nabierał wdzięku 
pięknej bajki.. "Vazystko otaczała uczuciem i dowcipem, 
posiadała zmysł.. do wszystkiego, wszystko ,vychodziło 
uszlachetnione z jej twórczej ręki i słodkich ust. Co do- 
bre i \vielkie, nie było za świętem i za ogólnem dla jej na- 
miętnego współczucia. Dosłyszała każde napomknienie 
i odpowiedziała" na niewypowiedziane pytanie. 
iepodo- 
bna było przed nią długo prawić, można było tylko roz- 
mawiać, a podczas wzrastającego zaciekawienia grały na 
jej twarzy ciągle" nowe tony rozumnych spojrzeń i milut- 
kich min. Zdawało się
 że widzimy ją zmieniająeą się 
przy tern lub owem miejscu, czytając jej listy-tak przej- 
rzyście i 
ywo pisała to, co w jej myśli przedstawiało się 
jako rozmowa. Kto znał ją tylko z tej strony, mógłby 
mniemać że jest tylko ujmującą, te czarowałaby jako ak- 
torka, te lotnym jej słowom brak tylko rymu i miary. a
e- 
by stać się tkli wą poezyą. A przeciet ta kobieta w ka- 

dym watnym wypadku okazywała zdumiewającą siłę 


.
>>>
. 


76 


i odwagę, i to właśnie (jej stosunek do sily i odwagi) bylo 
,vysokiem stanowiskiem, z którego oceniała ,vartość hid'..Ii". 
W tym portrecie jest ,vięcej pochwały, ni
 arLyzmu 
m:1larskiego. Sainte-Beuve byłby go inaczej namalo\vał. Ale 
oryginałenl tego obrazu jest kobieta, któI
, gdy ukazały się 
jej listy pod tytułem !(a1'oliny, nazy,vana jest jakby królo- 
w
 tylko tern imieniem, po którem ją te
 najłatwiej po- 
znać można, gdyż tyle nosiła nazwisk, iż trudno wiedzieć, 
jakiem ją właściwie określać należy. Była z domu 
Iichae- 
lis, córką zna.nego getyngskiego teologa; najpierw poślubiła 
doktora medycyny Bohmera, po jego śmierci .4-\.. W. Schle- 
gla, a w końcu Schellinga. Dzięki s\vym dwu ostatnim 
związkom, stanęła w środku calego romantycznego kola, 
które się swobodnie przy niej grl1po,vało. Była jego wła- 
ściwą muzą. Genialny tłomacz Caluerona i Ariosta, Gries, 
nazywają ;,stanowczo najsprytniejszą kobietą, jaką kiedy- 
kolwiek znal"; Steffens i 'Vilhehn Humboldt w'yrażają 
podobne zdania. O wielu swych rozprawach mówi A. W. 
Schlegel, że pisane są one "w części ręką kobiety, która 
posiadała dosyć talentu, by zajaśnieć jako autorka, ale któ- 
rej ambicY1 do tego nie pobudzała". Schelling pisze po jej 
śmierci: "Gdyby nie była dla mnie tern, .czem była, mu- 
siałbym ją, jako człowiek, oplaki wać, żałować, :te niema jut 
tego arcydzieła ducha, tej rzadkiej kobiety z męską potęgą 
duszy, z którą połączył się naj bystrzejszy umysł, najbar- 
dziej niewieścia miękkość, naj czulsze i kochające serce. 
Coś podobnego nigdy już nie wróciI"' Na portrecie wyglą- 
da cudownie, pociągająco, delikatnie, złośliwie, a jednak 
ujmująco, łagodnie. Jest cała w stylu Leonarda. Dorota 
jest więcej z jednego odle\vu. 
Karolina urodziła się w 1763 roku, a dwadzieścia je- 
den lat miała, gdy pierwszy raz wyszła za mą
. A. W. 
Schlegel poznał ją w Getyndze podczas swych studyów 
i zakochał się w niej. Odrzuciła jego propozycyę małteń".
>>>
. 


77 


stwa. Stosunek został w krótce zerwany, ale ciągnął się 
dalej listownie, gdy A. W. Schlegel w ] 791 roku przyjął 
miejsce domowego nauczyciela w .Ltmsterdamie, gdzie róż- 
ne światowe przygody, między innemi po,vażna miłość. sta- 
wiały w cieniu stosunek jego do Karoliny. Tymczasem 
zawikłała się ona w sieć najdziwniejszych stosunków. 
W 1782 roku udała się do 
Ioguncyi i zamieszkała w domu 
Jerzego FOl"stera. Gdy ten gO(4ty podzi wu i genialny, 
ale zbyt kre\vki człowiek, wdał się w rewolucyjne sprawy 
i chciał francuską wolność szerzyć nad Renem, Karolina 
dzieliła z zapałem jego sympatye i dążenia i komllniko\\Ta- 
la si
 z klubistami republikańskimi w Mogllnc'yi. Jedno- 
cześnie podejrzywano ją, chociaż nie słusznie, o utrzymywa- 
nie przez swego szwagra J. Bohmera, sekretarza Custine
a, 
stosunków z nieprzyjacielem. Gdy niemieckie wojska 
znowu zdobyły }Ioguncyę
 zostaje ona areszto\vaną i prze- 
. - 
by,va kilka miesięcy w dtrasznem. ,vięzieni n, gdzie musi 
w jednym pokoj u prze by\vać z podsąd nymi. Ze swego 
więzienia pisze do Schlegla o pODI0C. Położenie jej jest 
jeszcze gorsze i powikłane, niż się zdaje. vV 
Ioguncyi 
z ros paczy, że ją naj gorętsze tyczenia zawiodły (miała na- 
dzieję, że mężny i energiczny Tatter ofiaruje jej swą rękę), 
rzuciła się na szyję pe\vnemu przypadkowemu wielbicielo- 
wi, francuzowi, a skutki tego stosunku musiałyby ją ko- 
niecznie na zawsze skompromito,vać, gdyby w samą porę 
nie uwolniono jej z więzienia. Przez stosunki Wilhel.. 
ma Schlegla i llsilo\vanie jej brata udało się wyjednać dla 
niej u\volnienie, a Wilhelm oddaje ją ze spokojną, właściwą 
sobie rycerskością pod opiekę swego młodszego brata. 
W tych tak mało sprzyjających warunkach zabiera Fryde- 
ryk z nią znajomość. Z góry jest \vzględem niej Upl"Ze- 
dzony, niedaleki tego, aby czuć dla, niej lekceważenie.
>>>
. 


78 


I w tych to okolicznościach, pisze on I): "Skromności i pra- 
wdziwie boskiego poczucia prawdy wcale po niej nie oczeki- 
wałem... Zrobiła na mnie bardzo silne wra
enie; chciałem 
mieć prawo starać się usilnie o jej zaufanie i przyjaźń, 
ale właśnie, że zdawała się okazywać pewne współczucie, 
widziałem stanowczo, i
 sama próba poprowadziłaby do naj- 
zawziętszycH. walk i gdyby przyjaźń była między nami 
mo
liwą, mogłaby być tylko późnym owocem wielu prze- 
wrotnych usiłowań; wszelkie samolubne pretensye mu- 
siałem odtąd porzucić. Wszedłem w najskromniejszy, naj- 
prostszy do niej stosunek; 
ywię miłość syna, szczerość 
brata, naiwność dziecka, bezpretensyonalność obcego." 
"\V 1796 roku A.. W. Schlegel o
enił się z swą silnie 
skompromitowaną przyjaciółką. Jej koło. tworzą wszyscy 
najlep
i i naj znakomitsi ludzie owego czasu. Pozostaj e ona 
w ciągłym stosunku z Goethem, Herderem, Fichtem, Schel- 
lingiem, Heglem, Tieckiem, Schleiermacberem i Harden- 
bergiem. Goethe pozostawał wtedy pra\vie w za
yłości 
z młodą szkołą. l\fiała się ona właśnie utworzyć i młodzi 
jej członkowie odbywali pierwsze zebranie w Jenie. Ona 
je śniadanie z Goethem, obiaduje u Fichtego i nie rozstaje 
się z Schellingiem. 
Jako dowód siły i delikatności jej sądu, przytaczam 
tu następujący urywek z jednego listu Karoliny (z l-go 
marca 1801 r.): "Nie chcesz zapewnie ode mnie się dowie- 
dzieć, najdro
szy przyjacielu - chocia
 się prawie .tak wy- 
raziłeś-jak daleko sięga umysł Fichtego. 1tInie się za- 
wsze zda wało, 
e mimo wszelkiej nieporównanej siły myśli 
jego, silnie łączących się z sobą wywodów, jasności, do- 
kładności, bezpośr
dniego spostrzeganIa swego ja i zapału 


. 


l) G. 'Veitz, Karolinł. tom 1, str. 347 i 348.
>>>
. 


. 


79 


odkrywcy, 
e mimo to był jednak ograniczonym; jak są- 
dziłam, pochodzi to stąd, że brak IDn boskiego natchnienia, 
a jeśli ty przełamałeś koło, z któreO"o on J . eszcze nie móO"l 
o . I:: 
się wydobyć, to sądzę, 
e udało ci się to nie jak :filozofo- 
;vi-je
eli określenie jest tu fałszywe, nie bierz mi go za 
złe-ale raczej dlatego, te masz poezję, a on jej.nie posiada. 
Ona doprowadziła cię bezpośrednio do stanu twórczości, jak 
jego bystrość spo;:;trzegania do świadomości. 
[a on świa- 
tło w jego najjaśniejszych promieniach, ty zaś też ciepło; 
pierwsze mo
e tylko oświecać, drugie zaś tworzy. Czy- 
li
 nie trafnie na to się zapatruję? Dobrze,jak przez dziur- 
kę od klucza na .niezmierzony krajobraz." 
O Heglu znajdujemy na innem miejscu w listach Ka- 
roliny (t. II, str. 239) świetne zdanie, które mało się zga- 
dza z zwykłym poglądem na tego filozofa. "Hegel udaje 
eleganckiego i ogólnego Cigisbeja." 
Z namiętnością przyjmuje Karolina udział w dą
e- 
niach szkoły romantycznej, pisze, koryguj e, dostarcza bez- 
imiennych sprawozdań, bądź sama chwyta za pióro, bądź. 
pośrednio, wywierając wpływ na innych. Polityczno- 
rewolucyjna namiętność, którają odznaczała w porównaniu 
zmę
czyznami, przyjmuje teraz z konieczności udział w lite- 
rackich zamieszka.ch i intrygach. Widzimy ją, jak zapo- 
wiada be
imiennie ale dosyć wyzywająco Jona Schlegla, jak 
Schlegel ró\vnie
 bezimiennie jej odpowiada, broniąc się 
przeciw tej recenzyi, jak wredzcie l:arolina woła na pomoc 
Schellinga, który w trzeciem sprawozdaniu, jako rycerz. 
Karoliny, z wyszukaną finezyą Schleglowi bardziej jeszcze 
dogryza, pisząc, te mu tego zapewne za złe nie weźmie. 
Karolina tet zerwała stosunek między Schillerem i Schel- 
lingiem, wywołała rozbrat między nimi i swymi licznymi 
i często bardzo dowcipnymi, ale niesłusznymi 
artami z po- 
ezyi Schillera, stale podtegała braci przeei w Schillerowi,- 
który ze swej strony nie mógł być wolnym od zarzutu, 
e 


. 


,
>>>
. 


80 


. . 
ją z poważną miną starego jegomościa od siebie odstręczył, 
gdy rozpoczynała za wód pisarski. Schiller nazywa Karo- 
linę ciąg1e "Dama.Lucyper." Jej najsłab:3za strona w dro- 
bnostkowej nienawiści zwraca się przeciw Dorocie Veit. 
którą stale prześladuje; nienawiść. ta zamąciła i omal zupel- 
nie nie rozd woiła ciągłej pięknej zgody między obu brać-- 
mi, którzy jednocześnie byli najzaufańszymi przyjaciołmi. 
Posłuchajmy, jakim tonem mówi ona o Dorocie. 
,Fryde- 
ryk widział sam Ala'J"kosa i bezpośrednio potem wsiadł 
. do powozu, by pospi
szyć do Francyi, gdzie zamierzał się 
otenić po republikańsku, Utonięcie w. Loarze nazywało 
się za Robespierre'a noces republica-ines, a połowie tej pary 

yczyłabym chętnie takiego wesela." Naj piękniejsze jej 
zalety ujawniają się w stosunku do cudownego dziecka 
Augusty Rohmer, której imię zapisało się tak niezatarcie 
w niemieckiej historyi literatury, chocia
 w piętnastym 
jut roku tycia umarła. Czytając jej zdania o Fryderyku, 
o Dorocie, jej wierszowane listy do Tiecka i' Schleierma- 
chera, musimy zdumiewać się nad jej rzadkim talentem. 
Jej śmierć była punktem zwrotnym w życiu Karoliny. 
Schelling, który może był trochę oczarowany Augu8tą, 
zblitył się cokolwiek więcej po jej nagłej i smutnej śmier- 
ci do matki. Był on wtedy bardzo młodym, w ognistym 
zapale swych pierwszych prac pałającym namiętnością, 
promieniejącym genialnością ulubieńcem Goethego. l'Iieli 
-oni głęboką wspólną boleść i wzajemną potrzebę pociechy. 
Stosunek ten przyjął charakter palącej mil ości. To, że po- 
dli przeciwnicy romantyzmu kazali napisać broszurę, 
w której. utrzymywali, i
 Schelling zabił dziecko swą wa" 
ryacką filozofią natury i k:3ięgami, które przepisywał - 
gadanina, polegająca na zmyśloneffi kłamstwie - bardziej 
ich jeszcze zbliżyła. W odpowiedzi na tę broszurę u?;ywa 
Schelling tych gburowatych wyrażeń o swoich przeci wni- 


.
>>>
81 


kach: które Lasalle cytuj e \y dziele Kapitał i praca I), Sto- 
sunek Kar_oliny do Schlegla dawno jll
 oziębł; oboje 
yli 
w ró
nych miastach. Gdyby Karoli.na była zazdrosną
 
. niejednokrotnie miałaby powody do sk
rg. . 
Gdy Schelliog i Karolina stali się dla siebie tak nie- 
zbędnymi, że związek, łączący tę ostatnią. musiał być zer- 
wany, Schlegel po rycersku udzielił .na to swego poz,volenia. 
RozwóJ nastąpił, i jak powiada Karolina "zerwaliśmy nasz 
związek, który llwataliśmy między sobą zawsze za nader 
luźny
, a nowe mał
eństwo, bardzo dla obu stron szczęśli- 
we, zostało 
a warte. 
Nader interesującem jest dla teoryi szkoły i jej zgo- 
dności z życiem przywódców, jak Schlegel przyjmuje posta- 
nowienie Karoliny. Nietylko udziela zezwol.enia, ale na- 
wet pozo
tflje trwale w nader .przyjaznych stosl
nkach li- 
stownych z 8chellingiem,. i obaj mętowie wspierają się na- 
dal wza.j emnie radą i czynem w swych literackich dą
e- 
niach. . Nawet Karolina nie przestaje być w nfljwiększej 
za
yłości ze Scbleglem, wtedy gdy stosunek jej z Schellin- 
giem nie był ju
 dla niego tajemnicą. Pisze ona n. p. do 
Schlegla. w maju 180\ roku: Rozstrzygnij między 
_ną 
a Schellingiem następujący spór: czy motna w ten sposób 
uży wać hexametru? Ja u wa
am d wa ostatnie wiersze. za 
niezręczne -:- on jednak przy nich obstaje". Z pan
ą de 
Stael odwiedz
 nawet Schlegel później tę parę w 
Iona- 
chi um. 
o Tak więc naj silniejsze nawet rozterki i niezgody oso- 
biste nie były w stanie rodzielić tych, o którzy 
yli z sob
 
złączeni wspólnością idej, w:;póln
 za nie walką. Są- 
dzono, te wolności osobistej zaprzedawać nie motna i ce- 
.niono ją n innych w tej samej mierze, jakiej wymagano 
. dla siebie. 


. 1) Kapitał und 
rbeit. 
Tom II. 


6
>>>
82 


Przedsta wia się to z jednej strony bardzo pięknie- 
i swobodnie, z drugiej jednak wydaje się ra
ącem. Nale
y 
ubolewać, te ci, którzy z sobą sympatyzowali, musieli u
y- 
wać takich manewrów, by się znaleść; ale nale
y pojąć 
dobrze charaktery i ich stosunki. Wyrok musimy stoso- 
waó do epoki osób, których dotyczą. 
Oprócz zmiennych skłonności romantyków i znpełnej 
z ich strony swobody ducha wobec stosnnków społecznych, 
daje się stąd wyprowadzió i inna nauka, a mianowicie: 
e- 
kobiety ich rzeczywiście górowały nad nimi i te oni zdołali 
tylko 
ni
yć je do swego poziomu. Widzimy, jak dzielna 
i energiczna Dorota, która tak silnie odcznwa "płytkość" 
wszelkich literackich tendencyj romantyków, powoli się- 
przekształca; widzimy jak niechętnie podziwia Lucyndę, 
następnie sama pisze romanse podług ogólnego szablonu, 
nareszcie udaje się z Fryderykiem do Wiednia i przyjmuję 
katolicyzm. 
Albo patrzmy na wykształconą estetycznie, pełn
 
entuzyazmu, nieugiętą Karolinę, która jako młoda, dwu- 
dziestokilkoletnia wdowa usiłuje zbuntować kraje nadreń- 
skie; w tym czasiejest ona tak zdecydowaną, ie z l{a
dym 
prawie się łączy, narata 
ycie i mienie swych bliskich, 
z naj większą bezwzględnością na naj większe niebezpieczeń- 
stwo. Fryderyk pisze wówczas do Wilhelma: "Tego ni- 
gdy j ej sercu nie będę mógł przebaczyó, 
e była zdolną zwa- 
bić swego przyjaciela w tak okropny wir nędznych niebez- 
pieczeństw i hołoty". A w kilka lat później widzimy ją. 
zmienioną, piszącą recenzye, oraz bezimienne, przychylne 
i nieprzychylne oceny lichych dramatów jej męta, oddaną 
zupełnie literackim intrygom, Następnie chwilami od
y- 
wia jej duszę tchnienie dawnych czasów, i wtedy widzimy 
ją zmienioną. Pisze ona w październikn 1799 r. do córki 
przedewszystkiem o rozmaitych wypadkach rodzinnych. 
Sprawozdanie z tego kończy się: "Radca dworu Hnfelarul
>>>
83 


wrócił z 
oną i dziećmi" . Następnie: "wszystko to frasz- 
ki! Bonaparte jest w Paryi'lt. O dziecię, pamiętaj, wszyst- 
ko znów idzie dobrze. Rosyanie zostali wypędzeni ze Szwaj- 
caryi - rosyanie i anglicy muszą w Holandyi haniebnie 
kapitulować, francuzi wkraczają do Szwabii. I do tego 
przybywa jeszcze Bonaparte. Ciesz się więc i ty, gdy
ina- 
czej gotową będę mniemać, 
e się tylko pieścisz i o ni- 
czem rozsądnem nie myślisz". I w dals
ym ciągu papla- 
nina lit.erecka: "Tieck jest bardzo zajmujący; często z so- 
bą obcujemy. Co ludzie za historye wymyślają, nie uwie- 
rzysz. Przyślę ci sonet na Mer kla, który puścił plotkę 
w Berlinie
 jakoby ksią
ę zganił Schlegla z powodu Atlte- 
neum i t. d. Otó
 ostatniego wieczoru Wilhelm i Tieck za- 
siedli i obdarzyli go fatalnym sonetem. Warto było wi- 
dzieć, jak czarne ich oczy sypały iskry, i jak ochoczo spra- 
wiedli wy ten :figiel został spełniony. Veitowa i ja prawie 
pokładaliśmy się od śmiechu. Veitowa potrafi śmiać się, 
co powinno ci ją najlepiej zalecić. Merkei jest istnym po- 
tworem. Nie przyjdzie on do siebie. Zresztą wrzasków 
będzie dosyć ze wszystkich stron. Schiitz i "\Vi]helm pi- 
sali do siebie grzeczne Jisty, SchelJing napada całą siłą na 
Allgemeine Literaturzeitung. Jednak to cię ni c nie obchodzi, 
a IPosyanie i Bonaparte bardzo". Zdaje 8ię
 jakby usiłowała 
wzbudzić zajęcie do wszelkich spraw u córki, w miarę jak 
one w niej zamierają. Następnie poślubia Schellinga i sto- 
suje się do wszelkich zwyczajów siedziby księ
ej - Ba- 
. 
w arYJ. 
Wielu wielkich mętów starało się daremnie skłonić 
kobiety przez nich kochane do podzielenia ich spraw. Nie 
znam jednak gorszego oskar
enia przeciwko utalentowa- 
nym mę
om i silniejszego objawu ich slabości, jak fakty, 

e nie podnosząc kobiet im oddanych i idących za nimi, 
znitali je, ogalacali z naj wy
szych ich interesów i naj- 
szlachetniejszych sympatyj, wpajając w nie w zamian małe 
6*
>>>
84 


i niskie. Oskar
enie to odnosi się do romanty kó'w i musiało 
ch dotknąć. Obchodzili się oni z wielkiemi kobietami, któ- 
remi dobrzy bogowie ich obdarzyli, jak z wielkiemi ideami, 
które im się dostały w dziedzictwie: pozbawili je wielkiej, 
wolnomyślnej, społecznej i politycznej cechy i uczynili 
naprzod romatycznemi i literackiemi, a następnie chrze- 
ściańskiemi i katolickiemi. 


VI. 


Zjednoczeni romantycy bynajmniej nie przyjęli z za- 
dowoleniem ukazania się Lucyndy. Widzieliśmy, jak Ka- 
rolina puściła względem niej wodze swemu szyderstwu, zaś 
A. W. Schlegel, Schelling, Steffens i inni u,va
ali ją mię- 
dzy sobą za en/ant terrible, bez względu na urzędowe ich 
opinie o niej. A. W. Schlegel mówi wprawdzie w sODecie 
do Fryderyka: 


Do poezyi wznosi Cię modlitwa gorącej miłości, 
Z życia chcesz sobie uczynić świątynię, 
Gdzie prawo bogów wolflOŚć l'ozwiązuje i ścieśnia. 


I zeby ołta.rz nie pozostał bez ofiar. 
Z niebiańskich niw za brałeś 
Wielki zar promieniejącej Lucyndy. 


i odpowiada Kotzebuemu na napisaną z powodu tego dzieła 
komedyęjego, Osiel hyperberyjski, skierowaną przeci w Fry- 
derykowi dowcipną satyrą: "Brama honorowa dla prezy- 
den ta von Kotzebue" I); pry watnie jednak nazywał dzieło 


t) Der hyperborez"sche Esel, Ehrenpforte fill'
 den Presidenten von 
Kotzebue.
>>>
. 


85 


to "głu pią rapsodyą". Tieck naz wal ją "dziwaczną chime- 
rą", a nawet Schleiermacber usiłował wyprzeć się autordtwa 
listów o Lucyndzie, gdy później kieru.nek protestancko-ra- 
cyonalistyczny przemógł w nim nad zmysłowo-mistycz- 
nym. Nie mniejszą, a właściwie tem większą posiada 
dla nas watność rozpatrzenie natury tych listów, których 
celem było przedstawić Luc!JndlJ nietylko jako niewinną, 
ale nawet jako dobrą i świętą ksią
kę, którą usprawiedli- 
wiałl) zajęcie się nią i uwielbienie dla niej kobiet. Jedną 
z ;:tych kobiet, których listy posłl1
yły za podstawę. była 
siostra Schleiermachera, EL'ne3tyna, a drugą jego kochan- 
ka Eleonora Grunow. 
Przepatrywanie ka
dego listu pojedyńczo nie przed- 
stawiałó"by już dzisiaj intere8u. Zatrzymamy się tylko 
przy punktach wydatniejszych. Ponieważ Lucynda jedi 
jedyną próbą romantyków w kierunku społecznym, po- 
nie,vaż oświetlenie małżeństwa wogóle je
t pra.wiejedynem 
zadaniem społecznem, którem zajmowała się literatura na 
początku tego wieku - tylko Lata wędr6wki (JtVanderjaltre) 
Goethego, jakpowieściRousseau'a, ale jeszcze w większym 
zakresie, uwzględniają zagadnienia społeczne - nie bez 
wartości przeto będzie porównanie mniemań rozmaitych 
główniejszych literatur europejskich w tym przedmiocie. 
Pismo Schleiermachera skierowane jest przeciwko 
pruderyj. Zaraz w pierwszym liście czytamy: "Powinien- 
bym niemal wierzyć, te od niedawna stałaś się prndystką. 
W takim razie musiał bym cię prosić, atebyś przy pierw- 
szej sposobności popłynęła do Anglii, gdzieffiógłbym wska- 
zać cały gatnnek." Czy rozdział ksią
ki zwrócony jest prze- 
ciwko fałszywemn wstydowi, który wyłącza prawdziwe po- - 
czucie wstydu i wyrządza tyle niepotrzebnego zła? 
"Owa trwotli wa, ograniczona wstydli wośó - powia- 
da on - stanowiąca obec nie charakter społeczeństwa, ma..
>>>
86 


swoją podstawęjedynie w poczuciu wielkiej i powszechnej 
nieprawości, oraz głębokiego zepsucia. Ale ostatecznie có
 
z tego wyniknie? Stan ten: jeśli rzeczy pozostawimi sa- 
mym sobie, będzie coraz bardziej się 
zerzył. Goniąc usta- 
wicznie za bezwstydnością, wyobrazimy sobie w końcu, te 
znajdujemy ją w katdym zakresie pojęć, a wtedy ustać 
musi wszelka mowa, wszelkie towarzystwo... Zupełne zo- 
psucie i skończone ukształcenie: zapomocą którego powra- 
camy do niewinności-zabiją wstydliwość; dzięki pierwszej 
z f(
łszywą ginie co do swej istoty równie
 i prawdziwa, 
dzięki drugiemu, przestaje ona byćtem, na co główną zwra- 
camy uwagę i do czego szczególną przywiązujemy war- 
tość... Zastanów się tylko, kochane dziecię, czy cała du- 
chowość czlowieka nie zalety od instynktownego, nieokre- 
ślonego popędu wewnętrznego, czy ona nie wyrabia się po- 
woli przez samodzielność i przyzwyczajanie się do określo- 
nego pragnienia, do świadomości, do 'skończonego w sobie 
czynu. Gdy zaś tak daleko zasz.ł'a, niepodobna myśleć 
o trwałym związku tychruchów wewnętrznych z przedmio- 
tami oznaćzonymi. Dlaczego z miłością ma się dziać ina- 
czej: nit ze wszystkiem innem? Czy mote ona, kt.óra jest 
czemś naj wy
szem w człowieku, zaraz przy pierwszeDl usi- 
łowanIu zwolna od najl
ejszych drgnień do najściślejszej 
do
konałości rozwinąć się w jednym jakiemś czynie? czy
 
ona miałaby być łatwiejszą, nit prosta sztuka jedzenia i pi- 
cia? W miłości muszą równiet istnieć uprzednie pr6by, po- 
których nie pozostaje nic trwałego, w których jednak ka- 
tda pomaga nieco do określenia uczucia, oraz do jego po 
większenia i uświetnienia nadziei miłości. W próbach 
tych stosunek do jakiegoś przedmiotu oznaczonego musi 
być tylko czemś przypadkowem, często z początku tylko 
przywidzeniem, a zawsze czemś wielce znikomem, równie 
przemiennem jak uczucie samo, które szybko ustępuje 
miejsca jaśniejszemu i głębszemu. To te
 niezawodnie spo-
>>>
87 


ty kasz to u naj doj rzalszych i naj ukszŁałceńszych ludzi, któ- 
rzy śmieją się z swych pierwszych miłostek, jak z dziecin- 
nych idzi wacznych początków, a CZędtO zupełnie obojętnie 

yją obok ich mniemanych przedmiotów. Z natury rzeczy 
tak być musi, a tądać tu wierności lub pragnąć zawiązania 
trwałego stosunku - jest równie szkodliwem jak czcze m 
urojeniem. " 
To tet i Schleiermacher ostrzega przed tem, co nazy- 
wn: "brednią świętości pierwszego uczucia". rry lko nie 
sądź, te wszystko polega na tern, aby z tego 8tało się 
coś porządnego. Romanse, które tego bronią, a śród któ- 
rych d woje ludzi ka
e miłości od samego surowego po- 
czątku a
 do najwy
szego udoskonalenia rozwijać się w je- 
dnym kierunku, są równie szkodli we j
\k złe, a ci, którzy 
je piszą, znają się w ogóle tyle na miłości, co i na sztuce... 
Gdy więc Twoje mniej lub więcej określone pragnienie mi- 
łości zwróci się do jakiegoś oznaczonego przedmiotu, wynika 
z tego nieodzownie stosunek określony, skutkiem istnienia 
punktu mo
li wie naj większego z blite nia; j e
eli zaś punkt 
ten osiągn
liście i czuj ecie, 
e on nie jest właści w ym, 
na którym moglibyście się zatrzymać, có
 wam wtedy po- 
zOdtaje innego, jak znowu się rozłączyć? Skoro więc ta- 
ka próba, jako próba, zo
tała ukończona, t. j. przerwana 
pamięć o niej i rozmyślanie nad nią mogą, pomódz do bli
- 
szego oznaczenia tęsknoty i uczucia oraz przygotować do 
innej lepszej próby. Czytby miał istnieć obowiązek dokony- 
wania jej z tymte sRmym subjektem? Gdzie
 on spoczywa? 
Co do mnie, wydaje mi się to naturalniejszem, nit małteń- 
stwa między braćmi i siostrami. Postępuj więc w tym 
względzie z nieograniczoną swobodą i dbaj tylko o zacho- 
wanie czystej myśli i delikatnego uczucia dla tego, co jest 
próbą, atebyś jej, gdy stanowczo ma zostać próbą, nie 
utrwaliła i nie uświęciła przez oddanie się, które z natury 
swojej winno być końcem uczniow8kich usiłowań a począt-
>>>
88 


kiem prawdziwej i trwalej miłości. Takie błędne pojęcie, 
będące przyczyną i skutkiem najnieszczęśliw
zych omyłek, 
uwa
aj za najstraszniejszy wypadek.jaki Cię mo
espotkać, 
i wiedz, 
e to właściwie znaczy dać się uwieść. Bo gdy osią- 
gnęłaś miłość prawdzi wą i uczułaś, 
eś doszła do punktl1
 
z którego mo
esz udoskonalić swój umysł a 
ycie uczynić 
pięknem i godnem, ,vdzelka wstrzemięźliwość i obawa osta- 
tniej i naj piękniej
zej pieczęci zjednoczenia same przez się 
wydadzą Ci się przesadą. Najniebezpieczniejszemjest tylko, 

e ka
da próba z natury swojej Jo tego dąży. Punkt nasy- 
cenia objawia się dopiero w punkcie przesycenia. Ale jeśli 
pozostanie8z zdrowa myślą i uczuciem, ile razy próba ko- 
chania zbliży Cię do tego punktu, uczujesz niezawodnie 
świętą trwogę, która jest czemś wyższem, ni
 siła obcego 
rozkazu, albo to, co zwykle nazywa się wstydem i przy- 
zwoitością" . 


Rzeczywiście rozumne i zdro,ve uwagi! .Ale jak
e zna. 
mienną jestta szperanina w uczuciu dla narodu, do którego 
należy autor! Pewien włoch raz rzekł do mnie: "W UCZl1- 
ciowem 
ycil1 ludów germańskich najbardziej 
adziwia nas 
ich sposób postępowania i uprawiania miłości. l\'Iiłość jest 
u nich religią, czemś, w co uczci wy człowiek musi wierzyć. 
.' . 
Religia ta ma swoją teologię, nie brak jej również filozo- 
fii, metafizyki i tak dalej! 
Iy kochamy simplement, jak 
mówią francuzi." Słowa te przypomni'"tłe
n sobie przy czy- 
taniu Schleiermachera. Ileż on okazal bystrości dla do- 
wiedzenia, że ludzie, gdy kochają. nie powinni dać się 
uwodzić teoryom fałszywym, i jakże niewzruszona wiara 
. 
w miłość ." uszlachetniającą i doskonalącą umysł" słu
y za 
podstawę dla tych wywodówl Pot1czają.cemjest zestawienie 
. 
z tem pokrewnych sądów wielkich pisarzów innych nnro- 
dów; znamiona plemienne występują przytem silniej. 


'4'1
>>>
" 


89 


Jerzy Sand, której pierwsze powieści przedstawi aj ą; 
taki
 sam ruch, jaki do Niemiec wprowadziła Lucynda, wy- 
powiada w Jacques. i w Lukrecyi Floriani następujące po- 
glądy: "Paweł i Wirginia mogli się kochać ciągle i bez 
przeszkody; byli bowierrJ. dziećmi, wychowanemi przez je- 
dną matkę. 
Iy przybyliśmy z ró
nych okolic. A
eby d wie 
istoty mogły się wzaj emnie rozumieć i tyć połączone miło- 
ścią niezmienną, musiałyby być ukształcone jako dzieci 
w jednaIdem wychowaniu i oboje powinnyby posiadać te
 
same wierzenia, ten
c sam kierunek duchowy! a nawet tę
 
samą powierzchowność. Ale my, zdręczeni potomkowie 
burzli wego i zepsutego społeczeństwa, które względem 
swych rozprosznych dzieci zachowuj e się macoszo i w o- 
kresach swej dzikości jest okrutniejszem ni
 lud dzik, 
jakiem prawem po tylu wielkich publicznych rozterkach 
dziwimy się nieprzerwanemu rozbratowi serc i niemo
liwo- 
ści zgody wewnętrznej?" 
Jak widzimy, Jerzy Sand mniej jest od Scbleierma- 
chera pewną 

pra wdopotlobieństwa lub motli wości, a
eby 
jednostka osiągnęla tak zwaną "prawość", do której przy- 
wiązanie czyni "umysł doskonałym". Jacques powiada: 
,,
Iał
eństW'o, zdn.nienl mojem, jest i było po wszystkie 
czasy jedną z najbardziej nienawistnych instytucyj. Nie 
wątpię bynajmniej, 
e zostanie ono zniesione, gdy ludzkość 
posunie się naprzód po drodze 8pra,viedli wości i roz8ądku, 
a wó\\"czas miej8ce jego zajmie bardziej ludzki a niemniej 
święty z,viązek, litóry zdoła, zabezpieczyć byt dzieciom, nie 
zaku wając wolności rodziców w wieozne kajdany. \V szela.- 
ko nHJi.czyźni są jeszcze nazbyt surowi a kobiety zbyt 
trwo21iwc, aby upomnieć się o prawa, szlachetniejsze od 
tych żeluznych usbtw, któremi ich spętano. Cię
lde okowy 
odpowiednie są dla istot be
 sumienia i cnoty. Ulepszeń, 
o których marzą niektóre szlachetne llu
7,e, niepodobna 
Tom II. 7 .
>>>
90 


urzeczywistnió w XIX stuleciu; zapominają one, że wy- 
przedziły współczesnych o wiek cały i 
e nale
y wprzódy 
ludzi zmienić, zanim zmienią się prawa." W dniu za- 
ślubin powiada Jacques do swej narzeczonej: "Społeczeń- 
a stwo podyktuje ci dziś formułę przysięgi. Musisz przy- 
siądz mi wiarę i posłuszeństwo, t. j. 
e prócz mnie nie po- 
kochasz nigdy kogoś innego i za wsze posłuszną mi będziesz. 
Pierwsza z tych przysiąg jest niedorzecznością, druga po- 
ni
eniem. " 
Wątek myśli Jerzego Sand we wszystkich tych dzie- 
łach polega na tern, 
e w stosunkach miłosnych, gdy miłość 
wygasła, prawdziwie niemotebnem jest nadal ją pozorować 
pieszczotami i tym podobnymi objawami." Jacques po- 
wiada: "Nigdy nie wysilałem mej wyobraźni do zapalenia 
lub wokrzeszenia uczuć w mej duszy, które jut w niej za- 
marły; nigdy nie przyjmowałem na siebie miłości jako 
obowiązku, a stałości jako woli. Gdym czuł, 
e miłość 
w duszy mojej gaśnie, wypowiadałem to otwarcie
 bez 
wstydu i skrupułu." Dobitniej jeszcze woła Lukrecya 
Floriani: "Ze wszystkich miłostek, którym się oddawałam 
z dziecięcem zaślepieniem, tadna nie wydala. Dli się równie 
karygodną, jak ta, którą naprzekór sobie usiłowałam prze- 
ciągnąć po za porę jej trwania." 
Francuska autorka uznaje stałe do jednej osoby przy- 
wiązanie jako motliwe jedynie śród pewnych okoliczności. 
Jej pojęcie miłości rótni się :tem od pojęcia Schleicrmache- 
ra, te on uwa
a miłość za naj większą siłę t wórczą, ona zaś 
za niezłomną siłę-.natury, wypełniającą dusze piękną na- 
miętnością, a nawet naj piękniejszą w 
yciu 111dzkiem. In- 
stytucye winny stosować się do natury miłości, gdy
 ona 
swej istoty stosownie do wymagań zmienić nie 
ote. Jako 
uczennica Rousseau'a broniła pani Sand praw natury. 
Rzućmy nakoniec okiem na dzieło ówczesnego pisa- 
rza angielskiego podobnych
e przekonań, na Kr6lową lrlab
>>>
91 


(Queen J.l1ab) 8helleya. J eteli zważymy przypiski, ktorymi 
opatrzył autor swój poemat, dostrzeżemy trzeci odcień 
opozycyi przeciw panującym poglądom. Shelley powia- 
da: "Stosunki 8połeczne, w jakich się znajdujemy, są mie- 
szaniną feudalnego barbarzyństwa i niedoj rzałej cywiliza- 
cyi. Od niedawna dopiero ludzkość przyznawszy, te szczę- 
śliwość jest jedynym celem etyki, jak i wszelkich innych 
umiejętności, porzuciła fantastyczną ideę katowania ciala 
z miłości do Boga." Widzimy, te Shelley jako prawdzi- 
wy anglik, wychodzi z zasady u
yteczności i szczęścia jako 
najwytszej. ,,1\Iiłość - powiada on - jest nieuniknio- 
nem odczuciem wartości j ej przedmiotu. lVIiIość pod 
przymusem więdnie; właściwą jej istotą jest wolność; nie 
znósi ani posłuszeństwa, ani zazdrości, ani trwogi; wtedy 
tylko jest naj czystszą, naj doskonalszą i naj swobodniejszą, 
gdy jej wyznawcy żyją w zaufaniu, równości i szczerem 
poświęceniu... Mąż winien dopóty żyć z żoną, dopóki się 
wzajemnie kocbają; wszelkie prawo, któreby zmuszało ich 
do wspólnego potycia, chociatby przez chwilę tylko po wy- 
gaśnięciu przywiązania, byłoby nieznośną i w największym 
stopniu niegodną tyranią. Czytbyśmy tego nie u wa
ali za 
nienawistne ograniczenie prawa. swobody przekonania oso- 
bistego, gdyby jakaa ustawa zaciskała nierozerwalne węzly 
przyjaźni mimo kaprysów, niestałości. omylności i zdolno- 
ści doskonalenia się ludzkiego umysłu? O tyle ciętsze i nie- 
znośniejsze są kajdany miłości od węzłów przyj aźoi, o ile 
miłość jest gwałtowniejszą, zmienniejszą i bardziej niż 
tamta zale
ną od owych delikatnych właściwości wyobra- 
żni i nareszcie o ile mniej podatną jest do zadawalniania 
się bijącymi w oczy przymiotami swego miłosnego przed- 
miotu... 
Iiłość jest wolną; złotyć przyrzeczenie wieczne- 
go kochania jednej kobiety jest równie niedorzecznem, jak 
ślubować wieczną niezmienność wiary... Dzisiejszy systom 
przymusowy stwarza po więl\:8zej części obłudników lud .
>>>
92 


te
 otwartych nieprzyjaciół. Ludzie, obdarzeni delikatne- 
mi uczuciami i cnotami, którzy nieszczęśliwym wypadkiem 
związani zostali z kimś, kogo kochać nie mogą - spędzają 
naj piękniejszą porę swego tycia na bezowocnych lisiłowa- 
niach wydawania się innymi, nit są rzeczywiście... Prze- 
k(1nanie, 
e mał
eństwo jest nierozerwalne, ciągnie złych 
silnie na POkU8Y; bez skrupułu dopuszczają się jątrzenia 
i wszelkiej drobnej tyranii domowego 
ycia, wiedząc, że 
do nikogo apelować nie motna. Prostytucya je8t prawidło- 
weID dziecięciem małteństwa i zboczeń, które mu zw y kle 
towarzyszą... Kobiety zostają bez miłosierdzia pozbawione 
przyjemności i sympatyi społeczeństwa, chociat nic popeł- 
niły żadnej innej zbrodni, tylko tę, te poszły za głosem 
naturalnego pociągu... Gdy kobiebał uległa pop
dowi nigdy 
nieomylnej natury (sic), społeczeństwo wypowiada jej bez- 
litosną i wieczną woj nę; musi więc być posłuszną niewol- 
nicą, nie mo
e ch wycić się tadnego od wetu; społeczeń- 
stwu służy" prawo prześladowania, jej zaś obowiązkiem - 
cierpieć. Życie jej jest tyciem hańby; głośny i szyJerczy 
śmiech tamuje jej odwrót. Umiera na długą i powolaą 
chorobę: ona zbłądziła. ona jest występną, ona to jest krną- 
brnem i niepoprawnem dzieckiem - społeczność czystą 
i cnotliwą matką, która ją jako wyrodka odtrąca od swe- 
go nieskalanego łona. Obłudna idea wstydu dzisiejszej 
społeczności jest mnisim i ewangelicznym prze
ądem, 
a nawet większym wrogiem naturalnego umiarkowania ni
 
bezduszna zmysłowość; podgryza ona korzenie w8zelkiego 
domowego szczęścia i skazuje prze
zło połowę rodu ludz- 
kiego na nędzę. aby kilku korzystać mogło z prawnego mo- 
nopolu. Niepod.obnaby wymyślić systema.tu, któryby 
z bardziej ,vyrafinowaną nienawiścią walczył z ludzkiem 
szczęściem, jak mal
eństwo. Stanowczo wierzę, 
e przez 
usunięcie małżeństwa powstałby właściwy i natnralny sto- 
sunek między kobietą a mężczyzną. Nie sądzę te
 bynaj-
>>>
93 


mniej. 
eby stosunek ten był bardzo zmiennym; wydnje mi 
się przeciwnie, wnosząc ze stosunku rodziców do dzieci, 
2e podobny z,viązek byłby w zasadzie bardzo trwałym, a 
przed innymi odznaczałby się wspaniałomyślnościąi poświę- 
ceniem... Rzeczywiście religia i moralność w obecnej swej 
naturze tworzą praktyczny kodeks nędzy i poddaństwa; 
geniusz ludzkiego szczęścia musi ka
dą kartę wydrzeć 
z niegodziwej księgi bo
ej, zanim człowiek czytać będzie 
mógł we własnem sercu. J ak?:eby się moralność w swym 
sztywnym gorsecie i szychowym stroj II ulękła własnego 
wstrętnego obrazu, gdyby się przejrzała w zwierciadle 
przyrodyl" 
Spotykamy więc tu znowu PoWoływ
lnie się na natu- 
rę, z innego wszak
e stanowiska. Shelley, natchniony 
i namiętny ateista, widzi zasadniczo nieszczęścia społeczeń- 
stwa w przekazanej nam religii; "zawsze nieomylna natu- 
ra" jest bóstwem, które on stawia w miejsce Biblii. Pra- 
gnienie szczęścia uwa
a za prawo ludzkie; jako anglik 
zaś domaga się bez głębszych psychologicznych zaciekań 
indywidualnej swobody wobec przymusu ustaw zewnętrz... 
nych. Schleiermacher ka
e strzedz się niP,Tozsqdku" ponie- 
wat on wiąte, gdy zostaje spełniony; wszelako protestan- 
cki kaznodzieja podnieca pośrednio jedynie do opozycyi 
przeciw owemu nierozsądkowi. Jerzy Sand oburza się 
na niegodziwość; w moralności francuskiej poetki godność 
gra tę
 samą rolę, co rozsądek u Schleiermachera, a swemu ... 
ideałowi męskiej dumy, Jacques'owi, ka
e wygłaszać pro- 
test w imieniu ludzkiego honoru, Shelley nakoniec wy- 
stępuje jako rzecznik i rycerz swobody osobistej. Poddań- 
stwo pragnie usunąć. Wkrótce potem emigrujący angiel- 
ski apostoł wolności uderza bez namysłu na inotytucye. 
Jerzy Sand nigdylwprost nie napadała na małteń3two. 
W przedmowie do 
lauprata powiada nawet: "Wypowie- 
działam mój pogląd przeciw 
onatym, a gdyby mnie kto 


.
>>>
94 


zapytał, cobynl w ich miejsce postrł.\viła. odrzekłabym po- 
prostu: mał
eństwo." Shelley, który każde nieszczęście 
bierze zarazem politycznie i społecznie, pragnie zreformo- 
wać ludzi na drodze zewnętrznego prawodawstwa siłą swe- 
go przekonania, 
e państwo, w sposób motliwie najrozle- 
glejszy. powinno zapewnić jednostce pełne u
ywanie prawa 
wolności jako obywatelowi. 
Widzimy więc, 
e z trzech przedstawicieli jednej i tej 
samej sprawy najrozwa
niejszym i naj wstrzemięźliwszym 
jest Schleiermacher. Dla niego temper
lment ijego szcze- 
rość jest naj wyższym celem, j ak serce dla Jerzego Sand 
a szczęśliwość dla Shelleya. Każdy z tych trzech wielkich 
pisarzy reprezentuje swój naród. Podobne zestawienia po- 
zwalają nam łatwiej pojąć charakter całego owego ruchu, 
który narodził się w początkach bie
ącego stulecia, nie 
mógł wszak
e uzyskać spokoju i realnej postaci, ani te
 
wydać łagodzących rezultatów, dopóki oswobodzenie ko- 
biety pod względem umyslowym i społecznym do tego sto- 
pnia nie zostało osiągniętem, aby ona zdołała stanąć obok 
m.ężczyzny i własne potrzeby zaspakajać w literaturze 
i prawoda wst wie. 


VII. 


Subtelny w uczuciach i zacny Schleiermacher w listach 
swoich o Lucyndzie skierował całą bystrość umyslu ku wy- 
kryciu w tej ksiątce pewnego całokształtu i myśli rozum- 
nej. Wyczytał w niej własne poglądy swoje. Ale poło- 

enie jego było tu fałszywe. Próbował postawić się w pe- 
wien stosunek do rzeczywistości przy ocenianiu ksiątki 
nierzeczywistej; nadaremv.ie silił się zbudować swobodniej- 
szą, wy
szą moralność na dziele, które zamiast w y kazać 


.
>>>
95 


przeobra
enie się 
ycia w poezyę-bo taki dawało pozór- 
w gruncie rzeczy podalo tylko fantastyczne rozmyślania 
kilku genialnych osób nad sferą poetyczną w zdziczałej 
rzeczy wi stości. 
Zauwa
my
 sobie głęboko próżnią tego czczego idea- 
lizmu. Jest ona znamieniem charakterystycznem. wspól- 
nem naj rozmaitszym odroślom romantyczności. Wiemy, 

e Prometeusz Goethego wola do Zeusa: "Zapewnie marzy- 
łeś sobie. 
e ja znienawidziłem 
ycie, uciekam na puszczę, 
dlatego 
e nie dojrzały kwieciste 
ny moje?" Tak powiada 
Prometeusz - Goethe. Ale nad"e}. łatwem jest do po- 
jęcia, 
e, mówiąc słowy Hettnera J), z tej niechętnej do 
czynu młodzieży wytwarza 
ię grupa, która "poniewat 
nie doj rzały wszystkie j ej sny kwieciste," w rospaczli- 
wem niezadowoleniu ze świata rzeczywistego, puszcza się 
w próżnie napowietrzne, w pogoń za widmami i z dziwa- 
cznym uporem wcielić je pragnie w istność 
ywotną; mło- 
dzie
, obwieszczająca taki pogląd 
 te tylko sztuka i poezya, 
jej 
ywioł a organ fantazya są to przedmioty istne i tywo- 
tne, a wszystko, co po za niemi: 
ycie i rzeczywistość, jako 
pozioma proza dla prawdziwego geniuszu są bez znacze- 
nia i zjem wogóle. Kult poezyi stał się nowotytnym kul- 
tem Bacl1usa. 
Iłodzieńcy tego wieku są dytyrambicznymi 
jej kapłanami. 
A jednak daleko i bardzo było do tego, aby kapłani 
tej nowej nauki poczynać sobie mieli bachancko, albo z dzi.. 
kością. Przeciwnie, pierwsza fizyognomia, z którą się tu 
spotykamy. jest najłagodniejszą i najniewinniejszą, naj- 
czystszą mo
e i naj cichszą. jaką w ogóle znaleść mozn3. 
w literaturze nowotyt.nej. Jest to szlachetne, blade oblicze 
Wackenrodera. 


. 


1) H. Hettner, Die romantische Sch'ule, st. 118.
>>>
96 


Rom antyczne natchnienie w sztuce pierwszy swój 
wyraz otrzymało w pieści wyro, biernym utworze marzące- 
go młodzieńc
l, trawiącego się w rozdwojeniu między pło- 
mienną miłością ku tyciu poświęconemu sz'tuce a przymu- 
sem zewnętrznym, który potęgą władzy oj cowskiej nagina 
go pod" jarzmo interesów praktycznych, tak it z wyczerpa- 
nemi siłami umiera w dwudziestym piątym roku. Życie 
jego podobne było łagodnemu, letniemu tchnieniu zefira, 
który w dniu wiosennym ociepla powietrze i pierwsze 
kwiaty wywabia z pod ziemi. Tieck i on byli naj poufniej- 
szymi przyjaciolmi. Jego l
sty do Tiecka, którego uwiel- 
biał do naj w J
szego stopnia, świadczą o dziewiczej niemal 
miłości ku przyjacielowi, występującemu w więcej męskiej 
posta wi e. 
W katJej bibliotece znajdziemy małą, pięknie dru- 
kowaną k8ią
kę, w malej ósem
e z r. 1797, w świetnem 
wydaniu, bez imienia autora, ale z tytułem" Wylewy serca 
miłującego sztukę braciszka zalronnego." 
Winiebl przedstawia Rafaela z wyrazem marzą- 
cym-jest to rysunek, na kto rym Rafael ze swemi dnte- 
mi oczami, mięsistemi ust Y i smagłą szyją wygląda jak ge- 
nialny, z chrześciańska egzaltowany syn bogini Wenus t 
który umrze na piersiową chorobę. Pod obrazem podpisane 
nie Rafael zwyczaj nie, lecz "boski Rafael," t. j. Rafael ro- 
mantyzmu. Ta mała, zdobna k8ią
eczka jest niejako pier- 
,votną komórką romantyzmu i tkanki romantycznej. 'Vo- 
koło niej osadzają się utwory późniejsze. Jej zdolność za- 
rodkowa okazała się zdumiewająco silną, aczkolwiek sama 
nie jest płodem energicznej siły twól.czej. Jest to ksią
ka, 
która zawiera tylko wijące się na podobieństwo bluszczu 
nastroje duszy, same tylko bierne wrażenia. ale w tak ja- 
snym i czystym wosku odciśnięte, te odbicie nabrało mocy 
i wydatności. Są to, jak mówi tytuł, wylewy serca, potok 
głębokiego i religij nego zapału ku sztuce, a napi
ane są
>>>
.. 


97 


stylem naj prostszym, z niewielu prostemi ideami, bez teo- 
ryj i estetyki, Nie jest to więc utwór wielkiego albo zna- 
komitego ducha, ale ma pewną wa
ną wy
szość: jest sa- 
modzielnym. Dla braciszka klasztornego jedynym, praw- 
dzi wym stosunkiem do Bztuki są wielcy artyści; dla niego 
to wybrani święci. pełni laski bo
ej. Jego uczucie podzi- 
wu ku nim je3t uczuciem ubóstwiającego dziecka. 
Niejednokrotnie Tieck i \Vackenroder pracowali nad 
tern pismem wspólnie. Ale z własnej ręki 'V ackenroder
l 
w wylewach serca pochodzi pr08ta autobiografia, napi- 
sana jakoby przez młodego muzyka, Józefa Berglingera- 
postać, która swoją delikatnością i rysem słodyczy posiada 
niemal podobieństwo do o\vego Józefa Lernorme'a, w któ- 
rego rysach Sainte-Benve: jako mlodzian początkujący na 
drodze romantyzmu. odmalował samego siebie: walczy on 
podobnie jak tamten, aby wbrew ,voli ojca zostać artystą, 
a zal.azem stacza jeszcze zaciętszy z samym sobą bój o swój 
stosunek do sztuki. Co go udręcza, co, rzecz godna u wa- 
gi-spotyka tu początkującego romantyka n
l 
amym pro- 
gu, jako cień jego losu-to obawa, ażeby przez zbyt wy- 
łączne pogrą
enie się w sztuce nie stać się bezwładnym" 
dla tycia. Rfickert W)Traził to drastycznie terni słowy: 


Sync kochany, dzieci kuglarzy połykających miecze _ 
W Madrasie wprawiają się nie na cukierkach i ciasteczkach; 
Uczą się one połykać ostrza bambus:t, 
Aby wzrast:tiąc w szt.uce wyrobić się ai do miecz:t, 
Chcesz-li, jako mąi strawić miecz nauki, 
To nie powinieneś w młodzieńczej dobie przeżuwać cukrowych. 
[kąsków sztuki. 


Józef zaś wyra
a to w następnych SłOW
lCh: Szt.uka 
jest to zdradziecki, zakazany owoc; kto raz zakosztował 
z głębi jego słodkiego soku, ten straconym jest bezpowro- 
tnie dla czynnego, tywego świata. "Delikatnie popro-
>>>
98 


wadzona" dusza art.ysty stoi bezzaradnie wobec rzeczywi... 
stości. Z takich męczeńskich nastrojów umysłu Józef wy- 
rywa się tylko wówczas, kiedy ,vspaniała mnzyka podnosi 
go wysoko nad poziom wszech dologli wości 
ywota ziem- 
skiego; ale wcią
 miota się on i rzuca w usposobieniach. 
a tak mówi: "dusza Dloja wciąż podobną będzie do zawie- 
szonej arfy eolskiej, po której strunach przewiewa jakieś 
obce nieznane tchnienie i gdzie zmienne pędy powietrza 
porusznją się dowolnie." "\Vackenroder rozumiał i miłował 
muzykę nad wszystkie sztuki. Przeto w pozostawionych po 
sobie Falltazyach o sztuce wysławia ją przed wszystkiemi 
. . 
InnemI. 
'Vackenroder był takiej samej kompleksyi jak N 0- 
valis, ale uposa
ony jeszcze mniej siłą oporn przeciw bu- 
rzom życia. Był on dobrod usznym i latwowiernym a
 do 
zbytku, a przy tej iście romantycznej łatwowierności wszę- 
dzie znajdował tajemnice i cuda. Skłonność ta do głębo- 
kiego zamyślania się i mistycyzmu dochodziła 11 niego do 
tego stopnia
 że nieraz stawał się przedmiotem tartu i we- 
sołości dla swoich towarzyszów, chocia
 równie jak. i on 
lub więcej wierzących w cuda i dotkniętych halucynacyą. 
Nie mogę powst.rzymać się tu od przytoczenia anegdoty, 
która zajść mog1a tylko w historyi tycia romantyków, gdy
 
niepodobna pojąć teoryi tych dziwnych ludzi, je
eli się ich 
nie widziało pomiędzy czterema ścianami i przy ich biór- 
ku pisarskiem. Wackenroder gorli wie uczęszczał na pre- 
lekcye i za nic w świecie nie byłby opuścił odczytu bez wy- 
jątkowo naglącego powodu. Dwaj niezbyt sumienni jego 
przyjaciele, korzystając z chwili. kiedy był w kolegium, 
do pokoju WackenroderR sprowadzili jego psa. W posta- 
,vie siedzącej uwiązali go na krześle przed biórkiem pra- 
cownika; obie przednie łapy umieścili na ogromnym fo- 
liancie, który poprzednio rozło
yli prze"d nim. N auczny 
zweirz, nawy kły do tego rodzaju sztuczek
 przybrał arcy- 


I
>>>
99 


uderzającą minę na krześle. Obaj pustacy ukryłi się 
następnie w przyleglym pokoju, oczekując skutku podej- 
ścia. Wcześniej ni
 zwykle powrócił Wackenroder po ka- 
jet zapomniany. Stanął w zdumieniu; wzrok jego padł na 
psa i zamyśloną jego postawę. Jeszcze raz rzucił trwożli- 
wem okiem na zwierzę, poczem, ostro
nie, aby nie zrobić 
szmeru. zabra.ł zapomniane kartki. Obawa zeniedbania 
obowiązku, zatroskanie się
 aby przedziwnego zjawiska nie 
zburzyć dłutszem pozostaniem, podniecały go do pośpie- 
chu. Szybko, po cichu opuścił mieszkanie. Wieczorem, 
kiedy 
adna stała rozmowa zawiązać się nie mogła. przer- 
wał milczenie i z wymownym wyrazem zadumy ode- 
zwał się: "Przyjaciele, muszę wam opowiedzieć tajemnicze 
zdarzenie, którego dziś byłem świadkiem. Nasz Koniuszy 
(tak nazywano psa) umie czytać" I). 
Czylit nie mamy tu przed oczyma sceny z Tieck.'owe- 
go Kota w butach, albo z opowieści Hoffmanna o psie 
Berganza? Nie robiż to takiego wratenia, jak gdyby te 
książki, zdające się tak bardzo nierzeczywistemi, były tyl- 
ko przetłomaczone z prywatnego życia romantyków? 
W szak zupełnie tak samo mówi kot w ](ater lrlurr: 
"Nic bardziej nie wabiło mię do pokoj n pana, j 
\k zało
ony 
ksią
kami, pisID.ami i wszelkiego rodzaju instrumentami 
stół do pisania. Mogę powiedzieć. 
e ten stół był dla mnie 
kołem czarodziejskiem, w które czułem się wpędzonym, 
a jednakże doznawałem jakiejś świętej trwogi, która po- 
wstrzymywała mię od oddani
l się w pełni moj emu popę- 
dowi. Nakoniec pewnego dnia, kiedy właśnie nie było 
pana, przemogłem bojaźń i wskoczyłem na stół. Co to 
była za roskosz, kiedym zasiadł pomiędzy pismami i ksi
t- 
karni i zaczął w nich grzebać." Dalej kot zwinnie uderza 


t! 


l) R. Kopka, Ludwig Tieck. t. I. str. 177.
>>>
100 


łapką w grubą ksią
kę i próbuje zrozumieć znaki piśmien- 
ne; nakoniec zdaje mn się, te nowy duch w niego wstępu- 
je. W tej chwili niespodzianie wpada na niego pan z pod- 
niesioną szpicrutą, i głośnym krzykiem: "Patrzcie go. 
przeklęta bedtya." Lecz nagle zatrzymuje się iwohl: 
"Kotku- kotku, ty czytałeś? Tego ni e mugę i nie będę ci 
zabraniał. A to dopiero - proszę - jakit to popęd do 
kształcenia się tkwi w tobie!" 
Pytam: wydat się to dziwnem w" romansie klechdo- 
wym", jeśli zobaczymy to, co zajść mogło w rzeczywisto- 
ści? Czy t nie widzimy, jak tęcza fantastyczności rozpina 
się nad całą grnpą romantyków, od pierwszego ich wiesz- 
cza łagodnie powatnego, a
 do krańcowego ich demonicz- 
nego manierzysty, o Wackenrodera a
 do dowódcy ich 
arier-gardy, Hoffmanna? Jeśli następnie poslyszymy, 
e 

ycie Tiecka roi się całe podobnemi złudzeniami i halucy- 
nacyami, to przyj dziemy do domysłu, 
e ni c jeszcze tak fan- 
tastycznego odkryć się nie da w pismach romanty ków, 
czemby ich gorączkowe wizye nie tumaniły ich W' tyciu 
rzeczywistem. 
Otóż nadzwyczaj interesującem jest widzieć nietylko 
wpływ, jaki nasbroje duszy i uczucia Wackenrodera wy- 
wierają na Tiecka, lecz i udział, jaki on sam, pod wpływem 
równoletniego przyjaciela, przyjmuje w utworach Wa- 
ckenrodera. Najpierwszym punktem, jaki tu nas uderza, 
jestokoliczność, te Tieck. który pierwej, tylko w odkupiają- 
cych ch wihlCh tworzenia, igraj ąc swobodnie pięknym talen- 
tem swoim, wznieść się był w stanie nad mroczne dumania 
w Jfilliamie Lovellu, od Wackenrodera nauczył się wierzyć 
w fantazYę i sztukę, jako potęgi 
ycia i tym sposobem zy- 
skał jedyną trwałą podporę poglądu na świat, jaką mógł 
otrzymać kiedykolwiek. Drugim glównym punktem jest 
to, te jako stosunkowo zaletoy, idący za śladem innego,. 
wszystkie dątenia Wackenrodera doprowadza do skrajno-
>>>
101 


ści i rozwija je do egzaltowanych, ale naturalnych konse- 
kwencyj. 
W tych częściach "Wylewów serc
l", nad któremi 
współpracował i Tieck, występuje dą
ność katolicka ja- 
wnie, bez osłony. Jest to dodatek Tiecka, kiedy malal"z 
.Antonio ubodt\via nietylko sztukę, lecz ,,
Iatkę bo
ą 
i wzniosłych aposto}ów" i kiedy słyszymy zdanie, 
e praw. , 
dziwa sztuk
l ma być "miłością religijną albo umiłowaną 
religią". Ale najgoaniejsz,ym u w
lgi, jako do kument, jedt 
fakt, który pomimo późniejszyc
 zaprzeczeń, podług.; wła- 
snego świadectwa Tiecka (w przypi8kach do pierwszego 
wydania jego utworu Ste'l''Jlbald, t. J. str. 374) niewąt- 
pliwie pochodzi z jego ręki, a mianowicie list, w którym 
pewien młodzieniec, przybyły do Rzymu, jako uczeń Al- 
brechta Dlirera, opisuje swoje nawrócenie się na wiarę lta- 
tulicką. )la ono miej::;ce w kościele św. Piotra. "Pelny 
śpi
w łaciń
ki, który to bię podnosząc, to opadając, przebi- 
jał przez brzmienne dźwięki ID uzy ki, jak okręty 
eglujące 
po falach murza, podnusił duszę moją coraz to ,vytej. 
A kiedy tak muzyka przeniknęła \vskroś całą istność moją 
i przehiegła, po wdzystkich żyłach-\vtedy wzrok, zwróco- 
ny na \vew nątrz siebie, podniusłem i rozejrzalem się do 
koła, a cała. świątynia stala się 
ywą przed oczami lllojemi; 
tak upiłem się tą muzyką. Naraz ucichla, jakiś Pater 
stanął przed wielkim ołtarzom, z post
IoWą natchnionego 
podniósł hO:3tyę i ukazał ją całemu ludow"i - i cały lud 
padł na kolana, i trąby i :::lam j u
 nie wiem jakie potężne 
dźwięki rozlegly 
ię i zagrzmiały wzniosłą modlitwą wskroś 
wszystkie kości-wtedy zd
łło się wyraźnie, jakoLy wszy- 
8CY klęczący... WdZY
CY modlili się do ojca w niebiesi
ch 
o zba,vienie duszy mojej, a mnie z nieodpartą sihl! przecią- 
gali n::l 8wOją wiarę." 
S
czególniej5zy kładę naci:::lk na to miej
l
e
 ponieważ 
w niem manlY dowód (ktÓl'Y nawet niemyh\0Y 8ię pri.\-
>>>
102 


wie nigdy Hettner przeoczył), te skłonność ku katolicy- 
zmowi od początku tkwiła, w zasadnikl1 szkoły romantycz- 
nej. Hettner, równie j
lk i J 111jau Schmidt, zbyt wielkie 
przywiązuj e znaczenie d o okoliczności, te A. W. Schlegel, 
jut w starości, w znanym liście do pewnej damy francu- 
skiej, dążność katolicką wyprowadza z samej tylko predi- 
lection d'artiste, gdyż faktem jest, te to upodobanie arty- 
styczne głębszą zasadę swą ma w powziętym na samym 
ws tępie kierynku zerwania z racyonalizmem. 
Tymczasem stosunek do katolicyzmu nie jest jedyną 
dą
nością u Wackenrodera, którą natychmiast pochwycił 
i dalej posunął Tieck i szkoła. W Fantazyac7t o sztuce 
Wackenroder wysławia muzykę jako sztukę sztuk, która 
przedewszystkiem umie niej ako zgęszczać uczucia serca 
ludzkiego i dotrzymywać a która, naucza nas" uczuwać sa- 
mo uczucie". "Cót czuła inaczej szkoła romantyczna
 To 
przejmuje Tieck. ,J e
eli Wackenroder podnosi wy
szość 
muzyki nad poezYą, a mowę muzyki, jako bogatszą, nad 
obie, to u kogoż zapalić się to mogło tak silnie, jak 
n Tiecka, którego poezye był.y raczej wyrazem usposo- 
bienia, w jakich pisze się poezYę, anit eli rzeczywistymi 
utworami poetycznymi, raczej usposobieniami do sztuki, 
a nie dziełami sztuki. Tieck idzie d
llej ani
eli Wacken- 
roder. Od muzyki znów oddziela muzykę instrumenta.lną, 
gdy t tylko w tej jest 8ztuka rzeczywiście swobodną, wy- 
zwoloną z wszelkich gr
lnic ś\viata zewnętrznego. Dla te- 
go te
 później na w skroś muzykalny Hoffmann muzykę 
instrumentalną u W
l
a Z
l naj romantyczniej szą ze wszyst- 
kich sztuk pięknych - a jako godny uwagi dowód związ- 
ku, który wcią
 ma miejsce pomiędzy w8zelkiemi ul1chowe- 
mi zjawiskami danej epoki, jako dowód, te romantycy 
przy całej rzekomej dowolności a rzeczywistej samowolno- 
ści swojej, bezwiednie ulegali władnącej nad nimi koniecz- 
ności dziejowej i szli za jej prądem - postawić mo
na 


lO
>>>
103 


fakt. 
e w tym właśnie czasie Beethoven usamowalnia mu- 
zykę instrumentalną i do naj wy
szego podnosi ją szczytu. 
Kiedy teraz zapał ku poczuciu muzykalnemu przenosimy 
nad poezyę, to przeci wnie dla Tiecka' w dźwi ęki i stroj e 
zatapiająca się muzyka jest prawdziwą, "czystą poezyą." 
W8zak
e wówczas od rzeczywistości naturalnej od- 
wrócono się. Cielesność więc doty kaIna, silna plasty- 
ka - 11ft wet plastyczne upostaciowanie stanów duszy 
niemoiebnemi są dht romantyków. Nie sięgają po nie ni- 
gdy. AIyśl upostaciowania cieleśnie wydaje się im rubaszną 
i płytką. Stąd wszelka oznaczoność fizyognomiczna roz- 
pływa się w dissolviltg views. Obawiają się oni, aby nie 
stracić na nieskończoności i głębi, coby się może zyskało 
na ograniczeniu i formie. 
Na tym punkcie spotykają się wszyscy mistrzowie 
szkoły. Przedewszystkiem jest t.am Novalis. Jego Hymny 
do nocy i cała wogóle liryka była poezyą nocy i świtania. 
którego półświatło nie znosi mocnych zarysów zewnętrz- 
nyeh. Psychologia jego, j ak mówił, zmierzała do tego, 
aby zbadać bezimienne, nieświadome siły duszy. To te
 
i jego e:)tetyka równie
 prowadzi do tego, 
e mowa nasza 
napo wrót stać się powinna muzykalną, śpiewem; to te
 
jest on zdapia, 
e we właściwych poematach niema 
adnej 
innej jedności tylko jedność uczucia, a więc nie myśli, nie 
działania. "Motna - powiada - przypuścić opowiadanie 
bez związku, a jednak z asocyacyą, jak sny, poematy, któ. 
re będą tylko mile brzmiącymi, pełnymi pięknych słów, 
ale bez wszelkiej myśli i związku, gdzie, co naj wy
ej, zro- 
zumialemi będą oddzielne strofy, jakoby odłamki rzeczy 
najró
norodniejszych. Ta prawdziwa. poezya, co naj wy- 

ej. mo
e mieć znaczenie alegoryczne w wielkiej skali, 
a wywierać wpływ pośredni, jak muzyka." A jak
e do- 
skonale zgadza się to z teoryami Fryderyka Schlegla! On, 
którego istota była czysto ułamkową, którego 
ycie upły- 


..
>>>
lO! 


nęło \v kaprysach, którego wola nie potrafiła ustać przy 
jednym planie i którego cały bieg tycia podobnym jest do 
arabeski, znezynającej się tyrsem Baclu13u, a za.kończają- 
cej się krzytcm. który się sklada z no
a i widelca - on 
mówi: "arabeska, to niewinne. muzy kalne kołysanie się li nii 
w sobie samej
 jest naj dumniejszą i naj pierwotniejszą for- 
mą poezyi ludzl{iej. Jej kontury są naj więcej określony- 
mi: jak obłoki wieczornego nieba" 
W Jruz to dobrnny trafnie, byle tylko nie stosować 
go do fantazyi wogóle lecz do wyobraźni romantyków. 
Liryka Tiecka ma takie podobieństwo do liryki Goethego, 
jak obłoki widnokręgu wyglądają na potę
ne góry 
śnietne. Wobec liryki romantycznej słuchacz stoi tak 
jak w Hamlecie Poloninsz wobec obłoku: "Z daleka wyglą- 
da on pra wie na wielbłąda. - A tak na honor, podobny 
jest do wielbłąda. - Mnie się zdaje, 
e pouobny jest do 
łasicy.-Z tylu wygląda na łasicę.--A.lbo jak wieloryb.- 
Zupełnie jak \vieloryb." U 
 ovalisa forma artystyczna 
w poezyach jego jest jeszcze mocną i oznaczoną; n Tiecka 
wszystko się rozciera i pływa. wśród mgły i pary form, ma- 
jących niby odpowiadać przeczuciowości i tajemniczej głę. 
binie treści
 Dzieło sztuki w najpierw:;zyul zarodkowym 
dtanie s\voim jest n
ta\Vione jak kula z pary. Fantazya 
w tym stanie elementowym II waia,ną tu jest za. poezyę 
pierwotną. Ażeby granica.mi oln.e
luną 
ztukę poot.yezną 
sprowadzić napowrót do poozyi pie..wotne.L potrzeba. sil- 
ną określoną formę artystyczną ro
pnścić i nagnic
ć ją 
w j ed llolitość. 
Jak Tieck w wielkich poet3ch \vy
ej stu,viał to, co 
napi
ali \V cza
ie, kiedy ich fOrnl
1. je:3zcze nie hyla. się roz- 
winęła - wyznaje np., że ?;
Hlen z nt\vorów Sha.ke:3poara 
nie zrobił na nim takiego wra
enia jak. Perikles - potlo- 
bnie
 sam ut\yorzył takie dzieJa. jak Genowefa i Oktawian, 
\v których forma li rycznf
, epicka i dranl:.ity.'zna p03iekane
>>>
105 


są razem na potrawkę. U nas w Danii ta pstra mięszani- 
na wszystkich form znajduje naśladowanie. Nadaje się 
ona doskonale do tego rodzaju treści, jak Zabawa Świętojali- 
ska Oelenschla,gera, a po części i do takiej jak Aladyn, 
niekiedy atoli dopro\\9adza do nader niepomyślnych na- 
stępstw; jak np. w llamadryadzie Raucha. Dla czystej 
liryki uczuciowej II Tiecka nigdy nie zbywa form - do 
tego stopnia w owym okresie romantycznym brakło jego 
talento\vi ześrodkowania. Chocia
 tak wiele mówi o muzy- 
ce i o muzyce mowy 7 jednak
e rytmiczne jego uzdolnienie 
jest bardzo niedoskonałe. Ucho jego prawdopodobnie nie 
odznaczało się słuchem delikatnym. Pod tym względem 
przewytsza go daleko A. W. Scblegel. Przeczytajmy. np. 
cudowny jego przekład pieśni powplatanych 'v Shakespea- 
rowskie "Czego chcesz". T..Jccz o Tiecku, jak w ogólności 
o romantykach, powiedzieć mo
emy, 
e napra,vdę, przy ca- 
łem uganianiu się za formą melo(lyj ną, ,vtedy dopiero do- 
bili się efektu melodyjnego, kiedy przyjęli miarę wiersza. 
polutlnio\vców, którego okreslonego szematn trzymać się 
mogli. Zapełniali oni ramy sonetów i canzonów, jak damy 
nasze zapełniają kanwę haftn. Ale biorą z Hiszpanii 
i \Vłoch nietylko miarę, lecz oraz wszystkie mo
liwe sprę- 

yny. Z wielką nai,vnością usiłują oni wytworzyć strojny 
obraz za pomocą asonancyj i tragicznie brzmiących samo- 
głosek. l{olej no biorą do posługi swej wszystkie samo- 
g.łoski i spółgłoski alfabetu; czterdzieści słodko-brzmien- 
nych dźwięków A. następuje tam po sobie, aby słuchacza 
wprawić w dobry humor, a jeden i drugi tuzin ponurych 
przestraszająoych dźwięków U napędza mu skutecznej 
trwogi. Tak np. w melancholicznym ronIansie u Tiecka, 
o starym rycerzu Wulfie, którego dyabeł bierze. Dla efektu 
tragicznego w maniero,vato-staroświeckim języku zamie- 
nia się tu wyruz "begann" na "begunnte" i t. p. Kiedy sy- 
Tom II. 8
>>>
106 


stem nerwowy czytelników odurza się przez całe pół go- 
dziny takimi spadkami: Unke, Sturme, hinnnter, be- 
gunnte, verdlmkeln, verschllngen, Wulfen, M(inze gulden, 
\ 
Klufte. rucke, Drucke, rufen, Ingen, erschlugen, anhl1be; 
krociami głębokich Brunsten, Unken, huczących i mruczą- 
cych na requiem zmarłego Wulfa, którego tysiącem zada- 
nych ran zabił szatan; kiedy ten czytelnik nic ju
 nie sły- 
szy, tylko u-tu-tu, wtedy jest on na szczycie, mowa stała 
się muzyką i słuchacz rozpływa się w harmonię I). Najko- 
miczniej wygląda ta muzyka samogłosko\va w dramacie. 
W Alarkosie Fryderyka Schlegla, w tym arsenale assonan- 
sów i alliteracyj, bohater niekiedy przez dwie albo trzy 
stronnice zamyka ka
dy trójmiar dźwiękiem a lub u. 


l\Ięiowie wszyscy, wy filary tego grodu, 
'Waleczni towarzysze, wieńczący me rycerstwo, 
!{tórego aureolą. odświeżaliśmy się nieraz 
W naszych serc gor
cej krwi z wysoką roskoszą. 
Z prastarą czcią w głębokiej piersi, świetną sławą, 
Jedynym jasnym punktem dla oka śmiałego wśród nocy, 
Szliśmy za jedną gwi:tzdą wszyscy związkiem ztączeni. 
Owóż związek ten rozbiło złowieszcze przekleństwo, 
I unosi mię nurtem winy cudzej i własnej - 
Głos tajemny spiesznie stąd u
hodzić mi każe, 
Po trzEch dniach dosittgnąć dalekich stron ja musz
, 

 Muszę dokonać wielkiej sprawy, a czasu tak mało. 


i t. d. i t. d. Burg, Lust, Muth, Schutz, Bund, Brust, 
Furcht, m uss, Ruhms, thun, Punkt, uns. - Kiedy się sły- 
szy same asonanse, wychodzi na to, jak gdyby się odbiera- 
ło resztę przy kupnie. Kiedy Ala'l'kos przedstawiony był 
w Weimarze, a pubJiczność wybuchła śmiechem, wtedy 
Goethe podniósł się ze swojego miejsca na parkiecie i pio- 


. I 


l) A. Ruge, Gesammelle Schriflen. t. I. str. 361.
>>>
'107 


runującym głosem zawołał: "Nie śmiać się" a jednocześnie 
dał znak policyi, aby katdego, któryby się śmiał, wypro- 
wadziła z teatru. My, czytując Ala'l'kosa, cieszymy się, 
e 
nikt nie mo
e wyrzucić nas za drzwi. 4 

atwo poznać przyczynę, dla czego romantycy pod- 
dają się pod wszelki ten przymus metryczny. Rzecz oczy- 
wista, i
 wiele zimnych wymuszonych form wiersza dogo- 
dnemi są dla tego, kto z zewnętrzną biegłością metryczną 
łączy zupełny brak wynalazczej zdolności metrycznej. Ale 
sonety, tercyny i oktawy słabo pokrywają bezkształtność 
treści. Jeteli mgła jest tak gruba, 
e mo
na rozciąć ją 
no
em, wtedy romantyk rozcina ją na czternaście części 
i nazywa - sonetem. 
W wolnych formach wiersza bezkszt3:łtność i proza 
dosięgają swego punktu wierzchołkowego. Cót tu np. po- 
wiedzjeć na następujące wiersze z podr6tniczych poezyi 
Tiecka: 


Zda.leka za mną został Rzym, 
Zadumał się i luby luÓj, 
Który do Niemiec wraca ze mn

 
Który się całą sił
 zycia 
Zat.apiał w sztukę dawn
 i nową, 
Szlachetny Rumohr, 
Którego przyjaźń w wielu smętnych chwilach 
Rozweselała i cieszyła mię. 


. 


Znany krytyk radykalny Arnold Ruge do tych wier- 
BZY dołączył następujące dopełnienie: 


Dostojny panie Radco Dworu! 
Przy bezpośredniej liryce tej - 
Przebacz łaskawie - ja nie mogę 
Mimo najlepszej chęci, 
Jak w dawnej tak l w nowej poezyi, 
Nic postawić obok, 
Chyba żp. tylko tę 
Słabą próbę wolnego naśladowania.. 


t 


8*
>>>
, 


108 


Ale to usiłowanie podniesienia mowy na korzyść mu- 
zyki właściwie wtedy dopiero dosięga najwy
szej konse- 
kwencyi swojej, kiedy Tieck posuwa się tak daleko, te sa- 
mym instrumentem muzykalnym udziela gło
l1 mowy, 
Tak np. w Sternbaldzie (wydaniu pierwszem) instrumenty 
przemawiają, 3. :flet tak się odzywa: 


Modro-niebieski jest nasz duch, 
W błękitną wiedzie cię dal. 
Nęcą cię pieściwe dźwięki, 
Innych tonów mięszanina 
Kiedy inni rzeźwo śpiewają, 
W dzięcznie wplatamy się w ich mowę 
Napomykając () obłokach, 
Sinych górach, lubych niebiosach, 
My, jak ostatnie, ciche tło. 


Ten pochód myśli klasyczne wyra
enie swe otrzymał 
w utworze, na którym zamyka się Pantazus, a na którego 
temat mamy nieskończone waryacye podług wzoru Kalde- 
rona: 


. 


Miłość myśli w słodkich tonach, 
Bo z daleka stoj ą myśli. 
Tylko w tonach ona chętnie 
Wszystko to, co chce, pojedna. 
Miłość wiecznie na wszech drogach, 
Gdy muzyka w dźwiękach mówi, 
To mowy jej nie zabraknie. 
Wiecznie miłość nam obecna. 
" 
A poruszyć się nie moie 
I odetchnąć nie pozwala. 


Ta miłość nadziemska, która w przeciwieństwie do 
ziemskiej zgoła n
ywać nie mo?e mowy, jako organu, w to- 
nach znajduje swój najwyzszy środek dorównywaj&cego 
sobie wyra
enia, a mowy utywa jedynie na to, aby pot
-
>>>
109 


pić siebie i wyznać, 
e ustępuj e przed muzyką. Na takim 
stopniu romantyzm pomału- usubtelnia się i udelikatnia. 
Teraz jednak tylko krok pozostaje, krok, jaki uczynił 
Tieck w komedyi Przewrotny świat, a mianowicie zu
ytko- 
wać mowę wyłącznie z jej własności muzykalnej. Przed 
komedyą mamy tu symfonię, jako uwerturę - i przedsta- 
wienie w doskonale muzykalnej nieoznaczoności swojej 
dosięga tu oryginalności rzeczywiście klasycznej. podobne 
opisanie muzyki przez słowa at do tego czasu było rzeczą 
niesłychaną, przeto sam zamysł i dziś jeszcze zdaje się 
bezwzględnie typowym. Bo kto ma od wagę szał posunąć 
a
 do krańców ostlttecznych, dopina swego właśnie przez 
to, it szał ten, w którym jest metoda, uzyskuj e mocny i 
y- 
wotny charakter. 
Symfonia. - Andante D-dur. 
J e
eli chcemy się ubawić, wtedy nie idzie nam w jaki 
sposób stać się to mo
e, lecz żebyśmy się ubawili rzeczy- 
wiście. Powaga w końcn szuka 
artów i znów 
art nu
y 
i szuka nastroju powatnego; ale jeteli dokładnie zastano- 
wimy się nad sobą, jeteli w jedno i drugie wprowadzimy 
za wiele zamiaru i przedsięwzięcia, wtedy bardzo łatwo 
prawdziwa powaga i prawdziwa wesołość przepada za- 
ró wno. ., 
Piano. 


Ale czy podobne rozmyślania naletą c.lo symfonii? Po 
takiem załoteniu po co zaczynać? Ach nie! doprawdy nie! 
Oto raczej ka
ę zadźwięczyć wszystkim instrumentom. 


t; 
I 


Crescendo. 


Ja mogę tylko chcieć, ale rozumnie; gdy
 nie odrazu, 
nie nagle powstaje burza; zapowiada się, wzra
ta, potem 
ł 
wzbudza współczucie, obawę, trwogę i roskosz, bo inaczej
>>>
110 


spowodowałaby tylko czcze zdumienie i przestrach. Bo jeśli 
trudno grać z nut, tedy jeszcze trudniej słuchać odraztl 
z nut. Ale oto jesteśmy jut gł
boko we wrzawie, kotły 
huknijcie, trąby grzmijcie. 


Fortissimo. 
Ha! wrzawa, ataki, bojowy zgiełk tonów! Dokąd pę- 
dzicie? Skąd przychodzicie? Ci rzucają się jak zwycięzcy, 
przez ci
bę naj wrzaskliwszą, owi padają, konają, tamci 
,vracają ranni, mdlejący, szukają pociechy i przyjaźni; tam 
coś się zbli2a pędem jakby parskanie rumaków, tam zagra- 
ło głęboko, jak grzmot wśród gór; tam szumi i huczy. jak 
wodospad, co zrozpaczony, chcąc zniszczyć siebie
 spada po 
nagich skałach i głębiej coraz głębiej, szaleje na dole, nie 
znajdując spoczynku, odetchnienia... 
f,- 7 iolino primo Solo. 
Jakto? Czy
by nie było pozwolone m i mo
liwem my- 
śleć w tonach a grać mnzycznie w słowach i myślach? 
O jakte złą byłaby wtedy dola nadza! art.vstó\v!! Jak bie- 
dną mowa, jak biedniejszą jeszcze byłaby muzykaf Uzyt 
nie przypuszczacie tyle myśli tak subtelnych i duchowych,. 
te w rospaczy ratować się mnszą ucieczką do muzyki, aby 
nakoniec znaleść odpoczynek? Ile
 to razy dzień rozdrobio- , 
ny na dumania, brz
k tylko po Bobie zostawia i szemranie, 
które później otyje napo\vrót w melodyi... 


:. 


ł 


I , 


Forte. 


I 
W szyatko j ut gotowe; ustawiono dekoracye, jest su- 
fler, więcej widzów j 11
 nie przybędzie. Oczeki wanie 
ywef 
ciekawość nat

ona; niektórzy tylko myśląjl1
 teraz o koń- 
cu i o tern, te później, zapytają: "no, czy
 w tern było ooś 
szczególnego t" J- Baczpość! to warunek, ateby nie prze- 
wrócić wszystkiego do góry nogami! Ale znów nie bądź-
>>>
111 


cie zbyt bacznymi, aby nie zobaczyć i nie usłyszeć więcej 
anit eli wam chciano pokazać. - Baczność!! ale baczność 
miej cia i na dobry try bI Słuchaj cie-szaI sza, sza, sza! 
Kto zna literaturę duńską, ten zau wa
y, 
e Kierke- 
gaard swojem sławnem stndyum o Don Juanie, w którego 
końcowym chórze zdaje się nam, i
 słyszymy kroki guwer- 
nera'), tylko posuwa dalej kierunek dany przez Tiecka. 
\Vic1oczna, w jak bliskim s
 związku w
zystkie Hoffman- 
nowskie opisywania muzyki w harmonijnych wylewach 
i objawianiach się duchów w K'l'eisleriana z pierwszem poj- 
mowaniem ideału romantycznego u Tiecka. Boć nako- 
niec nie braknie parodyi, kiedy Hoffmann w swoim Kater 
.J..1IuT'l' układa \v wiersze nawet narzekania kocie i kocią mu- 
zykę i dorabia 10 nich głosy. W tym absolutnie muzykal- 
nym typie poezyi, Wackenroderowski ideał sztuki uzysku- 
je najwy
szy i naj prawdziwszy rozwój. Silny panteizm · 
natury, który 11 Goethego jest plastycznym, a który u nie- 
go uzewnętrznia się w upostaciowaniu Diany Efezyjskiej, 
tu stał się muzykalnym. J ak potę
nie wezbrany potok, 
po przez wszystkie pisma Tiecka z czasów młodzieńczych, 
pod pobotnością, pod zmysłowością, pod reminiscencyami 
z Wackenrodera i Goethego wre i szumi wielkiemi falami 


l) "Słuch8jcie Don Juana! Słucha.jcie porzątku jego życia: jak 
z pomroku chmury gromowej wypada piorun, tak on wybucha z głębi po- 
wagi byst1"Zej, aniżeli migająca bł
'skawica, bardziej niesta.ły od niej ale 
mocny w takcie, jak ona; słuchajcie, jak on wpada w przeróżne drogi ży- 
cia. jak się przełam\\ie na mocnej jego tamie, słuchł1.jcie tych lekkich 
Jlląsają;cych tonów skrzypiec, słuchajcie skinień uch
chy, okrzyków rosko- 
szy, słuchajcie uroczystej szczęśliwości używania; słuchajcie jego dzikie- 
go przekleństwa, jak spiesznie ubiega przed samym 8obą, coraz szybciej 
niepowstrzymaniej; słuchajcie rozkiełznanego łaknienia namiętności, słu- 
chajcie szelestu miłości, słuchajcie podszeptu pokusy, słuchajcie wiru 
uwodzenia, słuchajcie cichości chwili - słuchajcie, słuchajcie, słuchaj"eie- 
Mozartowego Don Juana." Zob. Kierkega
rd Albo-albo. t. I. str. 93..
>>>
112 


I 
panteizm romantyczny. \V Ste'pnbaldzie (tom II, str. 54) 
czytamy: "Często wsłuchujemy sie w naturę i 2ądni jesteś- 
my nowej przyszłości i zjawisk, które w nas przemknąć 
się mają w rótnobarwnych szatach czarodziejskich; wó,v" 
czas zdaje się, jakoby potok leśny melodye swoje chcial 
wypowiedzieć wyraźniej, jakoby drzewom rozwiązały się 
ich języki, aby szmer ich płynął w bardziej zrozumiałem 
pieniu. Oto miłość kroczyć zaczyna po dalekich tonach 
fletu, bijące serce wylecieć chce ku nim, teraźniejszość jest 
jakby zaczarowaną potę
nym egzorcyzmem, a chwile pro- 
mienne ulecieć nie śmieją. Jakieś urocze koło melodyi 
trzyma nas w zamknięciu magicznemi siłami i w rzeczywi- 
ste 
ycie n
sze wnika nowe, rozświetlone istnienie, niby 
zagadkowy blask księtyca." Albo \v innem miejscu (t. II. 
str. 206): "0 bezsilna sztuko! jak
e szczebioczącymi, jak 
. dziecinnymi są tony t\voj e w porównaniu z pełnią harmo- 
nicznego śpiewu organów, który z głębin najwewnętrzniej- 
szych z góry i doljny i boru i błysku potoków wytryskuje 
w rosnących, coraz to wy
ej wzbierających akordach! Sły- 
szę, czuję, jak wieczny duch wszechświata mistrzowskim 
palcem ujmuje straszliwą arfę ze wszystkimi jej dźwięka- 
mi, jak z podjego gry rodzą się chaosy naj rozmaitsze i do- 
kola i ponad całem przyrodzeniem rozpościerają się skrzy- 
dły dUCBowemi. Natchnienie wzbudzone w malnczkiem 
mojem sercu ludzkiem pragnie tam zajrzeć i pasuje się 
mdłe i znu
one w walce z wysokiem... Nieśmiertelna me- 
lodya pobrzmiewa tryumfem) raduje si
 i hucząc nademną, 
precz od bi ega. " 
_ Życie i poezya zatapiają się tu w muzyce. Po wszyst- 
kie czasy, w 
a
dym rodzaju sztuki było to wielkiem usiło- 
waniem dla. artysty panowanie swoje nad materyałeID 
okazać tem, te w tym samym czasie stawia mu czoło kie.. 
dy go obraca na swój u
ytek. W dziejach rzeźbiar3twa 
mamy taką dobę, gdzie artystę dratni to, 
e kamień tak
>>>
113 


jest twardy, i gdzie chce go zmusić, aby wyraził myśl lek- 
ką i lotną, albo stara się o malowniczość, jak manierzyści 
czasów Odrodzenia. Podobnie
 wysilaj ą się tu romantycy, 
a
eby mowę. nacisnąć z tej strony, którą je8t spokrewniona 
z muzyką, zu
ytkować ją bardziej ze względu na to, co ona 
oznacza. Jak wszyscy pisarze dzisiejsi usiłują, z mniej- 
szem lub większem powodzeniem, malować wyrazami, tak 
romantycy chcieli bawić się w muzykę wyrazów. Że wpa- 
dli w tę właśnie jednostronność, to tlómaczy się łatwo; przy- 
pominamy sobie pOlemikę przeci w zamiarowi ubóstwiania 
ironii. Stąd nie 
yczą sobie pozostać wiernymi słowu, 
krępować się niem. Używają go ironicznie w ten sposób, 
aby mogli je cofnąć napo wrót. Nie chcą, aby słowo stało 
się przed nimi ciałem swojem, istotnością, jako wskazówka 
zamiaru i celu. Jak to, 
e wolność pojmowali abstrakcyj- 
nie jako samowolę, zwróciło ich na punkt, z którego działać 
mogli tak lub inaczej podług upodobania: podobnie z powo- 
du, 
emowę pojmowali abstrakcyjnie,jako dźwięk, udało im 
się uczynić prostem wyra
cniem nastroju duszy, bez dą
no- 
ści, t. j. bez kierunku ku 
ycit1 i działaniu. Od dą
ności nie 
wyzwolili się - bo nikt wyzwolić się nie mo
e - ale 
e nie 
mieli dą
ności swobody ku górze i naprzód, przeto grawita- 
cyjna dą
ność konieczności pociągnęła ich wstecz. Poniewa
 
tedy raz po raz wprowadzali słowo jedynie jako do,vód 
zrzeczenia się i objawienia niekompetencyi swojej w po- 
równaniu z muzyką, łatwo więc pojąć, 
e muzycy ze swej 
strony, pod wpływem panującego ducha czasu, usiłowali 
ideał romantyczny w sztuce swojej wyrazić tymi samymi 
środkami, na które poprzednio poeci wskazywali nieustan- 
nie przy swej bezsilności. 
Z pomiędzy kompozytorów, którym się to powiodło, 
naj znakomitszym bezwarunkowo jest Weber. Pod wzglę- 
dem wyboru treści postępuje on ślad w ślad za romanty- 
kami. W Prec.'ł/ozie wysławia niezale
ne koczownictwo
>>>
114 


i 
ycie tułacki e. j ak w Sternbaldzie Tiec ka i w Życiu nicpo- 
nia Eichendorfa. Oberon wprowadza nas w cały ów świat 
efektów, wiodący rodowód swój ze Snu nocy letniej Shakes- 
peara-utworu, który, jak wiadomo, był punktep1 wyjścia 
dla wszystkich fantastycznych komedyj Tiecka. N akoniec 
w fVolnym Strzelcu Weber, jak romantycy w późniejszym 
okresie, sięga do sfery ludowej jako środka artystycznego 
zu
ytkowywa melodye ludowe, jak romantycy niemieccy 
i duńscy pieśni ludowe, wprown.dza., jak romantycy, baśni 
ludowe j wyobratenia zabobonów ludu. Kto jest obecnym 
przedstawieniu JVolnego Strzelca, na scenie niemieckiej,. 
gdyby nawet był głuchym, ani na chwilę wątpić nie będzie, 

e ma przed sobą operę romantyczną. Widzi on mroczny 
parów pomiędzy skałami, gdzie mieszkają duchy tlatury, 
widma świergoczące przy b]asku księ
yca, dekoracye i per- 
sonel, które przypominają pokuszenia świętego Antoniego 
na obrazach niderlandzkich, nakoniec dzikie łowy, których 
cienie, jak obrazy latarni czarodziejskiej, przesuwają się 
w powietrzu z dziwnie omamiającem wra
eniem. W widzu 
zaś nie głuchym najwy
szy wzbudzi to interes, kiedy Ztl,U- 
wa
y, jaką postawę zachowuje kompozytor wobec tych 
wszystkich szczegółów otoczenia zewnętrznego. Albowiem 
poczuje, że Weber nic..l"ównie genialniej, aniteli romantycy 
traktuje swój materyał w sposób podobny, jak oni traktują 
pozostałe jego strony. I Weber posuwa sztukę swoją do 
jednego z krańcowych jej biegunów. Jak romantycy po- 
hopnymi są do uwa
auia mowy abstrakcyjnie, za dźwięk 
i rytm, tak równie
 i on pohopnYII\ jest do brania muzyki 
abstrakcyjnie, jako rytm. Tak np. motyw Samiela bar- 
dzioj rytmicznym jest aniżeli melodyjnym i dla tego spra- 
wia wratenie surowsze, zewnętrzniejsze, ale bardziej malo- 
wnicze. J ak więc romantycy w poezyi są muzy karni, tak 
on w muzyce jest malarzem Kiedy Beethoven podaje nam 
, 
czysty obraz duszy a nic zewnętrznego, jeno własną duszę'
>>>
115 


swoj3, t.ymczasem Weber podaje nam charakterystyki... 
W obec przedmiotów swoich opiera się on na silnie uwyda- 
tnionych.. :fizyogno
iach zewnętrznych, na czemś takiem, 
co słuchacz ju
 z góry '\\
yobra
a sobie; takiemi są np. El- 
fy. Beethoven, wyjąwszy Symfonię pasto'/'alnq, maluje tyl- 
ko wrażenie. Weber maluje rzecz samą. Naśladuje on 
dźwięki przyrody. Skrzypcom ka
e wydawać szelest, 
dla odmalowania szelestu drzew.. Kiedy księ
yc świecić 
zaczyna, chwilę tę zapowiada i maluje akord. Kiedy po- 
tem, zamiast falowania tonów, daje głuche uderzenia ry- 
tmiczne, a więc sprężyn swej sztuki używa ab
trakcyjnie;- 
kiedy dziecinnie al bo ludowo trzyma się formy pieśni i naj- 
prostszej harmonizaeyi. a więc używa środków sztuki nai- 
wnie; kiedy dla osiągnięcia wrażenia dziko f
łDtastycznego, 
albo wstrętnego, albo napomykającego o stra8zydle, odwra- 
ca naturalne położenie nlbo naturalną skalę instrumentów 
(np. przeznaczając klarnetom tony niskie), a wi
c środków 
swoich u
ywa dziwacznie i baroko, co przedtem w muzyce 
bJło rzeczą niesłychaną-jest on wtedy nawskróś roman- 
tykiem, który wy
szą genialnością swoją i daleko odpowie- 
dniejszemi celowi sprę
ynami sztuki stanowi konieczne 
dopełnienie muzykalne do utworów poezyi rODlantycznej.. 
(POI". ,vstęp do Mou'nY Robin Jerzego Sanda). 


VIII. 


Ksią
eczka Wackenrodera, stanowiąca punkt wyjścia 
dla stosUnk\l romantyzmu' do dziedziny muzycznej i do 
" . 
muzyki, stanowi zarazem punkt wyjścia dlij jego stosunku 
do sztuki. Jak pierwęze pisma Winckelmanna, tchnące ar-- 
tystycznym zapałem, wywołały popęd do s..tudyów nad sztu- 
ką starotytną, tak Wackenroder zp swej strony obudził za- 
miłowanie do średniowiecznej sztuki niemieckiej i do je}
>>>
116 


czasów. Z na.iwnym zapałem zaczyna on naprzód przera- 
biać i tłómaczyć takie ułamki dawnych biografij artystów, 
napisanych przez Vasari'ego, których myślą było odmalo- 
wać wielkość i wzniosłość duszy sławnych mistrzów wło- 
skich. Tak np. wysławia Leonarda, ale ze względu na je- 
go właściwości, nie jako oznaczonego osobnika, ani ze sta- 
nowiska krytyki artY8tycznej, lecz pod tytułem: " Wzór 
malarza utalentowanego a przytem głęboko uczonego, 
przedstawiony w życiu Leonarda da Vinci," a wstępem do 
tego pisma są tchnące marzycielstwem wyrazy: "wiek 
wskrzeszenia malarstwa we Włoszech wyprowadził na 
światło mętów, ku którym swiat dzisiejszy słusznie powi- 
nienby podnosić oczy, jak ku świętym w g10ryi." Jak da- 
lece nieświątobliwe 
ycie prowadzili wielcy mistrzowie 
włoscy podczas Odrodzenia- właśnie podług opisu ich ży- 
cia n Vasari'ego-tego nasz autor nie widzi zupełnie. Jut 
w najpierwszem kiełkowaniu swojem romantyczne pojęcie 
o sztuce ulega zatruciu przez reakcyę uczucia i kiedy kry- 
tyk składa ręce, aby się modlić, zapomina otworzyć oczy, 
aby widzieć. 
Pomiędzy te myśli Wackenrodera Tieck wtrąca kilka 
kartek p. D.: Tęsknota za Wlocltami (Sehnsucli,t nach Italien) , 
gdzie po raz pierwszy występuje zdanie o Włochach, które 
później weszło w zwyczaj i stało się obowiązujące. Tęsknić 
do Włoch i miłować Włochy, stało się, jak wiadomo, nie- 
odwołalnym paragrafem w katechizmie ka
dego prawego 
romanty ka; pogar
za on katdym jako bezdusznym, kto tyl- 
ko nie uwielbia Włoch i Rzymu. W poezyi ta tęsknota wy- 
nurzyła się w bezliku poezyj liQ"cznych, które wspaniałą 
i zarówno malowniczą jak poetyczną pieśń Mignona rozwa- 
dniają i wykręcają a
 do wywichnięcia (Mignon poprzesta- 
j e na wyrazach: mirt stoi ciclto a laur w!Jsoko, a te poezye 

owią przez stopnie najwy
sze) i wogóle w literaturze po- 
wstała owa Italia, którą Dajlepiej i najkrócej podobno na-
>>>
117 


. 


zwaćby można Italią Leopolda Roberta - chociaż w yraże- 
nie to jest jeszcze zbyt określone - kraj, który na innej 
mapie jak na romantycznej nie istni al nigdy a nigdy- 
Włoch rzeczywistych z ich mocnemi barwami i żywym ru- 
chem nie znajdujemy tu wcale. Barwa zastąpioną zo- 
stała formami idealistycznemi, ruch doprowadzono do ska- 
mieniałości, dla tego aby nie naruszyć harmonii pięknych 
linij falistych. Włochy stały się dla romantyzmu zupełnie 
tem samem, czem Dulcinea dla Don Kiszota, ideałem, 
o którym niejako-wyjąwszy parę pla8kich, ogólnych je- 
go nazwań - nic nie wiedziano. J e
eli kraj rzeczy wisty, 
oznaczony, ma być przedmiotem wszelakiej tęsknoty i oj- 
czyzną piękności, to przez takie oznaczenie 'v opisie traci 
on stopniowo całą swą 
ywotną i rzeczywistą piękność.. 
Wszakże to nie rzeczywistą i nie 
ywotną piękność maluj e 
późniejszy romantyk w Italii, - przedmiot jego miłości to 
Italia jako zwaliska
 katolicyzm jako mumia, wykoszlawio- 
ny duch ludu, który, zamknięty hermetycznie przez ducho- 
wieństwo po części mało 
varte, po części ograniczone, za- 
chował się w st.anie nuiwności i nieoświecenia; tu, jak wszę- 
dzie, jest to nikła, nieprzydatna tyciu poezya przeszłości. 
Tymczasem wielbienie Włoch i pobotnych lub uwa- 
tanych za pobożnych, malarzy włoskich, jcst tylko drabi- 
ną
 po której braciszek klasztorny wznosi się do wysławie- 
nia swego bo
yszcza, Alberta Diirera. Hołd fantasty- 
czny dla tego apostoła sztuki niemieckiej kojarzy się 
z uczuciem zapału ku starej Norymberdze. Kiedy 'v roku 
1793 Tieck i Wackenroder udali się byli w podróż po 
Niemczech, Norymberga była głównem miejscem ich piel: 
grzymek. Im częściej widywali to miasto, z tem głębszem 
wracali wra
eniem, a nawet z uczuciem nabotności. nStaro- 
nienlieckie 
ycie artystyczne stanęło przed ich oczami 
w całej pełni swojej. O czem pierwej mieli jedynie ciem- 
ne l)rzeczucie, tu stało się było jut odd
twna 
ywotną rze-
>>>
118 


. 


czywistością. J tlk
e bogatem \v pomniki wszystkich sztuk 
pięknych było to miasto, ze swymi kościołami św. Sebal- 
-la i św. Lorenza, z utworami Alberta Diirera, Vischera 
i Kraffta! Tu zmysł szt.uki i gorliwa praca podniosły rze- 
miosło do godności artystycznego szlachect wa. Ka
dy dom 
był tam pomnikiem ,vieków ubieglych, ka
da studnia, każ- 
da ławka świadectwem cichego, prostego, myślącego 
ycia 
ojców. Prosty tynk wapienny jeszcze wtedy nie ujedno- 
stajnił domów . Wspaniale jaśniały one l"ó
nowzorowymi 
obrazami, których treść zaczerpano z klechd i poezyi ludo- 
\vJch. Widziałeś tam Ottnitta i Siegenota, Dytrycha i in- 
nych bohaterów, jako obrońców i opiekunów, nad drzwia- 
mi. Nad zacnym, starodawn)"m grodem cesarskim z jego 
cudami i cudownościami spoczywało tchnienie poezyi, któ- 
re w innych miejscach rozwiał był jl1
 oddawna przeciąg 
nowej polityki i oświaty" I). 
Wieki średnie, stare domy, stare kościoły }{atolickie 
.i starodawni bohaterowie Nibe]ungów nad drzwiami, 
a- 
iste, to coś znaczyło dla dwóch młodych, poczynających 
romantyków! "\V pewnego rodzaju odurzeniu 
ię sztuką 
dwaj przyjaciele obchodzili kościoły i korytarze, stawali 
na grobach Alberta Dllrera i Hansa Saxa, a kiedy świat 
zaginiony wznosił si
 przed ich obliczem, 
ycie samo sta- 
rej N orymbergii było dla nich romansem sztuki. Rozdział 
,,,Wylewów serca", mający tytuł: nnacześć Alberta Diirera," 
hył pierwszym owocem tych uczuć, a przytem wyrazem 
gorącego uczucia narodowego, jakie o
ywiało duszę mło- 
dzieńca: "Kiedy Albert Durer pociągał pędzlem, to na wi- 
downi ludów naszej części ziemi
 niemiec był jeszcze uoso- 
bieniem odrębnie wydatnego charakteru o trwałej mocy; 
w jego obrazach nietylko pod względem składu twarzy 


. 
II 


1) R. Kopke, Ludwig TieckJ t. I, str. 159.
>>>
.... 


119 


i w całej powierzchowności, lecz i w duchu ,vewnętrznym 
wyciśniętą jest owa powa
na, prosta i silna istota charak- 
teru niemieckiego. \V naszych cZ
8ach ten wydatnie ozna- 
czony 
harakter niemiecki, a z nim zarazem i sztuka nie- 
miecka.-zagin
ły .... Niemiecka sztuka, był to młodzie- 
niec pobo
ny, wychowany po domowemu w murach małe- 
go mia8ta w pośród przyjaciół po krwi-dziś starszy, 8tał 
się on ogólnym człowiekiem światowym, który z mało- 
miasteczkowymi obyczajami \vymazał z duszy i uczucie 
i właściwe swe piętno." A jednak
e uczucie narodowe 
w sztuce nie je8t zusadniczem uczuciem Wackenrodera, 
które opiera się na pobudce rozleglejszego zakresu. Prze- 
dewszystkiem i ostatecznie k8ią
eczka występuje żarliwie 
prze ci \v ko nietolerancyi w sztuce. W y zwolenie się od 
wszelkiego przymusu prawideł, oparte na prawdziwej głę- 
bokiej r0skoszy piękna, zwiastuje ona językiem, który 
świadczy wymownie, jak był wrażliwym, jak mimozowo 
czułym mąż głoszący nową. ewangelię sztuki: "Czyje 
nerwy delikatniejsze, mówi Wackenroder, są ruchliwe 
i wrażliwe na tajemniczy powab, ukryty w 
ztllce, ' tego 
dusza dozna nieraz wzruszenia tam, gdzie ktoś inny prze- 
chodzi o boj ętnie; j emu w udziale przypada to 8zczęście, 
e 
w 
yciu swojem znajdzie częstsze pobudki do wzruszeń 
uzdrawiających i do podniecania w sobie wewnętrznego 
jestestwa. CI 
Wzruszenia wewnętrzne i podniety, jak ju
 okazaliś- 
my, w najnaturalniejszy i najłatwiejszy sp08ób wywołuje 
muzykalne trakto\vanie poezyi i muzyki; ale już daleko 
mniej naturalnie wywołują je oznaczone wydatnie, cielesne 
formy dztuki. 
Otó
, je
eli prawidłową jest postawiona przez nas 
myśl, 
e w bezwzględnie muzykalnym typie poezyi "\Va- 
ckenroderowski ideał sztuki osiąga praw"dziwy i llaj wy

zy 
swój rozwój, to łat,yo przewidzieó, czego dl'odziewn.ć si
>>>
120 


n3Ie
ało, kiedy Tieck po śmierci \Vackenrodera, korzysta- 
jąc z pozostałych po nim pism, postanowił napisać opowia- 
danie, w któreffi tęsknota i doktryna braciszka zakonnego 
otrzymać miały kształt 
ywotny i formę cielesną. J
ist ma- 
Jarza niemieckiego w Rzymie do przyjaciela w Norymber- 
dze stał się zarodkiem nowego romansu artysty, który to 
romans, od imienia swego bohatera, staroniemieckiego 
malarza z czasów Diirera, otrzymał nazwę " Wędrówki 
Franciszka Sternbalda, staroniemiecka historya" (Franz 
:łite'pnbalds Wanderung, eine altdeutsche Geschicltte). Rysu- 
nek charakteru wystąpił tu słabo i nieokreślenie, dzia- 
łanie znikło zupełnie w rozmowie, zdarzenia odgrywają 
się -- wolno i fantastycznie jak sny, które ciągle a ciągle 
wracają-przez mdłe postacie l{onwersacyjne, będące bo- 
haterami i bohaterkami ksią
ki, a nawet i pasmo tych zda- 
rzeń co chwila przerywają wtrącone, improwizowane z obo- 
wiązku pieśni, które naj Jepiej określa to wyra
enie się 
Florestana, przyjaciela Sternbalda, że naletałoby w sło- 
wach i wierszach umieć wytworzyć sobie całą rozmowę 
z samych tonów. Gdzie nić zdarzeń staje się naj cieńsza, 
a jed wab wierszy wyprzędzony najsubtelniej, tam w końcu 
autor zapełnia pauzy numerami muzyki, występuje tu ja- 
kaś muzyka pierwotna, na waltorni, albo na szałamai, a to 
tak często, że później sam autor w Zerbino wyśmiewa wpro- 
wadzenie przez siebie a
 do zbytku muzyki waltorniowej. 
Przeto trafnym niezaprzeczenie i dowcipnym jest sąd 
Goethego, jaki wyczytujemy z listów Karoliny (t. I
 str. 
219). Goethe powiedzial: "Książkę tę właściwie nazwaćby 
mo
na raczej wędrówkami muzykalnemi, z powodu wielu 
muzykalnych uczuć i napomknień; jest tam wszystko 
prócz malarzy. Gdyby to miał być romans artystowski, 
tedy powinnoby się w nim znajdować jeszcze bardzo wiele 
innych rzeczy o sztuce; chybia on prawdziwej treści, a stro- 
na artystyczna wychodzi na fałszywą tendencyę... Jest tam 


.
>>>
, 


121 


wiele ładnych wdchodów słońca, tylko 
e zbyt często wra- 
cają." Ale daleko ostrzejszym i przenikI i wszym jest sąd sa- 
mej Karoliny. Pisze ona: ,,0 pierwszej części tylko tyle; 
wcią
 jestem w wątpliwości, czy tu miłość ku sztuce nie 
miała z zamiarem być przedsta\vioną jako dą
ność fałszy- 
wa i wypaść źle jak w Wilhelmie Afei$trze, ale w takim 
razie wy kazałby się inny brak - za mało byłoby tam stro- 
ny czlow-ieczej. Część druga jeszcze bynajmniej nie rzuciła 
dla mnie światła. Jest to wcią
 ta sama nieoznaczoność, 
brak siły przenikającej - wcią
 spodziewamy się czegoś 
rozstrzygającego, że Franciszek znacznie dalej się posunie. 
Czyni
 on to? Znowu mnóstwo pięknych wschodów słoń- 
ca i wiosen; dzień i noc następują po sobie punktualnie; 
słońce, księ
yc i gwiazdy przybywają, ptaszki śpiewają: 
wszystko to jest bardzo grzeczne, ale czcze a drobiazgo- 
wa zmiana usposobień i uczuć w SternbaIdzie przedstawio- 
ną jest d'Jobiazgowo. Wierszy jest tu prawie zanadto, 
a schodzą się i rozchodzą tak luźnie, jak przyczepione hi- 
atorye i zdarzenia, w których nawet wiele jest lekkich śla- 
dów kopiowania." 
Ale skoro w tej ksią
ce niema zgoła akcyi, o czem 
więc mówi? Naprzód zawiera rozmyślania o sztuce, na- 
stępnie rozmyślania o naturze. 
Przedewszystkiem spotykamy nieskończone uwa- 
gi i opinie o sztuce i poezyi, przesnute wodnistymi wier- 
szami, podobnymi jedne do drugich co do joty. Jedyny 
większych rozmiarów utwór o Aryonie odznacza się wśród 
masy i nadaj e charakter ksiątce. Wszyscy trzej kory- 
feusze romantyzmu: A. W. Schlegel, Tieck i Novalis, opie- 
wali Aryona. P. L. Miiller opiewał go później w mowie 
duńskiej. Łatwo pojąć, jak myt o wieszczu, jako pan n 
przyrodzenia, wprawiającym w zapał nawet potwory mor- 
skie, unoszonym przez delfiny, nietykalnym, niezwyci

o- 
Tom II. 9
>>>
122 


uym i nakoniec nieśmiertelnym w pamięci, wzruszać mu- 
siał ich serca. Aryon był ich symbolem, ich bohaterem
 
Cała ich poezya jest poniekąd tylko pracą w y ło
enia mytu 
w Aryonie; bo i czemte innem są, podług nich, wszystkie- 
księgi ech i podźwięków, które uwielbiają poetów, art y- 
stó,v, komików, trubadurów, heroicznie i nieodparcie pod- 
bijających duszę tenorówl Wszystkim tego rodzaju ksią
- 
kom za rycinę tytułową słutyćby powinien narcyz. Có
 
więc jest tu treścią? Trywialne zbijanie trywialnych za- 
rzutó\v' przeciw sztuce, jakoby ona nie była po
yteczną; 
trywialne oświadczenie, te sztuka powinna być narodową,. 
.poniewa
 nie jesteśmy włochami, a włoch nigdy nie bę- 
dzie czuł po niemiecku Ił; hymny na cześć Alberta Durera; 
w uczuciu uwielbienia ku niemu spotykają się raz pierw- 
szy oboje kochający, jak Werter i Lotte w zapale do Klop- 
stoka - są to nastroje duszy, w rodzaju tych, jakie u nas 
zabierają głos w Gabrielis Sibberna, w Corregio Oehlenschlae- 
gera. Niektóre znamienne rysy CO,/1regia podane są tu 
nawet z góry, np. teu motyw, że pewien artysta w obrazie 
Madonny przedstawia swoją oblubienicę, tło dalej ubole,va- 
nie artysty nad tern, 
e z utworem swoim musi się rozstać. 
Po długiej symfonii słów na cześć katedry strasburskiej 
następują gorzkie cięcia z boku na "niedojrzale masy ka- 
mienne w .Medyolanie i Pizio" i "nie3pójuą budowę" 
katedrę w Lukka. Następuie uwielbienie dla Tilla El1- 
lenspiegel, jak w satyrycznych komedyach literackich dla 
Hanswursta, w przekonaniu, te postacie te są przedstawi- 
cielkami fantazyi i ironii. Nakoniec hołd podziwu dla 
Diirerowskiego jelenia z krzytem w pośrodku rogów, 
oraz dla "iście 'pobotnego i \vzruszającego sposobu," w jaki 
rycerz ugina przed nim kolana. Obraz to bez wątpienia pię- 
kny i naiwny, ale śmieszna rzecz upatrzyć Bobie, że ze 

rSZY8tkich sposobów, w jakie klęczący układa nogi przed 
8ubą, ten właśuie rodzaj ma być najba,rdziej chrześciański.
>>>
123 


W cią
 a wciąt powraca tu myśl, te prawdziwa sztu- 
ka powinna być alegoryczną, t. j. bez szpiku i krwi. Naj- 
większą część poezyi stanowią alegorye o fantazyi, bez naj- 
mniejszej iskierki fantazyi i w naj nędzniejszych wierszach: 


Kapryśny Fantazus, 
Dziwaczny ten starzec, 
Wciąż głupim ulega kaprysom: 
Teraz związali go mocno, 
Już żartom dał pokój, 
Nie burzy już myśli w rozumie, 
BiedlLego człowieka nie wiedzie na błędy, i t. d. 


Reminiscencye tego 
artu z wycieczek ludzi prozai- 
cznych przeciw1\:o fantazyi spotykamy wszędzie w powiast- 
kach Andersena. Poemat ten utworzonym został w bla- 
sku księ
yca. Jako idealny ,vyrzut malarstwa, mamy tu 
obraz następujący: Pielgrzym przy świetle księ
yca, alego
 
rya na ludzkość. "J esteśmy:?J czemś więcej, jak wędruj ący- 
mi, zabłąkanymi pielgrzymami? Czy mo
e cośkol wiek 
oświetlić naszą drogę, jeśli nie światło z góry?" Wyraźne śla- 
dy takiego kierunku ducha znajdujemy jeszcze u Raucha 
w ciągłych napomknieniach o tamtym świecie, w upodo- 
baniu sobie postaci pustelniczych i pielgrzymek. 
J ednak
e na tem stano wisku romantyczności, pomi. 
mo bezkrwawego spirytualizmu, wre jeszcze nieokiełznana 
zmysłowość. Tycyan a szczególniej Oorregio dla Franci. 
8zka, kiedy j u
 w pełni roz winął się na malarza, są przed- 
miotem wysokiego hołdu ponad wszystkich innych mi- 
strzów. Szczególniej wysławia on Corregia. Czytamy 
tam o nim: ,.Nikt po nim odwa
yćbysię nie powinien przed- 
stawiać miłości i roskoszy, gdy
 
adnemu innemu duchowi 
nie objawił się tak wysoce majestat świata zmysłowego." 
Stanowisko to, jak wiademo, opuszczono wkrótce, 
zajęto inne z całą mocą konsek\vencyi. Bracia Sillpice 


.
>>>
124 


. 


i Melchior Boidseree z Kolonii ba wili 'v Pary
u, kiedy Jj"r. 
Schlegel był tam na studyach wr.1802. Schlegel miewałdla 
nich odczyty prywatne, a staro-niemieckie obrazy w Lu wrze 
obudziły w nich przypomnienie o niektórych dawnych ma- 
lowidłach w ojczystym ich grodzie, które panujący podów- 
czas gust akademicki całkiem podał był w zapomnienie. 
PÓiniej udało im ęię ocalić dość znaczną liczbę dzieł wyso- 
kiej wartości, z których Jut w r. 1808 powstał zbiór, który 
zyskał jaknaj wy
sze znaczenie dla dziejów sztuki. Ta oko- 
liczność, że podczas wojen napoleońskich tyle klasztorów 
opró
niono i zniesiono, wywarła istotny wpływ na znajo- 
mość dawnej, zapomnianej sztuki. W traktacie swoim 
o Rafaelu, w czasopismie Europa, Frydery k Schlegel zesta- 
wia okres dawniejszy przedrafaelowski z następnym. "Od 
tej nowej szkoły, mówi, którą uosabiają: Rafael, Tycyan, 
Corregio, Giulio, Romano, 1\Iichał Anioł, wyprowadzać 
nalety początek zepsucia sztuki." Mniemanie to ma być 
tak jasnem i przekonywającem, 
e Schlegel nie widzi nawet 
potrzeby postarać się o jego uzasadnienie; dwie stronni- 
ee dalej przyznaje się nawet, że 1\Iichała Anioła utwo- 
rów 
 naocznego widzenia nie zna wcale. Mamy tu zu- 
chwalstwo romantyczne w całej jego okazałości. To mon- 
strum krytyka sztuki, który, dla tego żeby tem spokojniej 
mógł sobie ubóstwiać dawne klasztorne obrazy świętych, 
datę zepsucia sztuki zaczyna od Rafaela, Corregia, Ty- 
cyana i Michała Anioła, wyznaje bez najmniejszego wsty- 
du, te nie widział naj drobniejszej nawet pracy tego geniu- 
sza sztuki i skazuje go na zatracenie w swojej moralnej 
świadomości, bez wszelkiego doświadczenia. 
Ale nie potrzebujemy zachodzió tak daleko. Jut 
w Sternbaldzie unosi się nad masami, niby widmo straszą- 
ce, pobotność klasztorna, z wyrazem świątobliwej tęskno- 
ty świętoszka. To właśnie drażniło Goethego. Stanowi- 
sko, pragnłłce wziąć za podstawę prawdziwej działalności
>>>
125 


artystycznej pobo
ność, owe stanowisko, które wkrótce 
urzeczywistniać zaczęła cała grupa nowo-niemieckich ma- 
larzy nazareńskich, było ustawicznym przedmiotem jego 
szyderstwa. O nazareńskich u
ywał on stale wyratenia 
"sternbaldyzują" . 
Stąd, około tego czasu, wprost przeciw romantykom 
wymierza on pismo, jakie wydał na pamiątkę Winekel- 
manna. Czytamy tam co następuje: "To malowanie ducha 
staro
ytnego, ograniczonego niniejszym światem i jego do- 
brami, prowadzi nas bezpośrednio do myśli, te podobne za- 
lety tylko ze zmysłem pogańskim pogodzić się dadzą. Owa 
ufność w samego siebie, owe działanie w teraźniejszości 
czczenie bogów jako przodków swoich, podziwianie ich, 
e 
tak (powiem, tylko jako dzieł sztuki, poddanie się pod 
przemo
ny los
 przyszłość, przez wysokie cenienie sla wy 
potomnej zmierzająca znów ku temu światu-wszystko to 
tak koniecznie wią
e się z sobą, taką tworzy całość nieroz- 
łączną, tak się kształtuje w zamierzony przez samą naturę 
stan istoty ludzkiej, 
e 'v chwilach naj wznioślejszych rosko- 
szy, jak i \v naj głębszej godzinie ofiary, a nawet zgu- 
by upatrujemy niespo
yte zdrowie. Taki to zmysł po- 
gański wyziera z czynów i pism Winckelmanna... Ten 
subtelny sposób myślenia, to oddalenie się od wszelkiej 
skali pojęć chrześciańskich, a nawet jego wstręt przeciw 
niej nalety mieć na względzie, j eteli chcemy wyrokować 
o jego tak zwanej zmianie religii. Winckelmann czuł, 
e 
aby w Rzymie być rzymianinem, aby się spleść wewnętrz- 
nie z bytem tamecznym, utywać poufoego obcowania, po- 
trzeba koniecznie przyłączyć się do tamecznego wyznania, 
przyjąć wiarę, zastosować się do zwyczajów... Postanowie- 
nie takie nadzwyczaj ułatwiła mu ta okoliczność, 
e jako 
z gruntu rodowitego poganina, chrzest protestancki nie 
zdołał uświęcić na chrześcianina... Ka
dy człowiek, 
zmieniający religię, nosi pewnego rodzaju plamę, od której 


.
>>>
126 


oczyścić go zdaje sie niepodobieństwem. Widzimy stąd. 

e ludzie wytrwałą wolę nad wszystko ocenić umieją i ce- 
nią tem więcej, i
 wszyscy razem podzieleni na stronnic- 
twa, mają na względzie własne bezpieczeństwo i trwanie. 
Wytrwać nale
y tam, gdzie mamy przed sobą raczej zrzą- 
dzenie losu ani
eli wybór... Otót jeśli to było ostrą i arcy- 
powa
ną stroną kwestyi. tedy motna się na nią zapatry- 
wać i z innej, z której przedstawi się nam w świetle 
weselszem i łatwiej. Pewne poło
enia człowieka - któ- 
rych wcale nie usprawiedliwiamy - pewne plamy na oso- 
bach trzecich mają szczególny urok dla naszej fantazyi... 
Osoby, które niegdyś mote zdawały się nam tylko godnemi 
uwagi i milemi, teraz zdają się nam przedziwnemi, i nieza- 
przeczoną jest rzeczą, i
 zmiana religii przez Winckelman- 
na widocznie w wyobraźni naszej podnosi romantyczną 
stronę jego 
ycia i istoty." 
Łatwo domyśleć się, 
e te wyrazy oburzyły do naj- 
wy
szego stopnia romantyków, którzy wówczas społem 
przejść mieli na katolicyzm. Odtąd skończył się kult Goe- 
thego. Tieck był w Rzymie i rozeszła się pogłoska, te ma 
zamiar przyjąć wiarę katolicką, którą te
 przyjęła jego 
o- 
na i córka. Fryderyk Schlegel równie
 zamierza uczynić 
podobny krok. Przebywa w Kolonii .i miewa odczyty, 
a jednocześnie stara się o stałą posadę, gdzie tylko mo
e: 
w Kolonii, Pary tu, Wircburgu, Monachium i t. p. "W ra- 
zie przyjaznych okoliczności - pisze w czerwcu 1804 r.- 
byłbym nawet pojechał do Moąkwy albo do Dorpatu, ale 
nad wszystko przekładałbym Ren." Mo
e dla tego, 
e tam 
jest kraj katolickit Nie. "Łosoś jest tu nieporównany, po- 
dobnie
 raki, a przytem wino!" Kiedy później przeszedł 
ostatecznie na katolicyzm, wtedy, jak wiadomo, decydują- 
-eą była propozycya pienję
na.ze strony Meternicha. Odtąd 
łososie, raki i wino kazał ju
 sobie przysyłać do Auatryi. 
Tera?i dopiero Winckelmann Goethego doprowadza go for-
>>>
127 


mainie do wściekłości i o piśmie tem odzywa się z pogar- 

ą bez granic. Nic nad to zaba\vniejszego, jak kiedy ten 
mały utwór, na podobieństwo bomby, wpada wsam środek 
pomiędzy właściwych wsteczników politycznych ,vWiedniu. 
Gentz, który jut wówczas zbli:2;ał się ku stanowisku, na ja- 
kiem stał, kiedy 'v r. 1814 pisal do Rabel, te "zrobił się 
nieskończenie złym i starym" i gdzie taką daje charakte- 
rystykę: ,,
Iuszę ci wskazać postać, jaką przybrała teraz 
moja wzgarda ku światu i egoizm. Ilekroć tylko mogę 
rzucić pióro, nie zajmuję się niczem, jeno urządzeniem 
moich pokoików, a bez przerwy studyuję, jakimby sposo- 
bem zdobyć sobie coraz więcej pieniędzy na meble, perfu- 
my i wszelkie subtelności tak zwanego luksu. Apetyt mój 
do jedzenia zmarł, niestety; w tej gałęzi jeszcze tylko 
śniadanie załatwiam z jakiem takiem zainteresowaniem-- 
{)tó
 Gentz w r.1805 do godnego przyjaciela swego, Adama 
Miillera, pisze tak: "Co mię w liście pańskim uderzyło nad- 
zwyczajnie, to sąd pański o dwu najnowszych utworach 
Goethego. Znam oba, ale nie ośmieliłbym się mówić tak 
o nich. Że w pewnym stopniu nie tak dobrze o nich my- 
ślę, tego zaprzeczać nie będę. U wagi de Rameau'a są try- 
wialne i płytkie; O Wolterze i d'Alembercie pleść podobne 
banialuki takiemu człowiekowi jak Goethe, nie godzi się 
doprawdy. Myśli jego o Winckelmannie są bezbotne. 
Takiej zjadliwej, podstępnej nienawiści ku chrze3ciaństwu 
.nigdybym się nie spodziewał po Goethem, jakkol wiek pod 
tym względem wiele złego o nim przypnszczałem. Jaką 
to nieprzyzwoitą, cyniczną, fauno\Vską radością napełniać 
się go zdaje myśl ch walebnego odkrycia, te W. właściwie 
biorąc, "jest rodowitym poganinem!" Niel po tych dwóch 
ksiątkach sam Goethe nie postanie 1.1 mnie tak pr
dko." 
Widzimy stąd, te rozprawa Goethego trafiła prost podług 
adresu, te pogląd romantyków na sztukę otrzymał policzek 
w tej chwili, kiedy prze"iw niemu wystąpił Goethe. 


. 


"
>>>
128 


Nad rozwa
aniem natury, które odpowiada temu po- 
glądowi na sztukę, musimy zatrzymać .się jeszcze. Rozwa- 

anie natury w Sternbaidzie - jak napomykał Goethe 
i Karolina - odwraca interes od osób i od działania. 
Ju
 pierwej wskazałem, 
e Rousseau odkrył napo- 
wrót uczucie natury; albo. jak powiedział kiedyś Sainte 
Beuve, ro.biąc aluzYę do słów Rousseau'a o jaskółce, która 
budowała swoje gniazdo na pierwszym jego domu: "Owa 
to jaskółka zwiastowała przyjście lata w literaturze." Otót 
to uczucie, jak okazałem, otrzymuje dalszy rozwój w łVe1'- 
terze. 
Iet3morfoza, jakiej uległo teraz, jest taka, 
e roz- 
wa
anie natury, które u Rousseau'a było tkliwe'tn, u roman- 
tyków staje się fantastycznem. Stąd pochodzi ich zwrócenie 
się ku legendom i baśniom, ku zabobonom ludu ze wszyst.. 
kienli jego elfami i koboldami. Goethe powiedział niegdyś: 
»przyroda nie ma ani jądra, ani łupiny, jest ona odrazt.1 
wszystkiem" (Natur hat weder Kern; noch Schale, aUes ist 
sie mit einem 1\lale); romantycy chcieli trzymać się jądra, 
tajemniczego wnętrza, które wyłuskać usiłowali, wło
yw- 
szy je tam poprzednio. Przeczuciem tchnące serce odzwier- 
ciedla si
 w przyrodzie i widzi tam same przeczucia. Tieck 
jak wiadomo, utworzył wyraz rValdeinsa'łnkeit (zdaniem 
pl.zyjaciół naletałoby powiedzieó Waldeseinsamkeitsamotność 
lasu), Romantyzm drtący głos zapuszcza w samotność la- 
su, a echo odsyła mu tylko dr
ące oddźwięki. Aleksander 
Humboldt okazał, 
e ludzie starotytności właści wie upa- 
trywali piękność w naturze o tyle tylko, o ile była uśmie- 
chniętą, przyja
ną i po
yteczną dla nich. Romantycy czu- 
ją odwrotnie: dla nich natura jest niepiękną, o ile jest po- 

yteczną, najpiękniejszą widzą ją w jej dzikości, albo wów- 
- czas, kiedy wlewa w nich nieokreślony przestrach. Po- 
mroka nocy i górdkich warstw, samotność, wśród której 
trwoga paniczna przeraźliwie ogarnia duszę, lubemi są dla 
romantyka, a Tieck'owska pełnia księ
yca tak niezmienni6 


.
>>>
1
9 


promienieje nad niemi, jak gdyby to był księ
yc teatralny 
z papieru napuszczonego oliwą z latarnią po za sobą. Po- 
wtarzf!m: Tieck"owska, gdy
 z pośród wszystkich młodych 
pisarzy jest on niezaprzeczenie pierwotwórcą romantycz- 
nych krajobrazów na tle blasku miesiąca, gdzie nale
y ko- 
niecznie wyobrazić sobie umieszczone wszystkie pism 
jego postacie. I nie zdaje mi się rzeczą trudną do wytłó- 
maczenia, dl
 czego to on właśnie wynajduje samotność la- 
su, noc czarodziejską, blaskiem księ
yca oświeconą. Tieck 
urodził się w Berlinie, jednem ze wszystkich tych wię- 
kszych miast, których otoczenie budzi najmniej pięknych 
wra
eń natury. Zd
je mi się, te nie widziałem krajobrazn 
biedniejszego nad ten, jaki tworzą owe piaskowe stepy 
brandeburskie, na których wysoko wybujałe rzallkie jodły 
sztywnie stoją rzędami, podobne pruskim 
ołnierzom. Jak 
Rousseau w naturze rajskiej piękności - w okolicach Ge- 
newy i :\Ionblancu - wprost, -bezpośrednio, sentymental- 
nie zachwycony był naturą, tak Tieck w okolicach wyzu- 
tych z przyrody popadł w chorobliwą tęsknotę stołeczną 
do lasu i gór, z której zamiast natnry wynikła fantasty- 
czność. Zimny, jasny jak dzień, Berlin ze swym nowo- 

ytnym, północno-niemieckim racyonalizmem obudził tę- 
sknotę do born pierwotnego i skłonność do poezyi boru 
pierwotnego. 
Jeśli chcemy przeświadczyć się o prawdzi wości tego 
faktu, rzućmy okiem na samo tycie Tiecka. Przeczytaj n1Y 
w jego 
yciorysie przez Kopkego (t. I str. 139) opis jego 
pobytu w Halli w r. 1792: ,,0 jakte inaczej, pełniej, przyja- 
źniej wystąpiła przed nim natura w zielonej dolinie Sali, 
aniteli w płaskich stepach naokoło Berlina! Z podwojoną 
mocą ogarnęło go owo uczucie nieskończonej tęsknoty 
i napełniło duszę jego naj boleśniejszem wzruszeniem, ki e- 
. 
dy na wiosnę chodził po lesie. Powróciło wtedy owo upo- 
jenie się naturą, zdawało się, 
e tajemnicza jakaś sila po--
>>>
130 


. . 


pycha go naprzód. Nigdzie nie zatrzymywał się chętniej 
jak na tak zwanej Holtybank 'v pobli
u Gebichsteinu. Tu 
ogarniał wzrokiem rzekę i dolinę. Jak często przed ocza- 
mi jego słońce spuszczało się za obłoki wieczorne, księtyc 
tysiącami złotych promieni odzwierciedlał się w łagodnie 
poruszanych falach, lub to
 przelśnie\\rał marząco wśród 
krzewin i gałęzi! Tu w zachwytowem zapomnieniu siebie 
przesiedział niejedną noc letnią, pijąc naturę w pełnych 
j ej rysach." 
Nie czuć-
e w tym obrazie tęsknoty za naturą czło.. 
wieka wyłączonego z natury - czy nie czuć takiego wej.. 
rzeoia na naturę, które ma za tło BWOj e widok kamieni 
brukowych? 
Pogląd Tiecka na naturę w wydatniejszych je.szcze 
rysach wią
e się z wra
eniami osobistemi w opisaniu wie- 
czoru, następującego po nu
ącej wędrówce pieszo, jaką 
Tieck i Wackenroder przedsięwzięli wspólnie po Fichtel- 
gebirg (tam
e, t. I. str. 163): . Wackenroder, nieprzyzwy- 
czajony do wysilających natęteń, niebawem rzucił się na 
łó
ko. Tieck zanadto był wzruszonym, po ,vszYBtkich do- 
znanych wra
eniach nie mógł spać - obudziły się duchy 
natury. Otworzył okno. Była to naj wspanialsza, najcie- 
plejsza noc letnia. Światło k8ię
yca w pełnych promie. 
niach spłynęło na niego. I oto legła przed nim ta blas- 
kiem księtyca oblana, noc czarodziejska, natura ze swemi 
prastaremi a wiecznie no\vemi dziwami i baśniami! Całe 
jego serce wezbrało znowu. Do jakichś dalekich, niezna- 
nych kresów pociągało go coś uieodpartą siłą. Łagodnie, 
kojąco dźwięczały lotne tony waltorni ponad nocą. Czuł 
się smętnie wzruszonym, a jednak nieskończenie szczęśli- 
.wym. " 
Otót widzimy, 
e nigdy nie brakuje tu waltorni. Cze- 
go braknie - to celu określonego, jasno pojętego. Podo- 
bnie
 i w Sternbaldzie, gdzie tułający się, tylko tęsknot
>>>
131 


i marzycielskim zapałem kierowany malarz,jak sam powia- 
da, wciąt zapomina o właściwym celu swoim. "Motna nie 
zapo:rp.nieć o swoim celu - mówi jedna z osób w tej ksiąt- 
ce - poniewat człowiek rozumny jut z góry tak się urzą. 
dza, 
e nie ma tadnego celu." Ozy
 nie czujemy, do jakie- 
go stopnia ten osobliwy rodzaj uczucia. natury i dowolność. 
na którą ciągle zwracałem u wagę czytelnika, zostają z so- 
bą w związku i wypływają z siebie nawzajem? 
Zobaczmy
 tedy, jakie to krajobrazy rozumie i ma- 
luj e Stern bald i jak j e maluj e i rozumie: 
W pewnem miejscu czytamy (t. J. str. 88): "Franci- 
szek chciał zacząć rysować krajobraz, ale natura rzeczywi- 
sta ju! wydała mu się suchą w obec swego odbicia w wo- 
dzie." Wszelk
e zarysy stanowcze, wszelkie określone 
kontury - to sucha proza; obraz odzwierciedlony w wo- 
dzie - to widok drugiej potęgi, subtelność romantyczna 
odbicie i refł.eksya. W innem miejscu (t. II. str. 240), 
młody rycerz powiada, 
e chciałby być malarzem: "wtedy 
odmalowałbym samotne, straszne okolice. zbótwiałe, poła- 
mane mosty na dwóch stromych skałach, naprzeciw prze- 
paści, przez którą przeciska się spieniony potok leśny, za- 
błąkanych wędrowców, których suknie trzepoczą się w wil- 
gotnym wiet.rze; straszliwe postacie zbójców, wyzie- 
rające z parowu wozy, napadnięte i złupione walką 
z podrótnikami." Czyste kulisy teatralne, gdzie wystawia- 
ją melodramat. I w jakim to duchu ma być pojmowaną 
natura? "Niekiedy - czytamy dalej we wskazanem miej- 
SCll - walczy moja wyobraźnia i nie odpoczywa i zaspo- 
koić się nie ino
e, aby wymyślić i utworzyć coś niesłycha- 
nego. Następnie wystawiałbym postacie najdziwaczniej- 
8ze, w zawiłem, prawie niezrozumiałem połączeniu, kształ- 
ty, któreby się układały z najrozmaitszych rodzajów zwie- 
rz
t, a kończyły się kształtami roślin, owadów i roba- 
ków, na których pragnąłbym wycisnąć dziwaczne podo-
>>>
132 


bieństwo z charakterami lud
kimi, tak itby \vyra
ały za- 
mysły i namiętności śmieszne, a jednak przeratające i t. d. 
i t. d." O nieba! co za krajobraz, co za frykas osobliwości! 
Czy t nie słyszymy, jak maszeruje tu Hoffmann z armią 
dziesięcin tysięcy grymasów? Czy t nie zdaj e się nam, 
e 
widzimy przed sobą arkę Noego, tylko 
e słoń stoi na gło- 
wie, z trąbą przechodzącą. w dziób ryby iglicy, no- 
gami psa są cztery szparagi i t. p." Nie są
 to jak 
w JVolnem Strzelcu pokusy świętego Antoniego, odmalowane 
przez Teniersa, al bo raczej jeszcze przez Hollen- Brenghela, 
z całym sabbatem czarownic. Dla prawego romantyka na- 
tura ze swoim zgiełkiem 
ywotnych form i istot wygląda 
jak szopka z lalkami, a te lalki mówią i paplają jak zabaw.. 
ki w powiastkach Andersena. Przeczytajmy jeszcze np. 
opis romantycznego krajobrazu w Henryku von Ofte'/-dingen 
Nova1isa: "Na wyniosłości ujrzeli kraj romantyczny, obsia- 
ny miastami i zamkami, kościołami i grobami, łączący 
wszelką piękność zamieszkałych równin ze straszliwymi 
wdziękami pustyni i stromo-skalistych okolic. N ajpiękniej- 
sze barwy .były tam pomieszane w sposób naj szczęśliwszy. 
Ostrza gór błyszczały j ak race powietrzne w śnietnych 
i lodowych powłokach. Równina uśmiechała się w naj- 
ś,vie
Bzej zieleni. Dal odziała się we wszystkie odmiany 
błękitu, a z pomroku morza powiewały niezliczone ró
no- 
barwne chorągiewki licznych flot. Tu -widać było w głębi 
krajobrazu rozbicie okrętu, na przodzie sielską, wesołą 
ucztę wieśniaków: tam przerataj ąco piękny wy buch wulka- 
nu, klęski trzęsienia ziemi, a na pierwszym planie d woje 
kochanków pod cienistemi drzewami wśród pieszczot naj- 
słodszych. U góry straszliwa bitwa, a pod nią teatr, z naj- 
komiczniejszemi maskami. Po drugiej stronie, na prze- 
dnim planie, trup młody złotony na marach, które trzyma 
nieutulony w 
aln oblubieniec, a obok niego płaczący ro- 
dzice; na tylnym planie widzimy czułą matkę z dziecięciem
>>>
li53 


przy piersi i aniołów siedzących n nóg jej, którzy wyglą- 
dają z pod gałązek nad gło wam i rozpostartych. 
Co za pot-pourri: wszak nad wszystkiem tem le ty nie- 
unikniony, blado -
ółty blask przyj aciela i obrońcy, opie- 
kuna i zdrajcy wszystkich kochających, naj wy
szej uciecz- 
ki i bóstwa wszystkich romantyków, mę
a w księ
ycn, praw- 
dziwym ich zbawicielu. Twarzjego okrągła, prawy i lewy 
jego profil posiadają wyraźność, jaką tylko znieść mo
e 
w ogóle fizyognomia romantyczna. Żółtą jego liberyę no- 
szą wszyscy rycerze romantyczności. A większego rycerza 
blasku księ
yca nad Franciszka Stern balda szukalibyśmy 
nadaremnie. 
"Chciałbym ja, mówi (t. II, str. 89) przepłynąć ś,viat 
cały z pieśnią miłości, porltszyć blask miesiąca i rannej ju- 
trzenki, aby odbiły echem moją pieśń i szczęście, aby me- 
lody a nawskroś przeniknęła drzewa, gałęzie, liście i trawy, 
i zmusiła je wesoło powtórzyć pieśń moją niby milionami 
języków". A potem następuje 


Pieśń o blasku księżyca. 


Po za lasem, jak błyszczące płomienie, 
Złotem gór zajaśniały wierzchołki, 
Szeleszcząco, poważnie, a społem 
KI"Zewy lśniącą się skroń pochylają. 


Falo, tyż to toczysz blask, 
Lubą, okrągłą twarz miesiąca? 
Widzi to gaj i- hożo porusza si
 
Gałęzie ku czarom światła w.fciąga. 


Po nurtach duchy skakać zaczynają, 
Kwiaty się nocne z dźwiękiem otwierają, 
Słowik przebudził si
 w samym gąszczu drzewa 
I poetyczne swe śpiewy zwiastuje,
>>>
134 


Tony spływają, jak jasne promienie, 
"\Vitając oddźwięk na schyłku góry. 


Jest tu ,vszystko: błyszczące promienie księ
yca, 
krzewy ze lśniącemi się głowami, fale, toczące twarz księ- 

yca w pełni, duchy. skaczące po nurtach, noc jak 1.1 Nova- 
lisa, kwiaty wonne, 8łowik - tak, słowik, którego tony 
znów płyną, jak jasne, olśniewające promienie księ
yca. 
I wszystko to powraca stereotypowo. Raz Franci- 
szek miał sen: "Niepostrze
ony odmalował pustelnika, je- 
go pobożność, las blaskiem miesięcznym; ba, udało mu 
się nawet - a sam nie mógł pojąć, jakim spo
obemJ 
wprowadzić na obraz swój dźwięki słowika!! O muzykal- 
ne malarstwo! Nie miał-
e słuszności Goethe, znajdując 
w tej ksią
ce więcej muzy ki ni
 malarstwa? 
Z drugiej strony, jak to jest charakterystyczne, 
e 
ten, co tak się roskoszował w fantastycznych grymasach 
nędznej, bezpłodnej natury, czuje się zupełnie niezdrowym 
w chwili, kiedy stanie, wobec bogatego, bujnego krajobra- 
zu, pełnego Boków i siły zdrowia, jak Anglia południowa. 
Shakespeare niezawodnie nie miał gorętszego i namiętniej- 
szego wielbiciela, nad Ludwika Tiecka. 
Łatwo więc domyśleć się, jak gorącem jego pragnie- 
niem być musiało stanąć raz kiedykolwiek w pośród tej 
natury i otoczeń, w których wielki jego nauczycieli mistrz 
spędził 
ycie i od których odebrał był pierwsze wra
enia 
swoje. Ma się rozumieć, 
e obiecywał sobie wiele. Lecz, 
ach, jakiet odczarowanie! Wśród natury Shakespearea nie 
było błogo na sercu człowiekowi rzekomo spokrewnione- 
mu duetem z Shakcspearem. Ozem odznacza si
 krajobraz 
w Anglii południowej, to bujnością i siłą urodzaju prawie 
nie do uwierzenia. Ale urodzajność dla romantyka jest 
niepoetyczną, dla tego 
e jest potyteczną, 
e spełnia jakiś 
cel; ten tylko kwiat jest romantyczny, który nie poczyna
>>>
135 


w sobie owocu. Pojmujemy to odczarowanie. . Nigdzie 
nie zo.baczysz tak potę
nych i szerokolistnych d
bów, ni- 
gdzie tak wysokiej i soczystej trawy. Jak oko sięgnie, 
widzisz tam rozweselający po wzgórzach falist.ych i 
yznych 
łąkach nieskończony ciąg kobierców darnio\vych, gdzie się 
pasie i przetnwa pyszne bydło rogate. Białe, tółte i błękit- 
ne kwiaty polne i bławatki masami przerywają jedńoton- 
ność barwy i wyziewają woń, którą stała wilgotność powie- 
trza utrzymuje tak świe
ą, it nigdy nie odurza. Cała ro. 
ślinność jest tu świetą, a nie formalna i plastyczna, jak ro- 
ślinność połl1dnio\va. Wodnista, wewnętrzną, napełniona 
wilgocią roślina, ma tu krótkie trwanie, tak lotnie i bystro 
przepływa po niej 
ycie. Wokoło drzew i roślin lety wil- 
gotne powietrze, jak para świecąca, której miękka osłona 
zabiera promienie słońcu i łagodzi, a na błękitnem niebie. 
stale rozciąga się, jak w Danii, warst\va obłoku. Jeśli kic- 
dyniekiedy niebo jest tam zupełnie jasne i jeśli uda się na 
ch wiJę słońcn, mgłami nieprzerwanemu, dosięgnąć ziemi, 
'\vówczas krople deszczu i rosy świe

j, na soczystej trawie 
i na jedwabnym, aksamitowym liściu niezliczonych kwia- 
tów rótnobarwnych lśnią się 
ywiej nit perły i złoto. Cót to 
szkodzi. że trawa t:.\ przeznaczona jest na zutycie? Czy t 
piękności jej nie stanowi właśnie to
 że wygląda tak po
y- 
wnie? Có
 to szkodzi, 
e tyzne pola. u pra wiane są naj- 
przedniejszemi narzędziami rolniczemi, albo te bydło jest 
prz9dmiotem najtrafniejszej troskli"Tości i pielęgnowania? 
Czyli
 świat zwierz
cy i roślinny właśnie dlatego nie wy- 
gląda tak zdrowo, silnie i karmnie? Niej est to zapewne wznio- 
sła piękność pustyni, albo oceann, albo krajobrazu Szwajca- 
ryi? Ale miałatby tu przyroda nie posiadać swojej poezyi? 
Któt o cichej godzinie wieczoru zabawiłby Vf parkach pod 
Kew ze starymi ich, olbrzymimi dębami, a nie poczuł go- 
rącej pokusy do podesłania tych otoczeń, ja1fo tła. ące
icz- 


.
>>>
136 


nego pod taniec elfów z " We30lych kumoszek 'Vindsoru", 
albo "Snu nocy letn iej?" \V pośród takich to otoczeń stwa- 
rzał je Shakespeare. Przeczuwamy, jakiemi to oczami po- 
glądał on na ten krajobraz. A jakiemiż oczami patrzy nań 
Tieck? 
"N akoniec (tak opowiada K5pke w t. I str. 376) tyczy- 
łem sobie poznać Anglię po za Londynem. Dol{ądże in- 
dziej mogła skierownć się taka wycieczka. jeśli nie do 
miejsca urodzenia Sbakespearea? Naprzód doOksfordl1. Ale 
Tieck nie mógl poczuć gust.u i do natury. Przejeżdtano 
przez okolicę bujnej zieloności, wspaniale uprawioną; nie 
była to natura wytworzona, pokrajana (nie poezya pier- 
wotna!); straciła ona charakter pierwotności. Brakło jej 
bezpośredniości, świętości - j ak się wyrażał Tieck - któ- 
ra przemawia do uczucia, a która niegdyś przejmowała go 
tak czę sto na wet w nędznych okolicach j ego oj czyzny . 
Przemysł odarł ją z tchnienia poetycznego." 
Widoczna tedy, i
 w przyrodzie ojczystej tkwić mu- 
siało coś takiego, co odpowiadało osobistemu ustrojowi je- 
go ducha. Fantastyc
ny pogląd na naturę nie byłby do- 
sięgł takiej wysokości w tym właśnie kraju, gdyby w sa- 
mej naturze nie odkryło się to coś fantastycznego. Wi- 

docznie przyroda niemiecka spotkała się na pół drogi z fan- 
tazyą widza. Jn
 poprzednio, w obrazie przyrody wło- 
skiej wskazałem! jak dalece nieromantycznąjestnajwy
sza 
j ej piękność. Ró wniet, pomimo Czarnego Lasu i Blocks- 
bergu, trudno zgodzić si
 na to, a
eby piękność przyrody 
niemieckiej miała być fantastyczną, gdy
, jak uwata Tai- 
ne, piękność sztuki jest tylko fantastyczną, piękność na- 
tury - więcej ni
 fantastyczną; typ fantastyczny j e8t tyl- 
ko słabością w naszym mózgu ludzkim. Ale przedstawia 

ona pierwsze zadziergi na pewnego rodzaju fantastyczność.
>>>
. 


137 


Szczególniej nale
y mieć na u wadze, 
e specyficznie nie- 
miecki krajobraz nie styka 
ię z morzem, 
e braknie mu 
owego wyzwalającego, szerokiego. tchnięnia na przeskok, 
jakiego u
ycza morze. Te krajobrazy rzek i górskich oko- 
lic nie mają widnokręgu swobodnego, otwartego, do jakie- 
go my przywykliśmy u siebie. Ale, aby nie gubić się w ogól- 
ni kaeh, ogarnę tu okiem rzecz samą, naturę, wśród której 
Tieck przebywał najdłutej i ńajstalej - okolice około Dre- 
zna, tak zwaną 8zwajcaryę .Saską. Pozwoli czytelnik
 
e 
opiszę niewielu wyrazami, jak ona wygląda dla mnie, a na- 
stępnie wskatę, j ak wygląda dla poety romantycznego. 
Nie potrzebuję te
 mówić rysami chwiejnymi, nieokreślo- 
nymi; albowiem wielu poetów romantycznych znałem oso- 
. biście i przed kilku laty przeszedłem całą tę okolicę wła- 
śnie z młodym poetą niemieckim kierunku romantycznego. 
Niedawno, dla odświe
enia sob
e wspomnień, spędziłem 
ponownie kilka dni w czystem powietrzu górskiem z wi- 
dokiem na szczyty skał i wyniosłe równiny Czech, podobne 
morzu, z którego nakształt wysp wynurzają się ostro za- 
rysowane góry z nieprzejrzanem bogactwem pól i lasem 
jodłowym porosłych wytyn. Przez Uttenwalder Grund 
droga prowadzi do Baszty. Dolinę otaczają wysokie, pię- 
trzące się warstwami, fantastyczne skały piaskowca, a jo- 
dły sprzęgają się z sobą w ka
dej rozpadlinie. . Ni.eraz 
wierzchołkowa część góry sterczy zawiśnięta groźnie nad 
niższą i zdaje się jak gdyby chciała się zwalić. Zdumiewa 
tu nas niejeden dgiwaczny kaprys przyrodzenia: bramy, na- 
wet potrójne bramy skalne. Wspinając się na Basztę, ma- 
my na lewo cudowny krajobraz, gdzie spadziste skał ostro- 
kręgi podobne są do olbrzymich kamieni grobowych cmen- 
tarza 
ydowskiego - straszny, tragiczny krajobraz, który 
nadawałby się jako dekoracya, do widmowego tańca za- 
konnic w "Robercie Dyable." Nakoniec na Baszoie pOdl.Ó- 
Thmrr W 


.. 


.
>>>
138 


. 



nik ma przed sobą olbrzymią równinę ze 
tromemi skała- 
mi - na jednej z nich leży skalna twierdza KoenigBtein- 
o prostych
 mocnych liniach, surowo, bez naj mniej szej 
piękności malowniczej. Następnie krowiarnia; jest to ol- 
brzymia rotunda, jaką tworzy 
kała. .Widzimy, 
e natura 
wcią
 tu się zdaje jak gdyby utworz.ona była ręką człowie- 
ka, jako sztuka, płód fantazyi. Widok stamtąd, kiedy ją 
widział ostatnim razem, był dziwnie imponujący, przy naj- 
jaśniej szem świetle słońca. Nad wspaniałymi lasami j 0- 
dłowymi, pokrywającymi le?;ące pod sobą wyżyny, których 
wierzchołki zdawały się pilśnią lub wełną, leżała mocna, 
modro zielona-jasność, wznosząca się lejkowato wzdłn
 
gór okolicznych. Wioski czeskie ciągnęły się dokoła gru- 
pami, błyszcząc jak szyby w słońcu; w dalekiej oddali 
ostrokręgi bazaltowe, a bliżej bryły formy. piramidalnej, 
czworokątne lub kształtu obeliskowego. Jeśli poniżej stal 
dąb sam jeden wśród lasów jodłowych, to jesienno źółty 
liść jego, lśnił się jak złoty skrawek w ciemnem otoczeniu. 
Zresztą nie dojrzałeś tam nic 
ółtego, jedno pręgi lawy na 
niektórych ścianach s)rał. Skały te wyglądały tak, jak 
gdyby olbrzymy w wiekach pierwotnych grali niemi 
w piłkę, jak dzieci, rzucające kamieniami, albo dla 
artu 
połotyli jednę na dlugą. Z Wintersbergu wy
yny te wy- 
glądają jak szczątki mostu Cyklopów. Widać tam np. 
ogromną ścianę skalną, stromą i gładką jak mur, odzianą 
jodłami, wśród krajobrazu niezmierzonej przestrzeni. Na- 
koniec Prebitschthor jest mo
e najpiękniejszym ze wszyst- 
kich widoków. Skały mają równiet coś fantastycznego: 
brama otwarta i olbrzymia, jakby pod sznur wyciągnięta 
belka skalna, zaległa na dwóch wietach skalnych. Mo
na 
usiąść pod nią i wówczas roztaczają się przed widzem dwa 
kraj obrazy, j eden pod łukiem na lewo, drugi otwarty na 
prawo. Kiedy usiadłem tam o godzinie wieczornej, pierw- 
szy był surowy, zimny, ostry; w drugim i ponad nim słoń-
>>>
. 


. 


139 


ce zachodziło czerwono, jakby płonąco. Pierwszy krajo- 
braz był to niejako dur, drugi mol; pierwszy nie miał nic 
dla oka, drugi świecił się i promienił. 
Oto ma czytelni)r wierne sprawozdanie, jaką wydała 
mi się natura, jak więc wyglądała, kiedy patrzy na nią zi- 
mny i trzeźwy realista. Romantyk niemiecki, któremu 
towarzyszyłem pierwszym razem, zdawał mi się mniej być 
zachwycony widokiem ani
eli ja sam. Przynajmniej w cią- 
gu dnia nie mpwił nic albo bardzo mało. Ale przy zapa- 
daniu nocy, kiedy już mieliśmy spuszczać się z góry, wyo- 
braźnia jego 'Ożywiła się nagle: 
Było jut całkiem ciemno i ciemność silnie oddzia- 
ływała na jego nerwy. W miarę wzrastania pomroki, zda- 
wało mu się, 
e duchy natury wynurzają się z niego co- 
raz bardziej a bardziej. Otó
 skoro odkryliśmy pierwsze 
świecące punkta w oddali, szyby w oknach domów, leżą- 
cych na pochyłości góry, nie mogąc j ednak odró
nić ich 
rysów zewnętrznych z powodu ciemności, wówczas zdawa- 
ło mu się, 
e szyby u okien wiszą w ścianie skalnej, 
e ska- 
ła podniosła się i te można było zajrzeć tam do wnętrza, 
zbli
ywszy się dostatecznie. Szyby zdawały mu się jak 
du
e oczy, któremi duch góry spoziera na nas z wytyny; 
e 
owe wielkie spadki gór wytrzeszczają na nas oczy. Czło- 
wiek ten znajdował się w jakimś nastroju barokko, przy- 
krym, iście romantycznym, którego podzielać z nim nie 
mogłem. Ale przy tej' okoliczności otrzymałem praktycz- 
nie i osobiście tywe wra
enie, wskazujące, w jaki sposób ro- 
mantyk dobrych dawnych czasów zapatruje się na przyro- 
dę, .która podczas nocy dopiero stała się dla niego naturą, 
kiedy on rozglądał się nie po niej samej, lecz po bokach 
i 'po za nią, a dostrzegłszy, o ile-to więcej, a zarazem o ile 
mniej ani
eli ja, odczuwał mój towarzysz wobec krajobra- 
zu - zrozumiałem zasadę i jednostronność, nienaturalność 
i poezYę w romantycznym poglądzie na przyrodę. 


10* 


". 


.
>>>
. 


140 


IX. 


. 
Czy
 jeden lub drugi z moich czytelników nie był ju
 
kiedy w gabinecie zwierciadlanym, gdzie siebie samego 
i wszystkie przedmioty nad sobą! pod sobą, widział uwie- 
lokrotnione ze wszech stron do nieskończoności. W ta- 
kim razie, ma on wyobratenie o zawrocie, jaki niekiedy 
ogarnąć nas mo
e na widok romantyc
nYch form sztuki. 
W yobraźrny sobie pocieszny efekt, kiedy w "Ulissesie 
z Itaki" Holberga, osoby wciąt stroją sobie tarty z tego 
czem są i co myślą, kiedy Uiisses pokazuje długą brodę 
8woją, która mu urosła podczas dziesięcioletniej wyprawy, 
kiedy na jednej z kulis czytamy napis "to ma być Troja," 
i kiedy nakoniec na scenę wpadają tydzi i ścią
ają z akto- 
ra suknie, których mu po
yczyli na przedstawienie roli 
Ulissesa. Wra
enie sztuki dramatycznej polega, jak wia- 
domo, na złudzeniu, a złudzenie jest nastrojem wspólnym 
wielu sztukom. Statua np. i obraz
 tak samo sprawiają 
złudzenie jak i dzieło sceniczne, a złudzenie na tern polega,. 
że widz na chwilę bierze kamień za obraz człowieka a po- 
wierzchnię zamalowaną za rzeczywistość, która staj e się 
gł
boką, kiedy widz co chwila zapomina o osobie aktora 
poza jego rolą. Złudzenie to wszak
e doskonałem jest 
chwilowo tylko. Człowiek .niewy kształcony mo
e na chwi- 
l
 dać się omamić bezwarunkowo: tak żołnierz w Kalku- 
cie strzelił do aktora, graj
cego rolę Otella i wykrzyknął: 
"nie, nigdy świat nie powie, te w mojej obecności murzyn 
zamordował kobietę białą!" Ale u człowieka wykształco- 
nego złudzenie trwać mote tylko chwilowo, potem upada 
znowu i tak dalej następnie. Budzi się ono i mija i wraca 
na krótko i tragedya niejednemu wyciska łż
 z oczów, 
wratenie przemija; widz wyjmuję chustkę z kieszeni i lor- 



Il
>>>
141 


. 


. 


netuje sąsiada. Otó
 w tem złudzeniu efekt dzieła dra- 
matycznego zbiera się niejako w naj subtelniejsze ognisko 
swoje. Złudzenie - to odbicie się dzieła scenicznego 
w duszy widza. Złudzenie, jest to pozór, gra, mocą której 
to, co w rzeczywistości jest nierzeczywistem, staje się dla 
widza rzeczywistością, faktem na seryo. 
W dziele sztuki naturalnem, rzetelnem, nie poświęca 
się szczególnej uwagi na złudzenie, nie kroi się na nie by- 
najmniej, nie wprowadza żadnej sprę
yni dla wzmocnie- 
nia go, albo nadania mu charakteru wyjątko.wo podnieca- 
jącego, ale tem mniej jeszcze takiej, któraby je zniszczyła. 
Łatwo atoli zau ważyć, że złudzenie we wszystkich 
sztukach mo;2je otrzymać tego rodzaj u charakter podnieca- 
jący. J e
eli np. na staro
ytnej płaskorzeźbie przedst.awio- 
ną jest Herme albą wyobra
enie innego jakiego bóstwa 
z kamienia, albo je
eli obraz przedstawia pracownię mala- 
rza, albo pokój, gdzie wiszą obrazy, wówczas mamy j.l1t 
mocniejsze napomknienie: że płaskorzeźba nie ma tu ucho- 
dzić za kamień, że obraz nie ma być samym obrazem - 
podobny będzie efekt, jeżeli np. w komedyi ta lub owa 
z osób odezwie się: "Czy ty mnie masz za wujaszka tea- 
.tralnego?" 
Jeszcze mocniejsze pada światło na złudzenie scenicz- 
ne, jeszcze mocniej zapomina się o niem, jeżeli w sztuce sa- 
me osoby działające grają' komedyę, jak w "Hamlecie" 
&hakespearea,albowjego "Śnienocyletniej." Ateby zaś i ci, 
którzy nie uczestnicEą w tem widowisku, mieli również 
odegrywać komedyę, jut w takim razie zdaje się widzowi . 
niemo
ebnem idzi wacznem. Iluzya więc wzmocnioną tu 
została sztucznie. a jednak zarazem i zmniejszoną, gdy
 
u waga skierowana jest na nią.. Rzecz oczywista, 
e takie 
granie złudzeniami wywarło i \vywrzeć musiało na Tiecka 
wpływ wielki. Poniewa
 zaś iluzya to właśnie czyni 
sztukę dla widza rzeczywistością i faktem na sery o, więc 


.
>>>
142 


przez przerwanie iluzyi odczuwa on sztukę z całą POVitl,gą, 
jako grę swobodną i samo\volną. 
Więc też Tieck ironicznie stroi żarty ze wszystki
go, 
co ludzie zwykli pomijać bez wzmianki, aby nie burzyć 
złudzenia. 'V "Kocie w butach" król zapytuje księcia Na- 
tanaela: ".Ale powiedz mi ksiątę, co to jest, że tak daleko 
mieszkasz, a tak biegle mówisz naszym językiem?" Natan: 
"Cicho"-Król: "Jakto?"-N atan: "Daj pokój-, bo inaczej 
publiczność zau waty w końcu, że to jest właśnie nienatural- 
ne". Jakot wkrótce potem jeden z widzów odzywa się z tą 
. 
uwagą: "czemuz ksiątę nie :I:llote powiedzieć cośkohviek 
"\v języku. obcym, coby jego tłómacz przełożył na ję
yk 
niemiecki? Cała sztuka jest ,vierutnem głupstwem." Ta 
uwaga ze strony widza, jak łatwo się domyśleć, jest pole- 
miczną, skierowaną przeciw płaskiemu donlaganiu się na- 
turalności w sztuce, którego przedstawicielem był Iffł.and 
i Kotzebue. Postulat taki spotykamy w fałszywie zrozu- 
mianem przez pisarzy francuskich pojęciu Arystotelesa, 
i jego teoryi o jedności czasu i przestrzeni. W tym przed- 
miocie już Schlegel robi uwagę za Lessingiem: "jeżeli ju
 
robi się ten wielki skok, 
e deski uważamy za świat, to 
śmiało motnaby zrobić jeszcze i mniejszy i od czasu do. 
czasu kazać rozumieć przez deski rozmaite miejscowości." 
Stąd romantycy wysławiają nieustannie i uwatają za sto- 
pień sztuki wyższy od dzisiejszego, pierwotny teatr Shake- 
spearowski, gdzie po prostu kartka na kuli8ach wyraża- 
ła charakter miejsca. Ci, co głosowali za rzeczywistością 
w sztuce, życzyli sobie aby kulisy zastąpiono stałemi ścia- 
nami; Schlegel mówi, że jeżeli domagają się trzech .ścian 
na scenie, to naletałoby zrobić jeszcze krok dalej i dodać 
jej czwartą jeszcze ścianę naprzeciw widzów. 
Z przeko:ł;y przeci w podobnej filisteryi w pojmowaniu 
sztuki, Tieck obmyśla taki tart, że widzów wprowadza na 
scenę, gdzie sztuka odgrywa się w sztuce przed ich oczyma 


. 


.
>>>
. 


. 


" 


143 


i przy towarzyszenin uwagz ich strony. Chwalą, łają; to ulega 
naganie pewna scena, jako zbyteczna, to poeta odbiera hoł- 
dy za to, 
e od watył się wprowadzić konie na scenę. W in- 
nem miejscu, w zamku królewskim występuje nadworny 
uczony i błazen, którzy rozprawiają przed tronem króla. 
"Temat mojego twierdzenia"-mówi pierwszy-,Jest taki, 
te świeto wydana sztuka: Kot w butacll,jest dobrą
'. "To wła- 
.. 
śnie ja zaprzeczam" - powiada błazen, na co jeden z wi- 
dzów odpowiada z gniewem: "A to znów co? wszak
e to 
rozprawa o t
j samej sztuce, którą tu grają." W "Prze- 
wrotnym świecie" (Verkehrte Welt) rzecz idzie jeszcze 
szaleniej. Kiedy Skaramuz jedzie przez las truchtem na 
ośle, nagle zrywa się burza. 
Iyślicie
, 
e szuka ochrony 
przed nią? Wcale nie. "Co u kata, .skąd się tu wzięła 
burza.? O tem niema ani słówka. w mojej roli. Co to za 
głupstwo? A z tego wszystkiego ja i mój osiel mokniemy 
jak psy. Maszynista! maszynista! statkujte waść do dya- 
bła!" Alaszynista wychodzi na scenę i tłómaczy się tem, 

e publiczność 
yczyła sobie po trosze grzmotu teatralnego 
i 
yczeniu jej musiał zadosyć uczynić. Skaramuz zakliqa 
publiczność, aby odwołała rozkaz. Nadaremnie. Publicz- 
ność chce burzy. "A to jakim sposobem? w cichym, łago- 
dnym, historycznym dramacie?" W cią
 grzmi: "Rzec3 
.arcy-prosta," mówi maszynista, ,!mam tu trochę tłnczo- 
nej kalafonii, dmucham na nią przez świecę i st
d robi się 
błyskawica; '1 tej
e samej chwili na górze taczają kulę 
e- 
lazną i to oznacza grzmot." Dalej granie iluzyą posunąć 
się nie daj e, j ak tym j eszcze sposobem, te w sztuce, na któ- 
rą patrzą \vspółgrający widzowie, przedstawiona jest znów 
inna komedya dla innych widzów. 
. "Ludzie, zastanó\vcie
 się,jakietodziwy!"-mówi głu- 
pi Scewola-my jesteśmy tu widzami, a owdzie znów sie- 
dzą ludzie, jako tak
e widzowie." Tak-to widowiska za- 
chodzą jedno w drugie, zupełnie j ak pudełka. N akoniec
>>>
144 


szaleństwo podniesionem zostało do trzeciej potęgi, kiedy 
nagle w nowem, najwewnętrzniejszem widowisku znów 
wypada scena, w której przedstawiają widowisko. Czy
 
podobna pomieścić w wyobrażeniu taki zamęt? W ystaw- 
my sobie "Przeklętego księcia" (Verwunschener Prinz), 
uło
onego w ten sposób, it tente widzi przedstawienie 
"Egmonta," dla Edmunda i Klarl
i grają "stró
a nocnego" 
(Nachtwachter), a znów przed Zeisigiem i Rótą, jako wi- 
dzami grają "Hamleta." Zapytajmy
 się na chwilę, czy 
maj ąc przed oczami na wewnętrznym teatrze scenę z tej 
ostatniej tragedyj, by łby ktoś w stanie utrzymać w głowie 
cały wątek. FjA ju
 co tego to zanadto, krzyczy głupi Sce- 
wola, patrzcie
, ludzie, oto siedzimy tu, jako widzowie i pa- 
trzymy na sztukę. W tamtej sztuce znów siedzą widzowie 
i przypatrują się innej sztuce; w tamtej trzeciej sztuce 
przed ka
dą trójką aktorów odegrywa się znów widowisko 
sceniczne," a następnie, objaśniając w duchu iście romantycz- 
nym, dodaje: "nieraz rnarzy się w podobny sposób, i rzecz 
to okropna; pewne myśli wysnuwają się i wsnuwają wcią
 
jedna w drugą w ten sposób. Jedno i drugie do osza- 
lenia. " 
Ale muzyka pomiędzy aktami zawiera klucz poematu. 
Rześkie allegro mówi: "Wiecie
 wy sami czego chcecie, 
wy, co to we wifzystkich rzeczach szukacie związku? Kie- 
dy złote wino lśni się w szklanicy i kiedy dobry duch zstę- 
puje w was stamtąd; kiedy duszę i ciało POCZll wacie w so- 
bie w potrójnem działaniu i kiedy otworzą się wszystkie 
śluzy waszego jestestwa - có
 wtenczas myślicie i co mo- 

ecie wtedy uporządkować. Roskoszuj ecie się samymi so- 
bą i harmonijnym zamętem." A rondo mówi: "ile razy 
filozofowi przyjdzie zadziwić się, ile razy nie mo
e pojąć 
czegośkolwiek, to wykrzykuje: w tern niema rozumu! Za- 
pewne-je
eli chce rozum, zbadać siebie do dna, jeteli istotę 
swoję wyśledzi do ostatecznej głębi, i wtedy rozpatrzy same- 


.
>>>
145 


. 


go siebie i postawi przed sobą, jako obserwator 
tedy ro- 
zum mówi: w tern niema rozumu... Ale kto mocą roz- 
sądku gardzi rozsądkiem, przez to samo ju
 jest rozumnym. 
Niejedne wiersze są oszalałą prozą, niejedna proza jest 
wierszem dotkniętym podagrą; nie najlepszem tet jest i to, 
co lety pomiędzy poezyą a prozą-o muzyko! dokądte ty 
się zapuszczasz. Nieprawda
, ty sama przyznajesz, 
e w to- 
bie równie
 niema rozumu?" 
Sam Tieck w pismach krytycznych metodę swoją 
motywuje tern, 
e celem komedyi romantycznej jest cał- 
kowicie ukołysać widza do nastroju marzycielskiego. 
» Wśród sennego marzenia, nieraz dusza zwykła sama nie 
wierzyć w swoje widma; ale jeśli marzący śpi jeszcze da- 
lej, wtedy nieskończona mnogość nowych środków ma- 
gicznych przywraca złudzenie napowrót, trzyma nas 
w świecie zaczarowanym tak, it tracimy skalę rzeczy- 
wistości i nakoniec wpiera nas zupełnie w sferę niepo- 
j 
tości " . 
Muzyka jest. to nieodbita, nieodźwierciedlona głębia, 
do której znl1tona fantazya kieruje się napowrót, kiedy 
w s woim gabinecie katoptrycznym przypatrzyła się sobie 
uwielokrotnionej do nieskończoności. Dzieło sztuki podo- 
bnem je8t tu do jednej z owych toczonych kul z kości sło- 
niowej, gdzie w pierw.szej kuli lety druga wydr
tona, za- 
mykająca w sobie trzecią i t. d. 
Gabinet katoptryczny z jego uwielokrotnionem od- 
biciem znaj duj emy zastosowany psychologicznie w naszej 
(duńskiej) literaturze przez S.. Kierkegaarda l). Jak ro- 
, ' 
mantyk niemiecki buja ironicznie ponad swoim dramatem 


I) O tym godnym uwagi pisarzu por. Adolfa Strodtmanna: "Du- 
chowe życie w Danii" (Das geistige Leben in Danemark). Berlin. Gebr. 
Pactel, 1873, str. 95-124-.
>>>
146 


z chińskiemi jego pudełkami scen i fignr, tak psycholog 
duński ustawicznie oddala się od swojej treści, wRuwając 
jednego pisarza w drugiego. Proszę posłuchać jego obja- 
śnienia \v "końcowych nienaukowych dopiskach do filozo- 
ficznych okruchów." ,,
Iój stosunek do dzieł moich jest 
jeszcze bardziej zewnętrzny ani
eli stosunek poety, który 
wytwarza osoby, a jednak, podług słów przedmowy, sam 
jest auto'J
em. 1\lianowicie ja je8tem nieosobiście, albo oso- 
biście w trzeciej osobie, suflerem, który poetycznie stwo.. 
rzył autorów, których przedmowy, a nawet imiona ich, są 
własnym ich utworem. I tak, w pismach pseudonimo- 
wych, ani j eden wyraz nie pochodzi odemnie samego; nie 
mam 
adnego poglądu na nie, tylko jako osoba trze- 
cia, nieucze8tnicząca; nic nie wiem o ich wartości, tyl- 
ko jako czytelnik; nie mam choćby zgoła najdalszego sto- 
sunku prywatnego z nimi - bo i nie mo
na mieć takowe- 
go z obrazem podanym w podwójnem odbiciu. Jeden wy- 
raz odemnie, osobiście w mojem imieniu, byłby zarOZl1- 
miałem zapomnieniem siebie, które ze stanowiska dyale- 
ktycznego, tym jednym wyrazem dopuściłoby się winy za- 
tracenia pseudonimów co do ich istoty. Jak w "Albo-albo" 
ja nie jestem uwodzicielem ani asesorem, tak równiet nie 
jestem wydawcą ."Wiktora Eremity"; jest on poetycznie 
rzeczywistym myślicielem podmiotowym, jakiego odnajdu- 
jemy w Kapriccio "In vino veritaś." W" trwodze i dr
e- 
nin." nie jestem ja Johannes de silentio", jak i rycerzem 
wiary, którego on przedstawia, ani te
 autorem przedmowy 
do ksiątki, będącej repliką indywidualności poetycznie 
rzeczywistego myśliciela. Podobnie
 w historyi cierpie- 
nia "Winny? Niewinny?"' nie jestem ani ów "quiJam" eks- 
perymentu. ani robiącym eksperyment, poniewa
 ten ostat- 
ni jest poetycznie rzeczywistym myślicielem podmioto- 
wym, a przedmiot eksperymentu jest płodem czyst9 psy- 
chologicznej konsenkwencyi. Jestem więc neutralnym, je-
>>>
147 


. 


stem obojętnością, t. j. rzecz dla mnie obojętna, czem je- 
stem i jakim jestem. Od początku zrozumiałem doskona- 
le i rozumiem, 
e osobista moja rzeczywistość jest to coś 
krępującego, co pseudonimowie z patetyczną samowolą 
wcią
 
yczą sobie mieć im rychlej tem lepiej, albo uczy- 
nić to, ile tylko mo
na, nieznaczącym, a co jednakte z iro- 
niczną bac
nością 
yc
yćby sobie musieli zatrzymać, jako 
broń odsieczną; albowiem moim stosunkiem do nich jest 
jedność; czyli: te jestem l:3ekretarzem i -- zapewne nie bez 
ironii-spotęgowanym dyalektycznie autorem autora albo 
autorów.'
 Od biedy zrozumie to może czytelnik! Jak- 
kohviek przyczyny są tu innego rodzaj u. wszelako sam 
fakt bardzo jest podobnym do poprzedzającego. Aby się 
zasłonić przed publicznością, nie stawiać na grę losu swo- 
jego 8erca
 KierkegaarJ stawia jak mot e naj więcej auto- 
rów pomiędzy sobą a publicznością. Przyznam się, !2Je dla 
mnie jego metoda jest przesadnym wybiegiem i pewnego 
rodza.ju reminiscencyą ironii romantycznej. Jakkolwiek 
bowiem Kierkegaard treśeią swoją przesięgnął poza ro- 
mantyzm, wszelako formą w sztuce spokrewnia się z ro- 
mantycznością. Nie jestem ja tak mało obyty z Kierke- 
gaardem, abym nie dojrzał, 
e on sam nie chce i chcieó nie 
mote brać na siebie odpo\viedzialności za to, co spełniają 
wymyślone prze
 niego osoby, u wodziciel i a.sesor. Rozu- 
mie się to samo przez się; ale jest najczystsze urojenie 
nlniemać, 
e Kierkegaard rzeczywiście autorów swoich wy- 
tW01'ZYĆ mógł z drugiej ręki; a więc np. nietylko wymy- 
ślić bohatera w hi8toryi zaręczyn, ale wymyślić go tak, 
jak wymyślić go musiał Frater Taciturnus. Jest to czyste 
omamienie. Wielu pseudonimo\vych autorów ł1 Kierke- 
gaarda, jak np. Konstant.yna Konstancyusza i Fratra Ta- 
citurnu3a, trudno odró
nić jednego od drugiego i co do 
pseudonimu wewnętrznego nie spostrzegamy się nawet, !2Je 
on jest właśnie utworem autora zewnętrznego. 


, 


.
>>>
148 


. 


Trzeci rozdział "Stadyów na drodze 
ycia," przezna- 
czony był pierwiastkowo, jak' pokazuj e notatka Kierke- 
gaarda, dla powieści "Albo-albo." J e
eli w "końcowym 
epilogu" spotykamy wzmiankę, 
e uwa
ny czytelnik 
w "Stadyach" nie znajdzie ani jednego wyra
enia ani jed- 
nego zwrotu myśli lub języka, podobnego jak w "Albo- 
albo" - to wyrazy te są dowodem wielkiego złudzenia. 
Oba dzieła w ka
dym wierszu pokazują mimowolnie, 
e 
wyszły z pod pióra tego samego autora i nieraz powtarzają 
się tam te same myśli i terni samcmi słowy wypowiedzia- 
ne. I tak assesor w "Stadyach" ma takie same wyobra- 

enie o "Aladynie," jak i estetyk w"Albo-albo": "Aladyn 
jest wielki przez swoje tyczenia, przez to że dusza jego 
posiada siłę pragnienia." 
Otó
 tej sile odbijania u romantyków odpowiada naj- 
dziksza fantastyczność w sposobie porządkowania obrazów. 
"Świat przewrotny" zaczyna się epilogiem a kończy pro- 
logiem; w takich rysach fantazya pokazuje swobodę nie- 
uznającą wędzidła. Frater Taciturnus opisuje nam to, co 
mu się zdarzyło przed rokiem, a jednocześnie i to, co w ro- 
ku bie
ącyrn. Opisuje zaś w ten sposób, 
e pewnego dnia 
przed południem opowiada to, co go spotkało w ten sam 
dzień roku upłynionego (co za pamięć!) a o północy to, co 
mu się zdarzyło dnia bie
ącego, przyczem, naturalnie pra- 
wie niepodobna utrzymać w odrębności obydwóch nici wy- 
padków. \V ,
Kocie Mruczysławie (Kater Murr)" Hoffrnan- 
na, kot pisze swoje pamiętniki na kartach kajetu, które na 
odwrotnej stronie zawierają inny rękopism, a mianowicie 
notatki jego pana, kapelmistrza Kreislera. Otó
 obie stro- 
ny kajetu zostają wydrukowane, jak :nale
y: tak i
 przy 
szalenie przerywanych zdaniach i wyrazach otrzymujemy 
dwie zupełnie nie przystające do siebie historye, które wy- 
stępują z przodowej i od wrotnej strony kajetu bez ładu 
i składu. Samowoli kapryśnej fantastyczności, igrania siłą 


.
>>>
.. 


149 


produkcyjną dalej posunąć ju
 chyba nie motna. A prze- 
cie
 rozwiązanie stałych form zachodzi jeszcze dalej. Szko- 
ła romantyczna nie zatrzymuje się na rozwiązaniu formy 
artystycznej; rozwiązuje ona samą nawet osobistość ludzką 
i to w sposób wieloraki. 
Inicjatywę daje tu Novalis. W "Henryku von Ofter- 
dingen, " bohater wcią
 zdaj e się wiedzieć naprzód wszyst- 
ko to, czego doświadcza. Wszystko, co widzi i słyszy, 

 
zdaje się tylko odsuwać nowe zasuwki w jego duszy 
,otwie- 
rać w nim skryte drzwi tapetowe. " Ale naj dzi waczniej- 
szem jest poło
enie, kiedy nasz bohater w pieczarze pustel- 
nika, hrabiego Hohenzollern, znajduje tajemniczą ksią
k
 
i w tej ksiątce-nie mogąc jeszcze wytłomaczyć sobie tego, 
dostrzega zagadkę swojego istnienia, jak istnienie to zaczę" 
lo się j u
 przed jego urodzeniem, a rozciąga siC; w granice 
przyszłości po jego śmierGi. Poniewa
 romans Novalisa jest 
alegoryą i mytem, poniewat jednostkowe indywiduum chce 
on uczynić dźwignią całej, wiekuistej historyi uczucia, 
przeto do tego celu u
ywa środka uzasadnionego na jednej 
z najstaro
ytniejszych hip(')tez rodzaju ludzkiego: przedsta- 
wia je, jako nale
ące do wielu kolejnych po sobie pokoleń, 
tak i
 przeszłość i przyszłość, jako przypomnienie i prze- 
czucie ciągle wkraczają w teraźniejsze jego istnienie. Nie 
ma on na myśli właściwego przesiedlaJ!ia się dusz, ale dla 
niego, dla romantyka, który wcią
 ma na widoku tylko 
stosunek do wieczności, czas ma znaczenie tak podrzędne, 

e ja.k nie uznaje tadnej ró
nicy pomiędzy zdarzeniami 
przyrodzone mi a cudownemi, tak podobniet nie istnieje dla 
niego rótnica pomiędzy teraźniejszością, przesżłością i przy- 
szłością. Indywidualność rozcjągni
ta zostaje tym sposo- 
bem wzdłu
 ciągu dziejów wszechświata. Romantyczne 
zu
ytkowanie pojęcia preegzystencyi, w literaturze naszej, 
apotykamy w cyklu romansów Heiberga ,.Nowo zaślubieni" 
(die Neuverma,hlten). Przypomnijmy sobie to miejsce, kiedy 


. 


. 


lo
>>>
. 


. 


150 


. 


matka wychowańcowi swemu opowiada jak syn jej został 
ścięty: 


.. 


Kiedy straszliwą ponosił karę
 
Ledwie dopiero dnieć zaczynało- 
Wchodzi dozorca-"pójdź za mną," muwi, 
"Godzina już wybiła." 
Więc raz ostatni padł mi ku sercu 
I rzekł "o jedno proszę cię słowo, 
O mocne słowo na boleść moją.. 
W ostatnim już kroku życia." . 
A jam odrzekła "Co, co, Fryderyku! 
Povstajesz-powiedz jaka myśl twoja? 
Z trupi
 bladością spozierasz na mnie". . . . 


F'l'yde'l'Y k. 


O matko! matko! słuchaj-wszak mówiłaś: 
"Kiedy tam staniesz przed Zbawicielem, 
Proś go: daj, Panie, błogosławieństwo! 
Przebacz, mój bracie, to co cierpiałeś, 
Dla skruchy mojej, dla matkU" 


Ge'l'truda. 


Ha! mów, skąd wiesz to? 


Fryde'l'Y k. 


Bom ja to był sam! 
Teraz dopiero rozumiem, 
Jestem twój syn-ha! już rozumiem, 
Znów więc musgę przejść przez życie. 
Tu u Heiberga znajdujemy naj piękniej sze, najpoetycz- 
niejsze zu
ytkowanie pojęcia preegzystencyj. Ale roman- 
tyczność nie zatrzyma się na tern. Nie dość dla niej, 
e 
indywidualność ludzką odsuwa w przeszłość, 
e przypina 
j ej szeroki pyszny pawi ogon 
ycia przyszłego. Idzie ona 
jeszcze dalej. J u
 to rozczepia jaźń ludzką przez sam śro- 
dek, ju
to rozczłania ją na jej składniki. Rozcina osobo- 


"
>>>
. 


. 


151 


wość i dzieli ją w przestrzeni, tak samo, jak przez wycią- 
ganie jaźni dzieliła ją w czasie. W sza'k romantyczność 
nie u \vzględnia ani przestrzeni ani czasu. Istotą samowie- 
dzy jest dwojenie siebie. Ale ludgkie ja jest słabe, nie 
mo
e ono przemódz tego rozdwojeni
 siebie i zapanować 
nad niem. Widzieliśmy to w Roquairolu i 'ViIliamie Lo- 
vellu. Niemasz większego nieszczęścia i cierpienia, jak 
chorobliwe odzwierciadlanie się przed sobą. Tu człowiek 
odosobnia się od siebie, i wpatruje się w siebie jako widz, 
i wkrótce popada \v okropne uczucie, jaliieg
 doznają miesz- 
kańcy więzień w celkach, kiedy skierują wzrok w mały 
otwór we drzwiach i widz
 tam utkwione w siebie oko do- 
zorcy. W takim stanie, oko własne staje się dla człowieka 
tak strasznem, jak gdyby było okiem innego człowieka. 
Co takiemu stanowi duszy daje trwanie najdhl
sze - to 
z jednej strony owe moralne i religijne uczucie, 
e człowiek 
ani na chwilę nie straci samego siebie z oka, lecz pracować 
będzie nad sobą i ulepszać się-z drugiej strony, naturalna 
cieka wość wobec czegoś nieznanego; tu czło wiek wydaj e 
się sobie samemu jakby jakiś kraj, którego pobrze
a zna, 
ale wnętrze jego ma dopiero odkryć. W tyciu człowieka 
zdrowego odkrycie takie dokonywa się zwolna i nieznacz- 
nie. Pewnego pięknego poranku biedny więz ień, odrywa- 
jąc się od pracy, zagląda w otwór i dostrzega, 
e oko znikło. 
Wtedy oddycha i dopiero teraz 
yć zaczyna. Jakakolwiek 
być mo
e sfera j ego działalności, czy to wielka, czy ma- 
luczka, czy on jest boskim bohaterem, czy tylko po
ytecz- 
nym człowiekiem, Michałem Aniołem czy krajaczem kory 
korkowej-od tej chwiJi będzie on miał w duszy uczucie 
równowagi i jedności - będzie się czuł jednym i całym. 
W naturach chorobliwych, niezdolnyeh do czynu, od otwo- 
ru we drzwiach o}to nie ustępuje nigdy, a jeśli taki stan 
potrwa bez przerwy, wtedy indywiduum stoi nad skrajem 
szaleństwa. Stan taki utrzymują romantycy. I stąd pow- 


. 


.
>>>
. 


.. 


152 


staje wizyonarska dwuosobowość romantyczna (Doppel- 
" 
gangerei), której Płlnktem wyjścia jest "Leibgeber-Schop- 
pe" Jean Paula (w rozmyślaniu o jaźni Fichtego), a która 
ciągnie się przez wszystkie prawie opowiadania Hoffmanna, 
gdzie dosięga punktu kulminacyjnego w "Eliksyrach 
dyabła." Znajdujemy ją wszędzie u romantyków: II Kle- 
ista w "Amfitryonie," u Achima von Arnim w p. "Obaj 
Waldemarowie." Ho:ffmanna zajmuje w osobniku nie sama 
osobistość, lecz jej odzwierciadlanie, jej wtóroobraz. Po- 
dług niego, ludzkie ja jest tylko maską na drugiej masce, 
i wielka-to rosko;z dla niego, zdzierać te maski. Co w Ro- 
quairolu widzieliśmy w napomknieniu, to Ho:ffmann roz- 
winął w pełni. 
Zatrzymaj my
 się chwilkę na bohaterze w "Eliksyrach 
dyabla," na bracie Medardzie; gdyż jestto postać typowa. 
Niepodobna odmalować w krótkim wyciągu tajemniczej 
okropności, jaka wieje z tej ksią
ki; potrzeba ją przeczytać. 
Utworu bardziej tchnącego zgrozą i roskoszą nie wydała 
szkoła romantyczna, pomimo \vielokrotnego doświadczania 
sił swoich w tym kierunku. W pewnym klasztorze prze- 
chowują mocno 
akorkowaną flaszkę z eliksyrem dyabel- 
skim, która nale
ała do puścizny po świętym Antonim. Jej 
zawartości przypisują skutki magiczne. Mnich, który się napił 
tego eliksyru, pozyskuje siłę krasomówczą, która w krótkim 
czasie czyni go naj znakomitszym kaznodzieją klasztoru. Ale 
wymowa ta nie jest ani pobo
ną, ani zbawienną lecz natu- 
ry świeckiej, złowró
bnie odurzającej, demonicznej. Brat 
Medard pije z tej flaszki: piękna pani, której był spowied- 
nikiem, zakochała się w nim i tęsknota do roskoszy i za- 
ch wytów 
ycia świeckiego wypędza go z klasztoru. Spo- 
tyka on młodzieńca, hrabiego Wiktoryna, śpiącego w lesie 
nad brzegiem przepaści, na wpół-przypadkowo strąca go 
w nią a następnie uwa
anym jest przez wszystkich za 
Wiktoryna. "Moje ja, stawszy się okrutną, igraszką dzi-
>>>
153 


.. 


wac
nego trafu i rozpływając się w ró
norodno obce mi 
postacie, płynęło bez przerwy jakby po morzu wszech zda- 
rzeń
 które, niby grzmiące fale, z hukiem nacierały na mnie, 
Nie byłem jn
 w stanie odnaleść samego siebie! Wiktoryn 
trafem, który kier9w
ł moją rękq, a nie moją wolą, widocz- 
nie zapadł się. w przepaść!-Ja wstępuję na jego miejsce." 
I nie poprzestając na tych dziwactwach, dodaje.: "AJe Rejn- 
holdDwi znanym jest pater l\Iedard, kaznodzieja w klaszto- 
rze kapucynów; dla niego więc jestem ja tem rzeczywiście, 
ozem jestem! Ale stosunek, jaki z baronową łączył Wikto- 
ryna, przechodzi na mnie, gdy
 ja tb właśnie jestenl Wi- 
ktorynem. Jestem ja tern, czam się być zdaję, a nie zdaję 
się tern, czem jestem; niewytłomaczona dla mnie samego 
zagadka, rozdwojony, rozszedłem się z mojem jat" 
Otót j\;Iedard we własnej postaci swojej wstępuje 
w związki z oblubienicą Wiktoryna, baronową, która 
ggoła nie dostrzega przemiany. Usidlony wszelkiemi 
ą- 
dzami światowemi od chwilj, jak za
ył czarodziejskiego 
napoju, wzbudza miłość we wszystkich kobietacb, brnie 
w roskoszach zmysło,vych i dla dopięcia zamjarów swoich 
spełnia, jedne po drugiej, cały szereg naj okropniejszych 
zbrodni i morderstw. Co ch wila gro
ą mu przorażające 
.. . . 
wIzye l przeganIają go z mIejSCa na mIeJsce. 
N akoniec atoli zostaje oskarżony i wtrącony do wię- 
zienia. Teraz dopiero powikłanie i refleksya dosięgają 
punktu wierzcholkowego. "Nie mogłem zasnąć: w dzi- 

otwornych odbiciach, jakie ponury, drgający blask 
lampy rzucał na ściany i sufit, wyszczerzały na mnie szy- 
derczy wzrok tysiące wykrzywionych twarzy; zgasiłem 
lampę, schowałem się w słomiane pouuszki; ale wtedy je- 
szcze wstrętniej br"zmiały głuche jęki, szcz
kanie kajd
1n 
więźniów wśród okropnego spokoju nocy." Zdawało mu 
się, 
e słyszy śmiertelne rzętenia tycb, których zamordo- 
wał. I oto słyszy wyraźnie pod sobą lekkie, odmierzone 
Tom II. 11
>>>
.. 


154 


pukanie. "Wsłuchiwałem się, pukanie trwało wcią
, a je- 
ąnocześnie, w przerwach, dziwaczne wydobywały się z zie- 
mi śmiechy. Zerwałem się i rzuciłem na słomiane posła- 
nie, ale wcią
 słyszę pukanie, śmiechy i jęczenia. N ako- 
niec odezwało si
 wolno, wolno, ale ohydnym, ochrypłym, 
zająkli wym głosem: l\Ie-dar
dzie! l\Ie-dar-dzie! Strumień 
lodowy spłynął po moich członkach! Zdobyłenl. się na 
odwagę i zawołałem: kto tam! kto tam jest?.. Wresżcie 
zapukało i zająkało tu
 pod jego stopami: "chi-chi-chi- 
bra-ci-szkn - }Ie-dar-dzie - to ja - to ja - o-otwórz - 
twórz - pó-pój-dziemy do Ja-lasu l)ójdziemy!" \Vtedy, 
ze zgrozą, zdało mu się, że słyszy głos wIasny. Nako- 
niec podnosi się kilka kamieni w podłodze i własna jego 
twarz w habicie mnicha w lepiła twarz w niego. Drugi 
ten }Iedard, uwięziony jak i on, wstał i skazany jest na 
śmierć. Teraz w powieści wszystko posuwa się dalej jak 
we śnie; już nie wie, czy on sam jest bohaterem zdarzeń, 
któr
, zdaje mn się, 
e przebył, czy też wszystko jest tylko 
snem żywym. Zdaje mi się, jak gdybym, w sennem ma- 
rzeniu, słyszał był dzieje jakiegoś nieszczęśliwego, które 
go, jak piłkę w ręku mrocznych potęg, rzucano tu i owdzie 
i od zbrodni do zbrodni popychano.". ., 
'Vypuszczają go na wolność, nadszedł najszczęśliwszy 
czas w jego życiu, ma się połączyć ze swoją ukochaną. 
Nadchodzi dzień wesela, narz
czona przywdziewa szaty 
ślubne: "W tej ch wili głuchy szmer powstał na ulicy, ode- 
zwały się jedne za drugimi głosy przytłumione i słycha
 
groźny łoskot ciętldego, wolno toczącego się wozu. Po- 
biegłem szybko do okna! Tuż przed pałacem sŁał prowa- 
ązony przez sługę kata wóz drabiniasty, na którym tyłem 
siedział zakonniJt, a przed nim kapucyn, głośno i gorąco 
odmawiający z nim modlitwę. Bladość twarzy przed 
śmiercią i najetona roda zbezkształciły twarz jego - ale 
rysy szkaradnego dwojnika zbyt były dla mnie łatwymi 


.
>>>
155 


,. 


. 


do poznania. Kiedy. wóz, zatrzymany na chwilę przez tło- 
czącą się masę ludu, znów potoczył się dalej, więzień rzu- 
cił na mnie osłupiałe, przera
ające spojrzenie iskrżących 
się oczów, uśmiechnął się i zawył: "Narzeczony, narzeczo- 
ny! chodź - chodź ....:.. na dach - na dach - tam sprobu- 
jemy się z sobą, a kto kogo strąci, to król i krew pić bę- 
dzie!" "Czego chcesz straszliwy człowieku!"-krzyknąłem, 
"czego chcesz, czego chcesz odemnje?" Aurelia obj
ła mię 
obojgiem ramion, przemocą odciągnęła od okna, krzycząc: 
"na Boga i świętą Dziewicę - 
Iedarda, mordercę mojego 
brata, prowadzą na smierć - Leonardzie! Leonardzie!" 
Wtedy duchy piekielne przebudziły się we mnie i wspina- 
ły się na mnie z siłą, jaka udzielona im jest nad zbrodni- 
czymi, przeklętymi grzesznikami. Z wściekłym gniewem 
uch wyciłem Aurelię, a
 drgnęła konwulsyjnie: "Ha, ha, ha! 
szalona, głupia kobieto - ja - ja - twój zalotnik, twój 
narzeczony, jestem 
Iedard, jestem morderca twojego bra- 
ta - a ty, narzeczona mnicha, ty chcesz nawoływać zgubę 
na twojego narzeczonego? - ho-ho-ho! jestem królem- 
piję krew twoją!" I przebiją ją - strumień krwi spływa 
Da j ego ręce. Wy biega na ulicę, ściąga mnicha z wozu, na 
prawo i na lewI) wymierza ciosy no
em i pięścią i pędzi do 
lasu. "Jedna tylko myśl pozostała mi w duszy: uciekać, 
jak zwierz kt
rego szczują: Zatrzymałem się; zaled wie 
uszedłem kilka kroków, kiedy z szelestem wypadł z zaro- 
śli młody człowiek, wskakuje mi na grzbiet i opasuje mię 
barkami. N apró
no usiłowałem go zepchnąć - upadam, 
przypieram się grzbietem do drzew - wezystko nadare- 
mnie. Chichotał i śmiał się szyderczo; i oto zeszedł księ- 

yc, przeświecając jasno przez czarne jodły, a blada śmier- 
telnie, szkaradna t warz mnicha - mniemanego 
fedarda, 
mojego dwojnika utkwiła we mnie ten sam ohydny wzrok 
jak z wozu - hi, hi, hi! braciszku - braciszku - wciąt, 
wcią
 jestem przy tobie - nie opuszczam ciebie - nie 
11* 


Ił-
>>>
156 


!I 


... 


o-puszczam cie-bie - nie mo-mogę biegnąć t.ak, jak ty- 
. 
mu-mu-sisz mię dź-dźwigać - idę z pod szn-szubienicy- 
chcieli mię łamać ko-kołem - hi! hil" 
I taką: sytuacYę autor rozsnuwa wcią
 do niesko
- 
czoności; ale ja przerywam ją. Do samego końca ksią
ki 
czytelnik zostaje w niepewności co do prawdzi wego zna- 
czenia wypadków i co do moralnego charakteru działania; 
do tego stopnia fantazya doprowadziła tu rozkład osobi- 
stości. 
Wiadomo, j ak daleko u nas Ingemann puścił się za 
Hoffmannem na tej drodze. Tak np. wyczerpuje on do dna 
całą wstrętną zgrozę: jaka tylko tkwić mo
e 'v wyobra
e- 
niu: wy,voływanie trzyltrotne swojego imienia w nocnej 
godzinie na cmentarzu. Porównajmy jego powieści "Sfinks" 
i inne w tak zwanym krajl
 Callot-Hoffmannowskim. .Ale, 
jak ju
 nadmienialiśmy, romantyczność nie ogranicza 
się bynajmniej na rozciąganiu w tell sposób ludzkiego ja i 
rozszczepianiu go, rozczlonkowaniu go w czasie i przestrze- 
ni; ona rozkłada to jego na jego składniki, wyjmuje z nie- 
go cząstki, przykłada do niego cząstki, rządzi niem z całą 
swobodą fantazyi. Jest to jeden z punktów, na którym 
romantyczność jest naj słabszą. TLI spotykamy się z psy- 
chologią romantyzmu, jest ona prawdzi wą i głęboką, ale 
jednostronną. Romantyzm pod tym względem staj
 ,vciąż 
po ciemnej stronie rzeczy. po stronie konieczności, ale rysu 
wyzwalającego, podnoszącego nie zawiera w sobie bynaj- 
. . 
mnIeJ. 
Za dawnych czasów duszę, jaźń, osobistość uważano 
za istotę, której własnościami być miały tak zwane zdol- 
ności i siły. Ale
 wyraz "zdolność" 
 "siła. M . znaczą tylko 
to, że we mnie istnieje możebność pewnych zdarzeń: wi- 
dzenia, czytania i t. p. Prawdziwa istota moja nie składa 
się z mo
ebności, lecz z samych tylko zdarzeń i moich sta- 
nów rzeczywistych.. Rzeczywistość we mnie j e
t kolejnym 


.. 


. 


.. 


. 


"
>>>
. 


. 


. 


157 


8zeregimn zdarze'Jt wewnęt'J'znyclt. 
Ioje ja wytwarza się dla 
mnie .z długiego szeregu obrazów i idej, które przedsta wia- 
., 
j
 mi się, jako wewnęt'J
zne. Z tego ja codziennie i wcią
 
utracam cośkolwiek. Zapomnienie pochlania ogromną 
część jego. Ze wsżystkich tych twarzy, jakie wczoraj i o- 
negdaj widziałem na ulicy,
ze wszystkich spostrzeteń zmy- 
słowych, które były mojemi, dziś pozostaje mi zaledwie 
. 
dwa lub trzy. Je
eli jeszcze cofnę się dalej, wtedy jedno 
tylko lub drugie, szczególniej mocne spostrze
enie i wyo- 
bra
enie, niby wystający punkt, niby oddzielny szczyt ska- 
ły wynurza się z powodzi zapomni
nia. Idee i obrazy, ja- 
kie pozostały nam z upły,vającego życia, zatrzymujemy je- 
dynie za pomocą aaocyacyi tych idej, za pomocą posiada- 
nych przez nie własności przywoływania siebie nawzajem 
na mocy pewnych praw. Gdybyśmy nie mieli szeregu 
liczb, lic
b lat, dat kalendarza, do których przyczepiać 
możemy rozliczne przypomnienia nasze, ,vów'czas mieliby- 
śmy tylko nadzwyczaj słabe i niejasne.wyobratenie o na-' 
Bzem ja. W Bzelako, jakkolwiek silnym być mo
e ten dłu- 
gi łańcuch.. wewnętrzny (wzmacnia się on i żyskuj e siłę 
spójności, im częściej przebiegamy go przypomnieniem), 
jednakte zdarza się, 
e z jednej st
ony do tego łańcucha 
przyczepiamy ogni wa, które w rzeczywistości nie nale
ą 
do niego, z drugiej zaś strony odrywamy od łańcucha takie 
ogni wa, które nale
ą do niego .i takowe wprowadzamy do 
innego związku I). . 
Pierwsze - gdy do na8zego przypomnienia przycze- 
piamy członki obce - ma miejsce we śnie. We śnie zda- 
je nam się, że uczyniliśmy to, czegośmy nigdy a nigdy 
nie dokonali. Zdarza się to więc zawsze, ile razy powsta- 
je fałszywe przypomnienie. Kto widziął powiewającą, 


. 


1) H. Taine. De l'inteUigence, t. II, str. 160 i nast.
>>>
.. 


. 


. 


158 


. 


. 


w ciemności białą chustkę, tir marzy mn 
ię, 2e spostrzegł 
widmo, ten ma owe przypomnienia fał
zywe. N aj w.ięk
za 
część mytów i legend, zwłaszcza legend religijnych, \y ten 
sposób się wytworzyła. 
Zjawisko odwrotne zawsze miewa miejsce wówczas, 
kiedy ogni w do łańcucha nie dodaj emy, lecz przeciwnie, 
odciągamy je. Tak chory, podczas halucynacyi, wyrazy, 
które słyszy, przypisuje głosowi cudzemu, albo wewnętrz- 
nemu widzeniu swemu przyznaje rzeczywistość zewnę- 
trzną, jak Luter, kiedy w Wartburgu zobaczył dyabIa 
w swoim pokoju. Nakoniec w obłąkaniu osobis.tość, jak 
wiadomo, nieraz nietylko częściowo, ale zupełnie mięsza, 
siebie z osobistością całkiem inną. 
Więc w stanie zdrowo-rozumnym, jaźń jest wytwo- 
rem sztucznym, wytworem skojarzenia wyobra
eń. Jestem 
t.ak pewnym moj ej t02samości naprzód dla tego, 2e imię 
Dloje, 20 dźwięk tego imienia kojarzę z łańcuchem zdarzeń 
moich wewnętrznych; powtóre dla tego, że utrzymuję 
w spójni wszystkie ogniwa tego łańcucha przez asocyacye, 
mocą których' takowe wywołują się wzaj emnie. Skoro zaś 
tym sposobem, jaźń jest pojęciem niewrodzonem, lecz naby- 
tern, skoro ona polega na skojarzeniu wyobrateń, na którą 
wcią
 nacierają przywidzenia, sny, halucynacye i ohłęd 
i które wciąt opierać się musi w walce ze wszystkimi ty- 
mi wrogami, więc z istoty swojej jest ono narażone m na 
wszelkie mo
liwe ataki. Jak choroba nieustannie czatuje, 
aby napaść. na. ciało nasze, tak i obłąkanie wciąż stoi na 
progu naszego ja, i od czasu do czasu słyszymy j ego puka- 
nie do drzwi. Oto prawdziwy pogląd psychologiczny, któ- 
rego rOJllantycy naukowo jeszcze nie znali; ale przeczuli 
go z góry. SeQ.ne marzenia, halucynacye, obł
d, wszystkie 
te potęgi, które rozwiązują jaźń i rozwodzą jej pierścienie, 
są naj bliższymi i h krewnymi. Przeczytaj my np. opowia-; 
danie Hoffmanna "Złoty garnek" i posłuchajmy jak odzy-
>>>
. 


159 


wają
 się głosy z koszów z jabłkami, jak tam dźwięczą 
i śpiewają liście i kwiaty krzewia bzu tureckiego, jak 
dzwonki w oczach przemieniają się w wę
e i t. p. Dziwne, 
jaskrawe działanie pochodzi tu szczególniej stąd, te na tle 
najbardziej. płaskiej prozy 
ycia, na plikach akt prawni- 
czych, imbryczkach od kawy i herbaty i t. d. Buną ku nam · 
widma. Wszystkie osoby" Hoffmanna, jak Radca spra- 
wiedli wości u 'And ersena w" Trepkach szczęścia" (Galoschen 
des Glueks - studyum w guście Hoffman na), przez ota- 
.czaj ących u wa
ane są ju
 to za pijane, j n
 to za szalone, 
ponieważ ich halucynacye oni sami wciąt poczytują za 
. 
rzeczywistość. 
We wszystkich głównych osoQach swoich Hoffmann 
odmalował tylko postacie podług własnego wzoru. Całe 
jego 
ycie samo rozło
yło się na usposobienia psychiczne. 
. 
Z jego dziennika ,vk1zimy, z jaką gruntownością i skru- 
pulatnością prowadził on o nich księgę. Mamy tam np. 
."usposobienia romantyczno-religijne; egzaltownie-humo- 
rystyczne, natę
one a
 do idei szaleństwa, które często mię 
nawiedzają; humorystycznie-gniewne; muzykalno-egzalto- 
wane; usposobienie romanesko; usposobienie w naj wyż- 
szym stopniu gniewne, a
 do nadmiaru romantyczne i ka- 
pryśne; rozstrój całkiem egzotyczny, nader egzaltowany, 
aie poetycznie-czysty; arcy-confortable, twardy, ironiczny, 
napięty, straszliwie posępny, caduco, egzotyczny; senza 
entusiasmo, sen za esaltazione, zły i dobry" i t. d. Wi- 
dzimy 
u, że tak powiem, jak 
ycie duchowe rozszerza się 
i nakształt wachlarza rozszczepia się w muzykalny nastrój 
i rozstrój. Już z tego regestru usposobień wywnioskować 
by mo
na, 

 Hoffmann, jako prawdziwy marzyciel noc- 
ny, dopiero nad ranem zwykł był udawać się na spoczynek, 
spędzi wszy wieczór i noc w winiarni. Umarł na wyachnię- 
. cie mlecza pacierzowego.
>>>
. 


. 


160 


Kiedy romantyczność w ten sposób rozło
yła jaźń, . 
jakież to fantastyczne' jaźnie wytwarza ona teraz, to przez 
dodawanie, to przez odejmowanie! 
Oto np. .ł.Iały Zaches (Klein Zaches) H offmanna ten po... 
twór mały, któremu czarodziejka podarowała taką własność, 
.. . że ka
dy zamiar doskonały,j aki w j ego obecności któś inny za- 
myśla, wymawia albo wykonywa, policzonym zostaje najego 
rachunek, tak i
 w towarzystwie osób wy kształcoanych 
i rozumnych uchodzi za rozumnego i dobrze ulo
onego 
i 
e w ogóle sta.wią go za wzór wszelkiej doskonałości, 
z jaką tylko się zetknie. Je
eli student czyta piękne swo}e 
wiersze, to jernu za. to prawią komplimenta; je
eli gra mu- 
zyk, profesor odbywa swoje doświadczenia fizyczne, 
niwo, 
podzięki i zaszczyty on zbiera. Wzrasta w wielkości, zo- 
staje człowiekiem wpływowym: pierwszym ministrem na- 
reszcie kończy dni swoje w ten sposób, że tonie w srebrnym 
garnuszku z uszami. Niemogąc ganić symboliczno-saty- 
rycznej dążności poety, zaznaczam, że tu roskoszuje się on 
tern, iż jednostce przypisuje takie przymioty, które przy- 
nale
ą innym, a więc znosi formę i ograniczenie jednostki. 
Z podobnie
 satyrycznym zamiarem, z bardziej pomysłowem 
ale rubaszniejszem zastosowaniem, wprowadza u nas'ten 
motyw Hostrup w s\vojej komedyi "Wróbel w stadzie 
ór!l- 
wi (Ein Spatz in' Kranichschwarm)," gdzie każdy pociesz- 
nemu czeladnikowi krawieckiemu wciąż przyznaje takie 
przymioty, jakie odnośny bohater osobiście ceni najwyżej. 
Otóż, jak romantyczność z roskoszą bawi się tu w dodawa- 
nie, tak i odejmowanie z indywidualności musi mieó dla 
niej wielki powab. Odbiera ona osobnikowi własności, które 
w innym razie zdają się właśnie nale
eć do niego najorg
- 
niczniej; odrywa je i rozdziela niższe organizmy, np. robaki 
na mniejsze i większe połowy, które obie 
yć nie przestają. 
Tak np. pozbawia ona indywiduum jego cienia. W utwo- 
rze Chamissa Peter Scltlemihl człowiek w szarej s
lkni
>>>
, 


. 


161 


klęka przed Piotrem i z zadzi,viającą szybkością od głowy 
do stóp odrywajego cień od niego i oq darniny, zwija go 
i chowa. Z opowiadania dowiadlijemy się, ile to dolegli- 
wości znosić musi człowiek, który stracił swój cień. Waw- 
. 
rzyny Chamissa nie dały zasnąć Hoffmannowi. W prze- 
ślicznej malej "Historyi o straconym obrazie źwierciadło- 
wym" bohater zostawia swój obraz zwierciadłowy we WIo- 
szech u wabnej Giuletty, która go zaczarowała, i powraca 
.. 
bez niego do 
ony. Kiedy pewnego dnia jego synek nagle 
odkrywa, 
e ojciec niema swego obrazu zwierciadłowego- 
upuszcza zwierciadło, które trzyma \y ręku, na ziemię 
i z płaczem w biega do pokoj u. Wkrótce potem wchodzi 

ona, z wyrazem zdumienia i trwogi. "Co to Razmek opo- 
wiada mi o tobie?" zawołała. "Że ja nie mam obrazu 
zwierciadłowego, nie prawdaż, moje serce?"'-wtrącił Spil- . 
her z przymuszollJm uśmiechem, i silił się na dowiedzenie, 

e doprawdy niedorzecznem jeat mniemanie, jakoby \vogóle 
mo
ebnem było stracić swój obraz zwierciadłowy, ale zresz- 
tą niewielka byłaby to strata, gdy
 katdy obraz zwiercia- 
d)owy jest tylko złudzeniem, że przyglądanie się sobie pro- 
wadzi do pró
ności, a przytem taki obraz rozcina własną 
j
źń na prawdę i na senną marę. 
Jak widzimy, gabinet katoptryczny rozwinięto tu tak 
daleko, 
e obraz'y zwierciadłowe poruszają. się na własną 
rękę i nie kierują się j 11
 podług oryginału. 
J estto nader zabawne, oryginalne i fantastyczne; sko- 
ro katdemli wolno podstawiać jaką chce wartość czy pod 
cień czy pod obraz w zwierciadle, więc mo
na nazwać to 
nawet prawd
iwie głębokiem. Nie chcę te
 wydawać sądu, 
chc
 tylko charakteryzować. Nie wydaję świadectw dzie- 
łom i autorom, chcę tylko odm
lować moim ziomkom kie- 
runek historyczny, który przez wiele lat był.. podwaliną.. 
naszego rozwoj n, i wskazać im, co on zamierza i dokąd- 
prowadzi. 


..
>>>
. 


. 


162 


. 


Poniewa
 romantyzm z koniecznością ,vewnętrzną 
rozwiązuje formę sztuki, ponieważ Hoffmann mota i wikła 
 
części swojego dzieła, tak iż prawa strona karty zawiera 
jedną historyę a lewa zupełnie inną; poniewa
 Tieck fabry- 
kuje swe dramaty podług teoryi czarek na kule, aby nie 
działać 
a czytelnika poważnie; poniewat Kierkegaard 
w swoich utworach, podług chińskiego wzoru pudełkowego, 
jednego pisarza wkręca w drugiego, a to na mocy tej teoryi, 
te prawda nie daje się udzielić inaczej, jak tylko pośrednio 
(teoryi, którą ostatecznie sam' depcze nogami) - więc ar- 
tystyczne stanowisko romantyzmu wręcz jest odwrotne 
stanowisku klasyków. Ponieważ dalej romantyzm meta- 
fizyczno-sentymentalnie przeciąga osobistość przez szereg 
następujących po sobie pokoleń i żyć jej każe przed naro- 
dzeniem i po śmierci; poniewa
, aby dopiąć dreszcz wzbu- 
{lzającego efektu, rozszczepia człowieka i ka
e mu spotykać 
się z sobą samym we drzwiach; poniewa
 maluje go jako 
marzyciela wśród białego dnia, jako halucynata i szaleńca; 
poniewat humorystycznie nadaj e mn własności innych lu- 
dzi, a pozbaw{a go własnych, fantastycznie odrywa od nie- 
go to oień, to obraz jego zwierciadłowy- więc fantastycz- 
nejego odbicie, jego odbijająca fantastyczność, i pod wzglę- 
dem psychologicznym zajęła stanowisko wręcz odwrotne 
.stanowisku 
taro
ytnych, gdy t w wiekach dawnych 
dzieło sztuki i osobistość powstawały z jednego odlewu. 
W takim duchu dążność t:;ł. jest konsekwentną-jako od- 
wrotny biegun klasycyzmu, jako romantyczność. 
Ale je
eli człowiek z konieczności przyrodzonej, jeśli 
z natury jest rozszczepiony, rozdzielony, to jednak jest on 
jednolitym jest jednością przez swobodę. Swoboda, wola, 
postanowienie, czyniły człowieka całością. Chociaż czło- 
wiek jako płód natury jest tylko grupą, która przez aso- 
cyacyę utrzymuje się w 
pójności mniej lub więcej silnie, 
tedy człowiek, jako duch, jest indywidualnością, a w woli 


.
>>>
163 


zbierają się wszystkie elementy ducha i zbiegają się tam, 
jak ostrze miecza. Romantyzm tedy genialnie odmalował 
i pojął człowieka li tylko z jego strony naturalnej, nocnej. 
Do zebrania, jedności i swobody ducha nie dosięgnął on za- 
ró,vno na tym, jak i na jakimkolwiek innym punkcie. 


x. 


. 



 


Niejednemu zdarzyło się zapewne zstąpić do kopalń, 
w podziemny szyb, w który kazał się wprowadzić czło- 
wiekowi z pochodnią, aby potem przy niepewnem świetle 
pochodni rozejrzeć się po .kopalni. Do podobnej podró
y 
rad bym zaprosić czytelnika, jeśli tylko zechce powierzyć 
się mojemu przewodowi i mojej pochodni. Szyb, do którego 
spuścić się mamy, j€st niemieckie uczucie (Gemlith l). Ko- 
palnia tak głęboka i ciemna, z tak wyłą
ną właści wo- 
ścią, jak prawie żadna inna. Chciałbym ziomkom moinl 
dać obraz, jaki charakter zachowuje to uczucie ro- 
mantyka, który przed wszystkimi jest poetą serca- 
u Novalisa. "' 
Co niemiec rozumie pod wyrazem Gemiith, to nie da 
się wyrazić w 
adnym innym języku. U czucie-to ojco- 
wizna niemca. To trzon ognis
a, to wewnętrzny tygiel do 
topienia! W słynnych wyrazach w "Pieśni o burzy wę- 
drowca (Wanderers Sturmlied); 


, . 
. SWlatło wewnętrzne: 
Światło duszy, 
, . 
Srodowlsko! 
Zapłoń wobec 
Apollina, 


l) Gemiith - serce, czucie, dusza- wyraz niepodobny do przeło- 
ienia. (Przyp. tł6m.) 


. 


"' 


.
>>>
.. 


164 


Bo inaczej 
Zimno przemknie się nad tobą 
Jego twarz książęca. 


. 


w tych wierszach Goethe odmalował uczucie i jego znacze- 
nie dla tycia poety. Dla tego, kto posiada uczucie, wszyst- 
ko przybiera kierunek na wewnątrz, uczucie jest dośrod- 
kową siłą 
ycia duchowego. Serdeczność wewn
trzna jest 
dyplomem sz1achectwa dla tego, kto uczucie poczytuje za 
naj.wyższy szczyt życia ludzkiego. Romantycy jak we 
wszystkie m posn wają 8i
 do skrajności, tak i w pojmowa- 
niu uczucia. Wszystko to, co w uczuciu jest kiełkujące 
i tajemnicze, ciemne i niewytłómaczone, podnoszą oni kosz- 
tem tego, co jest serdeczne po prostu. Goethe jest dla nich 
poetą przed wszystkimi, nie dla swej siły plastycznej, lecz 
dla pełni nastroju, dla demonicznego mistycyzmu, który 
otacza postacie j ak arfiarza i 
Iignona, dla płodnej we- 
wnętrzności w drobnychjego poezyach. Przeci wnie, Le3sing 
i Schiller nie są poetami, ściga ich tart i zjadliwa krytyka, 
gdyż jasne te głowy z silną energią posuwają si
 w kierun- 
ku zwróconym na zewnątrz. Albowiem natchnienie, moc 
duszy i inne tego rodzaj u przymioty nie są uczuciem. U czu- 
cie pozostaje w domu, kiedy. natchnienie dobywa miecza 
i puszcza si
 w pochody swoje. Największym poetą, po- 
dług romantyków, jest ten, który posiada naj bogatsze 
. .. 
uczucIe. 
Zmiana, jaka teraz zachodzi u romantyków z uczu- 
ciem, jest ta, 
e Goethe'owskie ciepło duszy przechodzi 
w gorąco, dochodzi do punktu wrzenia i kipienia w swoim 
tarze niszczy wszystkie stałe formy, kształty i myśli. Poe- 
ta zakłada swoją sławę na uczuciu najgorętszem, najna- 
$o 
miętniej8zem, jakiem płonie wewnętrznie. Novalis wpro- 
wadza tu zawsze całą istot
 swoją. Uczucie naj głębsze, 
najbezwzgl
dniejsze - oto jego zasadniki. 


.
>>>
. 


165 


Novalis miał lat. siedemnaście, kiedy wybuchła re- 
wolucya francuska! J eteli mamy oznaczyć krótko ideę 
owego wielkiego ruchu to powiemy: była to idea obale- 
nia wszystkiego, co było tylko tradycyjnem, i zrywając ze 
wszelką historycznością, usadowienia całego bytu czlowie- 
ka na czystym rozumie. l\Iyśliciele i bohaterowie rewolu- 
cyi ka
ą, 
e tak powiem, całemu światu zewnętrzne- 
mn zaginąć w rozumie, aby następnie wydźwignąć go 
napowrót z głębi rozumu. Chocia
 Novalis głuchym jest 
na wszelkie polityczne i społeczne wołanie czasu, chociat 
ślepym na wszelkie postępowe ruchy wieku, chocia
 koń- 
czy zawód wśród najsmutniejszej i naj wstrętniejszej reak- 
cyi, jednak uniesiony zoetaje prądem cza
u swojego i na- 
wskroś przenikniony jego duchem, sam nie wiedząc o tern. 
Pomiędzy nim - cichym, ku wnętrzu zwróconym, elektor- 
sko-lojalnym asesorem, a owymi biednymi bosakami, co to 
śpiewając Marsyljankę i powiewając trójkolorami, spie- 
szyli z Pary
a na granicę, istnieje to zasadnicze podobień- 
stwo, te tak on jak i oni chcieli, aby cały świat zewnętrz- 
ny zaginął w świecie wewnętrznym. Tylko 
e dla nich 
tym światem wewnętrznym jest rozum, a dla niego uczu- 
cie-dla nich rozum ze swemi wymaganiami i formułami: 
wolność, równość, braterstwo; dla niego uczucie ze swoim 
nocno-ciemnym, cudotwórczym światem, w którym on sta- 
pia wszystko, aby na dnie kotła, jako osad, jako złoto uczu- 
cia znaleść: noc, chorobę, mistykę i roskosz '). 
Tak więc nale
y on do swojego czasu, nawet pomimo 
najnamiętniejszej polemiki przeciw swojemu czasowi i je- 
go ideom. Tak więc jest on w najprostszem przeciwień- 
stwie do wszystkich jasnych i pięknych idej swojego czasu, 
którego duch opętał go w brew j ego woli. 


l} A. Ruga, Gesammelte Schriflen, t. I, s. 247 in. 


.. 


... 


. 


... 


.
>>>
166 


Czem u Fichtego i 11 mę
ów rewolucyi jest jasna, 
nad wszystkiem panująca i wszystko ogarniająca samowie- 
dza, tem u niego jest pochłaniające wszystko uczucie sie- 
bie, które się potęguje do stopnia roskoszy; albowiem nowe 
czasy tak mu przypadają do serca, że niejako wrosły we 
wszystkie jego nerwy i te odczuwa je z roskosznem natę- 
żeniem. Czem u nich jest \volność abstrakcyjna, rozpoczyna- 
jąca wszystko na nowo, tem u niego samo,vol
a, wszystko 
ulatniająca fantastyczność, która naturę i dzieje rozwiązu- 
je w symbole i myty, ateby swobodnie rozrządzać wszyst- 
kiem, co dane z zewnątrz, i mieć motność ros
oszowania 
się w uczuciu siebie. "U N ovalisa-mówi Arnold Ruge- 
z równą siłą występuj e mistycyzm, ta roskosz teoretycz- 
na, jak i roskosz, ten mistycyzm praktyczny." 
Tieck odzywał się z zapałem o muzyce, która uczy 
nas CZ
lĆ samo uczucie. Novalis, którego zasadnikiem jest 
uczucie bezwzględne, chce czuć samego siebie i nie robi 
bynajmniej z tego tajemnicy, że szuka tego roskoszowania 
się z sobą. Dlatego to choroba milszą mu jest, aniteli 
zdrowie. Albowiem chory wciąt poczuwa swoje 
iało, kie- 
dy tymczasem zdrowy nie zwraca na nie uwagi. Pascal, 
a za nim Kierkegaard poprzestawali na tem, te chorobę 
-nazywali naturalnym stanem chrześcianina, Novalis posu- 
wa się nierównie dalej. Choroba jest podług niego naj- 
wytszem, jedynem życiem: "Życie jest chorobą d
cha. Dla- 
czego? Ponieważ duch świata poczuwa i dąznaje siebie 
tylko w tyjących indywiduach. Jak Novalis wysławia 
chorobę, tak wysła\via i roskosz. Dlaczego? Poniewat 
roskosz, to nic innego, jak egzaltowane, chorobliwe uczu- 
cie i nierozstrzygniona walka pomiędzy przyj emnością 
a bólem. "W chwili, powiada, kiedy człowiek poczyna 
miłować chorobę lub boleść, to jakby najponętniejsza ros- 
kosz leżała w jego objęciach, najwyższa, pozytywna bło- 
gość ogarnęła go.... Czyliż to, co najlep8z
, nie rozpoczy- 


c
>>>
. 


]67 


. 


. 


na się chorobą? Choroba połowiczna - jest złem. Cbo- 
. 
roba cała - jest. przyj emnością, i to wy
szą. pr
yj emno- 
ścią." Tak samo mówj Novalis i o sile mistycznej, ,
która 
zdaje się być siłą roskoszy i nieprzyjemności, których za- 
palające działania mniemamy dostrzegać. tak wydatnie 
w uczuciach roskosznych." 
Takiemu błogiemu uczuciu churoby II Nova1i
a od- 
powiada w pietyzmie przeświadczenie się o grzechu choro- 
ba duchowa, która zarazem jest roskoszą. O rzeczonym 
związku Novalis ma najjaśniejszą świadomość. "Religia 
chrześciańska jest to pra\vdzi wa religia roskoszy. Grzech 
to najwy
sza podnieta do miłowania bóstwa; im grzeszniej- 
szym poczuwa się człowiek, tern bardziej jest cbrześciań- 
skim. Bezwzględne zjednoczenie się z bóstwem jest celem . 
grzechu i miłości." .A. w inDem miejscu mówi: "Rzecz do- 
syć dzi wna, 
e asocyacya roskoszy, religii i okrucieństwa 
nie zwróciła jut oddawna uwagi ludzkiej na wewnętrz- 
ne ich pokrewieństwo i wspólną dążność." 
Jak Novalis przekłada choroby nad zdrowie, tak i da- 
leko wytej - przekłada noc nad dzień z jego nzuchwalem 
światłem. " 
Nienawiść k
l dniowi i światłości dziennej spotykamy 
stale u romantyków. Ju
eśmy to wskazali w "Wiliamie 
Lovell'l1." Novalis na tej drodze posu wa się jeszcze dalej 
w słynnych swoich "Hymnach do nocy." Że miłuje noc. 
to łatwe do. zrozumienia: Poniewa
 noc zakrywa przed jaź- 
nią świat otaczający, przeto wpędza ją niejako w nią samą. 
Stąd uczucie siebie i uczucie nocy są jednem i tem samem. 
Roskosz uczucia nocy jest nastrojem zgrozy: naprzód jest. · 
to jakieś wra
enie trwogi poniewat w ciemności przycho- 
dzi człowiekowi domysł, jak gdyby utracał s
mego siebie,. 
kiedy znika wszystko na około niego; następnie jest to pe- 


. 


.
>>>
" 


. 


168 


wien dreszcz chorobliwo-błogi, poniewa
 uczncie siebie sil- 
niej wynurza się z tej trwogi I). 
, 
W jednym ze swoich fragmentów Novalis nazywa 
śmierć: pierwszą nocą nowo
eńców, tajemnicą słodkich 
.. 
misteryj, i dodaje dwuwiersz: · 


Czyż nierozum nie jest szukać wspólnego łoża dla nocy 
Kto kocha Uśpioną, i ten zaprawdę rozumną ma myś). 


A ten sposób myślenia tak głęboko uzasadnił się w ro- 
mantycznym poghidzie na 
ycie, te w dramacie Wernera: 
"BraciaKrzy
owj," bohater na krótko przed śmiercią mówi 
na stosie: 


. 


Zazdrość przebaczam, 
Żałoby-nie... -O jakże niewysłowienie 
N apawam się roskoszą przeisto
zenia 
W uczuciu pięknej śmierci ofiarnej, Ol bracie
 
Nieprawdai? przyjdzie czas, gdy wszyscy ludzie 
Poznają śmierć -uścisną ją z roskoszą. 
I będą czuć, że życie to, jedynie 
Jee-t. przeczuciem miłości a śmierć pocałunkiem 
. 
Narzeczonej; a owo, co z męża zapałem' 
Rozodziewa nas z szat w małżeńskiej łożnicy-- 
Owo zniszczenie-rozlaniem jest żaru miłości! 


. 


Źycie i śmierć dla Novalisa są . względnemi tylko 
pojęciami." Umarli są na wpół 
yjącymi, 
yjący na wpół 
umarłymi. Przy takim dopiero poglądzie byt nasz otrzy- 
muje właściwą swoją przyprawę. W pierwszym bymnie 
do nocy czytamy: "Odwracam się ku świętej, niewysłowio- 
.. 
ertajemnicy nocy. W oddali Iety świat, w głęboki grób 
. zapadły: puste i samotne jest jego siedlisko. Po strunach 
piersi wieje głęboka tęsl{nota... Czy
 i ty nieco llpodoba- 
,-łaś sobie w nas, ciemna nocy... Drogocenny balsam spada 


') A. Ruge, Ges. Schriften. t. l. 8. 264 i n. 


*
>>>
169 


kroplami z twej ręki, z wiązki maku. Ty podnosisz cię
kie 
skrzydła uczucia... Jak ubogiem, jak dziecinnem wydaje 
mi się teraz światło! jak pocieszającem i błogoslawionem 
odejście dnia!... Bardziej niebiańskiemi, ani
eli lśniące 
owe gwiazdy, zdają się nam nieskończone oczy, jakie w nas 
otworzyła noc. Dalej widzą one, niż naj bledsze z owych 
niezliczonych zastępów; nie potrzebując światła, przezierają 
one głębinę kochającego serca, które napełnia wy
szy prze- 
stwór niewysłowioną roskoszą. Cześć królowej świata, 
wysokiej zwiastunce świętych światów, opiekunce błogo- 
sławionej miłości: Ona to zsyła mi ciebie, miła oblubieni- 
co, ciebie, lube słońce nocy. Teraz czuwam, albowiem je- 
stem Twoim i 
Ioim; ty zwiastowałaś mi noc do 
ycia, ty 
uczyniłaś mię c
lowiekiem. Straw moje ciało 
arem du- 
chów, abym zlał się z tobą głębiej, wewnętrzniej, a potem 
wiecznie spędzał noc nowoteńca." W tym hektycznem 
wylaniu się czujemy pragnienie istoty trawionej suchotami. 
Podobnie
 i w Lucyndzie. ,,0 tęsknoto wiekuista! Prze- 
cież nakoniec zapadnie i zgaśnie bezowocna tęsknota dnia, 
marne olśnienie; a czuć się da wielka noc miłości w spoko- 
ju wiecznym." W myśli o niechwilowem, lecz wiecznem 
uściśnieniu spotykają się z sobą obaj romantyczni marzy- 

iele nocy. 
We wspomnianym tu zapale ku nocy tkwi zaród mi- 
stycyzmu religijnego. J ak pierwej u Junga Stillinga, 
tak później u Justyna Kernera mistycyzm przeistacza się 
w zabobon i strachy. W oddzielnych pismach późniejszych 
rom.antyków, jak np. w Acbima von Arnim Pięknej Iza- 
beli Egipskiej połowę osób występujących stanowią wid- 
ma. Klemens Bre1ltano - enfant perdu szkoły roman- 
tycznej, w młodości swojej niepoprawny junak, dla które- 
go największą przyjemnością było rozrzewniaó do łez da- 
my opo,viadaniem o swoich całkiem zmyślonych cierpie- 
Tom II. 12
>>>
170 


niach I), W dojrzałym wieku przeszedł na katolicyzm i sześć 
Jat 
ycia swego przepędził na religijnem podziwianiu zakon- 
nicy, Katarzyny Emmerich, która osobiście przecierpiała 
wszystkie męki Zbawiciela, podobnie jak święci wieków 
średnich, doświadczyła cudu stygmatyzacyi i pokazywała 
na swojem ciele znamiona wszystkich ran Odkupiciela. 
Brentano z niezmordowaną usilnością utworzył obszerny 
obraz tej legendy. 
Misty kę sam Novalis nazywa "rzeczą roskoszną. " 
Aby zrozumieć nąle
ycie to wyra
enie, potrzeba stndyo- 
wać j ego hymny: "Niezniszczalnie stoi krzy
, zwycięska 
chorągiew naszego rodzaju." 


Przejdę ja tam, 
A każda męka 
Stanie się kiedyś. 
Ż
dłem roskoszy - 
Po lat niewielu 
Wolnym już będę, 
Legnę u pojon. 


Jeszcze wydatniej występuje ekstaza, ekstatyczna na- 
mi
tność zmysłowego ja, w hymnie o wieczerzy pańskiej, 
który znajdujemy w "Pieśniach duchownych" N. VII. 


NiewieI u zna 
Tajemnicę miłości, 
Czuje nienasyconość 
I wieczne pragnienie. 
Boskie znaczenie 
Wieczerzy pa ńskiej 
Dla ziemskich zmysłów zagadką jest; 
Ale kto raz 
Z gorących, ukochanych ust 
'rchnienie żywota ssał, 


l) R. Kopke, Ludwig Tieck, t. I, s. 333 i n.
>>>
171 


Komu ża.r święty serce 
W drgaj ące fale roztopił. 
Komu tak wzniosło się oko, 
Że niezgłębione 
Głębiny nieba zmierzył, 
Pożywać będzie z jego ciała, 
Pić będzie z jego krwi 
Wiekuiście. 
Kt6żto życia ziemskiego 
Odgadł wysoką myśl? 
Kto wyrzec może, 
Że rozumie krew? 
Wszystko jest ciałem, 
Jednem ciałem, 
W niebieskiej krwi 
Płynie święta para. 
O ! żeby oceaR 
Zarumienił się już; 
Żeby w wonne ciało 
W ytrysła skała! 
Słodka wieczerza 
Nie skończy się nigdy, 
A miłość nie na,syci się; 
Nie napełni dosyć 
Ukochanym. 
Świętszemi ust Y przeobrażony 
Coraz to bliższy 
I serdeczniejszy pokarm ten. 
Roskosz gorętsza 
Wieje wskroś duszy, 
W ciąż serce łaknie 
Bardziej a bardziej. 
I tak trwa rosko8z miłości 
Na wieki wieków. 
Gdyby jej trzeźwi 
Raz skosztowali, 
Wszystko rzuciliby 
I do nas tu zasiedli, 
Do stołu utęsknienia, 
Co nigdy próżny nie będzie; 


.. 


. r
>>>
.. 


172 


I nieskollczoną pełnię 
Miłości poznaliby 
I uwielbiali 
Pokarm ciała i krwi. 


Oto mamy świetny przykład istoty i charakteru 
mistyki - zachowuje ona wszystkie formy religijne; ale 
czuje wskroś przez swoją treść; przemawia tym samym 
j
zykiem co i ortodoksya i tłómaczy dla siebie samej tę 
mow
 martwą, zamienia ją na 
ywotną. Dla tego to 
w wie\rach średnich miała ona wielkie znaczenie wobec 
sztywnej, zewn
trznej scholastyki, którą strawiła swym 

arem. I tym sposobem stała si
 poprzedniczką reforma- 
cyi. Mistyk nie potrzebuje dogmatu zewn
trznego; w pobo- 

nem zachwyceniu jest on sam s\voim kapłanem. Poniewat 
atoli wszystkie j ego dą
ności biegną na wewnątrz, wi
c tet 
nie niszczy dogmatu zewnętrznego i ostatecznie szanuje go- 
dność kapłańską w innych. 
W mistyczno-proroczych słowach NovaIis zapowiada 
nowe królestwo świętej ciemności: 


. 


Oto wkracza nam świat nowy 
I najjaśniejszy blask słońca zaciemnia; 
Widać jak z gruzów mchem zarosłych 
Przecudowna przeszłość prześwieca. 
A co pierwej było codziennem, 
Teraz się zdaje obce, dziwaczne. 
Otwarło się królestwo miłości, 
Zaczyna się pl"z
dza baśni 
I gra pierwotna wszej natury. 
Każdy mierzy w słowa potężne. _ 
I tak, wielkie uczucie świata 
Wezędy się rusza, kwitnie bez końca 
Snem świat się st
ie, sen światem, 
A co mniemamy j1''; spełnionem, 
Dopiero zbliża się z daleka. 
Swobodnie bujać ma fantazya,
>>>
173 


Przesnuwać nici podług woli, 
Tam coś zasłonić, tam coś rozwinąć, 
\V końcu w magiczną mgłę się ulutnić. 
Tęskność i roskosz, życie i śmierć 
W najserdeczniejszej są tu sympatyi.- 
Kto naj wyiszej uległ miłości, 

igdJ się z ran jej nie wyleczy. 


Jeszcze mocniej wplątanemi jedna w drugą są myśli: 
noc - śmierć -:- roskosz - szczęśliwość w poezyi, którą 
znajdujemy w romansie Novalisa o Cmentarzu w ogrodzie 
klasztornym. Umarli mówią: 


Słodki wdzięku letnich nocy, 
Cichy kręgu sił tajemnych 
Zagadkowych gier roskosze, 
Was tylko my znamy. 
Cichych pragnień sł
dkie mowy 
Tyle tylko słyszym, tylko 
Patrzym wci
ż w szczęśliwe oczy 
A jedynym dla nas smakiem 
Tylko usta, pocałunek. 
Wszystko, czego się dotkniemy, 
W gorący owoc balsamiczny, 
W lekką, pulchn
 pierś się zmienia, 
Ofiarę śmiałej żądzy. 
Wciąż tam rośnie, kwitnie pragnienie, 
By uścisnąć oblubieńca, 
Zabrać go w głąb duszy, 
Zlać się w jedną istność, 
Nie od pierać j ego pragnień 
I pochłaniać się wzajemnie, 
Karmić zycie wzajemnie 
Sobą, tylko sobą. 
Tuk w pieśń i wysoką roskosz 
Na zawsześmy pogrążeni, 
Odtąd, jak owego świata 
Dzika, smętna is kra zgasła: 
Jak się zamknął ów pagórek, 
Jak stos błysnął płomieniamiT
>>>
174 


I przed sercem struchlałem 
Rozpłynął się widok ziemi. 
Ten mistycyzm, który wysławia umarłych, jako tych, 
którzy opływali we wszelkie roskosze zmysło'\ve, nieo- 
dzowne w 
yciu jest kwietyzmem, t. j. uwielbianiem 
ycia 
czysto wegetacyjnego, zupełnie tak jak je opiewa "Lu- 
cynda. " 
"Rośliny - mówi Novalis - są najbezpośrcdniejszą 
mową ziemi; ka
dy nowy liść, ka
dy szczególny kwiat jest 
jakąś tajemnicą, która pcha się ku górze i która, ponie- 
wa
 z miłości i z 
ądzy nie mo
e poruszyć się, ani przyjść 
do słowa, przeto zostaje niemą, spokojną rośliną. Jeśli 
w ustroniu znajdziemy taki kwiat, czy
 nie zdaje si
 nam, 
jak gdyby wszystko dokoła było rozpromienione, a małe 
skrzydlate tony szczególni
j upodobały sobie przebywanie 
w jego pobli
u? Gotowibyśmy rozpłakać się z radości, 
ręce i nogi utkwić w ziemię, aby wypuścić korzonki i nigdy 
nie rozstawać się z tem szczęśli wem sąsiedzt wem. " 
Jaki przepych uczucia! jaka szalona sytuacya, przy- 
pominaj ąca Ulissesa z Itaki! 
"Kwiaty - czytamy \v innem miejscu Henryka 
von Ofterdingen - są to kopie dzieci. Tak dzieciństwo 
w gł
bi jest najbli
ej ziemi, kiedy przeciwnie obłoki są 
mo
e zjawiskami drugiego, wy
szego dzieciństwa, raju od- 
zyskanego; i dla tego tak dobroczynnie zlewają rosę na 
pierwsze. " 
W 
argonie romantycznym jest nawet mowa o dzie- 
ciństwie obłoków. Naiwność wspina się w dziedziny po- 
wietrzne i nie zatrzymuj e się, aż dokona aneksyi samych 
obłoków. Ol Poloniuszu! - To naiwne obłoki są istnym 
i właściwym symbolem romantyzmu. 
Ale w roślinach i i
h kopiach - obłokach, dla uczucia 
romantycznego. jest jeszcze zbyt wiele usiłowań, zamiaru, 
niepokoju. Nawet wegetowanie nie jestto prosty stan
>>>
175 



arod
owy, nie jestto czysty spokój; za,viera ona kierunek 
ku górze w dąteniu rośliny ku światłu. Stąd tycie roślinne 
nie jest jeszcze szczytem. Novalis posu,va się jedzcze 
.0 krok dalej, ani
eli Fr. Sc hlegel. 
"Najw'y
szem tyciem jest matematyka. Bez entuzya- 
zmu niema matematyki. Czysta matematyka jest reli- 
gią. JJo matematyki dosięgamy tylko przez teofanię. 
Matematyk wie wszystko. Wszelka działalność ustaje, 
kiedy wchodzi wiedza. Stan wiedzenia jest eudemonią, 
szczęśliwym spokojem kontemplacyi, niebieskim kwiety- 
-zmem. " 
Tu stoimy na szczycie. Wszelkie 
ycie skrystalizo- 
wało się w martwych formach matematy ki. 
N a punkcie tym czysto uczuciowe 
ycie tak silnie 
jest ześrodkowane, te staje się nieruchome. Zupełnie tak, 
jak gdyby zegar duszy bić przestał. Wszelka dą
ność 
szlachetna, wszelki ,volnomyślny kierunek na zewnątrz 
.zostaje odparty nawstecz, zdławiony w zadusznej piwnicy 
uczucia. N a tym więc punkcie wewnętrzność uczucia 
przeradza się w najmateryalniejszą ze\vnętrzność. Skoro 
wszelką moc wytwarzania nowych form skazano na 
wzgardę i śmierć, więc stanęliśmy na owym punkcie zwro- 
towym, gdzie wszelkie stałe formy zewnętrzne mają uzna- 
nie tylko jako takie, a to tern bardziej, im są, stalszemi, 
im bardziej zb1i
ają się do stanu owej krystalicznej ska- 
mieniałości, im stanowczej nakładają wędzidło na wszelką 
tendencyę, im pewniejszą jest rzeczą, 
e zostawiają pole 
tylko czysto wegetacyjnemu 
yciu. Novalis zdobywa si
 
- na ten krok \v godnem u wagi piśmie: "Chrześciańskość 
albo Europa (Christenheit oder Europa)", które napisał 
\V roku 1749, a które Tieck, przez wyrzucenie go z bardzo 
wielu wydań pism Nowalisa (znajduje się ono tylko 
w czwartem wydaniu) nadaremnie usiłował pogrą
yć 
w zapomnieniu. Czytamy tam: "Piękne, świetne były 


.
>>>
.176 


to czasy;kiedy Europa była krajem chrześciańskim, kiedy 
jedno - chrześciaństwo zamieszki wało tę część ziemi.... 
Słusznie mądra, naj wy 
sza głowa kościoła opierała si
 
zuchwałem u kształceniu zdolności ludzkich z krzywdą dla 
świętej myśli, oraz niewczesnym, niebezpiecznym odkry- 
ciom w dziedzinie wiedzy. I tak zabraniała ona śmiałym 
myślicielom twierdzić publicznie, 
e ziemia jest nieznaczą- 
cą gwiazdą wędrowną; gdy
 wiedziała dobrze, 
e ludzie 
wraz z poszanowaniem ku swemu siedlisku i ziemskiej 
ojczyznie straciliby poszanowanie ku ojczyznie niebieskiej 
i j ej rodzaj owi, a ograniczoną wiedzę przekładali by nad 
nieskończoną wiarę i przyzwyczailiby się wszystko, co 
wielkie i godne uwielbienia, lekcewa
yć i poczytywać za 
martwy skutek prawa." Nie pytajmy oto, czy słyszymy 
tu głos zakrystyana z "Erazma 
Iontana," czy głos N ova- 
lisa. Zwa
my tylko konsek\vencyę poety. Poezya, która 
Schillera poprowadziła do Hellady, prowadzi Novalisa do 
inkwizycyi i powoduje go, jak po nim Józefa de Maistre'a, 
do przejścia na jej stronę przeciw Galileuszowi. 
O protestantyzmie tak mówi: "Ten wielki rozszczep 
wewnętrzny, któremu towarzyszyły niszczące wojny, był 
zasługującą na uwagę oznak& szkodliwości kultury-a przy- 
najmniej doczesnej szkodliwości kultury pewnego stopnia... 
Insurgenci rozłączyli to, co nierozłączne, podzielili kościół 
nierozdzielany i oderwali się występnie od powszechnego 
związku chrześciańskiego, przez który i w którym jedynie 
mo
liwem było istne, trwałe odrodzenie się... Pokój reli- 
gijny za\vartym został na zasadach zupełnie fałszywych 
i przeciwnych religii a przez dalsze trwanie tak zwanego 
protestantyzmu ogłoszono nieustającem coś stanowczo 
sprzecznego: rząd rewolucyi. 
Luter wogóle traktował chrześciaństwo samowolnie
 
nie znał jego duszy, wprowadził inną literę i inną religię, 
miano,vicie świętą obowiązkowość Biblii, a wraz z tem na 


.
>>>
177 


nieszczęRcie, do l'zeczy religijnej przymięszała się inna, zu- 
pełnie obca, ziemska nauka - filologia, l{tórej niszczący 
wpływ od tej ch wili staj e się niezaprzeczonym. .. Odtąd 
ogłoszono absolutną popularność Biblii i oto mizerna treść, 
surowy, abstrakcyjny zarys religii w tych książkach ucis- 
kał tern widoczniej i utrudniał Duchowi świętemu swobod- 
ne ożywienie, przeniknięcie i objawienie... Z reformacYą 
ginął chrystyanizm. .. Szczęściem dla starodawnej insty- 
tucyi, wzniósł się teraz nowo-powstały zakon, na który 
niejako przelał ostatnie dary swoje konający duch hierar l . 
ohii, a który z no,vą siłą podźwignął stare i z zadziwiają- 
cym rozumem i wytrwałością, mądrzej ni
 było przedtem 
zajął się królestwem papieskiem, potężnem jego odrodze- 
niem. W dziejach świata niewidziano jeszcze nigdy takie- 
go towarzystwa. Jezuici wiedzieli dobrze, jak wiele I
uter 
winien był swoim sztukom demagogicznym i studyonl nad 
prostym ludem.... Reformacya dała dobrym głowom z,vod- 
nicze uczucie ich powołania. Uczony jest instynktowo 
nieprzyj acielem d ucho,vieństwa podług da wnego ustroj U; 
stan duchowny i stan uczony mnszą .prawadzić wojnę za- 
gładczą, je
eli się rozdzielą; gdy
 dobijają się o jedno 
. . 
mIeJ sce... 
Rezultat nowożytnego rodzaju myślenia nazwano fi- 
lozofią i zaliczono do niej wszystko, co było sprzeczne ze 
starym porządkiem, a więc szczególniej każdą wycieczkę 
przeciw religii. Osobi8ta początkowo nienawiść przeciw 
wierze katolickiej nieznaczn.ie' przeszła w niena wiść przeciw 
Biblii, przeciw wierze chrześciańskiej a nakoniec nawet 
przeci w religii." 
Widzimy, z jaką jasnością Novalis myśl woln
 uzna- 
wał za następstwo protestantyzmu. 
"Co więcej -nienawiść przeciw religii, bardzo natu- 
ra]nie, rozciągnęła się na wszystkie przedmioty entuzyaz- 
mu, ogłosiła za kacerstwo fantazYę i uczucie: obyczajowość
>>>
178 


i zamiłowanie sztuki, przyszłość i przeszłość; człowieka 
postawiła w rzędzie istot natury z nędzą po nad nim, a nie... 
skończoną, twórczą muzykę wszechświata nazwała jedno- 
stajuem stukaniem olbrzymiego młyna, który pędzony po- 
tokiem trafu, i pływając na nim, jest rzekomo mlynem sa- 
mym w sobie bez budowniczego i młynarza, a właściwie 
mówiąc, prawdziwem perpetuum mobile, młynem mielą- 
cym samego siebie. Zostawiono wspaniałomyślnie biedne- 
mu rodzajowi ludzkiemu jakiś entuzyazm, entuzyazm ku 
tej pysznej, wjelmo
nej filozofii. Francya miała szczęście 
stać się łonem i 8iedliskiem tej no\vej wiary, sklejonej li 
z samej wiedzy... Światło z powodu swojej matematycz- 
nej karności i zuch\valstwo były ulubieńcami tych ludzi... 
Nadzwyczaj interesującąjest historya niedowiarst\va. 
nowo
ytnego i klucz do wszystkich potwornych filozote- 
matów nowszych czasów. Zaczyna się ona dopiero w Lie- 

ącym stuleciu a szczególniej w drugiej jego połowie 
i w krótce urosła do niesłychanych rozmiarów i rozmaito- 
ści. Druga reformacya, szerzej ogarniająca i osobliwsza 
w swoim rodzaju była nieuniknioną, a dotknąć musiała 
najprzód .ten kraj, który był naj bardziej zmodernizowanym 
i dla braku swobody najdłu
ej zostawał w stanie bezsilno- 
ści... Prawdziwa anarchia jest zarodowym pierwiastkiem 
religii. Z unicestwienia wszelkiej pozytywności podnosi 
ona promienną głowę swoją, jako nowa za.ło
yciclka świa- 
ta.... Czyli
 przetwórca państ,va nie przedstawia się istot- 
nemn obserwatorowi podobnym do Syzyfa? Oto dosię- 
gnął szczytu równowagi, a jn
 po drugiej stronie stacza 
się potę
uy cię
ar. Nie zostanie ten cię
ar na dole, jeżeli 
jakaś atrakcya ku niebu będzie go utrzymywała zawiśnię- 
tym na górze. Za słabe są wszyskie wasze podpór ki, j ezeli 
państwo wasze zachowa dą
ność ku ziemi;'. 
Następuje pełne zapału proroctwo o nowej erze uczu- 
cia, która ma przyj ść:
>>>
17
 


"W Niemczech motną. j u
 z całą pewnością ukazać 
ślady nowego świata. Nieporównana wielostronność, zd n- 
miewająca głębia, świetna ogłada, szeroko ogarniające wia- 
domości i bogata a potę
na fantazya spostrzegać się daj e 
tu i owdzie, a niekiedy w śmiałem zjednoczeniu. Silne 
przeczucie twórczej własnowolności, bezgraniczności, nie- 
skończonej rozliczności, religijnej właściwości wszech- 
uzdolnienia rodu ludzkiego zdają się dawać oznaki tycia 
i ruchu. Wszystko to są tylko napomknienia surowe 
i bez związku, ale dla oka hi.storycznego zdradzają one 
powszechną indywidualność, jakąś nową historyę, nową 
ludzkość, n
jsłodsze ogarnienie 'v objęcia kościoła młode- 
go, nadspodziewanego i Boga miłującego, i głębokie poczę- 
cie nowego Mesyasza w tysiącznych członkach naraz. K tó
 
nie poczuwa tu ze słodkim wstydem dobrej nadziei? No- 
wonarodzone będzie obrazem swojego ojca, '\viekiem zło- 
tym z ciemnemi. nieskończonemi oczami, będzie wieki em 
proroczym, cudotworczym, gojącym rany, pocieszającym, 
zapalającym żywot wieczny, wielką chwilą pojednania, 
Zbawicielem, który, jako istny geniusz, bytujący pomiędzy 
ludźmi, niedostrzetony jest. jedno wierzuny i pod rozmaite- 
mi postaciami dla wiernych widonlY
 jako chleb i wino 
potywany. przytulany \vobjęcia jak oblubienica, 'v ciąga- 
uy oddechem jako powietrze, słyszany jako słowo i śpiew, 
a jako śmierć, z roskoszą niebieską wśród 7 naj "wytszych 
bóló,v miłości przyjmowany jest \ve \vnętrze wypalającego 
się ciała." 
Kicdy tak długo prawiłem czytelniko,vi o wszelakiej 
tej roskoszy, szczęśliwuści, religii, nocy i śmierci, o tej cie- 
mności, która niebawem ma zapaść i zaćmić najjaśniej8ze 
światło słoneczne, pytam się, czyli
 nie doznał takiego jak 
ja wra
enia, 
e wykrzyknął w głębi serca: "światła, powie- 
. trza!.' Ozyż nie zdaje się nam, 
e się' dusimy? Nie jest
e 
to uczucie podobne do podziemnej kopalni? Znamy sym-
>>>
180 


paty
 Novalisa do 
ycia górniczego, w którem czerwone, 
pryskające lampy zastępować mają światło dzienne. I cóż 
z tego wszystkiego, jaki wyniknął owoc z owych tuleń 
w objęciach Boga miłującego i młodego, nadspodziewane- 
go kościoła? Có
 wynikło innego, jak: nowonarodzona, 
odrodzona reakcya, która we Francyi przywraca katoli- 
cyzm, a po upadku Napoleona-Burbonów, która w Niem- 
czech doprowadza do owej obrzydłej tyranii, co to piety- 
zmowi nadała taki sam wpływ, jaki miał katolicyzm we 
Francyi, najlepszych poetów wypędziła na wygnanie, a pod 
nastrojem roman
ycznym zajmowała się dokończeniem ka- 
tedry koJońskiej, tak samo jak Julian, romantyk na tro- 
nie, niegdyś przed wiekami zaj mował się odbudowaniem 
świątyni w Jerozolimie? Poeta chciał był wszystko spro- 
wadzić do życia wewnętrznego. Świat wewnętrzny zagar- 
nął w siebie wszystko: siły rewolucyi i kontr-re,volucyi. 
W źYCill tem leżały związane wszystkie lwy ducha, w niem 
leżały u\vięzione wszystkie tytaniczne potęgi dziejów-tak, 
odurzone jakąś makową atmosferą. Wokoło nich zrobiła 
się noc: poczuwali oni roskosz ciemności i śmierci, żyli je. 
dynie życiem fantazyi, jak siedmiu braci śpiących, i nako- 
niec całkiem obrócili się w kamień. W świecie wewnętr
- 
nym leżały wszystkie bogactwa ducha, "ale jako martwe 
skarby i spoczywające masy, które pomysłowo podług 
praw matematyki formowały kryształ, mniej więcej tak 
jak złoto i srebro w ziemi i we wnętr
u góry, a poeta stał 
się górnikiem albo porwanym w góry, który zszedł pod 
ziemię i radował się wszystkiem, co widział. 
Ale kiedy on przebywał pod ziemią, tymczasem na 
ziemi w świecie zewnętrznym wszystko szło swoim bie- 
I 
giem. Swiat zewnętrzny bynaj mniej nie pozwolił się 
naruszyć w niczem, a
eby poeta i myśliciel rozkładał 
go na świat ,vewnętrzny. Albowiem nie ro
k}adał go on 
surowo i zewn
trznie, jak Rousseau i Mirabeau, rozwią-
>>>
181 


zywał go tylko wewnętrznie, w ś wiecie wewnętrznym. Kie- 
dy więc wydostał się napowrót z jamy, kiedy skończyło 
się jego przebywanie we wnętrzu góry, pokazało się, 
e 
zewnętrzny, rozwiązany świat miał się bardzo dobrze, zu- 
pełnie po da wnemu. Wszystko, co on ze świata stopił 
w swojem sercu, stało zewnątrz zimne, chropowate - a 
e 
świat zewnętrzny nie zaj mo wał go przedtem, i że teraz 
ukazał mu się prawie tak samo i ciemnym, i nocnym, i ob. 
sknranckim, i zaspanym jak jego świat wewnętrzny, więc 
udzielił mu swoje błogosławieństwo i pozwolił mu po- 
zostać nadal. 
N ovalis urodził się w r. 1772. Pochodził z arcy pra- 
wowiernej rodziny w hrabstwie Mansfeld: ojciec został pó- 
źniej przeniesiony jako dyrektor kopalń soli do miasteczka 
Weisenfels. Wejście do tej rodziny jeszcze w r. 1799 wy- 
warło głęboki wpływ na Tiecka. Kopke mówi; "Panowa- 
ło tu ciche, powa
ne tycie, nie wystawna, lecz pra wdzi wa 
pobo
ność. Rodzina ta przejęta była zasadą bernhutów 
i postępowała w tym duchu. Stary Harden berg, niegdyś 
krzepki żołnierz, wzniosłego
 zacnego charakteru, stał jak 
patryarcha w pośród utalentowanych synów i miłych córek. 
Nowości i oświata były dla niego pod wszelką formą 
wstrętne; miłował on i wychwalał stare zapomniane czasy, 
a kiedy się nastręczała sposobność, umiał wypowiadać swo- 
je poglądy ostro i bezw zględnie, albo te
 wybuchać nagle 
gniewem. " 


Oto obrazek z domowego 
ycia tej rodziny. Raz 
Tieck w ościennym pokoju usłyszał gł08 starego pana, ła- 
jącego wcale niełagodnie i rozzłoszczonego. "Có
 się to 
8tało u - spytał zaniepokojony słu

cego, który właśnie 
wchodził. "Nic - odpowiedział slu
ący obojętnie - pan 
odbywa swoje naboteństwo." Stary Hardeuberg zwykł 
był prowadzić ćwiczenia religijne i doświadrhuĆ młodsze
>>>
182 


dzieci w rzeczach wiary, przyczem nieraz bywał gWf\ł- 
townym. 
Z takiego to gniazda wyszedł Novalis. Było to dziec- 
ko skłonne do zamyślania się i słabowite. W. młodości 
swojej, kiedy jeszcze nie popadł w zaciekanie się i marzy- 
cielstwo, był on namiętnym wielbicielem wielkich mętów 
wolności, Schillera, Fichtego, kilkakrotnie studyował ich 
dzieła i wpływ ich widocznym jest w pierwszych pisarskich 
próbach Novalisa. Pod względem politycznym był on 
wówczas repnblikaninem. W szystlto to przeszło później. 
Republikanin został niebawem fanatycznym rojalistą. Naj- 
pierwszym jego przyjacielem z pomiędzy romantyków był 
Frydery k Schlegel, którego poznał jeszcze w uni wersy te- 
cie. Kiedy Schlegel odwiedzał go w r. 1797 w jego oj- 
czyźnie, znalazł go zupełnie złamanym. N ovalis piastował 
był w sercu silną, całą istność jego ogarniającą miłość ku 
młodemu cudnemn dziewczęciu, Zofii Kiihn, a teraz śmierć 
wydarła mu nagle ukochaną istotę. Oddał się rospaczy 
a wśród usposobienia do samobójstwa i myśli o śmierci, ja- 
kie ta strata spłodziła w jego duszy, napisał swoje "Hym- 
ny do nocy." Nadmiar rospaczy, w jaką popadł, a przy- 
tern d7.i wna okoliczność, 
e Zofia miała dopiero lat d wana- 
ście, kiedy się w niej zakochał - tak, 
e j ego miłość ku 
niej przypada na okres od dwunastego do piętnastego jej 
roku - te względy zdają mi się przemawiać w wysokim 
stopniu za chorobliwym i nienaturalnym ustrojem duszy 
N ovalisa. Nadmieniamy przytem, 
e w rok później wi- 
dzimy go narzeczonym - tym razem z córką naczelnika 
górnictwa Charpentier. Faktem jest, jak mówi La Roche- 
foucauld, 
e moc namiętności naszych wcale nie jest w sto- 
sunku do ich trwania; atoli jest to coś osobliwego, .tak na- 
gle pocieszyć się inną, kiedy zakochany nosił się z myślą 
o śmierci i wyrzekł, 
e mogiła zawarła w sobie to, co było 
dla niego j edneID i wszystkiem. J ut- to nie braknie tu
>>>
183 


marnego wybiegu, 
e Julja zdaje mn się! jakoby odrodzo- 
ną Zofią, co wyznawana przez romantyków teorya pre- 
egzystencyi zapewne podszepnąć mu mogła. Kiedy Tieck 
latem 1797 r. przybył z odwiedzinami do Jeny, spotkał się 
po raz pierwszy z Novalisem. A. W. Schlegel pośredniczył 
W zawarciu znajomości, która wkrótee przeszła w marzy- 
cielską przyjaźń. W otywionych rozmowach otwieraJi 
przed sobą serca i pili czarę braterstwa. O północy wyszli 
napawać się nocą letnią. Księ
yc w pełni, mówi Kopkę, 
spoczywał magicznie i w p
łnym blasku na wy
ynach ota- 
czających Jenę. Nad ranem odprowadzili Novalisa do domu. 
Tieck w swoim "Fantasus" wystawił pomnik temu wie- 
czorowi. Wpływ Tiecka, zaczynający się od tej chwili, spo- 
wodował Novalisa do utworzenia głównego dzieła: "Hen- 
ryka von Ofterdingen." Podczas pracy nad niem zabrała 
go śmierć na suchoty. W dwa lata po owem spotkaniu 
ju
 nie 
ył. l\Iiał dopiero lat dwadzieścia dziewięć i ta 
okoliczność w połączeniu z wielką j ego oryginalnością 
i niezwykłą pięknością rzuciła na postaó jego blask poe- 
tyczny. On, Jan Poprzedziciel nowego kierunku, i ze- 
wnętrznym widokiem podobny był Janowi. Czoło jego 
było niemal przezrocze, ciemne oczy iskrzyły się bla- 
skiem niezwykłym. W ostatnich trzech latach jego t y- . 
cia widać było, 
e przeznaczonym jest na- śmierć przed- 
wczesną. 
Ta przedwczesna śmierć, zarówno jak i ta osobliwsze- 
go rodzaj u piękność spowodowały krytykę do porównania 
go 
e słynnym młodym poetą angielskim Shelley' em, któ- 
ry llrodził się w dwadzieścia lat po nim. _ Jeszcze nie- 
dawno pisarz francuski, Blaze de Bury, podniósł tę analo- 
gię w .Revue des del1x mondes. " "Poezya Shelley'a- 
mówi-blisko jest spokrewniona z poezyą N ovalisa-:-i nie 
tylko rysami fizyognomicznymi podobni są do siebie ci 
dwaj osobliwi poeci. Pogląd na naturę, odgadywanie naj- 


'II
>>>
184 


drobniejszych jej tajemnic, wyborowe połączenie uczucia 
i metafizyki, a przytem stanowczy brak wazelkiej plastyki, 
wszelkich odzwierciedleń i kształtów, dą
enie ku najwyt- 
szości, kończącej się w pró
ni, są to im wspólne znamiona." 
Krytyk podnosi wszystkie te podobieństwa formalnej 
i nie dodaje ani słowa, któreby napomykało o niezmiernej 
ró
nicy realnej, o biegunowem przeciwieństwie pomiędzy 
dwoma, z pozoru tak podobnie uzdolnionymi poetami, 
z których jeden poprzedza wielki 
wrot w piśmienniczym 
ruchu stulecia, jaki ja przedstawić zamierzyłem, a drugi 
następuje po rzeczonym zwrocie, a przecie
 nie byłbym 
\v stanie wyobrazić sobie innego środka na wydatniejsze 
podniesienie tego zwrotu, jak właśnie przeciwieństwo obu 
poetów. 
Czytelnik pozwoli mi przypomnieć tu główne rysy 
z 
ycia Shelley'a. Jako pochodzący z rodu znakomitego, 
Shelley dostaje się do znakomitej szkoły, gdzie zar
z od 
chwil dziecinnych rubaszność uczniów i srogość nauczy- 
cieli zapalają go do gniewu i oporu. Szczególniej budziła 
tu w nim silny wstręt obłuda z jaką wychodziły z ust 
imiona Boga i cbrześciaństwa, kiedy tymczasem ulegano 
najohydniejszym namiętnościom. W drugim tedy roku 
pobytu swojego w Oxfordzie napisał rzecz o "Konieczno- 
ści ateizmu", którą z naiwną miłośoią ku prawdzie przed- 
ata wił głowom kościoła i uni wersytetu. Wezwano go 
przed zgromadzenie profesorów, a poniewa
 poglądów 
swoich od wołać nie chciał, przeto za ateizm wypędzono 
go z uniwersytetu. Powrócił do ojca, a skoro ten przy- 
jął go z zimną pogardą, opuścił na zawsze dom ro- 
dzicielski. Takiemi to walkami i cierpieniami prze- 
platane było jego życie. Suchoty płuc, które go dotknę- 
ły w dwudziestym roku 
ycia, z których ozdrowiał wpra- 
wdzie powoli - zostawiły po sobie wielkie osłabienie 
ciała i wzrastającą z latami dra
li wość nerwów. Kiedy
>>>
185 


po śmierci pierwszej 
ony, dzieci swoje z pierwszego mał- 

eństwa chciał wziąć do siebie, wyrokiem sądu kancler- 
skiego odebrano mu je, poniewa
 w swojej "Królowej Ma b" 
wygłaszał niemoralność i irreligijność. Gdzie tylko, w swo- 
ich wędrówkach po obczyźnie, spotkał się z ziomkami, 
wszędzie obrzucono go szyderstwem jako "ateusza" i znie- 
wa
ano w sposób najdotkliwszy. 
Iając zaledwie lat d\va- 
dzieścia dziewięć, zakończył znękany, wygnańczy tywot, 
wraz ze statkiem zatonąwszy podczas burzy w zatoce Spez- 
zia. Byron kazał spalić jego zwłoki. 
W przeciwień
twie do tycia Shelleya, 
ycie H3rden- 
berga jest prawdziwą niemiecką idyllą małomiasteczkową. 
W d wudziestym piątym roku został on urzędnikiem, audy- 
torem przy wydziale kopalni soli. Później, jako asesor i na- 
czelnik okręgu turyngskiego, przeznaczony został pod 
zwierzchnictwo ojca swego w Weissenfels, i romantyzm 
nie przeszkadzał jego 
yciu publicznemu. Jako urzędnik 
był nadzwyczaj gorliwym, wiernym obowiązkowi, ścisłym. 
Żył i umarł, jako osiadły urzędnik i obywatel, który nie 
dopuszcza się 
adnego zboczenia, a przeto zawsze wychodzi 
na czysto w interesach. Republikanizmu swojego, jak ju
 
nadmieniono, odrzekł się wcześnie i tylko jego naiwność 
nie pozwala nam nazwać go słu
alczym; Fryderyka Wil- 
helma i Ludwikę Pruskąnazywu. "klasyczną parą;" w obja- 
wieniu się tych dwu "Geniuszów", upatruje przepowiednię 
lepszego świata. Fryderyk Wilhelm, mówi Hardenberg, 
jest pierwszym królem pruskim, codzień sam wkłada na 
siebie koronę. Stała się prawdzi wa transubstancyacya, 
gdy
 dwór przemienił się w rodzine, tron w świętość, mał- 

eńBtwo królewskie w wiekuisty związek serc.- Romanty- 
ka, mówi, ma za sobą tylko przesąd młodości; mą
 o
enio- 
ny wymaga porządku, bezpieczeństwa, spokoju, pragnie 
tyć w urządzonym bycie gospodarskim, w "prawej monar- 
chji." "Konstytucyą interesować się motna li tylko jako 
Tom II. 13
>>>
186 


. 


literą. Ji1kże to inaczej wygląda, kiedy prawo jest wyra- 
zem woli ukochanej, wysoce poważanej osoby. W 
aden 
sposób nie godzi się pojmować monarchy jako pierwszego 
urzędnika. Wcale nie jest on obywątelem, a więc i urzęd- 
nikiem nie jest. Król jestto człowiek podniesiony do wy- 
sokości Ziemskiego Fatum."' 
J e
eli z takiemi orzeczeniami poró w namy poezJ e 
Shelleya, do których spowodowała go tyrania w jego ojczy- 
źnie, oraz te, w których wysławia polityczne przowroty we 
Włoszech i walkę o wyzwolenie Grecyi, to ujrzymy naj- 
jaskrawszy kontrast, jaki tylko pomyśleć mo
na. I znaj- 
dziemy tam antytezę na wszystkich punktach. Novali
 wy- 
ch wala chorobę, She1Jey zaś mówi: "To pewna, 
e mądrość 
nie daje się zespolić z chorobą, i 
e w obecnym stanie kli- 
matu ziemi
 zdrowie, w prawdzi wem i wszechstronnem 
znaczeniu wyrazu: nie le
y w dziedzinie ludzi ucywilizowa- 
nych. " 
Novalis mówi: "Boga wyobrażamy sobie osobistym, 
jak osobistymi wyobra
amy sobie samych siebie. Bóg jest 
tak samo osobistym i indywidualnym, jak my.'"-Shelley 
mówi: "Przeczenie Boga rozumieć należy względnie 
do bóstwa tworzącego. Hypoteza ogarniającego wszech- 
świat i równie jak on ,,"'iekuistego ducha pozostaje nie- 
ty kalną... Wszelkie religie świata zabraniają dowodzenia 
inie chcą zezwolić na 
aden wywód rozumowy;jestto powa- 
ga, wymagająca, aby wierzono w Boga; sam on polega je.. 
dynie na powadze pewnej liczby ludzi, którzy twierdzą, 
e 
znają Go'i są jego zesłannikami, i
by o Nim zwiastowali 
ziemi... Niepodobna wierzyć, aby duch, przenikający nie- 
skończoną machinę wszechświata, począł syna przez tywot 
niewiasty 2ydowskiej i wystąpił gniewnie przeciw skutkom 
konieczności, która jest synonimem jego samego. Cała nę- 
dzna bajka o dyable, o Ewie i o jakimś pośredniku, z dzie-
>>>
187 


cinnemi udawaniami boga 
ydowskiego, nie da się pogodzić 
z astronomią. Dzieło rąk jego dało świactectwo przeciwko 
niemu. H 


N ovalis wychwala hierarchię i uwielbia jezuitów- 
Shelley mówi: " W ciągu wIelu stuleci nędzy i ciemności, na- 
uka biblii znajdowała wiarę bezwarunką, ale nu-koniec 
powstali mę
owie, którzy podejrzywa!i, że jest baśnią. 
Ale liczna klasa ludzi, która ciągnęła i wciąt jeszcze cią- 
gnie ogromny zysk z owego mniemania, w postaci wiary 
panującej, rzekła tłumowi, iż jeśli nie u wierzy w biblię, 
potępionym będzie na wieki, i paliła na stosach. więziła, 
truła wszystkicH wolnych od przesądu i odosobnionych 
badaczów, ukazujących się tu i owdzie. Gnębi ich jesz- 
cze wciąż, dopóki zezwoli na to lud, który teraz stał się 
oświeceńszym... Te same środki, jakie podpierały ka
dą 
inną wiarę, podpierały też chrystyanizm. Wojna, więzie- 
nie. skrytobójstwo i kłam
two, czyny bezprzykładnej i z ni- 
czem nieporównanej dzikości, uczyniły go tem, czem jest. 
Krew, którą \vyznawcy Boga pokoju i miłosierdzia przelali 
od zaprowadzenia jego religii, wystarczyłaby prawdopo- 
dobnie na utopienie wyznawców wszystkich innych sekt, 
jakie teraz mieszkają na kuli ziemskiej." 
Z przytoczonych cytat widzimy, 
e pomiędzy N ova- 
lisem, z jego skierowanem nawewnątrz tyciem uczucio- 
wem, a Shelley'em, z jego skierowanym nazewnątrz po- 
pędem ku swobodzie, zachodzi naj zupełniejsza różnica. Bla- 
ze rle Bury jednak odkrywa same tylko podobieństwa; oce- 
nia on SheUe'ya nadzwyczaj sympatycznie, a skoro jego 
studyum przełożono najęzyk duński, w "Fadrelandet," pi- 
śmie pobotnem, które walczy za religię i moralność, świat 
miał przyjemność czytać następujące piękne wyznanie: 
"Biedny SheUey! tycie jego było uosobieniem nowo
yt- 
nago lIycia poety. Nieustannie, a1J do śmierci, walczył on za 
13*
>>>
188 


prawo myśli i fantazyi prze ci \V przesądom wieku, który nie 
posiadał syna, szlachetniejszego nadeil i ktory weią
 wzbra- 
niał się uznać go. Przyznać nale
y, iż Shelloy prowadził 
8tndya nad Spinozą,-straszli \va zbrodnia w oczach fanaty- 
ków, której nie przebacza ani tadeu biskup Exeterski lub 
Oksfordzki, ani 
aden lord-kanclerz... Oskarlono go o za- 
przeczanie Boga. Prawnicy, dzienniki, WSZY8CY krzykacze 
Wielkiej Brytanii rzucili przekleństwo na mistycznego ma- 
rzyciela. " Tuk napisano w »Fadrelandet" z ostatniego Li
 
stopada. Biedny Schelley, czemu
 on-nie urodził się w Da- 
nii! Wówczas poszłoby mll zupelnie inaczej: biskupi Zelan- 
dyi i Aarchul1::\l1 byliby go bronili, gazety pieściły i jeszcze 
za tycia swego byłby był ehwalony w "Fadrelandet"! 
Sąto więc d waj poeci, których chciano przedstawić za 
duchy bliźnie. W randze poetyckiej stoją oni mniej więcej 
równie wysoko. Pod względem piękności poetycznej są 
dosyć równi sobie. Ale nie o samą tylko piękność idzie 
w literaturze. J estto błąd, który popełnialiśmy nazbyt dłu- 
go. Żaden z obu poetów nie posiada całej prawdy; ale po 
czyj ej stronie było j ej naj więc«{j? 
Zależy to od tego, jnk pojmnjemy prawdę. Dla No- 
valisa była ona poezyą, marzeniem, dla SheUe'ya- 
swobodą. Dla Novalisa była ona trwałym, potę
nym 
kościołem, dla Shelley'a-wojującem kacerstwem; dla No- 
valisa była istot.ą. zasiadającą na tronach i krzesłach pa- 
pieskich, dh& Shelley'a-istotą bez autorytetu. 
Aby .istotnie wywierać wrażenie na lndzi. prawda, 
jakkolwiek byłaby wzniosłą. powinna stać się człowiekiem 
i krwią dla nich. Przypominam sobie. kiedy dzieckiem 
jeszcze będąc, czytałem biografię Do Foe'a, autora Robin- 
sona Crusoe. Któ
 nie zna posępnych jego I08ów? Była to 
najlepsza. najnczciwsza dUS
3, namiętny \ve wszyst.kiem, co 
tylko przed
iębrał, orędownik biednych i uciśnionych. Dln-
>>>
189 


gi czas 
ycia swojego spędził w więzieniu. Raz za pe- 
wną broszur
, skazany został na stanie pod pr
gierzem, 
po uprzedniem o bcięcin obu uszu. Wyrok wykonano. Zło- 
czyńcę stawiano wówczas pod pręgierzem w ten sposób, że 
musiał, nieruchomy, wysunąć głow
 przez otwór, a mo- 
tłochowi pozostawiono prawo grania w »profosa"; wysta- 
wionego p od pręgierz bombardowano jabłkami, karto- 
flami, pomarańczami. Otót, kiedy nastał dzień i kiedy bla- 
de, zel
one pokaleczone oblicze De Foe'a, zbroczone krwią 
od pręgierza rzuciło spojrzenie na zgromadzony tłum ludu, 
wówczas - jakkolwiek zakrawa to na niepodobieństwo- 
nastąpiła cisza śmiertelna. Nikt n ie rzucił jabłkiem, nikt 
nie odezwał się ani jednem słówkiem szyderstwa. De Foe'a 
znano dobrze. Jeden z tłumu podniósł się i pokaleczonemu 
wło
ył wieniec na skronie. Czytałem to, będąc jeszcze 
dzieckiem, ale obraz ten wpalił mi się w duszę; wtedy po- 
myślałem sobie: zaiste. tak musi wyglądać prawda. Pomy- 
ślałem sobie: gdyby jakiś człowiek zobaczył kiedy taką bie- 
dną, wyszydzoną i zelżoną prawd
, stojącą pod pręgierzem; 
musiałaby to być wielka chwila w jego 
yciu, gdyby 
mógł przystąpić do niej i wło
yć wieniec na jej skronie.- 
Shelley uczynił to, ale Novalis... nie. 


I 


XI. 


Odmalowałem tedy uczucie romantyczne, jako głuchą 
wewnętrzność, bez usiłowań i dą
ności, jako piec gorejący, 
w którym swoboda zduszoną została a wszelki kierunek na 
zewnątrz-zabitym. Jednakte nie jest-to prawda zupełnie. 
Pozostała tam jedyna dą
ność nazewnątrz, dą*ność, którą 
nazywaj ą t
sknotą. Tęsknota jest romantyczną formą dą- 
żności, matką wszelkiej jej poezyi. Có
 to jest tęsknota? 
Jest-to zarazem pozbawienie i pragnienie, samo w sobie i sa
 
mo przez się, niemające ani woli ani postanowienia ku osi
-
>>>
190 


gnięciu, oraz bez wyboru środków do owładnienia przed- 
miotem braknącym. Ku czemn
 skierowanąjest ta tęsknota? 
Ha! ku czem n
 by innem u,j eśli nie do tego, ku czem 11 zmi erza- 
ją wszelkie usiłowania i pragnienia na świecie. jakiemikol- 
wiek grzmiącemi i obłudnemi słowy cel ten chciałby się udra.. 
pować-do używania i szczęścia. tV prawdzie romantyk nie 
u
ywa wyrazu szczęście, ale to właśnie ma on na myśli. Nie 
nazywa on tego szczęściem, nazywa ideałem. Wszelako 
nie dajmy się otumanić wyrazem. Otó
 właściwością ro- 
mantyka jest nie poszuki wanie szczęścia, lecz wiara, te 
szczęście istnieje. Romantyk wie. te szczęście nieodzownie 
zastrzeżonem jest dla niego, 
e da się odnaleść kędyś, 
e 
zstąpi na niego niespodziewanie. A ponieważ jest darem 
nieba, poniewat on sam nie jest jego twórcą, przeto może 
on prowadzić tycie tak bezplanowe, jak tylko zechce, po- 
wodując się jedynie nieokreśloną tęsknotą swo.lą. Idzie tu 
jedynie o utrzymanie wiary 
 że ta tęsknota przedmiot swój 
znajdzie kiedyś-a jakże łatwo utrzymać taką wiarę. Wszak 
wszystko wokoło niego zawiera w sobie przeczucie i zwiasto- 
wanie szczęścia. N ovalis-to nadał mu sławne i tajemnicze 
imię: "kwiat błękitny." Oczywiście. wyra
enia tego nie 
należy rozumieć 1iteralnie. Kwiat błękitny jest tajemni- 
czym symbolem. niemal tak samo jak Iclttys (ryba), dla 
pierwszych chrześcian. J estto abrewiatura, skrócone, ści- . 
śnione wyrażenie, w którem zespoloną jest poj ęciowo cała 
sfera nieskończonosci, do której tęsknić mote usychające 
z pragnienia serce człowieka. Kwiat błękitny jest symbo- 
lem doskonałego zaspokojenia, szczę.śliwości, całą duszę za- 
pełniającej. Dla tego to w mniemaniu romantyka długo 
lśni się ono przed nami z oddali, zanim je znajdziemy. Dla 
tego to marzymy oniem długo, zanim je ujrzymy. Dla 
tego to domyślamy się go tu i owdzie. a tymczasE'm 
o- 
kazuje się, że było to złudzenie; złudzenie wita nas chwilo- 
"\vo pod postacią innych kwiatków i znika; ale człowiek, to
>>>
191 


słabiej, to mocniej czujejego zapach, at do odurzenia. I cho- 
cia
 wtedy, na podobieństwo motyla przefruwa z kwiatka 
na kwiatek, zatrzymując się to przy fijołku, to przy rośli- 
nie zwrotnikowej, wcią
 jednak
e upędza się i goni za jed- 
nym-za doskonałem idealnem szczęściem. 
Około tak pojętej tęsknoty i jej przedmiotu obraca 
się główne dzieło N ovaJisa. Dzieło to wypada nam prze- 
studyować a dla zrozumienia go, przyjrzeć się jego genezie. 
Pierwszym zadatkiem na romans Novalisa jest główny ro- 
mans czasów nowo
ytnych" )Vilhelm Maister;" mo
nanawet 
wyraźnie wykazać proces duchowy, przez który "Wilhelm 
Jleister" powoli przetworzył się w "Henryka von Ofter- 
dingen. " Wilhelm Meister nie działa; on się kształci. Nie 
usiłu j e, lecz tęskni. Ugania się za ideałami i szuka ich na- 
przód w tyciu scenicznem, a następnie w rzeczywistości. 
I Wilhelm 
Ieister jest tak
e owocem uczucia. Uczucie na- 
pręża wszystkie występujące tu osoby. Nie dość na tern, 
te same te osoby pałne są duszy, jak w niejednej nowo
yt- 
nej powieści angielskiej, np. Dickensa; owszem, dusza leży 
tu nieja
o naokoło postaci, wśród parującej w osobliwszy 
sposób i łagodząc
j światło atmosfery; 
aden rYB nie wystę- 
puje z realistyczną twardością i mocą; dzieci uczucia mają 
l{ontury miękkie. Heiberg, Goethowski pogląd na świat, 
do którego i sam się przyłącza, określił niegdyś w tych wy- 
razach: "Goethe nie jest ani niemoralnym ani irreligijnym; 
pokazuj e on tylko, że niemasz na świecie bezwzględnych 
prawideł obowiązku, i te religię naszą powinnIśmy upodrzę- 
dnić pod naszę poezyę "i filozofię." Charakterystycznem te- 
dy w "Wilhelmie" jest to, te sztywna moralność szkolna 
i ksiątkowa, 
e parafiańskie prawidła moralności i uczci- 
wości przekształcone tu zostały w ten sposób, it moralność 
występuje tu nie jako absolntna potęga 
ycia, lecz jako 
znaczący zasadnik w tyciu, jako jedna z potęg npowa
nio- 
nych i obowiązujących, mniej więcej tak, jak dla badac/,a
>>>
192 


natury mózg, który pomimo całej \va
ności swojej. nie II wa
a 
się za jedno i wszystko, lecz tylko odgrywa swoją rolę 
-w połączeniu z sercem, wątrobą i innymi organami. Tak 
np. w Wilhelmie Meistrze zmysłowość nie nosi obel
ywe- 
go nazwiska zwierzęcości, lecz przedstawioną jest bez pe- 
danteryi jako piękna i wabiąca w Philinie, o której wciąt sły- 
szymy wyratenia: "przyj eron:], grzesznica," , ,powabna grze- 
sznica." Wilhelm zdobywa harmonijne wykształcenie przez 
niejeden dwuznaczny stosunek; szlachetny, pewny siebie 
ton świata, wrodzony arystokratyzm pięknej natury przed- 
stawionym jest w postaciach kobiecych; przewagę i swobo- 
dę,jakąnadają stosunki szczęśliwe, silnie uprzywilejowane 
podniesiono tu z gorącą sympatyą w przedstawieniu osób 
\ 
szlach eckiego urodzenia. Że szlachetność i szlacheckość 
w tern przedstawieniu nieraz zlewają się w jedno pojęcie. 
dziś zapewne mo
e to nas razić; ale wtedy miało to swoją 
zasadę w straszliwie niewolniczych stosunkach towarzys- 
kich owoczesnych Niemiec. Ponieważ ksią
ka ta nie je
t 
dzieckiem rzeczywistości) lecz uczucia, więc w calem jej 
piętnie zewnętrzneID tkwi coś oder\vanego. Nie jedno tam 
. 
osłoniono, nie jedno podniesiono do subtelności; a wszystko 
tak jest uidealizowane, te świat zewnętrzny stoi w cieniu 
świata wewnętrznego. Przedewszystkiem m
lmy tu jedynie 
prywatne zda.rzenia i osoby prywatne. Słyszymy tam 
wprawdzie mowę o wojnie, i mo
emy wnioskować z niej a- 
kiem prawdopodobieństwem, te domyśleć się nalety wojen 
rewolucyi; ale określonego nic o tem nie powiedziano. 
Równiet i widownia wskazana jest całkiem ogólnie; mo
na- 
by przypuszczać, 
e to są Niemcy środkowe, ale miejsco- 
wość pozostaje w zawieszeniu, a kr
jobraz nie wypowiada 
się nigdy w charakterze wyraźnym, lecz brzmi jako jedy- 
nie słaby akompaniament do danego nastroju. Wodmalo- 
wanym tu świecie, gdzie. sztuka (tak wbrew naturze wów- 
czas stały rzeczy w Niemczech) je
t szkołą przygot owaw-
>>>
. 


193 


czą, do 
ycia, a nie odwrotnie-
ycie światowe i państwowe 
jest nie więcej jak wrzawą teatral
ą za kulisami l)! Żadna 
z osób nie ma zewnętrznego celu praktycznego; porwane 
prądem tęsknot swoich i kaprysów, koczują sobie one swo- 
bodnie: nie troszcząc się ani o granice stosunk6w, ani o gra- 
nice krajów, same istności bezpaszportowe. 
O szukaniu środkowego punktu w uczuciu wymownie 
świadczy ten rys, 
e Goethe unika wszelkiej zewnętrzności 
psychologicznej. Zewnętrzność taka, pojmowana krymina- 
listycznie, jest zbrodnią; tam nawet, gdzie dotyka treści 
przykrej, jak np. miłości pomiędzy bratem a siostrą, losu 
arfiarza, Goethe chce tylko, aby treść ta przejęła czytelnika, 
ale nie była przedmiotem sądu; nie stawia jej przed sędzio- 
wskiem krzesłem moralności, a tem mniej jeszcze przed są- 
dem prawa. Co mówię - nawet najboleśniejsza strona tra- 
ci tu swe tądło przez formę, w jakiej zostajeprzedstawioną. 
Usta arfiarza są zamknięte, jego historya nie wychodzi poza 
jego wargi; dopiero po śmierci spokojnie opowiada nam 
jego losy człowiek obcy. 
Owó
 w tym, tak silnie uidealizowanym świecie, któ- 
ry pod dłonią poety otrzymał znamiona piękności, Wilhelm 
koczuje bez planu. ale nie bez celu- szuka on ideału: idea- 
łu stanowiska w 
yciu, ideału kobiety, ideału kształcenia 
się. Naprzód jest kupcem, potem artystą scenicznym po- 
tem lekarzem. Kocha :.alaryannę, potem hrabinę, potem 
Teresę, a następnie N atalię. Kształcenie się swoje w k}ada 
naprzód w doświadczenie, następnie w subtelność duchową, 
nareszcie w rezygnacyę 3 w części drugiej kończy na pla- 
nach reformy i próbach rewolucyi, które w swoim czasie 
"IJata wędrówki (WanderJahre)" uczyniły jednem z owych 
dzieł, które rewolucyoniści socyalistyczni tak tarliwie Zl1- 


I) B. Auerbach, Deutsche Abende. Neue Folge, S. 30. 


.
>>>
194 



ytko,vali do swoich kierunków. Ale prawdziwą właści- 
wością w tej ksią
co jest, 
e Wilhelm ustawicznie prze- 
kształca swąj ideał. Nie znajduje go, traci go, 
e tak po- 
wiem; nie przeto, aby sam stać się miał mieszczuchem, lecz 
wyraz ideał traci dla niego znaczenie s woj e. W stosunku 
do 
ycia spotyka go to, co nieraz spotyka młodzieńca w sto- 
sunku do filozofii. Rzuca się on do niej, aby znaleść tam 
wyświetlenie w kwestyi Boga, wieczności, celu 
ycia.; tym- 
czasem, wśród studyów, wyrazy te tracą dla niego owe zna- 
czenie, w jakiem brał je pierwej; na za.pytania swoje otrzy- 
muje odpowiedź, ale odpowiedź, z której dowiaduje się, 
e 
zapytania te nale
ało było postawić inaczej. To samo spo- 
tyka "Tilhelma w świecie rzeczywistym z jego tęsknotą do 
ideału nakreślonego z góry. Bywali tacy, co w objęciach 
swoich uścisnęli obłok zamiast Junony; on opuszcza obłok 
a przyciska J nnonę do serca. 
Obok " Wylewów serca braciszka klasztornego (Her- 
zensergieszungen des Klosterbruders)," I\-Ieister Goethego 
wywołał "Sternbalda. " Jest on nawskroś oddźwiękiem owe- 
go najestetyczniejszego utworu. Natychmiast po ukazaniu 
się Meister'a, Tieck usnuł plan do wydanej dopiero po czter- 
dziestu i jeden latach, nadzwyczaj zajmującej noweli "Mło- 
dy maj ster stolarski (Der j unge Tischlermeister)," w któ- 
rym bohater-:-stolarz, pod względem estetycznym prawie 
zazbyt subtelnie wykształcony
 przebiega proces rozwoju 
zupełnie pokrewny Meisterow8kiemu (Goethego) w sto- 
sunku do sfer szlacheckich, do sztuki dramatycznej, teatru 
i z miłostkami teatralnemi. Jako prawy romantyk, wysta- 
wia on komedye Shakspearowskie w urządzonej na wzór 
Shakspearowski sali teatralnej i jest lubownikiem, tak za 
kulisami, jak i na scenie. Przedwstępnie jednak plan ten 
gwoli Sternbalda został odło
ony. Rękodzielnik nowo
ytny 
musiał ustąpić artyście z romantycznych czasów Diirera. 
W ksią
ce tej na tronie osadzono uczucie, ale jako uczl1cie
>>>
-I. 


" 


195 



 


czyste w wyosobnieniu od rozumu i jasności. Przeto cała 
ksią
ka jest samą-li tęsknotą i usychaniem z pragnienia. 
Tak np. słyszymy tam o reformacyi, 
e zamiast stworzyć 
boską pełnią religii, spłodziła jedyniejakowąś pró
nię rozu- 
mową, wśród której zamarły wszystkie serca. Tym sposo- 
bem, łagodna zmysłowość w romansie Goethego przeista- 
cza się tu 'v brutalne pragnienie Wiliam-Lovell'owskie. 
Kiedy bohater wziera wewnątrz samego siebie, dostrzega 
tam, podobnie jak Lovell. "wir bezdenny, szumiącą, zgieł- 
kliwą zagadkę;'" w drugiem wydaniu Tieck uczuł się spo- 
wodowanym wyrzucić pewną część zbyt- cz

tych scen ką- 
pielowych i biesiadniczych, wśród których bohater brodzi 
w niespokojnych zapędach swoich. 
J ednak
e głównym to jest rysem. i
 rzeczywistość zo- 
stała tu udelikatnioną i przedystelowaną w zupełnie inny 
sposób, ani
eli 11 Goethego. Ulega ona rozrzedzeniu i na- 
reszcie przechodzi w stan pary psychicznego nastroj n,-cha- 
rakter tonie w krajobrazie, działanie w muzyce waltornio- 
wej. W "Sternbaldzie," codzień mamy niedzielę. panuje 
tu nieustanny nastrój nabo
eństwa, z dźwiękiem dzwonów 
i pró
nowaniem. Pogląd na 
ycie ksiątka ta streszcza 
w słowach Sternbalda: "N a tym świecie mo
emy tylko 
chcieć, (t. j. 
yczyć sobie tęsknić), 
yć jedynie w zamysłach, 
właściwa działalność nasza le
y na tamtym świecie." Dla 
tego działania niema tu nigdy; osoby występujące kr1\tą 
nieplastycznie, jak komety. 
ycie ich składa się z szeregu 
przygód, doznanych przypadkowo i bezzamiarowo; są one 
wcią
 w podró
y do ideału, a 
e ojczyzna jego ma być zawsze 
w pobli
u Rzymu. tam więc kończy się ksią
kajego, zre
ztą 
bez zakończenia i nigdy te
 nie. miała dalszego ciągu. Ot6
 
o ile Sternbald przewy
sza 
Ieistra marzycielstwem 
i brakiem spójności w charakterze, o tyle Novalis stawia 
pierwszego nad drugiego. "Gdy
, powiada, jądro mojej filo- 
zofii stanowi tę myśl, 
e absolutną rzeczywistością jest po-
>>>
196 


« 


ezya, i 
e wszystko tem prawdziw8zem je3t, im jest poe- 
tyczniej",zem. Poeta więc nie powinien idealizować, 
lecz czarować. Prawdziwą poezyą jest poezya baśni. Baśń, 
. jestto jakgdyby obraz senny bez związku, a moc baśni za- 
le
y na tern, 
e jest ona zupełnie odwrotną względem świa- 
ta rzeczywistości, a jednak
e zupełnie jemu podobną. 
Świat przyszły, powiada on, jestto rozumny chaos, chaos 
przenikaj ący samego siebie. Właści wa tedy baśń ID nsi być 
zarazem przedstawieniem proroczem, idealnem, przedsta- 
wieniem absolutnie koniecznem. Prawdziwy poeta baśnio- 
wy jestto wró
bita przyszłości. Stąd romans jest niejako 
wolną historyą, niejako mitologią historyi. Że zaś miłość 
jest ową formą obyczajowości, która umo
liwia magię, 
przeto stanowi ona duszę romansu, pierwotną pod walinę 
we wszystkich romansach. Bo gdzie jest miłość prawdzi- 
wa, tam zasnuwają się baśnie, wyp
dki magiczne. 
Z takiego poglądu Novalisa na prawdziwą istotę poe- 
zyi i romansu łatwo zrozumieć się dają jego -ostre sądy 
o "Wilhelmie Meistrze," którego w rannej miłości swojej 
podziwiał był do najwy
szego stopnia. Wszak to w "Wil- 
helmie Maistrze" właśnie poezya, jak w "Tassie," ma po- 
chylić czoło przed rzeczywistością. A dla Novalisa jestto 
coś najsrom.otniejszego, jestto grzech przeci w Duchowi 
Świętemu poezyi. Nie unicestwioną, ani ograniczoną być 
powinna poezya w romansie, lecz oświetloną, uwielbioną. 
Postanawia więc poeta napisać romans, mający stano- 
wićprzeciw-obrazdo Wilhelma 
Ieistra. Co więcej, stara się 
sam z poziomą, błahostkową przezornością, 
eby przez zupeł- 
nie taki sam nawet druk i format, "Henryk von Ofterdin- 
gen" stał się pendant do ksią
ki Goethego. Ją to właśnie 
. 
unicestwić, jej światowy pogląd obalić miały mistyczno- 
magiczne poglądy Ofterdingena. 
Pisze on do Tiecka: "Mój romans jest w pełnym bie- 
gu, całość ma być apoteozą poezyi. Henryk von Ofterdin-
>>>
. 


197 


gen w pierw8zej części dojrzewa na poetę, a w drugiej stoi 
w promieniach poety. Będzie on miał nie jedno podobień- 
stwo ze Sternbaidem, tylko nie w lekkoścj; atoli brak ten 
nie będzie mo
e niekorzystnym dla t.reści." O Goethem 
i ",Vilhelmie 
Ieistrze wydaje on sąd taki: .,Goethe je
t po- 
etą zupełnie praktycznym. 'V dziełach swoich jest on tern, 
czem anglik w swoich towarach: nadzwyczaj prostym, 
czystym, wygodnym i trwałym... Posiada on, jak an- 
glicy, gust z natury ekonomiczny, szlachetny gust naby- 
ty rozumem. J.Jata nauki Wilhelma Mcistra są niejako na 
wsltróś prozaiczne i nowoczesne. Typ romantyczny prze- 
pada tu stanowczo, równie jak i poezya natury, cudowność. 
K8ią
ka jego traktuje jedynie o zwykłych rzeczach ludz- 
kich, przyroda i mistycy zm całkiem poszły tu w zapomnie- 
"nie. Jestto upoetyzowana historya publiczna i domowa, cu- 
downość wystawioną tu jest wyraźnie, jako poezya i ma- 
rzycielstwo. Duszą tej k
iążki jest artystyczny ateizm... 
Wilhelm l\Ieister jestto właści wie protest, wymierzony 
przeci w poezyi. K 
Więc Novalis, w przeciwstawieniu Goethego, chcenam 
dać romans, w którym wszystko rozwiązuje się ostatecznio 
w poezyę, albo-co w jego języku wychodzi na to
 samo- 
romans, w którym świat ostatecznie staje się uczuciem, al- 
bowiem wszystko jest uczuciem. "Natura, czytamy tam, 
jest dla uczucia naszego tern, czem jest ciało dla świata. Ono 
, 
je zatrzymuje, ono je rozłamuje na wielorakie barwy i t. p. 
Ludzie są dla uczucia naszego kryształami." 
Baśń wstawiona w romans zawiera w sobie klncz do 
całości. Ma ona pokazać, jak powstaje pra\vdziwy, wiet,zny 
świat, ma odmalować odzyskanie owego królestwa miłości 
i poezyi, w którym" wszędy porusza się i kwitnie bez koń- 
ca wielkie uczucie wszechświata. ,'
 Ponjewa
, jak powie- 
dziano w jednym z fragmentów Novalisa. teraźniejsze 
niebo i teraźniejsza ziemia 8ą l1atury prozaicznej, a nasze 


.
>>>
198 


cza
y są okresem korzyści, przeto musi poprzednio przyjść 
poetyczny dzień sądu, musi nastąpic. zdjęcie zaczarowania, 
pierw, nim zakwitnąć zdoła 
ycie nowe. Król .A.rktur i cór.. 
ka jego drzemią zamarzłe w s\voim lodowym pałacu, tak, 
jak drzemie Juch, kiedy le
y skrępowany w twardych for- 
lnach prawa. Wyzwolenie przychodzi przez baśń, t.j. przez 
poezyę i brata jej, Erosa. Eros jestto syn czynnie krzątają- 
cego się niespokojnego ojca, "Znlysłu'.- rozum u. 
fatką je- 
go jest wierne, ciepłe, boleśnie dotknięte serce. :i\Ilecz- 
na siostra Erosa jest owocem aiewierności ze strony oj- 
ca. Zrodziła ją bujna Ginnistan, }'antazya, córka księ- 
życa. Obok tych postaci stoi, jako stra
nica domowe- 
go ułtarza, Zofia
 mądrość niebieska. Bajka nazywa sie- 
bie chrzestną córką Zofii. Ale moce nieprzyj acielskie 
biorą przewagę w dom u. Kiedy miłość i fantazya 
spólnie 
z sobą puszczają się w podró
e, "Pi8arz (der Schreiber)'; 
wikła tymczasem czeladkę w 
pisek. Pisarz jestto duch 
prozy, ograniczona, dumna z rozumu oświata; przedstawio- 
nym jest on tu, jako piszący bezu8tannie. Kiedy Zofia pis- 
mojego zanurza w stojącą na ołtarzu czark
, to raz pozosta- 
je jakaś cząstka jego, to znów drugi raz zaciera się ws
yst- 
ko. J eteli dosięgnie go kilka kropli z czarki, wtedy spa- 
da mnóstwo liczb i figur geometrycznych, które on nad- 
zwyczaj pilnie nawleka na nitkę i zawiedzaje sobie na oko- 
ło wychudłej szyi, jako ozdobę. Pisarz, jestto Nnreddyn 
Novalisa. Z jego namowy, ojca i matkę wtrącają w więzy, 
ołtarz zostaje zburzonym. Bajka zaś umyka szczęśliwie. 
Dostaje się ona naprzód do króle
twa złego,.. guzie mieszka- 
j
 śmiercionośne parki, ale nie są w stanie przyczepić 8ię 

.do niej. Zabija ona zło, rZl1cając je na pa::Jtwę tarantelom, 
t. j. namiętnościom. Teraz następuje zniesienie czasu 
. 
i śmiertelności. ,.Len wyprzędzony-co było martwe, le
y 
bez duszy-co 
ywe, to królować będzie." W powszechnym 
", świata potarze, matka, serce, ponosi śmierć płomienną; na 


,
>>>
199 


stosie ginie świecąca gwiazda dawniejszego świata-słonce, 
płomień przeciąga ku północy i roz
apia lody ,vokoło pała- 
cu Arktura. Eros i Baśń wkraczają weń poprzez świat 
przemieniony i kwitnący. Baśń spełniła swoje posłannic- 
two; albowiem prowadzi Erosa ku jego oblubienicy, córce 
króla. Twarde prawo zdało królestwo swoje na poezyę 
i miłość. 


I założono królestwo wieczności; 
W miłości skończył się spór i w pokoju; 
Oto przeminął długi sen boleści: 
Zofia kapłanką serc będzie na wieki. 
Zofia w tej poezyi gra taką samą rolę. jaką gra Be- 
atrice w poemacie Dantego. 
Otó
, jak los wszechświata przedstawionym tu jest 
jako baśń, podobnie w romansie los ludzi powinien był 
przedstawionym być, jako zdarzenie romansowe, przecho- 
dzące ostatecznie w baśń. Jakkol wiek ciemnym, alJego- 
ryczoym jest ten romans, \vszelako to, co w nim jest cen- 
nego, polega na tern, 
e zupełnie tak samo jest otywionym, 
jak ka
dy 
ywotny utwór poetycki. Uwielbianie staro
yt- 
nego majster-sangera powinno było zakończyć się ubóst- 
wieniem poezyi; ale bohaterem tej apoteozy jest sam Har- 
denberg. Henryk, który urodził się na poetę, 
yj e sobie 
spokojnem 
yciem w domu rodziców w Eisenachn,jak Har- 
denberg W domu ojcowskim. Sen, który tem dziwniejszym 
się zdaje, 
e 1 ojciec w dzieciństwie 8wojem mial sen podo- 
bny
 daje mu przeczuć tajemnicze szczęście 
ycia poetycz- 
nego, i ukazuje mu pod postacią dziwnego kwiatka błękit- 
nego cel jego miłości. Teraz wchodzi on w świat. Z matką 
i w towarzystwie wędrownych kupców puszcza się w drogę 
do swcj
bO dziadka po kądzieli, w Aug
burgu. Podczas po- 
dró
y nadarzają mu się przeró
ne i mnogie obrazy 
ycia; 
a przeznaczeniem ichjest, wraz z opowiadaniami współwę- 
drowców, rozszerzyć jego widnokrą.g i rozwinąć poezyę,
>>>
200 


drzemiącą w jego duszy . Wszystkie bowiem icb rozmowy 
obraml.ją się około poezyi i poetów; opowiadają mu podania 
o Aryonie i klechdy ludowe, gdzie poeta stawiony jest 
w równym rzędzie z królem i toczą ogólne rozumowania 
filozoficzne o poezyi i sztuce, nie jak kupcy z barbarzyń- 
sJdego okresu wieków średnich, lecz jak romantycy z roku 
1801. Jeden z nich np. daje następujące tłomaczenie popę- 
du człowieka do sztuk plastycznych: "Sama natura chce tak- 

e zakosztować roskoszy wielkiego artyzmu swojego i dla 
tego przeistoczyła się w człowieka, gdzie oto sama raduje 
się wspaniałośoią 
nvoją, \vydziela z rzeczy przyrodzonych 
powab i przyjemność i uwidownia je tak, te posiadać je 
może i używać ich w sposób najprzeróżniejszy, oraz po 
wszystkie czasy i miejsca." 
Na zamku rycerdkimHenryk"spotykadziewicę wscho- 
dnią
 która przypomina mn wojenne przeciwień
two po- 
między zachodem a wschodem, które nada wało taki ruch 
okresowi wieków średnich. Nadzwyczaj zajmującem jest 
porównać serdeczną piosnkę tej dziewicy ze świetnym po- 
ematem Wiktora Hugo "La Captive" w jego "Les Orienta- 
les. " Przedmiot jest tu spokrewniony. Słowa Wiktora 
Hugo: 


Bien loin de ces sodomes 
Au pays, dont nous som mes, 
A vec l es j eunes horn mes 
On pent parler Je soir. 
przypominają tIrli wą myśl pieśni niemieckiej: 
Ukoch
memu można zaufać, 
Bo wifczna miłość, wierność ku małżonce 
Jest tu hasłem mężów. 
Poezya natury i historya spoty ka naszego bohatera pod 
postacią górnika i pustelnika. W ksią
ce pustelnika znaj- 
dnje on skreślone losy własnego 
ycia swojego. Nakoniec 
podróinicy przyby,vają do Augshurga i zdaje się, 
e prze- 
znaczenie Henryka szybko mu się :;pełni. Tu w osobie Klin-
>>>
.. 


201 


Bohra staje przed nim poeta rozwinięty, poeta, którego zda- 
nia nieraz przypominają Goethowskie. Wszystko prawie! co 
mówi ten poeta, jest tak uderzająco rozumne i zdrowe, 
e _ 
trudno pojąć, jakim sposobem sam Novalis mógł nie wziąć 
sobie stąd nic do serca. Mówi np.:. ".Nie mogę wapl dość 
polecić, abyście waszemu rozl}mowi, naturalnemu pop
dowi 
do dowiedzenia
si
,jak wszystko zachodzi na świecie i \Vią
e 
się z 80 
ą podług pra w nast
pstwa, prżychodzili w pomoc 
pilnością i starannością. Niemasz nic niezbędniejszego dla 
poety, jak wniknięcie w naturę ka
_dej sprawy, znajomość 
. środków dla dopi
cia każdego celu... Natchnienie buz ro- 
zumu jest bezużyteczne i niebezpieczne i poeta mało zdo- 
ła uczynić cu{lów, jeżeli sam dziwuje si
 cudom... Młody 
poeta nie mo
e być chłodnym, dosyć rozmyślnym. Do praw- 
dziwie melodyjnej rozmowności, wymaganym jest zmysł 
rozległy, uważny i spokojny." W jednym wszakże punk- 
cie Klingsohr i-N ovalis całkowicie są zgodni, a mianowi- 
cie \v tem, 
e wszystko jest poezyą i być nią musi: "Bar- 
dzo to źle, że poezya ma nazw
 odrębną, i że poeci stano- 
wią cech odrębny. Nie jestto bynajmniej coś odrębnego. 
Jestto tylko osobliwy tryb działania ducha ludżkiego. Czy- 
li
 nie działa i nie zamierza każdy a każdy człowiek?" 
W córce Kling80hra, Matyldzie, Henryk spotyka 
przedmiot swej tęsknoty miłosnej. Doznaje on takie- 
go uczucia, jak na' widok kwiatu błękitnego: Zdaje mu 
się, że 
tanął u celu - jak Novalis, kiedy znalazł był Zo- 
fię von -Kubn. Wtem ukochana jego tonie. I teraz w głę- 
bokiej żałobie Henry k opuszcza Augsburg. Pociesza go ta- 
kie same widzenie, jakie miał Novalis na grobie Zofii: wi- 
dzi on umarb
 i głos j ej słyszy. 
W dalekim klasztorze, którego zakonnicy, kapłani 
· zdaj
 si
 niejako pewnego rodzaju ko1onią duchów "dla 
utrzymania ognia świ
tego w młodych "sercach.," tyje on 
w pośród umarłych. Przebywa tam nastroje dpszy, jakie 
Tom II. 11 


.. 


,
>>>
. 


20
 


. 


,vypowiedział NovaUs w "Hymnach do nocy.'
 Ale wynu- 
rza. się napo wrót z pośród umarłych. Przyłączyła się do nie- 
go nowa, cudowna i:itotu. i zastąpiła mu miejsce 
Iat.Y Idy.. 
Część drugą autor uplanował tylko pobie
nie; Hellt'yk ko-. 
czuje po całym świecie. Przeszedłszy wszystkio koleje 
ziemskie, wraca on, niby do dalszej ojczyzny, do własnego 
uczucia. H Tu świat przemienia się w czysto-poetyczne kró- 
lestwo duchów. Świat staje się snem; sen światem. Pono- 
wnie spotyka J\Iatyldę, lecz 
latylda nie jest j 11
 ró
ną od 
Cyane, drugiej jego ukochanej. Pod wójna ta miłość, jak 
i Novalisowa, była jedną tylko -miłością. Wszelkie różnice · 
czasu i 
ycia zostąją teraz zniesionemi w jedni jego uczu- 
cia. Obchodzi on święto uczucia, miłości i ,vieczn
i wier- 
n
ści. 'V tem ś\vięcie. alegorya obchodzi naj piękniejsze 
tryumfy 8,voje. Zły i dobry pierwiastek występują we 
\vspółzawodnictwie i odśpiewują na przemian pieśń, jako 
te
 i nauki, a nawet i Dlatematyka. Słyszymy tu opiewa- . 
nie roślin indyjskich. Prawdopodobnie musiał tu odgry- 
wać rolę kwiat lotosu, jako mniej lub ,vięcej nadający się 
do kwiatu błękitnego. - O zakończeniu znajdujemy tylko 
lekkie napomknienie: Henryk znajduje kwiat błękit- 
ny; je=,t nim 
latylda. 
,Henryk zry\va kwiat błękit- 
ny; wyzwala on l\latyldę z pod czarn, jak ją o"snuł. Ale 
znów ją traci. Drętwieje w boleści i staje się kamie- 
niem. Edda (kwiat błękitny, oryentalka, 
Iatylda) robi 
-z siebie ofiarę dla kamienia, który zmienia się w d' więczą- 
ce drzewo. Cyane ścina drzewo i zapala siebie wraz z niem; 
-drzewo zmienia się w złotego barana. Edda l\'Iatylda mu- 
. si uczynić z niego ofiarę-i ten zmienia się napowrót w czło- 
wieka.. Podczas tych przeobra
eń ma on wszelorakie cudo- 
. 
wne ro
mowy." Chętnie wierzy się temu! W naszej duń- 
skiej literiltnrze, dziełem naj bliżej odpowiadaj ą,cem "Hen- 
rykowi von Ofterdingen" jest poemat Ingemanna, tak wy- 
,:soko -podziwiany przez Grnndtwig'a: "Czarni rycerze (Die 
.. .
>>>
.. 


203 


. 


Schwal'tzen Ritter). " Jak dalece wr
teniowe tycie Inge- 
manna, podczas pracy nad tem dziełem, spokrewnione było 
7 !
'1strojem romantyka niemieckiego, widać to zjego auto- 
biografii. "Na w
lkie, ruchliwe tycie światowe zewnątrz 
mało zwracałem uwagi w całym tym okresie. Nawet po
ar 
Moskwy, zniszczenie wielkiej armii i upadek Napoleona 
były dla mnie zjawiskami przechodniemi... nawet w walce 
o niezale
ność Niemiec widziałem jedynie rozstrzelone 
ycie 
ludu, w rozłamie z sobą samem i siły najszlachetniejsze bez 
jedności i spójni na samem dnie ich wnętrza. P o m i ę- 
dzy tyciem id ej a tyciem ludu pozostała 
d l a m n i e z i ej ą c a r o z p a d l i n a, nad którą tylko 
tęcza miłości i poezyi most zarzucić mogła... Wmarzyłem 
się 'v labirynt świata klechdowego, gdzie miłość była mo- 
ją nicią Aryadny i gdzie wszechświatową harfą poezy
 
y- 
cia, której struny geniusz rozpina między skałami, ponad 
przepaścią, chciałem u koł y s a ć d o s n u p o t w o r y 
b y t u i rozwiązać wszelkie dysonanse i żagadki naruszo- 
nej harmonii wszechświata. Wiemy, jak okropne wypadły 
następstwa. 
Widocznie; Novalis w "H. v. Ofterdingen" dopiął 
tnvego celu: wytworzenia czegoś takiego, co byłoby jak naj- 
bardziej niepodobnem do "Wilhelma Meistra." Wszak 
kwiat błękitny był symbolem ideału. '-Cu rzeczywistość 
stanęła całkiem w ideale, a ideał w symbolu. Poezya oder- 
wała się całkiem od tycia. Nie d9ŚĆ na tem: Novalis mnie- 
ma, te to jest słuszne i prawidłowe. I tak w romansie od- . 
zywa się on o poetach: "Przeszkadzałyby im wielkie i wie- 
. lostronne zdarzenia. Przeznaczeniem ich jest tycie proste, 
i tylko z powieści i pism obeznawać się oni muszą z bogatą 
treścią i niezliczonemi zjawiskami świata.. Niekiedy tylko 
w przebiegu życia jakiś wypadek wciągnąć ich mote na 
pewien czas w szybkie wiry swoje, a
eby przez jedno i dru- , 
gie doświadczenie powiadomić ich dokładniej, o charakterze 
· :' 14* 



.. 


....
>>>
- 


204 


. 


. 


osób działających. Przeciwnie, ich zmysł wratliwości zaję- 
tym jestjn
 dostatecznie bli
szemi, nieznaczącemi zjawis- 
kami... Oni, co to jut tutaj są w posiadaniu spokoju nie- 
bieskiego, i nieosaczeni 
adną 
ądzą szalo ą, wciągającą od- 
dechem tylko zapach owoców ziemskich, nie spotywając ich, 
oni są wolnymi gośćmi; lł:tórych złota stopa lekko tylko 
kroczy, a których obecność roztacza skrzydła swoje we 
wszystkich... Porównywając poetę z bohaterem, przeświad.. 
czymy się, że pienia poetów nieraz. w sercach młodzień- 
czych obudziły zapał bohaterski, ale czyny bohaterskie nie 
wpoiły nigdy ducha poezyi w czyjekolwiek serce!" Ot6t 
mojem zdaniem, tu właśnie tkwi błąd zasadniczy. Więc 
nie tycia i jego działalności wyrazem jest poezya, nic: 
działalność tycia ma poezyę za punkt wyjścia. Ona stwarza 

ycie. Względnie do pewnych rodzajów poezyi mote to 
i jest prawdą, lecz jeteli istnieje jaka poezya, o której to ni- 
gdy powiedzieć się nie da, to właśnie ta. Bo do j3kiej
e 
działalności mogłahy ona zapalić? Czy do przeobra
enia 
się w drzewo śpiewające, albo 'v złotego .barana? 'Vszak tu 
wcale niema mowy o działaniu, lecz tylko o tęsknocie. Naj- 
przedniejsza część poezyi w Novalisie jest jedynie wyra
e- 
niem tej tęsknoty, która od pragnienia czysto-naturalnego 
rozciąga się a
 do najwytszego marzycielstwa. Jako okaz 
jednego i drugiego przytaczamy tOu dwie pieśni z rzędu naj- 
piękniejszych, jakio utworzył Novalis. 
Jak
e-to grzeczna jest w romansie pieśń, w której 
młode dziewczątka skartą się na twardą dolę swoją? 


Czyż nie biedne my istoty? 
.Nie ponura. dola. nasza? 
Na, Pl'zymua tylko skazane, 
Do obłudy tylko wprawne, 
Oto nawet skargi Jlasze 
Z piersi wymknąć się nie waią. 
Wszystko, co rodzice mówią, 
Wl"
CZ całemu sereu wBtr
tne; 


.. 


..
>>>
205 


. 


Aż do bólu tęskność czuj em, 
By rwać owoc zakazany; 
Bodajbyśmy słodkich chłopców 
Do serc silnie przycisnęły. 


Byłażby myśl taka grzechem? 
Przecież myśl od cła jest wolna., 
Cóż wreszcie bi
dnemu dziecku 
Prócz słodkich marzeń zostanie? 
Choćby chciało je odpędzić. 
Nigdy one nie odbiegną. 


Choć modlimy się wieczorem 
Straszy jednak wciąż samotnośĆ, 
Do poduszki wciąż się ciśnie 
Tęsknota i przymilenie. 
I czyż podobna tu się oprzeć, 
Żeby oddać wszystko. wszystko? 


" 


Surowa matka zaleca, 
Byśmy wdzięki ukrywały; 
Cóż tu nada dobra wola, 
Czyż same się nie wynurzą? 
Przy życiu w tęskność zamkn
tem, 
I najlepsze węzły pękną. 


"\V szelką skłonność pozamykać, 
Jak tłaz twardą być i zimną, 
Ślicznych oczów nie powitać, 
. Pilną być i samą jedną, 
Nie uledz na żadną prośbę, 
Czy to jest życie młodzieńcze? 


Tu,jak widzimy, błękitny kwiat jestto nic innego, je- 
no owoc zakazany. A z jaką to ponętną kokieteryą wyrata 
się owa tęskność! Z ciszą serdeczną i uroczystą w cał- 
kiem inny sposób odzywa się ona. do przyjaciela w nastę- 
. 
'. . 
pnJącym WIerszu:
>>>
2D6 


To co przystaje, zokrą
'lić się musi 
Co się rozumie, to znaleść s

 musi, 
Złączyć się to, co jest. dobre. 
'fo co kocha, r:,zem być, 
Ustąpić to, co przeszkadza, 
Wyrównać się, co je;.;t krzywe, 
Dać się posiąść, co dalekie, 
Co kiełkuje, dojrzeć musi. 
. . 


Ty mi ufnie podaj dłonie, 
Bądź mi bratem i spojrzenia 
Nigdy, nigdy, przed twym zgonem 
Nie odwrac
j już odemnie! 
.J eden kościół, gdzie uklękniem. 
Jedno miejsce, drogi celem, 
Jedno szczęście, które m płonie-m, 
Jedno niebo mnie i tobie! 


Tutaj tęsknota, omal tak samo jak u krzy
owców, jest 
pószukiwaniem wzniosłego celu w odleglej oddali. Kwiat 
błękitny stapia się w jednią z błękitnym niebokręgiem, boć 
i oddal napomyka oku o jego barwie. Skierl1jmy
 tedy 
jeszcze raz na niego uwagę. W "Zagadkowych Naturach" 
Spielhagena tak mQwi jedna z oąób występujących: "Pa- 
. 
miętasz przecie kwiat błękitny w powieści Novalisa? Kwiat 
błękitny-a czy wiesz co to jest? Jestto kwiat, którego nie 
ujrzało jeszcze tadne oko ludzkie, a któ
ego zapach jednak- 
te cały świat napełnia. Nie katde stworzenie norganizowa- 
nem jest tak subtelnie, aby poczuć ten zapach; ale odurzo- 
ny nim bywa słowik, kiedy przy blasku księtyca lub 
w brzasku świtania śpiewa, tali się i szlocha; tego samego 
doznali i doznają wszyscy głupcy; którzy w wierszach i pro- 
zą i przedtem i teraz utalali się i u
alają przed niebem na 
BWOją boleść i cierpienia, i jeszcze miliony tych, którym 
Bóg nie u
yczył daru wypowiedzenia tego, co cierpią i któ- 
rzy wśród niemej katuszy spoglądają ku niebu, niemającemu 
nad nimi li tości. Ach! i. na tę chorobę niema ratunku, nie- - 


.
>>>
207 


ma, tylko śmierć. Kto raz wessał w siebie zapach kwiatka 
błękitnego, nie przyjdzie już na niego spol{ojna godzina 
w tern życiu. Jak gdyby został o.sławionym mordercą, jak- 
gdy by odepchnął Pana od progu s,vojego, tak coś pędzi go 
wciąż coraz dalej a dalej, chociaż go na wet i ciężko bolą 
zrpnione nogi, a wciąt pragnie, raz nakoniec, znękaną 
głowę złożyć do spoczynku. Będzie cię on, dręczony pra- 
gnieniem
 prosić o napój trzeźwiący w tej i owej chatce, ale 
opróżnioną czarę zwróci bez podziękowania, bo w wodzie 
pływała mucha, albo naczynie, .bodaj nawet asbestowe, 
nie było czyste, i czy tak czy owak, dosyó te nie wypił 
orzeźwienia. Orzeźwienia! Gdzie
 jest takie oko, w któ- 
re zajrzeliśmy raz, a
y ftie zechcieć ju
 potem zajrzeć 
w inne, świetniejsze, ognistsze? gdzie jest takie łono, na 
k
órem spoczęliśmy raz, żeby nie zechcieć następnie sIy- 
szyć tętna innego serca, cieplejszego, silniej płonącego mi- 
łością? gdzie, pytam, gdzie?" 
,,}liłość," tak brzmi odpowiedź, "jest zapachem kwia.- 
tu błękitnego, który, jak powiedziałeś pierwej, napełnia 
świat cały i w ka
dej istocie, którą kochasz z całego seroa, 
znalazłeś kwiat błękitny." 
"Tym sposobem," brzmi dalej cicha i smutna odpowiedź, 
"nie roz,viązujesz jednak zagadki, gdy t właśnie tego wa- 
runku, że potrzeba kochać z całego serca... spełnić nie 
mo
emy. B.o i k

to z nas mote jeszcze kochać z całego 
serca? Jesteśmy tak zziajani i zmęczeni, że nie mamy ani 
· sił ani od\vagi potrzebnej do pra,vdziwej, powatnej miłości, 
do owej miłości, co to nie zatrzyma się,-nie spocznie dopó- 
ty, at zdobędzie na własność swoją katdą myśl naszego du- 
cha, ka
dą kroplę krwi tył naszych." 
Ostatni ten wykład jest subtelny i piękny, nie jest on 
fałszywy, ale te
 i wyczerpującym nie jest. Kwiat błękitny 
nie tylko w miłości, lecz we wszystkich kierunkach tycia 
jest szczęściem doskonałem i o tyle tet idealnem, ale czy- 



 


.
>>>
. 


208 


sto-osobistem. I.4ecz 
e taJrowe z samej istoty swojej osią- 
gnąć się nie da
 romantycy więc wszyscy malują tęsknotę 
. 
za niem, ciągle, niespokojne wysznki wanie go od miejsca 
d o miej sca. · 
Najbardziej typowem zdaje mi się to odmalowanie 
w noweli Eichendorffa "Z 
ycia nicponia (Ans dem I.Jeben 
des Taugenichts)." Ksiątka ta, która wyszła w r. 1824, na- 
pisana została w lat d,vadzieścia po "Ofterdingenie," ale. 
przez autora o dziesięć tylko lat młodszego od Novalisa: 
przez Józefa barona von Eichendorffa, ucznia Tiecka. przez 
ultra-romantyka,-miły umysł pobotny. Eichendorff z na. 
rodowości był austryjakiem, z temperamentu - niem- 
cem południo,vym, z urodzenia katolikiem, który w kQń- 
cu ze' swojego stanowiska ultramontanina uderza na całą 
poprzednią poezYę niemiecką, jako irreligijną. Z lek- 
cewateniem spogląda na bohaterów Schillera z ich "re- 
toryczną idealnością" i na drobniejsze pieśni Goethego 
z ich symboliczną poezyą natury. W "przeciwieństwie ku 
nim, powiada, ideą romantyzmu jest "Heimweh" tęskno- 
. 
ta do utraconego nieba, t. j. do ogarniającego wszystkich 
kościoła.. Ale od tej głównej myśli swej ona odpadła." 
. 
Z temi niezdrowemi ideami Eichendor£F łączy prawdzi- 
wy, istnie poetycki dar silnie lirycznej Ratl1ry, i nikt 
lepiej od niego nie wypowiedział, w formie ściśnionej, mu- 
zykalnej, obrazu tęsknoty i ideałów szkoły romantycznej. 
W niewielkiej książce "Z 
ycia nicponia" słychać szemra- 
. 
nie i dźwięk całej romantyki pierwotnej, jakoby żamknię- 
. 
tej w klatce. Mamy tu wszystko: wonność lasów i śpiew 
ptaków, tęsknotę do podró
y i chęć do niej, szczególniej 
do Włoch, nastrój niedzielny i blask księtyca, istnie ro- 
mantyczne 
ycie na wędrówce i wałęsaniu się, bezczynność; 
"z tej wiecznej bezczynności, człon]ti, co się zowie, wycho- 
dzą ze wszystkich stawów" i zdaje mu się, ,,jakoby rozpa- 
dał się cały z lenistwa." . . 
. 


.. 


.
>>>
. 


209 


Nicpoń jestto młody, biedny syn młynarza, którego 
jedyna w tyciu przyjemność polega na tern, a
eby le
eć 
sobie pod drzewem i spoglądać na niebo, bujać ze skrzyp.. 
cami na grzbiecie, wywodzić tęskne melodye przy nich, 
nie troszczyć się o wszelkie wspaniałości tej ziemi, ale 
tak piękny, te wszystkie serca ogarnąć musi tęsknota. 
"Katdy," mówi on, "wytknął dla siebie miejsce na ziemi: 
ma ciepły piec, fili
ankę kawy, ma 
onę, szklankę wina na 
wieczerzę, i tak tyje zadowolniony. )Inie nigdzie nie jest 
dobrze." .. Uwielbia on pewną damę wysoką, znakomitą- 
piękną, którą widział parę razy i opiewa ją w Zd1.1 mi ewa- 
jąco pięknej, jak na podrzędne swoje połotenie (jest ogro
 
dnikiem), pełnej uczucia pieśni:' 


Gdzietylko :-.ię spojrzę, ZWl"lIcę, 
W pblu, w boru, czy w dolinie 
Czy na błonie zejdę z góry, 
Prześliczna, wysoka Pani, 
Pozdrawiam cię p8 ty
iąc razy 


Pięknych, wdzięcznych kwiatów wiele 
W mym ogrodzie ja znajduję, 
Krocie splatam z nich równianek, 
Krocie myśli nawiązuję 
A czaEem i pozdrowienia. 


Lecz żadnegl) poda,ć nie śmiem, 
Zbyt wy8ukoś jest, zbyt piękną, . 
"\Vianki wszystkie zblaknąć muszą, 
Tylko miłość niezrównana 
W sercu będzie trwać na wieki. 


Zdaje się bye dobrej woli 
I wesoło pędzić 
yeie, 
I choćby serce pękało 
Wciąż ja kopię, wyśpiewuję, 
Wkrótce sobi" grób wykopię. 


., 


.
>>>
. 


210 


Za jej wpływem posuwają go na poborcę cła na zam- 
ku, 3, po swoim poprzedniku odziedzicza przepyszny szlafrok 
czerwony z 
ółtemi kropkami, zielono pantofle, piękną cza- 
peczkę nocną i kilka faj ek z długimi ey buchami. 'V nowej. 
wspaniałości swojej, paląc z najdłu
szego cybucha, ja- 
ki znalazł, pewien czas spędza w cichej bezczynności. 
Ze swoj ego ogródka wyrzu{}c'l. ltartofł.e i inne warzywo 
i zasadza go naj wyborniejszymi kwiatami, z zachwytem 
przysłuchuje się dalekim dźwiękom rogów myśliwskich 
i tr
bek pocztowych, oraz co rano sklada pokornie swoją 
równiankę na stole kamiennym, gdzie jego Pani musi ją 
znajdować, at nakoniec znika z jego horyzontu. Otót kie- 
dy pewnego pięknego dnia siedzi. sam jeden nad swoją 
księgą rachunkową i zakurzonemi skrzypcami, z przeciw- 
ległego okna spada promiel} poranku wprost na struny. 
"To wywołało prawdziwy dźwięk w mojem sercu. Tak po- 
wiedzhłłem sobie, pójdź mi, pójdź, ty wierny instrumencie! 
Królestwo nasze nie jest tego świata!" I tak, porzuca. swój 
stół rachu
kowy, szlafrok, pantofle: fajki, aby w daleki, 
daleki świat puścić się na wędrówkę, naprzód do Włoch. 
NicpOń zostaje teraz naj komiczniej niez3radnym i 
dziecinnym burszem, jak tylko wyobrazić sobie. można; 
pod względem duchowym, jest mniej więcej dziesięciolet- 
nim i odtąd nigdy starszym. W pewnych, delikatnych 
sytuacyach, gdzie jego niewinność wystawioną bywa na 
pokusę, jest on tak niepokalanym z niedoświa'dczenia, jak 
jeden z bohaterów H. C. .L
nc.lersena, improwizator lub O.z. 

igdy on nie wie, co się z nim dzioje. Wszystko mu się 
przytrafia bez tadnej interwencyi z jego strony. Grupują 
się około niego li tylko osoby, prowadzące równiet wolne 
rzemiosło jak i on, malarze, jadący do Włoch, artysta, któ- 
ry u wodzi swoj ą kochankę, muzy kal}ci, ciągną cy z miasta 
do miasta i studenci, podrótujący pieszo i wyśpiewujący 
pieśni studenckie. "\V obec takiego 
ycia marzycielskiego, 


.. 


. et
>>>
211 


koczującego, stosunki codzienne, ma się rozumieć, idą sobie 

 
wciąt, jako wieczna jednodtajność. Wróciwszy w strony 
. 
ojczyste, bohater nasz spotyka stojącego przed drzwiami 
nowego poborcę, w tym samym szlafrokll
 z tółtemi krop- 
kami, w tych samych pantoflach, itd. J estto sytua.cya taka 
sama, jak w "Elfach" Heiberga ł) pomiędzy Gr"immeman.. 
Dem i .bIannegrimmem. Nasznkawdzy się przez ca.łe tycie 
swojego kwiatu błękitnego, znajduje go \v ojczyźnie; pier- 
wszy jego zacliwyt o( malowano tu 
artobliwie, prawie ma- 
nierą H. C. .A.ndersena, w sposób następujący: "Tnk było 
mi lubo, kiedy gawędziła koło mnie z taką wesołością 
i z taką otuchą -że mógłbym był słuchać do rana. Taką 
czułem błogość w dU8ZY i wyjąłem z kieszeni garść migda- 
łów łubkowych, które' przyniosłem był z sobą z 'Vłoch. 
Wzięła ich troszkę i roztłukiwaliśmy je, wpatrując się z za- 
dowoleniem w cichą okolicę." 
Nicpoń jest tu przedsta\vicielem romantycznego szu- 
. 
kania i tęsknienia, prawie tak samo, jak u nas młodzi ko. 
chankowie w młodocianych utworach Heiberga. "Dziar- 
skie postanowienie to pół wygranej (Frisch gewagt, ist 
halb gewonnen)" i "Topfer Walder." Uosobia on sztuki. 
niedające chleba, sztukę wolną jak ptak, bezutyteczną 
i nieskończoną tęsknotę. 
Nieskończona tęsknota! trzymajmy się tego wyrate.. 
nia, gdy t na niem zbudowaną jest poezya romantyczna. 
Rzućmy okiem na własną literaturę naszą; i tutaj 
znajdziemy w pewnym okresie swobodną chęć do wędrów- 
ki i jej tęsknotę, zamienioną na zasadę tycia. Naprzód tęs- 
knotę za oddalą, a potem za ojczyzną 2). Pomyślmy na 
chwilę o takim pisarzu jak Goldschmidt, którego cała poe- 
zya rzeczywiście ma źródło swoje w tęsknocie, w"trawią- 


l) Przekład niemiecki d-ra K. TJ,. KaIłnegiessera, w J. L. Hei- 
berga "Drammatische Schriften t. 1. Lipsk Kar01 B. Lorek, 1847. 
2) Fernweh-Heimweh.
>>>
. 


. 


212 


cem tęsknieniu," te u
yjemy ulubionego wyra
enia autora. 
Albo cofnijmy się nieco dalej wstecz i weźmy parę duchów 
bliźnich, jak Paweł l\Ioller i Chrystyan .Winther, a znaj- 
dziemy te
 same dą
ności i ten sam typ. 
T)Tpelp. Pawła !Iollera jest "Fryc Kędzierzawy!" 
Pieśll młodego chłopaka: 


Bądź zdrowa luba mi wiosko i droga, 
Kodoł mej matki paruje na. t. nie, 
. . 
W oborze ryczy krowa mego ojca, 
, 
Spią sobie wszystkie kury mojej siostry, 
Ja w świat się puszczam! 


zawiera w sobie samą tylko tęsknotę do oddali. 
Pjeśń ta w duszy bohatera- budzi chęć do wędró,vki; 
wybiera się on w drogę, dla szukania "swojej nieznanej 
Pięknej." Znajduje naprzód 
Iaryę, potem Zofię, i powieść, 
znp
łnie romantycznie. urywa .się w środku; gdyż szuka- 
nie to i bujanie po świecie daje się prowadzłć dalej do nie- 
skończoności, dopóki starczy młodzieńczej tęsknoty. 
J ed nym typem pra wdzi wym, jaki 8tworzył Chrystyan 
'Vinthel" jest śpiew-ak E'olmer w "U ciecźce jelenia" I). Po- 
stać ta, w której uosobi a się cała poezya WUlthera jest 
wcieloną niezawi8łością romantyczną. Główną osnowę sta- 
nowi tu romantyczny niepokój, samowola, tęskność, pra- 
gnienie roz
egania się swobodnie pod gąszczem drzew 
i przysłuchiwania szmerowi strumyka i koczow.ania po 
świecie bez spoczynku Wś!"ód śpiewek. Ostatnia jego pieśń 
jest prawdziwym programem romantyzmu. 
Delikatna, pełna wdzięku zmysłowość, stanowi tu" no- 
wy, giętki tywiół w przeci wieństwie do gruboziarnistej 
zdrowości i rubaszności, jnką Paweł MoHer z własnej na- 
tury swojej udzielał E'ritzowi na drogę. Ale zrozumiejmy 


. . 
I) Przekład niemiecki przez L-ł.yno Quehl Berlin, 1857.
>>>
. 


. 


.. 


213 


naletycie ten romantyczny rys u Pa wła 1\Iollera, ponie"\va
 
właśnie jego zdro"\vość powoduje nas tak snadnie do przeo- 
czenia go. Z jego zapałem do ąwej przeszłości, która była 
tak rótna C?d obrazu, w jakim on ją nakreśla. 
Przed laty była. stara ziemia nasz.a 
Pełna czerwonych pałaców z wieżami,- 
Z jego romantycznem zamiłowaniem ku wiekowi ciemno- 
ty i niewolnictwa łączy się nienawiść ku wszelkim libe- 
ralnym dą
Ilościom ch wili tera
ni
jszej. W biografii. jego 
czyt:.\my: 
 W późniejszych latach swoich z komiczną po. 
wag
 bronił on tej opinii, 
e wszyscy liberalni agitatorowie 
jakiejśkolwiek doniosłości byli to tydzi." Zdanie to
 jak 
wiadomo, stosuje się prawie tylko do Niemiec, gdzie Heine 
i Boerne, Karol Beck i Moritz Hartmann, Lassale i Karol 

Iarx, zapewne niezbyt oględnymi byli w wyborze swoich 
rodziców. W innem znowu miejscu czytamy: "\V ogóle był 
on skłonnym do uwa
ania dą
ności liberałów za wyraz ni
- 
szych popędów naturalnych jakoto: żądzy władania i pry- 
waty, zostających w posłudze intere
ów materyalnyc-.n 
a stąd wrogich ku prawdziwej poezyi, sztuce i innym pod- 
nioślejszym sprawom 
ycia. Widać to np. ze związku, jaki 
(jak wzmiankowaliśmy wy
ej) chciał odkryć pomiędzy li- 
beralizmem a judaizmem, przeciw któremu wręcz nieprzy- 
jaźnie był usposobionym..." W tych wyrazach, jak mnie . 
. się zdaje, tkwi porządna doza ograniczoności. Otót jeśli do 
tego dodamy j ego nędzny traktat o nieśmiertelności poe- 
mat p. t. "Artysta wśród rokoszan," oraz jego wyra
enie 
się o emancypacyi kobiet: że dla niewiasty. zajmować się . 
pisarstwem jest to samo, co śliną nakreślać łuk w powie- 
tr
u; 
Q Pani Sta81 i Jerzy Sand były. niedorodkami ducho- 
wymi; 
e to rzecz nicpiękna, ba nawet . wstrętna," kiedy 
kobieta pisze wiersze - tedy będziemy mieli obraz roman- 
tyka, jeszcze zacofań8zego ani
eli niemieccy, i nie mo
na 
dosyć nadziwić się, 
e i podług niego takte punktem wyj-
>>>
.. 


214 


ścia poezyi jest ,vieczna tęsknot:ł. Jego student przypomi- 
na się '\v studentach komedyi Hostru pa. I oni te:2; ,vcią
 
koczują niespokojnie: 
Tyś wieczną t
sknotą .bez przerwy, spoczynku, 
Tyś tajemnic
 głęboką wędrówki! 


Nie jestem. w stanie oprzeć się chęci pokazania czy- 
telnikowi, jaką to chorobliwą formę przybrać mo
e ta pa- 
nująca nad calem 
yciem tęsknota u mniej zdrowych ro- 
mantykó\v. Znany estetyk niemiecki, Franciszek Horn, na- 
pisał autobiografię, w której opowiada, te "jut w trzecim, 
czy czwartym roku swego 
ycia, wśród cierpienia poetyczne- 
go, zdolnym był do domyślania się utajonego 
ycia w umar- 
łym pozornie," i te "z pomiędzy światowych pieśni, szcze- 
gólniej-i to z nieprzepartym urokiem pociągał "go kll so- 
bie dziecięco-mistyczny wiersz ludowy." A cótto było ta- 
kiego?-Oto nic innego, jak głęboka stara piosnka mamek: 


Fru, fru, chrzclszczyku! 
Twój ojciec na wojnie, 
Twoja ma tka 
a Pomorzu, 
A Pomorze zgorzało; 
Fru, fru, chrząszczyku! 


. 


Inne dzieci były tyle nielitośnemi, 
e śmiały się z tej 
poezyi, jemu jednak zdawała się ona tak wzruszającą. 
"Biedny chrząszcz był jakąś sierotą, albo żabłąkauem, 
straconem dzieckiem: Wszak ojciec był na wojnie a ta do- 
kąd
e mogła go zaprowadzić
 .A. matka? O matce wieści 
. brzmiały nieco pewniejsze. Wszak była na Pomorzu. Ale 
có:2;, niestety, to Pomorze zgorzałol" 00 za przestwór dla 
fantazyi, a przytem biedny chrząszczyk, który, na skrzy- 
dłach tęsknoty, fruwał tułaczo po szerokim, szerokim świe-- 
cia, szukając rodziców! Dopra\vdy, samemu przychodzi się 
tu stać napowrót dziecięciem. Ale trzymajmy się ściśle 
samej idei przedmiotu.
>>>
215 


Tęsknota jedno
tki do nieskończonego szczęścia po- 
lega, jak powiedziałem na wierze, że to szczęście nieskoń- 
czone mo
ebnem je8t dla jednostki do znalezienia.' Ale ,via- 
ra ta w szczęście polega z drugiej strony na romantyczuem 
przekonaniu jednostki o jej wa
ności nieakończonąj. Co 
więcej, sama nieśmiertelność je-
t następstwem kosmicznej 
ważności i znaczenia tej jednostki. Wiara ta w nie::;kończo- 
De znaczenie jednostl{i. jest czysto średniowieczną. Cała 
umiejętności, jak astrologia, opierały się wówcza:3 na ta- 
kiejże podstawie. Nawet gwiazdy nieba zostawały W" sto- 
sunku do losó,v oddzielnego indywiduum, one jako zaj- 
mowały się niem. Niebo. i ziemia ,vraz ze wszystkiem, co 
się na nich znajdo\vało, obracały się naokoło indywiduum. 
Dla tego to romantycy czują brak as rologii i 
yczą sobie 
jej powrotu. K wiaŁem błękitnym 'v astrologii jest gwi3.zda 
jednostki, jak w alchemii kamięń mędrców. (Por. Romans 
Hauch'a "der Goldmache1" (alchemik
." W odczytach swo- 
ich "0 literaturze, sztuce i duchu wieku (Ueber Literatur., 
Kunst und Geist des Zeitalters)," miewanych w Berlinie 
w r. 1802, A. W. Scblegel mówi: "W tern znaczen
u, jak 
KepIera nazwać mo
na ostatnim wielkim astrologiem, as- 
tronomia musi napow'1
6t zamienić się na astrologię... Przez 
uroszczoną naukowość swoją, ast
.ologia popadła w pogardę; 
. ale co do sposobu _wykonania, poniżeniu uledz nie mote jej 
. idea, której podstaw& są prawdy, nieulegające przedawnie- 
niu. Dynamiczny ten wpływ gwiazd, 
e jakoby są ożywio- 
ne inteligencyami i niby podrzędne bóstwa twórc
ą wywie- 
rają moc na podległe sobie sfery - sąto bez zaprzeczenia 
. grupy wyobra
eń nierównie wy
sze, ani
eli gdyby je sobie 
wystawiano, jako masy martwe, rządzone mechanicznie." 
Tak samo odzywa się i Heiberg w liście do Bllntzena: 
- "Przyznać nalety, 
e ,vieki średni-e, ze swym zabobonem 
- alchemistycznym i astrologicznym, który przecie
 opierał 
- si
 na wierze w jedność natur)r i jedność ducha... co do du-- 


. 


.
>>>
216 


. 


cha istnie na'lf,kowego, wysoko g6'}"owaly nad w.iekiern obecn!J'1n 
z jego trzeźwem zrzeczeniem się jedynego punktu, o któ- 
rym rzecz idzie w najwy
szej i08tancyi." W zupełnie po- 
dobny sposób w traktacie o Hveenie wych wala on astrolo- 
gię, jako "opartą na głębokiej mist,yce wieków średnich." 
J e
eli nawet Heiberg mógł ch\valić przesądy astrologiczne 
Tycho. Brahe'go, tedy nie wyda się jut dzi wnem, 
e Grund- 
tvig przyznaje mu słuszność wtem, it z
emię uwa
ał za 
środko\vy punkt świata. Romantyzm tu, romantyzm 
. 
tam! · 
. Romantycy pogląd na 
ycie i poezyą oprzeć chcieli na 
braku, na pozbawieniu, t. j. na tęsknocie-poezyę, któraby 
zawisła na nieskończonej wa
ności indywiduum. Kto swój 
na 
ycie pogląd opr
ć chce na braku, ten w ka
dym razie 
jest jeszcze rozumniejszym, aniżeli ten co oprzeć go chce 
na przyj emności, czy to ma. nią być przyj emność teraźniej- 
sza, czy roskosze i szczęśliwość w przyszłości. Wszelka bo- 
wjem przyjemność, jaką znamy, jest od dołu podkopaną 
smutkiem i utratą, a więp lepiej i pewniej jest budować na 
braku. Ale romantycy budują nie tyl
o na samym braku, 
lecz r na jego zaspokojeniu, usychają oni i tułają się w utę- 
sknieniu do kwiatu błękitnego, wabiącemu ich zdala ski- 
. .. . 
nlenlaml swemI. 
Ale tęsknota jest bezczynnością, a bezczynność ją 
podsyca i dodaje bodźca. Kto przesięgnął ponad roman-' 
-tyczny pogląd na 
ycie, ten ani 
ycia ani poezyi n
\ tej pod- 
walinie opierać nie będzie. Co prawda powinniśmy budo- 
wać na czemś pewnem.. Ale wśród wszelakiej niepewnoś- 
ci, zawodności i zwątpień, jakie nas otaczają, jedno tylko 
jest pewnem i niezaprzeczaluem: boleść. Leczjak pewną, jest 
boleść, tak również pewnemjest dobro wyzwolenia się i za- 
gojenia. To pewna, 
e najnieprzyjemniej jest być cierpi
- 
-cym, skrępowanym, uwięzionym; to pewna, 
e wielką jest 
.-ulgą wyzdrowieć, rozwił\zanymi widzieć więzy swoje, otwo-
>>>
. 


217 


rzonemi drzwi więzienia. Hic Rhodus, hic salta! Tu pole do 
spełnienia czynu wolności, tu mo
ebność wyzwalającego 
poetyzowania. Mo
na, z głową pełną chwiania się i wąt- 
pliwości, kręcić się i obracać, niewiedząc co począć, lub 
w co wierzyć; ale w chwilach, kiedy człowiek zau waty na 
drodze s\vojej, te czyjeś palce dostały się w kleszcze, 
e cię- 

kie drzwi temu lub owemu z naszych. współludzi upadły 
na rękę-tu jut niema wątpliwości, co robić nale
y-nale- 
ty postarać się oderwać drzwi i rękę wydostać z kleszczy. 
Otó
 na szczęście, a raczej na nieszczęście, zdarza się 
tak, 
e zawsze dosyć jest takich ludzi, których ręce w silne 
kleszcze popadły, dosyć takich, którzy cierpią, takich, któ- 
rzy siedzą, we wszelakiego rodzaj u więzieniach, w pętach 
niewiedzy, zale
ności, głupoty i słu
alstwa. Tych wyzwolić 
powinniśmy ku temu celowi skierować tak 
ycie nasze, jak 
i poezyę. Romantyk ugania się samolubnie za szczęściem 
osobistem i roi sobie, 
e sam jest istotą nieskończonej wa- 
gi. Syn wieku nowoczesnego nie będzie spoglądał ku nie- 
bu, ku gwiaździe swojej, ani na horyzont, upatrując kwia- 
tu błękitnego. Tęsknota, to bezczynność. Ale on działać bę- 
dzie. Zrozumie on, jaką, myśl miał Goethe, daj ąc na końcu 
Wilhelmowi Meistrowi zawód lekarza. Niema innego wy- 
boru: lekarzami zostać musimy wszyscy, i poeta takżo. 


XII. 


Wpierwszym okresie swoim romantyzm był całkiem 
niepolitycznym. Uwielbia on, jak n Novalisa, poło1;enie 
istniejące, wobec władzy królewskiej i kapłańskiej zacho- 
wuj e postawę poddańczą, w poezyi zaś swoj ej jest na wskroś 
'bezbarwnym politycznie. 
Satyryczne np. komedye Tiecka w zewnętrznej for- 
mie swej mają krój arY:itofaniczny. Ale dokąd zmi
rza ich 
satyra? Nigdy nie zwraca się ona przeci w jakitj "'ądźkol- 
Tom II. 15
>>>
. 


2]8 


wiek politycznej osobistości albo kierunkowi. Odpowiada- 
jąc krótko, komedye te polemizują przeciwko oświeceniu. 
Có
to było oś,viecenie, albo co przez ten wyraz rozumiał 
Tieck? Wyjaśnienie w tym względzie daje nam jego bio- 
graf. W ówczaso powiada on, naj większa część 
nakomitych, 
wielkiego imienia mę
ów w Berlinie, którzy dotąd kiero- 
wali .opinią publicZ"llą, wykształciła się w czasach Frydery- 
ka Wielkiego. Przyswoili oni sobie poglądy,jakie były pa- 
nującymi w środku wieku osiemnastego; prze:3zły one były 
w ich ciało i krew. Byli to mężowie moralni, wierni obo- 
,viązkowi we wszystkich dzielnicach wiedzy i rządu, pra- 
cujący z powatną, tchnącą oddaniem się gorliwością urzę- 
dową a nieraz z siłą żelazną. Czy to Byli członkowie rządu, 
teologowie, nauczyciele, krytycy, filozofowie popularni, czy 
poeci, koniec końcem zmierzali oni do upotytecznienia re- 
ligii i nauk. oraz do wycho\vywania ludzkości środkami ze- 
wnętrznymi. A że naprzód i przedewszystkiem musiało mi 
chodzić o popularyzowanie. ,vięc w koniecznem następ- 
stwie dojść musieli do rozpłaszczenia treści i rozbicia jej 
wszerz; _a 
e szukali osnowy powszechnie zrozumiałej więc 
nieraz wypadło im w rezultacie zniwelować w przeciętnej 
średniocie szczytność i poziomość. Jakowyś nienaganny 
takt publiczny stał się moralnym ich ideałem, który, w po- 
równaniu z dawną głębokością wiary zdawał się płytkim 
i błahym. Przeciętnie, powoływali się oni na Lessynga. ja- 
ko na wysoką powagę. w mniemaniu, 
e rezultaty jego 
działalności mają po sobie. Łatwo domyśleć się, te zwró- 
cili się polemicznie przeciw Goethemu, jal{to uczynił był 
sam Lessyng, i 
e w ogóle nader ograniczony musieli mieć 
pogląd na znaczenie i wagę fantazyi. Podług nich, byłaona 
niewolnicą pożyteczności zewnętrzn
j,' i je
li miała war- 
tość, to jeoynie, jako organ moralnąści. ".0:. )"{:r" 
'Vyszydzaule takiej moralnej dążności publiki spoty- 
kamy II Tiecka w8zęJ
ie. Tak np. w "Kocie oblttym (Gestlc-
>>>
21iJ 


felter Kater)." Hinze, Kot, kręci się wśród smętnych my- 
śli. Zaczyna śpiewać pieśń myśliwską, w sąsiedniej krze- 
winie wyśpiewuje słowik. "Śpiewa wybornie śpiewak ga- 
jów-jakże to delikatnie musi on srnakować! }\Iocarze tej ziemi 
są szczęśliwi, 
e zajadać mogą słowiki i skowronki, Ile 
tylko zechcą - my biedni, pos polici ludzie zadawalniać 
się musimy śpiewem, piękną naturą, niepojęcie słodką har 4 
monią. Rzecz fatalna, 
e te:2; ja nie mogę usłyszeć śpiewania 

adnej zgoła istoty, nie dostawszy te
 chętki pożarcia j
j." 
Parter zaczyna bębnić, poczciwych sluchaczy oburzają nie- 
szlachetne rozmyślania Kota. Hinze więc daje pokój słowi- 
kowi, ale skoro wkrótce potem wyskoczył królik, chwyta 
go szybko i chowa do swojego worka. Zamiarem Kota jest 
podarować go królowi, aby serce jego skłonić ku swemu 
panno "Dziczyzna ta.'" powiada, njest dla mnie rodzajem 
siost.ry ciotecznej: tak. to jest kierunek dzisiejszego świata.. 
krewni przeciw krewnym. brat przeciw bratn!
. Tymcza- 
sem bier7łe go chętka, samemu poźreć królika. ale przez wy - 
cię
a. się i woła: "a fe, w:stydź się, Hinze!-Czy:t to nie obo- 
wiązek szlachetnych: siebie iskłonności swoje poświęcać dla 
szczęści
t wspól::;tworzeń? Tu jest col ostateczny, .na jaki 
stworzeni jesteimy, a kto do tego nie zdolen-o! to lepiej by- 
łoby dla niego: aby go niehyła urodziła matka."- Ju
 ma 
odejśr, ale grzmią oklaski i wołania: dacapo; ostatni piękny 
ustęp musi wypowiedzieć jeszcze ra
, pochyla się z uszano- 
waniem i odchodzi z królikiem. Widzowie są w siódmenl 
niebie z zach w yceni:.1. jakby przy jaJtiejś tyradzie Ifflanda. 
Równie
 literackiej natury jest satyra Tiecka: "Pa- 
luch (Daumchen)." Wymierzył ją autor przeciw antycz- 
nemu kierunkowi literatury. a szczególniej przeciwko Goe- 
themu. Łatwo pojąć, te tegorodzajnosnowa jak "Paluch." 
prowadzona częściowo heroicznym wierszem miarowym tra- 
gedyj greckiej, 01\181 nliec niejeden rys pocieszny. Wszystkie 
rJ '3

, zt.lczerpane z ludow)rch k] eehd średniowiecznych, zesta- 
15* · ·
>>>
220 


wia tu autor pod oświetleniem stylu starożytno-klagyczne- 
go. Tak np. słyszymy tu o butach siedmiomilowych nastę- 
pujące wyrazy: "Wierzajcie mi, widzę, te te buty doszły 
do nas z prastarych czasów Grecyi; nie, nie, roboty takiej 
nie wykona 
aden dzisiej BZY mą
 z taką pewnością, tak 
szlachetnie; taka prostota w kroju, takie szwy! To ut,vór Fi- 
dyasza, tego zaprzeczyć sobie nie dam. Spójrzcie no tylko, 
kiedy postawię j eden Z nich: j ak
e to wzniosłe, j ak plastycz- 
ne w spokojnym majestacie! Nigdzie zbytecznych dodatków. 
ornamentów, nigdzie gotyckich przydawek, ani śladu 
owych przymieszek romantycznych naszego wieku, gdzieto 
podeszwy. skóra, klapy, fałdy, kosmyki, glanc, wszystko zło- 

yć się musi na to, aby wytworzyć rozmaitość, blask, ol- 
śniewającą istotę, która nie ma nic w. sobie idealnego; skó- 
ra błyszczyć się ma, podeszwa skrzypieć; nędzne rymownic- 
two, ta konsonancya na wstępie; nic o tem, nic nie wiedzieli 
owi staro
ytni." W tym pompatycznym opisie widzimy pa- 
rodyujące u
ycie ulubionych wyrażeń Goethego. 
Ale najtrafniej i najdowcipniej broni się Tieck prze- 
ciw osl{ar
eniu go o przesadzoną czułostkowość. Ci z po. 
śród nas, którzy podziwiają Prospera Merimee, mogą u wa- 

ać satyrę, jako zwróconą ku nimI Tieck mści się na swo- 
ich krytykach, kładąc ich zarzuty w usta ludożercy Leid- 
gasta, który właśnie przyszedł do domu, zwietrzy) mięso 
. ludzkie i zaraz postanawia na
tQpnego dnia po
reć Paluch 
i całe jego rodzeństwo. Uprzednio mają oni być pl'zenic
ieni 
do komórki na poddaszne "Żeby tylko troje malców nie obu- 
dziło sięl" zrobiono uwagę. "Dla czego?"- Wtedy cudze 
dzieci nie będą bezpieczne, gdy
 wasze tak dybią na mięso 
ludzkie, 
e niedawno kl.e
 nawet wyssać chciały ze mnie." 
-"Czy to być mo
e? Tego rozumu, wykształcenia nigdy- 
bym się w nich nię spodziewał.. Żona jego płacze. "Kobie- 
to, dajte pokój czułościom, pieści wego wychowania ja 
znieść nie mog-:; na wszystkie przedądy, zabobony, marzy- 


.
>>>
221 


cielstwo nigdy nie pozwalałem: surowa, twarda natura, to 
rzecz moja." 
Przy całej atoli wielorakości kierunków, w jakich 
porusza się ta satyra, czy w tym czy w owym, jest ona 
czysto-literacką. Nie wychodzi ona nigdy z koła lite- 
ratury do dziedziny 
ycia. IfHland i Kotzebne, staro
yt- 
ny styl koturnowy i parafiaDsko-ograniczona krytyka, tekst 
"Fletu zaczarowanego'
 i Nicolai'ego opisy podró
y, pedan- 
terya akademicka i Gazeta Literacka. oto są ciągłe kozły 
ofiarne. Czasem tu lub owdzie koniecznem było dla docię- 
cia oświeceniu i jego przymiotom, posunąć się krokiem da- 
lej. Tak np. '\\' :,Obutym kocie..' król, który nad wornego 
literata wynosi na równy stopień z błaznem dworskim,. 
który 
yje tylko dla sołdn.teryi i kamaszów, którego ucie- 
chą jest słuchac paplaniny o wielkich liczbach astronomicz- 
n)"'ch i który zlewa łaskę monarszą za smacznego królika. 
taki król zapewne w nienajkorzystniejszerłl świetle przed- 
stawia władzę królewską. Ale stało się to n:łwpół przypad- 
kiem. J eźeli prawo w tej sztuce nazywa się" Babokiem, " 
straszydłem, które jako mysz suwać się musi po ziemi i po- 
tarte zostaje przez kota, i kiedy zaraz potem nasz Hinze 
wykrzykuje: "wolność i równość; teraz jUiJ Tiers-etat 
przyjdzie do władzyl" - to jestto sobie prosta próbka ro- 
mantycznej paplaniny, całkiem bez znaczenia, dtrzelanie na 
wiatr o nic i znów nic. Tylko w jednym utworze Tiecka 
z czasów młodości, p. t. ,= Arlekin jako emigrant (Hans- 
wurst aIs Emigrant)" znajdujemy rzeczywi
tą satyrę poli- 
tyczną; gdy t arlekinem jest tu nikt inny. tylko ksią
e 
d' Artois, jako emigrant i ubogi 
ebrak, który, w braku 
konia wierzchowego, jechać musi na grzbiecie dwojego 8łu- 

ącego. Ale sztuka ta za 
ycia Tiecka nigdy nie była dru- 
kowaną. 
Łatwo tedy domyśleć się, 
e usiłowania Kotzebuego t 
aby zaszkodzić Tieckowi na drodze politycznej, musiały po-
>>>
.).)
 
......
 


zo
tać bez powodzenia. Uzyskawszy w r. 1802 w8tęp do 
dworu, starał się on pomśoić na swoim przeciwniku tym 
sposobem. te przeczytał królowi scenę parady z "Zerbino," 
ze wszelkiemi złośli wemi aluzyami. Ale król puścił je mi- 
mo uszu i całość pozostała bez skutkó\v. Tieck jest dumny 
z tego i szczęśliwy", te mo
e dowieść zupełnej niewinności 
swojej: 8ztukę tę napisał był jeszcze w r. 1796 wśród 
zupełnie innych okoliczności i odnosi się ona jedynie do 
wra
eń młodości. I ma słuszną zasadę być dumnym, z u- 
wagi, te satyra osobista, kalibru paszkwilowego le
y dale- 
ko po za horyzont.em poezyi. Ale po za tymi względami, 
wspomniana anegdota robi niemal wratenie tragikomicz- 
ne: Bogu wiadomo, poezya ta nie była niebezpieczną. 
Bogu wiadomo, nie było zgoła powodu dla 2adnego na świe- 
cie króla albo rządu do troszczenia się choćby trochę o te 
satyryczne podjazdy. Szkoda tylko, 
e najlepsza poezya sa- 
tyryczna nie jest właśnie tą, która daje święty pokój 
wsz.vstkim. Komedye Arystofanesa, z któremi lubiano po- 
równywać komedye Tiecka, były daleko mniej nieszkodli- 
we i niegrotące niebezpieczeństwem, a dzieła batyryczne 
tego rodzaju,jak "Świętoszek" Moliera, albo "Figaro" Beau- 
m'1rchais'ego, tę mają właściwość, że nie grają w ogólniki, 
te pol
mizują prze
iw czemuś innemu, aniteli przeciw li. 
chym pC'etom i poezyi moralizującej. Otó
 i romantyzm 
dalekim był od tego, aby się usuwać na długo od wszelkie- 
go zetknięcia ze społeczeństwem i polityką. 
Rok 1806 był rokiem krytycznym dla Prus i dla Nie 
 
miec. Cały kraj zostawał w ręku obcego zdobywcy. Ale 
dlatego właśnie od tego roku poczynaj ą się wszelkie usi- 
łowania reform. Zapadnięto tak głęboko w niedolę, 
e 
energiczne podźwignięcie stało się nieodbicie potrzebnem. 
Niestrudzony i genialny baron v. Stein rozpoczął reorga- 
nizacyę pruskiego 
ycia państwowego, Scharnhorst prze- 
tworzył systemat militarny, ba nawet zwrócono krytyczne
>>>
223 


. 


{)ko na rozwój uniwersytetu i uczącą, się młodziet i wezwa- 
no Fichtego do Berlina. Wezwanie to pod wielu względa- 
mi zasługuj e na u wagę. Chciano przez nie pokazać, 
e od 
tej chwili zapanować ma nowy i odmienny duch. Kiedy 
Fichte w r. 1.792 napisał n:;tjpierwsze dzieło swoje "Pró- 
ba krytyki \vszelkiego 9bjawienia (Versuch einer Kritik al- 
ler "Offenbarl1ug)," powa
yl się onogłosić je tylko bezimien- 
nie. Kiedy później ogłaszał 

oje pismo: "Domaganie się 
swobody myślenia (Zuruckfordel'ung der Denkfrciheit)," 
wówczas nie śmiał wymienić miasta, \v którem drukowano 
jego ksią,
kę; wyszła ona w Heliopolis, również bezimien- 
nie. Kiedy nareszcie został wprowadzony na katedrę 
w Jenie, to na zasadzie o8karżenia o ateizm, musiał się 
usunąć. Otó
 teraz, kiedy oj czyznę uj ęto w klesz- 
cze, nagle nastąpiła zmiana frontu i zwrócono się do nie- 
go, aby wywołać powstanie młodzieży. Wiadomo, że Fichte 
mowami swojemi do narodu niemieckiego prz
wY
8zył 
. wszelkie oczekiwania. Pokazało się, te nie było to złe wy- 
rachowanie, złożyć chorągiew niemiecką w ręce prześlado- 
wanego myśliciela. Kiedy przed oknem błyszczały bagnety 
francuskie a bębny francuskie zagh1szały dźwiękjego słów, 
wygłaszał on w uniwersytecie berlińskim sławne mowy 
swoje, które grały pobudkę dla Niemiec i zmusiły do 
ucieczki owe bagnety; od tych bowiem mów rozpoczyna si
 
przesilenie w nastroj u narodu. W mowach tych filozofia 
Fichtowska przechodzi w natchnienie, w poezYę; i coż dzi- 
wnego, że poezya ta wkrótce stała się pochodnią, od któ- 
rej zapaliło się wiele innych poetyckich pochodni, jakoto: 
ArDdta, Kornera i Schenkendorffa. Oddawna przygotowa- 
na wojna o wyswobod"zenie wybuchła w r.1813 i po zmien- 
nych kolejach, ku zachwyceniu ludności, skończyła się na 
tem, te Niemcy całkowicie i stanowczo zmartwychwstały. 
Potęga Napoleona została złamaną. Lud niemiecki pomścił 
di
 za rewolucy
 na tym
 który zdradził jej sprawę. W ta... 


.
>>>
224 


. 


kiem te
 znaczeniu woj na ta spra wiedJi wie zasługuj e na na- 
zwę" woj ny o wyswobodzenie. "W krótce atoli nawet d l
 mniej 
wnikli wego umysłu stało się widocznem, 
e wojna owa, jak 
Janus, ma oblicze podwójne. 'Vojna o swobodę była pow- 
staniem przeciwko straszliwej tyranii, ale tyranii, będącej 
przedstawicielką idej rewolucyi: Była to walka o dom 
i ognisko, lecz pod komendą stary ch dynastyj. Tyranię re- 
wolucyjną zwalczono na korzyść monarchizmu reakcyjnego. 
A następnie: zapał, z jakim stoczono bój, zawiern,ł w sobie 
dwa wręcz ró
ne 
ywioły, które w pierwszej chwili zdawać 
się mogły tak zmieszanymi, 
e nie padano na myśl roz- 
dzielenia jednego od drugiego, które wszak
e zbyt rychło 
zdradziły zupełnie sprzeczny charakter. Z jednej strony 
było to rozsro
enie się jednego Indu przeciw drugiemu, 
przesąd narodowy, zrosły z uczuciem narodowem, podzi- 
wianie wszystkiego, co niemieckie, nienawiść ku wszyst- 
kiemu, co francuskie;-z drugiej strony, zapał ku swobodzie, 
pragnienie niezale
ności, walka nie tylko w imię Niemiec, 
lecz i w imię ludzkości o wielkie dobro. ogólnie ludzkie. 
Ju
 w mowach Fichtego zanwa
yć motna ten po- 
dwójny kierunek. On był wyrzekł, i
 tylko taki lud, który 
jest ludem pierwotnym (Urvolk) i który rozumie glebie 
ducha swego, swoją mowę, t. j. samego siebie - mo
e być 
swobodnym i oswobodzicielem świata, i dodał jeszcze "lu- 
dem ty'm są niemcy. lo W słowach tych kryj
 się germańska 
duma narodowa; w4rótce te
 ziarno zasiane wzrastać za- 
częło. Świe
y, świetny i zdrowy zapał młodzieńczy po- 
zyskał wyraz swój w heroicznej liryce Teodora Kornera. 
Potrącono tu struny Schillerowskie 8 
ywotny geniusz 
wieku nowoczesnego dźwiękami swymi ogarnął wszystkie 
serca. Ale zapał ku ojczyźnie w jnnej grupie poetów stał 
się marzycielstwem na rzecz państwa niemieckiego i cesa- 
rza niemieckiego, to jest Germanii średniowiecznej, i zacz
-
>>>
c-f 


225 


to opiewać majestat przeszłości. l\Iax von Schenkendorff 
śpiewał na smętną nutę o dniach owych, kiedy to 


Wysokie postacie szlacheckiego rodu 
Nad dolnym i górnym Renem panowały, 


i z chorobliwą melancholią wspominał sobie czasy, kiedy 
rycerze-łnpie
cy z zamków swoich panowali nad wsią 
i grodem. Śpiewał hymny na cześć starowiecznych tu- 
mów, ze świętym dreszczem grzebał po kaplicach w ko- 
ściach bohaterów i rycerzy i napisał poemat na pamiątkę 
tysiącoletnią urodzin Karola Wielkiego. Obok niego dzia- 
lał Ernest l\I
ritz Arndt, ten Grundtvig Germanii. Grundt- 
vig o s wo bodniej szym nastroj u myśli i mniej teologicznie 
zabarwiony, ani
eli nasz (duński). Ideą fixe u niego stała 
się nienawiść ku frankom. Tworząc swoje męzkie i peł- 
ne siły pieśni o woln03ci, powoływał on zarazem do broni 
całą przeszłość niemiecką, jako rezerwę w walce przeci w 
armii cudzoziem8kioj. l\Iitologia staroniemiecka i staro- 
niemieckie czyny bohaterskie, Herman i wnętrze lasu tento- 
burgskiego, 'V odan i Druidowie, dęby święte i boska pier- 
wo-germańska czerstwość i rubaszność z nieczesanym wło- 
sem i dwiema olbrzymiemi pięściami naokoło trzonka 
maczugi-stały się przedmiotem czci. Nieokrzesane oby- 
czaje miały stanowić porękę obyczajowości niemiecldej. 
Arndt wystąpił przeciw mowie francuskiej i modom fran- 
cuskim; ba, nawet myślał o zaprowadzeniu ogólnego 
stroju niemieckiego. Za jego ideą, Jahn dał bodźca do za- 
ło
enia "burszostw", chrześciańsko-germańskich stowarzy- 
szeń studenckich, które przez (lługie czasy zdawać się mo- 
gły dźwigniami wolności, których atoli romantyczny kie- 
rnnek duchowy uniemo
ebnial wszelką skuteczną działal- 
ność w słu
bie wolności. Ideałem ich bylo niemiecko- 
rzymskie państwo ,vieków średnich z jego cesarzem na 
czele. Do walki o ten ideał przygotowywano się ćwicze- 


. 


.
>>>
\ ...\ 


226 


ninmi sił ciała. Dopełnieniem stowarzyszeń studenckich 
były stowarzyszenia gimnastyczne. Jahn, "Turnvater'i, 
na Hasenhaiue pod Berlinem rozpoczął wprawianie mło- 
dzie
y niemieckiej w gimnastykę sił, która uczynić ją 
miała "świe
ą, pobo
ną, wesołą, swobodną" i za przykła- 
dem Arndta, J ahn wystąpił na pole literatury z pismami
 
które w \vściekle afektowanem stylu zabezpieczały ten ro- 
dzaj usiłowań przeci w wszelkim napaściom, ku dobru spra- 
wy niemieckiej. 
Jednakte trwało to niedługo gdy na wszystkie patryo. 
tyczne idee i przedsięwzięcia padł duch reakcyi. Nie wol- 
ność, o której zdobycie chodziło, lecz upłyniona przeszłość 
niemców stała się przedmiotem hołdu. Dzieje niemieckie 
badać zaczęto z taką jak nigdy przedtem 
arliwością, az o- 
sobliwszym popędem do odnajdywania tam pierwiastków 
specyalnie niemieckich. Z braćmi Grimmami na czele wni- 
kać zaczęto dziejowo i gramatycznie w mowę niemiecką, 
i na tem polu jak i na wszystkich innych, zakochano się 
chorobliwie w przeszłości i w jej naiwności. Jakkolwiek 
świetnymi były wyniki, zyskane dla nauki temi studyami, 
rzeczą jest nieza wodną, 
e studya te pomiędzy swymi ho- 
downikami wychowały w Niemczech najnienawistniejszych 
wrogów swobody, mę
ów, którzy wszędzie i zawsze two- 
rzyli stronnictwo przeszłości przechv teraźniejszości. 
Następnie do marzycielstwa patryotycznego przył
- 
czyło się religijne. Lekkomyślności francuzów przeciw- 
stawiano obyczajo\vośĆ specyficznie niemiecką, wolno- 
myślności Francuzów przeci wsta wiono specyficznie nie- 
miecką chrześ
iańskość. A 
e religią nieprzyjaoiela była 
religia ludzk08ci, duch ludzki \v s,vojej jasności i swobu- 
dzie, tedy religią narodową było chrześciaństwo, duch 
chrześciański w swojej mroczności i przymusie. Spo. 
łeczność niemiecka mniemała, te tym sposobem staje się 
religijniejdzą, a tymczu=,em stawała się mniej religijną.
>>>
. 


227 


Albowiem - a to jest prawuą niezachwianą, obowiązu- 
jącą po wszystkie czasy i kraje - skoro prawdziwa reli- 
gia oznacza zapał ku 
ywotnemu duchowi i myślom tera- 
źniejszości, których tłum jeszcze nie rozumie, przeto ten, 
kto napełniony jest 
ywotnym duchem czasu, zdawać się 
będzie irreligij nym, ale będzi e religij nym; przeciwnie zaś 
ten, kto napełniony jest duchem albo wiarą czasu przeszłe- 
go, zamarłego, będzie w wysokim stopniu irreligijnym, 
a zdawać się będzie i nazywany będzie religijnym. 
Niepełnoletnie więc umysły z czasu wojen o swobo- 
dę utknęły romantycznie w religii i w miłości ojczyzny. 
l\fyli się, kto sądzi. jakoby zapał ku wolności spowodował 
8anda do zabicia Kotzebnego, jakoby moralność i pa- 
tryotyzm młodemu, ograniczonemu studentowi wcisnęły 
w rękę broń morderczą przeci wko lekkomyślnemu. radcy 
dworu, który w słu
bio dyplomacyi rosyjskiej przeciw- 
działał ideałom burszostw. W pośród najserdeczniejszych 
przyjaciół Sanda znajdowali się jezuici. J aSDego nabie- 
ramy wyobra
enia o tam, co rozumiano wówczas przez 
swobodę, jeteli wiemy, 
e tacy mętowie, jak Arndt i Gor- 
res słynęli za bohaterów swobody: Arndt, który później 
z taką zapalczywością, wystąpił przeciw tak zwanemu 
przez siebie industryalizmowi, to jest przemysłowi nowo- 
zytnemu, w przeciwieństwie do dawnych cechów; który 
gardłow al 
arli wie przeci w machinom i parze, która rze- 
komo nogi pozbawia ich praw (chodzenia), męstwo jego 
pracy, górę i dolinę \vyzn wa z ich znaczenia; który głoso- 
wał za uodrębnieniem stanu szlacheckiego zapomocą "zło- 
tej księgi, 
 jakote
 za majątkami rodowymi i majoratami, . 
jako jedyną obroną przeciw rozluźnieniu wszech świętych 
węzłów w społeczeństwie i zalaniu przez niego proletaryat 
i motłoch, - następnie Gorres, 
tóry wówczas zacho- 
wał był jeszcze pewne wspomnienie z owych czasów, kie- 
dy redagował "das rothe Blatt," który wszakte skończ,vł 


, 


.
>>>
228 


zawód jako autor "l\Iistyki chrześciańskiej (Christliche 
Mistik)" i to z tak dziką reakcyą, 
e występował nawet 
przeciwko wateczniczemu pietyzmowi w Prusach, jakoby 
zacbodzącemu nie dosyć daleko i zmusił Leona do podnie- 
sienia głosu przeci w niemu. 
Całkiem oso bli wy wyraz w poezyi, wyrodzona z wo- 
jen o wyswobodzenie reakcya chrześciańsko-germańska po- 
zyskała przez romanse barona De la 
Iotte Fouque. Odbył 
on wojnę o niezale
ność, jako oficer jazdy. Fouque zna- 
nym jest czytającemu światu szczególniej przez swoją 
wdzięczną powiastkę "Undyna," bez zaprzeczenia najbar- 
dziej znaną, po "Baśni o elfach (Elfenmarchen)" Tiecka, a mo- 

e jeszcze więcej nad tę, która w Danii przez opracowanie 
Heiberga w komedyi "Elfy" stała. się popularną, - utwór, 
w którym romantyczna poezya natury wydała na świat 
naj piękniejszą i najbogatszą treść swoją. Undyna jest je- 
dyną, iście pełną 
ycją- naoczną postacią, jaką kiedy kol- 
wiek utworzył Fouque. Przyczyną, dla której powiodła 
mn się ta postać, była zapewne okoliczno
ć, 
e tu wziął so- 
bie za zadanie, odmalować istotę
 będącą, w połowie tylko 
człowiekiem, w połowie zaś tywiołem natury, falą. pianą, 
chłodną, świe
ością wody i dzikim ruchem, istotą - jak 
tam słyszymy - bez duszy: dopóki bowiem Undyna nie 
poddała się jeszcze rycerzowi, dopóty zostaje jeszcze 
w związku magicznym z morzem niespokoj nem, bezdusz- 
nem. Ona to pianą j ego pryska na okno i podnosi morze 
dopóty, aż półwysep zamieniło w wyspę a rycerz został 
jeńcem, uwięzionym w chatce rybackiej. Fouque, który był 
poetą, nie będąc psychologiem, w tej istocie przyr:dzenia, 
uosobiającej jeden z 
ywiołów a przeto składającej siEJ 
z jednego tylko 
ywiołu, znalazł dla fantazyi przedmiot, 
jakiemu ona całkowicie podołać mogła, a na wzór którego 
Andersen utworzył później "Małą dziewicę morza (Die 
kleiue ęeejungfer)" Po nocy weselnej, Undyna otrzymuje 


.
>>>
:2i
 



 


duszę i teraz przetwarza się w ty p po
łl1sznej )agodnej, tkli- 
wej gospodyni niemieckiej. Surowe ohchodzeniesięzniąry- 
cerza. sprowadzaj ej śmierć-przedczem poprzednio, w nie- 
skończonej dobroci serca swojego, kazała studnię w dzie- 
dzińcn nakryć ogromny fi kamieniem, w tym celu, aby wu- 
jowi swemu. Kuhlebornowi. duchowi wodnemu, zamknąć 
jedyną drogę, po której mógłby się był wspiąć do zamku 
i zemścić na rycerzu. Kiedy ten, wbrew wszelkim ostrze
e- 
niom, przeniewierza się jej i kiedy jego ukochana w zaro- 
zumiałości kata zdjąć Jiamień ze 
tudni, los zmusza Undy- 
nę do wspięcia się po niej i zadania śmierci w pocałunku. 
Chocia
 treść ta, czysto średniowieczna, po
yczoną, została 
od wspominanego często przez Holberga, Paracelsa, który 
w swej teoryi duchów elementarnych, u
ył za podstawę 
dawnej wiary ludowej i chocia
 wykonanie co do szczegó- 
łów w wielu miejscach jest słodkawe i pobo
niutkie, poe- 
mat jednakże - co mn wychodzi na najlepsze - miał tu 
pewne świe
e zacięcie oogańskie, Oryginalność Undyny 
tkwi w jej pogańskiej naturalności, jaka się wykazuje 
przed chrztem. i jedtto prawdzi wie grecka myśl, te nie ko- 
ściotrup dosięga kosą, swoją umierającego, lecz te duch na- 
tury w miłosnym pocałunku śmierć mu zadaje. 
Lecz podczas gdy Fouql1e wszystko to, co tylko miał 
w duchu swym pierwotnego i genialnego, zło
ył w tę 
drobną powiastkfJ, jednocześnie pod wra
eniami aspiracyj 
narodowych rozpoczął długi szereg romansów rycer- 
skich, dó których wstępem (r. 1815) był "Pierścień cza- 
rodziej ski (Zauberring)." Ksią
ka ta 8tala się ewangelią dla 
reakcyi romantycznej. Szlachta i junkerya odzwiercia- 
dlały się we wszystkich tych pancerzach i radowały 
oko ich widokiem. To, ąo autor rozsnuł, wcale nie 
było rzeczywistym wizerunkiem historycznym. Czas 
rycerstwa, jaki malują te ksią,
ki, był to wiek nawskroś 
fantastyczny, gdzie wszyscy wysok:o urodzeni mę
owie,
>>>
230 


ze srebrnymi hełmami z pióropuszem i bez niego, al- 
bo z chełmami telaznyrni i zlocoQemi skrzydły orlemi, 
ju
 to 
 podniesioną, już. to ze szpuszczoną, przyłbicą, odzia- 
ni w błyszczące, srebrne, lub w matowe, złotem 
wykhu.lane pancerze, pędzili na rumakach ognistych to 
pokaźnej, to twardej budowy, wszelakiej rasy i maści, dru- 
zgocząc lance jeden przeci w ko drugiemu, przylegając 
do siodeł jakby miedziane kolosy, lub spadając na ziemię, 
ale podnosząc się z szybkością błyskawicy, i dobywając 
miecza dwusiecznego. Rycerze są, dumni i waleczni, 
wierni giermkowie idą, na śmierć za swoich panów, sma- 
głe dziewice rozdają nagrody walki na tl1rniejach i ko- 
chają rycerzy "czułostkowo (minniglich).H Wszystko od- 
bywa się tu podług księgi praw honoru; co mówię: po- 
dług tego lu b owego określonego paragrafu w księdze 
pra w honoru. 
Wszystko jest konwencyonalnem. Naprzód i nade- 
wszystko słodziutki, mdławy styl, który ma wysławiać ten 
świat wysoko-szlachecki. W yobra
enie o tern dać mogą 
tylko przyklady. Berta siedzi na błoniu, a obrazjej odźwier- 
ciedla się "r wodzie. "Berta zarumieniła się tak jaskrawo, 

e \v wodzie wyglądało tak, jak gdyby tanl zapaliła się 
gwiazdka." "Śpiewali tak pięknie i lubo (pieśń poranną), 
że zdawało się, jakoby słońce z 
ywo tęsknącej miłości 
jeszcze raz wzejść chciało w iskrawej czerwieni." Upię- 
k8zające przymiotniki wszędzie wtrąca tU.ID poeta: "obu 
młodym ludziom serce płonęło z lagodnąj ciekawości." 
"Z oczu starego rycerza spłynęły dwie wielkie krysztalowej 
jasności krople. '" Nadzwyczajną wagę, jak u na8 w ro- 
mansach Ingemanna, przywiązuje poeta do opisu pysznych 
. 
ubiurów' rycer8kich i ozdób. "Pięknie on wyglądał w swo- 
im pancerzu z naj błękitniejszej stali, pY8znie przybranym 
w bogato złote uzdoby i lśniącym, z czarno-brunatnymi 
,vłusami i zdobnie przyciętymi wąsami, z pod których
>>>
231 


wdzięczne uśmiechały się śwje
e usta, odkrywając blask 
dwu rzędów zębów perłowej białości." Pewna szlachetnie 
urodzona dama opowiada los swój nieszczęśliwy i znajduje 
dosyć czasu na wplatanie takich np. opisów: "Poszłam za- 
smucona do mojej komnaty, niechąc ani 'słyszeć o zaba- 
wach, na które inne szlachetnie urodzone dziewice zapro- 
siły mię tego wieczora, i ponuro wyprawiłam od siebie po- 
kojówkę, która przyniosła mi do pokoju ślicznr!, wysadzaną 
perlami wędkę z długą, złotą nicią i srebrnym kruczkiem." 
Rzecz dziwna, 
e w świecie, gdzie człowiek do tego stopnia 
otacza się-złotem, srebrem i masą perłową, uznaje za po- 
trzebne zaznaczać wyraźnie, 
e takowe znakomite materya- 
ły miał w ręku. I uczucia są, z tego samego materyału: 
z perłowej macicy i złotych nitek. Ani jednego tchnienia 
naturalnej, nieprzymusowej skłonności, ani jednego czynu, 
pochodzącego z pierwotnej, nieobmyślanej namiętności. 
Wszystkie uczucia i namiętności. jak uje
d
ane konie ry. 
cerzy, poddane są doskonałej tresurze. Zaw
ze wie się 
z góry, jaką ma drogą pójść wszystko. Rycerze rozma- 
wiają z sobą po przyjacielsku. nawet obchod74 się z sobq 
z wyborową grzecznością. jaka właAci ąjest osobom nprzy- 
wilejowanym. Wtem,jednemu z nich wymyka się nieostro- 

nie jakieś słówko (o damie, o turnieju), któro dla drngie- 
go pociąga za sobą konieczność wyzwania go do ,,"alki na ży- 
cie i śmierć. Bez najmniejszej sprzeczki lub gniewu o to.- 
uzbrajają się ob
j bojownicy, ,vskakl1ją na parskające bie- 
guny, giermkowie zamykają koło i, o północy, pod- 
noszą, pochodnie, następuje rąbanie się z całych sił, a Rko- 
ro jeden skrwawiony pada. na ziemię. drugi rzuca się ku 
niemu z braterską serdecznością, z wyszuh:anym urtyzmem 
felczerskim przewiązuje jego rany
 podaje mn rami-: i "gło-- 
śno rozbrzmiewając", oddalają się ObRj wśród chrzęstu uzbro- 
jeń
 W dalszym ciągndostrzegamy, 
e całe bogactw'o 
ycia du-. 
szy sprowadzone tu jest gwałtownie do kilku jedynie piel'-
>>>
232 


wiastków kon wenoyonalnych: honoru, wierności, miłości 
i padaniem na kolana, w czci i poszanowaniu. 
W zwifłlzku z tymi rysami jest naj głębsza pogarda ku 
· wszystkim stanom innym, aniteli uprzywilejowany. Bo- 
hater, rycerz Otto przychodzi na maskaradę do swego 
przyjaciela, młodego kupca Tebaldo; tu ukazują się jacyś 
kuglarze i wykonywają rozliczne sceny. Pomiędzy innymi 
\vystępnje wojownik w pancerzu, który pochyla się pr
ed 
Plntusem, bogiem bogactw, i wygłasza następujące wiersze: 


Srebro za guzy, złoto za krew! 
Panie, daj mienie, to dobrze bić będ
. 


"Pan Plutus" chciał właśnie dać dowcipną odpowiedź, 
wtem podniósł się Pan Ott' von Trautwangen, wydobył 
miecz i zawołał: "Ten buraz hańbi swój pancerz, dowiodę 
mu tego nn jego głowie, je
eli ma odwagę dotrwać mi 
pola. " Nawpół śmiejące się, naw pół przera
one to warzy - 
stwo spojrzało na gniewnego młodzieńca
 kiedy tymcza- 
sem Tebaldo z wielkim gniewem wypędził kuglarzy, wy- 
rzucił im nikczemność haniebnego ich sposobu myślenia 
i zdumionym zabron\\ raz na zawsze wstępu do swego do- 
mu. Następnie wrócił zarumieniony ze wstydu do Otto- 
na, i prosił go najdobrańszymi i najozJobniejszymi wyra- 
zami. aby nie składał na niego winy za, to, że owa hołota 
uroiła sobie, i
 uczci bogaty 8tan kupiecki tl.k oburzającem 
porównaniem. Co wi
ksza. niezaJowolniony z tego, Otto na- 
zajutrz w gospodzie. w której mie
zkał, spotyka rycerza Ar- 
chimbalda, i przychodzi mn ochota pomieniać się z nim na 
pancerze. "Sądzę, 
e na8ze pan
el"ze przydają się na obu nas, 
gdy
 obaj jesteśmy Jawnego, górno-niemieckiego wzrostu 
bohaterów", i za swój srebrny rynsztunek otrzymuje czarny! 
I naraz zdaje się, te zaszło w nim całkowite przeistoczenie, 
co właściwie dziwić nie powinno, jeżeli pomyślimy, jaką
>>>
. 


233 . 


0& 


tę rolę odgrywa kostium. Wszak w rzeczy samej ryce- 

ze ci, to nic innego, jak wypchane rynsztunki i sprawiają 
oni na widzu takie same wrażenie, jakiego doznaje się, 
wchodząc do jeu.nej z sal w lońdyńskiem Tower lub w ar- 
senale berlińskim, gdzie puste wewnątrz zbroje rycerskie 
jadą na pust.ych rynsztunkach końskich. Jaką rolę od- 
grywa pancerz, widać to z jednego z pierwszych pojedyn- 
ków Ottona) 'v którym rycerz Heerdegen, noszący pancerz 
zardzewiały, \voła rdzawych głosem ze swego zardzewialego 
kosza: "Berto! Berto!" a tymczasem Otto niejako srebrnym 
głosem z pou srebrnego hełmu woła: "Gabryelo! Gabryelo!" 
Otóż }{iedy Otto w nowem uzbrojeniu wraca na drugi 
dzień do Tebalda, który właśnie stoi w swoim sklepie 
i odmierza drogi e matcrye, wypiękniał jeszcze bardziej 
i mężniej \vygląda, tak, iż Tebaldo prawie wstydzi się być 
w jego obecności. "Wtedy pan Ott'von Trautwangen 
podniósł \v górę przyłbicę, a Tebald \vyuał okrzyk, napół- 
strwożony, cofając się krokiem w8tecz: ,,0 Hote! o ileż 
jesteście wspanialsi jeszcze, anj
eli byliście wczoraj! I ja 
mam właśnie teraz stać przed wami z łokciem w ręku?" 
I po tych słowach, zdobnym swym sprzętem kupieckim 
uderzył o £lar, tak że łokieć rozbił się na drohne kawałki. 
A że zrobiony był z kości słoniowej i złota, więc cała 
słut ba pomyślała sobie, te to mogło się stać mimowolnie." 
Starają się więc pocieszyć pana, ale ten ani chce słuchać, 
tylko prosi, "aby wolno mu było rzucić wszystkie sprawy 
kupieckie i towarzyszyć Ottonowi [{Ja giermka. Czyż po- 
dobnych wyobrażeń nie mo
naby i dziś jeszcze odnaleść 
w zachowaniu się niejednego z pruskich oficerów kawaleryj 
wobec kupca? 
Na prawdę jestto poezya dla oficerów kawaleryi. 
Jedynym typem, który udało się Fouqne'mu pochwycić 
psychologicznie w tej książce, są konie, i mianowicie z tej 
samej przyczyny, z jakiej udało mu się używotnić Undynę: 
Tom II. 16
>>>
234 


tutaj psychologia mote zadowulnić się rysem elementttl'- 
nym. Przypominamy sobie, jaką rolę i u nas, w roman- 
sach Ingemanna odgrywają mleczno-białe stadniki tur- 
niejowe i czarne, stalą opancerzone konie bojowe. Kiedy 
Drost Peter Hessel w płaszczu szkarlatowyn1, kuniem fu- 
terkiem bramowaQ.ym, z białynl pióro-puszom u kapelusza, 
na rosłyinsiwym źrebcu, zatrzymuje się na gościńcu, aobok 
rycerza, stoi śnia.dolicy giermek !{]aus Skirmen ze 
wa- 
wyro, niespokojnym kucykiem nor,vegskim, to i tu cah\ 
charakterystyka: do jakiej zdolnym je3t poeta, leży w wy- 
sokim, siwym źrebcu i małym, twawym kucylul norweg- 
skim; stanowią ją tywe przeciwrysy Drost.a i jego giermka. 
I tu podobnie
: źrebiec Fol.kona odmalowany jest jako 
srebrno-siwy koń o smukłej szyi, lekkich nogach. I{iedy 
zblitył się do Gabryeli, wtedy na skinienie rycerza swo- 
jego zgiął przednie nogi i następnie gwałtownynl skokiem 
wspiął się napowrót, a tak zwinnymi susami, 
e zdawał 
się prawie fruwać, a złote dzwonki u siodht i nagłówek 
dźwięczały ponętnie. Następnie stanął spokojnie, niby 
obraz zdobny, i nareszcie skręcił ku s\vemu pann lekki, 
gibki łeb pod bogatemi okrywami, niby przymilając się 
i pytając, czy wszystko zrobił jak nale
yl" Galanterya, 
uczucie honoru, wierność! cótby więcej nadto mieć mogli 
rycerze? "Przeciwnie, dziwnie wstrętne m było, kiedy ka- 
ry koń Archimbalda, od białej piany tarantowaty, \vspi- 
nając się i bijąc nogami, groził rozerwaniem srebrnego 
łańcucha uździennicy, na której trzymali go 
 całych si.ł 
dwaj jezdni... Oczy karego iskrzyły się tak ogniście, 
e 
śmiało mierzyć się mogły z płomieniami pochodni, a prawą 
przednią nogą tak silnie bił w zielnię, jak gdyby kopał 
grób wrogowi mocnego swojego jeźdźca." Od wa
ne serce, 
paląca 
ądza boju. czego
 więcej jeszcze chcieć od rycerzy? 
Rycel.z Otto otrzymuje oJ ojca rumaka. Młodzieniec 
przybiegł. spiesznie i widział, 
e stoi tam jn
 tłum ludzi
>>>
235 


jezdnych, a jasno gniady koń o złotych cuglach czekał na- 
niego. "Siadaj
ie teraz natychmiast na konia," rzekł do 
niego ojciec "i zobaczcie jak się te
 spisze szlachetne to 
zwierzę, aby zostać twojem." 
I młody rycerz Otto von Trautwangen ściągnął źrebca 
to naprzód to wtył z ogromną przemocą, 
e a
 zdumieli si
 
giermkowie i pomyśleli sobie, 
o szlachetne zwierzę po- 
znało widać prawego jeźdźca i jego nad nim moc, nadzwy- 
czaj nego i niesłychanego znaczenia. I chrzestnym lotem 
rzucił się rycerz i pobiegł w objęcia ojca. A źrebiec par- 
sknął dzik
 na giermków, którzy ch wytali za cugle i rzu- 
cał si
 na nich, dopóki nie utorował sobie drogi, i nie po- 
biegł truchtem za swoim młodym panem; potem stał przy · 
nim, kiedy ten całował swojego starego ojca i pieściwie 
zło
ył głow
 na jego ramionach." Co za nieokiełznaność,. 
dopóki nie okate się mąż przeznaczony od losu i nie da po- 
czuć nad sercem potęgi "nadzwyczajnego i niesłychanego 
znaczenia; i od tej ch wili wieczne posłu8zeństwo synowskie 
i najczulszo pieszczoty! czegot tu jeszcze więcej wyma.gaćby 
mogła młoda, wybredna, rycerska dzieweczka, kiedy prawy 
rycerz uka
e się na progn urzwi?-Król morza .....L\.rinbrjorn 
był winien temu, 
e Otto w chwili stanowczej wskutek 
czarów utracił swoją ukochaną i pierścień zaczarowany. 
Jedzie on sobie bezludną, drogą. Aż tu nau biega dziki 
gniady rumak, który wszczyna zajadłą walkę z koniem 
króla morza i powala go na ziemię "pierw nim jeździec 
zdątył się wywikłać, tak, te wszystko le
ało pokotem, a sza- 
lony źrebiec wszystko to tratował, nic. nie oszczędzając." 
Takie
to było mądre, tak oddane panu zwierzątko. Więc 
tet nader to dziwnie wygląda, kiedy Otto odzywa się o nim 
w te, pra,vie wiarę przechodzące' słowa: "Ten biegun ma 
maść jasno -gniadą, to właśnie czyni go dla mnie tak mi- 
łym. 
Iaść jasno-gniada jest dla mnie lubą, prawdziwie 
angielską bar\vą; nieboszczka matka nl0ja miała takie wiel- 
16*
>>>
236 


. 


kie jasno-gniade oczy, a te z nich wyglądało niebo, przeto 
cała ta barwa jest dla mnie jako lhvietJnem pozdro,vie- 
niem nieba." 
Tak tedy w romansie rycerskim kulminuje się psy- 
chologia rodu szlacheckiego, albo psychologia końska, 
co tu wcale wychodzi na jedno. W "Pierścieniu zacza- 
rowanym," jak dowcipnie zaznacza Gottschall, cieniowa- 
nia charakterystyk rycerzy ze wszech końców świata. się- 
gają pierwotypów ludzkości i odcieni słońca; w ka
dym 
razie motna tu odró
nić murzyna od finczyka. Za tą ksią- 

ką idzie mnóstwo innych romansów w tym samym ro- 
dzaj u, z pomiędzy których naj bardziej znanymi są: "Po- 
dróte Thiodolfa Islandczyka (Die Fahrten Th. d. Islan- 
ders), " jak znów poprzedza je główne dzieło Fouque'go, 
wielka trylogia "Bohater północy (der Held des Nordens)," 
rozłotona na trzy części: "Sygurd wę
obójca (Signrd der 
Schlangentodter)," "Zemsta Syguarda (Signrd's Rache)
" 
i "Aslauga." Heine tak się wyraża o tern dramatyzo wanem 
opracowaniu sagi V olsunga: "Sygurd wężobójca" jestto 
utwór śmiały, w którym odźwiel'ciadla się staroskandynaw- 
ska saga heroiczna ze swymi olbrzymami i czarami. Oso- 
ba główna, Sygurd jest postacią ogromną. Silny, jak skały 
:Norwegii i gwałto\vny, jak morze, które je oblewa, posiada 
tyle odwagi, co stu lwów, i tyle rozumu, co d,va osły." 
Ostatni ten rys rzeczywiście mo
e być godłem wszystkich 
tych bohaterskich postaci fantazyi romantyczno .rycerskiej. 
W Danii romantyka rycerska za Fryderyka VI przy- 
biera charakter rojalistyczny i narodowy - dosyć jest 
przypomnieć sobie wyrazy: "Dannerdrot, Dannerhof, 
Dannevang, Dannerdrost, Dannemand, Dannekvinde." 
W Niemczech po wojnie o s\vobodę staje się ona junkier- 
ską i narodową. "Obcy przychodzień," tak czytamy 
W' "Pierścieniu zaczarowanym," "rozejrzał się daleko po 
świecie, zawsze jednak pozostał wiernym, bogobojnym
>>>
237 


niemcem, albo raczej został nim dopiero na obczyźnie; albo- 
wiem oddalenie pokazało mu, jak wspaniałemi są stare 
Niemcy." W obu krajach polityczna dątność romantyzmu 
jest jedna i ta
 sama. 


XIII. 
Istniej e pewien rodzaj poezyi, w którym człowieK z tej 
szczególnej strony jest przedsta\viony, z której istotę jego 
stanowi swoboda i duch - to dramat. W poezyi lirycznej 
przemaga nastrój duszy; epiczny charakter strącają z pier- 
wszego planu szerokie malowidła stosunków i nastrajają- 
cych go potęg; przedmiotem zaś dramatu jest dzialanie't 
a charakter ludzki, jako działający i mający wolę z powo- 
du, 
e sam jest formą i znamiennością, zmusza poetę do na- 
dania płodom swoim formy i znamienia. Dramat ,vymaga 
jasności i ducha; tu, gdzie wszystko ma swoje motywy, 
potęgi natury powinny ukazywać się, jako. sługi albo jako 
panowie ducha, ale przedewszystkiem powinI?-Y być zrozu- 
miałe; nie mogą one występować jako mroczne światła, lę- 
kające się despoty, co to istoty swej i powołania tlómaczyó 
nie potrzebują. Oba dramaty romantyczne Tiecka, tra- 
gedye "Życie i śmierć świętej Genowefy" i dziesięcioakto- 
wa komedya "Cesarz Oktawiann8,'
 są właściwiedramatycz- 
nemi tylk:o z nazwiska. "Po\viastka zimowa" Sbakespeara 
i "Perykles" l{alderona, oraz epizody muzykalne sprowa- 
dziły go na manowce takiej bezformowości liryczno-epi- 
czn
j, jakich przykładu nie spotykam"y w dziejach poezyi. 
Utworów dramatycznych, bardziej, ni
 te, pozbawionych 
stylu i kompozycyi, nie znajdujemy nigdzie. Tieckowi 
idzie jedynie o to, co nazywa "Klimatem zdarzenia," o jego 
powietrze i tchnienie, o jego ton i barwę, o jego nastrój 
i ouźwierciadlenie się w uczuciu, o jego właściwe oświetle- 
nie, które stale i niezmiennie jest oświetleniem księ
yco- 
wem. W usta dawniejszych wieków średnich kładzie on
>>>
238 


taki nastrój, w jaki jego samego wprowadziło czytanie sta- 
rych legend. Na taką drogę wprowadził go pewnego 
rodzaju religijny stan uczucia. Wówczas właśnie bezpo- 
średnie ,vra
enie wywarły na niego "Mowy o religii" 
Schleiermachera. W mniemaniu, te odkrywa złotą ko- 
palnię śmieszności, wznowił on "JutJ.zenkę (
Iorgenrothe)" 
Jak6Ga Bohme i z szydercy został pełnym zapału mlo- 
dzieńcem. Nakoniec tym sposobem zeszedł się był z No- 
valisem i zoata wał pod j ego wpływem. 
Tymczasem, przebiegając krytycznie "Genowefę," 
clostrze
emy-co sam Tieck przyznaje-
e religia, nastrój 
pobożności, który stano\vić tam miał jedność artystyczną, 
jestto nic innego, jedno romantyczna tęskno.ść za religią. 
Zupełnie tak samo sądził o tem Solger. Dowodów tej 
tęsknoty znajdujemy bez liku w sztuce. Dawny czas wie- 
rzący, jaki rozwija się tu przed nami, zupełnie tak samo 
jak Tieck'owski, wzdycha do innego, dawniejszego, daleko 
pełniejszego wiary, i jego religia jest tylko stęsknieniem 
za religią. Golo mówi o starym rycerzu W olfio, który 
w oczach j ego uosabia do bre, ua wne czasy: "tI akte bym 
mógł chcieć wyśmiewać dziecięce twoje uczucie!" Geno- 
wefa ogląda się wstecz na przeszłość: podobnie jak sam 
Tieck, całe dnie spędza na czytaniu dawnych legend; co 
więcej, przemawia nawet iście romant.ycznie: 
Więc mię nie tyle podnieca pobożność, 
I.Jecz szczera miłość ma ku dawnym czasom, 
I myśl przejmująca, żeśmy dziś tak mało 
Owym wierzącym wielkościom podobni. 
Główna znów postać męzk
 w tej sztuce, płaczliwy 
szalbierz Golo, jest to William Lovell, który bynajmniej 
nie stał się bardziej zajmującym przez to, 
e go wystrojono 
na figurę dramatyczną-w tragedyi średniowiecznej. 
"Oktawianns, ,; na którego alegoryczną manierę mo- 
cno ,vplynął "Henryk von Ofterdingen," jest-jeśli to po- 
dobna --jeszcze bardziej pozbawiony związku i formy, ani-
>>>
239 


teli :,Genowefa.'
 N a utwór ten przedewszY8tkiem zapa- 
trywać się motna, jako na wspaniałą kartę z próbkami 
wszecbmo
liwych północno i południowo.ellropejskich ga- 
tunków wiersza; jakoż istotnie jest to tylko nutący szereg 
pracowicie pooznaczanych pędzlem wra
eń i usposobień 
naturalnych. 
We wstępie do "Fantazusa, H Tieck dal nam obraz 
opisujący, jakto "Tszystkie określone wratenia świata ze- 
wnętrznego spływały się w mistyczny panteizm natury. 
Co uważałem za grotę i górę, 
Za las, za łąkę i za skalne kształty, 
"\Vszystko to było jedną wielką głową, 
Gdzie włos i brodę zastąpił liść lasu. 
Cichy ma uśmiech, tak że jego dzieci, 
Igrając sobie, szczęśliwe są. przed nim; 
Daje skinienie - i szelest zadumny 
Faluje z głębi świętych szumów lasu. 
Tedy upadłem korny na kolana 
l członki we mnie zatrzęsły się w trwodze, 
I tylkom słówko rzekł dt rnaluclkiego: 
"Powiedz mit co to za wielkość jest owdzi-e?" 
Maluczki odrzekł: "trwoga cię ogarnia, 
Przeto że śmiałeś spoj ..zeć nań tak nagle, 
A to jest ojciec nasz, to jest nasz Stary, 
Któr
 się zowie Pan, wszechzachowawca. · 
Ale co w ten sposób st03uje się u Tiecka do lasu i góry, 
to stosuj e się równie
 i do 
ycia ludzkiego; i tu wszelką 
namiętność i "Tszelki cbarakter zatapia on w wielobar- 
wnych falach mistyki przyrodzenia. Taki mistyczny pan- 
teizm w dramacie jest przygoto"Taniem do chrześciańsko- 
mistycznego charakteru dramatu romantycznego. 
Po Tiecku, romantyzm niemiecki ,vydał dwóch zna- 
komitych dramaturgó)V: Zacharyasza Wernera i Henryka 
von Kleista, 3, z tych ZllO\VU naj wybitniejszym jest ostatni; 
jako poeta, posiada on tyle talentu, te co do mnie, gotów 
jestem postawić go nad ,vszystkimi poetami tej szkoły. Po- 


.
>>>
240 



 


siada on przed wszystkimi innymi formę określoną i plas- 
tyczną, ma patos, jakiego nie znajdujemy u Goethego; 
wszystko, co napisał, jest pełne duszy, serdeczne i paląco- 
zmysło,ve, a jednak forma w najlepszych jego dziełach 
jest ścisła, bez ornamentów. Kleist, to niemiecki Merimee, 
a wniknięcie w jego ,v}aśchvości okate wam, co to z takie- 
go talentu jak 1\Ierimee mógłby był zrobić niemiecko-ro- 
mantyczny kierunek ducha. Spostrze
emy, jakto s
ał ro
 
. 
mantyczno-poetycki przelamuje w jego geniuszu oznaczo- 
IlOŚĆ i precyzyę formy. ....\.le na co szczególną baczność z,vró- , 
cić tu . powinniśmy, to na sposób, 'v jaki ten, w głębi tak 
energiczny poeta. przedsta wia charakter dramatyczny. Da- 
jąc obraz psychologii romantykó,v, okazałem, jak oni przez 
rozczłonkowanie indywidualności postawili się tak, te 
główną wagę przywiązywali do wszys
kiego, co formę jej 
rozrywa: do sennego marzenia, do halucynacyi, do szału. 
Charaktery Kleista od pozostałych charak
erów romanty- 
ków odrótnia mianowicie to, że wcale niema w nich tego 
rozmazania irozwodnienia, jakie znamionuje ich, ale wspól- 
ne tym i tamtym jest coś patalogicznego w głównem ich 
piętnie. W każdej namiętności Kleist poch wyca talti rys, 
którym ona zdradza familijno podobieństwo z ideą fixe, 
ale z mimowolnym szałem; przy katdym, .bodajby i naj- 
silniejszym duchu zapuszcza on sondę w ów punkt choro- 
bliwy, gdzie duch. traci panowanie nad samym sobą: w som- 
narobulizm, w żwjerzęcą wra
li wość, roztargnienie, tchó- 
rzost,vo z bojaźni śmierci. Weźmy np. namiętność, jal\:ą jest 
miłość - zapewne nie jest ona natury czysto racyonalnej, 
ale ona ma pewną stronę, z której rozwa
ać ją motna 
w związku z l.ozumem i duchem. Dla tego też Kleist ma- 
luje ją stale i ze zdumiewającą energią, jako czysto-patolo- 
giczną, jako DUUlię. Kiedy Kasia Heilbronn widzi poraz 
pierwszy hrabiego .Wettera von Strahl, w tejte chwili 
upuszcza wszystko, co miała w ręku: naczynia do odświeżań,
>>>
241 


flaszki i 'szklanki i ze złotonemi rękoma pada blada jak 
trup, jakgdyby. ratona piorunem. Hrabia odzywa się do 
niej słowem przyjacielskiem i zabiera się do odjazdu; kie- 
dy ta widzi go wsiadaj ącego na konia przed j ej oknem, 
wtedy chcąc pójść za nim, wyskakuje z wysokości trzydzie- 
stu stóp i łamie sobie oba biodra. Przez sześć tygodni le
y 
w gorączce. Zaled wo wyzd
.owiała, podnosi się, wiąże su- 
pelek i ucieka z domu ojco,vskiego, aby odszukać hrabiego 
i bied z za nim z miejsca na miejsce" w ślepem oddaniu się; 
wiedziona promieniem jego oblicza, jakby z liną okręconą 
naokoło duszy, bosemi, na wszelki gruz i 
wir wystawione- 
mi stopanli, w krótkiej sukience, która okrywa jej biodra, 
wiatrem rozwic,vana bez 
adnej zasłony od pocisków słoń- 
ca i od gniewu burzliwej słoty oprócz słomianego kapelu- 
sza. Dokąd tylko poniosą go nogi w jego wędrówkach, 
wskroś wyziewu przepaści, wsltl"oŚ pustyni, którą pali 
ar 
. południa; wskroś pomroku zarosłych borów, jak pies, coto 
zakosztował potu pana swego, tak ona wcią
 kroczy za 
nim: i ta, co przywykła była spoczywać na miękkich p?- 
duszkach, co poczu,vała węzełek 'v nitkach prześcieradła, 
który przez niebaczność zadziergnęła tam jej ręka, dziś, po- 
dobna służebnicy, leży w jego stajniach, a za nadejściem 
nocy upada znu
ona na słomę, rozesłaną pod nogi dum- 
nym jego koniom." 
Brutalna energia, brzmiąca w tych wyrazach OJ ca, 
maluje prawdę. Hrabia, który czuje. się niewinnym. stara 
się wszelkimi sposobami oddalić ją... Raz, spotka.,vszy ją 
w stajni, odpycha od siebie nogami młodą dziewicę, kilka- 
krotnie podnosi na nią harap; zmusza ją d@ poświęcenia się 
dla jego narzeczonej, która pędzi ją w dom, stojący w pło- 
mieniach, aby przyniosła jej stamtąd obraz jego, a potem. 
jeszcze raz, aby przyniosla futerał od obrazu, a ta z uaj- 
wy
szym zapałem znosi wszystko i wykonywa wszystko. 
I Podług obrazu Kasi, Henrik Hertz w swoim: "Domu
>>>
242 


Svenda Dyringa (Svend Dyring
s Hans)" utworzył deli- 
katniejszy i więcej matowy obraz przemagającej wszystko, 
bezwzajemnej namiętności. Nie będę rozbierał na członki 
utworu niemieckiego, który, obok wielu śmiesznych i obra.. 

ających szczegółów, za\viera w sobie wiele miejsc wznio- 
8łych; ale z przytoczonych ustępów ju
 przeświadczyć się 
można,.
e namiętność ta, która wybiega z nagłością napa- 
du wę
a, która niby idea fixe strawia w duszy wszystkie 
inne pojęcia, i która, sama będąc cudem, z pomocą Cheru- 
ba spełnia cuda - przeciągniętą zos tała poza granice zdro- 
wej myśli i naturalności. Nie przeczę, te mimo te tkwi tu 
coś pięknego. Kleist, który tak gorącym tchnął wstrętem 
przeci w frazesowi, zachował sobie przyjemność przedsta- 
wienia kobiety kochającej, w której ustach wszystko to, co 
u innych kobiet jest tylko frazesem, staje się prawdą i rze- 
czywistością. 'Vidzieć go i kochać, było dla niej temsamem, 
co bied z za ukochanym po całej ziemi, być ID n wiernym 
i oddanym jak pics, przejść dla niego przez ogień: błoga to 
rzecz ,vidzieć, jak wszystkie te frazesy stają się rzeczywi- 
stością. Ale wszystko to należy do patologii. Do tego do- 
łącza się jcszcze nastawienie romantycznej pobudki. Kasia 
przestrasza się na pierwszy widok Hrabiego, poniewa
 kie- 
dyś nocą ,vidziala go wc śnie. Ale kiedy ma to widzenie 
we śnie, hrabia leży śmiertelnie chory na gorączkę nerwo- 
\Vą, rozciągnięty na łotu jak trup i jemu samemu marzy 
się, 
e wchodzi do pokoj u Kasi. Jej wizya i jego marzenie 
odpowiadają sobie co do punktu,_ tak, że hrabia, kiedy do- 
wiaduje się o takim związku wypadków znluszony jest 
za wolać: 


O! bogowie, wy mnie teraz 
Brońcie, otom si
 rozdwoił 
Jam duch i chodzę po nocy! 
Otóź znów mamy tu d wojnictwo (Doppelgangerei), 
jako ulubioną myśl romantyków 'v blizkim związku z som- 
nambulizmem. 


ol!'
>>>
243 


, 


Podobną 
'olę. odgrywa somnambulizm we wspania- 
lym dramacie Kleista, mote najlepszym, jaki wydała ro- 
mantyka: "Ksią
e Homburski (der Prinz von Homburg)," 
w którym najwa
niejsze charaktery zdają się-jakby wy- 
rzeźbionymi z kamienia. Odpowiedzi są silne i jasne; każ- 
de słowo mocno odciśnięte jak medal. Odnowa sztuki jClat 
znaną. 1tIłody generał jazdy narusza karność i zwycię
a, 
podją,vszy bitwę. w taki sposób, którego zabraniała mu 
jego instrukcya. Kurfirst skazuj e go na śr
:Lierć. W mniema- 
niu, 
e wyrok nigdy wykonanym nie będzie, młody boha- 
ter uwa
a go za prostą formalność, ale skoro widzi, że 
rzecz idzie na pra'wdę, ogarnia go tak nagła obawa śmierci, 

e w sposób najniegodniejszy żebrze o darowanie życia. 
Wartość utworu polega na genialnem odmalowaniu wzru- 
szenia wewnętrznego, mocą którego bohater przywraca 
w sobie myśl panowania nad sobą, i domaga się kary 
śmierci, jako swojego prawa. Ale i tu znów poch,vycono 
nocną stronę ducha. Ksiąte jest człowiekiem nerwowym, 
chorobliwym i roztargionym. Na początku dramatu wi- 
dzimy go kroczącego lunatycznie; w końcu sztuki wizya 
jego. urzeczywistnia się. Prz.estępuje on rozkaz, nie tak jak 
syn Manliusa Torkwata, z dumy młodzieńczej i zapału wo- 
jownicgego, lecz dla tego, że przy nel"wowem roztargnieniu 
swem ma głowę napełnioną mrzonkami w chwili, ldedy dy- 
ktują instrukcyę, zupełnie jej nie słyszy i tem samem rzu- 
ca się na oślep. 
Z życiorysu Kleista widzimy, jak żywo zajęło go dzie- 
ło Schuberta "Nocna strona nauk przyrodniczych (Die 
N achtseite der N aturwis3enschaft)." Ksią
ka ta, którą na- 
pisał jeden z najpopularniejszych w swoim czasie filozofów 
natury, nalety do rzędu naj przewrotniejszych plodów Bwe- 
go czasu. N ocną stroną planety nazywamy t
 j-ej stronę, 
która jest od wrócona od słollca i odznacza się slabem, £08- 
forescyjnem światłem, w którem przedmioty wydają się
>>>
244 


uderzaj ąco inaczej, aniteli w świetle słońca. Stąd j ej nazwa. 
W dziele Schuberta, duchy, lunatycy, widma i demony wy- 
stępują jako jedynowładcy ziemi. Jestto naj pełniejsze roz.. 
winięcie teoryi duchów. Pomiędzy duchem a ciałem istnie- 
ją dwa członki pośrednie: dusza i duch nerwów, a ten osta- 
tni, który po śmierci wyosabnia się, posiada kształt i bar- 
wę, i tym sposobem mo
e być widzianym. Barwa układa 
&ię podług przymiotn duszy: zupełnie złe duchy są zielone; 
j e
eli się poprawiaj ą na lepsze, w takim razie dostaj ą nie- 
znacznie barwy 
ółtej i t. p. 
Na pocz
tku, podług nauki Schuberta, słowo ludzkie 
mialo moc cudotwórczą. Przez grzech straciło ono swą wła- 
dzę nad przyrodzeniem i tym sposobem w dar cudotwórczy 
wcisnęło się coś mrocznego i demonicznego, jak np. w cza- 
rownej mocy "\vyroczni greckiej i pogańskiego czarownic- 
twa. W Chrystusie wzno,vioną została dawna, naturalna 
moc cudot \vórstwa. W demonicznej postaci swej powróci- 
la ona u krzytowców ró
y i illuminatów, .w tajnych towa- 
rzystwach wolnomularskich, którzy w wyobra
eniach swe- 
go czasu tak wielką odgrywają rolę, a następnie zdradza 
się ona w takich ..zjawiskach; jak magnetyzm zwierzęcy, 
jasnowidzenie i t. p. W listach swoich do Gentza Adam 
Mil11er pisze tak o tej ksią
ce: "I{siążka Schuberta zdaje 
mi się niezawodnie najlepszym utworem filozofii natury, 
jej zaś autor - daleko wyższym nad Schellinga uczuciem, 
pra wością, a szczególniej uczonością, chociat nie talentem 
krytycznym i polemicznym... Schubert wyobrata (natural- 
nie-poetyczniej, wznioślej i z wydatniejszą właściwością, 
co do istoty zaś wyraźniej) pierwszy okres mojego wy- 
. kształcenia
 kiedy to ja ludzką osobistą stronę mojej zi6m- 
skiej siły gotów byłem puścić z dymem, aby Bogu, które- 

o wielbiłem, przygotować słodką wonność; kiedy w moj em 
Imieniu gotów byłem wyrzec się mojej indywidualności, 
aby zostaó przenaj wytszym męczennikiem, · duchownym 
najduchowniejszym. ·
>>>
245 


Przeto podobna ksią
ka znajdowała się w ręku wszyst- 
kich i taki nawet umysł, jak Kleista, jak powiedziałem, ja- 
snemi 
wemi myślami zagłębiał się w .całe to pretensyo- 
nalne szaleństwo. Lecz mistycyzm był na porządku dzien- 
nym i na podziw widzimy, jak 
ywi
ł mistyczny, jak owa 
osobliwsza trójca roskoszy, religii i okrucieństwa wszędzie 
wynurza się w dramatach tego po.ety. Tak np. w godnej 
uwagi tragedyi "Pentezylea." Bobaterką jej jest dzika kró- 
lowa amazonek, która prowadzi woj nę zaró\vno z grekami 
jak i z trojanami, i wszędzie wychodzi zwycięsko. U ama- 
zonek jest prawo, 
e w wojnie muszą sobie łowić mężów, 
do których mają należeć; następnie po skończonym boju 
tyją z nimi wspaniale i w roskoszacb. Pentezy leę ogarnęła 
taka sama śmiertelna miłość ku Achillesowi, jak Kasię ku 
hrabiemu von Strahl. Lecz 11 tamtej przybiera ona wyraz 
odwrotny; przybiera pozór tchnącego nienawiścią okrucień- 
stwa. Ściga ona ciągle Achillesa w bitwach, chce widzieć 
jego krew. Je
eli Kasia kochała, jak pies, tedy rentezylea 
kocha, jak tygrysica, wychodząca z korowodu bachantek. 
Miłość jej wypowiada się w takich np. wyrazach; 
Puśćcie na niego wszystkie psy z pochodniami, 
Puśćcie na niego słonie! 
Wozy kosiste staczajcie na niego, 
Członki bujne !,otargajcie! 
Ostatnie to jej 
yczenie: potargania bujnych człon- 
ków, wcale nie jest li tylko przypuszczeniem. Pokazuje się 
to w zakończeniu utworn: amazonki rozbito i onldłała, ran- 
na królowa wpada w ręce Achillesa. On kocha ją i aby nie 
strącić jej w smutek i rospacz, probuję wp
ió w nią prze- 
konanie, 
e ona zwycię
yła, i te on jest jej jeńcem. Ale 
wkrótce wyświeca się pra wda i Achilles wzywa ją do walki 
pojedynkowej, w tym zamiarze, aby dać się zwyciętyó 
przez nią i tym sposo
am zostać jej oblubieńcem. Pentezy- 
lea wszakte, przyjml:
ą} wyzwanie, znaczenia jego nie ro- 


9 


. 


.
>>>
246 


zumie, lecz wpada w pewnego rodzaj 11 wściekłość i pędzi 
na niego na czele całej sfory psów. Dostrzega on ją ju1i 
zdaleka i doznaje ł-rwogi, kiedy Pentezylea naciąga łuk 
"tak
 
e jego kończyny całują się," wymierza i wpuszcza 
mu strzałę przez szyję. Achilles upada i rzęrząc, sili się 
podnieść; wtedy wypuszcza. na niego całą, sforę, wszystkie 
psy zatapiają zęby w jego ciele, i ona zarazem, a
 krew 
trysnęła z jego rąk i ust. 
"Huzia, ha," krzyczy, .,huzia ha, lwico, tygrysie! . 
Huzia, Sfinksie, Melampie, Hyrkaon, Dirke! 
HUt.mem na niego z całą psiarnią, Dyano! 
Rzućcie się, r\\ijcie, rwijcie tę kitę szyszaku, 
Jak ta suka, kieJy z psami się para! 
Ten go za barki, tamten chwyta za piersi, 
A pod jego padnięciem ziemia się trzęsie! 
On, tarzając si
 w krwi purpurzp, dotyka 
Powabnego policzka królowej i woła: 
Pentezyleo, luba moja, co robisz? 
Takąż t.o uczt
 różaną tyś mi przyrzekła?" 
A ta-i lwica byłaby go wysłuchała, 
Lwica głodna, co dziko rycząc za łupem 
Po pustkowiu śnieżystych pól koczuje- 
Zbroj
 zdzierając z ciała, ząb zapuszcza, 
Ząb zapuszcza w białą pierś Achil!esa, 
Ona i psy, na wyścigi jeden przed drugim, 
Oksus i Sfinks w prawicę bohatera, 
Ona w jego lewic
; na moje przyjście 
Krew tryskała z ust i rąk Achillesa. 
I nie rychło dopiero przychodzi do przytomności i ilo- 
wiadnje się, co zrobiła. Najpierwszem jej wra
eniem była 
rospacz, potem tak przemawia: 
Czyż to jedna, zawisłszy na szyi kochank
, 
Rzeknie słówko, że kocha, o! i tak mocno, 
Że go z miłości prawie poźrećby chciała, 
A potem, potem, potem, po próbie słowa-błazniea- 
Już nasycHa się nim do obrzydzenia. 
Widzisz: gdym ja na twojej szyi zawisła, 
Słowo w słowo uczyniłam to samo; 
Nie oszalałam tak, jak zdawać się mogło. 


.. 


.
>>>
247 


A więc nie oszalała "t
1k dalece, jak zdawać się mogło. 
Tu, jak i poprzednio, co 11 innych było frazesem! stało się' 
rzeczywistością. Niejedna mó\vi, 
e kochanka swego chcia- 
łaby po
reć z miłości, Pentezylea zaś robi to. Całus spo- 
krewniony jest z ukąszeniem. 
Pentezylea mówi: 
.,Całow
nia, kąsania (Kiisse, Bisse) 
\Vszak się rymują; i kto sercem koch:ł., 
Ten już brać może jedno Z
1 (łru;;ie." 
.3.. jednak
e nie jest to calkowite wytłómaczenie. 
Ia- 
my tu dopiero .lwa tylko członki: roskogz i okrucieństwo. 
Ale i trzeciego, religii nie braknie. Odnajduje się on, jako 
barwa dopełniająca, je
eli dobrze rozwatymy dwa pierwsze.- 
Przychodzą nam na pamięć słowa Novalisa: 
Wieczerzy pańskiej 
Boskie znacz"nie 
Dla ziemskich zmysłów zagadką jest; 
Ale kto raz 
Z gorących, ukochHnych ust 
Ssał tchnienie życia; 
Komu żar świ
ty 
W drżące fal
 serce roztopił, 
Ten z jego ciała pożywa.ć będzie, 
J ego napijać się krwi 
Na wieki! 


Tajemnica chrześciańska była wówczas przedmiotem! 
zajmującym wszystkie umysły, równie
 i Henryka Kleista
 
do którego najserdeczniejsz.vch przyjaciół nale
ał najpierw- 
szy mistyk ówczesny, głęboko myślący sofista, Adam 
Iitl- 
ler. Wspólnie z nim Kleist wydawał dwukrotnie pismo 
cza.sowe i doznawal szczególniejszej jego protekcyi, jak te. 
go dowodzi np. korespondencya pomiędzy Gentzem a Ada- 
mem Mollerem, gdzie tak często jest mowa o Henryku 
Kleist. Tu 
IiiUer nie znajduje dosyó pochwał dla niego.- 

Io
na się zdumiewać albo czuć obra
onym, widząc, jak
>>>
248 


z pogańskiego dramatu królowej amazonek przeglądają 
wyobratenia dogmatyczno-mistyczne; lecz d
a zrozumienia 
tego, i z niem spokrewnionych zjawisk, potrzeba mieć na 
pamięci słuszną i względnie pra wdzi wą stronę w tej misty- 
ce. Ci ludzie nie mogli pojęć religijnych trzymać zam- 
kniętemi 'v szufladzie bez związku z 
yciem swoj em i dzia- 
łalnością. Nie zajmowali się oni niegdyś tam 'v godzinach 
spoczynku przedobiedniego, albo trzy razy do roku, ideą 
tego rodzaju, jak \vieczerza pańska; przenikała ona wszyst- 
kie ich myśli, ich usiłowaniem było widzieć rzeczywistość 
w świetle misteryi. W zbiorowych dziełach Fryderyka 
Baadera (t. IV, Anthropologie) pomiędzy wielu pomniej- 
szymi tra){tatami: "O ekstazie albo zach w y ceniu osób mó- 
wiących we śnie magnetycznym (Uber die Ekstase oder d. 
Verziickung der im magnetischen Schlafe Redenden), " 
"0 jasnowidzącej z Prevorst (Uber die Seherin von Pre- 
vorst)," "Czterdzieści zdań erotyki religijnej (Vierzig Sa- 
tze der religiosen Erotik)"-znajdl1jemy także rzecz p. t.: 
"Jako wszyscy ludzie, w duchowem - dobrem, czy złem 
znaczeniu wyrazu, są antropofagami (ll1do
ercami)," a tra- 
ktat zaczyna się tak: "człowiek mianowicie, jako serce, al- 
bo mówiąc słowy pisma, jako człowiek wewnętrzny wprze- 
ciwieństwie do ze\vnętrznego-tyje nie pokarmem zewnę- 
trznym, lecz tyj e (i to nie w przenośnem, ale naj rzeczy wist- 
szem znaczeniu) tylko innymi ludźmi wewnętrznymi, ser- 
cami, albo istotami osobowemi, jako temi, które go pot y- 
wiają, i ich słowami jako pokarmem." 
Misteryum religij ne dochodzi w końcu do tego, te dla 
filozofów staje się ideą centralną. Henrik Ste:fFens jest te- 
go dowodem. Steffens, (o którym trafnie wyra
a się J llliusz 
-' Schmidt, 
e "w jego charakterze niepodobna zaprzeczyć 
pewnego wrodzonego serwilizmu), " w tym samym czasie, kie- 
dy we Wrocławiu prowadził badanie przeciw demagogom 
. {obowiązek, z którego "wywiązał się nader sprzecznie ze
>>>
2-19 


zdrowym rozsądkiem i przyrodzonem uczuciem prawa)," 
wbrew panteistycznym poglądom w filozofii natury, jakim 
hołdował w młodości swej, w kwestyach religii odzywał 
się tak reakcyjnie, jak tylko być mote. I tak w piśmie je- 
go:. ,
Jak zostałem znów luteraninem ('Vie icb wieder 
Lutheraner ward)" czytamy: " 'Vieczerza pańska (komu- 
nia) jest najwyższym, indywidualizującym procesem 
w chrześciaństwie; zapomocą niej cała tajemnica odkupie- 
nia w bogatej pełni swojej zstępuje w usposobioną ku niej 
osobowość. Płododajny zdrój łaski, który od owych wie- 
ków wielkiego odrodzenia faluje poprzez całą naturę i dzie- 
je
 i który czyni nas dojrzałymi ku przyszłej szczęśliwości, 
przybiera tu postać odkupiciela, aby to, co jest wszys- 
tkiem we wszystkiem, uobecniło się całkowicie... W co 
wierzy mocno chrześcianin, co przeniku cały jego 
y- 
wot, co przezwycię
a samą śmierć - a co zarazem sprowa- 
dza go do zmysłowości, to przez ubłogosła.wiającą przytom- 
ność Odkupiciela, jaka następuje dla niego, całkiem dla 
niego, staje się tu pewnością, utyciem, pokarmem... Wie- 
czerza pańska- jest. podług mnie, naj wy
szą, naj watniejszą, 
najbardziej tajemniczą ze wszystkich spraw religijnych; co 
mówię, tak zdaje mi się watną, że przez nią wszelka nanka 
w mojeffi przekonaniu schodzi do znaczenia najbłahszego." 
To przy tern tłomaczy nam niesłychaną rolę, jaką odgrywa 
sakrament w ówczesnej mistyce chrześciańskiej. Pomię- 
dzy świętymi a poświęconą host.yą za.chodzi stosunek naj- 
ściślejszy, prawie że stosunek miłoś
i. Od \vołl1ję się w tym 
przedmiocie do drugiej części mistyki Gorresa. Wierzący 
poczu wają hostyę z dalekiej odległości. "Że zacznę od san- 
ctissimum," mówi GOrres - "wszyscy, którzy wstąpili 
w dziedzinę wytszego 
ycia dnchowego, z nQj większej od- 
i 
ległości mogli poczuć hostyę." Następuje dalej mnóstwo 
przykładów na to, i 
 przedmowy widać, 
e wszystkie przy- 
toczone fakty stwierdzone zostały naprzód przez niezliczo- 
Tom TI. . 17
>>>
250 


uy pocEet świadków, następnie przez ludzi
najwiarogod- 
niejszych, jak tylko pomyśleć mo
na, ju
to duchownych, 
ju
to bogobojnych świeckich; po trzecie, te ci świadko- 
,vie byli w najprzyjażniejszych warunkach mo
ebności wi- 
dzenia i świadczenia. Dowiadujemy się tedy nie tylko, 
e 
święty odnajduje hostyę, gdziekolwiek by się ukrywała, 
lecz oraz,
e hostya czuje pewną siłę przyciągania ku pobo- 
żnym, tak, i
 od kapłana wbiega do ich ust. Niekiedy nawet 
kaplan czuje, 
e gwałtem wymyka mu się z dłoni, przycią
 
gnięta jak telazo przez kamień magnesowy; i odwrotnie: 
rzeczy święte przyciągają pobo
nego i unoszą ku sobie po- 
wiet.rzem. 
Nigdzie jednak w dramatach Kleista mistyka nie 
owłada tak uderzająco osnową naj prostszą, jak w jego 
" Amfitryonie, " przeróbce znanej komedyi 
IoIiera. Czytel- 
nik przypomina sobie haczykowatą jej treść: w postaci 
Amfitryona i podczas jego nieobecności, Zeus odwiedza je- 
go 
onę Alkmenę, która bierze go za mę
a swego. Praw- 
dziwy Amfitryon wraca do domu i teraz powstaje szereg 
komicznych przejść, zabawnych nieporozumień i wątpli- 
wości pomiędzy prawdziwym a zmyślonym mał
onkiem, 
pomiędzy prawdzi\vym słl1
ącym, Sosy asem a 
Ierkurym 
jako Sosyasem, a.
 wreszcie wyjaśnia się prawdziwy zwią- 
zek, a Amfitryon tem się pociesza, że w pobrataniu się 
z Jowiszem niemasz nic zbeszczeszczającego-nl0ral, którego 
obrona i propaganda musiała być interesem Lud wika XIV. 
:Mon nom, qu'incessament toute la terre adore, 
Etouffe ic;i le bruit, qui pOllvait eclater; 
Un partage avec Jupiter 
1\'a den du tout qui desl1onore. 


W iście francuskiej manierze pojętym tu został głó- 
wny nerw komizmu, jako. kolizya pomiędzy 1 mę
em a ko- 
chaultiem. i kiedy Alkmena napada na Jowisza, z powodu 
przJlirych s1ów., jakicmi on (t. j. Amfit.ryon) do niej prze-
>>>
251 


mówił, Jowisz, chowając się za okopem subtelnej dystyn-
 
kcyi, odpowiada jej: 


L'epoux, AlcIDime, a commis tout le maI; 
C'est l'epollx, qu'il vous faut regarder en coupable: 
L'amant n'a point de part ił, ce transport bl.utaI, 
Et de vous offenser mon coeur n'est point capable. 
II a de vous ;e, coeur, pour jamais y penser, 
Trop de respect et de tendresse; 
Et si de faire den a vous ponvoir blesser 
II avait eu la coupable faiblesse, 
De. cent coups a vos yeux ił voudrait Ie percer . 
Mais l'epollx est sorti de ce respect sonmis, 
Ou pour vous on doH tc,ujours etre; 
A Bon dur procede I'epoux s'est fait cunnaltre, 
Et par le droit d'bymen ił s'est cru to ut permis. 


. 


Jowisz, jak widzimy, wyra
a się tu z naj,vytworniej- 
szą galanteryą dworaką, a kiedy, przy końcusztnki, otacza- 
j ący winszują szczęścia biednemu Amfitryonowi, Sozyas 
wypowiada epilog. nadający całości obrót tartobIiwy i koń- 
czący się na tern, że w podobnego rodzaju przygodach naj- 
lepiej jest: o ile mo
na jak najmniej mó"Tić. 

Ia się rozumieć, że Kleist musiał osnowę sztuki po- 
jąć z całkiej odmiennej strony. 
Przedewszystkiem, dwójnictwo było tu widocznie dla 
uczucia romantycznego siłą przyciągającą. Następnie na- 
stręczała się możebność zrobienia lekkiej ale wyraźnej alu- 
zyi do jednej z najważniejszych tajemnic wiary chrześciań- 
skiej. Alkmena poczyna Heraklesa nie z mę
a swojego, 
a jednakże nie w \viarołomstwie mał2eńskiem, a więc nie- 
pokalanie; owoc, który ma urodzić nie jest synem człowie- 
ka, lecz bóstwa. J o¥,isz przeto w scenie stanow.czej (pomi
- 
dzy_Jowiszem a Alkmeną) podniedionym zostaje panteis- 
tycznie do wysokosci ducba ,vszechświata; nie jest on bez- 
myślnym olimpianinem greków, lecz takim boskim i ducho- 
17* 


.
>>>
. 


252 


wym, jakim jest ab80lut filozofii natury. 
Iówi on do Alk- 
meny: 


Czy widzi
z ty świat, to największe jego dzieło? 
Czy go dostrzegasz w blasku zorzy wieczornej, 
Kiedy na krzewia milczące pada jej promień? 
Czy t.v go słyszysz w szurnie biegnących wód? 
Albo nie zwiastujeż go tobie góra, 
Wieżą pnąca się w niebo? wodospady 
Na ostrzach skał, rozpraszająee się w pyłki? 
Kiedy świątynię jego słońce oświetli 
Na wysokości, kiedy w tętnach l"oskoszy 
Wielbią go wszechrody stworzonych istnoęci, 
Czyliż nie zstępuje
z w głębinę serca, 
Czy się nie moJlisz do bożyszcz twoich?" 
I dla tego wciąt odzywa się on do Alkmeny slowami 
"ty święta." 
, 
Swięta ty, święta, od wszelkiego przystępu 
Osłania ciebie djamentowa przepaska. 
Nawet i ten szczęśliwy, którego przyjmiesz, 
Wyzwala cię jPszeze czystą i niewinną. 
Adam !Iuller wydał ten utwór z pełną zapału i mis- 
tyczną przedmową. Pisze on w jednym z listów s\voich do 
Gentza: "Hartmaun odmalował wielki, wspaniały obraz 
"Trzy Marye 11 grobu," który wraz z Amfitryonem zwia- 
stuje mi nową epokę dla sztuki. Wszak A.mfitryon dotyka 
zarówno niepokalanego poczęcia świętej Dzie\vicy, jak i ta- 
jemnicy miłości wogóle." Ba, czuł to Goethe i powiedział: 
"Sztuka ta 
a\viera nie mniej
 jak rozprowadzenie mytów 
w kierunku. chrześciańskim, ocienienie Maryi przez Ducha 
Świętego. " 
Widzi więc czytelnik 
e to nie urojenie z mojej strony, 
je
eli utrzymuję, 
e w nocnej stronie natury i misteryj- 
ności w religii D v 
na upatrywać wykluwanie się charak- 
teru i forlpY artystycznej u tego pierwszego dramaturga 
roml 1 ntyzmu I). 


1) Jak głęboko sięga ta dążność mistyczno-sensualna, tu jak 
w8z
dzie pl"zeświadczyć się można stąd, że tak cz
sto obj awia się ona
>>>
253 


I{leist urodził się \ve Frankfurcie nad Odrą w r. 1776; 
.ojciec jego był oficerem. 
I
tjąc rok dziowiętnasty, został 
chorążym w gwardyi w Poczdamie i odbywał kampanię 
reńską. Później, ponieważ nie podobał mu się zawód woj- 
. skowy, ,vziąl uwolnienie, i prowadził z nadzwyczajną ener- 
gią naj rozmaitsze studya, szczególniej matematykę i filo- 
zofię. Widzimy go zatopionego w zaciekaniach nad Kan- 
tem, dowiadujemy się z listów jego o g.łębokiej rospaczy, 
'w jaką popadł z powodu smutnego rezultatu, do jakiego 
zdawała się go doprowadzać filozofia kantowska a miano- 
wicie: że oto, kto ma okulary zielone, ten widzi przed- 
mioty zielono, a kto czerwone, \vidzije czerwono. W ciągu 
wszystkich tych studyów towarzyszy mu ciągla
 nieusta- 
jąca melancholia. Bywają chwile, kiedy przychodzi mn 
myśl zrzeczenia się wszelkiej nadziei osiągnięcia prawdy na 
drodze naukowej. Z Drezna pisze: "Nic nie było tak da- 
lece zdolnem do odwrócenia mnie od smutnego pola nauki, 
jak nagromadzone w tem mieście dzieła sztuki.... Nigdzie 


11 pisarzy najróżnorodniejszych. W wybornem dziele Achima von Arnim: 
"Ubóstwo, bogactwo, wina i pokusa hrabiny Dolorcs (Armuth, Reich- 
thum, Schuld und Busse der Grafin Dolores)" (1810) uwiedzenie hrabiny 
następuje w ten sposób: 
Iargrabia udaje, że wwizyi widzi Matk
 bożą. "Mó- 
wił, że widzi Matkę bożą, którają (Dojores) do jego osoby przyciska i trzy- 
ma nad nim wieniec róż ze 
łowami: "pójdź za mną!" Dolores, przestra- 
szona, przycisnęła się do niego i mniemała, że ją przyciskają do niego; 
czuła jeg-o orldech i mniemała, że to jest t
hnienie boskie; i zawołała: czu- 
ję ją, czuję jej tchnienie, jest ono gorące jak Wschód i jak miłość matki." 
Na te słowa on zawołał:"a ja jestem jej syn" i z drganiem spazlllatycz- 
nem rzucił się na hrabinę. Już nieraz mawiał onjej o elldownem odno- 
wieniu mytu świf2tego: zdawała się więc tracić świadomość, wymawiaj
c 
te słowa: "tak ty-to jesteś, ty przenajmocniejszy, t.y najświ
tszy, w sła- 
bości natury człowieczej dany jesteś w ręce mnje!"-"A ty, jesteś wieczną 
oblubienicą moją''', odpowiedział jej z westchnieniem." 
Zdanie nowożytnej świadomości o tej mistyce pokazuje naTll genial- 
ny romans Pawła Heyse'go "Dzieci wiekll" w postaci Lorioser'a.
>>>
254: 


te
 nie czułem się do tego stopnia wzruszonym at do naj- 
gł
bszej skrytości mej istoty, jak w kościele katolickim, 
gdzie przy boku innych sztuk stanęła naj wznioślejsza mu- 
zyka, aby sercem wstrząsnąć gwałtownie. Nasze nabo
eń- 
stwo, to żadne nabo
eństwo. Przemawia ono tylko do zi- 
mnego rozumu; zaś uroczystość katolicka do wszystkich- 
zmysłów. W samym środku, przed qltarzem, na naj ni
- 
szych jego stopniach, klęczał jakiś człowiek pospolity, mo- 
dląo się-gorąco; nie dręczyło go 
adne zwątpienie, wierzył. 
Czułem niepodobną do opisania chęć rzucenia się obok 
niego na kolana i płakania. Ach! tylko jedna jeszcze kropla 
zapomnienia-a ch
tnie byłbym został katolikiem." 
Osobistość Kleista była nadzwyczaj dziwaczną; po- 
mimo uprzejmości swej, wywierał on na wielu wrażenie 
odpychające. 
Iiał zwyczaj w obecności innych siedzieć 
w zadumaniu, jak jego "Ksią
e Homburski", był niesły- 
chanie roztargnionym, czasem po jednym wyrazie zacinał 
8i
 w rozmowie, zatrzymywał si
 i zdawał rozmawiać 
z samym /Sobą. Goethe mówi CI nim: " We mnie, pominlo 
naj szczerszej mej chęci współudziału, wzbudzał on jedynie 
dreszcz wstrętu, jak ciało z pięknemi od natury usposo- 
bieniami, dotkni
te nienleczoną chorobą." Kiedy kome- 
dya "Rozbity dzbanek" (Der zerbrochene Krug) upadła 
w Wejmarze, z powodu dokonanego samowolnie przez 
Goethego podziału na akty, wtedy Kleist napisał j nk.. 
najjadowitszy epigramat na Goethego (o "Przedwczesnym 
geniuszu", który jut na weselu rodziców swoich napisał 
epitalamium) i posłał nawet wyzwanie poecie. We wszy- 
stkich jego utworach znajdujemy ów rys chorobliwy. 
Nawet w "Kohlhaasie", który zresztą tak wydatnie jest 
oznaczony, wszystko się kończy tyciem sennem. W y.. 
stępuje tu w końcu cudowna cyganka, która jest umarłą 

oną Kohlhaasa, chory, nawpół-oszalały kurfist, inne upió- 
rowe postacie, stojące w najjaskrawszej sprzeczności wzglę-
>>>
255 


dem dziennej jaśni, jaka panowala na początku opo\via- 
dania. .,Święta Cecylia (Die heilige Caecilie)" wprowa- 
dza nas w tajniki domu waryatów, a szał otrzymał tu do- 
zę katolicyzmu, juko dodatek. Głębokie i orzeźwiające 
wra
enie wywarły na niego nieszczęścia ojczyzny podczas 
wojny Napoleońskiej. 'Vszystko, co się dzieje, szczegól- 
niej cały ruch romantyczny, wydaje mu się bladym i go- 
dnym po
ałowania. "l\Iowy (Fichtego) do narodu nie- 
mieckiego (Reden an die deutsche Nation)" są w oczach 
jego wstrętnymi frazesami, wyszydza Fichtego, jako pe- 
danta, pozbawionego siły twórczej. Głęboką tchnie po- 
gardą ku związkowi "Tugendbiindler" i jego bojaźliwej 
bezczynności. Pisze trugedyę "Bitwa Hermanna (Her- 
mansschlacht)", a
eby wyzwać ziomków do postąpienia 
z Napoleonem tak, jak postąpił Hermann z Warusem. 
Przeci w bezczynnym "gadułom" wymierzone są słowa 
w Bitwie Hermanna: 


Dla wyzwolenia Niemiec, oni piszą 
Cyframi, ślą z niebezpieczeństwem iycia. 
Posłów, a posłów rzymianie wieszają; 
O zmierzchu schodzą się-jedzą i piją, 
A gdy nadejdzie noe, u ion nocują. 
. . . Nadzieja, że tam August umrze jutro, 
Łudzi ich, hańbą okrytych i wstydem, 
Od tygodnia do tygodnia. 


Żąda wojny, takiej, jaką prowadzą hiszpanie: krzy- 
woprzysięstwem i morderstwy, gorej
cemi wsiami, zatrn- 
temi studniami. Raz nawet tylko co nic otruł się opiumem. 
\V roku 1811 nastąpiła katastrofa. Przez Adama 
Iitl- 
lera Kleist zapoznał się z panią Henryetą V ogel, kobietą 
utalentowaną, która, podobnie jak on, cierpiała melancholi
 
i wmówiła w siebie, te dotknięta jest nienleczoną chorobą. 
Zawiązał się pomiędzy nimi stosunek przyjaźni, ale nie 
miłości. Pewnego dnia przypomniała mu, 
e poprzednio
>>>
... 


256 


przyrzekł jej był, skoroby tylko tego zażądała, wyświad- 
czyć naj WY
8Zą przysługę przyjacielską. Odpowiedział jej, 

e gotowym jest spełnić jq ka2dej chwili: "A więc," rzekła, 
"zabij mię pan. Cierpienia moje doprowadziły mię do te- 
go, że ju
 znieść 
ycia nie mogę. Ale zapewne nieprawdo- 
podobnem jest, abyś pan to uczynił, ponie\vaż na ziemi 
niema już ludzi." Dostatecznem to było dlu Henryka Klei- 
sta. Dnia 20 Listopada on i Henryeta pojechali do pewnej 
gospody nad Wansee, w bliskości Poczdamu. Oboje byli 
pozornie w naj weselszem usposobieniu i czas upływał 
_ wśród rozmów dowcipnych. Ba,vili tam aż do następnego 
południa, potem zeszli na brzeg jeziora i Kleist... zastrze- 
lił naprzód swoją przyjaciółkę, a następnie siebie-przed- 
czem oboje napisali do żony .L\dama 
ILillera znany, dzi wny, 
smętnie humorystyczny list z po żegnaniem. . 
Takto złamała się wielka, pięknie uposatona osobis- 
tość poetycka, prawie tak samo, jak naj większa część arty- 
stycznych jej ut\vorów, pod ciemnymi, złowrogimi trafami 
natury, które kaleczą wolę, swobodną ducha sprę
ystość 
unicestwiaj ą. 
Z pomi
dzy innych znamienitych dramaturgów nie- 
mieckich, zrazu najmniej był zdolnym do złamania się Za- 
charyasz Werner. Z początku, nadaje się on całkowicie do 
typu romantycznego. Urodził się z chorej umyslowo matki, 
która wyobra
ała sobie, 
e jest Maryą Panną a syn jej 
Zbawicielem świata. Zbawiciel ten prowadził 
ycie w wy- 
sokim stopniu dzikie i niemoralne, atoli z powodów reli- 
gijnych wstąpił do zgromadzenia wolnomularzy, w mnie- 
maniu, 
e za jego sprawą, rozkrzewi się nowa, głębsza reli- 
gijność nad światem. Umieścił się w Warszawie, jako urzęd- 
nik, o
enił się tam trzykrotnie i w ciągu sześciu lat trzy- 
krotnie się rozwodził. Wielki na niego wpływ wywierał 
pewien kapłan, nazwiskiem Chrystyan Mayr, fanaty k, który 
wcelu urzeczywistnienia jednego z obrazów apokalipsy, pol-
>>>
. 


257 


knął prawie cały egzemplarz biblii, z czego zapadł w groźną 
chorobę. Był to dziwak pod ka
dym względem, z mównicy 
strzelał z pistoletu, celem zbudzenia tych słuchaczy, któ- 
rzy się zurzemali i wobra
ał sobie, 
e zdoła wyt\vorzyć 
prawdziwe ciało i krew przy komunii. Człowiek ten chciał 
Wernera zrobić czlonkiem tajemnego to,varzystwa: "Braci 
krzyża we Wschodzie." Z początku Werner przystąpił do 
tego z wielkim zapałem; później jednak powziął niedowie- 
rzanie i uiedo'wierzanie to było jedną z pobudek do jego 
przejścia na katolicyzm. Wernef jest głównym przedstawi- 
cielem poezyi mistycznej. Jako taki, otrzymał on w l". 1805 
dochodną synekurę w Berlinie, przez długi czas należał do 
dworu Pani de StaeI, gdzie go nadzwyczaj podziwiano, i po 
zmienieniu religii rozpoczął w Rzymie 
ycie szalono bez 
granic, brodząc dzień po dzień to w naj brud niej szej roz- 
puście i palącej ekstazie, to w naj pospolitszych l"oskoszach, 
pobo
ności i modlitwie. Następnie, jako kaznodzieja, 
w Wiedniu przy tłumnem zgromadzeniu słuchaczy miewał 
kazania na krój kapucyna w " Walensztejnie," pełne naj- 
przesadniejszej nadętości, pla8kich cynizmów i obsenicz- 
ności, oraz, urągań (przeci w kacerzom i u wiei bień święte- 
go różańca. Życie Wernera jest kluczem do jego pism, 
które tak dalece imponowały współczesnym, a które prze- 
dewszystkiem interesują nas, jako symptomaty choroby. 
Posiada on wielkie przymioty, jako poeta. Jego wiersze, po 
najwi
kszej części, są bardzo melodyjne i piegzczą ucho jak 
południowa muzyka kościelna. Charaktery są nieraz traf- 
nie ułotone (weźmy np. odmalowanie Franciszka z Brienne 
w pierwszym i drugim akcie "Templaryuszów na Cyprze 
(Tcmpler auf Cypern)"- akcya natę
a się i budzi interes; 
ale jądro całości, potrójne jądro: roskosz, religia i okru- 
cieństwo, jest niesmaczne, niezdrowe. Pierwsze większe 
jego dzieło: ..Piękna z Doliny (Die Schone des Thals)"- 
która znów rozpada si
 na dwie części, katda o sześciu ak-
>>>
258 


tach - ma za przedmiot upadek zakonu Templaryuszów. 
W olnoml1larstwo, które, jak widzieliśmy, zajmowało i 
Schuberta, które ju
 w "Wilhelmie !leistrze" odgrywało 
pewną rolę, i które tak wielką stanowi wagę w prywat- 
nem życiu 'Vernera, widocznie podało mu ideę. 
W
}abianie jednej formy w drugą, które od samych 
początków tak było ulubionem dla romantyków, przybrało 
tu taki charakter, że łupiny stale uwatano za osłonki ota- 
czające misteryum, którego się poszukuje, w które człowiek 
wcią
 coraz głębiej a głębiej przenika, które atoli, coraz 
dalej wymykać się zdaje. Zakon Templaryuszów ma swoje 
tajemnice i jesteśmy tu świadkami szczegółowego wtajem- 
niczania neofitów. Kroczymy tam po podziemnych piecza- 
rach pośród kolosalnych skieletów, tajemnim
ych ksiąg 
i zasłon, mieczó w i palm i t. p. Treścią tych misteryów 
jest: "Z krwi i ciemności płynie odkupienie." Ale zakon 
Templaryuszów jest tylko córltą-Iożą; matka-loża "Doli- 
na," którą poznaj emy w drugiej częśoi dzieła, jest w posia- 
daniu wyższych tajemnic i wyższej potęgi. Najgłębszą znowu 
jej tajemnicę stanowi czysto-ujemna idea wyrzeczenia się 
i ofiarności. Ukryte głosy przemawiają "tonem zapadłym, 
śpiewaniu podobnym:" 


Wszystko na byt jest przeznaczone, 
'Vsz]stko przez śmierć jest zrodzone, 
Żadne źdźbło nie jest stracone. 
K to przez krew i ciemność płynął 
Wnet wyzwolon jest od trwogi, 
Witaj, witaj nam, skrwawiony. 
Aby czytelnikowi dać wyobra
enie, do jakiego stop- 
nia zutytkowano tu misterye do dekoracyi w operach i ba- 
letach, wspomnę tylko, 
e w d wunastej scenie aktu piąte- 
go, która składa się z sześćdziesięciu czterech wier8zy,- 
przypada tylko sześć do wygłoszenia, reszta zaś zawiera 
wskazówki dla dekoratora i aktorów co do "wysokiej mogi..
>>>
..... 


259 


ły okrytej różami, ua której czterech rogach stoją transpa- 
rentowe obrazy anioła, lwa, wołu i orła:' co do ubioru naj- 
starszych w "Dolinie," z których jedni odziani są w złoto- 
głowy, drudzy w materye srebrnolite, w barw
 ogniatą, 
ulni w błękit powietrza, inni w siną barw
 wód, inni w bar. 
wę krwi, a nast
pnie idą przepisy o kadzielnicach, harfach, 
dzwonach, koronach i wieńcach cierniowych, chorągwiach 
krzy
owych i kolosalnym posągu "Izydy'" - co wszJstko 
odegrywa pe'wną rolę w 
ztuce. 
Zakon Temp]aryuszów popadł w upadek_ )Iatka-Io
a 
tedy postanawia go zniszczyć, i "Dolina" jego wielkiego 
mistrza, arcy-szlachetnego i heroicznego J akóba Bernarda 
de Molay, skazuje na spalenie: cbocia
 zupełnie jest nie- 
winnym upadku zakonu, owszem jaknajenergiczniej go 
odpierał. Arcybiskup, prowadzący śledztwo przeci\v- 
ko niemu, jest przekonanym o niesłuszności oskartenia, 
kocha i podziwia ryceL
za,-ale musi być poslusznym wy
- 
szym instrukcyom. Molay 8toi tak spokojnie przed stosem
 
jak Kalanus uPall1dana-
Ilillera on miłuje śmierć, spalenie 
uwata tylko za oczyszczenie, za oświetlenie. Wszyscy ota- 
czający poczuwają litość ku niemu; błagają go, aby rato- 
wał się od stosu ucieczką; ale podobnie jak I(alanus opiera 
się on wszelkim namowom. Uczucia arcybiskupa podzielają 
i inni, tak, 
e Molay otoczony jest całym szeregiem senty- 
JJlentalnych siepaczów, którzy piek
 go na ogniu z wysoką 
czcią i podziwem. Są to świętoszkowie okrutni, miękkiego 
aerca, jak sam Werner. Na wszystkich osobach wyciśni
te 
jest pi
tno wstrętnie rozrzewniające. Tak np. stary towa- 
rzysz broni, skoro niedozwolono mn uwolnić 
Iolay'a, na 
miejscu kary, odzywa się do niego "dobrodusznie:" 
. . . Jakóbie! 
Ty niepoczciwcze, ty!-a wstyd! on umrzeć chce. 
Porzucić współ-wiarusa swego -- J akóbie! 
Tyś nie powinien umrzeć! Słyszysz ty?
>>>
260 


Lecz 1\Iolay umiera., pomimo zupełnej niewinności. 
Tajemnica chrzeŚciańska wgrywa się w dramat, podobnie 
jak u Kleista, i l\Iolay, jak drugi Chrystus, doznaje czci 
i hołdu od tych, co go palą na stosie. Kiedy skonał, w os- 
tatniej scenie zdarza się cud następujący: "Promienie słoń- 
ca ozłacają gaj. Nad furtą pieczary Dolinowej ukazują się 
pod opromienionem imieniem "J ezus
' imiona: ,.Jan" "J. B. 

Iolay" i "AndrzejB w jednym rzędzie i również transpa- 
rentowo. Wszyscy bracia krzyżowi pada.ją na kolana. Dłu- 
ga pauza-podczas której z wnętrza pieczary, przy towa- 
rzyszeniu harf i dźwięku dzwonów słychać starców doliny, 
śpiewających głuchymi, niezrozumiałymi tonami podlug 
zwykłej melodyi kościelnej: "Święty, Święty, Święty." 
Martyryum jest specyalnością 'Vernera. Śmiertelne 
uderzenia maczugami, smażenia 'v wielkich kotłach, wszel- 
kie stopnie mąk na ławie oprawczej, to jego dziedzina. 
Brodzi on w tych katuszach
 zupełnie tak, jak Gorres, któ- 
rego wra
enie odczuwamy niejako, kiedy w pier\vszej czę- 
- ści swojej ,,
listyki chrześciańskiej" tak mówi o mistyce 
męczeństwa: "Tu ofiary walki kładną na ławę katow.ską, 
wyciągają Da koła i wszystkie członki szrubami wykręcaj
 
ze stawów... a tymczasem liktorowie boki ich palą pochod- 
niami albo je 
elaznymi szponami bruzdują. Następnie nie- 
raz opinają łańcuchami cialo, aby łamać im 
ebra; ostro-. 
kończaste mi rurami przebijają twarz i oczy; usta rozmia
- 
d
ają pięściami, a tym czasem gwoździe przebijają stopę 
j u
 led wie dyszącego i rozpalone drągi miedziane, przyło- 

one do miejsc miękich, wpalają się w nie głęboko, i t. d, 
i t. d." I W "AtylIi" IW ernera, młodzieniec, którego kocha 
Atylla, oskar
ony został o krzywoprzysi
stwo i przyznaje 
się do zbrodni. Atylla ściska go w objęciach, wylewając 
łzy gorące, a potem :ka
e rozszarpać go końmi. Atyllę wo- 
góle przedstawiono tu jako marzyciela z najmiększem ser- 
cem. Czułość a
 do szaleństwa, 
ądna rozszarpywania, 


.
>>>
261 


marzycielska zwierzęcość stanowią Jasltion romantyczną. 
Naprzeciw Atylli stoi papież, postać, która zdaje się rów- 
nie
 powstałą z mistyki Gorres'owskiej, a szczególniej 
z rozdziału, który prawi o ekstatycznem zawiśnięciu wroz- 
maitej wysokości. Ilekroć bowiem odmawia on modlitwę 
w dramacie, wciąż wznosi się a wznosi coraz wyżej, aż na. 
reszci
 wśród bujania staje na palcach stóp. Zresztą sym- 
patyzuje on z Atyllą i oddziaływa na niego elektrycznie. 
W ,,1\Iarcinie Lutrze, czyli poświęceniu mocy (:
Iar- 
tin Luther, oder die Weihe der Kraft)' ' Wernera przedsta- 
wion
 jest tajemnica poś,vięcenia a raczej powiedziećby 
można: wyświęcenia. Dramat zagaja charakterystycznie 
wchodzenie i schodzenie Hardenberg'owskich górników 
w kopalni. Luter ma tu znamiona raczej świętego katolic- 
kiego, aniżeli reformatora. Postać Katarzyny von Bora 
wydętą jest tu do wysokości istoty świętej. Obojgu przez 
cały dramat towarzyszy anioł; Lutrowi, chłopiec Teobald, 
który rzeczywiście jest sztnką, jako Serafin; Katarzynie 
dziewica Teresa, która jest wiarą, jako Cherubin. \V kilka 
lat później, po tak majestatyczneffi przedstawieni n reforma- 
cyi. Werner zmienił wiarę i napisał poemat "Poświęcenie 
niemocy, (die Weihe der U nkraft), w którym w następn- 
jących wyrazach wycofał powy
szy dramat: 
"Tern kuglarskiem mamidłem jam się nrągał nad 
prawdą. " 
Wostatniej tragedyi swojej .,
Iatka Machabejczyków 
(Die 
Intter def l\Iakkabaer)," Werner przeprowadza ta- 
ką treść, która jakby stworzoną była na to, aby dać pole 
torturom wszystkich męczenników, i przedstawia nadmiar 
katuszy cielesnych i świętych ekstaz. Synowie macha- 
beanki Salome mają do wyboru albo pożywać otiarne 
jadło J owisza
 albo być straconymi w najokropniejszy spo- 
sób. Jromiczny ten motyw: że skosztowanie lub niekoszto- 
wanie jakiejś potrawy 
 i70Z dzieci, ma być sprawą 
ycia,
>>>
262 


autor obrabia tu z najwy
szym patosem. Salome w zaczaro- 
waniu ekstazy domaga się od dzieci swoich, jedneg-o po 
drngiem, aby pozwalały się krajać, wtykać na dzidy, palić 
tywcem i t. p. Antyoch wysoce podziwia Salome; co więcej, 
ten arcy kat rzuca się przed nią na kolana z wyrazami: 
Tyś nie ziemska kobieta!-takiej ofiary nie spełnia 
Jst.ność śmiertelna!-Błogosław mię zesłanko Olimpu! 
I Salome na tyle jest czułą, źe go błogosławi. Synowi 
jej ,Benoniemu, kiedy również po błogosławił matkę, odcinaj ą 
nogi i ręce, a następnie sma
ą go wolej u. Poczem słyszy- 
my dwa głośne uderzenia toporem - to było odcięcie nóg 
Abirowi. Następnie męczą J lulę i tak wciąż idzie dalej. 
Antyoch, król barbarzyński i Werner również barbarzyń- 
ski poeta, katą miażdżyć dzieciom członki po członkach, 
a potem wyrywać j e z nich. Nie oszczędza nam Werner 
ani jednego stawu w ciele. Podczas tego wszystkiego, mat- 
ka zmuszona patrzeć na wszystko, doznaje jedynie najwyż- 
szej roskoszy, jaką daje łaknienie męczeństwa; a kiedy 
..A.ntyoch po raz drugi "głęboko wzruszony" w swojej sza- 
leńczej sentymentalności, pochyla się przed nią z wyra- 
zamI: 
"Tielka 
iobe, czyż w gniewie rozstaniesz się ze mn
1" 
wówczas kładnie prawą rękę swoją na jego głowę i "arcy- . 
uroczyście'
 mówi: 
"Wiem. że zbawca mój żyje!-ty go poznaj przy śmierci!" 
N akoniec otwiera się głąb sceny: widzimy przyrządy 
męczeńskie i olbrzymi kocioł z wrzącym olejem, w któ- 
rych leży Benoni; żona jego z pochyloną głową zapada 
w kociół. O bok, widać palący się stos. N ad płomieniami 
ukazuje się duch Salomy i gasi ogień. 
Pomyślmyż sobie, te bywały czasy, kiedy coś podob- 
nego uchodziło za poezyę! Goethe wciąż uj mował 8ię gorą- 
co za Wernerem i dawał wiele z jego sztuk na scenie Wej.. 
marskiej! Wr.1808 pisze on do Jacobi'ego: "Dla mnie, sta- 


.
>>>
263 


l'ego poganina, dziwnem jest widzieć krzy
, zatknięty na, 
moim gruncie, i słyszeć, jak krew i rany Chrystusa poe- 
tycznie wygłaszają kazanie; a przecież dla mnie bynaj- 
mniej nie jest to wstrętne. Zawdzięczamy to wy
szemn 
stanowisku) do jakiego podniosła nas filozofia. Oto nauczy- 
liśmy się cenić idealność, chociazby w najdzi waczniejszych 
przedstawiała się formach." 
Bardzo wątpię, czy dziś znalazłby się ktośkol wiek skłon- 
ny do ,vyrzeczenia sądu tak łagodnego i tolerancyjnego. 
Ja myślę, te dla nas, żyj ących dziś, coś podobnego nawskroś 
iest wstrętne. Widzieliśmy bowiem, do czego ono prowadzi. 
'Vidzieliśmy, 
e owa ,
poezya chrześciańska," przyło
yla 
się rzeczywiście do sprowadzenia najokropniejszej reakcyi 
duchowej, jakiej doznały czasy nowsze. Dopóty grano 
"oświetlającymi płomieniami," aż nakoniec same te pło- 
mienie zaczęto uwielbiać. Od Wernera jeden tylko krok 
prowadzi do Gorresa, który z całą namiętności
 popiera. 
wypędzanie dyabłów i procesy czarownic, a jeszcze mniej- 
szymjest krok od Gorresa do Józefade
Iaistre'a, który wy- 
powiada siebie 'v tych słowach: "W niektórych, dobrze 
rządzonych krajach europejskich, o człowieku, który 
podklada ogień pod dom zamieszkały i przy tej okolicznoś- 
ci pali się sam, mówią: "zasłl1tył na to zupełnie." Czyli
 
sądzą. że taki człowiek, który stał się .winnym rozmaitych 
zdro
ności teoretycznych i praktycznych (t. j. religijnych), 
mniej zasługuje na to, aby go spalono?-J e
eli pomyślimy 
sobie, te trybunał inkwizycyjny niezawodnie mógłby byl 
przeszkodzić rewolucyi francuskiej, to nie wiemy, czy mo- 
narcha, któryby poprostl1, bez wahania, jął się takiej bro- 
ni, nie byłby oszczędził ludzkości ciosu brzemiennego nie- 
szczęściami. " 
Jak Ruge ma słuszność, nazywając romantyką chrzcś- 
ciaństwo, które nie daje się rozwiązać w humanizm, tak 
zapewne Józef de 1\Iaistre jest prawdziwym ro"mantykiem.
>>>
264 


Cało dzieje romantyzmu stwierdzają określenie, jakie 
w swoim czasie dał Ruge w słynnym manifeście w Hal- 
Iiscbe Jahrbilcher:" "Romanty k jestto pisarz
 który wy- 
stępuje przeci w kulturalnym środkom naszej epoki oświe- 
cenia i rewolucyi, który odrzuca zasadę opartego na sobie 
samym humanizmu w dziedzinie nauki, sztuki
 moralności 
i polityki i toczy z nią walkę." 


XIV. 


Gorres mówi w SV..ł"0JeJ ,,
Iistyce chrześcia,ń:3kiej 
(Christlicbe l\Iystik, t. II s. 39)," 
e naj pierwej przedsta- 
wiającem się znamieniem ciała, podniesionego w tyciu od- 
rodzonem ku wytszej harmonii, musi być bijąca od nie- 
go wonność. "!Iianowicie, jak zły zapach je:3t wyra
eniem 
chorobliwego tycia organicznego i rozdartego w dysharmo- 
nię, tak wewnętrzna jego harmonia objawia się w wycho- 
dzącem z niego \vonnym zapachu. \V yratenie więc "pach- 
nąć świętością," bynajmniej nie jest li przenośnem; jest 
ono wyprowadzonem z doświadczenia, skoro sprawdziło 
się tysiąckrotnie, te od tych, którzy wiodą tywot świąto- 
bliwy, bije wonny zapach." Przytacza na to niezliczone 
przykłady bistoryczne. 
J e
eli Gorres, o czem nie wątpię, ma słuszność, tedy 
osobistości, które tu odmaluję na zakończenie, pachnąć 
musiały nadzwyczaj przyjemnie; gdy
 są to osobistości, 
w których kościo} i Gorres upodobali sobie. Dla odpowied- 
niego zakończenia obrazu grupy romantycznej. przedstawię 
ludzi, którzy zasady jej przenieśli w tycie i politykę. Jako 
przedstawiciela polityków niemieckich tego kierunku, wy- 
bieram tego z pośród nicb, który zdaje mi się pod tym
>>>
. 


265 


względem najbardziej interesującym: Fryderyka von 
Gentz'a l). . . 
. Absolutna obojętność formy wobeo treści, którą ro- 
mantyzm okrzyknął był w poezyi, w polityce, uzasadnioną 
została przez Gentza. Jak Kleist jest niemi'eckim l\'Ieri- 
mee'm, tak Gentz jest niemieckim Talleyrandem. Jako 
mąż dojrzały, mógłby był pod obrazem swoim kazać umieś- 
cić słowa,jakie 
Ietternich podpisał pod swoim: "tylko pro- 
szę bez patosu (Nur kein Pathos)". Jest on dotykalnem uo- 
sobieniem romantyczno-ironicznej genialności, ,vcielonym 
d uchem "Lucyndy." Typowym staj e się on dopiero po 
czterdziestym roku tycia, kiedy po czasach wojen napole- 
ońskich i przewrotów państ"rowych nastąpiła działalność 
dyplomacyi, a hasłem stał się wyraz: reakcya
 t. j. spokój, 
spokój za jakąbądź cenę, zagaszenie wszelkic
 palnych 
y- 
wiołów w Europie. Cisza, głęboka cisza dla wszyetkich 
znu
onych, chorych i rekonwalescentów Europy; a stąd 
i wszelkie usiłowanie, jak w izbie chorych, zamierzało ku 
. 
temu, aby wichrzycieli spokojności usunąć i o ile tylko mo
- 
na uniknąć zbiegowisk i zgiełku. "Gentz", mówi Gottschall, 
"umiał nadać publicystyce urzędowej ów niewysłowiony 
pokost, ową gładkość klasyczną, ów majestat olimpijski, 
który, nie dotl\.nięty losem śmiertelnych, nie ro
lał ani kro- 
pelki nektaru. i ambrozyi z czary bogów, choćby tam nawet 
w ni
szych regionach krew płynęła potokami. To wielmo- 

ne wymknięcie się ponad drobnostkowe wstrząśnienia, pod 
. któremi narody' rozbijały się na skorupki, nadawało wyraz 
łagodny i pełny gracyi ówczesnej absolutystycznej polityce 
kongresów. Słyoha.ć tylko było tchnienie, ale nie huk; było 


· 1) Por. korespondencYę pomiędzy Fl"yderykiem Gentzem.a. Ada.- 
mem Henrykiem Miillerem. Dl". K. Mendelsohn-Bartholdy, Friedrich von 
Gentz-Z pism pośmiertny
h (Aus dem Nachlasse Fried. v, Gentz. 2 tomy.. 
Tom II. 18 


. 


. 


.
>>>
. 


266 


to niewydające brzęku zabijanie z wiatrówki." N azewnąt
z 
reprezentowano zasadę pra,vowistości)egitymizmu. W rze- 
czywistości zaś było to kłamstwo i obłuda; \v rzeczywisto: 
ści zachowy
ano się najmniej prawo,vicie, jc
eli komuśkol- 
wiek interesa odwracaly kroki odwrotne. Postępowano te- 
dy w myśl słów Goethego: "niemasz człowieka bardziej 
prawomyślnego, nad .tego, kto mo
e utrzymać się." Sprawa 
przeto, jaką popierano, nie była dobrą. Ale nawet złej 
sprawy obrońca budzi interes, je
eli posiada górujący ta- 
lent. A Gentz jest niesłychanie utalentowanym. Słusznie 
mówi o lłim Varnhagen: ,,:

igdy kurz szkolny nie ,virował 
z większym blaskiem, nigdy siła pedancka nie \vysypała 
się z większą pełnią." 
:B'ryderyk Gentz urodził się w r. 1764 z rodziców oby- 
,vateli we Wrocławiu, a je
eli później ,vzniósł się do naj- 
wyżs.zych stano,visk i 
ył w naj\vy
szycb kojach społecz- 
nych, nic nie zawdzięcza urodzeniu swemu, a wszystko 
swojej osobistej działalności. Studya odbywał 'v I{rólewcu, 
z wielką gorliwością przykładał się do filozofii kantowskiej 
i wówczas, kiedy był jeszcze marzącym młodzieńcem
 zo- 
stawał \v serdecznym, a platonicznym stosunku, do młodej 
nieszczęśli wej kobiety Elt biety Graun. W r. 1786 przybył 
do Berlina, otrzymał posadę prz.y królewskiem dyrekto- 
ryum generalnem, naprzód jako tajny sekretarz, następnie 
jako radca wojenny, i tu z widoków zewnętrznych otenił 
się z córką radcy skarbu. W Berlinie rzucił się w nieskoń- 
czony szereg nieumiarkowanych wybryków, i uczestniczył 
we wszystkich nędznych przyj emnostkach, jakie prakty- 
kowały się na d worze: "gdzie st:trzejącego się króla Fry- 
deryka Wilhelma II-go tłumI 

1 otr..czała wstrętna miesza- 
nina zdenerwowanych grzeszników i świętoszkujących 
wotek. " 
Wśród tak;c
o to życia zaskoczyła go rewolucya 
francuska. Pierwszym jej wpływem było rozbudzenie w je- 


-.
>>>
267 


go duszy młodzie11czego zapału: "ZachwiaJ)ie się tej rewo- 
lucyi." pisa.ł Gentz, ,,11 ,vażałbym za jedną z naj większych 
klęsk, j:łkie liiedykolwiek dotknęły rodzaj ludzki. Jest ona 
pierwszym praktycznym tryumfem filo
ofii, pierwszym 
przyldadenl nowej formy rządu, opartej na zasadach i na 
spój nym systemacie. Jest ona nadziej ą i pociechą za tyle 
dav;nych nieszczęść, pod któremi ludzkość jęczy bo]eśnie. 
Gdyby rewolucya ta miała upaść, wszystkie te nieszczęścia 
stały by się jeszcze bardziej niepodo bnemi do uleczenia. 
Wyobrażam sobie z ca1ą 
ywością. jak tam powszechne 
milczenie rospaczy , wbrew rozumowi, przyznałoby, że In- 
dzie szcz
śliwie żyć mogą tylko jako niewolnicy, jak 
wszyscy tyrani wielcy i mali slrorzystalib.v z tego okrop- 
nego przyznania, a.by pomścić się za przestrach, jakiego 
napędziło im obudzenie się narodu francuskiego." 
\Vkrótce jednakże okropności, towarzyszące rewolu- 
cyi francuskiej, spowodowały go do zmienienia zupełnie 
stanowislnl'Bwego. Nagle stal się on naj
arliwszynl bojo- 
wnikiem przeszłości.- 'Valka przeciw pl
zemocy opinii pu- 
blicznej, przeciw "szale11stwu hord," stała się n niego za- 
daniem tycia. Nie jest on ju
 zdolnym widzieć w rewolu- 
cyi francuskiej. koniecznych re
ultatów bezprawia i fer- 
mentów wieków; wyobrata sobie, 
e zbytek zi'lnnego wykształ- 
cenia 'rozumowego, że nadmia'r oświecenia jest przyczyną anar- 
chii. Otó:'; to rys prawdziwi
 romantyczny. "Prawa czło- 
wieka," któł:ych bronił tak gorąco w pierwszym swoim 
traktacie "q pocz
tku i najwy
szych zasadach prawa," te- 
raz zdaj
 się mu mieć znaczenie tylko dla praktycznego po- 
lityka jako "elementarne prestudya!" Teorya tych praw, _ 
.. 
podług j 

go dla polityka jest jedynie tern, czem jest 
matematy
zna teorya dział dla rzucania bomb. Teraz wy- 
rabia się w nim osobliwszy pogląd reakcyjny, który nie 
lud lecz -rząd nwa
a za główny czynnik w tyciu państwo- 
wern. Współdziałanie ludu w prawodawstwie uwatali za 
1S
>>>
. 


268 


. 


czystą formę, a swoboodę skurcza do rzeźwego, rad03nego 
posłuszeństwa. Obcowanie jednak z Wilhelmem Humbold- 
tem i wpływ estetycznych pojęć wspólczesnych o harmo- 
nijnem 
yciu prywatnem i państwowem złagodziły to roz- 
goryczenie; i teraz ideałem Gentza jest konstytucya an- 
gielska. Kiedy "Tilhelnl III wstępuje na tron, Gentz daje 
się nakłonić do wystosowania orędzia do Jego Królewskiej · 
Mości, w którem gorącemi slowy dopra'iza się o zapewnie- 
nie swobody-swobody prasy, którą następnie po kilku la- 
tach sam nazywa pierwotnem źródłem wszelkiego zła. Lo- 
jalny G oetbc zdumiał się do najwy
szego stopnia nad taką. 
myślą "niejako wyzY8kania oporem czegośkoJ w"iek na swo- 
inl władcy," i ldedy król nie zwrócił nawet u \vagi na pi- 
smo orędne, Gentz odstąpił odeń co prędzej i postarał się, 
aby pO::Jzlo w zapomnienie. Odtąd pobiera 
o}d od rządu 
angieldkiego; nie zaprzedaje się ,vprawdzie, ale pobiera 
płacę stale i w okrągłych sumach, albo te
 nagrodę za dzia- 
łalność polityczną w interesie Anglii. A potrżebowal pie- 
niędzy. Z wys04ą grą, ciągłem wyuzdaoem obcowaniem 
z aktorkami i baletnicami, z nieustannemi b ulankami po 
nocach, id
 w parze napad,r sentymentalności i - jak sam 
się wyra
a - "połowiczne, grzeczne wpra\'ydzie, lecz bujne 

ycie z toną." W kwietniu r. 1801 notuje w swoim dzien- 
niku: "Głębokie wzruszenie nad śmiercią psa." W podró. 

y do Wejmaru, gdzie spoty
a się ze wszystkie mi wielkoś- 
ciami ówczesnemi, poznaje poetkę. Amalię von Imhof, 
przejmuje się namiętną ku niej miłością i zarazem jaknaj- 
lepszymi zamiarami zmienienia z grnntu sposobu tycia. Ale · 
zaled wie powrócił do Berlina, pis.ze tak: "Rezultat zamiarów 
W ejmarskich - d wlldziestego trzeciego grudnia wszystko, 
com posiadał, przegrałem w grę hazardowną." Pisy wal- 
jeszcze przez niejaki.ś czas sze.ścio do ośmiu arku
zowe lis- 
ty do Amalii von Imhof, następnie z całym szalem namięt- 
ności zakochał się w aktorce Christel Eigensatz a
 do za- 


. .
>>>
. 


'" 


. 


. 


o' 


. 


26
 


pomnienia o wszystkiem. nMaintenant c'est le delirC3 com- '" 
piet," pisze w uzienniku. "\V śród wszystkich tych kolei . 
opuszcza go 
ona i nastaje na rozwód. Tego1J samego wie- 
czora Gentz stara się zapomnieć o tej nieprzyjemności przy 
Trente et quarante. Skoro jednak dłu
szy pobyt w Berlinie 
z ,vielu pobudek stał się dla niego przykrym, a nawet 
niem02ebnym, wtedy przyjmuje ofiarowaną sobie posadę · 
w Austryi i wyje
dża do 'Viednia, gdzie stopniowo spada. 
bezwarunkowo do roli narzędzia w ręku }Ietternicha. 
J ednakte nim nastąpił ten zwrot., Gentz miał swój okres 
wielki i genialny. qtępiałość, \v jaką popadnięto 'v 'Vie- 
dniu wobec supremacyi francuskiej, ,vobec Idęski i upoko- 
rzeil bez końca i miary, wszystkie potęgi geniuszu i życia, 
cała przytomność umysłu i gotowość walczenia., wszystko 
to w Gentzn wołało do broni. Gorąca niena.wiść ku Napo- 
leonowi, jaka go o?;ywiala i budziła w nim duchowy popęd 
do działalności żywotnej, w czasach nieszczęść i powszech- 
nego upadku na. duchu, czyni go na ltrótką chwilę Demo- 
stenesem Nienliec, tylko, że namiętność jego zmierzała. je- 
.dynie ku niezależności, a nie ku swobodzie. 'V Napoleonie 
zda,vała. DIU si
 być ześrodkowaną cała rewolucya. Przę. 
ciwko niemu, nawet t:fki środekjak skrytobójstwo nie miał 
w sobie n
c o.
straszającego. Ze wszystkich sił, -niezmordo- 
wanie pracuje on nad przymierzem pomiędzy mocarstwami 
niemieckiemi i naJ powsta.'niem ludu niemieckiego. Atoli 
odpowiednio naturze swojej, z\vraca się nie tyle do ludu, 
jak.raczej do niewielu wybranych, w których upatruje losy 
lud u. Jego przedmowa do "Fragmentów politycznych," 
jego proklamacye i manifesty \vojcnne pisane są z silną 
na
niętnością, stylem płynnym, pompatycznym, ale męs- 
kim, którego polot krasomówczy jest szeroki, ale nigdy nie 
pozb
wiony gustu. Nie zdruzgotały go nawet same- bi- 
twy pod Ulmem i ...\.usterlicem. Ale 'v Prusach, z głębokim 
smutkiem, przed bitwą pod Jeną widzi całą nędzotę ducba 


. 


. .
>>>
. 


00 


270 


. 


narodu Pl"uskiego. Kiedy Jan 1tI-aller i inni, na których H- 

zył, daj
 się łudzić pochlebst,vami Napoleona, pozyskać 
i odwieść od sprawy, on tylko sam pozostaje nieugięty 
i twardy, a. w sławnym liście swoim do 
Iiillera odzywa się 
chłoszczącym do krwi szyderstwem o tych, "których 
ycie 
jest nieustannie trwającą kapi tulacyą. C6 Ale kiedy w latach 
· 1809 i 1810 sprawa narodowa w Austryi zachwiała się 
i jakto często się zdarza w podobnych razach-lekkomyśl- 
ność i roskosznictwo z klęskami i nieszczęściami wzrosły do 
naj wy
szego stopniu, wtedy i Geiltz II brnął tak głęboko 
'v wirze odurzaj ących roskoszy, że zruj no wane jego ,varun- 
ki majątkowe spowodo\vały go do upatrywania w stosun- 
ku z !Ietternichem jedynej deski ocalenia ,vśród rozbicia 
się okrętu. 'Vpływ człowieka, którego Talleyrand nazy- 
,vał "politykiem tygodnio,vym" - poniewa
 jego widno- 
krąg nie sięgał dalej poza bie
ący tydzień - i którego pe- 
wienznakomityrosyanin nazwał nprochem lakierowanynl,H 
nie był zbawiennym. dla Gentza. Odtą:d zaczynają się 'v lis- 
tach jego skargi na 
,ospało
ć, brak otuchy, próżnię i obo- 
j ętność,
' których pier\vej nie znał, ani przypuszczał i które 
trafnie nazy,va: "pewnego rodzaju trawiącemi suchotanli.
' 
. 
Od tej ch\vili nazywa siebie 
,pieklelnie odrętwiałym." 
"Wierzaj mi,.ó pisze do Raheli ,Jestem piekielnie odręt\viały; 
tyle ,vidziałem i doznałem na św
ecie, 
e złudzeniami i pa- 
radą nic on ju
 u mnie nie wskóra... Nic ju
 mnie nie za- 
chwyca, jestem bardzo zimny, odrętwiały, szydzący z głu- 
poty prawie wszystkich innych i mojej, - nie 
ądroś.cią, 
lecz jasnowidzeniem, przezieraniem nawskro
, w gołębią, 
i ostrowidzeniem przej ęty więcej niż wolno i w duszy nie- 
jako szatańsko radujący się, 
e tak zwane wielkie rzeczy 
ostatecznie tak śmieszny mają koniec." Zospalał tak dale- 
ce, 
e stanowcze rozstrzygnięcie losów Napoleona, któregp 
pierwej tyczył sobie tak namiętnie, przyjął z taką zimną · 
o boj ętnością: "Stałem Rię starym i złym do nieskończono- 


. 


. 


.
>>>
. 


... 


. 


271 


" 


ści," wyznaje sam, jak już lltuhllieniono, i to z całą gracYą 
Fryd. Sehleglow8kiej bezczelności, która nigdy go nie 
opuszczała.. W tYUł czasie obawa śmierci zaczyna się sta- 
wać II niego nieustającą, i odtąd wcią
- notuje w swoim 
dzienniku, czy obawa ta 'v pe\vnej .danej chwili stoi na 
pnnkcie wzrostu, ćzy opadania! Wszelkie l'labości dziewczę- 
cia nerwowego posta\viły sobie pomnik w jego kore
pon- 
dencJ
i. Pod tym względem Hzczególniej śmieszną jest jego 
korespondencya z Adamem 
Io.l1erem. Obaj zarówno lęk:;t- 
ją 
ię grznlotów, a truchlenie na myśl oburzy panuje ,ve 
w8zystkich listach
 Co ,vięcej, nawet \vpływ listu zbyt siluie 
oddziały Wał na niego. ,.Listy pańskie
" pisze do }Iiillera, 
"druzgocą n10je delikatne nerwy uczuciowe." Strachem 
śmiertelnym przejmowała go przedew.szystkiem obawa
 aby 
nie był zamordowanym. Kiedy Kotzebue pa(lł pod _sztyle- 
tem Sallda,; oLa.
wa sta.nia się ofiarą niena\vlści młodzieży 
liberalnej dosięgała. nttj wyższego punktu. N a widok b
ysz- 
czącego noża, jak sam przyznaje się w listach, mógł 
. 
-paść zemdlony. W roku 181-1 pisze do Racheli: "w Pary- 
żu Bogu d7.ięki ,vszy
tko teraz skońezone. Bogu dzięki 
jestelll bardzo zdrów. Ba,wię kolejno to 'v Badenie, to 
w 'Viodniu. Na. śniadanie jadam naprzemian albo k
lkiel- 
ki (Brioscben) z wybornem masłem albo inne boskie cias- 
tecz
n; nabyłenl meble, na których widok serce raduje się 
w ciele i daleko mniej lękam się śmierci.'. 
'V tym okresie nwa
a on Gorresa, jako jedynego czlo- 
wieka, któ'1'!j jeszcze u'Inie pisać ppważnie a sam nie jest j u
 zdol- 
nym do jakiegokolwiek rodzaju produkcyi. W tymźe czasie 
Gentz stoi na takiej \vysokości pod względem spolecznym, 
te mo
e \V swojem mie
zka.niu wymówić się przed od wie- 
d
inami panujących. W j
go dzienniku czytamy pod dniem 
31 Października. 1814 roku. "Refuse le prince royal de Ba- 
viere, le roi de Danemark etc." Spotyka się z Tal1eyran- 
dem i przejęty zostnje naj\vyższem zdumienienl; aby zdu- 


. 


. 


. 


..
>>>
. . 


272 


mieniu temu nadać kierunek praktyczny, mądry dyplo- 
mata francuski ofiaruje mu w podarunku 2400 guldenów 
od króla francuskiego. Przy końcu roku 1814 pisze 
w dzienniku: "Widok rzeczy publicznych jest smutny... 
Że zaś nic sobie nie mam do wyrzucenia, przeto dokładna 
znajomość opłakanego biegu tych drobiazgowych 
stot
 
. . 
które rządz
 światem, nie zasmucając rp.ię bynajmniej, 
sIuty mi jedynie za zabawkę, i na komedyę tę patrz
 tak, 
jak gdyby przedstawiano ją umyślnie dla mojej prywatnej 
przyjemności." Czyż Gentz nie przenla wia tu tak samo. 
jak Roquairol Jean Paul'a? Dla znękanego tyciem, ju- 
kim jest Gentz, ka
de zakłócenie spokojności jest ,vstrę- 
tnem. ZadanieiTI jego: utrzymanie istniejącego porządku 
za wszelką cenę. ""V roku 1815 nieraz waha się. czy bronić 
wyborności pokoju paryzkiego przeciw Gorresowi. Zbyt 
zimnym był on i 
Lyt rozumnym, zbyt wielkim wrogiem 
frazesu, aby obrzucać krwawym żartęm burszostwa, staro- 
niemiecki ubiór i deklamacye "Teutoburgerwaldu" i "Sta- 
. 
rzyznę wlosl\:ą (Walscher Tand);" ale wspomniany przez nas 
już tyle razy zamach Sanda słu
y mU.za pozór do zabronie- 
nia związków patryotycznych, wszędzie bo\viem wietrzono 
zamac
y mordercze i zbrodnie. Gentz postarał 8ię o to% 
aby uniwersytety poddano pod kuratelę, i aby poezYą za- 
kneblowano. Teraz pisze tak o s\vobodzie prasy: "Obsta.. 
ję przy zasadzie, a
eby dla zapobietenia nadu
yciom prasy 
w ciągu pewnej liczby lat całkiem nic nie drukowano. Za- 
sada ta z jaknajmniejszymi wyjątkami, jakie orzekać by miał 
trybunał z uznaną powagą, wkrótce doprowadzih\by nas 
napowrót do Boga i do prawdy." Kiedy wybucha ,vojna 
grecka o swobodę, widzimy, że pomimo reakcyjnej. 
arli- 
wości swojej, zanadto ma jednak rozumu, aby, jak 
liiller 
i reszta, z całą powagą wierzyć miał w zasadę legitymizm u 
i władzę królewską z Bo
ej łaski, jakoby w pra\vdę obja- 
wioną. W r. 1818 pisał do Miillera: " Pan jesteś jedyuym 


.
>>>
. 


" 


. 


273 


. 
człowiekiem w Niemfizech, o którym ja powiadam, 
e pisze 
bosko, ile razy zechce; a wśród wszystkich bezczelności na- 
szego czasu, 
adna nie zadzi wia mnie bardziej i bardziej nie 
oburza, niż ta, kiedy ktośkol wiek chce mierzyć się z pa- 
. 
nem. System pański jest zamkniętą całością. Napadać na 
niego z jakiegokolwiek punktu byloby iJaremne. 
Iożna 
tylko znaj dować się wewnątrz jego, albo całkiem zewnątrz. 
J e
eli tylko .zdołasz dowieść nam, i przedstawisz do poję- 
cia, 
e wszelka prawdziwa nauka, 
e zrozumienie natury; 
prawodawstwo, ustawa społeczna, a nawet historya, (jak 
to pan w pewnem miejscu utrzymujesz) Jest dziełem obja- 
wienia bożego i z niego 
ylko \vychod
ić mo
e, wtedy przy- 
najmniej ze mną zdobyłeś Pan wszystko. Dopóki atoli 
nie uda się to panu, stoimy zdaleka, podziwiamy' pana, 
i kochamy Go - !lIe oddzieleni jesteśmy od pana nieprze- 
bytą przepaścią." Trzeba przypomnieć sobie, 
e Adam 
Muller nawet z Ttójcy Świętej dowiódł, 

 wszelki system 
ekonomii politycznej, opierający się na jednfJj za'3adzie, 
musi być falszy\vym. I tak dowodzi on konieczności go- 
. spodarstwa trój-polowego. Ter:1z, kiedy Grecya powstaje, 
Gentz występuje ze zdaniem, że zasada legitymizmu, jaito 
powstała w czasie, musi te
 być zmodyfikowana przez 
czas, i zdobywa się na godne uwagi słowa: "zawsze mia- 
łem to przeświadczenie, 
e pomimo całego majestatu i 'siły 
moich mocodawców i pomimo oddzielnych-zwycięstw, ja- 
kieśmy odnieśli, duch czasu mnsi ostatecznie okazać się mo- 
cniejszym, ani
eli my; 
e prasa, aczkolwiek tak lekcewa- 

yłem ją w jej wybrykach, nie utr
ci straszliwej przewagi 
swej nad wszelką mądrością naszą i że sztuka dyplomatów 
podobnie jak i przemoc nie zdoła wsunąć się pod szprychy 
kół świata." 
. 
W pięćdziesiątym piątym roku 
yci3, zu
ytego, po- 
dagrycznego, cierpiącego starca opanowało podwój
e ma- 
rzycielstwo, stojące w najdziwaczniejszem pr
eci wieństwio 


. 


. 


. 


. 


. 


.'
>>>
. . . . 


. 


. 


. 


. 


274 


" 


. 
do jego wieku i kierunku jego ducha. Znów wypłynął 
w ninl na wierzch mlodzieniec. Jednym z przedmiotów 
jego uwi elbiellia byla dziewiętnastoletnia naówczas Fan- 
ny E181er. Jego zapał ku niej i namiętność rzeczy"wiście 
uie miały grani
. W li8tach jego czytaluy: "Zyskałem ją 
sobie jedynie tylko przez czarodziejską moc mojej miłości. 
Poznawszy mnie, ani przypuszczała, aby istnieć mog1a po... 
do.bucl miłość... Wyobraź sobie szczęśli wość codziennego, 
Biczem niezakłóconego ob'cowania z osobą, \v której wszyst- 
ko nlię zuch wyca, 
tóra nie potrzebuje,j ak ",-r enus, wycho- 
dzić z morza
-w ktÓloCj oczy, w której ręce, w której ka
- 
dy oddzielny ,vdzięk calemi gOllzinarni zagłębiać. się mogę, 
której gl'o
 czaruje mię, i z którą, jak znajpotężniejszą 
uczennicą-wychowuję ją z troskiiwością ojcow8Iu
-a za- 
ruzem D10j ą naj ukochańszą i moj em - drogiem dzieckiem. 
pro,vadzę lliewyczerpalle rozmo,vy." 
Drugim przedmiotenl marzycif:'lstwa, które go opa.- 
no\va,ło b,yła. ,vydana od nieda,vna wówcza3 "Księga pie- 
śni" ("Buch der Lieder") ę:einego. Nic nie nadało, że 
. śmiałego poetę na.zywul ."bezboinym a,"wanturnikiem." 
Stary reakcyonista. nie jest wstanie oprzeć się sile czaro- 
dziejskiej. "Wciąż jeszcze," pisze Gentz, 
!rosl\osznję 
ię 
,,1{8ię
ą pieśni." Z Prokeschem przez całe godziny kąpię 
się w tych Dlelnncholicznych wodach słodkich. 
 a,vet 
poezye, 
akra,v3jąee na rzeczywiste bluźnierrie Bogu, 
czytam nie bez ;najgłębszego wzruszenia, i niekiedy osknr- 

am sam siebie, 
e je czytam -tak często i tak chętnie." 
W ra
li,va natura nie byJa wstanie 8ta wić tu oporu. Jak 
najsłuszniej naz\vał sam siebie kobietą. Zwrotem, przypo'" . 
minającym rys hermafrodytyczny w "Lucyndzie, ó, pisze- 
do Racheli: "Czy wiesz, moja luba, dla. czego stosunek nasz 
. - 
stal się tak wielkinl i doskonałym? Ja .ci powiem. Ty je- 
steś istotą nieskoiIczenie produkującą
 a ja nieskończenie . 
zachodzącą \v.poczęcie. Ty jesteś wielkim mężem
 a ja 


. 


. 


. 


. 


. 


.. 


.
>>>
. 


. 


275 


. 


. 


najpierwszą ze \vszystkich kobiet, jakie żyły kiedykol- 
wiek.
' Teraz był on tak nerwo\vym, 
e przestraszał się 
przy mocneill uściśnieniu ręki, b
1, nawet widok marsowe- 
.go wąsa mógł go przestraszyć. Od wiedziny najspokojniej- 
szych podrótnych naba\viały go strachu, ponieważ w nich 
,vidział przebranych morderców. "\V ostatnim roku tycia ł 
postawa jego pochyliła się, chód jego był wlokący się 
i n.iepe,vny. Jasne i rozumno 
czy, tak wysławiane w jego 
młodości
 teraz jak gLlyby przysłaniał wyraz trwogi. "\tV to. 
warzystwie starał się 
adać sobie pe,vność parą .wielkich 
czarnych okularó\v. l{iedy raz Fanny EIsler na uczcie 
przyniosla mu lampkę pieniącego się szampana i podała 
mu ją z figlarnemi słowy: "dopóty dzban \vodę nosi, do
 
póki się nie st}ucze-:
 Gentz odpowiedział: "l\lnie i 
letter- 
nicha jeszcze on \vytrzyma.'; \V tych wyrazach leży jegu 
. 
charakter i sąd o s,vojem stanowisku. 
Pod względem religijnym, Gentz był nadzwyczaj 
. 
chwiejny; jużto wyrażał się w tym duchu, że religia, po- 
dług niego, jo
t tylko sprawą polityczną, już to.katolicy- 
zmowi - chocia
 nie przeszedł ja\vnie na katolicyzm - 
podług trybu romantycznego robił j.aknajszersze ustęp- 
stwo. Nietylko. 
e ściele się on w prochu przed mistykiem 
katolickim, Adamem 1\Iiillerem, który literalnie Napoleona 
uważa za wcielenie dyabła, i np. w liście do Gentza 
w czerwcu 1806 r. powiada, że 
,zadaniem jest chrześcia,- 
nina przemódz Bonaparta, którego mamy w. sobie," ale 
np. 'v wydanej około tego czasu epi8tole do cesarza au- 
stryackiego z okoliczności wystąpienia. ze sln
by pruskiej, 
wyczytujemy pobudkę .następującą: "nakoniec, żeby już 
niczego nie pominąć tu milczeniem, skłonił mię do tego mój 
odda wna tywiony ,vstręt ku protestantyzmowi, w którego. 
pier
votnym ch
rakferze i postępującej wcią
 złośliwej dą;- 

ności, po wielokrotnem i natężonem wnikaniu, sądzę, 
e 
odkryłem 
O'l'Ze1l wszelkiego zepsucia dzisiejszego i jednę z gló- 
wnyclt P'J'zgczyn 'upadku całej EnfoPY. 


. 


. 


. 


.
>>>
. 


276 


. 


. 


Pod względem politycznym Gentz przeddta,via z sil- 
ną świadomością jawną reakcyę i nie lęka się słowa jak 
wielu innych skrytych wsteczników. W liście z Werony 
z roku 1822 opowiada, że podczas obiadu 11 
Iettel.nicha 
zobaczył po raz pierwszy Chateal1brianda, który był nad- 
a z,vyczaj uprzejmy względem niego i zaszczycał go wiel- 
kiem odznaczeniem: "pomiędzy innemi powiedział on, że 
było to godne u wagi zjawisko, które nie mo
e ujść oka hi- 
storyi, i
 mianowicie przed czterema lub pięciu la.ty, gdy 
wszystko zdawało się ju
 bez nadziei, poJni08ła się w Eu- 
ropie garstka ludzi - policzyć ich można na palcach - aby 
wydać powa
ną ,valkę re\volucyi, i że się im udało dziś 
z gabinetami i armiami wyruszyć \v pole przeci w ko ,vspól. 
nemu nieprzyjacielowi. Jako dwie wielkie epoki tej śmiałej 
reakcyi wymienia on: we Francyi załó
enie "Conaerva- 
teur'a," w Nienlczech . I{ongi
es I{arlsbadzki. Spogląda 
w przyszłość z sangwiniczną odwagą i zwycięztwo dobrej 
sprawy uważa za pewne. Prawdziwa siła i prawdziwe ta- 
lenty 
ą po naszej stronie, skoncentrowane \v dziesięciu 
lub d\vunastu głowach. Nie masz nic niebezpieczniejszego 
dla nas, jak cenić zbyt wysoko napady rewolucyonistów, 
albo na\vet obawiać się; przy całym \vrzaskn s\voim są t.o 
tylko nędzni. paplacze i zaled\vie mogą sobio' wysta\vić, 
jak głęboko tacy ludzie, jak Benjamin Constant, Gl1izot, . 
Royer-ColIard upadli dziś \v opinii publicznej na \vet j :loko 
pisarze i t. d. i t.. d. Takio i wiele innych zdań wypowie- 
dział zresztą bez ognia i o
ywienia, z wielkim spokojem 
i zimną krwią. 
Pisząc to, Gentz ani przypnszc7.ał, jaką mn ten czło- 
wiek ,vkrótce miał sprawić nieapodzi
1nkę. 'V d 
a latu pó- 
źniej zaszedł wypadek, stanowiący zwroto\vy punkt i nie- 
jako odprowadzenie wód w historyi literatury stulecia: 
,vyrzucenie Chateaubrianda i jego przejście do opozycyi 
liheralnej, której został przywóJcą. Jest-to fa,kt, który 


. 


. 


. .
>>>
. 


. 


277 


obok zasz}ej ró\vnocześnie śmierci Byrona, po wołał ( o bro- 
ni liberalizm w całym świecie ucywilizowąnym. 
Gentz nie był w stanie zapanować nad swoim gnie- 
wem. Po artykule Chateaubrianda w "J oUl"nal des Dć- 
bats" o 
niesieniu cenzury, pisze do jednego z przyjaciół: 
"Podkreślam każdy pański wyraz o Chateaubriandzie. 
I mnie rQwnież oddawna IlUŻ nic nie wstrząsnęło i nie obu- 
rzyło tak, jak ten prawdziwie niecny artykuł. Jest on 
dziełem cl.łowieka, który; ponieważ lnu się nie udało zakłó- 
cić spokojności nieprzyjaciół swoich bębnami i piszczałka- 
mi, nakoniec porywa poehodnię i podpala dach nad ich g.ło- 
wami. Ponieważ t!ziś we Francyi ośrnielają się na ",'szystko, 
czego tylko się zdchce, więc nie masz nic niewytłomaczo- 
nego \v tukiem postanowieniu; albowiem kto, tut w pierw- 
szym kroku na drodze mści wej opozycyi. mógł do tego sto- 
pnia znieważyć obowiązek, honor i przyzwoitość
 jak uczy- 
.. nil ten potwór na trzeci dzień po swojem uwolnieniu, ten 
ostatecznie, ponieważ wciąt a wcią
 drażniło go uczucie 
wlasnej nieDloc
T, 'Inusial wysunąć się naprzód tak daleko, 
. 
jak tylko mógł się odważyć bez niebezpieczeństwa u\vięzie- 
nia (a gdzi
ż jest takie niebezpieczeństwo w jego kraju?)" 
.Ale gniew Gentza nie powstrzymał biegu wypadków 
i wkrótce reakcya, której on jest przedstawicielem, leżała 
w ostatnich drganiach spazmatycznych. 
List Gentza do Piłata z r. 1820 brzmi tak: "Czem
e 
jest Dl111er; czem La 
fennais, czem są (oprócz Bonalda) 
wszyscy pisarze naszego czasu wobec Jlaist'l'e' a. Ksią
ka 
,,0 papie
u" ("Deber den Papst") jest, podług moich uczuć, 
naj wznioślejszą i najwatniejszą ze wszystkich, jakie. się 
ukazały od połowy stulecia. Nie czytałeś jej, bo inaczej 
jak
e mógłbyś zamilczeć o niej? Słuchaj mojej rady: czytaj 
ją nie a ba,ton rom pll, nie w.
ród wrzawy i roztargnień, ja- 
kiemi ciągle jesteś otoczony, leoz odłó:2; tę lekturę at do 
chwili trwałego spokoju i ześrodkowania twych myśli. 


. 


. . 


. 


. 


..
>>>
. 


. 


. 


. 


'. 


278 


Tak 
wani przyjaciele tw'oi p.ewnie ją znają, ale nie mó- 
\vią o. niej ani słó,vka. Dla tych wszystkich dusz ozięblych, 
krytycznych takit potra\va jest zbyt 'Inocna. 1tlnie koszto- 
"\vała ona niejedną 
oc bez:;ep,ną; ale jakąż roskosz okupi... 
lenl tą ofiarą! T.vle głębokich m.yśli, z taką 
dl1miewającą 
uczonością i pog)ądenl politycznym, jakiego nigdy niq mial 
żaden Montesquieu, z krasomówstwenl Bllrke'go, zapale m 

raniczącym niekiedy ze szczytną poezyą
 a obok tego 
wszystkie talenta światowe, zręm
no
ć, delikatność oszczę- 
dzanie osób w chwili
 kiedy się depczą \V prochu ich teorye 
i zdania, a to wszystko gwoli takich rezultató\v, g'woli ta- 
kiej sprawy! Nie! teraz \vierzę silnie i niezachwianie, że 
kościół nie upadnie nigdy. Jeżeli w każdem stuleciu za- 
błysnie jedna tylko taka gwiazda, to kościół nietylko ostać 
się, lecz z\vyciężyć n1usi. I{siążka Ola niekt6re słabe stronYl 
Wypowiadam to w zamiarze, aby uwielbienie moje nie 
zdawalo się ślepem, ale giną one jak plamy w słońcu. Inni 
przed de 
Iaistre'm może i wiedzieli i czuli, co to jest pa- 
pież, ale żaden pisarz nigdy nie wypowiedzia t.ego tak jak 
on... Niezwy kła ta książka, o której zaled \vie słyszało nę- · 
dzne nasze pokolenie, jest owocem poło,vy życia. Autor, 
mą
 przeszło siedemdziesięcioletni, widocznie pracował 
nad nią przez lat dwadzieścia. Należałoby mu postawić 
pon1nik w jednym, z wielkjch kościołów R
ymu. Wszyscy 
królowie powinniby się ubiegać o niego; a jednakże, ,v}o- 
żywszy w to cały swój majątek, otrzymał zaledwie od swo- 
jego dworu tytuł ministra i tyle tylko, 
e zaled wie żyć 
mo
e w T urynie nader ograniczenie. A przecie
, nigdy 
czł.o,viek nie miał większego prawa powiedzieć do dzieci 
· swoich: . 


Disce, puer, virtutem ex me, verumque laborem, 
FOl"tunam ex aliis! 


. 


. 


. .
>>>
')- 9 
'-", 


. 


Co za mą
! I jak
e to mało z jego ws.półczesnych wie 
. « 
tylko to, że on żyje w pośrółl nich!';' ... 
Tu stajemy na punkcie, gdzie reakcya niemiecka 
prowadzi myśl naszą do francuskiej. Dla wskazania kie- 
-runku mojej prftCY i uwydatnienia, na jakim to kursie za- 
trzymujemy się, naszkicuję jeszcze pobieżnie tę najener- 
giczniejszą gło\vę czasów reakcyi francuskiej. Hrabia Józef 
de 1\Iaistre urodził się w r. 1754 w Chambery, w Sabaudyi, 
z familii, należącej do wysokiego stanu urzędniczego, gdzie 
pano,vął duch suro\vy i religij ny. De lVlaistre'a wychowa- 
no. w takiem bez\v31'unkowem posłuszeństwie, że będąc 
j ut w uni wer
ytecie w Turynie. nigdy nie poz wolił sobie 
czytać jakiej kol wiek książki, nie otrzyma wszy poprzednio 
poz\volenia od ojca. Od dzieciństwa zagłębiał się w studya 
najpoważniejsze.
 posiadał sioom języków, co u francuza 
rzadką jest rzeczą. W trzydziestym drugim roku o
enil 
się i był najlepszym ojcem rodziny. Wtedy to do drzwi 
jego zapukała rewolucya francuska, Sabaudya wcieloną 
została do Francyi; opuścił tedy ojczyznę, aby pozostać 
wiernym królowi swojemu. Przez kilka lat przebywał 
w Szwaj caryi i przez niej akiś czas obcował z panią de 
Stael,'która podziwi
ła jego geniusz, a o której wydaje ta- 
ki sąd: nie znam głowy bardziej przewróconej; jestto nie- 
pochybny wpływ, jaki filozofia nowożytna wywiera na kat- . 
dą kQbietę; ale serce ,vcale złem nie jest: pod tym wzglę- 
dem świat względem niej popełnia niespra wiedli wość. Jest 
ona zadziwiająco dowcipną, szczególniej, kiedy nie zadaje 
. . 
sobie trudu aby nią być. Poniewa:21 ani w teologii ani 
w polityce ni
 naletymy do tej samej szkoły, przeto wyko- 
n.aliśmy w Szwajcaryi takie sceny, na których można było 
pokładać się. ze śmiechu, a przecię nie stać się wrogami." 
Rys stanowczy w głównych poglądach de Maistre'a 
jest te.n, iż rzec
ywiście i literalnie' " T1 erzył w rządy opa- 
trzności n.a ziemi..... Często bo\\ 3 
I'"l sputykamy ludzi 


. 


. 


.
>>>
. 


. 


. 


280 


.. 


. 


którzy mówią, te wierzą w to, ale rzad
iej spotykamy ta- 
kich, którzy by we wszystkich czynach swoich i we wszyst- 
kich sądach tak postępowali, jakgdyhy rzeczywiście wie- 
rzyli w opatrzność. Aby otrzymać doskonałe wratenie 
wiary de Maistre'a, należy przeczytać jego "Considerations 
BUr la France", które wyszły w r. 1797 - owe godne uwa- 
gi pismo, w którem przepo,viada Restauracyę, nawet ze 
szczegółami. Jednem z ulubionych jego zdań było: "Świat 
teo pełen jest słusznych kar i wyroków śmierci, którJch -. 
wykonawcy są bardzo winnymi." 
 natury swej nie .był 
on człowiekiem czynu, lecz rozwagi, a jako działający 
i w zasadach swoich co do działania nic pozbawiony nmiar- 
kowania. l\Iówi np. 
e: gdyby był ministrem takiego na- 
rodu, który ani chce myśleć o jezuitach, wtedy nie dora- 
dzalby nigdy ich przywrócenia; ale. tu zapewne przez na- 
ród rozumie on związek panującego i jego arystokracyi,- 
definicya nie osobliwie demokratyczna. 
Król Sardynii, który zmuszony był uciec na skaliste 
jej wyspy i ze wszech stron został ściśniony, w ł-. 1802 . 
wyprawił de Maistre'o, jako swego posła, do Petersb':1 r g a ; 
i tam pozostawał on przez lat czternaście, ku wielkiej bo- 
leści oddzielony od rodziny, cierpiąc.z powodu wszystkich 
wypadków, jakie napełniały Europę, odczl1wając ciosy ka- 

dego zwycięztwa Napoleona, opuszczony i tak biedny, 
e 
w zimie nie miał futra. Jednakże Napoleona nie nazywa 
dyab-łem, jak reakcyoniści niemieccy. "Bonaparte," pisze 
"nazywa sie\1ie posłannikiem Boga. Nic nadto prawdzi- 
wszego.. Bonaparte przychodzi wprost z nie ba j ak błyska- 
wica." Co więcej, z miłości ojczyzny stara się-jakkol- 
wiek wiele go to kosztowało - wyjednać Bobie rozmowę 
z cesarzem i przemówić w sprawie Sardynii. Nie udaje 
. mu się zamiar, ale Napoleon, który uznawał geniusz we 
wszelkich obozach, śmiałości de Maistre'a bynajmniej nie 
bierze mu za złe; przeciwnie zaś, oburza się Da to dwór 


" 


. 


.
>>>
281 


de Maistre'a. Czują się mocno obra
eni i zawiadamiają 
go, 
e gabinet zdumiewa się nad krokiem, jaki uczynił. 
Z dumną ironią odpowiada im de Maistre. ,,8 iJinet zdu- 
miewa się! Więc wszystko stracone. N aprótno wali się 
świat, Bo
e zachowaj nas przed nieprzewidzianą ideą! 
Otó
 to właśnie przekonywa mi
 jeszcze 
ywiej, 
e nie je- 
stem mętem waszym. gdy
 mogę wam przyrzec, 
e spraw 
J ego Królewskiej Mości strzedz będę tak dobrze, jak kto 
inny, ale nie mogę przyrzekać wam, że jt1
 nigdy zdumie- 
wać was nie będę. Już to jest wada mojego charakteru, 
której zaradzić nie jest w stanie." Czuł on - jak to 
gdzieś mówi sam-te polegać na stałości 
yczliwego uspo. 
sobienia dworu wogóle jest literalnie to samo, co chcieć 
poło
yć się na skrzydle wiatraka, aby spać bezpiecznie." 
Tymczasem nie jedna troska rozdzierała i serce ojca. Jego 
najmłodsza córeczka była mn zupełnie obcą. W listach 
swoich pisze o niej słowa rozrzewniające, 
e kiedy w nocy 
zmuszony nadmiernemi pracami le
y na łótku bezsennie, 
zdaje mu się, 
e "słyszy ją płaczącą w Turynie." Syn jego 
uczestniczy w wojnie przeci w Napoleonowi. "Nikt - po- 
wiada - nie mo
e wiedzieć, co to jest wojna, je
eli nie ma 
syna) który w niej walczy. O ile mogę, staram się odpę- 
dzić od siebie sny o odciętych ramionach i strzaskanych 
głowach, które dręczą mię nieustannie; na wieczerzę więc 
jem jak młodzieniec, śpię jak dziecko i budzę się jak mą! 
doj rzały, t. j. rano. 


Widzimy, że ten chwalca stosu i kata miał do- 
bre, ludzkie serce, 
e w prywatnych wynurzeniach nie 
braknie mn ani humoru, ani dobrotliwości. Jak po- 
mysłowo wyra
a się o nim Sainte-Beuve: "Nie miał.. 
on w sobie nic więcej z natnry autorskiej, tylko ta- 
lent. h 


Tom II. 


19
>>>
282 


Ntljsympatyczniejszym mo
e okazuje się on w li- 
stach do córki: I) "Pytasz mię, lube dziecię, skąd po- 
chodzi, że kobiety skazane s
 na miernotę. W cale tak nie 
jest. 
Iogą one nawet wznieść się wysoko, ale na sposób 
kobiecy. Ka
da istota powinna utrzymać się na swoj em 
miejscu i nie piąć się do innych wy
yn nad te, które jej 
przystoją. 
Iam ja tu psa Biribi, który jest naszą rosko- 
8Zą. Gdyby naraz przyszła mu caętka pozwolió się o- 
siodłać, okiełzna
, i ponieść mnie na wieś, to tak samo 
nie cieszyłbym się' z niego, jak z angielskiego konia two- 
jego brata, gdyby mu przyszła chętka wskoczyć mi na 
kolana albo pić ze mną kawę. Pewne damy błądzą tern, 
że wyobrażają sobie, iż dla oznaczenia się powinny zmie- 
rzać ku temu w taki sam sposób, jak to czynią mę
czyźni. 
Gdyby jakaś piękna dama zapytała mię była przed dwu- 
dziestu laty: "Czy nie wierzysz pan, te kobieta podob- 
nież moglaby być wielkim generałem, jak mężczyzna? 
wtedy nie omieszkałbym odpowiedzieć jej: "Najniezawod- 
niej. dostojna Pani; gdybyś dowodziła armią, nieprzy- 
jaciel rzuciłby się przed panią na kolana, jak oto wła- 
śnie ja czynię, a pani z hukiem bębnów i dźwięka- 
mi muzyki weszłabyś tryumfalnie do stolicy nieprzyja- 
cielskiej ." Gdy by mi powiedziała: "Co przeszkadza mi 
znać astronomię tak głęboko, jak Newton?", odpo\vie- 
działbym jej z równąt szczerością. "Nic a nic w świecie, 
boska moja ślicznoto! Weź pani do ręki teleskop, a 
gwiazdy będą sobie uwatały za zaszczyt, że je lornetują 
piękne twe oczy, i pośpieszą wydać przed tob
 wszystkie 
swe tajemnice."- Uważasz, tak przemawia się do dam, 
wierszem i prozą. Ale bardzo jest głupią ta, która bie- 
rze to za dobrą monetę.-Otó
 dowodzi, że powołaniem 
kobiety jest rodzić dzieci i ,vychowywać, a dalej mówi: 
, 


1) Lettres et op'ł-'scules, tom I. str. 145 i n.
>>>
283 


"Zresztą, lube dziecię moje, niczego nie należy przesadzać. 
Zdaniem mojem, kobiety wogóle nie powinny praco,vać 
nad nabyciem wiadomości, które są w niezgodzie z ich 
obowiązkami; ale znowu daleki jestem od mniemania, a
e- 
by zostawać miały w zupełnej niewiadomości. Nie 
y- 
czyłbym sobie, a
eby miały sądzić, 
e Pekin le
y we 
Francyi, albo że Aleksander Wielki o
enił się z córką 
Lud wika Xlv"?" -go. " W jednym zaś z następnych listów 
pisze: "Widzę, 
e oburzają cię nieco zuchwałe moje wy- 
cieczki przeciwko kobietom uczonym; a tymczasem nale
y 
nam koniecznie zawrzeć pokój przed Wielkanocą, a spra- 
wa, zdaj e mi się, tem łatwiejsza, te zapewne niezupełnie 
zrozumiałaś mię. Nie powiedziałem ja bynajmniej, te ko- 
biety są małpami. Przysięgam ci na wszystko, co tylko 
mam najświętszego, że zawsze uwa
a}eni je za nieporów- 
nanie piękniejsze, milsze i po
yteczniejsze, ani
eli małpy; 
powiedziałem tylko, i ob staj ę przy tern, że kobiety, które 
chcą być mężczyznami, są jedynie małpami; gdy
 chcieć 
być uc
onym, jest to chcieć być mę
czyzną. Znajduję, te 
Duch Swięty pokazał wiele ducha, urządzając rzeczy w 
ten sposób, jakkolwiek zasmucającem zdawaćby się to mo- 
gło. Głęboko chylę czoło przed panną, o której mi pi- 
szesz, 
e zapuściła się w poemat epicgny, ale niech Bóg 
uchowa, abym miał zostać jej mę
em; byłbym w okropnej 
obawie, te zobaczę ją w moim domu powijającą tę lub o- 
wą tragedyę, tę lub ową farsę; bo skoro talent ju
 raz się 
rozpędzi, nie tak mu snadnie powstrzymać się... W li- 
ście twoim naj lepsze i naj bardziej stanowcze są spostrze- 

enia nad materyałami do stworzenia człowieka. Ściśle 
biorąc, tylko mężczyzna prochem jest i popiołem. Chcąc 
wypowiedzieć mu prawdę w oczy, naletałoby nazwać go 
błotem; gdy tymczasem kobieta utworzoną została z cia- 
sta, przygotowanego już poprzednio i podniesionego do go- 
dności 
ebra. Corpo di Bacco! questo 'Vuol dir molto! Zre- 
19*
>>>
284 


sztą. lube dziecię, podług mojego poglądu, nie motesz mó- 
wić zbyt wiele o szlachetności kobiet-a có
 dopiero o ko- 
bietach obywatelkach. . W obec mę
czyznJ nie masz nic 
dzielniejszego jak kobieta, zupełnie tak sanlO jak dla ko- 
bie
y... i t. d... Ale właśnie w imię tej wysokiej idei, ja- 
ką mam o wzniosłem jej 
ebrze, gniewa mi
 mocno, kiedy 
widzę, że niektórzy chcą ją zniżyć do znaczenia błota 
pierwotnego. Zdaje mi się, te w ten sposób wyświecili. 
śmy kwestyę w zupełności." 
Dziwić si
 przychodzi, widząc, jak katolik surowO 
prawowierny tak swobodnie igra sobie z legendą biblijną; 
ale nawet w dowcipie i żartach nie zaciera się główny rys 
reakcyonizmu. J u
 to w ogólności de Maistre tem się 
charakteryzuje, 
e pewnego rodzaju szczypiący dowcip 
idzie u niego w parze z gwałtowną i demoniczną energią 
wybuchów gniewu, energią, która pomiędzy innomi wyra- 
ża się w tak małym symptomacie, że ulubionem jego sło- 
wem jest a brule pour-point. Jak wiadomo, oznacza ono do 
słownie: wypalić z broni ognistej wprost w obranie prze- 
ciwnika. W 80irees de Saint-Petersbourg wylewa całą 
żołć swoją na Bacona; wypowiada on pogląd, który 
mo
e przyjąć najnowsze przyrodnictwo: "Bacon był 
to barometr, który zapowiadał piękną pogodę, a ponie\va
 . 
ją zapowiadał, sądzono wi
c, ze ją sprowadził." W listach 
swoich mówi dalej: "Nie wiem, jak przyszło do tego, ze 
z nieboszczykiem kanclerzem Baconem biłem się na 
ycie 
i śmierć. Boksowaliśmy si
 z sobą jak dwaj bokserowie 
z Fleet-street
 ajeżeli on wydarł mi z czuba kilka włosów, 
to zdaje mi się, te jego peruka nie leży ju1J na swojem 
miej scu." 
Ile razy przychodzi na swoją ulubioną myśl: te pań- 
stwa utrzymywać nalety w spójni karą i dozorem, ,vtedy 
dowcip jego przybiera charakter wolteryański - jak np. 
w' drugiej części Soirees, gdzie mówi o środkach, jak
>>>
285 


1.1trzymaćby mo
na Esp'l'it de CO'l'ps. J aka
 to bezgraniczna 
pogarda ludzi tkwi w jego tartach! "Dla utrzymania ho- 
noru i karności w ciele politycznem lub innem jakiemkol- 
wiek bądź zjednoczeniu, nie tyle skutecznemi są uprzywi- 
lejowane nagrody jak raczej uprzywilejowane kary." 
Wskazuj e, j ak to rzymianie padli na myśl zro bienia przy- 
wileju z bastonady, kiedy żołnierze tylko mieli prawo być 
chłostanymi winną macicą. Nikt inny, niebędący woj- 
skowym, nie mógł być chłostany winogradem, i od wrotnie, 
wojskowego nim tylko chł08tać można było. "Nie pojmu- 
ję, dla czego podobna idea nie powstała w mó
gt1 którego- 
kolwiek z nowotytnych monarchów. Gdyby w tym przed- 
miocie zapytano mnie, myśl moja nie wróciłaby zapewne 
do winnej macicy, gdy niewolnicze naśladownictwa nie 
mają wartości. Ja zaproponowałbym drzewo wawrzyno- 
we." Otót rozwodzi się szczegółowo, jak w stolicy nale- 
żałoby nrządzić wielką cieplarnię, z tern wyłącznem prze- 
znaczeniem, aby otrzymywać z niej potrzebne drzewa wa- 
wrzynowe i rękami podoficerów garbować niemi skórę 
armii. Cieplarnia winnaby zostawać pod nadzorem gene- 
rała, będącego kawalerem wysokiego orderu, co najmniej 
drt\giej klasy, z tytułem: "Nadinspektora ciaplarni wa- 
wrzynowej." Tylko inwalidzi nieskazitelnej konduity 
mieliby prawo strzetenia, pielęgnowania i ścinania drzew. 
Model kijów-które co do jednego wszystkie powinny być 
równe-nale
ałoby przechowywać w ministeryum wojny, 
w czerwonym futerale; ka
dy kij powinienby wisieć 
w dziurce od guzika u podoficera, na wstędze orderowej, 
8 na frontonie cieplarni należałoby poło
yć napis: "To mo- 
je drzewo, które rodzi 1noje liście." 
Główne dzieło De }\1Iaistre'a, książka o papieżu, za- 
wiera sam wyskok poglądów genialnego reakcyonisty. 
Mówi on.tam: "Wielki i potętny naród niedawno uczynił 
W naszych oczach Daj większe wysilenie w kierunku wol-
>>>
286 


. 


nos CI, jakie widział świat kiedy
olwiek. I có
 osiągnął? 
Oto okrył się hańbą i urąganiem
 aby w końcu na tronie 
królów Francyi osadzić korsykańskiego żandarma." Oka- 
zuje następnie, te dogmat kotolicki, jak wszem wobec 
wiadomo, zabrania wszelkiego rodzaj u rokoszu, gdy tym- 
czasem protestantyzm, wychodzący z zasady wszechwładz- 
twa ludu, rozstrzygnięcie kwestyi przekazuje uczuciu we- 
wnętrznemu, mającemu kierować się pewnym instynktem 
moralnym (8. 130). "Tyle zachodzi analogii, tyle brater- 
skiego podobieństwa, tyle wzajemnej zaletności pomiędzy 
władzą papiezką a królewską że nie podobna wstrząsnąć 
pierwszą, nie dotykając ostatniej." Jako dowód, przyta- 
cza (str. 174) słowa Lutra: "Książęta" w ogólności są to 
naj więksi głupcy i najniezaprzeczeńsi nędznicy; nic dobre- 
go spodziewać się od nich nie mo
na; są to pachołkowie 
Boga, którymi się posługuje dla karcenia nas." Dowodzi, 
że protestantyzm, nieszanujący władzy królewskiej, nie 
ma te
 powatania i dla małżeństwa: "Albot Luter nie 
miał zuchwalstwa napisać w komentarzu swoim do 
Genezy, w r. 1525, 
e co do pytania, czy godzi się mieć 
więcej ni
 jedną tonę, powaga patryarchów zostawia nam 
wolność, że rzecz ta ani dozwoloną nie jest, ani zabronioną, 
i że on ze swojej strony nic rozstrzygać nie chce... - bu- 
dująca teorya, która wkrótce znalazła zastosowanie swoje 
w domu Landgrafa hesen-kaselskiego."- Wiadomo, że Lu- 
t
.r pozwolił temu księciu mieć naraz d wie żony. - De 
Maistre stawia paradoksalne twierdzenie, te człowiek z na- 
tury jest niewolnikiem i że nic fałszywszego nad owo 
zdanie Rousseau'a: "Człowiek urodził się wolnym, a je- 
dnakte wszędzie okuty w kaj dany." Prze ci wnie, jest on 
rodowitym niewolnikiem i chrześciaństwo dopiero uczyni- 
ło go wolnym w sposób nadprzyrodzony. Dla tego też i ko- 
bietę chrześciańską nazywa istotą prawdziwie nadprzy- 
rodzoną. Łatwo domyśleć się przeto, jakiemi słowy mówi
>>>
287 


. 


o Wolterze
 o człowieku, ,
,v którego r
ce piekło zło
yło 
całą moc swoją." Ksiątka dosięga punktu kulminacyjne.. 
go w teoryi państwowej:. "Monarchia jest to mi'l'acu}um, 
a my, zamiast czcić ją, przezywamy despotyzmem. Żoł- 
nierz, który nie zabija człowieka, kiedy mu to nakazuje 
ksią
ę prawowity, niemniej winnym jest, jak ten, co po- 
pełnia zabójstwo bez rozkazu." Państwa, które wprowa- 
dziły u siebie protestantyzm, skarane zostały skróceniem 
przeciągu życia ich godnych monarchów. Albowiem de 

Iaistre obliczył, że czas panowania ksią
ąt w krajach pro- 
testanckich jest krótszy, aniżeli w katolickich. Tylko je- 
dną napotyka tu trudność, której wytłómaczyć nie umie. 
A my to (duńczycy) jesteśmy jej powodem. Do 
Iaistre 
znajduje, 
e z pomiędzy krajów protestanckich, tylko 
w Danii po reformacyi książęta żyj ą tak długo, j ak przed- 
tem (str. 383). "Dania, czy to z tej czy z innej, ale nieza- 
wodnie zaszczytnej dla narodu zasady, zdaje się, nie podle- 
gła temu prawu skracania okresu panowania jej władz- 
có w . " 
Energiczny obrońca systematu przeszłości przy koń- 
cu żIcia nie mógł powstrzymać się od ostatecznego przed- 
sięwzięcia i ocalenia czci wielkiej, zapomnianej - Inkwi- 
zycyi. Dokonał tego kroku w Listacl" do szlachcica ro- 
syjskiego o inkwizycyi hiszpańskiej (str. 403). W książce tej 
usiłuje całemi siłami z czarnego, ile tylko motna, zrobić 
białe; ale czytając je, mimowolnie przypomnimy sobie 
gł
bokie słowo, jakie wypowiada stary tygrys Hitopadei 
indyjskiej: "Jednak
e - jednakte - mówi tygrys - tę 
wieść, że tygrysy pożerają ludzi, trudno jest zbić." Obja- 
śnia cały szereg zdań fałszywych, jakie wypowiedziano o 
inkwizycyi, i dowodzi, że ona nie była duchownym, lecz 
świeckim trybunałem. Interesującą jednak dla Das jest 
ta część ksią,
ki, w której broni czynów tej instytucyi. 
Mówi on, że w Hiszpanii i Portugalii, tak jak gdzieindziej "
>>>
288 


. 


zostawiają w pokoju katdego, kto tylko zachowuje si
 
spokoj nie; co się zaś tyczy nieostrotnego, który dogmaty. 
zuje, albo narusza porządek publiczny, ten mote skar
yć 
się jedynie na siebie samego. "Sofista nowo
ytny, spo- 
kojną prowadzący rozmowę w swoim pokoju, mało zasmu- 
ca si
 tem
 że argumenty Lutra wywołały woj nę trzydzie- 
sto-letnią; ale prawodawcy starotytni, którzy wiedzieli, 
ile to kosztować mogą ludzkość te brzemienne klęskami 
teorye, bardzo słusznie karali śmiercią zbrodni
, która by- 
ła w stanie wstrząsnąć społeczeństwem w samych jego po- 
sadach i skąpać je w krwi... Dzięki Inkwizycyi w ciągu 
ostatnich trzechset lat większa panowała spokojność 
i szczęście, aniżeli w pozostałych krajach Europy." 
De }Iaistre na czele tego pisma umieścił cytatę, któ- 
ra poucza, że wszyscy wielcy ludzie byli nietolerantami, 
i że nietolerantem być potrzeba koniecznie. "J eżeli-po- 
wiedział encyklopedysta Grimm - spotykamy jakiegoś 
przyzwoitego ksi
cia, to musimy głosić przed nim tole- 
rancyę, aby wpadł w pułapkę a uciśnione stronnictwo u- 
zyskało czas na podniesienie się przez przyznaną sobie to- 
lerancyę i aby tym sposobem mógł zgnieść przeciwników, 
kiedy przyjdzie na nich kolej panowania. Dla tego to, 
kazanie Woltera, paplącego o tolerancyi, jest kazaniem, 
które przystawać może ty]Jro do głupców i do takich, co 
pozwalają si
 durzyć, albo do ludzi, dla których 8prawa ta 
nie ma tadnej wagi.-' 
W tern zdani u kryj e się wielki. sofizmat. Ka
de 
dziecko zrozumie, te wszelka prawdziwa namiętność unie- 
motebnia tolerancyę. Ale
 czy
 dla tego zasada Woltera 
ma być kłamstwem? Nie, w
zeł jest prosty i łatwy do 
rozwiązania. W teoryi, zwyąi
ta ,zasada nietolerancyi; 
w praktyce, zasada tolerancyi. Na pplll teoryi, nie ¥la li- 
tości, nie ma pobłażania, nie ma oszcz
dzania. Albowiem 
. . 
kłam:;two potrzeba wyciąć w pień, głupot
 wysadzić wpo- 

 
.
>>>
289 


wietrze, a reakcyę drzeć a
 do krwi. Ale có
 będzie 
z kłamcą, głupcem i reakcyonistą? Czy mote i ich wyciąć 
w pień, obedrzeć ze skóry albo wysadzić w powietrze?... 
Niech sobie idą spokojnie. Praktyka jest dziedziną tole- 
.t 
ranCYl. 


Jak na teraz zadanie moje skończone. W zamiarze 
podania prawdziwie produkcyjnej krytyki, i w tern usiło- 
waniu, ateby zejść z drogi wydeptanej a zarazem wynaleść 
nowe i prawdziwe pnnkta zapatrywania si
, przedstawi- 
łem z rozmaitych stron wzrastającą reakcy
 w romantyz- 
mie niemieckim-reakcyę, dosięgającą we Francyi takiej 
wysokości, te przesilenie staje się koniecznem. A skoro 
tylko światło swobody zaczyna zapalać się na kilku pun- 
ktach-w Grecyi, we Francyi-wtedy światło to przepły- 
wa od punktu do punktu, a
 nakoniec latarnie swobody 
świecą po wszystkich wielkich miejscowościach Europy. 
Potem nastąpią nowe reakcye i nowe walki o swobodę. 
Tu, w Danii, 
yj emy chwilowo w czasach reakcyi. 
Następuje ona zawsze po nierozwa
nych i nieokiełznanych 
wy.siłkach swobody. Wiadomo, 
e Faeton, syn Apollina, 
pewnego dnia otrzymał pozwolenie kierowania wozem bo- 
ga słońca i 
e tak źle nim kierował, i
 słońce paliło wszy- 
stko, a miasta i pałace stanęły w potodze. 
Iyt powiada, 
że pewne ludy przed wiekowe tak się tem przestraszyły, iż 
zacz
ły błagać bogów o ciemność wiekuistą. My byliśmy 
zdaleka świadkami jazdy Faetona. I ten, kto ma bystry 
słuch, wśród krzyków, rozlegających się dokoła wyraźnie 
słyszy słowa: "Ciemności! więcej ciemnościl" Obyśmy 
czasami namyślili się i okazali rozsądniejszymi, ani
eli owe 
nierozumne ludy przedwiekowe! 

 
KONIEC "rÓMU DRUGIEGO. 

 

 BibUoteka 
. 
.. 
.
 Głjwna ol 
- 
'f 


"
>>>
.
>>>
SPIS RZECZY 


(TOMU DRUGIEGO). 
I. Psychologiczne badanie literatury. Niemiecki 
i duński romantyzm. . . . . · · · · · 
II. Negatywne przygotowania romantyzmu. Sub- 
jektywizm i wstręt do rzeczywistości. W i I- 
ł i a m L o v e 11 Tiecka i R o q u a i r o l 
J. Paula. . . . . . . . · · · . . · 
III. Pozytywne przygotowanie romantyzmu. Wol- 
nomyślność namiętności . . . . . · . · 
IV. Społeczne usiłowania romantyków. L u c y n- 
d a F. Schlegla. . . . . . . . · . . 
V. Romantyczna bezcelowość. Rzeczywistość od- 
po wiadaj ąca L u c y n d z i e. . . . . . · 
VI. L i s t y Schleiermachera o L u c y n d z i e. 
Poglądy Jerzego Sanda i Shelley' a na mal- 
. e , t 
z ns wo. . . . . . . . . . · · . . 


VII. W. H. Wackenroder. Stosunek romantyzmu 
do muzyczności i muzyki. . · . . . · · 
VIII. Stosunek romantyzmu do sztuki i natury. Kra- 
jobraz. S t e r n b a l d Tiecka. . . . · · 
IX. Umysł romantyczny. Novalis i Shelley · . · 

. Romantyczna refleksya- i psychologia. Saty- 
ryczne komedye Tiecka. C. T. A. Hoffmann . 
XI. Tęsknota romantyczna; kwiat niebieski. H e n- 
r y k z O f t e r d i n g e n Novalisa. Z ź y c i a 
n i c p o n i a Ej chendorfa. . . . . . . . 
XII. Stosunek poezyi romantyeznej do polityki. 
Romanse rycerskie Fouque'go . . . . . . 
XllI. l\'listyka w dramacie romantycznym. Henryk 
von Kleist. Zacharyasz Werner. . . . . 
XIV. Polityka romantyczna. Fryderyk von Gentz. 
Józef de Maistre. · . . · · · · · .v. 


Sprostowanie. Str. 63 w. 13 od dołu zam. gt:' czyt. 'nas. 
5 - ffl?"iej - wii;cej. 
Str. 121. w. 4 - - }'lWJer-]loUer. 


1 


18 
43 
52 
59 


84 
94 
115 
140 
163 


189 
217 
237 
264
>>>