/Untitled-10_0001.djvu

			POMARAŃCZOWA REWOLUCJA 


towi czy ograniczenie wolności nie- 
przyjaznych prezydentowi mediów, 
spowodowały, że elekcja nowego pre- 
zydenta urosła do wyboru pomiędzy 
dwoma fundamentalnie odmiennymi 
wizjami politycznej przyszłości. Dla- 
tego też ukraińska jesień i początek 
zimy upłynęły w wyjątkowo gorącej 
atmosferze, mimo że mrozów ani 
w Kijowie, ani też Zaporożu wcale 
nie brakowało. Nastąpiła gwałtowna 
brutalizacja życia politycznego, a 
biorąc pod uwagę próbę otrucia Wik- 
tora Juszczenki, można nawet powie- 
dzieć, że kampania pr
ed wyborami 
prezydenckimi prowadzona była na 
śmierć i życie. 


ilustrowały zrujnowane zabudowania 
kołchozowych budynków, postawione 
na środku pola, pozbawione szyb w 
oknach, bloki mieszkalne pracującej 
tam niegdyś ludności czy porzucone na 
polu wraki maszyn rolniczych. Wprost 
trudno uwierzyć, że wokół tego pejza- 
żu nędzy i rozpaczy rozpościerały się 
połacie niezwykle urodzajnych gleb. 
Upadły system gloryfikowały mocno 
zniszczone i niemal kompletnie za- 
rdzewiałe tablice. Tylko gdzieniegdzie 
można było rozpoznać nieco wyblakłą 
podobiznę Włodzimierza Lenina i 
pozostałości gloryfikujących go haseł. 
Chciałoby się powiedzieć, jaka rekla- 
ma - taki system. 


DOMINIK 
ANTONOWICZ 


,.... 


i I 
! 
I J. 


i. 


U czestnictwo w misji obserwa- 
cyjnej podczas ukraińskich 
wyborów prezydenckich, było dla 
mnie całkowicie nowym i niezmiernie 
ciekawym wydarzeniem politycznym, 
którego doświadczenie z niczym nie 
da się porównać. Po raz pierwszy 
otrzymałem możliwość pełnienia 
doniosłej roli międzynarodowego 
obserwatora, a kraj, do którego lecia- 
łem, znajdował się na przysłowiowym 
zakręcie historii. Z drugiej strony 
osobliwość i swoista egzotyka wizyty 
w odległych zakątkach południowo- 
wschodniej Ukrainy brała się z tego 
że, dla młodego człowieka, któremu 
czasy PRL-u kojarzą się co najwyżej z 
długimi kolejkami, mięsem na kartki, 
a najbardziej z filmami Stanisława Ba- 
reji, była to bardziej podróż w czasie 
aniżeli w przestrzeni. 


UKRAIŃSKA DROGA 
" 
DO WOLNOSCI 


Trudna dola obserwatora 
W takich warunkach niezwykle trud- 
na i niebezpieczna staje się rola między- 
narodowego obserwatora, zwłaszcza 
w rejonie, gdzie postrzegany jest 
jako intruz i kontroler, a lokalna ad- 
ministracja i aparat bezpieczeństwa 
(znajdując się pod kontrolą jednego z 
kandydatów), daleka jest od neutral- 
ności. Trudność bycia obserwatorem 
wynika również z nieprecyzyjności 
zapisów definiujących jego status. 
Formalnie obserwator posiada prawo 
przypatrywania się procedurze wy- 
borczej, co najwyżej dokumentując 
wykryte nieprawidłowości, realnie za 
wszelką cenę zmuszony jest do zapo- 
biegania fałszerstwom. Czasami takie 
działania przynoszą efekty, a czasami 
okazują się bezowocne, zawsze nato- 
miast przysparzają obserwatorom nie- 
małych kłopotów. Słowne utarczki, 
groźby pod ich adresem, szarpanina 
z milicją bądź lokalnymi oddziałami 
specjalnymi (szczególnie podczas dru- 
giej tury), stały się integralną częścią 
ukraińskiej misji. Dlatego anulowanie 
wyników drugiej tury było w dużej 
mierze zwycięstwem obserwatorów, 
których raporty jednoznacznie od- 
bierały demokratyczną legitymizację 
"wyborczej farsie". 
Misja obserwacyjna to ciężka i 
żmudna praca, która na dobrą spra- 


Socrealistyczna architektura sy- 
piących się budynków sąsiaduje z 
kolorowymi, pełnymi bizantyjskiego 
przepychu wystawami luksusowych 
sklepów, w dużej mierze ilustrując 
stan społecznego zawieszenia po- 
między skompromitowaną doktryną 
komunizmu i, podniesioną do ran- 
gi sacrum, konsumpcją na pokaz. 
Obie ideologie, pozornie całkowicie 
przeciwstawne, łączy dogmatyczny 
materializm i duchowa ignorancja. 
Najpierw komunistyczne władze bru- 
talnie stłamsiły dumnych i tradycyjnie 
niepokornych Ukraińców w sztucznej 
formie sowieckiej republiki, a następ- 
nie naddnieprzański kapitalizm przy- 
jął najgorsze - oligarchiczne formy, 
które tak się mają do smithowskiego 
wolnego rynku, jak zaporożec do 
jaguara. Reżimowi notable podzieli 
między siebie państwowe zakłady i te- 
raz w roli wielkopańskich oligarchów 
pilnują klanowych interesów. Zmienił 
się właściciel - mechanizmy niestety 
pozostały. 
Sprzyjały temu autorytarne rządy 
Leonida Kuczmy, który specjalnie 
nie oponował procesowi przejmo- 
wania państwowego mienia przez 
zaprzyjaźnione klany oligarchów. Po- 
stępująca coraz bardziej korupcja, de- 
mokratyczny deficyt, dyskryminacja 
ugrupowań przeciwnych prezyden- 


Krajobraz po bitwie 
Obszar naszej misji obejmował oko- 
lice Zaporoża i Melitopola - socreali- 
stycznych miasto-wsi, zbudowanych 
wokół państwowych zakładów-molo- 
chów, zdominowanych przez monu- 
mentalną architekturę betonowego 
sukcesu. Po latach świetności zostały 
tylko wspomnienia, a pozbawione 
dawnego blasku industrialnych me- 
tropolii, stały się przechowalnią ludzi 
żyjących w ubóstwie i pozbawionych 
większych nadziei na poprawę swego 
losu. Luksusowe sklepy z kolorowymi 
wystawami służą tylko wąskiej elicie, 
dla reszty pozostając wyłącznie nie- 
dostępną wyspą bogactwa na oceanie 
codziennego zmagania się z losem. 
Wokół pełno zniszczonych kołchozo- 
wych wsi postawionych na stepowych 
zaporoskich bezkresach. Okres świet- 
ności dawno już minął, a gospodarczą 
klęskę rolnictwa uspołecznionego 


Dr DOMINIK ANTONOWICZ, Zakład Socjolo- 
gii Nauki, Instytut Socjologii UMK w Toruniu. 


8 


I Nr 1-3/2005
		

/Untitled-11_0001.djvu

			wę rozpoczyna się już na dzień przed 
wyborami, kiedy podczas porannej 
odprawy obserwatorzy zapoznają się 
z zasadami organizacji pracy, formami 
wzajemnej komunikacji, a także mają 
okazję ustalić wspólną interpretację 
niejasnych przepisów ordynacji wybor- 
czej. Następnie zostają zaznajomieni z 
charakterystyką "swojego rejonu" i 
ustalają szczegółowy plan dnia, zwany 
"marszrutką" . Obserwatorzy działają 
w dwuosobowych zespołach, mając do 
dyspozycji kierowcę i tłumacza. 
Prawdziwa obserwacja wyborów 
zaczyna się we wczesnych godzinach 
rannych - tak, żeby móc dotrzeć do 
pierwszego lokalu wyborczego przed 
otwarciem sejfu i opieczętowaniem 
urn - i trwa aż do zakończenia proce- 
dury liczenia głosów w terytorialnych 
komisjach wyborczych. W czasie gdy 
odbywa się głosowanie, zadaniem ob- 
serwatorów jest wizytowanie komisji 
wyborczych i sprawdzanie czy proces 
głosowania przebiega zgodnie z literą 
prawa i zasadami demokracji. W tym 
celu przemieszczają się od komisji do 
komisji nie tylko sprawdzając bieżą- 
cą sytuację w komisjach, ale przede 
wszystkim kontrolując wszystkie doku- 
menty. Inspekcję w każdej komisji wy- 
borczej kończy sporządzenie raportu. 
Obserwatorzy ENEMO posiadali dużą 
swobodę w podejmowaniu działań, ale 
byli zdani wyłącznie na siebie, dlatego 
w sytuacjach stwierdzenia naruszenia 
prawa wyborczego, musieli postępo- 
wać zdecydowanie, ale ostrożnie. 
Obserwacja trzeciej tury wyborów 
była znacznie mniej ekscytującym 
zajęciem aniżeli praca przy drugiej tu- 
rze, kiedy to niemal wszędzie czekały 
na nas przeróżne "niespodzianki", czy 
to w postaci in blanco pod pisanych 
protokołów, czy też schowanych 
za kotarą niezaplombowanych urn 
wyborczych. Tym razem - mimo po- 
dwójnie wzmożonej czujności - nasza 
rola ograniczała się wyłącznie do spra- 
wowania ogólnego nadzoru i kontroli 
dokumentów. Tradycyjnie największe 
problemy sprawiały kwestie natury 
organizacyjno-porządkowej. Niemal 
we wszystkich odwiedzanych miej- 
scach spotykaliśmy przesiadujących 
milicjantów, którzy, wedle poprawek 
do ordynacji, winni byli przebywać na 


zewnątrz. Doskonale o tym wiedzieli, 
bo gdy tylko wchodziliśmy do lokalu 
wyborczego - na sam widok obserwa- 
torskiego superwisiora - pośpiesznie 
wymykali się z budynku. Początkowo 
bardzo stanowczo upominaliśmy prze- 
wodniczących komisji, każdorazowo 
odnotowując ten fakt w raportach, że 
miejsce mundurowych znajduje się na 
zewnątrz lokalu wyborczego. Dopiero 
wieczorem, gdy zrobiło się upiornie 
zimno i koszmarnie ciemno, ujawni- 
liśmy ludzkie oblicze, ograniczając się 
do wyznaczania mundurowym miej- 
sca, będącego w możliwie największej 
odległości od urn. 


Wybory i co dalej... 
Z perspektywy czasu nie moż- 
na mieć wątpliwości, że Ukraińcy 
- nie bez udziału społeczności mię- 
dzynarodowej - wykonali znaczący 
krok w stronę demokratyzacji życia 
politycznego. Na pewno jest to za- 
ledwie początek długiego, pełnego 
niebezpiecznych zwrotów marszu w 
stronę budowy społeczeństwa obywa- 
telskiego i struktur demokratycznego 
państwa. Najważniejsze, że w rezulta- 
cie wolnych wyborów bezpowrotnie 
(mam nadzieję) odsunięto widmo 
putinowskiego czy nawet białoruskie- 
go modelu sprawowania władzy. Na 
Ukrainie wygrała demokracja i co do 
tego nie ma żadnej wątpliwości, ale od 
samych wyborów szczęścia ani pienię- 
dzy ludziom na pewno nie przybędzie. 
Natomiast przed Wiktorem Juszczen- 
ką stoi wiele bardzo trudnych zadań, z 
których chyba zasadniczym jest zapo- 
biegnięcie wewnętrznej dezintegracji 
kraju. Nowy ukraiński prezydent 
będzie musiał pamiętać, że wprawdzie 
do władzy przywiodła go "pomarań- 
czowa rewolucja", to dla niemal poło- 
wy obywateli - głównie mieszkańców 
wschodniej części Ukrainy - bliższy 
jest kolor błękitu (barwy kontrkan- 
dydata Wiktora Janukowycza). To 
właśnie od politycznych umiejętności 
budowania kompromisu będzie zale- 
żało czy Wiktorowi Juszczence uda się 
zasypać głębokie podziały i zjednoczyć 
obywateli wokół własnej polityki, czy 
też podział na "pomarańczowych" i 
"błękitnych" stanie się początkiem 
końca Ukrainy. D 


Restauracja "Kolumnowa" 
zaprasza codziennie 
w godz. 7.00-23.00 


't " 
- 
.:"'-..... 

,. 
, ',ł L.. 


Oferujemy dania kuchni 
polskiej i międzynarodowej. 
Receptury niektórych dań sięgają 
stuletniej tradycji. 
Organizujemy: 
bankiety -<>- przyjęcia -<>- szkolenia 
konferencje -<>- imprezy cateringowe 


ul. Gdańska 14, 85-006 Bydgoszcz 
Tel. (052) 583 05 30 
Fax (052) 584 02 24 


IIJf /J,ii 


Świetnie usytuowany w centrum 
Bydgoszczy Hotel "Brda" zaprasza 
do swoich apartamentów, pokoi jedno 
i dwuosobowych, do restauracji, która 
zaspokoi najbardziej wyszukane gusta. 
Długa lista sławnych gości zawiera 
wpisy muzyków, dyplomatów, 
aktorów, piosenkarzy... 
Gośćmi hotelu byli m.in: 
Witold Małcużyński, Vadim Brodski, 
Wiesław Ochman. Wanda Wilkomirska, 
Kalina Jędrusik, brytyjski chór chłopięcy 
Westminster Abbey Choir. 
Wyborna obsługa, domowa atmosfera. 



 


85-010 Bydgoszcz, ul. Dworcowa 94 
tel. (052) 585 01 00 
fax (052) 585 05 85 


Nr 1-3/2005 


I 9
		

/Untitled-12_0001.djvu

			LAUREAT NAGRODY POLSKIEGO PEN-CLUBU 


ILONA 
SłOJEWSKA 


..- 


"!) 


- 


P ięćdziesiąt pięć lat temu pod opiekuń- 
czymi skrzydłami Zbigniewa Herberta 
pierwsze utwory Kazimierza Hoffmana 
pojawiły się na antenie Polskiego Radia 
w Bydgoszczy, a w tym roku Poeta został 
laureatem najbardziej prestiżowej nagrody 
literackiej przyznawanej przez polski PEN- 
-Club. 
I nie moglo być inaczej, bo poetycki debiut 
był początkiem poetyckiej drogi Kazimierza 
Hoffmana, wyznaczanej przez najtrwalsze i 
sprawdzone od tysiącleci wartości. - Nie ma 
dwóch dekalogów - powiedział w wywiadzie 
udzielonym "promocjom" w roku 2001. 
Jest to wyraźny sygnał kierowany w świat 
tych pojęć, na których buduje się i kulturę, 
i obyczaje, a także wszystko to, co pozostaje 
dla następnych pokoleń. Bo już pierwsze 
tomiki wierszy "Trzy piętra domu" (1960) 
i "Zielony jesteś" (1963) zwiastowały wy- 
jątkowość poetycką Hoffmana, dla którego 
najważniejsza jest wiarygodność znaczenio- 
wa i emocjonałna każdego zapisanego słowa. 
A jeśli do tego dodamy niezwykłą stabilność 
konstrukcyjną jego wierszy, to szacunek wo- 
bec jego twórczości należy jeszcze uzupełnić 
podziwem. 
Ale słowa wierszy są przede wszystkim 
kluczem do świata samego Hoffmana, 
jakże wysublimowanego, wypełnionego 
filozofią i głębokimi refleksjami, uwraż- 
liwionego na magię malarstwa i siłę sys- 
temów etycznych, co znakomicie oddaje 
klimat wiersza "Rousseau". Wprowadzają 
w obszary, w których wiedza o wielkich 
myślicielach i poetach zostaje wykorzy- 
stana do tworzenia niezwykłych obrazów 
poetyckich, za które bierze pełną odpowie- 
dzialność. Cecha jakże ważna i pożądana, 
zwłaszcza dzisiaj, kiedy ludzie lubią być 
fascynowani słowami niosącymi barwne i 
oszałamiające skojarzenia i treści, często 
pozbawione sensu. 
I w tym tkwi tajemnica potęgi świata 
Hoffmana, który zabiera czytelnika w 
niedostępne i nieznane mu dotychczas 
regiony poezji. Każe mu wspinać się na 
sam szczyt, a gdy się na nim znajdzie, 
odsłania przed nim misterium życia. I co 
ważne, czytelnik przeżywa razem z nim 
wszystko, co w nim zobaczy. Ale można 
też spojrzeć na to inaczej. Czy przypad- 
kiem hoffmanowski świat słów nie kryje 
się tuż obok naszego, tyle że w innym wy- 


10 
 . 

I Nr 1-3/2005 


BAR 


czeka. Cierpliwie czeka na czarnym krześle baru, 
niemo, wpatrzony stale w j e d e n punkt: nie 
z baśni chyba, nie z Andersena; drobny 
chłopczyk z poważną twarzą. Czeka, aż ten, 
z którym tu przyszedł, 
który posadził go na krześle (bardzo 
podobny z oczu do niego), odstawi kufel 
i powie: 
Wojtek! biorąc malca za rękę; 
jest. Lecz zanim wyjdą, dziecko wolno unosi twarz 
i patrzy na ojca. Wychodzą już, wyszli. Jak ciężkie 
jest życie; i jakie święte. 


(z tomiku "Kos i inne wiersze") 


KAZIMIERZ HOFFMAN 


POETA 


miarze. I dlatego nie jest to łatwa poezja. 
Prowokuje nazwiskami poetów, malarzy, 
cytuje sentencje, wymienia nazwy miast 
leżących daleko od Polski. Co takiego 
stało się "W Cleveland"? Dlaczego tak 
gwałtownie uczucia towarzyszyły mu w 
Uppsali? ("Przez moment"). Zmuszają do 
ich rozszyfrowania, do zastanowienia się, 
jaki miały wpływ na Poetę i dlaczego mają 
dła niego aż tak wielkie znaczenie. 
Ale Poeta bierze też na siebie i inne obo- 
wiązki mistycznego cicerone, bo oprócz 
wędrówki po swojej poezji, podświadomie 
zmusza do intelektualnego wysiłku. Do 
zastanowienia się nad sobą i przeniesienia 
do własnego świata tego, co może być nam 
potrzebne. Może dzięki temu staniemy się 
mądrzejsi i lepsi? A może pozwoli nam na 
zachowanie w sobie tego, co narodziło się 


w czasach dzieciństwa? Tak jak w przypad- 
ku kobiety i mężczyzny z wiersza "Dwoje 
ludzi o zmierzchu". A takich przesłań jest 
w poezji Hoffmana bardzo wiele. 
Nagroda PEN-Clubu to także uznanie 
dla twórczej odrębności, wypracowanego 
stylu, dla znaków rozpoznawczych i wła- 
snego, niezależnego miejsca na poetyckiej 
mapie Polski. To akceptacja dla misji, ja- 
kiej się podjął Poeta. To także dostrzeżenie 
jego wrażliwości na otaczający świat, skła- 
dający się z tak wielu szczegółów i płasz- 
czyzn. Jedną z nich jest opisywanie słowa- 
mi malarstwa. Bo rzeczywiście, wyzwanie 
jest ogromne i tylko najlepsi mogą podjąć 
rękawicę. "BruegeL Zapis" czy "Trzy zapisy 
światła w obrazie" są niezwykle subtelnym 
i zarazem silnie zaakcentowanym opisem 
wyjątkowości sztuki malowania.
		

/Untitled-13_0001.djvu

			LAUREAT NAGRODY POLSKIEGO PEN-CLUBU 


- Każda warstwa jest 
czytana 
i jest czytelna 
- zauważa poeta. I dodaje 
- Światło 
odbija się od dna obrazu 
a nie od jego powierzchni. 
Ale to nie koniec wtajemniczenia. Do- 
pełnia go przekonanie, że 
Pomiędzy płaszczyzną płótna 
a tobą 
są warstwy powietrza 
to świeci. 
Tym, co również w sposób istotny wypeł- 
nia treść wierszy Kazimierza Hoffmana jest 
eksponowanie detali. Bo przecież to właśnie 
one tworzą całości, obrazy. Na pytanie - ma- 
lujesz zieleń?, pada odpowiedź - buduję liść 
("Tamayo odpada"). Ale jest i miejsce na świat 
Natury, pojawiającej się w szczegółach. Natu- 
ry jako świata żywego, tętniącego własnym 
życiem, wypełniającego niekiedy tło sytuacji, 
w jakiej znajduje się podmiot liryczny. 
(m) malowany w c z e r n i pień 
d a l s z e j tam wierzby (...) 
czy też 
(...) Całość stoi w zachwyceniu: ranek m 
Tylko tam właśnie, o - 
ciche tkactwo światła, nagryzione 
czernią (...). 
("Na temat Sisleya") 
Nie bez przyczyny przed wierszami w 
tomie "Przenikanie" poeta umieszcza 
słowa Rainera Marii Rilkego. I nie bez 
powodu tak często wymienia H6lderlina, 
poetę "spraw ostatecznych". Ci niemieccy 
twórcy, a zwłaszcza ten pierwszy uważał, 
że prawdziwa poezja może dojrzewać tylko 
w samotności. I tutaj najbardziej wyczuwa 
się ich metafizyczne zbliżenie. Kazimierz 
Hoffman często mówi o swojej samot- 
ności, bez której czułby się naprawdę... 
samotny. A poeta potrzebuje jej i ciszy do 
tworzenia, ale poeta to człowiek. l jakże 
często dochodzi między nimi do walki. 
Co się dzieje, gdy wygrywa poeta? Czy to 
oznacza jego przewagę nad człowiekiem? 
Z pewnością tak. Bo inaczej skąd brałaby 
się ponadczasowość poezji? CzyŻ nie z jej 
potęgi, której tak zazdrości człowiek? 
A sam Kazimierz Hoffman? Co Mistrz 
chce nam jeszcze powiedzieć na progu roz- 
poczynającego się tysiąclecia? Bardzo wiele. 
A zapowiadają to ostatnie tomiki poetyckie 
"Kos i inne wiersze" oraz "Drogą". I jak sam 
powiedział, jest to, podobnie jak u H6lderli- 
na, jego relacja z odczuwania całości bytu. 
I w tym stwierdzeniu znów przypomina 
swych opiekuńczych aniołów, o których tak 
pięknie pisał Mieczysław Jastrun. 
Ale warto posłuchać głosu sumienia, ser- 
ca i uczuć Kazimierza Hoffmana, bo być 
może okaże się dla nas ważną wskazówką 
na przyszłość. O 


Z HOSPICJUM 


"Przejrzałam książkę, 
którą przyniosłeś zeszłego tygodnia 
i jestem Ci wdzięczna 


wiersze. Cudowne 
odkrycie Audena: po tylu latach światło jest 
nadal czymś nowym, szalenie ambitnym 


odkrycie na medal, jak 
by powiedziały zaraz nasze dzieci; bowiem 
się sprawdza, sprawdza na teraz i ja wiem coś 


o tym. Wiesz, poprzez listowie starej topoli 
za oknem, od samego rana, po dniach pomroki 
przenika promień i trwa; po prostu j e s t 


rozjaśnia mi pościel 
i 
odrywa coś ode mnie. odsuwa: wierz mi, nie boli" 


(z tomiku ..Kos i inne wiersze") 


DROGĄ 


Wygaśnięcie Absolutu niszczy sterę jego 
przejawiania się. Dziwne 


powinno robić wrażenie. Nie robi 


przeciwnie: gwizd i po chwili: Bono! 


posłuchał. 


Naciek 
tamtych słów, przypomnianych sobie 
bezwiednie, wytrąca się, niknie 


KAZIMIERZ HOFFMAN 


PRZYSPIESZENIE, TEKST 


nagłe przyspieszenie tak mało trzeba 
by powstał tekst latami wyglądany, szybko 
udatnie i to 


na domiar: wzięty chyłkiem z bogactw 
natury drobiazg przerasta w coś co 
ważne w prawdziwą rzecz w jej całej 


powadze; tekst spisany z faktów to może 
być niewiele plusk 
kropel na stawie przy porannym deszczu 


liść zabrany z lasu 
niedaleko Trzebcin, krzyk łub piórko 
sójki. Skąd 


tyle darów naraz to 
nagle przyspieszenie i 
skąd te slowa raptem 


coś mnie ponagla 
spiesz się, 
dla idącego z psem znowu przy nodze, drogą. już nie masz dużo czasu 


(z tomiku "Drogą") (z tomiku "Drogą") 


HOPKINS 


być może widzi (matka przed chwilą otaria mu 
czoło) rząd osik w Binsey, tak jak je ukochał: w migotach, 
w bezliku centek światła od rzeki: wartkich i 
głośnych jak - i tu 
przytoczmy tak ważny u niego motyw: 


złota folia, 


kiedy potrząsana, z tym swoim dźwiękiem 
porywa nam oczy, 
unosi 


agonia. Czy widzi ten obraz Czy 
to się składa także, prócz Boga, na 
c a łoś ć szczęścia w tej ostatniej chwili. 
gdy szepcze jestem taki szczęśliwy? 
(z tomiku "Kos i inne wiersze") 


Nr 1-3/2005 Ei\ 

 11
		

/Untitled-14_0001.djvu

			ROZMOWY li\WXY:.x.9.!.lO] 
"" 


Rok 2004 był dla Zdzisława Prus sa 
pomyślny. Wydał Leksykon Muzycz- 
ny, w "Węgliszku" wystawił Szopkę 
(już IX edycja), został laureatem ple- 
biscytu Gazety Wyborczej na najpo- 
pularniejszego pisarza Bydgoszczy 
w 2004 roku oraz obchodził 40-lecie 
twórczości. Wydał kolejny tomik po- 
etycki wszystko sklada się z. Z Byd- 
goszczą jest związany od 1955 roku. 
Pracował w redakcji literackiej Byd- 
goskiej Rozgłośni Polskiego Radia 
(1965-1991). W latach 1991-1997 
w Dzienniku Wieczornym. Jest ani- 
matorem życia kulturalnego: twórcą 
kabaretów literackich, autorem sce- 
nariuszy i programów estradowych, 
konferansjerem, autorem leksyko- 
nów, książek wspomnieniowych i 
tomików poezji. 


- Która z uprawianych dziedzin 
jest ci najbliższa? 
- Przede wszystkim czuję się po- 
etą, lirykiem. W wierszach piszę o 
sobie, "spowiadam się" ze swoich 
niepokojów. Inne rzeczy piszę i 
wykonuję na zamówienie, spełniam 
oczekiwania publiczności. Jednak 
poezja, kabaret, publicystyka itd. 
uzupełniają się, niejako na siebie 
nakladają. Mam naturę społeczni- 
ka, przebywam w różnych środowi- 
skach, obserwuję i poznaję rozma- 
itych ludzi. To inspiruje, m.in. do 
tworzenia kabaretowych scenek, 
ale wpływa też na pisanie wierszy. 
Świat postrzegam jako ciągłe kon- 
trasty; interesują mnie kulisy spraw 
i zdarzeń, ich groteskowość. W mo- 
jej poezji można znaleźć echa "ma- 
łego realizmu" - sceny rodzajowe z 
życia ludzi w blokach, ich oderwa- 
nie od natury, przyziemność, przy- 
wiązywanie wagi do sprawo małym 
znaczeniu, kłótliwość itd. Kpiłem z 
ludzkich wad i zachowań, ale znaj- 
dowałem też współczucie dla ludzi 
niespełnionych, nieszczęśliwych, 
odrzuconych przez los. Frapuje 
mnie życie domowych przedmiotów, 
ich trwanie, rola służebna, zużywa- 
nie się, wreszcie agonia. Jednemu z 
tomików dałem tytuł Pogrzeb starej 
marynarki. Jej "żywot" to materiał 
do wcale niebanalnych rozmyślań. 


12 
cJJ
 Nr 1-3/2005 


- W dotąd wydanych tomikach 
stałeś jakby obok tekstu, teraz, tzn. 
w najnowszym zbiorze wszystko 
sklada się z, jesteś w środku tego, o 
czym piszesz. Uderza autentyczność 
sygnalizowanych przeżyć, brak dy- 
stansu. Znać głębsze zaangażowanie 
w przedstawiony świat. 
- Nie ma nic ważniejszego jak 
czyjaś prywatność. Pisanie wierszy 
to opatrywanie własnych ran. Nie-- 
którzy spełniają się w listach, pisaniu 


"Mam naturę 
społecznika" 
mówi Zdzisław pruss 


-c 


pamiętników. Przyznam, że już w 
ogólniaku ciągnęło mnie do pisania. 
Wzorowałem się. na Kasprowiczu, 
Przybyszewskim, tworzyłem pastisze, 
ba, także powieści kryminalne (O. 
Zadebiutowałem jako satyryk na 
szkolnej studniówce. Potem był ka- 
baret "Lutynek" na UMK, udział w 
ugrupowaniach poetyckich. Rozpie- 
rała mnie chęć aktywności, mówienia 
o dookolnym świecie. To znalazło 
wyraz w działalności kabaretowej, ko- 
lejnych tomikach wierszy. Po latach 
w swoich wierszach zrezygnowałem 
ze spięć na linii: liryka - groteska, z 
kalamburów - igraszek językowych. 
Dążę do bezpośredniego wypowiada- 
nia emocji, staram się mówić o sobie 
bez "maski". Otwiera to przestrzeń 
dla szerszych refleksji, odkrywania 
własnego świata, a nie tropienia ludz- 
kich słabości. 
- Jesteś postrzegany przede wszyst- 
kim jako satyryk, twórca kabaretów, 
szopek, konferansjer. Opowiedz o 
tej działalności. 
- Potrzeba aktywności już w cza- 
sie studiów zaprowadziła mnie do 
wspomnianego "Lutynka". Potem 
był udział w ugrupowaniach poetyc- 
kich np. "Zastoje", założone przez 
Janusza Kryszaka, Paźniewskiego, 
grupa "Kadyk" z Erwinem Krukiem 
(głos wsi, elementy etniczne). Pra- 
cując w radiu pisałem słuchowiska, 
drobne formy satyryczne, audycje 
literackie, przeglądy kulturalne. 
Przez pracę w radiu bliska stała mi 
się estrada. Obecnie uprawiane tzw. 
żywe radio zaczęło mnie męczyć. 
Uważam, że radio publiczne, nieste- 
ty, straciło funkcję kulturotwórczą. 
Kabaret "O-Wady", który powstał w 
połowie lat 60. zgromadził czołówkę 
bydgoskich aktorów. Występowali: 
Wiesław Drzewicz, Czesław Lassota, 
Krystyna Kołodziejczyk, Iwona Jan- 
kowska; oprawą muzyczną zajmował 
się Grzegorz Kardaś, scenografią 
Andrzej N owacki. Pisałem teksty 
satyryczne, śpiewano piosenki z lat 
międzywojennych. Dobrze zapowia- 
dające się "O-Wady" dały tylko dwie 
premiery... 
- "Mecenasowi zabrakło pienię- 
dzy, autorom pomysłów, a aktorom 


Zdzisław Pruss (ur. 5 IX 1942 r.) - poeta, 
satyryk, dziennikarz, konferansjer. Jest 
autorem ośmiu tomików poetyckich: Uro- 
czystość rodzinna (1973), Najlepiej koniowi 
kiedy nogę zlamie (1974), Ze sluchu (1982), 
Sielanki i nekrologi ( 1983), Adresat nieznany 
(1993), Oddz/a/. Wysypisko (1996), Pogrzeb 
starej marynarki ( 1999), wszystko sklada się z 
(2004). 
Opublikował dwa zbiorki satyryczne Wyspy 
Olaboga (1989), Żarty na stronę (1998) oraz 
dwie książki o charakterze wspomnienio- 
wym: Z albumu komedianta (1993) i Abeca- 
dlo co w Brdę wpadlo (1995). 
Jego wiersze pomieszczano w licznych 
almanachach i antologiach m.in. Laureaci 
Konkursów Poetyckich (Iskry 1970) oraz 
w antologii Idylla polska wydanej w serii 
Biblioteki Narodowej przez Ossolineum 
(Nr 284, Seria I, 1995). 
Jest członkiem Stowarzyszenia Autorów 
ZAIKS i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
		

/Untitled-15_0001.djvu

			ROZMOWY 

ol 


entuzjazmu, by pracować za pół dar- 
mo" - napisałeś w książce wspomnie- 
niowej Z albumu komedianta... 
- Tak. W 1967 roku powstał "Eks- 
ces Wieczorny", który miał krótki, 
acz burzliwy żywot. Na początku 
była to żywa gazeta, zanurzona w 
atmosferę miejską, artykułująca 
miejscowe kompleksy. Występowa- 
liśmy w klubie "Kosmos", na małej 
widowni. Daliśmy 10 premier. Ewa 
Sadowska - gwiazda "Piwnicy pod 
Baranami" lat 60. śpiewała średnio- 
wieczne ballady i jazzowe standardy, 
Ryszard Jasiński wykonywał m.in. 
rosyjskie romanse, Hubert Stróżyk 
śpiewał, tańczył, recytował. Poza 
numerami wyreżyserowanymi (np. 
spektakl Straszny dwór i opłotki koja- 
rzył się politycznie jako Biały dwór i 
cała reszta, a to już budziło czujność 
cenzury!) były też sekwencje impro- 
wizowane, czyli działania wciąga- 
jące publiczność. Te improwizacje, 
w efekcie, szkodziły "Ekscesom", 
ponieważ dopatrywano się w nich 
odniesień politycznych. Ingerowała 
cenzura. "Ekscesy" przestały istnieć. 
Satyrę obyczajową, komizm sytu- 
acyjny i oczywiście piosenkę pre- 
ferowało potem "Piąte koło" - pod 
egidą Estrady Bydgoskiej, w reżyserii 
Krzysztofa Rościszewskiego. Progra- 
my te pokazywano również w regio- 
nie, w formie objazdowej. 
- Czy dziś istnieje u nas klimat dla 
satyry, kabaretów? 
- To może paradoks, ale istnienie 
cenzury mobilizowało do twórczego 
wysiłku, szukania takich form, które 
szydziły z cenzury i zakazów, musiały 
ją "obejść". Satyra była kreatywna, o 
coś walczyła. Dziś się spospolitowała 
tanim dowcipem, fizjologią, sitcoma- 
mi z podkładanym śmiechem publicz- 
ności. Kabarety wyręcza dziś prasa. 
To ona wywleka afery; satyra stanowi 
reakcję po atakach prasowych. Mnie 
bawi śmieszność sytuacji, a nie bicz 
satyry. Otworzyły się czasy dla uta- 
lentowanych aktorów, którzy w spo- 
sób profesjonalny w programach saty- 
rycznych mówią o rzeczywistości. 
- Nie jestem pewna, czy szopki, 
które przygotowujesz od 1996 roku 
nie przeżyły się, nie straciły siły wy- 


razu. Forma to tradycyjna, zakotwi- 
czona raczej w przeszłości. A twoje 
szopki obchodzą się z ich bohatera- 
mi delikatnie... 
- Mam sygnały, że szopki się podo- 
bają. Pierwsza szopka miała być wy- 
darzeniem jednorazowym - parodią 
literacką, pastiszem na okoliczność 
naszych lokalnych problemów. Wzu- 
dziła zainteresowanie, więc inicjaty- 
wa znalazła kontynuację w następ- 
nych latach. W 2006 roku ukaże się 
X edycja oraz przygotowywany jest 
album ze zdjęciami i spisem wszyst- 
kich wykonawców. Napisałem 150 
tekstów piosenek - tyle postaci 
przewinęło się przez szopki, postaci 
ze środowiska bydgoskiego i ogólno- 
polskich. Nie każdemu podobają się 
maski. Wykonane przez Marka Ronę 
są zbyt indywidualne, fanaberyjne. 
Jerzy Stróżyk robił maski na podo- 
bieństwo postaci. Trudno zadowolić 
wszystkich. 
- Przejawiasz duże zainteresowa- 
nie historią regionu, miasta, zwłasz- 
cza kulturą i sztuką. Świadczy o tym 
twoja praca dokumentująca dokona- 
nia związane z teatrem, operą, mu- 
zyką. Jesteś wszak, autorem trzech 
sążnistych leksykonów. 
- Leksykony to albumy pamięci. 
Ich wydanie sfinansowało miasto. 
Mam zamiłowania bibliofilskie. Zgro- 
madziłem i zindeksowałem, w formie 
teczek tematycznych, bydgoskie 
wydawnictwa, materiały prasowe, 
recenzje itd. Posiadam spory zbiór 
książek, encyklopedii, leksykonów, 
słowników. 
- Jesteś tradycjonalistą? 
- Pod wieloma względami. Jestem 
przywiązany do papieru, kartki. Od- 
żegnuję się od komputera i komórki. 
Cenię sobie znane i utarte szlaki. 
Nie lubię podróżować. Mam atencję 
dla przeszłości, dla ludzi starszych, 
którzy mnie inspirowali. Niestety, nie 
zawsze odchodzili tak, jak powinni. 
Starałem się utrwalić ich w leksyko- 
nach, ocalić od zapomnienia. 
- Dziękuję za rozmowę i życzę 
wielu twórczych pomysłów na dal- 
sze lata pracy. 


Rozmawiała EWA PIECHOCKA 


ZDZISŁAW PRUSS 


z matką przy kartach 
zobacz, synku, co to 
się z człowiekiem robi 
na stare lata 


mówi matka i podsuwa 
pod moje okulary 
swoją osiemdziesięciopięcioletnią 
dłoń 


trudno uwierzyć 
że to moja ręka 


gładzi wychudzonymi palcami 
fałdki na obrusie 
który po każdym praniu 
jest jak nowy 


łatwo zrozumieć 
trudno się pogodzić 


wzdycha 
i zaczyna rozdawać karty 


szukanie indyków 
dzisiaj w nocy znowu 
miałem pięć lat 
i szukałem indyków 


przycupnęły 
jak zwykle gdzieś pod drzewem 
daleko od domu 
i nie wracają 
choć ma się pod wieczór 
a my ich szukamy 
ja 
i Lucka 
dziewczyna od kur, królików 
i całego obejścia 


indyki są głupie 
najgłupsze z całego podwórka 
pomstuje Lucka 


w jednej ręce trzyma kij 
a drugą głaszcze mnie 
po głowie 


i tak sobie idziemy 


ona której może już nie ma 
i ja który jeszcze jestem 


idziemy 
w stronę tych indyków 
najgłupszych z całego podwórka 


(z tomiku "wszystko składa się z") 


Nr 1-3/2005 Ii)fU
1 13
		

/Untitled-16_0001.djvu

			GALERIA ARTYSTÓW 


SłAWOMIR 
KALEMBKA 


- 

 


.", 


Z aczęło się to w czasach romantyzmu, 
ale zdominowało środowiska arty- 
styczne u schyłku XIX w., w epoce zwanej 
u nas Młodą Polską. Idzie o przeciwsta- 
wianie się w sztukach plastycznych trudu 
rzemieślniczego postawie artystowskiej. I 
czym dalej jest się od trudu anonimowego, 
zakurzonego rzeźbiarza gotyckich portali, 
precyzyjnych pociągnięć rylca XVII-wiecz- 
nego miedziorytnika, skupionych ruchów 
tkaczy arrasów, ale też skrajnie wyczerpu- 
jącej pracy wiełkich mistrzów renesansu 
italskiego, na trzeszczących rusztowaniach 
pokrywających akry sklepień i murów 
świątyń tworami swego pędzla, tym moc- 
niej jest demonstrowana owa pogarda dla 
znaczenia rygoru i wysiłku w twórczości 
artystycznej. W miejsce tego dominuje 
często wewnętrzna pustka pokrywania de- 
klaracjami programowymi, hepeningami, 
ekshibicjonizmem, a choćby tylko nachal- 
ną pseudomalowniczością stroju i demon- 
strowania własnej osoby. Pouczające jest, 
że naprawdę wielcy twórcy, zwłaszcza ci 
którzy przełamują bezwład materii w jej 
dosłownym, fizycznym znaczeniu, nie- 
wiełe przejmują się dekorowaniem swego 
wyglądu i bycia. Bo nie to uzasadnia sens 
ich życia i twórczości. 
WŁADYSŁAW KOZIOŁ z pewnością 
nie zajmuje się obnoszeniem odpowiednio 
wystylizowanej sylwetki po "właściwych" 
towarzystwach i miejscach. Nie ma na to 
czasu, jako człowiek ciężko pracujący i to 
również w sensie fizycznym, ale też i nie 
ma ochoty. Nie głosi i nie podpisuje ma- 
nifestów artystycznych ani nie wygłasza 
długich komentarzy do swej twórczości. 
Owszem, lubi dłuższe rozmowy ze spraw- 
dzonymi interlokutorami, ale na tematy 
zasadnicze - o człowieku, sensie bycia, 
nawet o polityce, ale nie tej podawanej w 
sensacyjno-plotkarskim sosie. A równocze- 
śnie przy całej bezpretensjonalności jest 
Władek sylwetką wyraziście odznaczającą 
się na tle murów starego Torunia. Zresztą 
jego kwatera główna mieści się w miejscu 
idealnym, w gotyckim spichlerzyku przy 


Proł. dr hab. SŁAWOMIR KALEMBKA, kie- 
rownik Zakładu Historii Stosunków Między- 
narodowych, Instytut Stosunków Międzyna- 
rodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. 


To można zobaczyć. Pochylony nad stołem 
Podobny ogrodnikowi, który pielęgnuje horacjańskie raje, 
Choć z wszystkich darów jego są tylko papier, szkło i ołów. 
Od lęku uwolnij go, Panie, 
Światła szuka w ciemnym stuleciu. 
(Janusz Kryszak - Pracownia artysty) 


ulicy Rabiańskiej, w pobliżu Krzywej 
Wieży, pod którą toczy swe wody Wisła, 
a niedaleko też od zwalistych murów pi- 
ramidy staromiejskiej fary, dzisiaj katedry, 
św. Janów. 
Do Władka Kozła ciągną ludzie, czasami 
pewnie mu przeszkadzając w pracy, nie 
ze względu na przedziwnie wytwarzane 
przezeń nalewki i wysokoprocentowe mie- 


czynała się moja anabazis uniwersytecka. 
Znaczną część pokoiku zajmowały stojące 
pod ścianami metalowe łóżka. W jednym z 
nich, bliżej okna, widoczne było popiersie 
człowieka, który w tej, nie naj wygodniej- 
szej pozycji, pracowicie coś szkicował. Był 
to student III roku Sztuk Pięknych - Wła- 
dysław Kozioł, wówczas liczący 25 lat. 
Przez dwa tygodnie miałem zaszczyt być 


WŁADYSŁAW KOZIOŁ 


\( 


.\ 


. , 


\ 


- 
".. 


\\ 


'(
ł ,- 
o- 



 


...
 


l 


,. 
\ 


j 
1lł17A" NI 
 



,- 


o 
N 
o 

 
.<:; 
u 
ID 
6 
.0 
;s: 


\ 



 1\1 


,. 


o 
u.. 


1\ 


Od lewej: prof. Janusz Kryszak, Andrzej Ściepuro - komisarz wystawy, Anna Kosicka - dyrektor Mu- 
zeum Okręgowego w Toruniu. Władysław Kozioł 


szaniny piorunujące, łagodzone ciemnym 
chlebem z własnej produkcji szmalcem, 
ale dla samej przyjemności wejścia do jego 
pracowni projektowej, w której określenie 
"artystyczny nieład" nabiera swej esencjo- 
nalnej treści. 
Wladka Kozła poznałem w połowie 
września 1954 r., gdy nieś miało wkroczy- 
łem do pokoju nr 37 w dawnym, podrzęd- 
nym pensjonacie przy ulicy Bydgoskiej, 
wówczas Józefa Stalina, awansowanym 
w ciężkich, powojennych latach do god- 
ności domu studenckiego. Miałem aż 18 
lat, przyjechałem z Gdańska i właśnie za- 


jego sąsiadem. Niezależnie od tego kiedy 
wracałem z zajęć zastawałem mego star- 
szego kolegę w pozycji horyzontalnej, ale 
z zapałem szkicującego. Wówczas to zaczy- 
nałem pojmować na czym może polegać 
specyfika studiowania na Sztukach Pięk- 
nych. Anegdot o Władku można by spisać 
całkiem przyzwoity tomik. Może jeszcze 
dwie z jego czasów studenckich. Stanisław 
Duszyński, też nasz kolega, założycieł 
Fundacji Ducha na Rzecz Rehabilitacji 
Naturalnej Ludzi Niepełnosprawnych, na 
otwarciu wystawy Artysty przypomniał 
jak to w czasie ćwiczeń Studium Wojsko- 


14 

 Nr 1-3/2005
		

/Untitled-17_0001.djvu

			GALERIA ARTYSTÓW 


wego UMK na poligonie, Władek gdzieś 
zapodział, bagatela, karabin maszynowy. 
Gorzej, że w 1956 r., gdy kończył studia, 
któryś z kolegów pożyczył jedyny egzem- 
plarz jego pracy dypłomowej i zniknął 
wraz z nim na zawsze z Torunia. 
Startu w dorosłe życie Artysta nie miał 
łatwego. Urodzil się w 1929 r. w Szczu- 
cinie koło Tarnowa. Ojciec wywędrował 
za Ocean, a kochająca matka zmarla w 
1940 r., gdy miał lat jedenaście. Kilkuna- 
stoletnim Władkiem opiekował się starszy 
brat Zygmunt. Zaraz po wojnie przybyli 
na Dolny Śląsk. Przyszły Artysta imał się 
naj różniejszych prac, w tym terminował i 
w krawiectwie, co z pewnością ułatwiło po 
latach krojenie i "fastrygowanie" szkła. 
W 1952 r. Władyslaw Kozioł podjął za- 
sadniczą dla jego życia decyzję - rozpoczął 


sta mozaika, w której organicznie tkwią 
nieliczne, zachowane do naszych czasów 
średniowieczne kwatery. Są jego dzieła 
również w farze bydgoskiej. 
Władysław Kozioł wkrótce po studiach 
żeni się z polonistką Wiesławą Wyszczel- 
ską, w 1958 r. rodzi się ich syn Wojciech, 
kontynuujący dzieło Ojca. Po kilku łatach 
okazjonalnych zatrudnień Artysta w 1964 
r. objął kierownictwo Pracowni Witra- 
żownictwa PKZ-tu toruńskiego. Wówczas 
to okopał się w swej gotyckiej forteczce 
przy Rabiańskiej. W 1992 r. przejął ją na 
własność przekształcając z synem w przed- 
siębiorstwo rodzinne. 
Zadałem mu kiedyś proste pytanie, o 
źródła jego natchnień i wartości. Odpowia- 
dając, Władek stwierdził, że ideałem witra- 
żu jest dlań "Bóg Ojciec" Wyspiańskiego 


MISTRZ PRZYPOMNIANY 




 
'lo- '!II. 
\ 
, 
 
O- 
, '\", f 
'- 
\ 
 ł 


ł \ 
 
" ---- 

 
l' / 

 \\1 . 
, 
, 
, r 



 
f 


.- 


. 
 


,
 


studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK 
w Toruniu. Malarstwa, choć nie tylko je 
uprawiał, uczył się w pracowni Tymona 
Niesiołowskiego, później także Stanisława 
Borysowskiego, znakomitych mistrzów ko- 
loru. Zetknął się także z Edwardem Kwiat- 
kowskim i jego pracownią, wytrawnym 
mistrzem rzemiosła witrażowego. Dzisiaj 
o nim prawie że zapomniano, ale jego 
wyczucie ducha witrażu średniowieczne- 
go poznać może każdy, kto w słoneczny 
poranek wejdzie do świątyni, zbliży się do 
prezbiterium obecnej toruńskiej katedry. 
Wschodnią ścianę wypełnia tam świetli- 


'" 


,/ 



 


rozumiejąc mistrzów witrażownictwa 
średniowiecznego z ich dydaktycznymi 
i dekoracyjnymi preferencjami, przecież 
przez wielką sztukę barwnego, mistyczne- 
go światła, pragnie, gdy jest to możliwe, 
przekazać inne wartości. Oczywiście, gdy 
jest to możliwe, jako że nie można całkiem 
lekceważyć, w tak kosztownej finansowo 
twórczości, wymogów fundatorów. Do- 
brym przykładem tego jest na przykład 
zbiór neosecesyjnych, podszytych ero- 
tyzmem, witraży z restauracji "Polonia" 
w Toruniu. Niestety, to wybitne dzieło 
zniknęło, gdy tę historyczną restaurację 
przekształcono w - o zgrozo! - magazyn 
proszków do prania i szamponów. 
Rozmiary i różnorodność twórczości wi- 
trażowniczej Władysława Kozła są wręcz 
porażające. Dodać trzeba jeszcze prace 
konserwatorskie i rekonstrukcyjne (np. 
katedra św. Elżbiety w Koszycach na Sło- 
wacji lub kościół Reformatorów w Rydze). 
Przy czym Artysta swobodnie porusza 
się w różnych formach stylistycznych, od 
abstrakcji i daleko posuniętej formalizacji 
po dzieła bliskie duchowi witraża średnio- 
wiecznego. A równocześnie dzieła te są 
"napiętnowane" jego osobowością, trudno 
nie rozpoznać ich Twórcę. On prowadzi 
też całość prac, od wstępnych szkiców i 
barwnych projektów po ostateczny mon- 
taż. Niezadowolony z gladkiego szkła pro- 
dukowanego przemysłowo dokonał swego 
rodzaju wynalazku w zakresie technologii 
wytwarzając "szkło z pęcherzykami" po- 
wietrza, o nierównej fakturze, mającego w 
sobie coś z materii organicznej, bliskiego 
dziełom średniowiecznych warsztatów. Po 
raz pierwszy szkło to zostało użyte w witra- 
żach wykonanych dla zamku malborskie- 
go, a wkrótce później w tych przeznaczo- 
nych dla kościoła św. Brygidy w Gdańsku. 
Po różnych perypetiach dopiero w 1983 r. 
udało się opatentować tę technologię. Dzi- 
siaj marzeniem Władka jest zbudowanie 
w Toruniu niewielkiej huty produkującej 
szkło witrażowe. 
Daria Czermińska, autorka pracy ma- 
gisterskiej poświęconej Władysławowi 
Kozłowi, a przygotowanej pod kierunkiem 
Bogusława Mansfelda, po starannych po- 
szukiwaniach (Artysta nie ma zwyczaju 
prowadzenia rejestru swych dokonań), 
doliczyła się od 1958 po 2001 r. 91 więk- 
szych jego dzieł witrażowych. Z pewnością 
sporządzony przez nią wykaz nie jest peł- 
ny. Można przyjąć, że jest ich pełna setka. 
Wypełniają one okna i rozświetlają wnę- 
trza kościołów, ale też banków, hoteli, te- 
atrów, urzędów, izb adwokackich, domów 
handlowych, od Wesseling koło Kolonii i 


DOKOŃCZENIE NA STR. 16 


Nr 1-3/2005 

I 15 
" 


gorejący wściekłością w wielkim oknie 
zachodniej ściany nawy głównej kościoła 
Ojców Franciszkanów w Krakowie. A 
więc Bóg stwórca, ale też surowy sędzia 
narodu Mojżesza, a nie żaden poczciwy 
starzec zadowolony ze swych dokonań. W 
kwestii drugiej, jak się ma jego twórczość 
malarska do witrażowniczej, odpowiedź 
Artysty brzmiała: "malarstwo - witraż 
- malarstwo - witraż". Ta, zdawałoby się, 
aż zbyt prosta odpowiedź, wiele wyjaśnia 
z jego twórczości, zwłaszcza w połączeniu 
ze szczególniejszym uznaniem dla arcy- 
dzieła Wyspiańskiego. Władek świetnie
		

/Untitled-18_0001.djvu

			PREMIERA W GRUDZIĄDZU 


JERZY ROCHOWIAK 


W centrum Kultury Teatr w Grudzią- 
dzu nie ma stałego zespołu aktor- 
skiego. Jednak powstają tam i są grane 
spektakle, zarówno dla widzów dorosłych, 
jak i dla dzieci. Większość tych realizacji 
jest dziełem Zbigniewa Kulwickiego - ab- 
solwenta Wydziału Wokalno-Aktorskiego 
gdańskiej Akademii Muzycznej, aktora i 
reżysera. Każde widowisko przygotowywa- 
ne jest starannie, z dużą kulturą sceniczną. 
Jest dialogiem twórców przedstawień i pu- 
bliczności. 
Ostatnim przedsięwzięciem Zbignie- 
wa Kulwickiego jest Kopciuch Janusza 
Glowackiego. Do zakładu poprawczego 
przybywa ekipa telewizyjna, by nakręcić 
reportaż czy film dokumentalny o wysta- 
wianiu przez wychowanki Kopciuszka 
według baśni Grimmów. W rzeczywistości 
przedstawienie jest tylko pretekstem do 
pokazania dziewcząt w taki sposób, by za- 
ciekawiły widzów, może i jurorów między- 
narodowych festiwali filmowych. Chcąc 
nakręcić wzbudzający silne emocje film o 
życiu, Reżyser posługuje się manipulacją. 
Udaje, że przestrzega zawodowej etyki. 
Niby przejmuje się bohaterkami filmu, ale 
nie odrzuca pomocy cynicznego, odraża- 
jąco podłego Zastępcy dyrektora zakładu. 
Manipulując dziewczętami, doprowadzają 
tytułowego Kopciucha do załamania - sa- 
mobójstwa przed kamerą. 
W spektaklu dorośli przeciwstawieni są 
młodzieży. Dorosłych grają aktorzy - pro- 
fesjonaliści, młodzież gra grupa dziewcząt; 
trzy z nich są grudziądzkimi licealistkami 


(uczestniczyły w warsztatach teatralnych, 
które prowadził Zbigniew Kulwicki), dwie 
są bydgoskimi studentkami (były aktorka- 
mi Teatru Witryna, który w Pałacu Mło- 
dzieży w Bydgoszczy prowadzi Roman Ba- 
ranowski), jedna - wykonująca tytułową 
rolę Agnieszka Oszczyk - jest studentką 
ostatniego roku Wydziału Aktorsko-Wo- 
kalnego gdańskiej Akademii Muzycznej. 
Pośród dorosłych osobą wrażliwą, szla- 


"KOpciuch" 
. 
na scenIe 
teatralnej 


chetną jest tylko grany przez Andrzeja 
Stendela Dyrektor zakładu poprawczego. 
Jest jednak zbyt słaby, może za bardzo za- 
leżny od otaczających go ludzi, od mecha- 
nizmów, w których funkcjonuje zakład, by 
skutecznie przeciwstawić się choćby swe- 
mu Zastępcy czy ekipie filmowców. Chce 
dobra, ałe nie wie jak je osiągnąć. Inaczej 
niż w amerykańskim filmie, gdzie za kimś 
takim jest świat wartości, o które warto 
walczyć i dzięki którym można zwycię- 
żyć. Z kolei będący jego przeciwieństwem 
Zastępca, grany przez Wiesława Kowal- 
skiego, potrafi doskonale manipulować 
innymi. A Reżyser... grany przez Grzegorza 
Jurkiewicza, wydaje się niezdecydowa- 
ny. Chce osiągnąć cel, jakim jest film. A 
czyż cel nie uświęca środków? Operator i 
Dźwiękowiec zrobią wszystko, co do nich 
należy, a przy okazji po cichu się zabawią. 


Oni w przedstawieniu Kulwickiego są 
ludźmi bez perspektyw. Na marginesie ich 
świata znalazły się dziewczyny. Nie mogły 
wytrzymać w tym świecie, każda popełniła 
jakieś przestępstwo. Zostały zamknięte w 
poprawczaku, ale nie odizolowane od rze- 
czywistości, której nie umiały znieść. Wró- 
cić mogą tylko do niej, choć marzą o innym 
świecie - jak z pięknej baśni braci Grimm. 
Marzą o miłości, o czułości. Zbigniew Kul- 
wieki wyeksponował te marzenia: dziew- 
czyny z przejęciem, na chwilę zapominając 
o przyjętych pozach, o tym, że ukrywają 
przed sobą prawdę o sobie, a więc na chwi- 
lę gubiąc maski, opowiadają sobie historię, 
w którą chcą wierzyć. Tańcząc przedsta- 
wiają swój piękniejszy świat. A na co dzień 
próbują się odnajdywać w zamkniętym 
układzie, pośród reguł, które nimi rządzą. 
Są posłuszne przywódczyni grupy, która w 
Kopciuszku ma grać Księcia. Tę rolę kreuje 
Anna Karlikowska. Na pozór silna i zde- 
cydowana, okazuje się naiwna, co wyko- 
rzystuje Zastępca dyrektora, by skierować 
grupę przeciwko Kopciuchowi. 
Zbigniew Kulwicki zrealizował przed- 
stawienie atrakcyjne: zainscenizował je 
ze sporym rozmachem, z wykorzystaniem 
multimedialnych projekcji, z ekspresyjną 
muzyką. Nie tylko dzięki scenicznej for- 
mie, tekst, który Janusz Głowacki napisał 
przed z górą ćwierćwieczem, brzmi aktu- 
alnie: zespół skupił uwagę na problemach, 
z którymi obecnie, jak przed laty, zmagają 
się młodzi ludzie. I pokazał je tak, że poru- 
szają, otwierają perspektywę mądrej, choć 
trudnej rozmowy. Pewnie dlatego licealiści 
oglądają trwające dwie godziny widowisko 
w napięciu, z przejęciem. O 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 15 


Berlina na Zachodzie po Tallin i Moskwę 
na Wschodzie. A w kraju od kościoła Mat- 
ki Boskiej Królowej Polski w Szczecinie 
po Zamek Ujazdowski w Warszawie, Col- 
legium Maius w Krakowie, "ruinę" w Ino- 
wrocławiu, katedrę św. Janów w Toruniu, 
ale i Kościoła NMP w Izbicy Kujawskiej. 
Obecnie Artysta pracuje nad kolejnymi 
witrażami dla fary nieszawskiej. 
Ale gdy tłumnie nadciągnęli 7 stycznia 
br. przyjaciele i sympatycy Władka Kozła 
na wernisaż jego imponującej wystawy 
retrospektywnej, to w wielkiej sieni Domu 
Eskenów przy Żeglarskiej powitała ich impo- 
nująca rozmiarami "Apokalipsa niebieska", 
gwasz z 1998 r. Zgodnie z wolą Artysty w 
wystawie tej, będącej przedłużeniem jego 75- 
-lecia, dominowały dzieła malarskie, głównie 
gwasze i tempery. Zebrało się ich 128 (plus 
55 witraży i projektów witraży), co podobno 


16 
Ę'
 Nr 1-3/2005 


stanowi 1/3 zachowanych jego prac. Uderza 
w nich szerokość tematyki - od pejzaży po 
akty, bo jest to malarstwo przedstawienio- 
we, bogactwo kolorystyki. Widoczne jest 
wykorzystywanie doświadczeń malarskich 
w projektowaniu witraży, a równocześnie 
wpływ sposobów porządkowania barw- 
nych przestrzeni szklanych na pociągnięcia 
pędzla. Trudno tak indywidualną i bogatą 
twórczość jednoznacznie zaszufladkować. 
A jeśli jednak ten ryzykowny wysiłek trzeba 
podjąć, to twórczość tę można by nazwać 
"indywidualnym ekspresjonizmem Włady- 
sława Kozła". Uderza w nim dramatyzm i 
dynamiczność ujęć, dosyć często stanowczo 
podkreślana wyrazistością i kanciastością 
kształtów, szczególnie przełamywanie się 
kolorów. Cóż, Artysta stworzył własną, od- 
rębną i jednoosobową szkołę artystyczną. 
Bardzo dobrze się stało, że Muzeum 
toruńskie znałazło tyle uwagi i miejsca 
na przygotowanie tej wystawy i wydanie 


stosownego katalogu. Ten zresztą mógłby 
być dwakroć większy biorąc pod uwagę 
dorobek artystyczny Władka. Poza koloro- 
wymi reprodukcjami i pewną ilością zdjęć 
okolicznościowych wypełniają go teksty 
przyjaciół Artysty. Wprowadzenie napisał 
dyrektor Bogusław Uziembło, umieszczo- 
no też dwa wiersze o. Wacława Oszajcy i 
Janusza Kryszaka, głębokimi refleksjami o 
sztuce witrażu podzielił się z czytelnikami 
Bogusław Mansfeld, swoje myśli wyłożyli 
także kustosz Andrzej Ściepuro, który ma 
szczególne zasługi w zorganizowaniu tej 
wystawy, p. Daria Czermińska i przyjaciel 
od lat - redaktor Zefiryn Jędrzyński. 


SŁAWOMIR KALEMBKA 


Malarstwo i witraż. Władysław Kozioł, Mu- 
zeum Okręgowe w Toruniu, Toruń 2005, 
in 4°, s. 83.
		

/Untitled-19_0001.djvu

			PRAPREMIERA W TEATRZE POLSKIM 


ANITA 
NOWAK 


J" 
, -) 



 


B YĆ może to, że młoda, bo 23-letnia 
autorka Anna Bednarska ma za sobą 
studia dziennikarskie sprawia, że napisana 
przez nią sztuka jest zwięzła, ma zgrabną 
konstrukcję. Trzy dni z życia czworga boha- 
terów - dwóch studenckich par, mieszczą 
się w mniej więcej godzinie. Pokazane są 
tylko naj istotniejsze momenty, niemalże 
komunikaty o zdarzeniach, szkice sytuacji. 
Rzecz mówi o braku satysfakcjonują- 
cych perspektyw, strachu przed w pełni 
dorosłym życiem, dojrzałym związkiem, 
przed odpowiedzialnością. Lęki i stresy 
odpędzane są narkotykami, nikotyną, sek- 
sem, a nawet - gumą do żucia. 
Tekst ten nie kipi od odkrywczych prze- 
myśleń, nowatorskich refleksji. Głębi i 
dramatyzmu przydają postaciom aktorzy, 
budując bardzo zróżnicowane, wyraziste 
syłwetki, w oparciu o własne chyba spo- 
strzeżenia czy doświadczenia. 
Brawurowo postać Gabi - ostrej, miotanej 
instynktem, wyuzdanej nimfomanki kreuje 


Dorota Androsz. Sprężyste ruchy aktorki, 
gwałtowne zmiany wyrazu twarzy, zwroty 
sylwetki, podkreślają drapieżność postaci, 
jej ekspansywność, zachłanność doznań. 
Absolutnym przeciwieństwem Gabi jest 
Alicja - postać też bardzo interesująco zagra- 
na przez Katarzynę Kowalik. To spolegliwa, 
infantylna duża dziewczynka - na pozór ma- 
rząca o dziecku, zgadzająca się wyprowadzić 
ze studenckiej "komuny" i zamieszkać tylko 
ze swoim chłopakiem, w gruncie rzeczy oba- 
wia się jednak realizacji tych marzeń. Spo- 
wolnione ruchy, naiwne minki, znakomicie 
określają osobowość bohaterki. 


"z twarzą 
przy ścianie" 


Charaktery postaci świetnie dookreślają 
kostiumy Roberta Dąbrowskiego. Rozmam- 
łana wewnętrznie Alicja w dużym rozcią- 
gniętym swetrze, z frotkami na kucykach, 
a Gabi w błyszczących, bardzo krótkich 
spodenkach włożonych na kabaretki i w 
pantoflach na wysokich, cienkich szpilkach. 
Potwierdzeniem tezy, że kobiecość zdomi- 
nowała tę inscenizację może być też grote- 
skowa kreacja Wojciecha Świebody, który 
najpierw w rołi zniewieściałego Dealera, a 
potem lekarza-transwestyty w minispódnicz- 
ce i peruce znakomicie bawi publiczność. 


Choć i Modestowi Marka Tyndy, i Ale- 
kowi Krystiana Wieczorka nic nie można 
zarzucić. Na scenie funkcjonują, podobnie 
jak ich partnerki, na zasadzie kontrastu 
osobowości - konstruktywnej i destrukcyj- 
nej. Są wiarygodni. 
Najwięcej jednak inscenizacja zawdzię- 
cza reżyserii Moniki Strzępki. Rewelacyj- 
nie opracowany ruch sceniczny. Bardzo 
dobre - zmienne tempo. Przerywniki z 
agresywnej młodzieżowej muzyki. Świetna 
kompozycja scen. 
To przedstawienie trochę prowokacyjne. 
Złożył się na to i tekst, tu mocny język, ja- 
kim posługują się bohaterowie, i realizacja 
- od scenografii sytuującej zdarzenia w bia- 
łej przestrzeni publicznej toalety, po zacho- 
wania postaci - tańce erotyczne, wyuzdaną 
mimikę, symulacje aktów. Zadedykowano 
rzecz młodzieży, na miejsce do grania wybie- 
rając klub akademicki Spin. Mnie się wyda- 
je, że równie bardzo to przedstawienie może 
się spodobać i dojrzałym panom. Tylko, czy z 
innych dzielnic miasta będzie im się chciało 
ściągać aż do Fordonu? I czy nie będą się 
krępować wejściem do akademika? O 


Teatr Polski w Bydgoszczy, Anna Bednar- 
ska: Z twarzą przy ścianie; reżyseria i opra- 
cowanie muzyczne: Monika Strzępka; sce- 
nografia: Robert Dąbrowski. Prapremiera: 
6 grudnia 2004. 


F abułę do Historii o Miłosiernej zaczerp- 
nął Ariano Suassuna z opowieści ludo- 
wych brazylijskiej prowincji. Pisząc rzecz 
w okresie międzywojennym, nadał jej 
formę zbliżoną do średniowiecznego mi- 
sterium czy moralitetu, utrzymując rzecz 
w klimacie krotochwili. Jest to satyra na 
fałszywą religijność, krytyka wad ludzkich 
pozostających w sprzeczności z dekalo- 
giem. Oczywiście "Historia o Miłosiernej" 
nie dotyczy tylko księży, ale ludzi w ogóle. 
Bydgoska inscenizacja dramatu Ariano 
Suassuny w reżyserii Małgorzaty Boga- 
jewskiej nawiązuje i do tradycji polskiej 
literatury dramatycznej, i do polskiej oby- 
czajowości. Tak tej dyktowanej tradycją, jak 
i tej rodzącej się współcześnie. Akt pierw- 
szy to parodia wesela. Scenki rodzajowe 
typu oczepiny, charakterystyczne weselne 
przeboje i tańce, wysokoprocentowe toasty. 
I na tym tle intrygi, zdrady, załatwianie 
osobistych porachunków, wreszcie - targi 
o pogrzeb psa. No i rozważania - dlaczego 
można święcić przedmioty, a nie wolno 
zwierząt? W czym stworzenie boże gorsze 
jest od samochodu czy motocykla? 
Akt pierwszy jest nieco nużący. Za dużo 
w nim pantomimicznych scenek o niezbyt 
artystycznie wyszukanych walorach, opa- 


trzonych chwytów typu zamieranie ruchu 
na czas błysku flesza. Pomimo wielu ko- 
micznych kwestii, lekką ulgę odczuwamy, 
kiedy wszyscy bohaterowie za sprawą tak 
dobrze znanej z sensacyjnych filmów po- 
staci szaleńca - terrorysty, padają trupem. 
Ale jest jeszcze akt drugi. Na szczęście. 
Postaci ożywają na sąd boży, a nasze serca 


"Histo ria 
O Miłosiernej" 


systematycznie napromieniowywane są 
optymizmem. Bohaterowie - Chrystus 
i Matka Boska przypominają rzeczywi- 
ste przesłanie Ewangelii - miłosierdzie. 
Miłosierniej też obchodzą się z widzem 
realizatorzy. Akcja toczy się żwawiej, a 
towarzyszy jej świetna oprawa muzyczna 
Rafała Kowalczyka i piękne układy cho- 
reograficzne MaCko Prusaka. Wiele też tu 
interesujących plastycznie, bardzo malow- 
niczych scen. Autorka scenografii Justyna 
Łagowska stawia na prostotę. Stół weselny 
sytuuje na tle kolumn przed drzwiami 
kościoła. Maleńki krzyżyk nad nimi przy- 
pomina o idei odkupienia. Najciekawsze 
efekty wywołuje przy pomocy światła. 


Przedstawienie zagrane jest na wyrów- 
nanym poziomie aktorskim. W sposób 
bardzo naturalny, z wdziękiem postać 
Grilo - przebiegłego chłopaka z plebsu gra 
Artur Krajewski. Dość też ciekawie, czer- 
piąc z wypracowanego pod kątem swego 
emploi, znanego już trochę bydgoskim 
widzom, arsenału gestów, w roli Mordercy 
odnajduje się Krystian Wieczorek. Intere- 
sująco obmyślaną koncepcję wyuzdanej i 
zachłannej Piekarzowej pokazuje Małgo- 
rzata Maślanka. 
Muszę jednak przyznać, że realizacja 
bydgoska mniej mi się podoba od barwnej, 
pełnej nowatorskich pomysłów insceni- 
zacyjnych "Historii o Miłosiernej", którą 
przywiózł przed kilkoma laty Piotr Cieplak 
na toruński KONTAKT. 
ANITA NOWAK 


Teatr Polski w Bydgoszczy, Ariano Su- 
assuna: Testament psa według Historii o 
Miłosierniej czyli Testamentu psa, prze- 
kład: Witold Wojciechowski i Danuta 
Żmij; reżyseria: Małgorzata Bogajewska; 
scenografia i reżyseria świateł: Justyna 
Łagowska; ruch sceniczny: MaCko Prusak; 
opracowanie muzyczne: Rafał Kowalczyk. 
Premiera: 5 lutego 2005. 


Nr 1-3/2005 
Ę'lf
1 17
		

/Untitled-1_0001.djvu

			c; /()j
 



l]OwOC5cD
 
ku jaWsko"l!. omorski e 


"' If 
Rok XIII Nr 1-3 (147) 2005 Cena: 2,50 zł (0% VAT) Nakład: 2500 egz. 


Nr ind. 372137 ISSN 1640-9612 


NAUKA · KULTURA · ŚRODOWISKO · GOSPODARKA 


. ...
łO. 
 
".-c -.r
, 
,.,
.,.C" .. ,..;.
 
-' .\'.. " "- 
. . 


 ' -, 
.' .
.. . 
. J'-
 :: 
-'.
'
 r 
- . .:<. 
',' 



 
.:r_ .' - '
1 . 


" 
 
.... 


.. -,.0 


...... 
, .. 
.}
 


............R .. ""= 
'r" .." 


4 


'- 


i/'" 


,c.? 
 


- .' 


" 


,."'ł. , 
> \ ., '. 
I. ..". .. 
- .. 


:t 
'.,.' -' 

, 


,-'.;". . 
t 


'...... 


'A. 


, , 



 ..- 
, . 
.,.. . 


.. 



 


'? 




' .::.
 
"', 


...-' ': 


. , 


'I 


, .. 
,,"'o 
-ł"a i 


.. 
.. ::.t ., 
C 
,- 
". . \1 
\.. ;,JiA 
." 

 
, 


WŁADYSŁAW KOZIOŁ - "Apokalipsa" 


..... 


, 

 <:' 
J

 



 . 
 

 < 


, 

: 


"'- 


..,'1,. 


}._.lc 


.-., 


t
 


I '. 



;- 'o
 l 


, . 
--- ,., . 


"--, . 


J . 


--:;..... ł 
...., ;. 

L 


c:- 


_. 
" 


. 
.... ::..... . 
"",' . .' 
 
 ..".- 
 - '. " 


y

s . . 


," 


.--! .... 


.. 
 '. ,)- 


.' "- 
.. ",,
. 


- . ,.- 
''I: :"
 ..
 
 -:'"i> ' .:....: _ 
, ,. " -. 
 

- ,
. 
- 
.> 
 
 ..s,
-: r;
"" 
'--
-' ,
 "'.' 
,.' _
; 
 
'
 --', ' "1ł-' :. - . ' . 
.
-- . " .
,. . ' 
. .J: . 'ł.... 
 ił.- _ 


-- 

 ..
 
 


eJ 


. "'", 


'. 
-, 



 

 

.- -' 
 


Rio. ' 


... 


\ -,_.' 'H 
" , 
. ..Y',.. 


,
 
,. . 


__,.t-. . 


'... ,", 
" 
, 


ę. _. _.0 - 
'-i".. - .. ,. 
 
} ....
: )...." 


- 
...;\
 


. -r 
,.'1'. . '.- :, 

... .
 
'''J':': <.::.. .,.'.....a" 
,' 
.; . ... :';,.., 

;Pł';; '.., 
,. 
 ! 


-' 



 


.,
 
,' 
 t,,, 

.11-
 .- A:. . 

 17 _ 3'-"': 
 I ..... ., ..... 
..I;.. '
 
 
, 


.- 
 .... 


\ . 
\.,'f' 
'i. ! 


. 
ł- 


.......
 
 '.; 


( .. 


. 
'.... .#f". 
- -\ '
 


'o	
			

/Untitled-20_0001.djvu

			GALERIA ARTYSTÓW 


ANITA NOWAK 


P owodzenie serialu zależy w domi- 
nującej mierze nie od geniuszu 
scenarzysty, bo takowy przy masowej 
produkcji odcinków nie ma raczej szan- 
sy się ujawnić, ale od indywidualności 
aktorów, którzy albo stworzą wiarygod- 
ną psychologicznie, a przy tym interesu- 
jącą artystycznie postać, albo nie. Kiedy 
po raz pierwszy rzuciłam okiem na 
"Plebanię" od razu z tłumu wyłowiłam 
postać kościelnego. Nieopatrzona na 
małym ekranie twarz i świetne aktor- 
stwo, a przy tym nieodparty urok i swo- 
ista ekspresja sprawiły, że zaczęłam się 
zastanawiać, kim jest aktor kryjący się 
za maską dobrodusznego, pogodnego, 
do naiwności czasem, prostolinijnego 
Zbyszka? 
Los wyszedł mi naprzeciw i zesłał wy- 
konawcę serialowego Zbyszka - STANI- 
SŁAWA GÓRKĘ do Bydgoszczy, gdzie w 
Teatrze Polskim gra rolę Tima w farsie 
"Czego nie widać". Niewielka to rola, ale 
zauważalna dzięki ekspresji i vis comice 
wykonawcy. 
Z największym rozrzewnieniem Sta- 
nisław Górka wspomina jednak swą 
rolę Autolikusa z "Zimowej opowieści" 
w reżyserii Zofii Mrozowskiej w dyplo- 
mowym przedstawieniu w warszawskiej 
PWST w roku 1977. Lubi tę postać za jej 
żywiołowość, witalność, eksplozję ener- 
gii, której mógł dać upust realizując się 


I I 
\ 



 



.. ' 
.. '\. 



 


. .ł 


Zbyszek w "Plebanii" 


18 b(";u'UMlOI Nr 1-3/2005 


w postaci chłopaka z plebsu. Zbliżoną 
nieco w klimacie postać - Jonka zagrał 
potem Stanisław Górka w "Krakowia- 
kach i góralach" Bogusławskiego w 
reżyserii Ludwika Rene w Teatrze Dra- 
matycznym. Obie postaci oparte były w 
dużej mierze na muzykalności i talencie 
wokalnym młodego artysty. Po tej roli 
Gustaw Holoubek chciał nawet Górkę za- 
trudnić w swoim zespole, ten pozostał jed- 


Niezwykle ważną sprawą w zawodo- 
wym życiorysie Stanisława Górki było 
spotkanie z Reną Tomaszewską - pro- 
fesorką z warszawskiej PWST. Był jej 
ulubionym studentem. Potem został jej 
asystentem, w kolejności asystentem 
Zofii Mrozowskiej, Tadeusza Łomnickie- 
go, a z czasem, przeszedłszy wszelkie do 
tego niezbędne szczeble naukowe, sam 
uzyskał naukowy stopień profesora. Od 


Profesor 

 
STANISŁAW GORKA 


" ł \ I 
\ 


\ 


W spektaklu "Hemar mniej znany" 


nak wierny Erwinowi Axerowi i Teatrowi 
"Współczesnemu". Jego pierwsza rola we 
"Współczesnym" to Sandu w "Najwięk- 
szej świętości" mołdawskiego dramaturga 
Iona Druce. Potem była też duża rola 
Maurycego Stiefela w "Przebudzeniu 
wiosny" Krzysztofa Zaleskiego. Wielkie 
doświadczenie stanowiło dla niego pierw- 
sze zetknięcie się na scenie z Witkacym. 
A zdarzyło się to w "Kurce wodnej" w 
reżyserii Macieja Englerta. Ciekawie 
wykreował tam postać Tadzia F1ake-Pra- 
wackiego - dziesięcioletniego chłopca o 
mentalności człowieka dorosłego. 
Okres stanu wojennego to dla Stanisła- 
wa Górki głównie bieganie z wierszami 
Miłosza za pazuchą, spektakle przygo- 
towywane i grane w kościołach. Reszta 
działań stanowiła wówczas margines. 
Artysta nie żałuje poświęcenia kariery 
dla ideałów politycznych. Tego, uważa, 
wymagała sytuacja. 


" 


lat prowadzi zajęcia z zakresu impostacji 
głosu w Akademii Teatralnej w Warsza- 
wie. Ale nie tylko, dobrze władając języ- 
kiem angielskim, jeździ po całym świecie, 
wykłada na zagranicznych uczelniach, 
prowadzi ćwiczenia ze studentami szkół 
aktorskich, tłumaczy literaturę fachową. 
Jako stypendysta Fundacji Kościuszkow- 
skiej był w Wellesley College pod Bosto- 
nem. Prowadził warsztaty na University 
of Minnesota Mineapolis. 
Aby zaprotestować przeciwko tak 
popularnemu we współczesnym te- 
atrze nurtowi nowego brutalizmu, 
Stanisław Górka postanowił założyć 
własny teatr. Siedział wówczas wraz z 
Wojciechem Machnickim w garderobie 
Teatru Współczesnego. Po spektaklu 
obaj panowie odwiedzili mieszkającego 
w pobliżu Zbigniewa Rymarza. Tam 
skonkretyzowała się idea "Teatru Pod 
Górkę". Stanisław Górka wcielił się
		

/Untitled-21_0001.djvu

			GALERIA ARTYSTÓW 


w postać Tońcia, Wojciech Machnicki 
- Szczepcia i tak rozpoczęła się ich 
"sentymentalna podróż" do dawnego 
Lwowa. Najpierw spektakl pokazywany 
był w Polsce i na Zachodzie Europy, 
potem w Stanach Zjednoczonych, Ka- 
nadzie, wreszcie rozpoczęły się podróże 
na Litwę, Łotwę i Ukrainę. 
Drugą premierą "Teatru pod Górkę" 
była "Kolęda na cztery głosy". Do zespo- 
łu dokooptowano wówczas dwie bardzo 
muzykalne młode aktorki Monikę 
Świtaj i Martę Dobosz z Teatru Studio. 
Miejsca do grania użyczył Piotr Cieślak 
w kawiarni Teatru Dramatycznego "U 
aktorów". Potem narodził się spektakl 
"Wesołego powszedniego dnia" do mu- 
zyki swego bliskiego przyjaciela Jerzego 
Derfla. W kolejności powstały - "He- 
mar mniej znany" i "Tułacz", wreszcie 
prezentowany ostatnio w Stanach Zjed- 
noczonych świetny spektakl "Teściowa 
i zięć" oparty na tekstach Konstantego 
Ildefonsa Gałczyńskiego, w którym wy- 
stępuje z Katarzyną Łaniewską. 
Niezwykła muzykalność Stanisława 
Górki sprawia, że potrafi on doskonale 
dobierać głosowo aktorów do swego te- 
atru i, jak symfonię, komponować z tych 
głosów spektakl. 
Ale Stanisław Górka to człowiek nie- 
spokojnego ducha. Nie znosi stagnacji, 
rutyny, monotonii. Uważa, że aktorowi 
do rozwoju niezbędne jest ciągłe prze- 
mieszczanie się, zmiana teatrów. Dzięki 
temu chętnie przyjął propozycję dyrekto- 
ra Adama Orzechowskiego i trafił ostat- 
nio do Bydgoszczy. 


...., 


\.
 ' 


- 


Z Katarzyną Łaniewską w spektaklu "Teściowa i zięć" 


Stanisław Górka pochodzi z Dębli- 
na, miasta, w którym nie było teatru. 
Jego pierwsze kontakty z aktorstwem 
odbywały się za pośrednictwem filmu. 
Ważną rolę w życiu odegrało funkcjonu- 
jące w Dęblinie jeszcze od przedwojny 
kino "Irena". Tu oglądał pierwsze we- 
sterny. W Dęblinie żył i tworzył Janusz 
Meissner. Ze swym mężem lotnikiem, 
w pięknej willi, mieszkała niegdyś 
Maria pawlikowska-J asnorzewska. 
To przydawało dzieciństwu małego 
Stasia swoistej aury. Humanistyczne 
zainteresowania już od naj wcześniej- 
szych lat pielęgnowała w synu matka, 
nauczycielka języka rosyjskiego i wf-u. 
Jego kontakt z teatrem rozpoczął się w 
okresie uczęszczania do prezentującego 
bardzo wysoki poziom Liceum Ogólno- 
kształcącego w Dęblinie. Wyprawy do 
warszawskich i krakowskich teatrów 
były tu tradycją. Funkcjonował także 
szkolny teatr, prowadzony przez Martę 
Jakubowską. Jej to kilkunastoletni wów- 
czas Staś zawdzięcza zauroczenie twór- 
czością Okudżawy, udział w konkur- 
sach recytatorskich. Decydujący wpływ 
na jego przyszłe losy miało zetknięcie 
się przy okazji tych konkursów z bardzo 
charyzmatyczną aktorką Teatru Studio 
w Warszawie - Ireną Jun. To pod jej 
wpływem, w 1973 roku zdecydował się 
zdawać do szkoły aktorskiej. Dzięki, 
jak mówi, doskonałym nauczycielom z 
liceum dęblińskiego, najlepiej ze wszyst- 
kich zdał egzamin z teorii. 
Już na pierwszym roku studiów zaczął 
bardzo zachłannie nadrabiać zaległości 


t' 



 



 
, 


" 


,} 


Stanisław Górka jako Hemar 


z zakresu wiedzy o teatrze, uczęszcza- 
jąc na wszystkie grywane wówczas w 
stołecznych teatrach przedstawienia, 
spektakle odbywającego się w Warsza- 
wie Festiwalu Narodów, Warszawskich 
Spotkań Teatralnych. Potem przyszedł 
czas na teatry londyńskie, wreszcie na 
Broadway. Na tamtych teatrach wzoro- 
wał się potem, tworząc swój Teatr "Pod 
Górkę". 
Chciałby zagrać jakiś typowy czarny 
charakter, marzą mu się też tytułowe role 
w "Szczęściu Frania", w "Słudze dwóch 
panów", w "Wujaszku Wani". 
Ulubiony sposób spędzania wolnego 
czasu przez Stanisława Górkę, to wy- 
pady z żoną, córką, psem i kotem do 
kurpiowskiej chaty nad Świdrem, gdzie 
ma swój matecznik, nad którym w pew- 
nej mierze pracował nawet własnymi 
rękami - teatr z salą prób, reflektorami 
i scenką, bibliotekę, ma też własną pa- 
siekę, w której sam z narażeniem zdro- 
wia i urody, pielęgnuje pszczoły. Drugą 
jego pasją są nalewki. Przyjaciele naj- 
chętniej degustują jego nalewkę przy- 
rządzaną na liściach czarnej porzeczki. 
W carskiej Rosji nazywano ją listowką. 
Ma ok. 80 proc. i nie boli po niej głowa. 
Obie pasje potwierdzają to, co można 
było już zauważyć obserwując karierę 
zawodową, zwłaszcza dydaktyczno-na- 
ukową Stanisława Górki - że jest on 
człowiekiem nie tylko utalentowanym 
i inteligentnym, ale też pracowitym i 
cierpliwym. O 


Nr 1-3/2005 [ł) f'G?.J
 19
		

/Untitled-22_0001.djvu

			W BIBLIOTECE IM. WITOLDA BEŁZY W BYDGOSZCZY 


JUSTYNA EIS, JOLANTA OCIEPA 


W ystawa Kościół bydgoski została 
zorganizowana z okazji powoła- 
nia przez Jana Pawła II diecezji bydgo- 
skiej. Zamyka się w ramach chronolo- 
gicznych 1404-2004. Zaprezentowano 
na niej zabytki piśmiennictwa i ikono- 
grafię dotyczące klasztorów, kościołów 
i instytucji kościelnych Bydgoszczy. Do 
najcenniejszych eksponatów należy 
bulla erekcyjna klasztoru karmelitów 
wystawiona przez papieża Bonifacego 
IX w Rzymie dnia 9 stycznia 1404 r. 
Klasztor karmelitów, najwcześniej- 
szy w Bydgoszczy, utworzony został 
poza murami miasta na Przedmieściu 
Gdańskim. Drugi z kolei dokument od- 
noszący się do tegoż zakonu, to bulla 
papieża Leona X nakazująca biskupom 
pomezańskiemu i warmińskiemu obro- 
nę klasztoru karmelitów bydgoskich 
przed łupieżcami i napastnikami, 
wystawiona w Rzymie dnia 20 maja 
1513 r. 
Powstające w mieście instytucje 
religijne rozrastały się wewnętrznie, 
powołując do życia nowe korporacje 
religijne i świeckie. Wspierane one 
były licznymi darowiznami przez 
zamożne mieszczaństwo i szlachtę. 
Z historii zakonów prezentujemy ar- 
chiwalia działających przy klasztorze 
karmelitów bractw: Matki Boskiej 
Szkaplerznej i świętego Józefa. XVII 
i XVIII-wieczne księgi zawierają spra- 
wozdania z przeprowadzonych lustra- 
cji i elekcji, spisy członków, darowizn 
różnego rodzaju. Przykładowo można 
tu wspomnieć o interesujących szcze- 
gółach dotyczących życia muzyczne- 
go. Wiadomo, że karmelici kształcili 
muzyków, których można było spo- 
tkać również w innych ośrodkach 
życia religijnego. 
Następnym chronologicznie klaszto- 
rem był klasztor bernardynów, erygo- 
wany w 1480 r., po którym zachowało 
się najwięcej zabytków materialnych 
- kościół, zabudowania ldasztorne i 
biblioteka - naj starszy księgozbiór w 
Bydgoszczy. Większość książek w tej 
bibliotece pochodzi z darów, a wśród 
ofiarodawców dominują osoby du- 
chowne - zakonnicy i księża. 
Jedna z naj starszych not własnościo- 
wych widnieje na zbiorze kazań Piotra 


20 

I Nr 1-3/2005 


z Palude wydanym w 1491 r. w Stras- 
bourgu i rejestruje fakt nabycia książki 
przez Stanisława z Myślęcinka na tar- 
gu w Bydgoszczy w dniu św. Idziego w 
1494 r. 
Spośród wielu książek siedemna- 
stowiecznych podarowanych przez 
duchownych bydgoskich prezentuje- 
my "Postulaty moralne" autorstwa 
Adriana Diany wydane w Antwerpii 
w 1637 r. Bernardyni kupili ją w 1638 
r. za pieniądze z jałmużny (27,S flo- 


podręcznik dla spowiednika, a także 
wykaz prowincjałów prowincji wiel- 
kopolskiej napisany przez gwardiana 
Hieronima Jabłońskiego z roku 1717. 
Cennym zabytkiem sakralnym jest 
pochodzący z przełomu XV i XVI w. 
pergaminowy brewiarz franciszkań- 
ski, ozdobiony pięknymi inicjałami. 
Klasztor klarysek reprezentuje księga 
rachunkowa Ladyńskiego. 
W Bydgoszczy, na przestrzeni dzie- 
jów, opiekę duszpasterską sprawo- 


WYSTAWA "KOŚCIÓŁ BYDGOSKI" 


]OZ1nnćfS tJ{t[llclS ffpJSCOpztS SerWiS Savomt1)"Dei 


ab J'"'J',cua.n; C
t m(,mcc.k1.""".
[ł..:t.o("l4lt' p,,(cn-IJu.ut) ftbcfulI

rl{Lfl\rł.n(,,
...rtt!.!:,.tłnc :;
t.ł1to!" !otlt
Sa.n) opaQ:tt",,5Q.mu, 
ut t"amt.d1.N:O(Cn\a,1.t...mJV1.faLwucnłtt'" ..lJ't
'\1o.tliłf(''tI\pott.t"2 tUumtAł1
 ""'um C\łq
 t
:[U r£(1.t5iw.tt.Ct"ac\bu
 C
"ł9\1(' 
.Uel1l1 
,,«\, £\7lrU.at. Cctt
tS(U'ttA 'q1tu£" JJltltlont. \.'tIU.Ca.btlUl
 '?rotC.U1ł7 J11l
t\U.u lr\.t
L"h1'jLJ 'Zkd'
p,,,
 C1r\.(.
tUt1
U, JootU1I.
 BtUlCU.- 
to.. :Jl!la.Qa. fjn

 f\1Vli11l.11'I,;d 1naucuu, Gol{bi(

':... C"J71"'Yi Cc."=1
t\(.nsu-Cd1.16u.qa.tU. '1"1-. Clublta Lonftut\łt..'\ €ł"\5(Qp.."Il.U"2.
ofo-- 
Ulett, aE' ą
ro{
..ć ::ł(
 tłtt.ll tl'f'05mk\\'uuł\tut, CKeł.\1tUa.I4'tIC'tl1.
m l(clLłł..1.
t\Y.1L."tf) łlEiI ""'
to.lLun 6tfw\'('ln\5"Ulh
 qwFLt
6M21«('lt.X.t
, 
t\.?'
a.u
u.tuc b",(.U
t,". 
7;)
lt1tt 
r:9l
 f(\vo
[t
tl tptarttt ,ttttc.nna.. Q
n


[.u krht nowC\tayh, R:.
pt
"'f'- htulo 1)
 
fi, thI2.j:JO

ta. 7lpc»tO\i"C.L 1'\\t1.t\.L, be. 
t5i[w Sc.cu.ta
 5tatu
, 
Xl« 
'tquurtru{.. bt(.(.l:nU1"1U
. 7if, ..,(ch

(;' 
1tu.!-
.tnSI Stf'(\!.amtt" 
.'\:w""m>o"
u 1.
II,
O>!<=.. 6trólrtc 1'5ul.":,,
l"t.Utl:sa:lJ'!.ltt': j1tU6U:: qu-u-us y
f£1tl bt,art"tuI et P£lU'I('(.lCll 
\'tt\ł.(l 
u'»'ł-rtl .t"t_P"'LSu;:;rh,fU111
, apu.b 5:...J:lrc.u;rt1, bi., '\'LUmn.c qua.ct01t1Lm-1So
bw 
C\.HL, lI.rttLO 'Dowt1.1\t bt..
tr11U(ftmo qu..u.t.,. J)"'lłi.ficatus.1!
tu $l{ffO a,"(t_
1h10_ 


. (1..,J.. 
. 

 

'd 

 I
 


rena) ks. Jana Pankowskiego z Chwy- 
towa, prepozyta szpitala i kaplicy 
Świętego Krzyża. 
Zakon na przestrzeni XV i XVII 
w. był ważnym ośrodkiem życia du- 
chowego, naukowego i kulturalnego 
w mieście. Powstał tu naj starszy 
aktualnie w Polsce słownik łaciń- 
sko-polski Bartłomieja z Bydgoszczy, 
przechowywany obecnie w Bibliotece 
Uniwersyteckiej w Poznaniu. Przy 
klasztorze działało studium filozo- 
ficzne. Bernardyni pisali także teksty 
teologiczne - prezentujemy kanony 
pokutne z XVI w. i XVII-wieczny 


,
 i!? Q.M. ką.. 

. tw' 

 T
... 




.5..t.
 

 h ,i(. (".ł.. . A'b.,t 


wało wielu zasłużonych, a niejedno- 
krotnie wybitnych osobowości. Pre- 
zentujemy rękopisy i korespondencję 
księży z okresu zaboru pruskiego: 
Edwarda Beckera Opis historyczny 
kościołów bydgoskich, korespon- 
dencję Ryszarda Markwarta z lat 
1900-1902, proboszcza fary, który 
swą pracę duszpasterską łączył z dzia- 
łalnością narodową. W 1904 r. był 
obdarzony przez arcybiskupa gnieź- 
nieńskiego godnością honorowego 
radcy duchownego. 
Natomiast z okresu międzywojen- 
nego przedstawiamy pracę cieszącego
		

/Untitled-23_0001.djvu

			W KAMIENICY POD GWIAZDĄ W TORUNIU 


ADAM PACZUSKI 


W toruńskie j Kamienicy pod Gwiaz- 
dą obejrzeć było można ciekawą 
ekspozycję poświeconą operze pekiń- 
skiej. Na wystawie znalazło się sześćdzie- 
siąt figur przebranych w stroje najbar- 
dziej znanych bohaterów operowych. 
Opera pekińska zajmuje w nowożyt- 
nej kulturze chińskiej ważne miejsce. 
Należy ona do najbardziej znanych form 
teatru chińskiego, a jej początki wiąże 
się z 80. urodzinami cesarza Qianlon- 
ga (1736-1796). Wówczas to, w 1790 r. 
ściągnięto do Pekinu dla uświetnienia 
urodzinowych uroczystości liczne grupy 
teatralne ze wszystkich stron Państwa 
Środka. Z tego spotkania powstał nowy 
gatunek przedstawienia nazwany "operą 
pekińską". Opera Pekińska rozwijała się 
nieprzerwanie aż do czasów rewolucji 
kulturalnej. Zerwano wówczas z trady- 
cyjnymi formami tego gatunku sztuki, 
a przedstawienia operowe stały się na- 
rzędziem komunistycznej propagandy. 
Dopiero w latach 80. XX w. powrócono 
do tradycji dawnej Opery Pekińskiej. 


Bohaterowie 
opery 
pekińskiej 


-
 


'" 


I 


Repertuar opery chińskiej opiera się 
na tekstach z literatury i dawnych kro- 
nik. Sztukami są zaadaptowane legendy 
lub niektóre wątki klasycznych dzieł 
literackich. Tematami przedstawień 
są - miłość, wierność, służba państwo- 
wa, konflikty polityczne. W finale zło 
zostaje ukarane, a cnota wynagro- 
dzona, wszystko zgodne z zasadami 
konfucjańskimi. Charakterystycznym 
wyróżnikiem Opery Pekińskiej jest nie 
tylko perfekcyjny sposób gry aktorskiej 
(często na pograniczu ekwilibrystyki), 
ale przede wszystkim barwny makijaż 
i kostiumy. To właśnie one stanowią 
element wyróżniający poszczególne po- 
staci. Zarówno kostiumy jak i rekwizyty 
oraz rodzaj makijażu posiadają swoje 
symboliczne znaczenie. Dzięki obec- 
nym na wystawie opisom dotyczącym 
poszczególnych postaci oraz sztuk w 
jakich występują, widzowie ekspozycji 
w Kamienicy pod Gwiazdą mogli lepiej 
zrozumieć rolę i symboliczną wymowę 
bohaterów chińskiej opery. 


:,. 
£ 


;):0 
;} 


Fot. Autor 


się sympatią wśród młodzieży księdza 
Franciszka Dachtery, traktującą o 
historii parafii bydgoskiej do roku 
1772 r. 
Zwieńczeniem wystawy są dwie bul- 
le Jana Pawła II z dnia 26 lutego 2004 r. 
- pierwsza dotyczy utworzenia diecezji 
bydgoskiej, a druga mianuje ordyna- 
riuszem bydgoskim ks. biskupa Jana 
Tyrawę (zdjęcie obok). 
Interesująca jest ikonografia ko- 
ściołów bydgoskich - wielu grafi- 
ków i malarzy przedstawiało widoki 
obiektów sakralnych miasta, często 
w oparciu o wcześniejsze przekazy 
ikonograficzne. 
Widok najstarszego bydgoskiego 
kościoła pod wezwaniem św. Idziego 
autorstwa Paula Bertholda Jaeckela po- 
chodzi z cyklu niewielkich rysunków 
wykonanych w latach 70. XIX w. 
August Wolff w latach 1917-1918 
wykonał kilkanaście prac olejnych 
i akwarel, na których przedstawiał 
widoki Bydgoszczy z pierwszej poło- 
wy XIX w. Utrwalał też współczesne 
sobie widoki: m.in. kościół farny i 
kościół klarysek. 


"\ 


.., 
'1 


-- 


r 
'::';
 .. 
\\ 
.
. 


"'f 



 


)- 


m.in. farą, kościołem klarysek i kościo- 
łem pobernardyńskim. 
Najnowsze eksponaty udostępnił 
ksiądz biskup Jan Tyrawa. Pozostałe 
pochodzą ze zbiorów Wojewódzkiej i 
Miejskiej Biblioteki Publicznej, Archi- 
wum Państwowego i Muzeum Okręgo- 
wego w Bydgoszczy. D 



 ,
 .,:..,:-:.:.:-...' 
 


 
r' l' [!1 r I lOr'! 
" \ 
'

, \ 
L, . 


, 
 
t..
 " 
..... .' JJI 


Akwaforty Karla Schultza, artysty 
urodzonego w Bydgoszczy, ukazują 
budowle sakralne z wiernie oddanymi 
detalami architektonicznymi. 
Józef Pieniążek w 1929 r. na zlecenie 
magistratu miasta wykonał tekę "Wido- 
ki Bydgoszczy". Zawiera ona akwaforty 
z naj starszymi obiektami sakralnymi, 


JOcl1meBJ)aulllB 
pJSCO}X1S Bww SuvownjDd 


(Yc."rtu.abtli 5catl.t J
.ant1i C,..c..a.wa, Ctulthau. atI
 
[.a.c:tłł.a."w1..śl-ł1t(t10!J nt"W1t1.1.9rtLto 
?DVa.5inlUJ1..l.alI 
t1CV
 6t"
:f(..tt') 
bqo:ftJ..(..ł1..5(.11') CYlSc.opo (l.(, "'F'a.$tOU.ttUSłC, iali.ttoł:: Lt 'TIpostm..rotf) l)lnt-bLatOl1tm. TInivasac 
£
.lQ.L 1)OlłLlttl- !PSl11., vo{"uttta.t!:
VOSltL. Vt.qltt.hL rlo!oiU\łO ..:utclu, .:onlmobau vO"fi.tlttl.l!o! u.t ,olLttaus lIb((ta
112 
ta6
v
SUlr :f(.l'tt.J'
d. atLqLSUlt. "ł::Ułl£POtlSSln1.UJf) łl'uufut) 
tU1łf')
6qO,.twtsW') 5t.bc.
') _5iuY"mu-,. CUl.r
4 
lUt" Mi:"'c.lUt'? 7"inhsntVIJ btStlłw"U cuP\tttu,. fObUł-' h'lUJ'ceL gu.c [tttt.c.i!t n""tt\.5 ..9uown) łltufu
 .:t'>i((ctowIf) 
polot1orn",i=- t.Qł16
 €\b 
\.S S'r0.6t..\"2!V
S' Ltbt (tuk":?, \.1-łuffilnG:; '5w.tu, JttlrriStuil.l.łł) b30cjlttmit:- 
tu(' 
1.łt1A 
 co.tł.6a clt.Sft;ttt.ll.VlYrtUS. }\.1smw..a:- OJ'UA łt lrl
covah I.I$U va,[b(. łan' prol.aIrll1n. C\\
"tOytu ói. Zi
 
tcfuo. yołc,ta.tt-, tt
i,*WitS v\-nc!.lli$ K/\un11ł:..Ł!Ct{i(.tt 
l(\t\7lo."lUl5\-S f.c.cl.UtQ.( Rt
lC1t,C\u, 'łt1.ltt\l.U £l( tttuw 
g. 
Sttltlt.-tui., t\..o"u.t\a.Jtt"
 9'1."

\tn '1jrbQ05tu.n5(..łt), ..:utlC.ta :51łt1ula.S6t:"tu\.ucC\.ł\(.(t1on ORłQatlOrt(.
 Cjltctto.tn'} 
łtlUt'ltU tu.o t
lll .:ort5wont ae;a.::Wan
OJ1onn''2!'a(5'
a l1u.tuntu{'. ([lU-lttJ JJouc itJWc-ltn)
pttlurn &" rua.(U
 
hen" 
tt.oUł taciw 
a 9U09. iCU2..'llit1.C aOłll"ta. tt':'tlttct TOIUlDq tUl
U'(-, o[1iaVattr1a.tn coh.xta.ttt"t.. C
ttw.m... 
,.. Eu.ł.&m 
Ji."&ntu, 
 l.nu.a.6tr
"5u:t.Uc., tlOt1t1u.(L" w9in, Qł\11OS VU\.hsG:vun:H. 6(..tma.v\tt\us 5cb\ 
V(.""'l.a.
iUłfl.. 
pU1(,6ta.t1.\Uł
 tUłttC.,,),uttm

tr) pc.c.mctl. Qtl1tnl affcd1.1, COt1.CU.6tITILt" n
 ---ł]'$l 
uto.h(l,n 
t\( fibtlulIt1 fa.mtlta"." 
affio[.(, S'c.a5U. (
na.tlUł'). Uli :5a1Ut':\U(1
m1t\l 
Cl{\ l
t91tlC. Vt;f{nSoal.( J''''pltahls, coq-ttanS1llll'ttąlA..:\tY'! nbt 6t..- 

51.fOU Ei
niłat(m tt .rc.aul6i1.m"!Y((J'd"U1n.1:":li\ltl1
rtlo.l(. QP1.t1)-:?J1Ul.1.l"_1J Sil 
tadodvu:..($U1'" 'tUn- 
ft
 'Vvu.La.cii J L1.tut.C"""1\,ttl1fl1 {i1,.1tułlcjlnL
-1ł..lO.dO,"}9
t\t
ClI.t1l5 f)C5tn 5t
(I d vt((5\rtW. 




!:
 


Rru'I\Js r,b

 1?,,1:;
. A
t:. 


Nr 1-3/2005 

I 21
		

/Untitled-24_0001.djvu

			W SALONIE SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ BWA W BYDGOSZCZY 


DOROTA 
RUDNICKA 


O d 19 stycznia do 20 lutego br. w 
salonie Biura Wystaw Artystycz- 
nych w Bydgoszczy były czynne dwie 
ekspozycje malarstwa i jedna grafiki. 
Autorkami są: Małgorzata Maciejew- 
ska, Dorota Jajko-Sankowska i Ewa 
Gordon. Pierwsza ukończyła studia 
w 1980 r. na Wydziale Malarstwa i 
Grafiki Państwowej Wyższej Szkoły 
Sztuk Plastycznych w Gdańsku, druga 
w 1993 r. na Wydziale Sztuk Pięknych 
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 
trzecia w 1984 r. też na UMK w Toru- 
niu. Zaprezentowano więc trzy różne 
osobowości twórcze, odmienne sposo- 
by traktowania warsztatu plastycznego 
i także rozmaitość spojrzeń kierowa- 
nych - mówiąc ogólnie - na świat i na 
człowieka. 
Małgorzata Maciejewska dość 
wcześnie (przed laty) dała się poznać 
publiczności jako autorka obrazów 
oryginalnych kolorystycznie i charak- 
teryzujących się pokaźną ekspresją. 
Bulwersowała widza tematyką swoich 
prac i zaskakiwała ich "temperaturą". 
Wzbudzała niemal zachwyt plastyczny- 
mi pomysłami przenoszonymi na płót- 
no. A później przez tzw. szmat czasu 
nie było jej wystawy indywidualnej w 
salonie BWA czy w którejś z bydgo- 
skich galerii. 
Dziś malarka mówi, że tematyka 
jej prac - "to wszystko co na co dzień 
chowamy w podświadomości, tylko 
czasami jest śmiałe i drapieżne: nasze 
myśli, pragnienia, niedoskonałości, 
urok świadomej egzystencji, kobieta 
uwikłana w matnię życia - jej siła i sła- 
bość, miłość i nienawiść!" ] nie sposób 
zaprzeczyć tej informacji. Ale również 
trudno na niej poprzestać. Autorka 
m.in. obrazu pt. "Między piekłem a 
niebem" czy "Drugiego odbicia" prze- 
szła, jak się wydaje, pewną przemianę 
sprawiając odbiorcy jej sztuki jakiś ro- 
dzaj niespodzianki! - zawodu i trochę 
rozczarowania... Ekspresja poniekąd 
przybladła, do walorów formalnych 


22 U

I Nr 1-3/2005 


wkradło się nieco chaosu, natomiast 
malarskie - być może - emocje nadal 
górują. 
Mimo tych (subiektywnych) wrażeń 
podczas wernisażu w salonie BWA 
słyszało się pod adresem Małgorzaty 
Maciejewskiej słowa pełnej aprobaty 
dla jej umiejętności łączenia abstrakcji 
z figuratywnością i dekoracyjnością. 
Wystawa grafiki pn. "Podwójna gra" 
Ewy Gordon sprawiła wrażenie domi- 
nującej! - przez swoją wielkość (chyba 
ponad 50 prac), charakter i rodzaj 
twórczości, technikę wykonania oraz 


Kiedyś autorka częściej tworzyła 
prace o dwóch, trzech kolorach (czerń, 
biel, szarość - ich odcienie), a teraz 
stosuje też inne barwy i czyni to tak, 
że one widza frapują, całość pracy 
jeszcze bardziej zaciekawia. Przy tym 
wyrazistość dawniejszych prac uległa 
metamorfozie; ciało lub twarz kobiety 
jakby ginie zostawiając nas z nowym, 
innym wizerunkiem i z odkryciem ist- 
nienia w oparciu o serigrafię odmien- 
nego "aktu" - dzieła. W polu naszego 
widzenia pojawia się niekiedy prawie 
wysublimowana abstrakcja. 


Trzy interesujące spojrzenia 


. 


... 


J 
I 


L 
I 


II J 
. 
, 
'III' 
.,. 


Spośród bogactwa zaprezentowa- 
nych prac na wystawie "Podwójna 
gra" pozwalam sobie wymienić te, 
które mnie najbardziej zainteresowały 
i przyciągnęły... "Przesłona Vb", "Ob- 
szar zamknięty II", "Wielka liczba I", 
"Przesłona 40", "Koperta I", "Wyjście 
jest zawsze". 
Można powiedzieć, że kapitalnie 
przedstawiła się poprzez swoje ma- 
larstwo Dorota Jajko-Sankowska. 
Jej prace należą do takich, które się 
zapamiętuje na dłużej i to zarówno z 
powodów ściśle formalnych, jak i na 
skutek swobodnie interpretowanych 
widoków - nibyprzyrody, jakby na- 
tury i szeroko pojmowanych pejzaży, 
które wszak dosłownym odbiciem ani 
łąk, ani rzek czy jezior, ani jesiennych 
ognisk czy wiosennego kwitnienia 
- nie są! 
"W obserwacji, odczuwaniu natu- 
ry - mówi autorka m.in. obrazu pl. 
"Gnilec" - silnym wrażeniem zapi- 
sywał mi się pejzaż: układy określa- 
jące substancję ziemi i nieba - pasy 
wypełniające te strefy, ściany skarp, 
brzegów, lasów, kamieniołomów 
(...), gęstość powierzchni, mroczność, 
świetlistość" . 
I jakże interesująco te swoje spostrze- 
żenia oraz wrażenia i źródło inspiracji 
przeniosła na płótna w części o dużych 
formatach, namalowanych olejem i z 
rozmachem, lecz klarownie. Ze swo- 
bodą, ale zachowując przejrzystość i 
porządek zasad kompozycyjnych, dba- 
jąc o zsynchronizowanie - powiedzmy 
- "kresek" czy "pasów" z wybranymi 
kolorami. 


. 


. 
. 


. 


III. 


- 


Ewa Gordon Przeslona XXVI (serigrafia) 


z powodu wyobraźni i fantazji autorki 
łączącej te cechy z precyzją wykonania 
dzieła zwanego serigrafią. 
Artystka goszcząca już swego czasu 
na łamach "Promocji" nie ustaje (co 
wyraźnie widać) w pracowitości i 
dokładności stosowania raz wybranej 
techniki. Równocześnie rozwija swoje 
poszukiwania formalne i dba o zróż- 
nicowanie rozmaitych, interesujących 
cykli prac. Tematyka (ONA - ONE, 
KOBIETA, KOBIETY) pozostaje ta 
sama, ale mamy do czynienia z róż- 
nymi jej - powiedzmy - wariantami, 
przekształceniami, interpretacjami. 
Należy mieć chyba wiele samozapar- 
cia, ambicji oraz nawet... uczucia dla 
swojego warsztatu, by dojść do rezulta- 
tów, jakie oglądaliśmy w salonie BWA 
w Bydgoszczy.
		

/Untitled-25_0001.djvu

			W GALERII OŚRODKA PLASTYCZNEJ TWÓRCZOŚCI DZIECI W TORUNIU 


JERZY ROCHOWIAK 


W Galerii i Ośrodku Plastycznej 
Twórczości Dziecka w Toruniu 
pokazywane są wystawy prac dzie- 
cięcych, przede wszystkim nadsyła- 
nych na Międzynarodowe Biennale 
Grafiki Dzieci i Młodzieży, również 
organizowany w trybie biennale 
Międzynarodowy Konkurs Plastycz- 
ny dla Dzieci i Młodzieży Zawsze 
zielono, zawsze niebiesko, inne kon- 
kursy, tudzież prezentacje dokonań 
uczestników zajęć w pracowniach 
dydaktycznych Ośrodka i innych pla- 
cówkach. Niekiedy eksponowane są 
prace artystów profesjonalnych - po- 
szerzające perspektywę, w jakiej mło- 
dzi ludzie spoglądają na współczesną 
sztukę. Taką wystawą była aranżacja 
rzeźbiarska - ekspozycja form cera- 
micznych Reginy Le Moigne Domy 
dla dusz zbłąkanych. 
W zaciemnionej, ściślej: zaczernio- 
nej sali, na podeście zajmującym jej 
całą powierzchnię, pokrytym czarną 
tkaniną unoszą się jaśniejące w świe- 
tle, poruszające się jak liście drzewa 
na wietrze, niewielkie ceramiczne 
domki, których kształty przywodzą na 
pamięć eremy mnichów czy kapliczki. 


Jest ich ponad tysiąc. Każdy jest osob- 
ny, jest sam. Nie stykają się ze sobą. 
Wypełniają przestrzeń. Mogą kojarzyć 
się ze świeczkami zapalonymi na 
wielkim pustym cmentarzu w ciemną 
noc. Tworzą misterium czerni, bieli i 
światła. 


czyściec? Bo chyba nie piekło - nie 
mogłoby być tak piękne, pogodne i 
ciche! 
Wystawa Reginy Le Moigne stawia 
pytania o ostateczny wymiar ludzkiej 
egzystencji. Te pytania są proste, może 
nawet naiwne, jak te, które z uporem 


Domy dla dusz zbłąkanych 


Oswoiwszy się z ciemnością moż- 
na zobaczyć, że każdy domek jest 
ceramiczną formą umocowaną na 
drucie, że włączony wentylator 
sprawia, że obiekty się poruszają, że 
niezwykły efekt plastyczny wywołuje 
czerń pomieszczenia, biel domków 
i światło. To widać, ale najważniej- 
szy jest misteryjny nastrój, powaga 
chwili, gdy się patrzy. Aranżacja ma 
wymiar eschatologiczny. Jest metafi- 
zyczna. Niepodobna nie pomyśleć o 
śmierci, o tym, co potem... Co? Biel 
i światło w ciemności? Łagodność i 
spokój? Samotność, która nie jest 
ostateczna? Zawieszenie? Tak może 
być - zdaje się uśmiechać Regina Le 
Moigne. Te domki służą "duszom 
zbłąkanym", a czymże (kimże) one 
są? Może tak należy sobie wyobrazić 


zadają ciekawe świata dzieci. Bo i 
aranżacja jest prosta. Jest metafizycz- 
nym tchnieniem... Jest ekspresyjna, 
zapada w pamięć. 
Regina Le Moigne urodziła się w 
Zwolle i ukończyła Akademię Sztuk 
Pięknych w Amersfoort w Holandii, 
od 1970 roku mieszka we Francji. 
- Jestem rzeźbiarką - wyznaje - i 
preferuję rzeźbę niefiguratywną, któ- 
ra często sugeruje istnienie innych 
światów. Oprócz tego wykonuję 
aranżacje wewnętrzne i zewnętrzne, 
w których łączę niekiedy beton z me- 
talem. Nieustannie staram się sto- 
sować różne techniki po to, aby jak 
najpełniej wydobyć wartości ukryte 
w mojej symbolicznej i plastycznej 
ekspresji. D 


Kto lubi przyrodę, naturę, Ziemię (!), 
a równolegle interesuje go i odpowiada 
mu sztuka abstrakcyjna, gra kolorów 
i światła, przenikanie się barw - ten z 
zadowoleniem staje przed pracami Do- 
roty Jajko-Sankowskiej. One wyzwalają 
naszą wyobraźnię, przyciągają, intrygu- 
ją posiadaniem nie wyłącznie jednego 
czy dwóch tzw. planów, lecz "zagar- 
niając" widza niespodziewanie w plan 
trzeci... Takie - dla przykładu - odnio- 
słam wrażenie patrząc z odpowiedniej 
odległości na dzieło pt. "Akwarium", 
przypominające nie przedmiot o tej 
nazwie, lecz morskie głębiny. Albo np. 
"Stos" - choć budzi dramatyczne skoja- 
rzenia, to jednak pozostaje dekoracyj- 
ny. A cykl "Ostrężyny" frapuje! 
W sumie każda z trzech ekspozycji 
ma swoje wartości artystyczne i zapisze 
się w pamięci miłośników sztuk pięk- 
nych odpowiadającymi im cechami, 
walorami lub odrębnościami. D 


ł 
, . 4Z;", . 
, t 
r 
... .' 
, -""M I 

." - 

 '-'" I , ;;.,
 . 
./- ; - 
. ... 

 ". 
 r 
.. ,... 
-
" 
, '!tł. 
, , 
-., i
 t ' , .i"" 
" 
 
\ ,; 
-, . 
........-41 . \'... 

 
. 

 -- 
.... ( ... . 1.] 
.::. .,. 
I.. ..... 
A -. :- .. 
Ewa Gordon, Zapamiętałam maj 5 (serigrafia) 


Nr 1-3/2005 l ", 
J
I 23
		

/Untitled-26_0001.djvu

			W SALONIE SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ BWA W BYDGOSZCZY 


DOROTA RUDNICKA 


B ez rewelacji, bez "mocnego ude- 
rzenia", bez szczególnych sensacji 
oraz bez tzw. wysypu talentów, zapre- 
zentował się Okręg Bydgoski Związku 
Polskich Artystów Plastyków; przed- 
stawił plon konkursu na Dzieło Roku 
2004 w salonie Biura Wystaw Arty- 
stycznych w dniach 6 grudnia ub.r. do 
14 stycznia 2005. I bardzo dobrze, iż 
tak się stało, gdyż wystawa - mówiąc 
ogólnie - była znacznie ciekawsza 
niż poprzednia - pierwsza po latach 
przerwy... 
Na konkurs wpłynęły 52 prace, z 
czego wyeliminowano siedem. Jury 
pod przewodnictwem prof. Bogdana 
Wojtasiaka z Poznania - za Dzieło 
Roku 2004 uznało pracę pt. "Znaki 
życia" Piotra Badziąga, wykonaną w 
technice własnej autora. Wyróżnienia 
honorowe otrzymały obrazy: "Czarne 
figury" (olej) Aleksandry Simińskiej, 
"Zapomniane miejsce" (akryl) Bogu- 
sława Kurasia. 


Jak zwykle, przy podobnych oka- 
zjach i prezentacjach, tyle opinii 
oraz wyborów! - ilu zwiedzających... 
Znacznie mniej kontrowersji było chy- 


Dzieło Roku 
2004 


,ł 


-- 



 


,"", \ \ 

 
.1 


ba przed rokiem, gdy Dziełem Roku 
2003 ogłoszono obraz Ewy Pankie- 
wicz, której malarstwo olejne zwraca 
uwagę zarówno stroną warsztatową, 
formalną, jak i tematem; jest interesu- 
jące kolorystycznie, emanuje też jakby 
skrywaną, wewnętrzną gorączką. 
Może Dzieło Roku 2004 jest prze- 
znaczone wyłącznie dla koneserów 
prac wykonywanych tzw. techniką 
własną. Większość oglądających wy- 
stawę zapewne do nich nie należy. 
Stąd znaczniejszy aplauz towarzyszył 
Aleksandrze Simińskiej i Bogusławo- 
wi Kurasiowi. Ich obrazy nie tylko 
"odbiegają" daleko od pracy Piotra 
Badziąga, ale też różnią się (silnie i 
pozytywnie!) między sobą. 
Nie od dziś malarstwo autorki 
"Czarnych figur" potrafi publiczność 
zainteresować, a może nawet i zafascy- 
nować swoją płaszczyzną, przestrzenią, 
grą kolorów z wyznaczoną ciekawie 
perspektywą. Zaś autor "Zapomnia- 
nego miejsca" nieodmiennie - nie 
po raz pierwszy - zaskakuje swoim 


1111. 


--- 


9 
-, 


';I 


Malarstwo młodych pedagogów 


N a tę wystawę, mówiąc szczerze, 
"Promocje" czekały z większym 
niż zwykle zainteresowaniem. Po 
pierwsze dlatego, że to wystawa go- 
ścinna (choć z bliskiego Torunia), po 
drugie z tego powodu, iż torunianie 
na ogół prezentują coś zupełnie in- 
nego (czy prawie zupełnie...) aniżeli 
bydgoscy artyści malarze. Po trzecie: 
są to młodzi pedagodzy Zakładu Ma- 
larstwa Instytutu Artystycznego na 
Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersy- 
tetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. 
A więc gwarantują ukazanie dzieł 
opartych o najlepsze zasady formal- 
ne uprawianej dyscypliny wiedzy i 
rzemiosła; zapewniają w większym 
lub mniejszym stopniu (ale zapew- 
niają!) nawiązywanie do tradycji w 
sztukach pięknych. A jeśli nawet wy- 
łamują się z części jakichś rygorów 
- czynią to nie w celu epatowania 
publiczności pseudoawangardą czy 
pseudointelektem_ Są ponad takimi 


24 Li':(J
1 Nr 1-3/2005 


.
 
\, 
Q 


Piotr Badziąg, Znaki życia 



 
r 
\- 
f i 
. -..:.. 
..... 
\ <- JJ' 
r( \ I 
'"ł l- IL 
\ 
i t ł 
\ .- 

 
 


" 


L 


) 


(fałszywymi) demonstracjami. [ch 
prace - każdego z osobna - mają 
swój indywidualny rys i nie są 
pretensjonalne; tematyka lub treść 
współgra z formą, metafora tchnie 
ciepłem, ironia bywa subtelna, zaś 
"drapieżność" niektórych obrazów 
nie nachalna - choć to może dziwnie 
zabrzmi - prawie... elegancka. 
Wystawa z cyklu pn. "Pedagodzy 
wyższych uczelni artystycznych" była 
czynna w salonie bydgoskiego BWA 
od 6 grudnia 2004 roku do 14 stycznia 
br. Zobaczyło ją wiele osób i ośmielam 
się sądzić, że większość z nich była 
zadowolona z możliwości obejrzenia 
tej ciekawej ekspozycji. Zaś w tym 
właśnie miejscu, przy okazji, dodajmy: 
dość regularnie mieszkańcy grodu nad 
Brdą zapoznają się z tym "co widać w 
toruńskich sztukach pięknych", nato- 
miast znacznie słabiej wygląda to w 


Justyna Grzebieniowska, Nocny papieros 
(collage na płótnie) 


1111.
		

/Untitled-27_0001.djvu

			W SALONIE SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ BWA W BYDGOSZCZY 


PROMOCJA 


upodobaniem do wypracowanego (raz 
na zawsze?) nienagannego oblicza 
malarskiego warsztatu, do ukazywania 
zwierząt w jakimś szeregu albo gąszczu, 
przywodzących na myśl czas bardzo 
odległy... Tak więc - czy ktokolwiek 
zgadza się czy nie - werdykt jury stał 
się faktem, natomiast licznie przybyła 
na wystawę publiczność, rozchodząc 
się po salonie wybierała do dłuższej 
kontemplacji to co jej odpowiada, co 
ją pociąga, intryguje lub zwyczajnie 
podoba się ze względu na barwę czy 
kształt obrazu. 
Wspomniana lUZ na wstępie, 
znacznie ciekawsza niż poprzednia 
ekspozycja ma to do siebie, iż zawiera 
stosunkowo mało tzw. tradycyjnych 
pejzaży. Rozmaitość prac zaznacza się i 
w podstawach kompozycyjnych i w roz- 
wiązaniach kolorystycznych. Jest nie- 
mało dobrych obrazów olejnych - tak 
przedstawieniowych, figuratywnych 
jak i oscylujących na granicy abstrakcji. 
Zdarza się - tak to powiedzmy - insta- 
lacja czy technika mieszana. Zarówno 
poszukiwanie tematu, jak i środków 


artystycznego wyrazu wydaje się dość 
"rozstrzelone" - stanowiąc tym samym 
plastyczne bogactwo. Rysem charakte- 
rystycznym dla tej wystawy pozostaje 
w ogólnym wrażeniu jej widoczne 
odmłodzenie. Najmłodsi wiekiem i 
doświadczeniem artyści wprawdzie ni- 
czego i nikogo nie... atakują i nie "krzy- 
czą" swoimi obrazami, ale już w salonie 
ekspozycyjnym są! Przez ich obecność 
wyraźnieje upływ czasu, który - jak 
wiadomo - jest nieubłagalny... 
Najstarsi wśród bydgoskich arty- 
stów plastyków już w konkursowe 
szranki nie wchodzą. Nieco później 
urodzeni podkreślają tu swoją obec- 
ność (czasem nawet zaskakująco 
ciekawie) i mogą jeszcze - słusznie! 
- "zagrażać" naj młodszym w na- 
stępnych konkursach. Bo tak, jak 
poprzednia edycja, również druga 
impreza Dzieło Roku powinna być 
kontynuowana z pożytkiem dla arty- 
stów i dla publiczności. Wypada za- 
znaczyć, iż sponsorami konkursu są 
Oddział Regionalny Banku PKO BP i 
U rząd Miasta w Bydgoszczy. O 


Restauracja "CO" 


ZFprrl .f:?.rt r:orfz.>eFOlie 
6)/ r-;;? /" 
(r,!Yft/IJlllrtllrt w en/m/Jtl. Q7i)'yr
o.J;[r/:;Y 
propol/
/jc: 
(),\.> i,fI1"rib/(i jlo{ili" rh.mn 
(),\.> rh.l/cit!ffi 
6J1;;;..fZlf ,fjlcrjr(Go,fr:1.'!: .fll: 
(),\.> iJtlpre{lj okt&:(1/o:fr:iowc 
:?.f!!.fJJ(}
m llttqtjC:(1(Y1JI. 
(),\.> ktJtljlfr:£()/{IC 0l!frttli:{lt1{!rl.l/l" lllljJre:?. 
jlo:?.rt f,;f;ł.fi/ll 


c!frfk/!/
r o/pr'/Il' /II 
rlbze r91ór:;J;jJ/ 
Il' rfjl(fr(jm::;r.::;Ih Il' lió(l/tJ/. ()J!lrllll
.'fell
r ?lJIk,"r;o/ 
IIJTlJlir:J7IJl!t;,f'l!(lJ7IIIf7'J
I(: lf:rh{JJilń!y /;PI 
f Fk!irIJl.r--k1 rrńJlo
;r- 


9(gW,f;:.e pefi£qjnrt O!;-[!y(t 


85-039 Bydgoszcz, ul. Hetmańska 38 
teL/fax (O 52) 322 84 56 


przypadku muzyki czy teatru. Szkoda, 
szkoda... 
Ad rem: Na toruńską prezentację 
złożyło się ponad trzydzieści prac 
bardzo różnych pod względem warsz- 
tatowym, w swoim charakterze i np. 
w kolorystyce. A kolor, ja wiadomo, 
w malarstwie jest cechą bardzo waż- 
ną! W gruncie rzeczy najważniejszą 
(1), choć odbiór gamy barw lub 
pojedynczych pod tym względem 
subtelności zależy już od... soczewki 
samego widza. Podobnie, jak percep- 
cja światła i blasku czy półcienia albo 
"przydymienia" i mroku. Tu publicz- 
ność miała, a jakże, nie mały wybór 
pośród oryginalnych, wyrazistych i 
"czystych" pasteli, dzieł olejnych, col- 
lage'u na płótnie oraz wśród technik 
mieszanych i własnych (te ostatnie, 
przyznam się, jakoś mnie zwykle bul- 
wersują...). 
Młodzi pedagodzy - artyści malarze, 
odznaczający się wyrazistymi, indywi- 
dualnymi poszukiwaniami twórczymi 
to: Justyna Grzebieniowska, Anna 
Wysocka, Piotr Będkowski, Rafał 


Czwichocki, Ireneusz Kopacz. Spo- 
śród zaledwie piątki autorów specjal- 
ny wybór faworyta jest dość trudny. 
Bo w jednym przypadku może widza 
fascynować sama forma dzieła, w 



 


Piotr Będkowski, Martwa natura (pastel) 


innym odpowiadać niezaprzeczalna, 
szczególna po prostu nastrojowość... 
Są też obrazy zwracające uwagę głów- 
nie kompozycją kolorystyczną, zaś 
inne pewną nieskazitelnością rysunku 
i proporcji, także treścią, tematem. A 
jeszcze mamy i takie, które charakte- 
ryzuje zaskakujące bogactwo myśli 
o człowieku, jego miejscu, psychice, 
marzeniach, potrzebach, obyczaju... 
Zatem? 
Oddajmy głos prof. Janowi Prę- 
gowskiemu - kierownikowi Zakładu 
Malarstwa Instytutu Artystycznego 
na Wydziale Sztuk Pięknych UMK: 
"...głosy ich artystycznych wypowie- 
dzi brzmią czysto na tle mnogości dzi- 
siejszych zjawisk. Pojmują tradycję 
rozumnie jako bazę o wielu perspek- 
tywach - ich stosunek do dzisiejszej 
wolności tworzenia jest rozsądny, 
ponieważ traktują ją jako wolność 
wyboru. Stawia ich to w rzędzie arty- 
stów, którzy mają świadomość, że "w 
dziedzinie sztuk istnieje granica, poza 
którą tolerancja byłaby grzechem". 
DOROTA RUDNICKA 


Nr 1-3/2005 ITCW
I 25
		

/Untitled-28_0001.djvu

			W BYDGOSZCZY 


ALEKSANDRA 
KłAPUT- 
-WiŚNIEWSKA 


... 


P ewnie niektórzy, patrząc na tytuł arty- 
kułu zadadzą pytanie, czy warto pisać 
o konkursie pianistycznym kilka miesięcy 
po jego zakończeniu. Z punktu widzenia 
aktualności podawanych informacji o łaure- 
atach, na pewno nie. Wydaje się jednak, że 
znacznie ważniejsza od rezultatów konkur- 
sowych jest próba odpowiedzi na pytanie o 
znaczenie tej imprezy dla kultury muzycz- 
nej regionu i kraju. 
Nie jest tajemnicą, że konkurs pianistycz- 
ny poświęcony Paderewskiemu miał sławę 
pechowej imprezy. Pierwsza jego edycja 
miała być centralnym punktem ogólno- 
polskich obchodów roku Paderewskiego, 
w które Bydgoszcz została włączona z 
inicjatywy dyrektora Andrzeja Szwalbego. 
Z udziałem zjednanych do idei konkursu 
pianistów: prof. prof. Sztompki, Drzewiec- 
kiego, Ekiera i Hoffmanna, wypracowano 
podstawowe wytyczne i założenia regu- 
laminu konkursu. Jako podstawowy jego 
cel wyznaczono rozwój polskiej pianistyki 
i propagandę polskiej muzyki, zwłaszcza 
tych dzieł, które niesłusznie zostały zapo- 
mniane. Tej idei podporządkowano przede 
wszystkim repertuar konkursu, w którym 
oprócz utworów fortepianowych Ignacego 
Jana Paderewskiego (kompozycje z cyklu 
Tańce polskie, Album de Mai, Miscellanea, 
Humoreski koncertowe, Koncert a-moll, 
Fantazja Polska), zamieszczono obowiąz- 
kowe wykonanie, z orkiestrą symfoniczną 
Filharmonii Pomorskiej, Fantazji na tematy 
polskie F. Chopina lub jednego z koncertów 
fortepianowych MeIcera, Stojowskiego bądź 
Zarzyckiego. 
Jak zawsze nie mniej istotne były inne za- 
dania konkursu, do których zaliczyć trzeba 
eksponowaną potrzebę wprowadzenia Byd- 
goszczy w sferę spraw interesujących całą 
muzyczną Polskę, wzrost prestiżu regional- 
nego środowiska muzycznego oraz sprawy 
polityczne, podkreślające, że większość 
muzyki polskiej w repertuarze konkursu nie 
jest bez znaczenia w Bydgoszczy, mieście 
odwiecznie polskim, po które jednakże "się- 
gają od lat rewizjoniści". 
Wydawać by się moglo, że po pierwszej 
edycji konkursu osiągnięto jego zasadnicze 


Dr ALEKSANDRA KŁAPUT-WIŚNIEWSKA, 
asystentka w Pracowni Kultury Muzycznej 
Pomorza i Kujaw, Akademia Muzyczna im. 
F. Nowowiejskiego w Bydgoszczy. 


26 lli.WJ
1 Nr 1-3/2005 


cele. Rozpowszechniono wśród pianistów i 
zaprezentowano rzadko grywany połski re- 
pertuar, zaznaczono obecność Bydgoszczy 
na mapie imprez kulturalnych kraju, wresz- 
cie wyróżniono laureatów, którzy swoją póź- 
niejszą działałnością potwierdzili muzyczny 
talent i niepospolite umiejętności (Jury w 
składzie: H. Sztompka (przew.) Natałia Ho- 
ronowska, Margerita Trombini-Kazurowa, 
Maria Wiłkomirska, Wanda Chmielewska, 
Zbigniew Drzewiecki, Bolesław Woytowicz 
przyznało następujące nagrody: I miejsce 
Jerzy Maksymiuk - uczeń Jerzego Lefelda z 
AM w Warszawie, II miejsce Maria Korec- 
ka, III miejsce Piotr Lachert, i wyróżnienia: 
Maciej Małecki, Jacek Weiss, Hanna WiU. 


akademickiego (Bydgoszcz nie posiadała 
wówczas możliwości kształcenia muzycz- 
nego na poziomie wyższym) stanęło na 
drodze do ustabilizowania się tej imprezy. 
Konkursowa estrada zamilkła na 25 lat. 
W latach 80. na fali działań zmierzających 
m.in. przywróceniu I.J. Paderewskiemu 
należnego mu miejsca w historii kultury i 
narodu polskiego, wytworzyła się atmosfera 
korzystna do reaktywowania konkursu. 
Głównym orędownikiem tego przedsię- 
wzięcia stał się prof. Jerzy Sulikowski, z 
którego inicjatywy Katedra Fortepianu 
Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w 1985 
roku podjęła uchwalę o celowości ponowne- 
go zorganizowania konkursu imienia Pade- 


VI MIĘDZYNARODOWY KONKURS 


Al 


Laureaci konkursu 


Laureat I nagrody "o rozwichrzonej blond 
czuprynie i ocenianym wysoko talencie" 
otrzymał także nagrodę Fundacji Paderew- 
skiego w Nowym Jorku w wysokości 75 $ 
"wymienionych po możliwie korzystnym 
kursie"). 
Uznano jednocześnie konieczność cy- 
klicznej organizacji tej imprezy, przy czym 
zwrócono uwagę na odpowiednie zaplano- 
wanie konkursowego kalendarza tak, aby 
konkurs Paderewskiego nie kolidował z 
procesem przygotowywania młodych pia- 
nistów do Międzynarodowego Konkursu 
im. F. Chopina. Polityka centralnego 
planowania składów kadry pianistycznej 
prezentującej Polskę na forum międzyna- 
rodowym nie dopomogla bydgoskiej impre- 
zie. Na nic zdały się próby wdrożenia prac 
przygotowawczych do kolejnych konkur- 
sów. Rozproszenie pomiędzy największe 
ośrodki muzyczne kraju (Warszawa, Kra- 
ków, Poznań) organizatorów i orędowni- 
ków konkursu, brak własnego środowiska 


.1 


\
 


\ 


41 


\ 


, , 


Fot. Jarosław Pruss 


rewskiego przede wszystkim ze względu na 
jego specyficzny charakter programowy. 
II konkurs pianistyczny im. I.J. Paderew- 
skiego, zorganizowany w 1986 roku, w 
opinii jurorów byl imprezą udaną i bardzo 
pożyteczną i niezbędną. Trudny i obszerny 
program konkursu uznano za właściwy, 
dający pianistom możliwość rzeczywistego 
sprawdzenia ich możliwości. Impreza ta nie 
wzbudziła jednak entuzjazmu środowiska 
bydgoskiego i mediów. Krytykowano trudny 
program i małe zainteresowanie słuchaczy. 
Według prasowych opinii, od konkursu 
odstraszała przede wszystkim mało znana 
pianistom i mełomanom muzyka. Prowo- 
kowało to pytania: czy przyjmie się wskrze- 
szony po tylu latach konkurs?, czy odzyska 
właściwe mu miejsce w kalendarzu imprez 
pianistycznych w kraju?, czy wrośnie w pej- 
zaż muzyczny miasta? 
Nie zniechęciło to jednak prof. Suli- 
kowskiego do działań na rzecz konkursu. 
Wiosną 1987 roku opracowano projekt III
		

/Untitled-29_0001.djvu

			W BYDGOSZCZY 


konkursu im I.J. Paderewskiego, nie zyskał 
on jednak aprobaty Departamentu Muzyki 
Ministerstwa Kultury w Warszawie. Opra- 
cowana w maju 1987 roku w Ministerstwie 
Kultury analiza konkursów muzycznych w 
Połsce w ogóle nie uwzględniała konkursu 
bydgoskiego. 
Filharmonia zdecydowanie zrezygnowała 
ze starań o organizację konkursu. Szczęśli- 
wie jednak, realizując swoje statutowe dzia- 
łania, o spuściznę po Paderewskim zadbało 
bydgoskie Towarzystwo Muzyczne jego 
imienia. Jak trudne było odbudowywanie 
znaczenia i rangi tej imprezy niech zaświad- 
czy liczba uczestników konkursu w 1994 
roku, która niewiele przekroczyła liczbę 


możliwości nie jest już tylko przywilejem 
najlepszych wykonawców, ale niejako 
koniecznością determinującą wejście w 
krąg artystów - uczestników muzycz- 
nych wydarzeń. Jak potwierdza ostatnia 
edycja konkursu z 2004 r. - nie chodzi o 
prezentację technicznych umiejętności, 
lecz raczej wyjście poza muzyczne rze- 
miosło. Naturalnie owo "wyjście" wielu 
sprowadza na artystyczne manowce, ale 
innym pozwala zaprezentować swoje 
twórcze poszukiwania. I cieszy fakt, że 
podczas przesłuchań II etapu czy fina- 
łu VI Konkursu było wiele udanych i 
interesujących prób sztuki muzycznej. 
Satysfakcjonuje spostrzeżenie, że za spra- 


dyskusje na temat składu finałowej szóst- 
ki czy podziału miejsc laureatów, ale war- 
to zauważyć, że zwyciężył typ pianistyki 
przebojowej, pełnej energii, rozmachu, 
odwagi i śmiałej wirtuozerii. Czas poka- 
że, czy laureaci wyłonieni w Bydgoszczy 
podczas szóstej edycji konkursu rzeczy- 
wiście potwierdzą swą artystyczną dzia- 
łalnością nadanie im tytułu laureatów 
konkursu, noszącego wszak imię jednego 
ze znamienitszych wirtuozów minionego 
stulecia. 
Jeśli tak się stanie, to ani się obejrzymy, 
a osiągnięte zostaną także pozamuzyczne 
cele konkursu - te od łat podkreślane - 
- promocja regionu, świadectwo znaczenia 


PIANISTYCZNY IM. IGNACEGO JANA PADEREWSKIEGO 


chętnych z pierwszej edycji imprezy w roku 
1961. Do pianistycznego współzawodnictwa 
stanęlo 19 kandydatów, spośród których 
jury nie znalazło muzyka zasługującego 
na pierwszą nagrodę (II nagrodę ex aequo 
otrzymali polscy pianiści: Maciej Szyrner i 
Paweł Rydel). 
W 1998 roku po raz pierwszy podniesio- 
no imprezę do rangi konkursu międzynaro- 
dowego. Od tej pory coraz chętniej uczest- 
niczą w nim nie tylko studenci krajowych 
uczelni muzycznych, ale pianiści z całego 
świata, których nie przeraża już prezenta- 
cja trudnego repertuaru dzieł grywanych 
przez Paderewskiego, którzy chętnie się- 
gają po wyzwanie artystyczne jakim są dla 
wielu prezentacje wielkich romantycznych 
cyklów oraz utwory Karoła Szymanowskie- 
go. W finale zamiast koncertów Melcera 
i Stojowskiego grywane są m.in. koncerty 
Chopina, Czajkowskiego, Rachmaninowa, 
Beethovena, Sains Saensa. 
W 2001 roku nie było już wątpliwości, że 
konkurs należy kontynuować. Co więcej, 
wzmożone zainteresowanie konkursami 
wykonawczymi w ogóle, zaowocowało 
nie tylko liczbą uczestników, ale też ich 
jakością. Okazało się, że tak krytykowany 
ongiś trudny i niejednokrotnie jeszcze mało 
znany na świecie repertuar, jest zachętą dla 
utalentowanych pianistów szukających swe- 
go miejsca na coraz bardziej zatłoczonym 
"muzycznym rynku". 
A jak na owym "rynku" zaprezentował 
się ostatni, VI Konkurs im I.J. Paderew- 
skiego? 
Z perspektywy kilkudziesięciu lat 
zmagań o tę imprezę, wyraźnie widać jak 
ważne były uporczywe dążenia i trudy 
prowadzące do jego odrodzenia. Patrząc 
na uczestników, a przede wszystkim 
laureatów ubiegłorocznej edycji, ponad 
wszelką wątpliwość należy stwierdzić, że 
młodym pianistom ten właśnie konkurs 
jest bardzo potrzebny. Sprawdzenie sie- 
bie, swych umiejętności i artystycznych 


wą tego konkursu bezpośrednio możemy 
niejako uczestniczyć w "ścieraniu się" 
kierunków i tendencji wykonawczych. 
Ich obecność na bydgoskiej imprezie jest 
dowodem rangi konkursu oraz artystycz- 
nego znaczenia. Mogliśmy podziwiać 
wszak tak różne osobowości muzyczne 
- od zdeklarowanych zwolenników ka- 


narodowej kułtury. Może już wkrótce im- 
presaria zabiegać będą o występy laureatów 
na wielkich estradach, a finaliści dumnie 
nosić miano zwycięzców konkursu im I.J. 
Paderewskiego. 
Niezmiennie jednak wyzwaniem pozosta- 
nie promocja imprezy, która raz wygrana 
nie pozostaje "wygraną na zawsze", czego 


VI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im I.J. Paderewskiego 
Bydgoszcz. 6-18 listopada 2004 


Laureaci wyłonieni spośród 35 uczestników: 
1. Mariya Kim (Ukraina) 
2. Esther Jung-A Park (Korea) 
3. Maryna Baranova (Ukraina) 
4. Rieko Nezu (Japonia) 
5. (ex aequo) Maki Inoue (Japonia), Takashi Yamamoto (Japonia). 
Jury: Piotr Paleczny (przewodniczący), prof. Zhou Guangren (Chiny), prof. Andrzej 
Jasiński (Polska), prof. Yoheved Kaplinsky (USA), prof. Vladimir Krainev (Niemcy), 
prof. Dominique Merlet (Francja), prof. John O'Conor (Irlandia), prof. Sergio Perti- 
caroli (Włochy), prof. Regina Smendzianka (Polska), prof. Jerzy Sulikowski (Polska), 
prof. Yuko Yamaoka (Japonia). 


meralnego w wyrazie, pełnego niuansów 
i odcieni budowania wielkiej formy ro- 
mantycznej (Takashi Yamamoto, Esther 
Jung-A Park), po zdobywców estrady, 
oszałamiających publiczność brzmieniem 
i ekspresją wykonywanych dzieł (Mariya 
Kim). Jedni lepiej czuli się sam na sam 
z fortepianem, samotnie realizując soło- 
we, wielkie formy romantyczne (Rieko 
Nezu), inni nie pozwolili zagubić się w 
gąszczu faktury orkiestrowej i przewo- 
dzili w dialogu z orkiestrą podczas finało- 
wych przesłuchań (M. Kim). l jak to bywa 
na konkursach, zwyciężyli ci najbardziej 
"uniwersalni". Pianiści doskonale odnaj- 
dujący się na przykład w miniaturach Pa- 
derewskiego, ale też umiejący realizować 
wielkie formy instrumentalne z orkiestrą 
symfoniczną. Może do dzisiaj nie ucichły 


uczą nas dzieje konkursu po pierwszej jego 
edycji. 
Wierzę, że sukces tegorocznej imprezy, 
utwierdzenie jej miejsca pośród imprez kon- 
kursowych w kraju i na świecie, nie pozosta- 
nie tylko śladem w wirtualnej rzeczywisto- 
ści, choć z pewnością cieszy jego obecność 
na internetowych stronach pianistycznych, 
pośród wielu znaczących imprez tego typu 
na świecie. Wierzę też, że jego związek z 
prawdziwym światem kultury muzycznej 
pozostanie trwały, a bydgoski konkurs sta- 
nie się coraz istotniejszym trybem światowej 
machiny promocji i prezentacji młodych 
artystów, bez względu na to, czy wygrywać 
go będą polscy pianiści. Wtedy nie zagrożą 
mu już ani "knowania rewizjonistów", ani 
centralne rozdzielniki decydujące o randze 
"prowincjonalnych imprez". O 


Nr 1-3/2005 
 

 27
		

/Untitled-2_0001.djvu

			.'1'''h/ 

r ... 
f . 
 
. " 
. 
. -4 

,,\
 


@ 


BYDGOSKIFESTDWAL OPEROWY 


23 kwietnia - Inauguracja Festiwalu 
Leo Delibes LAKMI opera (premiera) 
Opera Nova w Bydgoszczy 
kierownictwo muzyczne: Andrzej Straszyński, reżyseria i scenografia: Krzysztof Kelm, choreografia: Janina Niesobska, asystent reżysera: Edward Stasiński, 
asystent scenografa: Paweł Walicki, przygotowanie chóru: Henryk Wierzchoń 
24 kwietnia 
Leo Delibes LAKMI opera (II premiera) 
26 kwietnia 
Gaetano Donizetti AIIA BOLEIA opera (premiera 23.10.2004) 
Opera Bałtycka w Gdańsku 
kierownictwo muzyczne: Janusz Przybylski, reżyseria: Werner Pichler, scenografia wg projektów Klausa Hellensteina 
28 kwietnia 
John Kander, Fred Ebb, Bob Fosse CHICAGO musical (premiera 6.10.2002) 
Teatr Muzyczny w Gdyni 
reżyseria: Maciej Korwin, kierownictwo muzyczne: Dariusz Różankiewicz; choreografia: Jarosław Staniek 
30 kwietnia 
Francesea Cilea ADRlAlA LECOWREUR opera (premiera 23.10. 2004) 
Teatr Wiełki w Łodzi 
kierownictwo muzyczne: Tadeusz Kozłowski, reżyseria i scenografia: Tomasz Konina, choreografia: Sławomir Woźniak, kostiumy: Lisa Karpińska-James 
2 maja 
Giuseppe 'erdi OTELLO opera (premiera 25.09.2004) 
Teatr Wielki w Poznaniu 
kierownictwo muzyczne: Grzegorz Nowak, reżyseria: Michał Znaniecki, scenografia: Jean-Antoine Hierro 
4 i 5 maja 
fiaje al Sur flamenco (premiera 4.03.2005) 
Ballet Fłamenco de Andalucia (Hiszpania) 
dyrektor: Cristina Hoyos, choreografia: Cristina Hoyos, reżyseria: Ramon OlIer, muzyka: Jose Luis Rodriguez, scenografia: Giuliano Spinelli 
7 maja 
'oila I'Homme I Les melaits du tabae 
L'Ecołe-Atelier Rudra Bejart Lausanne 
choreografia: Maurice Sejarl 
8 maja - Zakończenie Festiwalu 
Wielka Gala Gwiazd Rosyjskiej Opery i Baletu 
Soliści: śpiewacy i tancerze Teatru Bolszoj w Moskwie, 
Orkiestra Opery Nova w Bydgoszczy 


W trakcie trwania XII BFO zapraszamy do sali kameralnej Opery Nova, gdzie na dużym ekranie prezentowane będą 
opery zarejestrowane w technice DVD: R. Wagner Śpiewacy norymberscy I P. Czajkowski Eugeniusz Oniegin I U. Giordano Fedora 


Organizatorzy zastrzegają sobie prawo zmian 


III BYDIOSKI FISTIWAL OPI80V y 


23 kwietnia - 8 maja 200&
		

/Untitled-30_0001.djvu

			NAK FIRMOWY - PADEREWSKI 


RYSTYNA 


, 
,ijlOMEYKO- 
I I 
: 
BACCIARELLI 
,\1 
l, 
:, 
,I 
,I, 
, 
'I 


' f o odzyskaniu w 1920 roku przez 
" Bydgoszcz niepodległości, do grodu 
"ad Brdą przybywali uzdolnieni, ob- 
i
arzeni,?
s
ą .d
iałania ludzie: któ.rych 
','becnosc I InICjatywy wyzwolIły nIepo- 
:\-tarzalną atmosferę. Szybko pojawiły 
'
ię w mieście inicjatywy odrodzenia 
tolskiego ruchu kulturalnego. Między 
I nnymi odczuwano potrzebę powołania 

lacówek muzycznych. W październiku 

 921 r. na łamach Dziennika Bydgoskie- 

to Zygmunt Urbanyi napisał iż - po- 
,'ożnniśmy stanowczo dążyć do założenia 
,
olskiego Towarzystwa Muzycznego, 
I,{tóre by zarazem z łona swego wy tworzy- 
:
o polskie konserwatorium muzyczne i to 
,
owinno być pierwszym najważniejszym 

 ' pskazaniem na przyszłość. Pierwszy 
ymczasowy zarząd Towarzystwa ukon- 
, tytuował się 30 maja 1922 r. Od tego 
" 
",nomentu Bydgoskie Towarzystwo Mu- 
, czne przeżywało wzloty i upadki, ale 
, " podsumowaniu, jakiego dokonano na 
, 'O-lecie, wśród sukcesów odnotowano 
" okresie przedwojennym skupienie 
rodowiska muzycznego i wybitnych 
, edagogów, powstanie Miejskiego Insty- 
utu Muzycznego, który przekształcił się 
Miejskie Konserwatorium Muzyczne 
:' od kierownictwem Ireny i Zdzisława 
' t ahnke, zorganizowanie orkiestry sym- 
onicznej przez Alfonsa Rezłera, liczne 
,oncerty i inne imprezy muzyczne, zaś 
I ' o wojnie - reaktywowanie wspomnia- 
\' ego Konserwatorium, które obecnie 
\ [działa jako Państwowy Zespół Szkół 
"
Iuzycznych im. Artura Rubinsteina, 
\ eaktywowanie orkiestry symfonicznej 
: od dyrekcją Arnolda Rezlera, która 
" f. ' taraniem działaczy Towarzystwa prze- 
ształciła się w Filharmonię Pomorską 
I m. Ignacego Jana Paderewskiego. To 
ównież Towarzystwo popario starania 
t -\ndrzeja Szwalbego o budowę gmachu 
ila filharmonii. To na wniosek wybitnej 
ipiewaczki i pedagoga Felicji Krysiewi- 
tzowej zarząd Towarzystwa postanowił 
IW 1955 r. powołać Studio Operowe, 

tóre stało się zalążkiem Opery Nova. W 
f. 960 r. stworzono Studium Muzyczne 
" ra ndze szkoł y średniej i podyplomo- 
'28 l:i\ 
 1 Nr 1-3/2005 
l 
 


wej, która po kilkunastu latach stała 
się podwaliną pod obecną Akademię 
Muzyczną. 
Od 1986 r. Bydgoskie Towarzystwo 
Muzyczne nosi imię Ignacego Jana 
Paderewskiego i od tego momentu po- 
jawiły się liczne inicjatywy związane z 
postacią tego wybitnego Polaka. Odbyło 
się wiele koncertów, sesji naukowych, 
konkurs literacki oraz przede wszystkim 
konkurs pianistyczny, reaktywowany po 
25 latach od pierwszej edycji w 1961 r., 
a po dalszych ośmiu latach Towarzystwo 
przejęło rolę głównego organizatora. Od 
tej pory konkursy im. Ignacego Jana Pa- 


się w listopadzie 2004 r. (czytaj na str. 
28-29) miała prawdziwie światowy zasięg 
- świat Paderewskiego sięga bowiem do 
Stanów Zjednoczonych. Ideę konkursu 
wspiera m.in. były ambasador USA w 
Polsce gen. Rowny, były ambasador 
Polski w Waszyngtonie pan Koźmiński, 
obecny prezes Fundacji Polsko-Amery- 
kańskiej "Wolność". Druga sztandarowa 
impreza to ogólnopolski konkurs wokal- 
ny odbywający się w czerwcu. Termin 
ten nawiązuje do rocznicy śmierci Pa- 
derewskiego, zaś konkursy pianistycz- 
ne, zawsze w listopadzie, nawiązują do 
rocznicy urodzin kompozytora. Konkurs 


Bydgoskie Towarzystwo 
Muzyczne 


derewskiego odbywają się regularnie co 
trzy lata. Z inicjatywy działaczy Towa- 
rzystwa oraz Filharmonii Pomorskiej i 
Akademii Muzycznej na mocy uchwały 
Sejmu RP rok 2001 ogłoszono Rokiem 
Paderewskiego. 
Działalność Bydgoskiego Towarzystwa 
Muzycznego integruje środowisko mu- 
zyczne miasta, działają w nim bowiem 
zarówno przedstawiciele środowiska 
naukowego, skupionego wokół Akade- 
mii Muzycznej jak i czynni muzycy z 
Filharmonii Pomorskiej, Opery Nova 
i licznych zespołów oraz pedagodzy z 
Zespołu Szkół Muzycznych im. Artura 
Rubinsteina. W okresie ostatnich kilku- 
nastu lat na czele BTM stały panie. Od 
1985 roku prezesem była Barbara Go- 
gol-Drożniakiewicz, obecnie pracownik 
naukowy Akademii Muzycznej, w latach 
1995-2001 - Katarzyna Rymarczyk, 
znakomita śpiewaczka operowa, obecnie 
również profesor Akademii. W tej chwili 
na czele Towarzystwa stoi Felicja Gwin- 
cińska, przewodnicząca Rady Miasta, 
poprzednio wieloletnia wiceprezes TM. 
- Bydgoskie Towarzystwo Muzycz- 
ne jest takim specyficznym tworem, 
który właściwie w Bydgoszczy stał się 
inspiratorem życia muzycznego - mówi 
prezes - który wyróżnia Bydgoszcz 
wśród innych miast i zawsze mówimy, że 
kultura muzyczna jest naszą wizytówką. 
Mogę powiedzieć z dumą, że zalążkiem 
wszystkiego w dziedzinie muzyki było 
Towarzystwo. Obecnie naszą chlubą są 
dwie sztandarowe imprezy. Konkurs 
Pianistyczny im. Ignacego Jana Pade- 
rewskiego, już po raz trzeci międzyna- 
rodowy. Jego szósta edycja, która odbyła 


wokalny odbędzie się w 2005 r. W tzw. 
międzyczasie organizujemy konkursy 
"Mistrz i uczeń", promujące naszych 
miejscowych kompozytorów. Odbywają 
się też cykliczne koncerty, m.in. poświę- 
cone muzyce Chopina połączone z wy- 
stawą medali "chopinowskich". Mamy 
nadzieję, że działania Towarzystwa 
są wielce pożyteczne i służą nie tylko 
miastu, ale wybiegają daleko poza jego 
granice i promują Bydgoszcz. 
Działalność Towarzystwa Muzycznego 
nie ogranicza się tylko do organizowania 
imprez muzycznych. To również inicja- 
tywy wydawnicze propagujące dorobek 
muzyczny patrona - Ignacego Jana Pade- 
rewskiego. Istnieje ambitny plan nagrania 
wszystkich poprzednich ich edycji. Aby 
promować muzykę Paderewskiego trzeba 
wspierać jego dzieła. Kłopot jest tylko z 
tym, że istnieje zapis, iż dopóki nie minie 
70 lat, przy wydawaniu kompozycji Pade- 
rewskiego trzeba płacić ogromne tantie- 
my autorskie oraz dla ZAIKS-u... 
Pieniądze dla Towarzystwa w małym 
stopniu pochodzą z budżetu miasta, w 
nieco większym z budżetu ministra kul- 
tury. Również są to środki od marszałka 
województwa. Gros pieniędzy pochodzi 
od życzliwych ludzi wierzących, iż dzia- 
łalność Towarzystwa oraz osoba Pade- 
rewskiego - jego twórczość i działalność 
zasługują na wsparcie. Będziemy szukać 
sponsorów także w Ameryce. 
Paderewski w Stanach Zjednoczonych 
jest bardzo popularną postacią, szczegól- 
nie jako wielki artysta, polityk i patriota 
polski. Był oddany kulturze polskiej, a 
Bydgoszcz hołduje tej kulturze, zatem 
przełożenie jest bezpośrednie... O
		

/Untitled-31_0001.djvu

			ORKIESTRA XXI WIEKU 


EWA 
GRUSZKA 


\.. 


P rzy Towarzystwie Inicjatyw Kultural- 
nych w Bydgoszczy powstała w 2001 
r. ORKIESTRA XXI WIEKU. Jej założy- 
cielem i dyrektorem artystycznym jest 
Vadim Perevoznikov, który wykształcenie 
muzyczne zdobył w Konserwatorium Mo- 
skiewskim i Konserwatorium Kijowskim, 
uzyskując dyplomy z wyróżnieniem w za- 
kresie dyrygentury operowej i symfonicz- 
nej. Ukończył staż dyrygencki w Teatrze 
Balszoj w Moskwie pod kierunkiem prof. 
Marka Elmera. Współpracował z wieloma 
orkiestrami i teatrami muzycznymi, doko- 
nując szeregu nagrań. Od dwunastu lat 
mieszka w Polsce, jest dyrygentem Opery 
Nova w Bydgoszczy. Orkiestra XXI Wieku 
integruje profesjonalnych muzyków róż- 
nych instytucji bydgoskiego środowiska: 
Opery Nova, Filharmonii Pomorskiej, 
Akademii Muzycznej i Zespołu Szkół 
Muzycznych. Podstawę zespołu stanowi 
kwintet smyczkowy. Obsada poszerzana 
jest o instrumenty dęte i perkusję, w zależ- 
ności od potrzeb utworów. 
Zdaniem dyrygenta, niezwykle istotnym 
elementem wykonawstwa jest wyraźne 
określenie swojej estetycznej pozycji i jej 
konsekwentne realizowanie. W progra- 
mach koncertów znajdują się prawykona- 
nia utworów, zarówno orkiestrowych jak 
i kameralnych, kompozytorów współcze- 
snych z różnych krajów (Polski, Niemiec, 
Rosji, Ukrainy, Turcji, Szwajcarii, Austrii, 
Argentyny, Włoch, USA). Chętnie gry- 
wane są także utwory znanych twórców 
XX wieku jak Szostakowicz, Sznittke, De- 
bussy, Britten, Honegger, Bacewicz i inni. 
13 grudnia 2004 r. w pałacu w Ostrornec- 
ku odbył się koncert z cyklu "Harmonie 
świata", a jego glównym założeniem było 


przedstawienie muzyki kompozytorów 
- emigrantów różnych narodowości. Tego 
wieczoru miało miejsce światowe prawy- 
konanie IV Symfonii na orkiestrę smycz- 
kową Serdara Mukhatova. Dzieło zostało 
napisane w 2004 r. specjalnie dla Orkiestry 
XXI Wieku i dedykowane jej dyrygento- 
wi. Kompozytor - Rosjanin pochodzenia 
turkmeńskiego, mieszkający obecnie w 
Ankarze, jest profesorem tamtejszego 
konserwatorium muzycznego, prowadzi 
zajęcia z kompozycji, instrumentacji i 


Melodia na orkiestrę smyczkową stanowi 
namiastkę jego bogatej twórczości, której 
część Orkiestra posiada już w swoim reper- 
tuarze. Na zakończenie wykonano Urban 
Rondo Filipa Mitrovica, młodego twórcy 
urodzonego w Białogradzie, działającego 
w Stanach Zjednoczonych. Na koncercie 
obecna była matka kompozytora. Autorzy 
utworów zaprezentowanych w Ostrornecku 
żyją i komponują poza granicami swoich ro- 
dzimych krajów, jednakże łączy ich co naj- 
mniej jeszcze jedna wspólna cecha - zainte- 


"ł łarmonie świata" w Ostromecku 


. '.1 
;; 
"" 
 

- f !' :::I
 
" , 
I t
/
 
II( ..
 , 
 .- 

- - .


 ..
 "o
'. 
r 
" - 
 
 
... 
 .:c- 
I .' 
" 
II, .. 
'II V 
 
\ 
 , ! 
II T 

' 
l,' 


 
U 
 
, , , 
J ...... 


Orkiestra XXI wieku pod dyr. Vadima Perevoznikova (czwarty od prawej) 


. . 


I 
. 


kontrapunktu. Po raz pierwszy zawitał do 
Polski - specjalnie na pierwsze wykonanie 
swojego dzieła. Publiczność wysłuchała 
także utworu Konstantego Wileńskiego 
- pochodzącego z Kijowa, mieszkającego 
i tworzącego w Kielcach. W swojej twór- 
czości łączy elementy muzyki klasycznej 
i jazzu. Znakomicie sprawdza się także w 
roli pianisty, o czym niejednokrotnie mia- 
łam okazję się przekonać. Zaprezentowana 


resowanie muzyką jazzową, objawiające się 
w ich twórczości i wykonawstwie. 
Orkiestra wychodzi naprzeciw potrze- 
bom odbiorców, którzy pragną poznać 
utwory dotąd nieznane. Vadim Perevozni- 
kov podkreśla, że nie chciałby przełamy- 
wać ani zmieniać gustów słuchaczy, lecz 
ich zainteresować i dać możliwość pozna- 
nia muzyki, która powstaje w czasie nam 
najbliższym - współczesnym... O 


SZKOŁA-POMNIK JANA PAWŁA II 



 
"" .. 
]t.. -
 
f, 
, . . 
.' &.! . II . . . 
......... I . . I 
.J.... -----' . - .1 
.. 
p 


I TY możesz pomóc w budowie 
wspaniałego dzieła, wpłacając na 
konto Społecznego Komitetu 
Budowy Gimnazjum 
i Szkoły Podstawowej: 
Kuria Diecezjalna w Bydgoszczy 
23160011850004080725687150 
DAROWIZNA 


Nr 1-3/2005 

..JJ>
' 29
		

/Untitled-32_0001.djvu

			:
: 
J:'NCERTY w ZABYTKOWYCH WNĘTRZACH 
:
i 

 
EZARY NELKOWSKI 

 I :il: 
f oncerty w przepięknym drewnianym 

siedemnastowiecznym kościele św. 

arii Magdaleny i św. Katarzyny mają 
ś;tYoją trzyipółletnią historię. Inicjatorem 

az ich sponsorem jest pan Henryk 

mpowski - dyrektor Regionalnego 
I ' ,d działu Detalicznego PKO Banku Pol- 

 iego S.A w Bydgoszczy. Każdorazowo 
\lharmonia przygotowuje na muzyczne 
, otkania niezwykle ciekawe propozycje. 
'.' tej uroczej, należącej do naj starszych 

, iątyń drewnianych w naszym regionie, 
. ścili tak znakomici artyści, jak: Kapela 
'na Karpiela "Bułecki", Collegium Vo- 
'le, Capella Bydgostiensis, Spare Style 
'hoir, Kwartet Pomorski, lubiany aktor 
: '. łodzimierz Matuszak oraz liczne grono 
listów, śpiewaków i instrumentalistów. 
,ym razem pani Eleonora Harendarska, 

rektor naczelny i artystyczny Filharmo- 
H Pomorskiej, przygotowała prawdziwą 
. espodziankę - Chór Opery Nova, po 
kolejny potwierdzając bardzo dobrą 
spółpracę obu wiodących instytucji art y- 
ycznych Bydgoszczy. 
28 grudnia 2004 punktualnie o godz. 
,!
, kościół wypełniły tłumy melomanów, 
i$1równo miejscowych jak i przyjezdnych 
, kże i z zagranicy. 
, ' Były kolędy, a więc strawa duchowa 
kże potrzebna po kilku dniach bie- 
iadowania przy suto zastawionych 
: 
ołach. Śpiewanie kolęd to tak stary 
: yczaj, że aż trudno powiedzieć kiedy 
. ipwstał. Słowo kolęda pochodzi od ła- 
, J ńskiego "kalendae", które oznaczało 
:ierwszy dzień miesiąca. A pierwszy 
. zień miesiąca obchodzono zawsze 
: 
czególnie uroczyście, słowo więc przy- 
, nęło do świątecznej radości początku 
:: ku - wspólnych śpiewów, odwiedzin. 
opiero w XVII wieku słowem kolęda 
: :aczęto określać bożonarodzeniowe pie- 
: ni religijne. Wcześniej mówiono na nie 
\ 
: ,astorałki, rotuły, kantyczki. Najstarsza 
:
achowana połska kolęda to "Zdrów 
:;;'ądź królu aniełski" z 1424 roku. Z 
: 1 ' ogatego skarbca najstarszych polskich 
: olę d na grudniowy wieczór wydobyto 
: rawdziwe perełki. 
: . Chór Opery Nova wystąpił pod kierow- 
:!tłictwem Henryka Wierzchonia, absol- 
"'1 
: E enta Państwowej Wyższej Szkoły Mu- 
: ycznej w Warszawie, którą ukończył na 
:, działach wychowania muzycznego oraz 
:;kompozycji, dyrygentury i teorii muzyki. 
:kształcił się pod okiem takich mistrzów, 
"I 
:aak: Ryszard Dudek, Henryk Wojnarowski, 
:I

omuald Twardowski, Henryk Czyż czy 
:
tanisław Wisłocki. Artysta po uzyskaniu 
:/Byplomu na pierwszym z kierunków, pod- 
:
 
:ro 

I Nr 1-3/2005 
,i!. 


jął pracę w macierzystej Uczelni jako wy- 
kładowca. Z Operą Nova w Bydgoszczy, 
której Chórem kieruje, związany jest od 
1984. Przygotował ten Zespół do ponad 
40 premier operowych, operetkowych 
oraz do koncertów. Jako dyrygent prowa- 
dzi także spektakle bieżącego repertuaru 
Opery. Jest wykładowcą w Akademii Mu- 
zycznej im. Nowowiejskiego w Bydgosz- 
czy, w stopniu profesora, jurorem wielu 
konkursów muzycznych. Jako dyrygent 
występował z licznymi orkiestrami sym- 
fonicznymi oraz z zespołami wokalno-in- 
strumentalnymi w kraju i za granicą. Jest 
autorem kompozycji instrumentalnych i 
wokalno-instrumentalnych. 


kwitnęła się lilia", zaś męska część Chóru 
siarczyście zapraszała " Dalej chłopy do 
tej szopy!". 
Chór Opery Nova prowadzony ręką 
Henryka Wierzchonia dotychczas znany 
ze spektakli operowych czy koncertów 
oratoryjno-kantatowych, dał się poznać 
jako sprawny zespół śpiewający a capel- 
la i z towarzyszeniem organów. Jedynie 
akompaniująca tegoż wieczora Waleria 
Sawczenko nie dostroiła się do wysokie- 
go poziomu pozostałych wykonawców 
- najwyraźniej nie czując klimatu Świę- 
tego Bożego Narodzenia dość biernie 
uczestniczyła w tym swoistym spektaklu 
muzycznym nie zawsze w zgodzie rytmem 


Chór Opery Nova 
zaśpiewał we Włókach 


-
 
".- . \ 
... 
. . 
l I I 
-+ 
.. 

 , 
' 
., 
'ł-- .......- '\ 
lt- I 
I 32 
..( 	
			

/Untitled-33_0001.djvu

			WSPOMNIENIE 


Ks. JÓZEF 
DĘBIŃSKI 


.... 


- 
- 


y 


S tanisław Bechi urodził się w 1828 
r. w porto-Ferario na wyspie Elbie 
jako syn włoskiego pułkownika napole- 
ońskiego. W 1848 r., będąc kadetem ar- 
tylerii, wałczył przeciwko Austriakom 
pod Curatione i Goito. Na polu bitwy 
mianowany został porucznikiem, na- 
stępnie odznaczony przez króla Karola 
Alberta medalem zasługi. W 1855 r. 
otrzymał nominację na kapitana, a w 
1859 r. na majora. Jako oficer toskański 
wałczył w 1859 r. w szeregach armii 
Zjednoczonych Włoch. Po wojnie 
wskutek zatargu z przełożonym zwol- 
nił się z wojska. Zaangażował się w 
międzynarodowy ruch pomocy wałczą- 
cej o niepodległość Polski i uzyskawszy 
w 1863 r. list polecający od Giuseppe 
Garibaldiego, udał się do Komitetu Na- 
rodowego w Paryżu, by wziąć udział w 
powstaniu styczniowym. 
Komitet przyznał mu stopień pułkow- 
nika oraz utrzymanie dla żony i dzieci. 
Do Warszawy przybył w końcu sierpnia 
1863 r., gdzie przydzielony został do 
sztabu dowódcy oddziałów wojewódz- 
twa mazowieckiego. Będąc dowódcą 
pułku na województwo kaliskie, stoczył 
kilka zwycięskich potyczek z oddziałami 
rosyjskimi w Kaliskiem. Wałczył też w 
okolicach Gostynina. W końcu grudnia 
1863 r. miał objąć dowództwo nad reszt- 
kami wojska po Grosssmanie, Putkame- 
rze i Syrewiczu. W tym celu udał się w 
okolice Włocławka, gdzie stacjonował 
garnizon 14. Ołonieckiego Pułku Pie- 
choty. Był to jeden z większych ośrod- 
ków, gdzie Rosjanie skoncentrowali 
swe siły do walki z powstańcami. Na 
skutek denuncjacji, prawdopodobnie 
właścicielki wsi Bielno k. Włocławka, 
został schwytany w tej miejscowości 
przez Rosjan 8 XII 1863 r. i uwięziony 
we Włocławku. Zajęła się nim działa- 


Ks. dr JÓZEF DĘBIŃSKI, historyk, Katedra 
Stosunków Międzynarodowych Uniwersyte- 
tu Mikołaja Kopernika w Toruniu. 


jąca na rzecz powstańców organizacja 
kobieca, tzw. "piątek", na czele z opie- 
kunką więźniów politycznych Izabelą 
Zbiegniewską. 
Wyrokiem komisji śledczej oraz 
wojennego sądu polowego S. Bechi 
został skazany za udział w powsta- 
niu na karę śmierci przez rozstrze- 
lanie. Wówczas I. Zbiegniewska, E. 
Gockowa i C. Różańska zwróciły się 
bezpośrednio do cara Aleksandra II 


nie pozwolił sobie zawiązać oczu i jak 
przystało na żołnierza wolności, zgi- 
nął z okrzykiem: "Niech żyje polska!" 
Ciało skazańca wrzucono do przygo- 
towanego dołu i zasypano piaskiem. 
Miejsce to następnie stratowano 
kopytami końskim, by trudniej było 
je odnaleźć. Po jego śmierci Romuald 
Traugutt wystosował do wdowy list 
kondolencyjny w języku francuskim. 
Nie dotarł on jednak do adresatki na 


Włoski bohater 
powstania styczniowego 


STANISŁAW BECłll 
(1828-1863) 


z prośbą o łagodniejszy wyrok. Car 
prawdopodobnie zgodził się na to, 
ale wiadomość przyszła za późno. Ge- 
nerał gubernator Fiodor Berg, mimo 
interwencji Polaków w Petersburgu i 
włoskiego posła Pepoli, nie czekał na 
decyzję cara i kazał wyrok wykonać. 
17 XII 1863 r. o świcie, przyjąwszy 
sakrament ostatniego namaszczenia 
płk S. Bechi w wieku 35 lat oddał 
życie za Polskę. Miejscem jego strace- 
nia były tzw. piaski za miastem, teren 
położony między ulicą Nowomiejską 
i cmentarzem a ulicą Chopina i to- 
rami kolejowymi. Podczas egzekucji 


skutek aresztowania w dniu 10 IV 
1864 r. autora. 
Bohaterską śmierć włoskiego po- 
wstańca uwiecznił Teofil Lenartowicz 
w krużgankach kościoła Santa Croce 
we Florencji, gdzie znajduje się wmuro- 
wana 4 I 1882 r. płaskorzeźba w brązie 
przedstawiająca śmierć bohaterskiego 
pułkownika. Jego bohaterska śmierć 
opisana została we wspomnieniach 
I. Zbiegniewskiej, jak również M. 
Konopnickiej i T. Bojarskiej. W 1864 
r. wdowa po straconym pułkowniku 
zwróciła się do Rządu Narodowego o 
przyznanie dzieciom po S. Bechim i jej 
obywatelstwa polskiego. Osieroconą 
rodziną zajęła się I. Zbiegniewska. 
Śmierć włoskiego bohatera mógł 
uczcić Włocławek dopiero w wolnej 
Polsce. 20 IX 1924 r. z inicjatywy Koła 
Polsko-Włoskiego im. Leonarda da 
Vinci postawiono w mieście pomnik 
z szaroróżowego piaskowca z wmuro- 
wanym odlewem florenckiej płasko- 
rzeźby. Jego odsłonięcie nastąpiło 28 
IX 1924 r. W czasie II wojny światowej 
pomnik został zniszczony, a ocalała 
płaskorzeźba przechowywana była do 
początku lat 60. XX w. we włocław- 
skim muzeum. Stanowiła zasadniczą 
część pomnika, jaki stanął w 100. 
rocznicę śmierci Bechiego na skwerze 
przed Teatrem Miejskim. Pod koniec 
2003 r. pomnik został przeniesiony: 
obecnie stoi w pobliżu miejsca, gdzie 
S. Bechi został rozstrzelany, przy tzw. 
starej hali OSiR. Imię bohaterskiego 
pułkownika nadano też jednej z wło- 
cławskich ulic. O 


Nr 1-3/2005 Li\
1 31
		

/Untitled-34_0001.djvu

			f{>.słICRIl 
" 


K ażdego dnia załatwiamy wiele 
. różnorodnych spraw, poczyna- 
jąc od zawodowych, a na prywatnych 
kończąc. Musimy planować swój 
c;;::as pracy. ustalać różnorodne za- 
gadnienia związane z realizacją pro- 
jektów. Ważna jest współpraca. aby 
dobrze funkcjonować w środowisku 
bjznesowym. Oczywiście nie zapomi- 
nając przy tym o życiu rodzinnym czy 
też wizycie u dentysty. Codziennie 
przekazujemy tysjące informacji, 
jesteśmy jednym z elementów glo- 
balnego łańcucha komunikacji. Ko- 
rzystamy z telefonów komórkowych, 
stacjonarnych. a także z central tele- 
fonicznych. To jakość i niezawodność 
tego sprzętu gwarantuje rozmowy 
telefoniczne, które przeprowadzamy 
z przyjemnością. 


Wprowadzamy na rynek nowe pro- 
dukty - abonenckie cyfrowe centrale 
telefoniczne małej pojemności. Korzy- 
stając z bogatego doświadczenia. jakie 
zdobyliśmy przy projektowaniu central, 
zwiększyliśmy ofee,tę o trzy nowe pro- 
dukty: 
Slican CCT-1668.S [smali). 
Slican CCT-1668.L [large). 
Slican CCT-1668.EU. 
Różnoro
ość pojemności. funkcji 
i konfiguracji central orar łatwość 
integracji z innymi urządzeniami 
końcowymi wpływa na atrakcyjno" 
oferty. Dodatkowo system redukcji 
kosztów połączeń telefonicznych oraz 
.ogate oprogramowanie ułatwiające 
zr'rządzanie są argumentami prze- 
n ujw;ym i Klienta. że jest to sprzęt. 
u at. 


Klient wykorzystując swój 
telefon komórkowy. a także 
telefon stacjonarny oraz cen- 
trale Slican CCT-1668 może 
efektywnie zarządzać swoim 
czasem. Oferujemy nowe moż- 
liwości związane z rejestracją 
rozmów i zdarzeń, dzięki której 
możemy prawidłowo zorganizo- 
wać zarządzanie połączeniami 


- 
- 
- 
- 


- 
- 
- 
- 


\ 


(9[IJ[]Q]]] Z D
 


wewnętrznymi i zewnętrznymi. Klient 
ma podgląd na wszystko. co dzieje się w 
jego firmie i dane te może wykorzystać 
do różnorodnych analiz ruchu telefo- 
nicznego i związanych z tym kosztów. 
Połączenia "na miasto" przez centrale 
Slican CCT-1668 mogą odbywać się z 
wykorzystaniem najtańszych dróg połą- 
czeniowych. Redukując koszty - ważna 
jest również możliwość przyznania po- 
szczególnym abonentom uprawnień do 
wybierania określonych numerów przy 
wychodzeniu "na miasto" oraz nałożeniu 
na niego określonych limitów. których 
nie może przekroczyć w rozmowach 
wychodzących. Uprawnienia abonenta 
są sprawdzane przez centralę zawsze 
na początku procesu zestawiania po- 
łączenia "na miasto". Jeśli abonent nie 
... 
ma uprawnień do wybierania danego 
. umeru. dostaje Inforn I ICJ'ł o ograni- 
czeniu w postaci zapowiedzi uwnej. 
Centrala jest straźnlklem rozmów 
wychodzących, przez odpowiednio przy- 
pisane prefiksy dzieli nam rozmowy na 
służbowe i prywatne. Jednocześnie uła- 
. 
L\ lia połączenia z wybranymI osoba'I1I, 
z któryr możemy połączyć się szybciej 
przez numer skrócony. Klient może w 
ten sposób oszczędzać czas i swobod- 
nie kontaktować się z b\iskiml, nawet w 

Ib .... . rrw:IrJiu.. - 


ul. M. KOIIOPlllckael1 ' 85-124 BVdgoszcz 
tel. 0-52/3251111 lax O 2/3251112 
all: I ł ice@sllc8lUII np://www.slican.pl 


.J 


, 


Tworzymy produkty. których technolo- 
gia sprawia, że Klient łączy się ze świa- 
tem z przyjemnością. Marka SLlCAN 
to gwarant jakości potwierdzonej zło- 
tymi medalami największych imprez 
targowych z branży telekomunika- 
cyjnej. W swoim dorobku posiadamy 
nagrody i wyróżnienia przyznane w 
regionalnych konkursach, są to: 
Nagroda Marszałka Województwa 
Kujawsko-Pomorskiego Ekspansja 
2001. 
Statuetka Lidera Marki 2004 przy- 
znana przez Redakcję Regionu Wita, 
Medal za zasługi dla Krajowego Sym- 
pozjum Telekomunikacyjnego 2004. 
Nagroda Wojewody Kujawsko-Po- 
morskiego w kategorii "Średnie 
Polskie Przedsiębiorstwo" 2014 
Od lat wspołp 
uczelniami [ATF W 
udział w konferencjach 
zjach aktywnie uczestnicZ' . 
VIIOlU naszego województwa. 
Firma wspiera także instytUI 
nizacje charytatywne. 


Agnieszka To 


< 

 


V PRZEDSIĘBIORSTWO 
FAIR PLAY 200
 


\ 


1( 


, ,. .
		

/Untitled-35_0001.djvu

			115 LAT BYDGOSKIEJ SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ 


N iewiele spółdzielni mieszkaniowych 
może poszczycić się tak bogatym rodo- 
wodem, jak Bydgoska Spółdzielnia Mieszka- 
niowa. Niebawem minie 115 lat od czasu jej 
założenia. 
Dokładnie 13 czerwca 1890 roku urzęd- 
nicy kolejowi założyli spółdzielnię mieszka- 
niową - pierwszą w Bydgoszczy i regionie, a 
jedną z nielicznych w kraju, z 33 domami z 
290 mieszkaniami. Stworzyła ona podwaliny 
spółdzielczości mieszkaniowej na ziemiach 
Pomorza i Kujaw. 115 lat to wiele czasu. 
Bydgoska Spółdzielnia Mieszkaniowa wy- 
korzystała go jak tylko można było najlepiej. 
Obecnie wiedzie prym w Bydgoszczy zarów- 
no pod względem zasobów, jak i działalności 
społeczno-kulturalnej. 
Po powrocie Bydgosz- 
czy do Macierzy, dzięki 
ogromnemu zaangażo- 
waniu wybitnych byd- 
goszczan, a m.in. mec. 
Melchiora Józefa Wierz- 
bickiego, ks. Jana Filipia- 
ka, dr. med. Jana Biziela 
i działacza Teofila Gac- 
kowskiego, Spółdzielnia 
zaczęła działalność pod 
szyłdem polskim. Od 12 
czerwca 1925 roku no- 
siła nazwę Towarzystwo 
Mieszkaniowe Spółdziel- 
nia z ograniczoną odpo- 
wiedzialnością w Byd- 
goszczy. 
Wybuch drugiej wojny 
światowej pokrzyżował 
daleko zaawansowane 
plany budowy nowych 
mieszkań. Po 1956 roku 
realnych kształtów na- 
brała budowa nowych 
domów spółdzielczych. Z 
czasem przybywało miesz- 
kań właściwie w całej Bydgoszczy, m.in. na 
Błoniu, Szwederowie, Wzgorzu Wolności. 
Bogatą działalność kulturalno-oświatową 
rozpoczęły kluby m.in. "Orion" i "Arka". 
O dniu dzisiejszym Bydgoskiej Spółdziel- 
ni Mieszkaniowej rozmawiamy z jej preze- 
sem Ryszardem Kocieniewskim. 


Członków planu perspektywicznego dzia- 
łania Spółdzielni. Najważniejsze tematy 
to dalsze rozwijanie prac remontowych 
- termorenowacyjnych, w tym ociepłanie 
ścian, stropodachów i partycypacja w kosz- 
tach wymiany okien. Przypomnę, że w 2004 
roku ocieplono 35.000 m 2 ścian, 12.600 m 2 
stropodachów i dofinansowano wymianę 
5.700 okien. Ogółem termorenowacja po- 
chłonęła 7 mln zł. Nie zapomnieliśmy też o 
innych remontach. Wymalowano 117 klatek 
schodowych oraz wyremontowano dachy na 
42 budynkach. Ogółem w BSM na remonty 
przeznaczono kwotę blisko 15 mln zł. 
Efekty widać gołym okiem. Z 70 do zale- 
dwie 40 proc. zmalały koszty ogólne utrzy- 


wspólnej własności. Pozostała kwota, to jest 
40 proc. wartości gruntu, będzie uzupełnio- 
na przez Spółdzielnię ze środków pochodzą- 
cych z nadwyżki przychodów nad kosztami 
w gospodarce lokalami użytkowymi. Jest 
to w świetle przepisów jedyne możliwe 
rozwiązanie zezwalające na udział środków 
Spółdzielni z przeznaczeniem na wykup 
gruntów. Warto dodać, że wykupienie grun- 
tu na danej nieruchomości będzie skutkowa- 
ło zaprzestaniem pobierania comiesięcznej 
opłaty terenowej w wysokości 0,05 zł za 
metr kw. Wysokości udziałów, to jest kwoty 
niezbędne do wykupu, zostały już przedsta- 
wione mieszkańcom wielu budynków. W 
miarę otrzymywania kolejnych szacunków 
przedstawione zostaną 
indywidualne koszty dla 
każdego mieszkania. 
Dla naszej Spółdzielni 
ważna jest też racjonali- 
zacja zatrudnienia. W jej 
następstwie na budynek 
50-mieszkaniowy przy- 
pada (statystycznie) 0,7 
! osoby. Do jej obowiązków 
II należy zarządzanie, rozli- 
czanie, sprzątanie, troska 
o stan techniczny oraz pi- 
lotowanie spraw sądowych 
I w stosunku do członków 
zalegających z opłatami. 
Temat zadłużenia jest 
ciągle niesłychanie ważny, 
bo w Spółdzielni za użyt- 
I kowanie mieszkań ciągle 
nie płaci około tysiąc osób. 
Ich długi sięgają już blisko 2 
mln zł. Mimo to Spółdziel- 
nia nie ma zadłużenia u żad- 
nych kontrahentów, a biegli 
rewidenci oceniają jej stan 
finansowy jako dobry. 
Troską Rady Nadzorczej 
i Zarządu jest pobudzenie zainteresowania 
Spółdzielnią przez jej członków. Stąd jako 
jedna z pierwszych w kraju Spółdzielni 
wprowadziliśmy nowy organ statutowy ja- 
kim są Samorządy Nieruchomości. Właśnie 
te organy grupujące członków Spółdzielni 
mają rozpoznawać sprawy finansowania 
danej nieruchomości oraz analizować kosz- 
ty i wpływy. 
- Czy są jakieś obawy spółdzielców? 
- Tak. Nasze obawy budzi ciągle maj- 
sterkowanie przy ustawie o spółdzielniach, 
skutkujące uchwalanymi poprawkami wska- 
zującymi na brak rozeznania w gospodarce 
zasobami mieszkaniowymi w spółdziel- 
niach. Poprawki te, jak sądzimy, wynikają 
bardziej z gry politycznej, niż merytorycznej 
znajomości realiów spółdzielczych. 
- Dziękuję bardzo za rozmowę. 


CIEPLEJ 


I TANIEJ... 


ł 
-\_ I- . 
t -
 
- 
 "lji ił 
- ., ..., 
-- 
- 
-fi ...- 
= .Jn I 
..........." 
. t i 
, 
 

:I 
.' 
 ł ..... 


. * 
. 
Q: 
t 
I · 
 .' 
r 



 .. . " 
I , 
- ',. , . 
" 
. 
. 
ol} 

,1 


Jeden z domów B8M przy ul. Z. Krasińskiego13. 15. 17 w Bydgoszczy 


- Jakie są obecne zasoby Spółdzielni? 
- Zgodnie ze stanem na koniec 31 grud- 
nia ub.r. dysponowaliśmy 14.642 miesz- 
kaniami, 301 lokalami użytkowymi i 494 
garażami. W sumie 695.527 m 2 powierzchni 
użytkowej mieszkań, 30.882 m 2 - lokali 
użytkowych i 7.888 m 2 - garaży. To najwięk- 
szy potencjał spółdzielczy w Bydgoszczy. 
- Imponujące. Czy mógłby Pan powie- 
dzieć parę słów na temat spółdzielczej 
strategii? 
- Przed nami następny rok realizowania 
przyjętego przez Zebranie Przedstawicieli 


mania mieszkań. Głównie ze względu na 
oszczędności w pozycji "centralne ogrzewa- 
nie" spowodowane wspomnianymi już pra- 
cami termorenowacyjnymi i remontowymi. 
Ważnym tematem jest załatwienie 
wykupu gruntów na nieruchomościach, 
pozostających dotychczas w użytkowaniu 
wieczystym spółdzielni - zgodnie z realiza- 
cją postanowień ustawy o spółdzielniach 
mieszkaniowych. Zebranie Przedstawicieli 
Członków podjęło uchwałę, według której 
zakup będzie przeprowadzony z uwzględnie- 
niem podziału na poszczególne nieruchomo- 
ści i według kolejności otrzymanej wyceny 
gruntu dokonanej przez Urząd Miasta. Pod- 
stawowym warunkiem jest wpłata 60 proc. 
kosztów zakupu przez mieszkańców danej 
nieruchomości. Koszt ten stanowi pochodną 
wartości działki (z uwzględnieniem 95 proc. 
bonifikaty) oraz podatku VAT i rozliczany 
zostanie proporcjonalnie do udziału we 


I'" 


11] 
,... 


. 
J! 



: 


/I 


Rozmawiał: JERZY DERENDA 


Nr 1-3/2005 

I 33
		

/Untitled-36_0001.djvu

			i:i I 
,i' II KSIĄŻKI 

 I 
:,IJANUSZ 
" 
, II 
:1 ' KUTTA 
"1_ 
,Ii 
:';' 1 
,I 
:: I 


!I, 
" 


'II 
'II 
:1, 
:1,: N adwiślański Włocławek, miasto o 
:\ bogatej i zmiennej historii, od dawna 
:/ " pozostaje przedmiotem żywego zaintereso- 
::: wania badaczy polskich. W ostatnich latach 
:j : doczekało się naukowej dwutomowej mono- 
, grafii pod redakcją znakomitego historyka 
:; Jacka Staszewskiego z toruńskiego ośrod- 
: ' ka naukowego, którego z Włocławkiem łą- 
, czy mocna więź emocjonalna. Autorzy tego 
, dzieła spojrzeli na miasto, co zrozumiałe, 
przez pryzmat "historii ogólnej", to znaczy 
jego dziejów politycznych, gospodarczych, 
społecznych, rozwoju czy też upadku 
: jego znaczenia. Istotnym uzupełnieniem 
: ' tak pojętej historii Włocławka jest edycja 
: ,,,Włocławskiego słownika biograficznego" 
:,' pod red. S. Kunikowskiego (t. l, Włocławek 
:1 ' 2004). Jej inicjatywa wyszła z zasłużonego 
: ,dla Włocławka i Kujaw Włocławskiego To- 
, ' warzystwa Naukowego, które postanowiło 
,
 spojrzeć na Włocławek z innej strony, przez 

rpryzmat historii łudzi, przez pokazanie 10- 
II: sów poszczególnych osób, które na trwałe 
r zapisały się w dziejach interesującego mnie 
Iti miasta. Tę inicjatywę powitać więc trzeba z 
i, uznaniem. Włocławianom, kimkolwiek oni 
m', byli, dawno się to należało. 
i ' : Redakcja Słownika pod przewodnic- 
: twem Stanisława Kunikowskiego, zgodnie 
: z przyjętym kryterium, postanowiła w nim 
, umieścić biogramy "osób, które działając we 
! Włocławku, przyczyniły się do rozwoju mia- 
' I 
 sta w danym okresie jego dziejów oraz tych, 
: ' które urodziły się we Włocławku, opuściły 
I" miasto i wyróżniły się w pracy zawodowej, 
i \ społecznej, twórczej w Polsce i za granicą". 
, : Słusznie dopuszczono możliwość zamiesz- 
! czenia w Słowniku życiorysów osób, które 
:I
: "nie urodziły się we Włocławku, krótko w 
:1 ',' nim przebywały, ale po opuszczeniu miasta 

 zapewniły sobie poczesne miejsce w życiu 

 . społecznym, gospodarczym, naukowym, 
: I, bądź kulturalnym". 
, Wśród włocławian były osoby różnych 
' I " I i. narodowości i wyznań, które również współ- 
, ' ,it' tworzyły historię miasta. Stą
 też ich życio- 

 rysy zostały w Słowniku pomIeszczone. 
't Biogramy, około tysiąca, będą ogloszone 
, ,w siedmiu - ośmiu tomach, przy czym każdy 
z nich stanowić będzie odrębną całość, w po- 
,
 Dr hab. JANUS Z KUTIA, historyk, publicy- 
, sta, profesor Wyższej Szkoły Humanistycz- 
i no-E konom;"""'i we WIoclawku. 
Ij 34 
J
I Nr 1-3/2005 
1111 


rządku od A do Z. Pełny obraz zyskamy po 
publikacji całości tej biograficznej edycji. 
Pora na omówienie tomu pierwszego 
Słownika. Zamieszczono w nim 116 biogra- 
mów, pióra 37 autorów, wywodzących się 
głównie z Włocławka i legitymujących się 
zróżnicowanym doświadczeniem badaw- 
czym. Przed większością z nich stało trudne 
zadanie zebrania materiału wiarygodnego, 
umożliwiającego rzetelne ustalenie faktów 
z życia opisywanej postaci. Autorzy na ogół 
musieli się zmagać, wiem to z własnego do- 
świadczenia, z niedostatkiem i kruchością 
materiału, zwłaszcza, gdy przyszło im opisać 
osoby z odleglej przeszłości. Wszystkim z nich 
przyświecała wszelako wciąż aktualna dyrek- 


Wolskiej (1905-1997), twórczyni ludowej. 
Słownik, rzecz niejako naturalna, obej- 
muje w lwiej części życiorysy osób, które 
przez Włocławek przewinęły się w ostat- 
nich dwustu latach, bądź tu działając "od 
urodzenia", bądź też przebywając w mie- 
ście przez czas pewien, dostateczny jed- 
nakże, by zapisać się w nim na trwałe. Ten 
przechył Słownika w stronę dziejów nowo- 
żytnych i naj nowszych jest rezultatem sta- 
nu zachowania materiałów archiwalnych. 
O wielu wybitnych włocławianach minio- 
nych stuleci wiemy bowiem tylko że "byli", 
o innych nawet tego nie wiemy. 
Zamiarem autorów i redaktora było, aby 
Słownik łączył cechy opracowania "do czy- 


Inne spojrzenie na Włocławek 


tywa Cicerona, iż "pierwszym prawem histo- 
ryka jest, by nie ośmielił się pisać nic, co jest 
fałszywe, a drugim jest powiedzieć wszystko o 
swoim bohaterze, co jest prawdziwe". 
W prezentowanym tomie Słownika jest 
tylko 16 biogramów osób urodzonych we 
Włocławku. Osoby te wywodziły się z róż- 
nych grup społecznych i reprezentowały 
różne zawody. Nie brak wśród nich postaci 
doprawdy wybitnych, by wymienić tu tylko 
Tadeusza Reichsteina (1897-1996), bio- 
chemika, łaureata Nagrody Nobla (1950) 
w dziedzinie medycyny, czy też profesora 
Stanislawa Bagdzińskiego (1935-1997), 
eksperta w zakresie polityki lokalnej i regio- 
nalnej, członka Europejskiego Stowarzysze- 
nia Ekonomistów Środowiska i Zasobów 
Naturałnych. 
Jednak większość biogramów dotyczy 
włocławian "z wyboru", którzy dłużej lub 
krócej związani byli z Włocławkiem i pięt- 
no wywarli na życiu miasta. 
W Słowniku aż jedną czwartą zajmują du- 
chowni diecezjalni i zakonni. Nie budzi to 
zdziwienia jeśli uwzględni się pozycję i rolę 
biskupów włocławskich w dziejach Kujaw i 
Polski. W interesującym nas mieście przez 
wiele łat czynny był ks. Stefan Wyszyński 
(1901-1981), późniejszy kardynał i Prymas 
Tysiąclecia. Brak mi w tym tomie biogramu 
sufragana Michała Kozala, wyniesionego 
przez papieża Jana Pawła II na ołtarze w 
1987 r. Ten błogosławiony Kościoła kato- 
lickiego powinien się znaleźć już w tomie 
otwierającym edycję Słownika. 
Oczywiście w omawianym dziele nie za- 
brakło kobiet. Pomieszczono w nim 12 życio- 
rysów włocławianek, między innymi biogra- 
my pisarek: Marii Daniłewicz-Zielińskiej 
(1907-2003) i Marii Kuncewiczowej (1899- 
1989), Henryki Królikowskiej (1901-1983), 
artystki malarki, muzealnika i pedagoga, 
Danuty Wojciechowskiej (1915-944), dzien- 
nikarki, żołnierza Armii Krajowej, Leokadii 


tania" z wymogami naukowej precyzji i z 
powszechnie przyjętymi zasadami obowią- 
zującymi w biografistyce i leksykografii. 
Zamiar ten w znacznej mierze udało się 
zrealizować. Duża w tym zasługa również 
Rady Naukowej edycji z profesorem Mie- 
czysławem Wojciechowskim na czele. 
Na osobną pochwałę zasługuje szata 
edytorska książki. Wydawca zadbał, by 
Słownik prezentował się okazale (stosow- 
na okładka i czcionka, dobrej jakości zdję- 
cia). Zamykają go informacje o wszystkich 
autorach opracowania. 
Jestem głęboko przekonany, że Słownik 
będzie dla włocławian niezastąpionym 
kompendium zawierającym wiadomości o 
ludziach, którzy kształtowali oblicze Wło- 
cławka i Kujaw. Dla młodego pokolenia 
regionu kujawskiego Słownik powinien 
być lekturą obowiązkową. 
Kończąc omówienie tego ze wszech miar 
udanego i wartościowego opracowania pro- 
ponuję, by redakcja każdy tom zaopatrzyła 
w indeks nazwisk. Brak mi takiego indeksu 
już w tomie pierwszym. Rozważenia wyma- 
ga kwestia, czy w indeksie uwzględnić tylko 
nazwiska bohaterów, czy również nazwiska 
pozostałych, pojawiających się osób. Pro- 
ponuję również, by w kolejnych tomach 
znalazło się miejsce na uzupełnienia i po- 
prawki. Warto by również zamieścić w nich 
roboczy wykaz haseł przygotowanych do 
następnego tomu. Być może czytelnicy ze- 
chcą podzielić się z autorami swoją wiedzą i 
posiadanymi materiałami. O 


Włocławek. Dzieje miasta, pod redakcją 
J. Staszewskiego, t. 1, Od poczqtków do 
1918, Włocławek 1999; t. 2, Lata 1918- 
-1998, Włocławek 2001. 
Włocławski słownik biograticzny, pod 
redakcją Stanisława Kunikowskiego, t. 1, 
Włocławek 2004.
		

/Untitled-37_0001.djvu

			NOWY KIERUNEK STUDIÓW W AKADEMII TECHNICZNO-ROLNICZEJ J. J. ŚNIADECKICH 


EDMUND 
DULCET 


" 


f
 


R ekonstrukcja rolnictwa i przemysłu 
na rzecz rolnictwa działającego w 
oparciu o najnowsze osiągnięcia genetyki, 
biotechnologii, mechaniki, informatyki, 
nastawionego nie tyle na produkcję ilo- 
ściową, co jakościową, wymusza między 
innymi kształcenie specjalistów realizują- 
cych to zadanie. 
Dla jego realizacji w Akademii Technicz- 
no-Rolniczej w Bydgoszczy uruchomiono 
nowy kierunek studiów "Technika Rolni- 
cza i Leśna". W roku akademickim 2005/ 
2006 odbędzie się pierwszy nabór kandy- 
datów na ten kierunek. Należy podkreślić, 
iż kształcenie studentów w zakresie tech- 
niki rolniczej na Wydziale Mechanicznym 
ATR datuje się od 1968 roku, kiedy to 
utworzono specjalność "Maszyny i Urzą- 
dzenia Rolnicze", na której kształcenie 
odbywa się do dnia dzisiejszego. W 1976 
roku podjęto decyzję o uruchomieniu na 
Wydziale Mechanicznym kierunku stu- 
diów o nazwie "Mechanizacja Rolnictwa", 
który został zlikwidowany w 1986 roku. 
Cieszy więc ponowne uruchomienie tego 
tak potrzebnego kierunku studiów dla 
województwa kujawsko-pomorskiego, 
będącego przecież w kraju regionem o 
wysokiej kulturze i produkcji rolniczej, 
czego dowodem jest np. 1 miejsce w kraju 
w produkcji buraka cukrowego, czwarte w 
produkcji ziarna zbóż i żywca mięsnego 
czy szóste w produkcji mleka. 
Ponadto wejście do Unii Europejskiej 
spowodowało gwałtowny wzrost zaintere- 
sowania rolników nowoczesną techniką 
rolniczą. 
Technika rolnicza, nazywana coraz 
częściej inżynierią rolniczą, należy do 
młodych dyscyplin naukowych. Następuje 
stopniowe naturalne rozszerzanie jej tema- 
tyki badawczej na cały kompleks gospo- 
darki żywnościowej, zbioru, przetwórstwa 
i przechowalnictwa płodów rołnych, co 
wskazuje na ścisłe powiązanie rozwiązań 
technicznych z materiałem biologicznym. 
Bardzo ważne przy tym staje się pozna- 
nie cech fizycznych badanych ośrodków i 
ich związku z różnego rodzaju oddziaływa- 


Prof. dr hab. inż. EDMUND DULCET, kie- 
rownik Katedry Inżynierii Rolniczej ATR w 
Bydgoszczy. 


niami zewnętrznymi typu mechanicznych 
obciążeń, w celu jak najlepszego dopaso- 
wania elementów w układzie ośrodek bio- 
logiczny - maszyna, zmniejszenie strat w 
produkcji, rozwój przyjaznych technologii 
dla środowiska, jak również przewidywa- 
nia skutków w skali makro na podstawie 
właściwego modelowania. 
Zatem technika rolnicza zajmuje się 
budowaniem podstaw, na których mają 
dopiero skutecznie pracować konstrukto- 
rzy w ośrodkach rozwojowych poszczegól- 
nych firm. Filarem tego fundamentu jest 
znajomość relacji pomiędzy biologiczną 
naturą rośliny, którą się uprawia, a ocze- 


Technika 
rolnicza 
i leśna 


kiwaniami człowieka i możliwościami ma- 
szyny. Dzięki takiej właśnie wiedzy można 
z jednej strony wspomagać powstawanie 
nowych rozwiązań konstrukcyjnych, a z 
drugiej skutecznie doradzać rolnikom, 
chroniąc również środowisko. 
Należy podkreślić, że zadania techni- 
ki rolniczej podlegają ciągłej transfor- 
macji. Obecnie celem podstawowym 
jest utrzymanie wysokiej wydajności z 
zachowaniem dobrej jakości produktu 
oraz ochrona środowiska, przy istotnym 
ograniczeniu nakładów energetycznych. 
Technika rolnicza staje się również coraz 
bardziej służebna w stosunku do innych 
dziedzin, np. biotechnologii, tworząc ma- 
szyny i urządzenia do produkcji opartej 
o procesy biotechnologiczne. W ramach 
powołanego kierunku przewiduje się 
trójstopniowy system studiów w tzw. sys- 
temie bolońskim. Pierwszy etap to studia 
zawodowe inżynierskie, później dwuletnie 
studia magisterskie, a trzeci etap to studia 
doktoranckie. 
Nabór kandydatów w roku akademic- 
kim 2005/2006 dotyczy studiów inżynier- 
skich dziennych i zaocznych. 
Uruchomienie kierunku studiów tech- 
nika rolnicza i leśna w ATR uzupełni 
potrzeby kadrowe jednego z najważniej- 
szych i największych producentów żyw- 
ności w kraju, jakim jest województwo 
kujawsko-pomorskie. Najbliżej Bydgosz- 
czy taki kierunek studiów oferują tylko 
AR w Poznaniu i UWM w Olsztynie. Do- 
brze rozwinięta produkcja rolnicza i leśna 
w województwie są podstawą do rozwoju 
licznych jednostek gospodarczych w rol- 


nictwie i leśnictwie oraz w ich otoczeniu. 
W Unii Europejskiej specjaliści - absol- 
wenci tego kierunku znajdą zatrudnienie 
w szeregu powstających firmach (trans- 
portowych, do wykonywania zabiegów 
w rolnictwie, leśnictwie, przemyśle rolno- 
-spożywczym). 
Kształcenie na kierunku odbywać się 
będzie w ramach dwóch specjalności: 
1. Maszyny do kształtowania i ochro- 
ny krajobrazu - wzrastająca potrzeba 
estetycznego ukształtowania otoczenia, 
zarówno w miejscu zamieszkania jak i 
pracy współczesnego człowieka wywołuje 
rosnące zapotrzebowanie na fachowców 
w zakresie wykorzystania maszyn do 
kształtowania i ochrony krajobrazu, w 
którym dominujący udział mają obszary 
rolnicze i leśne. Niszczące oddziaływanie 
na środowisko rozwiniętych społeczeństw 
wymaga przygotowania fachowców potra- 
fiących nie tylko kształtować i chronić 
środowisko, ale również przywrócić wła- 
ściwy stan krajobrazu. W pracach tych 
stosowany jest sprzęt, który w swej istocie 
niewiele odbiega zasadą działania i kon- 
strukcją od maszyn rolniczych. Zasadni- 
czo różne są jednak uwarunkowania jego 
użytkowania, co wymaga specyficznych 
umiejętności od osób odpowiedzialnych 
za ich eksploatację. Przeprowadzone 
rozpoznanie wśród firm pracujących w 
zakresie kształtowania i ochrony środo- 
wiska wykazało brak fachowców w tej 
specjalności - są natomiast rolnicy lub 
osoby o wykształceniu całkowicie nie 
związanym z wykonywanym zawodem. W 
związku z tym dyplomanci tej specjalno- 
ści mogą znaleźć zatrudnienie w firmach 
profesjonalnie zajmujących się kształto- 
waniem i ochroną środowiska. 
2. Inżynieria procesów rolno-spożyw- 
czych - przetwarzanie surowców rolni- 
czych na produkty żywieniowe człowieka 
w oparciu o zasady inżynierii procesowej 
zawsze stanowić będzie podstawową 
gałąź gospodarki narodowej. Znajomość 
zagadnień ilościowych i jakościowych 
procesów rolno-spożywczych jest nie- 
zbędna przy projektowaniu nowocze- 
snych maszyn przetwórczych. Inżynier 
- specjalista z tego zakresu, oprócz zadań 
projektowych, realizować winien prace w 
obszarze optymalizacji maszyn, narzędzi 
i żywności oraz żywienia i modernizacji 
procesów rolno-spożywczych. O jakości 
życia człowieka decyduje inżynieria i 
technologia. Stąd potrzeba kształtowania 
badań l rozwoju systemu funkcjonalnego: 
surowiec spożywczy - proces - maszyna 
- produkt żywieniowy oraz potrzeba 
kształcenia inżynierów specjałistów w 
zakresie kształtowania i eksploatacji tego 
układu. O 


Nr 1-3/2005 [:;' 
.;!
I 35
		

/Untitled-38_0001.djvu

			53. ZJAZD POLSKIEGO TOWARZYSTWA BOTANICZNEGO 


EUGENIUSZ 
ŚPIEWAKOWSKI 


, 


-- 


l uż po raz drugi na terenie regionu 
kujawsko-pomorskiego odbył się w 
niach 6-11 września 2004 r. kolejny 
53. Zjazd Polskiego Towarzystwa Bota- 
nicznego. Organizatorami Zjazdu były 
oddziały terenowe PTB z Bydgoszczy i 
Torunia. 
Na zjazd bydgosko-toruński PTB przy- 
było ponad 750 botaników ze wszystkich 
ośrodków akademickich kraju oraz in- 
stytucji zajmujących się profesjonalnie 
działalnością botaniczną (PAN i inne). 
Przy tej okazji należy podkreślić, że 
odkrycia i osiągnięcia polskiej botaniki 
znane są na całym świecie. 
W historii światowej botaniki i po- 
wszechnych encyklopediach cytowane 
są polskie nazwiska botaników ze 
wszystkich działów tej podstawowej dys- 
cypliny naukowej. Dla przykładu podam, 
że podręcznik akademicki prof. Edwarda 
Strasburgera przetłumaczony został 
na 10 języków obcych i doczekał się w 
niektórych krajach 10 wydań (w naszym 
kraju 5). Drugim uczonym światowej 
sławy był prof. Władysław Szafer, autor 
ok. 500 opracowań książkowych, w tym 
szczególnie cennej pracy o czwartorzę- 
dzie, twórca nowoczesnej ochrony przy- 
rody oraz współautor Raportu sekretarza 
generalnego ONZ U Thanta Człowiek i 
jego środowisko (1969). 
Patronat honorowy Zjazdu objęli m.in. 
rektorzy wyższych uczelni: UMK - prof. 
Jan Kopcewicz, AT-R - prof. Zbigniew 
Skinder, AB - prof. Adam Marcinkow- 
ski, AM - prof. Danuta Miścicka-Śliwka, 
prezydent miasta Bydgoszczy - Konstan- 
ty Dombrowicz, miasta Torunia - Michał 
Zaleski. 
Powołano także 20-0sobowy Komitet 
Naukowy oraz 32-osobowy Komitet 
Organizacyjny. Kierownictwo Komitetu 
Organizacyjnego objęli: dr inż. Ewa Kra- 
sicka-Korczyńska (AT-R), prof. Tomasz 
Załuski (UMK). 


Prof. zw. dr hab. EUGENIUSZ ŚPIEWAKOW- 
SKI, botanik i ekolog, członek Polskiego 
Towarzystwa Botanicznego. 


Szata roślinna nie tylko zdobi oblicze Ziemi, 
ona uszlachetnia człowieka 


Z okazji Zjazdu wydano 3 opracowa- 
nia: Program 53 Zjazdu PTB, Streszczenia 
reteratów i plakatów, Wycieczki geobota- 
niczne - Region kujawsko-pomorski. 
W pierwszym dniu Zjazdu odbyło się 
zebranie organizacyjne Zarządu Głów- 
nego PTB oraz Walne Zgromadzenie 
Delegatów, na których wybrano nowy 
Zarząd Glówny i jego prezydium na ka- 
dencję 2004-2007. W drugim dniu odbyła 
się sesja plenarna, na której wygłoszono 


(Adam Wodziczko) 


obszar województwa kujawsko-pomor- 
skiego (wyznaczono 12 tras wycieczek 
geobotanicznych). 
Druga pozycja wydawnicza Streszcze- 
nia reteratów i plakatów zawiera wykaz 
nazwisk 708 autorów i współautorów 
wystąpień. Jest to liczba imponująca, 
świadcząca o kondycji botaniki polskiej i 
jej pozycji w nauce światowej. Z satysfak- 
cją należy podkreślić, że większą część 
tej liczby stanowią młodzi botanicy, któ- 


Przyroda Polski 
w europejskim dziedzictwie 
dóbr natury 


następujące referaty problemowe: Róż- 
norodność tlory Polski - stan poznania, 
kierunki i potrzeby badań - prof. Zbi- 
gniew Mirek; Natura 2000 - nowa torma 
ochrony przyrody - prof. Ewa Symonides; 
Deticyt selenu w naszej diecie - suple- 
mentacja - prof. Małgorzata Wierzbicka; 
Uwarunkowania sukcesu reprodukcyj- 
nego u roślin - prof. Jarosław Burczyk; 
Czy szrotówek kasztanowcowiaczek 
Cameraria ohridella zagraża kasztanow- 
com w Polsce - prof. Jarosław Buszko; 
Paradoks ochrony przyrody - prof. Adam 
Barcikowski. 
Następnie zaproponowano uczestni- 
kom Zjazdu udzial w 13 sekcjach meryto- 
rycznych: anatomii, cytologii i embriolo- 
gii roślin, briologicznej, dendrologicznej, 
fizjologii i biochemii roślin, fykologicz- 
nej, geobotaniki i ochrony szaty roślin- 
nej, historii botaniki, kultur tkankowych 
roślin, lichenologicznej, mikologicznej, 
ogrodów botanicznych i arboretów, pale- 
obotanicznej, pteridologicznej. 
W ramach poszczególnych sekcji 
zaprogramowano sesje referatowe, po- 
sterowe, terenowe i wycieczki przyrodni- 
czo-krajoznawcze. 
W trzecim i czwartym dniu obrad 
Zjazdu odbyły się sesje referatowe i po- 
sterowe, w których udział wzięło 708 au- 
torów i współautorów uczestniczących 
w obradach. W piątym i szóstym dniu 
odbyły się sesje terenowe i wycieczki 
przyrodniczo-krajoznawcze, obejmujące 


rzy dysponują już znacznym dorobkiem 
naukowym oraz umiejętnością pracy ze- 
społowej. Wśród nich poczesne miejsce 
zajmują botanicy ośrodka naukowego 
Bydgoszczy, a w szczególności Torunia 
(UMK). 
Streszczenia zawierają szerokie spek- 
trum problematyki badawczej od zagad- 
nień i problemów botaniki submikro- 
skopowej, poprzez przekrój taksonomii 
roślin, cytologię, anatomię, embriologię, 
morfologię oraz ekologię i sozologię. 
Problematyka badawcza reprezen- 
towana na Zjeździe interesująca jest z 
następujących względów: zgodna jest z 
trendami botaniki światowej, zawiera 
problemy nie tylko poznawcze, wnoszą- 
ce do nauki istotne wartości poznawcze, 
ale także walory aplikacyjne służące 
działalności praktycznej (rośliny żywią, 
ubierają i leczą człowieka). 
Botanicy regionu kujawsko-pomorskie- 
go przedstawili w streszczeniach swoich 
wystąpień bogactwo szaty roślinnej (flo- 
ry i zbiorowisk roślinnych) w kontekście 
stanu, zachodzących procesów oraz 
mechanizmów współzależności w środo- 
wisku przyrodniczym, podkreślając uwa- 
runkowania historyczne (geologiczne), 
morfologiczne, siedliskowe oraz ekono- 
miczne regionu kujawsko-pomorskiego. 
Duże zainteresowanie uczestników 
Zjazdu wzbudziło wystąpienie prof. Mie- 
czysława Kurasia (UW), który w imieniu 
swego zespołu przedstawił temat badaw- 


OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 


36 

 Nr 1-3/2005
		

/Untitled-39_0001.djvu

			53. ZJAZD POLSKIEGO TOWARZYSTWA BOTANICZNEGO 


czy pt. Oczar wirginijski (Hamamelis wir- 
giniana L.) - roślina o dużym potencjale 
leczniczym. 
Oczar wirginijski w stanie naturalnym 
występuje we wschodnich stanach USA 
i Kanadzie. Przez amerykańskich Indian 
oczar stosowany był zewnętrznie do goje- 
nia ran, leczenia opuchlizn, hamowania 
krwotoków itp. 
Surowcem leczniczym są kora i liście, 
zawierające znaczne ilości różnorod- 
nych garbników. Badania laboratoryjne 
zespołu prof. M. Kurasia potwierdziły 
właściwości lecznicze w stosowaniu nie 
tylko zewnętrznym, ale także wewnętrz- 
nym. Stosowany w małych stężeniach 
wewnętrznie leczy nieżyt i krwawienia 
z przewodu pokarmowego i płuc, za- 
palenie błon śluzowych jelita grubego, 
biegunkę i dezynterię. Obecnie widzi 
się zastosowanie wyników w leczeniu 
wewnętrznym oczarem jako czynnika im- 
munomodelującego. Wykonane badania 
na roślinnych testach oraz białaczkowych 
liniach komórkowych HL-60 potwierdza- 
ją to całkowicie. 
W obu przypadkach (test Allium i 
HL-60) duże dawki preparatu oczaru po- 
wodują inhibicję proliferacji komórek, a 
małe - ich stymulację. Fakt ten, łącznie 
z bardzo silnym działaniem bakterio- 
statycznym preparatu oczaru stwarza 
perspektywę jego szerokiego zastosowa- 
nia zarówno w kuracji ostrych stanów 
zapalnych, jak i zapobieganiu i leczeniu 
chorób nowotworowych. Wymaga to 
jednak dalszych badań laboratoryjnych, 
przedklinicznych i klinicznych z wyko- 
rzystaniem kultur in vivo i układów in 
vitro. Pozostałe wystąpienia autorów 
były również interesujące, poruszające 
różnorodne zagadnienia i w ich ramach 
istniejące problemy. 
Wycieczki geobotaniczne. Region 
kujawsko-pomorski - to trzecia cenna 
pozycja, którą wydano z okazji Zjazdu 
Polskiego Towarzystwa Botanicznego 
(pod redakcją wydawniczą: dr Ewy Kra- 
sickiej-Korczyńskiej i dr. Macieja Kor- 
czyńskiego). Jest to bardzo wartościowa 
publikacja zawierająca aktualne dane 
o występowaniu flory i roślinności na 
obszarze woj. kujawsko-pomorskiego. 
Informacje merytoryczne o zachodzą- 
cych zjawiskach przyrodniczych szaty 
roślinnej zawarte są w opracowaniach 
12 tras wycieczek geobotanicznych prze- 
biegających przez region. 
Autorami i współautorami opracowań 
monograficznych poszczególnych tras 


geobotanicznych są zespoły botaników z 
następujących ośrodków akademickich: 
Bydgoszczy (ATR i AB), Lodzi (UL), 
Poznania (UAM), Torunia (UMK) oraz 
PAN i innych. 
Natomiast kierownikami zespołów 
i animatorami wytypowanych tras są 
botanicy o uznanych autorytetach na- 
ukowych, którzy osobiście wnieśli duży 
wkład w rozpoznanie i udokumentowa- 
nie walorów naukowych i innych szaty 
roślinnej Pomorza i Kujaw. 
Do nich w szczególności należą profe- 
sorowie: Mirosława Ceynowa-Giełdon, 
(geobotanik i fitosocjolog), Maria Ław- 
rynowicz (geobotanik i wybitny znawca 
grzybów kapeluszowatych), Kazimierz 
Tobolski (paleobotanik i znakomity 
torfoznawca) oraz wielu innych botani- 
ków, jak profesorowie: Janina Wilkoń- 
-Michalska, Marian Rejewski, Tomasz 
Załuski, Ludwik Lipnicki oraz botanicy 
młodszego pokolenia ze stopniem dokto- 
ra nauk (cytowane w literaturze poszcze- 
gólnych tras). 
Poszczególne trasy wycieczek geo- 
botanicznych opracowano pod kątem 
reprezentatywności: ekosystemy oli- 
gotroficzne (pola sandrowe, murawy 
psammofilne i kserotermiczne, jeziora 
lobeliowe ), niektóre torfowiska, ekosys- 
temy eutroficzne (pola uprawne, wy- 
brane siedliska łeśne, łąkowe, jeziorne, 
segetalne i ruderalne). 
Krajobrazy naturalne (wielkoprze- 
strzenne obszary chronione, jak parki 
krajobrazowe, rezerwaty przyrody, ob- 
szary chronionego krajobrazu, Park Na- 
rodowy Bory Tucholskie, półnaturalne 
(użytkowane w małym stopniu), kultu- 
ralne (użytkowane rolniczo, ale zrówno- 
ważone), zdewastowane (odkształcone 
ekologicznie w wyniku oddzialywania 
uciążliwego dla środowiska przemysłu). 
Fitocenozy -leśne, łąkowe, torfowisko- 
we, piaskowe wód lotycznych i lenitycz- 
nych, chronione prawem, zagrożone i 
zanikające. 
W podsumowaniu charakterystyki 
53. Zjazdu Polskiego Towarzystwa Bota- 
nicznego należy podkreślić, że autorzy i 
współautorzy tekstów w swych notkach 
bibliograficznych nawiązują do zasług 
botaników-pionierów - badaczy szaty 
roślinnej Pomorza i Kujaw. 
Największe zasługi w udokumento- 
waniu walorów naukowych, dydaktycz- 
no-wychowawczych, krajobrazowych, 
rekreacyjnych i innych szaty roślinnej 
Pomorza i Kujaw posiadają nieżyjący 


już profesorowie, którym Zjazd złożył 
należny hołd. Profesorom UAM - Zyg- 
muntowi Czubińskiemu, którego praca 
Zagadnienia geobotaniczne Pomorza jest 
cytowana we wszystkich publikacjach 
z tego terenu, Adamowi Wodziczce 
- twórcy ekologii krajobrazu, koncep- 
cji ochrony szaty roślinnej Pomorza 
i Kujaw. Profesorom UMK: Janowi 
Walasowi, autorowi m.in. opracowania 
roślinności stepowej doliny Dolnej Wi- 
sły, Stefanowi Kownasowi, autorowi 
pierwszych opracowań książkowych o 
szacie roślinnej ogrodów podworskich 
regionu kujawsko-pomorskiego, znako- 
mitemu paleobotanikowi, Klemensowi 
Kępczyńskiemu, wybitnemu floryście 
i fitosocjologowi. Jego klasyczna praca 
Szata roślinna Jezior Skępskich jest 
cytowana przez wszystkich hydrobota- 
ników polskich i europejskich, Tade- 
uszowi Sulmie (Akademia Medyczna 
w Gdańsku) autorowi pracy Problemy 
botaniczne Pomorza, wybitnemu znawcy 
porostów nadrzewnych na Pomorzu i 
Kujawach. 
Spośród botaników niemieckich naj- 
większe zasługi posiadają: Hugo Con- 
wentz z Gdańska - zinwentaryzował 
on osobliwości przyrodnicze Pomorza i 
Kujaw, FS Bock opracował szatę roślin- 
ną Borów Tucholskich, L. Kiihling florę 
Bydgoszczy i okolicy. 
Rekapitulując treści merytoryczne z 
przebiegu 53. Zjazdu Polskiego Towa- 
rzystwa Botanicznego pozwolę sobie na 
następującą konkluzję: 
- szata roślinna Pomorza i Kujaw jest 
największą wartością, dziedzictwem 
natury, fundamentem na którym należy 
oprzeć działania gospodarcze w środo- 
wisku; 
- szata roślinna Pomorza i Kujaw, jej 
piękno, znaczenie, wewnętrzna struktu- 
ra i organizacja, niepodzielność i inte- 
gracja oraz globalizacja jest arcydziełem 
ewolucji. 
W racjonalnym prawie człowieka do 
korzystania z zasobów szaty roślinnej 
należy się opierać na następujących fun- 
damentach: 
1. Na fenomenie przyrody, która jest 
wwrcem postępowania człowieka w 
środowisku przyrodniczym. 
2. Na nauce, która winna rozwijać praw- 
dę o prawach przyrody, zachodzących 
procesach i współzależnościach. 
3. Na religii, która głosi poszanowanie 
życia i kształtuje właściwe relacje: czło- 
wiek - środowisko.O 


OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 


Nr 1-3/2005 

I 37
		

/Untitled-3_0001.djvu

			W numerze: 


Jan Domaniewski 
Collegium Medicum 
im. Ludwika Rydygiera 
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 


Jerzy Serczyk 
Sześćdziesiąt lat Uniwersytetu 
Mikołaja Kopernika 


Bp Jan Tyrawa 
Chrześcijańskie 
korzenie Europy 


Dominik Antonowicz 
Ukraińska droga do wolności 


( 


KAZIMIERZ HOFFMAN - POETA 


Rozmowa ze 
ZDZISŁAWEM PRUSSEM 


Sławomir Kalembka 
WŁADYSŁAW KOZIOŁ 
- mistrz przypomniany 


Jerzy Rochowiak 
"Kopciuch" na scenie teatralnej 


Na okładce: 
"Apokalipsa" WŁADYSŁAWA KOZIOŁA 
(czyi. sir. 14) 


Autor zdjęcia: Wojciech Kozioł 


Anita Nowak 
"Z twarzą przy ścianie" 
"Historia o Miłosiernej" 


2 


3 


I 
\ 
\ 


17 
17 


Rozmowa z prezesem BSM 
RYSZARDEM KOCIENIEWSKIM 


35 


36 


Stan środowiska Bydgoszczy 
na tle innych miast 38 


WYDAWCA: 
FUNDACJA PROMOCJE POMORSKIE 


Eugeniusz Śpiewakowski 
Przyroda Polski w europejskim 
dziedzictwie dóbr natury 


Raport o stanie środowiska w 2003 r. 40 


Krystyna Romeyko-Bacciarelli 
Bydgoski Park Przemysłowy 


20 


Marzena Wanczura 
Rolnictwo ekologiczne podstawą 
lepszej jakości życia 


" 


\ 


.- 


21 


::
ł..: 
r ".". 
..... . 
. .' 
 

,...:::'-} 
L: II '.. 
'.,?;i
 .

J' 


42 


43 


l II 
" 


45 


46 


47 


49 


50 


51 


34 


Jarosław Poraziński 
Konie na betonie 


52 


PROFESOR STANISŁAW GÓRKA 18 


Justyna Eis, Jolanta Ociepa 
Wystawa "Kościół Bydgoski" 


5 


Adam Paczuski 
Bohaterowie opery pekińskiej 


8 


Dorota Rudnicka 
Trzy interesujące spojrzenia 


22 


23 


-- 


24 
24 


.. 


I 
 vwOWOc]c!J
1 

 
itlwsko-p 
 REDAKCJA: Prezes - Jerzy Derenda 
Redaktor naczelna: Ewa Grzybowska-Łukaszek ADRES REDAKCJI (i Fundacji): 
Zastępcy red. nacz.: Marek Chamot, Jerzy Derenda ul. Sielanka 6, 85-073 Bydgoszcz 
Maria Dąbrowska (zdrowie), Anita Nowak (teatr) telJlax (0*52) 349 35 23 
Krystyna Romeyko-Bacciarelli (ochrona środowiska), e-mail: fpp.redakcja@neoslrada.pl 
Ilona Słojewska (promocja) DRUK: Drukarnia "ABEDIK" 
Adam Paczuski (Toruń), Henryk Wasilewski (Włocławek) 85-861 Bydgoszcz, ul. Glinki 84 
Red. graf.: Michał Zieliński, Korekta: Ligia Podgórska tel.llax (0*52) 3 700 710 
Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń, nie zwraca materiałów niezamówionych. Zastrzegamy sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. 


Jerzy Rochowiak 
Domy dla dusz zbłąkanych 


Dorota Rudnicka 
DZIEŁO ROKU 2004 
Malarstwo młodych pedagogów 


Ałeksandra Kłaput-Wiśniewska 
VII Międzynarodowy 
Konkurs Pianistyczny 
im. Ignacego Jana Paderewskiego 


10 


Krystyna Romeyko-Bacciarelli 
Bydgoskie Towarzystwo Muzyczne 



 


, tl
 
'1- . 



I 


12 


Ewa Gruszka 
"Harmonie świata" w Ostrornecku 


14 


Cezary Nełkowski 
Chór Opery Nova zaśpiewał 
we Włókach 


16 


Ks. Józef Dębiński 
Włoski bohater powstania 
styczniowego 


Marek Chamot 
Polska polityka wschodnia 
w XX wieku 


Janusz Kutta 
Inne spojrzenie na Włocławek 


26 


Rozmowa z HENRYKIEM 
SKOPOWSKIM, dyr. PKO BP SA 
w Bydgoszczy 


28 


29 


Ligia Podgórska 
Polski Projekt 400 Miast 


BYDGOSKI KURIER RATUSZOWY 


30 


Krzysztof Dorcz 
Generał Augustyn Słubicki 
z Lubrańca 


31 


Marta Baranowska 
Niedziela na wyspach Lewis i Harris 


33 


Jerzy Serczyk 
Historyczne tło problemów 
ukraińskich
		

/Untitled-40_0001.djvu

			STAN ŚRODOWISKA BYDGOSZCZY NA TLE INNYCH MIAST 


B ydgoszcz jako największe miasto 
województwa kujawsko-pomor- 
skiego jest jednocześnie w wielu dzie- 
dzinach jednym z większych "produ- 
centów" zanieczyszczeń. Spośród 149 
polskich miast zagrożonych emisją 
szkodliwych substancji do atmosfery 
w 2003 r. została zakwalifikowana 
na 21 pozycji. W skali województwa 
jej udział wynosił ponad jedną piątą 
(21,5 proc.) i ten udział zwiększył się 
w stosunku do roku poprzedniego 
o 2,8 proc. Emisja pyłów i gazów w 
mieście wzrosła o 5,5 proc. w wyniku 
zwiększenia produkcji ciepła i spala- 
nia zwiększonych ilości paliw przez 
miejskie elektrociepłownie. 
Pod względem emisji pyłów Byd- 
goszcz przoduje w województwie z 
wynikiem 2.223 Mg/rok. Na drugim 
miejscu znajduje się Włocławek z 
1.623 Mg/r, na trzecim - powiat 
inowrocławski - 1.355 Mg/r, kolejno 
- miasto Toruń (1.079 Mg/r), powiat 
świecki (998 Mg/r), żniński (622 
Mg/r), bydgoski (438 Mg/r) i miasto 
Grudziądz (217 Mg/r). Emisja zanie- 
czyszczeń gazowych w Bydgoszczy 
w 2003 r. wyniosła 15.160 Mg/r, co 
uplasowało miasto na drugiej pozycji 
w województwie, po powiecie inowro- 
cławskim, gdzie w powietrze przedo- 
stało się aż 24.437 Mg/r. W kolejnych 
miastach i powiatach odnotowano 
mniejszą emisję gazów. W pow. świec- 
kim - 6.261 Mg, w Toruniu - 6.123 
Mg, we Włocławku - 6.103 Mg, w pow. 
żnińskim - 5.275 Mg. W porównaniu 
z rokiem 2002 we wszystkich miastach 
i powiatach emisja pyłów i gazów spa- 
dła, jedynie w Bydgoszczy odnotowa- 
no jej wzrost. W Toruniu jego udział w 
emisji w województwie ogółem zmalał 
o 2,3 proc., we Włocławku o 4,7 proc., 
w Grudziądzu o 1,2 proc. 
Na 50 zakładów przemysłowych 
województwa najbardziej uciążliwych 
pod względem emisji zanieczyszczeń 
pyłowych i gazowych do atmosfery 
osiem znajduje się w Bydgoszczy. Tę 
niechlubną listę otwiera Zespół Elek- 
trociepłowni Bydgoszcz S.A. - Elektro- 
ciepłownia II i III. Ponadto znajdują 
się na niej: ZEC - Elektrociepłownia 


I, Globalmalt Polska Sp. z 0.0., Zakła- 
dy Chemiczne Zachem S.A., KPEC 
Sp. z 0.0. przy ul. Spiżowej, Odlewnia 
Żeliwa PESA S.A., Zakłady Mięsne 
Byd-Meat S.A., KPEC Sp. z 0.0. przy 
ul. Ks. Schulza. 
W 2003 roku oceniano jakość po- 
wietrza na podstawie wyników badań 
przeprowadzanych w 54 stacjach 
pomiarowych zlokalizowanych na 
terenie województwa, w tym w 9 sta- 
cjach w Bydgoszczy. W mieście tym 
najwyższe średnie roczne stężenie 
dwutlenku siarki odnotowano przy 
ul. Warszawskiej - 21,0 Jlg/m 3 , które 
jednak obniżyło się w stosunku do 
roku 2002 r. z poziomu 38,6 Jlg/m 3 . 
W województwie większe stężenie tego 


l. 


" 
" ... 


..\ 



- 

 
-- 
- 


Bartodziejach z 4,4 do 5,2 Jlg/m3 oraz 
przy ul. Wincentego Pola 19 na Wił- 
czaku z 1,2 do 2,0 Jlg/m 3 . W Toruniu 
najwyższe stężenia dwutlenku siarki 
odnotowano w stacji przy ul. Dziewul- 
skiego 1 - 8,1 Jlg/m 3 , w Grudziądzu w 
stacji przy ul. Kosynierów Gdyńskich 
31 - 8,9 Jlg/m 3 , we Włocławku przy pl. 
Wolności - 15,4 Jlg/m 3 . 
Dopuszczalny 1-godzinny poziom 
SOz' wynoszący 350 l1g/m 3 , może 
być w ciągu roku przekraczany 24 
razy. Zjawisko to w Bydgoszczy w 
2003 r. wystąpiło jeden raz w stacji 
przy ul. Warszawskiej przy wiatrach 


MIASTO 


'- 


południowych oraz 8 razy w Świeciu 
przy zakładach Frantschach. W Toru- 
niu niekorzystne pod tym względem 
są wiatry wschodnie, we Włocławku 
- zachodnie. 
W siedmiu bydgoskich stacjach 
pomiarowych badano stężenia dwu- 
tlenku azotu w powietrzu, z których 
w pięciu odnotowano nieznaczny 
wzrost zanieczyszczenia. Spadek stę- 
żenia wystąpił przy ul. Warszawskiej 
oraz na odcinku ul. Jagiellońskiej 
12a-42. W Toruniu badano średnie 
roczne stężenie dwutlenku azotu 
również w siedmiu stacjach i także 
w pięciu odnotowano wzrost zanie- 
czyszczenia. We Włocławku najwyż- 
sze stężenie odnotowano przy ul. 
Okrzei. 
Badania mikrobiologiczne powie- 
trza w Bydgoszczy prowadzono w 
2003 r. w centrum miasta, w rejonie 
ujęcia wody Las Gdański oraz w pobli- 
żU oczyszczalni ścieków Kapuściska i 
na polach irygacyjnych w Łęgnowie. 
Można je porównywać do wyników w 
Toruniu i Włocławku, gdzie badania 
prowadzono w sąsiedztwie miejskich 
oczyszczalni ścieków. Zdarzały się epi- 
zodyczne przypadki nie znacznego za- 
nieczyszczenia atmosfery bakteriami 
w śródmieściu Bydgoszczy oraz w re- 
jonie pól irygacyjnych. Ponadto silne 
zanieczyszczenie mikroorganizmami 


Fot. Archiwum "PK-P" 
gazu występowało tylko w stacji należą- 
cej do zakładu Frantschach w Świeciu 
(21,9 Jlg/m 3 ). Niższe było w Janikow- 
skich Zakładach Sodowych "Janikoso- 
da" (18,7 Jlg/m 3 ). Natomiast w Toruniu 
po zamknięciu Wytwórni Kwasu Siar- 
kowego "Polchem" średnie stężenie z 
7 stacji wyniosło tylko 5,1 Jlg/m 3 . W 
trzech stacjach w Bydgoszczy wyniki 
badań stężeń tego gazu nieznacznie się 
pogorszyły. W stacji OPSIS przy ul. Ja- 
giellońskiej odnotowano wzrost stężeń 
na odcinku od numeru 12a do 42 z 9,1 
do 9,6 Jlg/m 3 , przy ul. Morskiej 2 na 



 


OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA SRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 


38 Li\
1 Nr 1-3/2005
		

/Untitled-41_0001.djvu

			STAN ŚRODOWISKA BYDGOSZCZY NA TLE INNYCH MIAST 


występowało w pobliżu kompostowni 
i składowisk osadu zarówno bydgo- 
skiej jak i toruńskiej oczyszczalni ście- 
ków. We Włocławku nie odnotowano 
tak znacznego zanieczyszczenia. 
Do wód powierzchniowych z Byd- 
goszczy odprowadzono w 2003 r. 23,5 
tys. dekametrów sześciennych ście- 
ków komunalnych i przemysłowych 
oczyszczonych, w Toruniu 13,7 tys. 
dm 3 oczyszczonych oraz 1,4 tys. dm 3 
nieoczyszczonych, we Włocławku 
- 13,3 dm 3 tys. oczyszczonych i 0,1 
tys. dm 3 nieczyszczonych, w Grudzią- 
dzu - 4,9 tys. dm 3 oczyszczonych. 


inowrocławska - 14,9 tys. m 3 jdobę. 
Bydgoskie ścieki z dwu największych 
oczyszczalni płyną do Wisły, z Oso- 
wej Góry do Kanału Bydgoskiego, a z 
Piasków do Brdy. Łącznie z Bydgosz- 
czy w 2003 r. odprowadzono 26.790 
tys. m 3 ścieków, z czego 92,8 proc. 
stanowiły ścieki oczyszczone. Do 16 
stycznia 2003 r. kierowano jeszcze 
nieczystości na pola irygacyjne, które 
wówczas zostały wyłączone z eksplo- 
atacji, a ścieki skierowano do oczysz- 
czalni Kapuściska. 
W Toruniu ogólna ilość ścieków z te- 
renu miasta w 2003 r. wyniosła 18.634 


NAD BRDĄ I WISŁĄ 



 ..
 ,I 

 
l 
, 
,t J 
I , \ 

: , I 
lo ,l ,., , '" 
f .L' ': ł "t " ., ł. J , J 
. ' 
J i 
' 
 
.. 


Ponadto duże ilości ścieków trafiały 
do wód w pow. inowrocławskim (22,7 
tys. dm 3 ) i w pow. świeckim (17,9 tys. 
dm 3 ). W Bydgoszczy działają dwie 
duże oczyszczalnie - Kapuściska 
przerabiające obecnie 49,5 tys. m 3 j 
dobę ścieków, Fordon - 13,6 tys. m 3 j 
dobę, ponadto Osowa Góra - 4,3 tys. 
m 3 jdobę oraz Piaski - 208 m 3 jdobę. 
Toruńska oczyszczalnia odprowadza- 
ła do Wisły 48 tys. m 3 jdobę ścieków, 
włocławska 25,7 tys. m 3 jdobę, 
grudziądzka - 15,5 tys. m 3 jdobę, 


Fot. Archiwum "PK-P" 


tys. m 3 , Z czego nieoczyszczonych było 
1.527 tys. m 3 z południowej części 
miasta. We Włocławku do Wisły od- 
prowadzono 16.996 tys. m 3 ścieków, w 
tym tylko 0,2 proc. nieoczyszczonych. 
Grudziądz do Wisły odprowadził 
5.671 tys. m 3 ścieków. 
Wody Wisły na całym odcinku 
województwa kujawsko-pomorskiego 
w kwalifikacji ogólnej są pozaklaso- 
we. Brda przy ujściu w Bydgoszczy i 
Kanał Bydgoski również mają wody 
pozaklasowe. Wisła od Włocławka 


poprzez Toruń, Bydgoszcz, Świecie, 
Chełmno i Grudziądz jest odbiorni- 
kiem ścieków, podobnie jak i Brda 
na odcinku miejskim. To co dzieje się 
na powierzchni ma wpływ na jakość 
wód podziemnych. W Bydgoszczy 
do sieci krajowej należy poziom wo- 
donośny kredowy pod Fordonem, 
gdzie w 2003 r. na głębokości 240 m 
odnotowano średnią jakość wody. 
W Toruniu płytkie (2,6 m) gruntowe 
wody czwartorzędowe miały niską 
jakość, we Włocławku na Zawiślu na 
głębokości 32 m zalegały czwartorzę- 
dowe wody średniej jakości. W sieci 
regionalnej w Bydgoszczy z 4 otwo- 
rów badano trzy. W Lesie Gdańskim 
w dwu studniach poziomu triasowe- 
go (60 m) i czwartorzędowego (50 m) 
stwierdzono wody średniej jakości, a 
w studni Frosta - wysokiej jakości, 
choć są to czwartorzędowe wody 
gruntowe zalegające na głębokości 
5 m. W Toruniu w trzech punktach 
- Mała Nieszawka (czwartorzęd, 3 
m), Polmos (kreda, 76 m) i Wrzosy 
II (czwartorzęd, 3 m) - czerpie się 
wodę wysokiej jakości. W szpitalu na 
głębokości 72 m znajduje się poziom 
kredowy z wodą średniej jakości. W 
Grudziądzu w dwu punktach znajdu- 
ją się wody niskiej jakości. 
Generalnie można stwierdzić, że 
Bydgoszcz nie wyróżnia się specjalnie 
negatywnie jeśli chodzi o stan środo- 
wiska na tle województwa. Niepokoić 
może pewien wzrost skażeń powie- 
trza, choć jeszcze nie przekraczają 
one norm. Nadal wody Wisły i Brdy 
na odcinku miejskim mają charakter 
pozaklasowy, ale po wybudowaniu 
nowoczesnych oczyszczalni ścieków i 
rozbudowie sieci kanalizacyjnej oraz 
odcięciu wylotów ścieków do rzek, 
trzeba jeszcze poczekać aż powrócą 
one do zdrowia_ 


(KRB) 


Opracowane na podstawie Raportu 
o stanie środowiska województwa 
kujawsko-pomorskiego w 2003 r. (Wo- 
jewódzki Inspektorat Ochrony Środo- 
wiska w Bydgoszczy, 2004). 


OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA SRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 


Nr 1-3/2005 

I 39
		

/Untitled-42_0001.djvu

			RAPORT O STANIE ŚRODOWISKA W 2003 R. 


l ak co roku Wojewódzki Inspek- 
torat Ochrony Środowiska w 
ydgoszczy ogłosił "Raport o stanie 
środowiska w województwie kujaw- 
sko-pomorskim". 1 grudnia 2004 r. 
przedstawiciele mediów mogli się 
zapoznać z najnowszymi danymi 
dotyczącymi 2003 r. 
Nastąpił spadek globalnej emisji 
zanieczyszczeń do powietrza o 5,5 
proc. - stwierdzono na podstawie 
kontroli danych z 310 zakładów w 
województwie. Jednak w stosun- 
ku do 2002 r. po raz pierwszy od 
6 lat, odnotowano wzrost emisji 
dwóch gazów - dwutlenku azotu i 
tlenku węgla. W stosunku do 1993 
r. emisja zanieczyszczeń pyłowych 
i gazowych zmalała o 34,4 proc., w 
tym pyłu o 66,6 proc., dwutlenku 
siarki o 41,3 proc., dwutlenku azotu 
o 34,6 proc. Wzrosła jedynie emisja 
tlenku węgla (czadu) - aż o 68,2 
proc. Udział 4 miast na prawach 
powiatu - Bydgoszczy, Grudziądza, 
Torunia i Włocławka - w ogólnej 
emisji województwa wynosi aż 41,5 
proc. i w porównaniu z rokiem 
2002 r. jest mniejszy o 18,9 proc. Je- 
dynie w Bydgoszczy nastąpił wzrost 
emisji zanieczyszczeń pyłowych i 
gazowych. Za ponad 90 procent 
emisji zanieczyszczeń tradycyjnie 
odpowiedzialna jest energetyka i 
ciepłownictwo. 
Badania jakości powietrza wyka- 
zały, że jeśli chodzi o zawartość w 
nim pyłu zawieszonego, benzenu, 
dwutlenku azotu i tlenku węgla 
- to ich parametry przekraczały 
poziomy dopuszczalne. Od lat ob- 
serwuje się bardzo niekorzystny 
poziom zawartości pyłu zawieszo- 
nego w powietrzu, a przekroczenia 
dopuszczalnych poziomów notuje 
się w wielu rejonach, nawet w 
uzdrowisku Inowrocław. Zjawisko 
to obserwuje się generalnie w całej 
Polsce. 
W pobliżu tras komunikacyjnych 
oraz w zimie wyraźnie wyższy jest 


I 

, 
I 
i 
,I 


\ " 


, , 
, , 

 ' 


, , 
, 


, , 
I 
I,i 


',I 


\ 
 


, ; 


I' 
,'j 
, i 
,\ 


, ' 
, i 
, , 
,\ 
" 


, i 
, ' 
,\ 
l' 
\ 


poziom stężenia dwutlenku azotu. 
Wyraźnie maleje udział ołowiu w 
pyle zawieszonym, co wiąże się 
niewątpliwie z stosowaniem paliwa 
bezołowiowego do samochodów. 
Natomiast z roku na rok maleje 
stężenie dwutlenku siarki, choć 
w mniejszych miejscowościach ze 
starą zabudową zimą, ulatnia się 
on podczas spalania węgla w pale- 
niskach domowych w nadmiernych 
ilościach. W ramach badań jakości 
powietrza w 2003 r. przeprowadzo- 
no pomiary zawartości bakterii w 
atmosferze w Bydgoszczy, Toruniu 


wypuszczono 125,5 hektometrów 
sześciennych ścieków, z czego 93,1 
proc. zostało oczyszczonych w 125 
komunalnych oczyszczalniach. 41 
obiektów posiada już najnowocze- 
śniejszą technologię mechaniczno- 
-biologiczno-chemiczną. Badania 
wód płynących potwierdziły, że 
obecnie największym problemem 
są zanieczyszczenia z terenów rol- 
niczych, zarówno pochodzące z pól, 
jak i z nie skanalizowanych miejsco- 
wości wiejskich. W całym wojewódz- 
twie na badanych 212 cieków o łącz- 
nej długości 2.197 km, nie ma rzek 


POWIETRZE, WODA, 


11 


-- 
""ii::::: 




 



 


i Włocławku - głównie w pobliżu 
oczyszczalni ścieków. Stwierdzono, 
że na ogół w otoczeniu badanych 
obiektów jest powietrze czyste lub 
tylko nieznacznie zanieczyszczone 
mikrobiologicznie, poza epizodycz- 
nymi przypadkami silnego skażenia. 
W 2003 r. utrzymała się tenden- 
cja do ograniczania ilości ścieków 
odprowadzanych do wód. Łącznie 
z terenu województwa w ciągu roku 


( 


- 
." ., 


ł"
 '\' 
, 



 ' 


.. 


Fot. Archiwum "PK-P" 


o I klasie czystości, tylko 5,8 proc. 
stanowią odcinki o II klasie czysto- 
ści, 19,4 proc. - o III klasie. Wody 
ponadnormatywnie zanieczyszczo- 
ne to aż 74,8 proc. długości kwalifi- 
kowanych rzek. Dla poprawy stanu 
czystości wód na terenach wiejskich 
należałoby postępować zgodnie z 
Dyrektywą 91/271/EWG nakłada- 
jącą obowiązek budowy do końca 
2005 r. systemów kanalizacyjnych i 


OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA 


40 

I Nr 1-3/2005
		

/Untitled-43_0001.djvu

			RAPORT O STANIE ŚRODOWISKA W 2003 R. 


oczyszczalni ścieków w miejscowo- 
ściach ponad 2000 mieszkańców. Na 
ten cel gminy mogą starać się o środ- 
ki z funduszy strukturalnych Unii, 
szczególnie z funduszu spójności. 
Do 2003 r. w województwie ku- 
jawsko-pomorskim zbadano 209 
jezior, z czego ponad połowę wie- 
lokrotnie. Całkowita powierzchnia 
skontrolowanych zbiorników wy- 
nosi 72,5 proc. wszystkich jezior w 
województwie o obszarze ponad 1 
ha. Tylko dwa bezodpływowe jezio- 
ra posiadają wody I klasy czystości 
- Piaseczno w Borach Tucholskich 


GLEBA... 


oraz Okonin położone na terasie 
pradoliny Drwęcy. Wymagania II 
klasy spełnia 58 jezior - akwenów 
głębokich, posiadających zlewnię z 
przewagą lasów. W ciągu 5 lat od 
1998 r. w 10 zbiornikach odnoto- 
wano poprawę stanu czystości wód. 
Były to m.in. jeziora Dębno i Mieli- 
wo (pow. brodnicki), Gościąż i Raku- 
towskie (pow. włocławski), Wieczno 
Południowe (pow. wąbrzeski), 
Wielgie (pow. golubsko-dobrzyński). 
Niską III klasę czystości wód mają 
82 jeziora, a pozaklasową jakość 
ma 67 zbiorników. Zdegradowane 
jeziora są najczęściej odbiornikami 
ścieków. Również płytkie zbiorniki 
śródpolne są zdegradowane. Jeziora 
śródmiejskie poddane są silnej an- 
tropopresji. Odprowadzane ścieków 
oraz wpływ użytków rolnych powo- 
dują nadmierną eutrofizację wód 
jeziornych. Sprzyja temu wysoka 
koncentracja związków azotu i fos- 
foru, pobudzająca rozwój planktonu 
i fitoplanktonu, wzrost chlorofilu 
"a", ograniczenie przezroczystości, 
powiększanie się stref beztlenowych 
na dnie. 
Badania wód podziemnych pro- 
wadzi się sieci krajowej, regional- 


nej i lokalnej. Wody najwyższej i 
wysokiej jakości stwierdzono w 43 
proc. badanych otworów sieci kra- 
jowej, średniej jakości - 30 proc., 
niskiej jakości - 27 proc. W porów- 
naniu z rokiem 2002 w 8 otworach 
odnotowano poprawę jakości, w 4 
- pogorszenie. W sieci regionalnej 
badano jakość wód w 93 otworach. 
Wód o najwyższej jakości nie 
stwierdzono w żadnym z otworów, 
wysoką jakość posiadała woda w 
16 otworów, średnią w 59 proc., 
niską - 25 proc. W sieci lokalnej 
badano jakość wód podziemnych 
wokół 46 składowisk komunalnych 
i przemysłowych oraz w rejonie 
15 stacji paliw. Stwierdzono, że 
obniża tę jakość przede wszystkim 
przewodnictwo elektrolityczne, 
kadm, azot amonowy, fosforany, 
rtęć, azotany, związki ropopochod- 
ne, utlenialność, ołów i potas. W 
rejonie dwóch stacji paliw zauwa- 
żono obecność w wodzie związków 
ropopochodnych. Niska jakość 
wód podziemnych w większości 
przypadków była także w rejonie 
zakładów przemysłowych: Zakłady 
Azotowe "Anwil" S.A. we Wło- 
cławku, Zespół Elektrociepłowni 
Toruń S.A., Jankowskie Zakłady 
Sodowe "Janikosoda" S.A., Uni- 
lewer Polska S.A. w Bydgoszczy, 
Frantschach Świecie S.A., "Za- 
chem" S.A. w Bydgoszczy. 
Obecnie nie stanowi już większego 
problemu hałas przemysłowy, syste- 
matycznie ograniczany. Natomiast 
hałas komunikacyjny jest przyczyną 
utrzymującej się degradacji środowi- 
ska. Powodem nadmiernej uciążli- 
wości dźwięków jest lokalizacja bu- 
dynków mieszkalnych blisko jezdni 
wąskich ulic, nadmierne prędkości 
pojazdów oraz zły stan torowisk 
tramwajowych. 
Jakość gleb na terenach rolniczych 
jest zadowalająca, nie stwierdzono 
nadmiernego zanieczyszczenia ich 
metalami ciężkimi oraz wielopier- 


ścieni owymi węglowodorami aro- 
matycznymi (WWA). 
Statystyczny mieszkaniec woje- 
wództwa w 2003 r. wytworzył 235,4 
kg odpadów. Trafiły one na jedno 
z 94 składowisk komunalnych, 
gdzie zgromadzono ponad 5,8 mln 
Mg odpadów. Głównym wytwórcą 
odpadów niebezpiecznych, stano- 
wiących 3,6 proc. wytworzonych 
przez przemysł, były Zakłady Azo- 
towe "Anwil" S.A. we Włocławku, 
gdzie powstało 80 proc. ich masy. 
Były one w znacznej części wyko- 
rzystane gospodarczo. Najwięcej 
odpadów przemysłowych powstaje 
w cukrowaniach - około jednej 
trzeciej ogólnej masy. Jednocześnie 
były one ponownie wykorzystywa- 
ne. Blisko jedną piątą odpadów 
poprzemysłowych stanowiły popio- 
ły z elektrociepłowni i kotłowni. W 
porównaniu z latami poprzednimi 
wzrosła ilość osadów po ściekowych 
z oczyszczalni. 
W województwie kujawsko- 
-pomorskim udział powierzchni 
leśnych wynosi 22,4 proc. Dla po- 
równania - najwięcej lasów jest w 
woj. lubuskim (48,1 proc). Do roku 
2020 lesistość naszego kraju powin- 
na wzrosnąć do 30 proc. W naszym 
województwie pod zalesianie prze- 
znacza się grunty zdegradowane, 
nie przydatne do produkcji rolnej, 
szczególnie w centralnej i południo- 
wej części regionu, gdzie występuje 
erozja gleb i zlewnie rzek wymaga- 
ją ochrony. Alternatywny sposób 
wykorzystania gruntów rolnych w 
Unii Europejskiej wspierany jest 
finansowo, nasi rolnicy mogą więc 
liczyć na wsparcie. 


(KRB) 


Opracowane na podstawie Raportu 
o stanie środowiska województwa 
kujawsko-pomorskiego w 2003 r. 
(Wojewódzki Inspektorat Ochrony 
Środowiska w Bydgoszczy, 2004). 


OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 


Nr 1-3/2005 

I 41
		

/Untitled-44_0001.djvu

			INICJATYWY 


KRYSTYNA ROMEYKO-BACCIARELLI 


}{ iedYś to była daleko poza miastem, 
schowana w lesie, zamaskowa- 
na na obszarze 2.500 ha - ogromna 
fabryka materiałów wybuchowych, 
zbudowana przez jeńców wojennych i 
więźniów pod nadzorem Niemców, na 
południowej skarpie Bydgoszczy. Po 
wojnie również produkowano tu nie- 
bezpieczne substancje. Z biegiem czasu 
jednak Zakłady Chemiczne "Zachem" 
wprowadzały produkcję cywilną. Za 
bramą przedsiębiorstwa powstała duża 
dzielnica mieszkaniowa Kapuściska 
i firma już od dawna nie leży hen za 
miastem. Przez długie lata do fabry- 
ki należał teren 1.800 ha. Po 1992 r. 
przedsiębiorstwo podzieliło się na dwie 
części. 1.200 ha objął "Zachem", a resz- 
tę "Nitrochem", zajmujący się nadal 
produkcją materiałów wybuchowych. 
Do majątku obecnego "Zachemu" 
należy 820 ha, a właściwie należało, 
ponieważ na 300 ha powstaje Bydgoski 
Park Przemysłowy. 
Mimo malejącej powierzchni w 
bydgoskim "Zachemie" pracuje 1.400 
osób. Firma unowocześnia się inwe- 
stując spore kwoty nie tylko w po- 
stęp technologiczny, ale również dla 
ochrony środowiska i bezpieczeństwa 
pracy, zdobywając za osiągnięcia na 
tym polu różne nagrody. Od lat działa 
w programie ochrony środowiska "Od- 
powiedzialność i troska", a ostatnio 
otrzymała nagrodę I stopnia w Ogól- 
nopolskim Konkursie Poprawy Wa- 
runków Pracy za poprawę warunków i 
bezpieczeństwa przy pracy z fosgenem 
podczas rozbudowy kompleksu TDI 
(wytwórnia tolueno-di-izocjanianu 
- rozpuszczalnika farb i lakierów). Za- 
stosowano tam rozwiązania techniczne 
światowej klasy, co kosztowało ok. 160 
mln zł. "Zachem" ma również Medal 
Europejski przyznany przez Business 
Center Club dla TDI w 2000 r. oraz 
dla EPI w 2004 r. Modernizacja i roz- 
budowa kompleksu TDI otrzymała na- 
grodę w konkursie "Modernizacja roku 
2003" za przeprowadzenie inwestycji 
bez przerywania produkcji. Komisja 
zwróciła uwagę na obniżenie kosztów 
produkcji i zmniejszenie ewentualnych 
zagrożeń dla środowiska. 


21 grudnia 2004 r. podpisano akt 
założycielski spółki Bydgoski Park 
Przemysłowy, utworzonej przez "Za- 
chem", Miasto, Akademię Techniczno- 
-Rolniczą oraz 6 bydgoskich firm. - Ten 
park będzie nastawiony na małych i 
średnich przedsiębiorców i dla nich 
będzie przygotowana odpowiednia in- 
frastruktura i działki - mówi dyrektor 
ds. technicznych i rozwoju "Zachemu" 
Przemysław Nawracała. - Nie będzie 
tutaj nowych, wielkich instalacji che- 
micznych. Sądzę, że inwestycje pójdq 
w kierunku już istniejących branży. Na 


biorstw, które nie stosują już technolo- 
gii wymagających armii ludzi i wielkich 
przestrzeni. 
Powołanie parku przemysłowego 
wiąże się z przygotowywaną prywaty- 
zacją firmy. 9 listopada 2004 r. Rada 
Ministrów wyraziła zgodę na przekaza- 
nie 80 procent akcji spółki do "Nafty 
Polskiej", która będzie przeprowadzać 
prywatyzację "Zachemu" poprzez jego 
sprzedaż w całości. Piętnaście procent 
akcji otrzymają pracownicy przedsię- 
biorstwa, a 5 proc. zatrzyma Skarb Pań- 
stwa. "Nafta Polska" ma opracować 


Bydgoski Park Przemysłowy 


terenie "Zachemu" dziala już ze sto róż- 
nych firm. Między innymi funkcjonuje 
tapicernia przedsiębiorstwa " Helwe- 
tia", jest wytwórnia osłon do wędlin 
"Gąsior", są tirmy przetwarzające two- 
rzywa sztuczne, transportowe, mecha- 
niczne, projektowe. Liczymy, że dojdą 
przedsiębiorstwa z branży telekomuni- 
kacyjnej i informatycznej. Nie muszę 
dodawać, że wszystkie nowe inwestycje 
będq zgodne z wymogami prawa chro- 
niącymi środowisko naturalne. Miasto 
ma niewiele terenów inwestycyjnych, a 
u nas jest już infrastuktura drogowa, ko- 
lejowa, są media. Przekazane przez nas 
300 ha stało się już wlasnością miasta. 
Oczywiście, niezbędna jest rozbudowa 
infrastruktury i na takie cele można 
starać się o środki strukturalne z Unii 
Europejskiej. 
Prezesem spółki Bydgoski Park Prze- 
mysłowy został Grzegorz Dudziński, 
który już wypełnia wnioski O unijne 
dotacje dla parku i liczy na znaczne 
dofinansowanie rewitalizacji poprze- 
mysłowego terenu, gdzie od lat nic się 
nie działo. Na 300 ha powróci życie 
w postaci nowoczesnych, zaawanso- 
wanych technologicznie produkcji, 
nieszkodliwych dla środowiska. 
W Polsce działa już ok. 20 dużych 
parków przemysłowych, powstałych 
na ogół po restrukturyzacji przedsię- 
biorstw. Również w województwie 
kujawsko-pomorskim powstają parki 
przemysłowe - w Soku Kujawskim, 
Toruniu, Świeciu. Jest to sposób na 
wykorzystanie terenów, zbędnych dla 
coraz bardziej nowoczesnych przedsię- 


analizę stanu przedsiębiorstwa, jego 
wpływ na środowisko naturalne, ocenę 
możliwości rozwojowych oraz określić 
cenę. To wszystko znajdzie się w memo- 
randum prywatyzacyjnym z ogłoszonym 
publicznie zaproszeniem do rokowań. 
Decyzję o sprzedaży podejmie Rada Mi- 
nistrów. Poważne rozmowy według har- 
monogramu rozpoczną się pod koniec I 
półrocza 2005 r. Prywatyzacja ma służyć 
pozyskaniu kapitału inwestycyjnego. 
- Już od pewnego czasu "Zachemem " 
interesują się inwestorzy krajowi i za- 
graniczni, m.in. polski C/ECH, węgierski 
"Borsodchem", niemiecki "Petro Carbo 
Chem", Organika-Malbork - informuje 
dyr. Nawracała. 
Bydgoski "Zachem" .od kilku lat no- 
tuje straty finansowe. Jedną z przyczyn 
są wysokie ceny surowców petroche- 
micznych i energetycznych na ryn- 
kach światowych, natomiast sprzedaż 
produktów ze względu na silną polską 
walutę nie przynosi spodziewanych zy- 
sków. Ponad 40 proc. produkcji fabryki 
jest eksportowana na rynki unijne. 
"Zachem" w swoim asortymencie 
produkcji nie ma chemikaliów, które 
są obecnie na topie, np. nawozów. Ma 
również wysokie koszty produkcji, wy- 
nikające z zaniechania niegdyś budowy 
instalacji do wytwarzania szerszej pale- 
ty asortymentu. 
Utworzenie na "zachemowskich" 300 
ha parku przemysłowego jest jednym z 
pierwszych kroków do porządkowania 
struktury przedsiębiorstwa. Dla obec- 
nych potrzeb rozwojowych w zupełności 
wystarczy pozostałe 500 ha terenu. O 


OCH RONA ŚR ODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 
42 

I Nr 1-3/2005
		

/Untitled-45_0001.djvu

			AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J. J. ŚNIADECKICH 


MARZENA 
WANCZURA 


N aturalną konsekwencją rozwoju 
cywilizacji jest wzrost świado- 
mości ludzkiej i standardu życia spo- 
łeczeństw. W erze nowych technologii, 
szybkiego rozwoju nauki, zmieniają się 
także sposoby widzenia świata oraz 
miejsca człowieka w otaczającej go 
rzeczywistości. Ludzie stawiają sobie 
coraz wyższe wymagania i określają 
nowe priorytety. Jednym z nich stała 
się troska o miejsce życia ludzkości, ja- 
kim jest Ziemia. Coraz częściej zadawa- 
no pytania o jakość życia pojedynczej 
istoty ludzkiej. Świat zaczął skupiać 
swoją uwagę, nie tylko na bezpośred- 
nich potrzebach jednostki, ale także na 
wszystkich etapach, jakie mają wpływ 
na zaspokojenie tych potrzeb. Odnosi 
się to zwłaszcza do żywności, jako pod- 
stawy egzystencji człowieka i wszyst- 
kiego tego, co wpływa na jej jakość. 
Ma ona bowiem wpływ na zdrowie 
ludności, co niewątpliwie wiąże się z 
koniecznością uwzględnienia szeregu 
innych czynników, takich jak na przy- 
kład ochrona środowiska naturalnego. 
Tendencje rozwoju rolnictwa w XX 
wieku doprowadziły do rozwinięcia się 
przemysłowych technologii produkcji 
żywności. Takie metody zapewniają 
co prawda wytwarzanie dużej ilości 
żywności w skali całego świata, jednak 
wykorzystanie chemii syntetycznej w 
procesach produkcyjnych znacznie 
obniża jakość tak uzyskiwanych pro- 
duktów oraz pogarsza stan środowiska 
naturalnego. 
Kośmicki pisze, że rolnictwo, jako 
jedna z najważniejszych gałęzi gospo- 
darki świata, największe osiągnięcia 
miało na początku XIX wieku. Wów- 
czas to powstała koncepcja rolnictwa 
oparta na chemizacji upraw, hodowli 
nowych odmian roślin i ras zwierząt. 


Mgr inż. MARZENA WANCZURA, Katedra 
Doradztwa w Agrobiznesie ATR w Bydgosz- 
czy, słuchaczka studiów doktoranckich. 


Coraz powszechniej zaczęto także 
stosować nowe maszyny i urządzenia, 
a tym samym zmniejszano nakłady 
pracy ludzkiej. U podstaw takiego kie- 
runku rolnictwa leżał szybki postęp 
technologiczny, co miało mieć bez- 
pośredni wpływ na wzrost kondycji 
ekonomicznej gospodarstw. Główną 
uwagę skupiano na zapewnieniu bez- 
pieczeństwa żywnościowego poprzez 
wytwarzanie dużej ilości produktów 
rolniczych, nie zważając na skutki 
ekologiczne. Jednak metody agrotech- 
niki, opartej na chemizacji, wpływają 
coraz bardziej na przyrodnicze podsta- 


chodów rolników oraz zwiększaniem 
się zadłużenia. Ci, którzy nie musieli 
odejść od zawodu, nastawili się na 
maksymalizację produkcji. Wszystko 
to wpłynęło na zmianę krajobrazu. 
Naturalne siedliska zostały zmienione, 
często zniszczone. Zmienił się także 
sposób gospodarowania ziemią. Zani- 
kły urozmaicone płodozmiany, które są 
jednym z najważniejszych warunków 
zdrowia gleby i roślin. Gotowość do 
podejmowania ryzyka ekologicznego 
przez wielu rolników można z pew- 
nością przypisać reklamie przemysłu 
chemicznego, jak też postawom władz 


Rolnictwo ekologiczne 
podstawą lepszej jakości życia 


wy życia człowieka i funkcjonowanie 
samego rolnictwa. Coraz bardziej 
zagrożone zostają podstawy rolnic- 
twa, takie jak: klimat, gleba, rośliny i 
zwierzęta, a one wszystkie, obok pracy 
ludzkiej i maszyn, warunkują rozwój 
produkcji rolnej. Rolnictwo, od poło- 
wy XX wieku oparte jest na intensyw- 
nej gospodarce rolnej. 
Według Groscha i Schustera wielkie 
koncerny upatrują w chemii wiernego 
sługę rolników i wyliczają im zyski 
dzięki zastosowaniu danych środków. 
Jednak rzeczywistość po raz kolejny 
wydaje się być nieco inna. Szerzą się bo- 
wiem nowe choroby roślin, środki grzy- 
bobójcze po kilku latach tracą skutecz- 
ność, szkodniki przełamują odporność 
niedawno wyhodowanych odmian 
roślin uprawnych, a uciążliwe chwa- 
sty licznie występują na plantacjach. 
Oczywiście "nowoczesne rolnictwo" 
miało także swoje dobre strony. Mimo 
zmniejszenia się powierzchni użytków 
rolnych i liczby zatrudnionych, zbiory 
znacznie wzrosły. Większość rolników 
nie uzyskała jednak wielkich korzyści 
z postępu chemicznego i techniczne- 
go. Praca stała się monotonna, zanikł 
bezpośredni kontakt rolników z kon- 
sumentami. Zarzucono wiele prac, 
które dotąd uważano za sielankowe, 
pierwotnie nadane przez Stwórcę, jak 
orka końmi czy ręczny siew. Prawdzi- 
we jednak niezadowolenie rolników 
wiązało się ze spadkiem realnych do- 


rządowych i samorządowych. Jednak 
rolnicy mogą zrobić wiele dla siebie 
i dla środowiska poprzez zadbanie o 
aktywną ochronę ziemi, rozszerzenie 
uprawy roślin motylkowych i profi- 
laktykę ochronną roślin. Powodzenie 
takich przedsięwzięć zależy nie tylko 
od samych rolników, ale i od polityki 
państwa, która musi stwarzać takie 
warunki, aby rolnicy myśleli nie tylko o 
ekonomicznym przetrwaniu, ale także 
o środowisku naturalnym. 
Jak stwierdza Kośmicki, mając na 
uwadze różnorodne zagrożenia eko- 
logiczne płynące z rozwoju współcze- 
snego rolnictwa, takie jak: degradacja 
naturalnych siedlisk i ich wspólnot 
życia, grabież zasobów żywej przyrody, 
uszkodzenia gleby, degradacja gospo- 
darki wodnej, stworzono koncepcję rol- 
nictwa alternatywnego. Decyzja ta była 
na tyle uzasadniona, że bezsprzeczną 
kwestią było stworzenie trwałych sys- 
temów produkcji rolnej, które umożli- 
wiłyby produkcję odpowiedniej ilości 
żywności O niezbędnych parametrach 
jakościowych, przy zapewnieniu przy- 
rodniczych podstaw produkcji rolnej. 
Aby rozważać problem ekologii w 
szerokim rozumieniu, pisze Kuś, na- 
leży sięgnąć do początków, czyli kon- 
cepcji ekorozwoju rolnictwa. Zrodzi- 
ła się ona i została sformułowana w 
tzw. Raporcie Brundt1and Światowej 


DOKOŃCZENIE NA STR. 44 


OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA SRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA SRODOWI SKA 
Nr 1-3/2005 



I 43
		

/Untitled-46_0001.djvu

			AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J. J. ŚNIADECKICH 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 43 


Komisji Środowiska i Rozwoju ONZ 
w 1987 roku. Ustalono, że trwały roz- 
wój ma służyć zaspokojeniu potrzeb 
ludności bez ponoszenia ryzyka, że 
kolejne pokolenia nie będą mogły 
zaspokajać swoich potrzeb. Pojęcie 
ekorozwoju ma podstawowe znacze- 
nie w sferze świadomości i polityki 
ekologicznej. W ciągu ostatnich lat 
było wiele prób zdefiniowania poję- 
cia zrównoważonego rozwoju i reguł 
zarządzania takim rozwojem jako 
sposobu zerwania z tradycyjnym 
rolnictwem przemysłowym. Bardziej 
rygorystycznym systemem gospoda- 
rowania od rolnictwa zrównoważo- 
nego jest rolnictwo ekologiczne. 
"Rolnictwo ekologiczne" to pojęcie, 
które powstało w Europie na początku 
lat 80. W Polsce zaś, wylansowane przez 
kilku naukowców - współtwórców ru- 
chu na rzecz rolnictwa bez agrochemii 
- ruchu, który w 1989 roku zorganizo- 
wał się w Stowarzyszenie EKOLAND. 
Niedługo po zarejestrowaniu stowa- 
rzyszenie to uzyskało członkostwo w 
IFOAM (Międzynarodowa Federacja 
Rolnictwa Ekologicznego). Głównym 
celem organizacji było stworzenie rol- 
nictwa ekologicznego w Polsce. Eko- 
land zajmuje się szeroko rozumianą 
inspekcją gospodarstw ekologicznych 
i doradztwem w ich stwarzaniu, atesta- 
cją i upowszechnianiem całej idei rol- 
nictwa ekologicznego. Organizowane 
są liczne kursy i szkolenia dla rolników 
zainteresowanych przestawieniem 
sposobu gospodarowania. Ukazują się 
także pozycje wydawnicze traktujące o 
rolnictwie ekologicznym. Handel pro- 
duktami ekorolniczymi rozpoczął się w 
roku 1991 w Warszawie. 
Jednym z działań w kierunku po- 
prawy jakości żywności pod wzglę- 
dem zdrowotności jest rozwój upraw 
ekologicznych. Zalecenia Kodeksu 
Żywnościowego FAO/WHO określają 
żywność ekologiczną jako produkt po- 
chodzący z gospodarstwa ekologiczne- 
go, które uzyskuje plony wytworzone 
metodami naturalnymi. Żywność taka 
musi odpowiadać takim samym wymo- 
gom bezpieczeństwa i kontroli, jak
- 
ność konwencjonalna. Należy ją także 
znakować w odpowiedni sposób. 


Śledząc wzrost zachorowalności w 
krajach zamożnych, w których potrze- 
by żywieniowe są zaspokajane pod 
względem ilościowym, pojawia nam 
się obraz żywności, która syci, ale nie 
witalizuje; zapewnia przemianę mate- 
rii, lecz nie gwarantuje pełni zdrowia, 
uważa Sołtysiak. Od razu nasuwa się 
tu pytanie na temat różnic pokarmów 
społeczeństw słabo rozwiniętych i 

ności krajów o zaawansowanym 
rozwoju. Zasadnicze różnice to rodzaj 

ności, czyli inne odmiany, rasy, a 
także sposób powstania i przetwarza- 
nia produktów rolnictwa. Ponieważ 
nie można do końca rzetelnie ocenić 
jakości produktów i na tej podstawie 
wydać zezwolenie dopuszczenia ich 
do obrotu, rolnictwo ekologiczne przy- 
jęło inny tryb, a mianowicie skupiono 
uwagę na utrzymaniu wysokiej jakości 
biologicznej w trakcie wytwarzania 
produktów. Oznacza to przeniesienie 
środka ciężkości na kontrolę etapów 
wytwarzania. Stworzono zatem system 
atestacji (certyfikacji) gospodarstw eko- 
logicznych i ich produktów. System ten 
doczekał się uregulowania odpowied- 
nimi przepisami na początku lat 90. 
A. Wiatrak wskazuje, że wszelkie 
wysiłki naukowców i organizacji 
ekologicznych związane z szeregiem 
działań zmierzających do usankcjo- 
nowania rozporządzeń na szczeblu 
politycznym na szczęście nie pozo- 
stały bez odpowiedzi. Władze pań- 
stwowe w różnych krajach dostrzegły 
potrzebę ochrony środowiska życia 
człowieka, czego konsekwencją było 
m.in. zajęcie się sprawą rolnictwa 
alternatywnego. Zaowocowało to de- 
cyzjami, w których wspólna polityka 
rolna UE na pierwszy plan wysuwa 
nie produkcyjne, lecz ogólnospo- 
łeczne funkcje rolnictwa. I tak w 
związku z tym podjęto następujące 
działania: pakiet przedsięwzięć agro- 
ekologicznych, wsparcie programów 
zalesiania gruntów rolnych i refi- 
nansowania tych kosztów. Z budżetu 
Unii Europejskiej współfinansuje się 
rolników, którzy stosowali metody 
produkcji chroniące środowisko i 
jakość terenów wiejskich. Powstało 
szereg programów, takich jak Piąty 
Program Środowiskowy lub Agenda 
2000, które traktują o konieczności 


włączenia czynników ekologicznych 
do wspólnej polityki rolnej. Polity- 
ka unijna w tym zakresie zapewnia 
integrację celów ekonomicznych, śro- 
dowiskowych i socjalnych. Powstało 
wiele programów wsparcia dla krajów 
kandydujących do wstąpienia do Unii 
Europejskiej, takie jak np. SAPARD, z 
którego korzysta także Polska. Była to 
pomoc dla działań proekologicznych, 
takich jak m.in.: wsparcie inwestycji 
zapobiegających zanieczyszczaniu 
środowiska w wyniku działalności 
rolniczej, zaopatrywanie gospodarstw 
wiejskich w wodę i jej uzdatnianie 
oraz odprowadzanie ścieków, gospo- 
darka odpadami stały,mi, zaopatrzenie 
w energię itp. W Polsce polityka i 
działania dotyczące zrównoważonego 
rozwoju rolnictwa dopiero rozwijają 
się. Podstawą koncepcji zrównoważo- 
nego rozwoju powinno być wdrożenie 
postępu technologicznego i umiarko- 
wana intensyfikacja produkcji roślin- 
nej. Wymaga to jednak dodatkowych 
nakładów na rolnictwo, które są 
niezbędne, jeśli chcemy myśleć o przy- 
szłych pokoleniach. 
W krajach Unii Europejskiej istnieją 
państwowe komisje zajmujące się rol- 
nictwem ekologicznym, których zada- 
niem jest weryfikacja kryteriów prezen- 
towanych przez instytucje rejestrujące 
się jako ekologiczne. Zajmują się one 
kontrolą i atestacją żywności, a finanso- 
wane są częściowo przez państwo. 
W Polsce obecnie powstaje wiele 
programów ekologizacji regionów. Ze 
względu na szansę rozwoju eksportu 
żywności atestowanej na rynek unijny 
należałoby stosować się do wszystkich 
norm i uregulowań prawnych, po- 
nieważ odpowiednie normy prawne 
wraz z właściwym systemem kontroli 
mogą przyczynić się do zaufania ze 
strony konsumentów co do faktycznej 
jakości tej żywności. Zaś zaufanie to i 
świadomość ekologiczna ludności są 
pierwszorzędnym elementem powo- 
dzenia poprawy naszego wspólnego 
życia na Ziemi. 


MARZENA WANCZURA 


Od Redakcji: 
Tekst drukujemy ze skrótami. 


OCH RONA ŚR ODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA · OCHRONA ŚRODOWISKA . OCHRONA ŚRODOWISKA 
44 

Y
I Nr 1-3/2005
		

/Untitled-47_0001.djvu

			ROZMOWY Li\
ol 


- PKO Bank Polski ma od kilku lat zna- 
komitą passę. Przed dwoma laty pożegnał 
kuratora. Prywatyzacja wypadła na piąt- 
kę. Wyniki z roku na rok są coraz lepsze, 
a przedstawione w lutym przez prezesa 
Podsiadłę liczby, obrazujące osiągnięcia 
ubiegłego roku, dają PKO pozycję lidera 
nie tylko wśród banków notowanych na 
warszawskiej giełdzie, a w ogóle w gronie 
najlepiej prosperujących przedsiębiorstw 
polskich. Jak to się przedstawia w naszym 
regionie? 


emisje. Najwięcej, aż 10 mln zł wykorzysta- 
ło Świecie. W 2003 r_ była posucha, ale w 
ub.r. Jabłonowo Pomorskie wzięło 2,1 mln 
zł, Kruszwica 6 mln i Brodnica znów 10 
mln. Nie pobity do dziś rekord należy do 
Bydgoszczy, z władzami której 25 czerwca 
2002 roku podpisaliśmy umowę opiewają- 
cą na 72 mln zł. Jednak nie dla bicia rekor- 
du. Ta suma i tak nie jest największa w ska- 
li kraju. Po prostu obligacje, to korzystna 
dla gmin forma finansowania inwestycji. 
Podpis poprzedzają dokładne analizy, 


- Broń Boże! Nic takiego się nie dzieje. 
Klient korporacyjny to taki, który osiąga 
roczne przychody powyżej 5 mln zł. To jed- 
nak klient na tyłe specyficzny, że z myślą 
o nim wyodrębniona została struktura z 
dyrekcją w Bydgoszczy przy ul. Gdańskiej 
i zamiejscowymi centrami w Toruniu, 
Włocławku i Grudziądzu. Nie ogranicza to 
w żaden sposób możliwości obsługi firm z 
segmentu MSP, czyli jak się to dziś modnie 
mówi small businessu. Powiedziałbym 
nawet, że oferta dla nich jest dziś bardzo 


Wyniki z roku na rok lepsze... 


- Kujawsko-Pomorskie nie różni się 
bardzo od reszty kraju. Jednak w ciągu 
ostatnich dwóch lat, co muszę z satysfak- 
cją podkreślić, bardw poprawił się nasz 
portfel kredytów konsumpcyjnych. Udział 
tych zagrożonych spadł z 16 proc. w koń- 
cu 2002 roku do 11 proc. na koniec ub.r. 
W ogóle jest lepiej z solidnością naszych 
klientów, bowiem odsetek tzw. złych kre- 
dytów w całej puli udzielonej w regionie 
spadł przez ostatnie dwa łata z 14,5 proc. 
do 12 proc. Przy tym wszystkie rodzaje 
kredytów lepiej się sprzedają. Największą 
dynamikę wykazuje rynek mieszkanio- 
wy. Tu wzrost sięga 60 proc. Udało się 
zahamować regres w sprzedaży kredytów 
konsumpcyjnych. W 2004 roku nie tylko 
pożegnałiśmy się z trapiącą województwo 
od paru łat tendencją spadkową, to jesz- 
cze odnotowaliśmy 14-proc. wzrost. Choć 
wprowadzenie podatku Belki zachęcilo 
wielu ludzi do szukania alternatywnych 
sposobów lokowania pieniędzy, to sukce- 
sem regionu jest utrzymanie depozytów 
na niezmienionym poziomie. Poza tym 
rachunki z grupy Superkonta, niezmien- 
nie cieszą się dużym powodzeniem. Jeśli 
chodzi o sprawne przeprowadzenie emisji 
akcji PKO, to nie będę ukrywał, że przygo- 
towywaliśmy ją bardzo starannie. Sprze- 
daż lokat prywatyzacyjnych była operacją 
bardzo trudną. Nim w pamiętny ponie- 
działek wybiła godzina "zero", to przed 
oddziałami już od paru dni stały komitety 
kolejkowe. Operacja przebiegła płynnie i 
obiektywnie, nikt nie mógl narzekać. Kto 
chciał akcje PKO szybko spieniężyć, nieźle 
zarobił, a kto je zachował, także ma powo- 
dy do zadowolenia. 
- W minionych latach obligacje PKO 
zasiliły budżety kilku miast województwa. 
Dzięki nim powstawały inwestycje, które 
służyć będą latami. W ubiegłym roku ten 
strumień złotówek już nie był tak wartki? 
- Organizowaliśmy sprzedaż obligacji 
komunalnych dla wielu gmin regionu. Do 
czerwca 2002 roku były to kilkumilionowe 


'
i. 91J
 

 ,I 


- 


" 


Z HENRYKIEM SKOPOWSKIM, 
dyrektorem Regjonalnego 
Oddzjału Oetaljcznego PKO BP SA 
w Bydgoszczy, 
rozmawia Grzegorz Młokosiewicz 


niezależne od politycznej barwy gminnych 
władz. Muszę stwierdzić, że gminy kujaw- 
sko-pomorskie sięgają po obligacje rozsąd- 
nie, żeby nie powiedzieć bardzo ostrożnie 
i nie można dopatrywać się tu żadnych 
analogii do ciążącej nam wszystkim pętli 
kredytowej z czasów PRL. Dodam nawet, 
że jeśli stolica regionu w tym roku zechce 
zasilić swój budżet obligacjami, czego moż- 
na się domyślać na podstawie wypowiedzi 
prezydenta Dombrowicza, to nasz bank 
nie widzi żadnego problemu, bowiem fi- 
nanse miasta na to pozwalają. 
- PKO Bank Polski SA tradycyjnie 
postrzegany jako bank drobnego ciułacza 
zdobył sobie mocną pozycję w finansowej 
obsłudze małego i średniego biznesu. W 
ubiegłym roku powstał obok detalicznego 
oddział korporacyjny. Mały przedsiębiorca 
będzie teraz na marginesie? 


bogata i nadal wzbogacana. Ostatnio pro- 
ponujemy skorzystanie z Programu Euro- 
pejskiego dla przedsiębiorstw starających 
się o pozyskanie funduszy strukturalnych 
z Unii Europejskiej. To oferta z bardzo 
atrakcyjnym oprocentowaniem kredytów 
pomostowych i kredytów na pokrycie 
wkładu własnego, a okres kredytowania 
jest dostosowany do realizowania pomocy 
unijnej. Kolejną nowością jest całodobowy 
dostęp do rachunku przedsiębiorcy za po- 
średnictwem internetowego PKO Inteligo. 
Natomiast bardzo wygodny dostęp do dar- 
mowego kredytu przez 45 dni umożliwia 
najnowsza karta kredytowa Euro Biznes 
adresowana specjalnie do MSP. W każdym 
z naszych samodzielnych oddziałów mamy 
doradców dla małych i średnich biznesme- 
nów, którzy służą swą wiedzą i pomogą 
dobrać optymalne produkty dla danej fir- 
my. Bardzo się rozwinął fundusz poręczeń, 
pomagając w kredytowaniu już ponad 300 
przedsięwzięć. 
- Panie Dyrektorze! Obok cieszących się 
rosnącym wzięciem kredytów mieszkanio- 
wych i popularnych sezonowych pojawił 
się w 2004 roku kredyt konsolidacyjny. Czy 
zdobył on sobie rynek w naszym regionie? 
- Od lutego, kiedy się pojawił, obser- 
wujemy jego stale rosnącą popularność. 
Klienci są zadowoleni, bowiem dzięki nie- 
mu spłatę kilku wcześniej zaciągniętych 
kredytów w innych bankach, zastępuje 
jeden kredyt w PKO. Do tego 25 proc. 
z tego kredytu można przeznaczyć na 
dowolny cel, niekoniecznie na dawne zo- 
bowiązania. Oprocentowanie jest niskie, a 
jeśli ktoś ma ochotę może się zadłużyć w 
wyjątkowo tanich CHF, USD czy EUR i to 
nawet na 20 lat! 
- Przebojem zeszłego roku była karta 
kredytowa. Czy mieszkańcy woj. kujawsko- 
-pomorskiego polubili ją w takim stopniu 
jak to się stało w innych stronach Polski? 


DOKOŃCZENIE NA STR. 46 


Nr 1-3/2005 
 t'
 45
		

/Untitled-48_0001.djvu

			EDYCJA KUJAWSKO-POMORSKA 


POLKARD 2003-2005 


P olski Projekt 400 Miast jest realizo- 
wany w ramach Narodowego Progra- 
mu Profilaktyki i Leczenia Chorób Ukła- 
du Sercowo-Naczyniowego POLKARD 
2003-2005. 18 lutego br. rozpoczęła się 
w województwie kujawsko-pomorskim 
regionalna edycja tego Projektu, naj- 
większego programu prewencji zawałów 
serca i udarów mózgu realizowanego w 
Europie. Skierowany jest on do miesz- 
kańców miast, które liczą nie więcej niż 
osiem tysięcy osób. Polski Projekt 400 
Miast składa się z kilku, wzajemnie uzu- 
pełniających się, modułów oraz szkoleń 
na poziomie wojewódzkim dla przedsta- 
wicieli miast objętych Programem. 
Interwencja medyczna. Rozpoczęła się 
28 lutego i trwała trzy tygodnie w 21 
miastach województwa kujawsko-pomor- 
skiego, które przystąpiły do Projektu. Są 
to m.in.: Gniewkowo, Janowiec Wielko- 
polski, Kamień Krajeński, Kowal, Kowa- 
lewo Pomorskie, Mrocza, Pakość, Więc- 
bork. W ramach interwencji w każdym 
mieście przeprowadzono tydzień badań 
przesiewowych, tj. bezpłatne pomiary ci- 
śnienia tętniczego, oznaczenia pomiaru 
cholesterolu i cukru we krwi. Głównym 
celem badań jest poprawa wykrywalno- 
ści nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, 
zaburzeń lipidowych oraz zespołu meta- 
bolicznego. Pacjenci, u których wykryto 
zmiany chorobowe, byli kierowani na 
pogłębione badania w poradniach, a 
także szkoleni w ramach Programu 
edukacyjnego nowo wykrytych chorych. 
Program ten ma motywować do regular- 
nego przyjmowania leków, zmiany stylu 


życia, a także umiejętności efektywnej 
współpracy z lekarzem. 
Interwencja antytytoniowa. Główne 
zadanie to zmniejszenie liczby osób palą- 
cych. Poza działaniami skierowanymi do 
osób uzależnionych i zagrożonych nało- 
giem, zaplanowano stworzenie lokalnych 
środowisk wsparcia dla "niepalenia" i 
zdrowego stylu życia. Prowadzono rów- 


Projekt został opracowany przez pra- 
cowników Akademii Medycznej w Gdań- 
sku oraz uczelni medycznych i instytutów 
naukowo-badawczych z Warszawy, Po- 
znania, Łodzi i Krakowa. Przedsięwzięcie 
adresowane jest do mieszkańców małych 
miast, gdyż w tych środowiskach ma 
miejsce kumulacja negatywnych zjawisk 
społeczno-ekonomicznych. 


Polski Projekt 400 Miast 


nież działania edukacyjne adresowane do 
dzieci i młodzieży. 
Szkolenia. Przedstawiciele władz i 
samorządu brali udział w zajęciach na 
temat budowy infrastruktury dla promocji 
zdrowia oraz organizowania kampanii i 
edukacji antytytoniowych. Nauczyciele 
przygotowywali się do działań edukacyj- 
nych w zakresie promocji zdrowia wśród 
dzieci i młodzieży w ramach programu 
edukacji dla dzieci. Szkolenie personelu 
medycznego miało na celu przygotowanie 
lekarzy i pielęgniarek do skutecznej eduka- 
cji pacjentów, a także zapoznanie z nowo- 
czesnymi standardami diagnostycznymi i 
terapeutycznymi. 
Polski Projekt 400 Miast zakłada, że 
osoby biorące udział w szkoleniach, będą 
w przyszłości tworzyć tzw. Koalicje dla 
zdrowia. Ich celem będzie dalsza eduka- 
cja mieszkańców w zakresie profilaktyki 
zdrowotnej oraz pozyskiwanie funduszy 
na działalność prozdrowotną z pozabudże- 
towych źródeł- 


Choroby serca i naczyń są głównym za- 
grożeniem Polaków. Spowodowana nimi 
przedwczesna umierałność należy do naj- 
wyższych w Europie i stanowi przyczynę 
połowy wszystkich zgonów. Polski Projekt 
400 Miast przy wykorzystaniu marketingu 
społecznego znacznie zwiększa skutecz- 
ność prowadzonych działań, a także 
zmniejsza ryzyko zgonów. 
Istotnym elementem Projektu jest 
szczegółowe monitorowanie efektów in- 
terwencji. 
Polski Projekt 400 Miast jest realiw- 
wany ze środków Ministerstwa Zdrowia. 
Dodatkowe środki na realizację Projektu 
przekazały firmy: Servier Polska, Grupa 
Sanofi-Aventis, Grodziskie Zakłady Far- 
maceutyczne "Polfa" i Polpharma. 


Opracowała: LIGIA PODGÓRSKA 


Więcej informacji na stronie: hUp:! / 
www.400miast.pl 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 45 


- Myślę, że tak. Powiem nawet, iż pod 
tym względem depczemy po piętach regio- 
nom znacznie od naszego zamożniejszym i 
ludniejszym, plasując się na siódmym miej- 
scu jeśli chodzi o korzystanie z kartowego 
kredytu. Liczba kart błękitnych, srebrnych 
i złotych rośnie jak na drożdżach. W grud- 
niu 2003 r. było ich w regionie 11.080, a 
rok później już 23.075. Nawet ilość eksklu- 
zywnych Diners Club zwiększyła się w tym 
czasie z 336 do 616. 
- Internetowe Inteligo kwitnie, kart i 
bankomatów coraz więcej, a kolejki, które 
elektronika miała eliminować mają się 
dobrze. W samej Bydgoszczy nawet mogą 
urosnąć, ponieważ zlikwidowano właśnie 
popularny oddział na dworcu PKP... 
- Nie tylko Inteligo. Niedawno otworzy- 
liśmy w Toruniu kolejną już placówkę, w 
której kasjerom pomagają elektroniczne 
dyspensery, a klient może przyjść z kartą 


46 
ĘO
I Nr 1-3/2005 


o dowolnej porze dnia i nocy i skorzystać z 
elektronicznego terminala_ Natomiast ko- 
łejki będą się trzymać jak zwykle w ponie- 
działki, każdego 10, 15 i 25 dnia miesiąca. 
Tym bardziej, że w te "kolejkowe" dni co 
piąta osoba trafiająca do naszego okien- 
ka to klient innego banku. Natomiast 
dworcowa mikroplacówka, która, wbrew 
pozorom, była dla PKO nazbyt kosztowna, 
nie zniknie. W tym samym lokalu zastąpi 
ją jeszcze przed świętami agencja. Obok 
nadal zresztą działa bankomat. 
- Bank dołożył niedawno sporo grosza 
do odzyskania dla kultury narodowej 
Etiudy cis-moll opus 10, nr 4 Chopina. W 
regionie może nie ma tak spektakularnych 
przykładów, ale PKO BP jest widoczny 
w kulturze, sporcie, służbie zdrowia. Nie 
brak w tym dziele i Pańskiego osobistego 
udziału. 
- Nie jest moją rolą to oceniać. Mogę 
się tylko nieskromnie pochwalić, że pod- 
czas uroczystości związanych z 85-leciem 


powrotu stolicy regionu do Macierzy, 
zostałem uhonorowany symbolicznym 
jabłkiem Mecenasa Bydgoskiego Ogrodu 
Sztuk. Już po raz drugi spotkało mnie to 
wyróżnienie, będące wyrazem uznania dla 
osób systematycznie lobbujących na rzecz 
wspierania kultury. Naturalnie odbieram 
to jako zobowiązanie do dalszych działań 
i zapewniam, że nie opuszczę w potrzebie 
Filharmonii Pomorskiej, Opery Nova, to- 
ruńskiego Kontaktu, zabytkowego kościół- 
ka we Włókach. Mogą na nasze wsparcie 
liczyć latorośle ze szpitala dziecięcego. 
Także młodzi tenisiści bydgoskiego AZS. 
Będę się też starał wspomóc regionalne 
rozgrywki dla młodego narybku na kor- 
tach Bydgoszczy, Torunia, a może również 
Grudziądza i Inowrocławia. Kto wie, może 
dzięki temu wyrośnie polski mistrz Wim- 
biedonu... 
- Dziękuję za rozmowę. 


GRZEGORZ MWKOSIEWICZ
		

/Untitled-49_0001.djvu

			BYDGOSKI KURIER RATUSZOWY 


85. ROCZNICA POWROTU BYDGOSZCZY DO MACIERZY 


Z okazji 85 rocznicy powrotu Bydgoszczy do Macierzy prezydent Konstanty Dombrowicz wręczył pamiątkowe medale 350 zasłu- 
żonym przedstawicielom społeczności miasta. Podczas uroczystej sesji Rady Miasta odsłonięto tablicę upamiętniającą pierwszego 
prezydenta Wolnej Bydgoszczy - Jana Maciaszka. W Filharmonii Pomorskiej odbył się okolicznościowy koncert dla mieszkańców oraz 
uroczystość uhonorowania konkursu "Mecenas Bydgoskiego Ogrodu Sztuk". W dawnej "Desie" przy ul. Gdańskiej otwarta została wy- 
stawa fonograficzna ze zbiorów kolekcjonera Adama Mańczaka. 


1.. , 


, ;, 


J' 


" 
. 
..' 

"'..:.. 
l{

 
'..
;';tl )}/; 


111 I 
, U 


.. 


- 


/.. 


. 
. 


1 


'. 



 


, 


, \,"'"J; 
Y . ,.t;:.",y 
\ '
'"(t' 
. . l, .
.:- 
,j , e:.: 
.,,":,-" 
 \" r' 
 
1I jiJ" l' 
'\; 
-;-
,.. ....', . 
'. - I ,,'- 
- .f J",..,> 
- .;;.f '-.':-- 
 
--./ /
 
'" 



 


. 'I.',! 
. 
! . 
\ II, ' '- 



- 
\- 
I>
 
.,,,.. ł 
',. ' J 
, 
, 
. 


I 
I 
L 
I' 


Konstanty Oombrowicz gratuluje wyróżnienia "Mecenasowi Bydgoskiego 
Ogrodu Sztuk", czyli Henrykowi Skopowsklemu. dyr. PKO BP SA 
w Bydgoszczy Fot. M. Danielewski 


f,., 
 


- 


" 


'" 


- 


Ci 


\.... 


.' 


','i.-. 


.......- 



 

 

 
"1 
't":. 


;, 

,:, 
... 
",' 
" 
--..'. 
:.y 
.
 \
- 


... 


Fot. R Sawlcki 


.... 
...... 


DOKOŃCZENIE NA STR. 48 


Nr 1-3/2005 li\
 47
		

/Untitled-4_0001.djvu

			.;W 


FORUM 
II 


JAN _ 
DOMANIEWSKI 


I 


I I 


m I 


\ 


P rzed II wojną światową wydziały le- 
karskie stanowiły w Polsce integralną 
część pięciu uniwersytetów w Krakowie, 
Warszawie, Poznaniu, Wilnie i Lwowie. 
Bezpośrednio po wojnie utworzono uni- 
wersytety w Lublinie, Wrocławiu i Łodzi 
z wydziałami lekarskimi oraz uniwersytet 
w Toruniu. Znaczna część kadry wydzia- 
łu lekarskiego uniwersytetu wileńskiego 
tworzyła akademię lekarską w Gdańsku, 
a uniwersytetu lwowskiego - wydział le- 
karski We Wrocławiu. 
W 1949 roku wydziały lekarskie i 
farmaceutyczne wydzielono z uniwer- 
sytetów, przekształcając je w akademie 
medyczne i powołano w tym czasie 
dodatkowo dwie uczelnie medyczne w 
Białymstoku i Szczecinie. 
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w To- 
runiu w pierwszych latach powojennych 
czynił starania o utworzenie wydziału 
farmaceutycznego, a następnie lekarskie- 
go, z koncepcją zlokalizowania go w Byd- 
goszczy i Toruniu. W kolejnych latach 
podejmowano inicjatywy utworzenia 
akademii medycznej wspólnie w Toruniu 
i Bydgoszczy, a w końcu wyłącznie w 
Bydgoszczy. 
Efektywne działanie bydgoskiego 
środowiska medycznego i bydgoskich 
władz wojewódzkich, doprowadziły do 
powstahia struktur akademickich: Zespo- 
łu Nauczania Klinicznego AMG (1971), 
Filii AI	
			

/Untitled-50_0001.djvu

			BYDGOSKI KURIER RATUSZOWY 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 47 


. 28 stycznia 2005 r. na Wielkiej Gali 
Liderów Jakości w Teatrze Polskim 
w Bydgoszczy wręczono statuetki II 
edycji Kujawsko-Pomorskiej Nagrody 
Jakości. W konkursie udział wzięlo 15 
firm i organizacji, które rywalizowały 
o najwyższe laury w dziedzinie kom- 
pleksowo pojmowanego zarządzania 
przez jakość. Laureatem w kategorii 
"organizacje publiczne" zostal Urząd 
Miasta Bydgoszczy. Dyplomem uzna- 
nia wyróżniono Kujawsko-Pomorski 
U rząd Wojewódzki. 


. N a konkurs "Pięc najważniejszych 
wydarzeń w historii Bydgoszczy w 
latach 1920-2005" wpłynęło 60 prac. 
Wydział Kultury i Promocji przyznał 
dwie równorzędne nagrody: Paulinie 
Rucińskiej i Katarzynie Berent z 
Gimnazjum nr 15 w Bydgoszczy oraz 
Natalii Cackowskiej i Monice Ferenc 
z kI. III tej szkoły. Zdaniem uczest- 
ników konkursu, najważniejszymi 
wydarzeniami minionego 85-lecia 
były: powrót Bydgoszczy do Macie- 
rzy, "Krwawa niedziela", wizyta Jana 
Pawła II, wstąpienie do Unii Europej- 
skiej, powołanie Diecezji Bydgoskiej. 


. Prezydenci Grudziądza, Torunia, 
Inowrocławia, Włocławka i Bydgosz- 
czy omawiali w Grudziądzu szanse, 
jakie stwarza regionowi budowa 
autostrady A-l. W tej sprawie wy- 
stosowali apel do premiera Marka 
Belki. - Jesteśmy przekonani o ab- 
solutnie podstawowym znaczeniu 
autostrady A-l dla regionu Pomorza 
i Kujaw i apelujemy o przyspieszenie 
procesu realizacji tych inwestycji oraz 
o dołożenie wszelkich starań, by jak 
najszybciej je zakończyć - stwierdzili 
prezydenci. 


.24 lutego br. ambasador Niemiec w 
Polsce, dr Reinhard Schweppe powo- 
łał na urząd konsula honorowego w 
Bydgoszczy mecenasa Jarosława Ku- 
ropatwińskiego. Jego siedziba będzie 
się mieścić przy uL Śniadeckich 49. 


. Województwo kujawsko-pomorskie, 
w tym oczywiście Bydgoszcz, znala- 
zło się na 25 miejscu w Europie w 
rankingu regionów, w których warto 


inwestować. Zestawienia takiego 
dokonało londyńskie Centrum Ba- 
dań Biznesowych i Ekonomicznych. 
Wśród województw przed nami było 
mazowieckie (18 miejsce), wielkopol- 
skie (21), łódzkie (24). 


. 25 stycznia br. w Patras na uroczy- 
stym spotkaniu z udziałem przedsta- 
wicieli Rady Miasta, instytucji gospo- 
darczych, wicewojewody - zgodnie 
z obowiązującą w Grecji proceduą, 
prezydenci obu miast: Andreas Ka- 
ravolas i Konstanty Dombrowicz, 
podpisali umowę o partnerskiej 
współpracy, zawartą w Bydgoszczy 
na początku października 2004 roku. 
Poza kontaktami gospodarczymi, 
Grecy liczą na ożywienie związków 
środowisk twórczych i udział w 
wielkim wydarzeniu, jakim będzie 
w 2006 roku objęcie przez Patras 
miana "Kulturalnej stolicy Europy". 
Już teraz wiadomo, że w tym święcie 
bydgoszczanie będą uczestniczyć. 


. Zgodnie z zarządzeniem prezyden- 
ta miasta, 21 stycznia 2005 roku 
powstał Zespół Ochrony Zdrowia 
Mieszkańców i Spraw Osób Niepeł- 
nosprawnych. Jednocześnie rozwią- 
zany został Zespół Lekarza Miejskie- 
go. Do najważniejszych zadań nowej 
jednostki kierowanej przez Aleksan- 
drę Lubińską należy prowadzenie 
spraw z zakresu ochrony zdrowia 
i polityki prozdrowotnej miasta, 
podejmowanie działań na rzecz nie-- 
pełnosprawnych oraz współpraca 
z zainteresowanymi instytucjami i 
organizacjami, nadzorowanie pracy 
miejskich jednostek służby zdrowia, 
prowadzenie spraw z zakresu medy- 
cyny szkolnej. 


. W 2007 roku zakończy się Bydgoski 
Program Rozwoju Usług Wodociągo- 
wo-Kanalizacyjnych, współfinanso- 
wany z przedakcesyjnego funduszu 
ISPA. Jego kontynuacją jest już reali- 
zowany projekt renowacji i rekulty- 
wacji istniejącego systemu wodno-ka- 
nalizacyjnego. W ramach programu 
zakończona będzie budowa 100 kilo- 
metrów nowej kanalizacji, wymiana 
50 kilometrów rur wodociągowych, 
modernizacja zakładów uzdatniania 
wody "Czyżkówko" i "Las Gdański" 


(już zrealizowane), budowa magi- 
strali wodociągowej do Fordonu, 
modernizacja pompowni "Fila- 
recka". Znaczącym zadaniem jest 
przebudowanie systemu kanalizacji i 
skierowanie ścieków do oczyszczalni 
"Fordon" i "Kapuściska". Na te cele 
przeznaczono 66,2 mln euro, z tego 
32,5 mln euro dała Unia Europejska. 
Resztę stanowił kredyt z Europej- 
skiego Banku Odbudowy i Rozwoju 
(24,5 mln euro) oraz 9,2 mln euro ze 
środków własnych Miejskich Wodo- 
ciągów i Kanalizacji. 


. W marcu lub kwietniu br. na Wyży- 
nach otwarty będzie naj nowocześniej- 
szy w mieście kryty basen pływacki. 
Powstał przy Zespole Szkół nr 19, 
kosztował 8,4 mln zł. Przeznaczony 
jest dla uczniów i dzieci niepełn0- 
sprawnych. W godzinach 16-22 ko- 
rzystać będą wszyscy mieszkańcy. Nie 
będzie biletów tylko elektroniczne 
chipy, mierzące czas pobytu na base- 
nie. Nowym obiektem administruje 
dyrekcja Zespołu Szkół nr 19. 


. We wrześniu 2003 roku pierwszo- 
klasistów w bydgoskich szkołach 
podstawowych było 3631, w 2004 
roku - 3541. Z analiz demograficznych 
wynika, że we wrześniu 2005 roku do 
szkół po raz pierwszy pójdzie około 
3300 uczniów, a w roku następnym 
już tylko 3100. Porządkowanie sieci 
placówek oświatowych, wygaszania 
niektórych oraz zamykania - nie da się 
uniknąć. Zmniejsza się bowiem liczba 
dzieci, a w konsekwencji również sub- 
wencja oświatowa państwa. Właśnie 
z tego powodu Bydgoszcz straciła w 
2005 r. pół miliona złotych, choć z 
własnej miejskiej kasy musiała doło- 
żyć do oświaty i wychowania 82 mln 
zł. Powszechnie wiadomo, że warto 
inwestować w edukację młodego po- 
kolenia, jednak trzeba mieć na uwadze 
dobro całej bydgoskiej oświaty. Stąd 
też projekt uchwały Rady Miasta w 
sprawie zamiaru likwidacji niektórych 
placówek. Utrzymywanie ich w obec- 
nej postaci jest nieefektywne zarówno 
ze względów społecznych, jak i ekono- 
micznych. Prędzej czy później znikną z 
oświatowej mapy miasta. 


Opr. EG 


48 l!B,&'
1 Nr 1-3/2005
		

/Untitled-51_0001.djvu

			Z HISTORII REGIONU 


KRZYSZTOF DORCZ 


G enerał Augustyn Józef Ludwik Słubicki 
herbu Prus I był uczestnikiem wojen 
napoleońskich, posłem i senatorem - kasz- 
telanem Królestwa Połskiego, prekursorem 
pracy organicznej na Kujawach. Urodził się 
w 1781 r. w Milżynie, wsi leżącej między 
Lubrańcem a Izbicą Kujawską. Zmarł 52 lata 
później w Lubrańcu, w dość tajemniczych 
okolicznościach. 
W 1811 r. odziedziczył po ojcu dobra: So- 
kołowo z młynem wodnym, Markowo Soko- 
łowskie, Kazanie i Bielawy. W 1819 r. poślubił 
Lucję z hrabiów Zboińskich (1792-1858), 
dzięki czemu stał się współdziedzicem mia- 
sta Izbica i okolicznych dóbr. (Majątek ten 
w 1820 r. przekazał żonie generała jej brat 
rodzony, Ignacy). W 1827 r. zakupi! na licy- 
tacji miasto Lubraniec z sąsiednimi wsiami. 
dwoma młynami i wiatrakiem; w latach 1829 
i 1831 nabył folwarki Korzuszynek i Sykułę. 
Posiadał także Milżyn i Milżynek, wsie leżące 
w połowie drogi między Lubrańcem i Izbicą. 
Gromadząc blisko siebie rozległe majątki dał 
się poznać jako wzorowy gospodarz. 
Dużo wysiłku kosztowało go uprzemysło- 
wienie Dóbr Izbickich. Rozwijając głównie 
sukiennictwo już od początku lat dwudzie- 
stych ściągał do Izbicy rozmaitych fachowców, 
najczęściej Niemców. W 1820 r. otworzył w 
miasteczku pocztę, rok później podjął regula- 
cję ulic i placów. Zakładając nowe ulice (np. 
Sukiennicza, Szkolna, Dworska, Aleksandrow- 
ska) stawiał domy, dzierżawione następnie 
przez "fabrykantów". W pobliskiej wsi Ślazewo 
uruchomił młyn sukienniczy, tzw. folusz, do 
którego wodę doprowadził kanałami z jezior 
Długie, Komorowskie i Tymienieckie; przy 
okazji zmeliorował rozległe grunty. Zawierał 
kontrakty z młynarzami na budowę wiatraków 
oraz inwestował w już istniejące młyny. W 1826 
r. nadał miejscowym Żydom nowy przywilej, 
co ułatwiło rozwój lokalnego handlu. W 1829 
r. wybudował szpital i płacił na utrzymanie 
szkoły elementarnej. Dzięki zachowanej z tego 
okresu księdze wydatków wiadomo, że był 
człowiekiem oszczędnym, ale nie skąpym. Jak 
skrupulatnie prowadził ów rejestr, świadczą po- 
szczególne zapisy, np.: "za rękawiczki i chustki 
dla mej żony 67 (zł), nieszczęśliwej osobie 120, 
dziesięciny księdzu biskupowi 6. 20 (gr), za 
13 500 gwoździ tapicerowi 47. 6, chłopakowi na 
buty co krowy pasa 5, za sukno na dwa fraki i od 
roboty ogółem 479.15". 
Na temat śmierci generała w pałacu w Lu- 
brańcu istnieje kilka późniejszych wersji. Mógł 
być zabity "wystrzałem danym przez okno" 
przez "mściwego czynszownika młynarza, któ- 
ry zalegając w wypłacie czynszu młyn opuścił, 
a Słubicki takowy, jako niezdatny do użytku, 
rozebrał" (ks. S. Muznerowski, Lubraniec, 
Włocławek 1910, s. 36). Według innego prze- 
kazu "Podczas regulacji ulic należało wypro- 
stować drogę pomiędzy Lubrańcem a Izbicą, 
czego dokonał przy pomocy wojska w nocy. 
(on) Jeden z kmiotków mszcząc się za to, że 


jego gospodarstwo wiele ucierpiało przez wy- 
prostowanie drogi, zastrzelił generała wieczo- 
rem przez okno podczas pracy przy biurku" 
(ks. A Dobrucki, Izbica Kujawska w promie- 
niach "Coronaty", Włocławek 1947, s. 9). 
Zgodnie z najnowszą wersją, zabójcą był dzier- 
żawca dwóch młynów, który "przez zmianę 
biegu Zgłowiączki stracił siłę napędową do 
swego młyna (...) uzbrojony w dubeltówkę 
wdrapał się na drzewo w pobliżu gabinetu S- 
ego i strzelił do niego zabijając go na miejscu" 
(A A Hetnal, Słubicki Augustyn, Polski Słow- 
nik Biograficzny, t. XXXIX, 1999, s. 92). 
Z aktu zgonu, który sporządził proboszcz lu- 
braniecki cztery dni po śmierci generała wynika 


go - K. D.) w artylerii czy u inżynierów" i 
ożenił się z Mierosławską, córką poprzed- 
nich dziedziców Lubrańca. Zemścił się na 
Kasztelanie za krzywdy wyrządzone swej 
rodzinie oraz za zdradę kraju. Następnie, 
"jak tylko spostrzegł, że Kasztelan zwalił 
się na ziemię, wymówił kilka słów z szyder- 
czym uśmiechem, dobył drugiego pistoletu, 
obrócił do siebie i czaszkę strzaskał (...) 
dzielny był żołnierz! po upadku Warszawy 
pociągnął był z drugimi do Francji i omylony 
w rachubach jak Zawisza i inni, wrócił do 
Polski próbować czy się powstanie nie uda. 
Ale rozdrażniony na Kasztelana, pamiętny 
dawnych niechęci familijnych, powziął roz- 


Generał Augustyn Słubicki 
z Lubrańca 


......... 
 i
 . 
 '1\, m _ f -\ -, E "' 
 '< · . .' )'i, '1/1:' ,. . J'" 
t:;. 
 ,.f.. \ _.,
;
\ fi 
 .; :
. . ,-
-!. ' 
 . - '"
 ' 11 "'.' .:" H' 
;
'.:]1
"f.': .
'»...i.
... .,1-- ." 9 A _ "_"
illl


_,,,/,,. 
. 
 f 
 
· . 'Q '»} .,i L, .;. .,ł!:t.(,. ,ł'k' : .
.. " ,', . ,t.;:' ,,1 ' .' 1\1 
. -\.
 " /.
.;;
"'., 'tł
f .:1 ", ł 
.
 '",:.
 _ .. _ 't:; \. 
 
lIi'."'J

.' ;...
't.": -; .L. 
-- . 
ł "ł- ,
, 
'" " 
 : ' ......;,;: 
:-r;
:j; 
;Ulł.
 . 
 i; '."Ż -. 
 
 '& 

.' '. ....{
" , "..i) '''= . ':;
'; ,-,:"...::.... "'-kl' 'I .)ot 
-: : : . 


-. ,. '!m::
,. 	
			

/Untitled-52_0001.djvu

			PODRÓŻE 


MARTA BARANOWSKA 


O pustoszałe uliczki (dokładnie trzy), 
pusty plac zabaw, to dość niezwykły 
widok, szczególnie, że dziś mamy piękną, 
słoneczną pogodę, która przecież jest tutaj 
rzadkością. Na boisku leży pozostawiona 
piłka, która od razu przyciągnęła naszą 
uwagę. "To może zagramy, tutaj przecież 
nie ma nic lepszego do roboty." Gdy chce- 
my już wejść na boisko nagle zauważamy 
napis: "Zakaz gry w niedzielę." Podobny 
umieszczony jest przy placu zabaw. Ra- 
cja, przecież jesteśmy na wyspie Harris w 
północno-wschodniej Szkocji. Wprawdzie 
uprzedzono nas, że w niedziele tutaj nic 
nie kupimy, ale widok Tarbertu, gdzie 
przybijają promy z wyspy Skye zupełnie 
nas zaskoczył. Przechodzimy obok hotelu, 
restauracji, sklepów - wszystko pozamy- 
kane. Dobrze, że nie sypiamy w hotelach i 
mamy swój namiot, ponieważ w niedzielę 
nie przyjmuje się tu nowych gości. Nie jest 
to oczywiście ustawowo zakazane, jednak 
społeczność wyspy przestrzega tutaj reguł 
Free Church ot Scotland. 
Niedziela (sawbath w dialekcie szkoc- 
kim) na wyspach Harris i Lewis, jest 
bowiem dniem modlitwy, dniem, który 
całkowicie należy poświęcić Bogu. Free 
Church ot Scotland, zwany potocznie "Wee 
Frees", którego wyznawcami są mieszkań- 
cy wyspy, do przestrzegania przykazania: 
"Pamiętaj, abyś dzień święty święcił", 
podchodzi bardzo radykalnie. Nie do 
pomyślenia jest, aby tego dnia wywiesić 
w ogródku pranie, by pójść z dziećmi na 
plac zabaw czy iść na ryby (wędkarstwo 
jest zarówno tu, jak i w całej Szkocji nie- 
zwykle popularne). Jedyną lekturą zale- 
caną tego dnia jest biblia. Free Church ot 
Scotland jest kościołem prezbiteriańskim 
(rządzonym przez pastorów i starszych 
kościoła), który uformował się w wyniku 
rozłamu narodowego Church ot Scotland 
w 1843 roku. Przyczyną tego rozłamu było 
prawo umożliwiające mianowanie pastora 
przez przełożonych bez zgody parafian. 
Free Church w swojej doktrynie dotyczącej 
zasad wiary nic nie zmieniło, oprócz kwe- 
stii iż pełniący funkcje kościelne podlegli 
są wyłącznie władzy, którą jest wola Boga 
wyrażona przez zgodną wolę kościoła. W 
1900 roku większość wyznawców zjed- 
noczyła się z United Presbyterian Church 
tworząc United Free Church. Mniejszość 
pozostała w Free Church ot Scotland i do 
dziś dnia swój duchowy bastion ma na 
wyspie Lewis. Te wszystkie podziały do- 
konujące się w kościele prezbiteriańskim, 
choć dla nas mogą wydawać się nieistotne, 
dla wiernych są niezwykle ważne. 


50 Li\
1 Nr 1-3/2005 


Jednak, czy kultywowanie niedzieli, 
jako dnia bez pracy, bez robienia zakupów 
i wszelkich rozrywek zostanie utrzymane 
na wyspie, która tego dnia jest odcięta od 
reszty świata? British Airways po zaciętej 
dyskusji postanowiło, że od października 
na lotnisku w Stornoway (największe 
miasteczko wyspy liczące około 8 tys. 
mieszkańców) lądować będzie w niedzie- 
le raz dziennie samolot. Przedstawiciele 
"Wee Frees" są przeciwni tej decyzji, nadal 
argumentując, iż zasady demokratyczne 
(podejmowane wolą większości) winny 
być zgodne z nakazami Bożymi. Jak do 


Niedziela na 
Lewis i 


...
-. - 
, 


- po gaelicku Steornabhagh) są wyłącznie 
po gaelicku, a to niezwykle trudny język. 
Wyspy Lewis i Harris są miejscem 
niezwykłym, również ze względów krajo- 
brazowych. Warto udać się do najbardziej 
na północ wysuniętego krańca wyspy, 
nazwanego przez meteorologów z BBC 
Butt ot Lewis. Jest to doskonałe miejsce 
do obserwacji ptaków, fok, żółwi i delfi- 
nów, które często odwiedzają nagie skały 
klifów. Malownicze również są niewielkie 
piaszczyste plaże, znajdujące się zarówno 
na wyspie Lewis i Harris. Turystów przy- 
ciągają również znajdujące się w przepięk- 


wyspach 
Harris 


,... 


... 


-- 


" 
,
. 
" 


- . ;;.:..,.'-.'. 
-'- 
'- 
.
. \\-""'-
, 

 t ........ ,_..... 
-. 
. . 


-- 


- 


-- 


_-ł-- 


nej okolicy, w pobliżu jeziora, stojące głazy 
- Callanish Standing Stones. Sięgające wy- 
sokości 4,5 metra gnejsowe tablice, ogląda- 
ne z lotu ptaka, tworzą obraz ogromnego 
krzyża celtyckiego. Pochodzą one z okresu 
neolitu i miały służyć do przewidywania 
zmian pór roku. 
Klimat wysp Lewis i Harris tworzy więc 
piękno przyrody, historia, religia, jak i 
mieszkańcy wysp, żyjący zgodnie z wyzna- 
wanymi przez siebie zasadami. Przyzwy- 
czajeni do tego, że niedziela coraz bardziej 
przypomina pozostałe dni tygodnia, ze 
zdziwieniem przygłądamy się społeczno- 
ści, która potrafi w dzisiejszych czasach 
"dzień święty święcić" i pomimo nacisków 
zewnętrznego świata, nadal utrzymuje tra- 
dycję, która współcześnie zanika. O 


- 


;e, 
r 




 


Wyspa Lewis 


tej pory społeczność wysp Lewis i Harris 
podporządkowywała się rygorystycznym 
zasadom Free Church i pomimo głosów 
sprzeciwu, presja większości pozwala na 
utrzymaniu niedzieli, jako dnia poświęco- 
nemu wyłącznie modlitwie. Mieszkańcy 
wysp darzą wielkim szacunkiem ten ko- 
ściół, również ze względu na fakt, iż miał 
on znaczny udział w ratowaniu i popu- 
laryzowaniu języka gaelickiego. Kazania 
podczas mszy głoszone są zawsze w tym 
języku. Obecnie w szkołach ponad połowa 
dzieci wybiera język gaelicki, a nie angiel- 
ski jako podstawowy. 
Podróżując po wyspach Lewis i Harris 
można mieć spore kłopoty, gdyż wszystkie 
napisy na drogowskazach (z wyjątkiem 
tych, które wskazują drogę do Stornoway
		

/Untitled-53_0001.djvu

			FELIETON 


JERZY 
SERCZYK 


S ukces ukraińskiej "pomarańczowej re- 
wolucji", polegający przede wszystkim 
na tym, że powiodło się unieważnienie 
sfałszowanych wyborów i że prezydentem 
został Wiktor Juszczenko, nasza opinia 
publiczna oraz duża część naszych po- 
lityków skłonni są przypisywać jeśli nie 
wyłącznie, to głównie zaangażowaniu się 
Polski w poparciu dla tej rewolucji. Nasza 
obecność w Kijowie zaowocowała poja- 
wieniem się zainteresowania Ukrainą w 
niektórych krajach Unii Europejskiej. 
To polskie uczestnictwo w wyborach 
prezydenta Ukrainy wywołało równocze- 
śnie zaniepokojenie i zdenerwowanie w 
Rosji, widoczne zarówno w publicznych 
enuncjacjach rosyjskich osobistości 
oficjalnych, od prezydenta Władimira 
Putina poczynając, jak i w społeczeństwie 
rosyjskim. 
Od połowy XVII stulecia, od tzw. ugody 
perejesławskiej między przywódcą powsta- 
nia kozackiego przeciw Polsce - Bohda- 
nem Chmielnickim i carem moskiewskim 
Aleksiejem Michajłowiczem Romanowem 
z roku 1654, Rosjanie przywykli bowiem 
uważać Ukrainę za nieodłączną część skła- 
dową swojego imperium. W XIX wieku 
doszło do tego, że wydano urzędowy zakaz 
używania nazwy "Ukraina" połączony z 
nakazem używania zamiast niej nazwy 
"Małorosja". Nie uznawano również ist- 
nienia języka ukraińskiego, widząc w nim 
co najwyżej "małorosyjski" diałekt języka 
ogólno rosyjskiego. 
Próby emancypacji etnicznej Ukraiń- 
ców w granicach Rosji carów były ścigane 
przez policję, a ich organizowanie się 
polityczne surowo karane. Rewolucja 
1905-1907 roku doprowadziła do pew- 
nej liberalizacji polityki caratu, ale o 
jakimkolwiek wyodrębnieniu Ukrainy, 
nawet przy jej pozostaniu w strukturach 
państwa rosyjskiego, nie mogło być 
mowy. Dla odmiany Ukraińcy będący 
poddanymi habsburskiej monarchii 
austriackiej, a mieszkający na obszarze, 
którego głównymi ośrodkami były Lwów, 
Tarnopol, Stanisławów (dzisiejszy Iwa- 
no-Frankiwsk) i Drohobycz, cieszyli się 
większymi swobodami politycznymi, ale 
również tutaj nie było im wolno oficjalnie 
nazywać siebie "Ukraińcami", a tylko 
"Rusinami" (po niemiecku "Ruthenen"). 


Dążenie do utworzenia niepodległego 
państwa ukraińskiego uchodziło za nie- 
realistyczne mrzonki. Gdy na początku 
pierwszej wojny światowej wojska rosyj- 
skie okupowały Lwów, mianowany jego 
gubernatorem hrabia Bobrinskij ogłosił 
jego przyłączenie do Rosji i wprowadził 
język rosyjski jako urzędowy. 
Obydwie rewolucje rosyjskie z 1917 
roku: lutowa i październikowa (bolsze- 
wicka) również nie zmieniły w sposób 
zasadniczy tego stanu rzeczy. Ukraińskie 
elity polityczne i kulturalne utworzyły 
w Kijowie Radę pod przewodnictwem 
cieszącego się popularnością historyka 


iny przy pomocy polskiej. Taka była - w 
największym skrócie - geneza wyprawy 
kijowskiej Józefa Piłsudskiego. Wyprawa 
ta, jeśli oceniać ją z ukraińskiego punktu 
widzenia, zakończyła się niepowodze- 
niem. Ukraina zachodnia znalazła się w 
granicach państwa polskiego, tworząc w 
nim województwa: lwowskie, tarnopol- 
skie i stanisławowskie, natomiast Ukra- 
ina na wschód od rzeki Zbrucz została 
opanowana przez bolszewików. Mimo 
nominalnej odrębności jako "radziecka 
republika socjalistyczna" była rządzona 
centralistycznie z Moskwy, a wszelkie 
autentyczne dążenia do zachowania 


Historyczne tło 
problemów ukraińskich 


Michajły Hruszewskiego; Rada domagała 
się wprawdzie daleko posuniętej autono- 
mii, zwłaszcza w dziedzinie szkolnictwa 
i kultury, ale nie postulowała tworzenia 
własnego państwa ukraińskiego. Po 
zdobyciu Kijowa i Charkowa przez boi. 
szewików na przełomie 1917 i 1918 roku 
utworzyli oni w tych miastach ośrodki 
władzy: bolszewicy kijowscy domagali 
się autonomii dla Ukrainy, charkowscy 
chcieli zacieśnienia związków z Moskwą. 
Ta różnica w nastawieniu wobec Moskwy 
między Charkowem a Kijowem utrzymuje 
się do dziś, mimo głębokich przeobrażeń 
politycznych, jakie miały miejsce przez 
ostatnie 88 lat. 
Paradoksem dziejowym, czy nawet iro- 
nią historii jest fakt, że organizatorami 
pierwszego państwa ukraińskiego stali 
się Niemcy, którzy okupowali Ukrainę 
na wiosnę 1918 roku. Utworzyli oni ma- 
rionetkowy rząd pod przewodnictwem 
atamana Skoropadskiego. Po załamaniu 
się okupacyjnego reżimu niemieckie- 
go powstał ukraiński rząd o orientacji 
nacjonalistycznej; dowódcą jego wojsk 
został Symon Petlura. Tymczasem wojna 
domowa w byłym imperium rosyjskim 
trwała dalej. Kijów zajmowali kolejno 
bolszewicy i "białogwardziści" generała 
Denikina. 
Równocześnie po rozpadzie monarchii 
austro-węgierskiej Ukraińcy lwowscy pro- 
klamowali utworzenie republiki zachod- 
nio-ukraińskiej i opanowali dużą część 
Lwowa. Republika nie przetrwała długo, 
a jej terytorium zostało włączone do od- 
radzającej się Rzeczypospolitej Polskiej. 
Zorganizowana pospiesznie armia za. 
chodnio-ukraińska poddała się rosyjskim 
białogwardzistom, natomiast Petlura pró- 
bowal ratować niepodległość całej Ukra- 


narodowej odrębności były bezlitośnie 
tępione. Najtragiczniejszym w skutkach 
dla Ukraińców bylo doprowadzenie w ra- 
mach stalinowskiej kolektywizacji wsi do 
wielkiego głodu w latach 30. Pochłonął 
on miliony ofiar. Równocześnie wywo- 
żono na Syberię setki tysięcy "kułaków", 
do niedawna zamożnych chłopów i zamy- 
kano w obozach tysiące przedstawicieli 
inteligencji ukraińskiej. Chociaż język 
ukraiński był w radzieckiej Ukrainie no- 
minalnie językiem urzędowym, to w 
rzeczywistości władze, wśród których 
szczególną aktywnością wyróżniał się Ni- 
kita Chruszczow, faworyzowały używanie 
języka rosyjskiego. 
"Zjednoczenie" Ukrainy zachodniej z 
ukraińską republiką radziecką dokonało 
się w rezultacie rozbioru Polski przez 
Hitlera i Stalina, przygotowanego w tzw. 
pakcie Ribbentropa i Mołotowa z 23 
sierpnia 1939 roku. Potwierdziły je na- 
stępnie w czasie drugiej wojny światowej 
porozumienia między Stanami Zjedno- 
czonymi, Wielką Brytanią i Związkiem 
Radzieckim, zawarte w Teheranie w 1943 
i w Jałcie w 1945 roku. Zatwierdzone 
wtedy granice obowiązują po dzień dzi- 
siejszy. 
Przypomnieliśmy tu główne fakty z 
dziejów Ukrainy, ponieważ pamięć o 
nich powinna być stale obecna w pol- 
skiej świadomości politycznej. Ukra- 
ina, aczkolwiek jest krajem dużym, o 
pokaźnym potencjale ludnościowym, 
to jednak nie jest państwem ukształto- 
wanym w sposób tak wyraźny, jak stare 
państwa europejskie (w tym Polska), czy 
jak Rosja. Oprócz tego jest także polem, 


DOKOŃCZENIE NA STR. 52 


Nr 1-3/2005 
' ?=i_h0..0jJ 51
		

/Untitled-54_0001.djvu

			FELIETON 


JAROSłAW 
PORAZIŃSKI 


- 
.-r 


T łusty czwartek" tego roku spędzi- 
, , łem w Warszawie, ale proszę nie 
wyciągać z tego pochopnych wniosków! 
Stanowczo dementuję pogłoski, że mój po- 
byt w stolicy w tym feralnym dniu miał ja- 
kikolwiek związek z tym, o czym szanowni 
Państwo, myślicie i mówicie. Przebywałem 
w stolicy na wcześniej umówionym spotka- 
niu, którego termin określony został przy- 
padkiem, choć oczywiście za zgodą obu 
stron, czyli moją oraz tej drugiej osoby. Jej 
nazwisko ujawnię jednak dopiero w nie- 
jawnym felietonie, jeśli zamówi go u mnie 
Redakcja. Mam nadzieję, że ona sama już 
zadba o "niekontrolowany przeciek" do 
opinii publicznej, kierując się troską o jej 
oraz moje dobro. Jest bowiem faktem nie- 
zaprzeczalnym, że tzw. opinia publiczna, 
pozostawiona sama sobie, nie wie co jest jej 
dobrem, a co nim nie jest. Dlatego dla dobra 
opinii publicznej, dobrzy ludzie, muszą ro- 
bić pewne dobre rzeczy, a przede wszystkim 
je ujawniać opinii, bo gdyby ich nie ujaw- 
nianiali, opinia nie byłaby opinią publiczną, 
łecz zwykłą sobie opinią prywatną. Każdy 
obywatel ma oczywiście prawo do posiada- 
nia własnej opinii, ale to - przyznajcie sami 
- niewiele. Opinię prywatną nobilituje do- 
piero jej upublicznienie. 
Wróćmy jednak do owego spotkania 
"feralnego" dnia. Otóż ja naprawdę nie 
wiedziałem, że ten właśnie dzień, który 
kojarzy się z czynnością tak banalną jak 
oczekiwanie w kolejkach po pączki i fa- 
worki, a następnie ich konsumpcją, jest 
dniem feralnym! Ja o tym wówczas nie 
miałem żadnej wiedzy, naprawdę! Telefon 
komórkowy wyłączyłem wcześnie rano, 
wsiadając do pociągu "Bydgoszczanin" 
(bez "Warsu"), co potwierdzą bilingi. W 
porannych gazetach nawet o tym jeszcze 


nie wzmiankowano, a włócząc się po War- 
szawie nie moglem przecież korzystać z 
Internetu, bo i jak! Oczywiście nie będę za- 
przeczał, że podczas zwiedzania wystawy 
"Mózg" w PKiN, znalazłem się, przypad- 
kowo, w pobliżu komputera pracującego 
w sieci, ale ja wybrałem zupełnie inny 
test! Zbadałem mianowicie swoją własną 
koordynację wzrokowo-ruchową na tzw. 
"odwróconym skuterze", czyli hulajnodze, 
której kierownica reaguje odwrotnie, a 
więc kręcąc w lewo - jedziemy w prawo, 
kręcąc w prawo - jedziemy zaś w lewo. 
Tylko Duńczycy, którzy nie mają doświad- 
czenia w branży motoryzacyjnej mogli coś 


KONIE 
NA BETONIE 


takiego wymyślić! W każdym razie próbo- 
wałem na tym jeździć około 5 minut. Mam 
na to wielu świadków, w tym godnych 
jeszcze zaufania społecznego parlamenta- 
rzystów, reprezentujących zresztą różne 
obozy polityczne, którzy wpadli na wysta- 
wę z ul. Wiejskiej, zupełnie przypadkiem 
- tak jak ja, w celu zdefiniowania swojej 
aktualnej opcji wzrokowo-ruchowej oraz 
umocnienia integracji europejskiej. Po 
wspomnianym teście, którego wyniku nie 
pamiętam, udałiśmy się szybką windą na 
XXX piętro PKiN, osobno jednak, co mu- 
szę tu podkreślić, aby popatrzeć z pewnej 
perspektywy na problemy komunikacyjne 
stolicy oraz je ocenić. Zaznaczę od razu, 
aby uniknąć dodatkowych pytań, że wy- 
stawa nie była bynajmniej sponsorowana 
przez koncerny, których nazw nie wymie- 
nię, bo i tak są wszystkim dobrze znane... 
Następnie "ONI" powrócili na Wiejską, 
a ja udałem się na Dworzec Centralny. 
Wracałem do Bydgoszczy pociągiem 
"Kujawiak" (z "Warsem"). Dopiero teraz, 
czyli o godzinie 15.30 włączyłem telefon... 
Natychmiast odezwali się przyjaciele. I od 
nich dopiero się dowiedziałem, Wysoka 
Komisjo, naprawdę! To, czego się dowie- 


działem, można sprawdzić na podstawie 
stenogramu podsłuchów, bo szczegóły wy- 
leciały mi już z pamięci. W każdym razie, 
gdzieś w okolicach Solca Kujwskiwgo, coś 
niecoś wiedziałem. 
Nie, nie! No oczywiście podejmowałem, 
już w domu, desperackie próby sprawdze- 
nia w Internecie: jestem czy nie jestem? 
Ale wszystkie te próby były bezskuteczne. 
No więc, mówiąc szczerze, ja nie wiem. 
Gorzej! Ja nie tylko nie wiem, "jestem" czy 
mnie nie ma, ja nie wiem czy tego, o czym 
ja nie wiem, nie wiedzą inni! 
Pomyślcie tylko, szanowni Państwo! 
Gdybym siedział sobie spokojnie w domu 
w ten "tłusty czwartek", spożywał pączki 
lub faworki, których po prostu I)ie znoszę, 
nawet w ekskluzywnej postaci - od Eli- 
kiego, nie korzystał z Internetu - byłbym 
dzisiaj innym, szczęśliwym człowiekiem, 
a i Państwo nie mielilibyście moralnych 
i estetycznych oporów przed lekturą tego 
felietonu! A tak - cóż! Był, coś widział, z 
kimś się spotkał, czyjeś słowa cytował, o 
kogoś się otarl, wiele z tego nie pamięta, 
ale poruszał się jakoś przecież w pionie i 
poziomie, skręcał w lewo, jechał w prawo 
i odwrotnie, wreszcie - ukończył 55 łat, 
co ma w tym przypadku kolosalne zna- 
czenie, nigdy nie emigrował. Gdzie jest 
klucz do tej puszki z Pandorą? To prze- 
cież powinno zostać jakoś odnotowane! 
A jeśli nie?! 
Na początku było rżysko. Na tym rżysku 
już budują San Francisco. Tam, gdzie teraz 
kretowisko będzie stał bank. Tymczasem 
jednak "pędzą konie po betonie w szarej 
mgle". Zrobiło się strasznie i ponuro. 
Spróbujmy więc zmienić nastrój. W 1769 r. 
konfederaci barscy powołali tzw. General- 
ność, czyli radę generalną tej konfederacji 
- władze najwyższe. Jej sekretarz - Ignacy 
Bohusz tak ocenił uczestników i intencje 
tego zgromadzenia: "Bez względu na czas, 
na okoliczności, na moc, rozumieją, że 
wszystko skończą, gdy na papierze wszyst- 
kich wywieszać każą". Trzy lata później 
nastąpił l rozbiór Polski... 
Myślę sobie, że praktyczniej jest "wie- 
szać" w Internecie. Papier jest jednak 
stanowczo zbyt cierpliwy. O 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 51 


na którym toczą się międzynarodowe gry 
polityczne. W XVII wieku partnerami 
tych gier była Polska, Rosja, Turcja i 
Chanat Krymski, w XX stuleciu Rosja, 
Niemcy i Polska, a obecnie odbywa się 
nowy dobór partnerów. Ukraina nie 
chce w nim być tylko przedmiotem gry. 
Walczą tu dwie tendencje: prozachodnia 


- jej głównym ośrodkiem jest Lwów i w 
znacznej mierze Kijów, oraz pro rosyjska, 
z głównymi ośrodkami w Charkowie i 
Doniecku. Najbliższe lata będą czasem 
rywalizacji między tymi dwiema orien- 
tacjami. Wyniku jej nie można dzisiaj 
uważać za przesądzony. Rosja dysponuje 
środkami ekonomicznymi, którymi bę- 
dzie oddziaływała na politykę Kijowa. 
Polska może być partnerem tej "gry o 


Ukrainę", ale politycy polscy nie mogą 
zapominać, że nasze możliwości są dość 
ograniczone. Możemy działać właściwie 
tylko na płaszczyźnie politycznej, a to 
wymaga zręczności i umiejętności dosto- 
sowywania się do zmieniającej się szyb- 
ko sytuacji. Dla polityki polskiej nadcho- 
dzących lat będzie to trudny egzamin. 


JERZY SERCZVK 


52 Li\
1 Nr 1-3/2005
		

/Untitled-5_0001.djvu

			JUBILEUSZ UMK 


JERZY 
SERCZYK 


O ficjalną datą ustanowienia Uni- 
wersytetu w Toruniu jest dzień 
24 sierpnia 1945 roku. Ale uniwersytet 
w Ziemi Chełmińskiej społeczeństwo 
tego regionu pragnęło założyć już pod 
koniec XIV wieku, wkrótce potem, gdy 
król Kazimierz Wielki utworzył Aka- 
demię Krakowską. Zakon Krzyżacki, 
władający wtedy całym Pomorzem Nad- 
wiślańskim, nie dopuścił do realizacji 
tej inicjatywy. Gdy dzielnica pomorska 
w XV wieku znalazła się ponownie w 
granicach państwa polskiego, założono 
w XVI wieku w jej największych mia- 
stach: Gdańsku, Elblągu i Toruniu gim- 
nazja akademickie. Nie były one jednak 
szkołami wyższymi i nie mogły nadawać 
stopni naukowych. 
Polska Odrodzona w roku 1928 mu- 
siała w pierwszej kolejności stworzyć 
uniwersytety w swoich największych 
ośrodkach miejskich: Warszawie, Po- 
znaniu i Wilnie. Do tego momentu 
polskie uniwersytety istniały tylko w 
zaborze austriackim (Galicji): w Krako- 
wie i Lwowie. 
Agresja niemiecka i radziecka prze- 
ciw Polsce we wrześniu 1939 roku, była 
początkiem drugiej wojny światowej. 
Wojna ta przyniosła w roku 1945 cał- 
kowitą zmianę układu terytorialnego 
w naszej części Europy. Rzeczpospolita 
Polska utraciła swoje ziemie na wschód 
od Bugu, a wraz z nimi uniwersytety w 
Wilnie i Lwowie. Polska została podpo- 
rządkowana dominacji radzieckiej. 
Ta tragedia narodowa, jak bardzo pa- 
radoksalnie by to nie brzmiało, otwarła 
możliwość realizacji idei polskiego 
uniwersytetu na Pomorzu Nadwiślań- 
skim. Toruń, prawie niezniszczony, 
był jedynym miastem nadającym się 
na siedzibę uniwersytetu. Dla Byd- 
goszczy przeznaczono funkcję ośrodka 
administracyjnego. W pierwszych 
latach powojennych władze dążyły do 
pozyskania przynajmniej częściowego 


Proł. dr hab. JERZY SERCZYK, historyk, 
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. 


poparcia społecznego. Było to możliwe 
w sferze kultury i nauki. Wysiedlani z 
Wilna i Lwowa pracownicy tamtejszych 
uniwersytetów poszukiwali dla siebie 
możliwości działania w przesuniętej 
na zachód Polsce. Istniała więc pewna 
zbieżność interesów umożliwiająca 
współdziałanie. 
Nie oznaczało to, że budowanie w To- 
runiu uniwersytetu "od zera" przebiega- 
ło gładko i bezkonfliktowo. Przybywają- 
cy przede wszystkim z Wilna, ale także 
i ze Lwowa i zniszczonej w Powstaniu 


skiej, profesor Ludwik Kolankowski. 
Został on zmuszony do rezygnacji z 
urzędu rektorskiego już w roku 1948. 
Pierwsza połowa lat 50. była dla UMK 
okresem najtrudniejszym w całej jego 
dotychczasowej historii. Wpłynęło na to 
równocześnie kilka czynników. Najważ- 
niejszym z nich było przystosowywanie 
szkolnictwa wyższego i organizacji 
nauki w Polsce do modelu radzieckie- 
go. Zniesione zostało to, co jeszcze 
pozostało z autonomii uniwersyteckiej. 
Rektorzy stali się urzędnikami miano- 


Sześćdziesiąt lat 
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika 


" 


I 




 ,y 
-



 

 I) c 
'? - 

o
 
 
, ,,
 
Ul\11 W 
Ąf 
l{S 
t,. Il(Ot rr
'tlJ 
"-OPł:l{ ĄIĄ 
N:ll<Ą 


, 
, '(ł. 
, 
, 
.. 
\j >, oj 
!. .'"
 
Ił,.", ;; .. \ 
t:'. ,,'
' " 
'.,' ł., I 
t .. , , "' \' 
,t, ',," 

 , 
'fJ t,ł h 
..,. \v.....'-\ '..i 
\J"J' r\ l' 
o 
.....I\,,; \J 
 
-
 
 \ 


'-... 


Warszawy przedwojenni profesorowie 
byli traktowani podejrzliwie, jako po- 
tencjalni przeciwnicy reżimu. Dlatego 
relacje między władzami a organizują- 
cym się Uniwersytetem nacechowane 
były sprzecznościami. Władze chciały 
mieć na uczelni "swoich ludzi", którzy 
mieliby wpływ na sprawy personalne, 
treści przekazywane w wykładach i 
tematykę prowadzonych badań. Pro- 
fesorowie pragnęli zachować nieza- 
leżność intelektualną i jak najwięcej z 
tradycyjnej autonomii akademickiej. 
Na dłuższą metę były to sprzeczności 
nie do pogodzenia. 
Jako pierwszy odczuł to organizator i 
pierwszy rektor Uniwersytetu Mikołaja 
Kopernika, historyk Polski Jagielloń- 


trw 
 
"łł' 'i\ 
'
'" 


wanymi przez ministra. Narzucono na 
wszystkich kierunkach studiów jednoli- 
te programy zajęć układane w Centrali, 
kładąc przy tym nacisk na dydaktyczną 
stronę działalności uczelni z jedno- 
czesnym zepchnięciem na plan drugi 
badań naukowych. Te ostatnie miały 
być prowadzone przede wszystkim w ra- 
mach struktur utworzonej w roku 1951 
Polskiej Akademii Nauk. 
Posunięcia restrykcyjne objęły 
wszystkie istniejące wtedy uniwer- 
sytety. Jednak Uniwersytet toruński 
został ponadto dotknięty likwidacją 
Wydziału Prawno-Ekonomicznego oraz 
całego szeregu kierunków studiów i 


DOKOŃCZENIE NA STR. 4 


Nr 1-3/2005 

l 3
		

/Untitled-6_0001.djvu

			-Ii 
U' 
łl 
I JUBILEUSZ UMK 
I: DOKOŃCZENIE ZE STR. 3 
specjalizacji naukowych. Szczególnie 
ucierpiał przy tym Wydział Humani- 
styczny, gdzie zamknięto studia filologii 
angielskiej, romańskiej i germańskiej, 
filozofii, psychologii, socjologii i peda- 
I gogiki. Ocalały jedynie kierunki historii 
i polonistyki, ale tylko jako tzw. studia 
pierwszego stopnia, nie dające tytułu 
magistra. Nie cięto aż tak mocno Wy- 
działu Matematyki, Fizyki i Chemii, 
Wydziału Biologii i Nauki o Ziemi, 
jako bardziej neutralnych ideologicznie, 
oraz Wydziału Sztuk Pięknych, ale i 
'!I one poniosły straty. Dość powiedzieć, 
że w roku akademickim 1954/55 ogólna 

 liczba studentów UMK spadła poniżej 

 wielkości z pierwszych lat istnienia 
, uczelni i wynosiła 1134 osoby. Liczono 
się poważnie z możliwością upadku 
Uniwersytetu w Toruniu. 
Wojewódzcy działacze partyjno-pań- 
, I ij 
 stwowi zorientowali się, że gdyby to 
nastąpiło, mogliby utracić na swoim 
I terenie prestiżową placówkę, podnoszą- 
" ' . , cą rangę ówczesnego województwa byd- 
goskiego. Powołany na rektora w roku 
1952 wybitny chemik profesor Antoni 
'
 Basiński poszedł na ugodę z reżimem, 
n wybierając wariant "mniejszego zła". To 

 ostatnie wyraziło się w akceptacji rek- 
" tora i środowiska naukowego dla fak- 

 tycznego przejęcia kierowania uczelnią 
n przez ludzi popieranych przez władze. 
I Wyróżnial się wśród nich przeniesiony 
z Łodzi do Torunia historyk Witołd Lu- 
, kaszewicz, mianowany tu profesorem. 
W latach 1954-1956 i 1962-1965 był on 
,
! prorektorem, a w latach 1965-1975 rek- 

 torem UMK. Uniwersytet przezwyciężył 
stagnację, a nawet zaczął się rozwijać. 
Było to m.in. skutkiem przełomu paź- 
dziernikowego z 1956 roku, po którym 
władze wycofały się z planów sowietyza- 
cyjnych. Na krótko przywrócono nawet 
pewne elementy autonomii uczelni. Po- 
mysł profesora Antoniego Swinarskiego 
(rektora w latach 1962-1965), aby 500. 
rocznicę urodzenia patrona uczelni 
Mikołaja Kopernika, uczynić okazją dla 
budowy w Toruniu "miasteczka uniwer- 
syteckiego" zdynamizował te działania 
rozwojowe. 
Było to widoczne chociażby we wzro- 
ście liczby studentów. W roku 1960 
przekroczyła ona 2 tysiące, a w roku 
1965 osiągnęła już 4800. Równocześnie 
z budową wspomnianego "miasteczka", 
II czyli kompleksu budynków w dzielnicy 


II 

 
#i 

 
t 
'" 
'" 


ł 
/I 


II 
I/ 
)] 4 

 


Bielany (w tym nowej biblioteki uni- 
wersyteckiej) podjęto odtwarzanie zli- 
kwidowanych wydziałów i kierunków 
studiów, a także tworzenie nowych. 
Również te działania nie odbywały 
się bezkonfliktowo. Władze ponownie 
"przykręcały śrubę ideologiczną". Wy- 
woływało to trudności przy obsadzie 
stanowisk na wydziałach i w katedrach. 
W sumie jednak rozwój postępował, 
a z kolejnej fazy posunięć restrykcyj- 
nych wobec wyższych uczelni, jakie 
miały miejsce w 1968 roku w związku z 
tzw. "wydarzeniami marcowymi" i jakie 
wyrządziły wiele szkód przede wszyst- 


<: 



 


1945 
2005 


czynnych w latach 1980-1981 działaczy 
"Solidarności" (jak np. wstrzymywanie 
nominacji profesorskich), nie spowodo- 
wał jednak zasadniczego regresu w jej 
działaniu. Wielkie przeobrażenia poli- 
tyczne, jakie przyniósł ze sobą przełom 
dokonany w latach 1989-1990, który 
przywrócił Rzeczypospolitej Polskiej 
suwerenność państwową i umożliwił 
wprowadzenie gospodarki wolnoryn- 
kowej, doprowadził także do zasad- 
niczych, w większości pozytywnych, 
zmian w strukturze, organizacji studiów 
oraz badań naukowych na Uniwersyte- 
cie Mikołaja Kopernika. 
W roku swego sześćdziesięciolecia 
uczelnia ma 14 wydziałów i jest peł- 
nowartościowym uniwersytetem z 
prawem doktoryzowania i habilitacji. 
W roku 2004 doniosłym wydarzeniem 
było wejście w jej skład bydgoskiej 
Akademii Medycznej im. L. Rydygiera z 
dwoma wydziałami. Studiuje w Toruniu 
i Bydgoszczy około 42 tysięcy osób, zaję- 
cia z nimi prowadzi ponad dwa tysiące 
nauczycieli akademickich, w tym 250 z 
pełnym tytułem profesorskim (nadawa- 
nym przez Prezydenta RP). 


Mogliśmy w powyższym artykule 
dać tylko skrótowy przegląd najważ- 
niejszych problemów. Jest on więc 
bardzo pobieżnym rzutem oka na losy 
Uniwersytetu toruńskiego (a od 24 listo- 
pada 2004 roku toruńsko-bydgoskiego). 
Czytelników zainteresowanych bardziej 
szczegółowymi danymi oraz takimi 
informacjami, jak np. wybitni uczeni 
i szkoły naukowe w dziejach UMK, 
zakres specjalności na poszczególnych 
wydziałach, doktorzy honoris causa, 
zawartość zbiorów Biblioteki Uniwer- 
syteckiej i Archiwum UMK, działalność 
innych ośrodków ogólnouczelnianych 
i międzywydziałowych, związanego z 
uczelnią Gimnazjum Akademickiego 
itp., odsyłamy do solidnie przygotowa- 
nego opracowania zmarłego niedawno 
dr. Jana Bełkoła pt. Uniwersytet Mi- 
kołaja Kopernika w Toruniu w latach 
1945-1985, oraz do wydawanych co 
roku przez uczelnię szczegółowych 
publikacji informacyjnych. Uniwersy- 
tet Mikołaja Kopernika ma też własną 
stronę internetową z licznymi odsyła- 
czami ("linkami"), stale aktualizowaną: 
http://www.umk.pl. 


JERZY SERCZYK 





 Nr 1-3/2005 


Uniwersytetu 
Mikołaja 
Kopernika 
.. 

..J 
 
l; ----....,J 
, "'- l; --... 
,- if I; Ił 


.
 
\
 
l"o
u't1 


J I 


rlJ. 
'I), 


ł 


, 
r,ar 


\ 

U, 
" . 


\ 


r, 


ł 


,\ ,. f ' 
I' 1,0 
" II ,d ł . . "'. ,........ .... 
 
1"\ ..," . 


kim w środowisku warszawskim, Toruń 
wyszedł stosunkowo obronną ręką. 
Stabilizacja przeobrażała się jednak w 
ponowną stagnację, chociaż tym razem 
w sytuacji lepszej dla Uniwersytetu, 
niż w latach 50. Lata 70. były okresem 
takiej właśnie stabilizacji uczelni; tak 
dotrwała ona do historycznego lata 
roku 1980. Uniwersytet stał się wtedy w 
regionie toruńskim jednym z naj aktyw- 
niejszych środowisk tworzących ruch 
"Solidarności". Wyróżniał się pod tym 
względem także pośród innych szkół 
wyższych w Polsce. Po wprowadzeniu 
stanu wojennego władze WRON usu- 
nęły wybranego w wolnych wyborach 
rektora Stanisława Dembińskiego. 
Okres stanu wojennego - najpierw 
czynnego, potem zawieszonego - poza 
zakłóceniami trybu pracy na uczelni, 
zwłaszcza w pierwszych miesiącach 
jego trwania i restrykcjami wobec
		

/Untitled-7_0001.djvu

			FORUM 


Bp JAN 
TYRAWA 



' 


W ObliCZU wielkich przełomów 
stuleci i tysiącleci, jakich je- 
steśmy uczestnikami, trafnym wpro- 
wadzeniem może okazać się pytanie, 
co oryginalnego przyniosło światu 
chrześcijaństwo, jakimi istotnymi 
cechami określa się tożsamość euro- 
pejskiej kultury. 


aby otworzyć mu nowy świat. W 
dialogu Bóg będzie pouczał, wzywał, 
upominał, ale decyzja, nawrócenie 
należy do człowieka, bowiem jest wol- 
ny. Filozofia grecka nie zna pytania: 
"po co stworzenie". Dopiero biblijna 
idea stworzenia przynosi to pytanie 
i odpowiedź na nie otwiera szeroki 
horyzont sensu istnienia. 
Drugi wątek, bardzo istotny, to 
rozumienie autonomii człowieka 
teonomicznie, to znaczy w relacji 
do Boga. Autonomia człowieka nie 
jest absolutna, jego wolność nie jest 
absolutna, lecz określana relacją do 
Boga. W tej teonomicznej autonomii, 
człowiek widziany jest jako partner 


z greckim logosem i rzymską kul- 
turą prawną, otrzymujemy istotny 
element świadomości europejskiej. 
Wyraża się on m.in. w nieustannym 
poddawaniu w wątpliwość swoich 
racji. Jest to jedna z funkcji logosu 
- rozumu, który myśli. 
Już to pozwala stwierdzić, że urze- 
czywistnianie tych wartości pociągało 
za sobą istotne konsekwencje. Kiedy 
bowiem cesarz Teodozjusz dokonał 
rzezi na mieszkańcach Salonik, wów- 
czas naprzeciw wyszedł mu biskup 
Mediolanu św. Ambroży i oznajmił, że 
do katedry nie wejdzie, zanim nie od- 
będzie pokuty, bowiem nie jest ponad 
prawem Bożym. Tym samym kształ- 


Chrześcijańskie korzenie Europy 


Podejmując próbę odpowiedzi, 
punktem wyjścia czynimy Biblię, 
która przynosi dwie fundamentalne 
idee odróżniające ją od ówczesnego 
świata: transcendencję Boga i auto- 
nomię stworzenia. Biblia rozumie 
transcendencję Boga radykalnie, to 
znaczy w opozycji do panteizmu. 
Bóg jest zarazem i transcendentny, 
i immanentny; całkowicie inny niż 
stworzenie. W filozofii greckiej czło- 
wiek widziany jest w horyzoncie 
losu, inaczej mówiąc fatum. Gdzieś w 
jednym z dramatów greckich można 
wyczytać: "Każdy los, matko, z ręki 
Bogów trzeba przyjąć, bo więcej niż 
my mają siły". Człowiek dla Boga w 
myśli greckiej jest igraszką, kapry- 
sem. W Biblii Jakub walczy z Bogiem 
i wymusza na nim błogosławieństwo. 
W Biblii pojawi się myśl teodycei, 
to znaczy próba usprawiedliwienia 
Boga; skoro Bóg jest dobry, to skąd 
zło. Grek nie zwracał się do Boga 
przez "Ty", w drugiej osobie liczby 
pojedynczej: tak jak człowiek Biblii. 
Zwracał się do Niego w trzeciej oso- 
bie liczby pojedynczej: "niech Bóg". 
Bóg Biblii nie jest anonimową mocą: 
"Ono", lecz "Ty", który udziela się 
człowiekowi jako realne vis-a-vis, wni- 
ka w jego życie, myślenie i zwyczaje, 


JE bp JAN TVRAWA, doktor teologii, ordy- 
nariusz Diecezji Bydgoskiej. 


dialogu z Bogiem, z którym Bóg za- 
wiera Przymierze, w czym wyraża się 
jego najwyższa godność. 
Przesłanki te, rozwinięte w wiel- 
kich sporach trynitarnych i chrysto- 
logicznych w pierwszych wiekach 
chrześcijaństwa, przyczyniły się do 
tego, że w łonie chrześcijaństwa 
rodzi się pojęcie osoby, które np. 
w innych wielkich religiach świata, 
religiach wschodnich, nie jest zna- 
ne. To chrześcijaństwo dało światu 
pojęcie osoby: osoby Boga i poprzez 
analogię osoby człowieka. Pierwszym 
filozofem, który podał definicję oso- 
by, jest chrześcijański filozof z VI w. 
Boecjusz: rationalis naturae indivi- 
dua substantia. Później Ryszard ze 
św. Wiktora doda: naturae intellec- 
tualis incommunicabilis existentia. 
Z pojęcia osoby wyłania się wszystko 
to, co ją dookreśla: wolność, podmio- 
towość, autonomia, godność i prawa 
osoby ludzkiej, demokracja. Pierwsze 
demokratyczne wybory miały miejsce 
w klasztorach, kiedy wybierano kapi- 
tuły i przeorów. 
I to jest jedno, co chrześcijaństwo 
dało światu, a drugie to pojęcie histo- 
rii jako liniowego ciągu czasu. Czas 
jest dany człowiekowi jednorazowo. 
To z tej koncepcji historii wyrósł eu- 
ropejski dynamizm, przyczyniający 
się do postępu duchowego i mate- 
rialnego, który obcy jest np. wierze 
w reinkarnację. Jeśli połączymy to 


towało się szczególne rozumienie 
godności człowieka, relacji społecznej, 
rozumienie władzy świeckiej i ducho- 
wej, państwa i Kościoła. 
Przy tej okazji chciałbym zwrócić 
uwagę na to, że relacja ta inaczej 
kształtowała się na Zachodzie i na 
Wschodzie. Na Zachodzie mamy 
standard cesarza Teodozjusza i św. 
Ambrożego. Na Wschodzie swoisty 
standard narzucił biskup Euzebiusz 
z Cezarei. Ten arianizujący biskup 
pisze m.in. dzieło De vita Konstanti- 
ni, w którym ukazuje zasługi cesarza 
Konstantyna Wielkiego dla chrześci- 
jaństwa, ma na myśli Edykt Medio- 
lański z 313 r., który był nie tylko 
końcem prześladowania Kościoła, 
ale pierwszym krokiem w kierunku 
uczynienia chrześcijaństwa religią 
publiczną. Konstantynowi przypisuje 
szczególną pozycję i porównuje do 
króla Dawida: kim miał być Dawid 
dla narodu izraelskiego, tym Kon- 
stantyn Wielki dla nowego ludu Bo- 
żego, czyli Kościoła. Konsekwencje 
takiego stanu rzeczy nie kazały długo 
czekać na siebie. Oto bowiem władza 
świecka wniesiona zostaje w sferę 
sakralną, Bożą. Jakakolwiek opozycja 
w stosunku do niej, jest nie do przy- 
jęcia. Cezar staje się głową Kościoła 
i rozumie się, zastępcą Chrystusa, 
a w nawiązaniu do postaci króla 


CIĄG DALSZY NA STR. 6 


Nr 1-3/2005 [:-';Ieu
1 5
		

/Untitled-8_0001.djvu

			FORUM 


CIĄG DALSZY ZE STR. 5 


Melchizedeka (Rdz 14, 18), królem i 
kapłanem równocześnie. Przykładem 
konsekwencji tego sposobu myślenia 
może być XVI-wieczna Moskwa, 
gdzie car mianował się właściwie 
głową cerkwi. Na Zachodzie pozycja 
papieża widziana jest jako następcy 
Piotra i jedynej głowy Kościoła. Cezar 
i papież posiadają rozdzielną władzę 
i żaden nie zarządza nad całością. 
Twierdzi się, że coś z tej postawy 
bizantyńskiej przeniknęło do myśli 
germańskiej poprzez małżeństwo 
Teofany z Ottonem II. 
DIa rozumienia Europy Zachodniej 
jeszcze inny standard ma ogromne 
znaczenie. Po najazdach barba- 
rzyńców i zniszczeniu starożytnego 
Rzymu, i starożytnej kultury, w 
odbudowę ówczesnej Europy wielki 
wkład wnieśli m.in. benedyktyni ze 
swą życiową maksymą zapisaną przez 
św. Benedykta: ora et labora, modli- 
twa i praca. Praca rozumiana jest już 
pozytywnie jako powinność każdego 
człowieka, a nie niewolnika, jak w 
starożytności. Jest możliwa jako prze- 
obrażanie rzeczywistości dlatego, że 
dzięki transcendencji Boga materia 
pozbawiona została swojego "boskie- 
go" charakteru. Modlitwa natomiast 
to wymiar transcendencji w ludzkiej 
egzystencji. Te dwa wymiary: werty- 
kalny i horyzontalny spotykają się 
w jednej osobie ludzkiej. Wówczas 
też z idei chrześcijańskich w kształ- 
towaniu duchowego oblicza Europy 
na pierwszy plan wybija się nauka o 
obrazie Boga w człowieku. 
Istotne zatem jest to, że powyższe 
wartości przyczyniały się m.in. do 
powstania nowożytnej nauki, legły 
bowiem u podstaw dwóch fundamen- 
talnych jej przesłanek: aprioryzmu 
i eksperymentu. Nie sposób w tej 
chwili rozwijać tego tematu, ale trzeba 
stwierdzić jedno, że jeśli Europa jako 
pierwsza budowała uniwersytety to 
dlatego, że była chrześcijańską. Jeśli 
Europa jako pierwsza budowała 
schroniska i szpitale to dlatego, że 
była chrześcijańską. 
A zatem chrześcijańskie korzenie 
kultury europejskiej to: antropo- 
logia i autorefleksja nad ludzkim 


"ja", teza o centralnej wartości oso- 
by ludzkiej, przekonanie o sensie 
historii, wiara w postęp w każdej 
dziedzinie, nadzieja na zbudowanie 
świata opartego na sprawiedliwości 
i solidarności, optymizm, w którym 
zło nie stanowi najwyższej instan- 
cji, realizm, w którym dąży się do 
ideałów, mimo rozczarowań i nie- 
powodzeń. 
Ale nie ma róży bez kolców. Po- 
wstanie nowożytnej nauki (sięgam 
tutaj bardzo głęboko w historię, aż do 
Alberta Wielkiego) sprawiło, że wy- 
specjalizowanie się poszczególnych 
dyscyplinach naukowych doprowa- 
dziło do ich autonomizacji, oderwa- 
nia od filozofii, od widzenia ich w 
horyzoncie całości. Nauka przestaje 
być oglądana i oceniana moralnie. Od 
Galileusza nie tyle stawia się pytanie, 
czym jest to, co istnieje, ile, czemu 
służy. Pierwszy pytanie o "byt", moż- 
na powiedzieć pytanie metafizyczne, 
zostaje zamienione na "jak się to 
robi", i staje się pytaniem o technikę. 
Współcześnie można czynić wszystko 
to, co jest technicznie wykonalne. 
Odtąd na jednym uniwersytecie 
mogą funkcjonować dwa instytuty, 
które dotowane przez państwo będą 
pracować z jednakowym oddaniem: 
jeden będzie pracował nad tym, jak 
ratować człowieka, drugi będzie ob- 
myślał coraz doskonalsze narzędzia 
jego unicestwiania. 
Kolejny etap ideowego rozwoju 
Europy znaczony jest początkiem 
reformacji, która niszczy Rzym jako 
centrum chrześcijaństwa i dokonuje 
podziału Europy na wyznania reli- 
gijne. Odtąd religia przestaje pełnić 
funkcję jednoczącą, integrującą. Sta- 
wia się "wschodnią" zasadę - cuius 
regio eius religio. Władza świecka 
decyduje o religii. Religia oskarżona 
zostaje o to, że jest przyczyną konflik- 
tów i wojen. W konsekwencji stwier- 
dza się, że religia ma stać się sprawą 
prywatną i w tym duchu rozumiemy 
wypowiedź Grotiusa etsi Deus non 
daretur. To sprywatyzowanie religii 
konsekwentnie prowadzi do idei roz- 
działu państwa od Kościoła, co urze- 
czywistnione zostaje w pełni podczas 
rewolucji we Francji. Rewolucja ta 
nie tylko doprowadziła do rozdziału, 


ale pokazała, czym on w rzeczywi- 
stości jest. Odsunięcie Boga, religii i 
Kościoła w sferę prywatną sprawiło, 
że państwo stając się świeckie na 
forum publicznym zostało samo 
wyzwolone z wszelkich norm, kry- 
teriów i ocen. Inaczej mówiąc pań- 
stwo nie grzeszy, cokolwiek czyni 
jest dobre i nie ma nikogo, kto by 
go upomniał. Ma być budowane na 
rozumie, natomiast wiara i religia 
przynależą do sfery uczuć i z rozu- 
mem nie mają nic wspólnego. Już 
sama rewolucja ukazała, jak kruchy 
był i podatny na tworzenie dykta- 
tury system przez nią stworzony. 
Św. Ambroży mógł wyjść naprzeciw 
Teodozjuszowi. Naprzeciw rewolu- 
cji francuskiej po rzezi chłopów w 
Wandei, nie wyszedł nikt. 
Oświecenie przyspieszyło ten pro- 
ces. Okazało się być negacją samego 
odróżniania porządku wiedzy i po- 
rządku wiary, czyli uznało monopol 
rozumu w decydowaniu o prawdzie 
i fałszu. U jego początku pojawił się 
filozof, który zaważył o jego kształcie, 
a jego skutki odczuwalne są do dzisiej- 
szego dnia. Był nim Kartezjusz wraz 
ze swym słynnym twierdzeniem cogito 
ergo sum. Papież Jan Paweł II w swojej 
książce Przekroczyć próg nadziei tak 
interpretuje to Kartezjańskie stwier- 
dzenie: "Autor Miditation philosophi- 
que ze swoim dowodem ontologicz- 
nym odsunął nas od filozofii istnienia, 
a także od tradycyjnych 'dróg' św. To- 
masza. Te 'drogi' prowadzą do Boga, 
który jest 'istnieniem samoistnym', 
ipsum Esse subsistens. Kartezjusz 
ze swą absolutyzacją podmiotowej 
świadomości prowadzi w kierunku 
'czystej świadomości': Absolutu, który 
jest czystym myśleniem. Taki Absolut 
nie jest samoistnym istnieniem, ale 
poniekąd samoistnym myśleniem. Tyl- 
ko to ma sens, co odpowiada ludzkiej 
myśli. Nie tyle ważna jest obiektywna 
prawdziwość tej myśli, ile sam fakt po- 
jawienia się czegokolwiek w ludzkiej 
świadomości". Tym samym klasyczny 
schemat poznawania prawdy: pod- 
miot - przedmiot, zostaje zniesiony. 
Człowiek zostaje sam na sam ze swoją 
myślą i w niej chce okrywać prawdę: 
cognosco zostaje zastąpione przez 
cogito. 


6 l!2?".2V
1 Nr 1-3/2005
		

/Untitled-9_0001.djvu

			FORUM 


Kartezjusz rozpoczął ten typ ro- 
zumowania, który wszystko,. co się 
dzieje, sprowadzał do prostych, dzia- 
łających bezbłędnie praw mechaniki. 
Bóg jest jeszcze sprawcą wszystkiego, 
ale gdy tłumaczymy poszczególne 
wydarzenia, możemy spokojnie o nim 
zapomnieć. Takie wyjaśnienie było lo- 
gicznie możliwe, ale coraz mniej moż- 
liwe kulturowo; jeśli wszystko można 
objaśnić przyczynami naturalnymi, 
ów sens dodatkowy musiał się ulat- 
niać i wątleć. Rozum stał się wrogiem 
wiary ze swej natury. 
Zapoczątkowany przez Kartezjusza 
proces znalazł w filozofii Hume'a zra- 
dykalizowane ujęcie. "Wyszło na jaw 
- pisał prof. Kołakowski - że trady- 
cyjne pojęcie prawdy jest zbyteczne w 
nauce i w życiu codziennym, potrzeb- 
ne są praktyczne kryteria uznawania, 
nic więcej. Stąd nasuwa się wniosek: 
nie ma żadnego zastanego ładu świa- 
ta, ów ład mniemany to nasze dzieło, 
żyjemy w nieprzeniknionym chaosie. 
Niebawem empiryzm, na podstawie 
tych samych reguł, zakwestionował 
obecność jakiegokolwiek zastanego 
ładu moralnego: dobro i zło to nasze 
ludzkie wyobrażenia, zakorzenione 
w doświadczeniach przyjemności i 
przykrości, szkody i pożytku; nasze 
mniemanie o tym, co złe i dobre mo- 
ralnie, o powinności, są to arbitralne 
postanowienia i życzenia; nie ma po- 
winności, które by nas «prawdziwie» 
wiązały, nie ma imperatywów prawo- 
mocnych. Tak to Oświecenie zwróciło 
się samobójczo przeciw sobie: zaczy- 
nając od pochwały rozumu i nauki, 
od walki o prawdę przeciw religijnym 
zabobonom, doszło do wniosku, że 
nie ma czegoś takiego, jak rozum w 
dawnym znaczeniu, nie ma prawdy 
ani zła i dobra. Historycznie rzecz 
rozważając, Oświecenie (...) otwarło 
nam drzwi do niepojętego chaosu 
i rozpowszechnione dziś myślenie 
pragmatyczne jest konsekwencją tej 
przemiany. Jest to przemiana nie- 
bezpieczna, bo odmienia samą ideę 
człowieczeństwa; wolno nam uznać, 
że jednostki ludzkie są zredukowane 
do swojej funkcji, a więc wymienial- 
ne. Z punktu widzenia oświecenio- 
wego obrazu świata niewymienialna 
godność jednostki ludzkiej może być 


uznana tylko na podstawie arbitralne- 
go kaprysu, nie ma żadnej podstawy 
in re" (Leszek Kołakowski, Czy już 
w pochrześcijańskim czasie żyjemy?, 
w: Sacrum i kultura. Chrześcijańskie 
korzenie przyszłości, Lublin 2000, s. 
53-54). 
Wszystkie te przesłanki: transcen- 
dencja Boga, autonomia człowieka 
jako osoby, m.in. podkreślenie wolno- 
ści, oderwanie nauki od filozofii, auto- 
nomizacja władzy świeckiej, państwa, 
specyficzny dla nominalizmu obraz 
Boga, zakwestionowanie rzeczywisto- 
ści absolutnej wyzwoliły w Europie 
proces rodzenia się nowożytnego ate- 
izmu. Ateizm jako zakwestionowanie 
Boga w imię autonomii człowieka jest 
fenomenem postchrześcijańskim. 
Na terenie wiełkich religii świata, 
gdzie nie zna się transcendencji Boga, 
a tylko radykalnie transcendentny 
Bóg może być radykalnie zakwestio- 
nowany, zakwestionowanie Boga w 
koncepcji panteistycznej jest równo- 
znaczne zakwestionowaniu całej rze- 
czywistości, ateizm jest niemożliwy. 
Chrześcijaństwo uczyło wolności, a 
równocześnie stworzyło instytucję 
Urzędu Nauczycielskiego, który strze- 
że depozytu wiary i wydawać by się 
mogło, że krępuje wolność, a jedno- 
cześnie właśnie tu jest najwięcej wol- 
ności. Wielkie religie nie znają takiego 
urzędu, nikt się nie interesuje tym, w 
co kto wierzy, można być wyznawcą 
kilku religii naraz, nie znaczy to jed- 
nak, że istnieje tam wolność, bowiem 
życie religijne wyraża się w organizacji 
życia społecznego, które jest "święte" i 
. . " 
"nIezmIenne . 
Okres ten charakteryzował się roz- 
padem scalających koncepcji religii i 
metafizyki. Bóg przestał być hipotezą 
wyjaśniającą byt. Ale zachodzi zasad- 
nicza różnica między wyjaśnianiem 
zjawiska empirycznego czy zdarze- 
nia, a wyjaśnianiem "wszystkiego", 
"wszystko" nie jest bowiem przedmio- 
tem empirycznym. Orientacja scjen- 
tystyczna zakwestionowała sensow- 
ność samego pytania, powiedziała, że 
"wszystko" nie wymaga wyjaśnienia, 
kosmos jest, bo jest. I tak pytanie o 
sens zostało wyrzucone poza nawias. 
Inaczej jeszcze mówiąc: Oświecenie 
z jednej strony objawiło wielkość 


rozumu w jego przyczynianiu się do 
rozwoju nauki i techniki, lecz równo- 
cześnie odsłoniło jego słabość; rozum 
nie jest zdolny ukazać sensu życia w 
świecie, w którym sprawiedliwości 
nie było, nie ma i nigdy nie będzie. 
Proces ten swój zradykalizowany 
kształt znalazł w pozytywizmie XIX 
w. Poza nawiasem znalazło się już 
nie tylko pytanie o sens, lecz także 
pytanie o całą sferę duchowości. 
Utwierdzona natomiast została kate- 
goria postępu. Ostateczną instancją 
stał się rozum, oczywiście bez Boga, 
wiara w postęp oraz dobroczynne 
skutki podboju przyrody i wzmac- 
niania potencjału produkcyjnego 
społeczeństwa. Z kultem rozumu, 
który wyniesiono do ostatecznej in- 
stancji, związano nadzieję rozwiąza- 
nia wszelkich problemów nękających 
ludzkość: niesprawiedliwości, wojen, 
ucisku, wyzysku, głodu, z nim zwią- 
zano nadzieję zbawienia człowieka. 
Koniec XX wieku przyniósł załama- 
nie się tych nadziei. N ie tylko nie 
rozwiązano starych problemów, lecz 
pomnożono je o nowe. To wiek XX 
przyniósł największą liczbę inicjatyw 
ustawodawczych o randze międzyna- 
rodowej, które miały bronić wolności 
i godności człowieka, a z drugiej stro- 
ny największe ludobójstwo w formie 
dwóch wojen światowych, obozów 
koncentracyjnych, gułagów, syste- 
mów totalitarnych. 
Doprowadziło to do swoistego 
zwrotu. Zwrot ten określamy dziś 
postmodernizmem. Współczesnemu 
człowiekowi wydaje się, że skoro ro- 
zum - postęp nauki i techniki - nie 
rozwiązał żadnego z problemów eg- 
zystencjalnych człowieka, więcej, ro- 
zum, absolutna prawda, racjonalizm 
i empiryzm, oskarżone zostały o zło: 
systemy totalitarne, fundamentalizm 
i wszelkie niepowodzenia poprzedniej 
epoki, to należy go w ogóle odrzucić, 
a jego miejsce ma zająć wolność, któ- 
ra - jak wcześniej rozum - ma być 
wyniesiona do ostatecznej instancji. 
Ruch ten o bardzo wielu nurtach sięga 
zapewne wydarzeń roku 1968, w swo- 
jej wersji bardziej usystematyzowanej 
przełomu lat 60. i 70. 


Bp JAN TYRAWA 


Nr 1-3/2005 
E'
I 7