O Mieczysławie Romanowskim

o Zycin i Pismach 
. 


Mieczysława Rornanowskiego 


napisał 


Dr. K. Wróblewski. 


... 



 


"'\ 


. 


KRAKÓW 1910. 
NAKŁADEM WYDA WNICT\V A KSIĄŻEK POŻYTECZNYCH. 


Drukiem W. Poturalskiego w Podgórzu. 


.
>>>
Książnica Ludowa im. Wojciecha Bartosa Głowackiego. 


o Mieczysławie Romanowskim. 



11\
 


KRAKÓW 1910. 
CZCIONKAMI W. POTURALSKIEGO W PODGÓRZU.
>>>
12 1' 
57-
>>>
Mieczysław Romanowsł{i. 


Dnia 24. kwietnia 1913 roku przypada pięćdzie- 
siąta rocznica zgonu poety polskiego, Mieczysława 
Romanowskiego. Padł on w bitwie z Moskalami pod 
Józefowem, to też wobec zbliżającej 50-tej rocznicy 
jego śmierci chcemy powiedzieć kilka słów o jego 
życiu i o tem, co pisał, a uważamy, że warto to uczy- 
nić, bo poezye (t. j. wiersze) lVlieczysława Romanow- 
skiego pisane są tak, że trafiają każdemu do serca, 
tyle \v nich gorącej miłości Polski, tyle przywiązania 
do bliźnich i odczucia gorzkiej ich doli. 
Mieczysław Romanowski urodził się d. 12 kwie. 
tnia r. 1834 w Żukowie w okolicy miasta Kołomyi 
w tej części Polski, którą za dawnych czasów nazy- 
wano Pokuciem. Są to te strony Ojczyzny naszej, 
w których ojcowie nasi musieli staczać częste i krwawe 
boje z Turkami i Tatarami. Gdyby nie męstwo ojców, 
to kto wie, czy w tych stronach nie panowałaby dziś 
wiara turecka kto wie, czy te ziemie nie byłyby dla 
nas na zawsze stracone. 
Niedaleko Żukowa w bardzo pięknej okolicy leży 
miasteczko Obertyn pamiętne tern, że pod tym Ober- 
tynem przed 379 laty hetman wielki koronny, Jan Tar- 
nowski, odniósł wielkie zwycięstwo nad wojewodą 
wołoskim (rumuńskim) Piotrem. Było to jedno z naj- 
świetniejszych zwycięstw, jakie P olacy kiedykolwiek od-
>>>
4 


nieśli. Polacy zdobyli wtedy z górą tysiąc jeńców, 50 
chorągwi i tyleż dział (armat). Trzeba zaś wiedzieć, że 
wojewoda wołoski miał z sobą 20.000 żołnierzy, a he- 
tman Tarnowski pięć razy mniej, bo tylko 4.000. 
W okolicy Obertyna dziś jeszcze widzieć można mo- 
giły, w których tysiące \V ołochów grób znalazło. 
Na te mogiły rodzice (ojciec:Erazm i matka Agnie- 
szka z domu Głowacka) prowadzili często małego 
Mieczysława i opowiadali mu o dawnej sławie narodu 
polskiego, mówili mu, jak to hetman Tarnowski wracał 
z pod Obertyna po zwycięstwie do Krakowa, jak go 
tam król Zygmunt I. Stary przyjmował i jak mu dzię- 
kował w imieniu całego narodu. Starsze siostry śpie- 
wały młodszemu bratu pieśni i grały mu melodye na- 
rodowe, a wszyscy: rodzice, rodzeństwo i krewni 
uczyli go kochać Boga i Polskę i pamiętać o tern, że 
Bogu i Polsce potrzeba życiem całem służyć. 
Małego chłopca uczono najpierw w domu, a gdy 
podrósł trochę, oddano go do szkoły. najpierw w Ko- 
łomyi, a potem w Stanisławowie. Mając lat dziewięt- 
naście, Mieczysław Romanowski zdał maturę w gim- 
nazyum we Lwowie. 
Szkoły w Stanisławowie, jak i w całej Galicyi, 
nie były jeszcze wtedy polskie, tak jak są od r. 1868, 
ale uczono w nich po niemiecku i przysyłano do nich 
nauczycieli z Niemiec, którzy nie rozumieli słowa pol- 
skiego i mieli sobie za obowiązek dzieci polskie prze- 
rabiać na Niemców. Do tego jeszcze nauczyciele ci 
nie dbali o to, aby dzieci polskie nauczyły się czegoś 
naprawdę, bo bali się, aby naród nie zmądrzał i nie 
poprzepędzał tych pludfaków tam, gdzie pieprz rośnie.
>>>
5 


Panoszyło się wtedy to niemiectwo po sądach i urzę- 
dach, a starsi pamiętają jeszcze takich "Iandsdragonów", 
to jest woźnych :urzędowych, którzy włóczyli się po 
wsiach, samowolnie wybierali podatki nie raz, ale za- 
miast raz, dwa i trzy razy, robili krzywdy kobietom 
i uważali siebie za gospodarzy kraju, do którego Bóg 
raczy wiedzieć skąd przywędrowali. 
Od takich nlandsdragonów" nauczyciele i profe- 
sorowie Niemcy po szkołach nie byli lepsi. To też 
niejeden chłopiec polski, ucząc się od takich nauczy- 
cieli, zaprzepaścił sumienie. Ale taki, którego od dzie- 
cka rodzice chowali w domu dobrze, któremu od 
dziecka mówili tam, że Polska to jest wielka rzecz, 
i że potrzeba tak uczyć się i iak pracować nad sobą 
i tak żyć, aby potem Polsce przydać się na coś, o! taki 
nie dał się popsuć najgorszym nawet nauczycielom, 
ale ze szkoły wyszedł pomimo starań tych nauczycieJi, 
mądrzejszym i lepszym. 
Do tak wychowanych w domu dzieci należał 
także Mieczysław Romanowski, który był prawdziwą 
ozdobą i chlubą swoich rówieśników i kolegów. Nie 
było mu dosyć tego, czego go po niemiecku uczyli 
\v szkole, ale jeszcze ponadto uczył się sam pilnie 
historyi polskiej, czytał książki znakomitych pisarzy 
polskich, a najchętniej czytał tych, którzy pisali wier- 
szem. To wszystko, co pisał n. p. największy poeta 
polski, Adam Mickiewicz, a więc O r a ż y n ę i P a n a 
T a d e u s z a, K o n r a d a \Va I I e n r o d a i D z i a d y, 
umiał prawie na pamięć, tak często je sobie odczyty- 
wał i tak bardzo się niemi przejmował. Do tego schodził 
się z kolegami, aby razem te książki polskie czytywać,
>>>
6 


wyjaśniać sobie z nimi nawzajem, co który niedobrze 
rozumiał, i podziwiać razem to, co się im wszystkim 
najbardziej podobało. 
Po zdaniu matury we Lwowie, Mieczysław Ro- 
manowski zapisał się na uniwersytet. Ojciec Mieczy- 
sława, który w Żukowie był dzierżawcą, a miał dużo 
dzieci i dlatego chciał, aby syn jego umiał sobie sam 
zapracować na kawałek chleba. pragnął, aby Mieczy- 
sław wyszedł na prawnika, bo to zawsze chleb praw- 
niczy i obfity i łatwy. Mieczysław posłuchał ojca i uczył 
się od roku 1853 do roku !857 pilnie prawa, ale 
uczył się tylko z posłuszeństwa dla ojca. Jego samego 
zajmowała bardziej historya Polski, a do tego poczuł 
on \v sobie wielki pociąg do pisania wierszy] które 
zaczął składać jeszcze jako uczeń w gimnazyum. A dał 
mu Pan Bóg wielką zdolność i wielką łatwość pisania 
wIerszy. 
Już w roku 1854 Mieczysław Romanowski, mając 
wtedy lat dwadzieśda, napisał dużo drobnych wier- 
szyków, a nadto dłuższe opowiadania wierszem, jak 
C h o r ą ż y i C h a r t \V a t a ż k i. W szystko to, co 
pisał, było drukowane w gazetach, które w owym 
czasie wychodziły we Lwowie. 
\V następnych latach, pisząc z roku na rok coraz 
to więcej i lepiej, Romanowski napisał opowiadania 
\vierszem, mianowicie: Ś p i e w a k z o a z y, Ł u ż e c c y, 
D z i e w c z ę z S ą c z a i tragedyę (tj. takie dzieło, 
które d3je się przedstawiać na scenie w teatrze, a koń- 
czy się smutnie), która ma napis: P o p i e I i P i a ') t, 
a wierszy drobnych jego nie zliczyć.
>>>
7 


Właściwie byłoby najlepiej, aby każdy, kto chce 
wiedzieć coś o Mieczysławie Romanowskim, poszedł 
do księgarni, kupił sobie jego pisma i przeczytał je 
od pierwszej stronicy do ostatniej. Stamtąd dowie- 
działby się sam najwięcej i najlepiej, a czegoby nie 
zrozumiał, toby mu ktoś świadomszy chętnie wytł6ma. 
czyI. Ale na kupienie książki nie każdego stać, a także 
niejednemu pewno brakłoby czasu na czytanie kilku 
grubych książek. Dlatego też pokrótce będę się starał 
powiedzieć, o czem to pisał Romanowski, aby taki, 
który nie ma czasu na czytanie wszystkiego, mógł 
przynajmniej dowiedzieć się o te m, co najważniejsze. 
Niejeden też ładniejszy kawałek, taki, którego wartoby 
się nauczyć na pamięć i, gdy więcej ludzi razem się 
zbierze, możnaby go głośno, wyraźnie i pięknie wy- 
powiedzieć, powtórzę tu \v tej książeczce. 
Powiem najpierw słów kilka o tych wierszach 
drobnych. Mieczysław Romanowski miał serce czułe, 
to też w tych wierszach drobnych mówił o tern, co 
go cieszyło i co go bolało. Że zaś w owych czasach 
w Polsce było ciężko, bo niewola była wielka, więc 
też i Romanowskiemu częściej przychodziło mówić 
o tern, co go bolało, niż o tern, co go cieszyło. Jakoż 
wiersze jego są przeważnie smutne, a smutne nie dla- 
tego, że Romanowski smuci się dolą własną, bo jemu 
samemu nie było źle na świecie, ale są smutne dla- 
tego, że źle i ciężko było w jego Ojczyźnie. 
Oto powtarzam tutaj cały jeden jego wiersz, który 
ma napis: L e g e n d a.
>>>
8 


Różną życia skołatani dolą, 
Raz pątnicy wyszli z polskiej ziemi. 
Jedni z bolem, którym serca bolą, 
Drudzy chcieli przed progi świętemi 
Złożyć starość, grzechy, inni blizny, 
Inni ciężkie nieszczęścia Ojczyzny. 
Szli do Rzymu. Starzec przewodnikiem 
Białowłosy, z kresami na czole. 
Był rycerzem niegdyś, dziś pątnikiem, 
Pomni przeszłość, w piersi zamknął bole: 
Towarzyszów grono starca słucha, 
Bo z ust jego płynie mądrość ducha. 


Ody im tęskno, patrzą, czy od wschodu 
Ptak lecący wieści nie uczyni. 
Tak zdążyli do wiecznego grodu, 
Do wyniosłej Piotrowej świątyni 
I padają krzyżem na marmury... 
Lampa Piotra świeci na nich z góry. 


A wtem słyszą: naród sobie sławi 
Pustelnika, co w skale ma grotę. 
"Bóg zeń - mówią - ludziom błogosławi, 
Orzesznym przezeń dawa moc i cnotę; 
Kogo mąż ten relikwią obdarzy, 
Tego szatan tknąć się nie poważy". 


Zapytali przechodniów o drogę; 
Drogę oną każde dziecko znało. 
Jakieś dziewczę z ulicy ubogie 
Drobną ręką drogę im wskazało,
>>>
9 


A ci rzekli: »Pójdźmy! niech mąż Boży 
Na strapione głowy dłoń nam złoży". 


Idą - ścieżka w skale wykowana, 
W skale grota po za bluszczów cieniem, 
Wyżej groty z kamienia krzyż Pana 
Tkwi ozłocon zachodu promieniem; 
Przez powietrze lecą ptacy - wonie, 
\V dali wieczne morze słońcem płonie. 


A mąż Boży szedł ze dzbankiem wody, 
Szedł ubogi, jak pańscy prorocy. 
\VłlJS miał srebrny, zapadłe jagody, 
W oczach blaski nieśmiertelnej mocy; 
Świętych spokój płynął z jego czoła, 
Odzie skreśliła życie dłoń anioła. 


Więc stanęli pątnicy z daleka, 
Ran mu własnych wskazywać nie śmieją. 
Z każdej piersi drobny ból ucieka, 
\Vielkim bolem narodu boleją: 
Dla Ojczyzny złotej pragną doH !... 
On ze dzbankiem zbliżał się powoli. 


"Skąd wy, bracia"? - spytał. - ,.Z polskiej ziemi !., 
- "Z polskiej ziemi ludzie? Znam jej błooie. 
Czegóż chcecie?" A starzec z białemi 
Włosy rzecze: "Polska we łzach tonie I" 
- ,,\V e łzach tonie? czegóż jej potrzeba?" 
Ci odrzekli razem: "Łaski nieba!" 


2
>>>
10 


"Ból przeżegnaj, co nam serca pali, 
Skute nasze przeżegnaj ramiona. 
Daj relikwię nam dla naszej stali, 
Bo się kruszy w górę podniesiona. 
My twym darem lud obdzielim cały, 
My nim ojców dobijem się chwały". 
- "Maciez z sobą garść rodzinnej ziemi ?:, 
Mąż ich Boży spytał zadumany. 
Białowłosy rękami drżącemi 
\Vnet mu bryłkę podaje z sukmany: 
"Z sobą - rzecze - wzięliśmy po bryle, 
By w obczyźnie mieć ją na mogile". 
Mąż tę bryłkę wziął i ścisnął w dłoni, 
Ści
nął -- a kropla krwi na głaz ścieka; 
Nad krwią słychać jęk - w powietrzu dzwoni 
Skarga duchów lecących z daleka - 
A pątnicy klękają dokoła, 
I gdzie spadła krew, schylają czoła. 
Więc mąż rzecze: "Czemuż was przestrasza, 
Ta krew, ręką moją wyciśnięta? 
Relikwiarzem cała ziemia wasza, 
Krew relikwią, którą Bóg pamięta. 
Idźcie z Bogiem! w miłującej dłoni 
Ziemia wasza krew cudowną roni". 
A pątnicy wstają, wielbią Pana, 
Trzykroć: "Chwała!
 rozsyłają echa. 
Błogosławią ziemi, co krwią zlana, 
Błogosławią krwi, bo z niej pociecha 
I wytrwałość... A ty sprawisz, Panie, 
Narodowi z krwi tej zmartwychwstanie I
>>>
11 


W L e g e n d z i e tej o tych pątnikach czyli piel- 
grzymach, którzy mieli ze sobą ziemi polskiej bryłkę, 
a z tej bryłki mąt święty wycisnął krew. poeta powie- 
-d,jał pięknie i obrazowo, że długie cierpienia i walki 
Polski z wrogami tak uświęciły każdą garstkę ziemi 
polskiej, że dla Polaków powinna być ona tak droga 
i tak święta, jak relikwie, - powiedział dalej, że na- 
ród polski, który tyJe krwi przelał za swoją wolność, 
który dla tej wolności tyle poniósł ofiar, nie powinien 
nigdy upadać na duchu i poddawać się złym myślom, 
ale powinien gorąco wierzyć w zmartwychwstanie 
Polski, tak, jak wszyscy chrześcijanie wierzymy, że 
Chrystus Pan zmartwych powstał po trzech dniach spo- 
czywania w grobie. 
Podobnie jak w wydrukowanym tutaj wierszu: 
Legenda, Mieczysław Romanowski chce w duszy każ. 
dego Polaka obudzić wiarę w szczęśliwsze jutro, tak 
też w wierszu p. n. A u d a c e s i u vat f o r t u n a (to 
znaczy: szczęście mężnym dopomaga), chce znowu 
wzbudzić w sercach swoich rodaków ufność we wła- 
sne siły i odwagę. Wiersz ten jest jednym z najła- 
dniejszych pomiędzy tymi, które Romanowski napisał, 
to też podajemy go tu w całości: 
Krwi swych słonecznych szermierzy? 
Komu tu duszno? Kto tu, znużony 
Walką, w zwycięstwo nie wierzy? 
Czy się wyrzekły duchów miliony 
Czy do poświęceń niema nikogo? 
Czy natchnień pękła już struna? 
Precz! małoduszni z twarzą złowrogą 
Audaces iuvat fortuna.
>>>
12 


Żyzna ta ziemia w krew i nieszczęście, 
Kochanka śmierci aniołów, 
Lecz się jak fenix*) w orężów chrzęście 
Do życia budzi z popiołów. 
Krwią się nasz zasiew krzewi i pleni - 
Z pod grobowego całuna 
\Vstańmy i wzlećmy życiem płomieni! - 
Audaces iuvat fortuna. 


Ho, ho! nie straszcie wy nas grobami, 
My znamy czarne ich wnętrza. 
A czem gorętszy piorun nad nami, 
Tem nasza miłość gorętsza. 
Ręka do ręki na uścisk bratni! 
Nam śmierć na polach - nie truna; 
Upadnie pierwszy, stanie ostatni -- 
Audaces iuvat fortuna. 


A czy zwyciężym? któż ptaków pyta, 
Czyli przelecą przez morza? 
Dla płochej rze
zy droga ubita, 
Na mężnych leży moc Boża. 
Skłońmy się Bogu i Pannie świętej 
O oręż, o moc pioruna, 
A kto raz zadrży, trzykroć przeklęty 
Audaces iuvat fortuna. 


*) Egipcyanie (w Afryce północnej) wierzyli kiedyś w ptaka, 
który się nazywał F e n i x, a który, czując zbliżający się zgon, 
miał słać sobie gniazdo z wonnych ziół, zapalać je i z płomieni 
powstawa.ć odmłodzony.
>>>
13 


Takie gorące wiersze Mieczysław Romanowski 
pisał około r. 1860, to jest w tym czasie, kiedy część 
Polski w zaborze rosyjskim po śmierci okrutnego cara 
Mikołaja I. spodziewała się, że jego następca, car Ale- 
ksander II. ulży jej doli, - kiedy zaś nadzieje przy- 
wiązane do Aleksandra II. zawiodły, postanowiła orę- 
żem wywalczyć sobie wolność. Cała Polska przygoto- 
wywała się wtedy do wojny - we wszystkich trzech 
zaborach ludzie wiązali się w stowarzyszenia tajne, 
których zadaniem było przygotować powstanie. Do 
stowarzyszeń takich nalezał także Mieczysław Roma- 
nowski, któremu dusza paliła się miłością Ojczyzny 
i chęcią walki, a spodziewając się, że walka rychło 
nastąpi, pisał wiersze, w których widać jej przeczucie. 
Oto wiersz p. 1.: "Co tam marzyć I" 


Co tam marzyć o kochaniu
 
O bogdance, o róż rwaniu - 
Dla nas nie ma róż! 
My - jak ptacy na wędrówce 
Dziś tu, jutro na placówce 
Może staniem już. 


Co śni serce, niech raz pr'leśni 1 
\V twarde życie twarde pieśni 
Niech wiodą, jak w tan. 
A miast ręce - rękojeści 
Szczery uścisk f gdy obwieści 
Z niebios c h w i I ę Pan. 
Szczęście, dola później może - 
Ach! lecz tylko ty wiesz) Boże,
>>>
14 


Co tam spotka nas. 
Ty wiesz, komu uśmiech miły, 
Komu kwiaty na mogiły 
Niesie przyszJy czas. 
Albo jeszcze przeczytajmy sobie inny wiersz Ro- 
manowskiego z tych czasów, kiedy Polska sposobiła 
się do powstania: 


Hy m n polski. 
Ojczyźnie naszej, Polsce bądźmy wierni 
Pokąd tchu w łonie. 
Stójmy wytrwali, gdy wlence nam z cierni 
Kładą na skronie. 
Nieszczęścia i klęski niech miłość połamie, 
Czy dźwiga nas dola, czy chytrze nam skłamie, 
Ojczyźnie tej życie, krew naszą i ramię 
I chwała w zgonie. 
Tu nam w kolebce Bóg dał światło dzienne, 
Tu żywot w znoju, 
Konając, głowy tu pochylim senne 
W chatach lub w boju. 
Tu bracia mrą nasi od ciosów tyrana, 
I świadczą, że ta nam od Boga wybrana 
Ojczyzna I - ta P o l s k a codziennie kąpana 
W łez i krwi zdroju. 
Tu groby ojców sława opromienia; 
Tu śpią ich kości. 
Tu nam się dobić po dniach utrapienia 
Świętej wolności. 
Tu przetrwać nam klęski i szarpać 
ajdany -
>>>
15 


Tu rodzą nas Sawy, Pułascy, Rejtany 
I "hetman w sukmanie", co kochał sukmany, 
Tu żyć w miłości. 
O! Święta, patrzaj: w twoją krew czerwoną 
Maczamy dłonie, 
Pokąd ty w grobie, potąd żadne łono 
Szczęściem nie spłonie. 
Niech ostrzy wróg miecze, niech w ludach duch 
[stygnie, 
Synowska dłoń ciebie z przepaści podźwignie, 
I będzie Bóg poczczon, a szatan się wzdrygnie 
I car w koronie. 
Stójmyż gotowi, jak straż czuwająca, 
Bo nikt nie powie, 
\V który dzień trąba zawezwie nas grzmiąca 
Matce nieść zdrowie. 
A wonczas jak piorun, co kruszy i pali, 
W bój lećmy zwyciężać z nadzieją ze stali, 
Lub gińmy szlachetni, jak ojce konali - 
Polski synowie. 
W tym czasie, kiedy te wiersze drobne, a i inne 
większe utwory, czyli poematy, Mieczysław Roma- 
nowski pisał, dano mu miejsce urzędnika w Zakładzie 
narodowym imienia Ossolińskich we Lwowie. W Za- 
kładzie tym, obok pięknych zbiorów obrazów i pamiątek 
po znakomitych ludziach, jest b i b l i o t e k a, licząca 
dziś już około 110.000 książek. Mieczysław Roma- 
nowski pracował przy tej bibliotece, a przez to miał 
sposobność lepszą, niż inni, do rozczytywania się 
w historyi polskiej. To też dla gazety, która wtedy 


,.
>>>
16 


wychodziła we Lwowie p. n. "Dziennik literacki", na- 
pisał rzecz o tych "Legionach polskich", które po 
rozbiorze Polski pod "przewodem" generała Henryka 
Dąbrowskiego śpieszy
y "z ziemi włoskiej do Polski", 
aby "złączyć się z narodem" i wywalczyć mu wol- 
ność. 
Nie mamy tu miejsca na podawanie, a choćby 
nawet streszczanie wszystkiego, co Mieczysław Roma- 
nowski napisał. Z większych tedy jego utworów. stre- 
ścimy tylko jeden, który ma napis (tytuł): "Dziewczę 
z Sącza". 
Romanowski opowiedział w tym poemacie jedno 
zdarzenie z czasów wielkiej wojny, jaką Polacy pro- 
wadzili przed dwustu kilkudziesięciu laty, za panowania 
króla Jana Kazimierza, 7e Szwedami. Są to te same 
czasy, które powieściopisarz Henryk Sienkiewicz przed- 
stawił w bardzo zajmującej powieści p. n. "Potop". 
Polska była wtedy zalana nieprzyjadołmi, jak ziemia 
potopem za czasów Noego. Było tak źle; że król 
szwedzki uważał się za króla polskiego, a prawowity 
król polski, Jan Kazimierz, musiał z Polski uchodzić 
i schronić się w Ołogowie na Śląsku, nad granicą 
swojego państwa. 
W powieści p. n. "Potop" Henryk Sienkiewicz 
opowiedział całą wojnę od wkroczenia Szwedów do 
Polski aż do zupełnego ich z Polski wypędzenia. Mie- 
czysław Romanowski w poemacie p. n. "Dziewczę 
z Sącza" opowiedział, jak wspomnieliśmy, jedno tylko 
zdarzenie. Oto podczas najazdu Szwedów na Polskę 
w domu mieszczanina, utrzymującego gospodę (auste- 
ryę) w Sączu stanął kwaterą oficer szwedzki, Oskar,
>>>
17 


i rozkochał wnuczkę gospodarza, Basię, do której na- 
próżno wzdychał cieśla z Sącza, Bartek. Szwedzi po. 
stanowili w noc oznaczoną wyrznąć wszystkich mie- 
szkańców miasta Sącza. Dowiedział się o tern Oskar, 
który zapragnął ocalić ukochaną Basię i jej rodzinę, 
ale zarazem bał się zdradzić tajemnicę, Szwedzi bo- 
wiem chcieli dokonać okropnego zamiaru swojego tak 
niespodziewanie, aby mieszkańcy miasta żadnym spo- 
sobem nie mogli się bronić. Szwedzi spodziewali się, 
że rzeź tem pewniej się im uda, iż wszystkim mie- 
szczanom sądeckim odebrali broń i śmiercią karali 
każdego, u kogo znalazła się później broń jakakolwiek. 
\V obawie o Basię Oskar nie dochował tajemnicy, 
ale wyznawszy ją Basi, prosił, ażeby wyszła z miasta 
z rodziną swoją. a zarazem dochowała tajemnicy. 
Ze schadzki z Oskarem Basia wróciła do domu 
i poczęła namawiać dziadków do wyniesienia się 
z miasta, nie mówiąc im na razie, dlaczego. To zwró- 
ciło uwagę i starego właściciela gospody i innych 
mieszczan. Zaprowadzono tedy Basię do kościoła, z a- 
klęto ją uroczyście tak, że Basia wyjaśniła tajemnicę, 
choć wiedziała, że wyjaśnienie tajemnicy będzie zgubą 
dla jej ukochanego Oskara. Dowiedziawszy się o krwa- 
wych zamiarach Szwedów, mieszczanie sądeccy zebrali 
się na naradę i postanowili nie czekać na to, aż Szwe- 
dzi zabiorą się do wyrzynania ich, ale w dniu, w któ- 
rym Szwedzi chcieli rozpocząć rzeż między Polakami, 
wziąć się prędzej do rzezi najezdników. Tak się też 
stało. Załogę szwedzką mieszczanie sądeccy wraz gó- 
ralami z okolicy wyrznęJi, a w bitwie zginął także ów 
Oskar, ukochany Basi. . 
USflQ rz
zią i śmiercią 
...."" c:.. 
''') t? 
.:, A 
 

 A C"'Aro ..,. 
f"6 
 
 cP 
-: 
#
 .. 
.:) 
 er . 

 

 . 
t!-
 
 
F 0-7.18 ."'
>>>
18 


kuchanka, Basia padła przy nim trupem. Ów cieśla 
Bartek, który chciał mieć z Basi żonę, ale napróżno 
myślał o tem, wyciosał jej trumnę, a potem zebrawszy 
młodzież rzemieślniczą poszedł do wojska, które gro- 
madził koło siebie wielki wojownik, Stefan Czarniecki, 
do wypędzenia Szwedów. 
Bardzo ładnym wierszem, bardzo zajmująco, bar- 
dzo prawdziwie, bo o prawdzie dowiedział się pilnie 
ze starych książek, l\'\ieczysław Romanowski opowie- 
dział to wszystko w swoim poemacie. Tę Basię, to 
nieszczęśliwe "Dziewczę z Sącza", jej dziadków, jej 
caJe otoczenie, mieszczan sądeckich, cieślę Bartka i tę 
chwilę, w której Bartek ciosał trumnę dla Basi, Roma- 
nowski przedstawił tak pięknie i wyraźnie, że całe 
przedstawienie jego aż się prosi, aby malarze je zil- 
lustrowali, to znaczy porobili do nich obrazki. Kiedy 
się zaś mówi, że do jakiegoś opowiadania można ro- 
bić obrazki, to jest wielka pochwała. Przecież niejeden 
opowiada długo i szeroko, przy tern głową kręci i rę- 
kawami wywija, a mimo to nie można sobie wyobrazić, 
jak to, co on opowiada, w rzeczywistości wyglądało. 
Żeby zaś coś przedstawić słowami tak, aby to można 
zaraz malować, na to potrzeba mieć i zdolność wielką 
i wiele nad sobą pracować. Tę zdolność miał i pilnie 
nad sobą pracował Mieczysław Romanowski. 
Zbliżała się chwila, w której naród miał chwycić 
za oręż i rozpocząć walkę z Moskalami. W młodej 
piersi Mieczysława Romanowskiego biło serce gorące, 
które odczuwało bardzo żywo to wszystko, co odczu- 
wali jego rodacy, to też i on gotów był, gdy tylko 
będzie dany znak do walki, rzucić wszystkie swoje za- 
jęcia i pójść tam, gdzie się składa dla - Ojczyzny życie.
>>>
19 


Nie wszyscy w owym czasie w Polsce chcieli 
powstania i nie wszyscy wierzyli, że ono dobrze się 
dla nas skończy. Mieczysław Romano\vski należał do 
tych, którzy wierzyli. W r. 1861 rówieśnikom swoim 
zaśpiewał "Pieśń młodej wiary": 
\V górę serca! świat się pali, 
Sądy Boże głosi dzwon, 
Próchno zbrodni w gruz się wali, 
W gruz przemocy leci tron, 
Doś6 już kajdan, łez i kłamstwa dróg! 
\V piersiach ludu zmartwychwstaje Bóg. 
Cary - zbiry, z drogi, precz! 
Z narodami Bóg i miecz. 
Bóg nad nami 
Z piorunami, 
Cary - zbiry, z drogi, precz I 
\V górę serca! Polska wstaje, 
Krwią obmyta z krwawych plam. 
Uścisnęła ludy, kraje - . 
Ludom rzekła: "Pokój wam!" 
Chwała Panu! sługom czarta zgon! 
Święta nasza idzie zasiąść tron. 
Z drogi, cary! zbiry, precz! 
Z polskim ludem Bóg i miecz. 
Bóg nCłd nami 
Z piorunami. 
Z drogi, cary! zbiry, precz! 
W innym wierszu, pisanym na wiosnę roku 1862, 
Romanowski mówi także o tern, że trzeba już być 
gotowym do walki:
>>>
20 


Skąd lecą ptacy? Lecą z daleka. 
\V powietrzu gwarzą radośnie. 
Czy to już wiosna? Serce jej czeka, 
Śni nieustannie o wiośnie. 
Czy już zielone pola, dąbrowy? 
Czy czas wyruszać na boje? 
Jeszcze na błoniach lśni puch śniegowy. 
O! ucisz serce sny twoje. 
I ty, mój koniu, czekaj spokojny, 
Masz siano wonne we brogu. 
Lecz ty się z wiosną gotuj do wojny! 
Z orężem czekaj nas, wrogu! 
Mowa tu o tej wiośnie, od której zielenią się 
łąki i pola, ale także i o tej, od której szczęściem za- 
kwitają dusze ludzkie, o wiośrtie wolności. O tę wol- 
ność Mieczysław Romanowski miał już walczyć w bar- 
dzo niedługim czasie. 
W ciągu roku 1862 Romanowski zebrał mnóstwo 
swoich drobnych wierszy i wydał je razem w ksią- 
żeczce, której dał tytuł "Poezye". Książeczka ta wy- 
szła we Lwowie, a ostatni w niej wiersz był taki: 
Lećcie, me pieśni I niech wam towarzyszy 
Szczęśliwa gwiazda pod gościnne strzechy. 
Zwiastujcie burzę śród gniotącej ciszy, 
Smutnych pozdrówcie dźwiękami pociechy, 
Lećcie, witajcie ludzi po kolei, 
Jak ptactwo wiosny, okrzykiem nadziei. 
Może już innych pierś ma nie wyśpiewa, 
Może wy natchnień ostatnim wyrazem I
>>>
21 


Dni piorunowych serce się spodziewa, 
Stwardniała ręka tęskni za żelazem; 
W powietrzu słychać pobudkę na boje 1... 
już czas! już czas nam! - Lećcie, pieśni moje! 
O I gdyby kiedyś po złamaniu wroga 
Polskiej krainie zaśpiewać na chwałę L, 
Żegnajcie, pieśni 1... Przyszłość w ręku Boga 
Z sztandarów w pole patrzą orły białe; 
Wrzącym strumieniem krew po żyłach bieży, 
Łono przebiega dreszcz, lecz serce wierzy. 
jeśli polegnę, niechaj mi w nagrodę 
Za was nie kładą pamięci kamienia. 
Ziemią niech piersi przysypią mi młode; 
Mój kurhan niech mi trawa ozielenia, 
A gdy majowy deszcz ten kurhan zrosi, 
Niech nad nim ptak się jak mój duch unosi. 
W wierszu tym widoczne dla każdego przeczucie 
śmierci, które niestety Romanowskiego nie zawiodło. 
Nadszedł styczeń roku 1863. W dniu 22 tego 
miesiąca wybuchło powstanie pod panowaniem rosyj- 
skiem. Młodzież polska w Galicyi postanowiła two- 
rzyć oddziały, któreby braciom walczącym mogły 
pójść z pomocą. Jednym z pierwszych, którzy rwali 
się do walki, był Mieczysław Romanowski. 
Z końcem stycznia r. 1863 Romanowski pisał do 
brata swego Emeryka: "Kochany Emeryku! \V Ko- 
ronie (tj. Polsce, tak bowiem dawniej nazywano ziemie 
pol
kie w przeciwstawieniu do Litwy) powstanie! Ru- 
szamy w pochód. Przygotuj na to rodziców. Błogo- 
sław mi wraz z twą kochaną żoną, i módlcie się za
>>>
22 


mnie. Emeryku drogi! uściskaj ode mnie twoje dzieci, 
twą żonę, pożegnaj rodzinę całą, \vszystkich a wszystkich 
naszych... I d z i e m y p e ł n i ć n a s z ą p o w i n n o ś ć... 
Czytając ten list, zrób krzyż, Emeryku! A dobry anioł, gdzie- 
kolwiek będę, zaniesie ten krzyż na głowę twego brata". 
W kilka dni po napisaniu tego listu Mieczysław 
Romanowski wyjechał ze Lwowa, kierując się ku gra- 
nicy, ale w drodze w Artasowie został dnia 2 lutego 
ujęty przez władze austryackie i przywieziony do Lwo- 
wa, gdzie go osadzono w więzieniu. \V więzieniu 
przesiedział do dnia 4 marca r. 1863, poczem go 
skutkiem starań brata wypuszczono na wolność. Uwol- 
niony z więzienia Mieczysław Romanowski pojechał 
zaraz do ukochanych rodziców do Żukowa, a otrzy- 
mawszy błogosławieństwo od rodziców i rodziny, odje- 
chał dnia 7 marca do oddziału jednego z naj dzielniejszych 
i najzaclliejszych dowódców w roku 1863 Lelewela-Rore- 
lowskiego. Lelewel-Borelowski odrazu polubił serdecznie 
Romanowskiego i zamianował go swoim adjuiantem. 
\V pierwszych dniach kwietnia r. 1863 Romanowski 
był jeszcze we Lwowie, gdzie wysłano go w rozmaitych 
interesach. Wrócił do oddziału w dniu 17 kwietnia. 
Lelewel-Borelowski walczył w okolicy Łukowa 
w Królestwie Polskiem. Między Łukowem a Zamchem 
Lelewel, atakowany przez 600 piechoty moskiewskiej 
i 200 koni, przyjął bitwę i odniósł zwycię
two. Mie- 
czysław Romanowski nie posiadał się z radości z .powodu 
tego zwycięstwa. Była to już ostatnia radość w jego źyciu. 
W piątek dnia 24 kwietnia w r. 1863 Lelewel 
znowu walczył z Moskalami w lasach obok Józefowa, 
osady nad rzeką Nepryszką w powiecie .biłgorajskim,
>>>
23 


odległej przeszło 100 kiiometrów od Lublina, a około 
60 kilometrów od Zamościa. Oddział Lelewela- Bore- 
lowskiego miał wtedy 260 ludzi, a wojsko moskiew- 
skie, które go ścigało, liczyło kilka tysięcy żołnierzy. 
Kiedy Lelewel już w nocy z czwartku na piątek dowie- 
dział się, że Moskale są niedaleko, kazał podwoić straże i po- 
gasić ogniska, a wojsko polskie w pogotowiu do wymar- 
szu zbronią wręku i w tornistrach przepędziło resztę nocy. 
Lelewel powziął zamiar ud(;:rzenia w nocy na 
Moskali i w tym celu wysłał kilku żołnierzy dla roz- 
patrzenia, gdzie i jak Moskale stoją. 
Towarzyszący tym żołnierzom oficer drugiej strze- 
leckiej kompanii, Oraczewski, podsunąwszy się pod 
sam obóz Moskali, przekonał się, że przy środkach 
ostrożności, jakie Moskale tam zachowali, niepodobna 
było uberzyć na nich z korzyścią. Dlatego Lelewel 
zaniechał zamiaru poprzedniego, a postanowił usunąć 
się z dotychczasowego stanowiska. 
Rzeczywiście około godziny 3 rano wojsko pol- 
skie wymaszerowało i około godziny 8 przybyło pod 
Józefów, gdzie dzień przepędziło spokojnie, nie wie- 
dząc nic o ruchach nieprzyjaciela. 
Około godziny 5 wieczorem, kiedy cały prawie 
obóz polski był pod bronią, bo była to godzina ćwi- 
czeń wojskowych, wojsko polskie usłyszało w odda- 
leniu około 500 kroków, znany dobrze okrzyk wo- 
jenny moskiewski: "hurra". Powodem tak wczesnego 
okrzyku było zamordowanie przpz Moskali straży (pi- 
kiety) polskiej, która nie była dość czujną, albowiem 
wystrzałem nie zawiadomiła obozu o zbliżaniu się nie- 
przyjaciela. Był wprawdzie rozkaz, aby, jeżeli można,
>>>
, 


24 


nie strzelać, a ostrzedz obóz cicho, jednak w tym wy- 
. 
padku, wystrzał powinien był być użytym jako znak 
niebezpieczeństwa (sygnał). Lelewel-Borelowski szybko 
ustawił wojsko polskie do boju. Druga kompania 
strzelców zajęła lewe skrzydło, pierwsza środek i pra- 
we, a ostatnia zajęła stanowisko już w czasie bitwy. 
Moskale, którzy, jak powiedzieliśmy, byli w liczbie 
kilka razy większej, niż Polacy, poczęli razić wojsko 
polskie ogiem karabinowym, którego wojsko polskie 
nie mogło wytrzymać. Pierwsza kompania, nie zdą- 
żywszy rozwinąć się w szereg, pod uderzeniem kul 
moskiewskich złamała się i cofnęła. To było hasłem 
do ogólnego odwrotu Polaków, którzy tym razem 
bitwę przegrali. \V ojsko polskie uszło, pozostawiając 
na placu _ boju rannych, których Moskale podobijali. 
Między poległymi znalazł się także M i e c z y s ł a w 
R o m a n o w s k i, który padł ugodzony kulą w czoło. 
Moskale pastwili się dnia tego nie tylko nad rannymi, ale 
nawet nad trupami powstańców, szczególnie zaś nad tru- 
pem Romanowskiego, który w tej bitwie walczył, jak lew. 
Są pisarze, którzy co innego robią sami, a co 
innego piszą tak, jak są ludzie, którzy sami czynią 
inaczej, niż uczą swoich bliźnich. Do iakich Mieczy- 
sław Romanowski nie należał. \Vierszami swoimi za- 
chęcał rodaków do miłości Ojczyzny i sam ją całem 
swojem sercem gorącem miłował, a tę miłość stwier- 
dził śmiercią bohaterską. T o też pamięć jego żyć bę- 
dzie w ach polskich, póki one bić będą. 
(.....łr.
*ii
 

 '
t
 
 
(;) & 
; 

 e61r.. 'i
. 
 
r.t 7;,;:. "'- ? -- ......... --'- -- 

 
 
: -- ---- --..; -- 

 ./",# 

 '
 . 
,.
 A
 
6-7%8 ..p--: 


. 


r: 
,;
>>>