Promocje Pomorskie 1999 nr 5

WYZSZA SZKOlA PEDAGOGICZNA 


I:.UCJA MARIA 
SZEWCZYK 


. ",'. ., 
. 


.... ..'.. 


P od koniec 1998 roku ukazala siC; drukiem 
rozprawa Zofii Kaletowej Nazwisko w kul- 
turze polskiej (Warszawa 1998). Jednym z za- 
gadnieii, ktoremu autorka poswic;cila odrc;bny 
rozdziat jest problem wartosci kulturowej na- 
zwiska w dawnej i dzisiejszej Polsce. Ta nauko- 
wa refleksja dostarcza argument6w i wniosk6w 
intuicyjnym, potocznym obserwacjom i przeko- 
naniom, wywodzilcym sic; z doswiadczeii spo- 
lecznych kazdego z nas na temat wartosci kul- 
turowej nazwisk, jakie nosimy. Poznajmy wic;c 
najwazniejsze tresci, jakie na ten temat przyno- 
si ksil\zka Z. Kaletowej. 
Wartose kulturowa nazwiska dawn ego, zwy- 
czajowego i wsp6lczesnego - zdaniem Zofii Ka- 
letowej - tkwi w tym, ze w przeszlosci bylo ono 
instytucjl\ prawa zwyczajowego, a dzisiaj jest in- 
stytucjl\ prawa stanowionego. Prawo natomiast 
sarno w sobie jest skladnikiem kultury. Z kolei 
wartosci kulturowe Sl\ bardzo wazne w kontek- 
scie rozwazan nad nazwiskiem jako wartoscill 
kulturow\. W tym miejscu dotykamy niezwy- 
kle waznej i nielatwej problematyki aksjologiez- 
nej, kt6ra domaga sic; przedstawienia choeby 
najwazniejszych rozstrzygnic;e specjalist6w r6z- 
nych dziedzin wiedzy (filozofowie, psycholo- 
dzy, jezykoznawcy, aksjolodzy) dotycZ\cych ty- 
pologii wartosci: M. Scheller umieszcza warto- 
sci kulturowe wsr6d duchowych. Roman Ingar- 
den w wyodrc;bnionych wartosciach kulturo- 
wych dostrzega wartosci estetyczne, poznawcze 
i socjalne, w tym obyczajowe. Jadwiga puzyni- 
na twierdzi, ze w wc;zszym znaczeniu takze 
wartosci moraine naIez\ do wartosci kulturo- 
wych. Typologil\, w kt6rej wprost m6wi siC; 0 
wartosciach kulturowych jest typologia M. Ro- 
keacha. Zofia Kaletowa uwaza, ze do wartosci 
kulturowych nalezll wartosci moraine, obycza- 
jowe oraz estetyczne, prawo, a takze wartosci 
nalezl\ce do sfery wytwor6w dzialalnosci czlo- 
wieka, czyli dobra wsp61ne ludziom, takie jak 
na przyklad skarby sztuki lub instytucje, kt6re 
uwazane Sl\ za korelaty kultury. 
Sposoby wyrazania wartosci Sl\ zr6znicowa- 
ne, na przyklad wartosci moraine wyrazane Sll 
czc;sto za pomocll metafor, frazeologizm6w i 
symboli. Szczeg61na rola przypada nazwom 
osobowym, rzadziej miejscowym jako okreslo- 
nym znakom symbolicznym w wyrazaniu war- 
tosci moralnych, np. Sokrates to symbol pra- 
wosci i odwagi cywilnej, Hitler i Stalin, OswiC;- 
cim to symbole ludob6jstwa, Waterloo - sym- 
bol klc;ski. 


Dr hab. lUCJA MARIA SZEWCZYK, prof. 
Wyzszej Szkoly Pedagogicznej w Bydgoszczy, 
kierownik Zakladu J4i!zykoznawstwa Dlachro- 
nicznego. 


8 
.J;):;
 Nr 5/99 


Wartose kulturowa nazwiska przejawia sic; 
przede wszystkim w instytucji prawa. Warto 
przypomniee, ze juz w XV wieku istnialy w 
Polsce poczlltki nazwiska zwyczajowego, kt6re 
bylo instytucjll prawa zwyczajowego, jedynego, 
jakie wowczas istnialo, a prawo zwyczajowe, 
podobnie jak stanowione jest wartoscil kultu- 
rowll. W drugiej polowie XV wieku zacz\1 sic; 
rozwijae wSr6d szIachty polskiej zwyczaj obej- 
mowania nazwiskiem ojca - dzieci i zony oraz 
dziedziczenia nazwiska ojca przez dzied. Na- 
zwisko zwyczajowe jako instytucja prawa zwy- 
czajowego bylo wartoscil\, by to wyrazem trady- 
cji wsp61nego pochodzenia i wic;zi rodzinnych. 
Posiadanie takiego samego nazwiska, jak inni 


sarno waZne, jak oceny i opinie, kt6re for- 
 
mulujl\ 0 nas inni ludzie, r6wniez ze wzglc;du 
na naszl\ rodzinc;, nar6d (np. na emigracji). 
Osiemnastowiecznym dowodem traktowania 
nazwiska jako wykladnika wartosci moral- 
nych czlowieka i jego rodziny jest przewidzia- 
na przez Kodeks Zamoyskiego kara w posta- 
ci u traty nazwiska przez rodzinc; w wypadku 
popelnienia lub usilowania dokonania prze- 
stc;pstwa: - Familia imi(l domu i herb swoj tra- 
ci dawny, atoli miec inny b(?dzie, jaki jej dac 
Zwierzchnosci prawodawczej b(?dzie podoba- 
10. Idea utraty nazwiska podobnie jak konfi- 
skata ziemi, opiera sic; na rozumieniu nazwi- 
ska jako posiadanego dobra, dobra duchowe- 


Nazwisko jako wartosc 
kulturalna 


czlonkowie rodziny wyplywalo nie tylko z po- 
trzeby dokladniejszego identyfikowania ludzi 
w rozwijajl\cym sic; spoleczeiistwie polskim, ale 
takze ze stosunku emocjonalnego, z roli, jakl\ 
rodzina odgrywala w iyciu spoleczno-politycz- 
nym, a ojciec w rodzinie. 6w zwyczaj stal sie 
podstawl\ prawnej koncepcji nazwiska pod ko- 
niec XVI wieku i pocZ\tku nazwiska jako in- 
stytucji prawa stanowionego pod koniec XVIII 
wieku. W XVIII stuleciu bowiem nazwisko pol- 
skie, gl6wnie szlacheckie i os6b nobilitowa- 
nych, objc;te zostalo po raz pierwszy regulacjl\ 
prawnll w Kodeksie Zamoyskiego (1764), kto- 
ry jednak nie zdllZyl wejse w iycie z powodu 
rozbior6w Polski. Nazwisko odczuwane by/o 
jako tak rozumiany nosnik bliskosci rodzinnej, 
wspolnoty, aprobaty swoich, przynaleznosci, 
identyfikacji, odr6zniania obcych zanim jesz- 
cze zostalo ono objc;te przepisami i ochronl\ pra- 
wa stanowionego i zanim pojecie nazwisko za- 
czelo funkcjonowae w znaczeniu bliskim wsp6t- 
czesnemu. Pojmowanie nazwiska jako swiadec- 
twa wsp61noty rodu dokumentuje Slownik sta- 
ropolski j(lzyka polskiego, gdzie nazwisko wy- 
raia termin imic;. 
Wsp6lczesne prawo polskie traktuje na- 
zwisko jako dobro osobiste czlowieka, czyli 
jego wartose. Nazwisko jest dobrem w po- 
dw6jnym znaczeniu: jako wyraz, kt6ry sym- 
bolizuje osobc;. Kazdy z nas posiada nazwi- 
sko i uzywa go. Nazwisko jest jednak dobrem 
uzytkowym, ktore nie nalezy do sfery d6br 
materialnych, lecz duchowych. Stl\d wyply- 
wa drugie rozumienie nazwiska jako warto- 
sci duchowej, moralnej, a takze estetycznej. 
Nazwisko uwiklane jest w ocenc; i wartoscio- 
wanie kazdego z nas, gdyz reprezentuje ono 
czlowieka na zewn\trz. Na poczl\tku XX wie- 
ku J. Sadowski pisal: - Nazwisko jest znakiem 
reprezentacyjnYI1l czlowieka, etykietq jego oso- 
by (...). Nazwisko jest poniekqd symbolem ro- 
dZiny, jej cecha zewn(?trzna. Lqcznikiem 
wszystkich jej czlonk6w, a prawo do nazwi- 
ska jest prawem najosobistszym, jakie istniec 
moie i l1la za przedl1liot obraz, a raczej cien 
osoby ludzkiej. Nazwisko jest dla kazdego tak 


go. Sil dowody na to, ze nazwisko bylo poj- 
mowane jako nosnik wartosci moralnych juz 
w XV wieku. 
Fakt, ze ocena czlowieka wyra:iata sie i wy- 
raia do dzis przez nazwisko, kt6re go reprezen- 
towalo i reprezentuje w kontaktach ze swiatem, 
stal sic; ir6dtem metaforycznego znaczenia slo- 
wa imic; opinia. N azwisko bylo i nadal jest waz- 
nym elementem tozsamosci moralnej jego no- 
siciela w obyczajowosci i kulturze polskiej od 
pocz\tku wieku XV az do czas6w wsp6lcze- 
snych. 
Nazwisko nie ma znaczenia stownikowego, 
ale ma znaczenie asocjacyjne, ktore od najdaw- 
niejszych czas6w w znacznym zakresie opiera 
sic; na wartosciowaniu czlowieka ze wzglc;du na 
jego cechy moraine. Skojarzenia wartosciujllce, 
jakie mozna miee z danym nazwiskiem, wyni- 
kaj\ z oceny moralnej nosiciela nazwiska w 
kategoriach: dobry albo zly (moralnie). Warto- 
sciowanie takie uwzglc;dnia nierzadko r6wniez 
cechy umyslowe, estetyczne czlowieka oraz jego 
pozycjc; spolecznl\. 
Wartosciowanie moze tez dotyczye samej 
formy lub brzmienia nazwiska, zwlaszcza w 
przypadku nazwisk utworzonych od wyraz6w 
pospolitych, poniewaz zachowujl\ one niekie- 
dy w tie pejoratywne znaczenie apelatywne. W 
taki wlasnie spos6b dokonuje sic; negatywne 
wartosciowanie nosiciela nazwiska - poprzez 
negatywne skojarzenia z pierwotnym znacze- 
niem wyrazu pospolitego, stanowil\cego jego 
podstawe, np. w wypadku nazwiska Baran. 
Cechy przypisywane desygnatom wyrazow po- 
spolitych przenosi sic; na nosicieli nazwisk na 
podstawie rzeczywistego lub wyimaginowane- 
go podobieiistwa, czyli drogl\ metafory. Warto- 
sciowanie posluguje siC; takze metonimil\, przy- 
kladem nazwa osobowa Noga. Nazwiska tego 
typu na tie polskich standard6w kulturowych 
wyraialy najczc;sciej anty-wartosci, dotycZl\ce 
sfery moralnej, estetycznej albo postaw i zacho- 
waii. Pojc;ciami z zakresu moralnosci nazywa- 
jl\cymi postawy i cechy ludzkie, gwarantujllcy- 
mi dzialanie dla dobra og61nego Sl\ odwaga: ho- 
nor, poczucie wlasnej godnosci, wiernosc sobie.
>>>
POLSZCZVZNA 


Byly one takze cechami kultury szlacheckiej, 
szlacheckich idealow i wzorcow osobowych, do 
ktorych nalezaly: poczucie honoru i godnosci 
osobistej oraz odwaga. Tak rozumiana ocena 
moralna czlowieka juz w XV wieku rozci'lga siC; 
na nazwisko, kt6re wowczas nazywano imie- 
niem. D1atego stalo siC; ono elementem zwi\Z- 
k6w wyrazowych, np. Slownik polszczyzny XVI 
wieku notuje w haSle imic;: Jui twoje imi(? nigdy 
nie zaginie (Rej z Psalterza), Wielu slawa i do- 
bre imi(? ai po dzis dzien z wielkq pochwalq sly- 
nie (ReD, Dobrego iywota jest liczba (niewiel- 
ka) dn
 ale dobre imi(? zostanie na wieki (Leopo- 
lita). Ostatni cytat mowi 0 tym, ze dobra opinia 
o czlowieku byla podobnie traktowana jak war- 
tosci transcendentne, ponadczasowe. Zwr6emy 
uwage na to, Ze te same wyrazy wartosciujl\ce, 
Il\czl\ siC; w grupy z wyrazem imie, w kt6re ll\czl\ 
siC; slawa czlowiek czy rodzina. Mechanizmem, 
kt6ry te poll\czenia umozliwia, jest metonimia: 
imic; - nazwisko traktowane jest jako "czc;se" 
czlowieka. Inne wyrazy wartosdujl\ce, ll\czl\ce 
siC; z okresleniem imic; mozna poll\czye z wyra- 
zami opinia lub slawa, ktore stanowil\ przeno- 
sne znaczenia imienia: imic; chwalebne, slawne, 
tak sarno jak chwalebna opinia, czy slawa. Ze 
znaczeniami wyrazu imic; opinia, slawa ll\czl\ siC; 
rowniez wyrazenia: imic; slynie, roznosi siC;, tak 
jak roznosi siC; slawa, czese, dobra opinia 0 czlo- 
wieku. Slownik polszczyzny XVI wieku notuje na- 


stc;pujl\ce szeregi wyrazowe: imic; i slawa, imic; i 
chwala. NOWIl wartose nadaje wyrazowi imic; ze- 
stawienie z przymiotnikiem polski i rzeczowni- 
kiem nar6d: imi(? polskie i nar6d wszystek polski 
wyscinali (Orzechowski); zestawienie imic; pol- 
skie zastc;puje nazwy etniezne Polska i Polacy. 
Znaczenie takie potwierdza J. Ch. Pasek: tytulo- 
wac si(? imieniem narodu polskiego to znaczy 
nazywac si(? Polakiem. 
Na przeciwleglym biegunie skali wartoscio- 
wania zwil\zanego z nazwiskiem znajdujemy - 
zle imic;: Lecz wy tych dochodow, ktorych mni- 
szy utywajq, sobie wir;cej iyczqc, im nienawisc i 
zle imi(? u ludzi czynicie (Wujek). Pejoratywnie 
wartoSciujl\cy przymiotnik zly jest wykladnikiem 
negatywnie ocenianego czlowieka. Dobre imic; 
mozna strade tak, jak mozna stracie dobrll opi- 
nic; i powaianie: Jeslii tedy malarz. Co ma dobre 
tarby, na malowaniu chramie, a obraz6w nie do- 
brze stawia, imi(? swe traci i upuszcza (Gliczner, 
XVI w.). Przyklady te swiadczll 0 pojmowaniu 
w Polsce nazwiska jako wartOSci moralnej trwal- 
szej i wazniejszej niz zyde oraz 0 wadze, jakl\ 
przywil\zywano do dobrego imienia czlowieka i 
calej jego rodziny, poczl\wszy od XV wieku. Z 
imieniem-nazwiskiem zwi\Zana byla wartose 
spolecznego uznania wynikajl\ca z prestizu spo- 
lecznego i slawy. Dla kultury polskiej wazne jest, 
ze taki stosunek do nazwiska jest nadal aktual- 
ny. Swiadectwem owej aktualnosd jest oparte 


na metaforze pytanie 0 nazwisko:Jakgodnosc?, 
w ktorym nazwisko jest utoZsamiane z godno- 
scil\ czlowieka. Na poczl\tku XX wieku m6wio- 
no 0 swic;tych nazwiskach zasluzonych Polak6w: 
Chopin to takie swi(?te imi(? jak Kosciuszko, ta- 
kie jak Mickiewicz(Zeromski). Byly wic;c nazwi- 
ska wielkich Polakow rozpatrywane w katego- 
riach sacrum. Z badan ankietowych 20fii Kale- 
towej przeprowadzonych w roku 1997 wynika, 
ze dla wiekszosci respondentow nazwisko jest 
wartoscil\kulturowl\. Wspolczesni Polacy majl\ 
swiadomose tego, ze ich nazwisko jest wyklad- 
nikiem wartosci moralnych czlowieka i dziedzic- 
twem etnicznym, stl\d wic;kszose nie chcialaby 
zmienie polski ego nazwiska na obce, w wypad- 
ku emigracji. Rowniez dla wiekszosci nazwiska 
slawnych Polak6w - Kopernik, Chopin, Mickie- 
wicz pozostajl\ nadal swic;te, traktowane w kate- 
gorii sacrum. 
Wspolczesnie, w czasach rozwoju nauki i 
techniki, waine Sl\ i podlegajl\ ocenie takZe 
wartoSci duchowo-intelektualne, takie jak kom- 
petencja, inteligencja, racjonalnose, szerokosc 
horyzont6w myslowych, kreatywnose, czyli 
wszystko, co sklada siC; na osobowose czlowie- 
ka. Nosnikiem dodatnich lub ujemnych ocen 
w odniesieniu do wymienionych wartosci jest 
zawsze nazwisko, nazywajl\ce i wyr6zniajl\ce 
czlowieka w krc;gu spolecznym we wlasnym 
kraju i poza jego granicami. 0 


DOKONCZENIE ZE STRONY 7 


archaicznego okolo 150 tys. lat temu wzil\l po- 
cZl\tek Homo sapiens neanderthalensis i z dru- 
giej galezi, okolo 30 tys. lat temu w Europie (lub 
40 tys. lat temu w Afryce), wywi6dl siC; Homo 
sapiens sapiens, czyli czl"wiek wspolczesny, 0 
pojemnosci puszki m6zgowcj 1000 do 2000 cm 
szesc. Przy czym uwaza siC;, ze wszystkie stadia 
ewolucji mialy miejsce jedynie na obszarze Sta- 
rego Swiata, a pierwsi ludzie przybyli do No- 
wego Swiata (pojc;cie obejmujl\ce obszar obu 
Ameryk) okolo 12 tys.lat temu (niekt6rzy uwa- 
zajil, ze 25 tys. lat temu) z Syberii. 
Znaleziska kwestionujl\ce wsp61czesne pogll\- 
dy ewolucyjne zostaly sumiennie zewidencjono- 
wane i szczegolowo opisane w ksil\Zce Michaela 
A. Cremo i Richarda L. Thompsona pt. Ukryta 
historia czlowieka. Zakazana archeologia, wyda- 
nej w 1996 roku i przetlumaczonej na jc;zyk pol- 
ski w 1998 roku. Ksil\zka ta zdobyla ogromne 
uznanie naukowcow z r6Znych czeSci swiata. Na 
przyklad dr P.E. Johnson wyrazil siC; tak Zdu- 
miewajqco kompletny przeglqd wszelkich znale- 
zisk dotyczqcych poczqtk6w ludzkiego gatunku, 
wlqcznie z materialami, kt6re zlekcewaiono, po- 
niewai nie pasujq do dominlljqcego paradygma- 
tu. A dr Virginia Steen-McIntyre, geolog, nie kry- 
je entuzjazmu: Co za olSniewajqce dzielo! Nie zda- 
walam sobie sprawy jak wiele jest danych i sta- 
nowisk prehistorycznych, ktore nie pasujq do 
wsp61czesnych koncepcji 0 ewolucji ludzkiego 
gatunku (...). Nie istnieje iadna inna ksiqika 0 
takim znaczenill, To wspaniale irodlo wiedzy, 
"Zakazana archeologia" przypomina nal1l, ie za 
bardzo upraszczamy lub zapominamy 0 poj(?cio- 


wej zloionosci, kt6ra stoi za takimi terminami 
jak "fakt" czy "dane" -oto fragmenty innych wy- 
powiedzi. 
W "Zakazanej archeologii" przytoczono bill'- 
dzo obszemy i wnikliwy materia! dowodowy 
na teze. iz nie ma wystarczaj
co pewnych 
wia- 
dectw na poparcie ewolucyjnej koncepcji po- 
chodzenia czlowieka. Znacznie wiecej jest na- 
tomiast dowod6w, w dodatku solidnie zreali- 
zowanych, na to ie czlowiek nie byl poprzedzo- 
ny jak
olwiek sekwencj
hominid6w,lecz ist- 
nia! i istnieje r6wnoczdnie z istotami malpo- 
kszta!tnymi. Bowiem narzc;dzia paleolityczne 
znajdowano w pokladach skal zdecydowanie 
starszych niz najwczesniejsze hominidy, np. w 
Baraque Michel (Belgia) - 26-54 mln lat, w Cler- 
mont (Francja) - 50-55 mln lat, w Argentynie- 
5-12 mln lat, a takZe narzedzia doskonalsze - 
neolityczne, np. na wzg6rzu Tuolumne Table 
(Kalifornia, USA) - 33-55 mln lat. Do bardzo 
starych zabytk6w, bc;dl\cych dzielem czlowie- 
ka 0 kulturze nie nizszej niz wspolczesna, nale- 
Zl\: zloty lancuszek, 0 dlugosci 25 cm, znalezio- 
no w stanie Illinois i datowany na 260-320 mln 
lat oraz zlota nie w kamieniu, znaleziona w 
Tweed (Anglia), datowana na 320-360 mln lat. 
Najstarsze, a zatem i najmniej zgodne z "fakta- 
mi" ewolucji, Sl\: metaliczny wazonik ze stanu 
Massachusetts w USA, Iiczl\CY sobie ponad 600 
mln lat oraz metaliczna kula z trzema r6wnole- 
glymi zlobinami, biegnl\cymi dookola jej naj- 
wic;kszej szerokosci, datowana na - bagatelka 
- 2,8 miliarda lat temu! Najstarszy szkielet czlo- 
wieka znaleziono w stanie IIIionis, USA, i da- 
towano go na 286-320 mln lat. 
Ksil\zka Cremo i Thompsona jest ponadto 


wymownym przyczynkiem do zadumy nad spo- 
lecznym procesem "fiItracji wiedzy", polegajl\- 
cym na ignorowaniu, przemilczaniu lub celo- 
wym odrzucaniu dowod6w i opinii niezgod- 
nych z preferowanym paradygmatem wiedzy. 
Odslania mroczne tuneIe nieuczciwosci w pro- 
wadzeniu badaii naukowych oraz w interpre- 
tacji ich wynikow. Wystarczy przypomniee 
"prawdy" nauk spolecznych, zwlaszcza histo- 
rii, z niedawnych naszych czasow "jedynie 
slusznego" myslenia i dzialania. SI\ tez przypad- 
ki zastoju i pomylek w naukach nie wynikajl\- 
ce ze zlej woli. Na przyklad 0 rybie latimeria 
sl\dzono, iz wymarla jakies 200 miIion6w lat 
temu, a tymczasem wylowiono jl\ u wybrzezy 
poludniowej Afryki w roku 1938. ptaka z Ber- 
mudow, 0 nazwie petrel, uwaiano za gatunek 
wymarly od przeszlo trzech wiek6w, a w roku 
1951 grupa zoolog6w amerykanskich natrafila 
na jego gniazda na drobnych wysepkach w po- 
blizu Castle Harbour, w dodatku zlapano zyw- 
cern pic;e ptak6w, ktorym nalozono obrl\czki i 
wypuszczono je na wolnose. 
Istnieje tei zjawisko, okrdlane swoistym 
naciskiem teorii na do
wiadczenie. Na przyldad 
z teorii Newtona wyplywa!a sugestia, ii miedzy 
Merkurym a SIOJkem jest jeszcze jedna plane- 
ta. I to planeto dwukrotnie odkryto, ch
 wie- 
my do dzisiaj, ie nie istnieje. 
W nawillZ8J1iu do gl6wnego w
tku my
e. ie 
nacisk teorii ewolucyjnej na nasze do
wiadcze- 
nie z dzielem Stw6rcy na tyle zelZal ostatnio, ii 
bez ZaIu moiemy wzb\c rozw6d z malp
. I wr6- 
cic, niczym marnotrawni synowie i c6rki, do 
Adama i Ewy. 


MIECZYSLAWWOJTASIK 


Nr5/99 

 9
>>>
AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J.J. SNIADECKICH 


ANTONI BUKALUK 


A d momentu zapoczl\tkowania przeksztal- 
ceii ustrojowych i ekonomicznych w Pol- 
sce szkolnictwo wyzsze przebylo rowniez okres 
transformacji programowych i organizacyj- 
nych. W poczl\tkowym stadium przemian wy- 
dawalo siC;, ze nowe warunki ekonomiczne 
spowodujl\ w uczelniach koniecznose wprowa- 
dzenia zasadniczych zmian zarowno w zakre- 
sie poziomu ksztalcenia, jak tez jakosci ofero- 
wanych uslug badawczych i dydaktycznych. 
Szybko okazalo siC;, ze w wiC;kszosci przypad- 
kow wymagania ze strony administracji, wladz, 
przedstawicieli przemyslu, jak teZ podmiotow 
gospodarczych nie SI\ zbyt wysokie. Przedsta- 
wicieli administracji i wladz interesowalo nie- 
mal wyll\cznie zwic;kszenie za pomocl\ wszel- 
kich mozliwych srodkow Iiczby studiujl\cych, 
aby z jednej strony zmniejszye w ten sposob 
poziom bezrobocia wsrod mlodziezy, z drugiej 
zaS zwic;kszye odsetek ludzi posiadajl\cych wy- 
zsze wyksztalcenie. Tego rodzaju nastawienie 
znalazlo odzwierciedlenie w sposobie finanso- 
wania szkol wyzszych, premiujl\cym przede 
wszystkim wzrost Iiczby studentow. Trudno 
kwestionowae przyjc;cie takiej koncepcji w sy- 
tuacji, gdy procentowy udzial osob legitymu- 
jl\cych siC; wyzszym wyksztalceniem w Polsce 
byl jednym z najnizszych w Europie. Wydaje 
sie jednak, ze mechaniczne zwic;kszanie Iicz- 
by studentow na wszystkich bez wyjl\tku kie- 
runkach studiow, bez bardziej wnikliwej ana- 
lizy tresci oferowanych programow nauczania, 
bylo rozwil\zaniem najprostszym, ale nie za- 
wsze najlepszym z punktu widzenia rozwoju 
kraju. W tej kwestii pozostawiono jednak cal- 
kowitl\swobodC; uczelniom, ktore w rozny spo- 
sob tc; mozliwose wykorzystaly, cedujl\c spra- 
wc; wyboru kierunku oraz przyszlego zatrud- 
nienia w oparciu 0 uzyskane na studiach umie- 
jc;tnosci na swoich studentow. 
Polityka finansowa Ministerstwa Eduka- 
cji oraz chc;e zaspokojenia popytu na absolwen- 
tow niektorych "modnych" kierunkow i specjal- 
nosci sprawily, ze obecna struktura ksztalcenia 
w uczelniach polskich znacznie odbiega od pro- 
porcji, jakie wydajl\ siC; bye rozsl\dne z punktu 
widzenia wymagan rynku pracy w perspekty- 
wie kilku lat. Trudno wyobrazic sobie, by przy- 
szle spoleczeiistwo mialo skladae sic; niemal 
wyll\cznie z prawnikow, ekonomistow, specja- 
Iistow od marketingu i ochrony srodowiska. 
Nalezy rowniez miee pewne wl\tpliwosci, czy 
program i poziom ksztalcenia w wymienionych 
specjalnosciach pozwoli w przyszlosci ich ab- 
solwentom na elastyczne dostosowanie siC; do 
przyszlych potrzeb zatrudnienia. 
Obecnie przyjeta filozofia dzialania, do- 
minujl\ca w wiC;kszosci instytucji zajmujl\cych 
siC; procesem ksztalcenia, moze zostae w naj- 
bliZszych latach dodatkowo poddana weryfi- 


Dr hab. inz. ANTONI BUKALUK, prof. ATR, 
dyrektor Instytutu Matematyki i Fizyki Akade- 
mii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy. 


10 

I Nr5/99 


kacji przez koniecznose zmierzenia siC; z wy- 
maganiami krajow Unii Europejskiej. Wiele 
uczelni i instytucji oswiatowych zdaje sobie 
obecnie sprawc; z tego, ze ksztalcenie przy- 
szlych specjalistow bc;dzie wymagalo zrewido- 
wania wielu obowil\zujl\cych do tej pory po- 
gll\dow dotyczl\cych programow studiow, jak 
tez zastanowienia siC; nad nowl\ koncepcjl\ pro- 
cesu ksztalcenia. Wydaje sie, ze przyszly rynek 
pracy bc;dzie w coraz wic;kszym stopniu prefe- 
rowal tych absolwentow, ktorzy bC;dl\ w stanie 
w sposob tworczy samodzielnie poll\czye i za- 
stosowae wiadomosci w czc;sto bardzo odle- 
glych dziedzinach. Wymagania te sprowadza- 
jl\ siC; do nadania obecnym programom studiow 
charakteru interdyscyplinarnego, do przyjecia 
koncepcji ksztalcenia w zakresie bardziej ogol- 


potrzeb rynku pracy Bydgoszczy i regionu. 
DziC;ki posiadanym kontaktom naukowym z 
wieloma osrodkami zagranicznymi dokonali- 
smy rownieZ przegll\du oferowanych przez 
nich specjalnosci. Po przeprowadzeniu 
wszechstronnej analizy postanowilismy wy- 
brae kierunek "fizyka techniczna" i specjal- 
nose "fizyczne miernictwo komputerowe". 
Podobnl\ specjalnose - "technologic; po mia- 
row" prowadzily m.in. uniwersytety w Szwe- 
cji, Francji i w Niemczech. Cechl\ wyroznia- 
jl\cl\ proponowanej przez nas specjalnosci 
mialo bye zapewnienie przyszlym absolwen- 
tom dobrego przygotowania w zakresie prze- 
prowadzania pomiarow metodami fizycznymi 
w oparciu 0 zastosowanie technik kompute- 
rowych i wyspecjalizowanych metod opraco- 


Wsp61praca europejska 


nym, nastawionym na rozwil\zywanie proble- 
mow, a nie na encyklopedyczne przekazywa- 
nie wiedzy w wl\sko wybranej dziedzinie, Wiek- 
szose obowil\zujl\cych obecnie program ow stu- 
diow ma charakter calkowicie odmienny. 
Od samego poczl\tku przemiany zacho- 
dZl\ce w Europie Wschodniej byly, wbrew obie- 
gowym pOgll\dom wielu srodowisk w Polsce, z 
wielkl\ zyczliwoscil\ obserwowane przez kraje 
Wspolnoty Europejskiej. Ich rola nie sprowa- 
dzila siC; jedynie do biernej obserwacji, gdyz 
od samego poczlltku w aktywny sposob wll\- 
czyly siC; one w finansowanie tych przedsic;- 
wziee, ktore zmierzaly do transformacji ustro- 
jowych, gospodarczych i oswiatowych krajow 
bylego bloku wschodniego. Powstal fundusz 
pomocy PHARE, ktorego istotnym elementem 
stal siC; program TEMPUS, nastawiony na re- 
strukturyzacjc; szkol wyzszych, bc;dl\cy wspar- 
ciem dla uczelni i instytucji oswiatowych, ma- 
jl\cych zamiar w sposob aktywny zreformowae 
istniejl\ce programy studiow. Zasadniczym ce- 
lem programu TEMPUS bylo wspieranie refor- 
my szkolnictwa wyzszego w krajach Europy 
Srodkowo-Wschodniej poprzez finansowanie 
tych kierunkow i form ksztalcenia, ktorych 
rozwoj w opinii ekspertow Wspolnoty Euro- 
pejskiej byl szczegolnie godny poparda. Jako 
koordynator jednego z wiC;kszych realizowa- 
nych w latach 1995-98 w Polsce projektow 
TEMPUS-a chcialbym podzielie siC; swoimi 
uwagami i wraieniami dotyczl\cymi zarowno 
samego projektu, jak teZ pozytywnymi impli- 
kacjami, bc;dl\cymi konsekwencjl\jego realiza- 
cji. 
Na pocZl\tku lat 90. pracownicy Insty- 
tutu Matematyki i Fizyki ATR w Bydgoszczy 
postanowili w bardziej aktywny sposob wll\- 
czye siC; w proces ksztalcenia studentow przez 
powolanie samodzielnego kierunku studiow. 
Moment powolania kierunku zostal poprze- 
dzony wnikliwl\ analizl\ stanu wlasnej kadry 
akademickiej, mozliwosci wykorzystania 
umiejc;tnosci pracownikow i bazy laboratoryj- 
nej innych jednostek Akademii Techniczno- 
Rolniczej oraz analizy obecnych i przyszlych 


wania wynikow. U podstaw powstania kierun- 
ku i proponowanej specjalnosci lezalo prze- 
konanie, ze w dobie powszechnego zastoso- 
wania komputerow we wszystkich niemal 
dziedzinach ludzkiej aktywnosci, szczegolnie 
istotne jest uniwersalne przygotowanie spe- 
cjalistow, ktorzy posiadaliby poglc;bionl\ wie- 
dzC; z zakresu matematyki, fizyki, informaty- 
ki i elektroniki oraz potrafiliby posiadane 
umiejc;tnosci praktycznie wykorzystae tam, 
gdzie specjalisci z innych dziedzin nie zawsze 
trafnie potrafil\ okreslie i rozwil\zae problem. 
W ramach poszczegolnych dyscyplin 
nauk technicznych od lat istniejl\ specjalnosd 
zwil\zane z technologil\ pomiarow. Specjalisci 
z zakresu metrologii elektrycznej, elektronicz- 
nej czy mechanicznej koncentrujl\ siC; na me- 
todach pomiarow nie wnikajl\c w wiC;kszosci 
wypadkow w charakter zachodzl\cych zjawisk. 
Szybki rozwoj czujnikow i detektorow stoso- 
wanych w tak roznych sferach ludzkiej aktyw- 
nosci, jak medycyna, ochrona srodowiska, rol- 
nictwo, czy przetworstwo zywnosci sprawil, ze 
w dziedzinie miernictwa w wic;kszym niz do 
tej pory stopniu wazna stala siC; bardziej wni- 
kliwa znajomose obserwowanych procesow 
fizyko-chemicznych. Dobor detektora 0 odpo- 
wiedniej czulosci, pracujl\cego w scisle okre- 
slonych warunkach, wymaga szerszej wiedzy 
z dziedziny fizyki. Z tego powodu specjalista- 
mi z zakresu miernictwa zostajl\ coraz czc;sciej 
fizycy, posiadajl\cy odpowiednie przygotowa- 
nie rowniez z innych dziedzin. Ksztalceniem 
takich specjalistow-fizykow postanowilismy siC; 
zajl\e. 
o trafnosci wyboru proponowanych stu- 
diow przekonal nas fakt, iz juz po roku od mo- 
mentu rozpoczc;cia naboru na prowadzony kie- 
runek, Instytut Matematyki i Fizyki otrzymal 
duzy grant Fundacji Rozwoju Edukacji Wspol- 
noty Europejskiej na realizacjc; projektu "Mo- 
dernisation and Curricula Development of the 
Physical Measurement Technology Courses" 
w ramach programu TEMPUS. Autorem pro- 
jektu, jego koordynatorem (osobl\ odpowie- 
dzialnl\ za merytorycznl\ realizacje projektu)
>>>
AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J.J. SNIADECKICH 


oraz kontraktorem (odpowiedzialnym za stro- 
nc; finansowl\) byl autor niniejszego artykulu. 
Dodatkowym czynnikiem swiadczl\cym 0 wy- 
sokiej ocenie, jakl\ specjaIisci wystawili projek- 
towi bylo zwic;kszenie wnioskowanej sumy z 
402000 ECU do kwoty 548700 ECU (ok. 2 
200 000 zl). Partnerami zagranicznymi Insty- 
tutu Matematyki i Fizyki zostaly Instytut Tech- 
nologiczny Uniwersytetu w Linkoping (Szwe- 
cja) oraz Instytut Technologiczny Uniwersyte- 
tu Josepha Fouriera w Grenoble (Francja). 
Zasadniczym celem projektu TEMPUS-a 
byl rozwoj i modernizacja programow naucza- 
nia specjalnosci "fizyczne miernictwo kompu- 
terowe". W ci'lgu trzech lat, we wspolpracy z 
kadrl\ akademickl z Grenoble i Linkoping, do- 
konano analizy formy i tresci programow po- 


wspolnie z partnerami zagranicznymi, wsp6lnie 
z nimi byly rowniez realizowane. 
Czternastu studentow polskich odbylo 
praktyki zawodowe w laboratoriach przemy- 
slowych i badawczych we Francji (cz
se z nich, 
w uzgodnieniu z partnerami francuskimi, 
przedluzyla okres reaIizacji praktyki). Niekto- 
rzy nawil\zali blizszl\ wspolpracc; z jednostka- 
mi, w ktorych przebywali. Na przelomie dru- 
giego i trzeciego roku projektu osmiu studen- 
tow polskich odbylo 3-miesic;czne studia na 
U niwersytecie w Linkoping. W trakcie swoich 
studiow wziC;li udzial w dwoch blokach przed- 
miotow - Advanced Measurement Technology 
i Biomedical Signal Processing. 
Jednym z najwazniejszych punktow re- 
alizacji programu TEMPUS-a byla budowa spe- 


w ksztalceniu student6w 


szczegolnych rodzajow zajc;e realizowanych w 
Bydgoszczy. W wyniku porownania sposobu 
prowadzenia pokrewnych przedmiotow we 
Francji, Szwecji i Polsce dokonano niezbc;d- 
nych modyfikacji w programach nauczania. 
Znacznie zwic;kszono liczbC; godzin zajc;e pro- 
wadzonych w laboratoriach i pracowniach spe- 
cjalistycznych. WiC;ksz q uwagc; zwrocono tak- 
ze na powszechnie stosowane w instytucjach 
partnerskich nauczanie problemowe, polega- 
jl\ce na formulowaniu problemow i w duzym 
stopniu ich samodzielnym rozwillzywaniu 
przez studentow. 
W trakcie trwania projektu staze zagra- 
niezne na Uniwersytetach w Grenoble i Lin- 
koping odbylo 27 osob, a ich Il\czny czas prze- 
bywania za granic\ przekroczyl 27 miesic;cy. 
W czasie odbywania stazy pracownicy Insty- 
tutu uczestniczyli w roznego rodzaju kursach, 
seminariach i innych zajc;ciach dydaktycznych, 
podnoszl\c swoje kwaIifikacje. Szczegolnl\ uwa- 
gC; zwrocono na szkolenie kadry akademickiej 
w zakresie wspomaganej komputerowo metro- 
logii wielkosci fizycznych, stosowanego specja- 
listycznego oprogramowania komputerowego 
i metod opracowania wynikow pomiarow wieI- 
kOSci fizycznych. Szkolenie nauczycieli akade- 
mickich odbywalo siC; rowniei podczas poby- 
tu kadry akademickiej z Grenoble i Linkoping 
w Bydgoszczy (21 osob, Il\czny czas pobytu - 
13 miesic;cy). Organizowali oni seminaria i 
kursy z zakresu szeroko rozumianej technolo- 
gii pomiaru wielkosci fizycznych. 
Wymiana studentow byla reaIizowana 
poczllwszy od drugiego roku trwania projektu. 
W Bydgoszczy w ci'lgu dwoch lat przyjc;to dzie- 
sic;ciu studentow Uniwersytetu Josepha Fourie- 
ra w Grenoble, ktorzy uczestniczyli przez okres 
trzech miesic;cy w zajc;ciach reaIizowanych w 
Instytucie Matematyki i Fizyki. Przygotowano 
dla nich uklad blokowy przedmiotow, obejmu- 
jl\cy zagadnienia zwil\zane z technologil\ pomia- 
row wielkosci fizycznych. Zagadnienia te uzu- 
pelniono 0 kurs metod komputerowych sluzl\- 
cych do pomiarow. Zajc;cia, w ktorych uczest- 
niczyli takze studenci polscy, zaplanowano 


cjalistycznych laboratoriow, w ktorych studen- 
ci mogliby wykonywae pomiary podstawowych 
wielkosci fizycznych, stosujl\c roznego rodza- 
ju sensory i detektory, wykorzystujl\C kompu- 
terowe metody rejestrowania wynikow, ich 
przetwarzania, a nastepnie opracowania, przy 
zastosowaniu nowoczesnego specjalistycznego 
oprogramowania komputerowego. Przyjc;to 
koncepcjc; budowy dwunastu stanowisk pomia- 
rowych, z ktorych kazde zapewnia mozliwose 
dokonania pomiaru i anaIizy kilku parametrow 
fizycznych. Powstale w ten sposob Laborato- 
rium Pomiarow Wielkosci Fizycznych nie od- 
biega poziomem wyposazenia od najlepszych 
standard ow obowil\zujl\cych w laboratoriach 
uniwersyteckich krajow Europy Zachodniej. 
Na jego zorganizowanie przeznaczono 230 000 
ECU (ok. 920 000 zl). 
Zakoiiczenie projektu zostalo poprzedzo- 
ne cyklem spotkaii podsumowujl\cych jego osil\- 
gnic;cia. W czerwcu 1998 r. zorganizowano 
3-dniowe seminariumMeasurement and Instru- 
mentation, na ktorym pl
edstawiono 17 refera- 
tow i1ustrujl\cych najwa:iniejsze rezultaty, otrzy- 
mane w trakcie jego reaIizacji. 0 pozytywnej 
ocenie uzyskanych efektow swiadczy fakt, iz 
sposrod 200 projektow realizowanych w Polsce 
krajowe Biuro TEMPUS-a wytypowaIo nasz pro- 
gram do grupy 21 najlepszych z punktu widze- 
nia osi'lgnic;e akademickich oraz wzorowej re- 
alizacji zaplanowanych dzialan. 0 charakte- 
rystykC; dokonan zostalismy poproszeni rowniez 
przez szereg instytucji krajowych i zagranicz- 
nych, w tym m. in. przez European Association 
for Institutional Research - organizacje zajmu- 
jl\cl\ sie promowaniem inicjatyw sluZl\cych spra- 
wie integracji programow studiow w zakresie 
szkolnictwa wyzszego w Europie. 
Dyskusje i bliska wspolpraca z partnera- 
mi zagranicznymi w zakresie modernizacji pro- 
gramow nauczania doprowadzily w cillgu 
trzech lat do powstania w pelni nowoczesne- 
go programu studiow dla specjalnosci "fizycz- 
ne miernictwo komputerowe" w ramach kie- 
runku "fizyka techniczna". Interdyscyplinar- 
ny charakter specjaInosci, uzyskany dzic;ki row- 


nomiernemu rozlozeniu akcentu w tresciach 
programowych na fizykC;, informatykc;, elektro- 
nikc; oraz inne przedmioty specjalistyczne spra- 
wia, ze zmodernizowany program spelnia 
wszystkie kryteria nowoczesnosci i elastyczno- 
sci przyjc;te przez instytucje europejskie zajmu- 
jl\ce siC; okreslaniem standardow w zakresie 
ksztalcenia na poziomie szkol wyzszych (SEFI, 
FEANI). Program specjalnosci gwarantuje uzy- 
skanie przez absolwentow unikatowych umie- 
jc;tnosci, latwych do wykorzystania wwielu sfe- 
rach ludzkiej aktywnosci, a poprzez swoj in- 
terdyscyplinarny charakter umozliwia latwe 
dostosowanie siC; do zmieniajl\cych sic; potrzeb 
rynku pracy. 
Dzieki programowi TEMPUS udalo nam 
sic; nawil\zae trwale kontakty zarowno z uczel- 
niami zagranicznymi, biorl\cymi udzial w pro- 
jekcie, jak tez z ich jednostkami partnerskimi 
(Institut National Poly technique Grenoble, 
CNRS Grenoble, Uniwersytet w Kalmar, Fa- 
chhochschule Brandenburg). W efekcie naby- 
tych doswiadczeii pracownicy Instytutu Mate- 
matyki i Fizyki mogli w latwy sposob wll\czye 
siC; do programu SOCRATES/ERASMUS juz 
w pierwszym roku jego funkcjonowania w 
Polsce. W semestrze zimowym 1998/99 czte- 
rech studentow oraz czterech pracownikow In- 
stytutu wziC;lo udzial w wymianie z Uniwersy- 
tetami w Linkoping, Brandenburgu i Wiedniu 
w ramach tego programu. 
Wymianie osobowej z instytucjami part- 
nerskimi towarzyszylo nie tylko podnoszenie 
kwalifikacji w dziedzinie bc;dl\cej przedmiotem 
projektu, ale rowniez doswiadczenia i obserwa- 
cje natury obyczajowej, kulturowej i socjologicz- 
nej. Zarowno we Francji, jak tez w Szwecji mieIi- 
smy niewl\tpliwe szczescie natrafienia na ludzi, 
ktorzy pomimo zajmowania eksponowanych sta- 
nowisk w hierarchii uczelnianej, okazaIi sic; ludi- 
mi niezwykle bezposrednimi i zyczliwymi. To 
g10wnie dziC;ki temu nasza wspolpraca miaIa bar- 
dzo indywidualny charakter, co w znakomity spa- 
sob wplyne10 na pozytywne rezultaty wspolnie 
realizowanych zamierzeii. Innym efektem bar- 
dziej osobistego traktowania siC; przez uczestni- 
kow projektu bylo wzajemne poznanie zwycza- 
jow, sposobu zycia i poglqdow na wiele proble- 
mow ogolnoludzkich. Tego rodzaju kontakty z 
natury rzeczy zbIizajl\ ludzi i dajl\ bardziej wy- 
mierne rezultaty podejmowanych dzialaii. 
Po trzech latach wspolnej dzialalnosci 
mogc; powiedziee, ze poza czysto formalnymi, 
niewl\tpliwie waznymi efektami wspolpracy, 
niemniej istotne okazaly siC; nawil\zane bliskie, 
czc;sto przyjacielskie, kontakty osobiste. Dzie- 
ki nim udalo nam siC; poznae blizej warunki 
pracy i realia zycia codziennego w krajach Unii 
Europejskiej. W oparciu 0 uzyskane doswiad- 
czenia latwiej bc;dzie nam rowniez znajdowae 
argumenty, by pokonywac opory, glownie na- 
tury psychologicznej, przeciwnikow integracji 
europejskiej. Mam nadziejc;, ze swojl\ skrom- 
nl\ dziaIalnoscil\ choe w minimaInym stopniu 
przyczynilismy siC; do tego, ze nasz kraj po la- 
tach niezawinionej 45-letniej nieobecnosci, jest 
coraz bIizej momentu powrotu do wspolnoty 
panstw europejskich. 0 


Nr5/99 

 11
>>>
AKADEMIA MEDYCZNA LUDWIKA RYDYGIERA 


KAROL 
SLlWKA 


;r 


J akze trudno jest bye promotorem swoje- 
go promotora i opiekuna naukowego. Nie 
Jest tez rzeczllatwi:\ przedstawie na takiej 
krotkiej, jak dzisiejsza, uroczystosci wszyst- 
kich osi'lgniee naukowych Pana profesora 
Raszeji uzyskanych w ci'lgu dlugiego i twor- 
czego zycia, tym bardziej, ze aktywnose na- 
ukowa Pana profesora nie ma tendencji do 
wygasania. 
Pozwolcie Panstwo, ze na wstepie wspo- 
mne 0 zaslugach rodu Raszejow dla regio- 
nu, w ktorym obecnie zyjemy, a tym samym 
naszkicuje warunki i okolicznosci w jakich 
ksztaItowal sie charakter dzisiejszego dok- , 
toranta. 
W opracowaniach dotycZ'lcych dziejow 
Pomorza, a zwlaszcza polskiego ruchu naro- 
dowosciowego i inteligencji pomorskiej 
ostatniego dwuwiecza, czesto spotykamy sie 
z nazwiskiem Raszeja. Rod Raszejow wywo- 
dzi sie z Kociewa, gdzie w Wielkim Bukow- 
cu zyl Jan Raszeja z zawodu, nomen omen 
kolodziej, uznawany za protoplaste rodu. 
Najbardziej zasluzonym dla rodu byl syn 
Jana - Ignacy Raszeja - skromny listonosz i 
poiniejszy sekretarz pocztowy w Chelmnie. 
Fenomen Raszejow chelminskich pole- 
gal na tym, ze w tym skromnym domu 
urzednika poczty pruskiej wyroslo czterech 
synow, wybitnych Polonusow, ktorzy zdo- 
byli wyzsze wyksztalcenie. Bedlc uczniami 
slynnego w Prusach Zachodnich Krolew- 
skiego Gimnazjum w Chelmnie dzialali w 
tajnej organizacji filomackiej. Najstarszy 
Maksymilian zostal ksiedzem i byl profeso- 
rem w pelplinskim seminarium - zginll za- 
mordowany juz w paidzierniku 1939 r. Aloj- 
zy - byl urzednikiem bankowym w Bydgosz- 
czy. Leon - prawnik, byl ostatnim przed 
wojnl prezydentem Torunia. Franciszek - 
byl znanym profesorem ortopedii w Pozna- 
niu, zostal rozstrzelany gdy wezwano go do 
udzielenia pomocy choremu w getcie war- 
szawskim. 
Bratem zalozyciela linii chelminskiej byl 
Boleslaw - nauczyciel z zawodu i zamBo- 
wania. W tejze rodzinie w Starogardzie, w 
Wigilie Bozego Narodzenia 1922 r. przysze- 
dl na swiat obecny tutaj Stefan. 


Prof. dr hab. med. KAROL SLlWKA, kierow- 
nik Katedry i Zak/adu Medycyny Slidowej, pro- 
rektor ds. nauki i wspo/pracy z zagranicil Aka- 
demii Medycznej w Bydgoszczy. 


12 

 Nr5/99 


Do 1939 roku zdolal w tym miescie 
ukonczye szkole podstawowl i gimnazjum, 
a po burzliwym okresie okupacji, we wrze- 
sniu 1945 r. uzyskal swiadectwo dojrzalo- 
scL Koniecznose nadrobienia straconego 
w okresie zawieruchy wojennej czasu nie 
pozwolila mu na odpoczynek w czasie wa- 
kacji, bowiem juz w paidzierniku tegoz 


w postaci ksilzki Pawla de Kruifa Lowey 
mikrobOw. 
Kariera medyka, w poczltkowym okre- 
sie studiow, byla jednak zagrozona inni:\ 
pasjl, a mianowicie upodobaniem do spie- 
wu. Mlody student medycyny uczeszczal bo- 
wiem na nauke spiewu u znanej wowczas 
primabaleriny poznanskiej opery, a nawet 


Profesor STEFAN RASZEJA 



 

r
,' 

\..! 


r.; 



 


.," 
..... 
.... 
-:'. .. 
... 
, 


..
 
... 
.... 

 
.:.: 
... 


zostal przygotowany do wystepu w Operze 
z arii:\ Mefisty z Fausta Oraz Skoluby ze 
Strasznego Dworu. 
Rozum pragmatyka, a bye moze niklose 
argumentow motywacyjnych primabaleriny 
wziely gore nad romantyzmem mlodego 
spiewak a i pozostal on w murach poznan- 
skiej Akademii Medycznej. 
Bye moze, ze na te decyzje mial wplyw 
owczesny kierownik Katedry i Zakladu 
Medycyny Sldowej Profesor Schylling- 
Siengalewicz, wspanialy humanista, czlo- 
wiek 0 blyskotIiwej inteligencji, ktory po- 
czynione spostrzezenia i zaistniale sytuacje 
ripostowal wspanialymi anegdotami i sen- 
tencjami. 
Obecnose na dzisiejszej uroczystosci 
dostojnych gosci, ktorych uszu nie wypa- 
da kalae bardziej dosadnymi powiedzenia- 
mi profesora pozwala mi przytoczye jedy- 
nie jedno z nich. Otoz profesor Siengale- 
wicz i obecny tutaj, ale jeszcze jako bar- 
dzo mlody asystent, zostali wezwani do 
jednego z sldow w charakterze bieglych 
si:\dowych. Poci'lg, ktorym udali sie na roz- 
prawe mial jednak opoinienie. Obaj pano- 
wie dose szybko podlzyli do sldu i zdysza- 
ni weszli na sale. Zdenerwowany oczeki- 


, 


A . 


\: 


" 



 



 ." 


..... 


e 


-;- 


, 
- 


'" 
 


roku rozpoczyna studia na Wydziale Le- 
karskim Uniwersytetu Poznanskiego. Do 
obrania tego kierunku, jak czc;sto Profesor 
wspominal w swoich opowiadaniach, in- 
spirowala go nagroda za najlepsze wyniki 
w nauce jakl otrzymal jeszcze w 1939 r., 
od grona pedagogicznego gimnazjum. 


.. t 
{
 , 
, . 
\"  
. 
, . 
. \ 


. (.. 


\ 
, 


'it.
>>>
AKADEMIA MEDYCZNA LUDWIKA RYDYGIERA 


waniem sedzia groznie zapytal "panowie 
biegli z Poznania". Na to profesor Sienga- 
lewicz odpowiedzial"Nie, tylko z dworca 
kolejowego". 
Mlody adept medycyny S'ldowej w 1963 r. 
zostal doktorem habilitowanym. Wspinaniu 
sie na g6rne szczeble naukowe niewa.tpli- 
wie sprzyjala atmosfera naukowa, jaka to- 


cyzje zorganizowania w Bydgoszczy stu- 
di6w stacjonarnych dla student6w V roku, 
a w 1974 VI roku. Rok poiniej akceptowal 
rozszerzcnie studi6w stacjonarnych na IV 
rok. Jako rektor zaakceptowal w 1975 r. 
koncepcj
 utworzenia w Bydgoszczy Filii 
gdanskiej Akademii Medycznej z zamiejsco- 
wym oddzialem Wydzialu Lekarskiego. W 


rozsianych po znacza.cych urzedach ludzi 
kochaja.cych Bydgoszcz, doprowadzily do 
ostatniej batalii 0 utworzenie uczelni. Ot6z 
kiedy w 1982 r. zwolano w gdanskiej Aka- 
demii Senat, kt6ry mial zaopiniowac potrze- 
be i celowosc powolania samodzielnej uczel. 
ni w Bydgoszczy, opr6cz wspomnianych 
wczesniej prof. prof. Domaniewskiego i 


- doktorem hon,oris causa bydgoskiej AM 


warzyszyla grupie asystent6w 6wczesnie 
pracuja.cych w poznanskim Zakladzie Me- 
dycyny Sa.dowej z p6iniejszym dyrektorem 
Instytutu Hematologii w Warszawie, Panii:\ 
prof. Hanna. Zajfrydowa,. 
Badania naukowe w serohematologii Si:\- 
dowo-Iekarskiej opr6cz zagadnien zwia,za- 
nych z tanatologia. oraz deontologia mialy 
tez i najwiekszy wplyw na rozw6j naukowy 
profesora Raszeji. Za swoje badania nauko- 
we propaguja.ce polska, medycyne sa.dowa. w 
swiecie, 6 zagranicznych towarzystw nauko- 
wych nadalo mu czlonkostwo honorowe. 
W 1964 r. na drodze konkursu prof. Ste- 
fan Raszeja obji:\l stanowisko kierownika 
Katedry i Zakladu Medycyny Si:\dowej w 
gdanskiej Akademii Medycznej i stanowi- 
sko to piastowal do 30 wrzesnia 1993 r., to 
jest do chwili przejscia na emeryture. 
Niezwykly dar Pana Profesora do anali- 
tycznego myslenia z jednoczesni:\ zwiezla, i 
syntetycznl forml prezentacji skompliko- 
wanego problemu w sposob jasny i prosty, 
stanowily dla jego uczniow niedoscigly wzo- 
rzec. Ze szkoly, ktori:\ stworzyl, wywodzi sie 
wielu doswiadczonych medykow si:\do- 
wych, bowiem opiekowal sie az 6 przewo- 
dami habilitacyjnymi, a 4 sposrod habilitan- 
tow jest juz profesorami. Ale tez i towarzy- 
szy Panu profesorowi ciekawa dewiza: 
"Ka:i:dego, a zwlaszcza profesora, powinno 
sie oceniac wedlug wyksztalconych przez 
niego uczniow, ci zas powinni przerastac 
swojego mistrza". 
Od 1966 roku pelnilliczne funkcje we 
wladzach gdanskiej uczelni poczynaji:\c od 
dziekana, a konczlc na funkcji rektora. Ten 
wlasnie okres, jest dla nas, pracownikow 
naukowych bydgoskiej uczelni, najistotniej- 
szy i stanowi podstawe do przyznania przez 
Senat naszej Akademii Panu profesorowi 
Stefanowi Raszeji tytulu doctora honoris 
causa. 
W 1972 r. J.M. rektor gdanskiej Akade- 
mii Medycznej w osobie Pana profesora 
prowadzil pierwszl w dziejach szkoly in- 
auguracje roku akademickiego poza mura- 
mi macierzystej uczelni, wlasnie w Byd- 
goszczy. (...) 
W 1973 r. Profesor, jako rektor Akade- 
mii Medycznej w Gdansku podejmuje de- 


latach nastepnych czynil wszem i wobcc 
starania 0 dalszy rozwoj studiow medycz. 
nych w Bydgoszczy, a po utworzeniu w 1979 
r. Wydzialu Lekarskiego w Bydgoszczy po- 
pieral jego eksperymentalny model. Znal 
doskonale srodowisko i zacietosc bydgosz- 
czan i wychowany na wzorcach pomorskiej 
rodziny, wzbogacony 0 doswiadczenia wiel- 
kopolskie, szczeg61nie cenil prace od pod- 
staw. 
Wszystkie jego dzialania, wsparte praca, 
organiczni:\ profesor6w Domaniewskiego i 
Romanskiego oraz licznych miejscowych i 


.. 
, 



 " t " 
$' , ,'" ,. 
 
r' Y .., - .. 
 . .' ;.. . 
r# If...... 
_
 

r 
." 


i' 


Romanskiego, inni byli temu faktowi prze- 
ciwni. Zabieraja.c jako ostatni glos Pan pro- 
fesor Raszeja zachowal sie jednak jak wy- 
trawny dyplomata. Wysluchawszy wszyst- 
kich negatywnych opinii, przyznal im racje. 
N a koniec swojego wysta,pienia zapropono- 
wal jednak danie Bydgoszczy szansy, warun- 
kuji:\c usamodzielnienie uczelni stworze- 
niem bazy dydaktycznej dla student6w 
pierwszych trzech lat, a wiec bazy dla Za- 
klad6w Teoretycznych. Senatorowie gdan- 
scy, pamietni trudnosci jakie pietrzyly sie 
przed nimi z utworzenicm analogicznej 


... 
" , 


,'"" 


... 


'i' 


, 
.# 


, 


- 


....'; 
- 


; 


ri 



 


---- 


,1,' 


." - " 

"':
- - 


tf / 
If 
; 
, 



 


r 


bazy dla Katedr i Zaklad6w Teoretycznych 
w Gdansku, ochoczo przystali na koncep- 
cje profesora Raszeji i pozytywnie zaopinio- 
wali wniosek 0 utworzenie samodzielnej 
Akademii Medycznej w Bydgoszczy. 
I ten wlasnie niemal pokerowy blef pro- 
fesora Raszeji, doskonale znajlcego upor i 
zdolnosci organizacyjne srodowiska bydgo- 
skiego, doprowadzil do tego, ze dzisiaj mo- 
zemy w samodzielnej uczelni nadawac stop- 
nie i tytuly naukowe, w tym rowniez tytuly 
doktora honoris causa. Dziekujemy Ci Pa- 
nie Profesorze za to! 0 
Zdjecia: Piotr Sumara 


Nr5/99 
..;!;:):;}
 13 


W dniu swi
ta sluzby zdrowia 
(7.04.br.) w Akademii Medycznej im. Lu- 
dwika Rydgiera miala miejsce wyjqtkowa 
uroczystosc nadania prof. dr. hab. n. med. 
STEFANOWI RASZEJI z Akademii Me- 
dycznej w Gdansku tytulu doktora hono- 
ris causa. Jest to drugie w bydgoskiej AM 
nadanie tej najwyzszej godnosci, jak q 
moze przyznac srodowisko akademickie. 
Prof. S. Raszeja jest wybitnym uczonym 
w dziedzinie medyc5+:1Y sqdowej, kt6ry 
przyczynil si
 do utworzenia w Bydgosz- 
czy uczelni medycznej. Drukujemy lau- 
dacj
 wygloszonq p
ez prof. K. Sliwk
.
>>>
WYZSZA SZKOlA HUMANISTYCZNO-EKONOMICZNA 


STANIStAW 
KUNIKOWSKI 


\ 
,
4.' 


.., 
."., 



 


L ata nicwoli narodowej 1795-1918 byly dla pol- 
skich towarzystw naukowych i stowarzyszen 
naukowo-kulturaInych okrcsem ich faktycznych na- 
rodzin. Do najstarszych prt;znie dzialajllcych, row- 
nicz obecnie, towarzystw naukowych, a powstalych 
w czasie niewoli, naleZaly m.in.: Towarzystwo Na- 
ukowe Warszawskie, Towarzystwo Przyjaciol Nauk 
w Przemyslu i w Poznaniu, Towarzystwo Nauko- 
we Plockie, Towarzystwo Naukowe w Toruniu oraz 
Polska Akademia Umiej..tnoiici. 
Powstale w okresie zaborow organizacje spolecz- 
ne staly sit;; z bicgicm lat jedynymi organizacjami, 
w ktorych kultywowano polskie tradycje narodo- 
we. Dzialalnose polskich towarzystw naukowych 
mobilizowala spoleczcnstwo polskie, a zarazem da- 
wala mozliwose rozwijania nauki, w ktorej widzia- 
no istotny czynnik rozwoju kraju. 
Na terenach ziem polskich, ktOre weszly w wy- 
niku rozbiorow w sklad panstwa pruskiego, nie ist- 
nialy w I polowie XIX w. tendencje do tworzenia 
spolecznego ruchu naukowego. Wszelkie inicjaty- 
wy oddolne w tworzeniu niezaleinych od wladz or- 
ganizacji spolecznych byly tlumione w zalllzku 
przed administracjc; pruskll. 
Wladze pruskie metodami administracyjnymi w 
pierwszcj kolejnosd wyrazaly zgodC; na tworzenie 
glownie tych towarzystw, ktorych zainteresowania 
ograniczaly siC; do problematyki historycznej. Wi\- 
zalo si.. to przcde wszystkim z potrzebami ideolo- 
gicznymi wladz zaborczych. Do tego typu organi- 
zacji nalezaly, m.in. utworzona w 1844 r. w Kr6- 
lcwcu "Prussia", Towarzystwo Nauki im. Koperni- 
ka, powstale w 1853 r. w Toruniu, a takze utworzo- 
ne w 1873 r. Elbillskie Towarzystwo Starozytnosci. 
o wiele skromniej nastc;powal rozwoj organiza- 
cji spolecznych 0 charakterze naukowym w pru- 
skich prowincjach obejmuj!\'cych ziemie polskie: 
pomorskie i S1llskie. Fakt ten naleZy tlumaczye glow- 
nie brakiem na tych terenach uczelni WYZszych. Nie- 
liczne srodowiska intelektualnc, wywodzllce siC; 
glownie ze sredniego szczebla szkolnictwa, nie byly 
w stanie tworzye zr..bow wlasnych, niezaleznych 
od wladz pruskich, organizacji spolecznych. Admi- 
nistracja pruska torpedowala kazd!\,lokalnll inicja- 
tyw.. spolccznlliudnosci polskicj, glownie srodowi- 
ska nauczyciclskiego i duchownego. Zaborcom bar- 
dziej zaleZalo na rozwoju filii ogolnoniemieckich 
towarzystw lekarskich, technicznych, przyrodni- 
czych czy historycznych. 
W prowincji sillskiej, pomimo zaloionego w 
1811 r. Uniwersytetu we Wroclawiu, nie nast!\,pil 
rozwoj spolccznego ruchu naukowego. NaieZy to 
tlumaczye znacznym zniemczeniem tych ziem i 
znikom!\, aktywnosdll spolecznosci lokalnej. W 


STANISLAW KUNIKOWSKI, doktor nauk hu- 
manistycznych, prodziekan Wydzialu Pedagogiki 
i pracy Socjalnej Wyiszej Szkoly Humanistyczno- 
-Ekonomicznej we Wloctawku, sekretarz general- 
ny Wloclawskiego Towarzystwa Naukowego. 


14 
..J;:::;}
 Nr5/99 


Poznaniu, podobnie jak w Bydgoszczy, zorganizo- 
wano identyczne niemieckie organizacje spolecz- 
ne pod nazwll - Niemieckie Towarzystwo Sztuki 
iNauki. 
Rozwoj polskich organizacji spolecznych 0 cha- 
rakterze naukowym w zaborze pruskim mial miej- 
sce dopiero w polowie XIX w. W 1841 r. utworzo- 
no w Poznaniu Towarzystwo pomocy Naukowej dla 
MlodzieZy Wielkiego Ksi..stwa Poznanskiego. Na- 
zwa Towarzystwa moze sugerowae, ii byla to orga- 
nizacja zajmujllca si.. prowadzeniem dzialalnosci 
naukowej lub berlilca towarzystwem miloiinikow 
nauki. Towarzystwo bylo bowiem organizacjl\ 
wspierajllcll mlodzie:i UCZIlCIl si.. bl\di przygotowu- 


nego spoleczenstwa polskiego, usilujqcego poprzez 
naukc wzmocnic swq narodowq samowiedzc, oczy- 
scic przeszlosc z zarzutow stawianych przez pseu- 
donaukc niemieckq i znalezc dowody historyczne 
na swe prawa do istnienia. 
Nalezy podkreslie, ii zarowno statut Poznan- 
skiego Towarzystwa przyjaciol Nauk, jak i Towa- 
rzystwa Naukowegow Toruniu w jednakowym stop- 
niu odnosily sic; do zapisu 0 stosunku do religii i 
spraw publicznych. Zar6wno w jednym, jak i w dru- 
gim statucie umieszczono zap is, gdzie "Polityka 
oraz sprawy pubIiczne Sll wy1llczone z obrad Towa- 
rzystwa". Wylllczenie spraw religijnych i politycz- 
nych wil\Zalo si.. z niedopuszczeniem do oficjalne- 


Spoleczny ruch naukowy 
w zaborze pruskirn 


jllcll si.. do podj..cia pierwszej pracy w zawodzie, 
poprzez udzielanie stypendiow. Podobnll dzialaI- 
nose przejawialo utworzone w 1848 r. w Chelmnie 
Towarzystwo pomocy Naukowej. Jeden z zaloZycie. 
Ii Towarzystwa ks. Knast, podkreslajllc donioslose 
i znaczenie tej organizacji stwierdzil: - Towarzystwo 
ma na celu podiwigniccie narodowosci polskiej. Za- 
tem kto kocha polskq narodowosc, kto lubi sluchac 
slodki diwiCk ojczystej mowy, kto pragnie szczcscia 
swych braci, niechaj wstcpuje do Towarzystwa Po- 
mocy Naukowej. Dzialalnoiie towarzystw w Pozna- 
niu i Chelmnie stanowila powainll przeszkodc; wla- 
dzom pruskim w realizacji germanizowania ziem 
polskich. Administracjaszkolna starala sie za wszel- 
kll cen.. utrudniae dost..p nauczycieli i uczniow do 
r6:Znych form prowadzonej dzialalnosci tych towa- 
rzystw. 
Dzialalnose wymienionych wyzej towarzystw 
przyczynila si.. dobitnie do powstania organizacji 
spolecznych, ktOrych zadaniem byte uprawianie 
nauki poprzcz prowadzenie badan, organizowanie 
dyskusji i publikowanic materialow swoich czlon- 
kow. Takimi organizacjami spolecznymi 0 charakte- 
rze naukowym bylo na terenie Wielkopolski - Po- 
znanskie Towarzystwo Przyjaciol Nauk, a na tere- 
nie Pomorza - Towarzystwo Naukowe w Toruniu. 
W dniu 12 stycznia 1857 r. odbylo si.. walne ze- 
branie zalozycielskie Poznanskiego Towarzystwa 
przyjaciol Nauk. Uchwalony statut wzorowany byl 
na zaloieniach programowych Warszawskicgo To- 
warzystwa Przyjaciol Nauk. Cele dzialalnoSci Towa- 
rzystwa okreslal bardzo zwi..ilc S 1 statutu: Towa- 
rzystwo Przyjaci61 Nauk Poznanskiego ma na celu 
pielegnowanie nauk i umiejctnosci w jCzyku po/skim. 
W odroznicniu od Wielkopolski na Pomorzu 
wystt;powala 0 wiele wi..ksza trudnose w stowarzy- 
szaniu sie ludnosci polskiej. Dodatkowl\ przyczynl\ 
byl brak wyst..pujllcej inteligcncji polskiej. Tereny 
Pomorza zacz..ly bye zasiedlanc przez ludnose nie- 
mieckll, szczegolnic przybywali tu urz..dnicy, sC;dzio- 
wie, nauczyciele, pastorzy i pruscy wojskowi. Wszel- 
kie okolicznosci sprawily, ii dopiero w 2 pol. XIX 
w. zaistniala sposobnose utworzenia wToruniu, po- 
dobnie jak w Poznaniu, towarzystwa naukowego. 
IdcC; utworzcnia Towarzystwa Naukowcgo w Toru- 
niu najlepicj scharaktcryzowal w 1952 r. wybitny 
historyk oraz wieloletni czlonck ZarZ'ldu TNT prof. 
Karol Gorski, ktory pisal, ze: zalozenie Towarzystwa 
Naukowego w dniu 16 grudnia 1875 r. bylo przede 
wszystkim wyrazem potrzeb uciskanego i upos/edzo- 


go nadzoru policyjnego, ktory zgodnie z ustawll 0 
stowarzyszeniach z 11 marca 1850 r. m6g1 dopro- 
wadzie do rozwillzania zebraii. Ten oficjalny statu- 
towy zapis nie oznaczal, iz na zcbraniach i dysku- 
sjach naukowych nie poruszano takich problemow 
o tematyce religijnej i politycznej. 
lstotne znaczenic dla obu omawianych Towa- 
rzystw mialo stworzenie odpowiednich ram orga- 
nizacyjnych, ktore w istotny sposob ulatwilay swo- 
im czlonkom zajmowanie si.. dzialalnoscill badaw- 
CZIl, wydawnicZll i odczytowij,. Zar6wno Poznanskie 
Towarzystwo Przyjaciol Nauk, jak i Towarzystwo 
Naukowe w Toruniu utrzymywaly si.. przede 
wszystkim ze skladek czlonkowskich. W przypad- 
ku PTPN byly takie okresy, kiedy dochody znacz- 
nie przekraczaly wydatki. Lokowano wi..c srodki 
jako tak zwany fundusz zelazny. Biorllc pod uwagc; 
fakt, iz do obu Towarzystw nalezeli zamoini przed- 
stawiciclc spoleczenstwa, srodki, ktorymi dyspono- 
waly Towarzystwa, nie byly male. Zarowno jedno, 
jak i drugie Towarzystwo stanowily klasyczny przy- 
klad mecenatu spolecznego w okresie Polski pod 
zaborami. Mecenat ten byl jedynll formll wspiera- 
nia ruchu naukowego. 
Wiele uwagi poswi..caly Towarzystwa Nauko- 
we w Poznaniu i Toruniu tworzeniu wlasnych zbio- 
row muzealnych oraz bibliotek. Starano si.. w ten 
sposob ocalie od zapomnienia i zniszczenia wszel- 
kie pamilltki kultury narodowej Polakow. Bibliote- 
ka PTPN byly jedynl\ polskll bibliotekll obok Biblio- 
teki Kornickiej, ktora gromadzila ksi\:iki stanowill- 
cc podstawowy warsztat naukowy dla ludnosci pol- 
skicj i dotyczllce ziem polskich. Rowniei utworzo- 
na przez Towarzystwo Naukowe w Toruniu Biblio- 
tcka gromadzila ksi..gozbior dla potrzeb swoich 
czlonkow. Obie Bibliotcki powic;kszaly swoje ksi..- 
gozbiory glownie dzit;ki darom i wymianiewlasnych 
wydawnictw z towarzystwami naukowymi, muze- 
ami oraz placowkami naukowymi w kraju i za gra- 
nicll. 
Oprocz znaczllcych efektOw badawczych, wy- 
dawniczych, popularyzatorskich i oswiatowych, 
polskie towarzystwa naukowe dzialajllce na terenie 
zaboru pruskiego odegraly ogromnl\ i IiczllCIl rol.. 
w ksztaltowaniu wsrod spolecznosci polskiej war- 
tosci wlasnej narodowosci i dumy z osiCWli..tych 
przcz to spoleczcnstwo przedsic;wzic;e. Tym wi..k- 
sza jest tych towarzystw zasluga, jeSli wcimic si.. 
pod uwagc; warunki, w jakich im przyszlo prowa- 
dzie dzialalnose. 0
>>>
WYZSZE SEMINARIUM DUCHOWNE WE WI:.OCI:.AWKU 


Ks. KAZIMIERZ RULKA 


D la Wloclawka i diecezji wloclawskiej znacz- 
ne zaslugi poloZylo dwoch braci bIiznia- 
czych, wybitnych kaplanow: ZENON (1836- 
1887) iSTANISLAW (1836-1919) CHODYNSCY 
(15 maja przypada 80. rocznica smierd Stanisla- 
wa). W okresie niewoli narodowej wyksztalcili 
oni i wychowali pOkolenie swiatlego, milujl\ce- 
go Ojczyznc; i jej przeszlose, duchowieiistwa, od- 
dajl\c siC; przy tym pracy naukowej, pisarskiej i 


Warszawie (1859-1863), razem poszli na wika- 
riat do Sieradza i razem zostali w 1866 roku 
powolani do pracy w Seminarium Duchow- 
nym we Wloclawku. Byli tutaj przede wszyst- 
kim profesorami i kolejno rektorami: ks. Ze- 
non od 1873 do 1887 roku, ks. Stanislaw w 
latach 1887-1908. 
Obok wielu innych obowil\zkoW zajc;li siC; 
takie zbiorami historycznymi, ktore znalazly 
swoje miejsce w seminarium duchownym i w 
katedrze wloclawskiej. Biblioteka seminaryjna 
akurat wtedy powic;kszyla kilkakrotnie swoje 


Bracia 


Chodynscy 


" 
"..

---
.: . ' 
... . 
..,,"- .. 

. .,' 
".., .' ,\ 


, I 


Ks. Stanislaw 


historycznej na polu historii Kosciola w Polsce 
i diecezji wloclawskiej, oglaszajl\c szereg prac hi- 
storycmych i wydawnictw irodlowych, jak row- 
niez organizujl\c lub reorganizujl\c wazne dla 
miasta instytucje: archiwum i bibliotekc; kapitu- 
Iywloclawskiej, bibliotek
 seminarium duchow- 
nego oraz muzeum seminaryjne. 
Wypada dopowiedziee, ze obecny kompleks 
zabudowaii (z wyjl\tkiem kosciolka sw. Witali- 
sa, pawilonu bibliotecznego i nowego skrzydla) 
zawdzic;cza wloclawskie seminarium duchowne 
takie ksic;zom Chodyiiskim. 
W 1936 r., w stulecie ich urodzin, polozono 
braciom Chodyiiskim tablice pamil\tkowe w ka- 
tedrze wloclawskiej i przed wejsciem do biblio- 
teki seminaryjnej. Ta ostatnia przypominala 
wszystkim tam przychodzllcym "wielkich milo- 
snikow kshl.zki, zasluzonych dla pismiennictwa 
ojczystego". 
Milosnicy naszej przeszlosci urodzili siC; 4 
Iistopada 1836 r. w KaIiszu. Tam tez zdobyli 
wyksztalcenie elementarne i srednie. Razem 
wstllpili do seminarium wloclawskiego (1855), 
razem studiowali w Akademii Duchownej w 


Ks. KAZIMIERZ RULKA, historyk Kosciola, 
dyrektor Biblioteki Wy:i:szego Seminarium Du- 
chownego we Wloclawku. 


,,
' 


't' 
,a .; 


Ks.Zenon 


zbiory (z ok. 2 tys. do ok. 50 tys. woluminow), 
przejmujl\c ksiC;gozbiory zniesionych przed rZlld 
carski klasztorow na terenie diecezji wloclaw- 
skiej. Chodynscy organizowali zwozkc; ksi\zek, 
za posrednictwem miejscowych dziekan6w lub 
proboszczow. Wic;kszose zbior6w poklasztor- 
nych zostala zwieziona do seminarium w listo- 
padzie 1866 r., ale pojedyncze transporty ksil\- 
iek docieraly do seminarium takze pozniej, na- 
wet jeszcze na poczl\tku XX wieku. Co swiatlej- 
si kaplani, znajl\c umilowanie ksilliek przez ksie- 
zy Chodyiiskich, ofiarowali im odnalezione na 
plebaniach stare folialy, a i swoje ksiC;gozbiory 
prywatne przekazywali w testamentach biblio- 
tece seminaryjnej. 
Porzlldkowaniem biblioteki zajmowal siC; 
glownie ks. Stanislaw, najpierw jako mniej ob- 
chl.zony obowillzkami niz ks. Zenon, a po jego 
smierci z koniecznosci, poniewaz nie bylo w gro- 
nie profesorow chc;tnych do takiej pracy. Skru- 
pulatnie spisywal wszystkie, wiC;ksze czy mniej- 
sze, otrzymywane dary ksi\zkowe. Osobiscie i 
przy pomocy alumnow katalogowal uporZl\dko- 
wane ksil\zki. Wtedy, gdy jeszcze nikomu nie 
snilo siC; 0 notowaniu ksiC;gozbiorow historycz- 
nych, ks. Stanislaw skrupulatnie zapisywal w 
uwagach, sklld dana ksic;ga pochodzi, nie zapo- 
minajl\c 0 notowaniu zabytkowych opraw. Na- 
pisal tez pierwsze krotkie opracowanie historycz- 


ne 0 bibliotece seminaryjnej, opublikowane w 
monografii Seminarium wloclawskie (Wlocla- 
wek 1904). 
Nie ma zadnej przesady w tym, co ks. Stani- 
slaw Chodynski napisal sam 0 swojej pracy w 
bibliotece seminaryjnej: Ksiqiki z klasztor6w 
zWiezione, odwieczllym kurzem pokryte lub ple- 
slliq w polowie strawione, przyjq
 poumieszczal 
i porozdzielal oraz w wi(?kszej cz(!sci i spisal6w- 
czesllY bibliotekarz i protesor, ks. Stanislaw Cho- 
dynski. Ze stratq znacznq czasu i zdrowia wiele 
razy zmuszony byl przenosic je z miejsca na miej- 
sce, dla ustawiczllych zmian w urzqdzaniu domu 
przy nowo powstajqcych budowlach. 
Ksic;za Chodynscy zebrali tez znacznl\ bibIio- 
tekc; osobist\, glownie z dziedziny prawa, Iitur- 
giki i historii, kt6rll jeszcze za Zycia w wic;kszo- 
sci przekazali bibliotece seminaryjnej (czC;Sdo- 
wo takze bibliotece kapitulnej we Wloclawku). 
Resztc; ich zbior6w otrzymala ona po smierci ks. 
Stanislawa (1919 r.). 
Takie same, a moze jeszcze wiC;ksze, zaslugi 
poiozyli ksic;za Chodyiiscy dla biblioteki kapitu- 
Iy katedraInej we WlocJawku, ktorej byli czlon- 
kami (Stanislaw od 1877 r., Zenon od 1881 r.). 
Biblioteka kapitulna jako znacznie starsza (ist- 
niala juz prawdopodobnie w XIII w.) od semi- 
naryjnej miala duzy zas6b zabytkowych r
kopi- 
sow, ktore szczegolnie interesowaly ksiC;Zy Cho- 
dyiiskich. Stanislaw przygotowal do druku opra- 
cowanie dziej6w tej biblioteki i katalog jej r
ko- 
pisow_ Niestety, musialo ono czekae na pubIika- 
cjc; az do 1949 r., kiedy to wydrukowal je inny 
zapalony historyk i powojenny opiekun wloclaw- 
skich zbior6w archiwalnych' ks. Stanislaw LI- 
browski. Przygotowal tez ks. S. Chodynski skr6- 
cony katalog inkunabulow i druk6w do roku 
1550 (149 pozycji). 
Ta stara, szacowna biblioteka miala gl6wnie 
wartose historycznl\. Malo przybywalo do niej 
nowych pozycji. Jej ksiC;gozbior powiC;kszal siC; 
przede wszystkim przez wll\czanie dar6w, glow- 
nie od czlonkow kapituly. W czasach opieki nad 
bibliotek\ ks. S, Chodyiiskiego przybyly do niej 
193 dziela ofiarowane przez sufragana wloclaw- 
skiego, bpa Karola Pollnera (zm. 1887). Do jej 
znacznego powic;kszenia przyczynili siC; tez sami 
ksic;za Zenon i Stanislaw Chodynscy swoimi 
darami. Okolo 1913 r. Iiczyla ona przeszlo 2 tys. 
woluminow. 
Archiwum kapitulne, juz od dawna pelnil\ce 
funkcjc; archiwum diecezji wloclawskiej, w ja- 
kims stopniu UPOrzlldkowane przed wejsciem do 
kapituly braci Chodyiiskich, potrzebowalo jed- 
nak ponownego ulozenia. Przejrzeli oni na nowo 
jego zasoby, zaznaczajl\c zarazem te pozycje, kt6- 
re zamierzali wykorzystae w przyszlosci do pu- 
bIikacji irodellub opracowan historycznych. Ks. 
Stanislaw opublikowal poza tym dwa spisy do- 
kumentow (przywilejow) przechowywanych w 
archiwum kapitulnym - z 1578 oraz 1728 r., opa- 
trujl\c ten ostatni swoimi uzupelnieniami. Opu- 
blikowal tez inne przyczynki do dziej6w tegoz 
archiwum. Niektore niszczejl\ce ksiC;gi zostaly 
przez niego oprawione. 
Obok archiwaliow i ksil\zek Chodynscy gro- 
madzili tez inne "przedmioty na przechowanie 
i pokazanie zaslugujl\ce". Staly siC; one podsta- 


DOKONCZENIE NA STRONIE 16 


Nr5/99 
-2
;1
 15
>>>
WSPOMNIENIE 


ANNA 
SUCHARSKA 


' 


Z nan y artysta, po przeczytaniu Listow z Teatrn Ro- 
mana Grarnziiiskiego w Promocjach Pomorskich, 
powiedzial - chyba nie bez przekory - ze pisze on jak 
Lomnicki przed smiercill. W istocie Roman byl wielkll 
indywidualn
cillsceniczml, godnym uwagi talentem Ii- 
terackim, przejawial uzdolnienia malarskie, byl te:i na- 
prawd.. nietuzinkowym czlowiekiem. Smiere byla mu od 
zawsze bliska, jak si.. okazalo nie tylko jako temat lite- 
racki. M6wil 0 smierci, gral jll na scenie, pisal 0 niej - 
jakby oswajal smiere, albo siebie do niej przysposabial, 
by bye "jasny i gotowy", jak w slowach pami..tnego utwo- 
ru wwykonaniu Tadeusza Wozniaka. 
Ostatnia rzecz, ktora mi po nim pozostala, to egzem- 
plan Cyrano de Bergerac Edmunda Rostana w tluma- 
czeniu Marii Thtbrowskiej i Wlodzimierza Zagorskiego, 
wydanie z 1898 r. Z cal
ci tej komedii heroicznej Ro- 
man wybral i przeczytal jednllscen... Scen.., kiedy umic- 
ra gl6wny bohater. Moze jak gaskoiiski junak czw si.. - z 
jednej strony - zasluzony i podziwiany, z drugiej - szpet- 
ny i nie rozpoznany, pragnllcywyjawie, kim byl napraw- 
d..? "Bylem z losem w gniewie. Cale zycie suflerem. 0 
ktorym nikt nie wie!" 
Pami..tam Romka od czas6w Iicealnych. JuZ wOw- 
czas Mefisto podal mu napoj postarzajllcy, przez co dy- 
stansowal si.. od rowiesnikow. zaS 0 sobie mowil jako 0 
starym czlowieku. Jak b
ziesz w moim wieku, dziecko 
- glosil mcntorskim tonem, chocia:i: np. mi
zynami byla 
metrykalnie roznica trzech miesi..cy! W mlodzienczej po- 
zie artysty, romantyka, rebelianta powolal teatr szkolny, 
nast
pnie kabaret, a w repertuarze glownie Teatrzyk Zie- 
Iona G(?S Galczynskiego, gdzie jedyny raz zagral wyma- 
rzonego Hamleta. Slynna konkIuzja tej roli tak bardzo 
si.. pozniej z Romanem utozsamila: "Bardzo Zaluj.., ale 
ja w takich warunkach nie mog.. pracowae". 
Zewn
rznewarunki zawsze natomiast rozmijaly si.. z 
jego oczekiwaniarni. Patrzyl On na :iycie jak na teat!; i na 
odwrot. Sarn sobie chcial bye rezyserem, a dookola widzial 
elementy scenografii, posr6d ktorej odgrywal nie konczqCll 
si.. rol... Aktorem byl dwadziescia cztery godzmy na dobc:, 
Grarnzinski - aktor niccz..sto dawal chwil..wytchnienia Ro- 
manowi - czlowiekowi, kt6ry tak Zarliwie domagal si.. ak- 
ceptacji i milosci. W liscie sprzed kilku lat pisal: 
- fesieniq mialem pomysl zrobienia kilku zdj(?e 
takich, jakie lubi(?, a kt6re jui kiedys mialem w mloelo- 
sci, ale nie dochowaly si(? Wszystko mam nOOal w dzie- 
dzinie rekwizytu, ale speszylo mllie moje zm(?czenie, 
Wiem, ie niedlugo mam lat czterdzieSci i na miloSe bo- 
skq nie pocieszaj mnie, ie to nieduio, bo nie 0 to chodzi, 
fa jestem po prostu realllie bardzo, bardzo zm(?czolIY- ZIIU- 
iony. Asteniczny. GlluSny. Nie mam sil na nic. Fatigue, 
n'est - ce pas? Pracuj(? srednio dziesi(?t5 godzin dziennie. 
Sam siebie pocieszam, ie jeszcze kilka miesi(?cy i koniec, 
koniec z tym zapracowywaniem si(? - IIa pokaz czy co? 
Pomysl - myS
 sobie - gdzies tam facet kontempluje 
wypuklosci sp6dnicy lub wk
slosci filiianki z dobrq 
kawq, a ty tu siedzisz, siedzisz, siedzisz, Na dodatek IIie- 
bo oszcz(?dza na swietle. Szaro mi wsz(?dzie, Reflektor 
slonca tei mi zresztq niczego nie zmienia, bo ludzie jak 
za rampq. Ciiba szara i daleka. Kiedy wr6cisz wlasci- 
wie? Z Darkiem (Dariusz Stopikowski, artysta malarz - 
przyp. AS.)wczoraj cos chcielismy pokazae calemu swia- 


tu, ieby nie tylko 
atr. Moie pismo artystyczne tenome- 
naillie deficytowe? Albo galeria - stai galernika mam, 
albo nie wiem co. MusZ(! tei w tym roku pomyslee 0 klo- 
potach sercowych, ale niestety, nie chodzi 0 te doslow- 
ne. Nie pami(?tam po prostu, kiedy ostatni raz chcialo 
mi si(? dla kogos przytyc. Mam wszystkiego dosyc, sam 
dla siebie jestem typem abominacyjnym - jeSl;, m6wiqc 
kwestiq z Kubusia Puchatka - wiesz 0 co mi chodzi. 
Zycie - teatrem (i odwrotnie) nie mialoby tej sily 
niszczycielskiej, gdyby nie postrzegal go jako ile wyre- 


kowalby,si(? mnq). Maj\c "po mieczu" wyczucie opery i 
operetki - jego ojciec byl spiewakiem - myslal 0 re:i:yse- 
rii spektaklu operetkowego w przyszloiici. 
Innym paliatywem bylo wyraZanie si.. poprzez lite- 
ratur
. Sam duZo czytal, wypowiadal si.. na temat ksill- 
zek, wi..c zaprowadzilam go do redakcjiPromocji Pomor- 
skich, aby jego przemyslenia przekroczyly kameralne 
grono przyjaciol. W tym sarnym czasie sarna zarzucilarn 
pisanie, gdy:i: - zreszt
 za namowll Romka - zmienilam 
mieszkanie, nie mialam czasu, energii na nic wi..cej. 


" 
ROMAN GRAMZINSKI 


If' 


:-""" 



IO. 



 


." 


. 



'  


(l 954-1 999) 


:i:yserowanego spektakIu, w kt6rym z przypadku?, z ko- 
nieczn
ci? bral udzial, Co ja tu robi.., no powiedz, co 
ja z tego mam? - powtarzal. Lista korzysci, kt6re osill- 
gnlll w zyciu i sztuce, nie zadowalala go. Historia te:i 
mu bezustannie sprawiala zawOd, a bc;dllc jej swiadkiem 
i wnikliwym obserwatorem, miotal si.. w rozpaczliwym 
buncie przeciwko mialkosci :iycia w Polsce, frustrowa- 
la go bezsilnose, przerazal demontaz komunizmu w la- 
tach 80., nie mogl pogodzie si.. z materialnll i artystycz- 
nil pauperyzacjll teatru w Polsce. Wra:i:liwie, nadwraz- 
liwie wyolbrzymial jednostkowe problemy do rozmia- 
row globalnych, przytlaczal si.. mysleniem w katego- 
riach tzw. wielkich liczb. Sam jeden na wielkiej scenie. 
pylek w kosmosie bczmyslnosci i niezrozumicnia. 
Chcial dlatego emigrowae gdzies daleko - do Holandii, 
doNiemiec,.. Ostatecznie jednakuciekal "wprace": na 
scenic, przy maszynie do pisania. Zapami..tal si.. tane 
w dbalosci 0 ogr6d niedaleko Smukaly, troszczyl si.. 0 
rodzin.., zwlaszcza 0 Matk.., 
Niestety, cmigrowal tez w zaswiaty alkoholu. palil, 
pil niczliczonc ilosci kawy, a wszystko to czynil calkiem 
nic na wesolo, samotnic, dramatycznie znaczqc powroty 
do zycia, dla siebic, rodziny, przyjaciol, koleg6w z teatru. 
Za kazdym razem wydawalo si... zez tej walki z demona- 
mi wychodzil zwyci
ko. Spi'awdzollil formll "cgzorcy- 
zm6w" byl kontakt z muzyk
, na kt6rej Roman si.. znal i 
ktofll kochal. Sluchal Gershwina, Chopina, utwory lat 
pi..edziesi
tych. Prawdziwie }Vzruszal go przedwojenny 
standard Someone to watch over me (ktos, kto zaopie- 


Otrzymalam wowczas fraszk.. na pocieszenie: 


feszcze napiszesz dzielo swego iycia 
Splacisz tylko okna, podlogi i drzwi 
Koncze, bo nasuwa mi si(? jakis niemeski rym "ty" 


Czy ja jui jestem dose "literacki"? - pytal Autor, 
probujllCY wlasnych si! tane w poezji. - Wiesz, co jest 
w iyciu najwainiejsze?- pytal i odpowiadal: wiara, na- 
dzieja, milose. Dla tej triady :iyj.., glosil z nieklamanym 
zaangazowaniem uczuciowym. W emocjach tkwila jego 
najwi..ksza sila witalna i artystyczna, ale tez emocje 
zwodzily go na bezdroza zWlltpienia i frustracji. Je
1i 
nie mial zahamowaii w wyrazaniu uczue, to w wyraza- 
niu negatywnych uczue, kt6re latwo dorastaly jakichs 
ostatecznych wymiar6w, a kt6rym odpowiadal r6wnie 
nieprzebranym cierpieniem. J..zyk filozofii nazwal to 
cierpieniem bez przyczyny; nie ma na to leku. Zmaga- 
:¥ jllc si.. z nim wprost heroicznie, schodzil z pozaziem- 
; skich koturn6w - chcial bye przeciez lubiany. 

 Z wzajemn
cill kochal zwierz..ta, zwlaszcza koty. 
g Kiedy zgubi! si.. bialo-szary Pysiu, monumentalny od- 
iii tworca Konrada przez wiele dni i nocy nawolywal kota 
w okolicy. Karmi!, leczyl, zyjllcego do dzisiaj Pysia Lu- 
;f bi! opowiadae 0 zwyczajach zaprzyjainionej papugi i 
ps6w. Jak nikt przenikal 
wiat dzieci. 
Bawi! si.. niegramatycznymi formarni polszczyzny, 
ukul ki!ka kapitalnych powiedzeii, umial aktorsko opo- 
wiedziee zart, robi! kawaly, nasladujllc czyjs glos w tele. 
fonie, Potrzebowal zapatrzonych w siebie oczu kobiet i 
notabli zasiadajllcych w pierwszych rz
dach teatru, ale 
satysfakcja byla chwi!owa. przelarnywal jll ironill ("bur- 
mistrz zaIkal rzewnie"), teorill spisku (,,atmosfera wok61 
mnie si.. zag..szcza"), perfekcjonizmem ("ja jestem szcze- 
g6larz") oraz postaw
 narcyza. Np. przy uzyciu ekspre- 
syjnych dloni eksplikowal wielbicielce: No dobrze, jeste- 
smy jak dwie linie r6wnolegle, A wiesz co to sq linie row- 
nolegle, dziecko? To sq takie linie, kt6re si(? nigdy nie 
zejd4, No nie ma takich moiliwosci. Je:ieli chwilowo za- 
leZalo mu na utrzymaniu kontaktu, m6wil to sarno, de. 
monstrujllc linie prostopadle. 
Tak olo pozyskiwalludzi i - niestety - zraZal, by za 
chwilC; potrzebowae ich :iyczliwej dloni. Skrajn
ci psy- 
chiki odzwierciedlaly si.. raz przepychem m..skiej e1egan- 
cji, to zn6w nonszaIancjll aparycji. Byla w Romku niena- 
gann
e Humphreya Bogarta, to znow dzinsowe przy- 
odzicnie z Hlaski rodem. Niezmiennc pozostawaly jcgo 
jasne, jakby zupelnic wyplakane oczy. 
Dynarniki jego osobowosci w koncu seree - siedli- 
sko uczue tak doslownie nie wytrzymalo. Prywatnie na- 
zywal mnie tytulem powieiici Witaj smutku. Na uiytek 
chwili mog.. pokomie odpowiedziee: Zegnaj smutku. 
Pol zartem, pol serio prosil mnie Romek, abym po 
jego smierci opublikowala wszystkie jego "zlote mysli". 
Przepraszam jcili takze nie umialam bye dobrll slu- 
chaczkll, a tak wiele chcialoby si.. jeszcze "ocalie od 
zapomnienia"... 0 


Nr5/99 

 17
>>>
l2
OGJOCSdJ
 
p-o",u
 


Rok VII Nr 5 (77) 1999 Cena: 2,00 zl 


BYDGOSZCZ - TORUN - WLOCLAWEK 


Nr indo 372137 ISSN 1230-3585 


- - 


NAUKA · KULTURA · GOSPODARKA · OCHRONA SRODOWISKA 
- 



 


\ 
L. 


:. 


, " 


\ 
( tv \.''' 
. . 
, 


i 
. 

 


- 


t , 


\ 


,. 
. 


. 


\ 


\ 


Pok6j dzielem 
sprawiedliwosci 




1' ""'t 
.
}tJ._

 
\JT. 
"'1-t ....... 


Bydgoszcz, 1 czerwca 1999
>>>
W SALONIE BWA 


DOROTA 
RUDNICKA 


.". 


I akZe wyjl\tkowe, bogate wrai;enia zebrali ci, kt6- 
rzy mic;dzy 26 marca a 18 kwietnia odwiedzili 
alon Sztuki Wspolczesnej BWA w Bydgoszczy. 
Zaprezentowano tu wystawc; malarstwa i rysun- 
ku Tadeusz Brzozowski - z kofekcji rodZinnej, kt6- 
ra przycil\gllc;la widz6ww bardzo roznym wieku; 
znajl\cych dzielo artysty od wielu juz lat oraz tych, 
ktorzy 0 nim tylko slyszeli... 1 chociai; nie jest to 
retrospektywa tworczosd mistrza (kolekcja skla- 
da siC; z prac powstalych po 1981 r. i kilku wcze- 
sniejszych), to jednak przyd'lga kolorystykll, roz- 
maitoScil\stosowanych form, zamyslem tematycz- 
nym i sposobem jego realizacji, a takze glc;bil\ me- 
tafory zawartej w dziele (obrazy olejne) czy spe- 
cyficznym poczuciem humoru (rysunki). 
N a ekspozycjc; zlozylo sic; ponad 20 obrazow 
i 34 rysunki. Sposrod pierwszych najwic;ksze 
wrazenie chyba wywierajl\ dziela zatytulowane: 
Selekcjoner, Spisa, Mlot parowy, Rachmistrz i 
obraz "bez tytulu" (1985-87). A rysunki? - Ry- 
sunki profesora to i uczta, i lekcja pogIl\dowa, 
bo tyle w nich pewnosci linii, a jednoczesnie 
swobody i finezji, okraszanej dowcipem i ostrzem 
satyry. Nie czc;sto bywalcy salonu wystawowe. 
go majl\ okazjc; zetknl\e siC; dzis, u schylku XX 
wieku z tworczosci\, ktorej autor charakteryzu- 
je siC; nie tylko swietnym opanowaniem swego 
warsztatu, ale r6wniez doskonall\ znajomoscil\ 
iycia, swiata, ludzi... A to wlasnie, poza sprawa- 
mi czysto malarskimi, plastycznymi itp. wzma- 
galo nasze zainteresowanie "kolekcjl\ rodzinnl\", 
w kt6rej znajdujl\ sic; m.in. prace z takimi tytula- 
mi, jak: Wagon, Manko, Lawirancje, Mizerykor- , 


dia, Pokusnica, Zbytnik, trop w trop, piszczka 
dech, Maestro, HOMO Ludens a fd BEEF STE- 
AK TARTARE. A wszystko ciekawie zakompo- 
nowane, przemyslane i zrealizowane. 
Powyzsze stwierdzenie jednakze nie ma nic 
wspolnego z chlodnl\ kalkulacjll czy przesadnym, 
tzw. wyrozumowaniem dziela. Przeciwnie. To 
bowiem sztuka artysty kierujl\cego sie wewnetrz- 
nymi przezyciami, gIc;bokimi doznaniami oraz 
nieklamanl\ enlOcjl\. Wystarczy chdee przyjrzee 
siC; jego tworczosd choeby (z jakicbS powodow) 


jedynie wyrywkowo, aby odebrae i odczue tak- 
ze emocje, owt\ kapitalnl\ 10gikC; ksztaltow i mu- 
zykC; barw! 1 dlatego - wlaSnie - tak i w taki spo- 
sob "wyrzucona wypowiedi" jednego z najde- 
kawszych i najlepszych tworcow spotyka sic; 
nadal u publicznosci z wszechstronnl\ aprobatll. 
Dzic;ki takiej sztuce widzimy jak malo majl\ do 
powiedzenia i pokazania dzisiejsi (aczkolwiek 
nie wszyscy) "awangardysd"oo. 
Godzi siC; przypomniec (i utrwalic!), ieTade- 
usz B1'2ozowski urodzil sic; w 1918 roku we Lwo- 


Rozne oblicza emocji 


it it 1 
I ,!"" ,\" ' 
- 
 I ! 
r "It1t?t 
:tl ',I 
: .' -,,
, 


....,. 


.
.
 


,f 


wie. poiniej mieszkal (do 1954 r.) w Krakowie, 
nastc;pnie w Zakopanem. Studia odbywal w la- 
tach 1936-1939 w krakowskiej Akademii Sztuk 
Pic;knych, zas podczas drugiej wojny swiatowej 
kontynuowal naukc; w Szkole Przemyslu Arty- 
stycznego. Dyplom ASP otrzymal w 1945 r. Pod- 
czas okupacji hitJerowskiej byl aktorem Konspi- 
racyjnego Teatru Tadeusza Kantora. Po wojnie, 
przez dziewic;e lat uczyl rysunku na Wydziale 
Architektury Politechniki Krakowskiej, nastc;p- 
nie w zakopiaiiskiej Szkole Kenara. W okresie 
1962-1979 wykladal w Patistwowej Wyzszej 
Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu, nastc;p- 
nie (do 1981 r.) w krakowskiej ASP. 
Biografia malarza, rysownika, pedagoga i sce- 
nografa jest bogata, nie sposob tu wszystko od- 
notowae. Zaznaczmy jednakze np. takie fakty: 
od r. 1955 bral udzial prawie we wszystkich waz- 
niejszych wystawach polskiej sztuki wspolcze- 
snej w kraju i za granicl\. W latach 60. zaliczony 
zostal do europejskiej czolowki malarstwa no- 
woczesnego. Jego dziela eksponowano m.in. w 
Sao Paulo, Wenecji, SeatJe, Dublinie, a obecnie 
znajdujl\ sic; one np. w Stedelijk Mueum w Am- 
sterdamie, Muzeum Watykatiskim, Museum 
of Modern Art w Nowym Jorku, Tadeusz Brzo- 
zowski zmarl w Rzymie w 1987 roku. 0 


, \ 
. 
 "" 
,,: 
 -
 
, ...
, 
,
 ,,.-' , 
,' 
t.t 
'1""'" "\ 
.
 ;, 
. -,'
 .,.,,- - 
 .,..., 
..- ..... 0#' ,

 
..... , I ,

 ''''''.,' 
 ...' 
if" -'.-' , ':'" Jr.'£ . ' 

 
 . -""'
;;;,,


"
'
'.- 
, .,-
 .."c;j(
 ," -' , ' 
. 
. 
 
 . 
 . ":
r .. 

 '  


- . 
. , 

. 


" 


I .., 



..... 


, .-;4(' 


.1", 
'.. 


., ,... 

 " 


... 


"- 


"I,. 
, ,,
 
"').-- ;" 


, 


\:, J 
.:Jo' 


'. 
L
) , 
.. 


l fir 


\.\.,- 
"'. 


Bez tytutu 


Fat.: Jerzy Ciechalski 


18 

 Nr5/99 


.
. 1 


"
" 


Rachmistrz, olej 


T a wystawa skusila do odwiedzenia byd- 
goskiego salonu BWA nawet i tych 
mieszkancow grodu nad Brdl, ktorzy tu 
nigdy przedtem nie byli... Bo fotografia, bo 
przyroda i w ogole bor jako taki, to prze- 
ciez miejsce, do ktorego wielu mieszczu- 
chow jeidzi, ktore jest bliskie i przez zime 
wytesknione. A tu nagle, pod koniec marca i 
w kwietniu "stanelo" przed oczyma. Wpraw- 
dzie nie w calej swojej krasie (gdyz to nie- 
mozliwe) i chociaz przetworzone przez tech- 
nike, to jednak na swoj sposob ciekawe i 
peine uroku. A to si
 liczy dla tzw. przeciet- 
nych odbiorcow, pragni:\cych na ogol ogll- 
dac juz cos znanego z jednej strony, a z dru- 
giej zawieraji:\cego niespodzianki. 
Autorzy skupieni w Zwil\zku Polskich 
Fotografikow Przyrodniczych - Okregu Po- 


Przez bory, 


morsko-Kujawskiego dostarczyli niespodzia- 
nek milych dla oka znacznie wiecej, niz na 
swojej pierwszej wystawie; miala miejsce 
dwa lata temu rowniez wiosni:\ i w salonie 
BWA. Wowczas bylo znacznie mniej fotogra- 
fii, a ich wspolne haslo brzmialo: Z dala od 
zgielku. Zatem mialo charakter ogolny; przy- 
pominalo 0 potrzebie wyjscia z miasta i uda- 
nia sie w jaki:\kolwiek strone, by dotrzec do 
strefy ciszy - wymarzonej ciszy... Tam, gdzie 
tylko szum drzew, szept szuwarow, prze- 
strzen llk lub widok milczlcego jeziora i za- 
pach kwiatow. Po uplywie dwoch lata czlon- 
kowie ZPFP zdecydowali sie (i bardzo do- 
brze!) na bardziej sprecyzowane haslo - ty- 
tul ekspozycji: Przez bory i mszary. 
Sl wiec piekne widoki z borow, tajemni- 
cze mszary i niemalo fotograficznych niespo-
>>>
W SALONIE BWA 


Historia, dokument, sztuka 


I znow Biuro Wystaw Artystycznych zasko- 
czylo swoich bywalcow kolejnl\ inicjatywl\ 
urozmaicajl\Cl\jego dzialalnose. Oto powrocono 
(po dose dlugiej przerwie) do kontaktow z pla- 
cowkami reprezentujl\cymi inne kraje. Mozna 
miee chyba nadziejc;, ze nie bc;dzie to jedyny, 
pierwszy i ostatni "wiosenny kwiat". A jest nim 
fotografia Ericha Lessinga, ktora do Bydgoszczy 
dotarla z Instytutu Kultury Austriackiej w War- 
szawie. "Chwala mu!", jak mawiajl\ entuzjaSci 
migawki, teleobiektyw6w itp., gdyz bylo co po- 
ogll\dae w ostatnich dniach marca i przez pra- 
wie trzy tygodnie kwietnia biezqcego roku. 
Ta wystawa, to niebagatelny ogrom pracy 
spostrzegawczego reportera z aparatem fotogra- 
ficznym. To ekspozycja przypominajl\ca historic;, 
wielkl\ politykC; roznych wladcow i ludzkll tra- 
gedic;; niszczenie jednego czlowieka przez dru- 
giego - tez czlowieka... Ta "fala" fotografii "na- 
plywajl\cych" na widza z roznych stron salonu 
jest silnym uderzeniem w jego pamic;e (sic!) hi- 
storycznl\ i w jego sposob - a bywa rozny - poj- 
mowania swiata; jego klc;sk, zwycic;stw i wzglc;d- 
nego spokoju... Prace Ericha Lessinga (rocznik 
1923) wyrainie uwidaczniajl\ szerokosc zainte- 
resowaii autora, umiejc;tnose "chwytania chwi- 
Ii" oraz to, co najczc;sciej okresla siC; jako wyczu- 
cie atmosfery otaczajl\cej fotografowany obiekt. 
Gdy patrzy sic; na te fotografie. sill\ rzeczy 
"przeskakuje siC;" z jednego swiata w zupelnie 
inny; ulega siC; przyci'lganiu jakiegos zdjc;cia, 
czyjegos wizerunku, - by za chwilC;, przy innym 
fotogramie poczue blyskawicznl\ chc;c odwr6- 
cenia wzroku, odejscia... Bo Sl\ tu obrazy np. z 
wczesnych lat pic;edziesil\tych, utrwalone w roz- 
nych miejscach Europy. SI\ tez z okresu poiniej- 
szego, wykonane m.in. w Polsce, na Wc;grzech, 
w Rosji, Szwajcarii. Slowem: "kawal zycia". Zy- 
cia minionego a dla wielu - po prawdzie - ob- 


cego, odleglego, gdyz nie majl\cego nic wsp61- 
nego z ich osobistym doswiadczeniem. Zatem 
owe fotografie inaczej Sl\ odbierane przez czc;se 
publicznosci, osoby starsze, a zupelnie odmien- 
nie przez (chyba wic;kszose) zwiedzajl\cych wy- 
stawc;. U pierwszych rodzi ona puypomnienia, 
narzuca skojarzenia z faktami znanymi z autop- 
sji. D1a drugich widzow jest wyll\cznie suchym 
dokumentem (ieh szczc;scie: oni Sl\ mlodsi...). 
TC; wystawc; zatytulowano: "fotografia arty- 
styczna", wic;c chyba nic dziwnego, ze wiele os6b 
spodziewalo sic; w mniejszym lub wic;kszym stop- 
niu czegos inn ego; bardziej uderzeniowego, by 


;Ii '
 
;- 


I 


tak powiedziee, wlasnie artystycznie; ze znacz- 
nie wiC;kszl\ dozl\ sztuki fotograficznej, ktora 
przeciez w ostatnieh latach niebywale rozkwitla 
w roznych krajach i kt6rl\ podziwialismy takZe 
niejednokrotnie w bydgoskim salonie BWA. 
Oczywiscie te zdjc;cia zwilzane z historiil, poli- 
tykil, dokumentem - Sl\ bardzo dobre, ale... 
Pierwsze, zasadnicze wraienia ogll\dajl\cego 
reporterski pion dopiero przelamuje i oddala 
jakby druga czc;se ekspozycji. Dotyczy ona szcze- 
g6lnie interesujl\cych osi'lgnic;e ludzkiego umy- 
slu i dloni oraz idei, kultury i sztuki. I rzeczywi- 
scie Sl\ to fotogramy peine artyzmu, dowodzllce 
rozwoju zdolnosci Erieha Lessinga. Ukazujl\ce 
tez bogactwo jego zainteresowan, kunszt zawo- 
dowy i wrazliwose na pic;kno. Fotografie doty- 
CZIl wspanialych zabytkow architektury, rzeiby, 
malarstwa, muzyki, pismiennictwa itp. Wykona- 
ne zostaly m.in. w Egipcie, Izraelu, Grecji, we 
Wloszech, Francji, Austrii. I to chyba te prace 
najbardziej zaciekawily publicznose; one mogl\ 
na dluzej pozostae w pamic;ci widza. 
W zgodzie ze starym i dobrym obyczajem 
zanotujmy: Erich Lessing urodzil siC; 13 lipca 
1923 r. w Wiedniu. W 1939 roku, przed ukon- 
czeniem nauki w gimnazjum, zostal zmuszony 
do emigracji w wyniku hitIerowskiej okupacji 
Austrii. Dostal siC; do Izraela, pracowal w kibu- 
cach, a poiniej byl fotografem w Armii Brytyj- 
skiej. Do miejsca urodzenia powr6cil w 1947 
roku. Pracowal dla "Assodated Press", nastc;p- 
nie dla "LIFE", "Paris Match", "Picture Post" i 
innych czasopism. Utalentowany wiedenczyk 
jest rowniez autorem kiIkudziesic;ciu ksil\zek, 
w tym Imago Austriae, Podr6ie Ulissesa, Wlo- 
ski renesans, Mity greckie. Jest profesorem, uczy 
fotografii w kilku osrodkach, m.in. w Ahmeda- 
badzie (In die) w ramach programu UNESCO, 
w Akademii Sztuki Uzytkowej w Wiedniu. 0 


l' 
t 


i"';. . 


i , 


Ii 


............... '. 
" , [
 
'1-.' . 
! 



.. 
, 


...,j; 
. s. 


.- 


,.r 


,.'*'...........- 



 . 
 . 


""".. ,.' 


i
 '-.' , 
" 


mszary, niespodzianki... 


dzianek. A wszystko W otoczeniu - tu i ow- 
dzie - nostalgicznych mgielek, romantycz- 
nych zakltkow oraz przyrodniczych cude- 
niek w bajecznych kolorach. Mimo ze wie- 
my, iz owe barwy zdjec w kilkudziesieciu pro- 
centach Si:\ wynikiem osi'lgniec natury tech- 
nicznej, to jednak mozemy podziwiac i za- 
prezentowane widoki, i sposob ujecia tema- 
tu oraz osi'lgniecia warsztatowe i wyczucie 
kwestii estetycznych przez fotografujlcych. 
Bez wltpienia druga wystawa ich prac zwil- 
zanych z przyrod\, a konkretnie ze wspania- 
lymi Borami Tucholskimi rokuje dalszy roz- 
woj umiejetnosci artystycznych grona ludzi 
roznych zawodow, lecz maji:\cych takie same 
zainteresowania i podobne pasje. 
Na wystawe ziozyly sie 174 fotogramy 
wykonane przezJolantt; Machnikowsklt, Je- 


rzego Ciechalskiego, Andrzeja Jankowskie- 
go, Jaroslawa Jeleiiskiego, Slawomira Jezier- 
skiego, Tomira Kubickiego, Marka Machni- 
kowskiego, Jaroslawa Tarczykowskiego. Jak 
wiadomo, przyroda - to wspanialy ogrom 
roznych mozliwosci dla fotografuji:\cego. I 
z tych mozliwosci skorzystano! Na uwage 
zasIuguje fakt, iz wedruji:\cych z "okiem" 
aparatu fotograficznego nierzadko los pro- 
wadzil tam, dok'lCl zwykly turysta (tym bar- 
dziej tzw. wczasowicz) nigdy nie dociera... 
Ekspozycja udowadnia... tajemnicze zacie- 
kawienie absolutnie cichymi zaki:\tkami, 
chloniecie ich uroku i cierpliwe czekanie 
na "to cos", co sie samemu przezyje, dozna 
dreszczu emocji, utrwali! ' 
Dzieki temu i my, widzowie, w jakims 
stopniu (w zaleznosci od stosunku do swia- 


ta przyrody) moglismy "zanurzyc sie" w bo- 
rach, choc niemal za plecami, na odleglosc 
kilkudziesieciu metrow mielismy - niestety 
- szarosc miasta i zgielk cywilizacji. N a wy- 
stawie - w moim odbiorze - zdecydowanie 
najciekawsze Si:\ rozmaite fotografie drzew 
oraz ptakow, motyli, owadow. Natomiast 
tzw. ogolne widoki S\ po prostu "zIapanym" 
obrazem, ktorego piekno wynika z natury. 
Jedynie czesc zdjeciowych ujec zasluguje na 
miano: artyzm. W niektorych przypadkach 
nie ustrzezono sie banalu (ze wschodami czy 
zachodami slonca, leSni:\ drogi:\, mgIl nad 
wodl). Mozna jednakze natrafic takze na 
wzruszaji:\cy temat, zaskakuji:\ci:\ metafore, 
wartosciowy uczuciowo "drobiazg". I to sie 
liczy, to nalezy docenic. 
DOROTA RUDNICKA 


Nr5/99 

:;I
 19
>>>
SZTUKA 


MACIEJ OBREMSKI 


DRZWI 


Drzwi - zamkni(?cie otworu, umoiliwiajqce komunikacj(? z danym 
obszarem lub pomieszczeniem. Wykonywane g16wnie z drewna, rzadziej 
z brqzu, ielaza i innych materia16w - tyle slownik. Swieta prawda. A 
Drzwi Swiete - otwierajl\ce sie dla pielgrzymow w czterech bazylikach 
patrymonialnych Rzymu wyll\cznie w latach koscielnych jubileuszy. 
Jeszcze swietsza prawda. A tzw. Carskie Wrota w cerkiewnym ikono- 
stasie, przez kt6re moze przechodzic wyll\cznie kaplan, a dawniej takze 
car w dniu swojej koronacji. AAron Hakodesz w synagodze, za kt6ry- 
mi przechowywane Sl\ rodaly, a Drzwi Kr6lewskie we francuskich kate- 
drach, a Drzwi Rajskie symbol przejscia do wiecznosci... Jakie latwo 
powiekszae te kolekcje drzwi specjalnego znaczenia, specjalnego lad un- 
ku tresci, symboliki - swietosci, transcendencji. Okazuje sie, ie ten naj- 
prostszy, najbardziej oczywisty element architektoniczny niezwykle la- 
two chlonie wartosci i znaczenie ponad ten praktyczny zapis 0 "umoz- 
liwianiu komunikacji". 
Drzwi bywaly kamieniami milowymi w rozwoju europejskiej kultu- 
ry. Takie znaczenie dla kultury i sztuki Polski majl\ na pewno Drzwi 
Gnieinienskie. Wykonane najprawdopodobniej w XII wieku, gdzies w 
krajach nad Mozll i Renem, choe post factum przypominajl\ wydarze- 
nia, w ktorych Polska za sprawl\ kilku niezwyklych indywidualnosci 
splecionych losami zaczela uczestniczyc w procesie wielkim. Za spra- 
Wl\ trzech postaci niezwyklych: sw. Wojciecha, cesarza Ottona i krola 
Boleslawa, Polska stanc;la obok innych, zorganizowanych w Europie. 
Stala sic; wsp6luczestnikiem budowania, nowoczesnego, wymarzonego 
europejskiego Universum, zlllczonego idCl\ chrzescijanstwa, kulturll 
wyrosll\ z Grecji, Rzymu i Bizancjum. Jakie okazuje sie to bliskie dzi- 
siejszym marzeniom 0 ml\drosci, dodawaniu, bez rezygnacji z wartosci 
lokalnych. Zycie i smiere sw. Wojciecha plastycznie oddane w 18 kwa- 
terach brlzowych Drzwi Gnieinienskich przypominajl\ ten czas i sta- 
nowilt naszlt narodowl\ dumc;. 
Innym kulturowym kamieniem miIowym, zrodzonym w zupelnie 
innych warunkach, z innych idei, pod innym sloncem, Sl\ Drzwi Raju 
do babtysterium przy florenckiej katedrze. Konkurs na te drzwi oglo- 
szony przez Rade Pieciuset w 1402 roku wygral Lorenzo Ghiberti. For- 
ma plastyczna, perspektywa, elementy krajobrazu, a takie rownowaga 
i spokoj elementow kompozycyjnych zdecydowaly, ze nieco p6zniej to 
wlasnie ten moment zwyklo sic; okreslae jako poczlltek renesansu _ 
nowej epoki, czasu nowego myslenia, nowych kierunkow zdobywania 
swiata, innego pojmowania czlowieczenstwa. 10 scen ze Starego Testa- 
mentu ujc;tych w bordiur
, gdzie autor wraz z synem Vittorio nie wahal 
sie umieScie swych portretow obok wizerunk6w Boga StworzycielaAbra- 
hama i Mojzesza. Tworzenie swiata Ghiberti smialo zestawia z wlasnll 
tw6rczosciil, bez kompleksow, na granicy bluinierstwa. 
495 lat p6iniej W 1997 roku w pracowni Michala Kubiaka powstaly 
brlzowe Drzwi Blogoslawienstw. Nieco p6zniej wypelnily srodkowe 
wejscie do Bazyliki sw. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy. W swojej 
kompozycji dwoch spizowych skrzydel z osmioma kwaterami ujetymi 
bordiuril, pamietajll niewl\tpliwie 0 tych sprzed pieciu i osmiu wiek6w, 
o tych z Gniezna, moze takie 0 tych z Plocka, takie 0 tych z Florencji. 
W Gnieinie tematem narracyjnego cyklu w kwaterach jest misja chrze- 
Scijanska, poszerzanie swiata nowej idei, tragedii czlowiekaza Zycia i prze- 
ogromnego sukcesu jego pracy juz po smierci. We Florencji 10 kwater opo- 
wiada 0 Stworzeniu i Tworzeniu. W Bydgoszczy wypisano subtelnym ry- 
sunkiem, zr6znicowanll plastykl\ opowiese zaledwie z kilkudziesic;ciu lat 
miasta. To jego mieszkancy, ich tragedie, upadki i podnoszenia, a przede 
wszystkim ich nadzieje, sl\ bohaterami plastycznej opowieSci. Opowiesci 0 
mc;czenstwie i budowaniu, 0 przezwycie:ianiu strachu i 0 epoce zbudowa- 
nej na slowach, i 0 obecnosci w bydgoskiej Bazylice Prymasa Tysil\c1ecia, i 
na przypomnieniu Tysil\cIecia smierd Sw. Wojciecha. Drzwi z Gniezna i z 
Bydgoszczy, mimoblisko 800-1etniej r6zniey czasu, innym jezykiem pla- 
stycznym m6will w gruncie rzeczy 0 tym samym, 0 misji, 0 poSwieceniu, 0 
solidarnosci, 0 milosci, a przede wszystkim 0 nadziei. 0 


20 

 Nr5/99 


LESZEK GOLDYSZEWICZ 


A wangarda 
subiektywnie 


no i to sq jeszcze nadal sztuki pickne? 
(anonimowy widz IV Biennale 
Plastyki Bydgoskiej) 
no pi(?kne jak spotkanie parasola z maszynq 
do szycia na stole prosektoryjnym. 
(z tekstu surrealistycznego) 
W dw6ch ubieglorocznych numerach Prol1locji POl1lorskich (1 i 7) uka- 
zaly sic; teksty: Renaty Uzarskiej-Bielawskiej oraz polemiczny do niej Ale&- 
sandra JankoWikiego dotyczllce awangardy w sztuce. Autorka pierwszego 
tekstu w dose ogolnym zarysie formuluje sarno pojc;cie awangardy z jedno- 
znacznym przeslaniem iz nie znajduje ona aprobaty i zrozumienia w szer- 
szym kontekscie spolecznym, natomiast Aleksander Jankowski zarzucajllc 
(autorce) powierzchownosc i subiektywizm wyprowadza teze przeciwnll- 
Oboje autorzy podpierajll swoje wywody autorytetami w tej dziedzinie 
(Renata Uzarska-Bielawska rowniez w nast
pnym artykule, w Prol1locjach 
nr 2), i wlasciwie nie spos6b nie zgodzic siC; z niekt6rymi po kaZdej ze stron. 
Razi jednak trochc; nazbyt akademicki ton tych polemik - w ten spos6b 
moma mnoZye bez konca argumenty az do pOgllld6w eioei Jozi (sztuka 
wsp61czesna to te picassy - nie lubic;) wlltcznie. Nie wdajltc siC; w wywody 
na temat rysu historycznego i rozwoju tresci, kt6ra kryje siC; pod pojc;ciem 
awangarda moma zgodzie siC; na pewno, iz awangarda okresla swoim zna- 
czeniem jako slowo, zawsze cos co jest w przodzie niezaleznie od dziedziny 
Zycia, choe sarno wywodzi siC; z wojskowosci. 
W tym znaczeniu, moim zdaniem, znalezIismy sic; dzisiaj w sytuacji nie- 
moznosci precyzyjnego okreslenia, co awangardlt jest, a co nie. W dobie 
nielinearnego a geometrycznego postc;pu wiedzy i jej przyswajania sarno 
pojecie awangarda paradoksalnie wydaje mi siC; archaiczne. Dzisiejsze dzia- 
lania artystow opierajlt siC; bowiem na "narzc;dziach" danych wczesniej przez 
r6zne historyczne awangardy, a sarno ich okreslenie zaleZy w dUZym stop- 
niu od kontekstu w jakim siC; jawill. pytanie widza na bydgoskim biennale 
- "czy to Sll jeszcze nadal sztuki pic;kne?" swiadczy 0 dzieciecej naiwnosci 
ale i pewnej ignorancji pytajllcego. Swiadczy 0 zakorzenieniu percepcji w 
XIX wiecznej koncepcji sztuki nie znajltcej jeszcze dramatycznej przyszlo- 
sci wieku XX. Intencje dzisiejszych artystow sit raczej bIizsze tym, kt6rzy 
tworzyli magiczne malowidla w grotach A1tamiry i Lascaux niz Akademiom 
tworZilcym Pic;kno. Prehistoryczni malarze byli "awangardlt" swoich grup 
plemiennych, zaklinaIi w malowidlach rzeczywistosc, kt6ra wymykala sic; 
spod kontroli, nie tworzyli pic;kna - czarowali. Dzisiaj artysci wiedzllc nie- 
por6wnywalnie wic;cej, ale nie posunllwszy siC; wraz z calll cywilizacjll w 
zrozumieniu sensu i istnienia, r6wniez na swoj spos6b, probujll zaklinae 
rzeczywistose - nie zas tworzye "sztuki pic;kne". Ten imperatyw wywie- 
dziony z awangardyzmu XX-wiecznego nie rodzi juz w tej sytuacji wlasei- 
wie niczego "z przodu" - raczej jest tak ze rzeczy "dziejlt siC;" dookola i 
kaZdy kto chce i czuje potrzebc; wyraZenia siC; poprzez sztukc; bierze z ogrom- 
nego "wora" doswiadczen historycznych to, co najbardziej odpowiada jego 
temperamentowi - wykorzystujllc to w sposob bardziej czy mniej oryginal- 
ny. W tym kontekscie cala sztuka wspolczesna jest "dluznikiem" awangard 
r6znego rodzaju, od impresjonizmu czy moze naturaIizmu poczynajllc. Je- 
sIi ktos maluje wedlug XIX-wiecznych koncepcji pic;kna jest juz archaiczny 
dla wszystkich, oprocz oczywiscie tych ktorych percepcja na tym poziomie 
estetyki doznala zahamowania. 
M6wil\c wczesniej 0 kontekscie jako waZnym czynniku okreslajltcym, 
mialem wlasciwie na uwadze wlasnie uwarunkowania odbioru dziela sztuki 
czy dzialania artystycznego. W zaleznosci od zorientowania czy tez "opa- 
trzenia", niezaIeznie nawet od zrozumienia odbiorcy, zaleZy klasyfikacja da- 
nego obiektu sztuki czy dzialania. To natomiast uwarunkowane jest z kolei 
odlegloscill historycznlt i przestrzennll od rzeczywistego "zrodla" pojawiajll- 
cej siC; "formy" istnienia sztuki. Od tego kontekstu zalezny jest r6wniez czyn- 
nik uznania, lub dezaprobaty, a w konsekwencji szerokose "pasma" odbioru 
przez tych do kt6rych przekaz sztuki jest kierowany, i jest on bardzo r6my. 
Dlatego tez nie mozna uog6lniae jako jednej z wykluczajllcych sic; tezy, ze 
sztuka wspolczesna ma wllskie czy tez szerokie grono odbiorcow. 0
>>>
- Rozmawiali'my przed dwunastu laty i 
wtedy, na lamach Ilustrowanego Kuriera Poz.. 
skiego wyznala Pani, absolwentka poznafiskie- 
go liceum muzycznego, studentka warszaw- 
skiej i paryskiej akademii, potr6jna dyplomant- 
ka moskiewskiego konserwatorium, ie podej- 
mujlic w 1978 roku prace pedagogicznli w Byd- 
goszczy, czula sie Pani osobli zniklid. Bez ko- 
rzeni. Bez aweao miejaca na ziemi. Czy co, aie 
zmienilo? 
- Zdecydowanie - tak! MogC; dzis z callt 
moclt powiedziee, ze juz jestem stlld... I myslc;, 
ze tak jestem postrzegana. Sam fakt, ze zapro- 
szono mnie, bym zagrala z orkiestrll Filharmo- 
nii Pomorskiej podczas galowego koncertu z 
okazji ,,650 urodzin krolewskiego miasta Byd- 
goszczy", w obecnosci prezydentow Kwasniew- 
skiego i Kaczorowskiego, napelnilo mnie dumll 
i uczuciem pelnego dowartosciowania. 
- Ma Pani jui niezlligromadke wychowan- 
k6w... Wielu z nich zdobylo prestiiowe laury. 
- Osmioro z nich zostalo na uczelni. SI\ 
wsrod nich Viola Lukaszewska, Joanna Czapin- 
ska-Wroblewska, Maria Kukier-Turkiewicz 
Magdalena Swatowska... A obok nich moim; 
wychowankami Sll Michio Nishihara Toro, Ale- 
xandros Jusakos, Dominika Eska, Alicja Tarczy- 
kowska... 
- Czym r6ini sie Pani metoda pracy z mlo- 
dym, utaIentowanym muzykiem od tei, kt6
 
poznala Pani podczas studi6w w Konserwato- 
rium im. Czajkowskiego w kIasie prof. Nikola- 
jewej? 
- Wtedy przede wszystkim wymagano ode 
mnie. Mniej pokazywano, jak grae, a wic;cej ocze- 
kiwano. Na lekcjc; przychodzila spora grupa, pra- 
cowalismy caly dzien. SluchaIismy siebie nawza- 
jem. Sarna prowadzc; bardzo zindywiduaIizowa- 
ne zajc;cia. Spc;dzam czas sam na sam ze studen- 
tern. Slucham, poprawiam, demonstrujc;... 
- Czy tym wychuchanym uczniom poma- 
ga udzial w konkursach pianistycznych czy ich 
deprymuje? 
- Pomaga zwaIczye stres, ograc siC; na es- 
tradzie, porownae swoj poziom z konkurencjll. 
A ta dominuje w naszej dziedzinie. Dla mnie 
samej udzial w konkursach byl epizodem waz- 
nym w biografii, zdobywalam tytuly laureata, 
ale nie jest to dla mnie zaden fetysz... 
- Mamy nadprodukcje mlodych pianist6w. 
Czy rynek koncertowy i fonograficzny jest w 
&tanie wchlonJiC tyle taIent6w, 0 przecit;tnych 
muzykach jui nie wspominajl\c? Po co nam tyle 
mistrz6w kIawiatury? 
- To prowokacja? Wielki polski himalaista 
Jerzy Kukuczka, na pytanie po co wchodzic na 
osmiotysic;czniki, odpowiadal - bo sll! Poki Sll 
ludzie, ktorzy chCIl grae na fortepianie, ,warto 
ich uczye. Tym bardziej, ze w coraz wic;kszym 
stopniu studenci muszll finansowae swlt naukc;, 
juz oplacajll np. sale, w kt6rych ewiczll. A nad- 
chodzllca reforma oswiaty juz na poziomie szko- 
ly sredniej, bez wlttpienia obnizy jakosc piani- 
stycznego narybku... Juz to widac, gdy przez 
pierwsze trzy lata muszc; korygowae mankamen- 
ty techniezne, poprawiae efekt zlej dydaktyki w 
szkole sredniej. 
Co sldada si
 na karier
 pianisty? 
Inteligencja, wyksztalcenie i sporo szcze- 


scia. 


ROZMOWY GG?V
 


"Juz jestern stqd..." 


iI- '- 


J r 


iI', 


Z prof. WIESLAWJ\ RONOWSKJ\, 
pianistkCl i pedagogiem bydgoskiej 
Akademii Muzycznej rozmawia 
Henryk Martenka 


Do czego nastolatkowi z kIasy fortepia- 
nu, obslugujlicemu komputer, zeglujliCemu w 
internecie, potrzebne SI\ godziny imudnej pra- 
cy nad sonatami Scarlattiego, Bacha, Haydna? 
- Do jego wewnc;trznego rozwoju! Wysilek, 
jaki musi mlody czlowiek wlozyc w technikc; gry 
i zrozumienie muzyki jest taki sam, jak wyma- 
gajllca lektura. Poza tym oni to lubill. Najwybit- 
niejsi muzycy to ludzie wszechstronni... 
- Czy muzyczne mody, wsp61czesne gusty 
estetyczne majli wplyw na student6w? 
- Niewiltpliwie. Sluchajll wielu nagran, fa- 
scynujll siC; osi'lgnic;ciami utytulowanych rowie- 
snik6w, reagujlt na ewolucjc;, jaka zachodzi w 
praktyce muzycznej. 
- Ciekawym wydarzeniem w Pani karierze 
byiy koncerty w Chile, Rzadko trafiajli tam pol. 
scy muzycy, ale i tam spotykamy Polak6w, Gpo- 
wiadal mi kiedys Henryk Czyi, ie po jego kon- 
cercie w Santiago zjawil sie sedziwy dZentelmen 
i przedstawil jako bUski potomek Henryka Sien- 
kiewicza... 
- W Chile jest stara i szanowna Polonia. 
Poznalam tam panill Domeyko, wnuczkc; slyn- 
nego Ignacego, a takze polskich arystokratow, w 
tym hrabiego Raula MalachowsIiego. Otoczono 
mnie wielkltZyczliwoscil\. Moje koncerty, swiet- 
nie zareklamowane, sciljgaly tlumy sluchaczy. 
- Przez kilka lat byla Pani kisle zwil\ZaDa 
z Jerzym Maksymiukiem. Co Pani dalo to do- 

adczenie? 
- To byla nagroda od losu! Bardzo duzo siC; 
nauczylam. Bardzo! I to w chwiIi, gdy przezy- 
walam dose trudny etap 
ycia. To byl pr
ypa- 
dek, choe wiedzialam, ze Maestro Interesuje siC; 
mlodymi muzykami.. Kazal mi cos zagrae, a p'O- 
tern znienacka zapytal, czy za osiem tygodni 


zagram koncert Chaczaturiana... J eSIi tak, to ze 
mnlt go nagra. MySlal moze, ze siC; nie nauczc;... 
A ja siedzialam przez cale wakacje po osiem 
godzin dziennie i ewiczylam... We wrzesniu kon- 
cert byl gotow do nagrania. 
- ... i to stworzylo Pani szanse kilkuletniej 
pracy pod batutl\ Maksymiuka... 
- ... wlasnie. Potem koncertowaIismy ra- 
zem, a i dzis, gdy przyjezdza do Bydgoszczy 
prosi, bym mu cos nowego zagrala. Nauczyl 
mnie wielu spraw pozamuzycznych, ktorych 
nie powiedzial mi zaden dyrygent, jak sic; po- 
ruszae po swiecie artystycznego biznesu. Te- 
raz mogc; na moieh lekcjach powolywae sic; na 
niego: "Jak mo
i Jerzy Maksymiuk..." To ty- 
tan pracy. W Krakowie przygotowywaIismy 
malo znane utwory Schumanna. UczyIismy 
sic; ich wszyscy: on, ja, orkiestra. Mdlalam juz 
prawie, gdy pozwolilam sobie jc;knlle, "Ma- 
estro, z glodu juz prawie nic nie widzC;. Moze 
zrobimy jaklls przerwc;?" Na to Maksymiuk 
fuknl\l: "No wie Pani, jakie jedzenie, najpierw 
praca. Trzeba wiedziee, co jest pierwsze." Ale 
kiedys wchodzC; w przerwie na salc;, patrzc;, a 
Maksymiuk siC; czegos uczy. Nie byl to Schu- 
mann, ale utwor, ktorym mial dyrygowac za 
kilka tygodni... 
Artysta musi by
 got6w zawsze do pra- 


cy... 


W Chile dziwHi siC;, ze przed koncertem 
chcC; poewiczye. Po co? - pytaIi, pfzeciez zapro- 
sili mnie na koncert, a nie zebym tam probowa- 
la... 
- Miala Pani wspanialych nauczycieli: Ta- 
tiane Nikolajewnli, Olega Iwanowa, Wlodzimie- 
rza Obidowicza... Nie nauczyli Panili rzeczy, 
kt6re pokazal jej Maksymiuk? 
- NauczyIi, ale ja wtedy bylam bardo mlo- 
da. Slucham teraz nagran profesor Nikolajewej 
i dopiero teraz doceniam wielkose jej sztuki. 
Dopiero teraz wic;cej widzc; i slyszc;. Przypomi- 
nam sobie jej lekcje i dochodzc; do przekona- 
nia, ze jej praca z nami, studentami, byla nie na 
dzis, nie na jutro, ale na cale zycie. 
- Wyobraimy sobie sytuacje, ie pojawia sie 
impresario i powiada: "Madame Ronowska, or- 
ganizuj
 koncert, Pani gra i moie dokona6 wy. 
boru dziela". Czy ma Pani utw6r, na kt6ry cze- 
ka, podobnie jak aldor marZl\CY 0 Hamlecie? 
- Juz zagralam taki utwor. To byl Koncert 
B-dur Brahmsa. I wiltze siC; to z tournee w Chi- 
le. Zadzwonili do mnie z Santiago i pytajil, czy 
gram ten koncert. "Kiedy?" - zapytalam krot- 
ko. To bylo w marcu, a w czerwcu zagralam... 
Utwor dla mocarza, ale wykonawca, jak slldzC;, 
nie powinien odmawiae. Naturalnie mam 
utwory, ktore kocham "od zawsze": Bacha, Mo- 
zarta, Beethovena, Clementi ego, Haydna. Te- 
raz pasjonuje mnie Liszt, mysli zaprzllta mi 
Debussy. Z biegiem lat coraz lepiej gra mi siC; 
Chopina. Ale pierwszenstwo dajc; Bethoveno- 
wi - szalenie odpowiada mi precyzja jego dziel, 
idea muzyczna, faktura, pulsacja... To, ze doj- 
, rzalam do takiego przekonania, to rowniez do- 
robek moich dwudziestu lat zawodowego Zy- 
cia... 0 


Nr 5/99 
,],:'D\
 21
>>>
JUBILEUSZ 


ZDZlstAW 
PAJAK 


,; 


,i -0 t;'. ) 

 
,'r 

" ,
 
II " 


N ajpierw byla tu fabryka mydla, po- 
, tern warsztaty, w kt6rych na,prawia-, 
no projektory filmowe. Wiel.ki budynek 
wypelnialy zuzyte cz
sci, blaszane pudla 


moze wczesniej slyszal, jak ojciec i jego 
koledzy, rozwazali wiele nazw, mniej lub 
bardziej kojarzlcych si
 ze sztukl. M6zg, 
a dokladniej - Fabryka Rzezb Gadajqcych 
ze 
obq "M6zg", to byla nazwa oryginal- 
na i mogqca zaciekawic. A przeciez 0 to 
, tez chodzilo, aby klub przyci'Ulal wielu, 
aby stat Si
 miejscem spbtkan i wymiany 
'mysli, miejscem, w kt6rym mozna byte 
tw6rczo sp
dzic czas, a artysci uwazani 
za awangardowych mogli pu
licznie po- 
kazac to nad czym pracowaU; a co niewie- 
Ie dotld interesowalo tradycyjne galerie, 


si«; w czwartek 8 kwietnia br. po dwudzie- 
stej, trwaly az do niedzieli, a wlasciwie do 
wczesnych g;dzin porannych w ponie- 
dzialek - 12 kwietnia. Cztery dni, cztery 
noce wypelnione spektaklami audio-wizu- 
alnymi, wykladami i muzykl. Tej ostatniej 
bylo zreszt q najwi«;cej. Wszak po to pi«;c 
lat wczesniej ppwstal M6zg aby prezento- 
wac muzyk
. Nazwano'jq jassem lub yas-, 
-sem, choc tak napl'awd
 .;:, powinno si
 jq 
okreslac mianem muzyka z M6zgu (ito za- 
r6wno przez d'uze )ak i. male "M"). Rafal 
Ksi
zyk, dziemlikarz cenionego w kre- 


z rolkami filmowymi, urzldzenia, ktore 
nieublagany czas zmienial w niepotrzeb- 
ne nikomu graty. A jedynym, ktory nie- 
podzielnie zaczll tu panowac stal si
 - 
kurz... Kto wie, moze do konca sWiat a, 
nikt by sobie nie przypomnial 0 tym miej- 
scu. Po zmianie ustroju, opustoszalo na 
dlugi czas wiele, bardziej zdawaloby si
 
potrzebnych - zakladow. W 1994 roku 
znalazlo si
 jednak dwoch smialkow, kto- 
rzy postanowili w to miejsce tchnlc nowe 
zycie i przegonic ducha dawnych dni. 
Slawek Janicki i Jacek Majewski pra- 
cowali wczesniej w klubie na bydgoskiej 
Starowce, zwanym Trytonami. Z roznych 
przyczyn musieli go opuscic, ale nie za- 
mierzali skladac broni. Chcieli jeszcze po- 
walczyc 0 to, by w Bydgoszczy mogli spo- 
tykac si
 ludzie, ktorych interesuje sztu- 
ka alternatywna, inna od oficjalnie uzna- 
nej i oficjalnie finansowanej. 
Stary budynek przy Gdanskiej to, na 
zapleczu znanego w miescie kinaPomorza- 
nin mial wiele zalet. Przede wszystkim byl 
w centrum. Stqd wsz
dzie bylo blisko. Tu 
tez kazdy latwo mogl trafic. Obok bowiem 
miescil si
 owiany legendlparnasik, daw- 
ne miejsce spotkan artystow i roznego au- 
toramentu miejscowych oryginalow. 
Decyzja, jaklJanicki i Majewski mogli 
wtedy podjlc - byla tylko jedna - oczywi- 
scie tak. Pozostala jedynie sprawa nazwy 
nowego klubu. Wymyslil jq syn Slawka. 
Mial wtedy 5, moze 6 lat i jak to dziecko, 
wpadl na pomysl bez zastanowienia. Choc 


22 

 Nr 5/99 


marszandow, krytykow czy organizato- 
row koncertow. Wbrew jednak oficjalnej 
opinii mialo SWl publicznosc. Bo to co 
artysci mieli przedstawiac w M6zgu mo- 
,glo miec ksztalty i barwy materialne - ob- 
razow, rzezb i zdj
c lub tez ulotne, trud- 
ne do uchwycenia i zdefiniowania - ruch 
bqdz dZwi
k. 
Minelo troch
 czasu, nim do martwych 
wczesniej pomieszczen powrocilo zycie. 
Bar stopniowo wypelniali smakosze piwa, 
ktorzy jednak szukali tu nie tylko charak- 
terystycznej goryczki chmielu. Mozliwosc 
zobaczenia na wlasne oczy i uslyszenia na 
wlasne uszy artystow, 0 ktorych slyszeli 
coraz cz
sciej. stala si
 dla wielu z nich 
magnesem, ktory przycii\gal do M6zgu, na- 
wet jesli prezentowana sztuka okazala si
 
w perspektywie czasu zbyt trudna, zbyt 
elitarna. ...Zastanawia mnie jednak, ie ci 
sami ludzie, kt6rzy przychodzq, by posie- 
dziee w czesci gastronomicznej klubu, bar- 
dzo rzadko przychodzq na koncerty czy r6i- 
ne akcje, prawdf; powiedziawszy - w og6- 
Ie ich nie ma - przyznal Slawek Janicki. - 
Na duie koncerty, jeili na sali jest 200 
os6b, to z Bydgoszczy, miejscowych - jest 
tylko powiedzmy 40 - 50. Reszta przy- 
jeidia z kraju... No tak, ale wtedy, kiedy 
M6zg powstawal, zalozenia byly zupelnie 
inne, a wlasciwie - nikt niczego nie za- 
kladal. Nawet tego, ze M6zg doczeka ju- 
bileuszu. Najskromniejszego z mozliwych, 
ale jednak jubileuszu. 
Jubileuszowe uroczystosci rozpocz
ly 


gach alternatywy pismaBrum nazwal byd- 
go ski klub - stolicl i kolebk q "jassu". 
...Kto jednak zna trochc historiC wie, ie to 
nieprawda, albo prawda tylko czcsciowa. 
Akurat wtedy zbiegly siC dwie sprawy. Ze- 
spoly, w kt6rych gralismy zaczcly bye slu- 
chane coraz bardziej, w tym tei czasie po- 
wstal M6zg. Na pewno wicc, jedno drugie- 
mu pomagalo i dzialalo w obie strony. To, 
ie zespoly tu przyjeidialy i graly, przyczy- 
nialo siC do tego, ie to miejsce iylo. M6zg 
z kolei, stawal siC na zewnqtrz coroz bar- 
dziej znany. Interesowano siC tym, co siC 
tutaj dzieje. I tym samym granie w M6zgu 
nobilitowalo ludzi, kt6rzy tu wystcpowa- 
li. MyslC wicc, ie to co siC stalo, nie bylo 
zaslugq ani naszq, ani nikogo innego, kto 
to miejsce razem z nami budowal- dodal 
skromnie Slawek Janicki, dzis wraz z Jac- 
kiem Majewskim pelnilcy przede wszyst- 
kim obowilzki menadzera M6zgu. Nowo- 
czesnego men adz era, ktory na co dzien 
korzysta z telefonu komorkowego, kom- 
putera i Internetu. Po to, zeby dac bywal- 
com klubu to, czego oczekujl, czyli latwiej 
i szybciej dotrzec do artystow, wst
pnie 
ustalic terminy imprez, rozpropagowac 
dzialalnosc M6zgu. ...Mamy swojq stronc 
internetowq, jako jedni z pierwszych w 
Bydgoszczy, od bodajie 3 lat. Z naszej stro- 
ny moina sciqgae pr6bki dzwickowe (mu- 
zyczne), fragmenty koncert6w, moina za- 
mawiae plyty, moina dostae siC do cieka- 
wych miejsc (tym, ktorzy jeszcze nie zna- 
jl, podaj
 adres - www.mozg.artjpl). W
>>>
JUBILEUSZ 


czasie obchodow Mozgptzyznal dwie swo- 
je nagrody za popularyzacjt; dzialalnosci 
klubu. Jednl otrzymal Rafa. Ksit;zyk, 
wspomniany wyzej dziennikarz, drugl - 
Piotr Szumacher, ktory od poczqtku zaj- 
muje sit; stronl internetowl Mozgu... 
Zapewne niebawem w internetowej 
sieci mozna takze uslyszee fragmenty ply- 
ty przygotowanej na 51atMozgu. ...To sq 
rzeczy z przeszlosci - opowiada Slawek 
Janicki. - Natomiast podczas obchodow 
jubileuszu na zamowienie 1J programu 
TVp, Yach Paszkiewicz realizowal tilm. 
Bedzie to 40 minut 0 jubileuszu i 0 histo- 
rii Mozgu. Wiem, ze nagrane jest 10 go- 
dzin materialu. Takze wszystkie koncer- 
tV. Nie wiem tylko jaka jest jakosc dzwie- 
ku, wiec nie mog(? powiedziec, czy wyda- 
my z tego plyt(? Na pewno jednak wybie- 
rzemy najciekawszy material i postaramy 
sie to opublikowac na tasmach wideo czy 
ita CD-Romach, bye moze takze zrobimy 
z nich jakqs kompaktowq skladanke... I 
zapewne warto bt;dzie postuchae, jak na 
jubileuszu Mozgu graly Kury, Loskot, 
Trupy, Try tony, Maestro Try tony, Mazzoll 
& Arythmic Perfection, Zdzislaw Piernik, 
zdobywajlca coraz wit;kszl slawt; w Eu- 
ropie grupa z bydgoskiego - Something 
Like Elvis, czy tez laureaci tegorocznych 
Fryderyk6w - Tymon Tymanski lub Ka- 
zik Staszewski. Szkoda tylko, ze zabra- 
klo na obchodach wielkiego przyjaciela 
M6zgu - znakomitego awangardowego gi- 
tarzysty brytyjskiego - Freda Fritha. 
...Byl u nas pare miesiecy temu. Dlugo roz- 
mawialismy i wtedy powiedzial ile ma 
zaje c . Gra, komponuje, pracuje w teatrze 
i szkole, probuje zajmowac sie rodzinq, 
caly czas tez gra koncerty. Nie smialem 
wiec go prosic, by przyjechalna jubileusz 
- odparl Janicki. Ale bye moze Firth po- 
jawiae sie bt;dzie w M6zgu czesciej. Oczy- 
wiscie jeSli tylko uda sit; zrealizowae ko- 
lejny pomyst menadzerow klubu. ...Ta 
sala w dziefi stoi pusta, trzeba za niq pla- 
cic. Myslimy wiec 0 tym, zeby zalozyc 
warsztaty artystyczne, kt6re nawet moz- 
na nazwac szkolq. Mysle 0 warsztatach i 
muzycznych, i plastycznych, i wideo-art. 
Zalezy kto z naszych wykladowc6w chcial- 
by si(? tego podjqc. A jezeli chodzi 0 warsz- 
taty muzyczne - m6glby je poprowadzic 
wlasnie Fred Frith. Rozmawialem z nim, 
wyrazil zainteresowanie. Mysle - dodal 
Slawek Janicki - ze w kraju znalazloby 
si(? wielu chetnych. Zaplaciliby, przyjecha- 
li do Bydgoszczy i by grali. Bardzo bym 
chcial, zeby do tego doszlo. Ta praca mo- 
glaby przyniesc wspaniale etekty. Powsta- 
lyby nowe zespoly. Spotkaliby sie ludzie, 
ktorzy inaczej nigdy by na siebie na trati- 
li. I moze doszloby do powstania czegos, 


czego moglibysmy 
potem chetnie slu- 
chac i oglqdac... 
Szkola czy warsz- 
taty zapewne ulatwi- 
lyby prowadzenie 
codziennej dzialal- 
nosci Mozgu, wszak 
to dodatkowe pie- 
niqdze w kasie. A 
przeciez dzis trudno 
liczye na panstwowe 
czy gminne pienil- 
dze... 
...Czesto odwie- 
dzam Mozg, bo bar- 
dzo dobrze sie tu czu- 
je. Nie ma drugiego "'" 
takiego klubu w Pol- 
sce- przyznalKazik " 
Staszewski, ktorego , 
piosenka Mozg, jest t 
wyrazem afirmacji 
bydgoskiego klubu. 
...Zawsze jednak naj- 
trudniej dziala sie w 
domu - opowiada 
Janicki. - Dostali- 
smy wprawdzie na- 
grod(? wiceprezyden- 
ta Bydgoszczy, przy- 
znanq z okazji jubi- 
leuszu, ale nie ma ",; 
poparcia tinansowe- .
 ,.
 
go. Opr6cz tego nie 
udaje sie nam zyskac SIawek Janicki (na pierwszym planie) i Jacek Majewski 
wsparcia ze strony 
miejscowego oddzia- 
lu LOT-u. Bylismy jakis czas temu zapro- 
szeni do Londynu na duzq prezentacje M6- 
zgu. Mielismy oticjalne pismo z Instytutu 
Kultury Polskiej, ze popiera naszq akcje. 
Otrzymalismy zaproszenie do pieciu miast 
w Anglii. Niestety, wyjazd nie doszedl do 
skutku, gdyz LOT odmowil sponsorowa- 
nia, wziecia na siebie kosztu przelotu. I co 
ciekawe, przedstawiciel w Londynie pod- 
jqlnegatywnq decyzje po rozmowie wla- 
snie z bydgoskim oddzialem. Przedstawi- 
ciel Instytutu Kultury Polskiej powiedzial, 
ze nigdy dotqd nie wydarzylo sie tak, ze 
oni cos popierajq, ,a LOT - odmawia. Tak, 
to bardzo powazny problem - wspolpraca 
z tirmami, ktore moglyby wiele pom6c. Wy- 
bieramy sie ponownie na rozmowe do 
LOT-u, do dyrektor Burzyfiskiej. Moze tym 
razem uda sie porozumiec... 
Piee lat temu nikf nie zakJadal, ze 
wszystko sit; tak potoczy, ze klub Mozg, 
stanie sit; jednq z wizytowek miasta, ze 
w calej Polsce i za granicami kraju bt;- 
dzie sit; 0 nim mowilo, i to nie tylko z 
okazji jubileuszu. W miejscowej prasie, 


II 


.. 


. 




 
I 


'

'-) 



 
I ' 

 I 
r 
I 
...- 
y II 
:.........L- 
I 


..- 


. . 


...."..' 


...... 



 


.., 


'2 
-

 


J 


/ 


:,. 'iff 


... 



 
;.. 


. 
-t;. 
C 

.
...J 



 


..... 
, 


" h 
 - 
 
.... ,. 
.....\- £ 
r&. 
'.
 .'" 3: 
7- ' ,', _ 
..
 . 
::
. .:
'
 "..

 
.
;:" 
 ;f 




 ..
 
 
 



, ;;.: '" 


po obchodach ukazaly sit; jednak infor- 
macje, ze nastepnego jubileuszu juz nie 
bedzie, ze klub M6zg za pit;e lat zostanie 
zamknit;ty. ...Moze tak sie i nie stanie, 
choc dzisiaj tak to odczuwam - zwierza 
sit; Slawek Janicki. - Przez te piec minio- 
nych lat pozostawilismy z Jackiem cos co 
jest nam rownie bliskie jak tworzenie tego 
klubu - granie. 0 wiele mniej gramy, niz 
gdybysmy chcieli i od tej chwili chcemy 
to zmienic. Tak jednak mysle i powiedzia- 
lem to juz komus na spotkaniu jubile- 
uszowym, ze najblizsze piec lat powinni- 
smy poswiecic takze na znalezienie i wy- 
chowanie nast(?pc6w. Moze tacy si(? znaj- 
dq. Przychodzq tu przeciez mlodzi ludzie, 
powiedzmy 10 lat mlodsi od nas - moze 
wsr6d nich znajdq sie tacy, kt6rzy bedq 
chcieli kontynuowac dzialalnosc Mozgu. 
Jest szansa zrobic cos, aby duch, kt6rego 
udalo sie nam tu tchnqe, nadal zyl, na- 
wet jesli klubem bedzie zajmowal sie ktos 
inny. Jest taka szansa i bardzo bym sobie 
zyczyl, zeby tak sie stalo. Zeby cos po nas 
pozostalo na dluzej... 0 


Nr 5/99 
.;!;:):'a
 23
>>>
KONFERENCJE · SPOTKANIA · KONFERENCJE · SPOTKANIA · KONFERENCJE · SPOTKANIA · KONFERENCJE · 


BOGUstAW PAWt.OWSKI 


W dniach 12-13 lutego w Toruniu odby- 
10 sie zorganizowane przez Zaklad Hy- 
drologii i Gospodarki Wodnej Instytutu 
Geografii UMK seminarium pt. L6d i Srodo- 
wisko. Kriosfera odgrywa ogromnl role w sro- 
dowisku. Wszedzie tam, gdzie mogl istniec 
Iodowce, wystepujlzwil\zanc z ich dzialalno- 
scil przeksztalcenia krajobrazu. Dynamika 
tych procesow jest jednoczesnie waznym 
wskainikiem zmian klimatycznych. W umiar- 
kowanych szerokosciach geograficznych tem- 
peratura spada ponizej oDe tylko w polroczu 
zimowym. Z10dzenie rzek powoduje wystt;po- 
wanie wielu niekorzystnych zjawisk, od 
zmian przebicgu nurtu do katastrofalnych 
powodzi zatorowych, przynoszl\cych ogrom- 
ne straty gospodarcze. Zagadnienia te byly 
tematem przewodnim wystawy fotograficz- 
nej, prezentowanej na pocZ\tku 1998 roku w 
Dworze Artusa i Bibliotece Glownej UMK: 
W czasie sesji, problematyka referatow 
dotyczyla wypraw i badan polarnych na 
Spitsbergenie oraz w innych regionach ob- 
jetych wspolczesnym zlodowaceniem. Scsjc; 
Polarnl otworzyl prorektor ds. nauki, prof. 
dr hab. Stanislaw Chwirot. Uczestnikow se- 
minarium powital takze dyrektor Instytutu 
Geografii UMK prof. dr hab. Jan Falkowski. 
Nastc;pnie zaprezentowane zostaly wyniki 
badafi przeprowadzonych na Spitsbergenie 
latem 1998 w czasie kolejnej, XV TorUl1skiej 
Wyprawy Polarnej oraz wypraw wczesniej- 
szych (prof. dr hab. Marek Grzes, mgr Irene- 
usz Sobota, mgr Tomasz Jaworski, mgr Piotr 
Weckwerth, mgr Katarzyna Kubiak oraz mgr 
Krzysztbf Roman Lankauf). Podczas tcj se- 
sji, referat dotyczlcy lodowcow regionu 
Hornsundu, wyglosil prof. dr hab. Jacek Ja- 
nia z Uniwersytetu Slqskiego - wybitny spe- 
cjalista z zakresu glacjologii. Wyniki swolch 
badan przedstawili rowniez polarnicy z 


" 
"L6d i Srodowisko" 


osrodkow w Warszawie (dr Jerzy Gizejew- 
ski, IGF PAN), Gdyni (mgr Agnieszka Besz- 
czynska-Muller i mgr Marek Zajl\czkowski, 
10 PAN) i Lublina (dr Jan Reder, IG UMCS). 
W budynku przy ulicy Fredry czest: holu 
zaadaptowano na potrzeby sesji posterowej. 
Zaprezentowane zostaly nastepujl\ce poste- 
ry: Zjawiska sejsmiczne lodowca Ransa (dr 
Marek Gorski, IGF PAN Warszawa), Meto- 
dy badafi zjawisk sejsmicznych w lodowcach 
(dr Jerzy Suchcicki, IGF PAN Warszawa), 
Badania lic1lenologiczne Kaffio)lr)l. NWSpits- 


, '"" 
._, 


, 1,";, 
.I
. 


; 



... 
..... 


':- 
"" 
"". 
I\" 


.. 


'" 


J 


" 


. 
. 


1995/96, 1996/97 i 1998/99 (mgr Boguslaw 
Pawlowski, mgr Ireneusz Sobota, IG UMK 
Torun), Wst(?pne wyniki badafi bilansu masy 
lodowca Waldemara w roku bilansowym 
1996/97 i 1997/98 (mgr Ireneusz Sobota, IG 
UMK Torun), Mor/ologia bliskiego przedpo- 
la lodowca Waldemara (mgr Tomasz Jawor- 
ski, mgr Piotr Weckwerth, IG UMK Torun) 
oraz Rola lodu brzegowego tzw. "przylepy" w 
ksztaltowaniu strefy brzegowej w rejonie Ca- 
lypsobyen, Bellsund (mgr Piotr Zagorski, IG 
UMCS Lublin). Wicczorcm, w zabytkowych 


'. 



 
"" 


, 


'111 


.,,- 


.... 


.
 


:;;: 
UI 

 
o 
} 
01 
D.. 
ai 



,' , 
W czasie sesji posterowej. Od lewej: Andrzej Arazny (IGiPZ PAN, Torun), Wojciech Moskal (Insty- 
tut Oceanologii PAN, Sopot), Piotr Zagorski (UMCS Lublin) 


o 
IL 


bergen (mgr Edyta Adamska, IE UMK To- 
run), Drenaz lodowca Waldemara (mgr Da- 
riusz Brykala, IG PAN Torun), Warunki 10- 
dowe na dolnej Wisle w sezonie zimowym 


Mgr BOGUSLAW PAWLOWSKI Zaklad Hydrologill Gospodarkl Wodnej IG UMK w Toruniu. 


k :. 
. ..; ....'1. 


. 
,- 


c , 


I" 


... --:; " 
. -. ' 

: ;,
 X

 
t,- v,'. 'i-, « 
'" 


t 
!! T" 


''i 


----- 


.'; \ 
. . 


, « 
, 


,. 


'... ' 


J"":;-i' " 



,
 

 -" 


Uczestnicy przed wejsciem na poklad lodolamacza "Lew" 


- - 


24 

 Nr 5/99 


I J I .._ 
-: 
 - --: II 
r '
'
1-- ., 


, -'m 



" 
'
 .....L,-.." 
: K 11'* 
_I 


; , 


. 


-,:"'.;'.-;..., If 
I 


wnetrzach baszty "Krzywa Wieza" odbylo sie 
spotkanie towarzyskie. 
Drugi dzien sesji odbywal sie pod haslem 
Lodowe problemy Wisly. W celu poll\czenia 
teorii z praktykl\ posiedzenie zorganizowa- 
no na Stopniu Zbiornika Wodncgo Wlocla- 
wek. Tam przedstawione zostaly, mic;dzy 
innymi, problemy eksploatacyjne zbiornika 
w okresie zIodzenia (mgr inz. Z. MeIer), a 
takie wyniki monitoringu lodowego wypel- 
nienia koryta Wisly prowadzonego systema- 
tycznie od 1994 roku przez zespol prof. Mar- 
ka Grzesia (prof. dr hab. Marek Grzes, mgr 
Boguslaw Pawlowski, IG UMK). 
Og61em, w czasie trwania seminarium wy- 
gloszonych zostalo 16 referatow i zaprezen- 
towanych 9 posterow. WziC;lo w nim udzial 
okolo 70 uczcstnikow. Niewl\tpliwl\ atrak- 
:;;: cjl\ seminarium bylo zwiedzanie obicktow 
.
 Stopnia Wodnego Wloclawek: sluzy, jazow 
'::1 oraz elektrowni wodnej. Specjalnie dla 

 uczestnikow seminarium L6d i Srodowisko 
Ii 
przeprowadzono krotkl, pokazowl akcje 10- 
f dolamania. Mozna jl bylo oglldae z pokla- 
du lodolamacza "Lew". 0 


\\ 


f; 


-::'"';;'" -:":
_.
>>>
KONFERENCJE · SPOTKANIA · KONFERENCJE · SPOTKANIA · KONFERENCJE · SPOTKANIA · KONFERENCJE · 


MILENA 
JARUMINOWSKA 



-, 
" 


'\\ : ,
 



'. {. 
 


W kwictniu goscil w naszym regionie I Se- 
kretarz Ambasady Krolestwa Norwegii, 
Niels Engelschhm. Byla to pierwsza oficjalna 
wizyta norweskiego dyplomaty w Bydgoszczy i 
Toruniu, ktory przyjcchal na zaproszenie Kujaw- 
sko-pomorskiego Towarzystwa Polsko-Norwe- 
skiego. 
Sckretarza przyjlt1 prezydent Bydgoszczy, 
Roman }asiakiewicz, wiceprezydent, Elzbieta 
KrzyZanowska oraz zastc;pca przewodniczltccgo 
Rady Miejskiej, Maciej Gluszkowski. 
Nastc;pnie Sekretarz Ambasady spotkal sic; z 
przedsic;biorcami naszcgo regionu. Norweski 
gose przyznal, ze przyjlll zaproszenie nie tylko po 
to, aby omowie, jak do tej pory, nienaganne sto- 
sunki mic;dzy naszymi krajami, ale takze po to, 
zeby lepiej poznae nasz region, nasze mozliwo- 
sci i oczekiwania wobec norweskich inwestor6w. 
Politycznlt wspolpracc; mic;dzy Polsklt a Nor- 
wegi\ Sekretarz scharakteryzowal jako "dobr'l i 
bezkonfliktowlt". R6wnoczesnie podkreslil zna- 
czenie naszego przyst\pienia do NATO, dziC;ki 
ktoremu nasze paiistwa znowu staly siC; sojusz- 
nikami. W tym miejscu padlo oczywiscie slowo- 
symbol: Narwik, ktory budzi takie same emocje 
u Polakow i Norwegow. Szczc;sliwym zrzltdze- 
niem losu nasza polska flaga przcd kwaterlt gl6w- 
nIl NATO powiewa obok flagi norweskiej. 
W tym roku Norwegia przejc;la po Polsce prze- 
wodnictwo w OBWE. We wszystkich kwestiach, 
ktorymi zajmuje siC; ta organizacja nasze dwa 
kraje scisle ze sob\ wsp61pracuj\. Rownicz teraz, 
w tym tragicznym dla Kosowa i calego P61wyspu 
Balkanskiego momencie. Poza tym Norwegia i 
Polska biorlt udzial w operacjach, ktorym prze- 
wodniczy ONZ. W tymi miesiltcu z oficjaln\, 
dwudniowll wizytlt przybc;dzie do Norwegii pre- 
mier Jerzy Buzek. Bc;dzic to kolejna szansa na 
poglc;bienie naszych kontaktow. 
Jesli chodzi 0 stosunki gospodarcze, Polska 
jest drugim - po Rosji - partncrem handlawym 
Norwegii wsr6d krajow Europy Srodkowej i 
Wschodniej, a takze najwic;kszym rynkiem zby- 
tu dla norweskich towar6w i uslug w tej czc;sci 
Europy. Polska znacznic wyprzedza w tym wzgle- 
dzie m.in. Czechy i Wc;gry. W 1998 r. Norwegia 
osi&gnc;la zyski z eksportu do Polski w wysoko- 
sci 519,1 mln NOK. Zeszly rok byl rowniez dla 
Polski lepszy od 1997 jeSli chodzi 0 bilans han- 
dlowy z Norwegi\, poniewaz polski cksport do 
tego kraju wzr6s1 0 12 %, podczas gdy poziom 
norweskiego cksportu do Polski nie ulegl wic;k- 
szym wahaniom. 
W Polsce jest obecnie reprezentowanych oko- 
10 stu przedsic;biorstw z udzialem kapitalu nor- 
weskiego. Jest ich w Polsce - wbrew pozorom - 
wic;cej niz np. we Francji! Najwic;kszym zaintc- 
resowaniem Norwegow cieszy sic;, opr6cz stoli- 
cy, Polska polnocna: Szczecin i Tr6jmiasto. SiI- 
nil pozycjc; na naszym rynku zajmuj\: Statoil, 
Norsk Hydro, 'Rcma 1000, Stabburet, Orkla Fo- 
ods, Telenor Satellite, Orkla Media (wlaiiciciel12 


dziennik6w i czasopism, m.in. Rzeczypospolitej, 
a w naszym regionie Gazety Pomorskiej), Rieber 
& Sl3n, Steen & Str!ilm i Polinvest. Wedlug stanu 
z 1 stycznia br. wymienione przedsic;biorstwa 
przeprowadzily w Polsce inwestycje na sumc; 
455,8 mln USD. Ponicwaz w tym raporcie ujc;te 
Sit tylko te inwestycje, kt6re przekroczyly 1 mln 
USD i kt6re Sll uWaZane za "czysto" norweskie, 
ambasada norweska szacuje, zc suma ta sic;ga 600 
mln USD. 
Zdaniem Sekretarza Ambasady do najwazniej- 
szych dziedzin wsp61pracy mi"dzy naszymi kraja- 


W ramach promocji miasta prezcs Towarzy- 
stwa Polsko-Norweskiego pokazal norweskiemu 
gosciowi m.in. bazyIikc;, gmach opery, Zespol 
Szkol Muzycznych i oczywiscie Filharmonic; Po- 
morskll. 
W Toruniu norweski dyplomata spotkal siC; z 
wladzami UMK: z prorektorem ds. nauki i kon- 
taktow z zagraniell prof. StanisJawem Chwirotem 
oraz z dziekanem Wydzialu Nauk Historycznych 
prof. Januszem MailIdem. Waznym elementem 
kultury jest oczywiscie jC;ZYk. Polska jest w tym 
szczc;sIiwym polozeniu, ze ma podpisanlt umo- 


W strOny Norwegii 


'.i 
;,,, 


.. 


"f. . 
I'r 


- 


\!' 


wc; z MSZ 0 finansowaniu norweskich lektor6w 
na uniwersytecie w Gdansku i Poznaniu. Od kil- 
ku lat istnieje r6wniez moZIiwose nauki jc;zyka 
norweskiego na UMK wToruniu. Na wymienio- 
nych wyzej uczelniach norweski studiuje okolo 
150 os6b. Kurs dla poczlltkujltcych prowadzi tak- 
ze Polsko-Norweskie Towarzystwo w Warszawie, 
gdzie naukc; pobiera okolo 40 os6b. Poza tym od 
jcsieni 1995 r. w LO im. Bohaterow Narwiku w 
Warszawie jc;zyka norweskiego uczy siC; ogolem 
50 uczniow. Lektorat norweskiego w Toruniu 
dziala przy Instytucie Historii i Archiwistyki 
UMK. Coraz wic;ksze zainteresowanie nauk\ tego 
jc;zyka wykazujltjednak studenci innych kierun- 
k6w, np. prawa i ekonomii. Bardzo dobra znajo- 
mose jc;zyka, gospodarki i kuItury Norwegii po- 
winna stac siC; nieocenionlt pomoclt dla norwe- 
skich firm w Polsce, a takze atutem dla polskich 
przcdsic;biorstw w Norwegii. 
Miesiltc temu norweska ambasada sprezento- 
wala studentom jc;zyka norweskiego w Toruniu 
30 nowych podrc;cznikow i obiecala dalszl\, stop- 
niowll pomoc dla naszej uczelni. 
Ostatnim punktem programu bylo spotkanie 
ze studentami jc;zyka norweskiego. Pomimo ule- 
wy i poinej pory studenci nie zawiedli (trzeba 
bylo poszukae wiC;ksZll salc;) i stawili siC; w kom- 
plecie, zeby moc posluchac i porozmawiac (smia- 
lk6w bylo nicwieluooo) z prawdziwym Norwegiem. 
Nawiasem m6wiltc, pan Engelschil3n wygllt da 
jak... rodowity Wloch (chociaz jego matka jest 
Francuzk'l) i prawie ci&gle siC; usmiecha. 
Sekretarz chcial wiedziee, jak polscy studen- 
ci postrzegaj\ Norwegic;, dlaczego wybrali naukc; 
tak "egzotycznego" jc;zyka. Studenci byli raczej 
oniesmieleni i nie mieIi odwagi skorzystae z pra- 
wa do zadawania pytan. Ale i tak dowiedzieIi- 
smy siC;, ze z Polsk'l kojarzone sit w Norwegii na- 
zwiska Kieslowskiego, Wajdy, Szymborskiej, 
Milosza i ze sekretarz nie mial jeszcze okazji "zo- 
baczyc Scorupco", ale wybiera siC; na "Ogniem i 
mieczem". Sekretarz w naturalny sposob obalil 
mit zamknic;tego w sobie, nieufnego Wikinga, 
czym z miejsca zdobyl sympatic; studentow. 
Wiele wskazuje na to, ze wspolpraca mit;dzy 
naszymi krajami w skali regionu opierae siC; bC;- 
dzie z jednej strony na wiclomilionowych inwe- 
stycjach, wymianie handlowej i kulturalnej, a z 
drugiej strony na nieformalnych zwi\zkach i bez- 
interesownych wysilkach entuzjast6w i pasjona- 
tow, ktorym leZy na sercu dobro Polski i Norwe- 
gii.O 


. 
-, 


.
-
 
I "'., 

.
 
 
 
 "' ,-.
 ' 
I",
I#:('
 ' 
 : 
I.

,!. -t
: ":! ; I ; J 
' . :, 
I " ' '. 
 h, ' . -, t 
t 
,J' ...." ' I ' I' 

, ,; 
 ."\'
:
 1'/ W", ,r: 
,' ;. , 

:
;' , 
;



: i ..
? ';
'.,
 J ' j : 
I i
 , .'". ';
. , 
;: .
 ." . 
"... l, 
.....' '{,"' '- ",-..- . t
ivt)"..f.-.. 
" ... :; .;-. ':. - "'::1 
.i 


P.S. Wszystkim Norwegom i miJognikom 
Norwegii z okazji ich narodowego gwic;ta - 17 
maja - sldadam serdeczne Zyczenia! 


Nr 5/99 
..;}::t';\
 25 


. 

 

, 
" 


-",; 


" 


" 
.:.
 


; 
,
. II 


mi nalezll m.in. ochrona srodowiska, lcchnologia 
wojskowa, budownictwo i infrastruktura, teleko- 
munikacja i rybolowstwo. Wazna rola moglaby 
rowniez przypasc turystyce. Mozna juz zaobser- 
wowae wzrost zainteresowania Norwegill jako 
atrakcyjnym obiektem turystycznym. Kilka biur 
podr6Zy naszego regionu organizuje wycieczki do 
Oslo, Bergen, Lillehammer, nad norwcskie fiordy 
i na Nordkapp. Zdecydowanie gorzej plasuje siC; 
w tym rankingu Polska, ktora pomimo swojego 
bogactwa kulturowego i krajobrazowego nie po- 
trafi siC; jeszcze skutecznie zareklamowae i prze- 
grywa konkurencjc; z m.in. Czechami i Wc;grami. 
W tym kontekscie dziwi postawa naszych 
przedsic;biorcow, ktorzy - moim zdaniem - oka- 
zali raczej skromne zainteresowanie spotkaniem 
z norweskim dyplomat\. Nic jest to chyba sku- 
teczna metoda na przyci&gnic;cie do naszcgo re- 
gionu norweskiego kapitalu, I dlaczego na spo- 
tkaniu nie byly reprezentowane srodki masowe- 
go przckazu pomimo tcgo, :Ze norweska spolka 
"Orkla Media" posiada wiC;kszose udzial6w w 
jednym z nich?
>>>
BYDGOSKIE SPOTKANIA Z HUMANISTYK J\ 


POEZJA 


EWA 
PIECHOCKA 


w., 


." "" -- l' 
J 
t
; 1 


dowodem, z Iewicowl wizjl swiata. Zatar- 
ciu ulegly cechy inteligenckiego ethosu, na- 
stlpila jego degradacja - nie zasilal juz lite- 
ratury. 
Prof. Bakula mowil 0 dyskusjach, pos w ie- 
conych inteligencji, jakie w latach powojen- 
nych, przetoczyly sie przez prasowe lamy. 
Wspomnialo Piotrze Wierzbickim i jego 


Inteligencja schodzi ze sceny? 


.:... Kto jest dziS inteligentem? Czy jest 
nim np. iniynier lub lekarz, gonilcy za pie- 
niedzmi, gromadzlCY dobra materialne, nie 
chodzl\cy do teatru, na koncerty, stronil\cy 
od zycia kulturalnego, nie czytajlcy ksil\zek, 
snobizujl\cy sic; na znawcc; sztuki? W domu 
jednorodzinnym, obok komputera, jest pol- 
ka z przypadkowo nabytymi lub otrzymany- 
mi w prezencie ksilzkami, zestaw plyt kom- 
paktowych, na scianach wisz q obrazy, na 
ktorych skorzane motyle wychodzl z ram. 
Bezguscie i tandeta. Urzldzenia kuchenne i 
wszelka technika, nawet zlocone klamki - 
dom zgodnie z modl\ i katalogami, ale bez 
duszy, bez odrobiny czegos, co byloby dzie- 
dzictwem osadzonym w tradycji. Dorobkie- 
wicz i inteligent zyjl tak sarno lub bardzo 
podobnie. pojecie "inteligent" kojarzy sie z 
humanistykl\, ktora znalazla sic; dzis na bocz- 
nym torze, Sluzye mysli h umanistycznej - w 
szerokim rozumieniu - to sluzyc fantastycz- 
nej idei, zaliczae sic; do grona dziwakow, ska- 
zanych na szarl egzystencje, na granicy ubo- 
stwa. 
Powyzsze, peine niepokoju uwagi formu- 
lowano .na spotkaniu z prof. drem hab. BOo 
guslawem Bakul
 z Instytutu Filologii Pol- 
skiej UAM w Poznaniu, ktore odbylo sie, w 
ramach organizowanych przez Miejski Osro- 
dek Kultury, Bydgoskich Ijpotkafi z humani- 
stykq. 
Prof. Bakula wyglosil wyklad: Inteligell- 
cja polska: wsp61czesnosc i dziedzictwo okre- 
su minionego. Mowilc 0 latach minionych, 
siegnll do polowy XIX wicku, kiedy to za- 
czela sic; ksztaItowac polska inteligcncja. 
Powstawala na motywach klc;sk narodowych 
powstan; podobnie, jak np. na Ukrainie, Slo- 
wacji byla warstwl patriotycznq. Brala na 
sicbie cic;zar odpowiedzialnosci za idee, wy- 
krwawiala sie w powstaniach. Spelniala rolc; 
arbitra, straznika narodowych pamil\tek. 
Byla sklonna do poswiecc'n i ekstremizmow. 
Pelnila tez misje edukacyjnl\. Dbala 0 utrzy- 
manie elit i solidaryzmu narodowcgo, stawa- 
la w obronie wiary. Mowie mozna 0 ethosie 
inteligencji. Te idee nie mialy szans zaistnie- 
nia po drugiej wojnie swiatowej. Znalazly sic; 
w podziemiu. Oficjalnie, inteligencja byla 
podporzl\dkowana panstwu. Zaczelo dzialae 
prawo I1limikry, rodzily sic; postawy konfor- 
mistyczne. Inteligencja PRL to nowi ludzie, 
legitymujl\cy sic; robotniczym i chlopskim ro- 


26 

 Nr 5/99 


Traktacie 0 gnidach (m.in. zarzuty kolabora- 
cji, niskie kryteria moraine, oportunizm), 0 
Adamie Michniku, ktory w publikacjiZ dzie- 
j6w honoru w Polsce domagal siC; od inteli- 
gencji programu dla narodu, a w opracowa- 
niu Takie czasyformulowal idee kompromi- 
su oraz 0 Zniewolonym umysle Czeslawa 
Milosza. Dzis inteligencja z kregow postso- 
lidarnosciowych toczy spory 0 dziedzictwo. 
Ofiary przeszlosci, wartosci narodowe, 
wreszcie, ocena wspolczesnosci, nie Sl\ tema- 
tami utworow literackich. Sl\dzie mozna, ze 
nowa Polska obejdzie sie bez tradycyjnej in- 
teligencji, z bogatym spadkiem pokolen. 
Obecna inteligencja to drapiezna grupa pra- 
gnl\ca sukcesu, dbajlca 0 siebie, egoistycz- 
na, nie czujqca odpowiedzialnosci za narod, 
Nie pelni juz roli "lepiszcza", nie jest kom- 
pasem, nie potrafi stawie czola przemianom 
ani tworzyc opinii. Walczy 0 "stolki", a dys- 
kusje 0 "hanbie domowej" przeradzajl\ sie 
w polowanie na czarownice. Poglebia siC; 
eskapizm, ucieczka w negacje. Mlodzi pisa- 
rze zajc;ci Sl\ sobl\. Toczl postmodernistycz- 
ne gry. Bohaterem filmow i seriali jest agent 
sluzby bezpieczenstwa, czarny charakter, 
cynik i uzurpator. 
Dyskusja prowadzila do smutnego wnio- 
sku, ze dzis nikt inteligencji nie potrzebuje. 
Stwierdzono, ze poprzedni system oduczyl 
jl\ inicjatywnosci. Zauwazono tez: dzis, w 
dobie wolnego rynku, picnildze mogl\ po- 
moc sponsorowaniu sztuki i kultury, promo- 
waniu wartosci, na ktorych mozc wyrosnqe 
nowa inteligencja. Istnieje zagrozenie pop- 
kuIturl, amerykanizacjl\ zycia, zniewolenia 
tandetnym swiatem reklam. Zwrocono uwa- 
g
 na fakt zetatyzowania intcligencji po woj- 
nie i niejednorodnosci tej grupy. Intcligent, 
zyjqcy iyciem zbiorowosci, moze nie bye juz 
potrzebny. Poniosl koszta transformacji. 
Zbiednial, zmienil sie mentalnic. Mimo licz- 
nych przeszk6d, jakie nicsie nowa cywiliza- 
cja oraz tak zwana "europejskose", koniecz- 
ne wydaje sic; kontynuowanic mysli huma- 
nistycznej, sieganie do irodel i tradycji. 
Zauwazono, ze micjsce inteligcncji w 
dawnym stylu zajml intelektualisci. Pytania: 
Co pan rozumie przez okreslenic "inteligen- 
cja"? Wyksztalcenie czy wykonywanc obo- 
wil\zki? - na rozny sposob interpretowane- 
musialy jednak pozostac bez jednoznacznej 
odpowiedzi. 0 


MAtGORZATA 
MANISZEWSKA 


...., 

' 


).. ':. 


Inicjaly 
i znaki 


Wyrylem w korze krzyi, 
tu pochowam moje z/udzenia, 
moje dziecifzstwo. 


B
d
 do Ciebie pe/z
 
szed/ przez pustyni
, 
stqpa/ po szk/e 
i ostrych kamieniach. 


Zrobi
 wszystko. 


Spojrza/em w g6rf. 
Drzewo odszumia/o, 
ptak odlecial 


To final wierszaZnaki, inicjaly z najnowszego tomu 
Roberta Mielhorskiego Inicjaly. Sam poeta stwierdzil, 
iz chcial tym tomem zamkn\c pewne tematy dot\d obec- 
ne w jego poezji. Powiedzial tez podczas spotkania au- 
torskiego, ze cieszy si;, ze ow tom jest pi;knym przed- 
miotem, Do tematow, jesli panstwo pozwol\, jeszcze po_ 
wroc;, Zaczn; od kwestii przedmiotu. Ksi\zka jest nim 
rowniez, choc nie tylko. Inicjalyjednak s\ nie tylko pi;k- 
nie, bibliofilsko wydane, Towarzyszami, i to pelnopraw- 
nymi na jej stronach s\ - poezja i grafika. Poezja Ro- 
berta Mielhorskiego, a grafika Piotra Badzilllla. Obaj 
artySci wspoltworzyli tom i, jak sami przyznaj\, ich dzie- 
la stanowily wzajem dla siebie inspiracj;. Podobno pod 
wplywem ikon Badzijga wiersze ulegaly modyfikacjom. 
I odwrotnie. Pisz; podobno, gdyz w to akurat nie bar- 
dzo wierz;, ale z pewnosci\ grafiki i wiersze oswietlaj\ 
si; nawzajem, nadaj\c temu co czytamy i ogl\damy do- 
datkowych znaczen, sensow, sugeruj\c sposoby odczy- 
tywania, Proste grafiki Piotra Badzijga przypominaj\ 
celowo rysunki naskalne z groty w Lascaux, Z wiersza- 
, mi jest inaczej. Narracyjne, podobne w takim przedsta- 
wieniu swiata przezyc do poezji angloj;zycznej, ale nie 
przegadane, Oszcz;dna, bez natloku metafor, Jak wpo- 
przednich tomach przywoluj\ swiat dziecinstwa, mo- 
tyw lustra, choc nie doslownie. Skrywany niepokoj i 
t;sknot; do spokoju, Do odwagi. 
Jedy"a odwaga IIa jakq ci
 stac: 
piszesz w pierwszej osobie! 
Nie chowasz si
 za maskq, minq, pozq, gestem. 
Nagi, jakiego matka kqpala w dziecilistwie 


Poezja! Ka/ectwo twoje! 
Niesiesz jej garb, 
przetrqcolle biodro - kustykasz, 
ka/ectwo swoje... 
Ptaki odlatujq, ty zostajesz. 
Ta choroba, trawi 
nas z wo/na!.., 


Ta odwaga mowienia w pierwszej osobie ma dla Ini- 
cja/ow Mielhorskiego szczegolne znaczenie. Odnajdzie- 
my w jego wierszach echa wielu lektur. Od Pod wu/ka- 
nem Lowriego, poprzez Manna, Eliota, Camusa. Rzecz
>>>
POEZJA 


Robert Mielhorski 


INICJALY 


,. j' 


,. 


(. 


,,
 
 


jednak w tym, ze w IlIicjalach - odllajdziemy mnostwo 
odwolan do poezji polskiej: Koehanowskiego, Kaspro- 
wieza, Janicjllsza (chat ten jednak pisal po lacinie). 
We wstepie do tomu Ludmila Marianska napisala: 
(no) poezja Roberta Mielhorskiego jest mi bliska, chociai 
dzie/q nas dwa pokolenia. 1 to nie znaczy, ie ta poezja 
jest staroswiecka. Zadnych tu sentymentaliz;now, nawet 
w "Skargach Ikara". Odbieram te wiersze ze wzruszenier;' 
i podziwem. Poeta ma odwag(! mowic 0 sobie, nie nakla- 
dajqc maski. Odslalliil swoje WII(!trze, swoje (jakie'ludz- 
kie) rozterki i l(!ki. Krytycy zapew"e przypisaliby go, do 
nurtu poetow ko"fesyj"ych. 
Cytujllc fragment wiersz'aZ"aki, illicjaly, uzylam ter- 
minologii sportowej. Napisalal11: to final wiersza. Urszu- 
la Koziol, zapytana - sklld w jej wierszach odwolania i 
nawillzania do wielu poetow epok minionych, odpowie- 
dziala, tez uiywajllc termiriologii sportowej - przeciez 
. stanowimy rodzaj sztafety, ktora - z pokolenia na poko- 
lenie - przekazuje sobie i jezyk i pewne tropy. Wroclaw- 
ska poetka, ktorej wiersze sie czyta, kt6rej wiersze czy- 
tat warto, mimo woti, a moze z premedytaejll- okreslila 
to, co sprawia, ze dzisiejszy czytelnik prasy jest zdezo- 
rientowany. Nikt z lansujllcych slawy jednego sezonu nie 
chee sie obejrzet (Moze mySti, ie dzieki temu nie utraci 
Eurydyki? Tylko jak jej dzis ria imie?). 
Mielhorski ma odwage nie tylko szczerosci, ale od- 
wage uczestniczenia w sztafecie! przegra pewnie na kr6t- 
kim dystansie ze Swietliekim, kochanym przez bywalc6w 
dyskotek, czy Podsiadlll, ktory nim jeszcze doczekal doj- 
rzalosci, dorobil sie dwu tomow Wierszy zebra"ych. 
Wobec podobnych zjawisk medialnych tlumacz z rosyj- 
skiego, Jerzy Czech uiyl okreslenia "poeci specjalnej tro- 
ski". Milosnicy poezji powinni sie troszczye 0 poetow, 
ktoryeh nie lansujll dose czytelne koterie; poetow, kto- 
rzy dalej niosll paleczke. Mielhorski pisze: 


w gazetach pelno wierszy 
tyle ie polskich Amerykallow, 
polskich A"gliIWw... 
wetmy ich tutaj, 
"ieeh powiedzq: galqt 
czeremcha 
iuraw 
rosiczka 
jemiola 
kab/qk 
bodziszek... [J 


ROBBRT MIBLHORSKI, IlIicjaly, Miejski Osrodek Kul- 
tury, Bydgoszez 1998 


Los 


'Kazimierz Hoffman nie jest po
til, kto
y by 
sic; do czytelnika zalecal, czy umizgiwal; kokie- 
towal wdzic;cznll fraz\, aJ.bo latwo zapadajllcll w 
pamic;e metaforll. Ptzeciwnie. Zwraca siC; do ta- 
kiego czytelnika, ktory zechce podjlle trud dia- 
logu, wielokrotnego wczytywania siC; w tekst, by 
odczytae wiersz lub przynajmniej siC; do niego 
przyblizye. 
Wietrzc;' swoistil, ironicznll przewrotnose w 
tym, ze w nowyin tomie Stary czlowiek przed Po- 
ematem, poeta wyj
nil w odsylaczach co to kIi" 
per, (;zy kto to Michail Priszwin, nie podal jed- 
-nak polskich przekladow motta calosci tomu i 
tego poprzedzajllcego wiersz tytulowy... Ale czy 
warto,pisac dlaleniwego konsumenta? Wydany 
w trzy lata po glosnym Przenikaniu.tom podzie- 
lony.jest na V'czc;sci: Z juweniliow, Glos, Cztery 
wiersze, Z chwili i Dla S., poprzedzonymi dwoma 
wierszami Rzecz i osiniowierszem bez tytulu. 
Rzecz to obraz, chyba ze szkoly holenderskiej. 
Przywoluje tylko obraz, sytuacjc;, by na koniec za- 
sugerowac jedno z mozliwych znaczeii obrazu. 
Drugi wiersz jest tez obrazem przywolanym przez 
otwierajllce siC; oko. Impresjonistyczny obraz 
sadu, ktory: . 


nie wiem czy oeali 
ale uros.nie i cIa owoc. 


A moze OW pelen pszczol sad - ocali spojrze. 
nie poety? Takie pytania- staie bc;dzie sobie sta- 
wial czytelnik tomu, Rowniez takie - dlaczego 
w cykIu Z chwili wiersz tytulowy poprzedzajll 
dwa "ptasie", ukazujllce w pic;knej metaforze lot 
ptaka, a drugi chwile. bolu i wzruszenia smiere 
kosa; potem zas znajdziemy pelen niedopowie- 
dzen wiersz mowillcy 0 przeZywaniu bolu i ocze- 
kiwaniu smierci. W sprawy smierci'wprowadza 
nas juz motto z Rilkego do wiersza Stary czlo. 
wiek przed Poel1latel1l, ktore mowi: nawet po 
smierci czlowiek widzi smiere i nic wic;cej. Po- 
tern zas obraz smutnego dnia starego czlowieka, 
ktory juz siC; dowiedzial, ze jest. nieuleczalnie 
chory, a wieczorem wraca do mysii 0 ojcu, ktory 
- bardzo mlody - polegl na wojnie. Kolejny ob- 
raz to chwila zadumy nad zdjc;ciem pary zastrze- 
lonych na wojnie kochankow, Serba i muzulman- 
ki, ktorych z powodu ostrzalu nie mozna bylo 
wyniese z pola i pogrzebac i takich, niepogrze- 
banych, wystawionych na spojrzenia calego swia- 
ta. Bezradnose bohatera wiersza wobec tej sytu- 
acji, ktorej nie potrafi nazwae, Z trzeciego obra- 
zu dowiemy siC;, ze stary czlowiek jest poetll:. 


(n.) TY1ll£zasem wprawki, Udt.'fIY wiersz (praca) Co dusza 
adszuka, umysl utrwala, wpierw P01Z4dkujqc A potem 
zludzellie: "to p12yszlo samo!" Dar, dar zachwy- 
tu, blogoslawiony 


Czym jest jednak 6w Poemat, ktorego dozna. 
nia poeta jest pewny? Poeta, ktory utrwala chwile, 
rzeczy, przedmioty... Czy ostatecznym tworczym 
spelnieniem? A moze Spotkaniem, Smiercill? To 
chyba sugeruje ostatnie szese wersow: 


albowiem uta; bCdqc da/eko, bezsprzecznie s p e III i 
(i wyspiewa) owo praglliellie Simone Weil widocZlle w 2daniu 
z jej poinych pism: 


. 
1 


chvvile 


widziec, Wi. 
dziec krajobraz taki, jaki jest, kiedy mnie tu nie ma... 
w ro wierzy. 
PodObnll wymowc; ma wiersz Do Krzysztota 
Nowickiego, wiersz z kluczem, pelen osobistych 
wlltkow i odniesieii, ocalajllCY ulotne chwile, przy- 
wolujllcy bezwzglc;dnose czasu, ktory kaze sie go- 
dzic i nie pozostawae nawet przy najbIizszych ,rze- 
czach. 
W tomie Stary. czlowiek przed Poematem odnaj- 
dziemy znane nam z poprzednich tomow wijtki i' 


'[ 


I 


) 
I 


tematy. Wyczulenie na swiat przyrody, urok lasu, 
drzew, a przede wszystkim ptakow. Skowronek 
pojawi sie nawet w okopach, ostatnia mysl samo- 
bojcy, to odkrycie, ze glos, ktory go caly dzien prze- 
sladowal, byl okrzykiem myszolowa. Z wierszaLa- 
dowacze bOl1lb: 


po szczycie dachu z cynobrowej gUnki 
mknie' pliszka, ten 
plynny ruch 
jakby na wodzie 
wzwyi-w-dol-wzwyi-w dol 


odwracal1l wzrok 
aby nie przetrqcil jej noiek 


Przeczytamy i wzruszajijcy wiersz Krzyiyk na 
drzewie opisujllCY (tylko? az?) moment pochowa- 
nia psa, w miejscu do ktorego wr6d siC; jeszcze nie 
raz. Obrazek, a wlaSciwie kadr, ujawniajllCY stosu- 
nek poety do kultury masowej. Los i lagodzllce go 
chwile. To tylko pierwsze wrazenia, ktorymi siC; 
mogc; podzielie po lekturze ostatniego tomu Kazi- 
mierza Hoffmana. Wiecej moglabym napisa
 moZe 
za pol roku, moze jeszcze pozniej. 
MALGORZATAMANISZEWSKA 


KAZIMIERZ HOFFMAN, Stary czlowiek 
przed Poel1latem, Kujawsko
Pomorskie Towarzy- 
stwo Kulturalne, Bydgoszcz 1999. 


Nr 5/99 
.J,::X;j
 27
>>>
--; 


SLADAMI POLSKICH MISJONARlYW AMERYCE t I 


'i. 


\ 


"\ 


.. 


I .". 


.. 


.. 


. ... 



 :
 
, , 
 f .t: f 
.... ..' . ,",. -- 
,,v 
\
 I ",).' 
... , ,
 ... . _ r' . 'III 
, " ", i 
-. " .; , 
. t ..... t' . If 
. ;..
.,' I, I. -,.. '... 
.' .,.. :' t,. " l 1 I I 
. I 
;... ' I 
. 
 
. , 
; y 
..., .--',". _ _","'.L_ '\.. _ 



- 



 


4f. 
t 


.. 


j 


. 
(. 
\ 




. 

, 
k.1 I{', :'\:- 
Id. 
, 
" ."" ... 
., .--.... 
. 
or - 

, .J/"'t:,. "j . 
\1 

 
j 
I'r 

 . 
A, 


" 




, 
.,., 
'.1 


... 
, 
 ',,- 



 

"'-1.... 
 .-..-. 



. .. . 
- .- 
........ 


fII' --", 
, .....;.,. 

 .... 


... 


.A 


"t
 
. 
, "",' 
.'{""'l "t1'!.. '/
:".;
 


.... 


\ 



 
!' 


" 


1 
I 


. .... 


. 
 \ 
I. 
4 .. 


\ . 
.,
 
.P'ff 
" -. 
.. '"" 


W
1 
, :1 


....... . " 
r ...... 
._
 
. 
""'- 
.. 

 


Fot.: Ks. Feliks Pocwiardowski 
werbista z laskowic 


.. A 
. 
PI ., I" .. .. 
. .. . 
... 
.. 
n , ,..-
 -.. 
-- , 
.- "'lilt. 
C"' '... 
-' . I 
. 
I . \ ..... 
.- , 
t 
... 
,r&" 
'-, 


-
>>>
ALBUM STEINERA 


zeum Okr
gowego i Uniwersytetu Miko- 
laja Kopernika), dzielo moglo si
 ukazac 
w prawdziwie monumentalnej szacie (267 
s., 135 il.). W ten sposob po ponad 250 
latach zrealizowalo si
 ambitne zamierze- 
nie Jerzego Fryderyka Steinera, nie arty- 
sty, lecz torunskiego rzemieslnika - bia- 
loskornika, dzi
ki ktoremu przetrwal ob- 
raz ojczystego miasta, nieraz bardzo odle- 
gly od dzisiejszego. Owiane tajemnicq Sq 


JERZY DOMAstOWSKI 


J ednym z trwalych osi&gniec zwiqzanych 
z uroczystym wpisaniem Torunia na 
swiatowq list
 dziedzictwa UNESCO w 
grudniu 1997 r., jest dlugo oczekiwana 
kompletna edycjaAlbumu Steinera, zbio- 
ru widokow miasta i niektorych innych 
miejscowosci, przede wszystkim z histo- 
rycznej ziemi chelminskiej. Dzi
ki ener- 
gii prof. Mariana Biskupa, prezesa Towa- 
rzystwa Naukowego w Toruniu i wspol- 
pracy szeregu osob i instytucji wymienio- 
nych we wst
pie (przede wszystkim Mu- 


- .'I: 
.

.

 .. .
t
,
 
.::
.
"':i;/- 
'-:

':,:'. 

,
:
;
:



:::;.;";:J'
 
17:' ::.
. 


"''''. 
,. 
"
,,-,, 

'r' 

"--Ji :

:
t\ 
:
 
......1!,
.. 


Nowy palac burmistrza Jakuba Melssnera przy Rynku Staromlejskim w 
1739 r. cieszyl oko wykwintnq barokowq fasadq 


28 

 Nr 5/99 


przedstawiajqcego zarys dziejow miasta w 
czasach saskich. Byl to okres materialne- 
go upadku Torunia, zapoczqtkowanego 
jeszcze szwedzkimi wojnami w poprzed- 
nim stuleciu. Dzialania wojny polnocnej 
w 1703 r. przyniosly ogromne zniszczenie. 
Kolejne spustoszenia spowodowaly wal- 
ki zwolennikow Augusta III i Stanislawa 
Leszczynskiego, potem wojna siedmiolet- 
nia i nie byl to wcale koniec kl
sk. Prze- 


" 
W
DROWKA PO 


losy samego albumu, 
ktory - prawdopo- 
dobnie pod koniec 
XVIII w. - znalazl 
si
 w posiadaniu po- 
chodzqcego z Toru- 
nia wybitnego na- 
ukowca Samuela 
Thomasa Soemer- 
ringa. W r
kach jego 
rodziny z Frankfur- 
tu nad Menem pozo- 
stal do 1919 r., gdy 
zostal zakupiony 
przez pruski magi- 
strat torunski i prze- 
kazany do Archi- 
wum Miejskiego. 
Kilka tablic bylo juz 
wtedy zaginionych. 
CZesc rysunkow 
opublikowalw 1925 
r. w Berlinie znany 
badacz dziejow To- 
runia, pastor Rein- 
hold Heuer, opatru- 
jlC zjadliwym anty- 
polskim komenta- 
rzem. Podczas oku- 
pacji album umiesz- 
czono w zbiorach 
Muzeum Miejskie- 
go, skqd w 1944 r. 
zostat wywieziony 
do Niemiec i slad po 
nim zaginqt. N a 
szcz
scie przetrwaly 
odbitki fotograficz- 
ne, a nawet znaczna 
cz
sc negatywow, 
ktore staly si
 pod- 
stawq edycji. 
Prace otwiera 
rozdziat autorstwa 
Jerzego Dygdaly, 


marsze obcych i wtasnych wojsk, zarazy i 
niekorzystna sytuacja ekonomiczna pan- 
stwa, spowodowaly krach jednego z gtow- 
nych osrodkow Rzeczypospolitej. Mimo 
ogromnego wysHku mieszkancow, slady 
zniszczen byly dtugo widoczne, nawet pre- 
. stizowq odbudow
 ratusza ukonczono do- 
piero po 35 latach. W okresach stabiliza- 
cji pojawialy sie za to nowe, poinobaro- 
kowe budynki, zmieniajqce dotychczaso- 
wy obraz ulic. Ze zgliszcz diwigaly si
 
przedmiescia i nalezqce do Torunia osa- 
dy, gdzie powstawaly budowle gospodar- 
cze i wille patrycjatu. Autor przedstawia 
zarys sytuacji demograficznej, jakze od- 
miennej od dzisiejszej, gdy stopniowo 
rownowazyl si
 element ewangelicki i ka- 
tolicki, polski i niemiecki. 
Michal Woiniak: omawia zycie i dzieto 
autora albumu, ktory urodzH si
 w 1704 
r. na Nowym Miescie. Po pobycie w Kro- 
lewcu i Malborku, powrocH w 1731 r. do 
Torunia. Rysunki powstaly w latach ok. 
1738-1745. Ostatnia wzmianka 0 mistrzu 
jako starszym cechu pochodzi z 1761 r. Byl 
ojcem Chrystiana BogumHa Steinera, 
prawnika i profesora Szkoly Rycerskiej w 
Warszawie. Choc nie kontynuowal poi- 
niej swoich zainteresowan rysunkowych, 
znalazl anonimowego nast
pc
, autora da- 
towanego na 1756 r. albumu w Muzeum 
Okr
gowym, odkrytego w 1945 r. Uzupet- 
niajlce rysunki z drugiego zbioru zostaty 
dollczone do naszej publikacji. 
Cz
sc wst
pnq konczy omowienie 10- 
sow albumu przez Mariana Biskupa i wy- 
bor polskiej i niemieckiej literatury tema- 
tu. 
Cz
sc ilustracyjna budzi podziw dla 
tworczosci Steinera, bldi co bqdi dyletan- 
ta w tej dziedzinie i dla jego umHowania 
tematu. Mimo nieuniknionych bl
dow ry- 
sunkowych, Steinerowskie weduty Sl nie- 
zastqpionym materialem dla badaczy, bez 
wzgl
du na to, czy szkicowal z natury, czy
>>>
ALBUM STEINERA 


korzystal z widok6w cudzego autorstwa, 
np. ukazujqcych torunski ratusz przed po- 
zarem. Tematem rysunkow jest architek- 
tura, zatem sztafaz figuralny - skqdinld 
interesujqcy - pojawia si
 z rzadka. Bu- 
dowie, nie tylko te monumentalne, budz q 
podziw artystycznl szat q zewn
trznl, da- 
lek q od prowincjonalizmu. Oglqdamy roz- 
legle panoramy miasta wraz z przedmie- 
sciami, ratusz ze szczeg61ami wnetrza 


1756 r. staromiejskiego kosciola ewange- 
Iickiego (dzis nalezqcego do jezuit6w), 
kt6rego wczesniejsze projekty przedstawil 
Steiner. Obrazom towarzyszq t1umaczenia 
opis6w i obszerny komentarzMarianaAr- 
szyfiskiego. 
Czytelnosci i1ustracji sprzyja duzy for- 
mat i staranny poziom edytorski publika- 
cji. Bye moze efekt bylby jeszcze lepszy, 
gdyby posluzono sie formatem poziomym, 


DAWNYM TORUNIU 


(trudno przy tym wraz z autorami ksiqzki 
nie zauwazyc, ze do dzis istniejqce prowi- 
zoryczne nakrycie odbudowanej wiezy 
nadaje szczeg61ny sens znanemu porzeka- 
diu 0 trwalosci rozwiqzan tymczasowych), 
nie zachowany przedmiejski polski ko- 
sci61 ewangelicki sw. J erzego wraz z cmen- 
tarzem, sr6dmiejskie koscioly (0 dziwo, z 
pomini
ciem gl6wnego z nich, fary sw. 
Jana), wykwintne rezydencje miejskie i 
podmiejskie, budynki uzytecznosci pu- 
blicznej 0 bogato zdobionych fasadach. 
Elewacje kolegium jezuickiego pieczolo- 
wicie pokryto symbolicznymi malowidla- 
mi, tak przeciez podatnymi na zniszcze- 
nie. Pojawiajq si
 widoki i plany podmiej- 
skich osad i obiektow przemyslowych, 
Chelmna (stosunkowo malo zmienione 
do dzis), bardzo odmienne weduty Brod- 
nicy, Grudziqdza, Golubia. Podziwbudz q 
eleganckie formy no- 
wego palacu w Gzinie, 
po kt6rym nie pozosta- 
ly nawet wspomnienia. 
Ostatnie przekazy do- 
tYCZq Kr6lewca i Elbl q - 
ga. Mozna tylko zalo- 
wac, ze Steiner malo !J-. 



 
uwagi poswi
cil wn
- 
trzom budowli i ubole- 
wac nad lekkomyslno- 
sci q , z jak q nast
pne 
pokolenia - w dobie 
wojen napoleonskich i 
zaboru pruskiego - 
niszczyly t
 spuscizn
 
kuIturalnl, jak chocby 
wspanialy kosci61 do- 
minikan6w. Dopelnie- 
niem Sq rysunki z 
"Pseudo-Steinera" , 
gl6wnie dotyczqce fary 
swi
tojanskiej i ukon- 
czonego po dlugotrwa- 
lych perypetiach w Malownlczy dziedzinlec Ekonomii (bursy) przy ul. Piekary, od 1724 r. siedziby stynnego gimnazjum akademlcklego 


bardziej zgodnym z duchem oryginalu i 
zapewniajqcym wi
kszq wyrazistosc uj
c 
panoramicznych i plan6w. Jedynq "wad q " 
komentarza jest to, ze - mimo znacznej 
przeciez obj
tosci - bywa nazbyt lakonicz- 
ny! Tak jest np. w przypadku il. 79, przed- 
stawiajqcej budynek przy ul. Zeglarskiej 
zwany niegdys palacem biskupim, dzis zas 
- w odr6znieniu od aktualnego gmachu 
kurii diecezjalnej - palacem Dqmbskich. 
Zabraklo istotnej informacji, ze wlasnie 
rysunek Steinera stal si
 podstawq dopro- 
wadzenia fasady do stanu pierwotnego. 
Nie jedyny to zresztl taki przypadek, por. 
gmach Ekonomii przy ul. Piekary (il. 80- 
83). Uwaga autora komentarza spoczywa 
- co zrozumiale - na Toruniu, chociaz i 
w przypadku pozostalych miejscowosci 
mozna by niejedno dopowiedziec. To 
wszystko jednak drobiazgi, w zestawieniu 



... 


z ogromem pracy, jak q wykonali autorzy 
opracowania, kt6re jest obowiqzkowq lek- 
turq nie tylko dla fachowc6w - gl6wnie 
historyk6w sztuki, konserwatorow zabyt- 
k6w i historyk6w - ale i dla wszystkich 
zainteresowanych naszym regionem, tak- 
ze dla mieszkanc6w Bydgoszczy, kt6rym 
bliskie Sq nazwy Fordonu i Ostromecka. 
Chylqc czolo przed trudem autor6w, nie 
spos6b nie wspomniec 0 pewnym neologi- 
zmie, kt6ry - rozpowszechniony od kilku 
lat w Toruniu - pojawia si
 na kartach 
ksi&,:i:ki. Jest to okreslenie "kosci61 swietych 
Jan6w", stosowane z uporem do obecnej 
katedry. Potoczne nazwy to co innego, niz 
urz
dowe wezwania, czego przykladem 
moze bye swiqtynia pofranciszkanska, ko- 
lejno Narodzenia, Zwiastowania i Wnie- 
bowzi
cia NMP, co nie przeszkadza okre- 
slac jej po prostu kosciolem Panny Marii. 
Tak jest i w przypadku katedry p.w. sw. sw. 
Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty, zawsze 
zwanej kosciolem sw. Jana. 0 


Torun i miasta ziel1li chelminskiej na rysun- 
kach Jerzego Fryderyka Steinera z pierwszej 
polowy XVIII wieku (tzw. Album Steinera), 
pod red. MARIANA BISKUP A, oprac. MA- 
RIAN ARSn'NSKli in., Towarzystwo Nauko- 
we w Toruniu, 1998. 


I1ustracje, kt6re publikujemy obec- 
nie pomylkowo znalazly si
 w nr. 3 
Promocji. Autora i Czytelnik6w prze- 
praszamy. 



f' 

 rn ' ;8Al;,;. 
... \ .i;V. I.... 
t,;"""" 
"" 
 
 (,1 '.¥' 
:';
 
 
i
 jit "\ ";, ., I ,' '" .
ifJ{p?(' '
, I ', ;": I ;t ! ,. 
mi . . ',,,\, -.... · - 
-. 'P.' ',. , 
, , .,1 I ' 
. '0)".... 11- ..
_. '. . ,..y./ ,.' ,,' I 
i!i:g i
i
;:' 1 . ,:.-....
_. :'. ::"'':
''/ I .,.... 
j., ':,;:
. 
....-ij. ji; ,"H , f.iiIr . . ;:.. ::....J... ,.. .. ,". 
ti ',' .' i
"'f"j 



-" fti.,' ,. . . . 1 
T
i." i!ii...G.'..'.... , ----- '

 l iU 

;;: J 
L.'L;!=.
' .:d;
(i
i
!.tl
,
.!, 
- 
 
 ;, 

f II. 
 
1\ r ,.. --4""1' (
-_ .
- 
).. ,C: .
:2'.
 7.:,_
._.L=._J,.-..- 
:':,
.C-:
.. :;'-'f
 ",_':_ 
'
0:

:-

g- '
:-
' - ..,. 
::£1 Uhi
. [IJ 1mp" i : . 
 I 11j)1,_, . 
r 
,I... 
'" il,
i (, _ ' . I  c_'::,.... ',C .. 
- . # 
.,;, . .
 

 $f
:r.-
,
-

 .
 ,
 
.',::; '. . ".'
,:,
,:
 th'" 
-

,'-i.
':7"r!
X
/
/:


'.


'::'%

 

J'" '
7:-
 r

':::-

: 
.I.: 


il1i it] 

I:i' 
t
'ri 


'" 


Nr 5/99 
$_:Xja
 29
>>>
ANDRZEJA SZWALBEGO ZYCIE NA PRZElOMIE 


KRYSTYNA STARCZAK-KOZI:.OWSKA 


O He zycie matki miesei sie w pewnej 
seisle okreslonej formule, egzystencja 
ojca nie da sie w zadnym wypadku uj,!e jako 
"zyeie z tezl\". Ona, wiedziona jakc\s wlasnl\ 
genialnl intuicjl zakreslila cel wychowaw- 
czy bardzo wysoko, a nalozyla sie na to zna- 
komieie dominujl\ca wowczas pedagogika, 
mianowicie pedagogika sluzby spolecznej. 
Ojciec, Sylwester Jan, byl zgola innym 
czlowiekiem, w jakims sensie ubozszym 
duchowo, a pod pewnymi wzgledami - bo- 
gatszym. On pojmowal zycie jako iywiot, 
ktory nalezy przyjle na luzie, w sposob wla- 
seiwy dla wszystkich jego faz i przemian. 
Oczywiscie faza mlodosei byta najbujniej- 
sza, a w niej osobny rozdzial - to wybory 
polityczne ojca, jego postawy obywatelskie. 
Dowodzl\ tego zapiski czynione przezen 
skrupulatnie w charakterze notatek do zy- 
ciorysu, jakie znalazl Andrzej wSrod teczek 
z dokumentami pozostalymi po ojcu... 
ZaCZle nalezy od tego, ze juz podczas 
pobytu we Wloclawku, gdzie przebywal na 
stancji u czesci rodziny tam mieszkajlcej i 
majlcej kujawskie prowieniencje - a uczesz- 
czal tam do szkoly realnej z jezykiem rosyj- 
skim jako wykladowym - natrafiamy na 
pierwszy slad: przynaleznose ojca do Kolka 
Mlodziezy Postepowej. Bylo to jedno z tych 
kol, ktore w czasach zaboru mlodziez zawil\- 
zywala spontanicznie, a przynaleznose don 
ojca dyktowaly nie tylko subiektywne po- 
wody i przekonania, lecz rowniez ogromnie 
przez niego holubiona sfera kolezenstwa. 
Rozliczne znajomosci, do ktorych Sylwester 
przywil\zywal ogromnl\ wage, przywiodly go 


.. 



- 


L
 


j 
I 
\ 


.... 


Sylwester Szwalbe 


30 
.:a-'.J::;}
 Nr 5/99 


do tego mlodziezowego kola, ktorego prze- 
wodniczlcym byl niejaki Handelsman, pM- 
niej dzialacz PPS. (000) 
Zdumienie budzi zupelna modelowose 
losu ojca, jego skromne uczestnictwo we 
wszystkich wydarzeniach, ktore przezyl w 
owym czasie ten skrawek ziemi, wymazany 
ponad wiek z mapy Europy, a potem zno- 


OJCIEC 


.' ;"\ 
...i,
 
(- 


f 



: 


Sylwester Szwalbe 


wu w nil wpisany - dzieki takim ludziom, 
jak miedzy innymi Sylwester. Jego osobisty 
zyciorys zdawal sie skrupulatnie realizowae 
diariusz polityczny lat 1905-1921. 
* * * 
A wiec bierze udzial w strajku szkolnym 
roku 1905/6, a potem zaczyna wystepowae 
w POW, juzz momentem utworzenia jej przez 
Pilsudskiego w 1914 (choe dopiero w dwa lata 
pozniej Pilsudski, por6Zniony z wladzami nie- 
mieckimi tak naprawde po POW siegnctl). No 
i wowczas Sylwester staje sie komendantem 
obwodu POW we Wloclawskiem, obejmujl- 
cego Przedecz i Chodecz. (...) 
* * * 
W 1919, w maju, widzimy juz ojca wsrod 
uczestnikow wyprawy kijowskiej, ktora 
trwa do 1920. Sluzyl w altylerii ciezkiej i 
podczas odwrotu z Kijowa znalazl sie ze 
swymi armatami na lewym brzegu Dniepru, 
skl\d to wielkie, bogate w historie miasto 
jawilo mu sie niczym wizja ze starego szty- 
chu. U czynilo na nim zresztl ogromne wra- 
zenie, zarowno architektura jak i ludzie, a 
zwlaszcza slynna Lawra Pieczarska. Bll\dzil 
bez konca w jej w podziemiach, gdzie wsrod 
slabo oswietlonych korytarzy spoczywaly w 


zgrzebnych trumnach zabalsamowane czy 
wysuszone przez wiatr i piach stuleci ciala 
prawoslawnych mnichow, uznanych za 
swietych. Migotliwe swiatla swiec i gazo- 
wych lamp wydobywaly z mroku ich asce- 
tyczne twarze, suche, zastygle w jakiejs eks- 
tazie, ktorej nie zatarl czasooo Myslal wtedy 
o znikomosei ludzkiego zyeia i 0 nieomyl- 
nej wadze czasu, ktora kazdemu dzialaniu 
oddaje wlaseiwl miare. Zawierucha dzie- 
jow, w ktorej przyszlo mu uczestniczye, 
wydawala mu sie z tej perspektywy tylko 
czyms na ksztalt targanego jesiennl wichu- 
rl drzewa, sypilcego potokiem opadlych 
lisci. Bez wichury liscie tez by kiedys opa- 
diy, bo takie Sl prawa natury... (000) 
* * * 
Pozniej - trzymajlc sie weil\z PPS znaj- 
dujemy ojca w Zwilzkach Zawodowych - i 
znowu, w 20-1eciu miedzywojennym w jego 
zyeiorysie wszystko modelowo sie rozgry- 
wa, zgodnie z opisami poswieconej tym 
polskim czasom encyklopedii Guttenberga 
(wydanie III, z 31-34-37 r., II suplement). 
Pamiee nasza dziala tak wybiorczo, za- 
pada w nil przede wszystkim nie to, co usly- 
szelismy, lecz co sami przezylismy. I tak oto 
we mgle niepamieci rozplynela sie Andrze- 
jowi sylwetka ojca-zolnierza, bardziej real- 
ne stalo sie dla syna, urodzonego w wolnej 
Polsce, w 1923 roku, drugie wcielenie ojca 
- urzednika skarbowego. A byt ojciec urzed- 
nikiem w calym tego slowa znaczeniu. Wy- 
rosl w okresie schylku pewnej stanowosci, 
gdy istnial etos stanowy, wszystko bylo 
unormowane - i on byl do konca wiemy 
temu etosowi. Jako nieodrodny syn polskiej 
zbiorowosci, gorliwy uczestnik wydarzen 
zwil\zanych z odzyskaniem niepodleglosci, 
ojciec pozostal niejako patriotl wieczystym, 
bez wzgledu na okolicznosci. Nigdy nie byl 
rozczarowany tym, ze ci co walczyli 0 Nie- 
podlegll, Sl niedoceniani, nie spodziewal 
sie przeeiez laurow i odznaczen, swoj "sen 
o Bezgrzesznej", realizowanej w walce czyn- 
nej, uwazal za cos zupelnie naturalnego, 
zwilzanego z elementamym poczuciem 
obowicp:ku. (00') 
Ojciec lubil iycie, matka - systematycz- 
nose w dlzeniu do celu. Gdy wiec Andrzej 
rozpoczql w mieszkaniu przy ulicy Oboznej 
w Warszawie, swe pierwsze szkolne kroki, 
do obowilzkow matki nalezalo prowadze- 
nie go do gimnazjum Reja, a potem do Kon- 
serwatorium. To ona urzl\dzala spacery z 
synem po zabytkach Warszawy, oprowadza- 
la po muzeach i galeriach, szla z nim do 
Zachety i Ogrodu Saskiego czy Lazienek, 
by chtonll piekno narodowej tradycji. Po- 
niewaz jednak Jedrus jako dziecko zaczctl 
chronicznie chorowae na zapalenie spojo- 
wek, piecze nad nim przejll ojciecooo 
To on prowadzil go do ubezpieczalni, 
zamawial czeste wizyty u okulisty, prof.
>>>
ANDRZEJA SZWALBEGO ZYCIE NA PRZElOMIE 


Melanowskiego. Ubolewal, ze jest on zbyt 
sJabo rozwiniety fizycznie. Kupi! mu trapez. 
OkazaJo sie jednak, ze nie mozna reki prze- 
sadnie forsowac, bo to szkodzi grze na for- 
tepianie - i tu wkraczala matka... 
Ojciec dbal nie tylko 0 oczy Jedrka, ale i 
jego ogolne wzmocnienie: pilnowal, by pH 
on codziennie tran, wowczas bardzo popu- 
laml\ odzywke, w smaku niestety fatalnl\. 
Codziennie przed obiadem zaczynal sie ry- 
tuaJ przelykania peJnej lyzki tego paskudz- 
twa... 
Opiekunczosc ojca zamanifestowala sie 
pieknym gestem podczas Powstania War- 
szawskiego, gdy rodzina wyrzucona z miesz- 
kania przy ulicy Chlodnej ruszyla przez uli- 
ce pJonlcej Woli. Matka od razu gdzies sie 
zapodziala, pMniej okazalo.sie, ze znalazJa 
drogi ucieczki. A ojciec z Andrzejem biegli 
przerazeni wsrod tlumu pedzonego kolba- 
mi przez Niemcow. Wraz z gromadl onie- 
mialych z trwogi mieszkancow Woli eses- 
mani pchali ojca z Andrzejem na wielki zwaJ 
swiezych trupow - ludzi dopiero rozstrze- 
lanych. Nie byJo zadnego wyboru - wymie- 
rzone karabiny maszynowe czekaJy na na- 
stepnych. Juz stan"li w szeregu i Andrzej 
poczul dotkniecie smierci... To bylo mgnie- 
nie. Wtedy nieoczekiwanie ojciec odrucho- 
wo wysunll sie naprzod i zasJoni! sobl\ syna. 
Jakis cud sprawH, ze strzaly nie padly. Ka- 
zano im zejse i biec dalej... 
Podobnie bylo w kosciele na Woli, do- 
kld ich zapedzono i skl\d wyprowadzano 
na rozstrzelanie... Esesman staJ wsrod za- 
marlego tlumu, wzrokiem wskazujlc zaklad- 
nikow. Ludzie starali sie uciec przed tym 
bezwzglednym, zimnym spojrzeniem niosl\- 
cym wyrok. Spuszczali glowy, kryli sie w 
kruzgankach, za zalomami murow... Za kaz- 
dym razem, gdy wzrok esesmana zwracaJ 
sie w ich strone, ojciec w jakis dziwny spo- 
sob zaslanial sobl, zakrywal Andrzeja, by - 
jesli ma przyjsc wyrok - padl na niego. Tez 
spuszczal glowe i unikal wzroku hitlerow- 
ca. Ale los jeszcze tutaj nie naznaczyl im 
granicy miedzy zyciem i smiercil... 
* * * 
Trzeci wltek w zyciu ojca - to wiemose 
swej najmniejszej ojczyznie. przywi'lZanie 
do Ciechocinka z biegiem lat przybieralo na 
sile, choe tam po wojnie wszystko bylo juz 
utracone. Scheda po dziadkach znalazla sie 
w rekach panstwa i choe byJa to jawna nie- 
sprawiedliwosc - ojciec na tyle byl pan- 
stwowcem i ceni! sobie decyzje panstwowe, 
ze szybko pogodzi! sie z tym faktem. Nigdy 
nie kwestionowaJwyroku ludowej sprawie- 
dliwosci, ale nie mogl sobie pozwolie na 
odciecie sie od miejsc, do ktorych przylgnela 
jego dusza... MiaJ w dawnym dziadkowym 
pensjonacie, przerobionym teraz na sana- 
torium, wielu przyjacioJ. Spod upanstwo- 
wienia udalo mu sie wyci'lgnle skromnl\ 


oficyne - i te dla rodziny odzyskaJ. Chcial, 
zeby kiedys, gdy - wierzyJ w to - odzyska 
pensjonat, mozna bylo w nim prowadzie 
dzialalnose hotelowo-turystycznl. 
I myslaJ 0 niej wcilz, miaJ jl przed oczy- 
ma - te swojl siedzibe rodzinn\, ktora byJa 
niemal jego kolyskc\. Widzial jl pieknie za- 
gospodarowan\, ze wspanialym ogrodem i 
mnostwem ludzi tam przebywajlcych. Ten 
wymarzony obraz tak mu sie utrwaliJ, ze z 
kazdym rokiem nabieral nowych, soczyst- 
szych barw. Jak wszyscy ludzie starzy bar- 
dziej ceni! przeszlosc niz mialkl terazniej- 


I 


Ciechocinku, a w efekcie dJug\ chorobl... 
Po smierci sPOCZlJ wuj Edward na cmenta- 
rzu ciechocinskim obok innych grobow ro- 
dzinnych, ktore ojciec czesto odwiedzaJ. Ale 
nie byJo w nim pesymizmu czy zgorzknie- 
nia, rozumial bowiem, iz "nasze zycie umie- 
ra w przemianie", jak powiedziaJ wielki 
poeta. Ojciec nie musiaJ czytac na ten te- 
mat poezji - on to wiedziaJ i przyjmowaJ 
przemijanie postaci swiata jako cos natural- 
nego, wmontowanego w ludzki los. Potra- 
fiJ z tl swiadomoscil zye na luzie. Bo zycie 
byJo dlan wartoscil\ saml w sobie. A opty- 
mizm - sposobem widzenia swiata dobrze 
urzldzonego przez Boga. 
Bye moze taki optymizm - to jest jedyny 
wlasciwy sposob odbierania rzeczywistosci 
i ma racje Andrzej Szwalbe twierdzlc, ze 
usHujl\c swiat widziee lepszym mimo wszyst- 
ko - popychamy go,w dobrym kierunku. 
Tym bardziej, ze u niego..myslenie zawsze 
szJo w parze z dobrymi czynami, albo choc- 
by z inspirowaniem do czynu innych... 
A ojciec, gdy po wojnie zamieszkali z 
Andrzejem i jego zonl w Bydgoszczy - byJ 
tym, ktory najbardziej cieszyJ sie z sukce- 
sow syna. ZdawaJ sie nie dostrzegae jego 
wielkiego zmeczenia - ceny, jakl pJaciJ za 
SWl spolecznl dzialalnose. Nawet wowczas, 
gdy szereg razy Andrzeja hospitalizowano, 
ojciec nie traciJ optymizmu i wiary, ze 
wszystko sie powiedzie, zarowno ze zdro- 
wiem jak i zamierzeniami syna. Jakby nie 
pomny ograniczonych zdrowotnych mozli- 
wosci syna, cieszyJ sie jak dziecko, ze kolej- 
na, wszczeta przezen akcja sie powiedzie - 
ze stanie Filharmonia, BWA, BTN, Wyzsza 
SzkoJa Muzyczna, Instytut Sztuki... Zacho- 
wywaJ sie tak, jakby sam partycypowaJ w 
tych akcjach. PowtarzaJ z entuzjazmem: - 
Stoimy w obliczu kolejnych inwestycji, 
majlcych znaczenie dla miasta! I rzeczywi- 
scie tl swojl\ postawl\ w sposob znaczlcy 
popychal je do przodu... 
Bo pozytywne myslenie zawsze daje zna- 
cz\ce efekty, tylko my nie zawsze zdajemy 
sobie z tego sprawe. (00') 
Matka, tak nieugieta patriotycznie, w 
ocenach moralnych byJa bezpardonowa. 
To po ojcu Andrzej odziedziczyJ umiejet- 
nose kompromisu: dokld mozna - szukae 
wyjscia z sytuacji, ktore nie sl ostateczne. 
Jak w filmie "Jakubowski i puJkownik". 
Zyd Jakubowski nie wyobrazaJ sobie sytu- 
acji, z ktorej nie ma dwoch wyjse. Gdy juz 
trzeba byJo tylko zginle - Jakubowski wy- 
krzyknll: - "Ale jest jeszcze drugie wyj- 
scie!". Tak uwazalismy ojciec i ja. Na pew- 
no postawa mniej efektowna, lecz bardziej 
skuteczna...D 


Od Redakcji: 
Wyprawy dziecifistwa... Ojciec, to fragment 
ksillzki pt.Zycie na przelomie, kt6ra wkr6tce uka- 
ze siC; na rynku ksic;garskim, 


Nr 5/99 
W
:;
 31 


,. 




 
"".;!.. '1: . 
;.1- 4.




 


"" 


. 
f 


.: 


"'" 


...j 


Edward Szwalbe 


szose i w jego kochaj\cej, zywej wyobrazni 
trwaJ Ciechocinek dawnych lat... Tymcza- 
sem willa dziadkow, jak wiele podobnych 
w tym uzdrowisku, wegetujlcych juz tylko 
resztkami dawnej chwaly - podupadala, 
niszczaJa, a sam Ciechocinek z kaZdym ro- 
kiem bardziej przecietnial... Ojciec bynaj- 
mniej nie zrazal sie tym - moze mial racje? 
Bo przeciez nowe zblizalo sie z kazdym ro- 
kiem i choe on go nie doczekal - ziscily sie 
jego marzenia... Juz po jego smierci, pare 
lat temu rodzina Szwalbow odzyskaJa pen- 
sjonat i wynajeJa go pewnemu przedsiebior- 
stwu turystycznemu... (...) 
* * * 
Ale te wycieczki w terazniejszosc S\ 
przedwczesne, bo przeciez pamieci doma- 
ga sie jeszcze przeszJose ciechocinska, kt6- 
ra ojca ci'lgnela jak magnez. A byla to sio- 
stra Janina, zwana Niutkl, tam zamieszka- 
la, a przede wszystkim ukochany brat, 
Edward, zoJnierz spod Tobruku i Monte 
Cassino, ktorego "romans z ojczyznl" za- 
konczyl sie powrotem z Zachodu, a tu w 
Polsce - bynajmniej nie sJawli chwaJl, lecz 
swoistym odrzuceniem, szaIq wegetacjl w
>>>
UNIWERSYTET MIKOlAJA KOPERNIKA 


ZYGMUNT 
CHURSKI 


 


J 


W 1981 roku zostal przerwany, realizo- 
wany od wielu lat Program Wisla. W 
chwili zaprzestania prac istniala juz zapora 
we Wloclawku oddana do uZytku w 1970 r. i 
rozpoczc;ta budowa stopnia w Ciechocinku. 
Od momentu oddania elektrowni wodnej we 
Wloclawku minelo zatem 29 lat. Wiekszose 
mieszkancow naszego regionu zdl\Zyla sie 
przyzwyczaie do istniejl\cego stanu, uwazajl\c 
obecnl dolnl\ Wisle jako rzeke naturalnl. 
Niepokojl\ce jest jednak, ze pogll\d ten prze- 
kazuje sie mlodziezy szkolnej. Czym jest za- 
tern dolna Wisla "dzis"? POCZl\wszy od ujscia 
Drwecy do Baltyku koryto Wisly zostalo ska- 
nalizowane i wyprostowane, w ktorym woda 
odplywa znacznie szybciej niz w dawnej, nie- 
uregulowanej, dzikiej i rozgalezionej Wisle. 
Ponizej zapory we Wlodawku koryto obec- 
nej Wisly jest silnie rozmywane przez wody 
zrzucane ze zbiornika, co grozi obsunieciem 
sie zapory. Obecnie, przed dalszym rozmywa- 
niem, zabezpiecza dodatkowa zastawka. Wy- 
mywany material transportowany jest w dol 
rzeki az do ujscia, gdzie tworzy stozek naply- 
wowy, uniemozliwiajl\cy iegluge na tym od- 
cinku. Uregulowane koryto nie tylko przyspie- 
sza odplyw wod Wisly, ale powoduje takZe 
drenaz wod podziemnych sl\siadujlcej z doli- 
nl wysoczyzny. Dzieki przyspieszonemu od- 
plywowi wod zasilajl\cych dolnl Wisle z kaz- 
dym rokiem poglebia sie deficyt wody, ktore- 
go objawami Sl: zanikajl\ce zrodla na zbo- 
czach i obnizajlce sie zwierciadlo wody pod- 
ziemnej w sl\siedztwie doliny. 
W czasie niskich stanow odplywajllca szyb- 
ko woda odslania cale polacie dna, z kolei w 
okresie wysokich stanow wody waly nie zabez- 
pieczajl doliny od zalania. Dzieje sie tak dlate- 
go, ze waly przeciwpowodziowe niedostepne 
sl dla ludzi, a zatem dostepne dla zwierzl\t 
budujlcych nory, przez ktore latwo przecieka 
woda podczas wezbran. Gdyby waly pokryto 
asfaltem podobnie jak waly nad Loarl\ i zamie- 
niono na drogi, wOwczas kierowcy samocho- 
dow meldowaliby 0 kazdym zauwazonym 
uszkodzeniu, a takze odstraszali zwierzeta. 
Obecna dolna Wisla stanowi duze zagrozenie 
dla zbiornika we Wlodawku, a istniejl\ce waly 


Prof. dr hab. ZYGMUNT CHURSKI, Instytut 
Geografii UMK, specjalista z zakresu hydrolo- 
gii i gospodarki wodnej, czlonek europejskiej 
sieci asocjacji profesor6w geografii "EURO- 
GEO", czlonek Komisji Edukacji Mi4j!dzynaro- 
dowej Unii Geograficznej. 


, 


przeciwpowodziowe nie zabezpieczajl\ doliny 
przez zalewami. Szczegolnie niebezpieczna 
sytuacja istnieje w deIcie Wisly, gdzie w czasie 
wezbran, poziom rzeki przekracza 0 kilka me- 
trow poziom powierzchni deity, a ujscie Wisly 
jest zasypane rumowiskiem. Ta najpiekniejsza 
polska rzeka, ktora w czasach historycznych 
byla motorem rozwoju miast polozonych nad 
jej brzegami zostala skanalizowana i zamienio- 
na w sciek. Wszelkie natomiast dyskusje i pro- 
jekty dotycZl\ce zagospodarowania Wisly zaglu- 
szane slglosami domagajl\cymi sie pozostawie- 


przywrocenie naturalnosci Wisly poprzez 
wybudowanie oczyszczalni przed wypelnie- 
niem zbiomikow, zalesienie czeSci dolinyoraz 
utworzenie rozlewisk poza zbiomikami, 
zlagodzenie deficytu wody w regionie dol- 
nej Wisly, 
uzyskanie mocy elektrowni okolo 1000 
MW, 
powstanie drogi wodnej Tczew-Warszawa, 
a w przyszlosci mozliwosci budowy kana- 
lu wschod-zachOd llczqcego Morze Czar- 
ne z Morzem Polnocnym, 


Dolna Wisla 
wczoraj dzis - jutro 


uzyskanie nowych mozliwosci dla organi- 
zacji rekreacji, wypoczynku i sportowwod- 
nych. 
Liste te mozna kontynuowae dodajlc efek- 
ty spoleczne, ekonomiczne i polityczne. Za- 
rowno w trakcie budowy zapor, jak i po regu- 
lacji Wisla stanie sie przede wszystkim miej- 
scem pracy dla tysic;cy bezrobotnych i bye 
moze miejscem sezonowego zamieszkania na 
plywajl\cych barkach, kawiarenkach, sklepi- 
kach i nawet hoteli. Przybedzie 6 lub 7 mo- 
stow. Jezeli uruchomimy Kanal Bydgoski 
mozemy spodziewae sie tysiecy turystow z 
Europy Zachodniej, ktorzy przyplynl maly- 
mi stateczkami, aby spedzic wakacje w nowej 
i malo znanej czesci Europy. 
Zainteresowanie dolnq Wisll\ w Europie 
jest bardzo duze. Na konferencji Eurogeo w 
1998 r. w Luksemburgu pytano mnie 0 moZli- 
wosci nawigacji na Wisle w okresie letnim, a 
takze 0 warunki hotelowe, mozliwosci orga- 
nizowania konferencji i wycieczek po Wisle. 
W przyszlym roku kolejny zeszyt Eurogeo 
bedzie poswic;cony rzekom europejskim i ich 
zagospodarowaniu. Byloby dobrze, gdybym 
mogl przedstawie chociaz realny projekt za- 
gospodarowania Wisly na najblizsze lata. 
Ze wzgledu na fakt, ze kolejne zapory maj- 
dujl\ sie w wojewodztwie kujawsko-pomor- 
skim, ich realizacja bedzie w duzym stopniu 
zalezala od aktywnosci wladz administracyj- 
nych i samorzqdowycb, a takze poparcia cale- 
go spoleczenstwa. W celu przybliZenia proble- 
matyki dolnej Wisly proponuj
 wznowienie 
wydanej w 1993 r. ksi
ki pt.: "Uwarunkowa- 
nia przyrodnicze i spoleczno-ekonomiczne za- 
gospodarowania dolnej Wisly" orazzorganizo- 
wanie przez Wojew6dzki Osrodek Metodycz- 
ny w Bydgoszczy jednodniowej konferencji 
wszystkich nauczycieli geografii wojew6dztwa, 
poswi
conej przyszlosci dolnej Wisly. Przy 
okazji powolany zostanie przy Wojew6dzkim 
Osrodku Metodycznym w Bydgoszczyoddzial 
Eurogeo, kt6ry przejmie takZe edukacje doty. 
cZliClizagospodarowania Wisly. 0 


niii Wisly w "stanie naturalnym", czyli obec- 
nym, nie zdajlc sobie sprawy z nieprawdziwo- 
sci takich ocen. 
Jak zatem wygll\dala Wisla w stanie natu- 
ralnym tzn. "wczoraj"? Istnieje sporo szcze- 
golowych opisow i map pokazujlcych Wisle 
przed regulacjl\. Z braku miejsca na doklad- 
ny opis zall\czam mape Wisly Wejmar'a z 1816 
roku przedstawiajl\cl\ Wi sic; miedzy Trzesa- 
czem a Strzemic;cinem. Na mapie tej widae 
wyrainie rozgalezione koryto z licznymi wy- 
spami (lawicami) oraz szerokl\ doline. W cza- 
sie wezbrania (powodzi) rzeka rozlewala sie 
szeroko i wypelnia cale dno doliny pozosta- 
wiajlc podczas opadania namuly rzeczne. 
Nalezy podkreSlic takze, ze znaczne zalesie- 
nie otoczenia doliny opoznialo topnienie snie- 
gow i odplyw wod roztopowych do Wisly. 
Tego naturalnego charakteru rzeki nie uda sie 
juz przywrocic. Zwiekszenie retencji w doli- 
nie i utrzymanie wyzszego poziomu wody 
mozna osi'lgnl\e tylko poprzcz zabiegi hydro- 
techniczne. Jak zatem powinna wygll\dae 
Wisla "jutro"? 
Po 30 latach biernosci i dyskusji niezbc;d- 
ne jest podjecie dzialan pozwalajl\cych na 
przywrocenie Wisly spoleczenstwu. Dalsza 
zwloka moze doprowadzie do zniszczenia 
zapory i katastrofy ekologicznej calej doliny i 
Zatoki Gdanskiej (przez wyplukanie osadow 
dennych Zbiornika Wlodawskiego po znisz- 
czeniu zapory). Istnieje takze kazdego roku 
mozliwose zatopienia Zulaw poprzez przerwa- 
nie nadwltlonych walow przeciwpowodzio- 
wycp. Niezbedne jest zatem pilnc zbudowa- 
nie dalszych zapor pozwalajlcych na utrzy- 
manie zwierciadla wody na poziomie wyso- 
kich stanow i zlikwidowanie obecnych zagro- 
zen jak pokazuje to rys. 1. 
Lista efektow zabudowy Wisly jest bardzo 
dluga i mozna jl\ widziec zarowno w katego- 
riach ekonomicznych, spolecznych, jak i eko- 
logicznych. Ze wzgledu na ograniczone roz- 
miary tej notatki pragne zwrocie uwage na 
niektore z nich: 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWODZKI FUNDUSZ OCHRONY SRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


32 

I Nr 5/99
>>>
UNIWERSYTET MIKOlAJA KOPERNIKA 


Mapa Wisly Wejmar'a z 1816 r. 


It 
i l 

 



 l 
ii! 
C 
::' 


.2 
.. 

 
'" 1J S 

I 
-" jJ 
l 

! Jl 

 

 :: 
;2 
u « 
0 .z: ro 
.oJ :: 
3: :: ",. 
Q: '-' z: 

 ':i 8 
S! Q: 
f; 
, 
1 
i 

 
.0 
600 100 800 


CJ 
u 
o
 
 


r 
 


i ;;C 
N t VI _ 

 
S 

 -fj 
16.7 
 a: 
 i 

- 
 
-- . 


c:i 
;r 
m 1: 
n.p.m. 
 
"" 
400 
 


50 



i 
o ..,., 
500 


"'I 
:':;: 1 
'", 


900 Ie", 


Profil podluzny dolnej Wisly po wybudowaniu planowanych zbiornikow na tie wysokich i niskich stanow wody. 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWODZKI FUNDUSZ OCHRONY SRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


Nr5/99 
.J:::;J
 33
>>>
PROBLEMY 


KAZIMIERZ 
MIKULSKI 


'II 


L 



" 


'j 


najl, ie 0 ilosci zuiywanej podczas eksplo- 
atacji domu energii decyduje, zgodnie z 
normami, wykonawstwo. A to ciqgle pozo- 
stawia wiele do iyczenia. ... Od roku obo- 
wiqzuje rozporzqdzenie ministra spraw we- 
wn
trznych i administracji w sprawie wa- 
runkow technicznych, jakim powinny od- 
powiadae domy i ich usytuowanie. (...) 


trafi oszacowae koszty wytwarzania ener- 
gii za kilka lat. W tabeli 1 umieszczono 
wartosci kosztow wytwarzania energii - 
te rzeczywiste oraz te przewidywane w 
VSA. To ekonomiczne spojrzenie zmusza 
nas do mowienia 0 wymiernych korzy- 
sciach finansowych, jakie daje nam zasto- 
sowanie roinych materialow i urzqdzeft 


Skqd wezmiemy jutro pr q d7(2) 


Polityka Ekologiczna Paftstwa zostala 
juz w 1991 r. uchwalona przez sejm RP. 
Wyznaczono w ten sposob na dlugie lata 
kierunki dzialan w ochronie srodowiska. 
Kolejne etapy ekorozwoju Sl uwarunko- 
wane talcie zmianami politycznymi w Eu- 
ropie. 
[ntegracja europejska b
dzie czynni- 
kiem wymuszajqcym post
p technologicz- 
ny i ekologizacj
 techniki, a rOlq paftstwa 
b
dzie wspieranie i kontrolowanie stosowa- 
nych instrumentow i program ow paftstwa. 
Tak pisano w prasie ogolnopolskiej pod 
koniec ubieglego roku. 
W ostatnich dniach lutego br. w Bruk- 
seli zakonczono procedure screeningu. 
Procedura ta, polegajlca na przeglldzie 
polskiego i unijnego prawa w dziedzinie 
ochrony srodowiska, byla trzecil z kolei i 
ostatnil\ turl spotkan, ktorej wyniki stanl 
sie podstawl do dalszych, poszerzonych i 
przyspieszonych negocjacji z Vnil Euro- 
pejskl (VE). Przewiduje sie, Ze do roku 
2000, nasze prawo bedzie w pelni odpo- 
wiadalo prawu VE. Proces spotkan dele- 
gacji polskiej oraz delegacji z pozostalych 
krajow'(Czechy, Cypr, Estonia, Slowenia, 
W
gry) kandydujlcych do VE wykazaly, 
ze polskie prawo dotyczlce ochrony sro- 
dowiska jest prawie w 80% zbiezne z usta- 
wodawstwem VE. W ostatniej dekadzie 
lutego br. w Sejmie odbyla si
 debata po- 
swi
cona temu zagadnieniu. Jednak na sali 
obrad obecni byli tylko poslowie Sejmo- 
wej Komisji Ochrony 8rodowiska w licz- 
bie nie wiekszej niz 30 osob. Czyzby poli- 
tyka panstwa w tej dziedzinie byla jedy- 
nie zadaniem jednego resortu? W calym 
swiecie ranga ekologii jest bardzo duza, 
(zwlaszcza po roku 1992, w ktorym odbyl 
si
 Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro) a w VE 
stanowi obok rolnictwa najwaZniejszy pro- 
blem. Cztery lata czeka w polskim Sejmie 
projekt ustawy 0 termodynamicznym bu- 
downictwie. Glosy specjalistow przypomi- 


[lose zuiytej energii musi si
 miescie w gra- 
nicach 80-100 kWh/mkwa. rocznie. 
Polityka energetyczna to trese 3 roz- 
dzialu Vstawy z dnia 10 kwietnia 1997 
roku Prawo energetyczne. Przypomnijmy, 
ze naczelnym organem administracji naro- 
dowej wlasciwym w sprawach polityki 
energetycznej jest minister gospodarki. N a 
wniosek tegoz ministra Rada Ministrow 
okreSla zaloienia polityki energetycznej 
panstwa (Art. 13 pkt. 1 wymienionej usta- 
wy). Mowilc 0 bezposrednim wykorzysta- 
niu Slonca wenergetyce przypomne, ze w 
Art. 15 zawarto wytyczne jakie musZl bye 
szczegolnie okreslone w zalozeniach poli- 
tyki energetycznej panstwa. Zwroemy 
uwag
 (Art. 15 pkt. 6), ze wszelkie inicja- 
tywy powinny uwzgl
dniac dzialania w 
zakresie ochrony srodowiska. Rada Mini- 
strow jest takze zobowilzana do okresle- 
nia (Art. 15 pkt. 7) rozwoju wykorzystania 
niekonwencjonalnych, w tym odnawial- 
nych, irodel energii. Wszelkie rozmowy 0 
oszczedzaniu energii, a takze 0 pozyskiwa- 
niu jej w zgodzie z zalozeniami ekologicz- 
nego dzialania, zawsze dotyczl\ pieni
dzy. 
Polityka cenowa (Art. 15 pkt. 10) stanowi 
integralnl\ czese polityki energetycznej. 
Mocarstwo naukowe jak i gospodarcze 
jakim Sl Stany Zjednoczone, juz dzis po- 


energetycznych, z drugiej zas strony musi- 
my wziqe pod uWag
 koszty przyszlych eks- 
ploatacji i remontow. Dlatego tak wazne 
jest okreslac w szczegolnosci. Propozycje 
kierunkow prac naukowo-badawczych, 
takze w naszym panstwie, zgodnie z zasa- 
dl zr6wnowaionego rozwoju (Art. 15 pkt. 
14). W zwilzku z tym wazne jest ci\gle in- 
formowanie 0 nowosciach w tej dziedzi- 
nie, ktore ksztaltujl swiadomosc energe- 
tyczn(l, aby ludzie sami mogli wybierae i 
realizowae odpowiednie systemy czy urzl- 
dzenia. 
Co wnosimy do VE jako panstwo trosz- 
CZlce sie 0 prl\d jutra? Naukowcy z Labo- 
ratorium Solar Lable z Politechniki Wro- 
clawskiej opracowali i skonstruowali mo- 
dul sloneczny z 12 jednostek zespolonych, 
polprzewodnikowych elementow - bate- 
rii umozliwiajlcych uzyskanie mocy 1 
kWh. Baterie ogniw fotowoItaicznych Sl 
wykorzystywane w prostej obsludze (10- 
dowka, radio, radiostacja) schroniska na 
Chrobaczej I..l\ce w poblizu Bielska. Inne 
laboratorium, w Kozach kolo Bielska-Bia- 
lej pracuje nad polskimi ogniwami foto- 
woltaicznymi. 
Czy to wszystko wystarczy w "posagu" 
Polski wchodzlcej w "Dekad
 Sionecznl" 
w VE? 0 


Tabela nr 1 
Koszty wytwarzania energii. Aktualne i przewidywane. W cenach USA za kWh. 


Zr6dlo energii 1980 1990 2000 2030 
Elektrownie na paliwa 8 8 8 8 
konwencjonalne 
Elektrownie wiatrowe 32 8 4 3 
Ogniwa fotoelektryczne 339 30 10 4 
Ogrzewanie sloneczne 60 12 7 5 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWCDZKI FUNDUSZ OCHRONY SRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


34 

 Nr 5/99
>>>
SERCE DLA PRZYRODY 


& 


ZBIGNIEW 
PRZYBYLAK 


r---_ 


.'
 "." 


J :- ... 

. "J. 


ny" pochodzie musi z gospodarstwa, ktore 
otrzymalo atest od jednej z zatwierdzonych 
organizacji atestujlcych. 
Walczl\c 0 znak i swe dobre imie rolnicy 
wspierajlsie rowniez stwierdzeniami rozpo- 
rZl\dzenia Rady Ministrow z 15 lipca 1994 
roku, gdzie zapisano: - znakowanie srodka 
spoiywczego nie powinno wprowadzat w blqd 
konsumenta tekstem lub rysunkiem. 


Eko naciqganie 


S wego czasu do rolnikow ze Stowarzysze- 
nia Producentow Zywnosci Metodami 
Ekologicznymi "Ekoland" naplywae zaczely 
listowne protesty. Klienci oburzali sie, ze her- 
batki sygnowane naZWI\ "Ekoland" wcale nie 
pochodzl\ z upraw ekologicznych. Rolnikow 
oskariano 0 oszustwo. Tymczasem byli oni 
bezradni, wykorzystano bowiem bezkarnie 
ich nazwe. Zresztl\ tak sie dzieje jeszcze tez 
obecnie, bo herbatki "Ekoland" ci'lgle sl na 
sklepowych polkach. 
Konsumenci zwiedzeni nazwl\, najczesciej 
dopiero po zakupach przekonujl sie, ze her- 
batki zawierajl\ sztuczne dodatki. Od dwu 
wiec lat piszl\ protesty do centrali Stowarzy- 
szenia "Ekoland" w Przysieku kolo Torunia. 
Gdy konsumenci zaczeli protestowae i 
oskariac rolnikow 0 oszustwo, ci wystlpili 
do Urzedu Patentowego 0 cofniecie decyzji 
wydanej firmie. Wtedy okazalo sie, Ze Stowa- 
rzyszenie "Ekoland" w 1990 roku ochronilo 
swoj znak w zbyt Wl\skim zakresie. To umoz- 
liwilo bezkame wykorzystanie nazwy produ- 
centom herbatek. 
Jednak z drugiej strony polskie prawo 
stwierdza, ze jezeli ktos mial znak wczesniej 
powszechnie znany, to moze wystl\pie 0 cof- 
niecie decyzji zastrzegajlcej uzywanie tego 
znaku przez innl firme. Rolnicy chcl\ z tego 
prawa skorzystae. Sl\dze, ze nietrudno bedzie 
im udowodnic, chociazby prezentujlc mate- 
rialy prasowe, ze nazwa "Ekoland" byla zna- 
na i kojarzona z rolnictwem ekologicznym. 
Wszyscy tez konsumenci kupujlc artykuly 
opatrzone takim znakiem lub nazwl byli za- 
wsze przekonani, ze otrzymujl\ produkty naj- 
wartoSciowsze biologicznie. Rolnicy majl\ na- 
dzieje, ze Urzl\d Patentowy za kilka miesiecy 
rozstrzygnie sprawe na ieh korzyse. Jezeli tak 
nie bedzie pozostanie proces sl\dowy. 
Sprawy zwilzane z ochronl znaku w na- 
szym kraju Sl ci'lgle rzadkie. Nie ma jedno- 
znacznych procedur postepowania, rozstrzy- 
gniee. Na decyzje trzeba bardzo dlugo czekae. 
Rolnicy nadzieje na wygranie bitwy 0 znak 
ll\czq tez z zapisami w projekcie nowej przygo- 
towywanej ustawy 0 rolnictwie ekologicznym, 
stwierdza sie w niej wyrainie bowiem co jest 
ekologicznym produktem i jak go trzeba zna- 
kowae. Dodam tylko, ze "produkt ekologicz- 


Boje prowadzone przez "Ekoland" to tyl- 
ko jeden bardzo drastyczny przyklad ekolo- 
gicznego naci'lgania konsumentow. Wraz z 
modl na ekologie i wszystko co naturalne, 
wielu producentow i handlowcow naduzy- 
wa slow "eko", "ekologiczny", naturalny, 
biologiczny albo tez zdrowy. Manipuluje sie 
w ten sposob klientami niezwykle subtelnie. 
W zasadzie oni nawet nie zdajl sobie czesto 
sprawy, ze Sl wprowadzani w bll\d. 
Takim przykladem moze bye tutaj tak zwa- 
na "zdrowa zywnose", ktora tak naprawde 
zadnl\ zdrowl zywnoscil\ nie jest, skoro nie 
zostala wyprodukowana metodami ekologicz- 
nymi. Obecnie pod tym haslem bardzo czc;- 
sto sprzedaje sie pseudozdrowe produkty, 
zaliczajl\c je do tej grupy tylko dlatego, ze na 
przyklad zastosowano do ich produkcji sol 
gruboziarnistl\, mlke razowllub dodano ziar- 
na slonecznika, sezamu, maku, czarnuszki 
lub innego ziola. 
Jeszcze wiekszym naci'lganiem, graniczl\- 
cym dla mnie wrt;cz juz z naduzyciem bywa 
sprzedawanie niekt6rych produktow jako 
ekologicznych, kiedy wszystko wskazuje, ze 
rodzaj produkcji albo materialy nic z tym 
wspolnego nie majll. Dla przykladu jeden z 
producentow jako ekologiczne reklamowal 
pomidory uprawiane sztucznie na wodnych 
pozywkach. Mialy zas bye zdrowe, ekologicz- 
ne, bo nie zawieraly olowiu. 
Powszechnie takZe propaguje sic; jako eko- 
logiczne - i niestety takie kampanie reklamo- 
we wspierajlniektore organizacje ekologicz- 
ne - plastikowe choinki i futra. Jest to wiel- 
kie niezrozumienie zasad ekologii. Nic co 
sztuczne nic mozna uznac za bardziej warto- 
sciowe niz naturalne i tego rodzaju ochrona 
srodowiska jest nieporozumieniem. Futro, 
skora ze zwierzecia, czy choinka iywa z cza- 
sem sie rozlozl\ i nie zostanl odpadem. Pla- 
stikowe futro lub choinka bedlzas rozklada- 
Iy sie dziesiltki lat. Poza tym ich wytworze- 
nie llczylo sie tez z zatruwaniem srodowiska, 
m.in. w procesie produkcji. Warto rowniez 
pamietac, ze czesto naturalna skora jest pro- 
duktem, ktory winien bye zuiyty bo inaczej 
bylby ucilzliwym odpadem. Oczywiscie w 
tych dzialaniach umiar i rozs\dne korzysta- 
nie z dobr przyrody Sl zawsze konieczne. 0 


Sprawozdanie z dzialal- 
nosci WFOSiGW 
w Toruniu, Bydgoszczy 
i Wloclawku w 1998 roku 


1998 rok Wojewodzkie Fundusze zamkne- 
ly llcznym zyskiem w wysokosci 
13.096.580,03 zl. Najwiekszy udzial w zysku 
mial fundusz bydgoski - 77,6%. L/lczne wply- 
wy za ubiegly rok wyniosly 110.362.053 zl, z 
czego 57,4% to wplywy funduszu bydgoskie- 
go, 27,5% - wplywy funduszu torunskiego i 
15,1% - wplywy funduszu wloclawskiego. 
Struktura wplywow przedstawia sie nastepu- 
jl\co: wplywy z tytulu oplat i kar - 60,5%, 
zwroty rat udzielonych poiyczek - 20,6%, 
wplywy z tytulu oprocentowania poiyczek- 
7,9%, wplywy ze sprzedaiy akcji i udzialow 
- 6,3%, wplywy z tytulu odsetek bankowych 
- 4,0%, inne wplywy - 0,7%. 
Llczne wydatki wyniosly -105.070.220 zl, 
w tym: 59,5% - wydatki funduszu bydgoskie- 
go, 22,8% - wydatki funduszu torunskiego, 
17,6% - wydatki funduszu wloclawskiego. 
W strukturze wydatkow zrealizowana po- 
moc finansowa wyniosla 92,5%. 
W rachunku zysku i strat za 1998 rok llcz- 
ne przychody wyniosly 16.997,4 tys. zl, z cze- 
go: 70,3% - przychody funduszu bydgoskie- 
go, 15,7% - przychody funduszu torunskiego, 
14,0% - przychody funduszu wloclawskiego. 
Ll\czny fundusz wlasny na 31.12.1998 r. 
wynosil - 131.147,2 tys. zl, w tym fundusz 
statutowy 111.558,8 tys. zl. Najwiekszy udzial 
w funduszu ma Bydgoszcz - 63,5%, dalej To- 
run - 21,3% i Wloclawek - 15,2%. 
W wyniku podjetych uchwal udzielono 
162 pozyczek na kwote 69.339.989 zl, 439 
dotacji na kwotc; 35.555.174 zl oraz umorzo- 
no 12.247.223,70 zl. 
W 1998 roku uzyskano nastepujlce efek- 
ty ekologiczne: - zwiekszenie przepustowo- 
sci oczyszczalni sciekow 0 3.877,3 m 3 jdobe 
(66,9% - Bydgoszcz) - redukcja ladunkow 
zanieczyszczen odprowadzanych do wod 
powierzchniowych: 
a) BZT5 - 1.217,95 kg Ojdobe 
(53,9% - Wloclawek), 
b) CHZT - 1.714,19 kg Ojdobe 
(54,4% - Wloclawek), 
c) Zawiesina ogolna - 1.101,65 kg/dobe 
(53,0% - Wloclawek), 
d) Azot ogolny - 168,56 kg/dobe 
(57,0% - Bydgoszcz), 
e) Fosfor ogolny - 39,67 kg/do be 
(46,8% - Wloclawek), 
f) CWO - 37,1 kg/dobe 
(100,0% - Bydgoszcz). 
- przyrost dlugosci sieci kanalizacyjnej i ko- 
DOKONCZENIE NA STRONIE 36 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWODZKI FUNDUSZ OCHRONY SRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


Nr 5/99 
..:J;:):;
 35
>>>
$ 


Lista przedsiywziyc (program6w) 
, 
priorytetowych NFOSiGW przewidzianych 
do finansowania w roku 1 999 
(dokonczenie) 


VIII Programy w dziedzinie g6mictwa 


Przedsiewziecia proekologiczne w zakresie 
g6rnictwa majq na celu zmniejszenie uciqzli- 
wolci dla Irodowiska powodowanych wydo- 
bywaniem kopalin. 


1. Ujmowanie i uzdatnianie w6d kopalnia- 
nyeh. 
2. Proekologiezne teehnologie wydobywania 
i przer6bki surowc6w mineralnych. 
3. Rekultywaeja teren6w zdegradowanych 
dziatalnoki
 g6micz
. 
4. Przetwarzanie i wykorzystanie odpad6w 
powstatych w zwil\zku z wydobywaniem i 
przer6bk
 kopalin oraz lokowanie w wy- 
robiskaeh podziemnych mineralnyeh su- 
rowc6w odpadowych. 
5. Usuwanie szk6d w 
rodowisku, wywota- 
nych nieprzewidzianymi zjawiskami zacho- 
dZ\CY111i w g6rotworze oraz ograniczenie 
ujemnego oddzialywania na 
rodowisko 
proees6w likwidacji zakladow gorniczych. 
6. Ograniezenie ucilzliwosci wod zasolo- 
nych. 


IX Programyw dziedzinie edukacji ekologicz- 
nej 


Podstawowym celem edukacji ekologicznej 
jest ksztaltowanie postaw zachowan spole- 
czenstwa upowszechniajqcych ide(? zrowno- 
waionego rozwoju. 


1. Rozw6j bazy stuz
cej realizacji progra- 
m6w edukacyjnyeh w regionalnyeh 
o
rodkach edukacji ekologieznej, sieci 
"zielonych szk6t" oraz w parkach naro- 
dowych. 
2. Realizacja program6w edukaeyjnych: 
a) w zakresie aktywnej edukacji ekologicz- 
nej; 
b) w ramaeh kampanii informacyjno-pro- 
, moeyjnyehj 
c) w szkotaeh wyZszyeh ksztalcl\cyeh spe- 
ejalist6w w dziedzinie oehrony 
rodo- 
wiska w tym w prawie Unii Europej- 
skiej i jego wdrazaniu; 
d) poprzez wspieranie produkcji film6w i 
program6w edukacyjnyeh przewidzia- 
nych do emisji w telewizji og61nopol- 
skiej Oraz w radiu 0 zasiegu og61nopol- 
skim, 
e) poprzez produkcje pomocy dydaktycz- 
nych; 
f) w zakresie 
wiadomego ksztaltowania 
krajobrazu i oehrony krajobrazu histo- 
rycznego. 
3. Konferencje i seminaria szezegolnie istot- 
ne dla edukaeji ekologicznej. 
4. Rozne formy doskonalenia zawodowego 
specjalistow - animatorow edukacji eko- 
logicznej. 
5. Wspieranie wydawnictw (w tym prasy) 
prowadzqcyeh edukacje ekologicznl. 
6. Konkursy i przedsiewziecia upowszech- 
niajlee wiedze ekologieznl. 


X Programy miedzydziedzinowe 


Konkretne przedsiewziecia dotyczyc bedq 
problem6w, kt6rych zakres jest szeroki i lqczy 
w sobie elementy metod usuwania zagroten z 
systemami organizacyjnymi dzialajqcymi w 
kraju, a takte Z tworzeniem pods taw nauko- 
wych i metodycznych do realizacji program6w. 


· Prace badawcze i ekspertyzy. 
· Wspieranie wdrazania Czystszej Produk- 
eji. 
· Oszczedzanie surowc6w. 
· System przeciwdziatania nadzwyczajnym 
zagrozeniom 
rodowiska. 
· Panstwowy Monitoring Srodowiska, w 
tym monitoring przyrodniczy. 
· Wspieranie dziatan w zakresie profilakty- 
ki zdrowotnej dzieci z obszarow na kt6- 
ryeh wyst
pujl przekroczenia norm zanie- 
ezyszezenia 
rodowiska. 
· Wspieranie przemyslu dZialajl\cego na 
rzecz ochrony 
rodowiska. 
. Wspieranie projekt6wfinansowanych wsp61- 
nie z instytucjami pomoey zagranicznej. 
. Remonty i odtworzenie obiekt6w oehro- 
ny srodowiska zniszczonyeh przez po- 
w6di i inne kleski zywiolowe. 
. Wspieranie programow szkolen admini- 
straeji rZ\dowej i samorzldowej zwiilZa- 
nyeh z nowymi obowilzkami w zakresie 
ochrony srodowiska. 0 
przedruk z miesi
cznika ENFOS, nr 1/98 


DOKONCZENIE ZE STRONY 35 
lektorow sieciowych 0 105.925,5 mb. (39,1 % 
- Bydgoszcz), - przyrost retencji wodnej w 
rzekach i jezioraeh - 3.659.900 m 3 (81,8% - 
Torun), - zmniejszenie emisji zanieczyszczen 
emitowanych do atmosfery: 
a) pyl- 740,12 Mglrok - 
(58,7% - Bydgoszcz), 
b) S02 - 316,41 Mglrok- 
(43,4% -Bydgoszcz), 
c) NO - 88,53 Mglrok - 
(100,0% - Bydgoszcz), 
d) CO - 759,44 Mglrok - 
(52,7% - Bydgoszcz), 
e) Benzopiren - 0,54 (100,0% - Torun), 
- przyrost kubaturyskladowisk odpadow komu- 
nalnych 0325.400 m 3 - (88,2% - Bydgoszcz). 
(krb) 


Poiyczki udzielone ze srodk6w Wojew6dzkich Funduszy w 1998 r. w uj
ciu 
wartosciowym (w zlotych) i ilosciowym (w nawiasach) 


Lp. Dziedzina Bydgoszcz Torun Wloclawek 
1 Ochrona atmosfery (32) 10.638.260 (19) 3.885.645 (10) 3.079.771 
2 Ochrona w6d i gospodarka wodna (49) 31.865.792 (21) 4.459.874 (15) 8.553.246 
3 Ochrona powierzchni ziemi (12) 5.274.856 (9) 961.348 (3) 463.689 
4 Ochrona przyrody - (1) 97.512 - 
5 Monitorung srodowiska - - - 
6 Edukacja ekologiczna - - - 
7 Nadzwyczajne zagrozenia srodowiska - - - 
8 Inne (1) 60.000 - - 
RAZEM (94) 47.838.908 (40) 9.404.375 (28) 12.096.706 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWODZKI FUNDUSZ OCHRONY SRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


36 
.
r:J:';}
 Nr 5/99
>>>
PROMOCJA 


PKO BP 


GRZEGORZ Mt.OKOSIEWICZ 


O d pewnego czasu daje sie zauwaiyc 
swego rodzaju rywalizacja wielu kra- 
jowych bank6w 0 wzgledy indywidualnego 
klienta. Kr6tko m6wilLc, nawet takie, kt6re 
paraly sie niemal wy1ILcznie obslu
 insty- 
tucji, i to najchetniej duiych, dobrze prospe- 
rujlLcych przedsiebiorstw, "przypomnialy" 
sobie 0 Uw. bankowoSci detalicznej. Z po- 
wodzeniem owych zabieg6w bywa r6inie. 
C6i, ten detal traktowany jeszcze niedaw- 
no z dystansem, w praktyce okazuje sie wca- 
Ie nie talc latwy. 


z banku zlotowki muszl bowiem przynosie 
profit i pOZyczkobiorcy, i bankowi. 
Oczywiscie nie jest to tak, ze bank zacho- 
wuje sie jak wscibski intruz w obcym gospo- 
darstwie. Bron Boze! Przeciez nietrudno sie 
zgodzie co do tego na co konkretnie mozna 
przeznaczae transze kredytu inwestycyjnego. 
Natomiast znacznie wieksz q swobode moz- 
na juz miee w wykorzystywaniu kredytow 
obrotowych. Ba! W okreslonych przypad- 
kach wilzl\cych sie np. z czestotliwoscil\ kre- 
dytowania, te ostatnie mogl bye udzielane 
w postaci linii kredytowej, czyli bez okresla- 
nia w umowie transz i terminow splat. 
Systematyczny monitoring rynku prowa- 


Podobnej modyfikacji doczekal sie tez 
kredyt udzielany w ramach rachunku walu- 
towego. Dotld w gre wchodzily jedynie do- 
lary USA i marki niemieckie - teraz dowol- 
na waluta europejska, niesmiertelne dolary 
i naturalnie euro. 
Wszystko to piekne, powie ktos, ale nim 
sie firma zabierze za wykorzystywanie umo- 
wionej kwoty, a tym bardziej nim dojdzie 
do splat, musi sie sporo natrudzie i wyka- 
zae wiele eierpliwosei, aby call procedure 
uruchomie. 
Otoz i w tym zakresie nie taki diabel 
strasznY...Juz sam wniosek kredytowy jest 
nieco inny niz do niedawna wymagany. 


Oferta jakiej pr6zno szukac... 


PKO BP z tego rodzaju problemami bo- 
rykae sie nie musi, bowiem bankiem deta- 
licznym jest praktycznie "od zawsze". Port- 
felami firm, zajmuje sie rowniez od lat. Fak- 
tern jest rowniez i to, ze w ostatniej deka- 
dzie instytucjonalni klienei znajdujl tu i eie- 
kaWSZI\ oferte i coraz lepsze warunki reali- 
zacji swych potrzeb. Po prostu PKO BP stal 
sie bankiem uniwersalnym, ktory potrafi 
dzis sprostae specyficznym oczekiwaniom 
biznesmena operujlcego tlustym kontem 
swego przedsiebiorstwa oraz tradycyjnie 
wilzanego z wizerunkiem PKO - "drobne- 
go eiulacza". 
Mimo wszystko, lata dawnej specjaliza- 
cji swoje zrobily. W efekeie bywa czasem i 
tak, ze nawet dobrze wydawalo by sie zo- 
rientowani ludzie biznesu, majlcy swoje 
osobiste rachunki w PKO, nie szukajl w tyro 
banku partnera dla swego przedsiebiorstwa. 
Tymczasem jest wiele argumentow przema- 
wiajlcych za tym, ze powinni. Choeby wiel- 
kose kapitalow PKO BP, a co za tym idzie 
trudna do kwestionowania stabilnose ban- 
ku. 
Finansowanie firm rzl\dzi sie nieco od- 
miennymi prawami. Nie ma tu mowy choe- 
by 0 sezonowosci, jak w przypadku indywi- 
dualnej klienteli. Zadnych kredytow choin- 
kowych czy wakacyjnych. To zresztl\ typo- 
wo konsumpcyjne pozyczki, a od konsump- 
cji firma musi bye jak najdalej. Tu chodzie 
moze tylko 0 rozwoj, a nie bezproduktywne 
przejadanie pozyskanych srodkow. Temu 
celowi sluzl np. kredyty inwestycyjne albo 
obrotowe. Ich kwoty Sl teZ wielokrotnie 
wieksze od sum jakimi przywykl obracae 
nawet zasobny Kowalski. Nie moze tez wla- 
seieiel firmy, a tym bardziej menedzer trak- 
towae kasy przedsiebiorstwa jak swej wla- 
snej kieszeni. KorzystajlC z kredytu jakby 
zyskuje wspolnika, ktory mu w przestrzega- 
niu tej zasady pomoze, chetnie i fachowo 
oglldajlc dokumenty ksiegowe. Pozyczone 


dzony przez PKO BP, w konfrontacji z moz- 
liwoseiami, pozwolil ostatnio na wypraco- 
wanie licznych nowych udogodnien w wa- 
runkach kredytowych. Niewl\tpliwie zainte- 
resujl\ one male i wieksze przedsiebiorstwa 
oraz wszelkiego rodzaju instytucje. 
Wspomnijmy 0 okresach kredytowania. 
Firmy mogly dotld korzystae z inwestycyj- 
nych kredytow krotkoterminowych udziela- 
nych na trzy miesilce. To bardzo krotki ho- 
ryzont, zwlaszcza jesli sie porowna go ze 
srednim cyklem budowy czegokolwiek w 
Polsce. Teraz zostal wydluzony do roku. Z 
kolei srednioterminowy urosl z dwunastu 
miesiecy do trzech lat, a dlugoterminowy 
okreslany dotld na powyzej roku to obec- 
nie powyzej trzech lat. Jakie to niebagatel- 
ne ulatwienie finansowania chyba nie trze- 
ba nikogo przekonywae. 
Okres wykorzystywania kredytu obroto- 
wego siegae teraz moze nawet trzydziestu 
szesciu miesiecy, czyli jest trzykrotnie dluz- 
szy niz dotychczasowy. 
Takie wrecz komfortowe terminy to nie 
wszystko. Mozna sobie zawinszowae umo- 
wionl kwote w dowolnej obcej walucie na 
finansowanie dzialalnosci w kraju. JcSli ko- 
mus kalkuluje sie np. kredyt w fun tach bry- 
tyjskich splacany w markach RFN - zaden 
problem! Trzeba tylko okreslie to w umowie 
z PKO. Zdarzye sie moze, iz przydarzy sie 
klopot ze Sp1atl\ raty w oznaczonyro czasie. 
Na koneie firmy brakuje akurat odpowied- 
niej kwoty w umowionych z bankiem mar- 
kach, a termin uplynle ma za kilka dni. Ale 
kontrahent z Lozanny - na ktorym mozemy 
polegae, jak na Zawiszy - ma naszej firmie 
lada dzien przelae naleznose w walucie swe- 
go kraju. W takim przypadku rowniez nie ma 
kwestii - uprzedzamy co pn;dzej PKO, spo- 
rzl\dzamy niezbedny aneks i franki szwajcar- 
skie wplacone w stosownej ilosci zalatwiajl 
sprawe, bez jakichkolwiek karnych procen- 
tow czy podobnych kar umownych. 


Moze nie jest to lakoniczny dokument, ale 
w miare wyczerpujlcy problem, ktoremu ma 
sluzyc. Wreszeie co bardzo istotne, od chwili 
zlozenia kompletu dokumentow z nim zwil- 
zanych PKO BP w ei'lgu dwoch tygodni za- 
latwia sprawe! 
Kolejne novum to uklon w strone stale- 
go klienta. Temu zresztl trudno sie dziwie, 
zeby dbaly 0 SW\ reputacje bank tego nie 
robil. Otoz w tym wypadku kredytobiorca 
zjawiajlc sie po kolejny kredyt w PKO, nie 
musi dostarczae kompletu zaswiadczen, kto- 
re zlozyl juz wraz z poprzednim wnioskiem. 
Teraz wystarcza jego oswiadczenie potwier- 
dzajl\ce ich aktualnose, dzieki czemu krzl- 
tanina po ZUS-ach czy skarbowkach jest juz 
zbedna. 
Zmieniono takze system naliczania na- 
prawde konkurencyjnego oprocentowania, 
opierajlc je na stawce WIEOR. To srednia 
stopa oferowana na rynku miedzybanko- 
wym. Jest ona jakby bardziej demokratycz- 
na od stosowanej dotld tzw. stopy bazowej. 
WIBOR mozna zresztl znaleze codziennie 
w Gazecie Wyborczej, a nie tylko specjali- 
stycznych periodykach. 
Na tym nie koniec. Jesli zaglldanie 
przez bank do firmowych ksi'lg, moze sie 
wydawae komus uszczupelniem suweren- 
nosci jego biznesu, to teraz bank sam ten 
dyskomfort rekompensuje, jakby uszczu- 
plajlc swl suwerennose. Z pomocl tzw. 
home bal1kil1gu mozna zapuszczae zura- 
wia do samego bankowego serca PKO. I 
to za niewielkie pienildze w skali sredniej 
firmy czy np. samorzldu gminnego. Korzy- 
stajlc z niezbyt wyrafinowanego kompu- 
tera klasy PC zyskuje sie staly dostep do 
informacji 0 swym saldzie, obrotach na 
rachunku, mozliwosci realizacji zlecen, 
elektronicznej wymiany danych z bankiem 
itd. Oczywiscie wszystko z zachowaniem 
tajemnicy bankowej, nie ruszajlc sie od 
wlasnego biurka. 0 


Nr 5/99 
.2
:;j
 37
>>>
lill i/ii' 


Swietnie usytuowany w centrum 
Bydgoszczy Hotel "Brda" zaprasza 
do swoich apartament6w, pokoi jedno- 
i dwuosobowyCh, do restauracji, kt6ra 
zaspokoi najbardziej wyszukane gusta. 
Dluga lista slawnych gosci zawiera 
wpisy muzyk6w, dyplomat6w, 
aktor6w, piosenkarzy... 
Goscmi hotelu byli m.in.: Witold 
Malcuzynski, Vadim Brodski, Wieslaw 
Ochman, Wanda Wilkomirska, Kalina 
J
drusik, brytyjski ch6r chlopi
cy 
Westminster Abbey Choir. 
Hotel zapewnia opiek
 nad dziecmi. 
Wyborna obsluga, domowa atmosfera. 


---=
 
85-010 Bydgoszcz, ul. Dworcowa 94 
tel.(052) 224 061 do 69 
tel./fax (052) 225 655 


Bydgoszcz oczekuje Ojca .swiytego 


7 czerwca br. 0 godz. 9 45 przyb
dzie 
do Bydgoszczy Jego Swiqtobliwosc Jan 
Pawel II. Ojciec Swi
ty b
dzie celebro- 
wal msz
 sw. na bydgoskim lotnisku. 
Na miejscu celebry przewidziano miej- 
sca dla okolo 500 tysi
cy pielgrzymow. 
Jest to dlugo oczekiwana wizyta Papie- 
za Polaka w naszym mieScie i dla ty- 
si
cy bydgoszczan b
dzie wielkim du- 
chowym przezyciem. Organizatorzy 
wizyty zadbali 0 to, aby wszyscy uczest- 
nicy mogli miec dobry kontakt wzro- 
kowy z celebrujqcym msz
 sw. Papie- 
zem. Planowane jest w tym celu usta- 
wienie kilku telebimow 0 powierzch- 
ni 40 metrow kwadratowych kazdy. 
Oltarz, wysokosci 32,5 m i 0 po- 
wierzchni 400 m 2 , zawier
c b
dzie 
m.in. repliki drzwi gnieinienskich i 
"- 
trumienki sw. Wojciecha oraz oryginal 
obrazu Matki 
Boskiej Pi
knej 
Milosci z bydgo- 
skiej Fary. Przed 


papieskim oltarzem stanq dwa wielkie 
kamienie symbolizujqce 2000 lat 
chrzdcijanstwa i 1000 lat metropolii 
gnieinienskiej. Oltarz w Bydgoszczy, 
jako Stacja Nowych M
czennikow, na- 
wiqzuje w swoim wystroju do idei m
- 
czenstwa, ktora przyswieca historycz- 
nej wizycie Ojca Swi
tego. Tej rangi 
wydarzenie nie moze byc oboj
tne dla 
nikogo z nas, nikogo tez nie powinno 
na spotkaniu z Ojcem Swi
tym zabrak- 
nqc. Przygotujmy si
 do niego jak naj- 
lepiej, aby przyjqc papieskie nauczanie 
i przeslanie. 


Na okladce: 
Plakat z okazji wizyty Jana pawla 11 w Byd- 
goszczy. Fot.: br. Hieronim Majka CSSp, 
proj. graf. o. Ryszard Sum CSSp. 
Wyciqgi barwne: "Margrafsen". 


Hotel "Pod Orlem" 
to stuletnia tradycja, 
komfort i elegancja 


Usytuowany jest w centru1ll miasta. Wybudowany w 1896 roku 
goscil wielu slawnyclliudzi. Mieszkali w nim m.in. 
16zel Pilsudski i Artur Rubinstein. Dzisiaj, po odzyskaniu 
dawnej swietnosci pod nadzorem konserwatora zabytk6w, 
zaprasza do secesyjnyc11 wn
trz. 


85-006 Bydgoszcz, ul. Gdanska 14 
Tel. (0-52) 22-18-61 do 69, fax (0-52) 22-89-88, 
komertel (48) 3912-1521 


-
 

 I:nl 


Specjalna oferta cenowa dla VIP-ow 
dot. wszystkich modeli, z wyjijtkiem Arosy 


... 


., 
i " 


., .. ",.,.,...
 


- 


- 


I' 
-e. 
.....,!, .-. 


.' 
,,'to 
-,fir .. 


SEAT ALHAMBRA -bezpiecznie jak w domu 


Arosa, Ibiza, Cordoba, Cordoba Vario 
*moiliwosc odliczenia VAT-u 


AUTORYZOWANY DEALER 
AUTO-CENTRUM MALINOWSKA 
OSIEI.SKO k. Bydgoszczy 
te/.052j38 13 925 - Zaprasza 7 dn; w tyg. 



[]u

(31 


REDAKCJA - Redaktor naczelny: Ewa Grzybowska-Lukaszek 
Zastt;pca red. nacz.: Marek Chamot 
Jan Belkot (Torun), Henryk Wasilewski (Wloclawek) 
Red. graficzny: Piotr Rogowski. Fotoreporter: Piotr Sumara 
Red. techn.: Zbigniew Lewandowski. Korekta: Ligia Podgorska 


WYDAWCA: 
FUNDACJA PROMOCJE POMORSKIE 
PrzewodniczCjCY Rady Fundacji: Maciej Obremski 
Prezes ZarzCjdu FPP: Ewa Grzybowska-Lukaszek 
Wiceprezes ZarzCjdu FPP: Krzysztof Gotowski 
Sekretarz FPP: Stanislaw Jakubowski 


ADRES REDAKCJI: ul. Sielanka 6 
85-073 Bydgoszcz, teL/fax (0-52) 349 35 23 


Skied: ZUP ,,1M PET" Piotr Rogowski, uL Morska 8, tel.: 0-501 021 379, Druk: ZP "SPRINT" Tomasz Toczkiewicz, uL Kollqtaja 1, Bydgoszcz, teL/fax (0-52) 32870 45 
Redakcja nie odpowiada za tresc reklam i ogloszen, nie zwraca material6w niezam6wionych. 
Zastrzegamy sobie prawo skracania I adiustacji tekst6w oraz zmiany ich tytul6w.
>>>
SUKCES KAROLA PAWLAKA 


KRYSTYNA ROMEYKO-BACCIARELLI 


! adlC do p. Karala Pawlaka, ogrodnika od 
pokolen, przez osniezone pola w polowie 
utego do Lochowa pod Bydgoszczq spodzie- 
walam sie, ze trafie do krainy barwy i zapa- 
chu. Widzialam w wyobraini rozlegle kwia- 
towe kobierce pod dachami szklami. Tro- 
pik, owszem, byl- w szklamiach panowala 
wysoka temperatura, dochodzl\ca nawet do 
38 stopni. Bylo wilgotno. Ale nie bylo ani 
barwy, ani zapachu. Na ogromnych przesu- 
wanych stolach ogrodniczych w kamych 
rzl\dkach zielenily sie tysil\ce malutkich sa- 
dzonek gerber, petunii, surfinii, niecierpka, 
chryzantem, poinsecji, pelargonii, roslin ra- 
batowych. Setki tysiecy sadzonek... 
Nowoczesne kwiaciarstwo to nie tylko 
mozolne pielegnowanie w cieplych szklar- 
niach odpowiednio wczesnie roslin z peda- 
mi kwiatowymi. Ta caly przemysl z zaprze- 
gnietl na jego uslugi genetykl. - Swiat siC 
ekscytuje sklonowaniem owcy Dolly, a my 
tymczasem codzienni klonujemy tysiqce ro- 
stin - inz. Karol Pawlak wyjasnia zasady 
nowoczesnej hodowli kwiatow obowii\Zujl\- 
ce w jego przedsiebiorstwie "Vitroflora". - 
Sama nazwa wskazuje, ie hodujemy kwiaty 
in vitro, w szkle. Sadzonki sprowadzamy z 
calego swiat, wsp61pracujemy z najlepszymi 
firmami zagranicznymi. 
Zatem w lochowskim krolestwie pana 
Pawlaka od kilku juz lat nie hoduje sie kwia- 
tow na ciete bukiety. Nie moglam wiec od- 
bye romantycznej wycieczki do tropikalnej 
krainy barwy i zapachu. Jednak wyjazd do 
Lochowa, spotkanie z panem Karolem, od- 
wiedziriy w szklamiach i sterylnie czystym 
laboratorium, okazaly sie nie mniej pasjo- 
nujlcl przygodl. 
Dom i szklamie usytuowane Sl na skra- 
ju Lochowa, a gruntowa droga, ktorl sie 
tutaj dojezdza, prowadzi dalej do lasu otwie- 
rajl\cego sie scianl bialopiennych wysokich 
brzoz. Pietrowy rozlozysty dom: stromy 
dach kryty czerwonl\ dachowkl, mur z ce- 
gly ll\czonej z ciemnym drewnem. Naokolo 
duzo iglakow. Ozdobne swierki, tuje, jalow- 
ce Sl\ wszedzie - przed wejsciem, przy bra- 
mie wjazdowej, a poiniej okaze sie, ze ro- 
snl\ rowniez w ogrodzie otoczonym podko- 
Wl domu i szklami, wspaniale widoczne 
przez wielkie okna. Na parterze budynku 
jest biuro, gustownie urzqdzone, gdzie klien- 
tow firmy przyjmujl przemile i sliczne pa- 
nie. W pewnym momencie slysze jak jedna 
z nich w rozmowie telefonicznej blyskawicz- 
nie przechodzi z polskiego na niemiecki. 
Wielki swiat w malym Lochowie. 
- Kiedy zaczynalismy w 1977 roku Za- 
raz po studiach gospodarowanie w Locho- 
wie, dom byl niiszy, parterowy, dopiero po- 
tem nadbudowalismy pi(?tro. Po powrocie z 


38 
.].:):;}
 Nr 5/99 


Poznania, nawet jeszcze wczesniej, bo w po- 
czqtkach maja zacz(?lismy budowac tenlqcz- 
nik i szklarni(? Dojeidialem na ostatnie za- 
jccia, a prac(? magisterskq bronilem nieco 
p6zniej, na drugi rok. W ciqgu zimy zdqiy- 
lem jq napisac, choc doswiadczenia zaczq- 
lem robic na drugim roku studi6w. Temat? 
Niestety, gerbera. A moie na szcZ(?scie, bo 
gerberze wlasciwie pozostalem wierny do 
dzisiaj. Podstawowq naszq produkcjq w la- 
boratorium sq wlasnie gerbery. Wsp61pracu- 
jemy z bardzo dobrym partnerem od szere- 
gu lat, od lat kilkunastu. Jest to firma 
"Schreurs" z Holandii, najpowainiejsza fir- 



 :-- ' . 


..... 


- ' - 
)f-:-
- 


--- 


Ie bardziej zr6inicowane. S4 rosliny z 
oczkiem, koszyczkiem, p6lpelne, peine, po- 
dw6jnie kolorowane, potr6jnie. S4 gerbery 
mini, bardzo dobre do bukiet6w slubnych, 
sq midi i standardowe. W hodowli gerbery 
sukces zawdzieczamy wlaSnie dzieki nowym 
technikum rozmnai.ania i wprowadzania 
technologii in vitro. Rozmnaianie przez 
kultury tkankowe ulatwilo wprowadzanie 
na rynek tych wszystkich nowych odmian 


Cale zycie 


..... 


w tempie niemoiliwym do uzyskania drogq 
tradycyjnq. Gerbery poehodzq z poludniowej 
Afryki, z Transwalu, ale takie z Azji - z 
Chin, z p61nocnych enklaw lndii. Ale dzi- 
siejsze rosliny z tamtymi nie majq nie wsp61- 
nego, oprocz zaszlosci genetycznyeh. Pamie- 
tam slowa kolegi z Holandii, ze dzisiaj do- 
bry ogrodnik wlasciwie nie jest potrzebny. 
Sq opracowane technologie, jest sterowanie 
komputerowe klimatem, klonowanie, gene- 
tyka... Dzisiaj potrzebny jest menadzer, a nie 
dobry ogrodnik. Tam u nieh jest bardzo do- 
brze rozwiqzany system doradztwa produk- 
cji kwiat6w, wiee te stwierdzenia sq na miej- 
scu. A ja jednak ciqgle czujc siC ogrodni- 
kiem... 
Ja tymczasem uparcie szukalam roman- 
tyzmu. - Romantyzm da si(? znaleic - odpo- 
wiedzial pan Karol. - To wynika przede 
wszystkim ze stosunku do kwiat6w. One sq 
wyrazem pi(?kna! I tak na nie trzeba patrzec, 
kontemplowac je. To naprawd(? mile uczu- 
cie, gdy wchodzi si(? do szklarni pelnej kwia- 
t6w. Na zebraniach czesto m6wic kolegom, 
ze tego mi brakuje i jak tylko dobudujemy 
szklarnic, to ch(?tnie wrocimy do hodowli 
kwiat6w ci(?tych, czy to ehryzantem czy in- 
nych. To niezapomniany widok, taki lan 
kwiat6w. Marzylismy tak oboje stojlc w 
ogromnej szklami wypelnionej szczelnie 
przesuwanymi stolami ogrodniczymi z ma- 
ciupenkimi sadzoneczkami gestl zielenil\ 
pokrywajlcymi rozlegle powierzchnie. Zie- 
len przed oczyma, kolor w marzeniach... 
Kolorowe wizje ulatwiala temperatura 38 
stopni, co czamo na bialym pokazywal spo- 
rych rozmiarow termometr wiszl\cy na jed- 
nym w filarow szklami. 
- Przychodzq do nas ludzie i tez si(? dzi- 
wiq, ze nie widzq u nas kwiat6w. Przy pro- 
dukcji sadzonek, niestety, nie jest kolorowo. 
Ciekawiej jest p6Zniej, kiedy przygotowuje- 
my kolekcjc roslin rabatowych i balkono- 
wych, w maju... Steki tysi(?cy petunii kwit- 
nie. Mamy odmiany, jako jedyni, dwukolo- 
rowej petunii kaskadowej, zwanej w Polsce 
surfiniq. Kolorowo jest r6wniei;, gdy kwitnq 
lany poinsecji oraz kiedy testujemy matecz- 
niki chryzantem. Rosliny wychodzqce z la- 



;;;-,,
 
,'r 
 
.....i£'.. " 
--:.!

 
,-
;: 


"I 


. -;
: ::;,

, J 
-,: .,. - ...jp' 
... 
, ' II. 


-.. 


...., 


r . 
,
. . -'. 


., 
:, 
. 


-" 


J I 
. ..
 Ii1, 
: . 
'1 
f -'" 

'('/ 


", 



 
t 


... :It , 
"-:M" . 
'" "'- , ).; 
.,. '. 
...... f, 


.. II"
 


. 


.M. .' 


y 
, . 


... 
.- 


Karol Pawlak (Iat 45), mgr mz. 
ogrodnictwa po Akademii Rolniczej w 
Poznaniu, wlasciciel Specjalistycznego 
Zakladu Ogrodniczego "Vitroflora" w 
lochowie k. Bydgoszczy, prezes Pol- 
skiego Stowarzyszenia Agrobiznesu, 
skupiajClcego przedsi
biorstwa ogrod- 
nicze, zaklady rolne i przetw6rstwa rol- 
no-spozywczego, a takze banki z cale- 
go kraju. 


ma na swiecie jesli chodzi 0 sprzedai gerbe- 
ry i sadzonki. To, ie firl1la jest powaina wi- 
dac chocby po plakatach. Sq na nich takie 
modelki jak Naomi Campbell czy Claudia 
Schifer, reklamujqce ich roze i gerbery. W 
ezasach, kiedy zaczynalem gerbery cieszyly 
si(? wielkq popularnosciq, a trzeba przyznac, 
ze sq to kwiaty naprawd(? ladne, ja je lubi(? 
Znam poczqtki gerbery, pami(?tam pierwsze 
skromne kwiatki, rachitycme platki, malq 
skale barw. Byly kr6tkotrwale, a teraz mogq 
bardzo dlugo stac w wazonie, lodygi sq moc. 
11iejsze, platki mi(?siste, gama kolor6w duio 
wi(?ksza, wypelnienie kwiatostan6w 0 wie-
>>>
SUKCES KAROLA PAWLAKA 


boratorium wysadzamy, doprowadza11lY do 
kWitnienia, aby sprawdzie czy sq zgodne z 
wzorce11I od11liany, czy "ie 11la op6zniefi, wy- 
radzania si(? od11liany. 
Kwiaty rodzina Pawlakow ma we krwi. 
Pradziadek byl ogrodnikiem u hrabiego Lip- 
skiego w Lewkowie, majltku pomit;dzy Ka- 
liszem a Ostrowem. Dziadek prowadzil 
ogrodnictwo przy ulicy Gdanskiej w Byd- 
goszczy, po lewej stronie, naprzeciwko "Bla- 


w kwiatach 


szanki". Cale pokolenia chodzily do Pawla- 
ka po wil\zanki i wience. W tym czasie, gdy 
gospodarzyl tu dziadek, rodzice pana Karo- 
la dzienawili ogrodnictwo w Wit;cborku 
przy ulicy Pocztowej. Tam w polowie lat 50. 
urodzil sit; pan Karol jako zodiakalny Ko- 
ziorozec. Do tej pory pamit;ta dom z cha- 
rakterystycznl wie:i:yczkl\, gdzie bawil sit; we 
wczesnym dziecinstwie. Po przenosinach do 
rodzinnego ogrodnictwa na Gdanskl, cho- 
dzil do Szkoly Podstawowej nr 5 na Londyn- 
ku, dzielnicy nie cieszqcej sit; dobrl slawq 
w Bydgoszczy. - Do tej pory 11la11l kontakty 
z kolega11li z Londynka - wspomina. - Po- 
tem byla nauka wI Liceum Og61noksztalcq- 
cym przy pl. Wolnosci, a nast(?pnie stlldia w 
Poznaniu, oczywiscie ogrodnicze. Teraz cor- 
ka Agnieszka idzie w moje slady i jest jui na 
trzecim roku studi6w. Szykuje sie nast(?pczy- 
ni. Jeden syn Konrad chodzi do III klasy w I 
LO, drugi Filip jest w II klasie podstawowki. 
Oni takie interesujq si(? kWiatami, czesto 
bywajq w szklarniach, nieraz pomagajq. 
Zona Anna natomiast jest anglistkq i zajmu- 
je si(? marketingiem naszej firl1lY. 
"Vitroflora" to duze przedsit;biorstwo, to 
fabryka kwiatow. To nie tylko szklarnie w 
Lochowie, to przede wszystkim nowoczesne 
laboratorium kultur tkankowych w "starym 
mlynie", kilometr przed wsil, to rowniez go- 
spodarstwo rolne w Trzt;saczu w dolinie Wi- 
sly, kilkanascie kilometrow w dol rzeki od 


11 ." 


. 
111 


. -. ..' :;- . 
...oi/f "',
 -5- 1_ Jo 
. 
 ,..... - 
. ..,.-,.. III 

 .,
 ' 
\. \" 

.. ...... 



 .. 


. ;0 



 


" 


... 


,- 


W szklarniach w lochowie zaczynajlj juz kwit- 
nile pelargonie 


Fordonu. To spolka ogrodnicza z" partnera- 
mi miejscowymi w Bulgarii, gdzie jest takze 
laboratorium w miejscowosci Nowi Iskyr 
okolo 30. kilometrow na polnoc od Sofii. Pro- 
dukuje sit; tam w laboratorium glownie ger- 
bery, fikusy i rosliny rabatowe z perspekty- 
Wl\ wyjscia na rynek turecki, grecki, mace- 
donski. "Vitroflora" to rowniez produkcja su- 
chych bukietow ozdobnych na eksport. A 
ponadto przedsit;biorstwo "Zielen Miejska" 
w Bydgoszczy przy Czarnej Drodze. 
Najwazniejsze jest laboratorium, gdzie 
prowadzi sit; klonowanie roslin. To caly 
kombinat 0 powierzchni 1600 m, ktory w 


t . 


.\ .....
,. · i 
, :i

'''''t 9 ';'';1;, r".' 

 .. ':.;.¥.
 
: ....
; 
 
1
" 
..f' ft'.;'t t'h ..,...... "....\ ,.,,' 
 
,.
..,..".o ...,. . 
:
"
 
C -0 

j
\ 
, 
 
 A ,
 
t.." 
 '¥if.. 

.... 
 II( , . 
 ..,. 


szym wyksztalceniem. Mit;dzy innymi w dzia- 
Ie handlowym pani Monika Pankratow i pan 
Dariusz Snieg Sl magistrami inzynierii ogrod- 
nictwa. Dyrektor przedsit;biorstwa mgr inz. 
Tomasz Michalik ma juz wlasciwie zebrany 
material do pracy doktorskiej, ale od lat brak 
mu czasu na sfinalizowanie doktoratu. Row- 
niez pan Karol Pawlak na podstawie swych 
doswiadczen z klonowaniem kwiatow smia- 
10 moglby zrobic doktorat, gdyby... mial czas 
na napisanie pracy. 
,
itroflora" wspolpracuje z wieloma naj- 
lepszymi partnerami zagranicznymi. Mit;dzy 
innymi wysyla do Holandii lilie z laborato- 
rium, ktore po roku wracajl\ do Trzt;sacza, 
gdzie zbudowano specjalnie duzl chlodnit; 
dla tych kwiatow. Tu Sl rt;cznie dzielone i 
jadl z powrotem do Holandii. Kontakty za- 
graniczne nie ograniczajl\ sit; do wspolpra- 
cy z partnerami holenderskimi. Pan Karol 
Pawlak regularnie bywa na swiatowych 
wystawach kwiatow, np. niedawno polecial, 
przez biegun polnocny i Alaskt;, do Osaki w 
Japonii. ,
itroflora" takze regularnie bierze 
udzial w targach "Polagra" w Poznaniu. Sa- 
dzonki, nieukorzenione, pelargonii przyla- 
tujl do Bydgoszczy z krajow 0 wiele lagod- 
niejszym klimacie - z Teneryfy, Izraela, 
Meksyku, Kostaryki. - Wsp61pracujemy w 
tym przypadku z dwoma partnerami niemiec- 
kimi. Jeden to stary hodowca, kt6remu od- 
dano po zjednoczeniu Niemiec jego dawnq 
fiml(? "PAC" w okolicach Drezna. Drugi part- 
ner to firma "Dummen" z zachodniej czesci 
Niemiec, w pobliiu gran icy holenderskiej. Ta 
druga sprzedaje szeroki asortyment petllnii i 
niecierpka, sq bardzo mocni w hodowli po- 
insecji. Czy jestesmy najwi(?ksi w Polsce? Nie, 
sq wi(?ksze ogrodnictwa. Staramy si(? bye naj- 
lepsi, jesli chodzi 0 jakose materialu rozmno- 
ieniowego i pod tym wzgl(?dem nie mamy 
kompleksow. 
W szklarniach w I:..ochowie na powierzch- 
ni okolo hektara obecnie hoduje sit; przede 
wszystkim rosliny balkonowe i rabatowe - 
pelargonie, petunie, niecierpki. Pora kwitnie- 
nia przyjdzie na nie w maju. To wowczas zro- 
bi sit; tutaj bardziej kolorowo. Po sezonie ich 
miejsce zajml\ kwiaty doniczkowe, m.in. po- 
insecje i chryzantemy. Rezultatem wykupie- 
nia przedsit;biorstwa "Zielen Miejska" pod 
opiekl,
itroflory" znalazly sit; niektore byd- 
goskie parki, skwery i cmentarze. Firma na- 
dal swiadczy uslugi pogrzebowe. 
- Obiekty Zieleni przy Czamej Drodze 
byly juz bardzo leciwe i nie nadawaly si(? do 
dalszego uiytku. Wobec tego kupilismy w Ro- 
landii duiE szklarnie, w kt6rych urzqdzamy 
Centrum Ogrodnicze 0 powierzchni 4 tys. m. 
Tu bedziemy prowadzic produkcje roslin pod 
potrzeby miasta, a w czerwcu br. - zadeklaro- 
walismy ksi(?dzu arcybiskupowi - ukwiecimy 
pi(?knie Bydgoszcz na przyjazd Papieza. 0 
Fot.: Z archiwum rodzinnego pp. Pawlak6w 


Nr5/99 

 39 


...
 . 


r 


, , 


.,; " 


... 


Si
 


To, wbrew pozorom, me Jest raia a... pelargo- 
nia pienna zwana "sztamowlI", wyrastajllca do 
wysokosci 1 m 


.. 
" 


ci'lgu roku opuszcza do 5 mln sadzonek. W 
sali operacyjnej dwadziescia part; pan w 
maseczkach na twarzach, z pt;setami w rt;- 
kach, w strumieniu sterylnego powietrza, 
dokladnie niczym zegarmistrz, a moze na- 
wet dokladniej, uszczykujl\ wierzcholkowy 
kawalek liscia z rosliny matecznej do sklo- 
nowania. Pod wpIywem hormonow roslin- 
nych ten malutki kawaleczek roznicuje sit;, 
rozmnaza na sztucznym podlozu agarowym 
z mikroelementami. Potem pojemniczki z 
roslinkami czekajl\ w obszernych chlod- 
niach przygotowane do wysylki, do ogrod- 
nikow, do produkcji roslin doniczkowych i 
materialu szkolkarskiego. Laboratorium 
kultur tkankowych powstalo w roku 1980 i 
poczltkowo miescilo sit; w niewielkim 
kantorku przy szklarniach w I:..ochowie. 
W 1983 r. pan Karol kupil2-pit;trowy budy- 
nek nieczynnego mlyna, ku zdumieniu Sl\- 
siadow, ktorzy sit; dziwili po co ogrodniko- 
wi mlyn. Tutaj przenioslo sit; laboratorium, 
powit;kszone w ci'lgu lat 0 pott;zne hale, zbu- 
dowane z czerwonej cegly, podobnie jak sta- 
ry budynek mlyna. Jest to obecnie jedno z 
najwit;kszych w kraju, a nawet w Europie, 
laboratorium kultur tkankowych. Szefuje 
mu mgr inz. Malgorzata Glowczeska-Lizik. 
W "Vitroflorze" pracuje sporo osob z wyz-
>>>
GOSPODARKA 


ELEONORA 
CZERWINSKA- 
-WOJTASIK 


'...... 


Trudne warunki rynkowej gospodarki 
powodujl, ze czesc przedsiebiorstw pan- 
stwowych zostala postawiona w stan likwi- 
dacji lub upadloSci. Efektywnose likwidacji 
ekonomicznych z art. 19 ustawy 0 przedsie- 
biorstwach panstwowych jest dose niska, na 
poziomie 51 procent (stan na 31.12.1998 
roku). Na tak niskl efektywnose postepo- 


szono upadlosc (39,3 procent). Dla duzych 
firm najodpowiedniejszl forml przeksztal- 
cen wlasnosciowych okazala sie prywatyza- 
cja kapitalowa. Na koniec 1998 roku w sp6- 
lki prawa handlowego w wyniku komercja- 
lizacji przekszta!cono 87 przedsiebiorstw 
panstwowych, z tego 20 sprywatyzowano 


Prywatyzacja w wojew6dztwie 
kujawsko-pomorskim 


P rzebie g procesow zwilzanych z' prze- 
kszta!ceniami przedsiebiorstw panstwo- 
wych wwojewodztwie kujawsko-pomorskim 
ocenic moma jako prawidlowy. Z ogolnej 
liczby 395 przedsiebiorstw panstwowych 
(stan z 31.12.1990 r.) do konca 1998 roku 
przekszta!ceniami wlasnosciowymi objeto 
262 przedsiebiorstwa panstwowe. Z tego naj- 
wiecej przedsiebiorstw objeto prywatyzacjl 
bezposrednil (35,1 procent), likwidacji z przy- 
czyn ekonomicznych poddano 20,9 procent, 
a 33,2 procent przeksztalcono w jednooso- 
bowe spolki Skarbu Panstwa. Nalezy zazna- 
czye, iz prywatyzacja bezposrednia charak- 
teryzuje sie duzl efektywnoscil. Do konca 
1998 roku wykreslono z rejestru 92 przedsie- 
biorstwa panstwowe objete prywatyzacjl 
bezposrednil. Stanowi to 90,2 procent licz- 
by wydanych akceptacji oraz 95,8 procent 
praktycznie rozpoczetych w tym trybie pry- 
watyzacji. Dominujlcl forml rozdysponowa- 
nia mienia w ramach prywatyzacji bezposred- 
niej byl tzw.leasing, czyli prywatyzacja przed- 
siebiorstwa panstwowego poprzez jego odda- 
nie do odplatnego korzystania spO!ce pracow- 
niczej (74,5 procent). 
Stosunkowo malym zainteresowaniem 
cieszyla sie sciezka wniesienia przedsiebior- 
stwa do sp61ki (4,9 procent). Jednl z przy- 
czyn niskiej popularnosci tej formy prywaty- 
zacji bezposredniej byl prawdopodobnie brak 
preferencji dla uprawnionych pracownik6w. 
Preferencje wprowadzila dopiero obowilzu- 
jlca do 8 kwietnia 1997 roku ustawa 0 ko- 
mercjalizacji i prywatyzacji przedsiebiorstw 
panstwowych, przyznajlca pracownikom 
oraz rolnikom i rybakom prawo do nieodplat- 
nego nabycia do 15 procent akcji naleZlcych 
do Skarbu Panstwa w spOlce. Wiekszosc sp6iek, 
ktorym oddano przedsiebiorstwa do odplat- 
nego korzystania osi'lga dobre wyniki eko- 
nomiczno-finansowe, wprowadza nowe tech- 
nologie, podwyisza jakosc produkcji i uslug 
oraz zwieksza zatrudnienie. 


Mgr ELEONORA CZERWINSKA-WOJTASIK, 
dyrektor Wydzlalu Nadzoru ZaloZycielskiego I 
Skarbu Panstwa Kujawsko-Pomorskiego Urz\l- 
du Wojew6dzkiego w Bydgoszczy. 


40 
::a;:y;}
 Nr 5/99 


wan likwidacyjnych majl wplyw istniejlce 
wcilZ bariery prawne i organizacyjne w 
przejmowaniu firm panstwowych przez no- 
wych wlascicieli. Na podkreslenie zaslugu- 
je jednak fakt, iz znaczna liczba przedsie- 
biorstw panstwowych by} sprzedana w ca- 
10Sci lub w zorganizowanych czesciach, co 
znacznie przyspieszylo proces likwidacji i 
umoZliwilo nowym wlascicielom efektywne 
zaadaptowanie ich do swoich potrzeb. Cze- 
sto na bazie likwidowanych przedsiebiorstw 
powstaly nowe, dobrze prosperujlce firmy. 
Do istotnych barier wydluzajlcych procesy 
likwidacji do kilku lat mozna zaliczye brak 
popytu na skladniki mienia, nieuregulowa- 
ny stan prawny, wysokie koszty uwlaszcze- 
nia. 
Liczba praktycznie rozpoczetych proce- 
sow likwidacyjnych w trybie art. 19 ustawy 
o przedsiebiorstwach panstwowych w okre- 
sie 1990-1998 wyniosla w wojewodztwie 
kujawsko-pomorskim 107, z tego w 55 przed- 
siebiorstwach zakonczono likwidacje i wy- 
kreslono je z rejestru. natomiast w 42 oglo- 


/: ... 
i:j
.. 
t 1,li'O;',,
, ,., " 
._.,
 l 
. . l.i
 
Y . ' 
t 
t 
y 


;
! ltK" I. '. .. ... 
I,!!' ,', 
 It_... 
-.. 


poprzez sprzedaZ akcji lub udzialow, co sta- 
nowi 23 procent. Przykladowo w 1998 roku 
sprywatyzowano 2 spolki: Cegielnie Bydgo- 
skie SA w Bydgoszczy oraz Rypinskie Za- 
klady Okretowe Sp. z 0.0. w Rypinie. W tych 
spolkach inwestorem strategicznym zostal 
kapital polski. Poza cenlza akcje (udzialy), 
waznym elementem negocjacji Sl zobowil- 
zania inwestorow strategicznych. N alezl do 
nich zobowilzania inwestycyjne dotyczlce 
w szczegolnosci modernizacji, podniesienia 
kapitalu akcyjnego (zakladowego) spolki, 
ochrony srodowiska naturalnego, a takze 
zobowilzania socjalne, gwarantujlce utrzy- 
manie stanu zatrudnienia w spo!ce przez 
okres 2-3 lat, wreszcie podwyZki plac. 
W ramach programu Narodowych Fun- 
duszy Inwestycyjnych swoich inwestorow 
znalazly nastepujlce spolki: Zaklady Urzl- 
dzen Chemicznych "TOFAMA" SA w Toru- 
niu, Fabryka Obwodow Drukowanych "TO- 
RAL" SA w Toruniu, Zaklady Miesne SA w 
Janowcu Wielkopolskim, Wloclawskie Fa- 
bryki Mebli "WEFEM" SA. Natomiast w sta- 
nie upadlosci znajdujl sie Zaklady Miesne 
w Nakle, a w likwidacji Zaklady Miesne SA 
"TORMI
S" w Toruniu. W 5 spolkach udo- 
stepniono akcje wierzycielom w zwilzku z 
realizacjl ugod bankowych. Sl to: "Fo- 
TON" SA w Bydgoszczy, "Eltra" SA w Byd- 
goszczy, "TOWIMOR" w Toruniu, Zaklady 
Azotowe "WLOCLAWEK" SA, "MERA- 
KFM" SA we Wloclawku i "WARMA" SA 
w Grudzildzu. 
Prywatyzacja nie ulega spowolnieniu. 
Swiadczy 0 tym m.in. fakt, iz liczba przed- 
siebiorstw panstwowych w ostatnim roku 
zmniejszyla sie 0 prawie 27 procent. W po- 
nad 30 przedsiebiorstwach panstwowych 
znacznie zaawansowane Sl prace zwiilZane 
z przekszta!ceniami. W biezlcym roku spry- 
watyzowano 6 przedsiebiorstw pans two- 
wych ze srodkow funduszu promocyjnego 
Unii Europejskiej PHARE. 
Aktualnie opracowywany jest raport 0 
przekszta!ceniach wlasnosciowych, ktorego 
celem jest przedstawienie zmian struktury 
wlasnosciowej gospodarki regionu kujaw- 
sko-pomorskiego oraz spoleczn
konomicz- 
nych efektow tego procesu. 0 


ndel 
J 


........- 
:! "":;
'I.' ,0', :;
 .. 
 " 
 · · 
1;' 
" 
.
".I]II.."..' 
rt . uill
 J... .. t 


III): ,iHdtlllll:\: 
WI 
. 1I::t1:t1TtTtt 

iI;e , ..........
 


1-, 


'- ".-.- .,--
- 


Fot.: Piotr Sumara
>>>
REGION 


DAN UTA 
CIESIELSKA 


.{. 


-. 


..... 


. . 


. 


si
biorstwa oraz inne jednostki organizacyjnc. Gros 
pieni
dzy od podatnikow nadal wi
c w
druje do cen- 
trali w Warszawie, gdzie Sll dzielonc i pnekazywane 
na poszczegolne wojewodztwa (a takze powiaty) w 
formie subwencji i dotacji. Jak przewiduje ustawa 0 
dochodach samorzildu terytorialnego, taki sposob 
dziclenia pieni
dzy ma obowillzywac przynajmnicj 
do koiica 2000 roku. 
W kwestii dochodow budictowych radni Sejmi- 


SAMORZJ:\DNOSC 


ni
dzmi przydzielonymi centralnie 18,5 mln zl. Do- 
datkowe 90 tysi
cy zl otrzymal Wojewodzki Szpital 
Gruilicy i Chorob Pluc w Bydgoszczy, pnyznano tez 
dotacje dla Wojewodzkich Przychodni Matki i Dziec- 
ka wToruniu i Bydgoszczy, ktorych nie przewidziala 
Kasa Chorych. Zwi
kszono 0 200 tysi
cy zl wydatki 
na ku1tur
 fizycznll i sport (razem 1.635 tys. zl). 
Najwi
ksze "ci
cie" nastllpilo, zgodnie zresztll z 
sugestiami wszystkich radnych, w projektowanych 


Pierwszy budzet w wojew6dztwie 
kujawsko-pomorskim 


T rzykrotnie, w marcu tego roku, "podchodzili" rad- 
ni Sejmiku Wojewodztwa Kujawsko-Pomorskie- 
go do uchwalenia pierwszego w historii nowego wo- 
jewodztwa budzetu na 1999 rok. Ramowy projekt, 
pierwszII wersj
 planowanych dochodow i wydatkow 
dla naszego wojewodztwa oraz pozostalych 15 jed- 
nostek terytorialnych kraju przygotowalo Minister- 
stwo Finansow, opierajllc siC; na opracowanych pnez 
siebie wskainikach. Dopiero od przyszlego roku 
nowe wojewodztwa b
dll budowaly w miar
 sarno- 
dzielne, wlasne budiety. Ale i w tym roku bylo nad 
czym popracowac. 
Pierwotnie zakladano dlawojewodztwa kujawsko- 
pomorskiego budiet w wysokosci niespelna 130 mln 
zl, ale w ci\&u 
tycznia i lutego br. kwota ta ulegla 
zwi
kszeniu, po stronie dochodow, 0 dalsze 25 mln zI. 
Ministerstwo Finansow dolozylo 8 mln zI na budow
 
Regionalnego Centrum Onkologii w Bydgoszczy, 7.595 
tys. zI wyniosla dotacja na budow
 i utrzymanic unll- 
dzeii melioracji wodnych, uslugi geodczyjne i utrzy- 
manie spolek wodnych. Okazalo si
 jednoczeSnie, ze 
na kontach bylych sejmikow wojewodztw bydgoskie- 
go i torunskiego pozostalo nie wykorzystanych 304 ty- 
si
cyzl, plus 180 tys. zI odsetek na rachunkach banko- 
wych. Ostatecznie tegoroczne dochody budietowe 
uksztaltowaly si
 na poziomie 155 mln, 214 tysi
cy zl. 
Nie jest to suma zawrotna zwazywszy, ie porownywal- 
nie jest to tylko jedna trzecia budietu Torunia i jedna 
czwarta budietu miasta Bydgoszczy oraz 1/5 budzetu 
Wojewody Kujawsko-Pomorskicgo, ktory opiewa na 
niebagatclnll kwot
 ponad 795 mln zl. 
Z czcgo tworzy si
 budiet wojewodztwa, z jakich 
irodel pochodzll pienilldzc? Otoz mozc to si
 wydac 
dziwne, ale w aktualnej sytuacji trudno 0 jaklls bar- 
dziej szczegolowll klasyfikacj
; gdyZ gros pieni
dzy 
pnydzielana jest "z gory", przez Ministerstwo Finan- 
sow. Az 128 mln zl w budzecie Wojewodztwa Kujaw- 
sko-Pomorskiego to Sll subwencje, blldi dotacje celo- 
we przydziclane na scisle okreslone zadania. I tak, 
mamy subwencj
 drogowll, oswiatowll i tzw. wyrow- 
nawczII, stanowillCil roinice (w wysokosci 70 procent) 
pomi
dzy wplywami z udzialow w podatku docho- 
dowym w danym wojewodztwie. a najbogatszym wo- 
jewodztwem mazowieckim. Dotacje celowe sll pne- 
znaczone na okreslone inwestycje oraz na biezllce za- 
dania wlasne samonlldu wojewodztwa, blldi na za- 
dania zlecone pnez administracj
 rZlldoWlllub reali. 
zowane w porozumicniu z nill. Tylko okolo 25 mln 
zl, czyli 16 procent wplywow, stanowill dochody wla- 
sne, ktorymi Zarzlld Wojewodztwa moze dyspono- 
wac w miar
 samodzielnie. Dochody wlasne pocho- 
dZIl z 1,5-procentowcgo udzialu w podatku dochodo- 
wym od osob fizycznych zamieszkalych na obszarze 
danego wojewodztwa i z 0,5-procentowego udzialu 
od podatku placonego pnez osoby prawne, tj. przed- 


ku Wojewodztwa Kujawsko-Pomorskiego, pnynaj- 
mniej w tym roku, niewiele mogli wniesc wlasnej ini- 
cjatywy. Chociaz byly pojedyncze glosy, np. radnych 
W. Derlickiego z Brodnicy i B. Kolodzieja z Wloclaw- 
ka 0 polozcnie wi
kszcgo akcentu na rozwoj gospo- 
darczy i instrumenty do tego sluzllce, gdyz - jak m6- 
wiono - "gospodarka daje na wszystko". Ozywionll 
polemik
 wywolal natomiast przedstawiony pnez 
Zanlld Wojewodztwa projekt wydatkow, zakladajll- 
cy, zresztll od razu, deficyt budzetowy w wysokosci 
najpierw 14, a potem 16 mln zl. Opozycja AWS.UW 
zanucala projektodawcom, iz budzet ma charakter 
konsumpcyjny. Krytykowano przeznaczenie zbyt 
duiych kwot na administracj
 samorzlldOWIl (tny- 
krotny wzrost w porownaniu do projektu Minister- 
stwa Finansow). Proponowano natomiast zwi
ksze- 
nie funduszy na polityk
 spolecznll, w tym przeciw- 
dzialanie bezrobociu, na rolnictwo i promocj
 woje- 
wodztwa. W tym duchu, oprocz wspomnianego B. 
Kolodzieja wypowiadali si
 tez radni: L. Walczak, J. 
Adamiak, J. Arendarski i inni. 
B
dIlCY w sejmiku w zdecydowanej wi
kszosci 
radni SLD nie tylko odparowywali te zarzuty, ale 
lwierdzili wr
cz, ze przygotowany projekt jest "naj- 
lepszy z mozliwych", wwarunkach w jakich przyszlo 
dzialac nowym samorzlldom. Radny S. Pawlak, b
- 
dllCY jednoczesnie poslem, wielokrotnie podkreslal, 
zc podstawowym mankamentem budietu jest maly 
udzial dochodow wlasnych (tylko 16 proccnt!). Jesli 
w tych okolicznosciach wydatki na inwestycje stano- 
will az 24 procent, to w Zadnym wypadku nie mozna 
mowic 0 konsumpcyjnym charakterzc budzetu - 
twierdzil. Marszalek W. Achramowicz pneznaczenie 
duzych kwot na Urz!ld Marszalkowski uzasadnial 
koniccznoscill oplacenia wi
kszej niz zakladano licz- 
by urz
dnikow pnejc;tych z bylego Urz
du Woje- 
wodzkiego, potrzebll remontow w budynku sejmiku, 
wprowadzenia sieci komputerowej itp. Zarzlld woje- 
wodztwa na razie nie zamiena zaci\&ac kredytu na 
pokrycie niedoboru budzetowego, gdyz spodziewa si
 
uzyskac dodatkowe dochody m.in, z majlltku woje- 
wodztwa (szkoly, jednostki gospodarcze, biura pla- 
nowania przestrzennego, osrodki geodezji i kartogra- 
fii, budynek b. Urz
du Wojewodzkicgo w Toruniu i 
in.), ktory to majlltek w chwili uchwalania budzctu 
nie zostal jeszcze przekazany sejmikowi pnez Woje- 
wod
 Kujawsko-Pomorskiego. 
Jak w efekcie debat sejmikowych i opinii wnoszo- 
nych przez poszczegolne komisje sejmiku podzielo- 
no pierwszy w historii wojewodztwa kujawsko-po- 
morskiego budzct? Najwi
kszll pozycj
, prawie 36 
mln zl, stanowill wydatki na utrzymanie placowek 
ochrony zdrowia i inwestycjc w tej dziedzinie. Dolo- 
zono nieco do budowy Rcgionalncgo Centrum On- 
kologii w Bydgoszczy, co dalo w efekcie wraz z pie- 


wydatkach na osrodki medycyny pracy w Toruniu, 
Bydgoszczy i Wloclawku - 0 1.090 tys. zl. 
Najwi
kszy wzrost, w stosunku do pierwotnego 
projektu, nastllpil w dziale "kultura i sztuka" (druga 
pozycja w budzecie z 34 mln zl) oraz "oswiata i wy- 
chowanie" (czwarta pozycja z 26 mln zl). Sredni pny- 
rost pieni
dzy w tych dzialach wyniosl od 1()"35 pro- 
cent. Zarzlld chcial w ten sposob zrekompensowac 
wielolctnie nicdofinansowanie tych dziedzin i ich pra- 
cownikow. 
Z hojnosci na kultur
 skonystal takie Teatr im. 
Wilama HonycywToruniu uzyskujllc, oprocz 3 mln 
na utnymanie, dodatkowe 400 tysi
cy zl. Pozwoli to 
dyrekcji teatru uratowac Mi
dzynarodowy Festiwal 
"Kontakt", ktory w pierwszej wersji budzetu byl za- 
grozony. Tnecill pozycj
 w budzecie zajmuje trans- 
port (32 mln zl), pod ktorym to haslem kryjll si
 wy- 
datki na utrzymanie i odnow
 wojewodzkich drag i 
mostow i zarzlldzanie nimi. W dalszej kolejnosci naj- 
wi
ksze kwoty w wydatkach budzetowych pnezna- 
czono na rolnictwo (15 mln zl) oraz na administracj
 
paiistwowll i samorzlldoWIl - 12 mln zl. Tutaj ci
cie 
bylo nieznaczne, zmniejszono pierwotny zapis 0 641 
tys. zl, przeznaczajllc je na upowszechnianie kultury 
na szczeblu podstawowym, kultur
 fizycznll i sport 
oraz turystyk
 i wypoczynek. Wydatki na inwestycje 
osi\&l1
ly poziom 39 mln zl. DominujllCil pozycj
 w 
tych wydatkach zajmujll: Regionalne Centrum On- 
kologii w Bydgoszczy, rozbudowa i modernizacja 
Szpitala Dziecic;cego w Toruniu (10 mln zl) oraz Ope- 
ra "Nova". 
Budzet wojewodztwa radni sejmiku zatwierdzili 
na scsji 29 marca br. Za jego pnyj
ciem glosowalo 
26 radnych, 19 wstrzymalo si
 od glosowania, a prze- 
ciwnych nie bylo. Taki wynik byl skutkiem pewnego 
kompromisu pomi
dzy koalicjll nlldzllcll a opozycjll- 
Komisja Budzetu i Finansow dzialajllca pod kicrun- 
kiem radnego J. Budnego uwzgl
dnila bowiem wi
k- 
szosc szczegolowych poprawek wniesionych przez 
radnych opozycji, obiecujllc ponadto uwzgl
dnienie 
zasadnych wnioskow w przyszlorocznym budzecie. 
Po uchwaleniu budictu relacje prasy codziennej byly 
jcdnoznaczne "Budzet na zgod
" - pisano. Przewod- 
niczllCY Sejmiku Grzegorz Gruszka nic kryl zadowo- 
lenia z lakiego wyniku glosowania, upatrujllc w tym 
post
p w procesie merytorycznego dogadywania si
 
z radnymi z AWS-owskiej opozycji. 
Byl to drugi, optymistyczny moment w polrocz- 
nej dzialalnosci Sejmiku Wojewodztwa Kujawsko-Po- 
morskiego. Pierwszym bylo opracowanie i uchwale- 
nie statulu wojewodztwa, co sejmik kujawsko-pomor- 
ski uczynil jako jedcn z pierwszych w kraju. Obecnie 
najpowazniejszym zadaniem jest opracowanie stra- 
tegii rozwoju wojewodztwa kujawsko-pomorskiego. 
Wst
pne prace juz rozpocz
to. 0 


Nr 5/99 
.23'':;
 41
>>>
REGION 


KRYSTYNA 
ROMEYKO- 
-BACCIARELLI 


'", 


L agodne wzg6rza, jeziora, lasy, rozlegle pola: 
niewielki skrawek Polski na pograniczu Ku- 
jaw i Wielkopolski, slawny slawl\ wielkich rodow 
w przeszlosci, moznowladcow, po kt6rych pozo- 
staly ruiny zamkow i legendy. Slawny nazwiska- 
mi uczonych i artyst6w. Znany w swiccie z pra- 
wiekowych wykopalisk w Biskupinie i hucznych 
festynow archeologicznych, z muzeum kolejki 
Wllskotorowej w pobliskiej Wenecji. 
Jest w tej ziemi jakas magia. Bye moie pro- 
mieniowanie dawnych wiekow powoduje, ze ceni 
si" tu okruchy przeszlosci, chroni je przed znisz- 
czeniem. Z pietyzmem odkopuje grodziska 
sprzed dwoch i pol tysi\ca lat, dba 0 mury sre- 
dniowiecznych zamkow, spisuje legendy, a tak- 
ie przechowuje pamil\tki rodzinne, skromne sla- 
dy przcszlosci. Wielu nic zwr6ciloby nawet chwili 
uwagi na rzeczy zdawaloby si" pospolite, zwyczaj- 
ne, sluzllce na co dzieii rodzicom, dziadkom, 
dziadkom dziadkow... Ktore bcz czyjegos stara- 
nia nie zachowalyby si" dla nastc;pnych pokoleii. 
Gdyby dawniej nikt nie darzyl sentymentem 
przedmiot6w codzicnnego uzytku, gazet, Urzll- 
dzeii przemyslowych, a nie tylko mur6w, pOSIl- 
gow, obrazow i ksil\iek, czy wicdzielibysmy dzis, 
jak iyli nasi przodkowie? Jak pracowali, miesz- 
kali, ubierali siC;, w jaki sposob podrozowali, co, 
czym i na czym jedli, co czytali? 
Do refleksji tych sklonila mnie wizyta w Mu- 
zeum Ziemi Paluckiej w Zninie, a konkretnie 
wystawa poswic;cona drukarstwu, zwancmu on- 
gis czarn\ sztukll. Kto pamic;ta teraz 0 tym w 
dobie skladow komputcrowych, fotoskladu i in- 
nych czystych, szybkich tcchnik drukarskich. A 
w jednej z sal muzeum przy zninskim Rynku w 
Iistopadzic ubieglcgo roku moglam z zaintereso- 
waniem podziwiac maszyny drukarskie sprzcd 
stu lat, prasy, Iinotypy, kaszty z czdonkami do 
skladu r,cznego, a takic przechowanc gdzics na 
strychach, w starych walizach druki, gazety, ulot- 
ki, ogloszenia... 
W ZlIil/el' ZeituIIg z 14 grudnia 1898 roku ze- 
garmistrz i zlotnik p. Ruszczyiiski oglaszal si" po 
polsku, ze IIie tyillo kOllkuruje cel/ami, ale dobra- 
ciq towar6w i polecal kliellteli zegarki meskie i 
damskie, regulatory, budziki, kullulki, zegarysto- 
lowe, a takie brosze, kolczyki, piersciallki, bral/- 
zolety, kreole, dewizki, //IeilaliollY, serduszka, pier- 
sciallkijz listkiem 1l0lliczYI/Y, grzybkiem lub swill- 
kq szc;zescia. W jednej z gab lot odnalazlam lcgi- 
tymacj" Polskicgo Zwillzku Wydawcow Dzicn- 
nikow i Czasopism wystawionll dla Alfreda Ksyc- 
kiego, przedstawiciela Wydawniclwa Moja Przy- 
jaci61lla, Paluczollill, Moje powiesci, Ilustrowa- 
"y Kurjer Palucki, urodzonego 20 listopada 1909 
roku w Zninie, syna Leona. Przcd II wojnll wla- 
snie tutaj dzialal bardzo silny osrodek wydawni- 
czy. Tworcll prawdziwego koncernu prasowcgo 
byl wspomniany Alfred Krzycki (po I wojnie 
zmienil pisownic; nazwiska), a wydawany przcz 
niego w latach 1934-39 dwutygodnik Moja Przy- 


42 

 Nr 5/99 


jaci61ka tuz przed wybuchem II wojnywychodzil 
w nakladzie 250 tys. egzemplarzy. Nicjedna wsp6- 
Iczesna gazeta winszowalaby sobic takiego nakla- 
duo 
Pierwszll drukarni" w Zninie zalozyl w 1887 
roku Niemiec Gustaw Wenzel. To on wlasnie 
wydawal cytowanl\ wyzej ZIIiller ZeitulIg, gazet" 
wychodzllCil wylllcznie po niemiccku. Po roku 
drukarnia przeszla w r,ce innego Niemca Paula 
Fleischera, aktywnie zwalczajllcego wszelkie 
przejawy polskosci. A jcdnak na lamach jego ga- 
zety ukazalo siC; po polsku ogloszenie p. Rusz- 
czyiiskiego... Od 1910 roku kolejny Niemiec 
Adolf Zacharias staje si" wlasdciclem drukarni 
i prowadzi jl\ do 1920 roku, kiedy to sprzedaje jl\ 
konkurcntowi - Leonowi Ksyckicmu, ojcu Alfre- 
da. Leon Ksycki rozpocZ!j1 dzialalnose w 1901 


P ALUKI 


" 


wodzkim Toruniu wychodzily dwa dzienniki 0 
jednorazowym nakladzie 20 tys. egzemplarzy, zas 
w Bydgoszczy - trzy dzienniki i jeden tygodnik 0 
Il\cznym nakladzie 65 tys. egzemplarzy. Nawet 
w Poznaniu, gdzie wychodzilo 14 dziennikow, 
tygodnikow i innych periodyk6w Il\czny ich na- 
klad wynosil 463 tys. Wszystkie te informacje 
zaczerpn"lam z ksil\zki]oanny Grabowskij Moja 
Przyjaci61ka - Ilustrowany Dwutygodnik Kobie- 
cy, 19J4-J9wydanej przez Muzeum Ziemi Paluc- 
kiej. 
Po wydawnictwie Krzyckich w Zninie poza- 
staly wspomnicnia. stare maszyny drukarskie, 
kaszty z czcionkami, 
druki, legitymacje. Po 
upaiistwowieniu w 
1950 roku wydawnic- 
two upadlo, nie bylo 
mowy 0 drukowaniu 
gazct, ksil\zek. Pozosta- 
Iy jedynie zaproszenia, 
wizyt6wki, akcydensy, 
nekrologi, opakowa- 
nia. Pozos tal budynek 
dawn ego wydawnictwa 
i wspomnienia nielicz- 
nych bardzo juz star- 
szych zninian. I gdyby 
nie starania ludzi sku- 
pionych wokol Mu- 
zeum Ziemi Paluckiej 
zaginc;laby pami"e 0 
wielkim wydawnictwie 
w malym paluckim 
miescie. W ostatnich 
latach tradycja odradza 
si" jednak, dzialajlljuz 
prywatne wydawnic- 
twa, ukazujl\ siC; czaso- 
pisma, ksillZki, mapy. 
Zninskie muzeum 
powstalo w 1963 roku 
w 700-lecie nadania sto- 
licy paluckiego regionu 
praw miejskich. Dlugie 
_I lata sicdzibll byla gotyc. 
ka wieza ratuszowa w 
, '. centrum Rynku. Zalo- 
zyli je dzialacze i mHo- 
snicy Paluk jako rcgio- 
nalnll plac6wk" Polskicgo Towarzystwa Turystycz- 
no-Krajoznawczego. W latach 70. stalo si" oddzia- 
lem Muzcum Okrc;gowego im. Leona Wycz6lkow- 
skiego w Bydgoszczy. W tym okresie otrzymalo 
zabytkowll Sufragani" zbudowan\ w 1800 roku 
przez biskupa Stefana Lubieiiskiego, sufragana 
gnieinieiiskiego. Urzl\dzane tu wystawy poswic;- 
cone byly dziejom Znina i wybitnym postaciom 
regionu. W wiezy zas znalazla miejsce ekspozycja 
etnograficzna. W 1991 roku Rada Miejska Znina 
podjc;la decyzj" 0 przejc;ciu muzcum i od stycznia 
1992 roku placowka ta jest jednostkll samodzicl- 
nil finansowanll przez samorzl\d miejski. M uzeum 
Ziemi Paluckiej sklada si" obecnie z trzech obiek- 
tow: gotyckicj wiczy ratuszowej, budynku zabyt- 
kowcgo magistratu z 1906 roku oraz oddzialu - 
Muzeum Kolei WllSkotorowej w Wcnecji wraz z 


.
;. -.,,'.(--, . 



 


... 


.. 


" 


. . 


£
... 


, ... 


)oi 
, ,. 


l' 


.,!:r 


rJrI. 


"" 


;
 
. & 


. - ,.. 

 ., 
. J:'--:- 
, :.:.,r.... 
_I '" 
'
_ 


..' 


.;. ,M',:"
'
 


*'f
 ? 
., , 
...' . 




f" 


1 
I.' . 
't- ' 


i, 


-
 


roku od ksi"garni, skladu materialow papicrni- 
czych, dewocjonaliow, nieduicj drukarni polll- 
czoncj z introligatornill oraz warsztatu oprawy 
obrazow. Alfred fachu skladacza nauczyl si" u 
ojca. W Bydgoszczy w 1929 roku przed komisjl\ 
Wydzialu Wychowania Mlodzieiy przy Korpo- 
racji Zakladow Graficznych i Wydawniczych na 
wojewodztwo poznanskie zdal egzamin na po- 
mocnika. Na wystawie pokazano jego swiadec- 
two. W latach 30. Alfred Krzycki stopniowo przej- 
mowal prowadzenic przedsi"biorslwa i rozbudo- 
wal je w prawdziwy nowoczcsny koncern praso- 
wy. W sierpniu 1939 roku wydawano w nim 7 
tytulow czasopism 0 Il\cznym jednorazowym na- 
kladzie 553 tys. egzcmplarzy. Byl to autentyczny 
potcntat prasowy. W tym samym czasie w woje-
>>>
REGION 


- ziemia magiczna 


ruin ami zamku weneckiego. Sufragania odebra- 
na w latach 50., zostala zwr6cona Kosciolowi w 
1996 roku. Obecnie ks. RafalWojtczakorganizu- 
je w niej muzeum zabytk6w koscielnych Paluk. 
Muzeum Ziemi Paluckiej otrzymalo natomiast 
budynek dawn ego magistratu. Koncepcjc; jego za- 
gospodarowania opracowal dyrektor Muzeum 
Andrzej Rosiak. Spotkala siC; ona z lIznaniem w 
Ministerstwie Kultury i Sztuki, co znalazlo wyraz 
w przyznaniu wyr6inienia jej alltorowi. 
- Prosz
 zwr6cic uwag(? na oryginalnq bryl
 
obiektu - m6wi dyrektor Rosiak Ma on bowiem 
wiei
 i tylko jedno skrzydlo. Najwyrainiej 6wcze- 
snym wladzom miasta zabraklo funduszy na do- 
konczenie budowy. Nasze muzeum zajmuje po- 
mieszczenia pietrowego magistratu oraz przylega- 
jqcego don parterowego budynku, znajdujqcego 
si
 w miejscu nie wybudowanego skrzydla prawe- 
go. Obecnie jest to nasza g16wna siedziba. Na 
parterze mamy dwie stale wystawy - poswieconq 
etnografii Paluk oraz historii drukarstwa w ini- 
nie, a takie Galeri
 im. Tadeusza Malachowskie- 
go, noszqcq imi
 zmarlego w 1987 roku naszego 
wybitnego malarza, ktorego obrazy znajdujq si
 
w galeriach nie tylko polskich, ale rowniei zagra- 
nicmych. Urzqdzamy tu wystawy czasowe. Posia- 
damy r6wniei biblioteke specjalistycznq, gdzie 
gromadzimy publikacje poswiecone regionowi, 
jego histori
 archeologi
 etnografii. W gotyckiej 
wieiy urzqdzilismy obecnie ekspozycje przedsta- 
wiajqcq dzieje inina oraz prezentujqcq wybitnych 
ininian, min. uczonych braci lana i ledrzeja Snia- 
deckich, poete Klemensa lanickiego i innych. 
Pan Andrzej Rosiak jest najlepszym przykla- 
dem oddzialywania magii Paluckiej Ziemi, jest 
bowiem niesamowitym pasjonatem i zbieraczem 
slad6w przeszlosci. Urodzony w Zninie, przez 
wiele lat kierowal miejscowym Domem Kultury. 
Przez dwa lata byl dyrektorem Wojewodzkiego 
Domu Kultury w Bydgoszczy, a po powrocie do 
rodzinnego miasta obj\l Muzeum Ziemi Paluckiej. 
Skoiiczyl podyplomowe studium muzealnicze na 
Uniwersytecie Warszawskim, Obecnie caly czas 


,.. 


, 


t. 


@ T 
'\. ,
. 
., .; '
T' b: 
- , 

. .. 
, '" - e. 
J . .- 


, . . . 
:""':."'"i 



 " 


:/
y: . 


.. 



:-
'\. 


'

: ;,:
;



,.,j 



. 


; -
 ,):
 t;
 


. ...,.
:'" , 

1''' - 


oj' ___.
.
.. 


mysli i dziala nad uatrakcyjnieniem ekspozycji mu- 
zealnych, nawi\Zuje kontakty z plac6wkami nie 
tylko w Polsce, ale r6wniei zagranicznymi, stara 
siC; 0 rozbudowe obiekt6w, 0 podniesienie ich stan- 
dardu. Rezultatem tych dzialaii jest osi\gniecie w 
ci\gu kolejnych dw6ch sezon6w liczby 100 tysiC;- 
cy gosci. A trzeba powiedziee, ie zesp61 muzeum 
Iiczy zaledwie 10 os6b. W trzech obiektach! 
- Od 1997 roku prowadzimy rozbudow
 skan- 
senu kolei wqskotorowej w Wenecj
 gdzie zbudo- 
waliSmy dodatkowe tory - informuje Andrzej Ro- 
siak Stanql na nich parow6z z tendrem, wagonik 
towarowy do przewozu na
dzi drwali oraz cztery 
komplety tzw. w6zk6w lesnych, inil1ska kolej wq. 


kaliskiego z XIV w., przezywanego przez wsp61- 
czesnych "krwawym diablem weneckim", po- 
wstanie zaplecze restauracyjne. 
Dzialalnosc Muzeum Ziemi Paluckiej nie ogra- 
nicza siC; do najbliZszego regionu. W stolicy Ba- 
warii - Monachium zaprezentowalo intarsje Ed- 
munda Kaplomkiego, rzezby Edmunda Izdebskie- 
go oraz wystawc; promocyjnl\ - Paluki - region w 
Polsce. W 1997 roku Znin i miasto na Morawach 
- Veseli podpisaly porozumienie 0 wsp61pracy i 
wymianie kulturalnej. W rezultade nastllPiia ju:z 
wzajemna prezentacja sztuki ludowej oraz miej- 
scowych artyst6w. W listopadzie ub.r. w Galerii 
im. Tadeusza Malachowskiego z zainteresowa- 
niem obejrzalam malarstwo wsp6lczesnych mo- 
rawskich artyst6w. Niespokojny duch pana Rosia- 
ka nie pozwala mu na zadowalanie siC; dzialalno- 
scillstricte muzealniczll. Muzeum organizuje lub 
wspolorganizuje festyny ludowe, plenery malar- 


... 
""'1 
.' 
",. 
.... .. " 
f' \. \ 
... 
..iF 1 
..:;"" ....
 - 
. ,- ; 
f. .{ 
I 
. .... 
\ " 
... .i, I 
 
.,,!, 
'\E' " " 
.,-- '"" -
 . .' 
..... ..1, " .
 
. '7 
- 
.. I I 
.... .. , . I 
..... 
 
\ . \.L . 

 
.. 
""" ... ;, . ,..... 


skotorowa naleiala do kolei 0 najmniejszym prze- 
swide torow - 600 mm. Wi
kszosc wqskotorowek 
jetdzila na torach 0 przeswide 750 mm. Koleje sq 
likwidowane, tabor idzie na z10m i jest to obecnie 
ostatnia chwila na zdobycie eksponat6w dla nasze. 
go muzeum W skansenie kurpiowskim w bylym wo- 
jew6dztwie lomiynskim w zaroslach znaleilismy 
tzw. w6zki 1eSne czyli wagony sluiqce drwalom, 
m.in. specjalnie przystosowane do przewozu dluiy- 
0'. W tym roku wzbogacimy si
 0 nastepne wago- 
n}', jeden do przewozu poci
tego drewna, drugi do 
przewozu drwali. Remontem i rekonstrukcjq zabyt- 
kowego taboru zajmujq si
 uczniowie Technikum 
Mechanicznego z Zespolu Szk61 Mechanicznych w 
ininie, w ramach prac dyp1omowych. 
W Wenecji powstanie niebawem budynek sty- 
lizowany na wzor XIX-wiecznych dworcow ko- 
lejowych - z cegly klinkierowej, kryty dach6w- 
k\. Wewn\trz znajdll siC; pomieszczenia sluzilce 
obsludze turyst6w - kasy, stoiska z wydawnic- 
twami, pokoje przewodnikow, sala wystawowa. 
R6wniei przy ruinach weneckiego zamku, siedzi- 
bie Mikolaja herbu Nalecz, surowego sc;dziego 


skie i rzcibiarskie, sztuki paluckiej dla dzieci i mlo- 
dzieZy (w W\growcu), a nawet rajdy wielbicieli 
motocykli Harley-Davidson oraz starych samocho- 
dow. Na te imprezy zglaszajl\sic; kierowcy z calej 
Polski, z Niemiec, Holandii i Francji. 
Andrzej Rosiak jakby mial malo zajc;e w swej 
macierzystej placowce (gdzie przeciez nie prowa- 
dzi spokojnej "muzealnej dlubaniny"), to podj\l 
siC; kierowania pracami Znitiskiego Towarzystwa 
Kulturalnego po zmarlym wspanialym dr. An- 
drzeju Hoffmannie, lekarzu i wybitnym kolekcjo- 
nerze swilltkow paluckich. 
Na kupionym w Zninie plan ie, wydanym 
przez miejscowe wydawnictwo, to 14-tysieczne 
miasto pokazano m.in. na tie mapy Polski. Strzal- 
ki wskazuj\ odleglosci nie tylko do Bydgoszczy, 
Gdaiiska, Torunia, Poznania, Wroclawia, Krako- 
wa i Warszawy. Miasto otwarte jest takie na 
Europc; - na Amsterdam, Berlin, Paryz, Prage, 
Bratyslawc;, Lw6w, MoskwC;, Wilno. 0 


Zdjc;cia ze zbior6w Muzeum Ziemi Paluckiej 
w Zninie. 


Nr 5/99 
.2..:J:.a
 43
>>>
OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE . POLEMIKI . OPINIE 


ALEKSANDER 
NALASKOWSKI 


.- 


. 


tern armic;, a na koniec szkolC; (Jacek Kuroii). 
Tekst niniejszy pisze w czasie gdy chwilowo 
sprawny Borys Je1cyn grozi swiatu wojnll z po- 
wodu interwencji NATO w Kosowie. I oto w 
kraju, w ktorym od lat istniejll szkoly, uniwer- 
sytety, biblioteki i Internet, 83 % badanych 
(CBOS) nie ma najmniejszego pojc;cia z jakiego 
powodu mialaby wybuchnlle wojna. Kosowo z 
generowanym przez nie konfliktem jest dla nich 


obszar niejasnosci i w\tpliwosci. Czy istotnie 
gimnazja maj\ bye jednakowe, czy rzeczywiscie 
mozemy sobie pozwolie na maturc; dla kame- 
go, czy uczelnie wyzsze maj\ nadal spelniae rolc; 
arbitrow w ocenie szk61 srednich zapominajllc 
o jakosci wlasnego ksztalcenia. Urzc;dniczy cha- 
rakter reformy spowodowal, ze na wstc;pie w 
wielu miastach i gminach sporzl\dzono mapc; 
gimnazjalnl\ terenu. Zasada byla prosta: obszar 


Reforma!! Reforma? Reforma... 


S prawna reforma ktoregokolwiek z segmen- 
t6w spolecznej dzialalnosci zalezy od spel- 
nienia pewnych warunkow wyjsciowych. Bez 
ich realizacji kazde dzialanie bc;dzie szyciem 
ubrania dla osobnika, ktorego gabaryt6w, wie- 
ku i zajc;cia nie znamy. 
Oto wspomniane warunki: inwentaryzacja 
zasobow i zastanej sytuacji wyjsciowej; nakre- 
slenie docelowego ksztaltu reformowanego 
pola; ustalenie dzialaii przeksztaIcajllcych zaso- 
by zastane w pozlldany ksztalt pola. 
Zaniedbanie lub niedopracowanie ktorego- 
kolwiek z tych warunkow przy jednoczesnym 
podjc;ciu dzialaii zmusza nas do wyrazenia zgo- 
dy na rzeczywistosc loteryjnll i aktywnose im- 
prowizowan\. Po kolei, jak to wyglilda. 


Co mamy? 
Mamy w miare dobrze rozwinic;t\ siee szkol 
roznych szczebli. Sil w nich zatrudnieni nauczy- 
ciele, chodzl\ do nich dzieci i mlodziez, jest w 
nich jakies wyposazenie, obowillzujl\ pewne 
standardy. Tyle wiemy z calll pewnoscill i po- 
twierdza nam to kazdy rocznik statystyczny jak 
i napotykane przy drogach znaki nakazujllce 
zwic;kszonll ostroznose ze wzglC;du na ulokowa- 
nl\ w poblizu szkolC;. 
Nie znamy jednak skutecznosci dzialania 
placowek oswiatowych. Tak naprawdC;, bom- 
bardowani roznymi badaniami, nie wiemy czy 
te szkoly w koiicu uCZIl czy nie, czy ich po- 
ziom jest nadal rzeczywistoscill z lat pic;edzie- 
silltych czy tez moze szesedziesilltych. Brak 
takiej wiedzy bierze siC; przede wszystkim z 
nieustalenia tego, co uczeii danej szkoly po- 
winien wiedziee, a co umiee. Nasza codzien- 
ne filozofia ksztalcenia jest wcillz oseskiem - 
nie wiemy, co jest naprawde wazne, a co nie! 
Wybraiicy czyni\cy miliardowe interesy, po- 
dejmujl\cy wazne dla kraju decyzje, ksztaltu- 
jllcy oblicze roznych sfer zycia najczc;sciej nie 
majl\ pojc;cia 0 chronologii polskich Piastow, 
nie odr6zniajl\ powstania styczniowego od li- 
stopadowego, 0 poprzecznie przekrojonej roz- 
wielitce czy ukladzie pokarmowym wolka zbo- 
zowego maj\ nikle pojc;cie, a passat kojarzy 
im siC; bardziej z motoryzacjll niz geografil\. 
Niektorzy z nich twierdzll, ze gdyby raz jesz- 
cze mieli wybierae miejsca swojego dluzszego 
pobytu to wybraliby najpierw wic;zienie, po- 


Prof. dr hab. ALEKSANDER NALASKOWSKI, 
kierownik Zakladu Animacji Pedagogicznej In- 
sty tutu Pedagogiki UMK, dyrektor spoleczne- 
go lIceum Ogolnoksztalcltcego Poltech w To- 
runiu. 


44 
..a
:.a
 Nr 5/99 


tak sarno odlegle jak AtIantyda. W tym samym 
czasie moj syn zglc;bia istotc; wersyfikacji Ody 
do mlodosci. 
Zatrudnieni w oswiacie nauczyciele stano- 
wil\ grupc; potencjalnych wykonawcow reformy. 
To armia "rewolucjonistow", wojownik6w 0 
lepszllszkole. Tylko niejasne jestdlaczego maj\ 
walczyc. Jak poucza historia, wojownicy walczy- 
Ii 0 lupy, za zold, latyfundia albo (rewolucjoni- 
sci!) w gniewie i poczuciu czynienia sprawiep,li- 
wosci dziejowej. Co ma bye korzyscill nauczy- 
cielskiej walki 0 lepszll edukacjc;? Realna jest 
wic;ksza praca, nierealne sll podwyzki zarobkow, 
czytelna jest wola gestu politycznego reforma- 
torow, nieczytelne zas motywujllce nauczycieli 
bodice. Po raz kolejny nauczyciele majl\ cos 
robie dla idei, ktorej nie ma. Nikt nie pokusil 
siC; 0 wysondowanie nauczycielskich propozy- 
cji zmiany polskiej oswiaty. Jak zwykle, tc; naj- 
liczniejsz\ grupc; polskiej inteligencji potrakto- 
wano jako zobligowanych do posluszenstwa wy- 
konawc6w poleceii (wyrokow) z gory. Zatem nie 
wiemy jak siC; ta ponad 600-tysic;czna rzesza re- 
alnie zachowa w stosunku do proponowanych 
i nakazanych zmian. Doswiadczenie wskazuje, 
ze mogll je wesprzee i dzielnie (tworczo) reali- 
zowae, a mog\ je niemo bojkotowac. Nie wie- 
my dlaczego nikt tego nie zbadal wczesniej. 
Tak naprawde nie znamy tez zasobow pol- 
skiej szkoly. Sil zatem takie placowki, kt6re zmie- 
niajl\juz kolejnll generacjc; komputer6w i S\ tez 
takie, w ktorych uczniowie nie widzieli jeszcze 
komputera na oczy. Sil takie placowki, w kto- 
rych biologii uczy biolog z dyplomem uniwer- 
syteckim, Sl\ i takie, w ktorych plastyki uczy na- 
uczycielka muzyki i takie, w ktorych nauczaj\ 
nauczyciele bez uprawnieii do edukowania ko- 
gokolwiek i z czegokolwiek. 
Projektanci reformy edukacji traktujll polski 
system oswiatowy jako monolit. Najwyrainiej Sll 
zwolennikami dydaktycznej metody "nauczania 
rownym frontem". Tymczasem polska szkola w 
swoim wnc;trzu jest dotkliwie nierowna. Istniejll 
w niej placowki nowatorskie, szkoly autorskie, do- 
brze wyposazone jednostki paiistwowe i prywat- 
ne, i szkoly 0 kIasach l\czonych, prawie zupelnie 
pozbawione nauczycieli wykwalifikowanych czy 
zdolnych do pelnienia roli refleksyjnego prakty- 
ka. Tutaj w zaden sposob nie da sie zaordynowae 
komendy: "do reformy, gotowi, start!". 


Co chcemy mi
? 
Reformatorzy majll przede wszystkim pomysl 
na formc;. Ma bye podstawowka, ma bye gimna- 
zjum, ma bye uniwersytet. Dotlld wszystko jest 
czytelne. I tylko dotlld. Dalej rozposciera siC; 


ma bye rownomiernie pokryty gimnazjami. Nie- 
mal zupelnie nie Iiczyly sic; inne argumenty. Sam 
interweniowalem w dwoch przypadkach, gdy (w 
obu) do realizacji waznego programu autorskie- 
go szkoly (uznanego i daj\cego efekty) niezbc;d- 
ne bylo utrzymanie zarowno podstawowki jak i 
powolanie gimnazjum. Tak bylo w Buszkowie, 
tak bylo w Toruniu. Tak jest w wielu innych 
miejscach, w kt6rych administracja dominuje 
nad meritum. 
Reforma obIiczona przede wszystkim na 
efekt polityczny ("przeprowadzimy cztery wiel- 
kie reformy") skaie (tak jak w przypadku sluz- 
by zdrowia i administracji) realizatorow na im- 
prowizacjc; i blC;dy, kt6re trzeba bc;dzie napra- 
wie. To jednak okaze siC; kosztowne. 
Bez w\tpienia wszyscy chcemy miee dobrll 
edukacje. Tylko, ze owI\ "dobrll edukacje" kaz- 
dy rozumie inaczej, a dzialanie ma bye monoli- 
tyczne i wspolne. Jak? 
Jak, rezygnujllc z rzetelnej inwentaryzacji za- 
sob6w, reformowac szkolC;. Czy tylko nowym 
podzialem segmentow ksztalcenia? Wydaje sic;, 
:Ze najcenniejszym elementem projektowanej re- 
formy jest wspolna swiadomose koniecznosci 
zmian. Jakkolwiek nie zast&pi ona rzeczywistej 
strategii dzialania i wspolnej wizji szkoly polskiej. 


Jakim sposobem? 
Obowillzujl\cy sposob wydaje sic; bye jeden. 
Ma bye reforma i juz. Fakt, ze zmiany trzeba 
przeprowadzae sprawnie i szybko. Inaczej nie 
maj\ sensu. Pytanie jednak jak sprawnie i jak 
szybko? Prawdlljest, ze reformc; wprowadzono 
jeszcze w trakcie trwania dyskusji. Tak napraw- 
dc; niewielu nauczycieli zdllzylo sic; polapae 0 
co w niej chodzi, gdy juz reforma stala sic; fak- 
tern. Jeszcze nie zdolano ustalie czego uczye i 
jak, a juz urzc;dnicy podejmowali decyzjc;, gdzie. 
Slamazarna zazwyczaj biurokracja zadzialala tu 
wyjlltkowo sprawnie. Wiemy zatem gdzie bedll 
gimnazja, ale nie wiemy jakim cudem znajdll sie 
w innych budynkach niz szkoly podstawowe. 
Tylko przez chwilc; edukacja byla medialnie 
i pariamentarnie wazna. Teraz znow jest kop- 
ciuszkiem przy takich potentatach jak rolnie- 
two, zmiany w rz\dzie czy lustracja. To pozwa- 
la przypuszczae, ze zostanie pozostawiona sarna 
sobie. Wowczas reforma zmieni siC; we wlasnll 
karykaturc;. To, co moze uratowat wprowadza- 
nl\refonne to ustawiczne monitorowanie odkry- 
wanych przez nill brak6w i szybkie naprawcze 
interwencje, Dopiero za dziesiee, pietndcie lat 
bedziemy w Btanie ocenit Bkutki przeprowadza- 
nych obecnie zmian. Taki dystans czasowy stwa- 
rza tez innl\perspektywe przygotowawcZ!\. Moz-
>>>
OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE · POLEMIKI · OPINIE 


WOJCIECH 
WOZNIAK 


dopiero przymierzajll sic; do tworzenia kierun- 
kow ksztalcenia przyszlych nauczycieli. Jezeli 
znam siC; na medycynie - kilka pierwszych lat 
w szkolach podstawowych i gimnazjach przy- 
pominae bc;dzie wielkll improwizacjc;. 


ze wystarcza to tylko na place i ich pochodne. 
Nie bylo przed kilku miesil\cami i nie ma nadal 
ani grosza z budzetu centralnego na cokolwiek 
innego. Kasy gmin i powiat6w tez nie majl\zbyt 
wiele pienic;dzy, stl\d tez jezeli ktos z szefow pia- 
cowek oswiatowych chcialby przeprowadzie 
remont, wymienie okna, a nie daj Bog rowniez 
instalacjc; centralnego ogrzewania na przyklad 
- musi 0 tym w najblizszym czasie zapomniee. 
Albo sam znajdzie na ten cel pienil\dze wsrod 
zamoznych sponsorow. 



 ;.
. 


'--, 


Bez pieniedzy 
MEN odpowiedzialne za przygotowanie i 
wdrozenie reformy w iycie popelnilo kolejny 
billd: nie umie wskazae nauczycielom jasnych 


.. 


P rezYdent A1eksander Kwasniewski podpisal 
ustawc; wprowadzajllc\ w zycie reformc; 
ustroju szkolnego od 1 wrzesnia 1999 roku. Jego 
intencje Sll zrozumiale: do zjednoczonej Euro- 
py muszll wejse ludzie nowoczesnie ksztalceni i 
wyksztalceni. Jak to jednak zrobie, skoro refor- 
ma nie jest przygotowana pod zadnym wzglc;- 
dem? 


Nie mnozyc bl y d6w 


i precyzyjnych perspektyw finansowych. Pro- 
ponowane pedagogom wynagrodzenia Sll ci\- 
gle bardziej wymuszan\jalmuznl\, niz wynika- 
j\ ze zrozumienia potrzeby rozwillzania raz na 
dluzszy czas problemu dobrego wynagradzania 
nauczycieli. Ostatnia tak zwana regulacja w 
wysokosci 105 zlotych na jeden etat powoduje 
jedynie minimalne zblizenie do deklarowanej 
podwyzki w wysokosci 2 procent ponad infla- 
cjc; w 1999 roku. Pedagodzy Sll zdegustowani i 
niedowartosciowani coraz bardziej i tym bar- 
dziej, ze powszechnie dostc;pne s\ opracowa- 
nia mowi\ce 0 przecic;tnych wynagrodzeniach 
pedagogow w Europie, do ktorej przeciez zmie- 
rzamy. Wiele wskazuje na to, ze nauczyciele 
pozostan\ w roli bardzo i dlugo jeszcze ubo- 
gich krewnych kole:i:anek i kolegow zza zachod- 
niej granicy. 
Tymczasem wcale nie Sl\ odosobnione glo- 
sy, ze ministerstwo brnie w reformc; bez mo- 
ralnej legitymacji, bo z kolosalnym obcil\ze- 
niem przeszlosci: do tej pory calej sferze bu- 
dzetowej, w tym tak:i:e nauczycielom, nie wy- 
placono zaleglej tak zwanej waloryzacji, czyli 
kwot nale:i:nych nauczycielom za pracc; w la- 
tach 1991/1992. S\ to kwoty niebagatelne, ale 
je:i:eli nawet mowi sir,; 0 ich wyplaceniu, to tez 
w sposob pokrc;tny. Najnowsza z wersji mowi 
o tym, iz kwotami tymi br,;dzie mo:i:na zasilie 
fundusze emerytalne. Znowu jest wic;c to pro- 
pozycja odsunic;cia w czasie zaplaty za pracc;... 
Ale przeciez idzie nie tylko 0 pienilldze w kie- 
szeniach konkretnych ludzi. Idzie i srodki na 
bazc;, i jej bieZlice utrzymanie. A tu jest juz zu- 
pelnie ile. 


Ten dramatyczny brak srodk6w na utrzyma- 
nie bazy, nie m6wil\c juz 0 jej rozwoju nie jest 
krakaniem: w mysl zalozen reformy szkoly pod- 
stawowe nie powinny miescie sic; w tych samych 
budynkach, co gimnazja. Na dobrl\ sprawc; na- 
lezaloby do wrzesnia wybudowae kilkaset - kil- 
ka tysic;cy? nowych szkol przeznaczonych czy 
to na gimnazja czy tez na szkoly podstawowe. 
Oczywiscie tak sic; nie stanie, przez kilka lat oba 
typy szkol miescie siC; bC;d\ w tych samych bu- 
dynkach. Siedmiolatek spotykae sic; bc;dzie na 
korytarzu z 16-latkiem. 
Nie bez znaczenia S\ takze rozbiezne inte- 
resy lokalnych spolecznosci, ktorym czc;sto 
nader trudno, albo w ogole nie spos6b wytlu- 
maczye, dlaczego akurat "ich" szkola ma bye 
skazana na zagladc;, bo wladze umyslily prze- 
znaczye jll na gimnazjum. Dlaczego - dotyczy 
to zwlaszcza malych miejscowosci, dzieci bc;dl\ 
musialy po naukc;, niewazne czy do szkoly 
podstawowej czy gimnazjum, dojezdzae? Te 
pytania nie Sl\ tak calkiem bezpodstawne, bo 
malo kto wierzy w zapewnienia ministra, ze 
gminy otrzymaj\ gimbusy. A kto je w przyszlo- 
sci utrzyma? Kto zaplaci za kierowcc;? A cO 
bc;dzie, jak zachoruje? - Minister ogl\dal za 
duzo zachodnich fiImow, w ktorych dzieci do- 
wozone S\ do szkol pomaraiiczowymi autobu- 
sami - skomentowal ktos na wiese 0 flotylIi 
gimnazjalnych autobusow. Czy nie lepiej zdae 
sic; na normalnl\, lokalnl\ komunikacjc; auto- 
busow\? 
Problemow zwi\zanych z juz wprowadzan\ 
reform\ oswiaty, reforml\ odkladanll, sp6inio- 
nil, choe niektorzy, powoluj\c sic; na niedobre 
doswiadczenia paiistw zachodnich twierdzll, Ze 
niepotrzebnll, a wiC;c problem6w jest zdecydo- 
wanie wic;cej, niz je tu zasygnalizowalem. Te- 
raz, skoro klamka zapadla, wazne jest, by ble- 
dow, ktorych juz popelniono sporo - nie mno- 
zye. Czy to mozliwe? 0 


Bez wiedzy 
Ministerstwo Edukacji Narodowej, odpowie- 
dzialne przeciez za przygotowanie i wdrozenie 
reformy w zycie popelnilo juz na wstc;pie jeden 
z kardynalnych blC;dow: nie umialo zjednac so- 
bie nauczycieli dla idei reformy. Malo tego: na- 
uczyciele, a wic;c ci, od ktorych w decydujl\cym 
stopniu zale:i:y powodzenie reform - wiedzll 0 
niej samej chyba najmniej, a juz z pewnosci\ 0 
przygotowywanych rozwi\zaniach dowiaduj\ 
sir,; jako ostatni: z gazet, informacji telewizyjnych 
i radiowych. Proby uzyskania kompetentnych 
odpowiedzi na najwazniejsze pytania zbywane 
Sl\ najczc;sciej milczeniem. Ten brak informacji 
powoduje powstawanie domyslow, powielanie 
wiadomosci niesprawdzonych, zaslyszanych, 
kt6rych sprostowanie jest juz praktycznie nie- 
moZliwe. A skoro najbardziej zainteresowani S\ 
najbardziej niedoinformowani - jakichze infor- 
macji majll udzielae rodzicom, ktorzy rowniez 
maj\ prawo wiedziee, jaki bc;dzie przyszly ksztalt 
oswiaty, jak i czego dzieci bC;dl\ uczone, jakie 
czekajll ich perspektywy? Czy mozna siC; wic;c 
dziwie, ze wsrod rodzicow pojawiaj\ siC; takie 
opinie, ze nauka jest owszem obowillzkowa, ale 
koiiczy siC; po szescioletniej szkole podstawo- 
wej? Proba wyjasnienia, ze obowil\zkowe jest 
tak:i:e 3-letnie gimnazjum - jest wlasciwie ska- 
zana na niepowodzenie... 
Kolejny z wazniejszych blc;dow popelnio- 
nych przez ministerstwo, to grzech zaniechania 
ksztalcenia nauczycieli. Jezeli, jako sic; rzeklo, 
od kadry zale:i:y powodzenie reformy - to wla- 
snie ona (kadra) winna posiadae juz wiedzc;, jak 
i co wdrazae w zycie z dniem 1 wrzesnia tego 
roku. Tymczasem 0 szkoleniach i kursach dla 
nauczycieli malo kto slyszal, a uczelnie wyZsze 


Kilkaset szk61 
Juz w grudniu ubieglego roku Marek Szefler, 
dyrektor Wydzialu Oswiaty Urzc;du Miasta w 
Bydgoszczy mowil 0 pokrr,;tnej polityce rZlldu, 
ktory subwencje przydziela w takiej wysokosci, 


na bylo naloiyt reformowanie omaty na po- 
zyskiwane przez nas doswiadczenia wypIywa- 
j!l(:e z reformowania podzialu terytorialnego czy 
siuZby zdrowia. Jesii jednak sie talc nie stalo to 
naleiy zrobit wszystko, aby (kaidy na w)asnym 
podw6rku) sie powiodla. 
* * * 
Reforma jestjbc;dzie lakmusowym papier- 
kiem dla paru spraw. Przede wszystkim podda- 
na probie zostanie dojrzalose nauczycieli. Czy 
Sll w stanie stanlle ponad wlasne oburzenie i 
urazy (dodam: wielokrotnie sluszne) spowodo- 


wane sposobami reformowania edukacji i pod- 
j\e trud jej ucielesnienia tworzllc to czego refor- 
matorzy nie przewidzieli lub nie dopowiedzie- 
Ii? Odwoluj\c siC; - mo:i:e juz ostatni raz? - do 
poczucia misji. 
Bc;dzie reforma sprawdzianem dla nowej 
administracji edukacyjnej - mam na mysli ku- 
ratoria. Czy przejmie ona tylko funkcjc; kontro- 
lnl\ oswiaty, wynikajllCil z patrzenia do gory (a 
wic;c na MEN, NIK), czy faktycznie wesprze ini- 
cjatywy lokalne i doda im skrzydel. 
Br,;dzie tez reforma sprawdzianem dla poli- 


tykow. Zobaczymy na ile Sl\ w stanie zrozumiee, 
ze ka:i:de .urzl\dzenie (takze spoleczne) zUZywa 
na rozruchu najwic;cej paliwa (tu: finansow). 
Moze mi siC; wydaje, ale zauwazylem, ze poli- 
tycy zajmuj\ siC; na co dzieii Wainyml Sprawa- 
mi Wagi panstwowej ,wypowiadaj\c siC; 0 edu- 
kacji nie mog\ siC; pozbye lekkiego usmieszku. 
Jest w nim cos zlowro:i:bnego. Od dawna twier- 
dzt;, ze najwic;kszym zagrozeniem dla zmian w 
obszarze edukacji jest reakcja smiechowa czynil\- 
ca ze szkoly teatrzyk Benny Hilla. Tak moze bye 
w przypadku wprowadzonej reformy. 0 


Nr 5/99 
.x:x:a
 45
>>>
PORT LOTNICZY BYDGOSZCZ S.A. 


PROMOCJA 


D o roku 1981 funkcjonowal w Bydgoszczy 
cywilny port lotniczy obslugiwany przez 
PLL "LOT'. Zlikwidowano go w stanie wojen- 
nym. Potrzeby regionu zwillzane z komunikacjll 
lotniczll wymusily jednak podjc;cie w 1992 roku 
dzialaii w kierunku reaktywowania lotniska cy- 
wilnego. Podstawll byly takze przemiany gospo- 
darcze dokonuj\ce siC; w kraju. Ponowne otwar- 
cie portu nastlij)ilo w dniu 10 lipca 1996 roku. 
Od tego czasu port obslugiwal ruch "general 
aviation", czartery, w tym pol\czenie pomic;dzy 
Bydgoszczil, a Warszawll. W paidzierniku 1998 
roku uruchomiono polllczenie regularne z War- 
szaw\. Jest ono obslugiwane przez "EuroLOT" 
SA Rejsy odbywaj\ siC; z okreslon\ czc;stotliwo- 
scil\ - dokladna informacja jest dostc;pna w syste- 
mach rezerwacji agentow lATA oraz informacji 
LOT-u. Obecnie prowadzone S\ takze rozmowy 
z przewoznikami niemieckimi oraz skandynaw- 
skimi w celu uruchomienia regularnych polllczeii 
mic;dzynarodowych. Przewiduje siC;, ie ich inau- 
guracja nastllpi w ci\gu najblizszego roku. Spo- 
lka liczy takie na znaczny wzrost liczby obslugi- 
wanych czarterow turystycznych, g10wnie do Tu- 
nezji, ze wzglC;du na rozw6j wsp61pracy Centrum 
Podr6iy Portu Lotniczego Bydgoszcz S.A. z in- 
nymi duzymi biurami podrozy regionu. 
Lotnisko zlokalizowane jest okolo 3,5 kilo- 
metra od centrum miasta. Jest ono zaliczane do 
jednych z lepszych w Polsce, nie tylko ze wzglC;- 
du na dogodne poloienie. bogatj tradycj
 i wy- 


szkolony personel, ale g10wnie za spraw\ warun- 
kow technicznych. Posiada dobrze utrzymany 
pas startowy, wspoluzytkowany z 2 Bazl\ Lotni- 
czil, 0 dlugosci 2500 m i szerokosci 80 m 0 do- 
puszczalnym nacisku 42/R/B/X/T. Droga Star- 
towa, wraz z oprzyrzl\dowaniem posiada mozli- 
wose zabezpieczenia 8-12 operacji start-l\dowa- 
nie na godzinc;. Do Drogi Startowej jest r6wno- 
legle poloiona Droga Kolowania z czterema dro- 
gami dokolowania. 
Powierzchnia podstawowej plaszczyzny po- 
stojowej wynosi 12 616,5 m 2 i jest oswietIona 
czterema stanowiskami swietInymi. Na plycie 
znajdujll si" cztery stanowiska postoju dla du- 


wose, ok. 200.000 pasaier6w rocznie, z uwagi na 
fakt, ii jest to jedynie budynek tymczasowy dla 
pelnienia tej funkcji. Plan rozbudowy portu zo- 
stal podzielony na trzy etapy do 2003 roku. Zo- 
stanll w tym czasie zakoiiczone inwestycje porto- 
we i lotniskowe, np. budowa terminalu glowne- 
go, inwestycje zwil\.zane z utworzeniem stalego 
przejscia granicznego i urzlldzeniami elektronicz- 
nymi i swietInymi, zainstalowanie systemu ILS, 
zmodyfikowanie wojskowej stacji meteo. Port 
wyposaiony zostanie w specjalistyczne urzlldze- 
nia do odladzania samolotow oraz utrzymania na- 
wierzchni lotniskowych. Majlltek trwaly oraz 
grunty do pelnienia dzialalnosci podstawowej Sll 


ROZWIJANIE SKRZYDEL 


iych i srednich samolotow. Dodatkowe stano- 
wiska postoju samolotow znajduj\ siC; przy 
wschodnim progu Drogi Startowej. Poza Glow- 
nil Drogll Startowll znajduje siC; rowniei nie eks- 
ploatowany pas startowy 0 dlugosci 1200 m i 
szerokosci 40 m. Na terenie lotniska zlokaIizo- 
wana jest bocznica kolejowa po stronie wojsko- 
wej oraz podziemne zbiorniki paliwowe. Aktu- 
alnie w realizacji jest budowa wlasnej stacji pa- 
Iiw lotniczych. 
Terminal portowy posiada nisk\ przepusto- 


... ... 


... 


) 


'. 


,. 


",. 
-, - 


." 


-. 


- 


- 



 


r 


.'. 




 


.' 


lit 


.... 


:1 


. 


., 


'" 
:,
 " 


'1 


46 
..aJ:':I
 Nr 5/99 


wlasnosci\ Spolki. Poza tym port posiada wlasne 
tereny do prowadzenia dzialalnosci gospodarczej. 
Po zakoiiczeniu ostatniego etapu powstanie pe- 
Ina infrastruktura potrzebna do obslugi regular- 
nych polllczeii zarowno w ruchu krajowym, jak i 
mic;dzynarodowym. 
Od 1996 roku funkcjc; prezesa Zarzlldu Spol- 
ki Akcyjnej .,Port Lotniczy Bydgoszcz" pelniSta- 
nislaw Rak, (I. 51), wyksztalcenie wyzsze eko- 
nomiczne. Od 1995 roku pelnil funkcjc; wicepre- 
zesa Zarzlldu PLB S.A. 


-- 
"c. Y -' 


BYDGOSZCZ W SIECI LOTNICZEJ EUROLOTU 
REJSY OD PONIEDZIALKU DO PI.4\TKU 
DO STOLICY IINNYCH MIAST 


".."\ 

 


Bydgoszcz - Warszawa - Bydgoszcz tylko 55 min. 
Bydgoszcz - Warszawa 6:15 
Warszawa - Bydgoszcz 21 :40 


...-... 


Inne pol
czenia 
Bydgoszcz - Berlin 
Bydgoszcz - Krakow 
Bydgoszcz - Londyn 
Bydgoszcz - LWDW 
Bydgoszcz - Paryz 
Bydgoszcz - Praga 
Bydgoszcz - Rzym 
Bydgoszcz - Szczecin 
Bydgoszcz - Wieden 
Bydgoszcz - Wilno 
Bydgoszcz - Wroclaw 


7:10 
22:35 


wylot 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 
6:15 


przylot 
10:00 
8:35 
9:45 
10:30 
10:45 
10:10 
10:50 
9:35 
9:50 
9:25 
9:05 


. 


L l \ '.',,:''''L, 
''a! 

. ' 


.i 


!t-
 


lnformacja i kompleksowa obsluga 
Centrum Podr6:i:y Portu Lotniczego 
85-109 Bydgoszcz, ul. Grodzka 12, 
tel.lfax +48 52 21 01 00 


Lotnisko, 85-031 Bydgoszcz, uL Kujawska 158, 
tel. +48 52 375 33 55, fax 371 34 93 
Biuro ZarzCjdu, 85-109 Bydgoszcz, uL Grodzka 12, 
teL/fax +48 52 345 95 96, 22 52 32 
Centrum Podroiy, 85-109 Bydgoszcz, uL Grodzka 12, 
teL/fax +48 52 21 01 00, 21 16 00 


, 


,!' 


... 


",
>>>
SlOWNIK TERMINOLOGII SZTUKI DAWNEJ... ODCINEK 3 


MACIEJ 
OBREMSKI 


v./ . 


... 


ludniowych murow miejskich, czy od dzisiej- 
szych mozliwosd uzyskania szczerbatego uzc;- 
bienia w wyniku kontaktu zwicczornymi wiel- 
bicielami Starego Miasta i bywalcami okolicz- 
nych tzw. klubow. 
BOAZERIA - jeszcze do niedawna niezwy- 
kle wazne haslo, jednak stopniowo traci na zna- 
czeniu. Ta drewniana okladzina scian wnc;trz 


barkiem na kluczyk. A w wojewodztwic zda- 
rzaly siC; gabincty ze wszystkimi czterema scia- 
nami szczelnie otulonymi "w dc;bie" z wbudo- 
wanl\ tzw. biblioteczkl, dracen\ i stoliczkiem z 
fotelami. Godlo z papierowego zamienialo sic; 
na wlochaty kilimek, ewentualnie na czekan- 
kc; blaszano-miedzianl\. Do dzis mozna podzi- 
wiae (nie zdradzc; gdzie) super gabinet z pod- 


Blanki, boazeria, blondyna, bordiura... 
I :
., \1 ;; 

G ... 


Jak "B" to koniecznie muszl\ bye BLAN- 
KI. Slownik Terminologii Sztuki Dawnej... 
podobnie jak dziecic;cy rysunek z zamkiem, 
ksic;zniczkl, rycerzem i smokiem bez BLA- 
NEK sic; nie obc;dzie. Nawet flaga Dziedzic- 
twa Zjednoczonej Europy w gwiazdkowe kol- 
ko wpisane ma symbole zabytkow, z ktorych 
jeden zwienczony jest BLANKAMI, a jakze! 
Te BLANKI nieraz zwie siC; jakby dostojniej 
KRENELAZEM. Coz to jest zatem ten BLAN- 


;.  .. 
.I, 
:. :',ui t 
. ..
}' I ._lIll1n.!
 


KOWY KRENELAZ? Do czego sluzyl? Gdzie 
go szukae? Tak najprosciej i obrazowo: sl\ to 
takie szczerbate zC;by wieiiczl\ce mury obron- 
ne, nieraz baszty i wieze. W\skie przeswity 
umozliwialy ostrzal z lukow, zas caly ceglany 
wystc;p doskonale chronil samego lucznika. 
Taki lucznik napil\l siC;, strzelil wrogowi na 
zgubC;, sam pozostawal oslonic;ty. To pic;kne 
wojowanie musialo zmienie siC; kiedy upo- 
wszechnila sit; bron palna. Zt;biska na murach 
pozostaly, a zanikly przeswity. Strzelil taki je- 
den z drugim z rusznicy, czy z hakownicy i za 
zl\b sic; chowal. Zaladowal, prochu podsypal i 
apiac po wrogach. Ludzkose tak rozkochala 
sic; w BLANKOWANIU, ze nawet gdy juz w 
niczym nie pomagalo w zabijaniu, zachowa- 
no je jako element zdobniczy w palacach, at- 
tykach przyslaniaj\cych dachy, nieraz w tra- 
dycyjnej formie dentystycznej, a nieraz w for- 
mie np. "jaskolczych ogonow". Urodziwl\ zc;- 
batll koronc; mozna podziwiae np. na Bramie 
Mostowej w Toruniu, czy na wiezy krzyzac- 
kiego Zamku Wodnego w Swieciu. W Bydgosz- 
czy zachowala sic; nazwa ulicy POD BLAN- 
KAMI. Nie wiedziee skl\d, czy od biegnlcych 
wzdluz tej ulicy do pocz\tkow XIX wieku po- 


1- i 
, 
 . 


....' '" 
;'./
:,),- ...... 


wieszonym boazeryjnym sufitem. Wszystko 
jasna brzoza na mat. N a scianie godnej czeczot, 
intarsje i gobelin. W narozniku slad po ogrom- 
nej zaciekajl\cej donicy z palml\. Biurko z tego 
samego materialu jak zapora przeciwczolgowa. 
Taki petent jak sic; zdarzyl, ledwo wchodzl\c za- 
pominal po co przychodzil. Ci najbardziej za. 
pamic;tali, moze tez modni przenosili boazeryj- 
ny wzorzec do domow, glownie do przedpoko- 
jow, choe i w pokojach boazeria nie byla naj- 
gorsza. Skandynawscy goscie zapraszani do ta- 
kich polskich domow mysleli z radoscil\, ze za- 
:;czynajl\ zwiedzanie domostwa gospodarza od 
sauny, a to okazywal siC; przedpokoj cieplutki, 
listewkowo-sosnowy. W wyzszych gabinetach 
to az strach pisae. Skldinl\d tak sobie myslt; - 
He pod tymi boazeriami nazbieralo siC; paskudz- 
twa wszelakiego, kurzu, smieci, robactwa, plu- 
skiew - oczywiscie myslc; 0 faunie a nie 0 elek- 
tronice. Teraz nie do pomyslenia. Wszc;dzie 
bielutko, mikrofazy, tapety lniane, sufity w ra- 
ster, rododendrony kwitnl\ce z plastyku, szkla- 
ne blaty, mosic;zne nozki, obraz z czarnej sko- 
ry zwmontowanym zegarem - normalnie, nie- 
mal jak w sklepie galanteryjnym, czy hallu ban- 
kowym, elegancko. A tak duzo, duzo dawniej 
bywaly te BOAZERIE juz u starozytnych Rzy- 
mian aby im na lektosach, podczas uczt od scia- 


-:-""""" 
"1 ' \' 
. . .. 
. . , 
-j ..... 


.... 


- 


'" 



\. 



, 
" ,,'1' 


.... 


, 
. '; /:,;_ 

..
 i;', 
 
. " . ''1\\ ,,. 
" '''11/; ':.. !"
 
.' I . 
;,1fi,Ilit.; 
fr; 
.., . !1,1f
 to, f
 
 I " 
' "' I.... - 
.- 
," .... 
'1' 


"
'I 


-', 


,; 


,
 


t
 r '" ' I 
t l 
,:,: 
"t 
f, 
, 
I 


... 



. 
.. 


, 
f
 

 ' 

.. 
-;;;;;. 
" 


/
 
t
 
r 
* 
.'. 


- _. ..... 
","'" 


,:.,: 


-
 ...- 
- Af" .' . 


DOKONCZENIE NA STRONIE 48 


Nr5/99 
.:J-::;!
 47 


:J 


stala siC; w minionym pic;edziesic;cioleciu nie, 
zwykle wymownym miernikiem pozycji spo- 
lecznej. Kiedy z powodow ideologicznych pa- 
lace, dwory, ratusze, kamienice, chaty, czwo- 
raki itp. przestaly okreslae porzl\dek lokalowo- 
klasowy, a nie wszystkich udalo siC; umundu- 
rowae, gdzie belki latwo nakrywaly siC; gwiazd- 
kami, ate wc;zykami i lampasami 0 niebyle ja- 
kiej randze urzc;dnika paiistwowego, dyrekto- 
ra kombinatu, szefa podstawowej organizacji, 
swiadczyly ich gabinety, te nowe salony, a sci- 
slej rodzaj boazerii i gatunek kwiecia donicz- 
kowego. Naczelnik gminy na dorobku mial w 
gabinecie zaledwie szerokll sosnOWIl lakierowa- 
nl\ deskc; obiegajllcl\ gabinet poziomo na wyso- 
kosci okolo 1,20 m. Oczywiscie z przerwl\ na 
przeszklonll szafc; z pucharami, proporczyka- 
mi, czy okoIicznosciowymi talerzami na stela- 
zach. Takie deski projektanci - wnt;trzarze na- 
zywali zupelnie powaznie "odbojnicami". Po 
dozynkach na stadionie zmt;czony gospodarz 
potykal sit;, odbijal od "odbojnicy" i w ten spo- 
sob nie niszczyl sciany skladajl\cej sic; z mocno 
deficytowego wowczas wapna i cementu. Moze 
to stlld? Na parapede stala doniczka z "glupim 
jasiem" na talerzyku z zielonym szlaczkiem i 
literkami "GS". W doniczce fusy po herbacie, 
ale dosye juz z tym niskim szczeblem. Sekre- 
tarz w powiecie, 0 to juz zupelnie inny sznyt. 
Cala sciana godna (tj. ta na ktorej centralnie 
wieszano godlo flankowane na ogollysymi oj- 
cami narodu) od sufitu po pOdlogC; cudnie wy- 
kanczala boazeria - nierzadko jasny orzech. Na 
takim tie, pod "ojcami" zasiadal godnie sekre- 
tarz za duzym biurkiem (nierzadko jasny 
orzech) z paprotkl\ na szklanym podstawku, 
bibliotekll (nierzadko jasny orzech, a jakze) z
>>>
JAN PAWElll - PAPIEZ I UCZONY 


MIECZYStAW 
GOGACZ 


\. 
.. 


."- 


"':""" 



 
 


r 


J an Pawel II otrzymal kiedys na Uniwer- 
sytecie Jagiellonskim doktorat honoris 
causa wszystkich nauk. Uniwersytet jakby , 
wJl\czyJ sie w procesje z darami przed ofia- 
rowaniem podczas Mszy Swietej i ofiarowal 
Ojcu Swietemu swoje najwyzsze wyroznie- 
nie. Papiez przyjlJ ten dar dopowiadajlc, 
ze jest to dar jakby matki, gdyz uniwersytet 
jest matkl nauk. Nauki naleZl do kultury i 
wnOSZl w nil wprost blask prawdy. Sarna 
prawda jest przejawem bytu. Nalezy wiec 
do rzeczywistosci. W kulturze moze znaleic 
sie jej blask, gdy nauki Sl wierne prawdzie. 
Slusznie wiec Ojciec Swiety oglosil encykli- 
ke pt. Blask prawdy (Veritatis splendor). 
A na call kulture zareagowal w encyklice 
pt. Wiara i rozum (Fidest et ratio). 
Kultura i mysl uzyskaly w encyklikach 
papieskich wspaniale zaakcentowanie i pre- 
zentacje. I trzeba dodac, ze mysl jest chwa- 
1\ kultury, zasadl bogactwa jej nurtow, od- 
mian i wielosci dziedzin. Papiez zarazem 
ukazal, jak wspaniala jest kultura Europy. 
Moze ksztaJcic i wychowywac, gdyz rozum 
ludzki (ratio) "osi'lgajlc szczyt swych poszu- 
kiwaii, uznaje, jak konieczne jest to, co uka- 
zuje mu wiara" (fides) i gdy "wiara domaga 
sie, aby jej przedmiot zostal poznany przy , 
pomocy rozumu". Powstaje wtedy "harmo- 
nia poznania filozoficznego i poznania wia- 
ry" (cytat z encykliki Fides et ratio, tekst 
polski, wydany przez Pallotinum, Poznan 
1998, s. 65). 
Papiez ujawnia w encyklikach i wszyst- 
kich swoich tekstach dociekliwl mysl i 
ogromnl znajomosc kultury. Jest czlowie- 
kiem kultury i mysli. Blizej zajmuje sie za- , 
wsze filozofil i teologil. 0 te dziedziny upra- 
wiane przez Papieia zapytuje Polski Uni- 
wersytet Na Obczyinie, a glownie 0 feno- 
menologie i tomizrn oraz 0 dialog z ludimi 
poszukujlcymi prawdy. 


Korzystanie z fenomenologii 
Papiez wyrosl w srodowisku fenomeno- 
logii, dominujlcej w Krakowie, gdy wykla- 
dal tan1 profesor Roman Ingarden. Takze 
w Krakowie pod wplywem ks. profesora 
Klosaka zetknll sie przez lektury z torni- 
zmem Iowan skim Iwowskiego profesora 
Waisa, a przez wyklady profesora Stefana 
Swiezawskiego z tomizmem egzystencjal- 
nym Jacques'a Maritana i Etienne Gilsona 
a poiniej na Katolickim Uniwersytecie Lu
 
belskim, pelniej z tomizmem egzystencjal- 
nym w wersji ojca profesora M. A. Krlpca. 
Takze z tomizmem ojca prof. R. Garrigou- 
-Lagrange'a zetknll sie juz na studiach w 
Angelicum w Rzymie. Napisal tam rozpra- 


narzedzie dzialalnosci duszpasterskiej. Tyl- 
ko tak rozumiem decyzje tego swietnego 
intelektu na uprawianie kiedys filozofii 
podmiotu. 
Czlowiek da sie wyrazic i okreslic jako 
realnie istniejlcy byt jednostkowy, ukonsty- 
tuowany w jego istocie z niematerialnej i 
rozumnej duszy oraz z materialnego ciala. 
Gdy akcentujemy w nim swiadomose, to 
dajemy przewage raczej jednej ze sfer ludz- 
kiej dzialalnosci, mianowicie poznaniu i 
decyzjom, ktore sl relacjami. 
SI\ jednak takie relacje i dzialania, ktore 
wymykajl sie naszej swiadomosci, chocby 
np. realna w nas obecnose Boga. Nie moze- 
my jej nawet wyrozumowae. Mozemy tyl- 


CzIQvviek kultury 


. 
1 


rnysli 


we 0 wierze na podstawie pism sw. Jana od 
Krzyza. Wchodzil wiec tez w naukowl pro- 
blematyke mistyki. W swych naukowych 
badaniach skupil sie jednak na dziedzinie 
etyki i byl na KUL profesorem i kierowni- 
kiem katedry etyki. Ze wzgledu na temat 
czlowieka podilI najpierw filozofie podmio- 
tu, ktorl precyzowal tezami fenomenologii 
i przeksztalcal akcentami mysli sw. Toma- 
sza z Akwinu. Wskazuje na to rozprawa, w 
ktorej rozwaia, czy etyka Schelera moze slu- 
zye do udoskonalenia etyki katolickiej. Pa- 
piez odpowiada negatywnie: Scheler nie 
nadaje sie do poprawienia etyki modnl wte- 
dy fenomenologil. Papiez nie byJ i nie jest 
fenomenologiem. Jedynie korzystal z feno- 
menologii dla wyprecyzowania filozofii 
podmiotu, ktorej tezy przypominajl posze- 
rzony rachunek sumienia. 


Precyzowanie filozofii podmiotu 
Ojciec Swiety jeszcze jako kardynal Ka- 
rol Wojtyla interesujlc sie czlowiekiem i fi- 
lozofil czlowieka..nawi'lZal do filozofii pod- 
miotu, lecz uczynil z niej sposob mowienia 
ludziom 0 czlowieku, 0 jego zadaniach i 
godnosci. W jezy!m i zalozeniach tej fiIozo- 
fii Uumaczyl, czym jest milosc i odpowie- 
dzialnosc, zycie szlachetne, religijne, kim 
jest Bog. Uczynil wiec z filozofii podmiotu 


Prof. dr hab. MIECZYSLAW GOGACZ, filozof i historyk filozofii, Katedra Historii Filozofii Sta- 
rozytnej I Sredniowiecznej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Urodzony w 1926 r. w 
Nadrozu kolo Rypina. Filozofi4i! studiowal na Wydzlale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu 
Lubelskiego. Doktoryzowal si4i! w 1954 r. na podstawie dysertacji napisanej pod kierunkiem prof. 
Stefana Swiezawskiego. W latach 1957-58 studiowal i prowadzil badania w paryzu i Toronto. Po 
powrocie wykladowca na Wydziale Filozoficznym KUL. Kolokwium habilitacyjne zlozyl w 1960 r. 
na podstawie pracy pt.: Problem istnienla Bogs u Anzelms z Csnterbury I problem prswdy u 
Henryks z Gsndswy. Od 1966 r. wykladowca ATK W 1973 r. uzyskal tytul profesora nadzwyczaj- 
nego, a w 1982 zwyczajnego. Autor 33 ksillzek i ok. 840 artykulow. Czlonek wielu mi4i!dzynarodo- 
wych stowarzyszen filozoficznych. Jest wspolzalozycielem Naukowego Towarzystwa Tomistycz- 
nego w Warszawie. W 1996 r. Ojciec Swi4i!ty Jan Pawel II przyznal Profesorowi Komandori4i! z 
Gwiazdll Orderu sw. Sylwestra Papieza. W latach 1996-97 wykladal goscinnie w Wyzszej Szkole 
Pedagogicznej w Bydgoszczy. 


2 
u
,:X;J
 Nr 5/99 


ko uwierzye, ze Bog w nas realnie przeby- 
wa. Uswiadamiamy sobie naszl wiare jako 
osobowl relacje czlowieka z Bogiem. 
Czym innym jest wiec religijna wiara i 
czym innym rozum. Ojciec Swiety wrocil 
do tematu wiary i rozurnu i omowil je w 
encyklice Fides et ratio. 


Akceptacja tomizmu 
Ojciec Swiety juz jako alumn semina- 
rium duchownego w Krakowie, z kolei jako 
ksildz, biskup i kardynal byl w nieustan- 
nym kontakcie z mysll sw. Tomasza z Akwi- 
nu. Poznawal tez inne fiIozofie. Slady tych 
filozofii w wypowiedziach Papieia wskazu- 
jl wlasnie na fenomenologie, filozofie pod- 
miotu i tomizm. W Lublinie, za czasow 
pelnienia przez Karola Wojtyle funkcji pro- 
fesora etyki, uwazalo sie Ksiedza Profesora 
etyki zarowno za fenornenologa, jak i za 
tomiste. W encyklice Fides et ratio Papiez 
wyroinia mysl sw. Tomasza. 
Czytamy w tej encyklice, ze sw. Tomasz 
uznajlc pierwszenstwo mldrosci jako daru 
Ducha Swietego, rozwaia tez mldrosc filo- 
zoficzn1l jako zdolnose rozumu "do bada- 
nia rzeczywistosci" oraz mldrose teologicz- 
nl, "ktora opiera sie na Objawieniu i bada 
trese wiary" (s. 69). Sw. Tomasz "ukochal 
prawde" i wszedzie jej szukal oraz jl glosil. 
"Moina go nazwae apostolem prawdy". "W 
jego refleksji wymogi rozumu i wiary poll- 
czyly sie w najbardziej wznioslej syntezie" 
i dlatego "zamiarem Magisteruim.oo jest uka- 
zanie sw. Tomasza jako autentycznego wzo- 
ru i jako przewodnikaoo. dla wszystkich po- 
szukujlcych prawdy" (s. 116). 
Filozofia sw. Tomasza "jest.oo filozofil 
bytu" (s. 69). Zalecajlc mysl sw. Tomasza 
Papiez zacheca tez do podejrnowania filo- 
zofii bytu. Nie tylko wiec akceptuje tomizm, 


DOKONCZENIE NA STRONIE 4
>>>
FELIETON 


JAROstAW 
PORAZINSKI 


). 


tj 


P rosze; Panstwa, poniewai nie- 
mal codziennie przechodze; w 
Toruniu obok sklepu z bronil i 
amunicjil, postanowilem oto zasta- 
nowie sie; nad tym skldin\d banal- 
nym faktem. Zastanawiajlc sie; zas 
- chcialbym dojse do jakichS wnio- 
skow, aby naste;pnie przekazae je 
Warn, moim drodzy Czytelnicy. 
Gwoli autorefleksji. 
Otoi rozpoczne; ten wyklad od 
truizmu - nasze iycie jest miano- 
wicie, jak powiadaj\ klasycy, co- 
raz bardziej dziwne oraz urozma- 
icone. Gospodarka rynkowa lub 
kapitalistyczna, ktorl moje poko- 
lenie, czyli dienerejszyn (wczesne 
lata pie;edziesilte!) poznawalo wy- 
I\cznie z literatury (Balzak, Rey- 
mont, Konopnicka, a dla bardziej 
wymagaj\cych - N ewerly lub Mor- 
cinek) stalo sie; nagle faktem... 
Oznacza to po prostu w praktyce, 
ie wszystko albo prawie wszystko 
mozna kupie lub sprzedae za cene; 
obowil\zujl\cl\ na wolnym rynku, 
czyli za tyle- jak twierdzlliberalo- 
wie - ile dajq nabywcy... A dajl\, jak 
wiadomo, roinie - mniej lub wie;- 
cej, no - w kaidym razie zawsze za 
malo. Taki stan rodzi naturalnie 
pewne (okreslone, ze sie; tak wy- 
raie;) konsekwencje spoleczne i 
polityczne. 
Klasycy ekonomii politycznej 
mianowicie jui dawno temu od- 
kryli, ie takze praca czlowieka 
jest towarem, co oznacza, ze pla- 
ci sie; za nil\ tyle, ile jest rzeczywi- 


Archipelag Skarb6w 


scie warta, co tlumaczy 
lub przynajmniej powin- 
no, biezl\ce wydarzenia, w 
mysl zasady, iz byt spolecz- 
ny okresla swiadomosc 
spolecznl\. Strajki, prote- 
sty, glodowki, blokady organizo- 
wane przez ludzi uwazajl\cych sie; 
za marnie (tub w ogole!) oplaca- 
nych, Sl\ zatem w tego typu gospo- 
darce na porzl\dku dziennym. Jest 
tych ludzi - kiepsko oplacanych - 
bardzo duzo, coraz wie;cej i wie- 
cej. Przybywa ich w miare; multi- 
plikowania naszych sukcesow, ale 
to inna historia. W Gazecie Wy- 
borczejprzeczytalem jednak (nie- 
dawno temu - w marcu), ze tzw. 
Wyspa Skarb6w (niektorzy mo- 
wil\ wre;cz 0 raju), ktorej te pro- 
blemy nie dotyczl\ - jednak istnie- 
je! Zamieszkujl\ jl\ ludzie zadowo- 
leni sami z siebie oraz systemu, 
ktory potrafi zapewnie im coraz 
wie;ksze dochody - jest jednak tyl- 
ko 1 % calej populacji. Mlody 
dziennikarz Gazety - autor arty- 
kulu 0 roznicach pokoleniowych 
do ktorego tu nawil\zuje;, stawia 
przy tym teze;, ze to, co naprawde; 
Iiczy sie; w tym systemie, to... pie- 
nil\dze. Nie jest to moze odkryw- 
cze, ale przeciez niezwykle istot- 
ne. Sl oto ludzie, ktorzy potrafil\ 
pienil\dze zarobie lub zdobyc i 
tacy, ktorzy tego nie potrafil\. 
Stl\d, jego zdaniem, rodzi sie; 
nowy podzial na (uwaga!) - klasy. 
Mie;dzy tymi grupami (posiadajll- 
cych pienil\dze i nie posiadajl\- 
cych) jest oczywiscie mur. Oto 
prawdziwy podzial, a nie ten wy- 
imaginowany na mlodych i sta- 
rych, jakby sie; moglo zdawae... 
Ten mlody czlowiek ma natural- 


nie racje;, choe jego wywod na te- 
mat klas spolecznych powinien ra- 
zie ortodoksyjnych marksistow. 
No, niewazne. W kazdym razie jed- 
no wydaje mi sie; w tych rozwaZa- 
niach szczegolnie cenne - mianowi- 
cie szczerose z jakl autor przeka- 
zuje swoje mysli oraz fantastyczne 
przekonanie, ze jest on naprawde; 
dobry w swoim fachu. Jest dzien- 
nikarzem, bo to lubi, ale moglby 
przeciez bye kimkolwiek - jego miej- 
sce na Wyspie jest bowiem, tak czy 
owak, zagwarantowane. To jest, 
moim zdaniem, przekonanie war- 
te rzeczywiscie kazdej wierszowki. 
Ale bycie dobrym (jakkolwiek tego 
nie interpretowac) 0 niczym nie 
przeslldza, wywodzi dalej autor. To 
nie jest kwestia jakiegos tam awan- 
suo Na Wyspie trzeba sie po prostu 
urodzic... Zatem, moi kochani Czy- 
tclnicy, porzuecie wszelkl\ nadzie- 
je;, Nie dla was te japoiiskie leksu- 
sy, niemieckie merce, skory, kom6- 
ry oraz koniaki czy szampany z 
Szampanii. Powinniscie raczej wal- 
czye 0 miejsce na jakims archipela- 
gu. 
No, ale w jakim celu ja prowii- 
dze; ten wywod, zapytacie pewnie 
szanowni Paiistwo? Najkrocej 
mowil\c - po to, aby podniese Was 
na duchu i ulatwie wyb6r odpo- 
wiedniego towaru. Bo jest niedo- 
brze, oj, niedobrze. Wbrew temu, 
co pisalem onegdaj, perspektywa 
powolania uniwersytetu bydgo- 
skiego sie; oddalila! To koszmar, 
ktory w Toruniu odnotowujemy z 
prawdziwll satysfakcjl\ - jak bylo 
laskawe zauwazye srodowisko. 
Koszmar wywolal pewien bydgo- 
ski profesor, ktory napisal sobie 
sam recenzje; z wlasnej ksilzki i 


podpisal innym nazwiskiem, zupe- 
Inie tak, jakby nie mial pismien- 
nych przyjaciol zdolnych napisae 
mu za pare; groszy tekst jeszcze lep- 
szy! Oraz drugi sam siebie tytulu- 
jl\cy protesorel1l a de facto prosty 
doktor- kompilujlCY teksty swoich 
pracownikow! Gazety, bo bylo to 
prawdziwe swie;to prasy, wysnuly 
stlld wniosek, ze oto nastl\pil ko- 
niec marzeii i projektow. 
Tymczasem obaj uczeni me;zo- 
wie walczyli nie 0 zaden uniwer- 
sytet tylko 0 szmal (to jest 0 pie- 
nilldze), czyli 0 swoje miejsce na 
Wyspie lub moze 0 wlasny, nieza- 
leinyarchipelag... 0 jeszcze wie;k- 
szy szmal, dodajmy, bo ich zarob- 
ki byly i bez tego przerazajl\co (jak 
na nauczycielskl\, czy ogolnie bu- 
dzetowl\ biede; oczywiscie) wiel- 
kie. Czy to jednak jest naganne?! 
Nie sl\dze;. W jednym ze swoich 
felietonow (10 sono paparazzo - 
"PP" 12/97), ktory m6wil\c naj- 
ogolniej dotyczyl patologii nauko- 
wych, napisalem proroczo (musze; 
sie; jednak pochwalie i zacytowae): 
Kiedy raz pusci si(? w ruch t(? ma- 
chin(? glupoty i pazernosci, nie b(?- 
dzie iadnych granic. Zycie pozy- 
tywnie zweryfikowalo te; opinie; - 
nie ma granic istotnie. Niestety, 
nie odczuwam z powodu trafnej 
diagnozy zadnej satysfakcji... 
Stoje; sobie przed witrynl\ skle- 
pu z bronil\ i amunicjl\ w Toruniu. 
Kto be;dzie naste;pny? - mysle; so- 
bie - moze ja sam?! Przeciez to 
obrzydliwe... A jednak, a jednak. 
Archipelag czeka... 
Kto nie poczuwa sie; do winy 
niech pierwszy, zamknllwszy oczy, 
rzuci przed siebie kamieniem. Tra- 
fi bez pudla. Zapewniam. 0 


ny po nerkach nie ci'lgne;lo. Bywaly tez i w re- 
nesansie, baroku, bywaly zlocone, rzeibione, 
bywaly troche; dla dekoracji, troche; dla ode- 
plenia, troche; dla splendoru. 
BLONDYNA - kazdy mysli, ze wie co to 
jest BLO NDYN A a Promocje POl1lorskie to nie 
Playboy i zeby zaraz do Slownika Terl1linolo- 
gii Sztuki Dawnej... i na lamy... A wlasnie ze 
tak, bo ta BLONDYNA to takze koronka. 
Taka grubsza, biala lub czarna z otworkami w 
ksztalcie kwiatuszkow, waz, amfor, koszycz- 
kow z poprzecznymi niteczkami. Bardzo po- 
pularna w XVIII wieku we Francji, a od koii- 
ca XVIII wieku takze w Hiszpanii. Pod patry- 
walem kiedys hiszpanskie tradycyjne elegant- 
ki oczekujl\ce przed katedrl\ w Saragossie na 
orszak mlodozeiicow. 0 ludzie, ta duma, to 


48 

 Nr 5/99 


oko strzeliste, ten kruczy kok odepchnie;ty na 
tyl glowy i zwieiiczony czarnym ni to czepcem, 
ni to kokardll z koronkowej BLONDYNY. Ko- 
niec zartow 0 blondynkach, gdy w parade; 
wchodzi hiszpanska duma, god nose, a uroda 
kastylijsko-aragoiisko-nieziemska, z talil\jak u 
osy, oliwkowym, przyrozowionym licem, kro- 
kiem stanowczym i lekkim, zarem w oku i tymi 
wlosami Isnil\cymi czarno-granatowo jak u 
MurilIa, jak u Velasqueza, jak u Goyi. 
Dzisiejszy odcinek wykoiiczony zostanie 
BORDIUIV\ - jak w przyzwoitym gobelinie, 
czy sredniowiecznej miniaturze. BORDIURA 
to jest taki ornamentalny pas okalajl\cy glow- 
nl\ kompozycje; na tkaninie, ale takze na ma- 
lowanym obrazie, czy w plaskorzeibach. Dla 
mnie BORDIURA zawsze w pierwszym mo- 


mencie kojarzye sie; be;dzie ze slynnymi 
Drzwiami Gnieinienskimi. Ostatnio cze;sciej 
eksponowane niz zwykle z okazji rocznicy 
smierci sw. Wojciecha przypominajl\ takze, ze 
niebawem minie rownych 1000 lat od Zjazdu 
Gnieinieiiskiego, od ktorego Polska posrod 
rownym sobie w Europie Otto now stane;la. 
Wpleciono w te; BORDIUR
, niby tylko orna- 
mentalnl\ rame;, mnostwo wiedzy 0 astrologii, 
o kalendarzu, 0 rolnictwie, 0 cnotach, 0 pra- 
cy, 0 duszy, 0 raju. Wszystko wokol narracyj- 
nego cyklu 0 zyciu i smierci sw. Wojciecha. 
Kto juz widzial kilka razy Drzwi Gnieinieii- 
skie, naste;pnym razem stajl\c przed nimi niech 
uwaznie poczyta wy1lcznie BORDIUR
 - te; 
najpie;kniejszl\ w polskiej sztuce. 
MACIEJ OBREMSKI
>>>
- 


DWUDZIESTOLECIE PONTYFIKATU 


Ks.bp 
JAN CHRAPEK 


... 


II' 


'- 


....r" 
F '. 
, 'l '.', 


f " 


P robUjl\C po blisko 20 latach grubymi kre- 
skami podsumowae pontyfikat Jana Pawla 
II nalezy wyjse od krotkiego opisu sytuacji w 
jakiej rozpocZl\I On swojl\ poslugC; Kosciolowi. 
PaZrlziernik 1978 roku to czas kiedy Europa 
byla jeszcze politycznie podzielona zelaznl\ 
kurtynl\. To pierwsza cecha charakterystyczna 
tego czasu. Jednak w rzeczywistosci europej- 
skiej zauwazalo siC; zmc;czenie obu jej czc;sci. 
W swiecie struktur komunistycznych i pochod- 
nych tejze struktury form gospodarki totalitar- 
nej, komunistycznej, zauwazae zaczc;to niewy- 
dol nose tak skonstruowanego systemu. Ta nie- 
wydolnose objawiala sic; najbardziej na polu 
gospodarki rolnej. System komunistyczny wy- 
czerpywal swoje mozliwosci inspirowania zy- 
cia politycznego i kulturowego. Zmc;czenie ob- 
serwowalo sic; takze w czc;sci zachodniej Euro- 
py. Wspoliycie obu tych blokow oparte na wy- 
korzystywaniu sprzecznosci, na wzajemnym 
swoiscie pojc;tym szanta:iu i wspolpracy juz nie 
bylo inspirujl\ce. W swiecie poszukiwaii inte- 
lektualnych zauwazye mozna bylo to, ze pozy- 
tywistyczna koncepcja nauki, prowadzone 
anaIizy w aspekcie socjologicznym, takze nie 
wydaly oczekiwanych skutkow. Przeprowadza- 
no coraz wic;cej analiz, a mniej syntez, ktore 
moglyby inspirowae do dalszych badan. 
W tym kontekscie na Stolicc; Piotrowl zo- 
staje wybrany, ku zaskoczeniu bardzo wielu, 
czlowiek, ktory reprezentowal Europc; Srodko- 
wo-Wschodnil\. Kosciol i narod, ktory przezyl 
gehennc; II wojny swiatowej, obozow i komuni- 
stycznego piekla. Byl to odwaZny gest, ale kie- 
dy Jan Pawel II przyjl\l to wyzwanie czasow oraz 
mak Opatrznosci zdawal sobie sprawc; z powa- , 
gi sytuacji. Obawa przed negatywnymi skutka- 
mi cywilizacyjnych przemian, jakie ze sobl\ przy- 
nosil caly XX wiek. J an Pawel II podczas swoje- 
go pierwszego przemowienia w Watykanie, na 
placu sw. Piotra, wyznajl\c swojl\ wiarc; w Chry- 
stusa, wezwal wszystkich ludzi, aby sic; nie lc;ka- 
Ii. "Nie lc;kajcie siC; Chrystusa, otworzcie drzwi 
waszych serc Jego nauce". Ten apel zaskoczyl 
wszystkich, ale takze przebudzil i myslc;, ze w 


Ks. bp dr JAN CHRAPEK, teolog, specjali- 
sta w zakresie srodkow spolecznej komunika- 
cji, biskup pomocniczy Diecezji Torunskiej, 
wykladal w Papieskim Uniwersytecie Gregorian- 
skim w Rzymie oraz Mi4i!dzynarodowym Cen- 
trum Kultury i Komunikowania w Londynie. Byly 
redaktor naczelny miesi4i!cznika Powsciqgliwosc 
I Prscs. Obecnie wykladowca Uniwersytetu 
Warszawskiego - Wydzial Nauk Politycznych i 
Dziennikarstwa. 


Nauczanie Jana pawla II 


jakiejs mierze wielu uswiadomil fakt pojawie- 
nia sic; czlowieka, ktory potrafi nazwae po imie- 
niu ludzkie niepokoje. Lecz jesli je nazywa, je- 
sli nazywajlc je, nas z tych obaw wyzwaIa, to 
takze dlatego, ze ma konkretnl\ propozycjc;. Jest 
nil\ Chrystus, na ktorego otwierajlc serca i przyj- 
mujl\c Go mozna sil; Nim, Jego naukl\ uboga- 
cie, ubogacie swiat. Kontynuacjl\ tego wyzwa- 
nia byla pierwsza encyklika Jana Pawla II "Re- 
demptor hominis" - odkupiciel czlowieka. Pa- 
piez w tej encyklice charakteryzuje dramatycz- 
ny XX wiek, opisuje jego skutki, wskazujl\c na 
zniszczenia jakie ideologie tego wieku dokona- 
Iy poprzez obozy koncentracyjne, podzialy, sys- 
temy, ktore zostaly na nieh skonstruowane. Jed- 
noczesnie powiedzial swiatu: to prawda, :ie jest 
on popalony, niszczony egoizmami ideologicz- 
no-politycznymi, ale jest Chrystus - OdkupicieI. 
I swoje odkupienie objawia poprzez ludzi, kto- 
rzy umieli dae swiadectwo prawdzie i milosci. 
Ale czlowiek przestraszony, przebudzony tym 
odkryciem skutkow ideologii, w ktore wierzyl i 
w mysl ktorych dzialaI, moze przezye wielki IC;k 
widzqc ogrom spustoszen bC;dl\cych skutkiem 
tych ideologii. Dlatego Jan Pawel II w kolejnej, 
drugiej encyklice "Dives et misericordia" mowi 
prostym jc;zykiem do wspolczesnego czlowieka: 
nie Ic;kaj sic;, Bog jest milosierny. Tylko wtedy 
gdy z miloscil\ milosiernl\ podejmiemy trud za- 
gospodarowania swiata potrafimy budowae cy- 
wilizacjc; milosci, godnll ludzkich pragnien. 
Sprawiedliwose sprawiedliwa najczc;sciej budu- 
je obozy koncentracyjne, sprawiedliwose milo- 
sierna godna jest czlowieka i jest tak:ie sprawie- 
dliwoscil\ tworcZl\. W kolejnej encyklice "Labo- 
rem exercens" Papiez widzqc sprzecznosci swia- 
ta i trudnosci, 0 ktorych wczesniej wspomnia- 
lem pokazuje sposoby zagospodarowania swia- 
la, "Laborem exercens" to encyklika 0 pracy 
ludzkiej. Zrodzona z doswiadczenia polski ego 
Gdaiiska, z dramatu unarzedziowienia pracy po- 
przez koncepcjc; socjaIistycznl\. To byl bardzo 
waZny glos pokazujl\cy sposoby zagospodarowa- 
nia swiata. Ale czlowiek moze zapytae: czy je- 
stem zdolny 0 wlasnych silach to uczynie? Czy 
jestem zdolny owI\ rcceptc; zawartl\ w "Laborcm 
exercens" zrealizowae wysilkiem wlasnego zy- 
cia i odpowiedzialnoscill. Jest taka moZliwose, 
znajdujemy jll w papieskiej encyklice poswic;co- 
nej Duchowi Swic;temu. On jako trzecia osoba 
Boza jest obecny i dllgle odnawia oblicze zie- 
mi. Bez przerwy inspiruje ludzkie myslenie i 
dzialanie. Podejmujllc ten wielki wysilek trze- 
ba otworzye siC; na oZYWCZIl moc Ducha Swic;te- 
go. Wzorem takiej otwartosci na Ducha Swie- 
tego i plynl\cego z tej otwartosci zycia ofiarne- 
go i oddanego jest Maria. D1atego J ej poswic;co- 
na jest pillta z kolei encyklika. Papiez wraca raz 
jeszcze do zachc;ty, takiej bardzo konkrctnej, po- 
kazujl\cej wzorce w liscie apostolskim 0 aposto- 
lach Europy: Metodym, Cyrylu i Benedykcie. 


Pokazuje, ze ci swic;ci glosili Ewangelic; w opar- 
ciu 0 moc Ducha Swic;tego, odpowiedzialni za 
swiat i Kosciol skonstruowali Europc; na trwa- 
lych fundamentach. Wspolczesna Europa za- 
wdzic;cza im daleko idl\cl\ stabilnosc. Wlasnie 
ten list Jana Pawla II ma nam jeszcze bardziej 
pokazae jak budowanie na wierze, na Ewange- 
Iii nie jest zadnl\ utopil\, ale bylo, jest i bc;dzie 
zawsze budowaniem na trwalych fundamen- 
tach bardzo tworczych struktur zycia spolecz- 
nego. W nastc;pnych encyklikach "Centesimus 
annus" i "Solicitudo rei socialis" Ojciec sw. 
wraca jeszcze raz do kwestii spolecznych i po- 
kazuje konkretne sposoby rozwi\zywania 
sprzecznosci politycznych, gospodarczych, kul- 
turowych, ktore przeiywa wspolczesny, zmie- 
niajl\cy sic; swiat. Jan Pawel II tc; receptc; daje w 
oparciu 0 swiatlo EwangeIii, doswiadczenie 
ludzkosci i Kosciola. W encyklikach tych poka- 
zuje nam jak trzeba dzisiaj przede wszystkim 
pomoc czlowiekowi odkrywae prawdc;. ,,verita- 
tis splendor" - blask prawdy, tej pelnej, ktofl\ 
jest Chrystus, a jego odblaski widzimy takze w 
przyrodzie oraz w swiecie ludzkiej mysli. Jak 
lllczye wysilek wiary z rozumem, jak wiarl\ ozy- 
wiae rozum a rozumem urealniae wiarc;? To Sl\ 
linie, ktorymi J an Pawel II znaczy swojl\ poslu- 
gC;. Trzeba tak:ie dodae, ze Papiez zdaje sobie 
sprawc;, jako czlowiek wrazliwosci poetyckiej, 
mistycznej, iz w swiecie mediow elektronicz- 
nych bardzo waznl\ rzeczl\ jest odszukiwanie w 
lokalnych srodowiskach wlasnej tOZsamosci po- 
przcz multiplikowanie obecnoSci. Stlld J ego licz- 
ne pielgrzymki, majl\ce na celu uszanowanie 10- 
kalnosci, tradycji, przebudzenie apostolskim glo- 
sem, pokazanie drogi. W przeddzien globaliza- 
cji Papiez poszczegolne regiony swoimi piel- 
grzymkami nie tylko budzi, ubogaca, ale tak:ie 
ich problematykc; innym przybliza. W ten oto 
sposob AfrykC; przyblizyl europejskim zaintere- 
sowaniom. Podobnie jest z AmeryklllaciiiskC\, 
gdzie Papiez pokazuje bogactwo roznych Ko- 
sciolow, jak wiara zostala zakorzeniona w roz- 
ne kultury, inaczej, ale zawsze inspirujl\co. Po- 
kazuje jak bardzo potrzeba wzajemnej otwar- 
tosci, uczenia sic;. To jest jeden z wymiar6w jego 
poslugi. My w Polsce mamy szczegolny rodzaj 
wdzic;cznosci spogll\dajllc na to dwudziestole- 
cie pontyfikatu. Bo przez lata Papiez mowil za 
nas, w naszym imieniu, nazywal to, co w nas bylo 
nie nazwane. Nazwal nasze pragnienia, ktorc siC; 
zrodzily i skumulowaly w Gdansku slowem soli- 
darnose streszczajl\cym w momencie komuni- 
stycznych podzialow, glC;biC; humanistycznych 
pragnieii. Ten zryw robotnikow, bunt, mial dzie- 
ki temu tak bardzo ludzkll twarz. Przebudzal 
call\ Europe Srodkowo-W schodnil\, bez przemo- 
cy obalil berliiiski mur. Jan Pawel II budzllc na- 
szI\ wrazliwose, godnosc, nazywajl\c w nas na- 


DOKONCZENIE NA STRONIE 4 


Nr5/99 

 3
>>>
W HOlDZIE OJCU SWI E; TEMU 


Miydzy drzewami 
bor6w 
w plenerach Italii 


[00'] 
VIII. 
Zawieszone na wzgorzach i zboczach 
lesne polany Borow 
przypominajl\ klasztorne dziedzince 
wloskiego nieba. 
Muzyka starych budowli 
oraz starych drzew 
tchnie takl\ saml\ ciszil, 
ktorl\ modll\ siC; i spiewajl\ 
mnisi toskaiiskich cyprysow, 
i jalowcow w Borach. 
IX. 
Wertujl\c kartki wspomnien 
ogll\dajllc barwne fotografie 
z podroiy po Wloszech 
w mej pamieci jak zywy 
niepowtarzalny wieczor 
na Placu Swic;tego Piotra w Rzymie 
i zapalone swiatelko w oknie 
- znak, ze Ojciec Swiety Jan Pawel II 
jest obok 
tak blisko. 
Jakie czc;sto, 
obraz tamtego wieczoru 
naklada sic; ze wspomnieniami 
mojego pierwszego pleneru malarskiego 
na Kaszubach, we Wielu. 
Przebiegal on 
w czasie 
Pierwszej Pielgrzymki 
Ojca Swic;tego Jana Pawla II 
do Ojczyzny. 
Zaszyty 
w porosnic;te lasem i wrzosem 
wzgorza Kalwarii Wielewskiej 
malowalem pejzaz 
tego przejmujl\cego 
swym dramatycznym pic;knem 
zakl\tka. 
Z radia plync;ly 
slowa 
Jego homilii. 
- Byly one 
niby galllZka nadziei 
przyniesiona przez 
swic;tego ptaka 
w czasach potopu. 
Po latach, 
przekonalismy sic;, 
ze owa galllzka 
nie tylko 
listek nadziei 
nam niosla 
ale takie 
owoc 
i 
ziarno - 


JAN SABINIARZ 


Bory Tucholskie, kwiecieii 1999 


4 
.,;u:.a
 NrS/99 


DOKONCZENIE ZE STRONY 2 


lecz takZe do niego zacheca. Wyrazajlc hold 
sw. Tomaszowi, zarazem sklada hold jego 
mysli, nazywanej tomizmem. 


Dziala1no4
 duszpastenka 
Karol Wojtyla uprawial etyke czyli filo- 
zoficznl refleksj
 nad wartoscil moralnl 
swiadomych czynow czlowieka. Sedzil tych 
czyn6w jest sumienie. Refleksja nad tymi 
czynami miala postac filozofii podmiotu, z 
czasem napedu dzialalnosci duszpasterskiej 
jako konfrontowania sumienia ludzi z zy- 
ciem Chrystusa. 
To, co Jan PawellI wie 0 czlowieku i 
Chrystusie nie tylko wyznacza kierunki J ego 
dzialalnosci duszpasterskiej, lecz takZe czy- 
ni Papieza niezwyklym duszpasterzem. On 
sam wprost powoduje osobiste spotkania 
ludzi z Chrystusem mOCl swego trafnego 
slowa i przykladu. Uczy wiary, nadziei i mi- 
losci oraz sam posredniczy w spotkaniu lu- 
dzi z Chrystusem. Dzieki temu wyprowadza 
ludzi z leku. Jednak wlaSciwym napedem 
dzialalnosci duszpasterskiej Papieza jest 


osobiste uwierzenie Chrystusowi i poglebie- 
nie tej osobistej relacji wskazaniami Ewan- 
gelii ukazywanymi przez Kosci61 katolicki. 
To wlasnie katolicyzm i jego wersja praw- 
dy, pozwolily Papiezowi uzyskac te miare 
swiadectwa, przy pomocy ktorego kieruje 
do Chrystusa miliony serc. Jan Pawel II 
uzyskal to, co nie wszystkim si
 zdarza, a 
mianowicie calkowitl zgodnosc myslenia i 
dzialania, teorii i praktyki. Spoistosc mysli 
i swiadectwa wiary dajl taki skutek, ze spo- 
tkanie z Papiezem nawraca ludzi. Jednak 
nie tyle nawraca On przez SWl duszpaster- 
skl dzialalnosc, lecz zgodnie z tym, ze "dro- 
gl Kosciola jest czlowiek". Gleboko wierZl\- 
cy czlowiek jest nauczycielem wiary. A Jan 
PawellI ponadto jako nastepca sw. Piotra 
umacnia ludzi w wierze. Widoczny dla 
wszystkich na wyzynach papiestwa, przycill- 
gajlcy uwage, przychodzlcy do narod6w, 
krajow, panstw, miast, do ludzi, swojl wia- 
rl\, nadziejl i miloscil otwiera na milosc, 
ktorl Bog wnosi w czlowieka. ZastepujlC 
na ziemi Chrystusa pelni kaplanskl role 
posrednika w osobistym spotkaniu czlowie- 
ka z Bogiem. 


MIECZYSl..AW GOGACZ 


DOKONCZENIE ZE STRONY 3 


sze t
sknoty, zachecal abysmy humanistycznie 
i po bozemu dokonywali przemian. Za nas mo- 
wil w okresie stanu wojennego, a w 1991 roku 
przestrzegal nas p
ed i1uzjami emocjonalnie 
traktowanej wolnosci. Mowil, ze wolnose bez 
odpowiedzialnosci moze sic; stae swawoll\, jeze- 
Ii wolnosci nie potmfimy zagospodarowae zgod- 
nie z drogowskazami 10 przykazaii, to ona ob- 
roci si
 przedwko nam. W tym miejscu mamy 
wielkie poczucie wdzic;cznosci, bo oto swojl\ 
nadzwyczajnl\ poslugl\ pokazal glC;biC; ducha 
narodu, ktory wyrosl z korzeni mc;czeiiskiej 
smierci Wojciecha, z mc;czenskiej krwi Polakow 
waIczllcych na roznych frontach, "za nasz\ i 
waszll wolnose". Walczyli 0 Europc; pod Legni- 
Cll, Wiedniem, bronili przed sowietami pod Ra- 
dzyminem. Papiez wyrastajl\c takze z tych ko- 
rzeni stal sic; jednoczesnie ambasadorem nasze- 
go narodu, wzorcem realizacji bogactwa tysil\c- 
letniej naszej kultury, symbolem zatroskania 0 
wspolczesnose. 
W calej posludze Jana Pawla II oprocz pra- 
gnienia przebudzenia "czlowieka w czlowieku", 
oprocz pragnienia reewangeIizacji narodow 
dawno ochrzczonych i ewangeIizacji nowych 
przestrzeni zycia, oprocz pragnienia poglc;bie- 
nia religijnego wspolczesnie wierzl\cych, wiel- 
kiego wysilku wprowadzenia ducha Soboru 
Watykaiiskiego II:
est takie wysilek na rzecz 
przetlumaczenia pokladow ewangelicznych na 
jc;zyk inicjatyw spolecznych. Ten wysilek wyra- 
zil siC; w wymiarze spolecznych encyklik i ak- 
centow spolecznych, kt6rych wiele bylo w na- 


uczaniu podczas Jego pielgrzymek. Poza tym 
Ojciec sw. nie zapomina 0 jeszcze jednej sferze, 
bardzo wainej, 0 szkole, uniwersytecie, 0 sze- 
raka pojc;tym wychowaniu. Przeciez szkoly zro- 
dzone zostalyw tradycji koscielnej, mySlc; 0 daw- 
nych parafiach i domach zakonnych. Dzis, kie- 
dy pozytywistyczna koncepcja nauki sic; wyczer- 
pala trzeba sobie na nowo uSwiadomie, iz uni- 
wersytet to wielka swilltynia, w ktorej studenci 
pod kierunkiem mistrzow, w pokorze poszuku- 
jll elementow prawdy, odblaskow pic;kna w swie- 
cie. Cala przyroda i owoce ludzkiej nauki to jest 
odblask prawdy Boga, jego pic;knej mlldrosci. 
Jan Pawel II okresla uniwersytet jako sanktu- 
arium poszukiwania prawdy. JeSli uniwersytet 
zagubi swojl\ swic;tose, bo prawda jest swic;ta, i 
zacznie prawdy poszukiwae koniunkturalnie, to 
sic; desakraIizuje, wulgaryzuje, staje siC; koniunk- 
turalnl\ fabrykl\, produkujl\cl\ intelektualnl\ ma- 
sowkC;. Dlatego Jan Pawel II, czlowiek nauki, 
poetyckiej wrazliwosci, szczegolnll uwagC; przy- 
wil\zuje do swiata nauki, do uniwersytetu. Wy- 
rasta przeciez z doswiadczen JagielIoiiskiej 
Wszechnicy, z wysilku streszczonego w poslu- 
dze Mikolaja Kopernika. Oto Kopernik intelek- 
tern przedarl sic; przez obszary kosmosu, odkryl 
zasady jego dzialania. Jak sam we wstc;pie do 
De revolutiollibus pisze, pomocna mu w tym 
byla wiara. Wiara rozSwietIala przestrzenie ko- 
smicznych struktur, pozwalala mu dostrzec me- 
chanizm dzialania cial niebieskich. Nie byla 
sprzeczna z rozumem. Rozum dawal wierze 
Kopernika ogromnl\ moc reaIizmu. Z tego do- 
swiadczenia rowniez wyrasta Jan Pawel II. 
Ks. bp JAN CHRAPEK
>>>
WVZSZA SZKOlA PEDAGOGICZNA 


JANUSZ 
OSTOJA- 
-ZAGORSKI 



A
' 
\. J 


nie roznych stref okupowanego srodowiska. 
Udzial i1osciowy wszystkich rodzajow eksploata- 
cji srodowiska zalezal rzecz jasna od mozliwosci 
oraz potrzeby danej zbiorowosci lokalnej, od za- 
sobnosci srodowiska, wyposa:ienia w narzedzia, 
gc;stosci zaludnienia, a tak:ie od tradycji kulturo- 
wych. 6wczesny system eksploatacji srodowiska 
przyrodniczego charakteryzowae zatem musiala 
duza elastycznose, latwose do przechodzenia od 
gospodarowania z przewagq technik ekstensyw- 
nych do intensywniejszych i odwrotnie. 


nych badaii osadniczych dla obszarow calej 
Wielkopolski sprawia, iz opierae musimy siC; na 
wynikach badan prowadzonych w wybranych 
mikroregionach osadniczych. Na podstawic wy- 
nikow uzyskanych w trakcie tych badan, przy- 
jl\e mo:iemy, iz na zapleczu rejonow glownej eks- 
ploatacji gospodarczej, a wic;c wysoczyznach i 
w polozonych tam dolinach malych ciekow 
wodnych, stosowano bardziej ekstensywne for- 
my gospodarki produkcyjnej, a wic;c: uprawy 
lesno-odlogowe oraz wc;drowny wypas stad zwie- 


Czlowiek i przyroda w epoce brqzu 
na Nizinie Wielkopolskiej(2) 
Gospodarcza dzialalnosc czlowieka w epoce brqzu i wczesnej epoce zelaza 


T eren y Wielkopolski byly intensywnie zasie- 
dlane zarowno w neolicie (mlodsza faza epi- 
ki kamienia) jak i we wczesnych fazach epoki brq- 
zu. Dzialalnose gospodarcza populacji neolitycz- 
nych i z wczesnej epoki br\zu wywolywae mogla 
powazne, chociaz ograniczone przestrzennie, 
zmiany w srodowisku przyrodniezym. W tym cza- 
sie dominowal bowiem ekstcnsywny system upra- 
wy ziemi polegaj\cy na regularnym stosowaniu 
techniki wypaleniskowej i zwi\zanej z tym szyb- 
kiej rotacji pol. Wypalanie coraz to nowych od- 
cinkow lasu w celu uzyskania terenow uprawo- 
wych doprowadzie musialo do znacznych, lokal- 
nych wylesieii. Wypas zwierzllt, glownie bydla i 
owicc byl niew\tpliwie dodatkowym czynnikiem 
utrwalajllcym przestrzenie otwarte. Widzimy 
wic;c, iz w zalozeniach systemu wczesnorolnicze- 
go tkwi! szczegolny paradoks. I chociai jego po- 
wstanie i skutccznose gospodarcza zwillzana byla 
z lasem, to jednak w praktyce polegal na niszcze- 
niu jego zasobow. W Iiteraturze specjalistycznej 
przyjmowana jest teza, iz u schylku neolitu i na 
poczqtku epoki brl\zu doszlo na terenach Wiel- 
kopolski do zalamania siC; stalego osadnictwa rol- 
niczego i dominacji grup opieraj\cych swojl\ go- 
spodarkc; na wc;drownym i polwc;drownym pa- 
sterstwie. Szczegolowa analiza diagramow pylko- 
wych z Wielkopolski nie potwierdza jednak tych 
sugcstii, Wprawdzie slady dzialalnosci osadniczej 
Sq slabsze, to jednak szereg danych wskazuje na 
istotnll rolc; uprawy ziemi w lokalnych systemach 
gospodarczych. Przyjlle wic;c mozemy, iz w epo- 
ce brllZU na terenie Wielkopolski uksztaltowal 
siC; juz w pelni system wielorodzajowej eksplo- 
atacji srodowiska przyrodniczego charakteryzu- 
j\cy sic; rownoleglym wykorzystaniem wielu stref 
ekologicznych, przy roznorodnych technikach 
gospodarki produkcyjncj i przyswajalnej. W srod- 
kowej fazie epoki brllzu okolo 1400 roku p.n.e. 
na terenach historycznej Wiclkopolski pojawia- 
j\ sic; tworcy tzw. kultury lUZyckiej. Gospodarkc; 
"luzyck\" cechowalo rownoczesne stosowanie 
roznych technik eksploatacyjnych, tak produk- 
cyjnych, jak i przyswajalnych. Ta elastycznose go- 
spodarki umozliwila czlowiekowi wykorzystywa- 


Prof. dr hab. JANUSZ OSTOJA-ZAGORSKI, 
archeolog, kierownik Zakladu Archeologii I Hi- 
storii Starozytnej WSP w Bydgoszczy, pracow- 
nik naukowo-badawczy Instytutu Archeologli 
I Etnologii PAN - Oddzial w Poznaniu. 


W mlodszych fazach epoki brllZU wykszta- 
lei! siC; na obszarach Wielkopolski system gospo- 
darczy, ktory byl podatny na dokonuj\ce siC;, w 
poszczegolnych mikroregionach osadniczych, 
zmiany zaludnienia. Warunki ekologiczne pa- 
nujl\ce w calej Europie Srodkowej nie dopusz- 
czaly jednak do powstawania znacznych roznic 
w zaludnianiu poszczegolnych obszarow. Jed- 
nak w niektorych regionach Wielkopolski - np. 
na palukach, pod koniec epoki brllZu wystc;po- 
waly znaczne koncentracje osadnictwa. Inten- 
syfikacja zasiedlania tych regionow willzala siC; 
z powstaniem i funkcjonowaniem osiedli obron- 
nych typu biskupinskiego, Przy takiej struktu- 
rze demograficznej (w grodach i najblizszych ich 
okolicach mieszkalo okolo 1500 osob) gospodar- 
ka opierae sic; musiala na intensywniejszych 
technikach uprawy ziemi, hodowli zwierz\t, 
zbieractwie, lowiectwie i rybolowstwie. Objc;cie 
po raz pierwszy obszarow Wielkopolski przez 
spoleczeiistwa tego samego "cyklu kulturowe- 
go" mialo doniosle znaczenie dla daIszych dzie- 
jow ziem lezllcych w dorzeczu Odry i Wisly. W 
tym czasie doszlo bowiem do powic;kszenia siC; 
terenow okupowanych przez czlowieka do nie- 
spotykanych wczesniej rozmiarow, a takze nie- 
omal rownoczesnie do znacznej stabilizacji za- 
siedlania. W porownaniu ze stanem dzisiejszym, 
obszary Wielkopolski zasiedlone byly w znacz- 
nie mniejszym stopniu. Gdybysmy spojrzeli na 
interesujllce nas ziemie, zasiedlane przez czlo- 
wieka pod koniec epoki br\zu, z lotu ptaka, to 
moglibysmy dostrzec przede wszystkim prze- 
strzenie pokryte zwartymi lasami, z wyodrc;bnia- 
jl\cymi siC; gdzie niegdzie wyspami lasu przeswie- 
tIonego, w obrc;bie ktorych znajdowaly siC; po- 
lanki: nieco wic;ksze z osiedlami i okalajl\cymi 
je ogrodkami oraz otaczajllce je male poletka 
upraw lesno-odlogowych i pastwisk. Byly to mi- 
kroregiony osadnicze roznej wielkosci. Wielo- 
kierunkowy system gospodarczy panuj\cy w 
epoce br\zu pod koniec tcj epoki charakteryzo- 
wala, jak wspominalem, zdolnose do wykorzy- 
stywania rozmaitych srodowisk przy zauwaZaI- 
nej jednoczesnie tendencji do preferencji sro- 
dowisk okreslonego typu. Rozmieszczenie osad 
stalych swiadczy, iz byly to przede wszystkim 
strefy dolin rzecznych i jeziornych, gdzie miala 
miejsce najbardziej intensywna eksploatacja 
zwillzana ze stalymi uprawami ogrodowymi. 
Brak zakrojonych na szersZIl skalc; archeologicz- 


rZl\t. Strefy gospodarczej dzialalnosci czlowie- 
ka wyznaczaly tu slady osad sezonowych i do- 
raznie zakladanych obozowisk. Przy tego rodza- 
ju eksploatacji srodowiska przyrodniczego Iiczye 
siC; musimy z periodyczn\ zmian\ miejsc zamiesz- 
kania, czc;sto w przypadku osad sezonowych i od- 
powiednio rzadsZll (co kilka lub kilkadziesi\t lat) 
w przypadku osad stalych. Jak wykazaly arche- 
ologiczne badania mikroregionalne prowadzone 
w kilku rejonach Wielkopolski, zmiany miejsc za- 
mieszkiwania i lokalne modyfikacje gospodarki 
odbywaly siC; stale w obrc;bie tego samego mikro- 
regionu. W tym wypadku miejscami stabilnymi 
wyznaczaj\cymi funkcjonowanie danych wspol- 
not lokalnych byly rozlegle cmentarzyska cialo- 
paine uzytkowane przez kilkaset lat. StabiIizacja 
osadnicza w ramach poszczegolnych stref Wiel- 
kopolskich prowadzie musiala w niekt6rych okre- 
sach do pojawienia siC; pewnych nadwyzek lud- 
nosci. Jezeli gc;stose zaludnienia w danym mikro- 
regionie osadniczym przekraczala progowll war- 
tose 20 osob na km kwadratowy dochodzi!o do 
podzialu wspolnot gospodarczych na mniejsze 
grupy i migracji czc;sci ludnosci na inne tereny. 
Okolo V wieku p.n.e. doszlo na obszarach 
Wielkopolski do zalamania sic; dotychczasowe- 
go systemu gospodarczego, Upadly wowczas ge- 
neralne stare struktury kulturowe, przestala bye 
uZytkowana wic;kszose cmentarzysk, grody typu 
biskupinskiego, a takze wic;ksze osady nieobron- 
ne zostaly opuszczone. Zjawiskom tym towarzy- 
szylo rozprzestrzenianie sic; nowych wzorow kul- 
turowych (ekspansja archeologicznej kultury po- 
morskiej). Przyczyn tego kryzysu nie udalo sic; 
jak do tej pory wyjasnie w sposob zadowalaj\cy. 
Wydaje siC;, iz rolc; zasadnicZll w przypadku nic- 
ktorych regionow Wielkopolski odegraly przyczy- 
ny wewnc;trzne. Do najbardziej istotnych mozna 
zaIiczye z jedncj strony zmianc; formy eksploata- 
cji srodowiska przyrodniczego wymuszon\ pogor- 
szeniem siC; klimatu, z drugiej natomiast "zuzy- 
ciem" siC; specyficznego, wypracowanego pod 
koniec epoki brllzu zespolu norm spolecznych. 
Warto tu podkreslie, iz kryzys ow obejmuje w tym 
czasie znaczne obszary Europy Srodkowej wplyw 
mialy tak:Ze i uwarunkowania zewnc;trzne. Na 
przelomie V/IV wiek p.n.e. zalamaly sic; tak roz- 
wijaj\ce siC; do tej pory kultury halsztackie, Sta- 
ry system spoleczno-gospodarczy zastllpiony zo- 
staje nowym, opartym na wzorach kulturowych 
wypracowanych przez ludy celtyckie. 0 


Nr5/99 

 5
>>>
UNIWERSYTET MIKOlAJA KOPERNIKA 


ROMAN 
BACKER 


'..... 


... 
\ 



 


T o angielskie slowo nie oznacza czyszcze- 
nia, choc niewltpliwie moze sie takie 
skojarzenie trafiae. Clear to jasny, przejrzy- 
sty, przezroczysty. Clearingw polityce ozna- 
cza, iz ludzie pelnilcy waZne stanowiska 
panstwowe powinni miee biografie, elemen- 
tarne fakty z zycia osobistego, poglldy i za- 
patrywania przezroczyste dla opinii publicz- 
nej. Oznacza to, ze politycy powinni ujaw- 
niac nie tylko swoj stan majltkowy, ale i 
zwykle wstydliwie pomijane fakty ze swo- 
jej biografii, swoje slabosci i ciemne strony 
charakteru. Z natury dzialalnosci politycz- 
nej wynika r6wniez, iz musZl\ przedstawiae 
swoje poglldy, opinie, a tym samym i syste- 
my wyznawanych, przestrzeganych oraz glo- 
szonych wartosci. Tym samym zmiana tych 
ostatnich rowniez musi bye publicznie ogla- 
szana. Istotnl bowiem Czescil dzialalnosci 
politycznej jest przeciez przekonywanie 
opinii publicznej do takich, a nie innych 
rozwilzan. Nie spos6b tego robie bez ujaw- 
niania swoich wlasnych poglldow. 
Ta przezroczystosc zyciorys6w i pogll- 
dow nie jest wymyslem bezsensownym. 
Obywatele muszl miec pewnosc, ze powie- 
rzajl reprezentowanie swoich interes6w 
tym, do ktorych mogl miec zaufanie. Mu- 
szl miee zatem pewnosc, iz sl oni ludzmi 
odpowiedzialnymi, racjonalnie dzialajlcy- 
mi i nie ulegajlcymi slabosciom. Jesli zas 
kiedys w chwili slabosci popelnili blld, to 
poprzez jego ujawnienie nikt obcy nie moze 
danego polityka zaszantaZowac. W dodat- 
ku ujawnienie bledu, nieprzemyslanego 
bldz nieetycznego dzialania zwykle bywa 
pollczone z mniej lub bardziej wyraznymi 
oznakami skruchy. Tego typu akt ekspiacji 
daje duzl gwarancj
, iz wyzej opisane dzia- 
lania juz wiecej sie nie powtorzl. 
Zasada clearingu jest zatem jednym ze 
sposob6w ci'lglego sprawdzania, a tym sa- 
mym gwarantowania lojalnosci wysokich 
urz
dnikow panstwowych i wobec wla- 
snych obywateli, i wobec panstwa. Jesli jest 
pewnose, iz czyn wstydliwie ukrywany i tak 
wyjdzie na powierzchni
, zostanie rozglo- 
szony, a sprawca potepiony, to sklonnose 
do popelniania tego typu czyn6w b
dzie 
zawsze 0 wiele mniejsza, niz w przypadku 
istnienia duzej dozy bezkarnosci. 
Clearing w krajach 0 utrwalonej demo- 
kracji dotyczy zwykle czynow powszechnie 
potc;pianych lubji traktowanych jako karal- 


6 
')3:;}
 Nr 5/99 


ne. Nalezl zatem do nich najczesciej zlo- 
dziejstwo (a wi
c np. wykorzystywanie srod- 
k6w publicznych dla cel6w prywatnych), 
korupcja, kontakty ze srodowiskami prze- 
st
pczymi (np. mafil), wykroczenia drogo- 
we, rozmaitego typu uzaleznienia, nie- 
ostroznose moglca spowodowac ujawnie- 
nie tajemnic panstwowych. Tak wiec, np. 
bardzo giosna w latach 60. byla afera lorda 
Profumo, kt6ry chadzal do luksusowej pro- 
stytutki przyjmujlcej r6wniez radzieckiego 
"dyplomate". Nie oznacza to jednak auto- 
matycznego eliminowania ze sceny publicz- 
nej tych politykow, ktorzy nie byli wierni 
swoim zonom. Kanclerz Niemiec i jego mi- 
nister spraw zagranicznych, a wi
c szefowie 
rz\dZl\cych obecnie partii majljuz czwarte 
zony. Prezydent Francois Mitterand dopie- 
ro pod koniec zycia pojawil sie publicznie z 
pozamalzenskl c6rkl i wszyscy przyj
li to 


ze zrozumieniem. Podobnie tolerancyjni Sl 
juz teraz Amerykanie (Bill Clinton i szereg 
pan), choc jeszcze niedawno Edmund Mu- 
skie Musial zrezygnowac z kandydowania 
na prezydenta, gdyz udowodniono mu nie- 
wiernosc. 
Nieco inaczej sytuacja przedstawia sie z 
odmiennymi orientacjami seksualnymi. W 
Wielkiej Brytanii bylo to jeszcze niedawno 
skrzetnie skrywane. W tej chwili powszech- 
nie wiadomo, ktory z ministr6w gabinetu 
Tony Blaira nie jest heteroseksualistl i nikt 
z wyjltkiem zony Slobodana Miloszewicza 
nie czyni z tego powodu najmniejszych alu- 
zji. Podobnie jest w Skandynawii, gdzie jed- 
na z pan minister miala powazne problemy 
alkoholowe i po wyrwaniu sie z nalogu wy- 
borcy nie widzieli przeszk6d, by rezygno- 
wac z jej umiejetnosci. Zarowno te publicz- 
nie znane trwale orientacje seksualne, jak i 
przezwyciezone nalogi Sl dobrym przykla- 
dem z jednej strony zastosowania zasady 
clearingu, jak i powszechnej tolerancji oraz 
masowO podzielanej wiary w zdolnosc czlo- 
wieka do przezwyciezenia zla. 
Inaczej sprawa sie ma w mlodych demo- 
kracjach. Poziom bezprawia w systemach 


autorytarnych, a tym bardziej totalitarnych 
jest bardzo wysoki. Jesli nie ma rynku kon- 
sumenta, to powszechne sl nie tylko kolej- 
ki, ale i przekupstwo oraz znajomosci. 
Wsp6lpraca z tajnl policjl politycznll nie 
jest donosicielstwem, ale spelnianiem obo- 
wilzku. W takiej sytuacji nowa demokra- 
cja niekiedy puszcza wiele spraw w niepa- 
mi
c. W II Rzeczypospolitej nie byla zatem 
karana sluzba w armiach zaborczych, czy 
zwyczajowa w Kongres6wce korupcja. Jed- 
nakze ostro karano za te same czyny popel- 
nione juz po odzyskaniu niepodleglosci. 
Osobnym problemem jest lustracja w III 
Rzeczypospolitej. Do niedawna moraine 
potepienie ludzi wspolpracujlcych z tajny- 
mi sluzbami policji politycznej bylo pollczo- 
ne z r6znymi odmianami pOOb ujawniania i 
potepiania ludzi oskarZanych 0 podejmowa- 
nie takiej wspolpracy. Tymczasem na pod- 
stawie od niedawna dzialajlcej ustawy lu- 
stracyjnej nie mozna karac za fakt bycia 
funkcjonariuszem bldz tajnym wsp61pra- 
cownikiem tych sluzb. J edynl mozliwoscil 
jest podanie nazwisk os6b przyznajlcych sie 
do wsp61pracy do publicznej wiadomosci. 
Jesli opinia publiczna, wspolpracownicy i 
zwierzchnicy uznajl, iz nie stanowi to pro- 
blemu, to taki czlowiek nie zmienia ani 
swojego stanowiska, ani tym bardziej pozy- 
cji spolecznej. Karane jest zas podanie nie- 
prawdy, tak jak to jest w przypadku kaZde- 
go klamstwa zamieszczanego w dokumen- 
tach i oswiadczeniach urzedowych. Tak 
wiec nie karze sie za czyny popelnione w 
przeszlosci, ale za chec ich ukrycia. Jesli 
bowiem ktos ukrywa swojl przeszlosc, to 
tym samym jest dogodnym obiektem szan- 
tazu. Panstwo nie moze zatem liczyc na jego 
lojalnosc i odpowiedzialnosc. Zrezygnowa- 
no zatem z pr6b karania bldz ograniczania 
praw publicznych os6b ktore popelnily w 
przeszlosci, wedlug dzisiejszych standar- 
dow, czyny nieetyczne. Jest to zgodne nie 
tylko z zasadl nie dzialania prawa wstecz, 
ale i z elementarnl zasadl stabilnosci spo- 
lecznej. Nie spos6b probowae karac za cos, 
co bylo udzialem kilkuset tysiecy ludzi. Dla 
sprawnego funkcjonowania panstwa ko- 
nieczne jest jednak stosowanie zasady cle- 
aringu. W innym przypadku moglibysmyw 
bardzo latwy sposob znalezc sie w obszarze 
silnego oddzialywania agenturalnego nie- 
przychylnego nam mocarstwa. 
Clearing jest Polsce bardzo potrzebny. 
Musi on jednak polegac nie tylko na wywo- 
lujlicej bardzo silne emocje lustracji, ale i 
na rzetelnym sprawdzaniu i ujawnianiu 
wszystkich pozostalych element6w biogra- 
fii waZnych urzc:dnik6w panstwowych. Pol- 
ska zasluguje na to, by bye l'ZIidzona przez 
osoby uczciwe, bez uzaleznien i rzetelnie 
dbajlice 0 dobro publiczne. 0
>>>
WVZSZA SZKOlA PEDAGOGICZNA 


MIECZVstAW 
WOJTASIK 


-- 
.
., . 


1i 



 " 

 t..., .... 
..., ' \''- 


.... 


P ochodzenie czlowieka - czy jest dzielem 
Stworcy, czy udoskonalonl\ w procesach 
ewolucji malpl\ - to niewl\tpliwie najbardziej 
ekscytujlCY dylemat w mysleniu wspolczesne- 
go czlowieka. 
Po opublikowaniu przez Karola Darwina w 
roku 1859 pracy pt. 0 powstawaniu gatunkow 
ruszyla lawina sl\dow i przekonan, ze czlowiek 
jest niezym wic;cej niz zmodyfikowanym potom- 
kiem malpoksztaltnych istot. Doktrync; ewolu- 
cyjnl\z wielkl\gorliwoscil\poparli ateisci i wszel- 
kiej masci przeciwnicy chrzescijaiistwa. Machi- 
na propagandowa wytrwale przekonywala Wltt- 
pillcych, ze ewolucjonizm jest nie do podwaze- 
nia. Niektorzy chrzescijanie wskutek tego po- 
czuli potrzebc; reinterpretacji biblijnych zapi- 
sow, zeby je "podbudowae naukowo". Jednym 
z nich byl jezuita Teilhard de Chard in, wedlug 
marksistowskiej hagiografii czolowy filozof 
nowego czasu, ktory twierdzil: Ewolucja nie jest 
tylko hipotezq czy teoriq. Jest ona podstawowym 
warunkiem, kll ktoremll wszystkie teorie, 
wszystkie hipotezy, wszystkie systemy muszq siC 
naginac i ktory muszq spelniac, jesli l1lajq bye 
w og61e moiliwe do pomyslenia i prawdziwe. 
Za ewolucjonizmem opowiedzieli sic; teZ inni 
slawni uczeni, na przyklad Thomas H. Huxley, 
zwany "buldogiem Darwina", w pracy pt. Sta- 
nowisko czlowieka w przyrodzie (1863) stwier- 
dzil, ze proces ewolucji dotyczy rowniez czlowie- 
ka. Tak sarno autor pojc;cia ekologia i pierwszej 
definicji przedmiotu bad an tak zwanej dyscypli- 
ny naukowej Ernest HaeckeI. Namalowal on 
drzewo genealogiczne czlowieka, ukazujllce, 
krok po kroku, jego rozwoj z krolestwa zwierzl\t. 
Poniewaz ewolucjonizmowi brakowalo dosta- 
tecznej liczby dowodow rzeczowych, w postaci 
skamienialosci szczlltkow hominidow, Haeckel 
wymyslil hipotetyczne stworzenie, ktorym wy- 
pelnil lukc; pomic;dzy czlekoksztaltnl\ malpl\ z 
okresu mioceiiskiego a czlowiekiem plejstoceii- 
skim. Swoj wynalazek nazwal: Pithecanthropus, 
czyli malpolud. Pozostalo zatem pojse w swiat i 
przekopac co sic; da, aby pokazae wszem i wo- 
bec, ze malpoludy istnialy. 
Nastal wiek dwudziesty i oto historia ludz- 
kosd spoczc;la na takich to filarach: czlowieku 
z Nebraski, czlowieku z Piltdown, czlowieku 
jawajskim oraz pekinskim. Do skonstruowa- 
nia pierwszego fiIaru wystarczyl nietypowy zllb 
trzonowy, znaleziony w N ebrasce w 1922 roku, 
kt6rego jeden wybitny profesor Muzeum'Histo- 
rii Naturalnej w Nowym Jorku uznal za nalez- 
nose stworzenia bc;dl\cego polmalPil i polczlo- 
wiekiem. Inni specjalisci poparli ten konstrukt 


Dr hab. inz. MIECZYSLAW WOJTASIK, prof. 
Wyzszej Szkoly Pedagogicznej w Bydgoszczy, 
Katedra Biologil i Ochrony Srodowiska. 


i odtl\d Ameryka mogla bye dumna z posiada- 
nia rodzimego malpoluda... przez cale pit;t lat. 
Bowiem, w rezultacie dalszych odkrye okazalo 
sie, Ze niezwykly zl\b, na ktorym zbudowano 
czlowieka z Nebraski, pochodzil nie od do- 
mniemanego malpoluda, lecz od pekari, czyli 
pewnego gatunku dzikiej swini. 
Natomiast pierwszy AngIik, czyli czlowiek 
z Piltdown, zyl az... i tylko czterdziesd lat. Naj- 


mentu malpiej czaszki i zeba ze znalezioni\ 18 
m dalej koscil\ udowl\ czlowieka. Ostatecznie 
uznano, iz rzeczony fragment czaszki naleial 
do poteznego gibona, z czym sie tez w koficu 
zgodzil Dubois. Ale w oficjalnych publikacjach 
nie chciano usmiercie czlowieka jawajskiego. 
Na r6wni z nim czczono czlowieka pekifiskie- 
go. Niejaki dr Davidson Black, kt6ry pomagal 
zlozye w calosc czaszkc; z Piltdown (sic!), wraz z 


Rozstanie z malpq... 
Darwina 


pierw prawnik i antropolog - amator Charles 
Dawson otrzymal w 1908 roku od robotnikow 
wydobywaj\cych iwir kawalek kosci ciemienio- 
wej czlowieka. Za kilka lat sam znalazl w wyro- 
bisku kawalek kosci i uznal, ze pochodzi z tej 
samej czaszki. A za kolejny rok, wraz z kusto- 
szem Muzeum Brytyjskiego i studentem miej- 
scowego scminarium jezuickiego - uwaga - Te- 
i1hardem de Chardinem, znalazl w wyrobisku 
pare kolejnych kawalkow czaszki i zlamanl\ 
kose zuchwy, w ktorej brakowalo jednego waZ- 
nego zc;ba. Zilb 6w znaleziono osiem miesic;cy 
poiniej. W nastc;pnych latach i kolejnych miej- 
scach znajdowano podobne kawalki czaszki i 
zc;by, co juz przekraczalo zwykly zbieg okoIicz- 
nosci. Zatem wystarczylo poskladae odlamki i 
odtworzye malpoluda, ktoremu przypisano 500 
tys.lat. Dopiero po czterdziestu latach podda- 
no tc; rekonstrukcjc; ponownym i dokladniej- 
szym testom. Okazalo sic; wtedy, iz czaszka na- 
lezala do wspolczesnego czlowieka i Iiczyla so- 
bie 500 lat, natomiast kose szczc;kowa byla od 
malpy, ktora zdechla calkiem niedawno. Do- 
strzezono przy tym, iz z
by tej malpy spilowa- 
no tak, aby uczynie je podobnymi do ludzkich, 
o czym swiadczyly znalezione na nich resztki 
scierniwa. Ujawniono tez, ze kose szczc;kowa i 
zeby byly barwione srodkami chemicznymi dla 
nadania im wygll\du starych okazow. Zatem, 
czlowiek z Piltdown, to ordynarne oszustwo. 
Czlowiek jawajski i czlowiek pekinski, acz- 
kolwiek zaakceptowani przez wielu naukow- 
cow i oslawieni, tez mieli dziwne koleje POCZC;- 
cia. Dr Eugene Dubois z Holandii, po cztero- 
letnim pobycie na Jawie, powr6dl do Europy i 
w roku 1895 przedstawil Mic;dzynarodowemu 
Kongresowi Zoologow gorlll\ czeSC czaszki i zl\b, 
oraz znalezionll rok poiniej i w miejscu odle- 
glym 0 18 m kosc udowl\, ktora wydawala siC; 
bye ludzkil, jako szcZlltki naieZllce do jednej isto- 
ty. To wystarczylo aby wypelnie "brakujl\ce 
ogniwo" w ewolucji i nazwae znalezisko: Pithe- 
canthropus erectus. E. Haeckel przeslal telegra- 
ficznie depesze: Od wynalazcy pikantropa do 
jego szcz(?sliwego odkrywcy! Dopiero po blisko 
trzydziestu latach dr Dubois ujawnil dwie ludz- 
kie czaszki, kt6re znaIazl w tej samej warstwie 
co fragment czaszki malpoluda, i w ten sposob 
dopuscil do sformulowania tezy, Ze w tym sa- 
mym czasie, co domniemane malpoludy, zyli 
na Jawie wspolczesni ludzie. A to oznaczalo, iz 
nie mialo najmniejszego sensu ll\czenie frag- 


ekipl\ poszukiwaczy, w kt6rej byl Teilhard de 
Chardin jako doradca (sic!), znalazl w 1927 roku 
zl\b trzonowy. Uznal, ze jest on p61malpi, p61Iudz- 
ki i w ten sposob zaplodnil wyobrainie naukow- 
cow idel\, z kt6rej wywi6dl siC; Sinanthropus pe- 
kinensis, czyli czlowiek pekinski. Za dwa lata 
znaIeziono cz
se czaszki i doll\czono do komple- 
tu. 0 towarzyszl\Cych szczl\tkom czaszki pokla- 
dach popiolu, dor6wnujlcych wysokoScil\ dwu- 
pic;trowemu budynkowi, kt6re wraz z tysiltcami 
kamieni kwarcowych, sprowadzonych do tego 
miejsca z odleglych co najmniej 0 mile kamie- 
niolom6w, Swiadczyly 0 przemyslowej metodzie 
wypalania skalwapiennych przezwsp61czesnych 
ludzi - wspominano jako 0 "sladach ognia". Po 
kilku latach inni badacze odkryli w tym samym 
miejscu, co znalezisko Blacka, trzy kompletne 
czaszki ludzkie, a takze inne ludzkie kOSci, ale 
gdy chciano je wraz z fragmentami kosci czlo- 
wieka pekinskiego poddae dokladnym bada- 
niom, to wtedy te drugie gdzies zaginc;ly. Pozo- 
staly tylko wyobrazeniowe modele, kt6re wyko- 
rzystywano nastc;pnie przez komunist6w w celu 
nauczanie Chinczykow, ze pochodzll od malpy. 
Otoz, wedlug wcil\z uznawanego paradygma- 
tu, najwczesniejszymi homonidami S\ austra- 
lopiteki, doslownie "poludniowe malpy", kt6- 
rych wiek geologiczny okresla sie na 4 mln lat. 
Paleoatropolodzy twierdzil, ze te prawie ludz- 
kie istoty mialy 1,2-1,5 m wysokosci, a pojem- 
nose ich puszki mozgowej wahala sie w grani- 
cach 300-600 cm szesc. Okolo 2 mln lat temu z 
jednej galc;zi australopitekow rozwinll sie 
HOl1lo habilis (czlowiek zrc;czny), 0 pojemno- 
sci puszki mozgowej 600-700 cm szesc. i za- 
mieszkujl\cy tylko AfrykC;. Na okolo 1,5 mln lat 
temu przypada poczlltek kolejnego malpoluda, 
nazwanego Homo erectus (czlowiek wyprosto- 
wany). Jego przedstawicielami sl\ "czlowiek ja- 
wajski" i "czlowiek pekifiski". Osobnicy tego 
gatunku osi'lgali wysokose 1,5-1,8 m, a pojem- 
nose ich puszki mozgowej wahala sie miedzy 
700 a 1300 cm szese. Istoty te umialy krzesae 
ogieii. Okolo 500 tys. lat poiniej, czyli okolo 1 
mln lat temu, Homo erectus opuscil Afryke. 
Nastc;pnie, 300-400 tys. lat temu, pojawil sie 
wczesny HOl1lo sapiens (czlowiek rozumny) 
nazwany archaicznym. pojemnose czaszki mial 
prawie takl\ saml jak wsp6lczesny czlowiek i 
pewne cechy neandertalskie. Z Homo sapiens 


DOKONCZENIE NA STRONIE 9 


Nr5/99 

 7
>>>